Dodaj do ulubionych

przysięga małżeńska

13.02.03, 15:59
Witam,

większość z Was albo brała ślub cywilny, albo przynajmniej była gościem
takiej uroczystości. Pamiętacie początek przysięgi?:
"Świadoma/świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny..."

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jakie właściwie są te prawa i
obowiązki? Nie mam na myśli rzeczy oczywistych - miłość, wierność, uczciwość
małżeńska - choć czytając wątki na forum, nie mam pewności, czy to dla
wszystkich takie oczywiste.
Ale czy to jest gdzieś zapisane, usystematyzowane? Czy biorąc ślub cywilny
podpisywaliście oświadczenie typu: "Z prawami i obowiązkami zapoznałam/łem
się i przyjmuję do wiadomości i stosowania"?
Czy te prawa i obowiązki są równe dla obu współmałżonków? I czy nie jest tak,
że z czasem dla siebie pragniemy więcej praw, a wypełniania obowiązków
oczekujemy bardziej od drugiej strony?
I nie chodzi mi absolutnie o dyskusję nt. kto ma w małżeństwie gorzej -
kobieta, czy mężczyzna - bo nie brali przecież ślubu, żeby było gorzej, tylko
lepiej.
Chodzi mi o definicję (czy to się da zdefiniować?)
Edytor zaawansowany
  • Gość: Malwina IP: *.abo.wanadoo.fr 13.02.03, 16:02
    w kodeksie rodzinnym (prawo cywilne)
  • Gość: skor_pion IP: 217.8.186.* 13.02.03, 16:20
    Gość portalu: Malwina napisał(a):

    > w kodeksie rodzinnym (prawo cywilne)

    Ile osób czyta kodeks cywilny przed ślubem? A i po ślubie pewnie nie sięgają do
    niego, dopóki nie muszą się rozwieść. Jeśli nie jest się prawnikiem, to
    przepisy wydają się skomplikowane, język prawniczy nie jest językiem
    przeciętnego pana/panny młodej.
    Chyba masz większą wiedzę na ten temat niż ja. Powiedz, ale tak "po ludzku", co
    prócz obowiązków wymienionych w przysiędze kościelnej, jeszcze tam się
    znajduje. A co z prawami? Wiem, że mogę zajrzeć do pierwszego z brzegu serwisu
    prawnego i poczytać. Ale nie o to mi chodzi.
    I interesuje mnie również Twoje prywatne zdanie - odpowiedź na pytania
    postawione w pierwszym poście.

    Pozdrawiam Cię ciepło (jaka pogoda we Francji, bo u nas mróz jak się patrzy):)
  • Gość: Malwina IP: *.d1.club-internet.fr 13.02.03, 16:56
    we fr brzydko
    u mnie ladnie :-)
    wszystkie majetne osoby siegaja do kodeksu rodzinnego przed slubem
    tylko my maluczcy tacy glupiiiii
    instytucja malzenstwa jest instytucja prawna i sluzy do scislego okreslenia
    prawa spadkowego, ot co
    zapewnia tez finansowo utrzymanie malzonkow i dziecka po rozwodzie - zawsze
    mniej socjal panstwowy bedzie placil...
    zupelnie nie romantycznie :-((((
  • Gość: Terry IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 13.02.03, 23:45
    Postaraj sie choć raz cos sensownego napisać, co ? Jak widze twojego nicka to
    moge przyjmować zakłady co jest w poście. Rzadko takie wypociny się trafiają.
    Ty to specjalnie studiujesz ? A Francja jak Francja. Kupę kolorowych, brud na
    ulicach, nie wszędzie jest pięknie. A ty co tam robisz ? Studiujesz gruntownie
    zmywanie naczyń w jakiejś knajpie ?
  • Gość: magmax IP: *.dip.t-dialin.net 13.02.03, 16:57
    Ciekawe ilu ludzi sie wogole zastanawia wypowiadajac slowa tej przysiegi.
    Mysle ,ze zaczynamy je analizowac dopiero jak cos sie zaczyna psuc w
    malzenstwie.Pozdrawiam
  • Gość: skor_pion IP: 217.8.186.* 14.02.03, 12:42
    Gość portalu: magmax napisał(a):

    > Ciekawe ilu ludzi sie wogole zastanawia wypowiadajac slowa tej przysiegi.
    > Mysle ,ze zaczynamy je analizowac dopiero jak cos sie zaczyna psuc w
    > malzenstwie.Pozdrawiam


    No właśnie, o to mi chodzi. Czy składamy przysięgę, nie zdając sobie do końca
    sprawy z tego, co oznacza, co za sobą pociąga? Czy też przysięgamy z pełną
    świadomością, że i tak nie dotrzymamy tej przysięgi?
    Żeby zacząć pracę, czy nawet założyć konto mailowe, trzeba podpisać
    oświadczenie, że przyjmuje się do wiadomości różne warunki.
    A do założenia rodziny - w końcu czegoś ważniejszego niż zatrudnienie i e-
    poczta - wystarczy zgodne oświadczenie, że są "świadomi..."
    A wspólne życie weryfikuje tę "świadomość", często na niekorzyść
    zainteresowanych.
    Czy wystarczy obserwowanie innych małżeństw, rodziców, by mieć pewność, na czym
    polegają prawa i obowiązki?
    Przecież nikt nie da mi prawa jazdy, jeśli powiem, że wieloletnie przyglądanie
    się innym kierowcom umożliwi mi bezpieczne kierowanie samochodem i nie zrobię
    krzywdy sobie i innym.
    Pozdrawiam:)
  • Gość: magmax IP: *.dip.t-dialin.net 14.02.03, 13:47
    Gość portalu: skor_pion napisał(a):

    > Gość portalu: magmax napisał(a):
    >
    > > Ciekawe ilu ludzi sie wogole zastanawia wypowiadajac slowa tej przysiegi.
    > > Mysle ,ze zaczynamy je analizowac dopiero jak cos sie zaczyna psuc w
    > > malzenstwie.Pozdrawiam
    >
    >
    > No właśnie, o to mi chodzi. Czy składamy przysięgę, nie zdając sobie do końca
    > sprawy z tego, co oznacza, co za sobą pociąga? Czy też przysięgamy z pełną
    > świadomością, że i tak nie dotrzymamy tej przysięgi?
    > Żeby zacząć pracę, czy nawet założyć konto mailowe, trzeba podpisać
    > oświadczenie, że przyjmuje się do wiadomości różne warunki.
    > A do założenia rodziny - w końcu czegoś ważniejszego niż zatrudnienie i e-
    > poczta - wystarczy zgodne oświadczenie, że są "świadomi..."
    > A wspólne życie weryfikuje tę "świadomość", często na niekorzyść
    > zainteresowanych.
    > Czy wystarczy obserwowanie innych małżeństw, rodziców, by mieć pewność, na
    czym
    >
    > polegają prawa i obowiązki?
    > Przecież nikt nie da mi prawa jazdy, jeśli powiem, że wieloletnie
    przyglądanie
    > się innym kierowcom umożliwi mi bezpieczne kierowanie samochodem i nie zrobię
    > krzywdy sobie i innym.
    > Pozdrawiam:)
    Wiesz powszechnie to prawo jest po to aby je lamac a obowiazki staja sie z
    czasem niewygodne .Mysle , ze malo kto mysli o konsekwencjach takiej
    przysiegi..... pozdrowionka
  • Gość: skor_pion IP: 217.8.186.* 14.02.03, 15:33
    Gość portalu: magmax napisał(a):

    > Wiesz powszechnie to prawo jest po to aby je lamac a obowiazki staja sie z
    > czasem niewygodne .Mysle , ze malo kto mysli o konsekwencjach takiej
    > przysiegi..... pozdrowionka


    A przecież profilaktyka jest prostsza niż leczenie. Nie pisałoby na forum tyle
    zdradzonych, rozczarowanych, skrzywdzonych osób.
    Mimo wszystko :-)
  • Gość: magmax IP: *.dip.t-dialin.net 14.02.03, 16:20
    Gość portalu: skor_pion napisał(a):

    > Gość portalu: magmax napisał(a):
    >
    > > Wiesz powszechnie to prawo jest po to aby je lamac a obowiazki staja sie z
    >
    > > czasem niewygodne .Mysle , ze malo kto mysli o konsekwencjach takiej
    > > przysiegi..... pozdrowionka
    >
    >
    > A przecież profilaktyka jest prostsza niż leczenie. Nie pisałoby na forum
    tyle
    > zdradzonych, rozczarowanych, skrzywdzonych osób.
    > Mimo wszystko :-)
    Gdyby wszyscy leczyli sie profilaktycznie to wiekszosc szpitali bylaby
    nieczynna , a jesli kazdy by dokladnie analizowal slowa przysiegi malzenskiej
    przed ich wypowiedzeniem to mysle ze nie byloby az tak duzo slubow:))))
  • Gość: skor_pion IP: 217.8.186.* 14.02.03, 17:13
    Gość portalu: magmax napisał(a):

    jesli kazdy by dokladnie analizowal slowa przysiegi malzenskiej
    > przed ich wypowiedzeniem to mysle ze nie byloby az tak duzo slubow:))))

    Zdradzanych mężów, porzuconych żon, rozwodów, walk o dzieci (o czym w innym
    wątku) - również.
    A ja marzę o świecie bez szpitali, policjantów i rozwodów - żeby wszyscy byli
    zdrowi, bezpieczni i kochali się. Ale to utopia...
    Mam nadzieję, że przynajmniej profilaktyka zdrowotna w moim przypadku da
    efekty, na więcej nie liczę ;-))
  • ann.k 14.02.03, 17:08
    Twoje porownania wskazuja na to, ze chcialabys aby malzenstwo zostalo
    poprzedzone jakims egzaminem czy testem; nie sadzisz, ze to troche chore? czy
    posiadanie prawa jazdy gwarantuje, ze nigdy nie spowodujesz lub nie wezmiesz
    udzialu w wypadku samochodowym?

    a jaka jest roznica miedzy zyciem z drugim czlowiek majac podpisany papier i go
    nie majac? czy zycie z kims bez papieru zwalnia Cie ze wszystkich obowiazkow
    wzgledem tej osoby, zwlaszcza obowiazkow moralnych? moim zdaniem nie; czy
    sadzisz, ze lekcja w szkole jest w stanie nauczyc dziecko szacunku dla drugiego
    czlowieka, a zwlaszcza jego uczuc?

    zycie to rosyjska ruletka, a malzenstwo to juz wersja hardcore tej gry; nie
    wiesz jak bedzie, nie mozesz ocenic, ze za 30 lat nadal bedziesz te druga osobe
    tak samo kochala i ze nic sie miedzy wami nie zmieni;
    nie wiem czy w przysiedze "cywilnej" jest jakis odpowiednik tego, ale w
    kosciele slowa przysiegi sie koncza: tak mi dopomoz Panie Boze wszechmogacy
    (...); nie mozesz komus obiecac, ze za 30 lat bedzie tak samo, ale mozesz
    obiecac, ze zrobisz wszystko, zeby tak bylo; i o to w tym chodzi;

    a swiadomosc tego czym jest rodzina i czym jest malzenstwo wynosi sie wlasnie z
    domu, przy zalozeniu, ze byl to dom normalny, z obojgiem rodzicow; i nie mozna
    odpowiedzialnosci za te czesc edukacji zrzucac na szkole; czy rowniez szkola ma
    nas nauczyc jak okazywac uczucia, jak kochac? niektorzy to sprawiaja wrazenie
    jakby dla nich rodzicielstwo konczylo sie na splodzeniu dziecka; ale nie ma tak
    dobrze - czlowieka ksztaltuje i dom i szkola i smiem twierdzic, ze to rola domu
    powinna byc jak najwieksza w edukacji, hmmm...., emocjonalnej;

    --
    To co najpiękniejsze przychodzi zawsze w najmniej spodziewanym momencie
  • Gość: skor_pion IP: 217.8.186.* 14.02.03, 17:55
    ann.k napisała:

    > Twoje porownania wskazuja na to, ze chcialabys aby malzenstwo zostalo
    > poprzedzone jakims egzaminem czy testem; nie sadzisz, ze to troche chore? czy
    > posiadanie prawa jazdy gwarantuje, ze nigdy nie spowodujesz lub nie wezmiesz
    > udzialu w wypadku samochodowym?


    Egzamin w przypadku małżeństwa, to może nie najlepsze rozwiązanie. Ale czemu
    człowiek zakładając firmę zapoznaje się z przepisami, czyta ustawy, konsultuje
    się z prawnikiem, a zakładając rodzinę ( w końcu coś ważniejszego) wystarcza mu
    formułka w USC, czy w kościele. Mnie to zastanawia, nie chcę robić rewolucji
    kulturalno-obyczjowej.

    > a jaka jest roznica miedzy zyciem z drugim czlowiek majac podpisany papier i
    go nie majac? czy zycie z kims bez papieru zwalnia Cie ze wszystkich obowiazkow
    > wzgledem tej osoby, zwlaszcza obowiazkow moralnych? moim zdaniem nie;

    Małżeństwo to związek usankcjonowany - prawem koscielnym, bądź świeckim.
    Życie z kimkolwiek (małżonek, kochanka, przyjaciel, współpracownik) nie zwalnia
    z obowiązków moralnych. Ale sądzę, że z wolnego związku mam prawo odejść lub
    starać się go ulepszyć, a w przypadku małżeństwa najpierw muszę zrobić
    wszystko, żeby naprawić coś, co jest nie tak, a dopiero na końcu odejść.
    Ślub cywilny, czy kościelny nie jest moim pomysłem. Ustanowił to ktoś
    mądrzejszy ode mnie.



    > czy sadzisz, ze lekcja w szkole jest w stanie nauczyc dziecko szacunku dla
    drugiego czlowieka, a zwlaszcza jego uczuc?

    Przede wszystkim rodzina, również lekcja w szkole. Powszechnego obowiązku
    wychowania w poszanowaniu drugiego człowieka nie ma, ale powszechny obowiązek
    edukacyjny jest.


    > zycie to rosyjska ruletka, a malzenstwo to juz wersja hardcore tej gry; nie
    > wiesz jak bedzie, nie mozesz ocenic, ze za 30 lat nadal bedziesz te druga
    osobe tak samo kochala i ze nic sie miedzy wami nie zmieni;

    Ja już teraz kocham inaczej, już między nami się zmieniło. To naturalna kolej
    rzeczy, inaczej kocha się w wieku lat 15-tu, 25-ciu, a inaczej, jak się ma... i
    dzieci. Inaczej, nie znaczy mniej.



    > nie wiem czy w przysiedze "cywilnej" jest jakis odpowiednik tego, ale w
    > kosciele slowa przysiegi sie koncza: tak mi dopomoz Panie Boze wszechmogacy
    > (...); nie mozesz komus obiecac, ze za 30 lat bedzie tak samo, ale mozesz
    > obiecac, ze zrobisz wszystko, zeby tak bylo; i o to w tym chodzi;

    Jest: "...i uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i
    trwałe."
    Czyli na małżonkach spoczywa odpowiedzialność, a nie na Bogu, czy urzędniku.
    Więc z tej samej beczki - zastanawiam się, kto naprawdę zdaje sobie sprawę z
    tej odpowiedzialności, biorąc ślub.


    > a swiadomosc tego czym jest rodzina i czym jest malzenstwo wynosi sie wlasnie
    z domu, przy zalozeniu, ze byl to dom normalny, z obojgiem rodzicow;

    A co to jest dom normalny, czy obecność w nim obojga rodziców jest panaceum na
    wszystkie przyszłe problemy? Ile razy komentuje się czyjeś zachowanie (zdradę,
    rozwód) - a pochodził z takiej normalnej, kochającej rodziny?




    - i nie mozna odpowiedzialnosci za te czesc edukacji zrzucac na szkole; czy
    rowniez szkola ma nas nauczyc jak okazywac uczucia, jak kochac?

    Ale w zastępstwie rodziny (bo nie żyją, piją, biją, rozwodzą się) mądry
    nauczyciel, katecheta może wskazać źrodło takiej wiedzy (niech tylko sam nie
    uczy, bo to może oznaczać coś innego).

    - niektorzy to sprawiaja wrazenie jakby dla nich rodzicielstwo konczylo sie na
    splodzeniu dziecka; ale nie ma tak dobrze - czlowieka ksztaltuje i dom i szkola
    i smiem twierdzic, ze to rola domu powinna byc jak najwieksza w edukacji,
    hmmm...., emocjonalnej;

    Absolutnie się z Tobą zgadzam (mam nadzieję, że nie zaliczasz mnie do tej
    grupy, która tylko płodzi).
    Dom jest najważniejszy, jeśli jest.
    Ale chwila głębszej refleksji nad słowami przysięgi małżeńskiej chyba nikomu
    krzywdy nie zrobi? Nie będę egzaminować:-))

  • mrouh 14.02.03, 19:52
    Prawie wszsytkie moje koleżanki szkolne powychodziły za
    mąż (miałam prawie zawsze same baby w klasie), na ślubach
    wielu z nich byłam. I zawsze się zastanawiałam, kiedy oni
    powtarzali za księdzem/urzędnikiem formułki, czy wiedzą,
    co robią...Chyba bardziej się przejmowałam tym, co oni
    mówią, niż większość z nich. I dlatego śluby to dla mnie
    smutne, dramatyczne jakieś wydarzenie...Raz byłam nawet
    "świadkową", a dwa lata potem był rozwód, już bez mego
    udziału. Moim najbliższym też małżeństwa "nie wyszły",
    delikatnie mówiąc.Może dlatego jestem w tym względzie
    taka ostrożna. Jestem ósmy rok w szczęśliwym związku bez
    ślubu, nie składałam oficjalnej przysięgi przed żadnym
    urzędnikiem, ale sama sobie obiecuję bardzo często, że
    zrobię wszystko, żeby ten związek mógł przetrwać jeszcze
    długo- najczęściej w chwilach kolejnej euforii miłosnej
    (jeszcze się zdarzają!), ale i w "gorszych" momentach,
    chwilowych kryzysach. Może to dlatego, że zawsze wydawało
    mi się oczywiste, że nie wystarczy kochać EMOCJAMI,
    PASJĄ, trzeba jeszcze KOCHAĆ SIŁĄ WOLI - chcieć kochać,
    postarać się po prostu, nawet jeśli na twarzy TŻ pojawiła
    się zmarszczka, czy TŻ ubyło włosów...
    To może trochę niemodne w ten walentynkowy dzień, co
    napisałam, ale przynajmniej jak dotąd w moim przypadku
    skuteczne. Wszsytkim dużo szczęścia w miłości życzy

    mrouh
    Świat jest to szaleństwo pewnego Supermózgu, co się na
    własnym tle wściekł w sposób bezkresny.
    S.Lem
  • aiko11 14.02.03, 15:53
    Skor_pionie Gratuluję. Zalozyles bardzo fajny watek, watek jakich malo. W
    odroznieniu od calej plejady banalnych watkow typu kocha, nie kocha, zdradza,
    nie zdradza itd. (oczywiscie nikogo nie mialam zamiar urazic).
    Ja nie wypowiadalam nigdy slow przysiegi, ale czesto bylam swiadkiem jak je
    wypowiadano. Z mojej obserwacji wynika, iż raczej nikt ich nie analizowal. Po
    prostu formułka, która trzeba powtórzyc, Uwaga skupiona zazwyczaj była na
    doborze menu, ubiorze czy gosciach.

    Podobnie jest z jak chcesz adoptowac dziecko, przechodzisz najrozniejsze testy,
    sprawdzaja czy nadajesz sie na rodzica, jaki mozesz zapewnic socjal i itd, ale
    nikt nie "testuje" całej rzeszy osob, które zostali rodzicami przez przypadek,
    zwyczajna wpadka. Czy oni beda w stanie wychowac dziecko? Kogo to obchodzi. A
    pozniej słyszy sie o znecaniu sie nad dziecmi. Jacy wszyscy sa wtedy oburzeni,
    padaja pytania "Jak do Tego mogło dojsc...

    Ot takie przemyslenia w Walentykowy Dzien
    Pozdrawiam
  • Gość: skor_pion IP: 217.8.186.* 14.02.03, 16:35
    aiko11 napisała:

    Z mojej obserwacji wynika, iż raczej nikt ich nie analizowal. Po
    > prostu formułka, która trzeba powtórzyc, Uwaga skupiona zazwyczaj była na
    > doborze menu, ubiorze czy gosciach.


    Co jakiś czas pojawia się dyskusja, czy w szkole ma być "Wychowanie
    seksualne", "Przygotowanie do życia w rodzinie", czy jeszcze coś innego.
    A przecież dobrze przygotowany program mógłby skłonić do zastanowienia, do
    podejmowania lepszych decyzji w przyszłości. Kto ma dobre wzorce w domu,
    ugruntowałby swoje przekonania, komu nie poszczęściło się - miałby szanse
    stworzyć lepszy związek w dorosłym życiu.
    Ja ze szkoły pamiętam tylko pojedyńcze lekcje, dot. wyłącznie seksualności
    człowieka. Trochę o poczęciu, trochę o zapobieganiu, nic o odpowiedzialności za
    siebie, współmałżonka, dzieci. A w domu było tak sobie...
    Mam nadzieję, że swoje dzieci uda mi się lepiej przygotować.

    A z adopcją też masz rację.

    Pozdrawiam :)

  • aiko11 18.02.03, 13:16
    skor_pion napisał:

    > Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jakie właściwie są te prawa i
    > obowiązki?

    Oto co nam donosi dzisiejsza Gazeta Prawna....
    Rozwód nie chroni

    Nawet po rozwodzie były małżonek odpowiada za zaległości podatnika. Taka sama
    odpowiedzialność spoczywa również na małżonku w separacji oraz osobie, wobec
    której wydano orzeczenie o unieważnieniu małżeństwa. Nowe kategorie osób
    odpowiedzialnych za zobowiązania podatnika wprowadziła obowiązująca od początku
    2003 roku zmieniona Ordynacja podatkowa (Dz.U. z 1997 r. nr 137, poz. 926 z
    późn. zm.).

    Wynika z niej, że za zaległości podatkowe podatnika odpowiada, jako osoba
    trzecia, rozwiedziony małżonek podatnika, małżonek pozostający w separacji oraz
    osoba, wobec której wydano orzeczenie o unieważnieniu małżeństwa. Osoba
    trzecia, czyli każda z wcześniej wspomnianych, odpowiada całym swoim majątkiem
    solidarnie z byłym małżonkiem za zaległości podatkowe z tytułu zobowiązań
    podatkowych powstałych w czasie trwania wspólności majątkowej. Należy jednak
    pamiętać, że odpowiedzialność ogranicza się tylko do wysokości wartości
    przypadającego byłemu małżonkowi udziału w majątku wspólnym.

    Odpowiedzialność byłego małżonka można jeszcze bardziej zawęzić, ponieważ nie
    dotyczy ona:
    podatków niepobranych oraz pobranych, a niewpłaconych przez płatników i
    inkasentów,
    odsetek za zwłokę od zaległości podatkowych,
    odsetek za zwłokę oraz kosztów egzekucyjnych powstałych w dniu uprawomocnienia
    się orzeczenia o rozwodzie.

    pozdrawiam
  • Gość: skor_pion IP: 217.8.186.* 18.02.03, 15:18
    aiko11 napisała:

    > skor_pion napisał:
    >
    > > Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jakie właściwie są te prawa i
    > > obowiązki?
    >
    > Oto co nam donosi dzisiejsza Gazeta Prawna....
    > Rozwód nie chroni
    >
    > Nawet po rozwodzie były małżonek odpowiada za zaległości podatnika. Taka sama
    > odpowiedzialność spoczywa również na małżonku w separacji oraz osobie, wobec
    > której wydano orzeczenie o unieważnieniu małżeństwa. Nowe kategorie osób
    > odpowiedzialnych za zobowiązania podatnika wprowadziła obowiązująca od
    początku
    >
    > 2003 roku zmieniona Ordynacja podatkowa (Dz.U. z 1997 r. nr 137, poz. 926 z
    > późn. zm.).


    Chodziło mi raczej o prawa i obowiązki małżonków wobec siebie nawzajem, a nie
    wobec urzędu skarbowego i raczej w czasie trwania związku, a nie po rozwodzie.
    Ale takiej ewentualności nie można wykluczyć, więc lepiej wiedzieć, co nas
    czeka, jeśli się nie uda i jak się zabezpieczyć. To wymaga raczej konsultacji z
    prawnikiem, niż refleksji. Potrzebne jest pewnie jedno i drugie, żeby dobrze ze
    sobą być i dobrze się rozstać.
    :-)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka