Dodaj do ulubionych

Charakter bez wyrazu na silną osobowość

25.07.08, 23:29
Czy jest taka terapia?
Moje małżeństwo rozpadło się, gdyż żona stwierdziła iż nie jestem dla niej
podporą i oparciem psychicznym.
Mam raczej dobry charakter, uczynny, pomagam w domu. Jednak mam też wybuchy
złości, że nie mogę lub nie widzę rozwiązania jakiegoś problemu rodzinnego.
Często się obrażałem na żonę.
Sam sobie nie poradzę.
Edytor zaawansowany
  • opcja1-3 26.07.08, 00:05
    Dla chcącego nie ma nic trudnego.
    Pomyślności z okazji Imienin.
  • katinka6 27.07.08, 14:45
    krzycho_51 napisał:

    > Czy jest taka terapia?
    > Moje małżeństwo rozpadło się, gdyż żona stwierdziła iż nie jestem
    dla niej
    > podporą i oparciem psychicznym.
    Czasami bycie podporą dla drugiej osoby, z którą tworzy się związek,
    nie oznacza koniecznie rozwiązywania za kogoś problemów, ale po
    prostu BYCIE - zrobienie komuś herbaty, zabranie na spacer i
    porozmawianie o bzdurkach czy pójście do zoo i pogapienie się na
    małpy, bo najweselsze lub hipopotamy, bo spokojne:)) Często jest to
    wystarczające do tego, że ktoś sam rozwiązał jakiś problem. Tego nie
    trzeba uczyć się na terapiach:)) Tak sądzę, ale moge się mylić:)

    > Mam raczej dobry charakter, uczynny, pomagam w domu. Jednak mam
    też wybuchy
    > złości, że nie mogę lub nie widzę rozwiązania jakiegoś problemu
    rodzinnego.
    > Często się obrażałem na żonę.
    > Sam sobie nie poradzę.

    Nie wierzę:)) Może po prostu trzeba przestać wybuchać i obrażać, bo
    to piaskownicą trąci:)
  • matheu 28.07.08, 18:09
    Katinka, bardzo fajnie piszesz - o tej herbacie i spacerze!!!
  • katinka6 29.07.08, 11:24
    matheu napisał:

    > Katinka, bardzo fajnie piszesz - o tej herbacie i spacerze!!!

    Skoro uważasz, że fajnie, to dobrze. Ludziom wspieranie kogoś
    kojarzy się zazwyczaj z dokonywaniem wielkich rzeczy. Tymczasem
    często wystarczą naprawde drobnostki, świadczące po proatu o tym, że
    to, co dzieje się z drugim człowiekiem, nie jest nam obojętne. I
    tyle:)
  • panismok 27.07.08, 15:14
    Cześć
    Piszesz, że zdarzają Ci się wybuchy złości... To zdumiewające, ile łagodnych i spokojnych na pierwszy rzut oka osób nie umie sobie radzić z nagromadzonymi w środku frustracjami i agresją...

    Może pomyśl w tym kierunku: osoba dająca poczucie bezpieczeństwa to taka, która podejmuje dialog, nie obraża się, a z ewentualnych problemów nie robi tragedii. Może się oczywiście rozzłościć, ale ważne, żeby wiedziała na co/kogo jest zła. Nie może być tak, że wkurza Cię jakaś sytuacja/szef/praca/etc., a ofiarą Twojej agresji pada żona.
    Wtedy rzeczywiście nie czuje się bezpiecznie i ja się niespecjalnie dziwię.

    A problemy się najlepiej rozwiązuje przez wspólna burzę mózgów, a nie przez wzajemne pretensje.

    A terapeuta może Ci pomoże ustalić, co/kto Cię w życiu tak denerwuje... Zresztą później może wybierzcie się razem - jeśli jakaś część problemu leży "po stronie" żony, będzie łatwiej. Ale zacznij od siebie. ;-)
    Pozdrawiam
  • shangri.la 27.07.08, 17:37
    Obawiam się, że to był tylko pretekst Twojej żony.
    Kiedy tchórz chce odejść plecie takie bzdury, dokładając Ci na odchodne tak,
    abyś cierpiał z poczucia winy.
    Zastanów się nad prawdziwa przyczyną rozpadu Waszego małżeństwa.
    --
    My Shangri-La beneath the summer moon, I will return again :)
  • panismok 27.07.08, 18:41
    chyba za mało danych (zarówno o autorze wątku, jak i o żonie), żeby od razu decydować, że ona "tchórzy". Problem braku wsparcia w związku nie musi być wydumany.

    A tak po cichu sobie myślę, że faktycznie Autor miałby nam jeszcze sporo do opowiedzenia i w tym "nieopowiedzianym" pies pogrzebany.;-)
  • shangri.la 27.07.08, 19:28
    Myślę, że też za mało danych na temat wspominanej przez autora "agresji".
    Słowna, fizyczna, sporadycznie czy regularnie...?
    Fakt , że żona nie użyła tego argumentu ,moim zdaniem dowodzi, że nie było to
    nic drastycznego.
    Autor pisze, że pomagał w domu, może równie sporadycznie jak bywał agresywny?
    Coś mi tu nie pasuje....
    --
    My Shangri-La beneath the summer moon, I will return again :)
  • stokrootka40 27.07.08, 19:53
    Mam tak samo. Tylko to ja jestem tą żoną, która nie ma wsparcia w mężu. On się
    zachowuje jakby był najstarszym, najposłuszniejszym dzieckiem. Robi to, o co go
    poproszę, ale.... nie rozmawia ze mną, nie ma przyjaciół, nie chce wychodzić
    nigdzie z domu...
    Czuję się przy nim baaaardzo samotna....
  • countrydreams 27.07.08, 22:55
    Co prawda spotykalismy sie dopiero 6 miesiecy, ale te jego wybuchy
    zlosci - z blachych powodow, ktorych czasami on sam nie mogl
    dokladnie wytlumaczyc - zaczely sie dosc wczesnie. Po ( tylko ! )
    szesciu miesiacach nie byl w stanie nawet dyskutowac na jakikolwiek
    temat. Nawet najmniejsza uwaga w strone WYJASNIENIA - NIE krytyki,
    bo on odbieral to jako krytyke - wprowadzala go w stan goraczkowy...
    Nie bylo mozliwosci dyskusji.
    Czesto sie tak jakby obrazal, niedzywal, zgrywal zimnego bedac
    pewnym ze ja postaram sie o zgode. Mialam wrecz wrazenie ze on sie
    tym delektuje.
    Tak samo, jak Twoja zona - mialam coraz mniejsze uczucie podpory i
    oparcia.
    Z drogiej strony - potrafi byc uczynny i dobry. Widze ze jest
    uczuciowy.
    Z czasem czulam jak wszystko mu tak jakby obojetnieje. Mialam
    wrazenie ze wstapila bariera. Tak jakby on chcial, a nie moglbyc
    dobrym & kochanym.
    Zaczely sie niewinne obrazy typu - myslalem, ze jestes bardziej
    inteligetna, uwazasz ,ze zasluzylas na spotkanie? I tego typu.

    Zrozumialam, ze to nie ma sensu i oznajmilam, ze z przykroscia,ale
    ja tak nie moge. Czulam ze nie jestem dla niego powodm do radosci,
    ale bardziej powodem do krytyki. A wiec po co sie meczyc na dluzsza
    mete?
    W tym samym czasie widzialam jak obrazal takze innych ludzi -
    bliskich, jak np. swojego brata, ale takze obcych, np. stroza na
    prakingu...
    Krzycho_51 - zdaje sobie sprawe, ze powinnam byc cierpliwa,
    przczekac zlosci, znalezc moment i wzsystko mu wytlumaczyc. Jak na
    kochajaca kobiete przystalo. Ale czy czlowiek funkcjonujacy w taki
    sposob przez 32 lata, tak uparty i tak niedostepny jak moj byly
    chlopak - bylby w stanie zmienic sie dla milosci? Gdzie jego
    wrodzona logika i to pewne wyczucie ktore jest tak potrzebne do
    prowadzenia szczesliwego partnerstwa?
    Prawdopodobnie brakuje go takze i Tobie.
    Pozatym powstaje tez jedno WAZNE & ZASADNICZE pytanie - czy Ty
    kochasz swoja zone? Jesli tak - jak mozesz jednoczesnie ja ranic
    np. wybuchami zlosci? Np. obrazaniem sie?
    Tak i ja sie zastanawialam - jak mozna osobie ktora sie kocha
    zadawac takie ciosy...
    Teraz nie wiem jaka jest Twoja zona, ale ja uwazam ze w stosunku do
    mojgo bylego zachowywalam sie w stylu anielskim. Bylam mila,
    kochana, oddana, wierna, szanowalam i respektowalam go. Jestem
    zdecydowanie za ZDROWYMI relacjami. Drobne problemy - oczywiscie
    zdazaja sie. Ale czy to powod do wrecz znecania sie nad droga osoba?

    To swietne, ze zdajesz sobie z tego sprawe i przyznajesz sie ze sam
    sobie nie dasz rady. Chcialam zeby i moj byly chlopak tak
    powiedzial. Jego wielka duma nie pozwala mu na to. Widzialam ze sie
    meczy sam ze soba. Widzialam ze ma metlik w glowie.

    Ale ja moze i jestem w stanie mu pomoc, ale nie chce. Dla wlasnego
    dobra. To, co jest w nim - wcale nie jest zdrowe. Przecierpialam
    swoje. Czasami do dzis w pewnych momentach kluje mi serce i
    zatesknie - ale zaraz pytam sie - za czym...

    Ps. Nie jestem psychologiem, ale podejzewam ze to wzor przejety z
    dziecinstwa. U mojegobylego Pana sytuacja miala sie tak, ze mial
    ojca alkocholika ktory rzekomo bil matke. On jako sy jej bronil i
    ciagle wlaczyl z ojcem - tak mu to weszlo w krew, ze dzis walczy z
    kazdym wokolo. Tak jakby w kazdym widzial tego ojca na ktorego sie
    obrazal, ktorego obrazal, ktory byl nienawidzony, jednal byl - i tu
    problem w nieumiejetnosci rozwiazania sytuacji. To moja
    interpretacja.
    Szkoda - bo takim zachowaniem mozna wiele zniszczyc.

    Zycze powodzenia i sorry za dlugi tekst :-)
  • leda16 28.07.08, 21:04
    czlowiek funkcjonujacy w taki
    > sposob przez 32 lata, tak uparty i tak niedostepny jak moj byly
    > chlopak - bylby w stanie zmienic sie dla milosci? Gdzie jego
    > wrodzona logika i to pewne wyczucie ktore jest tak potrzebne do
    > prowadzenia szczesliwego partnerstwa?


    Pewnie się zdziwisz,ale ten mężczyzna (bo trudno mówić o 32 letnim "chłopaku"), cierpiał na poważne zaburzenia osobowości będące skutkiem uszkodzenia centralnego układu nerwowego, zwane charakteropatią. Uraz lub szereg drobnych mikrouszkodzeń mózgu mogło powstać nawet przy obronie matki, lub wcześniej. Do tego dołączyły się nabyte wzorce zachowania obecne w rodzinie dysfunkcyjnej, obciążenia genetyczne. Stąd duże trudności w samokontroli, nietrzymanie afektu, późniejsze wyrzuty sumienia z powodu nieprawidłowych reakcji emocjonalnych, chęć poprawy, przebłyski dobroci i empatii oraz prawidłowo wykształcona sfera uczuciowo-etyczna. Ci ludzie bardzo chcą zachowywać się w sposób społecznie akceptowany a najtragiczniejsze jest właśnie to, że ich wola znajduje się w żelaznych okowach uszkodzonego mózgu. Charakteropatia może przybierać postać nastawień ksobnych (człowiek podejrzewa, że za krytyką czają się złe intencje)osobowości schizoidalnych (wycofywanie się z szerszych kontaktów społecznych),paranoidalnych, reakcji rzekomonerwicowych, głęboko skrywanego poczucia niepełnowartościowości i lęku. Z powodu uszkodzonego mózgu - teoretycznie nie ponoszą odpowiedzialności za swój charakter i w żadnej mierze nie są w stanie świadomie go kształtować.

    Ale ja moze i jestem w stanie mu pomoc, ale nie chce.

    Nie pochlebiaj sobie - nie jesteś! Na analogicznych zasadach, jak nie jesteś w stanie wyprostować "tłumaczeniem" czyjegoś skrzywionego nosa :). Pewną poprawę może dawać tonizowanie ich agresywnego "pogotowia" i innych zaburzeń środkami farmakologicznymi. Na starość łagodnieją, ale generalnie rzecz biorąc, życie z takim człowiekiem bywa trudne. Dobrze zrobiłaś, że odeszłaś.



    --
    Spadaj wreszcie w podskokach schangri.la z tego Forum, czego tu jeszcze szukasz??? Rzekomo od 3 lat jesteś tu niszczona, tępiona, prześladowana i trzymasz się go jak rzep psiego ogona. A co najgorsze, na psychologii znasz się tyle, co krowa na gwiazdach dlatego tym bardziej to miejsce nie dla ciebie. Usiłujesz tępić ludzi w twoim mniemaniu chorych psychicznie, obrzucasz ich wyzwiskami, insynuujesz czyny kryminalne, mącisz, plotkujesz i poza żałosnymi,egocentrycznymi prostackimi tekstami nie masz nic mądrego do powiedzenia. Ty schangri.la jesteś wyraźnie uzależniona od tego Forum, bo gdyby komuś innemu robiono tu "krzywdę" tak, jak rzekomo tobie, to by nawet tu nie zajrzał. Każde uzależnienie można leczyć, więc zakonotuj to sobie w tych paru szarych komórkach, jakie ci jeszcze zostały, zaś na zespół urojeniowy przysługuje renta - pomyśl o tym. Nie będziesz musiała bezczynnie siedzieć nawet te 4 godz. w robocie. Zresztą, czegóż ty możesz te biedne dzieci nauczyć - nietolerancji, rasizmu, chamstwa?
  • countrydreams 29.07.08, 12:20
    Nie dziwie sie.
    Zdaje sobie sprawe z tego, ze ta osoba ma jakies zaburzenia. Nawet
    takze z tego, ze jemu samemu niejest z tym dobrze. Widzialam, jak
    czasami meczyl sie w swoim wlasnym swiecie.
    Ilu jest takich, jak on? Zreszta kazdy z nas nosi w sobie jakies
    potwory i boryka sie z problemami wlasnej psyche i wlasnej
    przyszlosci - i tu wycodzi na jaw prawdziwa inteligencja. Czy jestem
    w stanie zrozumiec siebie, pojac wlasne wady, plusy, munusy i
    umiejetnie je wtopic w zycie codzienne.

    Zycze wszystkim osobom majacym partnera, jak moj byly chlopak - aby
    byly na tyle silne, zeby zrozumiec, ze on nieszczesliwy, nas tym
    bardziej nie uszczesliwi i odejsc zatrzymujac w sercu piekne momenty
    a wychodzic o ciut madrzejszym. :-)
  • lifeisaparadox 28.07.08, 19:08
    Terapia powiadasz, no sa te terapie troche zroznicowane, ale zdaje sie bazuja na
    podobnych mechanizmach.
    Generalnie terapia to rozpoznanie, klasyfikacja, na bazie ktorej dopasowuje sie
    rozwiazania dla kazdego indywidualnie.

    Juz moge Ci powiedziec w czym tkwi problem moim zdaniem i gdzie jest blad w
    postrzeganiu "silnej osobowosci" kryjacy sie w Twoim opisie, ale bedzie to mialo
    wieksza moc jak sie dowiesz tego wlanie na terapii. Bedzie to po prostu bardziej
    osobiste i konstruktywne, szersze i dokladne, dlatego polecam. No nie bedziemy
    sie tu bawic w porady wuja sama bo to ma krotkie nogi.

    Gdzie szukac? a gdzie mieszkasz?
    Ja kursowalem do psychiatry po lekarstwa (ktore wogole nie skutkowaly) tak
    dowiedzialem sie o terapeutach i terapiach w mojej okolicy, dostalem
    skierowanie, przelamalem sie i przeszedlem swoje, teraz jestem zadowolony. Moze
    sprobuj tej samej drogi?
    Polecam terapie grupowa ze wzgledu na wiecej materialu ktory sie przerabia,
    powtarzajace sie kwestie wspolne, przyklady mechanizmow innych osob, no i
    motywacje do mowienia o swoich sprawach szerzej i barziej precyzyjnie.


    --
    www.freetibet.pl/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka