• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Samotnosc w malzenstwie Dodaj do ulubionych

  • 26.02.09, 22:54
    Jest mi strasznie smutno i czuje sie samotna...i bezsilna, tak jakby nic nie
    zalezalo ode mnie. Nie liczy sie to co czuje, mysle i nikogo to nie obchodzi.
    A ja potrzebuje tylko odrobiny zrozumienia jak mam gorszy dzien. Ale nie, nikt
    tego nie zrozumie. Dlaczego jak moj maz mowi, ze cos go boli to staram sie mu
    pomoc za wszelka cena a ja jak mowie, ze cos mi dolega to nawet sie na mnie
    nie spojrzy? Musze byc zawsze mila i usmiechnieta, pocieszac pana i wladce gdy
    ma gorsze chwile tylko czy starczy mi sil??? Nie daj Boze powiem cos
    zniecierpliwionym tonem-od razu dostaje reprymende jak dziecko w podstawowce.
    Czuje sie jak niewolnik, sluzaca, podczlowiek...
    Zaawansowany formularz
    • 26.02.09, 23:02
      Wszyscy jesteśmy samotni na tym świecie
      tylko niektórzy ze strachu przed nim srają w gacie
      i wiążą się z pierwszym lepszym byle czym

      --
      To, o czym mówię, nie moim jest wymysłem
      • 26.02.09, 23:08

        Tu masz racje zloty ..
        byle by nie brac sie za byle co
        --
        kiedy zycie odzyska swoj smak wije sie z roskoszy...
        • 31.03.09, 00:00
          Można radzić, rozpisywać się, analizować ale prawda jest taka, że autorka tematu
          zbierze się w sobie dopiero jak zostanie solidnie kopnięta w d... przez partnera

          Tak to jest, czyż nie drogie panie? J

          Jak facet odchodzi to od razu zaczynacie się odchudzać, uprawiać sporty, ładnie
          ubierać ("niech wie co stracił!" ;) ), wychodzić do ludzi no i jak mantrę
          powtarzać "ale ja głupia byłam".

          Ale i tak lepiej późno niż wcale
    • 27.02.09, 00:03
      > . Nie liczy sie to co czuje, mysle i nikogo to nie obchodzi.

      Bo o życiu, moja Słodka, stanowią czyny, nie myśli i słowa (zwykle puste albo dęte)

      > A ja potrzebuje tylko odrobiny zrozumienia jak mam gorszy dzien.

      jak słodko, a teraz szczerze, ile tych "gorszych dni" średnio w tygodniu Ci wypada ?

      > Nie daj Boze powiem cos zniecierpliwionym tonem-od razu dostaje
      > reprymende jak dziecko w podstawowce.

      a jaka miałaby być prawidłowa reakcja na "zniecierpliwiony ton" wielmożnej Pani ?

      --
      melior est canis vivus leone mortuo
      • 28.02.09, 12:14
        > > . Nie liczy sie to co czuje, mysle i nikogo to nie obchodzi.
        >
        > Bo o życiu, moja Słodka, stanowią czyny, nie myśli i słowa (zwykle puste albo d
        > ęte)
        >
        > > A ja potrzebuje tylko odrobiny zrozumienia jak mam gorszy dzien.
        >
        > jak słodko, a teraz szczerze, ile tych "gorszych dni" średnio w tygodniu Ci wyp
        > ada ?
        >
        > > Nie daj Boze powiem cos zniecierpliwionym tonem-od razu dostaje
        > > reprymende jak dziecko w podstawowce.
        >
        > a jaka miałaby być prawidłowa reakcja na "zniecierpliwiony ton" wielmożnej Pani
        > ?
        >

        oj, czyżby rozgoryczony rozwodnik się udzielił w dyskusji
    • 27.02.09, 00:36
      jesli tak się czujesz to tak jest

      nie wiem dlaczego i na pewno tak być nie musi

      w tej relacji jest dwoje

      jedno które złorzeczy i rządzi
      drugie które złorzeczy i służy

      daj spokój JEMU
      ty sie rozwiń w innym kierunku
      to możliwe

      ale może wtedy się to małżeństwo nie ostanie
    • 27.02.09, 07:47
      a porozmawiałaś z nim o tym jeśli tak to jak to zrobiłaś? Czy rozmowa wystarczy
      ? to zależy jaki jest i jaki był? a na to już Ty sama musisz sobie odpowiedzieć.
      • 27.02.09, 08:51
        Jezeli Ci to do tej pory nie przeszkadzalo w Twoim malzenstwie i dopiero teraz
        zaczelo, tzn. ze czas najwyzszy cos z tym zrobic tj.
        albo zmienic podejscie do meza na mniej sluzebne, albo jesli to wzburzy w nim
        wielki protest i niezadowolenie, pomyslec o rozwodzie i zaczac sie do niego
        przygotowywac, albo wreszcie meza olac z grubej rury i rozejrzec sie za
        kochankiem, ktory Cie doceni i u ktorego znajdziesz wieksze zrozumienie :)))
    • 27.02.09, 18:17

      a dlaczego pozwalasz sobie robić reprymendę jak dziecku w
      podstawówce?

      dlaczego pozwoliłaś mu traktować się jak niewolnika, służącą...?

      może czas z tym skończyć

      jak Cię znowu stawia na bacznośc w szeregu- rozedzrzeć się tak,żeby
      usłyszał,że też masz prawo mieć złe dni, masz prawo oczekiwać pomocy
      i wyrozumiałości

      potrafisz to zrobić?

      a może tez przydałoby się żebyś przestała być na każde żądanie,
      zawsze kojąco-pomagająco-rozumiejąca?
    • 28.02.09, 04:10
      Jest duzo zalu w Tobie Ano-izabello, poczucia krzywdy. Musisz wybrac
      pomiedzy tym zalem a miloscia do Meza. Jesli wybierzesz zal to
      bedzie Ci trudno byc z tym czlowiekiem razem.
      Jesli wybierzesz milosc to znajdziesz sposob aby zaczal slyszec
      Ciebie. Kazdy czlowiek slucha tylko kiedy jest pozytywny i radosny
      dlatego staraj sie pokazywac Swoje problemy kiedy jest radosny. Nie
      staraj sie przekonywac, powiedz raz i czekaj. jesli sie nie zmieni
      powtorz az za ktoryms razem zrozumie o czym mowisz.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • 28.02.09, 12:26
        mskaiq co to za brednie? oni już wcześniej wybrali miłość, inaczej by się chyba
        nie pobrali, ke ?
        tylko że teraz ktoś tutaj leci w kulki

        --
        To, o czym mówię, nie moim jest wymysłem
    • 28.02.09, 12:25
      > Jest mi strasznie smutno i czuje sie samotna...i bezsilna, tak jakby nic nie
      > zalezalo ode mnie. Nie liczy sie to co czuje, mysle i nikogo to nie obchodzi.

      Może tak Cię wychowano, siedź cicho i czekaj.
      Nieświadomie weszłaś w taką samą relację z obecnym "partnerem".
      W cudzysłowiu, bo nie jest dla Ciebie żadnym partnerem, raczej jesteście w
      dziwnej relacji matka - dziecko. Zachowujesz się jakby był dzieckiem,
      zaspakajając wszystkie jego potrzeby, on w rewanżu traktuje Cię jak popychle.
      Możesz próbować wychowywać, ale on raczej nie zrezygnuje z takiego wygodnego układu.
      Pewnie też powiela schemat ze swojego domu rodzinnego.
      Gdzieś się tego musiał nauczyc.
      • 28.02.09, 12:39
        > > Jest mi strasznie smutno i czuje sie samotna...i bezsilna, tak jakby nic
        > nie
        > > zalezalo ode mnie. Nie liczy sie to co czuje, mysle i nikogo to nie obcho
        > dzi.
        >
        > Może tak Cię wychowano, siedź cicho i czekaj.
        > Nieświadomie weszłaś w taką samą relację z obecnym "partnerem".
        > W cudzysłowiu, bo nie jest dla Ciebie żadnym partnerem, raczej jesteście w
        > dziwnej relacji matka - dziecko. Zachowujesz się jakby był dzieckiem,
        > zaspakajając wszystkie jego potrzeby, on w rewanżu traktuje Cię jak popychle.


        > Możesz próbować wychowywać, ale on raczej nie zrezygnuje z takiego wygodnego uk
        > ładu.

        Albo rzuc w cholere.
        Taki szybciej zmieni sobie popychle niż zmieni siebie.
        Wiadomo tak łatwiej , a i sióstr miłosierdzia nie brakuje, zawsze znajdzie się
        jakaś naiwna.
    • 01.03.09, 00:42
      Normalne, że cie facet ćwiczy. Przynajmniej musisz się starać i nie ma gadki o
      spoczywaniu na laurach.
      • 01.03.09, 01:03
        dzięki żeś się podzielił swym doświadczeniem kozogrzmocie rodem z zakapiorskich
        hal ale czy nie masz tam ci jakiej samotnej kozicy w tą dzisiejszą noc? poczoj
        co by na laurach ci żadna nie spoczeła.
        --
        To, o czym mówię, nie moim jest wymysłem
    • 29.03.09, 10:13
      Jestem w podobnej sytuacji i rola ,,ofiary na własne życzenie,, jest
      dla mnie do przyjęcia. Zaczynam realizować swoje marzenia,
      pragnienia - tego nikt mi nie zabroni.
      Walcz dziewczyno o swoje.
      Wiele razy, próbowałam dotrzeć do męża - bezskutecznie.
      Jestem za młoda by reygnować z siebie i własnego rozwoju.
      Wystarczy obudzić w sobie jasną stronę.
      Szukaj jej, spotykaj się z ludźmi i wierz w siebie.
      Wiara i cel - uskrzydają!
      trzymam za Ciebie kciuki!
    • 29.03.09, 12:25
      oblicze, prawdziwe ja... a jesli to cham i despota? czemu go tak
      bronicie?
      • 29.03.09, 12:47
        • 29.03.09, 12:52
          To nie jest takie drogie.
          Tylko ten typ mężczyzny niestety ma tak, że jak nie z nim to z nikim innym.
          Sceny zazdrości mieszają się obelgami typu: i tak cię nikt nie zechce grubasie,
          brzydulo etc.
          Tu nie ma łatwych rozwiązań, oprócz jednego: omijać szerokim łukiem.
          • 29.03.09, 13:52
            ten typ opisany w głownym poscie/???tak ma??
            • 29.03.09, 15:58
              > ten typ opisany w głownym poscie/???tak ma??

              najlepiej zapytaj Annę założycielkę Weranikassu.
          • 30.03.09, 16:29
            laps.0... alez ty jestes desperatka... Wspolczuje ci..

            ----
            Kalkulator dla inwestorów giełdowych:
            daytradercalc.trueart.pl
            • 30.03.09, 16:46
              Tak, bo rozwód to metoda na wszystko. Żona przesoliła zupę - rozwód, mąż krzywo wbił gwóźdź w ścianę - rozwód.
              Ludzie są dziwni.
    • 29.03.09, 14:49
      Nauczylas go tak. Tak sobie go wychowalas. Pewnie zalezalo ci na
      tym 'ogorku' na poczatku relacji, gdzie pokazalas maskę zadowolonej
      szczęśliwej Łani, a teraz chcialabyś sie poczuc kochana, za to kim
      jestes naprawdę. Probujesz pokazac te swoje prawdziwe oblicze i
      widzisz...ze on takiej cie nie chce. Mozesz to zalatwic w polskiej
      narodowej wersji -pierdo.lnac 'ogoreczka' ostrym obcasem. Choc od
      czasu do czasu. W angielskiej wersji wyjść w mrzawke i mgle z domu
      i ...nie wrocić. Albo w szwedzkiej naradowej wersji - rzucic sie w
      wir swingels, czy jak tam oni maja, seksic odwaznie z kilkoma na
      raz, a w domu udawac dalej usmiechnieta i mocną psychicznie żonę.
      Twoj wybor, twoj los!
      • 29.03.09, 15:01
        > Nauczylas go tak. Tak sobie go wychowalas.

        Jak z dzieckiem jasne zasady i zero litości
        Bo jak rozumiem chodziło Ci o relację matka - dziecko.
        • 29.03.09, 21:03
          laps.0 napisał:

          > > Nauczylas go tak. Tak sobie go wychowalas.
          >
          > Jak z dzieckiem jasne zasady i zero litości
          > Bo jak rozumiem chodziło Ci o relację matka - dziecko.
          ...
          Nie tak dokładnie mateczka -syneczek, nie ta relacja to Potworności
          Edypa. Mnie chodzi, że należy być przed ludzmi takim jakim się jest
          od samego początku, a nie pokazywać jedynie swoje piękne cechy, a
          te ciutkię gorsze chować. teraz pozostaje wybór taktyki np. W
          wydaniu narodowo hiszpańskim, zaprosić na koorride w centrum
          Madrytu i pozostawić byczkowi problem do rozwiążania.Albo w
          rosyjskim narodowym wydaniu, zadzwonić do KGB i oświadczyć, ze
          własnie Pjetia się włamał Putinowi do skrzynki pocztowej. :))))
          Taak 'ogóreczki' trzeba umieć wychować....
    • 29.03.09, 21:59
      powtorze za solaris: tę sytuację tworzycie razem, slyszysz? RAZEM
      więc nie tylko twoj mąż, ty tez jestes odpowiedzialna za to, co sie między wami
      dzieje, bo w tym tkwisz/tolerujesz, mimo, ze sie zżymasz, bo jeszcze nie
      podjelas decyzji o przejsciu do działania
      to nie musi byc rozwod, musi byc natomiast wyrazny sygnal, ze tak dluzej nie
      chcesz/nie mozesz zyc
      no, moim zdaniem to ty jeszcze mozesz, dopiero dojrzewasz do zmian
      potem to juz tylko zelazna konsekwencja pozostaje
    • 30.03.09, 00:22
      mężczyźni nei sa zbyt empatyczni (nie mogliby chodzić na wojnę ani walczyć

      daj spokój

      nie szukaj zrozumienia

      bądz miła albo nie jak nie masz ochoty
      pocieszaj pana i władce albo go krytykuj

      w każdym razie nei poświęcej sie

      jesli dajesz czekają że w zamian dostaniesz choć część to się mylisz

      daj to co chcesz dać i czego masz w nadmiarze

      formułuj swoje pragnienia wyraźnie w dobrej nie emocjonalnej chwili ale
      pamiętaj drugi człowiek daje tylko to co ma

      nie możesz być nieszczęśliwa ze twój facet nie ma czego potzrebujesz bo 80 %
      facetów nie ma tego a i tak mogą dać coś wartościowego

      bądź bardziej otwarta i niezależna
      a zarazem kochająca

      rzadko kto czuje się sam lepiej niż razem
      zatem tzreba doceniać to co sie ma
      ale nie niewolniczo dawać za to ZBYT wiele

      jeśli dasz za wiele - zażądasz z nawiązką z powrotem ;)
    • 30.03.09, 01:06
      Ano nie ma rady, rozwiedź się!
      --
      ...nazywaj rzeczy po imieniu (a zmienią się w okamgnieniu)
    • 30.03.09, 11:38
      Na palcach jednej ręki można policzyć mężczyzn, którzy docenią
      troskę i łagodność swoich partnerek. Zdecydowana większość to
      kretyni, których trzeba walić kijem po łbie albo olewać. Ja mam tak
      z moim mężem, oczywiście prawdziwą naturę ujawnił po ślubie.
      Wcześniej rozpływał się w zachwytach nad każdą czynnością wykonaną
      przeze mnie, wykazywał zainteresowanie moim zdrowiem, samopoczuciem,
      stanem psychiki, okazywał niepokój, kiedy do niego nie zadzwoniłam
      kilka razy dziennie, nie daj Boże, jak nie odebrałam telefonu, a
      teraz? Mam wrażenie, że ma mnie w dupie, a im jestem milsza, tym on
      staje się bardziej arogancki. Jak go raz w tygodniu porządnie nie
      opieprzę, to nie działa, jak należy. Nawet w małżeństwie trzeba mieć
      jakieś swoje życie, znajomych, żeby nie wisieć non stop na
      partnerze. Moje koleżanki przyczepiły się do partnerów jak rzepy i
      się dziwią, że oni już wymiotują ich obecnością. Facet lubi
      zdobywać, nawet żonę. Ja wychodzę z domu i na pytanie, kiedy wrócę,
      odpowiadam, że jak wrócę, to powiem. Spotykam się z koleżankami, nie
      pokazuję, że potrzebuję łaski, czasem poproszę o przysługę, a jak
      się mężulek opiera lub wykręca, to mam to w dupie i sama sobie
      radzę. Tyle, że jak on mnie potem o coś prosi, posyłam go do diabła.
      Najczulszy jest wtedy, jak mnie długo nie ogląda, zawsze wtedy,
      kiedy widzi, że ja się bez niego bardzo dobrze bawię i nie wykazuję
      nim zainteresowania. Nie daj Boże dać poznać facetowi, że ci na nim
      zależy, wtedy jesteś przegrana na całej linii. Zapisz się na
      siłownię, załatw sobie wczasy bez niego, umawiaj z koleżankami, nie
      lataj za nim z obiadkiem, nie pierz jego brudnych gaci. Jeszcze
      żaden facet nie docenił wysiłków kobiety skierowanych na zapewnienie
      mu wiktu i opierunku. Zainwestuj w siebie, rozejrzyj dookoła, są
      jeszcze inni ludzie, facet raz jest, a potem go nie ma, polegaj na
      sobie.
      • 30.03.09, 11:42
        "Ja wychodzę z domu i na pytanie, kiedy wrócę,
        odpowiadam, że jak wrócę, to powiem."

        Szczerze Ci życzę, żeby wyciął Ci taki sam numer. Z tym, że wyszedłby z
        walizkami. To się nazywa "zmęczenie materiału" i jak za bardzo przydusisz możesz
        uzyskać efekt odwrotny do zamierzonego.
        • 30.03.09, 11:49
          Kolego, chyba przesadzasz, kobieta prawdę rzecze, trzeba się szanować i
          doceniać, ale przede wszystkim dawać trochę luzu :)
          --
          To, o czym mówię, nie moim jest wymysłem
        • 30.03.09, 12:58
          Pewnie jesteś tym z 99% polskich katolików, co to przestrzegają
          zasady "nie życz drugiemu, co tobie nie miłe",hehehe? Posłuchaj,
          cwaniaczku, tobie się wydaje, że każda kobieta to pijawka, która
          przyssała się do portfela małżonka i uwieszona na nim już nie
          popuści? Otóż, zauważ, że, po pierwsze, czasy mamy inne i
          zdecydowana większość pań zarabia sama na siebie, jest dobrze
          wykształcona albo ma niezły fach w ręku i nie jest bezwolną łanią,
          która czeka tylko na kolejne zapłodnienie. Jak Kuba Bogu, tak Bóg
          Kubie. Jeśli mój facet ma mnie w dupie, to i ja mu pokażę, że nie
          zalewam się łzami na każdy jego grymas twarzy. Nikt nikogo w domu na
          siłę nie trzyma, droga wolna, tylko raz, a dobrze, one-way-ticket.
          Praktyka pokazuje, że taki "bohater" wraca potem ze spuszczonymi
          uszami na łono rodziny, a jeśli ja trzaskam drzwiami i nie ma mnie
          pół dnia, to wydzwania, jak na sraczkę. Konstrukcja psychiczna
          faceta jest jak budowa cepa. A ja jeszcze trzymam się zasady: nie
          ten, to inny. I jestem noszona na rękach. A moje koleżanki wypłakują
          oczy po nocach, grzebią po kryjomu w portfelach swoich mężów,
          obwąchują ich ubrania, czy aby jakaś kochanka się nie przyplątała. A
          ja mam to w dupie. Faceta nie upilnuję, a i mnie może się to i owo
          przydarzyć. Oddzielam seks od małżeństwa i rodziny. I nie pytam za
          wiele. Byleby spokój był w domu i rachunki popłacone. Partycypowanie
          w kosztach życia pół na pół, żadnego pasożytnictwa
          i "utrzymankowania". Idealne związki, takie po sam grób, to mamy w
          książkach i filmach, ale nie w życiu. A głupie pipy zadręczają się
          całymi dniami, siedząc na tłustych dupskach i niańcząc kolejnego
          klona swojego mężusia, co też ten ukochany porabia w pracy i po
          pracy. Kobiety same sobie fundują prywatne piekło, bo zanadto
          narzucają się swoim partnerom pokazując przy tym, że jeden z drugim
          może zrobić z nimi wszystko - zdradzić, okłamać, a nawet porzucić, a
          potem wrócić, jakby nic się nie stało. A i tak jest potem źle i
          znudzony samiec stroi fochy, robiąc łaskę, że w ogóle zaszczycił
          swoją obecnością łono rodziny. Na koniec zaś, zmiażdżony miłością,
          cierpliwością i troską żony, i tak daje dyla, wyprowadzając się po
          raz kolejny do kochanki, która podzieli los jego połowicy, bo faceci
          lubią obrabiać kilka bab jednocześnie i zdradzanie kochanki z inną
          kochanką, a żony z kilkoma kochankami, to częsty przypadek. A głupia
          żona i tak zwali winę na flamę małżonka, bo on przecież jest biednym
          chłopczykiem, którego zła wiedźma namówiła do złego. O święta
          naiwności! Nie ma zaś nic piękniejszego dla oka i ucha, jak widok
          koleżanki, która prowadzi bogate życie erotyczne, a jej mąż - rogacz
          nadskakuje jej, jak służący panu. W związkach często bywa tak, że
          jak ty nie wydymasz, to ciebie wydymają.
          • 30.03.09, 13:24
            Szczerze współczuje stanu ducha, życia i męża ... Mnie mąż
            nadskakuje z własnej woli, nie musze nim w tym celu manipulować. Oj
            Krosta, tak mi się widzi, że Twoje życie kręci sie wokół Twojego
            męża. Twoje mysli biegają bez przetwy wokół tematu "jak mu dopiec",
            nawet herbaty z koleżanką spokojnie wypić nie możesz. To już chyba
            nerwica natręctw.
            • 30.03.09, 13:59
              Cholera, męża widuję bardzo rzadko, bo oboje pracujemy, to znaczy,
              wiem na pewno, że ja siedzę po 12 h, a on...cóż...nie będę się bawić
              w detektywa - mam taką zasadę, że przyjmuję to, co on powie, póki
              nie wyjdzie, że skłamał, no ale wtedy, wiadomo, siwy dym i latające
              talerze. Myślę, że żyję w o wiele zdrowszym układzie małżeńskim niż
              moi znajomi, bo opartym na braku złudzeń. Moje koleżanki cierpią w
              związkach, ale mama tak nauczyła, że udają, że ich życie to istna
              sielanka, a mąż to superman, choć nawet dla gości nie robi wysiłku,
              tylko w obwisłych śmierdzących gaciach otwiera drzwi drapiąc się
              jednym palcem w tyłek, a drugim dłubiąc w nosie. Wywołałam święte
              oburzenie, bo napisałam to, o czym wiele osób wie z własnych
              doświadczeń, ale naplułam w świętość związku małżeńskiego, który dla
              obcych, na zewnątrz powinien być zawsze cacy, bo brudy można prać
              tylko we własnym domu? Ja na twoim miejscu zadałabym sobie pytanie:
              czemu mąż mi tak nadskakuje? Może ma babę na boku, właśnie od niej
              wrócił lub napisał jej sprośnego sms-a i teraz "kaja się" poprzez
              udawanie słodkiego misiaczka, co nie jest raczej w naturze facetów,
              chyba, że czegoś chcą? Jest szansa, że twój facet to ten ułamek
              procenta mężczyzn potulnych i uczciwych. Miałam kiedyś romansik z
              facetem, który miał żonę, ale spotykaliśmy się tak dla higieny,
              trochę z nudów i trochę dla adrenaliny. Po każdym wspólnym wyskoku
              ów chwytał za telefon i w te pędy z wazeliną do żony, trafił mi się
              innym razem facet, który podobnie zachowywał się względem
              narzeczonej, choć ze mną kręcił na boku. Tak też czynił mój ojciec,
              kiedy zdradzał moją macochę, a ja robiłam za przykrywkę, też
              dzwonił, czasem kupował jej jakiś prezent. Wg moich obserwacji facet
              jest zawsze miły, jak coś chce (na ogół seks) od kobiety. Potem
              traci zainteresowanie. Nie wydaje mi się, żeby stanem normalnym była
              wieczna euforia partnera, to raczej podejrzane, albo związane z
              zażywaniem środków odurzających.
              • 30.03.09, 14:51
                Krosta ale czemu Ty swoje bogate w doświadczenia damsko męskie traumatyczne
                dzieciństwo przedstawiasz jako prawdę dziejową.
                Miałaś takie a nie inne przeżycia i trudno Ci się dziwić ale nie mierz proszę
                wszystkich facetów jedną miarą bo zły z Ciebie doradca.
                G..no wiesz o facetach bo w Twoim życiu sami neandertalczycy a nie faceci byli.
                Pewnie dalej są, bo to taka sama patologia jak dzieci alkoholików, które w
                dalszym życiu dalej siedzą w takim środowisku.
                Widzisz, ja jestem facetem i nie trzeba mnie pilnować, mam masę kumpli równie
                uczciwych jak ja.
                • 30.03.09, 16:08
                  Nauczyłeś się nowego słowa "patologia" i używasz go, jak tylko nie
                  podoba ci się czyjeś zdanie na dany temat, albo jak ktoś nie żyje
                  według zasad, które ty jakoby stosujesz? Od kiedy to patologią jest
                  zdrada małżeńska? To, rzekłabym, w naszym cudownym katolickim kraju,
                  norma, ale oczywiście cicho-sza, normalnie to grzecznie, tylko z
                  żoną, pod kołderką, a w niedzielę do kościółka i na obiad do
                  teściowej? Rzygać mi się chce, jak słyszę takich psychologów z
                  Koziej Wólki jak ty, pewnie cię ubodło najbardziej, że kobieta śmie
                  coś przedstawiać nie patyczkując się przy tym i nie dobierając
                  wysublimowanych słów. Moja wiedza o facetach sprowadza się do tego,
                  że mamy promil tych przyzwoitych, spory procent sukinsynków
                  ukrytych, których żony może nawet nigdy nie dowiedzą się, że mają
                  konkurencję i spory procent tzw. pierdół ciepłokluchych, którym nie
                  chce się ruszyć tyłka z kanapy nawet po pilota do telewizora, nie
                  mówiąc o jakichś romansach. Już oczywiście, żeby nie było
                  wątpliwości pochwaliłeś się w poście, jaki to jesteś przyzwoity, i
                  twoi koledzy też. Jak to mówią...do czasu. Tę przyzwoitość faceci na
                  ogół wytracają po czterdziestce (łeb siwieje, dupa szaleje), albo po
                  50-tce...czystej, na delegacji.
                  • 30.03.09, 16:29
                    o rany...ale ta krosta to prostaczka....ufffffffffff...kto by z taka
                    chcial wytrzymac..heheheh...chyba cymbal..

                    • 30.03.09, 17:06
                      Rznie prawdę z mostu jak pierwsza lepsza kur..wa, ale niestety prawdę mówi, w okrutnych słowach..

                      No i do tego ewidentnie przemawia przez nią wyemancypowana feministka.. :)

                      Ja się w ogóle zastanawiam czemu nie powie mężusiowi (który pewnie tak jak ona ma wiele kochanek), żeby się spotykali w trójkąciku albo czworokąciku..

                      ----
                      Kalkulator dla inwestorów giełdowych:
                      daytradercalc.trueart.pl
                      • 30.03.09, 17:21
                        Każdy ma taką prawdę, na jaką sobie zasłużył... Oczywiście mozna
                        jeszcze sie pocieszać, że moja plugawa prawda dotyczy również reszty
                        społeczeństwa, tylko w ten sposób da sie to jakoś wytrzymać ... Ale
                        marna to pociecha ...
                        No i w każdym razie głupotą jest twierdzić, ze wszystkie knajpy
                        śmierdzą zjełczałym tłuszczem, bo się było w 20 Mc Donald'sach albo
                        że 99% knajp to Mc Donald a w pozostałym 1% podają wyłącznie
                        rozgotowane kluchy. Warto czasem wyjść ze swojego zaścianka, ale to
                        moze boleć, bo się okaże, ze się życie zmarnowało.
                    • 31.03.09, 09:50
                      Prostaczka? A co to za określenie? Ale śmierdzisz wiejską zgnilizną
                      i zaściankiem! Jaka inteligentna i obyta osoba używa
                      słowa "prostak", "prostaczka", zaraz normalnie
                      zwymiotuję...dobra...to teraz ja ci powiem, co o tobie sądzę:
                      pochodzisz z głębokiej prowincji, zaliczyłaś szkołę średnią i może
                      dalej, ale jesteś tak świętojebliwa, że nie zauważasz, w jakim
                      świecie żyjesz, gratuluję czerpania wiedzy o rzeczywistości z
                      odmóżdżających seriali, kazań w niedzielę oraz kolorowych pism dla
                      głupich bab, którym się wydaje, że mieści się tam cała prawda
                      objawiona, a główny problem kobiet to cellulit i opóźniona
                      miesiączka, hehehehe, co za grajdołek i ciemnogród...mój Boże ;)
                  • 30.03.09, 18:30
                    no ba krosta, TY mozesz miec ROMANSE i chlopa 'dla higieny, sportu i
                    adrenaliny', a chlop w podobny sposob dbajacy o swoja 'higiene'
                    to 'ukryty sukinsyn'...

                    jesli wiedzialas, ze ma inna, a i pewnie dzieci - to po cholere z
                    nim ta higiena i relaks, skoro potem za to psy na nim wieszasz???

                    A moze o naiwna myslalas, ze jak mu bedziesz higienistka, to on
                    odstawi 'konkurencje' i z Toba zbuduje to o czym marzysz???

                    stad te frustracje, tak???

                    najpierw same dajecie d. na tych delegacjach zonatym facetom, po
                    razie lub kilku dostajecie kosza (jak piszesz budowa faceta jest
                    prosta jak budowa cepa - wiec nie powinno byc zdziwienia), potem sie
                    wsciekacie i wyzywacie na swojej udomowionej pie......
                    zwanej 'mezem'... ktora z tego wszystkiego tez zaczyna rozwazac
                    mozliwosc przygodnego zamoczenia... (nie daj boze przyttrafi sie to
                    Twojemu, jak slepej kurze ziarno )...


                    ...no teraz jeszcze ku chwale ojczyzny macie fora... jest szansa, ze
                    domowa pie... po takich terapeutycznych -krosta- postach nie
                    dosatnie dzis zbyt mocno wpier...ol :)

                    mam wrazenie, ze kolega to wlasnie wzial, za 'patologie'
                    ;-))

                    pozdrawiam,
                    kol. Swojski




                    krosta_na_dupie napisała:

                    > Nauczyłeś się nowego słowa "patologia" i używasz go, jak tylko nie
                    > podoba ci się czyjeś zdanie na dany temat, albo jak ktoś nie żyje
                    > według zasad, które ty jakoby stosujesz? Od kiedy to patologią
                    jest
                    > zdrada małżeńska? To, rzekłabym, w naszym cudownym katolickim
                    kraju,
                    > norma, ale oczywiście cicho-sza, normalnie to grzecznie, tylko z
                    > żoną, pod kołderką, a w niedzielę do kościółka i na obiad do
                    > teściowej? Rzygać mi się chce, jak słyszę takich psychologów z
                    > Koziej Wólki jak ty, pewnie cię ubodło najbardziej, że kobieta
                    śmie
                    > coś przedstawiać nie patyczkując się przy tym i nie dobierając
                    > wysublimowanych słów. Moja wiedza o facetach sprowadza się do
                    tego,
                    > że mamy promil tych przyzwoitych, spory procent sukinsynków
                    > ukrytych, których żony może nawet nigdy nie dowiedzą się, że mają
                    > konkurencję i spory procent tzw. pierdół ciepłokluchych, którym
                    nie
                    > chce się ruszyć tyłka z kanapy nawet po pilota do telewizora, nie
                    > mówiąc o jakichś romansach. Już oczywiście, żeby nie było
                    > wątpliwości pochwaliłeś się w poście, jaki to jesteś przyzwoity, i
                    > twoi koledzy też. Jak to mówią...do czasu. Tę przyzwoitość faceci
                    na
                    > ogół wytracają po czterdziestce (łeb siwieje, dupa szaleje), albo
                    po
                    > 50-tce...czystej, na delegacji.
                    • 31.03.09, 10:00
                      Jak ktoś już napisze coś nie po linii kościoła katolickiego i
                      prorodzinnych trolli, to wylewa frustracje? A może wystarczyłoby
                      napisać, że facet to świnia i nic tego nie zmieni? Przed wojną był
                      taki fajny wypadek. Na jakimś wiecu organizacji katolickiej
                      podstarzały gamoń piętnował rozpustę, aż tu raptem wywinął ręką i mu
                      z kieszeni garść prezerwatyw wyleciała. Taka to nasza polska
                      moralność...
                      • 31.03.09, 10:21

                        a co ja tam napisalem ws. kosciola katolickiego... ze sie tak
                        pieklisz ???
                        sama sobie wymyslasz rzekome poglady tych z ktorymi rozmawiasz, a
                        potem zapetlasz sie w swoich uprzedzeniach.

                        dowalam sie do tego, ze skoro lubisz dla higieny miec kogos na boku,
                        to czemu na innych za takie samo dbanie o higiene psy wieszasz ?


                        To, ze Twoj chlop jak zbity pies ma w domu siedziec, bo ty w razie
                        co to se i tak innego wezmiesz - sory ale nie przekonuje mnie do
                        tego, ze tak zyjac jest ci z tym dobrze.

                        nic mniej, nic wiecej.





                        krosta_na_dupie napisała:

                        > Jak ktoś już napisze coś nie po linii kościoła katolickiego i
                        > prorodzinnych trolli, to wylewa frustracje? A może wystarczyłoby
                        > napisać, że facet to świnia i nic tego nie zmieni? Przed wojną był
                        > taki fajny wypadek. Na jakimś wiecu organizacji katolickiej
                        > podstarzały gamoń piętnował rozpustę, aż tu raptem wywinął ręką i
                        mu
                        > z kieszeni garść prezerwatyw wyleciała. Taka to nasza polska
                        > moralność...

                  • 30.03.09, 19:57
                    Wiesz, myślę, że reprezentujemy zupełnie inny poziom i stąd nie możemy się
                    dogadać. To po pierwsze. Po drugie Ty masz przecież monopol na mądrość.
                    Sorry ale dalsza dyskusja z Tobą nie ma najmniejszego sensu. Tkwij dalej w
                    swojej rzeczywistości. Powodzenia.
                    • 31.03.09, 09:56
                      Wow, "reprezentujemy zupełnie inny poziom", well, well, faktycznie,
                      ja jestem taka prosta, a ty do wręcz wulkan inteligencji, nie ma to,
                      jak z braku rzeczowych argumentów napisać, komuś "pauperyzacja pani
                      osobowości nie obliguje mnie do wszczynania z panią merytrycznej
                      konwersacji", no tak, można żyć w świecie z przekonaniem, że jakaś
                      hołota szaleje po forach, a ja to jestem taki "ą" i "ę", co się będę
                      zadawał z ludźmi nie na poziomie. Co najwyżej się pomodlę za
                      odkupienie ich grzechów, ale powód do rozmowy z sobie podbnymi i tak
                      mam, przecież ja i oni to śmietanka towarzyska, a ona - krosta, to
                      barachło (oczywiście nie użyjesz tego stwierdzenia, bo
                      jesteś "kulturalny"), dla mnie jednakże żałosny. O Boże, jestem taka
                      nie na poziomie...chyba zaleję się łzami...
                      • 31.03.09, 10:07
                        Nie mogę się powstrzymać. Hołota - słusznie napisałaś o sobie. A teraz zniżę się
                        do Twojego poziomu. Słuchaj no pusty łbie - tak dla całkowitej jasności - jestem
                        wolny światopoglądowo i przestań sięgać chociaż po ten jeden z wachlarza Twoich
                        debilnych i skrzywionych argumentów.
                        Miałaś posrane życie, dysfunkcyjną rodzinę, ojca ruchacza i facetów takich
                        samych to nie dziwota, że taka nienormalna jesteś.
                        • 31.03.09, 10:12
                          Wujku Dobra Rada, w której parafii odprawiasz mszę? A może tak się
                          pienisz, bo sam masz wiele za uszami? I cały czas uważasz się za
                          lepszego i wyzwolonego światopoglądowego? Gratuluję życia w
                          Matrixie.
                  • 30.03.09, 23:31
                    hyhyhy

                    Większość z tego co piszesz to prawda, dlatego mam nadzieje że nie trafię nigdy
                    na taką kobietę jak ty :P

                    Nie zgodzę się tylko z tym generalizowaniem do katoli bo jak kobieta jest
                    sierotą to jej nawet kościół pod wyzwaniem jaśnie oświeconej Magdaleny Środy nie
                    pomoże.

                    Winszuję cojones ;)
          • 30.03.09, 18:14
            skoro taka jestes debest, masz swoj swiat i swoje wczasy, znajomych
            bez liku, noszona na rekach jestes, to po cholere walisz posty na 2
            strony A-4 ?? nie szkoda ci twojego zajebistego zycia na wypisywanie
            monologow o dziwnych porach ???

            z doswiadczenia wiem, ze na dluzsza mete takie traktowanie znosza
            jedynie slodkopierdzace ciamajdy...

            ale nick masz w deche ;-))




            krosta_na_dupie napisała:

            > Pewnie jesteś tym z 99% polskich katolików, co to przestrzegają
            > zasady "nie życz drugiemu, co tobie nie miłe",hehehe? Posłuchaj,
            > cwaniaczku, tobie się wydaje, że każda kobieta to pijawka, która
            > przyssała się do portfela małżonka i uwieszona na nim już nie
            > popuści? Otóż, zauważ, że, po pierwsze, czasy mamy inne i
            > zdecydowana większość pań zarabia sama na siebie, jest dobrze
            > wykształcona albo ma niezły fach w ręku i nie jest bezwolną łanią,
            > która czeka tylko na kolejne zapłodnienie. Jak Kuba Bogu, tak Bóg
            > Kubie. Jeśli mój facet ma mnie w dupie, to i ja mu pokażę, że nie
            > zalewam się łzami na każdy jego grymas twarzy. Nikt nikogo w domu
            na
            > siłę nie trzyma, droga wolna, tylko raz, a dobrze, one-way-ticket.
            > Praktyka pokazuje, że taki "bohater" wraca potem ze spuszczonymi
            > uszami na łono rodziny, a jeśli ja trzaskam drzwiami i nie ma mnie
            > pół dnia, to wydzwania, jak na sraczkę. Konstrukcja psychiczna
            > faceta jest jak budowa cepa. A ja jeszcze trzymam się zasady: nie
            > ten, to inny. I jestem noszona na rękach. A moje koleżanki
            wypłakują
            > oczy po nocach, grzebią po kryjomu w portfelach swoich mężów,
            > obwąchują ich ubrania, czy aby jakaś kochanka się nie przyplątała.
            A
            > ja mam to w dupie. Faceta nie upilnuję, a i mnie może się to i owo
            > przydarzyć. Oddzielam seks od małżeństwa i rodziny. I nie pytam za
            > wiele. Byleby spokój był w domu i rachunki popłacone.
            Partycypowanie
            > w kosztach życia pół na pół, żadnego pasożytnictwa
            > i "utrzymankowania". Idealne związki, takie po sam grób, to mamy w
            > książkach i filmach, ale nie w życiu. A głupie pipy zadręczają się
            > całymi dniami, siedząc na tłustych dupskach i niańcząc kolejnego
            > klona swojego mężusia, co też ten ukochany porabia w pracy i po
            > pracy. Kobiety same sobie fundują prywatne piekło, bo zanadto
            > narzucają się swoim partnerom pokazując przy tym, że jeden z
            drugim
            > może zrobić z nimi wszystko - zdradzić, okłamać, a nawet porzucić,
            a
            > potem wrócić, jakby nic się nie stało. A i tak jest potem źle i
            > znudzony samiec stroi fochy, robiąc łaskę, że w ogóle zaszczycił
            > swoją obecnością łono rodziny. Na koniec zaś, zmiażdżony miłością,
            > cierpliwością i troską żony, i tak daje dyla, wyprowadzając się po
            > raz kolejny do kochanki, która podzieli los jego połowicy, bo
            faceci
            > lubią obrabiać kilka bab jednocześnie i zdradzanie kochanki z inną
            > kochanką, a żony z kilkoma kochankami, to częsty przypadek. A
            głupia
            > żona i tak zwali winę na flamę małżonka, bo on przecież jest
            biednym
            > chłopczykiem, którego zła wiedźma namówiła do złego. O święta
            > naiwności! Nie ma zaś nic piękniejszego dla oka i ucha, jak widok
            > koleżanki, która prowadzi bogate życie erotyczne, a jej mąż -
            rogacz
            > nadskakuje jej, jak służący panu. W związkach często bywa tak, że
            > jak ty nie wydymasz, to ciebie wydymają.
            • 31.03.09, 10:09
              Z nudów "se piszę", a ponadto lubię patrzeć jak stado
              pseudomoralistów dostaje piany po przeczytaniu czyichś poglądów,
              których według zakłamanych obywateli tego katolickiego i
              profamilijnego państwa nie wypada wygłaszać nawet na jakimś forum
              dla matek-Polek. Podoba mi się, jak ktoś napisał, że gadam jak
              ku..., to jest kwintesencja polskości, brakuje jeszcze, żeby ktoś
              zaproponował mi wizytę u psychoterapeuty albo psychiatry, bo nie
              gadam "po naszemu", jestem taka niestandardowa, śmiem "beknąć" w
              towarzystwie, a nie wypada, na dodatek zabieram mężczyznom ich prawo
              do wyłączności na agresję słowną i brak zahamowań. Kobieta to
              przecież taka niewinna i słaba powinna być. I koniecznie do ślubu
              dziewica. No tak, tyle, że w życiu na ogół jest odwrotnie i te
              panie, co teraz najgłośniej jazgoczą o moralności na ogół miały
              bogate życie uczuciowo-erotyczne w młodości. Moje poglądy, a moje
              oczekiwania to niestety dwa odległe bieguny. Mogę sobie pomarzyć o
              normalnej rodzinie, gdzie mąż ideał, a dzieci jak z żurnala. Brak
              złudzeń ułatwia mi życie, a piszę sobie, bo sobie lubię pisać i co z
              tego? Niektóre zaściankowe pindy na pewno dostały szału czytając to,
              bo nie ma to jak napluć w świętość małżeństwa, macierzyństwa itp.
              tzw. wartości, które codziennie w milionach gospodarstw domowych są
              deptane przez ich wyznawców i piewców.
              • 31.03.09, 10:27
                no i widze ze tu zbudowalas swoja ambonke i napieprzach zebranych
                jak Twoi ulubieni bohaterowie z 'czarnej mafii'... cha cha cha...
                czym ty sie od nich roznisz???
                masz swoje pseudo-pytania i gotowe na nie odpowiedzi. Jak brakuje
                ci argumentow - jak z rekawa wyjmujesz swoje chore poglady i kje na
                swoj sposob interpretujesz. Rozrywka przednia; mowie Ci.

                wiesz, bekanie i pierdzenie w towarzystwie nie zawsze jest zle
                widziana, kwestia tylko, co to za towarzystwo ;-))

                milego dzionka, kotku ;-))


                krosta_na_dupie napisała:

                > Z nudów "se piszę", a ponadto lubię patrzeć jak stado
                > pseudomoralistów dostaje piany po przeczytaniu czyichś poglądów,
                > których według zakłamanych obywateli tego katolickiego i
                > profamilijnego państwa nie wypada wygłaszać nawet na jakimś forum
                > dla matek-Polek. Podoba mi się, jak ktoś napisał, że gadam jak
                > ku..., to jest kwintesencja polskości, brakuje jeszcze, żeby ktoś
                > zaproponował mi wizytę u psychoterapeuty albo psychiatry, bo nie
                > gadam "po naszemu", jestem taka niestandardowa, śmiem "beknąć" w
                > towarzystwie, a nie wypada, na dodatek zabieram mężczyznom ich
                prawo
                > do wyłączności na agresję słowną i brak zahamowań. Kobieta to
                > przecież taka niewinna i słaba powinna być. I koniecznie do ślubu
                > dziewica. No tak, tyle, że w życiu na ogół jest odwrotnie i te
                > panie, co teraz najgłośniej jazgoczą o moralności na ogół miały
                > bogate życie uczuciowo-erotyczne w młodości. Moje poglądy, a moje
                > oczekiwania to niestety dwa odległe bieguny. Mogę sobie pomarzyć o
                > normalnej rodzinie, gdzie mąż ideał, a dzieci jak z żurnala. Brak
                > złudzeń ułatwia mi życie, a piszę sobie, bo sobie lubię pisać i co
                z
                > tego? Niektóre zaściankowe pindy na pewno dostały szału czytając
                to,
                > bo nie ma to jak napluć w świętość małżeństwa, macierzyństwa itp.
                > tzw. wartości, które codziennie w milionach gospodarstw domowych

                > deptane przez ich wyznawców i piewców.
      • 30.03.09, 15:02
        i tak ten poje*any swiat sie kreci.

        W zwiazku gdzie jeden wiecej daje a drugi wiecej bierze jest syf a nie milosc.
        Ale niestety wiekszosc ludzi sie tak dobiera.
      • 30.03.09, 15:22
        Niekoniecznie jest tak, ze faceci kochaja zolzy. Najczesciej faceci kochaja miec
        ulegla, porzadna, gospodarna, reprezentacyjna zonke. Ta zonka mysli, ze jest
        jedyna i kochana. A to oczywiscie bzdura. Maja wspolne dzieci, dom, znajomych,
        uroczystosci rodzinne. Ona (zona) go kocha i swiata nie widzi poza nim. Pisza do
        siebie, dzwonia w dzien, mowia "kocham cie", "ja ciebie tez", a gdy ona nie
        widzi, gdy mysli, ze on w pracy, oni leza w lozku z inna kobieta, ida z nia na
        kolacje, pija wino lub tancza. W tym czasie zona przygotowuje takze kolacje,
        pierze, wklada kwiaty do wazonu. Skad to znam? Z bogatego wlasnego
        doswiadczenia. O dziwi faceci z ktorymi sie spotykam sa naprawde szanowani i
        porzadni i nikt nie powiedzialby, ze moga zdradzac...
        Dlatego trzeba stawiac przede wszystkim na wolnosc i niezaleznosc.
        W tym sensie krosta ma racje.

        Oczywiscie sa wyjatki, ale jezeli facet odniesie jakis sukces, to bardzo szybko
        przewraca mu sie w glowie. Standard
        • 30.03.09, 16:19
          Faceci kochają zdobywać i to jest największe przekleństwo ich żon.
          Kobiety też nie są bez winy, przed ślubem starają się ponad siły, a
          po ślubie osiadają na czterech literach, nie dbają o siebie i myślą,
          że zatrzymają faceta dzieckiem albo obiadkiem po pracy. Niestety,
          znam również przypadki, gdy piękne i atrakcyjne kobiety zostały
          wyparte przez mniej atrakcyjne. Chodzi o to, że kobieta jest tak
          skonstruowana, że się skupia na ludziach, a facet na rzeczach. Facet
          widzi rzeczy=element, np. cycki, tyłek, oczy, włosy, koncentruje się
          na fizyczności, a kobieta na uczuciach. Bywają też odchyły od norm w
          obie strony. Wszystko to oczywiście hormony. Poza tym...natury nie
          da się oszukać. Facet traktuje kobietę jak rzecz, którą prędzej czy
          później się nudzi, kobieta też to wie, stąd te przebieranki,
          fryzjerzy, kosmetyczki, chudnę-tyję, to wszystko dla męża, kochanka,
          narzeczonego. Niektóre kobiety błędnie przyjmują, że po ślubie te
          zasady (kobieta jako przynęta, zanęta i zachęta) już nie obowiązują.
          A najgorsze, że uczepi się taka jednego faceta i nie ma już własnego
          życia, on jest jej całym życiem, a ona chce wypełniać całą sobą jego
          egzystencję. Dochodzi od fazy, kiedy ukochany widząc
          swoją "największą, jedyną i najukochańszą" ma tylko odruch wymiotny
          albo reaguje agresywnie. To działa na każdym szczeblu drabiny
          społecznej. Najważniejsze to nie narzucać się.
          • Gość: "skała" IP: *.olsztyn.vectranet.pl 24.08.09, 12:34
            Krosta-na dupie ma sporo racji.. dosyć dosadnie to wypowiada, ale chyba każdy
            gdzieś tam podświadomie wie, ze 70% z tego co napisała się zgadza.
            W moim małżeństwie było w zasadzie troszke inaczej.. Fakt, ze jestem dobrą
            kucharką, ale mąż to taki dziwoląg, że większości rzeczy nie je i praktycznie
            nic nie umie zrobić, bo mamunia nie pozwalała nic robić, ale męża drazniło
            zachowanie Jego matki, bo wciąż traktuje go jak dziecko.. Zaczęło sie
            romantycznie, słub po kryjomu przed rodzicami-a nie bylismy nastolatkami :),
            dzieci pojawiły sie dopiero po 2 latach od slubu, wszystko w planach itp.. ale
            do tego czasu obowiązki w miare podzielone, ja gotuję, sprzatam ogólnie, piorę,
            prasuję, mąż zajmuje sie wynoszeniem śmieci, myciem naczyń, odkurzaniem innymi
            drobiazgami.. Wszystko skończyło się kiedy urodziłam pierwsze dziecko.. Chyba
            wyszedł z założenia, ze skoro siedzę w domu to mam robić juz wszystko, bo on
            zarabia na utrzymanie :))). No i faktycznie przestał robic cokolwiek, nigdy nie
            przewinął dziecka, bo mu sie na wymioty zbierało-jak twierdził, pewnie myślał,
            ze mnie ten zapach przyprawia o euforię... Nigdy nie nakarmił dziecka kaszka,
            obiadkiem itp.. żeby za niego wyjść musiałam zostawic rodzinę, rodzinne miasto,
            przyjaciół i wyprowadzic się ponad 400km, bo tu miał stałą i pewna pracę na
            wiele lat. Rok temu urodziło nam sie drugie dziecko, sytuacja ta sama, zero
            zajmowania się dziecmi czy chociażby małą pomocą, a niestety jeśli ja czegos w
            domu nie zrobie to on też tego nie ruszy, próbowałam nie myć naczyn i nie
            sprzątać, ale jego to nie rusza, jak nie było czystego talerza to umył sobie
            jeden a syf na dywanie i podłodze wcale mu nie przeszkadza, podobnie jak
            zalegający kurz na meblach czy gdziekolwiek.. jeśli ja nie umyję dzieci i nie
            nakarmię to chodziłyby brudne, smierdzące i głodne.. Coraz częściej znęca się
            psychicznie nade mną i starszą 3-letnia córka, która w dodatku jest
            nieuleczalnie chora, co dodatkowo spowodowało, że ze względu na opiekę nad nią
            muszę siedzieć w domu :(. W weekend On ma wolne i nie musi nic robić a kiedy ja
            pytam kiedy będę miała wolne to słyszę że ja nie pracuję, wiec mam wolny cały
            tydzień :((. Tak wyglądają nasze rozmowy.. Wszystko sprowadza sie do tego, że
            obowiązki domowe to moja sprawa, bo nie pracuję zawodowo.
            Po części przyznaję to moja wina-naiwna i głupia byłam, ze uwierzyłam w
            partnerski związek z tym człowiekiem, bo o miłości to juz tu chyba nie mozna
            mówić. Coraz częściej myśle o rozwodzie, ale nie mam sie gdzie podziać, nie mam
            pracy i dwoje małych dzieci na utrzymaniu.. Tak często je przepraszam,kiedy mam
            doła, że zafundowałam im takie warunki i że pewnie nie bedziemy szczęśliwą
            rodziną, ale to i tak wszystko jest bez sensu, bo przecież płacz niczego nie
            zmieni. Często słyszę od męża, jaka to jestem sliczna więc myslę, że jest ze
            mną, żeby pokazać jaką to szprychę wyrwał i że ona jeszcze z nim jest.. To
            prawda, ze po ślubie też trzeba o sibie dbac i się starac, ale dlaczego tylko
            żona ma to robić?? Facet wtedy ma juz gdzies golenie się codziennie, czy choćby
            dbanie o kondycję i wygląd ogólny o zapachu nie wspomnę...
            Nie wiem co mam robic, nie narzucam sie, nie kleję sie do niego, nie zasypuję
            tekstami ze go "kocham" juz od dobrych kilku miesięcy.. Po prostu trwamy obok i
            od czasu do czasu na mnie wejdzie nazywając to seksem, ale dla niego gra wstepna
            to sam fakt zdjęcia przeze mnie majtek... Być moze się nad soba rozczulam, ale
            to przykre, że ludzie dobieraja sie w pary zeby dzielić dobre i złe chwile a
            potem przeważnie kobieta siedzi gdzies w kącie co wieczór i cichutko płącze
            czekając ąz to zycie się skończy.. :(
            Pozdrawiam wszystkich
            I tak wiem, ze mnie zjedziecie... :(
        • 30.03.09, 17:05
          przyznaje ci medal za świetny nick!
          • 09.04.09, 09:35
            przyznaje ci medal za świetny nick!

            A ja za realizm życiowy!
            --
            Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
      • 30.03.09, 22:43
        tak niestety mowil pewien moj znajomy i mial swieta racje. a swoja
        droga ten post to jakbym ja pisala. kiedys bym odpowiedziala rownie
        madrze jak wiekszosc kobiet, glupia jestes bo sobie pozwalasz. ale
        nikt nie ma pojecia jak to jest zyc i miec dzieci(co gorsza) z kims
        kto sie psychicznie nad toba zneca dopoki sie samemu tego nie
        doswiadczy. trzymaj sie, anka, nie jestes sama.
        • 15.04.09, 09:23
          almastein napisała:

          > tak niestety mowil pewien moj znajomy i mial swieta racje.


          A dlaczego niechęć męża do rozczulania się nad Jej infantylizmem od razu nazywasz chamstwem? To Ona ma być opoką, na której wspiera się ognisko domowe a nie bezradnym, niezrównoważonym psychicznie kobieciątkiem u którego trzeba robić za pocieszyciela. Z postu Autorki wynika, że nie jest zdradzana, nie ma nieuleczalnej choroby, matka Jej nie umiera, dzieci zdrowe. Ma humory, "doły", zwykłe wahania nastroju z którymi normalny człowiek radzi sobie psycho albo farmakoterapią, a nie szuka w mężu psychiatry i psychoterapeuty.


          ale
          > nikt nie ma pojecia jak to jest zyc i miec dzieci(co gorsza) z kims
          > kto sie psychicznie nad toba zneca dopoki sie samemu tego nie
          > doswiadczy.


          Ależ oczywiście, miliony codziennie maltretowanych na świecie kobiet nie mają o tym pojęcia. Ty jedna bohaterko masz o tym pojęcie, ale skuczysz niczym malutkie bezradne dziecko, które nie wie jak się drzwi do prokuratora otwierają, zamiast nagrać to znęcanie i iśc gdzie trzeba. Kochasz chama? To kochaj sobie go dalej, wolno Ci.


          --
          Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
      • 31.03.09, 07:23
        kurcze, Pani krosta_na_dupie dobrze mówi.
        nawet jako facet muszę przyznać jej rację, choć nie było to łatwe przed samym
        sobą ;)

        --
        Człowiek staje się mądry z wiekiem.
        Niestety, najczęściej jest to wieko od trumny.
      • 02.04.09, 18:14
        alez ty rady dajesz...

        taaa, nie gotuj, nie pierz, nie sprzataj...
        Umaiaj sie z kolezankami, nie mow gdzie idziesz...!!!!!!
        Juz wiemy jak wyglada twoj zwiazek.

        No coz, jaki nick taki post.

        Brrr...
    • 30.03.09, 11:44
      własnie odczuwam na własnej skórze takiego ktosia. Po wielu latach małżeństwa i
      rozmów, potem awantur właśnie jakieś 2 tygodnie temu mocniej "tupnęłam" i
      wyprowadziłam sie z sypialni, oddając obrączkę. Powiedziałam ,że jak dojrzy we
      mnie partnerkę to pogadamy nad oddaniem jej. I co? Minął tydzień i nagle jest
      równouprawnienie u nas w domu !!!!!!!! Zauważa brudne naczynia, obiadek dla
      żony... i takie tam. Wiem dużo ryzykowałam ,ale nie miałam nic do stracenia.
      Oczywiście "nie będę łatwa" :) . Powolutku dam się oswoić , a potem mam
      nadzieję że mu tak zostanie. Powodzenia !!!!!!!!!!!!!!!!
    • 30.03.09, 11:53
      ja mam podobnie i dotyczy to całej mojej męskiej części rodziny
      Mieszkam w rodzinie wielopokoleniowej i jestem jedyną kobieta
      i ja zawsze muszę być zdrowa, przewidująca, planująca,zawsze muszę coś robić jak
      wrócę z pracy i zawsze muszę mieć uśmiechnięty wyraz twarzy
      a czasami normalnie nie daje rady i są dni ze myślę ze to wszystko jest bez sensu.
      najgorzej jak słyszę że nie mam hobby- a kiedy niby miałabym na to czas?????

      Ręce i nogi opadają :)
      • 30.03.09, 17:22
        nad tym hobby to pomyśl poważnie!
        właściwie od razu powinnaś przewidzieć czas w ciągu dnia i tygodnia na swoje
        sprawy - to jest to, co musisz, bo inaczej zwariujesz lub rozchorujesz się
        to nie prawda, ze ty musisz wszystko robic, zacznij - nawet tytułem próby-
        czegos nie robić i wtedy zająć się sobą, swoimi potrzebami, choćby odpoczynkiem
        gwarantuję, ze jesli tylko zachowasz spokój i nie zrezygnujesz z siebie,
        będziesz świadkiem wielu zmian w waszym układzie
    • 30.03.09, 12:30
      Hheheh... ja mam to samo (samotnośc w małożeństwie...tyle, że
      doświadczam tego jako facet....hihihih i wiesz co....podchodzę do
      tego dość praktycznie zresztą tak jak wiele kolezanek Ci tu
      podpowiedziało..a rozwiązań jest wiele:

      0. Seks... to zawsze pomaga
      1. kochanka, która rozumie to czego nie rozumie Twoja żona(mąż)
      2. koledzy i luz...niech się stroszy puszy, gryzie, warczy,
      szantazuje i gra emocjami... chrzanisz wszystko i wychodzisz tam
      gdzie Ci dobrze... (koledzy, pub, piwko, meczyk, siłownia, basen,
      rower, msza święta )
      3. gra ... wcielaj się od czasu do czasu w różne charajtery i
      postacie... taka zabawa... to wprowadza zmianę i zwraca uwagę,
      przykuwa zainteresowanie partnerki...
      4. seks... wcielaj się w demona seksu, prowokuj...nawet zdrade...
      5. nie rozwódź się.... męczaarnie są potrzebne i na jakiś czas warto
      wcielić się w cirpipącą ofiarę...
      5. Zrób scenę - awanturę... to niesamowicie uzdrawia...
      6. seks... ale juz chyba pisałem.. :))))))))
      --
      Life's like a box of chocolates. U never know what u'r gonna get.
      • 30.03.09, 12:40
        ???
        • 30.03.09, 13:39

          Tak...Napisz do mnie na maila to cos zaradzimy wspólnie ;)
          • 31.03.09, 11:11
            jasne...:-)
      • 30.03.09, 12:57
        mariuszg2 napisał:

        > Hheheh... ja mam to samo (samotnośc w małożeństwie...tyle, że
        > doświadczam tego jako facet....hihihih i wiesz co....podchodzę do
        > tego dość praktycznie zresztą tak jak wiele kolezanek Ci tu
        > podpowiedziało..a rozwiązań jest wiele:
        >

        > 3. gra ... wcielaj się od czasu do czasu w różne charajtery i
        > postacie... taka zabawa... to wprowadza zmianę i zwraca uwagę,
        > przykuwa zainteresowanie partnerki...
        > 4. seks... wcielaj się w demona seksu, prowokuj...nawet zdrade...
        > 5. nie rozwódź się.... męczaarnie są potrzebne i na jakiś czas
        warto
        > wcielić się w cirpipącą ofiarę...


        ahahahaaa
        'Ela czemu sie nie wcielasz?'
        no tak, chyba wysle mojemu mezowi
        te dwa punkty
        :D

        ale kurcze, niektorzy nie potrafia sie wcielac i juz
        to na sile ich przebierac?
        • 30.03.09, 13:42
          :))))))) no a jak byś potrzebowała jakiegoś wsparcia w kwestii
          prowokacji i wcielania to służe...adres email wiadomy ;)))
          --
          Life's like a box of chocolates. U never know what u'r gonna get.
          • 30.03.09, 13:46
            mariuszg2 napisał:

            > :))))))) no a jak byś potrzebowała jakiegoś wsparcia w kwestii
            > prowokacji i wcielania to służe...adres email wiadomy ;)))

            to zgadzasz sie na trojkat? czy co?
            wiedzialam, ze Ci sie bardziej moj maz podoba ode mnie :)
            • 30.03.09, 13:48
              Nie wiem jak Twój mąż wyglada ale twój nick pobudza wyobraźnie :))))
              Zresztą co mi tam Twój mąż...;)
              --
              Life's like a box of chocolates. U never know what u'r gonna get.
              • 30.03.09, 14:00
                mariuszg2 napisał:

                > Nie wiem jak Twój mąż wyglada ale twój nick pobudza
                wyobraźnie :))))
                > Zresztą co mi tam Twój mąż...;)

                och Mariusz
                co tam nick... te cycki
                :))
                • 30.03.09, 14:17
                  chodziło mi o anioła ;)))))))
                  --
                  Life's like a box of chocolates. U never know what u'r gonna get.
                  • 30.03.09, 19:20
                    mariuszg2 napisał:

                    > chodziło mi o anioła ;))))))

                    a widzisz- przyjemne z pozytecznym laczyc
                    oto prawdziwa sztuka!
                    • 31.03.09, 10:35
                      nie wiem co jest pożytecznego w dużych cyckach ... albo
                      przyjemnego ..? ;)
                      • 31.03.09, 19:43
                        mariuszg2 napisał:

                        > nie wiem co jest pożytecznego w dużych cyckach ... albo
                        > przyjemnego ..? ;)

                        moge odpowiedziec tylko i wylacznie jak jest z mojego punktu widzenia
                        otoz pozytecznie jest byc Aniolem- wiecej sie czuje, widzi,
                        chociazby...
                        jest to pozyteczna cecha, choc wiadomo, ze nawet Aniolom zdarzaja
                        sie wpadki
                        a przyjemnosc z posiadania cyckow tez jest, to element kobiecosci
                        zreszta sa mile w dotyku

                        inna sprawa jest samo pojecie 'duze cycki'
                        moze nieco przedobrzylam, moze sa naprawde takie 'wyzsze srednie'
                        pozdrawiam
                        • 01.04.09, 09:23
                          Bycie Aniołem jest pozyteczne? To kawał ciężkiej roboty! Musisz
                          zapierdzielac za trzech, wwzystkim robic dobrze, nic z tego nie
                          masz, nikt Cię nie docenia i jeszcze każą Ci się uśmiechać... o
                          upadłych Aniołoach nie wspomnę...

                          wyższe średnie mówisz... hmmmm i miłe w dotyku.... ciekawe bo do tej
                          pory raczej sądziłem, że kobiety z obfitym biustem mają niemały
                          ciężar do dźwigania i to nie na plecach co jest nie wygodne no a w
                          takich okolicznościach o dotyku się nie myśli....
                          • 01.04.09, 14:06
                            mariuszg2 napisał:

                            > Bycie Aniołem jest pozyteczne? To kawał ciężkiej roboty! Musisz
                            > zapierdzielac za trzech, wwzystkim robic dobrze, nic z tego nie
                            > masz, nikt Cię nie docenia i jeszcze każą Ci się uśmiechać... o
                            > upadłych Aniołoach nie wspomnę...

                            tez prawda, ale co zrobic, inaczej chyba nie potrafie

                            >
                            > wyższe średnie mówisz... hmmmm i miłe w dotyku.... ciekawe bo do
                            tej
                            > pory raczej sądziłem, że kobiety z obfitym biustem mają niemały
                            > ciężar do dźwigania i to nie na plecach co jest nie wygodne no a w
                            > takich okolicznościach o dotyku się nie myśli....

                            dlatego podjelam decyzje o pozbyciu sie ich
                            • 02.04.09, 09:44
                              co zrobić...jak się pozbyć to pozbyć...to męska decyzja...masz już
                              chętnego na nie?
                              • 02.04.09, 12:03
                                mariuszg2 napisał:

                                > co zrobić...jak się pozbyć to pozbyć...to męska decyzja...masz już
                                > chętnego na nie?

                                raczej chetna :)jesli juz
                                do czego meczyznie cycki potrzebne?
                                juz mam plan, niebawem bedzie zbiorka starego sprzetu, przed dom
                                wystawie
                                moze ktorys z panow smieciarzy wezmie do domu, dla swojej zony na
                                przyklad :)
                                • 02.04.09, 15:01

                                  jak to po co mężczyźnie cycki? Do macania, ssania, miętoszenia,
                                  głaskania, myziania, ciomkania, dmuchania, przytulania się....
                                  • 02.04.09, 17:20
                                    mariuszg2 napisał:

                                    >
                                    > jak to po co mężczyźnie cycki?

                                    nie mam
                                    i nie szukam
                                    pozdrawiam
                                    • 03.04.09, 16:03
                                      A ja mam i szukam :) i też pozdrawiam
                                      --
                                      Life's like a box of chocolates. U never know what u'r gonna get.
                                      • 03.04.09, 19:10
                                        mariuszg2 napisał:

                                        > A ja mam i szukam :) i też pozdrawiam

                                        masz cycki i szukasz? a po co Ci dwie pary?

                                        no ja do przyszlego tygodnia cycki jeszcze bede miala, a pozniej juz
                                        wspomniana zbiorka staroci :)
                                        • 06.04.09, 09:02

                                          Są tak małe , że nie moge ich wymacać.... dopiero jak sięnachylę to
                                          cos tam dynda... jak stare oddasz na złom to nowe wstawiasz?
                                          • 06.04.09, 10:54
                                            mariuszg2 napisał:

                                            >
                                            > Są tak małe , że nie moge ich wymacać.... dopiero jak sięnachylę
                                            to
                                            > cos tam dynda... jak stare oddasz na złom to nowe wstawiasz?

                                            nie Mariusz, jak juz sie pozbede to na dobre
                                            po co mialabym nowe wstawiac, bez sensu
                                            • 07.04.09, 14:39

                                              nie no tak..bez sensu...mnie tez czasem wkurza jak mi dynda... to
                                              bez sensu...absolutnie
                                              • 08.04.09, 12:39
                                                mariuszg2 napisał:

                                                >
                                                > nie no tak..bez sensu...mnie tez czasem wkurza jak mi dynda... to
                                                > bez sensu...absolutnie

                                                absolutnie..oczywiscie...tak jak mowisz...bez sensu
                                                • 08.04.09, 15:18

                                                  Tak to prawda ...myślisz, że juz nam się temat wyczerpał?
                                                  • 08.04.09, 19:10
                                                    mariuszg2 napisał:

                                                    >
                                                    > Tak to prawda ...myślisz, że juz nam się temat wyczerpał?

                                                    ale...temat cyckow, czy Twojego wcielania?
                                                  • 09.04.09, 09:14

                                                    mojego wcielania? W co lub kogo mam się niby w cielać? W Twoje
                                                    cycki? ... tego by było zbyt wiele... wybacz..
                                                  • 09.04.09, 10:17
                                                    mariuszg2 napisał:

                                                    >
                                                    > mojego wcielania? W co lub kogo mam się niby w cielać? W Twoje
                                                    > cycki? ... tego by było zbyt wiele... wybacz..

                                                    jak to? wcale nie, tego jeszcze nie probowales ? :)))
                                                    ciekawe co tez, jako cycki mialbys do powiedzenia
                                                  • 09.04.09, 13:48

                                                    jako cycki ? hmmm.... do powiedzenia? raczej zaśpiewania... pieśn o
                                                    wolności.. jak to chę do ludzi, na świat popatrzeć...może by się
                                                    ktoś mną zaineresował.. a nie tylko ten stanik...fuj...
                                                  • 10.04.09, 16:11
                                                    może by się
                                                    > ktoś mną zaineresował..

                                                    powiem szczerze...takie sobie...jakby blaganie kota na pustyni to
                                                    brzmi

                                                    juz po zbiorce, tylko nie zdazylam zmienic nicka wiec pisze na starym
                                                  • 14.04.09, 08:15
                                                    No i jak po zbiorce? o co chodzi z tym kotem napustynie? O to, że
                                                    nie ogarnia tej kuwety?
                                                  • 14.04.09, 14:16
                                                    mariuszg2 napisał:

                                                    > No i jak po zbiorce?

                                                    okazuje sie, ze paradoksalnie coraz wiecej fagasow
                                                    zaczyna dostrzegac je, choc juz ich nie ma przeciez
                                                    nie rozumiem co prawda ale nie bardzo mam czas aby sie nad tym
                                                    zastanawiac

                                                    jakby stare wrocilo, ot co


                                                    o co chodzi z tym kotem napustynie? O to, że
                                                    > nie ogarnia tej kuwety?

                                                    nie, chodzilo przeciez o to, ze na pustyni jest pustka a co?
                                                    zreszta to Ty powinienes wiedziec co miales na mysli wcielajac sie

                                                    p.s. zadnych nowych nickow nie bedzie i absolutnie stop wcielaniu
                                                    jakiemukolwiek z mojej strony
                                                  • 15.04.09, 08:24
                                                    Że co stare wróciło...nie rozumiem.... a wcielam się w różne
                                                    stworki...z rguły milusio-drapiezniaste...tylko dla Twoich oczu,
                                                    dłoni i ust :*
                                                    --
                                                    Life's like a box of chocolates. U never know what u'r gonna get.
                                                  • 15.04.09, 08:40
                                                    Że co stare wróciło...nie rozumiem....


                                                    nie musisz, czasem lepiej nie rozumiec

                                                    a wcielam się w różne
                                                    > stworki...z reguły milusio-drapiezniaste...


                                                    oo tak, wiem



                                                    tylko dla Twoich oczu,
                                                    > dłoni i ust :*

                                                    chcesz znow przyplyw zainicjowac, czy co? :))
                                                  • 15.04.09, 09:53

                                                    Inicjację mam juz za soba jakieś nascie lat temu albo nawet
                                                    dziesiąt... i proszę pisz do mnie nie używając terminologi
                                                    niezrozumiałej dla pospolitych osobników płci męskiej

                                                    a swoją droge to coś bym zainicjował ;)
                                                  • 16.04.09, 07:53


                                                    moze...zainicjuj rozebranie ostatniej
                                                    swojej warstwy skornej


                                                    z pewnoscia cos tam nosisz za pazucha,
                                                    jakis pomysl znaczy
                                                    :)
                                                  • 16.04.09, 08:30

                                                    No pomysł by się znalazł ale może jakas podpowiedx kolezanko w jaki
                                                    deseń, nutę, zapach uderzać tak co by koleżance sie zbilansowało
                                                    misiowe myzianie na sodko z gorzko-kwasnym pazurkowym drap drap
                                                    połączonym z pofukiwaniem i straszeniem napuszonym sterczącym
                                                    ogonkiem..
                                                  • 16.04.09, 08:36
                                                    ok, kolego
                                                    zamknij oczy
                                                    podaj reke
                                                    chodz
                                                    oddaj sie

                                                    co widzisz ?
                                                    pod powiekami
                                                    jaki masz obraz?
                                                  • 16.04.09, 11:26

                                                    poetko dzierlatko urocza, wrażliwa,
                                                    Pokus skarbnico, zmysłów nieznanych sezamie
                                                    Oddać Ci rękę? bez ceny, bez wina?
                                                    Dokąd to ślepca chcesz powieść?
                                                    Co widzę? Ekran czarny i rzędy spadających zielonych literek i
                                                    ceyferek...
                                                  • 16.04.09, 12:23
                                                    nie ja poetka lecz Ty
                                                    ja ujrzalam pod rzesami
                                                    zupelnie inny obraz



                                                    dla Ciebie, poniewaz rozumiem,
                                                    iz to odmowa rozmowy

                                                    www.youtube.com/watch?v=YAZyjARWKzM
                                                  • 16.04.09, 13:19

                                                    mam blokadę na jutjuba więc nie wiem cos mi tam załączyła..ale
                                                    dziękuje... kobiecie sie nie odmawia jak ładnie prosi a ja jako
                                                    dżentelmen spod ciemnej gwiazdy takim nie odmawiam never....ale nie
                                                    publicznie siostro... moze mailik albo czacik tedy zobaczym cóż ty
                                                    panno tam pod powłoka chowasz...
                                                  • 16.04.09, 13:30
                                                    mariuszg2 napisał:

                                                    >
                                                    > mam blokadę na jutjuba więc nie wiem cos mi tam załączyła..ale
                                                    > dziękuje... kobiecie sie nie odmawia jak ładnie prosi


                                                    juz ja Cie poprosze
                                                    uwazaj sobie
                                                    po scianach bedziesz chodzil





                                                    ....ale nie
                                                    > publicznie siostro... moze mailik albo czacik tedy zobaczym cóż ty
                                                    > panno tam pod powłoka chowasz...


                                                    no tak mysle wlasnie
                                                    sex czat nie, bo nie bede sie specjalnie logowac
                                                    poza tym inni sie masowo podlaczaja
                                                    napisz mail ( nie mailik)
                                                    to napisze Ci co nieco
                                                    tylko nie zdrabniaj tak na Boga

                                                    musze isc
                                                  • 16.04.09, 14:03

                                                    Ah miła ma.... nie wiem znowu w jakim tonie mam ci tan mail napisać
                                                    (nie mailik) sex nie... hmmm, zdrobnienia nie... o pogodzie?
                                                  • 17.04.09, 13:59
                                                    Ah miła ma.... nie wiem znowu w jakim tonie mam ci tan mail napisać
                                                    > (nie mailik) sex nie... hmmm, zdrobnienia nie... o pogodzie?

                                                    fantazje masz i to spora
                                                    az czasem sie zastanawiam
                                                    co tez tym razem do glowy Ci przyjdzie :)

                                                  • 21.04.09, 09:52

                                                    No teraz to już chyba bez znaczenia....po tym wszystkim.... i znów
                                                    samotność :( w małżeństwie, poza nim, bez loretty, cycatej,
                                                    innych...
                                                    i nastała zgroza nagłych cisz
                                                    i pustka w całym niebie
                                                    a Ty z tej pustki czemu drwisz?
                                                    Skoro ona nie drwi z Ciebie?
    • 30.03.09, 12:30
      dzieci tez muszę sama wychowywać..bo pan i władca cały dzien jest w
      pracy, a jak jest JUZ w domu to..zmęczony i MUSI odpocząc!

      a niby ja nie muszę odpocząć? zajmuję sie nimi całe dnie, sama.

      chciam isc do pracy, nie bo...ktos obcy nie bedzie platał sie po
      moim domu...i musze siedziec w domu.
      • 30.03.09, 13:45

        Marzenko,

        Argument, który jest "nie do pracy bo ktoś obcy będzie się plątał po
        domu" działa tez w druga stronę: "ok zostanę w domu...może ktoś obcy
        będzie do mnie przychidził podczas kiedy Ty najmilszy będziesz
        ciężko pracował ;))))"
    • 30.03.09, 12:36
      Jaka jest różnica między miłością japońską a polską?
      Miłość japońska:
      Na początku dwoje ludzi jest samotnych, potem poznają się, biorą ślub,
      zamieszkują razem i mają dzieci.
      Miłość polska:
      Najpierw mają dzieci, potem zamieszkują razem, biorą ślub, w końcu poznają się
      na sobie i czują sie samotni:-)
      • 30.03.09, 17:09
        Zawsze czytając o takich małżeńskich problemach też mi się to przypomina. To Halama chyba?
    • 30.03.09, 12:41
      pamietam jak mieszkajac w Stanach czytalem w gazecie list od
      czytelniczki ktora zalila sie ,ze poznala chlopaka ktory mial
      psa.Dala mu do wyboru pies albo ona,on wybral psa.Po paru dniach
      odpisala inna,ze zamiast domagac sie pozbycia zwierzaka powinna
      zrobic sobie z niego przyjaciela i napisala,ze ona w oczach swego
      psa widzi milosc oddanie,wiernosc a w oczach swego meza
      listosc,pogarde ,obojetnosc i kazala sobie dospiewac jak wyglada jej
      zycie.Fundnij sobie czworonoga bedziesz miala milosc bezgranic i bez
      warunkow
    • 30.03.09, 13:21
      hmm no to moze go zostaw?? oraz nie ma czegos takiego ''jak spojrzec sie na
      kogos'' poprostu NIE MA !!!
    • 30.03.09, 13:25
      dlaczego na to pozwoliłaś? gdybyś od poczatku pokazała gdzie są granice, nie
      wchodziłby Ci na głowę, teraz jeśli wam na sobie zależy spróbujcie poważnie
      porozmawiać o tym, co was boli i wspólnie to zmienić, ale jeśli któremuś z was
      nie zależy... będzie ciężko
      --
      Tajemnice planu filmowego - czyli czego nie wie Pudelek
      • 30.03.09, 13:58
        To również Twoja wina a gdzie dyskusje rozmowy nawet nieporozumienia
        ale , nigdy nie dopuszczać do tego żeby ze sobą nie rozmawiać, bo od
        miłości tdo nienawiści prowadzą ciche dni, po dyskusji ostrej
        zmienić temat i dalej rozmawiać nic nie będzie złego, mam już ponad
        30 letni staż małżeński i ani jednego cichego dnia ba nawet godziny.
        • 30.03.09, 15:03
          Ja się nauczyłem w życiu kilku prawd (a doświadczeń miałem sporo):
          1. jeśli nie wiadomo o co chodzi tj. zrozumienie, brak zrozumienia, oschłość,
          brak empatii, prowokacje, awantury i na koniec zdrady - tam chodzi o pieniądze
          2. Zasadniczo kobieta polska gardzi dobrym, spokojnym i ciepłym facetem.
          3. Kobieta polska zawsze będzie narzekać na swojego męża z powodu punktu 2. No,
          ale widziały gały co brały.
          4. W tym świetle "każdy mąż jest wredny". Chyba że (patrz pkt. 1) dysponuje dużą
          kasą. Wtedy jest kochany i noszony na rękach nawet jak wyniesie śmieci raz na
          pół roku.
          5. NIE MA ZŁUDZEŃ i LITOŚCI. Są tylko frajerzy.
          6. Nie zaprzeczam, że są kobiety niszczone, obrażane poniżane czy nawet bite
          przez mężów. Ale chyba nie jest ich tak wiele - przyznaję, że przez 40-kilka lat
          życia ŻADNEJ takiej nie spotkałem. Spotkałem za to bataliony frajerów, którym
          małżonki dawały do zrozumienia x razy na dzień jacy są do niczego i żałośni.
          Również i mi się tak trafiło. Nie liczę więc na cud i jestem sam.
          Ps. mimo wszystko - bardzo lubię kobiety
          • 30.03.09, 23:02
            Do dorsai
            Ad 1. Mógłbyś rozwinąć myśl: komu chodzi o pieniądze? Temu co
            zdradza czy temu co jest oschły etc.
            Ad 4.Bo może daje kasę na sprzątaczkę?
            Ad 6. Jesteś pewien, że nie spotkałeś? Może tylko się nie
            przyznawały? W końcu facet jesteś, a takie rzeczy to się
            przyjaciółkom wypłakuje - o ile wogóle... Tak samo - jak mniemam-
            jak faceci swoje żale wypłakują kumplom przy piwie. Być może dlatego
            masz nadreprezentację mężczyzn.
      • 30.03.09, 15:05
        Chodzi o to jak matki wychowuja polskich facetów i to ze oni nie
        umieja okazać troski sami z siebie.
        Kobieta bierze faceta takiego jakim go matka stworzyła i nie zawsze
        wchodząc w związek wiesz czego chcesz i czego bedziesz potrzebować
        w przyszłości( szczególnie jak ma sie 20 lat a nie jest sie zimną
        suką z "manhatanu")
        W Polsce model rodziny jest taki a nie inny i jeszcze wiele lat
        przed nami.
        Sam jestem matką, gonię syna wspieram synową, ale coz tego jak ona
        ma styl usłużny.
        • 30.03.09, 20:43
          Kobiety chyba uwielbiaja takie samobiczowanie."to jak matki
          wychowuja polskich facetów" Polski facet ma tez ojca, ktory tez
          powinien brac udzial w wychowaniu ale albo mu sie nie chcialo albo
          najnormalniej w swiecie zwial od odpowiedzialnosci.
          Wiecej pretensji powinnas glupia babo miec do spoleczenstwa, ktore z
          przymruzeniem oka traktuje chlopcow-lobuziakow, ktorzy wystarczy ze
          w szkole otrzymuja troje (bo chlopak lepiej sie uczyc nie musi),
          ktorzy imprezuja i nie musza spowiadac sie co i gdzie i z kim w nocy
          roblili, nie musza sie tez dobrze prowadzic, a jak zrobia jakiejs
          pannie brzuch to bedzie to jej problem lub co najwyzej zostana
          alimenciarzami takimi jakich wielu. W pracy tez nawet jak sie nie
          staraja, to maja lepsze zarobki od kobiet a jak wracaja do domu to
          zazwyczaj maja wieksze prawo do odpoczynku (no bo przeciez
          pracowali) a obiad ma im byc podany i juz. Dziecmi tez sie
          niechetnie zajmuja, tym bardziej zakupami czy jakimis garami bo to
          malo rozwijajce ale za to komputer to juz cos innego. I tak tworzy
          sie zamkniety krag, ktory nie zaczal sie od zle wychowywujacej matki
          tylko od ojca co wychowywanie dzieci ma w d. Matka do ktorej masz
          pretensje za to przez caly czas odwalala ciezka robote.
          • 30.03.09, 22:39
            A dlaczego nazywasz ją głupią babą, eed567? Kto ma wychowywać
            dziecko, skoro tatuś się miga? Nauczyciel w szkole? Pani
            przedszkolanka?
            A że jest stereotyp, który panu i władcy pozwala na więcej, to już
            inna sprawa. Podobnież nawet w podręcznikach szkolnych tatuś z
            synkiem siedzą przy kompie, a mama z córeczką przy garach... Cały
            problem polega na tym, że jest robota do zrobienia - mało płatna i
            niedoceniana, męcząca i z reguły nieuznawana za pracę. Efektów brak,
            przynajmniej spektakularnych i natychmiastowych. To się nazywa
            siedzenie z dziećmi w domu.
            • 31.03.09, 10:05
              Nazwalem ja glupia baba, bo zrzuca wine na kobiety nie zajaknowszy
              sie nawet na temat winy i braku odpowiedzialnosci mezczyzn.
          • 31.03.09, 08:55
            bo tez tak została wychowana w Polsce nadal podtrzymuje sie
            patriarchalny model rodziny- facet zarabia i wymaga a kobieta
            pilnuje domu (w skrócie)

            Nikt nie ma pretensji do matek to sprawa bardziej złozona zwana
            tradycja.
            • 31.03.09, 10:07
              Doprawdy "Nikt nie ma pretensji do matek" ???
              Ze zacytuje:
              "Chodzi o to jak matki wychowuja polskich facetów...".
              "Kobieta bierze faceta takiego jakim go matka stworzyła"
    • 30.03.09, 16:27
      Jeśli na to pozwalasz, to tak będziesz miała.

      --
      "Ja jestem człowiekiem ludzkim!" Andrzej Lepper
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.