Dodaj do ulubionych

Oto co zniszczyło moje życie (ku przestrodze) !!!

05.03.09, 21:14
Kiedys mialem przed soba swietlane perspektywy. Uczylem sie bardzo
dobrze co wynikalo z wewnetrznej radosci zdobywania wiedzy i
zglebiania roznych zagadnien. Jawily sie przede mna rozne
perspektywy. Myslalem m.in. o karierze naukowej.

Pewnego razu poznalem dziewczyne. W tamtym okresie mialem naiwno-
idealistyczne podejscie do milosci. Zakochalem sie i ona takze, ale
jak sie pozniej okazalo z jej strony bylo to tak zwane zauroczenie.
To byl jeden z najwspanialszych okresow w moim zyciu. Mozliwe, ze
nawet najwspanialszy. Trwal 2 miesiace. Ona zerwala ze mna nie dajac
mi wsparcia na wystarczajacym poziomie. A nie potrzebowalem wiele -
jedynie spotkac sie z nia raz na tydzien, spedzic wspolnie ten czas
rozmawiajac i doswiadczajac atmosfery bliskosci. Zadnego seksu nie
wymagalem, jak rowniez pieszczot. Ona jednak nie zgadzala sie na
spotkania. Bardzo cierpialem. Nie wiem czy wytrzymalbym tamtem okres
gdybym nie zabral sie za urzadzanie mieszkania. Tamto zajecie
pozwalalo zmniejszyc bol, ktory jednak i tak byl potezny.

Od chwili zerwania zaczalem sie powoli staczac. Zainteresowanie
edukacja powoli zamieralo a we mnie nie bylo juz dawnej radosci
zycia. Popadlem w depresje, pozniej dzieki lekom i pewnej dziewczynie
jakos moj nastroj wrocil do normy ale nie bylo juz we mnie
dawniejszej zywotnosci i radosci zycia.

W kolejnych latach byly i lepsze i gorsze chwile jednak generalnie
dlugoterminowy trend spadkowy... Utracilem nie tylko radosc zycia,
zdobywania wiedzy i zainteresowanie swiatem ale tez resztki sil
jakich i tak nigdy nie mialem zbyt wiele. Na skutek tego pozwolilem
podporzadkowac sie innym ludziom kosztem wlasnej indywidualnosci i
wlasnych praw. W szkole stalem sie milczacy.

Moja sytuacja nie wyglada dobrze. Nigdzie sie nie ucze ani nie
pracuje, perspektywy znalezienia pracy kiepskie chociaz istnieje
pewna szansa zdobycia odpowiedniej ilosci gotowki i zrobienia kursow,
ktore pozwola mi bardziej optymistycznie spojrzec w przyszlosc.

A jesli sie nie uda... No coz... Byc moze czekam tylko na smierc
mojej matki, ktora jest jedyna osoba, jaka cierpiala by gdybym
popelnil samobojstwo. Ten element zawsze powstrzymywal mnie przed
samobojstwem.

Jak popełnić samobójstwo ? Zastanawialem sie nad tym dosc dlugo.
Szukalem w internecie opisow samobojczych metod. Jestem przekonany,
ze osoba, ktora w glebi duszy nadal pragnie zyc nigdy nie zdecyduje
sie na metode zapewniajaca skutecznosc, a nawet jesli sie zdecyduje
to przeprowadzi ją w sposob nieudolny i wskutek tego proba sie nie
powiedzie.

Ze mna jest inaczej... Mam w sobie silne pragnienie smierci, mozna
powiedziec, ze zyje we mnie smierc... I nawet w tym okresie zycia
kiedy bylo w miare dobrze (mialem ladna i kochajaca dziewczyne,
troche pieniedzy) ona uaktywnila sie. Kiedy bylem nacpany polaczeniem
dwoch lekow powiesilem sie. Zrobilem to generalnie w sposob
nieswiadomy. Ledwie mnie odratowano.

Wyglada na to, ze wczesniej czy pozniej popelnie samobojstwo. Jak
napisalem wyzej to zalezy glownie od tego, czy moja matka bedzie
nadal zyc. W tej chwili zyje i czuje sie dobrze, nic jej nie dolega,
ale kto wie - w obecnych czasach choroby nowotworowe pojawiaja sie
coraz czesciej. A wiec jesli ona umrze to ja takze... Nie postapie w
sposob glupi - zapisze w testamencie caly odziedziczony majatek na
poczet Polskiej Akcji Humanitarnej ; albo jakiejs innej organizacji,
ktora pomaga ludziom naprawde tej pomocy potrzebujacym.

A jak to zrobie, jak popełnić samobójstwo ? Na pewno skutecznie i w
spokoju. Powoli ale bez zbytniego ociagania sie.

Zakupie butle z helem lub innym gazem szlachetnym. Nastepnie napelnie
tym gazem duzy plastikowy worek. Zaloze go na glowe i szczelnie
umocuje do szyi. Ten sposob zapewni mi utrate przytomnosci w ciagu 1
- 2 minut i smierc w ciagu kilkunastu kolejnych. Gdybym zalozyl
plastikowa torbe na glowe bez uprzedniego wypelnienia jej gazem
wowczas musialbym udusic sie wlasnym dwutlenkiem wegla. To dluzsza i
znacznie mniej przyjemna smierc. Aczkolwiek posiadajac odpowiednia
determinacje nie powinno byc i z tym problemu.

Reasumujac : milosc jest najbardziej niebezpieczna rzecza na swiecie.
Dlatego nie pozwolcie by spotkalo was to samo co mnie. Mysle, ze
mozna to osiagnac dzieki obecnosci prawdziwych przyjaciol oraz
jakiejs pasji. A nawet jesli nie ma sie pasji to przyjaciele powinni
wystarczyc. Wiem, ze bardzo trudno uporac sie z potrzeba bycia w
zwiazku. Ta potrzeba jednak znika po uswiadomieniu sobie, ze zwiazek
wcale nie stanowi gwarancji szczescia. Po tym gdy sobie to
uswiadomimy potrzeba znika.

Ja zniszczylem swoje zycie na skutek blednej decyzji by zaangazowac
sie w zwiazek z tamta dziewczyna, dziewczyna, ktora byla moja
pierwsza prawdziwa miloscia. Kiedys mialem tez dziewczyne
heroinistke. Ktos napisal mi w liscie, ze ona zniszczyla sobie zycie.
Nieprawda. Nie wiem zbytnio co sie z nia teraz dzieje ale jesli
uporala sie na dobre z depresja to zapewne cieszy sie zyciem. Daje
korepetycje angielskiego, a narkotyki zazywa - o ile wogole - z
umiarem. Cieszy sie zyciem i wolnoscia (w takim stopniu na ile
czlowiek moze byc wolny).
Edytor zaawansowany
  • 05.03.09, 21:23
    alez pieprzysz :)))
  • 05.03.09, 21:32

    nie nazywaj miłością , swojego upodobania do poddawania się uzależniającym emocjom,
    moze nie wiesz ze miłość pzrynosi tylko dobre owoce
    jest życiodajna i zwykła jak woda

    nie mogła ci zniszczyć życia
    jesli kochałeś to tylko swoją matkę

    i ta miłość daje ci wciąż impuls do życia

    nie szukaj uzależniających emocji
    nie oddawaj się innym za byle co, tracąc do siebie szacunek
    nei oddawaj się złudzeniom dnia przeszłego o wielkie miłości
    nie gódz sie na pzrebywanie w mglistej sferze międzyczasów, neizdecydowan
    daj spokój innym, tamtej kobiecie i ucz sie być szczesliwy
    ucz swoje emocjonalne nogi chodzić
    nie skupiaj sie na cierpieniu, cudzych winach
    pracuj
    zaciskaj zęby i pracuj na swoje jedzenie i picie
    mężczyzna z trudem potrafi wytrzymać swoja zależność od kobiety i niskie
    miejsce w hierarchii innych mężczyzn



    skoro chcesz rozwiązywać problemy
    rozwiąż problem jak cieszyć się życiem


  • 05.03.09, 21:36
    Tak, solaris, wiem że poddawalem sie takiej milosci, ktora mozna
    nazwac uzaleznieniem. Wiekszosc ludzi tak robi i stanowi to wielki
    blad chyba, ze sa silni. Ja niestety silny nie jestem.

    Nie bede pracowal w pracy, ktora nie daje mi przyjemnosci. To moze Ci
    sie wydawac infantylne. Ok, masz racje - to jest infantylne. Mozesz
    pomyslec, ze jestem nieprzystosowany do zycia. Ok, masz racje -
    jestem nieprzystosowany do zycia na Ziemi, na tym łez padole i
    dlatego pewnie kiedys popelnie samobojstwo :).


  • 05.03.09, 22:17
    to nie była miłość
    nie pracuj bez przyjemności
    bądz nieprzystosowany i odmawiaj przysotsowaniu sie
    nie ucz się

    zanim popełnisz samobójstwo
    będziesz pisał do forum
    chodził do psychologów aby im powtórzyc ze nie możesz sie zmieniać ani
    przystosowywac

    twoje życie :)

    na pewno jakąś przyjemność masz w tej zabawie

    sugerowałam że można mieć więcej
  • 06.05.09, 19:00
    Solaris...Z całym szacunkiem, ale już dosłownie nie daje się czytać tych Twoich
    mądrości... Przenikasz tu wszędzie i chyba wydaje Ci się, że pozjadałaś
    wszystkie rozumy....
    Sorry...ale to już po prostu jest nie do zniesienia...
  • 06.05.09, 21:29
    nie powinnaś czytać rzeczy które wydają Ci się niemądre ;)
    Nie chciałabym abyś cierpiała czytając moje posty
    Proszę - zaprzestań czytania ;)
    a mnie pozwól powymądrzać się trochę ;) :) ;)


    z całym szacunkiem ;)
  • 05.03.09, 21:51
    nie doleczyłeś k- a potrzebna konsekwencja.
    Wiem co gadam- wyleczyłam- zaleczyłam raczej- i konsekwentnie
    pilnuję.
    Idzie mi coraz lepiej- ale nic za darmo- dbam samodzielnie o to.

    Zacznij żyć z myślą o sobie- bo jesteś bluszczem chyba- a masz
    być "wolostojącym" obiektem.

    ps jak masz zapalenie oskrzeli- to cierpisz?
    Owszem- szczególnie jak cię kaszel dusi- więc czemu szukasz metody
    na sprawienie sobie jeszcze większego cierpienia?
    Nie oczekuj że ktoś za ciebie załatwi- niestety- musisz sam.
    Ew. z pomocą polegającą na wsparciu- bo decyzje i działania będą
    twoje.
    Oswajaj tę myśl- i ruszaj- bo czas płynie.Zaczni żyć- bo póji co -
    wegetujesz- więc nie przekreślaj czegoś - czego chyba nie zaznałeś-
    więc nie znasz.
    Poznaj- i potem zadecyzuj.
    Taka moja rada.
  • 05.03.09, 22:26
    Można to nazwać depresją, ja nazywam to smutkiem egzystencjalnym.
    Różnica jest taka, że depresja to obniżenie nastroju, które da się
    pokonać lekami z grupy inhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny.
    Smutek egzystencjalny to smutek człowieka, który wie za dużo. Na
    taki smutek nie ma lekarstwa. Człowiek zdaje sobie sprawę, że
    prawdziwa przyjaźń zdarza się tak często jak trafienie szóstki w
    totka, towarzystwo, wódeczka lub dzikie zabawy to sztuczna mgła,
    która tak jak w dyskotece ma tylko zrobić chwilowe wrażenie, dać
    namiastkę zatracenia i zapomnienia o wiecznej samotności...

    A miłość? Zgadzam się z tobą, to najgorsze, co może nas spotkać. Nie
    tylko nie daje zatracenia i zapomnienia, sprawia , że stajemy się
    wrażliwsi, mamy odkryte nerwy, odczuwamy silniejsze uniesienia, ale
    i ból życia wydaje się ostrzejszy. Chodzi mi oczywiście o tą
    prawdziwą, szczerą, nieszczęśliwą miłość, bo w odpowiednim wieku
    dochodzimy do wniosku, że tzw. szczęśliwa miłość jest dla idiotów.

    A więc, skoro stać cię na to, by z samego siebie zrobić idiotę,
    kompletnie załganego, małego człowieczka, to oznacza , ze stać cię
    też na szczęśliwą (taką na walentynki, na motylki w brzuchu i
    kłamstwa w uchu) miłość. To oznacza, że ZASŁUGUJESZ na taką miłość.

    Ale oboje wiemy, że cię na to nie stać - tak więc wracamy do punktu
    wyjścia, wracamy do twych starych, znajomych zmór, cierpień i myśli
    o samobójstwie.

    Jak widać, życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową.

    --
    debil nie wie, że jest debil, a mądry to wie
  • 05.03.09, 23:03
    Wentyl, pesymistyczne to co napisales. A skoro pesymistyczne to
    raczej realistyczne. Ale nie zgodze sie z jednym : ze milosc moze byc
    przyczyna cierpienia jesli jest to milosc nieszczesliwa. Jest takie
    francuskie przyslowie "w zwiazku zawsze jedna strona kocha a druga
    jest kochana". To wydaje sie byc dobrym rozwiazaniem. Jestes w takim
    zwiazku i jest fajnie. Jesli zostaniesz porzucony to nie jest
    niefajnie bo przeciez sie nie zaangazowales w takim stopniu by
    rozstanie powalilo Cie na kolana.

    Jak widzisz koncepcje mam ale jej w zycie nie wprowadzam. To chyba
    przez ta autodestrukcje. Mam rozne blokady. I nie mow mi, ze blokady
    sa po to aby je pokonywac bo to nie w moim stylu.
  • 06.03.09, 00:06
    'Chodzi mi oczywiście o tą
    prawdziwą, szczerą, nieszczęśliwą miłość, bo w odpowiednim wieku
    dochodzimy do wniosku, że tzw. szczęśliwa miłość jest dla idiotów.'

    ej, to jest genialna teoria - autopulapka. prawdziwa milosc to ta nieszczesliwa,
    a przeciez nie chcemy cierpiec, wiec te opcje odrzucamy. opcje szczesliwa tez,
    gdyz taka milosc, z definicji, nie jest prawdziwa.
    a wszystko to po to, aby moc poszczycic sie niebywale rozwinietym intelektem.
    no, ROTFL, po prostu
    albo: jak kto woli...
  • 05.03.09, 22:58
    Czego wedlug Ciebie nie zaznalem ?
  • 06.05.09, 14:39
    Kiedy zmądrzejesz i uświadomisz sobie, że prawdziwa miłość nie nosi nikomu
    takiego cierpienia to Ci się polepszy. To co ty przeżyłeś, było pomyłką i nie
    miało nic wspólnego z miłością mimo że jesteś o tym święcie przekonany.




    --
    E chi se ne frega?
  • 06.05.09, 15:07
    grype sie wyleguje.
    a myslenie endrju o innych, rzeczywiscie pomylka.

    -----
    sega







  • 05.03.09, 22:10
    Żenada.
    Samobójstwo w twoim przypadku to czysty egoizm, nie ma w tobie żadnego poczucia
    przydatności dla kogokolwiek? Zapewne niezdolny jesteś także do wyrzeczeń. Twoja
    miłość to także egoizm, dobro osoby którą darzyłeś takim uczuciem powinno stać
    ponad twoim. Powinieneś się cieszyć że zaznałeś tak szybko uczucie którego
    niewielu jest dane.
    Chociaż wątpię w to czy taki emocjonalny płaskownik, wykolejeniec i wrak wie w
    ogóle co to jest miłość.

    --
    www.przekroj.pl/wydarzenia_swiat.html?ph_main_01_offset=30
    www.przekroj.pl/galerie_multimedia_artykul,4204.html
  • 05.03.09, 22:22
    Złoty, samobojstwo w moim przypadku w chwili obecnej byloby egoizmem,
    nie przecze, ale tylko ze wzgledu na matke. I jak napisalem z tego
    wlasnie powodu nie mam zamiaru go teraz popelniac.

    Masz racje takze w tym, ze nie ma we mnie poczucia jakiejkolwiek
    przydatnosci dla kogokolwiek (poza matka). Nie ma takiego poczucia z
    prostego powodu : nie jestem przydatny dla kogokolwiek (poza matka).

    Natomiast nie masz racji piszac, ze moja milosc do tamtej dziewczyny
    byla egoizmem. Oczywiscie, ze miala w sobie komponent uzalezniajacego
    uczucia ale takze byl w niej element agape. Jak sie przejawial w
    namacalny sposob ? Zrobilem dla niej jakas prezentacje. Nie po to aby
    pozniej mowila mi "och, jaki kochany jestes" ale po to by sprawic jej
    przyjemnosc.

    Wiesz, cieszylbym sie, ze zaznalem takie uczucie gdyby sprawy
    potoczyly sie inaczej. A tak moge tylko przeklinac to co sie stalo.

    Co masz na mysli uwazajac mnie za emocjonalnego plaskownika ? Z
    wykolejencem i wrakiem zgodze sie, ale ten plaskownik stanowi dla
    mnie zagadke :).
  • 06.03.09, 11:33
    Samobójstwo w twoim przypadku zawsze będzie egoizmem. Jedyny powód targnięcia
    się na życie to twoja głowa i poczucie krzywdy.

    To poczucie nieprzydatności dla kogokolwiek wynika z egoizmu. Jest wielu ludzi
    na świecie potrzebujących pomocy.

    Przykład z prezentacją pokazuje jak infantylną masz mentalność. Takie rzeczy
    robi się dla kolegów.

    Cieszył byś się ze znalezienia takiego uczucia gdybyś wiedział jak polaryzacja
    doznań wzbogaca ludzi i jak niewiele w życiu poznałeś i jak dużo do poznania
    przed tobą.

    Jesteś pesymistą i łatwo zrzucasz winę za swoje niepowodzenia poza siebie, nie
    lubię takiego typu ludzi. Sami swoją postawą generują to za co winą cały świat.
    --
    To, o czym mówię, nie moim jest wymysłem
  • 05.03.09, 22:23
    > troche pieniedzy) ona uaktywnila sie. Kiedy bylem nacpany polaczeniem
    > dwoch lekow powiesilem sie. Zrobilem to generalnie w sposob
    > nieswiadomy. Ledwie mnie odratowano.
    >

    i jakie miales wrazenia? podobne to tych ponizej?

    Note: The author of this message requested that it not be archived. This message
    will be removed from Groups in 5 days (Sep 4, 6:21 pm).

    x-no-archive: yes
    i posted here for several months a few years ago, before wandering off
    into the woods to hang myself from a tree. and i actually did that and
    failed to ctb (obviously) but the experience was very strange.
    i went down a popular hiking trail about 3-4 miles, then left the trail
    and went to a tree about 50 yards away that had fallen over and wedged
    itself on another tree. i waited until it was just starting to get
    dark, then tied my rope up and got really drunk and took a couple otc
    sleeping pills. when i was good and dizzy (and starting to feel ill) i
    climbed up a big rock, put the loop around my neck, and cinched it down
    as tight as i could without discomfort. the knot was in front, right
    over my windpipe. then i took a couple deep breaths and stepped off the
    rock. my face was forced skyward and there was a terrible burning pain
    in my neck and i couldn't hear anything and everything seemed to go
    black and i started to panic and reached up to grab the rope. then i
    don't know what happened but i found myself standing in a dark room. at
    least i guess it was a room, because i couldn't see the walls or
    anything. there was nothing but darkness and a single light, like a
    spotlight, overhead. it was completely silent. i stood there wondering
    what had happened. was i dead? was i in a mental hospital? was i in
    jail? i couldn't see a damn thing, so i didn't want to walk around. i
    decided to just sit and wait for something to happen. as i sat i
    noticed that i wasn't drunk or sick anymore. my neck didn't hurt
    either. i sat and sat and sat for who knows how long and then out of
    the silence i heard somebody say, "no yet". i couldn't tell where it
    came from or who said it. i leaped up and looked all around and called
    out, "who's there?" and "who said that?" but there was no answer. then
    i thought, holy crap, i've gone insane. that must be it. i was rescued
    and sent to a nuthouse, and now i'm crazy. as i was thinking this the
    voice said, "it's not time." then a bunch of other voices started
    saying, "not yet" and "not time" over and over. the voices seemed to be
    all around me. i sat back down and covered my ears, but that didn't
    help. after a few minutes the voices all started saying, "go back" and
    "return" and when i heard that i look around again and noticed another
    light. it appeared to be way off in the distance. so i got up and
    started carefully walking toward it, tapping the floor with my toes as I
    went to make sure i didn't trip over some unseen object or fall into a
    hole or something, and made my way toward the distant light. as i went,
    the voices grew silent and the light changed colors from white to yellow
    to green and brown. as i got near the light i saw that it was an image,
    a very large 3D image of a forest. then i saw that it was the same
    forest, the same spot, where i had hanged myself. there was my backpack
    and there i was hanging from the fallen tree. i was completely
    motionless. my face was deep red (so i guess i kind of fucked up the
    hanging a little bit, lol) but other than it looked like i was asleep.
    so this was it. i was dead. then i turned and looked back at the
    other light and the voices started up with, "no" and "go back" again.
    the afterlife sure wasn't what i thought it would be. was this hell or
    heaven? where was the devil? where was jesus? what were those voices,
    angels or long-dead relatives or demons or what? i didn't know what to
    do. what did they mean by "go back"? was i supposed to, like, climb
    back into my corpse? i stood there staring at the forest scene for a
    while and then decided to try stepping into it, just to see what would
    happen. maybe i would become a ghost, haunting the forest. heh, that
    might be fun. as soon as i stepped into the image i found myself on my
    back, staring up at sky. it could see clouds and tree branches and
    stuff. i tried to turn my head, but was met with stiffness and pain. i
    sort of propped myself up and looked around (twisting my torso) and saw
    that the rope was broken and i had fallen. i had also shit myself and
    pissed my pants, and i felt like i was going to throw up. i sort of
    dragged myself over to a tree and sat against it, pondering my
    experiences, and i guess i eventually fell asleep because the next thing
    i knew it was day time and birds and stuff were making a racket. i felt
    a little better. my neck still hurt like a motherfucker. so i got up
    and cleaned myself up as best i could (i still had a pile of crap in my
    undies) and then i decided the thing to do next was hike out of there.
    as i went i worried about meeting somebody, because i knew i probably
    looked bad. but i figured it was early morning, because the sun was
    real low and there was still dew on the grass, so i thought maybe if i
    hurried i could get out before the day hikers arrived. the walk out
    seemed to go quickly, probably because i had a lot on my mind. the only
    "bad" thing was that i kept forgetting not to turn my head, because
    every time i did i got a stabbing pain. anyway after an hour or so i
    walked out into the parking lot and i was glad i hadn't met anyone, but
    as soon as i cleared the last tree i saw a school bus painted dark green
    and some forest service trucks and an orange truck and about a dozen
    guys preparing for a long hike. as soon as they saw me one of them ran
    over and looked at something in his hand and said, "are you so-and-so
    (my name)?" and i said, uh, yeah. and he goes, "we were coming looking
    for you, man!"

  • 05.03.09, 22:54
    No coz, wrazenia mialem inne.

    Fizyczne : Nie bylo zadnego palacego bolu na gardle lub w okolicach.
    Zapewne dlatego, ze do celu powieszenia sie uzylem bluzy, co
    zapewnilo pewnego rodzaju komfort. Pozatym bylem odurzony mieszanka
    lekow wiec dzialanie przeciwbolowe rowniez wystepowalo.

    Niefizyczne : Nie znalazlem sie w zadnej pozafizycznej przestrzeni.
    Byc moze to efekt sugestii (matka opowiadala mi troche jak zdarzenie
    wygladalo) i powstalych na jej skutek falszywych wspomnien ale
    pamietam co nastepuje : na chwile (juz po utracie przytomnosci)
    pojawil mi sie obraz pokoju, w ktorym sie powiesilem. Pozniej byly
    glosy. Matka ze zloscia mowila "debilem bedzie, debilem bedzie !".
    Hardcore normalnie :D. Pozatym nic nie pamietam. Niewiele nawet
    pamietam z rozmowy, ktora odbylem z lekarzem pare dni po zajsciu.
    Powiedzialem cos w stylu "nie wiem, moze" w odpowiedzi na pytanie czy
    zamierzam jeszcze raz popelnic samobojstwo. To byla odpowiedz w
    wiekszosci nieswiadoma.



  • 06.03.09, 00:05
    to chyba jednak za szybko cie uratowali zebys czesciowo przeszedl na druga strone.

    wracajac do glownego tematu - samobojstwo ma jeden kruczek. to jest 'once in a
    lifetime opportunity' wiec na twoim miejscu bym sobie to matematycznie rozpisal
    czy na pewno sie oplaca.

    przykladowo - czy warto grac w totka - bardzo mala szansa wygranej, a ew.
    wygrana mogla calkowicie zmienic zycie (moze na gorsze, kto wie) wiec wniosek -
    nie warto.

    czy warto popelnic samobojstwo - tu jest trudniej - trzeba obliczyc wartosc
    oczekiwana z przyszlego zycia i porownac to z wartoscia oczekiwana ze smierci.
    problem w tym ze nie wiadomo, czy isnieje tzw 'zycie po zyciu' ale jednak duzo
    osob mowi o roznych glosach, swiatelkach w tunelu itp. czyli mozna by zalozyc ze
    prawdopodobienstwo jest wieksze niz trafienie w totka. zalozmy ze to jest 1/4.
    albo nawet 1/10. w tym momencie tu juz jest pewne ryzyko - bo mozna stracic
    pieniadze/dziewczyne itp i to wszystko w jakims stopniu odzyskac, ale jezeli sie
    przejdzie na druga strone to juz nie ma powrotu.

    teraz zaluzesz ze kiedys byles taki naiwny, no to po drugiej stronie bedziesz
    zalowac ze sie zabiles. tylko wtedy juz na zadnym forum nikt ci nie pomoze.

    i to jeszcze z takiego powodu. zniszczenie zycia to w twoim przypadku chyba za
    bardzo powiedziane. z tego co piszszesz twoj problem jest duzy, ale nie jestes
    jedyny na swiecie ktorego zycie nie jest na 100% idealne. np co bys powiedzial
    na zycie z bardzo duza iloscia pieniedzy ale ze slabym zdrowiem? albo dobre
    zdrowie/duze zarobki ale brak rodziny. albo slabe zarobki i slabe zdrowie. albo
    zrobienie jescze innych zyciowych bledow? itp

    dolaczam wyjasnienie powyzszej historii (jest to oczywiscie jedna z teorii)

    Few more things I forgot to mention; the voices you heard were those
    of people who were successful at killing themselves. The darkness
    everywhere is the environment you are going to be in after you
    successfully ctb. Also, you will re-live the painful moments of your
    death (when you ctb) again and again. I don't know how long it lasts.
    Also, if you die of your natural death (not ctb), you will be spending
    time with the ones you love on this side. You should never assume
    that you are alone when you are alone in a room. If you ctb, you will
    be isolated, it's like you can see them from a distance but cannot be
    with them. And apparently, it hurts.
    What you wrote matches what I wrote 2-4 weeks ago when talking about
    the folks on the other side. Overall, you can divide the othe side
    in 3 groups. The worst is those who do pretty bad things while on
    Earth. After death they stay close to Earth and re-live their
    actions. Extremely low souls, extremely negative energies which can
    be contacted very easily with a Ouija board. Above that group, you
    have those who commited suicide. They are isolated, alone, miserable
    for a long time (though note that time doesn't exist on the other
    side*). And above that you have all the people who died when they
    were supposed to. Of course, this last group has MANY levels/spheres.
    Not everyone is a genius because you died when it is your time.
    All in all, I'm glad to see that those who were successful at killing
    themselves were actually encouraging you to go back. This means they
    had already made some progress (by realizing their mistakes).
    To summarize, your life right now is a big pile of sh*t, you kill
    yourself and you end up on the other side with another painful pile of
    sh*t.
    * From what I've been able to find out, the way things work on the
    other side is that they have "events", not time. Say you are in the
    USA having a birthday party and at the exact same time your brother is
    in Hong Kong getting married. Say your mother is on the other side
    (natural death - not suicide), then your mother will be able to be
    with you here to attend your birthday party and after that go to HK to
    attend your brother's wedding.
  • 06.03.09, 00:32
    prawdopodobienstwo jest wieksze niz trafienie w totka. zalozmy ze to jest 1/4.
    > albo nawet 1/10. w tym momencie tu juz jest pewne ryzyko - bo mozna stracic
    > pieniadze/dziewczyne itp i to wszystko w jakims stopniu odzyskac, ale jezeli si
    > e
    > przejdzie na druga strone to juz nie ma powrotu.
    >
    > teraz zaluzesz ze kiedys byles taki naiwny, no to po drugiej stronie bedziesz
    > zalowac ze sie zabiles. tylko wtedy juz na zadnym forum nikt ci nie pomoze.


    Rozumiem, ze odnosisz sie do pesymistycznej wizji zycia po smierci w przypadku dokonania samobojstwa. Zglebialem ten temat i powiem Ci, ze jestem spokojny o moj przyszly los. Pieklo dla samobojcow o jakim mowi KK mozemy zignorowac - to malo wiarygodne zrodlo informacji. Lepiej jesli skoncentrujemy sie na empirycznych doniesieniach, a na te nie posiada monopolu jakakolwiek religia.

    W latach 70 kiedy doktor Moody opublikowal swoja slynna ksiazke "zycie po zyciu" pojawily sie doniesienia o nieprzyjemnych przezyciach NDE jesli poprzedzalo je samobojstwo. Z reguly tym nieprzyjemnym przezyciom towarzyszylo jakies religijne doswiadczenie w rodzaju glosu Boga, lub silnego przeswiadczenia, ze "Twoje zycie nie nalezy do Ciebie wiec nie masz prawa go sobie odbierac".

    Z biegiem czasu zaczely pojawiac sie bardziej optymistyczne informacje. Wiele NDE mialo charakter niebianski a wiec typowy dla NDE, ktore zostalo poprzedzone przez jakas niesamobojcza przyczyne.

    Na przelomie tysiaclecia doktor Newton opublikowal ksiazke "wedrowka dusz". Pisal w niej m.in. o konsekwencjach samobojstwa. Nie wyglada to zle. Samobojca moze zostac odeslany na planete, gdzie bedzie przebywal samotnie (ze sporadycznymi odwiedzinami ze strony przewodnika), upajal sie pieknymi widokami tej planety i mial duzo, bardzo duzo czasu na refleksje. To nie jest jakies wieczne zeslanie. Przebywa sie tam tak dlugo jak dlugo ma to sens. A wiec pewnie chodzi o mozliwosc zmiany postawy i dojscia do roznych wnioskow.

    Newton twierdzi tez, ze wiekszosc samobojcow decyduje sie wrocic na Ziemie i sprobowac jeszcze raz zycia, pokonania roznych problemow co ma za zadanie podniesc poziom rozwoju danej jazni. Ale nie jest to odgorny nakaz, ktoremu nie wolno nam sie przeciwstawic. To nasza decyzja - wcielac sie czy nie wcielac. Ja pierd...le droge rozwoju - nie mam zamiaru ponownie cierpiec na tej planecie. Wroce tam skad przybylem, do Domu, do moich braci i siostr :).

    Naprawde, jestem przekonany, ze kazdy z nas moze byc spokojny o swoje przyszle losy jesli popelni samobojstwo pod warunkiem, ze swoim odejsciem nie przysporzy nikomu cierpienia. Wyjatkiem moga byc sytuacje, w ktorych jednostka posiada w podswiadomosci silne negatywne nastawienie wobec samobojstwa. A podswiadomosc potrafi zafundowac niezle kuku.

    P.S.
    Czy mozesz mi w skrocie napisac jaka jest zasadnicza tresc historii, ktora wkleiles ? Wybacz, ale mam juz dosc angielskiego na dzis :).



  • 06.03.09, 01:11
    prawdziwy_endrju napisał:


    > Na przelomie tysiaclecia doktor Newton opublikowal ksiazke "wedrowka dusz". Pis
    > al w niej m.in. o konsekwencjach samobojstwa. Nie wyglada to zle. Samobojca moz
    > e zostac odeslany na planete, gdzie bedzie przebywal samotnie (ze sporadycznymi
    > odwiedzinami ze strony przewodnika), upajal sie pieknymi widokami tej planety
    > i mial duzo, bardzo duzo czasu na refleksje. To nie jest jakies wieczne zeslani
    > e. Przebywa sie tam tak dlugo jak dlugo ma to sens. A wiec pewnie chodzi o mozl
    > iwosc zmiany postawy i dojscia do roznych wnioskow.
    >
    > Newton twierdzi tez, ze wiekszosc samobojcow decyduje sie wrocic na Ziemie i sp
    > robowac jeszcze raz zycia, pokonania roznych problemow co ma za zadanie podnies
    > c poziom rozwoju danej jazni. Ale nie jest to odgorny nakaz, ktoremu nie wolno
    > nam sie przeciwstawic. To nasza decyzja - wcielac sie czy nie wcielac. Ja pierd
    > ...le droge rozwoju - nie mam zamiaru ponownie cierpiec na tej planecie. Wroce
    > tam skad przybylem, do Domu, do moich braci i siostr :).
    >

    chyba nie do konca, tzn chyba nikt po urodzeniu nie pamieta swojego ew
    poprzedniego zycia. przynajmniej nie widzialem jeszcze w ksiegani ksiazki
    'popelnilem samobojstwo i bylo warto' albo 'zacznij nowe zycie w 24 godziny' a
    to bylby na pewno hit. wiec w tym momencie twoja optymistyczna teoria troche sie
    zalamuje, bo po co miec czas zeby sobie przemyslec wszystko jak po powrocie nic
    sie z tego nie pamieta.

    w ogole nie naleze to KK, moja religia to Kosciol Latajacego Potwora Spaghetti
    www.venganza.org/
    wniosek z tego co wkleilem byl taki, ze wizja moze byc tez pesymistyczna. rozni
    ludzie pisza rozne rzeczy i nie mozna byc niczego pewnym na 100% ale w przypadku
    pesymistycznej wizji straty sa dosc duze. w tym momencie jak dla mnie koniec
    dyskusji nt NDE, ale pozostaje przy zdaniu ze optymistyczna wizja ma zbyt duzo
    luk i przez to jest zbyt ryzykowna. a nawet jesli, to po co sie zabijac zeby
    sobie cos przemyslec na innej planecie jak mozna to zrobic jeszcze za zycia?
  • 06.03.09, 01:53
    Skoro nalezysz do Kosciola Latajacego Potwora Spaghetti to pewnie
    zakladasz, ze po smierci jest jedno wielkie NIC :). Ta wizja tez mi
    sie podoba. Im bardziej cierpisz na Ziemi tym wiecej zyskujesz
    odchodzac w niebyt.

    Co do pamieci przeszlych wcielen : nie jest prawda jak piszesz, ze
    nikt nie ma pamieci poprzedniego zycia. Takie przypadki zdarzaja sie
    oczywiscie nie tak czesto jak OBE niemniej jednak zdarzaja sie.

    Newton nie poddawal swoich pacjentow klasycznej regresji do pamieci
    poprzednich wcielen. On zwracal ich pamiec ku okresowi pomiedzy
    wcieleniami. Jego wnioski sa mocnym dowodem za taka wizja zycia po
    smierci jaka opisuje w swoich ksiazkach, a to dlatego, ze relacje
    pacjentow pokrywaly sie.

    Oczywiscie mozna powiedziec, ze powyzsze wynika z istnienia jakis
    archetypow i to wlasnie stad zbieznosc opowiesci newtonowych
    pacjentow. To jest alternatywne wyjasnienie. Nie przecze, ze moze byc
    prawdziwe. Sprawa zycia po smierci jest otwarta, mysle, ze
    balansujemy wokol 50 %.

    >wniosek z tego co wkleilem byl taki, ze wizja moze byc tez
    pesymistyczna. rozni
    > ludzie pisza rozne rzeczy i nie mozna byc niczego pewnym na 100%
    ale w przypadk
    > u
    > pesymistycznej wizji straty sa dosc duze.

    Mam tego swiadomosc, tak wiec obecnie samobojstwa nie popelniam ale
    jesli cierpienie bedzie zbyt duze, ponad moja wytrzymalosc to skoncze
    ze soba. I argument "a moze tam jest zle" bedzie mial nikle znaczenie
    w konfrontacji z rzeczywistym cierpieniem.



    >a nawet jesli, to po co sie zabijac zeby
    > sobie cos przemyslec na innej planecie jak mozna to zrobic jeszcze
    za zycia?

    Pewnie chodzi o dostep do danych, ktorych nie jestes w stanie posiasc
    tu, w zyciu ziemskim.
  • 07.03.09, 13:08
    Cześć Endrju,

    Spróbowałem ustawić sobie perspektywę spojrzenia na zbliżoną do
    twojej. Wyszły mi z tego sprzeczności i niekonsekwencje. Być może nie
    zaszkodzi, abyś się im przyjrzał i ocenił po swojemu.

    > Naprawde, jestem przekonany, ze kazdy z nas moze byc spokojny o
    > swoje przyszle losy jesli popelni samobojstwo pod warunkiem, ze
    > swoim odejsciem nie przysporzy nikomu cierpienia.

    Ja sądzę, że o swoje przyszłe losy, niezależnie od tego, a jaką
    stronę ta przyszłość miałaby się rozwijać, każdy z nas może być
    spokojny tylko o tyle, o ile mu ten spokój może zapewniać stan
    bieżący. Nie wiemy, co wniesie nieznane. Skoro nie wiemy, nie możemy
    przyjmować, że wniesie coś w takim lub w innym kierunku. Wiemy
    natomiast od czego startujemy. I jeśli mamy faktycznie rozumować, to
    tego punktu startu trzeba się trzymać. Bo cokolwiek się zdarzy, od
    niego będziesz wychodził.

    Punktem startu jesteś Ty sam: dokładnie w takim stanie życiowym, w
    jakim się obecnie znajdujesz.

    Z niezrozumiałych - dla mnie - powodów przyjmujesz implicite, że w
    wyniku tego, co chciałbyś zrobić, a czego efektem ma być jakaś
    diametralna zmiana miejsca istnienia, cokolwiek zmieni się w Tobie
    samym. Czy to nie jest dokładnie tak, jak myśleć, iż z powodu wyjazdu
    do odległego kraju, dokona się w nas samych jakaś zmiana wewnętrzna?

    Bronisz swojego rozumowania próbując dopasowywać charakterystykę
    nieznanego miejsca, w którym się wtedy znajdziesz, do swoich potrzeb,
    takich - jak je postrzegasz teraz. Nawet już w ten sposób, Ty sam
    siebie (dokładnie takiego jakim jesteś) przenosisz bez zmian w to
    nowe miejsce. Czemu więc sądzisz, że owo nowe miejsce nie takim
    właśnie miałoby Cię przyjąć? Czemu owo miejsce, samo przez się,
    miałoby Cię jakkolwiek chcieć/umieć zmienić?


    > Pewnie chodzi o dostep do danych, ktorych nie jestes w stanie
    > posiasc tu, w zyciu ziemskim.

    Tworzysz sobie wreszcie wizję tego miejsca na podstawie różnych
    kawałków w pozornie dogodny sposób poukładanych przez samego Ciebie.
    Jest tam czas na zastanawianie się, myślenie o sobie, są jakieś dane,
    których tu i teraz nie masz, jest planeta. Różne rzeczy przenosisz z
    obecnego świata - tam. Sądzisz, że uda Ci się nie przenieść siebie
    samego? Że tylko jakieś wygodne kawałki Ciebie się przeniosą? A jeśli
    nawet by tak być miało, to KTO tam w końcu wtedy wyląduje - Ty czy
    już nie Ty? A może ... nikt?


    Jeśli rozpatrujesz samobójstwo jako rozwiązanie, to być może zamiast
    magicznie tworzyć wygodny dla Ciebie, ale przecież nieznany kształt
    nowego miejsca, zamiast patrzeć w kreowaną na własne potrzeby (acz
    jedynie w imaginacjach) przyszłość, spójrz na te dane, które już
    teraz masz i w ich kontekście spróbuj ocenić to, co potencjalnie
    planujesz. Czy nie będzie to znacznie bardziej uczciwe? Nawet
    intelektualnie.

    A jeśli tak być spróbował spojrzeć, to okaże się, że Ty niczego
    nowego wcale nie planujesz. Chcesz jedynie powtórzyć po raz kolejny
    to, co raz już zrobiłeś. Endrju, Ty już raz popełniłeś samobójstwo i
    nam wszystkim to dokładnie opisałeś. Jedynie w tytule wątku
    próbowałeś kręcić. On powinien brzmieć: "Oto jak zniszczyłem moje
    życie (ku przestrodze)". Na tym właśnie polega samobójstwo, że
    człowiek próbuje coś w sobie zabić. Zabiłeś chęć do nauki, radość
    życia, zainteresowanie światem. Żaden zawód miłosny nie ma mocy
    sprawczej niszczenia wnętrza człowieka sam przez się. To, co my sami
    z takim zawodem miłosnym robimy, może mieć. Ale to my robimy, a nie
    on - zawód.

    Efekty popełnionego samobójstwa zbierasz dziś. Jesteś z nich
    zadowolony? Ano nie. A co chcesz zrobić aby sobie z tym poradzić?
    Dokładnie to samo, co zrobiłeś, tyle, że jeszcze bardziej. Jak więc
    sądzisz - na podstawie posiadanych aktualnie danych - co można
    rozsądnie wnosić na temat przyszłych skutków?

    A skoro nie chcesz tu i teraz korzystać z tych danych, które masz, na
    które zresztą własnym życiem, ale też i własnym cierpnieniem sobie
    zapracowałeś, to czy nie jest pewną, hm, `bezczelnością` oczekiwać,
    że gdzieś nagle, czarodziejsko a magicznie, pojawią się dane inne?


    Endrju, tu i teraz jest właśnie ta "inna planeta", na której są "inne
    dane". Tu i teraz jest ten, którego dane dotyczą. Tu i teraz jest
    czas na to, aby analizować, zastanawiać się i tworzyć przyszłość.

    Możesz sobie zafundować jakąś podróż i zacząć wszystko od początku.
    Znajdziesz się w takim samym miejscu i na takiej samej planecie.
    Tyle, że to wszystko trochę trwa, więc aby być w miejscu, w którym
    teraz jesteś, będziesz sobie musiał ponownie pocierpieć. Dawno nie
    miałeś porządnego miłosnego zawodu, czy jak?

    Jeśli to dla Ciebie konieczne, to naćpaj się jakiegoś Newtona albo
    Moody'ego w proszku i sprawdź ile już było planet. Ale przecież i bez
    tych proszków, na podstawie tego, co jesteś w stanie widzieć teraz,
    da się stwierdzić, że jedyne do czego ewentualnie doprowadzisz, to
    kolejny obrót koła. Gdzieś nawet chyba czytałem, jak się takie koło
    nazywa. Ale zapomniałem. Zresztą co tam, Ty jesteś w temacie
    dostatecznie oczytany ;)

    Pozdrawiam.
  • 08.03.09, 21:21
    Problemy, których chcemy się pozbyć popełniając samobójstwo nie
    ulatniają sie, ale sa nadal i po drugiej stronie. Tylko że wtedy nie
    mamy tych możliwości, które posiadamy teraz, mając ciało fizyczne.

    Będąc po drugiej stronie nie będziesz miał możliwości naprawić zła,
    którego wyrządziłeś. Bo wyobraź sobie, że Twoja była dziewczyna
    będzie przekonana, ze to przez nią odebrałeś sobie życie i nie mogąc
    sobie tego wybaczyć także odbierze sobie życie.

    I jeszcze jedna rzecz, która mnie wkurzyła - w pierwszym poście
    napisąłeś, że Twoja dziewczyna uporała się już chyba z depresją i że
    sobie radzi - a skąd do cholery możesz to wiedzieć?! Nie
    interesujesz się jej losem, ale wygodnie Ci tak myśleć, bo wtedy
    tylko TY pozostajesz tym pokrzywdzonym, biedakiem.
    Przestań sie użalać. Jak rzeczywiście uważasz, że nie ma sensu żyć -
    ok, palnij sobie w łeb, połknij jakieś leki i takie tam. Tylko nie
    tłumacz się, że jestes taki a nie inny, żyć w tym świecie się nie
    da, miłość zabija i takie tam brednie. Żyjesz sobie wygodnie, życie
    Ci nie dokopało, jesteś zdrowy, inteligentny i z perspektywami.
    Tylko że śmierdzi od Ciebie leniem na kilometr. Jakbyś musiał
    harowac by utrzymac schorowaną matkę i nie miał czym zapłacić
    rachunków, to nie rozwodziłbyś się nad jakąś miłością, która chyba
    miłością jednak nie była. Zresztą nie ma to znaczenia. To Twoje
    życie. Co z nim zrobisz - Twoja rzecz. Jesteś pełnoletni /bo nie
    bardzo mi tu pasuje określenie dorosły/ i możesz już decydować sam o
    sobie. Więc podejmij decyzję i zrób cos ze swoim życiem.
    Mam nieodparte wrażenie, ze podnieca Cię sama myśl, jaki to
    destrukcyjny jesteś. I gdyby nagle okazało się, ze jesteś zwyczajny
    jak większość z nas, poczułbyś się urażony.
  • 06.03.09, 02:36
    Andrju, moze jestes prawdziwy, a moze nie. Nie wdaje sie tez w
    dywagacje,czy to dziewczyna zniszczyla twoje zycie. Jedno jest
    pewne: potrzebujesz pomocy. Zmierz sie z problemami, nie masz
    pojecia jakie to wspaniale uczucie,gdy stajesz sie silna i
    optymistycznie patrzacym w zycie osoba. Kobiety kochaja mezczyzn nie
    za,ze sa wysocy i niebieskoocy ale dlatego,ze walcza. Przede
    wszystkim o siebie, potem o rodzine, potem o sprawiedliwosc na
    swiecie. Dolacz do nich.
  • 06.03.09, 02:46
    Przykro mi rleno, ja nie jestem typem fightera.

    Ktos mi niedawno doradzil bym zdecydowal sie na regresing. Taka
    terapia jednak kosztuje a ja nie mam pracy i nie bede rezygnowal z
    ostatnich swoich oszczednosci. Tak wiec dostalem zalecenie by napisac
    do terapeutow przedstawiajac im swoja sytuacja - moze ktorys z nich
    zgodzi sie zakredytowac mnie przez pierwsze kilka sesji. Celem tych
    poczatkowych sesji byloby przelamanie mojego oporu wobec pracy.

    Jak na razie nie wyslalem ani jednego maila. Hmm... dazenie do
    autodestrukcji :>. A moze brak wiary w to, ze ktokolwiek zgodzi sie
    na terapie na kredyt ?
  • 07.03.09, 03:26
    Kazdy jest fighterem, moze sie to przejawiac w rozny sposob.

    Terapia nie jest jedyna mozliwoscia. Czytaj madre ksiazki, wstap do
    grupy modlitewnej,szukaj pracy. Na poczatek nie musi to byc szczyt
    ambicji. Po prostu cos co mozesz robic, i za co otrzymasz pieniadze.
    Masz depresje. Idz do lekarza. Depresje sie leczy z duzym sukcesem.
  • 06.03.09, 04:52
    Jestes ciezki przypadek. Tacy jak TY sa uzaleznieni od 'milosci', jakkolwiek ja
    rozumiesz i bez obiektu tej milosci nie znajduja celu w zyciu i nie moga byc
    szczesliwi (po angielsku nazywa sie ich 'love-addicts'). Zycie samo w sobie nie
    ma dla nich zadnej wartosci i sensu, wiec jesli nie znajda kogos, kto im ten
    sens nada, zyja w stanie egzystencjalnego bolu, o ktorym chociazby pisal Witkacy
    i z ktorego niektorzy znajduja wyjscie tylko przez samobojstwo. Smutne to, ale
    niektorym po prostu szczescie nie jest pisane :(((
  • 06.03.09, 05:16
    Erectolu, a skad wnioskujesz, ze jestem typem uzaleznionym od milosci
    ? Tak bylo kiedys, na szczescie sie zmienilo :). Zawdzieczam to
    pewnej dziewczynie. Zawdzieczam jej sporo zlego i dobrego. Wyzwolenie
    sie od uzaleznienia od milosci jest wlasnie tym dobrem i wlasciwie
    dobrem jedynym jesli rozpatrzyc rzeczy perspektywiczne.

    Natomiast to, ze jestem ciezki przypadek - racja, w pelni sie zgadzam
    :).


  • 09.03.09, 19:46
    Uprasza sie o nie wplątywanie w ten watek Witkacego.
  • 06.03.09, 05:23
    dziwne jest dla mnie to, ze potrafisz z takim zapalem cytowac Newtona, a inne
    "mity" tak latwo obalasz. powiem Ci jakie jest moje zdanie-nawdychales sie
    jakis szkodliwych teorii, w ktore nie wiedziec czemu wierzysz. zostaw wyobraznie
    i skup sie na tym co masz.a co do tego co napisales o tym, ze nie chcesz
    powodowac cierpienia komus swoim samobojstwem-sluchaj a skad ty wiesz kto
    ewentualnie znalazlby Ciebie i jak wielkie byloby to dla niego przezycie, z jak
    traumatycznymi konsekwencjami...nie badz taki pewien ze to nie bedzie straszne
    cierpienie dla kogos.
    sorry, ale zgadzam sie z solaris-Ty masz w tym jakas przyjemnosc.wlasciwie w jej
    2 postach masz kwintesencje, na Twoim miejscu wykorzystalabym te rady bo brzmia
    mi zdrowo. idealizujesz swoja wielka milosc-sluchaj, nie tylko Ty jeden na
    swiecie kochales kogos!!!!!!!!!nie badz taki jedyny. dlaczego uwazasz ze mozesz
    popelnic samoboja?wielu ludzi ma za soba bardzo przykre doswiadczenia w
    dziedzinie milosci, i zyja dalej, ze zlamanym sercem i konsekwencjami tego
    wszystkiego.i podnosza sie i niekoniecznie demonstruja swoje cierpienie. otoz
    tak, wlasnie tak mozna potraktowac czyjas milosc. i trzeba zyc dalej. nie jestes
    jedynym na swiecie komu ktos podeptal to co mial najpiekniejszego. zyje sie tu i
    teraz, a nie jakimis wyobrazeniami co by bylo gdyby.i powiem Ci-nic nie
    zniszczylo twojego zycia, Ty sie lubujesz myslami o przeszlosci, o idealnej
    mlodosci. ale ten czas minal i trzeba uczyc sie byc doroslym, podjac inny
    etap!!!powiem Ci, pewien czlowiek, ktorego znalam, bardzo dobry, wyksztalcony,
    uczciwy, ojciec i maz rozchorowal sie.w sumie trwalo to kilka
    miesiecy.rak.piorunujaca sprawa. odszedl niedawno. mial jeszcze wiele do
    zrobienia - chociazby wychwanie malego dziecka.pomysl, jakie to moze byc
    cierpienie. jak bardzo cieszylby sie z kazdej chwili ktora moglby jeszcze dac
    swoim dzieciom. inna historia- mloda kobieta, swiezo upieczona mezatka, zdrowa i
    piekna, w pol roku po slubie infekcja, komplikacje,koniec. obydwie historie sa
    realne,to osoby ktore znalam. i dlatego nie moge sluchac jak upajasz sie mysla o
    samobojstwie!!!!nie moge. bo wiem jak cenne jest zycie. i ze Ty je masz a nie
    doceniasz. obudz sie, idz na terazpie, ucz sie, dojrzewaj. aha, moze Ci sie nie
    podobac ale ja
    gdybym nie wierzyla w Boga, ktory JEST miloscia, nie dalabym rady.dlatego
    czesciowo Cie rozumiem. Tylko, ze dla mnie jest pewne ze Bog istnieje. a to
    stawia wszystko w zupelnie innej perspektywie.
  • 06.03.09, 06:24
    Inne "mity" tak latwo obalam bo przeciez trzeba cos wybrac,
    nieprawdaz ? :). Wole trzymac sie informacji, ktore zostaly uzyskane
    droga empiryczna bo wlasnie to one sa najbardziej wiarygodne. Do tego
    dochodzi czynnik wielkosci proby na jakiej zostalo zgromadzone
    uzyskanie tej informacji.

    Hmm, straszne przezycie znalezc trupa... Mysle, ze tak mogloby sie
    zdarzyc gdyby ktos byl bardzo wrazliwy. Pozatym zawsze mozna
    zaaranzowac jakos sytuacje, np - o ile istnieje taka techniczna
    mozliwosc - kupic telefon, ktory bedzie wydzwanial na najblizsza
    komedne policji poczawszy od okreslonego czasu i z okreslona
    regularnoscia. Predzej czy pozniej jakis pan w niebieskim mundurze
    zainteresuje sie sprawa i odwiedzi miejsce zgonu. A w policji
    wrazliwcy nie pracuja, wiec nie trzeba sie martwic o ich cierpienie -
    takiego po prostu nie bedzie. Owszem - szok, moze jakies efekty
    fizjologiczne ale mowienie o cierpieniu, traumie to potezne naduzycie
    :).

    Pisanie o raku lub innej nieuleczalnej chorobie, jaka dotknela
    czlowieka, ktory chcial zyc i mial po co zyc jest bez sensu. Wiesz
    dlaczego ? Bo ludzie sa jak palce - kazdy jest inny. Mysle, ze nawet
    dosc czesto zdarza sie, iz osoby, ktore nie chca zycia, mecza sie z
    nim jakos zyja sobie w zdrowiu fizycznym. To taka ironia losu.

    To, ze wierzysz w Boga - jak domyslam sie takiego Boga o jakim mowi
    Chrzescijanstwo - daje Ci plusy i minusy. Plusem na pewno jest duze
    wsparcie w trudnych chwilach i wogole w zyciu. Minusem roznorakie
    ograniczenia, m.in. takie, ze nie wolno Ci popelnic samobojstwa.
  • 06.03.09, 12:29
    ot o cytat z tego co wczesniej napisales: "Na przelomie tysiaclecia doktor
    Newton opublikowal ksiazke "wedrowka dusz". Pisal w niej m.in. o konsekwencjach
    samobojstwa. Nie wyglada to zle. Samobojca moze zostac odeslany na planete,
    gdzie bedzie przebywal samotnie (ze sporadycznymi odwiedzinami ze strony
    przewodnika), upajal sie pieknymi widokami tej planety i mial duzo, bardzo duzo
    czasu na refleksje. To nie jest jakies wieczne zeslanie. Przebywa sie tam tak
    dlugo jak dlugo ma to sens. A wiec pewnie chodzi o mozliwosc zmiany postawy i
    dojscia do roznych wnioskow."
    SLUCHAJ JEZELI TO JEST TA EMPIRIA NA KTOREJ UWAZASZ WARTO POLEGAC TO GRATULUJE.
    ROZUMIEM, ZE WSZYSTKO CO KTOS OPISZE A PODPADA POD TWOJE MYSLENIE, JUZ SAMO
    PRZEZ SIE STAJE SIE EMPIRIA. WIESZ, JAKBYSMY TAK MYSLELI TO ROWNIE DOBRZE
    EMPIRIA MOZNA BY NAZWAC DOSWIADCZENIA LUDZI KTORZY TWIERDZILI ZE SPOTYKALI DUSZE
    Z CZYSCCA.
    I CO? NA JAKIEJ PODSTAWIE POWIESZ ZE TO JUZ NIE JEST EMPIRIA????BO CO? BO NIE
    JEST ZGODNE Z TWOIMI POGLADAMI??BO NIE MOWIA O PLANECIE NA KTOREJ SIEDZA
    SAMOBOJCY???JAKA MASZ MIARKE WIARYGODNOSCI NA TE TWOJA EMPIRIE?????BO TO ZE KTOS
    MA AMERYKANSKIE NAZWISKO I COS TAM NAPISAL, TO MNIE NIE PRZEKONUJE. ZRESZTA
    CZYTALAM ZYCIE PO ZYCIU.WIESZ DOBRZE ZE TO NICZEGO NIE POSWIADCZA, BO ROWNIE
    DOBRZE MOZE BYC EFEKTEM GASNACEJ PODSWIADOMOSCI.NO, A POZA TYM WYBACZ-TA KSIAZKA
    O KTOREJ MOWISZ-HE, ZYCIE NA INNEJ PLANECIE, POWIADASZ....TAAAAAAAK. POWIEDZ MI
    NA JAKIEJ ZASADZIE DOKONUJESZ ODSIEWU-JAK WYBIERASZ ZE TAKA A TAKA KSIAZKA JEST
    TWOIM ZDANIEM ZAPISEM EMPIRYCZNEGO DOSWIADCZENIA KTOREMU WARTO WIERZYC A INNA
    NIE??? CZYM MIERZYSZ WIERYGODNOSC TYCH OPISOW???TWOIM NASTAWIENIEM DO
    ZYCIA????MOIM ZDANIEM TO NIE JEST ZADNE DOSWIADCZENIE EMPIRYCZNE, ROWNIE DOBRZE
    MOZE BYC DOBRZE ZAPLANOWANA AKCJA JAK ZAROBIC NA WYDANIU KSIAZKI, NA PRZYKLAD,
    ALBO TYSIACA INNYCH POWODOW.JA UWAZAM ZE EMPIRIA TO ZA MALO, W DODATKU PODAWANA
    PRZEZ ROZNYCH INTERPRETATOROW. JA SZANUJE NAUKE ALE NIE DOWIERZAM JEJ WE
    WSZYSTKIM , CHOCBY MI NAWET UDOWODNIONO LABORATORYJNIE ISTNIENIE NP DUSZY, BO
    WIESZ , CZASAMI NAUKA SIE MYLI I TO BARDZO... DOPIERO DALSZE LATA BADAN
    WYPROWADZAJA NAS Z BLEDU. SKAD WIESZ NA JAKIM ETAPIE JEST NAUKA OBECNIE>
    ZRESZTA, SORRY, ALE KSIAZKA O KTOREJ PISZESZ TO NIE JEST COS CO PODPADA POD
    KATEGORIE NAUKI.NO WIEC PYTAM- JAK STWIERDZASZ ZE DANE DOSWIADCZENIE TWOIM
    ZDANIEM EMPIRYCZNE, JEST FAKTEM, LUB WARTO MU WIERZYC??/PO PROSTU OPIERASZ SIE
    NA SWOIM WIDZIMISIE??

    I WIESZ CO, MYSLE ZE STAWIASZ SIE STRASZNIE WYSOKO NA PIEDESTALE. TAK, TYLKO TY
    I TWOJE PRZEGRANE ZYCIE. DO CHOLERY, MOIM ZDANIEM ROZEJRZYJ SIE WKOLO. CZY
    UWAZASZ ZE TYLKO TY JEDEN NA SWIECIE ZAWIODLES SIE NA MLODZIENCZEJ MILOSCI??? BO
    EMPIRIA MOWI, TAK, TAK-BADANIA PSYCHOLOGICZNE-ZE WIEKSZOSC LUDZI MUSI PRZEJSC
    ETAP UTRATY TEJ IDEALNEJ MILOSCI. I ZE TO BARDZO PRZYKRE DOSWIADCZENIE. BO TAKA
    JEST MLODOSC. A POTEM TRZEBA UCZYC SIE ZYCIA!!!!!KOLEJNYCH ETAPOW!!A TY SIE
    ZAFIKSOWALES NA PRZESZLOSCI!MILOSC, PIEKNA NA ETAPIE MLODZIENCZYM.A CO Z
    MILOSCIA, GDY NAS TO KOSZTUJE, BOLI, WYMAGA POSWIECEN. ZRESZTA-CO TO JEST
    MILOSC, POWIEDZ MI???JAK TO ZDEFINIUJESZ?W TWOIM SYSTEMIE WARTOSCI-CO TO JEST
    MILOSC??? A, NO I JAK SIE MA DO NIEJ TWOJE DOSWIADCZENIE EMPIRYCZNE?JAK
    UDOWODNISZ MI EMPIRYCZNIE ZE KTOS CIE KOCHA??MOZE JAKAS KSIAZKA???POPROSZE
    DEFINICJE MILOSCI ORAZ EMPIRYCZNE FAKTY NA JEJ ISTNIENIE.

    A , NIE MOWIAC Z POZIOMU MOJEJ WIARY, UWAZAM ZE SAMOBOJSTWO JEST NIEZGODNE Z
    NATURA!!!TEZ BY SIE ZNALAZLY JAKIES EMPIRYCZNE FAKTY NA POPARCIE.

    POZA TYM, JA AKURAT UWAZAM ZE EMPIRIA TO NIE JEST ZBYT MIARODAJNY CZYNNIK BY MU
    TAK ZAUFAC NA STO PROCENT.

    CO DO MOJEJ WIARY. KIEDY PATRZE NA SWIAT, NA DOSKONALOSC STWORZENIA (NP
    ZAGLEBIAJAC SIE W BIOLOGI), FANTASTYCZNIE STWORZONY LUDZKI ORGANIZM, PIEKNO
    KWIATOW, HARMONIE I POTEGE KOSMOSU, JEGO NIESKONCZONOSC, TO ROZUMOWO CHOCIAZBY
    STWIERDZAM ZE BOG ISTNIEJE. OCZYWISCIE TO TYLKO JEDNA Z WIELU DROG. JEST
    NIEMOZLIWE, MOIM ZDANIEM, ZEBY COS TAK DOSKONALEGO I PIEKNEGO, NIE ZOSTALO
    STWORZONE PRZEZ KOGOS KTO SAM JEST ZACHWYCAJACY I POTEZNY. TYLKO, PROSZE, NIE
    WSTAWIAJ MI TU KOMENTARZY RODEM Z DRUGIEJ KLASY PODSTAWOWKI -ZE WIESZ PAN BOG
    SIEDZI NA TRONIE Z DLUGA BRODA I WOBEC TEGO TO BZDURY. MI CHODZZI BARDZIEJ O
    KOGOS ....NIEWYOBRAZALNEGO, TAKIEGO ZE GDYBYS MOGL GO POZNAC SWOIM UMYSLEM TO ZE
    SZCZESCIA BYS UMARL.AHA, JESLI WATEK BOGA CI NIE PASUJE, TO OCZYWISCIE
    PRZEPRASZAM. JA TYLKO SIE DZIWIE JAK TO JEST ZE MOZNA GO NIE DOSTRZEGAC
    CHOCIAZBY PO JEGO DZIELACH?OCZYWISCIE, NIE CHCESZ TO NIE MOW NA TEN TEMAT. JA PO
    PROSTU PATRZE NA SWIAT PRZEZ TEN PRYZMAT I NIE MOGE INACZEJ.NIE JESTEM TEZ JAKAS
    NAWIEDZONA GOWNIARA. PO PROSTU, MIMO WIELU CHWIL GDY NIE MOGLAM ZROZUMIEC O CO
    CHODZI W TYM WSZYSTKIM I NIE TWIERDZE ZE MAM ODPOWIEDZ NA KAZDE PYTANIE W MOIM
    WLASNYM ZYCIU, TO JEDNAK TWIERDZE ZE BOG ISTNIEJE. MOWI MI O TYM ROWNIEZ
    EMPIRIA.PIEKNO I DOSKONALOSC WSZYSTKIEGO. I TO ZE MOZEMY TO BADAC, BADAC A I TAK
    CIAGLE JESZCZE SA RZECZY DO ODKRYWANIA.TO CALKOWICIE ZMIENIA MI PERSPEKTYWE
    ZYCIA, A JUZ NA PEWNO W PODEJSCIU DO SAMOBOJSTWA. MUSIALAM WIEC PORUSZYC TEMAT
    BOGA. ALE NIE ZROZUM MNIE ZLE, NIE CHCE CI WCISKAC MOICH POGLADOW.CHCE JE TYLKO
    SKONFRONTOWAC. ROZUMIEM ZE JESLI CHCESZ ODEBRAC SOBIE ZYCIE, TO WIDZISZ SWIAT
    ZUPELNIE INACZEJ. OPROCZ TWOJEJ ZNISZCZONEJ MILOSCI, JAK POSTRZEGASZ SWIAT ZE
    DAJESZ SOBIE PRAWO DO ZABICIA SIE??
  • 06.05.09, 00:11
    Wyłącz Caps Lock
  • 07.03.09, 00:30

    Endrju, wyglada na to, masz gleboka depresje.

    Z tego co piszesz wynika ze przezywasz ja jak prawdziwy facet: nie
    do konca ujawniasz otoczeniu to co czujesz, a myslac o smobojstwie
    koncentrujesz sie na efektywnych metodach a nie krzyku rozpaczy,
    zeby otoczenie uslyszalo.

    Po pierwsze pamietaj ze przychodzimy na ten padol lez po to zeby sie
    czegos nauczyc. Byc moze w twoim przypadku byla to rozpacz,
    zawiedzone uczucia. Tego nie wiemy na pewno. Ale wiemy, ze wszystkie
    religie swiata zgadzaja sie w jednym: proba ucieczki z tego swiata
    (przez samobojstwo) oznacza jeszcze wiekszy wymiar kary w nastepnym
    wcieleniu / czyscu / piekle. Jestesmy tu po to zeby sie nauczyc,
    moze przez cierpienie, moze przez walke, ale na pewno po to by sie
    rozwinac.

    Po drugie: przy powaznych depresjach rzadko radzmy sobie sami.
    Bardzo jest ci potrzebny drugi czlowiek a moze takze leki, ktore
    pomoga ci sie pozbierac w pierwszym etapie.

    Po trzecie: jest ci teraz wyjatkowo ciezko, bo cale Twoje zycie jest
    w proszku. Nie tylko nie ma tej dziewczyny, w ogole nic nie ma, wiec
    po co wstawac? po co walczyc? po co podejmowac jakikolwiek wysilek?

    Po czwarte: jest bardzo prawdopodobne ze Twoja mama bedzie zyla do
    80-tki albo dluzej (srednia wieku rosnie). Jak myslisz co bedzie
    czula gdy bedzie widziala twoje zycie-oczekiwanie...

    Przemysl swoja decyzje. Warto podjac walke ze soba, o siebie.
  • 07.03.09, 06:20
    Endrju, jezeli, jak twierdzisz, uniezalezniles sie od milosci, to dlaczego w
    takim razie z perspektywy czasu (nie wiem jak dlugiego) piszesz, ze tamta
    2-miesieczna platoniczna 'milosc' jak to nazywasz, zniszczyla Twoje zycie?
    Ludzie nie takie doswiadczenia milosci (nie mowiac o innych, znacznie
    ciezszych) maja za soba i z nich jakos z wiekszym lub mniejszym uszczerbkiem na
    duchu wychodza. Gdybys sie tak naprawde od tej 'milosci' czy raczej jej iluzji
    uwolnil, to tez bys to niefortunne przezycie zostawil juz dawno za soba i zyl
    dalej angazujac sie, tak jak miliony innych ciezko doswiadczonych ludzi, w
    normalne zyciowe sprawy (np. prace, nauke, zainteresowania, kontakty
    towarzyskie). Najwyrazniej masz na punkcie tamtej milosci jakas 'fiksacje'
    skoro nia obarczasz swoje obecne 'nieudacznictwo', chyba ze to tylko dla Ciebie
    wygodna wymowka i tak naprawde, co innego jest przyczyna Twojego obecnego stanu
    i pragnienia odebrania sobie zycia (jesli to depresja jak to tutaj niektorzy
    sugeruja, to warto sprobowac z niej wyjsc pod warunkiem, ze masz do siebie
    cierpliwosc i pieniadze, bo powazna psychoterapia niemalo by Cie w takiej
    sytuacji kosztowala; jako ciezki przypadek, nie licz, ze z tego wyjdziesz w
    ciagu roku czy dwoch.

    I jeszczo jedno: z punktu widzenia buddyzmu, masz ciezka karme do przerobienia,
    ale popelniajac samobojstwo, bynajmniej jej nie unikniesz. W nastepnym wcieleniu
    bedziesz mial dokladnie ten sam problem do przepracowania, moze tylko w innym
    kraju i z innymi ludzmi. I tak w nieskonczonosc, az wreszcie nauczysz sie swojej
    lekcji w tym wymiarze.
  • 07.03.09, 08:24
    He, he, czegóż to ludzie nie wypisują w internecie ;). Młodziak z kolosalnymi oszczędnościami, nie wiadomo jak zdobytymi :). Aaa chyba ze spadku :))).Ja mam na Twój temat dwie teorie. Pierwsza - schizofrenia prosta, z urojeniową interpretacją rzeczywistości. Nie uczy się, nie pracuje, żyje z odnawialnej co parę lat renty socjalnej. Ubarwia rzeczywistość na potrzeby internetu i własnej samooceny. W tej teorii Bogu ducha winna "dziewczyna" jest tylko katalizatorem psychozy. Dobrze że spierzyła w porę ;). Druga teoria - osobowość nieprawidłowa, zawsze obciążająca innych winą za swój brak umiejętności przystosowania, traktująca ludzi, w tym matkę instrumentalnie, leniwa, egocentryczna, rozmemłana psychicznie, pasożytująca na osobach bliskich. Tak, jak Ty endriu na matce, bo zazwyczaj rozsądny w takiej sytuacji ojciec powie leniowi nie chcącemu sie uczyć ani pracować, tylko rozczytywać w ezoterycznych książczynach i rozczulać nad sobą - spier... W sumie masz rację. W Internecie zawsze znajdziesz poklask dla swoich histerycznych, egzaltowanych wywodów ;)
    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • 07.03.09, 10:21

    uważam, że odejście twojej dziewczyny to tylko element większej
    całości

    to nie jej odejście zdeterminowało twoje życie

    było tylko mechanizmem spustowym innego procesu

    cierpisz na głęboką depresję i zapewne była ona już przed twoim
    spotkaniem z dziewczyną

    odejście dziewczyny jest dramatycznym momentem ale to nie jest
    PRZYCZYNA twojego, jak mówisz, zniszczonego życia

    nie piszesz, czy wiesz DLACZEGO odeszła zaledwie po 2 miesiącach?
    Co jej w tobie nie odpowiadało, że nie chciała zostać z tobą w
    związku, mimo, że nie miałeś prawie żadnych oczekiwań...

    szkoda,żebyś miał odchodzić z tego świata z powodu depresji

    zdąbądź się na trochę wysiłku- na leczenie

    spróbuj spojrzeć na świat z tej lepszej strony, która dla Ciebie
    teraz jest zupełnie niewidzialna



  • 07.03.09, 10:54
    za dużo wolnego czasu, roszczeniowa postawa wobec otoczenia - i mamy
    co widać.

    Ble ble blę- jakim biedny- i zero reakcji- niech inni załatwią.
    Na terapię nie, do pracy nie, dla mamy żyję aby jej problemów nie
    dołożyć- a problem jest- żeruje na matce emocjonalnie i /lub
    finansowo- skoro nie pracuje.
    Bluszcz- tak to widzę, niby mysląy- ale tylko o tym co mu pasuje.


    I piszą ludzie, i w każdym poście jest coś bardzo mądrego- a ty
    swoje.
    Przyjęta rola ofiary widać ci pasuje.

    Powtarzam- na terapię idż- i nie zasłaniaj się brakiem kasy- można
    znaleźć darmową poradę i miejsce- tylko cholera trzeba chcieć a nie
    czekać że ci ktoś adres da.
  • 07.03.09, 10:53
    A nie pomyslales aby pojsc do dobrego psychologa?
  • 07.03.09, 10:56
    nie- bo on kasy nie ma a tu trzeba poszukać darmowego- więc znowu
    wysiłek.A on ma wstręt do pracy- a szukanie to też praca.


    Zesz cholera-................. .
  • 07.03.09, 11:00
    cyt:

    "Jak
    napisalem wyzej to zalezy glownie od tego, czy moja matka bedzie
    nadal zyc. W tej chwili zyje i czuje sie dobrze, nic jej nie dolega,
    ale kto wie - w obecnych czasach choroby nowotworowe pojawiaja sie
    coraz czesciej. "


    Noo- to jej dokładaj czynników stresogennych- zwiększysz
    prawdopodobieństwo zachorowalności- co dnia to robisz.
  • 07.03.09, 12:26
    Twoje zycie zniszczyl brak milosci. Kiedy kochales bylo wspaniale,
    kiedy milosc zniknela zastapiles ja zalem, zloscia, beznadziejnoscia.
    Wszystko mogloby wrocic gdybys mial odwage zakochac sie w innej
    dziewczynie. Milosc nie boli, to zal po jej utracie boli, to zal,
    zlosc, beznadziejnosc zniszczyly Twoje zycie.
    Znajdz milosc, bez niej nie ma zycia.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • 07.03.09, 15:42
    wredzioszek - Ale sie unioslas :)

    "SLUCHAJ JEZELI TO JEST TA EMPIRIA NA KTOREJ UWAZASZ WARTO POLEGAC TO
    GRATULUJE.
    ROZUMIEM, ZE WSZYSTKO CO KTOS OPISZE A PODPADA POD TWOJE MYSLENIE,
    JUZ SAMO
    PRZEZ SIE STAJE SIE EMPIRIA. WIESZ, JAKBYSMY TAK MYSLELI TO ROWNIE
    DOBRZE
    EMPIRIA MOZNA BY NAZWAC DOSWIADCZENIA LUDZI KTORZY TWIERDZILI ZE
    SPOTYKALI DUSZE
    Z CZYSCCA."

    Spotkania dusz czyscowych podpadaja pod chaneling i spirytyzm. Takim
    przekazom nie mozna wierzyc. Mam oczywiscie na mysli komunikat ducha
    a nie sam fakt manifestacji niewyjasnionego zjawiska.

    "ZRESZTA
    CZYTALAM ZYCIE PO ZYCIU.WIESZ DOBRZE ZE TO NICZEGO NIE POSWIADCZA, BO
    ROWNIE
    DOBRZE MOZE BYC EFEKTEM GASNACEJ PODSWIADOMOSCI."

    Niewykluczone acz malo prawdopodobne. Slyszalas o przypadku Pam
    Raynolds. Kobieta zostala podlaczona do EEG, ktore zarejestrowalo
    brak aktywnosci mozgu przez okolo 5 minut. W tym czasie opuscila
    wlasne cialo i zdolala uzyskac informacje niedostepne w jej stanie.

    "MOIM ZDANIEM TO NIE JEST ZADNE DOSWIADCZENIE EMPIRYCZNE, ROWNIE
    DOBRZE
    MOZE BYC DOBRZE ZAPLANOWANA AKCJA JAK ZAROBIC NA WYDANIU KSIAZKI, NA
    PRZYKLAD,
    ALBO TYSIACA INNYCH POWODOW."

    No coz, tego nie mozna wykluczyc. Dlatego dobrze byloby gdyby ktos
    podjal sie powtorzeniu badan doktora Newtona. Moze Ty jestes chetna ?
    :)))

    "JA SZANUJE NAUKE ALE NIE DOWIERZAM JEJ WE
    WSZYSTKIM , CHOCBY MI NAWET UDOWODNIONO LABORATORYJNIE ISTNIENIE NP
    DUSZY, BO
    WIESZ , CZASAMI NAUKA SIE MYLI I TO BARDZO... DOPIERO DALSZE LATA
    BADAN
    WYPROWADZAJA NAS Z BLEDU."

    Fakt, nie mielibysmy na poczatku pewnosci 100 % ale taki
    laboratoryjny dowod bylby czyms wielce znaczacym, dawalby pewnosc
    bliska 100 % a to juz cos :).

    "ZRESZTA, SORRY, ALE KSIAZKA O KTOREJ PISZESZ TO NIE JEST COS CO
    PODPADA POD
    KATEGORIE NAUKI.NO WIEC PYTAM- JAK STWIERDZASZ ZE DANE DOSWIADCZENIE
    TWOIM
    ZDANIEM EMPIRYCZNE, JEST FAKTEM, LUB WARTO MU WIERZYC??/PO PROSTU
    OPIERASZ SIE
    NA SWOIM WIDZIMISIE??"

    Kazdy w jakims stopniu opiera sie na wlasnym widzimisie. Taka to juz
    nasza subiektywna natura. Jak stwierdzam, ze dane empiryczne
    doswiadczenie (odrzucajac hipoteze, ze wszystko jest manipulacja
    doktora Newtona mozemy uznac, ze jego badania maja charakter
    empiryczny) jest wiarygodne ? Hmmm, mysle, ze to kwestia liczby
    potwierdzajacych sie przypadkow.
    Zanim przeczytalem ksiazki Newtona bylem zorientowany na odkrycia
    Roberta Monroe. Losy duszy, jakie on opisuje w "dalekie podróże"
    podobno powstaly na bazie tysiecy ekploracji w stanie OBE jakich
    dokonal jego zespol roboczy. Nie ma jakichkolwiek racjonalnych
    podstaw by zarzucac Monroe-owi zmyslanie jednak osoby dokonujace
    ekploracji mogly znajdowac sie pod wplywem jego wczesnieszych
    doswiadczen, ktore stworzyly szkic zycia po smierci. To jest jedyny
    zarzut jaki dostrzegam.
    Porownujac doniesienia Newtona i Monroe stwierdzam, ze nie pokrywaja
    sie one ale tez nie wykluczaja. A wiec mamy zagadke.

    "I WIESZ CO, MYSLE ZE STAWIASZ SIE STRASZNIE WYSOKO NA PIEDESTALE.
    TAK, TYLKO TY
    I TWOJE PRZEGRANE ZYCIE. DO CHOLERY, MOIM ZDANIEM ROZEJRZYJ SIE
    WKOLO. CZY
    UWAZASZ ZE TYLKO TY JEDEN NA SWIECIE ZAWIODLES SIE NA MLODZIENCZEJ
    MILOSCI???"

    Twoje wrazenie jest bledne. Zauwaz, ze w temacie napisalem "ku
    przestrodze !"

    "A , NIE MOWIAC Z POZIOMU MOJEJ WIARY, UWAZAM ZE SAMOBOJSTWO JEST
    NIEZGODNE Z
    NATURA!!!TEZ BY SIE ZNALAZLY JAKIES EMPIRYCZNE FAKTY NA POPARCIE."

    Akurat tutaj tez nie masz racji. Przykladem sa cmy, ktorym sie zdarza
    zblizyc do ogniska na odleglosc, ktorej konsekwencja jest smierc.
    Zdarzaja sie tez sporadyczne przypadki, o ktorych donosza media. Np
    przypadek konia, ktory bedac maltretowany przez swojego wlasciciela
    rzucil sie w przepasc.

    "CO DO MOJEJ WIARY. KIEDY PATRZE NA SWIAT, NA DOSKONALOSC STWORZENIA
    (NP
    ZAGLEBIAJAC SIE W BIOLOGI), FANTASTYCZNIE STWORZONY LUDZKI ORGANIZM,
    PIEKNO
    KWIATOW, HARMONIE I POTEGE KOSMOSU, JEGO NIESKONCZONOSC, TO ROZUMOWO
    CHOCIAZBY
    STWIERDZAM ZE BOG ISTNIEJE. "

    To nie jest stwierdzenie rozumowe lecz emocjonalne. Jestes na
    poziomie Darwina zanim zgromadzil odpowiednia liczbe danych. On tez
    na poczatku byl przekonany o tym, ze Bog jest stworzycielem-
    projektantem calego zycia na Ziemi.

    "ROZUMIEM ZE JESLI CHCESZ ODEBRAC SOBIE ZYCIE, TO WIDZISZ SWIAT
    ZUPELNIE INACZEJ. OPROCZ TWOJEJ ZNISZCZONEJ MILOSCI, JAK POSTRZEGASZ
    SWIAT ZE
    DAJESZ SOBIE PRAWO DO ZABICIA SIE??"

    Kazdy ma prawo do zabicia sie.

    Jak widze swiat ? Jako miejsce, w ktorym jest masa cierpienia.






    koala_tralalala - Nie, nie mam glebokiej depresji. Wyglada na to, ze
    nie mam zadnej depresji, jedynie dysforie. Skad ta pewnosc ? Jestem w
    stanie porownac jak czulem sie w tych okresach mojego zycia gdy
    przechodzilem depresje i jak czuje sie teraz. Sa oczywiscie wahania
    nastroju, ale oscyluja one wokol poziomu zerowego.

    "Ale wiemy, ze wszystkie
    religie swiata zgadzaja sie w jednym: proba ucieczki z tego swiata
    (przez samobojstwo) oznacza jeszcze wiekszy wymiar kary w nastepnym
    wcieleniu / czyscu / piekle."

    Wszystkie wielkie religie tego swiata a nawet systemy filozoficzne
    takie jak np buddyzm zgadzaja sie tez co do jednego : kobieta zajmuje
    pozycje podporzadkowana i/ lub nizsza od pozycji mezczyzny. Czy to
    jest argument, ktorym powinnismy sie kierowac regulujac stosunki
    damsko meskie w skali prywatnej i spolecznej ? Zyjemy w epoce postepu
    i widac to po wielu procesach moralnego zeitgest jakie maja miejsce.
    Kiedys ludzie czarnoskórzy mieli przechlapane. Podobnie
    homoseksualisci. Kiedys nawet za probe samobojstwa karano wiezieniem
    :D

    "Jestesmy tu po to zeby sie nauczyc,
    moze przez cierpienie, moze przez walke, ale na pewno po to by sie
    rozwinac."

    Mozliwe, ze jest tak jak piszesz. Ja rozwinalem sie w wyniku roznych
    doswiadczen zyciowych i za dodatkowa porcje rozwoju bardzo dziekuje -
    nie skorzystam.

    "Po czwarte: jest bardzo prawdopodobne ze Twoja mama bedzie zyla do
    80-tki albo dluzej (srednia wieku rosnie). Jak myslisz co bedzie
    czula gdy bedzie widziala twoje zycie-oczekiwanie..."

    Rodzice mojej matki mieli bardzo zdrowe geny (ze strony ojca bylo z
    tym gorzej). Moj dziadek w wieku 70 lat jezdzil na lyzwach w sposob
    osmieszajacy mego kuzyna :)). Moja matka ma 63 lata a wyglada 10 - 15
    lat mlodziej.
    A jak bedzie sie czula widzac moje zycie-oczekiwanie ? Wiesz, obecnie
    czuje sie dobrze z tym, ze nie ma z mojej strony nieprzyjemnego
    zachowania. Staram sie to kontrolowac, ale czasem sie uniose, jednak
    generalnie nie zdarza sie to czesto.
    Zapewne moja matka nie czulaby sie dobrze ze swiadomoscia, ze nic nie
    robie dobrego ze swoim zyciem kiedy juz zdobedziemy pieniadze
    umozliwiajace podjecie mi paru kursow. Wiec byloby fajnie gdybym cos
    jednak zrobil. I taki jest moj zamiar, ale do tego czasu jeszcze
    troche daleko.


    erectol -

    "Ludzie nie takie doswiadczenia milosci (nie mowiac o innych,
    znacznie
    ciezszych) maja za soba i z nich jakos z wiekszym lub mniejszym
    uszczerbkiem na
    duchu wychodza."

    ok, "co mnie nie zbije to mnie wzmocni". Te slowa jednak nie odnosza
    sie wobec mnie.



    "Najwyrazniej masz na punkcie tamtej milosci jakas 'fiksacje'
    skoro nia obarczasz swoje obecne 'nieudacznictwo'"

    Moze mam taka fiksacje niemniej jednak dostrzegam tamto wydarzenie
    jako przyczyne, ktora rozpoczela cale moje staczanie sie.



    "I jeszczo jedno: z punktu widzenia buddyzmu, masz ciezka karme do
    przerobienia,
    ale popelniajac samobojstwo, bynajmniej jej nie unikniesz. W
    nastepnym wcieleniu
    bedziesz mial dokladnie ten sam problem do przepracowania, moze tylko
    w innym
    kraju i z innymi ludzmi. I tak w nieskonczonosc, az wreszcie nauczysz
    sie swojej
    lekcji w tym wymiarze."

    Mam swiadomosc tego ryzyka. Buddyzm kiedys byl mi bliski. Istnieja
    techniki buddyzmu tybetanskiego (a moze Mahajany ? Wybacz, ale w tej
    chwili nie pamietam) majace za cel wypalenie karmy w spos
  • 07.03.09, 15:59
    CD



    leda -

    "He, he, czegóż to ludzie nie wypisują w internecie ;). Młodziak z
    kolosalnymi oszczędnościami, nie wiadomo jak zdobytymi :). Aaa chyba
    ze spadku :)))"

    Azebys wiedziala, ze ze spadku. W pewnym sensie.


    "Ja mam na Twój temat dwie teorie. Pierwsza - schizofrenia prosta, z
    urojeniową interpretacją rzeczywistości. Nie uczy się, nie pracuje,
    żyje z odnawialnej co parę lat renty socjalnej. Ubarwia rzeczywistość
    na potrzeby internetu i własnej samooceny. W tej teorii Bogu ducha
    winna "dziewczyna" jest tylko katalizatorem psychozy. Dobrze że
    spierzyła w porę ;). Druga teoria - osobowość nieprawidłowa, zawsze
    obciążająca innych winą za swój brak umiejętności przystosowania,
    traktująca ludzi, w tym matkę instrumentalnie, leniwa, egocentryczna,
    rozmemłana psychicznie, pasożytująca na osobach bliskich. "

    Twoja druga teoria jest bliska rzeczywistosci.


    "Tak, jak Ty endriu na matce, bo zazwyczaj rozsądny w takiej sytuacji
    ojciec powie leniowi nie chcącemu sie uczyć ani pracować, tylko
    rozczytywać w ezoterycznych książczynach i rozczulać nad sobą -
    spier..."

    Gdyby ojciec powiedzial mi "spier.." a nastepnie przystapil do czynow
    wowczas walczylbym o to aby przywrocic to co zostaloby mi przez niego
    odebrane. Na szczescie takiej sytuacji nie bedzie, moj ojciec zmarl
    dawno temu.



    greengrey -

    "cierpisz na głęboką depresję i zapewne była ona już przed twoim
    spotkaniem z dziewczyną"

    Nie, nie mialem depresji przed zwiazkiem z tamta dziewczyna.



    "odejście dziewczyny jest dramatycznym momentem ale to nie jest
    PRZYCZYNA twojego, jak mówisz, zniszczonego życia"

    Zgadza sie, przyczyna mojego zniszczonego zycia jest
    nieprzystosowanie do zycia w warunkach ziemskiej egzystencji.



    "nie piszesz, czy wiesz DLACZEGO odeszła zaledwie po 2 miesiącach?
    Co jej w tobie nie odpowiadało, że nie chciała zostać z tobą w
    związku, mimo, że nie miałeś prawie żadnych oczekiwań..."

    Stwierdzila "Ty nie jestes TEN". Ona miala idealistyczne przekonanie
    o polowkach jablka.


    zuza145 -

    "Powtarzam- na terapię idż- i nie zasłaniaj się brakiem kasy- można
    znaleźć darmową poradę i miejsce- tylko cholera trzeba chcieć a nie
    czekać że ci ktoś adres da."

    Chodzilem na terapie i to nie jedna. Zadna konwencjonalna terapia nie
    moze mi pomoc. Mowie to na podstawie nie wlasnego widzimisie lecz na
    podstawie doswiadczenia.



    moon_witch -

    "A nie pomyslales aby pojsc do dobrego psychologa?"

    Patrz wyzej. Nawet najlepszy psycholog mi nie pomoze. Psychologia
    bazuje na terapi racjonalnej i behawioralnej, a problemem w moim
    przypadku sa najprawdopodobniej programy tkwiace w podswiadomosci, a
    tych psychologia nie jest w stanie ruszyc.


    zuza145 -

    "Noo- to jej dokładaj czynników stresogennych- zwiększysz
    prawdopodobieństwo zachorowalności- co dnia to robisz."

    Przeczytaj to co napialem do koali. Moze sa czynniki stresogenne z
    mojej strony ale nie jest ich wiele.



    mskaiq -

    "Twoje zycie zniszczyl brak milosci. Kiedy kochales bylo wspaniale,
    kiedy milosc zniknela zastapiles ja zalem, zloscia, beznadziejnoscia.
    Wszystko mogloby wrocic gdybys mial odwage zakochac sie w innej
    dziewczynie. Milosc nie boli, to zal po jej utracie boli, to zal,
    zlosc, beznadziejnosc zniszczyly Twoje zycie.
    Znajdz milosc, bez niej nie ma zycia.
    Serdeczne pozdrowienia."

    Dzieki za pozdrowienia :). Nie moge sobie pozwolic na znalezienie
    milosci. Jej utrata bylaby dla mnie zbyt silnym ciosem. Wtedy
    rozwazanie samobojstwa nie mialoby perspektywy odleglej gdzies w
    przyszlosci lecz wymiar jak najbadziej realny i co gorsza szalenie
    prawdopodobny.






  • 08.03.09, 01:39
    Zaczne, od rzeczy moim zdaniem malo istotnych, ale co do których jednak musze
    się odniesc.
    ”Spotkania dusz czyscowych podpadaja pod chaneling i spirytyzm.”
    Nieprawda, channeling to udzielanie swojego ciala i umyslu jako kanalu dla
    przekazu z bytami / energiami niewidzialnymi. Nigdy nie przeczytasz w wyznaniach
    osob które mialy takie sytuacje, o tym by w wolny sposób oddawaly się jakims
    energiom, w celu uzyskania jakiegos przekazu. Nie ma absolutnie mowy o oddawaniu
    swojej osoby jako kanalu dla jakiegos ducha.
    Z tym ze w ogole objawienia prywatne nie stanowia istoty wiary i nie musisz
    wcale się z nimi zgadzac czy tez np. zajmowac się tym co pisala dana osoba.
    Spirytyzm, w wydaniu swojego zalozyciela, zaklada wiare w reinkarnacje, a to jak
    wiesz, jest sprzeczne z chrzescijanstwem. Jak również zaklada wywolywanie
    duchow, a w chrzescijastwie nigdy się tego nie robi.Wpisz sobie w wyszukiwarce
    haslo Aleksander Posacki a znajdziesz sporo naprawde profesjonalnych ksiazek na
    temat odniesienia do m.in.spirytyzmu i channelingu. No i jak poczytasz, o
    prawdziwych zagrozeniach wierzen i praktyk tego typu. Powiem Ci, ze bardzo
    często praktyki typu channeling/spirytyzm i wiele innych koncza się niezle
    zjechana psychika -szpitalem psychiatrycznym, bardzo powaznymi powiklaniami. I
    uwierz mi, nie mowie tego bezpodstawnie.
    Mam nadzieje, ze nie miałeś wczesniej zadnych inicjacji ezoterycznych/
    spirytystycznych bo klopoty zwiazane z ich konsekwencjami mogą przypominac
    Twoje. Zastanawia mnie po prostu Twoje ukierunkowanie....skad te lektury,
    dlaczego akurat te.

    ”No coz, tego nie mozna wykluczyc. Dlatego dobrze byloby gdyby ktos
    podjal sie powtorzeniu badan doktora Newtona. Moze Ty jestes chetna ?
    :)))”
    Dzieki, za ciekawa propozycje, ale jak Ci mowilam doswiadczenia naukowe lub
    pseudonaukowe w celu potwierdzenia swiata duchowego sa mi zbedne.

    ”Kazdy w jakims stopniu opiera sie na wlasnym widzimisie.”
    Ok., Zgadzam się, oraz na tym co uznal za wiarygodne.

    Co do panow Monroe i Newtona, to jednak badali oni ludzi wprowadzonych w
    odmienne stany swiadomosci. A to jeszcze niczego nie udowadnia, poza być może
    faktem ze można czlowieka wprowadzic w takie stany i uzyskac powiedzmy podobne
    efekty. Ale czego to niby mialoby dowodzic. Tyle tylko ze zaistnialy podobne
    wizje, stany. Ale Ci ludzie nie umarli(!), wiec tak naprawde nie wiemy –może to
    tylko zludzenia naszego mozgu, jak wiesz jest on jeszcze nieodkryta tajemnica i
    za jakis czas może się okazac czym sa owe wizje w tych paranormalnych stanach.

    ”Twoje wrazenie jest bledne. Zauwaz, ze w temacie napisalem "ku
    przestrodze !"
    Hm, nie wiem czy faktyczna intencja jest przestroga dla innych czy tez cos
    innego. No bo zalozmy, ze to przestroga to powiedz mi, jak brzmi Twoja rada dla
    czytajacych? Nie kochaj..bo będzie bolalo??? Hm, obawiam się ze niestety już
    samo zakochanie jest tak angazujace i wciagajace ze ostrzezenia niewiele dadza.
    No, ale skoro twierdzisz ze to dla ostrzezenia, to milo ze myslisz o innych.


    ” Przykladem sa cmy, ktorym sie zdarza zblizyc do ogniska na odleglosc, ktorej
    konsekwencja jest smierc. „
    - o, to nie jest samobojstwo-czyli swiadome odebranie sobie zycia, a tylko
    konsekwencje tego ze nieswiadome stworzenie leci w strone swiatla. Wiec nie
    mowimy tu o samobojstwie. Samobojstwo zaklada swiadome i celowe dzialanie. Nie
    mow mi ze cma robi to celowo i z zamyslemJ

    ”Zdarzaja sie tez sporadyczne przypadki, o ktorych donosza media. Np
    przypadek konia, ktory bedac maltretowany przez swojego wlasciciela
    rzucil sie w przepasc.”

    - no wiesz, nie wiem czy on się swiadomie rzucil w przepasc, może rzeczywiscie
    uciekal przed okrutnym czlowiekiem, i trafil w przepasc. Swoja droga ludzie
    potrafia być gorsi od zwierzat, naprawde. No, ale ten przykład również nie jest
    dobry.
    Poki wiec co upieram się ze samobojstwo jt niezgodne z natura. Twoje argumenty
    uwazam za obalone.


    ”To nie jest stwierdzenie rozumowe lecz emocjonalne.” (dotyczylo poznania ze
    Ktos musi być z obserwacji swiata zewnetrznego)
    - O, to nieprawda. Już Arystoteles zakladal na drodze rozumu wlasnie ze musi
    istniec tzw.Pierwszy Poruszyciel. Poczytaj, pozglebiaj jak masz checi i czas.
    - Ale nie jest on jedyny. Na drodze rozumowej wlasnie o poznaniu Boga mowi
    Tomasz z Akwinu (jego 5 drog czy tez dowodow), które opieraja się na scisle
    rozumowym wnioskowaniu. To tylko przyklady.
    - a ponieważ marny ze mnie znawca to powiem tak bardziej przyziemnie- patrzysz
    na ciacho na stole-skad ono się tam wzielo? Czyzby samo z siebie? No, przeciez
    ktos je musial upiec. Nie jest to wiec emocjonalne (emocjonalne jest to ze
    dostrzegam piekno i się nim zachwycam), ale dalsze wnioski biora się z
    logicznego rozumowania.

    ”Jestes na poziomie Darwina zanim zgromadzil odpowiednia liczbe danych.” On tez
    na poczatku byl przekonany o tym, ze Bog jest stworzycielem-
    projektantem calego zycia na Ziemi.”
    Przypomnijmy wiec sobie ze darwinizm to teoria ewolucji wyjasniajaca mechanizm
    zmian organizmow na przestrzeni milionow lat oraz powstawanie gatunkow zgodnie
    ze stanem wiedzy w polowie XIX wieku.
    Mam nadzieje, ze wiesz ze ta teoria wcale nie stoi w sprzecznosci z idea Boga.
    Natomiast, tu przypomne ze Darwin nie szukal dowodu na to ze Bog stworzyl swiat
    tylko ...patrz definicja powyzej. Wiec nie widze zadnej sprzecznosci. Zreszta on
    po prostu nie mogl by udowodnic istnienia Boga bo nie posiadal takich narzedzi.

    ”Kazdy ma prawo do zabicia sie.” – uzasadnij. Bo ja się nie zgadzam.

    ”Jak widze swiat ? Jako miejsce, w ktorym jest masa cierpienia.” – ok., widze to
    identycznie. Zarówno w aspekcie ogoloswiatowym jak i indywidualnym kazdego
    czlowieka.Ale! nie tylko cierpienia. Również szczescia i piekna. To prawda,
    czasami może być tak ciemno ze nic już nie widac oprocz lez i g...... nas
    obchodza argumentacje innych. Ale to nie zaprzecza faktowi ze jest tez szczescie
    i piekno.A, i ze cierpienie zawsze się konczy.



  • 08.03.09, 07:05
    prawdziwy_endrju napisał:
    >Dzieki za pozdrowienia :). Nie moge sobie pozwolic na znalezienie
    >milosci. Jej utrata bylaby dla mnie zbyt silnym ciosem. Wtedy
    >rozwazanie samobojstwa nie mialoby perspektywy odleglej gdzies w
    >przyszlosci lecz wymiar jak najbadziej realny i co gorsza szalenie
    >prawdopodobny.
    Mysle ze nie rozumiesz. Ty sam pozbyles sie milosci, zastapiles ja
    zalem, bolem, beznadziejnoscia. Ja nie boje sie kochac bo milosc to
    jedyne uczucie ktore nie boli. Jesli ktos odchodzi wystarczy kochac
    dalej, z czasem milosc sama odejdzie nie pozostawiajac zadnego bolu
    ani sladu. W taki sposob przezylem moja wielka nieszczesliwa milosc,
    nadal kochalem. Nie dopuscilem do zalu, nie pojawila sie
    negatywnosc, moglem pracowac, dzialac.
    Dlatego nie boje sie wiecej milosci, nie boje sie ze moge cierpiec,
    byc nieszczesliwym. Wiem ze jesli zachowam millosc to nie bede
    cierpial.
    Olbrzymia wiekszosc ludzi probuje pozbywac sie milosci a to przynosi
    taki efekt jaki przezyles.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • 08.03.09, 10:48
    Endrju, nie pozwól się omamić głupiej gadaninie: prawdziwa miłość
    musi boleć.

    "- Człowiek śmierci się boi, bo życie kocha, oto jak ja to rozumiem -
    zauważyłem - i takie jest prawo natury.
    - To podłe i tu jest całe oszustwo! - oczy mu zabłyszczały. - Życie
    jest bólem, życie jest strachem i człowiek jest nieszczęśliwy. Teraz
    wszystko jest bólem i strachem. Teraz kocha człowiek życie, bo kocha
    ból i strach." /Dostojewski, "Biesy", Zielona Sowa, str.84/

    Lgniemy do miłości (która jest bólem) właśnie dlatego, że niesie
    zagrożenie; dlatego, że niesie ból. Jeśli nie zrozumiemy, że prawem
    życia jest masochizm, nie zrozumiemy niczego z życia ani z miłości.

    Odczuwamy rozkosz jedzenia tylko dlatego, że istnieje głód -
    przyjemność bez bólu nie ma racji bytu. Najpewniejszym sposobem na
    cierpienie jest przestać żyć, czyli przestać cierpieć. A zatem
    wracamy do punktu wyjścia...

    --
    debil nie wie, że jest debil, a mądry to wie
  • 08.03.09, 19:08
    coz, pozwole sobie nie zgodzic sie z dostojewskiego rozumowaniem i nazwac je ...
    demagogiczna zonglerka slowna prowadzaca do blednych wnioskow.
    'Życie
    jest bólem, życie jest strachem i człowiek jest nieszczęśliwy. '

    eh, gwoli scislosci: zycie bywa bolem, zycie bywa strachem, czlowiek bywa
    nieszczesliwy.

    'Teraz kocha człowiek życie, bo kocha
    ból i strach'

    oj, nie, nie, juz raczej: teraz czlowiek akceptuje bol i strach jako czesc
    zycia, ktore kocha.

    'Lgniemy do miłości (która jest bólem) właśnie dlatego, że niesie
    zagrożenie, dlatego, że niesie ból'
    byc moze niektorzy tak wlasnie maja. jednak na pewno znajdzie sie sporo takich,
    ktorych do milosci ( ktora jest przyjemnoscia) przyciaga pragnienie blogiej
    rozkoszy. sa tez i tacy, ktorzy upatruja w milosci szansy rozkoszy, jak i
    zagrozenia doznawaniem cierpienia, milosc - wobec tego - nazywajac wyzwaniem.
    decydujac sie podjecie wyzwania czynia to swiadomi zagrozenia cierpienieniem i
    koniecznosci przezywania bolu, jednak zupelnie nie z ich powodu, lecz po to, aby
    doznawac blogosci, rozkoszy, przyjemnosci.

    'Jeśli nie zrozumiemy, że prawem
    życia jest masochizm, nie zrozumiemy niczego z życia ani z miłości.'

    jesli nie rozumiemy, ze - generalnie - cos innego niz masochistyczne pragnienie
    czerpania przyjemnosci z cierpienia jest napedem zyciowym ludzi, zaplatalismy
    sie w patos slow pewnej wybitnej jednostki.
    bol mozna zaakceptowac jako niezbywalna czesc skomplkowanego procesu zycia/
    milosci, a mimo to absolutnie nie czynic go powodem, celem wlasnego istnienia/
    kochania. granice masochizmu wyznacza roznica miedzy akceptacja a pragnieniem bolu.

    'Najpewniejszym sposobem na
    cierpienie jest przestać żyć, czyli przestać cierpieć.'

    tak, ale z tego nie wynika jeszcze, ze radosc zycia wymaga pragnienia bolu.

    takze: "Endrju, nie pozwól się omamić głupiej gadaninie''...
  • 08.03.09, 11:08
    chyba za głupia jestem na takie dyskusje, dla mnie jest to
    łatwiejsze. Jeśli naprawdę chcę sie zabić - robię to , a nie
    dyskutuje, czy szukam metod w necie.
    Może każdy ma swoję metodę na unicestwienie...
    --
    połamane skrzydła wiecie jak bola?
  • 08.03.09, 20:01
    znałeś laskę przez 2 miesiące, rozstaliście się, a teraz robisz z
    siebie ofiarę, używasz górnolotnych zwrotów i próbujesz wszystkich
    przekonać, że Twoje życie to wielka tragedia.
    Uwierz mi, najprawdopodobniej w życiu większości ludzi których znasz
    zdarzały się bardzo poważne problemy (w porównaniu z Twoim...), a
    każdy jakoś idzie do przodu.
    Znam osoby, które np. miały wypadek i jeżdżą na wózku, straciły
    pracę, firmę i dorobek życia, czy też straciły dziecko lub partnera
    itp. - ich rozpaczy i ogromu problemów nie jestem sobie nawet w
    stanie wyobrazić, a jednak żyją, pracują, chodzą do kina, jeżdżą na
    wakacje;
    a ty du.pe zawracasz bo cię panna rzuciła po kilku tygodniach, no
    proszę cię.

  • 09.03.09, 19:39
    Akurat ja nie sądze, abym kogomukolwiek mogła w czymkolwiek pomóc,
    ale jak cię tak czytam, to mysle sobie, ze lepeij byś ruszył tyłek i
    poszedł do psychologa zajmujacego się depresją , bo wygląda mi
    wlasnie, ze własnie tego potzrebujesz - pogadasz, wyzalisz się,
    zastanowicie sie nad tym, co jest głownym problemem, bo myslę, ze
    kobieta to tylko pretekst, moze okaze sie, ze potzrebna jest ci też
    jakaś lekka farmakoterapia - to naprawde nic strasznego i nie
    gryzie, a moze pomóc. Zdecydowanie to LEPSZY POMYSŁ niż jakieś
    butle z helem i inne cuda - dopóki zyjesz, wszystko cie jeszcze moze
    spotkać . Moment, w którym lezysz z foliówką na głowie, albo
    skaczesz z dachu to moment, w którym zamykasz szanse na zmianę -
    zawsze przy samobojstwie przychodzi mi do głowy taka myl, posłuchaj:

    Jest zle , koszmarnie, nie widze rozwiazania. Nie mam siły. Kończę
    ze soba. I kiedy juz widzę ( w postaci astralnek:) jak moje szanowne
    ciało lezy na bruku , pod pociagiem itp i nie istnieje juz
    materialnie, jednoczesnie zaczynam ogladać trzy warianty tego, jak
    moja historia potoczyłaby się dalej, gdybym z tego dachu nie
    skoczyła, pod ten pociag sie nie rzuciła. I to jest naprawdę
    przerazajaca wizja.
    Nie pitol, idz do lekarza.

  • 11.03.09, 09:48
    prawdziwy_endrju >>>> Jestes po prostu slaby. Dla takich ludzi jak Ty
    nie ma miejsca na tym swiecie. Rzeczywiscie najlepiej bedzie gdybys
    sie zabil. Nawet teraz. Twoja matka bedzie cierpiec - trudno. Skoro
    wychowala sobie takiego nieudacznika jak Ty niech poniesie za to
    konsekwencje !
    Ja tez kiedys kochalem i to bardzo mocno ! Szalalem za pewna
    dziewczyna i tez bylismy razem i tez ona mnie rzucila ! I co,
    zalamalem sie ? Nie, walczylem, moze nie wybralem sobie dobrego
    sposoby na poradzenie sobie z tamtym bolem ale udalo mi sie ! Jestem
    mezem i ojcem, zarabiam pieniadze, mam samochod oraz oszczednosci,
    ktore daja mi poczucie bezpieczenstwa !
    Jesli chcesz wiedziec jak sobie z tym poradzilem to powiem Ci, ze
    zaczalem cpac. Nie jak jakis dworcowy cpun lecz sportowo - kilka razy
    w tygodniu. Koledzy takze pomogli mi poradzic sobie z odrzucona
    miloscia. Dosc szybko uswiadomilem sobie, ze tamta kobieta byla
    pierd...lona suka ! I uwierz mi, ze taka zmiana nastawienia naprawde
    pomogla !
  • 11.03.09, 11:05
    >>Dosc szybko uswiadomilem sobie, ze tamta kobieta byla
    pierd...lona suka !
    Tez masz cos z główką ;)
  • 11.03.09, 13:20
    -taaak, dla slabych nie ma miejsca-poczekaj az Ty bedziesz mial dola a ktos Ci
    zasunie taki tekst
    -ktos inny bedzie cierpiec -mowisz trudno -moze to Ty jestes niewrazliwy i bez
    serca, zdajesz sobie w ogole sprawe co to znaczy cierpiec????masz jeszcze takie
    odruchy jak empatia, wspolczucie, czu juz wyparles to wszystko w staraniach po
    jeszcze lepszy samochod???
    - "mam samochod i oszczednosci ktore daja mi poczucie
    bezpieczenstwa"-hehehehhhe, to sie usmialam. i tu jest problem. a on tego nie
    ma, rozumiesz???a co zrobisz Ty, jak w wyniku nieprzewidzianych okolicznosci to
    wszystko stracisz????slabe jest to Twoje poczucie bezpieczenstwa skoro opiera
    sie tylko na tym. pewnie, zabezpieczenie materialne jest cholernie wazne ale jak
    sie nie ma nic to i tak jest sie CZLOWIEKIEM
    - faktycznie, mowisz ze ktos jest slaby, ale sam poradziles sobie przez
    cpanie-no to gratuluje tej "sily prztrwania"
    Podsumowujac, ciesz sie swoim szczesciem ale nie doluj ludzi ktorzy sa akurat na
    dnie bo i Ty mozesz tam kiedys byc!!!!Troche empatii, wspolczucia,
    wyobrazni!!!!w swoim biegu po nowe dobra materialne zabezpieczajace Cie
    (hehe)nie zapomnij ze NIE KOPIE SIE LEZACEGO!!!!!!powodzenia.
  • 11.03.09, 11:41
    I ile masz lat?



    --
    Trzeźwy
    Naprawdę trzeźwy...
  • 11.03.09, 14:47
    CO TY PISZESZ????????
    Skoro miałeś tyle planów, dlaczego z nich zrezygnowałeś? Przez
    niepowodzenie w miłości??? Znajdź w sobie chęci do życia! Na pewno
    tam są!! Daj sobie kolejną szansę!!
  • 11.03.09, 20:55
    niektórzy nie potrafia inaczej tylko robią z siebie ofiary i im taka
    poza pasuje.
    Trzeba sie użalać albo juz nie wiem co trzeba.
    Kurczę a myslałam że faceci są facetami.
    No to sie pomyliłam. /można się mylić- bo każdy bywa "ślepy" ale jak
    podają na tacy dośc długo lekarstwa rózniste- ot dla spóbowania to
    jak nazwać uparte odwracanie wzroku od tacy?

    No bezmyslnoć tłumaczona- "nie mam sił".

    Psycholog- be, farmakologia beeeee, porady fujjj.
    To co zostaje?

    Tkwienie. Na wybranej pozycji.
  • 13.03.09, 02:33
    Hehehehehehehehehehehe!!!!!!!!
    Się obśmiałem do łez!!
    Dwa miesiące pobyłeś z dziewuchą i tak Cię to ruszyło??
    Ile Ty masz lat siusiumajtku??
    A co byś powiedział jakby miłość Twojego życia wypięła się na Ciebie po
    dwudziestu latach??
    A teraz kilka uwag praktycznych bo widzę, że masz problemy z myśleniem.
    1. Jak chcesz się zabić to podłącz się do gniazdka z 220V. Jakiś sznur od
    żelazka, wybebesz czyste druty i obwiąż sobie wokół rąk. Szybko, bezboleśnie i
    całkiem estetycznie (wisielec to okropny widok). Zatrzymanie akcji serca
    następuje błyskawicznie. Pamiętaj, że nikt nie może sie pojawić zbyt szybko bo
    jeszcze Cię odratują.
    2. Seksu to Ty wymagaj bo inaczej każda Cię kopnie w tyłek!! Znaczki będziesz
    pokazywać, trzymać za rączkę i wzdychać do księżyca?? Myślisz, że kobity to po
    co mają facetów?? Tylko trza inteligentnie, tak trzeba robić żeby to ona była
    napalona jak kotka w marcu!! Uwaga techniczna - wchodzisz w kobietę dopiero po
    jej drugim orgazmie, gwarantuję że się nie odczepisz od żadnej z nich!!! hihihihi
    3. Walcz!! Przede wszystkim szukaj baby jakiejś!! Cały nasz pieprzony świat
    pełen jest samotnych kobiet. Daj sobie szansę!! Chodź na disko, spotykaj sie ze
    wszyskimi kogo znasz, załóż konto na Sympatii i iLove. Wiesz ile tam bab jest
    chętnych?? Poznawaj i dawaj czadu!!
    4. Żadna wredna kobita nie jest warta żeby się zabić dla niej!! Pamiętaj!!
    Zauroczenie zawsze trwa do pół roku, powie Ci to każdy psycholog. Nie wypinaj
    zadka bo zawsze dostaniesz kopniaka!!
    5. Walnij sobie czasem kielicha, zapal maryśki, przeleć parę lasek a zabaczysz
    jak poprawia się samopoczucie!!
    6. I przestań wypisywać w necie takie brednie bo ze śmiechu kiedyś mi zajady
    popękają i będę wyglądał jak zombi....

    ...z harcerskim pozdrowieniem!!
    Czuwaj Chłopie!!
  • 06.05.09, 03:17
    Andrzej, jestes mlody i glupi. Glupota jest przyzwilejem mlodosci. Wyrosniesz z
    tego. Sek w tym, ze jezeli za bardzo w glupote popadniesz, mozesz popelnic bledy
    pociagajace za soba nieodwracalne konsekwencje. Zaniedbanie edukacji bedzie
    rzutowalo na cale Twoje przyszle zycie.
    Co do dziewczyn. Rowniez zabijalem sie z powodu jednej z nich. Kobiety z natury
    to ku..., co bystrzejsze z nich zdaja sobie z tego sprawe, inne zas wysysaja z
    ludzi zyciodajne soki bez cynizmu, bez glebszej refleksji. Sa jednak potrzebne
    mezczyznom, sa inspiracja, motywacja, czesto ulotnym sensem do robienia roznych
    bezsensownych rzeczy.
    Warto sie zakochac, warto nawet chorobliwie i szalenczo sie zakochac, potracic
    dla takiej zmysly, by w tym krotkim zyciu zaznac czegos wyjatkowego. Ale nie
    warto zatracac swojego czlowieczenstwa, a wiec nie warto stawac sie bezmyslnym
    zwierzeciem nie rozumiejacym, ze kazdy skutek ma swoja przyczyne.

  • 06.05.09, 07:28
    " Ona zerwala ze mna nie dajac mi wsparcia na wystarczajacym
    poziomie. A nie potrzebowalem wiele - jedynie spotkac sie z nia raz
    na tydzien "

    moje podejście jest życiowe aż do bólu, przeciez nie możesz mieć
    pretensji do dziewczyny, że nie odwzajemniła uczucia;
  • 06.05.09, 23:02
    Rzeczywistości! Swieta Mamo! Dla Ciebie Endrju zabijać pająki i
    Siebie to to samo?!

    Też czasami miewam chwilowe kłopoty z nadwrażliwością i poczuciem
    nieprzystosowania, ale nie trwa to długo. To jest rodzaj
    przeskanowania swoich emocji, który trochę boli, ale potem można
    zyć :)
    Dla mnie jest ciekawsze to czy oprócz osób, którym mógłbyś być
    potrzebny (czyli matka), masz jakieś zainteresowania, jakiś punkt
    zaczepienia o 'Zycie'?
    Sam miałem w życiu problemy z motywacją a to dlatego ,ze względu na
    wrażliwość zbierałem zbyt dużo bodzców, które potrafią działać w
    sposób obosieczny. Tyleż samo potrafią obrzydzić życie jak i
    upiększyć. Zbyt wiele drobnych rzeczy mnie potrafi cieszyć, żebym
    miał motywację zapierniczać na trzy fronty po to by kupić sobie
    rzeczy, które dadzą mi stuczne szczęście czyli: coraz to nowsze
    gadżety i zabawki. Wymieniam rzeczy podstawowe do życia trzy razy
    rzadziej od innych i też jestem szczęśliwy, może nawet bardziej od
    innych.

    Ale zastanawiam się ile jest w Tobie rzeczywistego stąpania po ziemi?
    Zaczep się czegokolwiek. Przy całej Twojej obolałości potrafiłbyś
    sobie powiedzieć: MIMO WSZYSTKO LUBIĘ SOBIE POŻYĆ?

    W Twoich wypowiedziach jest dużo świadomości, ale chyba nie masz
    drugiej połówki w sobie tej, która odpowiada za "małe szczęscia".
    --
    Koneser wysublimowanych polowań na gąski :~)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.