Dodaj do ulubionych

Jak "wziąć się w garść"

17.10.08, 16:02
Drodzy,

mam pewien problem, zastanawiam się nad wizyta u psychologa, nie potrafie się
pozbierac, nie potrafię ułożyc sensownych planów na przyszlosc, na jutrzejszy
dzien, na dzisiejszy. Cala sytuacja jest zagmatwana, a mi tak ciezko podjac
decyzje co teraz zrobic. 2 dni temu stracilem moja babcie, bylem z nia prawie
do samego konca w szpitalu. Do ostatnich minut. NIkogo nie bylo, tylko my. Nie
chciala wzywac swoich dzieci, bo ona nie miala umierac w ogole. Nie chciala
jechac do szpitala, a ja ją zabralem. Racjonalnie myslac, wybralem tak jak
kazdy by postapil, ale zawsze pozostaje jakies 'ale'. 2 tygodnie temu
rozstalem sie z dziewczyna, tj. ona rzucila mnie. Po 3 latach. Tez nie moge
sie pozbierac po tym. Co prawda, teraz mi pomaga, jako jedyna osoba, bo wbrew
pozorom, niby mam 21345235 znajomych, kolegów, ale tak naprawde, ona byla
jedynym przyjacielem. No i wczoraj np. spotkalem sie z nia, opowiadala mi o
swoich imprezach, kolegach itp. i tak strasznie mi ciezko bylo. Niby miala
pomoc, a dowalila jeszcze mocniej. Ale przynajmniej byla przy mnie. W sumie
nie moge jej teraz odrzucic, bo nie dam sobie rady. Moja rodzina wyjechala,
siedze sam w domu i rozmyslam.
Jest szansa na przelom w moim zyciu, chce opuscic dom, zamieszkac sam, ale czy
to bedzie dobre rozwiazanie? mam 23 lata, tata jest pracoholikiem, mama
alkoholiczka (nie pije czesto, ale jak wpada w ciagi to nie do wytrzymania).
Jestem ostatnim ich dzieckiem, ktore pozostalo w domu. Zastanawiam sie nad
opuszczeniem domu, ale boje sie "syndromu opuszczonego gniazda", nie wiem czy
kazdy kojarzy, ale to mniej wiecej jest cos w stylu, ze rodzice juz "nie maja
po co zyc", dzieci opuscily dom, nie maja komu gotowac, prac itp. Tymbardziej
zwazajac, na to, ze moi rodzice czesto sie kloca. Jakie jest najlepsze
rozwiazanie? Pomyslec o sobie, byc egoista, opuscic dom, i czekac tylko na
rozwód. Nie daje sobie z tym rady... Macie jakies rady? Moze ktos mial podobnie?

Ja wiem, ze ludzie napisza tytulowe "wziac sie w garsc", ale są wlasnie
sytuacje, ze takie slowa naprawde niezle wkurzaja. Czasami jest taka
bezsilnosc i samotnosc. Samotnosc w tym wszystkim: "jak ja sobie dam rade"?
Edytor zaawansowany
  • 17.10.08, 17:44
    To normalne ze po smierci bliskiej babci i przy tym rozstaniu z dziewczyna masz
    takie a nie inne skutki. Inaczej nie byl bys czlowiekiem jakby nie mialo to
    zadnego wplywu na to jak sie czujesz.
    Niedawno stracilem najblizsza mi osobe i zrozumialem ze zycie nie daje taryfy
    ulgowej, nigdy.

    Czytam to co napisales i mysle ze nie masz sobie co glowy lamac jakims
    opuszczonym gniazdem, chyba ze masz w tym interes i dobrze sie czujesz gdy ktos
    pierze, gotuje i robi inne rzeczy za ciebie? Lepiej sie rodzicom zrobi jak
    bedziesz dobrze zyl i stwierdza ze nie poszly ich wysilki na marne i wychowali
    cie dobrze. Tak mysle ze to jest z sensem, wszyscy w koncu musza zyc na swoim.
  • 17.10.08, 17:54
    Masz racje, dobrze mi z tym, ze mam czasami obiadu gotowany, czy poprane rzeczy,
    ale sam juz potrafie to robic, nieczesto zostawalem sam i dawalem rade.

    Chodzi o to, ze martwie sie o nich, co z nimi bedzie? Rozwód? Kolejny cios. Niby
    to ich sprawa, ja jestem dorosly, powinienem zyc swoim zyciem, ale tez im jestem
    "cos winny". Czy takie 'poswiecenie' i zostanie w domu? Sam nie wiem, teraz tyle
    mysli naraz. Pewnie czytajac moj wątek łatwo wychwcycic wszechobecny chaos...

    Człowiek chcialby uciec od wszystkiego, wyjechac, zostawic, zapomniec, ale to
    glupie. Ciagla ucieczka. Kiedys trzeba stawic czola problemom. Jest szansa
    teraz... tylko czy to dobry pomysl? Byc swoistym egoistom... Boje sie...
  • 17.10.08, 18:05
    Nie no jak na moje oko to wyglada egoistycznie zostanie w domu na garnuszku
    rodzicow - oprany, ogotowany i dorobiona ideologia spajania rodziny.
    "Poswiecenie" brzmi smiesznie w tym zestawieniu.
    Rodzice maja swoje lata i leb na karku, wychowali cie jak byles malym
    nieporadnym wymagajacym ciaglych poswiecen niemowlakiem i daja sobie rade w
    trudniejszych sytuacjach. Lepiej im bylo (latwiej) bez ciebie - dziecka
    wymagajacego opieki. Mniej obowiazkow. Pomysl jacy byli jak byli mlodym
    mlazenstwem, narzeczenstwem. Oni maja swoje zycie mimo lat.

    Po prostu boisz sie zostac bez klosza ktory roztaczaja rodzice nad toba, a cala
    reszta to juz pokretna racjonalizacja ktorej sie nauczyles i z czasem zacznie ci
    dawac po dupie. Dlatego z tym psychologiem nie glupi pomysl zeby sobie to poukladac.
  • 17.10.08, 19:02
    Chciałem Ci tylko powiedzieć że piszesz w dosyć uporządkowany sposób, i "łatwo i
    przyjemnie się czyta" .

    Nic nie jesteś winny swoim rodzicom, chyba że brałeś od nich jakiś kredyt.
    Rodzice są dla Ciebie, to oni mają być wsparciem, ostoją, przyjacielem, itd....
    W pierwszej kolejności ty bierzesz potem możesz dać. Czy coś wziąłeś? Nie myślę
    o kasie, jakichkolwiek materialnych rzeczach.

    Jeśli chciał byś coś zrobić dobrego dla twoich rodziców to dbaj o siebie jak
    najlepiej umiesz, oni będą się cieszyć jeśli będzie Ci się powodzić.

    Definicja egoizmu: nadmierna albo wyłączna miłość do samego siebie. Egoista
    kieruje się przeważnie własnym dobrem i interesem, nie zwracając zbytniej uwagi
    na potrzeby i oczekiwania innych. Odnosi wszystko do siebie, patrzy na świat
    poprzez pryzmat "JA", nie uznaje systemu wartości społecznie akceptowanych,
    żyjąc zgodnie z własnymi wartościami i przekonaniami.

    Jak już ktoś napisał w odpowiedzi na twój post, miłości do siebie, dobrej
    samooceny brakuje Ci. Prawdopodobnie nigdy nie będziesz egoistą, nawet jeśli
    będziesz się bardzo starać nim być.
  • 17.10.08, 18:09
    Napisalem wlasnie o moich rodzicach, w jakiej są sytuacji, ze to wszystko co sie
    dzieje w domu, jest jakby dla mnie.

    Ja sobie rade dam, dawalem juz w gorszych sytuacjach. Nie boje sie tego
    "samodzielnego zycia", tylko tego, ze moge sie przyczynic do rozpadu ich malzenstwa.

    Nie jest latwo o tym myslec. Tak, oni maja leb na karku, ale wlasnie ich
    problemy przekladaja sie na rodzine. Watpie, aby ktos chcial mieszkac w takim
    domu, raczej ewakuacja byla by tu wskazana. Tylko wlasnie, czy ucieka sie z
    tonącego okretu?
  • 17.10.08, 18:19
    Obwiniasz sie za ewentualny rozpad malzenstwa? Zyjesz w warunkach nie do zniesienia?
    Za jakie ty grzechy pokutujesz czlowieku. Moim zdaniem masz problem z niska
    samoocena i doszukujesz sie jakiejs nieracjonalnej porazki w swoim dzialaniu.
    Zlych konsekwencji wlasnych wyborow. To jest niska samoocena - to co robie
    przynosi zle skutki. Jestem egoista. Jest to oczywiscie zaburzone myslenie i nie
    myl tego z faktycznym stanem rzeczy.
    Podobnie cholernie niska samoocena to to, ze chcesz zostac mimo warunkow
    trudnych dla takiego mlodego kolesia jak ty. Tkwic i gnic, bo to jest to na co
    zaslugujesz, gdyz jestes egoista ktory chce uciec.

    Moim zdaniem - wyjedz, uloz sie, umow z terapeuta, psychiatra, ksiedzem, guru i
    zyj ze normalnie bez jakis rozklimek.
  • 18.10.08, 12:17
    Czy gdyby wszystko szło po Twojej myśli, tzn. gdybyś żył w udanym
    związku z dziewczyną, też pozostawałbyś w domu rodziców? Gdybyś
    chciał z nią zamieszkać, ożenić się, to też poświęciłbyś te plany
    aby ratować małżeństwo rodziców?
    Mam wrażenie, że jesteś tak zagubiony we własnym życiu, tak
    zalękniony, że wolisz nie mysleć o sobie, o swoim życiu, tylko
    zastanawiasz się nad rodzicami, bo to jest w gruncie rzeczy...
    łatwiejsze.
    Nie chciałabym, żebyś odebrał moje słowa jak zarzut, bo nic takiego
    nie mam na myśli. Twoja reakcja jest dość normalna w chwilach kiedy
    życie wali nam się w gruzy. Wtedy łatwiej czasem zająć się tematem
    zastępczym.
    Małżeństwo Twoich rodziców jest ICH SPRAWĄ. I nie ma w tym żadnego
    Twojego egoizmu, jeśli ją im pozostawisz. Rodzice pobierajaąc się
    nie pytali Cię ozdanie, dlaczego mieliby to robić jeśli ewentualnie
    postanowią się rozwieść? Pozostawanie w związku wyłącznie ze względu
    na dzieci - nawet małe - jest dyskusyjne, a co dopiero w przypadku
    dorosłego mężczyzny, jakim jesteś.
    I jeszcze jedno. Twoja matka jest alkoholiczką. Wiadomo, iż
    najbliżsi mogą poprzez utrzymywanie status quo przeszkadzać
    uzależnionej osobie wyzdrowieć. Wstrząs związany z nową sytuacją,
    może matce pomóc wyjść z tego. Ale to tylko na marginesie tego co
    piszesz, bo to już ewntuane dalsze skutki, o których trudno gdybać.
  • 18.10.08, 13:04
    Dziekuje wszystkim za odpowiedzi. Moze troche mnie na duchu podniesliscie :)
    Ogolnie to dalej sie zastanawiam czy to dobry ruch, jak pisalem wczesniej,
    dziewczyna mnie rzucila, tez bol, szok, nalozylo sie wiele sytuacji
    stresogennych, nie wiem czy wyprowadzajac sie, bedzie to teraz dobry ruch. W
    sumie zostane sam. Sam ze soba. Mam znajomych, kolegow, kolezanki, ale jakos nie
    widze, zeby im zawracac glowe swoimi problemami, kazdy ma jakies problemy, a
    teraz ja sie bede zalil jak mi zle. No i przeciez nie beda siedzieli ze mna 24 h
    na dobe.

    Mam milion mysli na sekunde, z jednej strony dzisiaj spotkalbym sie z moja byla
    dziewczyna, ale ona wczoraj byla na jakiejs imprezie, i znowu bedzie mi
    opowiadac kogo tam nie poznala i wogole opisywala jakis swoich nowych kolegow,
    zapewne ktorys sie jej tam podoba, bo ot tak by nie poszla. Bardziej mnie rani
    niz pomaga, mimo, ze chce dobrze. Ale nawet nie chce jej uswiadamiac, bo jeszcze
    sie obrazi, ze nie dosc, ze poswieca czas, to jeszcze truje jej dupe.

    Z jednej strony zauwazylem, ze jak teraz siedze sam (rodzina dopiero jutro
    wraca) to jest mi dobrze, lepiej niz przychodzi wujek i musze mu mowic wszystko
    po kolei, jak babcia umarla, jak to wygladalo itp. itp. JUz mnie to meczy.

    Jeszcze to cholerne serce. Kluje mnie, biore tabletki, ale nic nie pomaga. Bylem
    na badaniach, to plus, ze wszystko okej, ale jednak ciezko mi nawet czy isc na
    silownie, czy na basen...

    Nagle wszystko sie popierdzielio ze nie wiem co robic. Nie lubie takich
    sytuacji. Jestem w kropce. Nie widze zadnego normalnego, sensownego rozwiazania,
    ktore zadowoliloby mnie i wszystkich. Nie mam juz sily nawet...
  • 18.10.08, 14:31
    Znajomi raczej sa nie po to zeby sie im zalic i ciagle nawijac o problemach,
    tylko zeby sie skupic na czyms innym. Jak jestem ze znajomymi to nie mysle o
    innych rzeczach za wiele, jest cos innego do obgadania i do pomyslenia.
    Chociaz to tez tak jest ze jak ktos umiera w najblizszej rodzinie, to wszystko
    drazni, dziewczyna, znajomi, rodzina, wszyscy wydaja sie nietaktowni i denerwujacy.

    Poza tym piszesz ze chcesz zadowolic wszystkich, to blad, nie ma tak zeby mozna
    wszystkich uszczesliwic, szczegolnie w teorii w glowie ktora wymysla same
    sprzeczne schematy. Pogodaj z ojcem, co o tym mysli, co zrobic. Zagadaj do
    matki. Powiedz tej dziewczynie. Poradz sie znajomego. Tak sobie to mozesz
    poukladac, a siedzac sam ze swoimi wydumanymi sprzecznosciami raczej masz
    oderwane od rzeczywistosci spojrzenie.
    Jesli jest naprawde zle z toba, to sprobuj lekow przeciwdepresyjnych? no bo co
    ci pozostaje.
  • 18.10.08, 14:58
    Mlody czlowieku, sama mam corke w Twoim wieku i wiem troszke jak wyglada zycie i
    uklady z rodzicami. Moja corka mieszka poza domem od 18 roku zycia, bo studiuje
    w innym miescie. Ze wszystkim musi sobie sama dawac rade, ma stypendium ale tez
    b. duzo pracuje bo ja jej nie daje zadnych pieniedzy. I ona jakos tam czuje sie
    odpowiedzialna za rodzicow, zwlaszcza ze niedawno sie rozwiedlismy. Ostatnio
    nawet bardzo pozytywnie przyczynila sie do rozwiazania problemow ktore ma jej
    tatus choc niestety przy okazji zranila mnie. Uklady miedzy rodzicami nie naleza
    do ukladow rodzinnych. Ty- tata, Ty-mama, to jest o.k., Mama-tata, nic Ci do
    tego. Oni byli przed Toba i z przyjemnoscia beda obserwowac wyniki ich
    wychowania w postaci Twojego udanego zycia. Masz troche ciezka sytuacje ze
    wzgledu na Babcie i dziewczyne ale i sily witalne masz przeogromne w tym wieku.
    Ja zawsze radze moim corkom zeby napisaly sobie na karteczkach co jest dla nich
    wazne, po jednym punkcie na karteczke, potem rozlozyc to na stole i tak
    poprzekladac az od gory do dolu ulozy Ci sie kolejnosc prioritetow. Potem trzeba
    dopisac z boku akcje ktore sa wymagane zeby osiagnac te priorytety. Jak nie
    wyjdzie tak zupelnie na maxa to chociaz pomoze. Musisz sie wyprowadzic i
    zamieszkac sam, moze nie jakos strasznie daleko od rodzicow na poczatek to nie
    bedziesz czul ze ich zostawiasz. Z dziewczyna musisz sie zastanowic co chcesz,
    moze trzeba z nia pogadac jezeli sa jakies szanse, dlaczego Cie zostawila? moze
    wlasnie dlatego ze za malo angazowales sie w nia a za duzo w zycie twojej
    rodziny? Moze zmiany sa tym na co Ona czekala? Idz tez moze sam na jakas
    impreze? No i zastanow sie co chcesz osiagnac na dluzsza mete i co nalezy zrobic
    zeby do tego dojsc.
    Powodzenia
  • 18.10.08, 19:28
    Jeszcze raz dziekuje za slowa. I te mocniejsze i te pocieszajace. Macie swiezy
    (inny) poglad na te sprawy. Ja z perspektywy czasu, widze, ze problemy rodzinne
    przekladaja sie na moja osobe. Dziewczyna m.in. przez to zerwala, badz co badz 3
    lata zwiazku, i to juz nie takiego "szczeniackiego".

    Z tymi karteczkami to dobry pomysl, napewno po pogrzebie, po sprawach
    uczelnianych jak bede mial chwile, przysiąde, moze z kims, zeby latwiej to
    pooukladac. Jak napisze, to bedzie wyrazisciej, a tak w glowie to balagan
    ciagle, bo stare rzeczy się pietrza, i praca i uczelnia i to wszystko naraz
    wymieszane. Ustale priorytety, nie bede sobie za duzo obiecywal, nie bede
    wszystkim oglaszal, wszem i wobec, ze cuda sie beda dzialy w moim zyciu, ale
    powoli, systematycznie bede do tego dazyl :)

    Dziekuje wszystkim za rady!
  • 18.10.08, 21:03
    I tak trzymac. A na pogrzebie pomysl sobie ze Babcia piekne zycie miala a Ciebie
    chciala by zapewne widziec szczesliwego, spelnionego i wogole do przodu. Mysl ze
    teraz bedzie Ci caly czas pomagac, bedac ciagle z Toba...Chodzi mi o to zebys
    sie nie zalamywal dodatkowo odejsciem Babci tylko wykorzystal go jako poczatej
    nowego etapu w zyciu.
  • 18.10.08, 21:20
    Straciles dwie bliskie osoby w bardzo krotkim okresie czasu. Zaloba
    istnieje nie bez przyczyny. Przeczekaj przynajmniej miesiac az
    opadna emocje. W tej chwili nie jestes w stanie decydowac.Musisz
    dac sobie czas, a emocje same zaczna sie ukladac w logiczna calosc.
    Wziales na siebie duza odpowiedzialnosc w przypadku babci i byles w
    tym wszystkim sam, to dla kogokolwiek *za duzo*.
    W syndrom *opuszczonego gniazda* juz wszedles, twoja rodzina juz
    nigdy nie bedzie taka jaka byla, ale na pocieszenie sprobuj
    pomyslec ze juz gorzej nie bedzie niz przez te ostatnie miesiace.
    Za duzo zmian, musisz sie z nimi lagodnie oswoic a nie wskakiwac
    teraz w inny zywiol.Sprobuj zrobic cos przyjemnego dla siebie.
  • 18.10.08, 23:09
    A czemóz to miałbys po 2 waznych "śmierciach" (milości i realnej) w
    ciągu kilku dni byc radosny???? Żąłoby tzreba odpracowac i nie ma
    zmiłuj !

    A co do tego, ze sie boisz syndromu pustego gniazda u rodziców.
    Uwierz mi jak najszybciej.. To nie TY masz sie zajmowac swoimi
    rodzicami. chyba, ze będa starzy i niedołęzni.Do tego czasu masz zyc
    własnym zyciem- rodziców odwiedzając na świeta i imieniny...

    My rodzice mamy wam doć skrzydła żebyście mieli siły odleciec w
    świat...

    powodzenia!
  • 18.10.08, 23:48
    Teraz to dopiero mnie podbudowaliście :) Z kazdym dniem mysle, ze bedzie lepiej,
    musi. Po burzy wychodzi slonce. Wierze w to :)

    Wszystko naraz i na szybko sie nie da zalatwic, ale wazne, ze ten przelom jakby
    ma miejsce, jest sygnal, trzeba dzialac. Powoli, rotropnie. Mam duzo planow, ale
    jak juz pisalem, moze wlasnie nie krzyczec o tym wszystkim, a powoli to robic.
    Robic, a nie mowic, bo tak to sie zawsze konczy. Sam fakt, ze zaczne dzialac,
    jest bardzo pocieszajacy.

    Zastanawiam sie nad krótkim przemowieniem na pogrzebie babci, nie wiem tylko czy
    sie nie zalamie, czy glos mi nie wysiadzie i poplynie struga łez... :)

    Dzisiaj, pierwszy raz od tych 4 dni poczulem sie pozytywnie nastawiony :) Czuje,
    ze sie uda wszystko. Mala iskierka ma szanse rozpalic niezle ognisko :PPP

    Dziekuje wszystkim za wsparcie!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.