Dodaj do ulubionych

patologiczny bałagan - do psychologa?

17.09.08, 00:05
Od urodzenia (niemal) naszej córki borykamy się z jej
bałaganiarstwem.
Jak tylko stanęła na nogi, jej ulubionym zajęciem było wywalanie z
szafek i taplanie się w powstałym chaosie.
Dziewczynka obecnie ma lat dziewięć i.....wcale jej to nie
przeszło!!!
Wypróbowaliśmy wszytko: kary, nagrody, sprzątanie pokazowe,
zawstydzanie przy rodzinie i obcych - nic nie działa.
Jest mi już źle od zadawania 100 razy na dzień pytania: "jak tam w
twoim pokoku?" "posprzątane?"

Dziś, po raz kolejny zadałam pytanie. Odpowiedź - jak zwykle -
twierdząca. Po powrocie z pracy zastałam chaos.

Specjalnie używam słowa chaos. Nie jestem pedantką, umiarkowany
nieład artystyczny mi nie przeszkadza. Jednak wywleczone cztery
piżamy, skotłowane razem z lalkami i ścinkami gazet oraz resztkami
jedzenia - już przeszkadzają. Brudne majtki na środku łazienki -
też. Pięćdziesiąt napoczętych książek w kazdym kącie pokoju - takoż.

Po rozmowie z mężem postanowiliśmy poradzić się psychologa - bo może
to jest jakiś poważniejszy problem? Może czegoś nie dostrzegamy?
Może to jest jakiś objaw? Próba zwrócenia na siebie uwagi?

Myślicie, że psycholog jest w stanie dotrzeć do źródła tak
patologicznego bałaganiarstwa? Czy jakaś jednostka chorobowa objawia
się robieniem wokół siebie chaosu?

--
www.frustratka.blox.pl
Edytor zaawansowany
  • 17.09.08, 08:07
    Byc moze to ADD Attention Deficit Disorder- nazywany deficytem
    uwagi lub ADHD

    tu nie pytaj, tylko lepiej idz do psychologa, zrob dziecku testy

    powodzenia
  • 17.09.08, 10:29
    pójdę, pójdę - to już postanowione
    tylko dziwi mnie, że oprócz robienia bałaganu dziecię nie ma
    problemów z niczym - uczy się świetnie, czyta od 3. roku życia, ma
    fantastyczny słuch, jest bystra i wygadana - naprawdę jedynym
    problemem - ale za to niszczącym nas wszystkich - jest robienie
    chlewa wokół siebie - w ciągu sekundy.

    --
    www.frustratka.blox.pl
  • 17.09.08, 11:24
    Moja córka jest podobna co do czytania (2,5r.) bystrości itp. Ma 7
    lat i bałagan (na razie umiarkowany) w pokoju. Walczę wciąż o
    sprzątanie, odkładanie rzeczy na miejsce. Średnio to idzie, ale
    mniejsza o mnie. Zastanawiam się po prostu jak jest z Twoją córką w
    szkole? Jak było w przedszkolu? Czy również tam miała problemy z
    bałaganieniem? Pytam, bo rodzwięk miedzy tym jak sprząta moja w domu
    i szkole jest spory.
    --
    "Ja to ja Ty to Ty. Ja nie jestem po to, żeby spełniać Twoje
    oczekiwania, Ty nie jesteś po to, żeby spełniać moje. Jeżeli się
    spotkamy to wspaniale, jeżeli nie, to trudno..."
  • 25.09.08, 19:23
    Cóż, bałaganiarz nie zawsze musi lubić bałagan. Posłużę się swoim przykładem. Ja
    nienawidzę bałaganu. Lubię jak jest posprzątane. A mimo to często mam bałagan w
    domu. Dlaczego? Szkoda mi marnować czasu na sprzątanie.

    --
    Tutaj można więcej się dowiedzieć.
  • 27.09.08, 12:39
    Ja też lubię porządek, ale nie zawsze mam czas na posprzątanie.
    Wiem jedno, że od bałaganu dużo gorszy jest pedantyczny porządek.
    Pedanci to ludzie nie zdrowi do konca.
    Bałaganiarz może być właśnie inteligentnym człowiekiem, czasami
    troche nie poukładanym, nie wykształcownym do końca.
    A może to u dziecka bunt? Zawstydzacie ją, każecie jej sprzątnąć...
    Ja bym sie tym bałąganem nie przejmowała, próbowała nie zwracać
    uwagi. Ważne żeby wiedziala, ze porządek w jej pokoju zależy od niej.
    Jak jej to nie przeszkadza to...to niech ma ten bałagan. Pozwólcie
    jej na indywidualnizm, na decydowanie o sobie w takim stopniu jak
    bałągan, w co sie ubrać, jaki kolor swetra kupic.
    Poza tym jak dorośnie i będzie chciala zaprosić chłopaka to na pewno
    sprzątnie.
    --
    "LEPIEJ BYĆ BLIŻEJ CELU NIŻ DALEJ"

    "Karta i kredyt to fajna rzecz"
  • 25.09.08, 13:58
    frustratka-surykatka napisała:
    > pójdę, pójdę - to już postanowione
    > tylko dziwi mnie, że oprócz robienia bałaganu dziecię nie ma
    > problemów z niczym - uczy się świetnie, czyta od 3. roku życia, ma
    > fantastyczny słuch, jest bystra i wygadana - naprawdę jedynym
    > problemem - ale za to niszczącym nas wszystkich - jest robienie
    > chlewa wokół siebie - w ciągu sekundy.

    Proszę, to tak jak ja... niestety nigdy nie wyrosłem z tego, sprzątam raz na
    tydzień/dwa i zawsze jest to generalne sprzątanie, bo ilość walających się
    rzeczy mnie przerasta.
  • 25.09.08, 14:00
    dobry materiał na geniusza, na pewno ekscentryczną osobę :D
  • 26.09.08, 09:46
    ośmieszanie dziecka przy obcych za to że ma bałagan w pokoju jest chyba
    najgorszą z metod.
    poza tym kiedy pytasz : czy masz posprzątane w pokoju to nic nie znaczy. Jesli
    dziecko ma się nauczyc porządku to trzeba wybrać metodę małych kroczków i
    wydawac konkretne polecenia, typu: zbierz wszystkie brudne rzeczy jakie
    znajdziesz w swoim pokoju i zanieś je do prania, przejdź się po domu i wszystkie
    swoje książki jakie znajdziesz ułóż na półce. Poza tym pokój dziecka powinien
    byc łatwy w sprzątaniu - miec odpowiednie meble, np z obszernymi pudłami na
    zabawki i szufladami na ubrania. Pomoc mamy lub taty bardzo się przydaje jako
    motywacja. A poza tym z uporządkowania pokoju nalezy uczynić stały punkt np
    wieczornego programu.
  • 28.09.08, 09:31
    czyta od 3. roku życia,

    Opis rzeczywiście wskazuje na jakąś poronną postać ADHD, ale dużo w tym Waszej winy, bo zamiast systematycznie uczyć 2,5 letnie dziecko czytać (samo pewnie się nie nauczyło ;), należało wykazać się systematycznością i konsekwencją w uczeniu porządku, bo wyhodujecie sobie wyszczekanego koszmarka rodem z "Superniani". Im dziecko bystrzejsze, tym mniej razy wystarczy "odpuścić". Zarówno kar jak i nagród nie należy stosować "od przypadku do przypadku", tylko każdorazowo. Widać, że Wy już jesteście zmęczeni kontrolą, ona nie, bo ma więcej energii niż Wy razem. Nie pytać, tylko niestety CODZIENNIE sprawdzać i codziennie ŻADAĆ zadowalającego Was efektu. Psycholog nic innego Wam nie powie. Nie ma cudu, który po paru wizytach z flejtucha zrobi dbające o porządek dziecko. Nawet najcięższe postacie ADHD rehabilituje się LATAMI I CODZIENNIE mimo, że to bardzo żmudna i mało efektywna praca. Wychowywanie poprzez nauczanie zaczyna się od niemowlęctwa i od tego, co ważniejsze dla prawidłowego funkcjonowania dziecka w otoczeniu. Czytanie nie jest tu priorytetem, wręcz przeciwnie.
  • 28.09.08, 20:56
    leda16 napisała:

    > Opis rzeczywiście wskazuje na jakąś poronną postać ADHD, ale dużo w tym Waszej
    > winy, bo zamiast systematycznie uczyć 2,5 letnie dziecko czytać (samo pewnie si
    > ę nie nauczyło ;), należało wykazać się systematycznością i konsekwencją w ucze
    > niu porządku, bo wyhodujecie sobie wyszczekanego koszmarka

    [...]
    > . Czytanie nie jest tu priorytetem, wręcz przeciwnie.

    Jak dobrze, że moi rodzice uważali, ze nauka czytania jest jednak ważniejsza,
    niż wczesny trening pucowania domu.
  • 26.09.08, 11:41
    nic nie piszesz ,czy sprzatacie po niej czy sama w koncu to robi,bo
    jesli Wy rodzice robicie to za nia to tak dlugo jak bedzie
    wiedziala ,ze rodzice posprzataja nie bedzie sie rwala do
    uporzadkowania.Ja bym sprobowal z psychiologiem i w jej pokoju
    pozwolil bym utonac w balaganie.Zycie ja nauczy
  • 17.09.08, 11:02
    Uważam, że wskazane byłoby nawiązanie kontaktu z psychologiem.
    Znając sytuację tylko z twojego opisu trudno dojśc do źródła tego
    zachowania.
    Czy córka również nie przywiązuje wagi do schludnego ubioru i
    higieny własnej? Czy zaprasza koleżanki do swojego pokoju?
    W jakim stanie są jej podręczniki, zeszyty, plecak?

    Z twojego opisu wynika, że chaos dotyczy raczej jej pokoju i
    mieszkania. Czy brak schludności i porządku dotyczy również innych
    sfer jej zycia?
  • 17.09.08, 15:23
    Ja bylam taka corka. Jako nastolatka nie mialam o porzadku zielonego pojecia.
    Rodzice probowalo poprzez prosby i grozby, zawstydzanie itd. Nie pomoglo nic -
    wrecz mialam zal do nich, ze ciagle mi o tym balaganie przypominaja. No coz -
    wyroslam z tego.
    --
    Nie umiem zrobic suwaczka!!! A nie jestem glupia :P
  • 17.09.08, 15:53
    chaos dotyczy wszystkiego:
    myć się nie musi - jeśli jej nie dopilnować
    czesać się nie musi
    awantury o plecak były w zeszłym roku non stop (resztki jedzenia,
    setki zgniecionych karteluszek) - teraz dopiero dwa tygodnie
    szkoły...
    każde pomieszczenie po jej pobycie wymaga sprzątania - począwszy od
    jej pokoju, poprzez łazienkę, na jadalni skończywszy

    jest w stanie przewrócić do góry nogami uporządkowany pokój w ciągu
    godziny - mam wrażenie, że robi to z nudów lub z braku pomysłu na
    to, jak z sensem zorganizować sobie czas

    w szkole (wcześniej w przedszkolu) pani problemu nie widzi -
    twierdzi, że wszystkie dzieci takie są - córka nie odbiega od
    średniej

    dla porównania: jej starszy brat ma odchył w drugą stronę: idealny
    porządek w swoim pokoju........
    dodam, że przez większość swego małoletniego zycia mieli wspólny
    pokój i wydawało mi się, że dzieci po prostu tak
    bałaganią....dopiero od dwóch lat, kiedy są osobno, widzę, jak
    bardzo się myliłam.....
    --
    www.frustratka.blox.pl
  • 17.09.08, 18:25
    Ja uważam, że wizyta u psychologa nic nie zmieni, a wręcz
    przeciwnie. Wprowadź metodę nagradzania, za plusy i karania za
    minusy.
    Jeżeli chodzi o psychologa, to przeczytaj niektóre wątki na
    tym forum, jacy to są ludzie.Niestety z psychologii wychodzi
    więcej pacjentów niż pomagających.
  • 17.09.08, 19:32
    frustratka-surykatka napisała:

    > chaos dotyczy wszystkiego:
    > myć się nie musi - jeśli jej nie dopilnować
    > czesać się nie musi



    Potrafisz dopilnować, aby się umyła. Dlaczego problem ze sprzątaniem
    po sobie?


    > awantury o plecak były w zeszłym roku non stop (resztki jedzenia,
    > setki zgniecionych karteluszek) - teraz dopiero dwa tygodnie
    > szkoły...
    > każde pomieszczenie po jej pobycie wymaga sprzątania - począwszy
    od
    > jej pokoju, poprzez łazienkę, na jadalni skończywszy
    >
    > jest w stanie przewrócić do góry nogami uporządkowany pokój w
    ciągu
    > godziny - mam wrażenie, że robi to z nudów lub z braku pomysłu na
    > to, jak z sensem zorganizować sobie czas

    Może tu problem? Nie ma zainteresowań?

    >
    > w szkole (wcześniej w przedszkolu) pani problemu nie widzi -
    > twierdzi, że wszystkie dzieci takie są - córka nie odbiega od
    > średniej
    >

    Pani w szkole nie przeszkadza bałagan w uczniowskim plecaku.Nie jest
    w stanie zająć się detalicznie każdym problemem ucznia, koncentruje
    się nauczaniu i sprawach ogólnoklasowych.

    > dla porównania: jej starszy brat ma odchył w drugą stronę: idealny
    > porządek w swoim pokoju........

    Może działa tu prawo przekory, podkreślenia własnej odrębnosci, bunt?


    > dodam, że przez większość swego małoletniego zycia mieli wspólny
    > pokój i wydawało mi się, że dzieci po prostu tak
    > bałaganią....dopiero od dwóch lat, kiedy są osobno, widzę, jak
    > bardzo się myliłam.....

    Starszy brat sprzątał po siostrze, czy robiłaś to za całe rodzenstwo
    sama?

    Może odwiedziny koleżanek córki wpłynęlyby na jej postawę?
    Nie wszystkie dzieci lubią przebywać w chaosie i bałaganie. Trochę
    wstydu jej nie zaszkodzi.

    Moim zdanie kary i nagrody nie wpłyną pozytywnie na uparciucha.
    A poza tym : dlaczego ma sprzatać, skoro i tak zrobisz to za nią?

    Może podaj jej posiłek na nieumytym talerzu, mówiąc, że nie masz
    ochoty zmywać? ;)
  • 25.09.08, 13:00
    To wlasnie wyglada na deficyty uwagi. Ja tez tak mam: w nauce
    zadnych problemow (pomijajac lekka dysleksje), poza rozbabranym
    doktoratem z nauk scislych (napoczete publikacje, brak jakis tam
    parametrow, wszystko do uzupelnienia w kilka tygodni ;).
  • 17.09.08, 19:22
    Jesli tak duży to problem tu udaj się sama na poradę do psychologa
    dziecięcego.
    Sama, bez małej. Na razie.
    Jestem jak najbardziej za rozwiazywaniem problemów u specjalisty,
    ale wtedy kiedy to konieczne.
    A nuż, Małej wcale nie potrzebny psycholog a "etykietka" - "dziecka,
    które chodzi do psychologa" może wyrzadzić krzywdę.
    Dorośli się wstydzą, a co dopiero dziecko ...
  • 27.09.08, 21:15
    albo obóz resocjalizacyjny :-)))

    a poważnie - może lepsze byłoby ignorowanie jej zachowania?
    wszak ile można robić CHAOS w CHAOSIE? :-)

    ISLAM KORAN EUROPA
    religiapokoju.blox.pl
  • 17.09.08, 20:37
    hmm mam ponad 30 lat i nadal mi nie przeszlo, jak juz zdiagnozuja Twoja mala to
    daj znac, chetnie sie dowiem co mi dolega.
  • 25.09.08, 16:10
    wszedzie to adhd, niegrzeczny adhd. burdel w pokoju adhd. w sumie
    adhd idealnie do mnie pasuje, nawet bylam wysylana na jakies tam
    badania i prawde mowiac mam to gdzies. skupic uwagi na dluzej za
    chiny ludowe nie moge. nosi mnie po prostu, ale wydaje mi sie, ze to
    cale adhd to przyczepianie latki, bo tak naprawde ten problem braku
    mozliw skupienia uwagi lezy gdzie indziej. i ja to wiem :(.

    co do tej dziewczyni. ja bym sie skupila na relacjach rodzicow...z
    mala. 9 letnie dziecko, nie zawsze potrafi zorganizowac sobie czas.
    w sumie rodzice moze powinni tez jakos uwage zwrocic, nie
    ogranioczajac sie : jak pokoj wyglada. chaos zewnatrz jest objawem
    chaosu wewnetrznego. Moze cos nie gra w relacjach i nie pottrafi
    odczytac swoich emocji. moze naiwne, ale tak tez moze byc.

    albo rodzice nie potrafia postawic granic i sa zbyt ulegli,
    posprzataja za dzieciaka. no nie wiem, moze warto pojsc po porade.
    ale zeby od razu adhd? hmmm....
    --
    Ceca rulez! Manta, manta!
  • 25.09.08, 19:06
    Gdzie indziej, czyli gdzie? O ile nie w przepracowaniu albo
    aktualnej grypie, to wlasnie w mozgu. I to troche inne
    funkcjonowanie mozgu nosi wlanie nazwe ADHD (lub ADD). To tak
    jakby sie upierac ze nie ma sie cukrzycy, tylko za wysoki poziom
    cukru we krwi :))) Ja tam przyczepiania latki w tym niewidze. Tym
    bardziej tak samo jak cukrzyca ADHD to bardzo szerokie pojecie
    obejmujace kilka roznych "cosiow" o roznej etiologi.
    Co wiecej nazwanie sprawy po imieniu niejednokrotnie pozwala
    czlowiekowi pogodzic sie z soba i co za tym idzie lepiej funcjonowac.
  • 25.09.08, 19:13
    Calkiem podobnie jest z dysleksja (wlasciwie moze czasem jest to
    jedno i to samo "cos"?). Mozna sie buntowac, ze dziecko nie ma
    zadnej dysleksji, tylko nie umie sie skupic na tym co i jak
    pisze/czyta (a ten brak uniejetnosci skupienia to wlasnie rodzaj
    dysleksji :). A mozna zdac sobie sprawe, ze wynika to z innej pracy
    mozgu, zdjagnozowac i dobrac takie postepowanie: cwiczenia, sposob
    nauki i samokontroli, ktore wyeliminuja problem.
  • 25.09.08, 21:11
    titta napisała:

    > Gdzie indziej, czyli gdzie? O ile nie w przepracowaniu albo
    > aktualnej grypie, to wlasnie w mozgu. I to troche inne
    > funkcjonowanie mozgu nosi wlanie nazwe ADHD (lub ADD). To tak
    > jakby sie upierac ze nie ma sie cukrzycy, tylko za wysoki poziom
    > cukru we krwi :))) Ja tam przyczepiania latki w tym niewidze. Tym
    > bardziej tak samo jak cukrzyca ADHD to bardzo szerokie pojecie
    > obejmujace kilka roznych "cosiow" o roznej etiologi.

    I uważasz, ze nazwanie problemu pojęciem - workiem, które może
    znaczyć wszystko i nie znaczy nic, służy rozwiązaniu problemu? jest
    jakąkolwiek sensowną diagnozą, na której mozna oprzeć terapię?
    Bzdura.
  • 25.09.08, 21:29
    Nie, ale mozna od czegos zaczac. Np. do uzmyslowienia sobie, w
    zaleznoci czy dotyczy to nas samych czy dziecka, odpowiednio:
    -ze nie jestesmy "gorsi, beznadziejni, to nasza wina"
    -ze dziecko robi to na zlosc/zostalo zle wychowane
    A diagnoza musi byc troche glebsza niz stwierdzenie, acha ADHD, to
    juz sie nic nie da zrobic.
  • 25.09.08, 21:32
    Adekwatnie, z cukrzyca sie nie walczy poprzez nazwanie ja cukrzyca,
    ale zeby cos zrobic to trzeba sie zgodzic z faktem, ze cukrzyce sie
    ma.
  • 25.09.08, 23:12
    Tak, ale potrzebna jest do leczenia cukrzycy nieco większa wiedza,
    niż ta, że się cukrzycę ma. Choćby taki drobiazg - diagnoza typu
    cukrzycy.
  • 25.09.08, 21:46
    Wlasciwie, to takie stwierdzenie wcale nie jest zle, bo czesto
    wlasciwie nic nie trzeba robic. Poza zaakceptowaniem.
  • 25.09.08, 23:10
    Serio tak uważasz? że lekarstwem na zaburzenia jest stwierdzenie, że
    takimi nas Bozia stworzyła i takimi nas ma? I wsio? Chyba tylko w
    przypadku uszkodzeń organicznych, ale np. mózg ma zdolności do
    kompensacji nawet uszkodzeń organicznych.
  • 19.09.08, 10:47
    Tak jak Twoja córka byłam i jestem bałaganiarą - też w wieku 3 lat
    nauczyłam się czytać (uznałam, że muszę, bo dorosli nagle przestali
    mieć dla mnie czas). Sprzatanie zawsze uznawałam za nudy, balagan mi
    nie przeszkadzał, bo go nie widziałam. No, myłam się, z czesaniem
    już gorzej. Tak myślę, że w pewnym stopniu było to rezultatem chęci
    odcięcia się od świata zewnętrznego, niespostrzegania
    rzeczywistości - to i zreszta tez do dzisiaj zostalo.
  • 19.09.08, 22:42
    Idź do psychologa, to nie jest trudna sprawa do rozwikłania, tak mi się zdaje po
    przeczytaniu Twoich postów. Pozdrawiam!
  • 25.09.08, 10:59
    Daj dziecku spokoj, bo jest male i zdrowe i bardzo wrazliwe na
    problemy rodzicow. Idz do dobrego specjalisty i zapytaj sie dla
    czego corka cie ma na ciebie tak irytujacy wplyw i czy moze
    przepisac ci jakies pigulki na te manie obsesyjno-kompulsywna,
    ktora przejawia sie nadmierna kontrola nad czystoscia dziecka
    (patrz mlodszy syn). To raczej dziecko, ktore ci ulega bardziej-
    syn, bedzie w przyszlosci mialo problemy (z toba), corka probuje
    sie tylko wyrwac z tego blednego kola i walczy o niezaleznosc, a to
    bardzo zdrowy objaw i swiadczy o prawidlowym rozwoju i bardzo
    dobrze uksztaltowanej osobowosci . W tym wieku taka rebelia
    jest "fizjologiczna" potrzeba. Az sie lza w oku krecie, kiedy
    widzimy takie zdrowe fajne dzieci w takich rodzinach.
    I pamietaj, stopien czystosci to nie wyznacznik poziomu szczescia.
  • 25.09.08, 11:02
    Analiza konwersacji radzi aby bardzo uwaznie przygladac sie
    znaczeniu slow, ktorych uzywamy. Sama okreslilas sie "frustratka".
    Sama zastanow sie, co moze byc PRAWDZIWYM zrodlem twojej zyciowej
    frustracji, i dla czego zdecydowalas sie ja rozladowywac na
    dzieciach (bo moze na kim silniejszym, byloby za bardzo
    niebezpiecznie?).
  • 25.09.08, 13:29
    Większych farmazonów dawno nie czytałam. Nieład a chlew to dwa różne stopnie
    bałaganu. Z Twojej wypowiedzi wynika, że każde zdrowe wesołe dziecko powinno
    swobodnie zamieniać mieszkanie w pobojowisko bo jest przecież takie fajne i
    jeszcze małe i takie wrażliwe.. a matka jest od tego żeby sprzątała skoro lubi
    mieć w miarę czyste mieszkanie. Dziecku chodzącemu do szkoły absolutnie nie
    należy zwracać uwagi, że niszczy pracę mamy, ani zawracać głowy prostymi
    obowiązkami domowymi jak odkurzenie mebli czy umycie naczyń po obiedzie,
    napracowało się przecież wystarczająco przy jedzeniu i rozwalaniu jedzenia
    dookoła po stole i podłodze. To jest przecież normalne, że rodzice uczą dziecko
    składać zabawki, potem nakładają drobne obowiązki, żeby dziecko wiedziało, że
    mieszkanie samo się nie sprząta, że naczynia same się nie myją a śmieci same nie
    wychodzą. Dziecko pomagając w domu uczy się że: prace domowe wymagają włożenia w
    nie pewnego wysiłku, zajmują określoną ilość czasu i wymagają powtarzania co
    jakiś czas. Dzięki uczestniczeniu w domowych obowiązkach zaczynają szanować
    pracę rodziców czy rodzeństwa, a poza tym maleje skłonność do rozwalania rzeczy,
    bo przecież im mniejszy jest bałagan tym szybciej będzie go można ogarnąć i
    zająć się czymś przyjemniejszym. Autorka wątku powiedziała wyraźnie, że nieład
    jej nie przeszkadza, a syn sam z siebie ma porządek w pokoju. Zakładasz od razu,
    że matka ma jakieś frustracje i przelewa je na dzieci, i że syn będzie kiedyś
    uległym maminsynkiem bez własnego zdania i umiejętności samodzielnego radzenia
    sobie z własnym życiem. A być może zwyczajnie syn nie lubił szukać swoich rzeczy
    w stertach śmieci rozwalonych po całym pokoju kiedy mieszkał z siostrą i teraz
    kiedy ma osobny pokój na wyłączność po prostu może poskładać swoje rzeczy jak mu
    sie podoba i mieć pewność że jak wróci ze szkoły to będą leżały tam gdzie je
    zostawił. Też tak miałam od dzieciństwa, że lubiłam mieć porządek w swoich
    rzeczach (kilka zabawek i mnóstwo książeczek.) Bez żadnej interwencji rodziców
    sama po zabawie odkładałam wszystko na swoje miejsca (jeszcze wtedy nie miałam
    własnego pokoju, tylko kącik na moje rzeczy wydzielony specjalnie dla mnie w
    pokoju rodziców). To ja decydowałam co gdzie będzie leżało, i rodzice nie
    ingerowali w to w żaden sposób dopóki zabawki były "poskładane". Do dziś lubię
    porządek, bo dzięki temu oszczędzam czas, którzy inni tracą na znalezienie
    kluczy do mieszkania/samochodu, ważnych dokumentów czy czegokolwiek co przecież
    "gdzieś tu musi być".. Także kiedy jestem poza domem a potrzebuję jakiegoś
    dokumentu mogę zadzwonić i powiedzieć komuś z domowników: zajrzyj tam a tam, na
    takiej a takiej półce będzie cośtam, co mi akurat potrzebne-to naprawdę dużo
    upraszcza, ale jeśli ktoś woli inaczej nie moja rzecz to oceniać, przy czym
    rodzic który wymaga od dziecka porządku nie jest dla mnie dziwolągiem i żadnych
    medykamentów na swoją "dziwną przypadłość" nie potrzebuje. Wzrusza mnie Twoje
    wzruszenie nad losem pokrzywdzonych dzieci zmuszanych do uczestnictwa w
    utrzymaniu czystości domu w którym się wychowują, jednak moim zdaniem jest wiele
    dzieci, które bardziej potrzebują, by się pochylić nad ich prawdziwie ciężkim
    losem i dzieciństwem które z beztroskim, bezpiecznym i sielskim życiem małego
    dziecka nie mają nic wspólnego..
  • 25.09.08, 14:50
    spicy_orange napisała:

    > Większych farmazonów dawno nie czytałam. Nieład a chlew to dwa
    różne stopnie
    > bałaganu. Z Twojej wypowiedzi wynika, że każde zdrowe wesołe
    dziecko powinno
    > swobodnie zamieniać mieszkanie w pobojowisko bo jest przecież
    takie fajne i
    > jeszcze małe i takie wrażliwe..
    matka nie przez przypadek w nick wcisnela sobie frustratke, dlatego
    takze nie bez powodu jej corka moze (celowo, choc nieswiadomie)
    ten "chlew" w domu robic

    --
    hold your breath and count to 10
  • 25.09.08, 15:11
    > matka nie przez przypadek w nick wcisnela sobie frustratke

    psychologia nicków? też mogę się w to pobawić.. elielieli jest potworną
    materialistką, nie przez przypadek, bo aż trzykrotnie w swoim loginie pyta: ile?
    ty natomiast masz zapędy dyktatorskie, na miarę rewolucji październikowej i
    problemy z wypadaniem włosów, zupełnie jak wódz.. idąc dalej tym tropem, ciekawe
    dlaczego moja pomarańcza jest spicy a nie sweet? i dlaczego orange a nie cherry?
    a może frustratka się fajnie rymuje z surikatką? a może wsadziła ją w login z
    przekory? a może login ktory chciała był zajęty? a może wcale nie ma dzieci
    tylko sobie z nudów trolluje?
  • 25.09.08, 15:17
    spicy_orange napisała:

    > a może frustratka się fajnie rymuje z surikatką?
    wiele slow sie fajnie z tym rymuje
    np. wariatka


    a może wsadziła ją w login z
    > przekory?
    aaaaa!!!!! powiadasz? tak jak jej corka "chlew" w domu robi??!!

    > a może login ktory chciała był zajęty?
    to mogla sie nazwac chudą świnką morską

    a może wcale nie ma dzieci
    > tylko sobie z nudów trolluje?
    mozliwe :)


    --
    hold your breath and count to 10
  • 28.09.08, 10:06
    nienill napisała:


    > matka nie przez przypadek w nick wcisnela sobie frustratke, dlatego
    > takze nie bez powodu jej corka moze (celowo, choc nieswiadomie)
    > ten "chlew" w domu robic


    Jeżeli dzieciak rzeczywiście celowo już w tym wieku, świadomie czy he, he - "nieświadomie" ma gdzieś matkę, lekceważąc Jej prośby, groźby i polecenia, to należy celowo wychlastać po gołym tyłku, żeby zaczęła celowo szanować jej pracę a nie "leczyć" mamusię, aby dostosowała się do niechlujstwa prymitywnej uczuciowo srajdy. Inaczej wyrośnie z niej psychopacica, która za 10 lat będzie tu słała histeryczne posty o toksycznej matce i własnej urojonej krzywdzie.
    elielieli pewnie z kręgu tych postaw, które w sytuacji gdy w rodzinie jeden pijus chleje, chcą z tego chlania leczyć całą rodzinę, żeby w systemie akordu więcej forsy zarobić. Nie mogąc się załapać na "leczenie" metrykalnie nieletnich dzieci pijaków, wmawiają im, że jako dorośli do końca życia będą "nieświadomie" chlejącymi razem z pijakiem "dziećmi" :))).
    Zaś co do tej matki, ona rzeczywiście jest sfrustrowana i zmęczona nieustanną szarpaniną z gó...arą cierpiącą najwyraźniej na deficyt empatii. Cóż,tak mszczą się popełnione kiedyś błędy wychowawcze. Stosującego się do Jej wymagań syna nigdy nawet nie pochwaliła, za to córuś bezkarnie srała za dwoje. Ona myślała, że "dzieci" bałaganią. Nigdy nie zadała sobie nawet fatygi, żeby zapytać, które.
    >
  • 28.09.08, 12:08
    to ty nazwalas mnnie psychopatką?
    jesli tak, to chcialam powiedziec, ze przyjelam do wiadomosci twoja
    opinie i juz nie ma potrzeby, zebys mnie nawracala

    --
    hold your breath and count to 10
  • 25.09.08, 12:18
    moja wypowiedź będzie taka intuicyjna, więc nie twierdzę że mam
    rację i broń boże nie chcę jakiegoś poczucia winy zasiewać, po
    prostu może spojrzysz na to z innej strony. Sama jestem bałaganiarą
    (ale nie jest to dla mnie jakaś patologia), świetnie się odnajduję w
    moim bałaganie, ba porządek mnie jakoś tak irytuje, wydaje czyms nie
    naturalnym, trudno to nazwac tak dokładnie - a znajomi bardzo lubia
    mnie odwiedzać, twierdza że u mnie jest zawsze fajna atmosfera, że
    się czuje dobre wibracje, mimo że jakos specjalnie nie sprzatam i
    ksiązki, gazety, papiery na biurku to norma i lubie to. Inna rzecz
    to czystość, zlew, łazienka itp są u mnie cyste. Sorry za taki
    przydługi wstęp. Powiem tak miałam bardzo nadopiekuńczą matkę, która
    chciała mieć kontrole nad wszystkim, jeśli jakas rzecz nie szła po
    jej mysli wpadała w jakąs panike i używała najrózniejszych metod
    byle tylko było tak jak chciała. Te metody były na prawdę różne -
    łącznie z tym że źle się czuła i autentycznie jakieś bóle głowy itp.
    Mam wrażenie że moje umiłowanie choosu to prosty bunt przeciw jej
    próbie narzucenia mi jej wizji świata itp. Ja po prostu chciałam
    miec swoją, charakter mam mocny jak się potem okazało i mam wrażenie
    że potrafiłam się zdystansowac od rodzinnego bagażu. I jeszcze coś
    teraz jako dorosła kobieta, mam duzy mniejszy problem z
    bałaganienim, po prostu nie czuje ze jest jakiś element kontroli
    nade mną, nie zawstydza mnie fakt że moje biurko jest zawalone
    papierami. Tak zupełnie szczerze przed sobą : może jesteś
    nadopiekuńcza, za bardzo chcesz kontrolować ? Syn się temu poddał -
    robi tak żebyś była zadowolona córka poszła w bunt. Nie wiem czy tak
    jest czy nie, wiem że u mnie bałaganiarstwo było formą buntu.
  • 25.09.08, 21:47
    W tej intuicyjnej diagnozie coś jest. Bo ja także mam tendencje do bałaganienie
    (stosiki gazet) natomiast generalnie mam czysto (kuchnia, łazienka, podłogi)
    tylko walają sie rzeczy. Ja również mam nadopiekuńcza matke, która co tydzień
    urzadzała mnie i bratu sesje wspolnego sprzeatania pokoju (systematycznie).
    jakoś nie weszlo mi to w krew. No i mama generalnie jest dość pedantyczna i
    kontrolujaca.
    Z kolei moja babcia jest bałaganiarą - czyli wyglada na to ze moja mama jest
    czyściochą z powodu bałaganiarstwa babci, a ja bałaganiara z powodu pedanterii
    mamy. czyli co drugie pokolenie historia sie powtarza :)))
  • 25.09.08, 12:30
    Nie wiem jak w przypadku takiego starszego dziecka, ale moja 3-letnia córeczka
    to również bałaganiara straszliwa (coś zacznie robić, rzuca to, szuka czegoś
    nowego, zobaczy kredki - chce natychmiast rysować itd, wyciąga wszystko z
    szuflad i pudeł). No ale to jeszcze maleństwo...
    Żeby jakoś małej zasygnalizować, że bałagan trzeba posprzątać, zawsze namawiam
    ją żebyśmy sprzątały razem i traktujemy to jako kolejną zabawę. W rezultacie
    wyrywa mi z rąk odkurzacz, mopa :) Urządzamy wyścigi kto pierwszy wyciągnie
    klocki spod sofy. Może też spróbuj sprzątać wszystko razem z dzieckiem, chociaż
    w sumie może być trochę za późno - starsze dzieci co innego już mają w głowinach ;)

    Dla mojej argumentem są też słowa, że zrobimy coś fajnego (ale trzeba podać
    konkret) jak posprząta (wystarczy, że chociaż zaniesie książeczki do szuflady,
    żeby się nie zniechęciła za bardzo hehe...). Wydaje mi się, że dobrze jakoś
    wcześnie skojarzyć sprzątanie z nagrodą, a nie niesprzątanie z karą. Dla dziecka
    sprzątanie to bezsens totalny i trzeba silnej zachęty.

    Sama też zresztą nienawidzę sprzątać sama i robię to zwykle z moim partnerem. No
    i mała się dołącza, szczególnie jak tylko wyciągam odkurzacz. Też byłam
    bałaganiarą od dziecka (nie licząc szafek z ubraniami, w których lubiłam
    układać), w moich szufladach bywało jedzenie, piasek, wycinanki razem ze
    zaśmierdniętym ręcznikiem z basenu. Wyrosłam :)
    Niestety pamiętam, że im bardziej ktoś zwracał mi uwagę, tym bardziej się
    boczyłam i wkurzałam... No ale dla mnie sprzątanie to był zawsze przykry i nudny
    obowiązek, nikt nigdy nie starał się wymyślić czegokolwiek, co zmieniłoby moje
    spojrzenie. Nie wszyscy mają silną potrzebę życia w czystym i poukładanym
    otoczeniu - to, że będzie ładnie, pachnąco i czysto to żaden argument :) Wygląda
    na to, że bez odrobiny tresury niektórych dzieci nie da się nauczyć.
  • 25.09.08, 12:53
    Jako dziecko byłam starszną bałaganiarą. nie było w tym zadnego
    głębszego podłoża, typu chęć zwrócenia na siebie uwagi czy brak
    zainteresowań - nie, po prostu nienawidziłam traćić czasu i siły na
    sprzątanie.
    Z wiekiem coś się zmieniło - nadal nie znoszę sprzatać, ale jeszcze
    bardziej nie znoszę bałaganu wokół siebie. Wynajęłam więc
    sprzątaczkę, ale gdy z jakichs powodów nie moge skorzystać z jej
    usług to sama sprzątam z lekkim uczuciem traconego czasu, ale za to
    zadowolona z efektu :-)
  • 25.09.08, 12:54
    Dziecko moze miec ADHD (ktore wcale napadami furi sie nie musi
    objawiac) i warto to zdjagnozowac, ale do psychologa, a raczej
    terapeuty rodzinnego powinnas sie udac ty. Tez bym miala pernamentny
    burdel i zaczela klamac jakby ktos mi 100 razy dzienie zwracal
    uwage. Daj jej zyc! Umow sie, ze w domu ma byc porzadek ale u siebie
    jak chce to moze miec burdel i przestan zrzedzic. Jesli to ADHD to i
    tak w ten sposob nic nie zdzialasz, a i pedanka to ona nigdy nie
    bedzie.
  • 25.09.08, 13:02
    Moi rodzice też tak mieli na temat mojego pokoju. Dziś mam 21 lat,
    idealny porządek w domu, ciągłe poczucie winy w tyle głowy, że coś
    mogłoby być lepiej, zaburzenie osobowości na tym tle i terapię dwa
    razy w tygodniu.

    Wiem, że to ciężkie zaakceptować bałagan w życiu dziecka ale
    wyluzujcie... To, co do niej mówicie, to wszystko w niej zostaje, na
    prawdę.
  • 25.09.08, 13:09
    Nie dorabiala bym tez ideologi. Balagan robi dlatego, ze sprzatanie
    po prostu ja nie interesuje. Ona zapewne nawet tego balaganu nie
    dostrzega.
  • 25.09.08, 13:27
    To się nazywa dyslekcja przestrzenna :)))) Nie no żart:) Czy potrzebna jest
    wizyta u psychologa? Pewnie, że warto pójść. Psycholog nie gryzie, ale ja mam
    wrażenie, że po prostu zaniedbaliście naukę porządku u dziecka.

    ------------------------

    Czytam i popieram: kierowcatira.blox.pl
  • 25.09.08, 14:14
    1.Nie mozesz zdiagnozowac dyslekcji przestrzennej jezeli nie
    wykonasz baterii testow neuropsychologicznych.
    2. Nie mozesz zdiagnozowac ADHD bo cos takiego nie istnieje. to
    patologia wymyslona przez kmpanie farmaceutyczne aby dzieci
    faszerowac psychotropami.
    3. Dla kochajacego rodzica powinien byc uspakajajacym fakt, ze jego
    dziecku nic nie dolega.
    4. Zamiast medykalizowac opieke nad dzieckiem sprobujmy najpierw
    przyjac przykra rzeczywistosc, ze problemy neurologiczne owszem
    istnieja, ale o wiele czestrze sa problemy rodzicow przykryte pod
    pozorami troski o dziecko.
    5. Zwroccie uwage, ze matka w pewnym momencie nazywa SWOJA WLASNA
    CORKE "dziewczynka", a nie "moja coruchna", "noja mala" czy
    nawet "moja mala balaganiara" . To takie bezosobowe, takie
    wyobcowane, takie zdehumanizowane. Tak piszemy raporty o dzieciach
    z domu dziecka...
  • 25.09.08, 14:22
    "Wypróbowaliśmy wszytko: kary, nagrody, sprzątanie pokazowe,
    zawstydzanie przy rodzinie i obcych - nic nie działa."
    Zawstydzanie?
    Przy rodzinie i obcych?
    Zrobcie temu dziecku przysluge i oddajcie ja jakiejs cioci,ktora ma
    mniejsze wymagania estetyczne i mniej zapedow
    sadystycznych."zawstydzanie" to rujnowanie samooceny, to rujnowanie
    osobowosci dziecka. Dziecko w przyszlosci bedzie wydawalo majatek
    na terapeute, ktory bedzie jej te samoocene budowal...
  • 25.09.08, 14:32
    Jeśli ktoś wymaga wizyty u psychologa, to jesteś nim ty. Córka ma
    zdrowy odruch w postaci biernego oporu wobec wymogów, które uważasz
    za oczywiste. Jaki 9-latek ma potrzebe - mówię o prawdziwej
    potrzebie - ciągłego mycia się, sprzatania po sobie w łazience i
    utrzymywania pokoju w ładzie? sa moze takie przypadki, ale
    niezwracanie uwagi na ład wokół siebie jest w tym wieku normą, nie
    patologią. Jak można napisać o własnym dziecku:
    > Od urodzenia (niemal) naszej córki borykamy się z jej
    > bałaganiarstwem.
    > Jak tylko stanęła na nogi, jej ulubionym zajęciem było wywalanie z
    > szafek i taplanie się w powstałym chaosie.

    Przecież to normalne, zdrowe zachowanie każdego dziecka w tym wieku.

    > Wypróbowaliśmy wszytko: kary, nagrody, sprzątanie pokazowe,
    > zawstydzanie przy rodzinie i obcych - nic nie działa.

    Współczuję - męża tez zawstydzasz przy rodzinie i obcych, jak nie
    odpowiada ci jakieś jego zachowanie?

    Wierzę, ze córka bałagani teraz znacznie ponad normę, ale nie
    wierzę, żeby był to jakiś przejaw zaburzenia, które powstało bez
    waszego wpływu. Jeśli wskazana jest terapia, to terapia nie terapia
    dziecka, a rodzinna.
  • 27.09.08, 01:01
    > w postaci biernego oporu
    passive-aggressive to "bierna agresja"? jak to sie tłumaczy na
    polski?


    --
    hold your breath and count to 10
  • 27.09.08, 14:57
    czyli tego sie nie tlumaczy?

    --
    hold your breath and count to 10
  • 27.09.08, 22:44
    Wygląda na to, że tłumaczy się dokładnie tak, jak to przewidziałaś.
  • 27.09.08, 23:06
    ardzuna napisała:

    > Wygląda na to, że tłumaczy się dokładnie tak, jak to przewidziałaś.
    no wlasnie nie bardzo

    bo jako definicję znalazlam to:
    The term found its way into civilian psychiatric practice and for
    many years was listed in the Diagnostic and Statistical Manual, the
    bible of the mental health trade. According to the revised third
    edition (DSM-III-R, 1987), someone had "passive-aggressive
    personality disorder" (PAPD) if he displayed five or more of the
    following behaviors: (1) procrastinates, (2) sulks or argues when
    asked to do something he doesn't want to do, (3) works inefficiently
    on unwanted tasks, (4) complains without justification of
    unreasonable demands, (5) "forgets" obligations, (6) believes he is
    doing a much better job than others think, (7) resents useful
    suggestions, (8) fails to do his share, or (9) unreasonably
    criticizes authority figures.

    ...i ma sie ona nijak do "biernej agresji"



    --
    hold your breath and count to 10
  • 27.09.08, 23:08
    Jakoś przypuszczam, ze w wikipedii definicja biernej agresji może
    być tak bardzo skrótowo potraktowana, ze aż lekko przekłamana. A nie
    chciało mi sie szukać dłuzej.
  • 27.09.08, 23:12
    to nie jest to samo

    Bierna agresja to próba manipulacji drugą osobą, dokuczenia jej lub
    zranienia bez ryzykowania otwartego konfliktu. Bierna agresja jest
    bardziej destrukcyjna od czynnej. Bierny agresor nie daje się złapać
    na gorącym uczynku, w związku, z czym odsłonięcie działającego u
    niego mechanizmu zaprzeczania i skłonienie do podjęcia uczciwych,
    równoprawnych negocjacji może okazać się bardzo trudne.[12]
    studenci.pl/my/pokaz_html.php?id=111

    --
    hold your breath and count to 10
  • 25.09.08, 14:59
    Miałam to samo. Totalny bałagan w pokoju, łacznie ze stertą talerzy, szklanek,
    papierków i innych opakowań. Kiedy miałam już swój własny dom, przeszło mi jak
    ręką odjął.
    Moje dziecko (16 lat) jest identyczne. Wchodząc do jego pokoju można zabłądzić w
    drodze do szafy. Nidgy nie wiadomo na czym się stanie - zeszyt, książka,
    plastikowa butelka, papierki, ogryzek itp. Przestałam już reagować i żądam
    jedynie tego, żeby zawartość jego pokoju nie wysypywała się na korytarz.
    Jednak kiedy ma go odwiedzić dziewczyna, w 10 minut potrafi mieć idealny
    porządek, łącznie z odkurzeniem podłogi i mebli.
    Nie przejmuj się. Dziecko ma po prostu "artystyczną duszę" i przejdzie jej to
    jak będzie miała parenaście lat i zaczną ją odwiedzać chłopacy.
  • 25.09.08, 15:14
    > Miałam to samo. Totalny bałagan w pokoju, łacznie ze stertą
    talerzy, szklanek,
    > papierków i innych opakowań. Kiedy miałam już swój własny dom,
    przeszło mi jak
    > ręką odjął.

    dokładnie, dokładnie tak. a całe moje dzieciństwo upłynęło pod
    znakiem awantur z moją matką o sprzątanie. oczywiście dziś ona dalej
    twierdzi, że u mnie w domu jest bałagan. bo przeciez sterty
    nieprzeczytanych gazet u niej w domu są tylko stertami
    nieprzeczytanych gazet, a u mnie - bałaganem :)


    > Moje dziecko (16 lat) jest identyczne. Wchodząc do jego pokoju
    można zabłądzić
    > w
    > drodze do szafy. Nidgy nie wiadomo na czym się stanie - zeszyt,
    książka,
    > plastikowa butelka, papierki, ogryzek itp. Przestałam już reagować
    i żądam
    > jedynie tego, żeby zawartość jego pokoju nie wysypywała się na
    korytarz.

    Mój ma niecałe 13 i ja jeszcze reaguję - zwłaszcza gdy chce odrabiac
    lekcje w moim pokoju, bo u mnie "łatwiej się myśli"



    > Jednak kiedy ma go odwiedzić dziewczyna, w 10 minut potrafi mieć
    idealny
    > porządek, łącznie z odkurzeniem podłogi i mebli.
    u 13-latka tak działają koledzy, bo dziewczyna jeszcze nie
    przychodzi :)
  • 25.09.08, 15:04
    do psychologa majacego dobre podejscie do dzieci, chcesz to moge dac
    ci namiar do osoby, ktora naprawde rozumie dzieci i ma z nimi super
    kontakt

    tylko ostroznie z diagnoza...
    to faktycznie moze byc ADHD, a moze forma ukrytej agressji a moze
    ponadprzecietna inteligencja...
    sama piszesz ze mala jest wygadana i inteligentna
    ja tez jestem balaganiara straszna, skonczylam szkoly z dobrymi
    ocenami z wyroznieniem, robie doktorat, jestem szczesliwa, mam
    niestandardowa prace
    pociesze cie - ze jak wyszlam za maz to mi troche balaganiarstwo
    przeszlo, teraz ja czasem pogonie za balagan, co przedtem byloby dla
    mnie nie do pomyslenia,
    to moze byc tez oznaka niestandardowego myslenia, duzej inteligencji
    w innych dziedzinach, kreatywnosci, wymykania sie schematom,
    ja chyba oprocz konsultacji ze specjalista zminimalizowalabym ilosc
    przedmiotow w pokoju dziecka, jak jest malo rzeczy to jest malo
    balaganu, przyjrzyj sie temu co masz w domu...
    jest jeszcze jedno wyjscie - ryzykowne ale... wg niketorych
    koncepcji psychologicznych - jak dziecko cos robi to trzeba robic to
    samo tylko mocniej, to pozwoli jej dojsc do granicy, jesli corka
    balagani to rob to samo tylko mocniej, wiem, ze to trudne, ale sama
    sie zdziwisz jak szybko na ciebie nakrzyczy i powie "mamo, ale
    zostawiasz balagan" ;)
  • 25.09.08, 21:38
    Ja tez. Tzn, konczylam z wyroznieniami i robie doktorat. No i
    wychodzi, ze jakies AD mam ;).
    Niestandardowe myslenie, duza inteligencja, kreatywnosc, wymykanie
    sie schematom wlasnie czesto z tym ida w parze :) Ale tez niestety
    poczucie innoci i wyobcowania.
  • 25.09.08, 15:15
    jeszcze jedno mi przyszło do głowy - czy gdyby to twój syn był
    bałaganiarzem, a córka pedantką, też byś była taka sfrustrowana?
  • 25.09.08, 15:29
    kkokos napisała:

    > jeszcze jedno mi przyszło do głowy - czy gdyby to twój syn był
    > bałaganiarzem, a córka pedantką, też byś była taka sfrustrowana?

    Bardzo dobre pytanie.
    --
    Sprawiedliwosc bezstronna wymaga, aby pan nie miał racji. J.M.Rokita
  • 25.09.08, 15:46
    Hm, też mi to przyszło do głowy. Jakoś tak jest, że chłopcom łatwiej wybacza się
    bałaganiarstwo...

    Sama też jestem bałaganiarą. Mam 26 lat i raczej juz z tego nie wyrosnę. Mam
    wrażenie, że to wynika z rozproszenia uwagi. Może jest to jakis rodzaj ADHD. Ale
    też nie przesadzajmy, da się z tym żyć.
  • 25.09.08, 15:29
    To jest tak:
    córka przesadnie bałaganiarska
    syn pedant
    Czyli obydwoje maja odchyły w tej samej dziedzinie, czyli wyglada na to, ze ich
    bałaganiarstwo/pedanteria jest odpowiedzią na ten sam problem.
    Warto iśc do psychologa - ale z problemem rodziny, a nie córki, która
    najwyraźniej robi u Was za czarną owcę.
    metody, jakie stosujecie: awantury, nieustanne kontrolowanie i dopytywanie się,
    czy posprzątała, a zwlaszcza zawstydzanie, to chyba najlepszy sposób, zeby
    stracic kontakt z córka jak tylko wejdzie w okres pokwitania.

    I jeszcze: co Ciebie obchodzi, co córka ma w plecaku? Jakim prawem do niego
    zagladasz?

    --
    Sprawiedliwosc bezstronna wymaga, aby pan nie miał racji. J.M.Rokita
  • 25.09.08, 17:31
    Przypominasz mi moją mamę. A Twoja córka mnie. Byłem identyczny, ze wszystkim co
    opisałaś. Do dnia dzisiejszego mam "delikatny" nieporządek w moim pokoju, na co
    moja mama zareagowałaby oburzeniem. Na początku samodzielności, przed jej
    odwiedzinami czułem się jak przed kontrolą.
    Jednak w pewnych sferach, bardziej praktycznych utrzymuję porządek i mogę być
    wzorem dla innych. Nie marnuj jej energii i nie ograniczaj jej rozwoju dla
    własnych wizji czystego świata. Jeżeli będziesz naciskać to Ci się odpłaci z
    czasem złośliwością, pretensjami, unikaniem, wycofaniem i buntem.
    Na własnym przykładzie powiem Ci, że rozwija się dobrze. Skup się na jej rozwoju
    intelektualnym i emocjonalnym. Nie czysty pokój jest najważniejszą sprawą na
    świecie. Nie wywieraj zbytniej presji na higienę osobistą bo tylko pogorszysz
    sprawę i doprowadzisz do abnegacji. Nie możesz jej upodabniać do siebie.
    Wydaje mi się, że Twoja córka jest bardzo inteligentną osobą. Co nie musi się
    odzwierciedlać w szkolnych stopniach. Ja dla przykładu miałem problemy szkolne
    bo zacząłem się buntować przeciw rodzicom. Dopiero jak pozwolili mi oddychać
    własnym powietrzem wyszedłem na prostą. Miałem milion zainteresowań ale moi
    rodzice ich nie podzielali i skupiali się na innych błahostkach i powierzchowności.

    Nigdy nie próbuj ostracyzmu. Ciężko to widzę jak dalej ją będziesz tak tłamsić.
    Nie wiem czy do Ciebie to dotrze. Skoro z powodu bałaganu w pokoju dopatrujesz
    się zaburzeń u swojego dziecka i chcesz ją wysyłać na badania...

    Jesteś z pewnością troskliwą osobą ale chyba za bardzo. Wydaje Cię się, że Twoja
    córka będzie tylko wtedy szczęśliwa jeśli będzie podobna do Ciebie. Pozwól jej
    być sobą, albo z tego wyrośnie albo nie. Nie masz na to wpływu a tylko
    pogorszysz jej rozwój.
  • 25.09.08, 18:48
    Najgorszą rzeczą jaką możesz zrobić to pójść do psychologa z dzieckiem. "Ambitny
    psycholog" zawsze coś znajdzie do diagnozowania, terapii i leczenia.
    Znam szkolnych psychologów i terapeutów. Bez nich szkoła funkcjonowałaby
    znacznie lepiej.
    Masz zdolne, wspaniałe dziecko, które bałagani. Inni rodzice muszą się pogodzić
    z dużo gorszymi cechami swych dzieci. I wcale nie ośmieszają ich przed innymi,
    tylko skrupulatnie maskują te cechy tak iż zdaje Ci się, że tamte są lepsze.
    Pokój dziecka jest dla dziecka i powinno ono mieć możliwość decydowania o jego
    wyglądzie.
    Bałagan nie jest szkodliwy, o ile osoba w nim mieszkająca orientuje się, gdzie
    co jest (a przynajmniej zegarek i klucze). Nie jest prawdą, że tylko ułożone
    rzeczy łatwo się znajduje. Bałaganiarze doskonale znają swój bałagan!
    Może z tego wyrośnie, może nie, może będzie sprzątać okazjonalnie na czyjeś
    przyjście.
    Naprawdę relacji rodzica z dzieckiem nie warto zaśmiecać czymś tak trywialnym
    jak porządek.
    Kiedyś będziesz zadowolona, że dałaś dziecku spokój z ciągłym sprzątaniem i
    postawiłaś na rzeczy dla niego ważne - zadowolenie z bycia w domu, afirmację,
    rozwijanie osobowości i zainteresowań.
    Zwróć też uwagę, że dzieci niezwykle inteligentne nie zwracają uwagi na coś tak
    przyziemnego jak układanie rzeczy. Walcząc o to, żeby się czesało, możesz
    zniszczyć to, co w nim takie piękne.
  • 25.09.08, 17:10
    Moze duzo pomoc, ale o ile sam ma te kompetencje.

    sa powazne chorby psychiczne, ktore cechuje tego typu zjawisko
    jakie opisalas.

    Ale jest ich wiele i tylko dobry doswiadczony po dokladnej
    obsewacji psycholog moglby okreslic jaka to choroba ewentualnie
    schorzenie.


    --
    ...>>o<<\\O//>>o<<...
    hem.bredband.net/b120394/
  • 26.09.08, 00:38
    A może córeczka po prostu nie lubi sprzątać ? Może inne zajęcia
    uważa za ciekawsze, a potem jest już zbyt "zmęczona" ? A może
    najzwyczajniej w swiecie nie przykłada do tego wagi. Nie wciskajmy
    na siłę zwykłych zachowań w ramy chorobowych zaburzeń.
  • 26.09.08, 12:15
    i nie widziec problemu, ale to nie zmienia faktu ze problem jest.

    Od malych problemow sie zaczyna, a gdy dziecko wyrosnie kompletuje
    sie ukladanka, najczesciej bywa dosc pozno.

    czy do okulisty tez nie pojdziesz, wtedy gdy pogorszy ci sie wzrok,
    tlumaczac sobie, ze zycie bez okulisty jest lepsze, weselsze bedac
    slepym?
    --
    ...>>o<<\\O//>>o<<...
    hem.bredband.net/b120394/
  • 25.09.08, 18:55
    Biedactwo. Musi się schylić i brudne gacie z podłogi za córkę do
    kosza wrzucić. Od razu widać,że mamusia jest leniwa i swoje obowiązki
    przerzuca na dziecko.
    Jeśli dzieciak robi chlew to trzeba po nim sprzątać i trudno.
    Wyrośnie z tego jak się wyprowadzi i zacznie samodzielne życie.
    Wyczuwam nadopiekuńczość mamusi i nadmierną chęć kontroli.
    Jeśli bałagan przeszkadza to niech posprząta ZA córkę. To takie
    straszne, zrobić coś za inną osobę?

    Pzdr

    lav
    --
    Z tym filozaniem to jest tak,
    że jak człowiek za bardzo się w nie zapuści,to mu
    wyjdą takie kocopoły,że w
    końcu zapomni od czego zaczął. (c)Big_news
  • 25.09.08, 20:05
    Zajrzałam na Twój blog - hm... Może gdybyś czasem podniosła te ubrania to
    szybciej zrzuciłabyś kilogramy?
  • 25.09.08, 21:12
    Też akurat zajrzałam na ten blog - przerażający. Świadectwo
    beznadziejnej walki kontroli z życiem. To samo robisz z dietą, co ze
    swoją córką.
  • 25.09.08, 22:25
    może jest geniuszem nieodkrytym genialni ludzie nie przywiązują uwagi porządku
    przeważnie
  • 25.09.08, 22:27
    Daj spokój z psycholgiem. Może to artystyczna dusza. W końcu przejdzie. Mi przeszło po 30-ce. :)
  • 25.09.08, 22:43
    Nie czytałam wypowiedzi pozostałych forumowiczów, więc może będę się
    powtarzać. Polecam książki Adele Faber, szczególnie "Jak mówić, aby
    dzieci nas słuchały, jak słuchać, aby dzieci do nas mówiły".
    A w konkretnej sytuacji, w skrócie, ja bym spróbowała np.
    1. opisać problem "widzę bałagan w twoim pokoju" (bez oskarżania i
    obwiniania)
    2. przedstawić oczekiwanie "miejsce na książki jest na
    półce, ...itd" "nie podoba mi się bałagan w twoim pokoju" "liczę na
    to, że będziesz dbać o porządek w swoim pokoju"
    3. dać wybór, np.posprzątasz teraz czy po obiedzie, lub zaoferować
    współpracę, dając wybór np. sprzątasz zabawki czy ubrania? ok, ty
    zabawki, ja ubrania
    4. przypomnieć jednym słowem np. sprzątanie!
    5. upewnić się czy słyszała, co powiedzieliśmy
    6. podjąć działanie, ale nie kara! tylko konsekwencja danego stanu
    rzeczy
    u mnie np. taką konsekwencją jest, gdy dzieci nie chcą sprzątnąć i
    ja muszę pozbierać zabawki to uprzedzam, że gdy pozbieram to schowam
    (w wersji męża brzmi to "powyrzucam!", ale to okrutne i
    niepotrzebne). Sporadycznie się zdarzyło, że posprzątałam i
    schowałam, ale teraz wystarczy, że "uprzedzam!" i już biegną
    sprzątać!!
    Nie chciałabym nikomu wypominać błędów, sądzę jednak iż pytanie
    dziecka po 100 razy o to samo, bez efektu, do niczego nie prowadzi.
    Warto zastosować zalecane metody, dobrać odpowiednie słowa i co
    najważniejsze - za słowami musi stać gotowość do działania! gdy
    słowa są puste i nic się nie podejmuje działań ponad to to wówczas
    trudno jest wpłynąć na zmianę postępowania dziecka.
  • 25.09.08, 23:07
    Przeczytałam jednak inne wypowiedzi. i tak mi się kilka refleksji
    nasuwa.
    Faktem jest aby nie zawstydzać przy innych, nie pytać sto razy
    dziennie i pozwolić dziecku być sobą.
    Ale nie popadać w skrajność i nie pozwolić na taki stan rzeczy! Nie
    rozumiem wypowiedzi krytycznych, że matka leniwa i nie posprząta po
    dziecku... to byłby błąd!!! Dziecko trzeba uczyć porządku. Łagodnie,
    stanowczo, skutecznie. To się nazywa wychowywanie. Nie chodujemy
    świnki, tylko wychowujemy człowieka.
    Co do porady psychologa - w przypadku problemów z dziecmi terapię z
    reguły zaczyna się od rodziców. problem z dziećmi wówczas znika. I
    okazuje się, że to nie dzieci wymagały "naprawy".
    Traktując dziecko z szacunkiem, zachęcając do współpracy, i co
    najważniejsze - zauważając i doceniając to co robi dobrze, mamy
    ogromną szansę na ułożenie dobrych relacji z dzieckiem.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.