Konflikty między dziećmi a drugą żoną Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • A ja znam doświadczenia tego typu od lat z trochę innej strony... Druga żona
    pewnego ojca (wcale nie jakaś młodsza - normalny związek po wcześniejszych
    rozwodach obojga) uparcie i konsekwentnie zatruwa życie jego dwóm już dawno
    dorosłym córkom, kiedy tylko wejdą w sferę rażenia. I nie można do niczego
    się przyczepić "dla dobra taty", bo przecież on z nią żyje na co dzień i nie
    można pozwolić żeby wyżywała się na nim. I tak babsko czuje się totalnie
    bezkarne. Warto może jeszcze dodać, że w jej przypadku to jak "z chłopa
    król"...
    • Mój kuzyn jakiś czas temu wymienił żonę na "nowszy model". Ze związku zostało
      mu dwoje dzieci w wieku szkolnym. Żona, która ciężko to przeżyła, bo w jakiś
      niepojęty sposób kochała tego palanta, miala ogromną klasę i wytłumaczyła
      dzieciom, ze "tatuś nie kocha juz tylko mnie, wyjesteście dla niego
      najważniejsi".
      Co prawdą nie było, bo 10-letnia córka stwierdziła, że "gdybyśmy byli
      najważniejsi, toby nas nie zostawił". O prawo do spotykania sie z dziećmi nie
      walczył, bo była żona udostępniła mu to w każdym żądanym zakresie.
      I od początku pojawiły się problemy. Spotkanie uniemożliwiała żona, ale tym
      razem druga. Ciągle pojawiały się jakieś pilne sprawy, gdy powinien iść na
      szkolne przedstawienie, albo na urodziny córki czy syna. Zakupy, opieka nad JEJ
      matką czy wyjazd za miasto były wazniejsze od jego dzieci. Do domu wstepu nie
      miały, chociaż się w nim wychowały. Gdy córka trafiła do szpitala, okazało się,
      że znacznie ważniejsze są wczasy, których absolutnie dla jej zdrowia
      psychicznego odwołać nie wolno. Kuzyn wniósł sprawę o obnizenie alimentów, bo
      nic go z dziećmi już przecież nie łączy, a w związku z następca tronu pojawiły
      się nowe wydatki.
      On był dość bogaty, jego pierwsza rodzina nie.
      Cyrk zaczął się, gdy "Druga" była w ciąży. Kuzyn dzieci nie widział chyba z 1,5
      roku. Miał chyba wyrzuty sumienia i żąl do "Drugiej", bo małżeństwo rozpadło
      się chyba dość szybko. Rozwód nastąpił później.
      Stan obecny: Córka z pierwszego związku ojca nie zaprosiła na ślub. NIgdy go
      nie było, jak go potrzebowała - teraz go nie potrzebuje. I słusznie. Matka jej,
      po ogromnej awanturze, usłyszała, że nie zmuszała ojca do spotkań z nimi. Tylko
      jak miało to robić?
      Syn nie utrzymuje kontaktów z ojcem, na ślub go nie zaprosi. Już to
      zapowiedział. I nikt go nawet do tego juz nie namawia.
      Syn z drugiego małżeństwa nie spotyka sie z ojcem - utrudnia to matka.
      Kuzyn pije i przychodzi sie wypłakiwać do mnie. Wczoraj go wyrzuciłam.

      ps. Jak przeczytałam wypowiedź idotki, że w soboty nie ma co robić przez 6
      godzin, bo dzieci spotykają się z ojcem, to mam ochotę zaproponować jej
      czytanie książęk. Miłe, pozyteczne i czegoś się mozna dowiedzieć. NIe wiedziała
      z kim się wiąże? Mąż dzieci utajnił? NIe wie, że z własnymi sa problemy?
      • Robta co chceta! Jak sobie poscielesz tak sie wyspisz. Fuck!!!
      • Pozdrawiam.Te same sytuacje są w całej Europie dlatego tylko potwierdzam.

        Przy okazji szukam właśnie takich tekstów,podobnych komentarzy dotyczących,
        prawa do spotkań ojców ze swoimi dziećmi.Szukam "lektorów" z Polski,dla mojej
        organizacji PAPAX (PAPA PAX).Poza partyjnej i nie religijnej.Zbieramy podpisy
        do Parlamentu Europejskiego(potrzebujemy 5 mln)o zmianę przepisów prawnych.

        Automatyczne i kontrolowane prawo dla ojców,dziadków,studentów do spotkań
        z własnymi dziećmi,wnukami,rodzeństwem.Wiele krajów europejskich zostało przez
        sądy,co prawda ukarane,za lekceważenie praw dziecka,ale bez skutku.

        Dzieci są maltretowane,nie mają szans często na przeżycie,są bite i to często
        przez kobiety,domy dziecka w całej Europie zapełniałą się,sytuacja jest
        tragiczna.Mordowane!!Majątek dzieci jak z przed 60 laty często przez sprytnych
        adwokatów już jest zrabowany.Są pierwsze wyroki sędziów o zakazie
        uczęszczania,przykładowo dzieci na mszy.
        Są już pierwsze pozwy przeciwko przykładowo dzieciom od 8 roku życia,że
        nie mogą określonych ulic(przykładowo w Berlinie)przechodzić(Gettos).
        Babcie po 70,są wykluczone ze spotkań z wnukami.Przez sądy w Europie.
        itd.Handel z małymi dziećmi z Polski,Ukrainy z Rosji,Słowacji i innych krajów i
        żantażowanie przez gangsterów matek dzieci wzrasta.Dzieci jako żantaż!!!
        To dotyczy dzieci,także z Polski.Nie wspominam o narkotykach o sadystycznych
        bijatykach w szkołach i o braku n.P Informatyki w szkołach podstawowych.

        Grużlica jest z powrotem.Zaznaczam w tej super Europie.Policja,prawnicy
        nawet eurpejska bezpieka nie ma szans.Są tak słabo wyposażeni i opłacani,że
        ta tragedia w Europie nie ma końca.A prokuratorzy generalni w Europie?

        Zaczęłem co prawda w jązyku niemieckim ale potrzebuje wsparcia od was,z Polski.
        Obudzcie się.Wyniszczanie następnego pokolenia się rozpoczęło.
        To nie są mżonki czy iluzje.Kościoły w Europie nie reagują,politycy mają strach
        przed oczyma.Powtarzam-organizacja neutralna.Po zmianie przepisów,będzie
        zamknięta.Od rodziny,nawet po rozwodzie,zależy nasza przyszłość.
        Przyszłość dzieci.Moja email:komponist24@gmail.com
        Strony:www.papax.de .Tam są skandale i wyroki.Jeszcze po niemiecku.

        Co prawda prawnicy próbują wszystkich prawnych alternatyw ale poinformowałem
        Hackerów w całej Europie,w Rosji również i w Stanach dlatego co nie którzy przy
        władzy,mają strach przed armią specjalistów.Banki nie mają jakichkolwiek
        zabezpieczeń.Serwery konzernów to dla specjalistów zabawa.

        Potem ta sama sytuacja w USA.Podpisy do UNO i UNESCO.
        Koniec z likwidacją następnego pokolenia!!!
        Ochrona Praw Dzieci!!!

        Mark Lips

    • Ile ludzi, tyle roznych sytuacji. Przebywając u mojego ojca bardzo nie lubię,
      gdy rozmawiając ze mna zamyka drzwi, zeby towarzyszka jego zycia (od 10 lat)
      nie slyszala o czym rozmawiamy lub gdy ją prosi o niezabieranie glosu, bo to
      nie jej sprawa. I tu się myli. To jest jej sprawa! Chcąc nie chcąc oboje
      uczestniczą w moim zyciu, czy to się komus podoba, czy nie. Przez sam fakt, ze
      sie ze soba zwiazali. Tak myslę. Moze dlatego, ze przy okazji lubię tę kobietę:)
      • Co za mądra z Ciebie dziewczyna! Gdyby mój mąż był taki, z pewnością z chęcią
        witałabym jego syna w moim domu. A tak to właśnie on zepsuł wszystko. Nie
        rozbiłam małżeństwa. Poznałam człowieka rozwiedzionego. Zaakceptowałam jego syna
        - on mnie na poczatku też. Polubiłam go. Niestety mój mąż od razu separował go
        ode mnie i naszych dwóch synów. Robert mieszkał w innym mieście, ale zapraszałam
        go do nas na wakacje. Był 2-3 razy.I chociaż był z pobytu u nas zadowolony, mąż
        wolał spotykać się z nim w rodzinnym mieście. Nigdy nie byłam natrętna,
        pozwalałam im pobyć samemu ze sobą. Nasi synowie nigdy się ze sobą nie żyli. Z
        ich relacji bowiem wynika, że , przy Robercie tatuś traktował ich źle. Tak, jaby
        chciał pokazać Robertowi, że to on jest dla niego najważniejszy. Moi synowie nie
        chcieli później z nim jeździć do męża rodziny, bo tam zawsze doznawali
        upokorzenia. Robert juz pracuje, ma 28 lat. Ostatnio mąż zaprosił go do nas po
        wielu latach. jeden z synów, wyszedł z domu, nie chciał się z nim spotykać. Za
        karę mój mąż nie odzywał się do niego przez 2 tygodnie. Potraktował naszego syna
        jak śmiecia. Myślę, że mój syn miał prawo nie chcieć tego spotkania. Mąż z
        naszymi dziećmi nigdy nie rozmawiał o swoim byłym małżeństwie, niczego nie
        wytłumaczył. Żądał tylko specjalnych honorów dla Roberta-od nas wszystkich. To
        spowodowało, że mamy do niego o to żal, ja również. Nasze i tak rzadkie
        kontakty z jego synem również się rozluźniły. Efektem tego jest to, że przyrodni
        bracia się nie tolerują. Winą za to obarczam męża.
        Na zakonczenie mam mały apel do dzieci ojców, mających drugie żony- to nie one
        odbierają Wam tatusiów- to mężczyźni, ojcowie Was porzucają. Nie można siłą
        kogos odebrać drugiej osobie. Czy wy wiecie, jakie bzdury mężczyźni opowiadają o
        sobie kobietom? Jacy są nieszcześliwi, biedni, nierozumiani? A kobiety? Też
        pragną szczęścia. A w ich naturze leży uszczęśliwianie pokrzywdzonych. Miejcie
        więc raczej pretensje do swoich tatusiów, bo to oni dla waszego dobra nie
        potrafili zrezygnować z innej kobiety. I to od niech najczęściej zależy postawa
        drugiej zony- jeśli nie musi się czuć zagrożona, polubi was!
        • Nie maja co robic, nie wiedza jak sie zachowac i potem wychodzi taki wstyd.
          Bardzo przykre to, co pisesz. Czy nikt tych ludzi nie uczy co to zrozumienie i
          szacunek dla drugiego czlowieka?
        • NIc dodac, nic ujac.
        • annamarianna1 napisała:
          > Na zakonczenie mam mały apel do dzieci ojców, mających drugie żony- to nie one
          > odbierają Wam tatusiów- to mężczyźni, ojcowie Was porzucają. Nie można siłą
          > kogos odebrać drugiej osobie. Czy wy wiecie, jakie bzdury mężczyźni
          opowiadają
          > o
          > sobie kobietom? Jacy są nieszcześliwi, biedni, nierozumiani? A kobiety? Też
          > pragną szczęścia. A w ich naturze leży uszczęśliwianie pokrzywdzonych. Miejcie
          > więc raczej pretensje do swoich tatusiów, bo to oni dla waszego dobra nie
          > potrafili zrezygnować z innej kobiety. I to od niech najczęściej zależy
          postawa drugiej zony- jeśli nie musi się czuć zagrożona, polubi was!




          tiaaa, w naturze kobiety lezy uszczęśliwianie padalców, którzy porzucają żony i
          dzieci. Oczywiscie "uszczęśliwianie " przez wchodzenie do łóżka zonatemu
          facetowi, zeby mu tak dobrze zrobić.
          A potem , dzieci mają być wdzięczne tym paniom , ze im tak tatusia
          uszczęśliwiają....haha
          • cogita napisała:
            > tiaaa, w naturze kobiety lezy uszczęśliwianie padalców, którzy porzucają żony
            i
            >
            > dzieci. Oczywiscie "uszczęśliwianie " przez wchodzenie do łóżka zonatemu
            > facetowi, zeby mu tak dobrze zrobić.
            > A potem , dzieci mają być wdzięczne tym paniom , ze im tak tatusia
            > uszczęśliwiają....haha

            Mój ty bosze,biedni ci faceci i rozum mają w gaciach. A te wredne baby do tych
            gaci sie dobierają.Nieboraki z tych facetów, zupełnie nie wiedzą co czynią.
          • Mysle,ze gdzies mialabym milosc czy nawet szacunek kochanki ojca...a i ojca tez!!!!!
            • nie przeginaj, laska -
              chyba że z mamusi też zrobisz nie żonę tatusia, ale jedynie kochanję, która mu
              dzieciątko słodkie urodziła

              mowa o partnerce, nie o skrywanym romansie i kochankach, przynajmiej próbuj
              trzymać się tematu

              --
              Sygnaturka jaka jest każdy widzi :)
          • Dopoki ojciec nie ma zoltych papierow, to moze robic ze swym zyciem co mu sie
            podoba. Nic ci do tego. Nawet, jesli ci sie to nie podoba.Taka jest prawda i
            juz.Ciebie tez splodzil nie z milosci do ciebie, tylko do kobiety, twojej
            matki.Kiedys partnerka byla twoja matka, dzisiaj inna i nie mozesz wnikac w to,
            co zdecydowalo o jego wyborze, gdyz jest doroslym samodzielnym czlowiekiem. A
            ty musisz uszanowac jego wybor,tak jak szanujesz i godzisz sie z jego
            poprzednim wyborem zony na twoja matke.Poza tym jestes winna mu szacunek jako
            ojcu, co nie jest niczyim wymyslem, tylko odwiecznym pewnikiem w wielu
            kulturach.
            Chce jeszcze dodac, ze jestem pierwsza zona meza bez "przeszlosci" i zupelnie
            bez emocji i obiektywnie widze ten temat.
        • Oczywiście tatusiowie są winni i to na nich powinna spoczywać odpowiedzialność
          za opuszczaną rodzinę. Natomiast kobieta, która zgadza się na romans z
          mężczyzną żonatym wiedząć o tym jest zwykłą Flądrą. Wiadomo, że problemy domowe
          nie mają szans z uśmiechem rodem ze sklepu z drogimi czekoladkami. Ona nie
          powinna się nawet umówić z takim panem na towarzyską kawę czy do kina. To już
          wykracza poza więzy służbowe.Zbyt wiele takich związkow kończy sie fiaskiem w
          zderzeniu z codziennością.Te kobiety tak pragnące swego szczęścia cudzym
          kosztem potem dopiero widzą małość tego "cudownego " faceta. Natomiast zostaje
          zrujnowane życie dzieci i pierwszej żony. Są pewne zasady i kto je narusza ten
          jest po prostu nikczemnikiem. Swoją drogą to Tatusiowie powinni dzieciom
          dożywotnio płacić odszkodowanie moralne za urazy psychiczne i trudności w
          stworzenia normalnego związku w przyszłości.
          • ...kulturalnym i cywilizowanym społeczeństwie ciągle rozgrzesza się faceta :)))
            czekoladki i uśmiechy przegrywają z domowymi problemami?
            przecież on się na te domowe problemy zdecydował, na litość boską :))))
            nie traktujmy mężczyzn jak kretynów, to też ludzie :)

            a kochanka z reguły płaci paskudną cenę za wkraczanie w związek
            znam historię takiej, która 3 lata nie wiedziała o małżeństwie ukochanego
            jej wina???
            NA PEWNO, przecież on nie musi się czuć zobowiązany mówić prawdę :)
            to ona ma go sprawdzić i wziąć na siebie jego złamaną przysięgę :))))))))

            --
            Sygnaturka jaka jest każdy widzi :)
          • mam wrazenie, ze dyskusja zeszla na niewlasciwe tory. przeciez zaczelo sie od
            sytuacji, w ktorej facet sie rozwodzi i wtedy dopiero pozonaje druga zona. a nie
            o kochankach, ukrywanych na boku, przed ktorymi taki pan zwykle tez ukrywa, ze w
            ogole ma rodzine.


            wiec proponuje: do rzeczy, czyli jak mowili Rzymianie ad rem :)

            a w temacie: na szczecie nigdy nia znalazlam sie w takiej sytuacji. mam jednak
            kolezanke, ktorej rozwiedzeni rodzice sa wzorem przyjazni. maja nowych parterow,
            nowe dzieci, a na wigilli spotykaja sie razem - WSZYSCY. takiej madrosci
            zyciowej zycze Wam drogie corki, matki, zony pierwsze i drugie.

            pozdrawiam
            kaska
          • bardzo dziwia mnie niektore odpowiedzi...:/ moj ojciec ma takze druga zone, i
            szczerze mowiac mam z nia lepszy kontakt niz z ojcem...teraz mam tak naprawde 2
            rodziny,i z obiema zyje dos dobrze. to samo jesli chodzi o kontakty z
            rodzenstwem, z nowego malzenstwa zarowno ojca jak i mamy. mam wrazenie ze osoby
            piszace na forum to przede wszystkim jedynaki, ktore nie potrafia z nikim
            dzielic sie rodzina...a przeciez dla szczescia wszystkich jest to niezbedne.
            trzeba pozwolic kazdemu decydowac o sobie-takze dzieciom o tym czy chca sie
            spotykac z druga rodzina ojca. to naprawde nie musi byc nieprzyjemne !!!
          • Kalija2 napisala:" Swoją drogą to Tatusiowie powinni dzieciom
            dożywotnio płacić odszkodowanie moralne za urazy psychiczne i trudności w
            stworzenia normalnego związku w przyszłości."
            czy ty aby nie mialas urazow psychicznych w przeszlosci? Co niby ma wspolnego z
            powodem do rozwodu Tatus gdy ma "porabana" zone( tak jakby to mamusie nie
            wchodzily do innych lozek). A ile kobiet wymusza zerwanie kontaktow z dziecmi z
            pierwszego malzenstwa. Kto i komu ma tu placic odszkodowania. To jakies bzdety.
            • Jestem w zwiazku z rozwodnikiem.on ma syna niestety.tak niestety.na litosc
              boska wiem ze nie jest winne dziecko ale do cholery jasnej co ja jestem winna
              ze pokochalam rozwodnika.wiem wiem mozecie powiedziec wiedzialas w co sie
              pakujesz. a myslicie ze to na poczatku przeszkadza? nie! niezauwaza sie tego na
              poczatku sie toleruje dziecko usmiecha sie na samo wspomnienie imienia. ale
              pozniej jest proza zycia. mieszkamy razem z moim chlopakiem a syn 8letni z
              matka daleko. i moj chlopak odwiedza go ok raz na 3 mce kocha go wiem ale na
              litosc boska to ja z nim zyje to ja sie opiekuje moim chlopakiem to ja z nim
              spedzam wiecej czasu jak nie caly czas. wiec uwazam ze on nie ma juz syna bo go
              nie wychowuje nie jest z nimnie widzi jak dorasta. rodzicem sie jest wtedy gdy
              z dzieckiem sie przebywa i ma sie wplyw na krztaltowanie jego osobowosci i
              charakteru. nie ma prawa sie nazywac ojcem a tylko dawca nasienia. kim sa
              rodzice ci co oddali do domu dziecka czy ci co zaodoptowali i wychowuja dziecko?
              sranie w banie z tym ze mam nie przeszkadzac w kontaktach z tak zwanym synem.
              zyje z moim chlopakiem moze w przyszlosci mezem i co za 10 lat synus zapuka ze
              chce pieniedzy? nie ma prawa. a nikt sie nie zastanawia co ja czuje? nie ma
              prawa mi odbierac czasu :syn: mojego chlopaka bo on tak chce. trudno rozstali
              sie i koniec zycie toczy sie dalej.to ja jestem z moim chlopakiem codziennie a
              nie przyjdzie pewnego dnia synus i mi powie spadaj bo to moj ojciec a ty jestes
              ta druga. o nie!!!!!!
        • > Na zakonczenie mam mały apel do dzieci ojców, mających drugie żony- to nie one
          > odbierają Wam tatusiów- to mężczyźni, ojcowie Was porzucają. Nie można siłą
          > kogos odebrać drugiej osobie. Czy wy wiecie, jakie bzdury mężczyźni opowiadają
          > o
          > sobie kobietom? Jacy są nieszcześliwi, biedni, nierozumiani?

          ...przypuszczam ze identyczne bzdury opowiadaja mezczyznom takze i kobiety...
          ...zeby nie bylo nieporozumien, mimo tego ze to nie ja zostawilem moja byla
          zone, nie ma we mnie goryczy...bywa w zyciu takze i tak...syn jest nadal
          NASZ...i mysle ze oboje to doceniamy...nie zawsze wiec tylko tatusie sa
          wszystkiemu winni..prawda z reguly lezy posrodku...
      • soniaaa, a powiedzialas mu to?Zaprotestuj ktoregos dnia i wypowiedz swoje
        zdanie w tej kwestii.
      • soniaaa napisała:
        > Ile ludzi, tyle roznych sytuacji. Przebywając u mojego ojca bardzo nie lubię,
        > gdy rozmawiając ze mna zamyka drzwi, zeby towarzyszka jego zycia (od 10 lat)
        > nie slyszala o czym rozmawiamy lub gdy ją prosi o niezabieranie glosu, bo to
        > nie jej sprawa. I tu si

        Powiedz mu o tym, tylko w 4 oczy, bo rozmowa moze byc krepujaca (takze i dla
        niej). I nie wykrzycz w zlosci, tylko wytlumacz, ze lubisz jego wybranke, a poza
        tym to, skoro on ja wybral na towarzyszke zycia, to jest ona w jakis sposob
        wazna takze i dla Ciebie.
      • soniaaa napisała:

        > Ile ludzi, tyle roznych sytuacji. Przebywając u mojego ojca bardzo nie lubię,
        > gdy rozmawiając ze mna zamyka drzwi, zeby towarzyszka jego zycia (od 10 lat)
        > nie slyszala o czym rozmawiamy lub gdy ją prosi o niezabieranie glosu, bo to
        > nie jej sprawa. I tu się myli. To jest jej sprawa! Chcąc nie chcąc oboje
        > uczestniczą w moim zyciu, czy to się komus podoba, czy nie. Przez sam fakt, ze
        > sie ze soba zwiazali. Tak myslę. Moze dlatego, ze przy okazji lubię tę kobietę:
        > )

        Dzieciom to nic nie dogodzi jest wiele ojców którzy odwrotnie postępują niż twój
        ,pozwalają obcym kobietom wtrącać się w nie swoje sprawy ,pozwalają na to aby
        źle o tych dzieciach mówiły i nastawiają swoich facetów przeciwko swoim
        dzieciom. Masz bardzo mądrego ojca ,szkoda że tego nie doceniasz. Nie rozumiesz
        tego że może lubisz tą kobietę bo tatuś nie pozwolił na to aby ci zrobiła
        krzywdę(choć nie twierdzę że kobieta twojego ojca jest zła)Gdyby wszyscy ojcowie
        mieli
        takie podejście jak twój nie byłoby tylu problemów z macochami oby takich więcej.
    • Strasznie głupi komentarz autorki artykułu. Wydaje mi się że w takich
      sytuacjach dziwaczne jest nie rozmawianie z partnerką czy też drugą zoną o
      własnych dzieciach, decyzjach finansowych z nimi związanych, etc.A co do
      dzieci , małżeństwo nie kończy się przez kogoś trzeciego, trzecia osoba pojawia
      się bo ktoś tej osoby zwyczajnie szuka bo związek pozornie poprawny dobry nie
      był.Rzecz w tym,że jak wszyscy mają klasę i zdrowy rozsądek to starają się żyć
      zgodnie a nie walczyć ze sobą.
    • Nie rozumiem tej postawy "drugich żon" by nie pozwalać na kontakty z dziecmi z poprzedniego zwiazku lub stawiac ultimatum "albo one , albo ja". Ja sama namawiam partnera by jak najczęsciej widywał się z córką, bo wiem jakie to jest dla obydwojga ważne.
      • A ile ich jest ? :-) Ja jakoś mam wrażenie,że autorką artykułu jest "pierwsza"
        żona. Z osób które znam to wygląda to że raczej dzieci często pod
        wpływem "porzuconych" partnerek stawiają z miejsca weto dla wszelkich kontaktów
        z partnerką ojca, albo i same porzucone. Wystarczy troszkę poczytać fora
        internetowe
        • Jak dorosły człowiek woli spędzać 6h weekendu z dorosłymi (!) dziećmi i to
          regularnie jak sugeruje artykuł, to coś tu jest poważnie nie w porządku albo z
          nim albo z całym małżeństwem
          • Może nie umiem czytać, ale w tekście nic nie ma o tym, żeby to były dzieci
            dorosłe. Jeżeli sądzisz, że rodzić, który poswięca 6 godzin tygodniowo (to moje
            domniemanie - bo zwykle w ciągu tygodnia wszyscy są zajęci) WŁASNYM dzieciom,
            jest dziwny. No to ja już nic nie rozumiem.
            Przecież chyba nie z nimi sę rozwiódł? To chyba nadal są jego dzieci. Skoro
            drugi rodzic (najczęściej matka) jest z nimi kilka godzin codziennie (poza
            pracą i snem), to chyba 6 godzin nie jest dużo. A dorosłym dzieciom to już
            ojciec niepotrzebny?
        • Nie zawsze.Ja akurat jestem taką córką z pierwszego małzeństwa.Na początku
          trudno mi było zaakceptować nowa partnerkę ojca, jak też nowego partnera
          mamy.Po prostu w pewnym wieku (miałam wtedy jakieś 15 lat) takie sprawy sa
          bardzo trudne.Ale z wiekiem wiele rzeczy zrozumiałam, musiałam
          zaakceptować.Chcac nie chcąc.Pomimo ze nie przepadam za nową żoną ojca, jestem
          dla niej miła.Na dystans, ale zawsze.Dlaczego?Po prostu wiem, jak ja bym sie
          czuła, gdyby mój ojciec nie akceptował( i to okazywał) mojego męża.Tak wiec
          wpadam na herbatkę, pogadamy o bzdurach w miłej atmosferze...ale sprawy ważne i
          osobiste omawiam przez telefon.To chyba jakieś wyjście, co?
    • Z tego co wiem bigamia jest w polsce zabroniona.
    • Pierwszy raz sie nie do konca z pania Dodziuk zgadzam. To normalne, ze ojciec i
      dzieci z pierwszego malzenstwa maja swoje sprawy i tajemnice, z ktorych czesci
      druga zona ojca jest wylaczona (ba! nawet ich wlasna matka, bo dzieci maja
      swoje sprawy na wylacznosc z kazdym z rodzicow). Ale to nie jest normalne,
      jesli jest totalnie odizolowana, nie wie nic o dzieciach swego partnera, nie ma
      z nimi prawie kontaktow, bo to tak, jakby nie wiedziala nic o jednej z
      najwazniejszych zyciowych spraw kochanego mezczyzny. Tam gdzie sa tajemnice,
      sekrety i wykluczenie nie ma zwiazku. Nikt nie wymaga od dzieci milosci czy
      sympatii, ale minimum normalnej grzecznosci i szacunku wobec drugiego czlowieka
      jest obowiazkowe. A tutaj nawet tego nie ma! Odnosze wrazenie, ze to nie drugie
      zony i dzieci, ale mezczyzni nie staja na wysokosci zadania w takich
      przypadkach, bo odizolowanie tych dwoch swiatow od siebie jest dla nich
      najlatwiejsze, nie musza i nie chca uczynic zadnego wysilku, by te stosunki
      byly przynajmniej poprawne. Mam wrazenie ze to panowie nie radza sobie ze swoim
      poczuciem winy w zwiazku z rozpadem pierwszego malzenstwa i nie potrafia ani
      drugiej zonie ani dzieciom powiedziec czasem "nie". Np. Nie mozesz zle
      traktowac mojej zony. Nie mozesz decydowac o sprawach moich dzieci.
      Zycie w rodzinie to sztuka kompromisu, nie jest dobrze, jak ktokolwiek (nawet
      dzieci!) dyktowal wszystkim, co maja robic i by jego potrzeby bez wyjatku
      wygrywaly.
      Temat znam z autopsji i wiem, ze mozna inaczej, najwiecej to zalezy od wysilkow
      meza i ojca.


      --
      urodzony pierwszego dnia wiosny
      • oczywiście, że druga żona może - a nawet powinna - decydować jak pełnoprawny
        członek rodziny o sprawach dzieci z poprzednich/ego małżeństw/a
        nie tylko dlatego, że członkiem rodziny jest
        ale i z tego względu, że opieka nad dziećmi łączy się z wydatkami - a to
        dotyczy również zarabianych wspólnie pieniedzy
        i kolejna sprawa - jak inaczej spędzać choćby święta???
        ojciec i dzieci jako rodzina, a żona jako gość?
        i to gość, który przygotowanie tychże świąt bierze w dużej mierze na siebie???

        rodzina to rodzina, nie ma tu miejsca na dyskusje, w które sprawy wolno
        ingerować, a w które nie - to dorośli tworzą taki, a nie inny dom dzieciom -
        przy dobrej woli wszystkich wszystko da się pokojowo ustawić - tylko wszystkich
        po równo należy brać pod uwagę

        mąż ma żonę traktować jak normalnego, pełnoprawnego członka rodziny
        dzieci też
        zaś żona ma traktować dzieci męża dokładnie tak samo
        i finito

        --
        Sygnaturka jaka jest każdy widzi :)
        • Dzieci niekoniecznie muszą traktować drugą żonę ojca jako pełnoprawnego członka
          rodziny, zależy czy zasługuje na szacunek i przyjaźń. Jeśli zniszczyła
          małżeństwo rodziców to raczej nie chciałabym mieć z taką osoba kontaktów. Z
          ojcem też byłyby raczej chłodne
          • ok
            ale sprawiedliwym jest, by członków rodziny, również matkę, ciotkę i babkę,
            ocenia się wedle jednych kryteriów

            więc jeśli ojciec i mama zawsze są ok, niezależnie od swoich uczynków - to nie
            ma najmniejszego powodu, by surowiej traktować kogoś, kto członkiem rodziny się
            stał

            --
            Sygnaturka jaka jest każdy widzi :)
    • A ja się zgodzę w wielu punktach z p. Dodziuk.
      Jeśli kobieta wyobraża sobie związek jako wieczne trzymanie się za ręce,
      planowanie wszystkiego razem, wszystkie wyjazdy muszą być wspólne i "my nie
      byliśmy daleko od siebie dłużej niż 3 dni, a i tak wtedy płakałam", to powinna
      poszukać sobie kawalera. Najlepiej sieroty.

      Każdej kobiecie przyda się własna przestrzeń życiowa, własne hobby (tylko jej,
      nie wspólne z partnerem), część odzielnych znajomych, umiejętność samodzielnego
      organizowania sobie czasu. Druga żona/partnerka musi mieć te cechę na 100%.
      Inaczej będzie siedzieć w czterech ścianach i "wymóżdżać".

      Inna sprawa to kwestie finansowe, wydarzenia w życiu tamtej rodziny - każdy
      mężczyzna reaguje indywidualnie. Jeden potrzebuje podzielić się wiadomościami
      (gorzej - potrafi emocjonalnie obarczyć drugą żonę jego problemami). Inny czuje
      potrzebę zachowania tej sfery życia dla siebie. Zawsze musi pamiętać, że
      powinien myśleć odpowiedzialnie o dwóch swoich rodzinach (byłej i aktualnej).

      Piszę to z pozycji drugiej partnerki, której mężczyzna spotyka się regularnie
      ze swoimi dziećmi i pewną część budżetu domowego przeznacza na finansowanie ich.
      Wiem, co to wyjazd na wakacje sama.
      Wiem, co to wypad na piwo ze znajomymi sama.
      Wiem, co to spędzenie weekendu sama, bo mężczyzna wyjechał z dziećmi.
      Wiem, czym jest patrzeie jak mężczyzna rozmawia przez telefon o kłopotach ich
      dziecka w szkole i czekanie, czy będzie chciał SAM o tym opowiedzieć.
      Nie ma związków idealnych.

      --
      Bo myśleli, że to Paraolimpiada i zaskoczył ich sprawny rywal...
      • wystarczy poczytać sobie forum "macochy " , gdzie właśnie macochy szczerze, bo
        anonimowo piszą o swej nienawiści do ex żon , do pasierbów, doradzają sobie,
        jak zminimalizować alimenty, jak nie wspierać finansowo studiujacych pasierbów,
        co zrobić, aby nie zabierać jego dzieci na wczasy.
        Nie bez przyczyny słowo MACOCHA ma negatywne znaczenie.
        • Wystarczy poczytac ciebie eksiowo, bo na macochach czegoś takiego nie ma. Taka
          jesteś chora z zazdrości ,że twój eks jest szczęśliwy z kim innym ?
          • no i miałam rację uderz w stół, a odezwie się "szczęśliwa "macocha.
            Wystarczy poczytać pare watków i cały obraz macoch mamy , jak na dłoni.
            Zazdrosne o dzieci, o exie, które były przed nimi, o cały świat.
            • i mam nadzieję, że przynajmniej przeczuwasz, że określasz też te kobiety, które
              mają naprawdę dobry kontakt z dziećmi partnera

              --
              Sygnaturka jaka jest każdy widzi :)
            • Trafiłaś jak kulą w płot , jestem pasierbicą. To moja matka pijąc gorzałę przez
              wiele lat zrujnowała nam życie i zniszczyła naszą rodzinę, bo wcale mu się nie
              dziwię,że wkońcu kogoś znalazł a jak wreszcie przestala po latach pić to ojciec
              odszedł. I nie znoszę swojej macochy bo zwyczajnie jest, do ojca też mam żal że
              odszedł. Obiektywnie patrząc ani ona zła ani on skur... . A mamę zwyczajnie
              kocham i tyle.
        • ...na tym forum też bardziej doświadczone macochy pomagają mniej doświadczonym
          w zrozumieniu tego, że dzieci męża z porzedniego związku trzeba zaakceptować,
          ale, że od samych tych dzieci i ich postawy wobec macochy też dużo zależy,
          jeśli są to dzieci nastoletnie lub dorosłe.



          Nie bez przyczyny słowo MACOCHA ma negatywne znaczenie


          Nie tylko niedoświadczone macochy przyczyniają się do takiego wizerunku. Wielki
          udział mają w tym niektóre byłe żony i pasierbowie.
      • Podpisuje sie rekami i nogami pod tym postem :)
        Czlowiek to nie wlasnosc przekazywana z rąk do rąk.
        Z partnerem mozemy tworzyc jednosc, ale nie jedno - cialo i dusze...

        Podziwiam za madrosc zyciowa lilith76
      • Lilith, nie trywializujmy, i nie sprowadzajmy kobiety z artykułu do roli
        zakochanej smarkuli, która bez misia nie zaśnie. To nie o czas czy atencję tu
        chodzi, ale o zwykły szacunek dla żony.

        Jeśli np. facet zaprasza gości - to niezależnie czy to jego córki czy kumpel z
        wojska - powinien to ustalić z partnerką. Jeśli w stosunku do dorosłych dzieci
        facet - proszony czy nieproszony - na kazdy gwizdek leci z pomocą, nawet nie
        spytawszy żony o to, co ona o tym sądzi - to nic dziwnego, że partnerka czuje
        się zignorowana. A jeśli jeszcze do tego na jej prośby nie reaguje - nic
        dziwnego że jej z tym źle. Jesli mój mąż niefrasobliwie obiecuje np. w czasie
        wakacji zająć się pieskiem swojego syna, to zrobię aferę, bo ja nie mam ochoty
        na pobudkę o 6 rano. Takich przykładów jest mnóstwo i wtłaczam mu wciąż do
        głowy zasadę "nic o nas - bez nas".

        Piszesz przez pryzmat własnych doświadczeń - przez pryzmat moich powiem tyle -
        inaczej się odbiera te same sytuacje jeśli chodzi o małe dzieci, bo jest
        łatwiej. Po drugie - sądzę że inaczej odbiera się decyzję podjętą wspólnie, a
        inaczej jeśli np. jest się stawianym pod ścianą na zasadzie "jedź sama, ja nie
        mogę, bo obiecałem córce, że będę jej podlewał kwiatki". Nikt nie mówi, że
        facet musi przekazywać wszystkie informacje o swoich dzieciach. Ale po prostu
        nie ma prawa decydować sam kiedy konsekwencje mogą mieć wpływ na ich wspólne
        życie.
        • Ale po prostu
          > nie ma prawa decydować sam kiedy konsekwencje mogą mieć wpływ na ich wspólne
          > życie.

          zgodzę się z tobą i z wypowiedzią elfa poniżej - mnóstwo zależy od faceta
          (teksty, że olał dzieci, bo druga żona go podburzyła można pomiędzy bajki
          włożyć - wygodnie mu było), ale widocznie to nie temat dla WO.

          Dodziuk odniosła się do określonego listu i określonej rodziny (przegany już na
          forum macochowym), uwypukliła jeden aspekt takiego związku. ciężko
          wygeneralizować to na resztę.

          --
          Bo myśleli, że to Paraolimpiada i zaskoczył ich sprawny rywal...
        • zapominacie o jednej najwazniejszej sprawie, ze dzieci dla faceta to krew z
          krwi, a druga, trzecia, czy n_ta partnerka dzisiaj jest, a jutro zastapi ją
          inna.
          • moja córka to również krew z mojej krwi, jednak wydaje mi się oczywiste, że
            niektóre decyzje które jej dotyczą powinnam przynajmniej konsultować z mężem,
            mimo że jej ojcem nie jest. Rozmawiamy więc o tym, jak jej zorganizować
            wakacje, czy prywatna szkoła czy państwowa - bo to ma wpływ na nas oboje. W
            drugą stronę powinno to wyglądać tak samo.

            To moje dziecko, ale ono odejdzie - ja zostanę przy boku tego faceta. To on
            będzie mnie wspierał, pomagał - ona będzie miała własne życie. I dlatego tak
            ważne jest aby się dogadywać z partnerem, szczególnie kiedy dzieci są dorosłe.
    • mój mąż ma dorosłego syna, ale szczęśliwie udaje sie przebrnąć bez kłopotów we
      wzajemnych relacjach, dodatkowo nasz 4letni syn uwielbia "WIELKIEGO BRATA",
      mozna nauczyć się żyć nie stwarzając dodatkowych zupełnie niepotrzebnych
      stresów, na początku obu stronom było niec trudno, ale przy odbobinie dobrej
      woli z obu stron udało sie świetnie
      • Mu mnie jest podobny problem z moim drugim mezem...
        Nie umie zaakceptowac moich kontaktow z dorastajaca corka.
        Rosci sobie prawa do wychowywania jej. Do czasu pozwalalam na to, jednak po
        konsultacji z psychologiem odberalam mu wszelkie prawa w decydowaniu o zyciu i
        wychowaniu mojej corki. ON troche sie buntuje, ale za to moje kontakty z corka
        ulegly duzej poprawie. Mysle, ze z czasem moj mezczyzna tez to zrozumie...
    • Większośc z was opisuje historie gdzies zasłyszane, a mnie taki przypadek
      spotkał osobiście. Mój ojciec 6 lat temu odszedł z domu do innej kobiety.
      Zostawił mnie i mamę dla kobiety z którą spotykał się na długo przed odejściem.
      Nadal gdzieś na dnie serca czuję do niego żal, że tak postąpił, że nie chciało
      mu sie walczyc o małzeństwo. Ale co zrobic, stało się i koniec. Obecnie moje
      relacje z ojcem napewno są lepsze od tych kiedy mieszkał z nami, ale daleko mu
      do idealnych. Jestem dorosłą 24-letnią kobietą a mój ojciec jakiś czas temu
      przypomniał sobie że dziecko trzeba wychowywac. Tym samym próbuje mnie
      zasymilowac ze swoją życiową partnerką. Szczerze mówiąc nie mam na to ochoty,
      mimo ze akceptuję jego związek (bo niby co innego mi pozostaje). O tych
      wszystkich odczuciach opowiedziała mu ale on dalej tego nie rozumie i robi mi
      karczemne awantury. Wystarczy mi świadomośc że mój ojciec jest z kobietą dla
      której zostawił moją matke, na nic więcej nie mam ochoty. Jednak mój ojciec
      odbiera to jako mój brak wychowania i złośliwośc. Zupełnie nie wiem jak sobie z
      tą sprawą poradzic ...
    • jest tam słowo MACOCHA - słyszała je pani??
    • No cóż...
      Na podstawie lektury utwierdzam się w przekonaniu, że najbardziej NATURALNYM
      środowiskiem człowieka jest RODZINA, rodzina, gdzie małżeństwo trwa do końca życia.
      Wszelkie "drugie" związki, "dzieci mojego męża" są po prostu nienaturalne - i
      stąd wszystkie problemy.

      Nienaturalna jest druga mamusia, dwóch tatusiów itd. itp.
      Tata, mama i dzieci - to jest rodzina (*).

      Możecie sobie myśleć, co chcecie, ale daleko mi do kręgów Rydzykowo-moherowych.

      (*) gorzej jak tata jest pijanym bydlakiem, ale to już inna historia. Od takiego
      taty się ucieka, taki tata się drugi raz nie żeni, tylko znajduje sobie
      partnerkę-pijaczkę, a konflikty są rozwiązywane pięścią i denaturatem.
      I nikt się nie zastanawia nad relacjami z macochą, bo nikt nie wie co to te relacje.
      • zgadzam się, a jestem szczęśliwą partnerką faceta "z odzysku", ale tylko to ;
        niestety wszyscy (każde z nas i nasze dzieci z poprzednich związków)
        dotkliwie odczuwamy brak tzw. normalnej rodziny
      • Teza chwalebna pod warunkiem, że KAŻDY mężczyzna pasuje do KAŻDEJ kobiety.
        Niestety, częściej się zdarza, że ludzie tworzą rodzinę średnio dopasowni
        charakterami, temperamentami i pomimo pracy nad związkiem, starań dochodzą do
        wniosku, że i oni, i dzieci będą szczęśliwsi jeśli ułożą sobie życie oddzielnie.

        Nie podejmuję się rozszyfrowania dlaczego zakłada się niekiedy rodzinę z kimś
        do kogo się nie pasuje.


        > (*) gorzej jak tata jest pijanym bydlakiem, ale to już inna historia. Od
        takieg
        > o
        > taty się ucieka, taki tata się drugi raz nie żeni, tylko znajduje sobie
        > partnerkę-pijaczkę, a konflikty są rozwiązywane pięścią i denaturatem.
        > I nikt się nie zastanawia nad relacjami z macochą, bo nikt nie wie co to te
        rel
        > acje

        W tym świecie oczywiście brakuje kobiet, które odchodzą z dziećmi - z różnych
        powodów - np. do innych mężczyzn.

        Takie fantazje to się ma w wieku 15 lat. Potem poznaje się prawdziwe życie.


        --
        Bo myśleli, że to Paraolimpiada i zaskoczył ich sprawny rywal...
        • Nikt nikogo nie zmusza do ślubu w wieku 18 lat - przecież jest czas, żeby się
          poznać, nawet zamieszkać ze sobą przed ślubem... Rozwody oczywiście zdarzają
          się, ale to nic dobrego. Lepiej, żeby ludzie byli sobie wierni i się kochali. A
          jeśli ktoś ma 3cią, 4tą żonę to argumenty o niedopasowaniu może sobie wsadzić
          gdzieś:) Pozdrawiam
        • jak sa konflikty i nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o forse - znane
          powiedzonko......i tu tak wlasnie jest w konflikcie kopciuszkowsko-pasierbsko-
          macoszym. Dlatego poki co wiem jedno - na poczatku malzenstwa nawet przed
          narodzinami dziecka powinnien byc wrecz prawny przymus zeby dziecku zalozyc
          polise posagowa, z pierwszych zbieranych przez pierwsze powiedzmy kilka lat
          pieniadze. potem sobie mozna sie rozwodzic albo i nie i sie dorabiac. wtedy nie
          ma taki porozwodowy dzieciak pretensji do nikogo o kase na studia czy zycie .
          pod warunkiem oczywiscie ze nie jest pazernym potworem skrupulatnie podjudzanym
          przez tego rodzica z ktorym zamieszka po rozwodzie. ale wtedy pozostaje mu juz
          tylko jego durnowata zlosliwa pazernosc. i zadna nowa rodzina, nowa zona/maz
          czy nowe dzieci nie beda cierpiec z powodu zawyżanych bezsensownie alimentow.
      • zapytaniaznak napisał:

        > Na podstawie lektury utwierdzam się w przekonaniu, że najbardziej NATURALNYM
        > środowiskiem człowieka jest RODZINA, rodzina, gdzie małżeństwo trwa do końca
        życia....>
        > Nienaturalna jest druga mamusia ...

        Nie przyszło ci czasem do łebka, że drugie małżeństwo dośc często zawiera się
        własnie dlatego, że to pierwsze trwało do końca życia - drugiej strony. W
        takich związkach też są problemy z dziećmi z poprzedniego małżeństwa.

        --
        O, to ja - taka mądra jestem?!
        • Mój mąż jest właśnie z takiej rodziny. Jego ojciec zmarł 10 lat temu, od 3 lat
          moja teściowa jest związana z jakimś facetem. Koleś tylko na weekendy
          przyjeżdża, od poniedziałku do piątku teściowa siedzi sama. A my od dwóch
          miesięcy wydzwaniamy do niej, żeby podała jakikolwiek termin weekendowy, kiedy
          będziemy mogli przyjechać, spokojnie porozmawiać, żeby ten koleś raz na jakiś
          czas nie siedział u niej, żebyśmy mieli tą swobodę rozmowy o naszych prywatnych
          sprawach. I niestety, nie możemy się doprosić. Mimo, że zapewnia, jak bardzo
          kocha swojego syna, nie jest w stanie poświęcić jednego weekendu, na spotkanie
          z nami.
          Ostatnio okazało się, że ten facet się rozchorował i będzie miał operację.
          Zapowiedziała nam, że jak tylko on pójdzie do szpitala, to od razu nas
          powiadomi, i będziemy mogli przyjechać do niej, bo on będzie leżał w szpitalu.
          Jak dla mnie to zarówno kontakty mojej teściowej z synem jak i ze swoim
          partnerem są do kitu.
    • mąz jest starszy o 21 lat ode mnie, ma 4 dzieci z poprzednich związków. Dzieci
      sa juz dorosłe. Problemem jest najstarsza córka: ma dostęp do konta Tatusia i
      bez ograniczeń z niego korzysta bo jej partner ciągle jest bez kasy, od ojca
      swojego dziecka nie stara się o alimenty bo " to tak głupio - jemu się nie
      przelewa". Tylko tatus jest niezawodny, kiedys mu odda... Wpada do nas na kilka
      dni bo ma interes do załatwienia w naszym mieście... A ja tylko chciałabym,
      zeby kiedyś mąż uwzglądnił moje potrzeby np. nie wyrażając zgody na jej wizytę
      bo np. mamy inne plany, albo zeby przyblokował jej dostep do konta bo jej
      potrzeby obciążaja nas oboje. kiedy próbowałam mu to wytłumaczyć, oburzył sie:
      to co, mam powiedzieć: córko radź sobie sama w życiu bo ja mam żone i musze
      liczyc sie także z jej zdaniem????
      Tak, własnie tak, ja nie chcę by zrywał kontakty z dziećmi tylko by uczynił je
      (te kontakty) racjonalnymi. Nie widze powodu dla którego musze rezygnować z
      wyjazdu na urlop bo partner mojej pasierbicy płaci duze alimenty a
      własnie "musieli" kupic sobie nowy telewizor za pieniądze mojego męża. Niech
      kazdy żyje swoim życiem. Mam z mężem wspólnośc majątkową i jego długi obciążają
      także mnie, byc może któregoś dnia (mąż ma 68 lat) tylko mnie... Małżeństwo to
      nie tylko siedzenie przed telewizorem i wspólne łóżko... Chce mieć wpływ na
      sposób spedzenia np. swiąt a nie dowiadywac sie, ze córka "zapowiedziała swój
      przyjazd". Jestem żoną, gospodynia we wspólnym mieszkaniu i dlaczego moje
      zdanie się nie liczy? To dla mnie jej przejazd znaczy dodatkowa pracę przy
      obsłudze gościa więc nie moge byc pomijana.Kiedy zauważyłąm, że córka od wielu
      lat nie była na grobie matki i że jako ojciec powinien zwrócic jej uwagę -
      usłyszałam, ze widocznie była bardzo zajeta... Ja juz powoli zaczynam tęsknić
      za utracona półtora roku temu niezaleznością... ale zal mi męża bo zaczyna
      podupadac na zdrowiu... Kto się nim zaopiekuje, kiedy odejdę? To dobry
      człowiek...
    • Jestem córką (prawie trzydziestoletnią), której rodzice są po rozwodzie i oboje
      mieli partnerów. Partnerkę mojego ojca bardzo lubię. Wiem, że tato dzieli się z
      nią wieloma swoimi przemyśleniami, szuka oparcia i rady. Wiem, że tego
      potrzebuje. Bo to normalne i ludzkie - w każdym razie tak się dzieje w związku
      ludzi, którzy nie tylko się kochają ale też się zwyczajne lubią.

      Jestem też z mężczyzną z tzw garbem, który ma dwójkę dzieci. Rozmawia ze mną o
      nich, dzieli się ze mną ich problemami, pyta o radę. I to też uważam za
      normalne. Oczywiście stawiam granicę, kiedy uważam, że chce bardziej niż
      zazwyczaj obciążyć mnie ich problemami. Uważam też, że mam prawo do tego aby
      nie spotykać się z jego dziećmi, kiedy nie mam na to ochoty. Tak samo jak i one
      bez mojego udziału. Nie wyobrażam sobie natomiast braku porozumienia w
      kwestiach majątkowych. To podstawa przy tego typu związkach. Tak jak i
      wcześniejsze ustalenia dotyczące ilości czasu jakie dzieci spędzają w domu ojca
      i tego na ile macocha chce jego w tych spotkaniach wesprzeć.

      Kocham mamę i tatę. Dla nich zawsze będę ich córką. I bardzo chcę żeby byli
      szczęśliwi.

      Odnosząc się zaś do samego artykułu i tego co napisała pani Dodziuk. Częściowo
      się zgadzam a częściowo nie. Po prawie 2,5 roku własnej terapii wiem, że to
      nie chodzi tylko o to aby zająć się sobą, czy właściwie zadbać o swój związek.
      Chodzi o to, aby partner umiał ustawić jedną i drugą stronę. Dlatego reakcję
      tego jedynego mężczyzny, który ustawił córki do pionu uważam za dojrzałą. Bo wg
      mnie w tego typu relacjach najwięcej zależy od dojrzałości mężczyzny.

      Pozdrawiam serdecznie,
      elf
    • ciekawa jestem czy rady byłby te same, gdyby rzecz nie dotyczyła relacji
      pomiędzy mężem a dorosłymi dzieci, a np. relacji mąż-teściowa? gdyby facet
      poświęcał czas sprawom swojej matki, z nią konferował za plecami małżonki i z
      nią czynił ustalenia? Albo gdyby sytuacja dotyczyła pełnej rodziny, gdzie jeden
      z rodziców stale "konspiruje" z dziećmi za plecami drugiego, i z pominięciem
      współmałżonka podejmuje decyzje? w rodzinie nieomal każda sytuacja dotyczy
      obojga, czy to normalne jeśli w małżeństwie każde ciągnie ten wózek w swoją
      stronę?

      > Chcę się dołączyć do pytania jednej z drugich żon: 'Czy to jest objaw miłości
      do ojca - zniszczyć jego nowy związek?', i oczywiście zadać pytanie
      przeciwstawne: 'Czy to jest objaw miłości do męża - dążyć do zrujnowania jego
      relacji z dziećmi?'.

      czemu jest to przedstawione na zasadzie albo-albo - albo zniszczenie relacji z
      dziećmi, albo zniszczenie związku? czemu ma służyć odwracanie pytań? dla mnie
      to czytelna aluzja do tego, że to parnterka powinna w tym układzie odpuścić, że
      to ona powinna "być ponadto", pogodzić się z sytuacją w imię miłości do
      partnera. Wg mnie to nie kobiety powinny ustawiać te relacje - to rola faceta,
      który je łączy. On powinien wypracować standard, który obu stronom
      umożliwi "pokojową egzystencję", nawet jeśli nie darzą się sympatią. To jego
      obowiązkiem jest dbałość o pogodzenie interesów obu swoich rodzin.

      "Bo przecież (przepraszam za banał) chodzi nie tylko o to, co robi się razem,
      lecz także o to, jak się to robi."

      Owszem, ale kwestia leży również w tym, czego się NIE ROBI razem (i dlaczego),
      czego się NIE MÓWI, i jak wiele obszarów życia jest odrębnych, ile wspólnych -
      których jest więcej i jaki mają ciężar gatunkowy. W rodzinie bardzo mało jest
      decyzji które NIE DOTYCZĄ obojga. Jeśli ojciec umawia się z córkami w jakiejś
      kwestii - dotyczy to również jego drugiej żony, ona powinna o tym wiedzieć i
      jej zdanie powinno być brane pod uwagę. Drugie małżeństwo nie powinno być
      oparte na zasadzie "sam sobie sterem + partner na doczepkę", bo trudno się
      dziwić, że ten partner będzie się w takim układzie czuł jak piąte koło u wozu.

      łatwo powiedzieć - znajdź swoje zainteresowania, żyj swoim życiem - niby
      slusznie, ale to tak jak z tortem - raz na jakiś czas jest pyszny, ale jeśli
      stanowi podstawę jadłospisu, to bardzo szybko traci na atrakcyjności.

      Jak ma się czuć żona - widząc że żyją obok siebie, na pół gwizdka bo "to nie
      jej sprawa"? jak tworzyć więź, jak podtrzymywać dobre relacje w związku, gdzie
      jedna strona jest wyłączona z obiegu, bo nie ma prawa uczestniczyć w istotnym
      obszarze życia męza - który co prawda ją dotyka, ale teoretycznie nie ma prawa
      nań wpływać?

      normalne jest, że nie wszyscy dogadują się na tyle dobrze, żeby jakoś tę
      rodzinę spiąć razem i z pewnością druga żona nie musi być zaangazowana w
      relacje pomiędzy mężem a córkami, nie musi znać spraw i problemów pasierbów -
      jeśli sobie tego nie życzą. Normalne jest, że dziecko nie chce żeby jego
      zwierzenia słyszała osoba obca, ale to nie znaczy, że rodzic biologiczny nie
      musi się liczyć z partnerką we wszelkich kwestiach związanych z dziećmi. Bo te
      KONSEKWENCJE tychże kwesti nie są już jedynie sprawą na płaszczyźnie rodzic-
      jego dzieci, ale i na płaszczyźnie dzieci - nowa RODZINA ojca.
      • > Jak ma się czuć żona - widząc że żyją obok siebie, na pół gwizdka bo "to nie
        > jej sprawa"? jak tworzyć więź, jak podtrzymywać dobre relacje w związku, gdzie
        > jedna strona jest wyłączona z obiegu, bo nie ma prawa uczestniczyć w istotnym
        > obszarze życia męza - który co prawda ją dotyka, ale teoretycznie nie ma prawa
        > nań wpływać?

        To teraz wyobraź sobie jak ma się czuć 25-letnia, 30-letnia córka, której ojciec
        poślubia niewiele od niej starszą kobietę, i ta chce wpływać na relacje ojca/córki bo stała się jego żoną.
        Ta córka ze swoim ojcem tworzy relacje od wielu lat, mają własne przeżycia, wspólne sprawy, własne kody - "macocha" dla córki jest osobą obcą, często niewiele starszą, naprawdę sądzisz że dorosła córka będzie podejmować decyzje na podstawie zdania żony ojca.
        Może się zdarzyć, że córka jest ateistką, ojciec to szanuje, żeni się jednak z nawiedzonym beretem.
        Beret stwierdzi, że dopóki córka nie ochrzci dzieci i nie zacznie chodzić na msze, ona nie chce ich widzić w domu.

        Ludzie wychowują się w różnych wartościach, inaczej jedzą, różnie spędzają czas wolny, mają własne sposoby sprzątania, jedni lubią gości, inni nie, jedni chodzą w garniturach w niedziele, inni w tym samym czasie w któtkich spodenkach jadą na rower.
        Na dodatek wszyscy myślą, że to ich sposób na życie jest najlepszy, skoro u mnie w niedziele był rosół, to dalej będzie, a nie pomidorowa, kto to widział pomidorową w niedzielę?

        Czy tak trudno sobie odpuścić, trzeba wciąż udawadniać, że się jest tą najważniejszą i najmądrzejszą, wścibiać nos gdzie nikt nas nie chce?

        Mam koleżankę "obdarzoną" przez swojego ex drugą żoną. I niestety, konflikty są często, bo po kazdej wizycie dziecka u taty i "macochy", padają uwagi na temat jak dziecko je, jak się ubiera, jak się uczy - to ma za duze buty, to za małą koszulkę, to włosy nie obcięte, a to się nie oddzywa, a to jest za głośne itp., oczywiście w odróżnieniu od dziecka "macochy" - czyli dziecka idealnego.
        Nie przyjdzie jej na myśl, że jej poprzednicza jest inna od niej. Nie gorsza, czy lepsza - inna. I to co ona uwaza za słusze, dla kogoś innego wcale takie być nie musi. To nie znaczy, że dziecko jest źle wychowane, a ex jest złą matką.
        Jest po prostu inna, ma swoje zasady i ma do nich prawo.

        • Córki są dorosłe, mają pewnie własne rodziny - ojciec ma swoją, w stosunku do
          której też ma pewne obowiązki. I to jest coś co im umknęło. Nikt nie powinien
          narzucać innym niechcianych relacji - ani z machochą, ani z teściową, ale osoby
          na poziomie potrafią się znaleźć nawet w tak niekomfortowej sytuacji. Czy
          naprawdę nie znasz innego modelu rodzinnych relacji niż "wściubianie",
          połajanki i wtrącanie się w cudze sprawy? niektórzy potrafią dość miło spędzić
          czas, nawet nie przepadajac za sobą, temat zawsze się znajdzie, ale
          niekoniecznie kontakty oznaczają od razu że ktoś wlezie z butami w twoje życie.

          Nikt tez nie mówi o ingerowaniu w układy rodzic-dziecko - póki nie dotyczą one
          również drugiej rodziny. Nic mi do tego jak ktoś gotuje pomidorową - póki jej
          we mnie nie wpycha, nic mi do tego jak wychowuje swoje dzieci - póki nie
          naruszają mojej przestrzeni i nie szaleją u mnie, nic mi do tego jak żyje
          dziecko mojego męża - póki to mnie osobiście nie dotyka. Natomiast jeśli sposób
          życia skutkuje np. tym, że ktoś mi organizuje MÓJ czas podrzucając psa do
          opieki, albo np. że płacimy za kogoś długi - to wybacz, mam pełne prawo
          wiedzieć - i współdecydować, bo to jak najbardziej moja sprawa.

          NIkt nie musi się lubić, co nie znaczy, że trzeba siedzieć spokojnie jak ktoś
          cię lekceważy, a do tego sprowadza się ta sytuacja.
          • Znam różne modele rodzinnych relacji, mimo że o nich nie piszę,(podobnie zasadzie pisząc o wojnie punickiej nie wymieniam wszyskich innych wojen, które znam)- rozumiem, że to taki mały przytyk z twojej strony.
            Pisząc o wścibianiu nosa odniosłam się do twojego poprzedniej wypowiedzi, gdzie piszesz, że biologiczny rodzic musi liczyć się z partnerką we wszystkich kwestiach dotyczących dzieci, jak i do komentowanego artykułu, gdzie kolejna żona żali się, że nie jest dopuszczana do finansowych spraw WSPÓLNYCH dla ojca
            i córek, ale nie dotyczących jej majątku.
            Co do organizacji twojego czasu, można mieć pretensje do dzieci, że przychodzą co sobotę do taty, zabierając wam wspólny czas - jak pisze jedna z kolejnych żon
            "szkoda mi na to czasu, bo sobota jest dla mnie dniem, kiedy moglibyśmy być razem", a można się z tego cieszyć, że ma się za męża człowieka któy potrafi utrzymać relacje z dziećmi.

            Mieszkając z człowiekim, który ma dzieci z inną kobietą, praktycznie wszystko można uznać, za rzeczy które osobiście dotykają - najcześciej chodzi o czas i pieniądze, okazuje się jednak, ze również o rozmowy przez telefon i wspólne tajemnice.

            Wydaje mi się, że przydałoby się więcej dystansu, każdy człowiek ma własne obszary, i takie zachowania, musisz mi wszystko powiedzieć i o wszystkim chcę decydować, mogą udusić. Przynajmniej mnie duszą, w żadnym związku nie czułam się jednym ciałem, ani tez nie wymagam znajomości wszelkich spraw partnera.

            Szanuję jego sprawy i nie mam potrzeby koniecznie o wszystkim wiedzieć, odróżniam lekceważenie mnie od prawa do prywatności i własnych decyzji.
            • Wszystko jest kwestią wyważenia. Na przykładzie - jeśli mój mąż umawia się z
              dzieckiem np. w sobotnie przedpołudnie - to nie mam z tym najmniejszego
              problemu.

              Ale najbardziej standardowy scenariusz wygląda tak: umawiają się np. na 11, a
              my z mężem jesteśmy umówieni gdzieś na 15-tą. I sytuacja się komplikuje, bo po
              11 czekający mąż zaczyna dzwonić, okazuje się że dziecię ma inne sprawy i
              będzie o 12.30; o 12.30 znowu telefony i znowu poślizg i w rezultacie jeśli
              dochodzi do spotkania - to o godzinie 14, co skutecznie rozwala nam cały grafik
              dnia - wtedy to już jest to również moja sprawa.

              Jeśli umawiają się na 19-tą, a syn ma jak zwykle poślizg i dojeżdża o 23.30 -
              to również jest moja sprawa, bo mnie budzi. To samo z telefonami - nie
              przeszkadzają mi w najmniejszym stopniu pod warunkiem, że nie wydzwania bez
              powodu po 23.

              co do kwestii finansowych - w większości małżeństw istnieje wspólnota
              majątkowa, nie ma takiej możliwości, żeby ojciec miał sprawy finansowe z
              dziećmi - i nie dotyczyłyby one również jego żony. Jesli np. żyruje kredyt
              swoim dzieciom - jest to również sprawa jego żony. To są przede wszystkim
              WSPÓLNE sprawy między małżonkami, tu nie ma prawa mieć tajemnic.
              • burza4 napisała:

                > Wszystko jest kwestią >
                > I sytuacja się komplikuje, bo po
                > czekający mąż zaczyna dzwonić, okazuje się znowu telefony i znowu poślizg i
                w rezultacie jeśli
                > dochodzi do spotkania - to , co skutecznie rozwala nam cały grafik
                >

                >
                > Jeśli umawiają się (..) pod warunkiem, że nie wydzwania bez
                > powodu .


                Posluchaj burza4, wlasciwie mialm nie pisac w tym waqtku, ale skoro szybko
                przejrzalam odpisze: przeczytaj jeszcze raz i wykonaj tylko jedna rzecz: p-r-z-
                e-a-n-a-l-i-z-u-j.. w-l-a-s-n-e.. z-y-c-i-e.

                Powiem szczerze, ze wspolczuje takiego modelu i doprawdy nie pojmuje az tak
                wielkiej, zyciowo pogodzonej akceptacji stron dla zludzen, fikcji, dla zycia "w
                grafiku", dla zycia "od- do".

                Wybacz, ale nie rozumiem jak czlowiek myslacy (nie zwierze) moze za wlasnym i
                cudzym przyzwoleniem tak funkcjonowac i mimo, ze faktem jest brak dystansu po
                obu stronach- mnie osobe z zewnatrz- Twoja historia przeraza.

                Nie obraz sie, ale ja po prostu nie rozumiem jak swiadomie mozna tak zyc...

                kowianeczka

                --
                Aby pokochać jakąś rzecz, wystarczy sobie powiedzieć,
                że można ją utracić.
                Gilbert Keith Chesterton (1874 - 1936)
                • Przepraszam, że się wtrącę, ale rozumieć nie musisz.
                  Różnie w życiu się układa i nie wszystko od razu da się przewidzieć. Ludzie w
                  trakcie wspólnego życia również się zmieniają. Myślę, że Burza miała na myśli
                  tylko to, że wiele spraw - wydawać by się mogło - dotyczących dzieci i ich ojca
                  dotyczy również jego życiowej partnerki. I ponieważ wniósł do ich wspólnego
                  życia taki a nie inny bagaż, to powinien również ponosić tego konsekwencje i
                  liczyć się ze swoją partnerką. Amen. Do diabła, nie można całej
                  odpowiedzialności za związek zwalać na barki "macochy". Mężczyzna też ma w tym
                  swoje 50%.
                • kowianeczka napisała:
                  > Powiem szczerze, ze wspolczuje takiego modelu i doprawdy nie pojmuje az tak
                  > wielkiej, zyciowo pogodzonej akceptacji stron dla zludzen, fikcji, dla
                  zycia "w grafiku", dla zycia "od- do".

                  możesz to szerzej rozwinąć? co dla ciebie jest fikcją? co konkretnie cię
                  przeraża? przecież moje problemy to pikuś w porównaniu z innymi?

                  Jeden ma problem z teściową, inny z dziećmi. Cudzymi, własnymi, bez różnicy.
                  Nawet dorosłymi. To co mi przeszkadza nie musi przeszkadzać innym, ale w moim
                  domu mam prawo wymagać poszanowania moich poglądów. Relacje między moim mężem a
                  jego synem to osobny rozdział i mój mąż ma delikatnie mówiąc spaczone
                  podejście - ale choć wiele mogłabym na ten temat powiedzieć, to nie ingeruję -
                  póki nie wchodzą mi na odcisk.
              • Przykładami z życia możemy się przeżucać, i każdy przykład będzie służył wzmocnieniu swojego stanowiska, mam wrażanie że twoje to takie, że druga żona ma prawo i przywilej o wszystkim wiedzieć i o wszystkim decydować z samej definicji bycia żoną, ja natomiast uważam, że ojciec ma prawo do wspólnych spraw z dorosłymi córkami i mają one prawo decydować czy chcą "macochę" dopuścić do swoich spraw czy nie. Podkreślam - do swoich spraw, które z macochą nie mają nic wspólnego, chyba że ta, tak będzie interpretować sprawy, ze wyjdzie na to, ze wszystko ją dotyka, np. mąż rozmawia przez telefon, ją to dotyka bo mógłby głaskać ją po głowie, zamiast rozmawiać z córką - łatwo tu dojść do absurdu.
                I nic drugiej żonie do tego; decydując się świadomie na życie z ojcem dorosłych dzieci nie powinna oczekiwać, że nie jej dzieci, zaakceptują ją jako powiernicę wspólnych spraw i zmienią się stosownie do jej oczekiwań.
                Świetnie jak się tak stanie i wszyscy tego będą chcieli, ale każdy ma prawo do własnych spraw, do intymności.
                To mężczyzna wybrał sobie drugą żonę, bo ją kocha, co nie znaczy automatycznie, że pokochają ją dzieci i zaakceptują jak własnego rodzica, naiwnością jest tak sądzić.

                Co do spóźnień dziecka twojego partnera, rozumiem że cię do może denerwować, ale dziecko należy wychowywać, także ucząc punktualności. To należy do zadań rodziców, nikt nie rodzi się doskonały, lecz pewnych zasad uczy się w toku wychowania, twój mąż również powinien potrafić wyegzekwować takie sprawy, wszak jest rodzicem.

                Otóż ojciec może mieć sprawy finansowe z dziećmi, choć twoim zdaniem nie ma takiej możliwości.
                Wyobraź sobie taką sytuację, oboje rodziców wypracowują majątek, w tym przykładowo mieszkanie, samochód, dom w górach. Matka umiera, ojciec żeni się ponownie po roku czy dwóch. Twoim zdaniem, żeby sprzedać dom w górach i podzielić między swoje dzieci, musi oczekiwać zgody swojej drugiej żony? Przecież ona z jego majątkiem nie miała nic wspólnego. To dorobek matki i ojca dzieci, a nie drugiej żony ojca.
                • Pisałam wyraźnie, że druga żona nie musi wiedzieć o wszystkim, ba - powiem
                  więcej - większość "ich" spraw guzik mnie obchodzi, tu nie o zwierzenia
                  przecież chodzi, a o lekceważący stosunek dzieci do partnerki. Nie bardzo sobie
                  wyobrażam, żeby ktokolwiek przychodząc do nas rzucał mi "cześć" w progu i
                  zamykał się w osobnym pokoju z moim mężem, mijając mnie jak powietrze. Nawet
                  jeśli mąż umawia się na męskie pogaduchy z kumplem - to zawsze jest to
                  poprzedzone wspólną herbatką i krótką rozmową we wspólnym gronie - dopiero
                  potem panowie zostają sam na sam.

                  Facet nie musi przestawać być mężem, kiedy przychodzą córki, może i powinien
                  starać się wypracować przyzwoity standard kontaktów. Nie muszą się lubić, ale
                  minimum kultury wymaga, aby przychodząc do czyjegoś domu nie ignorowac
                  obecności gospodyni. Tymczasem facet w tej sytuacji chowa głowę w piasek, gra
                  na dwa fronty. "Kto z nami, kto przeciw nam".

                  BTW - spóźnienia były jedynie przykładem sytuacji, gdzie kwestia spotkania
                  ojciec-syn dotyczy również mnie. Naturalnie - to rzecz wychowania, nad którym
                  nie będę się rozwodzić. Wyjaśniłam mężowi mój pogląd na niektóre sprawy - i
                  wie, że czasem musi się dostosować również do mnie.

                  > Wyobraź sobie taką sytuację, oboje rodziców wypracowują majątek, w tym
                  przykład > owo mieszkanie, samochód, dom w górach. Matka umiera, ojciec żeni
                  się ponownie > po roku czy dwóch.

                  Strony mają prawo rozporządzać majątkiem odrębnym dowolnie - to jasne. W twoim
                  przykładzie dzieciom należy się majątek po matce w drodze spadku, to nie ma nic
                  wspólnego z drugą żoną. Ale np. zachowanie tego w tajemnicy - choć "legalne" -
                  w małżeństwie jest po prostu dziwne, nie sądzisz?

                  Napisałam jasno - chodzi o sytuacje, które wpływają na wspólne życie w drugim
                  małżeństwie, bieżące wydatki i inwestycje. Tym bardziej jeśli żona po prostu
                  NIE WIE co się dzieje, bo nikt jej NIC nie mówi, to trudno żeby czuła się z tym
                  komfortowo? równie dobrze może się okazać, że te "ich" sprawy finansowe
                  sprowadzają się do tego, że jej mąż nabrał dla dzieci kredytów, nakupował na
                  raty, teoretycznie żona nie odpowiada, ale - tylko teoretycznie...
              • > to również jest moja sprawa, bo mnie budzi. To samo z telefonami - nie
                > przeszkadzają mi w najmniejszym stopniu pod warunkiem, że nie wydzwania bez
                > powodu po 23.


                rozumiem, ze bycie obudzonym w srodku nocy [czy o jakiejkolwiek porze] nie jest
                przyjemne, ale dziecko ma prawo zadzwonic do swojego rodzica o kazdej porze i w
                kazdej spawie, ktora wedlug dziecka jest wazna.





    • Proponowałabym zacząć opisywać taki konflikt od początku związku.
      Zadam sobie trudu:
      -a jak ona była traktowana?
      -ile wyzwisk otrzymała pocztą i nocnymi telefonami?
      -jak ta kobieta była traktowana przez córcie??
      -ile telefonów z wyzwiskami otrzymały jej dzieci-nawet dorosłe??
      -ile spraw z jej drugiego małżeństwa zostało "wywleczonych" do exżony przez jego
      dzieci;witane serdecznie, przyjmowane jak własne dzieci?

      Nie zajmuję tu żadnego stanowiska,ale złego początki czasem ciagną się w przyszłość.
    • Poznałam takią sytuację na własnej skórze. Mój partner zamieszkał ze mną
      i ...swoim synem. Do pewnego mementu było świetnie. Nie było żadnych problemów,
      mielismy świetny kontakt. Aż pewnego dnia wszystko się popsuło. Teraz jest źle,
      czaem nie chce mi się wracać do domu, a mój partner mówi,że.......za bardzo sie
      przejmuję.
      • Jakbym czytala o sobie. Moj maz ma corke z poprzedniego zwiazku. Do niedawna
        rowniez wszystko ukladalo sie miedzy nami dobrze, az tu nagle nastapil
        kryzys.Nie wiem, co robic, jest mi z tym zle, bo chcialabym,zeby nasza rodzina
        byla normalna,zeby moje relacje z jego corka byly jesli nie idealne to
        przynajmniej dobre...Ale nie jest latwo, choc sie staram jak moge :(
    • Mile Panie, Panowie i Dzieci,
      Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze nie jest "latwo", ale.....chodzi o to, by jak
      najmniej wyrzadzic krzywdy sobie, drugiej zonie, bylemu, dzieciom (kolejnosc
      dowolna) i chodzi o to, by zadac sobie pytanie "Po co sie krzywdzic nawzajem?".
      Nie warto. Natomiast warto, by przyrodnie rodzenstwo mialo dobry kontakt, by
      nikt nie czul sie zle w nowym zwiazku, by poczucie winy zminimalizowac, by
      przezyc godnie dalsze lata zycia:). Zycie jest za krotkie na "dowalanie" sobie
      nawzajem.....moj ex-maz jest na dzien dzisiejszy super ojcem naszej 30 letniej
      pociechy, pociecha owaz ma b. dobre relacje z przyrodnim rodzenstwem......i o
      to chodzi. Serdecznie wszystkich pozdrawiam.
    • Pierwsza sprawa jaka facet musi zalatwic...to dac swoj testament do przeczytania
      wszystkim z ktorymi moga byc problemy. Po czym walnac piescia w stol i wrzasnac:
      Nie myslcie dzieciaki ze jak wykonczycie ja, to wiecej dostaniecie...NIE,
      pojdzie na schronisko dla zwierzat. To samo dotyczy ciebie moja kochana druga
      zono...

      Wtedy jest szansa ze sie dogadaja...:)




      --
      Podrap sie jak Cie swedzi, nie mecz sie...
    • Czytam te wszystkie posty, każdy ma po trochę racji. Jedno jest pewne, żeby było
      normalnie każdy musi zachowywać sie normalnie, tj. kulturalnie. Nie muszą
      pasierby kochać przyrodnie rodzeństwo ani swoich macoch czy ojczymów, ani ojczym
      czy macocha nie musi kochac swoich przybranych dzieci. Ważna jest kultura i
      akceptowanie praw tej drugiej strony. Innaczej nigdy nie będzie zgody, ciągle
      będą kłótnie, pretensje czy zawiść. A dorośli powinni ponieść konsekwencje tego
      do czego doszło nie ważne czy z ich winny czy nie, bo wina zawsze gdzieś leży
      choćby po środku. Najgorzej zawsze wychodzą dzieci małe. Bo te dorosłe mają
      "swój" rozum i powinni umieć przyjąć do wiadomości fakt, że ich rodzice nie są
      razem i zachowywać się kulturalnie, bo każdy człowiek ma prawo do życia w
      szczęściu. Żałuję, że nie czytałam postu od faceta, który jest między swoją
      drugą żoną a pierwszą, między swoimi dziećmi a obecnymi z drugiego małżeństwa,
      czy pasierbami. Ludzie jak mówi zmarły ks. Twardowski: " śpieszcie się kochać
      ludzi, tak szybko odchodzą...". A swoją drogą ciekwe co mają do powiedzenia
      kobiety, które są 3, 4 czy kolejnymi żonami... . A są takie kobiety... Wszystko
      co mówię wynika z moich własnych obserwacji czy to w rodzinie czy wśród
      znajomych. Sama jestem szczęśliwą mężatką (1-wszą) i mam kochanego synusia. Z
      doświadczenia niestety własnego też wiem, że do rozpadu małżenstwa może
      przyczynić nie tylko druga osoba kobieta czy facet, ale też własna rodzina.
      Wierzę jednak w Wielką Miłość co może przetrwać każdą burzę... Życzę wszystkim
      zwaśnionym i tym szczęśliwcom spokojnego życia(jesli nie w miłości).
    • Dla mnie jedno jest jasne. Córka, która nazywa drugą żonę ojca intruzem i ma
      pretensję do ojca o tę żonę to po prostun zimna, nieczuła, zła, obrzydliwa,
      wredna egoistka, zapatrzona tylko w siebie, nielicząca się z uczuciami innych,
      przecież bliskich osób. Należałoby takie tępić, niszczyć jak chwasty. A czy ta
      córka jest pewna, że jej się tak wspaniale ułoży życie, że nigdy nie będzie
      samotna? Że nigdy nie będzie tą drugą? Tak tę sprawę widzę, chociaż jestem
      szczęśliwa w swoim czterdziestoletnim związku, nigdy nie byłam samotna i nigdy
      nie byłam tą drugą. Ale to nie znaczy, że nie można pewnych spraw zrozumieć.
      Trzeba mieć serce i rozum, a nie beton w tych miejscach.
      • cytuję matylde57:
        "Dla mnie jedno jest jasne. Córka, która nazywa drugą żonę ojca intruzem i ma
        pretensję do ojca o tę żonę to po prostun zimna, nieczuła, zła, obrzydliwa,
        wredna egoistka, zapatrzona tylko w siebie, nielicząca się z uczuciami innych,
        przecież bliskich osób. Należałoby takie tępić, niszczyć jak chwasty. A czy ta
        córka jest pewna, że jej się tak wspaniale ułoży życie, że nigdy nie będzie
        samotna? Że nigdy nie będzie tą drugą?.."

        Ech, a co maja powiedziec dzieci, których ojciec wiąże sie z kobietą prostacką i
        krzykliwą?? której własna córka (na podobieńswo mamusi)jest wulgarna, średnio
        urodziwa i mało inteligentna??najprosciej sie odegrac na dzieciach(po co maja
        kończyc studia skoro córka skończyła zawodówke?, dlaczego na wszystko mają
        odpowiedz? i kto w ogole pyta je o zdanie??)

        do matyldy57- wszystko zależy od kultury i umiejetności dojścia do porozumienia,
        czasem dla dzieci lepiej nie musiec poznawac "tej drugiej". Zwiazek tworzy dwoje
        osób, każda wnosi coś od siebie. Dzieci z poprzedniego zwiazku nie sa meblem
        który mozna wymienić czy wyrzucic. Nastoletnie czy dorosłe nie musi zaakceptowac
        nowego układu sił na tyle by czuć potrzebę zmieniania siebie pod katem nowej
        osoby, co teoretycznie jest potrzebne dla stworzenia harmonijnego układu..

        p.s. nigdy niczego nie mozna byc pewnym, ale człowiek podobno najlepiej uczy sie
        na własnych błędach. Moja rada dla "drugich żon": wiecej luzu, nerwowa atmosfera
        niczemu nie służy, ojciec jest bardzo ważna osobą w zyciu córki, ale nie ma to
        jak koledzy, przyjaciółki i na odwrót córka jest bardzo ważna, ale każdy facet
        to w gruncie żeczy egoista(i mysli głównie o własnym szcześciu).pozdr

        --
        malyflowers
        • zaczynamy dochodzic do czegoś istotnego!
          ojciec jest bardzo ważną osobą w życiu córki
          dokładnie tak
          podobnie jak mąż jest bardzo ważną osobą w życiu żony

          więc - drogie dzieci - więcej luzu
          żeby później do samej siebie żalu nie mieć - jak to, tata zrezygnował ze
          swojego związku dla mnie, a ja zakładam własną rodzinę - zamiast zająć się
          samotnym ojcem?!...

          hmm... tylko czy aby pozwolenie dziecku na złe traktowanie wybranki nie
          prowadzi aby do wychowania zbyt egocentrycznej osoby, by przejęła się takowym
          ojcem? - samotnym czy też z trzecią czy czwartą żoną, wybraną w bezpiecznym
          momencie zajęcia się przez dziecko tylko swoim życiem

          --
          Sygnaturka jaka jest każdy widzi :)
    • ...gorzej, jak ta druga żona zapragnie mieć dziecko, a na ogół tak kobiety
      pragną "się zabezpieczyć na wypadek", no i jeśli to dziecko już jest na
      świecie, to biada temu lub tym z pierwszego małżeństwa.Niestety, znam to z
      autopsji, ja i mój mąż jesteśmy tymi dziećmi z pierwszych małżeństw, zepchnięci
      na margines, trochę zapomniani, a na pewno skutecznie izolowani przez
      te "biedne drugie żony", które, jak to u zwierząt bywa, walczą zaciekle o
      uznanie i zabezpieczenie swego potomstwa, a odrzucenie tego, które nie
      jest "krwią z ich krwi". Moja macocha była aniołem, dopóki nie doczekała się
      dziecka z moim ojcem, wtedy zmieniła front, przyjęła postawę roszczeniowo-
      pretensyjną, wygrała, na 7 lat pozbawiając mnie kontaktów ze swoim mężem, a gdy
      już zdawało się, że uda się coś wskrzesić na nowo, raz jeszcze dała popalić
      tak, że teraz ma wolne pole, dodatkowo wspierana przez moje przyrodnie
      rodzeństwo. Mój mąż nie widział ojca od roku, a jego macocha to wredna,
      pozbawiona skrupułów i wyrachowana suka, która nigdy nie daje porozmawiać ojcu
      z synem na osobności, krążąc jak sęp, nasłuchując, matacząc i
      podpuszczając "starego", byleby tylko jej i jej dzieci było na wierzchu. Myślę,
      że każdy, kto zechce w przyszłości rozwieść się i podarować swemu dziecku taki
      wrzód na tyłku, jakim jest ojczym, macocha i ostatni gwóźdź do trumy czyli
      przyrodnie rodzeństwo, powinien najpierw sobie palnąć w łeb, już lepiej być
      sierotą, niż znosić towarzystwo histerycznego babska, które traktuje was jak
      konkurencję lub gburowatego faceta, który zachowuje się jakby robił łaskę, że
      ożenił się z waszą matką, robi z byle czego problem, a nawet straszy, że was
      wyrzuci z mieszkania, bo on tu jest głową rodziny. Ohyda!!!
      • Bardzo ciekawy artykuł. Czytałam omawiane listy, gdy ukazywały się w WO. Każda
        z osób wypowiadających się ma swoje racje. Życie drugiej żony nigdy nie jest
        łatwe, co zresztą potwierdza puenta tegoż tekstu:

        ‘Małżeństwo z facetem „z przeszłością” to zawsze ryzykowna sprawa’

        A jednak wiele kobiet podejmuje to ryzyko. Pełne obaw, lęków postanawiają
        poddać się swoim uczuciom i wejść w nowy związek. Wchodzą z wiarą w to, ze uda
        im się, wierzą, że będą szczęśliwe jak nigdy przedtem. To ciężka droga, bycie
        drugą żoną... Nie piszę z autopsji ale wiem, że miłość nie zna granic...
        Mężczyzna, który jest mi bliski jest rozwodnikiem, bezdzietnym. Nie wiem jak
        potoczą się nasze losy, czy pójdziemy dalej życiową drogą razem, czy osobno ale
        wiem, ze Ona zawsze będzie w Jego sercu. Zaakceptowałam to. Wiem jednak, że
        potrzeba grubego czarnego markera, by odrzucić PRZESZŁOŚĆ. Kiedy ciągnie się i
        wraca jak cień, nie wróży to dobrze nowemu związkowi.

        O wszystkim można rozmawiać. Trzeba chcieć. Ludzie dorośli i dobrze wychowani
        potrafią okazywać sobie szacunek, a przynajmniej powinni.


        --
        Wszystko ma swój Czas
      • Cały czas oskarżasz te macochy, ale weź pod uwagę, że za kontakt z Tobą nie
        odpowiada ona tylko Twój ojciec. Gdyby chciał się z Toba kontaktować, to żadna
        siła, a na pewno nie nowa żona bymu nie była straszna. To samo tyczy się
        drugiej żony ojca Twojego męża: też gdyby chciał to powiedziałby jej, że ma
        syna, z którym czy ona chce, czy nie on jako ojciec chce mieć kontakt.
        Jako dzieci bronicie swoich mało stanowczych ojców oskarżając macochy.
        Chcielibyście zmiany postawy tych macoch, a nie zmiany postwy Waszych ojców na
        bardziej stanowczą. A kluczem są Wasi ojcowie, a nie te macochy.
        Też mialam ojczyma i wiem, że za kontakt ojczym/macocha - pasierbowie odpowiada
        rodzic dziecka, a nie jego partnerka/partner.
        Jeśli ulega on czyjejkolwiek presji: czy to dzieci z poprzedniego związku, czy
        nowej żonie to ma on słaby charakter i to jego winą są takie niepoprawne
        kontakty między jego dziećmi, a nowymi partnerkami.
przejdź do: 1-100 101-195
(101-195)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.