Dodaj do ulubionych

Córeczka swojego męża.

18.09.08, 20:59
Co zrobić żeby wreszcie znormalnieć.
Przestać się bać.
Patrząc na siebie obiektywnie mogę powiedzieć że jestem
zagubioną i niedojrzałą kobietą.
A raczej dziewczynką.
Czuję wielki niepokój kiedy mój mąż wraca do domu później,
choć wiem że nie robi nic złego.
Ale ja nie potrafię tak do końca zaufać facetom, jemu...
Próbuje się czymś zajmować być szczęśliwa, mieć swój świat, swoje sprawy ale
nie umiem...
Zawsze facet z którym byłam był dla mnie priorytetem, wiele łez przez to
wylałam.. ze stresu i dlatego że nikt nie może być
zawsze tak doskonały i idealny jak sobie to wymarzymy.
Moja dziecinna natura wymaga opieki, uwagi.. dużo.
Czasem myślę że lepiej by było dla mnie gdybym była sama.

Nie wiem co jest powodem tego, może to że wychowałam się bez
ojca, że pewnego dnia po prostu zniknął.
Czułam się winna temu i totalnie zagubiona.
Ale to było kiedyś przecież. Nie można żyć przeszłością.
Ale we mnie strach pozostał.
Bardzo się boję zaufać, tak na prawdę, tak dla samej siebie.
Po prostu nie potrafię być szczęśliwa w związku.
Staram się nie narzekać, nie myśleć o tym, staram się z tym wygrać
ale to we mnie po prostu siedzi gdzieś bardzo głęboko.

Jak się z tego wyleczyć?
Nie można ciągle się bać..
Jestem w środku wystraszona, zazdrosna, niespokojna i czasami czuje niemal
fizyczny ból w duszy.
Nie chcę tak dłużej żyć.
Chcę być spokojną, szczęśliwą kobietą.
Staram się w siebie wierzyć, lubić siebie, żyć swoja pasją ale to na nic się
zdaje kiedy zaczynają mnie nachodzić jakieś niepokoje.

A mój mąż jest kochany i dobry, czasem musi jechać za granicę załatwić jakieś
sprawy ponieważ jest z Ukrainy, czasem po pracy leci coś załatwić, czasem
wpadnie do kolegi ale zawsze dba o to żebym była spokojna, zawsze dzwoni,
zawsze wiem gdzie jest.
Myślę że on jakoś wyczuwa moje niepokoje, albo może po prostu stara się być
lojalny w taki sposób.
A mimo to jego dłuższa nieobecność bywa dla mnie torturą.
Siadam z papierosem, ciężko jest mi się czymś zająć, skupić.
Czuje się jak dziecko pozostawione w przedszkolu. Kiedy wraca czuje ulgę.
Przecież tak nie można...
Jestem znerwicowana, zmęczona samą sobą.
Postaram się zgłosić na jakąś terapię, ale może coś poradzicie takiej wariatce
jak ja...
Pozdrawiam!
Edytor zaawansowany
  • leda16 19.09.08, 07:18
    migotka.6 napisała:

    > Moja dziecinna natura wymaga opieki, uwagi.. dużo.


    Obawiam się, że wcześniej czy później każdemu facetowi znudzi się "opieka" nad leniwym, infantylnym, acz metrykalnie dorosłym bachorem, któremu nie chce się ani uczyć, ani pracować. Na pewno najlepiej swoją gnuśność zwalić na tatusia, który odszedł od mamusi, zapewne takiej samej jak Ty.



    > Czasem myślę że lepiej by było dla mnie gdybym była sama.


    A kto by wtedy pasożytowi papu dostarczał do leniwego pyska? Pomyślałaś o tym ?
    >
    >
    > Bardzo się boję zaufać, tak na prawdę, tak dla samej siebie.


    Weź się do roboty zamiast "zaufać", że życie spędzisz w charakterze męskiej utrzymanki :))).


    > staram się z tym wygrać

    Na czym i co chcesz "wygrać"? Na klarnecie, mandolinie czy jeszcze czymś innym?

    > ale to we mnie po prostu siedzi gdzieś bardzo głęboko.


    Powiem Ci gdzie - po prostu w leniwej d....e. Śmierdzący leń - słyszałaś takie określenie?
    >
    >
    >
    > Staram się w siebie wierzyć, lubić siebie, żyć swoja pasją


    A jakież Ty masz "pasje"? Pilnowanie naiwnego frajera, którego złowiłaś, żeby nie zorientował się, że nie nadajesz się na żonę i matkę, jesteś egocentrycznym, infantylnym leniem, którego musi niańczyć i utrzymywać?

    >
    >
    > A mimo to jego dłuższa nieobecność bywa dla mnie torturą.
    > Siadam z papierosem,


    I jeszcze forsę, na którą głupi chłop ciężko pracuje, puszczasz z dymem?! No do czasu. Każdy bachor kiedyś się starzeje a zaślepiony słodką idiotką chłop trzeźwieje...


    > Jestem znerwicowana, zmęczona samą sobą.


    Ależ rozumiem, jesteś tak zmęczona własnym lenistwem, że do roboty już sił Ci brakuje. Jeszcze jeden kadawer, potencjalny klient MOPS-u, którego społeczeństwo będzie musiało utrzymywać ze swoich podatków :(.


    > Postaram się zgłosić na jakąś terapię,

    Terapię lenistwa? Nie ma czegoś takiego :))).


  • michalina38 19.09.08, 22:01
    :-OO łoł, mocarne, ale tak poza ty to do d..y
  • mrsnice 19.09.08, 14:17
    ale pojechałaś po dziewczynie. A gdzie można wyczytać, że ona nie
    pracuje? Ja rozumiem jej rozterki. Żyje życiem mężczyzny, a
    chciałaby swoim. I co w tym złego, że szuka porady? Dobrze, że się
    już zdiagnozowała i chce to zmienić. Inaczej zamęczy się psychicznie.
  • ela.buu 19.09.08, 14:24
    przeczytaj ksiazke
    ,,kobiety ktore kochaja za barardzo ,, Robin Norwood
    tu masz ebooka do sciagniecia jak chcesz
    ale najilepiej kup ja sobie nie jest droga i jest w proawie kazdym empiku

    www.4shared.com/file/28195208/dcfdd6d5/Norwood_Robin_Kobiety_ktore_kochaja_za_mocno.html?s=1
    Przejdz sie tez na spotkanie dla Doroslych Dzieci Dysfunkcji
    brak ojca jest dysfunkcja tam poznasz ludzi ktorzy czuja podobnie

    tu zanjdziesz baze spotkan w calej polsce
    www.dda.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=77&Itemid=53
    zastanow sie tez nad psychologiem
    niestety te odczucia same nie mina i czas wcale nie zmniejsza lekow
    wiem bo sama mialam kiedys tak jak Ty teraz powoli mija
    --
    www.warsztaty-zakroczym.eu/
  • migotka.6 19.09.08, 19:36
    Dzięki dziewczyny za odpowiedzi, potrzebuje jakiegoś punktu
    zaczepienia, z chęcią poczytam wszystko co polecacie.
    Muszę sobie jakoś pomóc.

    Ps: leda dzięki za odpowiedź ale to wszystko nie tak
    jak myślisz. Ja pracuję, jestem pielęgniarką, nie umiałabym
    żyć bez pracy, a bywa i tak że to ja utrzymuje męża ponieważ
    pracuje na zleceniac i bywa miesiąc że nie ma pracy, a rachunków
    mamy sporo. Poza tym utrzymuję mamę.
    Jestem niezależna finansowo.
    Napisałam tu o moim najgłębszym problemie, czasem sama myślę
    że jest błachy tym bardziej jeśli porównam go z dramatami pacjentów
    których spotykam w pracy.
    Ale jest mi ciężko w duszy, po prostu nie potrafię być szczęśliwa.
  • ca-ti 19.09.08, 23:47
    migotka.6 napisała:

    > Ja pracuję, jestem pielęgniarką, nie umiałabym
    > żyć bez pracy, a bywa i tak że to ja utrzymuje męża ponieważ
    > pracuje na zleceniac i bywa miesiąc że nie ma pracy, a rachunków
    > mamy sporo. Poza tym utrzymuję mamę.
    > Jestem niezależna finansowo.


    To są fakty - jesteś niezależna finansowo, utrzymujesz matkę, na
    Tobie opiera się domowy budżet, kiedy mąż nie zarabia. A jednak nie
    czujesz się pewnie, masz wrażenie, że bez męża sobie nie poradzisz.
    Widzisz ten paradoks?
    Prawdopodobnie jesteś od niego uzależniona emocjonalnie i tkwisz w
    jakimś poczuciu własnej małej wartości (wbrew faktom).
    Nasuwa mi się przypuszczenie, że jest coś w waszej relacji co
    ustawia Cię na słabszej pozycji. Czy Twój mąż nie jest przypadkiem
    sfrustrowany tym, że pracuje na zlecenia i że czasem nie udaje mu
    się nic zarobić? Mężczyźni często mają w tym miejscu piętę
    achillesową.
    Wbrew logice taki facet nie będzie zadowolony z tego, że kobieta
    utrzyma dom, kiedy jemu się nie udaje. On cierpi, a swojej
    frustracji daje ujście poprzez podkopywanie poczucia własnej
    wartości kobiety. Zrobi
    Piszesz, że Twój mąż jest dobry i kochany, a czy on wie, że Ty
    cierpisz? A jeśli wie, to co robi żeby C pomóc?
    Spróbuj spojrzeć na relację z mężem nie z pozycji dziewczynki, tylko
    kobiety. Może jemu zależy na tym, żebyś czuła się jak mała bezbronna
    dziewczynka?


    > Napisałam tu o moim najgłębszym problemie, czasem sama myślę
    > że jest błachy tym bardziej jeśli porównam go z dramatami pacjentów
    > których spotykam w pracy.
    > Ale jest mi ciężko w duszy, po prostu nie potrafię być szczęśliwa.


    Popełniasz błąd porównując się z innymi. Oni mają swoje życie, Ty
    masz swoje. Wszyscy pracujemy na własne dramaty, szczęścia,
    cierpienia i radości.
    Twój problem poza tym wcale nie jest błahy. Choroba duszy to bardzo
    poważna rzecz...
  • mikaa2_0 19.09.08, 22:47
    witam
    bardzo cię rozumiem (niestety). też wychowałam się bez ojca, zmarł gdy byłam mała. potem to juz tylko obsesyjnie szukałam faceta i znalazłam drania, który poniewierał mnie przez 3 lata. ja głupia tkwiłam w tym związku kurczowo, żeby po prostu z kims być. o ciągłych jego zdradach dowiedziałam się dopiero gdy byłam w 2 m-cu ciąży. nie wytrzymałam tego, nie ciągnęłam dalej choć taka moja natura. teraz mam 7 letniego syna, przymierzam się do budowania kolejnego związku, nie potrafię chyba już nikomu zaufać...
  • inwigilowana 20.09.08, 15:00
    poważne odpowiedzi na post, który jest podpuchą
    zabawne

    a jeśli nie jest podpuchą
    to gwarantuję, że frustrat bzyka na boku
    mając takie ciele w domu, to grzech tego nie wykorzystać
  • ca-ti 20.09.08, 15:15
    inwigilowana napisał:

    > poważne odpowiedzi na post, który jest podpuchą
    > zabawne
    >
    > a jeśli nie jest podpuchą
    > to gwarantuję, że frustrat bzyka na boku
    > mając takie ciele w domu, to grzech tego nie wykorzystać



    A w Twoim świecie tylko cynicy, frustraci, oszuści?...
    Współczuję. Szczerze
  • inwigilowana 20.09.08, 15:33
    Sama sobie współczuję
    <ściana>

    bezpośrednia styczność z ubecją pozostawia trwałą rysę na psychice
    po tym nic nie jest takie samo
  • ca-ti 20.09.08, 16:10
    inwigilowana napisał:

    > Sama sobie współczuję
    > <ściana>
    >
    > bezpośrednia styczność z ubecją pozostawia trwałą rysę na psychice
    > po tym nic nie jest takie samo


    Ale to wciąż Twoja decyzja czy pozostajesz w świecie wyłącznie złych
    ludzi, czy dopuszczasz do świadomości istnienie również innych
    światów i ludzi.
    Z całym szacunkiem, ludzie nawet podczas Zagłady potrafili ocalić w
    sobie wiarę w człowieka.
  • mahadeva 20.09.08, 15:40
    mysle, ze to normalne, co przezywasz i fajnie, ze masz meza, ktorego
    kochasz, z ktorym jestes silnie zwiazana
    ja teraz mam kogos, ale przez 3,5 roku bylam sama, w ogole nie
    wychodzilo mi z facetami, a milosc jest przeciez najwazniejsza
    gdy bylam sama rozwijalam sie, odkrywlam wiele rzeczy, ale potem
    pojawil sie zbyt silny stres, z ktorym sama sobie nie radzilam...
    teraz juz czas dla mnie na zwiazek, dobrze, ze poznalam kogos fajnego
    do terapeutow nie chodz, bo to debile, nic nowego nie wymysla, a
    moga Ci poczynic szkod, pozdrawiam
  • inwigilowana 20.09.08, 15:51
    Maha, Ty jak bierzesz od godziny, czy jakąś stawkę dobową masz?
  • spinline 20.09.08, 16:10
    A czy twoja praca cie fascynuje?

    czasami problem lezy w innym miejscu niz ludzie szukaja.


    --
    ...>>o<<\\O//>>o<<...
    hem.bredband.net/b120394/
  • migotka.6 20.09.08, 19:06
    Jeszcze raz dzięki za odpowiedzi dziewczyny.
    Za wszystkie.
    Dobrze sobie zdaję sprawę że mój post mógł w niektórych
    wywołać agresywne odczucia, wiem że są kobiety które
    na codzień borykają się z różnymi swoimi problemami,
    często same, i taki post może budzić denerwujące
    skojarzenia o "cielęciu użalającym się nad sobą w domu"... ;)
    W ogóle my kobiety chyba z większością rzeczy jesteśmy w życiu same.
    Dlatego bardzo imponuje mi kobieca solidarność.

    Nie wiem może zachowuje się jak ciele, zresztą tak sobie mówię
    bo naprawdę ludzie mają gorsze problemy.
    Ale jak to powiedzieli w pewnym filmie "życie zapierd..a"
    a ja udaję sama przed sobą że jest ok, kiedy nie jest.

    Mąż... co ja będę mówiła mężowi.. jeśli on widzi że chodzę
    poddenerwowana to stara się jakos tam po swojemu mi pomóc.
    Myślę też że on uważa że wszystko jest ok dlatego że sam jest w
    porządku.
    Nigdy nie daje mi powodów do jakichś rozterek, a jeśli to nie na tym
    polu.. :)
    Kasa - słusznie, to ważny temat dla facetów.
    Wiem że męża gniecie jak nie ma zleceń i siedzi w domu, ale nie
    zawsze tak jest.

    Ze swojej pracy jestem zadowolona, założyłam sobie też swój mały
    biznes który sprawa mi radoche i mam nadzieje że w przyszłości
    coś z tego będzie.
    W zasadzie wszystko jest ok, mój problem nie jest czymś nowym.
    Wydaje mi się że ja mam go od zawsze.
    Boję się zaufać, boję się że ktoś mnie zostawi.
    I wiem że trzeba zmienić cos w sobie, uwierzyć, pokochać i wreszcie
    odetchnąć...
    Ale chyba warto próbować.
    Trzymam za was dziewczyny kciuki! :)


  • migotka.6 20.09.08, 19:44
    Może dodam jeszcze że nie mogę sobie wyobrazić
    siebie jako kobietę której się udało założyć
    szczęśliwą rodzinę i jako kobietę spełnioną.
    Gdzieś tam chodzi mi cały czas po głowie myśl o tym że trzeba
    polegać tylko na sobie, nie planować dobrego, nie marzyć.
    Jestem cały czas w stanie "gotowości" do samodzielnego życia
    kiedy mój mąż nawali.
    Nic to, że on dobry człowiek.. ja jestem jak żołnierz na polu bitwy -
    w pełnej gotowości ;)

    Ale wczoraj słyszałam ciekawy program w tv, pewien mądry facet mówił
    żeby nie odkładać szczęścia "na przyszłość" kiedy ja będę inna,
    kiedy coś się zmieni bo wtedy będzie już inna sytuacja, inny czas, i
    my jako my będziemy już innymi ludźmi i spełnienie tego o czym
    marzymy może mieć już zupełnie inny smak.
    Coś w tym jest.
    Niby szczęście rodzinne jest wartością "ponadczasową", ale jeśli
    spędza sen z powiek to może warto zmienić punkt widzenia..
    Może więc trzeba mi przestać wizualizować sobie białe czy czarne
    scenariuesze na przyszłość i po prostu być sobą i brać życie jakie
    jest.
    Jesteśmy zdrowe, fajne, kręci się obok nas ten facet więc... ;)
  • ejana 21.09.08, 09:51
    Migotko, znam taki rodzaj strachu.
    Odzywa sie w niespodziewanym momencie i boli prawie na poziomie ciala.
    Tego nie zrozumie ktos, kto nigdy nie doswiadczyl takich uczuc.
    Jesli kiedykolwiek przezylas taki lek separacyjny,
    to on zapisal sie w Tobie na cale zycie. Takie traumy z dziecinstwa pozostawiaja
    bardzo trwaly slad. Mozna uwolnic sie robiac terapie, jesli cierpienie staje sie
    nie do zniesienia.
    Wazne jest to, ze Ty juz potrafisz nazwac ten problem, ze domyslasz sie
    dlaczego tak sie stalo, ze szukasz pomocy, bo jestes np. na tym forum.
    Aby sie od tego uwolnic musisz sie zblizyc do tych uczuc z przeszlosci,
    przebolec je jeszcze raz i puscic to, co Cie cisnie.
    W pzeciwnym razie bedzie trudno i Tobie i ludziom ktorych kochasz.
    Pomysl, ze przed Toba cale zycie, chcesz je przezyc skaczac caly czas na bungee ?

    Gdzies przeczytalam :
    "Kulac sie w zakatkach zycia
    wzmacniasz tylko ucisk w sercu
    - wstan i idz"

    Jesli to Twoje zycie, to jak ten "zolnierz"
    o ktorym pisalas nie sto i nie czekaj w gotowosci,
    tylko powalcz o nie :))
    Z perspektywy mojego zycia powiem, ze warto i ze moze sie udac.




  • nangaparbat3 21.09.08, 17:46
    Migotka,
    nic dziwnego, ze boisz się, że zniknie, skoro zniknąl kiedys Twoj ojciec,
    najważniejszy mezczyzna w Twoim zyciu. I nie ma znaczenia, ze to bylo kiedyś -
    to jest w Tobie, żywe i bolesne. W nas jest wszystko, czego doświadczyliśmy,
    jest i bedzie, warto jednak zrobic co mozna, by to co bylo zle nie kierowalo
    naszymi uczuciami tu i teraz.
    Masz pelne prawo bac się.
    Ale prawo prawem, a taki lek jest trudny, bolesny, komplikuje zycie. Byc moze
    latwiej by Ci bylo, gdybys o tamtych odleglych zdarzeniach mogła porozmawiac -
    po pierwsze z matką, w ogole z osobami, ktore znaly Cie wtedy, wiedziały, co sie
    dzieje. Też z kimś, kto bedzie umial Cie wysluchac, nie powie Ci, ze to
    nieważne, nie kaze Ci odcinac się od Twego strachu i bólu, udwac, że ich nie ma.
    Jesli myślisz o terapii, to pewnie. zyczę Ci gorąco trafienia na dobrego terapeutę.
    Poza tym: czytaj ksiazki Alice Miller - na przykład "Mury milczenia". Koniecznie
    i od razu. Goraco Ci je polecam - one zdejmują z nas - i paradoksalnie tez z
    naszych rodziców - poczucie winy, wiec to, co najbardziej nam przeszkadza.

    Nie jesteś wariatką.
    Przezyłaś w dzieciństwie wielki dramat. Nie piszesz, jak na odejscie ojca
    zareagowała Twoja mama, ale jak znam zycie, musiala miec wielkie trudnosci z
    odnalezieniem sie w tej sytuacji, poradzeniem sobie z wlasnymi emocjami. Wiec
    nie byla w stanie pomóc Tobie. Piszesz, ze ja utrzymujesz - przeciez nie jest
    chyba jeszcze tak stara, by nie mogla pracowac? A moze choruje? Czy kiedykolwiek
    szczerze i otwarcie rozmawialaś z nia o tym, ze ojciec odszedl, i dlaczego?
    Piszesz, ze czułas sie winna - to normalne, dzieci z reguly biora wine na siebie
    - ale czy matka wyprowadziła Cie z blędu?

    Wydaje mi się, ze troszke niefortunnie wybrałas tytul swojego wątku, stad parę
    wypowiedzi od czapy. A Ledą i inwigilowana w ogole sie nie przejmuj - sto razy
    bardziej potrzebują pomocy niz Ty.

    Trzymam za Ciebie kciuki i goraco pozdrawiam
    nanga
    --
    "Żurnale nie muszą byc naszym estetycznym sumieniem."
  • ca-ti 21.09.08, 20:31
    nangaparbat3 napisała:

    >
    > Wydaje mi się, ze troszke niefortunnie wybrałas tytul swojego
    wątku, stad parę
    > wypowiedzi od czapy.



    Nie sądzę, aby tytuł był wybrany niefortunnie. Często z
    podświadomości wyciągamy coś czego sami nie rozumiemy, a jest ważne.
    Kluczowe nawet.

    Migotka może całe życie poszukiwać ojca i widzieć go w mężu teraz.
    Sama może ustawiać się w pozycji dziewczynki, zależnej od
    silniejszego od niej ojca.
    Co prawda w tym przypadku gołym okiem widać, że zależna nie jest, a
    nawet przeciwnie - to ona wspiera wszystkich wokół, ale ona tego nie
    widzi. Potrzebuje wypełnić swój skrypt, więc zrobi wszystko aby tak
    sie stało.
    Jest małą dziewczynką, czuje się niepewnie, bo "mąż-ojciec" raz
    jest, a raz go nie ma. Za chwilę może zniknąć całkiem...


Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.