Dodaj do ulubionych

krajobraz po zdradzie

29.06.07, 10:04
Jak dalej z tym żyć? Jak pozbyć się obsesji podejrzeń, chęci i potrzeby
ciągłego sprawdzania wszystkiego? Jak uwierzyć, kiedy się nie wierzy? Jak nie
zwariować? Przeżyliście coś podobnego?
Edytor zaawansowany
  • 29.06.07, 12:25
    zwariować,to ulży
  • 29.06.07, 12:53
    Mojej koleżance się udało. Po dwóch latach przeglądania jego komórki,
    sprawdzania numerów, kilku rozmowach telefonicznych z autorką dość
    jednoznacznych sms-ów, przeszukiwania schowków samochodowych, pobytach w
    szpitalu a także akcji policji poszukującej go w lesie.....wszyscy, wraz z
    dwojgiem cudownych synków zapłacili drogo za jego niefrasobliwość.
    Teraz podobno jest OK, ale ona twierdzi że dziś jest już jej wszystko jedno.
    Coś umarło na zawsze, a byli takim fajnym , kochającym się małżeństwem....
    --
    My Shangri-La beneath the summer moon, I will return again :)
  • 29.06.07, 13:15
    Najgorsze jest zaskoczenie. Najpierw durne poczucie że to nas nie dotyczy, nam
    się nie przydarzy. A potem SZOK!!!!!! Zapewnienia i kolejny zawód..... Można
    wiele znieść, tylko chyba gdzieś jest ta granica - ile? Odpuścić sobie, niech
    robi co chce, ale wtedy gdzie moja godność? Zatrzymywać go na siłę, dręczyć,
    osaczać, kontrolować - gdzie szacunek dla jego. A z innego punktu - on nie
    uszanował mnie, to co mnie to obchodzi? Ale jak z tym wszystkim żyć, jednak nie
    wariując?
    Pytania retoryczne, ale pomagają...
  • 29.06.07, 13:29
    doskonale Cię rozumiem!
    codziennie zadaję sobie te same pytania. Nieraz mam wrażenie, że wariuję. Raz
    nienawidzę siebie, raz jego.
    Jak sobie z tym poradzić???
  • 29.06.07, 13:35
    "Mądra żona dąży do tego, aby być pierwszą z kobiet swojego męża, bo wiara , że
    jest jedyną jest złudna";)
    Amin Marlouf

    Może to brzmi trochę cynicznie, ale potraktujcie te słowa , jako swoistą mądrość
    życiową....
    Szczęścia życzę!:)
    --
    My Shangri-La beneath the summer moon, I will return again :)
  • 29.06.07, 15:02
    a co z ostatnią?
  • 29.06.07, 15:03
    lsilanow napisał:

    > a co z ostatnią?

    A ostatnich gryzą psy....Baskervillów:)))
    --
    My Shangri-La beneath the summer moon, I will return again :)
  • 29.06.07, 13:38
    Szukając przyczyny całej historii, oczywiście oceniam siebie. I teraz zaczynam
    się starać być lepszą żoną, mniej się angażować w życie domu, niech zauważy
    kilka obowiązków które zawsze ja brałam na swoje barki. Trochę bardzej zadbać o
    siebie....I za chwilę pytanie - kogo oszukuję?! Przecież on mnie zna, nie
    zauważy nagle że jestem inna, bo przecież to ciągle tylko ja! Niczym go nie
    zaskoczę, po kilkunastu latach małżeństwa to już niemal kazirodztwo. Sorry,
    poniosło mnie, ale jestem wściekła na to wszystko. Muszę udawać że wybaczyłam,
    zapomniałam, wszystko ok. A to g... prawda! Boli jak nie wiem co! Obsesyjnie
    się boję, tylko już chyba sama nie wiem czego, przecież i tak nie przewidzę co
    on zrobi.
  • 29.06.07, 13:52
    Czy myślałaś o terapi małżeńskiej, terapi indywidualnej??
  • 29.06.07, 13:59
    Myślałam, ale na razie teoretycznie nie ma tematu. Skończone, wierzę. Sęk w tym
    że nie wierzę. Nie chcę się ujawniać że szukam pomocy u specjalistów, stąd te
    moje dylematy na tym forum.
  • 29.06.07, 14:09
    nie ma tematu?? coś się wydarzyło i już nie będzie jak dawniej.

    My chodzimy do psychologa, jak na razie za krótko by mówić o efektach.
    Ciągle jest we mnie ten ból, ta obsesja o której piszesz, ciągłe zadręczanie
    się dlaczego mi to zrobił?......ten cały koszmar, z którym nieraz sobie nie
    radzę.
    Nie oczekuję po tej terapi cudów, ale może uda mi się przynajmniej normalnie
    funkcjonować, choć trochę zaufać, zrozumieć siebie, nabrać dystansu, uwierzyć,
    niekontrolować, nie żyć bojąc się każdej chwili...

    Tylko kiedy wróci ta normalność? Czy wogóle wróci?
  • 29.06.07, 16:25

    Ja w to nie wierze.
    Cos umiera raz na zawsze.
    Przykre, ale prawdziwe.

    r.
  • 29.06.07, 14:28
    Przeżywamy.... Pomimo pracy z psychologiem, pomimo wsparcia otoczenia,
    pomimo "czasu" emocje wciąż żyją.. Te zadawne pytania, te same "naloty"
    paranoidalnych podejrzeń, potrzeba ucieczki, myśl o spakowaniu mu ponownie
    walizek, bo może jak będzie dalej- to będzie lepiej .. Może.. Niestety nie da
    się wcisnąć DEL. Też zadaję sobie pytanie kiedy? i czy wogóle? Więc nie
    pomoge. Chyba, że sama świadomość tego, że niestety nie jesteś sama
  • 29.06.07, 14:30
    samo trwanie w tym stanie rozterki jest już piękne i obiecujące :))
  • 29.06.07, 14:46
    okrutne co piszesz, co jest w tym pięknego?
  • 29.06.07, 14:51
    dla terapeuty tak :)
  • 29.06.07, 14:53
    w sensie psychologicznym "coś" to trwanie daje.. pytanie tylko co? póki co nie
    znajduję odpowiedzi niestety
  • 29.06.07, 17:44
    zgadzam się
    ale jest to piękne
    ponieważ żyje
    ponieważ nie stało się to obojetnością
    poza którą jest wszystko i w której nie ma nic
  • 29.06.07, 17:45
    nie ze względów ekonomicznych terapeuty ;/
  • 29.06.07, 18:58
    niestety czasami chciałabym zobojetnieć, bo nadmiar emocji bywa męczący :-(
  • 29.06.07, 21:01
    może zamienic jedne w drugie?
    a pomotem zacząc od nowa?
  • 29.06.07, 21:02
    "pomotem młotem" ;)
    >"potem"

    :)))))
  • 29.06.07, 21:14
    Ale "ta wiedza" i tak jest chyba lepsza od błogiej nieświadomości. Chociaż płaci
    się ogromną cenę. A spójrzcie na kobiety znane: p. Clinton, p. Kennedy- one to
    upokorzenie musiały znosić na oczach całego świata.
  • 30.06.07, 08:32
    Upokorzenie- fakt... Ale i tak świat zapewne współczuł żonam, o mężach mówił z
    usmiechem - a tam- "chłop- to korzystał", a o tej trzeciej -, że zwykła "q". I
    takie jest postrzeganie zewnetrzne .
    Ostatnio znajoma (na pozór idealne małżeństwo, facet zorganizował nawet
    ostatnio żonie odnowienie ślubow:-)))))) dowiedziała się, że mąż od kilku lat
    (!!!) ma kochankę. Oczywiście szok, ale też: "jaki wstyd"!!! A ja pytam kto ma
    sie wstydzić???? żona??? Czy te osoby, ktore jej to zafundowały? Mój do dzisiaj
    ma pretensje, że ja nie miałam tego wstydu i mówiłam głosno o tym, że
    zorganizował sobie "koleżankę" wtedy kiedy ja ciagle borykałam się z trudami
    pierwszego macierzyństwa. Bo trochę popsułam w środowisku jego image, o
    jego "pani" nie wspomnę- no cóż jest ryzyko-jest zabawa-są konsekwencje.
    Dorosłe, teoretycznie dojrzałe osoby powinny mieć tego świadomość.
  • 30.06.07, 09:19
    Jesli chcesz sie tego pozbyc musisz wybaczyc ale naprawde a nie na pokaz. Ten
    bol o ktorym piszesz to zal nad Soba, czasem żal przeszłych chwil,
    niespełnionych pragnień i nie doczekania chwil, na które się czekało.
    Kiedy wybaczysz mozesz odbudowac relacje, moze powrocic spokoj i milosc do
    Waszego zwiazku.
    Wybaczenie to pozbycie sie zalu, bez tego ten zal zniszczy Wasz zwiazek i razem
    ze strachem moze zablokowac znalezienie innej osoby. Zostanie Ci wtedy z zycia
    wiele goryczy i depresja.
    Serdeczne pozdrowienia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.