Dodaj do ulubionych

Mleko podstawą - jak długo ?

09.06.17, 18:46
Czy są tu mamy blw, ale takie radykalne?

Mój syn miesiąc temu skończył 1,5 roku i rozszerzanie diety idzie bardzo pomalutku... jest bardzo chętny do próbowania nowych smaków, podczas posiłków siedzi nam na kolanach i podjada. Delektuje się, jedzenie sprawia mu przyjemność. Tylko to takie śladowe ilości. Właściwie cieszy mnie że lubi zdrowe rzeczy - większość warzyw, kasze, owoce. Martwi mnie, że ciężko z tego uzbierać porządne posiłki, mleka dużo pije.. nie daję mu cukru przez co mam wrażenie nabiału nie pokocha (nie dostaje jogurcików czy danonków). Sukcesem jest, że zjada całe jajko na śniadanie, lubi też parówki z dobrym składem ale nie daję za często bo to jednak parówki.. kiedyś jadł sporo chleba, teraz przestał. Z obiadami średnio - przeważnie zdje warzywa czasem kaszę, na kolację też słabo.

Nasz rozkład mniej więcej taki:

ok 9:30 śniadanie (wstaje po 8 ale przeważnie ssie dlatego wcześniej śniadania nie chce)
Ok 11 pierś
Ok 12 owoc często na spacerze
Ok 13 pierś do drzemki i w trakcie bo się przebudza i po drzemce też possie
Ok 15 obiad - trochę zupy
O 17 trochę poskubie od męża i czasem znów pierś
O 18 na dworze zdarza się, że owoc zje lub wafel orkiszowy, jeśli nie to
19 kolacja - tu najsłabiej. Raz pół awokado, raz kawałek sera, czasem nic.

Po kąpieli mleko i w nocy też.

Podpowiedzcie co mogłabym zmienić czy to się samo wyreguluje. Czy nie wygląda to jak zbyt częste podjadanie? Tylko mam wrażenie, że syn zbyt wiele na raz nie zje no i jak tu się najeść brokułami..
Edytor zaawansowany
  • fizula 10.06.17, 02:00
    E, tam. Wcale mało dodatkowej żywności nie je.
    Zjada w sam raz- dla siebie. To tylko dla Ciebie za mało- nie obraź się. Pół awokado dla 18-miesięcznego dziecka to duuuużo jedzenia.
    Mleko jest podstawą żywienia w pierwszym roku, co znaczy właściwie, że niektóre niemowlaki samym mlekiem żyją i im z tym dobrze. Ale nie zmienia się to z dnia na dzień- tylko powoli wraz z upływem czasu (czyli zwykle w 2 i 3 roku życia lub dłużej, la la).
    Nie wiem, jak u Ciebie- ale częstym błędem u młodych rodziców jest dawanie dziecku zbyt mało kalorycznego jedzenia. A dziecko ma rosnąć, przybierać na wadze, a nie się odchudzać.
    Stąd warto dawać:
    -jak zupy, to na gęsto;
    -jak warzywa to z jakimś dobrym tłuszczem, np. olejem lnianym, z oliwek extra virgine czy masłem czy kokosowym;
    -dziecku do kasz też można dorzucić oleju lub tahiny (sezamowe masło) itp.
    Ja też przestałam jeść chleb. Stety albo niestety.
    Po tym jak mnie lekarz koniecznie chciał do szpitala wysłać.
    No to wolę zdrowieć w domku i piec gryczany chleb z samej niepalonej gryki.
    Daj czas maluchowi na jadanie chlebów. Albo popróbujcie z innymi rodzajami, np. z innych mąk. Teraz jest ich do wyboru, do koloru. Albo zamiast chlebów podpłomyki- bo to najszybciej, najmniej roboty.
    No i baaaardzo dobrze, że maluch je sporo Twojego mleczka smile Wie, co dobre. Na zdrowie!

    --
    Mam wsparcie
    Karmienie piersią powyżej roku
  • dwellajna 10.06.17, 11:39
    Moja jest młodsza, 14. miesięcy. Je maleńko, 100% blw, bo nigdy nie pozwalała się karmić. Nigdy nie zjadła całego jajka naraz 😉 Jedyne co je dość chętnie, to mięso i ryby - je dużo czyli powiedzmy zawartosc swojej garstki. Wiele rzeczy bierze chetnie do buzi, przeżuwa i zadowolona wypluwa. Skubnie warzywa, serka wiejskiego, ryżu. Nie jada kasz, chleba, zadnych klusek ani nalesnikow. Ogolnie jedzenie to wciaz rozrywka a odzywia sie mlekiem. Nie ma anemii, ale jest drobna i mala. Aha, nie zje tez jak mnie nie ma - wtedy czeka. Popija woda i czeka...
  • rulsanka 10.06.17, 21:51
    Mój starszak nie był blw, ale prawie do 2 lat jadł podobnie jak twój, przy czym mojego mleka wcale aż tak dużo nie pił. Jadł zdrowe rzeczy, ale malutko. Np. 2 różyczki brokuła albo miseczka zielonego groszku. Podobnie jak twoje dziecko był fanem brokułów. Lubił też borówki amerykańskie, no i kochał ogórki. Kalorii to z tego wiele nie było.

    Apetyt na stałe pokarmy poprawił mu się po suplementacji żelaza (wyszła niewielka anemia).

    Młodszy syn był dość ortodoksyjnie blw (wybór dziecka, odmawiał wszelkich papek) i po roku jadł już dużo, wszystko i chętnie. Piersi pił bardzo dużo, szczególnie w nocy. Ale wagowo i wzrostowo rozwijał się podobnie do starszego, kwestia genów.

    Piersi nie traktowałabym jak podjadania. Stałe posiłki starałam się dawać nie częściej niż raz na 2 godziny.
  • indjanek 11.06.17, 09:41
    No brokuły i groszek uwielbia smile borówki też, generalnie to wszystko co małe i okrągłe smile

    Nie wierzę, że można się najeść samymi ogórkami z ogórkowej.

    A że się nie najada stałymi wnioskuję po popijaniu piersią godzinę po posiłku...
  • rulsanka 11.06.17, 20:19
    "Nie wierzę, że można się najeść samymi ogórkami z ogórkowej."

    Też mi się tak wydawało, ale tak naprawdę póki dziecko jest na piersi, to pokarmy stałe nie mają zaspokoić zapotrzebowania na kalorie, a na witaminy i minerały.

    "A że się nie najada stałymi wnioskuję po popijaniu piersią godzinę po posiłku..."

    Może mu się pić chce. Poza tym mleko to źródło wapnia i różnych dobrych tłuszczy. W pokarmach stałych nie ma aż tak dobrego składu pod tym względem.

    "No brokuły i groszek uwielbia smile borówki też, generalnie to wszystko co małe i okrągłe smile "

    To super, ważne żeby jadł zdrowo i jak najbardziej różnorodnie. Ilości przyjdą z czasem.
  • amiralka 15.06.17, 10:24
    Indjanek, ja chyba jestem bardzo radykalną zwolenniczką "blw". Nie dlatego, że nigdy syn nie był karmiony łyżeczką, bo czemu nie, zwłaszcza od kiedy jest starszy, ale dlatego, że nigdy nie stresowałam się, że za mało je. Do drugiego roku życia to też były takie homeopatyczne ilości, na przykład nie ruszał praktycznie mięsa, żywił się głównie warzywami i makaronami! Od drugiego roku życia je - dla mnie znowu normalnie, ale dla innych bardzo dużo. W żłobku zawsze prosi o dokładkę ponownie. W domu musiałam się nagle przyzwyczaić, że gotuję dla trójki, a nie dwójkiwink Za to zaczęło się więcej marudzenia - tego nie, mniejsza chęć na warzywa, większa wybiórczość. Za to - mięso, ryby, owoce morza - zjadałby jak wygłodzony, w każdej ilości. Ja dalej się nie przejmuję. Proponuję takie same potrawy jak wcześniej, jak jest jakieś warzywo, którego nie lubi - powtarzam, zjesz tylko to co lubisz, odłóż na bok talerza, jeśli nie chcesz, nie ma sprawy. Co ciekawe, jako trzylatek, tak jak Twój - mleko mógłby zawsze pić, nawet po ogromnym obiedzie, to nie ma nic wspólnego z głodem u nas, chyba, że emocjonalnym - na ciepło mamy, rozluźnienie, czy odpoczynek.
    Od początku istotne dla mnie było, żeby sam był odpowiedzialny za swoje jedzenie, w pewnym sensie. Jemy często na placu zabaw, kiedy go odbieram o 12 ze żłobka i tu też - jadłam z tego samego pudełka więc tylko przypomniałam, że jeśli się woli bawić, a nie jeść, to może potem już nie być dla niego big_grin W domu jak się pojawił "bunt dwulatka" na jedzenie, to też zawsze siadaliśmy z mężem albo ja sama i zaczynaliśmy jeść, nie prosiłam, nie namawiałam, zawsze po paru minutach przybiegał i zjadał, choć wcześniej pytał" a co jemy", ja mu na to np. "saperlipopette", a on "ble, nie lubię tego saperlipopette to nie jest doble" big_grin
  • ankanka3 17.06.17, 10:18
    Indjanek, chyba mamy dzieci w tym samym wieku. Mój syn za kilka dni skończy 19 miesięcy. Chcialam zalożyć podobny wątek ale nie będę się powtarzać.
    Mały je pierś chyba z 20x w ciągu dnia. Inne rzeczy są be. Jestem załamana, jak przychodzi pora jedzenia to chce mi się wyć. Zjada jedynie zupę (ok. 70-100 ml) ale trzeba sie nagimnastykowac mocno oraz kaszę - też taką ilość. Na śniadanie sporadycznie cos zje, ale to sa wielkosci typu 3 kosteczki chleba 1 cm x 1 cm. 1 gryz parówki, parę łyżek jajecznicy. Nie je warzyw poza zupa, owoców aktualnie żadnych (jakis czas temu jeszcze jadl). Plasterek szynki czasem zje, dwa suche makarony. Ciągle wrzeszczy o pierś. Tego co zaproponuję nie zje, od razu pokazuje ze chce mleka, jak odnawiam i zachęcam do zjedzenia czegos innego jest afera. Nie chce próbować nowych rzeczy. Myślałam, ze jak lato sie zacznie to sie skusi na truskawki, maliny, morele, jagody... nic z tego. Odwraca głowę, zamyka oczy, ucieka. A za chwilę chce mleka.
    Jest malutki i drobny, waży koło 8,700 kg i mierzy 78 cm. Rozwija sie super (poza mową).
    Nie wiem co zrobić, a sytuacja mnie zaczyna przerastać. Starszą córkę karmiłam ponad 3 lata, ale jadła inne rzeczy rewelacyjnie i w tym wieku pierś była tylko do drzemki, spania i w nocy. Nie mam pomysłu jak te sytuację rozwiązać. Mam wrażenie że syn będzie jadł mleko do osiemnastki albo w ogóle przestanie jeść.
    Aha, miał ostatnio badania i żelazo wyszlo 47 a ferrytyna 11 z hakiem. Pediatra mówi ze ok.
    Mam czasem ochotę rzucic kp w cholerę bo wydaje mi sie że nie ma innego sposobu zeby maly zaczął jeść normalnie.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/n59yqps6pnis5i93.png
  • amiralka 17.06.17, 11:51
    Moje dziecko nie chce jeść, Gonzalesa. Przeczytaj koniecznie, bo szkoda Twoich (i pewnie dziecka) nerwów.
  • ankanka3 17.06.17, 12:51
    Książka przeczytana od deski do deski... tyle że moje dziecię chce jeść, ale tylko pierś... Gonzales pisze ze trzeba dac czas, ze za parę miesiecy sie dziecko zainteresuje innym jedzeniem. Tylko ze jak mial 8 miesięcy to mówiłam- spokojnie, ma jeszcze czas, jak miał 12 - na pewno zaskoczy niedługo, a tu 19 miesiąc - nic sie nie zmienia a nawet się pogarsza... dodatkowo ja jestem uwiązana, bo karmię na żądanie tak naprawdę. Jestem z małym w domu i nie mogę zniknąć, jedynie moglabym odmawiać piersi - a to kończy sie histerią. Niczego innego i tak nie zje.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/n59yqps6pnis5i93.png
  • amiralka 17.06.17, 12:56
    No to w czym masz problem? Skoro jesteś w dziecku, nie głoduje, bo ma pierś. Jeśli chcesz odmówić piersi - masz prawo. Dziecko jeszcze długo będzie reagować na wszelkie odmowy histerią czy innym nieproporcjonalnym dla nas zachowaniem przecież. Moje dziecko było jak Twoje, zaczęło jeść na dwa lata, choć dalej mleko pije jak smok.
  • ankanka3 17.06.17, 16:08
    Owszem, nie głoduje. Tylko że mam wrażenie, że gdyby nie napychał sie mlekiem po korek to byłby bardziej zainteresowany stałymi pokarmami. A tak nawet nie ma szansy się przekonać do tego jedzenia. Ja osobiście mam wielkie opory żeby tej piersi mu odmawiać, bo po pierwsze - pierś to nie tylko jedzenie, po drugie - nie faszeruję go suchą bułą tylko jednak czymś wartościowym, po trzecie - tak emocjonalnie jej najwyraźniej potrzebuje jeszcze. Ale karmienie na żądanie zaczyna mnie męczyć, zwłaszcza że upatruję w nim źródła problemu z rozszerzeniem diety. Mam nadzieje że "ten właściwy moment" jedzenia innych rzeczy jeszcze nadejdzie, choć czekam na niego już bardzo długo i na horyzoncie nic nie widać...

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/n59yqps6pnis5i93.png
  • fizula 17.06.17, 17:21
    "Ale karmienie na żądanie zaczyna mnie męczyć, zwłaszcza że upatruję w nim źródła problemu z rozszerzeniem diety."

    Ale to błąd. Bo to nie jest źródło problemów z wprowadzeniem pokarmów. Powinna to być pomoc- mama dzięki niemu może być pewna, że dziecko zjada dużo wartościowego jedzenia (jej mleka) i może w pokoju uczyć się stopniowo zjadać inne "trudniejsze" pokarmy.
    Zazwyczaj takie zachowanie dziecka nie jest bez przyczyny, może się za tym kryć jakaś niedojrzałość, nietolerancja, alergia. W tym tygodniu rozmawiałam z dietetyczką- teraz jest tyle tego syfu w jedzeniu, że nie ma dziwnych, że dzieci potrzebują duuuuuuuuużo czasu, by zacząć je bardziej akceptować.

    --
    Mam wsparcie
    Karmienie piersią powyżej roku
  • amiralka 18.06.17, 11:46
    Zgadzam się z dziewczynami. Sprawdź poziom żelaza i jeśli jest dobre - przemebluj trochę Twoje myślenie o dkp. To nie jest łatwe, bo w dzisiejszych czasach pierś matki jest winna wszystkiemu - wg niektórych mamy albo mleko za chude, albo za tłuste, albo przywiązujemy dzieci tą piersią do siebie, albo to przez nas nie chcą jeść tej wspaniałej żywności jaką dzisiaj mamy, jak napisała fizula, nafaszerowaną całą tablicą Mendelejewa, którą jeszcze dorośli jako tako znoszą, ale organizm dziecięcy ma mniejsze możliwości pozbywania się toksyn. Tak wiec zamiast widzieć źródło problemu, widź lepiej to co napisałaś najpierw - wartościowy pokarm, również emocjonalny.
    Z drugiej strony - nie musisz go karmić już na żądanie! Mój trzylatek je wszystko i w dużych ilościach, ale też potrafiłby prosić o mleko co godzinę czasem - bo jest niewyspany, bo się zdenerwował, bo jest lato i do piersi łatwy dostęp, bo mama jest mięciutka i tak fajnie się do niej przytulić itp. To nie znaczy, że mu na to pozwalam rzecz jasna. Ty też nie musisz tak często karmić, jeśli Cię to męczy.
  • ankanka3 18.06.17, 12:45
    Poziom żelaza sprawdzony. Nie jest jakiś rewelacyjny, ale źle też nie jest (tak twierdzi pediatra).
    Bardzo chcę karmić dalej, tylko wolalabym nie na żądanie. Najlepsza opcja, to gdyby mnie fizycznie z synem przez dluższy czas nie było, ale to obecnie nierealne. Poza tym też nie ma gwarancji że będzie jadł pod moją nieobecność. Choć mąż twierdzi, że jak mnie nie ma to mały chętniej je. Muszę pomyśleć jak z tym karmieniem na żądanie to rozwiazać. Na razie są afery: -\ nawet jak musi chwilę poczekać, bo coś właśnie robię to jest płacz i wiszenie na nodze.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/n59yqps6pnis5i93.png
  • indjanek 17.06.17, 21:28
    Mam dokładnie takie samo wrażenie. Śniadanie mój syn je najwcześniej o 9:30, z rana nie jest zainteresowany jedzeniem - ale jak ma być skoro pije mleko nad ranem co 40min i zaraz po obudzeniu też. A jak bym nie dawała to bym miała pobudkę o 6.. to wolę pospać.
    Na spacerze lubi coś przegryzać w wózku - kromka dobrego chleba, banan, wafel orkiszowy, figa suszona albo saszetka z owocami. Potem przed drzemką raczej się nie naje niczym bo jest zmęczony, do spania pierś i znów - po obudzeniu, to jak ma mieć wielki apetyt.. ale jakoś cośtam zje.

    Z tym że z tego co piszesz Twój w ogóle nie interesuje się jedzeniem? To jest ciekawe - w końcu musi przyjść ten moment że dziecko chce spróbować tego co dorośli.

    U nas poprawiło się po suplementacji żelazem.
  • ankanka3 18.06.17, 12:38
    U mnie np dzisiaj rano mały zjadł koło 7.30 - bo wtedy sie obudził. Koło 9 jedliśmy śniadanie- zjadł jakoś 7 łyżeczek jajecznicy. Więcej nie chciał. Ok, najedzony jeszcze piersią - stwierdziłam. Tylko po wysadzeniu z krzesełka od razu przybiegł na pierś. Potem jeszcze raz. A potem do drzemki kolejny.
    Jedzeniem jest zainteresowany, ale tak bardziej żeby pomacać, rozetrzeć, rozgnieść, pooglądać. Spróbować specjalnie nie chce. Choc też ma momenty - rzadko bo rzadko - że przyjdzie jak ja np cos jem i chce ugryźć. Wczoraj oglądaliśmy książeczkę o owocach i zażyczył sobie banana. Zjadł 1/4, to był pierwszy owoc od dłuższego czasu. Więc sa takie momenty że wykazuje inicjatywę, ale one sie naprawdę rzadko zdarzają. I też często sie kończą na jednym ugryzieniu. Tak naprawdę jedyna rzecz jaka chce jeść jak tylko ją zobaczy, to krakersy albo słodka bułka. Sporadycznie dostaje(bo też sporadycznie jemy), choć trochę z bólem serca, bo wolałabym dać warzywo albo owoc. Gdyby jadł różnorodne i chętnie to tak by mnie pewnie te krakersy nie uwierały wink

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/n59yqps6pnis5i93.png
  • ela.dzi 18.06.17, 13:41
    Jeśli Ci to przeszkadza, to może warto jednak wprowadzić stopniowo stałe pory karmień ? Wiadomo, że dziecko będzie protestować, ale w tym wieku wbrew pozorom sporo już rozumie.
  • indjanek 18.06.17, 20:59
    No i dobrze, niech maca i ogląda smile

    U nas była faza na suchą bułkę.. też wolałam żeby jadł zdrowsze rzeczy, ale się zudziły i buływink na szczęściesmile sam z siebie nagle zaczął zjadać całe jajko, gotowane albo sadzone ale takie z rozlanym żółtkiem - pokrojone na kawałki które łatwo samemu zjeść.

    Widzę po synu że im bardziej mi zależy tyn gorzej on je. Jak sam chce to zjada więcej.
  • indjanek 18.06.17, 21:02
    Albo faza na musy owocowe czy koktaile. Z tubki albo przez słomkę. Albo zlizywanie jedzenia ze stołowego noża. Albo z krawędzi miski... no takie alternatywne metody wink albo maczanie i zlizywanie np truskawki w jogurcie czy ręki w zupie...
  • indjanek 17.06.17, 12:49
    Mój też ma 19 miesięcy. Tylko ja się nie gimnastykuję w ogóle żeby jadł. Poprostu siadam do posiłku a on prędzej czy później przychodzi i sprawdza co tam mam i próbuje. Czasem uda się włożyć do fotelika jak jest coś co.lubi.
  • indjanek 26.12.17, 23:00
    Podbijam wątek bo tak mnie naszło poświątecznie. Musiałam sobie od nowa przeczytać by się uspokoić po dłuższej wizycie u teściowejwink

    Po pierwsze to pół roku minęło i jakieś zmiany widzę. Dalej mięso jest ble, nabiał też prawie, tylko młody zapałał uczuciem do mleka od krowy. Domaga się by mu nalać i już. Czasem jajko, czasem, parówka, czasem chleb z masłem, ogórki, pomidory. Zupy, czasem kasze, makarony. Owsianka. Więc cośtam je.
    Widzę różnicę też w ilościach, oczywiście głodomorem nie jest.

    No ale dziś po wizycie u teściowej "ty musisz go bardziej zachęcać"... generalnie nie podobały mi się te cyrki "am am, mniam mniam jakie dobre, ty też musisz zjeść zobacz babcia zjadła" zabawki na stole by tylko utrzymać go przy posiłku, ba trzymała go siłą, gdy sie wyrywał to go przytrzymywała i zabawiała. A jak już sobie poszedł to biegała za nim z miską makaronu. Oczywiście raz coś zjadł dwa razy odmówił no ale w ogólnym rozrachunku troche pojadł.

    Moje pytanie, czy dwulatka trzeba ciągle zachęcać również do picia? Czy to jakaś schiza babci że się odwodni czy jak? Bo ja poprostu jak podszedł do stołu zapytam czy chce pić, czasem sam prosi. A babcia to przechodziła dziś samą siebie nawet ze szklanką za nim chodziła. Nigdy tak ciężkiej pieluchy syn nie miał w ciągu dnia, jak po całej nocy.. aż wątpić zaczęłam w swoje kompetencje rodzicielskiewink

    Ananka zaglądasz tu jeszcze, jak u was?
  • fil.lo 27.12.17, 02:19
    Co do picia, to dbam o to, żeby woda w kubeczku była w widocznym miejscu i czasem przypominam, żeby się napił (pytam, czy ma ochotę, albo mówię "napij się troszkę" - szczególnie, jak się nabiega) - i czasem odmawia a czasem sprawia wrażenie, że to przypomnienie było mu faktycznie potrzebne. Ale ze szklanką nie latam.
  • ankanka3 27.12.17, 21:01
    U nas jedzenie to dalej ciężki temat. Ilości niewielkie, nowości w diecie żadnych od dłuższego czasu. Pierś mogłaby być na okrągło. Poza tym chleb z masłem poskubie, wszelkie mięsne rzeczy - wędliny, kiełbachy, obiadowe dania mięsne - wchodzą elegancko, zupy najczęściej zjada - maks 100ml, jabłka, banany i gruszki, serek wiejski, jajko i jajecznica, pare dań obiadowych typu gołąbki, pierogi ze szpinakiem, makaron ze szpinakiem, z sosem bolońskim, z łososiem, naleśniki z serem, ryż z jabłkiem, na kolację kasza jaglana lub gryczana na mleku (tak koło 70ml). Może tych rzeczy parę jest, ale ilości tego naprawdę malutkie. Czasem już mi witki opadają. Z drugiej strony czasem myślę, że skoro taki mały i drobny (9kg i 83cm) to ileż to on moze zjadać...W święta w ogóle było kiepsko, ma teraz jakis gorszy moment i średnio jedzeniem zainteresowany. Poza piernikami, które by wchłaniał jak odkurzacz.
    Co do picia to daję małemu tylko wodę. Ma ją zawsze gdzieś pod ręką. Jak ma ochotę to pije. Niewiele jej wypija, no bo jednak ma jeszcze pierś, do której sie podłącza wielokrotnie w ciągu dnia. Z wody głównie korzysta podczas jedzenia, żeby popić.
    Co do teściowej to znam ten ból, bo moja mama wiecznie załamuje ręce, jak widzi te obłędne ilości jedzenia spożywanego przez syna. Też zawsze za nim biega, zagaduje przy jedzeniu, mnie pogania, że kolejną łyżkę mam podać, "babci będzie przykro jak nie zjesz" - cyrk na kółkach. Robi wszystko, żeby jak najwiecej zjadł. Ze mną podobno było tak samo tongue_out choć mama twierdzi, że ja zjadałam jednak trochę więcej wink
  • indjanek 27.12.17, 23:35
    Czyli idziemy łeb w łeb smile z piernikami też smile

    Ale widzę, że Twój naprawdę różnorodne rzeczy lubi. Mięsiwa to nasze marzenie bo widzę, że bez suplementacji żelazo nam spada.

    Najgorzej u nas z manierami przy stole. Jedzenie jest nudne. Owszem czasem posiedzi chwilę przy stole, pierwszy głód zaspokoi a potem zabiera prowiant i w długą. Kompletnie nie wiem co tym robić. Na razie pozwalam bo kanapy u nas i tak do generalnego prania ale w gościach jest problem jak przy wigilii biegał z pierogiem na widelcu po całym świeżomalowanym salonie teściów wink
  • fizula 30.12.17, 00:39
    Większość babć przekarmia, he he. Z opisów przez Was przedstawianych wynika, że Wasze dzieci wcale nie zjadają mało- tylko raczej, że macie większe oczekiwania smile Ankanka3 to dobrze skwitowała, że mały człowiek może zjadać mało.
    Z drugiej strony, żeby nie było tak różowo- podzielę się tym, czego życie mnie nauczyło.
    Jedno z moich dzieci- długo nie chciało jeść chleba. Dopiero niedawno po wielu latach (dokładnie ok. 9) okazało się, że dorobiło się uczulenia na pszenicę. Także pewne awersje u dzieci jeszcze z niezniszczonym zmysłem smaku (przez tzw. śmieci żywieniowe)- mogą być pewnym tropem, czy przypadkiem dziecku to nie szkodzi.
    Niestety też jestem tego żywym przykładem- jako dziecko grymasiłam często przy zupach- i niestety pracowano nade mną, żebym zjadała odpowiednio dużo. Dzisiaj już wiem dlaczego- dorobiłam się alergii na selera i na wiele innych rzeczy.
    Także błogosławiona matczyna roztropność, która nie zmusza, nie nalega- proponuje jedynie i to nienatarczywie.
    Nie chodzi mi w tym przykładzie o to, że właśnie Waszym dzieciom szkodzi to, co moim lub mi samej. Nie. Chodzi mi o to, że obserwując preferencje Waszych konkretnych malutkich szkrabków możecie spróbować zaobserwować, czy jakiś składnik z menu im nie szkodzi. Nie mówię, że tak jest, ale że bywa taki trop.
    Uważam, że dwulatka nie trzeba zachęcać ciągle do picia- wystarczy jak coś stoi na stole lub kilka razy dziennie mu się proponuje. Za wyjątkiem sytuacji choroby z wymiotami, biegunką lub gorączką- wtedy warto zachęcać do picia i podsuwać często-gęsto.

    --
    Mam wsparcie
    Karmienie piersią powyżej roku
  • indjanek 31.12.17, 15:08
    Dzięki Fizula smile

    Nie chodzi tylko o moje oczekiwania co do ilości. Bardziej zależy mi żeby całe dnie nie kręciły się wokół jedzenia. No bo tak- robię śniadanie dla rodziny, panicz coś skubnie. My kończymy on coś chce bo dopiero zgłodniał. Zjada troszkę, wiecej nie chce. Ok. Wychodzimy do kościoła - panicz głodny waflem orkiszowym się dopycha albo mleko chce w środku spaceru a tu mokro, nie ma gdzie usiąść. Jak dojdzie jeszcze rozpraszanie przy obiedzie to można zwariować- czy nie je bo mu nie smakuje czy głodny nie jest pi prostu?
    Ile ten obiad ma na niego czekać?
    Chyba nie umiem ocenić kiedy mu te posiłki proponować - kiedy je z głodu a kiedy z ciekawości itd.

    Co do tych alergii - jaką masz hipotezę? Dziecko unika tego dajmy na to selera bo czuje ze mu szkodzi? I podawanie go siłą tę alergię pogłębia? Czy myślisz że dziecko zacznie daną rzecz jeść jak organizm będzie gotowy i można tej alergii uniknąć?

    U nas to z mięsem jest tak, że chyba o konsystencję i smak chodzi, może się mylę. Parówki są ok, czasem jakaś kiełbasa, ale już pulpety kotlety czy pieczenie nie ma opcji. Raz zjadł coś w rodzaju nuggetsa bo w sezamie był i panierkę ze schabowego ewentualnie. No ale chyba nie tędy droga...
  • momago 01.01.18, 12:12
    Ja też spotkałam się z taką teorią, że dzieci nie chcą jeść tego co im nie służy (alergia). Moja starsza córka od zawsze nie lubiła jajek i kiedy miała ok.6 lat, to okazało się, ze ma alergię na białko kurze.
  • amiralka 01.01.18, 19:08
    Ja całe od dzieciństwa unikałam cebuli, pora, szczypiorku, eszalotek. Ani gotowanej marchewki. Wszyscy się ze mnie śmiali i mówili mi, że przejdzie. Jak już byłam dorosła wyszła mi nietolerancja na ten typ warzyw. Co do gotowanej marchewki to nie wiem, ale do tej pory nie mogę jej jeść choćbym chciała, nawet w zupie typu krem czy purée - po prostu mam potem mdłości. Tak więc polecam nie wmuszać w dzieci to czego instynktownie unikałam.
    Dzieci mogą też unikać pewnych konsystencji, też nie ma co wmuszać.
    Co do pojadania to bym jednak doradzała nie dokarmiać dziecka po obiedzie. Mówimy paniczowi, obiad jest teraz, następny będzie podwieczorek czy po kościele. Ty decydujesz kiedy podajesz dziecku jeść i co, ono decyduje co z tego wybierze i ile.
  • indjanek 04.01.18, 22:21
    > Co do pojadania to bym jednak doradzała nie dokarmiać dziecka po obiedzie. Mówi
    > my paniczowi, obiad jest teraz, następny będzie podwieczorek czy po kościele. T
    > y decydujesz kiedy podajesz dziecku jeść i co, ono decyduje co z tego wybierze
    > i ile.

    A co z mlekiem? Jeśli młody przed obiadem żąda mleka (bo jest po drzemce i lubi na rozbudzenie pić mleko), skąd mam wiedzieć czy z piersi wypił na tyle by starczyło do kolejnego posiłku?
    Albo jeśli wiem, że na śniadanie zjadł prawie nic to mam mu mleka w tym kościele/sklepie/spacerze nie dawać?
    Toż się zapłacze...
  • amiralka 05.01.18, 01:40
    A mleko to inna sprawa. Z tym ze dwulatka tez bym raczej uczyla, ze mleka wszedzie dostac nie moze, to nie dzidzius. W kosciele i w sklepie, serio? Przeciez on tam pewnie z nudow pije, to niezbyt ciekawe miejsca dla malych dzieciwink
    Na rozbudzenie mleko dawalam, bo to byl taki rytual. Jak zjadl przez to mniej to sie nie martwilam i ten podwieczorek przyspieszalam ewentualnie. W pociągach i samolotach tez, bo wiadomo, uniknac sie nie da, a meczace dla dziecka jak cholera. W innych sytuacjach mowilam i przypominalam, ze mleko bedzie w domu. "Napij sie przed wyjsciem". "Ok, nie muisz jedz, ale lepie sie najesc bo nastepne jwdzonko na podwieczorek". Oczywiscie jak robil cyrki to jakas przekaske mialam, ale to bardziej awaryjnie niz rytualnie. Trzeba podejsc zdroworozsadkowo, bo wiadomo ze nikt nie bedzie sluchal wrzaskow glodnego dwulatka ale tez nie zmartwiac sie tym potencjalnym zaglodzeniem i czasem dac dziecku przeczekac chwile, tez mu nie zaszkodzi.
  • ela.dzi 05.01.18, 07:59
    U nas histerie z głodu były na porządku dziennym i zapobieganie im było najlepszym wyjściem dla wszystkich. Co mi z tego jak dziecko się nie zagłodzi jak wyje solidnie i za diabła nie wytłumaczysz mu, że jest głodny i zjedzenie posiłku pomoże ? To ja już wolałam dopilnować, żeby zjadł ze wszystkimi lub wtedy kiedy wiedziałam, że będzie głodny niż żeby wiecznie zastanawiac się co wziąć ze sobą do jedzenia na wynos.
  • amiralka 06.01.18, 23:39
    Dlatego tez pisze, ze trzeba zachowac zdrowy rozsądek. Np nie od razu proponowac tego wafla na spacerze, przypominac podczas posilku, ze to jest obiad, a potem czekamy na nastepna pore jedzenia itd.
  • ela.dzi 07.01.18, 16:20
    Uwierz, że to skutkowało tylko wtedy, gdy siedzieliśmy cały dzień w domu i mogliśmy dostosować do panicza sad
  • indjanek 07.01.18, 23:42
    Dokładnie u nas tak jest Ela. W tygodniu jak wszystko ustawiam pod młodego to jakoś idzie- poprostu wychodzę na spacer czy do sklepu jak wiem że młody ładnie zjadł - ewentualnie opił się mleka. W weekend jak chcemy coś więcej zrobić, gdzieś pojechać, pojawiają się schody z szukaniem na szybko zdrowych przekąsek albo tej przysłowiowej buły.

    Jakie masz sposoby by "dopilnować" by dziecko zjadło wtedy kiedy ty uważasz że powinno? Ciągle się słyszy o tym "świadomym" jedzeniu ale dla mnie ta teoria to jakiś kosmos. jedzenie mikro ilości przy naszych posiłkach i potem akcje z karmieniem w kościele czy centrum handlowym. Jeśli dziecko ma zjeść przy nas, to się nie nasyci, chyba że akurat zgramy pory posiłków i nic go nie rozproszy, chociaz często po zaspokojeniu pierwszego głodu zaczyna się zabawa. Albo jedzenie jest na stole non stop i posiłki przeplatane zabawą i podjadanie.
  • indjanek 07.01.18, 23:46
    Aha , kupiłam książkę Gonzalesa , może będę mądrzejsza.
  • ela.dzi 08.01.18, 07:51
    Nie wiem czy Cię pocieszę Indjanek, ale jakąś poprawę zobaczyłam kiedy przestałam karmić. Ale tak naprawdę dopiero bliżej 3 - 3,5 roku zaczął sensownie jeść i upominać się o jedzenie. Teraz przynajmniej powie na co ma ochotę (z tym, że czasem zrobię a jemu się odwidzi) i przynajmniej działa zasada - zjesz śniadanie i obiad, to dostaniesz deser i jakoś to działa. U nas było o tyle łatwiej, że w żłobku i przedszkolu zawsze jadł, problemy zawsze się pojawiały, gdy musiał zostać w domu lub na weekendzie. Polecam Ci termos Skip Hop na obiad, długo trzyma temperaturę. Wiem, że nie to chciałaś usłyszeć, ale kiedyś będzie lepiej. Dla mnie to kosmos porównując do młodszego, który je dosłownie wszystko, o każdej porze i od wszystkich. Karmienie go to picie i przytulenie, po piersi może poprawić bigosem (serio) wink
  • lilamia 05.01.18, 15:41
    Parówki są zdrowe. I to nawet nie te z najwyższej półki. Zawierają kolagen łatwo przyswajalny i inne związki, których w niby "zdrowych" wędlinach nie ma. To mit, że parówki, salceson, podroby, czy inne kurze łapki, mają tylko tłuszcz i trzeba ich unikać.
  • indjanek 05.01.18, 22:40
    Jakie związki?

    Dużo się czyta o tym, że wędliny (a więc i parówki) są wysoko przetworzone a więc nie mogą być zdrowe. No i zawierają dużo soli, konserwantów, azotanów, dymu wędzarniczego, aromatów, dziwnych zagęstników i niewiadomo co jeszcze...
  • lilamia 07.01.18, 10:57
    Kolagen między innymi, napisałam wyżej, który nie wchłania się w ogóle przez skórę, więc smarowanie się czymkolwiek w przyszłości żeby poprawić gęstość i jakość, elastyczność skóry, w ogóle nie ma sensu smile.
    Zgadza się, że wędliny zwłaszcza im droższe tym bardziej nafaszerowane chemią. Dlatego najbardziej bezpieczne są te zwyczajne i proste z krótka datą do spożycia.
  • ankanka3 07.01.18, 11:57
    A ja mam wrażenie, że niestety za jakość się płaci. A te "zwyczajne i proste" wędliny mają skład niczym tablica Mendelejewa plus tona zapychaczy. Co widac chociażby po długości ich składów. A parówki mozna kupić całkiem przyzwoite, z krotkim prostym składem, zrobione z mięsa a nie z MOMu, to fakt.
  • lilamia 07.01.18, 22:11
    To kolejny kulturowy mit, że za jakość trzeba zapłacić smile. Nie zawsze trzeba. I ja nie pisze o paczkowanych wędlinach czy parówkach. Wszystko co jest paczkowane, jest słabe, chociażby z faktu, że siedzi w folii czy innym plastiku.
  • indjanek 07.01.18, 23:45
    Piszesz o jakichś dobrych związkach z parówkach, co poza kolagenem masz na myśli?

    Teraz wszystko jest pakowane w plastik, tylko sklepach wyjmują z większych worków i kładą na wystawę.
  • lilamia 08.01.18, 14:46
    Kolagen jest szalenie ważnym składnikiem naszego całego organizmu, nie tylko wypełniaczem zmarszczek smile.
    Więcej o kolagenie jest tutaj walczozdrowie.pl/223-kolagen/
    W sumie,jak dla mnie, te parówki nic więcej już mieć nie muszą, skoro mają kolagen, to wystarczający powód dla mnie, żeby je jeść i nie żałować ich dzieciom smile.
  • mama_mil 19.01.18, 08:36
    Jeśli tak Ci zależy na kolagenie to zainteresuj się dlugo gotowanym bulionem z kości wołowych. Myślę że jest zdrowszy niż parowki. A jeśli parowki to tylko takie bez konserwantów. A powiem szczerze że takich jest niewiele. Ha znam tylko z indyka w Lidlu. Nie zgadzam się z tym że to mit że nie trzeba płacić za dobrej jakości mięso. Trzeba. Mięso dobre to mięso które jest droższe bo robi się je z większej ilości mięsa... Do tego hodowla mięsa ekologicznego jest po prostu droższa. Chyba że mieszkasz na wsi i masz swoje mięso. Ja szczerze mówiąc nie dałabym dziecku mięsa które nie jest ekologiczne.
  • mama_mil 19.01.18, 08:39
    Miałam napisać, nie że nie dałabym ale że unikam. Bo w dzisiejszych czasach to trudno jest mieć całkiem pod kontrolą co się je.
  • appstore 08.04.18, 05:48
    play.google.com/store/apps/details?id=breastfeeding.check

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.