Dodaj do ulubionych

gwozdziem po szybie

16.03.08, 18:08
pl.youtube.com/watch?v=Glqrt4KoIbA&NR=1
czuliscie sie tak kiedys? tak absurdalnie? kiedy wasze nieszczescie jest tak obce swiatu, kiedy jestescie niemal wrogiem swiata przez swoje kalectwo takiej czy innej kategorii?
czy zdarzaja wam sie chwile kiedy bardzo bardzo chcecie zharmonizowac sie z radosnym swiatem, ale po prostu nie jestescie do tego zdolni?
a moze macie zupelnie inne refleksje na temat tego zestawu youtuba?
--
"Lata lemingowe zdarzają się co cztery lata. A potem nagle lemingi znikają "
Edytor zaawansowany
  • 16.03.08, 20:53
    swiat nie jest wcale radosny. wszyscy udajemy
  • 16.03.08, 22:28
    troche jest, zalezy z ktorej strony spojrzec i w jakich osobistych
    okolicznosciach :)
    --
    " psychodrama and emotional torments can serve as imaginative stimulants;
    expressing and documenting what you feel can be artful as well as healing"
  • 16.03.08, 23:56
    Lemurka zamieść to an wątku o pięknie

    to jest piękne

    :)
  • 17.03.08, 00:37
    ty to masz, solaris, doprawdy wyjatkowe poczucie estetyki ;)
    tak kusilo mnie aby to w Watku ;) zamiescic, ale myslalam ze to raczej diabel
    mnie kusi...

    --
    Your victory doesn't require my defeat
  • 17.03.08, 23:30
    to dobra alegoria życia

    idziesz
    tracisz różne swoje części i siły
    mało widzisz jeszcze mniej rozumiesz
    ale idziesz
    aby sie po drodze w pył obrócić

    nie martwiło mnie powstawanie z pyłu
    także zamiana w pył wydaje mi się piękna

    choć boję sie jej
    bo może bolec

    wszak Narodzenie tez bolało:)

    ale na wątku jest też trochę o rzeczach strasznych
    niech i one nie bedą wygnane

  • 18.03.08, 04:20
    hmm, ciekawe spojrzenie!

    "nie martwiło mnie powstawanie z pyłu
    także zamiana w pył wydaje mi się piękna"

    mnie tez nie martwilo, ale to chyba dlatego ze nie mialam swiadomosci
    a przynajmniej nie pamietam aby dane mi bylo rozwazac jak by to bylo nie byc lub
    nie byc pylem...
    natomiast rozpadajac sie ku smierci taka swiadomosc lub jakies wyobrazenia o
    bolu i o braku bolu mam
    i tutaj wydaje mi sie lezy glowna roznica miedzy tymi dwoma stanami

    nie wiem solaris czy zamiana w pyl jest piekna
    zalezy pewnie od perspektywy

    ale faktycznie, dzieki tobie zyskalam zupelnie nowa perspektywe
    nie widzialam w tym zestawie nic z tego o czym napisalas
    ale kiedy juz to co napisalas przeczytalam
    nie moge tego nie widziec
    :)
    ze tak zamotam...


    --
    przesladuje mnie kod 39...
  • 18.03.08, 23:12
    jak wielu ludzi kocha stare meble
    rozpadające sie ruiny
    zaschnięte kwiaty
    stare cmentarze

    to co sie rozpada wciąż opowiada historie o sobie

    zacytuję siostrzenicę
    " nie boję sie końca.
    Doświadczam go w każdy początku"
  • 19.03.08, 03:35
    a jak niewielu ludzi kocha ludzi ktorzy sa
    jak stare meble
    rozpadajace sie ruiny
    zeschniete kwiaty
    stare smetarze...?
    mimo ze wciaz chca opowiadac historie o sobie
    nieliczni godza sie ich sluchac

    wiesz, moja matka tez niby nie bala sie konca
    ale kiedy smierc jej w oczy zaczela zagladac juz czesto
    rozpaczliwie czepiala sie zycia

    moze slaba byla...
    w kazdym razie cichaczem podlozyla mi skrypt z tekstem:
    nie mow hop poki nie przeskoczysz

    ja jestem wiosennym dzieckiem
    choc lubie ruiny i smetarze tez czasem
    to smierci jednak nie lubie
    moge pokornie schylic glowe przed silniejsza
    ale nie lubie
    obumierania rozpadu itp jesiennych klimatow


    --
    ...gdzież szukać mamy Bogominoga?...
  • 19.03.08, 21:19
    mój były mąż nauczył mnie cieszyć się
    późnym latem
    razem z tym
    przyszła do mnie otwartość na piękno milknącego dnia
  • 20.03.08, 03:08
    solaris, prosze, wstaw w ten klip siebie zamiast tego czlowieka, ale w stanie w
    jakim on sie znajduje i w jego wieku
    czy jestes otwarta na piekno tej sytuacji?

    --
    Joy follows them like a shadow that never leaves them.
  • 20.03.08, 11:38
    skąd wiesz ze tak już nie jest
  • 20.03.08, 16:26
    z nikad nie wiem, solaris.
    po prostu: nie wiem, i prosilam cie abys przeprowadzila taki eksperyment.
    --
    ...gdzież szukać mamy Bogominoga?...
  • 26.03.08, 20:38
    przeprowadziłam go
    jako osoba potrzebuję zastanawiać się nad moim osądem
    gdybym była w innym ciele czasie środowisku

    jestem świnią którą wiodą na rzeź i oprawcą który czuje że musi zabijać
    nie mam oczu i nóg
    lub mam najpiekniejsze
    jestem Mateuszem z Zywotu Mateusza Vesasa
    i pomarańczową cipą z Aktów w miłości Kazana
    jestem Katią z czechowa i dzwonnikiem z Notre dam
    szalonym królem z dramatów Strindberga i Poloniuszem z Hamleta

    jestem w wyobraźni

    pragnę choć wyobrazić sobie pole odczuwanie innych

    niektóre postacie bolą do szpiku kości

    najbardziej te drętwe pół żywe stereotypowe zatrzaśnięte w stereotypach za
    życia wystraszone

    nie potrafię sobie wyobrazić co czuje Howking zamknięty w ciele
    jak może on swój piękny mózg uprawiać w tak upośledzonym cierpiącym i
    sparaliżowanym ciele

    niektórych rzeczy nie potrafię sobie wyobrazić

    boję sie
    nie umiem
    nie chce

  • 27.03.08, 00:59
    hmm, a wiec z pewna latwoscia znajdujesz sens i piekno w czyims przemijaniu,
    bedac tego przemijania obserwatorem.
    natomiast wczucia sie boisz, nie umiesz i nie chcesz?

    nadal nie ulozyla mi sie w glowie zadna puenta do tego watku, wiec nic wiecej
    ani bardziej kategorycznie napisac nie moge.

    --
    ...gdzież szukać mamy Bogominoga?...
  • 27.03.08, 22:20
    w swoim też
    dlatego codziennie kontempluję to przemijanie

    nie zostawiam tego jak zły uczeń na ostatnią chwilę przed śmiercią bo wtedy jest
    .. za późno ?
  • 01.04.08, 07:12
    dlatego codziennie kontempluję to przemijanie

    Zawsze irytują mnie takie egzaltowane, bezmyślne, szczeniackie teksty. Przypuszczam, że gdyby Ci matka lub jedyne dziecko umierało na raka w hospicjum, przestałabyś z emfazą pierdzielić bez sensu jakie to przemijanie piękne :(.
  • 02.04.08, 09:55
    kiedy umierał mój kochany ojciec
    istota kóra najbardziej na świecie kochałam (może dodam że umarł on wcześnie
    kiedy dopiero sie kształtowałam)
    wtedy czułam to najpełniej

    akceptację
    i wdzięczność że miałam takeigo ojca
    i że tyle miłości doznałam

    kiedy moje dziecko było malutkie
    drżałam każdego dnia ze może umrzeć
    wydawało mi sie że nei zdołałabym tego przeżyć
    wtedy podjęłam decyzję
    KADZY dzień mojego dziecka ma być wypełniony moją miłością
    a jeśli sie zdarzy że umrze
    przyjmę to i będę sie cieszyć tym co otrzymałam
    a macierzyństwo jest wspaniałym stanem którego życzę każdej kobiecie
    takie podejście irytuje się i drażni
    jednak zwróć uwagę
    że dzięki niemu nie marnowałam czasu na lęk gorycz rozpacz nienawiść do świata
    że mi coś zabrał bądź mozę zabrać
    a zarówno mój ojciec jak i moje dziecko doznali ode mnie wiele radosci i
    czuli jak wdzięczna jestem światu za każdy z nimi dzień

    może to podejście jest trochę nei z tego świata
    może to obcowanie ze śmiercią tego mnie nauczyło
    nie wiem

    ale to dobre podejście i daje dobre owoce

  • 03.04.08, 07:07
    Akceptację i wdzięczność czego, śmierci ojca????!!!
    Twoje dziecko, czy może jednak Wasze? Miałaś dziecko, bałaś się, że umrze, więc "nie marnowałaś czasu na lęk,gorycz, rozpacz, nienawiść do świata"? A co ma za przeproszeniem piernik do wiatraka? Chyba tylko tyle, że Twoja szczeniacka egzaltacja sięgnęła granic absurdu :(. Stawiam tezę, że nie "obcowałaś" z żadną śmiercią a śmierć ojca spłynęła po Tobie jak woda po kaczce. Inaczej nie zachłystywałabyś się wypowiadanymi z lubością wyświechtanym, grafomańskimii frazesami o "pięknie przemijania" i nie koncentrowała na czubku własnego nosa ("ja czułam, ja drżałam, ja podjęłam decyzję, ja, ja ,ja). Owoc egocentryzmu może tylko śmierdzieć :(.
  • 04.04.08, 00:09
    jesli spotkasz coś dobrego i to sie kończy
    masz zawsze dwa wyjścia
    płakać że sie skończyło i w ten sposób okazywać swoje przywiązanie i zal po
    stracie
    albo dziękować że miałaś to szczęście spotkać coś dobrego i byś wdzięcznym

    nie chcę porównywać mojej i twojej miłości do taty bo to nie sa rzeczy
    porównywalne tak bardzo to jest osobiste

    co zaś do różnych twoich odczuć to być może twoje ego-centrum jest zranione i
    nie możesz na nie spoglądać przyjaznym okiem ani u siebie ani u innych

    ja jest czymś dla człowieka bardzo ważnym

    twoje czy moje każde jest ważne

    jesteś niezwykle emocjonalna

    ale masz swoja własną madrosć i nic mi do tego




  • 17.03.08, 01:27
    Jestes kaleka, wiec jestes obca albo jestes obca, wiec jestes
    kaleka. Czasami naprawde nie chodzi o rekacje swiata na nas, ale
    nasza reakcje na swiat.

    Wszyscy (blogoslawieni) ktorzy czuja sie jakby byli nie stad, na
    wiecznej przepustce, przerwie, lunchu, co sie przeciez skonczy
    znaja doskonale to uczucie zadziwienia, kiedy zaczynaja sie
    przygladac swiatu. Jak ogladanie chomikow przez szybe terrarium w
    sklepie akwarystycznym albo homarow w akwarium w wykwintnej
    restauracji. I one, i mizerny pejzazyk ktory je otacza i szyby i
    kit w szybach sa tak samo godne uwagi.

    Z tego oczywiscie moga wyniknac piekne rzeczy, jakas dzika odwaga,
    drzemka w miejscu swietym, jakies fandanga i szalejace tlumy
    (ktorych czlonkowie naprawde nie lapia, o co cho).

    --
    'ja wiem że kobiety to naprawdę inteligentne stworzonka'
  • 17.03.08, 02:01
    chodzilo mi o poczucie obcosci wobec swiata, poczucie bycia wyrzuconym poza
    normalnosc i to uczucie ktore rodzi sie po wielokrotnych nieudanych probach
    wlaczenia sie w nurt zwyklego zycia. stan kiedy okazuje sie ze piekne slogany o
    braterstwie i milosierdziu i wspolczuciu i rownosci i pomocy sa tylko sloganami
    przykrywajacymi odraze.
    stan kiedy wcale nie krytykujesz tych normalnych ludzi, jedynie pragniesz z
    calego serca dolaczyc do nich, ale - z przyczyn od ciebie nie - tak -
    bezposrednio - zaleznych , nie jestes w stanie dokonac tego o wlasnych silach.
    stan, kiedy stopniowo dociera do ciebie, ze jestes tredowata a inni albo maja
    cie gdzies, albo sie ciebie boja. stan w ktorym stoisz w opozycji do pieknego
    swiata, kiedy chcialabys nawet uczestniczyc w tym chomiczym kolowrocie,
    przylaczyc sie do zabaw promowanych przez abecadla radosci, potwierdzic teze o
    tym, ze wiara czyni cuda, ale ... nie mozesz...po prostu nie i juz...
    --
    "Najpierw tę głupią rzecz zrobię ja, a potem wy nieśmiali powtórzycie to po
    mnie." Frank Zappa
  • 17.03.08, 02:19
    No wiec wlasnie chodzi o to, zeby to poczucie chcenia puscic, a
    poczuc i powitac swiadomosc bycia obcym/niechcianym/
    niezapraszanym/kosmita - w kazdym razie etatowym innym.

    Z calego serca cie wtedy nie obchodzi ani sasiadka i jej wscibskie
    ucho, ani tlumy szlochajace na czarno po smierci papieza.

    A jesli gdzies i tak kolata sie chec wspolnego oddychania, to
    przeciez kazdego dnia swiat sie zmienia, takze na lepsze:
    tnij.com/LS50
    Moze odkryja caly wszechswiat dla ciebie, moze ktoregos poranka
    odkryja ciebie, modl sie i pracuj :) Ewentualnie przeczytaj cos o
    kruchosci swiata tego.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • 17.03.08, 02:54
    hmm, przemyslec musze twoje slowa jeszcze chwilke, na razie dziekujeee za
    lemura. znam go, kontemplowalam juz milion razy, lapy, oczy, rece, mine,
    wszystko. jest on na mojej liscie top ten na nastepne wcielenie :)))


    --
    Joy follows them like a shadow that never leaves them.
  • 17.03.08, 05:16
    poczucie obcosci, innosci towarzyszy mi od dziecinstwa. w normalnych warunkach
    nie mam tez wielkich checi dlugotrwalego obcowania z ludzmi.
    troche obchodza mnie sasiadki, ale od dosc dawna mieszkam wsrod milych i
    malowscisbskich ludzi, poza tym moj ekscentryzm nie jest juz glosny ani
    skandaliczny.
    tlumy po smierci papieza uwazam za aberracje narodowa i tlumow takich czy innych
    nie trawie.

    a jednak nie lubie zyc w opozycji do swiata, raczej wole na marginesie tak
    nieco, poza glownym rwacym nurtem.
    zestaw cunningham + jackson 5 kojarzy mi sie z sytuacja kiedy przymusowo
    zostajesz odcieta od swiata zywych normalnie funkcjonujacych ludzi, zepchnieta w
    cien, zamieciona pod dywan.
    co jest do lubienia w rozpadaniu sie? co jest do lubienia w konstatacji ze nie
    jest sie zdolnym do normalnej zabawy, samodzielnego chodzenia;ze ludzi gorszy
    wrecz twoj stan, a i ciebie sama - przeraza.
    to video to "warunki nienormalne" - zdarza sie ze potrzeba zmusza aby wyjsc do
    ludzi. wolasz cala soba " na pomoc, ratunku", w odpowiedzi na co slyszysz szczek
    zasuwanych zaluzji. dyskretnie lub brutalnie zamaszycie zamykaja sie przed toba
    drzwi.
    kiedy potrzebuje pomocy, ostatnia rzecza jaka mi w glowie jest godzic sie na
    bycie niechciana.

    dla mnie koles z tego klipu jest kims kto - gdyby mogl - i brzytwy by sie
    schwycil. ale nie moze, bo zadnej brzytwy nie ma.

    choc wlasciwie chwytanie sie brzytwy jest tylko krotkim przedluzeniem watku,
    iluzja rozwiazania problemow...
  • 18.03.08, 23:59
    szarylemur napisała:

    > a jednak nie lubie zyc w opozycji do swiata, raczej wole na
    marginesie tak
    > nieco, poza glownym rwacym nurtem.

    Tak, wlasnie - bo zycie w opozycji zaklada wysilek opozycjonistki,
    a rozmawiamy o tym, co jest naturalne, z urodzenia chyba.

    > zestaw cunningham + jackson 5 kojarzy mi sie z sytuacja kiedy
    przymusowo
    > zostajesz odcieta od swiata zywych normalnie funkcjonujacych
    ludzi, zepchnieta
    > w
    > cien, zamieciona pod dywan.

    Jeden madrala (ktory potem z tego wszystkiego dostal swira) mawial
    mi w takich sytuacjach: 'a jakbys tak teoretycznie zalozyla, ze to
    sie zdarzylo po cos, to po co by sie to mialo ci zdarzyc?'

    > co jest do lubienia w rozpadaniu sie? co jest do lubienia w
    konstatacji ze nie
    > jest sie zdolnym do normalnej zabawy, samodzielnego chodzenia;ze
    ludzi gorszy
    > wrecz twoj stan, a i ciebie sama - przeraza.

    Dzis czytalam, ze w nie tak dawnych szamanskich i szeptunskich
    czasach traktowano chorobe jak pieknego przybysza i tak tez sie do
    niej zwracano - z szacunkiem i podziwem. Na Kurpiach mowiono do
    bolu 'o moj najpiekniejszy'.

    Totalna samotnosc to lepkie dno, czana pochlaniajaca dziura, ale to
    sie zdarza. Po prostu.

    > to video to "warunki nienormalne" - zdarza sie ze potrzeba zmusza
    aby wyjsc do
    > ludzi. wolasz cala soba " na pomoc, ratunku", w odpowiedzi na co
    slyszysz szcze
    > k
    > zasuwanych zaluzji. dyskretnie lub brutalnie zamaszycie zamykaja
    sie przed toba
    > drzwi.
    > kiedy potrzebuje pomocy, ostatnia rzecza jaka mi w glowie jest
    godzic sie na
    > bycie niechciana.

    A czy to nie jest moment prawdy, nawet jesli niesprawiedliwej i
    niezasluzonej?

    > dla mnie koles z tego klipu jest kims kto - gdyby mogl - i
    brzytwy by sie
    > schwycil. ale nie moze, bo zadnej brzytwy nie ma.
    >
    > choc wlasciwie chwytanie sie brzytwy jest tylko krotkim
    przedluzeniem watku,
    > iluzja rozwiazania problemow...

    Historie takie jak Hioba dzieja sie codziennie, ale 'zazwyczaj
    komus innemu'. To nie jest, oczywiscie, krzepiaca swiadomosc, ale
    warto ja miec z tylu glowy.

    --
    'ja wiem że kobiety to naprawdę inteligentne stworzonka'
  • 19.03.08, 17:12
    hmm, nie widze potrzeby okreslenia mnie jako opzycjonistki wobec swiata. kiedy
    cos mi odpowiada mowie " tak", kiedy nie - " nie". wydaje mi sie to bardziej
    uwaznym stylem zycia niz ciasna rola oredownika czy opozycjonisty.
    ^^^
    'a jakbys tak teoretycznie zalozyla, ze to
    > sie zdarzylo po cos, to po co by sie to mialo ci zdarzyc?'
    ojej, tysiac scenariuszy moznaby dopisac...
    taka deterministyczna postawa wobec zycia w ogole mi nie odpowiada.
    moglabym odpowiedziec tak: to, co sie zdarzylo mialo zdarzyc sie po to, aby
    pokazac tobie i mi, ze niektore rzeczy zdarzaja sie przypadkiem.
    albo inaczej: nie jestem w stanie objac zbioru wszystkich wczesniejszych wobec
    tego zdarzenia zdarzen,wiec dla mnie jest to przypadek i bezsens. co wiecej, ty
    rowniez, ani nikt inny, nie jest zdolny do objecia tego wszystkiego co wywolalo
    " x", tak wiec kazda odpowiedz bedzie mniej lub bardziej strzelaniem na slepo.
    ^^^
    tak, choroba wyrzuca nas poza nawias codziennego kolowrotka, daje, a raczej
    narzuca mozliwosc spojrzenia na swiat, na siebie z innej perspektywy,
    przemyslenia, refleksji.
    mowic o bolu" o moj najpiekniejszy"? kojarzy mi sie z ofiarami
    skladanymi bogom w celu oblaskawienia ich, z przymilnym plaszczeniem sie przed
    sila wyzsza...
    ^^^
    moment prawdy?
    tak samo jak momentem prawdy jest szczescie i doznanie harmonii. nie mniej, nie
    wiecej. prawda wg mnie, nie jest statyczna i jednowartosciowa. ale taki
    swiatopoglad na pewno ugruntowany jest na meandrach mojej osobowosci.
    ^^^
    historia hioba to jedna z najohydniejszych lekcji od boga jakie dostala
    ludzkosc. a inaczej : to jedna z najbardziej pokretnych prob jakie czlowiek
    podjal w celu zaasymilowania ogromu bolu, zla i niesprawiedliwosci zycia.
    taka swiadomosc mam z tylu glowy ja

    pozdrawiam


    --
    i po viscie, hip hip hurra!!!
  • 20.03.08, 00:23
    szarylemur napisała:

    > hmm, nie widze potrzeby okreslenia mnie jako opzycjonistki wobec
    swiata. kiedy
    > cos mi odpowiada mowie " tak", kiedy nie - " nie". wydaje mi sie
    to bardziej
    > uwaznym stylem zycia niz ciasna rola oredownika czy opozycjonisty.

    O, to chwalebne, ale trudne, bo wymaga ciaglego zadawania sobie
    pytan. Ludzie na ogol tego wysilku nie robia, bo go nie lubia :)

    > ojej, tysiac scenariuszy moznaby dopisac...
    > taka deterministyczna postawa wobec zycia w ogole mi nie
    odpowiada.
    > moglabym odpowiedziec tak: to, co sie zdarzylo mialo zdarzyc sie
    po to, aby
    > pokazac tobie i mi, ze niektore rzeczy zdarzaja sie przypadkiem.
    > albo inaczej: nie jestem w stanie objac zbioru wszystkich
    wczesniejszych wobec
    > tego zdarzenia zdarzen,wiec dla mnie jest to przypadek i bezsens.
    co wiecej, ty
    > rowniez, ani nikt inny, nie jest zdolny do objecia tego
    wszystkiego co wywolalo
    > " x", tak wiec kazda odpowiedz bedzie mniej lub bardziej
    strzelaniem na slepo.

    To jest pytanie pomocnicze, a nie deterministyczne:) Uparte go
    doswiadczanie pomaga uwierzyc, ze dzieje sie to, co wlasciwe.
    Mozna milion razy pytac 'dlaczego ja', 'dlaczego akurat to', ale na
    te pytania nie ma odpowiedzi. 'Jesli nie umiesz zmienic rzeczy,
    zmien swoj stosunek do rzeczy' - i zeby nie bylo nieporozumien:
    chodzi nie o zyciowy konformizm, ale raczej madrosc modlitwy Marka
    Aureliusza (ta z mityngow AA).

    Oczywiscie, to (pytanie i wiara) przestaja dzialac w momentach
    najwiekszego cierpienia i bezradnosci, ale zawsze mozna powiedziec,
    ze to tez jest po cos. Duzo pozniej, ale mozna.

    > ^^^
    > tak, choroba wyrzuca nas poza nawias codziennego kolowrotka,
    daje, a raczej
    > narzuca mozliwosc spojrzenia na swiat, na siebie z innej
    perspektywy,
    > przemyslenia, refleksji.
    > mowic o bolu" o moj najpiekniejszy"? kojarzy mi sie z ofiarami
    > skladanymi bogom w celu oblaskawienia ich, z przymilnym
    plaszczeniem sie przed
    > sila wyzsza...

    A mi z 'Mezczyzna, ktory pomylil swoja zone z kapeluszem' Sacksa.

    > ^^^
    > moment prawdy?
    > tak samo jak momentem prawdy jest szczescie i doznanie harmonii.
    nie mniej, nie
    > wiecej. prawda wg mnie, nie jest statyczna i jednowartosciowa.
    ale taki
    > swiatopoglad na pewno ugruntowany jest na meandrach mojej
    osobowosci.

    Wedlug mnie tez nie jest statyczna!
    Prawda jest w doswiadczaniu, a nie w tym, co sie dzieje, bo tego
    mozemy doswiadczac falszywie, nakladajac na to rozne swoje
    ulatwiajace-wszystko-filtry. W doswiadczaniu skrajnych emocji - i
    rozpaczy i bezradnosci i ekstazy te filtry przestaja dzialac.

    Noale odruch buntu przeciw cierpieniu jest naturalny.

    > ^^^
    > historia hioba to jedna z najohydniejszych lekcji od boga jakie
    dostala
    > ludzkosc. a inaczej : to jedna z najbardziej pokretnych prob
    jakie czlowiek
    > podjal w celu zaasymilowania ogromu bolu, zla i
    niesprawiedliwosci zycia.
    > taka swiadomosc mam z tylu glowy ja

    Wg mnie, to Hiob tu nie mial nic do gadania - Bog po prostu mial
    ochote na mala zabawe, nie pierwszy i nie ostatni raz w Starym
    Testamencie. Wlasnie fakt, ze Hiob nie mial tu nic do powiedzenia
    jest imo w tej historii najwazniejszy.

    czulko

    --
    Wydaje mi się, że kobieta jest istotą ludzką i jako taką należy ją
    rozpatrywać. (aelithe na ff)
  • 20.03.08, 02:41
    byc moze ludzie jako ogol preferuja stale role, bycie oredownikiem badz
    opozycjonista
    taka automatyzacja swiatopogladu usprawnia dzialanie
    nic mi do tego
    ja po prostu sie w tym nie odnajduje
    byc moze gra tu role nawyk
    dla mnie wielkim wysilkiem byloby biegac od switu do nocy przez najrozniejsze plotki
    nie chcialabym zeby ktokolwiek mnie do tego zmuszal
    :)

    " dzieje sie to co wlasciwe" wlasciwe dla czego? przyjmujemy w ten sposob
    zalozenie ze zycie jest seria lekcji, ktore maja nas czegos nauczyc...
    ale czego? madrosci? tego jak poruszac sie w zyciu?
    oczywiscie, zdarzaja sie sytuacje ktore po prostu rzucaja na kolana. wscieklosc
    kiedy przetrawi wlasna bezsilnosc staje sie pokora. peka swiat wyobrazen, i
    kiedy ochloniemy, trzeba sie w nim na nowo odnalezc rozczarowanym. jesli
    wlasciwym w sytuacji gdy pragniemy pomocy jest to ze jej nie otrzymujemy, to -
    jesli przezyjemy i sie jakos "odkujemy" - mozna powiedziec ze to mialo umocnic
    nasza samodzielnosc.a jesli nie otrzymawszy pomocy zginiemy, ktos inny
    powiedziec moze , ze wlasciwym bylo abysmy zgineli jako zbyt slabi aby zyc...
    a moze wlasciwym byloby to, co nas ominelo, tj pomoc? tak, moze inni patrzac na
    nas powiedza, ojej, tosmy niewlasciwie postapili...
    uroczy teatrzyk lalkowy...
    oczywiscie, wiara w opatrznosc, w sensownosc/ celowosc przytrafiajacych sie nam
    zdarzen jest wielka sila. wlasciwym zatem sposobem radzenia sobie z zyciem
    nieraz nieskonczenie dalekim od czyichs pragnien jest wiara w jakiegokolwiek
    rodzaju boga wszechmogacego, planujacego i dobrego nawet jesli jego dobroc jest
    dla nas nie do pojecia , a nawet jest sprzeczna z naszym pojmowaniem dobra.
    tylko taka wiara moze nas przeprowadzic przez noc.
    tylko mistycyzm, myslenie magiczne moze uchronic swiat przed hiobem i hioba
    przed zalosna smiesznoscia?

    ***
    nie czytalam " mezczyzny, ktory pomylil swoja zone z kapeluszem". dlaczego
    kojarzy ci sie z odami do bolu?

    dwa czulki

    --
    Joy follows them like a shadow that never leaves them.
  • 20.03.08, 16:37
    szarylemur napisała:

    > byc moze ludzie jako ogol preferuja stale role, bycie
    oredownikiem badz
    > opozycjonista
    > taka automatyzacja swiatopogladu usprawnia dzialanie
    > nic mi do tego
    > ja po prostu sie w tym nie odnajduje
    > byc moze gra tu role nawyk
    > dla mnie wielkim wysilkiem byloby biegac od switu do nocy przez
    najrozniejsze p
    > lotki
    > nie chcialabym zeby ktokolwiek mnie do tego zmuszal
    > :)

    Hehe.
    Jakos mi nie przyszlo do glowy, ze latwiejsze jest to, co sama
    sobie wybralam. Ale to inspirujacy pomysl :)

    > " dzieje sie to co wlasciwe" wlasciwe dla czego? przyjmujemy w
    ten sposob
    > zalozenie ze zycie jest seria lekcji, ktore maja nas czegos
    nauczyc...
    > ale czego? madrosci? tego jak poruszac sie w zyciu?

    Tego, ze bunt przeciw temu na co nie mamy wplywu sprawia ze
    cierpimy bardziej. Sprawia tez, ze czesto nie mozemy przyjac
    cennego doswiadczenia w calosci. W zasadzie - w ogole.

    > oczywiscie, zdarzaja sie sytuacje ktore po prostu rzucaja na
    kolana. wscieklosc
    > kiedy przetrawi wlasna bezsilnosc staje sie pokora. peka swiat
    wyobrazen, i
    > kiedy ochloniemy, trzeba sie w nim na nowo odnalezc
    rozczarowanym. jesli
    > wlasciwym w sytuacji gdy pragniemy pomocy jest to ze jej nie
    otrzymujemy, to -
    > jesli przezyjemy i sie jakos "odkujemy" - mozna powiedziec ze to
    mialo umocnic
    > nasza samodzielnosc.a jesli nie otrzymawszy pomocy zginiemy, ktos
    inny
    > powiedziec moze , ze wlasciwym bylo abysmy zgineli jako zbyt
    slabi aby zyc...

    Czasem istotnie lepiej nie zyc niz doswiadczac bolu ponad
    wyobrazenie.

    > a moze wlasciwym byloby to, co nas ominelo, tj pomoc? tak, moze
    inni patrzac na
    > nas powiedza, ojej, tosmy niewlasciwie postapili...

    No tak, ale to czasem w ten sposob nie dziala. Albo dziala na
    zasadzie 'wez zrob cos ze soba w koncu', 'wez sie w garsc'. Totalne
    doswiadczenie samotnosci moze nauczyc wrazliwosci na innych. Nie
    tylko uslyszenia glosu prosby, ale i wlasciwej reakcji na niego.

    > uroczy teatrzyk lalkowy...
    > oczywiscie, wiara w opatrznosc, w sensownosc/ celowosc
    przytrafiajacych sie nam
    > zdarzen jest wielka sila. wlasciwym zatem sposobem radzenia sobie
    z zyciem
    > nieraz nieskonczenie dalekim od czyichs pragnien jest wiara w
    jakiegokolwiek
    > rodzaju boga wszechmogacego, planujacego i dobrego nawet jesli
    jego dobroc jest
    > dla nas nie do pojecia , a nawet jest sprzeczna z naszym
    pojmowaniem dobra.

    Byloby dosc dziwnie, gdbyby Bog sprawial nam same mile rzeczy, bo
    to by czynilo zycie niemozliwym :)
    Sakralizacja doswiadczenia to nie to samo, co wiara w Boga, tylko
    domorosle nadawanie zyciu - takiemu, jakie jest - sensu. Mozna to
    oczywiscie nazwac proteza - jak mozna 'proteza' nazwac wiare w
    Boga - ale to akurat ten rodzaj wiary, ktory pozwala maksymalnie
    wykorzystywac doswiadczenie do dorastania.

    > tylko taka wiara moze nas przeprowadzic przez noc.
    > tylko mistycyzm, myslenie magiczne moze uchronic swiat przed
    hiobem i hioba
    > przed zalosna smiesznoscia?

    Dla wielu ludzi, ktorzy przezyli jakims cudem Holocaust, historia
    Hioba jest historia o nich. Zapewne odnajduja sie w niej ocalency
    wszystkich zaglad tego swiata. Mysle, ze ich historie to akurat te,
    ktore sie na 'teorie sensu' nie lapia.
    Ale cos im po przezyciu pomoglo przestac 'przezywac', a zaczac zyc.

    > nie czytalam " mezczyzny, ktory pomylil swoja zone z kapeluszem".
    dlaczego
    > kojarzy ci sie z odami do bolu?

    A bo tam opisane sa - jedna po drugiej - historie o tym, co choroba
    _wnosi_ do zycia.

    czulko

    --
    www.mikolaj.org.pl/pl/co_robimy_mamawpracy.php
  • 20.03.08, 17:57
    "bunt przeciw temu na co nie mamy wplywu sprawia ze
    cierpimy bardziej. Sprawia tez, ze czesto nie mozemy przyjac
    cennego doswiadczenia w calosci. W zasadzie - w ogole."

    jasne, tyle ze najpierw musimy sprobowac zawalczyc aby przekonac sie czy
    rzeczywiscie na cos nie mamy wplywu.
    i chyba najbardziej bolesne w calym tym procesie uswiadamiania sobie
    rzeczywistosci jest stopniowe lub nagle, tracenie ukochanych slodkich kojacych
    zludzen.

    "Czasem istotnie lepiej nie zyc niz doswiadczac bolu ponad
    wyobrazenie." to juz kwestia osobista bardzo, nie zyjac nie doznajemy
    cierpienia, ale tracimy tez szanse na odwrocenie sytuacji.
    mysle, ze instynkt zycia jest silniejszy niz wszelkie teoretyczne konstrukcje
    jakie jest w stanie stworzyc dumne ego, dlatego nie dowierzam tym co latwo godza
    sie na smierc.

    "Totalne
    doswiadczenie samotnosci moze nauczyc wrazliwosci na innych. Nie
    tylko uslyszenia glosu prosby, ale i wlasciwej reakcji na niego."
    takie doswiadczenie moze nauczyc tez msciwej niewrazliwosci na innych...

    "sakralizacja doswiadczenia ... pozwala maksymalnie
    wykorzystywac doswiadczenie do dorastania."
    no, tak, jako ze nie da sie przeforsowac wlasnej wizji swiata, trzeba zgodzic
    sie na dopasowanie do tego co zastalismy. " jak sie nie ma co sie lubi, to
    trzeba nauczyc sie lubic to co sie ma." czy dziecinnym jest mowic swiatu ze jest
    zly bo nie odpowiada naszym pragnieniom? pewnie tak.
    czy dojrzalym jest chwalic swiat za to jaki jest? hmm, bo ja wiem... jest to
    jakas strategia przezycia, ale zalatuje mi nieco zapachem zadowolonego
    niewolnika. ale moze - w ogolnym rozrachunku - byc zadowolonym niewolnikiem
    uwarunkowan zewnetrznych - jest wszystkim co w zyciu mozemy osiagnac?

    to tak roboczo, pozdrawiam


    --
    A tranquil state of perfect calm and receptivity
  • 20.03.08, 23:56
    szarylemur napisała:

    > jasne, tyle ze najpierw musimy sprobowac zawalczyc aby przekonac
    sie czy
    > rzeczywiscie na cos nie mamy wplywu.

    Nie musimy - chcemy. Ale tak - imo to najslistszy moment w tym
    procesie - ocenienie, czy mamy na to cos wplyw. Tu czeka wiele raf,
    z Krytykiem na czele.

    > i chyba najbardziej bolesne w calym tym procesie uswiadamiania
    sobie
    > rzeczywistosci jest stopniowe lub nagle, tracenie ukochanych
    slodkich kojacych
    > zludzen.

    To w zasadzie jest sciezka bez powrotu. Mozna sie zatrzymac, ale
    raczej trudno zapomniec, ze iluzje, ktore sie juz odczarowalo, sa
    tylko iluzjami. Mozna to np zapic, oczywiscie. Generalnie to wybor
    miedzy 'glupi i szczesliwy' i 'nie najmadrzejszy i nieszczesliwy'.
    :)

    > "Czasem istotnie lepiej nie zyc niz doswiadczac bolu ponad
    > wyobrazenie." to juz kwestia osobista bardzo, nie zyjac nie
    doznajemy
    > cierpienia, ale tracimy tez szanse na odwrocenie sytuacji.
    > mysle, ze instynkt zycia jest silniejszy niz wszelkie teoretyczne
    konstrukcje
    > jakie jest w stanie stworzyc dumne ego, dlatego nie dowierzam tym
    co latwo godz
    > a
    > sie na smierc.

    A ja dowierzam. Mysle, ze silowe zabieranie ludziom tego prawa jest
    bezmyslne i okrutne.

    > "Totalne
    > doswiadczenie samotnosci moze nauczyc wrazliwosci na innych. Nie
    > tylko uslyszenia glosu prosby, ale i wlasciwej reakcji na niego."
    > takie doswiadczenie moze nauczyc tez msciwej niewrazliwosci na
    innych...

    No tak. A mlotka mozna uzyc do wbicia nader pozytecznego gwozdzia
    albo do zabicia nader nieprzyjemnego sasiada.

    > "sakralizacja doswiadczenia ... pozwala maksymalnie
    > wykorzystywac doswiadczenie do dorastania."
    > no, tak, jako ze nie da sie przeforsowac wlasnej wizji swiata,
    trzeba zgodzic
    > sie na dopasowanie do tego co zastalismy. " jak sie nie ma co sie
    lubi, to
    > trzeba nauczyc sie lubic to co sie ma."

    E.
    "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić
    nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę.
    I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego."
    To nie jest to samo, co 'jak sie nie ma, co sie...'

    > czy dziecinnym jest mowic swiatu ze jes
    > t
    > zly bo nie odpowiada naszym pragnieniom? pewnie tak.

    Pewnie nawet bardzo, ale mysle, ze czasem jest fajnie obrazic sie
    na rzeczywistosc.

    > czy dojrzalym jest chwalic swiat za to jaki jest? hmm, bo ja
    wiem... jest to
    > jakas strategia przezycia, ale zalatuje mi nieco zapachem
    zadowolonego
    > niewolnika. ale moze - w ogolnym rozrachunku - byc zadowolonym
    niewolnikiem
    > uwarunkowan zewnetrznych - jest wszystkim co w zyciu mozemy
    osiagnac?

    Alez skad. Chodzi mi raczej o swiadomosc wyboru w kazdej chwili.
    Nawet, jesli nie mozesz czegos zmienic, mozesz wybrac swoje do tego
    nastawienie.

    czulko


    --
    'w wielu kosciolach kobiety z dziecmi stoja w innej czesci niz
    ludzie' - dcio na ff
  • 21.03.08, 02:11
    wybacz, ale nadal uwazam, ze aby stwierdzic czy na cos wplywu nie mamy, musimy ( a nie - chcemy) sprobowac na to wplyw wywrzec.
    jesli chodzi o samo wywieranie wplywu, to racja - wcale nie musimy, lecz raczej jedynie chcemy.
    o najslistszym momencie pisalam w innym watku, o tym, kiedy sie poddac, kiedy uznac ze cos jest poza naszym zasiegiem.

    czlowiek z klipu poddawal sie powoli, widze w nim przywiazanie do zycia wbrew logice i mimo nadzwyczajnej kruchosci ;)

    co do wyboru miedzy zyciem w cierpieniu a nie - zyciem. jak juz pisalam : to kwestia bardzo osobista. ja wierze i tym co chca umrzec i tym co pragna zyc mimo wszystko. wierze nawet tym, co skladaja dumne ( takie czy inne) deklaracje na zas... wierze im klarownym wizjom, ale nie traktuje tego ani troche powazniej niz wizji wlasnie...

    co do mlotka, oczywiscie masz racje. wydalo mi sie stosowne skontrowanie wznioslosci - maloscia, dla zachowania rownowagi. idiotyczne byloby dla mnie gdyby ktos zechcial powolac sie na slowa "Totalne doswiadczenie samotnosci moze nauczyc wrazliwosci na innych." i odmowil komus pomocy, po to aby ... pomoc tej osobie w rozwoju " duchowym".

    "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić
    nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę.
    I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego."
    To nie jest to samo, co 'jak sie nie ma, co sie lubi to sie lubi co sie ma"

    dla mnie to jest to samo, mniej wiecej, tylko slowami marka aureliusza wyrazone piekniej.
    dokladniej: jesli nie masz tego co lubisz, masz dwie drogi: sprobowac zdobyc to co lubisz, albo polubic to co masz.
    jesli nie mozesz zdobyc tego czego pragniesz, musisz zdobyc sie na to, aby w tym co masz odnalezc wartosc.
    a twoja madrosc posluzy ci do okreslenia czy mozesz osiagnac swoj ideal, czy masz sily na jego realizacje, czy tez raczej nie.

    ---
    "Chodzi mi raczej o swiadomosc wyboru w kazdej chwili.
    Nawet, jesli nie mozesz czegos zmienic, mozesz wybrac swoje do tego
    nastawienie."
    to znaczy tak: bardzo cos lubie, ale okazuje sie ze tego miec nie bede, bo nie moge. przez moment sie jeszcze szamocze, by po chwili pokornie schylic glowe. jesli jest sie zbyt slabym na to aby zmienic swiat, nalezy zmienic swoje nastawienie i nie obrazac sie na prawa rzadzace swiatem, lecz dostosowac do nich i w ich obrebie szukac przyjemnosci zamiast wypartywac ich poza obszarem tego co mozliwe.
    tak, ja wiem, inaczej nie mozna, to jest mozna, ale to nie prowadzi w zadne urocze rejony.
    ale chodzi mi o to, ze to jest niewolnictwo! to jest postawa tylez rozumna co nabozna wobec rzeczywistosci. jesli nie moge miec tego co mi sie przysnilo, biore co jest i w tym co jest staram sie odnalezc wartosc, gdyz kara za niesubordynacje jest rozczarownie.
    a jednak warto sie czasem obrazic na swiat, i warto pragnac tego czego nie ma, co nie istnieje, warto probowac wiecej niz trzy i trzydziesci trzy razy, warto czasem oderwac sie od ziemi i nie dac sie latwo ukoic w zalu za nierealnym.
    chora ambicja, niezadowolenie z tego co jest, marzycielstwo, niepokornosc nie zapewnia spokoju ani osiagniecia czegokolwiek, ale otwiera droge ku tworczosci, wynalazczosci.
    przecietni ludzie korzystaja z tego, co juz jest stworzone, w obrebie rzeczy istniejacych szukaja swojego szczescia. ich cnota jest umiarkowanie i zdrowy rozsadek.
    niektorzy z tych, ktorzy przecietni byc nie chca lub nie umieja, zostaja kreatorami nowego takze dzieki brakowi umiarkowania i zdrowego rozsadku. czasem sporo sily zyskuje sie przez odebranie jej wewnterznemu i zewnetrznemu krytykowi.

    dla mnie
    hiob nie jest piekny, klip cunninghama nie jest piekny, obie te historie sa straszne, obrzydliwe, absurdalne i nie powinny miec miejsca!!! godze sie na nie obie, gdyz nie czuje sie na silach zmienic praw fizyczno - spolecznych ani skutecznie lagodzic skutkow ich dzialania. nastepnie moge dokonac operacji mentalno - nominalnej, w wyniku ktorej to, co wydawalo mi sie dotad ohydne, nazwe normalnym, i jako norme przyjme i zaakceptuje. schylenie glowy przed ogromem ( absurdu, bezimiennego sprzezonego z zyciem okrucienstwa) przyniesie mi spokoj i pogode ducha. moge wytlumaczyc sobie ( na sile!) , ze to nie ja, lecz rzeczywistosc ma racje, ze zyjemy na najlepszym z mozliwych swiatow. dopasowac swoj system nerwowy do rzeczywistosci.
    nadal przypomina mi to bardzo mocno sytuacje krola schwytanego przez najezdzce i zamienionego w niewolnika, kogos kto aby cieszyc sie dniem dzisiejszym musi porzucic swoje stare krolewskie ja i odnalezc radosc w kategoriach przewidzianych dla niewolnikow.
    ja wiem, ze jest to metoda skuteczna. ale nadal boli moja proznosc mechanizm wedlug ktorego funkcjonuje swiat.
    'swiat jest zgnity" mawial moj znajomy.
    mlodziutka wtedy bylam, probowalam dowiedziec sie o co mu chodzi, wydawalo mi sie ze swiat czynia tak podlym ludzie.
    po jakims czasie zrozumialam o co chodzilo A.
    z ludzmi wszystko jest w porzadku,
    chodzi o to, ze swiat funkcjonuje na zasadach, ze tak oglednie powiem, wrogich harmonii, kiepskich

    mamy g...niany system operacyjny
    tak mysle
    choc istnieje ogromne prawdopodobienstwo ze sie myle

    :)

    --
    aniołem jestem złym, szatanem z aureolą
  • 22.03.08, 01:25
    szarylemur napisała:

    > wybacz, ale nadal uwazam, ze aby stwierdzic czy na cos wplywu nie
    mamy, musimy
    > ( a nie - chcemy) sprobowac na to wplyw wywrzec.

    A schomikowane doswiadczenie? Czasem naprawde nie trzeba siadac na
    rozgrzanej blasze, zeby zalozyc, ze to sie nie uda.
    Jest jeszcze kwestia kosztow - rownie wazna. Swiety spokoj ma swoja
    cene, lepsze wrogiem dobrego, sukces tez moze przerazac, koszty
    dzialania dla bliskich, brak tego czy owego, itd - tego sa cale
    dlugasne listy.
    ...

    > czlowiek z klipu poddawal sie powoli, widze w nim przywiazanie do
    zycia wbrew l
    > ogice i mimo nadzwyczajnej kruchosci ;)

    Zawstydzam sie, kiedy widze cos takiego. Na krotko, ale zawstydzam.

    > co do wyboru miedzy zyciem w cierpieniu a nie - zyciem. jak juz
    pisalam : to kw
    > estia bardzo osobista. ja wierze i tym co chca umrzec i tym co
    pragna zyc mimo
    > wszystko. wierze nawet tym, co skladaja dumne ( takie czy inne)
    deklaracje na z
    > as... wierze im klarownym wizjom, ale nie traktuje tego ani
    troche powazniej ni
    > z wizji wlasnie...

    Pieklo ze srodka wyglada zupelnie inaczej niz z zewnatrz. Mozna
    przypuszczac i niedowierzac, ale to jest czyjes - twoje np -
    niedowierzanie, a nie tej osoby ze srodka.
    To czasem jest cenna perspektywa, takie wszystkobedzie dobrze, ale
    czasem wiadomo, ze nie bedzie.

    > idiotyczne byloby dla mnie gdyby kt
    > os zechcial powolac sie na slowa "Totalne doswiadczenie
    samotnosci moze nauczyc
    > wrazliwosci na innych." i odmowil komus pomocy, po to aby ...
    pomoc tej osobie
    > w rozwoju " duchowym".

    To by znaczylo, ze nawet walniecie mlotkiem w glowe by tu nie
    pomoglo. Zadziwiajace, ze tacy ludzie sie zdarzaja.

    > "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić
    > nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę.
    > I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego."
    > To nie jest to samo, co 'jak sie nie ma, co sie lubi to sie lubi
    co sie ma"
    >
    > dla mnie to jest to samo, mniej wiecej, tylko slowami marka
    aureliusza wyrazone
    > piekniej.
    > dokladniej: jesli nie masz tego co lubisz, masz dwie drogi:
    sprobowac zdobyc to
    > co lubisz, albo polubic to co masz.
    > jesli nie mozesz zdobyc tego czego pragniesz, musisz zdobyc sie
    na to, aby w ty
    > m co masz odnalezc wartosc.
    > a twoja madrosc posluzy ci do okreslenia czy mozesz osiagnac swoj
    ideal, czy ma
    > sz sily na jego realizacje, czy tez raczej nie.

    No nie, madralo - wszystkie trzy linijki sa wazne, a ty skupiasz
    sie na pierwszej i ostatniej. I 'lubienie' mocno to wszystko
    trywializuje.

    > "Chodzi mi raczej o swiadomosc wyboru w kazdej chwili.
    > Nawet, jesli nie mozesz czegos zmienic, mozesz wybrac swoje do
    tego
    > nastawienie."
    > to znaczy tak: bardzo cos lubie, ale okazuje sie ze tego miec nie
    bede, bo nie
    > moge. przez moment sie jeszcze szamocze, by po chwili pokornie
    schylic glowe. j
    > esli jest sie zbyt slabym na to aby zmienic swiat, nalezy zmienic
    swoje nastawi
    > enie i nie obrazac sie na prawa rzadzace swiatem, lecz dostosowac
    do nich i w i
    > ch obrebie szukac przyjemnosci zamiast wypartywac ich poza
    obszarem tego co moz
    > liwe.
    > tak, ja wiem, inaczej nie mozna, to jest mozna, ale to nie
    prowadzi w zadne uro
    > cze rejony.
    > ale chodzi mi o to, ze to jest niewolnictwo! to jest postawa
    tylez rozumna co n
    > abozna wobec rzeczywistosci. jesli nie moge miec tego co mi sie
    przysnilo, bior
    > e co jest i w tym co jest staram sie odnalezc wartosc, gdyz kara
    za niesubordyn
    > acje jest rozczarownie.

    Druga linijka! Przy jej pomocy robiono rewolucje, palono staniki i
    wymyslano szczepionki na wscieklizne.

    > a jednak warto sie czasem obrazic na swiat, i warto pragnac tego
    czego nie ma,
    > co nie istnieje, warto probowac wiecej niz trzy i trzydziesci
    trzy razy, warto
    > czasem oderwac sie od ziemi i nie dac sie latwo ukoic w zalu za
    nierealnym.
    > chora ambicja, niezadowolenie z tego co jest, marzycielstwo,
    niepokornosc nie z
    > apewnia spokoju ani osiagniecia czegokolwiek, ale otwiera droge
    ku tworczosci,
    > wynalazczosci.

    Ja wierze, ze wiekszosc wynalazkow powstala z lenistwa.
    I ciagle: naprawde, decyzja 'uda sie - nie uda' nie zawsze musi sie
    konczyc na 'nie'.

    > przecietni ludzie korzystaja z tego, co juz jest stworzone, w
    obrebie rzeczy is
    > tniejacych szukaja swojego szczescia. ich cnota jest umiarkowanie
    i zdrowy rozs
    > adek.
    > niektorzy z tych, ktorzy przecietni byc nie chca lub nie umieja,
    zostaja kreato
    > rami nowego takze dzieki brakowi umiarkowania i zdrowego
    rozsadku. czasem sporo
    > sily zyskuje sie przez odebranie jej wewnterznemu i zewnetrznemu
    krytykowi.

    Ci dwaj krytycy tak naprawde sa najczesciej jednak w srodku.
    Zazwyczaj oni sie - nawet jesli zewnetrzni najpierw - bardzo szybko
    uwewnetrzniaja, czesto na cale zycie.
    Ale wewnetrzny krytyk jest potrzebny. Tylko nie na poczatku.

    Zreszta - wiele moich niewatpliwie genialnych osiagniec kuchennych
    (bo na swoja skale, kazdy z nas jest tworca, nie tylko artysci i
    naukowcy) bylo dzieckiem przypadku i pustawej lodowki.

    > dla mnie
    > hiob nie jest piekny, klip cunninghama nie jest piekny, obie te
    historie sa str
    > aszne, obrzydliwe, absurdalne i nie powinny miec miejsca!!! godze
    sie na nie o
    > bie, gdyz nie czuje sie na silach zmienic praw fizyczno -
    spolecznych ani skute
    > cznie lagodzic skutkow ich dzialania. nastepnie moge dokonac
    operacji mentalno
    > - nominalnej, w wyniku ktorej to, co wydawalo mi sie dotad
    ohydne, nazwe normal
    > nym, i jako norme przyjme i zaakceptuje. schylenie glowy przed
    ogromem ( absurd
    > u, bezimiennego sprzezonego z zyciem okrucienstwa) przyniesie mi
    spokoj i pogod
    > e ducha. moge wytlumaczyc sobie ( na sile!) , ze to nie ja, lecz
    rzeczywistosc
    > ma racje, ze zyjemy na najlepszym z mozliwych swiatow. dopasowac
    swoj system ne
    > rwowy do rzeczywistosci.
    > nadal przypomina mi to bardzo mocno sytuacje krola schwytanego
    przez najezdzce
    > i zamienionego w niewolnika, kogos kto aby cieszyc sie dniem
    dzisiejszym musi p
    > orzucic swoje stare krolewskie ja i odnalezc radosc w kategoriach
    przewidzianyc
    > h dla niewolnikow.
    > ja wiem, ze jest to metoda skuteczna. ale nadal boli moja
    proznosc mechanizm we
    > dlug ktorego funkcjonuje swiat.

    Ejze, przeciez caly czas robimy tak, jak z niesmakiem to opisujesz.
    Gdzies tam torturuje sie ludzi, gdzies brutalnie gwalci i zabija,
    gdzies ginie starozytna kultura, pare domow dalej rodzice
    przepijaja caly zasilek i po pijaku katuja syna itd itd. Codziennie
    mozna o tym przeczytac, uslyszec, ba - obejrzec filmik na ktoryms z
    serwisow. Rusza cie ta swiadomosc? Co pare sekund umiera ktos na
    AIDS w Afryce, co pare sekund ginie z glodu kolejne dziecko. A
    spimy spokojnie, wpuszczamy jednym uchem i wypuszczamy drugim, bo
    jakby sie tak tym przejac, to nic tylko rozdac majatek i ruszyc na
    ratunek, przeciez jest kredyt do splacenia i za dwa lata obiecali
    awans, a wlasnie planujemy dziecko i moze kupimy samochod...

    > 'swiat jest zgnity" mawial moj znajomy.
    > mlodziutka wtedy bylam, probowalam dowiedziec sie o co mu chodzi,
    wydawalo mi s
    > ie ze swiat czynia tak podlym ludzie.
    > po jakims czasie zrozumialam o co chodzilo A.
    > z ludzmi wszystko jest w porzadku,
    > chodzi o to, ze swiat funkcjonuje na zasadach, ze tak oglednie
    powiem, wrogich
    > harmonii, kiepskich
    >
    > mamy g...niany system operacyjny
    > tak mysle
    > choc istnieje ogromne prawdopodobienstwo ze sie myle

    Mysle, ze jakby byl gowniany, to by to wszystko pie..elo juz
    dawno.

    --
    'w wielu kosciolach kobiety z dziecmi st
  • 22.03.08, 05:12
    odnosnie schomikowanych doswiadczen i " koniecznosci" sprawdzania.
    mysle, ze schomikowanymi doswiadczeniami zawiaduje apodyktyczny krytyk co woli dmuchac na zimne.
    ale byc moze nie jest to powszechne, tj jest tak tylko u mnie a i to tylko czasami :0


    "> czlowiek z klipu poddawal sie powoli, widze w nim przywiazanie do
    zycia wbrew logice i mimo nadzwyczajnej kruchosci ;)
    Zawstydzam sie, kiedy widze cos takiego. Na krotko, ale zawstydzam."

    nie rozumiem, co cie zawstydza? moja wypowiedz czy sytuacja w jakiej znalazl sie ten czlowiek czy moze jego sposob radzenia sobie z ta sytuacja?

    "Pieklo ze srodka wyglada zupelnie inaczej niz z zewnatrz."
    chyba mnie nie zrozumialas - nie chodzi o to, ze niedowierzam czyjemus cierpieniu. niedowierzam deklaracjom skladanym przez w miare zdrowych wobec tego jak by sie zachowali wobec cierpienia i umierania. wierze, ze tak wlasnie zachowac by sie chcieli, i tak zachowac sie zamierzaja, ale nie wierze, ze nigdy nie zmienia zdania.

    ---
    ok, zgodze sie, ze fraza " jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma" nie wnosi ze soba tyle wazkich tresci co aforyzm marka aureliusza. aforyzm ten jest pelna wykladnia problemu, podczas gdy przyslowie odnosi sie tylko do jego fragmentu.
    ---
    "wewnetrzny krytyk jest potrzebny. Tylko nie na poczatku." a to juz wlacza sie chyba metakrytyk, znaczy krytyk oceniajacy kiedy potrzebny jest krytyk.
    taa, z ta madroscia sluzaca do odrozniania, oceniajaca relacje ja - swiat to chyba najwiekszy problem :)
    ---
    to ze caly czas robimy tak, jak to z niesmakiem opisuje - tj, przymykamy oczy na nasze wyobrazenia o tym jakie zycie powinno byc, wyrzekamy sie naszych snow za niewolnicza porcje realnego spokoju i szczescia - to... co? to znaczy, wg ciebie, ze nie mam prawa o tym z niesmakiem stukac? aby byc szczesliwym trzeba ogluchnac i oslepnac nie tylko na czyjes ale nawet na swoje wlasne pragnienia. i przestac nazywac straty poniesione przez ego stratami.
    czy to takie straszne ze spimy i jemy i krecimy sie na karuzelach z wata cukrowa w dloni, kiedy mali zahifieni mieszkancy afryki padaja jak muchy?
    tak, to jest straszne.
    ale straszniejsze wydaje mi sie tlumaczyc takim osobnikom, ktorzy nie maja gdzie spac nie maja co jesc i nikt ich na karuzele nie wpusci, ze i tak jest pieknie, ze winni sa pokore, ze moga tak wymodelowac swoje ja ze beda pekac z radosci, wdzieczni losowi za te babie lato co sie ich jol jol udzialem stalo.
    nie odwazylabym sie pojsc glosic im ewangelii.
    zaczyna mi sie zdawac ze spokoj umyslu uzyskujemy poprzez odwracanie wzroku od nieprzyjemnych widokow i kierowanie go na rzeczy ladne. przemieszczanie osrodka zainteresowania ze strefy rzeczy na ktore nie mamy wplywu, do obszaru gdzie cos znaczymy, gdzie nasza sila jest sila.
    tak, to tez jest swego rodzaju wysilek. to chyba wszystko co mozemy zrobic, i - gdybym byla silna prawdopodobnie nie martwiloby mnie to ani troche.
    a ze nie zawsze silna jestem, to coz...czasem mnie to martwi...
    reasumujac z przekasem:
    mysle, ze hiob cunninghama powinien rozwazyc swoja sytuacje na spokojnie i nie paletac sie po ulicach, nie wykrzywiac tak twarzy, nie uciekac przed wyrokiem, lecz z pokora przyjac swoj los. wtedy z godnoscia moglby zostac obroconym w proch ;)

    --
    tak, problem pokory i akceptacji rzeczywistosci nadal we mnie siedzi nie rozplatany...
  • 23.03.08, 01:54
    szarylemur napisała:

    > odnosnie schomikowanych doswiadczen i " koniecznosci" sprawdzania.
    > mysle, ze schomikowanymi doswiadczeniami zawiaduje apodyktyczny
    krytyk co woli
    > dmuchac na zimne.
    > ale byc moze nie jest to powszechne, tj jest tak tylko u mnie a i
    to tylko czas
    > ami :0

    Wydaje mi sie, ze u znakomitej wiekszosci ludzi tak jest. Z dwoch
    powodow - po pierwsze, krytyka nam wtloczono, polscy rodzice nie
    wiedziec czemu to na ogol defetysci, jesli chodzi o uda sie - nie
    uda ich dzieci, od najwczesniejszych lat (nie wchodz na murek, bo
    spadniesz, nie skacz, bo sie przewrocisz). Po drugie - kazda
    zmiana, nawet taka na lepsze, to stres.

    > nie rozumiem, co cie zawstydza? moja wypowiedz czy sytuacja w
    jakiej znalazl si
    > e ten czlowiek czy moze jego sposob radzenia sobie z ta sytuacja?

    Zawstydza mnie cudzy irracjonalny heroizm. Na szczescie szybko o
    tym zapominam.

    ...
    > "wewnetrzny krytyk jest potrzebny. Tylko nie na poczatku." a to
    juz wlacza sie
    > chyba metakrytyk, znaczy krytyk oceniajacy kiedy potrzebny jest
    krytyk.
    > taa, z ta madroscia sluzaca do odrozniania, oceniajaca relacje
    ja - swiat to ch
    > yba najwiekszy problem :)

    Nie, alez skad - nie chodzi o metakrytyka, ktory zapewne
    potrzebowalby swojego wlasnego metametakrytyka, ale o proste
    narzedzie: guzik do wylaczania fonii.
    Kiedy pojawiaja sie pomysly na rozwiazanie problemu, nalezy
    krytykowi te fonie wylaczyc i spokojnie generowac kolejne
    pojawiajace sie idee. Kiedy czuje sie, ze juz nic sie z siebie nie
    wycisnie, zadnego malutenkiego albo najglupszego pomyslu, krytyk
    zostaje wlaczony. Wtedy moze stac sie zyczliwym, madrym doradca.

    > to ze caly czas robimy tak, jak to z niesmakiem opisuje - tj,
    przymykamy oczy n
    > a nasze wyobrazenia o tym jakie zycie powinno byc, wyrzekamy sie
    naszych snow z
    > a niewolnicza porcje realnego spokoju i szczescia - to... co? to
    znaczy, wg cie
    > bie, ze nie mam prawa o tym z niesmakiem stukac? aby byc
    szczesliwym trzeba ogl
    > uchnac i oslepnac nie tylko na czyjes ale nawet na swoje wlasne
    pragnienia. i p
    > rzestac nazywac straty poniesione przez ego stratami.
    > czy to takie straszne ze spimy i jemy i krecimy sie na karuzelach
    z wata cukrow
    > a w dloni, kiedy mali zahifieni mieszkancy afryki padaja jak
    muchy?
    > tak, to jest straszne.
    > ale straszniejsze wydaje mi sie tlumaczyc takim osobnikom, ktorzy
    nie maja gdzi
    > e spac nie maja co jesc i nikt ich na karuzele nie wpusci, ze i
    tak jest piekni
    > e, ze winni sa pokore, ze moga tak wymodelowac swoje ja ze beda
    pekac z radosci
    > , wdzieczni losowi za te babie lato co sie ich jol jol udzialem
    stalo.
    > nie odwazylabym sie pojsc glosic im ewangelii.

    Czesto myslac 'wiara', mieszkancy takiej np Polski mysla 'KK',
    czesto myslac 'swiat', skupiamy sie na cywilizowanej, zamoznej
    Europie. To, co dziala u sytej, odaszonej, mieszkajacej w bogatym i
    cywilizowanym kraju osobie, nie zadziala u nie znajacego jutra
    nedzarza. Nie trzeba byc Maslowem, aby wiedziec, ze by myslec o
    emocjach czy silic na dojrzalosc, dystans i takie tam rzeczy,
    najpierw nalezy miec pelen brzuch i podstawowe poczucie
    bezpieczenstwa.

    > zaczyna mi sie zdawac ze spokoj umyslu uzyskujemy poprzez
    odwracanie wzroku od
    > nieprzyjemnych widokow i kierowanie go na rzeczy ladne.

    Mhm. A deficyt nieprzyjemnych emocji uzupelniamy w kinie na
    dreszczowcach albo w galeriach ogladajac sztuke wspolczesna.
    Drazni, ale tylko na chwile, a potem idziemy cos zjesc na miescie.

    przemieszczanie osrodka
    > zainteresowania ze strefy rzeczy na ktore nie mamy wplywu, do
    obszaru gdzie co
    > s znaczymy, gdzie nasza sila jest sila.
    > tak, to tez jest swego rodzaju wysilek. to chyba wszystko co
    mozemy zrobic, i -
    > gdybym byla silna prawdopodobnie nie martwiloby mnie to ani
    troche.
    > a ze nie zawsze silna jestem, to coz...czasem mnie to martwi...
    > reasumujac z przekasem:
    > mysle, ze hiob cunninghama powinien rozwazyc swoja sytuacje na
    spokojnie i nie
    > paletac sie po ulicach, nie wykrzywiac tak twarzy, nie uciekac
    przed wyrokiem,
    > lecz z pokora przyjac swoj los. wtedy z godnoscia moglby zostac
    obroconym w pro
    > ch ;)

    O, ja bym sie nie zgodzila. Mi to sie zawsze wydaje, ze tacy
    ludzie - bez nogi, perspektyw na cokolwiek, bez niczego zupelnie,
    ktorzy i tak walcza - sa upgradeowani, maja cos ponad moje pojecie,
    moje standardowe wyposazenie. Wiec ja nie mam pojecia.

    --
    stereotypes are a real time-saver
  • 23.03.08, 03:52
    potraktujmy ten klip metaforycznie. nie musisz byc czarna ani porcelanowa aby
    grac w nim glowna role.to nie ma znaczenia czy bedziemy biala burzuazje
    kontrowac czarnymi zahifionymi afryczatkami...
    wystarczy ze zadowolonych, jako tako stabilnych przeciwstawimy tym, ktorym
    wlasnie wali sie swiat.
    aby utrzymac stan radosnej afirmacji zycia, swiata, musimy odwrocic wzrok,
    zobojetniec na cierpienie innych, a - w co drastyczniejszych przypadkach - wlasne.
    byc moze jednak gdybysmy byli w stanie objac swiadomoscia calosc wydarzen,
    bilans piekna/ brzydoty wyszedlby na zero albo nawet dodatnio.
    ale nie wiadomo.

    krotka wstawka retrospektywna: gdy po raz pierwszy szlismy z kumplem ulicami
    walencji, zawylam: boze, dlaczego urodzilam sie w polsce, skoro moglam urodzic
    sie tu??? na co kumpel odrzekl: ano moglas sie rownie dobrze w somalii urodzic,
    wiec nie narzekaj :]
    kiedy opowiadalam ta historie znajomej portugalce, ta sie mocno skrzywila.
    byc moze somalijczykom obce sa przyjemnosci europejskich " bogaczy", lecz nie
    znaczy to wcale, ze obce sa im przyjemnosci zycia w ogole.
    mysle, ze aforyzm marka aureliusza ma odniesienie uniwersalne, nie jest
    adresowany do zadnej konkretnej grupy spolecznej ani nacji ani plci ani rasy.
    te kilka wersow mozna uczynic mottem swojego zycia niezaleznie od tego czy jest
    sie krolem czy zebrakiem. kazdy z nas dysponuje jakas sila, i nikt z nas nie
    jest wszechmogacy. oczywiscie, beznogi zebrak z koniecznosci * dzieki madrosci*
    bedzie mial wieksze pole do popisu w zakresie pokory i cierpliowosci, zas krol -
    sily... i tutaj widze pulapke, pulapeczke...
    pulapeczka zastawiona jest na nieszczesnikow nieco mniej szczodrze przez los
    wyekwipowanych. szczytne hasla rewolucji francuskiej nijak sie maja do
    rzeczywistosci. nie ma rownosci, nie ma braterstwa, a " o wolnosci juz nawet
    nikt nie wspomina mi". sa labirynty ukladow i ukladzikow. nie wystarczy wierzyc
    w idealy aby byc szczesliwym, trzeba poznac rzeczywiste schematy dzialania
    zycia, spoleczenstwa, aby moc odnalezc szczescie na tej ziemi.
    trzeba zdradzic swoje marzenia, dokonac rewolucji kopernikanskiej, zgodzic sie
    iz egocentryzm wlasciwy jest wczesnym stadium rozwojowym istoty ludzkiej.
    trzeba odlozyc do lamusa bardzo wiele z dzieciecych bajek, wyrzec sie wielu
    procent wlasnego ego, aby zrobic miejsce na to, co oferuje swiat.
    szczegolnie jesli sie jest dziedzicem mitycznej nieistniejacej fortuny, jesli
    sie nagle traci grunt pod nogami.
    " Mi to sie zawsze wydaje, ze tacy
    ludzie - bez nogi, perspektyw na cokolwiek, bez niczego zupelnie,
    ktorzy i tak walcza - sa upgradeowani, maja cos ponad moje pojecie,
    moje standardowe wyposazenie. Wiec ja nie mam pojecia."
    mi sie wydaje, ze sa upgradeowani dokladnie tak jak sie upgraduje viste do xp,
    tj w zasadzie w dol, ale jednak nie do konca :)
    tacy ludzie mocniej doznaja istynktu przetrwania.
    w czasie wojen podobno znacznie spada odsetek ludzi z depresja...

    problem w tym, ze jesli caly kraj pograzony jest w wojnie, jednostki w tym kraju
    laczy mniej wiecej podobna perspektywa poznawcza czy jaka tam.
    w pewnym sensie znacznie gorszym, ciezszym doswiadczeniem dla jednostki jest byc
    ofiara wojny/ choroby w sytym, bezpiecznym, spokojnym kraju.
    trudno wowczas nie czuc sie obcym, wyalienowanym. trudno nie oczekiwac pomocy,
    lecz trudno ja otrzymac wsrod tych, ktorym doswiadczenie " poskapilo" naszych
    doznan.


    pozdrawiam!
    --
    "ośmiornica jest siostrą potwora!"
  • 25.03.08, 02:13
    szarylemur napisała:

    ...
    > aby utrzymac stan radosnej afirmacji zycia, swiata, musimy
    odwrocic wzrok,
    > zobojetniec na cierpienie innych, a - w co drastyczniejszych
    przypadkach - wlas
    > ne.
    > byc moze jednak gdybysmy byli w stanie objac swiadomoscia calosc
    wydarzen,
    > bilans piekna/ brzydoty wyszedlby na zero albo nawet dodatnio.
    > ale nie wiadomo.

    Raczej jednak wiadomo. Ale od tego tez lepiej odwrocic wzrok.

    > krotka wstawka retrospektywna: gdy po raz pierwszy szlismy z
    kumplem ulicami
    > walencji, zawylam: boze, dlaczego urodzilam sie w polsce, skoro
    moglam urodzic
    > sie tu??? na co kumpel odrzekl: ano moglas sie rownie dobrze w
    somalii urodzic,
    > wiec nie narzekaj :]
    > kiedy opowiadalam ta historie znajomej portugalce, ta sie mocno
    skrzywila.
    > byc moze somalijczykom obce sa przyjemnosci europejskich "
    bogaczy", lecz nie
    > znaczy to wcale, ze obce sa im przyjemnosci zycia w ogole.

    Zapewne dzieciaki, zyjace w brazylijskich domkach z dykty jak i
    pare milionow im podobnych wspolobywateli tez maja swoje
    przyjemnosci, bo wlasciwie czemu nie. Jednak upre sie, ze nie mozna
    porownywac perspektywy i zadowolenia sytego i glodnego. Takiego,
    ktory moze zginac ot tak od tego, ktorego spokoj i majatek
    pilnowany jest przez uzbrojonych funkcjonariuszy. Itd.
    Badania poziomu szczescia udowadniaja, ze odsetek ludzi, ktorzy sa
    szczesliwi jest w prawie wszystkich grupach ekonomicznych taki sam -
    okolo 7%. Siedem procent bogaczy, siedem procent przedstawicieli
    klasy sredniej, siedem procent niezamoznych. Ale te siedem procent
    nie dotyczy nedzarzy. Maslow.

    > mysle, ze aforyzm marka aureliusza ma odniesienie uniwersalne,
    nie jest
    > adresowany do zadnej konkretnej grupy spolecznej ani nacji ani
    plci ani rasy.
    > te kilka wersow mozna uczynic mottem swojego zycia niezaleznie od
    tego czy jest
    > sie krolem czy zebrakiem. kazdy z nas dysponuje jakas sila, i
    nikt z nas nie
    > jest wszechmogacy. oczywiscie, beznogi zebrak z koniecznosci *
    dzieki madrosci*
    > bedzie mial wieksze pole do popisu w zakresie pokory i
    cierpliowosci, zas krol
    > -
    > sily... i tutaj widze pulapke, pulapeczke...
    > pulapeczka zastawiona jest na nieszczesnikow nieco mniej
    szczodrze przez los
    > wyekwipowanych. szczytne hasla rewolucji francuskiej nijak sie
    maja do
    > rzeczywistosci. nie ma rownosci, nie ma braterstwa, a " o
    wolnosci juz nawet
    > nikt nie wspomina mi". sa labirynty ukladow i ukladzikow. nie
    wystarczy wierzyc
    > w idealy aby byc szczesliwym, trzeba poznac rzeczywiste schematy
    dzialania
    > zycia, spoleczenstwa, aby moc odnalezc szczescie na tej ziemi.
    > trzeba zdradzic swoje marzenia, dokonac rewolucji
    kopernikanskiej, zgodzic sie
    > iz egocentryzm wlasciwy jest wczesnym stadium rozwojowym istoty
    ludzkiej.
    > trzeba odlozyc do lamusa bardzo wiele z dzieciecych bajek, wyrzec
    sie wielu
    > procent wlasnego ego, aby zrobic miejsce na to, co oferuje swiat.
    > szczegolnie jesli sie jest dziedzicem mitycznej nieistniejacej
    fortuny, jesli
    > sie nagle traci grunt pod nogami.

    No nie, to nie moze byc az tak. 'Zeby byc szczesliwym, trzeba
    zdradzic siebie' - nie zgodze sie na to, to kit, nie recepta. To
    jest kwestia wyboru, rozwazenie kosztow i nastepstw decyzji, tego,
    co sie faktycznie moze zrobic itd. Wazna jest 'madrosc, abym
    odroznil' i decyzja, co sie wybiera: mniej lub bardziej
    metaforyczne afrykanskie dzieci, ktore gina z glodu czy wlasna
    wygodna kanape. Wbrew temu, co sie sadzi o zaniechaniu, ono takze
    jest wyborem i rodzajem dzialania. Niekoniecznie najgorszym, bo
    moze nie jest sie stworzonym do ratowania swiata. Takiej Emilii
    Plater wydawalo sie, ze zbawia Polske, tymczasem reszta oddzialu
    uwazala ja za klopotliwy, nieprzydatny i nieznosnie natchniony
    nadbagaz.

    > mi sie wydaje, ze sa upgradeowani dokladnie tak jak sie upgraduje
    viste do xp,
    > tj w zasadzie w dol, ale jednak nie do konca :)
    > tacy ludzie mocniej doznaja istynktu przetrwania.
    > w czasie wojen podobno znacznie spada odsetek ludzi z depresja...

    Nie pamietam juz kto upieral sie, ze ludzi od zwierzat rozni
    niedoskonalosc ludzkiego instynktu. Nie mozemy na nim polegac i
    musimy kombinowac, wymyslac rzeczywistosc i przyrzady do niej.
    Mozliwe, ze w sytuacjach ekstremalnych zaczynamy polegac na
    instynkcie. Nie bez powodu cialo migdalowate nazywane jest 'gadzim
    mozgiem'.

    > problem w tym, ze jesli caly kraj pograzony jest w wojnie,
    jednostki w tym kraj
    > u
    > laczy mniej wiecej podobna perspektywa poznawcza czy jaka tam.
    > w pewnym sensie znacznie gorszym, ciezszym doswiadczeniem dla
    jednostki jest by
    > c
    > ofiara wojny/ choroby w sytym, bezpiecznym, spokojnym kraju.
    > trudno wowczas nie czuc sie obcym, wyalienowanym. trudno nie
    oczekiwac pomocy,
    > lecz trudno ja otrzymac wsrod tych, ktorym doswiadczenie "
    poskapilo" naszych
    > doznan.

    No tak, laczy wtedy perspektywa 'z wnetrza piekla'. Ci, ktorzy w
    piekle nie byli, musza uzbroic sie w uwage i szacunek.



    czulko
    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • 25.03.08, 05:14
    witaj po swietach :)
    troszke pomieszalam w miejscu gdzie pisze o " koniecznosci zdradzenia siebie"...
    chodzi mi o koniecznosc wyzbywania sie elementow wlasnej wizji swiata. nie musi
    to dotyczyc wcale kwestii wznioslych czy ogolnoludzkich. mi np, trudno bylo sie
    pogodzic z utrata nadziei na to ze kiedykolwiek naucze sie latac *
    niemetaforycznie*.
    uzylam dramatycznego zwrotu " zdradzic siebie" chyba niekoniecznie potrzebnie,
    raczej - wyrzucic z glowy utopijne rojenia, pragnienia zastepowac wiedza, RACZEJ
    szukac spelnienia w obrebie rzeczywistosci niz plakac nad tym, ze np wstretne
    takie prawa fizyczne ograniczaja moja wolnosc...
    ty widac mialas na mysli nieco bardziej wziosle idealy piszac o ewentualnej ich
    zdradzie :)
    moznaby jednak polaczyc nasze perspektywy i zapytac, czy zatroskanie sytuacja
    dzieci afryki nie jest tak samo idiotyczna zapora przed afirmacja rzeczywistosci
    jak zal nielota za lataniem?
    czy tak jak madrosc podpowiada, ze czlowiek nie jest stworzony do latania wiec
    nie ma co sie gryzc tym ze sie latac nie umie i nigdy nie nauczy, czy
    podpowiada ona tez, ze na los dzieci afryki wplyw mamy niewielki, wiec i nad
    nimi nie warto plakac?
    swoja droga, "bogu dzieki" za te dzieci afryki i inne male latynoski z burdelow,
    bez nich zdaje sie stracilibysmy nasz ostatni kij i chusteczke do nosa pt" jesli
    ci zle, pomysl jak zle jest im". ciekawe tylko co owym " im" rzucic na otarcie
    lez? moze jakies krolestwo niebieskie ???
    ---
    niemal wszystko a moze wszystko po prostu, poddane odpowiedniej przerobce,
    moznaby umiescic w watku o tym ze swiat jest coraz piekniejszy.
    wystarczy tylko chciec...
    ---
    myslac o badaniach maslowa ( ktorych nie znam i opieram sie tylko na tym, co
    napisalas ty), chcialam wyobrazic sobie taka spolecznosc nedzarzy, ale mi sie
    nie udalo. nedzarze sa wszedzie, tak samo jak inne klasy spoleczne. nawet w
    najbiedniejszej skupinie ' somalijczykow' tworza sie jakies warstwy, choc dla
    nas moga oni wszyscy, lacznie z krolem, byc nedzarzami. dlatego mysle, ze faktu
    urodzenia tutaj czy tam, nie mozna latwo przekladac na poczucie dobrostanu.
    dobrostan jest relatywny :)

    ---
    "Mozliwe, ze w sytuacjach ekstremalnych zaczynamy polegac na instynkcie. "
    dokladnie tak, tj tak mysle. takie poleganie na instynkcie ma tylez zalet co
    wad, ale przeciez jest na te wady sposob ;)
    ---
    "No tak, laczy wtedy perspektywa 'z wnetrza piekla'. Ci, ktorzy w
    piekle nie byli, musza uzbroic sie w uwage i szacunek."
    tyle, ze wybieramy/ lub " wybieramy" odwrocenie uwagi raczej niz uwage, a juz na
    pewno nie lubimy - generalizuje, przepraszam - byc bombardowanymi cudzym
    nieszczesciem.

    pozdrawiam :)))

    --
    ...
  • 26.03.08, 03:01
    szarylemur napisała:

    > witaj po swietach :)

    Dobrywieczor :)

    > troszke pomieszalam w miejscu gdzie pisze o " koniecznosci
    zdradzenia siebie"..
    > .
    > chodzi mi o koniecznosc wyzbywania sie elementow wlasnej wizji
    swiata. nie musi
    > to dotyczyc wcale kwestii wznioslych czy ogolnoludzkich. mi np,
    trudno bylo sie
    > pogodzic z utrata nadziei na to ze kiedykolwiek naucze sie latac *
    > niemetaforycznie*.
    > uzylam dramatycznego zwrotu " zdradzic siebie" chyba
    niekoniecznie potrzebnie,
    > raczej - wyrzucic z glowy utopijne rojenia, pragnienia zastepowac
    wiedza, RACZE
    > J
    > szukac spelnienia w obrebie rzeczywistosci niz plakac nad tym, ze
    np wstretne
    > takie prawa fizyczne ograniczaja moja wolnosc...

    Pamietasz ten fragment rozmowy o samotnosci? Ze to paskudne jest,
    kiedy sie potrzebuje/prosi o pomoc i znikad ratunku? Napisalam
    wtedy, ze to jest moment prawdy, niekoniecznie milej, ale jednak
    prawdy.

    Na tym imo polega dorastanie - na kolejnym, mozolnym i
    ultrabolesnym rozbijaniu iluzji. W jednym z opowiadan Lema facet
    lyka jakies pigulki i nagle widzi, ze caly swiat jest udawany, tzn
    on zaczyna widziec go _naprawde_ - ze wszystko jest szare i
    odrapane, a ludziom rozne rzeczy sie wydaja i w tym zyja, nawet
    roslinki w doniczkach to tak naprawde druciane stelaze z troczkami
    od kalesonow zamiast lisci. Pozniej cos takiego bylo w Matrixie.

    Kultura lubuje sie w dramatyzmie, ale przeciez po lyknieciu
    czerwonej pigulki mozna tez zobaczyc rozne nieiluzoryczne diamenty,
    ktorych jakos wczesniej nie mozna bylo zauwazyc.

    ...
    > moznaby jednak polaczyc nasze perspektywy i zapytac, czy
    zatroskanie sytuacja
    > dzieci afryki nie jest tak samo idiotyczna zapora przed afirmacja
    rzeczywistosc
    > i
    > jak zal nielota za lataniem?
    > czy tak jak madrosc podpowiada, ze czlowiek nie jest stworzony do
    latania wiec
    > nie ma co sie gryzc tym ze sie latac nie umie i nigdy nie nauczy,
    czy
    > podpowiada ona tez, ze na los dzieci afryki wplyw mamy niewielki,
    wiec i nad
    > nimi nie warto plakac?
    > swoja droga, "bogu dzieki" za te dzieci afryki i inne male
    latynoski z burdelow
    > ,
    > bez nich zdaje sie stracilibysmy nasz ostatni kij i chusteczke do
    nosa pt" jesl
    > i
    > ci zle, pomysl jak zle jest im". ciekawe tylko co owym " im"
    rzucic na otarcie
    > lez? moze jakies krolestwo niebieskie ???

    Prawda pewnie lezy gdzies po srodku. Ze niby niewiele mozemy, ale
    jednak cos tam mozemy. Sa programy 'adopcji na odleglosc', sa rozne
    konta, na ktore mozna wplacac. Rownie dobrze moznaby sie uprzec, ze
    tego typu pomysly istnieja po to, zeby juz calkiem na dobre pozbyc
    sie poczucia winy.

    > niemal wszystko a moze wszystko po prostu, poddane odpowiedniej
    przerobce,
    > moznaby umiescic w watku o tym ze swiat jest coraz piekniejszy.
    > wystarczy tylko chciec...

    Nie zagladalam do watku, ale mi to smierdzi. Wole zakatki ponure i
    wilgotne.

    > myslac o badaniach maslowa ( ktorych nie znam i opieram sie tylko
    na tym, co
    > napisalas ty),

    Aaa. A ja myslalam, zes ty po psychologii.
    Maslow to ten psycholog od 'piramidy Maslowa':
    pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb - po angielsku jest
    to o wiele lepiej opisane.
    Donioslosci tej teorii nie sposob przecenic, mozna tlumaczyc nia
    bardzo wiele zachowan ludzkich, mozna jej uzywac w bardzo wielu
    sytuacjach.

    chcialam wyobrazic sobie taka spolecznosc nedzarzy, ale mi sie
    > nie udalo. nedzarze sa wszedzie, tak samo jak inne klasy
    spoleczne. nawet w
    > najbiedniejszej skupinie ' somalijczykow' tworza sie jakies
    warstwy, choc dla
    > nas moga oni wszyscy, lacznie z krolem, byc nedzarzami. dlatego
    mysle, ze faktu
    > urodzenia tutaj czy tam, nie mozna latwo przekladac na poczucie
    dobrostanu.
    > dobrostan jest relatywny :)

    No jasne, trzeba miec grupe odniesienia.
    Najdziwniej jest, kiedy ci, ktorych mielismy za 'biedaczkow' (z
    tego czy owego wzgledu) lituja sie nad nami. Bosmy tacy biedni. To
    jest dopiero lekcja.

    > "Mozliwe, ze w sytuacjach ekstremalnych zaczynamy polegac na
    instynkcie. "
    > dokladnie tak, tj tak mysle. takie poleganie na instynkcie ma
    tylez zalet co
    > wad, ale przeciez jest na te wady sposob ;)

    E tam, nudno jest jak sie tak bardzo zgadzamy. To w takim razie
    zapytam, jaki jest na te wady sposob?

    > "No tak, laczy wtedy perspektywa 'z wnetrza piekla'. Ci, ktorzy w
    > piekle nie byli, musza uzbroic sie w uwage i szacunek."
    > tyle, ze wybieramy/ lub " wybieramy" odwrocenie uwagi raczej niz
    uwage, a juz n
    > a
    > pewno nie lubimy - generalizuje, przepraszam - byc bombardowanymi
    cudzym
    > nieszczesciem.

    No nie, niekoniecznie, nie zyjemy w pustce pelnej emocjonalnych
    wydmuszek. Jest cala masa ludzi, ktorzy - z milosci, empatii czy
    innych chwalebnych pobudek zadadza sobie trud.
    czulko
    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • 26.03.08, 07:06
    dzieki za streszczenie lema. moze mi sie przysni :)
    co do lykania kolorowych pigulek rodem z matrixa - kiedys skatowalam znajomych
    pytaniem o to, ktora by wybrali.
    zaskoczylo mnie, ze kilka osob wybraloby niebieska
    obecnie zastanawia mnie czy aby wszystkie pigulki nie sa niebieskie... tj, czy
    mamy dostep do prawdy czy tylko do kolejnych kolorowanek?

    ( bezwiednie zabilam pajaka idacego po scianie)

    co do zalu nad dziecmi afryki, chodzilo mi tutaj wlasciwie nie o nie same i nie
    o pomoc im, lecz o to, czy ograniczonosc pomocy jakiej mozemy im udzielic, moze
    przeslaniac radosc naszego istnienia. te " dzieci afryki" staja sie karta
    przetargowa pomiedzy zwolennikami a przeciwnikami tezy o pieknie swiata.
    poczucie winy wpojone " europejczykom" moze pomoc niektorym z tych dzieci,
    jednak najwyrazniej swiat jest zgnity i regul na jakich odbywa sie gra zwana
    zyciem zmienic wedle wlasnych idealow sie nie da. lecz z tej niezgody na status
    quo czlowieka, chocby z niezgody na bycie nielotem, powstaja rozne nowe ciekawe
    a czasem nawet uzyteczne wynalazki. a jesli juz czegos zmienic sie nie da - to
    czy warto tego nienawidziec, chocby tych regul? mam wrazenie ze krece sie w
    kolo, zadajac wciaz te same pytania... :)

    zajrzyj do watku o pieknie, jest tam sporo interesujacych rzeczy. zastanawiam
    sie jednakze, co" kaze " nam widziec pelne pol szklanki? czy jest to forma
    zastepcza, dopelnienie utraconej czesci instynktu przetrwania, moze...

    piramide maslowa mniej wiecej znam, nie znam natomiast badan nad poziomem
    szczescia w poszczegolnych ' klasach spolecznych"

    "No jasne, trzeba miec grupe odniesienia.
    Najdziwniej jest, kiedy ci, ktorych mielismy za 'biedaczkow' (z
    tego czy owego wzgledu) lituja sie nad nami. Bosmy tacy biedni. To
    jest dopiero lekcja." ano :)))

    jaki jest sposob na wady? ten sam co zwykle: przymknac oko, odwrocic glowe,
    zmienic oswietlenie, zracjonalizowac, oddac hold nalezny tradycji lub potupac
    nozkami..." bo ja tak chce"
    nie chce mi sie z toba klocic, musialabys sprobowac mnie sprowokowac, jakims
    szmatlawym epitetem w moja strone rzucic. podyskutowac jak najbardziej, jesli
    wiec ten temat sie skonczyl/ wysechl calkiem lub tymczasowo, mozna wziac na
    warsztat inny temat.


    jest wielu ludzi ktorych widok nieszczescia poruszy i skloni do pomocy.
    jest takze wielu takich ktorych biernej afirmacji rzeczywistosci nic nie pokona.
    takich, ktorzy w ramach pomocy rzuca garsc banalow, zechca swoja biernosc
    uzasadniac fraza ' sam sobie winien', lub wrecz stwierdza ze czyjes cierpienie
    tak naprawde nie jest cierpieniem bo prawdziwym cierpieniem jest to, to i tamto.
    i to jest ten moment prawdy, powiadasz? czego zatem dotyczy prawda tak objawiona?

    od watku o pieknie wolisz miejsca ponure i wilgotne
    to znaczy wolisz puste pol szklanki? czy raczej widziec ze szklanka jest tak
    samo pusta jak pelna?



    pozdrawiam sennie :)

    --
    Joy follows them like a shadow that never leaves them.
  • 27.03.08, 02:58
    szarylemur napisała:

    > obecnie zastanawia mnie czy aby wszystkie pigulki nie sa
    niebieskie... tj, czy
    > mamy dostep do prawdy czy tylko do kolejnych kolorowanek?

    A czytalas Cortazara takie short story o tym, jak mrowka widzi
    ogrod? Jestesmy potwornie ograniczeni naszymi zmyslami, naszą
    skalą, automatyzmami percepcyjnymi, inteligencja, intencja i czym
    tam jeszcze. Czy 1/55500 prawdy to prawda?

    Zdarza mi sie natknac tu i tam w roznych ksiazkach i opowiesciach
    na opisy pewnego specyficznego stanu, ktory mozna okreslic
    jako 'doswiadczanie boskiej jednosci', noale nie ma gwarancji, ze
    to najprawdziwsza prawda. Moze to kolejna iluzja, tym razem błoga?
    W dodatku wepchnieta w ciasny jezyk i ciasnye szparki naszego
    pojmowania.

    W kazdym razie mi to sie wydaje, ze prawdy nie mozna wymyslec,
    mozna jej natomiast doswiadczyc. Chyba to, co opisuja mistycy,
    poeci i niektorzy natchnieni fizycy to jedyne, na co mozemy liczyc.

    ...
    > co do zalu nad dziecmi afryki, chodzilo mi tutaj wlasciwie nie o
    nie same i nie
    > o pomoc im, lecz o to, czy ograniczonosc pomocy jakiej mozemy im
    udzielic, moze
    > przeslaniac radosc naszego istnienia. te " dzieci afryki" staja
    sie karta
    > przetargowa pomiedzy zwolennikami a przeciwnikami tezy o pieknie
    swiata.
    > poczucie winy wpojone " europejczykom" moze pomoc niektorym z
    tych dzieci,
    > jednak najwyrazniej swiat jest zgnity i regul na jakich odbywa
    sie gra zwana
    > zyciem zmienic wedle wlasnych idealow sie nie da. lecz z tej
    niezgody na statu
    > s
    > quo czlowieka, chocby z niezgody na bycie nielotem, powstaja
    rozne nowe ciekawe
    > a czasem nawet uzyteczne wynalazki. a jesli juz czegos zmienic
    sie nie da - to
    > czy warto tego nienawidziec, chocby tych regul? mam wrazenie ze
    krece sie w
    > kolo, zadajac wciaz te same pytania... :)

    'odroznic jedno od drugiego'.
    Wystarczy popatrzec na tych, ktorzy cos zrobili, nieloty ktore
    zaczely smigac po niebie. Malgorzata Chmielewska, Janina Ochojska,
    Matka Teresa, Ghandi i zapewne cale miliony cichych bohaterow,
    dzieki ktorym jednak sie kreci.

    > zajrzyj do watku o pieknie, jest tam sporo interesujacych rzeczy.
    zastanawiam
    > sie jednakze, co" kaze " nam widziec pelne pol szklanki? czy jest
    to forma
    > zastepcza, dopelnienie utraconej czesci instynktu przetrwania,
    moze...

    Potrzeba wiary, ze wszystko dobrze sie skonczy, po burzy przychodzi
    tecza, a swiat jest sprawiedliwy. Po co zagladac w czelusc, malo
    kto by potem mogl zyc spokojnie.

    > piramide maslowa mniej wiecej znam, nie znam natomiast badan nad
    poziomem
    > szczescia w poszczegolnych ' klasach spolecznych"

    A, ok. Chodzilo mi o to, ze te badania, o ktorych pisalam, idealnie
    w zasadzie pokrywaja sie z piramida - bo te 7% dziala dopiero
    wtedy, kiedy potrzeby z pierwszych dwoch stopni piramidy sa
    zaspokojone.

    > jaki jest sposob na wady? ten sam co zwykle: przymknac oko,
    odwrocic glowe,
    > zmienic oswietlenie, zracjonalizowac, oddac hold nalezny tradycji
    lub potupac
    > nozkami..." bo ja tak chce"

    No nie, mozna jeszcze uderzyc w czynow stal, zmienic swiat i
    wszyscy bedziemy zyli dlugo i szczesliwie.

    > nie chce mi sie z toba klocic, musialabys sprobowac mnie
    sprowokowac, jakims
    > szmatlawym epitetem w moja strone rzucic.

    Czytalam kiedys, ze jedna z nauczonych jezyka migowego szympansic
    nazywala swoja opiekunke w chwilach zlosci 'zla, zepsuta ubikacja'.

    ...
    > jest wielu ludzi ktorych widok nieszczescia poruszy i skloni do
    pomocy.
    > jest takze wielu takich ktorych biernej afirmacji rzeczywistosci
    nic nie pokona
    > .

    Noi ktorzy sa szczesliwsi?

    > takich, ktorzy w ramach pomocy rzuca garsc banalow, zechca swoja
    biernosc
    > uzasadniac fraza ' sam sobie winien', lub wrecz stwierdza ze
    czyjes cierpienie
    > tak naprawde nie jest cierpieniem bo prawdziwym cierpieniem jest
    to, to i tamto
    > .

    Wierze - zlosliwie - ze za takie numery ludzie (ja tez, tez) placa.
    Bo gdzies sie ten obraz cudzego cierpienia w tyle glowy plącze,
    wiec trzeba go jakos zabic - imo min stad biora sie kompulsyjne
    nawyki i nalogi - z rozgniecionej jak pajak na scianie wrazliwosci.

    > i to jest ten moment prawdy, powiadasz? czego zatem dotyczy
    prawda tak objawion
    > a?

    Zapewne tego, ze sie jest samemu.
    Rzeczywistosc pozayoutubowa pokazuje jednak, ze w realu bywa
    inaczej - zwykle znajduje sie ktos, czasem nawet pare osob, ktore w
    cierpieniu towarzysza, czasem nawet nader umiejetnie.
    Nawet jesli nie, to - o ile sie to wszystko przezyje - mozna zaczac
    budowac takie wiezi z ludzmi, ktore nie pekna latwo.

    > od watku o pieknie wolisz miejsca ponure i wilgotne
    > to znaczy wolisz puste pol szklanki? czy raczej widziec ze
    szklanka jest tak
    > samo pusta jak pelna?

    Powiadaja, ze pesymista widzi tunel, optymista - tunel i swiatelko
    na koncu, a realista - tunel, swiatelko i nastepny tunel.

    A poza tym troche sie boje, ze w watku o pieknie
    spotkalabym zbyt wiele wpisow
    ktore sa pisane

    bialym uroczystym wierszem.
    Nie cierpie

    ...tego

    (doceniam, ze w tym watku tak nie piszesz ;)

    czulko

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • 27.03.08, 08:28

    pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb
    na szczycie możnaby wpisać: wolność, samotność, nuda i co dalej?
  • 27.03.08, 17:08
    "Czy 1/55500 prawdy to prawda?" nie, oczywiscie, nie
    tyle ze dosc powszechne jest przekonanie o osobistym poznaniu calej prawdy.
    malo pokory jest w ludziach na codzien, stad koniecznosc rzucania ich na kolana,
    zapewne ;)

    tak jak czystorozumowe ( apriori) poznanie prawdy wypaczaja struktury umyslu,
    twory w stylu logiki i aksjomatow, tak i poznanie doswiadczalne nie jest wolne
    ani bezposrednie, lecz zawsze filtrowane, wtlaczane w ramy tych struktur,
    dopasowywane do tego co juz wiemy.
    obiektywna prawdziwosc doswiadczenia mistykow rowniez poddalabym krytyce. nie
    sposob wykroczyc poza subiektywnosc, jedyne co mozna, to zapomniec o tym, by moc
    cieszyc sie wizja/ objawieniem.

    "> jest wielu ludzi ktorych widok nieszczescia poruszy i skloni do
    pomocy.
    > jest takze wielu takich ktorych biernej afirmacji rzeczywistosci
    nic nie pokona
    > .

    Noi ktorzy sa szczesliwsi?"

    NIE WIEM, a wedlug ciebie - ktorzy?
    ---
    nie boj sie watku o pieknie
    nie wszystko tam jest uroczyste
    a nawet wobec tych uroczystosci mozesz ustawic sie na pozycji opozycji i
    dyskusja sprowokowac zmiany.

    pozdrawiam !!!
    --
    Joy follows them like a shadow that never leaves them.
  • 28.03.08, 01:20
    szarylemur napisała:

    > "Czy 1/55500 prawdy to prawda?" nie, oczywiscie, nie
    > tyle ze dosc powszechne jest przekonanie o osobistym poznaniu
    calej prawdy.
    > malo pokory jest w ludziach na codzien, stad koniecznosc rzucania
    ich na kolana
    > ,
    > zapewne ;)

    A to zazwyczaj widac na forum, kiedy to dwoje spiera sie nie o
    swoje poglady na prawde, ale o prawde. I az dziwne, ze kazdy te
    prawde ma inna, a nawet zupelnie, lustrzanie inna.

    > obiektywna prawdziwosc doswiadczenia mistykow rowniez poddalabym
    krytyce. nie
    > sposob wykroczyc poza subiektywnosc, jedyne co mozna, to
    zapomniec o tym, by mo
    > c
    > cieszyc sie wizja/ objawieniem.

    No nie mozna, chyba ze ktoregos dnia ty albo ja zostaniemy bogiem,
    ale roboczo to wykluczam.
    Chociaz wydaje mi sie, ze takie olsnienie, doznanie transcendencji,
    braku granic, swiadomosci typu 'fala jest morzem', jest tak
    niebywale, ze - z naszej mrowczej perspektywy - jest wszystkim, co
    mozemy udzwignac, jesli mowa o prawdzie.
    Wilber o tym pisal w "Niepodzielonym", zreszta dosyc sprytnie.

    > "> jest wielu ludzi ktorych widok nieszczescia poruszy i skloni do
    > pomocy.
    > > jest takze wielu takich ktorych biernej afirmacji rzeczywistosci
    > nic nie pokona
    > > .
    >
    > Noi ktorzy sa szczesliwsi?"
    >
    > NIE WIEM, a wedlug ciebie - ktorzy?

    Ci, ktorzy postapia zgodnie ze soba chyba. Cokolwiek przez to
    rozumiec. I nawet, jesli ta zgodnosc ze soba opiera sie na
    klamstwie (tzn wrazliwosc cierpi, ale rozsadek racjonalizuje,
    ze 'nic im nie jest, a ty sie zaraz spoznisz do pracy, wiec
    zapomnij'), to byc moze w tym momencie jest akurat wszystko, na co
    kogos stac. Siebie samego nie mozna przeskoczyc. Plączę?

    > nie boj sie watku o pieknie
    > nie wszystko tam jest uroczyste
    > a nawet wobec tych uroczystosci mozesz ustawic sie na pozycji
    opozycji i
    > dyskusja sprowokowac zmiany.

    Otoz
    nic z tego
    uparlam sie
    iiiiii


    nigdy tam nie wejde

    czul.

    --
    www.kukarecords.com/
  • 28.03.08, 01:50
    w wyniku dyskusji ( uwaga! dyskusji a nie walenia sie po jajach na oslep ;)
    budujemy jakas tam prawde intersubiektywna. taka prawda intersubiektywna bedzie
    odpowiednikiem " mniejszego zla", nadal prawda/ dobrem nie bedac.
    wniosek ( moj) z tego - warto dyskutowac, nie warto przeceniac wagi dyskusji.

    " niepodzielonego" tez nie czytalam :( wlazisz mi na ambicje ;), ale
    powiem szczerze, ze kusiloby mnie przezycie doswiadczenia mistycznego, ktore raz
    na zawsze daloby mi poczucie pewnosci tego jak jest, co jest dobre co zle itd. z
    drugiej strony nie wierze w obiektywna prawdziwosc objawienia, wiec i pewnosc i
    spokoj uzsykane w jego wyniku zdaja mi sie podobne do zbawczych konsekwencji
    lobotomii ( o ktorej tez malo wiem, wiec mozliwe ze bredze).

    wydaje mi sie ze swietne wyniki w terapii zycia daje jakakolwiek byle silna i
    jak najmniej swiadoma siebie wiara. moze byc to takze wiara w rozum. cokolwiek.
    w sumie kazdy z nas ma jakis sposob na zycie i tylko drazni mnie czesto ludzka
    arogancja...

    " szczesliwsi beda ci , ktorzy postapia w zgodzie z soba"
    byc moze wlasnie jestem na etapie wyszukiwania potwierdzen dla mojej
    wczesniejszej tezy, ale ... wlasnie je znajduje w tym zdaniu.
    aby byc szczesliwym nalezy miec w sobie system silnie ugruntowanych przekonan,
    ktory bedzie dzialal jak program do obrobki danych naplywajacych z zewnatrz i
    wewnatrz.
    dosc dramatyczne sa momenty kiedy okazuje sie ze program nie obsluguje formatu
    danych z ktorymi akurat przyszlo nam sie zmierzyc.
    wowczas, na gwalt musimy dograc sobie jakas wtyczke do naszego programu albo
    wywalic calosc w cholere i zastapic nowym, albo miec dwa/ lub wiecej programy o
    roznym przeznaczeniu.
    marzeniem jest aby miec program uniwersalny. cos niezawodnego na kazda okazje.
    aforyzm marka aureliusza jest calkiem niezlym programem z tej kategorii :)
    ---
    z jednej strony zazdroszcze ci uporu w oporze
    z drugiej dziwi mnie ten upor
    mnie zasadniczo kusza rozne nowosci i odmiennosci, choc z wiekiem krytyk
    dziamoli/ ostrzega coraz bardziej stanowczo...
    hem,
    no spytam:
    czemu nigdy TAM nie wejdziesz???

    czulki :)
    --
    Joy follows them like a shadow that never leaves them.
  • 28.03.08, 09:03
    mam odczucie, że uraziłem..
    ostatnio zdarza mi się coraz częściej rąbnąć coś pasującego jak
    piernik do wiatraka... tak że nic, tylko się rozpłakać.
    traktuję to jako rodzaj ułomności, z którą przyszło mi żyć, a która
    tłumiona przez lata, zaczyna się dopominać o należny jej respekt.
    hm, zgłębianie własnych cieni nie należy do szczególnych
    przyjemności, ale jaki mam wybór?, mogę czmychać, tylko, że robiłem
    to do tej pory..

    pozdrawiam



  • 28.03.08, 09:05

  • 28.03.08, 16:28

    no, co ty? milo cie znowu widziec, choc jesli bakniecie ma cos wspolnego z puszczaniem bakow, to niekoniecznie milo, choc to niby takie ludzkie ...
    zalozywszy, ze nie ma - milo cie widziec
    odnoszac sie do zdania:
    "na szczycie możnaby wpisać: wolność, samotność, nuda i co dalej?"
    uwazasz, ze zaspokojenie calej tej piramidy potrzeb przyniosloby ze soba poczucie wolnosci, samotnosci i nudy?
    jesli tak, to nie zgodze sie, gdyz potrzeby swobody,przynaleznosci i poznawcze/ p. samorealizacji znajduja sie na nizszych stopniach piramidy.
    moze tylko wolnosci potrzebe moznaby ustawic na samym szczycie, uznac za jedna z idealnych potrzeb duchowych.
    zreszta, wydaje mi sie ze bardzo rzadko zdarza sie totalne zaspokojenie ludzkich potrzeb, a i nie jest tak, jakoby - kazdorazowo czlowiek musial zaspokajac wszelkie nizsze szczeble potrzeb, aby moc zapragnac czegos wiecej...

    a jesli miales na mysli cos innego, to wytlumacz :)
    owszem, dosc czesto, kiedy cie czytam, trudno mi powiedziec o czym piszesz wlasciwie. chyba za bardzo skrotowo.
    mam nadzieje, ze otuchy doda ci, ze ja ostatnio coraz czesciej mam wrazenie, ze jestem debilka, stoje i nie rozumiem.
    no, coz...
    pozdrawiam :)
  • 28.03.08, 18:35
    szarylemur napisała:

    >
    > no, co ty? milo cie znowu widziec, choc jesli bakniecie ma cos
    wspolnego z pusz
    > czaniem bakow, to niekoniecznie milo, choc to niby takie
    ludzkie ...
    > zalozywszy, ze nie ma - milo cie widziec
    > odnoszac sie do zdania:
    > "na szczycie możnaby wpisać: wolność, samotność, nuda i co dalej?"
    > uwazasz, ze zaspokojenie calej tej piramidy potrzeb przyniosloby
    ze soba poczuc
    > ie wolnosci, samotnosci i nudy?
    > jesli tak, to nie zgodze sie, gdyz potrzeby swobody,przynaleznosci
    i poznawcze/
    > p. samorealizacji znajduja sie na nizszych stopniach piramidy.
    > moze tylko wolnosci potrzebe moznaby ustawic na samym szczycie,
    uznac za jedna
    > z idealnych potrzeb duchowych.
    > zreszta, wydaje mi sie ze bardzo rzadko zdarza sie totalne
    zaspokojenie ludzkic
    > h potrzeb, a i nie jest tak, jakoby - kazdorazowo czlowiek musial
    zaspokajac ws
    > zelkie nizsze szczeble potrzeb, aby moc zapragnac czegos wiecej...
    >
    > a jesli miales na mysli cos innego, to wytlumacz :)

    niewiele jest do tłumaczenia:), tylko tyle, że człwiek dziwnie nie
    docenia tego, co osiągnął lub otrzymał, i dlatego po -teoretycznie-
    osiągnięciu wszystkiego w piramidzie ogarną go te uczucia, o których
    mówiłem.. he,he,
    w ogóle, cały ten system działa - moim zdaniem - na tej zasadzie:
    niedoceniania, wręcz lekceważenia tego, co się ma, i przeceny
    CHCENIA, aby nie dopuścić do jakiegoś globalnego rozmamłania
    nakręcana jest spirala potrzeb.. hi


    > owszem, dosc czesto, kiedy cie czytam, trudno mi powiedziec o
    czym piszesz wla
    > sciwie. chyba za bardzo skrotowo.
    > mam nadzieje, ze otuchy doda ci, ze ja ostatnio coraz czesciej mam
    wrazenie, ze
    > jestem debilka, stoje i nie rozumiem.
    > no, coz...

    faktycznie, że mnie wzmocniło, dzięki;)), ostatnio ogarnia mnie
    jakaś niechęć do mówienia, wolę ciszę myśli, i gdyby nie twoja
    wstawka z jajami, już by mnie nie było,
    potraktowałem osobiście:)))))

    ciekawy wątek, lubię czytać
    pozdrawiam

  • 29.03.08, 02:11
    o tym niedocenianiu, nawet za mojej " kadencji" byla mowa juz wielokrotnie.
    coz, jak to napisala bene : " dont hejt de pleja, hejt de gejm"
    najwidoczniej tak skonstruowany jest swiat, tak, ze jako jego modelu moznaby
    uzyc ulubionej karuzelki chomikow...
    mysle, ze na samym szczycie tej piramidy znajduje sie - jako jedna z potrzeb
    duchowych/ samotranscendencji - pragnienie sensu ponadjednostkowego a nawet
    uniwersalnego. choc moze to pragnienie sensu dopada czlowieka nie tylko wtedy
    gdy juz zaspokoi wszystkie ponizsze pragnienia, lecz takze wtedy gdy w
    realizacji " nizszych" pragnien natknie sie na mur nie do przeskoczenia, nie do
    rozbicia, nie do podkopania itd.

    bardzo fajnie odpisala mi gadagad w watku o przeszkodzie. w moim wolnym
    przypomnieniu: kazdy sukces jest zapowiedzia kolejnej przeszkody.

    latwo manipulowac ludzmi trzymajac im przed nosem marchewke i popedzajac kijem.
    jesli tylko nie znajda sposobnosci do zamyslenia, beda skakac przez coraz wyzsze
    plotki, niemal pewni ze jeszcze tylko tego czy tamtego ( niekoniecznie stricte
    materialnego ) brakuje im do szczescia.
    i tak! ja tez ...
    choc lenistwo wielokrotnie uratowalo mnie przed smiesznoscia ;)

    jesli robimy z zycia poscig za kroliczkiem, to nic dziwnego ze czujemy pustke
    trzymajac w zebach matke - krolice.
    na szczescie takie krolewskie polowanie rzadko konczy sie sukcesem, tj na ogol
    na horyzoncie znow pojawia sie jakis intrygujacy fantom,
    a przeciez - dzieki wlasnie tej proznej ambicji zaspokojenia coraz nowszych
    pragnien, rozwija sie/ pieknieje nasz cudny kolowrotek, przepraszam, swiat.

    a moglibysmy przeciez juz teraz polozyc sie nucac pod nosem " co chcesz procz
    tego co masz" ...
    mysle ze napedza nas drapiezniczy instynkt. mamy taki swiat jaki mamy, moze
    moglby byc inny, ale problem w braku powszechnej zgody na gwaltowna zmiane.
    jesli ty polozysz sie dzisiaj cieszac sie swoim status quo, to jutro obudzisz
    sie z reka w nocniku, dlatego, ze twoj sasiad/ zona/ kochanek/ szef/ pies/
    zmutowany w nocy wirus ma w dupie duchowa rewolucje.

    so, dont hejt de pleja, pokochaj gejm...
    albo i nie

    ===
    jaja w ogole nie byly do ciebie, paranoiku ;)))

    --
    Joy follows them like a shadow that never leaves them.
  • 29.03.08, 11:45

    > o tym niedocenianiu, nawet za mojej " kadencji" byla mowa juz
    wielokrotnie.
    > coz, jak to napisala bene : " dont hejt de pleja, hejt de gejm"
    > najwidoczniej tak skonstruowany jest swiat, tak, ze jako jego
    modelu moznaby
    > uzyc ulubionej karuzelki chomikow...
    > mysle, ze na samym szczycie tej piramidy znajduje sie - jako jedna
    z potrzeb
    > duchowych/ samotranscendencji - pragnienie sensu
    ponadjednostkowego a nawet
    > uniwersalnego. choc moze to pragnienie sensu dopada czlowieka nie
    tylko wtedy
    > gdy juz zaspokoi wszystkie ponizsze pragnienia, lecz takze wtedy
    gdy w
    > realizacji " nizszych" pragnien natknie sie na mur nie do
    przeskoczenia, nie do
    > rozbicia, nie do podkopania itd.

    ja myślę, że zagubiona stycyjka parowej ciuchci nad brzegiem
    Wielkiego Oceanu, tam się znajduje..

    >
    > bardzo fajnie odpisala mi gadagad w watku o przeszkodzie. w moim
    wolnym
    > przypomnieniu: kazdy sukces jest zapowiedzia kolejnej przeszkody.
    >

    na pewno, w końcu inni też zdobywają..

    > latwo manipulowac ludzmi trzymajac im przed nosem marchewke i
    popedzajac kijem.
    > jesli tylko nie znajda sposobnosci do zamyslenia, beda skakac
    przez coraz wyzsz
    > e
    > plotki, niemal pewni ze jeszcze tylko tego czy tamtego (
    niekoniecznie stricte
    > materialnego ) brakuje im do szczescia.
    > i tak! ja tez ...
    > choc lenistwo wielokrotnie uratowalo mnie przed smiesznoscia ;)

    twoim zdaniem: czy walenie głową w mur jest ośmieszaniem się?

    > a moglibysmy przeciez juz teraz polozyc sie nucac pod nosem " co
    chcesz procz
    > tego co masz" ...
    > mysle ze napedza nas drapiezniczy instynkt. mamy taki swiat jaki
    mamy, moze
    > moglby byc inny, ale problem w braku powszechnej zgody na
    gwaltowna zmiane.

    EWOLUCJA, ruch motylich skrzydeł, takie paradygmaty, w to wierzę..
    podobało mi się, co napisałaś o wierze

    > jesli ty polozysz sie dzisiaj cieszac sie swoim status quo, to
    jutro obudzisz
    > sie z reka w nocniku, dlatego, ze twoj sasiad/ zona/ kochanek/
    szef/ pies/
    > zmutowany w nocy wirus ma w dupie duchowa rewolucje.

    a to co jak nie paranoja ;))

  • 29.03.08, 17:05
    myslisz ze na zagubionej stacyjce zrealizowalbys / zrealizowalaby sie twoja
    potrzeba samotranscendencji, tam odnalazlbys sens, dostapil objawienia?

    coz, ja ostatnio rozmyslam nad posada latarnika na jakiejs egzotycznej zacofanej
    , ale z internetem wyspie...
    choc mysle, ze raczej zaspokoiloby to moja potrzebe samorealizacji niz
    samotranscendencji.

    moim zdaniem, walenie glowa w mur jest osmieszaniem sie, ale czesto warto sie
    osmieszyc. wydaje mi sie, ze ocena innych zalezy od tego, czy uda ci sie ten mur
    przebic czy nie. jesli nie, to zleca sie ciotki potrzasajac glowami " a nie
    mowilam?", jesli sie uda, tez sie zleca tym razem z haslem " no pain, no gain"
    poza tym, kazde doswiadczenie mozemy zuzyc jako material edukacyjny dla nas
    samych, ale tez wcale nie musimy, chyba.

    ciesze sie, ze podobalo ci sie co napisalam o religii, niestety nie pamietam co
    pisalam o religii... mam wrazenie ze ostatnio pisywalam tylko o silnych czesto
    nieuswiadomionych przeswiadczeniach, takich prywatnych religiach. kazdy jakas
    ma, chyba, bo swojej jakos dociec nie moge, ale to pewnie dlatego ze najtrudniej
    mi dokonac wiwisekcji samej siebie.

    pisanie o tym ze jesli nie idziesz do przodu to sie cofasz, poparte przykladami
    to nie paranoja, to tylko przejaskrawe przejaskrawienie, ktore - zauwazam -
    stosuje nader szczodrze i niekoniecznie potrzebnie. znow sie powtorze i napisze,
    ze trzebaby bylo silnej wiary, przekonania na poziomie samych korzeni, zeby
    machnac reka na wyscig i trwac niewzruszenie przy swojej zbawczej prawdzie o
    naturze i celu swiata.

    pozdrawiam :)

    --
    ...gdzież szukać mamy Bogominoga?...
  • 01.04.08, 10:31

    myślę, że dla NIEGO/NIEJ nie ma rzeczy śmiesznych..
    nie pytaj, dlaczego, nie mam pojęcia :)
  • 01.04.08, 17:27
    czy chodzi tu o jakiegos boga/ boginie?
    --
    "ośmiornica jest siostrą potwora!"
  • 02.04.08, 09:43

    eh, to taka próba odwrócenia uwagi i spojrzenia gdzieś tam, nie
    wiem, każdy ma swoją perspektywę, moja jest taka, widzę coś nie
    potrafię określić, gubię się w domysłach i natrojach, patrzęz nowu ,
    nic nie widzę, taki nie wiedząc co i jak
    ciao
  • 29.03.08, 03:15
    szarylemur napisała:

    > w wyniku dyskusji ( uwaga! dyskusji a nie walenia sie po jajach
    na oslep ;)

    No wlasnie, wlasnie. Onlajnowe spotkanie malpiatki z czarownica z
    odleglej planety samo w sobie dziwne nie jest. Egzotyczna jest sama
    rozmowa.

    > budujemy jakas tam prawde intersubiektywna. taka prawda
    intersubiektywna bedzie
    > odpowiednikiem " mniejszego zla", nadal prawda/ dobrem nie bedac.
    > wniosek ( moj) z tego - warto dyskutowac, nie warto przeceniac
    wagi dyskusji.

    No tak, bo nad miedlenie ozorami i wyniki tegoż przedkladamy te
    nieliczne momenty totalnego bycia tu i teraz. O ktorych mozna sobie
    poopowiadac, ale o wiele lepiej je przezyc.

    > " niepodzielonego" tez nie czytalam :( wlazisz mi na ambicje ;),

    Wlazenie ci na cokolwiek nie bylo moja intencja, raczej niechetna
    uczciwosc wskazania, ze moje pomysly maja swoje zrodlo. Jesli nie
    znasz Wilbera, to poznaj, spodoba ci sie - i warto zaczac od
    Niepodzielonych wlasnie, chociaz on sie potem wycofal z paru tez z
    tej ksiazki.

    Tak czy inaczej patrzenie na to, jak zgrabnie on syntetyzuje
    doswiadczenie Wschodu i Zachodu to czysta przyjemnosc. Noi sam
    model integracji osobowosci, ktory on tam prezentuje jest bardzo
    praktyczny i do codziennego uzytku, jak obierak do ziemniakow.

    ale
    > powiem szczerze, ze kusiloby mnie przezycie doswiadczenia
    mistycznego, ktore ra
    > z
    > na zawsze daloby mi poczucie pewnosci tego jak jest, co jest
    dobre co zle itd.

    Nie nie, to nie tak.
    Najlepiej, jesli z streszcze jedna z tez tej ksiazki.
    Wilber uwaza, ze rozwoj wiaze sie ze znoszeniem granic. Pierwsza
    jest ta we wnetrzu psychiki - miedzy Cieniem a Persona, Anima i
    Animusem itd. Kiedy (wulgaryzuje) czlowiek sie jako-tako zintegruje
    na tym poziomie, winien zniesc granice miedzy 'soba' a 'cialem'
    (ktre w naszej kulturze nie jest 'mna', a 'czyms, co ja
    posiadam', 'biednym bratem osiolkiem'). No a potem - to kolejne dwa
    stopnie - zintegrowany wte i wewte czlowiek moze zniesc kolejna
    granice - miedzy 'ja' i 'nie ja'. Tanscendencja.

    I to doswiadczenie ladnie opisuje jeden chrzescijanski mistyk
    jako 'fala, ktora jest morzem' - roztopienie sie takie. Jestes
    jednoscia ze Wszechswiatem, a nie Supermozgiem. Zreszta - wg
    Wilbera Bog uwaza, ze zlo i dobro to dwie czesci tej samej
    jednosci :)

    > z
    > drugiej strony nie wierze w obiektywna prawdziwosc objawienia,
    wiec i pewnosc i
    > spokoj uzsykane w jego wyniku zdaja mi sie podobne do zbawczych
    konsekwencji
    > lobotomii ( o ktorej tez malo wiem, wiec mozliwe ze bredze).

    Przeczytaj, przeczytaj. Jesli nie to, to Willigisa Jaegera 'Fala
    jest morzem' np.
    To, czy takie przezycie jest 'obiektywne' czy jakiekolwiek inne,
    nie ma zadnego znaczenia.

    > wydaje mi sie ze swietne wyniki w terapii zycia daje jakakolwiek
    byle silna i
    > jak najmniej swiadoma siebie wiara. moze byc to takze wiara w
    rozum. cokolwiek.
    > w sumie kazdy z nas ma jakis sposob na zycie i tylko drazni mnie
    czesto ludzka
    > arogancja...

    To jest udowodnione akurat, ze silnie wierzacy sa zdrowsi fizycznie
    i psychicznie. A arogancja? 'Unikaj glosnych i napastliwych, sa
    udreka ducha'. Na forum mozna ich splonkować.

    > " szczesliwsi beda ci , ktorzy postapia w zgodzie z soba"
    > byc moze wlasnie jestem na etapie wyszukiwania potwierdzen dla
    mojej
    > wczesniejszej tezy, ale ... wlasnie je znajduje w tym zdaniu.

    Hihi.
    'Bycie soba' mi sie kojarzy z tym, co mowia bohaterowie roznych Big
    Braderow i gwiazdki, ktore udzielaja pierwszego wywiadu.

    Jesli tak w ogole jestem madra, a teraz chrzanie jak potluczona, to
    jestem madra? Jesli seryjny zabojca zginie, ratujac dziecko z
    pozaru, to jest dobrym czy zlym czlowiekiem? Prawda o sobie
    istnieje tylko w tu i teraz, chociaz lubimy wierzyc, ze jestesmy
    jacys tacy bardziej okresleni. 'kiedy biegam, to jestem biegaczem/
    kiedy fruwam, to jestem fruwaczem'.

    > aby byc szczesliwym nalezy miec w sobie system silnie
    ugruntowanych przekonan,
    > ktory bedzie dzialal jak program do obrobki danych naplywajacych
    z zewnatrz i
    > wewnatrz.

    Nie wiem, nie wiem. Mi to sie kojarzy z osobowoscia autorytarna.
    A w ogole np taki defensywny pesymista jest szczesliwy, kiedy
    uciekna mu sprzed nosa trzy autobusy. Bo moze wtedy z satysfakcja
    wycedzic 'A nie mowilem? One tak zawsze'.

    > dosc dramatyczne sa momenty kiedy okazuje sie ze program nie
    obsluguje formatu
    > danych z ktorymi akurat przyszlo nam sie zmierzyc.
    > wowczas, na gwalt musimy dograc sobie jakas wtyczke do naszego
    programu albo
    > wywalic calosc w cholere i zastapic nowym, albo miec dwa/ lub
    wiecej programy o
    > roznym przeznaczeniu.
    > marzeniem jest aby miec program uniwersalny. cos niezawodnego na
    kazda okazje.
    > aforyzm marka aureliusza jest calkiem niezlym programem z tej
    kategorii :)

    Uwielbiam wytrychy.

    > z jednej strony zazdroszcze ci uporu w oporze
    > z drugiej dziwi mnie ten upor
    > mnie zasadniczo kusza rozne nowosci i odmiennosci, choc z wiekiem
    krytyk
    > dziamoli/ ostrzega coraz bardziej stanowczo...
    > hem,
    > no spytam:
    > czemu nigdy TAM nie wejdziesz???

    Bo w dziecinstwie zmuszano mnie do jedzenia i od tamtej pory tupie
    nogami, jak kto na co nalega :)

    --
    stereotypes are a real time-saver
  • 29.03.08, 04:20
    egzotyczna jest ta rozmowa w jakim sensie? ze nie jest onlajnowym waleniem po
    wirtualnych jajach?
    jesli tak, to: e tam, ja tu siedze jak kot przy mysiej norze i czyham, czyham, a
    nuz pojawi sie jakis drugi kot do uciecia wartowniczej gadki ;)
    a jesli nie, to o co idzie z ta egzotyka?

    "bo nad miedlenie ozorami i wyniki tegoż przedkladamy te
    nieliczne momenty totalnego bycia tu i teraz. O ktorych mozna sobie
    poopowiadac, ale o wiele lepiej je przezyc."

    aha, a mi wcale nie to bylo na mysli! nie warto przecieniac wagi dyskusji, bo
    choc moze prowadzic do sformulowania jakiejs prawdy intersubiektywnej, do
    odkrycia tej obiektywnej nie doprowadzi nigdy. tzn: ja mysle, ze to moje
    twierdzenie o prawdzie jest prawdziwe, ale jakos tak wynika, ze niekoniecznie musi.

    co to jest byc tu i teraz? i dlaczego niby przedkladamy je nad miedlenie
    ozorami? z jakiego powodu? czy to jest przyjemne?czy bycie ma wlasciwosci zbawcze?
    czy jest moze jakims egzotycznym afrodyzjakiem dla przejedzonych europeanow?
    moze nie pojmuje istoty bycia tu i teraz, stad debilnie zabrzmiec moze moje
    pytanie, lecz je zadam mimo to: chcialabys byc tu i teraz gdy odpada ci reka
    i/lub noga? zreszta, nawet pominawszy doswiadczenia nieprzyjemne, wydaje mi sie,
    ze aby przyswoic doswiadczenie musimy miec jakis kontekst dla tego, jakies ramy.
    moze nie dotyczy to prostych, fizjologicznych doswiadczen, jak fizyczny bol czy
    przyjemnosc. ale wszystkich bardziej " wyrafinowanych" bodzcow juz tak. no,
    jeszcze raz: co to znaczy byc tu i teraz i co w tym jest takiego ze to jest TO?

    dalej - transcendencja modelem wilbera chyba jednak mnie przerasta...jak mam
    zniesc granice miedzy ja i nie ja? i po co?
    jesli udalo ci sie to kiedys - roztopic we wszechswiecie - to sprobuj prosze
    opisac roznice miedzy stanem normalnym czlowieka a stanem roztopienia.
    roznice postrzegania, odczuwania czy jakies inne wazne.

    dla mnie MA znaczenie czy przezycie mistyczne odslania prawde obiektywna czy
    jest tylko subiektywna wizja. ma, gdyz w tym miejscu zastanawialam sie nad
    obiektywna wartoscia wiedzy plynacej z objawienia. nie neguje nigdzie ze takie
    dosw ma jakas wartosc, tylko pytam czy sluzy poznaniu obiektywnej prawdy i w to
    watpie.

    odnosnie " bycia soba", a raczej " bycia w zgodzie z soba" to ty podalas to jako
    recepte na bycie szczesliwszym.

    "Jesli tak w ogole jestem madra, a teraz chrzanie jak potluczona, to
    jestem madra? Jesli seryjny zabojca zginie, ratujac dziecko z
    pozaru, to jest dobrym czy zlym czlowiekiem?Prawda o sobie
    istnieje tylko w tu i teraz, chociaz lubimy wierzyc, ze jestesmy
    jacys tacy bardziej okresleni. 'kiedy biegam, to jestem biegaczem/
    kiedy fruwam, to jestem fruwaczem'."
    no, niezupelnie. istnieje tez cos w stylu prawdy statystycznej. nikt nie jest
    ani calkowicie dobry ani calkowicie zly ( w podstawowce piekne wypracowanie
    obroncze hitlerowi napisalam :0, och, pamietam to jak dzis ;)
    widze ze " filozofia" bycia tu i teraz opiera sie na traktowaniu zycia jako
    serii oddzielnych epizodow, przeciwstawnie do tradycyjnej europ. koncepcji
    celowosci, przyczynowosci, nastepstw przyczyn i skutkow, wzajemnego powiazania/
    odzialywania konkretnych faktow.
    hmm, moze byc to tu i teraz terapeutyczne dla jednostek, a nawet - dlugofalowo -
    wywolac zmiany w kulturze, lecz nie bardzo widze sposob na zastosowanie
    koncepcji tu i teraz na szersza spoleczna skale. co z edukacja, co z
    sadownictwem, chociazby? bardzo mi zalezy, zebys odpowiedziala na to ( byc moze
    powstale na skutek nieprzecietnej ignorancji pytanie)
    czy mialby byc to program glowny( wytrych, aksjomat) czy moze pomocniczy?


    "Mi to sie kojarzy z osobowoscia autorytarna.
    A w ogole np taki defensywny pesymista jest szczesliwy, kiedy
    uciekna mu sprzed nosa trzy autobusy. Bo moze wtedy z satysfakcja
    wycedzic 'A nie mowilem? One tak zawsze'."
    albo: bog tak chcial, albo: to nic, za chwile przyjedzie nastepny; albo:
    cokolwiek innego, wazne ze nie zastanawia sie dlaczego akurat tak a nie inaczej
    odpowiada na dany bodziec, wazne ze asymilacja tego doswiadczenia idzie gladko,
    nic sie nie wiesza, nie zgrzyta.
    ---
    he he
    mnie tez zmuszano do jedzenia, wiec ...
    mysle ze to normalne kogos do czegos zmuszac dla jego dobra ;)
    to zart
    poniekad, mam nadzieje...
    nie zmuszam cie zatem juz wiecej
    za to
    pozdrawiam !

    --
    Joy follows them like a shadow that never leaves them.
  • 30.03.08, 03:26
    szarylemur napisała:

    > egzotyczna jest ta rozmowa w jakim sensie? ze nie jest onlajnowym
    > waleniem po wirtualnych jajach?

    Tak, tak.
    Od paru lat czuje sie w cyberze tak, ze mam ochote pokiwac glowa
    jak starsza pani w kapelusiku i rzucic cos w rodzaju 'ach, co to
    sie porobilo, kiedys ludzie byli inni'.

    > tzn: ja mysle, ze to moje
    > twierdzenie o prawdzie jest prawdziwe, ale jakos tak wynika, ze
    niekoniecznie m
    > usi.

    A to na razie wychodzi tylko tyle, ze mozesz miec jak najbardziej
    obiektywna, boską w jakosci prawde, ale niekoniecznie o tym
    wiedziec.

    > co to jest byc tu i teraz? i dlaczego niby przedkladamy je nad
    miedlenie
    > ozorami? z jakiego powodu?

    To jest skomplikowany i dlugi temat.
    Bycie tu i teraz to jest ten stan, kiedy nie niejestesmy tam i
    gdzies. Ludzie w wiekszosci maja tendencje do zycia w przeszlosci
    ('a moglam jej powiedziec...', 'a przeciez moglem tego nie
    robic...') albo w przyszlosci ('od jutra rzucam fajki', 'za pare
    lat na pewno napisze magisterke').

    Zycie w przyszlosci polega np na tym, ze kiedy parzysz sobie
    herbate, zeby ja spokojnie wypic, a potem pojsc na umowione
    spotkanie, to tak naprawde nie parzysz herbaty, tylko juz zalozylas
    kurtke i wyszlas, a kiedy wychodzisz po wypiciu herbaty, to tak w
    glowie swojej juz na to spotkanie doszlas, a kiedy dojdziesz na
    miejsce, to juz dawno jestes po spotkaniu... itd. Zawsze pare
    minut/godzin/lat do przodu, nigdy nie ma cie w tej chwili.
    Analogicznie z zyciem w przeszlosci - zamiast skupiac sie na boskim
    smaku herbaty placzesz nad rozlanym piec lat temu mlekiem.

    Niebycie tu jest z tym scisle zwiazane (itd itd)

    Wiec bycie tu i teraz jest taka magiczna umiejetnoscia, ktora
    pozwala zycie przezywac nie w sensie wegetacji, ale - to nie jest
    najlepsze slowo - celebracji i prawdziwosci.

    A przez miedlenie ozorami mozna cos przemiedlic na amen.
    Ludziom sie czesto wydaje, ze teoretyczne rozpracowanie pewnego
    problemu/zagadnienia jest jednoznacze z przyswojeniem go w
    praktyce. Nie jest. A im kto bardziej inteligentny *niekoniecznie
    pisze tu o sobie*, tym lepiej go moze teoretycznie rozpracowac i
    tym bardziej moze mu sie wydawac, ze posiadl cala madrosc tego
    swiata. A guzik.

    > chcialabys byc tu i teraz gdy odpada ci reka
    > i/lub noga? zreszta, nawet pominawszy doswiadczenia nieprzyjemne,
    > wydaje mi sie,
    > ze aby przyswoic doswiadczenie musimy miec jakis kontekst dla
    > tego, jakies ramy.

    No tak - to jak z tym mlotkiem, co to mozna i to, i to.
    Kiedy mi cos odpada, wycofuje sie na pozycje, zwlaszcza kiedy bol
    jest nieznosny. To jest ok i chroni mnie i pewnie innych przed
    szalenstwem. Natomiast zycie gdzies i kiedys, gdy w poblizu nic
    nikomu nie odpada jest juz patogenne, uwazam.

    > moze nie dotyczy to prostych, fizjologicznych doswiadczen, jak
    fizyczny bol czy
    > przyjemnosc. ale wszystkich bardziej " wyrafinowanych" bodzcow
    juz tak. no,
    > jeszcze raz: co to znaczy byc tu i teraz i co w tym jest takiego
    ze to jest TO?

    Kiedy obejmuje cie ukochany, jesli sie na tu i teraz skupisz,
    odczujesz bliskosc tak wielka, ze w zasadzie jest ona jednoscia.
    TO. Jesli natomiast w momencie jego ciebie obejmowania przed oczami
    bedzie ci sie natretnie pojawiac zolza z pracy, ktora pod toba
    dolki kopie, niewypelniony PIT i pomysly na jutrzejszy obiad, to
    juz TEGO nie doswiadczysz. Ani zreszta on.

    Na jednym z licznych warsztatow, na ktorych bylam, zapracowanym
    ludziom zaproponowano, aby w ramach cwiczenia poszli do
    nieodleglego parku i pobyli w nim godzine, starajac sie byc tu i
    teraz. Wrocili odmienieni, ze zdziwieniem opowiadajac, ze liscie sa
    takie zielone, a ptaki to kazdy inaczej spiewa, z tylu sluchac bylo
    dzieci, ziemia pachnie, a na niebie sa chmurki... Zdziwienie, jakby
    wrocili z innej planety. Pisze o tym, zeby bylo jasne, ze bycie tu
    i teraz mozna praktykowac rowniez w samotnosci :)

    > dalej - transcendencja modelem wilbera chyba jednak mnie
    przerasta...jak mam
    > zniesc granice miedzy ja i nie ja? i po co?

    No bo ja to pokretnie opisuje, on to o wiele lepiej wyjasnia.
    Wg niego to jest pewien wlasciwy kierunek rozwoju. Jesli sie kto np
    zabierze za rozwoj duchowy (poziom 3 i 4) przed zrobieniem porzadku
    w poziomach 1 i 2, to moze miec potezne problemy. Albo jesli bedzie
    probowal sie zintegrowac z wlasnym cialem, kiedy nie bedzie nawet
    wiedzial, co ma w Cieniu - bez sensu.

    Widzialam pare takich historii na wlasne oczy i wychodzi na to, ze
    Wu mial racje.

    > jesli udalo ci sie to kiedys - roztopic we wszechswiecie - to
    sprobuj prosze
    > opisac roznice miedzy stanem normalnym czlowieka a stanem
    roztopienia.
    > roznice postrzegania, odczuwania czy jakies inne wazne.

    Eee. No tak, mi sie to kilka razy wydarzylo spontanicznie, bez
    intencji, tak po prostu jak ziewniecie. Tego nie da sie
    opisac. 'jestem fala, ktora jest morzem'. Totalna jednosc i
    bliskosc. Jak odkopie Niepodzielone, to moze tu wklepie jakis
    najfajniejszy cytat z tych opisow, ktore on tam cytowal.

    > dla mnie MA znaczenie czy przezycie mistyczne odslania prawde
    obiektywna czy
    > jest tylko subiektywna wizja.

    To jest nieweryfikowalne. Rownie dobrze to moga byc jakies spiecia
    na neuronowych laczach.

    ma, gdyz w tym miejscu zastanawialam sie nad
    > obiektywna wartoscia wiedzy plynacej z objawienia. nie neguje
    nigdzie ze takie
    > dosw ma jakas wartosc, tylko pytam czy sluzy poznaniu obiektywnej
    prawdy i w to
    > watpie.

    Nie ma wiedzy. To jest odczucie, nie odmyslenie. Pozostaje pamiec
    pewnego ultraintensywnego stanu.

    > no, niezupelnie. istnieje tez cos w stylu prawdy statystycznej.
    nikt nie jest
    > ani calkowicie dobry ani calkowicie zly ( w podstawowce piekne
    wypracowanie
    > obroncze hitlerowi napisalam :0, och, pamietam to jak dzis ;)
    > widze ze " filozofia" bycia tu i teraz opiera sie na traktowaniu
    zycia jako
    > serii oddzielnych epizodow, przeciwstawnie do tradycyjnej europ.
    koncepcji
    > celowosci, przyczynowosci, nastepstw przyczyn i skutkow,
    wzajemnego powiazania/
    > odzialywania konkretnych faktow.

    E-e. No skad. Chodzi nie o nastepstwa, przyczyny i td, ale o zycie
    w realu, a nie we wlasnej glowie, w niby-swiecie. Bedac tu i teraz
    mozna byc bankierem, gwiazda filmowa albo jak Wilber zbic fortune
    na ksiazkach.

    co z edukacja, co z
    > sadownictwem, chociazby? bardzo mi zalezy, zebys odpowiedziala na
    to ( byc moze
    > powstale na skutek nieprzecietnej ignorancji pytanie)
    > czy mialby byc to program glowny( wytrych, aksjomat) czy moze
    pomocniczy?

    Wychowac pokolenia ludzi spokojnych i szczesliwych jak buddyjscy
    mnisi? Wolalabym to zamiast tabliczki mnozenia. Od tabliczki sa
    kalkulatory.

    > mnie tez zmuszano do jedzenia, wiec ...
    > mysle ze to normalne kogos do czegos zmuszac dla jego dobra ;)

    Tak tak - a potem mama odkrywa po paru dniach surowke z marchewki w
    kieszeni fartuszka i jest problem.
    Gwizdze na wasza liste, ja swoje blogoslawienstwa licze codzien, i
    to spiewajaco.


    --
    What? I'm just tying me laces, man.
  • 30.03.08, 06:55
    hm, ja ( na szczescie :) w cyberze nawet roku jeszcze nie jestem, wiec nieco inne refleksje mam.
    pierwszy upadek pod wirtualnym krzyzem mam za soba, ale bylo to rzeczywiscie ciezkie doswiadczenie
    nadal, co i rusz zdumiewa mnie czestotliwosc wypowiedzi PO PROSTU agresywnych, najwidoczniej obliczonych na odreagowanie. zdumiewa, ale juz nie tak bardzo.
    dobrze to czy zle, ze sie przyzwyczajam? ze zaczynam uwazac iz najwidoczniej istnieje spora grupa ludzi, ktorzy UWIELBIAJA SIE KLOCIC. tylko, cholera, nadal nie moge pojac fenomenu tych, co bluzgaja na innych nawet piszac. coz, zapewne wynika to z roznic w historii osobistej, innego nastawienia do tematu.
    czasem dziala jeszcze impuls zeby pouczyc czy zaprotestowac czy przywalic na wirtualny odlew. ale przekonanie o tym, ze ' to bedzie na dlugo", znaczy ze wdam sie w jakas wyniszczajaca mnie psychicznie bijatyke ( slowna) , kaze mi siedziec na krzesle i nie wstawac. nie dla mnie te ' rarytasy'. a jednak cos tam krzyczy we mnie w strone panow i pan jazgotek: ...no nie bede pisac co, jak starczy mi odwagi i ochoty i przekonania, okazja do napisania tego pod wlasciwym adresem pewnie sie znajdzie :]
    a co do tego, ze " ludzie kiedys byli inni" tego nie wiem, ale zauwazam ze przez forum co jakis czas przetaczaja sie burze, po ktorych jest spokoj, po ktorym znow sa burze. tyle, ze glowne postacie dramatu sie zmieniaja *a napewno ich nicki * :]
    ---

    "mozesz miec jak najbardziej obiektywna, boską w jakosci prawde, ale niekoniecznie o tym wiedziec."
    ano wlasnie o to sie rozchodzi! mozemy widziec swiatlo prawdziwego slonca, ale nie mamy mozliwosci zweryfikowania tej prawdziwosci. wszystko co mamy to hipotezy, przynajmniej odnosnie tematow z dziedzin bedacych poza granicami tzw twardej nauki - metafizyki, aksjologii, etyki, czy chocby sztuki dobrego zycia.

    ___

    hmm, dlaczego bycie tu i teraz ma byc czyms wiecej niz wegetacja? jest stopieniem sie z chwila obecna, czasem moze byc przyjemniejsze, czasem mniej przyjemne niz zycie tym co bedzie lub bylo. rozumiem ( pewnie nie spodoba ci sie to slowo tutaj... ), ze takie skupienie na smaku wypijanej herbaty, moze oczyszczac nas z mysli o tym, co akurat teraz sie nie dzieje, a przez to odciazac mozg i inne narzady, ale czy cos ponad to? dosc czesto celebruje rytual picia ' porannej ' kawki z bita smietana i cynamonem, pollezac na dachu wchlaniajac slonce i blekit nieba. dobrze relaksuje na poczatek dnia.
    ale jakos nie wyobrazam sobie celebrowania kazdej czynnosci jaka sie zajmuje, np mycia wlosow , wiazania butow, jazdy winda. zwyczajnie NIE MAM NA TO CZASU, sa rzeczy ciekawsze niz to! nie lubie wstawac na 10minut przed pojsciem do pracy ani zyc w biegu, kiedy to lykam herbate szukajac jakiejs bluzki, wiaze buty w windzie itd. lubie miec kilka godzin na rozkrecenie sie. najchetniej w ogole porzucilabym prace zarobkowa aby moc byc sobie tu i teraz, i jeszcze pomarzyc i powspominac, jednakze ... sama wiesz jak jest :)
    nie wiem, moze technika tu i teraz ma nam zwrocic uwage na bogactwo swiata, odwrocic nasza uwage od planowania i rozpamietywania i zwrocic ja ku temu co realnie jest w naszym zasiegu a co lekcewazymy, traktujemy jako makiete, tlo dla naszych pragnien?
    ale czy snucie planow i wspomnien to juz wegetacja?

    "A przez miedlenie ozorami mozna cos przemiedlic na amen.
    Ludziom sie czesto wydaje, ze teoretyczne rozpracowanie pewnego
    problemu/zagadnienia jest jednoznacze z przyswojeniem go w
    praktyce. Nie jest. A im kto bardziej inteligentny *niekoniecznie
    pisze tu o sobie*, tym lepiej go moze teoretycznie rozpracowac i
    tym bardziej moze mu sie wydawac, ze posiadl cala madrosc tego
    swiata. A guzik."
    ano guzik, racja

    "Kiedy obejmuje cie ukochany, jesli sie na tu i teraz skupisz,
    odczujesz bliskosc tak wielka, ze w zasadzie jest ona jednoscia.
    TO. Jesli natomiast w momencie jego ciebie obejmowania przed oczami
    bedzie ci sie natretnie pojawiac zolza z pracy, ktora pod toba
    dolki kopie, niewypelniony PIT i pomysly na jutrzejszy obiad, to
    juz TEGO nie doswiadczysz. Ani zreszta on."
    zalozmy ze nie pojawi mi sie przed oczami w tym momencie ani zolza z pracy ani pit ani zaden obiad, a jedynie rzeczonego ukochanego przykre dla mnie zachowanie z np wczoraj, czy poddac sie magii tu i teraz czy nie?
    oto jest pytanie nurtujace mnie w tym miejscu dyskusji. poddac sie, a w nastepnym epizodzie pt tu i teraz jest mi przykro z powodu twojego zachowania, zaglebic sie w istote tej przykrosci?czy jak?
    ---
    co do warsztatow - mi przydalyby sie raczej takie w stylu jak w weekend stac sie rekordowym szczurem wyscigowym... oczywiscie na nic takiego sie nie zapisze ...
    ja wiem ze liscie sa zielone itd. mieszkam w miejscu gdzie chyba tylko daltonista moglby to przeoczyc o tej porze roku. natura tutaj jest tak bujna i fantazyjna ze odciaga uwage od wszystkiego innego. palmy daktylowe daktyluja, inne kwitna dziwnymi bialymi liszkopodobnymi liscmi o frapujacej strukturze, kwiaty wariuja po prostu, a najlepsze ze wszystkich sa i tak pomaranczowe drzewka uliczne, co to naraz owocuja i kwitna. nie da sie nie wpasc w wir kontemplacji tych cudow!
    podobnie " zasysajaco' dziala na mnie kontakt z kotami :)

    ---
    wilber mnie intryguje, moze gdzies znajde jakiegos ebooka. byloby mi milo, gdybys wrzucila tu jakies smaczne cytaty
    ---

    wszystko to sa rowniez spiecia neuronalne czy jak to sie nazywa ( nie wiem). chodzilo mi o to, jakiej kategorii info te spiecia niosa. jest to nieweryfikowalne, zgadzam sie, rzecz jasna. ultraintensywnosc jakiegos stanu nie przeklada sie ( wbrew potocznym odczuciom) na obiektywnosc istnienia bodzcow ktore uczestniczyly w jego spowodowaniu, ze tak przynudze.
    "Nie ma wiedzy. To jest odczucie, nie odmyslenie. Pozostaje pamiec
    pewnego ultraintensywnego stanu."
    i wlasnie dlatego kilka postow temu, wyrazilam moj ambiwalenty stosunek do dosw mistycznego. moze byc ono jakims glebokim rytem transformujacym osobowosc, styl zycia czlowieka, ale jakosciowo nie jest zdaje sie wcale bardziej cholera prawdziwe niz jakakolwiek inna wiedza czy wiara czy doswiadczenie. moze byc przezyciem tak silnym ze niwelujacym wszelkie watpliwoscia, ale to - z mojego upartego akurat tutaj punktu widzenia, nie czyni go bardziej wartym uwagi niz lobotomia.
    kto wie ( znaczy : ja pojecia nie mam) moze ludzie po lobotomii sa szczesliwsi,a mimo to ja glupia nadal sie waham ;]

    "Wychowac pokolenia ludzi spokojnych i szczesliwych jak buddyjscy
    mnisi? Wolalabym to zamiast tabliczki mnozenia. Od tabliczki sa
    kalkulatory." * podlozylas sie, a ze mnie drapiezna fretka wylazla na to :)
    hmm, no tak, ale prawdopodobnie bez znajomosci tabliczki mnozenia nie moznaby tych kalkulatorow wymyslic...

    wiec moze jednak program dodatkowy?
    ---
    i jeszcze jedno: gdzie ja wlasciwie jestem kiedy tak stukam i stukam te swoje mysli, totalnie na nich i stukaniu skoncentrowana?

    ---

    "a potem mama odkrywa po paru dniach surowke z marchewki w
    kieszeni fartuszka i jest problem."
    he he, ja tam wrzucalam za wielki ciezki regal w salonie...

    a tak na marginiesie tego urywku dyskusji:
    przyszlo mi na mysl, ze identyfikujesz sie z dzieckiem, podczas gdy ja - z rodzicem.
    tutaj, ale niestety nie tylko tutaj, a " niestety" tez ma swoje nastepstwa.
    ----

    "Gwizdze na wasza liste, ja swoje blogoslawienstwa licze codzien, i
    to spiewajaco."
    myslisz ze naleze do " ugrupowania solaris" ?
    nie, nie naleze, czasem wrzucam co mi sie wydaje swiadczyc o pieknieniu swiata, czasem z nia polemizuje czasem slucham czasem jej zazdroszcze czasem podziwiam czasem jestem wdzieczna za jej slowa czasem mam ochote ja udusic
    zastanawiajace, ze z mojej perspektywy wy dwie, a raczej wasze filozofie zyciowe maja wiecej ze soba wspolnego niz moja ( jakas taka fantomowa, zmienna i cherlawa)

    pozdrawiam :)))
    aha, interesujace rzeczy napisalas w watku o asertywnosci, dzieki.

    --
    "ośmiornica jest siostrą potwora!"
  • 31.03.08, 02:36
    szarylemur napisała:

    [jazgot]
    Tak. Mi tez sie zdarza wdawac w pyskowki i robie to z upodobaniem,
    lubie wyzsza temperature rozmow, pod warunkiem, ze sama rozmowa ma
    sens. Ale akurat na tym forum pyskowki to chyba niewiele daja, co.

    > wszystko co mamy to hipote
    > zy, przynajmniej odnosnie tematow z dziedzin bedacych poza
    granicami tzw twarde
    > j nauki - metafizyki, aksjologii, etyki, czy chocby sztuki
    dobrego zycia.

    Tak, ale jak sie temu przyjrzec, to to jest nawet zabawne.

    > hmm, dlaczego bycie tu i teraz ma byc czyms wiecej niz wegetacja?
    jest stopieni
    > em sie z chwila obecna, czasem moze byc przyjemniejsze, czasem
    mniej przyjemne
    > niz zycie tym co bedzie lub bylo.

    Bo nie mozesz zmienic przeszlosci, a na przyszlosc masz znikomy
    wplyw ('jesli chcesz rozsmieszyc Boga, opowiedz mu o swoich
    planach'). Zycie w przeszlosci i przyszlosci to jedne z
    najczestszych przyczyn stresu.

    Noi wieczna pogon za tym, co bedzie, albo trucie sie tym, co bylo
    sprawiaja, ze zycie zwyczajnie i po prostu przecieka ci przez
    palce. Bo zyjesz we wlasnej glowie, a nie na jawie. Terazniejszosc
    jest wszystkim, co istnieje.

    rozumiem ( pewnie nie spodoba ci sie to slowo
    > tutaj... ), ze takie skupienie na smaku wypijanej herbaty, moze
    oczyszczac nas
    > z mysli o tym, co akurat teraz sie nie dzieje, a przez to
    odciazac mozg i inne
    > narzady, ale czy cos ponad to?

    Jesli widzialas kiedys male koty, to one to robia najlepiej - sa
    tak tu i teraz, jak tylko mozna, obojetnie od tego, co robia. Duze
    zreszta tez, ale nei sa juz takie wzruszajace :)

    najchetniej w ogole p
    > orzucilabym prace zarobkowa aby moc byc sobie tu i teraz, i
    jeszcze pomarzyc i
    > powspominac, jednakze ... sama wiesz jak jest :)

    Wiem, wiem, zamiast pracy chomik w kolowrotku, a po kolowrotku joga
    w niewietrzonej sali z jakims nawiedzonym swirem. Nie ma ucieczki.

    > nie wiem, moze technika tu i teraz ma nam zwrocic uwage na
    bogactwo swiata, od
    > wrocic nasza uwage od planowania i rozpamietywania i zwrocic ja
    ku temu co real
    > nie jest w naszym zasiegu a co lekcewazymy, traktujemy jako
    makiete, tlo dla na
    > szych pragnien?
    > ale czy snucie planow i wspomnien to juz wegetacja?

    Nie. Pod warunkiem, ze to nie dominuje twojego swiata.
    Na tym samym warsztacie, o ktorym juz pisalam, tym zapracowanym
    ludziom kazano sie polozyc i zamknac oczy. Po minucie mieli sie
    podniesc. Polowa podniosla sie po 30-40 sekundach, rekordzistce
    minuta trwala 15 sekund - nie mogla w to uwierzyc. Czasem naprawde
    trzeba zwolnic - zycie w przyszlosci wymusza nieustanny bieg, zycie
    w przeszlosci - najczesciej cofanie sie. Nie ma nic patogennego w
    marzeniach i wspomnieniach, pod warunkiem, ze nie staja sie one sa
    takim prawdziwszym zyciem.

    > a jedynie rzeczonego ukochanego przykre dla mnie zachowani
    > e z np wczoraj, czy poddac sie magii tu i teraz czy nie?
    > oto jest pytanie nurtujace mnie w tym miejscu dyskusji. poddac
    sie, a w nastep
    > nym epizodzie pt tu i teraz jest mi przykro z powodu twojego
    zachowania, zagleb
    > ic sie w istote tej przykrosci?czy jak?

    O mamusiu, nie wiem.
    Gdybym ja byla wkurzona czy smutna po jego wczorajszych wybrykach,
    to bym sie po prostu nie przytulala. Skupianie sie na t-i-t jest
    rownowazne ze szczeroscia zachowania. Chyba. W kazdym razie
    zupelnie sie z tym nie kloci.

    > co do warsztatow - mi przydalyby sie raczej takie w stylu jak w
    weekend stac si
    > e rekordowym szczurem wyscigowym... oczywiscie na nic takiego sie
    nie zapisze

    A ja miewam takie pomysly, bo jestem swoim ulubionym kroliczkiem
    doswiadczalnym. To bardzo rozszerza perspektywe.
    A takie dla ciebie pewnie nazywaja sie 'jak radzic sobie ze
    stresem' i 'jak uniknac wypalenia w pracy'.

    > palmy daktylowe daktyluja, inne kwi
    > tna dziwnymi bialymi liszkopodobnymi liscmi o frapujacej
    strukturze, kwiaty wa
    > riuja po prostu, a najlepsze ze wszystkich sa i tak pomaranczowe
    drzewka uliczn
    > e, co to naraz owocuja i kwitna. nie da sie nie wpasc w wir
    kontemplacji tych c
    > udow!
    > podobnie " zasysajaco' dziala na mnie kontakt z kotami :)

    Na mnie tez, ale ja w chwilach depresji marze o wyjezdzie na
    Islandie, bo kocham zimno.
    Ale za to koty uwazam za zywy dowod istnienia Boga :)

    > wilber mnie intryguje, moze gdzies znajde jakiegos ebooka. byloby
    mi milo, gdyb
    > ys wrzucila tu jakies smaczne cytaty

    A to kiedy indziej, bo teraz mi sie nie chce.
    Niepodzielonego (No boundary) w sieci nie ma, jest za to Wilbera i
    o Wilberze mnostwo - on ma masy prawie-wyznawcow i zwyklych
    fanatykow. Jego strona tez jest dosc bogata, chociaz smiesznie
    narcystyczna (ale ta jego slabosc do wlasnej powierzchownosci czyni
    go milo ludzkim), jest na niej nawet jego blog. Haslo w angielskiej
    Wiki jest bardziej niz wyczerpujace.
    Tylko zebys nie byla zaskoczona: jego wczesne ksiazki (a
    Niepodzielone bylo pierwsza albo druga) znacznie sie roznia od
    pozniejszych, wiec jesli ci sie uda zalatwic 'cos Wilbera', mozesz
    byc mocno zdziwiona po tym, o czym pisalam.

    > i wlasnie dlatego kilka postow temu, wyrazilam moj ambiwalenty
    stosunek do dos
    > w mistycznego. moze byc ono jakims glebokim rytem transformujacym
    osobowosc, st
    > yl zycia czlowieka, ale jakosciowo nie jest zdaje sie wcale
    bardziej cholera pr
    > awdziwe niz jakakolwiek inna wiedza czy wiara czy doswiadczenie.

    Bo ja wiem.
    To jest tak, jakbys sie cale zycie unosila jak korek na wodzie i
    nagle mogla zanurkowac, obejrzec swiat z syreniej perspektywy,
    omszale brzuchy statkow i rafy koralowe.
    To jest doswiadczenie totalnej, zgarniajacej jednosci i harmonii,
    jakiegos takiego spokoju. Imo to zmienia o wiele wiecej, niz rowne
    inne doswiadczenia.

    moze byc prze
    > zyciem tak silnym ze niwelujacym wszelkie watpliwoscia, ale to -
    z mojego upart
    > ego akurat tutaj punktu widzenia, nie czyni go bardziej wartym
    uwagi niz loboto
    > mia.

    To troche tak, jakbys zastanawiala sie, co jest lepsze - łaskotki
    czy wielokrotny orgazm.

    > kto wie ( znaczy : ja pojecia nie mam) moze ludzie po lobotomii
    sa szczesliwsi,
    > a mimo to ja glupia nadal sie waham ;]

    Lobotomii sie chyba juz od dawna nie robi. Podobno to prosty
    zabieg, ale nie polecam domowego jego wykonania.

    > hmm, no tak, ale prawdopodobnie bez znajomosci tabliczki mnozenia
    nie moznaby t
    > ych kalkulatorow wymyslic...

    Ale sa juz wymyslone.
    I czy ludzie, ktorzy nie znaja i nie potrzebuja tabliczki mnozenia
    sa mniej szczesliwi?

    Kiedy pakuje sie na wakacje zawsze staje mi przed oczyma scena z
    filmu o jakis plemionach z dzungli, ktorzy w wielodniowa podroz
    zabieraja tobolek wielkosci poduszki-jaśka. Cywilizacja juz dawno
    gryzie wlasny ogon i zajmuje sie glownie wytwarzaniem sensow ponad
    potrzebe.

    > i jeszcze jedno: gdzie ja wlasciwie jestem kiedy tak stukam i
    stukam te swoje m
    > ysli, totalnie na nich i stukaniu skoncentrowana?

    Na przyklad jestes w tej rozmowie?
    Internet sprawia, ze przestrzen przestaje istniec, a czas ma
    mniejsze znaczenie.

    > przyszlo mi na mysl, ze identyfikujesz sie z dzieckiem, podczas
    gdy ja - z rodz
    > icem.

    Dlaczego tak uwazasz?

    > tutaj, ale niestety nie tylko tutaj, a " niestety" tez ma swoje
    nastepstwa.

    Imo kazde takie 'niestety' mozna zmienic.

    > myslisz ze naleze do " ugrupowania solaris" ?

    Bandy solaris, fleuret i swirow w rodzaju meskaika :))))
    No wlasnie wydajesz sie na to za fajna :)

    > zastanawiajace, ze z mojej perspektywy wy dwie, a raczej wasze
    filozofie zyciow
    > e maja wiecej ze soba wspolnego niz moja ( jakas taka fantomowa,
    zmienna i cher
    > lawa)

    Chyba powinnam sie obrazic teraz ;(
    Czytalam, ze fantomowy, zmienny i cherlawy czlowiek jest do gdzies
    tak trzydziestki, a potem juz m
  • 31.03.08, 06:50
    jazgot. nie, nie lubie jazgotu. ironie sarkazm takze w dyskusji lubie, ale NIE ZNOSZE gdy ktos celujac we mnie palcem oznajmia : bo jest tak i tak, bo taka jest prawda, bo ja mam zawsze racje. jesli taki czlowiek jest, mimo wszystko zyczliwy i opanowany, to widze jeszcze szanse na dyskusje. jesli zas zaczyna wyzywac mnie, krzyczec coraz glosniej, to mam dwa wyjscia awaryjne: rzucic sie do twarzy i wydrapac oczy ( to z domciu ) albo mniej wiecej z godnoscia odsunac sie i popatrzec przez chwile w zimnej zadumie jak mloci powietrze lapami. strategia nr 2 jest w sam raz na potrzeby sieci, rowniez w realu staram sie stosowac ja zanim przeskocze do strategii nr 1. klotnia nie kojarzy mi sie z niczym dobrym, milym ani przyjemnym. tak juz mam.
    ---
    ta cala historia z prawda jest dosc smieszna jesli spojrzy sie na nia z perspektywy " wiele halasu o nic". ale i ten mlotek jest wielozadaniowy.
    nie jest smieszne gdy ludzie zabijaja sie w imie prawdy. choc byc moze " prawda" sluzy tylko jako przykrywka dla potrzeby dominacji.

    "Zycie w przeszlosci i przyszlosci to jedne z najczestszych przyczyn stresu". myslisz ze bez wyciagania wnioskow z przeszlych zdarzen i planowania tych przyszlych, cieszylibysmy sie bardziej tym co mamy? z dalszej czesci postu wnioskuje, ze tak nie uwazasz, za patogenne uznajesz nadmierne przebywanie poza rzeczywistoscia. jesli tak, to moge sie zgodzic.
    ---
    czy nie jest tak, ze " zwykle" zwierzeta w ogole zawsze sa tu i teraz?

    "Na tym samym warsztacie, o ktorym juz pisalam, tym zapracowanym
    ludziom kazano sie polozyc i zamknac oczy. Po minucie mieli sie
    podniesc. Polowa podniosla sie po 30-40 sekundach, rekordzistce
    minuta trwala 15 sekund - nie mogla w to uwierzyc.'
    to dziwne, przeciez wystarczyloby dosc powoli liczyc do szescdziesieciu...
    no, nie az tak powoli jak ja ;)
    mi ta minuta trwala 99 sekund...
    ---
    "Gdybym ja byla wkurzona czy smutna po jego wczorajszych wybrykach,
    to bym sie po prostu nie przytulala. Skupianie sie na t-i-t jest
    rownowazne ze szczeroscia zachowania. Chyba. W kazdym razie
    zupelnie sie z tym nie kloci."
    tj, szczerze mam ochote sie przytulic ale szczerze rowniez zasmuca mnie lub zlosci wspomnienie tego co czulam wczoraj, oraz niepokoi obawa przed mozliwa powtorka, a wtedy co? co wowczas bedzie szczerym zachowaniem wg ciebie?
    a moze chodzi tylko o to, by nie przemieszczac swoich uczuc wywolanych przez a na b?
    ---
    warsztaty dla mnie to cos z gatunku " jak wybrnac z impasu" by bylo, ' jak pokonac inercje, lenistwo i strach przed porazka", moze cos z mysleniem megapozytywnym, autoprezentacja, tego typu sprawy.
    ---
    ja kocham zimno tylko na mapie pogody, patrzec jak jest daleko. czasem tesknie za deszczem, ale nie za bardzo, bo szarosci w naturze nie lubie.
    o kotach napisze tylko tyle, ze uwazam je za idealne :)
    ---
    o doswiadczeniu mistycznym
    . dosw psychodeliczne tez wiele zmienia, choc akurat mi spokoju nigdy nie przynioslo. mimo tego ( ze wiele zmienia) nie zamierzam traktowac takiego dosw jako glosu prawdy. wiec jedyne co mi pozostalo to zwatpic w prawde doswiadczenia. w dosw widzisz, doznajesz lustrzanego odbicia rzeczywistosci dokonanej przez twoj maly pluszowy mozg, a nie rzeczy samych w sobie.
    fajnie miec ladne lustro, fajnie jak okazuje sie ze przechodzisz na druga strone lustra ktore upieksza swiat. ale to tyle.
    ale moze prowadze tu krytyke czegos o czym pojecia nie mam, a raczej czegos czego nie doswiadczylam.
    ---
    "To troche tak, jakbys zastanawiala sie, co jest lepsze - łaskotki czy wielokrotny orgazm." jesli moim celem byloby to co przyjemniejsze, wybralabym wielokrotny orgazm i to bez dlugich namyslow. jednakze smiem twierdzic iz ani laskotki ani orgazmy nie prowadza do poznania obiektywnej prawdy, wiec uwazam porownanie za nietrafione.
    byc moze zechcesz teraz napisac iz skoro " ustalilysmy" juz ze do prawdy metafizycznej dotrzec nie sposob, to nie ma co lac lez nad tym i odrzucac wszystkiego co mniej niz obiektywna prawde przynosi.
    no, tak, ale w takim momencie wkraczamy w strefe dowolnosci gustow..., przekonania itd
    i juz, zostanie tylko dyskusja, krucjaty i tupanie nozkami. czyli to co mamy teraz.

    poczytam sobie o lobotomii, moze kiedys, ciekawa jestem czemu sie jej juz nie stosuje i jakie byly jej wyniki.
    ---
    co do kalkulatorow, chyba sugerujesz ze ludzkosc doszla do takiego momentu kiedy juz wymyslanie rzeczy nowych nie jest potrzebne.
    a ja zaloze sie ze za klikadziesiat czy kilkaset lat ( o ile kultura kolowrotka przetrwa ) ludzie beda naprawde zadziwieni tym , jak my moglismy zyc bez tego czy tamtego, o czym nam sie moze sni czasem ale tylko tyle.
    co nie znaczy ze ci ludzie beda szczesliwsi niz my.
    co do plemion dzungli... oni tez ewoluuja i wymyslaja nowe sensy. czemu robia to jakos tak wolniej niz zachodnia cywilizacja, nie bardzo wiem , ale watpie aby chcieli sie zatrzymac nawet gdyby osiagneli juz wszystko co obecnie wydaje im sie potrzebne do zycia. ale moge sie mylic, byc moze taki nieopanowany ped do przodu nie jest wlasciwy czlonkom kazdej cywilizacji?
    ---
    " kazde takie 'niestety' mozna zmienic." a co z markiem aureliuszem, ja sie pytam ...
    ---
    dlaczego uwazam, ze identyfikujesz sie z dzieckiem? z powodu twoich odpowiedzi na moje dwukrotne bodajze zaproszenie do watku o pieknieniu swiata.
    " nic z tego, uparlam sie
    iiiiii
    nigdy tam nie wejde"
    "Bo w dziecinstwie zmuszano mnie do jedzenia i od tamtej pory tupie nogami, jak kto na co nalega :)"
    kojarzy mi sie to z rola dziecka. byc moze jest to powiedziane z przymruzeniem oka, zartem, tak jak moja kontra, a jednak ...
    poczulas chyba jakies zagrozenie dla swojej wolnosci, ale zamiast ( kolejnej ) dyskusji, wybralas nie i juz.
    pojecia nie mam jaka jestes na codzien, moja uwaga dotyczyla tylko tego kawalka.
    ja raczej rzadko pozwalam sobie na powiedzenie "nie" bez tlumaczenia przyczyn, tak sobie jak innym. bardzo tez przejmuje sie autorytetami, nie potrafie odrzucic czegos tylko dlatego ze mi sie nie podoba, potrzebuje do tego wiecej powodow. czesto zachowuje sie jak ktos kto wie, ze to co dobre nie musi byc smaczne, a to co smaczne nie musi ladnie wygladac itd. inaczej: jak osoba ktora nie mowi ' nie, bo nie" poniewaz "to takie dziecinne" i wielu innych " dziecinnych " rzeczy nie robi i nie pochwala ( szczerze) u innych.
    choc zmienna jestem tak, ze mnie sama to meczy ( bo " to takie niedojrzale"), to jednak rodzic ma silny glos.
    " najmilej" jest mi zaplatac sie w wezel pt czy pragnienie zreformormowania sie w doroslego nie pochodzi od rodzica"
    bleeeeeeeeeeeeee ( komentarz zbuntowanego dziecka )
    ---
    uwazasz ze jestem za fajna na to zeby nalezec do "bandy solaris, fleuret i swirow w rodzaju meskaika"
    hmm, ja po prostu nie umiem nalezec do zadnej bandy,
    wyglada na to, ze cos innego niz nalezenie do bandy interesuje mnie glebiej
    i mecza mnie te powinnosci wynikle z przynaleznosci do band
    nie nawyklam , odwyklam czy jakos tak
    ---
    a zreszta mam watpliwosci co do tego ze istnieje banda skupiajaca solaris fleuret i mskaika
    ogolnie - solaris lubie ( choc niepotrzebnie kojarze ja z moja matka)
    fleuret - raczej nie znam jej pogladow
    msqaik - spotkalam sie z opiniami ze jest swirem, coz, moze jest troche nawiedzony, nie rozmyslam nad nim, ma u mnie plusa za to ze nie krzyczy.
    ---
    jesli uwazasz ze mozliwosc podobienstwa swiatopogladowego z solaris jest powodem do smutku i obrazy, to dawaj,obrazaj sie i smuc.
    ja tak akurat nie uwazam, a na dodatek, to podobienstwo to ja sobie tak prywatnie swoim rozumkiem zauwazylam i ... no wiesz co dalej ... :)))

    pozdrawiam serdecznie ( msqaik nie ma monopolu na ten zwrot i zwrot ten nie musi byc z nim kojarzony :)))

  • 01.04.08, 02:18
    szarylemur napisała:

    > NIE
    > ZNOSZE gdy ktos celujac we mnie palcem oznajmia : bo jest tak i
    tak, bo taka je
    > st prawda, bo ja mam zawsze racje.
    ...
    Wychodzi na to, ze jestes bardziej dojrzala ode mnie. Moze to wynik
    trudnego dziecinstwa i nieustannych klotni do pierwszej krwi z
    siostra, ale ja to lubie.
    ;)
    Na zawodowcow od 'bo taka jest prawda' jest jedna recepta:
    poprosic, zeby swoja boprawde umiescili w jakimkolwiek
    obiektywizujacym kontekscie. Badania naukowe, statystyki, ogolnie
    znany fakt typu trawa jest zielona, logiczne rozumowanie. Jest
    szansa, ze zalapia na czym polega roznica miedzy pogladem na prawde
    a prawda. Swoja droga, takie zalapanie to podstawa asertywnej
    komunikacji.

    > nie jest smieszne gdy ludzie zabijaja sie w imie prawdy. choc byc
    moze " prawda
    > " sluzy tylko jako przykrywka dla potrzeby dominacji.

    Bylo wiele halasu w ciagu ostatnich paru lat w Polsce o sprawy
    molestowania dzieci. Molestowal ksiadz, molestowal dyrygent znanego
    choru chlopiecego.
    Obu tych panow najgorliwiej bronili rodzice dzieci, w tym rodzice
    ich ofiar.
    Oni tak naprawde bronili siebie, a nie tych zboczencow.

    > czy nie jest tak, ze " zwykle" zwierzeta w ogole zawsze sa tu i
    teraz?

    No pewnie. I czy ten widok cie nie przekonuje?

    > no, nie az tak powoli jak ja ;)
    > mi ta minuta trwala 99 sekund...

    Mi tez cos kolo tego. Bardzo bylam z siebie dumna :)

    > tj, szczerze mam ochote sie przytulic ale szczerze rowniez
    zasmuca mnie lub zl
    > osci wspomnienie tego co czulam wczoraj, oraz niepokoi obawa
    przed mozliwa pow
    > torka, a wtedy co?

    Nie mam pojecia - moze przytulic sie i w przytuleniu wyjasnic, skad
    wkurw i skad smutek?

    > a moze chodzi tylko o to, by nie przemieszczac swoich uczuc
    > wywolanych przez a na b?

    To tez. To bardziej dotyczy 'tu'.

    > warsztaty dla mnie to cos z gatunku " jak wybrnac z impasu" by
    bylo, ' jak poko
    > nac inercje, lenistwo i strach przed porazka",

    W tym twoim ultraegzotycznym krolestwie na pewno organizuja jakies
    kursy narodowych tancow albo etnicznego spiewu, sztuki ludowej,
    lokalnej kuchni itp. Zauwazylam, ze umiejetnosc gry na bebnach czy
    zaliczone kursy ludowego spiewu bardzo pomagaja w pracy - na wiele
    sposobow. Powaga.

    > ja kocham zimno tylko na mapie pogody, patrzec jak jest daleko.
    czasem tesknie
    > za deszczem, ale nie za bardzo, bo szarosci w naturze nie lubie.

    Mylisz sie fatalnie. Chlod jest bialy, lsniacy, chrupiacy i
    iskrzacy. To robienie aniolow na sniegu i fikolkow na zamarznietych
    kaluzach. Same przyjemnosci.

    > . dosw psychodeliczne tez wiele zmienia, choc akurat mi spokoju
    nigdy nie przyn
    > ioslo. mimo tego ( ze wiele zmienia) nie zamierzam traktowac
    takiego dosw jako
    > glosu prawdy.

    Mi doswiadczenia psychodeliczne zostawialy zazwyczaj na pamiatke
    gigantyczny zjazd, wiec o spokoju istotnie byc mowy nie moglo. Ale
    tez zostawily spory material do przemyslen o tym, jak bardzo
    rzeczywistosc zalezy od chemicznej rownowagi organizmu. I ze np
    skad wiadomo, ze to, czego doswiadczamy na trzezwo jest prawdziwsze
    od tego, czego doswiadczamy na nietrzezwo?

    wiec jedyne co mi pozostalo to zwatpic w prawde doswiadczenia. w
    > dosw widzisz, doznajesz lustrzanego odbicia rzeczywistosci
    dokonanej przez twoj
    > maly pluszowy mozg, a nie rzeczy samych w sobie.

    A skad wiesz, ze nie rzeczy samych w sobie? I kiedy wiadomo, czy
    cos jest rzecza sama w sobie a kiedy sama w niesobie.

    > ale moze prowadze tu krytyke czegos o czym pojecia nie mam, a
    raczej czegos cze
    > go nie doswiadczylam.

    Wez sobie tego Wilbera poczytaj. On to wszystko sprzdaje w bardzo
    zgrabnym pakuneczku, napisane przyjaznie, i jak po sznurku wszystko
    ladnie z siebie wynika itd.

    > jednakze smiem twierdzic iz ani laskotki a
    > ni orgazmy nie prowadza do poznania obiektywnej prawdy, wiec
    uwazam porownanie
    > za nietrafione.

    Przeciez zwolalysmy juz miedzynarodowa komisje i ustalilysmy,
    ze 'poznanie obiektywnej prawdy' jest nie do osiagniecia, chyba ze
    nieswiadomie, wiec o czym w ogole mowa? To jest klincz, jak w 'Blow
    up', i tylko koniec kazdy sobie wybiera. Albo podnosi pileczke i ja
    rzuca, albo do konca zycia szuka trupow pod krzakami.

    > byc moze zechcesz teraz napisac iz skoro " ustalilysmy" juz ze do
    prawdy metafi
    > zycznej dotrzec nie sposob, to nie ma co lac lez nad tym i
    odrzucac wszystkiego
    > co mniej niz obiektywna prawde przynosi.
    > no, tak, ale w takim momencie wkraczamy w strefe dowolnosci
    gustow..., przekona
    > nia itd

    :)))
    Byc moze zechcialam :)))
    To nie jest kwestia gustow. To jest miara jakosciowa. To jest
    doswiadczenie podobne intensywnoscia do narodzin albo pewnie
    smierci.

    > co do kalkulatorow, chyba sugerujesz ze ludzkosc doszla do
    takiego momentu kied
    > y juz wymyslanie rzeczy nowych nie jest potrzebne.
    ...
    ale watpie aby
    > chcieli sie zatrzymac nawet gdyby osiagneli juz wszystko co
    obecnie wydaje im
    > sie potrzebne do zycia. ale moge sie mylic, byc moze taki
    nieopanowany ped do
    > przodu nie jest wlasciwy czlonkom kazdej cywilizacji?

    Do zycia potrzebne jest jedzenie, dach nad glowa i cieplo bliskich.
    Internet, komorki, znane marki i kremy przeciwzmarszczkowe to sa
    klopotliwe, wcisniete ludzkosci dodatki do sensu zycia.

    > a co z markiem aureliuszem, ja sie pytam ...

    Rozwaza sie, ze przeciez wielcy badacze natury ludzkiej ustalili
    juz dawno, ze cos takiego jak 'osobowosc' jest modyfikowalne i to w
    100%. Zaczynaja przebakiwac nawet o tym, ze i temperament mozna
    zmienic, o ile sie nad tym popracuje.

    [dziecko]

    Jesli operujemy tym samym modelem tutaj, to chodzi o to, zeby i
    Dziecko, i Rodzic robili swoje pod czujnym okiem Doroslego. Na tym
    polega integracja i zdrowa osobowosc wg analizy transakcyjnej.
    Czyli i Dziecko moze podokazywac i pokazac jezyk, i Rodzic zrobic
    usta w ciup - wazne, zeby kontrolowal to Dorosly.
    Ja to robilam troche od innej strony, bo na terapii wewnetrznego
    dziecka, ale w sumie to to samo jest.

    > ja raczej rzadko pozwalam sobie na powiedzenie "nie" bez
    tlumaczenia przyczyn,
    > tak sobie jak innym.
    bardzo tez przejmuje sie autorytetami, nie potrafie odrzu
    > cic czegos tylko dlatego ze mi sie nie podoba, potrzebuje do tego
    wiecej powod
    > ow. czesto zachowuje sie jak ktos kto wie, ze to co dobre nie
    musi byc smaczne,
    > a to co smaczne nie musi ladnie wygladac itd. inaczej: jak osoba
    ktora nie mow
    > i ' nie, bo nie" poniewaz "to takie dziecinne" i wielu innych "
    dziecinnych "
    > rzeczy nie robi i nie pochwala ( szczerze) u innych.

    Jesli zechcialabys to wszystko zmienic, to na moje laickie oko to
    nieduzy zabieg.

    > choc zmienna jestem tak, ze mnie sama to meczy ( bo " to takie
    niedojrzale"), t
    > o jednak rodzic ma silny glos.
    > " najmilej" jest mi zaplatac sie w wezel pt czy pragnienie
    zreformormowania sie
    > w doroslego nie pochodzi od rodzica"

    A jakie to ma znaczenie?

    czulko, ledwo sie wyrobilam z limitem znakow znowu.
  • 01.04.08, 06:04
    o tak, dojrzala to ja bylam chyba juz od poczecia.jak prastara morla. nad wiek powazna. po okresie mlodzienczego buntu co trwal chyba z 10 lat, znow jestem powazna, a nawet w czasach buntu bylam powazniejsza niz moi kamraci. taki los?
    zabawne, ze jak ty swoje upodobanie, tak ja moja niechec do klotni tlumacze ciezkim dziecinstwem wlasnie. tyle ze ja jestem raczej jedynaczka ( tj, mam brata ale duuzo starszego i przyrodniego ), odkad pamietam trzymajaca sie na marginesie grupy.
    co do zawodowcow od prawdy, metoda logiczna i doswiadczalna dziala calkiem dobrze, ale zawodzi, jesli sie przyjmie uparcie, ze takze logika i doswiadczenie prawde wykrzywiac moga. do tego sa jeszcze zawodowcy, ktorym nie w glowie dyskusje, oni po prostu MUSZA miec racje i daza do niej po mniej czy bardziej metaforycznych trupach. kiedy ktos zaczyna krzyczec, ja zaczynam sie czuc niepewnie, kiedy nie widze innego wyjscia ( a zdarza sie, ze zaslepia mnie strach), sama przeksztalcam sie w morderce. jako wcielenie osobowsci unikajacej, wole unikac takich sytuacji, a juz na pewno , pozostawanie w nich nie jest dla mnie przyjemnoscia, zabawa czy gra. u mnie w domciu klotnia nigdy nie byla zabawa ani gra, byla walka na smierc i zycie, czasem doslownie.
    zdalam sobie sprawe z tego, ze inni moga zupelnie inaczej niz ja kojarzyc klotnie, mimo to wole unikac co bardziej rozbujanych konfliktow, gdyz nie umiem sie w nich zadowalajaco odnalezc.

    widok zwierzat mnie przekonuje do zycia w ogole znacznie bardziej niz widok metazwierzat, znaczy ludzi :)
    tutaj wstawie przewrotna aluzje: bylo warto poznawac dobro i zlo? bylo warto dac sie skusic ( spelniona ) obietnica swiadomosci?
    i czy mozna wrocic, czy trzeba raczej isc na okolo aby wrocic do punktu wyjscia?
    ale to takie mocno naciagane metaforyczne pytanka

    moje "krolestwo " nie jest az tak ultra - egzotyczne. to tylko hiszpania. poludnie poludnia. zaczyna byc sucho, zaczyna byc jasnozielono. w lecie bedzie pustynnie i rudo. chetnie zmienilabym miejscowke na ... inna, jeszcze bardziej egzotyczna. ( zmiana poprzez zmiane miejsca lub iluzja zmiany, jeden z moich szlagierow)


    "Chlod jest bialy, lsniacy, chrupiacy i
    iskrzacy. To robienie aniolow na sniegu i fikolkow na zamarznietych
    kaluzach. Same przyjemnosci."
    szczerze? brrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
    :)
    ----

    skad wiesz, ze nie ( doswiadczamy)rzeczy samych w sobie? I kiedy wiadomo, czy
    cos jest rzecza sama w sobie a kiedy sama w niesobie."
    rzecz sama w sobie to taka jaka ona jest niezalezenie od jakiegokolwiek obserwatora. z takiego ustawienia wynika, ze nikt rzeczy samej w sobie poznac nie moze. " rzecz nie w sobie" to taka samawsobie zanieczyszczona wplywem obserwatora, jej odbicie w lustrze - mozgu jakiegos obserwatora. kant nazywa te rzeczy "niesamewsobie" fenomenami, zjawiskami.
    a skad ja wiem ze nie doswiadczamy rzeczy samych w sobie? ja wiem to z refleksji nad doswiadczeniem. skoro rozni ludzie moga widziec te sama rzecz na rozne sposoby, a takze ten sam czlowiek moze widziec/ doswiadczac te sama rzecz na rozne sposoby, a nawet rozne gatunki stworzen moga doswiadczac tej samej rzeczy na rozne sposoby, to nie widze powodu innego niz jakas konwencja na wyroznienie najwlasciwszego sposobu widzenia/ doswiadczenia danej rzeczy i nazwania tego sposobu "obiektywnym", przynoszacym wiedze o obiektywnym stanie tej rzeczy. choc oczywiscie potocznie trudno byloby zyc biorac coraz wszystko w nawias, to warto miec taka swiadomosc z tylu glowy. albo i nie warto ...
    ---
    "To nie jest kwestia gustow. To jest miara jakosciowa. To jest
    doswiadczenie podobne intensywnoscia do narodzin albo pewnie
    smierci."
    ja rozumiem ze jest to dosw ogromnie intensywne, wrecz samonarzucajace sie, ale czy nie podobnie intensywne i samonarzucajace sa doswiadczenia ostrej psychozy paranoidalnej, glosy schizofrenikow itp pomysly lustra?
    wlasnie poczytalam sobie ze wedle maslowa przezycia mistyczne pojawija sie u wszystkich ludzi i pozostawiaja niezatarte wspomnienie."Pamiętamy te zdarzenia jako coś jednoznacznie dobrego. Przeciętnym osobom zdarzają się one jednak rzadko. Ludziom pozytywnie samorealizującym się bardzo często, lub w ogóle widzą oni świat z perspektywy doznań szczytowych." to z wikipedii
    tak sobie rozmyslam, ze moze wlasnie tak - jesli osiagnelas juz o wiele wiecej niz zaspokojenie podstawowych potrzeb, trudnosc polegac bedzie chyba tylko na zatrzymaniu sie w pedzie za kolejnym kroliczkiem. kiedy taka spelniona przystaniesz na moment w pieknym ogrodzie, zaleje cie zapewne fala szczescia i wdziecznosci za ten piekny piekny swiat, ktorego zabiegana nie dostrzegalas wcale, a przeciez jest, jestescie razem harmonijnie cudowni.
    natomiast kiedy odpada ci reka i noga i nie ma bliskich i nie ma dachu nad glowa, rozplyniecie sie w swiecie i poczucie wszechogarniajacej blogosci bedzie sygnalem ze cos ci sie w glowie z tego nieszczescia pomieszalo... raczej. to byloby jak w tym klipie, sliczna muzyczka z offu i ktos kto nijak nie moze do niej tanczyc chociaz bardzo bardzo by chcial. wolalby pewnie nie widziec i nie czuc i nie myslec o sobie, tylko rozplynac sie w swiecie...
    osobiscie : mysle, ze najpierw dobrze bedzie zaspokoic moja potrzebe samorealizacji, aby nie czuc sie opozycja dla kwitnacego cwierkajacego ogrodu.
    ---
    "Do zycia potrzebne jest jedzenie, dach nad glowa i cieplo bliskich. " oczywiscie, silne cialo i silna psychika tez bylyby nieodzowne do zycia w warunkach naturalnych. twoim zdaniem cywilizacja zachodu osiagnela to co miala osiagnac, wymyslono juz to co bylo potrzebne/ niezbedne i pora zajac sie czyms innym niz wynajdywaniem problemow i rozwiazan na nie? byc moze... ja lubie wymyslac badz wynajdywac problemy.
    ty taka radosna sie wydajesz, ze az trudno mi uwierzyc w fascynacje mrokiem i wilgocia...

    ===
    'Rozwaza sie, ze przeciez wielcy badacze natury ludzkiej ustalili
    juz dawno, ze cos takiego jak 'osobowosc' jest modyfikowalne i to w
    100%. Zaczynaja przebakiwac nawet o tym, ze i temperament mozna
    zmienic, o ile sie nad tym popracuje. "

    widze swiatelko nadziei...
    o, zgaslo...

    nie zegnam sie
    jak mawial moj znajomy satanista

    :)))
  • 02.04.08, 02:12
    szarylemur napisała:

    > o tak, dojrzala to ja bylam chyba juz od poczecia.jak prastara
    morla. nad wiek
    > powazna. po okresie mlodzienczego buntu co trwal chyba z 10 lat,
    znow jestem po
    > wazna, a nawet w czasach buntu bylam powazniejsza niz moi
    kamraci. taki los?

    Pewnie poniekad tak.
    Co zreszta zaskakuje, bo na forum sprawiasz wrazenie intelignetnej,
    ale trzpiotki. Czyli na moje oko gdzies tam niepowaga i sklonnosc
    do - bo ja wiem - publicznego udawania Hanki Ordonowny w tobie
    siedzi, tylko jest niewypuszczana. Widzialas 'Idiotow' Triera?

    > co do zawodowcow od prawdy, metoda logiczna i doswiadczalna
    dziala calkiem dobr
    > ze, ale zawodzi, jesli sie przyjmie uparcie, ze takze logika i
    doswiadczenie pr
    > awde wykrzywiac moga.

    Oczywiscie. Jedne badania przecza innym, powolywanie sie na
    statystyki moze wiesc do mylacych wnioskow itd. Ale chodzi o to,
    zeby taki 'widzimisię' zrozumial, ze opowiada o tym, co ma w swojej
    glowie, a nie o realu. I ze to _moze_ a nie _musi_ byc zgodne z
    tym, co na zewnatrz jego slicznej malej glowki.

    ...
    jako wcielenie osobowsci unikajacej, wole unikac ta
    > kich sytuacji, a juz na pewno , pozostawanie w nich nie jest dla
    mnie przyjemn
    > oscia, zabawa czy gra. u mnie w domciu klotnia nigdy nie byla
    zabawa ani gra, b
    > yla walka na smierc i zycie, czasem doslownie.

    Czyli tak naprawde walczysz nie z banda durniow z forum, ale ze
    starymi demonami. A pod tym calym lękiem i agresja jest osamotnione
    dziecko. Tak mi sie wydaje, chociaz sie nie znam.

    > zdalam sobie sprawe z tego, ze inni moga zupelnie inaczej niz ja
    kojarzyc klot
    > nie, mimo to wole unikac co bardziej rozbujanych konfliktow, gdyz
    nie umiem sie
    > w nich zadowalajaco odnalezc.

    Zlosc mi sie jawila odkad zaczelam z nia prace jako wielkie dzikie
    konisko. Nie taki rumak oszalaly jak z 'Szału' Podkowinskiego, ale
    taki demoniczny, olbrzymi kon pociagowy, caly w mroku ze skrzacymi
    oczami. To jest olbrzymia sila.
    Jesli ktos doswiadczyl przemocy, to taki kon w nim siedzi. Latwo o
    lęk przed ta sila, bo sie wtedy wie, jak bardzo mozna czyms takim
    skrzywdzic. Byle ofiary empatie maja wielka i zazwyczaj nie do
    wylaczenia.

    ...

    > tutaj wstawie przewrotna aluzje: bylo warto poznawac dobro i zlo?
    bylo warto da
    > c sie skusic ( spelniona ) obietnica swiadomosci?
    > i czy mozna wrocic, czy trzeba raczej isc na okolo aby wrocic do
    punktu wyjscia
    > ?
    > ale to takie mocno naciagane metaforyczne pytanka

    Wcale nie.
    Nie, nie mamy wyjscia, chociaz chyba coraz bardziej go potrzeba.
    Tak mi sie wydaje po popularnosci zagluszaczy - nalogow
    chemicznych i niechemicznych. Imo to sa wspolczesne plagi.

    > moje "krolestwo " nie jest az tak ultra - egzotyczne. to tylko
    hiszpania. polud
    > nie poludnia. zaczyna byc sucho, zaczyna byc jasnozielono. w
    lecie bedzie pusty
    > nnie i rudo. chetnie zmienilabym miejscowke na ... inna, jeszcze
    bardziej egzot
    > yczna. ( zmiana poprzez zmiane miejsca lub iluzja zmiany, jeden z
    moich szlagie
    > row)

    A, obstawialam Maroko albo Egipt.
    To niby jest tak, ze sie od siebie nie ucieknie, chocby sie
    uciekalo bardzo szybko i daleko (czyalas "Czarnoksieznika z
    Archipelagu"?), ale z drugiej strony zmiana miejsca potrafi byc
    bardzo ozywcza. Kiedy ucieklam do Londynu, bardzo wiele rzeczy sie
    we mnie poukladalo, bo sie wyjelam z kontekstu rodziny, przyjaciol
    i roznych innych takich rzeczy. Moglam (hm, nie znosze ekonomicznej
    nomenklatury w odniesieniu do psychologii, ale trudno) sprawdzic
    swoja wartosc i wynik bilansu postawil mnie na nogi.

    ...

    > ze nikt rzeczy samej w sobie poznac nie moze
    > . " rzecz nie w sobie" to taka samawsobie zanieczyszczona wplywem
    obserwatora,
    > jej odbicie w lustrze - mozgu jakiegos obserwatora. kant nazywa
    te rzeczy "nies
    > amewsobie" fenomenami, zjawiskami.

    No tak - poznanie naznaczone intencja. Co nie wyklucza, ze rzecz
    nie istnieje. Jesli uwzglednimy, ze rzeczywistosc to pewna
    konwencja, to wszystko gra i stuka, jak w Blow up. Noi - moze sie
    zdarzyc, ze doswiadczamy szklanki, a nie naszej intencji szklanki.
    W tych chwilach transcendencji wszystko takie sprawia wrazenie.

    > ja rozumiem ze jest to dosw ogromnie intensywne, wrecz
    samonarzucajace sie, a
    > le czy nie podobnie intensywne i samonarzucajace sa doswiadczenia
    ostrej psycho
    > zy paranoidalnej, glosy schizofrenikow itp pomysly lustra?

    Tak, oczywiscie. Ten stan jednak nie jest patogenny, jest jak
    blogoslawienstwo, jak antychoroba.

    > tak sobie rozmyslam, ze moze wlasnie tak - jesli osiagnelas juz o
    wiele wiecej
    > niz zaspokojenie podstawowych potrzeb, trudnosc polegac bedzie
    chyba tylko na z
    > atrzymaniu sie w pedzie za kolejnym kroliczkiem.
    ...
    > osobiscie : mysle, ze najpierw dobrze bedzie zaspokoic moja
    potrzebe samorealiz
    > acji, aby nie czuc sie opozycja dla kwitnacego cwierkajacego
    ogrodu.

    I tu sie z wilberowskim modelem zaczynaja problemy.
    Bo niby najpierw trzeba rozne rzeczy uporzadkowac, zalatwic
    wszystko po kolei i grzecznie, najpierw wnetrze, potem psyche=soma,
    potem, ja-real-bog.
    Ale tak sie nie da (Wilber zreszta pozniej raczyl to zauwazyc).
    Ciagle z przeszlosci wylaza jakies sprawy niezalatwione, jakies
    otchlanie, demony, znaczace sny i wolajace glosy. Im dluzej bawie
    sie z ta cicha armia, tym bardziej dociera do mnie, ze to sie chyba
    nigdy nie skonczy. I to sciaga z powrotem.
    Musze konczyc te rozmyslania, bo im dluzej nad tym mysle, tym mniej
    rozumiem.
    O zesz jak rany, ale to wszystko pokomplikowane.

    >twoim zdaniem cywilizacja zachodu osiagnela to co miala osiagnac,
    wym
    > yslono juz to co bylo potrzebne/ niezbedne i pora zajac sie czyms
    innym niz wyn
    > ajdywaniem problemow i rozwiazan na nie? byc moze... ja lubie
    wymyslac badz wyn
    > ajdywac problemy.

    A ja tesknie za zyciem Amiszow. Mam dosc cholernych reklam, dosc
    pazernych deweloperow, ktorzy pstrza kajobraz mojego miasta, dosc
    wmawiania mi, ze jesli nie bede opalona w srodku zimy, wydepilowana
    od stop do szyi i szczupla jak 13tolatka, to nie bede szczesliwa.

    A na dodatek dawno juz ustalilismy z przyjaciolmi, ze ucieczka od
    systemu to tez czesc systemu. Po prostu dupa blada.

    > ty taka radosna sie wydajesz, ze az trudno mi uwierzyc w
    fascynacje mrokiem i
    > wilgocia...

    To z pewnoscia ucieczkowe marzenia o powrocie do macicy :)

    > widze swiatelko nadziei...
    > o, zgaslo...

    A, to wszystko ok. Czasem okazuje sie, ze to swiatelko to
    ultraszybki pociag :)

    czul.
    --
    stereotypes are a real time-save
  • 02.04.08, 07:04
    "Bywam ptakiem, źwierzęciem, kotką abo sową, | W nocy wielką niewiastą, co mię
    śmiercią zową. | Kto mię ujźrzy w południe, to przypołudnicą, | A pod wieczór
    zaś wiedmą abo latawicą." peregrymacja dziadowska

    "na forum sprawiasz wrazenie intelignetnej,ale trzpiotki. "
    hej, no to w koncu dojrzala jestem czy trzpiotka?
    ja sie zgrywam bardzo czesto, takze w realu
    mam wesolkowaty charakter, prawdopodobnie zmieniony przez wszystkie te historie
    nie z tej ziemi
    ale rownie czesto bywam powazna, sztywna, calkiem wycofana
    albo ciumkam do kotkow na ulicach
    wychodzi na to ze nie jestem dojrzala
    tj nie zawsze Dorosly zawiaduje calym tym cyrkiem

    ---
    "Czyli tak naprawde walczysz nie z banda durniow z forum, ale ze
    starymi demonami." hmm, chyba tak. staram sie nie dac sie porwac demonom, bo z
    nimi tylko jeden sposob walki byl skuteczny.

    a ty, widze, znow widzisz jakas bande ... :)

    ---
    czytalam wiele o zlosci, gniewie, agresji. bylam i bywam ( choc na szczescie
    coraz rzadziej ) agresywna. wiem, ze to wielka sila. kiedys raczej nie tlumilam
    wlasnej agresji, zlosci. wolalam cos komus wykrzyczec prosto w twarz, czy w
    twarz dac niz trzymac to w sobie, bo juz chyba nie bylo gdzie tego zmiescic.
    teraz na szczescie nie ma wokol mnie przemocy, a i ja sporo zrozumialam, i jakos
    tam w koncu dzieki wlasnemu wysilkowi przeksztalcilam swoje otoczenie w pole
    dyskusji raczej niz walki. byc moze po prostu przekonalam sie ze istnieje
    calkiem sporo ludzi, ktorzy nie sa dla mnie smiertelnym niebezpieczenstwem, z
    ktorymi mozna negocjowac, ale... hmm, no ,nie fanka klotni nadal nie jestem.
    piszesz o tym, ze ofiara przemocy moze byc bardzo empatyczna na bol innych. ja
    mysle, ze oliwy do mojego ognia agresji dolewalo przerazenie ludzmi, ktorzy
    najwyrazniej nie mieli pojecia jak mnie boli awantura. mialam ich za cyborgi bez
    serca, a wobec tego co mowisz, wyglada ze mielismy rozne skojarzenia z agresja
    zwiazane i stad ta bezdusznosc...
    niemniej jednak te upiory spia we mnie snem lekkim i nie chce ich budzic i
    oswajac na sile.

    poza tym, ciekawe, ze czesciej spotykalam sie z twierdzeniem o tym, ze ofiary
    przemocy rowniez stosuja przemoc jako cos naturalnego, czesciej niz z
    twierdzeniem, ze maja duza, trudna do wylaczenia empatie.

    ---
    mnie wynik bilansu raczej doluje niz stawia na nogi. tobie gratuluje :)
    ---
    nie czytalam czarnoksieznika z archipelagu, nie ogladalam blow up. ogladalam za
    to idiotow, w sobote po raz kolejny po kilku latach. nadal wydaja mi sie
    swietni. chetnie zafundowalabym sobie taki trip, bardzo chetnie. kiedys
    utozsamialam sie z karen, i chyba nadal z nia sie utozsamiam, choc juz nie tak
    mocno.
    a ty?
    ---
    moze sie zdarzyc ze doswiadczymy szklanki a nie naszej intencji... jesli
    wyjdziemy poza ramy teorii ktora glosi ze szklanki nigdy nie doswiadczamy...
    mozna to wszystko ujac z drugiej strony, i tak chyba poszedl wilber, skoro
    twierdzi ze prawdziwe sa tylko zjawiska. jesli uznamy ze prawda nie istnieje
    poza doswiadczeniem, musimy ( chyba) uznac, ze wszystko czego doswiadczamy jest
    prawda. ale byloby to rownoznaczne z teza, ze nie istnieje zadna Szklanka, zadna
    Prawda, zadna Rzeczywistosc a jedynie szklanki, prawdy i rzeczywistosci.
    jesli pozostaniemy w ramach teorii gloszacej niemozliwosc poznania prawdy
    niezaposredniczonej przez przez zmysly, logike, jezu nie wiem, chemie mozgu, to
    jedyne co mozemy skonstruowac dla obrony obiektywnosci doswiadczenia
    transcendentalnego bedzie zalozenie ze istnieje jakis idealny stan rownowagi
    biochemicznej mozgu ktory czyni go zdolnym do objecia prawdy i wiernego jej odbicia.
    tyle, ze to baaardzo sliska teza - dowolna banda moglaby uzywac jej jako
    legitymacji slusznosci swego widzenia swiata, wizji prawdy.
    ja nie robie tego zlosliwie, ale "W tych chwilach transcendencji wszystko
    sprawia wrazenie prawdziwosci" ... nie moge przyjac tego jako dowodu, ni
    cholery, nijak nie przechodzi przez detektor.
    sa takie substancje, ktore po przedawkowaniu opanowuja twoj mozg BEZ RESZTY,
    tworza nowa rzeczywistosc nie pozostawiajac echa w postaci " aha, ale to mi sie
    tylko wydaje", nic z tych rzeczy. nie wiem jak tam malownicze omamy
    psychotyczne, ale chorzy chyba nie rzucaliby sie tak bardzo, gdyby mieli jakies
    watpliwosci ze im sie tylko wydaje ze cos tam...
    ale my im nie wierzymy!
    byc moze w doswiadczeniu mistycznym doswiadcza sie obiektywnej rzeczywistosci
    wbrew wszelkim niemozliwosciom technicznym i logicznym. byc moze, ale tylko
    tyle. jesli zechcesz twierdzic, ze na pewno, twoja wola, ale ja nazwe to wiara,
    domniemaniem, niczym wiecej.
    ---
    "Im dluzej bawie
    sie z ta cicha armia, tym bardziej dociera do mnie, ze to sie chyba
    nigdy nie skonczy. I to sciaga z powrotem."
    a mowilam : lobotomia...
    nie umiem nic poradzic tutaj, nielot nie nauczy cie latac, moze pocieszy cie
    wstretny argument ze jest masa ludzi marzacych o osiagnieciu twojego pulapu?
    spotkalam dzis znajomego zula polskiego. mily facet. stwierdzil ze mam super
    zycie bo mam dom i prace i nie mam wielkich niegojacych sie ran na reku, na
    ktore nic nie dziala.
    orzezwilo mnie nieco to spotkanie...
    ---
    "A ja tesknie za zyciem Amiszow"
    no, nareszcie i ja moge zapytac: a czytalas ... :)))
    czytalas 29.99 beigbedera ? polecam, choc dawno to czytalam wiec obecnie
    moglabym nieco inaczej ocenic
    u amiszow moglabys wpasc w inne pulapki
    taka banda amiszy, ordnung, kolejna " jedyna"recepta na bycie szczesliwym

    "ucieczka od
    systemu to tez czesc systemu.' tak, w kolejny system, ktory jest fajny poki
    jestes jego tworca, a potem juz tylko zaczynasz zauwazac ze zdumieniem jak
    stajesz sie jego niewolnikiem. mile zlego poczatki ;)

    pozdrawiam !!!

  • 03.04.08, 01:51
    szarylemur napisała:

    > peregrymacja dziadowska

    Bardzo ladne, dziekuje. Nie wiem, co to jest peregrynacja, ale
    sobie sprawdze.

    > hej, no to w koncu dojrzala jestem czy trzpiotka?
    > ja sie zgrywam bardzo czesto, takze w realu
    > mam wesolkowaty charakter, prawdopodobnie zmieniony przez
    wszystkie te historie
    > nie z tej ziemi
    > ale rownie czesto bywam powazna, sztywna, calkiem wycofana
    > albo ciumkam do kotkow na ulicach

    Zauwazylam, ze koty - skadkolwiek by byly - rozumieja po polsku.
    A dojrzalosc sie z trzpiotowatoscia nie kloci. Swoboda jest z
    dojrzaloscia mocno zwiazana.

    > hmm, chyba tak. staram sie nie dac sie porwac demonom, bo z
    > nimi tylko jeden sposob walki byl skuteczny.

    W sprawach z przeszlosci zlosc, pogarda, pragnienie odwetu i tego
    typu uczucia czesto przykrywaja smutek, pragnienie akceptacji, zal,
    osamotnienie. To tak, jakby dzieci (w wieku, w ktorym doswiadczalo
    sie zbyt mocnych dla dzieci uczuc, np strachu przed rodzicem) byly
    zamkniete w podziemnych celach. Kazde z tych dzieci to jakas emocja
    z tej drugiej grupy, a zamki to emocja z tej pierwszej. Tak o tym
    mysle.

    > kiedys raczej nie tlumilam
    > wlasnej agresji, zlosci. wolalam cos komus wykrzyczec prosto w
    twarz, czy w
    > twarz dac niz trzymac to w sobie, bo juz chyba nie bylo gdzie
    tego zmiescic.
    > teraz na szczescie nie ma wokol mnie przemocy, a i ja sporo
    zrozumialam, i jako
    > s
    > tam w koncu dzieki wlasnemu wysilkowi przeksztalcilam swoje
    otoczenie w pole
    > dyskusji raczej niz walki.

    Imo emocje to energie.
    Jesli sie nie moglo wypuscic takiej poteznej, ponad sily energii
    wtedy, kiedy powstala, i jesli to sie powtarzalo, to to w czlowieku
    siedzi zaraz pod skora, dlatego latwo wylazi. Tak jakby polknac
    klab wezy, ktore jak tylko widza jakies male zadrapanie, chca sie
    przez nie wydostac. Obrzydliwa metafora, sorry, ale nie chce mi sie
    to skojarzyc estetyczniej.

    > mysle, ze oliwy do mojego ognia agresji dolewalo przerazenie
    ludzmi, ktorzy
    > najwyrazniej nie mieli pojecia jak mnie boli awantura.

    Empatia w takiej sytuacji bierze sie stad, ze kiedy narusza sie
    czyjes granice ofiara musi nauczyc sie rozpoznawac emocje
    otoczenia, zeby wiedziec, kiedy ma oczekiwac ataku. To strategia
    przetrwania. A dziecko nie potrafi oddzielic swoich uczuc od uczuc
    innych. Stad tak nabyta empatia jest automatyczna i polega na
    przejmowaniu cudzych emocji.

    No i - czy sie chce, czy nie, jesli agresor byl postacia znaczaca,
    bardzo czesto sie go integruje. I on co jakis czas wylazi i
    traktuje innych tak, jak sie samemu bylo traktowanym. To - (dzis
    mam wieczor metafor) jak ukaszenie wampira. Zaraza moze nie checia,
    ale zdolnoscia do kasania.

    > niemniej jednak te upiory spia we mnie snem lekkim i nie chce ich
    budzic i
    > oswajac na sile.

    I bardzo slusznie.
    Wierze, ze ludzie maja w sobie taka jakas czesc madrzejsza od
    siebie. Jesli i kiedy ona uzna, ze jestes wystarczajaco silna i
    gotowa, to pchnie cie w kierunku zmian. W takim tempie, w jakim to
    bedzie dla ciebie najlepsze.

    > poza tym, ciekawe, ze czesciej spotykalam sie z twierdzeniem o
    tym, ze ofiary
    > przemocy rowniez stosuja przemoc jako cos naturalnego, czesciej
    niz z
    > twierdzeniem, ze maja duza, trudna do wylaczenia empatie.

    Ja tego dokladnie nie rozgryzlam, mam wrazenie.
    Mysle jednak, ze jesli naruszenia granic dokonywaly na dziecku
    osoby znaczace (rodzice, opiekunowie, bliscy), to takie zachowanie
    bylych ofiar wzgledem np. wlasnych dzieci byloby wyrazem milosci i
    szacunku do tychze rodzicow-agresorow.
    Bo przyznanie, ze od wlasnych rodzicow doznalo sie zla czy braku
    milosci jest czesto ponad sily.

    > mnie wynik bilansu raczej doluje niz stawia na nogi. tobie
    gratuluje :)

    On niekoniecznie musi byc dobrze zrobiony, ten twoj bilans. Hint:
    porownuj siebie do siebie, nie siebie do innych.

    > nie czytalam czarnoksieznika z archipelagu, nie ogladalam blow
    up.

    Czarnoksieznik jest w sieci jako ebook, ale po angielsku.
    Blow up mozna wypozyczyc w mniej komercyjnych wypozyczalniach,
    pewnie u ciebie tez. Wspominam i powoluje sie na takie rzeczy, bo
    one mi sie wbudowaly w system.

    ogladalam za
    > to idiotow, w sobote po raz kolejny po kilku latach. nadal wydaja
    mi sie
    > swietni. chetnie zafundowalabym sobie taki trip, bardzo chetnie.

    Ja to nie wiem, chyba utozsamiam tym gosciem na A, co sie w koncu
    wypisal.
    I czasem robie takie rzeczy na ulicy - no, nie az takie, takie
    wymiaru moze 1/8 tego, co robili na poczatku. Z jednej strony
    troche mnie to kosztuje, z drugiej - to niesamowicie uwalnia. Dla
    mnie to jest walka ze wstydem. Emily Watson, ta ktora Trier meczyl
    w 'Przelamujac fale' powiedziala kiedys o swojej roli 'im
    bezpieczniej sie czujesz, tym bardziej mozesz zaszalec'.

    [szklanka i prawda]
    > tyle, ze to baaardzo sliska teza - dowolna banda moglaby uzywac
    jej jako
    > legitymacji slusznosci swego widzenia swiata, wizji prawdy.
    > ja nie robie tego zlosliwie, ale "W tych chwilach transcendencji
    wszystko
    > sprawia wrazenie prawdziwosci" ... nie moge przyjac tego jako
    dowodu, ni
    > cholery, nijak nie przechodzi przez detektor.

    Bo to nie jest dowod. To jest wlasnie wiara, nie wiedza. Pisalam o
    tych mrowkach - to jest prawda z naszej mrowczej perspektywy, tak
    jak to mozemy objac naszymi prymitywnymi aparatami do pojmowania,
    amen.

    > a mowilam : lobotomia...
    > nie umiem nic poradzic tutaj, nielot nie nauczy cie latac, moze
    pocieszy cie
    > wstretny argument ze jest masa ludzi marzacych o osiagnieciu
    twojego pulapu?

    Kiedy ja lubie babranie sie we wlasnych flakach. Gdybym mogla
    poprosic o bilet do dowolnego miejsca, poprosilabym o taki wglab
    siebie. A co do pulapu - mialam po prostu duzo szczescia w swoim
    nieszczesciu.

    > no, nareszcie i ja moge zapytac: a czytalas ... :)))
    > czytalas 29.99 beigbedera ?

    Nie!

    > u amiszow moglabys wpasc w inne pulapki

    Oczywiscie ze tak, pewnie bym nie zniosla paru dni nawet. Hoduje
    jednak marzenia o zyciu bez komorki, za to z pomidorami z wlasnej
    grzadki. Chociaz wiem, ze bez mojej ulubionej rozrywki, czyli
    coffe&cake&gazetka w ktorejs z kawiarni nie przezylabym dwoch
    tygodni.

    czul.

    --
    stereotypes are a real time-sav
  • 03.04.08, 04:23
    "W sprawach z przeszlosci zlosc, pogarda, pragnienie odwetu i tego
    typu uczucia czesto przykrywaja smutek, pragnienie akceptacji, zal,
    osamotnienie. " u mnie nie przykrywaja raczej, takie mam wrazenie, ze wspolistnieja i zawsze wspolistnialy. ale wiem tez ze pragnienie akceptacji np zaspokojone nie bedzie, albo inaczej - mialoby za wysoka cene. te uczucia sa i beda, mimo zrozumienia bla bla bla bla,
    pozostaly i odzywaja w snach lub sytuacjach schematycznych jako przeniesione.
    moja sytuacja byla dosc specyficzna, jak sadze. oczywiscie, jako male dziecko walczyc z ojcem nie moglam, ale pozniej to wlasnie ja z nim walczylam wrecz w obronie mojej matki. reagowalam na niego jak dziki wsciekly pies, nie trzymalam nic w sobie, nawet nie przyszloby mi do glowy byc posluszna, hamowac sie. pewnie dlatego, ze on MNIE nie bil, wiec w zasadzie bardziej go nienawidzilam niz sie balam jego fizycznej sily
    ale z tym zadrapaniem i wezami masz racje. jest we mnie jeszcze duzo ciemnej iskrzacej energii, zeby jadowe mi wylaza przy co bardziej sarkastycznych wicach. jestem gotowa zabijac, kiedy tylko wyda mi sie, ze ktos usiluje mnie skrzywdzic. ale juz nie tak odruchowo jak kiedys.
    kiedys mialam w sobie dzika bestie trzymana w klatce. potem lubilam ja wypuszczac, rozkoszowac sie taka ciemna sila, podniecalo mnie, dawalo duzego kopa rejestrowanie zdumienia i czesto przerazenia w oczach innych. a potem byl moralniak. wielki rozdzwiek miedzy " mna" a moim cieniem...
    teraz jestem starsza i przekonalam sie, ze nie warto glodzic dzikich zwierzat ani przetrzymywac ich w klatkach, jak i ze inni tez moga takie zwierzeta miec, jeszcze bardziej drapiezne i wyglodniale niz moje.
    tego chcialam jako nastolatka - oswoic swoja pantere/ dobermana na tyle, zeby nie bac sie spacerowac z nia/nim bez smyczy.
    chyba sie udalo, choc , no oj, odgryzl nozke?! ... czasem nie.
    ja lubie swoje agresywne zwierze, czuje sie z nim bezpieczniejsza, ciesze sie ze na ogol mnie slucha i nie musze trzymac go w klatce.
    lubie je za to, ze juz nie przypomina bestii siedzacej w moim ojcu. takiej bestii nie moglam zaakceptowac w sobie.
    ---
    "Bo przyznanie, ze od wlasnych rodzicow doznalo sie zla czy braku
    milosci jest czesto ponad sily."
    tak, znam przynajmniej jedna osobe ktora ma takich " cudownych rodzicow", ktorych ja cudownymi nie nazwalabym za zadne skarby.
    i wiele takich, ktore co prawda niby wiedza ze rodzice stoja troche na przekor z' polityczna poprawnoscia', ale wysmieja raczej polityczna poprawnosc niz zaneguja postepowanie rodzicow.
    mysle, ze takim ludziom mozna pomoc tylko jesli oni sami tego chca. otwieranie komus oczu na sile jest ryzykownym - z egoistycznego punktu widzenia - pomyslem.

    ===
    "ten twoj bilans. Hint:
    porownuj siebie do siebie, nie siebie do innych."

    bardzo przydatna dla mnie rada!!! dziekuje :)))

    ---
    blow up gotowy bedzie za kilka godzin ;)
    ---
    mi sie w system wbudowal caly zastep wielkich filozofow albo raczej refleksja nad sprzecznoscia tresci przez nich gloszonych. takze henry miller. jakos nikt wiecej, oprocz tych poznanych na zywo ludzi, mi sie teraz nie przypomina.
    no, pi , oczywiscie takze, jestem niemal pewna ze ogladalas...
    ===
    utozsamiasz sie z andersem , tym od "dzieciecego dania", zony i kochanki?
    dlaczego?

    " I czasem robie takie rzeczy na ulicy - no, nie az takie, takie
    wymiaru moze 1/8 tego, co robili na poczatku". tj co na przyklad? ciekawi mnie to

    pewna panna z pracy powiedziala ze jestem jak dziecko, nie nakladam maski na twarz.
    z jednej strony bardzo sie mylila, i nie mam zamiaru wyprowadzac jej z bledu, z drugiej cos w tym jest, ze mimo usilowan delikatnosci, dyplomacji nie powiem ze podoba mi sie cos co mi sie nie podoba, i zachwyce sie czyms bez ogladania sie na to czy innych to zachwyca czy nie. kiedys UWIELBIALAM tez " rozwalac innych puzzle mniemania o mnie", szokowac z mina malej dziewczynki. to znow tez rozdzwiek miedzy mna we wladzy rodzica - despoty a zbuntowanym dzieckiem.

    jako ze ja tez - jak z rosnaca bezradnoscia zauwazyla kiedys moja psycholog - traktuje siebie jak eksperyment, a juz na pewno kiedys, przed wiekami, bezkompromisowo tak siebie traktowalam. godnosc, normalnosc, kompromis nie byly dla mnie wartosciami nadrzednymi, ze tak powiem.
    zreszta nadal, gdy ide niedziela glowna ulica malego burzujskiego miasta, widze te wszystkie malzenstwa z dzieciatkami w wozkach na rodzinnym spacerze w najlepszych stosownych na niedziele strojach, gdy wszystko jest tak jak ma byc, leniwe zadowolone i osnute zapachem ciezkiego familijnego obiadu, CIERPIE. wywracaja mi sie flaki. moznaby bylo powiedziec ze ten wstret to tylko przykrywka dla zazdrosci. ale ja raczej nie widze na tym obrazku siebie. dla mnie to obcy swiat, do ktorego nie tyle, ze mi sie nie spieszy, a raczej - do ktorego nalezec nie chce i nie czuje sie zdolna nalezec. choc biore pod uwage, ze ci usmiechnieci ludzie usmiechaja sie szczerze, ze IM jest naprawde dobrze.

    ---
    szklanka
    no, okej, nie ma dowodu, nie ma wiedzy jest przekonanie i/ lub wiara.
    ale w takim tez razie nie ma podstaw do niczego wiecej niz do krzewienia wiary, prezentowania przekonan jak rowny z rownym z tzw " banda solaris " i kimkolwiek innym. "moja prawda to tylko propozycja, ja osobiscie i wielu mi podobnych jestem do niej gleboko przekonana"
    propozycja mniej drastyczna i chyba ' mniej nieodwracalna" niz lobotomia ;)
    ---
    "kiedy ja lubie babranie sie we wlasnych flakach. Gdybym mogla
    poprosic o bilet do dowolnego miejsca, poprosilabym o taki wglab
    siebie. "
    interesujace zagadnienie. ja nie wiem dokad bym chciala, wiem ze zalezaloby mi na bilecie powrotnym ;)
    hmm, chcialabym w to doswiadczenie mistyczne!!!
    ---
    "Hoduje jednak marzenia o zyciu bez komorki, za to z pomidorami z wlasnej
    grzadki. Chociaz wiem, ze bez mojej ulubionej rozrywki, czyli
    coffe&cake&gazetka w ktorejs z kawiarni nie przezylabym dwoch
    tygodni."

    przezylabys na pewno!
    moze warto sprobowac? jest tyle wspolnot alternatywnych, a nawet wlasna mozna zalozyc.
    slyszalas o festiwalu ( ? ) rainbow?


    pozdrawiam :)

    --
    ...linoskoczek jest prometeuszem...
  • 03.04.08, 23:59
    szarylemur napisała:

    > u mnie nie przykrywaja raczej, takie mam wrazenie, ze wspolistn
    > ieja i zawsze wspolistnialy. ale wiem tez ze pragnienie
    akceptacji np zaspokojo
    > ne nie bedzie, albo inaczej - mialoby za wysoka cene.

    Na terapii robilismy takie fikumiku, ze te wszystkie deficyty
    zaspokajalam sobie sama - dojrzala i dorosla czesc mnie glaskala po
    glowie te czesc mnie, ktora ciagle przezywala dramat.

    > moja sytuacja byla dosc specyficzna, jak sadze. oczywiscie, jako
    male dziecko w
    > alczyc z ojcem nie moglam, ale pozniej to wlasnie ja z nim
    walczylam wrecz w ob
    > ronie mojej matki. reagowalam na niego jak dziki wsciekly pies,
    nie trzymalam n
    > ic w sobie, nawet nie przyszloby mi do glowy byc posluszna,
    hamowac sie. pewnie
    > dlatego, ze on MNIE nie bil, wiec w zasadzie bardziej go
    nienawidzilam niz si
    > e balam jego fizycznej sily

    Wchodzilas kiedy na strone niebieskiej linii?
    Tam jest duzo o przemocy.
    www.niebieskalinia.pl/index.php?w=1280.

    > jestem gotowa zabijac, kiedy tylko wyda mi sie, ze ktos usiluje
    mnie skrzywdzic
    > . ale juz nie tak odruchowo jak kiedys.

    Duzo czytalam na temat takich emocjonalnych zlogow. One czesto
    zalegaja w ciele i nieprzepracowane wylaza w formie jakiejs choroby.

    > kiedys mialam w sobie dzika bestie trzymana w klatce. potem
    lubilam ja wypuszc
    > zac, rozkoszowac sie taka ciemna sila, podniecalo mnie, dawalo
    duzego kopa

    No tak, to jest calkiem normalne - ofiara albo bezradny swiadek
    przemocy dosiada tej sily z gorliwoscia neofity, zeby nareszcie moc
    pobyc po tej drugiej stronie. To milo, ze sie w tym etapie nie
    zafiksowalas.

    > teraz jestem starsza i przekonalam sie, ze nie warto glodzic
    dzikich zwierzat a
    > ni przetrzymywac ich w klatkach, jak i ze inni tez moga takie
    zwierzeta miec, j
    > eszcze bardziej drapiezne i wyglodniale niz moje.

    Intensywne doswiadczenia terapeutyczne daly mi min swiadomosc, ze
    kazdy ma za soba jakis koszmarny dramat. To zmienia troche
    perspektywe.

    > ja lubie swoje agresywne zwierze, czuje sie z nim
    bezpieczniejsza, ciesze sie z
    > e na ogol mnie slucha i nie musze trzymac go w klatce.
    > lubie je za to, ze juz nie przypomina bestii siedzacej w moim
    ojcu. takiej best
    > ii nie moglam zaakceptowac w sobie.

    Bo to jest wielka sila, bez ktorej ludzie sa kalecy. Zlosc jest
    olbrzymim akumulatorem, ktorego energie mozna wykorzystac w roznych
    fajnych celach.

    > mysle, ze takim ludziom mozna pomoc tylko jesli oni sami tego
    chca. otwieranie
    > komus oczu na sile jest ryzykownym - z egoistycznego punktu
    widzenia - pomyslem

    No jasne.
    Zreszta, nie sadze, zeby oni to skapowali. Takie rzeczy rozumie sie
    _naprawde_ tylko wtedy, kiedy je mozna zrozumiec. Zadne zbawianie
    na sile nie wchodzi w gre.

    > blow up gotowy bedzie za kilka godzin ;)

    A to zazdroszcze, ze bedziesz mogla go obejrzec po raz pierwszy. Ja
    go widzialam cztery razy jako nastolatka i mam go w swoim hardware.

    > no, pi , oczywiscie takze, jestem niemal pewna ze ogladalas...

    Ogladalam, ale jakos nie tenten.

    > utozsamiasz sie z andersem , tym od "dzieciecego dania", zony i
    kochanki?
    > dlaczego?

    Az sprawdzilam, jak on mial na imie - Axel.
    Pewnie chodzi o to, ze mam uraz do grup. Predzej czy pozniej
    odwracam sie na piecie i wychodze.

    > " I czasem robie takie rzeczy na ulicy - no, nie az takie, takie
    > wymiaru moze 1/8 tego, co robili na poczatku". tj co na przyklad?
    ciekawi mnie
    > to

    Nic takiego szczegolnego, idiotow w wersji skromnej, ale na ogol
    bez czynnego angazowania w to osob trzecich. Osoby drugie czesto
    sie za mnie wstydza i prosza, zebym tego juz wiecej nie robila, tym
    razem naprawde. Jedna mam tylko przyjaciolke, ktora w to ochoczo
    wchodzi, ale nie w klimacie psychodramy, ale wyglupu raczej.

    > z jednej strony bardzo sie mylila, i nie mam zamiaru wyprowadzac
    jej z bledu, z
    > drugiej cos w tym jest, ze mimo usilowan delikatnosci, dyplomacji
    nie powiem z
    > e podoba mi sie cos co mi sie nie podoba, i zachwyce sie czyms
    bez ogladania si
    > e na to czy innych to zachwyca czy nie.

    A to fajne chyba jest, co?

    > jako ze ja tez - jak z rosnaca bezradnoscia zauwazyla kiedys moja
    psycholog - t
    > raktuje siebie jak eksperyment, a juz na pewno kiedys, przed
    wiekami, bezkompro
    > misowo tak siebie traktowalam. godnosc, normalnosc, kompromis nie
    byly dla mnie
    > wartosciami nadrzednymi, ze tak powiem.

    Ale to sa jakies etapy. Terapeutce to sie nie musi podobac.

    > zreszta nadal, gdy ide niedziela glowna ulica malego burzujskiego
    miasta, widze
    > te wszystkie malzenstwa z dzieciatkami w wozkach na rodzinnym
    spacerze w najle
    > pszych stosownych na niedziele strojach, gdy wszystko jest tak
    jak ma byc, leni
    > we zadowolone i osnute zapachem ciezkiego familijnego obiadu,
    CIERPIE. wywracaj
    > a mi sie flaki. moznaby bylo powiedziec ze ten wstret to tylko
    przykrywka dla z
    > azdrosci. ale ja raczej nie widze na tym obrazku siebie. dla mnie
    to obcy swi
    > at, do ktorego nie tyle, ze mi sie nie spieszy, a raczej - do
    ktorego nalezec n
    > ie chce i nie czuje sie zdolna nalezec.

    Tez tak troche mialam.
    To znaczy - dzieci mnie draznily. Nie jakos bardzo, ale nie
    potrafilam ani zaciulkac z zachwytem nad wozkiem, ani jakos
    normalnie sie pobawic z nimi. Wiele - o sobie - nauczylam sie,
    pracujac jako niania. Zeby nawiazac kontakt z dzieckiem, trzeba
    nawiazac kontakt z Dzieckiem, nie ma innej drogi.
    A reszte dokonczylam podczas bardzo intensywnej (i kosmicznie
    dziwnej) pracy na warsztatach. Jak reka odjal obojetnosc wobec
    dzieci minela. Co prawda nadal nie cmoktam z zachwytem, jak tylko
    zobacze niemowle, ale mam do maluchow cieply, akceptujacy stosunek.

    > no, okej, nie ma dowodu, nie ma wiedzy jest przekonanie i/ lub
    wiara.
    > ale w takim tez razie nie ma podstaw do niczego wiecej niz do
    krzewienia wiary,
    > prezentowania przekonan jak rowny z rownym z tzw " banda
    solaris " i kimkolwie
    > k innym. "moja prawda to tylko propozycja, ja osobiscie i wielu
    mi podobnych j
    > estem do niej gleboko przekonana"
    > propozycja mniej drastyczna i chyba ' mniej nieodwracalna" niz
    lobotomia ;)

    Tak, ale tu sie konczy rozmowa. O wierze nie ma sensu dyskutowac.

    > interesujace zagadnienie. ja nie wiem dokad bym chciala, wiem ze
    zalezaloby mi
    > na bilecie powrotnym ;)

    Czasem sie bawie mysla, ze wglebi siebie to ja wlasnie teraz jestem.

    > hmm, chcialabym w to doswiadczenie mistyczne!!!

    Wilber w przed przed ostatniej chyba swojej ksiazce opisuje, ze
    jest w tym takim stanie kilka-kilkanascie godzin na dobe. Wiec
    mozna. Znalam tez kilka nawiedzonych ciotek w stylu niektorych z
    tego forum, ktore z przejeciem opowiadaly o swoich tripach i
    budowaly im cos w rodzaju kapliczek, opowiadajac przy byle okazji o
    swojej za nimi tesknocie.
    Jakbys kiedys zawadzila o Wawe, to normalnie ci skseruje tego Wu i
    podrzuce, co?

    > przezylabys na pewno!
    > moze warto sprobowac? jest tyle wspolnot alternatywnych, a nawet
    wlasna mozna
    > zalozyc.

    Jak mnie tak calkiem skreca, jedziemy z moim ultramiejskim
    chlopakiem na dzika wies na koncu swiata, gdzie zyje sie
    prymitywnie, biednie i cudownie. Zadnego telewizora, prasa i
    internet o 12 kiloskow dalej, chleb dowoza co drugi dzien, wlasne
    maliny i jajka od sasiadow, jak burza to nie ma pradu itd. Tydzien
    to maksimum, jakie i ja, i on mozemy wytrzymac. A zima to bysmy tam
    chyba wyli caly dzien na ganeczku.

    > slyszalas o festiwalu ( ? ) rainbow?

    O matko. Najbardziej nawiedzona z moich przyjaciolek (dredy i
    sklonnosci do etnicznych instrumentow) jezdzila na 'rejnboł, zeby
    poznac fa
  • 04.04.08, 01:29
    fakt, anders to byl kto inny.
    mysle jednak ze niezle sie wykpilas porownaniem axela do tego, co odchodzi, bo wczesniej czy pozniej ma dosc kazdej grupy ;)
    dla mnie axel to ten co nawet nie sprobowal naruszyc swojego mieszczanskiego bezpieczenstwa.
    chociaz, fakt wszyscy oni mieli problem z byciem idiota naprawde, z zaryzykowaniem ustalonej pozycji spolecznej. nie mowie , ze ja bym nie miala ... :)

    mysle, ze nawet bez tego historia byla niezle wybuchowa i niezapomniana
    ---
    dla mnie " pi " jest swietne, moje. widzialam to moze ze dwa razy i nie mam ochoty widziec wiecej jak na razie, ale to bylo to.
    obsesja zbawczej prawdy...
    ---
    "Nic takiego szczegolnego, idiotow w wersji skromnej, ale na ogol
    bez czynnego angazowania w to osob trzecich. Osoby drugie czesto
    sie za mnie wstydza i prosza, zebym tego juz wiecej nie robila, tym
    razem naprawde. Jedna mam tylko przyjaciolke, ktora w to ochoczo
    wchodzi, ale nie w klimacie psychodramy, ale wyglupu raczej."

    spotkalam takiego 'idiote", co to potrafil podejsc do czlowieka jedzacego obiad w ogrodku wykwintnej restauracji, wlozyc brudny paluch do talerza zupy i z szerokim usmiechem rzucic zszokowanemu typowi mlaskajac :" hmm, no no, naprawde dobre" ja niby przepraszalam panstwa za zachowanie kolegi i odciagalam go od stolika, ale w duchu wylam ze smiechu w ekstazie. dlaczego on to robil? hmm, chyba lubil przekraczac granice, bawilo go to.
    po pewnym czasie i mi zdarzalo sie pozwolic sobie na cos "wysoce niestosownego", dziwnego, idiotycznego. ciesze sie z tego jak cholera :)
    ---
    terapeutce nie podobalo sie glownie to, ze zaczelam traktowac terapie jak wysypisko smieci, odciazajaca spowiedz, cos w tym stylu.
    tj, zamiast pracowac na zmiane w sobie, na wyprostowanie sciezek, szlam coraz dalej i dalej, a jej plakalam jak to mi zle. ale i to doswiadczenie sobie
    chwale. mysle, ze na tamtym etapie na nic innego nie bylo mnie stac. choc oczywiscie mozliwe, ze popelnilam wielki blad porzucajac terapie zamiast kretych sciezek.
    spotkalam sie z opinia, iz platna terapia/ droga terapia mocniej dopinguje do zmiany. ale terapia moze byc chyba nadzorowana podroza w glab siebie, i jako taka nie powinna byc dostepna tylko dla bogatych, nie?
    ---
    loj, nie chodzi o te dzieci tylko, choc przyznam ze mnie mecza bardzo i bardzo malo interesuja, lubie chyba tylko te spokojne, dziwne dzieci ( pewnie z takim sie utozsamiam). chodzi o klimat mieszczanskiej niedzieli. tego nie trawie. poklepywania sie bo napasionym brzuchu przy amerykanskim filmie familijnym. swiata w ktorym wazne jest aby dobrze zaprezentowac swoja pozycje spoleczna sasiadom. tego kurzego swiata nie kocham. moze nie rozumiem, moze jest dla mnie zbyt obcy.
    ---
    "Tak, ale tu sie konczy rozmowa. O wierze nie ma sensu dyskutowac."
    ale o przekonaniach dyskutowac jest sens, jak najbardziej. tylko bez tej calej zacieklosci z jaka walczy sie o prawde.
    ---
    "Znalam tez kilka nawiedzonych ciotek w stylu niektorych z
    tego forum, ktore z przejeciem opowiadaly o swoich tripach i
    budowaly im cos w rodzaju kapliczek, opowiadajac przy byle okazji o
    swojej za nimi tesknocie."
    to ich swiat, to ich ideal, one w to wierza, wierza ze innym tez byloby w tym stanie dobrze. ja potrafie sie tak rozgaworzyc o zyciu kotow spod bloku i wdzieczna jestem, ze sa tacy co pozwalaja mi snuc opowiesc. i nie tylko o kotach. snuje tez swoje tezy, swoje przekonania udowadniac chce co i rusz. i o sobie uwielbiam nawijac,co na pewno nie uszlo twojej uwadze...
    fajnie miec kogos kogo twoja baja wciaga, kto zyja taka sama lub chocby podobna baja, to wzmacnia poczucie prawdziwosci bai. a jak juz ma sie jakas bande, fajnie spotkac inna bande, by w toku wymiany pogladow, gimnastykowac umysl jak sredniowieczny zakon marii.
    ---
    "Tydzien to maksimum, jakie i ja, i on mozemy wytrzymac." a co sie dzieje po tygodniu?
    ---
    dawaj opowiesc o nawiedzonej dredatej z rejnbol, please !!!
    czy rzeczy, ktorych nie doswiadczylas osobiscie, postrzegasz przez pryzmat sympatii/ antypatii wobec osob, ktore ci o nich opowiadaja?
    anyway, dawaj opowiesc dredatej, zeby juz ostrze...

    pozdrawiam :)

    --
    aniołem jestem złym, szatanem z aureolą
  • 05.04.08, 02:16
    szarylemur napisała:

    > mysle jednak ze niezle sie wykpilas porownaniem axela do tego, co
    odchodzi, bo
    > wczesniej czy pozniej ma dosc kazdej grupy ;)
    > dla mnie axel to ten co nawet nie sprobowal naruszyc swojego
    mieszczanskiego be
    > zpieczenstwa.

    A dla mnie kims, kto mial odwage grupie powiedziec, zeby sie
    walili. Kims, kto uznal, ze jest mieszczanski, w odroznieniu od
    tych wszystkich takich odwaznych i przeoffowych ludzi.

    > chociaz, fakt wszyscy oni mieli problem z byciem idiota naprawde,
    z zaryzykowan
    > iem ustalonej pozycji spolecznej. nie mowie , ze ja bym nie
    miala ... :)

    Mi sie idioci z jakiejs tam strony wydawali banda hipokrytow.
    To nie byla droga bez powrotu. Moze z klopotami, ale mogli sie
    otrzepac i wrocic do przyzwoitego, mieszczanskiego zycia. Imo to
    nie bylo doswiadczenie totalne, jak z tego twojego klipu.

    > dla mnie " pi " jest swietne, moje. widzialam to moze ze dwa razy
    i nie mam och
    > oty widziec wiecej jak na razie, ale to bylo to.
    > obsesja zbawczej prawdy...

    He he.
    Kiedy ja bylam w twoim wieku, tez tak mialam. Obecnie zadowalam sie
    wiara i nie jest to takie zle.

    > ja niby przepraszalam panstwa za zachowanie kolegi i odciagalam
    go od sto
    > lika, ale w duchu wylam ze smiechu w ekstazie. dlaczego on to
    robil? hmm, chyba
    > lubil przekraczac granice, bawilo go to.
    > po pewnym czasie i mi zdarzalo sie pozwolic sobie na cos "wysoce
    niestosownego"
    > , dziwnego, idiotycznego. ciesze sie z tego jak cholera :)

    Moze mala smialosc moich wyglupow wynika z tego, ze nie mam ochoty
    przekraczac cudzych granic. Fajnie jest poobserwowac ludzkie
    zmieszanie, kiedy im sie wydaje, ze kolo nich siedzi wariatka, ale
    niefajnie jest miec cudzy kciuk w ulubionej zupie. Byc moze mnie to
    ogranicza, ale nie uwazam, ze powinnam to zmieniac na razie.
    Moze na starosc nabiore ochoty.

    > tj, zamiast pracowac na zmiane w sobie, na wyprostowanie sciezek,
    szlam coraz d
    > alej i dalej, a jej plakalam jak to mi zle. ale i to
    doswiadczenie sobie
    > chwale. mysle, ze na tamtym etapie na nic innego nie bylo mnie
    stac.

    I bardzo dobrze uwazasz. Zly to terapeuta, ktory pogania klienta
    albo cos w tym stylu.

    choc oczy
    > wiscie mozliwe, ze popelnilam wielki blad porzucajac terapie
    zamiast kretych sc
    > iezek.

    Terapia ma to do siebie, ze zawsze mozna do niej wrocic.

    > spotkalam sie z opinia, iz platna terapia/ droga terapia mocniej
    dopinguje do z
    > miany. ale terapia moze byc chyba nadzorowana podroza w glab
    siebie, i jako tak
    > a nie powinna byc dostepna tylko dla bogatych, nie?

    Mysle, ze terapia powinna byc platna, niekoniecznie duzo, ale w
    ogole - tak. To wyrownuje stosunki i przypomina o handlowosci
    ukladu, co imo jest bardzo zdrowe.

    > loj, nie chodzi o te dzieci tylko, choc przyznam ze mnie mecza
    bardzo i bardzo
    > malo interesuja, lubie chyba tylko te spokojne, dziwne dzieci (
    pewnie z takim
    > sie utozsamiam). chodzi o klimat mieszczanskiej niedzieli. tego
    nie trawie. pok
    > lepywania sie bo napasionym brzuchu przy amerykanskim filmie
    familijnym. swiata
    > w ktorym wazne jest aby dobrze zaprezentowac swoja pozycje
    spoleczna sasiadom.
    > tego kurzego swiata nie kocham. moze nie rozumiem, moze jest dla
    mnie zbyt obc
    > y.

    Wiem, z tymi dziecmi to jest przyklad tylko, ze wszystko moze sie
    zmienic, i to niespodziewanie (bo moj obecny stosunek do dzieci to
    nie byla sprawa, ktora przepracowywalam, tylko pojawil sie jako
    skutek uboczny). Trzask prask i bedziesz sie z zyczliwym usmiechem
    przygladac tym okraglym panom i ich rozowym malzonkom, z werwa
    opowiadajacym im ostatni odcinek serialu, ktory przegapili.

    Czasem mam takie dni, ze ludzie mnie normalnie zachwycaja, ale
    tylko czasem.

    > to ich swiat, to ich ideal, one w to wierza, wierza ze innym tez
    byloby w tym s
    > tanie dobrze.

    Nienie, to bylo cos innego, taka dziwna cecha, ktora ja
    nazywam 'pragnieniem bycia niezwykla', taki specyficzny rodzaj
    egzaltacji. Jak bylam na takich pol szamanskich, pol
    hellingerowskich warsztatach, to zauwazylam cicha rywalizacje
    miedzy uczestnikami, ktory bedzie mial trudniejsze ustawienie,
    ktoremu bedzie sie dziwniej dzialo. Tez sie w to wkrecilam :)
    Opowiadanie przy kazdej okazji o tym, jakie cudowne stany ma sie
    podczas medytacji, albo ze sie mialo wizje z boginia Kali, albo ze
    sie ma prorocze sny drazni mnie niebywale.

    ja potrafie sie tak rozgaworzyc o zyciu kotow spod bloku i wdziec
    > zna jestem, ze sa tacy co pozwalaja mi snuc opowiesc. i nie tylko
    o kotach. snu
    > je tez swoje tezy, swoje przekonania udowadniac chce co i rusz. i
    o sobie uwiel
    > biam nawijac,co na pewno nie uszlo twojej uwadze...
    > fajnie miec kogos kogo twoja baja wciaga, kto zyja taka sama lub
    chocby podobna
    > baja, to wzmacnia poczucie prawdziwosci bai. a jak juz ma sie
    jakas bande, faj
    > nie spotkac inna bande, by w toku wymiany pogladow, gimnastykowac
    umysl jak sre
    > dniowieczny zakon marii.

    Tak, ale to co innego. Ciebie wkreca to, co cie interesuje dla
    samego faktu zainteresowania tematem, nawiedzone specjalistki od
    proroczych snow sa imo zainteresowanie byciem 'taka inna', a sny,
    wizje i lewitacja sa dla nich srodkiem do tego wlasnie celu. To
    wyscig szczurow w wersji uduchowionej.

    > "Tydzien to maksimum, jakie i ja, i on mozemy wytrzymac." a co
    sie dzieje po ty
    > godniu?

    Po tygodniu mamy ochote pojsc do kina, do ktorejs z ulubionych
    kawiarni i nawzajem wyrzucamy sobie, zesmy znowu przyjechali w
    miejsce, w ktorym nie mozna kupic gazety do sniadania.

    > dawaj opowiesc o nawiedzonej dredatej z rejnbol, please !!!
    > czy rzeczy, ktorych nie doswiadczylas osobiscie, postrzegasz
    przez pryzmat sym
    > patii/ antypatii wobec osob, ktore ci o nich opowiadaja?
    > anyway, dawaj opowiesc dredatej, zeby juz ostrze...

    Nie, chodzi o to, ze znajac gust innych moge sie ustosunkowac
    posrednio do tego, co ich zachwyca albo nie. Np my z siostra mamy
    taki sam gust filmowy, wiec mozemy sobie filmy polecac w ciemno,
    bez czytania recenzji. A z Ewa bylo tak, ze wiedzialam, iz to, co
    ona opisywala z ekstatycznym zachwytem mi sie nie spodoba. I tak
    bylo z rejnbol. Jej opowiesc jakby wyjeta zywcem z jakiegos
    amerykanskiego dokumentu o dzieciach kwiatach skupiala sie na
    kapielach nago przy swietle ksiezyca, niezobowiazujacym seksie z
    nieznajomymi za to bez zabezpieczen w krzakach i ogolnej atmosferze
    milosci-do-wyrzygania.

    Taki byl film Percy'ego Aldona z przecudowna Marianne Szlagecostam,
    Bagdad Cafe, w ktorej zrownowazona Marianne zaprzyjaznia sie ze
    swirnieta wlascicielka podupadlego motelu i kawiarni dla tirowcow
    na pustyni, i one razem urzadzaja zycie okolicznym dziwakom i
    wyrzutkom. W pewnym momencie wszystkim zaczyna byc tak dobrze, ze
    piekna i wystepna tatuazystka pakuje swoje ekscentryczne stroje i
    wyjezdza. Ciagnac walizy i brnac w szpilkach przez piasek, cedzi z
    zalem 'za duzo tu harmonii'.
    Jesli bym pojechala na rejnboł, to po to, zeby im tam urzadzic
    idiotow mojego zycia. Hehe.

    Czulko, oby twoje sny nie okazaly sie prorocze ;)

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • 05.04.08, 04:01
    axel.
    "A dla mnie kims, kto mial odwage grupie powiedziec, zeby sie
    walili. Kims, kto uznal, ze jest mieszczanski, w odroznieniu od
    tych wszystkich takich odwaznych i przeoffowych ludzi.'
    ok, ale przeciez zostal idiota po to by pokazac wlasnie jak bardzo niemieszczanski jest...
    moim zdaniem, idiotyzmu na powaznie wybrac sie przestraszyl i tyle.
    inaczej: w trakcie eksperymentu doszedl do wniosku, ze eksperymentow juz wystarczy, kiedy zaczelu dotyczyc jego prywatnego zycia, a nie prywatnego zycia innych ludzi. kiedy zaczelo sie robic goraco, uznal, ze woli jednak inna grupe - ta wobec ktorej bunt doprowadzil go do domku idiotow.

    "Mi sie idioci z jakiejs tam strony wydawali banda hipokrytow.
    To nie byla droga bez powrotu. Moze z klopotami, ale mogli sie
    otrzepac i wrocic do przyzwoitego, mieszczanskiego zycia. Imo to
    nie bylo doswiadczenie totalne, jak z tego twojego klipu."
    hmm, stawiam zaklad ze ten facet z klipu oddalby wszystko za to, zeby jego doswiadczenie nie bylo az takie totalne, bezpowrotne.
    postawienie na szali wlasnego zycia * chocby zycia spolecznego* raczej nie jest kwestia swobodnego wyboru. w otchlanie sie nie skacze, jesli widzi sie inne wyjscie z sytuacji, raczej.

    "Kiedy ja bylam w twoim wieku, tez tak mialam." och, prosze, bez takich ;) jasne, ze trzeba w cos wierzyc, tak jest latwiej, tak jest skuteczniej. czasem jest to po prostu konieczne.
    ja na pewno tez w cos wierze, tylko jakos niekonkretne mi sie to wydaje. byc moze dla jakiegos uwaznego obserwatora z zewnatrz jestem bardzo prosta do rozszyfrowania, byc moze ktos taki potrafilby wskazac mi moja wiare...

    "Fajnie jest poobserwowac ludzkie
    zmieszanie, kiedy im sie wydaje, ze kolo nich siedzi wariatka, ale
    niefajnie jest miec cudzy kciuk w ulubionej zupie. Byc moze mnie to
    ogranicza, ale nie uwazam, ze powinnam to zmieniac na razie.
    Moze na starosc nabiore ochoty."

    wszystko jest wzgledne, ma swoje plusy i minusy. wsadzanie ludziom brudnych rak do zupy to - jak dla mnie - nic szczegolnie agresywnego, wyglup, taki maly thrill, nieszkodliwy, no ale potem ma sie ochote przekraczac coraz dalsze granice. na ogol tez, kiedy nie respektuje sie cudzych granic, pozwala sie innym przekraczac swoje wlasne az do punktu kiedy naprawde cos sie czuje, czyli stawia sie siebie i innych w dosc dramatycznych sytuacjach. ' w czerwonych szpilkach bez szpilek, ofiarowanych mi przez jakas dziwke w tgv, stanalem pod blokiem moich rodzicow, znow z niczym... kiedy uswiadomilem sobie ze bede musial spojrzec w oczy matce, rzewnie zaplakalem".
    ---
    "Trzask prask i bedziesz sie z zyczliwym usmiechem
    przygladac tym okraglym panom i ich rozowym malzonkom, z werwa
    opowiadajacym im ostatni odcinek serialu, ktory przegapili."
    ja czasem odnajduje swoja nisze w tym swiecie, kiedy poznam blizej rozowa pania czy pana, jakies tematy do rozmow znajduje, ale jako ogol stanowia cos na ksztalt obcej rasy. po co mialabym przygladac sie im z zyczliwym usmiechem? hmm, jakos sobie tego dzis nie wyobrazam. czy mozesz napisac na ten temat nieco wiecej?
    ===
    "Opowiadanie przy kazdej okazji o tym, jakie cudowne stany ma sie
    podczas medytacji, albo ze sie mialo wizje z boginia Kali, albo ze
    sie ma prorocze sny drazni mnie niebywale."
    mistyczne kolo gospodyn wiejskich, gdzie kazda chwali sie swoimi niebywale wyrosnietymi, naturalnymi ciastami?
    AMBICJA jest w chyba kazdym z nas, pragnienie bycia w czyms dobrym, najlepszym. byc najszybszym szybkobiegaczem, najcwanszym biznesmenem, byc najpiekniejsza modelka, miec najzdolniejsze cudowne dziecko, byc najmadrzejszym filozofem, najcudowniejszym cudotworca, uwodzicielem ktoremu nawet drzewo sie nie oprze, byc najswietsza swieta i najokrutniejszym tyranem. najlepiej lepic pierogi, najladniej rysowac, najwytrwalej lezec na szpilkach, przeklinac najodrynarniej, posiadac najwieksza kolejkcje najwybitniejszych dziel sztuki, byc najskromnijeszym ze skromnych.
    cokolwiek, ze tak znow stotalizuje...
    a najciekawsza jest powszechnosc z jaka zawyzamy wartosc tego w czym jestesmy dobrzy a deprecjonujemy walor tego w czym dobrzy sa inni.
    jedna z technik manipulacji perspektywa, " skuteczny power pozytywnego myslenia" ???
    mnie drazni wlasnie to przecenianie wlasnych a niedocenianie cudzych wartosci. ale jako aspirujaca obecnie do tytulu najsprawiedliwszej wsrod sprawiedliwych powiem: tak, ja tez tak miewam lub po prostu mam.

    "wyscig szczurow w wersji uduchowionej." dobre :)
    da sie ustac w tym biegu, czy mozliwa jest tylko zmiana toru, marchewki?
    a moze chodzi ci o to, ze akurat w dziedzinie duchowosci czegos takiego byc nie powinno?
    ---
    " po tygodniu..." to moze warto byloby jakos przeczekac ten narkotyczny glod cywilizacji, moze byloby to ciekawe doswiadczenie, zobaczyc, co tam jest dalej za zakretem?
    ---
    " rejnbol"
    powiem tyle: pojedz i przekonaj sie sama.
    tylko nie zapomnij dobrze sie wyekwipowac na te okazje, bo prawdziwa przymusowa asceza zabija wiare w komunistyczna utopie. aha, i psa zostaw w domu, bo " psow mialo nie byc", wiec moze pasc z glodu jesli sam sobie czegos nie upoluje. ogolnie, przygotuj sie bardzo rozwaznie na to lono dzikiej natury, jesli sen o utopii ma przetrwac. szczypta stosownej stylistyki w walizce nie zawadzi.
    poza wszystkim, bardzo ciekawe doswiadczenie...
    choc o harmonii w moim i moich znajomych wypadku nie bylo mowy. za bardzo idealistycznie, by nie powiedziec " pasozytniczo' podeszlismy do tej sprawy.
    rozbawil mnie framgment z bloga jakiegos:" Gdy podchodzisz do jednego ogniska i częstują Cię herbatą, przy drugim częstują Cię też ciapatami i tak przy każdym, które napotkasz na twoim wieczornym spacerze. Co zrobisz gdy rozpalisz swe własne ognisko? Jeśli masz otwarte serce i szybko się uczysz zrobisz herbatę ,skręcisz dżointa, zrobisz jedzenie itp. Wszystko po to by ugościć każdego kto do Ciebie zawita. Tak nauczyłeś się gościnności i teraz czujesz jakie to wspaniałe." positi.blogspot.com/2007/08/rainbow-festiwal_24.html
    zaiste, wspaniale. jak widza ze nic nie masz, krag zyczliwych sie znacznie zaweza, takze na rainbow :)))
    "Jesli bym pojechala na rejnboł, to po to, zeby im tam urzadzic
    idiotow mojego zycia. Hehe."
    sporo tam takich idiotow, ale mysle ze - wbrew pozorom - z szokowaniem nie byloby az tak trudno.
    tylko inaczej , np szampon pod prysznic i frenetyczne spazmy gdy chca ci go odebrac.
    hmm, taki " idiota " moglby ladnie pokazac caly ten schemat ... ale czy oni nie maja prawa do swojej baji?
    ---
    jakie moje sny?

    sciskam
  • 06.04.08, 01:24
    szarylemur napisała:

    > ok, ale przeciez zostal idiota po to by pokazac wlasnie jak
    bardzo niemieszczan
    > ski jest...
    > moim zdaniem, idiotyzmu na powaznie wybrac sie przestraszyl i
    tyle.
    > inaczej: w trakcie eksperymentu doszedl do wniosku, ze
    eksperymentow juz wystar
    > czy, kiedy zaczelu dotyczyc jego prywatnego zycia, a nie
    prywatnego zycia innyc
    > h ludzi. kiedy zaczelo sie robic goraco, uznal, ze woli jednak
    inna grupe - ta
    > wobec ktorej bunt doprowadzil go do domku idiotow.

    To jest punkt widzenia jak najbardziej uprawniony.
    Ale mozna jeszcze powiedziec, ze facet mial jaja i odwage, zeby
    wycofac sie z tego, co mu nie pasowalo. Z jednej strony straszny
    mieszczanski swiat, zycie w burzujskim smrodku, z drugiej -
    szalenie awangardowe, odwazne zachowania i poczucie ultrafajnosci.
    Mysle, ze na pewien pokretny sposob mozna jego rejterade
    zinterpretowac jako akt odwagi. "OK, nie jestem i nie bede fajny i
    taki supercool jak wy, zegnam".

    > hmm, stawiam zaklad ze ten facet z klipu oddalby wszystko za to,
    zeby jego dosw
    > iadczenie nie bylo az takie totalne, bezpowrotne.
    > postawienie na szali wlasnego zycia * chocby zycia spolecznego*
    raczej nie jest
    > kwestia swobodnego wyboru. w otchlanie sie nie skacze, jesli
    widzi sie inne wy
    > jscie z sytuacji, raczej.

    No tak, ale co to za przekraczanie granic, jesli ma sie w odwodzie
    bezpieczne, spokojne zycie, do ktorego mozna wrocic?

    > "Kiedy ja bylam w twoim wieku, tez tak mialam." och, prosze, bez
    takich ;)

    Hehehe.

    jasn
    > e, ze trzeba w cos wierzyc, tak jest latwiej, tak jest
    skuteczniej. czasem jest
    > to po prostu konieczne.

    Mnie po prostu moja wiara jakos tak sama odnalazla, specjalnie sie
    nie wysilalam. To sie wszystko dzieje poza mna.

    > wszystko jest wzgledne, ma swoje plusy i minusy. wsadzanie
    ludziom brudnych rak
    > do zupy to - jak dla mnie - nic szczegolnie agresywnego, wyglup,
    taki maly thr
    > ill, nieszkodliwy, no ale potem ma sie ochote przekraczac coraz
    dalsze granice.

    No wlasnie, to jest spora pokusa, pare razy ja poczulam. Taka
    roztrenowana umiejetnosc idioty daje duza wladze.
    Wczoraj przeczytalam w gazecie, ze Rosjanie maja takie
    okreslenie 'pandrioszka'. To cos pomiedzy puszka Pandory a lalkami-
    matrioszkami. Jedna puszka w drugiej, i na dodatek w kazdej cos
    gorszego od tego, co w tej wiekszej bylo.

    > na ogol tez, kiedy nie respektuje sie cudzych granic, pozwala sie
    innym przekr
    > aczac swoje wlasne az do punktu kiedy naprawde cos sie czuje,
    czyli stawia sie
    > siebie i innych w dosc dramatycznych sytuacjach.

    No tak, nie pomyslalam o tym, ze takie cos moze powodowac, ze
    potrzebuje sie coraz mocniejszych bodzcow w obie strony, a to
    skazuje na samotnosc albo jakies stracencze akcje.

    > ja czasem odnajduje swoja nisze w tym swiecie, kiedy poznam
    blizej rozowa pania
    > czy pana, jakies tematy do rozmow znajduje, ale jako ogol
    stanowia cos na kszt
    > alt obcej rasy. po co mialabym przygladac sie im z zyczliwym
    usmiechem? hmm, ja
    > kos sobie tego dzis nie wyobrazam. czy mozesz napisac na ten
    temat nieco wiecej
    > ?

    Ludzie w tym, co nas tak mierzi (estetycznie, nie etycznie) moga
    byc ladni. Wchodze w te ich estetyke i odnajduje cos, co we mnie
    oddzwieka. Nie chodzi o umiejetnosc prowadzenia salonowych
    konwersacji, ale o takie zyczliwe uznanie ich swiata.

    > mistyczne kolo gospodyn wiejskich, gdzie kazda chwali sie swoimi
    niebywale wyro
    > snietymi, naturalnymi ciastami?
    > AMBICJA jest w chyba kazdym z nas,

    Nie pisalam o ambicji.
    Tu znowu wchodzi model Wilbera - ludzie, ktorzy traktuja duchowosc
    jako sposob na 'jazde' i udowodnienie sobie czegos (ze moga, ze sa
    lepsi od innych, ze sa tacy inni od innych) nie poprzerabiali
    podstawowych rzeczy na pierwszym poziomie. Najczesciej nie ostukali
    swojego poczucia wartosci. Duchowosc to nie jest dobry sposob na
    zalatwienie swoich kompleksow, bo ich sie zalatwic w ten sposob nie
    da, to jest karmienie czarnej nienazartej dziury.

    > a najciekawsza jest powszechnosc z jaka zawyzamy wartosc tego w
    czym jestesmy d
    > obrzy a deprecjonujemy walor tego w czym dobrzy sa inni.
    > jedna z technik manipulacji perspektywa, " skuteczny power
    pozytywnego myslen
    > ia" ???
    > mnie drazni wlasnie to przecenianie wlasnych a niedocenianie
    cudzych wartosci.

    Tak? Czesto tez robimy dokladnie odwrotnie.

    > "wyscig szczurow w wersji uduchowionej." dobre :)
    > da sie ustac w tym biegu, czy mozliwa jest tylko zmiana toru,
    marchewki?
    > a moze chodzi ci o to, ze akurat w dziedzinie duchowosci czegos
    takiego byc nie
    > powinno?

    Juz napisalam powyzej, co mi w tym nie pasuje.
    A tego byc nie powinno, bo moze sie naprawde fatalnie skonczyc.
    Ktos niedojrzaly, emocjonalnie pospinany i z fatalnym poczuciem na
    swoj temat dostaje do reki potezne zabawki - medytacje, sracje,
    polroczny pobyt w klasztorze w Tybecie czy cos w tym stylu. Rozne
    zabawy energia, dlubania sobie i innym w aurze czy w co sie tam
    wierzy.
    Kiedys rozwoj duchowy byl superwizorowany, a kolejne wtajemniczenia
    rozdzielaly od siebie lata. Teraz to sobie mozna po prostu kupic. I
    jesli sie nie trafi na odpowiedzialnego sprzedawce, mozna sie
    przejechac, na przyklad do wariatkowa.

    > " po tygodniu..." to moze warto byloby jakos przeczekac ten
    narkotyczny glod cy
    > wilizacji, moze byloby to ciekawe doswiadczenie, zobaczyc, co tam
    jest dalej za
    > zakretem?

    Za zakretem jest moja tesknota za dlubaniem w ziemi, ja to wiem.
    Geny po chlopskich przodkach - uwielbiam pielic, sadzic, przerywac
    marchewke i wynajdywac ekologiczne pulapki na krety. Z drugiej
    strony uwielbiam duze miasta, z ich nerwowym rytmem, gestą zabudową
    i wszyskimi pokusami, ktore oferuja. Wiec litania marzen o wlasnym
    przydomowym ogrodzie koncza sie 'ale zeby byl w centrum Wawy'.

    > " rejnbol"
    > powiem tyle: pojedz i przekonaj sie sama.

    Nie wiem, twoj opis tez nie wyglada zachecajaco. Raczej
    odstreczajaco, jak kolko rozancowe hipokrytow :)
    Ja klimaty siostro-bracie-wez-spadaj zaliczylam na pielgrzymce, a i
    prymitywizm koczowania tu i tam rowniez mam zaliczony, wiec
    dziekuje, ale nigdy w zyciu.

    > sporo tam takich idiotow, ale mysle ze - wbrew pozorom - z
    szokowaniem nie bylo
    > by az tak trudno.

    Wiem :)
    Znajomych Ewy - a przez jej dom przewalala sie kupa fajnychludzi -
    szokowalam dobrymi manierami, ktore na ich czesc dodatkowo
    krochmalilam. Ona sie mnie czasem strasznie wstydzila przez to :)

    > hmm, taki " idiota " moglby ladnie pokazac caly ten schemat ...
    ale czy oni nie
    > maja prawa do swojej baji?

    A czy ja bym im ja zabrala? Kto chce, ten bierze.

    > ---
    > jakie moje sny?

    Jakies takie, jakie masz?
    To byla aluzja do natchnionego watku z tego forum o tym, ze jedna
    pani ma sny i 'czymze jest przyszlosc, skoro potrafie ja
    przewidziec'. Hehe.

    czulkiem
    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • 06.04.08, 03:49
    az sobie obejrzalam kawalek od nowa:
    " gdu tylko zaczyna troche bolec, zwijacie zagle"
    stoffer stwierdza ze nie podchodza do bycia idiota powaznie, na co henrik
    odpowiada ze jasne, mozemy spastykowac w domu, mozemy w pracy, inaczej to nie
    mialoby sensu.
    to kto bedzie pierwszy?
    graja w butelke i wypada na axela.
    axel ( zwroc uwage na jego mine): " mam spuscic cale moje zycie z woda w kiblu?"
    katrine:" ta twoja krowa musi polubic siedzacego w tobie idiote"
    axel: "nie moge".
    sciska reke stoffera i wychodzi.
    tak, W BARDZO POKRETNY sposob mozna zinterepretowac takie odejscie jako akt
    odwagi. axel zdobywa sie na odwage wyznania ze oblal test na wiernosc deklaracjom
    ( jakby grupa ultraawangardy umowila sie, ze ten na ktorego wypadnie, popelni
    samobojstwo. x dosiada sie do koleczka, wypada na niego, x mowi: "nie, nie
    moge". pytanie: jest rozsadny czy jest tchorzem? czy moze jest przebudzonym,
    ktoremu wiele trzeba bylo aby dojsc do wniosku o tym, ze nie warto popelniac
    samobojstwa? )
    axel zdal sobie sprawe, ze to wszystko z czego drwil, jego domowa krowa/ zona i
    bezsensowna praca, pogardzany STATUS SPOLECZNY liczy sie dla niego bardziej niz
    sadzil. w tescie axela wyszlo, ze idiota chcial byc dopoki nie uswiadomil sobie
    co to tak naprawde znaczy.
    jasne, ze mial dosc grupy, pomyslow stoffera, kiedy zaczely kolidowac z jego
    prywatnymi sprawami. ale - zwroc uwage - zanim doszedl do wniosku o wyzszej
    wartosci mieszczanstwa nad idiotyzmem, mieszczanstwem pogardzal. nie wahal sie
    wkladac brudnych paluchow do zupy jakiegos tam typa w restauracji, ale nie
    odwazyl sie na cos takiego wobec szefa czy zony. pomysl stoffera uswiadomil
    axelowi, ze nie podchodzil do calej sprawy na serio. jesli axel obrazil sie na
    grupe to chyba tylko o to, ze byla swiadkiem odkrycia jego prawdziwego oblicza
    ... tego nieultraawangardowego.
    latwo bylo nasmiewac sie z nieznajomych, robic z siebie idiote bez praktycznie
    zadnych powazniejszych konsekwencji, niemozliwe okazalo sie pokazac ze naprawde
    ma sie w dupie co o tobie mysla ludzie.
    nie winie go za to, ze " nie rzucil na szale eksperymentu' calego wlasnego
    zycia, nie zdecydowal sie na doswiadczenie totalne.
    ale nie robie tez z niego bohatera, ktory odwazyl sie porzucic sekte. mial
    prawo, nikt go nie trzymal gdy odchodzil, tak samo jak nikt na sile nie wciagnal
    go do bandy idiotow.
    jasne, w miare doswiadczen zmieniaja sie nasze poglady, poznajemy samych siebie
    lepiej. czasem okazuje sie, ze dalej nam z kims, czy z grupa nie po drodze. ale
    jesli grupa, z ktora sie juz nie zgadzamy, konsekwentnie wypelnia program, ktory
    na poczatku nam sie podobal, ktory traktowalismy jak wlasny, nie ma co mowic, ze
    grupa jest be, nalezy raczej spokojnie przyznac ze nie przemyslelismy do konca
    naszych deklaracji, ze nie jestesmy w stanie ich wypelnic i odejsc. bez zwalania
    winy na grupe czy ogolna niechec do grup :)
    oczywiscie masz racje, zawsze lepiej odejsc niz robic cos TYLKO dlatego ze
    przysiegalo sie, ze sie cos zrobi.

    "No tak, ale co to za przekraczanie granic, jesli ma sie w odwodzie
    bezpieczne, spokojne zycie, do ktorego mozna wrocic? "

    to fakultatywne przekraczanie granic, jak eksperyment idiotow. nadal mysle, ze w
    prawdziwie totalne doswiadczenia wrzuca nas koniecznosc a nie wybor.
    nazwij to rozsadkiem, nazwij to duchem buntu jednostki wobec zalozen grupy, ja
    to nazwe atawizmem, bezwarunkowym odruchem instynktu przetrwania - malo kto
    pojdzie w calkowita ciemnosc JESLI moze zawrocic jeszcze do swiatla, nawet
    jesli nie jest to po platonsku prawdziwe swiatlo.
    dopiero kiedy nie ma dokad wracac, mozna isc naprzod nie ogladajac sie za
    siebie. inaczej zawsze jakas tam wygodna, przywiazana do tego co jakos tam
    znane, oswojone, czesc nas odciaga od brzegu przepasci.
    im wiecej masz, tym wiecej boisz sie stracic, dlatego twoje ryzyko jest tak
    scisle kontrolowane, jest wlasciwie tylko gra, symbolicznym przekraczaniem
    granic. jesli ma sie do czego wrocic przekraczanie granic jest wycieczka
    krajoznawcza, rowniez pozyteczna.
    ewentualnie moze okazac sie, ze przekraczanie kolejnych granic staje sie twoim
    powolaniem/ uzaleznieniem. wychodzi na to samo, gdyz wowczas nawet jesli cos
    masz, przestajesz nadawac temu znaczaca wartosc. ale to sa raczej odosobnione
    przypadki, kiedy szukanie totalnych doswiadczen okazuje sie byc tym, co nadaje
    twojemu zyciu sens. znakomita wiekszosc z nas wybierze raczej " ta swoja krowe"
    i prace niz wiedze o tym, co NAPRAWDE jest za zakretem i jak to smakuje.
    wiekszosc z nas jest mocno przywiazana do tego co zna, schematu, w ktorym wiedza
    o tym, ze a powoduje b, daje mozliwosc planowania, poczucie bezpieczenstwa.
    tylko nieliczni spluna na to wszystko, by przejsc na druga strone bez
    jakiejkolwiek mapy. moze nie cenia zycia, moze ich zycie nie ma smaku zycia, a
    moze brak im logicznej wyobrazni?
    ---
    "Ludzie w tym, co nas tak mierzi (estetycznie, nie etycznie) moga
    byc ladni. Wchodze w te ich estetyke i odnajduje cos, co we mnie
    oddzwieka. " wiem, ze moga. uznaje ich swiat i ich estetyke ( pisalam o tym
    kilka postow temu), nie neguje szczerosci ich usmiechu . i wiem, ze jakies tam
    podobienstwa, tozsamosci nawet miedzy mna a " nimi" sa. ale tylko tyle, zatracic
    sie w tym swiecie kojarzy mi sie z wyssaniem powietrza z pluc. jedyna obecnie
    opcja jest: ' oni' jako nurt glowny, ja na marginesie.
    ---
    "Duchowosc to nie jest dobry sposob na
    zalatwienie swoich kompleksow, bo ich sie zalatwic w ten sposob nie
    da, to jest karmienie czarnej nienazartej dziury."
    ani duchowosc ani nowy mustang ani stworzenie nowego systemu filozoficznego ani
    trojka slicznych dzieci ani wladza , nic w ogole nie zapelni czarnej
    nienazartej dziury kompleksow, jesli taka istnieje.
    zobacz:" Ktos niedojrzaly, emocjonalnie pospinany i z fatalnym poczuciem na
    swoj temat dostaje do reki potezne zabawki" - wladze nad panstwem, male dziecko,
    kupe kasy, katedre filozofii i zaczynaja sie niebezpieczne zabawy.
    jasne, chodzi ci o to, ze pod przykrywka szlifowania duchowosci mozna sobie i
    innym zrobic krzywde.
    i o to, pewnie, zeby nie dawac mlotka do reki komu popadnie...
    no, coz, wierzysz ze mozna uratowac kogos przed nim samym wbrew jego woli?
    ja nie.
    nie wszyscy chca wierzyc w piramide maslowa, zapewne dlatego ze ma taka duza
    materialna podstawe...
    moze wiec warto, mimo wszystko, dyskutowac, dyskutowac, dyskutowac...
    a nieuchronne porazki przyjac ze stoicka pokora?
    mi podobal sie jakos nauczyciel beatrix kiddo, ten siwowlosy okrutny azjata. co
    myslisz o jego metodach wychowawczych ?
    ---
    nie bardzo lapie te twoje tesknoty za amiszami, prostym zyciem. po co ci one
    kiedy uzalezniona jestes od zycia w wielkim miescie? czy trzymasz je w glowie
    jako jakis cel "na potem", czy tylko cie rozpraszaja, czy jak?
    ---
    nie bede zatem namawiac cie wiecej na rainbow i w ogole na nic nie bede cie
    namawiac, bo widze ze nie ma sensu.
    co robisz ty aby przekonac kogos do sprobowania czegos co tobie wydaje sie godne
    sprobowania?
    ---
    he he
    miewam totalnie pokrecone sny, czasem tez prorocze. ale rzadko wprost. wierze,
    ze sny sa inna wersja opowiesci o mnie, dlatego lubie je sobie rozpracowywac
    czasami.
    ty nie masz proroczych? eee, to slaba jestes ;)))
    mysle, ze bierzesz udzial w wyscigu o duchowe laury, ale nie powiem ze jestem
    tego pewna, bo nie chce cie wku..c, bo nie chce zebys krzyczala na mnie ;)
    ---
    czy bylabys w stanie/ zainteresowana przyblizeniem tematu anima/ animus?czytalam
    co tam krociutko napisali o tym w wikipedii ang, i bardzo mnie zainteresowalo.
    cztery poziomy animy/ usa.

    pozdrawiam
    mam zamiar obejrzec dzis powiekszenie
    --
    "Lata lemingowe zdarzają się co cztery lata. A potem nagle lemingi znikają "
  • 07.04.08, 01:58
    szarylemur napisała:

    > az sobie obejrzalam kawalek od nowa:
    ...
    > ale nie robie tez z niego bohatera, ktory odwazyl sie porzucic
    sekte. mial
    > prawo, nikt go nie trzymal gdy odchodzil, tak samo jak nikt na
    sile nie wciagna
    > l
    > go do bandy idiotow.

    A to nie o tym pisalam, chociaz filmu w domu nie mam i nie zwroce
    uwagi na miny. Pisalam o tym, ze gdyby ten facet zostal w grupie to
    zostalby nie dlatego, ze to jest cos, czego _chce_on_, tylko zeby
    kultywowac _zludzenie_ ze jest fajnym, wyluzowanym i odwaznym
    kolezką. To jest inny rodzaj tchorzostwa.

    > grupa jest be, nalezy raczej spokojnie przyznac ze nie
    przemyslelismy do konca
    > naszych deklaracji, ze nie jestesmy w stanie ich wypelnic i
    odejsc. bez zwalani
    > a
    > winy na grupe czy ogolna niechec do grup :)

    Nie moge sie zgodzic.
    To tak, jakbys zakazywala rozwodow.
    Poznalismy sie, bylo fajnie, zostalismy ze soba. W miedzyczasie
    zesmy sie zmienili (albo doszli, ze jednak nie jestesmy tacy,
    jacysmy sie sobie wydawali), ja poszlam w jedna strone on/grupa -
    obok, albo w inna. Jaki jest sens kontynuowac taki zwiazek?
    Mam na grupy wplywu uczulenie, bo w grupie trzeba sie wypstrykac z
    tego, czego sie chce i zajac sie tym, czego chce grupa.

    ...
    > prawdziwie totalne doswiadczenia wrzuca nas koniecznosc a nie
    wybor.
    > nazwij to rozsadkiem, nazwij to duchem buntu jednostki wobec
    zalozen grupy, ja
    > to nazwe atawizmem, bezwarunkowym odruchem instynktu przetrwania -
    malo kto
    > pojdzie w calkowita ciemnosc JESLI moze zawrocic jeszcze do
    swiatla, nawet
    > jesli nie jest to po platonsku prawdziwe swiatlo.

    Jasne. Ale czy wobec tego idioci byli prawdziwi czy tez byl to
    rodzaj teatru?

    > dopiero kiedy nie ma dokad wracac, mozna isc naprzod nie
    ogladajac sie za
    > siebie. inaczej zawsze jakas tam wygodna, przywiazana do tego co
    jakos tam
    > znane, oswojone, czesc nas odciaga od brzegu przepasci.

    Rozumujac w kategoriach jakosci doswiadczenia, ktore bedzie
    prawdziwsze - to z opcja powrotu czy to totalne?

    ...
    > znakomita wiekszosc z nas wybierze raczej " ta swoja krowe"
    > i prace niz wiedze o tym, co NAPRAWDE jest za zakretem i jak to
    smakuje.

    Na wszystko jest czas.
    Jesli wchodzimy w cos, co nie jest 'nasze', to mozemy sie poparzyc
    raczej niz zyskac. Nie przekroczymy tez siebie samych - na wiedze
    plynaca z doswiadczenia musimy byc przygotowani, inaczej guzik
    zrozumiemy.

    ...

    > ale tylko tyle, zatracic
    > sie w tym swiecie kojarzy mi sie z wyssaniem powietrza z pluc.
    jedyna obecnie
    > opcja jest: ' oni' jako nurt glowny, ja na marginesie.

    No to moze wrzuce ci tu linka i zobaczymy, co z tego wyjdzie:
    tnij.com/oDH0

    > ani duchowosc ani nowy mustang ani stworzenie nowego systemu
    filozoficznego ani
    > trojka slicznych dzieci ani wladza , nic w ogole nie zapelni
    czarnej
    > nienazartej dziury kompleksow, jesli taka istnieje.

    No tak, bo to jest poczucie wlasnej wartosci na zewnatrz, nie w
    srodku. Wlasnie o tym pisze ja.

    > no, coz, wierzysz ze mozna uratowac kogos przed nim samym wbrew
    jego woli?
    > ja nie.

    Wierze, ze mozna komus czasem specjalnie przekluc balonik, albo ze
    mozna mimowolnie zainspirowac. W taki czy inny sposob wywrzec
    zbawienny wplyw na innych.
    Kiedy ja poszlam na terapie, w ciagu trzech nastepnych lat 4 moje
    przyjaciolki tez to zrobily :)

    > nie wszyscy chca wierzyc w piramide maslowa, zapewne dlatego ze
    ma taka duza
    > materialna podstawe...

    Tu wiara nie ma nic do rzeczy, bo to jest wiedza.

    > moze wiec warto, mimo wszystko, dyskutowac, dyskutowac,
    dyskutowac...
    > a nieuchronne porazki przyjac ze stoicka pokora?

    A czy my w ogole mamy inne wyjscie, ja sie pytam.

    > mi podobal sie jakos nauczyciel , ten siwowlosy okrutny azjata. co
    > myslisz o jego metodach wychowawczych ?

    Nie widzialam tego i chyba nie chce. Kino nie cieszy mnie juz tak
    jak kiedys, khe khe.

    > nie bardzo lapie te twoje tesknoty za amiszami, prostym zyciem.
    po co ci one
    > kiedy uzalezniona jestes od zycia w wielkim miescie? czy trzymasz
    je w glowie
    > jako jakis cel "na potem", czy tylko cie rozpraszaja, czy jak?

    Tak jakbym miala jakis wybor.
    Jestem tragicznie, hamletowsko rozdarta miedzy rozne chcenia, nie
    ma dla mnie miejsca idealnego, a ty sie pytasz, po co mi to. To
    krzyz, ktory musze niesc, pokuta jakas karmiczna.

    ;)))

    > co robisz ty aby przekonac kogos do sprobowania czegos co tobie
    wydaje sie godn
    > e
    > sprobowania?

    Promieniuje entuzjazmem na zadany temat. Zdaje sie, ze wychodzi mi
    to przeswietnie.

    > miewam totalnie pokrecone sny, czasem tez prorocze. ale rzadko
    wprost. wierze,
    > ze sny sa inna wersja opowiesci o mnie, dlatego lubie je sobie
    rozpracowywac
    > czasami.
    > ty nie masz proroczych? eee, to slaba jestes ;)))

    Nie mam, bo nie chce. To glupie miec prorocze sny ;)))

    > mysle, ze bierzesz udzial w wyscigu o duchowe laury, ale nie
    powiem ze jestem
    > tego pewna, bo nie chce cie wku..c, bo nie chce zebys krzyczala
    na mnie ;)

    A guzik!
    Tamte historie z wariatami, warsztatami, ustawieniami i wogle
    jechaniem czolgiem po duszy to sa stare historie. Sprzed dobrych
    paru lat. Teraz czytam glownie ksiazki kucharskie, przy prasowaniu
    ogladam tv i konsumuje owoce mojej ciezkiej pracy. Zaden wyscig -
    meta.

    > czy bylabys w stanie/ zainteresowana przyblizeniem tematu anima/
    animus?czytala
    > m
    > co tam krociutko napisali o tym w wikipedii ang, i bardzo mnie
    zainteresowalo.
    > cztery poziomy animy/ usa.

    On/a ma jeden poziom. (z tymi poziomami to moze zrobie rysunek w
    paincie i ci wysle poczta, to moze wszystko stanie sie bardziej
    zrozumiale, ale najpierw musze ksiazke w tym burdlu odkopac -
    wlasnie probowalam i nie dalo sie, chociaz mam wrazenie, ze jest
    gdzies z wierzchu).


    [W tym miejscu przez pol godziny, zaczynajac kilkakrotnie
    probowalam jasno opisac, o co chodzi z archetypami, Cieniem,
    Persona, Animusem i Anima, ale nic z tego - nie potrafie i ciagle
    mi sie wyczerpuje limit znakow. Moze sobie sama poryj swoim
    lemurzym noskiem i jakbym ci sie w tym ryciu nasunelo jakies
    pytanie lub watpliwosc, to pomoge w miare moich niezaduzych
    mozliwosci]


    czulko - i jak powiekszenie?


    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszk
  • 07.04.08, 02:53
    leb mi urywa bol glowy ale napisze

    "Nie moge sie zgodzic.
    To tak, jakbys zakazywala rozwodow.
    Poznalismy sie, bylo fajnie, zostalismy ze soba. W miedzyczasie
    zesmy sie zmienili (albo doszli, ze jednak nie jestesmy tacy,
    jacysmy sie sobie wydawali), ja poszlam w jedna strone on/grupa -
    obok, albo w inna. Jaki jest sens kontynuowac taki zwiazek?
    Mam na grupy wplywu uczulenie, bo w grupie trzeba sie wypstrykac z
    tego, czego sie chce i zajac sie tym, czego chce grupa."

    kolezanka pozwolila sobie chyba ominac lekture calosci mojej przeswietnej
    wypowiedzi w tym temacie, czyz nie?
    zdaje sie zwiazek axela z grupa nie trwal lata. zdaje sie, ze grupa nie zmienila
    swoich pierwotnych zalozen.
    male porowanie: axel i jego zona postanowili sie pobrac. obiecali sobie byc na
    dobre i na zle ( ta melodyjka chwyta za ucho), w zdrowiu i w chorobie i
    wyjechali na miesiac miodowy. po miesiacu miodowym, kiedy to axelowi podobalo
    sie jak cholera, ubaw byl po pachy i no- bez -kitu sie- dzialo, malzonka mowi,
    no dobra, misiek, to teraz czas powiedziec kumplom , ze masz zonke i koniec z
    partyzanckimi wypadami. albo jeszcze ostrzej, malzonka zachorowywuje nieco
    powazniej i koniec z partyzanckimi wypadami nocnymi na miasto. a axel na to: co,
    mam cale swoje zycie spuscic z woda w kiblu? nie moge! nie moge..."
    jaki sens kontynuowac zwiazek w ktorym strony ida w inne strony? hmm, jakis tam
    moze moznaby znalezc, jakies dzieci czy co, ogolnie: nie ma zadnego.
    ale po co bylo wchodzic w taki zwiazek bez zastanowienia? czy tego rozczarowania
    grupa nie dalo sie uniknac, gdyby realistycznie spojrzalo sie na grupe i na
    siebie samego? moze sie nie dalo, moze trzeba bylo doswiadczenia. ale chodzi o
    to, ze najwyrazniej to nie grupa sie zmienila, lecz axel odkryl ze do grupy nie
    pasuje. wiec niech sie axel nie wykreca tutaj niecheciami.
    nie ma czegos takiego jak pragnienia grup, przywodcy forsuja na innych swoje
    pragnienia. mozesz sie przeciwstawic, zostac nowym przywodca, mozesz odejsc.
    "gdyby ten facet zostal w grupie to
    zostalby nie dlatego, ze to jest cos, czego _chce_on_, tylko zeby
    kultywowac _zludzenie_ ze jest fajnym, wyluzowanym i odwaznym
    kolezką. To jest inny rodzaj tchorzostwa."
    hmm, oki, zgadzam sie.

    'czy wobec tego idioci byli prawdziwi czy tez byl to
    rodzaj teatru?"
    idioci byl to performance, rodzaj teatru, eksperyment.

    "rozumujac w kategoriach jakosci doswiadczenia, ktore bedzie
    prawdziwsze - to z opcja powrotu czy to totalne?"
    totalne. choc nie zawsze da sie powiedziec czy dane dosw ma opcje powrotu czy nie.

    teraz ide na dwor moze mnie przewieje te bolesc i ma aktywnosc mozgowa odzyje.
    jak nie, to reszte napisze jutro
    :)))
    --
    ...gdzież szukać mamy Bogominoga?...
  • 08.04.08, 00:40
    szarylemur napisała:

    > kolezanka pozwolila sobie chyba ominac lekture calosci mojej
    przeswietnej
    > wypowiedzi w tym temacie, czyz nie?

    Czyz wcale nie.

    > zdaje sie zwiazek axela z grupa nie trwal lata. zdaje sie, ze
    grupa nie zmienil
    > a
    > swoich pierwotnych zalozen.
    ...
    > jaki sens kontynuowac zwiazek w ktorym strony ida w inne strony?
    hmm, jakis tam
    > moze moznaby znalezc, jakies dzieci czy co, ogolnie: nie ma
    zadnego.
    > ale po co bylo wchodzic w taki zwiazek bez zastanowienia?

    Mozna wejsc z zastanowieniem. Ale to moze byc zle, klamliwe,
    naboznozyczeniowe zastanowienie, albo ze jakos to bedzie albo ze
    sie nie dowiem, jak nie sprobuje. Dotrzymywanie obietnic dla samych
    obietnic jest jak przechodzenie przez ulice _zawsze_ na pasach i na
    zielonym. Nawet na polnej drodze.

    czy tego rozczarowani
    > a
    > grupa nie dalo sie uniknac, gdyby realistycznie spojrzalo sie na
    grupe i na
    > siebie samego? moze sie nie dalo, moze trzeba bylo doswiadczenia.
    ale chodzi o
    > to, ze najwyrazniej to nie grupa sie zmienila, lecz axel odkryl
    ze do grupy nie
    > pasuje. wiec niech sie axel nie wykreca tutaj niecheciami.

    Niecheci sa oddzielnie od tematu.
    Kazdy ma prawo do pomylki i nie rozumiem sensownosci pokuty trwania
    przy poczatkowym postanowieniu 'bo tak'.

    > nie ma czegos takiego jak pragnienia grup, przywodcy forsuja na
    innych swoje
    > pragnienia. mozesz sie przeciwstawic, zostac nowym przywodca,
    mozesz odejsc.

    Wlasnie dlatego trwanie w grupie jest dla mnie trudne - bo sa takie
    wyjscia: sie nie podoba to zrob lepiej, wypad albo sie przystosuj.
    Cos jak ta najmniej przyjemna strona zwiazku (czyli liczenie sie z
    czyims jeszcze obok swojego zdaniem) pomnozona przez liczbe
    uczestnikow grupy.

    > "rozumujac w kategoriach jakosci doswiadczenia, ktore bedzie
    > prawdziwsze - to z opcja powrotu czy to totalne?"
    > totalne. choc nie zawsze da sie powiedziec czy dane dosw ma opcje
    powrotu czy n
    > ie.

    W krajach skandynawskich to zawsze jest chyba jakis powrot.
    Wlasnie dlatego, ze to byla taka udawanka, nie przejelam sie
    idiotami tak bardzo.

    > teraz ide na dwor moze mnie przewieje te bolesc i ma aktywnosc
    mozgowa odzyje.

    Przewialo?

    --
    Fuck you, batteries!
  • 07.04.08, 16:20
    lol, i tak dowiedzialam sie ze jestem meteopatka/ metereopatka
    juz przeszlo, na szczescie i nareszcie
    :)

    "To tak, jakbys zakazywala rozwodow.
    Poznalismy sie, bylo fajnie, zostalismy ze soba. W miedzyczasie
    zesmy sie zmienili (albo doszli, ze jednak nie jestesmy tacy,
    jacysmy sie sobie wydawali), ja poszlam w jedna strone on/grupa -
    obok, albo w inna. Jaki jest sens kontynuowac taki zwiazek?"
    prawdopodobnie nie ma zadnego. ale wezmy to malzenstwo. jesli ktos slubuje
    wiernosc, w zdrowiu i w chorobie itd, to mozna sadzic ze przemyslal swoja
    decyzje i zwiazek traktuje jako cos innego niz uklad trwajacy poki jest mu
    przyjemnie. jesli x i z omawiaja szczegoly ukladu i z pozostaje wiernym
    ustaleniom, a x nagle uswiadamia sobie, ze bycie wiernym tym ustaleniom =
    pogrzebaniu wlasnego zycia, to czy x moze miec jakiekolwiek pretensje do
    kogokolwiek innego poza soba samym? moze, ale moim zdaniem sa one
    nieuprawnione.usprawiedliwia takie x jedynie nieswiadomosc/ niezdolnosc do
    glebokiej refleksji nad wlasnymi deklaracjami i skutkami tychze.
    moznaby rownie dobrze wziac przyklad jakiejs organizacji, ktorej program xa
    ENTUZJAZMUJE na tyle, ze postanawia do niej wstapic. jednak wraz z biegiem
    wydarzen okazuje sie, ze na zywo i na powaznie xowi realizacja tego (
    niezmienionego) programu organizacji nie lezy, x odkrywa w sobie konflikt i
    odchodzi. naturalnie, ze bedzie usilowal zrzucic *wine* za swa decyzje na grupe,
    bo tak bedzie mu latwiej. ale tylko tyle. jesli wie sie, ze ma sie na grupy
    uczulenie, jesli wie sie, ze nie jest sie ' stworzonym" do zycia malzenskiego,
    to po co podejmowac akcje przeczace takiej samowiedzy? bo sie myslalo, ze tym
    razem bedzie inaczej? a niby dlaczego mialoby byc?
    mozna miec pretencje do grupy, jesli grupa zmienia program w trakcie swego
    dzialania. wtedy wetowac " nie na to sie zgodzilem". ale jesli wszystko dziala
    wedle ustalonego i zaakceptowanego przez xa planu, to" niechec wobec grup
    wszelakich" bedzie tylko szybka wymowka uwalniajaca xa od glebszych przemyslen
    na temat wlasny.imo.

    oczywiscie, aktem odwagi i dowodem inteligencji jest raczej wysuplac sie ze zbyt
    ciezkich zobowiazan niz w nich pozostawac tylko dlatego ze sie je podjelo.
    to juz pisalam wczesniej. ale ani odwazne ani inteligentne nie jest wypatrywanie
    winnych poza samym soba tylko.
    ---
    co ma wyjsc z linka do tworczosci sowy? fajne obrazki, nie powiem, ze nie,
    szczegolnie podoba mi sie krolik szablozeby, ale nie lapie odniesienia do tematu
    ja - rozowi panstwo... :)
    ---
    "Wierze, ze mozna komus czasem specjalnie przekluc balonik, albo ze
    mozna mimowolnie zainspirowac. W taki czy inny sposob wywrzec
    zbawienny wplyw na innych."
    pewnie wiekszosc ludzi w to wierzy a nawet uwaza za stosowne. takze te panie od
    kapliczek...
    ---
    piramida maslowa
    'Tu wiara nie ma nic do rzeczy, bo to jest wiedza.'
    hmm, ma oczywiscie, ze ma. wiara bywa o wiele silniejsza od wszelkiej wiedzy.
    przekonania wyznaczaja ramy do interpretacji doswiadczen. zawsze mozna
    zmanipulowac sie tak, ze czarne bedzie biale i na odwrot. mozna powiedziec, ze
    piramida maslowa opisuje stan normy, i pominac ja calkowicie, gloszac wiare w
    idealy., a holdowanie normom odrzucic jako np" zwierzece'...
    ---
    "Nie widzialam tego i chyba nie chce. Kino nie cieszy mnie juz tak
    jak kiedys, khe khe."
    zamykasz sie na nowe? czy uwazasz ze widzialas juz wszystko co bylo warte
    zobaczenia, poznania?
    czy nie dziwi cie brak otwartosci u innnych?
    ---
    pytam o amiszy ze wzgledu na wczesniejsza dyskusje o tu i teraz i porzuceniu
    wyscigu. dla mnie to troche tak, jakbys nie umiala calkiem cieszyc sie z tego co
    masz, pragnela rzeczy, o ktorych sama sadzisz, ze sa dla ciebie nieosiagalne.
    ---
    "Promieniuje entuzjazmem na zadany temat. Zdaje sie, ze wychodzi mi
    to przeswietnie. "
    ale do entuzajzmu innych juz tak aprobujaco nie podchodzisz...
    ---
    w kwestii animusow poryje. bylo tam takie zdanko : mezczyzna wiele lat po slubie
    odkryl, ze poslubil swoja anime a nie kobiete z krwi i kosci, dlatego jest
    wyczerpany malzenstwem, cos w tym stylu. co zlego jest w gonitwie za swoja
    anima, swoim animusem, dlaczego to nie to. i czy anima animus to proste
    odwzorowania cech matki/ ojca czy cos wiecej? czy moja anima to glownie moja
    matka, a moj animus to ojciec? czy mozemy to zmieniac czy tylko zdac sobie z te
    sprawe z tego jakie wartosci przypisujemy archetypom?
    ---
    powiekszenie - SWIETNE
    obejrze to sobie pewnie nie raz jeszcze. duzo jest sytuacji, zagadnien w tym
    filmie nad ktorymi mozna sie rozmyslec!
    jak skojarzyla ci sie koncowa gra w tenisa? mnie jakos tak uspokoila... w stylu
    marnosc nad marnosciami.
    co by znaczylo byc tu i teraz na takiej imprezie przepalonej?
    swietne, naprawde.
    tyle tematow. ciekawe tez byly recenzje na filmwebie czy czyms takim.

    pozdrawiam :)))


    --
    "Lata lemingowe zdarzają się co cztery lata. A potem nagle lemingi znikają "
  • 08.04.08, 02:07
    Wlasnie mi glupi komp zezarl wszystko, co napisalam - pisze raz
    jeszcze, ale bedzie skrotowo.

    szarylemur napisała:

    > lol, i tak dowiedzialam sie ze jestem meteopatka/ metereopatka
    > juz przeszlo, na szczescie i nareszcie

    Witaj w klubie, mysmy z moim kotem przesypiali wszystkie obnizenia
    cisnienia.

    > ale ani odwazne ani inteligentne nie jest wypatrywani
    > e
    > winnych poza samym soba tylko.

    Winni tu nie sa istotni. Istotna jest jakosc doswiadczenia
    (obojetnie, czy jego wynikiem jest pozostanie w grupie czy
    odejscie) i postapienie w zgodzie ze soba, cokolwiek to znaczy.

    > co ma wyjsc z linka do tworczosci sowy?

    On portretuje strasznych mieszczan glownie.
    W tych jego obrazkach jest jakas groza, ma sie wrazenie, ze za
    chwile poleci czyis leb, ale jest tez smutek, pustka i opuszczenie -
    a nade wszystko jest zyczliwosc i brak osadu. Dlatego jego
    spojrzenie jest imo idealem stosunku do Innych.

    > pewnie wiekszosc ludzi w to wierzy a nawet uwaza za stosowne.
    takze te panie od
    > kapliczek...

    Mozna probowac byc zbawicielem, mozna nauczycielem, a mozna tez
    zajmowac sie soba, i to w skrajnie egoistyczny sposob - wszystko
    moze byc inspirujace, zalezy dla kogo i jak.

    > hmm, ma oczywiscie, ze ma. wiara bywa o wiele silniejsza od
    wszelkiej wiedzy.

    Jesli bysmy wynalezli rownanie, za pomoca ktorego bysmy mogli
    obliczyc Boga, to wszelkie religie swiata by upadly - pozostalaby
    matematyka.

    > przekonania wyznaczaja ramy do interpretacji doswiadczen. zawsze
    mozna
    > zmanipulowac sie tak, ze czarne bedzie biale i na odwrot. mozna
    powiedziec, ze
    > piramida maslowa opisuje stan normy, i pominac ja calkowicie,
    gloszac wiare w
    > idealy., a holdowanie normom odrzucic jako np" zwierzece'...

    No tak, ale idywidua typu prof Giertych to sa jakies odosobnione
    przypadki.

    > "Nie widzialam tego i chyba nie chce. Kino nie cieszy mnie juz tak
    > jak kiedys, khe khe."
    > zamykasz sie na nowe? czy uwazasz ze widzialas juz wszystko co
    bylo warte
    > zobaczenia, poznania?
    > czy nie dziwi cie brak otwartosci u innnych?

    W dzieciectwie i mlodosci chadzalam do kina nawet i trzy razy
    tygodniowo - w Wawie bylo preznie dzialajace kino studyjne,
    Konfrontacje, DKFy, Tygodnie Filmowe. Za taka milosc trzeba jednak
    placic - obecnie malo ktory film zadowala moj wysublimowany i nadto
    wydelikacony gust, dlatego jestem wybredna. Ale moje przekonanie,
    ze w kinie nie przezyje juz niczego leglo w gruzach nie dalej, niz
    dwa tygodnie temu, kiedy bylam na "Once". Znowu mialam 16 lat i
    wychodzilam z kina jakbym wracala z innego swiata. Jest nadzieja,
    ze pare takich filmow jeszcze mi sie w zyciu trafi.

    > pytam o amiszy ze wzgledu na wczesniejsza dyskusje o tu i teraz i
    porzuceniu
    > wyscigu. dla mnie to troche tak, jakbys nie umiala calkiem
    cieszyc sie z tego c
    > o
    > masz, pragnela rzeczy, o ktorych sama sadzisz, ze sa dla ciebie
    nieosiagalne.

    Jakbym sie spiela, to bym to osiagnela - pelnie szczescia w domku
    pod miastem, z dwoma samochodami, basenem, psem i kotem itd. Jak
    pomysle o energii, ktora trzeba zuzyc na budowe domu i na codzienne
    stanie w korkach to jest mi bardzo przyjemnie z tym, co mam i czego
    nie mam.

    > ale do entuzajzmu innych juz tak aprobujaco nie podchodzisz...

    To wez sobie przeczytaj twoje zachety nt rajbol. To _naprawde_
    brzmi zniechecajaco :))

    > w kwestii animusow poryje. bylo tam takie zdanko : mezczyzna
    wiele lat po slubi
    > e
    > odkryl, ze poslubil swoja anime a nie kobiete z krwi i kosci,
    dlatego jest
    > wyczerpany malzenstwem, cos w tym stylu. co zlego jest w gonitwie
    za swoja
    > anima, swoim animusem, dlaczego to nie to.

    Wielu ludzi odrzuca bol i wysilek integracji swojego Animusa/Animy
    i zastepczo integruje go/ja w osobie partnera. Co zazwyczaj nie
    jest dobrym pomyslem na zwiazek. Jakby co, to wytlumacze na
    przykladzie.

    i czy anima animus to proste
    > odwzorowania cech matki/ ojca czy cos wiecej? czy moja anima to
    glownie moja
    > matka, a moj animus to ojciec?

    I tak, i nie - archetypy integrujemy i od rodzicow, i 'z
    powietrza', kultury i z jungowskiego Niby-landu, czyli
    nieswiadomosci zbiorowej. Np jesli ojciec jest (fizycznie lub
    emocjonalnie) w rodzinie nieobecny, chlopiec w sytuacji braku
    innych znaczacych mezczyzn w otoczeniu musi zadowolic sie
    integracja (czesto slabo zintegrowanego) Animusa od matki. Co
    pieknie tlumaczy wspolczesny kryzys meskosci.

    czy mozemy to zmieniac czy tylko zdac sobie z te
    > sprawe z tego jakie wartosci przypisujemy archetypom?

    Praca z archetypami to poczatek pracy nad soba, dlatego imo (jestem
    laiczka, mam naiwna perspektywe itd) jest _zawsze_ skuteczna. Mozna
    je i poznac, i wplywac na ich postac i ich wzajemne relacje.
    Roznymi metodami - min przez interpretacje snow i mitow. Tu jest
    troche o tym, mam nadzieje, ze te watki nie zamącą:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44753&w=54805397&v=2&s=0
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25719&w=37910286&v=2&s=0

    > powiekszenie - SWIETNE

    Ha!

    > obejrze to sobie pewnie nie raz jeszcze. duzo jest sytuacji,
    zagadnien w tym
    > filmie nad ktorymi mozna sie rozmyslec!

    Jak ci sie uda zdobyc inne jego filmy, to - z wyjatkami - warto
    obejrzec, kilka jest rownie wybitnych. W Hemmingsie oczywiscie
    kochalam sie jako nastolatka.

    > jak skojarzyla ci sie koncowa gra w tenisa? mnie jakos tak
    uspokoila... w stylu
    > marnosc nad marnosciami.

    Nie mozesz zlapac boga za piete, nie dojdziesz prawdy (zauwaz, jak
    bardzo powiekszony kadr TEGO zdjecia przypomina obrazy jego
    przyjaciela), wiec podejmujesz gre. Udawana pileczka. To
    niekoniecznie jest zle, to jest pogodzenie sie z tym, czego nie
    mozesz zmienic :P

    > co by znaczylo byc tu i teraz na takiej imprezie przepalonej?

    Chyba do tego trzebaby byc trzezwym jak swinia, co?

    > swietne, naprawde.
    > tyle tematow. ciekawe tez byly recenzje na filmwebie czy czyms
    takim.

    Sa cale grube tomiska opracowan, ale czy warto to czytac, to nie
    wiem :)

    czul


    --
    What? I'm just tying me laces, man.
  • 08.04.08, 03:14
    dobrze, wiec
    ty koncentrujesz sie na bezsensie dotrzymywania obietnic dla samych obietnic
    i w zwiazku z tym axel wydaje sie rosnac na pozytywnego bohatera, ktory nie wahal sie stanac po stronie wewnetrznej prawdy
    ja skupiam sie na dotrzymywaniu obietnic mimo niedogodnosci jakie sie z tym zawsze wiaza
    i w takim oswietleniu axel wyglada jak malorozgarniety zdrajca, ktory porwal sie na cos, czego ostatecznie sie przestraszyl.
    ostatecznie wychodzi na to, ze dla axela wazniejsze niz przynaleznosc do awangardowej grupy okazala sie przynaleznosc do spoleczenstwa.
    to okazalo sie jego wewnetrzna prawda. zgadzamy sie w tym miejscu. ale juz co do motywacji axela mamy chyba rozne zdania.
    ja stawiam na lek przed zabrnieciem w doswiadczenie totalne. ty na indywidualizm?

    'postapienie w zgodzie ze soba, cokolwiek to znaczy."
    yhm, no wlasnie co to znaczy? czesto poddaje sie swoim lekom, rownie czesto entuzjazmowi, " sumieniu" badz " pragnieniu". cos przewaza, czy to cos jest mna?

    'Jesli bysmy wynalezli rownanie, za pomoca ktorego bysmy mogli
    obliczyc Boga, to wszelkie religie swiata by upadly - pozostalaby
    matematyka." obsesja zbawczej prawdy, pi...

    "Znowu mialam 16 lat i
    wychodzilam z kina jakbym wracala z innego swiata. Jest nadzieja,
    ze pare takich filmow jeszcze mi sie w zyciu trafi."
    trzymam kciuki za kinematografie ;)

    "jest mi bardzo przyjemnie z tym, co mam i czego
    nie mam." to dobrze, wiec po co ci amiszowie i domki pod miastem, po co to "rozdracie"? nie umiesz przestac pragnac? sadzisz ze jest w tym jakis sens?
    dlaczego niewinnym dzieciom szkolnym odmawiasz rozkoszy rozdarcia pomiedzy pragnieniem zabawy a pragnieniem 5 z tabliczki mnozenia?
    czepiam sie caly czas tego postu o szczesliwych malych buddystach, o potrzebie ustania w biegu, o nadprodukcji sztucznych sensow.
    czemu ogolowi swiata polecasz cos z czego chyba sama skorzystac nie zamierzasz? czy moze jest jakas istotna roznica miedzy twoimi pragnieniami a wyscigiem szczurow?
    ---
    moje zniechety nt raibow.
    ale ja nie mowilam ze moim sposobem na promocje jest entuzjazm!
    nie jestem entuzjastka rainbow jako cudownego swieta hipisow. jestem entuzjastka dziwnych doswiadczen, ale jako ze nie sa one zawsze i calkowicie przyjemne, nie bede im wystawiac mylacej opinii.
    ja powiem, o jezu, to byla niezla masakra, mocne doswiadczenie, myslalam ze juz po mnie, ale zyje. i to mnie cieszy potwornie, ale jakos tak mysle, ze kogos innego nie musi, wiec nie bede wpuszczac w maliny.
    do entuzjazmu innych podchodze z rezerwa. inni sa inni, po prostu, co tobie sie podoba dla mnie moze byc nieciekawe i odwrotnie, prawda?
    ---
    wytlumacz na przykladzie,blad integracji animy/usa w osobie partnera, prosze!
    i co sie dzieje kiedy pierwotny wzor animy/ usa kloci sie z idealami krazacymi w sferze kultury czy zbiorowej podswiadomosci?
    watki linkowane poczytam, dzieki :)
    ---
    w hemmingie z powiekszenia czy z innych rol? fizycznie nie podoba mi sie on ani troche, a w tej roli ( przez znaczna czesc filmu) wrecz mnie mierzi.
    innych jego kreacji nie widzialam, chyba.

    hmm, skoro nie ma nic poza gra, podejmujesz gre. zapominasz sie w tej grze, czy wciaz towarzyszy ci swiadomosc ze to nic wiecej niz gra jest?

    "Sa cale grube tomiska opracowan, ale czy warto to czytac, to nie
    wiem :)"
    . zadziwiajace jak bardzo moga sie roznic interpretacje dokonane przez rozne osoby, dlatego - dla mnie - warto .

    pozdrawiam :)

    --
    Joy follows them like a shadow that never leaves them.
  • 08.04.08, 22:52
    szarylemur napisała:

    > ostatecznie wychodzi na to, ze dla axela wazniejsze niz
    przynaleznosc do awang
    > ardowej grupy okazala sie przynaleznosc do spoleczenstwa.
    > to okazalo sie jego wewnetrzna prawda. zgadzamy sie w tym
    miejscu. ale juz co d
    > o motywacji axela mamy chyba rozne zdania.
    > ja stawiam na lek przed zabrnieciem w doswiadczenie totalne. ty
    na indywidualiz
    > m?

    I tak, i nie.
    Gleboka ingerencja w dusze musi przyjsc w odpowiednim momencie.
    Robienie czegos za wczesnie moze spowodowac wiecej strat, niz
    pozytku. To cos prawie jak gwalt czasem. Pamietam, ze w trakcie
    mojej terapii czesto przyciskalam pedal gazu, zeby sie dzialo, zeby
    szybciej i wiecej. Byl taki moment w moim zyciu, kiedy chodzilam na
    terapie indywidualna, na grupowa i jezdzilam na warsztaty. Nie
    mozna walic w siebie bez umiaru - dostalam pare ostrzezen i
    przestalam pakowac sie we wszystko tylko dlatego, ze moglam i ze mi
    sie podobalo.
    Nawet na (iluzoryczne czy nie) oswiecenie dzieki uczestnictwie w
    grupie idiotow trzeba byc gotowym. Jesli nie jest sie gotowym, tym
    bardziej jesli sie nie jest gotowym zupelnie (imo Axel tak wlasnie
    mial), lepiej sie wycofac. Z nadzieja na podobna szanse i
    skorzystanie z niej w przyszlosci albo bez. Imo lepiej byc
    szczesliwym burzujem niz nieszczesliwym polamancem.

    > 'postapienie w zgodzie ze soba, cokolwiek to znaczy."
    > yhm, no wlasnie co to znaczy? czesto poddaje sie swoim lekom,
    rownie czesto ent
    > uzjazmowi, " sumieniu" badz " pragnieniu". cos przewaza, czy to
    cos jest mna?

    Nie mam pojecia. Najczesciej roboczo uznaje, ze pierwszy,
    automatyczny odruch jest mna. Chyba ze wyjdzie, ze ten odruch to
    lenistwo albo obronny defetyzm czy cos w tym stylu - wtedy staram
    sie ufac drugiemu, trzeciemu i dalszym odruchom. Kieruje sie snami,
    intuicja, rzutem moneta. Reaguje na zasadzie checi i rozwazenia
    kosztow dzialania.

    Zasadniczo nie mam mocno ukonstytuowanego zdania na swoj temat, nie
    bardzo wiem, kim jestem i nie bardzo mnie to zajmuje. Rozmowa o
    tym, kim sie wlasciwie jest rozwinela sie w watek o 'tu i teraz' -
    gdzies tu u gory juz raz.

    > 'Jesli bysmy wynalezli rownanie, za pomoca ktorego bysmy mogli
    > obliczyc Boga, to wszelkie religie swiata by upadly - pozostalaby
    > matematyka." obsesja zbawczej prawdy, pi...

    Myslisz, ze ona rzeczywiscie jest zbawcza?
    ...
    > "jest mi bardzo przyjemnie z tym, co mam i czego
    > nie mam." to dobrze, wiec po co ci amiszowie i domki pod miastem,
    po co to "roz
    > dracie"? nie umiesz przestac pragnac? sadzisz ze jest w tym jakis
    sens?

    Nie mam jeszcze wobec siebie dystansu madrej staruszki. Nie jestem
    tez po buddyjsku wycoolowana, wiec pytanie 'po co' trafia w pustke.
    Po prostu tak mam.

    > dlaczego niewinnym dzieciom szkolnym odmawiasz rozkoszy rozdarcia
    pomiedzy prag
    > nieniem zabawy a pragnieniem 5 z tabliczki mnozenia?

    Odmawiam? Ojej.

    > czepiam sie caly czas tego postu o szczesliwych malych
    buddystach, o potrzebie
    > ustania w biegu, o nadprodukcji sztucznych sensow.
    > czemu ogolowi swiata polecasz cos z czego chyba sama skorzystac
    nie zamierzasz?

    Alez ja z tego korzystam. Tyle, ze nie uznaje dogmatow. To jest
    sciezka, ktora polega na nieustannym kwestionowaniu i zadawaniu
    pytan. Sa zasady (jak Aureliusz), ktore sie w wielu momentach
    sprawdzaja, ale nie zawsze i nie wszedzie.

    > czy moze jest jakas istotna roznica miedzy twoimi pragnieniami a
    wyscigiem szc
    > zurow?

    Eee?
    Nie rozumiem.

    > moje zniechety nt raibow.
    > ale ja nie mowilam ze moim sposobem na promocje jest entuzjazm!

    A, ok.
    Mialam w swoim zyciu pare okresow dziwnych i mocnych doswiadczen i
    na razie naprawde nie tesknie. Pewnie dlatego twoj pozbawiony
    entuzjazmu opis imprezy mnie nie zachecil.

    > ja powiem, o jezu, to byla niezla masakra, mocne doswiadczenie,
    myslalam ze juz
    > po mnie, ale zyje. i to mnie cieszy potwornie, ale jakos tak
    mysle, ze kogos i
    > nnego nie musi, wiec nie bede wpuszczac w maliny.

    Z opowiesci Ewy wynikalo, ze nic takiego tam sie nie dzieje.
    Jedyne, co by mnie moglo skusic to bezkarna mozliwosc gry na
    bebnach, bo lubie. Ale powalic sobie moge w innych miejscach bez
    koniecznosci spania w namiocie z pajakami. Ty napisalas o
    specyficznym rodzaju - moze to za mocne slowo - hipokryzji i niczym
    wiecej. Hipokryzji w wersji ekstremalnej doswiadczylam ostatnio az
    nadto, wiec za to tez dziekuje.

    > do entuzjazmu innych podchodze z rezerwa. inni sa inni, po
    prostu, co tobie sie
    > podoba dla mnie moze byc nieciekawe i odwrotnie, prawda?

    Tak, nie ma jednego lekarstwa dla wszystkich.

    > wytlumacz na przykladzie,blad integracji animy/usa w osobie
    partnera, prosze!

    Kasia od zawsze miala swietny kontakt z tata. Ojciec chodzil z nia
    na spacery, na ryby, uprawiali razem sporty. Bardzo kiepsko jej sie
    ukladalo z mama - w zasadzie wcale, Kasia miala wrazenie, ze matka
    ja bezustannie odrzuca, byc moze byla niechcianym (poznym bardzo)
    dzieckiem. Kiedy dorosla, Kasia miala wiec znakomicie
    zintegrowanego Animusa, a Anime kompletnie nie. Ubierala sie jak
    chlopak, po chlopacku sie ruszala, byla glosna i agresywna.
    Zabawnie bylo patrzec, jak kupuje rozne rzeczy - zawsze siegala po
    szampon w 'meskiej' butelce, najprostsze, uniseksulane polbuty. Itd.
    Po kilku nienajfajniejszych zwiazkach z facetami Kasia poznala Ele.
    Ela byla urocza, bardzo ciepla i ulegla kobieta
    z nieciekawa historia dlugiego zwiazku z facetem, a przedtem z
    ojcem w domu rodzinnym. Obie w blyskawicznym czasie sie w sobie
    zakochaly i staly sie para.

    Nie wiem, czy to dobrze opisalam. Dla mnie od poczatku bylo jasne,
    ze Ela jest 'zastepcza' Anima Kasi, a Kasia - Animusem Eli.
    Dla nich obu proba integracji z Animusem i Anima wiazala sie z
    koniecznoscia bardzo bolesnego skonfrontowania z odrzuceniem przez
    rodzica. Z drugiej strony - odczuwaly pustke w miejscach
    niezintegrowanych archetypow, wiec byly dla siebie (tymczasowym)
    wybawieniem.

    (Jezu mario, mam nadzieje, ze nie przeczyta tego jakis jungista ani
    postjungista i nie zabije mnie smiechem. To nie jest oficjalna
    wykladnia, tylko moja proba rozumienia).

    > i co sie dzieje kiedy pierwotny wzor animy/ usa kloci sie z
    idealami krazacymi
    > w sferze kultury czy zbiorowej podswiadomosci?

    Pierwotny, czyli ten niby od rodziny?
    Zyje sie trudniej i trudniej sobie ulozyc zycie imo. Ale nic nie
    stoi na przeszkodzie w pracy nad Animusem czy Anima. Chyba, ze sie
    nie chce albo uzna ze nie warto.

    > w hemmingie z powiekszenia czy z innych rol? fizycznie nie podoba
    mi sie on ani
    > troche, a w tej roli ( przez znaczna czesc filmu) wrecz mnie
    mierzi.

    To byla magia kina - facet kompletnie nie w moim typie, nawet wtedy.

    Zauwazylas, ze to jest film bez milosci? Tam nikt nikogo nie kocha.

    > hmm, skoro nie ma nic poza gra, podejmujesz gre. zapominasz sie w
    tej grze, czy
    > wciaz towarzyszy ci swiadomosc ze to nic wiecej niz gra jest?

    Przeciez o tym rozmawialysmy - dlatego wspomnialam pare razy o
    Powiekszeniu. Gra to wszystko, co mamy - moze to zrszta nie jest
    gra, ale i tak sie nie dowiemy.

    > "Sa cale grube tomiska opracowan, ale czy warto to czytac, to nie
    > wiem :)"
    > . zadziwiajace jak bardzo moga sie roznic interpretacje dokonane
    przez rozne os
    > oby, dlatego - dla mnie - warto .

    Kiedy oni rozbieraja calosc na takie male farfocle. Troche szkoda
    takiego filmu. Ja bym na twoim miejscu przed poryciem opracowan
    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.

    czulko

    --
    <a href="http://www.youtube.com/watch?v=h0Uf4JZWzgE&NR=1"> What?
    I'm just tying me laces, man.</a
  • 09.04.08, 02:43
    axel*
    wszystko oki, ze wszystkim sie zgadzam, ale... :)
    "Chyba ze wyjdzie, ze ten odruch to
    lenistwo albo obronny defetyzm czy cos w tym stylu "
    wlasnie o to mi chodzilo. lenistwo, lek przed konsekwencjami dzialania, czy cos
    w tym stylu.
    uwazam, ze to nie jakis gleboki namysl nad wyznawanymi przez siebie wartosciami,
    zawrocil axela z drogi ku " idioctwu", ale wlasnie lek i lenistwo.
    jest taka scenka z axelem w jego domu, w tle slychac gderanine zony ( cos o
    dziwkach na temat katrine). axel nie prezentuje sie jak szczesliwy burzuj.
    prezentuje sie jak przydeptany kapciem, przejechany dzieciecym wozkiem kartofel.
    moim zdaniem, axel wrocil do tego co znal, gdyz bal sie to stracic, w idioctwo
    nie poszedl bo sie przestraszyl co to bedzie. niekoniecznie trzeba jakos
    szczegolnie wysoko wartosciowac jakis stan rzeczy, wystarczy ze wiazace decyzje
    podejmuje sie pod wplywem leku i lenistwa. w takim stanie mozna wybrac to, co
    uwaza sie za gorsze tylko dlatego, ze boi sie zaryzykowac, boi sie ze nie zyska
    sie nic z tego co sie chcialo, a za to straci to, co sie jeszcze da uratowac
    wycofujac z gry.
    ---
    czy ja mysle ze prawda rzeczywiscie jest zbawcza? w takim sensie ze moglaby nas
    wybawic od calej tej gry w dyskusje i krucjaty, tak, zbawilaby nas od rozterek.
    zabralaby tez cenna/ prozna rozrywke. tak, jest zbawcza. prawda stoi ponad wiara
    i wszelkimi spekulacjami, jasno, dobitnie, niepodwazalnie mowi o celu zycia, o
    jego wartosci, o rzeczywistych wartosciach.
    jest zbawcza o tyle, ze zbawia nas od bledow, smiesznej, zenujacej koniecznosci
    holdowania falszom.
    szkopul w tym, ze prawda metafizyczna lezy - zdaje sie - poza granicami
    naszego poznania.
    ---
    jaka jest roznica miedzy twoimi pragnieniami proamiszowskimi, powiedzmy, a
    pragnieniami ludzi uczestniczacych w wyscigu szczurow?
    czy twoje pragnienia sa ok, " godne pragniecia" a szczurze nie, gdyz szczurze
    dotycza wartosci materialanych?
    wspominalas cos o tym, ze masz dosc bycia bombardowana propaganda wedle ktorej
    nie masz prawa byc szczesliwa o ile nie wygladasz jak 13latka.
    wiec pytam, czy jest jakas istotna roznica miedzy propaganda wiecznej
    szczesciodajnej mlodosci, propaganda sukcesu materialnego a propaganda sukcesu
    duchowego, propaganda wg ktorej szczesliwym mozna byc tylko wiodac proste czyste
    spokojne zycie?
    bo moze sa tacy, ktorym naprawde do szczescia wystarczyloby zdobywac wciaz nowe
    i nowsze rzeczy, piac sie w gore po drabinie sukcesu, a ktos im glowe zawraca
    jakims idiotycznym rozwojem duchowym, psychoterapia i innymi nowomodnymi bzdurami...
    ---
    rainbow
    "Ty napisalas o
    specyficznym rodzaju - moze to za mocne slowo - hipokryzji i niczym
    wiecej."
    jest w idiotach taki watek, kiedy przyjezdza jakas ladna pani z mezem ogladac
    ich domek, a stoffer stopniowo wkreca ja coraz dalej i dalej, przyciska do muru,
    aby zobaczyc na ile ta ladna, mila pani naprawde akceptuje/ lubi idiotow.
    hipokryzja, nieuswiadomiona z braku uswiadamiajacych doswiadczen. niechec
    zwiekszajaca sie w miare poznawania tego, co teoretycznie zaaprobowane.
    cos podobnego ja i moi znajomi przezylismy na tamtym rainbow w pirenejach. to
    nie tak, ze mozesz tam sobie przyjechac i juz bedzie dobrze. food circle to
    tylko rytual, i jako rytual moze byc piekny,ale wystarczajacej dawki pozywienia
    nie zapewni. i to nie tak, ze zyczliwe dusze zobacza w tobie brata kimkolwiek
    bys nie byl. nie, musisz miec sie czym z komuna podzielic, zeby byc czescia tej
    basni. i piekny usmiech nie wystarczy. a jeszcze gorzej kiedy juz nawet na
    usmiech cie nie stac.
    jest tu na forum watek o niepelnosprawnosci, gdzie ja odkrylam ile hipokryzji
    siedzi we mnie samej.
    ustalamy jakos tak aksjomatycznie pewne oczywiste granice, o ktorych nie mowimy,
    ktorych w naszych wyidealizowanych rozmyslaniach nad tematem nie przekraczamy,
    nie dotykamy nawet. potem dopiero, w praniu, wychodzi caly brud tych
    zapomnianych, nigdy nie wspominanych aksjomatow, teorii.
    i cudzej i wlasnej hipokryzji odkrycie boli, tylko troche inaczej...
    ---
    anima/ animus
    dziekuje za wyjasnienie. watki linkowane nadal nie przeczytane... czekaja
    ---
    hemmings
    " magia kina" ?
    juz kiedy ustawial modelki mialam ochote go kopnac...
    ty nie?
    ---
    "Gra to wszystko, co mamy - moze to zrszta nie jest
    gra, ale i tak sie nie dowiemy. "
    ok, ale mozna sie w tej grze zatracic calkowicie, a mozna tez zyc jakby
    dwutorowo albo chocby katem oka dostrzegac plaskosc scenografii, schematycznosc
    rozmow podrzucanych przez suflera. ja wole ten drugi sposob na ogol.
    ---
    nie zamierzam czytac grubych tomisk nt powiekszenia na razie.
    kiedys moze na pozna starosc czy cos w tym stylu to sobie zostawie.
    na razie musze wyjsc na lowy, nie bardzo mi sie chce, ale nowa prace ulowic
    musze, a jeszcze chce zeby dala mi mozliwosc samorealizacji, wiec tym wiecej
    staran w lowy wlozyc musze. abym nie skonczyla jak axel i na dzien przed koncem
    okresu wypowiedzenia, nie dokonala naglej wuelty w ramiona oswojonego diabla,
    czy jak to sie tam mowi ;)

    czulko!


  • 10.04.08, 01:01
    szarylemur napisała:

    > axel*
    > wszystko oki, ze wszystkim sie zgadzam, ale... :)
    > "Chyba ze wyjdzie, ze ten odruch to
    > lenistwo albo obronny defetyzm czy cos w tym stylu "
    > wlasnie o to mi chodzilo. lenistwo, lek przed konsekwencjami
    dzialania, czy cos
    > w tym stylu.
    > uwazam, ze to nie jakis gleboki namysl nad wyznawanymi przez
    siebie wartosciami
    > ,
    > zawrocil axela z drogi ku " idioctwu", ale wlasnie lek i lenistwo.

    Jak myslisz, czemu czasem moze byc za wczesnie na pelne
    doswiadczenie czegos trudnego?

    ...
    > czy ja mysle ze prawda rzeczywiscie jest zbawcza? w takim sensie
    ze moglaby nas
    > wybawic od calej tej gry w dyskusje i krucjaty, tak, zbawilaby
    nas od rozterek.
    > zabralaby tez cenna/ prozna rozrywke. tak, jest zbawcza. prawda
    stoi ponad wiar
    > a
    > i wszelkimi spekulacjami, jasno, dobitnie, niepodwazalnie mowi o
    celu zycia, o
    > jego wartosci, o rzeczywistych wartosciach.

    Hm. Mam wrazenie, ze mowimy o dwoch roznych rzeczach, wiec czy
    moglabys zdefiniowac pojecie? Dramatyczne pytanie: a co to jest
    prawda?

    > jest zbawcza o tyle, ze zbawia nas od bledow, smiesznej,
    zenujacej koniecznosci
    > holdowania falszom.
    > szkopul w tym, ze prawda metafizyczna lezy - zdaje sie - poza
    granicami
    > naszego poznania.

    Jesli sni ci sie spiewajacy kot, to czy on zniknie, jesli sie
    obudzisz? Jesli na jawie widzisz kota, czy on zniknie, kiedy
    zasniesz? Gdzies sie to ograniczenie, ta polprawdalnosc konczy. To
    niekoniecznie jest ostra granica, ale ona przeciez jest.
    Dlaczego koty na jawie nie spiewaja?

    > jaka jest roznica miedzy twoimi pragnieniami proamiszowskimi,
    powiedzmy, a
    > pragnieniami ludzi uczestniczacych w wyscigu szczurow?

    Ze te pierwsze sa moje, a te drugie ich?

    > czy twoje pragnienia sa ok, " godne pragniecia" a szczurze nie,
    gdyz szczurze
    > dotycza wartosci materialanych?
    > wspominalas cos o tym, ze masz dosc bycia bombardowana propaganda
    wedle ktorej
    > nie masz prawa byc szczesliwa o ile nie wygladasz jak 13latka.
    > wiec pytam, czy jest jakas istotna roznica miedzy propaganda
    wiecznej
    > szczesciodajnej mlodosci, propaganda sukcesu materialnego a
    propaganda sukcesu
    > duchowego, propaganda wg ktorej szczesliwym mozna byc tylko
    wiodac proste czyst
    > e
    > spokojne zycie?

    Ale czy ja ten swoj pomysl komukolwiek narzucam? Moge wspolczuc
    chomikom w kolowrotkach, wspolczuc 24-karatowym buddyjskim
    wspolczuciem, bez cienia litosci czy innego falszu, ale nic do nich
    nie mam, chociaz imo sie unieszczesliwiaja. Jesli moja definicja
    nieszczescia jest dla nich synonimem szczescia, to bog z nimi.

    > bo moze sa tacy, ktorym naprawde do szczescia wystarczyloby
    zdobywac wciaz nowe
    > i nowsze rzeczy, piac sie w gore po drabinie sukcesu, a ktos im
    glowe zawraca
    > jakims idiotycznym rozwojem duchowym, psychoterapia i innymi
    nowomodnymi bzdura
    > mi...

    Jesli cos z opowiesci dziwnych tresci w glowie im oddzwieka, to
    znaczy, ze cos jest na rzeczy. Ale ja nie mam ambicji bycia
    proroczka czy zbawczynia, wyroslam z tego w II klasie lo. Moge
    zanecic, ale jesli ktos mnie po zaneceniu prosi, zebym mu
    zalatwila/umowila/zadzwonila, bo on nie ma czasu/jakos nie
    tenten/uwaza, ze ja sie tym lepiej zajme, to wzruszam ramionami i
    mowie, ze jesli chce, to se wszystko znajdzie w przegladarce i
    niech sobie sam robi.

    > jest tu na forum watek o niepelnosprawnosci, gdzie ja odkrylam
    ile hipokryzji
    > siedzi we mnie samej.

    Forum to fantastyczne narzedzie do tropienia wlasnej hipokryzji.
    Moja dyskusja z mieszczanskim, pomlaskujacym samozadowoleniem
    solaris w watku o jalmuznie byla dyskusja z moja hipokryzja.
    Pomlaskujaca i mieszczanska, ze hoho.

    > ustalamy jakos tak aksjomatycznie pewne oczywiste granice, o
    ktorych nie mowimy
    > ,
    > ktorych w naszych wyidealizowanych rozmyslaniach nad tematem nie
    przekraczamy,
    > nie dotykamy nawet. potem dopiero, w praniu, wychodzi caly brud
    tych
    > zapomnianych, nigdy nie wspominanych aksjomatow, teorii.
    > i cudzej i wlasnej hipokryzji odkrycie boli, tylko troche
    inaczej...

    No nie wiem, mnie zaczyna nosic, jesli mi samej ze soba za dobrze.
    Pachnie tak pieknie, ze az zaczyna smierdziec :)

    > hemmings
    > " magia kina" ?
    > juz kiedy ustawial modelki mialam ochote go kopnac...
    > ty nie?

    Imo obie sceny z modelkami - ta z grupa i ta z ta chudzina to
    swietne metafory seksu. Zgrzytalam zebami (tam ktoras z tej grupy
    malo co nie placze, o ile pamietam), ale takie rzeczy to woda na
    moj feministyczny mlyn. Na temat kobiet w filmach Antonioniego
    moznaby napisac tomy. Pewnie zreszta ktos to zrobil.

    > "Gra to wszystko, co mamy - moze to zrszta nie jest
    > gra, ale i tak sie nie dowiemy. "
    > ok, ale mozna sie w tej grze zatracic calkowicie, a mozna tez zyc
    jakby
    > dwutorowo albo chocby katem oka dostrzegac plaskosc scenografii,
    schematycznosc
    > rozmow podrzucanych przez suflera. ja wole ten drugi sposob na
    ogol.

    To znaczy? Co masz na mysli? Jak to sie przeklada na codziennosc?
    Prosze o przyklad.

    > na razie musze wyjsc na lowy, nie bardzo mi sie chce, ale nowa
    prace ulowic
    > musze, a jeszcze chce zeby dala mi mozliwosc samorealizacji, wiec
    tym wiecej
    > staran w lowy wlozyc musze. abym nie skonczyla jak axel i na
    dzien przed koncem
    > okresu wypowiedzenia, nie dokonala naglej wuelty w ramiona
    oswojonego diabla,
    > czy jak to sie tam mowi ;)

    Powodzenia.
    Moj terapeuta mi wmawial, ze kazda praca jakos samorealizuje, ale
    mu nie wierzylam i mialam racje. Badz wybredna i nie sprzedaj sie
    tanio. Ja sobie w takich momentach powtarzalam kwestie Lady
    Andzeliki z pewnego filmu plaszcza i szpady z lat 50.: "predzej
    umre, niz sie oddam bez milosci".

    czul.


    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • 10.04.08, 03:42
    "Jak myslisz, czemu czasem moze byc za wczesnie na pelne
    doswiadczenie czegos trudnego?"
    jakos nie najlepiej u mnie z mysleniem dzisiejszej nocy...
    przychodza mi do glowy jakies oklepane frazesy w stylu: bo sie jest na zbyt
    wczesnym etapie, kiedy trudne doswiadczenie byloby bardziej zabojcze niz
    rozwojowe...
    ---
    prawda - wierne odwzorowanie obiektywnej rzeczywistosci. "zgodność sądów z
    rzeczywistym stanem rzeczy, którego ten sąd dotyczy." wg arystotelesa z wikipedii ;)
    ale jest jeszcze przynajmniej kilka definicji prawdy...
    "Jesli sni ci sie spiewajacy kot, to czy on zniknie, jesli sie
    obudzisz? " tak, zniknie z mojej swiadomosci, a pojawi sie powrotnie kiedy o nim
    pomysle
    "Jesli na jawie widzisz kota, czy on zniknie, kiedy
    zasniesz? " j.w, a o tym czy bedzie istnial niezaleznie ode mnie moge
    przypuszczac, ale dopiero jesli po obudzeniu go znow zobacze, moge powiedziec ze
    najwyrazniej mimo, iz zniknal z mojej swiadomosci, istniec nie przestal.
    zdarzalo ci sie budzac ze snu nie wiedziec przez moment kim jestes albo gdzie
    jestes? jakby system sie dluzej otwieral, jakby wiecej czasu zabieralo ulozenie
    info w spojna rame rzeczywistosci.
    jakie ograniczenie, jaka polprawdalnosc, nie rozumiem.
    dlaczego koty na jawie nie spiewaja? tj dlaczego dzwieki wydawane przez koty nie
    sa przez czlowieka w normalnych warunkach odbierane jako spiew?
    a juz w " nienormalnych warunkach" i owszem moga?
    kotek spod bloku oswoil sie na tyle, ze wybiera sie ze mna i z moim psem na
    spacery juz naprawde daleko. i tak sobie po nocach spaceruje z rudym psem i z
    czarnym kotem, a pies jest fenomenalny kiedy spokojnie staje i czeka machajac
    ogonem, az kot przydrobi swoim kocim truchtem. i jaka jest - wobec tego i innych
    przypadkow - prawda o zyciu psa z kotem?
    ---
    pragnienia
    uzylam porownania moze zbyt homeryckiego, chcac spytac cie, czy nie uwazasz ze
    wyscig szczurow opiera sie na gonieniu marchewki na kiju, na tym, ze zawsze
    pozostaje cos , co wydaje sie warte zdobycia, co wydaje sie przyblizac do
    szczescia? chcialam zapytac czy to naprawde robi roznice, pragnac czegos z
    zakresu duchowosci czy czegos materialnego? moze i robi, pewnie tak. poziom
    wyzej w piramidzie. moze tylko o to mozemy sie starac, aby wejsc szczebelek
    wyzej, jesli tak w ogole to wszystko jest gra i poza gra nie ma nic, a
    przynajmniej nic co moglibysmy odczuwac jakos tak swojsko... i miec czym sie zajac.

    "Jesli cos z opowiesci dziwnych tresci w glowie im oddzwieka, to znaczy, ze cos
    jest na rzeczy."
    no, ale tobie tez cos tam o 13latkach oddzwieka. propaganda jest po to aby
    oddzwiekac, na oddzwiek jest obliczona. pewnie chodzi ci o to, ze cos tam
    znajduje oddzwiek w naturalnych sklonnosciach czy potrzebach czlowieka. ale
    propaganda wlasnie tak jest skonstruowana aby w czyms naturalnym, jawnym czy
    ukrytym oddzwiekac.
    nie zrozum mnie zle, ja wierze w wartosc rozwoju duchowego, ale przyjmuje za
    mozliwe, ze ta moja wiara jest jakims memem, zinternalizowana propaganda, a nie
    - koniecznie glosem mojego wnetrza.

    "Moge zanecic, ale jesli ktos mnie po zaneceniu prosi, zebym mu
    zalatwila/umowila/zadzwonila, bo on nie ma czasu/jakos nietenten/uwaza, ze ja
    sie tym lepiej zajme, to wzruszam ramionami i mowie, ze jesli chce, to se
    wszystko znajdzie w przegladarce i niech sobie sam robi. "
    masz racje. uwazam, ze najlepiej ugruntowuje sie wiedza zdobyta wlasnym, nie -
    cudzym, wysilkiem. z potrzeby tak silnej, ze do wysilku wlasnego zmuszajacej.
    ---
    na dyskusje o jalmuznie jakos obecnie nie mam zbyt duzej ochoty, ale temat
    bardzo interesujacy ( i sliski :))
    ---
    "No nie wiem, mnie zaczyna nosic, jesli mi samej ze soba za dobrze.
    Pachnie tak pieknie, ze az zaczyna smierdziec :)"
    hmm, no moznaby powiedziec, ze szukasz dziury w calym, ze to jakas obsesja
    tropienia niedoskonalosci, " ktore sa przeciez nierozerwalnie zwiazane, wpisane
    w nature ludzka". obsesja perfekcjonizmu moze?
    mnie drazni latwosc z jaka ludzie popadaja w samozadowolenie, mi to tez jakos
    smierdzi w innych i we mnie samej.
    ---
    "Na temat kobiet w filmach Antonioniego moznaby napisac tomy." zapewne, bo nawet
    nie chodzi tylko o to, ze ktoras tam z nich niemal placze, tylko o to, ze ona
    sama podejmuje sie takiej roli. i o wiele innych rzeczy. o wiele innych kobiet -
    rzeczy ;)
    ---
    do "gry" pasuje rowniez watek gitary. umowna wartosciowosc rzeczy. nie dosc ze
    cala gra jest jakas pantomomima, to jeszcze wartosc wygranej jest wlasciwie
    czysto symboliczna, znaczaca tylko w pewnym kontekscie,znana tylko jakiejs
    grupie. to gra, spor o cos, nadaje czemus wartosc, ktorej to cos nie ma poza
    kregiem osob uczestniczacych w sporze, grze.
    ---
    jak sie przeklada na codziennosc to katem-oka widzenie plaskosci scenografii,
    czy - rzadziej u mnie - dwutorowosc doswiadczania?
    najwyrodniej i najnachalniej przejawia mi sie to w sytuacji niewyszukanego
    flirtu, powiedzmy. wlasciwie nie moge sie skoncentrowac na rozmowie, bo dobija
    lub niestosownie rozsmiesza mnie nagla klujaca swiadomosc tego dokad ona
    zmierza. wlasciwie wolalabym powiedziec xowi, wiesz, to moze juz to zrobmy,
    jesli mi sie podoba, albo wiesz co, spadaj po prostu, jesli mi sie nie podoba,
    zamiast wic sie tak jeszcze i jeszcze, po to wlasciwie tylko aby sprostac
    wartosciotworczej konwencji.( ale czasem sie zanurzam w pelni i zyje ta gra...)
    widze ten truman show czasem kiedy tak strasznie boli i kiedy tak ekstatycznie
    cieszy. jesli troche bardziej niz zwykle sie wysile na dystans, widze ze to
    tylko etap obrotu kolowrotka, czy tez kola fortuny. a juz najczysciej widze to
    patrzac na perypetie ( najlepiej milosne! ) innych.
    i to co napisala gadagad, po raz drugi w tym watku o tym wspomne: "sukces jest
    zapowiedzia kolejnej przeszkody. " tak to idzie i tak bardzo wciaga, kiedy sie o
    tym zapomni. pewnie dlatego, ze to ma wciagac. pewnie dlatego, ze generalnie
    wlasnie do takiego zycia jestesmy zaprojektowani.
    ---
    cos tam racji mial twoj terapeuta. to tak jak u marka aureliusza -
    skonfrontowana z sytuacja ktorej nie mozesz sobie podporzadkowac, nie masz
    innnego wyboru niz podporzadkowac siebie tej sytuacji, co tez wymaga wysilku i
    czegos cie uczy. zawsze realizujesz jakis potencjal w tobie tkwiacy. nie zawsze
    ten, ktory sobie realizowac zapragnelas.
    "Badz wybredna i nie sprzedaj sie
    tanio. " no skoro juz dawac d.upy ( systemowi ;]) to nie tanio...
    hmm, no, niestety, mysle, ze lady andzelika byla w bardziej komfortowej sytuacji
    niz ja jestem. :]
    z oddawania sie milosciom nie przybylo mi ladnych wersow w cv, tak wyszlo, widac
    nie dosc rozwazne me ploche serce...
    he hee he

    zastanowilam sie czy moja matka uznalaby ze jestem cool...
    coz, ona zapewne kochalaby mnie w kazdej postaci, ... gdybym tylko dalej grala
    jej starsza siostre.

    pozdrawiam :)))

    --
    ...gdzież szukać mamy Bogominoga?...
  • 11.04.08, 01:54
    szarylemur napisała:

    > jakos nie najlepiej u mnie z mysleniem dzisiejszej nocy...
    > przychodza mi do glowy jakies oklepane frazesy w stylu: bo sie
    jest na zbyt
    > wczesnym etapie, kiedy trudne doswiadczenie byloby bardziej
    zabojcze niz
    > rozwojowe...

    Mhm. Bo sie nie doroslo. To sie czesto objawia lękiem.
    (Pisze o Axelu, he he he)

    > prawda - wierne odwzorowanie obiektywnej
    rzeczywistosci. "zgodność sądów z
    > rzeczywistym stanem rzeczy, którego ten sąd dotyczy." wg
    arystotelesa z wikiped
    > ii ;)
    > ale jest jeszcze przynajmniej kilka definicji prawdy...

    Ok. Czy taka prawde mozemy zweryfikowac?
    I po jaka cholere mielibysmy?

    [spiewajace koty]
    To byly takie pytania, ktore mialy pokazac, moze nieudolnie, ale
    lepiej nie potrafie, absurd poszukiwania prawdy przez duze Pe.
    Peułapki wewnatrz Peułapek w Peułapkach.

    Nie zastanawialo cie, ze istnieje nie prawda, ale Prawda, prawda
    obiektywna, prawda naukowa, prawda moralna, prawda czasu, prawda
    ekranu, nieprawdaz?
    I nie zastanawialo cie, ze kiedy naciskasz pstryczek w scianie, to
    zarowka sie swieci dlatego, ze ktos kiedys _naprawde_ obliczyl i
    wymyslil, jak ona ma dzialac? Albo co ustalaja oficerowie sledczy
    podczas prowadzenia postepowania? I pewnie juz doszlas do tego, ze
    wszystko, czego prawdziwosc starasz sie dostrzec, i w ogole
    wszystko, co istnieje, _tak_naprawde_ moze istniec tylko w twojej
    glowie? Ktorej tak naprawde nie ma?

    Trawa jest zielona, niebo jest niebieskie, wymyslilam dzis pyszne
    ciasto. Prawda jest taka, ze nie ma to jak kawalek cieplego ciasta
    po polnocy.

    > zdarzalo ci sie budzac ze snu nie wiedziec przez moment kim
    jestes albo gdzie
    > jestes? jakby system sie dluzej otwieral, jakby wiecej czasu
    zabieralo ulozenie
    > info w spojna rame rzeczywistosci.

    Nie jakos. Ale czesto obie rzeczywistosci sie przenikaja, na jawie
    przypomina mi sie fragment snu, albo senna rzeczywistosc krazy we
    mnie caly ranek. Robilam kiedys cwiczenia z 'dosniwania' roznych
    historii zupelnie na trzezwo.

    A koty Naprawde spiewaja.
    www.youtube.com/watch?v=siJOj1ZjLD4
    Imo bardziej hardcoreowe sa te, ktore mowia - mnie przeszly ciarki
    www.youtube.com/watch?v=eV71mpbvl-g

    Znalam kiedys taka kotke, zasluzona podworkowa matke, ktora jak
    tylko miala troche czasu, to zaczepiala przechodniow i cos im
    zapamietale opowiadala. Potrafila mowic z pol godziny, wystarczylo
    tylko dziwic sie uprzejmie oooo? niemozliwe! no co ty?!.

    > pragnienia
    > uzylam porownania moze zbyt homeryckiego, chcac spytac cie, czy
    nie uwazasz ze
    > wyscig szczurow opiera sie na gonieniu marchewki na kiju, na tym,
    ze zawsze
    > pozostaje cos , co wydaje sie warte zdobycia, co wydaje sie
    przyblizac do
    > szczescia?

    Alez oczywiscie. Buddyzm np dazy do wyrugowania pragnien z
    czlowieka, bo uwaza, ze pragnienia sa zrodlem cierpienia. Ten,
    ktory nie pragnie, nie moze byc nieszczesliwy.

    > nie zrozum mnie zle, ja wierze w wartosc rozwoju duchowego, ale
    przyjmuje za
    > mozliwe, ze ta moja wiara jest jakims memem, zinternalizowana
    propaganda, a nie
    > - koniecznie glosem mojego wnetrza.

    He he. A skad twoje wnetrze sie wzielo? Jestes, lemurze, cala
    dzielem zewnetrza, suma genow i wychowania, biologii i kultury, jak
    by na to nie spojrzec.

    > na dyskusje o jalmuznie jakos obecnie nie mam zbyt duzej ochoty,
    ale temat
    > bardzo interesujacy ( i sliski :))

    Sliskie to jest bronienie roznych dziwnych konstrukcji w glowie,
    ktore maja costam tlumaczyc. Co przyjemniej jest jednak obserwowac
    u innych, a nie u siebie. Nauka mniej bolesna.

    > hmm, no moznaby powiedziec, ze szukasz dziury w calym, ze to
    jakas obsesja
    > tropienia niedoskonalosci, " ktore sa przeciez nierozerwalnie
    zwiazane, wpisane
    > w nature ludzka". obsesja perfekcjonizmu moze?

    O, zupelnie nie. Po prostu wiem, jak latwo mozna zracjonalizowac
    sobie wszystkie swoje zaniechania, lenistwa, podlostki i w zwiazku
    z tym poczuc sie ze soba dobrze, podczas kiedy dobrze nie jest. To
    nieszczescie ludzi inteligentnych. Im kto mundrzejszy, tym ma
    latwiej.

    > mnie drazni latwosc z jaka ludzie popadaja w samozadowolenie, mi
    to tez jakos
    > smierdzi w innych i we mnie samej.

    Anoi wlasnie.

    > nie dosc ze
    > cala gra jest jakas pantomomima, to jeszcze wartosc wygranej jest
    wlasciwie
    > czysto symboliczna, znaczaca tylko w pewnym kontekscie,znana
    tylko jakiejs
    > grupie. to gra, spor o cos, nadaje czemus wartosc, ktorej to cos
    nie ma poza
    > kregiem osob uczestniczacych w sporze, grze.

    On ladnie pokazal, co robi z nami kultura, te wszystkie wymyslone i
    ruchome sensy i reguly, ktore bierzemy za stale i wieczne.

    > i to co napisala gadagad, po raz drugi w tym watku o tym
    wspomne: "sukces jest
    > zapowiedzia kolejnej przeszkody. "

    W i-cingu jest napisane 'kazdy sukces jest zapowiedzia kleski',
    i 'kazda kleska jest zapowiedzia sukcesu'. Czasem mnie irytuje ten
    konfucjanski spokoj.

    tak to idzie i tak bardzo wciaga, kiedy sie
    > o
    > tym zapomni. pewnie dlatego, ze to ma wciagac. pewnie dlatego, ze
    generalnie
    > wlasnie do takiego zycia jestesmy zaprojektowani.

    Nie jestem pewna, byc moze gdyby umiescic nas od dziecka w
    akwarium, oddychalibysmy pod woda i za najlepsze dobro tego swiata
    uwazalibysmy plankton.

    > zawsze realizujesz jakis potencjal w tobie tkwiacy. nie zawsze
    > ten, ktory sobie realizowac zapragnelas.

    Uhu, tak tak. Chromolic jasnie oswieconych, czasem trzeba rzucic
    sie z motyka na slonce.

    > zastanowilam sie czy moja matka uznalaby ze jestem cool...
    > coz, ona zapewne kochalaby mnie w kazdej postaci, ... gdybym
    tylko dalej grala
    > jej starsza siostre.

    Moze jednak kochalaby cie, ale inaczej. Moze nawet i madrzej.
    Moja mama uwaza, ze Richard Chamberlain jest cool, wiec sama
    rozumiesz, ze wole nie nalezec do tego eksluzywnego klubu.

    czul.


    --
    dont hejt de pleja, hejt de gej
  • 11.04.08, 03:53
    "Mhm. Bo sie nie doroslo. To sie czesto objawia lękiem.
    (Pisze o Axelu, he he he)"
    no, i dobrze, idzmy tym tropem. axel zostal losowo wytypowany do idioctwa. axel
    oczuwa lek na mysl o takim zadaniu. axel mysli sobie: " ocho, czuje lek, znaczy
    pewnie ze nie doroslem do zadania, axel postanawia odejsc." a mogloby byc
    inaczej: axel czuje lek i mowi sobie, ocho, jakas czesc mnie sie bardzo boi tego
    zadania, przemawia przeze mnie przerazone dziecko, dziecko chce sie schowac za
    spodnica matki. ocho, moze lepiej zostawie matke i jednak sprobuje"
    mniej metaforycznie: mozna sobie cale lata tlumaczyc, ze jesli sie czegos boimy
    to po prostu do tego nie doroslismy i po prostu lepiej bedzie jesli nie bedziemy
    tego robic poki bac sie nie przestaniemy...
    jesli chodzi o jakas bolesna chorobe, rozwiazaniem, kijem staje sie narastajacy
    bol. on nas zmusza do tego, zeby pominac przerazenie.
    jesli chodzi o usamodzielnienie sie, to takim odczulaczem leku moze byc kop od
    zycia, rodzicow, losu, ktory zmusi do przekroczenia leku przed niewygodnym i
    nieznanym.
    jesli natomiast chodzi o rozne fakultatywne eksperymenty typu bycie idiota na
    serio, to bata, odczulacza nie bedzie.
    masz racje, axelowi nie zalezalo az tak bardzo na opinii grupy, aby ta mogla
    stac sie czynnikiem odczulajacym lek przed przekroczeniem ostrej granicy, ani
    tez to co moglby stracic nie bylo az tak malo warte, az tak zabojcze jak w
    przypadku karen.
    moze chodzi zatem o taki splot czynnikow zewnetrznych, ktory przycmiewa strach
    przed skokiem w przepasc. u axela tego nie bylo, racja.
    axel ani sam z siebie nie dorosl do dows totalnego ,ani nie czul sie zmuszony
    do zerwania z rutyna. szkoda, bo chcialam zobaczyc go spastykujacego w domu ;) (
    czesciowo identyfikuje sie tez z wrednie figlarna, zywa katrine)
    ---
    czy prawde mozemy zweryfikowac? tak, mozemy zweryfikowac lub okreslic mozliwe
    warunki do weryfikacji jakiegos twierdzenia o ile tw to dotyczy sfery
    rzeczywistosci materialnej. ale prawd odnoszacych sie np do boga czy dobra
    najwyzszego nie sposob zweryfikowac, gdyz te rzeczy leza poza granica ludzkiego
    doswiadzczenia, komunikacji. wobec obiektow metafizycznych mozemy wysuwac
    jedynie tezy. tak mi sie wydaje, nie przemyslalam szczegolowo wszystkich
    mozliwych casusow w tym temacie mozliwych.
    po jaka cholere mielibysmy weryfikowac nasze tezy? no, co tttyyy... po jaka? po
    taka aby nam samoloty na ziemie nie spadaly np, a - z drugiego obszaru - po
    taka, abysmy nie wyzynali polowy kraju za to, ze wierzyla ona w inne niz nasze
    prawdziwe przykazania.
    ---
    o absurdzie poszukiwania prawdy metafizycznej przez duze p juz wiem :) ale to
    poszukiwanie zdaje sie byc nie tylko absurdem, ale i jakas gleboka, a raczej
    najwyzsza potrzeba ludzka ( vide piramida maslowa). miec racje i moc to
    udowodnic ponad wszelka watpliwosc. nie - wierzyc, a wiedziec!, jak to pragnela
    moja najblizsza przyjaciolka, ktora byc moze czasem czyta co ja tu motam :)))
    ---
    "i w ogole
    wszystko, co istnieje, _tak_naprawde_ moze istniec tylko w twojej
    glowie? Ktorej tak naprawde nie ma?"
    czemu tak naprawde " nie ma ' mojej glowy? mow, bo mnie to martwi ;]
    ---
    "Trawa jest zielona, niebo jest niebieskie, wymyslilam dzis pyszne
    ciasto. Prawda jest taka, ze nie ma to jak kawalek cieplego ciasta
    po polnocy."
    idac tym tropem latwo na jednym wydechu dorzucic: prawda jest taka, ze bog
    kocha tylko tych o jedza kartofle i nikogo wiecej, " a karmazyn najpiekniejszy jest"
    przy okazji : gratuluje ciasta. z tym przekonaniem( "ze nie ma to jak kawalek
    cieplego ciasta po polnocy") sie zgadzam. chociaz mam warunek: ciast
    czekoladowych za Prawdziwie dobre nie uwazam o zadnej porze, chyba ze umieram z
    glodu, wtedy pora nie ma znaczenia. --> komunikujac sie niemal zawsze redukujemy
    tresc do minimum, obcinamy z naszych wypowiedzi te wszystkie imo, czasem, wtedy
    kiedy... szkopul w tym, ze wieeeluu ludzi nigdy nie zostala nauczona patrzec na
    gloszone przez siebie sady jako na wlasnie swoje subiektywne zdanie, ze wlasnym
    przekonaniom bezrefleksyjnie nadaje status prawdy.
    rownie powszechne jest za prawde obiektywna brac tezy, ktore sa niczym wiecej
    niz prawdami intersubiektywnymi, powszechnie funkcjonujacymi kliszami, lub za
    prawde uznawac tradycje.
    ---
    kot mowiacy hello bardzo poruszyl mojego psa :)
    ---
    mialam kiedys taka koteczke ktora darla ryja niemal non stop aby tylko ja glaskac.
    a dzis przyszedl do mnie - sam z siebie - niesamowity kot, jakis taki wiekszy,
    wyzszy, z twarza dzikich wielkich kotow. super zwierz.
    delikatnie nakrecajac wyscig kotow zapytam: znow zdarzylo mi sie ze kot sam z
    siebie po prostu zaczal sie do mnie lasic, kiedy wypatrywalam mojego psa.
    czy to cos oznacza? moze promieniuje zla energia? ;)
    a wczoraj wlecial do mieszkania ptak, dwa razy zostal porwany paszcza psa, a raz
    pomylil lustro z oknem, ale przezyl i to :)))
    ---
    propaganda
    no wlasnie, wiec czemu niby pragnienie duchowosci ma byc lepsze niz pragnienie
    materialnosci lub pragnienie braku pragnien? jest jakas roznica czy to tylko
    rozne drogi wartosciowania swiata/ zycia?
    ---
    nie mam ochoty na dyskusje o jalmuznie, choc mam do powiedzenia wiele, ale tego
    nie przemyslalam. porozbijalam juz siebie i innych o niepelnosprawnosc, nie
    czuje gotowosci na ten trip z jalmuzna, cos jak axel jestem w tym temacie teraz.
    inny powod, ze musialabym tam lawirowac miedzy toba a solaris, co tez akurat
    teraz nie jest tym czego na pewno chce sie podjac. axel, axel, axel.... ;)
    ---
    mundrzejszy co znaczy? bardziej cwany chyba. jesli tak, to zgoda. a moze "
    niegotowy", he?
    ---
    'kazdy sukces jest zapowiedzia kleski',
    i 'kazda kleska jest zapowiedzia sukcesu'. no tak, to taka ostrzejsza wersja. '
    kazdy sukces jest zapowiedzia kolejnego wyzwania" jawi mi sie jako wywazone
    polaczenie " konfucjanizmu" i wiedzy o zyciu, po prostu.
    ---
    "byc moze gdyby umiescic nas od dziecka w
    akwarium, oddychalibysmy pod woda i za najlepsze dobro tego swiata
    uwazalibysmy plankton."
    nie wolno raczej tego mowic glosno, wiec powiem cicho, wyszemrze: mnie zawsze
    krecily eksperymenty w stylu doktora mengele ... :)
    ---
    sprawdzilam kto to r. chamberlain, ale nie nadal nie lapie aluzji, niestety.

    a co do mojej matki... hmm, chcialabym miec mozliwosc przesledzenia moich
    alternatywnych losow. na pewno gdyby zyla, i moje zycie inaczej by sie
    potoczylo. fajnie byloby miec taka maszyne, taka mozliwosc doswiadczenia
    alternatywy!

    pozdrawiam :)))

    --
    A tranquil state of perfect calm and receptivity
  • 12.04.08, 02:06
    szarylemur napisała:

    [axel]
    Moze byc tak, ze w lęku pomaga nauczyciel.
    Ktos kto nie poda ci gotowych rozwiazan, ale zyczliwie bedzie ci
    towarzyszyl - dwa kroki za toba, w razie jakby co.
    To ma sens wlasnie w przypadku dzialan inicjacyjnych czy innych
    niebezpiecznych historiach.

    > o absurdzie poszukiwania prawdy metafizycznej przez duze p juz
    wiem :) ale to
    > poszukiwanie zdaje sie byc nie tylko absurdem, ale i jakas
    gleboka, a raczej
    > najwyzsza potrzeba ludzka ( vide piramida maslowa). miec racje i
    moc to
    > udowodnic ponad wszelka watpliwosc. nie - wierzyc, a wiedziec!,
    jak to pragnela
    > moja najblizsza przyjaciolka, ktora byc moze czasem czyta co ja
    tu motam :)))

    'Coz to jest Wiedza? spytal gorzko Klapouchy. -Wiedza to jest
    Rzecz, ktora posiadl Krolik'.
    Co nam mialoby przyjsc z wiedzy, kim jest bog?

    > "i w ogole
    > wszystko, co istnieje, _tak_naprawde_ moze istniec tylko w twojej
    > glowie? Ktorej tak naprawde nie ma?"
    > czemu tak naprawde " nie ma ' mojej glowy? mow, bo mnie to
    martwi ;]

    A jak weryfikujesz istnienie swojej glowy?

    > idac tym tropem latwo na jednym wydechu dorzucic: prawda jest
    taka, ze bog
    > kocha tylko tych o jedza kartofle i nikogo wiecej, " a karmazyn
    najpiekniejszy
    > jest"

    Wlasnie o to chodzi. Koty widza trawe w szarosciach.

    > przy okazji : gratuluje ciasta. z tym przekonaniem( "ze nie ma to
    jak kawalek
    > cieplego ciasta po polnocy") sie zgadzam. chociaz mam warunek:
    ciast
    > czekoladowych za Prawdziwie dobre nie uwazam o zadnej porze,
    chyba ze umieram z
    > glodu, wtedy pora nie ma znaczenia.

    Dobrze, nastepnym razem wymysle cos bez czekolady i zjem kawalek w
    twoim imieniu. Chociaz to procz czekolady mialo zurawiny, gruszki,
    pieczone orzechy i rodzynki. I kruszonke.

    > szkopul w tym, ze wieeeluu ludzi nigdy nie zostala nauczona
    patrzec na
    > gloszone przez siebie sady jako na wlasnie swoje subiektywne
    zdanie, ze wlasnym
    > przekonaniom bezrefleksyjnie nadaje status prawdy.

    Mhm. To sie pojawia w wielu postaciach, mnie najbardziej chyba
    wkurza 'moja ciocia'. Argument typu "no tak, ty tak uwazasz, a moja
    ciocia to miala co innego" - taki upierdliwy wariant prymatu
    wlasnego doswiadczenia, tym glupszy, ze z drugiej reki, czyli
    sfalszowany o efekt gluchego telefonu.

    > rownie powszechne jest za prawde obiektywna brac tezy, ktore sa
    niczym wiecej
    > niz prawdami intersubiektywnymi, powszechnie funkcjonujacymi
    kliszami, lub za
    > prawde uznawac tradycje.

    Tak, ale to imo latwiej obnazyc, chyba ze komus wroslo w rdzen
    kregowy.

    > kot mowiacy hello bardzo poruszyl mojego psa :)

    Moze dlatego, ze kot mowil 'hello' i 'I'm alone, I'm on my own, I'm
    alone', wszystko z brytyjskim akcentem. Mnie przechodza ciarki za
    kazdym razem.

    > mialam kiedys taka koteczke ktora darla ryja niemal non stop aby
    tylko ja glask
    > ac.
    > a dzis przyszedl do mnie - sam z siebie - niesamowity kot, jakis
    taki wiekszy,
    > wyzszy, z twarza dzikich wielkich kotow. super zwierz.

    Moze Maine Coon?

    > delikatnie nakrecajac wyscig kotow zapytam: znow zdarzylo mi sie
    ze kot sam z
    > siebie po prostu zaczal sie do mnie lasic, kiedy wypatrywalam
    mojego psa.
    > czy to cos oznacza? moze promieniuje zla energia? ;)

    Nie mam pojecia, ja bym na twoim miejscu myslala, ze to rodzaj
    honorowego odznaczenia za jakies karmiczne zaslugi :)

    > propaganda
    > no wlasnie, wiec czemu niby pragnienie duchowosci ma byc lepsze
    niz pragnienie
    > materialnosci lub pragnienie braku pragnien? jest jakas roznica
    czy to tylko
    > rozne drogi wartosciowania swiata/ zycia?

    Ale jest lepsze? To sa pragnienia z roznych poziomow po prostu.
    Realizujemy albo to, co najlatwiej, albo to, czego nam najbardziej
    potrzeba.

    > inny powod, ze musialabym tam lawirowac miedzy toba a solaris, co
    tez akurat
    > teraz nie jest tym czego na pewno chce sie podjac. axel, axel,
    axel.... ;)

    A, to o mnie sie nie boj, ataku na poglady nie odbieram jako ataku
    na siebie.

    > mundrzejszy co znaczy? bardziej cwany chyba. jesli tak, to zgoda.
    a moze "
    > niegotowy", he?

    Mundrzejszy to taki madry inaczej.
    Mialam przyjaciela, ktory posiadl wieksza czesc wiedzy swiata tego.
    Byl to czlowiek leciwy (jak mi sie wydawalo, mial tyle lat, co ja
    teraz :(, duzo przeczyal, przemyslal i przedyskutowal z innymi
    madrymi. Cechowala go procz tego zywa inteligencja i powalajaca
    blyskotliwosc. I caly ten potencjal intelektualny wprzegal w
    przekonywanie siebie, ze wcale nie jest uzalezniony. A problem rosl
    i w koncu go przerosl. To jest wlasnie mundrosc.

    > 'kazdy sukces jest zapowiedzia kleski',
    > i 'kazda kleska jest zapowiedzia sukcesu'. no tak, to taka
    ostrzejsza wersja. '
    > kazdy sukces jest zapowiedzia kolejnego wyzwania" jawi mi sie
    jako wywazone
    > polaczenie " konfucjanizmu" i wiedzy o zyciu, po prostu.

    Tak, ale to jest takie okropne!
    Rzucilam i-cing rowniez przez to, bo zaczynalam sie cieszyc, kiedy
    wychodzily mi zle heksagramy, a martwic - jak dobre.

    > nie wolno raczej tego mowic glosno, wiec powiem cicho, wyszemrze:
    mnie zawsze
    > krecily eksperymenty w stylu doktora mengele ... :)

    Historie o 'wilczych dzieciach' albo o Kasparze Hauserze - mnie tez
    to fascynuje.

    > sprawdzilam kto to r. chamberlain, ale nie nadal nie lapie
    aluzji, niestety.

    To aktor o urodzie fryzjera z malego miasta, ktory grywal w
    serialach typu 'ptaki ciernistych krzewow'. Cos jakby
    powiedziec 'cool' o Michale Wisniewskim.

    > a co do mojej matki... hmm, chcialabym miec mozliwosc
    przesledzenia moich
    > alternatywnych losow. na pewno gdyby zyla, i moje zycie inaczej
    by sie
    > potoczylo. fajnie byloby miec taka maszyne, taka mozliwosc
    doswiadczenia
    > alternatywy!

    Praca z postaciami rodzicow nie musi sie konczyc po ich smierci.
    Oprocz pracy z wewnetrzna matka - tym jej odbiciem, ktore
    zinternalizowalas, mozna tez poleciec w bardziej szamanskie
    historie - jakies ustawienia czy cos. Tylko to trzeba bardzo dobrze
    przemyslec.

    --
    "Osoba naprawde zaslugujaca na szacunek oraz pewna siebie, nie
    boji sie krytyki i nie musi chowac sie po kontach jak ty."
    - waldi
  • 12.04.08, 04:17
    axel...
    "Moze byc tak, ze w lęku pomaga nauczyciel."
    oj, to by byla gratka! ale chyba trzeba by miec w sobie gotowosc uznania kogos
    za nauczyciela. trzeba by podjac decyzje, ze da sie posluch/ zaufa sie raczej
    nauczycielowi niz wlasnym strachom i nawykom,i wlasnym pomyslom, prawda?
    ---
    wiedza.
    "Co nam mialoby przyjsc z wiedzy, kim jest bog?"
    bo ja wiem? wiedzielibysmy jak sie mu przypodobac i jak sie przed nim chronic???
    nie az tak wazne kim on jest, wazne czego od nas chce, co ustawil celem zycia,
    co jest wg niego dobre/ zle itd.
    poznajac go i jego preferencje, jego pomysl na nas, wiedzielibysmy jak isc zeby
    dojsc do szczescia.
    a tak tylko zgadujemy chyba...
    ---
    hmm, istnienie mojej glowy zweryfikowac moge doswiadczalnie, choc jako ze w tym
    dosw bierze udzial takze moj mozg, calosc eksperymentu moze byc oszustwem,
    iluzja. mozliwe zatem ze moja glowa nie istnieje , a tylko mam wrazenie jej
    istnienia. o, tak...
    ---
    wlasnie o to chodzi, ze moznaby uzyc modelu zbiorow twierdzen uznanych za
    prawdziwe. trawa jest zielona a niebo niebieskie nalezaloby do zbioru prawd
    ogolnoludzkich ( z wyjatkami), teza o ciescie bylaby prawda o mniejszym zasiegu
    obowiazywania/ podzielania. moze o to tylko chodzi - wlasciwie tylko
    powszechnosc obowiazywania/ wyznawania/ pozytywnej weryfikacji jakiejs tezy
    zmienia jej nazwe z prawdy na przekonanie.
    ---
    jezu, jestem medium ;) cos nasunelo mi mysl o ciastach czekoladowych, lada
    chwila przemowia glosy...
    jak dla mnie, nie musisz bardzo wymyslac - uwielbiam sernik, choc tez oczywiscie
    samym sernikiem zyc bym nie mogla...
    ---
    "kot mowil 'hello' i 'I'm alone, I'm on my own, I'm
    alone', wszystko z brytyjskim akcentem. "
    hmm, nie spodziewalam sie tego po kocie, totez nic takiego nie uslyszalam :)
    ---
    maine conn
    nie, zdecydowanie nie. ten byl gladkowlosy, krotkowlosy. mial taka dziwna twarz.
    wydluzona ale nieostra. moze go jeszcze kiedys dopadne albo on mnie, kiedy bede
    miec aparat.
    ---
    "ja bym na twoim miejscu myslala, ze to rodzaj
    honorowego odznaczenia za jakies karmiczne zaslugi :)"
    jestes pewna? jakos kloci mi sie to stwierdzenie z twoja niechecia wobec
    samouwielbienia i wzmiankami o dosw z i cing ;)
    ---
    propaganda
    "Realizujemy albo to, co najlatwiej, albo to, czego nam najbardziej
    potrzeba."
    albo to co nam najlepiej sprzedadza, wmowia...

    podziwiam taka perelke, diamencik taki sliczny, na pewno znasz przyspiewke
    lucky twice
    YOU CAN FOOL YOURSELF
    I PROMISE IT WILL HELP
    now
    every single day i just wanna hear you saying
    i'm so lucky
    lucky
    i'm so lovely
    lovely

    ja myslalam ze to jest straszne
    a teraz mysle ze to tylko jedna z wersji promocji pozytywnego myslenia
    o! juz
    zaczynam myslec ze to genialne
    ewentualnie ze cale to pozytywne myslenie to cyniczny otepiajacy przepis na
    lukrowanie kupy
    ???
    ---
    twoj " leciwy " przyjaciel...
    jakos tak poplynelam przy tym...
    jak smieszne wydaje mi sie teraz uwazac kogos w moim wieku za medrca, kogos kto
    wie, jak zyc itd... cos tam juz wiem, ale to wciaz tak malo.
    he he, na mnie medrcy okolo 30 nigdy nie dzialali, nie chcialam nigdy takiego
    nauczyciela. wolalam ksiazki.
    moj brat jest takim medrcem, nauczycielem, charyzmatycznym przywodca ... rzeszy
    17latek hi hi.
    on wymysla, one realizuja.
    mnie tez chcial zagonic do roboty, ale splynelo po mnie jak po kaczce. innych,
    niespokrewnionych nauczycieli tez spotkalam. ale tez jakos niewiele mnie
    poruszyli. osiolek jestem i tyla.
    ja nauczyciela raczej nie potrzebuje, nie chce. preferowany przeze mnie typ
    mezczyzny to raczej porywajacy szaleniec, ktorego szalenczy entuzjazm pomaga mi
    przemoc moj lek i przekroczyc granice wyobrazni, urzeczywistniac to, co bym
    chciala ale sie boje :)
    z medrcem moge polemizowac albo zasnac z nudow. medrkowie zas proszeni sa o
    zaniechanie oracji...
    ja sie obawiam ze mundra to jestem ja... tak mnie cos skrzeczy o tym za uszami ;)
    ---
    michal wisniewski, pamietam, mial fajne rozowe wlosy.
    fakt, moja matka szczerze kochala ambitna, wysoka sztuke raczej niz seriale.
    dzieki ci, matko, zatem za dobrego mema :)
    za to moj ojciec i jego kolejna zona lubia piosenke biesiadna...
    ---
    zainteresowala mnie bardzo typologia anima/ animus znaleziona w wikipedii
    en.wikipedia.org/wiki/Anima_and_animus
    myslisz ze da sie mniej wiecej ustalic z ktorym z typow sie identyfikujemy? i
    jak - samodzielnie - przejsc od refleksji do zmiany?

    pozdrawiam :)
    --
    A tranquil state of perfect calm and receptivity
  • 13.04.08, 02:53
    szarylemur napisała:

    > oj, to by byla gratka! ale chyba trzeba by miec w sobie gotowosc
    uznania kogos
    > za nauczyciela. trzeba by podjac decyzje, ze da sie posluch/
    zaufa sie raczej
    > nauczycielowi niz wlasnym strachom i nawykom,i wlasnym pomyslom,
    prawda?

    Niby tak. Zaufanie jednak nie wyklucza zachowania trzezwosci osadu
    i samodzielnosci myslenia. Moim ostanim nauczycielem byl moj
    terapeuta - naprawde wiele mnie nauczyl. Ale kiedy zauwazylam, ze
    dzieje sie cos zlego, a on nie byl nawet w stanie o tym
    porozmawiac, zakonczylam wymiane.

    Jesli sie mialo duze deficyty w rodzicach, latwo obsadzic
    nauczyciela w roli boga. Lepiej wiec pamietac, ze nie warto :)

    [bog]
    > nie az tak wazne kim on jest, wazne czego od nas chce, co ustawil
    celem zycia,
    > co jest wg niego dobre/ zle itd.
    > poznajac go i jego preferencje, jego pomysl na nas,
    wiedzielibysmy jak isc zeby
    > dojsc do szczescia.
    > a tak tylko zgadujemy chyba...

    Niedawno ogladalam program dla dzieci z udzialem ks biskupa, ktory
    opowiadal maluchom, czego od kobiet chce Bog. Bardzo mi sie to
    wydalo smieszne - nie to, co mowil, ale jak mowil: z niewzruszona
    pewnoscia.

    > mozliwe zatem ze moja glowa nie istnieje , a tylko mam wrazenie
    > jej istnienia. o, tak...

    Sama chcialas sie dowiedziec :P

    > moze o to tylko chodzi - wlasciwie tylko
    > powszechnosc obowiazywania/ wyznawania/ pozytywnej weryfikacji
    jakiejs tezy
    > zmienia jej nazwe z prawdy na przekonanie.

    W tak ustawionej prespektywie nie chodzi o rzeczy, ale o slowa,
    ktore je okreslaja.

    > jak dla mnie, nie musisz bardzo wymyslac - uwielbiam sernik, choc
    tez oczywisci
    > e
    > samym sernikiem zyc bym nie mogla...

    Jesli sa jakies istotniejsze roznice miedzy plciami to np taka, ze
    wsrod mezczyzn jest wiecej tych, ktorzy by przetrwali na prawie-
    mono diecie, typu 'bulki, parowki i pierogi z garmazu'. Wiekszosc
    kobiet jest bardziej skomplikowana kulinarnie :)

    Jestes medium, albo moze ja - niedawno kupilam sobie ksiazke o
    samych sernikach. Druga.

    > "kot mowil 'hello' i 'I'm alone, I'm on my own, I'm
    > alone', wszystko z brytyjskim akcentem. "
    > hmm, nie spodziewalam sie tego po kocie, totez nic takiego nie
    uslyszalam :)

    Glosem starej kobiety, brrr. Przypomnialy mi sie te wszystkie
    horrory, ktore obejrzalam.
    Dobra - jak chce sie naprawde bac, puszczam sobie te staruszke z
    Tajwanu chyba, w kazdym razie akcent ma egzotyczny:
    www.youtube.com/watch?v=ONmhQJy1ViA

    > jestes pewna? jakos kloci mi sie to stwierdzenie z twoja
    niechecia wobec
    > samouwielbienia i wzmiankami o dosw z i cing ;)

    Kiedy spojny obraz mojej osoby to pomylka.
    To zreszta dotyczy kazdego, tylko malo kto o tym wie. Jesli
    mialabym sobie wybrac indianskie imie, to brzmialoby ono 'Proces W
    Trakcie', tylko to sie kiepsko zdrabnia.

    > propaganda
    > "Realizujemy albo to, co najlatwiej, albo to, czego nam
    najbardziej
    > potrzeba."
    > albo to co nam najlepiej sprzedadza, wmowia...

    Tak, ale nie ma sensu sie nad tym zastanawiac przesadnie. Troche -
    tak, bardzo - nie.

    > ja myslalam ze to jest straszne
    > a teraz mysle ze to tylko jedna z wersji promocji pozytywnego
    myslenia
    > o! juz
    > zaczynam myslec ze to genialne
    > ewentualnie ze cale to pozytywne myslenie to cyniczny otepiajacy
    przepis na
    > lukrowanie kupy

    Jak kiedys zaczelam mieszkac naprawde sama i do tego stracilam
    prace, to po okresie paskudnej, chamskiej deprechy doszlam do
    wniosku, ze najgorsza rzecz to miec za duzo czasu na myslenie. To
    jak zjezdzalnia - w dol latwo, pod gorke nie sposob.

    Gdzies tam jest jakis rdzen 'mnie' czy 'ciebie', gdzies tam glos,
    ktory powtarza 'there is some shit I will not eat' czy w jakis inny
    sposob wyznacza granice. Jakos trzeba znalezc srodek miedzy 'trust
    no one' i kupowaniem wszystkiego jak leci. To sie najlepiej udaje,
    kiedy sie ma mocne poczucie wlasnej wartosci.

    > twoj " leciwy " przyjaciel...
    > jakos tak poplynelam przy tym...
    > jak smieszne wydaje mi sie teraz uwazac kogos w moim wieku za
    medrca, kogos kto
    > wie, jak zyc itd... cos tam juz wiem, ale to wciaz tak malo.

    Tak malo to sie wie i po osiemdziesiatce. Jesli wciaz sie porownuje
    z innymi. Ejno!

    > he he, na mnie medrcy okolo 30 nigdy nie dzialali, nie chcialam
    nigdy takiego
    > nauczyciela. wolalam ksiazki.

    Tak, jasne, potem sie zaglada do jakiegos Wilbera i wuala,
    nauczyciel, ktorego mozna schowac do kieszeni.
    Czytalas Estes, btw?

    > moj brat jest takim medrcem, nauczycielem, charyzmatycznym
    przywodca ... rzeszy
    > 17latek hi hi.
    > on wymysla, one realizuja.

    O matko, to brzmi jak fantazja wiekszosci facetow.
    A wladza nad rzedem dusz to chyba spory ciezar, co.

    > niespokrewnionych nauczycieli tez spotkalam. ale tez jakos
    niewiele mnie
    > poruszyli. osiolek jestem i tyla.

    Moze nie potrzebujesz? Moze nauczycielem jest dla ciebie kazdy w
    jakis sposob? Moze spotkasz kiedy indziej.

    > ja nauczyciela raczej nie potrzebuje, nie chce. preferowany
    przeze mnie typ
    > mezczyzny to raczej porywajacy szaleniec, ktorego szalenczy
    entuzjazm pomaga mi
    > przemoc moj lek i przekroczyc granice wyobrazni, urzeczywistniac
    to, co bym
    > chciala ale sie boje :)

    Nauczycielem tez moze byc kobieta przeciez - niekoniecznie musi to
    byc partner czy ktos w rodzaju. W pewnym okresie mojego zycia moim
    nauczycielem byla grupa ludzi, ktora poznalam na - hehe - forum
    psycholo (akurat nie tym).

    Ja jak sie boje, a nie mam ochoty, to czasem stosuje sposob 'na
    blondynke': zamykam oczy i naciskam pedal gazu... To sie roznie
    konczy, ale przynajmniej jest ciekawie.

    > ja sie obawiam ze mundra to jestem ja... tak mnie cos skrzeczy o
    tym za uszami
    > ;)

    Kazdy ma takiego zagadywacza-specjaliste od racjonalizacji. Czasem
    sie przydaje, czasem trzeba nasadzic mu jakis kubel na leb, zeby
    sie w koncu zamknal.

    > dzieki ci, matko, zatem za dobrego mema :)
    > za to moj ojciec i jego kolejna zona lubia piosenke biesiadna...

    'Hej sokoly' sie swietnie spiewa w nocy o polnocy. Imo kazda chec
    kontaktu ze sztuka jest dobrym odruchem, niezaleznie od wysokosci
    tej sztuki.

    > zainteresowala mnie bardzo typologia anima/ animus znaleziona w
    wikipedii
    > en.wikipedia.org/wiki/Anima_and_animus
    > myslisz ze da sie mniej wiecej ustalic z ktorym z typow sie
    identyfikujemy?

    Nie wiem, mi to nie bardzo trafia do przekonania. Np kiedy zaczelam
    prace z Animusem, to snila mi sie postac, nijak majaca sie do tej
    typologii - biseksualny, androgyczny bog, majacy w sobie cos z
    transwestyty i dziwki, jednoczesnie promieniujacy dziwnym urokiem i
    pewnoscia siebie, zawsze otoczony rojem wyznawczyn. On zupelnie nie
    pasuje do tych opisow, jakos strasznie byl obok, za to bardzo z
    mojego srodka, wiec dla mnie prawdziwszy
    Zostaw te encyklopedie, poszukaj w snach :)
    i
    > jak - samodzielnie - przejsc od refleksji do zmiany?

    Nie wiem, bo mi sie to nigdy chyba nie udalo, a jesli juz - to tak
    powoli, ze nie zauwazylam.

    czul.
    --
    stereotypes are a real time-saver
  • 13.04.08, 15:30
    nauczyciel.
    nie wiem, moze nie spotkalam jeszcze w realu prawdziwego nauczyciela, mojego
    nauczyciela/ nauczycielki, ale w relacji z tymi ktorzy sie przez moje zycie
    przewineli, zawsze braklo mi przekonania co do tego, ze ten ktos wie lepiej ode
    mnie, co jak jest. prawdopodobnie masz racje, ze zamiast jakiejs jednej figury
    Nauczyciela, mam ich wielu, od kazdego czegos tak sie ucze, no prawie od
    kazdego. jednym z moich nauczycieli byl tez moj piesek :)
    ---
    programy religine dla dzieci doprowadzaja mnie na skraj furii w stylu wyrzucic
    tv przez okno. pranie mozgu od poczatku, paskudztwo, brudztwo.
    zreszta w ogole ostatnio mam totalna awersje do grajacego pudelka
    pudełka
    ---
    prawda
    tak, prawda to sa slowa ktore adekwatnie maja opisywac to co rzeczywiscie jest,
    takim jak jest.
    ---
    sernik i plec/ gusta kulinarne
    buuuuuuu
    i znow wyszlo, ze nie jestem kobieta.... buuuuu ;)))
    ja naprawde mala wage przywiazuje do tego co jem
    tzn: ma mi to smakowac i tyle
    mam takie ciagi zywieniowe, rok temu przez kilka miesiecy jadlam tylko smazona
    kurza watrobke ( wiem, dla wielu to ohyda, ale ja mam anemie)
    kiedys przez ponad rok odzywialam sie suchym makaronem z zupek chinskich
    kiedy doszlam do wniosku ze jestem uzalzeniona, przerzucilam sie na corn flakes
    obecnie moim hitem jest rzodkiewka humus i camembert
    choc musze nadmienic ze przez ostatnie trzy lata szesc dni w tygodni jadalam
    frykasy z top restaurant gdzie pracuje ( jeszcze trzy tygodnie)
    co dalej : zobaczymy
    takze trudno mi powiedziec czy kulinarne zroznicowanie plciowe nie jest
    przypadkiem kolejnym mitem z tej kategorii
    inaczej: ja lubie jesc, mam czule kubki smakowe, ale gotowac nie znosze
    zawsze zapominam o tym co tam akurat robie...
    ---
    kot horror
    zastanawiajace, ze te mowiace koty jakos tak sobie upodobaly jezyk angielski,
    nieprawdaz??? ;)
    ---
    idianskie imie
    Ten Co Duzo Mowi Ale Malo Rzecze
    podoba mi sie, choc mam nadzieje ze jednak nie jest adekwatne
    ---
    czemu nie ma sensu PRZESADNIE zastanawiac sie nad realizowanymi przez nas sensami?

    "najgorsza rzecz to miec za duzo czasu na myslenie"
    a ile to jest za duzo?

    mi czesto powtarzali znajomi
    " za duzo myslisz"
    co to znaczy? czy znaczy to ze nie warto dociekac Prawdy, a tylko dotrzec do
    tego co czyni zycie latwiejszym?
    ---
    nie mam silnego poczucia wlasnej wartosci
    ---
    malo sie wie nawet po 80tce, jesli porownuje sie z innymi. ale zawsze jest sie
    sklonnym mowic innym co maja robic
    he he he he
    marnosc nad marnosciami
    ---
    nie czytalam estes znaczy biegnacej z wilkami
    mam zamiar
    ale solaris czytala...
    mam tu takie cos, o czym chcialabym zasiegnac twojej opinii:
    www.taraka.pl/index.php?id=labikobieini.htm
    mnie to dosc zszokowalo
    wyszlo na to ze dokladnie wypelnilam schemat inicjacji
    ze dostalam od losu wszystkie warunki dla niej potrzebne
    ... dziwnie sie poczulam czytajac o tym
    ---
    w moich snach, czego mam szukac?
    czy mam traktowac pojawiajacych sie w nich mezczyzn i kobiety symbolicznie?
    kiedy sni mi sie ojciec, caly dzien mam do tylu.
    nienawisc, strach, walka.
    jesli to jest moj archetyp mezczyzny, to ... straszne
    nawet nie wiem jak mialabym sobie z tym poradzic!
    przychodzi mi na mysl realne wyrownanie rachunkow, zemsta
    na rozmowe nie licze, to nie ten typ
    i zauwazam jak ta postac rzutuje na moje relacje z mezczyznami
    nie jest dobrze, wszedzie zadry, rany, shizy
    co do matki, obawiam sie pojsc jej droga
    choc terapeutka wspierala mnie slowami, ze skoro widze jej bledy to juz taka jak
    ona nie bede.
    ale mialam relacje, ktora niezauwazalnie wyewoluowala w kopie relacji moich rodzicow
    ciesze sie, ze mialam na tyle sily aby z niej wyjsc
    nie umialam jej zmienic, nie umialam zmienic siebie w niej, ani tym bardziej
    mojego partnera

    widze wiele rzeczy, umiem dostrzec schemat, ale wlasnie nie bardzo wiem jak nie
    wpasc w jego pulapke
    bo to ze nie chce go powtarzac to jasne

    pozdrawiam :)))
    wieczorem jade do madrytu wiec jesli nie odpisze to dlatego wlasnie

    --
    A tranquil state of perfect calm and receptivity
  • 14.04.08, 02:37
    szarylemur napisała:

    > ale w relacji z tymi ktorzy sie przez moje zycie
    > przewineli, zawsze braklo mi przekonania co do tego, ze ten ktos
    wie lepiej ode
    > mnie, co jak jest.

    He he. Specyficzne polaczenie czegos w rodzaju dumy i nieufnosci?
    Nauczyciel nie musi wiedziec lepiej. Wystarczy, zeby inspirowal -
    to sie raczej skupia na robieniu lepiej.

    Nauczyciel to ktos, kto funkcjonuje lepiej w tych sferach, ktore u
    ciebie sa potrzebne do ulepszenia. Nie ktos kto mądraluje sama
    teorie - taki ktos to najczesciej odpowiednik erotomana-
    gawedziarza, ktory okazuje sie byc prawiczkiem.

    > prawdopodobnie masz racje, ze zamiast jakiejs jednej figury
    > Nauczyciela, mam ich wielu, od kazdego czegos tak sie ucze, no
    prawie od
    > kazdego. jednym z moich nauczycieli byl tez moj piesek :)

    Obecnosc zwierzat w rozwoju bardzo duzo uczy. Tzn dyskutowalabym
    moze o rybkach, ale psy i koty posiadaja wielka madrosc. I
    zazwyczaj hojnie sie nia dziela. Tym to fajniejsze, ze poza slowami.

    > programy religine dla dzieci doprowadzaja mnie na skraj furii w
    stylu wyrzucic
    > tv przez okno. pranie mozgu od poczatku, paskudztwo, brudztwo.

    E, czasy sa takie, ze dzieci maja szanse to w wieku kontestatcji
    duzo latwiej swiadomie przyjac lub odrzucic, niz my.

    > zreszta w ogole ostatnio mam totalna awersje do grajacego pudelka
    > pudełka

    A mi sie przydalo ostatnio jako znieczulacz. Mniej szkodliwe od
    chemii i uzywek, latwiej odstawic.

    > prawda
    > tak, prawda to sa slowa ktore adekwatnie maja opisywac to co
    rzeczywiscie jest,
    > takim jak jest.

    Nie ma takich slow. Reprezentacje rzeczy nie sa rzeczami:
    tnij.com/zm1C

    ...
    > obecnie moim hitem jest rzodkiewka humus i camembert

    O jezu - razem? Bardzo awangardowe.

    > choc musze nadmienic ze przez ostatnie trzy lata szesc dni w
    tygodni jadalam
    > frykasy z top restaurant gdzie pracuje ( jeszcze trzy tygodnie)
    > co dalej : zobaczymy

    Jesli tak, to pewnie masz smak wyrobiony bardziej, niz wiekszosc
    powaznych krytykow restauracyjnych w Polsce.

    > takze trudno mi powiedziec czy kulinarne zroznicowanie plciowe
    nie jest
    > przypadkiem kolejnym mitem z tej kategorii

    Jest moja naiwna obserwacja uogolniona bez uprawnienia. Kobiety nie
    tworza jej upodobania kulinarne, ale glownie tozsamosc.

    > inaczej: ja lubie jesc, mam czule kubki smakowe, ale gotowac nie
    znosze
    > zawsze zapominam o tym co tam akurat robie...

    Moze jeszcze nie znalazlas swojego nauczyciela ;)

    > kot horror
    > zastanawiajace, ze te mowiace koty jakos tak sobie upodobaly
    jezyk angielski,
    > nieprawdaz??? ;)

    A nieprawdaz. Znalam bardzo zasluzona kotke (ktora zastepowala
    mojej przyjaciolce matke przez cale jej trudne dojrzewanie), ktora
    kiedy byla glodna wchodzila do kuchni i mowila z prawidlowym
    akcentem 'merde'.

    > idianskie imie
    > Ten Co Duzo Mowi Ale Malo Rzecze
    > podoba mi sie, choc mam nadzieje ze jednak nie jest adekwatne

    Nie pasuje mi do ciebie. Tzn nie mam pojecia, czy jestes gadula,
    ale nie wydaje mi sie, zeby to bylo cos, co cie okresla z
    najwazniejszej strony.

    > czemu nie ma sensu PRZESADNIE zastanawiac sie nad realizowanymi
    przez nas sens
    > ami?

    Bo do jakich sensownych wnioskow mozna dojsc?

    > "najgorsza rzecz to miec za duzo czasu na myslenie"
    > a ile to jest za duzo?

    Moja przyjaciolka, osoba niezwykle urodziwa, rozmawiajac kiedys ze
    mna, patrzyla w lustro. Po jakiejs godzinie westchnela 'a w ogole,
    to ja mam za duzo skory na twarzy'.
    W jej przypadku bylo to akurat o godzine za dlugo.

    > mi czesto powtarzali znajomi
    > " za duzo myslisz"
    > co to znaczy? czy znaczy to ze nie warto dociekac Prawdy, a tylko
    dotrzec do
    > tego co czyni zycie latwiejszym?

    Pewien czlowiek mial dwoch synow. Kiedy siedzial na brzegu rzeki,
    jednego z nich porwal znienacka nurt - dzieciak utopil sie w pare
    sekund. Mezczyzna wpadl w rozpacz, chodzil przez caly rok co dzien
    na brzeg rzeki i oddawal sie ponurym rozmyslaniom. Wiosna
    nastepnego roku utopil sie jego drugi syn.
    (To nie jest ponura historia rodzinna, tylko jakas tam buddyjska
    przypowiastka chyba).
    Historia zakonczylaby sie inaczej, gdyby mezczyzna zamiast chodzic
    na brzeg rzeki i sie zadreczac nauczyl swojego drugiego syna plywac.

    > nie mam silnego poczucia wlasnej wartosci

    Na slabe poczucie wlasnej wartosci najlepsza jest terapia poznawcza.
    To ma sens w twoim przypadku zwlaszcza jesli jestes DDA.

    > malo sie wie nawet po 80tce, jesli porownuje sie z innymi. ale
    zawsze jest sie
    > sklonnym mowic innym co maja robic
    > he he he he
    > marnosc nad marnosciami

    Phi. To nie byla akwizycja, tylko zyczliwe pohukiwanie.

    > mam tu takie cos, o czym chcialabym zasiegnac twojej opinii:
    > www.taraka.pl/index.php?id=labikobieini.htm
    > mnie to dosc zszokowalo
    > wyszlo na to ze dokladnie wypelnilam schemat inicjacji
    > ze dostalam od losu wszystkie warunki dla niej potrzebne
    > ... dziwnie sie poczulam czytajac o tym

    Jakos mi ten tekst nie lezy. To nie znaczy ze jest glupi,
    nieprawdziwy czy zly, tylko taki nie moj.

    Przeczytaj te Estes, tam jest o wiele wiecej o wiele fajniej.
    Zwlaszcza rozdzial o Madrej Wasylisie.

    > w moich snach, czego mam szukac?
    > czy mam traktowac pojawiajacych sie w nich mezczyzn i kobiety
    symbolicznie?
    > kiedy sni mi sie ojciec, caly dzien mam do tylu.
    > nienawisc, strach, walka.
    > jesli to jest moj archetyp mezczyzny, to ... straszne
    > nawet nie wiem jak mialabym sobie z tym poradzic!
    > przychodzi mi na mysl realne wyrownanie rachunkow, zemsta
    > na rozmowe nie licze, to nie ten typ
    > i zauwazam jak ta postac rzutuje na moje relacje z mezczyznami
    > nie jest dobrze, wszedzie zadry, rany, shizy
    > co do matki, obawiam sie pojsc jej droga
    > choc terapeutka wspierala mnie slowami, ze skoro widze jej bledy
    to juz taka ja
    > k
    > ona nie bede.
    > ale mialam relacje, ktora niezauwazalnie wyewoluowala w kopie
    relacji moich rod
    > zicow
    > ciesze sie, ze mialam na tyle sily aby z niej wyjsc
    > nie umialam jej zmienic, nie umialam zmienic siebie w niej, ani
    tym bardziej
    > mojego partnera

    Mysle, ze bardzo tesknisz za terapia, co? Tzn pytam, czy o tym
    wiesz, bo ja to widze.
    Mysle tez, ze sobie ze wszystkim poradzisz.
    Jak ci zle, to obejrzyj sie do tylu na osobe, ktora bylas. Bez
    zlosci, ze wspolczuciem, ale i z duma - mysle, ze masz do niej
    prawo.

    > widze wiele rzeczy, umiem dostrzec schemat, ale wlasnie nie
    bardzo wiem jak nie
    > wpasc w jego pulapke
    > bo to ze nie chce go powtarzac to jasne

    Mi by sie to nie udalo, gdybym nie chodzila na terapie. Byc moze da
    sie to zrobic 'na sucho', pozaterpeutyjnie, np w madrej przyjazni
    albo madrym zwiazku. Ale tym o nie trudniej, im sie jest samemu
    bardziej zasuplanym.

    > pozdrawiam :)))
    > wieczorem jade do madrytu wiec jesli nie odpisze to dlatego
    wlasnie

    No jasne, wez sie wyspij.
    Powodzenia :)
    czul.

    --
    Fuck you, batteries!
  • 14.04.08, 22:44
    'Specyficzne polaczenie czegos w rodzaju dumy i nieufnosci?"
    dumy i nieufnosci? hmm, nie, raczej dociekliwosci. choc owszem, namaszczonych
    oracji, dloni wskazujacych jedynie sluszny kierunek ani innych form ' zyczliwej
    manipulacji' nie przyjmuje jak wyczekanego zbawienia. od czasu do czasu moze,
    kiedy czuje sie kompletnie stracona, moge sie polasic na pojscie za kims, uznaje
    takze autorytet innych dotyczacy spraw tego swiata ( ekonomii, spraw urzedowych
    itp).

    pies nauczyl mnie, ze moja wiedza o kotach na nic sie z nim przyda, gdyz on
    kotem nie jest i dziala inaczej. na poczatku go nie lubilam, w ogole mialam psy
    za glupsze od kotow. teraz wiem, ze po prostu sa inne.
    ===
    programy religijne
    'czasy sa takie, ze dzieci maja szanse to w wieku kontestatcji
    duzo latwiej swiadomie przyjac lub odrzucic, niz my.'
    naprawde? dlaczego tak sadzisz? ja nie czulam zadnej presji ' religijnej ' ze
    strony rodzicow. w liceum wypisalam sie z religii, a wystarczyla do tego jedna
    rozmowa z matka.
    a teraz ten papiez wszedzie jako swiety niemal, zreszta nie wiem, nie ma mnie
    tam, nie wiem jak to jest.
    jak jest?
    ---
    tv
    'A mi sie przydalo ostatnio jako znieczulacz. Mniej szkodliwe od
    chemii i uzywek, latwiej odstawic.'
    nie wyobrazam sobie zeby ogladanie tv moglo mnie znieczulic... raczej mnie mocno
    irytuje, przynajmniej hiszpanska tv. tak samo bylo w polsce, lubilam ogladac tvp
    pozna noca, gdy lecialy dziwaczne filmy, czyli raczej po to by cos
    interesujacego zassac niz zeby sie znieczulic. imo, tv odmozdza, taka papka jak
    wata cukrowa, niewiele wiecej.
    na co sie tak znieczulasz tv?
    ---
    prawda
    'Reprezentacje rzeczy nie sa rzeczami'
    a ktos mowil ze sa???
    funkcja prawdy jest adekwatnie opisywac rzeczy takie jakie sa. tyle
    a ze nie ma takich slow...
    paradoksalnie, byc moze najbardziej prawdziwe ze wszystkich opisow rzeczy to te,
    ktore dotycza bytow idealnych takich jak pojecia. byc moze tylko twory ludzkiego
    umyslu mozna opisac za pomoca slow. a wszystko inne bedzie tylko przyblizeniem?
    ---
    rzodkiewka humus camembert razem? no, tak dwie lyzki humusu, trzy rzodkiewki,
    troche soli, trojkat camemberta razem na jednym talerzu spoczywaja...
    awangardowe?
    przypomnialo mi sie jak z przyjaciolka lazilysmy po ciuchlandach i nabywalysmy
    stosy pieknych szmat, ktore nastepnie nosilysmy w roznych kombinacjach.
    nad wyraz czesto okazywalo sie ze wlasnie takie szmaty sa hitem sezonu :)
    kiedys tez dorwalam jakis nedzny magazyn z wykazem co jest hot a co jest not w
    nadchodzacym sezonie. fascynujaca lektura. az nie chce mi sie wierzyc, ze
    istnieja ludzie, ktorzy czyms takim kierowaliby sie przy wyborze menu w
    restauracji, miejsca na urlop, perfum, ksztaltu brwi, stroju, idola...
    obserwuje rowniez dziewczeta i kobiety skazane na widzimisie popularnych
    kreatorow mody. i tak np teraz wiekszosc pomyka w obcislych dzinsach z waskimi
    nogawkami, niezaleznie od figury. ostatnio moj flatmejt zachodzil w glowe, jak
    one te swoje wielkie ( naprawde wielkie! ) andaluzyjskie odwloki upychaja w
    ciasny material... i po co?
    w madrycie, donosze gorace niusy, jest znacznie bardziej jak w kolorowym
    magazynie - szczuple lub chude kobiety w markowych indywidualnie skomponowanych
    strojach nie sa ewenementem. heh, znow sie poczulam jak uboga krewna z
    prownicji, dokladnie tak jak kiedy jezdzilam do ciotki do wwy...
    ---
    z ta nieumiejetnoscia gotowania to wyglada na kolejny shiz z domu, gdzie
    gotowanie bylo jedna z obsesji mojego ojca i niekoniecznie ulubionum zajeciem
    mojej matki.
    byl taki jeden samozwanczy nauczyciel, ktory trul mi za uszami: "naucz sie
    gotowac, bo nikt cie nie zechce"
    he he he
    byc moze to lekkomyslnosc z mojej strony ;)
    ---
    kotka
    ' merde' wydaje mi sie dosc oryginalnym, by nie powiedziec - niestosownym -
    wezwaniem posilku...
    ---
    idianskie imie
    ten co duzo rzecze to chyba z dead man walking, nie pamietam
    spodobalo mi sie
    w wolnej chwili wymysle sobie stosowne indianskie imie :) trzeba by zawrzec w
    tym istote samej siebie, a to nie takie latwe
    ---
    przypowiastka ciekawa, dziekuje.
    przemysle ;)
    ---
    terapia poznawcza opiera sie - jesli dobrze zrozumialam - na zalozeniu o tym, ze
    istnieja poprawne i niepoprawne sposoby interpretowania zdarzen, tak?
    i na zmianie skojarzen pacjenta?
    to faktycznie mogloby by mi pomoc, gdybym tylko porzucila moje tezy odnosnie
    prawdy...
    zapisalam sie do psychologa po to, aby poradzic sobie z odczuwanym przeze mnie
    cierpieniem. chcialam byc normalna, choc zaznaczylam, ze nie chce w zwiazku z
    tym stac sie kura, takim przecietnym drobiowatym stworzeniem. ze lubie moj
    sposob odczuwania o swiecie, lubie wymyslac swoje shizy, ale nie wytrzymuje juz
    bolu jakiego doswiadczam w gwaltownych spadkach nastroju.
    na to pani psycholog odparla, zebym sie zastanowila, gdyz terapia doprowadzi do
    znormalizowania mnie, i wraz z bolem strace ekstazy tworcze, wowczas czeste.
    powiedziala ze bedzie to mniej wiecej tak, ze zamiast hustac sie na hustawce do
    oporu, przefruwac z jednego ekstremum w drugie, bede uczyc sie lagodniejszych
    sposobow zycia.
    wczesniej ( i pozniej tez zreszta ) bralam rozne leki, typu prozac czy bioxetin,
    takze cos przeciwlekowego, co podobalo mi sie tylko na poczatku. po pewnym
    czasie, kiedy leki zaczynaly naprawde dzialac, czulam sie jak sprawnie
    dzialajacy automat, pozbawiona dramatycznych stanow czarnej rozpaczy i bolu,
    ciagot samobojczych, ale tez i jakas taka wyprana z zycia, pusta, jak
    marionetka, na dodatek nie moglam po tych lekach pisac, gdyz nic poza banalami
    nie przychodzilo mi do glowy, gdzies uciekla wena.
    nie wiem, byc moze przyzwyczailam sie czuc tylko mocne rzeczy, wiec inaczej, na
    bardziej zrownowaznym poziomie czuje sie troche odrealniona?
    choc w sumie od tamtej terapii minelo pare lat, w ciagu ktorych dosc znaczaco
    sie zmienilam...
    a jako ze na terapie obecnie mnie nie stac, bede sie rozsuplywac i zasuplywac
    sama :)

    pozdrawiam :)))

  • 15.04.08, 01:48
    szarylemur napisała:

    > nie przyjmuje jak wyczekanego zbawienia. od czasu do czasu moze,
    > kiedy czuje sie kompletnie stracona, moge sie polasic na pojscie
    za kims, uznaj
    > e
    > takze autorytet innych dotyczacy spraw tego swiata ( ekonomii,
    spraw urzedowyc
    > h
    > itp).

    Ja nie wiem, ja to mam tak, ze najpierw widze to, czego nie ma. W
    sensie braku. Czytam tlumaczenie ksiazki i widze kalke z
    angielskiego, ktorego redaktor nie wychwycil - zamiast sie
    zachwycac wyszukanymi metaforami. A jak czegos nie rozumiem
    (ekonomii, spraw urzedowych), to sie od tego trzymam z daleka. Mam
    jakis problem z autorytetami, to pewnie przez trudne dziecinstwo ;)

    > na poczatku go nie lubilam, w ogole mialam psy
    > za glupsze od kotow. teraz wiem, ze po prostu sa inne.

    Inne sa. Moj szwagier twierdzi, ze sa madrzejsze od kotow, bo psy
    sie daja tresowac. Tlumacze mu, ze jesli juz takie kryterium
    madrosci przyjac, to raczej swiadczyloby to o ich madrosci, ale on
    sie jakos nie chce zgodzic.

    [kontestacja]
    > naprawde? dlaczego tak sadzisz? ja nie czulam zadnej presji '
    religijnej ' ze
    > strony rodzicow. w liceum wypisalam sie z religii, a wystarczyla
    do tego jedna
    > rozmowa z matka.

    Dzieciaki maja teraz o wiele wiecej do wyboru.
    O wiele wiecej sciezek, religii, drog zycia. Imo oni, kiedy dorosna
    i uslysza slowo 'religia' nie beda jej tak zupelnie automatycznie
    tlumaczyc sobie w glowie na 'katolicyzm', co jest powszechne
    obecnie.

    Moja rodzina tez byla liberalna, z nikim nawet nie rozmawialam,
    zeby dac sobie siana z religia. Ale do glowy by mi nie przyszlo,
    zeby sie np konwertowac na buddyzm tybetanski.

    > a teraz ten papiez wszedzie jako swiety niemal, zreszta nie wiem,
    nie ma mnie
    > tam, nie wiem jak to jest.
    > jak jest?

    Teoretycznie jest swiety, chca ustanowic rocznice smierci swietem
    (=dniem wolnym), ale nie wiadomo, czy lobby przedsiebiorcow sie
    zgodzi.
    Praktycznie nic sie nie zmienilo, procz mojej wzrastajacej z roku
    na rok checi przedefilowania sie w kolejna rocznice w koszulce z
    napisem 'nie plakalam po papiezu'. Ale sie boje linczu.

    > imo, tv odmozdza, taka papka jak
    > wata cukrowa, niewiele wiecej.
    > na co sie tak znieczulasz tv?

    Wlasnie o to chodzi, ze papka.
    Albo to, albo chemia - wolalam to. Odczulam sie po dosc dotkliwym
    seansie bezsilnosci. Ale juz mi prawie przeszlo, do tego jestem
    madrzejsza o kilkadziesiat obejrzanych programow poradnikowych.
    Jakbym skonczyla wydzial gotowania, sprzatania domu, asertywnego
    wychowywania dzieci i stylingu :)

    > paradoksalnie, byc moze najbardziej prawdziwe ze wszystkich
    opisow rzeczy to te
    > ,
    > ktore dotycza bytow idealnych takich jak pojecia. byc moze tylko
    twory ludzkieg
    > o
    > umyslu mozna opisac za pomoca slow. a wszystko inne bedzie tylko
    przyblizeniem?

    Wittgenstein chyba twierdzil, ze nawet jeslibysmy mieli tlumacza,
    ktory by tlumaczyl np z lwiego, to bysmy lwa nie zrozumieli. Bo
    zeby zrozumiec lwa, trzeba wejsc w jego swiat, byc lwem, i to tym
    konkretnym najlepiej. (Tzn moze cos poplatalam, ale to mi akurat
    utkwilo, i jesli to nie W, a ja, to i tak sie z tym zgadzam).

    > rzodkiewka humus camembert razem? no, tak dwie lyzki humusu, trzy
    rzodkiewki,
    > troche soli, trojkat camemberta razem na jednym talerzu
    spoczywaja...
    > awangardowe?

    Dziwne.
    Rozumiem polaczenie tych trzech konsystencji, ale humus wolalabym
    jesc sam. I moglabym, dlatego przestalam go robic.

    > nad wyraz czesto okazywalo sie ze wlasnie takie szmaty sa hitem
    sezonu :)

    Mam takiego kolege, ktory nadal sie strasznie przejmuje moda. On
    jest zawsze dwa sezony do przodu, od kiedy pamietam byl. Potwornie
    jest z tego dumny.

    > kiedys tez dorwalam jakis nedzny magazyn z wykazem co jest hot a
    co jest not w
    > nadchodzacym sezonie. fascynujaca lektura. az nie chce mi sie
    wierzyc, ze
    > istnieja ludzie, ktorzy czyms takim kierowaliby sie przy wyborze
    menu w
    > restauracji, miejsca na urlop, perfum, ksztaltu brwi, stroju,
    idola...

    To jest taka pulapka. Zeby sie utrzymac, musisz pracowac - ale
    praca w jakis sposob wyznacza twoje standardy spedzania wolnego
    czasu i w ogole stylu zycia. Jesli pracuje sie w f-me x, to
    powinnas jezdzic na wakacje tu i tu, nosic takie a nie inne
    torebki, pachniec perfumami, kupionymi za sume nie mniejsza niz x.
    Wiec pracujesz, zeby moc to wszystko kupic, bo jakbys nie kupila,
    moglabys za bardzo odstawac, spasc w hierarchii i stracic prace,
    przez ktora musisz zyc tak a nie inaczej. Wiec wydajesz jak trzeba,
    a zeby wydawac, musisz pracowac...

    Podobnie jest, oczywiscie, grup wplywu typu rodzina czy krag
    znajomych. Czesto.

    ostatnio moj flatmejt zachodzil w glowe, jak
    > one te swoje wielkie ( naprawde wielkie! ) andaluzyjskie odwloki
    upychaja w
    > ciasny material... i po co?

    Moj boze, pamietam czasy, kiedy ciuchy z powodow brakow na rynku
    wykonywalo sie samodzielnie, takoz ozdoby oraz niektorzy posuwali
    sie do wykonywania wlasnorecznie obuwia... A cala ta energia po to,
    zeby sie wyrozniac.
    Naprawde, swiat zmierza ku upadkowi, zdecydowanie.

    > heh, znow sie poczulam jak uboga krewna z
    > prownicji, dokladnie tak jak kiedy jezdzilam do ciotki do wwy...

    Ja ze swoimi butami i wszystkim tak mialam w Londynie.
    Ale nauczylam sie jakos tak siebie nosic, ze pare razy zdarzylo
    sie, ze mnie zaczepiono, pytajac, skad mam taki plaszczyk czy farbe
    do wlosow. Z dzika frajda mowilam 'ju kant baj dis in london. aj
    bołt it in poland'.
    W dodatku Anglicy to ostatni narod swiata, ktory by kogokolwiek
    zaczepial na ulicy z takimi pytaniami. Jezu, jak to ładowalo moje
    watle ego :)

    > byl taki jeden samozwanczy nauczyciel, ktory trul mi za
    uszami: "naucz sie
    > gotowac, bo nikt cie nie zechce"

    W moim domu, po czesci z chlopskimi tradycjami, gotowanie bylo
    sposobem na mowienie 'kocham' i w ogole na okazywanie uczuc.
    Zamiast 'widze, ze czujesz sie fatalnie' bylo 'a moze zrobie
    nalesniczki?'
    Moze latwiej nauczyc sie mowic o uczuciach, niz gotowac, nie wiem.

    [terapia poznawcza]
    > to faktycznie mogloby by mi pomoc, gdybym tylko porzucila moje
    tezy odnosnie
    > prawdy...

    Mysle, ze mogloby.
    Temat mam na swiezo, bo szukalam czegos takiego dla kogos
    bliskiego. Jak sobie o tym poczytalam, to sama nabralam ochoty az :)

    [terapia]
    > nie wiem, byc moze przyzwyczailam sie czuc tylko mocne rzeczy,
    wiec inaczej, na
    > bardziej zrownowaznym poziomie czuje sie troche odrealniona?

    Mysle, ze jesli przez cale zycie nosilas w brzuchu plonace
    zgliszcza, to kiedy one zaczely gasnac, masz prawo odczuwac to jako
    pustke.
    Co nie znaczy, ze takie poczucie to jest stan docelowy. Imo to etap.
    Ja mialam taka pustke, jak pozegnalam sie z katolicyzmem - bardzo
    dotkliwe, prawie fizyczne odczucie straty. I jakies takie zbicie z
    tropu.
    Bez tego jednak nie poszlabym dalej.
    Przychodza mi tu do glowy dosc ckliwe metafory o ostatecznej
    smierci sprochnialego pnia, ktora to smierc umozliwia malym
    roslinkom, ginacym dotad w jego cieniu, wyrosnac w silny las.

    > choc w sumie od tamtej terapii minelo pare lat, w ciagu ktorych
    dosc znaczaco
    > sie zmienilam...
    > a jako ze na terapie obecnie mnie nie stac, bede sie rozsuplywac
    i zasuplywac
    > sama :)

    To jesli moge ci dac rade - badz dla siebie lagodna, jakbys byla
    dla swojej ukochanej coreczki.
    A jesli jestes DDA, to pewnie gdzies tam w okolicy sa spotkania, bo
    sa wszedzie chyba.
    czul.


    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • 15.04.08, 03:31
    hmm, no nie mozna trzymac sie z daleka od wszystkiego czego sie nie rozumie.
    eksperci sa bardzo wazni, bardzo przydatni, wrecz nieocenieni. wazne, zeby ich kompetencja w danym temacie nie uderzala do glowy, aby ktos nie myslal ze skoro jest swietnym pilkarzem to moze tez wystepowac w roli autorytetu religijnego np.

    wlasnie tak to bywa i ze mna - widze braki autorytetow, wrecz sie ich doszukuje, tym bardziej, im bardziej dany czlowiek pozuje na alfe i omege.
    ---
    koty vs psy
    to chyba rozne rodzaje inteligencji. koty sa dziksze, bardziej instyktowne, niezalezne, maja swoja kocia madrosc i nie zamierzaja sie jakos specjalnie do ludzkich wymagan przystosowywac. psy sa inteligentne o tyle, ze szybciej lapia, o co chodzi czlowiekowi, daja sie tresowac, aby moc czerpac wieksze korzysci ze wspolpracy z czlowiekiem. zanim zrozumialam i pokochalam mojego psa, psy byly dla mnie jakims podlym gatunkiem, plaszczacym sie, pozbawionym niemal umiejetnosci niezaleznego myslenia niewolnikiem. ale tu wlasnie tkwi ten edukacyjny haczyk, aby nauczyc sie nie wykorzystywac psiego oddania, zaleznosci, a jednoczesnie nie zrobic z siebie psiego podnozka. pies uczy jak byc dobrym wladca :)
    ---
    masz racje, ze polska mentalnosc ulegla zmianie. naturalnym jest uznawac istnienie wielu mozliwych wyznan. pewnie wielu jest tych co, w zwiazku z tym, ubolewaja nad upadkiem prawdziwej wiary w narodzie, nad kondycja ludzka w ogole itd ;)
    "mojej wzrastajacej z roku
    na rok checi przedefilowania sie w kolejna rocznice w koszulce z
    napisem 'nie plakalam po papiezu'. Ale sie boje linczu."
    ha ha, brak kultu papieza jako szczyt bohaterstwa?
    to sa objawy indoktrynacji o narodowym zasiegu. pewnie wiekszosci z wyznawcow papieza nie przyszloby do glowy, ze gdzies indziej mozna z niego kpic tak jak kpi sie z jakiejkolwiek osoby publicznej. kiedy wrony kracza ze cos jest be, to trudno nie zaczac sie zastanawiac czy faktycznie nie maja racji, nawet jesli samemu sadzi sie inaczej. a jesli juz jednak zdecydujesz sie wyrazac swoja wewnetrzna prawde, swoje przekonanie przeciwstawic temu, co za prawde zostalo uznane przez wiekszosc, urastasz do rangi bohatera niemalze, buntownika, czarnej owcy. i czyhaja na ciebie konsekwencje tego wyboru. zreszta jesli przyznasz racje ogolowi, to konsekwecje tez czyhaja. niebezpieczny romans z glosem ludu - z jednej strony mile poczucie przynaleznosci do wielkiej grupy, z drugiej ograniczenie swobody mysli i czynu, sabotaz indywidualizmu.
    ---
    tv papka
    mnie bardzo meczy i denerwuje to co jest lansowane przez tv. szczegolnie od kiedy widze w prezenterach wynajetych do rol aktorow zamiast ludzi wyrazajacych wlasne zdanie. he he
    (kumpel pokazal mi urywek z jakiejs chyba holenderskiej tv game typu uzupelnij brakujace slowo i wygraj. prezenterka ni stad ni zowad puscila pokaznego pawia, ale to naprawde cale morze tresci sie z niej wylalo jak z wulkanu niejakiego, po czym blyskawicznie otarla usta, i rozesmiana kontynuowala program.)
    mowic to co oni tam mowia, usmiechac sie, palac entuzjazmem na jakis temat, zadawac pytania w tloku z blyskiem szczerego zainteresowania w oku, to wszystko spektakl, z rzadka cos wiecej. nie trafiaja do mnie te ustawienia kompletnie. moi flatmejci lubia grajace pudelko, ja prosze o sciszenie albo zamykam drzwi do mojego pokoju. a na widok tv szopu wstaje i wychodze. kominek na rtl 7 lubilam za to, kojarzyl mi sie ze schylkowymi godzinami domowych imprez.
    ---
    wittgenstein i lew
    heh, wstyd przyznac, nie umiem powiedziec, nie wiem, czy to w . wymyslil :)
    ale tak wlasnie o to chodzilo z ta perspektywicznoscia prawdy, takze prawdy doswiadczenia. to rowniez mozna odniesc do empatii. nie jestesmy w stanie przekroczyc granic drugiego ja, wszystko jest domniemaniem, analogizowaniem.
    ---
    sie uparlas z tym humusem i reszta! nie lacze ich, zagryzam na przemian. inna sprawa ze potem i tak sie lacza w jedno...
    ---
    heh, moj przyjaciel - gej tez ma mala obsesje bycia modnym. tj obsesja jest calkiem spora, ale rownowazy ja ten jego autodystans zawsze obecny - to za ten dystans zyczliwy wobec niemal wszystkiego tak go kocham. ten facet jest moim nauczycielem spokoju i aktywnosci w jednym, moim niedoscignionym wzorem :)))
    ---
    pulapka bycia trendy
    zaproszenie ludzi na impreze do domu po to by pochwalic sie kazdemu z osobna swoim nowym 40calowym tv...
    no, nie wiem, ja tam mam rower bez hamulcow :)))
    inaczej: ten trendy swiat to moze za wysokie progi jak na moje nogi, ale tak mysle, ze i moj poziom spoleczny ma swoje hot i not, ja zas wobec tego prezentuje nieskrepowany tumiwisizm. no, chyba tylko o snobizm intelektualny moznaby mnie posadzic. nie jestem osoba ambitna, nie robie tez nic po to aby sie moc tym pochwalic przed kims. mam slaby naped zyciowy, innymi slowy.
    ---
    'ju kant baj dis in london. aj
    bołt it in poland'.
    hmm, moja czeska kolezanka mawia w ten desen. mnie to smieszy. mam swoj dziwaczny gust, i wdzieczna jestem ze tutaj moge nosic co zechce po prostu. i wlasciwie nie nosze nic niezwyklego, chociaz byc moze z perspektywy lublina wygladalo by to inaczej. hiszpanki i hiszpanie kochaja sie stroic, ja tutaj wyrozniam sie nonszalancka prostota raczej.
    ---
    gotowanie
    och, nie , w moim poje...nym domu ojciec wyzywal sie w gotowaniu takze. czulam sie kaczka do tuczenia, nie czulam w tym milosci, czulam w tym jakas chora obsesje. czesto demonstracyjnie wywalalam wszystko za okno prowokujac kolejna awanture. czesto tez zjadalam, bo niektore potrawy wychodzily mu swietnie. gdy bylam starsza konsekwentnie odmawialam zjadania jego wytworow. cos jak strajk glodowy.
    zreszta, nie bylo nigdy gotowania na pocieszenie, nie, to bylo raczej gotowanie i robienie ze mnie wyrodnej corki, dla ktorej tatus tak sie poswieca, tak jej dogadza, a ona wredna, podla wariatka na zlosc jemu jesc nie chce, kiedy zaraz wystygnie, zaraz sie zepsuje. bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
    ---
    pien i roslinki...
    tak, w zasadzie pien juz gnije od dawna, roslinki rosna powolutku, ale czasem, szczegolnie kiedy nadchodzi wiosna, wicher zaczyna hulac w mojej glowie jakies sentymentalno kozackie piesni zagubionej mlodosci przywolujac...
    kim jestem ? nie wiem ... kim chce byc? tez nie bardzo...
    ---
    "badz dla siebie lagodna, jakbys byla
    dla swojej ukochanej coreczki."
    hmm, to bardzo fajna rada. od kilku lat mi sie to przypomina gdzies przeczytane. dziekuje :)

    pozdrawiam !
    --
    jimi
  • 16.04.08, 02:20
    szarylemur napisała:

    > koty vs psy

    Mysle, ze glowna roznica w osobowosciach to taka, ze wilki to
    zwierzeta stadne, wiec uznaja hierarchie i wszelkie jej
    konsekwencje, a koty to wojownicy, chadzajacy samotnie.
    Chociaz widzialam chyba program o tym, ze koty sa jedynymi
    stworzeniami znanymi nauce, ktore spotykaja sie tylko po to, zeby
    byc ze soba, bez innego konkretnego celu. Zakladali biednym kocinom
    jakies czujniki i okazywalo sie, ze one sie zbieraja co jakis czas
    razem i siedza w kregach, wydajac rozne dzwieki albo milczac. A jak
    juz sie razem nasiedza, wracaja sobie do domow.
    Prezencik (juz cie nie bede zameczac, obiecuje):
    www.youtube.com/watch?v=z3U0udLH974
    (i jesli chcesz z trybu lirycznego przejsc w pekanie ze smiechu:
    www.youtube.com/watch?v=1JynBEX_kg8 )

    > masz racje, ze polska mentalnosc ulegla zmianie. naturalnym jest
    uznawac istnie
    > nie wielu mozliwych wyznan. pewnie wielu jest tych co, w zwiazku
    z tym, ubolewa
    > ja nad upadkiem prawdziwej wiary w narodzie, nad kondycja ludzka
    w ogole itd ;)

    To naturalne dopiero idzie, bardzo powoli. Mysle, ze musi minac
    jeszcze jedno pokolenie, albo i dwa.
    Prawej frakcji politycznej udalo sie zwiazac symbole religijne z
    symbolami narodowymi; dla nich kazdy, kto mowi o sobie, ze nie jest
    katolikiem, automatycznie wyklucza sie z bycia Polakiem.

    > ha ha, brak kultu papieza jako szczyt bohaterstwa?

    Bylas w kraju, kiedy JPII umarl?
    Czarne marsze na ulicach, potoki zniczy w roznych pamiatkowych
    miejscach, obowiazkowe zalobne przepaski na ramionach. Kiedy jedna
    z moich kolezanek z pracy oswiadczyla, ze jedzie 'pozegnac papieza'
    do Wloch, a druga ryknela placzem, poczulam sie naprawde inna. Tak
    solidnie i z gruntu, jak rasowy kosmita. W ogole to najpierw
    myslalam, ze sie wyglupiaja.
    Tak jest co roku, moze bez placzow i marszy, ale obowiazkowo na
    smutno, bo kochalismy papieza wszak wszyscy, ojciec nie zyje.
    Mile w tym jest to, ze nieliczni nieplaczacy sie z ulga konsoliduja
    w swojej obcosci.

    > to sa objawy indoktrynacji o narodowym zasiegu.

    Zastanawialismy sie w kole wykluczonych z zaloby, co sie stalo.
    Moja koncepcja jest taka, ze to zbiorowy zal po figurze ojca,
    ktorej wspolczesnie bardzo brak. Nie chodzi o indoktrynacje tylko
    powazne deficyty, ktore ten jeden czlowiek zapelnial.

    pewnie wiekszosci z wyznawcow p
    > apieza nie przyszloby do glowy, ze gdzies indziej mozna z niego
    kpic tak jak kp
    > i sie z jakiejkolwiek osoby publicznej.

    Z jednej strony nalezy szanowac cudze uczucia, z drugiej -
    potwornie mnie drazni takie domyslne zalozenie, ze mi tez smutno.
    I korci mysl o tiszercie.

    ...
    > i czyhaja na ciebie konsekwencje tego wyboru. zreszta jesli
    przyznasz racje ogo
    > lowi, to konsekwecje tez czyhaja. niebezpieczny romans z glosem
    ludu - z jednej
    > strony mile poczucie przynaleznosci do wielkiej grupy, z drugiej
    ograniczenie
    > swobody mysli i czynu, sabotaz indywidualizmu.

    No tak, to jest jak cos w stylu 'a jednak sie kreci' Bruno.

    > tv papka
    > mnie bardzo meczy i denerwuje to co jest lansowane przez tv.
    szczegolnie od kie
    > dy widze w prezenterach wynajetych do rol aktorow zamiast ludzi
    wyrazajacych wl
    > asne zdanie. he he

    No tak, ale wiekszosc z nas w pracy robi prawie to samo,
    przynajmniej od czasu do czasu.

    > (kumpel pokazal mi urywek z jakiejs chyba holenderskiej tv game
    typu uzupelnij
    > brakujace slowo i wygraj. prezenterka ni stad ni zowad puscila
    pokaznego pawia,
    > ale to naprawde cale morze tresci sie z niej wylalo jak z wulkanu
    niejakiego,
    > po czym blyskawicznie otarla usta, i rozesmiana kontynuowala
    program.)

    O matko, to przeswietna metafora tv chlamu. Usmiech, rzyg, usmiech.

    ...
    > ---
    > wittgenstein i lew
    > heh, wstyd przyznac, nie umiem powiedziec, nie wiem, czy to w .
    wymyslil :)
    > ale tak wlasnie o to chodzilo z ta perspektywicznoscia prawdy,
    takze prawdy dos
    > wiadczenia. to rowniez mozna odniesc do empatii. nie jestesmy w
    stanie przekroc
    > zyc granic drugiego ja, wszystko jest domniemaniem,
    analogizowaniem.

    Jestesmy i nie.
    Na pewno nie slowami, wlasnie z powodu ich rozmytych znaczen.

    > heh, moj przyjaciel - gej tez ma mala obsesje bycia modnym. tj
    obsesja jest cal
    > kiem spora, ale rownowazy ja ten jego autodystans zawsze obecny -
    to za ten dys
    > tans zyczliwy wobec niemal wszystkiego tak go kocham. ten facet
    jest moim naucz
    > ycielem spokoju i aktywnosci w jednym, moim niedoscignionym
    wzorem :)))

    Fajnie :)
    Ja i tak nigdy nie zrozumiem metkowej religii.

    > pulapka bycia trendy
    > inaczej: ten trendy swiat to moze za wysokie progi jak na moje
    nogi, ale tak my
    > sle, ze i moj poziom spoleczny ma swoje hot i not, ja zas wobec
    tego prezentuje
    > nieskrepowany tumiwisizm. no, chyba tylko o snobizm intelektualny
    moznaby mnie
    > posadzic. nie jestem osoba ambitna, nie robie tez nic po to aby
    sie moc tym p
    > ochwalic przed kims. mam slaby naped zyciowy, innymi slowy.

    Troche o cos innego mi chodzilo.
    O cos takiego, ze owszem, sa ludzie, ktorzy swoj osrodek ciezkosci,
    dobre mniemanie o sobie maja na zewnatrz. Stad wynika fura skora i
    komora, czyli licytacja, kto ma lepsze. (Oczywiscie, znam tez
    takich, ktorzy licytuja sie na liczbe przeczytanych madrych
    ksiazek, to w zasadzie to samo, tylko ze w innym srodowisku).
    Sa ludzie, ktorzy mierza sie sami soba.
    Ale nawet oni moga wymieknac, jesli presja srodowiska jest zbyt
    wielka.
    I nie moga pojechac na wakacje na ukochane Mazury do jakiejs
    rozwalajacej sie chaty, ale na Bali, zeby moc pokazac szefowi
    zdjecia z wakacji. (W Rosji jest nawet specjalna firma, ktora
    oferuje fotomontazowe zdjecia ciebie na egzotycznej wyspie,
    etniczne pamiatki i zwiezle sprawozdanie z wycieczki - taki pakiet
    jest kosztowny, ale o wiele tanszy niz dwutygodniowe wakacje na
    luksusowym koncu swiata).
    Zjadanie wlasnej stopy.

    > hmm, moja czeska kolezanka mawia w ten desen. mnie to smieszy.
    mam swoj dziwacz
    > ny gust, i wdzieczna jestem ze tutaj moge nosic co zechce po
    prostu.

    A to tak samo zrobilo sie w Wawie, oczywiscie jesli nie jest sie
    ekscentrykiem. Ekcentrykow nadal nie kochamy.

    i wlasciwi
    > e nie nosze nic niezwyklego, chociaz byc moze z perspektywy
    lublina wygladalo b
    > y to inaczej. hiszpanki i hiszpanie kochaja sie stroic, ja tutaj
    wyrozniam sie
    > nonszalancka prostota raczej.

    Snobka :P

    > gotowanie
    ...

    > zreszta, nie bylo nigdy gotowania na pocieszenie, nie, to bylo
    raczej gotowanie
    > i robienie ze mnie wyrodnej corki, dla ktorej tatus tak sie
    poswieca, tak jej
    > dogadza, a ona wredna, podla wariatka na zlosc jemu jesc nie
    chce, kiedy zaraz
    > wystygnie, zaraz sie zepsuje. bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee

    A to nic dziwnego, ze masz taki akurat stosunek do kuchni. Szkoda.
    Az dziwne, ze ci po czyms takim nie poszlo w zaburzenia zywienia.

    > pien i roslinki...
    > tak, w zasadzie pien juz gnije od dawna, roslinki rosna
    powolutku, ale czasem,
    > szczegolnie kiedy nadchodzi wiosna, wicher zaczyna hulac w mojej
    glowie jakies
    > sentymentalno kozackie piesni zagubionej mlodosci przywolujac...
    > kim jestem ? nie wiem ... kim chce byc? tez nie bardzo...

    W Matrixie Fishburne chyba mowi Neo 'nie wystarczy znac Drogi,
    nalezy nia podazac'. Ja sobie sama potem wymyslilam, ze 'nie trzeba
    znac Drogi, zeby nia podazac'. Imo to najmadrzejsze, co wymyslilam
    w zyciu do tej pory.

    > "badz dla siebie lagodna, jakbys byla
    > dla swojej ukochanej coreczki."
    > hmm, to bardzo fajna rada. od kilku lat mi sie to przypomina
    gdzies przeczytane

    No t
  • 16.04.08, 04:03
    koty:)
    koty pierwsze znam, przepiekne som :)))))
    drugie .... e, pierwsze naturalne sa lepsze, imo
    ' moje' koty organizuja takie zgromadzenia
    raz sie zdarzylo ze cala grupa poszly ogladac ' tego dziwnego psa', siadly i
    patrzyly co tez on robi
    w ogole lubie zapoznawac mijane koty z moim psem, ktory na ogol merda do nich
    ogonem albo omija malym kolkiem wachajac trawe na okolo kota pozostajacego w
    stanie ' zachania sie', wrecz zbulwersowanego nieinwazyjnoscia dziwnego psa...
    hmm, moj czarny kotek juz prawie wszedl z nami do windy... ale nie wiem czy
    bedzie mu sie podobac zycie w wiezieniu... :)
    ---
    nie bylam w polsce kiedy papiez umarl. zauwazylam tylko czarne strony polskich
    portali. takie egzotyczne mi sie to zdalo.
    moja przyjaciolka tez mowila ze glupio sie czula kiedy wszyscy w pracy, lacznie
    z jakims fanem muzyki metalowej, plakali jak bobry lub przynajmniej byli
    doglebnie a przeuroczyscie zafrasowani...
    potrzeba Figury, Ojca, Przewodnika, symbolu madrosci i dobra?pewnie tak.
    powazne deficyty bajek staramy sie zapelnic jakas odczlowieczona, odrealniona
    ikona, kreujemy idola bez skazy. meczace i naiwne, ale jakze ludzkie ;)))
    ---
    to nie chodzi o to, ze nalezy szanowac czyjes uczucia, to wiadomo, chodzi o to,
    ze ogrom tego nalezytego szacunku przygniata swobode myslenia i gustow.
    tyle tego jest, ze - komus tak niepewnemu siebie jak ja - byloby trudno nie
    zaczac rozmyslac o mozliwej racji ogolu, gdybym w tym ogole tkwila.
    na szczescie, nie tkwie.
    lawa przysieglych zlozona z babc czatujacych na lawce przed blokiem byla rownie
    przygniatajaca jak kac po piekielnej imprezie. dozywocie w ich oczach sie czailo.
    bede sie modlic za ciebie, dziecko, wyszeptal pan w autobusie na widok mojej
    koszulki z cytatem nietzschego.
    hmm, no dobrze, prosze pana :)
    ---
    tv papka
    jasne, nie tylko w pracy gram
    ale jesli mam ochote zobaczyc jakies ciekawe przedstawienie, wlaczam film raczej
    niz tv papke.
    nie wierze im tym bardziej po 10marca, ataku bombowym na atochy w madrycie.
    bylo to na dzien czy dwa przed wyborami w hiszpanii. tv trabila o tym, jakie to
    straszne rzeczy sie staly, przez trzy dni nie podajac wiadomosci o sprawcach.
    przebakneli cos o eta, wiec w wielu miastach odbyly sie wielkie czarne marsze,
    na ktorych ludzie skandowali" aznar si, eta no!".
    blokersi po cichutku szydzili : " eta si, aznar no '
    przyjaciolka przez telefon powiedziala mi, ze przeciez juz od dawna wiadomo, ze
    to alquaida a nie eta... i faktycznie, dzien po wyborach, tv w hiszpanii
    zaczela trabic inne wiesci.
    propaganda, chamstwo i brudztwo, programy sponsorowane, pranie mozgow.
    3 razy nie z mojej strony :)))
    ---
    wittgenstein i lew
    nie, nie jestesmy w stanie przekroczyc granicy drugiego ja, moim zdaniem.
    nawet minimalne roznice przekreslaja tozsamosc
    ---
    metkowa religia
    ha ha, ale on to robi w ten sposob ze wybiera sobie z ciuchlandow ladne rzeczy
    dobrych marek i potem tak sie niby dumnie obnosi ze swoja nowa zara czy
    hilfigerem, dodajac " czwartek rano, wolska 10 , 20 zeta kilogram, piekne,
    prawda? ;)"
    ---
    pulapka bycia trendy
    moze to wszystko o czym piszesz to tylko kolejna odmiana kuszacego romansu z
    duchem czasow, glosem ludu?
    ja tak to widze.
    a moze jest to wysublimowana postac walki. "byc lepszym od innych, a juz na
    pewno nie gorszym"
    wojna na wizytowki z american psycho...
    ---
    'ekscentrykow nadal nie kochamy'
    he he
    wiem, zauwazylam ;] zawsze i wszedzie
    ---
    'nie trzeba
    znac Drogi, zeby nia podazac'.

    no, jasne, tyle ze wtedy nie wiadomo gdzie sie wyjdzie...
    czy moze Droga to ta wlasciwa droga?
    czy moze chodzi o to ze kazda droga jest wlasciwa?
    moja przyjaciolka miala taka swoja perelke:" gdziekolwiek idziecie tam jestescie"
    rozumiesz to? ja jakos nie bardzo

    czulko ;)

    --
    A tranquil state of perfect calm and receptivity
  • 17.04.08, 01:27
    szarylemur napisała:

    > hmm, moj czarny kotek juz prawie wszedl z nami do windy... ale
    nie wiem czy
    > bedzie mu sie podobac zycie w wiezieniu... :)

    Pewnie nie bardzo, ale taki gosc jest bardzo mily.
    Moj kot, znajda, bardzo cenil sobie zycie w bloku i posiadanie
    rodziny. Natomiast nie wyobrazal sobie zycia bez wladania
    podworkiem. I tak rano byl wypuszczany, wieczorem - zgarniany na
    pieszczoty, miche i spanie. W miedzyczasie zazwyczaj rozkladal sie
    na chodniku, wpoprzek, i dawal sie podziwiac przechodniom. Z psami
    sie przyjaznil na ogol, mial swoich ulubiencow, z ktorymi robili
    sobie wyscigi i grali w berka.

    > nie bylam w polsce kiedy papiez umarl. zauwazylam tylko czarne
    strony polskich
    > portali. takie egzotyczne mi sie to zdalo.

    Bo zyjesz w panstwie laickim. Z mojej perspektywy _to_ jest
    egzotyczne.

    > potrzeba Figury, Ojca, Przewodnika, symbolu madrosci i dobra?
    pewnie tak.
    > powazne deficyty bajek staramy sie zapelnic jakas odczlowieczona,
    odrealniona
    > ikona, kreujemy idola bez skazy. meczace i naiwne, ale jakze
    ludzkie ;)))

    Skala tej rozpaczy uwidocznila skale tego braku.
    Jakos tak pare lat po smierci JP2, czyli niedawno, zaczela sie
    publiczna debata nad ojcostwem, prawami ojca i obecnoscia ojca. A
    to tym wygodniejsze, ze papiez jest swiety w zasadzie z urzedu.

    > lawa przysieglych zlozona z babc czatujacych na lawce przed
    blokiem byla rownie
    > przygniatajaca jak kac po piekielnej imprezie. dozywocie w ich
    oczach sie czail
    > o.

    Zaleta duzego miasta jest mozliwosc zignorowania babc. Mieszkam od
    10 lat tu, gdzie mieszkam, dopiero ostatnio nauczylam sie
    rozrozniac pozostalych 7 rodzin z mojej klatki jako najblizszych
    sasiadow.

    > bede sie modlic za ciebie, dziecko, wyszeptal pan w autobusie na
    widok mojej
    > koszulki z cytatem nietzschego.
    > hmm, no dobrze, prosze pana :)

    Ja bym sie starala odpowiedziec 'dziekuje, ale prozny trud, jestem
    Zydowka, feministka i satanistka, szkoda panskiego wysilku'.

    > propaganda, chamstwo i brudztwo, programy sponsorowane, pranie
    mozgow.
    > 3 razy nie z mojej strony :)))

    E, takie rzeczy to sa u nas na porzadku dziennym <chwali sie>
    Dlatego wiadomosci nie ogladam, ale za to czytam dwa dzienniki -
    prawicowy i centrowy, zagryzajac lewicowym periodykiem.

    > wittgenstein i lew
    > nie, nie jestesmy w stanie przekroczyc granicy drugiego ja, moim
    zdaniem.
    > nawet minimalne roznice przekreslaja tozsamosc

    Kiedy ja jestem zdania, ze w chwilach intymnosci zdarzaja sie
    chwile transcendencji, wlazenia sobie nawzajem pod skore,
    kompletnego braku granic.

    > metkowa religia
    > ha ha, ale on to robi w ten sposob ze wybiera sobie z ciuchlandow
    ladne rzeczy
    > dobrych marek i potem tak sie niby dumnie obnosi ze swoja nowa
    zara czy
    > hilfigerem, dodajac " czwartek rano, wolska 10 , 20 zeta
    kilogram, piekne,
    > prawda? ;)"

    No to zalatwia dwie rzeczy naraz.
    Pierwsza to gorliwe praktykowanie swojego kultu, druga - udane
    polowanie, obowiazek kazdego maczo ;)

    > a moze jest to wysublimowana postac walki. "byc lepszym od
    innych, a juz na
    > pewno nie gorszym"
    > wojna na wizytowki z american psycho...

    Mysle, ze to rodzaj obledu, na ktory skazuje nas wspolczesnosc.
    Mi latwo patrzec na to z boku, z glodu nie umre i nie mam kredytow
    nad glowa, ani tez dzieci na utrzymaniu. Oni czesto nie sa stad, na
    zaplecze finansowe bliskich liczyc nie moga, kredyty maja
    pozaciagane na 40 lat, a dzieci chca miec takie buty, jak cala
    klasa.

    > 'nie trzeba
    > znac Drogi, zeby nia podazac'.
    >
    > no, jasne, tyle ze wtedy nie wiadomo gdzie sie wyjdzie...
    > czy moze Droga to ta wlasciwa droga?
    > czy moze chodzi o to ze kazda droga jest wlasciwa?

    To sie wiaze z ufnoscia, ze dzieje sie to, co wlasciwe - ze kazde
    cierpienie (no, prawie) ma sens i jest po cos - jakis rodzaj wiary
    w Gore. Oraz wiare w siebie - cos jakby sie bylo swoja
    najukochansza kumpela, ktora nigdy przenigdy nie zawiedzie.

    > moja przyjaciolka miala taka swoja perelke:" gdziekolwiek
    idziecie tam jestesci
    > e"
    > rozumiesz to? ja jakos nie bardzo

    Nie, ale moze takich rzeczy nie trzeba rozumiec, tylko byc tam,
    gdzie sie idzie ;)
    czul.

    --
    W szczególności np. Skłodowska Curii też siedziałaby w jaskini
    gdyby nie jej mąż.
  • 17.04.08, 02:56
    co do czarnego kotka to jestem dosc niezdecydowana. jesli wsiadzie do windy, to
    okej. na sile ciagnac go nie bede.
    na razie staram sie oswoic go z braniem na rece. idzie dosc opornie :)
    ---
    panstwo laickie? niby katolicka jest hiszpania, ale jest to taki rozmyty bardzo
    juz katolicyzm przynajmniej z mojej perspektywy.
    ale ty masz ta ' laicka egzotyke' tuz pod nosem - w czechach. kilkaset
    kilometrow obok zyja ludzie o zupelnie innej mentalnosci...
    ---
    myslisz ze papiez ma jakis zwiazek z debata nad rola mezczyzny jako ojca? hmm,
    moze chodzi o brak jakiejkolwiek silnej figury meskiej do nasladowania, potrzebe
    dobrotliwego wodza?
    ---
    babcie...
    eh, mysle ze takim babciom tez cos sie od zycia nalezy, np mozliwosc zabicia
    kogos wzrokiem ;)
    zaleta tamtego malego miasteczka z babciami na lawce byla jakas mimo wszystko
    bardziej tolerancyjna atmosfera niz ta ktora pamietam z blokowisk lublina.
    eh, i male i duze miasto ma swoje zalety, ja jakos nie wiem obecnie co bym
    wolala... cos jak rozdarcie miedzy wieloscia madrytu i blogoscia mojego zadupia
    odczuwam chwilami
    ---
    'dziekuje, ale prozny trud, jestem
    Zydowka, feministka i satanistka, szkoda panskiego wysilku'.
    hmm, ja wybieram albo wymijajacy usmiech dziewczynki z warkoczykami albo "phi" :)
    przeciez ten pan juz dokonal oceny mnie, jako ' zydowki, feministki i
    satanistki' i calego innego zla, dlatego zapragnal zbawic ma dusze modlitwa.

    w zaklopotanie wpedzaja mnie ludzie tutaj, kiedy dowiedziawszy sie ze jestem
    polka, zaczynaja usmiechac sie do mnie jako rodaczki wielkiego katolika...
    ale, co ciekawe, coraz rzadziej zdarzaja sie takie skojarzenia...
    he he, a mam nawet krzyzyk na szyi. moj przyjaciel - gej/ uliczny jubiler/
    marokanski biznesmen/ rozwoziciel pizzy/ niestaly podroznik obecnie na wakacjach
    w brazylii wyrobil setki naszyjnikow z krzyzykami i szklanymi kamieniemi w
    kolorze rozowym i niebieskim. szly jak swieze buleczki :) ja tez dostalam w
    prezencie takie cudo.
    i kiedy tak kojarza mnie z papiezem, odruchowo lapie za ten krzyzyk, i sie
    usmiecham pod nosem, na to jak roznie kojarzymy ten sam symbol...

    tak mi sie cos kolacze po glowie, ze tuz po ' zaprzysiezeniu' nowego papieza
    czesc polakow nie mogla sie pogodzic z faktem papieza - niemca. prawda to?
    ---
    tv
    na porzadku dziennym jest totalna propaganda? ale skoro obecna jest w programach
    informacyjnych, to chyba i w innych tez?
    wiec po co to ogladac?
    a o gazetach to zielone zabki maja dobry kawalek ;)
    znasz?
    ---
    'ja jestem zdania, ze w chwilach intymnosci zdarzaja sie
    chwile transcendencji, wlazenia sobie nawzajem pod skore,
    kompletnego braku granic.'
    hmm, najwyrazniej nie doswiadczylam chwil takiej intymnosci :(
    ---
    'Mysle, ze to rodzaj obledu, na ktory skazuje nas wspolczesnosc.
    Mi latwo patrzec na to z boku, z glodu nie umre i nie mam kredytow
    nad glowa, ani tez dzieci na utrzymaniu. Oni czesto nie sa stad, na
    zaplecze finansowe bliskich liczyc nie moga, kredyty maja
    pozaciagane na 40 lat, a dzieci chca miec takie buty, jak cala
    klasa.'
    a dajze pokoj, dobra kobieto... ;)))
    to wszystko co napisalas o ' nich' to dla mnie tylko swiadczy za moja teza
    obsesji bycia lepszym.
    moja teza idzie zreszta dalej i glosi ( ona!, to ona!, to nie ja! ;)), ze na tym
    polega ta zajefajna gra.
    tiu tiu rozwoj duchowy, tiu tiu walory duchowe, tiu tiu tiu
    ale dzieci musza miec takie buty jak cala klasa ( a najlepiej lepsze ).
    dlaczego musza? no, k.wa, dlaczego?
    wyscig szczurow jest be, ale jak sie zatrzymam to mnie inni wyprzedza wiec biegne
    jakby oni sie zatrzymali to i ja moglabym
    ale oni sie nie zatrzymuja to i ja biec musze

    a przeciez mial byc dach nad glowa, cos do zjedzenia i cieplo bliskich...

    ja nie biegne
    ja czlapie raczej
    mam teczowa koszulke
    z numerem zero
    z nazwiskiem loser

    ciekawe kiedy sie ockne???
    moze za dwa tygodnie?
    ---
    droga
    a tak sie rozmyslilam dzisiaj nad tym papiezem, bogiem, droga, prawda... i
    wyszlo mi ze papieza zikonizowalo polsko ludzkie pragnienie autorytetu,
    reprezentanta boga - prawdy, ktory by zapodal jakas dobra droge. idac taka droga
    wlasciwa ma sie wrazenie ze wszystko co sie na niej przydaza ma sens, tak wiec i
    cierpienie jest usprawiedliwione. a bog to tylko jakas personifikacja
    nieokielznanego swiata, okrutnych praw przyrody, nad ktorymi stopniowo uczymy
    sie panowac, znieczulajac sie istnieniem wyzszej sensownosci, wyzszej madrosci...
    nurtuje mnie pytanie, dlaczego zwierzeta i rosliny rowniez sa smiertelne? czy
    one rowniez zgrzeszyly czy bog w swej dobroci po prostu uczynil je smiertelnymi
    dla towarzystwa czlowiekowi?
    marnosc nad marnosciami
    a marek aureliusz rzadzi

    czulko :)))
    --
  • 18.04.08, 01:52
    szarylemur napisała:

    > panstwo laickie? niby katolicka jest hiszpania, ale jest to taki
    rozmyty bardzo
    > juz katolicyzm przynajmniej z mojej perspektywy.

    No nie wiem, roznica jest spora.
    W Hiszpanii Kosciol flirtowal ile wlezie z rezimem, w Polsce - byl
    jedna z sil napedowych walki z nim.

    > ale ty masz ta ' laicka egzotyke' tuz pod nosem - w czechach.
    kilkaset
    > kilometrow obok zyja ludzie o zupelnie innej mentalnosci...

    Bliskosc geograficzna nie zmienia faktu, ze to egzotyka. Bardzo
    niestety.

    > myslisz ze papiez ma jakis zwiazek z debata nad rola mezczyzny
    jako ojca? hmm,
    > moze chodzi o brak jakiejkolwiek silnej figury meskiej do
    nasladowania, potrzeb
    > e
    > dobrotliwego wodza?

    Przeciez to jedno i to samo, gdziestam.
    Tak jak Matka Polka to w istocie Matka Boska.

    > babcie...
    > eh, mysle ze takim babciom tez cos sie od zycia nalezy, np
    mozliwosc zabicia
    > kogos wzrokiem ;)

    Kiedy zrozumialam, o co chodzi mojemu terapeucie, potrafilam zabic
    takie babcie dobrym slowem.
    Technika jest taka, zeby pozwolic sobie na odczuwanie niecheci,
    naturalnej wobec niechetnych spojrzen albo aroganckich uwag, ale
    rownowazyc to wspolczuciem - babcie nie sa takie wredne bez powodu
    przeciez. I kiedy na 'co sie tak pcha' mowilam 'a, przepraszam -
    tez jakis ciezki dzien mialam', babcia glupiala.

    > zaleta tamtego malego miasteczka z babciami na lawce byla jakas
    mimo wszystko
    > bardziej tolerancyjna atmosfera niz ta ktora pamietam z blokowisk
    lublina.
    > eh, i male i duze miasto ma swoje zalety, ja jakos nie wiem
    obecnie co bym
    > wolala... cos jak rozdarcie miedzy wieloscia madrytu i blogoscia
    mojego zadupia
    > odczuwam chwilami

    Uroki zadupia? Wakacyjne, jak dla mnie :)

    > 'dziekuje, ale prozny trud, jestem
    > Zydowka, feministka i satanistka, szkoda panskiego wysilku'.
    > hmm, ja wybieram albo wymijajacy usmiech dziewczynki z
    warkoczykami albo "phi"

    Ja jestem na to za stara.
    Chociaz niedawno jeden kolo powiedzial do mnie na przystanku
    per 'ty', bo ubieram sie niepowaznie. Chcialam go wysciskac, ale
    sie powstrzymalam :)

    > przeciez ten pan juz dokonal oceny mnie, jako ' zydowki,
    feministki i
    > satanistki' i calego innego zla, dlatego zapragnal zbawic ma
    dusze modlitwa.

    Zapragnal sobie polepszyc humor raczej.
    W wersji ekstremalnej skutkuje (raz tak powiedzialam) dramatycznym
    szeptem wypowiedziane 'szatan o pani pamieta'.
    Ale to jednak zla rzecz komus tak powiedziec, wiec nie namawiam.
    Pewnie po hiszpansku brzmialoby to jeszcze potworniej :)

    > w zaklopotanie wpedzaja mnie ludzie tutaj, kiedy dowiedziawszy
    sie ze jestem
    > polka, zaczynaja usmiechac sie do mnie jako rodaczki wielkiego
    katolika...
    > ale, co ciekawe, coraz rzadziej zdarzaja sie takie skojarzenia...

    Tak, 'poland-papa', 'polisz pipol are so relidzys', bleh.

    > tak mi sie cos kolacze po glowie, ze tuz po ' zaprzysiezeniu'
    nowego papieza
    > czesc polakow nie mogla sie pogodzic z faktem papieza - niemca.
    prawda to?

    Krazyly takie dowcipy typu ze B16 przylatuje do Polski, wysiada z
    samolotu i krzyczy z niemieckim akcentem 'Polacy! Jestescie
    otoczeni!', ale szybko one przestaly byc popularne. Acz oczywiscie
    nowy papiez nie cieszy sie nawet cwiercia popularnosci starego,
    chociaz sie stara. Trauma.

    > tv
    > na porzadku dziennym jest totalna propaganda? ale skoro obecna
    jest w programac
    > h
    > informacyjnych, to chyba i w innych tez?
    > wiec po co to ogladac?

    Wiadomo, ze TVP jest propisowska - mniej niz kiedys, ale stale, TVN
    jest dusza i sercem za PO, Polsat sie niesmialo wycofuje z poparcia
    dla PiSu. To samo z innymi mediami. Trzeba ogladac wiadomosci przez
    odpowiednie okulary.

    > a o gazetach to zielone zabki maja dobry kawalek ;)
    > znasz?

    A nie.

    > 'ja jestem zdania, ze w chwilach intymnosci zdarzaja sie
    > chwile transcendencji, wlazenia sobie nawzajem pod skore,
    > kompletnego braku granic.'
    > hmm, najwyrazniej nie doswiadczylam chwil takiej intymnosci :(

    A to fajnie, ciagle jeszcze twoj pierwszy raz przed toba.

    > a dajze pokoj, dobra kobieto... ;)))
    > to wszystko co napisalas o ' nich' to dla mnie tylko swiadczy za
    moja teza
    > obsesji bycia lepszym.

    Wcale nie lepszym, a 'takim samym'.
    To olbrzymia roznica.

    > wyscig szczurow jest be, ale jak sie zatrzymam to mnie inni
    wyprzedza wiec bieg
    > ne
    > jakby oni sie zatrzymali to i ja moglabym
    > ale oni sie nie zatrzymuja to i ja biec musze

    No tak, jak sobie pomysle o perspektywie mrowczej pracy do 65 roku
    zycia a potem skromnego zycia za marna emeryturke, co do ktorej
    nikt nie wie, czy wystarczy na przezycie, to mi sie slabo robi.
    Wole o tym nie myslec.

    > a przeciez mial byc dach nad glowa, cos do zjedzenia i cieplo
    bliskich...

    Uhm. I minimum z pierwszych stopni drabiny Maslowa.

    > ja nie biegne
    > ja czlapie raczej
    > mam teczowa koszulke
    > z numerem zero
    > z nazwiskiem loser
    >
    > ciekawe kiedy sie ockne???
    > moze za dwa tygodnie?

    Moze warto rozwazyc, co cie powstrzymuje od ockniecia sie.

    > droga
    > a tak sie rozmyslilam dzisiaj nad tym papiezem, bogiem, droga,
    prawda... i
    > wyszlo mi ze papieza zikonizowalo polsko ludzkie pragnienie
    autorytetu,
    > reprezentanta boga - prawdy, ktory by zapodal jakas dobra droge.

    Tak, takiego czegos mozna sie w tej postaci dopatrzec.
    Pisma JP2, jego sztuki (kiepskie) i wiersze (tez) z okresu mlodosci
    sa badane, ogladane przez lupke i doszukuje sie w nich wielu
    naprawde tresci:
    www.ipjp2.pl/

    Noi nie bez powodu jedne z najpopularniejszych wizerunkow JP2 to te
    z dziecmi.

    idac taka drog
    > a
    > wlasciwa ma sie wrazenie ze wszystko co sie na niej przydaza ma
    sens, tak wiec
    > i
    > cierpienie jest usprawiedliwione. a bog to tylko jakas
    personifikacja
    > nieokielznanego swiata, okrutnych praw przyrody, nad ktorymi
    stopniowo uczymy
    > sie panowac, znieczulajac sie istnieniem wyzszej sensownosci,
    wyzszej madrosci.
    > ..

    Mozemy tez zalozyc (po buddyjsku), ze zycie jest cierpieniem, a
    jedyna radosc w tym zyciu to zmniejszenie ilosci cierpienia, a w
    ogole najlepiej byloby nic nie chciec. A jak umrzemy, to sie
    urodzimy z powrotem i bedziemy znowu cierpiec.
    Up to you, filozofii i drog o swiecie myslenia jest naprawde
    sporo :)

    > nurtuje mnie pytanie, dlaczego zwierzeta i rosliny rowniez sa
    smiertelne? czy
    > one rowniez zgrzeszyly czy bog w swej dobroci po prostu uczynil
    je smiertelnymi
    > dla towarzystwa czlowiekowi?

    Popatrz - przeciez patrzysz na swiat przez katolickie szkielka,
    tacy np starozytni Rzymianie wierzyli, ze wszystko ma swoja dusze,
    driade i bostwo, i chyba szyntoisci tez - ze kazde zdzblo trawy ma
    swojego niesmiertelnego ducha.

    > marnosc nad marnosciami

    Oj, beznadziejna masz mantre.

    > a marek aureliusz rzadzi

    Rzadzi, a umarl. Niesmiertelny inaczej.

    --
    What? I'm just tying me laces, man.
  • 18.04.08, 03:32
    panstwo laickie
    czy roznica nie wynika przypadkiem z pewnej odmiennosci rezimow?
    ---
    no i co z tego ze matka polka to matka boska? jaki to ma zwiazek z debata nad meskoscia?
    ze niby prawdziwy polak to taki papiez mialby byc?
    uwazam, ze papieza wzieto na warsztat wzorcowni z braku nieposzlakowanych postaci wojakow, marszalkow itp wojowniczych mezow.
    czy moze wpolczesny polak chcialby byc takim ojcem swietym?
    czy moze wrecz taki ideal mezczyzny tkwi w zbiorowej podswiadomosci polakow?
    dla mnie byloby to szokujace odkrycie...
    ---
    babcie i asertywna empatia/ empatyczna asertywnosc
    a to akurat mam dobrze opanowane. czasem wrecz potrafie taka wredna babcie ukasic werbalnie, ale tutaj rzadko sa jakies powody ku temu. to jeszcze fajniejsze niz laickosc tego kraju :) ostatnia babe w realu odkasilam ... w styczniu w lublinie :)))
    ---
    'szatan o pani pamieta'.
    Ale to jednak zla rzecz komus tak powiedziec"
    dlaczego?
    skoro w swiecie tego kogos bog na niego patrzy, to pewnie i szatan tez, nie? :)
    ---
    dowcip o b16 :)
    ja znam taki: b16 rozpoczyna oredzie do polakow slowami " witam was cziule"

    trauma? taaa, czy katolicyzm w polsce zatrzyma sie na etapie 'edyktow' jp2?
    ---
    wyscig
    ' takim samym ' jak kto?
    jasne, staramy sie dorownac do tego, co biegnie tuz przed nami, ale jak juz dorownamy to zza jego plecow widzimy nastepnego, i nastepnego...
    moze chodzi tylko o to, zeby dolaczyc do peletonu, a nie snuc sie smutnie na szarym jak listopadowy lemur koncu?

    nie znam detali twojej pozycji w wyscigu, ale wnioskuje z tego co pisalas, ze masz juz tam upolowane troche roznych rzeczy, takze emeryturka nie musi byc az taka cienka...
    za to kiedy ja pomysle o swojej, to az mi gwiazdki przed oczami wiruja... sehr tragisch, o ile dozyje, rzecz jasna...
    a co mnie stopuje przed ocknieciem sie i ruszeniem do boju?
    wlasnie to, ze nie mysle o dalekich konsekwencjach moich dzialan, wyborow. ide po najmniejszej linii oporu, zdaje sie. w zlych chwilach zyskuje pewnosc ze najzwyczajniej w swiecie przepuszczam zycie przez palce.
    coz, ono i tak minie, tyle tylko ze mi coraz trudniej, prawdopodobnie, bedzie utrzymac chocby status quo.
    mialam straszny sen dzis w nocy, ktory nieco mnie otrzezwil.
    zawsze bardzo sie balam zmian, co sklanialo mnie do szykowania sobie roznych scenariuszy na wszelki wypadek. i zawsze jakos tam, w zasadzie coraz lepiej sie udawalo. tym razem jakos sie nie balam, i jakos dopiero zaczyna do mnie docierac to wszystko straszne co moze nastapic o ile sie nie wezme w karby...
    stopuje mnie lenistwo oraz lek i przekonanie o niewielkich szansach.
    a jesli chodzi o to, co mnie stopuje przed wzieciem udzialu w wyscigu na dorownywanie innym miejscem urlopu i marka koszuli, to jest to czysty tumiwisizm i niechec. tutaj zdecydowanie poplyne pod prad, o ile znam siebie.
    ---
    znow papa
    juz na kilka lat przed jego smiercia bylam zdania ze powinien abdykowac, gdyz widzialam w nim marionetke, pusta ikone ktora moglby zastapic ktos o nieco trzezwiejszym umysle, ... ale tej mocy idola cudownej pozbawiony ...
    oczywiscie, takie slowa budzily wyraz grozy w sluchaczach
    to tak odnosnie tego wizerunku papieza z linka
    bla bla bla w jego ustach ma wieksza sile niz sensowne zdania nowatorskiego czy po prostu madrego mysliciela.
    on musi miec racje, bo jest papiezem, jesli racji nie widac golym okiem, to moze pod lupa, a moze w lustrze.
    szkoda ze na innych medrcow tyle energii nie poswiecono

    jedynie sluszny swiety budyn mnie nie ubogaca i nie dzialaja na mnie jego wizerunki z dziecmi
    na kogo niby tak dzialaja mocno?
    ---
    patrze na swiat przez katolickie szkielko? nie, raczej drwie z tych, co przez nie patrza, stad to pytanie o smiertelnosc zwierzat.
    choc oczywiscie, ze kawalki tego szkielka wciaz tkwia w moim oku. a raczej w mojej i zbiorowej podswiadomosci.
    ---
    mozna chrz kontrowac panteizmem, mozna setka innych optyk. dobrze, ze mozna. ciekawe na ile mozna wybrac w co sie uwierzy?
    ---
    beznadziejna mam mantre?
    mi sie ona podoba, uwazam ze nader udatnie wyraza ducha rzeczy, jest w sam raz dla tych, ktorym marzy sie absolut, obiektywnosc, ogladanie rzeczy samych w sobie :)
    jaka ty masz mantre, zatem?

    pozdrawiam :)
    ---

    youtube.com/watch?v=UGjFGORxbm0

  • 19.04.08, 01:08
    szarylemur napisała:

    > panstwo laickie
    > czy roznica nie wynika przypadkiem z pewnej odmiennosci rezimow?

    Bo ja wiem? Rezimy to chyba na calym swiecie sa podobne. Mi
    klarowala Amor, moja znajoma, ze Hiszpanie nie kochaja tak bardzo
    Kosciola za te flirty z Franco wlasnie. To byl margines rozmowy o
    tym, czemu ona tak potwornie bluznila.

    > no i co z tego ze matka polka to matka boska? jaki to ma zwiazek
    z debata nad m
    > eskoscia?
    > ze niby prawdziwy polak to taki papiez mialby byc?

    Takie, ze to porownanie bylo.

    > uwazam, ze papieza wzieto na warsztat wzorcowni z braku
    nieposzlakowanych posta
    > ci wojakow, marszalkow itp wojowniczych mezow.
    > czy moze wpolczesny polak chcialby byc takim ojcem swietym?
    > czy moze wrecz taki ideal mezczyzny tkwi w zbiorowej
    podswiadomosci polakow?
    > dla mnie byloby to szokujace odkrycie...

    Kiedy Polakom postac kaplana kojarzy sie z wojownikiem. Ks Skarga,
    ks Popieluszko - to sa postacie obdarzone wielkim szacunkiem.
    Ksiadz czyli wojownik, do tego swiety - ideal po prostu.

    > 'szatan o pani pamieta'.
    > Ale to jednak zla rzecz komus tak powiedziec"
    > dlaczego?
    > skoro w swiecie tego kogos bog na niego patrzy, to pewnie i
    szatan tez, nie? :)

    Z jakis powodow ludzie zapominaja o diabelkach.
    Moze nie trzeba tego skrobac paznokciem.

    > trauma? taaa, czy katolicyzm w polsce zatrzyma sie na
    etapie 'edyktow' jp2?

    O, zeby tylko.
    Pape sie w Polsce kocha bezgranicznie, ale sie go nie zna. Nawet,
    jesli sie czytuje, to i tak nie stosuje. Dlatego trzy lata po
    smierci JP2 jasne jest, ze zadnego pokolenia ta smierc nie
    stworzyla.

    > wyscig
    > ' takim samym ' jak kto?

    Jak reszta.
    Sa duze ruchy spoleczne, z mniejszych miast do wiekszych, z
    nizszych klas do wyzszych. Chociaz, moze wiekszosc tego, o czym
    pisalam, dotyczy wawskiej specyfiki.

    > jasne, staramy sie dorownac do tego, co biegnie tuz przed nami,
    ale jak juz dor
    > ownamy to zza jego plecow widzimy nastepnego, i nastepnego...
    > moze chodzi tylko o to, zeby dolaczyc do peletonu, a nie snuc sie
    smutnie na sz
    > arym jak listopadowy lemur koncu?

    Mysle, ze chodzi o poczucie tozsamosci zbiorowej i potrzebe
    przynalezenia - Maslow.

    > nie znam detali twojej pozycji w wyscigu, ale wnioskuje z tego co
    pisalas, ze m
    > asz juz tam upolowane troche roznych rzeczy, takze emeryturka nie
    musi byc az t
    > aka cienka...

    Nie wiem, ja sie nigdy o forse specjalnie nie martwie, nawet jak
    jej nie mam, duzo nie potrzebuje zreszta. Ale strach, ze na starosc
    nie bedzie sie musialo wybierac miedzy czynszem a lekarstwami,
    towarzyszy wielu ludziom.

    > a co mnie stopuje przed ocknieciem sie i ruszeniem do boju?
    > wlasnie to, ze nie mysle o dalekich konsekwencjach moich dzialan,
    wyborow. ide
    > po najmniejszej linii oporu, zdaje sie. w zlych chwilach zyskuje
    pewnosc ze naj
    > zwyczajniej w swiecie przepuszczam zycie przez palce.
    > coz, ono i tak minie, tyle tylko ze mi coraz trudniej,
    prawdopodobnie, bedzie u
    > trzymac chocby status quo.

    Wesze tu duze poklady strachu. Co zreszta nie dziwi w swietle tego,
    co o swojej przeszlosci powiedzialas.

    > mialam straszny sen dzis w nocy, ktory nieco mnie otrzezwil.
    > zawsze bardzo sie balam

    A, wlasnie.

    zmian, co sklanialo mnie do szykowania sobie roznych sc
    > enariuszy na wszelki wypadek. i zawsze jakos tam, w zasadzie
    coraz lepiej sie u
    > dawalo. tym razem jakos sie nie balam, i jakos dopiero zaczyna do
    mnie docierac
    > to wszystko straszne co moze nastapic o ile sie nie wezme w
    karby...
    > stopuje mnie lenistwo oraz lek i przekonanie o niewielkich
    szansach.

    Ech, ty nalezysz do pokolenia, ktore sie zalapalo na Europe. Nie
    ten kraj to inny, sru i po klopocie. Ja osiadlam.

    > a jesli chodzi o to, co mnie stopuje przed wzieciem udzialu w
    wyscigu na dorown
    > ywanie innym miejscem urlopu i marka koszuli, to jest to czysty
    tumiwisizm i ni
    > echec. tutaj zdecydowanie poplyne pod prad, o ile znam siebie.

    To chyba nie jest taki ostry wybor?
    Pracowalam w roznych miejscach, mniej lub bardziej zabawnych, ale
    bez korporacji tez sie da.
    Nie mozesz sie rozeznac w tym, co cie interesuje i pojsc na jakies
    studia czy cos w rodzaju? Przeciez to fajne.

    > znow papa
    > juz na kilka lat przed jego smiercia bylam zdania ze powinien
    abdykowac, gdyz w
    > idzialam w nim marionetke, pusta ikone ktora moglby zastapic ktos
    o nieco trzez
    > wiejszym umysle, ... ale tej mocy idola cudownej pozbawiony ...
    > oczywiscie, takie slowa budzily wyraz grozy w sluchaczach
    > to tak odnosnie tego wizerunku papieza z linka
    > bla bla bla w jego ustach ma wieksza sile niz sensowne zdania
    nowatorskiego czy
    > po prostu madrego mysliciela.

    Jak rozmawialam z rodzina przy niedzielnym obiedzie i
    powiedzialam 'przeciez to stary czlowiek, ktory umiera', to
    spojrzeli sie na mnie wzrokiem modliszek.

    > on musi miec racje, bo jest papiezem, jesli racji nie widac golym
    okiem, to moz
    > e pod lupa, a moze w lustrze.
    > szkoda ze na innych medrcow tyle energii nie poswiecono

    No szkoda, szkoda. Ale jesli istotnie kupy sie trzyma teoryjka, ze
    to JP jakos wzbudzil energie i nakierowal ja na postac ojca, to to
    jest ok. Troche sie tu dzieje na ten temat i moze cos z tego
    dobrego wyniknie.

    > jedynie sluszny swiety budyn mnie nie ubogaca i nie dzialaja na
    mnie jego wizer
    > unki z dziecmi
    > na kogo niby tak dzialaja mocno?

    Na ludnosc dzialaja, bo potwierdzaja, ze to swiety _ojciec_ jest i
    ze kazde dziecko jego.
    Nawiasem mowiac, papiez - nie wiem, czy sam to wymyslil, czy jakis
    jego watykanski PR - bardzo sprytnie kierowal swoim wizerunkiem.
    Zadnych chrzeszczacych od pierscieni palcow i haftowanych szat,
    przeciwnie - wiele wizerunkow w cywilu, w skromnym sweterku, na
    nartach, z ksiazka w reku, na spacerze, taki, smaki i owaki - a
    prawie zawsze usmiechniety. Swiety, a taki jak my, jak tu sie nie
    zakochac.

    > choc oczywiscie, ze kawalki tego szkielka wciaz tkwia w moim oku.
    a raczej w mo
    > jej i zbiorowej podswiadomosci.

    To jest normalne i zupelnie na miejscu, nic w tym zlego, uwazam.
    Warto jednak o tym pamietac.

    > mozna chrz kontrowac panteizmem, mozna setka innych optyk.
    dobrze, ze mozna. ci
    > ekawe na ile mozna wybrac w co sie uwierzy?

    To zalezy, jak zdefiniujemy 'siebie'.
    Ja jest ulepione z biologii (genow od kogos dostanych) i kultury
    (tego, jak rzeczywistosc mnie szturchala). Mozna sie spierac, czy
    jakikolwiek wybor, w tym ten co sie bedzie jadlo na sniadanie, jest
    moj czy nie moj.

    > beznadziejna mam mantre?
    > mi sie ona podoba, uwazam ze nader udatnie wyraza ducha rzeczy,
    jest w sam raz
    > dla tych, ktorym marzy sie absolut, obiektywnosc, ogladanie
    rzeczy samych w sob
    > ie :)

    Jest beznadziejna, potwornie negatywna i samousprawiedliwiajaca.
    Fuj, phe, ohyda.

    > jaka ty masz mantre, zatem?

    Najczesciej mowie 'kocham cie', a potem 'to smutne'.
    Kocham cie mowie do narzeczonego, a 'to smutne' po blizszym
    kontakcie z gazeta albo wiadomosciami w tv.
    Czesto mowie 'nie wiem' i to by chyba byla moja mantra - pokora i
    uwolnienie w jednym.

    Czulko, zabki urocze, mlodosc mi sie przypomniala, brzmieli jak
    idole mojego dziecinstwa

    --
    W szczególności np. Skłodowska Curii też siedziałaby w jaskini
    gdyby nie jej mąż.
  • 19.04.08, 03:12
    'Polakom postac kaplana kojarzy sie z wojownikiem. Ks Skarga,
    ks Popieluszko - to sa postacie obdarzone wielkim szacunkiem.
    Ksiadz czyli wojownik, do tego swiety - ideal po prostu.'
    ideal mezczyzny wg polakow? nie wierze, zapodaj jakies badania czy cos...
    autorytet moze tak, ale nie ideal mezczyny.
    ---
    czemu "nie skrobac lepiej diabelka"? czym to grozi?
    ---
    hmm, jakos nikt z moich znajomych papy nie kocha bezgranicznie. kto, jaka grupa spoleczna, pape kocha?
    ---
    'strach, ze na starosc bedzie sie musialo wybierac miedzy czynszem a lekarstwami, towarzyszy wielu ludziom.'
    byc moze, ale czy akurat tym, ktorzy czytuja poradniki hot i not? chyba nie im...
    ---
    'nalezysz do pokolenia, ktore sie zalapalo na Europe. Nie ten kraj to inny, sru i po klopocie. Ja osiadlam. '
    naprawde myslisz ze to tak latwo, 'sru' i juz? byc moze kiedy ciagle zyje sie na walizkach, to owszem, dzis holandia, jutro honduras, nie ma sprawy.
    ale kiedy juz zapusci sie nieco korzonki, to coraz ciezej sie wyrwac do zupelnie innego miejsca i zaczynac wszystko od poczatku. dodatkowo, jesli nie ma sie jakichs sporych oszczednosci albo zawczasu zaklepanego kontraktu, albo znajomych w tym nowym miejscu, jest trudno. ciekawie, ale trudno. i to stopuje.
    mnie stopuje jeszcze jedna kwestia: piesnog moj.
    z twojej perspektywy moze to byc blahe, no ale coz, dla mnie az tak blahe nie jest.
    i ze tak zapytam zaciekawiona: ile masz lat, bene?
    ---
    ostry wybor - metkowosc
    to ty, nie ja, wyszlas z mysla, ze dostosowanie sie do hot i not jest konieczne i powszechne, ja mowilam ze dziwie sie tym, ktorzy na to leca.
    pytalam czemu te panny wciskaja sie - bez wzgledu na wlasny rozmiar - w obowiazkowe modne tu waskie portki... po co im te bluzy, torebki, czapki, torby z napisem firmowym? skad ta obsesja epatowania przedmiotami, emblematami, mundurkami, ostentacyjnego niemal chwalenia sie tym na co moge sobie pozwolic (nawet jesli to jest na raty),ty zdajesz sie mowic, ze to strategia przetrwania, a mnie to dziwi i smieszy, i nie wierze, ze dotyczy to tylko tych ubozszych. mysle, ze dotyczy to tych, ktorzy czuja sie niepewni, mimo wszystko, a najczesciej - irracjonalnie - niepewni.

    sie rozeznaje w tym, co mnie interesuje.
    ale np weterynarii studiowac mi sie nie chce, calkowicie zadowoli mnie - tak mi sie obecnie wydaje - zupelnie poslednie stanowisko w jakims zoo * moze jako expo w klatce, na wybiegu ;)* , parku przyrody, klinice dla zwierzat itp klimatach. i o to bede sie starac, bede jak sie zwloke kiedys wczesniej rano niz to mam w zwyczaju....mañana, mañana....
    poza tym moglabym tez wrocic do polski i dokonczyc filozofie, i zostac na uniwerku jesli by mnie zechcieli - taki plan sobie uknulam po ostatniej wizycie w kraju, ale mysle, ze skoro juz jestem tu , to jeszcze poprobuje cos tu cos zrobic. naprawde kocham to cieplo tutaj, te kolory, otwartosc ludzi, tyle rzeczy mnie wciaz tu cieszy :)
    jakos nie interesowaly mnie nigdy ekonomie, marketingi ani inne takie praktyczne kierunki, i nadal nie interesuja.
    generalnie wszystko rozbija sie o to, ze nie moge jakos zmusic sie do rozpoczecia poszukiwan...
    mniemam, ze w obu tych klimatach spotkalabym ludzi nieco podobnych do mnie, co szczerze by mnie uradowalo, bo wlasciwie to zaczelam wierzyc, ze po prostu wszedzie i zawsze bede outsiderem. to bylo dobre w starej pracy: jestem bardzo dobrym pracownikiem ale jestem dziwaczna raczej, dlatego z poczatku bywam traktowana jak ufo, i dopiero po czasie akceptowana jaka jestem. tzn: za dobra prace zyskuje z czasem przywilej bycia soba.
    ale skoro wymowienie sie zlozylo, to trzeba bedzie zaczac wszystko od poczatku gdzie indziej :)
    ---
    papa - modliszki
    no, wlasnie, nawet ci niereligijni z mojego otoczenia jakos tak lekliwie spogladali na mnie, z wyrzutem jakby, kiedy postulowalam abdykacje jp2.
    jakby nie wolno bylo nawet o czyms takim pomyslec. jakby to szatan dyktowal takie pomysly. tabu.
    kiedy moj bezposredni przelozony sadzil angielskie szydy o religiach, papiezu, poczatkowo odbieralam to z mieszanymi uczuciami/ myslami.
    jakbym radosnie zachlysnela sie ta swoboda, ale jakas taka ' bojazn boza' tez sie czaila we mnie.
    duzo w ogole moich cech mentalnych zaczelam postrzegac jako typowo polskie, dzieki czemu bylo mi latwiej wyeliminowac/ oslabic te, ktorych juz od dawna nie lubilam, ale kojarzylam jakos z 'kolorem bialym', nalezaly do sfery nietykalnej, do niby trzonu czlowieczenstwa.
    ---
    papa i dzieci
    toz kazdy wielki lubi focic sie z dziecmi, bierut czy papa, bez roznicy. a wciaz dziala?
    co do wizerunku swojskiego papieza - jakos nie zwrocilam na to uwagi, ha ha. myslisz ze w samotnosci ostentacyjnie zajadal sie lemon posset w krysztalowym pucharku?
    oj, jest taki tu ksiezunio, co czwartek wpada na lunch. oj, faktycznie, gdyby papiez sie na to odwazyl, nie wzbudziloby to mojego zaufania ni zachwytu..., a przeciez o chlebie i wodzie papa nie zyl, ani w take awayach nie jadal...
    hmmm
    ---
    "To zalezy, jak zdefiniujemy 'siebie'.
    Ja jest ulepione z biologii (genow od kogos dostanych) i kultury (tego, jak rzeczywistosc mnie szturchala). "
    wiec jak zdefiniowalabys siebie, aby ten wybor istnial?
    zreszta, to cale moje retoryczne pytanie o mozliwosc wyboru wlasnej wiary bylo postawione odnosnie twych ubolewan nad szkielkami w moim oku...
    alternatywa dla chrz moze byc - posrod innych opcji - takze panteizm, ale nie da ukryc, i ukrywac nie ma po co, ze taplamy sie kulturze chrzescijanskich skojarzen, wartosci, czy wartosciowania swiata, ktora niby wyrosla z wczesniejszych religii i filozofii, ale to z czego wyrosla przetransformowala na swoj sposob. to chrz widzenie swiata jest punktem wyjscia dla 90 procentow ( ?) polakow, glosem ludu, glownym nurtem. mozesz to odrzucic jako swoja osobista religie, ale calej kultury raczej nie odrzucisz, bedziesz wciaz stykac sie z tymi wartosciami w zyciu spolecznym. natomiast panteizm czy inny izm to takie twoje widzimisie, ladny to biore, nie ladny, to odkladam na polke, zadnych wiekszych spolecznych konsekwencji takiego odrzucenia nie bedzie.
    to szkielko w oku nie jest calkowicie zbedne - ono daje ci mozliwosc dostosowania sie do perspektywy poznawczej twojego otoczenia, ulatwia kontakt wewnatrz grupy, czyni pewne rzeczy szybkozrozumialymi. taka nakladka na swiat, kolejna z tych co umozliwiaja przetrwanie...;)--- odp na to komu potrzebna...
    a ze wizji narzucanych przez szkielko podwazac ´´nie mozna´´, to juz inna sprawa. po to pytalam o zwierzaki. wiem, powinnam raczej udac sie z ta zaczepka na forum religia czy cos okolo.
    ---
    mantra
    'Jest beznadziejna, potwornie negatywna i samousprawiedliwiajaca. '
    widze ze ktos ci wmowil, ze prawda jest ladna i optymistyczna , khe khe

    'nie wiem'
    pokora i uwolnienie w jednym?
    toc to beznadzieja, negatyw i samouprawiedliwienie jako zywo ;)
    no chyba, ze chodzi o to, ze ty JESZCZE TEGO AKURAT nie wiesz, a ja kracze ¨i tak sie nie dowiesz´´
    no, coz, tak sadze, choc moge sie mylic
    :]

    zielone zabki - ga ga - radical news
    wciaz istnieja:)))

    nisko sie klaniam, bo akurat mam nastroj ;)))


    --
    lubisz muminki?
  • 19.04.08, 07:55
    Skąd znasz hasła do moich skrzynek pocztowych?
  • 19.04.08, 15:56
    jesli to zart - to 'ha ha'
    jesli to twoja paranoja - to nic mi do niej...
    --
    A tranquil state of perfect calm and receptivity
  • 19.04.08, 16:20
    Zadałam konkretne pytanie.Nie udawaj , że nie rozumiesz.


    Czyżby perfidność była domeną ludzi słabych lub przyzwoitość domeną
    ludzi silnych?A może poprostu ma się to w genach?


    I mam się świetnie jak widzisz.


  • 19.04.08, 16:24
    spadaj, tyle ci powiem
    --
    Joy follows them like a shadow that never leaves them.
  • 20.04.08, 03:04
    szarylemur napisała:

    > ideal mezczyzny wg polakow? nie wierze, zapodaj jakies badania
    czy cos...
    > autorytet moze tak, ale nie ideal mezczyny.

    Alez nie rozmawiamy o mezczyznie, ale o ojcu. Ideal ojca. Gotowy -
    na pape mowilo sie 'ojciec'. 'Ojciec swiety'.

    > czemu "nie skrobac lepiej diabelka"? czym to grozi?

    Zobacz, co sie porobilo solaris, kiedy jej sie poskrobalo.
    Z uduchowionej cioci calej w zwiewnych tiulach i falbankach
    wyskoczylo popluwajace jadzikiem stworzenie.
    Ona miala duzo do stracenia - swoje dobre o sobie mniemanie,
    ktorego budowa pewnie zajela jej duzo czasu i wysilku. Jaki jest
    sens to burzyc? W imie czego?

    > hmm, jakos nikt z moich znajomych papy nie kocha bezgranicznie.
    kto, jaka grupa
    > spoleczna, pape kocha?

    Wszyscy. Procz mnie i doprawdy garstki ludzi. Kochaja niezaleznie
    od wieku, wyksztalcenia i innych zmiennych.
    Polscy politycy jak chca przegiac, powoluja sie na slowa papieza.
    Oczywiscie to hipokryzja, ale skuteczna.

    > naprawde myslisz ze to tak latwo, 'sru' i juz?

    Mysle, ze nie tak latwo, ale latwiej.
    Strasznie zazdroscilam tym dzieciakom, ktore sie zalapaly. Ze moga
    wyjechac, a jak chca to wrocic, a jak chca to wyjechac.
    To jest oczywiscie tez kwestia wieku i mobilnego zawodu.

    > mnie stopuje jeszcze jedna kwestia: piesnog moj.

    A jak sobie oswoisz kota, to beda cie stopowac dwie kwestie.
    Moze o to chodzi w tym oswajaniu? To tylko taki pomysl.

    > i ze tak zapytam zaciekawiona: ile masz lat, bene?

    Nie mam zadnego problemu z publicznym mowieniem, ile mam lat. Ale
    na forum staram sie ograniczac ilosc 'twardych' danych o sobie.
    Jako stara (hehe) netowa wyzeraczka wiem, czym to grozi.

    > dziwi i smieszy, i nie wierze, ze dotyczy to tylko tych
    ubozszych. mysle, ze d
    > otyczy to tych, ktorzy czuja sie niepewni, mimo wszystko, a
    najczesciej - irrac
    > jonalnie - niepewni.

    Kazdy chce do czegos nalezec.
    Kazdy (z naprawde pojedynczymi wyjatkami - fobikami albo
    mizantropami np) chce moc mowic 'my'. Ty sobie to zalatwiasz w
    jakis inny sposob, te dziewczyny - wbijajac sie w te straszne
    dzinsy.

    (Doprawdy, obserwowalam juz pare powrotow mody na obcisle spodnie
    typu rajstopy i za kazdym razem z przyjemnoscia przyjmuje zmiane
    kierunku.)

    calkowicie zadowoli mnie - tak mi
    > sie obecnie wydaje - zupelnie poslednie stanowisko w jakims zoo *
    moze jako ex
    > po w klatce, na wybiegu ;)* , parku przyrody, klinice dla
    zwierzat itp klimatac
    > h. i o to bede sie starac, bede jak sie zwloke kiedys wczesniej
    rano niz to mam
    > w zwyczaju....mañana, mañana....

    Maniana, a moze - poki co - wystaraj sie o jakis wolontariat w tego
    typu jednostce? Zawsze bedzie co wpisac do cv i swiadczyc o twojej
    pasji. To mowilam ja, wujek dobra rada.

    > jakos nie interesowaly mnie nigdy ekonomie, marketingi ani inne
    takie praktyczn
    > e kierunki, i nadal nie interesuja.

    Sa jeszcze rozne humanistyczne kierunki, jakies dziennikarstwa,
    kierunki spoleczne (socjologia, psych spol, psych klin), filologie,
    jezkoznawstwo, antropologie itd

    > generalnie wszystko rozbija sie o to, ze nie moge jakos zmusic
    sie do rozpoczec
    > ia poszukiwan...

    No tak, a potem rozni ludzie na lozu smierci rzucaja teksty
    typu 'najbardziej zaluje tego, czego nie zrobilam'.
    Marnosc nad marnosciami po prostu.

    > mniemam, ze w obu tych klimatach spotkalabym ludzi nieco
    podobnych do mnie, co
    > szczerze by mnie uradowalo, bo wlasciwie to zaczelam wierzyc, ze
    po prostu wsze
    > dzie i zawsze bede outsiderem.

    No to co?

    > duzo w ogole moich cech mentalnych zaczelam postrzegac jako
    typowo polskie, dzi
    > eki czemu bylo mi latwiej wyeliminowac/ oslabic te, ktorych juz
    od dawna nie lu
    > bilam, ale kojarzylam jakos z 'kolorem bialym', nalezaly do sfery
    nietykalnej,
    > do niby trzonu czlowieczenstwa.

    To jest wlasnie fajne w wyrwaniu sie z kontekstu - nie tylko z
    kontekstu rodziny, ale i spoleczenstwa. Mozna zobaczyc swoja
    polskosc w ogole. Bo jak sie w niej tkwi, to jej zobaczyc nie mozna.

    > toz kazdy wielki lubi focic sie z dziecmi, bierut czy papa, bez
    roznicy. a wcia
    > z dziala?

    Dzieci i male zwierzeta.
    Papa jednak wybieral dzieci. Ojciec swiety.

    > co do wizerunku swojskiego papieza - jakos nie zwrocilam na to
    uwagi, ha ha. my
    > slisz ze w samotnosci ostentacyjnie zajadal sie lemon posset w
    krysztalowym puc
    > harku?

    Nie, nie chodzi i hipokryzje, ale o to ze religie (nawet ja) trzeba
    sprzedawac przy pomocy - pardon le mot - pin-up papieza.

    Sa skargi na B16, ze nie ociepla wizerunku. Chociaz przeciez biedny
    przebral sie za Sw Mikolaja na swieta, a teraz wychodzi ksiazka o
    jego dziecinstwie, ktorej narratorem jest jego kot.

    > wiec jak zdefiniowalabys siebie, aby ten wybor istnial?

    Jak zdefiniowalabym siebie, zeby moc powiedziec, ze ja sama
    wybralam swoja wiare?
    Tak, ze wiare wpojona przez srodowisko prawidlowo skontestowalam w
    wieku dojrzewania, wzielam pod lupe i nie przyjelam jej juz na
    swiadomie jako wlasna. Odrzucilam. W powstalej bolesnej pustce
    pojawilo sie cos innego, poniekad niezaleznie ode mnie i
    spontanicznie.

    > zreszta, to cale moje retoryczne pytanie o mozliwosc wyboru
    wlasnej wiary bylo
    > postawione odnosnie twych ubolewan nad szkielkami w moim oku...

    No tak, ale meandry sa tak samo dobre, jak glowny nurt.

    > to chrz widzenie swiata jest punktem wyjscia dla 90 procentow
    ( ?) polakow, glo
    > sem ludu, glownym nurtem. mozesz to odrzucic jako swoja osobista
    religie, ale c
    > alej kultury raczej nie odrzucisz, bedziesz wciaz stykac sie z
    tymi wartosciami
    > w zyciu spolecznym.

    To sa dwie rozne rzeczy.
    Nie mam zamiaru walczyc z wplywem xianstwa na mnie w sensie
    kulturowym. Odwolanie sie do Hioba, przykazania milosci, gorejacego
    krzaku itd jest ok. Takze przekonanie ludzi, ze X przykazan to
    bardzo oczywisty kierunkowskaz (ktorego to przykazania nie
    podzielam, ale rozumiem podzielanie innych). Ale to nie to samo, co
    wiara w xianskiego Boga i td.

    natomiast panteizm czy inny izm to takie twoje widzimisie,
    > ladny to biore, nie ladny, to odkladam na polke, zadnych
    wiekszych spolecznych
    > konsekwencji takiego odrzucenia nie bedzie.

    Przeciez od dawna ludzie tak traktuja xianstwo tez.
    'Jestem xianka, ale uwazam ze seks przedmalzenski nie jest
    grzechem'. Chociaz jest.
    'Jestem xianinem, ale uwazam, ze pieklo nie istnieje' - chociaz to
    dogmat. itd

    Coraz wiecej religii rozumie, ze do odbiorcy (platnika, duszyczki)
    trzeba sie wdzieczyc, wabic go, marketingowac. A odbiorcy traktuja
    religie jak supermarket z mniej lub bardziej ciekawymi pomyslami.
    Ktore kupia albo nie.

    [mantra]
    > widze ze ktos ci wmowil, ze prawda jest ladna i optymistyczna ,
    khe khe

    Widze, ze ktos ci wmowil, ze masz numer komorki do Boga, i wydaje
    ci sie, ze wiesz jaka jest prawda, bo sobie do niego dzwonisz, hu hu

    > 'nie wiem'
    > pokora i uwolnienie w jednym?
    > toc to beznadzieja, negatyw i samouprawiedliwienie jako zywo ;)
    > no chyba, ze chodzi o to, ze ty JESZCZE TEGO AKURAT nie wiesz, a
    ja kracze ¨i t
    > ak sie nie dowiesz´´

    Trawa jest zielona, niebo jest niebieskie. Brzeczace komary
    typu 'dlaczego trawa jest zielona? Czemu niebo jest niebieskie? Czy
    trawa jest? Czy trawa? Czy? Niebo czy? Dlaczego niebotrawa?'
    moje 'nie wiem' odgania skutecznie.


    czulko, ide posprawdzac, ktore slowo z twojego postu to haslo do
    skrzynki pocztowej r_t_38
    ;)

    --
    -So, we’re the last feminists? Feminism dies with my generation?
    -It is to be hoped for, de
  • 20.04.08, 05:02
    ojciec/ swiety
    wybacz, ale MI chyba nigdy nie bedzie juz dane skojarzyc idei ojca ze swietoscia ;)
    moze stad ufoidalnosc?
    i moge kontrowac twoje zapewnienia o istnieniu tego idealu w spoleczenstwie, przykladem znanych mi osob, nijak tu nie pasujacych, ale... coz, pewnie znam blizej tylko ludzi choc troche podobnych do mnie. nie ma mnie tam, nie zawieram nowych znajomosci, wiec nie wiem. dalej wydaje mi sie to absurdalnie smieszne... :)
    ---
    diabelek/ solaris
    wez, wez , wez, przestan, teraz ty powiesisz mnie na lampie ogrodowej, ale... hmm, jednak jestem medium. snila mi sie dwa dni temu taka ostra debata z - dokladnie - "uduchowiona ciocia cala w zwiewnych tiulach i falbankach' , choc to nie byla solaris, bylo to zbiorcze wcielenie typu podmuchow/ dotykow wiatru...
    i, cholera, az sie boje drapac tego diabelka...
    to bylo takie nie- do- zniesienia, ta slodycz uduchowiona ktora nijak nie chciala przejsc na logiczny tryb argumentowania, tylko zbawiac i zbawiac moja dusze salaterkami poezji. nawet kiedy wyszarpnelam jej krzeslo spod siedzenia, ona dalej trelowala, nakrecona swoja eteryczna miloscia, wiara i nadzieja, sila swojej irracjonalnej prawdy, sila przekonania o tym, ze ona jest dobra, a ja bladze i ona mnie zbawi. najpierw prosilam, potem rzadalam, cedzilam przez zacisniete zeby, warczalam ' przestan, to nie jest rozmowa, to jest twoj swiety onanizm pseudoduchowy' , ale nic... kopnelam ja, oj jak mi wstyd, ten morderca zimny ze mnie wylazl, na chwilke zamilkla, nabrala lez w oczy, i hartu ducha jeszcze wiekszego, nie do pobicia w roli apostola, meczennika trelujacej prawdy... hmm, bylabym ja zabila z tej bezsilnosci, ale sumienie mnie obudzilo :]. jak sie zachowac wobec takich swietych gwalcicieli? niby mozna machnac reka i odejsc, ale to czyni z kanarkow triumfatorow... dyskutowac sie nie da, bic nie mozna... co mozna robic aby nie zostac zagadanym, zaglaskanym dotykiem wiatru na psychiczna smierc?
    w sumie juz chyba lepiej zeby z cioci wyszla jaszczurka, z ta przynajmniej walczyc mozna. najgorsze sa meczennice lubujace sie w umieraniu za wiare, strach zaczynac rozmowe z taka, jesli sie nie ma kaftanu bezpieczenstwa pod reka... jesli sie jest "do szpiku kosci zlym" ???
    co mozna zrobic asertywnie?
    ---
    sru i juz
    tak, oczywiscie, moja niestabilnosc jest kolejnym powodem do niecheci wobec nadmiernego oswajania kota. choc z drugiej strony, pies jest znacznie wiekszym problemem niz kot, jest wiekszy, szczeka, musi wychodzic na dwor, nie da sie go przemycic niezauwazenie do hotelu czy cos... juz wiele razy stawalam przed dylematem, czy by go komus nie oddac, dostawalam rozne porady typu: zostaw, nikt ci mieszkania tu nie wynajmie, ale nie. wlasciwie mysle, ze oboje potrzebujemy siebie rownie mocno :))) no, to taka moja optymalnie do rozmiarow moich macierzynskich instynktow dostosowana wersja dziecka:)))
    ---
    okej, nie mow zatem ile konkretnie masz lat. zastanawialo mnie czy naprawde jestes wiele starsza ode mnie, gdyz poczatkowo myslalam ze jestes mniej wiecej okolo mnie :)
    ---
    my/ outsider
    mnie cieszylo odnalezienie ksiazki, gdzie naturalnie identyfikowalabym sie z bohaterem, z narratorem. albo pojedynczej osoby.
    niesamowicie tez uszczesliwilo mnie spotkanie grona moich dlugoletnich przyjaciol. lol, te same shizy, poczucie humoru. oczywiscie, ze sie pozmienialismy bardzo, ale to takie cudowne odczuc, ze pod tymi wszystkimi roznicami, dalej tak wiele nas laczy.

    dzisiaj mysle rowniez, ze to jednak nie niepewnosc, ze to jednak pragnienie - tak jak mowisz - przynaleznosci. tyle, ze niektorzy maja to pragnienie bardzo mocno rozwiniete, tak mocno, ze gotowi sa zmienic sie tylko po to by dopasowac sie do jakiejs grupy. ja raczej szukam grupy, kogos z kim mi bedzie po drodze ot tak, po prostu, naturalnie.
    nie ma we mnie jakiegos parcia na przynaleznosc do grupy, ale ciagle dowiadywanie sie, ze " o, tutaj tez znalazlam sie na marginesie, tutaj tez nie pasuje, tu zostalam czarna owca" jest nieco smutne czasami. tak patrzec jak sobie inni wspolnie hasaja i wiedziec ze chocby sie chcialo hasac z nimi, to sie nie da, bo nie bedzie wspolnego klimatu do hasania, bo to byloby sztuczne.
    a najgorsze chyba ze wszystkiego jest przeczucie, ze nieoplacalnie jest mowic co sie mysli, byc kim sie jest, he he opowiadac o swojej przeszlosci albo zamiarach szczerze, zdradzac tajnikow wlasnej filozofii zyciowej. tzn, mozna, czemu nie, ale trzeba sie liczyc z tym, ze - tak wygladaja dane doswiadczalne- grupa bedzie bardzo rozczarowana tym, co zobaczyla. wiec albo sie gra, albo sie jest soba. albo tak po troszeczku, tak sie siebie przemyca po kawalku jak jakis material zracy. i sie zdaje czasem ze ach tu mi dobrze tu mi cieplo tu sie bede rozmnazac ( rozmrazac), i sie odwaznie wyjawia wlasne prawdy, po czym nastaje gleboka glucha cisza, zonk, grupa puszcza sobie porozumiewawcze spojrzenia. o czyms takim pisze miller, w ktorym znalazlam wlasne mysli, ktory byl jak wielkie " tak" dla tego wszystkiego co nosilam w sobie, i czego sie wstydzilam, nie mialam smialosci wypowiedziec
    "Chociaż więc śmiech dopiero zamierał, już się dawało wyczuć jad. - Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy - powiadano, ale wyciągnięta do mnie wilgotna, bezwładna ręka zadawała kłam tym słowom.
    Persona non grata! Jezu, jakie mi się to dzisiaj wydaje oczywiste! Żadnych wyborów, żadnych możliwości: musiałem brać to, co było do wzięcia i starać się to polubić. Musiałem się nauczyć żyć z szumowinami, pływać jak szczur rynsztokowy albo zatonąć. Jeżeli ktoś postanowi dołączyć do stada, już się uodparnia. Żeby zyskać poparcie i poklask, trzeba się wyrzec swojej indywidualności, trzeba się nie wyróżniać ze stada. Można marzyć, jeżeli marzy się tak samo. |"


    i chyba nie ma to jednak zwiazku z pewnoscia siebie, skoro mnie - niepewnej - nie dotyczy. a moze? trudno mi ocenic sie adekwatnie, prawdziwie, he he ;)
    ---
    wolontariat, piekna rzecz, ale skad brac na to czas? lubie moje rozrywki, lubie spac, musze pracowac aby miec jakies pieniadze, i tak z dnia i nocy juz niewiele zostaje...
    ---
    sa inne niz ekonomia i marketing kierunki, ale zanim ja je skoncze, bede miec sto lat, i konkurencje mlodziezy na karku...
    jesli to zrobie to w polsce. no, nie jestem tytanem pracy ani koniem wyscigowym.
    ale masz racje, czasem popadam w stan niewczesnych zali i czynie sobie samej wyrzuty , ze a jakbym zaczela cos tam dwa lata temu, to dzis juz bym byla daleko itd...
    ---
    komercyjna klapa b16...
    biedny, az mi sie go zrobilo szkoda, ciekawe czy nie uaktywnil sie w nim " slynny niemiecki syndrom antypolski" z tego wszystkiego?
    ale, ale, czytalam, ze b16 wierzy w istnienie szatana, w mozliwosc opetania, totez powolal specjalne 'oddzialy' duchownych - egzorcystow...
    tworzy wlasny wizerunek ?
    ---
    kontestacja
    odrzucialas wiare wpojona i wybralas inna. widac mialas po temu warunki. pewnie takze specyfika szturchniec od zycia i genow zadecydowala o tym , jaka konkretnie wiare wybralas sama... czy nie?
    ---
    "meandry sa tak samo dobre, jak glowny nurt."
    he he, tylko ze na meandrach mozna utknac i juz w nurt nie wrocic ;)
    ---
    cdn...
  • 21.04.08, 01:08
    szarylemur napisała:

    > ojciec/ swiety
    > wybacz, ale MI chyba nigdy nie bedzie juz dane skojarzyc idei
    ojca ze swietosci
    > a ;)

    A moze bedzie, bralam udzial w takich rzeczach, ze moge spokojnie
    uwierzyc we wszystko.

    > moze stad ufoidalnosc?

    Pewnie tak, u ciebie postac ojca nie kojarzy sie z pelna tesknoty
    luka, tylko z czyms zupelnie innym.

    > nie ma mnie tam, nie zawieram now
    > ych znajomosci, wiec nie wiem. dalej wydaje mi sie to absurdalnie
    > smieszne... :)

    Dalej to jest element poprawnosci politycznej w polskim wydaniu.

    > wez, wez , wez, przestan, teraz ty powiesisz mnie na lampie
    ogrodowej, ale... h
    > mm, jednak jestem medium. snila mi sie dwa dni temu taka ostra
    debata z - dokla
    > dnie - "uduchowiona ciocia cala w zwiewnych tiulach i
    falbankach' , choc to nie
    > byla solaris, bylo to zbiorcze wcielenie typu podmuchow/ dotykow
    wiatru...
    > i, cholera, az sie boje drapac tego diabelka...

    A nie, dlaczego?
    Ja wierze, ze wszystko, co sie nam sni, to jakies emanacje wnetrza.
    Nawet, jesli sie sni ktos z zewnatrz, to dlatego, ze jakos w nas
    oddzwieka, w jakiejs naszej wewnetrznej zbitce cech. Pisalam, ze
    wierze, iz kazdy ma taka wewnetrzna solaris.
    Ktora, nota bene, wyobrazam sobie jako sporej wielkosci meduze.
    Rozowa.

    > to bylo takie nie- do- zniesienia, ta slodycz uduchowiona ktora
    nijak nie chcia
    > la przejsc na logiczny tryb argumentowania, tylko zbawiac i
    zbawiac moja dusze
    > salaterkami poezji.

    Hehehe.

    nawet kiedy wyszarpnelam jej krzeslo spod siedzenia, ona da
    > lej trelowala, nakrecona swoja eteryczna miloscia, wiara i
    nadzieja, sila swoje
    > j irracjonalnej prawdy, sila przekonania o tym, ze ona jest
    dobra, a ja bladze
    > i ona mnie zbawi. najpierw prosilam, potem rzadalam, cedzilam
    przez zacisniete
    > zeby, warczalam ' przestan, to nie jest rozmowa, to jest twoj
    swiety onanizm ps
    > eudoduchowy' , ale nic... kopnelam ja, oj jak mi wstyd, ten
    morderca zimny ze m
    > nie wylazl, na chwilke zamilkla, nabrala lez w oczy, i hartu
    ducha jeszcze wiek
    > szego, nie do pobicia w roli apostola, meczennika trelujacej
    prawdy... hmm, byl
    > abym ja zabila z tej bezsilnosci, ale sumienie mnie obudzilo :].

    Moze rzuc mysli o pisaniu nowel czy czegotam, a zajmij sie
    scenariuszami. Thrillerow.

    jak sie zachow
    > ac wobec takich swietych gwalcicieli? niby mozna machnac reka i
    odejsc, ale to
    > czyni z kanarkow triumfatorow... dyskutowac sie nie da, bic nie
    mozna...

    Moze warto uswiadomic sobie, po co toczymy te boje?
    Ja napisalam, ze w celach szkoleniowych, zeby podkrecic moja
    wewnetrzna rozowa meduze, zmniejszyc jej obszar.
    Oraz, hm, po prostu mnie to bawi, niestety. Nie wyrywalam muszkom
    nozek, kiedy bylam mala, pewnie mam deficyt.

    Po co to robisz?

    > w sumie juz chyba lepiej zeby z cioci wyszla jaszczurka, z ta
    przynajmniej walc
    > zyc mozna.

    Nie mozna, bo w takim stanie umyslu/ducha jaszczurka kasa, ale nie
    zostawia sladow. Tam sie pojawily bardzo charakterystyczne rzeczy:
    krytyka aluzyjna i bierna agresja. To atak, ktory madrosc ludowa
    okresla 'dziurki nie zrobi, ale krew wypije'. Chodzi o to, zeby
    ocalic dobre mniemanie o sobie (bardzo pojemny Cien, hehehe), a
    jednoczesnie przysrac tej glupiej rurze, pardon - tej nieprzyjemnej
    dyskutancte, czyli akurat tam chodzilo o mnie ;)

    najgorsze sa meczennice lubujace sie w umieraniu za wiare, strach za
    > czynac rozmowe z taka, jesli sie nie ma kaftanu bezpieczenstwa
    > pod reka... jesl i sie jest "do szpiku kosci zlym" ???
    > co mozna zrobic asertywnie?

    Aertywnie: 'to jest moj poglad, a to twoj. Roznia sie' i isc z
    bogiem :)

    > no, to taka moja optymalnie do rozmiarow moich macierzynsk
    > ich instynktow dostosowana wersja dziecka:)))

    Nie ma sie co smiac.
    W zasadzie u co najmniej polowy posiadaczy zwierzat mozna zauwazyc
    cos podobnego albo takiego samego.

    > okej, nie mow zatem ile konkretnie masz lat. zastanawialo mnie
    czy naprawde jes
    > tes wiele starsza ode mnie,

    Nie :)
    Ale lubie udawac stara, wiec madra ;P

    > my/ outsider
    ...
    > dzisiaj mysle rowniez, ze to jednak nie niepewnosc, ze to jednak
    pragnienie - t
    > ak jak mowisz - przynaleznosci. tyle, ze niektorzy maja to
    pragnienie bardzo mo
    > cno rozwiniete, tak mocno, ze gotowi sa zmienic sie tylko po to
    by dopasowac si
    > e do jakiejs grupy. ja raczej szukam grupy, kogos z kim mi bedzie
    po drodze ot
    > tak, po prostu, naturalnie.

    No tak, to mozna w dwie strony. Ale jednak grupa jakos - nawet
    jesli dyskretnie i subtelnie - tez modeluje swoich poszczegolnych
    czlonkow. Sa dos i don'ts, rzeczy ktore obsmiewamy i ktore
    traktujemy powaznie, takie ktore sie nam podobaja i takie, na ktore
    prychamy. Itd.

    > a najgorsze chyba ze wszystkiego jest przeczucie, ze
    nieoplacalnie jest mowic c
    > o sie mysli, byc kim sie jest, he he opowiadac o swojej
    przeszlosci albo zamiar
    > ach szczerze, zdradzac tajnikow wlasnej filozofii zyciowej. tzn,
    mozna, czemu n
    > ie, ale trzeba sie liczyc z tym, ze - tak wygladaja dane
    doswiadczalne- grupa b
    > edzie bardzo rozczarowana tym, co zobaczyla. wiec albo sie gra,
    albo sie jest s
    > oba. albo tak po troszeczku, tak sie siebie przemyca po kawalku
    jak jakis mater
    > ial zracy. i sie zdaje czasem ze ach tu mi dobrze tu mi cieplo tu
    sie bede rozm
    > nazac ( rozmrazac), i sie odwaznie wyjawia wlasne prawdy, po czym
    nastaje glebo
    > ka glucha cisza, zonk, grupa puszcza sobie porozumiewawcze
    spojrzenia.

    To moze zalezy od tego, ile i jak.
    Ja zazwyczaj bardzo bardzo powoli sie otwieram, raczej slucham niz
    mowie i czesto na tym wygrywam.

    o czyms
    > takim pisze miller, w ktorym znalazlam wlasne mysli, ktory byl
    jak wielkie " ta
    > k" dla tego wszystkiego co nosilam w sobie, i czego sie
    wstydzilam, nie mialam
    > smialosci wypowiedziec
    > "Chociaż więc śmiech dopiero zamierał, już się dawało wyczuć
    jad. - Mam nadziej
    > ę, że się jeszcze zobaczymy - powiadano, ale wyciągnięta do mnie
    wilgotna, bezw
    > ładna ręka zadawała kłam tym słowom.
    > Persona non grata! Jezu, jakie mi się to dzisiaj wydaje
    oczywiste! Żadnych wybo
    > rów, żadnych możliwości: musiałem brać to, co było do wzięcia i
    starać się to p
    > olubić. Musiałem się nauczyć żyć z szumowinami, pływać jak szczur
    rynsztokowy a
    > lbo zatonąć. Jeżeli ktoś postanowi dołączyć do stada, już się
    uodparnia. Żeby z
    > yskać poparcie i poklask, trzeba się wyrzec swojej
    indywidualności, trzeba się
    > nie wyróżniać ze stada. Można marzyć, jeżeli marzy się tak samo.
    |"

    O rany, jakie to smutne jest.

    > i chyba nie ma to jednak zwiazku z pewnoscia siebie, skoro mnie -
    niepewnej - n
    > ie dotyczy. a moze? trudno mi ocenic sie adekwatnie, prawdziwie,
    he he ;)

    Nie wiem, trudno mi sobie wyobrazic, kim bym byla, gdybym nie
    spotkala tych, ktorych spotkalam.
    Pewnie mogloby byc bardzo zle.
    W ogole to znakomina wiekszosc waznych dla mnie ludzi znalazlam
    przez internet, chociaz przyjaznimy sie i znamy realnie juz od lat.

    > wolontariat, piekna rzecz, ale skad brac na to czas? lubie moje
    rozrywki, lubie
    > spac, musze pracowac aby miec jakies pieniadze, i tak z dnia i
    nocy juz niewie
    > le zostaje...

    Nawet nie chodzilo mi o piekno, chociaz to tez, ale o wzgledy
    pragmatyczne - atut w CV i przymiarke twoja do zmiany kierunku
    sciezki zawodowej.
    Noale jak sie chce i miec ciasteczko, i je jednoczesnie zjesc...
    Ok, bez moralow ;)

    > ale masz racje, czasem popadam w stan niewczesnych zali i czynie
    sobie samej wy
    > rzuty , ze a jakbym zaczela cos tam dwa lata temu, to dzis juz
    bym byla daleko
    > itd...

    Lapie sie dokladnie na tym samym, wiec wiem, jakie to jest glupie.
  • 20.04.08, 05:06
    religia supermarket
    niby supermarket ale jednak i tabu. moze nie jest to juz czyste chrzescijanstwo, ale nie jest to chyba jeszcze post- chrz..
    jest to chyba juz bardziej tradycja niz szczere wyznanie, ale mimo wszystko w chwilach kryzysu wielu wraca do korzeni, dudni im w glowach ten ciezki glos.
    pokusze sie o teze, ze w chwili trwogi, nieszczescia, ta chrz co seks przed slubem akceptuje, zacznie czynic sobie wyrzuty z powodu odejscia od religii, tutaj moze szukac usprawiedliwienia dla zlych wydarzen w jej zyciu...
    choc chyba jednak masz racje, ze chrz, katolicyzm polski jest glownie fasadowy, niewielu scisle przestrzega nakazow katechizmu, ustalen papieza, traktujac to wszystko bardzo wybiorczo. moze chodzi zatem o mile ciepelko przynaleznosci do establiszmentu ( nie wiem, czy poprawnie uzywam tego slowa), o wygode jaka daje dostosowanie sie do tradycji?
    zaangazowanie w panteizm wymagaloby glebszych przekonan, byloby sie narazonym na dyskusje, na koniecznosc przemyslen i udowadniania swoich racji, takze na wytykanie palcami. ale tez wszystkie ciotki odetchnelyby z ulga i poklepalyby po glowce, gdyby panteizm zostawic z dnia na dzien,... wreszcie skonczylyby sie pytania. latwiej byc fasadowym chrz, katolikiem niz panteista. oszczednosc czasu i energii :)
    ---
    mantra
    'Widze, ze ktos ci wmowil, ze masz numer komorki do Boga, i wydaje
    ci sie, ze wiesz jaka jest prawda, bo sobie do niego dzwonisz, hu hu'
    skad to widzisz? ode mnie tego nie widac... raczej cos odwrotnego, jesli juz cokolwiek... chlip chlip ;)))

    okej, " nie wiem" uwalnia cie od pytan na ktore odp nie znasz, dobrze ci z tym
    a ja lubie te moje czyniebotrawy, a takze mnie moja marnosc uwalnia od nich niejako.
    marnosc to twoje nie wiem wypowiedziane z innego poziomu.
    moze malo prolife, ale skuteczne w leczeniu udarow wywolanych obserwacja pantomimy gry
    czy wygrasz czy przegrasz jeden grzyb
    tak w sumie
    choc tak, to jest o orbite za daleko od ziemi
    to prawie jak sukces, ktory jest kleska, ktora jest sukcesem.
    tak, to malo prolife
    wymysle cos innego, byc moze :)
    myslisz ze powinnam?
    ---
    rt38
    no, zhiz niezly
    mam kilka typow
    najmniej psychotyczny to ten, ze rt to rosario tijeras
    a haslo to cos o muminkach
    co byloby kolejnym przyczynkiem za tym, ze jestem medium
    a konkretnie to 36\ 38 (!) rozmiar nosze ;]
    mam nadzieje ze nie wyniknie z tego jakas niesmieszna draka...

    sciskam :)))

    --
    A tranquil state of perfect calm and receptivity
  • 21.04.08, 01:37
    > komercyjna klapa b16...
    > biedny, az mi sie go zrobilo szkoda, ciekawe czy nie uaktywnil
    sie w nim " slyn
    > ny niemiecki syndrom antypolski" z tego wszystkiego?

    Nie wiem, bo nie sledzilam az tak. Chyba nie.

    > ale, ale, czytalam, ze b16 wierzy w istnienie szatana, w
    mozliwosc opetania, to
    > tez powolal specjalne 'oddzialy' duchownych - egzorcystow...
    > tworzy wlasny wizerunek ?

    Wojownika? Mozliwe.
    Nad moja siostra nasza niania odprawila kiedys egzorcyzmy, ale
    jakos nie pomoglo.

    > kontestacja
    > odrzucialas wiare wpojona i wybralas inna. widac mialas po temu
    warunki. pewnie
    > takze specyfika szturchniec od zycia i genow zadecydowala o tym ,
    jaka konkret
    > nie wiare wybralas sama... czy nie?

    No wlasnie nie wiem.
    Bardzo dawno temu jas stereo chyba zadal takie pytanie - 'czy
    gdybys mogla przezyc zycie jeszcze raz, tzn urodzic sie na nowo, w
    tym samym miejscu i porze, bez pamieci tego, co przezylas,
    powtorzylabys je bez zadnych zmian?'

    > "meandry sa tak samo dobre, jak glowny nurt."
    > he he, tylko ze na meandrach mozna utknac i juz w nurt nie
    wrocic ;)

    Moze tak ma byc :)

    > religia supermarket
    > niby supermarket ale jednak i tabu. moze nie jest to juz czyste
    chrzescijanstwo
    > , ale nie jest to chyba jeszcze post- chrz..

    Bo ja wiem, czy tabu?
    Bardzo rzadko chodze do kosciola, ale nie widac po ludziach
    jakiegos duchowego uniesienia - po kaplanie najmniej.

    Czytalam dzis bardzo fajny felieton o Kosciele w Polsce - o tym,
    czemu rozni duchowi intelektualisci od niego odchodza (bylo pare
    spektakularych odejsc koscielnych myslicieli w ciagu paru lat).
    Otoz napisali, ze hierarchia koscielna byla u nas dobierana tak,
    zeby mogla walczyc z ustrojem o ludzkie dusze. To byla wygrana
    walka, o politycznym zasiegu zreszta. Tyle, ze ci koscielni
    urzednicy na swoich stolkach zostali i wychowali sobie rzesze
    nastepcow w swoim stylu.
    A urzednik-wojownik z syndromem oblezonej twierdzy ('wrogowie sa
    wszedzie, musimy zewrzec szeregi i bronic naszych za wszelka cene')
    nigdy raczej nie bedzie sie zajmowal kwestiami wprost duchowymi czy
    mistycznymi.

    Stad rozczarowanie niektorych duchownych, wielu wiernych i stad
    afery pedofilskie oraz zawziete przekonanie, ze zaden kaplan KK nie
    kolaborowal z systemem. Mimo dowodow.

    > jest to chyba juz bardziej tradycja niz szczere wyznanie, ale
    mimo wszystko w c
    > hwilach kryzysu wielu wraca do korzeni, dudni im w glowach ten
    ciezki glos.

    W chwilach kryzysu to Polak nie chodzi do kosciola, ale do
    supermarketu, a najlepiej do centrum handlowego.
    Na najwieksze centrum handlowe w Europie, warszawską Arkadię, mowi
    sie czesto 'Swiatynia'.

    > pokusze sie o teze, ze w chwili trwogi, nieszczescia, ta chrz co
    seks przed slu
    > bem akceptuje, zacznie czynic sobie wyrzuty z powodu odejscia od
    religii, tutaj
    > moze szukac usprawiedliwienia dla zlych wydarzen w jej zyciu...

    'Jak trwoga to do boga'
    No tak, ale chwile kryzysu zdarzaja sie od swieta. A na codzien z
    kolezanki, ktora dziewictwo trzyma do nocy poslubnej, mowi sie z
    usmieszkiem politowania, protekcjonalnie.

    > choc chyba jednak masz racje, ze chrz, katolicyzm polski jest
    glownie fasadowy,
    > niewielu scisle przestrzega nakazow katechizmu, ustalen papieza,
    traktujac to
    > wszystko bardzo wybiorczo.

    Imo to zjawisko dotyczy chrzescijanstwa w ogole.
    W odroznieniu od roznych wyznawcow islamu np.

    moze chodzi zatem o mile ciepelko przynaleznosci do
    > establiszmentu ( nie wiem, czy poprawnie uzywam tego slowa), o
    wygode jaka daje
    > dostosowanie sie do tradycji?

    O rozne rzeczy. Np o to, zeby dzieciak nie nudzil sie, kiedy jego
    koledzy ida na lekcje religii, albo zeby przystapil do komunii jak
    jego koledzy albo zeby tesciowa nie gadala, 'zesmy dzieciaka nawet
    nie ochrzcili'. Albo zeby jednak miec slub koscielny, bo kosciol
    jest bardziej uroczysty od urzedu. itd

    > zaangazowanie w panteizm wymagaloby glebszych przekonan, byloby
    sie narazonym n
    > a dyskusje, na koniecznosc przemyslen i udowadniania swoich
    racji, takze na wyt
    > ykanie palcami. ale tez wszystkie ciotki odetchnelyby z ulga i
    poklepalyby po g
    > lowce, gdyby panteizm zostawic z dnia na dzien,... wreszcie
    skonczylyby sie pyt
    > ania. latwiej byc fasadowym chrz, katolikiem niz panteista.
    oszczednosc czasu i
    > energii :)

    Mysle, ze po prostu ludzie nie przechodza tego (waznego) etapu,
    ktory udalo sie przejsc mi: tzn kontestacji wiary miedzy roznymi
    postawami wyniesionymi z domu, czyli 'wchowanymi'.
    Albo istotnie przezyli, ale po stwierdzeniu, ze wiara organizuje
    zycie (swieta np) albo wmowieniu, ze 'katolik ma moralnosc, bo ma X
    przykazan', machneli reka i wydeptuja te same sciezki.

    > mantra
    > skad to widzisz? ode mnie tego nie widac... raczej cos
    odwrotnego, jesli juz co
    > kolwiek... chlip chlip ;)))

    A jakbys nie mantrowala tak, to jak bys mantrowala?


    > marnosc to twoje nie wiem wypowiedziane z innego poziomu.

    Mi sie wydaje, ze poziom tej twojej marnosci to jest jakos pod
    piecioma metrami mulu. To pesymistyczne jest, obezwladniajace takie.

    > moze malo prolife, ale skuteczne w leczeniu udarow wywolanych
    obserwacja panto
    > mimy gry
    > czy wygrasz czy przegrasz jeden grzyb

    'Pesymizm defensywny'?

    > tak w sumie
    > choc tak, to jest o orbite za daleko od ziemi
    > to prawie jak sukces, ktory jest kleska, ktora jest sukcesem.
    > tak, to malo prolife
    > wymysle cos innego, byc moze :)
    > myslisz ze powinnam?

    Tylko wtedy, kiedy ty tak uznasz.

    > rt38
    > no, zhiz niezly
    > mam kilka typow
    > najmniej psychotyczny to ten, ze rt to rosario tijeras
    > a haslo to cos o muminkach
    > co byloby kolejnym przyczynkiem za tym, ze jestem medium
    > a konkretnie to 36\ 38 (!) rozmiar nosze ;]
    > mam nadzieje ze nie wyniknie z tego jakas niesmieszna draka...

    Zlewka.
    Imo albo sie gosciowi cos kosmicznie pomerdalo, albo ma cos
    nietenten. Proponuje nie podsycac jego plomyczka.

    czul.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • 21.04.08, 03:45
    hmm, polaczmy ojca i matke z ciocia w tiulach i otrzymamy odp na pyt dlaczego tak koszmarnie zalezy mi nieraz na dialogu.
    mniej? neurotycznie sytuacje rozpatrujac, chodzi mi o lek przed byciem pozartym przez taka osobe. hymny ku czci czegos tam, kompletne bzdury zalewaja coraz wieksze obszary przestrzeni, memy sie reprodukuja, wzeraja jak rak. jest ok, kiedy mozna odejsc, kiedy jest gdzie odejsc... kiedy nie ma dosc przestrzeni, w realu czy chocby na forum, w jakims watku zaczyna sie trelowanie, czuje jak jedna reka mi opada a druga symultanicznie ostrzy noz w kieszeni.
    swietlicki napisal taki chory tekst " ktoregos dnia to miasto bedzie nalezec do mnie, na razie chodze, patrze, wkladam zdejmuje kastet"
    a kilka lat pozniej " pomylilem sie, to miasto nigdy nie bedzie nalezec do mnie, pomylilem sie"
    jak by to trafnie ujac???
    czuje przymus/ potrzebe obrony wlasnego zdania, przeraza mnie zakrakanie.jestem przeswiadczona, ze jesli po prostu odejde, te bzdury sie zreplikuja, ze oddam mecz walk overem. ale ta druga strona niesiona na skrzydlach " prawdy" i ' milosci' jeszcze do tego, jest slabszosilniejsza ode mnie. i nie dopuszcza mozliwosci dyskusji, o ile rozmowca nie sklada rak do rytmu jej slow.
    jasne, w swietle matry " marnosc nad marnosciami" powinnam dac sobie siana i odejsc, bo coz z tego ze krolewna sniezka wygra?
    widac takie sytuacje sciagaja mnie mocno wprost na kort. a na tym korcie, po drugiej stronie siatki stoi sobie ktos, kto wdzieczy sie do publicznosci, juz dawno sobie wieniec laurowy byl nalozyl...co rozdraznia mnie niebotycznie, psychotycznie?
    a czasem mam tak, ze nie wdaje sie w dyskusje, omijam 'romantyczne' watki, zawczasu pogodzona z przeczuwana porazka.
    ale to byl sen, i nie bylo w nim opcji exit.
    --
    nie sadze aby chodzilo tu o moja wewnetrzna ciotke, ale zastanowie sie nad tym. hmm, chyba ze w tym ujeciu, ze swoje nielubiane cechy tiulowe wyalienowalam w matke.
    wg ciebie, tiulowosc jest zatem moim cieniem, tak? jak mam zintegrowac ten cien? na czym to polega?
    ---
    thrillery to zycie pisze, ja sie tylko o nie potykam co jakis czas ;) akurat to wylapuje z rzeczywistosci...
    ---
    wole jaszczura od meczennicy. bo wg ' naszych tradycji' jaszczury wolno zabijac, natomiast meczennic nie.

    hmm, krytyka aluzyjna i bierna agresja...
    tu wyloni sie ze mnie wzorowa uczennica i powie: a nie myslisz, ze to nieladnie tak ludzi za plecami obmawiac? czemu nie pojdziesz do solaris do domu i jej tego w twarz nie powiesz, co, niedobra? bo ze ja nie pojde to wiadomo, bo ja ten tego, nie lubie jak krzycza, szczegolnie jak sa plci zenskiej to jakos nie wiem co robic...
    ---
    z ta asertywnoscia jest taki problem ze raczej nie dziala w sytuacji ostrego konfliktu o jakas niepodzielna rzecz np, prawda?
    jesli ktos mowi mi " masz zyc tak i tak' i nie chce w ogole uzasadniac swoich racji, tylko treluje o korzysciach, a raczej o wznioslosci i pieknie takiego zycia, to co ja mam robic. odejsc mowiac, to twoj poglad, bye... ale gdy od trelu nie ma ucieczki, gdy trel staje sie glosem ludu, cofam sie i cofam pod mur. i gdy tak stoje do muru przyparta trelem morelem, to co? to o takiej sytuacji snilam...
    wazne jednak chyba, aby nie traktowac kazdego spotkania z trelem jako neurotycznego powrotu do sytuacji bycia przypartym do muru...
    ---
    piesek/ nie ma sie co smiac
    ale ja sie nie smieje, ja sie usmiecham szeroko :)
    myslisz ze jest cos zlego w uswiadomieniu sobie rozmiarow wlasnych ciagot macierzynskich?
    czy moze ' powinnam' pracowac nad ich powiekszeniem ( he he ), poglebieniem ?
    raczej nie po drodze mi z tym... mimo ze slysze trel wokol.
    ---
    grupa
    jasne, rozumiem ze ludzi ktorych spotykam nie musza mnie lubic.
    jako i ja ich bezgranicznie rzadko kiedy akceptuje
    ale milo jest raczej byc w grupie, gdzie pozytywna ocena jest wzajemna i akcepatacja grupy nie wymaga ode mnie zbyt olbrzymich wysilkow z zakresu mimikry.
    najbardziej zas interesuja mnie znajomosci oparte na poszanowaniu wzajemnej odmiennosci, pelne wyrozumialosci choc niekoniecznie lukrowania.
    ---
    co wygrywasz na tym ze dlugo sie otwierasz, sluchasz raczej niz mowisz?
    ---
    miller smutny?
    tak, ale tylko przez 5 sekund, za chwile znow podskoczy z motyka na slonce :)))
    podobno miller byl raczej spokojnym czlowiekiem, moze nie akuratnym i ugrzecznionym, ale tez nie takim wariatem jakby wynikalo z jego ksiazek...
    piszac dawal upust fantazji i temu wszystkiemu co sie w nim zbieralo, bez ograniczen.
    ---
    niewczesne zale
    to jak ilustracja do opowiastki o tym ojcu dwoch chlopcow co nie umieli plywac...
    ---
    "Nad moja siostra nasza niania odprawila kiedys egzorcyzmy, ale jakos nie pomoglo."
    he he
    moze niani pomoglo chociaz?
    ---
    gdybys znalazla sie w dokladnie takim samym swiecie w jakim bylas, gdyby wszystko bylo dokladnie takie same, to i ty bylabys taka sama, zrealizowalby sie nietzscheanski wieczny powrot.
    jaki problem masz z odp na takie pytanie?
    to troche tak jak z naszym axelem... skoro wybierasz a a nie b, to znaczy, ze do wyboru b jeszcze nie doroslas w jakims sensie ( albo juz cie to nie interesuje). czy nie?
    ---
    refleksje na temat kk - artykul
    bardzo ciekawe, brzmi to sensownie
    a masz moze jakies porownanie z kosciolami w innych panstwach?
    ---
    centrum handlowe swiatynia
    oj, dobre :)))
    naprawde nie ma juz poboznych katolikow w polsce?
    czy tylko masz na mysli, ze gleboka poboznosc jest zjawiskiem marginalnym?

    doszly mnie sluchy,ze kk przegrywa w supermarkecie wlasnie dlatego, ze sie nie modernizuje, nie trzyma tempa przemianom...

    islam jest mlodszy o te kilkaset lat, prawda? jest zywy jeszcze, jest alternatywa dla tych, ktorzy chcieliby religii preznej, zielonej jak lodyzka a jednoczesnie wielkiej, tak mi sie zdaje.
    ---
    te rozne rzeczy ktore wymieniasz, chrzest dla tesciow, bialy slub koscielny, komunia to dla mnie wlasnie obrazuje chec przynalezenia do czegos wyprobowanego, odegnania koniecznosci myslenia, buntu..., pewne wygodnictwo rowniez i w sumie niepowazne traktowanie religii.
    'Mysle, ze po prostu ludzie nie przechodza tego (waznego) etapu,ktory udalo sie przejsc mi: tzn kontestacji wiary miedzy roznymi postawami wyniesionymi z domu, czyli 'wchowanymi'. Albo istotnie przezyli, ale po stwierdzeniu, ze wiara organizuje zycie (swieta np) albo wmowieniu, ze 'katolik ma moralnosc, bo ma X przykazan', machneli reka i wydeptuja te same sciezki.'
    o wlasnie :)
    ---
    obezwladniajaca sila mojej mantry...
    e tam, ja wiem? raczej przykrywka dla lenistwa i leku, wymowka sluzaca wymknieciu sie z gonitwy za doczesnoscia. poza tym tak to widze ...
    taka postac jest w tarocie : pustelnik
    on tak sobie siedzi na kamieniu przed swym eremem i patrzy jak migaja sylwetki biegaczy. czasem wode poda.

    pesymizm defensywny? no, cos w ten desen jakby
    rzeczywiscie nie trawie ofensywnych optymistow...
    uwazasz ze istnieje sluszna postawa wobec zycia?
    nawet jesli tak uwazasz, to ja nie musze na szczescie sie z toba zgadzac
    wiem, wiem, sama sobie robie krzywde...,tak troche odwrocone jest moje zycie
    z reguly ludzie do trzydziestki zajmuja sie wywieraniem wplywu na swiat zewnatrzny, i tak okolo tego wieku, zaczynaja odczuwac jakas tam pustke w sobie, co sklania ich ku ' duchowosci"
    hmm, a ja jakos tak w poprzek temu ide, za nic majac maslowa, cwiczac survival i ' asceze' jak mnie bieda przycisnie. choc ta bieda i ta asceza wydaja mi sie absurdalnie przesadzone. biedne to sa te nasze dyzurne afryczatka przeciez...
    ale jestem na dobrej drodze - czas plynie, lek narasta, juz niedlugo powinnam sie obudzic.

    a moje kochane slodkie kotki upolowaly sobie ptaszka. skrzydelko i glowke jeno zostawily, he he

    pozdrawiam :)))

    --
  • 22.04.08, 01:54

    szarylemur napisała:

    > hmm, polaczmy ojca i matke z ciocia w tiulach i otrzymamy odp na
    pyt dlaczego t
    > ak koszmarnie zalezy mi nieraz na dialogu.
    > mniej? neurotycznie sytuacje rozpatrujac, chodzi mi o lek przed
    byciem pozartym
    > przez taka osobe.

    Gdzies tam czytalam, ze rodzice sa pierwszym Bogiem. I z grubsza
    mozna uznac, ze relacja z nimi (ta z wczesnego dzieciectwa)
    ksztaltuje nasza relacje z Bogiem.

    > czuje przymus/ potrzebe obrony wlasnego zdania, przeraza mnie
    zakrakanie.jestem
    > przeswiadczona, ze jesli po prostu odejde, te bzdury sie
    zreplikuja, ze oddam
    > mecz walk overem.

    Skoro lubisz pytania, moze popytaj sie, co sie stanie, jesli te
    bzdury sie zreplikuja? Dlaczego odczuwasz to jako porazke? Co
    byloby sukcesem i czemu bylby on dla ciebie taki wazny?
    Itd.
    Ja tez mam w sobie rzeczy, ktore odczuwam jako przymusy, ale mam
    uczulenie na sytuacje, w ktorej czuje przymus nierozpracowany, nie
    zrozumialy. Zrozumialy przymus latwiej zmienic w wybor.

    > wg ciebie, tiulowosc jest zatem moim cieniem, tak? jak mam
    zintegrowac ten cien
    > ? na czym to polega?

    Zeby zintegrowac cien, trzeba wyszarpnac mu kawalek.
    Zobacz, jaka fajna jest sytuacja twoja z solaris i moja (z
    watku 'daczego') z groszkiem. One obie tam pokazuja cien w akcji,
    jednoczesnie kompletnie go nie dostrzegajac, czasem nawet
    zaklinajac, piszac cos w rodzaju 'i nikogo nie atakuje',
    jednoczesnie przejawiajac agresje.
    Cien dlatego nazywa sie Cieniem, ze go trudno zobaczyc. Dlatego, ze
    go nie chcemy zobaczyc.

    Roboczo najlepiej zalozyc, ze skoro np uwazasz, ze jestes sklonna
    do milosci, pewnie tez sklonna jestes do nienawisci. Jesli do
    agresji to pewnie tez do lagodnosci. Itd. Poczym zastanowic sie,
    czemu nie widzisz tych cech, ktorych nie ma w twojej Personie. I -
    witaj, Cieniu.
    Nie wiem, czy to sa terapeutyczne metody, ja to sobie sama
    wymyslilam.

    > wole jaszczura od meczennicy. bo wg ' naszych tradycji' jaszczury
    wolno zabijac
    > , natomiast meczennic nie.

    Forum jest o tyle bezpieczna sytuacja, ze nie ponosi sie tu tak
    wielkich konsekwencji za zachowania niezgodne z normami.
    A nauke stad mozna przeflancowac do realu.

    > hmm, krytyka aluzyjna i bierna agresja...
    > tu wyloni sie ze mnie wzorowa uczennica i powie: a nie myslisz,
    ze to nieladnie
    > tak ludzi za plecami obmawiac? czemu nie pojdziesz do solaris do
    domu i jej te
    > go w twarz nie powiesz, co, niedobra?

    Za jakimi plecami?
    Przeciez to publiczne forum i publiczna wymiana. Nie sadze, aby
    byla zainteresowana tym, co mam na jej temat do powiedzenia, wiec
    nie zamierzam jej wysylac zbawiajaco-uswiadamiajacego listu
    typu 'prawda o tobie, sol'. Ona tu z kolei nie zaglada - ale ma
    taka mozliwosc. Imo sytuacja fair, chociaz nie sadze, aby znalazl
    sie ktokolwiek, komu by sie chcialo przez to brnac i czytac. To jak
    kat w zatloczonej sali, w ktorym sa nasze zasiedziane fotele, nasze
    gazety porozkladane, jakies kubki z niedopitymi kawami i okruchy po
    ciasteczkach.

    bo ze ja nie pojde to wiadomo, bo ja ten
    > tego, nie lubie jak krzycza, szczegolnie jak sa plci zenskiej to
    jakos nie wiem
    > co robic...

    No tak, to jest sluszna obawa, bo kobiety w drodze spolecznego
    treningu, ktory zabrania im wyrazania wkurwu wprost, staja sie
    niekiedy mistrzyniami w niekonfrontacyjnych, manipulanckich
    atakach. Ale fechtunku z tego typu technikami mozna sie nauczyc na
    kursach asertywnosci.

    > z ta asertywnoscia jest taki problem ze raczej nie dziala w
    sytuacji ostrego ko
    > nfliktu o jakas niepodzielna rzecz np, prawda?

    Jednym z (i imo najwazniejszym) prawem asertywnosci jest 'masz
    prawo nie zachowywac sie asertywnie'. Sa sytuacje, w ktorych trzeba
    to cale asertywne fiku-miku schowac do kieszeni, a wyjac i oddac
    portfel, jak cie ktos prosi sugestywnie prezentujac dzialanie
    mechanizmu sprezynowego swojego noza. Itd.

    > jesli ktos mowi mi " masz zyc tak i tak' i nie chce w ogole
    uzasadniac swoich r
    > acji, tylko treluje o korzysciach, a raczej o wznioslosci i
    pieknie takiego zyc
    > ia, to co ja mam robic.

    To zalezy, ile ma nad toba wladzy.
    Np szef to troche taki bandzior z nozem - zwlaszcza, jesli o nowej
    pracy z takich czy innych wzgledow mozesz pomarzyc tylko. Ale jaka
    wladze ma nad toba anonimowy forumowicz np? Odpowiedz ponizej.












    Taka, jaka mu dajesz.

    odejsc mowiac, to twoj poglad, bye... ale gdy od trelu
    > nie ma ucieczki, gdy trel staje sie glosem ludu, cofam sie i
    cofam pod mur. i
    > gdy tak stoje do muru przyparta trelem morelem, to co? to o
    takiej sytuacji sni
    > lam...

    No ale na ile ty te cala sytuacje wymyslasz?
    Tzn na ile tam jest ten mur i ile z tego ludu mowi jednym glosem?
    Skoro ty masz inny glos, to sa tacy, ktorzy tez go maja. Skoro nie
    ten lud, to inny. Moze ty sie sama w te sytuacje braku wyboru
    wpedzasz, podczas kiedy wybor jest? Nawet we snie :)

    > wazne jednak chyba, aby nie traktowac kazdego spotkania z trelem
    jako neurotycz
    > nego powrotu do sytuacji bycia przypartym do muru...

    Mhm. Kalki z dziecinstwa?

    > piesek/ nie ma sie co smiac
    > ale ja sie nie smieje, ja sie usmiecham szeroko :)
    > myslisz ze jest cos zlego w uswiadomieniu sobie rozmiarow
    wlasnych ciagot macie
    > rzynskich?
    > czy moze ' powinnam' pracowac nad ich powiekszeniem ( he he ),
    poglebieniem ?
    > raczej nie po drodze mi z tym... mimo ze slysze trel wokol.

    W decyzji o posiadaniu dziecka nalezy brac pod uwage glos dziecka,
    jakkolwiek to glupio nie zabrzmi. Dziwnym zbiegiem okolicznosci
    malo kto w takiej decyzji mysli o dziecku w sensie osoby. Istnieje
    natomiast dziecko w sensie posiadania dziecka.

    > najbardziej zas interesuja mnie znajomosci oparte na poszanowaniu
    wzajemnej odm
    > iennosci, pelne wyrozumialosci choc niekoniecznie lukrowania.

    No tak, ale to sie po prostu rzadko zdarza. Kropka.

    > co wygrywasz na tym ze dlugo sie otwierasz, sluchasz raczej niz
    mowisz?

    Wiedze o ludziach. Wiem, jakim jezykiem mowic, zeby mnie
    wysluchiwali, albo rozumieli; jak sie zachowywac, zeby mysleli o
    mnie to, co z grubsza chce, zeby mysleli. Oczywiscie nie zawsze to
    wychodzi, psiakrew, ale to i tak wiele ulatwia.

    > "Nad moja siostra nasza niania odprawila kiedys egzorcyzmy, ale
    jakos nie pomog
    > lo."
    > he he
    > moze niani pomoglo chociaz?

    Nie, ona nadal miala kosmicznego szmergla. Cieplo ja wspominam.

    [zagwozdka stereo]
    > jaki problem masz z odp na takie pytanie?

    Taki, ze to determinizm jest. Cos w rodzaju. I nie problem, chociaz
    to chyba smutne - ale chodzilo, przypomne, o to, z czego zrobieni
    jestesmy.

    > naprawde nie ma juz poboznych katolikow w polsce?
    > czy tylko masz na mysli, ze gleboka poboznosc jest zjawiskiem
    marginalnym?

    Nie wiem, pewnie sa. Wyrozniaja sie byc moze tym, ze sie nei
    wyrozniaja.

    > doszly mnie sluchy,ze kk przegrywa w supermarkecie wlasnie
    dlatego, ze sie nie
    > modernizuje, nie trzyma tempa przemianom...

    Nie montuje neonow na kosciolach i nie odmadza/odchudza dziewczat z
    choru, nie robi promocji typu dzis tylko dzis podczas spowiedzi nie
    dajemy pokuty?

    Nie chodzi o wyjscie frontem do klienta, ale raczej o uciazliwy
    konserwatyzm, kolesiostwo (wyszlo po raz ktorys przy kolejnej
    sprawie z pedofilia w Polsce), hipokryzje, niedouctwo (oj, tak),
    nieznajomosc realiow zycia poza murami, syndrom oblezonej twierdzy,
    niechetne kwestionowanie tego, co istnieje tylko dlatego, ze 'tak
    bylo zawsze'. Itd. Duzo tych grzeszkow.

    cdn
  • 22.04.08, 02:10
    > islam jest mlodszy o te kilkaset lat, prawda? jest zywy jeszcze,
    jest alternaty
    > wa dla tych, ktorzy chcieliby religii preznej, zielonej jak
    lodyzka a jednoczes
    > nie wielkiej, tak mi sie zdaje.

    Swiety kolor islamu to zielen :)
    Jest mlodszy, ale jest czesto uzyty do celow politycznych albo
    obyczajowych - w stopniu wiekszym niz xianstwo obecnie, w dodatku
    wielu ludziom kojarzy sie z roznymi nieprzyjemnymi rzeczami. Co
    jest bzdura, bo to nie religia tworzy ludzi, ale ludzie religie.
    Noale w Europie wyznawcy islamu chyba latwo nie maja.

    > te rozne rzeczy ktore wymieniasz, chrzest dla tesciow, bialy slub
    koscielny, ko
    > munia to dla mnie wlasnie obrazuje chec przynalezenia do czegos
    wyprobowanego,
    > odegnania koniecznosci myslenia, buntu..., pewne wygodnictwo
    rowniez i w sumie
    > niepowazne traktowanie religii.

    Funkcjonalnie, tak.
    Ale moze masz racje, moze gdzies tam pod tym gdzies sie ten Bog
    pałęta i moze od czasu do czasu poglaszcze taka swoja mroweczke,
    nie wiem.

    > obezwladniajaca sila mojej mantry...
    > e tam, ja wiem? raczej przykrywka dla lenistwa i leku, wymowka
    sluzaca wymkniec
    > iu sie z gonitwy za doczesnoscia.

    No tak, ona sie nie pojawila bez przyczyny. A mi sie wydaje, ze ona
    z czasem mogla/moze stac sie sama przyczyna.

    poza tym tak to widze ...
    > taka postac jest w tarocie : pustelnik
    > on tak sobie siedzi na kamieniu przed swym eremem i patrzy jak
    migaja sylwetki
    > biegaczy. czasem wode poda.

    Fantastyczny plan na zycie, taki podawacz.
    'Jestem podawaczka, i jestem szczesliwa'
    'Cale zycie marzylam o podawaniu i w koncu sie udalo'

    > pesymizm defensywny? no, cos w ten desen jakby
    > rzeczywiscie nie trawie ofensywnych optymistow...
    > uwazasz ze istnieje sluszna postawa wobec zycia?

    Nie, jedynie sluszna to ta moja z zamykaniem oczu i naciskaniem
    pedalu gazu ;)

    > nawet jesli tak uwazasz, to ja nie musze na szczescie sie z toba
    zgadzac
    > wiem, wiem, sama sobie robie krzywde...,tak troche odwrocone jest
    moje zycie
    > z reguly ludzie do trzydziestki zajmuja sie wywieraniem wplywu na
    swiat zewnatr
    > zny, i tak okolo tego wieku, zaczynaja odczuwac jakas tam pustke
    w sobie, co sk
    > lania ich ku ' duchowosci"
    > hmm, a ja jakos tak w poprzek temu ide, za nic majac maslowa,
    cwiczac survival
    > i ' asceze' jak mnie bieda przycisnie. choc ta bieda i ta asceza
    wydaja mi sie
    > absurdalnie przesadzone. biedne to sa te nasze dyzurne afryczatka
    przeciez...
    > ale jestem na dobrej drodze - czas plynie, lek narasta, juz
    niedlugo powinnam s
    > ie obudzic.

    No tak, to tez jest metoda.
    Imo to dzialanie w stylu Dziecka.

    > a moje kochane slodkie kotki upolowaly sobie ptaszka. skrzydelko
    i glowke jeno
    > zostawily, he he

    To o wiele lepsze niz odkrycie, ze po podworku trzepocze sie
    nadgryziony, ale zywy ptaszek, ktorego brzydzisz sie dobic, a on
    jakos nie chce umrzec sam z siebie. A kiedy sie zastanawiasz, co
    zrobic, kot zaczyna sie domagac pochwal, ze taki zdolny...

    czulko

    --
    W szczególności np. Skłodowska Curii też siedziałaby w jaskini
    gdyby nie jej mąż.
  • 22.04.08, 04:27
    'Gdzies tam czytalam, ze rodzice sa pierwszym Bogiem. I z grubsza mozna uznac,
    ze relacja z nimi (ta z wczesnego dzieciectwa)
    ksztaltuje nasza relacje z Bogiem.'
    tez o tym slyszalam. zatem : ja mam dwoch i z zadnym sie nie zgadzam. aniola i
    diabla. hem, wlasciwie to wymyslilam to zanim jeszcze dotknelam psychologii.
    bylam arbitrem w tych meczach. co za los :(
    moze i stad ta marnosc sie wywodzi?
    ---
    sukcesem byloby odbycie dialogu . sukcesem byloby stworzenie sytuacji
    rownoprawnosci/ rownoprawdnosci, cos w tym stylu.
    porazka jest zabic przeciwnika brudnym chwytem, jak i dac sie zakrakac.
    ---
    cien?
    po tym co napisalas zastanawiam sie czy mam cien w ogole? bo mi sie zdaje ze
    wciaz sie zmieniam jak kalejdoskop, to jestem milutka i opiekuncza, to zimna i
    wredna. kiedy jestem smutna moim cieniem jest radosc, z wielkiej powagi
    przeskakuje w gadanie glupot. tak caly czas. zdaje mi sie, ze widze swoje jasne
    i ciemne strony i nie buduje zbyt sztywnej maski. lubie tez zaglebiac sie w
    cieniu na ogol. moze nawet zbyt namietnie ;)
    ---
    czy we mnie widzisz bierna agresje i krytyke aluzyjna? pytam z ciekawosci.
    chcialam nawet zalozyc watek " jak mnie widzicie" ale jednak nie jestem gotowa
    na to, co moglabym tam zastac.
    ---
    kobiety walczace.
    yhm, zmije i zmijki lukrowane zeby jadowe. rzadko sie z tym stykam w realu,
    raczej nie podejmuje konfrontacji z takimi kobietami. choc sama potrafie
    zaatakowac znienacka i chyba dosc finezyjnie/ brutalnie osobe, ktorej nie lubie,
    kiedy ta sie tego nie spodziewa a ja mam akurat jadowity nastroj...
    ale typowo kobiecych szarpaninek nie lubie.
    ---
    " masz zyc tak i tak'
    chodzilo o zycie w grupie...
    czesto wybieram ' duchowa emigracje' w grupach
    ---
    'W decyzji o posiadaniu dziecka nalezy brac pod uwage glos dziecka,
    jakkolwiek to glupio nie zabrzmi'
    no wlasnie, biore. nie sadze aby miala byc dobra matka, jestem bardzo
    skoncentrowana na sobie, na swoim zyciu wewnetrznym. poza tym nie lubie zycia
    ktore jest walka, a z dzieckiem byloby ona walka na pewno, jako ze nie jestem
    ani zamozna ani pomocnej rodziny nie posiadam.
    moja matka mowila ze nie chciala miec dzieci tak dlugo, poniewaz bala sie
    zaglady nuklearnej ( sic!). ja nie chce bo nie wiem jak wychowac dziecko, i nie
    mam ochoty mierzyc sie z taka odpowiedzialnoscia. pies mniej potrzebuje , jest
    odporniejszy, nie musze sie zastanawiac " czy go ochrzcic czy nie" ( zagrozenie
    flirtem z tradycja, grupa ). itd itp. nie wiem, byc moze wszystko ulozyloby sie
    dobrze, dziecko byloby szczesliwe i ja rowniez. ale wiecej przeslanek temu
    przeczy, wiec po coz ... skoro mozna zapewnic szczescie psu i sobie rowniez?
    ---
    znajomosci
    mozna isc na jakosc lub na ilosc. niektorzy po prostu potrzebuja towarzystwa jak
    powietrza. ja nie az tak bardzo.
    ---
    przypatrywanie sie, dystans
    konstruujesz persone kierujac sie zapotrzebowaniem otoczenia? chronisz siebie?
    przed czym?
    ---
    determinizm
    problem? w takim sensie chyba, ze juz glupio brzmia pioseneki o wolnosci :)
    ale zobacz, co by zostalo z psychologii chociazby gdyby odrzucic determinizm?
    smutne, ale i wyzwalajace zarazem, nie sadzisz?
    'ale chodzilo, przypomne, o to, z czego zrobieni jestesmy. '
    hmm, nie lapie jakos? o geny i memy, tak? i co?
    ---
    islam
    'Jest mlodszy, ale jest czesto uzyty do celow politycznych albo
    obyczajowych - w stopniu wiekszym niz xianstwo obecnie,'
    moze to taki etap w cyklu rozwojowym religii?
    'w dodatku wielu ludziom kojarzy sie z roznymi nieprzyjemnymi rzeczami.'
    taaa, zapewne wielu z tych ludzi nie jest w stanie skojarzyc chrz z krucjatami,
    paleniem czarownic i innymi takimi ' grzeszkami'
    fanatycy maja to do siebie ze sklonni sa nawracac niewiernych wbrew ich woli i
    dla ich dobra zarazem, a i jeszcze ku chwale bozej.
    a czy to bedzie taka czy inna wiara to juz mniej istotne. ci bardziej
    mainsteamowi ' wybiora' jakas duza religie, snobi i ekscentrycy - egzotyczne sekty.
    wyznawcy islamu maja pewnie niezaciekawie w polsce, gdyz jest ich niewielu, a
    musza mierzyc sie z obrazkami, tresciami pompowanymi przez tv i reszte
    europocentrycznej tuby.
    choc nie bylo mi do smiechu kiedy w jakiejs kawiarni w tangerze ogladalam
    reklamy , po prostu reklamy swietej wojny.
    nawracac na demokracje czy nie nawracac?
    to dylemat prawie jak z mojego snu...
    ciezka sprawa
    twoje zdanie?
    ---
    podawacz.
    he he
    jak wyjezdzalam z kraju mialam chwiejny plan zostac marysia w bogatym domu
    starego madrego profesora. odbebnic co moje i zajac sie tym co mnie interesuje w
    sprzyjajacej atmosferze.
    a w podstawowce, kiedy dzieci chcialy byc madonnami, strazakami, jacksonami,
    nauczycielkami itd, ja zupelnie powaznie chcialam byc jezusem. :0
    ale juz mi przeszlo :)))
    a tak w ogole to nigdy nie myslalam wczesniej kim chcialabym byc. jakos nie
    krecily mnie rozkminy na ten temat, i wlasnie dlatego jest jak jest ;)

    ale mam nowa mantre, choc obawiam sie ze nie zadowoli twych gustow ;)
    brzmi " hmmm"
    to chyba najczesciej wypowiadana przeze mnie fraza (?)
    indianskie imie nadala czeka
    tak na kiedys to znana bylam jako Ta Co Zawsze Ma Dwa Wina W Plecaku
    mi sie podobalo ...
    ale jest nieadekwatne od dluuugiego juz czasu
    czas pokaze
    na razie cos w stylu
    Biegnacej w Zawieszeniu
    ---
    drapiezne kotki
    oj, nadgryziony, powiadzasz? nie spotkalam sie z takim dylematem, na szczescie,
    na razie.
    dotad tylko z tym, ze kotek bawi sie motylkiem poki sie motylek troche chociaz
    rusza...
    ale to nie to samo... uj, moze psu wystawic?

    sciskam, lece spac, jak sie uda.
    :)))
  • 23.04.08, 02:20
    szarylemur napisała:

    > bylam arbitrem w tych meczach. co za los :(
    > moze i stad ta marnosc sie wywodzi?

    Skopane dziecinstwo to przyczyna 99% nieszczescia mieszkancow tego
    lez padolu.

    > sukcesem byloby odbycie dialogu . sukcesem byloby stworzenie
    sytuacji
    > rownoprawnosci/ rownoprawdnosci, cos w tym stylu.
    > porazka jest zabic przeciwnika brudnym chwytem, jak i dac sie
    zakrakac.

    Jesli dobrze rozumiem to, co napisalas wyzej, to byc moze odgrywasz
    role mediatora nadal. Jesli bylas mediatorka miedzy rodzicami, to
    wbilo ci sie pod skore to, ile od tego zalezy. I nadal o to
    walczysz, kazda sytuacja niezgodnosci ci sie na to naklada?

    > cien?
    > po tym co napisalas zastanawiam sie czy mam cien w ogole?

    No nie, kazdy ma Cien.
    Moze tak - u solaris (sorry - ale to jest jedyna osoba, ktora znamy
    wspolnie, no offence, to jest jedno wielkie IMO) w Cieniu jest
    agresja, pogarda, nienawisc. U przecietnego drecha - w Cieniu
    bedzie wrazliwosc, potrzeba czulosci, lagodnosc.

    I co?
    A sny? Czy procz falbaniastych meduz snia ci sie ucieczki przed
    demonami, postacie nieprzyjemne, ktore chca cie dopasc, istoty
    grozne i nieprzyjemne?
    Dlatego napisalam, ze moze Falbana jest twoim Cieniem - bo w snach
    pojawieniu sie jego emanacji towarzyszy lęk (czasem panika), a co
    najmniej dyskomfort.
    A moze przyjrzyj sie swojej Personie, nie wiem.
    Wlasnie przeczytalam, ze w okultyzmie Cien nazywa sie Straznikiem
    Progu. No no no.

    > czy we mnie widzisz bierna agresje i krytyke aluzyjna? pytam z
    ciekawosci.

    Nie.
    To jest strategia osob, ktore z takich czy innych wzgledow nie chca
    dopuscic do konfrontacji, a kotluje sie w nich od zlosci czy czego
    tam.

    > chcialam nawet zalozyc watek " jak mnie widzicie" ale jednak nie
    jestem gotowa
    > na to, co moglabym tam zastac.

    Kiedys na tym forum powstalo pare watkow skojarzeniowych.
    To znaczy wymienialo sie swoich znajomych forumowiczow i
    przypisywalo sie im np jakies strony z internetu (w sensie
    obrazkow). Albo utwory muzyczne, itd.

    Chociaz ty masz takiego nicka, ze to by ci raczej nic nie dalo ;)

    ...
    > " masz zyc tak i tak'
    > chodzilo o zycie w grupie...
    > czesto wybieram ' duchowa emigracje' w grupach

    Wrzuc se 'potrzeba afiliacji'. Moze to bedzie na temat.

    > no wlasnie, biore. nie sadze aby miala byc dobra matka, jestem
    bardzo
    > skoncentrowana na sobie, na swoim zyciu wewnetrznym. poza tym nie
    lubie zycia
    > ktore jest walka, a z dzieckiem byloby ona walka na pewno, jako
    ze nie jestem
    > ani zamozna ani pomocnej rodziny nie posiadam.
    > moja matka mowila ze nie chciala miec dzieci tak dlugo, poniewaz
    bala sie
    > zaglady nuklearnej ( sic!).

    O. To ciekawy watek: ile i jakich lęków przekazala ci mama. Nie
    musisz tego wrzucac tutaj, bo to sa intymne sprawy, ale mi np takie
    przemyslenie pomoglo.

    ja nie chce bo nie wiem jak wychowac dziecko, i nie
    > mam ochoty mierzyc sie z taka odpowiedzialnoscia. pies mniej
    potrzebuje , jest
    > odporniejszy, nie musze sie zastanawiac " czy go ochrzcic czy
    nie" ( zagrozenie
    > flirtem z tradycja, grupa ).

    Tak w ogole to mozesz go ochrzcic, cywile moga dokonywac chrztu,
    ale nie wiem, czy za ochrzczenie psa nie idzie sie do piekla.

    itd itp. nie wiem, byc moze wszystko ulozyloby sie
    > dobrze, dziecko byloby szczesliwe i ja rowniez.

    Mi to sie wydaje, ze szczesliwe dziecko moga wychowac tylko
    szczesliwi rodzice.

    ale wiecej przeslanek temu
    > przeczy, wiec po coz ... skoro mozna zapewnic szczescie psu i
    sobie rowniez?

    To jest imo bardzo rozsadne wyjscie.

    > znajomosci
    > mozna isc na jakosc lub na ilosc. niektorzy po prostu potrzebuja
    towarzystwa ja
    > k
    > powietrza. ja nie az tak bardzo.

    A - niska potrzeba afiliacji.

    > przypatrywanie sie, dystans
    > konstruujesz persone kierujac sie zapotrzebowaniem otoczenia?
    chronisz siebie?
    > przed czym?

    Dlaczego pomyslalas o lęku?
    Mi raczej chodzi o skutecznosc. Nowe srodowiska kojarza mi sie
    glownie z praca - jesli bede wiedziala, jak rozmawiac i zachowywac
    sie tak, zebym byla rozumiana, to mam polowe roboty z glowy. To
    strategia lenia.

    > ale zobacz, co by zostalo z psychologii chociazby gdyby odrzucic
    determinizm?
    > smutne, ale i wyzwalajace zarazem, nie sadzisz?

    No tak, ale to gdybanie, wiec i tak bez znaczenia.

    > 'ale chodzilo, przypomne, o to, z czego zrobieni jestesmy. '
    > hmm, nie lapie jakos? o geny i memy, tak? i co?

    To, ze ludzie glownie utozsamiaja sie z 'dusza'. Ze owszem - mam
    geny w 100% od rodzicow, okresla mnie tez srodowisko, ale
    jestem 'mna', bo jestem swoja (niesmiertelna w dodatku) dusza.
    Jesli roboczo zalozymy, ze dusza nie istnieje, to jestesmy wynikiem
    dzialania innych, od stop do glow.
    To co jest 'nami'? Tylko ta wykrzesana z polaczenia synergia?

    > islam
    > 'Jest mlodszy, ale jest czesto uzyty do celow politycznych albo
    > obyczajowych - w stopniu wiekszym niz xianstwo obecnie,'
    > moze to taki etap w cyklu rozwojowym religii?

    Nie mam pojecia, moze?

    > fanatycy maja to do siebie ze sklonni sa nawracac niewiernych
    wbrew ich woli i
    > dla ich dobra zarazem, a i jeszcze ku chwale bozej.
    > a czy to bedzie taka czy inna wiara to juz mniej istotne. ci
    bardziej
    > mainsteamowi ' wybiora' jakas duza religie, snobi i ekscentrycy -
    egzotyczne se
    > kty.

    Nie masz pojecia, jak wielu wyznawcow zenu uzywa
    nonszalanckiego 'jestem buddysta' jako strategii podrywu :)

    > wyznawcy islamu maja pewnie niezaciekawie w polsce, gdyz jest ich
    niewielu, a
    > musza mierzyc sie z obrazkami, tresciami pompowanymi przez tv i
    reszte
    > europocentrycznej tuby.

    Tak, chociaz jest ich na tyle niewielu, ze nie ma (chyba) zamieszek
    czy czegos w stylu tego, co sie dzieje z antysemityzmem. Mieszkam
    dosc blisko meczetu i zadnych ekscesow nie odnotowalam.

    > choc nie bylo mi do smiechu kiedy w jakiejs kawiarni w tangerze
    ogladalam
    > reklamy , po prostu reklamy swietej wojny.
    > nawracac na demokracje czy nie nawracac?
    > to dylemat prawie jak z mojego snu...
    > ciezka sprawa
    > twoje zdanie?

    Moje zdanie jest takie, ze jest islam-do-zabijania i islam
    oswiecony. O dziwo, oba bazuja na tych samych swietych pismach.
    To jak z tym mlotkiem, co to nim mozna wszystko...

    > a w podstawowce, kiedy dzieci chcialy byc madonnami, strazakami,
    jacksonami,
    > nauczycielkami itd, ja zupelnie powaznie chcialam byc jezusem. :0
    > ale juz mi przeszlo :)))

    To suma twojego wychowania.
    I to dobrze, ze ci przeszlo.

    > a tak w ogole to nigdy nie myslalam wczesniej kim chcialabym byc.
    jakos nie
    > krecily mnie rozkminy na ten temat, i wlasnie dlatego jest jak
    jest ;)

    Jakis plus-minus plan na przyszlosc warto miec.
    Poniewaz trudno przewidziec, co nas czeka, nie warto sie do niego
    przywiazywac, ale jakis tam kierunek chyba jest sens obrac.

    > ale mam nowa mantre, choc obawiam sie ze nie zadowoli twych
    gustow ;)
    > brzmi " hmmm"

    Brzmi prawie jak 'ommmmmmm'. Kupuje ;)

    > czas pokaze
    > na razie cos w stylu
    > Biegnacej w Zawieszeniu

    Heheh. Przeczytaj 'biegnaca z wilkami'.

    A Muminki - tak, lubie. Kiedys mialam koncepcje, ze caly ten
    przedstawiony w tomikach swiat to opis wewnetrzny jednej osoby.

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • 23.04.08, 04:17
    mediator
    hmm, kiedy bylam naprawde mala mediatorem nie bylam, raczej obserwatorem zachodzacym w glowe po co to wszystko. albo lina przeciagana raz na jedna, raz na druga strone. z refleksja wczesnodziecieca, ze to wszystko o kant potluc...
    kiedy nieco podroslam, jako nastolatka robilam za cos w stylu rycerza obronnego matki. nie mediowalam miedzy nia a nim, gdyz on swoje racje dyskredytowal zachowaniem. zreszta zadne z nich nie chcialo sluchac o potencjalnych racjach drugiej strony. takze mediowac moglam sobie tylko wewnetrznie, w teatrzyku cieni byc mediatorem.

    'Skopane dziecinstwo to przyczyna 99% nieszczescia mieszkancow tego
    lez padolu.'
    myslisz ze refleksja typu ' oni mnie krzywdzili , gdyz i ich ktos wczesniej krzywdzil" pomaga w przebaczaniu? i jaki sens ma przebaczenie twoim zdaniem? komu mozna przebaczyc i po co?
    ---
    cien.
    'u solaris w Cieniu jest agresja, pogarda, nienawisc. U przecietnego drecha - w Cieniu bedzie wrazliwosc, potrzeba czulosci, lagodnosc.'
    tak, ale to takie skranje przyklady. moze zatem u mnie granica miedzy persona a cieniem jest bardziej plynna?
    choc tak, mam cien ktorego sie wstydze, a ktory ujawnia sie w zwiazkach z mezczyznami. tego cienia nie lubie, walcze z cieniem, ha ha, zeby ktoregos dnia odkryc ze mnie zjadl... na ogol...
    ---
    'w okultyzmie Cien nazywa sie Straznikiem
    Progu. '
    jakiego progu? progu czego? interesujace
    ---
    bierna agresja i krytyka aluzyjna. "To jest strategia osob, ktore z takich czy innych wzgledow nie chca
    dopuscic do konfrontacji, a kotluje sie w nich od zlosci czy czego tam."
    z jakich wzgledow?

    i jeszcze jedno pytanie: jak okreslilabys taktyke wynajdywania wad w osobach ktore nie sa dla nas mile? np: ktos mowi ci ze jestes glupia, a ty na to odp : ale ty masz krzywe nogi, o rany" moze to dotyczyc nawet sytuacji bez osobistej konfrontacji z osoba, ktora jakos zagraza naszym interesom.
    np: u top modelki wynalezc grube uda, czy cos w tym stylu.
    dlaczego ludzie to robia?
    moim zdaniem jest to proba dowartosciowania sie poprzez ponizenie ' przeciwnika'. dosc czesto to obserwuje i jakos mnie to boli, nie rozumiem tego.
    ---
    moja matka przekazala mi cala biblie lekow i zhizow, niektore tak shizowe, ze juz za pierwszym wysluchaniem, przecieralam oczy ze zdumienia. ale to juz kiedy byla starsza. lek przed swiatem, to generalnie i w roznych odmianach. brak przebojowosci. cos w stylu dekalogu chrz bez religijnej podbudowy.
    sporo wartosciowych memow, ale niektore zdecydowanie za ciezkie.
    ---
    psu szczescie?
    he he
    juz nie wiem, czy tu ktos w ogole bedzie szczesliwy poczawszy od dzisiaj... wiele sie zmieni w kazdym razie. przytargalam sobie do domu kotka mlodego...
    poznalam go w niedziele i dzis znow spotkalam. lasil sie bardzo i lazil za mna jak pies, i mojego psa uznal chyba za matke... wiec go wzielam ale uciekl mi tuz przed blokiem. pozostawiajac na mej klatce piersiowej dramatyczny rozlegly trojslad.
    ale spotkalam go wracajac z pracy - siedzial pod samochodem na skraju dwupasmowki i mialczal dziko. zostal wiec schwytany i odniesiony do domu.
    niestety, juz teraz wiem, ze moj kochany piesek bardzo lubi kotki, o ile kotki nie panosza sie w ' jego' pokoju. nie jestem pewna jak to sie stalo, ale kotek doznal obrazen oka...
    obecnie spi na poduszce na oknie :)))
    wystarczy dotknac aby uaktywnic podzespol mruczacy :)
    tyle ze pozniej jeszcze napatoczyl sie moj flatmejt oznajmiajac ze nikt nie wynajmnie pokoju w takim malym mieszkaniu gdzie jest pies i kot, i ze chyba nie zamierzam kota zatrzymac na zawsze. ( a wlasnie musze wynajac komus pokoj, inaczej nie dam rady)
    a jesli juz to chyba u siebie w pokoju go bede trzymac ( wiezienie? moze lepiej kotu byloby w parku?)
    i jest mi smutno i nie wiem co robic.
    zaluje ze go w ogole wzielam, bo i on i ja i pies i flatmejt mamy przez to problemy, eh...
    ---
    twoja persona
    dlaczego pomyslalam o leku? hmm, tak odruchowo ;)
    zawsze moglabym powiedziec ze chodzi tu o twoj lek przed nieskutecznoscia...
    ---
    'Jesli roboczo zalozymy, ze dusza nie istnieje, to jestesmy wynikiem
    dzialania innych, od stop do glow.'
    dusza czyli psyche? istnieje, jest pochodna genow i memow. takie jest moje robocze zalozenie.

    'To co jest 'nami'? Tylko ta wykrzesana z polaczenia synergia?'
    tak, my to ta niepowtarzalnosc wynikla z tego wszystkiego co sie na nas zlozylo.
    i wlasnie dlatego nie jest mozliwa tozsamosc z jakimkolwiek nie - ja.
    tak teoretycznie, ale przemawia to do mnie tak bardzo,ze sklonna jestem uznac, ze praktycznie tez.
    ---
    'Nie masz pojecia, jak wielu wyznawcow zenu uzywa nonszalanckiego 'jestem buddysta' jako strategii podrywu :)'
    ano, pewnie dlatego, ze to dziala... ;)
    ---
    islam-do-zabijania i islam oswiecony.
    no wiec co robic z islamem - do - zabijania? czy da sie stosowac tu asertywnosc? raczej nie? ale jak odroznic koniecznosc obrony przed inwazja od propagandy ' oblezonej twierdzy"?
    ---
    byc jezusem, to bylo chyba wypelniac nauki matki. potem - w liceum - poszlam w nauki ojca. tak sobie kontestowalam...
    teza - antyteza - synteza. jakas taka kulawa. polaczenie wody z ogniem... jak eksperyment doktora mengele. krete sciezki.' karma'.
    ---
    " hmmm"
    Brzmi prawie jak 'ommmmmmm'. Kupuje ;)
    no, tez mi sie tak skojarzylo, ale raczej nie dlatego to kupilam...
    ---
    a ja nie lubie muminkow!
    sa rozowe i budyniowe, nijak sie z tym zyciem w ich dolinie nie moglam utozsamic, he he

    a ktorego z bohaterow kubusia puchatka lubisz najbardziej?

    pozdrawiam z minikotem za plecami . . .
  • 24.04.08, 01:43
    szarylemur napisała:

    > ej strony. takze mediowac moglam sobie tylko wewnetrznie, w
    teatrzyku cieni byc
    > mediatorem.

    No to nie wiem - moze wlasnie o to chodzi.

    > myslisz ze refleksja typu ' oni mnie krzywdzili , gdyz i ich ktos
    wczesniej krz
    > ywdzil" pomaga w przebaczaniu? i jaki sens ma przebaczenie twoim
    zdaniem? komu
    > mozna przebaczyc i po co?

    Mysle, ze bardzo pomaga, bo wlacza wspolczucie, ktore rownowazy
    nienawisc. Przebaczanie uwalnia od noszenia krzywdziciela ze soba.

    > tak, ale to takie skranje przyklady. moze zatem u mnie granica
    miedzy persona a
    > cieniem jest bardziej plynna?

    Ty masz wszystkie odpowiedzi :)

    > choc tak, mam cien ktorego sie wstydze, a ktory ujawnia sie w
    zwiazkach z mezcz
    > yznami. tego cienia nie lubie, walcze z cieniem, ha ha, zeby
    ktoregos dnia odkr
    > yc ze mnie zjadl... na ogol...

    Jesli glownym problem twojego dziecinstwa byl ojciec, to moze byc
    tak, ze bez przepracowania swoich z nim relacji nie ruszysz dalej,
    niz to co cie do tej pory w zwiazkach spotkalo.
    Druga mozliwosc to taka, ze trafisz na kogos, kto cie pokocha tak
    madrze, ze cie ta milosc wyleczy.

    > 'w okultyzmie Cien nazywa sie Straznikiem
    > Progu. '
    > jakiego progu? progu czego? interesujace

    No wlasnie, interesujace.

    > bierna agresja i krytyka aluzyjna. "To jest strategia osob, ktore
    z takich czy
    > innych wzgledow nie chca
    > dopuscic do konfrontacji, a kotluje sie w nich od zlosci czy
    czego tam."
    > z jakich wzgledow?

    Mysle, ze najczesciej chodzi o strach przed sytuacja konfrontacji
    jako takiej (np z powodu wpojonego przykazania 'masz byc grzeczna')
    albo o lęk, ze sie w takiej sytuacji nie uda sprostac oponentowi.

    > moim zdaniem jest to proba dowartosciowania sie poprzez
    ponizenie ' przeciwnika
    > '. dosc czesto to obserwuje i jakos mnie to boli, nie rozumiem
    tego.

    www.geocities.com/Athens/Forum/5921/books/carter/

    > niestety, juz teraz wiem, ze moj kochany piesek bardzo lubi
    kotki, o ile kotki
    > nie panosza sie w ' jego' pokoju. nie jestem pewna jak to sie
    stalo, ale kotek
    > doznal obrazen oka...
    > obecnie spi na poduszce na oknie :)))

    Calkiem mozliwe, ze sie z takim kotkiem latwo utozsamiasz. Tzn
    swoje Wewnetrzne Dziecko.

    > tyle ze pozniej jeszcze napatoczyl sie moj flatmejt oznajmiajac
    ze nikt nie wyn
    > ajmnie pokoju w takim malym mieszkaniu gdzie jest pies i kot, i
    ze chyba nie za
    > mierzam kota zatrzymac na zawsze. ( a wlasnie musze wynajac komus
    pokoj, inacze
    > j nie dam rady)
    > a jesli juz to chyba u siebie w pokoju go bede trzymac (
    wiezienie? moze lepiej
    > kotu byloby w parku?)

    Kota w jednym pokoju? Z nielubiacym go psem?
    (Wiesz, ze to oznacza rowniez trzymanie w twoim pokoju kuwety?)

    > twoja persona
    > dlaczego pomyslalam o leku? hmm, tak odruchowo ;)
    > zawsze moglabym powiedziec ze chodzi tu o twoj lek przed
    nieskutecznoscia...

    To tez chodzi o szacunek, czesc mojej asertywnej praktyki. Latwo
    kogos urazic, jesli sie nie zna jego 'kodu'. Nie mozna
    mowic 'wsiowe' do kolezanki, ktora jest ze wsi, nie mozna
    powiedziec 'nie cygan' do Romki. Tak sie po prostu latwiej zyje - i
    innym, i mi.
    Chodzi tez o szacunek dla granic. Otwierajac sie na dziendobry te
    granice przekraczamy - rzadko kiedy kto ma ochote sluchac na
    poczatku znajomosci o intymnych szczegolach naszego zycia. Dzieki
    obserwacji mozna zobaczyc, gdzie ma byc ta granica - a ona sie
    potem dalej sama przesunie - w te albo wewte.

    > dusza czyli psyche? istnieje, jest pochodna genow i memow. takie
    jest moje robo
    > cze zalozenie.

    No tak, taka jest moja wiara. Od dziecka wierze w reinkarnacje,
    sama ja wymyslilam.

    > 'To co jest 'nami'? Tylko ta wykrzesana z polaczenia synergia?'
    > tak, my to ta niepowtarzalnosc wynikla z tego wszystkiego co sie
    na nas zlozylo
    > .
    > i wlasnie dlatego nie jest mozliwa tozsamosc z jakimkolwiek nie -
    ja.

    Jest mozliwa!
    Ja tu zreszta nie widze logicznego polaczenia. Ze nie mozna sie
    potozsamic z nikim, kto jest rozny od nas?

    > islam-do-zabijania i islam oswiecony.
    > no wiec co robic z islamem - do - zabijania? czy da sie stosowac
    tu asertywnosc
    > ? raczej nie? ale jak odroznic koniecznosc obrony przed inwazja
    od propagandy '
    > oblezonej twierdzy"?

    Nie zamykac sie na dialog? Wymiesc wielka miotla stereotypy?

    > byc jezusem, to bylo chyba wypelniac nauki matki. potem - w
    liceum - poszlam w
    > nauki ojca. tak sobie kontestowalam...

    A, to fajnie, ze od niego tez cos dostalas pozytecznego (?).

    > " hmmm"
    > Brzmi prawie jak 'ommmmmmm'. Kupuje ;)
    > no, tez mi sie tak skojarzylo, ale raczej nie dlatego to
    kupilam...

    Acha. To sa wszystkie twoje pytania w jednym, cos jak klucz
    francuski do kazdej srubki.

    > a ja nie lubie muminkow!
    > sa rozowe i budyniowe, nijak sie z tym zyciem w ich dolinie nie
    moglam utozsami
    > c, he he

    Tu sie bardzo rozowo mylisz.
    Tove miala wybitnie ciezkie zycie, z bardzo specyficznymi
    rodzicami, ch..owymi z nimi ukladami, a w dodatu byla
    homoseksualna, co jej pewnie nic nie ulatwialo. Dlatego pisala
    ponure ksiazki.
    Rozowa jest tylko Mama Muminka, ktorej nigdy nie lubilam.
    Reszta obywateli tego swiata pielegnuje swoje neurozy az milo,
    kazdego cos trawi i dreczy - caly przeglad kompulsji, lęków,
    obsesji, tesknot bez powodu, kompleksow. To jest panoptikum
    zaburzen.
    A ze z tego robia niemrawa wykastrowana papke w postaci glupiej
    dobranocki, to juz naprawde wina tylko jej tworcow.

    > a ktorego z bohaterow kubusia puchatka lubisz najbardziej?

    Klapouchego. Z muppetow - Szwedzkiego Kucharza.

    > pozdrawiam z minikotem za plecami . . .

    Jesli jest sliczny i grzeczny, to ma duza szanse na adopcje. Przez
    schronisko albo ogloszenia na slupach.

    --
    W szczególności np. Skłodowska Curii też siedziałaby w jaskini
    gdyby nie jej mąż.
  • 24.04.08, 03:43
    na poczatek o kocie, jako ze zdecydowanie to zagadnienie zdominowalo obecnie moj maly swiatek :)

    czy sie z nim utozsamiam... nie do konca, ale...
    myslalam o tym dzis w pracy, gdzie nic sie nie dzieje... yhm, to tez zhiz z dziecinstwa, kot jako centralna postac swiata.
    a kiedy mezczyzna, ktoremu nagle zaczelo sie wydawac ze jest niewiadomo kim, zdaje sie, nonszalancko domaga sie ( chyba korzystajac z mojej oslabionej pozycji) abym kota wyrzucila...
    to bardzo zle dla tego mezczyzny, choc i dla mnie tez, bo mnie sciska w srodku z zalu za kota. no i dla kota nie za dobrze...
    z serii ' kwietno - tiulowej' : znam tutaj dziesiatki kotow, ale zawsze mialam jakies ale do ich pobierania do domu. tego tez ominelam, ale zawrocilam. jakos tak.
    nawet nie lubie malych kotow, bo to w koncu dzieci, a z tymi tyle klopotu... ale ten jakos tak...
    w jednym mini pokoju... ale do tego jest jeszcze caly dach wierzowca... tyle ze jak na razie kot nie wychodzi z szafy. wiec zrobilam male przemeblowanie i ma tam teraz bezpieczne stanowisko.
    mam plan nauczyc go zalatwiac sie do kuwety z chlonnym zwirkiem na dachu, za oknem, takze po to aby uniknal stresogennego psa. na razie kuweta stoi tuz przy jego legowisku, co nie jest szczegolnie udana manipulacja, lecz najlepsza jaka zdolalam wymyslic. a kot i tak z niej nie korzysta, jako ze wysikal z siebie cale morze wprost na moje lozko w nocy... :)
    poza tym nastapil obrot kola fortuny i drugi flatmejt wyniesie sie dopiero za miesiac, co zdecydowanie utarlo nosa panu p. :)))
    choc mysle ze to sie moze jeszcze ze trzy razy zmienic.
    najwiekszy problem to chyba jednak pies i kocia trauma...
    ciekawe, ze z kotami podworkowymi nadal sa swietnymi kumplami.
    mysle ze potwornie psa rozpuscilam, po prostu. kiedys juz mieszkalam z tym psem i z innym czarnym kotem w malej kawalerce i bylo ok, spali razem, bawili sie razem ( zelaznym lancuchem najchetniej ), czasem pies chcial zgwalcic kota... ale to tyle w sumie.
    hmm, mam nadzieje ze jakos to sobie ulozymy.
    o schronisku nawet mi nie wspominaj!!!
    dwadziescia kotow zamknietym w klatce 2 na 5 metrow w palacym sloncu.
    tutaj nikt nie chodzi do schroniska po kota. tu albo wezmiesz z ulicy albo w kerfurze ( sic!) kupisz jednego z tych trzymanych w terrariach. sa tam tez psy( np, kilkumiesieczny bulgod za 700 e), gryzonie i ... jeze po 150 za sztuke... spoleczenstwo hiszpanskie na pewno nie nalezy do czolowki animal lovers.
    a na gib go przemycac raczej nie bede.
    moglabym go takze podrzucic pod blok do reszty kotow, gdyby nie to, ze on sie ich panicznie boi ( bardziej niz mojego psa zanim ten chcial go zezrec).
    i gna do parku. i co bede tak chodzic po tym parku i go sobie obczajac, czy moze raczej omijac???
    a czy jest sliczny?.no ladny byl bardzo jeszcze wczoraj do okolo polnocy, po tym jak doznal urazu oka jest troche mniej piekny
    a jeszcze tez nie widzialam zeby sie myl, a troche smierdzi... :))) no i czy jest grzeczny tez trudno mi ocenic, gdyz jest w szoku, nie rusza sie z szafy. spi.
    pisalam ze uaktywnia mruczenie od pierwszego dotyku?
    nieprawda...
    zaczyna mruczec kiedy tylko podejdziesz blizej...
    taki on ...
    no, zakochalam sie ... rozum stracilam, zobaczymy, moze wypadki najblizszych dni sklonia mnie do jego odzyskania...



    --
    A tranquil state of perfect calm and receptivity
  • 24.04.08, 22:48
    szarylemur napisała:

    > czy sie z nim utozsamiam... nie do konca, ale...

    Kot na dachu to jest bardzo niebezpieczna dla kota sytuacja. Jesli
    go nie wykastrujesz - albo przed wykastrowaniem - chuc moze go
    sklonic do skoczenia na dol. Nie zawsze to sie dobrze dla kota
    konczy. No i skakanie za ptakami.
    Pies jest na kota wkurzony, bo co innego kumple na podworku, a co
    innego w _jego_ wlasnym pokoju, zaprzatajacy glowe _jego_ wlasnej
    pani. Jesli kota zatrzymasz, ktorys z nich bedzie musial ustapic i
    usunac sie na ostatnia pozycje.
    Kot sliczny. Tym latwiej bedzie dla niego o rodzine - z ogrodkiem,
    bez psa i bez dachu.
    Jesli smierdzi, to moze juz byc na tyle duzy, ze oznacza
    terytorium - ma takie gruczoly okolodobytnicze i z nich wyciekaja
    kocie perfumy. Kastracja to zalatwi - kastrowanie kota jest
    zabiegiem banalnym dosc. Pewnie tez ma robaki (trzeba odrobaczyc),
    kleszcze (weterynarz usunie, domowe sposoby sa niebezpieczne) i
    pchly. Nie zaszkodzi go umyc - np bardzo mokra szmatka. Jesli
    chcesz go zatrzymac - albo oddac tez - powinnas z nim odwiedzic
    weterynarza. Moze weterynarz zna jakis system adopcji kotow.
    --
    www.mikolaj.org.pl/pl/co_robimy_mamawpracy.php
  • 24.04.08, 23:14
    pytalam znajomych, oni popytaja innych znajomych, moze ktos go zechce.
    kazdy kot jest sliczny...
    smierdzi bo sie zasikal, bo bal sie przejsc kolo psa pierwszej nocy. i nie myje sie. nie mam zamiaru stresowac go myciem, nie smierdzi az tak bardzo.
    a jest mlodziutki, moze dwa miesiace ma.
    i nadal sie boi.
    na kastracje jeszcze za wczesnie, nieprawdaz?
    ze powinnam odwiedzic weterynarza to wiem.
    system adopcji kotow polega tu na rozwieszaniu ogloszen, pytaniu znajomych albo oddaniu do schroniska.
    dzieki za dobre rady, ale czuje sie troche urazona twoim postem.
    dlaczego zakladasz ze nic absolutnie o kotach nie wiem i dzialam calkiem egocentrycznie?
    --
    A tranquil state of perfect calm and receptivity
  • 26.04.08, 00:35
    Wiem, ze kotu bedzie lepiej u ciebie, niz na ulicy. Mysle jednak,
    ze bedzie mu lepiej u innych dobrych ludzi z lepszymi dla kota
    warunkami lokalowymi, niz u ciebie. Wahalam sie, czy dac ci to do
    zrozumienia, czy wybuchnac entuzjazmem i napisac, ze sliczny i
    zebys go koniecznie zatrzymala, bo przeciez chcesz go zatrzymac.

    Ciocia dobra rada wystapila na wszelki wypadek.
    Wiem, ze znasz sie na kotach, nie wiedzialam, czy znasz sie na
    kotach znalezionych - roznica jest. Wielu ludzi nie wie nic na ten
    temat i dziwi sie, znajdujac potem na kanapie gdzie lezal kot
    dziwne biale robaczki. Niewiedza na temat kotow znalezionych nie
    jest niczym nadzwyczajnym ani tez godnym wstydu. Nie staralam sie
    ciebie obrazic.

    Na kastracje za wczesnie. Im pozniej sie wykastruje kota, tym
    wieksza szansa, ze nie stanie sie on opaslym kanapowym wałkiem,
    czyms w rodzaju mebla. Moj zostal wykastrowany, kiedy mial okolo
    roku i nie zmienil sie ani fizycznie, ani psychicznie.

    --
    What? I'm just tying me laces, man.
  • 26.04.08, 01:37
    dzisiaj mysle, ze to moze i lepiej, ze nie wybuchlas entuzjazmem...
    kotek sie nieco rozruszal, ale tylko nieco, gdyz nadal boi sie psa, a pies nie
    spuszcza go z oka i raczej trudno go minac jako ze na ogol spoczywa na samym
    srodku pokoju. a nawet jakby go ominac to za drzwiami czyha flatmejt, ktory
    szczerze sie wkrecil w awersje do kota... a ja w awersje do flatmejta, wiec
    raczej sie pozegnamy ( nie przeszlismy levelu ' cien' ...)
    takze kota i psa odrobaczam ( myslisz ze siebie tez powinnam?), choc nie wystaja
    mu z miniodbytu zadne podejrzane biale stwory ( tak jak wystaja innym moim
    ulicznym podopiecznym...). umylam go tez troche gabka, a i on jakos tam jedna
    noge wylizal i ogon chyba.
    kuwete zalapal od razu :)))
    robie mu fotki, powywieszam je okolo sklepow zoologicznych i u znajomych wetow,
    moze ktos sie trafi.
    i jakos caly ten zhiz z kotem dal mi nieco kopa do starania sie o nowa prace :)
    znam sie chyba glownie na kotach znalezionych :)
    moja matka jakos nie mogla przejsc spokojnie kolo miauczacej piwnicy.
    a raz nawet ojciec kota do domu przywlokl.
    tyle ze 5 na osiem tych kotow zabilo sie spadajac na beton z osmego pietra...
    a raz kota ukradlam, choc nie wiedzialam ze jest czyjs a na ogloszenia nikt nie
    odpowiadal. ale - cudownym dosc trafem ten wlasciciel odnalazl sie gdy
    rozmyslalam co ja z kotem zrobie, kiedy wyjade z polski...
    psa z kolei znalazl moj kumpel, ale nie mogl zatrzymac wiec ja wzielam i juz nie
    mialam serca/ sumienia oddawac do schroniska, choc zachwycona nim nie bylam (
    delikatnie mowiac).
    coz, nie wiem jak to dalej bedzie...
    chcialabym znalezc jakas w miare przyjemna robote za ktora spokojnie sie
    utrzymam i spokojnie bede czekac az zechce wynajac u mnie pokoj jakis animal
    lover plci dowolnej :)

    ewentualnie moze trafi sie animal lover, ktory zabierze mojego zebraka
    futrzastego do swego komfortowego domu.
    i nawet nie jestem pewna jakiej plci jest moj zwierz... jakos nie moge sie
    zdecydowac nawet porownujac z rysunkami i zdjeciami...
    kilka fotek :
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1174083,2,2.html
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1174082,2,3.html
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1174086,2,1.html
    * ale jakos linki te nie ida, moze pozniej*

    :)

  • 24.04.08, 04:44
    teraz przejde do czegos mniej ot ;)

    wybaczanie.
    okej, wlacza wspolczucie, pozwala stopic nienawisc. ale takie radykalne wybaczanie ma sens? czy jest sens wybaczyc cos komus, kto nigdy o to nie poprosi, i nie dlatego ze akurat nie zyje juz?
    moze i jest... ale na ile to wybaczanie jest szczere, jesli akceptacja dziala tylko na dystans, jesli wiem, ze kolejne spotkanie z tym, ktoremu wybaczam, byloby kolejnym kopem w brzuch?
    'uwalnia od noszenia krzywdziciela ze soba.'
    wlasnie, co jesli wiesz ze ta osoba nadal by cie krzywdzila, gdybys tylko do niej podeszla? wybaczyc mimo to?
    i czy wybaczyc znaczy zapomniec?
    jesli tak, to nie bylabym az taka entuzjastka tego procederu...
    wybacz plomieniowi ze cie spazyl, bo taka jego natura, ale zapamnietaj to i wiecej reki nie pchaj w ogien...
    jesli tak , to tak
    i tylko tak
    ---
    'Druga mozliwosc to taka, ze trafisz na kogos, kto cie pokocha tak
    madrze, ze cie ta milosc wyleczy.'
    liczyc na spelnienie tej mozliwosci to jak czekac na cud. moze sie zdarzyc, ale raczej byloby to wbrew logice - raczej nie przyciagam ludzi madrze kochajacych.
    ---
    cien jako straznik progu
    jakos nic na temat sensownego znalezc nie moglam, ale tez nie oddalam sie temu szukaniu jakos wielce wytrwale... ;)
    przejsc na ciemna strone? wejscie w cien, zmierzenie sie z cieniem jako warunek dalszej podrozy? rozwoju? prog zmiany? prog podswiadomosci?
    ---
    krytyka aluzyjna cien i kwestia solaris
    wydaje mi sie, ze solaris przyznala sie do swego cienia w watku 'czego sie wstydzimy'. i co rusz sie do niego przyznaje, czasem probujac rozmyc sie stwierdzeniem " to naturalne, to ludzkie, zwierzece, wszyscy tak robimy"
    ---
    umniejszanie.
    czemu to takie powszechne.
    sama sie tego nauczylam i czasem stosuje. jak bylam mlodsza bardzo bardzo mnie to dziwilo, bardzo bolalo, szczegolnie zauwazane w grupach moich znajomych,np hipisow.
    ---
    twoja persona, szacunek, granice, badanie terenu.
    aha, w realu tez raczej tak mam. nazywam to ostroznoscia.
    ---
    jak sie ma dusza zlozona z genow i memow do reinkarnacji?
    ---
    tozsamosc
    hmm, ty widzisz, ja nie widze dlatego, ze inaczej pojmujemy ' tozsamosc'. nasze rozumienia, znaczenie, pojemnosc ' tozsamosci ' nie sa tozsame :)
    tozsamosc, wg mnie,to bycie takim samym, nierozroznialnym. a jak mozna byc takim samym z kims kogo geny i minimalne chocby roznice memetycznych/ kulturowych szturchniec odrozniaja od nas?
    utozsamic sie z kims w twoim rozumieniu, jak sadze, znaczy znalezc w sobie cechy przypisywane przez nas tej osobie. tak mozna utozsamic sie z bohaterem literackim np., czy z drugim czlowiekiem o podobnych do naszych przezyciach, odczuciach, myslach itd.
    logiczne polaczenie miedzy niepowtarzalnoscia a niemozliwoscia tozsamosci jest takie, ze ... chyba go nie ma. logicznie identycznosc jest mozliwa,' wtedy i tylko wtedy, kiedy wszystkie ich właściwości porownywanych obiektow są wspólne.'
    tyle czy jest to mozliwe w odniesieniu do obiektow zywych? moim zdaniem zawsze beda dzielic nas od identycznosci chocby i minimalne ale jednak roznice.
    mozemy byc ' tozsami' tylko metaforycznie, moim zdaniem.
    ? jak myslisz?
    ---
    islam do zabijania
    'Nie zamykac sie na dialog? Wymiesc wielka miotla stereotypy?'
    no, tak, to mozemy uczynic ze swojej strony... ale co, jesli druga strona zechce pozostac przy swoich stereotypach i wizji jedynej zbawczej prawdy?
    ---
    'klucz
    francuski do kazdej srubki.'
    hmmm ;) to raczej jakby kazdorazowa proba ogarniecia tego co juz wiem oraz polaczenia tego z wyobrazeniem/ swiadomoscia ze jednak wieeeele wiedzy( i to nie w sensie informacji tylko) mi brakuje
    ---
    muminki
    byc moze, masz racje, ja pamietam wlasnie te oble pulpeciki rozowe z tv. jakos zdecydowanie sie po tym do muminow uprzedzilam. bohaterow klanu i innych im podobnych tak wlasnie nazywalismy : muminki.
    ---
    no, klapouchy jest cudny, ale ja lubie go podkrecic tygryskiem :)

    a szwedzkiego kucharza nie pamietam. co on robil?

    pozdrawiam :)

  • 24.04.08, 04:52
    'logiczne polaczenie miedzy niepowtarzalnoscia a niemozliwoscia tozsamosci jest
    takie, ze ... chyba go nie ma. '
    bredze, rzecz jasna.
    logiczne polaczenie miedzy niepowtarzalnoscia a tozsamoscia jest takie, ze jesli
    mamy dwie rzeczy, ktorych wszystkie wlasciwosci sa wspolne, to zadna z tych
    rzeczy juz niepowtarzalna nie jest.

  • 24.04.08, 23:40
    szarylemur napisała:

    > wybaczanie.
    > okej, wlacza wspolczucie, pozwala stopic nienawisc. ale takie
    radykalne wybacza
    > nie ma sens? czy jest sens wybaczyc cos komus, kto nigdy o to nie
    poprosi, i ni
    > e dlatego ze akurat nie zyje juz?

    Nie wiem, co to jest radykalne wybaczanie i nie bardzo chce
    wiedziec. Wybacza sie samo - po prostu ktoregos dnia sie budzisz i
    nie czujesz tego, co czulas. Moze to byc skutek terapii, ale nie
    musi. To nie jest akt woli, nie wierze w to.

    > moze i jest... ale na ile to wybaczanie jest szczere, jesli
    akceptacja dziala t
    > ylko na dystans, jesli wiem, ze kolejne spotkanie z tym, ktoremu
    wybaczam, bylo
    > by kolejnym kopem w brzuch?

    Wlasnie dlatego tak cenie sobie sztuczke z jednoczesnym
    uruchamianiem wspolczucia. To bardzo dobrze dziala w roznych
    sytuacjach. I - mozna wybaczyc na odleglosc i wcale nie tesknic po
    tym wybaczeniu.

    > 'uwalnia od noszenia krzywdziciela ze soba.'
    > wlasnie, co jesli wiesz ze ta osoba nadal by cie krzywdzila,
    gdybys tylko do ni
    > ej podeszla? wybaczyc mimo to?
    > i czy wybaczyc znaczy zapomniec?

    Roznie chyba.
    I - zdarzaja sie cuda. Jesli zmienia sie dosc gruntownie jakis
    czlonek systemu (rodziny np), to inni czy chca czy nie, tez sie
    zmieniaja. To dziwne i czarodziejskie, ale sama tego doswiadczylam.

    > jesli tak, to nie bylabym az taka entuzjastka tego procederu...
    > wybacz plomieniowi ze cie spazyl, bo taka jego natura, ale
    zapamnietaj to i wie
    > cej reki nie pchaj w ogien...
    > jesli tak , to tak
    > i tylko tak

    Jesli utulisz wszystkie twoje Wewnetrzne Dzieci, jesli one beda z
    twoja Dorosla bezpieczne i silne, nie sadze, abys miala cokolwiek
    przeciw temu.

    > 'Druga mozliwosc to taka, ze trafisz na kogos, kto cie pokocha tak
    > madrze, ze cie ta milosc wyleczy.'
    > liczyc na spelnienie tej mozliwosci to jak czekac na cud. moze
    sie zdarzyc, ale
    > raczej byloby to wbrew logice - raczej nie przyciagam ludzi
    madrze kochajacych

    Jeszcze.

    > cien jako straznik progu
    > jakos nic na temat sensownego znalezc nie moglam, ale tez nie
    oddalam sie temu
    > szukaniu jakos wielce wytrwale... ;)
    > przejsc na ciemna strone? wejscie w cien, zmierzenie sie z
    cieniem jako warunek
    > dalszej podrozy? rozwoju? prog zmiany? prog podswiadomosci?

    Ja to rozumiem jako Straznika Progu do pelni, calosci.

    ...

    > jak sie ma dusza zlozona z genow i memow do reinkarnacji?

    O rany, nie mam pojecia. Tym, ze istnieje? Z czegos ona musi byc,
    jakis rodzaj energii. W bialym przescieradle z dziurami.

    > tozsamosc, wg mnie,to bycie takim samym, nierozroznialnym. a jak
    mozna byc taki
    > m samym z kims kogo geny i minimalne chocby roznice memetycznych/
    kulturowych s
    > zturchniec odrozniaja od nas?

    No wiec wlasnie mozna. Nie wiem jak, bo takich momentow nie ima sie
    logika - ale to jest to samo uczucie doswiadczania braku granic,
    znika ten cienki wlos miedzy ja-on.

    > utozsamic sie z kims w twoim rozumieniu, jak sadze, znaczy
    znalezc w sobie cech
    > y przypisywane przez nas tej osobie. tak mozna utozsamic sie z
    bohaterem litera
    > ckim np., czy z drugim czlowiekiem o podobnych do naszych
    przezyciach, odczucia
    > ch, myslach itd.

    Nie, nic podobnego, wcale o tym nie pisalam wlasnie ze.

    > logiczne polaczenie miedzy niepowtarzalnoscia a niemozliwoscia
    tozsamosci jest
    > takie, ze ... chyba go nie ma. logicznie identycznosc jest
    mozliwa,' wtedy i ty
    > lko wtedy, kiedy wszystkie ich właściwości porownywanych obiektow
    są wspólne.'
    > tyle czy jest to mozliwe w odniesieniu do obiektow zywych? moim
    zdaniem zawsze
    > beda dzielic nas od identycznosci chocby i minimalne ale jednak
    roznice.
    > mozemy byc ' tozsami' tylko metaforycznie, moim zdaniem.
    > ? jak myslisz?

    Sytuacja posiadania w brzuchu plodu z jeszcze niewyksztalconym UN
    chyba zaklada tozsamosc? Tak na logike. Bo tak w ogole, jesli cos
    jest rozne, to tez jest osobne i na odwrot, zgadzam sie.

    > islam do zabijania
    > 'Nie zamykac sie na dialog? Wymiesc wielka miotla stereotypy?'
    > no, tak, to mozemy uczynic ze swojej strony... ale co, jesli
    druga strona zechc
    > e pozostac przy swoich stereotypach i wizji jedynej zbawczej
    prawdy?

    Wolnosc jednej osoby konczy sie tam, gdzie zaczyna wolnosc drugiej.

    ...
    > muminki
    > byc moze, masz racje, ja pamietam wlasnie te oble pulpeciki
    rozowe z tv. jakos
    > zdecydowanie sie po tym do muminow uprzedzilam. bohaterow klanu i
    innych im pod
    > obnych tak wlasnie nazywalismy : muminki.

    Tak sie konczy poznawanie wielkiej literatury z ekranu telewizora
    :(((((
    Nadrob to przy okazji moze. Moje ulubione tomiki to 'Zima'
    i 'Kometa nad Dolina' - obie o smierci i samotnosci.

    > a szwedzkiego kucharza nie pamietam. co on robil?

    Mowil po szwedzku i nikt go nie rozumial. Krecil sie po kuchni (bo
    mial swoje okienko kulinarne), spiewal w swoim narzeczu, wymachujac
    tasakiem, kurczaki i krowy uciekaly mu spod noza, biegajac po
    kuchni i tratujac wszystko po drodze, a na koniec wszystko mu
    wybuchalo, sypiac iskrami i buchajac klebiami dymu. Cala ja po
    prostu. Tylko wygladam inaczej:
    www.youtube.com/watch?v=ZOKUdMr95Ig&feature=related
    www.youtube.com/watch?v=04CDjYUZuBU&feature=related
    (na wszelki wypadek to sa odcinki wegetarianskie)

    czul

    --
    Olive's dance:
    www.youtube.com/watch?v=1tjmBkL_MGQ
  • 25.04.08, 00:42
    to radykalne wybaczanie odnosilo sie do jakiesj formy terapii/ warsztatow.
    'Wybacza sie samo - po prostu ktoregos dnia sie budzisz i
    nie czujesz tego, co czulas.'
    byc moze, a potem ktoregos dnia sie budzisz po ciezkim snie i rana znow
    otwarta... wiec jak to jest? a moze tak byc nie moze?

    'mozna wybaczyc na odleglosc i wcale nie tesknic po tym wybaczeniu.'
    nie o to mi chodzilo. lecz o to czy to wybaczenie nie jest raczej zludne, jesli
    czasem dotyczy tylko sytuacji gdzie w planach jest dozywotnie utrzymanie dystansu?
    inaczej: na ile prawdziwe jest wybaczenie, jesli jest sie przekonanym ze w razie
    ponownego kontaktu znow zostanie sie zranionym i dlatego choc sie wybacza,
    kontaktu sie unika?
    ---
    'Jesli zmienia sie dosc gruntownie jakis czlonek systemu (rodziny np), to inni
    czy chca czy nie, tez sie zmieniaja. '
    yhm, czasem nawet na gorsze.
    'To dziwne i czarodziejskie, ale sama tego doswiadczylam.'
    gratuluje, ale jedna jaskolka wiosny nie czyni, niestety... inaczej: a jesli
    zmiana w tobie nie powoduje zmiany w innych, to czy to automatycznie oznacza ze
    sie nie zmienilas? wydaje mi sie, ze nie. przeciez moze byc tak, ze jacys inni
    sa zwyczajnie zaslepieni i zmiany w tobie nie dostrzega...
    ---
    odnosnie cudu madrej milosci. jestes dzis w nastroju do wiary w cuda chyba?
    ---
    straznik progu
    znalazlam taki dosc odlegly tematycznie artykul, ktory calkiem mi sie spodobal.
    www.film.org.pl/prace/12_etapow_wyprawy_bohatera.html---
    no wiec jak przekonalas sie do idei reinkarnacji?
    ---
    tozsamosc
    'No wiec wlasnie mozna. Nie wiem jak, bo takich momentow nie ima sie logika -
    ale to jest to samo uczucie doswiadczania braku granic, znika ten cienki wlos
    miedzy ja-on.'
    fajnie...
    ale skoro nie ima sie tego logika, skoro nie mozna zrekonstruowac tego
    wydarzenia za pomoca niesprzecznych twierdzen, to logicznie odpada, a zostaje
    lew ' wittgensteina'. o to tylko chodzilo. jesli nie wyjdziemy poza logike
    ludzka, to w sporze o tozsamosc racje ma ' wittgenstein', nie mozna utozsamic
    sie z drugim bytem.
    byc moze praktycznie mozna, a byc moze tylko tak sie silnie wydaje, samo-narzuca
    jak oczywistosc...
    ---
    nie, sytuacja posiadania w brzuchu plodu nie jest zadnym obrazem tozsamosci.
    banalny przyklad: plod ma inne dna niz matka, nie?
    ---
    'Wolnosc jednej osoby konczy sie tam, gdzie zaczyna wolnosc drugiej.'
    znaczy: swoboda?
    a wiec jesli ktos narusza nasza wolnosc, to co? bronic sie? a jak daleko siega
    ta obrona? w przypadku walki z islamem - do - zabijania konkretnie?

    ogladalas fahrenheit 9/11 moora? ja nie ogladalam tego jeszcze, ale podobno
    glosi on tam teze, ze atak na dwie wieze mogl byc sfingowany przez rzad usa.
    wlasnie taka byla jedna z moich pierwszych mysli na ten temat...i mojego kumpla
    z roku rowniez... paranoicy?
    chcialabym wiedziec jak bylo naprawde...
    ---
    'Tak sie konczy poznawanie wielkiej literatury z ekranu telewizora '
    coz, nikt nie jest doskonaly, do tego takze czesto roznimy sie gustami...;)
    ---
    mnie dzieci w pierwszych klasach podstawowki nazywaly wiedzma ple ple z fraglesow.
    nadal wydaje mi sie to bardzo dziwne
    nie wiem co one we mnie widzialy takiego podobnego, male dzieci w malej
    dziewczynce...

    pozdrawiam :)
    --
    ...gdzież szukać mamy Bogominoga?...
  • 25.04.08, 00:45
    www.film.org.pl/prace/12_etapow_wyprawy_bohatera.html


  • 26.04.08, 00:59
    Wiem wiem - domyslilam sie, jak mi sie nie otwieralo :)
    --
    "Nie wydaje ci sie ze zyjesz urojeniamy, uwazajac sie za kogos
    intelientniejszego choc nie dostajesz mi nawet do piet." - waldi
    aka ppś
  • 26.04.08, 00:58
    szarylemur napisała:

    > to radykalne wybaczanie odnosilo sie do jakiesj formy terapii/
    warsztatow.
    > 'Wybacza sie samo - po prostu ktoregos dnia sie budzisz i
    > nie czujesz tego, co czulas.'
    > byc moze, a potem ktoregos dnia sie budzisz po ciezkim snie i
    rana znow
    > otwarta... wiec jak to jest? a moze tak byc nie moze?

    To boli dopoty nie zaopiekujesz sie dzieckiem, skrzywczonym przez
    tego kogos. Jesli mysl o tym czlowieku albo cos z nim zwiazanego
    cie boli, to znaczy, ze emocje tego dziecka sa nadal w tobie i nie
    wybrzmialy, sa zamrozone. Dopoki nie skonfrontujesz sie z nimi, nie
    przygarniesz i nie zaopiekujesz sie nimi, bedzie cie to ranilo.

    > 'mozna wybaczyc na odleglosc i wcale nie tesknic po tym
    wybaczeniu.'
    > nie o to mi chodzilo. lecz o to czy to wybaczenie nie jest raczej
    zludne, jesli
    > czasem dotyczy tylko sytuacji gdzie w planach jest dozywotnie
    utrzymanie dystan
    > su?

    Tak naprawde nosisz tego czlowieka w sobie.
    Po pierwsze, caly czas zywisz do niego gwaltowne i pewnie zmienne
    uczucia. Nienawisc, agresje, pragnienie akceptacji i milosci -
    wszystko naraz. Po drugie - zinternalizowalas swojego ojca i on
    gdzies tam w tobie siedzi. Nawet, jesli jest daleko, nawet jesli
    umrze, twoj problem nie znika.

    > inaczej: na ile prawdziwe jest wybaczenie, jesli jest sie
    przekonanym ze w razi
    > e
    > ponownego kontaktu znow zostanie sie zranionym i dlatego choc sie
    wybacza,
    > kontaktu sie unika?

    Wybaczenie rodzicowi-krzywdzicielowi łączy sie czasem, z
    uwolnieniem sie od tego, czym sa obdarzone wszystkie dzieci:
    potrzeba milosci i akceptacji ze strony rodzica.

    Nie wiem, dlaczego tak jest, ale wszystkie dzieci tego pragna
    najbardziej na swiecie. Jesli rodzic dopuszczal sie skrajnych
    naduzyc, puszczenie żracych emocji łączy sie czesto z puszczeniem
    tych dwoch potrzeb. Wiec kontaktu sie nie unika, ale sie go po
    prostu nie potrzebuje, a spotkania wymuszone okolicznosciami wiaza
    sie z traktowaniem tej osoby jako postaci z przeszlosci, kogos, kto
    nie dotyczy terazniejszosci swojej bylej ofiary. 'Ktos wazny, kto
    stal sie nikim, obojetny'.

    > 'Jesli zmienia sie dosc gruntownie jakis czlonek systemu (rodziny
    np), to inni
    > czy chca czy nie, tez sie zmieniaja. '
    > yhm, czasem nawet na gorsze.

    Zmiany, nawet na lepsze, wiaza sie z duzym stresem dla kazdego.

    > 'To dziwne i czarodziejskie, ale sama tego doswiadczylam.'
    > gratuluje, ale jedna jaskolka wiosny nie czyni, niestety...
    inaczej: a jesli
    > zmiana w tobie nie powoduje zmiany w innych, to czy to
    automatycznie oznacza z
    > e
    > sie nie zmienilas? wydaje mi sie, ze nie. przeciez moze byc tak,
    ze jacys inni
    > sa zwyczajnie zaslepieni i zmiany w tobie nie dostrzega...

    Jesli to cie ciekawi, wrzuc se w przegladarke 'terapie systemowa'.
    Jesli potraktowac rodzine jako zamkniety okrag, a jej
    poszczegolnych czlonkow jako wypelniajace go szczelnie barwne plamy
    o roznych ksztaltach, to latwo zrozumiec, ze zmiana ksztaltu jednej
    z plam musi spowodowac zmiany innych plam. Moga zmieniac ksztalty,
    pozycje, polozenie, moga robic sie wieksze - wtedy inne musza zajac
    mniej miejsca, moga robic sie mniejsze - wtedy inne maja wiecej
    miejsca dla siebie. Itd, roznie.

    > odnosnie cudu madrej milosci. jestes dzis w nastroju do wiary w
    cuda chyba?

    Congrats.
    Ja spotkalam milosc zycia wtedy, kiedy uwierzylam w to, ze do konca
    zycia bede raczej sama.

    > straznik progu
    > znalazlam taki dosc odlegly tematycznie artykul, ktory calkiem mi
    sie spodobal.
    > www.film.org.pl/prace/12_etapow_wyprawy_bohatera.html

    Bardzo fajny, dzieki!
    (i przeczytaj Estes ;)

    > no wiec jak przekonalas sie do idei reinkarnacji?

    Nie przekonalam, ja to wymyslilam sama.
    Nie rozumialam nic z tego, co mi opowiadano o Bogu. Ze mieszka w
    kosciele a jest wszedzie np. Albo ze jak umrzemy, to w nagrode
    pojdziemy do nieba, chyba ze za kare do piekla - chociaz Bog jest
    miloscia. Itd. System reinkarnacyjny, w ktorym powrot na ziemie byl
    ksztalcacym dusze czyscem, scalal to wszystko jako-tako.

    > ale skoro nie ima sie tego logika, skoro nie mozna zrekonstruowac
    tego
    > wydarzenia za pomoca niesprzecznych twierdzen, to logicznie
    odpada, a zostaje
    > lew ' wittgensteina'. o to tylko chodzilo. jesli nie wyjdziemy
    poza logike
    > ludzka, to w sporze o tozsamosc racje ma ' wittgenstein', nie
    mozna utozsamic
    > sie z drugim bytem.

    No tak.
    Ja mam wiele szacunku dla tego czlowieka, w ogole mnie pociagaja
    ludzie z pasja, a ci z pasja do myslenia to juz najbardziej. Ale
    ten, nie medrca szkielko i oko...

    > nie, sytuacja posiadania w brzuchu plodu nie jest zadnym obrazem
    tozsamosci.
    > banalny przyklad: plod ma inne dna niz matka, nie?

    Ale ma jej emocje, je jej pozywienie, oddycha jej powietrzem i w
    ogole zyje jej zyciem. Chociaz nie upieram sie, ze to najlepszy
    przyklad.

    > znaczy: swoboda?
    > a wiec jesli ktos narusza nasza wolnosc, to co? bronic sie? a jak
    daleko siega
    > ta obrona? w przypadku walki z islamem - do - zabijania
    konkretnie?

    Mysle, ze nie ma uniwersalnej recepty. Asertywnosc czasem dziala, a
    czasem nie bardzo.
    NIe mialabym nic przeciw temu, zeby w Polsce powstalo wiecej
    meczetow, ale wkurzalabym sie, gdyby ktos mi kazal nosic chuste pod
    kara chlosty.

    > ogladalas fahrenheit 9/11 moora? ja nie ogladalam tego jeszcze,
    ale podobno
    > glosi on tam teze, ze atak na dwie wieze mogl byc sfingowany
    przez rzad usa.
    > wlasnie taka byla jedna z moich pierwszych mysli na ten temat...i
    mojego kumpla
    > z roku rowniez... paranoicy?
    > chcialabym wiedziec jak bylo naprawde...

    Ja Moorowi nie wierze, w tym filmie jest mnostwo przeklaman. Niby w
    slusznej sprawie, ale imo tak naprawde po to, zeby Moore stal sie
    slawny. Cynik obrzydliwy, ble.

    > mnie dzieci w pierwszych klasach podstawowki nazywaly wiedzma ple
    ple z fragles
    > ow.
    > nadal wydaje mi sie to bardzo dziwne
    > nie wiem co one we mnie widzialy takiego podobnego, male dzieci w
    malej
    > dziewczynce...

    Dzieci sa troche jak zwierzeta, nie wiedza co to okrucienstwo,
    dopoki ono ich samych nie dotyczy.

    czul

    --
    "Osoba naprawde zaslugujaca na szacunek oraz pewna siebie, nie
    boji sie krytyki i nie musi chowac sie po kontach jak ty."
    - waldi
  • 26.04.08, 03:34
    'boli dopoty nie zaopiekujesz sie dzieckiem, skrzywczonym przez tego kogos. Jesli mysl o tym czlowieku albo cos z nim zwiazanego cie boli, to znaczy, ze emocje tego dziecka sa nadal w tobie i nie wybrzmialy, sa zamrozone. Dopoki nie skonfrontujesz sie z nimi, nie przygarniesz i nie zaopiekujesz sie nimi, bedzie cie to ranilo.'

    wydaje mi sie ze przygarniam i opiekuje sie, utozsamiam sie ze soba, nie z ojcem.
    ale latwiej mi zrozumiec hitlera niz wlasnego 'pape'...bo byl dalej od mnie, nie mialam osobistej ' przyjemnosci'
    gdy mi sie dobrze wiedzie, rany po ojcu jakos przysychaja, ale wybuchaja na nowo, gdy idzie zle.
    przelatujace mysli niosa jakies strzepki jego syczacych ' aforyzmow', opowiadania innych ludzi o ich kochajacych ojcach wywoluja widma przeszlosci.
    a juz zdecydowanie najgorzej gdy ojciec mi sie sni, to mnie rozwala, ladunek nienawisci, czystej nienawisci w jego odniesieniu do swiata.
    co oznacza konfrontacja z tymi emocjami dziecka? ja je czulam wtedy bardzo silnie, choc ukrywalam, bo on wykrywal i wykorzystywal kazda slabosc.
    slabosc trzeba bylo zastapic sila furii. teraz moge plakac ale to nic nie zmienia.
    nie wyobrazam sobie zebym mogla przebaczyc ojcu dziewczyna gwalcona przez niego. mnie, na moje male/ wielkie szczescie to akurat ominelo.ale tak, mysl o tym, ze moim ojcem jest calkowity po.jeb, niebezpieczny dwulicowy psychopata, jakos nie daje mi spokoju. bola mnie jego slowa, jego stosunek do ludzi i swiata.
    nic nie daje przytulenie tego wewn dziecka. to skutkuje pozytywnie wobec postaci matki.
    wobec ojca czuje chec zemsty.
    znamienne ze jego pierwsza zona na jego trzecim slubie rozesmiala sie: boze, jak sie ciesze ze dal mi rozwod, ja mu za to pol litra jeszcze kupie.
    znamienne ze moj brat/ jego syn, izoluje go od swoich dzieci. ' ja do ojca nic nie mam, byle sie trzymal ode mnie z daleka'
    ze jego siostra go nie znosi.
    ze wszyscy sie od niego odwracaja z przerazeniem, oprocz tych glupich i slabych, pokreconych kobietek, ktore daly sie zlapac na mile pozory a potem nie wiedza jak sie z tego wyplatac.
    nie ma we mnie wybaczenia dla niego. nie ma. moze kiedys, a moze nigdy. po prostu nie wiem jak moglabym wybaczyc mu naprawde, a nie tylko pozornie.

    nawet jesli on umrze - nie wiem czy zyje, nie utrzymuje kontaktu z rodzina - to i tak zyje w mojej pamieci.
    jedynym sposobem na przebaczenie byloby wg mnie wyobrazic sobie ze on zaluje tego co zrobil. ale to wielka sciema. on nie zaluje. 'on nie jest winny, on jest ok, to inni sa podli', zawsze.

    'Wybaczenie rodzicowi-krzywdzicielowi łączy sie czasem, z uwolnieniem sie od tego, czym sa obdarzone wszystkie dzieci: potrzeba milosci i akceptacji ze strony rodzica.'
    alez, paradoksalnie ja bylam jego ksiezniczka, ukochana coreczka! w chwilach czlowieczenstwa staral sie dac mi wszystko co najlepsze.
    tak, jak sam to ocenial, nie pytajac mnie ani innych o zdanie.
    nie chodzi tylko o to, ze mnie nie kochal albo nie kochal mnie tak, jakbym sobie tego zyczyla. chodzi o to, ze on byl totalnie zaslepiony swoja kliniczna paranoja, z ktorej brala sie nienawisc i agresja wobec calego swiata.
    w tym przypadku wybaczenie laczyloby sie z uwolnieniem krzywdziciela od jakichkolwiek zobowiazan empatycznych wobec swiata. trzebaby przyznac" on jest chory psychicznie". tak, najwyrazniej jest. uwazam ze z taka osoba nie moze byc mowy o jakimkolwiek kontakcie - niezaleznie od zmian we mnie czy w innych, on pozostanie plama o stalej mniej wiecej wielkosci urojen i ich konsekwencji.
    nie mozna traktowac ognia jako czegos neutralnego, po prostu sie nie da. ile bedzie mily, cieply? dwie minuty, dwa dni, dwie sekundy?
    wierz mi, ze nie przesadzam ani troche...

    mysle, ze wobec mojego ojca jedynym sposobem na wybaczenie byloby uzmyslowic sobie doglebnie, ze on i jego psychika nie wzieli sie z prozni, nie byli jakims swobodnym wyborem, a raczej pochodna przeszlych na niego wplywow. tylko tak - tylko na poziomie mniej wiecej racjonalnym - moge mu wybaczyc.
    tylko wlasnie mniej wiecej wkladajac oszalale z bolu dziecko do lodowki rozumu...

    a moze masz jakis pomysl na bardziej autentyczne wybaczenie w tym przypadku?
    ---
    'spotkalam milosc zycia wtedy, kiedy uwierzylam w to, ze do konca zycia bede raczej sama.'
    heh, no tak sie zdarza czasem. fajnie, ze tobie sie zdarzylo :)))
    ---
    'System reinkarnacyjny, w ktorym powrot na ziemie byl
    ksztalcacym dusze czyscem, scalal to wszystko jako-tako.'

    lubie reinkarnacje, ale mam male/ duze do niej ale...
    swietnie nadaje sie do tlumaczenia np utrzymywania systemu kastowego, rowniez do odmowy pomocy czy wspolczucia komus, np moim ulubionym afryczatkom... ' masz to na co sobie zapracowalas' , takze przeszlym wcieleniem niby...
    a moze kalwinizm?
    'Kalwin oparł swoją doktrynę na Biblii uznając, że tradycja podlega stałej rewizji (ecclesia reformata et semper reformanda). Jej centralnym punktem była nauka o predestynacji, wedle której ludzie od chwili urodzenia są przeznaczeni przez Boga albo do zbawienia, albo do potępienia. Bóg dokonał tego wyboru przed stworzeniem świata i nie będzie on zmieniony. Spełnianie dobrych uczynków jest wyłącznie dowodem, że należymy do grona wybranych przez Boga. Również powodzenie w biznesie i w życiu jest dowodem łaski Bożej.' za: wikipedia.
    piekne, prawda? religia przedsiebiorczych kapitalistow ;)
    'Według Maksa Webera chęć udowodnienia przynależności do grupy, która zostanie zbawiona motywowała ludzi do wytężonej pracy, czym przyczyniła się do rozwoju kapitalizmu.'
    jak dla mnie, do 'smiechu warte' sie to nadaje...

    a reinkarnacja jest dobrym sprzymierzencem idei, wg ktorej zycie to zbior lekcji do odrobienia.
    poszukiwanie sensu, konstruowanie sensu... , tak widze religie. jedno z podstawowych pragnien czlowieka - sens, cel, jakas teodycea, cos co wytlumaczy dlaczego jest na swiecie cierpienie i jak sobie z nim radzic, jakim byc... i mysle, ze to pragnienie nie stoi gdzies bardzo wysoko w hierachii maslowa, a raczej lezy gdzies tuz za woda i skrawkiem chleba. choc przeciez jakas wiara zawsze sie przydaje, moze nawet wlasnie szczegolnie wtedy gdy wody i chleba brak lub gdy trzebaby o nie walczyc... tak sobie prastaromorluje na temat wiary...
    ;)
    kontestacja chrz u lemurow:
    zdarlam swiete obrazki ze sciany gdy ojciec wyrzucil naszego ukochanego kocura przez okno ( stad takze ta awersja do awersji wobec kotow, nota bene)
    choc juz sporo wczesniej zaczelam powaznie watpic w boga, w jego dobroc.
    moze wiec bog to taki byt co dobrym duszom daje w posagu kochajacych rodzicow, a zlym - zlych, hem? ironizuje, oczywiscie.
    albo przedstawiam pokretny przyklad na to jak byt ksztaltuje swiadomosc.
    ---
    matka plod tozsamosc
    no i co z tego ze ma jej emocje, pozywienie itd? nie posiada jednak tylko i wylacznie jej genow, a zatem tozsamy z nie jest z nia, ani ona z nim tym bardziej. to tak logicznie, bo zdaje sie ta matka z plodem to mial byc przyklad praktyczny logicznej tozsamosci.
    ---
    'Ja Moorowi nie wierze'
    ja obejrze. ale moge nie wylapac przeklaman ewentualnych, z racji zapoznienia informacyjnego :)
    ---
    z tymi dziecmi i wiedzma ple ple
    ale dlaczego akurat wiedzma ple ple? nie moge pojac? watpie abym jako siedmioletnia jedynaczka z bogatego jeszcze wowczas domu, przypominala kupe gadajacych lisci/ smieci ( bo to chyba byla owa wiedzma). moze to dlatego ze sie z nimi nie bawilam zbyt ochoczo, bylam na uboczu?
    teraz identyfikuje sie z wiedzma znacznie latwiej. moze byc nawet i ple ple ;)
    szukajac w sieci czegos o niej trafilam na strone jakiegos artprojektu feministycznego pod tym tytulem. zdziwilo mnie ze skojarzono wiedzme ple ple z rozplotkowana pramatka/ dziewczynka, a na plakacie widnieje rzad kobiet nawzajem zaplatajacych sobie warkocze.
    co ma moja kupa lisci do tego, ja sie dziwie... :)))

    pozdrawiam :)
  • 27.04.08, 02:54
    szarylemur napisała:

    > wydaje mi sie ze przygarniam i opiekuje sie, utozsamiam sie ze
    soba, nie z ojce
    > m.
    > ale latwiej mi zrozumiec hitlera niz wlasnego 'pape'...bo byl
    dalej od mnie, ni
    > e mialam osobistej ' przyjemnosci'
    > gdy mi sie dobrze wiedzie, rany po ojcu jakos przysychaja, ale
    wybuchaja na now
    > o, gdy idzie zle.

    Jesli wyobrazic sobie, ze emocje to rodzaj energii, to kiedy w
    odpowiednim czasie nie da sie im ujsc, zaczynaja krazyc w srodku.
    Kazde dziecko ma tak, ze z tajemniczych powodow uwaza,
    iz 'negatywne' uczucia do rodzicow sa czyms niewlasciwym.
    Oczywiscie - silne uczucia 'negatywne' sa w ogole dla malej istoty
    za ciezkie. Kiedy wiec np 5-latka czuje nienawisc do swojego ojca,
    odcina te czesc siebie i chowa gleboko w srodku. Mozna to sobie
    wyobrazic jako dziecko zatrzymane w tamtym momencie i zamkniete w
    piwnicy (pisalam o tym). Ono caly czas to przezywa, jest
    niewolnikiem tamtej chwili. 'Wlascicielka' dziecka moze robic rozne
    rzeczy, zeby nie slyszec glosu z piwnicy - palic, pic, zazywac,
    rozrywac sie goraczkowo itd. Ale kiedy jest w dolku zwykle
    zagluszacze nie pomagaja - szloch albo wrzaski z piwnicy staja sie
    wyrazniejsze.

    > przelatujace mysli niosa jakies strzepki jego syczacych '
    aforyzmow', opowiada
    > nia innych ludzi o ich kochajacych ojcach wywoluja widma
    przeszlosci.

    Zamkniete w piwnicy sa tez dzieci, ktore zostaly zranione przez
    okrutne slowa i te, ktore tesknia za akceptacja i miloscia ojca.

    > a juz zdecydowanie najgorzej gdy ojciec mi sie sni, to mnie
    rozwala, ladunek ni
    > enawisci, czystej nienawisci w jego odniesieniu do swiata.

    Kiedys w para-hellingerowskim ustawieniu bylam kims takim -
    kobieta, ktora byla cala przepelniona nienawiscia. Strasznie to
    bylo wypalajace, musialam to odchorowac. Kiedy bylam tamta kobieta,
    czulam dotkliwa pustke i swiadomosc, ze nic mnie nie pokona - nie
    mialam nic do stracenia, kompletnie nic. Taka nienawisc daje
    wolnosc, nie trzeba sie niczego bac.

    Nie wiem, czemu ta emocja ci sie sni.
    Moze to szczepionka tej energii, ktora dostalas od ojca. Moze to
    trauma ultragwaltownej emocji, ktora cie uderzyla.

    > co oznacza konfrontacja z tymi emocjami dziecka? ja je czulam
    wtedy bardzo siln
    > ie, choc ukrywalam, bo on wykrywal i wykorzystywal kazda slabosc.

    Praca z Wewnetrznym Dzieckiem polega na otwieraniu tych piwnicznych
    pomieszczen i probach zblizania sie do dzieci. Ja to robilam pod
    okiem fachowca. Mozna, mysle, sprobowac wizualizacji (skupionego
    wejscia w taka sytuacje w wyobrazni), mozna sprobowac np rysujac
    rozne rzeczy, pewnie mozna tez w to wejsc ruchem jakos.
    Wazne, zeby Dziecka do niczego nie zmuszac, nie przytulac na sile.

    > slabosc trzeba bylo zastapic sila furii. teraz moge plakac ale to
    nic nie zmien
    > ia.

    Moze to jest placz Doroslej, a nie Dziecka.

    > nie wyobrazam sobie zebym mogla przebaczyc ojcu dziewczyna
    gwalcona przez niego
    > . mnie, na moje male/ wielkie szczescie to akurat ominelo.ale
    tak, mysl o tym,
    > ze moim ojcem jest calkowity po.jeb, niebezpieczny dwulicowy
    psychopata, jakos
    > nie daje mi spokoju. bola mnie jego slowa, jego stosunek do ludzi
    i swiata.

    pl.wikipedia.org/wiki/Pograniczne_zaburzenie_osobowo%C5%9Bci
    pl.wikipedia.org/wiki/Psychopatia

    Nie wiem, dlaczego kazdy czlowiek moze miec dziecko - nawet taki,
    ktory nie powinien nigdy zostac rodzicem.

    > nic nie daje przytulenie tego wewn dziecka. to skutkuje
    pozytywnie wobec postac
    > i matki.

    Calkiem mozliwe, ze emocje zwiazane z matka masz plycej schowane i
    ze sa one latwiejsze.

    > wobec ojca czuje chec zemsty.

    Imo zemsta jest zawsze z poziomu Dziecka, ale to moja prywatna
    teoria.

    ...
    > nie ma we mnie wybaczenia dla niego. nie ma. moze kiedys, a moze
    nigdy. po pros
    > tu nie wiem jak moglabym wybaczyc mu naprawde, a nie tylko
    pozornie.

    Nie masz obowiazku wybaczenia. Nie masz obowiazku pracy nad tym.

    > nawet jesli on umrze - nie wiem czy zyje, nie utrzymuje kontaktu
    z rodzina - to
    > i tak zyje w mojej pamieci.

    No wlasnie o tym pisalam - w takich historiach tak naprawde
    niewiele zmienia fakt, ze ten ktos nie zyje. Bo on w roznych
    sensach zyje.

    > jedynym sposobem na przebaczenie byloby wg mnie wyobrazic sobie
    ze on zaluje te
    > go co zrobil. ale to wielka sciema. on nie zaluje. 'on nie jest
    winny, on jest
    > ok, to inni sa podli', zawsze.

    Znalam kiedys pokrecona dziewczyne z borderline.
    Ona robila wszystko (_wszystko_), zeby to swiat sie zmienil, a ona
    nie musiala.
    'i madrosc, zeby odroznic jedno od drugiego'.

    > alez, paradoksalnie ja bylam jego ksiezniczka, ukochana coreczka!
    w chwilach cz
    > lowieczenstwa staral sie dac mi wszystko co najlepsze.

    To pewnie paprze ci stosunki z facetami.
    Zmienne sygnaly, dwie (co najmniej) postaci zamiast ojca - potwor i
    dobry wujek, obie podszyte agresja. Gdzies tam bliskosc z mezczyzna
    kojarzy ci sie z takim obrazem moze.

    > w tym przypadku wybaczenie laczyloby sie z uwolnieniem
    krzywdziciela od jakichk
    > olwiek zobowiazan empatycznych wobec swiata.

    No wlasnie nie.
    Ty caly czas myslisz o nim, o tym, jak twoje wybaczenie mialoby sie
    odbic na nim (zyjacej osobie, czy tej postaci ojca, ktora masz).
    Tymczasem chodzi o to, zebys zajela sie _soba_, a nie tym
    czlowiekiem. Znalam ofiare potwornych naduzyc, dla ktorej po
    dlugiej terapii jej przesladowca stal sie obcym czlowiekiem -
    jedyne uczucia, jakie do niego zywila to pogarda i obrzydzenie. Po
    dlugiej pracy nad soba ta dziewczyna stracila go z piedestalu
    centrum jej zycia, osoby, wobec ktorej zywila najgwaltowniejsze
    uczucia, ktora chciala zabic, okaleczyc, zemscic sie, wygarnac,
    skompromitowac itd itd. Wiele jej energii krazylo caly czas wokol
    niego - caly czas byl emocjonalnym osrodkiem jej psychiki. Dzieki
    terapii to sie skonczylo.

    trzebaby przyznac" on jest chory p
    > sychicznie". tak, najwyrazniej jest.

    Mozliwe - co go zupelnie nie zwalnia z odpowiedzialnosci.

    uwazam ze z taka osoba nie moze byc mowy o
    > jakimkolwiek kontakcie - niezaleznie od zmian we mnie czy w
    innych, on pozosta
    > nie plama o stalej mniej wiecej wielkosci urojen i ich
    konsekwencji.

    Mozliwe, ze na zaden kontakt nie zasluguje.

    > nie mozna traktowac ognia jako czegos neutralnego, po prostu sie
    nie da. ile be
    > dzie mily, cieply? dwie minuty, dwa dni, dwie sekundy?
    > wierz mi, ze nie przesadzam ani troche...

    Czesto wspominasz o kontakcie z nim.
    Nie sadze, abys ukoila te Dzieci, ktore by chcialy, zeby tata je
    przytulil albo pochwalil.

    > mysle, ze wobec mojego ojca jedynym sposobem na wybaczenie byloby
    uzmyslowic so
    > bie doglebnie, ze on i jego psychika nie wzieli sie z prozni, nie
    byli jakims s
    > wobodnym wyborem, a raczej pochodna przeszlych na niego wplywow.

    Mozliwe, ze przyczyny powstania takiej osobowosci byly biologiczne.

    tylko tak - ty
    > lko na poziomie mniej wiecej racjonalnym - moge mu wybaczyc.
    > tylko wlasnie mniej wiecej wkladajac oszalale z bolu dziecko do
    lodowki rozumu.
    > ..

    No wez popatrz co ty piszesz.

    > a moze masz jakis pomysl na bardziej autentyczne wybaczenie w tym
    przypadku?

    Wybaczenie sie wydarzy samo, jesli odetniesz wszystkie emocjonalne
    sznurki, za ktore on caly czas pociaga, czyli kiedy zaopiekujesz
    sie wszystkimi swoimi zamrozonymi dzieciecymi uczuciami. Co jest
    bardzo bolesna podroza i mozesz na to jeszcze dlugo nie miec sily.


    [reinkarnacja - watpliwosci]

    Nie bardzo orientuje sie w hinduizmie, ale za brak wspolczucia
    karmicznie sie w nastepnym wcieleniu cofa do jakis malo przyjemnych
  • 27.04.08, 03:48
    dziecko w piwnicy
    ale ja mialam te ' komfotowa sytuacje' ze moglam wyrazac nienawisc do ojca.
    matka mi na to pozwalala, problem raczej w tym, ze w obecnosci jednego rodzica
    nie wolno bylo mi mowic dobrze o drugim!
    ja nie zagluszalam swoich uczuc, awanturowalam sie z nim wsciekle, po czym
    trzaskalam drzwiami i wylam. jasne, ze nie chcialam caly czas tego czuc, tego
    poczucia skrzywdzenia, tego braku milosci, szacunku jakiegokolwiek poza
    pozorowanym jakos tam... nie bylo mi na reke to pamietac ciagle, wiec uciekalam
    z domu fizycznie i psychicznie. ale co niby mialam zrobic? gdybym podeszla
    powiedziec " tatusiu, to mnie tak boli, ze tak brzydko do mnie mowisz, ze w
    ogole nie wiesz do ktorej klasy ja chodze, ze mnie ciagle zostawiasz, ze
    obiecujesz cos i tego nie robisz, ze mnie nie kochasz... itd" ... hmm, nigdy
    tego w sumie nie probowalam...nie potrafilabym ojcu okazac wlasnej slabosci,
    balabym sie tego - dac mu poznac ze mi w ogole na nim zalezy...
    uwazasz, ze powinnam pojechac mu to wykwilic? ze to by mi pomoglo?

    czemu sni mi sie nienawisc dzika? to energia walki. ja z ojcem walczylam. nie
    bylo trudno walczyc z pijanym ktory jakos na mnie reki nie podnosil. niesamowita
    energia, jak dzikie zwierze. caly strach, niepewnosc, zawod, zal,
    niezrozumienie, poczucie totalnej niesprawiedliwosci, tranformowalam na to - na
    walke. spalam z nozem pod poduszka przez pare dobrych he he lat wyjac z bolu
    swiadomosci/ wyobrazenia ze to nie tak wyglada zycie rodzinne.
    a matka gardzilam za to, ze nie znalazla w sobie sily na to zeby odejsc, a
    jedynie na to, aby tlumaczyc sobie ze nawet w takim piekle mozna byc szczesliwym.
    bo przeciez to wszystko bylo gra. on mogl mnie uderzyc, i cale to przedstawienie
    straciloby racje bytu.
    to nie jest tak, przynajmniej u mnie, ze ta nienawisc daje wolnosc od strachu.
    ta nienawisc jest tak wszechogarniajaca ze zaslania horyzont i nie myslisz o
    jutrze, o konsekwencjach swojego dzialania.

    czemu wklejasz te linki. ja jestem 99% pewna ze moj stary to psychopata czystej
    proby. jak i tego ze ja jestem borderline. czasem mniej czasem bardziej jest to
    dla mnie oczywiste... takze dlatego nie chce miec dzieci. a rodza i robia dzieci
    bo nie mysla, i w sumie malo kto do myslenia naklania...

    terapia dziewczyny " dla ktorej po dlugiej terapii jej przesladowca stal sie
    obcym czlowiekiem - jedyne uczucia, jakie do niego zywila to pogarda i obrzydzenie."
    nie bardzo rozumiem... gdzie tu wybaczenie?

    'Nie sadze, abys ukoila te Dzieci, ktore by chcialy, zeby tata je przytulil albo
    pochwalil."
    a jak je ukoic? widzisz, ojciec mnie chwalil i przytulal jak bylam mala, byl
    moim najlepszym kumplem ale tylko part - time, bo zapominal o mnie gdy byl
    pijany lu gdy rzucila mu sie na glowe kolejna paranoiczna zajawka agresji.
    potem tez mnie chwalil, ale ja od tego uciekalam, nie bralam juz od niego nic,
    nie chcac placic za to rozgoryczeniem, zawodem.

    'Mozliwe, ze przyczyny powstania takiej osobowosci byly biologiczne.'
    yhm, tak zwana ' zla krew'
    silne pokrecone osobowosci
    ojciec ja moj brat

    'Wybaczenie sie wydarzy samo, jesli odetniesz wszystkie emocjonalne
    sznurki, za ktore on caly czas pociaga, czyli kiedy zaopiekujesz
    sie wszystkimi swoimi zamrozonymi dzieciecymi uczuciami. Co jest
    bardzo bolesna podroza i mozesz na to jeszcze dlugo nie miec sily.'

    no, co ty...
    ja podrozuje wewnetrznie wciaz, wiekszosc dwuletniej terapii byla o ojcu i matce
    i niby juz bylo ok, odkad wywalczylam sobie mieszkanie, odcielam sie od niego
    totalnie
    ale czasem znienacka wraca we snie... lub w slowach jakiegos boyfrienda
    i wtedy jest krzyk muncha

    pograda i obrzydzenie, to czulam do ojca od wielu lat. czasem tez do matki. ale
    nie uwazam ze pogarda i obrzydzenie do kogos sa koncowymi produktami procesu
    wybaczenia!!! wydaje mi sie , ze to jakis wczesny etap, etap zmylkowy bardzo.
    tak bylo u mnie przez kilka lat.
    uwazam ze to za malo, ze to tylko strupek na ranie. i jesli rana powstala w
    wyniku dzialan kogos tak waznego jak ojciec - archetyp meskosci, to bedzie sie
    otwierac dosc czesto...
    jesli bym odciela w swiadomosci postac ojca od postaci innych mezczyzn, to moge
    powiedziec " tak, dla mnie jest to obcy czlowiek, ludzie sa rozni, ten akurat
    jest zdeformowany na ksztalt zombie, no coz"
    a kiedy cos by mi nie szlo z jakims facetem, moglabym powiedziec" coz, ten tez
    jest zdeformowany, sa inni, no coz"
    i moglabym tak mowic czesto, moze stale
    a ja mowie" o kur.wa teraz widze w nim mojego ojca, znow to zrobilam' i wszystko
    wraca.
    moze to znaczy ze nie polaczylam swiadomego i nieswiadomego poziomu animusa?
    hym? tj: niby odrzucam ale jednak ide do i przyciagam mezczyzn w stylu mojego
    ojca? nie znam sie na tym... jak myslisz?
    choc w sumie szydze sobie z samej siebie, ze to dlatego nie spotkalam mezczyzny
    mojego zycia, bo zaden z poznanych nie dorownal ojczulkowi monstrualnoscia.

    czasem obawiam sie ze jestem skazana na powtorzenie bledow moich rodzicow, wtedy
    nienawidze losu. czesto zazdroszcze tym co chca tylko swoj los wypelniac, swoje
    powolanie. ja raczej nie chce, jakos tak nie chce ... ;]

    i wtedy czuje sie jak rosario tijeras w dolinie muminkow.
    choc przeciez muminki nie sa az takie znowu rozowe, podobno... :)

  • 28.04.08, 01:13
    szarylemur napisała:

    > dziecko w piwnicy
    > ale ja mialam te ' komfotowa sytuacje' ze moglam wyrazac
    nienawisc do ojca.
    > matka mi na to pozwalala, problem raczej w tym, ze w obecnosci
    jednego rodzica
    > nie wolno bylo mi mowic dobrze o drugim!

    No tak.
    Ale zostala chec odwetu, nienawisci, zemsty, zyczenie smierci.
    Takie rzeczy, ktorych dziecko nie jest w stanie chyba przez siebie
    przepuscic - a nawet jesli, to zostaje po nich gigantyczne poczucie
    winy.

    > tego w sumie nie probowalam...nie potrafilabym ojcu okazac
    wlasnej slabosci,
    > balabym sie tego - dac mu poznac ze mi w ogole na nim zalezy...
    > uwazasz, ze powinnam pojechac mu to wykwilic? ze to by mi
    pomoglo?

    Nie mam pojecia. Tak myslisz? Kompletnie nie o tym pisalam. Nie on
    ma sie zajac twoimi dziecmi, ale ty sama. Zreszta - do 'wykwilenia'
    jemu czegokolwiek on ci nie jest fizycznie potrzebny.

    > spalam z nozem pod poduszka przez pare dobrych he he lat wyjac z
    bolu
    > swiadomosci/ wyobrazenia ze to nie tak wyglada zycie rodzinne.
    > a matka gardzilam za to, ze nie znalazla w sobie sily na to zeby
    odejsc, a
    > jedynie na to, aby tlumaczyc sobie ze nawet w takim piekle mozna
    byc szczesliwy
    > m.
    > bo przeciez to wszystko bylo gra. on mogl mnie uderzyc, i cale to
    przedstawieni
    > e
    > straciloby racje bytu.

    No tak, ale jednak cie nie bil.

    > to nie jest tak, przynajmniej u mnie, ze ta nienawisc daje
    wolnosc od strachu.
    > ta nienawisc jest tak wszechogarniajaca ze zaslania horyzont i
    nie myslisz o
    > jutrze, o konsekwencjach swojego dzialania.

    No bo w tobie jest tez duzo innych emocji.

    > czemu wklejasz te linki. ja jestem 99% pewna ze moj stary to
    psychopata czystej
    > proby. jak i tego ze ja jestem borderline. czasem mniej czasem
    bardziej jest t
    > o
    > dla mnie oczywiste... takze dlatego nie chce miec dzieci.

    Czasem latwiej jest, kiedy mozna cos nazwac. Chociaz autodiagnozy
    bywaja mylace. A BPD sie leczy.

    > terapia dziewczyny " dla ktorej po dlugiej terapii jej
    przesladowca stal sie
    > obcym czlowiekiem - jedyne uczucia, jakie do niego zywila to
    pogarda i obrzydze
    > nie."
    > nie bardzo rozumiem... gdzie tu wybaczenie?

    Ono przestalo byc potrzebne po prostu.

    > 'Nie sadze, abys ukoila te Dzieci, ktore by chcialy, zeby tata je
    przytulil alb
    > o
    > pochwalil."
    > a jak je ukoic? widzisz, ojciec mnie chwalil i przytulal jak
    bylam mala, byl
    > moim najlepszym kumplem ale tylko part - time, bo zapominal o
    mnie gdy byl
    > pijany lu gdy rzucila mu sie na glowe kolejna paranoiczna zajawka
    agresji.
    > potem tez mnie chwalil, ale ja od tego uciekalam, nie bralam juz
    od niego nic,
    > nie chcac placic za to rozgoryczeniem, zawodem.

    Nie wiem, jak to zrobic w domu, czy to w ogole jest bezpieczne itd.
    Mysmy takie sprawy zalatwiali na ustawieniach albo podczas pracy
    indywidualnej. Po prostu skupialam sie na emocji w jej wyobrazeniu
    dziecka i nie odpedzalam jej tylko probowalam z nia nawiazac
    kontakt. Mozna ten kontakt nawiazac tez rysujac np.

    > 'Mozliwe, ze przyczyny powstania takiej osobowosci byly
    biologiczne.'
    > yhm, tak zwana ' zla krew'
    > silne pokrecone osobowosci
    > ojciec ja moj brat

    Ja w to niebardzo wierze. Bralam udzial w kilku bardzo mocnych
    ustawieniach i wiem, ze to nie 'zla krew', ale rodzaj energii,
    ktora krazy przez pokolenia.

    > no, co ty...
    > ja podrozuje wewnetrznie wciaz, wiekszosc dwuletniej terapii byla
    o ojcu i matc
    > e
    > i niby juz bylo ok, odkad wywalczylam sobie mieszkanie, odcielam
    sie od niego
    > totalnie
    > ale czasem znienacka wraca we snie... lub w slowach jakiegos
    boyfrienda
    > i wtedy jest krzyk muncha

    Bo to jest jak odkrywanie kolejnych warstw malowidla. Najpierw jest
    taka z ukladna rodzina, wszyscy usmiechnieci. Pod spodem - kazdy
    osobno i kazdy ponury, potem - sklebieni ludzie walczacy ze soba.
    A jest jeszcze pewnie pare co najmniej warstw.

    Nie jestem zwolenniczka pracy ze soba za wszelka cene. Imo kazdy ma
    prawo zatrzymac sie na chwile albo na zawsze na dowolnej warstwie.

    > pograda i obrzydzenie, to czulam do ojca od wielu lat. czasem tez
    do matki. ale
    > nie uwazam ze pogarda i obrzydzenie do kogos sa koncowymi
    produktami procesu
    > wybaczenia!!!

    Moga byc. To moze byc litosc tez np. Rozne rzeczy.

    wydaje mi sie , ze to jakis wczesny etap, etap zmylkowy bardzo.
    > tak bylo u mnie przez kilka lat.
    > uwazam ze to za malo, ze to tylko strupek na ranie. i jesli rana
    powstala w
    > wyniku dzialan kogos tak waznego jak ojciec - archetyp meskosci,
    to bedzie sie
    > otwierac dosc czesto...

    No tak, ale to sa inne uczucia. To jest dokladnie taki strupek, czy
    moze raczej plaster. Pod pogarda - obrzydzenie, pod obrzydzeniem -
    zlosc, pod zloscia - agresja, pod nia nienawisc, pod ktora jest
    pragnienie milosci, pod ktorym jest samotnosc itd.

    A ja pisalam o takim wyzwoleniu, w ktorym zostaje ci tylko ten
    plaster, ktory przykrywa blizne, nie rane. Nie ma calego tego
    mrocznego piekla.

    > jesli bym odciela w swiadomosci postac ojca od postaci innych
    mezczyzn, to moge
    > powiedziec " tak, dla mnie jest to obcy czlowiek, ludzie sa
    rozni, ten akurat
    > jest zdeformowany na ksztalt zombie, no coz"
    > a kiedy cos by mi nie szlo z jakims facetem, moglabym powiedziec"
    coz, ten tez
    > jest zdeformowany, sa inni, no coz"
    > i moglabym tak mowic czesto, moze stale
    > a ja mowie" o kur.wa teraz widze w nim mojego ojca, znow to
    zrobilam' i wszystk
    > o
    > wraca.
    > moze to znaczy ze nie polaczylam swiadomego i nieswiadomego
    poziomu animusa?
    > hym? tj: niby odrzucam ale jednak ide do i przyciagam mezczyzn w
    stylu mojego
    > ojca? nie znam sie na tym... jak myslisz?

    Nie mam pojecia, ale to sie _bardzo_ czesto zdarza. Milion piecset
    corek alkoholikow przysiegalo sobie, ze one sobie znajda trzezwego -
    i ladowaly w zwiazku z pijakiem. Ksiazkowy klasyk.

    > choc w sumie szydze sobie z samej siebie, ze to dlatego nie
    spotkalam mezczyzny
    > mojego zycia, bo zaden z poznanych nie dorownal ojczulkowi
    monstrualnoscia.

    Mysle, ze tu o cos innego chodzi. Czyli on jest i potworem, i
    kochajacym ojcem, moze tez czasem jest kims jeszcze trzecim i
    czwartym. Osoba z kilkoma glowami, z ktorych kazda daje ci inny
    sygnal. To nie tylko miesza ci w zwiazkach (szukasz ? facetow,
    ktorzy tez maja kilka glow), ale i dalo ci sprzeczne informacje o
    tobie samej.

    > czasem obawiam sie ze jestem skazana na powtorzenie bledow moich
    rodzicow, wted
    > y
    > nienawidze losu.

    To jest bzdura akurat, nawet ja to wiem, nie znajac ciebie. Jestes
    o cale niebo bogatsza i swiadoma.

    > i wtedy czuje sie jak rosario tijeras w dolinie muminkow.
    > choc przeciez muminki nie sa az takie znowu rozowe, podobno... :)

    Mysle, ze to dla niej bylo terapeutyczne, nawet jesli sobie z tego
    nie zdawala sprawy: opisac cale swoje wnetrze w taki wlasnie
    ezopowy sposob. Mnostwo neuroz, lękow, sztywnosci i
    niezaspokojonych tesknot, wstydu. Rosario wnioslaby pewnie inna
    energie, ale nie sadze, aby nie znalazla tam swojego miejsca.

    --
    W szczególności np. Skłodowska Curii też siedziałaby w jaskini
    gdyby nie jej mąż
  • 28.04.08, 04:35
    chec odwetu, nienawisci, zemsty, zyczenie smierci.
    Takie rzeczy, ktorych dziecko nie jest w stanie chyba przez siebie
    przepuscic - a nawet jesli, to zostaje po nich gigantyczne poczucie
    winy.'

    nie, nie zostaje. moze mam uraz sumienia, jakas czesc mozgu wypaczona. moze '
    zarazilam sie' psychopatia, a moze istnieje gen psychopatii...
    nie ma wyrzutow sumienia. moze jakbym go zobaczyla naprawde chorego, proszacego
    mnie o to, bym sie nim zaopiekowala... to mogloby ruszyc moje
    sumienie. moze gdybym dowiedziala sie ze umiera powoli calkiem opuszczony i
    bezradny...
    moze nie pamietam, moze wymazalam z pamieci dzieciece wyrzuty sumienia z racji
    zyczenia mu smierci. ale jakos nie pamietam tego z dziecinstwa.
    ---
    'Nie on
    ma sie zajac twoimi dziecmi, ale ty sama. Zreszta - do 'wykwilenia'
    jemu czegokolwiek on ci nie jest fizycznie potrzebny.'
    czyli mam je przezyc te wszystkie zawiedzione, zamrozone pragnienia. odbyc taka
    szczera rozmowe z wyobrazonym ojcem?
    ---
    'no tak, ale jednak cie nie bil.'
    no, zapewne sa jeszcze gorsi ojcowie, ale co w zwiazku z tym?
    zawsze mozna znalezc jakies jasne punkty w ciemej tkaninie, chyba zawsze.
    dzieki temu ze mnie chociaz nie bil, nie pociagaja mnie fizycznie agresywni
    mezczyni. hip hip hurra
    ---
    'A BPD sie leczy.'
    jak ? podobno jest to zaburzenie osobowosci na ktore nie ma lekarstwa. ale moze
    lepiej jednak sie tak nie diagnozowac? ... psychiatra nie wspominal mi o bpd,
    podobno mam tylko ' zaburzenia adaptacyjne'.
    ---
    dziewczyna pogarda
    'przebaczenie przestalo byc potrzebne.' po prostu?
    tj: spelnilo swoja role?
    ---
    ' skupialam sie na emocji w jej wyobrazeniu
    dziecka i nie odpedzalam jej tylko probowalam z nia nawiazac
    kontakt.'
    co to oznacza? poczuc? wczuc sie w jakas konkretna sytuacje z przeszlosci
    dzieckiem? czy ?
    ---
    ustawienia
    moze troche nie na temat ale to kojarzy mi sie z calym tym teatrem mojego domu.
    okopani na swoich pozycjach gramy swoje role. nawzajem sie wzmacniamy. koszmar,
    koniecznosc, znany diabel.
    ciekawe, dla mnie, ze kiedy ojciec zaczal znecac sie nad swoja nastepna zona,
    jak jak dobrze wytresowany pies obronny, zaczelam jej bronic ( choc jej nie
    lubilam, nie powazalam, no wiadomo... ). ale ona byla inna niz moja matka, grala
    w inna gre. nie wciagnela mnie w to. i choc kiedys wyrzekalam bardzo na jej
    kretynizm ( meczennica) , w sumie jestem wdzieczna jej za zaprezentowanie mi
    jakiegos po prostu innego modelu relacji, miejsca dziecka w relacji rodzicow.
    moze nie lepszego, ale innego. no i za te potrawy rybne rodem z pomorza ;)
    ---
    'Bo to jest jak odkrywanie kolejnych warstw malowidla. Najpierw jest
    taka z ukladna rodzina, wszyscy usmiechnieci. Pod spodem - kazdy
    osobno i kazdy ponury, potem - sklebieni ludzie walczacy ze soba.
    A jest jeszcze pewnie pare co najmniej warstw.'
    hmm, pierwsza warstwa odlazla jak mialam jakies 11 lat. druga stala sie pierwsza.
    pozytyw: nie trzeba duzo zdzierac ;]
    ---
    'Imo kazdy ma
    prawo zatrzymac sie na chwile albo na zawsze na dowolnej warstwie.'
    czy ja sie chce zatrzymac? raczej nie widze tak tego. raczej nie wiem co dalej
    robic z tymi znaleziskami...
    ---
    'ja pisalam o takim wyzwoleniu, w ktorym zostaje ci tylko ten
    plaster, ktory przykrywa blizne, nie rane. Nie ma calego tego
    mrocznego piekla.'
    a dotrzec mozna tam dzieki kontaktowi z emocjami dziecka, tak?
    naprawde, tylko tyle?
    pytam, moze glupio o to co i rusz, gdyz wydaje mi sie, ze mniej wiecej przez to
    przeszlam, ale ukojenia nie ma...
    jest strupek na ranie.
    a moze powinnam przestac rozdrapywac te rane? zapomniec?
    ---
    'Czyli on jest i potworem, i
    kochajacym ojcem, moze tez czasem jest kims jeszcze trzecim i
    czwartym. Osoba z kilkoma glowami, z ktorych kazda daje ci inny
    sygnal. '
    tak, jak bog janus, to moj diamencik przemyslen wczesnomlodziezowych.
    ---
    wybacz jesli mecze cie tym moim pisaniem o sobie. mi jakos tam to pomaga, i samo
    pisanie i twoje wskazowki, rady, spostrzezenia
    tak sobie kiedys wyobrazilam moj proces poznawczo - rozwojowy jako zataczanie
    kregow - niby wciaz docieram do punktu wyjscia, ale za kazdym razem przybywa
    jednak nowej wiedzy, nowych kawalkow puzzli.
    mi to jakos pomaga, ale dla ciebie moze byc uciazliwe, a moze nie wiesz jak sie
    wywinac...
    jesli masz ochote pisac o czyms innym, zacznij temat.
    chyba ze nie masz juz ochoty pisac ze mna akurat tutaj wcale lub nie bardzo,
    wtedy powiedz to jakos i ja to jakos zrozumiem pewnie.

    pozdrawiam :)))
  • 29.04.08, 00:57
    Hej,
    mam dzis wyjatkowo beznadziejny dzien.
    Napisze jutro.
    Nie chodzi o ciebie, czy to co napisalas, tylko o to, co mi sie
    zadzialo w moim realu.
    do jutra, czul

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • 29.04.08, 02:15
    trzymam kciuki za pozytywne rozwiazanie realnych problemow :)))
    sciskam :)
    --
    aniołem jestem złym, szatanem z aureolą
  • 29.04.08, 02:24
    a moze napiszesz o tym co sie zadzialo wprost albo transformujac to w jakas
    alegorie, zrobisz z tego wycieczke psychotyczno - terapeutyczna?
    jak masz ochote, to zachecam. ale oczywiscie nie mam pojecia o co chodzi i jesli
    to nic z rzeczy ' tranformowalnych' to po prostu po raz kolejny sciskam i
    pozdrawiam :)
  • 30.04.08, 01:27
    Nie, to raczej po prostu bylo wydarzenie z cyklu 'myslalam, ze wiem
    na czym stoje, a to guzik prawda akurat'. Musze sie do tego
    przyzwyczaic chyba, chociaz nie wiem, czy mi sie uda. Trzymaj
    kciuki, albo idz w mojej intencji na spacer z psem lepiej :)

    --
    "Nie wydaje ci sie ze zyjesz urojeniamy, uwazajac sie za kogos
    intelientniejszego choc nie dostajesz mi nawet do piet." - waldi
    aka ppś
  • 30.04.08, 01:25
    szarylemur napisała:

    > nie, nie zostaje. moze mam uraz sumienia, jakas czesc mozgu
    wypaczona. moze '
    > zarazilam sie' psychopatia, a moze istnieje gen psychopatii...

    Wez - takie rzeczy to sie naprawde diagnozuje u specjalisty, a nie
    u siebie samej, w dodatku nie - specjalistki.

    > nie ma wyrzutow sumienia. moze jakbym go zobaczyla naprawde
    chorego, proszacego
    > mnie o to, bym sie nim zaopiekowala... to mogloby ruszyc moje
    > sumienie. moze gdybym dowiedziala sie ze umiera powoli calkiem
    opuszczony i
    > bezradny...

    Chodzilo mi o to, ze jesli jest w tobie potrzeba uznania i milosci
    od niego (zaloze sie, ze jest), to kiedy zyczylas mu smierci,
    musialas jednoczesnie miec z tego powodu wyrzuty sumienia. Nie
    upieram sie - bo ty sama wiesz najlepiej, co czujesz itd. Mi sie to
    wydaje logiczne po prostu, chociaz logika nie ma duzo do emocji.

    > czyli mam je przezyc te wszystkie zawiedzione, zamrozone
    pragnienia. odbyc taka
    > szczera rozmowe z wyobrazonym ojcem?

    Ja bym sie najpierw zajela dziecmi.

    > 'no tak, ale jednak cie nie bil.'
    > no, zapewne sa jeszcze gorsi ojcowie, ale co w zwiazku z tym?

    To nie chodzi o to, czy sa lepsi czy gorsi, ale o to, ze widac - na
    swoj sposob - cie kochal. Bardzo latwo jest uderzyc dziecko,
    zwlaszcza wlasne.

    > 'A BPD sie leczy.'
    > jak ? podobno jest to zaburzenie osobowosci na ktore nie ma
    lekarstwa.

    Wrzuc w przegladarke.

    ale moze
    > lepiej jednak sie tak nie diagnozowac? ... psychiatra nie
    wspominal mi o bpd,
    > podobno mam tylko ' zaburzenia adaptacyjne'.

    No to po co sobie dokopujesz?

    > dziewczyna pogarda
    > 'przebaczenie przestalo byc potrzebne.' po prostu?
    > tj: spelnilo swoja role?

    Nie o to chodzi.
    Tak jak napisalam, on dla niej przestal byc wazny po prostu. Ukoila
    wszystkie swoje odepchniete uczucia, przepracowala sama i z grupa,
    zaczela sama sie bronic i kochac. Stopniowo ten facet przestal dla
    niej byc osrodkiem jej emocji, wirem, ktory zasysal duza czesc jej
    energii. Im wiecej pracy - tym bardziej z boku jego postac byla.
    Ktoregos dnia po prostu zniknela prawie. Jest 'przykra sprawa z
    przeszlosci', nie 'kims, kogo nienawidzi, boi sie itd'. Resztki
    tamtej sprawy pozostaly w postaci obrzydzenia wlasnie. Nic wiecej.

    > co to oznacza? poczuc? wczuc sie w jakas konkretna sytuacje z
    przeszlosci
    > dzieckiem? czy ?

    Mysle, ze to indywidualna sprawa jest. Mnie wciagalo wyobrazenie
    piwnicy z pozamykanymi drzwiami. Kiedy podczas pracy wylazilo cos
    dziwnego, wizualizowalam piwnice i otwieralam _te_ drzwi.

    Ale mozna pracowac inaczej - moze i na konkretnych sytuacjach,
    mozna rysowac (tez rysowalam, reka sama robila rozne rzeczy,
    lapalam sie na tym, ze brakowalo mi kartki i mazalam po podlodze z
    duza pasja), mozna tanczyc, jesli ruch jest twoim zywiolem. Nie
    wiem jednak, czy takie tripy powinno sie odbywac samemu.

    > ustawienia
    > moze troche nie na temat ale to kojarzy mi sie z calym tym
    teatrem mojego domu.
    > okopani na swoich pozycjach gramy swoje role. nawzajem sie
    wzmacniamy. koszmar,
    > koniecznosc, znany diabel.

    Duza wartosc ustawien wynika rowniez stad, ze pokazuja rzeczy
    ukryte. No i samemu jest sie z boku tego, nie trzeba nic przezywac
    ani cierpiec, bo ustawiani robia to za ciebie. Chociaz na
    dogmatycznie hellingerowskie ustawienia nie namawiam, bo imo to
    toksyczna sprawa.


    > hmm, pierwsza warstwa odlazla jak mialam jakies 11 lat. druga
    stala sie pierwsz
    > a.
    > pozytyw: nie trzeba duzo zdzierac ;]

    Na ustawieniach wylazily nam takie rzeczy, ze mysle, ze by sie
    znalazlo wiele warstw. Postacie, o ktorych zapomniano, niezyjacy
    trzymajacy sie zyjacych, wydarzenia sprzed kilkudziesieciu lat,
    ktore wciaz trwaly. Moja rzeczywistosc od tamtych doswiadczen mocno
    zgestniala.

    > czy ja sie chce zatrzymac? raczej nie widze tak tego. raczej nie
    wiem co dalej
    > robic z tymi znaleziskami...

    No wlasnie dlatego lepiej nie grzebac w sobie tak calkiem samemu.
    > a dotrzec mozna tam dzieki kontaktowi z emocjami dziecka, tak?
    > naprawde, tylko tyle?
    > pytam, moze glupio o to co i rusz, gdyz wydaje mi sie, ze mniej
    wiecej przez to
    > przeszlam, ale ukojenia nie ma...
    > jest strupek na ranie.
    > a moze powinnam przestac rozdrapywac te rane? zapomniec?

    A to ja nie wiem, ty sama wiesz najlepiej.
    Ten caly syf z dziecinstwa wylazi po kawalku specjalnie. Straznik
    Progu wie, kiedy jest sie gotowym na kolejna porcje. Moze nie
    jestes, a moze rzeczywiscie juz wszystko przerobilas, i nie
    pomoglo, nie wiedziec czemu.

    > wybacz jesli mecze cie tym moim pisaniem o sobie. mi jakos tam to
    pomaga, i sam
    > o
    > pisanie i twoje wskazowki, rady, spostrzezenia

    Ok, ale nie chce, zeby to byla taka terapia on-line. Bo po
    pierwsze, nie jestem zadnym fachowcem i niewiele wiem, a po drugie
    mi sie to by nie podobalo po prostu.
    Ale mi dzieki temu, ze o tym pisze, jakos sie ten caly moj
    terapeutyczny przewrot uklada w glowie.


    > chyba ze nie masz juz ochoty pisac ze mna akurat tutaj wcale lub
    nie bardzo,
    > wtedy powiedz to jakos i ja to jakos zrozumiem pewnie.

    He he he.
    To nie brzmi jak osoba z borderline ;)
    Jednak pudlo z autodiagnoza.

    --
    What? I'm just tying me laces, man.
  • 30.04.08, 03:57
    wyrzuty sumienia itd

    tak mi przyszlo do glowy, ze moze ty opierasz sie na jakichs dosc powszechnych tezach. i ja tez wlasciwie mniej wiecej staram sie dopasowac siebie, opisac sie wedlug jakiegos modelu dostepnego w ' nowoczesnej' kulturze. nie wymienie autorow, bo i nie o nich chodzi, a chodzi o to, ze tresci wyczytane w ksiazkach weszly na stale do naszej wiedzy, staly sie punktem odniesienia.
    oj, nie umiem precyzyjnie tego okreslic...
    cos takiego mi sie roi: wg pewnych nurtow psychologii dziecko nie potrafi zyczyc smierci rodzicowi. moze miec takie pragnienia, moze nienawidzic rodzica i zyczyc mu zle, ale kiedy cos zlego rodzica rzeczywiscie spotyka, dziecko przezywa ogromne poczucie winy. irracjonalnie wini siebie za to, co rodzica spotkalo, biorac to za pochodna swoich zlych zyczen.
    jesli wie sie cos takiego, i wierzy sie w slusznosc tych tez, odnajdujac w sobie nienawisc do rodzica, bedzie sie natepnie poszukiwac w zakamarkach siebie i poczucia winy.
    hmmm, pamietam ze ja sie ojca wstydzilam do czasu, az przeczytalam ( jako 13, 14 latka) o falszywym wstydzie, o wstydzeniu sie za innych. przerobiwszy ta lekcje, pozbylam sie wstydu.
    zapomnialam na pewno wiele z moich przezyc mlodzienczych, pamietam jednak ze bardzo chcialam znalezc jakies autorytety, ktore pozwolilyby mi zrozumiec siebie i cala ta sytuacje, w ktorej sie znajdowalam, ktore pomoglyby mi przetrwac i wskazaly kierunek. tak stereotypowo bardzo -
    - zainteresowalam sie psychologia, bardzo duzo czytalam, wrecz pochlanialam ksiazki.
    te wszystkie pojecia, teorie, przynajmniej te bardziej popularne, sa mi mniej wiecej od dawna znane, dawno przyswojone, wyprobowane.
    nie jestem zszkowana, nie traktuje relacji z rodzicami jako sacrum, tabu.
    ojciec dal mi ten komfort, ze obiektywnie nie wydawal sie godzien milosci. za to co robil moglby pojsc do wiezienia ( albo do piekla chrz ;)), dlatego nie czuje wyrzutow sumienia z powodu moich negatywnych emocji wobec niego.
    z matka jest wiekszy problem... wlasciwie dopiero terapia pozwolila mi ' rozprawic sie' z jej postacia, odkryc i ujawnic drugie dno moich mysli i uczuc wobec niej.

    takze, pozwolilam nie miec mojemu wewn dziecku wyrzutow sumienia wobec mojego ojca, mimo ze on nader czesto usilowal je wywolac we mnie...
    jak bylo wczesniej, zanim zaczelam myslec ' swiadomie' tzn, zanim skonczylam jakies 10 - 12 lat?
    wtedy chyba jeszcze bylam na etapie ' bycia chrystusem', wybaczalam, chcialam wierzyc ze tatus mnie kocha. wtedy jeszcze matka grala komedie, ukrywala jego alkoholizm i okrucienstwo, wtedy chyba bylismy jeszcze ta rodzina z pierwszej warstwy malowidla, dramat rozgrywal sie w czterech scianach i byl co rano tuszowany.
    ale umarla matka mojej najlepszej kolezanki. a zostala sama z siostra i ojcem alkoholikiem. one nie baly sie prawdy o wlasnym ojcu, a moja matka zaczela matkowac a. i od tamtej pory takze w mojej rodzinie zaczelo sie zdrapywanie fototapety, mowienie prawdy...
    fizycznie wciaz zylysmy z matka w tym piekle, jednak juz bez oszukiwania, bez wybaczania, bez tuszowania...uczucia zostaly uwolnione.
    szkoda, ze matka nigdy nie znalazla w sobie tyle sily aby siebie i mnie od tego fizycznie uwolnic.
    ---
    "czyli mam je przezyc te wszystkie zawiedzione, zamrozone
    pragnienia. odbyc taka
    > szczera rozmowe z wyobrazonym ojcem?

    Ja bym sie najpierw zajela dziecmi."

    a ' dzieci ' to nie sa ' uczucia", pierwotne emocje, pragnienia nieprzykryte nakazami morlanosci, rozumem? co to sa 'dzieci' w takim razie?
    ----
    'na swoj sposob - cie kochal. "
    no, tak. uderzyl mnie tylko raz jak bylam mala, za jakis bzdet. i juz nigdy wiecej. co nie przeszkadzalo mu wyzywac mnie od kur. ew, smieci, gownien i saczyc jad w moje uszy.
    mozna wiec przypuszczac, ze rownie dobrze jak o milosc, moglo chodzic o jakis silny wewnetrzny zakaz uzywania fizycznej przemocy wobec dzieci.

    terapeutka zadala mi pytanie: ' czy czulas od tej osoby milosc? " nie. ' wiec to nie byla milosc'
    co myslisz na temat takiej diagnostyki?
    ja mysle teraz, ze on mogl mnie kochac na swoj sposob,taki bardzo glupi i egocentryczny. byl bardzo poplatany, unikal samooceny jak mogl. jakby najwiekszym marzeniem, nadrzednym celem mojego ojca bylo niedopuszczenie do jakiejkolwiek negatywnej refleksji na wlasny temat. stad proby pozbycia sie tych niecalkiem go uwielbiajacych, a nastepnie proby odkupienia atakow furii. a z czasem, calkowita niemal alienacja od swoich zlych uczynkow.
    narcyzm?
    ---
    bpd
    no wlasnie wrzucalam bpd w przegladarke juz nieraz. i te leki to takie stabilizujace bardziej... z tego co pamietam
    ---
    dziewczyna/ pogarda
    yhm, rozumiem. tylko wydaje mi sie, ze postac ojca jest zbyt wazna, aby ja tak latwo ' uleczyc', aby raz na zawsze rozprawic sie z tym tematem. wylazi w kontaktach z mezczyznami.
    i nie tylko : wylazi mna, w moim widzeniu siebie i innych.
    moze winie za swoje niepowodzenia osoby trzecie? moze... przeciez niektorzy mieli gorzej, a tyle wiecej osiagneli, niemkoniecznie materilaanie... moze nadmiernie szukam wymowki w rodzicach?
    ...
    ---
    dziecko
    wizualizacja, rysunek , taniec
    ale co mam wizualizowac, o czym mam tanczyc, rysowac?
    o jakiejs sytuacji konkretnej czy moze ogolnie np o braku bezpieczenstwa?

    mialam taki bardzo zly czas, gdy w zasadzie runely ostatnie naiwne nadzieje, dzieciece marzenia. wtedy duzo pilam, robilam burdy, polecialam mocno w kierunku czystego bpd. czesto siadywalm sama gdzies za sklotem, i wylam, ryczalam, zanosilam sie placzem tak jak w dziecinstwie. plakalam nad wszystkim, nad swoja niedola, totalnie w to wczuta. po wielu latach od calkowitej utraty zdolnosci do placzu.
    bylo to jakims oczyszczeniem, ale czasem zdawalo mi sie, ze musialabym tak plakac kilka lat, aby wyplakac caly bol. a tak sie nie dalo.
    ---
    Straznik Progu
    kojarzy mi sie z Diablem i z Pustelnikiem z tarota.
    znasz tarot? to rowniez taka wedrowka przez etapy rozwoju osobowosci. levele gry.

    'wydarzenie z cyklu 'myslalam, ze wiem
    na czym stoje, a to guzik prawda akurat'. Musze sie do tego
    przyzwyczaic chyba, chociaz nie wiem, czy mi sie uda. '
    a to Wieza akurat :)
    znam kogos kto lubi te karte/ wydarzenia tego typu - to moj przyjaciel - gej. to chyba wlasnie takiego nastawienia do zycia mu zazdroszcze.

    eichelberger przytoczyl gdzies kiedy historie o muminkach (!)
    'W bajce o Muminkach jest taka bohaterka, która zajmowała się domem pełnym szklanych i porcelanowych bibelotów i była cały czas tym zajęta, odkurzała je i ustawiała. Pewnego dnia zobaczyła na horyzoncie zbliżającą się trąbę powietrzną i pomyślała sobie, ku własnemu zaskoczeniu: "Och, jaka piękna katastrofa!".'

    dla mnie - o ile nie jest to czyste szalenstwo - to jest to oznaka osiagniecia wyzszego stopnia rozwoju ' z kategorii zen'

    a moze czysty pragmatyzm w obliczu realiow zycia? :)

    ---
    trzymam kciuki za twoja pomyslnosc!
    i ide z psem
    a kotu w intencji polozylam zakretke od soku na glowie
    obruszyl sie nieco i jakze pieknie :)
    moze byc? :)

    pozdrawiam :)))
  • 01.05.08, 02:33
    szarylemur napisała:

    > tak mi przyszlo do glowy, ze moze ty opierasz sie na jakichs dosc
    powszechnych
    > tezach.

    Nie, ja tezy mam w nosie, raczej opieram sie na moim terapeutycznym
    doswiadczeniu. Sa pewne wzory, ktore sie powtarzaja. Ludzie lubia
    myslec, ze ich nieszczescie jest unikalne i niepowtarzalne, ale
    zazwyczaj nie jest. Co nie oznacza, ze twoje nie jest. Ty sama
    wiesz najlepiej, co sie z toba dzieje.

    [teoria, ze dziecko nie chce zyczyc smierci rodzicowi]
    To sie opiera na tej dzieciecej wlasciwosci, ktora polega na
    pragnieniu akceptacji ze strony rodzicow.
    Nigdy nie spotkalam nikogo, kto by tego nie mial.
    Spotkalam sporo ludzi, skrzywdzonych przez rodzicow, ale nawet ci,
    ktorzy byli skrzywdzeni wyjatkowo podle (fizyczne naruszenie
    granic) dlugo nie chcieli sie nawet przyznac, ze ich rodzic robi
    zle rzeczy. Dziecko pilnuje nieskalanego obrazu rodzica wlasnie z
    milosci do niego.

    (Przypomniala mi sie opowiesc pewnego prominentnego polityka,
    niejakiego Marcinkiewicza, ktory w wywiadzie opowiadal, jak to
    ojciec jego i braci bil za drobne nawet przewinienia, nawet jak
    byli juz dorosli. Opisywal, jak kiedy cos spsocili, bali sie
    smiertelnie wrocic do domu, bo wiedzieli, ze ojciec czeka z pasem i
    nie odpusci. Kiedy nie uwazali w kosciele, ojciec ich wywlekal za
    brame, lał i mogli wrocic z powrotem do swiatyni.
    'Tata bardzo nas kochal, dlatego to robil'. Ciekawe, jak on sam
    kocha swoje dzieci.)

    Czy w twoim emocjonalnym stosunku do ojca kryje sie tylko
    pragnienie sprawiedliwosci i/lub zemsty?
    Czy chcesz mu cos wyjasnic? Wytlumaczyc? Dlaczego?

    Nie twierdze, ze mam racje, nie wiem. Moze sie z tej milosci
    wyleczylas, ale trudno mi w to uwierzyc.
    ...
    > ojciec dal mi ten komfort, ze obiektywnie nie wydawal sie godzien
    milosci.

    Mozliwe, ze tak jest. Mozliwe tez, ze kryje sie w tobie zamrozone
    Dziecko z okresu dosc wczesnego, ktore chce, zeby tata je przytulil.

    ...
    > a ' dzieci ' to nie sa ' uczucia", pierwotne emocje, pragnienia
    nieprzykryte na
    > kazami morlanosci, rozumem? co to sa 'dzieci' w takim razie?

    No tak, to sa one wlasnie. To sa duzego kalibru smutek, strach,
    samotnosc, poczucie winy itd. Wszystko to, czego male dziecko nie
    jest w stanie udzwignac.

    Dlatego pisze o 'zamrozeniu', bo to czasem az widac po mowie ciala
    albo pewnych niekontrolowanych odruchach. Np dorosly czlowiek,
    ktory chichocze sie jak pieciolatek, albo wkurzony robi mine malego
    dziecka, kompletnie o tym nie wiedzac. W momentach, w ktorych nie
    panuje nad soba, wladze przejmuje to zamrozone dziecko na chwile.

    Kiedys w bardzo specyficznych okolicznosciach (ktore przypominaly
    traume) poczulam obecnosc zamrozonego Dziecka fizycznie. Kosmos -
    czulam, ze w miejscu, w ktorym stoje, stoi ktos jeszcze, duzo
    mniejszy ode mnie, i krzyczy przez moje gardlo. Nie moglam
    zapanowac nad tym glosem, bo on nie byl moj, chociaz stopy tej
    istoty staly w moich. To bylo pare lat przed terapia i bylo
    calkowicie spontaniczne.

    > mozna wiec przypuszczac, ze rownie dobrze jak o milosc, moglo
    chodzic o jakis s
    > ilny wewnetrzny zakaz uzywania fizycznej przemocy wobec dzieci.

    No tak, ale i tak ten zakaz to byl jedyny (?) albo jeden z
    nielicznych, ktorego nie chcial zlamac. Z tego, co piszesz, on mial
    niewiele zasad chyba.

    > terapeutka zadala mi pytanie: ' czy czulas od tej osoby milosc? "
    nie. ' wiec t
    > o nie byla milosc'
    > co myslisz na temat takiej diagnostyki?

    Nie podoba mi sie.
    Po ustawianiu sie trudno uwierzyc w takie proste wyliczanki. To
    moze byc prawda na pewnym poziomie. A na innym - klamstwo.

    > ja mysle teraz, ze on mogl mnie kochac na swoj sposob,taki bardzo
    glupi i egoce
    > ntryczny.

    Zdaje sie, byl bardzo slabym czlowiekiem.
    ...
    > narcyzm?

    Nie wiem.

    > no wlasnie wrzucalam bpd w przegladarke juz nieraz. i te leki to
    takie stabiliz
    > ujace bardziej... z tego co pamietam

    A ja wrzucilam niedawno, i tam pisali ciekawe rzeczy np o diecie
    (nie pamietam, jakie dokladnie) itd. Ale imo ty bpd nie masz, wez
    no.

    > dziewczyna/ pogarda
    > yhm, rozumiem. tylko wydaje mi sie, ze postac ojca jest zbyt
    wazna, aby ja tak
    > latwo ' uleczyc', aby raz na zawsze rozprawic sie z tym tematem.

    To nie bylo 'latwo'. Pare dobrych lat terapii (nie wiem, dokladnie,
    ile) i roznego innego dlubania w duszy. Potwornie bolesnego.

    wylazi w konta
    > ktach z mezczyznami.
    > i nie tylko : wylazi mna, w moim widzeniu siebie i innych.

    To w tej sytuacji to jest zupelnie normalne.

    > moze winie za swoje niepowodzenia osoby trzecie? moze... przeciez
    niektorzy mie
    > li gorzej, a tyle wiecej osiagneli, niemkoniecznie
    materilaanie... moze nadmier
    > nie szukam wymowki w rodzicach?

    'Wymowki'?
    Przeciez nie robisz tych swoich bledow swiadomie.

    > ...
    > dziecko
    > wizualizacja, rysunek , taniec
    > ale co mam wizualizowac, o czym mam tanczyc, rysowac?
    > o jakiejs sytuacji konkretnej czy moze ogolnie np o braku
    bezpieczenstwa?

    Ja nie wiem nawet, czy ty sie za to powinnas sama brac za to. Wiec
    nie wiem, co ci napisac. Mi material do tych akcji pojawial sie
    spontanicznie na terapii, i wtedy sie za to bralismy.

    > bylo to jakims oczyszczeniem, ale czasem zdawalo mi sie, ze
    musialabym tak plak
    > ac kilka lat, aby wyplakac caly bol. a tak sie nie dalo.

    O, to bardzo fajne - tzn to, ze ci sie to zdarzylo.
    Nie bolala cie po tym placzu glowa potwornie? Mnie napie..la po
    prostu.
    Moze to wlasnie bylo takie wyjscie dziecka z zamrozenia. Moze nie
    musisz plakac kilka lat, ale odnalezc ten smutek i sie nim
    zaopiekowac.

    > Straznik Progu
    > kojarzy mi sie z Diablem i z Pustelnikiem z tarota.
    > znasz tarot? to rowniez taka wedrowka przez etapy rozwoju
    osobowosci. levele gr
    > y.

    Boje sie tarota, tarocisci czesto sa nawiedzeni potwornie. Wole i-
    cing, ale nie wyciagalam Przepowiedni juz z 5 lat chyba.
    Co to sa Diabel i Pustelnik?

    > a to Wieza akurat :)
    > znam kogos kto lubi te karte/ wydarzenia tego typu - to moj
    przyjaciel - gej. t
    > o chyba wlasnie takiego nastawienia do zycia mu zazdroszcze.

    Siedzialam w jednej z moich ulubionych kawiarni, dosc dziwacznie
    urzadzonej. Tam wisiala taka tabliczka - kawalek deski z plotu,
    zniszczonej, na ktorej niewprawna dziecieca reka napisala 'Nie
    zawsze tak bedzie'.
    To takie memento mori w wersji madrzejszej. Bardzo konfucjanskie w
    sumie.

    > eichelberger przytoczyl gdzies kiedy historie o muminkach (!)

    To jest historia Filifionki z tomu opowiadan. Z bardzo ladnym
    rysunkiem porcelanowego kotka z utluczonym uszkiem.

    > dla mnie - o ile nie jest to czyste szalenstwo - to jest to
    oznaka osiagniecia
    > wyzszego stopnia rozwoju ' z kategorii zen'
    >
    > a moze czysty pragmatyzm w obliczu realiow zycia? :)

    Widzialam kiedys, jak sie leczy ludzi z lękiem wysokosci: kaze im
    sie wchodzic coraz wyzej. Stopniowo, ale stanowczo - przez pare dni
    pokonuja coraz wieksze wysokosci. Chodzi o to, ze strach nie
    wzrasta w nieskonczonosc. W pewnym momencie boisz sie tak, ze juz
    bardziej nie mozesz. Jesli wytrzymasz ten moment i zrobisz kolejny
    krok wyzej, wygralas, to poczatek konca terapii.

    > trzymam kciuki za twoja pomyslnosc!
    > i ide z psem
    > a kotu w intencji polozylam zakretke od soku na glowie
    > obruszyl sie nieco i jakze pieknie :)
    > moze byc? :)

    Pomoglo, dzieki :)
    czul.


    --
    <a href="www.mikolaj.org.pl/pl/co_robimy_mamawpracy.php"
    target="_blank">www.mikolaj.org.pl/pl/co_robimy_mamawpracy.php</a
  • 01.05.08, 18:27
    [teoria, ze dziecko nie chce zyczyc smierci rodzicowi]
    'Spotkalam sporo ludzi, skrzywdzonych przez rodzicow, ale nawet ci,
    ktorzy byli skrzywdzeni wyjatkowo podle (fizyczne naruszenie
    granic) dlugo nie chcieli sie nawet przyznac, ze ich rodzic robi
    zle rzeczy. Dziecko pilnuje nieskalanego obrazu rodzica wlasnie z
    milosci do niego.'
    no, tak, ale to prawdop bylo ludzie, ktorzy z psychoterapia i zagadnieniami z
    tego kregu zetkneli sie po raz pierwszy w zyciu.
    taki szok, jakas reakcja obronna u kogos, kto zyje na poziomie fotki
    usmiechnietetj rodziny, na ktorej nie widac nog kopiacych sie nawzajem pod stolem.
    mnie to nie dotyczy, to sie skonczylo jeszcze w podstawowce.
    naprawde, bylabym obecnie twisted potworem, takim kotkiem zywym ale wywroconym
    na druga srone * snil mi sie taki kiedys*, gdybym pielegnowala obraz mojej
    rodziny jako szczesliwej, modelowej, kochajacej, idealnej.

    moze nawet nie trzeba wglebiac sie szczegolnie w studia psychologiczne, moze
    wystarczy miec w sobie dziecieca odwage widzenia swiata takim jaki jest mniej
    wiecej, ufania wlasnym uczuciom, refleksja, a moze po prostu odwage dokonywania
    nieprzekupnych sadow? mysle, ze to jest trudniejsze w sytuacjach
    skomplikowanych, niewyraznych, a moze takze w sytuacjach calkiwitej
    dlugotrwalej zaleznosci od jakiegos tam kata...
    ja od dziecka, nie chcialam zrezygnowac z mojej opinii na temat tego co sie
    dzieje. moze to nie jest powszechne, ale tak wlasnie bylo.
    moze mam wrodzona niska potrzebe afiliacji? dziwne, jakos sprzeczne z teoria,
    ale jednak.
    ---
    marcinkiewiczow wszelkiego sortu nie znosze. dla mnie to glupcy. takie
    zachowanie wiaze rowniez z balwochwalczym, bezrefleksyjnym uwielbieniem dla
    tego, co moje, dla moich wartosci, i pogarda dla tego, czego mi brak, a co maja
    inni.
    ---
    'Czy w twoim emocjonalnym stosunku do ojca kryje sie tylko
    pragnienie sprawiedliwosci i/lub zemsty?
    Czy chcesz mu cos wyjasnic? Wytlumaczyc? Dlaczego?'

    nie, jest poczucie krzywdy i jakas groza wynikajaca z faktu istnienia realnego
    rzeczy,ludzi, zachowan rodem z horrorow.
    pragnienie sprawiedliwosci? kiedy bylam mniejsza, tak.
    on byl wplywowym czlowiekiem, zajmowal wysokie stanowisko, byl dosc wysoko w
    partii. rzadzil ludzmi, mial nad nimi wladze. w tamtych czasach byl praktycznie
    nietykalnym lokalnym watazka. ludzie ustepowali mu z drogi wiedzac ze jest
    zdolny do psychicznego ich wykonczenia. takze matka i ja, mimo otzrymywania
    prawie ze potajemnych sygnalow sympatii, na nic wiecej nie moglysmy liczyc. i to
    bylo ogromnie dolujace.
    zemsty?
    nie wiem
    mysle, ze gdybym teraz stanela z nim twarza w twarz i znow sprobowalby swoich
    upadlajacych sztuczek, moglabym go udusic, wytoczyc mu sprawe o wieloletnie
    znecanie sie nad rodzina i innymi ludzmi. chcialam to zrobic wczesniej, ale
    widzialam jak ludzie, ktorzy mogliby ewentualnie zeznawac, boja sie to robic...,
    nie chca dac sie wciagnac w moje prywatne rozgrywki.
    stad bierze sie moje poczucie bycia na przegranej pozycji.
    niejako z zemsty chcialam rowniez zmienic nazwisko.

    a wytlumaczyc, wyjasnic sie NIE DA.
    kiedys rozmawial z bratem, mowilam, moze teraz ojciec sie zmieni. a on na to,
    nie ludz sie, jest juz stary, w tym wieku jesli ma sie zmienic to raczej na gorsze.
    ---
    z milosci sie wyleczylam? czy z potrzeby milosci?
    kochalam go, gdy bylam mala, byl swietnym kompanem do zabaw, uwielbialismy sie
    nawzajem.
    potem juz nie, kiedy zaczal niszczyc wszystko co kochalam.
    wtedy bylo mi starsznie zle, ze mnie nie kocha. ale wciaz dawalam sie nabierac
    na nadzieje jakie mi robil.
    az wreszcie przestalam.
    zreszta, on mysli ze mnie kocha, a ja jestem niewdzieczna.
    ---
    reszta pozniej, bo nie mam czasu teraz

    pozdrawiam:)

  • 01.05.08, 22:35
    szarylemur napisała:


    > moze nawet nie trzeba wglebiac sie szczegolnie w studia
    psychologiczne, moze
    > wystarczy miec w sobie dziecieca odwage widzenia swiata takim
    jaki jest mniej
    > wiecej, ufania wlasnym uczuciom, refleksja, a moze po prostu
    odwage dokonywania
    > nieprzekupnych sadow? mysle, ze to jest trudniejsze w sytuacjach
    > skomplikowanych, niewyraznych, a moze takze w sytuacjach
    calkiwitej
    > dlugotrwalej zaleznosci od jakiegos tam kata...

    Znowu: ty sama wiesz najlepiej. Jesli sobie ufasz, to ok, naprawde.
    Po prostu pierwszy raz kogos takiego spotykam.
    ...

    > marcinkiewiczow wszelkiego sortu nie znosze. dla mnie to glupcy.
    takie
    > zachowanie wiaze rowniez z balwochwalczym, bezrefleksyjnym
    uwielbieniem dla
    > tego, co moje, dla moich wartosci, i pogarda dla tego, czego mi
    brak, a co maja
    > inni.

    Mnie oni z jednej strony oburzaja (bo, jesli sa czemus winni, to
    temu, ze na ogol nie przerywaja miedzypokoleniowej przemocy), a z
    drugiej - budza wielkie wspolczucie.

    ...
    > stad bierze sie moje poczucie bycia na przegranej pozycji.
    > niejako z zemsty chcialam rowniez zmienic nazwisko.

    Takie mam wrazenie ciagle, ze wiele sie w tobie dzieje ze wzgledu
    na niego, a nie na ciebie. W sensie, ze on nadal koncentruje twoje
    zycie i twoja energie. Miewasz rozne checi i pomysly na niego (zeby
    dotknac, zemscic sie, wymierzyc sprawiedliwosc itd), a nie na
    siebie.
    Jakby bylo, gdyby w miejscu tych wszystkich twoich jego dotyczacych
    emocji powstalaby nagle pustka?

    > a wytlumaczyc, wyjasnic sie NIE DA.
    > kiedys rozmawial z bratem, mowilam, moze teraz ojciec sie zmieni.
    a on na to,
    > nie ludz sie, jest juz stary, w tym wieku jesli ma sie zmienic to
    raczej na gor
    > sze.

    Podobno do 40 sa najwieksze szanse.
    Chociaz ja widzialam juz rozne rzeczy. Ale to on by musial chciec.

    > z milosci sie wyleczylam? czy z potrzeby milosci?
    > kochalam go, gdy bylam mala, byl swietnym kompanem do zabaw,
    uwielbialismy sie
    > nawzajem.
    > potem juz nie, kiedy zaczal niszczyc wszystko co kochalam.
    > wtedy bylo mi starsznie zle, ze mnie nie kocha. ale wciaz dawalam
    sie nabierac
    > na nadzieje jakie mi robil.
    > az wreszcie przestalam.
    ...

    Noale on jest ciagle dla ciebie bardzo wazny. Byc moze istotnie
    tylko w negatywnym sensie, ale jest centralna postacia twojego
    zycia. Moze czasem (to ty to wiesz) wazniejsza od ciebie samej.


    czul

    --
    www.mikolaj.org.pl/pl/co_robimy_mamawpracy.php
  • 02.05.08, 03:44
    oki, piszesz, ze spotkalas wielu ludzi skrzywdzonych prze-
    A tranquz rodzicow, nawet mocno...
    i naprawde wszyscy oni twierdzili ze wszystko bylo cacy cacy?

    teraz to z kolei ja sie bardzo dziwie...
    ja spotkalam pare osob, sporo osob, i to niekoniecznie jakos dotkliwie pokiereszowanych, ktore wprost umialy powiedziec, co i jak.

    mysle, ze naprawde nie mozna nie doceniac, nie zauwazac faktu, ze psychologia trafila pod strzechy :)

    jasne, ze kiedy bylam naprawde mala, mialam 4 czy 5 lat ( wczesniej nie pamietam ), tylko czasem doznawalam poczucia ze cos tu jest nie tak. wtedy ostro histeryzowalam. a juz jako 6- 7 latka taka swiadomosc nieidealnosci, chorobliwosci relacji wewnatrz mojej rodziny mialam dosc czesto. choc jako ze moim glownym opiekunem byla moja matka i to ona wyznaczala biale/ czarne silniej, to strona bardziej chora wydawal mi sie ojciec. obecnie wydaje mi sie, ze ojciec byl po prostu strona chora bardziej brutalnie, jednoznacznie i jawnie...
    ---
    marcinkiewicze
    'z drugiej - budza wielkie wspolczucie.'
    dlaczego?
    i jak im mialoby to wspolczucie pomoc?
    ja mysle, ze m. raczej broniliby sie przed jakimkolwiek gestem swiadczacym o niewierze w szczesliwosc ich rodzin...
    ---
    'Takie mam wrazenie ciagle, ze wiele sie w tobie dzieje ze wzgledu na niego, a nie na ciebie. W sensie, ze on nadal koncentruje twoje
    zycie i twoja energie. Miewasz rozne checi i pomysly na niego (zeby dotknac, zemscic sie, wymierzyc sprawiedliwosc itd), a nie na
    siebie.'
    masz racje. to pewnie z przyzwyczajenia do zycia w cieniu. jakby zycie bylo po to, aby uciec przed potworem ;]
    zwyczajnie - niezwyczajnie, nie bylo jakos przez wiele waznych lat czasu, aby wyznaczyc jakis cel w przyszlosci. zylo sie z dnia na dzien, z niepokojem oczekujac nocy. nie planowalo sie zadnych inwestycji finansowych np, bo nigdy nie wiadomo bylo czy ojciec da w tym miesiacu cos czy nie da, a moze trzeba bedzie splacac jakies dlugi, a moze znow cos rozwali sasiadom i trzeba bedzie placic... zawsze tak bylo. podobno dda sa jak karly - dostosowane do malego swiatka przetrwania. ogolnie czulam sie jak atlas, na ktorego ramionach spoczywa caly cholerny swiat i zagadnienie jak to utrzymac jest juz wystarczajaco wyczerpujace.
    wymowka to jest moze, moze calkiem dobra: nie bylo warunkow do patrzenia w przyszlosc bardzo dlugo, ponad 20 lat. i wyrosla ta co biegnie przed siebie uciekajac na oslep. bo potem, kiedy juz byly warunki, wszystko nadal we mnie wylo i krzyczalo, a w miedzyczasie poznalam tez kogos bardzo problematycznego z kim tak niesamowicie ekscytujaco bieglo sie przed siebie, odtwarzac, przetwarzac i znieczulac traumy...
    moze wygladac na to, ze ojciec nadal koncentruje moje zycie i moja energie. ze mysle nad zemsta, spotkaniem, sadzeniem sie.
    mysle o tym tutaj. realnie nie utrzymuje i nie zamierzam utrzymywac z ojcem jakiegokolwiek kontaktu. ale nie dlatego ze jest mi obojetny, a dlatego ze wiem jak ciezko bym przezyla takie spotkanie i ewentualna reszte.

    ale faktycznie zyje z dnia na dzien, bez zadnych dalekosieznych celow. wiele juz mozliwosci stracilam, wiele drzwi jest juz zamknietych dla mnie. i wciaz dosc czesto powtarzam stare bledy, usilujac sie po prostu wyspac pod przykrotka kolderka.

    'Jakby bylo, gdyby w miejscu tych wszystkich twoich jego dotyczacych
    emocji powstalaby nagle pustka?'

    jak mialaby powstac??? przez utulenie wszystkich dzieci? czy przez zapomnienie, wypelnianie postanowienia ' tej rany juz drapac nie bede, zostawie w spokoju"?
    ---
    'jest centralna postacia twojego zycia. '
    nie jest, jest jeszcze matka...tak samo centralna i chyba bardziej skomplikowana.

    bardzo wielkie dzieki za uwage :]
    pozdrawiam :)))

  • 03.05.08, 01:10
    szarylemur napisała:

    > oki, piszesz, ze spotkalas wielu ludzi skrzywdzonych prze-
    > A tranquz rodzicow, nawet mocno...
    > i naprawde wszyscy oni twierdzili ze wszystko bylo cacy cacy?

    Nie, nie tak.
    Potrafili przyznac, ze cos bylo nie tak, albo nawet wiele, ale
    nadal ich bronili po calosci i tak w ogole.
    Zreszta - ja sama przez pol terapii mowilam 'no tak, to i to, ale
    to bylo dla mojego dobra/niechcieli tego/sami mieli gorzej' itd. Ta
    granica sie przesuwala, ale zawsze gdzies byla. Pewnie nadal jest.

    > teraz to z kolei ja sie bardzo dziwie...
    > ja spotkalam pare osob, sporo osob, i to niekoniecznie jakos
    dotkliwie pokieres
    > zowanych, ktore wprost umialy powiedziec, co i jak.

    Ale to niekoniecznie ich zwalnialo z wrodzonego (?) obowiazku
    kochania rodzicow i pragnienia ich akceptacji.

    > mysle, ze naprawde nie mozna nie doceniac, nie zauwazac faktu, ze
    psychologia t
    > rafila pod strzechy :)

    Kiedys bralam udzial w czyms w rodzaju ustawienia starszej pani,
    ktorej matka zniszczyla i zabrala zycie. Ta pani terapeutyzowala
    sie intensywnie od trzech lat, i nadal nie byla w stanie odmowic
    matce-potworowi tej swojej kurczowej milosci.

    > jasne, ze kiedy bylam naprawde mala, mialam 4 czy 5 lat (
    wczesniej nie pamieta
    > m ), tylko czasem doznawalam poczucia ze cos tu jest nie tak.
    wtedy ostro histe
    > ryzowalam. a juz jako 6- 7 latka taka swiadomosc nieidealnosci,
    chorobliwosci r
    > elacji wewnatrz mojej rodziny mialam dosc czesto. choc jako ze
    moim glownym opi
    > ekunem byla moja matka i to ona wyznaczala biale/ czarne silniej,
    to strona ba
    > rdziej chora wydawal mi sie ojciec. obecnie wydaje mi sie, ze
    ojciec byl po pro
    > stu strona chora bardziej brutalnie, jednoznacznie i jawnie...

    Moze to takie twoje szczescie w leju po bombie, ze sie nie zlapalas
    na te pulapke nadziei na milosc i akceptacje?

    > marcinkiewicze
    > 'z drugiej - budza wielkie wspolczucie.'
    > dlaczego?

    Bo ich pobite dzieci ciagle placza i nikt ich nie ukoi.

    > i jak im mialoby to wspolczucie pomoc?

    Kiedys do mnie dotarlo, ze wielu doroslych ludzi w wielu sytuacjach
    nie zachowuje sie jak dorosli. Nawet jesli maja garnitury i nie
    wyginaja ust w podkowke, to dzialaja i czuja z pozycji Dziecka.
    Wspolczucie pozwala uruchomic lagodnosc zamiast np pohukiwania po
    kapralsku albo cedzenia 'siadaj, niedostateczny'.

    > ja mysle, ze m. raczej broniliby sie przed jakimkolwiek gestem
    swiadczacym o ni
    > ewierze w szczesliwosc ich rodzin...

    Wiesz - mozna sie pobawic z taka solaris w obnazanie slabosci jej
    zamku z piasku, ale to tylko zarty. Nie mam ambicji
    terapeutyzowania calego swiata, naprawde. Jesli komus wygodnie w
    kokonie jego iluzji, to Bog z nim.

    [ojciec - wir]
    > masz racje. to pewnie z przyzwyczajenia do zycia w cieniu. jakby
    zycie bylo po
    > to, aby uciec przed potworem ;]
    > zwyczajnie - niezwyczajnie, nie bylo jakos przez wiele waznych
    lat czasu, aby w
    > yznaczyc jakis cel w przyszlosci. zylo sie z dnia na dzien, z
    niepokojem oczeku
    > jac nocy. nie planowalo sie zadnych inwestycji finansowych np, bo
    nigdy nie wia
    > domo bylo czy ojciec da w tym miesiacu cos czy nie da, a moze
    trzeba bedzie spl
    > acac jakies dlugi, a moze znow cos rozwali sasiadom i trzeba
    bedzie placic... z
    > awsze tak bylo. podobno dda sa jak karly - dostosowane do malego
    swiatka przetr
    > wania. ogolnie czulam sie jak atlas, na ktorego ramionach
    spoczywa caly cholern
    > y swiat i zagadnienie jak to utrzymac jest juz wystarczajaco
    wyczerpujace.
    > wymowka to jest moze, moze calkiem dobra: nie bylo warunkow do
    patrzenia w przy
    > szlosc bardzo dlugo, ponad 20 lat. i wyrosla ta co biegnie przed
    siebie uciekaj
    > ac na oslep. bo potem, kiedy juz byly warunki, wszystko nadal we
    mnie wylo i kr
    > zyczalo, a w miedzyczasie poznalam tez kogos bardzo
    problematycznego z kim tak
    > niesamowicie ekscytujaco bieglo sie przed siebie, odtwarzac,
    przetwarzac i znie
    > czulac traumy...

    Noi co zrobisz z ta swiadomoscia?

    > moze wygladac na to, ze ojciec nadal koncentruje moje zycie i
    moja energie. ze
    > mysle nad zemsta, spotkaniem, sadzeniem sie.

    No tak, bo to mnie naprawde pare razy zakulo w oczy: kilka razy
    sugerowalam, zebys sie zajela swoim Dzieckiem, a ty 'ale ja nie
    chce sie z ojcem spotykac', albo 'ale to mam z nim porozmawiac czy
    co' - jakos tak.

    > mysle o tym tutaj. realnie nie utrzymuje i nie zamierzam
    utrzymywac z ojcem jak
    > iegokolwiek kontaktu. ale nie dlatego ze jest mi obojetny, a
    dlatego ze wiem ja
    > k ciezko bym przezyla takie spotkanie i ewentualna reszte.

    Czyli ciagle jest dla ciebie wazny, chociaz przeciez nie moze cie
    juz w zaden sposob skrzywdzic. Ani nikogo z twoich bliskich.

    > ale faktycznie zyje z dnia na dzien, bez zadnych dalekosieznych
    celow. wiele ju
    > z mozliwosci stracilam, wiele drzwi jest juz zamknietych dla
    mnie. i wciaz dosc
    > czesto powtarzam stare bledy, usilujac sie po prostu wyspac pod
    przykrotka ko
    > lderka.

    Byc moze.
    Ale tez wiele zrobilas, wykonalas kupe pracy.

    > jak mialaby powstac??? przez utulenie wszystkich dzieci? czy
    przez zapomnienie,
    > wypelnianie postanowienia ' tej rany juz drapac nie bede,
    zostawie w spokoju"?

    No jakos tam, dobra wrozka matka chrzestna albo zlota rybka,
    cokolwiek. No?

    Czul

    --
    "Osoba naprawde zaslugujaca na szacunek oraz pewna siebie, nie
    boji sie krytyki i nie musi chowac sie po kontach jak ty."
    - waldi