• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

gwozdziem po szybie

  • 16.03.08, 18:08
    pl.youtube.com/watch?v=Glqrt4KoIbA&NR=1
    czuliscie sie tak kiedys? tak absurdalnie? kiedy wasze nieszczescie jest tak obce swiatu, kiedy jestescie niemal wrogiem swiata przez swoje kalectwo takiej czy innej kategorii?
    czy zdarzaja wam sie chwile kiedy bardzo bardzo chcecie zharmonizowac sie z radosnym swiatem, ale po prostu nie jestescie do tego zdolni?
    a moze macie zupelnie inne refleksje na temat tego zestawu youtuba?
    --
    "Lata lemingowe zdarzają się co cztery lata. A potem nagle lemingi znikają "
    Edytor zaawansowany
    • 16.03.08, 20:53
      swiat nie jest wcale radosny. wszyscy udajemy
      • 16.03.08, 22:28
        troche jest, zalezy z ktorej strony spojrzec i w jakich osobistych
        okolicznosciach :)
        --
        " psychodrama and emotional torments can serve as imaginative stimulants;
        expressing and documenting what you feel can be artful as well as healing"
    • 16.03.08, 23:56
      Lemurka zamieść to an wątku o pięknie

      to jest piękne

      :)
      • 17.03.08, 00:37
        ty to masz, solaris, doprawdy wyjatkowe poczucie estetyki ;)
        tak kusilo mnie aby to w Watku ;) zamiescic, ale myslalam ze to raczej diabel
        mnie kusi...

        --
        Your victory doesn't require my defeat
        • 17.03.08, 23:30
          to dobra alegoria życia

          idziesz
          tracisz różne swoje części i siły
          mało widzisz jeszcze mniej rozumiesz
          ale idziesz
          aby sie po drodze w pył obrócić

          nie martwiło mnie powstawanie z pyłu
          także zamiana w pył wydaje mi się piękna

          choć boję sie jej
          bo może bolec

          wszak Narodzenie tez bolało:)

          ale na wątku jest też trochę o rzeczach strasznych
          niech i one nie bedą wygnane

          • 18.03.08, 04:20
            hmm, ciekawe spojrzenie!

            "nie martwiło mnie powstawanie z pyłu
            także zamiana w pył wydaje mi się piękna"

            mnie tez nie martwilo, ale to chyba dlatego ze nie mialam swiadomosci
            a przynajmniej nie pamietam aby dane mi bylo rozwazac jak by to bylo nie byc lub
            nie byc pylem...
            natomiast rozpadajac sie ku smierci taka swiadomosc lub jakies wyobrazenia o
            bolu i o braku bolu mam
            i tutaj wydaje mi sie lezy glowna roznica miedzy tymi dwoma stanami

            nie wiem solaris czy zamiana w pyl jest piekna
            zalezy pewnie od perspektywy

            ale faktycznie, dzieki tobie zyskalam zupelnie nowa perspektywe
            nie widzialam w tym zestawie nic z tego o czym napisalas
            ale kiedy juz to co napisalas przeczytalam
            nie moge tego nie widziec
            :)
            ze tak zamotam...


            --
            przesladuje mnie kod 39...
            • 18.03.08, 23:12
              jak wielu ludzi kocha stare meble
              rozpadające sie ruiny
              zaschnięte kwiaty
              stare cmentarze

              to co sie rozpada wciąż opowiada historie o sobie

              zacytuję siostrzenicę
              " nie boję sie końca.
              Doświadczam go w każdy początku"
              • 19.03.08, 03:35
                a jak niewielu ludzi kocha ludzi ktorzy sa
                jak stare meble
                rozpadajace sie ruiny
                zeschniete kwiaty
                stare smetarze...?
                mimo ze wciaz chca opowiadac historie o sobie
                nieliczni godza sie ich sluchac

                wiesz, moja matka tez niby nie bala sie konca
                ale kiedy smierc jej w oczy zaczela zagladac juz czesto
                rozpaczliwie czepiala sie zycia

                moze slaba byla...
                w kazdym razie cichaczem podlozyla mi skrypt z tekstem:
                nie mow hop poki nie przeskoczysz

                ja jestem wiosennym dzieckiem
                choc lubie ruiny i smetarze tez czasem
                to smierci jednak nie lubie
                moge pokornie schylic glowe przed silniejsza
                ale nie lubie
                obumierania rozpadu itp jesiennych klimatow


                --
                ...gdzież szukać mamy Bogominoga?...
                • 19.03.08, 21:19
                  mój były mąż nauczył mnie cieszyć się
                  późnym latem
                  razem z tym
                  przyszła do mnie otwartość na piękno milknącego dnia
                  • 20.03.08, 03:08
                    solaris, prosze, wstaw w ten klip siebie zamiast tego czlowieka, ale w stanie w
                    jakim on sie znajduje i w jego wieku
                    czy jestes otwarta na piekno tej sytuacji?

                    --
                    Joy follows them like a shadow that never leaves them.
                    • 20.03.08, 11:38
                      skąd wiesz ze tak już nie jest
                      • 20.03.08, 16:26
                        z nikad nie wiem, solaris.
                        po prostu: nie wiem, i prosilam cie abys przeprowadzila taki eksperyment.
                        --
                        ...gdzież szukać mamy Bogominoga?...
                        • 26.03.08, 20:38
                          przeprowadziłam go
                          jako osoba potrzebuję zastanawiać się nad moim osądem
                          gdybym była w innym ciele czasie środowisku

                          jestem świnią którą wiodą na rzeź i oprawcą który czuje że musi zabijać
                          nie mam oczu i nóg
                          lub mam najpiekniejsze
                          jestem Mateuszem z Zywotu Mateusza Vesasa
                          i pomarańczową cipą z Aktów w miłości Kazana
                          jestem Katią z czechowa i dzwonnikiem z Notre dam
                          szalonym królem z dramatów Strindberga i Poloniuszem z Hamleta

                          jestem w wyobraźni

                          pragnę choć wyobrazić sobie pole odczuwanie innych

                          niektóre postacie bolą do szpiku kości

                          najbardziej te drętwe pół żywe stereotypowe zatrzaśnięte w stereotypach za
                          życia wystraszone

                          nie potrafię sobie wyobrazić co czuje Howking zamknięty w ciele
                          jak może on swój piękny mózg uprawiać w tak upośledzonym cierpiącym i
                          sparaliżowanym ciele

                          niektórych rzeczy nie potrafię sobie wyobrazić

                          boję sie
                          nie umiem
                          nie chce

                          • 27.03.08, 00:59
                            hmm, a wiec z pewna latwoscia znajdujesz sens i piekno w czyims przemijaniu,
                            bedac tego przemijania obserwatorem.
                            natomiast wczucia sie boisz, nie umiesz i nie chcesz?

                            nadal nie ulozyla mi sie w glowie zadna puenta do tego watku, wiec nic wiecej
                            ani bardziej kategorycznie napisac nie moge.

                            --
                            ...gdzież szukać mamy Bogominoga?...
                            • 27.03.08, 22:20
                              w swoim też
                              dlatego codziennie kontempluję to przemijanie

                              nie zostawiam tego jak zły uczeń na ostatnią chwilę przed śmiercią bo wtedy jest
                              .. za późno ?
                              • 01.04.08, 07:12
                                dlatego codziennie kontempluję to przemijanie

                                Zawsze irytują mnie takie egzaltowane, bezmyślne, szczeniackie teksty. Przypuszczam, że gdyby Ci matka lub jedyne dziecko umierało na raka w hospicjum, przestałabyś z emfazą pierdzielić bez sensu jakie to przemijanie piękne :(.
                                • 02.04.08, 09:55
                                  kiedy umierał mój kochany ojciec
                                  istota kóra najbardziej na świecie kochałam (może dodam że umarł on wcześnie
                                  kiedy dopiero sie kształtowałam)
                                  wtedy czułam to najpełniej

                                  akceptację
                                  i wdzięczność że miałam takeigo ojca
                                  i że tyle miłości doznałam

                                  kiedy moje dziecko było malutkie
                                  drżałam każdego dnia ze może umrzeć
                                  wydawało mi sie że nei zdołałabym tego przeżyć
                                  wtedy podjęłam decyzję
                                  KADZY dzień mojego dziecka ma być wypełniony moją miłością
                                  a jeśli sie zdarzy że umrze
                                  przyjmę to i będę sie cieszyć tym co otrzymałam
                                  a macierzyństwo jest wspaniałym stanem którego życzę każdej kobiecie
                                  takie podejście irytuje się i drażni
                                  jednak zwróć uwagę
                                  że dzięki niemu nie marnowałam czasu na lęk gorycz rozpacz nienawiść do świata
                                  że mi coś zabrał bądź mozę zabrać
                                  a zarówno mój ojciec jak i moje dziecko doznali ode mnie wiele radosci i
                                  czuli jak wdzięczna jestem światu za każdy z nimi dzień

                                  może to podejście jest trochę nei z tego świata
                                  może to obcowanie ze śmiercią tego mnie nauczyło
                                  nie wiem

                                  ale to dobre podejście i daje dobre owoce

                                  • 03.04.08, 07:07
                                    Akceptację i wdzięczność czego, śmierci ojca????!!!
                                    Twoje dziecko, czy może jednak Wasze? Miałaś dziecko, bałaś się, że umrze, więc "nie marnowałaś czasu na lęk,gorycz, rozpacz, nienawiść do świata"? A co ma za przeproszeniem piernik do wiatraka? Chyba tylko tyle, że Twoja szczeniacka egzaltacja sięgnęła granic absurdu :(. Stawiam tezę, że nie "obcowałaś" z żadną śmiercią a śmierć ojca spłynęła po Tobie jak woda po kaczce. Inaczej nie zachłystywałabyś się wypowiadanymi z lubością wyświechtanym, grafomańskimii frazesami o "pięknie przemijania" i nie koncentrowała na czubku własnego nosa ("ja czułam, ja drżałam, ja podjęłam decyzję, ja, ja ,ja). Owoc egocentryzmu może tylko śmierdzieć :(.
                                    • 04.04.08, 00:09
                                      jesli spotkasz coś dobrego i to sie kończy
                                      masz zawsze dwa wyjścia
                                      płakać że sie skończyło i w ten sposób okazywać swoje przywiązanie i zal po
                                      stracie
                                      albo dziękować że miałaś to szczęście spotkać coś dobrego i byś wdzięcznym

                                      nie chcę porównywać mojej i twojej miłości do taty bo to nie sa rzeczy
                                      porównywalne tak bardzo to jest osobiste

                                      co zaś do różnych twoich odczuć to być może twoje ego-centrum jest zranione i
                                      nie możesz na nie spoglądać przyjaznym okiem ani u siebie ani u innych

                                      ja jest czymś dla człowieka bardzo ważnym

                                      twoje czy moje każde jest ważne

                                      jesteś niezwykle emocjonalna

                                      ale masz swoja własną madrosć i nic mi do tego




    • 17.03.08, 01:27
      Jestes kaleka, wiec jestes obca albo jestes obca, wiec jestes
      kaleka. Czasami naprawde nie chodzi o rekacje swiata na nas, ale
      nasza reakcje na swiat.

      Wszyscy (blogoslawieni) ktorzy czuja sie jakby byli nie stad, na
      wiecznej przepustce, przerwie, lunchu, co sie przeciez skonczy
      znaja doskonale to uczucie zadziwienia, kiedy zaczynaja sie
      przygladac swiatu. Jak ogladanie chomikow przez szybe terrarium w
      sklepie akwarystycznym albo homarow w akwarium w wykwintnej
      restauracji. I one, i mizerny pejzazyk ktory je otacza i szyby i
      kit w szybach sa tak samo godne uwagi.

      Z tego oczywiscie moga wyniknac piekne rzeczy, jakas dzika odwaga,
      drzemka w miejscu swietym, jakies fandanga i szalejace tlumy
      (ktorych czlonkowie naprawde nie lapia, o co cho).

      --
      'ja wiem że kobiety to naprawdę inteligentne stworzonka'
      • 17.03.08, 02:01
        chodzilo mi o poczucie obcosci wobec swiata, poczucie bycia wyrzuconym poza
        normalnosc i to uczucie ktore rodzi sie po wielokrotnych nieudanych probach
        wlaczenia sie w nurt zwyklego zycia. stan kiedy okazuje sie ze piekne slogany o
        braterstwie i milosierdziu i wspolczuciu i rownosci i pomocy sa tylko sloganami
        przykrywajacymi odraze.
        stan kiedy wcale nie krytykujesz tych normalnych ludzi, jedynie pragniesz z
        calego serca dolaczyc do nich, ale - z przyczyn od ciebie nie - tak -
        bezposrednio - zaleznych , nie jestes w stanie dokonac tego o wlasnych silach.
        stan, kiedy stopniowo dociera do ciebie, ze jestes tredowata a inni albo maja
        cie gdzies, albo sie ciebie boja. stan w ktorym stoisz w opozycji do pieknego
        swiata, kiedy chcialabys nawet uczestniczyc w tym chomiczym kolowrocie,
        przylaczyc sie do zabaw promowanych przez abecadla radosci, potwierdzic teze o
        tym, ze wiara czyni cuda, ale ... nie mozesz...po prostu nie i juz...
        --
        "Najpierw tę głupią rzecz zrobię ja, a potem wy nieśmiali powtórzycie to po
        mnie." Frank Zappa
        • 17.03.08, 02:19
          No wiec wlasnie chodzi o to, zeby to poczucie chcenia puscic, a
          poczuc i powitac swiadomosc bycia obcym/niechcianym/
          niezapraszanym/kosmita - w kazdym razie etatowym innym.

          Z calego serca cie wtedy nie obchodzi ani sasiadka i jej wscibskie
          ucho, ani tlumy szlochajace na czarno po smierci papieza.

          A jesli gdzies i tak kolata sie chec wspolnego oddychania, to
          przeciez kazdego dnia swiat sie zmienia, takze na lepsze:
          tnij.com/LS50
          Moze odkryja caly wszechswiat dla ciebie, moze ktoregos poranka
          odkryja ciebie, modl sie i pracuj :) Ewentualnie przeczytaj cos o
          kruchosci swiata tego.

          --
          Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
          • 17.03.08, 02:54
            hmm, przemyslec musze twoje slowa jeszcze chwilke, na razie dziekujeee za
            lemura. znam go, kontemplowalam juz milion razy, lapy, oczy, rece, mine,
            wszystko. jest on na mojej liscie top ten na nastepne wcielenie :)))


            --
            Joy follows them like a shadow that never leaves them.
          • 17.03.08, 05:16
            poczucie obcosci, innosci towarzyszy mi od dziecinstwa. w normalnych warunkach
            nie mam tez wielkich checi dlugotrwalego obcowania z ludzmi.
            troche obchodza mnie sasiadki, ale od dosc dawna mieszkam wsrod milych i
            malowscisbskich ludzi, poza tym moj ekscentryzm nie jest juz glosny ani
            skandaliczny.
            tlumy po smierci papieza uwazam za aberracje narodowa i tlumow takich czy innych
            nie trawie.

            a jednak nie lubie zyc w opozycji do swiata, raczej wole na marginesie tak
            nieco, poza glownym rwacym nurtem.
            zestaw cunningham + jackson 5 kojarzy mi sie z sytuacja kiedy przymusowo
            zostajesz odcieta od swiata zywych normalnie funkcjonujacych ludzi, zepchnieta w
            cien, zamieciona pod dywan.
            co jest do lubienia w rozpadaniu sie? co jest do lubienia w konstatacji ze nie
            jest sie zdolnym do normalnej zabawy, samodzielnego chodzenia;ze ludzi gorszy
            wrecz twoj stan, a i ciebie sama - przeraza.
            to video to "warunki nienormalne" - zdarza sie ze potrzeba zmusza aby wyjsc do
            ludzi. wolasz cala soba " na pomoc, ratunku", w odpowiedzi na co slyszysz szczek
            zasuwanych zaluzji. dyskretnie lub brutalnie zamaszycie zamykaja sie przed toba
            drzwi.
            kiedy potrzebuje pomocy, ostatnia rzecza jaka mi w glowie jest godzic sie na
            bycie niechciana.

            dla mnie koles z tego klipu jest kims kto - gdyby mogl - i brzytwy by sie
            schwycil. ale nie moze, bo zadnej brzytwy nie ma.

            choc wlasciwie chwytanie sie brzytwy jest tylko krotkim przedluzeniem watku,
            iluzja rozwiazania problemow...
            • 18.03.08, 23:59
              szarylemur napisała:

              > a jednak nie lubie zyc w opozycji do swiata, raczej wole na
              marginesie tak
              > nieco, poza glownym rwacym nurtem.

              Tak, wlasnie - bo zycie w opozycji zaklada wysilek opozycjonistki,
              a rozmawiamy o tym, co jest naturalne, z urodzenia chyba.

              > zestaw cunningham + jackson 5 kojarzy mi sie z sytuacja kiedy
              przymusowo
              > zostajesz odcieta od swiata zywych normalnie funkcjonujacych
              ludzi, zepchnieta
              > w
              > cien, zamieciona pod dywan.

              Jeden madrala (ktory potem z tego wszystkiego dostal swira) mawial
              mi w takich sytuacjach: 'a jakbys tak teoretycznie zalozyla, ze to
              sie zdarzylo po cos, to po co by sie to mialo ci zdarzyc?'

              > co jest do lubienia w rozpadaniu sie? co jest do lubienia w
              konstatacji ze nie
              > jest sie zdolnym do normalnej zabawy, samodzielnego chodzenia;ze
              ludzi gorszy
              > wrecz twoj stan, a i ciebie sama - przeraza.

              Dzis czytalam, ze w nie tak dawnych szamanskich i szeptunskich
              czasach traktowano chorobe jak pieknego przybysza i tak tez sie do
              niej zwracano - z szacunkiem i podziwem. Na Kurpiach mowiono do
              bolu 'o moj najpiekniejszy'.

              Totalna samotnosc to lepkie dno, czana pochlaniajaca dziura, ale to
              sie zdarza. Po prostu.

              > to video to "warunki nienormalne" - zdarza sie ze potrzeba zmusza
              aby wyjsc do
              > ludzi. wolasz cala soba " na pomoc, ratunku", w odpowiedzi na co
              slyszysz szcze
              > k
              > zasuwanych zaluzji. dyskretnie lub brutalnie zamaszycie zamykaja
              sie przed toba
              > drzwi.
              > kiedy potrzebuje pomocy, ostatnia rzecza jaka mi w glowie jest
              godzic sie na
              > bycie niechciana.

              A czy to nie jest moment prawdy, nawet jesli niesprawiedliwej i
              niezasluzonej?

              > dla mnie koles z tego klipu jest kims kto - gdyby mogl - i
              brzytwy by sie
              > schwycil. ale nie moze, bo zadnej brzytwy nie ma.
              >
              > choc wlasciwie chwytanie sie brzytwy jest tylko krotkim
              przedluzeniem watku,
              > iluzja rozwiazania problemow...

              Historie takie jak Hioba dzieja sie codziennie, ale 'zazwyczaj
              komus innemu'. To nie jest, oczywiscie, krzepiaca swiadomosc, ale
              warto ja miec z tylu glowy.

              --
              'ja wiem że kobiety to naprawdę inteligentne stworzonka'
              • 19.03.08, 17:12
                hmm, nie widze potrzeby okreslenia mnie jako opzycjonistki wobec swiata. kiedy
                cos mi odpowiada mowie " tak", kiedy nie - " nie". wydaje mi sie to bardziej
                uwaznym stylem zycia niz ciasna rola oredownika czy opozycjonisty.
                ^^^
                'a jakbys tak teoretycznie zalozyla, ze to
                > sie zdarzylo po cos, to po co by sie to mialo ci zdarzyc?'
                ojej, tysiac scenariuszy moznaby dopisac...
                taka deterministyczna postawa wobec zycia w ogole mi nie odpowiada.
                moglabym odpowiedziec tak: to, co sie zdarzylo mialo zdarzyc sie po to, aby
                pokazac tobie i mi, ze niektore rzeczy zdarzaja sie przypadkiem.
                albo inaczej: nie jestem w stanie objac zbioru wszystkich wczesniejszych wobec
                tego zdarzenia zdarzen,wiec dla mnie jest to przypadek i bezsens. co wiecej, ty
                rowniez, ani nikt inny, nie jest zdolny do objecia tego wszystkiego co wywolalo
                " x", tak wiec kazda odpowiedz bedzie mniej lub bardziej strzelaniem na slepo.
                ^^^
                tak, choroba wyrzuca nas poza nawias codziennego kolowrotka, daje, a raczej
                narzuca mozliwosc spojrzenia na swiat, na siebie z innej perspektywy,
                przemyslenia, refleksji.
                mowic o bolu" o moj najpiekniejszy"? kojarzy mi sie z ofiarami
                skladanymi bogom w celu oblaskawienia ich, z przymilnym plaszczeniem sie przed
                sila wyzsza...
                ^^^
                moment prawdy?
                tak samo jak momentem prawdy jest szczescie i doznanie harmonii. nie mniej, nie
                wiecej. prawda wg mnie, nie jest statyczna i jednowartosciowa. ale taki
                swiatopoglad na pewno ugruntowany jest na meandrach mojej osobowosci.
                ^^^
                historia hioba to jedna z najohydniejszych lekcji od boga jakie dostala
                ludzkosc. a inaczej : to jedna z najbardziej pokretnych prob jakie czlowiek
                podjal w celu zaasymilowania ogromu bolu, zla i niesprawiedliwosci zycia.
                taka swiadomosc mam z tylu glowy ja

                pozdrawiam


                --
                i po viscie, hip hip hurra!!!
                • 20.03.08, 00:23
                  szarylemur napisała:

                  > hmm, nie widze potrzeby okreslenia mnie jako opzycjonistki wobec
                  swiata. kiedy
                  > cos mi odpowiada mowie " tak", kiedy nie - " nie". wydaje mi sie
                  to bardziej
                  > uwaznym stylem zycia niz ciasna rola oredownika czy opozycjonisty.

                  O, to chwalebne, ale trudne, bo wymaga ciaglego zadawania sobie
                  pytan. Ludzie na ogol tego wysilku nie robia, bo go nie lubia :)

                  > ojej, tysiac scenariuszy moznaby dopisac...
                  > taka deterministyczna postawa wobec zycia w ogole mi nie
                  odpowiada.
                  > moglabym odpowiedziec tak: to, co sie zdarzylo mialo zdarzyc sie
                  po to, aby
                  > pokazac tobie i mi, ze niektore rzeczy zdarzaja sie przypadkiem.
                  > albo inaczej: nie jestem w stanie objac zbioru wszystkich
                  wczesniejszych wobec
                  > tego zdarzenia zdarzen,wiec dla mnie jest to przypadek i bezsens.
                  co wiecej, ty
                  > rowniez, ani nikt inny, nie jest zdolny do objecia tego
                  wszystkiego co wywolalo
                  > " x", tak wiec kazda odpowiedz bedzie mniej lub bardziej
                  strzelaniem na slepo.

                  To jest pytanie pomocnicze, a nie deterministyczne:) Uparte go
                  doswiadczanie pomaga uwierzyc, ze dzieje sie to, co wlasciwe.
                  Mozna milion razy pytac 'dlaczego ja', 'dlaczego akurat to', ale na
                  te pytania nie ma odpowiedzi. 'Jesli nie umiesz zmienic rzeczy,
                  zmien swoj stosunek do rzeczy' - i zeby nie bylo nieporozumien:
                  chodzi nie o zyciowy konformizm, ale raczej madrosc modlitwy Marka
                  Aureliusza (ta z mityngow AA).

                  Oczywiscie, to (pytanie i wiara) przestaja dzialac w momentach
                  najwiekszego cierpienia i bezradnosci, ale zawsze mozna powiedziec,
                  ze to tez jest po cos. Duzo pozniej, ale mozna.

                  > ^^^
                  > tak, choroba wyrzuca nas poza nawias codziennego kolowrotka,
                  daje, a raczej
                  > narzuca mozliwosc spojrzenia na swiat, na siebie z innej
                  perspektywy,
                  > przemyslenia, refleksji.
                  > mowic o bolu" o moj najpiekniejszy"? kojarzy mi sie z ofiarami
                  > skladanymi bogom w celu oblaskawienia ich, z przymilnym
                  plaszczeniem sie przed
                  > sila wyzsza...

                  A mi z 'Mezczyzna, ktory pomylil swoja zone z kapeluszem' Sacksa.

                  > ^^^
                  > moment prawdy?
                  > tak samo jak momentem prawdy jest szczescie i doznanie harmonii.
                  nie mniej, nie
                  > wiecej. prawda wg mnie, nie jest statyczna i jednowartosciowa.
                  ale taki
                  > swiatopoglad na pewno ugruntowany jest na meandrach mojej
                  osobowosci.

                  Wedlug mnie tez nie jest statyczna!
                  Prawda jest w doswiadczaniu, a nie w tym, co sie dzieje, bo tego
                  mozemy doswiadczac falszywie, nakladajac na to rozne swoje
                  ulatwiajace-wszystko-filtry. W doswiadczaniu skrajnych emocji - i
                  rozpaczy i bezradnosci i ekstazy te filtry przestaja dzialac.

                  Noale odruch buntu przeciw cierpieniu jest naturalny.

                  > ^^^
                  > historia hioba to jedna z najohydniejszych lekcji od boga jakie
                  dostala
                  > ludzkosc. a inaczej : to jedna z najbardziej pokretnych prob
                  jakie czlowiek
                  > podjal w celu zaasymilowania ogromu bolu, zla i
                  niesprawiedliwosci zycia.
                  > taka swiadomosc mam z tylu glowy ja

                  Wg mnie, to Hiob tu nie mial nic do gadania - Bog po prostu mial
                  ochote na mala zabawe, nie pierwszy i nie ostatni raz w Starym
                  Testamencie. Wlasnie fakt, ze Hiob nie mial tu nic do powiedzenia
                  jest imo w tej historii najwazniejszy.

                  czulko

                  --
                  Wydaje mi się, że kobieta jest istotą ludzką i jako taką należy ją
                  rozpatrywać. (aelithe na ff)
                  • 20.03.08, 02:41
                    byc moze ludzie jako ogol preferuja stale role, bycie oredownikiem badz
                    opozycjonista
                    taka automatyzacja swiatopogladu usprawnia dzialanie
                    nic mi do tego
                    ja po prostu sie w tym nie odnajduje
                    byc moze gra tu role nawyk
                    dla mnie wielkim wysilkiem byloby biegac od switu do nocy przez najrozniejsze plotki
                    nie chcialabym zeby ktokolwiek mnie do tego zmuszal
                    :)

                    " dzieje sie to co wlasciwe" wlasciwe dla czego? przyjmujemy w ten sposob
                    zalozenie ze zycie jest seria lekcji, ktore maja nas czegos nauczyc...
                    ale czego? madrosci? tego jak poruszac sie w zyciu?
                    oczywiscie, zdarzaja sie sytuacje ktore po prostu rzucaja na kolana. wscieklosc
                    kiedy przetrawi wlasna bezsilnosc staje sie pokora. peka swiat wyobrazen, i
                    kiedy ochloniemy, trzeba sie w nim na nowo odnalezc rozczarowanym. jesli
                    wlasciwym w sytuacji gdy pragniemy pomocy jest to ze jej nie otrzymujemy, to -
                    jesli przezyjemy i sie jakos "odkujemy" - mozna powiedziec ze to mialo umocnic
                    nasza samodzielnosc.a jesli nie otrzymawszy pomocy zginiemy, ktos inny
                    powiedziec moze , ze wlasciwym bylo abysmy zgineli jako zbyt slabi aby zyc...
                    a moze wlasciwym byloby to, co nas ominelo, tj pomoc? tak, moze inni patrzac na
                    nas powiedza, ojej, tosmy niewlasciwie postapili...
                    uroczy teatrzyk lalkowy...
                    oczywiscie, wiara w opatrznosc, w sensownosc/ celowosc przytrafiajacych sie nam
                    zdarzen jest wielka sila. wlasciwym zatem sposobem radzenia sobie z zyciem
                    nieraz nieskonczenie dalekim od czyichs pragnien jest wiara w jakiegokolwiek
                    rodzaju boga wszechmogacego, planujacego i dobrego nawet jesli jego dobroc jest
                    dla nas nie do pojecia , a nawet jest sprzeczna z naszym pojmowaniem dobra.
                    tylko taka wiara moze nas przeprowadzic przez noc.
                    tylko mistycyzm, myslenie magiczne moze uchronic swiat przed hiobem i hioba
                    przed zalosna smiesznoscia?

                    ***
                    nie czytalam " mezczyzny, ktory pomylil swoja zone z kapeluszem". dlaczego
                    kojarzy ci sie z odami do bolu?

                    dwa czulki

                    --
                    Joy follows them like a shadow that never leaves them.
                    • 20.03.08, 16:37
                      szarylemur napisała:

                      > byc moze ludzie jako ogol preferuja stale role, bycie
                      oredownikiem badz
                      > opozycjonista
                      > taka automatyzacja swiatopogladu usprawnia dzialanie
                      > nic mi do tego
                      > ja po prostu sie w tym nie odnajduje
                      > byc moze gra tu role nawyk
                      > dla mnie wielkim wysilkiem byloby biegac od switu do nocy przez
                      najrozniejsze p
                      > lotki
                      > nie chcialabym zeby ktokolwiek mnie do tego zmuszal
                      > :)

                      Hehe.
                      Jakos mi nie przyszlo do glowy, ze latwiejsze jest to, co sama
                      sobie wybralam. Ale to inspirujacy pomysl :)

                      > " dzieje sie to co wlasciwe" wlasciwe dla czego? przyjmujemy w
                      ten sposob
                      > zalozenie ze zycie jest seria lekcji, ktore maja nas czegos
                      nauczyc...
                      > ale czego? madrosci? tego jak poruszac sie w zyciu?

                      Tego, ze bunt przeciw temu na co nie mamy wplywu sprawia ze
                      cierpimy bardziej. Sprawia tez, ze czesto nie mozemy przyjac
                      cennego doswiadczenia w calosci. W zasadzie - w ogole.

                      > oczywiscie, zdarzaja sie sytuacje ktore po prostu rzucaja na
                      kolana. wscieklosc
                      > kiedy przetrawi wlasna bezsilnosc staje sie pokora. peka swiat
                      wyobrazen, i
                      > kiedy ochloniemy, trzeba sie w nim na nowo odnalezc
                      rozczarowanym. jesli
                      > wlasciwym w sytuacji gdy pragniemy pomocy jest to ze jej nie
                      otrzymujemy, to -
                      > jesli przezyjemy i sie jakos "odkujemy" - mozna powiedziec ze to
                      mialo umocnic
                      > nasza samodzielnosc.a jesli nie otrzymawszy pomocy zginiemy, ktos
                      inny
                      > powiedziec moze , ze wlasciwym bylo abysmy zgineli jako zbyt
                      slabi aby zyc...

                      Czasem istotnie lepiej nie zyc niz doswiadczac bolu ponad
                      wyobrazenie.

                      > a moze wlasciwym byloby to, co nas ominelo, tj pomoc? tak, moze
                      inni patrzac na
                      > nas powiedza, ojej, tosmy niewlasciwie postapili...

                      No tak, ale to czasem w ten sposob nie dziala. Albo dziala na
                      zasadzie 'wez zrob cos ze soba w koncu', 'wez sie w garsc'. Totalne
                      doswiadczenie samotnosci moze nauczyc wrazliwosci na innych. Nie
                      tylko uslyszenia glosu prosby, ale i wlasciwej reakcji na niego.

                      > uroczy teatrzyk lalkowy...
                      > oczywiscie, wiara w opatrznosc, w sensownosc/ celowosc
                      przytrafiajacych sie nam
                      > zdarzen jest wielka sila. wlasciwym zatem sposobem radzenia sobie
                      z zyciem
                      > nieraz nieskonczenie dalekim od czyichs pragnien jest wiara w
                      jakiegokolwiek
                      > rodzaju boga wszechmogacego, planujacego i dobrego nawet jesli
                      jego dobroc jest
                      > dla nas nie do pojecia , a nawet jest sprzeczna z naszym
                      pojmowaniem dobra.

                      Byloby dosc dziwnie, gdbyby Bog sprawial nam same mile rzeczy, bo
                      to by czynilo zycie niemozliwym :)
                      Sakralizacja doswiadczenia to nie to samo, co wiara w Boga, tylko
                      domorosle nadawanie zyciu - takiemu, jakie jest - sensu. Mozna to
                      oczywiscie nazwac proteza - jak mozna 'proteza' nazwac wiare w
                      Boga - ale to akurat ten rodzaj wiary, ktory pozwala maksymalnie
                      wykorzystywac doswiadczenie do dorastania.

                      > tylko taka wiara moze nas przeprowadzic przez noc.
                      > tylko mistycyzm, myslenie magiczne moze uchronic swiat przed
                      hiobem i hioba
                      > przed zalosna smiesznoscia?

                      Dla wielu ludzi, ktorzy przezyli jakims cudem Holocaust, historia
                      Hioba jest historia o nich. Zapewne odnajduja sie w niej ocalency
                      wszystkich zaglad tego swiata. Mysle, ze ich historie to akurat te,
                      ktore sie na 'teorie sensu' nie lapia.
                      Ale cos im po przezyciu pomoglo przestac 'przezywac', a zaczac zyc.

                      > nie czytalam " mezczyzny, ktory pomylil swoja zone z kapeluszem".
                      dlaczego
                      > kojarzy ci sie z odami do bolu?

                      A bo tam opisane sa - jedna po drugiej - historie o tym, co choroba
                      _wnosi_ do zycia.

                      czulko

                      --
                      www.mikolaj.org.pl/pl/co_robimy_mamawpracy.php
                      • 20.03.08, 17:57
                        "bunt przeciw temu na co nie mamy wplywu sprawia ze
                        cierpimy bardziej. Sprawia tez, ze czesto nie mozemy przyjac
                        cennego doswiadczenia w calosci. W zasadzie - w ogole."

                        jasne, tyle ze najpierw musimy sprobowac zawalczyc aby przekonac sie czy
                        rzeczywiscie na cos nie mamy wplywu.
                        i chyba najbardziej bolesne w calym tym procesie uswiadamiania sobie
                        rzeczywistosci jest stopniowe lub nagle, tracenie ukochanych slodkich kojacych
                        zludzen.

                        "Czasem istotnie lepiej nie zyc niz doswiadczac bolu ponad
                        wyobrazenie." to juz kwestia osobista bardzo, nie zyjac nie doznajemy
                        cierpienia, ale tracimy tez szanse na odwrocenie sytuacji.
                        mysle, ze instynkt zycia jest silniejszy niz wszelkie teoretyczne konstrukcje
                        jakie jest w stanie stworzyc dumne ego, dlatego nie dowierzam tym co latwo godza
                        sie na smierc.

                        "Totalne
                        doswiadczenie samotnosci moze nauczyc wrazliwosci na innych. Nie
                        tylko uslyszenia glosu prosby, ale i wlasciwej reakcji na niego."
                        takie doswiadczenie moze nauczyc tez msciwej niewrazliwosci na innych...

                        "sakralizacja doswiadczenia ... pozwala maksymalnie
                        wykorzystywac doswiadczenie do dorastania."
                        no, tak, jako ze nie da sie przeforsowac wlasnej wizji swiata, trzeba zgodzic
                        sie na dopasowanie do tego co zastalismy. " jak sie nie ma co sie lubi, to
                        trzeba nauczyc sie lubic to co sie ma." czy dziecinnym jest mowic swiatu ze jest
                        zly bo nie odpowiada naszym pragnieniom? pewnie tak.
                        czy dojrzalym jest chwalic swiat za to jaki jest? hmm, bo ja wiem... jest to
                        jakas strategia przezycia, ale zalatuje mi nieco zapachem zadowolonego
                        niewolnika. ale moze - w ogolnym rozrachunku - byc zadowolonym niewolnikiem
                        uwarunkowan zewnetrznych - jest wszystkim co w zyciu mozemy osiagnac?

                        to tak roboczo, pozdrawiam


                        --
                        A tranquil state of perfect calm and receptivity
                        • 20.03.08, 23:56
                          szarylemur napisała:

                          > jasne, tyle ze najpierw musimy sprobowac zawalczyc aby przekonac
                          sie czy
                          > rzeczywiscie na cos nie mamy wplywu.

                          Nie musimy - chcemy. Ale tak - imo to najslistszy moment w tym
                          procesie - ocenienie, czy mamy na to cos wplyw. Tu czeka wiele raf,
                          z Krytykiem na czele.

                          > i chyba najbardziej bolesne w calym tym procesie uswiadamiania
                          sobie
                          > rzeczywistosci jest stopniowe lub nagle, tracenie ukochanych
                          slodkich kojacych
                          > zludzen.

                          To w zasadzie jest sciezka bez powrotu. Mozna sie zatrzymac, ale
                          raczej trudno zapomniec, ze iluzje, ktore sie juz odczarowalo, sa
                          tylko iluzjami. Mozna to np zapic, oczywiscie. Generalnie to wybor
                          miedzy 'glupi i szczesliwy' i 'nie najmadrzejszy i nieszczesliwy'.
                          :)

                          > "Czasem istotnie lepiej nie zyc niz doswiadczac bolu ponad
                          > wyobrazenie." to juz kwestia osobista bardzo, nie zyjac nie
                          doznajemy
                          > cierpienia, ale tracimy tez szanse na odwrocenie sytuacji.
                          > mysle, ze instynkt zycia jest silniejszy niz wszelkie teoretyczne
                          konstrukcje
                          > jakie jest w stanie stworzyc dumne ego, dlatego nie dowierzam tym
                          co latwo godz
                          > a
                          > sie na smierc.

                          A ja dowierzam. Mysle, ze silowe zabieranie ludziom tego prawa jest
                          bezmyslne i okrutne.

                          > "Totalne
                          > doswiadczenie samotnosci moze nauczyc wrazliwosci na innych. Nie
                          > tylko uslyszenia glosu prosby, ale i wlasciwej reakcji na niego."
                          > takie doswiadczenie moze nauczyc tez msciwej niewrazliwosci na
                          innych...

                          No tak. A mlotka mozna uzyc do wbicia nader pozytecznego gwozdzia
                          albo do zabicia nader nieprzyjemnego sasiada.

                          > "sakralizacja doswiadczenia ... pozwala maksymalnie
                          > wykorzystywac doswiadczenie do dorastania."
                          > no, tak, jako ze nie da sie przeforsowac wlasnej wizji swiata,
                          trzeba zgodzic
                          > sie na dopasowanie do tego co zastalismy. " jak sie nie ma co sie
                          lubi, to
                          > trzeba nauczyc sie lubic to co sie ma."

                          E.
                          "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić
                          nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę.
                          I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego."
                          To nie jest to samo, co 'jak sie nie ma, co sie...'

                          > czy dziecinnym jest mowic swiatu ze jes
                          > t
                          > zly bo nie odpowiada naszym pragnieniom? pewnie tak.

                          Pewnie nawet bardzo, ale mysle, ze czasem jest fajnie obrazic sie
                          na rzeczywistosc.

                          > czy dojrzalym jest chwalic swiat za to jaki jest? hmm, bo ja
                          wiem... jest to
                          > jakas strategia przezycia, ale zalatuje mi nieco zapachem
                          zadowolonego
                          > niewolnika. ale moze - w ogolnym rozrachunku - byc zadowolonym
                          niewolnikiem
                          > uwarunkowan zewnetrznych - jest wszystkim co w zyciu mozemy
                          osiagnac?

                          Alez skad. Chodzi mi raczej o swiadomosc wyboru w kazdej chwili.
                          Nawet, jesli nie mozesz czegos zmienic, mozesz wybrac swoje do tego
                          nastawienie.

                          czulko


                          --
                          'w wielu kosciolach kobiety z dziecmi stoja w innej czesci niz
                          ludzie' - dcio na ff
                          • 21.03.08, 02:11
                            wybacz, ale nadal uwazam, ze aby stwierdzic czy na cos wplywu nie mamy, musimy ( a nie - chcemy) sprobowac na to wplyw wywrzec.
                            jesli chodzi o samo wywieranie wplywu, to racja - wcale nie musimy, lecz raczej jedynie chcemy.
                            o najslistszym momencie pisalam w innym watku, o tym, kiedy sie poddac, kiedy uznac ze cos jest poza naszym zasiegiem.

                            czlowiek z klipu poddawal sie powoli, widze w nim przywiazanie do zycia wbrew logice i mimo nadzwyczajnej kruchosci ;)

                            co do wyboru miedzy zyciem w cierpieniu a nie - zyciem. jak juz pisalam : to kwestia bardzo osobista. ja wierze i tym co chca umrzec i tym co pragna zyc mimo wszystko. wierze nawet tym, co skladaja dumne ( takie czy inne) deklaracje na zas... wierze im klarownym wizjom, ale nie traktuje tego ani troche powazniej niz wizji wlasnie...

                            co do mlotka, oczywiscie masz racje. wydalo mi sie stosowne skontrowanie wznioslosci - maloscia, dla zachowania rownowagi. idiotyczne byloby dla mnie gdyby ktos zechcial powolac sie na slowa "Totalne doswiadczenie samotnosci moze nauczyc wrazliwosci na innych." i odmowil komus pomocy, po to aby ... pomoc tej osobie w rozwoju " duchowym".

                            "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić
                            nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę.
                            I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego."
                            To nie jest to samo, co 'jak sie nie ma, co sie lubi to sie lubi co sie ma"

                            dla mnie to jest to samo, mniej wiecej, tylko slowami marka aureliusza wyrazone piekniej.
                            dokladniej: jesli nie masz tego co lubisz, masz dwie drogi: sprobowac zdobyc to co lubisz, albo polubic to co masz.
                            jesli nie mozesz zdobyc tego czego pragniesz, musisz zdobyc sie na to, aby w tym co masz odnalezc wartosc.
                            a twoja madrosc posluzy ci do okreslenia czy mozesz osiagnac swoj ideal, czy masz sily na jego realizacje, czy tez raczej nie.

                            ---
                            "Chodzi mi raczej o swiadomosc wyboru w kazdej chwili.
                            Nawet, jesli nie mozesz czegos zmienic, mozesz wybrac swoje do tego
                            nastawienie."
                            to znaczy tak: bardzo cos lubie, ale okazuje sie ze tego miec nie bede, bo nie moge. przez moment sie jeszcze szamocze, by po chwili pokornie schylic glowe. jesli jest sie zbyt slabym na to aby zmienic swiat, nalezy zmienic swoje nastawienie i nie obrazac sie na prawa rzadzace swiatem, lecz dostosowac do nich i w ich obrebie szukac przyjemnosci zamiast wypartywac ich poza obszarem tego co mozliwe.
                            tak, ja wiem, inaczej nie mozna, to jest mozna, ale to nie prowadzi w zadne urocze rejony.
                            ale chodzi mi o to, ze to jest niewolnictwo! to jest postawa tylez rozumna co nabozna wobec rzeczywistosci. jesli nie moge miec tego co mi sie przysnilo, biore co jest i w tym co jest staram sie odnalezc wartosc, gdyz kara za niesubordynacje jest rozczarownie.
                            a jednak warto sie czasem obrazic na swiat, i warto pragnac tego czego nie ma, co nie istnieje, warto probowac wiecej niz trzy i trzydziesci trzy razy, warto czasem oderwac sie od ziemi i nie dac sie latwo ukoic w zalu za nierealnym.
                            chora ambicja, niezadowolenie z tego co jest, marzycielstwo, niepokornosc nie zapewnia spokoju ani osiagniecia czegokolwiek, ale otwiera droge ku tworczosci, wynalazczosci.
                            przecietni ludzie korzystaja z tego, co juz jest stworzone, w obrebie rzeczy istniejacych szukaja swojego szczescia. ich cnota jest umiarkowanie i zdrowy rozsadek.
                            niektorzy z tych, ktorzy przecietni byc nie chca lub nie umieja, zostaja kreatorami nowego takze dzieki brakowi umiarkowania i zdrowego rozsadku. czasem sporo sily zyskuje sie przez odebranie jej wewnterznemu i zewnetrznemu krytykowi.

                            dla mnie
                            hiob nie jest piekny, klip cunninghama nie jest piekny, obie te historie sa straszne, obrzydliwe, absurdalne i nie powinny miec miejsca!!! godze sie na nie obie, gdyz nie czuje sie na silach zmienic praw fizyczno - spolecznych ani skutecznie lagodzic skutkow ich dzialania. nastepnie moge dokonac operacji mentalno - nominalnej, w wyniku ktorej to, co wydawalo mi sie dotad ohydne, nazwe normalnym, i jako norme przyjme i zaakceptuje. schylenie glowy przed ogromem ( absurdu, bezimiennego sprzezonego z zyciem okrucienstwa) przyniesie mi spokoj i pogode ducha. moge wytlumaczyc sobie ( na sile!) , ze to nie ja, lecz rzeczywistosc ma racje, ze zyjemy na najlepszym z mozliwych swiatow. dopasowac swoj system nerwowy do rzeczywistosci.
                            nadal przypomina mi to bardzo mocno sytuacje krola schwytanego przez najezdzce i zamienionego w niewolnika, kogos kto aby cieszyc sie dniem dzisiejszym musi porzucic swoje stare krolewskie ja i odnalezc radosc w kategoriach przewidzianych dla niewolnikow.
                            ja wiem, ze jest to metoda skuteczna. ale nadal boli moja proznosc mechanizm wedlug ktorego funkcjonuje swiat.
                            'swiat jest zgnity" mawial moj znajomy.
                            mlodziutka wtedy bylam, probowalam dowiedziec sie o co mu chodzi, wydawalo mi sie ze swiat czynia tak podlym ludzie.
                            po jakims czasie zrozumialam o co chodzilo A.
                            z ludzmi wszystko jest w porzadku,
                            chodzi o to, ze swiat funkcjonuje na zasadach, ze tak oglednie powiem, wrogich harmonii, kiepskich

                            mamy g...niany system operacyjny
                            tak mysle
                            choc istnieje ogromne prawdopodobienstwo ze sie myle

                            :)

                            --
                            aniołem jestem złym, szatanem z aureolą
                            • 22.03.08, 01:25
                              szarylemur napisała:

                              > wybacz, ale nadal uwazam, ze aby stwierdzic czy na cos wplywu nie
                              mamy, musimy
                              > ( a nie - chcemy) sprobowac na to wplyw wywrzec.

                              A schomikowane doswiadczenie? Czasem naprawde nie trzeba siadac na
                              rozgrzanej blasze, zeby zalozyc, ze to sie nie uda.
                              Jest jeszcze kwestia kosztow - rownie wazna. Swiety spokoj ma swoja
                              cene, lepsze wrogiem dobrego, sukces tez moze przerazac, koszty
                              dzialania dla bliskich, brak tego czy owego, itd - tego sa cale
                              dlugasne listy.
                              ...

                              > czlowiek z klipu poddawal sie powoli, widze w nim przywiazanie do
                              zycia wbrew l
                              > ogice i mimo nadzwyczajnej kruchosci ;)

                              Zawstydzam sie, kiedy widze cos takiego. Na krotko, ale zawstydzam.

                              > co do wyboru miedzy zyciem w cierpieniu a nie - zyciem. jak juz
                              pisalam : to kw
                              > estia bardzo osobista. ja wierze i tym co chca umrzec i tym co
                              pragna zyc mimo
                              > wszystko. wierze nawet tym, co skladaja dumne ( takie czy inne)
                              deklaracje na z
                              > as... wierze im klarownym wizjom, ale nie traktuje tego ani
                              troche powazniej ni
                              > z wizji wlasnie...

                              Pieklo ze srodka wyglada zupelnie inaczej niz z zewnatrz. Mozna
                              przypuszczac i niedowierzac, ale to jest czyjes - twoje np -
                              niedowierzanie, a nie tej osoby ze srodka.
                              To czasem jest cenna perspektywa, takie wszystkobedzie dobrze, ale
                              czasem wiadomo, ze nie bedzie.

                              > idiotyczne byloby dla mnie gdyby kt
                              > os zechcial powolac sie na slowa "Totalne doswiadczenie
                              samotnosci moze nauczyc
                              > wrazliwosci na innych." i odmowil komus pomocy, po to aby ...
                              pomoc tej osobie
                              > w rozwoju " duchowym".

                              To by znaczylo, ze nawet walniecie mlotkiem w glowe by tu nie
                              pomoglo. Zadziwiajace, ze tacy ludzie sie zdarzaja.

                              > "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić
                              > nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę.
                              > I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego."
                              > To nie jest to samo, co 'jak sie nie ma, co sie lubi to sie lubi
                              co sie ma"
                              >
                              > dla mnie to jest to samo, mniej wiecej, tylko slowami marka
                              aureliusza wyrazone
                              > piekniej.
                              > dokladniej: jesli nie masz tego co lubisz, masz dwie drogi:
                              sprobowac zdobyc to
                              > co lubisz, albo polubic to co masz.
                              > jesli nie mozesz zdobyc tego czego pragniesz, musisz zdobyc sie
                              na to, aby w ty
                              > m co masz odnalezc wartosc.
                              > a twoja madrosc posluzy ci do okreslenia czy mozesz osiagnac swoj
                              ideal, czy ma
                              > sz sily na jego realizacje, czy tez raczej nie.

                              No nie, madralo - wszystkie trzy linijki sa wazne, a ty skupiasz
                              sie na pierwszej i ostatniej. I 'lubienie' mocno to wszystko
                              trywializuje.

                              > "Chodzi mi raczej o swiadomosc wyboru w kazdej chwili.
                              > Nawet, jesli nie mozesz czegos zmienic, mozesz wybrac swoje do
                              tego
                              > nastawienie."
                              > to znaczy tak: bardzo cos lubie, ale okazuje sie ze tego miec nie
                              bede, bo nie
                              > moge. przez moment sie jeszcze szamocze, by po chwili pokornie
                              schylic glowe. j
                              > esli jest sie zbyt slabym na to aby zmienic swiat, nalezy zmienic
                              swoje nastawi
                              > enie i nie obrazac sie na prawa rzadzace swiatem, lecz dostosowac
                              do nich i w i
                              > ch obrebie szukac przyjemnosci zamiast wypartywac ich poza
                              obszarem tego co moz
                              > liwe.
                              > tak, ja wiem, inaczej nie mozna, to jest mozna, ale to nie
                              prowadzi w zadne uro
                              > cze rejony.
                              > ale chodzi mi o to, ze to jest niewolnictwo! to jest postawa
                              tylez rozumna co n
                              > abozna wobec rzeczywistosci. jesli nie moge miec tego co mi sie
                              przysnilo, bior
                              > e co jest i w tym co jest staram sie odnalezc wartosc, gdyz kara
                              za niesubordyn
                              > acje jest rozczarownie.

                              Druga linijka! Przy jej pomocy robiono rewolucje, palono staniki i
                              wymyslano szczepionki na wscieklizne.

                              > a jednak warto sie czasem obrazic na swiat, i warto pragnac tego
                              czego nie ma,
                              > co nie istnieje, warto probowac wiecej niz trzy i trzydziesci
                              trzy razy, warto
                              > czasem oderwac sie od ziemi i nie dac sie latwo ukoic w zalu za
                              nierealnym.
                              > chora ambicja, niezadowolenie z tego co jest, marzycielstwo,
                              niepokornosc nie z
                              > apewnia spokoju ani osiagniecia czegokolwiek, ale otwiera droge
                              ku tworczosci,
                              > wynalazczosci.

                              Ja wierze, ze wiekszosc wynalazkow powstala z lenistwa.
                              I ciagle: naprawde, decyzja 'uda sie - nie uda' nie zawsze musi sie
                              konczyc na 'nie'.

                              > przecietni ludzie korzystaja z tego, co juz jest stworzone, w
                              obrebie rzeczy is
                              > tniejacych szukaja swojego szczescia. ich cnota jest umiarkowanie
                              i zdrowy rozs
                              > adek.
                              > niektorzy z tych, ktorzy przecietni byc nie chca lub nie umieja,
                              zostaja kreato
                              > rami nowego takze dzieki brakowi umiarkowania i zdrowego
                              rozsadku. czasem sporo
                              > sily zyskuje sie przez odebranie jej wewnterznemu i zewnetrznemu
                              krytykowi.

                              Ci dwaj krytycy tak naprawde sa najczesciej jednak w srodku.
                              Zazwyczaj oni sie - nawet jesli zewnetrzni najpierw - bardzo szybko
                              uwewnetrzniaja, czesto na cale zycie.
                              Ale wewnetrzny krytyk jest potrzebny. Tylko nie na poczatku.

                              Zreszta - wiele moich niewatpliwie genialnych osiagniec kuchennych
                              (bo na swoja skale, kazdy z nas jest tworca, nie tylko artysci i
                              naukowcy) bylo dzieckiem przypadku i pustawej lodowki.

                              > dla mnie
                              > hiob nie jest piekny, klip cunninghama nie jest piekny, obie te
                              historie sa str
                              > aszne, obrzydliwe, absurdalne i nie powinny miec miejsca!!! godze
                              sie na nie o
                              > bie, gdyz nie czuje sie na silach zmienic praw fizyczno -
                              spolecznych ani skute
                              > cznie lagodzic skutkow ich dzialania. nastepnie moge dokonac
                              operacji mentalno
                              > - nominalnej, w wyniku ktorej to, co wydawalo mi sie dotad
                              ohydne, nazwe normal
                              > nym, i jako norme przyjme i zaakceptuje. schylenie glowy przed
                              ogromem ( absurd
                              > u, bezimiennego sprzezonego z zyciem okrucienstwa) przyniesie mi
                              spokoj i pogod
                              > e ducha. moge wytlumaczyc sobie ( na sile!) , ze to nie ja, lecz
                              rzeczywistosc
                              > ma racje, ze zyjemy na najlepszym z mozliwych swiatow. dopasowac
                              swoj system ne
                              > rwowy do rzeczywistosci.
                              > nadal przypomina mi to bardzo mocno sytuacje krola schwytanego
                              przez najezdzce
                              > i zamienionego w niewolnika, kogos kto aby cieszyc sie dniem
                              dzisiejszym musi p
                              > orzucic swoje stare krolewskie ja i odnalezc radosc w kategoriach
                              przewidzianyc
                              > h dla niewolnikow.
                              > ja wiem, ze jest to metoda skuteczna. ale nadal boli moja
                              proznosc mechanizm we
                              > dlug ktorego funkcjonuje swiat.

                              Ejze, przeciez caly czas robimy tak, jak z niesmakiem to opisujesz.
                              Gdzies tam torturuje sie ludzi, gdzies brutalnie gwalci i zabija,
                              gdzies ginie starozytna kultura, pare domow dalej rodzice
                              przepijaja caly zasilek i po pijaku katuja syna itd itd. Codziennie
                              mozna o tym przeczytac, uslyszec, ba - obejrzec filmik na ktoryms z
                              serwisow. Rusza cie ta swiadomosc? Co pare sekund umiera ktos na
                              AIDS w Afryce, co pare sekund ginie z glodu kolejne dziecko. A
                              spimy spokojnie, wpuszczamy jednym uchem i wypuszczamy drugim, bo
                              jakby sie tak tym przejac, to nic tylko rozdac majatek i ruszyc na
                              ratunek, przeciez jest kredyt do splacenia i za dwa lata obiecali
                              awans, a wlasnie planujemy dziecko i moze kupimy samochod...

                              > 'swiat jest zgnity" mawial moj znajomy.
                              > mlodziutka wtedy bylam, probowalam dowiedziec sie o co mu chodzi,
                              wydawalo mi s
                              > ie ze swiat czynia tak podlym ludzie.
                              > po jakims czasie zrozumialam o co chodzilo A.
                              > z ludzmi wszystko jest w porzadku,
                              > chodzi o to, ze swiat funkcjonuje na zasadach, ze tak oglednie
                              powiem, wrogich
                              > harmonii, kiepskich
                              >
                              > mamy g...niany system operacyjny
                              > tak mysle
                              > choc istnieje ogromne prawdopodobienstwo ze sie myle

                              Mysle, ze jakby byl gowniany, to by to wszystko pie..elo juz
                              dawno.

                              --
                              'w wielu kosciolach kobiety z dziecmi st
                              • 22.03.08, 05:12
                                odnosnie schomikowanych doswiadczen i " koniecznosci" sprawdzania.
                                mysle, ze schomikowanymi doswiadczeniami zawiaduje apodyktyczny krytyk co woli dmuchac na zimne.
                                ale byc moze nie jest to powszechne, tj jest tak tylko u mnie a i to tylko czasami :0


                                "> czlowiek z klipu poddawal sie powoli, widze w nim przywiazanie do
                                zycia wbrew logice i mimo nadzwyczajnej kruchosci ;)
                                Zawstydzam sie, kiedy widze cos takiego. Na krotko, ale zawstydzam."

                                nie rozumiem, co cie zawstydza? moja wypowiedz czy sytuacja w jakiej znalazl sie ten czlowiek czy moze jego sposob radzenia sobie z ta sytuacja?

                                "Pieklo ze srodka wyglada zupelnie inaczej niz z zewnatrz."
                                chyba mnie nie zrozumialas - nie chodzi o to, ze niedowierzam czyjemus cierpieniu. niedowierzam deklaracjom skladanym przez w miare zdrowych wobec tego jak by sie zachowali wobec cierpienia i umierania. wierze, ze tak wlasnie zachowac by sie chcieli, i tak zachowac sie zamierzaja, ale nie wierze, ze nigdy nie zmienia zdania.

                                ---
                                ok, zgodze sie, ze fraza " jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma" nie wnosi ze soba tyle wazkich tresci co aforyzm marka aureliusza. aforyzm ten jest pelna wykladnia problemu, podczas gdy przyslowie odnosi sie tylko do jego fragmentu.
                                ---
                                "wewnetrzny krytyk jest potrzebny. Tylko nie na poczatku." a to juz wlacza sie chyba metakrytyk, znaczy krytyk oceniajacy kiedy potrzebny jest krytyk.
                                taa, z ta madroscia sluzaca do odrozniania, oceniajaca relacje ja - swiat to chyba najwiekszy problem :)
                                ---
                                to ze caly czas robimy tak, jak to z niesmakiem opisuje - tj, przymykamy oczy na nasze wyobrazenia o tym jakie zycie powinno byc, wyrzekamy sie naszych snow za niewolnicza porcje realnego spokoju i szczescia - to... co? to znaczy, wg ciebie, ze nie mam prawa o tym z niesmakiem stukac? aby byc szczesliwym trzeba ogluchnac i oslepnac nie tylko na czyjes ale nawet na swoje wlasne pragnienia. i przestac nazywac straty poniesione przez ego stratami.
                                czy to takie straszne ze spimy i jemy i krecimy sie na karuzelach z wata cukrowa w dloni, kiedy mali zahifieni mieszkancy afryki padaja jak muchy?
                                tak, to jest straszne.
                                ale straszniejsze wydaje mi sie tlumaczyc takim osobnikom, ktorzy nie maja gdzie spac nie maja co jesc i nikt ich na karuzele nie wpusci, ze i tak jest pieknie, ze winni sa pokore, ze moga tak wymodelowac swoje ja ze beda pekac z radosci, wdzieczni losowi za te babie lato co sie ich jol jol udzialem stalo.
                                nie odwazylabym sie pojsc glosic im ewangelii.
                                zaczyna mi sie zdawac ze spokoj umyslu uzyskujemy poprzez odwracanie wzroku od nieprzyjemnych widokow i kierowanie go na rzeczy ladne. przemieszczanie osrodka zainteresowania ze strefy rzeczy na ktore nie mamy wplywu, do obszaru gdzie cos znaczymy, gdzie nasza sila jest sila.
                                tak, to tez jest swego rodzaju wysilek. to chyba wszystko co mozemy zrobic, i - gdybym byla silna prawdopodobnie nie martwiloby mnie to ani troche.
                                a ze nie zawsze silna jestem, to coz...czasem mnie to martwi...
                                reasumujac z przekasem:
                                mysle, ze hiob cunninghama powinien rozwazyc swoja sytuacje na spokojnie i nie paletac sie po ulicach, nie wykrzywiac tak twarzy, nie uciekac przed wyrokiem, lecz z pokora przyjac swoj los. wtedy z godnoscia moglby zostac obroconym w proch ;)

                                --
                                tak, problem pokory i akceptacji rzeczywistosci nadal we mnie siedzi nie rozplatany...
                                • 23.03.08, 01:54
                                  szarylemur napisała:

                                  > odnosnie schomikowanych doswiadczen i " koniecznosci" sprawdzania.
                                  > mysle, ze schomikowanymi doswiadczeniami zawiaduje apodyktyczny
                                  krytyk co woli
                                  > dmuchac na zimne.
                                  > ale byc moze nie jest to powszechne, tj jest tak tylko u mnie a i
                                  to tylko czas
                                  > ami :0

                                  Wydaje mi sie, ze u znakomitej wiekszosci ludzi tak jest. Z dwoch
                                  powodow - po pierwsze, krytyka nam wtloczono, polscy rodzice nie
                                  wiedziec czemu to na ogol defetysci, jesli chodzi o uda sie - nie
                                  uda ich dzieci, od najwczesniejszych lat (nie wchodz na murek, bo
                                  spadniesz, nie skacz, bo sie przewrocisz). Po drugie - kazda
                                  zmiana, nawet taka na lepsze, to stres.

                                  > nie rozumiem, co cie zawstydza? moja wypowiedz czy sytuacja w
                                  jakiej znalazl si
                                  > e ten czlowiek czy moze jego sposob radzenia sobie z ta sytuacja?

                                  Zawstydza mnie cudzy irracjonalny heroizm. Na szczescie szybko o
                                  tym zapominam.

                                  ...
                                  > "wewnetrzny krytyk jest potrzebny. Tylko nie na poczatku." a to
                                  juz wlacza sie
                                  > chyba metakrytyk, znaczy krytyk oceniajacy kiedy potrzebny jest
                                  krytyk.
                                  > taa, z ta madroscia sluzaca do odrozniania, oceniajaca relacje
                                  ja - swiat to ch
                                  > yba najwiekszy problem :)

                                  Nie, alez skad - nie chodzi o metakrytyka, ktory zapewne
                                  potrzebowalby swojego wlasnego metametakrytyka, ale o proste
                                  narzedzie: guzik do wylaczania fonii.
                                  Kiedy pojawiaja sie pomysly na rozwiazanie problemu, nalezy
                                  krytykowi te fonie wylaczyc i spokojnie generowac kolejne
                                  pojawiajace sie idee. Kiedy czuje sie, ze juz nic sie z siebie nie
                                  wycisnie, zadnego malutenkiego albo najglupszego pomyslu, krytyk
                                  zostaje wlaczony. Wtedy moze stac sie zyczliwym, madrym doradca.

                                  > to ze caly czas robimy tak, jak to z niesmakiem opisuje - tj,
                                  przymykamy oczy n
                                  > a nasze wyobrazenia o tym jakie zycie powinno byc, wyrzekamy sie
                                  naszych snow z
                                  > a niewolnicza porcje realnego spokoju i szczescia - to... co? to
                                  znaczy, wg cie
                                  > bie, ze nie mam prawa o tym z niesmakiem stukac? aby byc
                                  szczesliwym trzeba ogl
                                  > uchnac i oslepnac nie tylko na czyjes ale nawet na swoje wlasne
                                  pragnienia. i p
                                  > rzestac nazywac straty poniesione przez ego stratami.
                                  > czy to takie straszne ze spimy i jemy i krecimy sie na karuzelach
                                  z wata cukrow
                                  > a w dloni, kiedy mali zahifieni mieszkancy afryki padaja jak
                                  muchy?
                                  > tak, to jest straszne.
                                  > ale straszniejsze wydaje mi sie tlumaczyc takim osobnikom, ktorzy
                                  nie maja gdzi
                                  > e spac nie maja co jesc i nikt ich na karuzele nie wpusci, ze i
                                  tak jest piekni
                                  > e, ze winni sa pokore, ze moga tak wymodelowac swoje ja ze beda
                                  pekac z radosci
                                  > , wdzieczni losowi za te babie lato co sie ich jol jol udzialem
                                  stalo.
                                  > nie odwazylabym sie pojsc glosic im ewangelii.

                                  Czesto myslac 'wiara', mieszkancy takiej np Polski mysla 'KK',
                                  czesto myslac 'swiat', skupiamy sie na cywilizowanej, zamoznej
                                  Europie. To, co dziala u sytej, odaszonej, mieszkajacej w bogatym i
                                  cywilizowanym kraju osobie, nie zadziala u nie znajacego jutra
                                  nedzarza. Nie trzeba byc Maslowem, aby wiedziec, ze by myslec o
                                  emocjach czy silic na dojrzalosc, dystans i takie tam rzeczy,
                                  najpierw nalezy miec pelen brzuch i podstawowe poczucie
                                  bezpieczenstwa.

                                  > zaczyna mi sie zdawac ze spokoj umyslu uzyskujemy poprzez
                                  odwracanie wzroku od
                                  > nieprzyjemnych widokow i kierowanie go na rzeczy ladne.

                                  Mhm. A deficyt nieprzyjemnych emocji uzupelniamy w kinie na
                                  dreszczowcach albo w galeriach ogladajac sztuke wspolczesna.
                                  Drazni, ale tylko na chwile, a potem idziemy cos zjesc na miescie.

                                  przemieszczanie osrodka
                                  > zainteresowania ze strefy rzeczy na ktore nie mamy wplywu, do
                                  obszaru gdzie co
                                  > s znaczymy, gdzie nasza sila jest sila.
                                  > tak, to tez jest swego rodzaju wysilek. to chyba wszystko co
                                  mozemy zrobic, i -
                                  > gdybym byla silna prawdopodobnie nie martwiloby mnie to ani
                                  troche.
                                  > a ze nie zawsze silna jestem, to coz...czasem mnie to martwi...
                                  > reasumujac z przekasem:
                                  > mysle, ze hiob cunninghama powinien rozwazyc swoja sytuacje na
                                  spokojnie i nie
                                  > paletac sie po ulicach, nie wykrzywiac tak twarzy, nie uciekac
                                  przed wyrokiem,
                                  > lecz z pokora przyjac swoj los. wtedy z godnoscia moglby zostac
                                  obroconym w pro
                                  > ch ;)

                                  O, ja bym sie nie zgodzila. Mi to sie zawsze wydaje, ze tacy
                                  ludzie - bez nogi, perspektyw na cokolwiek, bez niczego zupelnie,
                                  ktorzy i tak walcza - sa upgradeowani, maja cos ponad moje pojecie,
                                  moje standardowe wyposazenie. Wiec ja nie mam pojecia.

                                  --
                                  stereotypes are a real time-saver
                                  • 23.03.08, 03:52
                                    potraktujmy ten klip metaforycznie. nie musisz byc czarna ani porcelanowa aby
                                    grac w nim glowna role.to nie ma znaczenia czy bedziemy biala burzuazje
                                    kontrowac czarnymi zahifionymi afryczatkami...
                                    wystarczy ze zadowolonych, jako tako stabilnych przeciwstawimy tym, ktorym
                                    wlasnie wali sie swiat.
                                    aby utrzymac stan radosnej afirmacji zycia, swiata, musimy odwrocic wzrok,
                                    zobojetniec na cierpienie innych, a - w co drastyczniejszych przypadkach - wlasne.
                                    byc moze jednak gdybysmy byli w stanie objac swiadomoscia calosc wydarzen,
                                    bilans piekna/ brzydoty wyszedlby na zero albo nawet dodatnio.
                                    ale nie wiadomo.

                                    krotka wstawka retrospektywna: gdy po raz pierwszy szlismy z kumplem ulicami
                                    walencji, zawylam: boze, dlaczego urodzilam sie w polsce, skoro moglam urodzic
                                    sie tu??? na co kumpel odrzekl: ano moglas sie rownie dobrze w somalii urodzic,
                                    wiec nie narzekaj :]
                                    kiedy opowiadalam ta historie znajomej portugalce, ta sie mocno skrzywila.
                                    byc moze somalijczykom obce sa przyjemnosci europejskich " bogaczy", lecz nie
                                    znaczy to wcale, ze obce sa im przyjemnosci zycia w ogole.
                                    mysle, ze aforyzm marka aureliusza ma odniesienie uniwersalne, nie jest
                                    adresowany do zadnej konkretnej grupy spolecznej ani nacji ani plci ani rasy.
                                    te kilka wersow mozna uczynic mottem swojego zycia niezaleznie od tego czy jest
                                    sie krolem czy zebrakiem. kazdy z nas dysponuje jakas sila, i nikt z nas nie
                                    jest wszechmogacy. oczywiscie, beznogi zebrak z koniecznosci * dzieki madrosci*
                                    bedzie mial wieksze pole do popisu w zakresie pokory i cierpliowosci, zas krol -
                                    sily... i tutaj widze pulapke, pulapeczke...
                                    pulapeczka zastawiona jest na nieszczesnikow nieco mniej szczodrze przez los
                                    wyekwipowanych. szczytne hasla rewolucji francuskiej nijak sie maja do
                                    rzeczywistosci. nie ma rownosci, nie ma braterstwa, a " o wolnosci juz nawet
                                    nikt nie wspomina mi". sa labirynty ukladow i ukladzikow. nie wystarczy wierzyc
                                    w idealy aby byc szczesliwym, trzeba poznac rzeczywiste schematy dzialania
                                    zycia, spoleczenstwa, aby moc odnalezc szczescie na tej ziemi.
                                    trzeba zdradzic swoje marzenia, dokonac rewolucji kopernikanskiej, zgodzic sie
                                    iz egocentryzm wlasciwy jest wczesnym stadium rozwojowym istoty ludzkiej.
                                    trzeba odlozyc do lamusa bardzo wiele z dzieciecych bajek, wyrzec sie wielu
                                    procent wlasnego ego, aby zrobic miejsce na to, co oferuje swiat.
                                    szczegolnie jesli sie jest dziedzicem mitycznej nieistniejacej fortuny, jesli
                                    sie nagle traci grunt pod nogami.
                                    " Mi to sie zawsze wydaje, ze tacy
                                    ludzie - bez nogi, perspektyw na cokolwiek, bez niczego zupelnie,
                                    ktorzy i tak walcza - sa upgradeowani, maja cos ponad moje pojecie,
                                    moje standardowe wyposazenie. Wiec ja nie mam pojecia."
                                    mi sie wydaje, ze sa upgradeowani dokladnie tak jak sie upgraduje viste do xp,
                                    tj w zasadzie w dol, ale jednak nie do konca :)
                                    tacy ludzie mocniej doznaja istynktu przetrwania.
                                    w czasie wojen podobno znacznie spada odsetek ludzi z depresja...

                                    problem w tym, ze jesli caly kraj pograzony jest w wojnie, jednostki w tym kraju
                                    laczy mniej wiecej podobna perspektywa poznawcza czy jaka tam.
                                    w pewnym sensie znacznie gorszym, ciezszym doswiadczeniem dla jednostki jest byc
                                    ofiara wojny/ choroby w sytym, bezpiecznym, spokojnym kraju.
                                    trudno wowczas nie czuc sie obcym, wyalienowanym. trudno nie oczekiwac pomocy,
                                    lecz trudno ja otrzymac wsrod tych, ktorym doswiadczenie " poskapilo" naszych
                                    doznan.


                                    pozdrawiam!
                                    --
                                    "ośmiornica jest siostrą potwora!"
                                    • 25.03.08, 02:13
                                      szarylemur napisała:

                                      ...
                                      > aby utrzymac stan radosnej afirmacji zycia, swiata, musimy
                                      odwrocic wzrok,
                                      > zobojetniec na cierpienie innych, a - w co drastyczniejszych
                                      przypadkach - wlas
                                      > ne.
                                      > byc moze jednak gdybysmy byli w stanie objac swiadomoscia calosc
                                      wydarzen,
                                      > bilans piekna/ brzydoty wyszedlby na zero albo nawet dodatnio.
                                      > ale nie wiadomo.

                                      Raczej jednak wiadomo. Ale od tego tez lepiej odwrocic wzrok.

                                      > krotka wstawka retrospektywna: gdy po raz pierwszy szlismy z
                                      kumplem ulicami
                                      > walencji, zawylam: boze, dlaczego urodzilam sie w polsce, skoro
                                      moglam urodzic
                                      > sie tu??? na co kumpel odrzekl: ano moglas sie rownie dobrze w
                                      somalii urodzic,
                                      > wiec nie narzekaj :]
                                      > kiedy opowiadalam ta historie znajomej portugalce, ta sie mocno
                                      skrzywila.
                                      > byc moze somalijczykom obce sa przyjemnosci europejskich "
                                      bogaczy", lecz nie
                                      > znaczy to wcale, ze obce sa im przyjemnosci zycia w ogole.

                                      Zapewne dzieciaki, zyjace w brazylijskich domkach z dykty jak i
                                      pare milionow im podobnych wspolobywateli tez maja swoje
                                      przyjemnosci, bo wlasciwie czemu nie. Jednak upre sie, ze nie mozna
                                      porownywac perspektywy i zadowolenia sytego i glodnego. Takiego,
                                      ktory moze zginac ot tak od tego, ktorego spokoj i majatek
                                      pilnowany jest przez uzbrojonych funkcjonariuszy. Itd.
                                      Badania poziomu szczescia udowadniaja, ze odsetek ludzi, ktorzy sa
                                      szczesliwi jest w prawie wszystkich grupach ekonomicznych taki sam -
                                      okolo 7%. Siedem procent bogaczy, siedem procent przedstawicieli
                                      klasy sredniej, siedem procent niezamoznych. Ale te siedem procent
                                      nie dotyczy nedzarzy. Maslow.

                                      > mysle, ze aforyzm marka aureliusza ma odniesienie uniwersalne,
                                      nie jest
                                      > adresowany do zadnej konkretnej grupy spolecznej ani nacji ani
                                      plci ani rasy.
                                      > te kilka wersow mozna uczynic mottem swojego zycia niezaleznie od
                                      tego czy jest
                                      > sie krolem czy zebrakiem. kazdy z nas dysponuje jakas sila, i
                                      nikt z nas nie
                                      > jest wszechmogacy. oczywiscie, beznogi zebrak z koniecznosci *
                                      dzieki madrosci*
                                      > bedzie mial wieksze pole do popisu w zakresie pokory i
                                      cierpliowosci, zas krol
                                      > -
                                      > sily... i tutaj widze pulapke, pulapeczke...
                                      > pulapeczka zastawiona jest na nieszczesnikow nieco mniej
                                      szczodrze przez los
                                      > wyekwipowanych. szczytne hasla rewolucji francuskiej nijak sie
                                      maja do
                                      > rzeczywistosci. nie ma rownosci, nie ma braterstwa, a " o
                                      wolnosci juz nawet
                                      > nikt nie wspomina mi". sa labirynty ukladow i ukladzikow. nie
                                      wystarczy wierzyc
                                      > w idealy aby byc szczesliwym, trzeba poznac rzeczywiste schematy
                                      dzialania
                                      > zycia, spoleczenstwa, aby moc odnalezc szczescie na tej ziemi.
                                      > trzeba zdradzic swoje marzenia, dokonac rewolucji
                                      kopernikanskiej, zgodzic sie
                                      > iz egocentryzm wlasciwy jest wczesnym stadium rozwojowym istoty
                                      ludzkiej.
                                      > trzeba odlozyc do lamusa bardzo wiele z dzieciecych bajek, wyrzec
                                      sie wielu
                                      > procent wlasnego ego, aby zrobic miejsce na to, co oferuje swiat.
                                      > szczegolnie jesli sie jest dziedzicem mitycznej nieistniejacej
                                      fortuny, jesli
                                      > sie nagle traci grunt pod nogami.

                                      No nie, to nie moze byc az tak. 'Zeby byc szczesliwym, trzeba
                                      zdradzic siebie' - nie zgodze sie na to, to kit, nie recepta. To
                                      jest kwestia wyboru, rozwazenie kosztow i nastepstw decyzji, tego,
                                      co sie faktycznie moze zrobic itd. Wazna jest 'madrosc, abym
                                      odroznil' i decyzja, co sie wybiera: mniej lub bardziej
                                      metaforyczne afrykanskie dzieci, ktore gina z glodu czy wlasna
                                      wygodna kanape. Wbrew temu, co sie sadzi o zaniechaniu, ono takze
                                      jest wyborem i rodzajem dzialania. Niekoniecznie najgorszym, bo
                                      moze nie jest sie stworzonym do ratowania swiata. Takiej Emilii
                                      Plater wydawalo sie, ze zbawia Polske, tymczasem reszta oddzialu
                                      uwazala ja za klopotliwy, nieprzydatny i nieznosnie natchniony
                                      nadbagaz.

                                      > mi sie wydaje, ze sa upgradeowani dokladnie tak jak sie upgraduje
                                      viste do xp,
                                      > tj w zasadzie w dol, ale jednak nie do konca :)
                                      > tacy ludzie mocniej doznaja istynktu przetrwania.
                                      > w czasie wojen podobno znacznie spada odsetek ludzi z depresja...

                                      Nie pamietam juz kto upieral sie, ze ludzi od zwierzat rozni
                                      niedoskonalosc ludzkiego instynktu. Nie mozemy na nim polegac i
                                      musimy kombinowac, wymyslac rzeczywistosc i przyrzady do niej.
                                      Mozliwe, ze w sytuacjach ekstremalnych zaczynamy polegac na
                                      instynkcie. Nie bez powodu cialo migdalowate nazywane jest 'gadzim
                                      mozgiem'.

                                      > problem w tym, ze jesli caly kraj pograzony jest w wojnie,
                                      jednostki w tym kraj
                                      > u
                                      > laczy mniej wiecej podobna perspektywa poznawcza czy jaka tam.
                                      > w pewnym sensie znacznie gorszym, ciezszym doswiadczeniem dla
                                      jednostki jest by
                                      > c
                                      > ofiara wojny/ choroby w sytym, bezpiecznym, spokojnym kraju.
                                      > trudno wowczas nie czuc sie obcym, wyalienowanym. trudno nie
                                      oczekiwac pomocy,
                                      > lecz trudno ja otrzymac wsrod tych, ktorym doswiadczenie "
                                      poskapilo" naszych
                                      > doznan.

                                      No tak, laczy wtedy perspektywa 'z wnetrza piekla'. Ci, ktorzy w
                                      piekle nie byli, musza uzbroic sie w uwage i szacunek.



                                      czulko
                                      --
                                      Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
                                      • 25.03.08, 05:14
                                        witaj po swietach :)
                                        troszke pomieszalam w miejscu gdzie pisze o " koniecznosci zdradzenia siebie"...
                                        chodzi mi o koniecznosc wyzbywania sie elementow wlasnej wizji swiata. nie musi
                                        to dotyczyc wcale kwestii wznioslych czy ogolnoludzkich. mi np, trudno bylo sie
                                        pogodzic z utrata nadziei na to ze kiedykolwiek naucze sie latac *
                                        niemetaforycznie*.
                                        uzylam dramatycznego zwrotu " zdradzic siebie" chyba niekoniecznie potrzebnie,
                                        raczej - wyrzucic z glowy utopijne rojenia, pragnienia zastepowac wiedza, RACZEJ
                                        szukac spelnienia w obrebie rzeczywistosci niz plakac nad tym, ze np wstretne
                                        takie prawa fizyczne ograniczaja moja wolnosc...
                                        ty widac mialas na mysli nieco bardziej wziosle idealy piszac o ewentualnej ich
                                        zdradzie :)
                                        moznaby jednak polaczyc nasze perspektywy i zapytac, czy zatroskanie sytuacja
                                        dzieci afryki nie jest tak samo idiotyczna zapora przed afirmacja rzeczywistosci
                                        jak zal nielota za lataniem?
                                        czy tak jak madrosc podpowiada, ze czlowiek nie jest stworzony do latania wiec
                                        nie ma co sie gryzc tym ze sie latac nie umie i nigdy nie nauczy, czy
                                        podpowiada ona tez, ze na los dzieci afryki wplyw mamy niewielki, wiec i nad
                                        nimi nie warto plakac?
                                        swoja droga, "bogu dzieki" za te dzieci afryki i inne male latynoski z burdelow,
                                        bez nich zdaje sie stracilibysmy nasz ostatni kij i chusteczke do nosa pt" jesli
                                        ci zle, pomysl jak zle jest im". ciekawe tylko co owym " im" rzucic na otarcie
                                        lez? moze jakies krolestwo niebieskie ???
                                        ---
                                        niemal wszystko a moze wszystko po prostu, poddane odpowiedniej przerobce,
                                        moznaby umiescic w watku o tym ze swiat jest coraz piekniejszy.
                                        wystarczy tylko chciec...
                                        ---
                                        myslac o badaniach maslowa ( ktorych nie znam i opieram sie tylko na tym, co
                                        napisalas ty), chcialam wyobrazic sobie taka spolecznosc nedzarzy, ale mi sie
                                        nie udalo. nedzarze sa wszedzie, tak samo jak inne klasy spoleczne. nawet w
                                        najbiedniejszej skupinie ' somalijczykow' tworza sie jakies warstwy, choc dla
                                        nas moga oni wszyscy, lacznie z krolem, byc nedzarzami. dlatego mysle, ze faktu
                                        urodzenia tutaj czy tam, nie mozna latwo przekladac na poczucie dobrostanu.
                                        dobrostan jest relatywny :)

                                        ---
                                        "Mozliwe, ze w sytuacjach ekstremalnych zaczynamy polegac na instynkcie. "
                                        dokladnie tak, tj tak mysle. takie poleganie na instynkcie ma tylez zalet co
                                        wad, ale przeciez jest na te wady sposob ;)
                                        ---
                                        "No tak, laczy wtedy perspektywa 'z wnetrza piekla'. Ci, ktorzy w
                                        piekle nie byli, musza uzbroic sie w uwage i szacunek."
                                        tyle, ze wybieramy/ lub " wybieramy" odwrocenie uwagi raczej niz uwage, a juz na
                                        pewno nie lubimy - generalizuje, przepraszam - byc bombardowanymi cudzym
                                        nieszczesciem.

                                        pozdrawiam :)))

                                        --
                                        ...
                                        • 26.03.08, 03:01
                                          szarylemur napisała:

                                          > witaj po swietach :)

                                          Dobrywieczor :)

                                          > troszke pomieszalam w miejscu gdzie pisze o " koniecznosci
                                          zdradzenia siebie"..
                                          > .
                                          > chodzi mi o koniecznosc wyzbywania sie elementow wlasnej wizji
                                          swiata. nie musi
                                          > to dotyczyc wcale kwestii wznioslych czy ogolnoludzkich. mi np,
                                          trudno bylo sie
                                          > pogodzic z utrata nadziei na to ze kiedykolwiek naucze sie latac *
                                          > niemetaforycznie*.
                                          > uzylam dramatycznego zwrotu " zdradzic siebie" chyba
                                          niekoniecznie potrzebnie,
                                          > raczej - wyrzucic z glowy utopijne rojenia, pragnienia zastepowac
                                          wiedza, RACZE
                                          > J
                                          > szukac spelnienia w obrebie rzeczywistosci niz plakac nad tym, ze
                                          np wstretne
                                          > takie prawa fizyczne ograniczaja moja wolnosc...

                                          Pamietasz ten fragment rozmowy o samotnosci? Ze to paskudne jest,
                                          kiedy sie potrzebuje/prosi o pomoc i znikad ratunku? Napisalam
                                          wtedy, ze to jest moment prawdy, niekoniecznie milej, ale jednak
                                          prawdy.

                                          Na tym imo polega dorastanie - na kolejnym, mozolnym i
                                          ultrabolesnym rozbijaniu iluzji. W jednym z opowiadan Lema facet
                                          lyka jakies pigulki i nagle widzi, ze caly swiat jest udawany, tzn
                                          on zaczyna widziec go _naprawde_ - ze wszystko jest szare i
                                          odrapane, a ludziom rozne rzeczy sie wydaja i w tym zyja, nawet
                                          roslinki w doniczkach to tak naprawde druciane stelaze z troczkami
                                          od kalesonow zamiast lisci. Pozniej cos takiego bylo w Matrixie.

                                          Kultura lubuje sie w dramatyzmie, ale przeciez po lyknieciu
                                          czerwonej pigulki mozna tez zobaczyc rozne nieiluzoryczne diamenty,
                                          ktorych jakos wczesniej nie mozna bylo zauwazyc.

                                          ...
                                          > moznaby jednak polaczyc nasze perspektywy i zapytac, czy
                                          zatroskanie sytuacja
                                          > dzieci afryki nie jest tak samo idiotyczna zapora przed afirmacja
                                          rzeczywistosc
                                          > i
                                          > jak zal nielota za lataniem?
                                          > czy tak jak madrosc podpowiada, ze czlowiek nie jest stworzony do
                                          latania wiec
                                          > nie ma co sie gryzc tym ze sie latac nie umie i nigdy nie nauczy,
                                          czy
                                          > podpowiada ona tez, ze na los dzieci afryki wplyw mamy niewielki,
                                          wiec i nad
                                          > nimi nie warto plakac?
                                          > swoja droga, "bogu dzieki" za te dzieci afryki i inne male
                                          latynoski z burdelow
                                          > ,
                                          > bez nich zdaje sie stracilibysmy nasz ostatni kij i chusteczke do
                                          nosa pt" jesl
                                          > i
                                          > ci zle, pomysl jak zle jest im". ciekawe tylko co owym " im"
                                          rzucic na otarcie
                                          > lez? moze jakies krolestwo niebieskie ???

                                          Prawda pewnie lezy gdzies po srodku. Ze niby niewiele mozemy, ale
                                          jednak cos tam mozemy. Sa programy 'adopcji na odleglosc', sa rozne
                                          konta, na ktore mozna wplacac. Rownie dobrze moznaby sie uprzec, ze
                                          tego typu pomysly istnieja po to, zeby juz calkiem na dobre pozbyc
                                          sie poczucia winy.

                                          > niemal wszystko a moze wszystko po prostu, poddane odpowiedniej
                                          przerobce,
                                          > moznaby umiescic w watku o tym ze swiat jest coraz piekniejszy.
                                          > wystarczy tylko chciec...

                                          Nie zagladalam do watku, ale mi to smierdzi. Wole zakatki ponure i
                                          wilgotne.

                                          > myslac o badaniach maslowa ( ktorych nie znam i opieram sie tylko
                                          na tym, co
                                          > napisalas ty),

                                          Aaa. A ja myslalam, zes ty po psychologii.
                                          Maslow to ten psycholog od 'piramidy Maslowa':
                                          pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb - po angielsku jest
                                          to o wiele lepiej opisane.
                                          Donioslosci tej teorii nie sposob przecenic, mozna tlumaczyc nia
                                          bardzo wiele zachowan ludzkich, mozna jej uzywac w bardzo wielu
                                          sytuacjach.

                                          chcialam wyobrazic sobie taka spolecznosc nedzarzy, ale mi sie
                                          > nie udalo. nedzarze sa wszedzie, tak samo jak inne klasy
                                          spoleczne. nawet w
                                          > najbiedniejszej skupinie ' somalijczykow' tworza sie jakies
                                          warstwy, choc dla
                                          > nas moga oni wszyscy, lacznie z krolem, byc nedzarzami. dlatego
                                          mysle, ze faktu
                                          > urodzenia tutaj czy tam, nie mozna latwo przekladac na poczucie
                                          dobrostanu.
                                          > dobrostan jest relatywny :)

                                          No jasne, trzeba miec grupe odniesienia.
                                          Najdziwniej jest, kiedy ci, ktorych mielismy za 'biedaczkow' (z
                                          tego czy owego wzgledu) lituja sie nad nami. Bosmy tacy biedni. To
                                          jest dopiero lekcja.

                                          > "Mozliwe, ze w sytuacjach ekstremalnych zaczynamy polegac na
                                          instynkcie. "
                                          > dokladnie tak, tj tak mysle. takie poleganie na instynkcie ma
                                          tylez zalet co
                                          > wad, ale przeciez jest na te wady sposob ;)

                                          E tam, nudno jest jak sie tak bardzo zgadzamy. To w takim razie
                                          zapytam, jaki jest na te wady sposob?

                                          > "No tak, laczy wtedy perspektywa 'z wnetrza piekla'. Ci, ktorzy w
                                          > piekle nie byli, musza uzbroic sie w uwage i szacunek."
                                          > tyle, ze wybieramy/ lub " wybieramy" odwrocenie uwagi raczej niz
                                          uwage, a juz n
                                          > a
                                          > pewno nie lubimy - generalizuje, przepraszam - byc bombardowanymi
                                          cudzym
                                          > nieszczesciem.

                                          No nie, niekoniecznie, nie zyjemy w pustce pelnej emocjonalnych
                                          wydmuszek. Jest cala masa ludzi, ktorzy - z milosci, empatii czy
                                          innych chwalebnych pobudek zadadza sobie trud.
                                          czulko
                                          --
                                          dont hejt de pleja, hejt de gejm
                                          • 26.03.08, 07:06
                                            dzieki za streszczenie lema. moze mi sie przysni :)
                                            co do lykania kolorowych pigulek rodem z matrixa - kiedys skatowalam znajomych
                                            pytaniem o to, ktora by wybrali.
                                            zaskoczylo mnie, ze kilka osob wybraloby niebieska
                                            obecnie zastanawia mnie czy aby wszystkie pigulki nie sa niebieskie... tj, czy
                                            mamy dostep do prawdy czy tylko do kolejnych kolorowanek?

                                            ( bezwiednie zabilam pajaka idacego po scianie)

                                            co do zalu nad dziecmi afryki, chodzilo mi tutaj wlasciwie nie o nie same i nie
                                            o pomoc im, lecz o to, czy ograniczonosc pomocy jakiej mozemy im udzielic, moze
                                            przeslaniac radosc naszego istnienia. te " dzieci afryki" staja sie karta
                                            przetargowa pomiedzy zwolennikami a przeciwnikami tezy o pieknie swiata.
                                            poczucie winy wpojone " europejczykom" moze pomoc niektorym z tych dzieci,
                                            jednak najwyrazniej swiat jest zgnity i regul na jakich odbywa sie gra zwana
                                            zyciem zmienic wedle wlasnych idealow sie nie da. lecz z tej niezgody na status
                                            quo czlowieka, chocby z niezgody na bycie nielotem, powstaja rozne nowe ciekawe
                                            a czasem nawet uzyteczne wynalazki. a jesli juz czegos zmienic sie nie da - to
                                            czy warto tego nienawidziec, chocby tych regul? mam wrazenie ze krece sie w
                                            kolo, zadajac wciaz te same pytania... :)

                                            zajrzyj do watku o pieknie, jest tam sporo interesujacych rzeczy. zastanawiam
                                            sie jednakze, co" kaze " nam widziec pelne pol szklanki? czy jest to forma
                                            zastepcza, dopelnienie utraconej czesci instynktu przetrwania, moze...

                                            piramide maslowa mniej wiecej znam, nie znam natomiast badan nad poziomem
                                            szczescia w poszczegolnych ' klasach spolecznych"

                                            "No jasne, trzeba miec grupe odniesienia.
                                            Najdziwniej jest, kiedy ci, ktorych mielismy za 'biedaczkow' (z
                                            tego czy owego wzgledu) lituja sie nad nami. Bosmy tacy biedni. To
                                            jest dopiero lekcja." ano :)))

                                            jaki jest sposob na wady? ten sam co zwykle: przymknac oko, odwrocic glowe,
                                            zmienic oswietlenie, zracjonalizowac, oddac hold nalezny tradycji lub potupac
                                            nozkami..." bo ja tak chce"
                                            nie chce mi sie z toba klocic, musialabys sprobowac mnie sprowokowac, jakims
                                            szmatlawym epitetem w moja strone rzucic. podyskutowac jak najbardziej, jesli
                                            wiec ten temat sie skonczyl/ wysechl calkiem lub tymczasowo, mozna wziac na
                                            warsztat inny temat.


                                            jest wielu ludzi ktorych widok nieszczescia poruszy i skloni do pomocy.
                                            jest takze wielu takich ktorych biernej afirmacji rzeczywistosci nic nie pokona.
                                            takich, ktorzy w ramach pomocy rzuca garsc banalow, zechca swoja biernosc
                                            uzasadniac fraza ' sam sobie winien', lub wrecz stwierdza ze czyjes cierpienie
                                            tak naprawde nie jest cierpieniem bo prawdziwym cierpieniem jest to, to i tamto.
                                            i to jest ten moment prawdy, powiadasz? czego zatem dotyczy prawda tak objawiona?

                                            od watku o pieknie wolisz miejsca ponure i wilgotne
                                            to znaczy wolisz puste pol szklanki? czy raczej widziec ze szklanka jest tak
                                            samo pusta jak pelna?



                                            pozdrawiam sennie :)

                                            --
                                            Joy follows them like a shadow that never leaves them.
                                            • 27.03.08, 02:58
                                              szarylemur napisała:

                                              > obecnie zastanawia mnie czy aby wszystkie pigulki nie sa
                                              niebieskie... tj, czy
                                              > mamy dostep do prawdy czy tylko do kolejnych kolorowanek?

                                              A czytalas Cortazara takie short story o tym, jak mrowka widzi
                                              ogrod? Jestesmy potwornie ograniczeni naszymi zmyslami, naszą
                                              skalą, automatyzmami percepcyjnymi, inteligencja, intencja i czym
                                              tam jeszcze. Czy 1/55500 prawdy to prawda?

                                              Zdarza mi sie natknac tu i tam w roznych ksiazkach i opowiesciach
                                              na opisy pewnego specyficznego stanu, ktory mozna okreslic
                                              jako 'doswiadczanie boskiej jednosci', noale nie ma gwarancji, ze
                                              to najprawdziwsza prawda. Moze to kolejna iluzja, tym razem błoga?
                                              W dodatku wepchnieta w ciasny jezyk i ciasnye szparki naszego
                                              pojmowania.

                                              W kazdym razie mi to sie wydaje, ze prawdy nie mozna wymyslec,
                                              mozna jej natomiast doswiadczyc. Chyba to, co opisuja mistycy,
                                              poeci i niektorzy natchnieni fizycy to jedyne, na co mozemy liczyc.

                                              ...
                                              > co do zalu nad dziecmi afryki, chodzilo mi tutaj wlasciwie nie o
                                              nie same i nie
                                              > o pomoc im, lecz o to, czy ograniczonosc pomocy jakiej mozemy im
                                              udzielic, moze
                                              > przeslaniac radosc naszego istnienia. te " dzieci afryki" staja
                                              sie karta
                                              > przetargowa pomiedzy zwolennikami a przeciwnikami tezy o pieknie
                                              swiata.
                                              > poczucie winy wpojone " europejczykom" moze pomoc niektorym z
                                              tych dzieci,
                                              > jednak najwyrazniej swiat jest zgnity i regul na jakich odbywa
                                              sie gra zwana
                                              > zyciem zmienic wedle wlasnych idealow sie nie da. lecz z tej
                                              niezgody na statu
                                              > s
                                              > quo czlowieka, chocby z niezgody na bycie nielotem, powstaja
                                              rozne nowe ciekawe
                                              > a czasem nawet uzyteczne wynalazki. a jesli juz czegos zmienic
                                              sie nie da - to
                                              > czy warto tego nienawidziec, chocby tych regul? mam wrazenie ze
                                              krece sie w
                                              > kolo, zadajac wciaz te same pytania... :)

                                              'odroznic jedno od drugiego'.
                                              Wystarczy popatrzec na tych, ktorzy cos zrobili, nieloty ktore
                                              zaczely smigac po niebie. Malgorzata Chmielewska, Janina Ochojska,
                                              Matka Teresa, Ghandi i zapewne cale miliony cichych bohaterow,
                                              dzieki ktorym jednak sie kreci.

                                              > zajrzyj do watku o pieknie, jest tam sporo interesujacych rzeczy.
                                              zastanawiam
                                              > sie jednakze, co" kaze " nam widziec pelne pol szklanki? czy jest
                                              to forma
                                              > zastepcza, dopelnienie utraconej czesci instynktu przetrwania,
                                              moze...

                                              Potrzeba wiary, ze wszystko dobrze sie skonczy, po burzy przychodzi
                                              tecza, a swiat jest sprawiedliwy. Po co zagladac w czelusc, malo
                                              kto by potem mogl zyc spokojnie.

                                              > piramide maslowa mniej wiecej znam, nie znam natomiast badan nad
                                              poziomem
                                              > szczescia w poszczegolnych ' klasach spolecznych"

                                              A, ok. Chodzilo mi o to, ze te badania, o ktorych pisalam, idealnie
                                              w zasadzie pokrywaja sie z piramida - bo te 7% dziala dopiero
                                              wtedy, kiedy potrzeby z pierwszych dwoch stopni piramidy sa
                                              zaspokojone.

                                              > jaki jest sposob na wady? ten sam co zwykle: przymknac oko,
                                              odwrocic glowe,
                                              > zmienic oswietlenie, zracjonalizowac, oddac hold nalezny tradycji
                                              lub potupac
                                              > nozkami..." bo ja tak chce"

                                              No nie, mozna jeszcze uderzyc w czynow stal, zmienic swiat i
                                              wszyscy bedziemy zyli dlugo i szczesliwie.

                                              > nie chce mi sie z toba klocic, musialabys sprobowac mnie
                                              sprowokowac, jakims
                                              > szmatlawym epitetem w moja strone rzucic.

                                              Czytalam kiedys, ze jedna z nauczonych jezyka migowego szympansic
                                              nazywala swoja opiekunke w chwilach zlosci 'zla, zepsuta ubikacja'.

                                              ...
                                              > jest wielu ludzi ktorych widok nieszczescia poruszy i skloni do
                                              pomocy.
                                              > jest takze wielu takich ktorych biernej afirmacji rzeczywistosci
                                              nic nie pokona
                                              > .

                                              Noi ktorzy sa szczesliwsi?

                                              > takich, ktorzy w ramach pomocy rzuca garsc banalow, zechca swoja
                                              biernosc
                                              > uzasadniac fraza ' sam sobie winien', lub wrecz stwierdza ze
                                              czyjes cierpienie
                                              > tak naprawde nie jest cierpieniem bo prawdziwym cierpieniem jest
                                              to, to i tamto
                                              > .

                                              Wierze - zlosliwie - ze za takie numery ludzie (ja tez, tez) placa.
                                              Bo gdzies sie ten obraz cudzego cierpienia w tyle glowy plącze,
                                              wiec trzeba go jakos zabic - imo min stad biora sie kompulsyjne
                                              nawyki i nalogi - z rozgniecionej jak pajak na scianie wrazliwosci.

                                              > i to jest ten moment prawdy, powiadasz? czego zatem dotyczy
                                              prawda tak objawion
                                              > a?

                                              Zapewne tego, ze sie jest samemu.
                                              Rzeczywistosc pozayoutubowa pokazuje jednak, ze w realu bywa
                                              inaczej - zwykle znajduje sie ktos, czasem nawet pare osob, ktore w
                                              cierpieniu towarzysza, czasem nawet nader umiejetnie.
                                              Nawet jesli nie, to - o ile sie to wszystko przezyje - mozna zaczac
                                              budowac takie wiezi z ludzmi, ktore nie pekna latwo.

                                              > od watku o pieknie wolisz miejsca ponure i wilgotne
                                              > to znaczy wolisz puste pol szklanki? czy raczej widziec ze
                                              szklanka jest tak
                                              > samo pusta jak pelna?

                                              Powiadaja, ze pesymista widzi tunel, optymista - tunel i swiatelko
                                              na koncu, a realista - tunel, swiatelko i nastepny tunel.

                                              A poza tym troche sie boje, ze w watku o pieknie
                                              spotkalabym zbyt wiele wpisow
                                              ktore sa pisane

                                              bialym uroczystym wierszem.
                                              Nie cierpie

                                              ...tego

                                              (doceniam, ze w tym watku tak nie piszesz ;)

                                              czulko

                                              --
                                              Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
                                              • 27.03.08, 08:28

                                                pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb
                                                na szczycie możnaby wpisać: wolność, samotność, nuda i co dalej?
                                              • 27.03.08, 17:08
                                                "Czy 1/55500 prawdy to prawda?" nie, oczywiscie, nie
                                                tyle ze dosc powszechne jest przekonanie o osobistym poznaniu calej prawdy.
                                                malo pokory jest w ludziach na codzien, stad koniecznosc rzucania ich na kolana,
                                                zapewne ;)

                                                tak jak czystorozumowe ( apriori) poznanie prawdy wypaczaja struktury umyslu,
                                                twory w stylu logiki i aksjomatow, tak i poznanie doswiadczalne nie jest wolne
                                                ani bezposrednie, lecz zawsze filtrowane, wtlaczane w ramy tych struktur,
                                                dopasowywane do tego co juz wiemy.
                                                obiektywna prawdziwosc doswiadczenia mistykow rowniez poddalabym krytyce. nie
                                                sposob wykroczyc poza subiektywnosc, jedyne co mozna, to zapomniec o tym, by moc
                                                cieszyc sie wizja/ objawieniem.

                                                "> jest wielu ludzi ktorych widok nieszczescia poruszy i skloni do
                                                pomocy.
                                                > jest takze wielu takich ktorych biernej afirmacji rzeczywistosci
                                                nic nie pokona
                                                > .

                                                Noi ktorzy sa szczesliwsi?"

                                                NIE WIEM, a wedlug ciebie - ktorzy?
                                                ---
                                                nie boj sie watku o pieknie
                                                nie wszystko tam jest uroczyste
                                                a nawet wobec tych uroczystosci mozesz ustawic sie na pozycji opozycji i
                                                dyskusja sprowokowac zmiany.

                                                pozdrawiam !!!
                                                --
                                                Joy follows them like a shadow that never leaves them.
                                                • 28.03.08, 01:20
                                                  szarylemur napisała:

                                                  > "Czy 1/55500 prawdy to prawda?" nie, oczywiscie, nie
                                                  > tyle ze dosc powszechne jest przekonanie o osobistym poznaniu
                                                  calej prawdy.
                                                  > malo pokory jest w ludziach na codzien, stad koniecznosc rzucania
                                                  ich na kolana
                                                  > ,
                                                  > zapewne ;)

                                                  A to zazwyczaj widac na forum, kiedy to dwoje spiera sie nie o
                                                  swoje poglady na prawde, ale o prawde. I az dziwne, ze kazdy te
                                                  prawde ma inna, a nawet zupelnie, lustrzanie inna.

                                                  > obiektywna prawdziwosc doswiadczenia mistykow rowniez poddalabym
                                                  krytyce. nie
                                                  > sposob wykroczyc poza subiektywnosc, jedyne co mozna, to
                                                  zapomniec o tym, by mo
                                                  > c
                                                  > cieszyc sie wizja/ objawieniem.

                                                  No nie mozna, chyba ze ktoregos dnia ty albo ja zostaniemy bogiem,
                                                  ale roboczo to wykluczam.
                                                  Chociaz wydaje mi sie, ze takie olsnienie, doznanie transcendencji,
                                                  braku granic, swiadomosci typu 'fala jest morzem', jest tak
                                                  niebywale, ze - z naszej mrowczej perspektywy - jest wszystkim, co
                                                  mozemy udzwignac, jesli mowa o prawdzie.
                                                  Wilber o tym pisal w "Niepodzielonym", zreszta dosyc sprytnie.

                                                  > "> jest wielu ludzi ktorych widok nieszczescia poruszy i skloni do
                                                  > pomocy.
                                                  > > jest takze wielu takich ktorych biernej afirmacji rzeczywistosci
                                                  > nic nie pokona
                                                  > > .
                                                  >
                                                  > Noi ktorzy sa szczesliwsi?"
                                                  >
                                                  > NIE WIEM, a wedlug ciebie - ktorzy?

                                                  Ci, ktorzy postapia zgodnie ze soba chyba. Cokolwiek przez to
                                                  rozumiec. I nawet, jesli ta zgodnosc ze soba opiera sie na
                                                  klamstwie (tzn wrazliwosc cierpi, ale rozsadek racjonalizuje,
                                                  ze 'nic im nie jest, a ty sie zaraz spoznisz do pracy, wiec
                                                  zapomnij'), to byc moze w tym momencie jest akurat wszystko, na co
                                                  kogos stac. Siebie samego nie mozna przeskoczyc. Plączę?

                                                  > nie boj sie watku o pieknie
                                                  > nie wszystko tam jest uroczyste
                                                  > a nawet wobec tych uroczystosci mozesz ustawic sie na pozycji
                                                  opozycji i
                                                  > dyskusja sprowokowac zmiany.

                                                  Otoz
                                                  nic z tego
                                                  uparlam sie
                                                  iiiiii


                                                  nigdy tam nie wejde

                                                  czul.

                                                  --
                                                  www.kukarecords.com/
                                                  • 28.03.08, 01:50
                                                    w wyniku dyskusji ( uwaga! dyskusji a nie walenia sie po jajach na oslep ;)
                                                    budujemy jakas tam prawde intersubiektywna. taka prawda intersubiektywna bedzie
                                                    odpowiednikiem " mniejszego zla", nadal prawda/ dobrem nie bedac.
                                                    wniosek ( moj) z tego - warto dyskutowac, nie warto przeceniac wagi dyskusji.

                                                    " niepodzielonego" tez nie czytalam :( wlazisz mi na ambicje ;), ale
                                                    powiem szczerze, ze kusiloby mnie przezycie doswiadczenia mistycznego, ktore raz
                                                    na zawsze daloby mi poczucie pewnosci tego jak jest, co jest dobre co zle itd. z
                                                    drugiej strony nie wierze w obiektywna prawdziwosc objawienia, wiec i pewnosc i
                                                    spokoj uzsykane w jego wyniku zdaja mi sie podobne do zbawczych konsekwencji
                                                    lobotomii ( o ktorej tez malo wiem, wiec mozliwe ze bredze).

                                                    wydaje mi sie ze swietne wyniki w terapii zycia daje jakakolwiek byle silna i
                                                    jak najmniej swiadoma siebie wiara. moze byc to takze wiara w rozum. cokolwiek.
                                                    w sumie kazdy z nas ma jakis sposob na zycie i tylko drazni mnie czesto ludzka
                                                    arogancja...

                                                    " szczesliwsi beda ci , ktorzy postapia w zgodzie z soba"
                                                    byc moze wlasnie jestem na etapie wyszukiwania potwierdzen dla mojej
                                                    wczesniejszej tezy, ale ... wlasnie je znajduje w tym zdaniu.
                                                    aby byc szczesliwym nalezy miec w sobie system silnie ugruntowanych przekonan,
                                                    ktory bedzie dzialal jak program do obrobki danych naplywajacych z zewnatrz i
                                                    wewnatrz.
                                                    dosc dramatyczne sa momenty kiedy okazuje sie ze program nie obsluguje formatu
                                                    danych z ktorymi akurat przyszlo nam sie zmierzyc.
                                                    wowczas, na gwalt musimy dograc sobie jakas wtyczke do naszego programu albo
                                                    wywalic calosc w cholere i zastapic nowym, albo miec dwa/ lub wiecej programy o
                                                    roznym przeznaczeniu.
                                                    marzeniem jest aby miec program uniwersalny. cos niezawodnego na kazda okazje.
                                                    aforyzm marka aureliusza jest calkiem niezlym programem z tej kategorii :)
                                                    ---
                                                    z jednej strony zazdroszcze ci uporu w oporze
                                                    z drugiej dziwi mnie ten upor
                                                    mnie zasadniczo kusza rozne nowosci i odmiennosci, choc z wiekiem krytyk
                                                    dziamoli/ ostrzega coraz bardziej stanowczo...
                                                    hem,
                                                    no spytam:
                                                    czemu nigdy TAM nie wejdziesz???

                                                    czulki :)
                                                    --
                                                    Joy follows them like a shadow that never leaves them.
                                                  • 28.03.08, 09:03
                                                    mam odczucie, że uraziłem..
                                                    ostatnio zdarza mi się coraz częściej rąbnąć coś pasującego jak
                                                    piernik do wiatraka... tak że nic, tylko się rozpłakać.
                                                    traktuję to jako rodzaj ułomności, z którą przyszło mi żyć, a która
                                                    tłumiona przez lata, zaczyna się dopominać o należny jej respekt.
                                                    hm, zgłębianie własnych cieni nie należy do szczególnych
                                                    przyjemności, ale jaki mam wybór?, mogę czmychać, tylko, że robiłem
                                                    to do tej pory..

                                                    pozdrawiam



                                                  • 28.03.08, 09:05

                                                  • 28.03.08, 16:28

                                                    no, co ty? milo cie znowu widziec, choc jesli bakniecie ma cos wspolnego z puszczaniem bakow, to niekoniecznie milo, choc to niby takie ludzkie ...
                                                    zalozywszy, ze nie ma - milo cie widziec
                                                    odnoszac sie do zdania:
                                                    "na szczycie możnaby wpisać: wolność, samotność, nuda i co dalej?"
                                                    uwazasz, ze zaspokojenie calej tej piramidy potrzeb przyniosloby ze soba poczucie wolnosci, samotnosci i nudy?
                                                    jesli tak, to nie zgodze sie, gdyz potrzeby swobody,przynaleznosci i poznawcze/ p. samorealizacji znajduja sie na nizszych stopniach piramidy.
                                                    moze tylko wolnosci potrzebe moznaby ustawic na samym szczycie, uznac za jedna z idealnych potrzeb duchowych.
                                                    zreszta, wydaje mi sie ze bardzo rzadko zdarza sie totalne zaspokojenie ludzkich potrzeb, a i nie jest tak, jakoby - kazdorazowo czlowiek musial zaspokajac wszelkie nizsze szczeble potrzeb, aby moc zapragnac czegos wiecej...

                                                    a jesli miales na mysli cos innego, to wytlumacz :)
                                                    owszem, dosc czesto, kiedy cie czytam, trudno mi powiedziec o czym piszesz wlasciwie. chyba za bardzo skrotowo.
                                                    mam nadzieje, ze otuchy doda ci, ze ja ostatnio coraz czesciej mam wrazenie, ze jestem debilka, stoje i nie rozumiem.
                                                    no, coz...
                                                    pozdrawiam :)
                                                  • 28.03.08, 18:35
                                                    szarylemur napisała:

                                                    >
                                                    > no, co ty? milo cie znowu widziec, choc jesli bakniecie ma cos
                                                    wspolnego z pusz
                                                    > czaniem bakow, to niekoniecznie milo, choc to niby takie
                                                    ludzkie ...
                                                    > zalozywszy, ze nie ma - milo cie widziec
                                                    > odnoszac sie do zdania:
                                                    > "na szczycie możnaby wpisać: wolność, samotność, nuda i co dalej?"
                                                    > uwazasz, ze zaspokojenie calej tej piramidy potrzeb przyniosloby
                                                    ze soba poczuc
                                                    > ie wolnosci, samotnosci i nudy?
                                                    > jesli tak, to nie zgodze sie, gdyz potrzeby swobody,przynaleznosci
                                                    i poznawcze/
                                                    > p. samorealizacji znajduja sie na nizszych stopniach piramidy.
                                                    > moze tylko wolnosci potrzebe moznaby ustawic na samym szczycie,
                                                    uznac za jedna
                                                    > z idealnych potrzeb duchowych.
                                                    > zreszta, wydaje mi sie ze bardzo rzadko zdarza sie totalne
                                                    zaspokojenie ludzkic
                                                    > h potrzeb, a i nie jest tak, jakoby - kazdorazowo czlowiek musial
                                                    zaspokajac ws
                                                    > zelkie nizsze szczeble potrzeb, aby moc zapragnac czegos wiecej...
                                                    >
                                                    > a jesli miales na mysli cos innego, to wytlumacz :)

                                                    niewiele jest do tłumaczenia:), tylko tyle, że człwiek dziwnie nie
                                                    docenia tego, co osiągnął lub otrzymał, i dlatego po -teoretycznie-
                                                    osiągnięciu wszystkiego w piramidzie ogarną go te uczucia, o których
                                                    mówiłem.. he,he,
                                                    w ogóle, cały ten system działa - moim zdaniem - na tej zasadzie:
                                                    niedoceniania, wręcz lekceważenia tego, co się ma, i przeceny
                                                    CHCENIA, aby nie dopuścić do jakiegoś globalnego rozmamłania
                                                    nakręcana jest spirala potrzeb.. hi


                                                    > owszem, dosc czesto, kiedy cie czytam, trudno mi powiedziec o
                                                    czym piszesz wla
                                                    > sciwie. chyba za bardzo skrotowo.
                                                    > mam nadzieje, ze otuchy doda ci, ze ja ostatnio coraz czesciej mam
                                                    wrazenie, ze
                                                    > jestem debilka, stoje i nie rozumiem.
                                                    > no, coz...

                                                    faktycznie, że mnie wzmocniło, dzięki;)), ostatnio ogarnia mnie
                                                    jakaś niechęć do mówienia, wolę ciszę myśli, i gdyby nie twoja
                                                    wstawka z jajami, już by mnie nie było,
                                                    potraktowałem osobiście:)))))

                                                    ciekawy wątek, lubię czytać
                                                    pozdrawiam

                                                  • 29.03.08, 02:11
                                                    o tym niedocenianiu, nawet za mojej " kadencji" byla mowa juz wielokrotnie.
                                                    coz, jak to napisala bene : " dont hejt de pleja, hejt de gejm"
                                                    najwidoczniej tak skonstruowany jest swiat, tak, ze jako jego modelu moznaby
                                                    uzyc ulubionej karuzelki chomikow...
                                                    mysle, ze na samym szczycie tej piramidy znajduje sie - jako jedna z potrzeb
                                                    duchowych/ samotranscendencji - pragnienie sensu ponadjednostkowego a nawet
                                                    uniwersalnego. choc moze to pragnienie sensu dopada czlowieka nie tylko wtedy
                                                    gdy juz zaspokoi wszystkie ponizsze pragnienia, lecz takze wtedy gdy w
                                                    realizacji " nizszych" pragnien natknie sie na mur nie do przeskoczenia, nie do
                                                    rozbicia, nie do podkopania itd.

                                                    bardzo fajnie odpisala mi gadagad w watku o przeszkodzie. w moim wolnym
                                                    przypomnieniu: kazdy sukces jest zapowiedzia kolejnej przeszkody.

                                                    latwo manipulowac ludzmi trzymajac im przed nosem marchewke i popedzajac kijem.
                                                    jesli tylko nie znajda sposobnosci do zamyslenia, beda skakac przez coraz wyzsze
                                                    plotki, niemal pewni ze jeszcze tylko tego czy tamtego ( niekoniecznie stricte
                                                    materialnego ) brakuje im do szczescia.
                                                    i tak! ja tez ...
                                                    choc lenistwo wielokrotnie uratowalo mnie przed smiesznoscia ;)

                                                    jesli robimy z zycia poscig za kroliczkiem, to nic dziwnego ze czujemy pustke
                                                    trzymajac w zebach matke - krolice.
                                                    na szczescie takie krolewskie polowanie rzadko konczy sie sukcesem, tj na ogol
                                                    na horyzoncie znow pojawia sie jakis intrygujacy fantom,
                                                    a przeciez - dzieki wlasnie tej proznej ambicji zaspokojenia coraz nowszych
                                                    pragnien, rozwija sie/ pieknieje nasz cudny kolowrotek, przepraszam, swiat.

                                                    a moglibysmy przeciez juz teraz polozyc sie nucac pod nosem " co chcesz procz
                                                    tego co masz" ...
                                                    mysle ze napedza nas drapiezniczy instynkt. mamy taki swiat jaki mamy, moze
                                                    moglby byc inny, ale problem w braku powszechnej zgody na gwaltowna zmiane.
                                                    jesli ty polozysz sie dzisiaj cieszac sie swoim status quo, to jutro obudzisz
                                                    sie z reka w nocniku, dlatego, ze twoj sasiad/ zona/ kochanek/ szef/ pies/
                                                    zmutowany w nocy wirus ma w dupie duchowa rewolucje.

                                                    so, dont hejt de pleja, pokochaj gejm...
                                                    albo i nie

                                                    ===
                                                    jaja w ogole nie byly do ciebie, paranoiku ;)))

                                                    --
                                                    Joy follows them like a shadow that never leaves them.
                                                  • 29.03.08, 11:45

                                                    > o tym niedocenianiu, nawet za mojej " kadencji" byla mowa juz
                                                    wielokrotnie.
                                                    > coz, jak to napisala bene : " dont hejt de pleja, hejt de gejm"
                                                    > najwidoczniej tak skonstruowany jest swiat, tak, ze jako jego
                                                    modelu moznaby
                                                    > uzyc ulubionej karuzelki chomikow...
                                                    > mysle, ze na samym szczycie tej piramidy znajduje sie - jako jedna
                                                    z potrzeb
                                                    > duchowych/ samotranscendencji - pragnienie sensu
                                                    ponadjednostkowego a nawet
                                                    > uniwersalnego. choc moze to pragnienie sensu dopada czlowieka nie
                                                    tylko wtedy
                                                    > gdy juz zaspokoi wszystkie ponizsze pragnienia, lecz takze wtedy
                                                    gdy w
                                                    > realizacji " nizszych" pragnien natknie sie na mur nie do
                                                    przeskoczenia, nie do
                                                    > rozbicia, nie do podkopania itd.

                                                    ja myślę, że zagubiona stycyjka parowej ciuchci nad brzegiem
                                                    Wielkiego Oceanu, tam się znajduje..

                                                    >
                                                    > bardzo fajnie odpisala mi gadagad w watku o przeszkodzie. w moim
                                                    wolnym
                                                    > przypomnieniu: kazdy sukces jest zapowiedzia kolejnej przeszkody.
                                                    >

                                                    na pewno, w końcu inni też zdobywają..

                                                    > latwo manipulowac ludzmi trzymajac im przed nosem marchewke i
                                                    popedzajac kijem.
                                                    > jesli tylko nie znajda sposobnosci do zamyslenia, beda skakac
                                                    przez coraz wyzsz
                                                    > e
                                                    > plotki, niemal pewni ze jeszcze tylko tego czy tamtego (
                                                    niekoniecznie stricte
                                                    > materialnego ) brakuje im do szczescia.
                                                    > i tak! ja tez ...
                                                    > choc lenistwo wielokrotnie uratowalo mnie przed smiesznoscia ;)

                                                    twoim zdaniem: czy walenie głową w mur jest ośmieszaniem się?

                                                    > a moglibysmy przeciez juz teraz polozyc sie nucac pod nosem " co
                                                    chcesz procz
                                                    > tego co masz" ...
                                                    > mysle ze napedza nas drapiezniczy instynkt. mamy taki swiat jaki
                                                    mamy, moze
                                                    > moglby byc inny, ale problem w braku powszechnej zgody na
                                                    gwaltowna zmiane.

                                                    EWOLUCJA, ruch motylich skrzydeł, takie paradygmaty, w to wierzę..
                                                    podobało mi się, co napisałaś o wierze

                                                    > jesli ty polozysz sie dzisiaj cieszac sie swoim status quo, to
                                                    jutro obudzisz
                                                    > sie z reka w nocniku, dlatego, ze twoj sasiad/ zona/ kochanek/
                                                    szef/ pies/
                                                    > zmutowany w nocy wirus ma w dupie duchowa rewolucje.

                                                    a to co jak nie paranoja ;))

                                                  • 29.03.08, 17:05
                                                    myslisz ze na zagubionej stacyjce zrealizowalbys / zrealizowalaby sie twoja
                                                    potrzeba samotranscendencji, tam odnalazlbys sens, dostapil objawienia?

                                                    coz, ja ostatnio rozmyslam nad posada latarnika na jakiejs egzotycznej zacofanej
                                                    , ale z internetem wyspie...
                                                    choc mysle, ze raczej zaspokoiloby to moja potrzebe samorealizacji niz
                                                    samotranscendencji.

                                                    moim zdaniem, walenie glowa w mur jest osmieszaniem sie, ale czesto warto sie
                                                    osmieszyc. wydaje mi sie, ze ocena innych zalezy od tego, czy uda ci sie ten mur
                                                    przebic czy nie. jesli nie, to zleca sie ciotki potrzasajac glowami " a nie
                                                    mowilam?", jesli sie uda, tez sie zleca tym razem z haslem " no pain, no gain"
                                                    poza tym, kazde doswiadczenie mozemy zuzyc jako material edukacyjny dla nas
                                                    samych, ale tez wcale nie musimy, chyba.

                                                    ciesze sie, ze podobalo ci sie co napisalam o religii, niestety nie pamietam co
                                                    pisalam o religii... mam wrazenie ze ostatnio pisywalam tylko o silnych czesto
                                                    nieuswiadomionych przeswiadczeniach, takich prywatnych religiach. kazdy jakas
                                                    ma, chyba, bo swojej jakos dociec nie moge, ale to pewnie dlatego ze najtrudniej
                                                    mi dokonac wiwisekcji samej siebie.

                                                    pisanie o tym ze jesli nie idziesz do przodu to sie cofasz, poparte przykladami
                                                    to nie paranoja, to tylko przejaskrawe przejaskrawienie, ktore - zauwazam -
                                                    stosuje nader szczodrze i niekoniecznie potrzebnie. znow sie powtorze i napisze,
                                                    ze trzebaby bylo silnej wiary, przekonania na poziomie samych korzeni, zeby
                                                    machnac reka na wyscig i trwac niewzruszenie przy swojej zbawczej prawdzie o
                                                    naturze i celu swiata.

                                                    pozdrawiam :)

                                                    --
                                                    ...gdzież szukać mamy Bogominoga?...
                                                  • 01.04.08, 10:31

                                                    myślę, że dla NIEGO/NIEJ nie ma rzeczy śmiesznych..
                                                    nie pytaj, dlaczego, nie mam pojęcia :)
                                                  • 01.04.08, 17:27
                                                    czy chodzi tu o jakiegos boga/ boginie?
                                                    --
                                                    "ośmiornica jest siostrą potwora!"
                                                  • 02.04.08, 09:43

                                                    eh, to taka próba odwrócenia uwagi i spojrzenia gdzieś tam, nie
                                                    wiem, każdy ma swoją perspektywę, moja jest taka, widzę coś nie
                                                    potrafię określić, gubię się w domysłach i natrojach, patrzęz nowu ,
                                                    nic nie widzę, taki nie wiedząc co i jak
                                                    ciao
                                                  • 29.03.08, 03:15
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > w wyniku dyskusji ( uwaga! dyskusji a nie walenia sie po jajach
                                                    na oslep ;)

                                                    No wlasnie, wlasnie. Onlajnowe spotkanie malpiatki z czarownica z
                                                    odleglej planety samo w sobie dziwne nie jest. Egzotyczna jest sama
                                                    rozmowa.

                                                    > budujemy jakas tam prawde intersubiektywna. taka prawda
                                                    intersubiektywna bedzie
                                                    > odpowiednikiem " mniejszego zla", nadal prawda/ dobrem nie bedac.
                                                    > wniosek ( moj) z tego - warto dyskutowac, nie warto przeceniac
                                                    wagi dyskusji.

                                                    No tak, bo nad miedlenie ozorami i wyniki tegoż przedkladamy te
                                                    nieliczne momenty totalnego bycia tu i teraz. O ktorych mozna sobie
                                                    poopowiadac, ale o wiele lepiej je przezyc.

                                                    > " niepodzielonego" tez nie czytalam :( wlazisz mi na ambicje ;),

                                                    Wlazenie ci na cokolwiek nie bylo moja intencja, raczej niechetna
                                                    uczciwosc wskazania, ze moje pomysly maja swoje zrodlo. Jesli nie
                                                    znasz Wilbera, to poznaj, spodoba ci sie - i warto zaczac od
                                                    Niepodzielonych wlasnie, chociaz on sie potem wycofal z paru tez z
                                                    tej ksiazki.

                                                    Tak czy inaczej patrzenie na to, jak zgrabnie on syntetyzuje
                                                    doswiadczenie Wschodu i Zachodu to czysta przyjemnosc. Noi sam
                                                    model integracji osobowosci, ktory on tam prezentuje jest bardzo
                                                    praktyczny i do codziennego uzytku, jak obierak do ziemniakow.

                                                    ale
                                                    > powiem szczerze, ze kusiloby mnie przezycie doswiadczenia
                                                    mistycznego, ktore ra
                                                    > z
                                                    > na zawsze daloby mi poczucie pewnosci tego jak jest, co jest
                                                    dobre co zle itd.

                                                    Nie nie, to nie tak.
                                                    Najlepiej, jesli z streszcze jedna z tez tej ksiazki.
                                                    Wilber uwaza, ze rozwoj wiaze sie ze znoszeniem granic. Pierwsza
                                                    jest ta we wnetrzu psychiki - miedzy Cieniem a Persona, Anima i
                                                    Animusem itd. Kiedy (wulgaryzuje) czlowiek sie jako-tako zintegruje
                                                    na tym poziomie, winien zniesc granice miedzy 'soba' a 'cialem'
                                                    (ktre w naszej kulturze nie jest 'mna', a 'czyms, co ja
                                                    posiadam', 'biednym bratem osiolkiem'). No a potem - to kolejne dwa
                                                    stopnie - zintegrowany wte i wewte czlowiek moze zniesc kolejna
                                                    granice - miedzy 'ja' i 'nie ja'. Tanscendencja.

                                                    I to doswiadczenie ladnie opisuje jeden chrzescijanski mistyk
                                                    jako 'fala, ktora jest morzem' - roztopienie sie takie. Jestes
                                                    jednoscia ze Wszechswiatem, a nie Supermozgiem. Zreszta - wg
                                                    Wilbera Bog uwaza, ze zlo i dobro to dwie czesci tej samej
                                                    jednosci :)

                                                    > z
                                                    > drugiej strony nie wierze w obiektywna prawdziwosc objawienia,
                                                    wiec i pewnosc i
                                                    > spokoj uzsykane w jego wyniku zdaja mi sie podobne do zbawczych
                                                    konsekwencji
                                                    > lobotomii ( o ktorej tez malo wiem, wiec mozliwe ze bredze).

                                                    Przeczytaj, przeczytaj. Jesli nie to, to Willigisa Jaegera 'Fala
                                                    jest morzem' np.
                                                    To, czy takie przezycie jest 'obiektywne' czy jakiekolwiek inne,
                                                    nie ma zadnego znaczenia.

                                                    > wydaje mi sie ze swietne wyniki w terapii zycia daje jakakolwiek
                                                    byle silna i
                                                    > jak najmniej swiadoma siebie wiara. moze byc to takze wiara w
                                                    rozum. cokolwiek.
                                                    > w sumie kazdy z nas ma jakis sposob na zycie i tylko drazni mnie
                                                    czesto ludzka
                                                    > arogancja...

                                                    To jest udowodnione akurat, ze silnie wierzacy sa zdrowsi fizycznie
                                                    i psychicznie. A arogancja? 'Unikaj glosnych i napastliwych, sa
                                                    udreka ducha'. Na forum mozna ich splonkować.

                                                    > " szczesliwsi beda ci , ktorzy postapia w zgodzie z soba"
                                                    > byc moze wlasnie jestem na etapie wyszukiwania potwierdzen dla
                                                    mojej
                                                    > wczesniejszej tezy, ale ... wlasnie je znajduje w tym zdaniu.

                                                    Hihi.
                                                    'Bycie soba' mi sie kojarzy z tym, co mowia bohaterowie roznych Big
                                                    Braderow i gwiazdki, ktore udzielaja pierwszego wywiadu.

                                                    Jesli tak w ogole jestem madra, a teraz chrzanie jak potluczona, to
                                                    jestem madra? Jesli seryjny zabojca zginie, ratujac dziecko z
                                                    pozaru, to jest dobrym czy zlym czlowiekiem? Prawda o sobie
                                                    istnieje tylko w tu i teraz, chociaz lubimy wierzyc, ze jestesmy
                                                    jacys tacy bardziej okresleni. 'kiedy biegam, to jestem biegaczem/
                                                    kiedy fruwam, to jestem fruwaczem'.

                                                    > aby byc szczesliwym nalezy miec w sobie system silnie
                                                    ugruntowanych przekonan,
                                                    > ktory bedzie dzialal jak program do obrobki danych naplywajacych
                                                    z zewnatrz i
                                                    > wewnatrz.

                                                    Nie wiem, nie wiem. Mi to sie kojarzy z osobowoscia autorytarna.
                                                    A w ogole np taki defensywny pesymista jest szczesliwy, kiedy
                                                    uciekna mu sprzed nosa trzy autobusy. Bo moze wtedy z satysfakcja
                                                    wycedzic 'A nie mowilem? One tak zawsze'.

                                                    > dosc dramatyczne sa momenty kiedy okazuje sie ze program nie
                                                    obsluguje formatu
                                                    > danych z ktorymi akurat przyszlo nam sie zmierzyc.
                                                    > wowczas, na gwalt musimy dograc sobie jakas wtyczke do naszego
                                                    programu albo
                                                    > wywalic calosc w cholere i zastapic nowym, albo miec dwa/ lub
                                                    wiecej programy o
                                                    > roznym przeznaczeniu.
                                                    > marzeniem jest aby miec program uniwersalny. cos niezawodnego na
                                                    kazda okazje.
                                                    > aforyzm marka aureliusza jest calkiem niezlym programem z tej
                                                    kategorii :)

                                                    Uwielbiam wytrychy.

                                                    > z jednej strony zazdroszcze ci uporu w oporze
                                                    > z drugiej dziwi mnie ten upor
                                                    > mnie zasadniczo kusza rozne nowosci i odmiennosci, choc z wiekiem
                                                    krytyk
                                                    > dziamoli/ ostrzega coraz bardziej stanowczo...
                                                    > hem,
                                                    > no spytam:
                                                    > czemu nigdy TAM nie wejdziesz???

                                                    Bo w dziecinstwie zmuszano mnie do jedzenia i od tamtej pory tupie
                                                    nogami, jak kto na co nalega :)

                                                    --
                                                    stereotypes are a real time-saver
                                                  • 29.03.08, 04:20
                                                    egzotyczna jest ta rozmowa w jakim sensie? ze nie jest onlajnowym waleniem po
                                                    wirtualnych jajach?
                                                    jesli tak, to: e tam, ja tu siedze jak kot przy mysiej norze i czyham, czyham, a
                                                    nuz pojawi sie jakis drugi kot do uciecia wartowniczej gadki ;)
                                                    a jesli nie, to o co idzie z ta egzotyka?

                                                    "bo nad miedlenie ozorami i wyniki tegoż przedkladamy te
                                                    nieliczne momenty totalnego bycia tu i teraz. O ktorych mozna sobie
                                                    poopowiadac, ale o wiele lepiej je przezyc."

                                                    aha, a mi wcale nie to bylo na mysli! nie warto przecieniac wagi dyskusji, bo
                                                    choc moze prowadzic do sformulowania jakiejs prawdy intersubiektywnej, do
                                                    odkrycia tej obiektywnej nie doprowadzi nigdy. tzn: ja mysle, ze to moje
                                                    twierdzenie o prawdzie jest prawdziwe, ale jakos tak wynika, ze niekoniecznie musi.

                                                    co to jest byc tu i teraz? i dlaczego niby przedkladamy je nad miedlenie
                                                    ozorami? z jakiego powodu? czy to jest przyjemne?czy bycie ma wlasciwosci zbawcze?
                                                    czy jest moze jakims egzotycznym afrodyzjakiem dla przejedzonych europeanow?
                                                    moze nie pojmuje istoty bycia tu i teraz, stad debilnie zabrzmiec moze moje
                                                    pytanie, lecz je zadam mimo to: chcialabys byc tu i teraz gdy odpada ci reka
                                                    i/lub noga? zreszta, nawet pominawszy doswiadczenia nieprzyjemne, wydaje mi sie,
                                                    ze aby przyswoic doswiadczenie musimy miec jakis kontekst dla tego, jakies ramy.
                                                    moze nie dotyczy to prostych, fizjologicznych doswiadczen, jak fizyczny bol czy
                                                    przyjemnosc. ale wszystkich bardziej " wyrafinowanych" bodzcow juz tak. no,
                                                    jeszcze raz: co to znaczy byc tu i teraz i co w tym jest takiego ze to jest TO?

                                                    dalej - transcendencja modelem wilbera chyba jednak mnie przerasta...jak mam
                                                    zniesc granice miedzy ja i nie ja? i po co?
                                                    jesli udalo ci sie to kiedys - roztopic we wszechswiecie - to sprobuj prosze
                                                    opisac roznice miedzy stanem normalnym czlowieka a stanem roztopienia.
                                                    roznice postrzegania, odczuwania czy jakies inne wazne.

                                                    dla mnie MA znaczenie czy przezycie mistyczne odslania prawde obiektywna czy
                                                    jest tylko subiektywna wizja. ma, gdyz w tym miejscu zastanawialam sie nad
                                                    obiektywna wartoscia wiedzy plynacej z objawienia. nie neguje nigdzie ze takie
                                                    dosw ma jakas wartosc, tylko pytam czy sluzy poznaniu obiektywnej prawdy i w to
                                                    watpie.

                                                    odnosnie " bycia soba", a raczej " bycia w zgodzie z soba" to ty podalas to jako
                                                    recepte na bycie szczesliwszym.

                                                    "Jesli tak w ogole jestem madra, a teraz chrzanie jak potluczona, to
                                                    jestem madra? Jesli seryjny zabojca zginie, ratujac dziecko z
                                                    pozaru, to jest dobrym czy zlym czlowiekiem?Prawda o sobie
                                                    istnieje tylko w tu i teraz, chociaz lubimy wierzyc, ze jestesmy
                                                    jacys tacy bardziej okresleni. 'kiedy biegam, to jestem biegaczem/
                                                    kiedy fruwam, to jestem fruwaczem'."
                                                    no, niezupelnie. istnieje tez cos w stylu prawdy statystycznej. nikt nie jest
                                                    ani calkowicie dobry ani calkowicie zly ( w podstawowce piekne wypracowanie
                                                    obroncze hitlerowi napisalam :0, och, pamietam to jak dzis ;)
                                                    widze ze " filozofia" bycia tu i teraz opiera sie na traktowaniu zycia jako
                                                    serii oddzielnych epizodow, przeciwstawnie do tradycyjnej europ. koncepcji
                                                    celowosci, przyczynowosci, nastepstw przyczyn i skutkow, wzajemnego powiazania/
                                                    odzialywania konkretnych faktow.
                                                    hmm, moze byc to tu i teraz terapeutyczne dla jednostek, a nawet - dlugofalowo -
                                                    wywolac zmiany w kulturze, lecz nie bardzo widze sposob na zastosowanie
                                                    koncepcji tu i teraz na szersza spoleczna skale. co z edukacja, co z
                                                    sadownictwem, chociazby? bardzo mi zalezy, zebys odpowiedziala na to ( byc moze
                                                    powstale na skutek nieprzecietnej ignorancji pytanie)
                                                    czy mialby byc to program glowny( wytrych, aksjomat) czy moze pomocniczy?


                                                    "Mi to sie kojarzy z osobowoscia autorytarna.
                                                    A w ogole np taki defensywny pesymista jest szczesliwy, kiedy
                                                    uciekna mu sprzed nosa trzy autobusy. Bo moze wtedy z satysfakcja
                                                    wycedzic 'A nie mowilem? One tak zawsze'."
                                                    albo: bog tak chcial, albo: to nic, za chwile przyjedzie nastepny; albo:
                                                    cokolwiek innego, wazne ze nie zastanawia sie dlaczego akurat tak a nie inaczej
                                                    odpowiada na dany bodziec, wazne ze asymilacja tego doswiadczenia idzie gladko,
                                                    nic sie nie wiesza, nie zgrzyta.
                                                    ---
                                                    he he
                                                    mnie tez zmuszano do jedzenia, wiec ...
                                                    mysle ze to normalne kogos do czegos zmuszac dla jego dobra ;)
                                                    to zart
                                                    poniekad, mam nadzieje...
                                                    nie zmuszam cie zatem juz wiecej
                                                    za to
                                                    pozdrawiam !

                                                    --
                                                    Joy follows them like a shadow that never leaves them.
                                                  • 30.03.08, 03:26
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > egzotyczna jest ta rozmowa w jakim sensie? ze nie jest onlajnowym
                                                    > waleniem po wirtualnych jajach?

                                                    Tak, tak.
                                                    Od paru lat czuje sie w cyberze tak, ze mam ochote pokiwac glowa
                                                    jak starsza pani w kapelusiku i rzucic cos w rodzaju 'ach, co to
                                                    sie porobilo, kiedys ludzie byli inni'.

                                                    > tzn: ja mysle, ze to moje
                                                    > twierdzenie o prawdzie jest prawdziwe, ale jakos tak wynika, ze
                                                    niekoniecznie m
                                                    > usi.

                                                    A to na razie wychodzi tylko tyle, ze mozesz miec jak najbardziej
                                                    obiektywna, boską w jakosci prawde, ale niekoniecznie o tym
                                                    wiedziec.

                                                    > co to jest byc tu i teraz? i dlaczego niby przedkladamy je nad
                                                    miedlenie
                                                    > ozorami? z jakiego powodu?

                                                    To jest skomplikowany i dlugi temat.
                                                    Bycie tu i teraz to jest ten stan, kiedy nie niejestesmy tam i
                                                    gdzies. Ludzie w wiekszosci maja tendencje do zycia w przeszlosci
                                                    ('a moglam jej powiedziec...', 'a przeciez moglem tego nie
                                                    robic...') albo w przyszlosci ('od jutra rzucam fajki', 'za pare
                                                    lat na pewno napisze magisterke').

                                                    Zycie w przyszlosci polega np na tym, ze kiedy parzysz sobie
                                                    herbate, zeby ja spokojnie wypic, a potem pojsc na umowione
                                                    spotkanie, to tak naprawde nie parzysz herbaty, tylko juz zalozylas
                                                    kurtke i wyszlas, a kiedy wychodzisz po wypiciu herbaty, to tak w
                                                    glowie swojej juz na to spotkanie doszlas, a kiedy dojdziesz na
                                                    miejsce, to juz dawno jestes po spotkaniu... itd. Zawsze pare
                                                    minut/godzin/lat do przodu, nigdy nie ma cie w tej chwili.
                                                    Analogicznie z zyciem w przeszlosci - zamiast skupiac sie na boskim
                                                    smaku herbaty placzesz nad rozlanym piec lat temu mlekiem.

                                                    Niebycie tu jest z tym scisle zwiazane (itd itd)

                                                    Wiec bycie tu i teraz jest taka magiczna umiejetnoscia, ktora
                                                    pozwala zycie przezywac nie w sensie wegetacji, ale - to nie jest
                                                    najlepsze slowo - celebracji i prawdziwosci.

                                                    A przez miedlenie ozorami mozna cos przemiedlic na amen.
                                                    Ludziom sie czesto wydaje, ze teoretyczne rozpracowanie pewnego
                                                    problemu/zagadnienia jest jednoznacze z przyswojeniem go w
                                                    praktyce. Nie jest. A im kto bardziej inteligentny *niekoniecznie
                                                    pisze tu o sobie*, tym lepiej go moze teoretycznie rozpracowac i
                                                    tym bardziej moze mu sie wydawac, ze posiadl cala madrosc tego
                                                    swiata. A guzik.

                                                    > chcialabys byc tu i teraz gdy odpada ci reka
                                                    > i/lub noga? zreszta, nawet pominawszy doswiadczenia nieprzyjemne,
                                                    > wydaje mi sie,
                                                    > ze aby przyswoic doswiadczenie musimy miec jakis kontekst dla
                                                    > tego, jakies ramy.

                                                    No tak - to jak z tym mlotkiem, co to mozna i to, i to.
                                                    Kiedy mi cos odpada, wycofuje sie na pozycje, zwlaszcza kiedy bol
                                                    jest nieznosny. To jest ok i chroni mnie i pewnie innych przed
                                                    szalenstwem. Natomiast zycie gdzies i kiedys, gdy w poblizu nic
                                                    nikomu nie odpada jest juz patogenne, uwazam.

                                                    > moze nie dotyczy to prostych, fizjologicznych doswiadczen, jak
                                                    fizyczny bol czy
                                                    > przyjemnosc. ale wszystkich bardziej " wyrafinowanych" bodzcow
                                                    juz tak. no,
                                                    > jeszcze raz: co to znaczy byc tu i teraz i co w tym jest takiego
                                                    ze to jest TO?

                                                    Kiedy obejmuje cie ukochany, jesli sie na tu i teraz skupisz,
                                                    odczujesz bliskosc tak wielka, ze w zasadzie jest ona jednoscia.
                                                    TO. Jesli natomiast w momencie jego ciebie obejmowania przed oczami
                                                    bedzie ci sie natretnie pojawiac zolza z pracy, ktora pod toba
                                                    dolki kopie, niewypelniony PIT i pomysly na jutrzejszy obiad, to
                                                    juz TEGO nie doswiadczysz. Ani zreszta on.

                                                    Na jednym z licznych warsztatow, na ktorych bylam, zapracowanym
                                                    ludziom zaproponowano, aby w ramach cwiczenia poszli do
                                                    nieodleglego parku i pobyli w nim godzine, starajac sie byc tu i
                                                    teraz. Wrocili odmienieni, ze zdziwieniem opowiadajac, ze liscie sa
                                                    takie zielone, a ptaki to kazdy inaczej spiewa, z tylu sluchac bylo
                                                    dzieci, ziemia pachnie, a na niebie sa chmurki... Zdziwienie, jakby
                                                    wrocili z innej planety. Pisze o tym, zeby bylo jasne, ze bycie tu
                                                    i teraz mozna praktykowac rowniez w samotnosci :)

                                                    > dalej - transcendencja modelem wilbera chyba jednak mnie
                                                    przerasta...jak mam
                                                    > zniesc granice miedzy ja i nie ja? i po co?

                                                    No bo ja to pokretnie opisuje, on to o wiele lepiej wyjasnia.
                                                    Wg niego to jest pewien wlasciwy kierunek rozwoju. Jesli sie kto np
                                                    zabierze za rozwoj duchowy (poziom 3 i 4) przed zrobieniem porzadku
                                                    w poziomach 1 i 2, to moze miec potezne problemy. Albo jesli bedzie
                                                    probowal sie zintegrowac z wlasnym cialem, kiedy nie bedzie nawet
                                                    wiedzial, co ma w Cieniu - bez sensu.

                                                    Widzialam pare takich historii na wlasne oczy i wychodzi na to, ze
                                                    Wu mial racje.

                                                    > jesli udalo ci sie to kiedys - roztopic we wszechswiecie - to
                                                    sprobuj prosze
                                                    > opisac roznice miedzy stanem normalnym czlowieka a stanem
                                                    roztopienia.
                                                    > roznice postrzegania, odczuwania czy jakies inne wazne.

                                                    Eee. No tak, mi sie to kilka razy wydarzylo spontanicznie, bez
                                                    intencji, tak po prostu jak ziewniecie. Tego nie da sie
                                                    opisac. 'jestem fala, ktora jest morzem'. Totalna jednosc i
                                                    bliskosc. Jak odkopie Niepodzielone, to moze tu wklepie jakis
                                                    najfajniejszy cytat z tych opisow, ktore on tam cytowal.

                                                    > dla mnie MA znaczenie czy przezycie mistyczne odslania prawde
                                                    obiektywna czy
                                                    > jest tylko subiektywna wizja.

                                                    To jest nieweryfikowalne. Rownie dobrze to moga byc jakies spiecia
                                                    na neuronowych laczach.

                                                    ma, gdyz w tym miejscu zastanawialam sie nad
                                                    > obiektywna wartoscia wiedzy plynacej z objawienia. nie neguje
                                                    nigdzie ze takie
                                                    > dosw ma jakas wartosc, tylko pytam czy sluzy poznaniu obiektywnej
                                                    prawdy i w to
                                                    > watpie.

                                                    Nie ma wiedzy. To jest odczucie, nie odmyslenie. Pozostaje pamiec
                                                    pewnego ultraintensywnego stanu.

                                                    > no, niezupelnie. istnieje tez cos w stylu prawdy statystycznej.
                                                    nikt nie jest
                                                    > ani calkowicie dobry ani calkowicie zly ( w podstawowce piekne
                                                    wypracowanie
                                                    > obroncze hitlerowi napisalam :0, och, pamietam to jak dzis ;)
                                                    > widze ze " filozofia" bycia tu i teraz opiera sie na traktowaniu
                                                    zycia jako
                                                    > serii oddzielnych epizodow, przeciwstawnie do tradycyjnej europ.
                                                    koncepcji
                                                    > celowosci, przyczynowosci, nastepstw przyczyn i skutkow,
                                                    wzajemnego powiazania/
                                                    > odzialywania konkretnych faktow.

                                                    E-e. No skad. Chodzi nie o nastepstwa, przyczyny i td, ale o zycie
                                                    w realu, a nie we wlasnej glowie, w niby-swiecie. Bedac tu i teraz
                                                    mozna byc bankierem, gwiazda filmowa albo jak Wilber zbic fortune
                                                    na ksiazkach.

                                                    co z edukacja, co z
                                                    > sadownictwem, chociazby? bardzo mi zalezy, zebys odpowiedziala na
                                                    to ( byc moze
                                                    > powstale na skutek nieprzecietnej ignorancji pytanie)
                                                    > czy mialby byc to program glowny( wytrych, aksjomat) czy moze
                                                    pomocniczy?

                                                    Wychowac pokolenia ludzi spokojnych i szczesliwych jak buddyjscy
                                                    mnisi? Wolalabym to zamiast tabliczki mnozenia. Od tabliczki sa
                                                    kalkulatory.

                                                    > mnie tez zmuszano do jedzenia, wiec ...
                                                    > mysle ze to normalne kogos do czegos zmuszac dla jego dobra ;)

                                                    Tak tak - a potem mama odkrywa po paru dniach surowke z marchewki w
                                                    kieszeni fartuszka i jest problem.
                                                    Gwizdze na wasza liste, ja swoje blogoslawienstwa licze codzien, i
                                                    to spiewajaco.


                                                    --
                                                    What? I'm just tying me laces, man.
                                                  • 30.03.08, 06:55
                                                    hm, ja ( na szczescie :) w cyberze nawet roku jeszcze nie jestem, wiec nieco inne refleksje mam.
                                                    pierwszy upadek pod wirtualnym krzyzem mam za soba, ale bylo to rzeczywiscie ciezkie doswiadczenie
                                                    nadal, co i rusz zdumiewa mnie czestotliwosc wypowiedzi PO PROSTU agresywnych, najwidoczniej obliczonych na odreagowanie. zdumiewa, ale juz nie tak bardzo.
                                                    dobrze to czy zle, ze sie przyzwyczajam? ze zaczynam uwazac iz najwidoczniej istnieje spora grupa ludzi, ktorzy UWIELBIAJA SIE KLOCIC. tylko, cholera, nadal nie moge pojac fenomenu tych, co bluzgaja na innych nawet piszac. coz, zapewne wynika to z roznic w historii osobistej, innego nastawienia do tematu.
                                                    czasem dziala jeszcze impuls zeby pouczyc czy zaprotestowac czy przywalic na wirtualny odlew. ale przekonanie o tym, ze ' to bedzie na dlugo", znaczy ze wdam sie w jakas wyniszczajaca mnie psychicznie bijatyke ( slowna) , kaze mi siedziec na krzesle i nie wstawac. nie dla mnie te ' rarytasy'. a jednak cos tam krzyczy we mnie w strone panow i pan jazgotek: ...no nie bede pisac co, jak starczy mi odwagi i ochoty i przekonania, okazja do napisania tego pod wlasciwym adresem pewnie sie znajdzie :]
                                                    a co do tego, ze " ludzie kiedys byli inni" tego nie wiem, ale zauwazam ze przez forum co jakis czas przetaczaja sie burze, po ktorych jest spokoj, po ktorym znow sa burze. tyle, ze glowne postacie dramatu sie zmieniaja *a napewno ich nicki * :]
                                                    ---

                                                    "mozesz miec jak najbardziej obiektywna, boską w jakosci prawde, ale niekoniecznie o tym wiedziec."
                                                    ano wlasnie o to sie rozchodzi! mozemy widziec swiatlo prawdziwego slonca, ale nie mamy mozliwosci zweryfikowania tej prawdziwosci. wszystko co mamy to hipotezy, przynajmniej odnosnie tematow z dziedzin bedacych poza granicami tzw twardej nauki - metafizyki, aksjologii, etyki, czy chocby sztuki dobrego zycia.

                                                    ___

                                                    hmm, dlaczego bycie tu i teraz ma byc czyms wiecej niz wegetacja? jest stopieniem sie z chwila obecna, czasem moze byc przyjemniejsze, czasem mniej przyjemne niz zycie tym co bedzie lub bylo. rozumiem ( pewnie nie spodoba ci sie to slowo tutaj... ), ze takie skupienie na smaku wypijanej herbaty, moze oczyszczac nas z mysli o tym, co akurat teraz sie nie dzieje, a przez to odciazac mozg i inne narzady, ale czy cos ponad to? dosc czesto celebruje rytual picia ' porannej ' kawki z bita smietana i cynamonem, pollezac na dachu wchlaniajac slonce i blekit nieba. dobrze relaksuje na poczatek dnia.
                                                    ale jakos nie wyobrazam sobie celebrowania kazdej czynnosci jaka sie zajmuje, np mycia wlosow , wiazania butow, jazdy winda. zwyczajnie NIE MAM NA TO CZASU, sa rzeczy ciekawsze niz to! nie lubie wstawac na 10minut przed pojsciem do pracy ani zyc w biegu, kiedy to lykam herbate szukajac jakiejs bluzki, wiaze buty w windzie itd. lubie miec kilka godzin na rozkrecenie sie. najchetniej w ogole porzucilabym prace zarobkowa aby moc byc sobie tu i teraz, i jeszcze pomarzyc i powspominac, jednakze ... sama wiesz jak jest :)
                                                    nie wiem, moze technika tu i teraz ma nam zwrocic uwage na bogactwo swiata, odwrocic nasza uwage od planowania i rozpamietywania i zwrocic ja ku temu co realnie jest w naszym zasiegu a co lekcewazymy, traktujemy jako makiete, tlo dla naszych pragnien?
                                                    ale czy snucie planow i wspomnien to juz wegetacja?

                                                    "A przez miedlenie ozorami mozna cos przemiedlic na amen.
                                                    Ludziom sie czesto wydaje, ze teoretyczne rozpracowanie pewnego
                                                    problemu/zagadnienia jest jednoznacze z przyswojeniem go w
                                                    praktyce. Nie jest. A im kto bardziej inteligentny *niekoniecznie
                                                    pisze tu o sobie*, tym lepiej go moze teoretycznie rozpracowac i
                                                    tym bardziej moze mu sie wydawac, ze posiadl cala madrosc tego
                                                    swiata. A guzik."
                                                    ano guzik, racja

                                                    "Kiedy obejmuje cie ukochany, jesli sie na tu i teraz skupisz,
                                                    odczujesz bliskosc tak wielka, ze w zasadzie jest ona jednoscia.
                                                    TO. Jesli natomiast w momencie jego ciebie obejmowania przed oczami
                                                    bedzie ci sie natretnie pojawiac zolza z pracy, ktora pod toba
                                                    dolki kopie, niewypelniony PIT i pomysly na jutrzejszy obiad, to
                                                    juz TEGO nie doswiadczysz. Ani zreszta on."
                                                    zalozmy ze nie pojawi mi sie przed oczami w tym momencie ani zolza z pracy ani pit ani zaden obiad, a jedynie rzeczonego ukochanego przykre dla mnie zachowanie z np wczoraj, czy poddac sie magii tu i teraz czy nie?
                                                    oto jest pytanie nurtujace mnie w tym miejscu dyskusji. poddac sie, a w nastepnym epizodzie pt tu i teraz jest mi przykro z powodu twojego zachowania, zaglebic sie w istote tej przykrosci?czy jak?
                                                    ---
                                                    co do warsztatow - mi przydalyby sie raczej takie w stylu jak w weekend stac sie rekordowym szczurem wyscigowym... oczywiscie na nic takiego sie nie zapisze ...
                                                    ja wiem ze liscie sa zielone itd. mieszkam w miejscu gdzie chyba tylko daltonista moglby to przeoczyc o tej porze roku. natura tutaj jest tak bujna i fantazyjna ze odciaga uwage od wszystkiego innego. palmy daktylowe daktyluja, inne kwitna dziwnymi bialymi liszkopodobnymi liscmi o frapujacej strukturze, kwiaty wariuja po prostu, a najlepsze ze wszystkich sa i tak pomaranczowe drzewka uliczne, co to naraz owocuja i kwitna. nie da sie nie wpasc w wir kontemplacji tych cudow!
                                                    podobnie " zasysajaco' dziala na mnie kontakt z kotami :)

                                                    ---
                                                    wilber mnie intryguje, moze gdzies znajde jakiegos ebooka. byloby mi milo, gdybys wrzucila tu jakies smaczne cytaty
                                                    ---

                                                    wszystko to sa rowniez spiecia neuronalne czy jak to sie nazywa ( nie wiem). chodzilo mi o to, jakiej kategorii info te spiecia niosa. jest to nieweryfikowalne, zgadzam sie, rzecz jasna. ultraintensywnosc jakiegos stanu nie przeklada sie ( wbrew potocznym odczuciom) na obiektywnosc istnienia bodzcow ktore uczestniczyly w jego spowodowaniu, ze tak przynudze.
                                                    "Nie ma wiedzy. To jest odczucie, nie odmyslenie. Pozostaje pamiec
                                                    pewnego ultraintensywnego stanu."
                                                    i wlasnie dlatego kilka postow temu, wyrazilam moj ambiwalenty stosunek do dosw mistycznego. moze byc ono jakims glebokim rytem transformujacym osobowosc, styl zycia czlowieka, ale jakosciowo nie jest zdaje sie wcale bardziej cholera prawdziwe niz jakakolwiek inna wiedza czy wiara czy doswiadczenie. moze byc przezyciem tak silnym ze niwelujacym wszelkie watpliwoscia, ale to - z mojego upartego akurat tutaj punktu widzenia, nie czyni go bardziej wartym uwagi niz lobotomia.
                                                    kto wie ( znaczy : ja pojecia nie mam) moze ludzie po lobotomii sa szczesliwsi,a mimo to ja glupia nadal sie waham ;]

                                                    "Wychowac pokolenia ludzi spokojnych i szczesliwych jak buddyjscy
                                                    mnisi? Wolalabym to zamiast tabliczki mnozenia. Od tabliczki sa
                                                    kalkulatory." * podlozylas sie, a ze mnie drapiezna fretka wylazla na to :)
                                                    hmm, no tak, ale prawdopodobnie bez znajomosci tabliczki mnozenia nie moznaby tych kalkulatorow wymyslic...

                                                    wiec moze jednak program dodatkowy?
                                                    ---
                                                    i jeszcze jedno: gdzie ja wlasciwie jestem kiedy tak stukam i stukam te swoje mysli, totalnie na nich i stukaniu skoncentrowana?

                                                    ---

                                                    "a potem mama odkrywa po paru dniach surowke z marchewki w
                                                    kieszeni fartuszka i jest problem."
                                                    he he, ja tam wrzucalam za wielki ciezki regal w salonie...

                                                    a tak na marginiesie tego urywku dyskusji:
                                                    przyszlo mi na mysl, ze identyfikujesz sie z dzieckiem, podczas gdy ja - z rodzicem.
                                                    tutaj, ale niestety nie tylko tutaj, a " niestety" tez ma swoje nastepstwa.
                                                    ----

                                                    "Gwizdze na wasza liste, ja swoje blogoslawienstwa licze codzien, i
                                                    to spiewajaco."
                                                    myslisz ze naleze do " ugrupowania solaris" ?
                                                    nie, nie naleze, czasem wrzucam co mi sie wydaje swiadczyc o pieknieniu swiata, czasem z nia polemizuje czasem slucham czasem jej zazdroszcze czasem podziwiam czasem jestem wdzieczna za jej slowa czasem mam ochote ja udusic
                                                    zastanawiajace, ze z mojej perspektywy wy dwie, a raczej wasze filozofie zyciowe maja wiecej ze soba wspolnego niz moja ( jakas taka fantomowa, zmienna i cherlawa)

                                                    pozdrawiam :)))
                                                    aha, interesujace rzeczy napisalas w watku o asertywnosci, dzieki.

                                                    --
                                                    "ośmiornica jest siostrą potwora!"
                                                  • 31.03.08, 02:36
                                                    szarylemur napisała:

                                                    [jazgot]
                                                    Tak. Mi tez sie zdarza wdawac w pyskowki i robie to z upodobaniem,
                                                    lubie wyzsza temperature rozmow, pod warunkiem, ze sama rozmowa ma
                                                    sens. Ale akurat na tym forum pyskowki to chyba niewiele daja, co.

                                                    > wszystko co mamy to hipote
                                                    > zy, przynajmniej odnosnie tematow z dziedzin bedacych poza
                                                    granicami tzw twarde
                                                    > j nauki - metafizyki, aksjologii, etyki, czy chocby sztuki
                                                    dobrego zycia.

                                                    Tak, ale jak sie temu przyjrzec, to to jest nawet zabawne.

                                                    > hmm, dlaczego bycie tu i teraz ma byc czyms wiecej niz wegetacja?
                                                    jest stopieni
                                                    > em sie z chwila obecna, czasem moze byc przyjemniejsze, czasem
                                                    mniej przyjemne
                                                    > niz zycie tym co bedzie lub bylo.

                                                    Bo nie mozesz zmienic przeszlosci, a na przyszlosc masz znikomy
                                                    wplyw ('jesli chcesz rozsmieszyc Boga, opowiedz mu o swoich
                                                    planach'). Zycie w przeszlosci i przyszlosci to jedne z
                                                    najczestszych przyczyn stresu.

                                                    Noi wieczna pogon za tym, co bedzie, albo trucie sie tym, co bylo
                                                    sprawiaja, ze zycie zwyczajnie i po prostu przecieka ci przez
                                                    palce. Bo zyjesz we wlasnej glowie, a nie na jawie. Terazniejszosc
                                                    jest wszystkim, co istnieje.

                                                    rozumiem ( pewnie nie spodoba ci sie to slowo
                                                    > tutaj... ), ze takie skupienie na smaku wypijanej herbaty, moze
                                                    oczyszczac nas
                                                    > z mysli o tym, co akurat teraz sie nie dzieje, a przez to
                                                    odciazac mozg i inne
                                                    > narzady, ale czy cos ponad to?

                                                    Jesli widzialas kiedys male koty, to one to robia najlepiej - sa
                                                    tak tu i teraz, jak tylko mozna, obojetnie od tego, co robia. Duze
                                                    zreszta tez, ale nei sa juz takie wzruszajace :)

                                                    najchetniej w ogole p
                                                    > orzucilabym prace zarobkowa aby moc byc sobie tu i teraz, i
                                                    jeszcze pomarzyc i
                                                    > powspominac, jednakze ... sama wiesz jak jest :)

                                                    Wiem, wiem, zamiast pracy chomik w kolowrotku, a po kolowrotku joga
                                                    w niewietrzonej sali z jakims nawiedzonym swirem. Nie ma ucieczki.

                                                    > nie wiem, moze technika tu i teraz ma nam zwrocic uwage na
                                                    bogactwo swiata, od
                                                    > wrocic nasza uwage od planowania i rozpamietywania i zwrocic ja
                                                    ku temu co real
                                                    > nie jest w naszym zasiegu a co lekcewazymy, traktujemy jako
                                                    makiete, tlo dla na
                                                    > szych pragnien?
                                                    > ale czy snucie planow i wspomnien to juz wegetacja?

                                                    Nie. Pod warunkiem, ze to nie dominuje twojego swiata.
                                                    Na tym samym warsztacie, o ktorym juz pisalam, tym zapracowanym
                                                    ludziom kazano sie polozyc i zamknac oczy. Po minucie mieli sie
                                                    podniesc. Polowa podniosla sie po 30-40 sekundach, rekordzistce
                                                    minuta trwala 15 sekund - nie mogla w to uwierzyc. Czasem naprawde
                                                    trzeba zwolnic - zycie w przyszlosci wymusza nieustanny bieg, zycie
                                                    w przeszlosci - najczesciej cofanie sie. Nie ma nic patogennego w
                                                    marzeniach i wspomnieniach, pod warunkiem, ze nie staja sie one sa
                                                    takim prawdziwszym zyciem.

                                                    > a jedynie rzeczonego ukochanego przykre dla mnie zachowani
                                                    > e z np wczoraj, czy poddac sie magii tu i teraz czy nie?
                                                    > oto jest pytanie nurtujace mnie w tym miejscu dyskusji. poddac
                                                    sie, a w nastep
                                                    > nym epizodzie pt tu i teraz jest mi przykro z powodu twojego
                                                    zachowania, zagleb
                                                    > ic sie w istote tej przykrosci?czy jak?

                                                    O mamusiu, nie wiem.
                                                    Gdybym ja byla wkurzona czy smutna po jego wczorajszych wybrykach,
                                                    to bym sie po prostu nie przytulala. Skupianie sie na t-i-t jest
                                                    rownowazne ze szczeroscia zachowania. Chyba. W kazdym razie
                                                    zupelnie sie z tym nie kloci.

                                                    > co do warsztatow - mi przydalyby sie raczej takie w stylu jak w
                                                    weekend stac si
                                                    > e rekordowym szczurem wyscigowym... oczywiscie na nic takiego sie
                                                    nie zapisze

                                                    A ja miewam takie pomysly, bo jestem swoim ulubionym kroliczkiem
                                                    doswiadczalnym. To bardzo rozszerza perspektywe.
                                                    A takie dla ciebie pewnie nazywaja sie 'jak radzic sobie ze
                                                    stresem' i 'jak uniknac wypalenia w pracy'.

                                                    > palmy daktylowe daktyluja, inne kwi
                                                    > tna dziwnymi bialymi liszkopodobnymi liscmi o frapujacej
                                                    strukturze, kwiaty wa
                                                    > riuja po prostu, a najlepsze ze wszystkich sa i tak pomaranczowe
                                                    drzewka uliczn
                                                    > e, co to naraz owocuja i kwitna. nie da sie nie wpasc w wir
                                                    kontemplacji tych c
                                                    > udow!
                                                    > podobnie " zasysajaco' dziala na mnie kontakt z kotami :)

                                                    Na mnie tez, ale ja w chwilach depresji marze o wyjezdzie na
                                                    Islandie, bo kocham zimno.
                                                    Ale za to koty uwazam za zywy dowod istnienia Boga :)

                                                    > wilber mnie intryguje, moze gdzies znajde jakiegos ebooka. byloby
                                                    mi milo, gdyb
                                                    > ys wrzucila tu jakies smaczne cytaty

                                                    A to kiedy indziej, bo teraz mi sie nie chce.
                                                    Niepodzielonego (No boundary) w sieci nie ma, jest za to Wilbera i
                                                    o Wilberze mnostwo - on ma masy prawie-wyznawcow i zwyklych
                                                    fanatykow. Jego strona tez jest dosc bogata, chociaz smiesznie
                                                    narcystyczna (ale ta jego slabosc do wlasnej powierzchownosci czyni
                                                    go milo ludzkim), jest na niej nawet jego blog. Haslo w angielskiej
                                                    Wiki jest bardziej niz wyczerpujace.
                                                    Tylko zebys nie byla zaskoczona: jego wczesne ksiazki (a
                                                    Niepodzielone bylo pierwsza albo druga) znacznie sie roznia od
                                                    pozniejszych, wiec jesli ci sie uda zalatwic 'cos Wilbera', mozesz
                                                    byc mocno zdziwiona po tym, o czym pisalam.

                                                    > i wlasnie dlatego kilka postow temu, wyrazilam moj ambiwalenty
                                                    stosunek do dos
                                                    > w mistycznego. moze byc ono jakims glebokim rytem transformujacym
                                                    osobowosc, st
                                                    > yl zycia czlowieka, ale jakosciowo nie jest zdaje sie wcale
                                                    bardziej cholera pr
                                                    > awdziwe niz jakakolwiek inna wiedza czy wiara czy doswiadczenie.

                                                    Bo ja wiem.
                                                    To jest tak, jakbys sie cale zycie unosila jak korek na wodzie i
                                                    nagle mogla zanurkowac, obejrzec swiat z syreniej perspektywy,
                                                    omszale brzuchy statkow i rafy koralowe.
                                                    To jest doswiadczenie totalnej, zgarniajacej jednosci i harmonii,
                                                    jakiegos takiego spokoju. Imo to zmienia o wiele wiecej, niz rowne
                                                    inne doswiadczenia.

                                                    moze byc prze
                                                    > zyciem tak silnym ze niwelujacym wszelkie watpliwoscia, ale to -
                                                    z mojego upart
                                                    > ego akurat tutaj punktu widzenia, nie czyni go bardziej wartym
                                                    uwagi niz loboto
                                                    > mia.

                                                    To troche tak, jakbys zastanawiala sie, co jest lepsze - łaskotki
                                                    czy wielokrotny orgazm.

                                                    > kto wie ( znaczy : ja pojecia nie mam) moze ludzie po lobotomii
                                                    sa szczesliwsi,
                                                    > a mimo to ja glupia nadal sie waham ;]

                                                    Lobotomii sie chyba juz od dawna nie robi. Podobno to prosty
                                                    zabieg, ale nie polecam domowego jego wykonania.

                                                    > hmm, no tak, ale prawdopodobnie bez znajomosci tabliczki mnozenia
                                                    nie moznaby t
                                                    > ych kalkulatorow wymyslic...

                                                    Ale sa juz wymyslone.
                                                    I czy ludzie, ktorzy nie znaja i nie potrzebuja tabliczki mnozenia
                                                    sa mniej szczesliwi?

                                                    Kiedy pakuje sie na wakacje zawsze staje mi przed oczyma scena z
                                                    filmu o jakis plemionach z dzungli, ktorzy w wielodniowa podroz
                                                    zabieraja tobolek wielkosci poduszki-jaśka. Cywilizacja juz dawno
                                                    gryzie wlasny ogon i zajmuje sie glownie wytwarzaniem sensow ponad
                                                    potrzebe.

                                                    > i jeszcze jedno: gdzie ja wlasciwie jestem kiedy tak stukam i
                                                    stukam te swoje m
                                                    > ysli, totalnie na nich i stukaniu skoncentrowana?

                                                    Na przyklad jestes w tej rozmowie?
                                                    Internet sprawia, ze przestrzen przestaje istniec, a czas ma
                                                    mniejsze znaczenie.

                                                    > przyszlo mi na mysl, ze identyfikujesz sie z dzieckiem, podczas
                                                    gdy ja - z rodz
                                                    > icem.

                                                    Dlaczego tak uwazasz?

                                                    > tutaj, ale niestety nie tylko tutaj, a " niestety" tez ma swoje
                                                    nastepstwa.

                                                    Imo kazde takie 'niestety' mozna zmienic.

                                                    > myslisz ze naleze do " ugrupowania solaris" ?

                                                    Bandy solaris, fleuret i swirow w rodzaju meskaika :))))
                                                    No wlasnie wydajesz sie na to za fajna :)

                                                    > zastanawiajace, ze z mojej perspektywy wy dwie, a raczej wasze
                                                    filozofie zyciow
                                                    > e maja wiecej ze soba wspolnego niz moja ( jakas taka fantomowa,
                                                    zmienna i cher
                                                    > lawa)

                                                    Chyba powinnam sie obrazic teraz ;(
                                                    Czytalam, ze fantomowy, zmienny i cherlawy czlowiek jest do gdzies
                                                    tak trzydziestki, a potem juz m
                                                  • 31.03.08, 06:50
                                                    jazgot. nie, nie lubie jazgotu. ironie sarkazm takze w dyskusji lubie, ale NIE ZNOSZE gdy ktos celujac we mnie palcem oznajmia : bo jest tak i tak, bo taka jest prawda, bo ja mam zawsze racje. jesli taki czlowiek jest, mimo wszystko zyczliwy i opanowany, to widze jeszcze szanse na dyskusje. jesli zas zaczyna wyzywac mnie, krzyczec coraz glosniej, to mam dwa wyjscia awaryjne: rzucic sie do twarzy i wydrapac oczy ( to z domciu ) albo mniej wiecej z godnoscia odsunac sie i popatrzec przez chwile w zimnej zadumie jak mloci powietrze lapami. strategia nr 2 jest w sam raz na potrzeby sieci, rowniez w realu staram sie stosowac ja zanim przeskocze do strategii nr 1. klotnia nie kojarzy mi sie z niczym dobrym, milym ani przyjemnym. tak juz mam.
                                                    ---
                                                    ta cala historia z prawda jest dosc smieszna jesli spojrzy sie na nia z perspektywy " wiele halasu o nic". ale i ten mlotek jest wielozadaniowy.
                                                    nie jest smieszne gdy ludzie zabijaja sie w imie prawdy. choc byc moze " prawda" sluzy tylko jako przykrywka dla potrzeby dominacji.

                                                    "Zycie w przeszlosci i przyszlosci to jedne z najczestszych przyczyn stresu". myslisz ze bez wyciagania wnioskow z przeszlych zdarzen i planowania tych przyszlych, cieszylibysmy sie bardziej tym co mamy? z dalszej czesci postu wnioskuje, ze tak nie uwazasz, za patogenne uznajesz nadmierne przebywanie poza rzeczywistoscia. jesli tak, to moge sie zgodzic.
                                                    ---
                                                    czy nie jest tak, ze " zwykle" zwierzeta w ogole zawsze sa tu i teraz?

                                                    "Na tym samym warsztacie, o ktorym juz pisalam, tym zapracowanym
                                                    ludziom kazano sie polozyc i zamknac oczy. Po minucie mieli sie
                                                    podniesc. Polowa podniosla sie po 30-40 sekundach, rekordzistce
                                                    minuta trwala 15 sekund - nie mogla w to uwierzyc.'
                                                    to dziwne, przeciez wystarczyloby dosc powoli liczyc do szescdziesieciu...
                                                    no, nie az tak powoli jak ja ;)
                                                    mi ta minuta trwala 99 sekund...
                                                    ---
                                                    "Gdybym ja byla wkurzona czy smutna po jego wczorajszych wybrykach,
                                                    to bym sie po prostu nie przytulala. Skupianie sie na t-i-t jest
                                                    rownowazne ze szczeroscia zachowania. Chyba. W kazdym razie
                                                    zupelnie sie z tym nie kloci."
                                                    tj, szczerze mam ochote sie przytulic ale szczerze rowniez zasmuca mnie lub zlosci wspomnienie tego co czulam wczoraj, oraz niepokoi obawa przed mozliwa powtorka, a wtedy co? co wowczas bedzie szczerym zachowaniem wg ciebie?
                                                    a moze chodzi tylko o to, by nie przemieszczac swoich uczuc wywolanych przez a na b?
                                                    ---
                                                    warsztaty dla mnie to cos z gatunku " jak wybrnac z impasu" by bylo, ' jak pokonac inercje, lenistwo i strach przed porazka", moze cos z mysleniem megapozytywnym, autoprezentacja, tego typu sprawy.
                                                    ---
                                                    ja kocham zimno tylko na mapie pogody, patrzec jak jest daleko. czasem tesknie za deszczem, ale nie za bardzo, bo szarosci w naturze nie lubie.
                                                    o kotach napisze tylko tyle, ze uwazam je za idealne :)
                                                    ---
                                                    o doswiadczeniu mistycznym
                                                    . dosw psychodeliczne tez wiele zmienia, choc akurat mi spokoju nigdy nie przynioslo. mimo tego ( ze wiele zmienia) nie zamierzam traktowac takiego dosw jako glosu prawdy. wiec jedyne co mi pozostalo to zwatpic w prawde doswiadczenia. w dosw widzisz, doznajesz lustrzanego odbicia rzeczywistosci dokonanej przez twoj maly pluszowy mozg, a nie rzeczy samych w sobie.
                                                    fajnie miec ladne lustro, fajnie jak okazuje sie ze przechodzisz na druga strone lustra ktore upieksza swiat. ale to tyle.
                                                    ale moze prowadze tu krytyke czegos o czym pojecia nie mam, a raczej czegos czego nie doswiadczylam.
                                                    ---
                                                    "To troche tak, jakbys zastanawiala sie, co jest lepsze - łaskotki czy wielokrotny orgazm." jesli moim celem byloby to co przyjemniejsze, wybralabym wielokrotny orgazm i to bez dlugich namyslow. jednakze smiem twierdzic iz ani laskotki ani orgazmy nie prowadza do poznania obiektywnej prawdy, wiec uwazam porownanie za nietrafione.
                                                    byc moze zechcesz teraz napisac iz skoro " ustalilysmy" juz ze do prawdy metafizycznej dotrzec nie sposob, to nie ma co lac lez nad tym i odrzucac wszystkiego co mniej niz obiektywna prawde przynosi.
                                                    no, tak, ale w takim momencie wkraczamy w strefe dowolnosci gustow..., przekonania itd
                                                    i juz, zostanie tylko dyskusja, krucjaty i tupanie nozkami. czyli to co mamy teraz.

                                                    poczytam sobie o lobotomii, moze kiedys, ciekawa jestem czemu sie jej juz nie stosuje i jakie byly jej wyniki.
                                                    ---
                                                    co do kalkulatorow, chyba sugerujesz ze ludzkosc doszla do takiego momentu kiedy juz wymyslanie rzeczy nowych nie jest potrzebne.
                                                    a ja zaloze sie ze za klikadziesiat czy kilkaset lat ( o ile kultura kolowrotka przetrwa ) ludzie beda naprawde zadziwieni tym , jak my moglismy zyc bez tego czy tamtego, o czym nam sie moze sni czasem ale tylko tyle.
                                                    co nie znaczy ze ci ludzie beda szczesliwsi niz my.
                                                    co do plemion dzungli... oni tez ewoluuja i wymyslaja nowe sensy. czemu robia to jakos tak wolniej niz zachodnia cywilizacja, nie bardzo wiem , ale watpie aby chcieli sie zatrzymac nawet gdyby osiagneli juz wszystko co obecnie wydaje im sie potrzebne do zycia. ale moge sie mylic, byc moze taki nieopanowany ped do przodu nie jest wlasciwy czlonkom kazdej cywilizacji?
                                                    ---
                                                    " kazde takie 'niestety' mozna zmienic." a co z markiem aureliuszem, ja sie pytam ...
                                                    ---
                                                    dlaczego uwazam, ze identyfikujesz sie z dzieckiem? z powodu twoich odpowiedzi na moje dwukrotne bodajze zaproszenie do watku o pieknieniu swiata.
                                                    " nic z tego, uparlam sie
                                                    iiiiii
                                                    nigdy tam nie wejde"
                                                    "Bo w dziecinstwie zmuszano mnie do jedzenia i od tamtej pory tupie nogami, jak kto na co nalega :)"
                                                    kojarzy mi sie to z rola dziecka. byc moze jest to powiedziane z przymruzeniem oka, zartem, tak jak moja kontra, a jednak ...
                                                    poczulas chyba jakies zagrozenie dla swojej wolnosci, ale zamiast ( kolejnej ) dyskusji, wybralas nie i juz.
                                                    pojecia nie mam jaka jestes na codzien, moja uwaga dotyczyla tylko tego kawalka.
                                                    ja raczej rzadko pozwalam sobie na powiedzenie "nie" bez tlumaczenia przyczyn, tak sobie jak innym. bardzo tez przejmuje sie autorytetami, nie potrafie odrzucic czegos tylko dlatego ze mi sie nie podoba, potrzebuje do tego wiecej powodow. czesto zachowuje sie jak ktos kto wie, ze to co dobre nie musi byc smaczne, a to co smaczne nie musi ladnie wygladac itd. inaczej: jak osoba ktora nie mowi ' nie, bo nie" poniewaz "to takie dziecinne" i wielu innych " dziecinnych " rzeczy nie robi i nie pochwala ( szczerze) u innych.
                                                    choc zmienna jestem tak, ze mnie sama to meczy ( bo " to takie niedojrzale"), to jednak rodzic ma silny glos.
                                                    " najmilej" jest mi zaplatac sie w wezel pt czy pragnienie zreformormowania sie w doroslego nie pochodzi od rodzica"
                                                    bleeeeeeeeeeeeee ( komentarz zbuntowanego dziecka )
                                                    ---
                                                    uwazasz ze jestem za fajna na to zeby nalezec do "bandy solaris, fleuret i swirow w rodzaju meskaika"
                                                    hmm, ja po prostu nie umiem nalezec do zadnej bandy,
                                                    wyglada na to, ze cos innego niz nalezenie do bandy interesuje mnie glebiej
                                                    i mecza mnie te powinnosci wynikle z przynaleznosci do band
                                                    nie nawyklam , odwyklam czy jakos tak
                                                    ---
                                                    a zreszta mam watpliwosci co do tego ze istnieje banda skupiajaca solaris fleuret i mskaika
                                                    ogolnie - solaris lubie ( choc niepotrzebnie kojarze ja z moja matka)
                                                    fleuret - raczej nie znam jej pogladow
                                                    msqaik - spotkalam sie z opiniami ze jest swirem, coz, moze jest troche nawiedzony, nie rozmyslam nad nim, ma u mnie plusa za to ze nie krzyczy.
                                                    ---
                                                    jesli uwazasz ze mozliwosc podobienstwa swiatopogladowego z solaris jest powodem do smutku i obrazy, to dawaj,obrazaj sie i smuc.
                                                    ja tak akurat nie uwazam, a na dodatek, to podobienstwo to ja sobie tak prywatnie swoim rozumkiem zauwazylam i ... no wiesz co dalej ... :)))

                                                    pozdrawiam serdecznie ( msqaik nie ma monopolu na ten zwrot i zwrot ten nie musi byc z nim kojarzony :)))

                                                  • 01.04.08, 02:18
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > NIE
                                                    > ZNOSZE gdy ktos celujac we mnie palcem oznajmia : bo jest tak i
                                                    tak, bo taka je
                                                    > st prawda, bo ja mam zawsze racje.
                                                    ...
                                                    Wychodzi na to, ze jestes bardziej dojrzala ode mnie. Moze to wynik
                                                    trudnego dziecinstwa i nieustannych klotni do pierwszej krwi z
                                                    siostra, ale ja to lubie.
                                                    ;)
                                                    Na zawodowcow od 'bo taka jest prawda' jest jedna recepta:
                                                    poprosic, zeby swoja boprawde umiescili w jakimkolwiek
                                                    obiektywizujacym kontekscie. Badania naukowe, statystyki, ogolnie
                                                    znany fakt typu trawa jest zielona, logiczne rozumowanie. Jest
                                                    szansa, ze zalapia na czym polega roznica miedzy pogladem na prawde
                                                    a prawda. Swoja droga, takie zalapanie to podstawa asertywnej
                                                    komunikacji.

                                                    > nie jest smieszne gdy ludzie zabijaja sie w imie prawdy. choc byc
                                                    moze " prawda
                                                    > " sluzy tylko jako przykrywka dla potrzeby dominacji.

                                                    Bylo wiele halasu w ciagu ostatnich paru lat w Polsce o sprawy
                                                    molestowania dzieci. Molestowal ksiadz, molestowal dyrygent znanego
                                                    choru chlopiecego.
                                                    Obu tych panow najgorliwiej bronili rodzice dzieci, w tym rodzice
                                                    ich ofiar.
                                                    Oni tak naprawde bronili siebie, a nie tych zboczencow.

                                                    > czy nie jest tak, ze " zwykle" zwierzeta w ogole zawsze sa tu i
                                                    teraz?

                                                    No pewnie. I czy ten widok cie nie przekonuje?

                                                    > no, nie az tak powoli jak ja ;)
                                                    > mi ta minuta trwala 99 sekund...

                                                    Mi tez cos kolo tego. Bardzo bylam z siebie dumna :)

                                                    > tj, szczerze mam ochote sie przytulic ale szczerze rowniez
                                                    zasmuca mnie lub zl
                                                    > osci wspomnienie tego co czulam wczoraj, oraz niepokoi obawa
                                                    przed mozliwa pow
                                                    > torka, a wtedy co?

                                                    Nie mam pojecia - moze przytulic sie i w przytuleniu wyjasnic, skad
                                                    wkurw i skad smutek?

                                                    > a moze chodzi tylko o to, by nie przemieszczac swoich uczuc
                                                    > wywolanych przez a na b?

                                                    To tez. To bardziej dotyczy 'tu'.

                                                    > warsztaty dla mnie to cos z gatunku " jak wybrnac z impasu" by
                                                    bylo, ' jak poko
                                                    > nac inercje, lenistwo i strach przed porazka",

                                                    W tym twoim ultraegzotycznym krolestwie na pewno organizuja jakies
                                                    kursy narodowych tancow albo etnicznego spiewu, sztuki ludowej,
                                                    lokalnej kuchni itp. Zauwazylam, ze umiejetnosc gry na bebnach czy
                                                    zaliczone kursy ludowego spiewu bardzo pomagaja w pracy - na wiele
                                                    sposobow. Powaga.

                                                    > ja kocham zimno tylko na mapie pogody, patrzec jak jest daleko.
                                                    czasem tesknie
                                                    > za deszczem, ale nie za bardzo, bo szarosci w naturze nie lubie.

                                                    Mylisz sie fatalnie. Chlod jest bialy, lsniacy, chrupiacy i
                                                    iskrzacy. To robienie aniolow na sniegu i fikolkow na zamarznietych
                                                    kaluzach. Same przyjemnosci.

                                                    > . dosw psychodeliczne tez wiele zmienia, choc akurat mi spokoju
                                                    nigdy nie przyn
                                                    > ioslo. mimo tego ( ze wiele zmienia) nie zamierzam traktowac
                                                    takiego dosw jako
                                                    > glosu prawdy.

                                                    Mi doswiadczenia psychodeliczne zostawialy zazwyczaj na pamiatke
                                                    gigantyczny zjazd, wiec o spokoju istotnie byc mowy nie moglo. Ale
                                                    tez zostawily spory material do przemyslen o tym, jak bardzo
                                                    rzeczywistosc zalezy od chemicznej rownowagi organizmu. I ze np
                                                    skad wiadomo, ze to, czego doswiadczamy na trzezwo jest prawdziwsze
                                                    od tego, czego doswiadczamy na nietrzezwo?

                                                    wiec jedyne co mi pozostalo to zwatpic w prawde doswiadczenia. w
                                                    > dosw widzisz, doznajesz lustrzanego odbicia rzeczywistosci
                                                    dokonanej przez twoj
                                                    > maly pluszowy mozg, a nie rzeczy samych w sobie.

                                                    A skad wiesz, ze nie rzeczy samych w sobie? I kiedy wiadomo, czy
                                                    cos jest rzecza sama w sobie a kiedy sama w niesobie.

                                                    > ale moze prowadze tu krytyke czegos o czym pojecia nie mam, a
                                                    raczej czegos cze
                                                    > go nie doswiadczylam.

                                                    Wez sobie tego Wilbera poczytaj. On to wszystko sprzdaje w bardzo
                                                    zgrabnym pakuneczku, napisane przyjaznie, i jak po sznurku wszystko
                                                    ladnie z siebie wynika itd.

                                                    > jednakze smiem twierdzic iz ani laskotki a
                                                    > ni orgazmy nie prowadza do poznania obiektywnej prawdy, wiec
                                                    uwazam porownanie
                                                    > za nietrafione.

                                                    Przeciez zwolalysmy juz miedzynarodowa komisje i ustalilysmy,
                                                    ze 'poznanie obiektywnej prawdy' jest nie do osiagniecia, chyba ze
                                                    nieswiadomie, wiec o czym w ogole mowa? To jest klincz, jak w 'Blow
                                                    up', i tylko koniec kazdy sobie wybiera. Albo podnosi pileczke i ja
                                                    rzuca, albo do konca zycia szuka trupow pod krzakami.

                                                    > byc moze zechcesz teraz napisac iz skoro " ustalilysmy" juz ze do
                                                    prawdy metafi
                                                    > zycznej dotrzec nie sposob, to nie ma co lac lez nad tym i
                                                    odrzucac wszystkiego
                                                    > co mniej niz obiektywna prawde przynosi.
                                                    > no, tak, ale w takim momencie wkraczamy w strefe dowolnosci
                                                    gustow..., przekona
                                                    > nia itd

                                                    :)))
                                                    Byc moze zechcialam :)))
                                                    To nie jest kwestia gustow. To jest miara jakosciowa. To jest
                                                    doswiadczenie podobne intensywnoscia do narodzin albo pewnie
                                                    smierci.

                                                    > co do kalkulatorow, chyba sugerujesz ze ludzkosc doszla do
                                                    takiego momentu kied
                                                    > y juz wymyslanie rzeczy nowych nie jest potrzebne.
                                                    ...
                                                    ale watpie aby
                                                    > chcieli sie zatrzymac nawet gdyby osiagneli juz wszystko co
                                                    obecnie wydaje im
                                                    > sie potrzebne do zycia. ale moge sie mylic, byc moze taki
                                                    nieopanowany ped do
                                                    > przodu nie jest wlasciwy czlonkom kazdej cywilizacji?

                                                    Do zycia potrzebne jest jedzenie, dach nad glowa i cieplo bliskich.
                                                    Internet, komorki, znane marki i kremy przeciwzmarszczkowe to sa
                                                    klopotliwe, wcisniete ludzkosci dodatki do sensu zycia.

                                                    > a co z markiem aureliuszem, ja sie pytam ...

                                                    Rozwaza sie, ze przeciez wielcy badacze natury ludzkiej ustalili
                                                    juz dawno, ze cos takiego jak 'osobowosc' jest modyfikowalne i to w
                                                    100%. Zaczynaja przebakiwac nawet o tym, ze i temperament mozna
                                                    zmienic, o ile sie nad tym popracuje.

                                                    [dziecko]

                                                    Jesli operujemy tym samym modelem tutaj, to chodzi o to, zeby i
                                                    Dziecko, i Rodzic robili swoje pod czujnym okiem Doroslego. Na tym
                                                    polega integracja i zdrowa osobowosc wg analizy transakcyjnej.
                                                    Czyli i Dziecko moze podokazywac i pokazac jezyk, i Rodzic zrobic
                                                    usta w ciup - wazne, zeby kontrolowal to Dorosly.
                                                    Ja to robilam troche od innej strony, bo na terapii wewnetrznego
                                                    dziecka, ale w sumie to to samo jest.

                                                    > ja raczej rzadko pozwalam sobie na powiedzenie "nie" bez
                                                    tlumaczenia przyczyn,
                                                    > tak sobie jak innym.
                                                    bardzo tez przejmuje sie autorytetami, nie potrafie odrzu
                                                    > cic czegos tylko dlatego ze mi sie nie podoba, potrzebuje do tego
                                                    wiecej powod
                                                    > ow. czesto zachowuje sie jak ktos kto wie, ze to co dobre nie
                                                    musi byc smaczne,
                                                    > a to co smaczne nie musi ladnie wygladac itd. inaczej: jak osoba
                                                    ktora nie mow
                                                    > i ' nie, bo nie" poniewaz "to takie dziecinne" i wielu innych "
                                                    dziecinnych "
                                                    > rzeczy nie robi i nie pochwala ( szczerze) u innych.

                                                    Jesli zechcialabys to wszystko zmienic, to na moje laickie oko to
                                                    nieduzy zabieg.

                                                    > choc zmienna jestem tak, ze mnie sama to meczy ( bo " to takie
                                                    niedojrzale"), t
                                                    > o jednak rodzic ma silny glos.
                                                    > " najmilej" jest mi zaplatac sie w wezel pt czy pragnienie
                                                    zreformormowania sie
                                                    > w doroslego nie pochodzi od rodzica"

                                                    A jakie to ma znaczenie?

                                                    czulko, ledwo sie wyrobilam z limitem znakow znowu.
                                                  • 01.04.08, 06:04
                                                    o tak, dojrzala to ja bylam chyba juz od poczecia.jak prastara morla. nad wiek powazna. po okresie mlodzienczego buntu co trwal chyba z 10 lat, znow jestem powazna, a nawet w czasach buntu bylam powazniejsza niz moi kamraci. taki los?
                                                    zabawne, ze jak ty swoje upodobanie, tak ja moja niechec do klotni tlumacze ciezkim dziecinstwem wlasnie. tyle ze ja jestem raczej jedynaczka ( tj, mam brata ale duuzo starszego i przyrodniego ), odkad pamietam trzymajaca sie na marginesie grupy.
                                                    co do zawodowcow od prawdy, metoda logiczna i doswiadczalna dziala calkiem dobrze, ale zawodzi, jesli sie przyjmie uparcie, ze takze logika i doswiadczenie prawde wykrzywiac moga. do tego sa jeszcze zawodowcy, ktorym nie w glowie dyskusje, oni po prostu MUSZA miec racje i daza do niej po mniej czy bardziej metaforycznych trupach. kiedy ktos zaczyna krzyczec, ja zaczynam sie czuc niepewnie, kiedy nie widze innego wyjscia ( a zdarza sie, ze zaslepia mnie strach), sama przeksztalcam sie w morderce. jako wcielenie osobowsci unikajacej, wole unikac takich sytuacji, a juz na pewno , pozostawanie w nich nie jest dla mnie przyjemnoscia, zabawa czy gra. u mnie w domciu klotnia nigdy nie byla zabawa ani gra, byla walka na smierc i zycie, czasem doslownie.
                                                    zdalam sobie sprawe z tego, ze inni moga zupelnie inaczej niz ja kojarzyc klotnie, mimo to wole unikac co bardziej rozbujanych konfliktow, gdyz nie umiem sie w nich zadowalajaco odnalezc.

                                                    widok zwierzat mnie przekonuje do zycia w ogole znacznie bardziej niz widok metazwierzat, znaczy ludzi :)
                                                    tutaj wstawie przewrotna aluzje: bylo warto poznawac dobro i zlo? bylo warto dac sie skusic ( spelniona ) obietnica swiadomosci?
                                                    i czy mozna wrocic, czy trzeba raczej isc na okolo aby wrocic do punktu wyjscia?
                                                    ale to takie mocno naciagane metaforyczne pytanka

                                                    moje "krolestwo " nie jest az tak ultra - egzotyczne. to tylko hiszpania. poludnie poludnia. zaczyna byc sucho, zaczyna byc jasnozielono. w lecie bedzie pustynnie i rudo. chetnie zmienilabym miejscowke na ... inna, jeszcze bardziej egzotyczna. ( zmiana poprzez zmiane miejsca lub iluzja zmiany, jeden z moich szlagierow)


                                                    "Chlod jest bialy, lsniacy, chrupiacy i
                                                    iskrzacy. To robienie aniolow na sniegu i fikolkow na zamarznietych
                                                    kaluzach. Same przyjemnosci."
                                                    szczerze? brrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
                                                    :)
                                                    ----

                                                    skad wiesz, ze nie ( doswiadczamy)rzeczy samych w sobie? I kiedy wiadomo, czy
                                                    cos jest rzecza sama w sobie a kiedy sama w niesobie."
                                                    rzecz sama w sobie to taka jaka ona jest niezalezenie od jakiegokolwiek obserwatora. z takiego ustawienia wynika, ze nikt rzeczy samej w sobie poznac nie moze. " rzecz nie w sobie" to taka samawsobie zanieczyszczona wplywem obserwatora, jej odbicie w lustrze - mozgu jakiegos obserwatora. kant nazywa te rzeczy "niesamewsobie" fenomenami, zjawiskami.
                                                    a skad ja wiem ze nie doswiadczamy rzeczy samych w sobie? ja wiem to z refleksji nad doswiadczeniem. skoro rozni ludzie moga widziec te sama rzecz na rozne sposoby, a takze ten sam czlowiek moze widziec/ doswiadczac te sama rzecz na rozne sposoby, a nawet rozne gatunki stworzen moga doswiadczac tej samej rzeczy na rozne sposoby, to nie widze powodu innego niz jakas konwencja na wyroznienie najwlasciwszego sposobu widzenia/ doswiadczenia danej rzeczy i nazwania tego sposobu "obiektywnym", przynoszacym wiedze o obiektywnym stanie tej rzeczy. choc oczywiscie potocznie trudno byloby zyc biorac coraz wszystko w nawias, to warto miec taka swiadomosc z tylu glowy. albo i nie warto ...
                                                    ---
                                                    "To nie jest kwestia gustow. To jest miara jakosciowa. To jest
                                                    doswiadczenie podobne intensywnoscia do narodzin albo pewnie
                                                    smierci."
                                                    ja rozumiem ze jest to dosw ogromnie intensywne, wrecz samonarzucajace sie, ale czy nie podobnie intensywne i samonarzucajace sa doswiadczenia ostrej psychozy paranoidalnej, glosy schizofrenikow itp pomysly lustra?
                                                    wlasnie poczytalam sobie ze wedle maslowa przezycia mistyczne pojawija sie u wszystkich ludzi i pozostawiaja niezatarte wspomnienie."Pamiętamy te zdarzenia jako coś jednoznacznie dobrego. Przeciętnym osobom zdarzają się one jednak rzadko. Ludziom pozytywnie samorealizującym się bardzo często, lub w ogóle widzą oni świat z perspektywy doznań szczytowych." to z wikipedii
                                                    tak sobie rozmyslam, ze moze wlasnie tak - jesli osiagnelas juz o wiele wiecej niz zaspokojenie podstawowych potrzeb, trudnosc polegac bedzie chyba tylko na zatrzymaniu sie w pedzie za kolejnym kroliczkiem. kiedy taka spelniona przystaniesz na moment w pieknym ogrodzie, zaleje cie zapewne fala szczescia i wdziecznosci za ten piekny piekny swiat, ktorego zabiegana nie dostrzegalas wcale, a przeciez jest, jestescie razem harmonijnie cudowni.
                                                    natomiast kiedy odpada ci reka i noga i nie ma bliskich i nie ma dachu nad glowa, rozplyniecie sie w swiecie i poczucie wszechogarniajacej blogosci bedzie sygnalem ze cos ci sie w glowie z tego nieszczescia pomieszalo... raczej. to byloby jak w tym klipie, sliczna muzyczka z offu i ktos kto nijak nie moze do niej tanczyc chociaz bardzo bardzo by chcial. wolalby pewnie nie widziec i nie czuc i nie myslec o sobie, tylko rozplynac sie w swiecie...
                                                    osobiscie : mysle, ze najpierw dobrze bedzie zaspokoic moja potrzebe samorealizacji, aby nie czuc sie opozycja dla kwitnacego cwierkajacego ogrodu.
                                                    ---
                                                    "Do zycia potrzebne jest jedzenie, dach nad glowa i cieplo bliskich. " oczywiscie, silne cialo i silna psychika tez bylyby nieodzowne do zycia w warunkach naturalnych. twoim zdaniem cywilizacja zachodu osiagnela to co miala osiagnac, wymyslono juz to co bylo potrzebne/ niezbedne i pora zajac sie czyms innym niz wynajdywaniem problemow i rozwiazan na nie? byc moze... ja lubie wymyslac badz wynajdywac problemy.
                                                    ty taka radosna sie wydajesz, ze az trudno mi uwierzyc w fascynacje mrokiem i wilgocia...

                                                    ===
                                                    'Rozwaza sie, ze przeciez wielcy badacze natury ludzkiej ustalili
                                                    juz dawno, ze cos takiego jak 'osobowosc' jest modyfikowalne i to w
                                                    100%. Zaczynaja przebakiwac nawet o tym, ze i temperament mozna
                                                    zmienic, o ile sie nad tym popracuje. "

                                                    widze swiatelko nadziei...
                                                    o, zgaslo...

                                                    nie zegnam sie
                                                    jak mawial moj znajomy satanista

                                                    :)))
                                                  • 02.04.08, 02:12
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > o tak, dojrzala to ja bylam chyba juz od poczecia.jak prastara
                                                    morla. nad wiek
                                                    > powazna. po okresie mlodzienczego buntu co trwal chyba z 10 lat,
                                                    znow jestem po
                                                    > wazna, a nawet w czasach buntu bylam powazniejsza niz moi
                                                    kamraci. taki los?

                                                    Pewnie poniekad tak.
                                                    Co zreszta zaskakuje, bo na forum sprawiasz wrazenie intelignetnej,
                                                    ale trzpiotki. Czyli na moje oko gdzies tam niepowaga i sklonnosc
                                                    do - bo ja wiem - publicznego udawania Hanki Ordonowny w tobie
                                                    siedzi, tylko jest niewypuszczana. Widzialas 'Idiotow' Triera?

                                                    > co do zawodowcow od prawdy, metoda logiczna i doswiadczalna
                                                    dziala calkiem dobr
                                                    > ze, ale zawodzi, jesli sie przyjmie uparcie, ze takze logika i
                                                    doswiadczenie pr
                                                    > awde wykrzywiac moga.

                                                    Oczywiscie. Jedne badania przecza innym, powolywanie sie na
                                                    statystyki moze wiesc do mylacych wnioskow itd. Ale chodzi o to,
                                                    zeby taki 'widzimisię' zrozumial, ze opowiada o tym, co ma w swojej
                                                    glowie, a nie o realu. I ze to _moze_ a nie _musi_ byc zgodne z
                                                    tym, co na zewnatrz jego slicznej malej glowki.

                                                    ...
                                                    jako wcielenie osobowsci unikajacej, wole unikac ta
                                                    > kich sytuacji, a juz na pewno , pozostawanie w nich nie jest dla
                                                    mnie przyjemn
                                                    > oscia, zabawa czy gra. u mnie w domciu klotnia nigdy nie byla
                                                    zabawa ani gra, b
                                                    > yla walka na smierc i zycie, czasem doslownie.

                                                    Czyli tak naprawde walczysz nie z banda durniow z forum, ale ze
                                                    starymi demonami. A pod tym calym lękiem i agresja jest osamotnione
                                                    dziecko. Tak mi sie wydaje, chociaz sie nie znam.

                                                    > zdalam sobie sprawe z tego, ze inni moga zupelnie inaczej niz ja
                                                    kojarzyc klot
                                                    > nie, mimo to wole unikac co bardziej rozbujanych konfliktow, gdyz
                                                    nie umiem sie
                                                    > w nich zadowalajaco odnalezc.

                                                    Zlosc mi sie jawila odkad zaczelam z nia prace jako wielkie dzikie
                                                    konisko. Nie taki rumak oszalaly jak z 'Szału' Podkowinskiego, ale
                                                    taki demoniczny, olbrzymi kon pociagowy, caly w mroku ze skrzacymi
                                                    oczami. To jest olbrzymia sila.
                                                    Jesli ktos doswiadczyl przemocy, to taki kon w nim siedzi. Latwo o
                                                    lęk przed ta sila, bo sie wtedy wie, jak bardzo mozna czyms takim
                                                    skrzywdzic. Byle ofiary empatie maja wielka i zazwyczaj nie do
                                                    wylaczenia.

                                                    ...

                                                    > tutaj wstawie przewrotna aluzje: bylo warto poznawac dobro i zlo?
                                                    bylo warto da
                                                    > c sie skusic ( spelniona ) obietnica swiadomosci?
                                                    > i czy mozna wrocic, czy trzeba raczej isc na okolo aby wrocic do
                                                    punktu wyjscia
                                                    > ?
                                                    > ale to takie mocno naciagane metaforyczne pytanka

                                                    Wcale nie.
                                                    Nie, nie mamy wyjscia, chociaz chyba coraz bardziej go potrzeba.
                                                    Tak mi sie wydaje po popularnosci zagluszaczy - nalogow
                                                    chemicznych i niechemicznych. Imo to sa wspolczesne plagi.

                                                    > moje "krolestwo " nie jest az tak ultra - egzotyczne. to tylko
                                                    hiszpania. polud
                                                    > nie poludnia. zaczyna byc sucho, zaczyna byc jasnozielono. w
                                                    lecie bedzie pusty
                                                    > nnie i rudo. chetnie zmienilabym miejscowke na ... inna, jeszcze
                                                    bardziej egzot
                                                    > yczna. ( zmiana poprzez zmiane miejsca lub iluzja zmiany, jeden z
                                                    moich szlagie
                                                    > row)

                                                    A, obstawialam Maroko albo Egipt.
                                                    To niby jest tak, ze sie od siebie nie ucieknie, chocby sie
                                                    uciekalo bardzo szybko i daleko (czyalas "Czarnoksieznika z
                                                    Archipelagu"?), ale z drugiej strony zmiana miejsca potrafi byc
                                                    bardzo ozywcza. Kiedy ucieklam do Londynu, bardzo wiele rzeczy sie
                                                    we mnie poukladalo, bo sie wyjelam z kontekstu rodziny, przyjaciol
                                                    i roznych innych takich rzeczy. Moglam (hm, nie znosze ekonomicznej
                                                    nomenklatury w odniesieniu do psychologii, ale trudno) sprawdzic
                                                    swoja wartosc i wynik bilansu postawil mnie na nogi.

                                                    ...

                                                    > ze nikt rzeczy samej w sobie poznac nie moze
                                                    > . " rzecz nie w sobie" to taka samawsobie zanieczyszczona wplywem
                                                    obserwatora,
                                                    > jej odbicie w lustrze - mozgu jakiegos obserwatora. kant nazywa
                                                    te rzeczy "nies
                                                    > amewsobie" fenomenami, zjawiskami.

                                                    No tak - poznanie naznaczone intencja. Co nie wyklucza, ze rzecz
                                                    nie istnieje. Jesli uwzglednimy, ze rzeczywistosc to pewna
                                                    konwencja, to wszystko gra i stuka, jak w Blow up. Noi - moze sie
                                                    zdarzyc, ze doswiadczamy szklanki, a nie naszej intencji szklanki.
                                                    W tych chwilach transcendencji wszystko takie sprawia wrazenie.

                                                    > ja rozumiem ze jest to dosw ogromnie intensywne, wrecz
                                                    samonarzucajace sie, a
                                                    > le czy nie podobnie intensywne i samonarzucajace sa doswiadczenia
                                                    ostrej psycho
                                                    > zy paranoidalnej, glosy schizofrenikow itp pomysly lustra?

                                                    Tak, oczywiscie. Ten stan jednak nie jest patogenny, jest jak
                                                    blogoslawienstwo, jak antychoroba.

                                                    > tak sobie rozmyslam, ze moze wlasnie tak - jesli osiagnelas juz o
                                                    wiele wiecej
                                                    > niz zaspokojenie podstawowych potrzeb, trudnosc polegac bedzie
                                                    chyba tylko na z
                                                    > atrzymaniu sie w pedzie za kolejnym kroliczkiem.
                                                    ...
                                                    > osobiscie : mysle, ze najpierw dobrze bedzie zaspokoic moja
                                                    potrzebe samorealiz
                                                    > acji, aby nie czuc sie opozycja dla kwitnacego cwierkajacego
                                                    ogrodu.

                                                    I tu sie z wilberowskim modelem zaczynaja problemy.
                                                    Bo niby najpierw trzeba rozne rzeczy uporzadkowac, zalatwic
                                                    wszystko po kolei i grzecznie, najpierw wnetrze, potem psyche=soma,
                                                    potem, ja-real-bog.
                                                    Ale tak sie nie da (Wilber zreszta pozniej raczyl to zauwazyc).
                                                    Ciagle z przeszlosci wylaza jakies sprawy niezalatwione, jakies
                                                    otchlanie, demony, znaczace sny i wolajace glosy. Im dluzej bawie
                                                    sie z ta cicha armia, tym bardziej dociera do mnie, ze to sie chyba
                                                    nigdy nie skonczy. I to sciaga z powrotem.
                                                    Musze konczyc te rozmyslania, bo im dluzej nad tym mysle, tym mniej
                                                    rozumiem.
                                                    O zesz jak rany, ale to wszystko pokomplikowane.

                                                    >twoim zdaniem cywilizacja zachodu osiagnela to co miala osiagnac,
                                                    wym
                                                    > yslono juz to co bylo potrzebne/ niezbedne i pora zajac sie czyms
                                                    innym niz wyn
                                                    > ajdywaniem problemow i rozwiazan na nie? byc moze... ja lubie
                                                    wymyslac badz wyn
                                                    > ajdywac problemy.

                                                    A ja tesknie za zyciem Amiszow. Mam dosc cholernych reklam, dosc
                                                    pazernych deweloperow, ktorzy pstrza kajobraz mojego miasta, dosc
                                                    wmawiania mi, ze jesli nie bede opalona w srodku zimy, wydepilowana
                                                    od stop do szyi i szczupla jak 13tolatka, to nie bede szczesliwa.

                                                    A na dodatek dawno juz ustalilismy z przyjaciolmi, ze ucieczka od
                                                    systemu to tez czesc systemu. Po prostu dupa blada.

                                                    > ty taka radosna sie wydajesz, ze az trudno mi uwierzyc w
                                                    fascynacje mrokiem i
                                                    > wilgocia...

                                                    To z pewnoscia ucieczkowe marzenia o powrocie do macicy :)

                                                    > widze swiatelko nadziei...
                                                    > o, zgaslo...

                                                    A, to wszystko ok. Czasem okazuje sie, ze to swiatelko to
                                                    ultraszybki pociag :)

                                                    czul.
                                                    --
                                                    stereotypes are a real time-save
                                                  • 02.04.08, 07:04
                                                    "Bywam ptakiem, źwierzęciem, kotką abo sową, | W nocy wielką niewiastą, co mię
                                                    śmiercią zową. | Kto mię ujźrzy w południe, to przypołudnicą, | A pod wieczór
                                                    zaś wiedmą abo latawicą." peregrymacja dziadowska

                                                    "na forum sprawiasz wrazenie intelignetnej,ale trzpiotki. "
                                                    hej, no to w koncu dojrzala jestem czy trzpiotka?
                                                    ja sie zgrywam bardzo czesto, takze w realu
                                                    mam wesolkowaty charakter, prawdopodobnie zmieniony przez wszystkie te historie
                                                    nie z tej ziemi
                                                    ale rownie czesto bywam powazna, sztywna, calkiem wycofana
                                                    albo ciumkam do kotkow na ulicach
                                                    wychodzi na to ze nie jestem dojrzala
                                                    tj nie zawsze Dorosly zawiaduje calym tym cyrkiem

                                                    ---
                                                    "Czyli tak naprawde walczysz nie z banda durniow z forum, ale ze
                                                    starymi demonami." hmm, chyba tak. staram sie nie dac sie porwac demonom, bo z
                                                    nimi tylko jeden sposob walki byl skuteczny.

                                                    a ty, widze, znow widzisz jakas bande ... :)

                                                    ---
                                                    czytalam wiele o zlosci, gniewie, agresji. bylam i bywam ( choc na szczescie
                                                    coraz rzadziej ) agresywna. wiem, ze to wielka sila. kiedys raczej nie tlumilam
                                                    wlasnej agresji, zlosci. wolalam cos komus wykrzyczec prosto w twarz, czy w
                                                    twarz dac niz trzymac to w sobie, bo juz chyba nie bylo gdzie tego zmiescic.
                                                    teraz na szczescie nie ma wokol mnie przemocy, a i ja sporo zrozumialam, i jakos
                                                    tam w koncu dzieki wlasnemu wysilkowi przeksztalcilam swoje otoczenie w pole
                                                    dyskusji raczej niz walki. byc moze po prostu przekonalam sie ze istnieje
                                                    calkiem sporo ludzi, ktorzy nie sa dla mnie smiertelnym niebezpieczenstwem, z
                                                    ktorymi mozna negocjowac, ale... hmm, no ,nie fanka klotni nadal nie jestem.
                                                    piszesz o tym, ze ofiara przemocy moze byc bardzo empatyczna na bol innych. ja
                                                    mysle, ze oliwy do mojego ognia agresji dolewalo przerazenie ludzmi, ktorzy
                                                    najwyrazniej nie mieli pojecia jak mnie boli awantura. mialam ich za cyborgi bez
                                                    serca, a wobec tego co mowisz, wyglada ze mielismy rozne skojarzenia z agresja
                                                    zwiazane i stad ta bezdusznosc...
                                                    niemniej jednak te upiory spia we mnie snem lekkim i nie chce ich budzic i
                                                    oswajac na sile.

                                                    poza tym, ciekawe, ze czesciej spotykalam sie z twierdzeniem o tym, ze ofiary
                                                    przemocy rowniez stosuja przemoc jako cos naturalnego, czesciej niz z
                                                    twierdzeniem, ze maja duza, trudna do wylaczenia empatie.

                                                    ---
                                                    mnie wynik bilansu raczej doluje niz stawia na nogi. tobie gratuluje :)
                                                    ---
                                                    nie czytalam czarnoksieznika z archipelagu, nie ogladalam blow up. ogladalam za
                                                    to idiotow, w sobote po raz kolejny po kilku latach. nadal wydaja mi sie
                                                    swietni. chetnie zafundowalabym sobie taki trip, bardzo chetnie. kiedys
                                                    utozsamialam sie z karen, i chyba nadal z nia sie utozsamiam, choc juz nie tak
                                                    mocno.
                                                    a ty?
                                                    ---
                                                    moze sie zdarzyc ze doswiadczymy szklanki a nie naszej intencji... jesli
                                                    wyjdziemy poza ramy teorii ktora glosi ze szklanki nigdy nie doswiadczamy...
                                                    mozna to wszystko ujac z drugiej strony, i tak chyba poszedl wilber, skoro
                                                    twierdzi ze prawdziwe sa tylko zjawiska. jesli uznamy ze prawda nie istnieje
                                                    poza doswiadczeniem, musimy ( chyba) uznac, ze wszystko czego doswiadczamy jest
                                                    prawda. ale byloby to rownoznaczne z teza, ze nie istnieje zadna Szklanka, zadna
                                                    Prawda, zadna Rzeczywistosc a jedynie szklanki, prawdy i rzeczywistosci.
                                                    jesli pozostaniemy w ramach teorii gloszacej niemozliwosc poznania prawdy
                                                    niezaposredniczonej przez przez zmysly, logike, jezu nie wiem, chemie mozgu, to
                                                    jedyne co mozemy skonstruowac dla obrony obiektywnosci doswiadczenia
                                                    transcendentalnego bedzie zalozenie ze istnieje jakis idealny stan rownowagi
                                                    biochemicznej mozgu ktory czyni go zdolnym do objecia prawdy i wiernego jej odbicia.
                                                    tyle, ze to baaardzo sliska teza - dowolna banda moglaby uzywac jej jako
                                                    legitymacji slusznosci swego widzenia swiata, wizji prawdy.
                                                    ja nie robie tego zlosliwie, ale "W tych chwilach transcendencji wszystko
                                                    sprawia wrazenie prawdziwosci" ... nie moge przyjac tego jako dowodu, ni
                                                    cholery, nijak nie przechodzi przez detektor.
                                                    sa takie substancje, ktore po przedawkowaniu opanowuja twoj mozg BEZ RESZTY,
                                                    tworza nowa rzeczywistosc nie pozostawiajac echa w postaci " aha, ale to mi sie
                                                    tylko wydaje", nic z tych rzeczy. nie wiem jak tam malownicze omamy
                                                    psychotyczne, ale chorzy chyba nie rzucaliby sie tak bardzo, gdyby mieli jakies
                                                    watpliwosci ze im sie tylko wydaje ze cos tam...
                                                    ale my im nie wierzymy!
                                                    byc moze w doswiadczeniu mistycznym doswiadcza sie obiektywnej rzeczywistosci
                                                    wbrew wszelkim niemozliwosciom technicznym i logicznym. byc moze, ale tylko
                                                    tyle. jesli zechcesz twierdzic, ze na pewno, twoja wola, ale ja nazwe to wiara,
                                                    domniemaniem, niczym wiecej.
                                                    ---
                                                    "Im dluzej bawie
                                                    sie z ta cicha armia, tym bardziej dociera do mnie, ze to sie chyba
                                                    nigdy nie skonczy. I to sciaga z powrotem."
                                                    a mowilam : lobotomia...
                                                    nie umiem nic poradzic tutaj, nielot nie nauczy cie latac, moze pocieszy cie
                                                    wstretny argument ze jest masa ludzi marzacych o osiagnieciu twojego pulapu?
                                                    spotkalam dzis znajomego zula polskiego. mily facet. stwierdzil ze mam super
                                                    zycie bo mam dom i prace i nie mam wielkich niegojacych sie ran na reku, na
                                                    ktore nic nie dziala.
                                                    orzezwilo mnie nieco to spotkanie...
                                                    ---
                                                    "A ja tesknie za zyciem Amiszow"
                                                    no, nareszcie i ja moge zapytac: a czytalas ... :)))
                                                    czytalas 29.99 beigbedera ? polecam, choc dawno to czytalam wiec obecnie
                                                    moglabym nieco inaczej ocenic
                                                    u amiszow moglabys wpasc w inne pulapki
                                                    taka banda amiszy, ordnung, kolejna " jedyna"recepta na bycie szczesliwym

                                                    "ucieczka od
                                                    systemu to tez czesc systemu.' tak, w kolejny system, ktory jest fajny poki
                                                    jestes jego tworca, a potem juz tylko zaczynasz zauwazac ze zdumieniem jak
                                                    stajesz sie jego niewolnikiem. mile zlego poczatki ;)

                                                    pozdrawiam !!!

                                                  • 03.04.08, 01:51
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > peregrymacja dziadowska

                                                    Bardzo ladne, dziekuje. Nie wiem, co to jest peregrynacja, ale
                                                    sobie sprawdze.

                                                    > hej, no to w koncu dojrzala jestem czy trzpiotka?
                                                    > ja sie zgrywam bardzo czesto, takze w realu
                                                    > mam wesolkowaty charakter, prawdopodobnie zmieniony przez
                                                    wszystkie te historie
                                                    > nie z tej ziemi
                                                    > ale rownie czesto bywam powazna, sztywna, calkiem wycofana
                                                    > albo ciumkam do kotkow na ulicach

                                                    Zauwazylam, ze koty - skadkolwiek by byly - rozumieja po polsku.
                                                    A dojrzalosc sie z trzpiotowatoscia nie kloci. Swoboda jest z
                                                    dojrzaloscia mocno zwiazana.

                                                    > hmm, chyba tak. staram sie nie dac sie porwac demonom, bo z
                                                    > nimi tylko jeden sposob walki byl skuteczny.

                                                    W sprawach z przeszlosci zlosc, pogarda, pragnienie odwetu i tego
                                                    typu uczucia czesto przykrywaja smutek, pragnienie akceptacji, zal,
                                                    osamotnienie. To tak, jakby dzieci (w wieku, w ktorym doswiadczalo
                                                    sie zbyt mocnych dla dzieci uczuc, np strachu przed rodzicem) byly
                                                    zamkniete w podziemnych celach. Kazde z tych dzieci to jakas emocja
                                                    z tej drugiej grupy, a zamki to emocja z tej pierwszej. Tak o tym
                                                    mysle.

                                                    > kiedys raczej nie tlumilam
                                                    > wlasnej agresji, zlosci. wolalam cos komus wykrzyczec prosto w
                                                    twarz, czy w
                                                    > twarz dac niz trzymac to w sobie, bo juz chyba nie bylo gdzie
                                                    tego zmiescic.
                                                    > teraz na szczescie nie ma wokol mnie przemocy, a i ja sporo
                                                    zrozumialam, i jako
                                                    > s
                                                    > tam w koncu dzieki wlasnemu wysilkowi przeksztalcilam swoje
                                                    otoczenie w pole
                                                    > dyskusji raczej niz walki.

                                                    Imo emocje to energie.
                                                    Jesli sie nie moglo wypuscic takiej poteznej, ponad sily energii
                                                    wtedy, kiedy powstala, i jesli to sie powtarzalo, to to w czlowieku
                                                    siedzi zaraz pod skora, dlatego latwo wylazi. Tak jakby polknac
                                                    klab wezy, ktore jak tylko widza jakies male zadrapanie, chca sie
                                                    przez nie wydostac. Obrzydliwa metafora, sorry, ale nie chce mi sie
                                                    to skojarzyc estetyczniej.

                                                    > mysle, ze oliwy do mojego ognia agresji dolewalo przerazenie
                                                    ludzmi, ktorzy
                                                    > najwyrazniej nie mieli pojecia jak mnie boli awantura.

                                                    Empatia w takiej sytuacji bierze sie stad, ze kiedy narusza sie
                                                    czyjes granice ofiara musi nauczyc sie rozpoznawac emocje
                                                    otoczenia, zeby wiedziec, kiedy ma oczekiwac ataku. To strategia
                                                    przetrwania. A dziecko nie potrafi oddzielic swoich uczuc od uczuc
                                                    innych. Stad tak nabyta empatia jest automatyczna i polega na
                                                    przejmowaniu cudzych emocji.

                                                    No i - czy sie chce, czy nie, jesli agresor byl postacia znaczaca,
                                                    bardzo czesto sie go integruje. I on co jakis czas wylazi i
                                                    traktuje innych tak, jak sie samemu bylo traktowanym. To - (dzis
                                                    mam wieczor metafor) jak ukaszenie wampira. Zaraza moze nie checia,
                                                    ale zdolnoscia do kasania.

                                                    > niemniej jednak te upiory spia we mnie snem lekkim i nie chce ich
                                                    budzic i
                                                    > oswajac na sile.

                                                    I bardzo slusznie.
                                                    Wierze, ze ludzie maja w sobie taka jakas czesc madrzejsza od
                                                    siebie. Jesli i kiedy ona uzna, ze jestes wystarczajaco silna i
                                                    gotowa, to pchnie cie w kierunku zmian. W takim tempie, w jakim to
                                                    bedzie dla ciebie najlepsze.

                                                    > poza tym, ciekawe, ze czesciej spotykalam sie z twierdzeniem o
                                                    tym, ze ofiary
                                                    > przemocy rowniez stosuja przemoc jako cos naturalnego, czesciej
                                                    niz z
                                                    > twierdzeniem, ze maja duza, trudna do wylaczenia empatie.

                                                    Ja tego dokladnie nie rozgryzlam, mam wrazenie.
                                                    Mysle jednak, ze jesli naruszenia granic dokonywaly na dziecku
                                                    osoby znaczace (rodzice, opiekunowie, bliscy), to takie zachowanie
                                                    bylych ofiar wzgledem np. wlasnych dzieci byloby wyrazem milosci i
                                                    szacunku do tychze rodzicow-agresorow.
                                                    Bo przyznanie, ze od wlasnych rodzicow doznalo sie zla czy braku
                                                    milosci jest czesto ponad sily.

                                                    > mnie wynik bilansu raczej doluje niz stawia na nogi. tobie
                                                    gratuluje :)

                                                    On niekoniecznie musi byc dobrze zrobiony, ten twoj bilans. Hint:
                                                    porownuj siebie do siebie, nie siebie do innych.

                                                    > nie czytalam czarnoksieznika z archipelagu, nie ogladalam blow
                                                    up.

                                                    Czarnoksieznik jest w sieci jako ebook, ale po angielsku.
                                                    Blow up mozna wypozyczyc w mniej komercyjnych wypozyczalniach,
                                                    pewnie u ciebie tez. Wspominam i powoluje sie na takie rzeczy, bo
                                                    one mi sie wbudowaly w system.

                                                    ogladalam za
                                                    > to idiotow, w sobote po raz kolejny po kilku latach. nadal wydaja
                                                    mi sie
                                                    > swietni. chetnie zafundowalabym sobie taki trip, bardzo chetnie.

                                                    Ja to nie wiem, chyba utozsamiam tym gosciem na A, co sie w koncu
                                                    wypisal.
                                                    I czasem robie takie rzeczy na ulicy - no, nie az takie, takie
                                                    wymiaru moze 1/8 tego, co robili na poczatku. Z jednej strony
                                                    troche mnie to kosztuje, z drugiej - to niesamowicie uwalnia. Dla
                                                    mnie to jest walka ze wstydem. Emily Watson, ta ktora Trier meczyl
                                                    w 'Przelamujac fale' powiedziala kiedys o swojej roli 'im
                                                    bezpieczniej sie czujesz, tym bardziej mozesz zaszalec'.

                                                    [szklanka i prawda]
                                                    > tyle, ze to baaardzo sliska teza - dowolna banda moglaby uzywac
                                                    jej jako
                                                    > legitymacji slusznosci swego widzenia swiata, wizji prawdy.
                                                    > ja nie robie tego zlosliwie, ale "W tych chwilach transcendencji
                                                    wszystko
                                                    > sprawia wrazenie prawdziwosci" ... nie moge przyjac tego jako
                                                    dowodu, ni
                                                    > cholery, nijak nie przechodzi przez detektor.

                                                    Bo to nie jest dowod. To jest wlasnie wiara, nie wiedza. Pisalam o
                                                    tych mrowkach - to jest prawda z naszej mrowczej perspektywy, tak
                                                    jak to mozemy objac naszymi prymitywnymi aparatami do pojmowania,
                                                    amen.

                                                    > a mowilam : lobotomia...
                                                    > nie umiem nic poradzic tutaj, nielot nie nauczy cie latac, moze
                                                    pocieszy cie
                                                    > wstretny argument ze jest masa ludzi marzacych o osiagnieciu
                                                    twojego pulapu?

                                                    Kiedy ja lubie babranie sie we wlasnych flakach. Gdybym mogla
                                                    poprosic o bilet do dowolnego miejsca, poprosilabym o taki wglab
                                                    siebie. A co do pulapu - mialam po prostu duzo szczescia w swoim
                                                    nieszczesciu.

                                                    > no, nareszcie i ja moge zapytac: a czytalas ... :)))
                                                    > czytalas 29.99 beigbedera ?

                                                    Nie!

                                                    > u amiszow moglabys wpasc w inne pulapki

                                                    Oczywiscie ze tak, pewnie bym nie zniosla paru dni nawet. Hoduje
                                                    jednak marzenia o zyciu bez komorki, za to z pomidorami z wlasnej
                                                    grzadki. Chociaz wiem, ze bez mojej ulubionej rozrywki, czyli
                                                    coffe&cake&gazetka w ktorejs z kawiarni nie przezylabym dwoch
                                                    tygodni.

                                                    czul.

                                                    --
                                                    stereotypes are a real time-sav
                                                  • 03.04.08, 04:23
                                                    "W sprawach z przeszlosci zlosc, pogarda, pragnienie odwetu i tego
                                                    typu uczucia czesto przykrywaja smutek, pragnienie akceptacji, zal,
                                                    osamotnienie. " u mnie nie przykrywaja raczej, takie mam wrazenie, ze wspolistnieja i zawsze wspolistnialy. ale wiem tez ze pragnienie akceptacji np zaspokojone nie bedzie, albo inaczej - mialoby za wysoka cene. te uczucia sa i beda, mimo zrozumienia bla bla bla bla,
                                                    pozostaly i odzywaja w snach lub sytuacjach schematycznych jako przeniesione.
                                                    moja sytuacja byla dosc specyficzna, jak sadze. oczywiscie, jako male dziecko walczyc z ojcem nie moglam, ale pozniej to wlasnie ja z nim walczylam wrecz w obronie mojej matki. reagowalam na niego jak dziki wsciekly pies, nie trzymalam nic w sobie, nawet nie przyszloby mi do glowy byc posluszna, hamowac sie. pewnie dlatego, ze on MNIE nie bil, wiec w zasadzie bardziej go nienawidzilam niz sie balam jego fizycznej sily
                                                    ale z tym zadrapaniem i wezami masz racje. jest we mnie jeszcze duzo ciemnej iskrzacej energii, zeby jadowe mi wylaza przy co bardziej sarkastycznych wicach. jestem gotowa zabijac, kiedy tylko wyda mi sie, ze ktos usiluje mnie skrzywdzic. ale juz nie tak odruchowo jak kiedys.
                                                    kiedys mialam w sobie dzika bestie trzymana w klatce. potem lubilam ja wypuszczac, rozkoszowac sie taka ciemna sila, podniecalo mnie, dawalo duzego kopa rejestrowanie zdumienia i czesto przerazenia w oczach innych. a potem byl moralniak. wielki rozdzwiek miedzy " mna" a moim cieniem...
                                                    teraz jestem starsza i przekonalam sie, ze nie warto glodzic dzikich zwierzat ani przetrzymywac ich w klatkach, jak i ze inni tez moga takie zwierzeta miec, jeszcze bardziej drapiezne i wyglodniale niz moje.
                                                    tego chcialam jako nastolatka - oswoic swoja pantere/ dobermana na tyle, zeby nie bac sie spacerowac z nia/nim bez smyczy.
                                                    chyba sie udalo, choc , no oj, odgryzl nozke?! ... czasem nie.
                                                    ja lubie swoje agresywne zwierze, czuje sie z nim bezpieczniejsza, ciesze sie ze na ogol mnie slucha i nie musze trzymac go w klatce.
                                                    lubie je za to, ze juz nie przypomina bestii siedzacej w moim ojcu. takiej bestii nie moglam zaakceptowac w sobie.
                                                    ---
                                                    "Bo przyznanie, ze od wlasnych rodzicow doznalo sie zla czy braku
                                                    milosci jest czesto ponad sily."
                                                    tak, znam przynajmniej jedna osobe ktora ma takich " cudownych rodzicow", ktorych ja cudownymi nie nazwalabym za zadne skarby.
                                                    i wiele takich, ktore co prawda niby wiedza ze rodzice stoja troche na przekor z' polityczna poprawnoscia', ale wysmieja raczej polityczna poprawnosc niz zaneguja postepowanie rodzicow.
                                                    mysle, ze takim ludziom mozna pomoc tylko jesli oni sami tego chca. otwieranie komus oczu na sile jest ryzykownym - z egoistycznego punktu widzenia - pomyslem.

                                                    ===
                                                    "ten twoj bilans. Hint:
                                                    porownuj siebie do siebie, nie siebie do innych."

                                                    bardzo przydatna dla mnie rada!!! dziekuje :)))

                                                    ---
                                                    blow up gotowy bedzie za kilka godzin ;)
                                                    ---
                                                    mi sie w system wbudowal caly zastep wielkich filozofow albo raczej refleksja nad sprzecznoscia tresci przez nich gloszonych. takze henry miller. jakos nikt wiecej, oprocz tych poznanych na zywo ludzi, mi sie teraz nie przypomina.
                                                    no, pi , oczywiscie takze, jestem niemal pewna ze ogladalas...
                                                    ===
                                                    utozsamiasz sie z andersem , tym od "dzieciecego dania", zony i kochanki?
                                                    dlaczego?

                                                    " I czasem robie takie rzeczy na ulicy - no, nie az takie, takie
                                                    wymiaru moze 1/8 tego, co robili na poczatku". tj co na przyklad? ciekawi mnie to

                                                    pewna panna z pracy powiedziala ze jestem jak dziecko, nie nakladam maski na twarz.
                                                    z jednej strony bardzo sie mylila, i nie mam zamiaru wyprowadzac jej z bledu, z drugiej cos w tym jest, ze mimo usilowan delikatnosci, dyplomacji nie powiem ze podoba mi sie cos co mi sie nie podoba, i zachwyce sie czyms bez ogladania sie na to czy innych to zachwyca czy nie. kiedys UWIELBIALAM tez " rozwalac innych puzzle mniemania o mnie", szokowac z mina malej dziewczynki. to znow tez rozdzwiek miedzy mna we wladzy rodzica - despoty a zbuntowanym dzieckiem.

                                                    jako ze ja tez - jak z rosnaca bezradnoscia zauwazyla kiedys moja psycholog - traktuje siebie jak eksperyment, a juz na pewno kiedys, przed wiekami, bezkompromisowo tak siebie traktowalam. godnosc, normalnosc, kompromis nie byly dla mnie wartosciami nadrzednymi, ze tak powiem.
                                                    zreszta nadal, gdy ide niedziela glowna ulica malego burzujskiego miasta, widze te wszystkie malzenstwa z dzieciatkami w wozkach na rodzinnym spacerze w najlepszych stosownych na niedziele strojach, gdy wszystko jest tak jak ma byc, leniwe zadowolone i osnute zapachem ciezkiego familijnego obiadu, CIERPIE. wywracaja mi sie flaki. moznaby bylo powiedziec ze ten wstret to tylko przykrywka dla zazdrosci. ale ja raczej nie widze na tym obrazku siebie. dla mnie to obcy swiat, do ktorego nie tyle, ze mi sie nie spieszy, a raczej - do ktorego nalezec nie chce i nie czuje sie zdolna nalezec. choc biore pod uwage, ze ci usmiechnieci ludzie usmiechaja sie szczerze, ze IM jest naprawde dobrze.

                                                    ---
                                                    szklanka
                                                    no, okej, nie ma dowodu, nie ma wiedzy jest przekonanie i/ lub wiara.
                                                    ale w takim tez razie nie ma podstaw do niczego wiecej niz do krzewienia wiary, prezentowania przekonan jak rowny z rownym z tzw " banda solaris " i kimkolwiek innym. "moja prawda to tylko propozycja, ja osobiscie i wielu mi podobnych jestem do niej gleboko przekonana"
                                                    propozycja mniej drastyczna i chyba ' mniej nieodwracalna" niz lobotomia ;)
                                                    ---
                                                    "kiedy ja lubie babranie sie we wlasnych flakach. Gdybym mogla
                                                    poprosic o bilet do dowolnego miejsca, poprosilabym o taki wglab
                                                    siebie. "
                                                    interesujace zagadnienie. ja nie wiem dokad bym chciala, wiem ze zalezaloby mi na bilecie powrotnym ;)
                                                    hmm, chcialabym w to doswiadczenie mistyczne!!!
                                                    ---
                                                    "Hoduje jednak marzenia o zyciu bez komorki, za to z pomidorami z wlasnej
                                                    grzadki. Chociaz wiem, ze bez mojej ulubionej rozrywki, czyli
                                                    coffe&cake&gazetka w ktorejs z kawiarni nie przezylabym dwoch
                                                    tygodni."

                                                    przezylabys na pewno!
                                                    moze warto sprobowac? jest tyle wspolnot alternatywnych, a nawet wlasna mozna zalozyc.
                                                    slyszalas o festiwalu ( ? ) rainbow?


                                                    pozdrawiam :)

                                                    --
                                                    ...linoskoczek jest prometeuszem...
                                                  • 03.04.08, 23:59
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > u mnie nie przykrywaja raczej, takie mam wrazenie, ze wspolistn
                                                    > ieja i zawsze wspolistnialy. ale wiem tez ze pragnienie
                                                    akceptacji np zaspokojo
                                                    > ne nie bedzie, albo inaczej - mialoby za wysoka cene.

                                                    Na terapii robilismy takie fikumiku, ze te wszystkie deficyty
                                                    zaspokajalam sobie sama - dojrzala i dorosla czesc mnie glaskala po
                                                    glowie te czesc mnie, ktora ciagle przezywala dramat.

                                                    > moja sytuacja byla dosc specyficzna, jak sadze. oczywiscie, jako
                                                    male dziecko w
                                                    > alczyc z ojcem nie moglam, ale pozniej to wlasnie ja z nim
                                                    walczylam wrecz w ob
                                                    > ronie mojej matki. reagowalam na niego jak dziki wsciekly pies,
                                                    nie trzymalam n
                                                    > ic w sobie, nawet nie przyszloby mi do glowy byc posluszna,
                                                    hamowac sie. pewnie
                                                    > dlatego, ze on MNIE nie bil, wiec w zasadzie bardziej go
                                                    nienawidzilam niz si
                                                    > e balam jego fizycznej sily

                                                    Wchodzilas kiedy na strone niebieskiej linii?
                                                    Tam jest duzo o przemocy.
                                                    www.niebieskalinia.pl/index.php?w=1280.

                                                    > jestem gotowa zabijac, kiedy tylko wyda mi sie, ze ktos usiluje
                                                    mnie skrzywdzic
                                                    > . ale juz nie tak odruchowo jak kiedys.

                                                    Duzo czytalam na temat takich emocjonalnych zlogow. One czesto
                                                    zalegaja w ciele i nieprzepracowane wylaza w formie jakiejs choroby.

                                                    > kiedys mialam w sobie dzika bestie trzymana w klatce. potem
                                                    lubilam ja wypuszc
                                                    > zac, rozkoszowac sie taka ciemna sila, podniecalo mnie, dawalo
                                                    duzego kopa

                                                    No tak, to jest calkiem normalne - ofiara albo bezradny swiadek
                                                    przemocy dosiada tej sily z gorliwoscia neofity, zeby nareszcie moc
                                                    pobyc po tej drugiej stronie. To milo, ze sie w tym etapie nie
                                                    zafiksowalas.

                                                    > teraz jestem starsza i przekonalam sie, ze nie warto glodzic
                                                    dzikich zwierzat a
                                                    > ni przetrzymywac ich w klatkach, jak i ze inni tez moga takie
                                                    zwierzeta miec, j
                                                    > eszcze bardziej drapiezne i wyglodniale niz moje.

                                                    Intensywne doswiadczenia terapeutyczne daly mi min swiadomosc, ze
                                                    kazdy ma za soba jakis koszmarny dramat. To zmienia troche
                                                    perspektywe.

                                                    > ja lubie swoje agresywne zwierze, czuje sie z nim
                                                    bezpieczniejsza, ciesze sie z
                                                    > e na ogol mnie slucha i nie musze trzymac go w klatce.
                                                    > lubie je za to, ze juz nie przypomina bestii siedzacej w moim
                                                    ojcu. takiej best
                                                    > ii nie moglam zaakceptowac w sobie.

                                                    Bo to jest wielka sila, bez ktorej ludzie sa kalecy. Zlosc jest
                                                    olbrzymim akumulatorem, ktorego energie mozna wykorzystac w roznych
                                                    fajnych celach.

                                                    > mysle, ze takim ludziom mozna pomoc tylko jesli oni sami tego
                                                    chca. otwieranie
                                                    > komus oczu na sile jest ryzykownym - z egoistycznego punktu
                                                    widzenia - pomyslem

                                                    No jasne.
                                                    Zreszta, nie sadze, zeby oni to skapowali. Takie rzeczy rozumie sie
                                                    _naprawde_ tylko wtedy, kiedy je mozna zrozumiec. Zadne zbawianie
                                                    na sile nie wchodzi w gre.

                                                    > blow up gotowy bedzie za kilka godzin ;)

                                                    A to zazdroszcze, ze bedziesz mogla go obejrzec po raz pierwszy. Ja
                                                    go widzialam cztery razy jako nastolatka i mam go w swoim hardware.

                                                    > no, pi , oczywiscie takze, jestem niemal pewna ze ogladalas...

                                                    Ogladalam, ale jakos nie tenten.

                                                    > utozsamiasz sie z andersem , tym od "dzieciecego dania", zony i
                                                    kochanki?
                                                    > dlaczego?

                                                    Az sprawdzilam, jak on mial na imie - Axel.
                                                    Pewnie chodzi o to, ze mam uraz do grup. Predzej czy pozniej
                                                    odwracam sie na piecie i wychodze.

                                                    > " I czasem robie takie rzeczy na ulicy - no, nie az takie, takie
                                                    > wymiaru moze 1/8 tego, co robili na poczatku". tj co na przyklad?
                                                    ciekawi mnie
                                                    > to

                                                    Nic takiego szczegolnego, idiotow w wersji skromnej, ale na ogol
                                                    bez czynnego angazowania w to osob trzecich. Osoby drugie czesto
                                                    sie za mnie wstydza i prosza, zebym tego juz wiecej nie robila, tym
                                                    razem naprawde. Jedna mam tylko przyjaciolke, ktora w to ochoczo
                                                    wchodzi, ale nie w klimacie psychodramy, ale wyglupu raczej.

                                                    > z jednej strony bardzo sie mylila, i nie mam zamiaru wyprowadzac
                                                    jej z bledu, z
                                                    > drugiej cos w tym jest, ze mimo usilowan delikatnosci, dyplomacji
                                                    nie powiem z
                                                    > e podoba mi sie cos co mi sie nie podoba, i zachwyce sie czyms
                                                    bez ogladania si
                                                    > e na to czy innych to zachwyca czy nie.

                                                    A to fajne chyba jest, co?

                                                    > jako ze ja tez - jak z rosnaca bezradnoscia zauwazyla kiedys moja
                                                    psycholog - t
                                                    > raktuje siebie jak eksperyment, a juz na pewno kiedys, przed
                                                    wiekami, bezkompro
                                                    > misowo tak siebie traktowalam. godnosc, normalnosc, kompromis nie
                                                    byly dla mnie
                                                    > wartosciami nadrzednymi, ze tak powiem.

                                                    Ale to sa jakies etapy. Terapeutce to sie nie musi podobac.

                                                    > zreszta nadal, gdy ide niedziela glowna ulica malego burzujskiego
                                                    miasta, widze
                                                    > te wszystkie malzenstwa z dzieciatkami w wozkach na rodzinnym
                                                    spacerze w najle
                                                    > pszych stosownych na niedziele strojach, gdy wszystko jest tak
                                                    jak ma byc, leni
                                                    > we zadowolone i osnute zapachem ciezkiego familijnego obiadu,
                                                    CIERPIE. wywracaj
                                                    > a mi sie flaki. moznaby bylo powiedziec ze ten wstret to tylko
                                                    przykrywka dla z
                                                    > azdrosci. ale ja raczej nie widze na tym obrazku siebie. dla mnie
                                                    to obcy swi
                                                    > at, do ktorego nie tyle, ze mi sie nie spieszy, a raczej - do
                                                    ktorego nalezec n
                                                    > ie chce i nie czuje sie zdolna nalezec.

                                                    Tez tak troche mialam.
                                                    To znaczy - dzieci mnie draznily. Nie jakos bardzo, ale nie
                                                    potrafilam ani zaciulkac z zachwytem nad wozkiem, ani jakos
                                                    normalnie sie pobawic z nimi. Wiele - o sobie - nauczylam sie,
                                                    pracujac jako niania. Zeby nawiazac kontakt z dzieckiem, trzeba
                                                    nawiazac kontakt z Dzieckiem, nie ma innej drogi.
                                                    A reszte dokonczylam podczas bardzo intensywnej (i kosmicznie
                                                    dziwnej) pracy na warsztatach. Jak reka odjal obojetnosc wobec
                                                    dzieci minela. Co prawda nadal nie cmoktam z zachwytem, jak tylko
                                                    zobacze niemowle, ale mam do maluchow cieply, akceptujacy stosunek.

                                                    > no, okej, nie ma dowodu, nie ma wiedzy jest przekonanie i/ lub
                                                    wiara.
                                                    > ale w takim tez razie nie ma podstaw do niczego wiecej niz do
                                                    krzewienia wiary,
                                                    > prezentowania przekonan jak rowny z rownym z tzw " banda
                                                    solaris " i kimkolwie
                                                    > k innym. "moja prawda to tylko propozycja, ja osobiscie i wielu
                                                    mi podobnych j
                                                    > estem do niej gleboko przekonana"
                                                    > propozycja mniej drastyczna i chyba ' mniej nieodwracalna" niz
                                                    lobotomia ;)

                                                    Tak, ale tu sie konczy rozmowa. O wierze nie ma sensu dyskutowac.

                                                    > interesujace zagadnienie. ja nie wiem dokad bym chciala, wiem ze
                                                    zalezaloby mi
                                                    > na bilecie powrotnym ;)

                                                    Czasem sie bawie mysla, ze wglebi siebie to ja wlasnie teraz jestem.

                                                    > hmm, chcialabym w to doswiadczenie mistyczne!!!

                                                    Wilber w przed przed ostatniej chyba swojej ksiazce opisuje, ze
                                                    jest w tym takim stanie kilka-kilkanascie godzin na dobe. Wiec
                                                    mozna. Znalam tez kilka nawiedzonych ciotek w stylu niektorych z
                                                    tego forum, ktore z przejeciem opowiadaly o swoich tripach i
                                                    budowaly im cos w rodzaju kapliczek, opowiadajac przy byle okazji o
                                                    swojej za nimi tesknocie.
                                                    Jakbys kiedys zawadzila o Wawe, to normalnie ci skseruje tego Wu i
                                                    podrzuce, co?

                                                    > przezylabys na pewno!
                                                    > moze warto sprobowac? jest tyle wspolnot alternatywnych, a nawet
                                                    wlasna mozna
                                                    > zalozyc.

                                                    Jak mnie tak calkiem skreca, jedziemy z moim ultramiejskim
                                                    chlopakiem na dzika wies na koncu swiata, gdzie zyje sie
                                                    prymitywnie, biednie i cudownie. Zadnego telewizora, prasa i
                                                    internet o 12 kiloskow dalej, chleb dowoza co drugi dzien, wlasne
                                                    maliny i jajka od sasiadow, jak burza to nie ma pradu itd. Tydzien
                                                    to maksimum, jakie i ja, i on mozemy wytrzymac. A zima to bysmy tam
                                                    chyba wyli caly dzien na ganeczku.

                                                    > slyszalas o festiwalu ( ? ) rainbow?

                                                    O matko. Najbardziej nawiedzona z moich przyjaciolek (dredy i
                                                    sklonnosci do etnicznych instrumentow) jezdzila na 'rejnboł, zeby
                                                    poznac fa
                                                  • 04.04.08, 01:29
                                                    fakt, anders to byl kto inny.
                                                    mysle jednak ze niezle sie wykpilas porownaniem axela do tego, co odchodzi, bo wczesniej czy pozniej ma dosc kazdej grupy ;)
                                                    dla mnie axel to ten co nawet nie sprobowal naruszyc swojego mieszczanskiego bezpieczenstwa.
                                                    chociaz, fakt wszyscy oni mieli problem z byciem idiota naprawde, z zaryzykowaniem ustalonej pozycji spolecznej. nie mowie , ze ja bym nie miala ... :)

                                                    mysle, ze nawet bez tego historia byla niezle wybuchowa i niezapomniana
                                                    ---
                                                    dla mnie " pi " jest swietne, moje. widzialam to moze ze dwa razy i nie mam ochoty widziec wiecej jak na razie, ale to bylo to.
                                                    obsesja zbawczej prawdy...
                                                    ---
                                                    "Nic takiego szczegolnego, idiotow w wersji skromnej, ale na ogol
                                                    bez czynnego angazowania w to osob trzecich. Osoby drugie czesto
                                                    sie za mnie wstydza i prosza, zebym tego juz wiecej nie robila, tym
                                                    razem naprawde. Jedna mam tylko przyjaciolke, ktora w to ochoczo
                                                    wchodzi, ale nie w klimacie psychodramy, ale wyglupu raczej."

                                                    spotkalam takiego 'idiote", co to potrafil podejsc do czlowieka jedzacego obiad w ogrodku wykwintnej restauracji, wlozyc brudny paluch do talerza zupy i z szerokim usmiechem rzucic zszokowanemu typowi mlaskajac :" hmm, no no, naprawde dobre" ja niby przepraszalam panstwa za zachowanie kolegi i odciagalam go od stolika, ale w duchu wylam ze smiechu w ekstazie. dlaczego on to robil? hmm, chyba lubil przekraczac granice, bawilo go to.
                                                    po pewnym czasie i mi zdarzalo sie pozwolic sobie na cos "wysoce niestosownego", dziwnego, idiotycznego. ciesze sie z tego jak cholera :)
                                                    ---
                                                    terapeutce nie podobalo sie glownie to, ze zaczelam traktowac terapie jak wysypisko smieci, odciazajaca spowiedz, cos w tym stylu.
                                                    tj, zamiast pracowac na zmiane w sobie, na wyprostowanie sciezek, szlam coraz dalej i dalej, a jej plakalam jak to mi zle. ale i to doswiadczenie sobie
                                                    chwale. mysle, ze na tamtym etapie na nic innego nie bylo mnie stac. choc oczywiscie mozliwe, ze popelnilam wielki blad porzucajac terapie zamiast kretych sciezek.
                                                    spotkalam sie z opinia, iz platna terapia/ droga terapia mocniej dopinguje do zmiany. ale terapia moze byc chyba nadzorowana podroza w glab siebie, i jako taka nie powinna byc dostepna tylko dla bogatych, nie?
                                                    ---
                                                    loj, nie chodzi o te dzieci tylko, choc przyznam ze mnie mecza bardzo i bardzo malo interesuja, lubie chyba tylko te spokojne, dziwne dzieci ( pewnie z takim sie utozsamiam). chodzi o klimat mieszczanskiej niedzieli. tego nie trawie. poklepywania sie bo napasionym brzuchu przy amerykanskim filmie familijnym. swiata w ktorym wazne jest aby dobrze zaprezentowac swoja pozycje spoleczna sasiadom. tego kurzego swiata nie kocham. moze nie rozumiem, moze jest dla mnie zbyt obcy.
                                                    ---
                                                    "Tak, ale tu sie konczy rozmowa. O wierze nie ma sensu dyskutowac."
                                                    ale o przekonaniach dyskutowac jest sens, jak najbardziej. tylko bez tej calej zacieklosci z jaka walczy sie o prawde.
                                                    ---
                                                    "Znalam tez kilka nawiedzonych ciotek w stylu niektorych z
                                                    tego forum, ktore z przejeciem opowiadaly o swoich tripach i
                                                    budowaly im cos w rodzaju kapliczek, opowiadajac przy byle okazji o
                                                    swojej za nimi tesknocie."
                                                    to ich swiat, to ich ideal, one w to wierza, wierza ze innym tez byloby w tym stanie dobrze. ja potrafie sie tak rozgaworzyc o zyciu kotow spod bloku i wdzieczna jestem, ze sa tacy co pozwalaja mi snuc opowiesc. i nie tylko o kotach. snuje tez swoje tezy, swoje przekonania udowadniac chce co i rusz. i o sobie uwielbiam nawijac,co na pewno nie uszlo twojej uwadze...
                                                    fajnie miec kogos kogo twoja baja wciaga, kto zyja taka sama lub chocby podobna baja, to wzmacnia poczucie prawdziwosci bai. a jak juz ma sie jakas bande, fajnie spotkac inna bande, by w toku wymiany pogladow, gimnastykowac umysl jak sredniowieczny zakon marii.
                                                    ---
                                                    "Tydzien to maksimum, jakie i ja, i on mozemy wytrzymac." a co sie dzieje po tygodniu?
                                                    ---
                                                    dawaj opowiesc o nawiedzonej dredatej z rejnbol, please !!!
                                                    czy rzeczy, ktorych nie doswiadczylas osobiscie, postrzegasz przez pryzmat sympatii/ antypatii wobec osob, ktore ci o nich opowiadaja?
                                                    anyway, dawaj opowiesc dredatej, zeby juz ostrze...

                                                    pozdrawiam :)

                                                    --
                                                    aniołem jestem złym, szatanem z aureolą
                                                  • 05.04.08, 02:16
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > mysle jednak ze niezle sie wykpilas porownaniem axela do tego, co
                                                    odchodzi, bo
                                                    > wczesniej czy pozniej ma dosc kazdej grupy ;)
                                                    > dla mnie axel to ten co nawet nie sprobowal naruszyc swojego
                                                    mieszczanskiego be
                                                    > zpieczenstwa.

                                                    A dla mnie kims, kto mial odwage grupie powiedziec, zeby sie
                                                    walili. Kims, kto uznal, ze jest mieszczanski, w odroznieniu od
                                                    tych wszystkich takich odwaznych i przeoffowych ludzi.

                                                    > chociaz, fakt wszyscy oni mieli problem z byciem idiota naprawde,
                                                    z zaryzykowan
                                                    > iem ustalonej pozycji spolecznej. nie mowie , ze ja bym nie
                                                    miala ... :)

                                                    Mi sie idioci z jakiejs tam strony wydawali banda hipokrytow.
                                                    To nie byla droga bez powrotu. Moze z klopotami, ale mogli sie
                                                    otrzepac i wrocic do przyzwoitego, mieszczanskiego zycia. Imo to
                                                    nie bylo doswiadczenie totalne, jak z tego twojego klipu.

                                                    > dla mnie " pi " jest swietne, moje. widzialam to moze ze dwa razy
                                                    i nie mam och
                                                    > oty widziec wiecej jak na razie, ale to bylo to.
                                                    > obsesja zbawczej prawdy...

                                                    He he.
                                                    Kiedy ja bylam w twoim wieku, tez tak mialam. Obecnie zadowalam sie
                                                    wiara i nie jest to takie zle.

                                                    > ja niby przepraszalam panstwa za zachowanie kolegi i odciagalam
                                                    go od sto
                                                    > lika, ale w duchu wylam ze smiechu w ekstazie. dlaczego on to
                                                    robil? hmm, chyba
                                                    > lubil przekraczac granice, bawilo go to.
                                                    > po pewnym czasie i mi zdarzalo sie pozwolic sobie na cos "wysoce
                                                    niestosownego"
                                                    > , dziwnego, idiotycznego. ciesze sie z tego jak cholera :)

                                                    Moze mala smialosc moich wyglupow wynika z tego, ze nie mam ochoty
                                                    przekraczac cudzych granic. Fajnie jest poobserwowac ludzkie
                                                    zmieszanie, kiedy im sie wydaje, ze kolo nich siedzi wariatka, ale
                                                    niefajnie jest miec cudzy kciuk w ulubionej zupie. Byc moze mnie to
                                                    ogranicza, ale nie uwazam, ze powinnam to zmieniac na razie.
                                                    Moze na starosc nabiore ochoty.

                                                    > tj, zamiast pracowac na zmiane w sobie, na wyprostowanie sciezek,
                                                    szlam coraz d
                                                    > alej i dalej, a jej plakalam jak to mi zle. ale i to
                                                    doswiadczenie sobie
                                                    > chwale. mysle, ze na tamtym etapie na nic innego nie bylo mnie
                                                    stac.

                                                    I bardzo dobrze uwazasz. Zly to terapeuta, ktory pogania klienta
                                                    albo cos w tym stylu.

                                                    choc oczy
                                                    > wiscie mozliwe, ze popelnilam wielki blad porzucajac terapie
                                                    zamiast kretych sc
                                                    > iezek.

                                                    Terapia ma to do siebie, ze zawsze mozna do niej wrocic.

                                                    > spotkalam sie z opinia, iz platna terapia/ droga terapia mocniej
                                                    dopinguje do z
                                                    > miany. ale terapia moze byc chyba nadzorowana podroza w glab
                                                    siebie, i jako tak
                                                    > a nie powinna byc dostepna tylko dla bogatych, nie?

                                                    Mysle, ze terapia powinna byc platna, niekoniecznie duzo, ale w
                                                    ogole - tak. To wyrownuje stosunki i przypomina o handlowosci
                                                    ukladu, co imo jest bardzo zdrowe.

                                                    > loj, nie chodzi o te dzieci tylko, choc przyznam ze mnie mecza
                                                    bardzo i bardzo
                                                    > malo interesuja, lubie chyba tylko te spokojne, dziwne dzieci (
                                                    pewnie z takim
                                                    > sie utozsamiam). chodzi o klimat mieszczanskiej niedzieli. tego
                                                    nie trawie. pok
                                                    > lepywania sie bo napasionym brzuchu przy amerykanskim filmie
                                                    familijnym. swiata
                                                    > w ktorym wazne jest aby dobrze zaprezentowac swoja pozycje
                                                    spoleczna sasiadom.
                                                    > tego kurzego swiata nie kocham. moze nie rozumiem, moze jest dla
                                                    mnie zbyt obc
                                                    > y.

                                                    Wiem, z tymi dziecmi to jest przyklad tylko, ze wszystko moze sie
                                                    zmienic, i to niespodziewanie (bo moj obecny stosunek do dzieci to
                                                    nie byla sprawa, ktora przepracowywalam, tylko pojawil sie jako
                                                    skutek uboczny). Trzask prask i bedziesz sie z zyczliwym usmiechem
                                                    przygladac tym okraglym panom i ich rozowym malzonkom, z werwa
                                                    opowiadajacym im ostatni odcinek serialu, ktory przegapili.

                                                    Czasem mam takie dni, ze ludzie mnie normalnie zachwycaja, ale
                                                    tylko czasem.

                                                    > to ich swiat, to ich ideal, one w to wierza, wierza ze innym tez
                                                    byloby w tym s
                                                    > tanie dobrze.

                                                    Nienie, to bylo cos innego, taka dziwna cecha, ktora ja
                                                    nazywam 'pragnieniem bycia niezwykla', taki specyficzny rodzaj
                                                    egzaltacji. Jak bylam na takich pol szamanskich, pol
                                                    hellingerowskich warsztatach, to zauwazylam cicha rywalizacje
                                                    miedzy uczestnikami, ktory bedzie mial trudniejsze ustawienie,
                                                    ktoremu bedzie sie dziwniej dzialo. Tez sie w to wkrecilam :)
                                                    Opowiadanie przy kazdej okazji o tym, jakie cudowne stany ma sie
                                                    podczas medytacji, albo ze sie mialo wizje z boginia Kali, albo ze
                                                    sie ma prorocze sny drazni mnie niebywale.

                                                    ja potrafie sie tak rozgaworzyc o zyciu kotow spod bloku i wdziec
                                                    > zna jestem, ze sa tacy co pozwalaja mi snuc opowiesc. i nie tylko
                                                    o kotach. snu
                                                    > je tez swoje tezy, swoje przekonania udowadniac chce co i rusz. i
                                                    o sobie uwiel
                                                    > biam nawijac,co na pewno nie uszlo twojej uwadze...
                                                    > fajnie miec kogos kogo twoja baja wciaga, kto zyja taka sama lub
                                                    chocby podobna
                                                    > baja, to wzmacnia poczucie prawdziwosci bai. a jak juz ma sie
                                                    jakas bande, faj
                                                    > nie spotkac inna bande, by w toku wymiany pogladow, gimnastykowac
                                                    umysl jak sre
                                                    > dniowieczny zakon marii.

                                                    Tak, ale to co innego. Ciebie wkreca to, co cie interesuje dla
                                                    samego faktu zainteresowania tematem, nawiedzone specjalistki od
                                                    proroczych snow sa imo zainteresowanie byciem 'taka inna', a sny,
                                                    wizje i lewitacja sa dla nich srodkiem do tego wlasnie celu. To
                                                    wyscig szczurow w wersji uduchowionej.

                                                    > "Tydzien to maksimum, jakie i ja, i on mozemy wytrzymac." a co
                                                    sie dzieje po ty
                                                    > godniu?

                                                    Po tygodniu mamy ochote pojsc do kina, do ktorejs z ulubionych
                                                    kawiarni i nawzajem wyrzucamy sobie, zesmy znowu przyjechali w
                                                    miejsce, w ktorym nie mozna kupic gazety do sniadania.

                                                    > dawaj opowiesc o nawiedzonej dredatej z rejnbol, please !!!
                                                    > czy rzeczy, ktorych nie doswiadczylas osobiscie, postrzegasz
                                                    przez pryzmat sym
                                                    > patii/ antypatii wobec osob, ktore ci o nich opowiadaja?
                                                    > anyway, dawaj opowiesc dredatej, zeby juz ostrze...

                                                    Nie, chodzi o to, ze znajac gust innych moge sie ustosunkowac
                                                    posrednio do tego, co ich zachwyca albo nie. Np my z siostra mamy
                                                    taki sam gust filmowy, wiec mozemy sobie filmy polecac w ciemno,
                                                    bez czytania recenzji. A z Ewa bylo tak, ze wiedzialam, iz to, co
                                                    ona opisywala z ekstatycznym zachwytem mi sie nie spodoba. I tak
                                                    bylo z rejnbol. Jej opowiesc jakby wyjeta zywcem z jakiegos
                                                    amerykanskiego dokumentu o dzieciach kwiatach skupiala sie na
                                                    kapielach nago przy swietle ksiezyca, niezobowiazujacym seksie z
                                                    nieznajomymi za to bez zabezpieczen w krzakach i ogolnej atmosferze
                                                    milosci-do-wyrzygania.

                                                    Taki byl film Percy'ego Aldona z przecudowna Marianne Szlagecostam,
                                                    Bagdad Cafe, w ktorej zrownowazona Marianne zaprzyjaznia sie ze
                                                    swirnieta wlascicielka podupadlego motelu i kawiarni dla tirowcow
                                                    na pustyni, i one razem urzadzaja zycie okolicznym dziwakom i
                                                    wyrzutkom. W pewnym momencie wszystkim zaczyna byc tak dobrze, ze
                                                    piekna i wystepna tatuazystka pakuje swoje ekscentryczne stroje i
                                                    wyjezdza. Ciagnac walizy i brnac w szpilkach przez piasek, cedzi z
                                                    zalem 'za duzo tu harmonii'.
                                                    Jesli bym pojechala na rejnboł, to po to, zeby im tam urzadzic
                                                    idiotow mojego zycia. Hehe.

                                                    Czulko, oby twoje sny nie okazaly sie prorocze ;)

                                                    --
                                                    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
                                                  • 05.04.08, 04:01
                                                    axel.
                                                    "A dla mnie kims, kto mial odwage grupie powiedziec, zeby sie
                                                    walili. Kims, kto uznal, ze jest mieszczanski, w odroznieniu od
                                                    tych wszystkich takich odwaznych i przeoffowych ludzi.'
                                                    ok, ale przeciez zostal idiota po to by pokazac wlasnie jak bardzo niemieszczanski jest...
                                                    moim zdaniem, idiotyzmu na powaznie wybrac sie przestraszyl i tyle.
                                                    inaczej: w trakcie eksperymentu doszedl do wniosku, ze eksperymentow juz wystarczy, kiedy zaczelu dotyczyc jego prywatnego zycia, a nie prywatnego zycia innych ludzi. kiedy zaczelo sie robic goraco, uznal, ze woli jednak inna grupe - ta wobec ktorej bunt doprowadzil go do domku idiotow.

                                                    "Mi sie idioci z jakiejs tam strony wydawali banda hipokrytow.
                                                    To nie byla droga bez powrotu. Moze z klopotami, ale mogli sie
                                                    otrzepac i wrocic do przyzwoitego, mieszczanskiego zycia. Imo to
                                                    nie bylo doswiadczenie totalne, jak z tego twojego klipu."
                                                    hmm, stawiam zaklad ze ten facet z klipu oddalby wszystko za to, zeby jego doswiadczenie nie bylo az takie totalne, bezpowrotne.
                                                    postawienie na szali wlasnego zycia * chocby zycia spolecznego* raczej nie jest kwestia swobodnego wyboru. w otchlanie sie nie skacze, jesli widzi sie inne wyjscie z sytuacji, raczej.

                                                    "Kiedy ja bylam w twoim wieku, tez tak mialam." och, prosze, bez takich ;) jasne, ze trzeba w cos wierzyc, tak jest latwiej, tak jest skuteczniej. czasem jest to po prostu konieczne.
                                                    ja na pewno tez w cos wierze, tylko jakos niekonkretne mi sie to wydaje. byc moze dla jakiegos uwaznego obserwatora z zewnatrz jestem bardzo prosta do rozszyfrowania, byc moze ktos taki potrafilby wskazac mi moja wiare...

                                                    "Fajnie jest poobserwowac ludzkie
                                                    zmieszanie, kiedy im sie wydaje, ze kolo nich siedzi wariatka, ale
                                                    niefajnie jest miec cudzy kciuk w ulubionej zupie. Byc moze mnie to
                                                    ogranicza, ale nie uwazam, ze powinnam to zmieniac na razie.
                                                    Moze na starosc nabiore ochoty."

                                                    wszystko jest wzgledne, ma swoje plusy i minusy. wsadzanie ludziom brudnych rak do zupy to - jak dla mnie - nic szczegolnie agresywnego, wyglup, taki maly thrill, nieszkodliwy, no ale potem ma sie ochote przekraczac coraz dalsze granice. na ogol tez, kiedy nie respektuje sie cudzych granic, pozwala sie innym przekraczac swoje wlasne az do punktu kiedy naprawde cos sie czuje, czyli stawia sie siebie i innych w dosc dramatycznych sytuacjach. ' w czerwonych szpilkach bez szpilek, ofiarowanych mi przez jakas dziwke w tgv, stanalem pod blokiem moich rodzicow, znow z niczym... kiedy uswiadomilem sobie ze bede musial spojrzec w oczy matce, rzewnie zaplakalem".
                                                    ---
                                                    "Trzask prask i bedziesz sie z zyczliwym usmiechem
                                                    przygladac tym okraglym panom i ich rozowym malzonkom, z werwa
                                                    opowiadajacym im ostatni odcinek serialu, ktory przegapili."
                                                    ja czasem odnajduje swoja nisze w tym swiecie, kiedy poznam blizej rozowa pania czy pana, jakies tematy do rozmow znajduje, ale jako ogol stanowia cos na ksztalt obcej rasy. po co mialabym przygladac sie im z zyczliwym usmiechem? hmm, jakos sobie tego dzis nie wyobrazam. czy mozesz napisac na ten temat nieco wiecej?
                                                    ===
                                                    "Opowiadanie przy kazdej okazji o tym, jakie cudowne stany ma sie
                                                    podczas medytacji, albo ze sie mialo wizje z boginia Kali, albo ze
                                                    sie ma prorocze sny drazni mnie niebywale."
                                                    mistyczne kolo gospodyn wiejskich, gdzie kazda chwali sie swoimi niebywale wyrosnietymi, naturalnymi ciastami?
                                                    AMBICJA jest w chyba kazdym z nas, pragnienie bycia w czyms dobrym, najlepszym. byc najszybszym szybkobiegaczem, najcwanszym biznesmenem, byc najpiekniejsza modelka, miec najzdolniejsze cudowne dziecko, byc najmadrzejszym filozofem, najcudowniejszym cudotworca, uwodzicielem ktoremu nawet drzewo sie nie oprze, byc najswietsza swieta i najokrutniejszym tyranem. najlepiej lepic pierogi, najladniej rysowac, najwytrwalej lezec na szpilkach, przeklinac najodrynarniej, posiadac najwieksza kolejkcje najwybitniejszych dziel sztuki, byc najskromnijeszym ze skromnych.
                                                    cokolwiek, ze tak znow stotalizuje...
                                                    a najciekawsza jest powszechnosc z jaka zawyzamy wartosc tego w czym jestesmy dobrzy a deprecjonujemy walor tego w czym dobrzy sa inni.
                                                    jedna z technik manipulacji perspektywa, " skuteczny power pozytywnego myslenia" ???
                                                    mnie drazni wlasnie to przecenianie wlasnych a niedocenianie cudzych wartosci. ale jako aspirujaca obecnie do tytulu najsprawiedliwszej wsrod sprawiedliwych powiem: tak, ja tez tak miewam lub po prostu mam.

                                                    "wyscig szczurow w wersji uduchowionej." dobre :)
                                                    da sie ustac w tym biegu, czy mozliwa jest tylko zmiana toru, marchewki?
                                                    a moze chodzi ci o to, ze akurat w dziedzinie duchowosci czegos takiego byc nie powinno?
                                                    ---
                                                    " po tygodniu..." to moze warto byloby jakos przeczekac ten narkotyczny glod cywilizacji, moze byloby to ciekawe doswiadczenie, zobaczyc, co tam jest dalej za zakretem?
                                                    ---
                                                    " rejnbol"
                                                    powiem tyle: pojedz i przekonaj sie sama.
                                                    tylko nie zapomnij dobrze sie wyekwipowac na te okazje, bo prawdziwa przymusowa asceza zabija wiare w komunistyczna utopie. aha, i psa zostaw w domu, bo " psow mialo nie byc", wiec moze pasc z glodu jesli sam sobie czegos nie upoluje. ogolnie, przygotuj sie bardzo rozwaznie na to lono dzikiej natury, jesli sen o utopii ma przetrwac. szczypta stosownej stylistyki w walizce nie zawadzi.
                                                    poza wszystkim, bardzo ciekawe doswiadczenie...
                                                    choc o harmonii w moim i moich znajomych wypadku nie bylo mowy. za bardzo idealistycznie, by nie powiedziec " pasozytniczo' podeszlismy do tej sprawy.
                                                    rozbawil mnie framgment z bloga jakiegos:" Gdy podchodzisz do jednego ogniska i częstują Cię herbatą, przy drugim częstują Cię też ciapatami i tak przy każdym, które napotkasz na twoim wieczornym spacerze. Co zrobisz gdy rozpalisz swe własne ognisko? Jeśli masz otwarte serce i szybko się uczysz zrobisz herbatę ,skręcisz dżointa, zrobisz jedzenie itp. Wszystko po to by ugościć każdego kto do Ciebie zawita. Tak nauczyłeś się gościnności i teraz czujesz jakie to wspaniałe." positi.blogspot.com/2007/08/rainbow-festiwal_24.html
                                                    zaiste, wspaniale. jak widza ze nic nie masz, krag zyczliwych sie znacznie zaweza, takze na rainbow :)))
                                                    "Jesli bym pojechala na rejnboł, to po to, zeby im tam urzadzic
                                                    idiotow mojego zycia. Hehe."
                                                    sporo tam takich idiotow, ale mysle ze - wbrew pozorom - z szokowaniem nie byloby az tak trudno.
                                                    tylko inaczej , np szampon pod prysznic i frenetyczne spazmy gdy chca ci go odebrac.
                                                    hmm, taki " idiota " moglby ladnie pokazac caly ten schemat ... ale czy oni nie maja prawa do swojej baji?
                                                    ---
                                                    jakie moje sny?

                                                    sciskam
                                                  • 06.04.08, 01:24
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > ok, ale przeciez zostal idiota po to by pokazac wlasnie jak
                                                    bardzo niemieszczan
                                                    > ski jest...
                                                    > moim zdaniem, idiotyzmu na powaznie wybrac sie przestraszyl i
                                                    tyle.
                                                    > inaczej: w trakcie eksperymentu doszedl do wniosku, ze
                                                    eksperymentow juz wystar
                                                    > czy, kiedy zaczelu dotyczyc jego prywatnego zycia, a nie
                                                    prywatnego zycia innyc
                                                    > h ludzi. kiedy zaczelo sie robic goraco, uznal, ze woli jednak
                                                    inna grupe - ta
                                                    > wobec ktorej bunt doprowadzil go do domku idiotow.

                                                    To jest punkt widzenia jak najbardziej uprawniony.
                                                    Ale mozna jeszcze powiedziec, ze facet mial jaja i odwage, zeby
                                                    wycofac sie z tego, co mu nie pasowalo. Z jednej strony straszny
                                                    mieszczanski swiat, zycie w burzujskim smrodku, z drugiej -
                                                    szalenie awangardowe, odwazne zachowania i poczucie ultrafajnosci.
                                                    Mysle, ze na pewien pokretny sposob mozna jego rejterade
                                                    zinterpretowac jako akt odwagi. "OK, nie jestem i nie bede fajny i
                                                    taki supercool jak wy, zegnam".

                                                    > hmm, stawiam zaklad ze ten facet z klipu oddalby wszystko za to,
                                                    zeby jego dosw
                                                    > iadczenie nie bylo az takie totalne, bezpowrotne.
                                                    > postawienie na szali wlasnego zycia * chocby zycia spolecznego*
                                                    raczej nie jest
                                                    > kwestia swobodnego wyboru. w otchlanie sie nie skacze, jesli
                                                    widzi sie inne wy
                                                    > jscie z sytuacji, raczej.

                                                    No tak, ale co to za przekraczanie granic, jesli ma sie w odwodzie
                                                    bezpieczne, spokojne zycie, do ktorego mozna wrocic?

                                                    > "Kiedy ja bylam w twoim wieku, tez tak mialam." och, prosze, bez
                                                    takich ;)

                                                    Hehehe.

                                                    jasn
                                                    > e, ze trzeba w cos wierzyc, tak jest latwiej, tak jest
                                                    skuteczniej. czasem jest
                                                    > to po prostu konieczne.

                                                    Mnie po prostu moja wiara jakos tak sama odnalazla, specjalnie sie
                                                    nie wysilalam. To sie wszystko dzieje poza mna.

                                                    > wszystko jest wzgledne, ma swoje plusy i minusy. wsadzanie
                                                    ludziom brudnych rak
                                                    > do zupy to - jak dla mnie - nic szczegolnie agresywnego, wyglup,
                                                    taki maly thr
                                                    > ill, nieszkodliwy, no ale potem ma sie ochote przekraczac coraz
                                                    dalsze granice.

                                                    No wlasnie, to jest spora pokusa, pare razy ja poczulam. Taka
                                                    roztrenowana umiejetnosc idioty daje duza wladze.
                                                    Wczoraj przeczytalam w gazecie, ze Rosjanie maja takie
                                                    okreslenie 'pandrioszka'. To cos pomiedzy puszka Pandory a lalkami-
                                                    matrioszkami. Jedna puszka w drugiej, i na dodatek w kazdej cos
                                                    gorszego od tego, co w tej wiekszej bylo.

                                                    > na ogol tez, kiedy nie respektuje sie cudzych granic, pozwala sie
                                                    innym przekr
                                                    > aczac swoje wlasne az do punktu kiedy naprawde cos sie czuje,
                                                    czyli stawia sie
                                                    > siebie i innych w dosc dramatycznych sytuacjach.

                                                    No tak, nie pomyslalam o tym, ze takie cos moze powodowac, ze
                                                    potrzebuje sie coraz mocniejszych bodzcow w obie strony, a to
                                                    skazuje na samotnosc albo jakies stracencze akcje.

                                                    > ja czasem odnajduje swoja nisze w tym swiecie, kiedy poznam
                                                    blizej rozowa pania
                                                    > czy pana, jakies tematy do rozmow znajduje, ale jako ogol
                                                    stanowia cos na kszt
                                                    > alt obcej rasy. po co mialabym przygladac sie im z zyczliwym
                                                    usmiechem? hmm, ja
                                                    > kos sobie tego dzis nie wyobrazam. czy mozesz napisac na ten
                                                    temat nieco wiecej
                                                    > ?

                                                    Ludzie w tym, co nas tak mierzi (estetycznie, nie etycznie) moga
                                                    byc ladni. Wchodze w te ich estetyke i odnajduje cos, co we mnie
                                                    oddzwieka. Nie chodzi o umiejetnosc prowadzenia salonowych
                                                    konwersacji, ale o takie zyczliwe uznanie ich swiata.

                                                    > mistyczne kolo gospodyn wiejskich, gdzie kazda chwali sie swoimi
                                                    niebywale wyro
                                                    > snietymi, naturalnymi ciastami?
                                                    > AMBICJA jest w chyba kazdym z nas,

                                                    Nie pisalam o ambicji.
                                                    Tu znowu wchodzi model Wilbera - ludzie, ktorzy traktuja duchowosc
                                                    jako sposob na 'jazde' i udowodnienie sobie czegos (ze moga, ze sa
                                                    lepsi od innych, ze sa tacy inni od innych) nie poprzerabiali
                                                    podstawowych rzeczy na pierwszym poziomie. Najczesciej nie ostukali
                                                    swojego poczucia wartosci. Duchowosc to nie jest dobry sposob na
                                                    zalatwienie swoich kompleksow, bo ich sie zalatwic w ten sposob nie
                                                    da, to jest karmienie czarnej nienazartej dziury.

                                                    > a najciekawsza jest powszechnosc z jaka zawyzamy wartosc tego w
                                                    czym jestesmy d
                                                    > obrzy a deprecjonujemy walor tego w czym dobrzy sa inni.
                                                    > jedna z technik manipulacji perspektywa, " skuteczny power
                                                    pozytywnego myslen
                                                    > ia" ???
                                                    > mnie drazni wlasnie to przecenianie wlasnych a niedocenianie
                                                    cudzych wartosci.

                                                    Tak? Czesto tez robimy dokladnie odwrotnie.

                                                    > "wyscig szczurow w wersji uduchowionej." dobre :)
                                                    > da sie ustac w tym biegu, czy mozliwa jest tylko zmiana toru,
                                                    marchewki?
                                                    > a moze chodzi ci o to, ze akurat w dziedzinie duchowosci czegos
                                                    takiego byc nie
                                                    > powinno?

                                                    Juz napisalam powyzej, co mi w tym nie pasuje.
                                                    A tego byc nie powinno, bo moze sie naprawde fatalnie skonczyc.
                                                    Ktos niedojrzaly, emocjonalnie pospinany i z fatalnym poczuciem na
                                                    swoj temat dostaje do reki potezne zabawki - medytacje, sracje,
                                                    polroczny pobyt w klasztorze w Tybecie czy cos w tym stylu. Rozne
                                                    zabawy energia, dlubania sobie i innym w aurze czy w co sie tam
                                                    wierzy.
                                                    Kiedys rozwoj duchowy byl superwizorowany, a kolejne wtajemniczenia
                                                    rozdzielaly od siebie lata. Teraz to sobie mozna po prostu kupic. I
                                                    jesli sie nie trafi na odpowiedzialnego sprzedawce, mozna sie
                                                    przejechac, na przyklad do wariatkowa.

                                                    > " po tygodniu..." to moze warto byloby jakos przeczekac ten
                                                    narkotyczny glod cy
                                                    > wilizacji, moze byloby to ciekawe doswiadczenie, zobaczyc, co tam
                                                    jest dalej za
                                                    > zakretem?

                                                    Za zakretem jest moja tesknota za dlubaniem w ziemi, ja to wiem.
                                                    Geny po chlopskich przodkach - uwielbiam pielic, sadzic, przerywac
                                                    marchewke i wynajdywac ekologiczne pulapki na krety. Z drugiej
                                                    strony uwielbiam duze miasta, z ich nerwowym rytmem, gestą zabudową
                                                    i wszyskimi pokusami, ktore oferuja. Wiec litania marzen o wlasnym
                                                    przydomowym ogrodzie koncza sie 'ale zeby byl w centrum Wawy'.

                                                    > " rejnbol"
                                                    > powiem tyle: pojedz i przekonaj sie sama.

                                                    Nie wiem, twoj opis tez nie wyglada zachecajaco. Raczej
                                                    odstreczajaco, jak kolko rozancowe hipokrytow :)
                                                    Ja klimaty siostro-bracie-wez-spadaj zaliczylam na pielgrzymce, a i
                                                    prymitywizm koczowania tu i tam rowniez mam zaliczony, wiec
                                                    dziekuje, ale nigdy w zyciu.

                                                    > sporo tam takich idiotow, ale mysle ze - wbrew pozorom - z
                                                    szokowaniem nie bylo
                                                    > by az tak trudno.

                                                    Wiem :)
                                                    Znajomych Ewy - a przez jej dom przewalala sie kupa fajnychludzi -
                                                    szokowalam dobrymi manierami, ktore na ich czesc dodatkowo
                                                    krochmalilam. Ona sie mnie czasem strasznie wstydzila przez to :)

                                                    > hmm, taki " idiota " moglby ladnie pokazac caly ten schemat ...
                                                    ale czy oni nie
                                                    > maja prawa do swojej baji?

                                                    A czy ja bym im ja zabrala? Kto chce, ten bierze.

                                                    > ---
                                                    > jakie moje sny?

                                                    Jakies takie, jakie masz?
                                                    To byla aluzja do natchnionego watku z tego forum o tym, ze jedna
                                                    pani ma sny i 'czymze jest przyszlosc, skoro potrafie ja
                                                    przewidziec'. Hehe.

                                                    czulkiem
                                                    --
                                                    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
                                                  • 06.04.08, 03:49
                                                    az sobie obejrzalam kawalek od nowa:
                                                    " gdu tylko zaczyna troche bolec, zwijacie zagle"
                                                    stoffer stwierdza ze nie podchodza do bycia idiota powaznie, na co henrik
                                                    odpowiada ze jasne, mozemy spastykowac w domu, mozemy w pracy, inaczej to nie
                                                    mialoby sensu.
                                                    to kto bedzie pierwszy?
                                                    graja w butelke i wypada na axela.
                                                    axel ( zwroc uwage na jego mine): " mam spuscic cale moje zycie z woda w kiblu?"
                                                    katrine:" ta twoja krowa musi polubic siedzacego w tobie idiote"
                                                    axel: "nie moge".
                                                    sciska reke stoffera i wychodzi.
                                                    tak, W BARDZO POKRETNY sposob mozna zinterepretowac takie odejscie jako akt
                                                    odwagi. axel zdobywa sie na odwage wyznania ze oblal test na wiernosc deklaracjom
                                                    ( jakby grupa ultraawangardy umowila sie, ze ten na ktorego wypadnie, popelni
                                                    samobojstwo. x dosiada sie do koleczka, wypada na niego, x mowi: "nie, nie
                                                    moge". pytanie: jest rozsadny czy jest tchorzem? czy moze jest przebudzonym,
                                                    ktoremu wiele trzeba bylo aby dojsc do wniosku o tym, ze nie warto popelniac
                                                    samobojstwa? )
                                                    axel zdal sobie sprawe, ze to wszystko z czego drwil, jego domowa krowa/ zona i
                                                    bezsensowna praca, pogardzany STATUS SPOLECZNY liczy sie dla niego bardziej niz
                                                    sadzil. w tescie axela wyszlo, ze idiota chcial byc dopoki nie uswiadomil sobie
                                                    co to tak naprawde znaczy.
                                                    jasne, ze mial dosc grupy, pomyslow stoffera, kiedy zaczely kolidowac z jego
                                                    prywatnymi sprawami. ale - zwroc uwage - zanim doszedl do wniosku o wyzszej
                                                    wartosci mieszczanstwa nad idiotyzmem, mieszczanstwem pogardzal. nie wahal sie
                                                    wkladac brudnych paluchow do zupy jakiegos tam typa w restauracji, ale nie
                                                    odwazyl sie na cos takiego wobec szefa czy zony. pomysl stoffera uswiadomil
                                                    axelowi, ze nie podchodzil do calej sprawy na serio. jesli axel obrazil sie na
                                                    grupe to chyba tylko o to, ze byla swiadkiem odkrycia jego prawdziwego oblicza
                                                    ... tego nieultraawangardowego.
                                                    latwo bylo nasmiewac sie z nieznajomych, robic z siebie idiote bez praktycznie
                                                    zadnych powazniejszych konsekwencji, niemozliwe okazalo sie pokazac ze naprawde
                                                    ma sie w dupie co o tobie mysla ludzie.
                                                    nie winie go za to, ze " nie rzucil na szale eksperymentu' calego wlasnego
                                                    zycia, nie zdecydowal sie na doswiadczenie totalne.
                                                    ale nie robie tez z niego bohatera, ktory odwazyl sie porzucic sekte. mial
                                                    prawo, nikt go nie trzymal gdy odchodzil, tak samo jak nikt na sile nie wciagnal
                                                    go do bandy idiotow.
                                                    jasne, w miare doswiadczen zmieniaja sie nasze poglady, poznajemy samych siebie
                                                    lepiej. czasem okazuje sie, ze dalej nam z kims, czy z grupa nie po drodze. ale
                                                    jesli grupa, z ktora sie juz nie zgadzamy, konsekwentnie wypelnia program, ktory
                                                    na poczatku nam sie podobal, ktory traktowalismy jak wlasny, nie ma co mowic, ze
                                                    grupa jest be, nalezy raczej spokojnie przyznac ze nie przemyslelismy do konca
                                                    naszych deklaracji, ze nie jestesmy w stanie ich wypelnic i odejsc. bez zwalania
                                                    winy na grupe czy ogolna niechec do grup :)
                                                    oczywiscie masz racje, zawsze lepiej odejsc niz robic cos TYLKO dlatego ze
                                                    przysiegalo sie, ze sie cos zrobi.

                                                    "No tak, ale co to za przekraczanie granic, jesli ma sie w odwodzie
                                                    bezpieczne, spokojne zycie, do ktorego mozna wrocic? "

                                                    to fakultatywne przekraczanie granic, jak eksperyment idiotow. nadal mysle, ze w
                                                    prawdziwie totalne doswiadczenia wrzuca nas koniecznosc a nie wybor.
                                                    nazwij to rozsadkiem, nazwij to duchem buntu jednostki wobec zalozen grupy, ja
                                                    to nazwe atawizmem, bezwarunkowym odruchem instynktu przetrwania - malo kto
                                                    pojdzie w calkowita ciemnosc JESLI moze zawrocic jeszcze do swiatla, nawet
                                                    jesli nie jest to po platonsku prawdziwe swiatlo.
                                                    dopiero kiedy nie ma dokad wracac, mozna isc naprzod nie ogladajac sie za
                                                    siebie. inaczej zawsze jakas tam wygodna, przywiazana do tego co jakos tam
                                                    znane, oswojone, czesc nas odciaga od brzegu przepasci.
                                                    im wiecej masz, tym wiecej boisz sie stracic, dlatego twoje ryzyko jest tak
                                                    scisle kontrolowane, jest wlasciwie tylko gra, symbolicznym przekraczaniem
                                                    granic. jesli ma sie do czego wrocic przekraczanie granic jest wycieczka
                                                    krajoznawcza, rowniez pozyteczna.
                                                    ewentualnie moze okazac sie, ze przekraczanie kolejnych granic staje sie twoim
                                                    powolaniem/ uzaleznieniem. wychodzi na to samo, gdyz wowczas nawet jesli cos
                                                    masz, przestajesz nadawac temu znaczaca wartosc. ale to sa raczej odosobnione
                                                    przypadki, kiedy szukanie totalnych doswiadczen okazuje sie byc tym, co nadaje
                                                    twojemu zyciu sens. znakomita wiekszosc z nas wybierze raczej " ta swoja krowe"
                                                    i prace niz wiedze o tym, co NAPRAWDE jest za zakretem i jak to smakuje.
                                                    wiekszosc z nas jest mocno przywiazana do tego co zna, schematu, w ktorym wiedza
                                                    o tym, ze a powoduje b, daje mozliwosc planowania, poczucie bezpieczenstwa.
                                                    tylko nieliczni spluna na to wszystko, by przejsc na druga strone bez
                                                    jakiejkolwiek mapy. moze nie cenia zycia, moze ich zycie nie ma smaku zycia, a
                                                    moze brak im logicznej wyobrazni?
                                                    ---
                                                    "Ludzie w tym, co nas tak mierzi (estetycznie, nie etycznie) moga
                                                    byc ladni. Wchodze w te ich estetyke i odnajduje cos, co we mnie
                                                    oddzwieka. " wiem, ze moga. uznaje ich swiat i ich estetyke ( pisalam o tym
                                                    kilka postow temu), nie neguje szczerosci ich usmiechu . i wiem, ze jakies tam
                                                    podobienstwa, tozsamosci nawet miedzy mna a " nimi" sa. ale tylko tyle, zatracic
                                                    sie w tym swiecie kojarzy mi sie z wyssaniem powietrza z pluc. jedyna obecnie
                                                    opcja jest: ' oni' jako nurt glowny, ja na marginesie.
                                                    ---
                                                    "Duchowosc to nie jest dobry sposob na
                                                    zalatwienie swoich kompleksow, bo ich sie zalatwic w ten sposob nie
                                                    da, to jest karmienie czarnej nienazartej dziury."
                                                    ani duchowosc ani nowy mustang ani stworzenie nowego systemu filozoficznego ani
                                                    trojka slicznych dzieci ani wladza , nic w ogole nie zapelni czarnej
                                                    nienazartej dziury kompleksow, jesli taka istnieje.
                                                    zobacz:" Ktos niedojrzaly, emocjonalnie pospinany i z fatalnym poczuciem na
                                                    swoj temat dostaje do reki potezne zabawki" - wladze nad panstwem, male dziecko,
                                                    kupe kasy, katedre filozofii i zaczynaja sie niebezpieczne zabawy.
                                                    jasne, chodzi ci o to, ze pod przykrywka szlifowania duchowosci mozna sobie i
                                                    innym zrobic krzywde.
                                                    i o to, pewnie, zeby nie dawac mlotka do reki komu popadnie...
                                                    no, coz, wierzysz ze mozna uratowac kogos przed nim samym wbrew jego woli?
                                                    ja nie.
                                                    nie wszyscy chca wierzyc w piramide maslowa, zapewne dlatego ze ma taka duza
                                                    materialna podstawe...
                                                    moze wiec warto, mimo wszystko, dyskutowac, dyskutowac, dyskutowac...
                                                    a nieuchronne porazki przyjac ze stoicka pokora?
                                                    mi podobal sie jakos nauczyciel beatrix kiddo, ten siwowlosy okrutny azjata. co
                                                    myslisz o jego metodach wychowawczych ?
                                                    ---
                                                    nie bardzo lapie te twoje tesknoty za amiszami, prostym zyciem. po co ci one
                                                    kiedy uzalezniona jestes od zycia w wielkim miescie? czy trzymasz je w glowie
                                                    jako jakis cel "na potem", czy tylko cie rozpraszaja, czy jak?
                                                    ---
                                                    nie bede zatem namawiac cie wiecej na rainbow i w ogole na nic nie bede cie
                                                    namawiac, bo widze ze nie ma sensu.
                                                    co robisz ty aby przekonac kogos do sprobowania czegos co tobie wydaje sie godne
                                                    sprobowania?
                                                    ---
                                                    he he
                                                    miewam totalnie pokrecone sny, czasem tez prorocze. ale rzadko wprost. wierze,
                                                    ze sny sa inna wersja opowiesci o mnie, dlatego lubie je sobie rozpracowywac
                                                    czasami.
                                                    ty nie masz proroczych? eee, to slaba jestes ;)))
                                                    mysle, ze bierzesz udzial w wyscigu o duchowe laury, ale nie powiem ze jestem
                                                    tego pewna, bo nie chce cie wku..c, bo nie chce zebys krzyczala na mnie ;)
                                                    ---
                                                    czy bylabys w stanie/ zainteresowana przyblizeniem tematu anima/ animus?czytalam
                                                    co tam krociutko napisali o tym w wikipedii ang, i bardzo mnie zainteresowalo.
                                                    cztery poziomy animy/ usa.

                                                    pozdrawiam
                                                    mam zamiar obejrzec dzis powiekszenie
                                                    --
                                                    "Lata lemingowe zdarzają się co cztery lata. A potem nagle lemingi znikają "
                                                  • 07.04.08, 01:58
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > az sobie obejrzalam kawalek od nowa:
                                                    ...
                                                    > ale nie robie tez z niego bohatera, ktory odwazyl sie porzucic
                                                    sekte. mial
                                                    > prawo, nikt go nie trzymal gdy odchodzil, tak samo jak nikt na
                                                    sile nie wciagna
                                                    > l
                                                    > go do bandy idiotow.

                                                    A to nie o tym pisalam, chociaz filmu w domu nie mam i nie zwroce
                                                    uwagi na miny. Pisalam o tym, ze gdyby ten facet zostal w grupie to
                                                    zostalby nie dlatego, ze to jest cos, czego _chce_on_, tylko zeby
                                                    kultywowac _zludzenie_ ze jest fajnym, wyluzowanym i odwaznym
                                                    kolezką. To jest inny rodzaj tchorzostwa.

                                                    > grupa jest be, nalezy raczej spokojnie przyznac ze nie
                                                    przemyslelismy do konca
                                                    > naszych deklaracji, ze nie jestesmy w stanie ich wypelnic i
                                                    odejsc. bez zwalani
                                                    > a
                                                    > winy na grupe czy ogolna niechec do grup :)

                                                    Nie moge sie zgodzic.
                                                    To tak, jakbys zakazywala rozwodow.
                                                    Poznalismy sie, bylo fajnie, zostalismy ze soba. W miedzyczasie
                                                    zesmy sie zmienili (albo doszli, ze jednak nie jestesmy tacy,
                                                    jacysmy sie sobie wydawali), ja poszlam w jedna strone on/grupa -
                                                    obok, albo w inna. Jaki jest sens kontynuowac taki zwiazek?
                                                    Mam na grupy wplywu uczulenie, bo w grupie trzeba sie wypstrykac z
                                                    tego, czego sie chce i zajac sie tym, czego chce grupa.

                                                    ...
                                                    > prawdziwie totalne doswiadczenia wrzuca nas koniecznosc a nie
                                                    wybor.
                                                    > nazwij to rozsadkiem, nazwij to duchem buntu jednostki wobec
                                                    zalozen grupy, ja
                                                    > to nazwe atawizmem, bezwarunkowym odruchem instynktu przetrwania -
                                                    malo kto
                                                    > pojdzie w calkowita ciemnosc JESLI moze zawrocic jeszcze do
                                                    swiatla, nawet
                                                    > jesli nie jest to po platonsku prawdziwe swiatlo.

                                                    Jasne. Ale czy wobec tego idioci byli prawdziwi czy tez byl to
                                                    rodzaj teatru?

                                                    > dopiero kiedy nie ma dokad wracac, mozna isc naprzod nie
                                                    ogladajac sie za
                                                    > siebie. inaczej zawsze jakas tam wygodna, przywiazana do tego co
                                                    jakos tam
                                                    > znane, oswojone, czesc nas odciaga od brzegu przepasci.

                                                    Rozumujac w kategoriach jakosci doswiadczenia, ktore bedzie
                                                    prawdziwsze - to z opcja powrotu czy to totalne?

                                                    ...
                                                    > znakomita wiekszosc z nas wybierze raczej " ta swoja krowe"
                                                    > i prace niz wiedze o tym, co NAPRAWDE jest za zakretem i jak to
                                                    smakuje.

                                                    Na wszystko jest czas.
                                                    Jesli wchodzimy w cos, co nie jest 'nasze', to mozemy sie poparzyc
                                                    raczej niz zyskac. Nie przekroczymy tez siebie samych - na wiedze
                                                    plynaca z doswiadczenia musimy byc przygotowani, inaczej guzik
                                                    zrozumiemy.

                                                    ...

                                                    > ale tylko tyle, zatracic
                                                    > sie w tym swiecie kojarzy mi sie z wyssaniem powietrza z pluc.
                                                    jedyna obecnie
                                                    > opcja jest: ' oni' jako nurt glowny, ja na marginesie.

                                                    No to moze wrzuce ci tu linka i zobaczymy, co z tego wyjdzie:
                                                    tnij.com/oDH0

                                                    > ani duchowosc ani nowy mustang ani stworzenie nowego systemu
                                                    filozoficznego ani
                                                    > trojka slicznych dzieci ani wladza , nic w ogole nie zapelni
                                                    czarnej
                                                    > nienazartej dziury kompleksow, jesli taka istnieje.

                                                    No tak, bo to jest poczucie wlasnej wartosci na zewnatrz, nie w
                                                    srodku. Wlasnie o tym pisze ja.

                                                    > no, coz, wierzysz ze mozna uratowac kogos przed nim samym wbrew
                                                    jego woli?
                                                    > ja nie.

                                                    Wierze, ze mozna komus czasem specjalnie przekluc balonik, albo ze
                                                    mozna mimowolnie zainspirowac. W taki czy inny sposob wywrzec
                                                    zbawienny wplyw na innych.
                                                    Kiedy ja poszlam na terapie, w ciagu trzech nastepnych lat 4 moje
                                                    przyjaciolki tez to zrobily :)

                                                    > nie wszyscy chca wierzyc w piramide maslowa, zapewne dlatego ze
                                                    ma taka duza
                                                    > materialna podstawe...

                                                    Tu wiara nie ma nic do rzeczy, bo to jest wiedza.

                                                    > moze wiec warto, mimo wszystko, dyskutowac, dyskutowac,
                                                    dyskutowac...
                                                    > a nieuchronne porazki przyjac ze stoicka pokora?

                                                    A czy my w ogole mamy inne wyjscie, ja sie pytam.

                                                    > mi podobal sie jakos nauczyciel , ten siwowlosy okrutny azjata. co
                                                    > myslisz o jego metodach wychowawczych ?

                                                    Nie widzialam tego i chyba nie chce. Kino nie cieszy mnie juz tak
                                                    jak kiedys, khe khe.

                                                    > nie bardzo lapie te twoje tesknoty za amiszami, prostym zyciem.
                                                    po co ci one
                                                    > kiedy uzalezniona jestes od zycia w wielkim miescie? czy trzymasz
                                                    je w glowie
                                                    > jako jakis cel "na potem", czy tylko cie rozpraszaja, czy jak?

                                                    Tak jakbym miala jakis wybor.
                                                    Jestem tragicznie, hamletowsko rozdarta miedzy rozne chcenia, nie
                                                    ma dla mnie miejsca idealnego, a ty sie pytasz, po co mi to. To
                                                    krzyz, ktory musze niesc, pokuta jakas karmiczna.

                                                    ;)))

                                                    > co robisz ty aby przekonac kogos do sprobowania czegos co tobie
                                                    wydaje sie godn
                                                    > e
                                                    > sprobowania?

                                                    Promieniuje entuzjazmem na zadany temat. Zdaje sie, ze wychodzi mi
                                                    to przeswietnie.

                                                    > miewam totalnie pokrecone sny, czasem tez prorocze. ale rzadko
                                                    wprost. wierze,
                                                    > ze sny sa inna wersja opowiesci o mnie, dlatego lubie je sobie
                                                    rozpracowywac
                                                    > czasami.
                                                    > ty nie masz proroczych? eee, to slaba jestes ;)))

                                                    Nie mam, bo nie chce. To glupie miec prorocze sny ;)))

                                                    > mysle, ze bierzesz udzial w wyscigu o duchowe laury, ale nie
                                                    powiem ze jestem
                                                    > tego pewna, bo nie chce cie wku..c, bo nie chce zebys krzyczala
                                                    na mnie ;)

                                                    A guzik!
                                                    Tamte historie z wariatami, warsztatami, ustawieniami i wogle
                                                    jechaniem czolgiem po duszy to sa stare historie. Sprzed dobrych
                                                    paru lat. Teraz czytam glownie ksiazki kucharskie, przy prasowaniu
                                                    ogladam tv i konsumuje owoce mojej ciezkiej pracy. Zaden wyscig -
                                                    meta.

                                                    > czy bylabys w stanie/ zainteresowana przyblizeniem tematu anima/
                                                    animus?czytala
                                                    > m
                                                    > co tam krociutko napisali o tym w wikipedii ang, i bardzo mnie
                                                    zainteresowalo.
                                                    > cztery poziomy animy/ usa.

                                                    On/a ma jeden poziom. (z tymi poziomami to moze zrobie rysunek w
                                                    paincie i ci wysle poczta, to moze wszystko stanie sie bardziej
                                                    zrozumiale, ale najpierw musze ksiazke w tym burdlu odkopac -
                                                    wlasnie probowalam i nie dalo sie, chociaz mam wrazenie, ze jest
                                                    gdzies z wierzchu).


                                                    [W tym miejscu przez pol godziny, zaczynajac kilkakrotnie
                                                    probowalam jasno opisac, o co chodzi z archetypami, Cieniem,
                                                    Persona, Animusem i Anima, ale nic z tego - nie potrafie i ciagle
                                                    mi sie wyczerpuje limit znakow. Moze sobie sama poryj swoim
                                                    lemurzym noskiem i jakbym ci sie w tym ryciu nasunelo jakies
                                                    pytanie lub watpliwosc, to pomoge w miare moich niezaduzych
                                                    mozliwosci]


                                                    czulko - i jak powiekszenie?


                                                    --
                                                    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszk
                                                  • 07.04.08, 02:53
                                                    leb mi urywa bol glowy ale napisze

                                                    "Nie moge sie zgodzic.
                                                    To tak, jakbys zakazywala rozwodow.
                                                    Poznalismy sie, bylo fajnie, zostalismy ze soba. W miedzyczasie
                                                    zesmy sie zmienili (albo doszli, ze jednak nie jestesmy tacy,
                                                    jacysmy sie sobie wydawali), ja poszlam w jedna strone on/grupa -
                                                    obok, albo w inna. Jaki jest sens kontynuowac taki zwiazek?
                                                    Mam na grupy wplywu uczulenie, bo w grupie trzeba sie wypstrykac z
                                                    tego, czego sie chce i zajac sie tym, czego chce grupa."

                                                    kolezanka pozwolila sobie chyba ominac lekture calosci mojej przeswietnej
                                                    wypowiedzi w tym temacie, czyz nie?
                                                    zdaje sie zwiazek axela z grupa nie trwal lata. zdaje sie, ze grupa nie zmienila
                                                    swoich pierwotnych zalozen.
                                                    male porowanie: axel i jego zona postanowili sie pobrac. obiecali sobie byc na
                                                    dobre i na zle ( ta melodyjka chwyta za ucho), w zdrowiu i w chorobie i
                                                    wyjechali na miesiac miodowy. po miesiacu miodowym, kiedy to axelowi podobalo
                                                    sie jak cholera, ubaw byl po pachy i no- bez -kitu sie- dzialo, malzonka mowi,
                                                    no dobra, misiek, to teraz czas powiedziec kumplom , ze masz zonke i koniec z
                                                    partyzanckimi wypadami. albo jeszcze ostrzej, malzonka zachorowywuje nieco
                                                    powazniej i koniec z partyzanckimi wypadami nocnymi na miasto. a axel na to: co,
                                                    mam cale swoje zycie spuscic z woda w kiblu? nie moge! nie moge..."
                                                    jaki sens kontynuowac zwiazek w ktorym strony ida w inne strony? hmm, jakis tam
                                                    moze moznaby znalezc, jakies dzieci czy co, ogolnie: nie ma zadnego.
                                                    ale po co bylo wchodzic w taki zwiazek bez zastanowienia? czy tego rozczarowania
                                                    grupa nie dalo sie uniknac, gdyby realistycznie spojrzalo sie na grupe i na
                                                    siebie samego? moze sie nie dalo, moze trzeba bylo doswiadczenia. ale chodzi o
                                                    to, ze najwyrazniej to nie grupa sie zmienila, lecz axel odkryl ze do grupy nie
                                                    pasuje. wiec niech sie axel nie wykreca tutaj niecheciami.
                                                    nie ma czegos takiego jak pragnienia grup, przywodcy forsuja na innych swoje
                                                    pragnienia. mozesz sie przeciwstawic, zostac nowym przywodca, mozesz odejsc.
                                                    "gdyby ten facet zostal w grupie to
                                                    zostalby nie dlatego, ze to jest cos, czego _chce_on_, tylko zeby
                                                    kultywowac _zludzenie_ ze jest fajnym, wyluzowanym i odwaznym
                                                    kolezką. To jest inny rodzaj tchorzostwa."
                                                    hmm, oki, zgadzam sie.

                                                    'czy wobec tego idioci byli prawdziwi czy tez byl to
                                                    rodzaj teatru?"
                                                    idioci byl to performance, rodzaj teatru, eksperyment.

                                                    "rozumujac w kategoriach jakosci doswiadczenia, ktore bedzie
                                                    prawdziwsze - to z opcja powrotu czy to totalne?"
                                                    totalne. choc nie zawsze da sie powiedziec czy dane dosw ma opcje powrotu czy nie.

                                                    teraz ide na dwor moze mnie przewieje te bolesc i ma aktywnosc mozgowa odzyje.
                                                    jak nie, to reszte napisze jutro
                                                    :)))
                                                    --
                                                    ...gdzież szukać mamy Bogominoga?...
                                                  • 08.04.08, 00:40
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > kolezanka pozwolila sobie chyba ominac lekture calosci mojej
                                                    przeswietnej
                                                    > wypowiedzi w tym temacie, czyz nie?

                                                    Czyz wcale nie.

                                                    > zdaje sie zwiazek axela z grupa nie trwal lata. zdaje sie, ze
                                                    grupa nie zmienil
                                                    > a
                                                    > swoich pierwotnych zalozen.
                                                    ...
                                                    > jaki sens kontynuowac zwiazek w ktorym strony ida w inne strony?
                                                    hmm, jakis tam
                                                    > moze moznaby znalezc, jakies dzieci czy co, ogolnie: nie ma
                                                    zadnego.
                                                    > ale po co bylo wchodzic w taki zwiazek bez zastanowienia?

                                                    Mozna wejsc z zastanowieniem. Ale to moze byc zle, klamliwe,
                                                    naboznozyczeniowe zastanowienie, albo ze jakos to bedzie albo ze
                                                    sie nie dowiem, jak nie sprobuje. Dotrzymywanie obietnic dla samych
                                                    obietnic jest jak przechodzenie przez ulice _zawsze_ na pasach i na
                                                    zielonym. Nawet na polnej drodze.

                                                    czy tego rozczarowani
                                                    > a
                                                    > grupa nie dalo sie uniknac, gdyby realistycznie spojrzalo sie na
                                                    grupe i na
                                                    > siebie samego? moze sie nie dalo, moze trzeba bylo doswiadczenia.
                                                    ale chodzi o
                                                    > to, ze najwyrazniej to nie grupa sie zmienila, lecz axel odkryl
                                                    ze do grupy nie
                                                    > pasuje. wiec niech sie axel nie wykreca tutaj niecheciami.

                                                    Niecheci sa oddzielnie od tematu.
                                                    Kazdy ma prawo do pomylki i nie rozumiem sensownosci pokuty trwania
                                                    przy poczatkowym postanowieniu 'bo tak'.

                                                    > nie ma czegos takiego jak pragnienia grup, przywodcy forsuja na
                                                    innych swoje
                                                    > pragnienia. mozesz sie przeciwstawic, zostac nowym przywodca,
                                                    mozesz odejsc.

                                                    Wlasnie dlatego trwanie w grupie jest dla mnie trudne - bo sa takie
                                                    wyjscia: sie nie podoba to zrob lepiej, wypad albo sie przystosuj.
                                                    Cos jak ta najmniej przyjemna strona zwiazku (czyli liczenie sie z
                                                    czyims jeszcze obok swojego zdaniem) pomnozona przez liczbe
                                                    uczestnikow grupy.

                                                    > "rozumujac w kategoriach jakosci doswiadczenia, ktore bedzie
                                                    > prawdziwsze - to z opcja powrotu czy to totalne?"
                                                    > totalne. choc nie zawsze da sie powiedziec czy dane dosw ma opcje
                                                    powrotu czy n
                                                    > ie.

                                                    W krajach skandynawskich to zawsze jest chyba jakis powrot.
                                                    Wlasnie dlatego, ze to byla taka udawanka, nie przejelam sie
                                                    idiotami tak bardzo.

                                                    > teraz ide na dwor moze mnie przewieje te bolesc i ma aktywnosc
                                                    mozgowa odzyje.

                                                    Przewialo?

                                                    --
                                                    Fuck you, batteries!
                                                  • 07.04.08, 16:20
                                                    lol, i tak dowiedzialam sie ze jestem meteopatka/ metereopatka
                                                    juz przeszlo, na szczescie i nareszcie
                                                    :)

                                                    "To tak, jakbys zakazywala rozwodow.
                                                    Poznalismy sie, bylo fajnie, zostalismy ze soba. W miedzyczasie
                                                    zesmy sie zmienili (albo doszli, ze jednak nie jestesmy tacy,
                                                    jacysmy sie sobie wydawali), ja poszlam w jedna strone on/grupa -
                                                    obok, albo w inna. Jaki jest sens kontynuowac taki zwiazek?"
                                                    prawdopodobnie nie ma zadnego. ale wezmy to malzenstwo. jesli ktos slubuje
                                                    wiernosc, w zdrowiu i w chorobie itd, to mozna sadzic ze przemyslal swoja
                                                    decyzje i zwiazek traktuje jako cos innego niz uklad trwajacy poki jest mu
                                                    przyjemnie. jesli x i z omawiaja szczegoly ukladu i z pozostaje wiernym
                                                    ustaleniom, a x nagle uswiadamia sobie, ze bycie wiernym tym ustaleniom =
                                                    pogrzebaniu wlasnego zycia, to czy x moze miec jakiekolwiek pretensje do
                                                    kogokolwiek innego poza soba samym? moze, ale moim zdaniem sa one
                                                    nieuprawnione.usprawiedliwia takie x jedynie nieswiadomosc/ niezdolnosc do
                                                    glebokiej refleksji nad wlasnymi deklaracjami i skutkami tychze.
                                                    moznaby rownie dobrze wziac przyklad jakiejs organizacji, ktorej program xa
                                                    ENTUZJAZMUJE na tyle, ze postanawia do niej wstapic. jednak wraz z biegiem
                                                    wydarzen okazuje sie, ze na zywo i na powaznie xowi realizacja tego (
                                                    niezmienionego) programu organizacji nie lezy, x odkrywa w sobie konflikt i
                                                    odchodzi. naturalnie, ze bedzie usilowal zrzucic *wine* za swa decyzje na grupe,
                                                    bo tak bedzie mu latwiej. ale tylko tyle. jesli wie sie, ze ma sie na grupy
                                                    uczulenie, jesli wie sie, ze nie jest sie ' stworzonym" do zycia malzenskiego,
                                                    to po co podejmowac akcje przeczace takiej samowiedzy? bo sie myslalo, ze tym
                                                    razem bedzie inaczej? a niby dlaczego mialoby byc?
                                                    mozna miec pretencje do grupy, jesli grupa zmienia program w trakcie swego
                                                    dzialania. wtedy wetowac " nie na to sie zgodzilem". ale jesli wszystko dziala
                                                    wedle ustalonego i zaakceptowanego przez xa planu, to" niechec wobec grup
                                                    wszelakich" bedzie tylko szybka wymowka uwalniajaca xa od glebszych przemyslen
                                                    na temat wlasny.imo.

                                                    oczywiscie, aktem odwagi i dowodem inteligencji jest raczej wysuplac sie ze zbyt
                                                    ciezkich zobowiazan niz w nich pozostawac tylko dlatego ze sie je podjelo.
                                                    to juz pisalam wczesniej. ale ani odwazne ani inteligentne nie jest wypatrywanie
                                                    winnych poza samym soba tylko.
                                                    ---
                                                    co ma wyjsc z linka do tworczosci sowy? fajne obrazki, nie powiem, ze nie,
                                                    szczegolnie podoba mi sie krolik szablozeby, ale nie lapie odniesienia do tematu
                                                    ja - rozowi panstwo... :)
                                                    ---
                                                    "Wierze, ze mozna komus czasem specjalnie przekluc balonik, albo ze
                                                    mozna mimowolnie zainspirowac. W taki czy inny sposob wywrzec
                                                    zbawienny wplyw na innych."
                                                    pewnie wiekszosc ludzi w to wierzy a nawet uwaza za stosowne. takze te panie od
                                                    kapliczek...
                                                    ---
                                                    piramida maslowa
                                                    'Tu wiara nie ma nic do rzeczy, bo to jest wiedza.'
                                                    hmm, ma oczywiscie, ze ma. wiara bywa o wiele silniejsza od wszelkiej wiedzy.
                                                    przekonania wyznaczaja ramy do interpretacji doswiadczen. zawsze mozna
                                                    zmanipulowac sie tak, ze czarne bedzie biale i na odwrot. mozna powiedziec, ze
                                                    piramida maslowa opisuje stan normy, i pominac ja calkowicie, gloszac wiare w
                                                    idealy., a holdowanie normom odrzucic jako np" zwierzece'...
                                                    ---
                                                    "Nie widzialam tego i chyba nie chce. Kino nie cieszy mnie juz tak
                                                    jak kiedys, khe khe."
                                                    zamykasz sie na nowe? czy uwazasz ze widzialas juz wszystko co bylo warte
                                                    zobaczenia, poznania?
                                                    czy nie dziwi cie brak otwartosci u innnych?
                                                    ---
                                                    pytam o amiszy ze wzgledu na wczesniejsza dyskusje o tu i teraz i porzuceniu
                                                    wyscigu. dla mnie to troche tak, jakbys nie umiala calkiem cieszyc sie z tego co
                                                    masz, pragnela rzeczy, o ktorych sama sadzisz, ze sa dla ciebie nieosiagalne.
                                                    ---
                                                    "Promieniuje entuzjazmem na zadany temat. Zdaje sie, ze wychodzi mi
                                                    to przeswietnie. "
                                                    ale do entuzajzmu innych juz tak aprobujaco nie podchodzisz...
                                                    ---
                                                    w kwestii animusow poryje. bylo tam takie zdanko : mezczyzna wiele lat po slubie
                                                    odkryl, ze poslubil swoja anime a nie kobiete z krwi i kosci, dlatego jest
                                                    wyczerpany malzenstwem, cos w tym stylu. co zlego jest w gonitwie za swoja
                                                    anima, swoim animusem, dlaczego to nie to. i czy anima animus to proste
                                                    odwzorowania cech matki/ ojca czy cos wiecej? czy moja anima to glownie moja
                                                    matka, a moj animus to ojciec? czy mozemy to zmieniac czy tylko zdac sobie z te
                                                    sprawe z tego jakie wartosci przypisujemy archetypom?
                                                    ---
                                                    powiekszenie - SWIETNE
                                                    obejrze to sobie pewnie nie raz jeszcze. duzo jest sytuacji, zagadnien w tym
                                                    filmie nad ktorymi mozna sie rozmyslec!
                                                    jak skojarzyla ci sie koncowa gra w tenisa? mnie jakos tak uspokoila... w stylu
                                                    marnosc nad marnosciami.
                                                    co by znaczylo byc tu i teraz na takiej imprezie przepalonej?
                                                    swietne, naprawde.
                                                    tyle tematow. ciekawe tez byly recenzje na filmwebie czy czyms takim.

                                                    pozdrawiam :)))


                                                    --
                                                    "Lata lemingowe zdarzają się co cztery lata. A potem nagle lemingi znikają "
                                                  • 08.04.08, 02:07
                                                    Wlasnie mi glupi komp zezarl wszystko, co napisalam - pisze raz
                                                    jeszcze, ale bedzie skrotowo.

                                                    szarylemur napisała:

                                                    > lol, i tak dowiedzialam sie ze jestem meteopatka/ metereopatka
                                                    > juz przeszlo, na szczescie i nareszcie

                                                    Witaj w klubie, mysmy z moim kotem przesypiali wszystkie obnizenia
                                                    cisnienia.

                                                    > ale ani odwazne ani inteligentne nie jest wypatrywani
                                                    > e
                                                    > winnych poza samym soba tylko.

                                                    Winni tu nie sa istotni. Istotna jest jakosc doswiadczenia
                                                    (obojetnie, czy jego wynikiem jest pozostanie w grupie czy
                                                    odejscie) i postapienie w zgodzie ze soba, cokolwiek to znaczy.

                                                    > co ma wyjsc z linka do tworczosci sowy?

                                                    On portretuje strasznych mieszczan glownie.
                                                    W tych jego obrazkach jest jakas groza, ma sie wrazenie, ze za
                                                    chwile poleci czyis leb, ale jest tez smutek, pustka i opuszczenie -
                                                    a nade wszystko jest zyczliwosc i brak osadu. Dlatego jego
                                                    spojrzenie jest imo idealem stosunku do Innych.

                                                    > pewnie wiekszosc ludzi w to wierzy a nawet uwaza za stosowne.
                                                    takze te panie od
                                                    > kapliczek...

                                                    Mozna probowac byc zbawicielem, mozna nauczycielem, a mozna tez
                                                    zajmowac sie soba, i to w skrajnie egoistyczny sposob - wszystko
                                                    moze byc inspirujace, zalezy dla kogo i jak.

                                                    > hmm, ma oczywiscie, ze ma. wiara bywa o wiele silniejsza od
                                                    wszelkiej wiedzy.

                                                    Jesli bysmy wynalezli rownanie, za pomoca ktorego bysmy mogli
                                                    obliczyc Boga, to wszelkie religie swiata by upadly - pozostalaby
                                                    matematyka.

                                                    > przekonania wyznaczaja ramy do interpretacji doswiadczen. zawsze
                                                    mozna
                                                    > zmanipulowac sie tak, ze czarne bedzie biale i na odwrot. mozna
                                                    powiedziec, ze
                                                    > piramida maslowa opisuje stan normy, i pominac ja calkowicie,
                                                    gloszac wiare w
                                                    > idealy., a holdowanie normom odrzucic jako np" zwierzece'...

                                                    No tak, ale idywidua typu prof Giertych to sa jakies odosobnione
                                                    przypadki.

                                                    > "Nie widzialam tego i chyba nie chce. Kino nie cieszy mnie juz tak
                                                    > jak kiedys, khe khe."
                                                    > zamykasz sie na nowe? czy uwazasz ze widzialas juz wszystko co
                                                    bylo warte
                                                    > zobaczenia, poznania?
                                                    > czy nie dziwi cie brak otwartosci u innnych?

                                                    W dzieciectwie i mlodosci chadzalam do kina nawet i trzy razy
                                                    tygodniowo - w Wawie bylo preznie dzialajace kino studyjne,
                                                    Konfrontacje, DKFy, Tygodnie Filmowe. Za taka milosc trzeba jednak
                                                    placic - obecnie malo ktory film zadowala moj wysublimowany i nadto
                                                    wydelikacony gust, dlatego jestem wybredna. Ale moje przekonanie,
                                                    ze w kinie nie przezyje juz niczego leglo w gruzach nie dalej, niz
                                                    dwa tygodnie temu, kiedy bylam na "Once". Znowu mialam 16 lat i
                                                    wychodzilam z kina jakbym wracala z innego swiata. Jest nadzieja,
                                                    ze pare takich filmow jeszcze mi sie w zyciu trafi.

                                                    > pytam o amiszy ze wzgledu na wczesniejsza dyskusje o tu i teraz i
                                                    porzuceniu
                                                    > wyscigu. dla mnie to troche tak, jakbys nie umiala calkiem
                                                    cieszyc sie z tego c
                                                    > o
                                                    > masz, pragnela rzeczy, o ktorych sama sadzisz, ze sa dla ciebie
                                                    nieosiagalne.

                                                    Jakbym sie spiela, to bym to osiagnela - pelnie szczescia w domku
                                                    pod miastem, z dwoma samochodami, basenem, psem i kotem itd. Jak
                                                    pomysle o energii, ktora trzeba zuzyc na budowe domu i na codzienne
                                                    stanie w korkach to jest mi bardzo przyjemnie z tym, co mam i czego
                                                    nie mam.

                                                    > ale do entuzajzmu innych juz tak aprobujaco nie podchodzisz...

                                                    To wez sobie przeczytaj twoje zachety nt rajbol. To _naprawde_
                                                    brzmi zniechecajaco :))

                                                    > w kwestii animusow poryje. bylo tam takie zdanko : mezczyzna
                                                    wiele lat po slubi
                                                    > e
                                                    > odkryl, ze poslubil swoja anime a nie kobiete z krwi i kosci,
                                                    dlatego jest
                                                    > wyczerpany malzenstwem, cos w tym stylu. co zlego jest w gonitwie
                                                    za swoja
                                                    > anima, swoim animusem, dlaczego to nie to.

                                                    Wielu ludzi odrzuca bol i wysilek integracji swojego Animusa/Animy
                                                    i zastepczo integruje go/ja w osobie partnera. Co zazwyczaj nie
                                                    jest dobrym pomyslem na zwiazek. Jakby co, to wytlumacze na
                                                    przykladzie.

                                                    i czy anima animus to proste
                                                    > odwzorowania cech matki/ ojca czy cos wiecej? czy moja anima to
                                                    glownie moja
                                                    > matka, a moj animus to ojciec?

                                                    I tak, i nie - archetypy integrujemy i od rodzicow, i 'z
                                                    powietrza', kultury i z jungowskiego Niby-landu, czyli
                                                    nieswiadomosci zbiorowej. Np jesli ojciec jest (fizycznie lub
                                                    emocjonalnie) w rodzinie nieobecny, chlopiec w sytuacji braku
                                                    innych znaczacych mezczyzn w otoczeniu musi zadowolic sie
                                                    integracja (czesto slabo zintegrowanego) Animusa od matki. Co
                                                    pieknie tlumaczy wspolczesny kryzys meskosci.

                                                    czy mozemy to zmieniac czy tylko zdac sobie z te
                                                    > sprawe z tego jakie wartosci przypisujemy archetypom?

                                                    Praca z archetypami to poczatek pracy nad soba, dlatego imo (jestem
                                                    laiczka, mam naiwna perspektywe itd) jest _zawsze_ skuteczna. Mozna
                                                    je i poznac, i wplywac na ich postac i ich wzajemne relacje.
                                                    Roznymi metodami - min przez interpretacje snow i mitow. Tu jest
                                                    troche o tym, mam nadzieje, ze te watki nie zamącą:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44753&w=54805397&v=2&s=0
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25719&w=37910286&v=2&s=0

                                                    > powiekszenie - SWIETNE

                                                    Ha!

                                                    > obejrze to sobie pewnie nie raz jeszcze. duzo jest sytuacji,
                                                    zagadnien w tym
                                                    > filmie nad ktorymi mozna sie rozmyslec!

                                                    Jak ci sie uda zdobyc inne jego filmy, to - z wyjatkami - warto
                                                    obejrzec, kilka jest rownie wybitnych. W Hemmingsie oczywiscie
                                                    kochalam sie jako nastolatka.

                                                    > jak skojarzyla ci sie koncowa gra w tenisa? mnie jakos tak
                                                    uspokoila... w stylu
                                                    > marnosc nad marnosciami.

                                                    Nie mozesz zlapac boga za piete, nie dojdziesz prawdy (zauwaz, jak
                                                    bardzo powiekszony kadr TEGO zdjecia przypomina obrazy jego
                                                    przyjaciela), wiec podejmujesz gre. Udawana pileczka. To
                                                    niekoniecznie jest zle, to jest pogodzenie sie z tym, czego nie
                                                    mozesz zmienic :P

                                                    > co by znaczylo byc tu i teraz na takiej imprezie przepalonej?

                                                    Chyba do tego trzebaby byc trzezwym jak swinia, co?

                                                    > swietne, naprawde.
                                                    > tyle tematow. ciekawe tez byly recenzje na filmwebie czy czyms
                                                    takim.

                                                    Sa cale grube tomiska opracowan, ale czy warto to czytac, to nie
                                                    wiem :)

                                                    czul


                                                    --
                                                    What? I'm just tying me laces, man.
                                                  • 08.04.08, 03:14
                                                    dobrze, wiec
                                                    ty koncentrujesz sie na bezsensie dotrzymywania obietnic dla samych obietnic
                                                    i w zwiazku z tym axel wydaje sie rosnac na pozytywnego bohatera, ktory nie wahal sie stanac po stronie wewnetrznej prawdy
                                                    ja skupiam sie na dotrzymywaniu obietnic mimo niedogodnosci jakie sie z tym zawsze wiaza
                                                    i w takim oswietleniu axel wyglada jak malorozgarniety zdrajca, ktory porwal sie na cos, czego ostatecznie sie przestraszyl.
                                                    ostatecznie wychodzi na to, ze dla axela wazniejsze niz przynaleznosc do awangardowej grupy okazala sie przynaleznosc do spoleczenstwa.
                                                    to okazalo sie jego wewnetrzna prawda. zgadzamy sie w tym miejscu. ale juz co do motywacji axela mamy chyba rozne zdania.
                                                    ja stawiam na lek przed zabrnieciem w doswiadczenie totalne. ty na indywidualizm?

                                                    'postapienie w zgodzie ze soba, cokolwiek to znaczy."
                                                    yhm, no wlasnie co to znaczy? czesto poddaje sie swoim lekom, rownie czesto entuzjazmowi, " sumieniu" badz " pragnieniu". cos przewaza, czy to cos jest mna?

                                                    'Jesli bysmy wynalezli rownanie, za pomoca ktorego bysmy mogli
                                                    obliczyc Boga, to wszelkie religie swiata by upadly - pozostalaby
                                                    matematyka." obsesja zbawczej prawdy, pi...

                                                    "Znowu mialam 16 lat i
                                                    wychodzilam z kina jakbym wracala z innego swiata. Jest nadzieja,
                                                    ze pare takich filmow jeszcze mi sie w zyciu trafi."
                                                    trzymam kciuki za kinematografie ;)

                                                    "jest mi bardzo przyjemnie z tym, co mam i czego
                                                    nie mam." to dobrze, wiec po co ci amiszowie i domki pod miastem, po co to "rozdracie"? nie umiesz przestac pragnac? sadzisz ze jest w tym jakis sens?
                                                    dlaczego niewinnym dzieciom szkolnym odmawiasz rozkoszy rozdarcia pomiedzy pragnieniem zabawy a pragnieniem 5 z tabliczki mnozenia?
                                                    czepiam sie caly czas tego postu o szczesliwych malych buddystach, o potrzebie ustania w biegu, o nadprodukcji sztucznych sensow.
                                                    czemu ogolowi swiata polecasz cos z czego chyba sama skorzystac nie zamierzasz? czy moze jest jakas istotna roznica miedzy twoimi pragnieniami a wyscigiem szczurow?
                                                    ---
                                                    moje zniechety nt raibow.
                                                    ale ja nie mowilam ze moim sposobem na promocje jest entuzjazm!
                                                    nie jestem entuzjastka rainbow jako cudownego swieta hipisow. jestem entuzjastka dziwnych doswiadczen, ale jako ze nie sa one zawsze i calkowicie przyjemne, nie bede im wystawiac mylacej opinii.
                                                    ja powiem, o jezu, to byla niezla masakra, mocne doswiadczenie, myslalam ze juz po mnie, ale zyje. i to mnie cieszy potwornie, ale jakos tak mysle, ze kogos innego nie musi, wiec nie bede wpuszczac w maliny.
                                                    do entuzjazmu innych podchodze z rezerwa. inni sa inni, po prostu, co tobie sie podoba dla mnie moze byc nieciekawe i odwrotnie, prawda?
                                                    ---
                                                    wytlumacz na przykladzie,blad integracji animy/usa w osobie partnera, prosze!
                                                    i co sie dzieje kiedy pierwotny wzor animy/ usa kloci sie z idealami krazacymi w sferze kultury czy zbiorowej podswiadomosci?
                                                    watki linkowane poczytam, dzieki :)
                                                    ---
                                                    w hemmingie z powiekszenia czy z innych rol? fizycznie nie podoba mi sie on ani troche, a w tej roli ( przez znaczna czesc filmu) wrecz mnie mierzi.
                                                    innych jego kreacji nie widzialam, chyba.

                                                    hmm, skoro nie ma nic poza gra, podejmujesz gre. zapominasz sie w tej grze, czy wciaz towarzyszy ci swiadomosc ze to nic wiecej niz gra jest?

                                                    "Sa cale grube tomiska opracowan, ale czy warto to czytac, to nie
                                                    wiem :)"
                                                    . zadziwiajace jak bardzo moga sie roznic interpretacje dokonane przez rozne osoby, dlatego - dla mnie - warto .

                                                    pozdrawiam :)

                                                    --
                                                    Joy follows them like a shadow that never leaves them.
                                                  • 08.04.08, 22:52
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > ostatecznie wychodzi na to, ze dla axela wazniejsze niz
                                                    przynaleznosc do awang
                                                    > ardowej grupy okazala sie przynaleznosc do spoleczenstwa.
                                                    > to okazalo sie jego wewnetrzna prawda. zgadzamy sie w tym
                                                    miejscu. ale juz co d
                                                    > o motywacji axela mamy chyba rozne zdania.
                                                    > ja stawiam na lek przed zabrnieciem w doswiadczenie totalne. ty
                                                    na indywidualiz
                                                    > m?

                                                    I tak, i nie.
                                                    Gleboka ingerencja w dusze musi przyjsc w odpowiednim momencie.
                                                    Robienie czegos za wczesnie moze spowodowac wiecej strat, niz
                                                    pozytku. To cos prawie jak gwalt czasem. Pamietam, ze w trakcie
                                                    mojej terapii czesto przyciskalam pedal gazu, zeby sie dzialo, zeby
                                                    szybciej i wiecej. Byl taki moment w moim zyciu, kiedy chodzilam na
                                                    terapie indywidualna, na grupowa i jezdzilam na warsztaty. Nie
                                                    mozna walic w siebie bez umiaru - dostalam pare ostrzezen i
                                                    przestalam pakowac sie we wszystko tylko dlatego, ze moglam i ze mi
                                                    sie podobalo.
                                                    Nawet na (iluzoryczne czy nie) oswiecenie dzieki uczestnictwie w
                                                    grupie idiotow trzeba byc gotowym. Jesli nie jest sie gotowym, tym
                                                    bardziej jesli sie nie jest gotowym zupelnie (imo Axel tak wlasnie
                                                    mial), lepiej sie wycofac. Z nadzieja na podobna szanse i
                                                    skorzystanie z niej w przyszlosci albo bez. Imo lepiej byc
                                                    szczesliwym burzujem niz nieszczesliwym polamancem.

                                                    > 'postapienie w zgodzie ze soba, cokolwiek to znaczy."
                                                    > yhm, no wlasnie co to znaczy? czesto poddaje sie swoim lekom,
                                                    rownie czesto ent
                                                    > uzjazmowi, " sumieniu" badz " pragnieniu". cos przewaza, czy to
                                                    cos jest mna?

                                                    Nie mam pojecia. Najczesciej roboczo uznaje, ze pierwszy,
                                                    automatyczny odruch jest mna. Chyba ze wyjdzie, ze ten odruch to
                                                    lenistwo albo obronny defetyzm czy cos w tym stylu - wtedy staram
                                                    sie ufac drugiemu, trzeciemu i dalszym odruchom. Kieruje sie snami,
                                                    intuicja, rzutem moneta. Reaguje na zasadzie checi i rozwazenia
                                                    kosztow dzialania.

                                                    Zasadniczo nie mam mocno ukonstytuowanego zdania na swoj temat, nie
                                                    bardzo wiem, kim jestem i nie bardzo mnie to zajmuje. Rozmowa o
                                                    tym, kim sie wlasciwie jest rozwinela sie w watek o 'tu i teraz' -
                                                    gdzies tu u gory juz raz.

                                                    > 'Jesli bysmy wynalezli rownanie, za pomoca ktorego bysmy mogli
                                                    > obliczyc Boga, to wszelkie religie swiata by upadly - pozostalaby
                                                    > matematyka." obsesja zbawczej prawdy, pi...

                                                    Myslisz, ze ona rzeczywiscie jest zbawcza?
                                                    ...
                                                    > "jest mi bardzo przyjemnie z tym, co mam i czego
                                                    > nie mam." to dobrze, wiec po co ci amiszowie i domki pod miastem,
                                                    po co to "roz
                                                    > dracie"? nie umiesz przestac pragnac? sadzisz ze jest w tym jakis
                                                    sens?

                                                    Nie mam jeszcze wobec siebie dystansu madrej staruszki. Nie jestem
                                                    tez po buddyjsku wycoolowana, wiec pytanie 'po co' trafia w pustke.
                                                    Po prostu tak mam.

                                                    > dlaczego niewinnym dzieciom szkolnym odmawiasz rozkoszy rozdarcia
                                                    pomiedzy prag
                                                    > nieniem zabawy a pragnieniem 5 z tabliczki mnozenia?

                                                    Odmawiam? Ojej.

                                                    > czepiam sie caly czas tego postu o szczesliwych malych
                                                    buddystach, o potrzebie
                                                    > ustania w biegu, o nadprodukcji sztucznych sensow.
                                                    > czemu ogolowi swiata polecasz cos z czego chyba sama skorzystac
                                                    nie zamierzasz?

                                                    Alez ja z tego korzystam. Tyle, ze nie uznaje dogmatow. To jest
                                                    sciezka, ktora polega na nieustannym kwestionowaniu i zadawaniu
                                                    pytan. Sa zasady (jak Aureliusz), ktore sie w wielu momentach
                                                    sprawdzaja, ale nie zawsze i nie wszedzie.

                                                    > czy moze jest jakas istotna roznica miedzy twoimi pragnieniami a
                                                    wyscigiem szc
                                                    > zurow?

                                                    Eee?
                                                    Nie rozumiem.

                                                    > moje zniechety nt raibow.
                                                    > ale ja nie mowilam ze moim sposobem na promocje jest entuzjazm!

                                                    A, ok.
                                                    Mialam w swoim zyciu pare okresow dziwnych i mocnych doswiadczen i
                                                    na razie naprawde nie tesknie. Pewnie dlatego twoj pozbawiony
                                                    entuzjazmu opis imprezy mnie nie zachecil.

                                                    > ja powiem, o jezu, to byla niezla masakra, mocne doswiadczenie,
                                                    myslalam ze juz
                                                    > po mnie, ale zyje. i to mnie cieszy potwornie, ale jakos tak
                                                    mysle, ze kogos i
                                                    > nnego nie musi, wiec nie bede wpuszczac w maliny.

                                                    Z opowiesci Ewy wynikalo, ze nic takiego tam sie nie dzieje.
                                                    Jedyne, co by mnie moglo skusic to bezkarna mozliwosc gry na
                                                    bebnach, bo lubie. Ale powalic sobie moge w innych miejscach bez
                                                    koniecznosci spania w namiocie z pajakami. Ty napisalas o
                                                    specyficznym rodzaju - moze to za mocne slowo - hipokryzji i niczym
                                                    wiecej. Hipokryzji w wersji ekstremalnej doswiadczylam ostatnio az
                                                    nadto, wiec za to tez dziekuje.

                                                    > do entuzjazmu innych podchodze z rezerwa. inni sa inni, po
                                                    prostu, co tobie sie
                                                    > podoba dla mnie moze byc nieciekawe i odwrotnie, prawda?

                                                    Tak, nie ma jednego lekarstwa dla wszystkich.

                                                    > wytlumacz na przykladzie,blad integracji animy/usa w osobie
                                                    partnera, prosze!

                                                    Kasia od zawsze miala swietny kontakt z tata. Ojciec chodzil z nia
                                                    na spacery, na ryby, uprawiali razem sporty. Bardzo kiepsko jej sie
                                                    ukladalo z mama - w zasadzie wcale, Kasia miala wrazenie, ze matka
                                                    ja bezustannie odrzuca, byc moze byla niechcianym (poznym bardzo)
                                                    dzieckiem. Kiedy dorosla, Kasia miala wiec znakomicie
                                                    zintegrowanego Animusa, a Anime kompletnie nie. Ubierala sie jak
                                                    chlopak, po chlopacku sie ruszala, byla glosna i agresywna.
                                                    Zabawnie bylo patrzec, jak kupuje rozne rzeczy - zawsze siegala po
                                                    szampon w 'meskiej' butelce, najprostsze, uniseksulane polbuty. Itd.
                                                    Po kilku nienajfajniejszych zwiazkach z facetami Kasia poznala Ele.
                                                    Ela byla urocza, bardzo ciepla i ulegla kobieta
                                                    z nieciekawa historia dlugiego zwiazku z facetem, a przedtem z
                                                    ojcem w domu rodzinnym. Obie w blyskawicznym czasie sie w sobie
                                                    zakochaly i staly sie para.

                                                    Nie wiem, czy to dobrze opisalam. Dla mnie od poczatku bylo jasne,
                                                    ze Ela jest 'zastepcza' Anima Kasi, a Kasia - Animusem Eli.
                                                    Dla nich obu proba integracji z Animusem i Anima wiazala sie z
                                                    koniecznoscia bardzo bolesnego skonfrontowania z odrzuceniem przez
                                                    rodzica. Z drugiej strony - odczuwaly pustke w miejscach
                                                    niezintegrowanych archetypow, wiec byly dla siebie (tymczasowym)
                                                    wybawieniem.

                                                    (Jezu mario, mam nadzieje, ze nie przeczyta tego jakis jungista ani
                                                    postjungista i nie zabije mnie smiechem. To nie jest oficjalna
                                                    wykladnia, tylko moja proba rozumienia).

                                                    > i co sie dzieje kiedy pierwotny wzor animy/ usa kloci sie z
                                                    idealami krazacymi
                                                    > w sferze kultury czy zbiorowej podswiadomosci?

                                                    Pierwotny, czyli ten niby od rodziny?
                                                    Zyje sie trudniej i trudniej sobie ulozyc zycie imo. Ale nic nie
                                                    stoi na przeszkodzie w pracy nad Animusem czy Anima. Chyba, ze sie
                                                    nie chce albo uzna ze nie warto.

                                                    > w hemmingie z powiekszenia czy z innych rol? fizycznie nie podoba
                                                    mi sie on ani
                                                    > troche, a w tej roli ( przez znaczna czesc filmu) wrecz mnie
                                                    mierzi.

                                                    To byla magia kina - facet kompletnie nie w moim typie, nawet wtedy.

                                                    Zauwazylas, ze to jest film bez milosci? Tam nikt nikogo nie kocha.

                                                    > hmm, skoro nie ma nic poza gra, podejmujesz gre. zapominasz sie w
                                                    tej grze, czy
                                                    > wciaz towarzyszy ci swiadomosc ze to nic wiecej niz gra jest?

                                                    Przeciez o tym rozmawialysmy - dlatego wspomnialam pare razy o
                                                    Powiekszeniu. Gra to wszystko, co mamy - moze to zrszta nie jest
                                                    gra, ale i tak sie nie dowiemy.

                                                    > "Sa cale grube tomiska opracowan, ale czy warto to czytac, to nie
                                                    > wiem :)"
                                                    > . zadziwiajace jak bardzo moga sie roznic interpretacje dokonane
                                                    przez rozne os
                                                    > oby, dlatego - dla mnie - warto .

                                                    Kiedy oni rozbieraja calosc na takie male farfocle. Troche szkoda
                                                    takiego filmu. Ja bym na twoim miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.

                                                    czulko

                                                    --
                                                    <a href="http://www.youtube.com/watch?v=h0Uf4JZWzgE&NR=1"> What?
                                                    I'm just tying me laces, man.</a
                                                  • 09.04.08, 02:43
                                                    axel*
                                                    wszystko oki, ze wszystkim sie zgadzam, ale... :)
                                                    "Chyba ze wyjdzie, ze ten odruch to
                                                    lenistwo albo obronny defetyzm czy cos w tym stylu "
                                                    wlasnie o to mi chodzilo. lenistwo, lek przed konsekwencjami dzialania, czy cos
                                                    w tym stylu.
                                                    uwazam, ze to nie jakis gleboki namysl nad wyznawanymi przez siebie wartosciami,
                                                    zawrocil axela z drogi ku " idioctwu", ale wlasnie lek i lenistwo.
                                                    jest taka scenka z axelem w jego domu, w tle slychac gderanine zony ( cos o
                                                    dziwkach na temat katrine). axel nie prezentuje sie jak szczesliwy burzuj.
                                                    prezentuje sie jak przydeptany kapciem, przejechany dzieciecym wozkiem kartofel.
                                                    moim zdaniem, axel wrocil do tego co znal, gdyz bal sie to stracic, w idioctwo
                                                    nie poszedl bo sie przestraszyl co to bedzie. niekoniecznie trzeba jakos
                                                    szczegolnie wysoko wartosciowac jakis stan rzeczy, wystarczy ze wiazace decyzje
                                                    podejmuje sie pod wplywem leku i lenistwa. w takim stanie mozna wybrac to, co
                                                    uwaza sie za gorsze tylko dlatego, ze boi sie zaryzykowac, boi sie ze nie zyska
                                                    sie nic z tego co sie chcialo, a za to straci to, co sie jeszcze da uratowac
                                                    wycofujac z gry.
                                                    ---
                                                    czy ja mysle ze prawda rzeczywiscie jest zbawcza? w takim sensie ze moglaby nas
                                                    wybawic od calej tej gry w dyskusje i krucjaty, tak, zbawilaby nas od rozterek.
                                                    zabralaby tez cenna/ prozna rozrywke. tak, jest zbawcza. prawda stoi ponad wiara
                                                    i wszelkimi spekulacjami, jasno, dobitnie, niepodwazalnie mowi o celu zycia, o
                                                    jego wartosci, o rzeczywistych wartosciach.
                                                    jest zbawcza o tyle, ze zbawia nas od bledow, smiesznej, zenujacej koniecznosci
                                                    holdowania falszom.
                                                    szkopul w tym, ze prawda metafizyczna lezy - zdaje sie - poza granicami
                                                    naszego poznania.
                                                    ---
                                                    jaka jest roznica miedzy twoimi pragnieniami proamiszowskimi, powiedzmy, a
                                                    pragnieniami ludzi uczestniczacych w wyscigu szczurow?
                                                    czy twoje pragnienia sa ok, " godne pragniecia" a szczurze nie, gdyz szczurze
                                                    dotycza wartosci materialanych?
                                                    wspominalas cos o tym, ze masz dosc bycia bombardowana propaganda wedle ktorej
                                                    nie masz prawa byc szczesliwa o ile nie wygladasz jak 13latka.
                                                    wiec pytam, czy jest jakas istotna roznica miedzy propaganda wiecznej
                                                    szczesciodajnej mlodosci, propaganda sukcesu materialnego a propaganda sukcesu
                                                    duchowego, propaganda wg ktorej szczesliwym mozna byc tylko wiodac proste czyste
                                                    spokojne zycie?
                                                    bo moze sa tacy, ktorym naprawde do szczescia wystarczyloby zdobywac wciaz nowe
                                                    i nowsze rzeczy, piac sie w gore po drabinie sukcesu, a ktos im glowe zawraca
                                                    jakims idiotycznym rozwojem duchowym, psychoterapia i innymi nowomodnymi bzdurami...
                                                    ---
                                                    rainbow
                                                    "Ty napisalas o
                                                    specyficznym rodzaju - moze to za mocne slowo - hipokryzji i niczym
                                                    wiecej."
                                                    jest w idiotach taki watek, kiedy przyjezdza jakas ladna pani z mezem ogladac
                                                    ich domek, a stoffer stopniowo wkreca ja coraz dalej i dalej, przyciska do muru,
                                                    aby zobaczyc na ile ta ladna, mila pani naprawde akceptuje/ lubi idiotow.
                                                    hipokryzja, nieuswiadomiona z braku uswiadamiajacych doswiadczen. niechec
                                                    zwiekszajaca sie w miare poznawania tego, co teoretycznie zaaprobowane.
                                                    cos podobnego ja i moi znajomi przezylismy na tamtym rainbow w pirenejach. to
                                                    nie tak, ze mozesz tam sobie przyjechac i juz bedzie dobrze. food circle to
                                                    tylko rytual, i jako rytual moze byc piekny,ale wystarczajacej dawki pozywienia
                                                    nie zapewni. i to nie tak, ze zyczliwe dusze zobacza w tobie brata kimkolwiek
                                                    bys nie byl. nie, musisz miec sie czym z komuna podzielic, zeby byc czescia tej
                                                    basni. i piekny usmiech nie wystarczy. a jeszcze gorzej kiedy juz nawet na
                                                    usmiech cie nie stac.
                                                    jest tu na forum watek o niepelnosprawnosci, gdzie ja odkrylam ile hipokryzji
                                                    siedzi we mnie samej.
                                                    ustalamy jakos tak aksjomatycznie pewne oczywiste granice, o ktorych nie mowimy,
                                                    ktorych w naszych wyidealizowanych rozmyslaniach nad tematem nie przekraczamy,
                                                    nie dotykamy nawet. potem dopiero, w praniu, wychodzi caly brud tych
                                                    zapomnianych, nigdy nie wspominanych aksjomatow, teorii.
                                                    i cudzej i wlasnej hipokryzji odkrycie boli, tylko troche inaczej...
                                                    ---
                                                    anima/ animus
                                                    dziekuje za wyjasnienie. watki linkowane nadal nie przeczytane... czekaja
                                                    ---
                                                    hemmings
                                                    " magia kina" ?
                                                    juz kiedy ustawial modelki mialam ochote go kopnac...
                                                    ty nie?
                                                    ---
                                                    "Gra to wszystko, co mamy - moze to zrszta nie jest
                                                    gra, ale i tak sie nie dowiemy. "
                                                    ok, ale mozna sie w tej grze zatracic calkowicie, a mozna tez zyc jakby
                                                    dwutorowo albo chocby katem oka dostrzegac plaskosc scenografii, schematycznosc
                                                    rozmow podrzucanych przez suflera. ja wole ten drugi sposob na ogol.
                                                    ---
                                                    nie zamierzam czytac grubych tomisk nt powiekszenia na razie.
                                                    kiedys moze na pozna starosc czy cos w tym stylu to sobie zostawie.
                                                    na razie musze wyjsc na lowy, nie bardzo mi sie chce, ale nowa prace ulowic
                                                    musze, a jeszcze chce zeby dala mi mozliwosc samorealizacji, wiec tym wiecej
                                                    staran w lowy wlozyc musze. abym nie skonczyla jak axel i na dzien przed koncem
                                                    okresu wypowiedzenia, nie dokonala naglej wuelty w ramiona oswojonego diabla,
                                                    czy jak to sie tam mowi ;)

                                                    czulko!


                                                  • 10.04.08, 01:01
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > axel*
                                                    > wszystko oki, ze wszystkim sie zgadzam, ale... :)
                                                    > "Chyba ze wyjdzie, ze ten odruch to
                                                    > lenistwo albo obronny defetyzm czy cos w tym stylu "
                                                    > wlasnie o to mi chodzilo. lenistwo, lek przed konsekwencjami
                                                    dzialania, czy cos
                                                    > w tym stylu.
                                                    > uwazam, ze to nie jakis gleboki namysl nad wyznawanymi przez
                                                    siebie wartosciami
                                                    > ,
                                                    > zawrocil axela z drogi ku " idioctwu", ale wlasnie lek i lenistwo.

                                                    Jak myslisz, czemu czasem moze byc za wczesnie na pelne
                                                    doswiadczenie czegos trudnego?

                                                    ...
                                                    > czy ja mysle ze prawda rzeczywiscie jest zbawcza? w takim sensie
                                                    ze moglaby nas
                                                    > wybawic od calej tej gry w dyskusje i krucjaty, tak, zbawilaby
                                                    nas od rozterek.
                                                    > zabralaby tez cenna/ prozna rozrywke. tak, jest zbawcza. prawda
                                                    stoi ponad wiar
                                                    > a
                                                    > i wszelkimi spekulacjami, jasno, dobitnie, niepodwazalnie mowi o
                                                    celu zycia, o
                                                    > jego wartosci, o rzeczywistych wartosciach.

                                                    Hm. Mam wrazenie, ze mowimy o dwoch roznych rzeczach, wiec czy
                                                    moglabys zdefiniowac pojecie? Dramatyczne pytanie: a co to jest
                                                    prawda?

                                                    > jest zbawcza o tyle, ze zbawia nas od bledow, smiesznej,
                                                    zenujacej koniecznosci
                                                    > holdowania falszom.
                                                    > szkopul w tym, ze prawda metafizyczna lezy - zdaje sie - poza
                                                    granicami
                                                    > naszego poznania.

                                                    Jesli sni ci sie spiewajacy kot, to czy on zniknie, jesli sie
                                                    obudzisz? Jesli na jawie widzisz kota, czy on zniknie, kiedy
                                                    zasniesz? Gdzies sie to ograniczenie, ta polprawdalnosc konczy. To
                                                    niekoniecznie jest ostra granica, ale ona przeciez jest.
                                                    Dlaczego koty na jawie nie spiewaja?

                                                    > jaka jest roznica miedzy twoimi pragnieniami proamiszowskimi,
                                                    powiedzmy, a
                                                    > pragnieniami ludzi uczestniczacych w wyscigu szczurow?

                                                    Ze te pierwsze sa moje, a te drugie ich?

                                                    > czy twoje pragnienia sa ok, " godne pragniecia" a szczurze nie,
                                                    gdyz szczurze
                                                    > dotycza wartosci materialanych?
                                                    > wspominalas cos o tym, ze masz dosc bycia bombardowana propaganda
                                                    wedle ktorej
                                                    > nie masz prawa byc szczesliwa o ile nie wygladasz jak 13latka.
                                                    > wiec pytam, czy jest jakas istotna roznica miedzy propaganda
                                                    wiecznej
                                                    > szczesciodajnej mlodosci, propaganda sukcesu materialnego a
                                                    propaganda sukcesu
                                                    > duchowego, propaganda wg ktorej szczesliwym mozna byc tylko
                                                    wiodac proste czyst
                                                    > e
                                                    > spokojne zycie?

                                                    Ale czy ja ten swoj pomysl komukolwiek narzucam? Moge wspolczuc
                                                    chomikom w kolowrotkach, wspolczuc 24-karatowym buddyjskim
                                                    wspolczuciem, bez cienia litosci czy innego falszu, ale nic do nich
                                                    nie mam, chociaz imo sie unieszczesliwiaja. Jesli moja definicja
                                                    nieszczescia jest dla nich synonimem szczescia, to bog z nimi.

                                                    > bo moze sa tacy, ktorym naprawde do szczescia wystarczyloby
                                                    zdobywac wciaz nowe
                                                    > i nowsze rzeczy, piac sie w gore po drabinie sukcesu, a ktos im
                                                    glowe zawraca
                                                    > jakims idiotycznym rozwojem duchowym, psychoterapia i innymi
                                                    nowomodnymi bzdura
                                                    > mi...

                                                    Jesli cos z opowiesci dziwnych tresci w glowie im oddzwieka, to
                                                    znaczy, ze cos jest na rzeczy. Ale ja nie mam ambicji bycia
                                                    proroczka czy zbawczynia, wyroslam z tego w II klasie lo. Moge
                                                    zanecic, ale jesli ktos mnie po zaneceniu prosi, zebym mu
                                                    zalatwila/umowila/zadzwonila, bo on nie ma czasu/jakos nie
                                                    tenten/uwaza, ze ja sie tym lepiej zajme, to wzruszam ramionami i
                                                    mowie, ze jesli chce, to se wszystko znajdzie w przegladarce i
                                                    niech sobie sam robi.

                                                    > jest tu na forum watek o niepelnosprawnosci, gdzie ja odkrylam
                                                    ile hipokryzji
                                                    > siedzi we mnie samej.

                                                    Forum to fantastyczne narzedzie do tropienia wlasnej hipokryzji.
                                                    Moja dyskusja z mieszczanskim, pomlaskujacym samozadowoleniem
                                                    solaris w watku o jalmuznie byla dyskusja z moja hipokryzja.
                                                    Pomlaskujaca i mieszczanska, ze hoho.

                                                    > ustalamy jakos tak aksjomatycznie pewne oczywiste granice, o
                                                    ktorych nie mowimy
                                                    > ,
                                                    > ktorych w naszych wyidealizowanych rozmyslaniach nad tematem nie
                                                    przekraczamy,
                                                    > nie dotykamy nawet. potem dopiero, w praniu, wychodzi caly brud
                                                    tych
                                                    > zapomnianych, nigdy nie wspominanych aksjomatow, teorii.
                                                    > i cudzej i wlasnej hipokryzji odkrycie boli, tylko troche
                                                    inaczej...

                                                    No nie wiem, mnie zaczyna nosic, jesli mi samej ze soba za dobrze.
                                                    Pachnie tak pieknie, ze az zaczyna smierdziec :)

                                                    > hemmings
                                                    > " magia kina" ?
                                                    > juz kiedy ustawial modelki mialam ochote go kopnac...
                                                    > ty nie?

                                                    Imo obie sceny z modelkami - ta z grupa i ta z ta chudzina to
                                                    swietne metafory seksu. Zgrzytalam zebami (tam ktoras z tej grupy
                                                    malo co nie placze, o ile pamietam), ale takie rzeczy to woda na
                                                    moj feministyczny mlyn. Na temat kobiet w filmach Antonioniego
                                                    moznaby napisac tomy. Pewnie zreszta ktos to zrobil.

                                                    > "Gra to wszystko, co mamy - moze to zrszta nie jest
                                                    > gra, ale i tak sie nie dowiemy. "
                                                    > ok, ale mozna sie w tej grze zatracic calkowicie, a mozna tez zyc
                                                    jakby
                                                    > dwutorowo albo chocby katem oka dostrzegac plaskosc scenografii,
                                                    schematycznosc
                                                    > rozmow podrzucanych przez suflera. ja wole ten drugi sposob na
                                                    ogol.

                                                    To znaczy? Co masz na mysli? Jak to sie przeklada na codziennosc?
                                                    Prosze o przyklad.

                                                    > na razie musze wyjsc na lowy, nie bardzo mi sie chce, ale nowa
                                                    prace ulowic
                                                    > musze, a jeszcze chce zeby dala mi mozliwosc samorealizacji, wiec
                                                    tym wiecej
                                                    > staran w lowy wlozyc musze. abym nie skonczyla jak axel i na
                                                    dzien przed koncem
                                                    > okresu wypowiedzenia, nie dokonala naglej wuelty w ramiona
                                                    oswojonego diabla,
                                                    > czy jak to sie tam mowi ;)

                                                    Powodzenia.
                                                    Moj terapeuta mi wmawial, ze kazda praca jakos samorealizuje, ale
                                                    mu nie wierzylam i mialam racje. Badz wybredna i nie sprzedaj sie
                                                    tanio. Ja sobie w takich momentach powtarzalam kwestie Lady
                                                    Andzeliki z pewnego filmu plaszcza i szpady z lat 50.: "predzej
                                                    umre, niz sie oddam bez milosci".

                                                    czul.


                                                    --
                                                    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
                                                  • 10.04.08, 03:42
                                                    "Jak myslisz, czemu czasem moze byc za wczesnie na pelne
                                                    doswiadczenie czegos trudnego?"
                                                    jakos nie najlepiej u mnie z mysleniem dzisiejszej nocy...
                                                    przychodza mi do glowy jakies oklepane frazesy w stylu: bo sie jest na zbyt
                                                    wczesnym etapie, kiedy trudne doswiadczenie byloby bardziej zabojcze niz
                                                    rozwojowe...
                                                    ---
                                                    prawda - wierne odwzorowanie obiektywnej rzeczywistosci. "zgodność sądów z
                                                    rzeczywistym stanem rzeczy, którego ten sąd dotyczy." wg arystotelesa z wikipedii ;)
                                                    ale jest jeszcze przynajmniej kilka definicji prawdy...
                                                    "Jesli sni ci sie spiewajacy kot, to czy on zniknie, jesli sie
                                                    obudzisz? " tak, zniknie z mojej swiadomosci, a pojawi sie powrotnie kiedy o nim
                                                    pomysle
                                                    "Jesli na jawie widzisz kota, czy on zniknie, kiedy
                                                    zasniesz? " j.w, a o tym czy bedzie istnial niezaleznie ode mnie moge
                                                    przypuszczac, ale dopiero jesli po obudzeniu go znow zobacze, moge powiedziec ze
                                                    najwyrazniej mimo, iz zniknal z mojej swiadomosci, istniec nie przestal.
                                                    zdarzalo ci sie budzac ze snu nie wiedziec przez moment kim jestes albo gdzie
                                                    jestes? jakby system sie dluzej otwieral, jakby wiecej czasu zabieralo ulozenie
                                                    info w spojna rame rzeczywistosci.
                                                    jakie ograniczenie, jaka polprawdalnosc, nie rozumiem.
                                                    dlaczego koty na jawie nie spiewaja? tj dlaczego dzwieki wydawane przez koty nie
                                                    sa przez czlowieka w normalnych warunkach odbierane jako spiew?
                                                    a juz w " nienormalnych warunkach" i owszem moga?
                                                    kotek spod bloku oswoil sie na tyle, ze wybiera sie ze mna i z moim psem na
                                                    spacery juz naprawde daleko. i tak sobie po nocach spaceruje z rudym psem i z
                                                    czarnym kotem, a pies jest fenomenalny kiedy spokojnie staje i czeka machajac
                                                    ogonem, az kot przydrobi swoim kocim truchtem. i jaka jest - wobec tego i innych
                                                    przypadkow - prawda o zyciu psa z kotem?
                                                    ---
                                                    pragnienia
                                                    uzylam porownania moze zbyt homeryckiego, chcac spytac cie, czy nie uwazasz ze
                                                    wyscig szczurow opiera sie na gonieniu marchewki na kiju, na tym, ze zawsze
                                                    pozostaje cos , co wydaje sie warte zdobycia, co wydaje sie przyblizac do
                                                    szczescia? chcialam zapytac czy to naprawde robi roznice, pragnac czegos z
                                                    zakresu duchowosci czy czegos materialnego? moze i robi, pewnie tak. poziom
                                                    wyzej w piramidzie. moze tylko o to mozemy sie starac, aby wejsc szczebelek
                                                    wyzej, jesli tak w ogole to wszystko jest gra i poza gra nie ma nic, a
                                                    przynajmniej nic co moglibysmy odczuwac jakos tak swojsko... i miec czym sie zajac.

                                                    "Jesli cos z opowiesci dziwnych tresci w glowie im oddzwieka, to znaczy, ze cos
                                                    jest na rzeczy."
                                                    no, ale tobie tez cos tam o 13latkach oddzwieka. propaganda jest po to aby
                                                    oddzwiekac, na oddzwiek jest obliczona. pewnie chodzi ci o to, ze cos tam
                                                    znajduje oddzwiek w naturalnych sklonnosciach czy potrzebach czlowieka. ale
                                                    propaganda wlasnie tak jest skonstruowana aby w czyms naturalnym, jawnym czy
                                                    ukrytym oddzwiekac.
                                                    nie zrozum mnie zle, ja wierze w wartosc rozwoju duchowego, ale przyjmuje za
                                                    mozliwe, ze ta moja wiara jest jakims memem, zinternalizowana propaganda, a nie
                                                    - koniecznie glosem mojego wnetrza.

                                                    "Moge zanecic, ale jesli ktos mnie po zaneceniu prosi, zebym mu
                                                    zalatwila/umowila/zadzwonila, bo on nie ma czasu/jakos nietenten/uwaza, ze ja
                                                    sie tym lepiej zajme, to wzruszam ramionami i mowie, ze jesli chce, to se
                                                    wszystko znajdzie w przegladarce i niech sobie sam robi. "
                                                    masz racje. uwazam, ze najlepiej ugruntowuje sie wiedza zdobyta wlasnym, nie -
                                                    cudzym, wysilkiem. z potrzeby tak silnej, ze do wysilku wlasnego zmuszajacej.
                                                    ---
                                                    na dyskusje o jalmuznie jakos obecnie nie mam zbyt duzej ochoty, ale temat
                                                    bardzo interesujacy ( i sliski :))
                                                    ---
                                                    "No nie wiem, mnie zaczyna nosic, jesli mi samej ze soba za dobrze.
                                                    Pachnie tak pieknie, ze az zaczyna smierdziec :)"
                                                    hmm, no moznaby powiedziec, ze szukasz dziury w calym, ze to jakas obsesja
                                                    tropienia niedoskonalosci, " ktore sa przeciez nierozerwalnie zwiazane, wpisane
                                                    w nature ludzka". obsesja perfekcjonizmu moze?
                                                    mnie drazni latwosc z jaka ludzie popadaja w samozadowolenie, mi to tez jakos
                                                    smierdzi w innych i we mnie samej.
                                                    ---
                                                    "Na temat kobiet w filmach Antonioniego moznaby napisac tomy." zapewne, bo nawet
                                                    nie chodzi tylko o to, ze ktoras tam z nich niemal placze, tylko o to, ze ona
                                                    sama podejmuje sie takiej roli. i o wiele innych rzeczy. o wiele innych kobiet -
                                                    rzeczy ;)
                                                    ---
                                                    do "gry" pasuje rowniez watek gitary. umowna wartosciowosc rzeczy. nie dosc ze
                                                    cala gra jest jakas pantomomima, to jeszcze wartosc wygranej jest wlasciwie
                                                    czysto symboliczna, znaczaca tylko w pewnym kontekscie,znana tylko jakiejs
                                                    grupie. to gra, spor o cos, nadaje czemus wartosc, ktorej to cos nie ma poza
                                                    kregiem osob uczestniczacych w sporze, grze.
                                                    ---
                                                    jak sie przeklada na codziennosc to katem-oka widzenie plaskosci scenografii,
                                                    czy - rzadziej u mnie - dwutorowosc doswiadczania?
                                                    najwyrodniej i najnachalniej przejawia mi sie to w sytuacji niewyszukanego
                                                    flirtu, powiedzmy. wlasciwie nie moge sie skoncentrowac na rozmowie, bo dobija
                                                    lub niestosownie rozsmiesza mnie nagla klujaca swiadomosc tego dokad ona
                                                    zmierza. wlasciwie wolalabym powiedziec xowi, wiesz, to moze juz to zrobmy,
                                                    jesli mi sie podoba, albo wiesz co, spadaj po prostu, jesli mi sie nie podoba,
                                                    zamiast wic sie tak jeszcze i jeszcze, po to wlasciwie tylko aby sprostac
                                                    wartosciotworczej konwencji.( ale czasem sie zanurzam w pelni i zyje ta gra...)
                                                    widze ten truman show czasem kiedy tak strasznie boli i kiedy tak ekstatycznie
                                                    cieszy. jesli troche bardziej niz zwykle sie wysile na dystans, widze ze to
                                                    tylko etap obrotu kolowrotka, czy tez kola fortuny. a juz najczysciej widze to
                                                    patrzac na perypetie ( najlepiej milosne! ) innych.
                                                    i to co napisala gadagad, po raz drugi w tym watku o tym wspomne: "sukces jest
                                                    zapowiedzia kolejnej przeszkody. " tak to idzie i tak bardzo wciaga, kiedy sie o
                                                    tym zapomni. pewnie dlatego, ze to ma wciagac. pewnie dlatego, ze generalnie
                                                    wlasnie do takiego zycia jestesmy zaprojektowani.
                                                    ---
                                                    cos tam racji mial twoj terapeuta. to tak jak u marka aureliusza -
                                                    skonfrontowana z sytuacja ktorej nie mozesz sobie podporzadkowac, nie masz
                                                    innnego wyboru niz podporzadkowac siebie tej sytuacji, co tez wymaga wysilku i
                                                    czegos cie uczy. zawsze realizujesz jakis potencjal w tobie tkwiacy. nie zawsze
                                                    ten, ktory sobie realizowac zapragnelas.
                                                    "Badz wybredna i nie sprzedaj sie
                                                    tanio. " no skoro juz dawac d.upy ( systemowi ;]) to nie tanio...
                                                    hmm, no, niestety, mysle, ze lady andzelika byla w bardziej komfortowej sytuacji
                                                    niz ja jestem. :]
                                                    z oddawania sie milosciom nie przybylo mi ladnych wersow w cv, tak wyszlo, widac
                                                    nie dosc rozwazne me ploche serce...
                                                    he hee he

                                                    zastanowilam sie czy moja matka uznalaby ze jestem cool...
                                                    coz, ona zapewne kochalaby mnie w kazdej postaci, ... gdybym tylko dalej grala
                                                    jej starsza siostre.

                                                    pozdrawiam :)))

                                                    --
                                                    ...gdzież szukać mamy Bogominoga?...
                                                  • 11.04.08, 01:54
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > jakos nie najlepiej u mnie z mysleniem dzisiejszej nocy...
                                                    > przychodza mi do glowy jakies oklepane frazesy w stylu: bo sie
                                                    jest na zbyt
                                                    > wczesnym etapie, kiedy trudne doswiadczenie byloby bardziej
                                                    zabojcze niz
                                                    > rozwojowe...

                                                    Mhm. Bo sie nie doroslo. To sie czesto objawia lękiem.
                                                    (Pisze o Axelu, he he he)

                                                    > prawda - wierne odwzorowanie obiektywnej
                                                    rzeczywistosci. "zgodność sądów z
                                                    > rzeczywistym stanem rzeczy, którego ten sąd dotyczy." wg
                                                    arystotelesa z wikiped
                                                    > ii ;)
                                                    > ale jest jeszcze przynajmniej kilka definicji prawdy...

                                                    Ok. Czy taka prawde mozemy zweryfikowac?
                                                    I po jaka cholere mielibysmy?

                                                    [spiewajace koty]
                                                    To byly takie pytania, ktore mialy pokazac, moze nieudolnie, ale
                                                    lepiej nie potrafie, absurd poszukiwania prawdy przez duze Pe.
                                                    Peułapki wewnatrz Peułapek w Peułapkach.

                                                    Nie zastanawialo cie, ze istnieje nie prawda, ale Prawda, prawda
                                                    obiektywna, prawda naukowa, prawda moralna, prawda czasu, prawda
                                                    ekranu, nieprawdaz?
                                                    I nie zastanawialo cie, ze kiedy naciskasz pstryczek w scianie, to
                                                    zarowka sie swieci dlatego, ze ktos kiedys _naprawde_ obliczyl i
                                                    wymyslil, jak ona ma dzialac? Albo co ustalaja oficerowie sledczy
                                                    podczas prowadzenia postepowania? I pewnie juz doszlas do tego, ze
                                                    wszystko, czego prawdziwosc starasz sie dostrzec, i w ogole
                                                    wszystko, co istnieje, _tak_naprawde_ moze istniec tylko w twojej
                                                    glowie? Ktorej tak naprawde nie ma?

                                                    Trawa jest zielona, niebo jest niebieskie, wymyslilam dzis pyszne
                                                    ciasto. Prawda jest taka, ze nie ma to jak kawalek cieplego ciasta
                                                    po polnocy.

                                                    > zdarzalo ci sie budzac ze snu nie wiedziec przez moment kim
                                                    jestes albo gdzie
                                                    > jestes? jakby system sie dluzej otwieral, jakby wiecej czasu
                                                    zabieralo ulozenie
                                                    > info w spojna rame rzeczywistosci.

                                                    Nie jakos. Ale czesto obie rzeczywistosci sie przenikaja, na jawie
                                                    przypomina mi sie fragment snu, albo senna rzeczywistosc krazy we
                                                    mnie caly ranek. Robilam kiedys cwiczenia z 'dosniwania' roznych
                                                    historii zupelnie na trzezwo.

                                                    A koty Naprawde spiewaja.
                                                    www.youtube.com/watch?v=siJOj1ZjLD4
                                                    Imo bardziej hardcoreowe sa te, ktore mowia - mnie przeszly ciarki
                                                    www.youtube.com/watch?v=eV71mpbvl-g

                                                    Znalam kiedys taka kotke, zasluzona podworkowa matke, ktora jak
                                                    tylko miala troche czasu, to zaczepiala przechodniow i cos im
                                                    zapamietale opowiadala. Potrafila mowic z pol godziny, wystarczylo
                                                    tylko dziwic sie uprzejmie oooo? niemozliwe! no co ty?!.

                                                    > pragnienia
                                                    > uzylam porownania moze zbyt homeryckiego, chcac spytac cie, czy
                                                    nie uwazasz ze
                                                    > wyscig szczurow opiera sie na gonieniu marchewki na kiju, na tym,
                                                    ze zawsze
                                                    > pozostaje cos , co wydaje sie warte zdobycia, co wydaje sie
                                                    przyblizac do
                                                    > szczescia?

                                                    Alez oczywiscie. Buddyzm np dazy do wyrugowania pragnien z
                                                    czlowieka, bo uwaza, ze pragnienia sa zrodlem cierpienia. Ten,
                                                    ktory nie pragnie, nie moze byc nieszczesliwy.

                                                    > nie zrozum mnie zle, ja wierze w wartosc rozwoju duchowego, ale
                                                    przyjmuje za
                                                    > mozliwe, ze ta moja wiara jest jakims memem, zinternalizowana
                                                    propaganda, a nie
                                                    > - koniecznie glosem mojego wnetrza.

                                                    He he. A skad twoje wnetrze sie wzielo? Jestes, lemurze, cala
                                                    dzielem zewnetrza, suma genow i wychowania, biologii i kultury, jak
                                                    by na to nie spojrzec.

                                                    > na dyskusje o jalmuznie jakos obecnie nie mam zbyt duzej ochoty,
                                                    ale temat
                                                    > bardzo interesujacy ( i sliski :))

                                                    Sliskie to jest bronienie roznych dziwnych konstrukcji w glowie,
                                                    ktore maja costam tlumaczyc. Co przyjemniej jest jednak obserwowac
                                                    u innych, a nie u siebie. Nauka mniej bolesna.

                                                    > hmm, no moznaby powiedziec, ze szukasz dziury w calym, ze to
                                                    jakas obsesja
                                                    > tropienia niedoskonalosci, " ktore sa przeciez nierozerwalnie
                                                    zwiazane, wpisane
                                                    > w nature ludzka". obsesja perfekcjonizmu moze?

                                                    O, zupelnie nie. Po prostu wiem, jak latwo mozna zracjonalizowac
                                                    sobie wszystkie swoje zaniechania, lenistwa, podlostki i w zwiazku
                                                    z tym poczuc sie ze soba dobrze, podczas kiedy dobrze nie jest. To
                                                    nieszczescie ludzi inteligentnych. Im kto mundrzejszy, tym ma
                                                    latwiej.

                                                    > mnie drazni latwosc z jaka ludzie popadaja w samozadowolenie, mi
                                                    to tez jakos
                                                    > smierdzi w innych i we mnie samej.

                                                    Anoi wlasnie.

                                                    > nie dosc ze
                                                    > cala gra jest jakas pantomomima, to jeszcze wartosc wygranej jest
                                                    wlasciwie
                                                    > czysto symboliczna, znaczaca tylko w pewnym kontekscie,znana
                                                    tylko jakiejs
                                                    > grupie. to gra, spor o cos, nadaje czemus wartosc, ktorej to cos
                                                    nie ma poza
                                                    > kregiem osob uczestniczacych w sporze, grze.

                                                    On ladnie pokazal, co robi z nami kultura, te wszystkie wymyslone i
                                                    ruchome sensy i reguly, ktore bierzemy za stale i wieczne.

                                                    > i to co napisala gadagad, po raz drugi w tym watku o tym
                                                    wspomne: "sukces jest
                                                    > zapowiedzia kolejnej przeszkody. "

                                                    W i-cingu jest napisane 'kazdy sukces jest zapowiedzia kleski',
                                                    i 'kazda kleska jest zapowiedzia sukcesu'. Czasem mnie irytuje ten
                                                    konfucjanski spokoj.

                                                    tak to idzie i tak bardzo wciaga, kiedy sie
                                                    > o
                                                    > tym zapomni. pewnie dlatego, ze to ma wciagac. pewnie dlatego, ze
                                                    generalnie
                                                    > wlasnie do takiego zycia jestesmy zaprojektowani.

                                                    Nie jestem pewna, byc moze gdyby umiescic nas od dziecka w
                                                    akwarium, oddychalibysmy pod woda i za najlepsze dobro tego swiata
                                                    uwazalibysmy plankton.

                                                    > zawsze realizujesz jakis potencjal w tobie tkwiacy. nie zawsze
                                                    > ten, ktory sobie realizowac zapragnelas.

                                                    Uhu, tak tak. Chromolic jasnie oswieconych, czasem trzeba rzucic
                                                    sie z motyka na slonce.

                                                    > zastanowilam sie czy moja matka uznalaby ze jestem cool...
                                                    > coz, ona zapewne kochalaby mnie w kazdej postaci, ... gdybym
                                                    tylko dalej grala
                                                    > jej starsza siostre.

                                                    Moze jednak kochalaby cie, ale inaczej. Moze nawet i madrzej.
                                                    Moja mama uwaza, ze Richard Chamberlain jest cool, wiec sama
                                                    rozumiesz, ze wole nie nalezec do tego eksluzywnego klubu.

                                                    czul.


                                                    --
                                                    dont hejt de pleja, hejt de gej
                                                  • 11.04.08, 03:53
                                                    "Mhm. Bo sie nie doroslo. To sie czesto objawia lękiem.
                                                    (Pisze o Axelu, he he he)"
                                                    no, i dobrze, idzmy tym tropem. axel zostal losowo wytypowany do idioctwa. axel
                                                    oczuwa lek na mysl o takim zadaniu. axel mysli sobie: " ocho, czuje lek, znaczy
                                                    pewnie ze nie doroslem do zadania, axel postanawia odejsc." a mogloby byc
                                                    inaczej: axel czuje lek i mowi sobie, ocho, jakas czesc mnie sie bardzo boi tego
                                                    zadania, przemawia przeze mnie przerazone dziecko, dziecko chce sie schowac za
                                                    spodnica matki. ocho, moze lepiej zostawie matke i jednak sprobuje"
                                                    mniej metaforycznie: mozna sobie cale lata tlumaczyc, ze jesli sie czegos boimy
                                                    to po prostu do tego nie doroslismy i po prostu lepiej bedzie jesli nie bedziemy
                                                    tego robic poki bac sie nie przestaniemy...
                                                    jesli chodzi o jakas bolesna chorobe, rozwiazaniem, kijem staje sie narastajacy
                                                    bol. on nas zmusza do tego, zeby pominac przerazenie.
                                                    jesli chodzi o usamodzielnienie sie, to takim odczulaczem leku moze byc kop od
                                                    zycia, rodzicow, losu, ktory zmusi do przekroczenia leku przed niewygodnym i
                                                    nieznanym.
                                                    jesli natomiast chodzi o rozne fakultatywne eksperymenty typu bycie idiota na
                                                    serio, to bata, odczulacza nie bedzie.
                                                    masz racje, axelowi nie zalezalo az tak bardzo na opinii grupy, aby ta mogla
                                                    stac sie czynnikiem odczulajacym lek przed przekroczeniem ostrej granicy, ani
                                                    tez to co moglby stracic nie bylo az tak malo warte, az tak zabojcze jak w
                                                    przypadku karen.
                                                    moze chodzi zatem o taki splot czynnikow zewnetrznych, ktory przycmiewa strach
                                                    przed skokiem w przepasc. u axela tego nie bylo, racja.
                                                    axel ani sam z siebie nie dorosl do dows totalnego ,ani nie czul sie zmuszony
                                                    do zerwania z rutyna. szkoda, bo chcialam zobaczyc go spastykujacego w domu ;) (
                                                    czesciowo identyfikuje sie tez z wrednie figlarna, zywa katrine)
                                                    ---
                                                    czy prawde mozemy zweryfikowac? tak, mozemy zweryfikowac lub okreslic mozliwe
                                                    warunki do weryfikacji jakiegos twierdzenia o ile tw to dotyczy sfery
                                                    rzeczywistosci materialnej. ale prawd odnoszacych sie np do boga czy dobra
                                                    najwyzszego nie sposob zweryfikowac, gdyz te rzeczy leza poza granica ludzkiego
                                                    doswiadzczenia, komunikacji. wobec obiektow metafizycznych mozemy wysuwac
                                                    jedynie tezy. tak mi sie wydaje, nie przemyslalam szczegolowo wszystkich
                                                    mozliwych casusow w tym temacie mozliwych.
                                                    po jaka cholere mielibysmy weryfikowac nasze tezy? no, co tttyyy... po jaka? po
                                                    taka aby nam samoloty na ziemie nie spadaly np, a - z drugiego obszaru - po
                                                    taka, abysmy nie wyzynali polowy kraju za to, ze wierzyla ona w inne niz nasze
                                                    prawdziwe przykazania.
                                                    ---
                                                    o absurdzie poszukiwania prawdy metafizycznej przez duze p juz wiem :) ale to
                                                    poszukiwanie zdaje sie byc nie tylko absurdem, ale i jakas gleboka, a raczej
                                                    najwyzsza potrzeba ludzka ( vide piramida maslowa). miec racje i moc to
                                                    udowodnic ponad wszelka watpliwosc. nie - wierzyc, a wiedziec!, jak to pragnela
                                                    moja najblizsza przyjaciolka, ktora byc moze czasem czyta co ja tu motam :)))
                                                    ---
                                                    "i w ogole
                                                    wszystko, co istnieje, _tak_naprawde_ moze istniec tylko w twojej
                                                    glowie? Ktorej tak naprawde nie ma?"
                                                    czemu tak naprawde " nie ma ' mojej glowy? mow, bo mnie to martwi ;]
                                                    ---
                                                    "Trawa jest zielona, niebo jest niebieskie, wymyslilam dzis pyszne
                                                    ciasto. Prawda jest taka, ze nie ma to jak kawalek cieplego ciasta
                                                    po polnocy."
                                                    idac tym tropem latwo na jednym wydechu dorzucic: prawda jest taka, ze bog
                                                    kocha tylko tych o jedza kartofle i nikogo wiecej, " a karmazyn najpiekniejszy jest"
                                                    przy okazji : gratuluje ciasta. z tym przekonaniem( "ze nie ma to jak kawalek
                                                    cieplego ciasta po polnocy") sie zgadzam. chociaz mam warunek: ciast
                                                    czekoladowych za Prawdziwie dobre nie uwazam o zadnej porze, chyba ze umieram z
                                                    glodu, wtedy pora nie ma znaczenia. --> komunikujac sie niemal zawsze redukujemy
                                                    tresc do minimum, obcinamy z naszych wypowiedzi te wszystkie imo, czasem, wtedy
                                                    kiedy... szkopul w tym, ze wieeeluu ludzi nigdy nie zostala nauczona patrzec na
                                                    gloszone przez siebie sady jako na wlasnie swoje subiektywne zdanie, ze wlasnym
                                                    przekonaniom bezrefleksyjnie nadaje status prawdy.
                                                    rownie powszechne jest za prawde obiektywna brac tezy, ktore sa niczym wiecej
                                                    niz prawdami intersubiektywnymi, powszechnie funkcjonujacymi kliszami, lub za
                                                    prawde uznawac tradycje.
                                                    ---
                                                    kot mowiacy hello bardzo poruszyl mojego psa :)
                                                    ---
                                                    mialam kiedys taka koteczke ktora darla ryja niemal non stop aby tylko ja glaskac.
                                                    a dzis przyszedl do mnie - sam z siebie - niesamowity kot, jakis taki wiekszy,
                                                    wyzszy, z twarza dzikich wielkich kotow. super zwierz.
                                                    delikatnie nakrecajac wyscig kotow zapytam: znow zdarzylo mi sie ze kot sam z
                                                    siebie po prostu zaczal sie do mnie lasic, kiedy wypatrywalam mojego psa.
                                                    czy to cos oznacza? moze promieniuje zla energia? ;)
                                                    a wczoraj wlecial do mieszkania ptak, dwa razy zostal porwany paszcza psa, a raz
                                                    pomylil lustro z oknem, ale przezyl i to :)))
                                                    ---
                                                    propaganda
                                                    no wlasnie, wiec czemu niby pragnienie duchowosci ma byc lepsze niz pragnienie
                                                    materialnosci lub pragnienie braku pragnien? jest jakas roznica czy to tylko
                                                    rozne drogi wartosciowania swiata/ zycia?
                                                    ---
                                                    nie mam ochoty na dyskusje o jalmuznie, choc mam do powiedzenia wiele, ale tego
                                                    nie przemyslalam. porozbijalam juz siebie i innych o niepelnosprawnosc, nie
                                                    czuje gotowosci na ten trip z jalmuzna, cos jak axel jestem w tym temacie teraz.
                                                    inny powod, ze musialabym tam lawirowac miedzy toba a solaris, co tez akurat
                                                    teraz nie jest tym czego na pewno chce sie podjac. axel, axel, axel.... ;)
                                                    ---
                                                    mundrzejszy co znaczy? bardziej cwany chyba. jesli tak, to zgoda. a moze "
                                                    niegotowy", he?
                                                    ---
                                                    'kazdy sukces jest zapowiedzia kleski',
                                                    i 'kazda kleska jest zapowiedzia sukcesu'. no tak, to taka ostrzejsza wersja. '
                                                    kazdy sukces jest zapowiedzia kolejnego wyzwania" jawi mi sie jako wywazone
                                                    polaczenie " konfucjanizmu" i wiedzy o zyciu, po prostu.
                                                    ---
                                                    "byc moze gdyby umiescic nas od dziecka w
                                                    akwarium, oddychalibysmy pod woda i za najlepsze dobro tego swiata
                                                    uwazalibysmy plankton."
                                                    nie wolno raczej tego mowic glosno, wiec powiem cicho, wyszemrze: mnie zawsze
                                                    krecily eksperymenty w stylu doktora mengele ... :)
                                                    ---
                                                    sprawdzilam kto to r. chamberlain, ale nie nadal nie lapie aluzji, niestety.

                                                    a co do mojej matki... hmm, chcialabym miec mozliwosc przesledzenia moich
                                                    alternatywnych losow. na pewno gdyby zyla, i moje zycie inaczej by sie
                                                    potoczylo. fajnie byloby miec taka maszyne, taka mozliwosc doswiadczenia
                                                    alternatywy!

                                                    pozdrawiam :)))

                                                    --
                                                    A tranquil state of perfect calm and receptivity
                                                  • 12.04.08, 02:06
                                                    szarylemur napisała:

                                                    [axel]
                                                    Moze byc tak, ze w lęku pomaga nauczyciel.
                                                    Ktos kto nie poda ci gotowych rozwiazan, ale zyczliwie bedzie ci
                                                    towarzyszyl - dwa kroki za toba, w razie jakby co.
                                                    To ma sens wlasnie w przypadku dzialan inicjacyjnych czy innych
                                                    niebezpiecznych historiach.

                                                    > o absurdzie poszukiwania prawdy metafizycznej przez duze p juz
                                                    wiem :) ale to
                                                    > poszukiwanie zdaje sie byc nie tylko absurdem, ale i jakas
                                                    gleboka, a raczej
                                                    > najwyzsza potrzeba ludzka ( vide piramida maslowa). miec racje i
                                                    moc to
                                                    > udowodnic ponad wszelka watpliwosc. nie - wierzyc, a wiedziec!,
                                                    jak to pragnela
                                                    > moja najblizsza przyjaciolka, ktora byc moze czasem czyta co ja
                                                    tu motam :)))

                                                    'Coz to jest Wiedza? spytal gorzko Klapouchy. -Wiedza to jest
                                                    Rzecz, ktora posiadl Krolik'.
                                                    Co nam mialoby przyjsc z wiedzy, kim jest bog?

                                                    > "i w ogole
                                                    > wszystko, co istnieje, _tak_naprawde_ moze istniec tylko w twojej
                                                    > glowie? Ktorej tak naprawde nie ma?"
                                                    > czemu tak naprawde " nie ma ' mojej glowy? mow, bo mnie to
                                                    martwi ;]

                                                    A jak weryfikujesz istnienie swojej glowy?

                                                    > idac tym tropem latwo na jednym wydechu dorzucic: prawda jest
                                                    taka, ze bog
                                                    > kocha tylko tych o jedza kartofle i nikogo wiecej, " a karmazyn
                                                    najpiekniejszy
                                                    > jest"

                                                    Wlasnie o to chodzi. Koty widza trawe w szarosciach.

                                                    > przy okazji : gratuluje ciasta. z tym przekonaniem( "ze nie ma to
                                                    jak kawalek
                                                    > cieplego ciasta po polnocy") sie zgadzam. chociaz mam warunek:
                                                    ciast
                                                    > czekoladowych za Prawdziwie dobre nie uwazam o zadnej porze,
                                                    chyba ze umieram z
                                                    > glodu, wtedy pora nie ma znaczenia.

                                                    Dobrze, nastepnym razem wymysle cos bez czekolady i zjem kawalek w
                                                    twoim imieniu. Chociaz to procz czekolady mialo zurawiny, gruszki,
                                                    pieczone orzechy i rodzynki. I kruszonke.

                                                    > szkopul w tym, ze wieeeluu ludzi nigdy nie zostala nauczona
                                                    patrzec na
                                                    > gloszone przez siebie sady jako na wlasnie swoje subiektywne
                                                    zdanie, ze wlasnym
                                                    > przekonaniom bezrefleksyjnie nadaje status prawdy.

                                                    Mhm. To sie pojawia w wielu postaciach, mnie najbardziej chyba
                                                    wkurza 'moja ciocia'. Argument typu "no tak, ty tak uwazasz, a moja
                                                    ciocia to miala co innego" - taki upierdliwy wariant prymatu
                                                    wlasnego doswiadczenia, tym glupszy, ze z drugiej reki, czyli
                                                    sfalszowany o efekt gluchego telefonu.

                                                    > rownie powszechne jest za prawde obiektywna brac tezy, ktore sa
                                                    niczym wiecej
                                                    > niz prawdami intersubiektywnymi, powszechnie funkcjonujacymi
                                                    kliszami, lub za
                                                    > prawde uznawac tradycje.

                                                    Tak, ale to imo latwiej obnazyc, chyba ze komus wroslo w rdzen
                                                    kregowy.

                                                    > kot mowiacy hello bardzo poruszyl mojego psa :)

                                                    Moze dlatego, ze kot mowil 'hello' i 'I'm alone, I'm on my own, I'm
                                                    alone', wszystko z brytyjskim akcentem. Mnie przechodza ciarki za
                                                    kazdym razem.

                                                    > mialam kiedys taka koteczke ktora darla ryja niemal non stop aby
                                                    tylko ja glask
                                                    > ac.
                                                    > a dzis przyszedl do mnie - sam z siebie - niesamowity kot, jakis
                                                    taki wiekszy,
                                                    > wyzszy, z twarza dzikich wielkich kotow. super zwierz.

                                                    Moze Maine Coon?

                                                    > delikatnie nakrecajac wyscig kotow zapytam: znow zdarzylo mi sie
                                                    ze kot sam z
                                                    > siebie po prostu zaczal sie do mnie lasic, kiedy wypatrywalam
                                                    mojego psa.
                                                    > czy to cos oznacza? moze promieniuje zla energia? ;)

                                                    Nie mam pojecia, ja bym na twoim miejscu myslala, ze to rodzaj
                                                    honorowego odznaczenia za jakies karmiczne zaslugi :)

                                                    > propaganda
                                                    > no wlasnie, wiec czemu niby pragnienie duchowosci ma byc lepsze
                                                    niz pragnienie
                                                    > materialnosci lub pragnienie braku pragnien? jest jakas roznica
                                                    czy to tylko
                                                    > rozne drogi wartosciowania swiata/ zycia?

                                                    Ale jest lepsze? To sa pragnienia z roznych poziomow po prostu.
                                                    Realizujemy albo to, co najlatwiej, albo to, czego nam najbardziej
                                                    potrzeba.

                                                    > inny powod, ze musialabym tam lawirowac miedzy toba a solaris, co
                                                    tez akurat
                                                    > teraz nie jest tym czego na pewno chce sie podjac. axel, axel,
                                                    axel.... ;)

                                                    A, to o mnie sie nie boj, ataku na poglady nie odbieram jako ataku
                                                    na siebie.

                                                    > mundrzejszy co znaczy? bardziej cwany chyba. jesli tak, to zgoda.
                                                    a moze "
                                                    > niegotowy", he?

                                                    Mundrzejszy to taki madry inaczej.
                                                    Mialam przyjaciela, ktory posiadl wieksza czesc wiedzy swiata tego.
                                                    Byl to czlowiek leciwy (jak mi sie wydawalo, mial tyle lat, co ja
                                                    teraz :(, duzo przeczyal, przemyslal i przedyskutowal z innymi
                                                    madrymi. Cechowala go procz tego zywa inteligencja i powalajaca
                                                    blyskotliwosc. I caly ten potencjal intelektualny wprzegal w
                                                    przekonywanie siebie, ze wcale nie jest uzalezniony. A problem rosl
                                                    i w koncu go przerosl. To jest wlasnie mundrosc.

                                                    > 'kazdy sukces jest zapowiedzia kleski',
                                                    > i 'kazda kleska jest zapowiedzia sukcesu'. no tak, to taka
                                                    ostrzejsza wersja. '
                                                    > kazdy sukces jest zapowiedzia kolejnego wyzwania" jawi mi sie
                                                    jako wywazone
                                                    > polaczenie " konfucjanizmu" i wiedzy o zyciu, po prostu.

                                                    Tak, ale to jest takie okropne!
                                                    Rzucilam i-cing rowniez przez to, bo zaczynalam sie cieszyc, kiedy
                                                    wychodzily mi zle heksagramy, a martwic - jak dobre.

                                                    > nie wolno raczej tego mowic glosno, wiec powiem cicho, wyszemrze:
                                                    mnie zawsze
                                                    > krecily eksperymenty w stylu doktora mengele ... :)

                                                    Historie o 'wilczych dzieciach' albo o Kasparze Hauserze - mnie tez
                                                    to fascynuje.

                                                    > sprawdzilam kto to r. chamberlain, ale nie nadal nie lapie
                                                    aluzji, niestety.

                                                    To aktor o urodzie fryzjera z malego miasta, ktory grywal w
                                                    serialach typu 'ptaki ciernistych krzewow'. Cos jakby
                                                    powiedziec 'cool' o Michale Wisniewskim.

                                                    > a co do mojej matki... hmm, chcialabym miec mozliwosc
                                                    przesledzenia moich
                                                    > alternatywnych losow. na pewno gdyby zyla, i moje zycie inaczej
                                                    by sie
                                                    > potoczylo. fajnie byloby miec taka maszyne, taka mozliwosc
                                                    doswiadczenia
                                                    > alternatywy!

                                                    Praca z postaciami rodzicow nie musi sie konczyc po ich smierci.
                                                    Oprocz pracy z wewnetrzna matka - tym jej odbiciem, ktore
                                                    zinternalizowalas, mozna tez poleciec w bardziej szamanskie
                                                    historie - jakies ustawienia czy cos. Tylko to trzeba bardzo dobrze
                                                    przemyslec.

                                                    --
                                                    "Osoba naprawde zaslugujaca na szacunek oraz pewna siebie, nie
                                                    boji sie krytyki i nie musi chowac sie po kontach jak ty."
                                                    - waldi
                                                  • 12.04.08, 04:17
                                                    axel...
                                                    "Moze byc tak, ze w lęku pomaga nauczyciel."
                                                    oj, to by byla gratka! ale chyba trzeba by miec w sobie gotowosc uznania kogos
                                                    za nauczyciela. trzeba by podjac decyzje, ze da sie posluch/ zaufa sie raczej
                                                    nauczycielowi niz wlasnym strachom i nawykom,i wlasnym pomyslom, prawda?
                                                    ---
                                                    wiedza.
                                                    "Co nam mialoby przyjsc z wiedzy, kim jest bog?"
                                                    bo ja wiem? wiedzielibysmy jak sie mu przypodobac i jak sie przed nim chronic???
                                                    nie az tak wazne kim on jest, wazne czego od nas chce, co ustawil celem zycia,
                                                    co jest wg niego dobre/ zle itd.
                                                    poznajac go i jego preferencje, jego pomysl na nas, wiedzielibysmy jak isc zeby
                                                    dojsc do szczescia.
                                                    a tak tylko zgadujemy chyba...
                                                    ---
                                                    hmm, istnienie mojej glowy zweryfikowac moge doswiadczalnie, choc jako ze w tym
                                                    dosw bierze udzial takze moj mozg, calosc eksperymentu moze byc oszustwem,
                                                    iluzja. mozliwe zatem ze moja glowa nie istnieje , a tylko mam wrazenie jej
                                                    istnienia. o, tak...
                                                    ---
                                                    wlasnie o to chodzi, ze moznaby uzyc modelu zbiorow twierdzen uznanych za
                                                    prawdziwe. trawa jest zielona a niebo niebieskie nalezaloby do zbioru prawd
                                                    ogolnoludzkich ( z wyjatkami), teza o ciescie bylaby prawda o mniejszym zasiegu
                                                    obowiazywania/ podzielania. moze o to tylko chodzi - wlasciwie tylko
                                                    powszechnosc obowiazywania/ wyznawania/ pozytywnej weryfikacji jakiejs tezy
                                                    zmienia jej nazwe z prawdy na przekonanie.
                                                    ---
                                                    jezu, jestem medium ;) cos nasunelo mi mysl o ciastach czekoladowych, lada
                                                    chwila przemowia glosy...
                                                    jak dla mnie, nie musisz bardzo wymyslac - uwielbiam sernik, choc tez oczywiscie
                                                    samym sernikiem zyc bym nie mogla...
                                                    ---
                                                    "kot mowil 'hello' i 'I'm alone, I'm on my own, I'm
                                                    alone', wszystko z brytyjskim akcentem. "
                                                    hmm, nie spodziewalam sie tego po kocie, totez nic takiego nie uslyszalam :)
                                                    ---
                                                    maine conn
                                                    nie, zdecydowanie nie. ten byl gladkowlosy, krotkowlosy. mial taka dziwna twarz.
                                                    wydluzona ale nieostra. moze go jeszcze kiedys dopadne albo on mnie, kiedy bede
                                                    miec aparat.
                                                    ---
                                                    "ja bym na twoim miejscu myslala, ze to rodzaj
                                                    honorowego odznaczenia za jakies karmiczne zaslugi :)"
                                                    jestes pewna? jakos kloci mi sie to stwierdzenie z twoja niechecia wobec
                                                    samouwielbienia i wzmiankami o dosw z i cing ;)
                                                    ---
                                                    propaganda
                                                    "Realizujemy albo to, co najlatwiej, albo to, czego nam najbardziej
                                                    potrzeba."
                                                    albo to co nam najlepiej sprzedadza, wmowia...

                                                    podziwiam taka perelke, diamencik taki sliczny, na pewno znasz przyspiewke
                                                    lucky twice
                                                    YOU CAN FOOL YOURSELF
                                                    I PROMISE IT WILL HELP
                                                    now
                                                    every single day i just wanna hear you saying
                                                    i'm so lucky
                                                    lucky
                                                    i'm so lovely
                                                    lovely

                                                    ja myslalam ze to jest straszne
                                                    a teraz mysle ze to tylko jedna z wersji promocji pozytywnego myslenia
                                                    o! juz
                                                    zaczynam myslec ze to genialne
                                                    ewentualnie ze cale to pozytywne myslenie to cyniczny otepiajacy przepis na
                                                    lukrowanie kupy
                                                    ???
                                                    ---
                                                    twoj " leciwy " przyjaciel...
                                                    jakos tak poplynelam przy tym...
                                                    jak smieszne wydaje mi sie teraz uwazac kogos w moim wieku za medrca, kogos kto
                                                    wie, jak zyc itd... cos tam juz wiem, ale to wciaz tak malo.
                                                    he he, na mnie medrcy okolo 30 nigdy nie dzialali, nie chcialam nigdy takiego
                                                    nauczyciela. wolalam ksiazki.
                                                    moj brat jest takim medrcem, nauczycielem, charyzmatycznym przywodca ... rzeszy
                                                    17latek hi hi.
                                                    on wymysla, one realizuja.
                                                    mnie tez chcial zagonic do roboty, ale splynelo po mnie jak po kaczce. innych,
                                                    niespokrewnionych nauczycieli tez spotkalam. ale tez jakos niewiele mnie
                                                    poruszyli. osiolek jestem i tyla.
                                                    ja nauczyciela raczej nie potrzebuje, nie chce. preferowany przeze mnie typ
                                                    mezczyzny to raczej porywajacy szaleniec, ktorego szalenczy entuzjazm pomaga mi
                                                    przemoc moj lek i przekroczyc granice wyobrazni, urzeczywistniac to, co bym
                                                    chciala ale sie boje :)
                                                    z medrcem moge polemizowac albo zasnac z nudow. medrkowie zas proszeni sa o
                                                    zaniechanie oracji...
                                                    ja sie obawiam ze mundra to jestem ja... tak mnie cos skrzeczy o tym za uszami ;)
                                                    ---
                                                    michal wisniewski, pamietam, mial fajne rozowe wlosy.
                                                    fakt, moja matka szczerze kochala ambitna, wysoka sztuke raczej niz seriale.
                                                    dzieki ci, matko, zatem za dobrego mema :)
                                                    za to moj ojciec i jego kolejna zona lubia piosenke biesiadna...
                                                    ---
                                                    zainteresowala mnie bardzo typologia anima/ animus znaleziona w wikipedii
                                                    en.wikipedia.org/wiki/Anima_and_animus
                                                    myslisz ze da sie mniej wiecej ustalic z ktorym z typow sie identyfikujemy? i
                                                    jak - samodzielnie - przejsc od refleksji do zmiany?

                                                    pozdrawiam :)
                                                    --
                                                    A tranquil state of perfect calm and receptivity
                                                  • 13.04.08, 02:53
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > oj, to by byla gratka! ale chyba trzeba by miec w sobie gotowosc
                                                    uznania kogos
                                                    > za nauczyciela. trzeba by podjac decyzje, ze da sie posluch/
                                                    zaufa sie raczej
                                                    > nauczycielowi niz wlasnym strachom i nawykom,i wlasnym pomyslom,
                                                    prawda?

                                                    Niby tak. Zaufanie jednak nie wyklucza zachowania trzezwosci osadu
                                                    i samodzielnosci myslenia. Moim ostanim nauczycielem byl moj
                                                    terapeuta - naprawde wiele mnie nauczyl. Ale kiedy zauwazylam, ze
                                                    dzieje sie cos zlego, a on nie byl nawet w stanie o tym
                                                    porozmawiac, zakonczylam wymiane.

                                                    Jesli sie mialo duze deficyty w rodzicach, latwo obsadzic
                                                    nauczyciela w roli boga. Lepiej wiec pamietac, ze nie warto :)

                                                    [bog]
                                                    > nie az tak wazne kim on jest, wazne czego od nas chce, co ustawil
                                                    celem zycia,
                                                    > co jest wg niego dobre/ zle itd.
                                                    > poznajac go i jego preferencje, jego pomysl na nas,
                                                    wiedzielibysmy jak isc zeby
                                                    > dojsc do szczescia.
                                                    > a tak tylko zgadujemy chyba...

                                                    Niedawno ogladalam program dla dzieci z udzialem ks biskupa, ktory
                                                    opowiadal maluchom, czego od kobiet chce Bog. Bardzo mi sie to
                                                    wydalo smieszne - nie to, co mowil, ale jak mowil: z niewzruszona
                                                    pewnoscia.

                                                    > mozliwe zatem ze moja glowa nie istnieje , a tylko mam wrazenie
                                                    > jej istnienia. o, tak...

                                                    Sama chcialas sie dowiedziec :P

                                                    > moze o to tylko chodzi - wlasciwie tylko
                                                    > powszechnosc obowiazywania/ wyznawania/ pozytywnej weryfikacji
                                                    jakiejs tezy
                                                    > zmienia jej nazwe z prawdy na przekonanie.

                                                    W tak ustawionej prespektywie nie chodzi o rzeczy, ale o slowa,
                                                    ktore je okreslaja.

                                                    > jak dla mnie, nie musisz bardzo wymyslac - uwielbiam sernik, choc
                                                    tez oczywisci
                                                    > e
                                                    > samym sernikiem zyc bym nie mogla...

                                                    Jesli sa jakies istotniejsze roznice miedzy plciami to np taka, ze
                                                    wsrod mezczyzn jest wiecej tych, ktorzy by przetrwali na prawie-
                                                    mono diecie, typu 'bulki, parowki i pierogi z garmazu'. Wiekszosc
                                                    kobiet jest bardziej skomplikowana kulinarnie :)

                                                    Jestes medium, albo moze ja - niedawno kupilam sobie ksiazke o
                                                    samych sernikach. Druga.

                                                    > "kot mowil 'hello' i 'I'm alone, I'm on my own, I'm
                                                    > alone', wszystko z brytyjskim akcentem. "
                                                    > hmm, nie spodziewalam sie tego po kocie, totez nic takiego nie
                                                    uslyszalam :)

                                                    Glosem starej kobiety, brrr. Przypomnialy mi sie te wszystkie
                                                    horrory, ktore obejrzalam.
                                                    Dobra - jak chce sie naprawde bac, puszczam sobie te staruszke z
                                                    Tajwanu chyba, w kazdym razie akcent ma egzotyczny:
                                                    www.youtube.com/watch?v=ONmhQJy1ViA

                                                    > jestes pewna? jakos kloci mi sie to stwierdzenie z twoja
                                                    niechecia wobec
                                                    > samouwielbienia i wzmiankami o dosw z i cing ;)

                                                    Kiedy spojny obraz mojej osoby to pomylka.
                                                    To zreszta dotyczy kazdego, tylko malo kto o tym wie. Jesli
                                                    mialabym sobie wybrac indianskie imie, to brzmialoby ono 'Proces W
                                                    Trakcie', tylko to sie kiepsko zdrabnia.

                                                    > propaganda
                                                    > "Realizujemy albo to, co najlatwiej, albo to, czego nam
                                                    najbardziej
                                                    > potrzeba."
                                                    > albo to co nam najlepiej sprzedadza, wmowia...

                                                    Tak, ale nie ma sensu sie nad tym zastanawiac przesadnie. Troche -
                                                    tak, bardzo - nie.

                                                    > ja myslalam ze to jest straszne
                                                    > a teraz mysle ze to tylko jedna z wersji promocji pozytywnego
                                                    myslenia
                                                    > o! juz
                                                    > zaczynam myslec ze to genialne
                                                    > ewentualnie ze cale to pozytywne myslenie to cyniczny otepiajacy
                                                    przepis na
                                                    > lukrowanie kupy

                                                    Jak kiedys zaczelam mieszkac naprawde sama i do tego stracilam
                                                    prace, to po okresie paskudnej, chamskiej deprechy doszlam do
                                                    wniosku, ze najgorsza rzecz to miec za duzo czasu na myslenie. To
                                                    jak zjezdzalnia - w dol latwo, pod gorke nie sposob.

                                                    Gdzies tam jest jakis rdzen 'mnie' czy 'ciebie', gdzies tam glos,
                                                    ktory powtarza 'there is some shit I will not eat' czy w jakis inny
                                                    sposob wyznacza granice. Jakos trzeba znalezc srodek miedzy 'trust
                                                    no one' i kupowaniem wszystkiego jak leci. To sie najlepiej udaje,
                                                    kiedy sie ma mocne poczucie wlasnej wartosci.

                                                    > twoj " leciwy " przyjaciel...
                                                    > jakos tak poplynelam przy tym...
                                                    > jak smieszne wydaje mi sie teraz uwazac kogos w moim wieku za
                                                    medrca, kogos kto
                                                    > wie, jak zyc itd... cos tam juz wiem, ale to wciaz tak malo.

                                                    Tak malo to sie wie i po osiemdziesiatce. Jesli wciaz sie porownuje
                                                    z innymi. Ejno!

                                                    > he he, na mnie medrcy okolo 30 nigdy nie dzialali, nie chcialam
                                                    nigdy takiego
                                                    > nauczyciela. wolalam ksiazki.

                                                    Tak, jasne, potem sie zaglada do jakiegos Wilbera i wuala,
                                                    nauczyciel, ktorego mozna schowac do kieszeni.
                                                    Czytalas Estes, btw?

                                                    > moj brat jest takim medrcem, nauczycielem, charyzmatycznym
                                                    przywodca ... rzeszy
                                                    > 17latek hi hi.
                                                    > on wymysla, one realizuja.

                                                    O matko, to brzmi jak fantazja wiekszosci facetow.
                                                    A wladza nad rzedem dusz to chyba spory ciezar, co.

                                                    > niespokrewnionych nauczycieli tez spotkalam. ale tez jakos
                                                    niewiele mnie
                                                    > poruszyli. osiolek jestem i tyla.

                                                    Moze nie potrzebujesz? Moze nauczycielem jest dla ciebie kazdy w
                                                    jakis sposob? Moze spotkasz kiedy indziej.

                                                    > ja nauczyciela raczej nie potrzebuje, nie chce. preferowany
                                                    przeze mnie typ
                                                    > mezczyzny to raczej porywajacy szaleniec, ktorego szalenczy
                                                    entuzjazm pomaga mi
                                                    > przemoc moj lek i przekroczyc granice wyobrazni, urzeczywistniac
                                                    to, co bym
                                                    > chciala ale sie boje :)

                                                    Nauczycielem tez moze byc kobieta przeciez - niekoniecznie musi to
                                                    byc partner czy ktos w rodzaju. W pewnym okresie mojego zycia moim
                                                    nauczycielem byla grupa ludzi, ktora poznalam na - hehe - forum
                                                    psycholo (akurat nie tym).

                                                    Ja jak sie boje, a nie mam ochoty, to czasem stosuje sposob 'na
                                                    blondynke': zamykam oczy i naciskam pedal gazu... To sie roznie
                                                    konczy, ale przynajmniej jest ciekawie.

                                                    > ja sie obawiam ze mundra to jestem ja... tak mnie cos skrzeczy o
                                                    tym za uszami
                                                    > ;)

                                                    Kazdy ma takiego zagadywacza-specjaliste od racjonalizacji. Czasem
                                                    sie przydaje, czasem trzeba nasadzic mu jakis kubel na leb, zeby
                                                    sie w koncu zamknal.

                                                    > dzieki ci, matko, zatem za dobrego mema :)
                                                    > za to moj ojciec i jego kolejna zona lubia piosenke biesiadna...

                                                    'Hej sokoly' sie swietnie spiewa w nocy o polnocy. Imo kazda chec
                                                    kontaktu ze sztuka jest dobrym odruchem, niezaleznie od wysokosci
                                                    tej sztuki.

                                                    > zainteresowala mnie bardzo typologia anima/ animus znaleziona w
                                                    wikipedii
                                                    > en.wikipedia.org/wiki/Anima_and_animus
                                                    > myslisz ze da sie mniej wiecej ustalic z ktorym z typow sie
                                                    identyfikujemy?

                                                    Nie wiem, mi to nie bardzo trafia do przekonania. Np kiedy zaczelam
                                                    prace z Animusem, to snila mi sie postac, nijak majaca sie do tej
                                                    typologii - biseksualny, androgyczny bog, majacy w sobie cos z
                                                    transwestyty i dziwki, jednoczesnie promieniujacy dziwnym urokiem i
                                                    pewnoscia siebie, zawsze otoczony rojem wyznawczyn. On zupelnie nie
                                                    pasuje do tych opisow, jakos strasznie byl obok, za to bardzo z
                                                    mojego srodka, wiec dla mnie prawdziwszy
                                                    Zostaw te encyklopedie, poszukaj w snach :)
                                                    i
                                                    > jak - samodzielnie - przejsc od refleksji do zmiany?

                                                    Nie wiem, bo mi sie to nigdy chyba nie udalo, a jesli juz - to tak
                                                    powoli, ze nie zauwazylam.

                                                    czul.
                                                    --
                                                    stereotypes are a real time-saver
                                                  • 13.04.08, 15:30
                                                    nauczyciel.
                                                    nie wiem, moze nie spotkalam jeszcze w realu prawdziwego nauczyciela, mojego
                                                    nauczyciela/ nauczycielki, ale w relacji z tymi ktorzy sie przez moje zycie
                                                    przewineli, zawsze braklo mi przekonania co do tego, ze ten ktos wie lepiej ode
                                                    mnie, co jak jest. prawdopodobnie masz racje, ze zamiast jakiejs jednej figury
                                                    Nauczyciela, mam ich wielu, od kazdego czegos tak sie ucze, no prawie od
                                                    kazdego. jednym z moich nauczycieli byl tez moj piesek :)
                                                    ---
                                                    programy religine dla dzieci doprowadzaja mnie na skraj furii w stylu wyrzucic
                                                    tv przez okno. pranie mozgu od poczatku, paskudztwo, brudztwo.
                                                    zreszta w ogole ostatnio mam totalna awersje do grajacego pudelka
                                                    pudełka
                                                    ---
                                                    prawda
                                                    tak, prawda to sa slowa ktore adekwatnie maja opisywac to co rzeczywiscie jest,
                                                    takim jak jest.
                                                    ---
                                                    sernik i plec/ gusta kulinarne
                                                    buuuuuuu
                                                    i znow wyszlo, ze nie jestem kobieta.... buuuuu ;)))
                                                    ja naprawde mala wage przywiazuje do tego co jem
                                                    tzn: ma mi to smakowac i tyle
                                                    mam takie ciagi zywieniowe, rok temu przez kilka miesiecy jadlam tylko smazona
                                                    kurza watrobke ( wiem, dla wielu to ohyda, ale ja mam anemie)
                                                    kiedys przez ponad rok odzywialam sie suchym makaronem z zupek chinskich
                                                    kiedy doszlam do wniosku ze jestem uzalzeniona, przerzucilam sie na corn flakes
                                                    obecnie moim hitem jest rzodkiewka humus i camembert
                                                    choc musze nadmienic ze przez ostatnie trzy lata szesc dni w tygodni jadalam
                                                    frykasy z top restaurant gdzie pracuje ( jeszcze trzy tygodnie)
                                                    co dalej : zobaczymy
                                                    takze trudno mi powiedziec czy kulinarne zroznicowanie plciowe nie jest
                                                    przypadkiem kolejnym mitem z tej kategorii
                                                    inaczej: ja lubie jesc, mam czule kubki smakowe, ale gotowac nie znosze
                                                    zawsze zapominam o tym co tam akurat robie...
                                                    ---
                                                    kot horror
                                                    zastanawiajace, ze te mowiace koty jakos tak sobie upodobaly jezyk angielski,
                                                    nieprawdaz??? ;)
                                                    ---
                                                    idianskie imie
                                                    Ten Co Duzo Mowi Ale Malo Rzecze
                                                    podoba mi sie, choc mam nadzieje ze jednak nie jest adekwatne
                                                    ---
                                                    czemu nie ma sensu PRZESADNIE zastanawiac sie nad realizowanymi przez nas sensami?

                                                    "najgorsza rzecz to miec za duzo czasu na myslenie"
                                                    a ile to jest za duzo?

                                                    mi czesto powtarzali znajomi
                                                    " za duzo myslisz"
                                                    co to znaczy? czy znaczy to ze nie warto dociekac Prawdy, a tylko dotrzec do
                                                    tego co czyni zycie latwiejszym?
                                                    ---
                                                    nie mam silnego poczucia wlasnej wartosci
                                                    ---
                                                    malo sie wie nawet po 80tce, jesli porownuje sie z innymi. ale zawsze jest sie
                                                    sklonnym mowic innym co maja robic
                                                    he he he he
                                                    marnosc nad marnosciami
                                                    ---
                                                    nie czytalam estes znaczy biegnacej z wilkami
                                                    mam zamiar
                                                    ale solaris czytala...
                                                    mam tu takie cos, o czym chcialabym zasiegnac twojej opinii:
                                                    www.taraka.pl/index.php?id=labikobieini.htm
                                                    mnie to dosc zszokowalo
                                                    wyszlo na to ze dokladnie wypelnilam schemat inicjacji
                                                    ze dostalam od losu wszystkie warunki dla niej potrzebne
                                                    ... dziwnie sie poczulam czytajac o tym
                                                    ---
                                                    w moich snach, czego mam szukac?
                                                    czy mam traktowac pojawiajacych sie w nich mezczyzn i kobiety symbolicznie?
                                                    kiedy sni mi sie ojciec, caly dzien mam do tylu.
                                                    nienawisc, strach, walka.
                                                    jesli to jest moj archetyp mezczyzny, to ... straszne
                                                    nawet nie wiem jak mialabym sobie z tym poradzic!
                                                    przychodzi mi na mysl realne wyrownanie rachunkow, zemsta
                                                    na rozmowe nie licze, to nie ten typ
                                                    i zauwazam jak ta postac rzutuje na moje relacje z mezczyznami
                                                    nie jest dobrze, wszedzie zadry, rany, shizy
                                                    co do matki, obawiam sie pojsc jej droga
                                                    choc terapeutka wspierala mnie slowami, ze skoro widze jej bledy to juz taka jak
                                                    ona nie bede.
                                                    ale mialam relacje, ktora niezauwazalnie wyewoluowala w kopie relacji moich rodzicow
                                                    ciesze sie, ze mialam na tyle sily aby z niej wyjsc
                                                    nie umialam jej zmienic, nie umialam zmienic siebie w niej, ani tym bardziej
                                                    mojego partnera

                                                    widze wiele rzeczy, umiem dostrzec schemat, ale wlasnie nie bardzo wiem jak nie
                                                    wpasc w jego pulapke
                                                    bo to ze nie chce go powtarzac to jasne

                                                    pozdrawiam :)))
                                                    wieczorem jade do madrytu wiec jesli nie odpisze to dlatego wlasnie

                                                    --
                                                    A tranquil state of perfect calm and receptivity
                                                  • 14.04.08, 02:37
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > ale w relacji z tymi ktorzy sie przez moje zycie
                                                    > przewineli, zawsze braklo mi przekonania co do tego, ze ten ktos
                                                    wie lepiej ode
                                                    > mnie, co jak jest.

                                                    He he. Specyficzne polaczenie czegos w rodzaju dumy i nieufnosci?
                                                    Nauczyciel nie musi wiedziec lepiej. Wystarczy, zeby inspirowal -
                                                    to sie raczej skupia na robieniu lepiej.

                                                    Nauczyciel to ktos, kto funkcjonuje lepiej w tych sferach, ktore u
                                                    ciebie sa potrzebne do ulepszenia. Nie ktos kto mądraluje sama
                                                    teorie - taki ktos to najczesciej odpowiednik erotomana-
                                                    gawedziarza, ktory okazuje sie byc prawiczkiem.

                                                    > prawdopodobnie masz racje, ze zamiast jakiejs jednej figury
                                                    > Nauczyciela, mam ich wielu, od kazdego czegos tak sie ucze, no
                                                    prawie od
                                                    > kazdego. jednym z moich nauczycieli byl tez moj piesek :)

                                                    Obecnosc zwierzat w rozwoju bardzo duzo uczy. Tzn dyskutowalabym
                                                    moze o rybkach, ale psy i koty posiadaja wielka madrosc. I
                                                    zazwyczaj hojnie sie nia dziela. Tym to fajniejsze, ze poza slowami.

                                                    > programy religine dla dzieci doprowadzaja mnie na skraj furii w
                                                    stylu wyrzucic
                                                    > tv przez okno. pranie mozgu od poczatku, paskudztwo, brudztwo.

                                                    E, czasy sa takie, ze dzieci maja szanse to w wieku kontestatcji
                                                    duzo latwiej swiadomie przyjac lub odrzucic, niz my.

                                                    > zreszta w ogole ostatnio mam totalna awersje do grajacego pudelka
                                                    > pudełka

                                                    A mi sie przydalo ostatnio jako znieczulacz. Mniej szkodliwe od
                                                    chemii i uzywek, latwiej odstawic.

                                                    > prawda
                                                    > tak, prawda to sa slowa ktore adekwatnie maja opisywac to co
                                                    rzeczywiscie jest,
                                                    > takim jak jest.

                                                    Nie ma takich slow. Reprezentacje rzeczy nie sa rzeczami:
                                                    tnij.com/zm1C

                                                    ...
                                                    > obecnie moim hitem jest rzodkiewka humus i camembert

                                                    O jezu - razem? Bardzo awangardowe.

                                                    > choc musze nadmienic ze przez ostatnie trzy lata szesc dni w
                                                    tygodni jadalam
                                                    > frykasy z top restaurant gdzie pracuje ( jeszcze trzy tygodnie)
                                                    > co dalej : zobaczymy

                                                    Jesli tak, to pewnie masz smak wyrobiony bardziej, niz wiekszosc
                                                    powaznych krytykow restauracyjnych w Polsce.

                                                    > takze trudno mi powiedziec czy kulinarne zroznicowanie plciowe
                                                    nie jest
                                                    > przypadkiem kolejnym mitem z tej kategorii

                                                    Jest moja naiwna obserwacja uogolniona bez uprawnienia. Kobiety nie
                                                    tworza jej upodobania kulinarne, ale glownie tozsamosc.

                                                    > inaczej: ja lubie jesc, mam czule kubki smakowe, ale gotowac nie
                                                    znosze
                                                    > zawsze zapominam o tym co tam akurat robie...

                                                    Moze jeszcze nie znalazlas swojego nauczyciela ;)

                                                    > kot horror
                                                    > zastanawiajace, ze te mowiace koty jakos tak sobie upodobaly
                                                    jezyk angielski,
                                                    > nieprawdaz??? ;)

                                                    A nieprawdaz. Znalam bardzo zasluzona kotke (ktora zastepowala
                                                    mojej przyjaciolce matke przez cale jej trudne dojrzewanie), ktora
                                                    kiedy byla glodna wchodzila do kuchni i mowila z prawidlowym
                                                    akcentem 'merde'.

                                                    > idianskie imie
                                                    > Ten Co Duzo Mowi Ale Malo Rzecze
                                                    > podoba mi sie, choc mam nadzieje ze jednak nie jest adekwatne

                                                    Nie pasuje mi do ciebie. Tzn nie mam pojecia, czy jestes gadula,
                                                    ale nie wydaje mi sie, zeby to bylo cos, co cie okresla z
                                                    najwazniejszej strony.

                                                    > czemu nie ma sensu PRZESADNIE zastanawiac sie nad realizowanymi
                                                    przez nas sens
                                                    > ami?

                                                    Bo do jakich sensownych wnioskow mozna dojsc?

                                                    > "najgorsza rzecz to miec za duzo czasu na myslenie"
                                                    > a ile to jest za duzo?

                                                    Moja przyjaciolka, osoba niezwykle urodziwa, rozmawiajac kiedys ze
                                                    mna, patrzyla w lustro. Po jakiejs godzinie westchnela 'a w ogole,
                                                    to ja mam za duzo skory na twarzy'.
                                                    W jej przypadku bylo to akurat o godzine za dlugo.

                                                    > mi czesto powtarzali znajomi
                                                    > " za duzo myslisz"
                                                    > co to znaczy? czy znaczy to ze nie warto dociekac Prawdy, a tylko
                                                    dotrzec do
                                                    > tego co czyni zycie latwiejszym?

                                                    Pewien czlowiek mial dwoch synow. Kiedy siedzial na brzegu rzeki,
                                                    jednego z nich porwal znienacka nurt - dzieciak utopil sie w pare
                                                    sekund. Mezczyzna wpadl w rozpacz, chodzil przez caly rok co dzien
                                                    na brzeg rzeki i oddawal sie ponurym rozmyslaniom. Wiosna
                                                    nastepnego roku utopil sie jego drugi syn.
                                                    (To nie jest ponura historia rodzinna, tylko jakas tam buddyjska
                                                    przypowiastka chyba).
                                                    Historia zakonczylaby sie inaczej, gdyby mezczyzna zamiast chodzic
                                                    na brzeg rzeki i sie zadreczac nauczyl swojego drugiego syna plywac.

                                                    > nie mam silnego poczucia wlasnej wartosci

                                                    Na slabe poczucie wlasnej wartosci najlepsza jest terapia poznawcza.
                                                    To ma sens w twoim przypadku zwlaszcza jesli jestes DDA.

                                                    > malo sie wie nawet po 80tce, jesli porownuje sie z innymi. ale
                                                    zawsze jest sie
                                                    > sklonnym mowic innym co maja robic
                                                    > he he he he
                                                    > marnosc nad marnosciami

                                                    Phi. To nie byla akwizycja, tylko zyczliwe pohukiwanie.

                                                    > mam tu takie cos, o czym chcialabym zasiegnac twojej opinii:
                                                    > www.taraka.pl/index.php?id=labikobieini.htm
                                                    > mnie to dosc zszokowalo
                                                    > wyszlo na to ze dokladnie wypelnilam schemat inicjacji
                                                    > ze dostalam od losu wszystkie warunki dla niej potrzebne
                                                    > ... dziwnie sie poczulam czytajac o tym

                                                    Jakos mi ten tekst nie lezy. To nie znaczy ze jest glupi,
                                                    nieprawdziwy czy zly, tylko taki nie moj.

                                                    Przeczytaj te Estes, tam jest o wiele wiecej o wiele fajniej.
                                                    Zwlaszcza rozdzial o Madrej Wasylisie.

                                                    > w moich snach, czego mam szukac?
                                                    > czy mam traktowac pojawiajacych sie w nich mezczyzn i kobiety
                                                    symbolicznie?
                                                    > kiedy sni mi sie ojciec, caly dzien mam do tylu.
                                                    > nienawisc, strach, walka.
                                                    > jesli to jest moj archetyp mezczyzny, to ... straszne
                                                    > nawet nie wiem jak mialabym sobie z tym poradzic!
                                                    > przychodzi mi na mysl realne wyrownanie rachunkow, zemsta
                                                    > na rozmowe nie licze, to nie ten typ
                                                    > i zauwazam jak ta postac rzutuje na moje relacje z mezczyznami
                                                    > nie jest dobrze, wszedzie zadry, rany, shizy
                                                    > co do matki, obawiam sie pojsc jej droga
                                                    > choc terapeutka wspierala mnie slowami, ze skoro widze jej bledy
                                                    to juz taka ja
                                                    > k
                                                    > ona nie bede.
                                                    > ale mialam relacje, ktora niezauwazalnie wyewoluowala w kopie
                                                    relacji moich rod
                                                    > zicow
                                                    > ciesze sie, ze mialam na tyle sily aby z niej wyjsc
                                                    > nie umialam jej zmienic, nie umialam zmienic siebie w niej, ani
                                                    tym bardziej
                                                    > mojego partnera

                                                    Mysle, ze bardzo tesknisz za terapia, co? Tzn pytam, czy o tym
                                                    wiesz, bo ja to widze.
                                                    Mysle tez, ze sobie ze wszystkim poradzisz.
                                                    Jak ci zle, to obejrzyj sie do tylu na osobe, ktora bylas. Bez
                                                    zlosci, ze wspolczuciem, ale i z duma - mysle, ze masz do niej
                                                    prawo.

                                                    > widze wiele rzeczy, umiem dostrzec schemat, ale wlasnie nie
                                                    bardzo wiem jak nie
                                                    > wpasc w jego pulapke
                                                    > bo to ze nie chce go powtarzac to jasne

                                                    Mi by sie to nie udalo, gdybym nie chodzila na terapie. Byc moze da
                                                    sie to zrobic 'na sucho', pozaterpeutyjnie, np w madrej przyjazni
                                                    albo madrym zwiazku. Ale tym o nie trudniej, im sie jest samemu
                                                    bardziej zasuplanym.

                                                    > pozdrawiam :)))
                                                    > wieczorem jade do madrytu wiec jesli nie odpisze to dlatego
                                                    wlasnie

                                                    No jasne, wez sie wyspij.
                                                    Powodzenia :)
                                                    czul.

                                                    --
                                                    Fuck you, batteries!
                                                  • 14.04.08, 22:44
                                                    'Specyficzne polaczenie czegos w rodzaju dumy i nieufnosci?"
                                                    dumy i nieufnosci? hmm, nie, raczej dociekliwosci. choc owszem, namaszczonych
                                                    oracji, dloni wskazujacych jedynie sluszny kierunek ani innych form ' zyczliwej
                                                    manipulacji' nie przyjmuje jak wyczekanego zbawienia. od czasu do czasu moze,
                                                    kiedy czuje sie kompletnie stracona, moge sie polasic na pojscie za kims, uznaje
                                                    takze autorytet innych dotyczacy spraw tego swiata ( ekonomii, spraw urzedowych
                                                    itp).

                                                    pies nauczyl mnie, ze moja wiedza o kotach na nic sie z nim przyda, gdyz on
                                                    kotem nie jest i dziala inaczej. na poczatku go nie lubilam, w ogole mialam psy
                                                    za glupsze od kotow. teraz wiem, ze po prostu sa inne.
                                                    ===
                                                    programy religijne
                                                    'czasy sa takie, ze dzieci maja szanse to w wieku kontestatcji
                                                    duzo latwiej swiadomie przyjac lub odrzucic, niz my.'
                                                    naprawde? dlaczego tak sadzisz? ja nie czulam zadnej presji ' religijnej ' ze
                                                    strony rodzicow. w liceum wypisalam sie z religii, a wystarczyla do tego jedna
                                                    rozmowa z matka.
                                                    a teraz ten papiez wszedzie jako swiety niemal, zreszta nie wiem, nie ma mnie
                                                    tam, nie wiem jak to jest.
                                                    jak jest?
                                                    ---
                                                    tv
                                                    'A mi sie przydalo ostatnio jako znieczulacz. Mniej szkodliwe od
                                                    chemii i uzywek, latwiej odstawic.'
                                                    nie wyobrazam sobie zeby ogladanie tv moglo mnie znieczulic... raczej mnie mocno
                                                    irytuje, przynajmniej hiszpanska tv. tak samo bylo w polsce, lubilam ogladac tvp
                                                    pozna noca, gdy lecialy dziwaczne filmy, czyli raczej po to by cos
                                                    interesujacego zassac niz zeby sie znieczulic. imo, tv odmozdza, taka papka jak
                                                    wata cukrowa, niewiele wiecej.
                                                    na co sie tak znieczulasz tv?
                                                    ---
                                                    prawda
                                                    'Reprezentacje rzeczy nie sa rzeczami'
                                                    a ktos mowil ze sa???
                                                    funkcja prawdy jest adekwatnie opisywac rzeczy takie jakie sa. tyle
                                                    a ze nie ma takich slow...
                                                    paradoksalnie, byc moze najbardziej prawdziwe ze wszystkich opisow rzeczy to te,
                                                    ktore dotycza bytow idealnych takich jak pojecia. byc moze tylko twory ludzkiego
                                                    umyslu mozna opisac za pomoca slow. a wszystko inne bedzie tylko przyblizeniem?
                                                    ---
                                                    rzodkiewka humus camembert razem? no, tak dwie lyzki humusu, trzy rzodkiewki,
                                                    troche soli, trojkat camemberta razem na jednym talerzu spoczywaja...
                                                    awangardowe?
                                                    przypomnialo mi sie jak z przyjaciolka lazilysmy po ciuchlandach i nabywalysmy
                                                    stosy pieknych szmat, ktore nastepnie nosilysmy w roznych kombinacjach.
                                                    nad wyraz czesto okazywalo sie ze wlasnie takie szmaty sa hitem sezonu :)
                                                    kiedys tez dorwalam jakis nedzny magazyn z wykazem co jest hot a co jest not w
                                                    nadchodzacym sezonie. fascynujaca lektura. az nie chce mi sie wierzyc, ze
                                                    istnieja ludzie, ktorzy czyms takim kierowaliby sie przy wyborze menu w
                                                    restauracji, miejsca na urlop, perfum, ksztaltu brwi, stroju, idola...
                                                    obserwuje rowniez dziewczeta i kobiety skazane na widzimisie popularnych
                                                    kreatorow mody. i tak np teraz wiekszosc pomyka w obcislych dzinsach z waskimi
                                                    nogawkami, niezaleznie od figury. ostatnio moj flatmejt zachodzil w glowe, jak
                                                    one te swoje wielkie ( naprawde wielkie! ) andaluzyjskie odwloki upychaja w
                                                    ciasny material... i po co?
                                                    w madrycie, donosze gorace niusy, jest znacznie bardziej jak w kolorowym
                                                    magazynie - szczuple lub chude kobiety w markowych indywidualnie skomponowanych
                                                    strojach nie sa ewenementem. heh, znow sie poczulam jak uboga krewna z
                                                    prownicji, dokladnie tak jak kiedy jezdzilam do ciotki do wwy...
                                                    ---
                                                    z ta nieumiejetnoscia gotowania to wyglada na kolejny shiz z domu, gdzie
                                                    gotowanie bylo jedna z obsesji mojego ojca i niekoniecznie ulubionum zajeciem
                                                    mojej matki.
                                                    byl taki jeden samozwanczy nauczyciel, ktory trul mi za uszami: "naucz sie
                                                    gotowac, bo nikt cie nie zechce"
                                                    he he he
                                                    byc moze to lekkomyslnosc z mojej strony ;)
                                                    ---
                                                    kotka
                                                    ' merde' wydaje mi sie dosc oryginalnym, by nie powiedziec - niestosownym -
                                                    wezwaniem posilku...
                                                    ---
                                                    idianskie imie
                                                    ten co duzo rzecze to chyba z dead man walking, nie pamietam
                                                    spodobalo mi sie
                                                    w wolnej chwili wymysle sobie stosowne indianskie imie :) trzeba by zawrzec w
                                                    tym istote samej siebie, a to nie takie latwe
                                                    ---
                                                    przypowiastka ciekawa, dziekuje.
                                                    przemysle ;)
                                                    ---
                                                    terapia poznawcza opiera sie - jesli dobrze zrozumialam - na zalozeniu o tym, ze
                                                    istnieja poprawne i niepoprawne sposoby interpretowania zdarzen, tak?
                                                    i na zmianie skojarzen pacjenta?
                                                    to faktycznie mogloby by mi pomoc, gdybym tylko porzucila moje tezy odnosnie
                                                    prawdy...
                                                    zapisalam sie do psychologa po to, aby poradzic sobie z odczuwanym przeze mnie
                                                    cierpieniem. chcialam byc normalna, choc zaznaczylam, ze nie chce w zwiazku z
                                                    tym stac sie kura, takim przecietnym drobiowatym stworzeniem. ze lubie moj
                                                    sposob odczuwania o swiecie, lubie wymyslac swoje shizy, ale nie wytrzymuje juz
                                                    bolu jakiego doswiadczam w gwaltownych spadkach nastroju.
                                                    na to pani psycholog odparla, zebym sie zastanowila, gdyz terapia doprowadzi do
                                                    znormalizowania mnie, i wraz z bolem strace ekstazy tworcze, wowczas czeste.
                                                    powiedziala ze bedzie to mniej wiecej tak, ze zamiast hustac sie na hustawce do
                                                    oporu, przefruwac z jednego ekstremum w drugie, bede uczyc sie lagodniejszych
                                                    sposobow zycia.
                                                    wczesniej ( i pozniej tez zreszta ) bralam rozne leki, typu prozac czy bioxetin,
                                                    takze cos przeciwlekowego, co podobalo mi sie tylko na poczatku. po pewnym
                                                    czasie, kiedy leki zaczynaly naprawde dzialac, czulam sie jak sprawnie
                                                    dzialajacy automat, pozbawiona dramatycznych stanow czarnej rozpaczy i bolu,
                                                    ciagot samobojczych, ale tez i jakas taka wyprana z zycia, pusta, jak
                                                    marionetka, na dodatek nie moglam po tych lekach pisac, gdyz nic poza banalami
                                                    nie przychodzilo mi do glowy, gdzies uciekla wena.
                                                    nie wiem, byc moze przyzwyczailam sie czuc tylko mocne rzeczy, wiec inaczej, na
                                                    bardziej zrownowaznym poziomie czuje sie troche odrealniona?
                                                    choc w sumie od tamtej terapii minelo pare lat, w ciagu ktorych dosc znaczaco
                                                    sie zmienilam...
                                                    a jako ze na terapie obecnie mnie nie stac, bede sie rozsuplywac i zasuplywac
                                                    sama :)

                                                    pozdrawiam :)))

                                                  • 15.04.08, 01:48
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > nie przyjmuje jak wyczekanego zbawienia. od czasu do czasu moze,
                                                    > kiedy czuje sie kompletnie stracona, moge sie polasic na pojscie
                                                    za kims, uznaj
                                                    > e
                                                    > takze autorytet innych dotyczacy spraw tego swiata ( ekonomii,
                                                    spraw urzedowyc
                                                    > h
                                                    > itp).

                                                    Ja nie wiem, ja to mam tak, ze najpierw widze to, czego nie ma. W
                                                    sensie braku. Czytam tlumaczenie ksiazki i widze kalke z
                                                    angielskiego, ktorego redaktor nie wychwycil - zamiast sie
                                                    zachwycac wyszukanymi metaforami. A jak czegos nie rozumiem
                                                    (ekonomii, spraw urzedowych), to sie od tego trzymam z daleka. Mam
                                                    jakis problem z autorytetami, to pewnie przez trudne dziecinstwo ;)

                                                    > na poczatku go nie lubilam, w ogole mialam psy
                                                    > za glupsze od kotow. teraz wiem, ze po prostu sa inne.

                                                    Inne sa. Moj szwagier twierdzi, ze sa madrzejsze od kotow, bo psy
                                                    sie daja tresowac. Tlumacze mu, ze jesli juz takie kryterium
                                                    madrosci przyjac, to raczej swiadczyloby to o ich madrosci, ale on
                                                    sie jakos nie chce zgodzic.

                                                    [kontestacja]
                                                    > naprawde? dlaczego tak sadzisz? ja nie czulam zadnej presji '
                                                    religijnej ' ze
                                                    > strony rodzicow. w liceum wypisalam sie z religii, a wystarczyla
                                                    do tego jedna
                                                    > rozmowa z matka.

                                                    Dzieciaki maja teraz o wiele wiecej do wyboru.
                                                    O wiele wiecej sciezek, religii, drog zycia. Imo oni, kiedy dorosna
                                                    i uslysza slowo 'religia' nie beda jej tak zupelnie automatycznie
                                                    tlumaczyc sobie w glowie na 'katolicyzm', co jest powszechne
                                                    obecnie.

                                                    Moja rodzina tez byla liberalna, z nikim nawet nie rozmawialam,
                                                    zeby dac sobie siana z religia. Ale do glowy by mi nie przyszlo,
                                                    zeby sie np konwertowac na buddyzm tybetanski.

                                                    > a teraz ten papiez wszedzie jako swiety niemal, zreszta nie wiem,
                                                    nie ma mnie
                                                    > tam, nie wiem jak to jest.
                                                    > jak jest?

                                                    Teoretycznie jest swiety, chca ustanowic rocznice smierci swietem
                                                    (=dniem wolnym), ale nie wiadomo, czy lobby przedsiebiorcow sie
                                                    zgodzi.
                                                    Praktycznie nic sie nie zmienilo, procz mojej wzrastajacej z roku
                                                    na rok checi przedefilowania sie w kolejna rocznice w koszulce z
                                                    napisem 'nie plakalam po papiezu'. Ale sie boje linczu.

                                                    > imo, tv odmozdza, taka papka jak
                                                    > wata cukrowa, niewiele wiecej.
                                                    > na co sie tak znieczulasz tv?

                                                    Wlasnie o to chodzi, ze papka.
                                                    Albo to, albo chemia - wolalam to. Odczulam sie po dosc dotkliwym
                                                    seansie bezsilnosci. Ale juz mi prawie przeszlo, do tego jestem
                                                    madrzejsza o kilkadziesiat obejrzanych programow poradnikowych.
                                                    Jakbym skonczyla wydzial gotowania, sprzatania domu, asertywnego
                                                    wychowywania dzieci i stylingu :)

                                                    > paradoksalnie, byc moze najbardziej prawdziwe ze wszystkich
                                                    opisow rzeczy to te
                                                    > ,
                                                    > ktore dotycza bytow idealnych takich jak pojecia. byc moze tylko
                                                    twory ludzkieg
                                                    > o
                                                    > umyslu mozna opisac za pomoca slow. a wszystko inne bedzie tylko
                                                    przyblizeniem?

                                                    Wittgenstein chyba twierdzil, ze nawet jeslibysmy mieli tlumacza,
                                                    ktory by tlumaczyl np z lwiego, to bysmy lwa nie zrozumieli. Bo
                                                    zeby zrozumiec lwa, trzeba wejsc w jego swiat, byc lwem, i to tym
                                                    konkretnym najlepiej. (Tzn moze cos poplatalam, ale to mi akurat
                                                    utkwilo, i jesli to nie W, a ja, to i tak sie z tym zgadzam).

                                                    > rzodkiewka humus camembert razem? no, tak dwie lyzki humusu, trzy
                                                    rzodkiewki,
                                                    > troche soli, trojkat camemberta razem na jednym talerzu
                                                    spoczywaja...
                                                    > awangardowe?

                                                    Dziwne.
                                                    Rozumiem polaczenie tych trzech konsystencji, ale humus wolalabym
                                                    jesc sam. I moglabym, dlatego przestalam go robic.

                                                    > nad wyraz czesto okazywalo sie ze wlasnie takie szmaty sa hitem
                                                    sezonu :)

                                                    Mam takiego kolege, ktory nadal sie strasznie przejmuje moda. On
                                                    jest zawsze dwa sezony do przodu, od kiedy pamietam byl. Potwornie
                                                    jest z tego dumny.

                                                    > kiedys tez dorwalam jakis nedzny magazyn z wykazem co jest hot a
                                                    co jest not w
                                                    > nadchodzacym sezonie. fascynujaca lektura. az nie chce mi sie
                                                    wierzyc, ze
                                                    > istnieja ludzie, ktorzy czyms takim kierowaliby sie przy wyborze
                                                    menu w
                                                    > restauracji, miejsca na urlop, perfum, ksztaltu brwi, stroju,
                                                    idola...

                                                    To jest taka pulapka. Zeby sie utrzymac, musisz pracowac - ale
                                                    praca w jakis sposob wyznacza twoje standardy spedzania wolnego
                                                    czasu i w ogole stylu zycia. Jesli pracuje sie w f-me x, to
                                                    powinnas jezdzic na wakacje tu i tu, nosic takie a nie inne
                                                    torebki, pachniec perfumami, kupionymi za sume nie mniejsza niz x.
                                                    Wiec pracujesz, zeby moc to wszystko kupic, bo jakbys nie kupila,
                                                    moglabys za bardzo odstawac, spasc w hierarchii i stracic prace,
                                                    przez ktora musisz zyc tak a nie inaczej. Wiec wydajesz jak trzeba,
                                                    a zeby wydawac, musisz pracowac...

                                                    Podobnie jest, oczywiscie, grup wplywu typu rodzina czy krag
                                                    znajomych. Czesto.

                                                    ostatnio moj flatmejt zachodzil w glowe, jak
                                                    > one te swoje wielkie ( naprawde wielkie! ) andaluzyjskie odwloki
                                                    upychaja w
                                                    > ciasny material... i po co?

                                                    Moj boze, pamietam czasy, kiedy ciuchy z powodow brakow na rynku
                                                    wykonywalo sie samodzielnie, takoz ozdoby oraz niektorzy posuwali
                                                    sie do wykonywania wlasnorecznie obuwia... A cala ta energia po to,
                                                    zeby sie wyrozniac.
                                                    Naprawde, swiat zmierza ku upadkowi, zdecydowanie.

                                                    > heh, znow sie poczulam jak uboga krewna z
                                                    > prownicji, dokladnie tak jak kiedy jezdzilam do ciotki do wwy...

                                                    Ja ze swoimi butami i wszystkim tak mialam w Londynie.
                                                    Ale nauczylam sie jakos tak siebie nosic, ze pare razy zdarzylo
                                                    sie, ze mnie zaczepiono, pytajac, skad mam taki plaszczyk czy farbe
                                                    do wlosow. Z dzika frajda mowilam 'ju kant baj dis in london. aj
                                                    bołt it in poland'.
                                                    W dodatku Anglicy to ostatni narod swiata, ktory by kogokolwiek
                                                    zaczepial na ulicy z takimi pytaniami. Jezu, jak to ładowalo moje
                                                    watle ego :)

                                                    > byl taki jeden samozwanczy nauczyciel, ktory trul mi za
                                                    uszami: "naucz sie
                                                    > gotowac, bo nikt cie nie zechce"

                                                    W moim domu, po czesci z chlopskimi tradycjami, gotowanie bylo
                                                    sposobem na mowienie 'kocham' i w ogole na okazywanie uczuc.
                                                    Zamiast 'widze, ze czujesz sie fatalnie' bylo 'a moze zrobie
                                                    nalesniczki?'
                                                    Moze latwiej nauczyc sie mowic o uczuciach, niz gotowac, nie wiem.

                                                    [terapia poznawcza]
                                                    > to faktycznie mogloby by mi pomoc, gdybym tylko porzucila moje
                                                    tezy odnosnie
                                                    > prawdy...

                                                    Mysle, ze mogloby.
                                                    Temat mam na swiezo, bo szukalam czegos takiego dla kogos
                                                    bliskiego. Jak sobie o tym poczytalam, to sama nabralam ochoty az :)

                                                    [terapia]
                                                    > nie wiem, byc moze przyzwyczailam sie czuc tylko mocne rzeczy,
                                                    wiec inaczej, na
                                                    > bardziej zrownowaznym poziomie czuje sie troche odrealniona?

                                                    Mysle, ze jesli przez cale zycie nosilas w brzuchu plonace
                                                    zgliszcza, to kiedy one zaczely gasnac, masz prawo odczuwac to jako
                                                    pustke.
                                                    Co nie znaczy, ze takie poczucie to jest stan docelowy. Imo to etap.
                                                    Ja mialam taka pustke, jak pozegnalam sie z katolicyzmem - bardzo
                                                    dotkliwe, prawie fizyczne odczucie straty. I jakies takie zbicie z
                                                    tropu.
                                                    Bez tego jednak nie poszlabym dalej.
                                                    Przychodza mi tu do glowy dosc ckliwe metafory o ostatecznej
                                                    smierci sprochnialego pnia, ktora to smierc umozliwia malym
                                                    roslinkom, ginacym dotad w jego cieniu, wyrosnac w silny las.

                                                    > choc w sumie od tamtej terapii minelo pare lat, w ciagu ktorych
                                                    dosc znaczaco
                                                    > sie zmienilam...
                                                    > a jako ze na terapie obecnie mnie nie stac, bede sie rozsuplywac
                                                    i zasuplywac
                                                    > sama :)

                                                    To jesli moge ci dac rade - badz dla siebie lagodna, jakbys byla
                                                    dla swojej ukochanej coreczki.
                                                    A jesli jestes DDA, to pewnie gdzies tam w okolicy sa spotkania, bo
                                                    sa wszedzie chyba.
                                                    czul.


                                                    --
                                                    dont hejt de pleja, hejt de gejm
                                                  • 15.04.08, 03:31
                                                    hmm, no nie mozna trzymac sie z daleka od wszystkiego czego sie nie rozumie.
                                                    eksperci sa bardzo wazni, bardzo przydatni, wrecz nieocenieni. wazne, zeby ich kompetencja w danym temacie nie uderzala do glowy, aby ktos nie myslal ze skoro jest swietnym pilkarzem to moze tez wystepowac w roli autorytetu religijnego np.

                                                    wlasnie tak to bywa i ze mna - widze braki autorytetow, wrecz sie ich doszukuje, tym bardziej, im bardziej dany czlowiek pozuje na alfe i omege.
                                                    ---
                                                    koty vs psy
                                                    to chyba rozne rodzaje inteligencji. koty sa dziksze, bardziej instyktowne, niezalezne, maja swoja kocia madrosc i nie zamierzaja sie jakos specjalnie do ludzkich wymagan przystosowywac. psy sa inteligentne o tyle, ze szybciej lapia, o co chodzi czlowiekowi, daja sie tresowac, aby moc czerpac wieksze korzysci ze wspolpracy z czlowiekiem. zanim zrozumialam i pokochalam mojego psa, psy byly dla mnie jakims podlym gatunkiem, plaszczacym sie, pozbawionym niemal umiejetnosci niezaleznego myslenia niewolnikiem. ale tu wlasnie tkwi ten edukacyjny haczyk, aby nauczyc sie nie wykorzystywac psiego oddania, zaleznosci, a jednoczesnie nie zrobic z siebie psiego podnozka. pies uczy jak byc dobrym wladca :)
                                                    ---
                                                    masz racje, ze polska mentalnosc ulegla zmianie. naturalnym jest uznawac istnienie wielu mozliwych wyznan. pewnie wielu jest tych co, w zwiazku z tym, ubolewaja nad upadkiem prawdziwej wiary w narodzie, nad kondycja ludzka w ogole itd ;)
                                                    "mojej wzrastajacej z roku
                                                    na rok checi przedefilowania sie w kolejna rocznice w koszulce z
                                                    napisem 'nie plakalam po papiezu'. Ale sie boje linczu."
                                                    ha ha, brak kultu papieza jako szczyt bohaterstwa?
                                                    to sa objawy indoktrynacji o narodowym zasiegu. pewnie wiekszosci z wyznawcow papieza nie przyszloby do glowy, ze gdzies indziej mozna z niego kpic tak jak kpi sie z jakiejkolwiek osoby publicznej. kiedy wrony kracza ze cos jest be, to trudno nie zaczac sie zastanawiac czy faktycznie nie maja racji, nawet jesli samemu sadzi sie inaczej. a jesli juz jednak zdecydujesz sie wyrazac swoja wewnetrzna prawde, swoje przekonanie przeciwstawic temu, co za prawde zostalo uznane przez wiekszosc, urastasz do rangi bohatera niemalze, buntownika, czarnej owcy. i czyhaja na ciebie konsekwencje tego wyboru. zreszta jesli przyznasz racje ogolowi, to konsekwecje tez czyhaja. niebezpieczny romans z glosem ludu - z jednej strony mile poczucie przynaleznosci do wielkiej grupy, z drugiej ograniczenie swobody mysli i czynu, sabotaz indywidualizmu.
                                                    ---
                                                    tv papka
                                                    mnie bardzo meczy i denerwuje to co jest lansowane przez tv. szczegolnie od kiedy widze w prezenterach wynajetych do rol aktorow zamiast ludzi wyrazajacych wlasne zdanie. he he
                                                    (kumpel pokazal mi urywek z jakiejs chyba holenderskiej tv game typu uzupelnij brakujace slowo i wygraj. prezenterka ni stad ni zowad puscila pokaznego pawia, ale to naprawde cale morze tresci sie z niej wylalo jak z wulkanu niejakiego, po czym blyskawicznie otarla usta, i rozesmiana kontynuowala program.)
                                                    mowic to co oni tam mowia, usmiechac sie, palac entuzjazmem na jakis temat, zadawac pytania w tloku z blyskiem szczerego zainteresowania w oku, to wszystko spektakl, z rzadka cos wiecej. nie trafiaja do mnie te ustawienia kompletnie. moi flatmejci lubia grajace pudelko, ja prosze o sciszenie albo zamykam drzwi do mojego pokoju. a na widok tv szopu wstaje i wychodze. kominek na rtl 7 lubilam za to, kojarzyl mi sie ze schylkowymi godzinami domowych imprez.
                                                    ---
                                                    wittgenstein i lew
                                                    heh, wstyd przyznac, nie umiem powiedziec, nie wiem, czy to w . wymyslil :)
                                                    ale tak wlasnie o to chodzilo z ta perspektywicznoscia prawdy, takze prawdy doswiadczenia. to rowniez mozna odniesc do empatii. nie jestesmy w stanie przekroczyc granic drugiego ja, wszystko jest domniemaniem, analogizowaniem.
                                                    ---
                                                    sie uparlas z tym humusem i reszta! nie lacze ich, zagryzam na przemian. inna sprawa ze potem i tak sie lacza w jedno...
                                                    ---
                                                    heh, moj przyjaciel - gej tez ma mala obsesje bycia modnym. tj obsesja jest calkiem spora, ale rownowazy ja ten jego autodystans zawsze obecny - to za ten dystans zyczliwy wobec niemal wszystkiego tak go kocham. ten facet jest moim nauczycielem spokoju i aktywnosci w jednym, moim niedoscignionym wzorem :)))
                                                    ---
                                                    pulapka bycia trendy
                                                    zaproszenie ludzi na impreze do domu po to by pochwalic sie kazdemu z osobna swoim nowym 40calowym tv...
                                                    no, nie wiem, ja tam mam rower bez hamulcow :)))
                                                    inaczej: ten trendy swiat to moze za wysokie progi jak na moje nogi, ale tak mysle, ze i moj poziom spoleczny ma swoje hot i not, ja zas wobec tego prezentuje nieskrepowany tumiwisizm. no, chyba tylko o snobizm intelektualny moznaby mnie posadzic. nie jestem osoba ambitna, nie robie tez nic po to aby sie moc tym pochwalic przed kims. mam slaby naped zyciowy, innymi slowy.
                                                    ---
                                                    'ju kant baj dis in london. aj
                                                    bołt it in poland'.
                                                    hmm, moja czeska kolezanka mawia w ten desen. mnie to smieszy. mam swoj dziwaczny gust, i wdzieczna jestem ze tutaj moge nosic co zechce po prostu. i wlasciwie nie nosze nic niezwyklego, chociaz byc moze z perspektywy lublina wygladalo by to inaczej. hiszpanki i hiszpanie kochaja sie stroic, ja tutaj wyrozniam sie nonszalancka prostota raczej.
                                                    ---
                                                    gotowanie
                                                    och, nie , w moim poje...nym domu ojciec wyzywal sie w gotowaniu takze. czulam sie kaczka do tuczenia, nie czulam w tym milosci, czulam w tym jakas chora obsesje. czesto demonstracyjnie wywalalam wszystko za okno prowokujac kolejna awanture. czesto tez zjadalam, bo niektore potrawy wychodzily mu swietnie. gdy bylam starsza konsekwentnie odmawialam zjadania jego wytworow. cos jak strajk glodowy.
                                                    zreszta, nie bylo nigdy gotowania na pocieszenie, nie, to bylo raczej gotowanie i robienie ze mnie wyrodnej corki, dla ktorej tatus tak sie poswieca, tak jej dogadza, a ona wredna, podla wariatka na zlosc jemu jesc nie chce, kiedy zaraz wystygnie, zaraz sie zepsuje. bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
                                                    ---
                                                    pien i roslinki...
                                                    tak, w zasadzie pien juz gnije od dawna, roslinki rosna powolutku, ale czasem, szczegolnie kiedy nadchodzi wiosna, wicher zaczyna hulac w mojej glowie jakies sentymentalno kozackie piesni zagubionej mlodosci przywolujac...
                                                    kim jestem ? nie wiem ... kim chce byc? tez nie bardzo...
                                                    ---
                                                    "badz dla siebie lagodna, jakbys byla
                                                    dla swojej ukochanej coreczki."
                                                    hmm, to bardzo fajna rada. od kilku lat mi sie to przypomina gdzies przeczytane. dziekuje :)

                                                    pozdrawiam !
                                                    --
                                                    jimi
                                                  • 16.04.08, 02:20
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > koty vs psy

                                                    Mysle, ze glowna roznica w osobowosciach to taka, ze wilki to
                                                    zwierzeta stadne, wiec uznaja hierarchie i wszelkie jej
                                                    konsekwencje, a koty to wojownicy, chadzajacy samotnie.
                                                    Chociaz widzialam chyba program o tym, ze koty sa jedynymi
                                                    stworzeniami znanymi nauce, ktore spotykaja sie tylko po to, zeby
                                                    byc ze soba, bez innego konkretnego celu. Zakladali biednym kocinom
                                                    jakies czujniki i okazywalo sie, ze one sie zbieraja co jakis czas
                                                    razem i siedza w kregach, wydajac rozne dzwieki albo milczac. A jak
                                                    juz sie razem nasiedza, wracaja sobie do domow.
                                                    Prezencik (juz cie nie bede zameczac, obiecuje):
                                                    www.youtube.com/watch?v=z3U0udLH974
                                                    (i jesli chcesz z trybu lirycznego przejsc w pekanie ze smiechu:
                                                    www.youtube.com/watch?v=1JynBEX_kg8 )

                                                    > masz racje, ze polska mentalnosc ulegla zmianie. naturalnym jest
                                                    uznawac istnie
                                                    > nie wielu mozliwych wyznan. pewnie wielu jest tych co, w zwiazku
                                                    z tym, ubolewa
                                                    > ja nad upadkiem prawdziwej wiary w narodzie, nad kondycja ludzka
                                                    w ogole itd ;)

                                                    To naturalne dopiero idzie, bardzo powoli. Mysle, ze musi minac
                                                    jeszcze jedno pokolenie, albo i dwa.
                                                    Prawej frakcji politycznej udalo sie zwiazac symbole religijne z
                                                    symbolami narodowymi; dla nich kazdy, kto mowi o sobie, ze nie jest
                                                    katolikiem, automatycznie wyklucza sie z bycia Polakiem.

                                                    > ha ha, brak kultu papieza jako szczyt bohaterstwa?

                                                    Bylas w kraju, kiedy JPII umarl?
                                                    Czarne marsze na ulicach, potoki zniczy w roznych pamiatkowych
                                                    miejscach, obowiazkowe zalobne przepaski na ramionach. Kiedy jedna
                                                    z moich kolezanek z pracy oswiadczyla, ze jedzie 'pozegnac papieza'
                                                    do Wloch, a druga ryknela placzem, poczulam sie naprawde inna. Tak
                                                    solidnie i z gruntu, jak rasowy kosmita. W ogole to najpierw
                                                    myslalam, ze sie wyglupiaja.
                                                    Tak jest co roku, moze bez placzow i marszy, ale obowiazkowo na
                                                    smutno, bo kochalismy papieza wszak wszyscy, ojciec nie zyje.
                                                    Mile w tym jest to, ze nieliczni nieplaczacy sie z ulga konsoliduja
                                                    w swojej obcosci.

                                                    > to sa objawy indoktrynacji o narodowym zasiegu.

                                                    Zastanawialismy sie w kole wykluczonych z zaloby, co sie stalo.
                                                    Moja koncepcja jest taka, ze to zbiorowy zal po figurze ojca,
                                                    ktorej wspolczesnie bardzo brak. Nie chodzi o indoktrynacje tylko
                                                    powazne deficyty, ktore ten jeden czlowiek zapelnial.

                                                    pewnie wiekszosci z wyznawcow p
                                                    > apieza nie przyszloby do glowy, ze gdzies indziej mozna z niego
                                                    kpic tak jak kp
                                                    > i sie z jakiejkolwiek osoby publicznej.

                                                    Z jednej strony nalezy szanowac cudze uczucia, z drugiej -
                                                    potwornie mnie drazni takie domyslne zalozenie, ze mi tez smutno.
                                                    I korci mysl o tiszercie.

                                                    ...
                                                    > i czyhaja na ciebie konsekwencje tego wyboru. zreszta jesli
                                                    przyznasz racje ogo
                                                    > lowi, to konsekwecje tez czyhaja. niebezpieczny romans z glosem
                                                    ludu - z jednej
                                                    > strony mile poczucie przynaleznosci do wielkiej grupy, z drugiej
                                                    ograniczenie
                                                    > swobody mysli i czynu, sabotaz indywidualizmu.

                                                    No tak, to jest jak cos w stylu 'a jednak sie kreci' Bruno.

                                                    > tv papka
                                                    > mnie bardzo meczy i denerwuje to co jest lansowane przez tv.
                                                    szczegolnie od kie
                                                    > dy widze w prezenterach wynajetych do rol aktorow zamiast ludzi
                                                    wyrazajacych wl
                                                    > asne zdanie. he he

                                                    No tak, ale wiekszosc z nas w pracy robi prawie to samo,
                                                    przynajmniej od czasu do czasu.

                                                    > (kumpel pokazal mi urywek z jakiejs chyba holenderskiej tv game
                                                    typu uzupelnij
                                                    > brakujace slowo i wygraj. prezenterka ni stad ni zowad puscila
                                                    pokaznego pawia,
                                                    > ale to naprawde cale morze tresci sie z niej wylalo jak z wulkanu
                                                    niejakiego,
                                                    > po czym blyskawicznie otarla usta, i rozesmiana kontynuowala
                                                    program.)

                                                    O matko, to przeswietna metafora tv chlamu. Usmiech, rzyg, usmiech.

                                                    ...
                                                    > ---
                                                    > wittgenstein i lew
                                                    > heh, wstyd przyznac, nie umiem powiedziec, nie wiem, czy to w .
                                                    wymyslil :)
                                                    > ale tak wlasnie o to chodzilo z ta perspektywicznoscia prawdy,
                                                    takze prawdy dos
                                                    > wiadczenia. to rowniez mozna odniesc do empatii. nie jestesmy w
                                                    stanie przekroc
                                                    > zyc granic drugiego ja, wszystko jest domniemaniem,
                                                    analogizowaniem.

                                                    Jestesmy i nie.
                                                    Na pewno nie slowami, wlasnie z powodu ich rozmytych znaczen.

                                                    > heh, moj przyjaciel - gej tez ma mala obsesje bycia modnym. tj
                                                    obsesja jest cal
                                                    > kiem spora, ale rownowazy ja ten jego autodystans zawsze obecny -
                                                    to za ten dys
                                                    > tans zyczliwy wobec niemal wszystkiego tak go kocham. ten facet
                                                    jest moim naucz
                                                    > ycielem spokoju i aktywnosci w jednym, moim niedoscignionym
                                                    wzorem :)))

                                                    Fajnie :)
                                                    Ja i tak nigdy nie zrozumiem metkowej religii.

                                                    > pulapka bycia trendy
                                                    > inaczej: ten trendy swiat to moze za wysokie progi jak na moje
                                                    nogi, ale tak my
                                                    > sle, ze i moj poziom spoleczny ma swoje hot i not, ja zas wobec
                                                    tego prezentuje
                                                    > nieskrepowany tumiwisizm. no, chyba tylko o snobizm intelektualny
                                                    moznaby mnie
                                                    > posadzic. nie jestem osoba ambitna, nie robie tez nic po to aby
                                                    sie moc tym p
                                                    > ochwalic przed kims. mam slaby naped zyciowy, innymi slowy.

                                                    Troche o cos innego mi chodzilo.
                                                    O cos takiego, ze owszem, sa ludzie, ktorzy swoj osrodek ciezkosci,
                                                    dobre mniemanie o sobie maja na zewnatrz. Stad wynika fura skora i
                                                    komora, czyli licytacja, kto ma lepsze. (Oczywiscie, znam tez
                                                    takich, ktorzy licytuja sie na liczbe przeczytanych madrych
                                                    ksiazek, to w zasadzie to samo, tylko ze w innym srodowisku).
                                                    Sa ludzie, ktorzy mierza sie sami soba.
                                                    Ale nawet oni moga wymieknac, jesli presja srodowiska jest zbyt
                                                    wielka.
                                                    I nie moga pojechac na wakacje na ukochane Mazury do jakiejs
                                                    rozwalajacej sie chaty, ale na Bali, zeby moc pokazac szefowi
                                                    zdjecia z wakacji. (W Rosji jest nawet specjalna firma, ktora
                                                    oferuje fotomontazowe zdjecia ciebie na egzotycznej wyspie,
                                                    etniczne pamiatki i zwiezle sprawozdanie z wycieczki - taki pakiet
                                                    jest kosztowny, ale o wiele tanszy niz dwutygodniowe wakacje na
                                                    luksusowym koncu swiata).
                                                    Zjadanie wlasnej stopy.

                                                    > hmm, moja czeska kolezanka mawia w ten desen. mnie to smieszy.
                                                    mam swoj dziwacz
                                                    > ny gust, i wdzieczna jestem ze tutaj moge nosic co zechce po
                                                    prostu.

                                                    A to tak samo zrobilo sie w Wawie, oczywiscie jesli nie jest sie
                                                    ekscentrykiem. Ekcentrykow nadal nie kochamy.

                                                    i wlasciwi
                                                    > e nie nosze nic niezwyklego, chociaz byc moze z perspektywy
                                                    lublina wygladalo b
                                                    > y to inaczej. hiszpanki i hiszpanie kochaja sie stroic, ja tutaj
                                                    wyrozniam sie
                                                    > nonszalancka prostota raczej.

                                                    Snobka :P

                                                    > gotowanie
                                                    ...

                                                    > zreszta, nie bylo nigdy gotowania na pocieszenie, nie, to bylo
                                                    raczej gotowanie
                                                    > i robienie ze mnie wyrodnej corki, dla ktorej tatus tak sie
                                                    poswieca, tak jej
                                                    > dogadza, a ona wredna, podla wariatka na zlosc jemu jesc nie
                                                    chce, kiedy zaraz
                                                    > wystygnie, zaraz sie zepsuje. bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee

                                                    A to nic dziwnego, ze masz taki akurat stosunek do kuchni. Szkoda.
                                                    Az dziwne, ze ci po czyms takim nie poszlo w zaburzenia zywienia.

                                                    > pien i roslinki...
                                                    > tak, w zasadzie pien juz gnije od dawna, roslinki rosna
                                                    powolutku, ale czasem,
                                                    > szczegolnie kiedy nadchodzi wiosna, wicher zaczyna hulac w mojej
                                                    glowie jakies
                                                    > sentymentalno kozackie piesni zagubionej mlodosci przywolujac...
                                                    > kim jestem ? nie wiem ... kim chce byc? tez nie bardzo...

                                                    W Matrixie Fishburne chyba mowi Neo 'nie wystarczy znac Drogi,
                                                    nalezy nia podazac'. Ja sobie sama potem wymyslilam, ze 'nie trzeba
                                                    znac Drogi, zeby nia podazac'. Imo to najmadrzejsze, co wymyslilam
                                                    w zyciu do tej pory.

                                                    > "badz dla siebie lagodna, jakbys byla
                                                    > dla swojej ukochanej coreczki."
                                                    > hmm, to bardzo fajna rada. od kilku lat mi sie to przypomina
                                                    gdzies przeczytane

                                                    No t
                                                  • 16.04.08, 04:03
                                                    koty:)
                                                    koty pierwsze znam, przepiekne som :)))))
                                                    drugie .... e, pierwsze naturalne sa lepsze, imo
                                                    ' moje' koty organizuja takie zgromadzenia
                                                    raz sie zdarzylo ze cala grupa poszly ogladac ' tego dziwnego psa', siadly i
                                                    patrzyly co tez on robi
                                                    w ogole lubie zapoznawac mijane koty z moim psem, ktory na ogol merda do nich
                                                    ogonem albo omija malym kolkiem wachajac trawe na okolo kota pozostajacego w
                                                    stanie ' zachania sie', wrecz zbulwersowanego nieinwazyjnoscia dziwnego psa...
                                                    hmm, moj czarny kotek juz prawie wszedl z nami do windy... ale nie wiem czy
                                                    bedzie mu sie podobac zycie w wiezieniu... :)
                                                    ---
                                                    nie bylam w polsce kiedy papiez umarl. zauwazylam tylko czarne strony polskich
                                                    portali. takie egzotyczne mi sie to zdalo.
                                                    moja przyjaciolka tez mowila ze glupio sie czula kiedy wszyscy w pracy, lacznie
                                                    z jakims fanem muzyki metalowej, plakali jak bobry lub przynajmniej byli
                                                    doglebnie a przeuroczyscie zafrasowani...
                                                    potrzeba Figury, Ojca, Przewodnika, symbolu madrosci i dobra?pewnie tak.
                                                    powazne deficyty bajek staramy sie zapelnic jakas odczlowieczona, odrealniona
                                                    ikona, kreujemy idola bez skazy. meczace i naiwne, ale jakze ludzkie ;)))
                                                    ---
                                                    to nie chodzi o to, ze nalezy szanowac czyjes uczucia, to wiadomo, chodzi o to,
                                                    ze ogrom tego nalezytego szacunku przygniata swobode myslenia i gustow.
                                                    tyle tego jest, ze - komus tak niepewnemu siebie jak ja - byloby trudno nie
                                                    zaczac rozmyslac o mozliwej racji ogolu, gdybym w tym ogole tkwila.
                                                    na szczescie, nie tkwie.
                                                    lawa przysieglych zlozona z babc czatujacych na lawce przed blokiem byla rownie
                                                    przygniatajaca jak kac po piekielnej imprezie. dozywocie w ich oczach sie czailo.
                                                    bede sie modlic za ciebie, dziecko, wyszeptal pan w autobusie na widok mojej
                                                    koszulki z cytatem nietzschego.
                                                    hmm, no dobrze, prosze pana :)
                                                    ---
                                                    tv papka
                                                    jasne, nie tylko w pracy gram
                                                    ale jesli mam ochote zobaczyc jakies ciekawe przedstawienie, wlaczam film raczej
                                                    niz tv papke.
                                                    nie wierze im tym bardziej po 10marca, ataku bombowym na atochy w madrycie.
                                                    bylo to na dzien czy dwa przed wyborami w hiszpanii. tv trabila o tym, jakie to
                                                    straszne rzeczy sie staly, przez trzy dni nie podajac wiadomosci o sprawcach.
                                                    przebakneli cos o eta, wiec w wielu miastach odbyly sie wielkie czarne marsze,
                                                    na ktorych ludzie skandowali" aznar si, eta no!".
                                                    blokersi po cichutku szydzili : " eta si, aznar no '
                                                    przyjaciolka przez telefon powiedziala mi, ze przeciez juz od dawna wiadomo, ze
                                                    to alquaida a nie eta... i faktycznie, dzien po wyborach, tv w hiszpanii
                                                    zaczela trabic inne wiesci.
                                                    propaganda, chamstwo i brudztwo, programy sponsorowane, pranie mozgow.
                                                    3 razy nie z mojej strony :)))
                                                    ---
                                                    wittgenstein i lew
                                                    nie, nie jestesmy w stanie przekroczyc granicy drugiego ja, moim zdaniem.
                                                    nawet minimalne roznice przekreslaja tozsamosc
                                                    ---
                                                    metkowa religia
                                                    ha ha, ale on to robi w ten sposob ze wybiera sobie z ciuchlandow ladne rzeczy
                                                    dobrych marek i potem tak sie niby dumnie obnosi ze swoja nowa zara czy
                                                    hilfigerem, dodajac " czwartek rano, wolska 10 , 20 zeta kilogram, piekne,
                                                    prawda? ;)"
                                                    ---
                                                    pulapka bycia trendy
                                                    moze to wszystko o czym piszesz to tylko kolejna odmiana kuszacego romansu z
                                                    duchem czasow, glosem ludu?
                                                    ja tak to widze.
                                                    a moze jest to wysublimowana postac walki. "byc lepszym od innych, a juz na
                                                    pewno nie gorszym"
                                                    wojna na wizytowki z american psycho...
                                                    ---
                                                    'ekscentrykow nadal nie kochamy'
                                                    he he
                                                    wiem, zauwazylam ;] zawsze i wszedzie
                                                    ---
                                                    'nie trzeba
                                                    znac Drogi, zeby nia podazac'.

                                                    no, jasne, tyle ze wtedy nie wiadomo gdzie sie wyjdzie...
                                                    czy moze Droga to ta wlasciwa droga?
                                                    czy moze chodzi o to ze kazda droga jest wlasciwa?
                                                    moja przyjaciolka miala taka swoja perelke:" gdziekolwiek idziecie tam jestescie"
                                                    rozumiesz to? ja jakos nie bardzo

                                                    czulko ;)

                                                    --
                                                    A tranquil state of perfect calm and receptivity
                                                  • 17.04.08, 01:27
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > hmm, moj czarny kotek juz prawie wszedl z nami do windy... ale
                                                    nie wiem czy
                                                    > bedzie mu sie podobac zycie w wiezieniu... :)

                                                    Pewnie nie bardzo, ale taki gosc jest bardzo mily.
                                                    Moj kot, znajda, bardzo cenil sobie zycie w bloku i posiadanie
                                                    rodziny. Natomiast nie wyobrazal sobie zycia bez wladania
                                                    podworkiem. I tak rano byl wypuszczany, wieczorem - zgarniany na
                                                    pieszczoty, miche i spanie. W miedzyczasie zazwyczaj rozkladal sie
                                                    na chodniku, wpoprzek, i dawal sie podziwiac przechodniom. Z psami
                                                    sie przyjaznil na ogol, mial swoich ulubiencow, z ktorymi robili
                                                    sobie wyscigi i grali w berka.

                                                    > nie bylam w polsce kiedy papiez umarl. zauwazylam tylko czarne
                                                    strony polskich
                                                    > portali. takie egzotyczne mi sie to zdalo.

                                                    Bo zyjesz w panstwie laickim. Z mojej perspektywy _to_ jest
                                                    egzotyczne.

                                                    > potrzeba Figury, Ojca, Przewodnika, symbolu madrosci i dobra?
                                                    pewnie tak.
                                                    > powazne deficyty bajek staramy sie zapelnic jakas odczlowieczona,
                                                    odrealniona
                                                    > ikona, kreujemy idola bez skazy. meczace i naiwne, ale jakze
                                                    ludzkie ;)))

                                                    Skala tej rozpaczy uwidocznila skale tego braku.
                                                    Jakos tak pare lat po smierci JP2, czyli niedawno, zaczela sie
                                                    publiczna debata nad ojcostwem, prawami ojca i obecnoscia ojca. A
                                                    to tym wygodniejsze, ze papiez jest swiety w zasadzie z urzedu.

                                                    > lawa przysieglych zlozona z babc czatujacych na lawce przed
                                                    blokiem byla rownie
                                                    > przygniatajaca jak kac po piekielnej imprezie. dozywocie w ich
                                                    oczach sie czail
                                                    > o.

                                                    Zaleta duzego miasta jest mozliwosc zignorowania babc. Mieszkam od
                                                    10 lat tu, gdzie mieszkam, dopiero ostatnio nauczylam sie
                                                    rozrozniac pozostalych 7 rodzin z mojej klatki jako najblizszych
                                                    sasiadow.

                                                    > bede sie modlic za ciebie, dziecko, wyszeptal pan w autobusie na
                                                    widok mojej
                                                    > koszulki z cytatem nietzschego.
                                                    > hmm, no dobrze, prosze pana :)

                                                    Ja bym sie starala odpowiedziec 'dziekuje, ale prozny trud, jestem
                                                    Zydowka, feministka i satanistka, szkoda panskiego wysilku'.

                                                    > propaganda, chamstwo i brudztwo, programy sponsorowane, pranie
                                                    mozgow.
                                                    > 3 razy nie z mojej strony :)))

                                                    E, takie rzeczy to sa u nas na porzadku dziennym <chwali sie>
                                                    Dlatego wiadomosci nie ogladam, ale za to czytam dwa dzienniki -
                                                    prawicowy i centrowy, zagryzajac lewicowym periodykiem.

                                                    > wittgenstein i lew
                                                    > nie, nie jestesmy w stanie przekroczyc granicy drugiego ja, moim
                                                    zdaniem.
                                                    > nawet minimalne roznice przekreslaja tozsamosc

                                                    Kiedy ja jestem zdania, ze w chwilach intymnosci zdarzaja sie
                                                    chwile transcendencji, wlazenia sobie nawzajem pod skore,
                                                    kompletnego braku granic.

                                                    > metkowa religia
                                                    > ha ha, ale on to robi w ten sposob ze wybiera sobie z ciuchlandow
                                                    ladne rzeczy
                                                    > dobrych marek i potem tak sie niby dumnie obnosi ze swoja nowa
                                                    zara czy
                                                    > hilfigerem, dodajac " czwartek rano, wolska 10 , 20 zeta
                                                    kilogram, piekne,
                                                    > prawda? ;)"

                                                    No to zalatwia dwie rzeczy naraz.
                                                    Pierwsza to gorliwe praktykowanie swojego kultu, druga - udane
                                                    polowanie, obowiazek kazdego maczo ;)

                                                    > a moze jest to wysublimowana postac walki. "byc lepszym od
                                                    innych, a juz na
                                                    > pewno nie gorszym"
                                                    > wojna na wizytowki z american psycho...

                                                    Mysle, ze to rodzaj obledu, na ktory skazuje nas wspolczesnosc.
                                                    Mi latwo patrzec na to z boku, z glodu nie umre i nie mam kredytow
                                                    nad glowa, ani tez dzieci na utrzymaniu. Oni czesto nie sa stad, na
                                                    zaplecze finansowe bliskich liczyc nie moga, kredyty maja
                                                    pozaciagane na 40 lat, a dzieci chca miec takie buty, jak cala
                                                    klasa.

                                                    > 'nie trzeba
                                                    > znac Drogi, zeby nia podazac'.
                                                    >
                                                    > no, jasne, tyle ze wtedy nie wiadomo gdzie sie wyjdzie...
                                                    > czy moze Droga to ta wlasciwa droga?
                                                    > czy moze chodzi o to ze kazda droga jest wlasciwa?

                                                    To sie wiaze z ufnoscia, ze dzieje sie to, co wlasciwe - ze kazde
                                                    cierpienie (no, prawie) ma sens i jest po cos - jakis rodzaj wiary
                                                    w Gore. Oraz wiare w siebie - cos jakby sie bylo swoja
                                                    najukochansza kumpela, ktora nigdy przenigdy nie zawiedzie.

                                                    > moja przyjaciolka miala taka swoja perelke:" gdziekolwiek
                                                    idziecie tam jestesci
                                                    > e"
                                                    > rozumiesz to? ja jakos nie bardzo

                                                    Nie, ale moze takich rzeczy nie trzeba rozumiec, tylko byc tam,
                                                    gdzie sie idzie ;)
                                                    czul.

                                                    --
                                                    W szczególności np. Skłodowska Curii też siedziałaby w jaskini
                                                    gdyby nie jej mąż.
                                                  • 17.04.08, 02:56
                                                    co do czarnego kotka to jestem dosc niezdecydowana. jesli wsiadzie do windy, to
                                                    okej. na sile ciagnac go nie bede.
                                                    na razie staram sie oswoic go z braniem na rece. idzie dosc opornie :)
                                                    ---
                                                    panstwo laickie? niby katolicka jest hiszpania, ale jest to taki rozmyty bardzo
                                                    juz katolicyzm przynajmniej z mojej perspektywy.
                                                    ale ty masz ta ' laicka egzotyke' tuz pod nosem - w czechach. kilkaset
                                                    kilometrow obok zyja ludzie o zupelnie innej mentalnosci...
                                                    ---
                                                    myslisz ze papiez ma jakis zwiazek z debata nad rola mezczyzny jako ojca? hmm,
                                                    moze chodzi o brak jakiejkolwiek silnej figury meskiej do nasladowania, potrzebe
                                                    dobrotliwego wodza?
                                                    ---
                                                    babcie...
                                                    eh, mysle ze takim babciom tez cos sie od zycia nalezy, np mozliwosc zabicia
                                                    kogos wzrokiem ;)
                                                    zaleta tamtego malego miasteczka z babciami na lawce byla jakas mimo wszystko
                                                    bardziej tolerancyjna atmosfera niz ta ktora pamietam z blokowisk lublina.
                                                    eh, i male i duze miasto ma swoje zalety, ja jakos nie wiem obecnie co bym
                                                    wolala... cos jak rozdarcie miedzy wieloscia madrytu i blogoscia mojego zadupia
                                                    odczuwam chwilami
                                                    ---
                                                    'dziekuje, ale prozny trud, jestem
                                                    Zydowka, feministka i satanistka, szkoda panskiego wysilku'.
                                                    hmm, ja wybieram albo wymijajacy usmiech dziewczynki z warkoczykami albo "phi" :)
                                                    przeciez ten pan juz dokonal oceny mnie, jako ' zydowki, feministki i
                                                    satanistki' i calego innego zla, dlatego zapragnal zbawic ma dusze modlitwa.

                                                    w zaklopotanie wpedzaja mnie ludzie tutaj, kiedy dowiedziawszy sie ze jestem
                                                    polka, zaczynaja usmiechac sie do mnie jako rodaczki wielkiego katolika...
                                                    ale, co ciekawe, coraz rzadziej zdarzaja sie takie skojarzenia...
                                                    he he, a mam nawet krzyzyk na szyi. moj przyjaciel - gej/ uliczny jubiler/
                                                    marokanski biznesmen/ rozwoziciel pizzy/ niestaly podroznik obecnie na wakacjach
                                                    w brazylii wyrobil setki naszyjnikow z krzyzykami i szklanymi kamieniemi w
                                                    kolorze rozowym i niebieskim. szly jak swieze buleczki :) ja tez dostalam w
                                                    prezencie takie cudo.
                                                    i kiedy tak kojarza mnie z papiezem, odruchowo lapie za ten krzyzyk, i sie
                                                    usmiecham pod nosem, na to jak roznie kojarzymy ten sam symbol...

                                                    tak mi sie cos kolacze po glowie, ze tuz po ' zaprzysiezeniu' nowego papieza
                                                    czesc polakow nie mogla sie pogodzic z faktem papieza - niemca. prawda to?
                                                    ---
                                                    tv
                                                    na porzadku dziennym jest totalna propaganda? ale skoro obecna jest w programach
                                                    informacyjnych, to chyba i w innych tez?
                                                    wiec po co to ogladac?
                                                    a o gazetach to zielone zabki maja dobry kawalek ;)
                                                    znasz?
                                                    ---
                                                    'ja jestem zdania, ze w chwilach intymnosci zdarzaja sie
                                                    chwile transcendencji, wlazenia sobie nawzajem pod skore,
                                                    kompletnego braku granic.'
                                                    hmm, najwyrazniej nie doswiadczylam chwil takiej intymnosci :(
                                                    ---
                                                    'Mysle, ze to rodzaj obledu, na ktory skazuje nas wspolczesnosc.
                                                    Mi latwo patrzec na to z boku, z glodu nie umre i nie mam kredytow
                                                    nad glowa, ani tez dzieci na utrzymaniu. Oni czesto nie sa stad, na
                                                    zaplecze finansowe bliskich liczyc nie moga, kredyty maja
                                                    pozaciagane na 40 lat, a dzieci chca miec takie buty, jak cala
                                                    klasa.'
                                                    a dajze pokoj, dobra kobieto... ;)))
                                                    to wszystko co napisalas o ' nich' to dla mnie tylko swiadczy za moja teza
                                                    obsesji bycia lepszym.
                                                    moja teza idzie zreszta dalej i glosi ( ona!, to ona!, to nie ja! ;)), ze na tym
                                                    polega ta zajefajna gra.
                                                    tiu tiu rozwoj duchowy, tiu tiu walory duchowe, tiu tiu tiu
                                                    ale dzieci musza miec takie buty jak cala klasa ( a najlepiej lepsze ).
                                                    dlaczego musza? no, k.wa, dlaczego?
                                                    wyscig szczurow jest be, ale jak sie zatrzymam to mnie inni wyprzedza wiec biegne
                                                    jakby oni sie zatrzymali to i ja moglabym
                                                    ale oni sie nie zatrzymuja to i ja biec musze

                                                    a przeciez mial byc dach nad glowa, cos do zjedzenia i cieplo bliskich...

                                                    ja nie biegne
                                                    ja czlapie raczej
                                                    mam teczowa koszulke
                                                    z numerem zero
                                                    z nazwiskiem loser

                                                    ciekawe kiedy sie ockne???
                                                    moze za dwa tygodnie?
                                                    ---
                                                    droga
                                                    a tak sie rozmyslilam dzisiaj nad tym papiezem, bogiem, droga, prawda... i
                                                    wyszlo mi ze papieza zikonizowalo polsko ludzkie pragnienie autorytetu,
                                                    reprezentanta boga - prawdy, ktory by zapodal jakas dobra droge. idac taka droga
                                                    wlasciwa ma sie wrazenie ze wszystko co sie na niej przydaza ma sens, tak wiec i
                                                    cierpienie jest usprawiedliwione. a bog to tylko jakas personifikacja
                                                    nieokielznanego swiata, okrutnych praw przyrody, nad ktorymi stopniowo uczymy
                                                    sie panowac, znieczulajac sie istnieniem wyzszej sensownosci, wyzszej madrosci...
                                                    nurtuje mnie pytanie, dlaczego zwierzeta i rosliny rowniez sa smiertelne? czy
                                                    one rowniez zgrzeszyly czy bog w swej dobroci po prostu uczynil je smiertelnymi
                                                    dla towarzystwa czlowiekowi?
                                                    marnosc nad marnosciami
                                                    a marek aureliusz rzadzi

                                                    czulko :)))
                                                    --
                                                  • 18.04.08, 01:52
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > panstwo laickie? niby katolicka jest hiszpania, ale jest to taki
                                                    rozmyty bardzo
                                                    > juz katolicyzm przynajmniej z mojej perspektywy.

                                                    No nie wiem, roznica jest spora.
                                                    W Hiszpanii Kosciol flirtowal ile wlezie z rezimem, w Polsce - byl
                                                    jedna z sil napedowych walki z nim.

                                                    > ale ty masz ta ' laicka egzotyke' tuz pod nosem - w czechach.
                                                    kilkaset
                                                    > kilometrow obok zyja ludzie o zupelnie innej mentalnosci...

                                                    Bliskosc geograficzna nie zmienia faktu, ze to egzotyka. Bardzo
                                                    niestety.

                                                    > myslisz ze papiez ma jakis zwiazek z debata nad rola mezczyzny
                                                    jako ojca? hmm,
                                                    > moze chodzi o brak jakiejkolwiek silnej figury meskiej do
                                                    nasladowania, potrzeb
                                                    > e
                                                    > dobrotliwego wodza?

                                                    Przeciez to jedno i to samo, gdziestam.
                                                    Tak jak Matka Polka to w istocie Matka Boska.

                                                    > babcie...
                                                    > eh, mysle ze takim babciom tez cos sie od zycia nalezy, np
                                                    mozliwosc zabicia
                                                    > kogos wzrokiem ;)

                                                    Kiedy zrozumialam, o co chodzi mojemu terapeucie, potrafilam zabic
                                                    takie babcie dobrym slowem.
                                                    Technika jest taka, zeby pozwolic sobie na odczuwanie niecheci,
                                                    naturalnej wobec niechetnych spojrzen albo aroganckich uwag, ale
                                                    rownowazyc to wspolczuciem - babcie nie sa takie wredne bez powodu
                                                    przeciez. I kiedy na 'co sie tak pcha' mowilam 'a, przepraszam -
                                                    tez jakis ciezki dzien mialam', babcia glupiala.

                                                    > zaleta tamtego malego miasteczka z babciami na lawce byla jakas
                                                    mimo wszystko
                                                    > bardziej tolerancyjna atmosfera niz ta ktora pamietam z blokowisk
                                                    lublina.
                                                    > eh, i male i duze miasto ma swoje zalety, ja jakos nie wiem
                                                    obecnie co bym
                                                    > wolala... cos jak rozdarcie miedzy wieloscia madrytu i blogoscia
                                                    mojego zadupia
                                                    > odczuwam chwilami

                                                    Uroki zadupia? Wakacyjne, jak dla mnie :)

                                                    > 'dziekuje, ale prozny trud, jestem
                                                    > Zydowka, feministka i satanistka, szkoda panskiego wysilku'.
                                                    > hmm, ja wybieram albo wymijajacy usmiech dziewczynki z
                                                    warkoczykami albo "phi"

                                                    Ja jestem na to za stara.
                                                    Chociaz niedawno jeden kolo powiedzial do mnie na przystanku
                                                    per 'ty', bo ubieram sie niepowaznie. Chcialam go wysciskac, ale
                                                    sie powstrzymalam :)

                                                    > przeciez ten pan juz dokonal oceny mnie, jako ' zydowki,
                                                    feministki i
                                                    > satanistki' i calego innego zla, dlatego zapragnal zbawic ma
                                                    dusze modlitwa.

                                                    Zapragnal sobie polepszyc humor raczej.
                                                    W wersji ekstremalnej skutkuje (raz tak powiedzialam) dramatycznym
                                                    szeptem wypowiedziane 'szatan o pani pamieta'.
                                                    Ale to jednak zla rzecz komus tak powiedziec, wiec nie namawiam.
                                                    Pewnie po hiszpansku brzmialoby to jeszcze potworniej :)

                                                    > w zaklopotanie wpedzaja mnie ludzie tutaj, kiedy dowiedziawszy
                                                    sie ze jestem
                                                    > polka, zaczynaja usmiechac sie do mnie jako rodaczki wielkiego
                                                    katolika...
                                                    > ale, co ciekawe, coraz rzadziej zdarzaja sie takie skojarzenia...

                                                    Tak, 'poland-papa', 'polisz pipol are so relidzys', bleh.

                                                    > tak mi sie cos kolacze po glowie, ze tuz po ' zaprzysiezeniu'
                                                    nowego papieza
                                                    > czesc polakow nie mogla sie pogodzic z faktem papieza - niemca.
                                                    prawda to?

                                                    Krazyly takie dowcipy typu ze B16 przylatuje do Polski, wysiada z
                                                    samolotu i krzyczy z niemieckim akcentem 'Polacy! Jestescie
                                                    otoczeni!', ale szybko one przestaly byc popularne. Acz oczywiscie
                                                    nowy papiez nie cieszy sie nawet cwiercia popularnosci starego,
                                                    chociaz sie stara. Trauma.

                                                    > tv
                                                    > na porzadku dziennym jest totalna propaganda? ale skoro obecna
                                                    jest w programac
                                                    > h
                                                    > informacyjnych, to chyba i w innych tez?
                                                    > wiec po co to ogladac?

                                                    Wiadomo, ze TVP jest propisowska - mniej niz kiedys, ale stale, TVN
                                                    jest dusza i sercem za PO, Polsat sie niesmialo wycofuje z poparcia
                                                    dla PiSu. To samo z innymi mediami. Trzeba ogladac wiadomosci przez
                                                    odpowiednie okulary.

                                                    > a o gazetach to zielone zabki maja dobry kawalek ;)
                                                    > znasz?

                                                    A nie.

                                                    > 'ja jestem zdania, ze w chwilach intymnosci zdarzaja sie
                                                    > chwile transcendencji, wlazenia sobie nawzajem pod skore,
                                                    > kompletnego braku granic.'
                                                    > hmm, najwyrazniej nie doswiadczylam chwil takiej intymnosci :(

                                                    A to fajnie, ciagle jeszcze twoj pierwszy raz przed toba.

                                                    > a dajze pokoj, dobra kobieto... ;)))
                                                    > to wszystko co napisalas o ' nich' to dla mnie tylko swiadczy za
                                                    moja teza
                                                    > obsesji bycia lepszym.

                                                    Wcale nie lepszym, a 'takim samym'.
                                                    To olbrzymia roznica.

                                                    > wyscig szczurow jest be, ale jak sie zatrzymam to mnie inni
                                                    wyprzedza wiec bieg
                                                    > ne
                                                    > jakby oni sie zatrzymali to i ja moglabym
                                                    > ale oni sie nie zatrzymuja to i ja biec musze

                                                    No tak, jak sobie pomysle o perspektywie mrowczej pracy do 65 roku
                                                    zycia a potem skromnego zycia za marna emeryturke, co do ktorej
                                                    nikt nie wie, czy wystarczy na przezycie, to mi sie slabo robi.
                                                    Wole o tym nie myslec.

                                                    > a przeciez mial byc dach nad glowa, cos do zjedzenia i cieplo
                                                    bliskich...

                                                    Uhm. I minimum z pierwszych stopni drabiny Maslowa.

                                                    > ja nie biegne
                                                    > ja czlapie raczej
                                                    > mam teczowa koszulke
                                                    > z numerem zero
                                                    > z nazwiskiem loser
                                                    >
                                                    > ciekawe kiedy sie ockne???
                                                    > moze za dwa tygodnie?

                                                    Moze warto rozwazyc, co cie powstrzymuje od ockniecia sie.

                                                    > droga
                                                    > a tak sie rozmyslilam dzisiaj nad tym papiezem, bogiem, droga,
                                                    prawda... i
                                                    > wyszlo mi ze papieza zikonizowalo polsko ludzkie pragnienie
                                                    autorytetu,
                                                    > reprezentanta boga - prawdy, ktory by zapodal jakas dobra droge.

                                                    Tak, takiego czegos mozna sie w tej postaci dopatrzec.
                                                    Pisma JP2, jego sztuki (kiepskie) i wiersze (tez) z okresu mlodosci
                                                    sa badane, ogladane przez lupke i doszukuje sie w nich wielu
                                                    naprawde tresci:
                                                    www.ipjp2.pl/

                                                    Noi nie bez powodu jedne z najpopularniejszych wizerunkow JP2 to te
                                                    z dziecmi.

                                                    idac taka drog
                                                    > a
                                                    > wlasciwa ma sie wrazenie ze wszystko co sie na niej przydaza ma
                                                    sens, tak wiec
                                                    > i
                                                    > cierpienie jest usprawiedliwione. a bog to tylko jakas
                                                    personifikacja
                                                    > nieokielznanego swiata, okrutnych praw przyrody, nad ktorymi
                                                    stopniowo uczymy
                                                    > sie panowac, znieczulajac sie istnieniem wyzszej sensownosci,
                                                    wyzszej madrosci.
                                                    > ..

                                                    Mozemy tez zalozyc (po buddyjsku), ze zycie jest cierpieniem, a
                                                    jedyna radosc w tym zyciu to zmniejszenie ilosci cierpienia, a w
                                                    ogole najlepiej byloby nic nie chciec. A jak umrzemy, to sie
                                                    urodzimy z powrotem i bedziemy znowu cierpiec.
                                                    Up to you, filozofii i drog o swiecie myslenia jest naprawde
                                                    sporo :)

                                                    > nurtuje mnie pytanie, dlaczego zwierzeta i rosliny rowniez sa
                                                    smiertelne? czy
                                                    > one rowniez zgrzeszyly czy bog w swej dobroci po prostu uczynil
                                                    je smiertelnymi
                                                    > dla towarzystwa czlowiekowi?

                                                    Popatrz - przeciez patrzysz na swiat przez katolickie szkielka,
                                                    tacy np starozytni Rzymianie wierzyli, ze wszystko ma swoja dusze,
                                                    driade i bostwo, i chyba szyntoisci tez - ze kazde zdzblo trawy ma
                                                    swojego niesmiertelnego ducha.

                                                    > marnosc nad marnosciami

                                                    Oj, beznadziejna masz mantre.

                                                    > a marek aureliusz rzadzi

                                                    Rzadzi, a umarl. Niesmiertelny inaczej.

                                                    --
                                                    What? I'm just tying me laces, man.
                                                  • 18.04.08, 03:32
                                                    panstwo laickie
                                                    czy roznica nie wynika przypadkiem z pewnej odmiennosci rezimow?
                                                    ---
                                                    no i co z tego ze matka polka to matka boska? jaki to ma zwiazek z debata nad meskoscia?
                                                    ze niby prawdziwy polak to taki papiez mialby byc?
                                                    uwazam, ze papieza wzieto na warsztat wzorcowni z braku nieposzlakowanych postaci wojakow, marszalkow itp wojowniczych mezow.
                                                    czy moze wpolczesny polak chcialby byc takim ojcem swietym?
                                                    czy moze wrecz taki ideal mezczyzny tkwi w zbiorowej podswiadomosci polakow?
                                                    dla mnie byloby to szokujace odkrycie...
                                                    ---
                                                    babcie i asertywna empatia/ empatyczna asertywnosc
                                                    a to akurat mam dobrze opanowane. czasem wrecz potrafie taka wredna babcie ukasic werbalnie, ale tutaj rzadko sa jakies powody ku temu. to jeszcze fajniejsze niz laickosc tego kraju :) ostatnia babe w realu odkasilam ... w styczniu w lublinie :)))
                                                    ---
                                                    'szatan o pani pamieta'.
                                                    Ale to jednak zla rzecz komus tak powiedziec"
                                                    dlaczego?
                                                    skoro w swiecie tego kogos bog na niego patrzy, to pewnie i szatan tez, nie? :)
                                                    ---
                                                    dowcip o b16 :)
                                                    ja znam taki: b16 rozpoczyna oredzie do polakow slowami " witam was cziule"

                                                    trauma? taaa, czy katolicyzm w polsce zatrzyma sie na etapie 'edyktow' jp2?
                                                    ---
                                                    wyscig
                                                    ' takim samym ' jak kto?
                                                    jasne, staramy sie dorownac do tego, co biegnie tuz przed nami, ale jak juz dorownamy to zza jego plecow widzimy nastepnego, i nastepnego...
                                                    moze chodzi tylko o to, zeby dolaczyc do peletonu, a nie snuc sie smutnie na szarym jak listopadowy lemur koncu?

                                                    nie znam detali twojej pozycji w wyscigu, ale wnioskuje z tego co pisalas, ze masz juz tam upolowane troche roznych rzeczy, takze emeryturka nie musi byc az taka cienka...
                                                    za to kiedy ja pomysle o swojej, to az mi gwiazdki przed oczami wiruja... sehr tragisch, o ile dozyje, rzecz jasna...
                                                    a co mnie stopuje przed ocknieciem sie i ruszeniem do boju?
                                                    wlasnie to, ze nie mysle o dalekich konsekwencjach moich dzialan, wyborow. ide po najmniejszej linii oporu, zdaje sie. w zlych chwilach zyskuje pewnosc ze najzwyczajniej w swiecie przepuszczam zycie przez palce.
                                                    coz, ono i tak minie, tyle tylko ze mi coraz trudniej, prawdopodobnie, bedzie utrzymac chocby status quo.
                                                    mialam straszny sen dzis w nocy, ktory nieco mnie otrzezwil.
                                                    zawsze bardzo sie balam zmian, co sklanialo mnie do szykowania sobie roznych scenariuszy na wszelki wypadek. i zawsze jakos tam, w zasadzie coraz lepiej sie udawalo. tym razem jakos sie nie balam, i jakos dopiero zaczyna do mnie docierac to wszystko straszne co moze nastapic o ile sie nie wezme w karby...
                                                    stopuje mnie lenistwo oraz lek i przekonanie o niewielkich szansach.
                                                    a jesli chodzi o to, co mnie stopuje przed wzieciem udzialu w wyscigu na dorownywanie innym miejscem urlopu i marka koszuli, to jest to czysty tumiwisizm i niechec. tutaj zdecydowanie poplyne pod prad, o ile znam siebie.
                                                    ---
                                                    znow papa
                                                    juz na kilka lat przed jego smiercia bylam zdania ze powinien abdykowac, gdyz widzialam w nim marionetke, pusta ikone ktora moglby zastapic ktos o nieco trzezwiejszym umysle, ... ale tej mocy idola cudownej pozbawiony ...
                                                    oczywiscie, takie slowa budzily wyraz grozy w sluchaczach
                                                    to tak odnosnie tego wizerunku papieza z linka
                                                    bla bla bla w jego ustach ma wieksza sile niz sensowne zdania nowatorskiego czy po prostu madrego mysliciela.
                                                    on musi miec racje, bo jest papiezem, jesli racji nie widac golym okiem, to moze pod lupa, a moze w lustrze.
                                                    szkoda ze na innych medrcow tyle energii nie poswiecono

                                                    jedynie sluszny swiety budyn mnie nie ubogaca i nie dzialaja na mnie jego wizerunki z dziecmi
                                                    na kogo niby tak dzialaja mocno?
                                                    ---
                                                    patrze na swiat przez katolickie szkielko? nie, raczej drwie z tych, co przez nie patrza, stad to pytanie o smiertelnosc zwierzat.
                                                    choc oczywiscie, ze kawalki tego szkielka wciaz tkwia w moim oku. a raczej w mojej i zbiorowej podswiadomosci.
                                                    ---
                                                    mozna chrz kontrowac panteizmem, mozna setka innych optyk. dobrze, ze mozna. ciekawe na ile mozna wybrac w co sie uwierzy?
                                                    ---
                                                    beznadziejna mam mantre?
                                                    mi sie ona podoba, uwazam ze nader udatnie wyraza ducha rzeczy, jest w sam raz dla tych, ktorym marzy sie absolut, obiektywnosc, ogladanie rzeczy samych w sobie :)
                                                    jaka ty masz mantre, zatem?

                                                    pozdrawiam :)
                                                    ---

                                                    youtube.com/watch?v=UGjFGORxbm0

                                                  • 19.04.08, 01:08
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > panstwo laickie
                                                    > czy roznica nie wynika przypadkiem z pewnej odmiennosci rezimow?

                                                    Bo ja wiem? Rezimy to chyba na calym swiecie sa podobne. Mi
                                                    klarowala Amor, moja znajoma, ze Hiszpanie nie kochaja tak bardzo
                                                    Kosciola za te flirty z Franco wlasnie. To byl margines rozmowy o
                                                    tym, czemu ona tak potwornie bluznila.

                                                    > no i co z tego ze matka polka to matka boska? jaki to ma zwiazek
                                                    z debata nad m
                                                    > eskoscia?
                                                    > ze niby prawdziwy polak to taki papiez mialby byc?

                                                    Takie, ze to porownanie bylo.

                                                    > uwazam, ze papieza wzieto na warsztat wzorcowni z braku
                                                    nieposzlakowanych posta
                                                    > ci wojakow, marszalkow itp wojowniczych mezow.
                                                    > czy moze wpolczesny polak chcialby byc takim ojcem swietym?
                                                    > czy moze wrecz taki ideal mezczyzny tkwi w zbiorowej
                                                    podswiadomosci polakow?
                                                    > dla mnie byloby to szokujace odkrycie...

                                                    Kiedy Polakom postac kaplana kojarzy sie z wojownikiem. Ks Skarga,
                                                    ks Popieluszko - to sa postacie obdarzone wielkim szacunkiem.
                                                    Ksiadz czyli wojownik, do tego swiety - ideal po prostu.

                                                    > 'szatan o pani pamieta'.
                                                    > Ale to jednak zla rzecz komus tak powiedziec"
                                                    > dlaczego?
                                                    > skoro w swiecie tego kogos bog na niego patrzy, to pewnie i
                                                    szatan tez, nie? :)

                                                    Z jakis powodow ludzie zapominaja o diabelkach.
                                                    Moze nie trzeba tego skrobac paznokciem.

                                                    > trauma? taaa, czy katolicyzm w polsce zatrzyma sie na
                                                    etapie 'edyktow' jp2?

                                                    O, zeby tylko.
                                                    Pape sie w Polsce kocha bezgranicznie, ale sie go nie zna. Nawet,
                                                    jesli sie czytuje, to i tak nie stosuje. Dlatego trzy lata po
                                                    smierci JP2 jasne jest, ze zadnego pokolenia ta smierc nie
                                                    stworzyla.

                                                    > wyscig
                                                    > ' takim samym ' jak kto?

                                                    Jak reszta.
                                                    Sa duze ruchy spoleczne, z mniejszych miast do wiekszych, z
                                                    nizszych klas do wyzszych. Chociaz, moze wiekszosc tego, o czym
                                                    pisalam, dotyczy wawskiej specyfiki.

                                                    > jasne, staramy sie dorownac do tego, co biegnie tuz przed nami,
                                                    ale jak juz dor
                                                    > ownamy to zza jego plecow widzimy nastepnego, i nastepnego...
                                                    > moze chodzi tylko o to, zeby dolaczyc do peletonu, a nie snuc sie
                                                    smutnie na sz
                                                    > arym jak listopadowy lemur koncu?

                                                    Mysle, ze chodzi o poczucie tozsamosci zbiorowej i potrzebe
                                                    przynalezenia - Maslow.

                                                    > nie znam detali twojej pozycji w wyscigu, ale wnioskuje z tego co
                                                    pisalas, ze m
                                                    > asz juz tam upolowane troche roznych rzeczy, takze emeryturka nie
                                                    musi byc az t
                                                    > aka cienka...

                                                    Nie wiem, ja sie nigdy o forse specjalnie nie martwie, nawet jak
                                                    jej nie mam, duzo nie potrzebuje zreszta. Ale strach, ze na starosc
                                                    nie bedzie sie musialo wybierac miedzy czynszem a lekarstwami,
                                                    towarzyszy wielu ludziom.

                                                    > a co mnie stopuje przed ocknieciem sie i ruszeniem do boju?
                                                    > wlasnie to, ze nie mysle o dalekich konsekwencjach moich dzialan,
                                                    wyborow. ide
                                                    > po najmniejszej linii oporu, zdaje sie. w zlych chwilach zyskuje
                                                    pewnosc ze naj
                                                    > zwyczajniej w swiecie przepuszczam zycie przez palce.
                                                    > coz, ono i tak minie, tyle tylko ze mi coraz trudniej,
                                                    prawdopodobnie, bedzie u
                                                    > trzymac chocby status quo.

                                                    Wesze tu duze poklady strachu. Co zreszta nie dziwi w swietle tego,
                                                    co o swojej przeszlosci powiedzialas.

                                                    > mialam straszny sen dzis w nocy, ktory nieco mnie otrzezwil.
                                                    > zawsze bardzo sie balam

                                                    A, wlasnie.

                                                    zmian, co sklanialo mnie do szykowania sobie roznych sc
                                                    > enariuszy na wszelki wypadek. i zawsze jakos tam, w zasadzie
                                                    coraz lepiej sie u
                                                    > dawalo. tym razem jakos sie nie balam, i jakos dopiero zaczyna do
                                                    mnie docierac
                                                    > to wszystko straszne co moze nastapic o ile sie nie wezme w
                                                    karby...
                                                    > stopuje mnie lenistwo oraz lek i przekonanie o niewielkich
                                                    szansach.

                                                    Ech, ty nalezysz do pokolenia, ktore sie zalapalo na Europe. Nie
                                                    ten kraj to inny, sru i po klopocie. Ja osiadlam.

                                                    > a jesli chodzi o to, co mnie stopuje przed wzieciem udzialu w
                                                    wyscigu na dorown
                                                    > ywanie innym miejscem urlopu i marka koszuli, to jest to czysty
                                                    tumiwisizm i ni
                                                    > echec. tutaj zdecydowanie poplyne pod prad, o ile znam siebie.

                                                    To chyba nie jest taki ostry wybor?
                                                    Pracowalam w roznych miejscach, mniej lub bardziej zabawnych, ale
                                                    bez korporacji tez sie da.
                                                    Nie mozesz sie rozeznac w tym, co cie interesuje i pojsc na jakies
                                                    studia czy cos w rodzaju? Przeciez to fajne.

                                                    > znow papa
                                                    > juz na kilka lat przed jego smiercia bylam zdania ze powinien
                                                    abdykowac, gdyz w
                                                    > idzialam w nim marionetke, pusta ikone ktora moglby zastapic ktos
                                                    o nieco trzez
                                                    > wiejszym umysle, ... ale tej mocy idola cudownej pozbawiony ...
                                                    > oczywiscie, takie slowa budzily wyraz grozy w sluchaczach
                                                    > to tak odnosnie tego wizerunku papieza z linka
                                                    > bla bla bla w jego ustach ma wieksza sile niz sensowne zdania
                                                    nowatorskiego czy
                                                    > po prostu madrego mysliciela.

                                                    Jak rozmawialam z rodzina przy niedzielnym obiedzie i
                                                    powiedzialam 'przeciez to stary czlowiek, ktory umiera', to
                                                    spojrzeli sie na mnie wzrokiem modliszek.

                                                    > on musi miec racje, bo jest papiezem, jesli racji nie widac golym
                                                    okiem, to moz
                                                    > e pod lupa, a moze w lustrze.
                                                    > szkoda ze na innych medrcow tyle energii nie poswiecono

                                                    No szkoda, szkoda. Ale jesli istotnie kupy sie trzyma teoryjka, ze
                                                    to JP jakos wzbudzil energie i nakierowal ja na postac ojca, to to
                                                    jest ok. Troche sie tu dzieje na ten temat i moze cos z tego
                                                    dobrego wyniknie.

                                                    > jedynie sluszny swiety budyn mnie nie ubogaca i nie dzialaja na
                                                    mnie jego wizer
                                                    > unki z dziecmi
                                                    > na kogo niby tak dzialaja mocno?

                                                    Na ludnosc dzialaja, bo potwierdzaja, ze to swiety _ojciec_ jest i
                                                    ze kazde dziecko jego.
                                                    Nawiasem mowiac, papiez - nie wiem, czy sam to wymyslil, czy jakis
                                                    jego watykanski PR - bardzo sprytnie kierowal swoim wizerunkiem.
                                                    Zadnych chrzeszczacych od pierscieni palcow i haftowanych szat,
                                                    przeciwnie - wiele wizerunkow w cywilu, w skromnym sweterku, na
                                                    nartach, z ksiazka w reku, na spacerze, taki, smaki i owaki - a
                                                    prawie zawsze usmiechniety. Swiety, a taki jak my, jak tu sie nie
                                                    zakochac.

                                                    > choc oczywiscie, ze kawalki tego szkielka wciaz tkwia w moim oku.
                                                    a raczej w mo
                                                    > jej i zbiorowej podswiadomosci.

                                                    To jest normalne i zupelnie na miejscu, nic w tym zlego, uwazam.
                                                    Warto jednak o tym pamietac.

                                                    > mozna chrz kontrowac panteizmem, mozna setka innych optyk.
                                                    dobrze, ze mozna. ci
                                                    > ekawe na ile mozna wybrac w co sie uwierzy?

                                                    To zalezy, jak zdefiniujemy 'siebie'.
                                                    Ja jest ulepione z biologii (genow od kogos dostanych) i kultury
                                                    (tego, jak rzeczywistosc mnie szturchala). Mozna sie spierac, czy
                                                    jakikolwiek wybor, w tym ten co sie bedzie jadlo na sniadanie, jest
                                                    moj czy nie moj.

                                                    > beznadziejna mam mantre?
                                                    > mi sie ona podoba, uwazam ze nader udatnie wyraza ducha rzeczy,
                                                    jest w sam raz
                                                    > dla tych, ktorym marzy sie absolut, obiektywnosc, ogladanie
                                                    rzeczy samych w sob
                                                    > ie :)

                                                    Jest beznadziejna, potwornie negatywna i samousprawiedliwiajaca.
                                                    Fuj, phe, ohyda.

                                                    > jaka ty masz mantre, zatem?

                                                    Najczesciej mowie 'kocham cie', a potem 'to smutne'.
                                                    Kocham cie mowie do narzeczonego, a 'to smutne' po blizszym
                                                    kontakcie z gazeta albo wiadomosciami w tv.
                                                    Czesto mowie 'nie wiem' i to by chyba byla moja mantra - pokora i
                                                    uwolnienie w jednym.

                                                    Czulko, zabki urocze, mlodosc mi sie przypomniala, brzmieli jak
                                                    idole mojego dziecinstwa

                                                    --
                                                    W szczególności np. Skłodowska Curii też siedziałaby w jaskini
                                                    gdyby nie jej mąż.
                                                  • 19.04.08, 03:12
                                                    'Polakom postac kaplana kojarzy sie z wojownikiem. Ks Skarga,
                                                    ks Popieluszko - to sa postacie obdarzone wielkim szacunkiem.
                                                    Ksiadz czyli wojownik, do tego swiety - ideal po prostu.'
                                                    ideal mezczyzny wg polakow? nie wierze, zapodaj jakies badania czy cos...
                                                    autorytet moze tak, ale nie ideal mezczyny.
                                                    ---
                                                    czemu "nie skrobac lepiej diabelka"? czym to grozi?
                                                    ---
                                                    hmm, jakos nikt z moich znajomych papy nie kocha bezgranicznie. kto, jaka grupa spoleczna, pape kocha?
                                                    ---
                                                    'strach, ze na starosc bedzie sie musialo wybierac miedzy czynszem a lekarstwami, towarzyszy wielu ludziom.'
                                                    byc moze, ale czy akurat tym, ktorzy czytuja poradniki hot i not? chyba nie im...
                                                    ---
                                                    'nalezysz do pokolenia, ktore sie zalapalo na Europe. Nie ten kraj to inny, sru i po klopocie. Ja osiadlam. '
                                                    naprawde myslisz ze to tak latwo, 'sru' i juz? byc moze kiedy ciagle zyje sie na walizkach, to owszem, dzis holandia, jutro honduras, nie ma sprawy.
                                                    ale kiedy juz zapusci sie nieco korzonki, to coraz ciezej sie wyrwac do zupelnie innego miejsca i zaczynac wszystko od poczatku. dodatkowo, jesli nie ma sie jakichs sporych oszczednosci albo zawczasu zaklepanego kontraktu, albo znajomych w tym nowym miejscu, jest trudno. ciekawie, ale trudno. i to stopuje.
                                                    mnie stopuje jeszcze jedna kwestia: piesnog moj.
                                                    z twojej perspektywy moze to byc blahe, no ale coz, dla mnie az tak blahe nie jest.
                                                    i ze tak zapytam zaciekawiona: ile masz lat, bene?
                                                    ---
                                                    ostry wybor - metkowosc
                                                    to ty, nie ja, wyszlas z mysla, ze dostosowanie sie do hot i not jest konieczne i powszechne, ja mowilam ze dziwie sie tym, ktorzy na to leca.
                                                    pytalam czemu te panny wciskaja sie - bez wzgledu na wlasny rozmiar - w obowiazkowe modne tu waskie portki... po co im te bluzy, torebki, czapki, torby z napisem firmowym? skad ta obsesja epatowania przedmiotami, emblematami, mundurkami, ostentacyjnego niemal chwalenia sie tym na co moge sobie pozwolic (nawet jesli to jest na raty),ty zdajesz sie mowic, ze to strategia przetrwania, a mnie to dziwi i smieszy, i nie wierze, ze dotyczy to tylko tych ubozszych. mysle, ze dotyczy to tych, ktorzy czuja sie niepewni, mimo wszystko, a najczesciej - irracjonalnie - niepewni.

                                                    sie rozeznaje w tym, co mnie interesuje.
                                                    ale np weterynarii studiowac mi sie nie chce, calkowicie zadowoli mnie - tak mi sie obecnie wydaje - zupelnie poslednie stanowisko w jakims zoo * moze jako expo w klatce, na wybiegu ;)* , parku przyrody, klinice dla zwierzat itp klimatach. i o to bede sie starac, bede jak sie zwloke kiedys wczesniej rano niz to mam w zwyczaju....mañana, mañana....
                                                    poza tym moglabym tez wrocic do polski i dokonczyc filozofie, i zostac na uniwerku jesli by mnie zechcieli - taki plan sobie uknulam po ostatniej wizycie w kraju, ale mysle, ze skoro juz jestem tu , to jeszcze poprobuje cos tu cos zrobic. naprawde kocham to cieplo tutaj, te kolory, otwartosc ludzi, tyle rzeczy mnie wciaz tu cieszy :)
                                                    jakos nie interesowaly mnie nigdy ekonomie, marketingi ani inne takie praktyczne kierunki, i nadal nie interesuja.
                                                    generalnie wszystko rozbija sie o to, ze nie moge jakos zmusic sie do rozpoczecia poszukiwan...
                                                    mniemam, ze w obu tych klimatach spotkalabym ludzi nieco podobnych do mnie, co szczerze by mnie uradowalo, bo wlasciwie to zaczelam wierzyc, ze po prostu wszedzie i zawsze bede outsiderem. to bylo dobre w starej pracy: jestem bardzo dobrym pracownikiem ale jestem dziwaczna raczej, dlatego z poczatku bywam traktowana jak ufo, i dopiero po czasie akceptowana jaka jestem. tzn: za dobra prace zyskuje z czasem przywilej bycia soba.
                                                    ale skoro wymowienie sie zlozylo, to trzeba bedzie zaczac wszystko od poczatku gdzie indziej :)
                                                    ---
                                                    papa - modliszki
                                                    no, wlasnie, nawet ci niereligijni z mojego otoczenia jakos tak lekliwie spogladali na mnie, z wyrzutem jakby, kiedy postulowalam abdykacje jp2.
                                                    jakby nie wolno bylo nawet o czyms takim pomyslec. jakby to szatan dyktowal takie pomysly. tabu.
                                                    kiedy moj bezposredni przelozony sadzil angielskie szydy o religiach, papiezu, poczatkowo odbieralam to z mieszanymi uczuciami/ myslami.
                                                    jakbym radosnie zachlysnela sie ta swoboda, ale jakas taka ' bojazn boza' tez sie czaila we mnie.
                                                    duzo w ogole moich cech mentalnych zaczelam postrzegac jako typowo polskie, dzieki czemu bylo mi latwiej wyeliminowac/ oslabic te, ktorych juz od dawna nie lubilam, ale kojarzylam jakos z 'kolorem bialym', nalezaly do sfery nietykalnej, do niby trzonu czlowieczenstwa.
                                                    ---
                                                    papa i dzieci
                                                    toz kazdy wielki lubi focic sie z dziecmi, bierut czy papa, bez roznicy. a wciaz dziala?
                                                    co do wizerunku swojskiego papieza - jakos nie zwrocilam na to uwagi, ha ha. myslisz ze w samotnosci ostentacyjnie zajadal sie lemon posset w krysztalowym pucharku?
                                                    oj, jest taki tu ksiezunio, co czwartek wpada na lunch. oj, faktycznie, gdyby papiez sie na to odwazyl, nie wzbudziloby to mojego zaufania ni zachwytu..., a przeciez o chlebie i wodzie papa nie zyl, ani w take awayach nie jadal...
                                                    hmmm
                                                    ---
                                                    "To zalezy, jak zdefiniujemy 'siebie'.
                                                    Ja jest ulepione z biologii (genow od kogos dostanych) i kultury (tego, jak rzeczywistosc mnie szturchala). "
                                                    wiec jak zdefiniowalabys siebie, aby ten wybor istnial?
                                                    zreszta, to cale moje retoryczne pytanie o mozliwosc wyboru wlasnej wiary bylo postawione odnosnie twych ubolewan nad szkielkami w moim oku...
                                                    alternatywa dla chrz moze byc - posrod innych opcji - takze panteizm, ale nie da ukryc, i ukrywac nie ma po co, ze taplamy sie kulturze chrzescijanskich skojarzen, wartosci, czy wartosciowania swiata, ktora niby wyrosla z wczesniejszych religii i filozofii, ale to z czego wyrosla przetransformowala na swoj sposob. to chrz widzenie swiata jest punktem wyjscia dla 90 procentow ( ?) polakow, glosem ludu, glownym nurtem. mozesz to odrzucic jako swoja osobista religie, ale calej kultury raczej nie odrzucisz, bedziesz wciaz stykac sie z tymi wartosciami w zyciu spolecznym. natomiast panteizm czy inny izm to takie twoje widzimisie, ladny to biore, nie ladny, to odkladam na polke, zadnych wiekszych spolecznych konsekwencji takiego odrzucenia nie bedzie.
                                                    to szkielko w oku nie jest calkowicie zbedne - ono daje ci mozliwosc dostosowania sie do perspektywy poznawczej twojego otoczenia, ulatwia kontakt wewnatrz grupy, czyni pewne rzeczy szybkozrozumialymi. taka nakladka na swiat, kolejna z tych co umozliwiaja przetrwanie...;)--- odp na to komu potrzebna...
                                                    a ze wizji narzucanych przez szkielko podwazac ´´nie mozna´´, to juz inna sprawa. po to pytalam o zwierzaki. wiem, powinnam raczej udac sie z ta zaczepka na forum religia czy cos okolo.
                                                    ---
                                                    mantra
                                                    'Jest beznadziejna, potwornie negatywna i samousprawiedliwiajaca. '
                                                    widze ze ktos ci wmowil, ze prawda jest ladna i optymistyczna , khe khe

                                                    'nie wiem'
                                                    pokora i uwolnienie w jednym?
                                                    toc to beznadzieja, negatyw i samouprawiedliwienie jako zywo ;)
                                                    no chyba, ze chodzi o to, ze ty JESZCZE TEGO AKURAT nie wiesz, a ja kracze ¨i tak sie nie dowiesz´´
                                                    no, coz, tak sadze, choc moge sie mylic
                                                    :]

                                                    zielone zabki - ga ga - radical news
                                                    wciaz istnieja:)))

                                                    nisko sie klaniam, bo akurat mam nastroj ;)))


                                                    --
                                                    lubisz muminki?
                                                  • 19.04.08, 07:55
                                                    Skąd znasz hasła do moich skrzynek pocztowych?
                                                  • 19.04.08, 15:56
                                                    jesli to zart - to 'ha ha'
                                                    jesli to twoja paranoja - to nic mi do niej...
                                                    --
                                                    A tranquil state of perfect calm and receptivity
                                                  • 19.04.08, 16:20
                                                    Zadałam konkretne pytanie.Nie udawaj , że nie rozumiesz.


                                                    Czyżby perfidność była domeną ludzi słabych lub przyzwoitość domeną
                                                    ludzi silnych?A może poprostu ma się to w genach?


                                                    I mam się świetnie jak widzisz.


                                                  • 19.04.08, 16:24
                                                    spadaj, tyle ci powiem
                                                    --
                                                    Joy follows them like a shadow that never leaves them.
                                                  • 20.04.08, 03:04
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > ideal mezczyzny wg polakow? nie wierze, zapodaj jakies badania
                                                    czy cos...
                                                    > autorytet moze tak, ale nie ideal mezczyny.

                                                    Alez nie rozmawiamy o mezczyznie, ale o ojcu. Ideal ojca. Gotowy -
                                                    na pape mowilo sie 'ojciec'. 'Ojciec swiety'.

                                                    > czemu "nie skrobac lepiej diabelka"? czym to grozi?

                                                    Zobacz, co sie porobilo solaris, kiedy jej sie poskrobalo.
                                                    Z uduchowionej cioci calej w zwiewnych tiulach i falbankach
                                                    wyskoczylo popluwajace jadzikiem stworzenie.
                                                    Ona miala duzo do stracenia - swoje dobre o sobie mniemanie,
                                                    ktorego budowa pewnie zajela jej duzo czasu i wysilku. Jaki jest
                                                    sens to burzyc? W imie czego?

                                                    > hmm, jakos nikt z moich znajomych papy nie kocha bezgranicznie.
                                                    kto, jaka grupa
                                                    > spoleczna, pape kocha?

                                                    Wszyscy. Procz mnie i doprawdy garstki ludzi. Kochaja niezaleznie
                                                    od wieku, wyksztalcenia i innych zmiennych.
                                                    Polscy politycy jak chca przegiac, powoluja sie na slowa papieza.
                                                    Oczywiscie to hipokryzja, ale skuteczna.

                                                    > naprawde myslisz ze to tak latwo, 'sru' i juz?

                                                    Mysle, ze nie tak latwo, ale latwiej.
                                                    Strasznie zazdroscilam tym dzieciakom, ktore sie zalapaly. Ze moga
                                                    wyjechac, a jak chca to wrocic, a jak chca to wyjechac.
                                                    To jest oczywiscie tez kwestia wieku i mobilnego zawodu.

                                                    > mnie stopuje jeszcze jedna kwestia: piesnog moj.

                                                    A jak sobie oswoisz kota, to beda cie stopowac dwie kwestie.
                                                    Moze o to chodzi w tym oswajaniu? To tylko taki pomysl.

                                                    > i ze tak zapytam zaciekawiona: ile masz lat, bene?

                                                    Nie mam zadnego problemu z publicznym mowieniem, ile mam lat. Ale
                                                    na forum staram sie ograniczac ilosc 'twardych' danych o sobie.
                                                    Jako stara (hehe) netowa wyzeraczka wiem, czym to grozi.

                                                    > dziwi i smieszy, i nie wierze, ze dotyczy to tylko tych
                                                    ubozszych. mysle, ze d
                                                    > otyczy to tych, ktorzy czuja sie niepewni, mimo wszystko, a
                                                    najczesciej - irrac
                                                    > jonalnie - niepewni.

                                                    Kazdy chce do czegos nalezec.
                                                    Kazdy (z naprawde pojedynczymi wyjatkami - fobikami albo
                                                    mizantropami np) chce moc mowic 'my'. Ty sobie to zalatwiasz w
                                                    jakis inny sposob, te dziewczyny - wbijajac sie w te straszne
                                                    dzinsy.

                                                    (Doprawdy, obserwowalam juz pare powrotow mody na obcisle spodnie
                                                    typu rajstopy i za kazdym razem z przyjemnoscia przyjmuje zmiane
                                                    kierunku.)

                                                    calkowicie zadowoli mnie - tak mi
                                                    > sie obecnie wydaje - zupelnie poslednie stanowisko w jakims zoo *
                                                    moze jako ex
                                                    > po w klatce, na wybiegu ;)* , parku przyrody, klinice dla
                                                    zwierzat itp klimatac
                                                    > h. i o to bede sie starac, bede jak sie zwloke kiedys wczesniej
                                                    rano niz to mam
                                                    > w zwyczaju....mañana, mañana....

                                                    Maniana, a moze - poki co - wystaraj sie o jakis wolontariat w tego
                                                    typu jednostce? Zawsze bedzie co wpisac do cv i swiadczyc o twojej
                                                    pasji. To mowilam ja, wujek dobra rada.

                                                    > jakos nie interesowaly mnie nigdy ekonomie, marketingi ani inne
                                                    takie praktyczn
                                                    > e kierunki, i nadal nie interesuja.

                                                    Sa jeszcze rozne humanistyczne kierunki, jakies dziennikarstwa,
                                                    kierunki spoleczne (socjologia, psych spol, psych klin), filologie,
                                                    jezkoznawstwo, antropologie itd

                                                    > generalnie wszystko rozbija sie o to, ze nie moge jakos zmusic
                                                    sie do rozpoczec
                                                    > ia poszukiwan...

                                                    No tak, a potem rozni ludzie na lozu smierci rzucaja teksty
                                                    typu 'najbardziej zaluje tego, czego nie zrobilam'.
                                                    Marnosc nad marnosciami po prostu.

                                                    > mniemam, ze w obu tych klimatach spotkalabym ludzi nieco
                                                    podobnych do mnie, co
                                                    > szczerze by mnie uradowalo, bo wlasciwie to zaczelam wierzyc, ze
                                                    po prostu wsze
                                                    > dzie i zawsze bede outsiderem.

                                                    No to co?

                                                    > duzo w ogole moich cech mentalnych zaczelam postrzegac jako
                                                    typowo polskie, dzi
                                                    > eki czemu bylo mi latwiej wyeliminowac/ oslabic te, ktorych juz
                                                    od dawna nie lu
                                                    > bilam, ale kojarzylam jakos z 'kolorem bialym', nalezaly do sfery
                                                    nietykalnej,
                                                    > do niby trzonu czlowieczenstwa.

                                                    To jest wlasnie fajne w wyrwaniu sie z kontekstu - nie tylko z
                                                    kontekstu rodziny, ale i spoleczenstwa. Mozna zobaczyc swoja
                                                    polskosc w ogole. Bo jak sie w niej tkwi, to jej zobaczyc nie mozna.

                                                    > toz kazdy wielki lubi focic sie z dziecmi, bierut czy papa, bez
                                                    roznicy. a wcia
                                                    > z dziala?

                                                    Dzieci i male zwierzeta.
                                                    Papa jednak wybieral dzieci. Ojciec swiety.

                                                    > co do wizerunku swojskiego papieza - jakos nie zwrocilam na to
                                                    uwagi, ha ha. my
                                                    > slisz ze w samotnosci ostentacyjnie zajadal sie lemon posset w
                                                    krysztalowym puc
                                                    > harku?

                                                    Nie, nie chodzi i hipokryzje, ale o to ze religie (nawet ja) trzeba
                                                    sprzedawac przy pomocy - pardon le mot - pin-up papieza.

                                                    Sa skargi na B16, ze nie ociepla wizerunku. Chociaz przeciez biedny
                                                    przebral sie za Sw Mikolaja na swieta, a teraz wychodzi ksiazka o
                                                    jego dziecinstwie, ktorej narratorem jest jego kot.

                                                    > wiec jak zdefiniowalabys siebie, aby ten wybor istnial?

                                                    Jak zdefiniowalabym siebie, zeby moc powiedziec, ze ja sama
                                                    wybralam swoja wiare?
                                                    Tak, ze wiare wpojona przez srodowisko prawidlowo skontestowalam w
                                                    wieku dojrzewania, wzielam pod lupe i nie przyjelam jej juz na
                                                    swiadomie jako wlasna. Odrzucilam. W powstalej bolesnej pustce
                                                    pojawilo sie cos innego, poniekad niezaleznie ode mnie i
                                                    spontanicznie.

                                                    > zreszta, to cale moje retoryczne pytanie o mozliwosc wyboru
                                                    wlasnej wiary bylo
                                                    > postawione odnosnie twych ubolewan nad szkielkami w moim oku...

                                                    No tak, ale meandry sa tak samo dobre, jak glowny nurt.

                                                    > to chrz widzenie swiata jest punktem wyjscia dla 90 procentow
                                                    ( ?) polakow, glo
                                                    > sem ludu, glownym nurtem. mozesz to odrzucic jako swoja osobista
                                                    religie, ale c
                                                    > alej kultury raczej nie odrzucisz, bedziesz wciaz stykac sie z
                                                    tymi wartosciami
                                                    > w zyciu spolecznym.

                                                    To sa dwie rozne rzeczy.
                                                    Nie mam zamiaru walczyc z wplywem xianstwa na mnie w sensie
                                                    kulturowym. Odwolanie sie do Hioba, przykazania milosci, gorejacego
                                                    krzaku itd jest ok. Takze przekonanie ludzi, ze X przykazan to
                                                    bardzo oczywisty kierunkowskaz (ktorego to przykazania nie
                                                    podzielam, ale rozumiem podzielanie innych). Ale to nie to samo, co
                                                    wiara w xianskiego Boga i td.

                                                    natomiast panteizm czy inny izm to takie twoje widzimisie,
                                                    > ladny to biore, nie ladny, to odkladam na polke, zadnych
                                                    wiekszych spolecznych
                                                    > konsekwencji takiego odrzucenia nie bedzie.

                                                    Przeciez od dawna ludzie tak traktuja xianstwo tez.
                                                    'Jestem xianka, ale uwazam ze seks przedmalzenski nie jest
                                                    grzechem'. Chociaz jest.
                                                    'Jestem xianinem, ale uwazam, ze pieklo nie istnieje' - chociaz to
                                                    dogmat. itd

                                                    Coraz wiecej religii rozumie, ze do odbiorcy (platnika, duszyczki)
                                                    trzeba sie wdzieczyc, wabic go, marketingowac. A odbiorcy traktuja
                                                    religie jak supermarket z mniej lub bardziej ciekawymi pomyslami.
                                                    Ktore kupia albo nie.

                                                    [mantra]
                                                    > widze ze ktos ci wmowil, ze prawda jest ladna i optymistyczna ,
                                                    khe khe

                                                    Widze, ze ktos ci wmowil, ze masz numer komorki do Boga, i wydaje
                                                    ci sie, ze wiesz jaka jest prawda, bo sobie do niego dzwonisz, hu hu

                                                    > 'nie wiem'
                                                    > pokora i uwolnienie w jednym?
                                                    > toc to beznadzieja, negatyw i samouprawiedliwienie jako zywo ;)
                                                    > no chyba, ze chodzi o to, ze ty JESZCZE TEGO AKURAT nie wiesz, a
                                                    ja kracze ¨i t
                                                    > ak sie nie dowiesz´´

                                                    Trawa jest zielona, niebo jest niebieskie. Brzeczace komary
                                                    typu 'dlaczego trawa jest zielona? Czemu niebo jest niebieskie? Czy
                                                    trawa jest? Czy trawa? Czy? Niebo czy? Dlaczego niebotrawa?'
                                                    moje 'nie wiem' odgania skutecznie.


                                                    czulko, ide posprawdzac, ktore slowo z twojego postu to haslo do
                                                    skrzynki pocztowej r_t_38
                                                    ;)

                                                    --
                                                    -So, we’re the last feminists? Feminism dies with my generation?
                                                    -It is to be hoped for, de
                                                  • 20.04.08, 05:02
                                                    ojciec/ swiety
                                                    wybacz, ale MI chyba nigdy nie bedzie juz dane skojarzyc idei ojca ze swietoscia ;)
                                                    moze stad ufoidalnosc?
                                                    i moge kontrowac twoje zapewnienia o istnieniu tego idealu w spoleczenstwie, przykladem znanych mi osob, nijak tu nie pasujacych, ale... coz, pewnie znam blizej tylko ludzi choc troche podobnych do mnie. nie ma mnie tam, nie zawieram nowych znajomosci, wiec nie wiem. dalej wydaje mi sie to absurdalnie smieszne... :)
                                                    ---
                                                    diabelek/ solaris
                                                    wez, wez , wez, przestan, teraz ty powiesisz mnie na lampie ogrodowej, ale... hmm, jednak jestem medium. snila mi sie dwa dni temu taka ostra debata z - dokladnie - "uduchowiona ciocia cala w zwiewnych tiulach i falbankach' , choc to nie byla solaris, bylo to zbiorcze wcielenie typu podmuchow/ dotykow wiatru...
                                                    i, cholera, az sie boje drapac tego diabelka...
                                                    to bylo takie nie- do- zniesienia, ta slodycz uduchowiona ktora nijak nie chciala przejsc na logiczny tryb argumentowania, tylko zbawiac i zbawiac moja dusze salaterkami poezji. nawet kiedy wyszarpnelam jej krzeslo spod siedzenia, ona dalej trelowala, nakrecona swoja eteryczna miloscia, wiara i nadzieja, sila swojej irracjonalnej prawdy, sila przekonania o tym, ze ona jest dobra, a ja bladze i ona mnie zbawi. najpierw prosilam, potem rzadalam, cedzilam przez zacisniete zeby, warczalam ' przestan, to nie jest rozmowa, to jest twoj swiety onanizm pseudoduchowy' , ale nic... kopnelam ja, oj jak mi wstyd, ten morderca zimny ze mnie wylazl, na chwilke zamilkla, nabrala lez w oczy, i hartu ducha jeszcze wiekszego, nie do pobicia w roli apostola, meczennika trelujacej prawdy... hmm, bylabym ja zabila z tej bezsilnosci, ale sumienie mnie obudzilo :]. jak sie zachowac wobec takich swietych gwalcicieli? niby mozna machnac reka i odejsc, ale to czyni z kanarkow triumfatorow... dyskutowac sie nie da, bic nie mozna... co mozna robic aby nie zostac zagadanym, zaglaskanym dotykiem wiatru na psychiczna smierc?
                                                    w sumie juz chyba lepiej zeby z cioci wyszla jaszczurka, z ta przynajmniej walczyc mozna. najgorsze sa meczennice lubujace sie w umieraniu za wiare, strach zaczynac rozmowe z taka, jesli sie nie ma kaftanu bezpieczenstwa pod reka... jesli sie jest "do szpiku kosci zlym" ???
                                                    co mozna zrobic asertywnie?
                                                    ---
                                                    sru i juz
                                                    tak, oczywiscie, moja niestabilnosc jest kolejnym powodem do niecheci wobec nadmiernego oswajania kota. choc z drugiej strony, pies jest znacznie wiekszym problemem niz kot, jest wiekszy, szczeka, musi wychodzic na dwor, nie da sie go przemycic niezauwazenie do hotelu czy cos... juz wiele razy stawalam przed dylematem, czy by go komus nie oddac, dostawalam rozne porady typu: zostaw, nikt ci mieszkania tu nie wynajmie, ale nie. wlasciwie mysle, ze oboje potrzebujemy siebie rownie mocno :))) no, to taka moja optymalnie do rozmiarow moich macierzynskich instynktow dostosowana wersja dziecka:)))
                                                    ---
                                                    okej, nie mow zatem ile konkretnie masz lat. zastanawialo mnie czy naprawde jestes wiele starsza ode mnie, gdyz poczatkowo myslalam ze jestes mniej wiecej okolo mnie :)
                                                    ---
                                                    my/ outsider
                                                    mnie cieszylo odnalezienie ksiazki, gdzie naturalnie identyfikowalabym sie z bohaterem, z narratorem. albo pojedynczej osoby.
                                                    niesamowicie tez uszczesliwilo mnie spotkanie grona moich dlugoletnich przyjaciol. lol, te same shizy, poczucie humoru. oczywiscie, ze sie pozmienialismy bardzo, ale to takie cudowne odczuc, ze pod tymi wszystkimi roznicami, dalej tak wiele nas laczy.

                                                    dzisiaj mysle rowniez, ze to jednak nie niepewnosc, ze to jednak pragnienie - tak jak mowisz - przynaleznosci. tyle, ze niektorzy maja to pragnienie bardzo mocno rozwiniete, tak mocno, ze gotowi sa zmienic sie tylko po to by dopasowac sie do jakiejs grupy. ja raczej szukam grupy, kogos z kim mi bedzie po drodze ot tak, po prostu, naturalnie.
                                                    nie ma we mnie jakiegos parcia na przynaleznosc do grupy, ale ciagle dowiadywanie sie, ze " o, tutaj tez znalazlam sie na marginesie, tutaj tez nie pasuje, tu zostalam czarna owca" jest nieco smutne czasami. tak patrzec jak sobie inni wspolnie hasaja i wiedziec ze chocby sie chcialo hasac z nimi, to sie nie da, bo nie bedzie wspolnego klimatu do hasania, bo to byloby sztuczne.
                                                    a najgorsze chyba ze wszystkiego jest przeczucie, ze nieoplacalnie jest mowic co sie mysli, byc kim sie jest, he he opowiadac o swojej przeszlosci albo zamiarach szczerze, zdradzac tajnikow wlasnej filozofii zyciowej. tzn, mozna, czemu nie, ale trzeba sie liczyc z tym, ze - tak wygladaja dane doswiadczalne- grupa bedzie bardzo rozczarowana tym, co zobaczyla. wiec albo sie gra, albo sie jest soba. albo tak po troszeczku, tak sie siebie przemyca po kawalku jak jakis material zracy. i sie zdaje czasem ze ach tu mi dobrze tu mi cieplo tu sie bede rozmnazac ( rozmrazac), i sie odwaznie wyjawia wlasne prawdy, po czym nastaje gleboka glucha cisza, zonk, grupa puszcza sobie porozumiewawcze spojrzenia. o czyms takim pisze miller, w ktorym znalazlam wlasne mysli, ktory byl jak wielkie " tak" dla tego wszystkiego co nosilam w sobie, i czego sie wstydzilam, nie mialam smialosci wypowiedziec
                                                    "Chociaż więc śmiech dopiero zamierał, już się dawało wyczuć jad. - Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy - powiadano, ale wyciągnięta do mnie wilgotna, bezwładna ręka zadawała kłam tym słowom.
                                                    Persona non grata! Jezu, jakie mi się to dzisiaj wydaje oczywiste! Żadnych wyborów, żadnych możliwości: musiałem brać to, co było do wzięcia i starać się to polubić. Musiałem się nauczyć żyć z szumowinami, pływać jak szczur rynsztokowy albo zatonąć. Jeżeli ktoś postanowi dołączyć do stada, już się uodparnia. Żeby zyskać poparcie i poklask, trzeba się wyrzec swojej indywidualności, trzeba się nie wyróżniać ze stada. Można marzyć, jeżeli marzy się tak samo. |"


                                                    i chyba nie ma to jednak zwiazku z pewnoscia siebie, skoro mnie - niepewnej - nie dotyczy. a moze? trudno mi ocenic sie adekwatnie, prawdziwie, he he ;)
                                                    ---
                                                    wolontariat, piekna rzecz, ale skad brac na to czas? lubie moje rozrywki, lubie spac, musze pracowac aby miec jakies pieniadze, i tak z dnia i nocy juz niewiele zostaje...
                                                    ---
                                                    sa inne niz ekonomia i marketing kierunki, ale zanim ja je skoncze, bede miec sto lat, i konkurencje mlodziezy na karku...
                                                    jesli to zrobie to w polsce. no, nie jestem tytanem pracy ani koniem wyscigowym.
                                                    ale masz racje, czasem popadam w stan niewczesnych zali i czynie sobie samej wyrzuty , ze a jakbym zaczela cos tam dwa lata temu, to dzis juz bym byla daleko itd...
                                                    ---
                                                    komercyjna klapa b16...
                                                    biedny, az mi sie go zrobilo szkoda, ciekawe czy nie uaktywnil sie w nim " slynny niemiecki syndrom antypolski" z tego wszystkiego?
                                                    ale, ale, czytalam, ze b16 wierzy w istnienie szatana, w mozliwosc opetania, totez powolal specjalne 'oddzialy' duchownych - egzorcystow...
                                                    tworzy wlasny wizerunek ?
                                                    ---
                                                    kontestacja
                                                    odrzucialas wiare wpojona i wybralas inna. widac mialas po temu warunki. pewnie takze specyfika szturchniec od zycia i genow zadecydowala o tym , jaka konkretnie wiare wybralas sama... czy nie?
                                                    ---
                                                    "meandry sa tak samo dobre, jak glowny nurt."
                                                    he he, tylko ze na meandrach mozna utknac i juz w nurt nie wrocic ;)
                                                    ---
                                                    cdn...
                                                  • 21.04.08, 01:08
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > ojciec/ swiety
                                                    > wybacz, ale MI chyba nigdy nie bedzie juz dane skojarzyc idei
                                                    ojca ze swietosci
                                                    > a ;)

                                                    A moze bedzie, bralam udzial w takich rzeczach, ze moge spokojnie
                                                    uwierzyc we wszystko.

                                                    > moze stad ufoidalnosc?

                                                    Pewnie tak, u ciebie postac ojca nie kojarzy sie z pelna tesknoty
                                                    luka, tylko z czyms zupelnie innym.

                                                    > nie ma mnie tam, nie zawieram now
                                                    > ych znajomosci, wiec nie wiem. dalej wydaje mi sie to absurdalnie
                                                    > smieszne... :)

                                                    Dalej to jest element poprawnosci politycznej w polskim wydaniu.

                                                    > wez, wez , wez, przestan, teraz ty powiesisz mnie na lampie
                                                    ogrodowej, ale... h
                                                    > mm, jednak jestem medium. snila mi sie dwa dni temu taka ostra
                                                    debata z - dokla
                                                    > dnie - "uduchowiona ciocia cala w zwiewnych tiulach i
                                                    falbankach' , choc to nie
                                                    > byla solaris, bylo to zbiorcze wcielenie typu podmuchow/ dotykow
                                                    wiatru...
                                                    > i, cholera, az sie boje drapac tego diabelka...

                                                    A nie, dlaczego?
                                                    Ja wierze, ze wszystko, co sie nam sni, to jakies emanacje wnetrza.
                                                    Nawet, jesli sie sni ktos z zewnatrz, to dlatego, ze jakos w nas
                                                    oddzwieka, w jakiejs naszej wewnetrznej zbitce cech. Pisalam, ze
                                                    wierze, iz kazdy ma taka wewnetrzna solaris.
                                                    Ktora, nota bene, wyobrazam sobie jako sporej wielkosci meduze.
                                                    Rozowa.

                                                    > to bylo takie nie- do- zniesienia, ta slodycz uduchowiona ktora
                                                    nijak nie chcia
                                                    > la przejsc na logiczny tryb argumentowania, tylko zbawiac i
                                                    zbawiac moja dusze
                                                    > salaterkami poezji.

                                                    Hehehe.

                                                    nawet kiedy wyszarpnelam jej krzeslo spod siedzenia, ona da
                                                    > lej trelowala, nakrecona swoja eteryczna miloscia, wiara i
                                                    nadzieja, sila swoje
                                                    > j irracjonalnej prawdy, sila przekonania o tym, ze ona jest
                                                    dobra, a ja bladze
                                                    > i ona mnie zbawi. najpierw prosilam, potem rzadalam, cedzilam
                                                    przez zacisniete
                                                    > zeby, warczalam ' przestan, to nie jest rozmowa, to jest twoj
                                                    swiety onanizm ps
                                                    > eudoduchowy' , ale nic... kopnelam ja, oj jak mi wstyd, ten
                                                    morderca zimny ze m
                                                    > nie wylazl, na chwilke zamilkla, nabrala lez w oczy, i hartu
                                                    ducha jeszcze wiek
                                                    > szego, nie do pobicia w roli apostola, meczennika trelujacej
                                                    prawdy... hmm, byl
                                                    > abym ja zabila z tej bezsilnosci, ale sumienie mnie obudzilo :].

                                                    Moze rzuc mysli o pisaniu nowel czy czegotam, a zajmij sie
                                                    scenariuszami. Thrillerow.

                                                    jak sie zachow
                                                    > ac wobec takich swietych gwalcicieli? niby mozna machnac reka i
                                                    odejsc, ale to
                                                    > czyni z kanarkow triumfatorow... dyskutowac sie nie da, bic nie
                                                    mozna...

                                                    Moze warto uswiadomic sobie, po co toczymy te boje?
                                                    Ja napisalam, ze w celach szkoleniowych, zeby podkrecic moja
                                                    wewnetrzna rozowa meduze, zmniejszyc jej obszar.
                                                    Oraz, hm, po prostu mnie to bawi, niestety. Nie wyrywalam muszkom
                                                    nozek, kiedy bylam mala, pewnie mam deficyt.

                                                    Po co to robisz?

                                                    > w sumie juz chyba lepiej zeby z cioci wyszla jaszczurka, z ta
                                                    przynajmniej walc
                                                    > zyc mozna.

                                                    Nie mozna, bo w takim stanie umyslu/ducha jaszczurka kasa, ale nie
                                                    zostawia sladow. Tam sie pojawily bardzo charakterystyczne rzeczy:
                                                    krytyka aluzyjna i bierna agresja. To atak, ktory madrosc ludowa
                                                    okresla 'dziurki nie zrobi, ale krew wypije'. Chodzi o to, zeby
                                                    ocalic dobre mniemanie o sobie (bardzo pojemny Cien, hehehe), a
                                                    jednoczesnie przysrac tej glupiej rurze, pardon - tej nieprzyjemnej
                                                    dyskutancte, czyli akurat tam chodzilo o mnie ;)

                                                    najgorsze sa meczennice lubujace sie w umieraniu za wiare, strach za
                                                    > czynac rozmowe z taka, jesli sie nie ma kaftanu bezpieczenstwa
                                                    > pod reka... jesl i sie jest "do szpiku kosci zlym" ???
                                                    > co mozna zrobic asertywnie?

                                                    Aertywnie: 'to jest moj poglad, a to twoj. Roznia sie' i isc z
                                                    bogiem :)

                                                    > no, to taka moja optymalnie do rozmiarow moich macierzynsk
                                                    > ich instynktow dostosowana wersja dziecka:)))

                                                    Nie ma sie co smiac.
                                                    W zasadzie u co najmniej polowy posiadaczy zwierzat mozna zauwazyc
                                                    cos podobnego albo takiego samego.

                                                    > okej, nie mow zatem ile konkretnie masz lat. zastanawialo mnie
                                                    czy naprawde jes
                                                    > tes wiele starsza ode mnie,

                                                    Nie :)
                                                    Ale lubie udawac stara, wiec madra ;P

                                                    > my/ outsider
                                                    ...
                                                    > dzisiaj mysle rowniez, ze to jednak nie niepewnosc, ze to jednak
                                                    pragnienie - t
                                                    > ak jak mowisz - przynaleznosci. tyle, ze niektorzy maja to
                                                    pragnienie bardzo mo
                                                    > cno rozwiniete, tak mocno, ze gotowi sa zmienic sie tylko po to
                                                    by dopasowac si
                                                    > e do jakiejs grupy. ja raczej szukam grupy, kogos z kim mi bedzie
                                                    po drodze ot
                                                    > tak, po prostu, naturalnie.

                                                    No tak, to mozna w dwie strony. Ale jednak grupa jakos - nawet
                                                    jesli dyskretnie i subtelnie - tez modeluje swoich poszczegolnych
                                                    czlonkow. Sa dos i don'ts, rzeczy ktore obsmiewamy i ktore
                                                    traktujemy powaznie, takie ktore sie nam podobaja i takie, na ktore
                                                    prychamy. Itd.

                                                    > a najgorsze chyba ze wszystkiego jest przeczucie, ze
                                                    nieoplacalnie jest mowic c
                                                    > o sie mysli, byc kim sie jest, he he opowiadac o swojej
                                                    przeszlosci albo zamiar
                                                    > ach szczerze, zdradzac tajnikow wlasnej filozofii zyciowej. tzn,
                                                    mozna, czemu n
                                                    > ie, ale trzeba sie liczyc z tym, ze - tak wygladaja dane
                                                    doswiadczalne- grupa b
                                                    > edzie bardzo rozczarowana tym, co zobaczyla. wiec albo sie gra,
                                                    albo sie jest s
                                                    > oba. albo tak po troszeczku, tak sie siebie przemyca po kawalku
                                                    jak jakis mater
                                                    > ial zracy. i sie zdaje czasem ze ach tu mi dobrze tu mi cieplo tu
                                                    sie bede rozm
                                                    > nazac ( rozmrazac), i sie odwaznie wyjawia wlasne prawdy, po czym
                                                    nastaje glebo
                                                    > ka glucha cisza, zonk, grupa puszcza sobie porozumiewawcze
                                                    spojrzenia.

                                                    To moze zalezy od tego, ile i jak.
                                                    Ja zazwyczaj bardzo bardzo powoli sie otwieram, raczej slucham niz
                                                    mowie i czesto na tym wygrywam.

                                                    o czyms
                                                    > takim pisze miller, w ktorym znalazlam wlasne mysli, ktory byl
                                                    jak wielkie " ta
                                                    > k" dla tego wszystkiego co nosilam w sobie, i czego sie
                                                    wstydzilam, nie mialam
                                                    > smialosci wypowiedziec
                                                    > "Chociaż więc śmiech dopiero zamierał, już się dawało wyczuć
                                                    jad. - Mam nadziej
                                                    > ę, że się jeszcze zobaczymy - powiadano, ale wyciągnięta do mnie
                                                    wilgotna, bezw
                                                    > ładna ręka zadawała kłam tym słowom.
                                                    > Persona non grata! Jezu, jakie mi się to dzisiaj wydaje
                                                    oczywiste! Żadnych wybo
                                                    > rów, żadnych możliwości: musiałem brać to, co było do wzięcia i
                                                    starać się to p
                                                    > olubić. Musiałem się nauczyć żyć z szumowinami, pływać jak szczur
                                                    rynsztokowy a
                                                    > lbo zatonąć. Jeżeli ktoś postanowi dołączyć do stada, już się
                                                    uodparnia. Żeby z
                                                    > yskać poparcie i poklask, trzeba się wyrzec swojej
                                                    indywidualności, trzeba się
                                                    > nie wyróżniać ze stada. Można marzyć, jeżeli marzy się tak samo.
                                                    |"

                                                    O rany, jakie to smutne jest.

                                                    > i chyba nie ma to jednak zwiazku z pewnoscia siebie, skoro mnie -
                                                    niepewnej - n
                                                    > ie dotyczy. a moze? trudno mi ocenic sie adekwatnie, prawdziwie,
                                                    he he ;)

                                                    Nie wiem, trudno mi sobie wyobrazic, kim bym byla, gdybym nie
                                                    spotkala tych, ktorych spotkalam.
                                                    Pewnie mogloby byc bardzo zle.
                                                    W ogole to znakomina wiekszosc waznych dla mnie ludzi znalazlam
                                                    przez internet, chociaz przyjaznimy sie i znamy realnie juz od lat.

                                                    > wolontariat, piekna rzecz, ale skad brac na to czas? lubie moje
                                                    rozrywki, lubie
                                                    > spac, musze pracowac aby miec jakies pieniadze, i tak z dnia i
                                                    nocy juz niewie
                                                    > le zostaje...

                                                    Nawet nie chodzilo mi o piekno, chociaz to tez, ale o wzgledy
                                                    pragmatyczne - atut w CV i przymiarke twoja do zmiany kierunku
                                                    sciezki zawodowej.
                                                    Noale jak sie chce i miec ciasteczko, i je jednoczesnie zjesc...
                                                    Ok, bez moralow ;)

                                                    > ale masz racje, czasem popadam w stan niewczesnych zali i czynie
                                                    sobie samej wy
                                                    > rzuty , ze a jakbym zaczela cos tam dwa lata temu, to dzis juz
                                                    bym byla daleko
                                                    > itd...

                                                    Lapie sie dokladnie na tym samym, wiec wiem, jakie to jest glupie.
                                                  • 20.04.08, 05:06
                                                    religia supermarket
                                                    niby supermarket ale jednak i tabu. moze nie jest to juz czyste chrzescijanstwo, ale nie jest to chyba jeszcze post- chrz..
                                                    jest to chyba juz bardziej tradycja niz szczere wyznanie, ale mimo wszystko w chwilach kryzysu wielu wraca do korzeni, dudni im w glowach ten ciezki glos.
                                                    pokusze sie o teze, ze w chwili trwogi, nieszczescia, ta chrz co seks przed slubem akceptuje, zacznie czynic sobie wyrzuty z powodu odejscia od religii, tutaj moze szukac usprawiedliwienia dla zlych wydarzen w jej zyciu...
                                                    choc chyba jednak masz racje, ze chrz, katolicyzm polski jest glownie fasadowy, niewielu scisle przestrzega nakazow katechizmu, ustalen papieza, traktujac to wszystko bardzo wybiorczo. moze chodzi zatem o mile ciepelko przynaleznosci do establiszmentu ( nie wiem, czy poprawnie uzywam tego slowa), o wygode jaka daje dostosowanie sie do tradycji?
                                                    zaangazowanie w panteizm wymagaloby glebszych przekonan, byloby sie narazonym na dyskusje, na koniecznosc przemyslen i udowadniania swoich racji, takze na wytykanie palcami. ale tez wszystkie ciotki odetchnelyby z ulga i poklepalyby po glowce, gdyby panteizm zostawic z dnia na dzien,... wreszcie skonczylyby sie pytania. latwiej byc fasadowym chrz, katolikiem niz panteista. oszczednosc czasu i energii :)
                                                    ---
                                                    mantra
                                                    'Widze, ze ktos ci wmowil, ze masz numer komorki do Boga, i wydaje
                                                    ci sie, ze wiesz jaka jest prawda, bo sobie do niego dzwonisz, hu hu'
                                                    skad to widzisz? ode mnie tego nie widac... raczej cos odwrotnego, jesli juz cokolwiek... chlip chlip ;)))

                                                    okej, " nie wiem" uwalnia cie od pytan na ktore odp nie znasz, dobrze ci z tym
                                                    a ja lubie te moje czyniebotrawy, a takze mnie moja marnosc uwalnia od nich niejako.
                                                    marnosc to twoje nie wiem wypowiedziane z innego poziomu.
                                                    moze malo prolife, ale skuteczne w leczeniu udarow wywolanych obserwacja pantomimy gry
                                                    czy wygrasz czy przegrasz jeden grzyb
                                                    tak w sumie
                                                    choc tak, to jest o orbite za daleko od ziemi
                                                    to prawie jak sukces, ktory jest kleska, ktora jest sukcesem.
                                                    tak, to malo prolife
                                                    wymysle cos innego, byc moze :)
                                                    myslisz ze powinnam?
                                                    ---
                                                    rt38
                                                    no, zhiz niezly
                                                    mam kilka typow
                                                    najmniej psychotyczny to ten, ze rt to rosario tijeras
                                                    a haslo to cos o muminkach
                                                    co byloby kolejnym przyczynkiem za tym, ze jestem medium
                                                    a konkretnie to 36\ 38 (!) rozmiar nosze ;]
                                                    mam nadzieje ze nie wyniknie z tego jakas niesmieszna draka...

                                                    sciskam :)))

                                                    --
                                                    A tranquil state of perfect calm and receptivity
                                                  • 21.04.08, 01:37
                                                    > komercyjna klapa b16...
                                                    > biedny, az mi sie go zrobilo szkoda, ciekawe czy nie uaktywnil
                                                    sie w nim " slyn
                                                    > ny niemiecki syndrom antypolski" z tego wszystkiego?

                                                    Nie wiem, bo nie sledzilam az tak. Chyba nie.

                                                    > ale, ale, czytalam, ze b16 wierzy w istnienie szatana, w
                                                    mozliwosc opetania, to
                                                    > tez powolal specjalne 'oddzialy' duchownych - egzorcystow...
                                                    > tworzy wlasny wizerunek ?

                                                    Wojownika? Mozliwe.
                                                    Nad moja siostra nasza niania odprawila kiedys egzorcyzmy, ale
                                                    jakos nie pomoglo.

                                                    > kontestacja
                                                    > odrzucialas wiare wpojona i wybralas inna. widac mialas po temu
                                                    warunki. pewnie
                                                    > takze specyfika szturchniec od zycia i genow zadecydowala o tym ,
                                                    jaka konkret
                                                    > nie wiare wybralas sama... czy nie?

                                                    No wlasnie nie wiem.
                                                    Bardzo dawno temu jas stereo chyba zadal takie pytanie - 'czy
                                                    gdybys mogla przezyc zycie jeszcze raz, tzn urodzic sie na nowo, w
                                                    tym samym miejscu i porze, bez pamieci tego, co przezylas,
                                                    powtorzylabys je bez zadnych zmian?'

                                                    > "meandry sa tak samo dobre, jak glowny nurt."
                                                    > he he, tylko ze na meandrach mozna utknac i juz w nurt nie
                                                    wrocic ;)

                                                    Moze tak ma byc :)

                                                    > religia supermarket
                                                    > niby supermarket ale jednak i tabu. moze nie jest to juz czyste
                                                    chrzescijanstwo
                                                    > , ale nie jest to chyba jeszcze post- chrz..

                                                    Bo ja wiem, czy tabu?
                                                    Bardzo rzadko chodze do kosciola, ale nie widac po ludziach
                                                    jakiegos duchowego uniesienia - po kaplanie najmniej.

                                                    Czytalam dzis bardzo fajny felieton o Kosciele w Polsce - o tym,
                                                    czemu rozni duchowi intelektualisci od niego odchodza (bylo pare
                                                    spektakularych odejsc koscielnych myslicieli w ciagu paru lat).
                                                    Otoz napisali, ze hierarchia koscielna byla u nas dobierana tak,
                                                    zeby mogla walczyc z ustrojem o ludzkie dusze. To byla wygrana
                                                    walka, o politycznym zasiegu zreszta. Tyle, ze ci koscielni
                                                    urzednicy na swoich stolkach zostali i wychowali sobie rzesze
                                                    nastepcow w swoim stylu.
                                                    A urzednik-wojownik z syndromem oblezonej twierdzy ('wrogowie sa
                                                    wszedzie, musimy zewrzec szeregi i bronic naszych za wszelka cene')
                                                    nigdy raczej nie bedzie sie zajmowal kwestiami wprost duchowymi czy
                                                    mistycznymi.

                                                    Stad rozczarowanie niektorych duchownych, wielu wiernych i stad
                                                    afery pedofilskie oraz zawziete przekonanie, ze zaden kaplan KK nie
                                                    kolaborowal z systemem. Mimo dowodow.

                                                    > jest to chyba juz bardziej tradycja niz szczere wyznanie, ale
                                                    mimo wszystko w c
                                                    > hwilach kryzysu wielu wraca do korzeni, dudni im w glowach ten
                                                    ciezki glos.

                                                    W chwilach kryzysu to Polak nie chodzi do kosciola, ale do
                                                    supermarketu, a najlepiej do centrum handlowego.
                                                    Na najwieksze centrum handlowe w Europie, warszawską Arkadię, mowi
                                                    sie czesto 'Swiatynia'.

                                                    > pokusze sie o teze, ze w chwili trwogi, nieszczescia, ta chrz co
                                                    seks przed slu
                                                    > bem akceptuje, zacznie czynic sobie wyrzuty z powodu odejscia od
                                                    religii, tutaj
                                                    > moze szukac usprawiedliwienia dla zlych wydarzen w jej zyciu...

                                                    'Jak trwoga to do boga'
                                                    No tak, ale chwile kryzysu zdarzaja sie od swieta. A na codzien z
                                                    kolezanki, ktora dziewictwo trzyma do nocy poslubnej, mowi sie z
                                                    usmieszkiem politowania, protekcjonalnie.

                                                    > choc chyba jednak masz racje, ze chrz, katolicyzm polski jest
                                                    glownie fasadowy,
                                                    > niewielu scisle przestrzega nakazow katechizmu, ustalen papieza,
                                                    traktujac to
                                                    > wszystko bardzo wybiorczo.

                                                    Imo to zjawisko dotyczy chrzescijanstwa w ogole.
                                                    W odroznieniu od roznych wyznawcow islamu np.

                                                    moze chodzi zatem o mile ciepelko przynaleznosci do
                                                    > establiszmentu ( nie wiem, czy poprawnie uzywam tego slowa), o
                                                    wygode jaka daje
                                                    > dostosowanie sie do tradycji?

                                                    O rozne rzeczy. Np o to, zeby dzieciak nie nudzil sie, kiedy jego
                                                    koledzy ida na lekcje religii, albo zeby przystapil do komunii jak
                                                    jego koledzy albo zeby tesciowa nie gadala, 'zesmy dzieciaka nawet
                                                    nie ochrzcili'. Albo zeby jednak miec slub koscielny, bo kosciol
                                                    jest bardziej uroczysty od urzedu. itd

                                                    > zaangazowanie w panteizm wymagaloby glebszych przekonan, byloby
                                                    sie narazonym n
                                                    > a dyskusje, na koniecznosc przemyslen i udowadniania swoich
                                                    racji, takze na wyt
                                                    > ykanie palcami. ale tez wszystkie ciotki odetchnelyby z ulga i
                                                    poklepalyby po g
                                                    > lowce, gdyby panteizm zostawic z dnia na dzien,... wreszcie
                                                    skonczylyby sie pyt
                                                    > ania. latwiej byc fasadowym chrz, katolikiem niz panteista.
                                                    oszczednosc czasu i
                                                    > energii :)

                                                    Mysle, ze po prostu ludzie nie przechodza tego (waznego) etapu,
                                                    ktory udalo sie przejsc mi: tzn kontestacji wiary miedzy roznymi
                                                    postawami wyniesionymi z domu, czyli 'wchowanymi'.
                                                    Albo istotnie przezyli, ale po stwierdzeniu, ze wiara organizuje
                                                    zycie (swieta np) albo wmowieniu, ze 'katolik ma moralnosc, bo ma X
                                                    przykazan', machneli reka i wydeptuja te same sciezki.

                                                    > mantra
                                                    > skad to widzisz? ode mnie tego nie widac... raczej cos
                                                    odwrotnego, jesli juz co
                                                    > kolwiek... chlip chlip ;)))

                                                    A jakbys nie mantrowala tak, to jak bys mantrowala?


                                                    > marnosc to twoje nie wiem wypowiedziane z innego poziomu.

                                                    Mi sie wydaje, ze poziom tej twojej marnosci to jest jakos pod
                                                    piecioma metrami mulu. To pesymistyczne jest, obezwladniajace takie.

                                                    > moze malo prolife, ale skuteczne w leczeniu udarow wywolanych
                                                    obserwacja panto
                                                    > mimy gry
                                                    > czy wygrasz czy przegrasz jeden grzyb

                                                    'Pesymizm defensywny'?

                                                    > tak w sumie
                                                    > choc tak, to jest o orbite za daleko od ziemi
                                                    > to prawie jak sukces, ktory jest kleska, ktora jest sukcesem.
                                                    > tak, to malo prolife
                                                    > wymysle cos innego, byc moze :)
                                                    > myslisz ze powinnam?

                                                    Tylko wtedy, kiedy ty tak uznasz.

                                                    > rt38
                                                    > no, zhiz niezly
                                                    > mam kilka typow
                                                    > najmniej psychotyczny to ten, ze rt to rosario tijeras
                                                    > a haslo to cos o muminkach
                                                    > co byloby kolejnym przyczynkiem za tym, ze jestem medium
                                                    > a konkretnie to 36\ 38 (!) rozmiar nosze ;]
                                                    > mam nadzieje ze nie wyniknie z tego jakas niesmieszna draka...

                                                    Zlewka.
                                                    Imo albo sie gosciowi cos kosmicznie pomerdalo, albo ma cos
                                                    nietenten. Proponuje nie podsycac jego plomyczka.

                                                    czul.

                                                    --
                                                    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
                                                  • 21.04.08, 03:45
                                                    hmm, polaczmy ojca i matke z ciocia w tiulach i otrzymamy odp na pyt dlaczego tak koszmarnie zalezy mi nieraz na dialogu.
                                                    mniej? neurotycznie sytuacje rozpatrujac, chodzi mi o lek przed byciem pozartym przez taka osobe. hymny ku czci czegos tam, kompletne bzdury zalewaja coraz wieksze obszary przestrzeni, memy sie reprodukuja, wzeraja jak rak. jest ok, kiedy mozna odejsc, kiedy jest gdzie odejsc... kiedy nie ma dosc przestrzeni, w realu czy chocby na forum, w jakims watku zaczyna sie trelowanie, czuje jak jedna reka mi opada a druga symultanicznie ostrzy noz w kieszeni.
                                                    swietlicki napisal taki chory tekst " ktoregos dnia to miasto bedzie nalezec do mnie, na razie chodze, patrze, wkladam zdejmuje kastet"
                                                    a kilka lat pozniej " pomylilem sie, to miasto nigdy nie bedzie nalezec do mnie, pomylilem sie"
                                                    jak by to trafnie ujac???
                                                    czuje przymus/ potrzebe obrony wlasnego zdania, przeraza mnie zakrakanie.jestem przeswiadczona, ze jesli po prostu odejde, te bzdury sie zreplikuja, ze oddam mecz walk overem. ale ta druga strona niesiona na skrzydlach " prawdy" i ' milosci' jeszcze do tego, jest slabszosilniejsza ode mnie. i nie dopuszcza mozliwosci dyskusji, o ile rozmowca nie sklada rak do rytmu jej slow.
                                                    jasne, w swietle matry " marnosc nad marnosciami" powinnam dac sobie siana i odejsc, bo coz z tego ze krolewna sniezka wygra?
                                                    widac takie sytuacje sciagaja mnie mocno wprost na kort. a na tym korcie, po drugiej stronie siatki stoi sobie ktos, kto wdzieczy sie do publicznosci, juz dawno sobie wieniec laurowy byl nalozyl...co rozdraznia mnie niebotycznie, psychotycznie?
                                                    a czasem mam tak, ze nie wdaje sie w dyskusje, omijam 'romantyczne' watki, zawczasu pogodzona z przeczuwana porazka.
                                                    ale to byl sen, i nie bylo w nim opcji exit.
                                                    --
                                                    nie sadze aby chodzilo tu o moja wewnetrzna ciotke, ale zastanowie sie nad tym. hmm, chyba ze w tym ujeciu, ze swoje nielubiane cechy tiulowe wyalienowalam w matke.
                                                    wg ciebie, tiulowosc jest zatem moim cieniem, tak? jak mam zintegrowac ten cien? na czym to polega?
                                                    ---
                                                    thrillery to zycie pisze, ja sie tylko o nie potykam co jakis czas ;) akurat to wylapuje z rzeczywistosci...
                                                    ---
                                                    wole jaszczura od meczennicy. bo wg ' naszych tradycji' jaszczury wolno zabijac, natomiast meczennic nie.

                                                    hmm, krytyka aluzyjna i bierna agresja...
                                                    tu wyloni sie ze mnie wzorowa uczennica i powie: a nie myslisz, ze to nieladnie tak ludzi za plecami obmawiac? czemu nie pojdziesz do solaris do domu i jej tego w twarz nie powiesz, co, niedobra? bo ze ja nie pojde to wiadomo, bo ja ten tego, nie lubie jak krzycza, szczegolnie jak sa plci zenskiej to jakos nie wiem co robic...
                                                    ---
                                                    z ta asertywnoscia jest taki problem ze raczej nie dziala w sytuacji ostrego konfliktu o jakas niepodzielna rzecz np, prawda?
                                                    jesli ktos mowi mi " masz zyc tak i tak' i nie chce w ogole uzasadniac swoich racji, tylko treluje o korzysciach, a raczej o wznioslosci i pieknie takiego zycia, to co ja mam robic. odejsc mowiac, to twoj poglad, bye... ale gdy od trelu nie ma ucieczki, gdy trel staje sie glosem ludu, cofam sie i cofam pod mur. i gdy tak stoje do muru przyparta trelem morelem, to co? to o takiej sytuacji snilam...
                                                    wazne jednak chyba, aby nie traktowac kazdego spotkania z trelem jako neurotycznego powrotu do sytuacji bycia przypartym do muru...
                                                    ---
                                                    piesek/ nie ma sie co smiac
                                                    ale ja sie nie smieje, ja sie usmiecham szeroko :)
                                                    myslisz ze jest cos zlego w uswiadomieniu sobie rozmiarow wlasnych ciagot macierzynskich?
                                                    czy moze ' powinnam' pracowac nad ich powiekszeniem ( he he ), poglebieniem ?
                                                    raczej nie po drodze mi z tym... mimo ze slysze trel wokol.
                                                    ---
                                                    grupa
                                                    jasne, rozumiem ze ludzi ktorych spotykam nie musza mnie lubic.
                                                    jako i ja ich bezgranicznie rzadko kiedy akceptuje
                                                    ale milo jest raczej byc w grupie, gdzie pozytywna ocena jest wzajemna i akcepatacja grupy nie wymaga ode mnie zbyt olbrzymich wysilkow z zakresu mimikry.
                                                    najbardziej zas interesuja mnie znajomosci oparte na poszanowaniu wzajemnej odmiennosci, pelne wyrozumialosci choc niekoniecznie lukrowania.
                                                    ---
                                                    co wygrywasz na tym ze dlugo sie otwierasz, sluchasz raczej niz mowisz?
                                                    ---
                                                    miller smutny?
                                                    tak, ale tylko przez 5 sekund, za chwile znow podskoczy z motyka na slonce :)))
                                                    podobno miller byl raczej spokojnym czlowiekiem, moze nie akuratnym i ugrzecznionym, ale tez nie takim wariatem jakby wynikalo z jego ksiazek...
                                                    piszac dawal upust fantazji i temu wszystkiemu co sie w nim zbieralo, bez ograniczen.
                                                    ---
                                                    niewczesne zale
                                                    to jak ilustracja do opowiastki o tym ojcu dwoch chlopcow co nie umieli plywac...
                                                    ---
                                                    "Nad moja siostra nasza niania odprawila kiedys egzorcyzmy, ale jakos nie pomoglo."
                                                    he he
                                                    moze niani pomoglo chociaz?
                                                    ---
                                                    gdybys znalazla sie w dokladnie takim samym swiecie w jakim bylas, gdyby wszystko bylo dokladnie takie same, to i ty bylabys taka sama, zrealizowalby sie nietzscheanski wieczny powrot.
                                                    jaki problem masz z odp na takie pytanie?
                                                    to troche tak jak z naszym axelem... skoro wybierasz a a nie b, to znaczy, ze do wyboru b jeszcze nie doroslas w jakims sensie ( albo juz cie to nie interesuje). czy nie?
                                                    ---
                                                    refleksje na temat kk - artykul
                                                    bardzo ciekawe, brzmi to sensownie
                                                    a masz moze jakies porownanie z kosciolami w innych panstwach?
                                                    ---
                                                    centrum handlowe swiatynia
                                                    oj, dobre :)))
                                                    naprawde nie ma juz poboznych katolikow w polsce?
                                                    czy tylko masz na mysli, ze gleboka poboznosc jest zjawiskiem marginalnym?

                                                    doszly mnie sluchy,ze kk przegrywa w supermarkecie wlasnie dlatego, ze sie nie modernizuje, nie trzyma tempa przemianom...

                                                    islam jest mlodszy o te kilkaset lat, prawda? jest zywy jeszcze, jest alternatywa dla tych, ktorzy chcieliby religii preznej, zielonej jak lodyzka a jednoczesnie wielkiej, tak mi sie zdaje.
                                                    ---
                                                    te rozne rzeczy ktore wymieniasz, chrzest dla tesciow, bialy slub koscielny, komunia to dla mnie wlasnie obrazuje chec przynalezenia do czegos wyprobowanego, odegnania koniecznosci myslenia, buntu..., pewne wygodnictwo rowniez i w sumie niepowazne traktowanie religii.
                                                    'Mysle, ze po prostu ludzie nie przechodza tego (waznego) etapu,ktory udalo sie przejsc mi: tzn kontestacji wiary miedzy roznymi postawami wyniesionymi z domu, czyli 'wchowanymi'. Albo istotnie przezyli, ale po stwierdzeniu, ze wiara organizuje zycie (swieta np) albo wmowieniu, ze 'katolik ma moralnosc, bo ma X przykazan', machneli reka i wydeptuja te same sciezki.'
                                                    o wlasnie :)
                                                    ---
                                                    obezwladniajaca sila mojej mantry...
                                                    e tam, ja wiem? raczej przykrywka dla lenistwa i leku, wymowka sluzaca wymknieciu sie z gonitwy za doczesnoscia. poza tym tak to widze ...
                                                    taka postac jest w tarocie : pustelnik
                                                    on tak sobie siedzi na kamieniu przed swym eremem i patrzy jak migaja sylwetki biegaczy. czasem wode poda.

                                                    pesymizm defensywny? no, cos w ten desen jakby
                                                    rzeczywiscie nie trawie ofensywnych optymistow...
                                                    uwazasz ze istnieje sluszna postawa wobec zycia?
                                                    nawet jesli tak uwazasz, to ja nie musze na szczescie sie z toba zgadzac
                                                    wiem, wiem, sama sobie robie krzywde...,tak troche odwrocone jest moje zycie
                                                    z reguly ludzie do trzydziestki zajmuja sie wywieraniem wplywu na swiat zewnatrzny, i tak okolo tego wieku, zaczynaja odczuwac jakas tam pustke w sobie, co sklania ich ku ' duchowosci"
                                                    hmm, a ja jakos tak w poprzek temu ide, za nic majac maslowa, cwiczac survival i ' asceze' jak mnie bieda przycisnie. choc ta bieda i ta asceza wydaja mi sie absurdalnie przesadzone. biedne to sa te nasze dyzurne afryczatka przeciez...
                                                    ale jestem na dobrej drodze - czas plynie, lek narasta, juz niedlugo powinnam sie obudzic.

                                                    a moje kochane slodkie kotki upolowaly sobie ptaszka. skrzydelko i glowke jeno zostawily, he he

                                                    pozdrawiam :)))

                                                    --
                                                  • 22.04.08, 01:54

                                                    szarylemur napisała:

                                                    > hmm, polaczmy ojca i matke z ciocia w tiulach i otrzymamy odp na
                                                    pyt dlaczego t
                                                    > ak koszmarnie zalezy mi nieraz na dialogu.
                                                    > mniej? neurotycznie sytuacje rozpatrujac, chodzi mi o lek przed
                                                    byciem pozartym
                                                    > przez taka osobe.

                                                    Gdzies tam czytalam, ze rodzice sa pierwszym Bogiem. I z grubsza
                                                    mozna uznac, ze relacja z nimi (ta z wczesnego dzieciectwa)
                                                    ksztaltuje nasza relacje z Bogiem.

                                                    > czuje przymus/ potrzebe obrony wlasnego zdania, przeraza mnie
                                                    zakrakanie.jestem
                                                    > przeswiadczona, ze jesli po prostu odejde, te bzdury sie
                                                    zreplikuja, ze oddam
                                                    > mecz walk overem.

                                                    Skoro lubisz pytania, moze popytaj sie, co sie stanie, jesli te
                                                    bzdury sie zreplikuja? Dlaczego odczuwasz to jako porazke? Co
                                                    byloby sukcesem i czemu bylby on dla ciebie taki wazny?
                                                    Itd.
                                                    Ja tez mam w sobie rzeczy, ktore odczuwam jako przymusy, ale mam
                                                    uczulenie na sytuacje, w ktorej czuje przymus nierozpracowany, nie
                                                    zrozumialy. Zrozumialy przymus latwiej zmienic w wybor.

                                                    > wg ciebie, tiulowosc jest zatem moim cieniem, tak? jak mam
                                                    zintegrowac ten cien
                                                    > ? na czym to polega?

                                                    Zeby zintegrowac cien, trzeba wyszarpnac mu kawalek.
                                                    Zobacz, jaka fajna jest sytuacja twoja z solaris i moja (z
                                                    watku 'daczego') z groszkiem. One obie tam pokazuja cien w akcji,
                                                    jednoczesnie kompletnie go nie dostrzegajac, czasem nawet
                                                    zaklinajac, piszac cos w rodzaju 'i nikogo nie atakuje',
                                                    jednoczesnie przejawiajac agresje.
                                                    Cien dlatego nazywa sie Cieniem, ze go trudno zobaczyc. Dlatego, ze
                                                    go nie chcemy zobaczyc.

                                                    Roboczo najlepiej zalozyc, ze skoro np uwazasz, ze jestes sklonna
                                                    do milosci, pewnie tez sklonna jestes do nienawisci. Jesli do
                                                    agresji to pewnie tez do lagodnosci. Itd. Poczym zastanowic sie,
                                                    czemu nie widzisz tych cech, ktorych nie ma w twojej Personie. I -
                                                    witaj, Cieniu.
                                                    Nie wiem, czy to sa terapeutyczne metody, ja to sobie sama
                                                    wymyslilam.

                                                    > wole jaszczura od meczennicy. bo wg ' naszych tradycji' jaszczury
                                                    wolno zabijac
                                                    > , natomiast meczennic nie.

                                                    Forum jest o tyle bezpieczna sytuacja, ze nie ponosi sie tu tak
                                                    wielkich konsekwencji za zachowania niezgodne z normami.
                                                    A nauke stad mozna przeflancowac do realu.

                                                    > hmm, krytyka aluzyjna i bierna agresja...
                                                    > tu wyloni sie ze mnie wzorowa uczennica i powie: a nie myslisz,
                                                    ze to nieladnie
                                                    > tak ludzi za plecami obmawiac? czemu nie pojdziesz do solaris do
                                                    domu i jej te
                                                    > go w twarz nie powiesz, co, niedobra?

                                                    Za jakimi plecami?
                                                    Przeciez to publiczne forum i publiczna wymiana. Nie sadze, aby
                                                    byla zainteresowana tym, co mam na jej temat do powiedzenia, wiec
                                                    nie zamierzam jej wysylac zbawiajaco-uswiadamiajacego listu
                                                    typu 'prawda o tobie, sol'. Ona tu z kolei nie zaglada - ale ma
                                                    taka mozliwosc. Imo sytuacja fair, chociaz nie sadze, aby znalazl
                                                    sie ktokolwiek, komu by sie chcialo przez to brnac i czytac. To jak
                                                    kat w zatloczonej sali, w ktorym sa nasze zasiedziane fotele, nasze
                                                    gazety porozkladane, jakies kubki z niedopitymi kawami i okruchy po
                                                    ciasteczkach.

                                                    bo ze ja nie pojde to wiadomo, bo ja ten
                                                    > tego, nie lubie jak krzycza, szczegolnie jak sa plci zenskiej to
                                                    jakos nie wiem
                                                    > co robic...

                                                    No tak, to jest sluszna obawa, bo kobiety w drodze spolecznego
                                                    treningu, ktory zabrania im wyrazania wkurwu wprost, staja sie
                                                    niekiedy mistrzyniami w niekonfrontacyjnych, manipulanckich
                                                    atakach. Ale fechtunku z tego typu technikami mozna sie nauczyc na
                                                    kursach asertywnosci.

                                                    > z ta asertywnoscia jest taki problem ze raczej nie dziala w
                                                    sytuacji ostrego ko
                                                    > nfliktu o jakas niepodzielna rzecz np, prawda?

                                                    Jednym z (i imo najwazniejszym) prawem asertywnosci jest 'masz
                                                    prawo nie zachowywac sie asertywnie'. Sa sytuacje, w ktorych trzeba
                                                    to cale asertywne fiku-miku schowac do kieszeni, a wyjac i oddac
                                                    portfel, jak cie ktos prosi sugestywnie prezentujac dzialanie
                                                    mechanizmu sprezynowego swojego noza. Itd.

                                                    > jesli ktos mowi mi " masz zyc tak i tak' i nie chce w ogole
                                                    uzasadniac swoich r
                                                    > acji, tylko treluje o korzysciach, a raczej o wznioslosci i
                                                    pieknie takiego zyc
                                                    > ia, to co ja mam robic.

                                                    To zalezy, ile ma nad toba wladzy.
                                                    Np szef to troche taki bandzior z nozem - zwlaszcza, jesli o nowej
                                                    pracy z takich czy innych wzgledow mozesz pomarzyc tylko. Ale jaka
                                                    wladze ma nad toba anonimowy forumowicz np? Odpowiedz ponizej.












                                                    Taka, jaka mu dajesz.

                                                    odejsc mowiac, to twoj poglad, bye... ale gdy od trelu
                                                    > nie ma ucieczki, gdy trel staje sie glosem ludu, cofam sie i
                                                    cofam pod mur. i
                                                    > gdy tak stoje do muru przyparta trelem morelem, to co? to o
                                                    takiej sytuacji sni
                                                    > lam...

                                                    No ale na ile ty te cala sytuacje wymyslasz?
                                                    Tzn na ile tam jest ten mur i ile z tego ludu mowi jednym glosem?
                                                    Skoro ty masz inny glos, to sa tacy, ktorzy tez go maja. Skoro nie
                                                    ten lud, to inny. Moze ty sie sama w te sytuacje braku wyboru
                                                    wpedzasz, podczas kiedy wybor jest? Nawet we snie :)

                                                    > wazne jednak chyba, aby nie traktowac kazdego spotkania z trelem
                                                    jako neurotycz
                                                    > nego powrotu do sytuacji bycia przypartym do muru...

                                                    Mhm. Kalki z dziecinstwa?

                                                    > piesek/ nie ma sie co smiac
                                                    > ale ja sie nie smieje, ja sie usmiecham szeroko :)
                                                    > myslisz ze jest cos zlego w uswiadomieniu sobie rozmiarow
                                                    wlasnych ciagot macie
                                                    > rzynskich?
                                                    > czy moze ' powinnam' pracowac nad ich powiekszeniem ( he he ),
                                                    poglebieniem ?
                                                    > raczej nie po drodze mi z tym... mimo ze slysze trel wokol.

                                                    W decyzji o posiadaniu dziecka nalezy brac pod uwage glos dziecka,
                                                    jakkolwiek to glupio nie zabrzmi. Dziwnym zbiegiem okolicznosci
                                                    malo kto w takiej decyzji mysli o dziecku w sensie osoby. Istnieje
                                                    natomiast dziecko w sensie posiadania dziecka.

                                                    > najbardziej zas interesuja mnie znajomosci oparte na poszanowaniu
                                                    wzajemnej odm
                                                    > iennosci, pelne wyrozumialosci choc niekoniecznie lukrowania.

                                                    No tak, ale to sie po prostu rzadko zdarza. Kropka.

                                                    > co wygrywasz na tym ze dlugo sie otwierasz, sluchasz raczej niz
                                                    mowisz?

                                                    Wiedze o ludziach. Wiem, jakim jezykiem mowic, zeby mnie
                                                    wysluchiwali, albo rozumieli; jak sie zachowywac, zeby mysleli o
                                                    mnie to, co z grubsza chce, zeby mysleli. Oczywiscie nie zawsze to
                                                    wychodzi, psiakrew, ale to i tak wiele ulatwia.

                                                    > "Nad moja siostra nasza niania odprawila kiedys egzorcyzmy, ale
                                                    jakos nie pomog
                                                    > lo."
                                                    > he he
                                                    > moze niani pomoglo chociaz?

                                                    Nie, ona nadal miala kosmicznego szmergla. Cieplo ja wspominam.

                                                    [zagwozdka stereo]
                                                    > jaki problem masz z odp na takie pytanie?

                                                    Taki, ze to determinizm jest. Cos w rodzaju. I nie problem, chociaz
                                                    to chyba smutne - ale chodzilo, przypomne, o to, z czego zrobieni
                                                    jestesmy.

                                                    > naprawde nie ma juz poboznych katolikow w polsce?
                                                    > czy tylko masz na mysli, ze gleboka poboznosc jest zjawiskiem
                                                    marginalnym?

                                                    Nie wiem, pewnie sa. Wyrozniaja sie byc moze tym, ze sie nei
                                                    wyrozniaja.

                                                    > doszly mnie sluchy,ze kk przegrywa w supermarkecie wlasnie
                                                    dlatego, ze sie nie
                                                    > modernizuje, nie trzyma tempa przemianom...

                                                    Nie montuje neonow na kosciolach i nie odmadza/odchudza dziewczat z
                                                    choru, nie robi promocji typu dzis tylko dzis podczas spowiedzi nie
                                                    dajemy pokuty?

                                                    Nie chodzi o wyjscie frontem do klienta, ale raczej o uciazliwy
                                                    konserwatyzm, kolesiostwo (wyszlo po raz ktorys przy kolejnej
                                                    sprawie z pedofilia w Polsce), hipokryzje, niedouctwo (oj, tak),
                                                    nieznajomosc realiow zycia poza murami, syndrom oblezonej twierdzy,
                                                    niechetne kwestionowanie tego, co istnieje tylko dlatego, ze 'tak
                                                    bylo zawsze'. Itd. Duzo tych grzeszkow.

                                                    cdn
                                                  • 22.04.08, 02:10
                                                    > islam jest mlodszy o te kilkaset lat, prawda? jest zywy jeszcze,
                                                    jest alternaty
                                                    > wa dla tych, ktorzy chcieliby religii preznej, zielonej jak
                                                    lodyzka a jednoczes
                                                    > nie wielkiej, tak mi sie zdaje.

                                                    Swiety kolor islamu to zielen :)
                                                    Jest mlodszy, ale jest czesto uzyty do celow politycznych albo
                                                    obyczajowych - w stopniu wiekszym niz xianstwo obecnie, w dodatku
                                                    wielu ludziom kojarzy sie z roznymi nieprzyjemnymi rzeczami. Co
                                                    jest bzdura, bo to nie religia tworzy ludzi, ale ludzie religie.
                                                    Noale w Europie wyznawcy islamu chyba latwo nie maja.

                                                    > te rozne rzeczy ktore wymieniasz, chrzest dla tesciow, bialy slub
                                                    koscielny, ko
                                                    > munia to dla mnie wlasnie obrazuje chec przynalezenia do czegos
                                                    wyprobowanego,
                                                    > odegnania koniecznosci myslenia, buntu..., pewne wygodnictwo
                                                    rowniez i w sumie
                                                    > niepowazne traktowanie religii.

                                                    Funkcjonalnie, tak.
                                                    Ale moze masz racje, moze gdzies tam pod tym gdzies sie ten Bog
                                                    pałęta i moze od czasu do czasu poglaszcze taka swoja mroweczke,
                                                    nie wiem.

                                                    > obezwladniajaca sila mojej mantry...
                                                    > e tam, ja wiem? raczej przykrywka dla lenistwa i leku, wymowka
                                                    sluzaca wymkniec
                                                    > iu sie z gonitwy za doczesnoscia.

                                                    No tak, ona sie nie pojawila bez przyczyny. A mi sie wydaje, ze ona
                                                    z czasem mogla/moze stac sie sama przyczyna.

                                                    poza tym tak to widze ...
                                                    > taka postac jest w tarocie : pustelnik
                                                    > on tak sobie siedzi na kamieniu przed swym eremem i patrzy jak
                                                    migaja sylwetki
                                                    > biegaczy. czasem wode poda.

                                                    Fantastyczny plan na zycie, taki podawacz.
                                                    'Jestem podawaczka, i jestem szczesliwa'
                                                    'Cale zycie marzylam o podawaniu i w koncu sie udalo'

                                                    > pesymizm defensywny? no, cos w ten desen jakby
                                                    > rzeczywiscie nie trawie ofensywnych optymistow...
                                                    > uwazasz ze istnieje sluszna postawa wobec zycia?

                                                    Nie, jedynie sluszna to ta moja z zamykaniem oczu i naciskaniem
                                                    pedalu gazu ;)

                                                    > nawet jesli tak uwazasz, to ja nie musze na szczescie sie z toba
                                                    zgadzac
                                                    > wiem, wiem, sama sobie robie krzywde...,tak troche odwrocone jest
                                                    moje zycie
                                                    > z reguly ludzie do trzydziestki zajmuja sie wywieraniem wplywu na
                                                    swiat zewnatr
                                                    > zny, i tak okolo tego wieku, zaczynaja odczuwac jakas tam pustke
                                                    w sobie, co sk
                                                    > lania ich ku ' duchowosci"
                                                    > hmm, a ja jakos tak w poprzek temu ide, za nic majac maslowa,
                                                    cwiczac survival
                                                    > i ' asceze' jak mnie bieda przycisnie. choc ta bieda i ta asceza
                                                    wydaja mi sie
                                                    > absurdalnie przesadzone. biedne to sa te nasze dyzurne afryczatka
                                                    przeciez...
                                                    > ale jestem na dobrej drodze - czas plynie, lek narasta, juz
                                                    niedlugo powinnam s
                                                    > ie obudzic.

                                                    No tak, to tez jest metoda.
                                                    Imo to dzialanie w stylu Dziecka.

                                                    > a moje kochane slodkie kotki upolowaly sobie ptaszka. skrzydelko
                                                    i glowke jeno
                                                    > zostawily, he he

                                                    To o wiele lepsze niz odkrycie, ze po podworku trzepocze sie
                                                    nadgryziony, ale zywy ptaszek, ktorego brzydzisz sie dobic, a on
                                                    jakos nie chce umrzec sam z siebie. A kiedy sie zastanawiasz, co
                                                    zrobic, kot zaczyna sie domagac pochwal, ze taki zdolny...

                                                    czulko

                                                    --
                                                    W szczególności np. Skłodowska Curii też siedziałaby w jaskini
                                                    gdyby nie jej mąż.
                                                  • 22.04.08, 04:27
                                                    'Gdzies tam czytalam, ze rodzice sa pierwszym Bogiem. I z grubsza mozna uznac,
                                                    ze relacja z nimi (ta z wczesnego dzieciectwa)
                                                    ksztaltuje nasza relacje z Bogiem.'
                                                    tez o tym slyszalam. zatem : ja mam dwoch i z zadnym sie nie zgadzam. aniola i
                                                    diabla. hem, wlasciwie to wymyslilam to zanim jeszcze dotknelam psychologii.
                                                    bylam arbitrem w tych meczach. co za los :(
                                                    moze i stad ta marnosc sie wywodzi?
                                                    ---
                                                    sukcesem byloby odbycie dialogu . sukcesem byloby stworzenie sytuacji
                                                    rownoprawnosci/ rownoprawdnosci, cos w tym stylu.
                                                    porazka jest zabic przeciwnika brudnym chwytem, jak i dac sie zakrakac.
                                                    ---
                                                    cien?
                                                    po tym co napisalas zastanawiam sie czy mam cien w ogole? bo mi sie zdaje ze
                                                    wciaz sie zmieniam jak kalejdoskop, to jestem milutka i opiekuncza, to zimna i
                                                    wredna. kiedy jestem smutna moim cieniem jest radosc, z wielkiej powagi
                                                    przeskakuje w gadanie glupot. tak caly czas. zdaje mi sie, ze widze swoje jasne
                                                    i ciemne strony i nie buduje zbyt sztywnej maski. lubie tez zaglebiac sie w
                                                    cieniu na ogol. moze nawet zbyt namietnie ;)
                                                    ---
                                                    czy we mnie widzisz bierna agresje i krytyke aluzyjna? pytam z ciekawosci.
                                                    chcialam nawet zalozyc watek " jak mnie widzicie" ale jednak nie jestem gotowa
                                                    na to, co moglabym tam zastac.
                                                    ---
                                                    kobiety walczace.
                                                    yhm, zmije i zmijki lukrowane zeby jadowe. rzadko sie z tym stykam w realu,
                                                    raczej nie podejmuje konfrontacji z takimi kobietami. choc sama potrafie
                                                    zaatakowac znienacka i chyba dosc finezyjnie/ brutalnie osobe, ktorej nie lubie,
                                                    kiedy ta sie tego nie spodziewa a ja mam akurat jadowity nastroj...
                                                    ale typowo kobiecych szarpaninek nie lubie.
                                                    ---
                                                    " masz zyc tak i tak'
                                                    chodzilo o zycie w grupie...
                                                    czesto wybieram ' duchowa emigracje' w grupach
                                                    ---
                                                    'W decyzji o posiadaniu dziecka nalezy brac pod uwage glos dziecka,
                                                    jakkolwiek to glupio nie zabrzmi'
                                                    no wlasnie, biore. nie sadze aby miala byc dobra matka, jestem bardzo
                                                    skoncentrowana na sobie, na swoim zyciu wewnetrznym. poza tym nie lubie zycia
                                                    ktore jest walka, a z dzieckiem byloby ona walka na pewno, jako ze nie jestem
                                                    ani zamozna ani pomocnej rodziny nie posiadam.
                                                    moja matka mowila ze nie chciala miec dzieci tak dlugo, poniewaz bala sie
                                                    zaglady nuklearnej ( sic!). ja nie chce bo nie wiem jak wychowac dziecko, i nie
                                                    mam ochoty mierzyc sie z taka odpowiedzialnoscia. pies mniej potrzebuje , jest
                                                    odporniejszy, nie musze sie zastanawiac " czy go ochrzcic czy nie" ( zagrozenie
                                                    flirtem z tradycja, grupa ). itd itp. nie wiem, byc moze wszystko ulozyloby sie
                                                    dobrze, dziecko byloby szczesliwe i ja rowniez. ale wiecej przeslanek temu
                                                    przeczy, wiec po coz ... skoro mozna zapewnic szczescie psu i sobie rowniez?
                                                    ---
                                                    znajomosci
                                                    mozna isc na jakosc lub na ilosc. niektorzy po prostu potrzebuja towarzystwa jak
                                                    powietrza. ja nie az tak bardzo.
                                                    ---
                                                    przypatrywanie sie, dystans
                                                    konstruujesz persone kierujac sie zapotrzebowaniem otoczenia? chronisz siebie?
                                                    przed czym?
                                                    ---
                                                    determinizm
                                                    problem? w takim sensie chyba, ze juz glupio brzmia pioseneki o wolnosci :)
                                                    ale zobacz, co by zostalo z psychologii chociazby gdyby odrzucic determinizm?
                                                    smutne, ale i wyzwalajace zarazem, nie sadzisz?
                                                    'ale chodzilo, przypomne, o to, z czego zrobieni jestesmy. '
                                                    hmm, nie lapie jakos? o geny i memy, tak? i co?
                                                    ---
                                                    islam
                                                    'Jest mlodszy, ale jest czesto uzyty do celow politycznych albo
                                                    obyczajowych - w stopniu wiekszym niz xianstwo obecnie,'
                                                    moze to taki etap w cyklu rozwojowym religii?
                                                    'w dodatku wielu ludziom kojarzy sie z roznymi nieprzyjemnymi rzeczami.'
                                                    taaa, zapewne wielu z tych ludzi nie jest w stanie skojarzyc chrz z krucjatami,
                                                    paleniem czarownic i innymi takimi ' grzeszkami'
                                                    fanatycy maja to do siebie ze sklonni sa nawracac niewiernych wbrew ich woli i
                                                    dla ich dobra zarazem, a i jeszcze ku chwale bozej.
                                                    a czy to bedzie taka czy inna wiara to juz mniej istotne. ci bardziej
                                                    mainsteamowi ' wybiora' jakas duza religie, snobi i ekscentrycy - egzotyczne sekty.
                                                    wyznawcy islamu maja pewnie niezaciekawie w polsce, gdyz jest ich niewielu, a
                                                    musza mierzyc sie z obrazkami, tresciami pompowanymi przez tv i reszte
                                                    europocentrycznej tuby.
                                                    choc nie bylo mi do smiechu kiedy w jakiejs kawiarni w tangerze ogladalam
                                                    reklamy , po prostu reklamy swietej wojny.
                                                    nawracac na demokracje czy nie nawracac?
                                                    to dylemat prawie jak z mojego snu...
                                                    ciezka sprawa
                                                    twoje zdanie?
                                                    ---
                                                    podawacz.
                                                    he he
                                                    jak wyjezdzalam z kraju mialam chwiejny plan zostac marysia w bogatym domu
                                                    starego madrego profesora. odbebnic co moje i zajac sie tym co mnie interesuje w
                                                    sprzyjajacej atmosferze.
                                                    a w podstawowce, kiedy dzieci chcialy byc madonnami, strazakami, jacksonami,
                                                    nauczycielkami itd, ja zupelnie powaznie chcialam byc jezusem. :0
                                                    ale juz mi przeszlo :)))
                                                    a tak w ogole to nigdy nie myslalam wczesniej kim chcialabym byc. jakos nie
                                                    krecily mnie rozkminy na ten temat, i wlasnie dlatego jest jak jest ;)

                                                    ale mam nowa mantre, choc obawiam sie ze nie zadowoli twych gustow ;)
                                                    brzmi " hmmm"
                                                    to chyba najczesciej wypowiadana przeze mnie fraza (?)
                                                    indianskie imie nadala czeka
                                                    tak na kiedys to znana bylam jako Ta Co Zawsze Ma Dwa Wina W Plecaku
                                                    mi sie podobalo ...
                                                    ale jest nieadekwatne od dluuugiego juz czasu
                                                    czas pokaze
                                                    na razie cos w stylu
                                                    Biegnacej w Zawieszeniu
                                                    ---
                                                    drapiezne kotki
                                                    oj, nadgryziony, powiadzasz? nie spotkalam sie z takim dylematem, na szczescie,
                                                    na razie.
                                                    dotad tylko z tym, ze kotek bawi sie motylkiem poki sie motylek troche chociaz
                                                    rusza...
                                                    ale to nie to samo... uj, moze psu wystawic?

                                                    sciskam, lece spac, jak sie uda.
                                                    :)))
                                                  • 23.04.08, 02:20
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > bylam arbitrem w tych meczach. co za los :(
                                                    > moze i stad ta marnosc sie wywodzi?

                                                    Skopane dziecinstwo to przyczyna 99% nieszczescia mieszkancow tego
                                                    lez padolu.

                                                    > sukcesem byloby odbycie dialogu . sukcesem byloby stworzenie
                                                    sytuacji
                                                    > rownoprawnosci/ rownoprawdnosci, cos w tym stylu.
                                                    > porazka jest zabic przeciwnika brudnym chwytem, jak i dac sie
                                                    zakrakac.

                                                    Jesli dobrze rozumiem to, co napisalas wyzej, to byc moze odgrywasz
                                                    role mediatora nadal. Jesli bylas mediatorka miedzy rodzicami, to
                                                    wbilo ci sie pod skore to, ile od tego zalezy. I nadal o to
                                                    walczysz, kazda sytuacja niezgodnosci ci sie na to naklada?

                                                    > cien?
                                                    > po tym co napisalas zastanawiam sie czy mam cien w ogole?

                                                    No nie, kazdy ma Cien.
                                                    Moze tak - u solaris (sorry - ale to jest jedyna osoba, ktora znamy
                                                    wspolnie, no offence, to jest jedno wielkie IMO) w Cieniu jest
                                                    agresja, pogarda, nienawisc. U przecietnego drecha - w Cieniu
                                                    bedzie wrazliwosc, potrzeba czulosci, lagodnosc.

                                                    I co?
                                                    A sny? Czy procz falbaniastych meduz snia ci sie ucieczki przed
                                                    demonami, postacie nieprzyjemne, ktore chca cie dopasc, istoty
                                                    grozne i nieprzyjemne?
                                                    Dlatego napisalam, ze moze Falbana jest twoim Cieniem - bo w snach
                                                    pojawieniu sie jego emanacji towarzyszy lęk (czasem panika), a co
                                                    najmniej dyskomfort.
                                                    A moze przyjrzyj sie swojej Personie, nie wiem.
                                                    Wlasnie przeczytalam, ze w okultyzmie Cien nazywa sie Straznikiem
                                                    Progu. No no no.

                                                    > czy we mnie widzisz bierna agresje i krytyke aluzyjna? pytam z
                                                    ciekawosci.

                                                    Nie.
                                                    To jest strategia osob, ktore z takich czy innych wzgledow nie chca
                                                    dopuscic do konfrontacji, a kotluje sie w nich od zlosci czy czego
                                                    tam.

                                                    > chcialam nawet zalozyc watek " jak mnie widzicie" ale jednak nie
                                                    jestem gotowa
                                                    > na to, co moglabym tam zastac.

                                                    Kiedys na tym forum powstalo pare watkow skojarzeniowych.
                                                    To znaczy wymienialo sie swoich znajomych forumowiczow i
                                                    przypisywalo sie im np jakies strony z internetu (w sensie
                                                    obrazkow). Albo utwory muzyczne, itd.

                                                    Chociaz ty masz takiego nicka, ze to by ci raczej nic nie dalo ;)

                                                    ...
                                                    > " masz zyc tak i tak'
                                                    > chodzilo o zycie w grupie...
                                                    > czesto wybieram ' duchowa emigracje' w grupach

                                                    Wrzuc se 'potrzeba afiliacji'. Moze to bedzie na temat.

                                                    > no wlasnie, biore. nie sadze aby miala byc dobra matka, jestem
                                                    bardzo
                                                    > skoncentrowana na sobie, na swoim zyciu wewnetrznym. poza tym nie
                                                    lubie zycia
                                                    > ktore jest walka, a z dzieckiem byloby ona walka na pewno, jako
                                                    ze nie jestem
                                                    > ani zamozna ani pomocnej rodziny nie posiadam.
                                                    > moja matka mowila ze nie chciala miec dzieci tak dlugo, poniewaz
                                                    bala sie
                                                    > zaglady nuklearnej ( sic!).

                                                    O. To ciekawy watek: ile i jakich lęków przekazala ci mama. Nie
                                                    musisz tego wrzucac tutaj, bo to sa intymne sprawy, ale mi np takie
                                                    przemyslenie pomoglo.

                                                    ja nie chce bo nie wiem jak wychowac dziecko, i nie
                                                    > mam ochoty mierzyc sie z taka odpowiedzialnoscia. pies mniej
                                                    potrzebuje , jest
                                                    > odporniejszy, nie musze sie zastanawiac " czy go ochrzcic czy
                                                    nie" ( zagrozenie
                                                    > flirtem z tradycja, grupa ).

                                                    Tak w ogole to mozesz go ochrzcic, cywile moga dokonywac chrztu,
                                                    ale nie wiem, czy za ochrzczenie psa nie idzie sie do piekla.

                                                    itd itp. nie wiem, byc moze wszystko ulozyloby sie
                                                    > dobrze, dziecko byloby szczesliwe i ja rowniez.

                                                    Mi to sie wydaje, ze szczesliwe dziecko moga wychowac tylko
                                                    szczesliwi rodzice.

                                                    ale wiecej przeslanek temu
                                                    > przeczy, wiec po coz ... skoro mozna zapewnic szczescie psu i
                                                    sobie rowniez?

                                                    To jest imo bardzo rozsadne wyjscie.

                                                    > znajomosci
                                                    > mozna isc na jakosc lub na ilosc. niektorzy po prostu potrzebuja
                                                    towarzystwa ja
                                                    > k
                                                    > powietrza. ja nie az tak bardzo.

                                                    A - niska potrzeba afiliacji.

                                                    > przypatrywanie sie, dystans
                                                    > konstruujesz persone kierujac sie zapotrzebowaniem otoczenia?
                                                    chronisz siebie?
                                                    > przed czym?

                                                    Dlaczego pomyslalas o lęku?
                                                    Mi raczej chodzi o skutecznosc. Nowe srodowiska kojarza mi sie
                                                    glownie z praca - jesli bede wiedziala, jak rozmawiac i zachowywac
                                                    sie tak, zebym byla rozumiana, to mam polowe roboty z glowy. To
                                                    strategia lenia.

                                                    > ale zobacz, co by zostalo z psychologii chociazby gdyby odrzucic
                                                    determinizm?
                                                    > smutne, ale i wyzwalajace zarazem, nie sadzisz?

                                                    No tak, ale to gdybanie, wiec i tak bez znaczenia.

                                                    > 'ale chodzilo, przypomne, o to, z czego zrobieni jestesmy. '
                                                    > hmm, nie lapie jakos? o geny i memy, tak? i co?

                                                    To, ze ludzie glownie utozsamiaja sie z 'dusza'. Ze owszem - mam
                                                    geny w 100% od rodzicow, okresla mnie tez srodowisko, ale
                                                    jestem 'mna', bo jestem swoja (niesmiertelna w dodatku) dusza.
                                                    Jesli roboczo zalozymy, ze dusza nie istnieje, to jestesmy wynikiem
                                                    dzialania innych, od stop do glow.
                                                    To co jest 'nami'? Tylko ta wykrzesana z polaczenia synergia?

                                                    > islam
                                                    > 'Jest mlodszy, ale jest czesto uzyty do celow politycznych albo
                                                    > obyczajowych - w stopniu wiekszym niz xianstwo obecnie,'
                                                    > moze to taki etap w cyklu rozwojowym religii?

                                                    Nie mam pojecia, moze?

                                                    > fanatycy maja to do siebie ze sklonni sa nawracac niewiernych
                                                    wbrew ich woli i
                                                    > dla ich dobra zarazem, a i jeszcze ku chwale bozej.
                                                    > a czy to bedzie taka czy inna wiara to juz mniej istotne. ci
                                                    bardziej
                                                    > mainsteamowi ' wybiora' jakas duza religie, snobi i ekscentrycy -
                                                    egzotyczne se
                                                    > kty.

                                                    Nie masz pojecia, jak wielu wyznawcow zenu uzywa
                                                    nonszalanckiego 'jestem buddysta' jako strategii podrywu :)

                                                    > wyznawcy islamu maja pewnie niezaciekawie w polsce, gdyz jest ich
                                                    niewielu, a
                                                    > musza mierzyc sie z obrazkami, tresciami pompowanymi przez tv i
                                                    reszte
                                                    > europocentrycznej tuby.

                                                    Tak, chociaz jest ich na tyle niewielu, ze nie ma (chyba) zamieszek
                                                    czy czegos w stylu tego, co sie dzieje z antysemityzmem. Mieszkam
                                                    dosc blisko meczetu i zadnych ekscesow nie odnotowalam.

                                                    > choc nie bylo mi do smiechu kiedy w jakiejs kawiarni w tangerze
                                                    ogladalam
                                                    > reklamy , po prostu reklamy swietej wojny.
                                                    > nawracac na demokracje czy nie nawracac?
                                                    > to dylemat prawie jak z mojego snu...
                                                    > ciezka sprawa
                                                    > twoje zdanie?

                                                    Moje zdanie jest takie, ze jest islam-do-zabijania i islam
                                                    oswiecony. O dziwo, oba bazuja na tych samych swietych pismach.
                                                    To jak z tym mlotkiem, co to nim mozna wszystko...

                                                    > a w podstawowce, kiedy dzieci chcialy byc madonnami, strazakami,
                                                    jacksonami,
                                                    > nauczycielkami itd, ja zupelnie powaznie chcialam byc jezusem. :0
                                                    > ale juz mi przeszlo :)))

                                                    To suma twojego wychowania.
                                                    I to dobrze, ze ci przeszlo.

                                                    > a tak w ogole to nigdy nie myslalam wczesniej kim chcialabym byc.
                                                    jakos nie
                                                    > krecily mnie rozkminy na ten temat, i wlasnie dlatego jest jak
                                                    jest ;)

                                                    Jakis plus-minus plan na przyszlosc warto miec.
                                                    Poniewaz trudno przewidziec, co nas czeka, nie warto sie do niego
                                                    przywiazywac, ale jakis tam kierunek chyba jest sens obrac.

                                                    > ale mam nowa mantre, choc obawiam sie ze nie zadowoli twych
                                                    gustow ;)
                                                    > brzmi " hmmm"

                                                    Brzmi prawie jak 'ommmmmmm'. Kupuje ;)

                                                    > czas pokaze
                                                    > na razie cos w stylu
                                                    > Biegnacej w Zawieszeniu

                                                    Heheh. Przeczytaj 'biegnaca z wilkami'.

                                                    A Muminki - tak, lubie. Kiedys mialam koncepcje, ze caly ten
                                                    przedstawiony w tomikach swiat to opis wewnetrzny jednej osoby.

                                                    --
                                                    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
                                                  • 23.04.08, 04:17
                                                    mediator
                                                    hmm, kiedy bylam naprawde mala mediatorem nie bylam, raczej obserwatorem zachodzacym w glowe po co to wszystko. albo lina przeciagana raz na jedna, raz na druga strone. z refleksja wczesnodziecieca, ze to wszystko o kant potluc...
                                                    kiedy nieco podroslam, jako nastolatka robilam za cos w stylu rycerza obronnego matki. nie mediowalam miedzy nia a nim, gdyz on swoje racje dyskredytowal zachowaniem. zreszta zadne z nich nie chcialo sluchac o potencjalnych racjach drugiej strony. takze mediowac moglam sobie tylko wewnetrznie, w teatrzyku cieni byc mediatorem.

                                                    'Skopane dziecinstwo to przyczyna 99% nieszczescia mieszkancow tego
                                                    lez padolu.'
                                                    myslisz ze refleksja typu ' oni mnie krzywdzili , gdyz i ich ktos wczesniej krzywdzil" pomaga w przebaczaniu? i jaki sens ma przebaczenie twoim zdaniem? komu mozna przebaczyc i po co?
                                                    ---
                                                    cien.
                                                    'u solaris w Cieniu jest agresja, pogarda, nienawisc. U przecietnego drecha - w Cieniu bedzie wrazliwosc, potrzeba czulosci, lagodnosc.'
                                                    tak, ale to takie skranje przyklady. moze zatem u mnie granica miedzy persona a cieniem jest bardziej plynna?
                                                    choc tak, mam cien ktorego sie wstydze, a ktory ujawnia sie w zwiazkach z mezczyznami. tego cienia nie lubie, walcze z cieniem, ha ha, zeby ktoregos dnia odkryc ze mnie zjadl... na ogol...
                                                    ---
                                                    'w okultyzmie Cien nazywa sie Straznikiem
                                                    Progu. '
                                                    jakiego progu? progu czego? interesujace
                                                    ---
                                                    bierna agresja i krytyka aluzyjna. "To jest strategia osob, ktore z takich czy innych wzgledow nie chca
                                                    dopuscic do konfrontacji, a kotluje sie w nich od zlosci czy czego tam."
                                                    z jakich wzgledow?

                                                    i jeszcze jedno pytanie: jak okreslilabys taktyke wynajdywania wad w osobach ktore nie sa dla nas mile? np: ktos mowi ci ze jestes glupia, a ty na to odp : ale ty masz krzywe nogi, o rany" moze to dotyczyc nawet sytuacji bez osobistej konfrontacji z osoba, ktora jakos zagraza naszym interesom.
                                                    np: u top modelki wynalezc grube uda, czy cos w tym stylu.
                                                    dlaczego ludzie to robia?
                                                    moim zdaniem jest to proba dowartosciowania sie poprzez ponizenie ' przeciwnika'. dosc czesto to obserwuje i jakos mnie to boli, nie rozumiem tego.
                                                    ---
                                                    moja matka przekazala mi cala biblie lekow i zhizow, niektore tak shizowe, ze juz za pierwszym wysluchaniem, przecieralam oczy ze zdumienia. ale to juz kiedy byla starsza. lek przed swiatem, to generalnie i w roznych odmianach. brak przebojowosci. cos w stylu dekalogu chrz bez religijnej podbudowy.
                                                    sporo wartosciowych memow, ale niektore zdecydowanie za ciezkie.
                                                    ---
                                                    psu szczescie?
                                                    he he
                                                    juz nie wiem, czy tu ktos w ogole bedzie szczesliwy poczawszy od dzisiaj... wiele sie zmieni w kazdym razie. przytargalam sobie do domu kotka mlodego...
                                                    poznalam go w niedziele i dzis znow spotkalam. lasil sie bardzo i lazil za mna jak pies, i mojego psa uznal chyba za matke... wiec go wzielam ale uciekl mi tuz przed blokiem. pozostawiajac na mej klatce piersiowej dramatyczny rozlegly trojslad.
                                                    ale spotkalam go wracajac z pracy - siedzial pod samochodem na skraju dwupasmowki i mialczal dziko. zostal wiec schwytany i odniesiony do domu.
                                                    niestety, juz teraz wiem, ze moj kochany piesek bardzo lubi kotki, o ile kotki nie panosza sie w ' jego' pokoju. nie jestem pewna jak to sie stalo, ale kotek doznal obrazen oka...
                                                    obecnie spi na poduszce na oknie :)))
                                                    wystarczy dotknac aby uaktywnic podzespol mruczacy :)
                                                    tyle ze pozniej jeszcze napatoczyl sie moj flatmejt oznajmiajac ze nikt nie wynajmnie pokoju w takim malym mieszkaniu gdzie jest pies i kot, i ze chyba nie zamierzam kota zatrzymac na zawsze. ( a wlasnie musze wynajac komus pokoj, inaczej nie dam rady)
                                                    a jesli juz to chyba u siebie w pokoju go bede trzymac ( wiezienie? moze lepiej kotu byloby w parku?)
                                                    i jest mi smutno i nie wiem co robic.
                                                    zaluje ze go w ogole wzielam, bo i on i ja i pies i flatmejt mamy przez to problemy, eh...
                                                    ---
                                                    twoja persona
                                                    dlaczego pomyslalam o leku? hmm, tak odruchowo ;)
                                                    zawsze moglabym powiedziec ze chodzi tu o twoj lek przed nieskutecznoscia...
                                                    ---
                                                    'Jesli roboczo zalozymy, ze dusza nie istnieje, to jestesmy wynikiem
                                                    dzialania innych, od stop do glow.'
                                                    dusza czyli psyche? istnieje, jest pochodna genow i memow. takie jest moje robocze zalozenie.

                                                    'To co jest 'nami'? Tylko ta wykrzesana z polaczenia synergia?'
                                                    tak, my to ta niepowtarzalnosc wynikla z tego wszystkiego co sie na nas zlozylo.
                                                    i wlasnie dlatego nie jest mozliwa tozsamosc z jakimkolwiek nie - ja.
                                                    tak teoretycznie, ale przemawia to do mnie tak bardzo,ze sklonna jestem uznac, ze praktycznie tez.
                                                    ---
                                                    'Nie masz pojecia, jak wielu wyznawcow zenu uzywa nonszalanckiego 'jestem buddysta' jako strategii podrywu :)'
                                                    ano, pewnie dlatego, ze to dziala... ;)
                                                    ---
                                                    islam-do-zabijania i islam oswiecony.
                                                    no wiec co robic z islamem - do - zabijania? czy da sie stosowac tu asertywnosc? raczej nie? ale jak odroznic koniecznosc obrony przed inwazja od propagandy ' oblezonej twierdzy"?
                                                    ---
                                                    byc jezusem, to bylo chyba wypelniac nauki matki. potem - w liceum - poszlam w nauki ojca. tak sobie kontestowalam...
                                                    teza - antyteza - synteza. jakas taka kulawa. polaczenie wody z ogniem... jak eksperyment doktora mengele. krete sciezki.' karma'.
                                                    ---
                                                    " hmmm"
                                                    Brzmi prawie jak 'ommmmmmm'. Kupuje ;)
                                                    no, tez mi sie tak skojarzylo, ale raczej nie dlatego to kupilam...
                                                    ---
                                                    a ja nie lubie muminkow!
                                                    sa rozowe i budyniowe, nijak sie z tym zyciem w ich dolinie nie moglam utozsamic, he he

                                                    a ktorego z bohaterow kubusia puchatka lubisz najbardziej?

                                                    pozdrawiam z minikotem za plecami . . .
                                                  • 24.04.08, 01:43
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > ej strony. takze mediowac moglam sobie tylko wewnetrznie, w
                                                    teatrzyku cieni byc
                                                    > mediatorem.

                                                    No to nie wiem - moze wlasnie o to chodzi.

                                                    > myslisz ze refleksja typu ' oni mnie krzywdzili , gdyz i ich ktos
                                                    wczesniej krz
                                                    > ywdzil" pomaga w przebaczaniu? i jaki sens ma przebaczenie twoim
                                                    zdaniem? komu
                                                    > mozna przebaczyc i po co?

                                                    Mysle, ze bardzo pomaga, bo wlacza wspolczucie, ktore rownowazy
                                                    nienawisc. Przebaczanie uwalnia od noszenia krzywdziciela ze soba.

                                                    > tak, ale to takie skranje przyklady. moze zatem u mnie granica
                                                    miedzy persona a
                                                    > cieniem jest bardziej plynna?

                                                    Ty masz wszystkie odpowiedzi :)

                                                    > choc tak, mam cien ktorego sie wstydze, a ktory ujawnia sie w
                                                    zwiazkach z mezcz
                                                    > yznami. tego cienia nie lubie, walcze z cieniem, ha ha, zeby
                                                    ktoregos dnia odkr
                                                    > yc ze mnie zjadl... na ogol...

                                                    Jesli glownym problem twojego dziecinstwa byl ojciec, to moze byc
                                                    tak, ze bez przepracowania swoich z nim relacji nie ruszysz dalej,
                                                    niz to co cie do tej pory w zwiazkach spotkalo.
                                                    Druga mozliwosc to taka, ze trafisz na kogos, kto cie pokocha tak
                                                    madrze, ze cie ta milosc wyleczy.

                                                    > 'w okultyzmie Cien nazywa sie Straznikiem
                                                    > Progu. '
                                                    > jakiego progu? progu czego? interesujace

                                                    No wlasnie, interesujace.

                                                    > bierna agresja i krytyka aluzyjna. "To jest strategia osob, ktore
                                                    z takich czy
                                                    > innych wzgledow nie chca
                                                    > dopuscic do konfrontacji, a kotluje sie w nich od zlosci czy
                                                    czego tam."
                                                    > z jakich wzgledow?

                                                    Mysle, ze najczesciej chodzi o strach przed sytuacja konfrontacji
                                                    jako takiej (np z powodu wpojonego przykazania 'masz byc grzeczna')
                                                    albo o lęk, ze sie w takiej sytuacji nie uda sprostac oponentowi.

                                                    > moim zdaniem jest to proba dowartosciowania sie poprzez
                                                    ponizenie ' przeciwnika
                                                    > '. dosc czesto to obserwuje i jakos mnie to boli, nie rozumiem
                                                    tego.

                                                    www.geocities.com/Athens/Forum/5921/books/carter/

                                                    > niestety, juz teraz wiem, ze moj kochany piesek bardzo lubi
                                                    kotki, o ile kotki
                                                    > nie panosza sie w ' jego' pokoju. nie jestem pewna jak to sie
                                                    stalo, ale kotek
                                                    > doznal obrazen oka...
                                                    > obecnie spi na poduszce na oknie :)))

                                                    Calkiem mozliwe, ze sie z takim kotkiem latwo utozsamiasz. Tzn
                                                    swoje Wewnetrzne Dziecko.

                                                    > tyle ze pozniej jeszcze napatoczyl sie moj flatmejt oznajmiajac
                                                    ze nikt nie wyn
                                                    > ajmnie pokoju w takim malym mieszkaniu gdzie jest pies i kot, i
                                                    ze chyba nie za
                                                    > mierzam kota zatrzymac na zawsze. ( a wlasnie musze wynajac komus
                                                    pokoj, inacze
                                                    > j nie dam rady)
                                                    > a jesli juz to chyba u siebie w pokoju go bede trzymac (
                                                    wiezienie? moze lepiej
                                                    > kotu byloby w parku?)

                                                    Kota w jednym pokoju? Z nielubiacym go psem?
                                                    (Wiesz, ze to oznacza rowniez trzymanie w twoim pokoju kuwety?)

                                                    > twoja persona
                                                    > dlaczego pomyslalam o leku? hmm, tak odruchowo ;)
                                                    > zawsze moglabym powiedziec ze chodzi tu o twoj lek przed
                                                    nieskutecznoscia...

                                                    To tez chodzi o szacunek, czesc mojej asertywnej praktyki. Latwo
                                                    kogos urazic, jesli sie nie zna jego 'kodu'. Nie mozna
                                                    mowic 'wsiowe' do kolezanki, ktora jest ze wsi, nie mozna
                                                    powiedziec 'nie cygan' do Romki. Tak sie po prostu latwiej zyje - i
                                                    innym, i mi.
                                                    Chodzi tez o szacunek dla granic. Otwierajac sie na dziendobry te
                                                    granice przekraczamy - rzadko kiedy kto ma ochote sluchac na
                                                    poczatku znajomosci o intymnych szczegolach naszego zycia. Dzieki
                                                    obserwacji mozna zobaczyc, gdzie ma byc ta granica - a ona sie
                                                    potem dalej sama przesunie - w te albo wewte.

                                                    > dusza czyli psyche? istnieje, jest pochodna genow i memow. takie
                                                    jest moje robo
                                                    > cze zalozenie.

                                                    No tak, taka jest moja wiara. Od dziecka wierze w reinkarnacje,
                                                    sama ja wymyslilam.

                                                    > 'To co jest 'nami'? Tylko ta wykrzesana z polaczenia synergia?'
                                                    > tak, my to ta niepowtarzalnosc wynikla z tego wszystkiego co sie
                                                    na nas zlozylo
                                                    > .
                                                    > i wlasnie dlatego nie jest mozliwa tozsamosc z jakimkolwiek nie -
                                                    ja.

                                                    Jest mozliwa!
                                                    Ja tu zreszta nie widze logicznego polaczenia. Ze nie mozna sie
                                                    potozsamic z nikim, kto jest rozny od nas?

                                                    > islam-do-zabijania i islam oswiecony.
                                                    > no wiec co robic z islamem - do - zabijania? czy da sie stosowac
                                                    tu asertywnosc
                                                    > ? raczej nie? ale jak odroznic koniecznosc obrony przed inwazja
                                                    od propagandy '
                                                    > oblezonej twierdzy"?

                                                    Nie zamykac sie na dialog? Wymiesc wielka miotla stereotypy?

                                                    > byc jezusem, to bylo chyba wypelniac nauki matki. potem - w
                                                    liceum - poszlam w
                                                    > nauki ojca. tak sobie kontestowalam...

                                                    A, to fajnie, ze od niego tez cos dostalas pozytecznego (?).

                                                    > " hmmm"
                                                    > Brzmi prawie jak 'ommmmmmm'. Kupuje ;)
                                                    > no, tez mi sie tak skojarzylo, ale raczej nie dlatego to
                                                    kupilam...

                                                    Acha. To sa wszystkie twoje pytania w jednym, cos jak klucz
                                                    francuski do kazdej srubki.

                                                    > a ja nie lubie muminkow!
                                                    > sa rozowe i budyniowe, nijak sie z tym zyciem w ich dolinie nie
                                                    moglam utozsami
                                                    > c, he he

                                                    Tu sie bardzo rozowo mylisz.
                                                    Tove miala wybitnie ciezkie zycie, z bardzo specyficznymi
                                                    rodzicami, ch..owymi z nimi ukladami, a w dodatu byla
                                                    homoseksualna, co jej pewnie nic nie ulatwialo. Dlatego pisala
                                                    ponure ksiazki.
                                                    Rozowa jest tylko Mama Muminka, ktorej nigdy nie lubilam.
                                                    Reszta obywateli tego swiata pielegnuje swoje neurozy az milo,
                                                    kazdego cos trawi i dreczy - caly przeglad kompulsji, lęków,
                                                    obsesji, tesknot bez powodu, kompleksow. To jest panoptikum
                                                    zaburzen.
                                                    A ze z tego robia niemrawa wykastrowana papke w postaci glupiej
                                                    dobranocki, to juz naprawde wina tylko jej tworcow.

                                                    > a ktorego z bohaterow kubusia puchatka lubisz najbardziej?

                                                    Klapouchego. Z muppetow - Szwedzkiego Kucharza.

                                                    > pozdrawiam z minikotem za plecami . . .

                                                    Jesli jest sliczny i grzeczny, to ma duza szanse na adopcje. Przez
                                                    schronisko albo ogloszenia na slupach.

                                                    --
                                                    W szczególności np. Skłodowska Curii też siedziałaby w jaskini
                                                    gdyby nie jej mąż.
                                                  • 24.04.08, 03:43
                                                    na poczatek o kocie, jako ze zdecydowanie to zagadnienie zdominowalo obecnie moj maly swiatek :)

                                                    czy sie z nim utozsamiam... nie do konca, ale...
                                                    myslalam o tym dzis w pracy, gdzie nic sie nie dzieje... yhm, to tez zhiz z dziecinstwa, kot jako centralna postac swiata.
                                                    a kiedy mezczyzna, ktoremu nagle zaczelo sie wydawac ze jest niewiadomo kim, zdaje sie, nonszalancko domaga sie ( chyba korzystajac z mojej oslabionej pozycji) abym kota wyrzucila...
                                                    to bardzo zle dla tego mezczyzny, choc i dla mnie tez, bo mnie sciska w srodku z zalu za kota. no i dla kota nie za dobrze...
                                                    z serii ' kwietno - tiulowej' : znam tutaj dziesiatki kotow, ale zawsze mialam jakies ale do ich pobierania do domu. tego tez ominelam, ale zawrocilam. jakos tak.
                                                    nawet nie lubie malych kotow, bo to w koncu dzieci, a z tymi tyle klopotu... ale ten jakos tak...
                                                    w jednym mini pokoju... ale do tego jest jeszcze caly dach wierzowca... tyle ze jak na razie kot nie wychodzi z szafy. wiec zrobilam male przemeblowanie i ma tam teraz bezpieczne stanowisko.
                                                    mam plan nauczyc go zalatwiac sie do kuwety z chlonnym zwirkiem na dachu, za oknem, takze po to aby uniknal stresogennego psa. na razie kuweta stoi tuz przy jego legowisku, co nie jest szczegolnie udana manipulacja, lecz najlepsza jaka zdolalam wymyslic. a kot i tak z niej nie korzysta, jako ze wysikal z siebie cale morze wprost na moje lozko w nocy... :)
                                                    poza tym nastapil obrot kola fortuny i drugi flatmejt wyniesie sie dopiero za miesiac, co zdecydowanie utarlo nosa panu p. :)))
                                                    choc mysle ze to sie moze jeszcze ze trzy razy zmienic.
                                                    najwiekszy problem to chyba jednak pies i kocia trauma...
                                                    ciekawe, ze z kotami podworkowymi nadal sa swietnymi kumplami.
                                                    mysle ze potwornie psa rozpuscilam, po prostu. kiedys juz mieszkalam z tym psem i z innym czarnym kotem w malej kawalerce i bylo ok, spali razem, bawili sie razem ( zelaznym lancuchem najchetniej ), czasem pies chcial zgwalcic kota... ale to tyle w sumie.
                                                    hmm, mam nadzieje ze jakos to sobie ulozymy.
                                                    o schronisku nawet mi nie wspominaj!!!
                                                    dwadziescia kotow zamknietym w klatce 2 na 5 metrow w palacym sloncu.
                                                    tutaj nikt nie chodzi do schroniska po kota. tu albo wezmiesz z ulicy albo w kerfurze ( sic!) kupisz jednego z tych trzymanych w terrariach. sa tam tez psy( np, kilkumiesieczny bulgod za 700 e), gryzonie i ... jeze po 150 za sztuke... spoleczenstwo hiszpanskie na pewno nie nalezy do czolowki animal lovers.
                                                    a na gib go przemycac raczej nie bede.
                                                    moglabym go takze podrzucic pod blok do reszty kotow, gdyby nie to, ze on sie ich panicznie boi ( bardziej niz mojego psa zanim ten chcial go zezrec).
                                                    i gna do parku. i co bede tak chodzic po tym parku i go sobie obczajac, czy moze raczej omijac???
                                                    a czy jest sliczny?.no ladny byl bardzo jeszcze wczoraj do okolo polnocy, po tym jak doznal urazu oka jest troche mniej piekny
                                                    a jeszcze tez nie widzialam zeby sie myl, a troche smierdzi... :))) no i czy jest grzeczny tez trudno mi ocenic, gdyz jest w szoku, nie rusza sie z szafy. spi.
                                                    pisalam ze uaktywnia mruczenie od pierwszego dotyku?
                                                    nieprawda...
                                                    zaczyna mruczec kiedy tylko podejdziesz blizej...
                                                    taki on ...
                                                    no, zakochalam sie ... rozum stracilam, zobaczymy, moze wypadki najblizszych dni sklonia mnie do jego odzyskania...



                                                    --
                                                    A tranquil state of perfect calm and receptivity
                                                  • 24.04.08, 22:48
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > czy sie z nim utozsamiam... nie do konca, ale...

                                                    Kot na dachu to jest bardzo niebezpieczna dla kota sytuacja. Jesli
                                                    go nie wykastrujesz - albo przed wykastrowaniem - chuc moze go
                                                    sklonic do skoczenia na dol. Nie zawsze to sie dobrze dla kota
                                                    konczy. No i skakanie za ptakami.
                                                    Pies jest na kota wkurzony, bo co innego kumple na podworku, a co
                                                    innego w _jego_ wlasnym pokoju, zaprzatajacy glowe _jego_ wlasnej
                                                    pani. Jesli kota zatrzymasz, ktorys z nich bedzie musial ustapic i
                                                    usunac sie na ostatnia pozycje.
                                                    Kot sliczny. Tym latwiej bedzie dla niego o rodzine - z ogrodkiem,
                                                    bez psa i bez dachu.
                                                    Jesli smierdzi, to moze juz byc na tyle duzy, ze oznacza
                                                    terytorium - ma takie gruczoly okolodobytnicze i z nich wyciekaja
                                                    kocie perfumy. Kastracja to zalatwi - kastrowanie kota jest
                                                    zabiegiem banalnym dosc. Pewnie tez ma robaki (trzeba odrobaczyc),
                                                    kleszcze (weterynarz usunie, domowe sposoby sa niebezpieczne) i
                                                    pchly. Nie zaszkodzi go umyc - np bardzo mokra szmatka. Jesli
                                                    chcesz go zatrzymac - albo oddac tez - powinnas z nim odwiedzic
                                                    weterynarza. Moze weterynarz zna jakis system adopcji kotow.
                                                    --
                                                    www.mikolaj.org.pl/pl/co_robimy_mamawpracy.php
                                                  • 24.04.08, 23:14
                                                    pytalam znajomych, oni popytaja innych znajomych, moze ktos go zechce.
                                                    kazdy kot jest sliczny...
                                                    smierdzi bo sie zasikal, bo bal sie przejsc kolo psa pierwszej nocy. i nie myje sie. nie mam zamiaru stresowac go myciem, nie smierdzi az tak bardzo.
                                                    a jest mlodziutki, moze dwa miesiace ma.
                                                    i nadal sie boi.
                                                    na kastracje jeszcze za wczesnie, nieprawdaz?
                                                    ze powinnam odwiedzic weterynarza to wiem.
                                                    system adopcji kotow polega tu na rozwieszaniu ogloszen, pytaniu znajomych albo oddaniu do schroniska.
                                                    dzieki za dobre rady, ale czuje sie troche urazona twoim postem.
                                                    dlaczego zakladasz ze nic absolutnie o kotach nie wiem i dzialam calkiem egocentrycznie?
                                                    --
                                                    A tranquil state of perfect calm and receptivity
                                                  • 26.04.08, 00:35
                                                    Wiem, ze kotu bedzie lepiej u ciebie, niz na ulicy. Mysle jednak,
                                                    ze bedzie mu lepiej u innych dobrych ludzi z lepszymi dla kota
                                                    warunkami lokalowymi, niz u ciebie. Wahalam sie, czy dac ci to do
                                                    zrozumienia, czy wybuchnac entuzjazmem i napisac, ze sliczny i
                                                    zebys go koniecznie zatrzymala, bo przeciez chcesz go zatrzymac.

                                                    Ciocia dobra rada wystapila na wszelki wypadek.
                                                    Wiem, ze znasz sie na kotach, nie wiedzialam, czy znasz sie na
                                                    kotach znalezionych - roznica jest. Wielu ludzi nie wie nic na ten
                                                    temat i dziwi sie, znajdujac potem na kanapie gdzie lezal kot
                                                    dziwne biale robaczki. Niewiedza na temat kotow znalezionych nie
                                                    jest niczym nadzwyczajnym ani tez godnym wstydu. Nie staralam sie
                                                    ciebie obrazic.

                                                    Na kastracje za wczesnie. Im pozniej sie wykastruje kota, tym
                                                    wieksza szansa, ze nie stanie sie on opaslym kanapowym wałkiem,
                                                    czyms w rodzaju mebla. Moj zostal wykastrowany, kiedy mial okolo
                                                    roku i nie zmienil sie ani fizycznie, ani psychicznie.

                                                    --
                                                    What? I'm just tying me laces, man.
                                                  • 26.04.08, 01:37
                                                    dzisiaj mysle, ze to moze i lepiej, ze nie wybuchlas entuzjazmem...
                                                    kotek sie nieco rozruszal, ale tylko nieco, gdyz nadal boi sie psa, a pies nie
                                                    spuszcza go z oka i raczej trudno go minac jako ze na ogol spoczywa na samym
                                                    srodku pokoju. a nawet jakby go ominac to za drzwiami czyha flatmejt, ktory
                                                    szczerze sie wkrecil w awersje do kota... a ja w awersje do flatmejta, wiec
                                                    raczej sie pozegnamy ( nie przeszlismy levelu ' cien' ...)
                                                    takze kota i psa odrobaczam ( myslisz ze siebie tez powinnam?), choc nie wystaja
                                                    mu z miniodbytu zadne podejrzane biale stwory ( tak jak wystaja innym moim
                                                    ulicznym podopiecznym...). umylam go tez troche gabka, a i on jakos tam jedna
                                                    noge wylizal i ogon chyba.
                                                    kuwete zalapal od razu :)))
                                                    robie mu fotki, powywieszam je okolo sklepow zoologicznych i u znajomych wetow,
                                                    moze ktos sie trafi.
                                                    i jakos caly ten zhiz z kotem dal mi nieco kopa do starania sie o nowa prace :)
                                                    znam sie chyba glownie na kotach znalezionych :)
                                                    moja matka jakos nie mogla przejsc spokojnie kolo miauczacej piwnicy.
                                                    a raz nawet ojciec kota do domu przywlokl.
                                                    tyle ze 5 na osiem tych kotow zabilo sie spadajac na beton z osmego pietra...
                                                    a raz kota ukradlam, choc nie wiedzialam ze jest czyjs a na ogloszenia nikt nie
                                                    odpowiadal. ale - cudownym dosc trafem ten wlasciciel odnalazl sie gdy
                                                    rozmyslalam co ja z kotem zrobie, kiedy wyjade z polski...
                                                    psa z kolei znalazl moj kumpel, ale nie mogl zatrzymac wiec ja wzielam i juz nie
                                                    mialam serca/ sumienia oddawac do schroniska, choc zachwycona nim nie bylam (
                                                    delikatnie mowiac).
                                                    coz, nie wiem jak to dalej bedzie...
                                                    chcialabym znalezc jakas w miare przyjemna robote za ktora spokojnie sie
                                                    utrzymam i spokojnie bede czekac az zechce wynajac u mnie pokoj jakis animal
                                                    lover plci dowolnej :)

                                                    ewentualnie moze trafi sie animal lover, ktory zabierze mojego zebraka
                                                    futrzastego do swego komfortowego domu.
                                                    i nawet nie jestem pewna jakiej plci jest moj zwierz... jakos nie moge sie
                                                    zdecydowac nawet porownujac z rysunkami i zdjeciami...
                                                    kilka fotek :
                                                    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1174083,2,2.html
                                                    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1174082,2,3.html
                                                    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1174086,2,1.html
                                                    * ale jakos linki te nie ida, moze pozniej*

                                                    :)

                                                  • 24.04.08, 04:44
                                                    teraz przejde do czegos mniej ot ;)

                                                    wybaczanie.
                                                    okej, wlacza wspolczucie, pozwala stopic nienawisc. ale takie radykalne wybaczanie ma sens? czy jest sens wybaczyc cos komus, kto nigdy o to nie poprosi, i nie dlatego ze akurat nie zyje juz?
                                                    moze i jest... ale na ile to wybaczanie jest szczere, jesli akceptacja dziala tylko na dystans, jesli wiem, ze kolejne spotkanie z tym, ktoremu wybaczam, byloby kolejnym kopem w brzuch?
                                                    'uwalnia od noszenia krzywdziciela ze soba.'
                                                    wlasnie, co jesli wiesz ze ta osoba nadal by cie krzywdzila, gdybys tylko do niej podeszla? wybaczyc mimo to?
                                                    i czy wybaczyc znaczy zapomniec?
                                                    jesli tak, to nie bylabym az taka entuzjastka tego procederu...
                                                    wybacz plomieniowi ze cie spazyl, bo taka jego natura, ale zapamnietaj to i wiecej reki nie pchaj w ogien...
                                                    jesli tak , to tak
                                                    i tylko tak
                                                    ---
                                                    'Druga mozliwosc to taka, ze trafisz na kogos, kto cie pokocha tak
                                                    madrze, ze cie ta milosc wyleczy.'
                                                    liczyc na spelnienie tej mozliwosci to jak czekac na cud. moze sie zdarzyc, ale raczej byloby to wbrew logice - raczej nie przyciagam ludzi madrze kochajacych.
                                                    ---
                                                    cien jako straznik progu
                                                    jakos nic na temat sensownego znalezc nie moglam, ale tez nie oddalam sie temu szukaniu jakos wielce wytrwale... ;)
                                                    przejsc na ciemna strone? wejscie w cien, zmierzenie sie z cieniem jako warunek dalszej podrozy? rozwoju? prog zmiany? prog podswiadomosci?
                                                    ---
                                                    krytyka aluzyjna cien i kwestia solaris
                                                    wydaje mi sie, ze solaris przyznala sie do swego cienia w watku 'czego sie wstydzimy'. i co rusz sie do niego przyznaje, czasem probujac rozmyc sie stwierdzeniem " to naturalne, to ludzkie, zwierzece, wszyscy tak robimy"
                                                    ---
                                                    umniejszanie.
                                                    czemu to takie powszechne.
                                                    sama sie tego nauczylam i czasem stosuje. jak bylam mlodsza bardzo bardzo mnie to dziwilo, bardzo bolalo, szczegolnie zauwazane w grupach moich znajomych,np hipisow.
                                                    ---
                                                    twoja persona, szacunek, granice, badanie terenu.
                                                    aha, w realu tez raczej tak mam. nazywam to ostroznoscia.
                                                    ---
                                                    jak sie ma dusza zlozona z genow i memow do reinkarnacji?
                                                    ---
                                                    tozsamosc
                                                    hmm, ty widzisz, ja nie widze dlatego, ze inaczej pojmujemy ' tozsamosc'. nasze rozumienia, znaczenie, pojemnosc ' tozsamosci ' nie sa tozsame :)
                                                    tozsamosc, wg mnie,to bycie takim samym, nierozroznialnym. a jak mozna byc takim samym z kims kogo geny i minimalne chocby roznice memetycznych/ kulturowych szturchniec odrozniaja od nas?
                                                    utozsamic sie z kims w twoim rozumieniu, jak sadze, znaczy znalezc w sobie cechy przypisywane przez nas tej osobie. tak mozna utozsamic sie z bohaterem literackim np., czy z drugim czlowiekiem o podobnych do naszych przezyciach, odczuciach, myslach itd.
                                                    logiczne polaczenie miedzy niepowtarzalnoscia a niemozliwoscia tozsamosci jest takie, ze ... chyba go nie ma. logicznie identycznosc jest mozliwa,' wtedy i tylko wtedy, kiedy wszystkie ich właściwości porownywanych obiektow są wspólne.'
                                                    tyle czy jest to mozliwe w odniesieniu do obiektow zywych? moim zdaniem zawsze beda dzielic nas od identycznosci chocby i minimalne ale jednak roznice.
                                                    mozemy byc ' tozsami' tylko metaforycznie, moim zdaniem.
                                                    ? jak myslisz?
                                                    ---
                                                    islam do zabijania
                                                    'Nie zamykac sie na dialog? Wymiesc wielka miotla stereotypy?'
                                                    no, tak, to mozemy uczynic ze swojej strony... ale co, jesli druga strona zechce pozostac przy swoich stereotypach i wizji jedynej zbawczej prawdy?
                                                    ---
                                                    'klucz
                                                    francuski do kazdej srubki.'
                                                    hmmm ;) to raczej jakby kazdorazowa proba ogarniecia tego co juz wiem oraz polaczenia tego z wyobrazeniem/ swiadomoscia ze jednak wieeeele wiedzy( i to nie w sensie informacji tylko) mi brakuje
                                                    ---
                                                    muminki
                                                    byc moze, masz racje, ja pamietam wlasnie te oble pulpeciki rozowe z tv. jakos zdecydowanie sie po tym do muminow uprzedzilam. bohaterow klanu i innych im podobnych tak wlasnie nazywalismy : muminki.
                                                    ---
                                                    no, klapouchy jest cudny, ale ja lubie go podkrecic tygryskiem :)

                                                    a szwedzkiego kucharza nie pamietam. co on robil?

                                                    pozdrawiam :)

                                                  • 24.04.08, 04:52
                                                    'logiczne polaczenie miedzy niepowtarzalnoscia a niemozliwoscia tozsamosci jest
                                                    takie, ze ... chyba go nie ma. '
                                                    bredze, rzecz jasna.
                                                    logiczne polaczenie miedzy niepowtarzalnoscia a tozsamoscia jest takie, ze jesli
                                                    mamy dwie rzeczy, ktorych wszystkie wlasciwosci sa wspolne, to zadna z tych
                                                    rzeczy juz niepowtarzalna nie jest.

                                                  • 24.04.08, 23:40
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > wybaczanie.
                                                    > okej, wlacza wspolczucie, pozwala stopic nienawisc. ale takie
                                                    radykalne wybacza
                                                    > nie ma sens? czy jest sens wybaczyc cos komus, kto nigdy o to nie
                                                    poprosi, i ni
                                                    > e dlatego ze akurat nie zyje juz?

                                                    Nie wiem, co to jest radykalne wybaczanie i nie bardzo chce
                                                    wiedziec. Wybacza sie samo - po prostu ktoregos dnia sie budzisz i
                                                    nie czujesz tego, co czulas. Moze to byc skutek terapii, ale nie
                                                    musi. To nie jest akt woli, nie wierze w to.

                                                    > moze i jest... ale na ile to wybaczanie jest szczere, jesli
                                                    akceptacja dziala t
                                                    > ylko na dystans, jesli wiem, ze kolejne spotkanie z tym, ktoremu
                                                    wybaczam, bylo
                                                    > by kolejnym kopem w brzuch?

                                                    Wlasnie dlatego tak cenie sobie sztuczke z jednoczesnym
                                                    uruchamianiem wspolczucia. To bardzo dobrze dziala w roznych
                                                    sytuacjach. I - mozna wybaczyc na odleglosc i wcale nie tesknic po
                                                    tym wybaczeniu.

                                                    > 'uwalnia od noszenia krzywdziciela ze soba.'
                                                    > wlasnie, co jesli wiesz ze ta osoba nadal by cie krzywdzila,
                                                    gdybys tylko do ni
                                                    > ej podeszla? wybaczyc mimo to?
                                                    > i czy wybaczyc znaczy zapomniec?

                                                    Roznie chyba.
                                                    I - zdarzaja sie cuda. Jesli zmienia sie dosc gruntownie jakis
                                                    czlonek systemu (rodziny np), to inni czy chca czy nie, tez sie
                                                    zmieniaja. To dziwne i czarodziejskie, ale sama tego doswiadczylam.

                                                    > jesli tak, to nie bylabym az taka entuzjastka tego procederu...
                                                    > wybacz plomieniowi ze cie spazyl, bo taka jego natura, ale
                                                    zapamnietaj to i wie
                                                    > cej reki nie pchaj w ogien...
                                                    > jesli tak , to tak
                                                    > i tylko tak

                                                    Jesli utulisz wszystkie twoje Wewnetrzne Dzieci, jesli one beda z
                                                    twoja Dorosla bezpieczne i silne, nie sadze, abys miala cokolwiek
                                                    przeciw temu.

                                                    > 'Druga mozliwosc to taka, ze trafisz na kogos, kto cie pokocha tak
                                                    > madrze, ze cie ta milosc wyleczy.'
                                                    > liczyc na spelnienie tej mozliwosci to jak czekac na cud. moze
                                                    sie zdarzyc, ale
                                                    > raczej byloby to wbrew logice - raczej nie przyciagam ludzi
                                                    madrze kochajacych

                                                    Jeszcze.

                                                    > cien jako straznik progu
                                                    > jakos nic na temat sensownego znalezc nie moglam, ale tez nie
                                                    oddalam sie temu
                                                    > szukaniu jakos wielce wytrwale... ;)
                                                    > przejsc na ciemna strone? wejscie w cien, zmierzenie sie z
                                                    cieniem jako warunek
                                                    > dalszej podrozy? rozwoju? prog zmiany? prog podswiadomosci?

                                                    Ja to rozumiem jako Straznika Progu do pelni, calosci.

                                                    ...

                                                    > jak sie ma dusza zlozona z genow i memow do reinkarnacji?

                                                    O rany, nie mam pojecia. Tym, ze istnieje? Z czegos ona musi byc,
                                                    jakis rodzaj energii. W bialym przescieradle z dziurami.

                                                    > tozsamosc, wg mnie,to bycie takim samym, nierozroznialnym. a jak
                                                    mozna byc taki
                                                    > m samym z kims kogo geny i minimalne chocby roznice memetycznych/
                                                    kulturowych s
                                                    > zturchniec odrozniaja od nas?

                                                    No wiec wlasnie mozna. Nie wiem jak, bo takich momentow nie ima sie
                                                    logika - ale to jest to samo uczucie doswiadczania braku granic,
                                                    znika ten cienki wlos miedzy ja-on.

                                                    > utozsamic sie z kims w twoim rozumieniu, jak sadze, znaczy
                                                    znalezc w sobie cech
                                                    > y przypisywane przez nas tej osobie. tak mozna utozsamic sie z
                                                    bohaterem litera
                                                    > ckim np., czy z drugim czlowiekiem o podobnych do naszych
                                                    przezyciach, odczucia
                                                    > ch, myslach itd.

                                                    Nie, nic podobnego, wcale o tym nie pisalam wlasnie ze.

                                                    > logiczne polaczenie miedzy niepowtarzalnoscia a niemozliwoscia
                                                    tozsamosci jest
                                                    > takie, ze ... chyba go nie ma. logicznie identycznosc jest
                                                    mozliwa,' wtedy i ty
                                                    > lko wtedy, kiedy wszystkie ich właściwości porownywanych obiektow
                                                    są wspólne.'
                                                    > tyle czy jest to mozliwe w odniesieniu do obiektow zywych? moim
                                                    zdaniem zawsze
                                                    > beda dzielic nas od identycznosci chocby i minimalne ale jednak
                                                    roznice.
                                                    > mozemy byc ' tozsami' tylko metaforycznie, moim zdaniem.
                                                    > ? jak myslisz?

                                                    Sytuacja posiadania w brzuchu plodu z jeszcze niewyksztalconym UN
                                                    chyba zaklada tozsamosc? Tak na logike. Bo tak w ogole, jesli cos
                                                    jest rozne, to tez jest osobne i na odwrot, zgadzam sie.

                                                    > islam do zabijania
                                                    > 'Nie zamykac sie na dialog? Wymiesc wielka miotla stereotypy?'
                                                    > no, tak, to mozemy uczynic ze swojej strony... ale co, jesli
                                                    druga strona zechc
                                                    > e pozostac przy swoich stereotypach i wizji jedynej zbawczej
                                                    prawdy?

                                                    Wolnosc jednej osoby konczy sie tam, gdzie zaczyna wolnosc drugiej.

                                                    ...
                                                    > muminki
                                                    > byc moze, masz racje, ja pamietam wlasnie te oble pulpeciki
                                                    rozowe z tv. jakos
                                                    > zdecydowanie sie po tym do muminow uprzedzilam. bohaterow klanu i
                                                    innych im pod
                                                    > obnych tak wlasnie nazywalismy : muminki.

                                                    Tak sie konczy poznawanie wielkiej literatury z ekranu telewizora
                                                    :(((((
                                                    Nadrob to przy okazji moze. Moje ulubione tomiki to 'Zima'
                                                    i 'Kometa nad Dolina' - obie o smierci i samotnosci.

                                                    > a szwedzkiego kucharza nie pamietam. co on robil?

                                                    Mowil po szwedzku i nikt go nie rozumial. Krecil sie po kuchni (bo
                                                    mial swoje okienko kulinarne), spiewal w swoim narzeczu, wymachujac
                                                    tasakiem, kurczaki i krowy uciekaly mu spod noza, biegajac po
                                                    kuchni i tratujac wszystko po drodze, a na koniec wszystko mu
                                                    wybuchalo, sypiac iskrami i buchajac klebiami dymu. Cala ja po
                                                    prostu. Tylko wygladam inaczej:
                                                    www.youtube.com/watch?v=ZOKUdMr95Ig&feature=related
                                                    www.youtube.com/watch?v=04CDjYUZuBU&feature=related
                                                    (na wszelki wypadek to sa odcinki wegetarianskie)

                                                    czul

                                                    --
                                                    Olive's dance:
                                                    www.youtube.com/watch?v=1tjmBkL_MGQ
                                                  • 25.04.08, 00:42
                                                    to radykalne wybaczanie odnosilo sie do jakiesj formy terapii/ warsztatow.
                                                    'Wybacza sie samo - po prostu ktoregos dnia sie budzisz i
                                                    nie czujesz tego, co czulas.'
                                                    byc moze, a potem ktoregos dnia sie budzisz po ciezkim snie i rana znow
                                                    otwarta... wiec jak to jest? a moze tak byc nie moze?

                                                    'mozna wybaczyc na odleglosc i wcale nie tesknic po tym wybaczeniu.'
                                                    nie o to mi chodzilo. lecz o to czy to wybaczenie nie jest raczej zludne, jesli
                                                    czasem dotyczy tylko sytuacji gdzie w planach jest dozywotnie utrzymanie dystansu?
                                                    inaczej: na ile prawdziwe jest wybaczenie, jesli jest sie przekonanym ze w razie
                                                    ponownego kontaktu znow zostanie sie zranionym i dlatego choc sie wybacza,
                                                    kontaktu sie unika?
                                                    ---
                                                    'Jesli zmienia sie dosc gruntownie jakis czlonek systemu (rodziny np), to inni
                                                    czy chca czy nie, tez sie zmieniaja. '
                                                    yhm, czasem nawet na gorsze.
                                                    'To dziwne i czarodziejskie, ale sama tego doswiadczylam.'
                                                    gratuluje, ale jedna jaskolka wiosny nie czyni, niestety... inaczej: a jesli
                                                    zmiana w tobie nie powoduje zmiany w innych, to czy to automatycznie oznacza ze
                                                    sie nie zmienilas? wydaje mi sie, ze nie. przeciez moze byc tak, ze jacys inni
                                                    sa zwyczajnie zaslepieni i zmiany w tobie nie dostrzega...
                                                    ---
                                                    odnosnie cudu madrej milosci. jestes dzis w nastroju do wiary w cuda chyba?
                                                    ---
                                                    straznik progu
                                                    znalazlam taki dosc odlegly tematycznie artykul, ktory calkiem mi sie spodobal.
                                                    www.film.org.pl/prace/12_etapow_wyprawy_bohatera.html---
                                                    no wiec jak przekonalas sie do idei reinkarnacji?
                                                    ---
                                                    tozsamosc
                                                    'No wiec wlasnie mozna. Nie wiem jak, bo takich momentow nie ima sie logika -
                                                    ale to jest to samo uczucie doswiadczania braku granic, znika ten cienki wlos
                                                    miedzy ja-on.'
                                                    fajnie...
                                                    ale skoro nie ima sie tego logika, skoro nie mozna zrekonstruowac tego
                                                    wydarzenia za pomoca niesprzecznych twierdzen, to logicznie odpada, a zostaje
                                                    lew ' wittgensteina'. o to tylko chodzilo. jesli nie wyjdziemy poza logike
                                                    ludzka, to w sporze o tozsamosc racje ma ' wittgenstein', nie mozna utozsamic
                                                    sie z drugim bytem.
                                                    byc moze praktycznie mozna, a byc moze tylko tak sie silnie wydaje, samo-narzuca
                                                    jak oczywistosc...
                                                    ---
                                                    nie, sytuacja posiadania w brzuchu plodu nie jest zadnym obrazem tozsamosci.
                                                    banalny przyklad: plod ma inne dna niz matka, nie?
                                                    ---
                                                    'Wolnosc jednej osoby konczy sie tam, gdzie zaczyna wolnosc drugiej.'
                                                    znaczy: swoboda?
                                                    a wiec jesli ktos narusza nasza wolnosc, to co? bronic sie? a jak daleko siega
                                                    ta obrona? w przypadku walki z islamem - do - zabijania konkretnie?

                                                    ogladalas fahrenheit 9/11 moora? ja nie ogladalam tego jeszcze, ale podobno
                                                    glosi on tam teze, ze atak na dwie wieze mogl byc sfingowany przez rzad usa.
                                                    wlasnie taka byla jedna z moich pierwszych mysli na ten temat...i mojego kumpla
                                                    z roku rowniez... paranoicy?
                                                    chcialabym wiedziec jak bylo naprawde...
                                                    ---
                                                    'Tak sie konczy poznawanie wielkiej literatury z ekranu telewizora '
                                                    coz, nikt nie jest doskonaly, do tego takze czesto roznimy sie gustami...;)
                                                    ---
                                                    mnie dzieci w pierwszych klasach podstawowki nazywaly wiedzma ple ple z fraglesow.
                                                    nadal wydaje mi sie to bardzo dziwne
                                                    nie wiem co one we mnie widzialy takiego podobnego, male dzieci w malej
                                                    dziewczynce...

                                                    pozdrawiam :)
                                                    --
                                                    ...gdzież szukać mamy Bogominoga?...
                                                  • 25.04.08, 00:45
                                                    www.film.org.pl/prace/12_etapow_wyprawy_bohatera.html


                                                  • 26.04.08, 00:59
                                                    Wiem wiem - domyslilam sie, jak mi sie nie otwieralo :)
                                                    --
                                                    "Nie wydaje ci sie ze zyjesz urojeniamy, uwazajac sie za kogos
                                                    intelientniejszego choc nie dostajesz mi nawet do piet." - waldi
                                                    aka ppś
                                                  • 26.04.08, 00:58
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > to radykalne wybaczanie odnosilo sie do jakiesj formy terapii/
                                                    warsztatow.
                                                    > 'Wybacza sie samo - po prostu ktoregos dnia sie budzisz i
                                                    > nie czujesz tego, co czulas.'
                                                    > byc moze, a potem ktoregos dnia sie budzisz po ciezkim snie i
                                                    rana znow
                                                    > otwarta... wiec jak to jest? a moze tak byc nie moze?

                                                    To boli dopoty nie zaopiekujesz sie dzieckiem, skrzywczonym przez
                                                    tego kogos. Jesli mysl o tym czlowieku albo cos z nim zwiazanego
                                                    cie boli, to znaczy, ze emocje tego dziecka sa nadal w tobie i nie
                                                    wybrzmialy, sa zamrozone. Dopoki nie skonfrontujesz sie z nimi, nie
                                                    przygarniesz i nie zaopiekujesz sie nimi, bedzie cie to ranilo.

                                                    > 'mozna wybaczyc na odleglosc i wcale nie tesknic po tym
                                                    wybaczeniu.'
                                                    > nie o to mi chodzilo. lecz o to czy to wybaczenie nie jest raczej
                                                    zludne, jesli
                                                    > czasem dotyczy tylko sytuacji gdzie w planach jest dozywotnie
                                                    utrzymanie dystan
                                                    > su?

                                                    Tak naprawde nosisz tego czlowieka w sobie.
                                                    Po pierwsze, caly czas zywisz do niego gwaltowne i pewnie zmienne
                                                    uczucia. Nienawisc, agresje, pragnienie akceptacji i milosci -
                                                    wszystko naraz. Po drugie - zinternalizowalas swojego ojca i on
                                                    gdzies tam w tobie siedzi. Nawet, jesli jest daleko, nawet jesli
                                                    umrze, twoj problem nie znika.

                                                    > inaczej: na ile prawdziwe jest wybaczenie, jesli jest sie
                                                    przekonanym ze w razi
                                                    > e
                                                    > ponownego kontaktu znow zostanie sie zranionym i dlatego choc sie
                                                    wybacza,
                                                    > kontaktu sie unika?

                                                    Wybaczenie rodzicowi-krzywdzicielowi łączy sie czasem, z
                                                    uwolnieniem sie od tego, czym sa obdarzone wszystkie dzieci:
                                                    potrzeba milosci i akceptacji ze strony rodzica.

                                                    Nie wiem, dlaczego tak jest, ale wszystkie dzieci tego pragna
                                                    najbardziej na swiecie. Jesli rodzic dopuszczal sie skrajnych
                                                    naduzyc, puszczenie żracych emocji łączy sie czesto z puszczeniem
                                                    tych dwoch potrzeb. Wiec kontaktu sie nie unika, ale sie go po
                                                    prostu nie potrzebuje, a spotkania wymuszone okolicznosciami wiaza
                                                    sie z traktowaniem tej osoby jako postaci z przeszlosci, kogos, kto
                                                    nie dotyczy terazniejszosci swojej bylej ofiary. 'Ktos wazny, kto
                                                    stal sie nikim, obojetny'.

                                                    > 'Jesli zmienia sie dosc gruntownie jakis czlonek systemu (rodziny
                                                    np), to inni
                                                    > czy chca czy nie, tez sie zmieniaja. '
                                                    > yhm, czasem nawet na gorsze.

                                                    Zmiany, nawet na lepsze, wiaza sie z duzym stresem dla kazdego.

                                                    > 'To dziwne i czarodziejskie, ale sama tego doswiadczylam.'
                                                    > gratuluje, ale jedna jaskolka wiosny nie czyni, niestety...
                                                    inaczej: a jesli
                                                    > zmiana w tobie nie powoduje zmiany w innych, to czy to
                                                    automatycznie oznacza z
                                                    > e
                                                    > sie nie zmienilas? wydaje mi sie, ze nie. przeciez moze byc tak,
                                                    ze jacys inni
                                                    > sa zwyczajnie zaslepieni i zmiany w tobie nie dostrzega...

                                                    Jesli to cie ciekawi, wrzuc se w przegladarke 'terapie systemowa'.
                                                    Jesli potraktowac rodzine jako zamkniety okrag, a jej
                                                    poszczegolnych czlonkow jako wypelniajace go szczelnie barwne plamy
                                                    o roznych ksztaltach, to latwo zrozumiec, ze zmiana ksztaltu jednej
                                                    z plam musi spowodowac zmiany innych plam. Moga zmieniac ksztalty,
                                                    pozycje, polozenie, moga robic sie wieksze - wtedy inne musza zajac
                                                    mniej miejsca, moga robic sie mniejsze - wtedy inne maja wiecej
                                                    miejsca dla siebie. Itd, roznie.

                                                    > odnosnie cudu madrej milosci. jestes dzis w nastroju do wiary w
                                                    cuda chyba?

                                                    Congrats.
                                                    Ja spotkalam milosc zycia wtedy, kiedy uwierzylam w to, ze do konca
                                                    zycia bede raczej sama.

                                                    > straznik progu
                                                    > znalazlam taki dosc odlegly tematycznie artykul, ktory calkiem mi
                                                    sie spodobal.
                                                    > www.film.org.pl/prace/12_etapow_wyprawy_bohatera.html

                                                    Bardzo fajny, dzieki!
                                                    (i przeczytaj Estes ;)

                                                    > no wiec jak przekonalas sie do idei reinkarnacji?

                                                    Nie przekonalam, ja to wymyslilam sama.
                                                    Nie rozumialam nic z tego, co mi opowiadano o Bogu. Ze mieszka w
                                                    kosciele a jest wszedzie np. Albo ze jak umrzemy, to w nagrode
                                                    pojdziemy do nieba, chyba ze za kare do piekla - chociaz Bog jest
                                                    miloscia. Itd. System reinkarnacyjny, w ktorym powrot na ziemie byl
                                                    ksztalcacym dusze czyscem, scalal to wszystko jako-tako.

                                                    > ale skoro nie ima sie tego logika, skoro nie mozna zrekonstruowac
                                                    tego
                                                    > wydarzenia za pomoca niesprzecznych twierdzen, to logicznie
                                                    odpada, a zostaje
                                                    > lew ' wittgensteina'. o to tylko chodzilo. jesli nie wyjdziemy
                                                    poza logike
                                                    > ludzka, to w sporze o tozsamosc racje ma ' wittgenstein', nie
                                                    mozna utozsamic
                                                    > sie z drugim bytem.

                                                    No tak.
                                                    Ja mam wiele szacunku dla tego czlowieka, w ogole mnie pociagaja
                                                    ludzie z pasja, a ci z pasja do myslenia to juz najbardziej. Ale
                                                    ten, nie medrca szkielko i oko...

                                                    > nie, sytuacja posiadania w brzuchu plodu nie jest zadnym obrazem
                                                    tozsamosci.
                                                    > banalny przyklad: plod ma inne dna niz matka, nie?

                                                    Ale ma jej emocje, je jej pozywienie, oddycha jej powietrzem i w
                                                    ogole zyje jej zyciem. Chociaz nie upieram sie, ze to najlepszy
                                                    przyklad.

                                                    > znaczy: swoboda?
                                                    > a wiec jesli ktos narusza nasza wolnosc, to co? bronic sie? a jak
                                                    daleko siega
                                                    > ta obrona? w przypadku walki z islamem - do - zabijania
                                                    konkretnie?

                                                    Mysle, ze nie ma uniwersalnej recepty. Asertywnosc czasem dziala, a
                                                    czasem nie bardzo.
                                                    NIe mialabym nic przeciw temu, zeby w Polsce powstalo wiecej
                                                    meczetow, ale wkurzalabym sie, gdyby ktos mi kazal nosic chuste pod
                                                    kara chlosty.

                                                    > ogladalas fahrenheit 9/11 moora? ja nie ogladalam tego jeszcze,
                                                    ale podobno
                                                    > glosi on tam teze, ze atak na dwie wieze mogl byc sfingowany
                                                    przez rzad usa.
                                                    > wlasnie taka byla jedna z moich pierwszych mysli na ten temat...i
                                                    mojego kumpla
                                                    > z roku rowniez... paranoicy?
                                                    > chcialabym wiedziec jak bylo naprawde...

                                                    Ja Moorowi nie wierze, w tym filmie jest mnostwo przeklaman. Niby w
                                                    slusznej sprawie, ale imo tak naprawde po to, zeby Moore stal sie
                                                    slawny. Cynik obrzydliwy, ble.

                                                    > mnie dzieci w pierwszych klasach podstawowki nazywaly wiedzma ple
                                                    ple z fragles
                                                    > ow.
                                                    > nadal wydaje mi sie to bardzo dziwne
                                                    > nie wiem co one we mnie widzialy takiego podobnego, male dzieci w
                                                    malej
                                                    > dziewczynce...

                                                    Dzieci sa troche jak zwierzeta, nie wiedza co to okrucienstwo,
                                                    dopoki ono ich samych nie dotyczy.

                                                    czul

                                                    --
                                                    "Osoba naprawde zaslugujaca na szacunek oraz pewna siebie, nie
                                                    boji sie krytyki i nie musi chowac sie po kontach jak ty."
                                                    - waldi
                                                  • 26.04.08, 03:34
                                                    'boli dopoty nie zaopiekujesz sie dzieckiem, skrzywczonym przez tego kogos. Jesli mysl o tym czlowieku albo cos z nim zwiazanego cie boli, to znaczy, ze emocje tego dziecka sa nadal w tobie i nie wybrzmialy, sa zamrozone. Dopoki nie skonfrontujesz sie z nimi, nie przygarniesz i nie zaopiekujesz sie nimi, bedzie cie to ranilo.'

                                                    wydaje mi sie ze przygarniam i opiekuje sie, utozsamiam sie ze soba, nie z ojcem.
                                                    ale latwiej mi zrozumiec hitlera niz wlasnego 'pape'...bo byl dalej od mnie, nie mialam osobistej ' przyjemnosci'
                                                    gdy mi sie dobrze wiedzie, rany po ojcu jakos przysychaja, ale wybuchaja na nowo, gdy idzie zle.
                                                    przelatujace mysli niosa jakies strzepki jego syczacych ' aforyzmow', opowiadania innych ludzi o ich kochajacych ojcach wywoluja widma przeszlosci.
                                                    a juz zdecydowanie najgorzej gdy ojciec mi sie sni, to mnie rozwala, ladunek nienawisci, czystej nienawisci w jego odniesieniu do swiata.
                                                    co oznacza konfrontacja z tymi emocjami dziecka? ja je czulam wtedy bardzo silnie, choc ukrywalam, bo on wykrywal i wykorzystywal kazda slabosc.
                                                    slabosc trzeba bylo zastapic sila furii. teraz moge plakac ale to nic nie zmienia.
                                                    nie wyobrazam sobie zebym mogla przebaczyc ojcu dziewczyna gwalcona przez niego. mnie, na moje male/ wielkie szczescie to akurat ominelo.ale tak, mysl o tym, ze moim ojcem jest calkowity po.jeb, niebezpieczny dwulicowy psychopata, jakos nie daje mi spokoju. bola mnie jego slowa, jego stosunek do ludzi i swiata.
                                                    nic nie daje przytulenie tego wewn dziecka. to skutkuje pozytywnie wobec postaci matki.
                                                    wobec ojca czuje chec zemsty.
                                                    znamienne ze jego pierwsza zona na jego trzecim slubie rozesmiala sie: boze, jak sie ciesze ze dal mi rozwod, ja mu za to pol litra jeszcze kupie.
                                                    znamienne ze moj brat/ jego syn, izoluje go od swoich dzieci. ' ja do ojca nic nie mam, byle sie trzymal ode mnie z daleka'
                                                    ze jego siostra go nie znosi.
                                                    ze wszyscy sie od niego odwracaja z przerazeniem, oprocz tych glupich i slabych, pokreconych kobietek, ktore daly sie zlapac na mile pozory a potem nie wiedza jak sie z tego wyplatac.
                                                    nie ma we mnie wybaczenia dla niego. nie ma. moze kiedys, a moze nigdy. po prostu nie wiem jak moglabym wybaczyc mu naprawde, a nie tylko pozornie.

                                                    nawet jesli on umrze - nie wiem czy zyje, nie utrzymuje kontaktu z rodzina - to i tak zyje w mojej pamieci.
                                                    jedynym sposobem na przebaczenie byloby wg mnie wyobrazic sobie ze on zaluje tego co zrobil. ale to wielka sciema. on nie zaluje. 'on nie jest winny, on jest ok, to inni sa podli', zawsze.

                                                    'Wybaczenie rodzicowi-krzywdzicielowi łączy sie czasem, z uwolnieniem sie od tego, czym sa obdarzone wszystkie dzieci: potrzeba milosci i akceptacji ze strony rodzica.'
                                                    alez, paradoksalnie ja bylam jego ksiezniczka, ukochana coreczka! w chwilach czlowieczenstwa staral sie dac mi wszystko co najlepsze.
                                                    tak, jak sam to ocenial, nie pytajac mnie ani innych o zdanie.
                                                    nie chodzi tylko o to, ze mnie nie kochal albo nie kochal mnie tak, jakbym sobie tego zyczyla. chodzi o to, ze on byl totalnie zaslepiony swoja kliniczna paranoja, z ktorej brala sie nienawisc i agresja wobec calego swiata.
                                                    w tym przypadku wybaczenie laczyloby sie z uwolnieniem krzywdziciela od jakichkolwiek zobowiazan empatycznych wobec swiata. trzebaby przyznac" on jest chory psychicznie". tak, najwyrazniej jest. uwazam ze z taka osoba nie moze byc mowy o jakimkolwiek kontakcie - niezaleznie od zmian we mnie czy w innych, on pozostanie plama o stalej mniej wiecej wielkosci urojen i ich konsekwencji.
                                                    nie mozna traktowac ognia jako czegos neutralnego, po prostu sie nie da. ile bedzie mily, cieply? dwie minuty, dwa dni, dwie sekundy?
                                                    wierz mi, ze nie przesadzam ani troche...

                                                    mysle, ze wobec mojego ojca jedynym sposobem na wybaczenie byloby uzmyslowic sobie doglebnie, ze on i jego psychika nie wzieli sie z prozni, nie byli jakims swobodnym wyborem, a raczej pochodna przeszlych na niego wplywow. tylko tak - tylko na poziomie mniej wiecej racjonalnym - moge mu wybaczyc.
                                                    tylko wlasnie mniej wiecej wkladajac oszalale z bolu dziecko do lodowki rozumu...

                                                    a moze masz jakis pomysl na bardziej autentyczne wybaczenie w tym przypadku?
                                                    ---
                                                    'spotkalam milosc zycia wtedy, kiedy uwierzylam w to, ze do konca zycia bede raczej sama.'
                                                    heh, no tak sie zdarza czasem. fajnie, ze tobie sie zdarzylo :)))
                                                    ---
                                                    'System reinkarnacyjny, w ktorym powrot na ziemie byl
                                                    ksztalcacym dusze czyscem, scalal to wszystko jako-tako.'

                                                    lubie reinkarnacje, ale mam male/ duze do niej ale...
                                                    swietnie nadaje sie do tlumaczenia np utrzymywania systemu kastowego, rowniez do odmowy pomocy czy wspolczucia komus, np moim ulubionym afryczatkom... ' masz to na co sobie zapracowalas' , takze przeszlym wcieleniem niby...
                                                    a moze kalwinizm?
                                                    'Kalwin oparł swoją doktrynę na Biblii uznając, że tradycja podlega stałej rewizji (ecclesia reformata et semper reformanda). Jej centralnym punktem była nauka o predestynacji, wedle której ludzie od chwili urodzenia są przeznaczeni przez Boga albo do zbawienia, albo do potępienia. Bóg dokonał tego wyboru przed stworzeniem świata i nie będzie on zmieniony. Spełnianie dobrych uczynków jest wyłącznie dowodem, że należymy do grona wybranych przez Boga. Również powodzenie w biznesie i w życiu jest dowodem łaski Bożej.' za: wikipedia.
                                                    piekne, prawda? religia przedsiebiorczych kapitalistow ;)
                                                    'Według Maksa Webera chęć udowodnienia przynależności do grupy, która zostanie zbawiona motywowała ludzi do wytężonej pracy, czym przyczyniła się do rozwoju kapitalizmu.'
                                                    jak dla mnie, do 'smiechu warte' sie to nadaje...

                                                    a reinkarnacja jest dobrym sprzymierzencem idei, wg ktorej zycie to zbior lekcji do odrobienia.
                                                    poszukiwanie sensu, konstruowanie sensu... , tak widze religie. jedno z podstawowych pragnien czlowieka - sens, cel, jakas teodycea, cos co wytlumaczy dlaczego jest na swiecie cierpienie i jak sobie z nim radzic, jakim byc... i mysle, ze to pragnienie nie stoi gdzies bardzo wysoko w hierachii maslowa, a raczej lezy gdzies tuz za woda i skrawkiem chleba. choc przeciez jakas wiara zawsze sie przydaje, moze nawet wlasnie szczegolnie wtedy gdy wody i chleba brak lub gdy trzebaby o nie walczyc... tak sobie prastaromorluje na temat wiary...
                                                    ;)
                                                    kontestacja chrz u lemurow:
                                                    zdarlam swiete obrazki ze sciany gdy ojciec wyrzucil naszego ukochanego kocura przez okno ( stad takze ta awersja do awersji wobec kotow, nota bene)
                                                    choc juz sporo wczesniej zaczelam powaznie watpic w boga, w jego dobroc.
                                                    moze wiec bog to taki byt co dobrym duszom daje w posagu kochajacych rodzicow, a zlym - zlych, hem? ironizuje, oczywiscie.
                                                    albo przedstawiam pokretny przyklad na to jak byt ksztaltuje swiadomosc.
                                                    ---
                                                    matka plod tozsamosc
                                                    no i co z tego ze ma jej emocje, pozywienie itd? nie posiada jednak tylko i wylacznie jej genow, a zatem tozsamy z nie jest z nia, ani ona z nim tym bardziej. to tak logicznie, bo zdaje sie ta matka z plodem to mial byc przyklad praktyczny logicznej tozsamosci.
                                                    ---
                                                    'Ja Moorowi nie wierze'
                                                    ja obejrze. ale moge nie wylapac przeklaman ewentualnych, z racji zapoznienia informacyjnego :)
                                                    ---
                                                    z tymi dziecmi i wiedzma ple ple
                                                    ale dlaczego akurat wiedzma ple ple? nie moge pojac? watpie abym jako siedmioletnia jedynaczka z bogatego jeszcze wowczas domu, przypominala kupe gadajacych lisci/ smieci ( bo to chyba byla owa wiedzma). moze to dlatego ze sie z nimi nie bawilam zbyt ochoczo, bylam na uboczu?
                                                    teraz identyfikuje sie z wiedzma znacznie latwiej. moze byc nawet i ple ple ;)
                                                    szukajac w sieci czegos o niej trafilam na strone jakiegos artprojektu feministycznego pod tym tytulem. zdziwilo mnie ze skojarzono wiedzme ple ple z rozplotkowana pramatka/ dziewczynka, a na plakacie widnieje rzad kobiet nawzajem zaplatajacych sobie warkocze.
                                                    co ma moja kupa lisci do tego, ja sie dziwie... :)))

                                                    pozdrawiam :)
                                                  • 27.04.08, 02:54
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > wydaje mi sie ze przygarniam i opiekuje sie, utozsamiam sie ze
                                                    soba, nie z ojce
                                                    > m.
                                                    > ale latwiej mi zrozumiec hitlera niz wlasnego 'pape'...bo byl
                                                    dalej od mnie, ni
                                                    > e mialam osobistej ' przyjemnosci'
                                                    > gdy mi sie dobrze wiedzie, rany po ojcu jakos przysychaja, ale
                                                    wybuchaja na now
                                                    > o, gdy idzie zle.

                                                    Jesli wyobrazic sobie, ze emocje to rodzaj energii, to kiedy w
                                                    odpowiednim czasie nie da sie im ujsc, zaczynaja krazyc w srodku.
                                                    Kazde dziecko ma tak, ze z tajemniczych powodow uwaza,
                                                    iz 'negatywne' uczucia do rodzicow sa czyms niewlasciwym.
                                                    Oczywiscie - silne uczucia 'negatywne' sa w ogole dla malej istoty
                                                    za ciezkie. Kiedy wiec np 5-latka czuje nienawisc do swojego ojca,
                                                    odcina te czesc siebie i chowa gleboko w srodku. Mozna to sobie
                                                    wyobrazic jako dziecko zatrzymane w tamtym momencie i zamkniete w
                                                    piwnicy (pisalam o tym). Ono caly czas to przezywa, jest
                                                    niewolnikiem tamtej chwili. 'Wlascicielka' dziecka moze robic rozne
                                                    rzeczy, zeby nie slyszec glosu z piwnicy - palic, pic, zazywac,
                                                    rozrywac sie goraczkowo itd. Ale kiedy jest w dolku zwykle
                                                    zagluszacze nie pomagaja - szloch albo wrzaski z piwnicy staja sie
                                                    wyrazniejsze.

                                                    > przelatujace mysli niosa jakies strzepki jego syczacych '
                                                    aforyzmow', opowiada
                                                    > nia innych ludzi o ich kochajacych ojcach wywoluja widma
                                                    przeszlosci.

                                                    Zamkniete w piwnicy sa tez dzieci, ktore zostaly zranione przez
                                                    okrutne slowa i te, ktore tesknia za akceptacja i miloscia ojca.

                                                    > a juz zdecydowanie najgorzej gdy ojciec mi sie sni, to mnie
                                                    rozwala, ladunek ni
                                                    > enawisci, czystej nienawisci w jego odniesieniu do swiata.

                                                    Kiedys w para-hellingerowskim ustawieniu bylam kims takim -
                                                    kobieta, ktora byla cala przepelniona nienawiscia. Strasznie to
                                                    bylo wypalajace, musialam to odchorowac. Kiedy bylam tamta kobieta,
                                                    czulam dotkliwa pustke i swiadomosc, ze nic mnie nie pokona - nie
                                                    mialam nic do stracenia, kompletnie nic. Taka nienawisc daje
                                                    wolnosc, nie trzeba sie niczego bac.

                                                    Nie wiem, czemu ta emocja ci sie sni.
                                                    Moze to szczepionka tej energii, ktora dostalas od ojca. Moze to
                                                    trauma ultragwaltownej emocji, ktora cie uderzyla.

                                                    > co oznacza konfrontacja z tymi emocjami dziecka? ja je czulam
                                                    wtedy bardzo siln
                                                    > ie, choc ukrywalam, bo on wykrywal i wykorzystywal kazda slabosc.

                                                    Praca z Wewnetrznym Dzieckiem polega na otwieraniu tych piwnicznych
                                                    pomieszczen i probach zblizania sie do dzieci. Ja to robilam pod
                                                    okiem fachowca. Mozna, mysle, sprobowac wizualizacji (skupionego
                                                    wejscia w taka sytuacje w wyobrazni), mozna sprobowac np rysujac
                                                    rozne rzeczy, pewnie mozna tez w to wejsc ruchem jakos.
                                                    Wazne, zeby Dziecka do niczego nie zmuszac, nie przytulac na sile.

                                                    > slabosc trzeba bylo zastapic sila furii. teraz moge plakac ale to
                                                    nic nie zmien
                                                    > ia.

                                                    Moze to jest placz Doroslej, a nie Dziecka.

                                                    > nie wyobrazam sobie zebym mogla przebaczyc ojcu dziewczyna
                                                    gwalcona przez niego
                                                    > . mnie, na moje male/ wielkie szczescie to akurat ominelo.ale
                                                    tak, mysl o tym,
                                                    > ze moim ojcem jest calkowity po.jeb, niebezpieczny dwulicowy
                                                    psychopata, jakos
                                                    > nie daje mi spokoju. bola mnie jego slowa, jego stosunek do ludzi
                                                    i swiata.

                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Pograniczne_zaburzenie_osobowo%C5%9Bci
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Psychopatia

                                                    Nie wiem, dlaczego kazdy czlowiek moze miec dziecko - nawet taki,
                                                    ktory nie powinien nigdy zostac rodzicem.

                                                    > nic nie daje przytulenie tego wewn dziecka. to skutkuje
                                                    pozytywnie wobec postac
                                                    > i matki.

                                                    Calkiem mozliwe, ze emocje zwiazane z matka masz plycej schowane i
                                                    ze sa one latwiejsze.

                                                    > wobec ojca czuje chec zemsty.

                                                    Imo zemsta jest zawsze z poziomu Dziecka, ale to moja prywatna
                                                    teoria.

                                                    ...
                                                    > nie ma we mnie wybaczenia dla niego. nie ma. moze kiedys, a moze
                                                    nigdy. po pros
                                                    > tu nie wiem jak moglabym wybaczyc mu naprawde, a nie tylko
                                                    pozornie.

                                                    Nie masz obowiazku wybaczenia. Nie masz obowiazku pracy nad tym.

                                                    > nawet jesli on umrze - nie wiem czy zyje, nie utrzymuje kontaktu
                                                    z rodzina - to
                                                    > i tak zyje w mojej pamieci.

                                                    No wlasnie o tym pisalam - w takich historiach tak naprawde
                                                    niewiele zmienia fakt, ze ten ktos nie zyje. Bo on w roznych
                                                    sensach zyje.

                                                    > jedynym sposobem na przebaczenie byloby wg mnie wyobrazic sobie
                                                    ze on zaluje te
                                                    > go co zrobil. ale to wielka sciema. on nie zaluje. 'on nie jest
                                                    winny, on jest
                                                    > ok, to inni sa podli', zawsze.

                                                    Znalam kiedys pokrecona dziewczyne z borderline.
                                                    Ona robila wszystko (_wszystko_), zeby to swiat sie zmienil, a ona
                                                    nie musiala.
                                                    'i madrosc, zeby odroznic jedno od drugiego'.

                                                    > alez, paradoksalnie ja bylam jego ksiezniczka, ukochana coreczka!
                                                    w chwilach cz
                                                    > lowieczenstwa staral sie dac mi wszystko co najlepsze.

                                                    To pewnie paprze ci stosunki z facetami.
                                                    Zmienne sygnaly, dwie (co najmniej) postaci zamiast ojca - potwor i
                                                    dobry wujek, obie podszyte agresja. Gdzies tam bliskosc z mezczyzna
                                                    kojarzy ci sie z takim obrazem moze.

                                                    > w tym przypadku wybaczenie laczyloby sie z uwolnieniem
                                                    krzywdziciela od jakichk
                                                    > olwiek zobowiazan empatycznych wobec swiata.

                                                    No wlasnie nie.
                                                    Ty caly czas myslisz o nim, o tym, jak twoje wybaczenie mialoby sie
                                                    odbic na nim (zyjacej osobie, czy tej postaci ojca, ktora masz).
                                                    Tymczasem chodzi o to, zebys zajela sie _soba_, a nie tym
                                                    czlowiekiem. Znalam ofiare potwornych naduzyc, dla ktorej po
                                                    dlugiej terapii jej przesladowca stal sie obcym czlowiekiem -
                                                    jedyne uczucia, jakie do niego zywila to pogarda i obrzydzenie. Po
                                                    dlugiej pracy nad soba ta dziewczyna stracila go z piedestalu
                                                    centrum jej zycia, osoby, wobec ktorej zywila najgwaltowniejsze
                                                    uczucia, ktora chciala zabic, okaleczyc, zemscic sie, wygarnac,
                                                    skompromitowac itd itd. Wiele jej energii krazylo caly czas wokol
                                                    niego - caly czas byl emocjonalnym osrodkiem jej psychiki. Dzieki
                                                    terapii to sie skonczylo.

                                                    trzebaby przyznac" on jest chory p
                                                    > sychicznie". tak, najwyrazniej jest.

                                                    Mozliwe - co go zupelnie nie zwalnia z odpowiedzialnosci.

                                                    uwazam ze z taka osoba nie moze byc mowy o
                                                    > jakimkolwiek kontakcie - niezaleznie od zmian we mnie czy w
                                                    innych, on pozosta
                                                    > nie plama o stalej mniej wiecej wielkosci urojen i ich
                                                    konsekwencji.

                                                    Mozliwe, ze na zaden kontakt nie zasluguje.

                                                    > nie mozna traktowac ognia jako czegos neutralnego, po prostu sie
                                                    nie da. ile be
                                                    > dzie mily, cieply? dwie minuty, dwa dni, dwie sekundy?
                                                    > wierz mi, ze nie przesadzam ani troche...

                                                    Czesto wspominasz o kontakcie z nim.
                                                    Nie sadze, abys ukoila te Dzieci, ktore by chcialy, zeby tata je
                                                    przytulil albo pochwalil.

                                                    > mysle, ze wobec mojego ojca jedynym sposobem na wybaczenie byloby
                                                    uzmyslowic so
                                                    > bie doglebnie, ze on i jego psychika nie wzieli sie z prozni, nie
                                                    byli jakims s
                                                    > wobodnym wyborem, a raczej pochodna przeszlych na niego wplywow.

                                                    Mozliwe, ze przyczyny powstania takiej osobowosci byly biologiczne.

                                                    tylko tak - ty
                                                    > lko na poziomie mniej wiecej racjonalnym - moge mu wybaczyc.
                                                    > tylko wlasnie mniej wiecej wkladajac oszalale z bolu dziecko do
                                                    lodowki rozumu.
                                                    > ..

                                                    No wez popatrz co ty piszesz.

                                                    > a moze masz jakis pomysl na bardziej autentyczne wybaczenie w tym
                                                    przypadku?

                                                    Wybaczenie sie wydarzy samo, jesli odetniesz wszystkie emocjonalne
                                                    sznurki, za ktore on caly czas pociaga, czyli kiedy zaopiekujesz
                                                    sie wszystkimi swoimi zamrozonymi dzieciecymi uczuciami. Co jest
                                                    bardzo bolesna podroza i mozesz na to jeszcze dlugo nie miec sily.


                                                    [reinkarnacja - watpliwosci]

                                                    Nie bardzo orientuje sie w hinduizmie, ale za brak wspolczucia
                                                    karmicznie sie w nastepnym wcieleniu cofa do jakis malo przyjemnych
                                                  • 27.04.08, 03:48
                                                    dziecko w piwnicy
                                                    ale ja mialam te ' komfotowa sytuacje' ze moglam wyrazac nienawisc do ojca.
                                                    matka mi na to pozwalala, problem raczej w tym, ze w obecnosci jednego rodzica
                                                    nie wolno bylo mi mowic dobrze o drugim!
                                                    ja nie zagluszalam swoich uczuc, awanturowalam sie z nim wsciekle, po czym
                                                    trzaskalam drzwiami i wylam. jasne, ze nie chcialam caly czas tego czuc, tego
                                                    poczucia skrzywdzenia, tego braku milosci, szacunku jakiegokolwiek poza
                                                    pozorowanym jakos tam... nie bylo mi na reke to pamietac ciagle, wiec uciekalam
                                                    z domu fizycznie i psychicznie. ale co niby mialam zrobic? gdybym podeszla
                                                    powiedziec " tatusiu, to mnie tak boli, ze tak brzydko do mnie mowisz, ze w
                                                    ogole nie wiesz do ktorej klasy ja chodze, ze mnie ciagle zostawiasz, ze
                                                    obiecujesz cos i tego nie robisz, ze mnie nie kochasz... itd" ... hmm, nigdy
                                                    tego w sumie nie probowalam...nie potrafilabym ojcu okazac wlasnej slabosci,
                                                    balabym sie tego - dac mu poznac ze mi w ogole na nim zalezy...
                                                    uwazasz, ze powinnam pojechac mu to wykwilic? ze to by mi pomoglo?

                                                    czemu sni mi sie nienawisc dzika? to energia walki. ja z ojcem walczylam. nie
                                                    bylo trudno walczyc z pijanym ktory jakos na mnie reki nie podnosil. niesamowita
                                                    energia, jak dzikie zwierze. caly strach, niepewnosc, zawod, zal,
                                                    niezrozumienie, poczucie totalnej niesprawiedliwosci, tranformowalam na to - na
                                                    walke. spalam z nozem pod poduszka przez pare dobrych he he lat wyjac z bolu
                                                    swiadomosci/ wyobrazenia ze to nie tak wyglada zycie rodzinne.
                                                    a matka gardzilam za to, ze nie znalazla w sobie sily na to zeby odejsc, a
                                                    jedynie na to, aby tlumaczyc sobie ze nawet w takim piekle mozna byc szczesliwym.
                                                    bo przeciez to wszystko bylo gra. on mogl mnie uderzyc, i cale to przedstawienie
                                                    straciloby racje bytu.
                                                    to nie jest tak, przynajmniej u mnie, ze ta nienawisc daje wolnosc od strachu.
                                                    ta nienawisc jest tak wszechogarniajaca ze zaslania horyzont i nie myslisz o
                                                    jutrze, o konsekwencjach swojego dzialania.

                                                    czemu wklejasz te linki. ja jestem 99% pewna ze moj stary to psychopata czystej
                                                    proby. jak i tego ze ja jestem borderline. czasem mniej czasem bardziej jest to
                                                    dla mnie oczywiste... takze dlatego nie chce miec dzieci. a rodza i robia dzieci
                                                    bo nie mysla, i w sumie malo kto do myslenia naklania...

                                                    terapia dziewczyny " dla ktorej po dlugiej terapii jej przesladowca stal sie
                                                    obcym czlowiekiem - jedyne uczucia, jakie do niego zywila to pogarda i obrzydzenie."
                                                    nie bardzo rozumiem... gdzie tu wybaczenie?

                                                    'Nie sadze, abys ukoila te Dzieci, ktore by chcialy, zeby tata je przytulil albo
                                                    pochwalil."
                                                    a jak je ukoic? widzisz, ojciec mnie chwalil i przytulal jak bylam mala, byl
                                                    moim najlepszym kumplem ale tylko part - time, bo zapominal o mnie gdy byl
                                                    pijany lu gdy rzucila mu sie na glowe kolejna paranoiczna zajawka agresji.
                                                    potem tez mnie chwalil, ale ja od tego uciekalam, nie bralam juz od niego nic,
                                                    nie chcac placic za to rozgoryczeniem, zawodem.

                                                    'Mozliwe, ze przyczyny powstania takiej osobowosci byly biologiczne.'
                                                    yhm, tak zwana ' zla krew'
                                                    silne pokrecone osobowosci
                                                    ojciec ja moj brat

                                                    'Wybaczenie sie wydarzy samo, jesli odetniesz wszystkie emocjonalne
                                                    sznurki, za ktore on caly czas pociaga, czyli kiedy zaopiekujesz
                                                    sie wszystkimi swoimi zamrozonymi dzieciecymi uczuciami. Co jest
                                                    bardzo bolesna podroza i mozesz na to jeszcze dlugo nie miec sily.'

                                                    no, co ty...
                                                    ja podrozuje wewnetrznie wciaz, wiekszosc dwuletniej terapii byla o ojcu i matce
                                                    i niby juz bylo ok, odkad wywalczylam sobie mieszkanie, odcielam sie od niego
                                                    totalnie
                                                    ale czasem znienacka wraca we snie... lub w slowach jakiegos boyfrienda
                                                    i wtedy jest krzyk muncha

                                                    pograda i obrzydzenie, to czulam do ojca od wielu lat. czasem tez do matki. ale
                                                    nie uwazam ze pogarda i obrzydzenie do kogos sa koncowymi produktami procesu
                                                    wybaczenia!!! wydaje mi sie , ze to jakis wczesny etap, etap zmylkowy bardzo.
                                                    tak bylo u mnie przez kilka lat.
                                                    uwazam ze to za malo, ze to tylko strupek na ranie. i jesli rana powstala w
                                                    wyniku dzialan kogos tak waznego jak ojciec - archetyp meskosci, to bedzie sie
                                                    otwierac dosc czesto...
                                                    jesli bym odciela w swiadomosci postac ojca od postaci innych mezczyzn, to moge
                                                    powiedziec " tak, dla mnie jest to obcy czlowiek, ludzie sa rozni, ten akurat
                                                    jest zdeformowany na ksztalt zombie, no coz"
                                                    a kiedy cos by mi nie szlo z jakims facetem, moglabym powiedziec" coz, ten tez
                                                    jest zdeformowany, sa inni, no coz"
                                                    i moglabym tak mowic czesto, moze stale
                                                    a ja mowie" o kur.wa teraz widze w nim mojego ojca, znow to zrobilam' i wszystko
                                                    wraca.
                                                    moze to znaczy ze nie polaczylam swiadomego i nieswiadomego poziomu animusa?
                                                    hym? tj: niby odrzucam ale jednak ide do i przyciagam mezczyzn w stylu mojego
                                                    ojca? nie znam sie na tym... jak myslisz?
                                                    choc w sumie szydze sobie z samej siebie, ze to dlatego nie spotkalam mezczyzny
                                                    mojego zycia, bo zaden z poznanych nie dorownal ojczulkowi monstrualnoscia.

                                                    czasem obawiam sie ze jestem skazana na powtorzenie bledow moich rodzicow, wtedy
                                                    nienawidze losu. czesto zazdroszcze tym co chca tylko swoj los wypelniac, swoje
                                                    powolanie. ja raczej nie chce, jakos tak nie chce ... ;]

                                                    i wtedy czuje sie jak rosario tijeras w dolinie muminkow.
                                                    choc przeciez muminki nie sa az takie znowu rozowe, podobno... :)

                                                  • 28.04.08, 01:13
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > dziecko w piwnicy
                                                    > ale ja mialam te ' komfotowa sytuacje' ze moglam wyrazac
                                                    nienawisc do ojca.
                                                    > matka mi na to pozwalala, problem raczej w tym, ze w obecnosci
                                                    jednego rodzica
                                                    > nie wolno bylo mi mowic dobrze o drugim!

                                                    No tak.
                                                    Ale zostala chec odwetu, nienawisci, zemsty, zyczenie smierci.
                                                    Takie rzeczy, ktorych dziecko nie jest w stanie chyba przez siebie
                                                    przepuscic - a nawet jesli, to zostaje po nich gigantyczne poczucie
                                                    winy.

                                                    > tego w sumie nie probowalam...nie potrafilabym ojcu okazac
                                                    wlasnej slabosci,
                                                    > balabym sie tego - dac mu poznac ze mi w ogole na nim zalezy...
                                                    > uwazasz, ze powinnam pojechac mu to wykwilic? ze to by mi
                                                    pomoglo?

                                                    Nie mam pojecia. Tak myslisz? Kompletnie nie o tym pisalam. Nie on
                                                    ma sie zajac twoimi dziecmi, ale ty sama. Zreszta - do 'wykwilenia'
                                                    jemu czegokolwiek on ci nie jest fizycznie potrzebny.

                                                    > spalam z nozem pod poduszka przez pare dobrych he he lat wyjac z
                                                    bolu
                                                    > swiadomosci/ wyobrazenia ze to nie tak wyglada zycie rodzinne.
                                                    > a matka gardzilam za to, ze nie znalazla w sobie sily na to zeby
                                                    odejsc, a
                                                    > jedynie na to, aby tlumaczyc sobie ze nawet w takim piekle mozna
                                                    byc szczesliwy
                                                    > m.
                                                    > bo przeciez to wszystko bylo gra. on mogl mnie uderzyc, i cale to
                                                    przedstawieni
                                                    > e
                                                    > straciloby racje bytu.

                                                    No tak, ale jednak cie nie bil.

                                                    > to nie jest tak, przynajmniej u mnie, ze ta nienawisc daje
                                                    wolnosc od strachu.
                                                    > ta nienawisc jest tak wszechogarniajaca ze zaslania horyzont i
                                                    nie myslisz o
                                                    > jutrze, o konsekwencjach swojego dzialania.

                                                    No bo w tobie jest tez duzo innych emocji.

                                                    > czemu wklejasz te linki. ja jestem 99% pewna ze moj stary to
                                                    psychopata czystej
                                                    > proby. jak i tego ze ja jestem borderline. czasem mniej czasem
                                                    bardziej jest t
                                                    > o
                                                    > dla mnie oczywiste... takze dlatego nie chce miec dzieci.

                                                    Czasem latwiej jest, kiedy mozna cos nazwac. Chociaz autodiagnozy
                                                    bywaja mylace. A BPD sie leczy.

                                                    > terapia dziewczyny " dla ktorej po dlugiej terapii jej
                                                    przesladowca stal sie
                                                    > obcym czlowiekiem - jedyne uczucia, jakie do niego zywila to
                                                    pogarda i obrzydze
                                                    > nie."
                                                    > nie bardzo rozumiem... gdzie tu wybaczenie?

                                                    Ono przestalo byc potrzebne po prostu.

                                                    > 'Nie sadze, abys ukoila te Dzieci, ktore by chcialy, zeby tata je
                                                    przytulil alb
                                                    > o
                                                    > pochwalil."
                                                    > a jak je ukoic? widzisz, ojciec mnie chwalil i przytulal jak
                                                    bylam mala, byl
                                                    > moim najlepszym kumplem ale tylko part - time, bo zapominal o
                                                    mnie gdy byl
                                                    > pijany lu gdy rzucila mu sie na glowe kolejna paranoiczna zajawka
                                                    agresji.
                                                    > potem tez mnie chwalil, ale ja od tego uciekalam, nie bralam juz
                                                    od niego nic,
                                                    > nie chcac placic za to rozgoryczeniem, zawodem.

                                                    Nie wiem, jak to zrobic w domu, czy to w ogole jest bezpieczne itd.
                                                    Mysmy takie sprawy zalatwiali na ustawieniach albo podczas pracy
                                                    indywidualnej. Po prostu skupialam sie na emocji w jej wyobrazeniu
                                                    dziecka i nie odpedzalam jej tylko probowalam z nia nawiazac
                                                    kontakt. Mozna ten kontakt nawiazac tez rysujac np.

                                                    > 'Mozliwe, ze przyczyny powstania takiej osobowosci byly
                                                    biologiczne.'
                                                    > yhm, tak zwana ' zla krew'
                                                    > silne pokrecone osobowosci
                                                    > ojciec ja moj brat

                                                    Ja w to niebardzo wierze. Bralam udzial w kilku bardzo mocnych
                                                    ustawieniach i wiem, ze to nie 'zla krew', ale rodzaj energii,
                                                    ktora krazy przez pokolenia.

                                                    > no, co ty...
                                                    > ja podrozuje wewnetrznie wciaz, wiekszosc dwuletniej terapii byla
                                                    o ojcu i matc
                                                    > e
                                                    > i niby juz bylo ok, odkad wywalczylam sobie mieszkanie, odcielam
                                                    sie od niego
                                                    > totalnie
                                                    > ale czasem znienacka wraca we snie... lub w slowach jakiegos
                                                    boyfrienda
                                                    > i wtedy jest krzyk muncha

                                                    Bo to jest jak odkrywanie kolejnych warstw malowidla. Najpierw jest
                                                    taka z ukladna rodzina, wszyscy usmiechnieci. Pod spodem - kazdy
                                                    osobno i kazdy ponury, potem - sklebieni ludzie walczacy ze soba.
                                                    A jest jeszcze pewnie pare co najmniej warstw.

                                                    Nie jestem zwolenniczka pracy ze soba za wszelka cene. Imo kazdy ma
                                                    prawo zatrzymac sie na chwile albo na zawsze na dowolnej warstwie.

                                                    > pograda i obrzydzenie, to czulam do ojca od wielu lat. czasem tez
                                                    do matki. ale
                                                    > nie uwazam ze pogarda i obrzydzenie do kogos sa koncowymi
                                                    produktami procesu
                                                    > wybaczenia!!!

                                                    Moga byc. To moze byc litosc tez np. Rozne rzeczy.

                                                    wydaje mi sie , ze to jakis wczesny etap, etap zmylkowy bardzo.
                                                    > tak bylo u mnie przez kilka lat.
                                                    > uwazam ze to za malo, ze to tylko strupek na ranie. i jesli rana
                                                    powstala w
                                                    > wyniku dzialan kogos tak waznego jak ojciec - archetyp meskosci,
                                                    to bedzie sie
                                                    > otwierac dosc czesto...

                                                    No tak, ale to sa inne uczucia. To jest dokladnie taki strupek, czy
                                                    moze raczej plaster. Pod pogarda - obrzydzenie, pod obrzydzeniem -
                                                    zlosc, pod zloscia - agresja, pod nia nienawisc, pod ktora jest
                                                    pragnienie milosci, pod ktorym jest samotnosc itd.

                                                    A ja pisalam o takim wyzwoleniu, w ktorym zostaje ci tylko ten
                                                    plaster, ktory przykrywa blizne, nie rane. Nie ma calego tego
                                                    mrocznego piekla.

                                                    > jesli bym odciela w swiadomosci postac ojca od postaci innych
                                                    mezczyzn, to moge
                                                    > powiedziec " tak, dla mnie jest to obcy czlowiek, ludzie sa
                                                    rozni, ten akurat
                                                    > jest zdeformowany na ksztalt zombie, no coz"
                                                    > a kiedy cos by mi nie szlo z jakims facetem, moglabym powiedziec"
                                                    coz, ten tez
                                                    > jest zdeformowany, sa inni, no coz"
                                                    > i moglabym tak mowic czesto, moze stale
                                                    > a ja mowie" o kur.wa teraz widze w nim mojego ojca, znow to
                                                    zrobilam' i wszystk
                                                    > o
                                                    > wraca.
                                                    > moze to znaczy ze nie polaczylam swiadomego i nieswiadomego
                                                    poziomu animusa?
                                                    > hym? tj: niby odrzucam ale jednak ide do i przyciagam mezczyzn w
                                                    stylu mojego
                                                    > ojca? nie znam sie na tym... jak myslisz?

                                                    Nie mam pojecia, ale to sie _bardzo_ czesto zdarza. Milion piecset
                                                    corek alkoholikow przysiegalo sobie, ze one sobie znajda trzezwego -
                                                    i ladowaly w zwiazku z pijakiem. Ksiazkowy klasyk.

                                                    > choc w sumie szydze sobie z samej siebie, ze to dlatego nie
                                                    spotkalam mezczyzny
                                                    > mojego zycia, bo zaden z poznanych nie dorownal ojczulkowi
                                                    monstrualnoscia.

                                                    Mysle, ze tu o cos innego chodzi. Czyli on jest i potworem, i
                                                    kochajacym ojcem, moze tez czasem jest kims jeszcze trzecim i
                                                    czwartym. Osoba z kilkoma glowami, z ktorych kazda daje ci inny
                                                    sygnal. To nie tylko miesza ci w zwiazkach (szukasz ? facetow,
                                                    ktorzy tez maja kilka glow), ale i dalo ci sprzeczne informacje o
                                                    tobie samej.

                                                    > czasem obawiam sie ze jestem skazana na powtorzenie bledow moich
                                                    rodzicow, wted
                                                    > y
                                                    > nienawidze losu.

                                                    To jest bzdura akurat, nawet ja to wiem, nie znajac ciebie. Jestes
                                                    o cale niebo bogatsza i swiadoma.

                                                    > i wtedy czuje sie jak rosario tijeras w dolinie muminkow.
                                                    > choc przeciez muminki nie sa az takie znowu rozowe, podobno... :)

                                                    Mysle, ze to dla niej bylo terapeutyczne, nawet jesli sobie z tego
                                                    nie zdawala sprawy: opisac cale swoje wnetrze w taki wlasnie
                                                    ezopowy sposob. Mnostwo neuroz, lękow, sztywnosci i
                                                    niezaspokojonych tesknot, wstydu. Rosario wnioslaby pewnie inna
                                                    energie, ale nie sadze, aby nie znalazla tam swojego miejsca.

                                                    --
                                                    W szczególności np. Skłodowska Curii też siedziałaby w jaskini
                                                    gdyby nie jej mąż
                                                  • 28.04.08, 04:35
                                                    chec odwetu, nienawisci, zemsty, zyczenie smierci.
                                                    Takie rzeczy, ktorych dziecko nie jest w stanie chyba przez siebie
                                                    przepuscic - a nawet jesli, to zostaje po nich gigantyczne poczucie
                                                    winy.'

                                                    nie, nie zostaje. moze mam uraz sumienia, jakas czesc mozgu wypaczona. moze '
                                                    zarazilam sie' psychopatia, a moze istnieje gen psychopatii...
                                                    nie ma wyrzutow sumienia. moze jakbym go zobaczyla naprawde chorego, proszacego
                                                    mnie o to, bym sie nim zaopiekowala... to mogloby ruszyc moje
                                                    sumienie. moze gdybym dowiedziala sie ze umiera powoli calkiem opuszczony i
                                                    bezradny...
                                                    moze nie pamietam, moze wymazalam z pamieci dzieciece wyrzuty sumienia z racji
                                                    zyczenia mu smierci. ale jakos nie pamietam tego z dziecinstwa.
                                                    ---
                                                    'Nie on
                                                    ma sie zajac twoimi dziecmi, ale ty sama. Zreszta - do 'wykwilenia'
                                                    jemu czegokolwiek on ci nie jest fizycznie potrzebny.'
                                                    czyli mam je przezyc te wszystkie zawiedzione, zamrozone pragnienia. odbyc taka
                                                    szczera rozmowe z wyobrazonym ojcem?
                                                    ---
                                                    'no tak, ale jednak cie nie bil.'
                                                    no, zapewne sa jeszcze gorsi ojcowie, ale co w zwiazku z tym?
                                                    zawsze mozna znalezc jakies jasne punkty w ciemej tkaninie, chyba zawsze.
                                                    dzieki temu ze mnie chociaz nie bil, nie pociagaja mnie fizycznie agresywni
                                                    mezczyni. hip hip hurra
                                                    ---
                                                    'A BPD sie leczy.'
                                                    jak ? podobno jest to zaburzenie osobowosci na ktore nie ma lekarstwa. ale moze
                                                    lepiej jednak sie tak nie diagnozowac? ... psychiatra nie wspominal mi o bpd,
                                                    podobno mam tylko ' zaburzenia adaptacyjne'.
                                                    ---
                                                    dziewczyna pogarda
                                                    'przebaczenie przestalo byc potrzebne.' po prostu?
                                                    tj: spelnilo swoja role?
                                                    ---
                                                    ' skupialam sie na emocji w jej wyobrazeniu
                                                    dziecka i nie odpedzalam jej tylko probowalam z nia nawiazac
                                                    kontakt.'
                                                    co to oznacza? poczuc? wczuc sie w jakas konkretna sytuacje z przeszlosci
                                                    dzieckiem? czy ?
                                                    ---
                                                    ustawienia
                                                    moze troche nie na temat ale to kojarzy mi sie z calym tym teatrem mojego domu.
                                                    okopani na swoich pozycjach gramy swoje role. nawzajem sie wzmacniamy. koszmar,
                                                    koniecznosc, znany diabel.
                                                    ciekawe, dla mnie, ze kiedy ojciec zaczal znecac sie nad swoja nastepna zona,
                                                    jak jak dobrze wytresowany pies obronny, zaczelam jej bronic ( choc jej nie
                                                    lubilam, nie powazalam, no wiadomo... ). ale ona byla inna niz moja matka, grala
                                                    w inna gre. nie wciagnela mnie w to. i choc kiedys wyrzekalam bardzo na jej
                                                    kretynizm ( meczennica) , w sumie jestem wdzieczna jej za zaprezentowanie mi
                                                    jakiegos po prostu innego modelu relacji, miejsca dziecka w relacji rodzicow.
                                                    moze nie lepszego, ale innego. no i za te potrawy rybne rodem z pomorza ;)
                                                    ---
                                                    'Bo to jest jak odkrywanie kolejnych warstw malowidla. Najpierw jest
                                                    taka z ukladna rodzina, wszyscy usmiechnieci. Pod spodem - kazdy
                                                    osobno i kazdy ponury, potem - sklebieni ludzie walczacy ze soba.
                                                    A jest jeszcze pewnie pare co najmniej warstw.'
                                                    hmm, pierwsza warstwa odlazla jak mialam jakies 11 lat. druga stala sie pierwsza.
                                                    pozytyw: nie trzeba duzo zdzierac ;]
                                                    ---
                                                    'Imo kazdy ma
                                                    prawo zatrzymac sie na chwile albo na zawsze na dowolnej warstwie.'
                                                    czy ja sie chce zatrzymac? raczej nie widze tak tego. raczej nie wiem co dalej
                                                    robic z tymi znaleziskami...
                                                    ---
                                                    'ja pisalam o takim wyzwoleniu, w ktorym zostaje ci tylko ten
                                                    plaster, ktory przykrywa blizne, nie rane. Nie ma calego tego
                                                    mrocznego piekla.'
                                                    a dotrzec mozna tam dzieki kontaktowi z emocjami dziecka, tak?
                                                    naprawde, tylko tyle?
                                                    pytam, moze glupio o to co i rusz, gdyz wydaje mi sie, ze mniej wiecej przez to
                                                    przeszlam, ale ukojenia nie ma...
                                                    jest strupek na ranie.
                                                    a moze powinnam przestac rozdrapywac te rane? zapomniec?
                                                    ---
                                                    'Czyli on jest i potworem, i
                                                    kochajacym ojcem, moze tez czasem jest kims jeszcze trzecim i
                                                    czwartym. Osoba z kilkoma glowami, z ktorych kazda daje ci inny
                                                    sygnal. '
                                                    tak, jak bog janus, to moj diamencik przemyslen wczesnomlodziezowych.
                                                    ---
                                                    wybacz jesli mecze cie tym moim pisaniem o sobie. mi jakos tam to pomaga, i samo
                                                    pisanie i twoje wskazowki, rady, spostrzezenia
                                                    tak sobie kiedys wyobrazilam moj proces poznawczo - rozwojowy jako zataczanie
                                                    kregow - niby wciaz docieram do punktu wyjscia, ale za kazdym razem przybywa
                                                    jednak nowej wiedzy, nowych kawalkow puzzli.
                                                    mi to jakos pomaga, ale dla ciebie moze byc uciazliwe, a moze nie wiesz jak sie
                                                    wywinac...
                                                    jesli masz ochote pisac o czyms innym, zacznij temat.
                                                    chyba ze nie masz juz ochoty pisac ze mna akurat tutaj wcale lub nie bardzo,
                                                    wtedy powiedz to jakos i ja to jakos zrozumiem pewnie.

                                                    pozdrawiam :)))
                                                  • 29.04.08, 00:57
                                                    Hej,
                                                    mam dzis wyjatkowo beznadziejny dzien.
                                                    Napisze jutro.
                                                    Nie chodzi o ciebie, czy to co napisalas, tylko o to, co mi sie
                                                    zadzialo w moim realu.
                                                    do jutra, czul

                                                    --
                                                    dont hejt de pleja, hejt de gejm
                                                  • 29.04.08, 02:15
                                                    trzymam kciuki za pozytywne rozwiazanie realnych problemow :)))
                                                    sciskam :)
                                                    --
                                                    aniołem jestem złym, szatanem z aureolą
                                                  • 29.04.08, 02:24
                                                    a moze napiszesz o tym co sie zadzialo wprost albo transformujac to w jakas
                                                    alegorie, zrobisz z tego wycieczke psychotyczno - terapeutyczna?
                                                    jak masz ochote, to zachecam. ale oczywiscie nie mam pojecia o co chodzi i jesli
                                                    to nic z rzeczy ' tranformowalnych' to po prostu po raz kolejny sciskam i
                                                    pozdrawiam :)
                                                  • 30.04.08, 01:27
                                                    Nie, to raczej po prostu bylo wydarzenie z cyklu 'myslalam, ze wiem
                                                    na czym stoje, a to guzik prawda akurat'. Musze sie do tego
                                                    przyzwyczaic chyba, chociaz nie wiem, czy mi sie uda. Trzymaj
                                                    kciuki, albo idz w mojej intencji na spacer z psem lepiej :)

                                                    --
                                                    "Nie wydaje ci sie ze zyjesz urojeniamy, uwazajac sie za kogos
                                                    intelientniejszego choc nie dostajesz mi nawet do piet." - waldi
                                                    aka ppś
                                                  • 30.04.08, 01:25
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > nie, nie zostaje. moze mam uraz sumienia, jakas czesc mozgu
                                                    wypaczona. moze '
                                                    > zarazilam sie' psychopatia, a moze istnieje gen psychopatii...

                                                    Wez - takie rzeczy to sie naprawde diagnozuje u specjalisty, a nie
                                                    u siebie samej, w dodatku nie - specjalistki.

                                                    > nie ma wyrzutow sumienia. moze jakbym go zobaczyla naprawde
                                                    chorego, proszacego
                                                    > mnie o to, bym sie nim zaopiekowala... to mogloby ruszyc moje
                                                    > sumienie. moze gdybym dowiedziala sie ze umiera powoli calkiem
                                                    opuszczony i
                                                    > bezradny...

                                                    Chodzilo mi o to, ze jesli jest w tobie potrzeba uznania i milosci
                                                    od niego (zaloze sie, ze jest), to kiedy zyczylas mu smierci,
                                                    musialas jednoczesnie miec z tego powodu wyrzuty sumienia. Nie
                                                    upieram sie - bo ty sama wiesz najlepiej, co czujesz itd. Mi sie to
                                                    wydaje logiczne po prostu, chociaz logika nie ma duzo do emocji.

                                                    > czyli mam je przezyc te wszystkie zawiedzione, zamrozone
                                                    pragnienia. odbyc taka
                                                    > szczera rozmowe z wyobrazonym ojcem?

                                                    Ja bym sie najpierw zajela dziecmi.

                                                    > 'no tak, ale jednak cie nie bil.'
                                                    > no, zapewne sa jeszcze gorsi ojcowie, ale co w zwiazku z tym?

                                                    To nie chodzi o to, czy sa lepsi czy gorsi, ale o to, ze widac - na
                                                    swoj sposob - cie kochal. Bardzo latwo jest uderzyc dziecko,
                                                    zwlaszcza wlasne.

                                                    > 'A BPD sie leczy.'
                                                    > jak ? podobno jest to zaburzenie osobowosci na ktore nie ma
                                                    lekarstwa.

                                                    Wrzuc w przegladarke.

                                                    ale moze
                                                    > lepiej jednak sie tak nie diagnozowac? ... psychiatra nie
                                                    wspominal mi o bpd,
                                                    > podobno mam tylko ' zaburzenia adaptacyjne'.

                                                    No to po co sobie dokopujesz?

                                                    > dziewczyna pogarda
                                                    > 'przebaczenie przestalo byc potrzebne.' po prostu?
                                                    > tj: spelnilo swoja role?

                                                    Nie o to chodzi.
                                                    Tak jak napisalam, on dla niej przestal byc wazny po prostu. Ukoila
                                                    wszystkie swoje odepchniete uczucia, przepracowala sama i z grupa,
                                                    zaczela sama sie bronic i kochac. Stopniowo ten facet przestal dla
                                                    niej byc osrodkiem jej emocji, wirem, ktory zasysal duza czesc jej
                                                    energii. Im wiecej pracy - tym bardziej z boku jego postac byla.
                                                    Ktoregos dnia po prostu zniknela prawie. Jest 'przykra sprawa z
                                                    przeszlosci', nie 'kims, kogo nienawidzi, boi sie itd'. Resztki
                                                    tamtej sprawy pozostaly w postaci obrzydzenia wlasnie. Nic wiecej.

                                                    > co to oznacza? poczuc? wczuc sie w jakas konkretna sytuacje z
                                                    przeszlosci
                                                    > dzieckiem? czy ?

                                                    Mysle, ze to indywidualna sprawa jest. Mnie wciagalo wyobrazenie
                                                    piwnicy z pozamykanymi drzwiami. Kiedy podczas pracy wylazilo cos
                                                    dziwnego, wizualizowalam piwnice i otwieralam _te_ drzwi.

                                                    Ale mozna pracowac inaczej - moze i na konkretnych sytuacjach,
                                                    mozna rysowac (tez rysowalam, reka sama robila rozne rzeczy,
                                                    lapalam sie na tym, ze brakowalo mi kartki i mazalam po podlodze z
                                                    duza pasja), mozna tanczyc, jesli ruch jest twoim zywiolem. Nie
                                                    wiem jednak, czy takie tripy powinno sie odbywac samemu.

                                                    > ustawienia
                                                    > moze troche nie na temat ale to kojarzy mi sie z calym tym
                                                    teatrem mojego domu.
                                                    > okopani na swoich pozycjach gramy swoje role. nawzajem sie
                                                    wzmacniamy. koszmar,
                                                    > koniecznosc, znany diabel.

                                                    Duza wartosc ustawien wynika rowniez stad, ze pokazuja rzeczy
                                                    ukryte. No i samemu jest sie z boku tego, nie trzeba nic przezywac
                                                    ani cierpiec, bo ustawiani robia to za ciebie. Chociaz na
                                                    dogmatycznie hellingerowskie ustawienia nie namawiam, bo imo to
                                                    toksyczna sprawa.


                                                    > hmm, pierwsza warstwa odlazla jak mialam jakies 11 lat. druga
                                                    stala sie pierwsz
                                                    > a.
                                                    > pozytyw: nie trzeba duzo zdzierac ;]

                                                    Na ustawieniach wylazily nam takie rzeczy, ze mysle, ze by sie
                                                    znalazlo wiele warstw. Postacie, o ktorych zapomniano, niezyjacy
                                                    trzymajacy sie zyjacych, wydarzenia sprzed kilkudziesieciu lat,
                                                    ktore wciaz trwaly. Moja rzeczywistosc od tamtych doswiadczen mocno
                                                    zgestniala.

                                                    > czy ja sie chce zatrzymac? raczej nie widze tak tego. raczej nie
                                                    wiem co dalej
                                                    > robic z tymi znaleziskami...

                                                    No wlasnie dlatego lepiej nie grzebac w sobie tak calkiem samemu.
                                                    > a dotrzec mozna tam dzieki kontaktowi z emocjami dziecka, tak?
                                                    > naprawde, tylko tyle?
                                                    > pytam, moze glupio o to co i rusz, gdyz wydaje mi sie, ze mniej
                                                    wiecej przez to
                                                    > przeszlam, ale ukojenia nie ma...
                                                    > jest strupek na ranie.
                                                    > a moze powinnam przestac rozdrapywac te rane? zapomniec?

                                                    A to ja nie wiem, ty sama wiesz najlepiej.
                                                    Ten caly syf z dziecinstwa wylazi po kawalku specjalnie. Straznik
                                                    Progu wie, kiedy jest sie gotowym na kolejna porcje. Moze nie
                                                    jestes, a moze rzeczywiscie juz wszystko przerobilas, i nie
                                                    pomoglo, nie wiedziec czemu.

                                                    > wybacz jesli mecze cie tym moim pisaniem o sobie. mi jakos tam to
                                                    pomaga, i sam
                                                    > o
                                                    > pisanie i twoje wskazowki, rady, spostrzezenia

                                                    Ok, ale nie chce, zeby to byla taka terapia on-line. Bo po
                                                    pierwsze, nie jestem zadnym fachowcem i niewiele wiem, a po drugie
                                                    mi sie to by nie podobalo po prostu.
                                                    Ale mi dzieki temu, ze o tym pisze, jakos sie ten caly moj
                                                    terapeutyczny przewrot uklada w glowie.


                                                    > chyba ze nie masz juz ochoty pisac ze mna akurat tutaj wcale lub
                                                    nie bardzo,
                                                    > wtedy powiedz to jakos i ja to jakos zrozumiem pewnie.

                                                    He he he.
                                                    To nie brzmi jak osoba z borderline ;)
                                                    Jednak pudlo z autodiagnoza.

                                                    --
                                                    What? I'm just tying me laces, man.
                                                  • 30.04.08, 03:57
                                                    wyrzuty sumienia itd

                                                    tak mi przyszlo do glowy, ze moze ty opierasz sie na jakichs dosc powszechnych tezach. i ja tez wlasciwie mniej wiecej staram sie dopasowac siebie, opisac sie wedlug jakiegos modelu dostepnego w ' nowoczesnej' kulturze. nie wymienie autorow, bo i nie o nich chodzi, a chodzi o to, ze tresci wyczytane w ksiazkach weszly na stale do naszej wiedzy, staly sie punktem odniesienia.
                                                    oj, nie umiem precyzyjnie tego okreslic...
                                                    cos takiego mi sie roi: wg pewnych nurtow psychologii dziecko nie potrafi zyczyc smierci rodzicowi. moze miec takie pragnienia, moze nienawidzic rodzica i zyczyc mu zle, ale kiedy cos zlego rodzica rzeczywiscie spotyka, dziecko przezywa ogromne poczucie winy. irracjonalnie wini siebie za to, co rodzica spotkalo, biorac to za pochodna swoich zlych zyczen.
                                                    jesli wie sie cos takiego, i wierzy sie w slusznosc tych tez, odnajdujac w sobie nienawisc do rodzica, bedzie sie natepnie poszukiwac w zakamarkach siebie i poczucia winy.
                                                    hmmm, pamietam ze ja sie ojca wstydzilam do czasu, az przeczytalam ( jako 13, 14 latka) o falszywym wstydzie, o wstydzeniu sie za innych. przerobiwszy ta lekcje, pozbylam sie wstydu.
                                                    zapomnialam na pewno wiele z moich przezyc mlodzienczych, pamietam jednak ze bardzo chcialam znalezc jakies autorytety, ktore pozwolilyby mi zrozumiec siebie i cala ta sytuacje, w ktorej sie znajdowalam, ktore pomoglyby mi przetrwac i wskazaly kierunek. tak stereotypowo bardzo -
                                                    - zainteresowalam sie psychologia, bardzo duzo czytalam, wrecz pochlanialam ksiazki.
                                                    te wszystkie pojecia, teorie, przynajmniej te bardziej popularne, sa mi mniej wiecej od dawna znane, dawno przyswojone, wyprobowane.
                                                    nie jestem zszkowana, nie traktuje relacji z rodzicami jako sacrum, tabu.
                                                    ojciec dal mi ten komfort, ze obiektywnie nie wydawal sie godzien milosci. za to co robil moglby pojsc do wiezienia ( albo do piekla chrz ;)), dlatego nie czuje wyrzutow sumienia z powodu moich negatywnych emocji wobec niego.
                                                    z matka jest wiekszy problem... wlasciwie dopiero terapia pozwolila mi ' rozprawic sie' z jej postacia, odkryc i ujawnic drugie dno moich mysli i uczuc wobec niej.

                                                    takze, pozwolilam nie miec mojemu wewn dziecku wyrzutow sumienia wobec mojego ojca, mimo ze on nader czesto usilowal je wywolac we mnie...
                                                    jak bylo wczesniej, zanim zaczelam myslec ' swiadomie' tzn, zanim skonczylam jakies 10 - 12 lat?
                                                    wtedy chyba jeszcze bylam na etapie ' bycia chrystusem', wybaczalam, chcialam wierzyc ze tatus mnie kocha. wtedy jeszcze matka grala komedie, ukrywala jego alkoholizm i okrucienstwo, wtedy chyba bylismy jeszcze ta rodzina z pierwszej warstwy malowidla, dramat rozgrywal sie w czterech scianach i byl co rano tuszowany.
                                                    ale umarla matka mojej najlepszej kolezanki. a zostala sama z siostra i ojcem alkoholikiem. one nie baly sie prawdy o wlasnym ojcu, a moja matka zaczela matkowac a. i od tamtej pory takze w mojej rodzinie zaczelo sie zdrapywanie fototapety, mowienie prawdy...
                                                    fizycznie wciaz zylysmy z matka w tym piekle, jednak juz bez oszukiwania, bez wybaczania, bez tuszowania...uczucia zostaly uwolnione.
                                                    szkoda, ze matka nigdy nie znalazla w sobie tyle sily aby siebie i mnie od tego fizycznie uwolnic.
                                                    ---
                                                    "czyli mam je przezyc te wszystkie zawiedzione, zamrozone
                                                    pragnienia. odbyc taka
                                                    > szczera rozmowe z wyobrazonym ojcem?

                                                    Ja bym sie najpierw zajela dziecmi."

                                                    a ' dzieci ' to nie sa ' uczucia", pierwotne emocje, pragnienia nieprzykryte nakazami morlanosci, rozumem? co to sa 'dzieci' w takim razie?
                                                    ----
                                                    'na swoj sposob - cie kochal. "
                                                    no, tak. uderzyl mnie tylko raz jak bylam mala, za jakis bzdet. i juz nigdy wiecej. co nie przeszkadzalo mu wyzywac mnie od kur. ew, smieci, gownien i saczyc jad w moje uszy.
                                                    mozna wiec przypuszczac, ze rownie dobrze jak o milosc, moglo chodzic o jakis silny wewnetrzny zakaz uzywania fizycznej przemocy wobec dzieci.

                                                    terapeutka zadala mi pytanie: ' czy czulas od tej osoby milosc? " nie. ' wiec to nie byla milosc'
                                                    co myslisz na temat takiej diagnostyki?
                                                    ja mysle teraz, ze on mogl mnie kochac na swoj sposob,taki bardzo glupi i egocentryczny. byl bardzo poplatany, unikal samooceny jak mogl. jakby najwiekszym marzeniem, nadrzednym celem mojego ojca bylo niedopuszczenie do jakiejkolwiek negatywnej refleksji na wlasny temat. stad proby pozbycia sie tych niecalkiem go uwielbiajacych, a nastepnie proby odkupienia atakow furii. a z czasem, calkowita niemal alienacja od swoich zlych uczynkow.
                                                    narcyzm?
                                                    ---
                                                    bpd
                                                    no wlasnie wrzucalam bpd w przegladarke juz nieraz. i te leki to takie stabilizujace bardziej... z tego co pamietam
                                                    ---
                                                    dziewczyna/ pogarda
                                                    yhm, rozumiem. tylko wydaje mi sie, ze postac ojca jest zbyt wazna, aby ja tak latwo ' uleczyc', aby raz na zawsze rozprawic sie z tym tematem. wylazi w kontaktach z mezczyznami.
                                                    i nie tylko : wylazi mna, w moim widzeniu siebie i innych.
                                                    moze winie za swoje niepowodzenia osoby trzecie? moze... przeciez niektorzy mieli gorzej, a tyle wiecej osiagneli, niemkoniecznie materilaanie... moze nadmiernie szukam wymowki w rodzicach?
                                                    ...
                                                    ---
                                                    dziecko
                                                    wizualizacja, rysunek , taniec
                                                    ale co mam wizualizowac, o czym mam tanczyc, rysowac?
                                                    o jakiejs sytuacji konkretnej czy moze ogolnie np o braku bezpieczenstwa?

                                                    mialam taki bardzo zly czas, gdy w zasadzie runely ostatnie naiwne nadzieje, dzieciece marzenia. wtedy duzo pilam, robilam burdy, polecialam mocno w kierunku czystego bpd. czesto siadywalm sama gdzies za sklotem, i wylam, ryczalam, zanosilam sie placzem tak jak w dziecinstwie. plakalam nad wszystkim, nad swoja niedola, totalnie w to wczuta. po wielu latach od calkowitej utraty zdolnosci do placzu.
                                                    bylo to jakims oczyszczeniem, ale czasem zdawalo mi sie, ze musialabym tak plakac kilka lat, aby wyplakac caly bol. a tak sie nie dalo.
                                                    ---
                                                    Straznik Progu
                                                    kojarzy mi sie z Diablem i z Pustelnikiem z tarota.
                                                    znasz tarot? to rowniez taka wedrowka przez etapy rozwoju osobowosci. levele gry.

                                                    'wydarzenie z cyklu 'myslalam, ze wiem
                                                    na czym stoje, a to guzik prawda akurat'. Musze sie do tego
                                                    przyzwyczaic chyba, chociaz nie wiem, czy mi sie uda. '
                                                    a to Wieza akurat :)
                                                    znam kogos kto lubi te karte/ wydarzenia tego typu - to moj przyjaciel - gej. to chyba wlasnie takiego nastawienia do zycia mu zazdroszcze.

                                                    eichelberger przytoczyl gdzies kiedy historie o muminkach (!)
                                                    'W bajce o Muminkach jest taka bohaterka, która zajmowała się domem pełnym szklanych i porcelanowych bibelotów i była cały czas tym zajęta, odkurzała je i ustawiała. Pewnego dnia zobaczyła na horyzoncie zbliżającą się trąbę powietrzną i pomyślała sobie, ku własnemu zaskoczeniu: "Och, jaka piękna katastrofa!".'

                                                    dla mnie - o ile nie jest to czyste szalenstwo - to jest to oznaka osiagniecia wyzszego stopnia rozwoju ' z kategorii zen'

                                                    a moze czysty pragmatyzm w obliczu realiow zycia? :)

                                                    ---
                                                    trzymam kciuki za twoja pomyslnosc!
                                                    i ide z psem
                                                    a kotu w intencji polozylam zakretke od soku na glowie
                                                    obruszyl sie nieco i jakze pieknie :)
                                                    moze byc? :)

                                                    pozdrawiam :)))
                                                  • 01.05.08, 02:33
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > tak mi przyszlo do glowy, ze moze ty opierasz sie na jakichs dosc
                                                    powszechnych
                                                    > tezach.

                                                    Nie, ja tezy mam w nosie, raczej opieram sie na moim terapeutycznym
                                                    doswiadczeniu. Sa pewne wzory, ktore sie powtarzaja. Ludzie lubia
                                                    myslec, ze ich nieszczescie jest unikalne i niepowtarzalne, ale
                                                    zazwyczaj nie jest. Co nie oznacza, ze twoje nie jest. Ty sama
                                                    wiesz najlepiej, co sie z toba dzieje.

                                                    [teoria, ze dziecko nie chce zyczyc smierci rodzicowi]
                                                    To sie opiera na tej dzieciecej wlasciwosci, ktora polega na
                                                    pragnieniu akceptacji ze strony rodzicow.
                                                    Nigdy nie spotkalam nikogo, kto by tego nie mial.
                                                    Spotkalam sporo ludzi, skrzywdzonych przez rodzicow, ale nawet ci,
                                                    ktorzy byli skrzywdzeni wyjatkowo podle (fizyczne naruszenie
                                                    granic) dlugo nie chcieli sie nawet przyznac, ze ich rodzic robi
                                                    zle rzeczy. Dziecko pilnuje nieskalanego obrazu rodzica wlasnie z
                                                    milosci do niego.

                                                    (Przypomniala mi sie opowiesc pewnego prominentnego polityka,
                                                    niejakiego Marcinkiewicza, ktory w wywiadzie opowiadal, jak to
                                                    ojciec jego i braci bil za drobne nawet przewinienia, nawet jak
                                                    byli juz dorosli. Opisywal, jak kiedy cos spsocili, bali sie
                                                    smiertelnie wrocic do domu, bo wiedzieli, ze ojciec czeka z pasem i
                                                    nie odpusci. Kiedy nie uwazali w kosciele, ojciec ich wywlekal za
                                                    brame, lał i mogli wrocic z powrotem do swiatyni.
                                                    'Tata bardzo nas kochal, dlatego to robil'. Ciekawe, jak on sam
                                                    kocha swoje dzieci.)

                                                    Czy w twoim emocjonalnym stosunku do ojca kryje sie tylko
                                                    pragnienie sprawiedliwosci i/lub zemsty?
                                                    Czy chcesz mu cos wyjasnic? Wytlumaczyc? Dlaczego?

                                                    Nie twierdze, ze mam racje, nie wiem. Moze sie z tej milosci
                                                    wyleczylas, ale trudno mi w to uwierzyc.
                                                    ...
                                                    > ojciec dal mi ten komfort, ze obiektywnie nie wydawal sie godzien
                                                    milosci.

                                                    Mozliwe, ze tak jest. Mozliwe tez, ze kryje sie w tobie zamrozone
                                                    Dziecko z okresu dosc wczesnego, ktore chce, zeby tata je przytulil.

                                                    ...
                                                    > a ' dzieci ' to nie sa ' uczucia", pierwotne emocje, pragnienia
                                                    nieprzykryte na
                                                    > kazami morlanosci, rozumem? co to sa 'dzieci' w takim razie?

                                                    No tak, to sa one wlasnie. To sa duzego kalibru smutek, strach,
                                                    samotnosc, poczucie winy itd. Wszystko to, czego male dziecko nie
                                                    jest w stanie udzwignac.

                                                    Dlatego pisze o 'zamrozeniu', bo to czasem az widac po mowie ciala
                                                    albo pewnych niekontrolowanych odruchach. Np dorosly czlowiek,
                                                    ktory chichocze sie jak pieciolatek, albo wkurzony robi mine malego
                                                    dziecka, kompletnie o tym nie wiedzac. W momentach, w ktorych nie
                                                    panuje nad soba, wladze przejmuje to zamrozone dziecko na chwile.

                                                    Kiedys w bardzo specyficznych okolicznosciach (ktore przypominaly
                                                    traume) poczulam obecnosc zamrozonego Dziecka fizycznie. Kosmos -
                                                    czulam, ze w miejscu, w ktorym stoje, stoi ktos jeszcze, duzo
                                                    mniejszy ode mnie, i krzyczy przez moje gardlo. Nie moglam
                                                    zapanowac nad tym glosem, bo on nie byl moj, chociaz stopy tej
                                                    istoty staly w moich. To bylo pare lat przed terapia i bylo
                                                    calkowicie spontaniczne.

                                                    > mozna wiec przypuszczac, ze rownie dobrze jak o milosc, moglo
                                                    chodzic o jakis s
                                                    > ilny wewnetrzny zakaz uzywania fizycznej przemocy wobec dzieci.

                                                    No tak, ale i tak ten zakaz to byl jedyny (?) albo jeden z
                                                    nielicznych, ktorego nie chcial zlamac. Z tego, co piszesz, on mial
                                                    niewiele zasad chyba.

                                                    > terapeutka zadala mi pytanie: ' czy czulas od tej osoby milosc? "
                                                    nie. ' wiec t
                                                    > o nie byla milosc'
                                                    > co myslisz na temat takiej diagnostyki?

                                                    Nie podoba mi sie.
                                                    Po ustawianiu sie trudno uwierzyc w takie proste wyliczanki. To
                                                    moze byc prawda na pewnym poziomie. A na innym - klamstwo.

                                                    > ja mysle teraz, ze on mogl mnie kochac na swoj sposob,taki bardzo
                                                    glupi i egoce
                                                    > ntryczny.

                                                    Zdaje sie, byl bardzo slabym czlowiekiem.
                                                    ...
                                                    > narcyzm?

                                                    Nie wiem.

                                                    > no wlasnie wrzucalam bpd w przegladarke juz nieraz. i te leki to
                                                    takie stabiliz
                                                    > ujace bardziej... z tego co pamietam

                                                    A ja wrzucilam niedawno, i tam pisali ciekawe rzeczy np o diecie
                                                    (nie pamietam, jakie dokladnie) itd. Ale imo ty bpd nie masz, wez
                                                    no.

                                                    > dziewczyna/ pogarda
                                                    > yhm, rozumiem. tylko wydaje mi sie, ze postac ojca jest zbyt
                                                    wazna, aby ja tak
                                                    > latwo ' uleczyc', aby raz na zawsze rozprawic sie z tym tematem.

                                                    To nie bylo 'latwo'. Pare dobrych lat terapii (nie wiem, dokladnie,
                                                    ile) i roznego innego dlubania w duszy. Potwornie bolesnego.

                                                    wylazi w konta
                                                    > ktach z mezczyznami.
                                                    > i nie tylko : wylazi mna, w moim widzeniu siebie i innych.

                                                    To w tej sytuacji to jest zupelnie normalne.

                                                    > moze winie za swoje niepowodzenia osoby trzecie? moze... przeciez
                                                    niektorzy mie
                                                    > li gorzej, a tyle wiecej osiagneli, niemkoniecznie
                                                    materilaanie... moze nadmier
                                                    > nie szukam wymowki w rodzicach?

                                                    'Wymowki'?
                                                    Przeciez nie robisz tych swoich bledow swiadomie.

                                                    > ...
                                                    > dziecko
                                                    > wizualizacja, rysunek , taniec
                                                    > ale co mam wizualizowac, o czym mam tanczyc, rysowac?
                                                    > o jakiejs sytuacji konkretnej czy moze ogolnie np o braku
                                                    bezpieczenstwa?

                                                    Ja nie wiem nawet, czy ty sie za to powinnas sama brac za to. Wiec
                                                    nie wiem, co ci napisac. Mi material do tych akcji pojawial sie
                                                    spontanicznie na terapii, i wtedy sie za to bralismy.

                                                    > bylo to jakims oczyszczeniem, ale czasem zdawalo mi sie, ze
                                                    musialabym tak plak
                                                    > ac kilka lat, aby wyplakac caly bol. a tak sie nie dalo.

                                                    O, to bardzo fajne - tzn to, ze ci sie to zdarzylo.
                                                    Nie bolala cie po tym placzu glowa potwornie? Mnie napie..la po
                                                    prostu.
                                                    Moze to wlasnie bylo takie wyjscie dziecka z zamrozenia. Moze nie
                                                    musisz plakac kilka lat, ale odnalezc ten smutek i sie nim
                                                    zaopiekowac.

                                                    > Straznik Progu
                                                    > kojarzy mi sie z Diablem i z Pustelnikiem z tarota.
                                                    > znasz tarot? to rowniez taka wedrowka przez etapy rozwoju
                                                    osobowosci. levele gr
                                                    > y.

                                                    Boje sie tarota, tarocisci czesto sa nawiedzeni potwornie. Wole i-
                                                    cing, ale nie wyciagalam Przepowiedni juz z 5 lat chyba.
                                                    Co to sa Diabel i Pustelnik?

                                                    > a to Wieza akurat :)
                                                    > znam kogos kto lubi te karte/ wydarzenia tego typu - to moj
                                                    przyjaciel - gej. t
                                                    > o chyba wlasnie takiego nastawienia do zycia mu zazdroszcze.

                                                    Siedzialam w jednej z moich ulubionych kawiarni, dosc dziwacznie
                                                    urzadzonej. Tam wisiala taka tabliczka - kawalek deski z plotu,
                                                    zniszczonej, na ktorej niewprawna dziecieca reka napisala 'Nie
                                                    zawsze tak bedzie'.
                                                    To takie memento mori w wersji madrzejszej. Bardzo konfucjanskie w
                                                    sumie.

                                                    > eichelberger przytoczyl gdzies kiedy historie o muminkach (!)

                                                    To jest historia Filifionki z tomu opowiadan. Z bardzo ladnym
                                                    rysunkiem porcelanowego kotka z utluczonym uszkiem.

                                                    > dla mnie - o ile nie jest to czyste szalenstwo - to jest to
                                                    oznaka osiagniecia
                                                    > wyzszego stopnia rozwoju ' z kategorii zen'
                                                    >
                                                    > a moze czysty pragmatyzm w obliczu realiow zycia? :)

                                                    Widzialam kiedys, jak sie leczy ludzi z lękiem wysokosci: kaze im
                                                    sie wchodzic coraz wyzej. Stopniowo, ale stanowczo - przez pare dni
                                                    pokonuja coraz wieksze wysokosci. Chodzi o to, ze strach nie
                                                    wzrasta w nieskonczonosc. W pewnym momencie boisz sie tak, ze juz
                                                    bardziej nie mozesz. Jesli wytrzymasz ten moment i zrobisz kolejny
                                                    krok wyzej, wygralas, to poczatek konca terapii.

                                                    > trzymam kciuki za twoja pomyslnosc!
                                                    > i ide z psem
                                                    > a kotu w intencji polozylam zakretke od soku na glowie
                                                    > obruszyl sie nieco i jakze pieknie :)
                                                    > moze byc? :)

                                                    Pomoglo, dzieki :)
                                                    czul.


                                                    --
                                                    <a href="www.mikolaj.org.pl/pl/co_robimy_mamawpracy.php"
                                                    target="_blank">www.mikolaj.org.pl/pl/co_robimy_mamawpracy.php</a
                                                  • 01.05.08, 18:27
                                                    [teoria, ze dziecko nie chce zyczyc smierci rodzicowi]
                                                    'Spotkalam sporo ludzi, skrzywdzonych przez rodzicow, ale nawet ci,
                                                    ktorzy byli skrzywdzeni wyjatkowo podle (fizyczne naruszenie
                                                    granic) dlugo nie chcieli sie nawet przyznac, ze ich rodzic robi
                                                    zle rzeczy. Dziecko pilnuje nieskalanego obrazu rodzica wlasnie z
                                                    milosci do niego.'
                                                    no, tak, ale to prawdop bylo ludzie, ktorzy z psychoterapia i zagadnieniami z
                                                    tego kregu zetkneli sie po raz pierwszy w zyciu.
                                                    taki szok, jakas reakcja obronna u kogos, kto zyje na poziomie fotki
                                                    usmiechnietetj rodziny, na ktorej nie widac nog kopiacych sie nawzajem pod stolem.
                                                    mnie to nie dotyczy, to sie skonczylo jeszcze w podstawowce.
                                                    naprawde, bylabym obecnie twisted potworem, takim kotkiem zywym ale wywroconym
                                                    na druga srone * snil mi sie taki kiedys*, gdybym pielegnowala obraz mojej
                                                    rodziny jako szczesliwej, modelowej, kochajacej, idealnej.

                                                    moze nawet nie trzeba wglebiac sie szczegolnie w studia psychologiczne, moze
                                                    wystarczy miec w sobie dziecieca odwage widzenia swiata takim jaki jest mniej
                                                    wiecej, ufania wlasnym uczuciom, refleksja, a moze po prostu odwage dokonywania
                                                    nieprzekupnych sadow? mysle, ze to jest trudniejsze w sytuacjach
                                                    skomplikowanych, niewyraznych, a moze takze w sytuacjach calkiwitej
                                                    dlugotrwalej zaleznosci od jakiegos tam kata...
                                                    ja od dziecka, nie chcialam zrezygnowac z mojej opinii na temat tego co sie
                                                    dzieje. moze to nie jest powszechne, ale tak wlasnie bylo.
                                                    moze mam wrodzona niska potrzebe afiliacji? dziwne, jakos sprzeczne z teoria,
                                                    ale jednak.
                                                    ---
                                                    marcinkiewiczow wszelkiego sortu nie znosze. dla mnie to glupcy. takie
                                                    zachowanie wiaze rowniez z balwochwalczym, bezrefleksyjnym uwielbieniem dla
                                                    tego, co moje, dla moich wartosci, i pogarda dla tego, czego mi brak, a co maja
                                                    inni.
                                                    ---
                                                    'Czy w twoim emocjonalnym stosunku do ojca kryje sie tylko
                                                    pragnienie sprawiedliwosci i/lub zemsty?
                                                    Czy chcesz mu cos wyjasnic? Wytlumaczyc? Dlaczego?'

                                                    nie, jest poczucie krzywdy i jakas groza wynikajaca z faktu istnienia realnego
                                                    rzeczy,ludzi, zachowan rodem z horrorow.
                                                    pragnienie sprawiedliwosci? kiedy bylam mniejsza, tak.
                                                    on byl wplywowym czlowiekiem, zajmowal wysokie stanowisko, byl dosc wysoko w
                                                    partii. rzadzil ludzmi, mial nad nimi wladze. w tamtych czasach byl praktycznie
                                                    nietykalnym lokalnym watazka. ludzie ustepowali mu z drogi wiedzac ze jest
                                                    zdolny do psychicznego ich wykonczenia. takze matka i ja, mimo otzrymywania
                                                    prawie ze potajemnych sygnalow sympatii, na nic wiecej nie moglysmy liczyc. i to
                                                    bylo ogromnie dolujace.
                                                    zemsty?
                                                    nie wiem
                                                    mysle, ze gdybym teraz stanela z nim twarza w twarz i znow sprobowalby swoich
                                                    upadlajacych sztuczek, moglabym go udusic, wytoczyc mu sprawe o wieloletnie
                                                    znecanie sie nad rodzina i innymi ludzmi. chcialam to zrobic wczesniej, ale
                                                    widzialam jak ludzie, ktorzy mogliby ewentualnie zeznawac, boja sie to robic...,
                                                    nie chca dac sie wciagnac w moje prywatne rozgrywki.
                                                    stad bierze sie moje poczucie bycia na przegranej pozycji.
                                                    niejako z zemsty chcialam rowniez zmienic nazwisko.

                                                    a wytlumaczyc, wyjasnic sie NIE DA.
                                                    kiedys rozmawial z bratem, mowilam, moze teraz ojciec sie zmieni. a on na to,
                                                    nie ludz sie, jest juz stary, w tym wieku jesli ma sie zmienic to raczej na gorsze.
                                                    ---
                                                    z milosci sie wyleczylam? czy z potrzeby milosci?
                                                    kochalam go, gdy bylam mala, byl swietnym kompanem do zabaw, uwielbialismy sie
                                                    nawzajem.
                                                    potem juz nie, kiedy zaczal niszczyc wszystko co kochalam.
                                                    wtedy bylo mi starsznie zle, ze mnie nie kocha. ale wciaz dawalam sie nabierac
                                                    na nadzieje jakie mi robil.
                                                    az wreszcie przestalam.
                                                    zreszta, on mysli ze mnie kocha, a ja jestem niewdzieczna.
                                                    ---
                                                    reszta pozniej, bo nie mam czasu teraz

                                                    pozdrawiam:)

                                                  • 01.05.08, 22:35
                                                    szarylemur napisała:


                                                    > moze nawet nie trzeba wglebiac sie szczegolnie w studia
                                                    psychologiczne, moze
                                                    > wystarczy miec w sobie dziecieca odwage widzenia swiata takim
                                                    jaki jest mniej
                                                    > wiecej, ufania wlasnym uczuciom, refleksja, a moze po prostu
                                                    odwage dokonywania
                                                    > nieprzekupnych sadow? mysle, ze to jest trudniejsze w sytuacjach
                                                    > skomplikowanych, niewyraznych, a moze takze w sytuacjach
                                                    calkiwitej
                                                    > dlugotrwalej zaleznosci od jakiegos tam kata...

                                                    Znowu: ty sama wiesz najlepiej. Jesli sobie ufasz, to ok, naprawde.
                                                    Po prostu pierwszy raz kogos takiego spotykam.
                                                    ...

                                                    > marcinkiewiczow wszelkiego sortu nie znosze. dla mnie to glupcy.
                                                    takie
                                                    > zachowanie wiaze rowniez z balwochwalczym, bezrefleksyjnym
                                                    uwielbieniem dla
                                                    > tego, co moje, dla moich wartosci, i pogarda dla tego, czego mi
                                                    brak, a co maja
                                                    > inni.

                                                    Mnie oni z jednej strony oburzaja (bo, jesli sa czemus winni, to
                                                    temu, ze na ogol nie przerywaja miedzypokoleniowej przemocy), a z
                                                    drugiej - budza wielkie wspolczucie.

                                                    ...
                                                    > stad bierze sie moje poczucie bycia na przegranej pozycji.
                                                    > niejako z zemsty chcialam rowniez zmienic nazwisko.

                                                    Takie mam wrazenie ciagle, ze wiele sie w tobie dzieje ze wzgledu
                                                    na niego, a nie na ciebie. W sensie, ze on nadal koncentruje twoje
                                                    zycie i twoja energie. Miewasz rozne checi i pomysly na niego (zeby
                                                    dotknac, zemscic sie, wymierzyc sprawiedliwosc itd), a nie na
                                                    siebie.
                                                    Jakby bylo, gdyby w miejscu tych wszystkich twoich jego dotyczacych
                                                    emocji powstalaby nagle pustka?

                                                    > a wytlumaczyc, wyjasnic sie NIE DA.
                                                    > kiedys rozmawial z bratem, mowilam, moze teraz ojciec sie zmieni.
                                                    a on na to,
                                                    > nie ludz sie, jest juz stary, w tym wieku jesli ma sie zmienic to
                                                    raczej na gor
                                                    > sze.

                                                    Podobno do 40 sa najwieksze szanse.
                                                    Chociaz ja widzialam juz rozne rzeczy. Ale to on by musial chciec.

                                                    > z milosci sie wyleczylam? czy z potrzeby milosci?
                                                    > kochalam go, gdy bylam mala, byl swietnym kompanem do zabaw,
                                                    uwielbialismy sie
                                                    > nawzajem.
                                                    > potem juz nie, kiedy zaczal niszczyc wszystko co kochalam.
                                                    > wtedy bylo mi starsznie zle, ze mnie nie kocha. ale wciaz dawalam
                                                    sie nabierac
                                                    > na nadzieje jakie mi robil.
                                                    > az wreszcie przestalam.
                                                    ...

                                                    Noale on jest ciagle dla ciebie bardzo wazny. Byc moze istotnie
                                                    tylko w negatywnym sensie, ale jest centralna postacia twojego
                                                    zycia. Moze czasem (to ty to wiesz) wazniejsza od ciebie samej.


                                                    czul

                                                    --
                                                    www.mikolaj.org.pl/pl/co_robimy_mamawpracy.php
                                                  • 02.05.08, 03:44
                                                    oki, piszesz, ze spotkalas wielu ludzi skrzywdzonych prze-
                                                    A tranquz rodzicow, nawet mocno...
                                                    i naprawde wszyscy oni twierdzili ze wszystko bylo cacy cacy?

                                                    teraz to z kolei ja sie bardzo dziwie...
                                                    ja spotkalam pare osob, sporo osob, i to niekoniecznie jakos dotkliwie pokiereszowanych, ktore wprost umialy powiedziec, co i jak.

                                                    mysle, ze naprawde nie mozna nie doceniac, nie zauwazac faktu, ze psychologia trafila pod strzechy :)

                                                    jasne, ze kiedy bylam naprawde mala, mialam 4 czy 5 lat ( wczesniej nie pamietam ), tylko czasem doznawalam poczucia ze cos tu jest nie tak. wtedy ostro histeryzowalam. a juz jako 6- 7 latka taka swiadomosc nieidealnosci, chorobliwosci relacji wewnatrz mojej rodziny mialam dosc czesto. choc jako ze moim glownym opiekunem byla moja matka i to ona wyznaczala biale/ czarne silniej, to strona bardziej chora wydawal mi sie ojciec. obecnie wydaje mi sie, ze ojciec byl po prostu strona chora bardziej brutalnie, jednoznacznie i jawnie...
                                                    ---
                                                    marcinkiewicze
                                                    'z drugiej - budza wielkie wspolczucie.'
                                                    dlaczego?
                                                    i jak im mialoby to wspolczucie pomoc?
                                                    ja mysle, ze m. raczej broniliby sie przed jakimkolwiek gestem swiadczacym o niewierze w szczesliwosc ich rodzin...
                                                    ---
                                                    'Takie mam wrazenie ciagle, ze wiele sie w tobie dzieje ze wzgledu na niego, a nie na ciebie. W sensie, ze on nadal koncentruje twoje
                                                    zycie i twoja energie. Miewasz rozne checi i pomysly na niego (zeby dotknac, zemscic sie, wymierzyc sprawiedliwosc itd), a nie na
                                                    siebie.'
                                                    masz racje. to pewnie z przyzwyczajenia do zycia w cieniu. jakby zycie bylo po to, aby uciec przed potworem ;]
                                                    zwyczajnie - niezwyczajnie, nie bylo jakos przez wiele waznych lat czasu, aby wyznaczyc jakis cel w przyszlosci. zylo sie z dnia na dzien, z niepokojem oczekujac nocy. nie planowalo sie zadnych inwestycji finansowych np, bo nigdy nie wiadomo bylo czy ojciec da w tym miesiacu cos czy nie da, a moze trzeba bedzie splacac jakies dlugi, a moze znow cos rozwali sasiadom i trzeba bedzie placic... zawsze tak bylo. podobno dda sa jak karly - dostosowane do malego swiatka przetrwania. ogolnie czulam sie jak atlas, na ktorego ramionach spoczywa caly cholerny swiat i zagadnienie jak to utrzymac jest juz wystarczajaco wyczerpujace.
                                                    wymowka to jest moze, moze calkiem dobra: nie bylo warunkow do patrzenia w przyszlosc bardzo dlugo, ponad 20 lat. i wyrosla ta co biegnie przed siebie uciekajac na oslep. bo potem, kiedy juz byly warunki, wszystko nadal we mnie wylo i krzyczalo, a w miedzyczasie poznalam tez kogos bardzo problematycznego z kim tak niesamowicie ekscytujaco bieglo sie przed siebie, odtwarzac, przetwarzac i znieczulac traumy...
                                                    moze wygladac na to, ze ojciec nadal koncentruje moje zycie i moja energie. ze mysle nad zemsta, spotkaniem, sadzeniem sie.
                                                    mysle o tym tutaj. realnie nie utrzymuje i nie zamierzam utrzymywac z ojcem jakiegokolwiek kontaktu. ale nie dlatego ze jest mi obojetny, a dlatego ze wiem jak ciezko bym przezyla takie spotkanie i ewentualna reszte.

                                                    ale faktycznie zyje z dnia na dzien, bez zadnych dalekosieznych celow. wiele juz mozliwosci stracilam, wiele drzwi jest juz zamknietych dla mnie. i wciaz dosc czesto powtarzam stare bledy, usilujac sie po prostu wyspac pod przykrotka kolderka.

                                                    'Jakby bylo, gdyby w miejscu tych wszystkich twoich jego dotyczacych
                                                    emocji powstalaby nagle pustka?'

                                                    jak mialaby powstac??? przez utulenie wszystkich dzieci? czy przez zapomnienie, wypelnianie postanowienia ' tej rany juz drapac nie bede, zostawie w spokoju"?
                                                    ---
                                                    'jest centralna postacia twojego zycia. '
                                                    nie jest, jest jeszcze matka...tak samo centralna i chyba bardziej skomplikowana.

                                                    bardzo wielkie dzieki za uwage :]
                                                    pozdrawiam :)))

                                                  • 03.05.08, 01:10
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > oki, piszesz, ze spotkalas wielu ludzi skrzywdzonych prze-
                                                    > A tranquz rodzicow, nawet mocno...
                                                    > i naprawde wszyscy oni twierdzili ze wszystko bylo cacy cacy?

                                                    Nie, nie tak.
                                                    Potrafili przyznac, ze cos bylo nie tak, albo nawet wiele, ale
                                                    nadal ich bronili po calosci i tak w ogole.
                                                    Zreszta - ja sama przez pol terapii mowilam 'no tak, to i to, ale
                                                    to bylo dla mojego dobra/niechcieli tego/sami mieli gorzej' itd. Ta
                                                    granica sie przesuwala, ale zawsze gdzies byla. Pewnie nadal jest.

                                                    > teraz to z kolei ja sie bardzo dziwie...
                                                    > ja spotkalam pare osob, sporo osob, i to niekoniecznie jakos
                                                    dotkliwie pokieres
                                                    > zowanych, ktore wprost umialy powiedziec, co i jak.

                                                    Ale to niekoniecznie ich zwalnialo z wrodzonego (?) obowiazku
                                                    kochania rodzicow i pragnienia ich akceptacji.

                                                    > mysle, ze naprawde nie mozna nie doceniac, nie zauwazac faktu, ze
                                                    psychologia t
                                                    > rafila pod strzechy :)

                                                    Kiedys bralam udzial w czyms w rodzaju ustawienia starszej pani,
                                                    ktorej matka zniszczyla i zabrala zycie. Ta pani terapeutyzowala
                                                    sie intensywnie od trzech lat, i nadal nie byla w stanie odmowic
                                                    matce-potworowi tej swojej kurczowej milosci.

                                                    > jasne, ze kiedy bylam naprawde mala, mialam 4 czy 5 lat (
                                                    wczesniej nie pamieta
                                                    > m ), tylko czasem doznawalam poczucia ze cos tu jest nie tak.
                                                    wtedy ostro histe
                                                    > ryzowalam. a juz jako 6- 7 latka taka swiadomosc nieidealnosci,
                                                    chorobliwosci r
                                                    > elacji wewnatrz mojej rodziny mialam dosc czesto. choc jako ze
                                                    moim glownym opi
                                                    > ekunem byla moja matka i to ona wyznaczala biale/ czarne silniej,
                                                    to strona ba
                                                    > rdziej chora wydawal mi sie ojciec. obecnie wydaje mi sie, ze
                                                    ojciec byl po pro
                                                    > stu strona chora bardziej brutalnie, jednoznacznie i jawnie...

                                                    Moze to takie twoje szczescie w leju po bombie, ze sie nie zlapalas
                                                    na te pulapke nadziei na milosc i akceptacje?

                                                    > marcinkiewicze
                                                    > 'z drugiej - budza wielkie wspolczucie.'
                                                    > dlaczego?

                                                    Bo ich pobite dzieci ciagle placza i nikt ich nie ukoi.

                                                    > i jak im mialoby to wspolczucie pomoc?

                                                    Kiedys do mnie dotarlo, ze wielu doroslych ludzi w wielu sytuacjach
                                                    nie zachowuje sie jak dorosli. Nawet jesli maja garnitury i nie
                                                    wyginaja ust w podkowke, to dzialaja i czuja z pozycji Dziecka.
                                                    Wspolczucie pozwala uruchomic lagodnosc zamiast np pohukiwania po
                                                    kapralsku albo cedzenia 'siadaj, niedostateczny'.

                                                    > ja mysle, ze m. raczej broniliby sie przed jakimkolwiek gestem
                                                    swiadczacym o ni
                                                    > ewierze w szczesliwosc ich rodzin...

                                                    Wiesz - mozna sie pobawic z taka solaris w obnazanie slabosci jej
                                                    zamku z piasku, ale to tylko zarty. Nie mam ambicji
                                                    terapeutyzowania calego swiata, naprawde. Jesli komus wygodnie w
                                                    kokonie jego iluzji, to Bog z nim.

                                                    [ojciec - wir]
                                                    > masz racje. to pewnie z przyzwyczajenia do zycia w cieniu. jakby
                                                    zycie bylo po
                                                    > to, aby uciec przed potworem ;]
                                                    > zwyczajnie - niezwyczajnie, nie bylo jakos przez wiele waznych
                                                    lat czasu, aby w
                                                    > yznaczyc jakis cel w przyszlosci. zylo sie z dnia na dzien, z
                                                    niepokojem oczeku
                                                    > jac nocy. nie planowalo sie zadnych inwestycji finansowych np, bo
                                                    nigdy nie wia
                                                    > domo bylo czy ojciec da w tym miesiacu cos czy nie da, a moze
                                                    trzeba bedzie spl
                                                    > acac jakies dlugi, a moze znow cos rozwali sasiadom i trzeba
                                                    bedzie placic... z
                                                    > awsze tak bylo. podobno dda sa jak karly - dostosowane do malego
                                                    swiatka przetr
                                                    > wania. ogolnie czulam sie jak atlas, na ktorego ramionach
                                                    spoczywa caly cholern
                                                    > y swiat i zagadnienie jak to utrzymac jest juz wystarczajaco
                                                    wyczerpujace.
                                                    > wymowka to jest moze, moze calkiem dobra: nie bylo warunkow do
                                                    patrzenia w przy
                                                    > szlosc bardzo dlugo, ponad 20 lat. i wyrosla ta co biegnie przed
                                                    siebie uciekaj
                                                    > ac na oslep. bo potem, kiedy juz byly warunki, wszystko nadal we
                                                    mnie wylo i kr
                                                    > zyczalo, a w miedzyczasie poznalam tez kogos bardzo
                                                    problematycznego z kim tak
                                                    > niesamowicie ekscytujaco bieglo sie przed siebie, odtwarzac,
                                                    przetwarzac i znie
                                                    > czulac traumy...

                                                    Noi co zrobisz z ta swiadomoscia?

                                                    > moze wygladac na to, ze ojciec nadal koncentruje moje zycie i
                                                    moja energie. ze
                                                    > mysle nad zemsta, spotkaniem, sadzeniem sie.

                                                    No tak, bo to mnie naprawde pare razy zakulo w oczy: kilka razy
                                                    sugerowalam, zebys sie zajela swoim Dzieckiem, a ty 'ale ja nie
                                                    chce sie z ojcem spotykac', albo 'ale to mam z nim porozmawiac czy
                                                    co' - jakos tak.

                                                    > mysle o tym tutaj. realnie nie utrzymuje i nie zamierzam
                                                    utrzymywac z ojcem jak
                                                    > iegokolwiek kontaktu. ale nie dlatego ze jest mi obojetny, a
                                                    dlatego ze wiem ja
                                                    > k ciezko bym przezyla takie spotkanie i ewentualna reszte.

                                                    Czyli ciagle jest dla ciebie wazny, chociaz przeciez nie moze cie
                                                    juz w zaden sposob skrzywdzic. Ani nikogo z twoich bliskich.

                                                    > ale faktycznie zyje z dnia na dzien, bez zadnych dalekosieznych
                                                    celow. wiele ju
                                                    > z mozliwosci stracilam, wiele drzwi jest juz zamknietych dla
                                                    mnie. i wciaz dosc
                                                    > czesto powtarzam stare bledy, usilujac sie po prostu wyspac pod
                                                    przykrotka ko
                                                    > lderka.

                                                    Byc moze.
                                                    Ale tez wiele zrobilas, wykonalas kupe pracy.

                                                    > jak mialaby powstac??? przez utulenie wszystkich dzieci? czy
                                                    przez zapomnienie,
                                                    > wypelnianie postanowienia ' tej rany juz drapac nie bede,
                                                    zostawie w spokoju"?

                                                    No jakos tam, dobra wrozka matka chrzestna albo zlota rybka,
                                                    cokolwiek. No?

                                                    Czul

                                                    --
                                                    "Osoba naprawde zaslugujaca na szacunek oraz pewna siebie, nie
                                                    boji sie krytyki i nie musi chowac sie po kontach jak ty."
                                                    - waldi
                                                  • 03.05.08, 02:58
                                                    no to ja teraz jako matka - kotka z kocieciem na kolanach, lapiacym za koraliki na reku pisac bede ;)

                                                    {skrzywdzone dzieci broniace rodzicow}
                                                    myslalam nad tym dzisiaj troszke i przypomnial mi sie ten watek:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=71875653&a=71875653
                                                    poczytaj, jesli jeszcze nie czytalas
                                                    zobacz, jakie jest spektrum stosunku doroslych dzieci do rodzicow. to na poczatek.
                                                    ---
                                                    'ja sama przez pol terapii mowilam 'no tak, to i to, ale
                                                    to bylo dla mojego dobra/niechcieli tego/sami mieli gorzej' itd.'
                                                    tez tak mialam z matka na terapii... choc wlasciwie bardzo wielka ulge przyniosla mi mozliwosc wypowiedzenia moich ' niepoprawnych' mysli, wyplakania lez, do ktorych nie mialam niby prawa. ta metoda diagnostyczna " czy czulas milosc od tej osoby" dotyczyla wlasnie matki.
                                                    wobec rodzicow, ktorzy nie byli jednoznacznie potworni, trudno jest na glos i bez poczucia winy wysunac jakies wieksze obiekcje.
                                                    jest tym trudniej, ze reszta rodziny, swiat niemal caly upiera sie przy tlumaczeniu i/ lub pomijaniu ciemnych stron osoby, przez ktora jako dziecko czulas sie skrzywdzona.
                                                    hem, wiesz, ja czesto obawiam sie glosno mowic o moim stosunku do rodzicow, czy chocby i pisac w jakichs pobierznych watkach ( kot je bulke, dziwne, prawda?) o tym. w moim przekonaniu, stereotypem spolecznym jest przedstawianie sie jako owocu milosci i dbalosci pary cudownych ogrodnikow pelnych cnot wszelakich. jesli mowisz inaczej, zaczynaja lypac zle oczy, w w zlych oczach widzisz siebie jako wyrodnego, niewdziecznego chwasta. doprawdy, nie wiem czy milosc i szacunek wobec rodzicow sa wrodzone i wiecznotrwale, raczej potrzeba milosci i szacunku takimi sa, ale przekonana jestem, ze czwarte przykazanie chrz, czy tez orientalny nakaz ' naboznosci synowskiej' tkwia w ludziach mocno zakorzenione. na dodatek, identyfikacja z rodzicami, z ich systemem wartosciowania swiata, choc moze byc bolesna dla pewnej czesci ego czy raczej id, dla dziecka po prostu, z drugiej strony daje mu szybszy i pewniejszy start oraz poczucie oparcia w czyms co jakoby ma wieksza wartosc, wieksza prawdziwosc niz dziecka wlasne pomysly.
                                                    powielanie tradycji daje poczucie ciaglosci, zakorzenienia. konsekwencja buntu bedzie przymus stworzenia czegos o wlasnych silach, na wlasna reke, bez pomocy ze strony rodzicow, wobec ktorych sie buntujesz.
                                                    ---
                                                    'niekoniecznie ich zwalnialo z wrodzonego (?) obowiazku
                                                    kochania rodzicow i pragnienia ich akceptacji.'
                                                    niekoniecznie, ale jednak juz jakos...
                                                    latwiej bylo uwolnic swoje ' brzydkie' mysli i emocje przy kims, kto sie tego nie bal, lub robil to mimo leku, swego rodzaju ' bojazni bozej'
                                                    ---
                                                    'Moze to takie twoje szczescie w leju po bombie, ze sie nie zlapalas
                                                    na te pulapke nadziei na milosc i akceptacje?'
                                                    moze, u mnie to bylo o tyle latwiejsze, ze naprawde, chyba nawet ciele z panstwowej laki, pojeloby ze cos jest nie tak, jak byc powinno, jak to jest w czytankach i bajkach, jesli u niego w domu, przy mamie nie wolno kochac taty, a przy tacie - mamy... ze warunki te sa jakies naprawde z lipnego kosmosu wziete...
                                                    ---
                                                    marcinkiewicze/ wspolczucie
                                                    'ich pobite dzieci ciagle placza i nikt ich nie ukoi.'
                                                    no, tak, tu masz wielka racje. to smutne.
                                                    lagodnosc zamiast pohukiwania...
                                                    myslisz ze zadziala? przeciez lagodnosc nie jest u takich m. kojarzona z autorytetem...
                                                    ---
                                                    'mozna sie pobawic z taka solaris w obnazanie slabosci jej
                                                    zamku z piasku, ale to tylko zarty.'

                                                    hmm, szkoda. wg mnie, solaris ma spore grono niemalze wyznawcow na fp, ma wplyw na wielu ludzi.
                                                    jesli jej tezy to zamki z piasku, moze dobrze byloby gdyby jednak runely?
                                                    mnie sama nieraz pociaga to co solaris pisze. ja chcialabym widziec jak rozwalasz jej teorie.
                                                    ona sama pewnie nie...

                                                    to jest juz w ogole temat ktory jakos tam we mnie podrasta powoli, niespiesznie, opornie pewnie. oczywiscie nie lubie, nie znosze, najczesciej reaguje agresywnie na takie zdarzenie, gdy ktos rozwalala moje zamki z piasku... tak trudno pogodzic dobre mniemanie o sobie, chec utzrymania ladnego obrazu, dobre samopoczucie z adekwatnym samopoznaniem...
                                                    dosc latwo przychodzi mi obnazac slabosci tez innych, trudno - przyjac zalozenie, ze moj krytyk moze miec racje...

                                                    a co do twoich ewent atakow/prob zbawienia solaris czy kogokolwiek innego - mysle, ze byloby to trudne dla ciebie, ze obawialabys sie utracic mozliwosc wplywu na osobe, ktora zaczelaby sie bronic przed twoimi uswiadomieniami. moge sie mylic w tej kwestii, tak sobie wnioskuje z tego co wczesniej pisalas.
                                                    ---
                                                    ojciec/ wir/ swiadomosc zycia w cieniu
                                                    co zrobie z ta swiadomoscia?
                                                    jeszcze nie wiem... co polecalabys?
                                                    ulozyc sobie plan na zycie bez ogladania sie na niego, ktory - jak slusznie zauwazylas - nie moze juz mnie skrzywdzic?

                                                    pytalam o ojca, kiedy polecalas zajecie sie moim wewn dzieckiem, poniewaz ... nadal w sumie nie wiem, co rozumiesz przez ' zajecie sie Dzieckiem'.
                                                    jego placze i zranienia odnosza sie w duzej mierze do ojca, stad moje ad ojciec pytania.
                                                    ---
                                                    utulenie
                                                    pustka po uczuciach do ojca, jak mialaby powstac?
                                                    'No jakos tam, dobra wrozka matka chrzestna albo zlota rybka,
                                                    cokolwiek. No?'
                                                    no, co?
                                                    co byloby gdyby nie bylo juz tych uczuc?
                                                    no, nie wiem, nie wiem jak to mozliwe byloby. chyba tylko w ten sposob ze sila zakazalabym sobie wracac do przeszlosci, do przeszlosci odnosic wydarzenia z ' teraz'. ale to nie wydaje mi sie tym, o co chodzilo, nie wydaje mi sie, zeby to mialo zmienic moje zycie na lepsze.
                                                    czy moze wlasnie tak?

                                                    pozdrawiam :)))

                                                  • 04.05.08, 03:41
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > {skrzywdzone dzieci broniace rodzicow}
                                                    > myslalam nad tym dzisiaj troszke i przypomnial mi sie ten watek:
                                                    > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=71875653&a=71875653
                                                    > poczytaj, jesli jeszcze nie czytalas
                                                    > zobacz, jakie jest spektrum stosunku doroslych dzieci do
                                                    rodzicow. to na poczat
                                                    > ek.

                                                    Yhy.

                                                    > wobec rodzicow, ktorzy nie byli jednoznacznie potworni, trudno
                                                    jest na glos i b
                                                    > ez poczucia winy wysunac jakies wieksze obiekcje.

                                                    O, prawda to.

                                                    > jest tym trudniej, ze reszta rodziny, swiat niemal caly upiera
                                                    sie przy tlumacz
                                                    > eniu i/ lub pomijaniu ciemnych stron osoby, przez ktora jako
                                                    dziecko czulas sie
                                                    > skrzywdzona.

                                                    Nie wiem, nie napotkalam na opor srodowiska.
                                                    Rewelacji nie ujawnialam na rodzinnym forum, a krag znajomych kiwal
                                                    glowami i przemawial jednym glosem, ze sie zgadza.

                                                    > hem, wiesz, ja czesto obawiam sie glosno mowic o moim stosunku do
                                                    rodzicow, czy
                                                    > chocby i pisac w jakichs pobierznych watkach ( kot je bulke,
                                                    dziwne, prawda?)

                                                    (moj jadal biszkopciki - siadal przy stole, powoli wyciagal lape,
                                                    wbijal pazury w jednego, sciagal go z talerzyka, zrzucal na podloge
                                                    i zzeral, nic sobie nie robiac z towarzyszacych temu chichotow)

                                                    > doprawdy, nie wiem czy milosc i szacunek
                                                    > wobec rodzicow sa wrodzone i wiecznotrwale, raczej potrzeba
                                                    milosci i szacunku
                                                    > takimi sa, ale przekonana jestem, ze czwarte przykazanie chrz,
                                                    czy tez oriental
                                                    > ny nakaz ' naboznosci synowskiej' tkwia w ludziach mocno
                                                    zakorzenione.

                                                    Kiedy umarla Agnieszka Osiecka, jej corka dala o niej wywiad, ktory
                                                    wydrukowala poczytna gazeta. Mowila w nim min o alkoholizmie swojej
                                                    matki - od razu posypaly sie na jej glowe gromy, ze to nieladnie
                                                    tak o mamusi mowic.

                                                    Moze to czesciowo z xianstwa (chociaz bezwzgledne posluszenstwo i
                                                    szacunek dla co najmniej jednego rodzica to cecha wszystkich chyba
                                                    kultur), moze wynik ekonomicznego zalozenia, wg ktorego rodzina
                                                    byla nastawionym na przetrwanie przedsiebiorstwem, a dyrekcja tegoz
                                                    byli rodzice.

                                                    A teraz takie czasy, ze w naszej szerokosci geograficznej wszystko
                                                    staje na glowe, pani kochana.

                                                    na dodat
                                                    > ek, identyfikacja z rodzicami, z ich systemem wartosciowania
                                                    swiata, choc moze
                                                    > byc bolesna dla pewnej czesci ego czy raczej id, dla dziecka po
                                                    prostu, z drugi
                                                    > ej strony daje mu szybszy i pewniejszy start oraz poczucie
                                                    oparcia w czyms co j
                                                    > akoby ma wieksza wartosc, wieksza prawdziwosc niz dziecka wlasne
                                                    pomysly.

                                                    Nie bardzo wierze w 'dziecka wlasne pomysly'. Dzieci klepia to, co
                                                    w domu uslyszaly. Wlasne pomysly to sie raczej zaczynaja wtedy,
                                                    kiedy dziecko przestaje byc dzieckiem.

                                                    > powielanie tradycji daje poczucie ciaglosci, zakorzenienia.

                                                    W ogole dzieciom spokoj i poczucie bezpieczenstwa daje to, co
                                                    powtarzalne.

                                                    konsekwencja buntu
                                                    > bedzie przymus stworzenia czegos o wlasnych silach, na wlasna
                                                    reke, bez pomocy
                                                    > ze strony rodzicow, wobec ktorych sie buntujesz.

                                                    No tak, i najczesciej to jest zle.
                                                    I tak dzieci ukladnych ksiegowych odkrywaja seks, dragi i
                                                    rokendroll, a dzieci hells riders - garnitury, porzadek w pokoju i
                                                    szczoteczki do zebow.

                                                    ...
                                                    > marcinkiewicze/ wspolczucie
                                                    ...
                                                    > lagodnosc zamiast pohukiwania...
                                                    > myslisz ze zadziala? przeciez lagodnosc nie jest u takich m.
                                                    kojarzona z autory
                                                    > tetem...

                                                    Tak, ale to jest mozliwa droga dotarcia do dziecka, ktore czesto
                                                    bierze w takiej osobie gore.
                                                    W ogole to poznalam calkiem sporo osob na kierowniczych
                                                    stanowiskach, ktore byly uznawane przez podwladnych za
                                                    psychotyczne. Po przygladnieciu wychodzila z nich nie psychoza, ale
                                                    Dziecko wlasnie. Obrzydliwy i samotny (najczesciej) bachor, ktorego
                                                    nieustepliwosc, egoizm i wrzaskliwe 'ja chce! teraz!' poprowadzilo
                                                    na szczyty menedzerskiej kariery. I nie jak z doroslymi nalezalo z
                                                    nimi postepowac, ale jak z dziecmi, ktore udaja doroslych.

                                                    > hmm, szkoda. wg mnie, solaris ma spore grono niemalze wyznawcow
                                                    na fp, ma wplyw
                                                    > na wielu ludzi.

                                                    Pewnie tak, ale przeciez kazdy ma wybor i wlasna glowe. Jesli ktos
                                                    kupuje to, co ktos inny pisze, i kupuje bez cienia refleksji, to
                                                    jego wybor.

                                                    > jesli jej tezy to zamki z piasku, moze dobrze byloby gdyby jednak
                                                    runely?

                                                    Moze i dobrze, ale jakos nie czuje misji. Jesli mnie to bedzie
                                                    bawic, albo jesli jej argumenty beda pokretne i glupawe, to sie
                                                    pofatyguje.

                                                    > mnie sama nieraz pociaga to co solaris pisze. ja chcialabym
                                                    widziec jak rozwala
                                                    > sz jej teorie.
                                                    > ona sama pewnie nie...

                                                    No nie, ja tu nie jestem od dostarczania rozrywki, ja tu jestem po
                                                    to, zeby sie sama rozerwac.

                                                    > tak trudno po
                                                    > godzic dobre mniemanie o sobie, chec utzrymania ladnego obrazu,
                                                    dobre samopoczu
                                                    > cie z adekwatnym samopoznaniem...

                                                    To jest potwornie bolesne. Mi znawczynie kuchni wloskiej na forum
                                                    kuchnia spuscily jakis czas temu z balonika powietrze - okazalo
                                                    sie, ze wiem na temat nic albo niewiele. To byl kop w podbrzusze
                                                    mojego ego.
                                                    Ale dzieki temu wiedzialam, co mam poczytac.

                                                    > dosc latwo przychodzi mi obnazac slabosci tez innych, trudno -
                                                    przyjac zalozeni
                                                    > e, ze moj krytyk moze miec racje...

                                                    Caly myk polega na tym, zeby ewentualnie rozwalic, ale nie zatykac
                                                    na ruinach swojej flagi. Bo to nie o to chodzi.

                                                    > a co do twoich ewent atakow/prob zbawienia solaris czy
                                                    kogokolwiek innego - mys
                                                    > le, ze byloby to trudne dla ciebie, ze obawialabys sie utracic
                                                    mozliwosc wplywu
                                                    > na osobe, ktora zaczelaby sie bronic przed twoimi
                                                    uswiadomieniami. moge sie my
                                                    > lic w tej kwestii, tak sobie wnioskuje z tego co wczesniej
                                                    pisalas.

                                                    Hehehe. No wez :)
                                                    Nie szukam ani wyznawcow, ani uczniow ani nic - min dlatego, ze
                                                    sama nie lubie byc nauczana i sama nie lubie wyznawac.

                                                    > ojciec/ wir/ swiadomosc zycia w cieniu
                                                    > co zrobie z ta swiadomoscia?
                                                    > jeszcze nie wiem... co polecalabys?

                                                    A nie wiem, moze sobie walnij i-cinga online.

                                                    > ulozyc sobie plan na zycie bez ogladania sie na niego, ktory -
                                                    jak slusznie zau
                                                    > wazylas - nie moze juz mnie skrzywdzic?

                                                    Jest calkiem mozliwe, ze tak sie przyzwyczailas do jego intensywnej
                                                    obecnosci, ze on trwa na swoim miejscu tylko dlatego, ze nie bardzo
                                                    masz pomysl co zrobic z ewentualna po nim dziura.

                                                    > pytalam o ojca, kiedy polecalas zajecie sie moim wewn dzieckiem,
                                                    poniewaz ... n
                                                    > adal w sumie nie wiem, co rozumiesz przez ' zajecie sie
                                                    Dzieckiem'.
                                                    > jego placze i zranienia odnosza sie w duzej mierze do ojca, stad
                                                    moje ad ojcie
                                                    > c pytania.

                                                    No tak, ale to juz nie chodzi o twojego ojca fizycznego, gdzies w
                                                    Polsce, tylko tego, ktory siedzi w tobie, zintegrowanego, postac ze
                                                    snow i jawy, ktora cie nie opuszcza. To ten ma nad toba wieksza
                                                    wladze.

                                                    > utulenie
                                                    > pustka po uczuciach do ojca, jak mialaby powstac?
                                                    > 'No jakos tam, dobra wrozka matka chrzestna albo zlota rybka,
                                                    > cokolwiek. No?'
                                                    > no, co?
                                                    > co byloby gdyby nie bylo juz tych uczuc?
                                                    > no, nie wiem, nie wiem jak to mozliwe byloby. chyba tylko w ten
                                                    sposob ze sila
                                                    > zakazalabym sobie wracac do przeszlosci, do przeszlosci odnosic
                                                    wydarzenia z '
                                                    > teraz'. ale to nie wydaje mi sie tym, o co chodzilo, nie wydaje
                                                    mi sie, zeby to
                                                    > mialo zmienic moje zycie na lepsze.
                                                    > czy moze wlasnie tak?

                                                    Nie o to mi chodzilo.
                                                    Rozne intensywne uczucia do ojca jakos organizuja twoj swiat, twoje
                                                    zycie pod wieloma wzgledami. I wyobraz sobie, ze spotykasz zlota
                                                    rybke, a ona mowi: 'jak nie oddasz mnie kotu, to sprawie, ze
                                                    wszystkie twoje uczucia do ojca wywale w kosmos i juz do ciebie nie
                                                    wroca, uwolnie cie od tego bagazu'. Ty kiwasz glowa, ona macha
                                                    pletwa i znika, a wraz z nia twoja nienawisc, wkurw i co tam
                                                    jeszcze. I co?

                                                    czul

                                                    --
                                                    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowani
                                                  • 04.05.08, 17:30
                                                    rodzice

                                                    'Rewelacji nie ujawnialam na rodzinnym forum'
                                                    czyli trzymasz fason rodem z pierwszej warstwy? dlaczego? po co?

                                                    ---
                                                    kotek totek
                                                    ma ochote na czekolade, takze.
                                                    dziwak, takiego jeszcze nie znalam :)
                                                    ---
                                                    posluszenstwo wobec rodzicow i nakaz milosci

                                                    ' teraz takie czasy, ze w naszej szerokosci geograficznej wszystko
                                                    staje na glowe, pani kochana.'
                                                    taa, te lustracje siegajace nawet rodzinnego gniazda... dwa nurty scierajace sie: tradycjonalizm oraz lustratyzm, oba wzajmnie zwalczajace sie. coz, czekac az z tej opozycji wyloni sie synteza, nowa jakosc :)
                                                    ---
                                                    'nie bardzo wierze w 'dziecka wlasne pomysly'. Dzieci klepia to, co
                                                    w domu uslyszaly.
                                                    och, skoro tak twierdzisz...
                                                    ja mysle, ze jesli dziecko ma wsparcie jakiejs innej osoby, ma szanse opowiedzenia swiata z wlasnej, zduszonej w domu, perspektywy.
                                                    albo, jesli jest ' cudownym' albo ' potwornym' dzieckiem...

                                                    'Wlasne pomysly to sie raczej zaczynaja wtedy,
                                                    kiedy dziecko przestaje byc dzieckiem.'
                                                    no, widzisz, a marcinkiewiczom pomysly wlasne jakos przez mozg przejsc nie moga...
                                                    wiec kiedy to dziecko przestaje byc dzieckiem, wlasciwie?
                                                    ---
                                                    'W ogole dzieciom spokoj i poczucie bezpieczenstwa daje to, co powtarzalne.' dwie oddzielne odp/ pytania:
                                                    1. powtarzalne burdy np?
                                                    2. tylko dzieciom? mysle, ze wszystkim stworzeniom niezaleznie od wieku.
                                                    ---
                                                    bunt
                                                    'I tak dzieci ukladnych ksiegowych odkrywaja seks, dragi i
                                                    rokendroll, a dzieci hells riders - garnitury, porzadek w pokoju i
                                                    szczoteczki do zebow.'
                                                    to nie wydaje mi sie takie jednoznaczne.
                                                    moze poczatek buntu, ten plomienny bunt na tym polega. niszczy sie to, co zastane, na tym polega kontestacja. ale potem nastepuje rowniez kontestacja kontestacji. idealnie byloby, aby wybrac, tak z wlasnych jak i cudzych pomyslow na zycie, te ktore autentycznie sie sprawdzaja i odpowiadaja naszym 'gustom'.
                                                    nie tylko i po prostu, po malpiemu, biale nazwac czarnym itd i na tym bunt zakonczyc.to takie troche na przekor babci odmrazanie soebie uszu
                                                    ale bunt sam w sobie uwazam za potrzebny - przekroczenie tabu, granic narzuconego sacrum i profanum, ksztaltowanie swiata na wlasna kreatywna modle.
                                                    odrzucenie swietosci, aksjomatow rodzinnych, tradycji do zbioru idei falsyfikowalnych, to najwieksza zaleta buntu, wg mnie.
                                                    ---
                                                    szefowie - dzieci
                                                    no, tak, pracujac dosc czesto z moim szefem, takie wlasnie odnosze o nim wrazenie: bachorek z klapkami wlasnej wspanialosci/ kompleksow/ jakiejs koniecznej slusznosci wlasnej na oczach.
                                                    te klapki na oczach zalozone przez jakies ja zatrzymane na poziomie omnipotentnego pieciolatka, wyznaczaja prosta droge na szczyt. no, jeszcze szczypta inteligencji, pracowitosci i odpornosci na stres nie zawadzi, jesli sukces ma byc trwaly :)
                                                    ---
                                                    solaris/ zamki z piasku
                                                    chcialabym widziec, sledzic jak rozwalasz jej teorie, NIE dla mojej, czy czyjejs rozrywki, a z powodu glebszej potrzeby pomocy w rozumieniu swiata.
                                                    w ogole mnie nie zrozumialas.
                                                    jesli umiesz obalic jej teorie, wykazac bledy, czy - najwazniejsze - wykazac szkodliwosc gloszenia takich teorii jakie glosi ona czy ktokolwiek inny - ja chcialabym to zobaczyc. nie dla rozrywki, ale po to, by moc spokojnie minac je bokiem i miec na to usprawiedliwienie.
                                                    na razie nie wiem, co konkretnie mialabys jej do zarzucenia poza tym, ze niechetnie widzi swoj cien. nie wiem czy tak jest faktycznie... jakie mialoby to przelozenie na jej teorie, mniej wiecej jestem sobie w stanie wydedukowac.
                                                    ---
                                                    kuchnia wloska
                                                    zapraszam na wakacje
                                                    jestem pewna, ze moj wloski flatmejt kucharz amator z wlasciwym sobie entuzjazmem wobec roli autorytetu, udzieli ci pokazowych korepetycji ;)
                                                    i on sie ucieszy, i ty skorzystasz.
                                                    a nawet ja i moj pies - jako jurorzy ;)
                                                    ---
                                                    ale ... porazka na polu wloskiej kuchni to, wg mnie, naprawde powierzchowna rana dla ego. mi chodzilo raczej o krytyke calego twojego sposobu odbioru/ reakcji wobec swiata, core twojej zyciowej filozofii, wlasnego obrazu siebie...
                                                    ---
                                                    ojciec
                                                    'Jest calkiem mozliwe, ze tak sie przyzwyczailas do jego intensywnej
                                                    obecnosci, ze on trwa na swoim miejscu tylko dlatego, ze nie bardzo
                                                    masz pomysl co zrobic z ewentualna po nim dziura.'

                                                    hmm, ja to widze nieco inaczej: tak bardzo sie przywyczailam ( przyzwyczajenie druga natura) do organizowania zycia wokol, w odniesieniu do jakiegos problemu, ze nawet jesli po ojcu zostaje pusta przestrzen, to ja ja - odruchowo - zapelnie innym problemem do gryzienia, mamlania, krazenia wokol.
                                                    jesliby ujac to np jakiegos modelu, to powstalby model zycia jako ucieczki od jakiegos problemu, zycia reaktywnego wobec problemow raczej, niz model kreowania celow, zycia ' do'.
                                                    inaczej mowiac , ciezko mi sie zmobilizowac do dzialania, jesli nic nade mna nie wisi. marchewki nie dzialaja na mnie tak skutecznie, tak dopingujaco, jak widmo bata ( do ktorego wymierzenia czaja sie co jakis czas zaniedbane okolicznosci, rzeczywistosc).
                                                    ---
                                                    zlota rybka
                                                    no, tak znikaja uczucia wobec ojca, zostaje pustka. nie wiem co robic ...

                                                    pozdrawiam :)



                                                  • 05.05.08, 01:52
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > rodzice
                                                    >
                                                    > 'Rewelacji nie ujawnialam na rodzinnym forum'
                                                    > czyli trzymasz fason rodem z pierwszej warstwy? dlaczego? po co?

                                                    Ale zupelnie nie o to chodzi.
                                                    Dwie moje przyjaciolki podczas terapii wykrzyczaly to i owo swoim
                                                    rodzicom, ale nie wiem, czy cos dobrego z tego wyniklo. Imo to nie
                                                    jest ani konieczne, ani dobre - pisze o przypadkach 'niezawinionych
                                                    krzywd', ktore wynikly z niekompetencji osoby jako rodzica, bez
                                                    intencji robienia krzywdy.
                                                    Do rozliczenia sie z mrocznym spadkiem nie sa potrzebni ci, od
                                                    ktorych sie go dostalo po prostu.

                                                    > kotek totek
                                                    > ma ochote na czekolade, takze.
                                                    > dziwak, takiego jeszcze nie znalam :)

                                                    Czekolada jest trujaca dla psow, a dla kotow z pewnoscia niezdrowa.
                                                    To mowie ja, przyszywana ciotka.

                                                    > posluszenstwo wobec rodzicow i nakaz milosci
                                                    ...
                                                    > e: tradycjonalizm oraz lustratyzm, oba wzajmnie zwalczajace sie.
                                                    coz, czekac az
                                                    > z tej opozycji wyloni sie synteza, nowa jakosc :)

                                                    Ktora by polegala na wzajemnym sluchaniu.
                                                    Czyli nie ma obrazkow typu wrzeszczaca na ulicy i bijaca dziecko
                                                    matka, a potem nie ma obrazkow typu pobitych przez wlasne
                                                    podrosniete dzieci rodzicow.

                                                    > 'nie bardzo wierze w 'dziecka wlasne pomysly'. Dzieci klepia to,
                                                    co
                                                    > w domu uslyszaly.
                                                    > och, skoro tak twierdzisz...

                                                    Dziecko nie bierze (bieze? nie wiem) sie z siebie, tylko skreca sie
                                                    z zastanych elementow. To mialam na mysli, pani czepialska.

                                                    > ja mysle, ze jesli dziecko ma wsparcie jakiejs innej osoby, ma
                                                    szanse opowiedz
                                                    > enia swiata z wlasnej, zduszonej w domu, perspektywy.
                                                    > albo, jesli jest ' cudownym' albo ' potwornym' dzieckiem...

                                                    Ogladalam wczoraj 'Gadajace glowy' Kieslowskiego - ten dokument, w
                                                    ktorym pytal on ludzi w roznym wieku kim sa i co jest w zyciu
                                                    najwazniejsze. Siedmiolatek wyznal, ze chcialby byc samochodem.
                                                    Syrenka.

                                                    > 'Wlasne pomysly to sie raczej zaczynaja wtedy,
                                                    > kiedy dziecko przestaje byc dzieckiem.'
                                                    > no, widzisz, a marcinkiewiczom pomysly wlasne jakos przez mozg
                                                    przejsc nie moga
                                                    > ...

                                                    Bo mial tak dominujacych starych, ze nie przeszedl przez wiek
                                                    kontestacji. Zahibernowanego ma w sobie zbuntowanego pietnastolatka.

                                                    > wiec kiedy to dziecko przestaje byc dzieckiem, wlasciwie?

                                                    Kiedy zaczyna na powaznie kwestionowac zasady rodzicow chyba, co?

                                                    > 'W ogole dzieciom spokoj i poczucie bezpieczenstwa daje to, co
                                                    powtarzalne.' dw
                                                    > ie oddzielne odp/ pytania:
                                                    > 1. powtarzalne burdy np?

                                                    O zesz, tam jakies niskie cisnienie jest u was czy jak.
                                                    Nie, mialam na mysli domaganie sie czytania tej samej od miesiecy
                                                    bajeczki na dobranoc, ogladanie z zapalem reklam, ten sam poranny
                                                    rytual kazdego poranka itd.

                                                    > 2. tylko dzieciom? mysle, ze wszystkim stworzeniom niezaleznie od
                                                    wieku.

                                                    Nie, jest taka cecha osobowosci (wg koncepcji tzw Wielkiej Piatki),
                                                    jak otwartosc na nowe doswiadczenia. I ci, co ja maja w skali
                                                    wysoko, cierpia, kiedy im sie powtarza. To tez zwiazane jest z
                                                    cechami temepramentalnymi - sa ludzie, ktorzy musza po prostu miec
                                                    duzo nowych bodzcow i zeby sie ciagle cos dzialo nowego. Stagnacja
                                                    i obiad na stole nie dla nich.

                                                    > moze poczatek buntu, ten plomienny bunt na tym polega. niszczy
                                                    sie to, co zasta
                                                    > ne, na tym polega kontestacja. ale potem nastepuje rowniez
                                                    kontestacja kontesta
                                                    > cji. idealnie byloby, aby wybrac, tak z wlasnych jak i cudzych
                                                    pomyslow na zyci
                                                    > e, te ktore autentycznie sie sprawdzaja i odpowiadaja
                                                    naszym 'gustom'.

                                                    To dziala imo mniej wiecej tak, ze kontestuje sie zasady i zycie
                                                    rodzicow, zeby potem - juz swiadomie - wybrac to samo albo
                                                    inspirowac sie nim czesciowo albo calkowicie je odrzucic.
                                                    Ale sama kontestacja polega zgrubnie na robieniu rzeczy, o ktorych
                                                    wie sie, ze rodzicom by sie nie spodobaly. To ich normy sa punktem
                                                    odniesienia i wyznaczaja pewien kierunek. Tzn najczesciej wrecz
                                                    odwrotny.

                                                    > nie tylko i po prostu, po malpiemu, biale nazwac czarnym itd i na
                                                    tym bunt zako
                                                    > nczyc.to takie troche na przekor babci odmrazanie soebie uszu
                                                    > ale bunt sam w sobie uwazam za potrzebny - przekroczenie tabu,
                                                    granic narzucone
                                                    > go sacrum i profanum, ksztaltowanie swiata na wlasna kreatywna
                                                    modle.

                                                    No nie, ona nie zawsze jest jakas specjalnie kreatywna. Sa tacy,
                                                    ktorzy wkladaja w ten etap swojego rozwoju duzo serca, sa tacy,
                                                    ktorzy go odbebniaja.

                                                    > odrzucenie swietosci, aksjomatow rodzinnych, tradycji do zbioru
                                                    idei falsyfikow
                                                    > alnych, to najwieksza zaleta buntu, wg mnie.

                                                    Wg mnie raczej obejrzenie ich z _wlasnej_ perspektywy.

                                                    > solaris/ zamki z piasku
                                                    > chcialabym widziec, sledzic jak rozwalasz jej teorie, NIE dla
                                                    mojej, czy czyje
                                                    > js rozrywki, a z powodu glebszej potrzeby pomocy w rozumieniu
                                                    swiata.

                                                    A to zly adres, bo ja swiata nie rozumiem.

                                                    > w ogole mnie nie zrozumialas.

                                                    I na dodatek nie rozumiem ciebie.
                                                    To moze dlatego, ze ja duzo informacji przechwytuje niewerbalnej, a
                                                    tu jej jakos nie ma.

                                                    > jesli umiesz obalic jej teorie, wykazac bledy, czy -
                                                    najwazniejsze - wykazac sz
                                                    > kodliwosc gloszenia takich teorii jakie glosi ona czy ktokolwiek
                                                    inny - ja chci
                                                    > alabym to zobaczyc. nie dla rozrywki, ale po to, by moc spokojnie
                                                    minac je boki
                                                    > em i miec na to usprawiedliwienie.

                                                    A sama probuj.
                                                    Jesli ci cos brzmi falszywie, to podwazaj.

                                                    > na razie nie wiem, co konkretnie mialabys jej do zarzucenia poza
                                                    tym, ze nieche
                                                    > tnie widzi swoj cien. nie wiem czy tak jest faktycznie...

                                                    S nie rozni sie od wielu innych, ktorzy swoje wlasne przemyslenia
                                                    przestawiaja w pozycji objawionych prawd. Swoj poglad na prawde
                                                    prezentuja jako prawde. Tymczasem z tego nie wynika nic ponad to,
                                                    ze 'moja prawda jest najmojsza' bo przeciez nie najprawdziwsza. Nie
                                                    mowiac juz o plynnym przechodzeniu od 'zebracy to agresywne smieci'
                                                    do 'nie daje im pieniedzy z szacunku dla nich'.

                                                    > kuchnia wloska
                                                    > zapraszam na wakacje
                                                    > jestem pewna, ze moj wloski flatmejt kucharz amator z wlasciwym
                                                    sobie entuzjaz
                                                    > mem wobec roli autorytetu, udzieli ci pokazowych korepetycji ;)
                                                    > i on sie ucieszy, i ty skorzystasz.
                                                    > a nawet ja i moj pies - jako jurorzy ;)

                                                    ;)
                                                    Wielkie dzieki. Na razie kupujemy rowery i przechodzimy na pozimowa
                                                    diete :)

                                                    > ale ... porazka na polu wloskiej kuchni to, wg mnie, naprawde
                                                    powierzchowna ran
                                                    > a dla ego.

                                                    Moze dla ciebie.

                                                    mi chodzilo raczej o krytyke calego twojego sposobu odbioru/ reakcji
                                                    > wobec swiata, core twojej zyciowej filozofii, wlasnego obrazu
                                                    siebie...

                                                    No tak, wiele osob do spraw kuchni podchodzi lekcewazaco,
                                                    a 'kucharka' jest dla nich synonimem slowa 'prosta' :(
                                                    Powaznie: tak, wiem, wiem.

                                                    > hmm, ja to widze nieco inaczej: tak bardzo sie przywyczailam (
                                                    przyzwyczajenie
                                                    > druga natura) do organizowania zycia wokol, w odniesieniu do
                                                    jakiegos problemu
                                                    > , ze nawet jesli po ojcu zostaje pusta przestrzen, to ja ja -
                                                    odruchowo - zapel
                                                    > nie innym problemem do gryzienia, mamlania, krazenia wokol.

                                                    No tak, ale on przeciez i tak jest wciaz obecny?

                                                    > inaczej mowiac , ciezko mi sie zmobilizowac do dzialania, jesli
                                                    nic nade mna ni
                                                    > e wisi. marchewki nie dzialaja na mnie tak skutecznie, tak
                                                    dopingujaco, jak wid
                                                    > mo bata ( do ktorego wymierzenia czaja sie co jakis czas
                                                    zaniedbane okolicznos
                                                    > ci, rzeczywistosc).

                                                    Reaktywne vs aktywne. Mentalnosc ofiary?

                                                    > zlota rybka
                                                    > no, tak znikaja uczucia wobec ojca, zostaje pustka. nie wiem co
                                                    robic ...

                                                    Czyli jest on ci do czegos potrzebny - np do zapelniania pustki.

                                                    --
                                                    <a href="www.mikolaj.org.pl/pl/co_robimy_mamawpracy.php"
                                                    target="_blank">www.mikolaj.org.pl/pl/co_robimy_mamawpracy.php</
                                                  • 05.05.08, 04:32
                                                    wahadlo
                                                    alez - wg mnie - wahadlo jest wlasnie najlepsza z powiesci o zgubnych skutkach ulegania teoriom spiskowym!
                                                    ---
                                                    zywoty muz
                                                    'szczerze' w kontekscie niedokonczenia i rzucenia ksiazki na rzecz netu nie brzmi dobrze :)'
                                                    ty to chyba nie masz wysokiego wskaznika otwartosci na nowe doswiadczenia., co?
                                                    powiedz, czy tylko pianie z orgazmicznego zachwytu nad czyms, mogloby sklonic cie do zainteresowania sie polecana rzecza?
                                                    ;]
                                                    polecam te ksiazke szczerze, mysle ze ci sie spodoba. jest tam przedstawionych kilka sylewtek muz znanych mezczyzn, lektura o ich losach moze byc inspirujaca. jest tez sporo metarefleksji nad sama istota bycia muza i kobieta w roznych czasach. wlasciwie caly pierwszy rozdzial - ten wstep teoretyzujacy - zostal przeze mnie zakreslony jako warty ponownej lektury. a o losach yoko ono jakos nie chcialo mi sie czytac. ale ciesze sie ze zetknelam sie z ta ksiazka.
                                                    ---
                                                    'Szacunek do cierpienia jednak imo wyklucza porownywanie cierpien.'
                                                    hmm, chyba racja.
                                                    chodzilo mi o to, ze takie doznanie bycia ofiara najstarszniejszych cierpien moze bardzo zamykac perspektywe, wrecz znieczulac na bol innych.
                                                    ---
                                                    pierwsza warstwa
                                                    zupelnie nie chodzi o to, zeby ujawniac niewygodne uczucia przed rodzina?
                                                    'Dwie moje przyjaciolki podczas terapii wykrzyczaly to i owo swoim
                                                    rodzicom, ale nie wiem, czy cos dobrego z tego wyniklo. Imo to nie jest ani konieczne, ani dobre - pisze o przypadkach 'niezawinionych
                                                    krzywd', ktore wynikly z niekompetencji osoby jako rodzica, bez intencji robienia krzywdy.'
                                                    hmm, a moze byloby dobrze wlasnie, uswiadomic rodzicom czy tez rodzinom to i owo? dlaczego nie?
                                                    bo nie chodzi o to, aby zmieniac swiat , przeszlosc lecz siebie?
                                                    ale dlaczego mialabym nie mowic co mysle i czuje?
                                                    ---
                                                    synteza tradycji i lustracji
                                                    nie ma trzymania obrazu idealnosci rodzicow za wszelka cene, jak i nie ma zadania idealnosci wobec rodzicow.
                                                    ---
                                                    'Gadajace glowy' Kieslowskiego
                                                    yhm, moze byc ciekawe
                                                    ---
                                                    marcinkiewicz
                                                    dominujacych starych...
                                                    hmm, a to ja nie wiem czy rzeczywiscie mial... ty wiesz?
                                                    'Zahibernowanego ma w sobie zbuntowanego pietnastolatka.'
                                                    co to mialo oznaczac?
                                                    ze ma w sobie potencjal buntu wobec rodzicow czekajacy sprzyjajacej okazji do ujawnienia?
                                                    jak dotrzec do kogos kto za wszelka cene trzyma obraz idealnej rodziny?
                                                    ---
                                                    dziecko przestaje byc dzieckiem,
                                                    Kiedy zaczyna na powaznie kwestionowac zasady rodzicow?
                                                    hmm, z tego zdaje sie wynika, ze nie trzeba przestac byc dzieckiem aby zaczac podwazac autorytet rodzicow, tak chociaz troche...
                                                    ---
                                                    'O zesz, tam jakies niskie cisnienie jest u was czy jak.'
                                                    a zebys wiedziala ze jest. i bardzo zle to na mnie wplywa, absolutnie nie-ozywiajaco...
                                                    jakies takie tropikalne, ciezkie klimaty sa tu w maju.
                                                    ---
                                                    'sama kontestacja polega zgrubnie na robieniu rzeczy, o ktorych wie sie, ze rodzicom by sie nie spodobaly. To ich normy sa punktem
                                                    odniesienia i wyznaczaja pewien kierunek. Tzn najczesciej wrecz odwrotny.'
                                                    yhm, zgoda. to o czym pisalam ja, to raczej etap po plomiennym buncie.
                                                    ---
                                                    'sa tacy,
                                                    ktorzy bunt odbebniaja.' hmmm? tak dla zasady, bo kumple sie zbuntowali to i ja? interesujace...
                                                    ale moze takiego odbebnionego buntu doznaja dzieciaki z naprawde dobrych rodzin? moze po prostu, po jakiejs tam przyrodzonej kontestacji okazuje sie ze rodzice jednak calkiem sprawny model poslugiwania sie zyciem im przekazali, wiec nie ma sensu jakos szczegolnie upierac sie przy tym swoim buncie?...
                                                    czy moze jakies inne zjawisko masz na mysli?
                                                    ===
                                                    'odrzucenie swietosci, aksjomatow rodzinnych, tradycji do zbioru idei falsyfikowalnych, to najwieksza zaleta buntu, wg mnie.'
                                                    oczywiscie, powinno byc " dorzucenie ..."
                                                    i wtedy jest to mniej wiecej twoje ' objerzenie ich z wlasnej perspektywy' :)
                                                    ---
                                                    "I na dodatek nie rozumiem ciebie.
                                                    To moze dlatego, ze ja duzo informacji przechwytuje niewerbalnej, a tu jej jakos nie ma."
                                                    no, moze byc tez dlatego, ze sobie dopisujesz rzeczy, ktorych ja nie pisze? i czasem ta nadinterpretacja zgadza sie z moim zamyslem, a czasem wcale nie.
                                                    ---
                                                    solaris
                                                    'A sama probuj. Jesli ci cos brzmi falszywie, to podwazaj.'
                                                    probuje, kiedy widze za co moge zlapac. czesto nie widze. chocby taki problem: holistyczne ujmowanie swiata jako organizmu i etyka utylitarystyczna.
                                                    z tym jakos powalczylam w watku o zebrakach.
                                                    ale np watek o coraz piekniejszym swiecie, i wszystkie inne propagujace optymizm, patrzenie na jasna strone zycia, widzenia we wszystkim pozytywow...
                                                    hmm, ja wciaz nie jestem pewna jak najlepiej patrzec na swiat..., skoro i tak nie mozna dotrzec do prawdy o nim.
                                                    czasem z solaris dyskutuje. ale nie umiem np wytoczyc kontrargumentu przeciw twierdzeniu, ze moj wybor ' mistrzow' jest chybiony, ze powinnismy wybierac sobie mistrzow niezatrutych smutkiem, cierpieniem.

                                                    'Swoj poglad na prawde prezentuja jako prawde.'
                                                    jak wiele innych osob, jak wiekszosc w sumie, co tez zauwazasz.
                                                    ale - zastanawia mnie, dlaczego akurat solaris cieszy sie taka atencja i wrecz adoracja na tym forum?
                                                    ona sama napisala kiedys, ze " ludzie zawsze pojda za tym co daje szczescie"
                                                    moze tutaj tkwi sekret? ludzie nie chca dociekac prawdy? ludzie chca slonecznego autorytetu.
                                                    ale grozbe widze tu taka, w tym calym autorytecie solaris -
                                                    "Wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są za wzorce."
                                                    Lew Tołstoj
                                                    zeby bylo smieszniej ten cytat zostal przez sama solaris zacytowany... :)
                                                    oczywiscie, kazdy ma swoja maszynke obliczeniowa, o mniejszych lub wiekszych wydajnosciach, ale...
                                                    chyba warto czuwac nad autorytetem, aby nie zamienial w zloto byle czego...
                                                    czy nie warto? iyo?
                                                    ---
                                                    'No tak, wiele osob do spraw kuchni podchodzi lekcewazaco,
                                                    a 'kucharka' jest dla nich synonimem slowa 'prosta' :(
                                                    haaa haa
                                                    to sobie przypomnij co pisalas o gracjanie jako pracowniku supermarketu, skrzywdzony misiu ;)
                                                    tak to bywa z generalizacja...

                                                    "Powaznie: tak, wiem, wiem."
                                                    no, wiec o co chodzi?
                                                    nawet jesli z zawodu jestes szefem kuchni ( ja - na potezna ironie losu - moze juz wkrotce bede :0), to krytyka twoich umiejetnosci kulinarnych chyba jeszcze nie bedzie ciosem tak ostrym, tak rujnujacym, jak krytyka calego twojego stosunku do swiata czy siebie czy innych prowadzona metoda np neofity lifeisparadoksa tutaj. no, chyba ze ktos totalnie utozsamia sie z jakas konkretna 'dzialka', wtedy taki atak ekspercki moze byc rownie bolesny co atak na osobowosc.
                                                    ---
                                                    ojciec
                                                    'No tak, ale on przeciez i tak jest wciaz obecny?'
                                                    po czym wnosisz? ;)
                                                    jest obecny jako osoba, wspomnienie jedno z najwazniejszych. nie uwazam, ze lepiej byloby gdyby go nie bylo. nie umiem takiego jego niebytu ad hoc 'wytworzonego' ocenic inaczej niz samooklamywania sie. byl kims waznym, jest wspomnieniem. przez kilka dni zostal rozdrapany do rozmiarow pokaznej rany. nie bede udawac ze nic sie nie stalo, ze juz jest oki. przeciez nie o to chodzi, prawda?
                                                    ---
                                                    'Reaktywne vs aktywne. Mentalnosc ofiary?'
                                                    hmm, a czego sie spodziewalas?
                                                    moze byc mentalnosc groznej reaktywnie ofiary...
                                                    jakies pomysly na to, jak to zmienic?
                                                    aby nie odbierac swiata jako mi wrogiego, zagrazajacego?
                                                    ---
                                                    "Czyli jest ojciec ci do czegos potrzebny - np do zapelniania pustki.'
                                                    nie, to nie tak, imo.
                                                    ta pustka jest raczej konsekwencja dlugotrwalego przebywania w tamtej sytuacji, nalezy do modelu reaktywnego zycia.
                                                    ojca moze nie byc. bedzie ktos inny, cos innego, jakis inny problem, jakies inne slonce wokol ktorego bedzie mozna krazyc.
                                                    co z tym zrobic? wysilic sie i wymyslac sobie wlasne cele?

                                                    pozdrawiam :)

                                                  • 06.05.08, 02:01
                                                    szarylemur napisała

                                                    > ty to chyba nie masz wysokiego wskaznika otwartosci na nowe
                                                    doswiadczenia., co?

                                                    He he he.
                                                    O ile sie nic nie zmienilo od dziesieciu lat, mam te potrzebe
                                                    patologicznie wysoka - tzn najwyzsza z mozliwych.

                                                    > powiedz, czy tylko pianie z orgazmicznego zachwytu nad czyms,
                                                    mogloby sklonic c
                                                    > ie do zainteresowania sie polecana rzecza?

                                                    Polecana ksiazka. To roznica. Najpierw musialabys zlikwidowac mi
                                                    nieprzeczytane stosy pietrzace sie w tym burdlu.

                                                    > polecam te ksiazke szczerze,

                                                    Brzmi rzeczywiscie fajnie.
                                                    Przeczytam na emeryturze, obiecuje.

                                                    > chodzilo mi o to, ze takie doznanie bycia ofiara
                                                    najstarszniejszych cierpien mo
                                                    > ze bardzo zamykac perspektywe, wrecz znieczulac na bol innych.

                                                    No tak, to jest fajne na grupowej, ze (he, wlasciwie 'fajne')
                                                    okazuje sie, ze kazdy ma swoje wlasne pieklo. Pamietam po
                                                    pierwszych warsztatach jak patrzylam na ludzi na ulicy i docieralo
                                                    do mnie, ze pewnie wszyscy oni byli chociaz raz w zyciu samym
                                                    cierpieniem.

                                                    > hmm, a moze byloby dobrze wlasnie, uswiadomic rodzicom czy tez
                                                    rodzinom to i ow
                                                    > o? dlaczego nie?

                                                    Ale po co?
                                                    Imo to by mialo sens w kontrolowanych warunkach terapii systemowej,
                                                    pod okiem fachowca. Dla mnie to jak zastanawianie sie, czy
                                                    interweniowac chirurgicznie w kulawy, ale dzialajacy organ, bedac
                                                    uzbrojona w tepy noz kuchenny i nie calkiem dobre checi. Na
                                                    poczucie winy u rodzicow wystarczy, na nic wiecej raczej.

                                                    > bo nie chodzi o to, aby zmieniac swiat , przeszlosc lecz siebie?

                                                    Tez. I - bo nie czuje sie uprawniona do grzebania innym w duszy.

                                                    > ale dlaczego mialabym nie mowic co mysle i czuje?

                                                    Co nie oznacza od razu wywlekania krwawych terapeutycznych flakow,
                                                    czyz nie?

                                                    ...
                                                    > jak dotrzec do kogos kto za wszelka cene trzyma obraz idealnej
                                                    rodziny?

                                                    Jak? Z latwoscia. Jesli tego chce.

                                                    > dziecko przestaje byc dzieckiem,
                                                    > Kiedy zaczyna na powaznie kwestionowac zasady rodzicow?
                                                    > hmm, z tego zdaje sie wynika, ze nie trzeba przestac byc
                                                    dzieckiem aby zaczac p
                                                    > odwazac autorytet rodzicow, tak chociaz troche...

                                                    Dzieci nieustannie to robia. Sa nawet cale fazy w rozwoju, w czasie
                                                    ktorych mowi sie np tylko jedno slowo: 'nie!', albo probuje sobie
                                                    podporzadkowac caly dom.

                                                    ...
                                                    > ktorzy bunt odbebniaja.' hmmm? tak dla zasady, bo kumple sie
                                                    zbuntowali to i ja
                                                    > ? interesujace...

                                                    To tez, ale po prostu chodzi mi o pewna mechanicznosc - jakis
                                                    standard typu szkolne mieszanki lekarstw, obmacywanki w krzakach i
                                                    fajki na przerwie, z zerem refleksji, szukania czegos wiecej.

                                                    > ale moze takiego odbebnionego buntu doznaja dzieciaki z naprawde
                                                    dobrych rodzi
                                                    > n? moze po prostu, po jakiejs tam przyrodzonej kontestacji
                                                    okazuje sie ze rodzi
                                                    > ce jednak calkiem sprawny model poslugiwania sie zyciem im
                                                    przekazali, wiec nie
                                                    > ma sensu jakos szczegolnie upierac sie przy tym swoim buncie?...

                                                    Od dobrych kilku lat w badaniach mlodziezy w wieku LO wychodzi, ze
                                                    oni nie maja najmniejszej ochoty na zaden bunt. Ze zalezy im na
                                                    rodzinie i wzglednej zamoznosci, spokojnej pracy i niczym wiecej.
                                                    Pokolenie konformistow.

                                                    A dzieciaki z dobrych rodzin po prostu maja do czego wracac, nawet
                                                    jesli ich bunt byl burzliwy.

                                                    > "I na dodatek nie rozumiem ciebie.
                                                    > To moze dlatego, ze ja duzo informacji przechwytuje niewerbalnej,
                                                    a tu jej jako
                                                    > s nie ma."
                                                    > no, moze byc tez dlatego, ze sobie dopisujesz rzeczy, ktorych ja
                                                    nie pisze? i c
                                                    > zasem ta nadinterpretacja zgadza sie z moim zamyslem, a czasem
                                                    wcale nie.

                                                    A to musisz mi wybaczyc. Glowa juz nie ta i wogle.

                                                    > solaris
                                                    > 'A sama probuj. Jesli ci cos brzmi falszywie, to podwazaj.'
                                                    > probuje, kiedy widze za co moge zlapac. czesto nie widze. chocby
                                                    taki problem:
                                                    > holistyczne ujmowanie swiata jako organizmu i etyka
                                                    utylitarystyczna.

                                                    Och, nazwijmy to po imieniu: te pomysly o utylizacji staruszkow
                                                    byly rodem z horroru albo z ideologi faszystowskiej.

                                                    > ale np watek o coraz piekniejszym swiecie, i wszystkie inne
                                                    propagujace optymiz
                                                    > m, patrzenie na jasna strone zycia, widzenia we wszystkim
                                                    pozytywow...

                                                    To cudny watek, jesli cieszy sie taka popularnoscia, widac ludziom
                                                    jest potrzebny, chociaz mnie jakos drazni - bo w koncu zajrzalam.

                                                    > hmm, ja wciaz nie jestem pewna jak najlepiej patrzec na swiat...,
                                                    skoro i tak n
                                                    > ie mozna dotrzec do prawdy o nim.

                                                    "Trawa jest zielona".
                                                    Twoj wybor, czy schylasz sie po pileczke i czy ja rzucasz.

                                                    > czasem z solaris dyskutuje. ale nie umiem np wytoczyc
                                                    kontrargumentu przeciw tw
                                                    > ierdzeniu, ze moj wybor ' mistrzow' jest chybiony, ze powinnismy
                                                    wybierac sobie
                                                    > mistrzow niezatrutych smutkiem, cierpieniem.

                                                    Mi by sie od razu cisnelo pod palce tysiac znakow zapytania.
                                                    'Dlaczego >>powinnismy<<? A moze ty powinnas, a ja nie? A moze na
                                                    odwrot? A dlaczego uwazasz, ze smutek zatruwa? A jak by wygladal
                                                    swiat bez cierpienia?'

                                                    > 'Swoj poglad na prawde prezentuja jako prawde.'
                                                    ...
                                                    > ona sama napisala kiedys, ze " ludzie zawsze pojda za tym co daje
                                                    szczescie"
                                                    > moze tutaj tkwi sekret? ludzie nie chca dociekac prawdy? ludzie
                                                    chca sloneczneg
                                                    > o autorytetu.

                                                    A to jest mozliwe, ale nie wiem.
                                                    Pod koniec terapii mialam sny o falszywych prorokach i stad moje
                                                    uczulenie chyba.

                                                    > ale grozbe widze tu taka, w tym calym autorytecie solaris -
                                                    > "Wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są
                                                    za wzorce."
                                                    > Lew Tołstoj
                                                    >...
                                                    > oczywiscie, kazdy ma swoja maszynke obliczeniowa, o mniejszych
                                                    lub wiekszych wy
                                                    > dajnosciach, ale...
                                                    > chyba warto czuwac nad autorytetem, aby nie zamienial w zloto
                                                    byle czego...
                                                    > czy nie warto? iyo?

                                                    Nie wiem, nie mam autorytetow. Imo posiadanie autorytetu bardzo
                                                    zamyka. Cos jak jedna jedyna sukienka w szafie - nie nada sie na
                                                    wszystkie okazje, nie ma sily.

                                                    > 'No tak, wiele osob do spraw kuchni podchodzi lekcewazaco,
                                                    > a 'kucharka' jest dla nich synonimem slowa 'prosta' :(
                                                    > haaa haa
                                                    > to sobie przypomnij co pisalas o gracjanie jako pracowniku
                                                    supermarketu, skrzyw
                                                    > dzony misiu ;)
                                                    > tak to bywa z generalizacja...

                                                    Misiu, ale on sam sie tego wstydzil, to widac bylo.
                                                    Zreszta bycie kucharka to co innego niz magazynier w supermarkecie.
                                                    Pierwsze to artyzm drugie - nie bardzo.

                                                    > "Powaznie: tak, wiem, wiem."
                                                    > no, wiec o co chodzi?
                                                    > nawet jesli z zawodu jestes szefem kuchni

                                                    Nie jestem i nie chcialabym.

                                                    ( ja - na potezna ironie losu - moze
                                                    > juz wkrotce bede :0)

                                                    O mamusiu.
                                                    Przeciez pisalas, ze nie lubisz/umiesz gotowac.
                                                    To knajpa dla masochistow?

                                                    , to krytyka twoich umiejetnosci kulinarnych chyba jeszcze
                                                    > nie bedzie ciosem tak ostrym, tak rujnujacym, jak krytyka calego
                                                    twojego stosun
                                                    > ku do swiata czy siebie czy innych prowadzona metoda np neofity
                                                    lifeisparadoks
                                                    > a tutaj.

                                                    Alez dlaczego nie.
                                                    Cios w moja pasje to cios we mnie.

                                                    no, chyba ze ktos totalnie utozsamia sie z jakas
                                                    konkretna 'dzialka',
                                                    > wtedy taki atak ekspercki moze byc rownie bolesny co atak na
                                                    osobowosc.

                                                    No wlasnie.

                                                    > ojciec
                                                    ...
                                                    > byl kims waznym, jest wspomnieniem.
                                                    > przez kilka dni zostal rozdrapany do rozmiarow pokaznej rany. nie
                                                    bede udawac
                                                    > ze nic sie nie stalo, ze juz jest oki. przeciez nie o to chodzi,
                                                    prawda?

                                                    Nie.
                                                    Mi by np chodzilo o to, zeby juz nie wysysal z ciebie tyle energii,
                                                    bo nie wart tego jest.

                                                    [mentalnosc ofiary]
                                                    > jakies pomysly na to, jak to zmienic?
                                                    > aby nie odbierac swiata jako mi wrogiego, zagrazajacego?

                                                    Nie, oprocz terapii to nie mam pomyslu. DDA.

                                                    > ta pustka jest raczej konsekwencja dlugotrwalego przebywania w
                                                    tamtej sytuacji,
                                                    > nalezy do modelu reaktywnego zycia.
                                                    > ojca moze nie byc. bedzie ktos inny, cos innego, jakis inny
                                                    probl
                                                  • 06.05.08, 03:42
                                                    'Wszystko da sie wyrazic słowami, tylko nie żywą prawdę'. Ionesco
                                                    och, jak bardzo mi sie podoba to sformulowanie!!!
                                                    genialne ujecie problemu, imo, rzecz jasna.
                                                    to moje znalezisko na dzisiaj, totez pisze to na wstep :)
                                                    ---

                                                    wysoki wskaznika otwartosci na nowe doswiadczenia'
                                                    patologicznie wysoki masz?
                                                    hmm., nie pozostaje nic innego jak sadzic, ze w realu jestes inna osoba niz tutaj ;)
                                                    ---
                                                    'Najpierw musialabys zlikwidowac mi nieprzeczytane stosy pietrzace sie w tym burdlu.'
                                                    no, wlasnie... na studiach, kiedy akurat nie wciagal mnie zaden temat, szlam do biblioteki i grzebalam w katalogu, wybieralam sobie szesc dozwolonych ksiazek dziennie i je pozeralam. do tego jeszcze jakis film w tv noca dziwaczny, kilka stron przemyslen na papier, pies na dwor, list do skrzynki i spac.
                                                    teraz nie mam juz na to czasu. juz chyba pisalam, ze doba powinna dla mnie trwac 48 godzin, wtedy byc moze bym sie wyrobila z obowiazkami, z przyjemnosciami i nawet moze cos by zostalo na planowanie przyszlosci badz rozdrapywanie ran... za szybko ten swiat sie kreci, moim zdaniem...
                                                    ---
                                                    co do tych ' zywotow muz' . mam wrazenie , ze chyba bardzo niewiele osob to czytalo. a ksiazka, sam temat w ogole, jest bardzo interesujacy.
                                                    moze jednak znajdziesz nieco czasu przed emerytura?
                                                    ---
                                                    'Pamietam po pierwszych warsztatach jak patrzylam na ludzi na ulicy i docieralo do mnie, ze pewnie wszyscy oni byli chociaz raz w zyciu samym
                                                    cierpieniem.'
                                                    lol, mi sie cos takiego zdarzylo kiedys spontanicznie w porannym trolejbusie, ktorym musialam przejachac od rogatek miasta az do centrum. ludzie, ktorzy dortad byli dla mnie jakas masa, czesto odbierana jako wroga, nagle stali sie takimi samymi ksiazkami jak ja. nagle do mnie dotarlo, ze wlasciwie to nie wiem, co dzieje sie pod powierzchnia ich masek, bo tak bardzo skoncentrowana jestem na sobie, a do tego jeszcze te maski sa zaprojektowane na neutralne. pomyslalam, ze dla kogos z tego pojazdu ten dzien moze byc najszczesliwszym lub najokrutnijeszym w calym jego zyciu. ze komus pewnie z tych ludzi, urodzilo sie dzis dziecko, ktos oblal egzamin itd...
                                                    od tamtej pory lubie - na ogol - patrzec na ludzi i zgadywac, co jest pod maska.
                                                    ---
                                                    rodzice
                                                    czy to wszystko co piszesz, znaczy ze nie rozmawialas nigdy z wlasnymi rodzicami o tym, co uznajesz za ich bledy?
                                                    jesli tak, to powiedz mi, co robisz, kiedy zaczyna sie stara ( tragi)komedia?
                                                    postepujesz inaczej niz ' powinnas' bez tlumaczenia dlaczego?

                                                    'ale dlaczego mialabym nie mowic co mysle i czuje?
                                                    Co nie oznacza od razu wywlekania krwawych terapeutycznych flakow, czyz nie?'
                                                    to chyba zalezy od ustalonych drog komunikacji w rodzinie. moja matka traktowala mnie jak swoja starsza siostre, chyba nieswiadomie, totez non stop pokazywala mi swoje flaki, moje ignorujac caluskiem. z ojcem sie krzyczalo.
                                                    moja sytuacja byla dosc specyficzna, wyrazna. a moze to ja bylam tak bardzo specyficznym nieuzytym, dziwnym stworzeniem, ze - jesli juz rozmawialam z kims powaznie, to bez ogladania sie na pierwsze i drugie warstwy obrazka.

                                                    'nie calkiem dobre checi'
                                                    hmm, powialo poczuciem winy..., jak dla mnie

                                                    a zreszta chyba nie rozumiem jednak sformulowania ' terapeutyczne flaki'
                                                    co to oznacza dla ciebie?
                                                    ---
                                                    bunt
                                                    'To tez, ale po prostu chodzi mi o pewna mechanicznosc - jakis
                                                    standard typu szkolne mieszanki lekarstw, obmacywanki w krzakach i fajki na przerwie, z zerem refleksji, szukania czegos wiecej.'
                                                    a po czym poznajesz to ' zero refleksji'?
                                                    ---
                                                    Pokolenie konformistow
                                                    no, i dobrze ;)
                                                    niech buduja silna polske
                                                    i urodza troche nowych punkow i hipisow ;)
                                                    ---
                                                    solaris
                                                    'te pomysly o utylizacji staruszkow byly rodem z horroru albo z ideologi faszystowskiej.'
                                                    no, co ty? to byla czysta logika w sluzbie utylitaryzmu i budowania swiata silnych stworzen.
                                                    chodzilo o to tylko, aby zmienic wartosciowanie etyczne w spoleczenstwie.
                                                    sol niestety uciekla chyba, zeby nie musiec rozwijac akcji filmu, do ktorego wstep napisala w tak optymistycznym tonie...
                                                    i znow chcialabym miec taki maly zywy ale nierealny model swiata, ktory moznaby wyhodowac na jej modle i zobaczyc co to bedzie...
                                                    bo, byc moze, ona ma racje, i tak byloby lepiej. moze trzeba wyrwac chwasty, nawet jesli mialoby to sprowadzac sie do wyrwania chwasta ukochanej corki, ojca, matki, narodu, czy wreszcie samej siebie, khe khe? moze to co nas powstrzymuje lepiej byloby odrzucic? zbudowac nowe sumienie?
                                                    ---
                                                    'cudny watek, jesli cieszy sie taka popularnoscia, widac ludziom
                                                    jest potrzebny, chociaz mnie jakos drazni - bo w koncu zajrzalam.'
                                                    :)))
                                                    ---
                                                    'Twoj wybor, czy schylasz sie po pileczke i czy ja rzucasz.'
                                                    no, wez...
                                                    moj wybor to chyba ' moj' ' wybor', jesli juz...
                                                    a u mnie to jest tak, ze w chwilach ciezkich, kiedy zdaje mi sie, ze trace grunt pod nogami, kierunek, ... nierzadko lapie sie jakiegos autorytetu. jak brzytwy, na chwile. prawie jakbym boga miala zamiar przekupic : juz bede grzeczna, tylko mi pomoz
                                                    przez wiele lat wykorzystywalam w tym celu ludzi, ale mialam juz dosc serdecznie takiej siebie - chroniacej sie w trwodze pod skrzydlami autorytetu/ tyrana, az do czasu, gdy wydobrzeje na tyle, by zaczac znow stawiac wyzej swobode myslenia nad poczucie bezpieczenstwa. pewnosci CZYJEJS slusznosci.
                                                    co sadzisz o takim postepowaniu, czy mozesz mi to jakos steoretyzowac, uogolnic? prosze
                                                    ---
                                                    smutni mistrzowie
                                                    tak, mi tez sie cisnely pod palce te wszystkie buntownicze znaki.
                                                    ale nie bylo we mnie pewnosci. w koncu: po co nam smutni mistrzowie?
                                                    inaczej: przyznajmy im prawo gloszenia swych mysli, nawet w formie systemowej, ale ... zastanowmy sie co nas sklania do tego, aby im akurat, tym smutnym, badz szalonym, ufac?
                                                    czy smutek jest wartoscia pozadana czy skaza? na to pytanie ja odpowiedziec nie umiem! a ty?
                                                    ---
                                                    ty prawdop nie powazylabys sie zbawiac nikogo, kto sam sie tego nie dopomina. solaris ma jednak sklonnosci profetyczne i przywodcze...
                                                    a ja stoje i patrze jak lata pileczka. czasem nawet dokonuje tej ekwilibrystycznej sztuczki, ze jednoczesnie i pileczke odbijam i patrze z offu jak lata...
                                                    ale wtedy nie gra mi sie zbyt dobrze :)
                                                    ---
                                                    sny o falszywych prorokach
                                                    hmmm, interesujace!
                                                    mnie - oz k.wa, z wiadomych powodow - fascynowala niegdys postac tzw: czarnego nauczyciela.
                                                    ---
                                                    'Nie wiem, nie mam autorytetow. Imo posiadanie autorytetu bardzo zamyka. '
                                                    hmm, a moze po prostu definiujesz autorytet jakos cos tyranicznego? ja lubie eksperckie autorytety, oraz autorytety otwarte na dyskusje :)
                                                    ---
                                                    'bycie kucharka to co innego niz magazynier w supermarkecie.
                                                    Pierwsze to artyzm drugie - nie bardzo.'
                                                    a to juz WYBITNIE - in your opinion ;] -
                                                    - mozna miec pozytywne skojarzenia z artyzmem magazynierow, tak samo jak bardzo niepozytywne z rzekomym artyzmem kucharek...
                                                    serio, to zalezy tylko od poznanych osob obu tych profesji :)
                                                    ---
                                                    'Przeciez pisalas, ze nie lubisz/umiesz gotowac.'
                                                    czego sie nie robi dla pieniedzy ;))) - oboje z szefem jestesmy w kiepskiej sytuacji finansowej, wiesz, no...
                                                    no, nie bede
                                                    moze bede magazynierem, a moze bede napelniac noca polki marketow towarem, a moze przebiore sie za gibraltarska malpe i zarobie fortune na wrzeszczacych dzieciach, a moze mnie ufo porwie znienacka, naprawde sama juz nie wiem... :] jakbym miala spokojnych rodzicow, poszlabym droga marcusa kembi, ale ze nie mam, to pojde gdzie indziej.
                                                    ---
                                                    o pustce reaktywnej ci ucielo :(

                                                    pozdrawiam, dzis jako ksiezniczka z wiezy cisnien ;)))


                                                    --
                                                    totek dzis
                                                  • 07.05.08, 02:22
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > 'Wszystko da sie wyrazic słowami, tylko nie żywą prawdę'. Ionesco
                                                    > och, jak bardzo mi sie podoba to sformulowanie!!!
                                                    > genialne ujecie problemu, imo, rzecz jasna.
                                                    > to moje znalezisko na dzisiaj, totez pisze to na wstep :)

                                                    No to gratuluje.
                                                    Cytujac klasyka: 'prawde najlepiej sie czuje' czy jakos tak.

                                                    > wysoki wskaznika otwartosci na nowe doswiadczenia'
                                                    > patologicznie wysoki masz?
                                                    > hmm., nie pozostaje nic innego jak sadzic, ze w realu jestes inna
                                                    osoba niz tut
                                                    > aj ;)

                                                    Kazdy jest inny.
                                                    Mam za soba kilkadziesiat konfrontacji net-real (i to nawet nie
                                                    zlotow), i zawsze wszystko jest inaczej. Dlatego mam duzy dystans.

                                                    A sama moja patologia temperowana jest moim typem osobowosci i
                                                    temperamentem.

                                                    > za szybko ten swiat sie kreci, moim zdaniem...

                                                    To sobie pomysl w biegu o reinkarnacji i ze masz caly czas swiata
                                                    do swojej nirwany.

                                                    > co do tych ' zywotow muz' . mam wrazenie , ze chyba bardzo
                                                    niewiele osob to czy
                                                    > talo. a ksiazka, sam temat w ogole, jest bardzo interesujacy.
                                                    > moze jednak znajdziesz nieco czasu przed emerytura?

                                                    Moj bardzo wybitnie oczytany chlopak ubolewa nad moja marna
                                                    wydolnoscia ksiazkowa i coraz to podsuwa mi jakis smakowity kasek,
                                                    ktory wlasnie nabyl. W sumie jestem o jakies trzydziesci tomikow do
                                                    tylu - lekko liczac. Moze byc trzydziesta pierwsza, nie ma sprawy.

                                                    [maski w autobusie]
                                                    > od tamtej pory lubie - na ogol - patrzec na ludzi i zgadywac, co
                                                    > jest pod maska.

                                                    To jeden z powodow, dla ktorych lubie przesiadywac w kawiarniach.

                                                    > rodzice
                                                    > czy to wszystko co piszesz, znaczy ze nie rozmawialas nigdy z
                                                    wlasnymi rodzicam
                                                    > i o tym, co uznajesz za ich bledy?

                                                    Nie. Z siostra rozmawialam i obu nam to duzo dalo, wliczajac w to
                                                    rozliczenie naszej dosc bujnej relacji.

                                                    > jesli tak, to powiedz mi, co robisz, kiedy zaczyna sie stara (
                                                    tragi)komedia?
                                                    > postepujesz inaczej niz ' powinnas' bez tlumaczenia dlaczego?

                                                    Komedia polega u nas na tym, ze ona sie nie zaczyna.

                                                    ...
                                                    > 'nie calkiem dobre checi'
                                                    > hmm, powialo poczuciem winy..., jak dla mnie

                                                    Nie. Uwazam ze zemsta nie jest w moim wypadku dobra opcja.

                                                    > a zreszta chyba nie rozumiem jednak sformulowania ' terapeutyczne
                                                    flaki'
                                                    > co to oznacza dla ciebie?

                                                    Cokolwiek wlasciwie 'z terapii'.
                                                    Sek z takimi rzeczami taki, ze operujemy nimi na poziomie glebszego
                                                    wtajemniczenia. Terapeutyzowani swietnie dogaduja sie miedzy soba,
                                                    ale postronni patrza na nich jak na swirow, bo nie operuja nawet
                                                    polowa grepsow, skrotow i zwrotow.

                                                    > 'To tez, ale po prostu chodzi mi o pewna mechanicznosc - jakis
                                                    > standard typu szkolne mieszanki lekarstw, obmacywanki w krzakach
                                                    i fajki na prz
                                                    > erwie, z zerem refleksji, szukania czegos wiecej.'
                                                    > a po czym poznajesz to ' zero refleksji'?

                                                    Zakladam apriorycznie.
                                                    Imo bycie w wieku 15 lat nie oznacza jeszcze, ze koniecznie trzeba
                                                    byc posiadaczem ultraglebokiej wrazliwosci.

                                                    > Pokolenie konformistow
                                                    > no, i dobrze ;)
                                                    > niech buduja silna polske
                                                    > i urodza troche nowych punkow i hipisow ;)

                                                    To sie juz nie stanie, kultura zaczela zjadac wlasny ogon - i
                                                    kazda 'nonkonformistyczna' subkultura jest po jednym sezonie, na
                                                    samym jej poczatku pochlaniana przez projektantow odziezy,
                                                    gadzetow, rzemiechow od muzyki itd. Np ciuchy dla emo dotarly do
                                                    Polski wczesniej niz sama subkultura, he he he.

                                                    > solaris
                                                    > 'te pomysly o utylizacji staruszkow byly rodem z horroru albo z
                                                    ideologi faszys
                                                    > towskiej.'
                                                    > no, co ty? to byla czysta logika w sluzbie utylitaryzmu i
                                                    budowania swiata siln
                                                    > ych stworzen.

                                                    Dokladnie tak tlumaczyli to nazisci. Ogladalam tydzien temu film o
                                                    tym, co i jak zrobili z chorymi psychicznie w swoim kraju. Chociaz
                                                    pomysl solaris wyprzedza ich troche - bo im nie przyszlo do glowy,
                                                    zeby mordowac tez starych ludzi.

                                                    > chodzilo o to tylko, aby zmienic wartosciowanie etyczne w
                                                    spoleczenstwie.

                                                    Szkoda, ze dyskusja sie skonczyla, po cichu liczylam na jakis
                                                    projekt wykorzystania cial zmarlych ku pozytkowi spolecznemu.

                                                    ...
                                                    > bo, byc moze, ona ma racje, i tak byloby lepiej. moze trzeba
                                                    wyrwac chwasty, na
                                                    > wet jesli mialoby to sprowadzac sie do wyrwania chwasta ukochanej
                                                    corki, ojca,
                                                    > matki, narodu, czy wreszcie samej siebie, khe khe? moze to co nas
                                                    powstrzymuje
                                                    > lepiej byloby odrzucic? zbudowac nowe sumienie?

                                                    Przeciez to naprawde juz bylo. Matki, rodzace zolnierzy dla
                                                    ojczyzny czy pionier, donoszacy na reakcyjnych rodzicow do KGB.
                                                    Bylo i jakby sie nie sprawdzilo - tzn roznilo sie od mojej wizji
                                                    raju.

                                                    > 'Twoj wybor, czy schylasz sie po pileczke i czy ja rzucasz.'
                                                    > no, wez...
                                                    > moj wybor to chyba ' moj' ' wybor', jesli juz...

                                                    Moze sie jednak umow ze soba na jakas konwencje, bedzie ci latwiej.
                                                    ...
                                                    > ia nad poczucie bezpieczenstwa. pewnosci CZYJEJS slusznosci.
                                                    > co sadzisz o takim postepowaniu, czy mozesz mi to jakos
                                                    steoretyzowac, uogolnic
                                                    > ? prosze

                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Osobowo%C5%9B%C4%87_zale%C5%BCna ?
                                                    Imo to echo twoich relacji z rodzicami. Moze oni nie mieli racji,
                                                    ale mieli nad toba wladze, do ktorej ty jedynie sie okreslalas.
                                                    Reaktywna, nie aktywna.

                                                    > smutni mistrzowie
                                                    > tak, mi tez sie cisnely pod palce te wszystkie buntownicze znaki.
                                                    > ale nie bylo we mnie pewnosci. w koncu: po co nam smutni
                                                    mistrzowie?

                                                    Nie ma nic zlego w smutku, jesli jest szczery. Imo szczerosc to
                                                    podstawowy warunek dobrej relacji z mistrzem.

                                                    > inaczej: przyznajmy im prawo gloszenia swych mysli, nawet w
                                                    formie systemowej,
                                                    > ale ... zastanowmy sie co nas sklania do tego, aby im akurat, tym
                                                    smutnym, badz
                                                    > szalonym, ufac?

                                                    Nie mam pojecia, bo ja ufam tylko troche. Wiec nie wiem.

                                                    > czy smutek jest wartoscia pozadana czy skaza? na to pytanie ja
                                                    odpowiedziec nie
                                                    > umiem! a ty?

                                                    Skaza jest niewatpliwie odrzucanie pewnych emocji, bo sa 'zle'
                                                    i 'szkodliwe'. To nie sprawia, ze one znikaja przeciez. Mistrz,
                                                    ktory przezywa zalobe po kims swoim bliskim i przez pare lat
                                                    przywdziewa dziarski usmiech kiedy ma ochote wyc z zalu, to jakis
                                                    kretyn jest, a nie mistrz. Ktory w dodatku umrze na watrobe albo
                                                    serce, bo ten niewyplakany smutek zezre mu takze cialo.

                                                    > ty prawdop nie powazylabys sie zbawiac nikogo, kto sam sie tego
                                                    nie dopomina.

                                                    Nawet dopominajacych sie. Jakos by mi glupio bylo.

                                                    ...
                                                    > 'Nie wiem, nie mam autorytetow. Imo posiadanie autorytetu bardzo
                                                    zamyka. '
                                                    > hmm, a moze po prostu definiujesz autorytet jakos cos
                                                    tyranicznego?

                                                    Pomijajac autorytety robocze typu lekarz-prawnik, mi sie autorytet
                                                    kojarzy z jakas podporka, trzecia noga.

                                                    ...
                                                    > 'Przeciez pisalas, ze nie lubisz/umiesz gotowac.'
                                                    > czego sie nie robi dla pieniedzy ;))) - oboje z szefem jestesmy w
                                                    kiepskiej syt
                                                    > uacji finansowej, wiesz, no...

                                                    Moze w koncu zaskoczysz i zaczniesz gotowac z pasja? Bym ci tego
                                                    zyczyla. Jesli sie w gotowanie wklada duzo milosci, nie ma nic
                                                    przyjemniejszego od widoku ludzi, ktorzy sie na to jedzenie
                                                    rzucaja. To jest doskonaly sposob komunikacji ze swiatem.

                                                    > o pustce reaktywnej ci ucielo :(

                                                    A to juz nie pamietam, co tam bylo.

                                                    czul. i niech cie nie cisnie


                                                    --
                                                    W szczególności np. Skłodowska Curii też siedziałaby w jaskini
                                                    gdyby nie jej mą
                                                  • 07.05.08, 04:28
                                                    'Mam za soba kilkadziesiat konfrontacji net-real (i to nawet niezlotow), i zawsze wszystko jest inaczej'

                                                    cudza autokreacja ( nawet nieswiadoma) + nasze dryfowanie w powoli tworzonych wyobrazeniach - skojarzeniach, deducjach i indukcjach?
                                                    ---
                                                    'To sobie pomysl w biegu o reinkarnacji i ze masz caly czas swiata do swojej nirwany.'
                                                    to sobie pomysl, ze jakbys sie spiela, to moze juz za dwa obroty bylaby nirwana ;)
                                                    o to chyba chodzi w calej ' reinkarnastycznie' uzasadnionej potrzebie moralnosci/ dazenia do doskonalosci, prawda?
                                                    ---
                                                    'W sumie jestem o jakies trzydziesci tomikow do tylu - lekko liczac. Moze byc trzydziesta pierwsza, nie ma sprawy.'
                                                    to moze tak sobie popodczytuj po kawalku kazdy z tomikow i wgryz sie w to co akurat najbardziej necace wyda sie?
                                                    ja ze swej strony ide szukac estes w necie, mam nadzieje ze jest. tak ja sobie po kawaleczku zamierzam spozyc :)
                                                    ---
                                                    ludzie i maski obserwacja
                                                    'To jeden z powodow, dla ktorych lubie przesiadywac w kawiarniach.'
                                                    yhmm, ja czesto ogladam sobie klientow, jezyk ciala na nich studiuje. cale sytuacje, historie ktore ich przywiodly do tego zamowionego wczesniej stolika staram sie odgadnac.
                                                    bywa fascynujace.
                                                    ---
                                                    'Komedia polega u nas na tym, ze ona sie nie zaczyna'.
                                                    tj: wszystko jest na powaznie i bez trzymania fasad? czyli twoje dziecko skrzywdzone bylo zwyczajna i nie- do- przeskoczenia- tragedia- zycia- ktore jest splotem zaleznosci- i - gdzie- nie zawsze - wszystko-bylo- po jego- mysli/ pragnieniu, tak?
                                                    jesli tak, to mniej wiecej o to chodzilo mi w etapie przekroczenia lustratyzmu dzieciecego - jest jakas moda, postpsychoterapeutyczna tendencja kulturowa do wymagania od rodzicow idealnosci. a przeciez idealnosc nie istnieje, rodzice to tez tylko ludzie, a nie jacys wszechmogacy bogowie. ta lustratyczna tendencja nie bierze tego pod uwage, dajac dziecku do reki bicz skrecony z najdrobniejszych zawiedzionych w dziecinstwie pragnien.
                                                    zle jest, moim zdaniem, kiedy ubostwiamy rodzicow - niezaleznie od tego, co robili z nami, nazywamy ich dobrymi i kochajacymi, i przejmujemy ich swiatopoglad bezrefleksyjnie. ale zle tez, kiedy z dziecka robimy boga, ktoremu uchybic nie wolno - zapominajac o zlozonosci swiata, kazdej drobnej sytuacji.
                                                    a jesli cos innego mialas na mysli, mowiac o ' komedii ktora sie nie zaczyna' to wyjasnij mi pograzonej we frontach niskiego cisnienia i wysokiej wilgotnosci powietrza :)
                                                    ---
                                                    'Imo bycie w wieku 15 lat nie oznacza jeszcze, ze koniecznie trzeba byc posiadaczem ultraglebokiej wrazliwosci.'
                                                    no, nie trzeba, nie kazdy 15latek jest ultragleboko wrazliwy. ale wydaje mi sie, ze wrazliwosc takiego przepoczwarzajacego sie dziecka w byt zdolny do samostanowienia o sobie, a wykarmionego bajkami lektur obowiazkowych i innych, jest bardzo wysoka. 15latek ma wizje lepszego swiata, co wcale nie znaczy, ze umie ja zrealizowac. a moze idealizuje mlodych gniewnych..., nie wiem, nie stykam sie raczej z mlodzieza.
                                                    ---
                                                    konformisci rodzicami punkow i hipisow
                                                    'To sie juz nie stanie, kultura zaczela zjadac wlasny ogon - i kazda 'nonkonformistyczna' subkultura jest po jednym sezonie, na samym jej poczatku pochlaniana przez projektantow odziezy, gadzetow, rzemiechow od muzyki itd. '
                                                    e tam, mowie ci, e tam. zastoj w kulturze nastapil. porownajmy to z pokoleniem x, naglym triumfem nirvany w ameryce.
                                                    uwazam, ze pewnego dnia sytuacja dojrzeje do ' zupelnie nieoczekiwanego' pojawienia sie jakiejs nowej subkultury. ' nowej' nie znaczy ' nie dajacej sie, po rozbiciu na czynniki pierwsze, sprowadzic do czegos co juz bylo, utozsamic z czyms starym", lecz tych starych rzeczy wymiksowanych w taki sposob, ze stanowic beda rewolucyjnie nowa jakosc. umieramy - jako kultura - juz chyba ze dwiescie lat, a wciaz cos nowego powstaje :)
                                                    ---
                                                    'pomysl solaris wyprzedza ich troche - bo nazistom nie przyszlo do glowy, zeby mordowac tez starych ludzi.'
                                                    ejze, to byl moj pomysl ;]
                                                    a raczej: to typowy erystyczny podpik walkowany tysiac razy na cwiczeniach z etyki, a etyka byla jednym z moich ulubionych zajec :)

                                                    'Szkoda, ze dyskusja sie skonczyla, po cichu liczylam na jakis projekt wykorzystania cial zmarlych ku pozytkowi spolecznemu.'
                                                    a to swietne! ;)))
                                                    ----
                                                    i co z tego ze to juz bylo? moze bylo zle przeprowadzone? tak jak komunizm - zamiast jak marks polecal w bogatym, stabilnym spoleczenstwie anglii, wprowadzono go w dziadujacej rosjii...
                                                    kazda rewolucja powinna zaczynac sie od ... prania mozgow, od rewolucji duchowej, ladniej mowiac ;]
                                                    najskuteczniej byloby przerobic ideologie na religie, ha, w obecnych czasach moznaby wyprodukowac jakiegos boga, doniesc o doswiadczalnym jego odkryciu a nastepnie pozwolic mu komunikowac swoja boska prawde :)
                                                    ewentualnie moznaby bylo zafundowac swiatu jakas pokazna katastrofe aby cofnac ludzkosc do stanu psychiki osobowosci zaleznej i wtedy pokazac droge ku swiatlu. :]
                                                    ... a potem i tak by sie wredne dzieci zbuntowaly...
                                                    co rodzi we mnie pytanie: czy to nie przypadkiem nagly dramatyczny skok jakosci zycia ostudzil zapal wiernych i zrobil z potulnych wielbladow ' zbuntowana mase'?
                                                    ---
                                                    . 'Moze sie jednak umow ze soba na jakas konwencje, bedzie ci latwiej.'
                                                    oportunistka ;p
                                                    ---
                                                    osobowosc zalezna -
                                                    yhmm, strzal w szostke. gdybym miala tak na stale, bylaby dziesiatka. ale wlasnie mam tak tylko w okresach depresji i poczucia osaczenia przez rzeczywistosc. kiedys mialam tak bardziej, z czasem powstala we mnie refleksja o beznadziejnosci oddawania wladzy nad moim losem w rece innych.
                                                    wiec teraz - i owszem - czesto prosze o rade, czesto nawet z tych rad korzystam, ale czesto tez mysle sama nad problemem i nad tym, dlaczego konkretna osoba daje mi taka a nie inna porade.
                                                    ale fakt nieposiadania rodziny dziala na mnie dosc frustrujaco, hamujaco. cos w stylu" jak mi sie nozka powinie, to nie mam gdzie sie schronic, wiec bede ostrozna'. no i ta ciagla niepewnosc czy mam racje czy przesadzam itd...

                                                    ale po os. zaleznej przeskoczylam na borederline a potem na os. impulsywna i tam tez znalazlam siebie.
                                                    wazne jest chyba to, ze sa w moim postrzeganiu swiata i siebie jakies odchylki od ... zdrowej optymalnosci.
                                                    ale tu pojawia mi sie kolejny peczek pytan o te zdrowa optymalnosc i .prawidlowe widzenie swiata i juz nie chce sie w to wkrecac.
                                                    ale jesli masz ochote mowic na ten temat, to prosze bardzo.
                                                    ---
                                                    'Skaza jest niewatpliwie odrzucanie pewnych emocji, bo sa 'zle' i 'szkodliwe'. To nie sprawia, ze one znikaja przeciez. Mistrz, ktory przezywa zalobe po kims swoim bliskim i przez pare lat przywdziewa dziarski usmiech kiedy ma ochote wyc z zalu, to jakis kretyn jest, a nie mistrz. Ktory w dodatku umrze na watrobe albo serce, bo ten niewyplakany smutek zezre mu takze cialo.'
                                                    hmm, no a jak sie maja do tego mistrzowie zen, bodajze?ci, ktorzy nie placza nad rozlanym mlekiem, chocby tym mlekiem byl utopiony syn, zmarla ukochana zona, spalony dom? moze nie przywdziewaja oni ' dziarskich usmiechow' , jedynie spokojny usmiech-oczami oswieconych. czy im niewyplakany smutek ' zzera cialo'? chyba nie...
                                                    tak wiec nie idzie o to aby smutek maskowac usmiechem, lecz o to by nie czuc powodu do smutku. czy w takiej perspektywie smutek nie jest skaza?
                                                    ---
                                                    'Moze w koncu zaskoczysz i zaczniesz gotowac z pasja? Bym ci tego zyczyla.'
                                                    moze. dziekuje. ( ale wolalabym dostac szanse w pracy ze zwierzatkami :))
                                                    'Jesli sie w gotowanie wklada duzo milosci, nie ma nic przyjemniejszego od widoku ludzi, ktorzy sie na to jedzenie rzucaja. To jest doskonaly sposob komunikacji ze swiatem.'
                                                    hmm, wiem, pracuje w polotwartej kuchni. he he, spelniam swoje potrzeby aktorskie ;)
                                                    a przekraczajac granice minimum dwa razy dziennie - w jakis sposob spelniam potrzebe przekraczania granic... :)
                                                    czasem zadziwiaja mnie te korelacje. zastanawiam sie, czy sa realne czy tylko ' dodane w postproducji' przeze mnie...
                                                    to troche jak interpretacja snow...

                                                    pozdrawiam :)))

                                                  • 08.05.08, 02:12
                                                    szarylemur napisała:

                                                    [net-real]
                                                    > cudza autokreacja ( nawet nieswiadoma) + nasze dryfowanie w
                                                    powoli tworzonych w
                                                    > yobrazeniach - skojarzeniach, deducjach i indukcjach?

                                                    Trudno powstrzymac wyobraznie, kiedy sie tak kogos poznaje. A ona z
                                                    reguly wytwarza obraz ladniejszy, gladszy i jakis taki bardziej
                                                    wybitny niz realowy egzemplarz. Nauczona doswiadczeniem, po paru
                                                    spotkaniach przed konfrontacjami przyklejalam tozsamosc kolejnej
                                                    niespotkanej jeszcze osoby do z grubsza pasujacego demograficznymi
                                                    wymiarami przechodnia i przyzwyczajalam sie do roznicy miedzy
                                                    wyobrazeniem. Trening taki.
                                                    O mnie ludzie mowia zazwyczaj, ze spodziewali sie kogos bardzo
                                                    wysokiego :) A ja jestem nikczemnego wzrostu.

                                                    > to sobie pomysl, ze jakbys sie spiela, to moze juz za dwa obroty
                                                    bylaby nirwana
                                                    > ;)
                                                    > o to chyba chodzi w calej ' reinkarnastycznie' uzasadnionej
                                                    potrzebie moralnosc
                                                    > i/ dazenia do doskonalosci, prawda?

                                                    Mozliwe, ale po co sie scigac z czasem? Proces, w odroznieniu od
                                                    celu, nie musi byc mily, ale na swoj sposob jest interesujacy.

                                                    > to moze tak sobie popodczytuj po kawalku kazdy z tomikow i wgryz
                                                    sie w to co ak
                                                    > urat najbardziej necace wyda sie?

                                                    Czytam trzy ksiazki naraz. I dwa dzienniki codziennie. I pare
                                                    tygodnikow. Nic mnie juz nie zneci.

                                                    ...
                                                    [komedia]
                                                    > tj: wszystko jest na powaznie i bez trzymania fasad? czyli twoje
                                                    dziecko skrzyw
                                                    > dzone bylo zwyczajna i nie- do- przeskoczenia- tragedia- zycia-
                                                    ktore jest splo
                                                    > tem zaleznosci- i - gdzie- nie zawsze - wszystko-bylo- po jego-
                                                    mysli/ pragnien
                                                    > iu, tak?

                                                    Eeee?
                                                    Nie, u nas po prostu o tym co 'piwniczne' sie nie mowi.
                                                    Bez sensu wywlekac to teraz - rodzice sa teraz bardzo w porzadku,
                                                    mamy swoje wlasne zycia w dodatku.

                                                    > jesli tak, to mniej wiecej o to chodzilo mi w etapie
                                                    przekroczenia lustratyzmu
                                                    > dzieciecego - jest jakas moda, postpsychoterapeutyczna tendencja
                                                    kulturowa do w
                                                    > ymagania od rodzicow idealnosci.

                                                    Nie wiem, to chyba nie tak.
                                                    Raczej nie chodzi o to, zeby po przeczytaniu 'Toksyczych rodzicow'
                                                    przez 10 lat odgrywac sie na starych. To jest lektura dla dziecka,
                                                    nie dla nich. Zemsta rzadko kiedy wydaje zdrowe owoce. I - czesto
                                                    takie rozliczenia zzeraja wiecej energii niz niz przynosza pozytku.
                                                    Bilans na minus.

                                                    a przeciez idealnosc nie istnieje, rodzice to
                                                    > tez tylko ludzie, a nie jacys wszechmogacy bogowie.

                                                    Otoz to.
                                                    Warto sobie uswiadomic, co bylo nie tak, co bylo glupie i zle.
                                                    Warto dla siebie glownie. I nie brac na barki terapii ani rodziny,
                                                    ani rodzicow. Jak beda chcieli, to se sami pojda.

                                                    ...
                                                    > bezrefleksyjnie. ale zle tez, kiedy z dziecka robimy boga,
                                                    ktoremu uchybic nie
                                                    > wolno - zapominajac o zlozonosci swiata, kazdej drobnej sytuacji.

                                                    No.

                                                    ...
                                                    > konformisci rodzicami punkow i hipisow
                                                    > e tam, mowie ci, e tam. zastoj w kulturze nastapil. porownajmy to
                                                    z pokoleniem
                                                    > x, naglym triumfem nirvany w ameryce.

                                                    Ktory natychmiast zostal kupiony i sprzedany. Flanelowe koszule i
                                                    czapki dziane z akrylu sprzedawali najlepsi projektanci - nie za
                                                    kilka, ale kilkadziesiat dolcow. A zespolow nirwanopodobnych
                                                    wyprodukowano na peczki.

                                                    Jest nawet taki zawod - mlody czlowiek, zanurzony w kulturze
                                                    mlodzierzowej donosi koncernom, co sie nosi, czego slucha, co ludzi
                                                    kreci.

                                                    > uwazam, ze pewnego dnia sytuacja dojrzeje do ' zupelnie
                                                    nieoczekiwanego' pojawi
                                                    > enia sie jakiejs nowej subkultury. ...

                                                    No tak, ale ona zostanie ometkowana juz jako niemowle.
                                                    Co to za bunt, jesli caly zestaw stroju rebelianta mozesz sobie
                                                    kupic nawet za nieduze pieniadze w centrum handlowym? Co to za
                                                    bunt, kiedy buntownicza fryzure potrafi ci zrobic kazdy glupi
                                                    fryzjer?

                                                    > 'pomysl solaris wyprzedza ich troche - bo nazistom nie przyszlo
                                                    do glowy, zeby
                                                    > mordowac tez starych ludzi.'
                                                    > ejze, to byl moj pomysl ;]
                                                    > a raczej: to typowy erystyczny podpik walkowany tysiac razy na
                                                    cwiczeniach z et
                                                    > yki, a etyka byla jednym z moich ulubionych zajec :)

                                                    Twoj, ale kupiony bez cudzyslowiu.

                                                    > i co z tego ze to juz bylo? moze bylo zle przeprowadzone? tak jak
                                                    komunizm - za
                                                    > miast jak marks polecal w bogatym, stabilnym spoleczenstwie
                                                    anglii, wprowadzono
                                                    > go w dziadujacej rosjii...

                                                    Starcow zabijalo sie w wielu innych kulturach - np w Japonii albo w
                                                    plemionach indianskich - wszedzie tam, gdzie srodki byly
                                                    ograniczone. Po spelnieniu swojej roli, kiedy juz stawali sie zbyt
                                                    niedolezni, aby cokolwiek robic dobrowolnie albo 'dobrowolnie'
                                                    udawali sie w odludne miejsce, zeby umrzec.

                                                    Plecenie w kulturze dobrobytu w bogatym kraju o takim rozwiazaniu
                                                    jest co najmniej nei na miejscu. Nie jestesmy mrowkami.

                                                    > najskuteczniej byloby przerobic ideologie na religie, ha, w
                                                    obecnych czasach mo
                                                    > znaby wyprodukowac jakiegos boga, doniesc o doswiadczalnym jego
                                                    odkryciu a nas
                                                    > tepnie pozwolic mu komunikowac swoja boska prawde :)

                                                    Sa takie gry komputerowe. Ale zle traktowani wyznawcy potrafia sie
                                                    na bogu zemscic.

                                                    > ewentualnie moznaby bylo zafundowac swiatu jakas pokazna
                                                    katastrofe aby cofnac
                                                    > ludzkosc do stanu psychiki osobowosci zaleznej i wtedy pokazac
                                                    droge ku swiatlu

                                                    Wszystko po prostu zacznie sie od poczatku. Nowa rewolucja
                                                    neolityczna, kiedy tylko pojawia sie nadwyzki czegokolwiek zaczna
                                                    sie podzialy a skonczy komuna i agape.

                                                    > . 'Moze sie jednak umow ze soba na jakas konwencje, bedzie ci
                                                    latwiej.'
                                                    > oportunistka ;p

                                                    Wcale nie. Realistka.

                                                    > osobowosc zalezna -

                                                    Moze powinnas przestac czytac takie rzeczy?
                                                    Masz wysoki poziom lęku i, byc moze, sklonnosci do hipohondrii
                                                    psychicznej. Jednym tchem wymienilas kilka poteznych zaburzen,
                                                    ktore w jakims stopniu niby posiadasz. Ejze :)

                                                    > hmm, no a jak sie maja do tego mistrzowie zen, bodajze?ci, ktorzy
                                                    nie placza na
                                                    > d rozlanym mlekiem, chocby tym mlekiem byl utopiony syn,

                                                    Z tego, co sie orientuje (ale slabo) oni emocje przezywaja inaczej,
                                                    w pewnym nawiasie. Medytacja tego uczy.

                                                    ...
                                                    > tak wiec nie idzie o to aby smutek maskowac usmiechem, lecz o to
                                                    by nie czuc po
                                                    > wodu do smutku. czy w takiej perspektywie smutek nie jest skaza?

                                                    To bardzo dzieciece pragnienie - zeby uchronic sie od cierpienia,
                                                    zeby nigdy nie czuc bolu. Bez bolu nie ma rozwoju, nie da sie.
                                                    A Elias Canetti pytal kiedys nawet 'ilu ludzi chcialoby zyc, gdyby
                                                    wiedzieli, ze nie moga umrzec'.

                                                    > a przekraczajac granice minimum dwa razy dziennie - w jakis
                                                    sposob spelniam pot
                                                    > rzebe przekraczania granic... :)
                                                    > czasem zadziwiaja mnie te korelacje. zastanawiam sie, czy sa
                                                    realne czy tylko '
                                                    > dodane w postproducji' przeze mnie...
                                                    > to troche jak interpretacja snow...

                                                    Nic nie rozumiem, ale dobranoc i czulko :)
                                                  • 08.05.08, 17:09
                                                    'O mnie ludzie mowia zazwyczaj, ze spodziewali sie kogos bardzo
                                                    wysokiego :) A ja jestem nikczemnego wzrostu.'
                                                    ha ha
                                                    bo pewnie kojarzysz sie z kims silnym, a sila kojarzy sie z pokaznym wzrostem... :)
                                                    ---
                                                    reinkarnacja
                                                    'po co sie scigac z czasem? Proces, w odroznieniu od celu, nie musi byc mily, ale na swoj sposob jest interesujacy.'
                                                    hmm, no tak, w ujeciu reinkarnastycznym to jeszcze mozna tak to wszystko pojmowac.
                                                    ale juz w kregu chrz piekiel/ rajow, raczej sie nie da... w takim odniesieniu trzeba sie spieszyc, ' bo nie znasz dnia ni godziny' he he
                                                    ---
                                                    'Czytam trzy ksiazki naraz. I dwa dzienniki codziennie. I pare tygodnikow. Nic mnie juz nie zneci.'
                                                    to moze tak nieco przerwy na tej wzmiankowanej niegdys wsi spokojnej...
                                                    aby sie to wszystko przeczytane ulozylo lepiej...
                                                    ---
                                                    rodzice
                                                    ale czy nie jest tak, ze dajac sobie prawo do ingerencji w piwniczne klimaty wobec wlasnych rodzicow, ulatwiasz takze to swoim ewentualnym potomkom.
                                                    inaczej: czy gdybys sie jednak reprodukowala, to nie ciagneloby cie do powielania schematu jaki przecwiczylas z rodzicami?
                                                    ---
                                                    bunt w swiecie komercji
                                                    hmm, czytalam kiedys w magazynie Q wywiad z malcolmem maclarenem, ktory to twierdzil ze caly ten punk zostal wykreowany przez niego wlasnie i to calkiem swiadomie, a to wszystko w celu promocji jego butiku odziezowego, a takze zaspokojenia jego ambicji manipulacji. ciekawe rzeczy m. tam gadal, choc w sumie mysle, ze bardzo wiele w tym bylo megalomanskich przechwalek...
                                                    ale... moze masz racje ze dokonala sie w kulturze totalna komercjalizacja, bunt zostal wchloniety i wykorzystany jako zrodlo dochodow. bunt nie jest juz spolecznym zagrozeniem, jest opcja do wykorzystania, tworzy kolejna nisze ekonomiczna... jest to jakis sposob na oswojenie ' potwora', ktory z potwora robi kolejny gadzet. smutne to czy radosne? i tak i tak, po trochu...
                                                    ---
                                                    'Co to za bunt, jesli caly zestaw stroju rebelianta mozesz sobie kupic nawet za nieduze pieniadze w centrum handlowym?'
                                                    oj, ja to sobie wyobrazam tak, ze w centrum handlowym kupuja czlonkowie przeroznych ' kinder' odmian subkultur, ktorzy przez ' ortodoksow' nazywani sa wlasnie tak pogardliwie ' kinder '- punkami, metalami czy innymi...

                                                    ale fakt, ze postepujaca liberalizacja/ komercjalizacja ulatwiajac bunt odbiera mu smak ' prawdziwego ' buntu :)
                                                    ---
                                                    solaris kontra starcy ;)
                                                    'Plecenie w kulturze dobrobytu w bogatym kraju o takim rozwiazaniu * eksterminacji nieuzytecznych jednostek/ grup*jest co najmniej nei na miejscu. Nie jestesmy mrowkami.'
                                                    alez to zalezy od spojrzenia. dla solaris jestesmy czyms w stylu mrowek. i ja nie jestem w stanie zaprzeczyc mozliwosci lepszego wykorzystania zasobow, nie jestem w stanie zaprzeczyc temu, ze taka szczodrosc wobec jednostek/ grup slabszych nie skutkuje dlugofalowo oslabieniem calego naszego mrowiska. zasoby wykorzystywane sa nieracjonalnie, sa marnowane po prostu. nie jestem temu w stanie zaprzeczyc bez odwolania do zachodniej/ tradycyjnej etyki, empatii i wyobrazni.
                                                    bo przeciez ten racjonalizm solaris ma krotkie nozki. likwidujac osoby nieproduktywne zyskujemy pewne zasoby, ale jednoczesnie stwarzamy ogromne zamieszanie, uaktywniamy zjawisko, o ktorym w zasadzie nie wiemy jak sie rozwinie, ale juz mamy podstawy przypuszczac, ze nie skonczy sie to wcale poprawa sytuacji na swiecie.
                                                    pojawia sie tu pytanie: co to jest postep, czym jest postep w odniesieniu do zycia czlowieka jako jednostki czy spoleczenstwa?

                                                    natomiast ustawianie celem nadrzednym etycznych dzialan czlowieka, dzialania zgodne z interesem calej biosfery, uwazam za plecenie andronow, budowe fantasmagorii z serii tych co brzmia wzniosle ale nijak sie maja do glebszej refleksji nad ich praktyczna mozliwoscia realizacji.
                                                    ---
                                                    stworzyc boga
                                                    'Sa takie gry komputerowe. '
                                                    black and white, z tego co mgliscie pamietam. nudzilo mnie smiertelnie. jak widac, bycie bogiem tez wymaga konsekwencji. przynajmniej w grze zaprojektowanej przez czlowieka :)
                                                    ---
                                                    os. zalezna
                                                    'Moze powinnas przestac czytac takie rzeczy? Masz wysoki poziom lęku i, byc moze, sklonnosci do hipohondrii psychicznej. Jednym tchem wymienilas kilka poteznych zaburzen, ktore w jakims stopniu niby posiadasz."
                                                    dobre;) podsylasz mi linki, po to abym ich nie czytala? ;)
                                                    sklonnosci do hipochondrii psych...
                                                    ano, mam. a moze raczej jakas silna potrzebe okreslenia sie przy pomocy testow wszelakich. kiedys o wiele silnijesza niz teraz.
                                                    jako nastolatka zaczytywalam sie w podrecznikach medycznych. ale dzieki temu ' zaczytywaniu sie' po jakims dluzszym czasie doszlam do wniosku, ze to w sumie niezbyt sensowne, skoro i tu i tam, i siam, moge odnalezc siebie.
                                                    ---
                                                    smutni mistrzowie
                                                    'Z tego, co sie orientuje (ale slabo) oni emocje przezywaja inaczej, w pewnym nawiasie. Medytacja tego uczy. '
                                                    hmm, no i tu wlasnie tkwi haczyk. skad wiesz, moze solaris a nawet msqaik nie przezywaja swoich emocje inaczej, w nawiasie?
                                                    trudnosc polega na tym, aby rozpoznac ktory z radosnych mistrzow rzeczywiscie jest oswiecony i wskazuje droge do oswiecenia, a ktory tylko dusi w sobie i spycha nielubiane emocje w glab siebie.
                                                    po czym to rozpoznac wlasciwie? po zyciu mistrza? w necie, w slowie pisanym chyba bardzo trudno o to...
                                                    a ilu z tych mistrzow mozemy ' zlustrowac' realnie?
                                                    moze masz jakies pomysly weryfikacyjne?
                                                    ***
                                                    zreszta, tu dalsza refleksja laika nad 'buddyzmami':
                                                    czy to odrzucenie pragnien, zrobienie z pragnien ' diabla', przyczyny zla i cierpienia, nie jest takim wlasnie manipulatorskim wybiegiem dziecka, ktore nie chce cierpiec? ...
                                                    ---
                                                    moje ' postprodukcyjne dodawanie, nadpisywanie sensu', ktorego nie rozumiesz
                                                    chodzi o to po prostu, ze zastanawiam sie na ile swiadomie wybieramy miejsce do zycia, partnera, prace itd...
                                                    zgodnie z zalozeniem o byciu synergia przeszlych wplywow - nieswiadomie ' wybieramy'. i tylko mozemy to sobie pozniej uswiadamiac.
                                                    ale byc moze to jest tak jak ze snami czy z przepowiedniami: nie widzimy calosci obrazu, ale pragnac ulozyc jakis obraz z rozsypanych puzzli, z niemal nieskonczonego ich zbioru wybieramy te, ktore nam pasuja do jakiegos mniejszego obrazka. a to wszystko po to, by zorganizowac chaos informacyjny jakim jest zycie i jakim sami jestesmy. pomijamy puzzle, czesci rzeczywistosci, detale snu, ktore nam nijak sie do schematu - wczesniej gdzies wyszperanego, nie pasuja... dobrym przykladem sa tu chocby moje proby okreslenia sie wedlug kryteriow objawowych roznych skrzywien psychiki :), zas
                                                    bohater ' pi' jest tu juz krancowo ostrym przykladem obsesji stworzenia ladu z luznego zbioru informacji - on wszedzie widzi swoje pi- spirale, prawdop dlatego,ze nastawil sie na ich wlasnie odnajdywanie....

                                                    kiedys myslalam ze oznaka inteligencji jest dopuszczanie do siebie jak najwiekszej ilosci info. potem przeczytalam podrecznik zapomnialam- kogo, wstep do filozofii, w ktorym' inteligentym ' zostalo nazwane ograniczenie, filtrowanie doplywajacych danych.
                                                    i dalej zastanawiam sie, czy to rzeczywiscie takie madre, choc oczywiscie i bez zastrzezen oceniam to jako praktyczne ... :], ale rowniez potencjalnie niebezpieczne, ograniczajace, samonapedzajace sie usztywnianie percepcji i myslenia.

                                                    a poza wszystkim, na tym wlasnie polegaloby moje wymarzone zycie: na zastanawianiu sie nad swiatem bez koniecznosci ' walki o byt' :)
                                                    mysle, ze bylabym swietnym magazynierem ;]

                                                    pozdrawiam serdecznie:)))

                                                  • 08.05.08, 17:45
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                  • 08.05.08, 17:53
                                                    ymmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm?
                                                  • 09.05.08, 01:59
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > reinkarnacja
                                                    > ale juz w kregu chrz piekiel/ rajow, raczej sie nie da... w takim
                                                    odniesieniu t
                                                    > rzeba sie spieszyc, ' bo nie znasz dnia ni godziny' he he

                                                    Kazdy sobie sam wybiera wiare, wiec lepiej wybrac taka, ktora
                                                    ulatwia, nie utrudnia.

                                                    > mnie juz nie zneci.'
                                                    > to moze tak nieco przerwy na tej wzmiankowanej niegdys wsi
                                                    spokojnej...
                                                    > aby sie to wszystko przeczytane ulozylo lepiej...

                                                    Nam sie uklada w rozmowach, bo wszystko przeczytane obgadujemy. Na
                                                    dodatek pare ksiazek przeczytalismy sobie na glos, razem.

                                                    > rodzice
                                                    > inaczej: czy gdybys sie jednak reprodukowala, to nie ciagneloby
                                                    cie do powielan
                                                    > ia schematu jaki przecwiczylas z rodzicami?

                                                    Nie, bo go przelamalam. Zaczelam sie opiekowac wlasnym Wewnetrznym
                                                    Dzieckiem, zobaczylam w ustawieniu jak bardzo i czym obciazona jest
                                                    moja rodzina i jestem teraz kims osobnym, soba.

                                                    > bunt w swiecie komercji
                                                    ...
                                                    > komercjalizacja, bunt
                                                    > zostal wchloniety i wykorzystany jako zrodlo dochodow.
                                                    ...
                                                    > smutne to czy radosne? i tak i tak, po trochu...

                                                    Smutne - bo mi, zeby zaczac sie zbuntowac, wystarczylo
                                                    wlasnorecznie robic ciuchy i ozdoby oraz zakladac szelki z tylu
                                                    naprzod. A te pokolenia buntu nie wyraza strojem, co jak wiemy
                                                    istotne jest w tym wieku, bo ten stroj jest modny - czyli
                                                    akceptowany, pozadany, cool. Przez wszystkich, nie przez
                                                    grupe 'innych'.

                                                    > oj, ja to sobie wyobrazam tak, ze w centrum handlowym kupuja
                                                    czlonkowie przeroz
                                                    > nych ' kinder' odmian subkultur, ktorzy przez ' ortodoksow'
                                                    nazywani sa wlasnie
                                                    > tak pogardliwie ' kinder '- punkami, metalami czy innymi...

                                                    Tak, a ci bardziej offowi kupuja na szemranych stronach
                                                    internetowych jakies wszywki i wulgarne t-shirty? E tam.

                                                    > ale fakt, ze postepujaca liberalizacja/ komercjalizacja
                                                    ulatwiajac bunt odbiera
                                                    > mu smak ' prawdziwego ' buntu :)

                                                    Moze dlatego coraz popularniejsze stalo sie wsrod dzieciakow ciecie
                                                    zyletkami?

                                                    > solaris kontra starcy ;)
                                                    > alez to zalezy od spojrzenia. dla solaris jestesmy czyms w stylu
                                                    mrowek.

                                                    Niby tak, niby nie.
                                                    O co zaklad, ze ona kiedy stanie sie stara i niedolezna nie bedzie
                                                    odpowiedzialna i nie dokona autoeksterminacji. Nawet pewnie nie
                                                    zgodzi sie, aby jej cialo zostalo wykorzystane jako, bo ja wiem,
                                                    nawoz albo pasze dla zwierzat.

                                                    > zasoby wykorzy
                                                    > stywane sa nieracjonalnie, sa marnowane po prostu. nie jestem
                                                    temu w stanie zap
                                                    > rzeczyc bez odwolania do zachodniej/ tradycyjnej etyki, empatii i
                                                    wyobrazni.

                                                    Jasne - mozemy sie pobawic w mrowcza perspektywe, ale po co?
                                                    Przeciez od razu dojdziemy do pomyslow typu zabicie nieuleczalnych
                                                    pacjentow szpitali psychiatrycznych, hospicjow i oddzialow
                                                    geriatrycznych. Samo myslenie o tym dla zabawy wydaje mi sie
                                                    obrzydliwe.

                                                    > likwidujac osoby nieprodu
                                                    > ktywne zyskujemy pewne zasoby, ale jednoczesnie stwarzamy ogromne
                                                    zamieszanie,
                                                    > uaktywniamy zjawisko, o ktorym w zasadzie nie wiemy jak sie
                                                    rozwinie, ale juz m

                                                    Kiedy przyklad nazistow pokazuje, ze zamieszania mozna niknac,
                                                    jesli panstwo dziala z glowa.
                                                    Sek w tym, ze nie samym chlebem z zasobami czlowiek zyje. I o tym
                                                    uduchowiona ciocia zapomina jakos. Dziwne.

                                                    > pojawia sie tu pytanie: co to jest postep, czym jest postep w
                                                    odniesieniu do zy
                                                    > cia czlowieka jako jednostki czy spoleczenstwa?

                                                    Postep to jest jak jakas zmiana przynosi polepszenie. Tu wciskaja
                                                    sie kategorie zla/dobra, ktore z kopyta prowadza do rozwazan nt
                                                    definicji tych slow, ktore mozna ukrocic, zastepujac
                                                    je 'cierpieniem'/'brakiem cierpienia'.

                                                    > natomiast ustawianie celem nadrzednym etycznych dzialan
                                                    czlowieka, dzialania zg
                                                    > odne z interesem calej biosfery, uwazam za plecenie andronow,

                                                    Jesliby przyjac pomysly s. za dobra monete, nalezaloby wyeliminowac
                                                    caly gatunek ludzki - tak by bylo najzdrowiej dla planety, ktora by
                                                    odetchnela z ulga i w ciaglu stulecia zagospodarowalaby skwapliwie
                                                    resztki po naszym istnieniu.

                                                    > stworzyc boga
                                                    > 'Sa takie gry komputerowe. '
                                                    > black and white, z tego co mgliscie pamietam.

                                                    Nie, ja czytalam ostatnio recenzje takiej gry na 'gemboja' czy inne
                                                    takie male cos, co nie wiem jak sie nazywa, o takie grze w boga,
                                                    ktory rzadzi rytmem. Tzn lud jego jest wrazliwy na wlasciwy rytm,
                                                    ktory wystukuje bog na swojej klawiaturze. Jesli sie myli albo
                                                    gubi, lud przestaje sie sluchac, a w dodatku wybuchaja wojny.

                                                    www.youtube.com/watch?v=wodbiCT2JBI

                                                    > jako nastolatka zaczytywalam sie w podrecznikach medycznych. ale
                                                    dzieki temu '
                                                    > zaczytywaniu sie' po jakims dluzszym czasie doszlam do wniosku,
                                                    ze to w sumie n
                                                    > iezbyt sensowne, skoro i tu i tam, i siam, moge odnalezc siebie.

                                                    Jak dostawalas takie sygaly od rodzicow, nic dziwnego, ze trudno ci
                                                    zrozumiec i zlapac wlasna tozsamosc.

                                                    > smutni mistrzowie
                                                    > hmm, no i tu wlasnie tkwi haczyk. skad wiesz, moze solaris a
                                                    nawet msqaik nie p
                                                    > rzezywaja swoich emocje inaczej, w nawiasie?

                                                    Nie znam ich za dobrze, chociaz meskaika nie znosze od lat, ale to
                                                    imo da sie wyczuc w tym, co i jak pisza. Dosc latwo.

                                                    > trudnosc polega na tym, aby rozpoznac ktory z radosnych mistrzow
                                                    rzeczywiscie j
                                                    > est oswiecony i wskazuje droge do oswiecenia, a ktory tylko dusi
                                                    w sobie i spyc
                                                    > ha nielubiane emocje w glab siebie.

                                                    He he
                                                    I to jest caly klopot z mistrzami - jak nieoswiecony uczen ma to
                                                    niby rozpoznac?

                                                    > po czym to rozpoznac wlasciwie? po zyciu mistrza? w necie, w
                                                    slowie pisanym chy
                                                    > ba bardzo trudno o to...
                                                    > a ilu z tych mistrzow mozemy ' zlustrowac' realnie?
                                                    > moze masz jakies pomysly weryfikacyjne?

                                                    Zadnych :)
                                                    Mam mistrzow w nosie :)

                                                    > ***
                                                    > zreszta, tu dalsza refleksja laika nad 'buddyzmami':
                                                    > czy to odrzucenie pragnien, zrobienie z pragnien ' diabla'
                                                    , przyczyny zla i cie
                                                    > rpienia, nie jest takim wlasnie manipulatorskim wybiegiem
                                                    dziecka, ktore nie ch
                                                    > ce cierpiec? ...

                                                    Dziecko by tego nie potrafilo.
                                                    To jest dazenie doroslego.

                                                    > moje ' postprodukcyjne dodawanie, nadpisywanie sensu', ktorego
                                                    nie rozumiesz
                                                    > chodzi o to po prostu, ze zastanawiam sie na ile swiadomie
                                                    wybieramy miejsce do
                                                    > zycia, partnera, prace itd...

                                                    A jakie to ma znaczenie?

                                                    > zgodnie z zalozeniem o byciu synergia przeszlych wplywow -
                                                    nieswiadomie ' wybie
                                                    > ramy'. i tylko mozemy to sobie pozniej uswiadamiac.

                                                    Noi?
                                                    Oczywiscie, ze motywy naszych dzialan sa w znikomej czesci swiadome
                                                    i 'na wierzchu'. To, co wiemy i co nam sie wydaje to czubek gory
                                                    lodowej.

                                                    > ale byc moze to jest tak jak ze snami czy z przepowiedniami: nie
                                                    widzimy calosc
                                                    > i obrazu, ale pragnac ulozyc jakis obraz z rozsypanych puzzli, z
                                                    niemal nieskon
                                                    > czonego ich zbioru wybieramy te, ktore nam pasuja do jakiegos
                                                    mniejszego obrazk
                                                    > a. a to wszystko po to, by zorganizowac chaos informacyjny jakim
                                                    jest zycie i j
                                                    > akim sami jestesmy.

                                                    No nie wiem - od tego to sa rozne automatyzmy - schematy, skrypty,
                                                    stereotypy, uprzedzenia. Pierwsza reakcja 'lubie-nie lubie' i to,
                                                    co do niej dopasowujemy.

                                                    > kiedys myslalam ze oznaka inteligencji jest dopuszczanie do
                                                    siebie jak najwieks
                                                    > zej ilosci info. potem przeczytalam podrecznik zapomnialam- kogo,
                                                    wstep do filo
                                                    > zofii, w ktorym' inteligentym ' zostalo nazwane ograniczenie,
                                                    filtrowanie dopl
                                                    > ywajacych danych.

                                                    Ale zawsze nam dziala jakis filtr - pamietamy i zauwazamy to, co
                                                    jest dla nas interesujace, czy/li w jakis sposob wazne. Nie ma sie
                                                    co łudzić, ze jakby sie skupic, moznaby chlonac wszystko.
                                                    Zreszta - po paru dniach a moze godzinach takiego chloniecia
                                                    rozpukla by ci sie glowka.

                                                    > a poza wszystkim, na tym wlasnie polegaloby moje wymarzone zycie:
                                                    na zastanawia
                                                    > ni
                                                  • 09.05.08, 04:03
                                                    aj, napisalam jakies trzy kilo bzdurek, i juz nie mi sie dzis strzepic jezyka :)
                                                    zamiast male co nieco
                                                    www.youtube.com/watch?v=v2QaMJj9-tw
                                                    :)
                                                  • 10.05.08, 05:33
                                                    'Kazdy sobie sam wybiera wiare, wiec lepiej wybrac taka, ktora ulatwia, nie utrudnia.'
                                                    no, niby tak. ale wlasciwie takie ujecie tematu prowadzi juz do czegos w stylu oportunistycznego przymykania oczu na absurd, a z tym srednio mi po drodze, przynajmniej swiadomie...
                                                    ---
                                                    'jestem teraz kims osobnym, soba. '
                                                    okej, skoro tak twierdzisz, to pewnie fajniej niz byc korelatem czy tez synergia przeszlych wplywow...

                                                    a teraz takie poslednie nawiazanie do tematu rodzicow: czemu wlasciwie nie chcesz miec dzieci? nie musisz odp, wiesz o tym pewno.
                                                    ---
                                                    bunt
                                                    no, dobrze, bunt fasadowy jest obecnie trudniejszy. ale czy w tym fasadowym buncie nie chodzilo o to, by krzyknac: ' patrzcie, jestem inna, mysle inaczej niz wy, mam inne idealy" - zwrocic uwage ubiorem na to, co ma sie do powiedzenia?
                                                    i tak jak stroj jakikolwiek jest teraz latwiej/ powszechniej niz kiedys akceptowany, tak i kategoria prawd prawdziwych sie rozszerzyla. moze nie jest juz tak latwo byc bohaterem romantycznym ' umierajacym' za agrafki w uszach, bo nawet i to byloby akceptowalne jako wyraz odmiennej, subiektywnej filozofii zyciowej; ale
                                                    ...coz w tym wlasciwie takiego strasznego???
                                                    czyzby zostala odebrana mlodym ( i nie tylko) mozliwosc zaspokojenia potrzeby braku akceptacji? czy cos takiego istnieje?
                                                    ---
                                                    kinder subkultury
                                                    nie, ci bardziej offowi ubiora sie w to co im sie podoba, kreatywnie skomponuja stroj i poglady. zawsze i wszedzie, imo.
                                                    ---
                                                    zyletkami tnie sie subkultura emo. moze dlatego, ze przeczytala ze tak sie robi jak sie jest emo, i ze tak robic trzeba, aby emo byc? ;)
                                                    coz, widze nisze dla producentow zyletek ;]
                                                    powaznie: yhm, poza emolatkami, to moze swiadczyc o potrzebie przekraczania granic akceptowalnosci. a granica sie przesunela z ubioru na cialo.
                                                    ---
                                                    solaris vs starcy
                                                    'O co zaklad, ze ona kiedy stanie sie stara i niedolezna nie bedzie odpowiedzialna i nie dokona autoeksterminacji. '
                                                    o nic. ona sama napisala ze nie jest w stanie podjac takiej decyzji, ze duzo zalezaloby od emocji i np jej stosunku do konkretnej grupy na rzecz ktorej mialaby sie poswiecic.
                                                    ---
                                                    'mozemy sie pobawic w mrowcza perspektywe, ale po co? Przeciez od razu dojdziemy do pomyslow typu zabicie nieuleczalnych pacjentow szpitali psychiatrycznych, hospicjow i oddzialow geriatrycznych. Samo myslenie o tym dla zabawy wydaje mi sie obrzydliwe.'
                                                    solaris tez sie zawstydzila swoimi pomyslami... i przestala je rozwijac, a mimo to z nich nie zrezygnowala.
                                                    to nie myslenie jest obrzydliwe, ale jego brak, lub polowicznosc, niechlujnosc,.krotkodystansowosc, imo.
                                                    ---
                                                    'Kiedy przyklad nazistow pokazuje, ze zamieszania mozna uniknac, jesli panstwo dziala z glowa.'
                                                    raczej, jesli panstwo jest wyizolowanym mocarstwem jednoznacznie stojacym ponad wplywami innych panstw... znasz takie obecnie?
                                                    ---
                                                    'Sek w tym, ze nie samym chlebem z zasobami czlowiek zyje. I o tym uduchowiona ciocia zapomina jakos. Dziwne.'
                                                    ja natomiast jakos nie moge zapomniec o afryczatkach tyle juz razy wzmiankowanych, jak jaks zmora powracajacych. pomysl, gdybysmy przeznaczyli fundusze jakie wydatkujemy na podtrzymywanie zycia ludzi - roslin, na edukacje i rozwoj srodowiska afryczatek, czy nie byloby moze lepiej ...
                                                    ale oczywiscie, nie zgodzilabym sie podejmowac decyzji o tym, czyje zycie jest wazniejsze...
                                                    o to chyba chodzi w calym dylemacie ' piwnicznym'
                                                    ---
                                                    'Jesliby przyjac pomysly s. za dobra monete, nalezaloby wyeliminowac caly gatunek ludzki - tak by bylo najzdrowiej dla planety, ktora by
                                                    odetchnela z ulga i w ciaglu stulecia zagospodarowalaby skwapliwie resztki po naszym istnieniu.'
                                                    ano
                                                    ---
                                                    patapon
                                                    fajna grafika, ale denerwujace dzwieki
                                                    moj flatmejt ma to na psp
                                                    ---
                                                    'Jak dostawalas takie sygaly od rodzicow, nic dziwnego, ze trudno ci zrozumiec i zlapac wlasna tozsamosc.'
                                                    znaczy: takie, ze cos ze mna nie tak?
                                                    ymmm, to bylo jeszcze zanim ojciec zaczal mnie wyzywac ( w sumie na powazniej zaczal dopiero gdy umarla jego glowna ofiara - moja matka/ czyli dosc pozno). ja chcialam tam znalezc opis i kwalifikacje calej tej sytuacji.i siebie w niej. ale - racja - sprzeczne ' dyrektywy moralne' ze stron rodzicow na pewno nie przysluzyly sie do budowy silnej tozsamosci we mnie.
                                                    ---
                                                    mistrzowie
                                                    'Nie znam ich za dobrze, chociaz meskaika nie znosze od lat, ale to imo da sie wyczuc w tym, co i jak pisza. Dosc latwo.'
                                                    ciekawe... ze chyba wiecej osob tego nie wyczuwa niz wyczuwa... dlaczego?
                                                    a moze ludzie garna sie do swietlistych prostych sciezek, troszke stromych, ale okolonych ladnymi szlaczkami?
                                                    ale czemu nie garna sie do shangri.li np , a do solaris sie garna?
                                                    ---
                                                    'Mam mistrzow w nosie :)'
                                                    hmm, nie bardzo ci wierze. albo moze znow dzieli nas skojarzenie: ja nie mowie o tym, zeby uczepic sie mistrza sukienki, ale o tym, zeby wyprobowac jego/ jej pomysly.
                                                    nie masz w nosie ani psychoterapii metoda kogos- tam, ani wilbera, ani estes, jak mi sie zdaje...
                                                    ---
                                                    buddystyczne odrzucenie pragnienia jako zrodla cierpien
                                                    'Dziecko by tego nie potrafilo. To jest dazenie doroslego.'
                                                    racja. ale co to zmienia w temacie? nie sadzisz ze taka wlasnie moze byc geneza stosunku do pragnien w b.?
                                                    taka proba zmanipulowania siebie, przechytrzenia zycia? pragnienie pozbycia sie pragnien... czy to jest ' oswiecone'?
                                                    ---
                                                    ' postprodukcyjne dodawanie, nadpisywanie sensu'
                                                    'A jakie to ma znaczenie?'
                                                    hmm, interesuje mnie, ma wiec dla mnie znaczenie. odp na to pyt sprawilaby mi przyjemnosc i prowadzila do dalszych pytan, na ktore moj umysl mialby chec sobie mozdzyc i delektowac sie odkryciami :)
                                                    ---
                                                    'zawsze nam dziala jakis filtr - pamietamy i zauwazamy to, co jest dla nas interesujace, czy/li w jakis sposob wazne. '
                                                    ale zauwazamy nie tyle to co dla nas wazne, a to co nauczylismy sie jako wazne postrzegac. to wielka roznica! mozemy cwiczyc widzenia swiata przez inny filtr, mozemy ewoluowac, zmieniac sie= widziec inny swiat.
                                                    'Nie ma sie co łudzić, ze jakby sie skupic, moznaby chlonac wszystko.
                                                    nie ludze sie, ze mozna takie wchlanianie rozszerzac w nieskonczonosc. ale podoba mi sie pomysl, aby jednak poszerzac horyzonty.
                                                    'Zreszta - po paru dniach a moze godzinach takiego chloniecia rozpukla by ci sie glowka.'
                                                    skoro nie mozna, to po co ta zlosliwosc?

                                                    podobal ci sie filmik?
                                                    mi bardzo :)
                                                    pozdrawiam :)))


                                                  • 11.05.08, 03:09
                                                    szarylemur napisała:

                                                    [wybor wiary]
                                                    > no, niby tak. ale wlasciwie takie ujecie tematu prowadzi juz do
                                                    czegos w stylu
                                                    > oportunistycznego przymykania oczu na absurd, a z tym srednio mi
                                                    po drodze, pr
                                                    > zynajmniej swiadomie...

                                                    Na jaki absurd, bo nie rozumiem?

                                                    > 'jestem teraz kims osobnym, soba. '
                                                    > okej, skoro tak twierdzisz, to pewnie fajniej niz byc korelatem
                                                    czy tez synergi
                                                    > a przeszlych wplywow...

                                                    O, bez watpienia.
                                                    Jestem teraz korelatem terazniejszych wplywow, ktore nie pochodza
                                                    od moich rodzicow.

                                                    > a teraz takie poslednie nawiazanie do tematu rodzicow: czemu
                                                    wlasciwie nie chce
                                                    > sz miec dzieci? nie musisz odp, wiesz o tym pewno.

                                                    Bo nie czuje sie na silach wychowywac nikogo, skoro jeszcze siebie
                                                    nie wychowalam. Z jednej strony trudno mi uwierzyc, ile mnie omija,
                                                    z drugiej - naprawde nie zamierzam mnozyc cierpienia.

                                                    > bunt
                                                    > no, dobrze, bunt fasadowy jest obecnie trudniejszy. ale czy w tym
                                                    fasadowym bun
                                                    > cie nie chodzilo o to, by krzyknac: ' patrzcie, jestem inna,
                                                    mysle inaczej niz
                                                    > wy, mam inne idealy" - zwrocic uwage ubiorem na to, co ma sie do
                                                    powiedzenia?
                                                    > i tak jak stroj jakikolwiek jest teraz latwiej/ powszechniej niz
                                                    kiedys akcepto
                                                    > wany,

                                                    To nawet nie o to chodzi, ze latwiej.
                                                    Kiedys poklocilam sie z ta moja przyjaciolka od Rainbow, bo ona
                                                    wlasnie przezywala spozniona kontestacje. Dumna z tego, ze jest
                                                    taka inna, rowniez ubiorem. Ona byla doskonale taka sama imo jak
                                                    jej liczni offowi znajomi.

                                                    Ale w tamtych niewinnych czasach i tak oni sie roznili miedzy soba
                                                    bardziej niz teraz emo od siebie nawzajem. Oni sie zaopatruja w
                                                    jednej-dwoch sieciach, sa o cale niebo bardziej ubraniowo
                                                    homogeniczni.

                                                    moze nie jest juz tak
                                                    > latwo byc bohaterem romantycznym ' umierajacym' za agrafki w
                                                    uszach, bo nawet i
                                                    > to byloby akceptowalne jako wyraz odmiennej, subiektywnej
                                                    filozofii zyciowej;

                                                    Hehe. Temu pokoleniu bylo dane przezyc cos takiego z powodu
                                                    szalonych pomyslow ministra G. Reklamowal jego akcje 'zero
                                                    tolerancji' (swoja droga, swiatly tytul) filmik z fajnie i
                                                    pomyslowo ubranymi dzieciakami, przed ktorymi zatrzaskuje sie
                                                    szkolna brama. Jak sie pewnie domyslasz, nikt nie kupil tej akcji.
                                                    Noi ciagle za niebieskie wlosy mozna uslyszec 'popros matke, zeby
                                                    jutro do mnie przyszla'.

                                                    > ale
                                                    > ...coz w tym wlasciwie takiego strasznego???
                                                    > czyzby zostala odebrana mlodym ( i nie tylko) mozliwosc
                                                    zaspokojenia potrzeby b
                                                    > raku akceptacji? czy cos takiego istnieje?

                                                    Raczej nie sadze :)
                                                    Chodzi o przekraczenie wyznaczonych przez rodzicow granic - bez
                                                    tego trudno sie od nich oddzielic i wyodrebnic.

                                                    > powaznie: yhm, poza emolatkami, to moze swiadczyc o potrzebie
                                                    przekraczania gra
                                                    > nic akceptowalnosci. a granica sie przesunela z ubioru na cialo.

                                                    Dokladnie o tym pisalam. Ciuchy niespecjalnie kogokolwiek
                                                    przekonuja, ciecie jest 'tylko twoje'.

                                                    > solaris vs starcy
                                                    > o nic. ona sama napisala ze nie jest w stanie podjac takiej
                                                    decyzji, ze duzo za
                                                    > lezaloby od emocji i np jej stosunku do konkretnej grupy na rzecz
                                                    ktorej mialab
                                                    > y sie poswiecic.

                                                    Hehehe.

                                                    > solaris tez sie zawstydzila swoimi pomyslami... i przestala je
                                                    rozwijac, a mimo
                                                    > to z nich nie zrezygnowala.
                                                    > to nie myslenie jest obrzydliwe, ale jego brak, lub polowicznosc,
                                                    niechlujnosc,
                                                    > .krotkodystansowosc, imo.

                                                    A jednak. Brniecie w takie pomysly oswaja je. Co mialoby dobrego
                                                    wyniknac z fantazjowania nt niektorych pomyslow faszystow?

                                                    > 'Kiedy przyklad nazistow pokazuje, ze zamieszania mozna uniknac,
                                                    jesli panstwo
                                                    > dziala z glowa.'
                                                    > raczej, jesli panstwo jest wyizolowanym mocarstwem jednoznacznie
                                                    stojacym pona
                                                    > d wplywami innych panstw... znasz takie obecnie?

                                                    Chiny - tam realizuje sie pomysly godne dyskusji o jalmuznie. Np
                                                    przerabiajac wiezniow politycznych na banki organow, zabijajac
                                                    masowo zenskie plody, dokonujac niedozwolonych badan genetycznych
                                                    godnych dr Mengele. Itd.

                                                    > ja natomiast jakos nie moge zapomniec o afryczatkach

                                                    No to zadzialaj w jakiejs akcji adopcji 'na odleglosc'.

                                                    > ale oczywiscie, nie zgodzilabym sie podejmowac decyzji o tym,
                                                    czyje zycie jest
                                                    > wazniejsze...
                                                    > o to chyba chodzi w calym dylemacie ' piwnicznym'.

                                                    W dylemacie piwnicznym chodzi o to, ze nigdy nie wiadomo, co nas
                                                    czeka jednak. Nawet, jesli to na mur-beton, jesli zaplanowane i
                                                    jest u Boga w grafiku.

                                                    ...
                                                    > 'Jak dostawalas takie sygaly od rodzicow, nic dziwnego, ze trudno
                                                    ci zrozumiec
                                                    > i zlapac wlasna tozsamosc.'
                                                    > znaczy: takie, ze cos ze mna nie tak?

                                                    To znaczy zmienne i rozne. Ze jestes i dnem i kochana coreczka
                                                    jednoczesnie.

                                                    ...
                                                    > mistrzowie

                                                    > ciekawe... ze chyba wiecej osob tego nie wyczuwa niz wyczuwa...
                                                    dlaczego?
                                                    > a moze ludzie garna sie do swietlistych prostych sciezek, troszke
                                                    stromych, ale
                                                    > okolonych ladnymi szlaczkami?
                                                    > ale czemu nie garna sie do shangri.li np , a do solaris sie garna?

                                                    Nie wiem, musialabym poczytac obie, ale _naprawde_ nie mam na to
                                                    ochoty.

                                                    > 'Mam mistrzow w nosie :)'
                                                    > hmm, nie bardzo ci wierze. albo moze znow dzieli nas skojarzenie:
                                                    ja nie mowie
                                                    > o tym, zeby uczepic sie mistrza sukienki, ale o tym, zeby
                                                    wyprobowac jego/ jej
                                                    > pomysly.
                                                    > nie masz w nosie ani psychoterapii metoda kogos- tam, ani
                                                    wilbera, ani estes, j
                                                    > ak mi sie zdaje...

                                                    (Estes nie jest od psychoterapii)
                                                    Moge uznac czyjas solidna wiedze w dziedzinie chirurgii czy
                                                    hodowania marchewki albo psychologii transpersonalnej. Ale jesli
                                                    chodzi o cos tak ulotnego, subiektywnego i olbrzymiego jak 'bycie
                                                    mistrzem zycia' - to dziekuje, postoje. Jeszcze raz: od mnostwa
                                                    ludzi czerpie inspiracje, ale nie zamierzam ich z tego powodu
                                                    traktowac jak guru.

                                                    > buddystyczne odrzucenie pragnienia jako zrodla cierpien
                                                    > 'Dziecko by tego nie potrafilo. To jest dazenie doroslego.'
                                                    > racja. ale co to zmienia w temacie? nie sadzisz ze taka wlasnie
                                                    moze byc geneza
                                                    > stosunku do pragnien w b.?
                                                    > taka proba zmanipulowania siebie, przechytrzenia zycia?
                                                    pragnienie pozbycia sie
                                                    > pragnien... czy to jest ' oswiecone'?

                                                    Nie mam pojecia, jak to wyglada od srodka, ale tak na moj prosty
                                                    umysl, kiedy pozbedziesz sie juz wszytkich potrzeb na koncu rzutem
                                                    na tasme pozbywasz sie potrzeby nie posiadania potrzeby....
                                                    Banieczka peka - i byc moze wchodzi sie w stan, w ktorym posiadanie
                                                    potrzeby niczym sie nie rozni od jej posiadania.

                                                    Ale nie wiem, pewnie niemozliwie trywializuje ultragleboka duchowa
                                                    tradycje b.

                                                    > ' postprodukcyjne dodawanie, nadpisywanie sensu'
                                                    > 'A jakie to ma znaczenie?'
                                                    > hmm, interesuje mnie, ma wiec dla mnie znaczenie.

                                                    Jakie znaczenie maja odpowiedzi na pytania, na ktore nie mozemy
                                                    zdobyc odpowiedzi?

                                                    [pamietamy i zauwazamy to, co wazne]
                                                    > ale zauwazamy nie tyle to co dla nas wazne, a to co nauczylismy
                                                    sie jako wazne
                                                    > postrzegac. to wielka roznica!

                                                    Wytlumacz prosze, na czym polega w tym przypadku.

                                                    mozemy cwiczyc widzenia swiata przez inny filtr,
                                                    > mozemy ewoluowac, zmieniac sie= widziec inny swiat.

                                                    Pamiec dlugotrwala dziala tak, ze mamy w niej dostep do tego, co
                                                    zostalo zapamietane w stanie pobudzenia ukladu limbicznego, ktory
                                                    odpowiada za emocje. Czyli jesli czemus towarzyszy pobudzenie
                                                    (obojetnie od znaku + - ) to siedzi nam ono w glowie.

                                                    Oczywiscie - mozemy tropic automatyzmy, utrzymywac czujnosc nt
                                                    stereotypow, skryptow, uprzedzen, prymatu afektu nad poznaniem itd.
                                                    Ale imo we wspolczesnej rzeczywistosci byloby to tylez meczace, co
                                                    nieefektywne.

                                                    > 'Nie ma sie co łudzić, ze jakby sie skupic, moznaby chlonac
                                                    wszystko.
                                                    > nie ludze sie, ze mozna takie wchlanianie rozszerzac w
                                                    nieskonczonosc. ale podo
                                                    > ba mi sie pomysl, aby jednak poszerzac horyzonty.

                                                    To jest
                                                  • 11.05.08, 05:49
                                                    absurd wiary
                                                    no, troche jakbys sobie rozrysowala wedle wlasnego widzimisie mape, a potem upierala sie ze taka mapa pomoze ci dotrzec do realnego celu...
                                                    ---
                                                    'Jestem teraz korelatem terazniejszych wplywow, ktore nie pochodza od moich rodzicow.'
                                                    smiem watpic. i to mocno
                                                    ---
                                                    'Bo nie czuje sie na silach wychowywac nikogo, skoro jeszcze siebie nie wychowalam.'
                                                    o, to dokladnie jak ja!
                                                    dlatego podoba mi sie ta odp ;] ( ironia)
                                                    perfekcjonizm???
                                                    ---
                                                    o buncie mlodych
                                                    hmm, nie wiem, moze te rozwazania to takie gderanie starych ciotek w stylu ' bo jak ja bylam mloda, to bunt byl prawdziwy, jak i rogale bardziej zakrecone'
                                                    tobie te emo moga wydawac sie jedna homogeniczna masa. ale czy taka masa hipisow czy punkow sprzed 10, 15 lat, postronnym, podstarzalym obserwatorom rowniez nie wydawala sie jednolita? coz z tego,czy ciuchy kupione sa w markecie czy wygrzebane na strychu i skomponowane odpowiednio? moda subkultur zawsze obowiazywala ich czlonkow, a juz w szczegolnosci - neofitow, kinderadeptow.
                                                    'Noi ciagle za niebieskie wlosy mozna uslyszec 'popros matke, zeby jutro do mnie przyszla'.
                                                    wiec jednak...
                                                    'Chodzi o przekraczenie wyznaczonych przez rodzicow granic - bez tego trudno sie od nich oddzielic i wyodrebnic."
                                                    na pewno. ale przeciez te granice nadal istnieja, tylko juz nieco dalej przesuniete, niekoniecznie jednak az wprost do ciala.
                                                    ---
                                                    skrajny utylitaryzm
                                                    'Brniecie w takie pomysly oswaja je. '
                                                    znaczy: pewne sfery niech jednak pozostana tabu? od niektorych mysli lepiej uciekac z krzykiem, wstydliwie odwracac wzrok, nie otwierac niektorych drzwi, czy tez puszek w myslach...?
                                                    ja mysle, ze warto myslec rowniez na ' niebezpieczne' tematy. nie poprzestawac na ' genialnych ' eurekach, prostych domowych pomyslach na zbawienie swiata, lecz probowac stworzyc model mozliwego rozwoju sytuacji. nawiazujac do 'wiezy denetta ' - lepiej wspiac sie na wyzszy jej poziom, gdzie nasze teorie umra za nas, zanim my umrzemy hurraoptymistycznie wprowadzajac je w zycie bez glebszej analizy. w wyniku naszej symulacji moze sie okazac ze nowy wspanialy swiat nie bedzie wcale az taki wspanialy, a moze - takze - okazac sie, ze nie taki diabel straszny jak go maluja.
                                                    ---
                                                    a wlasnie:
                                                    snilo mi sie ze szatan sie we mnie zaduzyl, zauroczyl wielce. mial buty o skosnych noskach, takie cizemki. i spodnie w krate rudobrazowa. byl dandysem chyba ;)
                                                    interesujacy sen:]
                                                    ---
                                                    chiny
                                                    dlaczego chinczycy sie nie buntuja? a moze sie buntuja?
                                                    ---
                                                    'W dylemacie piwnicznym chodzi o to, ze nigdy nie wiadomo, co nas czeka jednak. ' yyy???
                                                    ze o co chodzi?
                                                    jak kichniesz to zabija wszystkich, a moze spadnie w miedzyczasie bomba i zabije innych wszystkich, tak mniej wiecej? no, tak... ale na ogol swoje dzialania opieramy na logicznym przewidywaniu opartym na jakims rachunku prawdopodobienstwa. w zasadzie i ' w piwnicy' tak powinnismy zadzialac, ale w wiekszosci nie zadzialamy, gdyz przeciwstawia sie temu ...? instynkt zycia? moralnosc? ... nagly przyplyw wiary w cuda? co wlasciwie?
                                                    ---
                                                    '(Estes nie jest od psychoterapii)'
                                                    przeciez nie pisze, ze jest...
                                                    'od mnostwa ludzi czerpie inspiracje, ale nie zamierzam ich z tego powodu traktowac jak guru.'
                                                    ale jest chyba spore pole manewru miedzy ' traktowaniem kogos jako guru' a 'gwizdaniem na mistrzow'?
                                                    ---
                                                    'kiedy pozbedziesz sie juz wszytkich potrzeb na koncu rzutem na tasme pozbywasz sie potrzeby nie posiadania potrzeby....' bo potrzeby sa zle, sa zrodlem cierpienia i jedynym sposobem jest pozbycie sie ich? ( aha, a czym motywujesz to pozbywanie sie potrzeb? moze potrzeba braku cierpienia? potrzeba rozwoju duchowego? potrzeba wyzwolenia z cyklu wcielen?)

                                                    potrzebne ;) byloby cos w stylu uswiadomienia sobie beznadziejnosci pogoni za kroliczkiem, aby zamiast zepchniecia w glab, zamrozenia potrzeb, uwalniac sie od nich. to samo ze smutkiem. no i swietnie
                                                    ale nadal nie wiem, po czym, wg ciebie, znac, ze msqaik nie wie o czym mowi, kiedy neguje zasadnosc przezywania smutku czy bolu? dlaczego uwazasz, ze on nie moze posiadac madrosci mistrzow zen ' na wlasnosc'?
                                                    ---
                                                    'Jakie znaczenie maja odpowiedzi na pytania, na ktore nie mozemy zdobyc odpowiedzi?' znaczenie subiektywnie rekreatywne, np. podnosze pileczke. akurat ta przyciaga moja uwage.
                                                    ---
                                                    'ale zauwazamy nie tyle to co dla nas wazne, a to co nauczylismy sie jako wazne postrzegac. to wielka roznica!'
                                                    Wytlumacz prosze, na czym polega w tym przypadku.'
                                                    ymm, przypuscmy ze a lazi i zawodzi, ze swiat jest taki paskudny. jest w nim tyle zla i niebezpieczenstw.
                                                    na to przybiega rozpromienione b i szczebiocze ; jaki ten swiat jest piekny, tyle cudnosci w nim sie zdarza ciagle, same radosci'
                                                    jesli a i b uswiadomia sobie ograniczonosc, narzucona wybiorczosc swojej percepcji swiata, otworza sie na dostrzeganie w nim jakosci ktore wczesniej zostaly odrzucane przez nalozony filtr. byc moze b nie bedzie wcale zadowolone z utraty swojej ' naturalnej' perspektywy, ale a - pewnie tak.
                                                    ---
                                                    'Oczywiscie - mozemy tropic automatyzmy, utrzymywac czujnosc nt stereotypow, skryptow, uprzedzen, prymatu afektu nad poznaniem itd.
                                                    Ale imo we wspolczesnej rzeczywistosci byloby to tylez meczace, co nieefektywne. '
                                                    1.dlaczego nieefektywne? to mnie interesuje szczegolnie.
                                                    2.tj: lepszym rozwiazaniem jest puscic cugle i po prostu byc?
                                                    a jak ma sie to do bycia ' osobna soba"

                                                    chociaz, pewnie na te pytania odp nie uwidze ;p

                                                    :)))

                                                    --
                                                    "Lata lemingowe zdarzają się co cztery lata. A potem nagle lemingi znikają "
                                                  • 11.05.08, 19:06
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > absurd wiary
                                                    > no, troche jakbys sobie rozrysowala wedle wlasnego widzimisie
                                                    mape, a potem upi
                                                    > erala sie ze taka mapa pomoze ci dotrzec do realnego celu...

                                                    Jesli ja wybieram wiare, to dlaczego nie mialabym wybrac takiej,
                                                    ktora jest najmojsza? Albo w jakim celu mialabym wybrac wiare,
                                                    ktora mi kompletnie pod zadnym wzgledem nie pasuje?

                                                    > 'Jestem teraz korelatem terazniejszych wplywow, ktore nie
                                                    pochodza od moich rod
                                                    > zicow.'
                                                    > smiem watpic. i to mocno

                                                    Hehe, oczywiscie ze nie tylko. Pamietam przeciez dobrze to, co sie
                                                    dzialo na moim i innych ustawieniach. Ale w duzym stopniu jest tak,
                                                    jak napisalam.

                                                    > ---
                                                    [niewychowanie]
                                                    > o, to dokladnie jak ja!
                                                    > dlatego podoba mi sie ta odp ;] ( ironia)
                                                    > perfekcjonizm???

                                                    Odpowiedzialnosc.

                                                    > o buncie mlodych
                                                    > hmm, nie wiem, moze te rozwazania to takie gderanie starych
                                                    ciotek w stylu ' bo
                                                    > jak ja bylam mloda, to bunt byl prawdziwy, jak i rogale bardziej
                                                    zakrecone'
                                                    > tobie te emo moga wydawac sie jedna homogeniczna masa. ale czy
                                                    taka masa hipiso
                                                    > w czy punkow sprzed 10, 15 lat, postronnym, podstarzalym
                                                    obserwatorom rowniez n
                                                    > ie wydawala sie jednolita?

                                                    Tamten bunt byl spotnaniczny, sterowany oddolnie, przynajmniej w
                                                    duzej swojej czesci. Ten mozna kupowac na kilogramy, on jest caly
                                                    na sprzedaz.
                                                    To nie jest gderanie dzieciaka, ktory sie wpychal pokatnie na
                                                    punkowe koncerty. Imo w ciagu ostatnich 20 lat zaszla w relacji
                                                    mlodziez - rynek zmiana, ktora polega na tym, ze rynek jednoczesnie
                                                    karmi sie tym, co sie dzieje z mlodymi, ale potem to przezuwa i
                                                    sprzedaje. Za moich czasow tak nie bylo. W Polsce nawet przemysl
                                                    muzyczny byl od tego wolny.

                                                    > 'Noi ciagle za niebieskie wlosy mozna uslyszec 'popros matke,
                                                    zeby jutro do mni
                                                    > e przyszla'.
                                                    > wiec jednak...

                                                    Jednak teraz nauczyciel moze uslyszec od matki 'przeciez sama mu te
                                                    wlosy farbowalam'.

                                                    > 'Chodzi o przekraczenie wyznaczonych przez rodzicow granic - bez
                                                    tego trudno si
                                                    > e od nich oddzielic i wyodrebnic."
                                                    > na pewno. ale przeciez te granice nadal istnieja, tylko juz nieco
                                                    dalej przesun
                                                    > iete, niekoniecznie jednak az wprost do ciala.

                                                    No tak, ale chodzi o to, zeby samemu wyczuc rozne rzeczy. Sa
                                                    zreszta tacy, ktorzy rowniez te dalsze - czyli reguly spoleczne -
                                                    przkraczaja - rabuja, gwalca i zabiaja.

                                                    > skrajny utylitaryzm
                                                    > 'Brniecie w takie pomysly oswaja je. '
                                                    > znaczy: pewne sfery niech jednak pozostana tabu? od niektorych
                                                    mysli lepiej uci
                                                    > ekac z krzykiem, wstydliwie odwracac wzrok, nie otwierac
                                                    niektorych drzwi, czy
                                                    > tez puszek w myslach...?

                                                    Niby tak, niby nie.
                                                    Nie trzeba konstruowac calego swiata, opartego na energii czerpanej
                                                    z cial zamordowanych starcow (na przyklad), zeby wiedziec, ze
                                                    bedzie on bestialski i podly. Itd

                                                    > a wlasnie:
                                                    > snilo mi sie ze szatan sie we mnie zaduzyl, zauroczyl wielce.
                                                    mial buty o skosn
                                                    > ych noskach, takie cizemki. i spodnie w krate rudobrazowa. byl
                                                    dandysem chyba ;
                                                    > )
                                                    > interesujacy sen:]

                                                    Szatany i demony to czesto emanacje cienia. Moze cien cie
                                                    kokietowal?

                                                    > ---
                                                    > chiny
                                                    > dlaczego chinczycy sie nie buntuja? a moze sie buntuja?

                                                    en.wikipedia.org/wiki/Image:Tianasquare.jpg
                                                    Pamiec o ofiarach z Placu Niebianskiego Spokoju jest w Chinach
                                                    niemal nieobecna, bo media (lacznie z Internetem) sa kontrolowane
                                                    przez rzad.

                                                    To jest bardzo zlozony temat.
                                                    Ale imo Chiny sa teraz w najbardziej neiciekawym punkcie swojej
                                                    historii - z jednej strony toalitaryzm, ktory jest osobliwa
                                                    mieszanka feudalizmu i wypaczonego komunizmu, z drugiej -
                                                    drapiezny, pozbawiony emocji i skrupolow kapitalizm, w ktorym
                                                    wszystko jest na sprzedaz.

                                                    A ze cala Europa i USA siedza u Chin w kieszeni, to:
                                                    tinyurl.com/363kfg

                                                    > 'W dylemacie piwnicznym chodzi o to, ze nigdy nie wiadomo, co nas
                                                    czeka jednak.
                                                    > ' yyy???
                                                    > ze o co chodzi?
                                                    > jak kichniesz to zabija wszystkich, a moze spadnie w miedzyczasie
                                                    bomba i zabij
                                                    > e innych wszystkich, tak mniej wiecej? no, tak... ale na ogol
                                                    swoje dzialania
                                                    > opieramy na logicznym przewidywaniu opartym na jakims rachunku
                                                    prawdopodobienst
                                                    > wa. w zasadzie i ' w piwnicy' tak powinnismy zadzialac, ale w
                                                    wiekszosci nie za
                                                    > dzialamy, gdyz przeciwstawia sie temu ...? instynkt zycia?
                                                    moralnosc? ... nagly
                                                    > przyplyw wiary w cuda? co wlasciwie?

                                                    Wiara, ze jakos sie uda.

                                                    > 'od mnostwa ludzi czerpie inspiracje, ale nie zamierzam ich z
                                                    tego powodu trakt
                                                    > owac jak guru.'
                                                    > ale jest chyba spore pole manewru miedzy ' traktowaniem kogos
                                                    jako guru' a 'gwi
                                                    > zdaniem na mistrzow'?

                                                    No tak, ale mistrza kupujesz w pakiecie z jego zdjeciem albo wiedza
                                                    o jego ulubionej potrawie albo mysla 'co mistrz by powiedzial w
                                                    takiej chwili' itd. Ja oddzielam czlowieka od jego dziela.

                                                    > 'kiedy pozbedziesz sie juz wszytkich potrzeb na koncu rzutem na
                                                    tasme pozbywasz
                                                    > sie potrzeby nie posiadania potrzeby....' bo potrzeby sa zle, sa
                                                    zrodlem cierp
                                                    > ienia i jedynym sposobem jest pozbycie sie ich? ( aha, a czym
                                                    motywujesz to poz
                                                    > bywanie sie potrzeb? moze potrzeba braku cierpienia? potrzeba
                                                    rozwoju duchoweg
                                                    > o? potrzeba wyzwolenia z cyklu wcielen?)

                                                    Nie jestem i nie bylam buddystka, to by sie trzeba do nich udac z
                                                    takim pytaniem. Sa od tego odpowiednie fora.

                                                    cdn, ale potem.

                                                    --
                                                    stereotypes are a real time-saver
                                                  • 12.05.08, 02:52
                                                    na poczatek wymowka:
                                                    cierpie
                                                    ja cierpie
                                                    przeziebienie ( ach, te roznice temperatur) trzyma sie ostrzej niz myslalam...
                                                    ---
                                                    wiara
                                                    och, nie chodzi o to, ze mniej absurdalna bylaby wiara mniej ci odpowiadajaca..., idzie o calosc wiary.
                                                    ale , moim zdaniem , wiara musi jakos pokrywac sie z realnoscia, inaczej bedzie nie wiecej niz ostra psychoza paranoidalna, chyba...
                                                    nie moze zatem czynic zycia praktycznie niemozliwym, ale poza tym drobnym ograniczeniem: hulaj dusza..., bo wiekszosc rzeczy da sie zinterpretowac na bardzo duza liczbe sposobow. i tylko tyle, nic wiecej.
                                                    ---
                                                    Odpowiedzialnosc jako radykalna ' metoda antykoncepcyjna'
                                                    tzn: chcialabys miec dziecko ale decydujesz sie go nie miec z powodu przekonania o wlasnej nieidealnosci rodzicielskiej? taki akt czystej altruistycznej milosci wobec idei dziecka? czy moze jednak niespecjalnie ci na byciu matka zalezy, a do tego jeszcze oceniasz sie jako ' niedorosla' do tej roli?
                                                    ---
                                                    bunt
                                                    'Tamten bunt byl spotnaniczny, sterowany oddolnie, przynajmniej w duzej swojej czesci. Ten mozna kupowac na kilogramy, on jest caly na sprzedaz. '
                                                    ale jaka roznice to robi tym, ktorzy czuja potrzebe buntu?

                                                    'Jednak teraz nauczyciel moze uslyszec od matki 'przeciez sama mu te wlosy farbowalam'.
                                                    to chyba zalezy od matki. choc pewnie obecnie matki sa bardziej tolerancyjne niz kiedys. ale wiesz co, ja to tak rozpatruje mniej wobec jakiejs tam bazy danych statystycznych, a bardziej odnoszac do siebie z okresu buntu... - mi granic jakichs szczegolnych, ciasnych nie stawiano.
                                                    nie wiem, czy moze chodzi ci o to, ze obecnie bunt jest traktowany jak moda, do takiego kalibru ' chorob' zaliczany, i stad licza sie glownie metki i gadzety...
                                                    ze nie ma nic glebiej?
                                                    jesli tak, to zalezy od osoby, od indywidualnego podejscia.
                                                    ja bym sie cieszyla z tolerancji. nie mialam nigdy nakretki na bycie wielkim punkiem wielkim hipisem wielkim rastamanem. draznila mnie - takze WTEDY - sztampowosc masy, bezgraniczne utozsamianie sie z jakas grupa. ja sobie tak po kawalku albo i rewolucyjnie odkrywalam co mnie cieszy co mnie zlosci w danej subkulturze, tak sobie lawirowalam placzac czasem nad tym, ze nigdzie nie czuje sie jak miedzy swoimi, ze wszedzie jestem nieco mniej lub bardziej obca. choc mialam akurat szczescie trafic w objecia ' zepsutej' lubelskiej smietanki, gdzie kazdy byl osobny - zamiast do jakiejs konkretnej subkultury
                                                    moze masz wiecej niz ja danych statystycznych na temat zjawiska buntu obecnie..., ja mysle, po prostu, ze na tym polega starzenie sie: mlodzi staja sie dziwni i niezrozumiali, nieautentyczni, glupi nawet, ich fascynacje sa' sztuczne' i 'sprowokowane', w przeciwienstwie do tych z naszej mlodosci, jakby wszystko co ' dobre i piekne' bylo i sie skonczylo juz ' za moich czasow'...
                                                    ---
                                                    ' niebezpieczne myslenie' albo myslenie o niebezpiecznych ideach
                                                    'Nie trzeba konstruowac calego swiata, opartego na energii czerpanej z cial zamordowanych starcow (na przyklad), zeby wiedziec, ze bedzie on bestialski i podly. Itd'
                                                    niby tak, niby nie ;)
                                                    moze dla ciebie nie trzeba, ale moze warto dla tych, ktorzy dali sie poniesc entuzjazmowi prostych pomyslow na upiekszenie mrowiska... moze im warto rozwinac watek...
                                                    ---
                                                    chiny
                                                    'cala Europa i USA siedza u Chin w kieszeni
                                                    hmm, olbrzymi rynek i inne grozne rzeczy, w koncu... jak to ruszyc zeby nie wybuchlo?...
                                                    ---
                                                    dylemat piwniczny
                                                    'Wiara, ze jakos sie uda.' wykrecasz sie, moim zdaniem
                                                    raczej zdasz sie na przypadek, liczac na to 0, 001 procenta szansy na cud, niz pojdziesz tropem logiki, prawdopodobienstwa, akurat chyba w tym przypadku. dlaczego?
                                                    dlaczego oburza cie poswiecenie zycia jednego czlowieka dla zycia powiedzmy innych pietnastu osob? szczegolnie w sytuacji, gdy brak poswiecenia tej jednej osoby z olbrzymim prawdopodobienstwem doprowadzi do smierci wszystkich szestnastu?
                                                    prosze, nie denerwuj sie, w miare mozliwosci. sprobuj odpowiedziec, dlaczego.
                                                    ---
                                                    'No tak, ale mistrza kupujesz w pakiecie z jego zdjeciem albo wiedza o jego ulubionej potrawie albo mysla 'co mistrz by powiedzial w
                                                    takiej chwili' itd. Ja oddzielam czlowieka od jego dziela. '
                                                    i slusznie. nieslusznie i z nie znanych mi powodow natomiast, przypisujesz mi dzialanie odwrotne od twojego :)
                                                    ---
                                                    potrzeba braku potrzeb
                                                    'Nie jestem i nie bylam buddystka, to by sie trzeba do nich udac z takim pytaniem.'
                                                    yhm
                                                    ja sobie tylko dywaguje....
                                                    ale az sie usmiecham polgebkiem na mysl o tym, jakby mnie buddysci zjedli za proby podwazania ich aksjomatow ;]
                                                    a moze nie... moze by mnie oswiecilo?
                                                    wreszcie
                                                    ...
                                                  • 13.05.08, 01:37
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > na poczatek wymowka:
                                                    > cierpie
                                                    > ja cierpie
                                                    > przeziebienie ( ach, te roznice temperatur) trzyma sie ostrzej
                                                    niz myslalam...

                                                    Syrop z bzu bialego, albo malinowy albo cokolwiek napotnego (np
                                                    dwie aspiryny i setka) i pod piec kocy. Jak sie spocisz, to
                                                    zaczniesz zdrowiec, cierpiąca. Tak sie konczy chodzenie bez
                                                    szaliczka.

                                                    > wiara
                                                    > och, nie chodzi o to, ze mniej absurdalna bylaby wiara mniej ci
                                                    odpowiadajaca..
                                                    > ., idzie o calosc wiary.
                                                    > ale , moim zdaniem , wiara musi jakos pokrywac sie z realnoscia,
                                                    inaczej bedzie
                                                    > nie wiecej niz ostra psychoza paranoidalna, chyba...

                                                    No to moze zastanow sie nad chrzescijanstwem, ktorego wyznawcy
                                                    wierza, ze ich Bog zmienia chleb w swoje cialo, ktore oni co
                                                    tydzien zjadaja... Brzmi rozsadnie?

                                                    > nie moze zatem czynic zycia praktycznie niemozliwym, ale poza tym
                                                    drobnym ogran
                                                    > iczeniem: ...

                                                    Moze, alez moze. Ale wtedy, kiedy ta oderwana od zycia religia jest
                                                    wyznawana przez grupe tak liczna, ze jej zalozenia wrastaja w
                                                    kulture i kreuja normy spoleczne.

                                                    > Odpowiedzialnosc jako radykalna ' metoda antykoncepcyjna'
                                                    > tzn: chcialabys miec dziecko ale decydujesz sie go nie miec z
                                                    powodu przekonani
                                                    > a o wlasnej nieidealnosci rodzicielskiej?

                                                    Nie do konca jestem pewna, czy bym chciala, bo lubie swoj styl
                                                    zycia i nie wiem, czy bym polubila zmiane. Nie jestem pewna tez
                                                    swoich intencji co do ewentulanego dziecka (z wpadki) - tzn czy
                                                    umialabym je kochac madrze i nie traktowac jako przedluzenia siebie
                                                    albo swojej wlasnosci albo swojego automatu do bezwarunkowego
                                                    kochania mnie samej albo ubezpieczenia i darmowej opieki na starosc
                                                    itd. Nie chce mnozyc cierpienia.

                                                    > bunt
                                                    [bunt kupiony]
                                                    > ale jaka roznice to robi tym, ktorzy czuja potrzebe buntu?

                                                    Taki, ze ten z H&M to moda, a nie bunt. Ciuchy z sieci, postawa
                                                    wobec swiata z 'Dziewczyny' albo 'Brawo'. Ile w tym autentyzmu?

                                                    > to chyba zalezy od matki. choc pewnie obecnie matki sa bardziej
                                                    tolerancyjne ni
                                                    > z kiedys.

                                                    Raczej sa bardziej zmeczone i maja bardziej w dupie. Noi wiedza, ze
                                                    wyglad to podstawa sukcesu towarzyskiego, a od tego wiele zalezy.
                                                    Niech sie mlody przyucza.

                                                    > nie wiem, czy moze chodzi ci o to, ze obecnie bunt jest
                                                    traktowany jak moda, do
                                                    > takiego kalibru ' chorob' zaliczany, i stad licza sie glownie
                                                    metki i gadzety.
                                                    > ..
                                                    > ze nie ma nic glebiej?
                                                    > jesli tak, to zalezy od osoby, od indywidualnego podejscia.

                                                    Z pewnoscia.

                                                    > ja bym sie cieszyla z tolerancji. nie mialam nigdy nakretki na
                                                    bycie wielkim pu
                                                    > nkiem wielkim hipisem wielkim rastamanem. draznila mnie - takze
                                                    WTEDY - sztampo
                                                    > wosc masy, bezgraniczne utozsamianie sie z jakas grupa. ja sobie
                                                    tak po kawalku
                                                    > albo i rewolucyjnie odkrywalam co mnie cieszy co mnie zlosci w
                                                    danej subkultur
                                                    > ze, tak sobie lawirowalam placzac czasem nad tym, ze nigdzie nie
                                                    czuje sie jak
                                                    > miedzy swoimi, ze wszedzie jestem nieco mniej lub bardziej obca.
                                                    choc mialam a
                                                    > kurat szczescie trafic w objecia ' zepsutej' lubelskiej
                                                    smietanki, gdzie kazdy
                                                    > byl osobny - zamiast do jakiejs konkretnej subkultury
                                                    > moze masz wiecej niz ja danych statystycznych na temat zjawiska
                                                    buntu obecnie..

                                                    Tego buntu nie ma, naprawde. Pisalam ci juz o wynikach badan wsrod
                                                    dzieciakow - one chca tego, co ich starzy, tylko wiecej i lepiej.
                                                    Nie ma.

                                                    > ., ja mysle, po prostu, ze na tym polega starzenie sie: mlodzi
                                                    staja sie dziwni
                                                    > i niezrozumiali, nieautentyczni, glupi nawet, ich fascynacje sa'
                                                    sztuczne' i '
                                                    > sprowokowane', w przeciwienstwie do tych z naszej mlodosci, jakby
                                                    wszystko co '
                                                    > dobre i piekne' bylo i sie skonczylo juz ' za moich czasow'...

                                                    Bez watpienia.
                                                    Ale my tu jestesmy swiadkami przelomu, czego dobitnym potwiedzeniem
                                                    sa wyniki tych badan o braku buntu. To jest pierwsze pokolenie,
                                                    ktore nie pamieta nic a nic z szarych lat konca komuny i poczatku
                                                    pozal-sie-boze-kapitalizmu w Polsce. Ono naprawde jest kompletnie
                                                    inne od tego, co bylu tu wczesniej.

                                                    Probowano ich nazwac 'pokoleniem JPII', bo sie bardzo wszyscy
                                                    wzruszali, jak JP umarl. Byly jakies slubowania, teges-smeges. I
                                                    nic z tego nie wyniklo, nic sie nie zmienilo. Nie ma pokolenia. Ono
                                                    sie wyroznia tym, ze sie nie wyroznia i ze z calych sil jest
                                                    konformistyczne. Stad 'moda emo', a nie 'emo'.

                                                    ...
                                                    > ---
                                                    > chiny
                                                    > 'cala Europa i USA siedza u Chin w kieszeni
                                                    > hmm, olbrzymi rynek i inne grozne rzeczy, w koncu... jak to
                                                    ruszyc zeby nie wy
                                                    > buchlo?...

                                                    Nie da sie, bo wszyscy sie boja tygrysa. Wystarczy popatrzec na
                                                    dyskusje o olimpiadzie w Chinach - bardzo jestem ciekawa, czy beda
                                                    jakies gesty solidarnosci z Tybetem. Nie zdziwie sie, jesli nie.

                                                    Noale Chiny czeka demograficzna bomba - za kilkadziesiat lat
                                                    wszystko moze sie zmienic.

                                                    > dylemat piwniczny
                                                    > 'Wiara, ze jakos sie uda.' wykrecasz sie, moim zdaniem
                                                    > raczej zdasz sie na przypadek, liczac na to 0, 001 procenta
                                                    szansy na cud, niz
                                                    > pojdziesz tropem logiki, prawdopodobienstwa, akurat chyba w tym
                                                    przypadku. dlac
                                                    > zego?

                                                    Bo jakos nie wyobrazam sobie siebie skrecajacej kark niemowleciu,
                                                    nawet w imie szczytnych celow.

                                                    > dlaczego oburza cie poswiecenie zycia jednego czlowieka dla zycia
                                                    powiedzmy inn
                                                    > ych pietnastu osob? szczegolnie w sytuacji, gdy brak poswiecenia
                                                    tej jednej oso
                                                    > by z olbrzymim prawdopodobienstwem doprowadzi do smierci
                                                    wszystkich szestnastu?

                                                    'Chcesz rozsmieszyc Boga? Opowiedz mu o swoich planach'.
                                                    Naprawde nie mamy wladzy nad przyszloscia. Zadnej.

                                                    ...
                                                    > 'No tak, ale mistrza kupujesz w pakiecie z jego zdjeciem albo
                                                    wiedza o jego ulu
                                                    > bionej potrawie albo mysla 'co mistrz by powiedzial w
                                                    > takiej chwili' itd. Ja oddzielam czlowieka od jego dziela. '
                                                    > i slusznie. nieslusznie i z nie znanych mi powodow natomiast,
                                                    przypisujesz mi
                                                    > dzialanie odwrotne od twojego :)

                                                    He he he. No ciekawe w ktorym momencie ja ci cos przypisuje. Raczej
                                                    ty przypisujesz przypisywanie mi. Zaraz sie nadmę.

                                                    [budd]
                                                    > ja sobie tylko dywaguje....
                                                    > ale az sie usmiecham polgebkiem na mysl o tym, jakby mnie
                                                    buddysci zjedli za pr
                                                    > oby podwazania ich aksjomatow ;]
                                                    > a moze nie... moze by mnie oswiecilo?
                                                    > wreszcie

                                                    Najmadrzejszy czlowiek jakiego znam przez pare dobrych lat swojej
                                                    terapii zajmowal sie glownie odklejaniem buddyjskich nakladek na
                                                    swoj mozg. Wiec, hm, co do tego oswiecenia to zalezy w co sie
                                                    wierzy :)

                                                    --
                                                    Fuck you, batteries!
                                                  • 13.05.08, 02:39
                                                    bez szaliczka?
                                                    raczej jazda na rowerze kiedy w samym tiszercie w cieniu jest za chlodno, a w polarze pocisz sie jak mysz, dajmy na to...
                                                    albo dlugie polowanie na uroczego malego kotka * a raczej kotke he he* o czwartej w nocy na dachu...

                                                    z malinowych rzeczy mam malinowy plyn pod prysznic, i kurcze, nieswiadomie wiedziona instynktem, wlasnie sie w nim wczoraj wypluskalam...
                                                    ---
                                                    wiara
                                                    "zastanow sie nad chrzescijanstwem, ktorego wyznawcy wierza, ze ich Bog zmienia chleb w swoje cialo, ktore oni co tydzien zjadaja... Brzmi rozsadnie? '
                                                    ale tak doslownie?
                                                    jesli doslownie to jakies powidoki po kanibalistycznym karmieniu sie sila... chyba
                                                    przeciez chyba nikt tego doslownie nie bierze.
                                                    --
                                                    'wtedy, kiedy ta oderwana od zycia religia jest wyznawana przez grupe tak liczna, ze jej zalozenia wrastaja w kulture i kreuja normy spoleczne.'
                                                    no, topra. ale teraz juz trudniej chyba, choc wciaz wielu czuje sie totalnie zagubionych... ale teraz to sie nazywa sekta. tak jak i chrz kiedys. szukalam genealogii slowa chrystianie, cos mi sie paleta po glowie ze to byla pogradliwa nazwa dla nowej sekty, cos jak kretyni, ale znalezc tego nie moge, wiec moze to urojenie. a moze znasz to i masz jakis namiar na info?
                                                    ---
                                                    dziecko
                                                    'tzn czy umialabym je kochac madrze i nie traktowac jako przedluzenia siebie albo swojej wlasnosci albo swojego automatu do bezwarunkowego
                                                    kochania mnie samej albo ubezpieczenia i darmowej opieki na starosc itd'
                                                    o rany...
                                                    optymistycznie rzekne: nie sadze abys popelnila te grzechy jakby co...
                                                    mysle ze moglo by ci grozic raczej ciagle sprawdzanie sie, co zablokowaloby spontanicznosc, tak na zle, jak na dobre.
                                                    ---
                                                    'Taki, ze ten z H&M to moda, a nie bunt. Ciuchy z sieci, postawa wobec swiata z 'Dziewczyny' albo 'Brawo'. Ile w tym autentyzmu?'
                                                    yhm, niewiele zapewne. a kiedys tego nie bylo, tak? ale ja tez czytalam bravo i dziewczyne, tyle ze jak przyszla pora buntu, to to poszlo w ... kat. chociaz nie, raz zrobilismy sobie jam session z ' napisz do tosi' i fsol... :)
                                                    ---
                                                    'Tego buntu nie ma, naprawde. Pisalam ci juz o wynikach badan wsrod dzieciakow - one chca tego, co ich starzy, tylko wiecej i lepiej. Nie ma.'
                                                    znaczy, ze chyba sa szczesliwe te dzieciaki w swiecie takim jaki jest. interesujace.
                                                    ---
                                                    pokolenie 2000
                                                    'Ono sie wyroznia tym, ze sie nie wyroznia i ze z calych sil jest konformistyczne"
                                                    jak szary panoramix brzmi ... tak 200% procentowo normalnie ze az ...niestosowne i monstrualne

                                                    i ty twierdzisz ze sie nie zmieni juz, ze buntu nie bedzie, bo wszystko bedzie pochlaniane przez komercje w paczkach jeszcze...
                                                    hmm, no zobaczymy. albo i nie ;)
                                                    ---
                                                    piwnica
                                                    'Bo jakos nie wyobrazam sobie siebie skrecajacej kark niemowleciu, nawet w imie szczytnych celow.'
                                                    to ja moze tak ' optymistycznie' dodam 3 grosze swojej wizji na temat: nie martw sie ;), w 15 osobowej piwnicy znajdzie sie na pewno paru chetnych aby cie wyreczyc. moznaby to nawet uznac za specyficzny bardzo akt milosierdzia wobec matki.
                                                    ---
                                                    'Naprawde nie mamy wladzy nad przyszloscia. Zadnej.'
                                                    czyli nie warto nic planowac?
                                                    wiem wiem, nie warto za bardzo przywiazywac sie do swoich planow.
                                                    ---
                                                    mistrz urosly do nadrozmiarow
                                                    "No ciekawe w ktorym momencie ja ci cos przypisuje. Raczej ty przypisujesz przypisywanie mi.'
                                                    o tu:"No tak, ale mistrza kupujesz w pakiecie z jego zdjeciem albo wiedza o jego ulubionej potrawie albo mysla 'co mistrz by powiedzial w takiej chwili' itd.'
                                                    no, chyba ze zwracasz sie tu per ' ty' do swiata jako ogolu ;)
                                                    i nie nadymaj sie, plisss, pliss- jak mawiala mala emelline, o ktorej zapomnieli wszyscy *nawet listonosz* - bo bedziesz wygladac jak psycholog napojony bolem , cierpieniem, krwia i zagubieniem... ;P
                                                    ---
                                                    'Najmadrzejszy czlowiek jakiego znam przez pare dobrych lat swojej terapii zajmowal sie glownie odklejaniem buddyjskich nakladek na swoj mozg. '
                                                    no, tak : jak tu wyjac sie z szufladki...., zmienic postrzeganie i osad, FILTR.

                                                    reszta jutro, bo spac musze.
                                                    pamietaj jeno, zeby w razie czego sie nie wieszac, bo to do dziewczyny nie pasuje
                                                    ( plask, prewencyjnie wymierzylam sobie policzek, zeby bylo widac, ze wiem, zem zla ;|)

                                                    Czulko!
                                                  • 14.05.08, 02:05
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > bez szaliczka?
                                                    > raczej jazda na rowerze kiedy w samym tiszercie w cieniu jest za
                                                    > chlodno, a w polarze pocisz sie jak mysz, dajmy na to...
                                                    > albo dlugie polowanie na uroczego malego kotka * a raczej kotke
                                                    > he he* o czwartej w nocy na dachu...

                                                    Albo oslabienie systemu immunologicznego stresem.

                                                    > z malinowych rzeczy mam malinowy plyn pod prysznic, i kurcze,
                                                    > nieswiadomie wiedziona instynktem, wlasnie sie w nim wczoraj
                                                    wypluskalam...

                                                    Nienie! Powinnas go wypic.

                                                    ;)

                                                    > wiara
                                                    > "zastanow sie nad chrzescijanstwem, ktorego wyznawcy wierza, ze
                                                    > ich Bog zmieniachleb w swoje cialo, ktore oni co tydzien
                                                    zjadaja... Brzmi rozsadnie? '
                                                    > ale tak doslownie?
                                                    > jesli doslownie to jakies powidoki po kanibalistycznym karmieniu
                                                    > sie sila... chyba
                                                    > przeciez chyba nikt tego doslownie nie bierze.

                                                    Nie kanibalistycznego. Zjadanie boga to nie to samo co zjadanie
                                                    czlowieka. I ja sie specjalnie o to dopytywalam - cud na mszy jest
                                                    cudem, nie symbolem cudu. To cialo boga. Religia naprawde nie musi
                                                    miec nic wspolnego ze zdrowym rozsadkiem. Jak wszystko inne
                                                    zreszta. Wystarczy aby szalenstwo bylo powszechne.

                                                    > no, topra. ale teraz juz trudniej chyba, choc wciaz wielu czuje
                                                    sie totalnie zagubionych... ale teraz to
                                                    > sie nazywa sekta. tak jak i chrz kiedys. szukalam genealogii
                                                    slowa chrystianie, cos mi sie paleta po .
                                                    > glowie ze to byla pogradliwa nazwa dla nowej sekty, cos jak
                                                    kretyni, ale znalezc tego nie moge, wiec
                                                    > moze to urojenie. a moze znasz to i masz jakis namiar na info?

                                                    ‘Chrystian’ przegladarka wypluwa. Ale nic wiecej nie wiem. Noi to
                                                    nie musi być sekta, żeby było dziwnie. Może być kazda z panujących
                                                    oswojonych religii.

                                                    [dziecko]
                                                    > optymistycznie rzekne: nie sadze abys popelnila te grzechy jakby
                                                    co...
                                                    > mysle ze moglo by ci grozic raczej ciagle sprawdzanie sie, co
                                                    > zablokowaloby spontanicznosc, tak na zle, jak na dobre.

                                                    Mysle, ze mnie nie znasz, wiec ten.

                                                    ---
                                                    > yhm, niewiele zapewne. a kiedys tego nie bylo, tak? ale ja tez
                                                    czytalam bravo i dziewczyne, tyle ze
                                                    > jak przyszla pora buntu, to to poszlo w ... kat. chociaz nie, raz
                                                    zrobilismy sobie jam session z '
                                                    > napisz do tosi' i fsol... :)

                                                    Kiedys nie było mody na bunt, noi buntowanie się kosztowalo
                                                    psychicznie. Teraz kosztuje tyle, ile uda się wyciągnąć od starych
                                                    na zakupy w mallu. I niebuntowanie moze kosztowac. Ergo - bunt moze
                                                    byc wynikiem konformizmu ('bede emo bo wszyscy sa emo'). A listy od
                                                    czytelniczek Brawo starszy brat jednej naszej znajomej śpiewał jako
                                                    punkowe teksty.

                                                    ---
                                                    >>'Tego buntu nie ma, naprawde. Pisalam ci juz o wynikach badan
                                                    wsrod dzieciakow - one chca tego,
                                                    >> co ich starzy, tylko wiecej i lepiej. Nie ma.'
                                                    >> znaczy, ze chyba sa szczesliwe te dzieciaki w swiecie takim jaki
                                                    jest. interesujace.

                                                    No. Znaczy one omijaja faze ustanawiania siebie samych. Ciekawe co
                                                    z tego wyjdzie. Imo nic ciekawego.

                                                    pokolenie 2000
                                                    >> Ono sie wyroznia tym, ze sie nie wyroznia i ze z calych sil jest
                                                    konformistyczne"
                                                    > jak szary panoramix brzmi ... tak 200% procentowo normalnie ze
                                                    az ...niestosowne i monstrualne

                                                    To jest dla nich wielki klopot z tożsamością.


                                                    > i ty twierdzisz ze sie nie zmieni juz, ze buntu nie bedzie, bo
                                                    wszystko bedzie pochlaniane przez
                                                    > komercje w paczkach jeszcze...
                                                    > hmm, no zobaczymy. albo i nie ;)

                                                    Może przyjść wielki koniec swiata, albo Polske mogą zdmuchnąć
                                                    tajfuny (podobno będzie ich wiecej coraz) itd. Wszystko, co cale
                                                    pokolenie pchnie na wyższy poziom energetyczny. Smierc JPII jak
                                                    widac to za Malo.

                                                    ---
                                                    piwnica
                                                    >> 'Bo jakos nie wyobrazam sobie siebie skrecajacej kark
                                                    niemowleciu, nawet w imie szczytnych celow.'

                                                    > to ja moze tak ' optymistycznie' dodam 3 grosze swojej wizji na
                                                    temat: nie martw sie ;), w 15
                                                    > osobowej piwnicy znajdzie sie na pewno paru chetnych aby cie
                                                    wyreczyc. moznaby to nawet uznac za specyficzny bardzo akt
                                                    milosierdzia wobec matki.

                                                    Jest możliwe, ze próbowałabym go zaszantażować. Ze np. krzykne,
                                                    zanim zdazy mnie zabic.
                                                    Po terapii wewnętrznego dziecka jestem jeszcze bardziej czula na
                                                    krzywde dzieci, niż wczesniej.
                                                    Może jakby chodzilo o dorosłego, to by było inaczej.

                                                    ...
                                                    ---
                                                    > o tu:"No tak, ale mistrza kupujesz w pakiecie z jego zdjeciem
                                                    albo wiedza o jego ulubionej
                                                    > potrawie albo mysla 'co mistrz by powiedzial w takiej chwili'
                                                    itd.'
                                                    > no, chyba ze zwracasz sie tu per ' ty' do swiata jako ogolu ;)

                                                    W paru postach jakbys czekala na cios. Interpretowalas rozne moje
                                                    rzeczy na swoja niekorzyść. "warriors walk alone”.

                                                    > i nie nadymaj sie, plisss, pliss- jak mawiala mala emelline, o
                                                    > ktorej zapomnieli wszyscy *nawet listonosz* - bo bedziesz
                                                    > wygladac jak psycholog napojony bolem , cierpieniem, krwia i
                                                    zagubieniem...

                                                    Przeciez jestem na tej liscie, żeby się tym karmic <demoniczny
                                                    smiech>
                                                    Swoja droga to smutnie dobre miejsce do obserwacji niebywalego
                                                    poziomu glupoty i ignorancji.

                                                    > reszta jutro, bo spac musze.
                                                    Phi, sen to takie przyziemne.

                                                    > pamietaj jeno, zeby w razie czego sie nie wieszac, bo to do
                                                    > dziewczyny nie pasuje

                                                    Tak tak. Tez czytalam o tym w Brawo.

                                                    > ( plask, prewencyjnie wymierzylam sobie policzek, zeby bylo
                                                    widac, ze wiem, zem zla ;|)

                                                    Ufam, ze sol jako dobra mistrzyni potrafi się uczyc od swoich
                                                    uczennic. Hehehe.

                                                    Czulko!

                                                    PS Tez ci sie pieprzy system odpowiadania cytujac czy tylko mi i
                                                    czy tylko dzisiaj, bo nie wiem.

                                                    --
                                                    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
                                                  • 14.05.08, 02:18
                                                    kretyn idiota, głupiec, tępak, bałwan; med. człowiek mający objawy kretynizmu,
                                                    matołectwa, upośledzenia fiz. i umysłowego na tle niedoczynności tarczycy.


                                                    Etym. - fr. crétinisme 'kretynizm' od crétin 'kretyn' z dial. fr. cretin
                                                    'chrześcijanin (w pierw. sensie: też człowiek, nasz bliźni) - o chorych na
                                                    kretynizm alpejczykach' od łac. christianus 'chrześcijanin'.
                                                    zrodlo: www.slownik-online.pl/kopalinski/861EEE8A38DD544AC12565ED004114B0.php

                                                    musze spac isc, jutro reszta
                                                    ale sie ciesze ze znalazlam ta fiszke :)
                                                    jednak to nie byl omam :]
                                                    --
                                                    "ośmiornica jest siostrą potwora!"
                                                  • 16.05.08, 03:30
                                                    choroba
                                                    stresem, ale tez chyba wirusem niejakim. ja juz prawie spoko, a moi flatmejci sie rozkladaja...
                                                    ---
                                                    'Nie kanibalistycznego. Zjadanie boga to nie to samo co zjadanie czlowieka. I ja sie specjalnie o to dopytywalam - cud na mszy jest cudem, nie symbolem cudu. To cialo boga. Religia naprawde nie musi miec nic wspolnego ze zdrowym rozsadkiem. Jak wszystko inne zreszta. Wystarczy aby szalenstwo bylo powszechne.'

                                                    cud za cudem sie tu prezentuje, zjada sie cialo boga w ciele czlowieka. to w sumie czyje cialo sie zjada? jakkolwiek by nie bylo, zjada sie je po to aby polepszyc swoj stan, uswiecic jakos. jesli wierzyc wikipedii, ze kanibalizm wiaze sie z wiara w przejmowanie wlasciwosci zjadanej osoby, latwo wyjasnic owo ' uswiecenie'. co jeszcze nie znaczy, ze ten zwyczaj jest racjonalny. mozna natomiast mniej wiecej racjonalnie wyjasnic jego geneze.
                                                    poza tym nie wszyscy chrz wierza, ze w wyniku konsekracji dokonuje sie przemiana w krew i cialo. prostestanci wierza ze owszem sie dokonuje, ale wino i chleb pozostaja winem i chlebem, bedac zarazem krwia i cialem. zagmatwane to wielce. jakby co to wiki.
                                                    wystarczy aby szalenstwo bylo powszechne. yhm, jasne. ale religie w obecnych czasach nieco sie juz przejadly masom, ich urok pociaga nielicznych. nie jest juz latwo przebic sie z szalenstwem, ktore byloby czyms wiecej niz modom. to ta tolerancja tak oslabia prorokow...
                                                    ---
                                                    bunt
                                                    'Kiedys nie było mody na bunt, noi buntowanie się kosztowalo psychicznie.'
                                                    a teraz bunt zostal przyjety za stadium rozwoju czlowieka i jako takie zaakceptowany, a nastepnie wykorzystany jako nisza komercji. no, chyba tak.
                                                    'Teraz kosztuje tyle, ile uda się wyciągnąć od starych na zakupy w mallu.'
                                                    w mallu? ze tak sie czepie...
                                                    'I niebuntowanie moze kosztowac.Ergo - bunt moze byc wynikiem konformizmu ('bede emo bo wszyscy sa emo').'
                                                    ergo - nie ma co zalamywac rak nad niezbuntowanymi wobec starych mlodzianami. bunt przebiega inaczej teraz.
                                                    ---
                                                    'Znaczy one omijaja faze ustanawiania siebie samych.' skad wiesz, ze omijaja. moze przychodzi ona pozniej, wraz z rozwojem intelktualno - duchowym?
                                                    pozyja sobie wedle wzorcow rodzicow az im sie przejje i wtedy zaczna kontestowac te wartosci, moze...
                                                    pozniej zburza stara i zbuduja nowa tozsamosc.
                                                    nazra sie, pobuduja domy, wyhasaja w klubach do woli, i moze im sie to znudzi, i wtedy zaczna szukac glebiej lub ' glebiej'
                                                    nie? dlaczego nie?
                                                    byc moze po raz pierwszy w dziejach bunt jest aprobowalny. wielosc/ wielowartosciwowsc moze powodowac zagubienie, stad moze brac sie potrzeba Autorytetu, ktory by wskazal jakas droge jasna. i tak sie turlaja miedzy jedna a druga subkultura aby gdzies sie wpasowac stylistycznie. a moze/ bo czemu nie?/ w czasie tego turlania pojawi sie mysl aby spojrzec glebiej na ideologie danej grupy i wobec niej okreslic siebie, chocby na poziomie lubie/ nie lubie.
                                                    ---
                                                    'wielki klopot z tożsamością.' pokolenia 2000/ konformistow
                                                    gdzie ten problem? moze po prostu szczerze im sie podobaja wartosci rodzicow?
                                                    ---
                                                    piwnica
                                                    'Może jakby chodzilo o dorosłego, to by było inaczej. '
                                                    mozesz sobie wyobrazic ze chodzi o ciebie sama, po prostu.
                                                    ---
                                                    [o tu:"No tak, ale mistrza kupujesz w pakiecie z jego zdjeciem
                                                    albo wiedza o jego ulubionej
                                                    > potrawie albo mysla 'co mistrz by powiedzial w takiej chwili'
                                                    itd.'
                                                    > no, chyba ze zwracasz sie tu per ' ty' do swiata jako ogolu ;)

                                                    W paru postach jakbys czekala na cios. Interpretowalas rozne moje
                                                    rzeczy na swoja niekorzyść. "warriors walk alone”.]
                                                    co ma piernik do wiatraka???
                                                    w zwiazku z odniesiem per ty, zasadnie jest sadzic ze tekst skierowany jest do mnie, prawda?
                                                    ---
                                                    'Swoja droga to smutnie dobre miejsce do obserwacji niebywalego poziomu glupoty i ignorancji.'
                                                    znaczy: dyskusja o psychologii z klosowskim?
                                                    och, dla shangri.li to woda na jej mlyn, taki post. a reszta chyba po nim pojechala. wiec w sumie zostala tylko shan...
                                                    no, i ja, z moja trawka w zebach, mamlajaca moje prawdy niedouczonego filozofa.
                                                    jasne, opracowanie danych statystycznych pozwala odkryc mechanizmy ludzkich zachowan, tym samym przyczyniajac sie do poszerzenia wiedzy o czlowieku i jego 'przeprogramowywaniu'. psychoterapia zas sluzy ... doskonaleniu czlowieka w jego umiejetnosci szczesliwego zycia.
                                                    i tu juz potrzeba sporo wiary w zasadnosc zrywania strupow, grzebania sie we wnetrzu, dokonywania okreslonych zmian, wytrwalego podazania ta a nie inna droga.
                                                    ---
                                                    'sen to takie przyziemne.'
                                                    zalezy od nocy. czasem przyziemne, czesciej - nie. zawsze - bardzo przyjemne. kocham spac.
                                                    ---
                                                    'Ufam, ze sol jako dobra mistrzyni potrafi się uczyc od swoich uczennic. Hehehe.'
                                                    tzn: kogo masz na mysli?
                                                    ---
                                                    system gazeta ma bardzo slaby. ja pisze w wordzie na ogol i dopiero potem wrzucam.

                                                    pozdrawiam

                                                  • 18.05.08, 02:24
                                                    Listozmian ma polegac na tym, ze jednego dnia odpowiadam ci na
                                                    jeden list, a drugiego - na jego druga polowe. I ty tez. A nie
                                                    codziennie na oba.

                                                    szarylemur napisała:

                                                    > choroba
                                                    > stresem, ale tez chyba wirusem niejakim. ja juz prawie spoko, a
                                                    moi flatmejci s
                                                    > ie rozkladaja...

                                                    To mozesz ich troskliwie pielegnowac. W koncu twoje zarazki.

                                                    > cud za cudem sie tu prezentuje, zjada sie cialo boga w ciele
                                                    czlowieka. to w su
                                                    > mie czyje cialo sie zjada?

                                                    Ksiadz na religii mowil w takich momentach 'to jest tajemnica
                                                    wiary'.

                                                    jakkolwiek by nie bylo, zjada sie je po to aby polep
                                                    > szyc swoj stan, uswiecic jakos. jesli wierzyc wikipedii, ze
                                                    kanibalizm wiaze si
                                                    > e z wiara w przejmowanie wlasciwosci zjadanej osoby, latwo
                                                    wyjasnic owo ' uswie
                                                    > cenie'. co jeszcze nie znaczy, ze ten zwyczaj jest racjonalny.

                                                    No tak, na ten obyczaj sa wyjasnienia. Synkretyczne.

                                                    ...
                                                    > wystarczy aby szalenstwo bylo powszechne. yhm, jasne. ale religie
                                                    w obecnych cz
                                                    > asach nieco sie juz przejadly masom, ich urok pociaga nielicznych.

                                                    Przeciwnie. Obserwuje sie duzy powrot do religii. Ale w ich milszej
                                                    wersji. W USA, jak czytalam, sa cale kombinaty religijne.
                                                    Przyjezdza sie tam z rodzina, mozna sie i pobawic, i nauczyc 'jak
                                                    osiagnac sukces w biznesie', i pojsc na msze z charyzmatycznym
                                                    kaznodzieja. Dla kazdego cos milego, a dla wlascicieli - duzy
                                                    dochod, bo za to sie placi.

                                                    > bunt
                                                    > a teraz bunt zostal przyjety za stadium rozwoju czlowieka i jako
                                                    takie zaakcept
                                                    > owany, a nastepnie wykorzystany jako nisza komercji. no, chyba
                                                    tak.
                                                    > 'Teraz kosztuje tyle, ile uda się wyciągnąć od starych na zakupy
                                                    w mallu.'
                                                    > w mallu? ze tak sie czepie...

                                                    W shopping mallu. A gdzie sie niby robi zakupy w tej twojej
                                                    Hiszpanii?

                                                    > 'I niebuntowanie moze kosztowac.Ergo - bunt moze byc wynikiem
                                                    konformizmu ('bed
                                                    > e emo bo wszyscy sa emo').'
                                                    > ergo - nie ma co zalamywac rak nad niezbuntowanymi wobec starych
                                                    mlodzianami. b
                                                    > unt przebiega inaczej teraz.

                                                    Tak, ze go nie ma. Mnie to zdumiewa.
                                                    Co prawda prasa od czasu do czasu sobie przypomina, ze wspolczesna
                                                    mlodziez jest bardzo rozwiazla, ze dyszy chucia i puszcza sie w
                                                    kiblach. Moze to jest ten bunt, bo za moich czasow malo kto sie
                                                    puszczal w sensie co tydzien z innym a juz za zakupy to wcale.

                                                    > 'Znaczy one omijaja faze ustanawiania siebie samych.' skad wiesz,
                                                    ze omijaja. m
                                                    > oze przychodzi ona pozniej, wraz z rozwojem intelktualno -
                                                    duchowym?

                                                    Pozostaje pytanie, jak ten rozwoj przebiega, skoro go przebiegajacy
                                                    nie przeszedl fazy budowania wlasnej tozsamosci, opartej na
                                                    wlasnych doswiadczeniach.

                                                    > pozyja sobie wedle wzorcow rodzicow az im sie przejje i wtedy
                                                    zaczna kontestowa
                                                    > c te wartosci, moze...

                                                    Tak, trzydziestolatkowie wyskocza z garniturow i przerzuca sie
                                                    masowo na motory.

                                                    > pozniej zburza stara i zbuduja nowa tozsamosc.
                                                    > nazra sie, pobuduja domy, wyhasaja w klubach do woli, i moze im
                                                    sie to znudzi,
                                                    > i wtedy zaczna szukac glebiej lub ' glebiej'
                                                    > nie? dlaczego nie?

                                                    A jak myslisz, po co jest inicjacja? I co jest inicjacja w
                                                    doroslosc wspolczesnie?

                                                    > byc moze po raz pierwszy w dziejach bunt jest aprobowalny.

                                                    Nie ma czegos takiego, jak 'aprobowalny bunt'.

                                                    wielosc/ wielowartos
                                                    > ciwowsc moze powodowac zagubienie, stad moze brac sie potrzeba
                                                    Autorytetu, ktor
                                                    > y by wskazal jakas droge jasna.

                                                    No, kiedys to byli rodzice. Oni wskazywali droge jasna (co powinno
                                                    sie) i ciemna (bunt: czyli robimy to, co sie mamie i tacie nie
                                                    spodoba).

                                                    i tak sie turlaja miedzy jedna a druga subkultu
                                                    > ra aby gdzies sie wpasowac stylistycznie. a moze/ bo czemu nie?/
                                                    w czasie tego
                                                    > turlania pojawi sie mysl aby spojrzec glebiej na ideologie danej
                                                    grupy i wobec
                                                    > niej okreslic siebie, chocby na poziomie lubie/ nie lubie.

                                                    Moze i tak, ale wspolczesnie subukultury to jest modniarskie emo,
                                                    ktore raczej subkultura nie jest, a podsycana przez mtv moda i
                                                    rozne ruchy polackie, prawicowo-faszyzujace.
                                                    Czytalam pare reportazy o wspolczesnych gimnazjach i liceach i jako
                                                    zywo te relacje przypominaly mi egzotyke seriali o szkolach dla
                                                    amerykanskich nastolatkow: sa popularni, ktorzy nadaja ton,
                                                    sredniaki i pogardzani. Jesli ktos nie pasuje do tych grup, jest
                                                    niszczony. Ostatnio modnie sie niszczy w necie.

                                                    > 'wielki klopot z tożsamością.' pokolenia 2000/ konformistow
                                                    > gdzie ten problem? moze po prostu szczerze im sie podobaja
                                                    wartosci rodzicow?

                                                    Jak moga im sie szczerze podobac, skoro ten wybor to dzielo
                                                    przypadku? Skoro nie jest ich?

                                                    > piwnica
                                                    > 'Może jakby chodzilo o dorosłego, to by było inaczej. '
                                                    > mozesz sobie wyobrazic ze chodzi o ciebie sama, po prostu.

                                                    A, to latwe: po prostu bym sie nie dala zabic.

                                                    > W paru postach jakbys czekala na cios. Interpretowalas rozne moje
                                                    > rzeczy na swoja niekorzyść. "warriors walk alone”.]
                                                    > co ma piernik do wiatraka???
                                                    > w zwiazku z odniesiem per ty, zasadnie jest sadzic ze tekst
                                                    skierowany jest do
                                                    > mnie, prawda?

                                                    Noale sama wpadlas na pomysl, ze to moze byc taka figura
                                                    retoryczna.

                                                    > 'Swoja droga to smutnie dobre miejsce do obserwacji niebywalego
                                                    poziomu glupoty
                                                    > i ignorancji.'
                                                    > znaczy: dyskusja o psychologii z klosowskim?

                                                    Imo na takie posty trzeba odpowiadac, bo moga byc szkodliwe dla
                                                    mniej kumatych gosci. Wchodza, czytaja, przejmuja sie i nie ida z
                                                    depresja do fachowca tylko sie truja apapem w domu. Gdyby sie dalo
                                                    takie posty bez dyskusji wyslac w kosmos, to bym byla za.

                                                    > och, dla shangri.li to woda na jej mlyn, taki post. a reszta
                                                    chyba po nim pojec
                                                    > hala. wiec w sumie zostala tylko shan...
                                                    > no, i ja, z moja trawka w zebach, mamlajaca moje prawdy
                                                    niedouczonego filozofa.

                                                    Filozofki.

                                                    > 'sen to takie przyziemne.'
                                                    > zalezy od nocy. czasem przyziemne, czesciej - nie. zawsze -
                                                    bardzo przyjemne. k
                                                    > ocham spac.

                                                    Jeden fajny pisarz SF powiedzial, ze to niesamowite, ze wszyscy
                                                    ludzie na osiem godzin codziennie pograzaja sie w szalenstwie.

                                                    > 'Ufam, ze sol jako dobra mistrzyni potrafi się uczyc od swoich
                                                    uczennic. Hehehe
                                                    > .'
                                                    > tzn: kogo masz na mysli?

                                                    Nie pamietam, o co mi szlo, ale chyba o 'forum'.

                                                    czul

                                                    --
                                                    Fuck you, batteries!
                                                  • 18.05.08, 03:58
                                                    listozmian
                                                    rozumiem o co ci szlo, ale mam takie ale: a jesli akurat dobrze mi sie mysli, to czy nie byloby fajniej napisac dwa posty zamiast noworegulaminowego jednegpo dziennie? czy mam sobie napisac, jesli chce, ale wysylac pojedynczo? albo: mam piach w glowie, rane cieta na sercu itd i nie czuje weny, mam pisac mimo to?

                                                    skad u ciebie to dazenie do organizacji zjawisk? czuje sie niemal zmuszona oponowac ( mina sierotki marysi, gdy spod pelerynki wystaje ogon ;)

                                                    mielismy taka sytuacje na sklocie, w komunie ktora stworzylismy od podstaw. wode nosilo sie w butelkach pod stroma gore, co bylo dosc niewdziecznym zajeciem. i porobilo sie tak, ze wolontariuszy braklo. tj, wszyscy chcieli miec wode, ale czesc nieustennie migala sie od jej dostarczania. wiec siedllismy i zrobilismy ' totalitarny grafik'. niby nic takiego, ale momentalnie z pozornie wolnej grupy stalismy sie grupa zhierarchizowana i opatrzona zasadami.
                                                    w zasadnosc ustalenia tych zasad wtedy jednak juz nie watpilam, dlatego pytam:
                                                    po co wlasciwie ten listozmian? co ma ulatwic? w czym pomoc? jaki jest problem?
                                                    ---
                                                    'troskliwie pielegnowac flatmejtow.'
                                                    to nie moje zarazki, ja ich nie wytworzylam :)
                                                    niech sie sami pielegnuja, nie kocham ich wcale tak bardzo/ nie jestem pielegnica ;]
                                                    ---
                                                    kombinaty religijne.
                                                    lo, jezu... coz, podobno jest w mozgu osrodek religijnosci. ja mam taki maly, ze nie rozumiem tych co leca do kombinatow. oni nie rozumieja mnie.
                                                    amen

                                                    ale relatywnie do innych okresow historycznych , religia przezywa znaczny spadek popularnosci. temu chyba nie zaprzeczysz?
                                                    ---
                                                    w hiszpanii robi sie zakupy w tiendach. a w polsce w shopping mallach? ;p czepilam sie. nie kontynuujmy czepiania sie, no chyba ze bardzo chcesz, to probuj...
                                                    ---
                                                    chuc mlodziezy jako wyraz buntu.
                                                    no co ty? przeciez to juz bylo, na dodatek jest kompletnie skomercjalizowane i wypromowane. wiec chyba nie tu grzyb rosnie...

                                                    a mi chodzilo o to, ze jesli za brak buntu mozna zostac odrzuconym, to moze brak buntu jest buntem przeciw wpolczesnie pojetemu buntowi?
                                                    ---
                                                    'jak ten rozwoj przebiega, skoro go przebiegajacy nie przeszedl fazy budowania wlasnej tozsamosci, opartej na wlasnych doswiadczeniach.'
                                                    dzieci dluzej sa dzieci, przedluzeniami rodzicow. tak juz bylo, zdaje sie w przypadku amerykanskich hipisow - to nie byly 16latki, ale studenci.
                                                    moze i lepiej, bo bunt dzieki temu nie jest juz taki infantylny, pozorny, slomiany i niebezpieczny?
                                                    ---
                                                    co jest inicjacja w doroslosc wspolczesnie?
                                                    nie mam pojecia! co?
                                                    ---
                                                    '(bunt: czyli robimy to, co sie mamie i tacie nie spodoba).'
                                                    o, cholera, a to ci dopiero ciekawa definicja buntu!
                                                    to ja sie nigdy nie buntowalam :)
                                                    bunt wg mnie: robimy to, co wydaje nam sie stosowne, nawet jesli rodzicom sie nie spodoba. to wg mnie spora roznica. to twoje to, bez urazy, ale malpi bunt, imo.
                                                    ---
                                                    w szkole "sa: popularni, ktorzy nadaja ton, sredniaki i pogardzani. '
                                                    to jakas nowosc niby? mysle, ze to po prostu szkolna odmiana hierarchizacji grupy.
                                                    'Jesli ktos nie pasuje do tych grup, jest niszczony. '
                                                    a kiedys nie byl?
                                                    ---
                                                    'Jak moga sie dzieciakom szczerze podobac idealy rodzicow, skoro ten wybor to dzielo przypadku? Skoro nie jest ich?'
                                                    a czyj jest jak nie ich, trzymajac sie stylistyki wolnego wyboru, zapytam?
                                                    przeciez dalej chyba tlucze sie dzeciom do glow lektury obowiazkowe z roznych okresow, peczniejace od idealow roznego sortu. maja tez telewizory, czesto chyba uczeszczaja na msze. wiec wielosc opcji jest.
                                                    przeciez dzieciaki ankietowane iles tak lat temu, tez byly w podobnej sytuacji - mialy do wyboru miedzy idealami rodzicow a idealami spotkanymi w innych kregach. dlatego mowie, ze wg mnie, wybor tych dzieci swiadczy o tym, ze one po prostu zgadzaja sie z rodzicami, ze najwyrazniej rodzice wygrywaja ze wszystkim innym na polu idealow, ktorym warto zadedykowac zycie.
                                                    ---
                                                    piwnica
                                                    'po prostu bym sie nie dala zabic.'
                                                    znaczy kompletna odmowa poswiecenia w imie domniemanego szczescia reszty swiata?
                                                    no, jest to jakas postawa.
                                                    doprowadzona na wysokie tony, moze okazac sie rownie absurdalna jak tezy solaris.

                                                    w tej piwnicy chyba nie ma dobrych rozwiazan. wychodzi cale stado sprzecznosci i problemow. nic dziwnego, ze wojna zmienia psychike. dosw. esktremum, gdzie idealy, przekonania, kultura, ' czlowieczenstwo' padaja jak domki z kart...
                                                    ---
                                                    twoja ' figura retoryczna' czemu miala sluzyc? spolaryzowaniu nas dwoch?
                                                    w jakim celu?
                                                    ---
                                                    watek klosowskiego
                                                    "Imo na takie posty trzeba odpowiadac, bo moga byc szkodliwe dla mniej kumatych gosci. Wchodza, czytaja, przejmuja sie i nie ida z depresja do fachowca tylko sie truja apapem w domu.'
                                                    1.zgadzam sie.
                                                    ale tez mialam ochote wyrazic swoje zdanie w temacie. i shan tez mogla miec.
                                                    2.pamietasz jak namawialam cie na otwarty spor z autorytetem solaris? nie chcialas, bo m. in kazdy ma swoj rozum zeby oceniac.
                                                    czym roznia sie te dwie sytuacje?
                                                    3. dlaczego drwisz z klosowkiego nazywajac go ' klosiem'? czy dlatego, ze nie jestes idealem i zdarza ci sie popelniac bledy wytykane innym?
                                                    4. tak z innej bajki, ale ciagle zapominam: gracjan w wywiadzie mowi ze jest cukiernikiem i pracuje w zawodzie swoim... a to prawie jak kucharz, tylko slodkie.
                                                    ja tam uwielbiam serwowac desery, to podkreca moja kreatywnosc kuchenna :)
                                                    ---
                                                    filozofki...
                                                    rozwin watek koncowek, prosze :)
                                                    bo faktycznie lapie sie na tym, ze filozofka brzmi mi ' nieszlachetnie', pogardliwie niemal... gdybysmy uzywali/ly tych koncowek zawsze, zmienilyby sie ich konotacje u jednostek i spolecznie?
                                                    ---
                                                    'Jeden fajny pisarz SF powiedzial, ze to niesamowite, ze wszyscy ludzie na osiem godzin codziennie pograzaja sie w szalenstwie.'
                                                    no i co z tego ze on tak powiedzial? przeciez z tego, ze dla ciebie jest fajny nie wynika ze ma racje odnosnie snow ;p
                                                    mi sie podoba ten problemat : czy realnosc nie jest tylko snem, czy sen nie jest przypadkiem rownolegla rzeczywistoscia?
                                                    ktos to ladnie ujal, ale nie pamietam i nie chce mi sie szukac. pewnie to znasz
                                                    ---
                                                    sol jako uczennica forum.
                                                    uff, odetchnelam, bo juz kielkowala mi w glowie ponura idea, ze sol - idac tropem dziewczat - mialaby sie powiesic.
                                                    bryyy
                                                    ( jak widzisz sama, najczesciej naprawde latwo mnie uspokoic ..., co ma tyle zalet co wad)


                                                    pozdrawiam :)))
                                                  • 20.05.08, 02:13
                                                    szarylemur napisała:
                                                    ...
                                                    > kombinaty religijne.
                                                    > lo, jezu... coz, podobno jest w mozgu osrodek religijnosci. ja
                                                    mam taki maly, z
                                                    > e nie rozumiem tych co leca do kombinatow. oni nie rozumieja mnie.
                                                    > amen

                                                    A ja tego nie rozumiem, bo to sie wszystko kupy nie trzyma.
                                                    Ja jestem bardzo wierzaca. Ale wierze poza wszelkim systemem i poza
                                                    wszelkimi mozliwymi kombinatami i instytucjami. To przeciez tylko
                                                    przeszkadza i ogranicza.

                                                    > ale relatywnie do innych okresow historycznych , religia przezywa
                                                    znaczny spade
                                                    > k popularnosci. temu chyba nie zaprzeczysz?

                                                    Nie wiem, bo nie znam statystyk.

                                                    > w hiszpanii robi sie zakupy w tiendach. a w polsce w shopping
                                                    mallach? ;p czepi
                                                    > lam sie. nie kontynuujmy czepiania sie, no chyba ze bardzo
                                                    chcesz, to probuj...

                                                    Sama zaczelas, phi.

                                                    > chuc mlodziezy jako wyraz buntu.
                                                    > no co ty? przeciez to juz bylo, na dodatek jest kompletnie
                                                    skomercjalizowane i
                                                    > wypromowane. wiec chyba nie tu grzyb rosnie...

                                                    Nie bylo jak teraz.
                                                    Za khe khe moich czasow w szkole bylo kilka puszczalskich, teraz
                                                    (podobno, tak pisza w gazetach) jest ich wiecej niz kilka. Noi
                                                    dochodzi do tego np zjawisko dziecieco-mlodziezowej prostytucji. 13-
                                                    14 latki, ktore puszczaja sie za sweter albo spodniczke w
                                                    warszawskiej Galerii Mokotow (duzym, dosc ekskluzywnym centrum
                                                    handlowym), maja nawet swoja nazwe - 'galerianki'.
                                                    Czytalam o nich pare reportazy - to nie sa dzieci, ktore
                                                    przymieraja glodem albo nie maja za co kupic zeszytu.

                                                    > a mi chodzilo o to, ze jesli za brak buntu mozna zostac
                                                    odrzuconym, to moze bra
                                                    > k buntu jest buntem przeciw wpolczesnie pojetemu buntowi?

                                                    Nie sadze.

                                                    > dzieci dluzej sa dzieci, przedluzeniami rodzicow. tak juz bylo,
                                                    zdaje sie w prz
                                                    > ypadku amerykanskich hipisow - to nie byly 16latki, ale studenci.
                                                    > moze i lepiej, bo bunt dzieki temu nie jest juz taki infantylny,
                                                    pozorny, slomi
                                                    > any i niebezpieczny?

                                                    Noa jaki jest? Kto sie wspolczesnie buntuje?

                                                    > co jest inicjacja w doroslosc wspolczesnie?
                                                    > nie mam pojecia! co?

                                                    Rytualow przejscia jest malo - moze matura, moze zamieszkanie na
                                                    swoim, chocby tylko w akademiku. Ale bunt, pragnienie bycia 'nie
                                                    taka, jaka rodzice chca, zebym byla' zaczyna inicjacje w siebie.
                                                    Mysle, ze dzieciaki, ktore nie przechodza przez kontestacje, beda
                                                    mialy wielki problem z okresleniem, kim wlasciwie sa - swoimi
                                                    starymi? Wiecznymi dziecmi? Nawet tego nie beda wiedzieli.

                                                    > '(bunt: czyli robimy to, co sie mamie i tacie nie spodoba).'
                                                    > o, cholera, a to ci dopiero ciekawa definicja buntu!
                                                    > to ja sie nigdy nie buntowalam :)
                                                    > bunt wg mnie: robimy to, co wydaje nam sie stosowne, nawet jesli
                                                    rodzicom sie n
                                                    > ie spodoba. to wg mnie spora roznica. to twoje to, bez urazy, ale
                                                    malpi bunt, i
                                                    > mo.

                                                    Przeciez chodzi o poszerzanie granic, o badanie, gdzie sie
                                                    konczy 'moj swiat', o 'bycie zla' i 'robienie zlych rzeczy'. Ja w
                                                    kazdym razie nie przechodzilam przez swoja kontestacje 'stosownie'.

                                                    > w szkole "sa: popularni, ktorzy nadaja ton, sredniaki i
                                                    pogardzani. '
                                                    > to jakas nowosc niby? mysle, ze to po prostu szkolna odmiana
                                                    hierarchizacji gru
                                                    > py.

                                                    Nie w tym stopniu. W tej chwili z artykulow i jednego opracowania
                                                    naukowego, ktore mialam w reku, wynika, ze to jest jakies ekstremum.

                                                    > 'Jesli ktos nie pasuje do tych grup, jest niszczony. '
                                                    > a kiedys nie byl?

                                                    Za moich czasow nie byl.
                                                    Tu jest troche o realiach:
                                                    wyborcza.pl/1,76842,5163538.html
                                                    Innych, bardziej opisujacych system kastowy artykulow jakos nie
                                                    moge znalezc.

                                                    > 'Jak moga sie dzieciakom szczerze podobac idealy rodzicow, skoro
                                                    ten wybor to
                                                    > dzielo przypadku? Skoro nie jest ich?'
                                                    > a czyj jest jak nie ich, trzymajac sie stylistyki wolnego wyboru,
                                                    zapytam?

                                                    Jesli nie obejrzaly tego pod lupa buntu, nie jest ich.

                                                    > przeciez dalej chyba tlucze sie dzeciom do glow lektury
                                                    obowiazkowe z roznych o
                                                    > kresow, peczniejace od idealow roznego sortu.

                                                    Wiele sie tutaj pozmienialo i jeszcze wiele pozmienia.

                                                    maja tez telewizory, czesto chyba
                                                    > uczeszczaja na msze. wiec wielosc opcji jest.

                                                    Mhm. Jak zamachowiec z pietnastoma lontami w reku, ktory zapomnial
                                                    zapalek.

                                                    > ch. dlatego mowie, ze wg mnie, wybor tych dzieci swiadczy o tym,
                                                    ze one po pros
                                                    > tu zgadzaja sie z rodzicami, ze najwyrazniej rodzice wygrywaja ze
                                                    wszystkim inn
                                                    > ym na polu idealow, ktorym warto zadedykowac zycie.

                                                    Rownie dobrze mozna zalozyc, ze te dzieciaki wola miec swiety
                                                    spokoj i nie brac na siebie mąk tworzenia tozsamosci, wiec biora
                                                    uzywana, secondhandowa, od rodzicow.

                                                    [piwnica]
                                                    > znaczy kompletna odmowa poswiecenia w imie domniemanego szczescia
                                                    reszty swiata
                                                    > ?
                                                    > no, jest to jakas postawa.

                                                    Uff, mam postawe.

                                                    > doprowadzona na wysokie tony, moze okazac sie rownie absurdalna
                                                    jak tezy solari
                                                    > s.

                                                    A to doprowadz, bo chce to zobaczyc.

                                                    > w tej piwnicy chyba nie ma dobrych rozwiazan. wychodzi cale stado
                                                    sprzecznosci
                                                    > i problemow. nic dziwnego, ze wojna zmienia psychike. dosw.
                                                    esktremum, gdzie id
                                                    > ealy, przekonania, kultura, ' czlowieczenstwo' padaja jak domki z
                                                    kart...

                                                    I tak, i nie. W sytuacjach eksteremalnego zagrozenia najbardziej
                                                    sprawdzaja sie wiezi klanowe, plemienne. Solidarnosc, altruizm i
                                                    poswiecenie kwitna wlasnie tam.

                                                    > twoja ' figura retoryczna' czemu miala sluzyc? spolaryzowaniu nas
                                                    dwoch?
                                                    > w jakim celu?

                                                    Ktorych nas?
                                                    Ja, lemurze, nie zawsze mocno sie zastanawiam nad tym co pisze,
                                                    wiec nawet jesli specyzujesz, o ktore nas chodzi, to moze sie
                                                    skonczyc na domyslaniu sensu do tego, co napisalam. Nei jestem
                                                    przesadnie gleboka osoba, wiec rzadko to, co pisze, ma jakis
                                                    okreslony tajny cel.

                                                    > watek klosowskiego

                                                    > 1.zgadzam sie.
                                                    > ale tez mialam ochote wyrazic swoje zdanie w temacie. i shan tez
                                                    mogla miec.
                                                    > 2.pamietasz jak namawialam cie na otwarty spor z autorytetem
                                                    solaris? nie chcia
                                                    > las, bo m. in kazdy ma swoj rozum zeby oceniac.
                                                    > czym roznia sie te dwie sytuacje?

                                                    Moze moim chceniem sie?

                                                    > 3. dlaczego drwisz z klosowkiego nazywajac go ' klosiem'? czy
                                                    dlatego, ze nie j
                                                    > estes idealem i zdarza ci sie popelniac bledy wytykane innym?

                                                    To jest calkiem mozliwe. Mam taka maniere zdrabniania nicka, zeby
                                                    zakomunikowac swoj do jego wlasciciela protekcjonalizm.
                                                    Czy bedziemy w tych listach czesciej skupiac sie na moich wadach?
                                                    Ja je moge od razu wszystkie wymienic, zeby bylo szybciej.

                                                    > ja tam uwielbiam serwowac desery, to podkreca moja kreatywnosc
                                                    kuchenna :)

                                                    Cukiernictwo to pot, krew i lzy i bardzo rzadko ma cos wspolego z
                                                    deserowka.

                                                    > bo faktycznie lapie sie na tym, ze filozofka brzmi mi '
                                                    nieszlachetnie', pogard
                                                    > liwie niemal... gdybysmy uzywali/ly tych koncowek zawsze,
                                                    zmienilyby sie ich ko
                                                    > notacje u jednostek i spolecznie?

                                                    W to wierze. Nie brzmi pogardliwie 'lekarka', nie brzmi 'aktorka'.

                                                    > 'Jeden fajny pisarz SF powiedzial, ze to niesamowite, ze wszyscy
                                                    ludzie na osi
                                                    > em godzin codziennie pograzaja sie w szalenstwie.'
                                                    > no i co z tego ze on tak powiedzial? przeciez z tego, ze dla
                                                    ciebie jest fajny
                                                    > nie wynika ze ma racje odnosnie snow ;p

                                                    Jakos mi sie wydaje, ze wyzej napisalas, ze sie nie bedziesz
                                                    czepiac czy cos.

                                                    > mi sie podoba ten problemat : czy realnosc nie jest tylko snem,
                                                    czy sen nie jes
                                                    > t przypadkiem rownolegla rzeczywistoscia?

                                                    A co to za roznica.

                                                    > ktos to ladnie ujal, ale nie pamietam i nie chce mi sie szukac.
                                                    pewnie to znasz

                                                    Z opowiadan SF - Lem o tym pisal i Cortazar chyba i jeszcze paru.

                                                    > sol jako uczennica forum.
                                                    > uff, odetchnelam, bo juz kielkowala mi w glowie ponura idea, ze
                                                    sol - idac trop
                                                    > em dziewczat - mi
                                                  • 20.05.08, 02:14
                                                    Obcielo, ale to byly tlko zlosliwostki nt sol i czulko.
                                                    Czulko.
                                                    --
                                                    "Nie wydaje ci sie ze zyjesz urojeniamy, uwazajac sie za kogos
                                                    intelientniejszego choc nie dostajesz mi nawet do piet." - waldi
                                                    aka ppś
                                                  • 21.05.08, 02:42
                                                    no, dobra
                                                    mozg moj dzis zajmowal sie glownie utrzymaniem ciala na chodzie i chyba tak mu zostalo. zaraz powinnam zaczac proces wygaszania aktywnosci, bo drugie takie dzisiaj moze sie ciezko odbic na mym delikatnym zdrowiu ;]
                                                    ---
                                                    systemy i kombinaty religijne ' ograniczaja i przeszkadzaja tylko'
                                                    no, moze tobie tak, a innym juz niekoniecznie.
                                                    ogolnie lemur rzecze: kombinaty bada pociagac ludzi religijnych, o wysokiej potrzebie afiliacji
                                                    (brzmi tak prosto, ze az nie wierze, no ale moze...)
                                                    dalej mozna sie zaczac zastanawiac skad bierze sie religijnosc i czym uwarunkowana jest zmiennosc osobniczej potrzeby afiliacji.
                                                    ---
                                                    'zjawisko dziecieco-mlodziezowej prostytucji. 13-14 latki, ktore puszczaja sie za sweter albo spodniczke w
                                                    warszawskiej Galerii Mokotow (duzym, dosc ekskluzywnym centrum handlowym), maja nawet swoja nazwe - 'galerianki'. Czytalam o nich pare reportazy - to nie sa dzieci, ktore przymieraja glodem albo nie maja za co kupic zeszytu.'
                                                    przymieraja glodem nowego sweterka, i jeszcze jednego. nie samym chlebem czlowiek zyje... szczegolnie w kapitalizmie.
                                                    wiec , niech bedzie ze jednak nowe jest to zjawisko, znaczy nowa jest jego umasowiona skala, ale skomercjalizowane i wypromowane na pewno. od bravo po cosmo.
                                                    ciekawe jak wyglada psychika takich dziewczynek?
                                                    ---
                                                    'Kto sie wspolczesnie buntuje?'
                                                    no, kto? wydaje mi sie ze pisalas ze nikt tak ' naprawde'....
                                                    ---
                                                    'Mysle, ze dzieciaki, ktore nie przechodza przez kontestacje, beda mialy wielki problem z okresleniem, kim wlasciwie sa - swoimi starymi? Wiecznymi dziecmi? Nawet tego nie beda wiedzieli.'
                                                    a moze kontestacja przebiega po prostu mniej burzliwie, inaczej, w innym czasie?
                                                    ---
                                                    'Przeciez chodzi o poszerzanie granic, o badanie, gdzie sie konczy 'moj swiat', o 'bycie zla' i 'robienie zlych rzeczy'.'
                                                    yyyyy? no, nie rozciagaj moze jednak swoejgo podejscia, swojej definicji buntu na ogol...
                                                    poszerzanie granic, tak, jak najbardziej. ale ze bunt jest ' o byciu zla i robieniu zlych rzeczy?' e tam, u nas takie rzeczy sie nie zdarzaly.
                                                    ja tylko wyrazalam siebie, niemal nigdy - na przekor. zawsze tlumaczylam matce dlaczego robie to, co robie, a jesli nie umialam znalezc wytlumaczenia, probowalam swoje postepki zataic, aby jej nie stresowac niepotrzebnie. ale ja dosc dziwnie wzrastalam, bardzo malo bylo ograniczen i raczej nie byly glupie.
                                                    pewnie wiele zalezy od specyfiki danej rodziny.
                                                    ---
                                                    artykul o marysi jest b. interesujacy. ale jeszcze nie doczytalam. jak doczytam, pogadamy o marysi, znaczy: to taka moja propozycja :)
                                                    jak na razie marysia przeraza, zdumiewa mnie poukladaniem swoim * ale jestem w polowie artykulu*.
                                                    ale powiedz mi: jak traktuje sie w pracy nowa osobe, ktora zamiast nawiazac kontakt z grupa, grupe olewa i chce byc z miejsca pupilka szefa, gwiazda? moze nie az tak okrutnie, moze w ten sposob okrucienstwo sie wyraza, ale... to chyba taki schemat grupy.
                                                    ---
                                                    'Jesli nie obejrzaly tego pod lupa buntu, nie jest ich.'
                                                    oj tam, piszesz jakby trzeba bylo doswiadczyc, przetrenowac jakies wartosci, aby moc je wybrac w ankiecie szkolnej...
                                                    ---
                                                    'Rownie dobrze mozna zalozyc, ze te dzieciaki wola miec swiety spokoj i nie brac na siebie mąk tworzenia tozsamosci, wiec biora uzywana, secondhandowa, od rodzicow.'
                                                    raczej wydaje mi sie, ze im sie te wszystkie wzniosle idealy wydaja smieszne. nie wierza w wartosc ' bycia', chca ' miec', aby byc 'kims'. a dlaczego? moze chca sie odnalezc w swiecie 'gospodarki wolnorynkowej'? a czemu tak ja kochaja? a to juz rzeczywiscie nie wiem...
                                                    ---
                                                    mozliwa absurdalnosc twojej postawy
                                                    ymmm, nie dzisiaj, sorry
                                                    mozliwe ze nic nie wymysle :) ale postaram sie ;)
                                                    ---
                                                    'W sytuacjach eksteremalnego zagrozenia najbardziej sprawdzaja sie wiezi klanowe, plemienne. Solidarnosc, altruizm i poswiecenie kwitna wlasnie tam. '
                                                    no, jakos watpie aby zakwitly w tej nieszczesnej piwnicy...
                                                    ---
                                                    pomijam watek klosowski - solaris - ratowanie rozumnych oraz polaryzacje, jak i gracjana, bo najpierw to:
                                                    'Czy bedziemy w tych listach czesciej skupiac sie na moich wadach?'
                                                    bo ja wiem? te kilka sytuacji, szczeg klosowski wydala mi sie bardzo lepka... jakbys odwolanie do kryterium racjonalnosci, np, stosowala jedynie przeciw komus, ale juz nie wobec siebie
                                                    oczywiscie, przyjemniej byloby gdybysmy skupily sie na wadach innych ludzi... niz zaczely sie szarpac za wlosy.
                                                    ale jakos tak slodzic by slodzic to nie wiem, czy ma sens poznawczy... z drugiej strony jednak nie lubie jak mnie chwytaja za piety

                                                    'Ja je moge od razu wszystkie wymienic, zeby bylo szybciej.'
                                                    ha ha, to ze sama przyznasz sie do winy, nie znaczy jeszcze ze sie z nich wyczyscisz, ze inni ich nie wytkna.
                                                    to bardzo sprytne. sama tak czesto robie/ robilam.

                                                    czepianie sie, wytykanie bledow
                                                    to boli.
                                                    ale czy jest niepotrzebne?
                                                    wolalabys zebym przemilczala to, co uwazam za twoje bledy na forum?
                                                    ---
                                                    na razie :)




                                                    --
                                                    ...gdzież szukać mamy Bogominoga?...
                                                  • 22.05.08, 02:18
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > no, dobra
                                                    > mozg moj dzis zajmowal sie glownie utrzymaniem ciala na chodzie i
                                                    chyba tak mu
                                                    > zostalo. zaraz powinnam zaczac proces wygaszania aktywnosci, bo
                                                    drugie takie dz
                                                    > isiaj moze sie ciezko odbic na mym delikatnym zdrowiu ;]

                                                    Znam paru kucharzy i to sa krzepkie, halasliwe chlopy. Jakos
                                                    ciebie, chuchrzaku, w kuchni nie widze.

                                                    > systemy i kombinaty religijne ' ograniczaja i przeszkadzaja tylko'
                                                    > no, moze tobie tak, a innym juz niekoniecznie.
                                                    > ogolnie lemur rzecze: kombinaty bada pociagac ludzi religijnych,
                                                    o wysokiej pot
                                                    > rzebie afiliacji
                                                    > (brzmi tak prosto, ze az nie wierze, no ale moze...)

                                                    Jasne - imo to jedna z podstawowych potrzeb, ktore spelnia wiara.
                                                    Przynalezy sie i ma sie gotowa tozsamosc. Noi wiara na ogol jest
                                                    sposobem tlumaczenia kosmosu, sensu zycia itd. Wszystko w zgrabnym
                                                    pakiecie, nei trzeba tego sobie sklejac samemu po omacku.
                                                    Noale to tez ogranicza - z tych samych powodow.

                                                    > dalej mozna sie zaczac zastanawiac skad bierze sie religijnosc i
                                                    czym uwarunkow
                                                    > ana jest zmiennosc osobniczej potrzeby afiliacji.

                                                    Imo w kombinatach chodzi raczej o konsumpcyjna filozofie zycia.
                                                    Taki kombinat jest dla kanapowych ziemniakow, ktore polowe swoich
                                                    zyciowych problemow usuwaja przy pomocy pilota do telewizora.

                                                    > 'zjawisko dziecieco-mlodziezowej prostytucji. 13-14 latki, ktore
                                                    puszczaja sie
                                                    > za sweter albo spodniczke w
                                                    > warszawskiej Galerii Mokotow (duzym, dosc ekskluzywnym centrum
                                                    handlowym), maja
                                                    > nawet swoja nazwe - 'galerianki'. Czytalam o nich pare reportazy -
                                                    to nie sa d
                                                    > zieci, ktore przymieraja glodem albo nie maja za co kupic
                                                    zeszytu.'
                                                    > przymieraja glodem nowego sweterka, i jeszcze jednego. nie samym
                                                    chlebem czlowi
                                                    > ek zyje... szczegolnie w kapitalizmie.

                                                    Tak tak. Jednak sweterek u Maslowa jest dosc wysoko, w sensie do
                                                    przezycia niekonieczny. Albo wiec te dziewczynki cenia swoja
                                                    intymnosc nisko albo presja na posiadanie sweterka lokuje sie
                                                    jednak u nich zaraz po potrzebie zaspokajania glodu.

                                                    > wiec , niech bedzie ze jednak nowe jest to zjawisko, znaczy nowa
                                                    jest jego umas
                                                    > owiona skala, ale skomercjalizowane i wypromowane na pewno. od
                                                    bravo po cosmo.
                                                    > ciekawe jak wyglada psychika takich dziewczynek?

                                                    Mnie to tez ciekawi, ale osobiscie nigdy sie nie spotkalam -
                                                    zreszta pewnie nie mialabym smialosci wypytywac o to dzieci. W
                                                    artykulach bylo cytowanych rozmow z tymi dzieciakami - chyba te
                                                    kwadranse w samochodach sponsorow to dla nich cos w rodzaju czegos,
                                                    o czym nalezy szybko zapomniec, a napawac sie reszta. Uwaga 'wujka'
                                                    i nowym fantem glownie.
                                                    Dla mnie to wszystko jest potwornie smutne.

                                                    > 'Kto sie wspolczesnie buntuje?'
                                                    > no, kto? wydaje mi sie ze pisalas ze nikt tak ' naprawde'....

                                                    No bo tak wlasnie mysle.
                                                    Jak pisali idole mojej mlodosci, 'walka z Babilonem moze stac sie
                                                    Babilonem samym w sobie'.

                                                    > a moze kontestacja przebiega po prostu mniej burzliwie, inaczej,
                                                    w innym czasie
                                                    > ?

                                                    Moze to sie jeszcze okaze.

                                                    > ja tylko wyrazalam siebie, niemal nigdy - na przekor. zawsze
                                                    tlumaczylam matce
                                                    > dlaczego robie to, co robie, a jesli nie umialam znalezc
                                                    wytlumaczenia, probowa
                                                    > lam swoje postepki zataic, aby jej nie stresowac niepotrzebnie.
                                                    ale ja dosc dzi
                                                    > wnie wzrastalam, bardzo malo bylo ograniczen i raczej nie byly
                                                    glupie.
                                                    > pewnie wiele zalezy od specyfiki danej rodziny.

                                                    No tak.
                                                    Moglam wyrazac siebie do imentu i w dowolnych granicach. Dlatego
                                                    nie kojarzy mi sie to z buntem, bo to bylo na zupelnym legalu.

                                                    > artykul o marysi jest b. interesujacy. ale jeszcze nie
                                                    doczytalam. jak doczytam
                                                    > , pogadamy o marysi, znaczy: to taka moja propozycja :)

                                                    To czekam.

                                                    > ale powiedz mi: jak traktuje sie w pracy nowa osobe, ktora
                                                    zamiast nawiazac kon
                                                    > takt z grupa, grupe olewa i chce byc z miejsca pupilka szefa,
                                                    gwiazda? moze nie
                                                    > az tak okrutnie, moze w ten sposob okrucienstwo sie wyraza,
                                                    ale... to chyba ta
                                                    > ki schemat grupy.

                                                    Ale ona nie chciala byc pupilka szefa, tylko po prostu taka byla.
                                                    Zreszta poszlo o wladze, w moim przekonaniu. Zaatakowala ja
                                                    bowiem 'grupa trzymajaca wladze' w klasie.

                                                    ...
                                                    > ---
                                                    > 'Rownie dobrze mozna zalozyc, ze te dzieciaki wola miec swiety
                                                    spokoj i nie bra
                                                    > c na siebie mąk tworzenia tozsamosci, wiec biora uzywana,
                                                    secondhandowa, od rod
                                                    > zicow.'
                                                    > raczej wydaje mi sie, ze im sie te wszystkie wzniosle idealy
                                                    wydaja smieszne. n
                                                    > ie wierza w wartosc ' bycia', chca ' miec', aby byc 'kims'. a
                                                    dlaczego?

                                                    Z tego, co czytalam w Newsweeku jakiis miesiac czy dwa temu, 'miec'
                                                    jest juz passe. Zeby byc kims, trzeba posiadac unikalny talent,
                                                    zdolnosci, zainteresowania albo osiagniecia. 'Miec', jak sobie sama
                                                    dopowiedzialam, panuje tam, gdzie 'byc' sie w taki sposob nie moze,
                                                    czyli pewnie w mniejszych osrodkach.

                                                    moze ch
                                                    > ca sie odnalezc w swiecie 'gospodarki wolnorynkowej'? a czemu tak
                                                    ja kochaja? a
                                                    > to juz rzeczywiscie nie wiem...

                                                    Moze bo nie pamietaja nic innego.
                                                    Pare razy spotkalam sie u dwudziestolatkow z silna niechecia do
                                                    PRLu, z taka zupelna nienawiscia, potepieniem w czambul
                                                    wszystkiego. Nawet na forum Kuchni - mlodzieniec ktory nie mial
                                                    pojecia o latach 40-90 ubieglego wieku, upiera sie, ze ludzie
                                                    zywili sie wtedy mniej wiecej tym, czym nierogacizna. Itd. Maja
                                                    jeden model swiata, wiec trudno im o dystans do niego?

                                                    > mozliwa absurdalnosc twojej postawy
                                                    > ymmm, nie dzisiaj, sorry
                                                    > mozliwe ze nic nie wymysle :) ale postaram sie ;)

                                                    Dawaj!

                                                    [sila plenienia]
                                                    > no, jakos watpie aby zakwitly w tej nieszczesnej piwnicy...

                                                    Rodzice na pewno broniliby dziecka.

                                                    > pomijam watek klosowski - solaris - ratowanie rozumnych oraz
                                                    polaryzacje, jak i
                                                    > gracjana, bo najpierw to:
                                                    > 'Czy bedziemy w tych listach czesciej skupiac sie na moich
                                                    wadach?'
                                                    > bo ja wiem? te kilka sytuacji, szczeg klosowski wydala mi sie
                                                    bardzo lepka... j
                                                    > akbys odwolanie do kryterium racjonalnosci, np, stosowala jedynie
                                                    przeciw komu
                                                    > s, ale juz nie wobec siebie

                                                    E, nic z tego nie rozumiem.

                                                    > oczywiscie, przyjemniej byloby gdybysmy skupily sie na wadach
                                                    innych ludzi... n
                                                    > iz zaczely sie szarpac za wlosy.
                                                    > ale jakos tak slodzic by slodzic to nie wiem, czy ma sens
                                                    poznawczy... z drugie
                                                    > j strony jednak nie lubie jak mnie chwytaja za piety

                                                    To, ze ja przemilcze sprawe twojego - powiedzmy - wielkiego
                                                    nochala, a ty nie bedziesz mi przy kazdej okazji powtarzac, ze
                                                    wolisz miec wielki nos niz stopy jak pletwy, to nie oznacza,
                                                    ze 'bedziemy sobie slodzic'.

                                                    > 'Ja je moge od razu wszystkie wymienic, zeby bylo szybciej.'
                                                    > ha ha, to ze sama przyznasz sie do winy, nie znaczy jeszcze ze
                                                    sie z nich wyczy
                                                    > scisz, ze inni ich nie wytkna.

                                                    To akurat mam w nosie. Niespecjalnie sie z nimi kryje.

                                                    > to bardzo sprytne. sama tak czesto robie/ robilam.

                                                    Nie o to chodzilo. Piszesz o retorycznym chwycie - 'uprzedzaniu
                                                    krytyki', ale mi po prostu nie o taka rozmowe chodzi. Poczulam sie
                                                    po prostu tak, jakbym poszla do kina, a tu nagle okazalo sie, ze
                                                    zamiast filmu beda mi robic pedikjur. Nie halo.

                                                    > czepianie sie, wytykanie bledow
                                                    > to boli.
                                                    > ale czy jest niepotrzebne?

                                                    No, bo ja wiem.
                                                    Zalozmy, ze mam gruby tylek i o tym wiem. I ktos w rozmowie o
                                                    pogodzie, bogu i muzyce mowi znienacka 'a twoj tylek jest gruby'.
                                                    Mamy czas i ochote i wszystkie tematy swiata. Noi - mozesz mi
                                                    powtorzyc kilkaset razy te zalozona prawde o mnie - i?

                                                    > wolalabys zebym przemilczala to, co uwazam za twoje bledy na
                                                    forum?

                                                    Wolalabym zrozumiec, po co w ogole mamy o tym rozmawiac.
                                                    czul

                                                    --
                                                    What? I'm just tying me laces, man.
                                                  • 22.05.08, 05:10
                                                    'Znam paru kucharzy i to sa krzepkie, halasliwe chlopy. Jakos
                                                    ciebie, chuchrzaku, w kuchni nie widze.'
                                                    lol! co za stereotypy!
                                                    jestem silna i zwinna, wycwiczona w ' srodowisku kuchennym', tylko mam slabe baterie. zreszta, do czego ta sila mialaby byc potrzebna?
                                                    zas chef z ktorym pracuje preferuje dryl niemal wojskowy i sarkazm, angielski humor zamiast - na szczescie - przasnych mlaskajacych dowcipasow.
                                                    jesli przestane sie katastrofalnie spozniac ( 2, 5 godziny dzisiaj, grrr), zmienie sobie grafik zycia, to bedzie spoko.
                                                    choc, rzecz jasna, jestem otwarta na zmiany w mej mikrej karierze.
                                                    ---
                                                    kombinaty rel
                                                    ' Noale to tez ogranicza - z tych samych powodow.'
                                                    no, jasne, wszystko ma swoje plusy i minusy. zapewne niektorzy nie maja po prostu szczegolnie silnej potrzeby wolnosci, moze wolnosci ' duchowej'. wola sie bezpiecznie 'zafiliowac'
                                                    kilka lat temu wyborcza wydrukowala tekst kolakowskiego, w ktorym opisuje on czlowieka jako rozpietego pomiedzy potrzeba bezpieczenstwa a potrzeba wolnosci. moze jakos to gdzies znajde, to przelinkuje.
                                                    ---
                                                    'w kombinatach chodzi raczej o konsumpcyjna filozofie zycia'
                                                    czyli, tworcy kombinatow wpasowali sie w nisze ekonomiczna, target sobie znalezli.
                                                    doskonaly przyklad na to jak to obecnymi czasy - zamiast krytykowac i zwalczac jakies zjawisko, robi sie na nim kase. granice ' zdrowego rozsadku' czy normalnosci, akceptowalnosci znacznie sie przesunely.
                                                    zamiast nazywac rzeczy czy sytuacje dobrymi/ zlymi, wykorzystuje sie je jako zrodlo zysku. pluralizacja prawdy, moralnosci do tego doprowadzily, moim zdaniem, i w skrocie.
                                                    ---
                                                    'sweterek u Maslowa '
                                                    mozliwe, ze gdyby maslow zyl w naszych czasach, u samej postawy swojej piramidy, w zakres potrzeb podstawowych, fizjologicznych wpisalby ' nowy sweterek' ;) no, przynajmniej w odniesieniu do dziewczynek z warszawy, przedstawicielek kultury zachodniej.
                                                    moze bez tego sweterka dziewczynka nie umrze w sensie fizycznym , ale juz w sensie spolecznym - mozliwe ze tak, ze brak tego sweterka zepchnie ja na dno dzieciecego stada, zmiejszy jej szanse juz na starcie, przyczyniajac sie dlugofalowo do jej niskiej pozycji spolecznej, gorszej pracy, mniejszych szans na rynku erotyczno - zwiazkowym, prokreacyjnym... dziewczynka taka zapewne sama sobie takich mysli nie precyzuje, za to ma je podsuniete w formie zmodyfikowanej przez prase, telewizje, reklamy...

                                                    "chyba te kwadranse w samochodach sponsorow to dla nich cos w rodzaju czegos, o czym nalezy szybko zapomniec, a napawac sie reszta. '
                                                    chyba tak
                                                    znam jedna doslownie dziewczyne, ktora dorabiala sobie czasem jako