Dodaj do ulubionych

Usypianie, spanie naszych pociech

17.09.08, 16:52
W pierwszym i drugim roku życia dzieci zazwyczaj w naturalny sposób
zasypiają przy piersi, służy to ich rozwojowi fizycznemu i
emocjonalnemu. Dzieci które zasypiają ssąc pierś mamy są o wiele
mniej narażone na ryzyko śmierci łóżeczkowej, są też o wiele
spokojniejsze. Około trzeciego, czwartego roku życia można je
zachęcić i nauczyć innych obyczajów dotyczących usypiania, jest to
możliwe w "cywilizowany", życzliwy i sympatyczny dla nich i dla nas
sposób.
Chciałabym w tym wątku zebrać pozostałe liczne posty dotyczące
zasypiania, spania w nocy, naszych sposobów radzenia sobie z tym.
Tym wątkiem chciałabym też dać do myślenia, że tak jak do rezygnacji
z piersi dziecko jest w stanie dorosnąć, tak do samodzielnego
zasypiania, przesypiania całej nocy również jest w stanie dorosnąć.
Problem jest w tym, że to my nie mamy zazwyczaj cierpliwości czekać.
Temat ten przyklejam na górze, bo powraca on jak bumerang.
Kilka wątków z tego i nie tylko forum, które wydały mi się wiele
wnoszące:
Pomagajmy naszym dzieciom w spokojnym zasypianiu:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=566&w=10394235&a=10394235
Zasypianie przy piersi:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21000&w=84101621&v=2&s=0
Usypianie przy piersi:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21000&w=83739809&v=2&s=0
A jak ze spaniem? Przesypiają?:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21000&w=82297173&v=2&s=0
Spanie przy piersi nad ranem:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21000&w=78180421&v=2&s=0
Jak oddzielić zasypianie od ssania?:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21000&w=79052864&v=2&s=0
Koniec karmień nocnych?:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21000&w=78709850&v=2&s=0
Prawo do bycia zmęczoną?:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21000&w=75859379&v=2&s=0
Może ktoś dorzuci jeszcze jakiś wartościowy wątek z archiwum,
pamiętając jego tytuł? A może podzielicie się własnymi refleksjami z
powyższych wątków, bądź z innych lektur?
W mojej rodzinie osobą, która najlepiej usypia dzieci w każdym wieku
jest mój tato czyli dziadzio Marian. Jego patent polega na
nieziemskim spokoju, cierpliwości. Po prostu bawi się z dzieckiem w
wyścigi: "Kto szybciej uśnie?" Dziadek często wygrywa :o)
Ja póki co jestem bezkonkurencyjna w dziedzinie usypiania przy
piersi, z czego się cieszę, ale zdaję sobie sprawę, że jeszcze
kilka, może kilkanaście miesięcy i Tosia "odstawi" mamę od piersi
przy usypianiu.
No i życzę owocnego spokojnego uspiania dobrego dla usypianego i
usypiającego :o)
--
Długie karmienie piersią
Szkoła Rodzenia
Edytor zaawansowany
  • 17.09.08, 22:37
    Fajnie, poczytam sobie!
    Ja dzisiaj regenerowalam sie dniem wolnym od pracy, mala zabkujaca, marudna, nic
    nie chciala jesc, o 12 po obiedzie polozylam sie z nia do lozka, ssala caly czas
    i pospalysmy do 15tejsmile Piekne! Zerwalam sie z lozka bo o 15.05 najpozniej musze
    wyjsc po syna do szkoly!
    Ale dziecko wesole bylo przez reszte dnia a ja wyspana jestem maksymalniesmile
    I przygotowana na kolejna noc pobudeksmile
    --
    Nasze nr 2 wink
  • 18.09.08, 11:40
    Mnie spanie, usypianie i zasypianie nauczyło pokory, cierpliwości i
    akcpetacji dziecka. Przeszłam horror i tu nie chodziło o usypianie
    przy piersi, tylko wogóle o uśnięcie. Miesiącami dzień w dzień
    spedzałam po kilka godzin usypiając (uprzedzę, nie mogłam czekać, aż
    sama padnie, bo była śpiąca i odwlekanie usypiania powodowało amok).
    Mogłabym tu godzinami opisywać czego spróbowałam, walcząc o choćby
    dwie godziny dziennie dla siebie. W większości przypadków
    bezskutecznie, bo jeśli już zasnęła to budziła się średnio co 40
    min. Myślę, że mogłabym napisac poradnik na ten tematsmile Jednego nie
    wypróbowałam - pozwalania dziecku na ryk, płacz, histerię. Choć
    oczywiście płacze były, ale zawsze w moich objęciach. Teraz córka ma
    niemal trzy latka, usypia sama w łóźeczku, w naszej obecności. Przy
    mnie trwa to najdłużej. Nie staram się niczego zmieniać, bo wiem, że
    ona musi dorosnąć, dojrzeć do wyciszania się. Obserwując moją
    bratanice widzę, jak ogromną ulgę w tej sytuacji daje smoczek,
    którego moja córka nigdy nie ssała. Mimo to, gdybym miała drugie
    dziecko, chyba bym się na podanie smoczka nie zdecydowała.
    Podsumowując myślę, źe głównym czynnikiem jest tu cierpliwość i luz
    rodzica - szalenie trudny do zrealizowania.
    --
    Filipiny, USA, Fuerteventura...
    Ciągle czytam
  • 18.09.08, 13:36
    >Miesiącami dzień w dzień
    >spedzałam po kilka godzin usypiając

    Gratuluję cierpliwości, ja raczej taką pochlubić się nie mogę.
    W pierwszym wątku, do którego przytoczyłam link ostro skrytykowałam
    poradniki dotyczące usypiania. Ale niewielka część informacji w nich
    zawarta nadaje się do usypiania "po ludzku". Metoda drastyczna, ale
    prawidłowości dotyczące snu i zasypiania wydają mi się przytoczone
    rzetelnie i można je wykorzystać przy łagodnych metodach usypiania.
    Z jednej rzeczy skorzystałam: nie usypiam dłużej niż 20 minut. Jeśli
    po tym czasie dziecko dalej jest skłonne bardziej do brykania niż
    spania, to pozwalam mu odbryknąć od siebie. I to nie tyle ze względu
    na dziecko, co ze względu na siebie samą, co by się zdystansować do
    tego usypiania.

    Obserwując moją
    > bratanice widzę, jak ogromną ulgę w tej sytuacji daje smoczek,
    > którego moja córka nigdy nie ssała.

    No taaaak, tłumik ten działa. Ma jednak ten minus, że wypada jak
    dziecko przyśnie i niekiedy trzeba go kilka-kilkanaście razy w
    nocy "reperować" czyli wkładać z powrotem, bo lubi się gubić. Stąd
    lepszy już jest własny palec, który zazwyczaj się nie gubi- jego
    polecają Ci autorzy. A jeszcze lepsza mamina pierś, bo dziecko ma
    wtedy też zapewnione poczucie bezpieczeństwa, bycia utulonym,
    dopieszczonym i pozwala się najeść/napić, co jest bardzo ważne, bo
    już gdzieniegdzie kaloryfery zaczynają działać, katary znów
    zaczynają być w modzie.

    >Myślę, że mogłabym napisac poradnik na ten tematsmile

    To podziel się jeszcze swoimi uwagami, bom ciekawa :o)
    No i warto coś takiego napisać np. "usypianie po ludzku", myślę, że
    miałoby wzięcie, bo te poradniki o usypianiu cieszą się dużą
    popularnością, ale ta metoda tresowania dziecka do spania zazwyczaj
    wzbudza mieszane uczucia u zwykłych rodziców. Ja nie napisałam tego
    wątku bezinteresownie, zbieram myśli do pisania rozdziału
    o "usypianiu i spaniu a karmienie". Stąd piszcie, piszcie bardziej
    obficie, zamieniam się w słuch.
    --
    Długie karmienie piersią
    Szkoła Rodzenia
  • 18.09.08, 14:43
    Ja jeszcze w kwestii palca i piersi.
    Moja pociecha wynalazła sobie mając 3 mies taka metodę: Piers do upadłego. Jak
    zje, mam wyciąga pierś z buzi i odkłada do łóżeczka. ale w buzi coś pusto, więc
    mały siup - kciuka i zasypia, jak zasnie, to wyjmuje sobie sam. jak sie obraca w
    środku nocy na drugi bok, a nie jest głodny, wtyka sobie kciuka i zasypia. Jak
    jednak dłuższy zcas kciuk mu nie pomaga (czyt około minuty), zaczyna płakać i
    wtedy to znaczy,z ę jednak jest głodny i mama wkracza do akcji.
    Ja też jestem antysmoczkowa, z przyczyn takich, jak pisałą fizula. poza tym
    bardzo często smok działą jak tłumik: na spacezre dziecko płacze, smok, u
    lekarza kiedys mój płakał, bo nei chciał byc badany zimną słuchawką i
    rozbierany, na co pielęgniarki z oburzeniem : a pani nei ma smoczka? Nie chciało
    mi się już im tłumaczyć (choć chyba powinnam), że dziecko płacze w ramach
    protestu i trzeba dać mu się wypowiedzieć, a potem przytulić po badaniu, a nie
    zatykać.
    Fizula, masz maila na poczcie gazetowej ode mnie.
    --
    Mama Krzysia, 17.10.2007, godz.1.30
    www.abcrodzica.info
  • 18.09.08, 15:03
    fizula napisała:

    > Gratuluję cierpliwości, ja raczej taką pochlubić się nie mogę.

    Oj często mi tej cierpliwości brakowało, denerwowałam się,
    odgrywałam na mężu, przez brak snu chodziłam poddenerwowana.

    > ale
    > prawidłowości dotyczące snu i zasypiania wydają mi się przytoczone
    > rzetelnie i można je wykorzystać przy łagodnych metodach usypiania.


    Naczytałam się, pomagało to oczywiście, dawało nadzieję i otuchę.

    > Z jednej rzeczy skorzystałam: nie usypiam dłużej niż 20 minut.
    Jeśli
    > po tym czasie dziecko dalej jest skłonne bardziej do brykania niż
    > spania, to pozwalam mu odbryknąć od siebie. I to nie tyle ze
    względu
    > na dziecko, co ze względu na siebie samą, co by się zdystansować
    do
    > tego usypiania.

    Niestety to nie działa u każdego dziecka. U nas były dwa
    scenariusze: ryk z przemęczenia i wtedy usypianie się jeszcze
    bardziej przedłużało, bo rzeczą nie możliwą było opanowanie
    rozhisteryzowanego malucha albo faktycznie zabawa. Kiedyś czekałam
    do 3 w nocy, w końcu wzięłam do auta i usnęła. Jak widzisz to działa
    na przypadki względnie normalne.

    >
    > No taaaak, tłumik ten działa. Ma jednak ten minus, że wypada jak
    > dziecko przyśnie i niekiedy trzeba go kilka-kilkanaście razy w
    > nocy "reperować" czyli wkładać z powrotem, bo lubi się gubić.

    Tez nie zawsze, ona zasypia, wypluwa i śpi powiedzmy 6 godzin do
    karmienia kolejnego.

    Stąd
    > lepszy już jest własny palec, który zazwyczaj się nie gubi- jego
    > polecają Ci autorzy.

    Tak czytałam, ale jak widzę pięciolatkę koleżanki z kciukiem w buzi
    to sama nie wiem, czy taki dobry?


    >
    > >Myślę, że mogłabym napisac poradnik na ten tematsmile
    >
    > To podziel się jeszcze swoimi uwagami, bom ciekawa :o)
    > No i warto coś takiego napisać np. "usypianie po ludzku", myślę,
    że
    > miałoby wzięcie, bo te poradniki o usypianiu cieszą się dużą
    > popularnością, ale ta metoda tresowania dziecka do spania
    zazwyczaj
    > wzbudza mieszane uczucia u zwykłych rodziców. Ja nie napisałam
    tego
    > wątku bezinteresownie, zbieram myśli do pisania rozdziału
    > o "usypianiu i spaniu a karmienie". Stąd piszcie, piszcie bardziej
    > obficie, zamieniam się w słuch.

    Jest dość dobra pozycja w języku niemieckim, dająca otuchę,
    tłumacząca mechanizmy snu, potrzeby dziecka, zarsyowująca
    problematykę spania w różnych kulturach.
    Mnie bardzo pomagała myśl, że to tylko dwa-trzy lata mojego życia,
    które szybko miną, i które będę wspominać z rozrzewnieniem.
    Nabierałam siły, aż do kolejnego dołka i tak to sinusoidalnie
    przebiegało.
    U nas szczególnie dobrze działało jakiekolwiek kołysanie - gdy miała
    jakies 4 miesiące wymyśliliśmy hamak z chusty. Kładłam i śpiewając
    kołysałam do ok. 40 min aż zasnęła. Wieczorem przekładałam do
    łózkeczka po dokładnie 20 min (potem już zaczynała się faza lekkiego
    snu, wcześniej spała nie dość mocno). Żeby nie zwariować nauczyłam
    się huśtać, śpiewać na dwie nuty i czytać. Najcięższe było to, że
    nie miałam dla siebie żadnego czasu - bo cały dzień z dzieckiem, a
    wieczorem usypianie, albo gdy usnęła szybko, bieganie co 40 min do
    niej. Gdy miała 20 miesięcy zrezygnowałyśmy z drzemek dziennych
    (ponad godzina usypiania, 40 min snu, wieczorem 2-3 h usypiania) i
    poprawiło się zasypianie na noc.
    Sama nie wiem, co jeszcze pisać. Pytaj!

    --
    Filipiny, USA, Fuerteventura...
    Ciągle czytam
  • 18.09.08, 15:12
    moge prosić o namiary tej ksiązki po niemiecku?
    co do pięciolatki z kciukiem pewnie to zalezy od dziecka. Moj np kciuka uzywa
    wyłącznie do zasypiania albo sygnalizacji : chcę mleka i jestem zmęczony) w
    żadnej innej sytuacji nie uzywa kciuka, a to jest dla mnei do przyjęcia. tak
    więc kciuk nei działa zawsz ejako zapychacz, a już zeby chodził z kciukiem w
    buzi to mowy nie ma smilewtedy ma ciekawsze rzeczy do roboty
    --
    Mama Krzysia, 17.10.2007, godz.1.30
    www.abcrodzica.info
  • 18.09.08, 15:21
    kukulka11 napisała:

    > moge prosić o namiary tej ksiązki po niemiecku?

    www.amazon.de/Mein-Kind-schl%C3%A4ft-durch-nat%C3%BCrliche/dp/3430144620
    Ale tutuł zwodniczy.
    BTW ciekawa jest "No cry sleep solution"
    www.amazon.com/No-Cry-Sleep-Solution-Gentle-Through/dp/0071381392

    > co do pięciolatki z kciukiem pewnie to zalezy od dziecka. Moj np
    kciuka uzywa
    > wyłącznie do zasypiania albo sygnalizacji : chcę mleka i jestem
    zmęczony) w
    > żadnej innej sytuacji nie uzywa kciuka, a to jest dla mnei do
    przyjęcia. tak
    > więc kciuk nei działa zawsz ejako zapychacz, a już zeby chodził z
    kciukiem w
    > buzi to mowy nie ma smile

    No ale jak oduczysz? Nie będziesz za nim chodzić i wyciągac?
    Córka kolezanki ładuje kciuka do buzi jak jest śpiąca, smutna,
    zmęczona, ma za dużo emocji itp.




    --
    Filipiny, USA, Fuerteventura...
    Ciągle czytam
  • 18.09.08, 15:31
    sam wyrosnie.
    ja tez byla kciukossaczem.
    moj maly ładuje kciuka tylko jak spiacy i głodny, na inne emocje reaguje
    inaczej. i w tym cała róznica smile
    dzieki z a linki smile
    --
    Mama Krzysia, 17.10.2007, godz.1.30
    www.abcrodzica.info
  • 18.09.08, 15:36
    > U nas szczególnie dobrze działało jakiekolwiek kołysanie

    Podobnie jak u nas. Zresztą po dziś dzień, a pannica ma już 13 lat - lubi się kołysać - oczywiście na huśtawce. Na placu zabaw już nie wypada, więc jak tylko jest u babci całymi dniami huśta się na zapas.

    Podobno ta potrzeba huśtania wynika z jakieś podwrażliwości układu przedsionkowego i huśtanie ma trochę działanie terapeutyczne.

    Ja kołysałam na swoich kolanach. I oczywiście śpiewałam. Podobno (tak powiedziała pani psycholog mojej usnetowej koleżance) są niemowlęta, które boją się usypiać, bo wtedy jest ciemność, nicość itp. Głos matki to takie koło ratunkowe, którego mogą się uchwycić i spokojnie przejść w sen. Najlepsze są podobno szeleszczące dźwięki, ale nie próbowałam smile

    Moja córa nie bywała zmęczona, albo inaczej: zmęczenie powodowało u niej nadpobudliwość. Im bardziej senna, tym szybciej biegała.

    Pozdrawiam
    Jola
  • 18.09.08, 15:50
    jola_ep napisała:


    > Podobnie jak u nas. Zresztą po dziś dzień, a pannica ma już 13
    lat - lubi się k
    > ołysać - oczywiście na huśtawce. Na placu zabaw już nie wypada,
    więc jak tylko
    > jest u babci całymi dniami huśta się na zapas.

    Hmm, u nas nadal hamak na topiesmile

    >
    > Podobno ta potrzeba huśtania wynika z jakieś podwrażliwości układu
    przedsionkow
    > ego i huśtanie ma trochę działanie terapeutyczne.

    O tym nie wiedziałam.

    >
    > Ja kołysałam na swoich kolanach. I oczywiście śpiewałam. Podobno
    (tak powiedzia
    > ła pani psycholog mojej usnetowej koleżance) są niemowlęta, które
    boją się usyp
    > iać, bo wtedy jest ciemność, nicość itp. Głos matki to takie koło
    ratunkowe, kt
    > órego mogą się uchwycić i spokojnie przejść w sen. Najlepsze są
    podobno szeles
    > zczące dźwięki, ale nie próbowałam smile

    Ja też często na kolanach, ale ona się wyrywała, rozprężała. W
    hamaku bardziej się wyciszała. Tak o tym czytałam, ale nie jestem
    przekonana, czy ten problem istniał/istnieje u nas.
    >
    > Moja córa nie bywała zmęczona, albo inaczej: zmęczenie powodowało
    u niej nadpob
    > udliwość. Im bardziej senna, tym szybciej biegała.
    >

    U nas, wydaje się, problemem jest, nadmierne zainetersowanie
    światem. Już jako miesięczniaczka wpatrywała się w jakiś cień i tak
    ją to fascynowało, że spać nie mogła. Dopiero jak zaczęła mówić, to
    powtarzała: mamusiu, nie mogę zasnąć, mamusiu ja chcę spać, ale nie
    mogę. I ciągle się jej kołują myśli w głowie, prosi bym jej
    wymieniała nazwy zwierząt, imiona dzieci, co kto robi, kto gdzie
    mieszka itd. Interpretuję to jako głód wiedzy, ale taki do przesady.
    Wiele obserwacji mi to potwierdza.


    --
    Filipiny, USA, Fuerteventura...
    Ciągle czytam
  • 18.09.08, 16:24
    Ten hamak to dobry pomysł. Właśnie przekazałam go córze i wykazała pełny entuzjazm smile

    I chyba rzeczywiście to różne typy, choć objawy podobne.

    Pozdrawiam
    Jola
  • 18.09.08, 15:17
    Dziękuję za ten wątek big_grinD Poczytałam sobie i podbudowałam się. Zwłaszcza
    wielkopostny wątek o zmęczeniu jest podbudowujący big_grin

    Przemawia do mnie to, żeby dać dziecku dorosnąć do zmian, do kolejnych etapów.
    Jestem gorącą zwolenniczką obserwowania dziecia i pomagania mu w osiąganiu
    etapu, gdy do niego dojrzeje. Czasem nie trzeba pomagać wink)

    Co do usypiania - usypiam przy piersi. W dzień i w nocy. Junior ma teraz tak
    ustawione pory zasypiania, że jak nadejdą, kładziemy się, on się wtula, ssie i
    za chwilę śpi. Ale ostatnia zmiana jest taka, że wie, że idzie spać. Jak mówię
    "sysu i spać" to mruga (w sensie zamyka oczy, pokazuje spanie), bierze mnie za
    rękę i prowadzi do siebie do łóżka ... Czasem jak już nie ssie i wyjmę pierś, to
    odwraca się do mnie plecami i tak zasypia. Nic z tym nie robię - zobaczymy, co
    będzie dalej.

    Książkę "uśnij wreszcie" czytałam (tą drugą popularną, "każde dziecko może
    nauczyć się spać" też), miałam dawno temu moment zwątpienia, zresztą kiedyś tu o
    tym pisałam. No cóż - dla mnie takie metody są po to, aby dać szybką receptę
    rodzicom na ich problem, ale niekoniecznie z poszanowaniem i uwzględnieniem
    potrzeb dziecka. Do mnie nie przemawiają.
    Ja stanowczo wolę "nic na siłę" plus "wszystko w swoim czasie". Zresztą - gdy
    dzieć sam dorasta do nowej umiejętności i on ma z tego większą satysfakcję i ja
    jestem z niego po stokroć bardziej dumna big_grinDD
    --
    ♥Junior ma już♥
  • 18.09.08, 15:19
    > Ale niewielka część informacji w nich
    > zawarta nadaje się do usypiania "po ludzku".

    Masz rację. Ja też skorzystałam. Co prawda dotyczyło to starszego dziecka - córa miała jakieś 5 lat. Myślę, że z młodszym też by się udało smile

    Wtedy często pisano, że jak się chce dziecko odzwyczaić od swojej obecności, należy najpierw usiąść na krześle obok łóżeczka, a potem odsuwać się coraz dalej. U nas to było absolutnie nie do zaakceptowania.

    Postanowiłam więc wykorzystać metodę opisaną w tych poradnikach smile Ale trochę zmodyfikowaną. Najpierw przytulałam prawie do uśnięcia. Potem siadałam obok łóżka. Wytłumaczyłam, że muszę poczytać/powyszywać (różnie), ale za parę minut znowu ją przytulę. Zupełnie jak w tej metodzie, tylko zamiast wychodzić, zostawałam blisko dziecka. Po paru minutach - jak było trzeba - przytulałam znowu. Potem siadałam itd. do skutku. Po paru tygodniach siadałam nieco dalej. Trochę to trwało, ale po dobrych paru miesiącach mogłam już wychodzić z pokoju: najpierw w konkretnym, krótkim celu (np. zamieszać zupę).

    Podobnie robiłam przy młodszym. On łatwiej usypia i metodę z wychodzeniem mogłam już stosować, gdy miał 1,5 roku. Oczywiście bez płaczu smile

    Zauważyłam też, że jak córa mi nie zasnęła za pierwszym, ew. drugim razem, to znaczy, że ma problem smile Albo jakieś emocjonujące wydarzenie (nawet dobre). Wtedy po prostu przytulałam, gadałyśmy sobie i udawało mi się najczęściej dojść do źródła jej problemów - i mam nadzieję - trochę jej pomóc smile)

    Podrzucę jeszcze ten link, to moje lamerskie tłumaczenie z j.angielskiego:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=851&w=65384072&a=65697385
    I z tego samego wątku coś, co napisała Donna28, a bardzo mi się spodobało:
    "Skutkiem tego bardzo długo trwał w moim życiu wypracowany taki rytuał usypiania: kąpiel, krótka zabawa, kładłam się do łóżeczka, obok leżał mój tata, gasiliśmy światło i gadaliśmy sobie póki nie zasnęłam. To było absolutnie magiczne i czekałam na te chwile cały dzień."

    Moja starsza córa usypiała z trudem. Miała kłopoty z wyciszeniem się. W rezulatacie z konieczności długo ją wieczorem uspiałam. Mój synek zasypiał szybko i w każdych warunkach. Obiecywałam sobie, że też będę mu czytać, śpiewać, opowiadać. Ale życie jest życiem, a zresztą on potrafił mi powiedzieć "mama, nie przeszkadzaj" i w sekundę zasypiał wink Jak miał 3-4 lata uświadomiłam sobie, że jest tyle piosenek, których mu nie zaśpiewałam, tyle nieopowiedzianych historii, tyle straconych chwil wspólnej bliskości... Ja wiem, jak trudno usypia się źle sypiające dziecię, szczególnie gdy pracujemy, a jeszcze tyle jest do zrobienia w domu. Ale te chwile nie są stracone. Budują więź, wypracowują pewnien rytuał, takie małe drzywczki do duszy dziecka. Taki wytrych. I potem, gdy dziecko ma problem, o którym nie potrafi opowiedzieć, wystarczą magiczne wieczorne chwile niesamowitej bliskości, które pozwolą nam dowiedzieć się co dolega naszemu dziecko. Bywało tak, że widziałam smutek w jej oczach, jej wyjątkowo nieznośne zachowanie, a dopiero wieczorem, w łóżku, potrafiła mi powiedzieć co się stało.

    "Zastosowanie tych metod (typu "uśnij wreszcie) niesie ze sobą ryzyko wytworzenia dystansu pomiędzy tobą i twoim dzieckiem i podkopuje wzajemne zaufanie pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Techniki te dają krótkoterminowy zysk i długoterminową stratę. Tracisz możliwość poznania i stania się ekspertem w stosunku do swojego dziecka. Dziecko traci możliwość zbudowania zaufania w środowisku, które zaspokaja jego potrzeby."

    I jeszcze jedna śmieszna sprawa. W chwilach usypiania łączyła nas taka bliskość, że ja zasypiałam w tym samym momencie, gdy zasypiała ona. I później, gdy już siedziałam w drugim końcu pokoju i nawet jej nie widziałam, też to czułam. Jeśli nagle poczułam wszechogarniającą senność, tak, że kładłam się na podłodze - to wiedziałam, że właśnie zasnęła moja córeczka smile

    Ktoś, czyje dziecko zasypia samo, może powiedzieć, że przecież jest przy nim, przytula, czyta itp. Ale ja mam porównanie ze źle sypiającym dzieckiem, które długo musiałam usypiać, i dobrze zasypiającym. I mówię Wam: tego się nie da porównać smile

    Pozdrawiam
    Jola
  • 18.09.08, 15:24
    jola_ep napisała:

    > Ale te chwile nie są stracone. Budują więź, wypracowują pewnien
    rytuał, taki
    > e małe drzywczki do duszy dziecka. Taki wytrych. I potem, gdy
    dziecko ma proble
    > m, o którym nie potrafi opowiedzieć, wystarczą magiczne wieczorne
    chwile niesam
    > owitej bliskości, które pozwolą nam dowiedzieć się co dolega
    naszemu dziecko. B
    > ywało tak, że widziałam smutek w jej oczach, jej wyjątkowo
    nieznośne zachowanie
    > , a dopiero wieczorem, w łóżku, potrafiła mi powiedzieć co się
    stało.
    >

    Dziękuję Ci za te słowa, nigdy o tym w ten sposób nie myślałam...!

    --
    Filipiny, USA, Fuerteventura...
    Ciągle czytam
  • 18.09.08, 15:40
    > Dziękuję Ci za te słowa, nigdy o tym w ten sposób nie myślałam...!

    Miło mi smile
    Takie rzeczy widzi się dopiero z dłuższej perspektywy. Najlepiej wtedy, gdy ma się drugie, dobrze uspiające dziecko, i można porównać wink

    Pozdrawiam
    Jola
  • 18.09.08, 15:51
    jola_ep napisała:

    > > Dziękuję Ci za te słowa, nigdy o tym w ten sposób nie
    myślałam...!
    >
    > Miło mi smile
    > Takie rzeczy widzi się dopiero z dłuższej perspektywy. Najlepiej
    wtedy, gdy ma
    > się drugie, dobrze uspiające dziecko, i można porównać wink
    >

    Dajesz mi nadzieję, bo głównie z tej przyczyny nie mam jeszcze
    drugiego dzieckasmile

    --
    Filipiny, USA, Fuerteventura...
    Ciągle czytam
  • 19.09.08, 09:29
    > I jeszcze jedna śmieszna sprawa. W chwilach usypiania łączyła nas taka bliskość
    > , że ja zasypiałam w tym samym momencie, gdy zasypiała ona.

    Hmm ..., może śmieszne to dla kogoś kto nie karmił i nie spał z dzieckiem. Miała
    tak moja siostra i ja i jestem pewna, że jeszcze wiele, wiele mam. Gdzieś
    wyczytałam, że śpiąc z dzieckiem fazy snu matki i dziecka zgrywają się i
    przebudzenia nocne są w tym samym czasie (ja to u siebie potwierdzam). W efekcie
    nocny wypoczynek jest o wiele bardziej efektywny.

    Przy pierwszych dzieciach byłam ambitna. Wstawałam w nocy, konsekwentnie
    odkładałam do łóżeczek. Spałam średnio po 3 godziny na dobę. Zmęczenie potworne.
    A córka to był taki typ, że jak tylko poczuła łóżeczko to zaraz się wybudzała i
    było usypianie od nowa. W drugim roku życia dzieci spały lepiej za to samo
    usypianie trwało godzinami a ja padałam już na nos. I końcu dałam sobie spokój z
    łóżeczkami. Zrobiliśmy łóżko rodzinne, które zaspokoiło potrzeby dzieci i
    pozwoliło odetchnąć zmęczonym rodzicom. Po tych przejściach kolejne dziecko nie
    wie co to jest łóżeczko i śpi z mamą smile. Po skończeniu roku nie jest usypiana,
    chce spać to śpi nie chce to nie śpi. Jak jej się chce to pakuje mi się na
    kolana i wtulona zasypia.
    --
    Trójkowo
  • 18.09.08, 14:23
    Fizula, dzięki za zebranie wszystkich informacji w jednym poście.
    Popieram Cię w zupełności i zawsze uważałam metodę na "wypłakiwanie
    się dziecka", czy też "wyciszanie przez pozostawienie w samotności"
    (choćby na minutę czy dwie) za zupełne barbarzyństwo, a raczej
    produkt nowych, okrutnych czasów (w przeszłości - nie mówię o PRL -
    właśnie matka więcej była z dzieckiem niż teraz). Dodam, że
    przeczytałam tę książkę (koleżanka która stosowała tę "metodę" mi ją
    poleciła) i rzuciłam ją w kąt. Metoda ta stanowiła dla mnie
    zaprzeczenie zapewnienia dziecku bezwzględnego poczucia
    bezpieczeństwa i bezwarunkowej miłości do dziecka. Zbyt wczesnego
    uczenia go, że ma radzić sobie samo. I tak, wierzę że takie
    psedometody będą miały negatywny wpływ na przyszłe dorosłe życie
    dziecka, gdyż zablokują jego emocje (mało mamy już teraz
    emocjonalnych kalek, które nie są w stanie nawiązać dłuższego i
    głębszego związku z drugą osobą?). Zresztą ta książka (jak i wiele
    innych poradników tego typu)jest żle napisana, gdyż pozostawia zbyt
    wielkie pole do interpretacji rodziców, co widać po pierwszym wątku
    który zamieściłaś (od zbliżonego do spokojnego usypiania po jedno- i
    więcej godzinne płacze na wyczerpanie dziecka). Pamiętajmy też, że
    już jeden z amerykańskich psychologów przepraszał za swoje rady
    dotyczące bezstresowego wychowania, kto wie, czy za ileś tam lat nie
    zrobi tego autor tej książki.
    Cieszę się Fizula, że widzisz, że to forum się (nieśmiało na razie)
    radykalizuje i próbujesz to ograniczyć. Niestety jest to ogólna
    tendencja, którą bardziej widać na forach ogólnych - ludzie i matki
    także zrobili się po prostu bardzo wygodni, a płaczące dziecko to
    dla nich chleb powszedni. Mam nadzieję, że nie będziesz miała nic
    przeciwko jeśli część z tych informacji w celach edukacyjnych
    wykorzystam na Małym Dziecku linkując do Twojego wątku. Może uda się
    kogoś przekonać albo chociaż zastanowi się dwa razy zanim skaże
    dziecko na płacz, który nie jest konieczny ani potrzebny (dla mnie
    to jest autorytarny wyrok dyktatora) i jeszcze obłudnie będzie
    argumentował, że to dla dobra dziecka. Jak zwykle jestem obcesowa w
    poglądach(taka już moja natura niestetywink), ale mój pozytywny
    nastrój ulotnił sie poprzedniego wieczoru, kiedy znowu mojej
    sąsiadce niemal pół godziny + mój telefon zajęło podejście i
    zainteresowanie się swoim dzieckiem, które wybudziło się i żałośnie
    płakało. Ona właśnie stosuje metodę samodzielnego zasypiania z tej
    czy innej książki, jak widać zupełnie żle pojętą, skoro według
    niektórych intencja autora była zupełnie inna.
    To co było już podkreślane w różnych wątkach - każde dziecko jest
    inne i nie da się jednej metody usypiania zastosować w każdym
    przypadku. Być może są dzieci, które przy użyciu takich metod
    zasypiają bez płaczu - ja o nich nie słyszałam, u wszystkich
    znajomych kończyło się to strasznym płaczem. Matki, które stosują
    takie drastyczne metody powinny się cieszyć, że dzieci mają krótką
    pamięć. Ile z tego jednak zostanie w podświadomości dziecka ? Lepiej
    nie sprawdzajmy i pozwólmy naszym dzieciom dorosnąć do tych rzeczy
    (co znakomicie obserwuję po swoim synu).
  • 18.09.08, 22:48
    Mam nadzieję, że nie będziesz miała nic
    > przeciwko jeśli część z tych informacji w celach edukacyjnych
    > wykorzystam na Małym Dziecku linkując do Twojego wątku.

    A linkuj sobie na zdrowie :o) Też miałam to zamiar zrobić, tylko
    czas mi ucieka między palcami.

    zawsze uważałam metodę na "wypłakiwanie
    > się dziecka", czy też "wyciszanie przez pozostawienie w
    samotności"
    > (choćby na minutę czy dwie) za zupełne barbarzyństwo

    To ja raczej taka wrażliwa nie jestem i nie byłam, ale po prostu,
    według mnie, wypłakiwanie to żadna metoda. Chociaż czasami popłakać
    dziecko zwyczajnie potrzebuje jako wyraz swoich uczuć, także raczej
    minuta płaczu to jeszcze nie horror. Potrzebuje się wyżalić, wyrazić
    swoją bezradność czy złość czy ból poprzez płacz i za wszelką cenę
    nie trzeba go uciszać. Po prostu czasem przez płacz nasz skarb nam
    opowiada o sobie, swoich przeżyciach i warto je wysłuchać, i starać
    się zrozumieć. Co nie znaczy, że sami mamy je doprowadzać do płaczu
    swoim zachowaniem. Wydaje mi się, że takie małe szkraby i tak przez
    swoją wrażliwość, delikatność, niezrozumienie tak wielu rzeczy
    przeżywają wiele smutków, żali, bólu i innych negatywnych emocji, a
    więc szkoda jeszcze dodawać im powodów do łez. Także pod tym
    względem uważam, że masz rację, że metoda "wypłakiwania" czy to na
    raty jak w książce czy bez przerwy (jak stosują nierzadko rodzice)
    godzi w dobro i przede wszystkim w poczucie bezpieczeństwa ich
    pociech. Można tę metodę nazwać, tak jak Ty to zrobiłaś,
    barbarzyństwem, można też nazwać wyrazem niecierpliwości i złości
    rodzicielskiej.
    Dziewczyny, świetne macie komentarze, po prostu tylko się od Was
    uczyć :o)
    Ja też wspominam jako błogie chwile czas przed spaniem, gdy mój tato
    czytał nam grube lektury, a my z bratem nigdy nie mieliśmy dość.
    Zresztą mój tato mógłby udzielać korków w usypianiu dzieci :o)
    Twierdzi, że jego sekretem jest to, że potrafi doskonale wyczuć,
    kiedy dziecko zaczyna być senne i wtedy uspokaja je swoim spokojem.
  • 19.09.08, 06:55
    Z tym wypłakiwaniem to się zgadzam, czasem dziecko musi popłakać, pożalić się,
    tylko... po prostu na rękach u mamy> Niech poopowiada o sobie, nie musi się
    natychmiast uspokajać
    --
    Mama Krzysia, 17.10.2007, godz.1.30
    www.abcrodzica.info
  • 19.09.08, 12:47
    z tym płakaniem to mi chodziło o płacze dziecka w samotności (w tej
    książce jest taki scenraiusz, że mimo płaczu zostawia się dziecko na
    minutę, dwie itd.). To jest dla mnie barbarzyństwem - odwrócenie się
    od płaczącego dziecka i wyjście z pokoju, i nie przychodzenie do
    pokoju jeśli dziecko płacze, bo może samo się wypłacze i uśnie.
    Sorry, jeśli nie wyraziłam się jasno. Dla mnie ważne jest żeby jak
    dziecko płacze to zaraz przytulić, jak trzeba wziąć na ręce, kolana,
    ukoić. Płacz w samotności jest przecież okropny zarówno dla dziecka
    jak i dorosłego (chociaż spotkałam się już z komentarzem, że
    niektórzy dorośli wolą wypłakać się w samotności - nie sądzę jednak
    by to dotyczyło dzieci).
  • 20.09.08, 23:05
    joannaiwa napisała:

    > z tym płakaniem to mi chodziło o płacze dziecka w samotności (w tej
    > książce jest taki scenraiusz, że mimo płaczu zostawia się dziecko na
    > minutę, dwie itd.). To jest dla mnie barbarzyństwem - odwrócenie się
    > od płaczącego dziecka i wyjście z pokoju, i nie przychodzenie do
    > pokoju jeśli dziecko płacze, bo może samo się wypłacze i uśnie.
    > Sorry, jeśli nie wyraziłam się jasno. Dla mnie ważne jest żeby jak
    > dziecko płacze to zaraz przytulić, jak trzeba wziąć na ręce, kolana,
    > ukoić. Płacz w samotności jest przecież okropny zarówno dla dziecka
    > jak i dorosłego (chociaż spotkałam się już z komentarzem, że
    > niektórzy dorośli wolą wypłakać się w samotności - nie sądzę jednak
    > by to dotyczyło dzieci).

    Podzielam Twoje zdanie, dla mnie to też barbarzyństwo.
    --
    Filipiny, USA, Fuerteventura...
    Ciągle czytam
  • 18.09.08, 14:28
    chciałabym sie wypowiedziec w kwestii pierwszego zalinkowanego wątku.
    fizula, jak mówi, nie czytala tych pseudopsychologicznych książek. A ja i
    owszem. Probowalm sie do nich przekonac i oczywiscie stosowac, ale ciagle nie
    dawalo mi spokoju,z e moje dziekco musi tak płakać. wg mnie to nie jest tak,z e
    dzieki tym metodom dziekco sie UCZY samodzielnego zasypiania. ja widzilaam, ze
    moj mały, gdy go tak "uczyłam" nie wiedząc jeszcze o tym, ze dziecko do pewnych
    rzeczy po prostu dojrzewa samo, zasypiał z przemęczenia i wyczerpania po prostu.
    te metody są beznadziejen w szerokim znaczeniu. przede wszytskim dlatego,z e
    odbierają dziecku nadzieje na to,z e na rodzica mozna liczyc
    tak więc, przeczytałam, stosowałam,a le nawróciłam sie jeszcze szybciej niz
    zaczęłam stosować. tymi metodami można dziecko wytresowac co najwyżej, a nei
    nauczyc. takie jest moje zdanie mamy, która była po obu stronach barykady.
    i w kwestii metod usypianiowych dorzucę jedną jeszcze - chusta. na młodsze
    dzieic dizxąła fantastycznie np sprzątanie w mieskznaiu z chustą. małenstwo w
    koncu sie zmeczy i zasypia nawet nei wiemy kiedy. starsze ma w chuscie problem
    zasnąć (przynajmniej moje) przy normalnycvh domowych czynnosciach, bo to
    wszystko przeciez takie baaaaaaaardzo ciekawe, ale chodzenie z nim w kolko po
    pokoju bez zadnych atrakcyjnych bodzcow, a czasme tylko kiwanie sie na boki jest ok.
    --
    Mama Krzysia, 17.10.2007, godz.1.30
    www.abcrodzica.info
  • 18.09.08, 22:05
    > fizula, jak mówi, nie czytala tych pseudopsychologicznych książek.

    Na początku tego bardzo starego wątku nie czytałam, ale zanim wątek
    dotarł do końca przeczytałam obydwie, bo szybko czytam :o)
    A wątek już prawie starożytny ;o)
  • 19.09.08, 07:03
    a ja własnie zdałam sobie sprawę z nowego problemu spaniowego u nas.
    Mały od urodzenia, nawet jak się w środku nocy zbudził, to zjadał, dawał się
    przewinac i zasypiał, noc i ciemnosc tak kojąco na niego działały.
    tymczasem dzis znowu, jak juz kilka razy, dzis taki scenariusz. Pobudka na
    jedzenie, pielucha mokra, przewijam, wrzask, bo glodny. po przewinieciu daje
    jesc. zjada, ale oka nie moze zmruzyc przez 1,5h. ostatnio bylo 2,5. hustalam,
    nosilam, trzymalam na rekach, probowalam karmic az padnie, polozylam sie obok
    niego, by zasnac z nim, wtedy ciagnie mnie za wlosy, bawi sie itp. w koncu pada
    wlasnie po dluuuuuuuuugim czasie.
    jak sie go tylko na szybko zlapie płaczacego zanim jeszcze sie porzadnoie
    rozplacze i da sie szybko jesc, nie przewija, to od razu zasypia. no ale nie
    moze pol nocy spac z pielucha do kolan. mial ktos cos podobnego? czemu tak sie
    moze dziac? boje sie, ze mi maly w bezsennosc albo nerwice wpadnie sad
    potem rano wstaje, ziewa, ale nie spi
    --
    Mama Krzysia, 17.10.2007, godz.1.30
    www.abcrodzica.info
  • 19.09.08, 12:38
    Ja tak miałam - mój syn do cierpliwych dzieci nie należy, a juz
    szczególnie na jedzenie czekać nie lubi. I po prostu odwróciłam
    kolejność żeby go nie wybudzać - karmiłam najpierw, a później na
    śpiąco go przewijałam (no chyba że była kupa - wtedy raczej najpierw
    przewijałam, ale on powyżej pół roku już nie robił kupy w nocy). A
    jak widzisz że pieluch bardzo mokra i przeszkadza to możesz
    zaryzykować i zdjąć w trakcie karmienia żeby łatwiej usnął, a jak
    już uśnie założyć nową.
  • 20.09.08, 23:04
    kukulka11 napisała:

    > no ale nie
    > moze pol nocy spac z pielucha do kolan.

    A czemu nie? Ja nie przewijałam, żeby tylko się nie wybudziła. Królestwo za sen
    dzieckasmile


    --
    Filipiny, USA, Fuerteventura...
    Ciągle czytam
  • 21.09.08, 12:13
    może wypróbuj bardziej pojemnego pampersa?
  • 21.09.08, 15:18
    Junior mało sika w nocy, kupy nie robi, ale czasem zdarza się, że jednak trzeba
    zmienić pieluchę, gdy się wybudza na karmienie, wtedy robimy tak, że ja już
    karmię, a w tym czasie pieluchę zmienia M. Mały wtedy spokojnie zasypia dalej.

    Jeśli chodzi o nasze zwyczaje spaniowe, to jeszcze tytułem uzupełnienia.
    Zauważyłam, że nie mam problemu z usypianiem Juniego pod jednym warunkiem - że
    robię to, gdy nadchodzi jego pora. Od urodzenia prawie kąpiemy go wieczorem ok
    20, potem cyc i spanie. Ale od jakiegoś czasu nie chce wtedy zasypiać. Niestety
    - jego pora spania to 22. To się potwierdza dzień w dzień, usypiany wtedy
    zasypia bez problemów. W dzień ok. 13, po spacerze.
    Mam jeszcze taką zasadę, że nie usypiam na siłę. Jak nie zaśnie w ciągu
    kilkunastu minut, to znaczy że nie zaśnie. Wracam do tematu, jak zobaczę, że
    ziewa albo trze oczka. Albo sam poprosi. Zresztą, Mały jak nie zasypia, to za
    chwilę sam schodzi z łóżka.
    Te godziny, o których mówię powyżej, ustaliłam na podstawie obserwacji. Jak
    usypiam w innych - po prostu się nie udaje. Piszę o tym, bo może komuś to pomoże
    - zaobserwowanie, o której dziecię tak naprawdę zasypia. Jeśli chodzi o Juniora
    usypianie go np godzinę nie ma sensu.

    Jeszcze jedno - to, co pisze Jola, jest po prostu fantastyczne, mądre. Czytam
    Jolu Twoje posty z wielką przyjemnością i uwagą ...
    Jakkolwiek moje usypianie Juniora nie trwa długo, ale też mamy swój rytuał a
    nawet te kilka minut, kiedy wtula się we mnie i tak zasypia, a ja całuję go po
    główce i szepczę do niego, jest magiczne i mam nadzieję, że zaowocuje takimi
    drzwiczkami ...
    --
    ♥Junior ma już♥
  • 21.09.08, 15:23
    Ratujcie bo sfiksuję!!!!!!!! od kilku dni taki schemat:
    Uprzedam, nawet jelsi to żeby, nurofen itp nie działa
    mały wstaje 6.30
    chce mu sie jeszc ze spac, ale za chiny nie zasnie.
    bawimy sie
    ok 8-9 spac m8u sie chce okropnie
    mleko, lulu pół godz albo 20 min
    wstaje, spac mu sie chce
    bawymy sie itd
    za 2 godz pada na twarz
    probuje uspic, ryk, ucieka mi na podłoge, bawi sie ramiackziem od stanika itd
    jak nei zmusze do spania, bedize tak do wieczora albo przynajmniej poznego
    popoludnia (z ogromnymi objawami zmeczenia Krzysia)
    usypaianie trwa ook 1,5h wsrod wrzaskow. nie pomaga nawet leszenie(dspanei z
    nim) ucieka i chce raczkowqac

    17.00 marudzi okropnie
    18.00 juz go nie usypiam,t yhlkoc zekam do kapieli, kolacja
    19.000 przy kapieli w polowie zabawy ryk
    pada jak kawka przy piersi
    pobudka w nocy - mimo braku przewijania i rozbudzania 2,5-3h z glowy zanim zasnie
    wstaje i tak o 6.30
    najbardziej mnie wkurzaja te nocne wariactwa
    wczoraj bylam na weselu, maly z ciocia w domu. przyszlam, akurta sie obudzil
    (cioci nie widzial), dalam jesc, zasnal, za 1,5h pobudka i niespanie do 4 rano.

    boje sie, z ewpadnie w jakas nerwice albo bezsennosc.
    o co chodzi z tym niespaniem w nocy?
    porobiło mu sie tak od ostatniej wizyty w spzitaly na ostrym dyżurze (caly czas
    tam bylam z nim, nawet do WC nie wychodzilam, spalam z nim
    i jeszcze jedno, ja chce go uspic, bo widze,z epada na twarz, po prostu
    wlasnie wstal po drugiej 20 minutowej drzemce
    a noc dzis byla og 20.30 do 1.30 i potem od 4.30 do 6.45
    --
    Mama Krzysia, 17.10.2007, godz.1.30
    www.abcrodzica.info
  • 22.09.08, 03:30
    kukulka, wspolczuje
    moj Kajtek jest w wieku Twojego Krzysia i dzieki Bogu zaczyna spac lepiej, niedawno jeszcze mielismy jazdy ze spaniem, nigdy nie bylam pewna czy maly usnie czy nie. Na szczescie rozbudzenie w nocy zdarzylo sie tylko pare razy. Wiem co czujesz, bo ja momentami swirowalam juz, nerwy mi puszczaly

    co robisz w nocy jak Krzysio sie obudzi? u nas pare razy sie to zdarzylo,kompletnie nie reagowalam, nie zapalalam swiatla, lezalam bez ruchu, po paru nocach Kajtek przestal sie budzic. Na Twoim miejscu sprobowalambym tez wyeliminowac zmiane pieluchy skoro tak bardzo to Krzysia pobudza. Mozesz kupic pieluchy na noc, o ile sie nie myle Huggies robi takie, mozesz tez sprobowac bardzo chlonnych pieluch All-In-One,ale te trzeba prac
    --
    Kajetan 19.10.2007
  • 22.09.08, 09:06
    to jednak nie kwestia pieluch, przy nieprzewijaniu jets to samo.
    dzis na noc dalam mu apap. skutek? 3 pobudki, przy kazdje mleko i od razu lulu.
    jak sie obudzi, to ide do niego (spi sam w lozeczku w swoim pokoju) i daje
    piers. jak nie pomaga to nosze, jak nie pomaga, probuje z nim spac, ale to tez
    nie pomaga
    zauwazylam tez, ze mały w dzien ma gorsze spanie i zasypianie, jak tata jest w
    domu. teraz maz w pracy, maly zasnal przy piersi bez wiekszych problemow.
    dziwne
    ale wieczorem mowy o zasnieciu nie bylo, mimo zmeczenia, dlubal sobei w buzi
    (chyba zab mu wychodzi), nie mogl spokojnie jesc. po jakichs 15 min po apapie
    zaczal jesc spokojnie i usnal
    --
    Mama Krzysia, 17.10.2007, godz.1.30
    www.abcrodzica.info
  • 22.09.08, 10:49
    Przede wszystkim nie ładowałam bym leków w malucha.
    PO drugie może to skok wzrostowy?? MOże właśnie coś nowegop oznaje i
    stąd kłopoty ze snem?
    Na ząbki polecam homeopatię, aromaterpię, masaż dziąseł, gryzaki,
    twardą skórkę od chleba itp.
    U nas przy zębach nie spałam całe noce, więc znam ten ból.
    Życzę szybkiej poprawy!!!
    --
    Filipiny, USA, Fuerteventura...
    Ciągle czytam
  • 22.09.08, 21:01
    Jestem przeciwna homeopatii (no chyba ze masz na mysli leki ziołowe, to co
    innego, jesli tak, to jakie bys mogłą polecic? i co z aromaterapii?), a masaż
    dziąseł i zele nie działają.
    tez nie usmiecha mi sie ładowac w dziecko leków, ale chyba nie mam wyjscia. no
    chyba ze macie jakies inne pomysły?
    --
    Mama Krzysia, 17.10.2007, godz.1.30
    www.abcrodzica.info
  • 22.09.08, 21:22
    widzialam gdzie na jakims ekosklepie gryzkai dla dziecka wykonane z klacza
    kosacca. ze niby dzialaja przeciwbolowo prz zabkowaniu. moze to?
  • 22.09.08, 22:36
    kukulka11 napisała:

    > Jestem przeciwna homeopatii (no chyba ze masz na mysli leki ziołowe, to co
    > innego, jesli tak, to jakie bys mogłą polecic? i co z aromaterapii?), a masaż
    > dziąseł i zele nie działają.

    A próbowałaś tej homeopatii? Bo to taka fajna metoda leczenia, że na pewno nie
    zaszkodzi, a przeważie pomoże. Z aromaterapii mam fajny olejek, wiem że jednym
    ze składników jest goździk. Żeli słynnych nie polecam, bo są produkowane na
    alkoholu i zawierają lokalne anestetyki.

    > tez nie usmiecha mi sie ładowac w dziecko leków, ale chyba nie mam wyjscia. no
    > chyba ze macie jakies inne pomysły?

    To chyba zależy od podejścia, ja dziecku nigdy nie podałam apapu czy innego
    czopkowego cuda. Chyba pozostaje ci przeczekać.
    Podawany przez monicus korzeń kosaćca podobno pomaga, podobno też koraliki z
    bursztyna ale tego nie próbowałam. U nas pomagało międolenie piersi całą noc,
    noszenie w chuściem bujanie itp.


    --
    Filipiny, USA, Fuerteventura...
    Ciągle czytam
  • 22.09.08, 22:55
    wlasnie, moze chusta by pomogla. Jak Kajtek mial problemy z usypianiem
    nosilam go pol godziny przed spaniem i fajnie mi sie uspokajal
    --
    Kajetan 19.10.2007
  • 23.09.08, 08:06
    probowalam. nie pomaga. dziecko mi sie tylko nakreca, chce bawic itp. to samo
    jak probuje z nim spac. no i najwazniejsze. dlaczego sie budzi. dlaczego nie
    moze zasnac. to mi nie daje spokoju, ze cos mu jest.
    aha, jak tak nie moze zasnac to nawet piersi nie chce.
    za homeopatie dziekuje, bo www.psychomanipulacja.pl/tem/homeopatia.htm
    inne metody sa dla mnie do przyjecia
    --
    Mama Krzysia, 17.10.2007, godz.1.30
    www.abcrodzica.info
  • 23.09.08, 11:36
    kukulka11 napisała:

    > probowalam. nie pomaga. dziecko mi sie tylko nakreca, chce bawic
    itp. to samo
    > jak probuje z nim spac. no i najwazniejsze. dlaczego sie budzi.
    dlaczego nie
    > moze zasnac. to mi nie daje spokoju, ze cos mu jest.

    Ja mam miesiące takich cyrków za sobą. IMO trzeba przeczekać. Nadal
    uważam, że podawanie apapu nie jest rozwiązaniem problemów ze snem,
    a to wbrew pozorom lek - w jakiś sposób wpływasz na organizm dziecka.

    > aha, jak tak nie moze zasnac to nawet piersi nie chce.
    > za homeopatie dziekuje, bo www.psychomanipulacja.pl/tem/homeopatia.htm
    > inne metody sa dla mnie do przyjecia

    Bazujesz tylko na tej stronie?

    U takiego dziecka trudno stwierdzić ADHD, na pewno nie na podstawie
    snu. Co do zaburzeń snu, to też jest to przypadłość dość rzadka.
    Musiałabyś zrobić dokłany spis zachowań w ciągu doby, ilość snu,
    przebieg faz snu, żeby wogóle coś takiego stwierdzić.

    Oczywiście istneije opcja jakiejś dolegliwości, tutaj trudno coś
    doradzić. Jesteś w stanie poznać czy go coś boli?


    --
    Filipiny, USA, Fuerteventura...
    Ciągle czytam
  • 23.09.08, 12:19
    nie tylko na tej stronie bazuję w spr homeopatii
    tak, na pewno go cos boli, stawiam, ze ząb. przy kazdym wychodzacym zebie sa
    takie cyrki.
    ja apap podaje nei na problemy ze snem tylko na bol.
    --
    Mama Krzysia, 17.10.2007, godz.1.30
    www.abcrodzica.info
  • 23.09.08, 08:01
    no nie moge, normalnie zwariuje. wczoraj dzien super ze spaniem, wieczorem
    zasnal jak aniol, potem budzil sie co chwile, wiec dalam apap. i co? od 24.00 do
    2.30 jazda
    pobudka o 6.30
    jestem wsciekla zmeczona, nieprzytomna tak,z e nie mam sily sie nim zajmowac. a
    wsciekla, bo juz z bezsilnosci. ze nei wiem, co mu jest i boje sie, ze cos
    groznego, jakies zaburzenia snu, adhd czy cos.
    co mu moze byc?a stwierdzono tylkio anemie, nic wiecej.
    --
    Mama Krzysia, 17.10.2007, godz.1.30
    www.abcrodzica.info
  • 23.09.08, 13:00
    Niedobór żelaza może być przyczyną gorszego spania, ale myślę, że nie aż w takim
    stopniu. Mój Junior też nadal zalicza kilka pobudek co noc, a gdy idą zęby - no
    to jest po prostu fatalnie. Prawda jest taka, że każde dziecko znosi ząbkowanie
    inaczej, jedne lepiej inne gorzej. Mój akurat gorzej i pewnie Twój też. Wiem,
    jak się czujesz, bo sama mam za sobą sporo takich kryzysowych nocy, z czego
    najgorszy jest brak snu matki, bo to jest wyczerpujące na maksa i potem w ciągu
    dnia człowiek jest jak zombie.
    Ja już miałam takie momenty, że już wolałam dzień od nocy, bo w nocy i tak nie
    spałam, w dzień mimo, że ledwo na oczy patrzyłam z niewyspania, to jakiś spacer,
    pobawić się można i jakoś jest milej. Ale to mija. Wyłazi ząb i jest lepiej.
    Co Ci radzę, to przede wszystkim, żebyś postarała się jakoś sama wypocząć i
    zrelaksować w ciągu dnia, poproś jeśli możesz kogoś zaufanego choćby o godzinę
    zabawy z Małym i idź spać po prostu. Postaraj się nabrać dystansu do tego, to
    jedyny sposób, aby przerwać błędne koło, bo on doskonale czuje Twoje nerwy i
    przez to też sam się może denerwować i jeszcze gorzej spać. Jeśli to zęby - to
    to na pewno minie. Ja bym nie dawała mu tyle apapu. Jak nie ma gorączki, którą
    trzebaby zbijać, to nie ma sensu go szpikować. Serio. Co do żeli, to u mojego po
    prostu nie działają. Jak idą zęby to budzi się co pół godz, godz, po prostu śpi
    z nami i wisi mi na cycu, szarpie go i w ogóle jest tragicznie ... ale to mu
    pomaga. W nocy po prostu ma mniej bodźców i bardziej te zęby czuje.
    Co do adhd, to jeszcze za wcześnie żeby to diagnozować. Mówię Ci, sporo dzieci
    ma jazdy ze spaniem.
    Możesz dla uspokojenia zrobić mu badanie moczu (ogólne i posiew) czy coś go nie
    gnębi. Obejrzyj dziąsła, czy coś nie idzie.
    --
    ♥Junior ma już♥
  • 23.09.08, 14:14
    > Ja bym nie dawała mu tyle apapu. Jak nie ma gorączki, którą
    > trzebaby zbijać, to nie ma sensu go szpikować.

    Nie wiem, jak długo i w jakich ilościach można podawać apap, ale jeśli robisz to
    w dozwolonych granicach, to moim zdaniem:

    warto podawać apap na ból.

    Osobiście, jak dziecko nie odczuwa bólu, to apapu (i podobnych) nie podaję. Nie
    ma sensu podawać go na samą gorączkę. Dzięki innym metodom zawsze utrzymywałam
    ją w granicach dopuszczalnych 39 stopni.

    Ale to moje zdanie. Sama też: jak boli, biorę lek przeciwbólowy, jak mam
    gorączkę, to idę do łóżka.

    Dlaczego akceptujemy sens chemicznego zbijania gorączki (ma znaczenie w
    szczególnych przypadkach, które nie zawsze występują) a nie akceptujemy
    działania przeciwbólowego?

    Pozdrawiam
    Jola
  • 23.09.08, 14:36
    jola_ep napisała:


    > Dlaczego akceptujemy sens chemicznego zbijania gorączki (ma
    znaczenie w
    > szczególnych przypadkach, które nie zawsze występują) a nie
    akceptujemy
    > działania przeciwbólowego?
    >

    To sprostuję, gorączki nie zbijam do 40st, powiedzmy 40,5 st.
    Działam okładami, chłodzeniem itp.
    Na ból działam również inaczej.
    Wogóle nie przemawia do mnie chemiczne zwalczanie czegokolwiek, nie
    chciałabym żeby w małym organiźmie już odkładały się leki.

    --
    Filipiny, USA, Fuerteventura...
    Ciągle czytam
  • 24.09.08, 08:57
    licytowac sie, kto dluzej czeka z podaniem lekow przeciwgoarczkowych?
    Ja nei czekam. Sama, jesli mam goraczkie, czuje sie podle i
    wyobrazam sobie, jak musi sie wowczas czuc male dziecko. Daje
    paracetamol lub ibuprofen juz powyzej 37.5 st.C. i nawet nie chodzi
    o temperature, ale o dzialanie przeciwbolowe. Leki stosowane w
    zalecanych dawkach (zwlaszcza stosowane sporadycznie, a nie
    przewlekle) nie odkladaja sie, a metabolizuja w organizmie. Poza tym
    jedno z moich dzieci miewalo drgawki goraczkowe,a kilka miesiecy
    temu goraczka i banalna infekcja gardla wywolala u niego stan
    padaczkowy i pobyt na OIOMie,wiec ne zamierzam wyglupiac sie z
    chlodnymi okladami w takich sytuacjach.
    Swoja droga, ostatnio slyszalam o doniesieniach, ze paracetamol w
    czopku nie dziala,slabo wchlania sie z odbytnicy. Lepiej stosowac
    postacie doustne.
  • 24.09.08, 10:30
    mruwa9 napisała:

    > licytowac sie, kto dluzej czeka z podaniem lekow
    przeciwgoarczkowych?

    A kto się licytuje?

    > Ja nei czekam. Sama, jesli mam goraczkie, czuje sie podle i
    > wyobrazam sobie, jak musi sie wowczas czuc male dziecko. Daje
    > paracetamol lub ibuprofen juz powyzej 37.5 st.C. i nawet nie
    chodzi
    > o temperature, ale o dzialanie przeciwbolowe.

    Ty wolisz walczyć z chorobą chemicznie, ja wolę dać organizmowi
    szansę na uruchomienie własnego układu immunologicznego. 37,5 wogóle
    u dziecka jako gorączki nie interpretuję. Pomijając fakt, że gdy
    wyruszę z armatą na 37,5, nie wiem czym zadziałam przy 41 stopniach.


    Leki stosowane w
    > zalecanych dawkach (zwlaszcza stosowane sporadycznie, a nie
    > przewlekle) nie odkladaja sie, a metabolizuja w organizmie. Poza
    tym
    > jedno z moich dzieci miewalo drgawki goraczkowe,a kilka miesiecy
    > temu goraczka i banalna infekcja gardla wywolala u niego stan
    > padaczkowy i pobyt na OIOMie,wiec ne zamierzam wyglupiac sie z
    > chlodnymi okladami w takich sytuacjach.

    A mogłabyś nie uogólniać swojego dziecka na wszystkie? Kaźda z nas
    ma rozum i działa tak, jak uważa. BTW drgawki sa bardzo demonizowane.

    I akurat dla mnie fakt, źe moja prawie trzylatka nie zna leków
    chemicznych prawie wcale jest powodem do dumy. Inny styl, myślę, źe
    warto go respektować.



    --
    Filipiny, USA, Fuerteventura...
    Ciągle czytam
  • 24.09.08, 11:05
    > licytowac sie, kto dluzej czeka z podaniem lekow przeciwgoarczkowych?

    JA! Ja! wink

    A tak poważnie, to jeśli ja gorączkuję, to czuję się podle, włażę do łóżka,
    przykrywam kocem, piję ziółka i zarządzam, że jestem niedostępna. Dzieci o dziwo
    to respektowały (chyba jedyna taka sytuacja). Po czym śpię, śpię,... Na drugi
    dzień wstaję, mogę ogarnąć dom z zaległości, a trzeciego jestem zdrowa.

    Jeśli nie mam możliwości takiego przechorowania, to choróbsko ciągnie się u mnie
    długo...

    Podobnie u moich dzieci. Przetestowałam, że jak się "wygorączkują", to zdrowieją
    szybciej. Nawet się cieszę, jak mają gorączkę smile (o ile oczywiście wiem, co im
    dolega).

    Układ immunologiczny rzeczywiście działa sprawniej w wyższej temperaturze,
    dodatkowo ta temperatura znacząco ogranicza namnażanie się szkodliwych
    drobnoustrojów.

    Pisałam o szczególnych przypadkach: do takich należą drgawki gorączkowe. Są one
    groźne, bo mogą być objawem groźnych chorób (na szczęście w ogromniej większości
    wypadków nie są). Dlatego nie należy ich lekceważyć.
    Jeśli dziecko ma skłonności do drgawek, to wtedy rzeczywiście nie dopuszcza się
    do wzrostu gorączki (zbija się już przy minimalnym wzroście).

    Jeśli chodzi o resztę dzieci, to warto pamiętać, że najbardziej obciążający dla
    organizmu jest jej szybki wzrost (wtedy też jest największe niebezpieczeństwo
    drgawek). Lepiej jak dziecko ma 39 na stałym (w miarę oczywiście) poziomie niż
    zbijać, a potem ona rośnie, zbijać itd. (zdarza się przy wirusówkach)

    Moja córa ostatnio chorowała z gorączką do 40 stopni. Zaproponowałam jej coś od
    gorączki, a ona nie chciała. Stwierdziła, że wcale nie będzie się lepiej czuła.
    Mam tylko o nią zadać wink Więc leżałam i przytulałam pannicę lat 13, poiłam
    ziółkami, robiłam okłady i się troszczyłam smile

    Pozdrawiam
    Jola
  • 24.09.08, 11:40
    jola_ep napisała:

    > Moja córa ostatnio chorowała z gorączką do 40 stopni.
    Zaproponowałam jej coś od
    > gorączki, a ona nie chciała. Stwierdziła, że wcale nie będzie się
    lepiej czuła.
    > Mam tylko o nią zadać wink Więc leżałam i przytulałam pannicę lat
    13, poiłam
    > ziółkami, robiłam okłady i się troszczyłam smile

    No właśnie i o to chodzi, o czas dany sobie i dziecku na
    przechorowanie. Jestem przekonana, że większość powikłań powoduje
    zbyt szybkie leczenie chorób i "poganianie" organizmu lekami.
    Taka anekdotka: ostatnio znajoma siedmiomiesięcznej córce na kaszel
    (oskrzela nei były zajęte) zaaplikowała w kooperacji z lekarzem
    chyba sześć różnych specyfików wraz z antybiotykiem, argumentując,
    źe przecież ona nie ma czasu tygodniami leczyć dziecka. Tja...


    --
    Filipiny, USA, Fuerteventura...
    Ciągle czytam
  • 23.09.08, 22:28
    Może niedokładnie się wyraziłam. Akceptuję działanie przeciwbólowe środków
    przeciwbólowych tak samo jak przeciwgorączkowe. Żeby być dokładną - z zasady
    wolę metody nie proszkowe, np na gorączkę okłady. Chodziło mi o wysoką gorączkę,
    kiedy naturalne metody (same) już nie działają, albo działają zbyt wolno. Z
    moich doświadczeń z Juniorem niestety nie obyło się przy gorączce bez
    paracetamolu i nurofenu jak miał 3dniówkę, bo miał powyżej 40 stopni. Tamta
    choroba Juniego to dla mnie było straszne przeżycie i boję się takiej gorączki
    bardzo u niego, stąd o gorączce pisałam.
    Co do działania przeciwbólowego - wolę nie napychać się ani dziecięcia prochami,
    ale też z własnego niestety doświadczenia wiem, że czasem nie da rady i nie ma
    sensu cierpieć lub żeby dziecko cierpiało, jeśli może pomóc proszek.
    Odniosłam wrażenie, że w tym przypadku nie ma pewności, czy to na pewno ból,
    więc i czy apap potrzebny (ale mogę się mylić).
    Na pewno moim zdaniem nie ma sensu podawać leków "na wszelki wypadek".

    Przy okazji - powiedz mi, jakie masz metody na gorączkę? Ja z naturalnych
    stosowałam zimne okłady, kąpiele w chłodniejszej wodzie.

    Pozdrawiam smile)))
    --
    ♥Junior ma już♥
  • 24.09.08, 13:23
    Dziękuję za wyjaśnienia. Chyba źle zrozumiałam smile

    > Przy okazji - powiedz mi, jakie masz metody na gorączkę? Ja z naturalnych
    > stosowałam zimne okłady, kąpiele w chłodniejszej wodzie.

    Po pierwsze poić. Kiedyś córa mi się odwodniła przy gorączce, więc jestem
    ostrożna. Wtedy bardzo trudno jest zbić temperaturę.

    Do picia daję ziółka: czyli lipę (dodatkowo działa usypiająco i uspokajająco),
    czasem dodatkowo kwiat bzu czarnego. Do picia dolewam dla smaku trochę Pyrosalu
    (sam jest za słodki, dlatego rozcieńczam go wodą). Picie do termosu, aby było
    smaczne, lekko cieplutkie i pod ręką wink

    Okłady robię na łydki. Czyli zawijam nogi (nóżki wink ) mokrą ściereczką
    (temperatura wody pokojowa, nie za zimna), potem przykrywam chustą wełnianą,
    albo ręcznikiem, czasem dodatkowo kocem. Po 10 minutach zmieniam okład, potem
    jeszcze raz lub dwa (góra) Ważne: nogi muszą być ciepłe! Jeśli nie, nie można
    stosować okładów.
    Temperatura spada, ale dopiero po jakiejś godzinie o około 1 stopień. (mi to
    akurat wystarcza)

    Takie okłady działają dodatkowo usypiająco.

    Dodatkowo robię chłodne okłady na czoło.

    Kąpieli nie stosuję, bo są trochę obciążające dla organizmu i trzeba je stosować
    ostrożnie.

    Pozdrawiam
    Jola
  • 21.11.08, 21:23
    Normalnie Bogu niech będą dzieki za ten wątek....
  • 16.01.09, 11:11
    Książki o której mowa nie czytałam, ale czytałam rozdział o zasypianiu z ksiązki
    "Język niemowląt". Zdaje się, ze metody są podobne. Sama zaczęłam stosować tę
    metodę gdy - o zgrozo- moje Maleństwo miało raptem miesiąc. Córcia nie płakał
    dłużej niż godzinę, ale przypuszczam, że poprostu była za maleńka i dłużej już
    nie miała siły. Metoda ta polecana jest dla dzieci od 0 do 8 mies więc wsparta
    autorytetem i namowami otoczenia, że dziecko przy piersi nie powinno usypiać, że
    powinno spac w łóżeczku, zdecydowałam się. Nie pozostawiałam jej samej w pokoju,
    poklepywałam ją po ramieniu i szeptałąm :ciiiiii... I trwało to trzy wieczory i
    faktycznie za każdym malutka usypiała szybciej.
    Na szczęście stał się cud. Od tej samej osoby, która krutykowała moje noszenie
    dziecka i spanie razem w łóżku - podarowałą mi świetną książkę, której sama nie
    przeczytała wink - "Mądrzy rodzice". Po lekturze bardzo się spłakałam - szarpana
    wyrzutami sumienia i jednocześnie odetchnęłam z ulgą, bo utwierdziłąm się w moim
    wewnętrznym przekonaniu, że miejsce mojej córeczki w nocy jest przy mnie. Ludzie
    to jedyne ssaki, które nie śpią ze swymi pociechami a i tak nie wszyscy, raczej
    ogranicza się to do kręgu tak zwanej cywilizacji zachodniej. Ponadto - nad czym
    szczególnie ubolewam - nieukojony płacz dziecka powoduje wzrost hormonu stresu -
    kortyzolu - w jego mózgu, a to powoduje nieodwracalne zmiany w chemii mózgu.
    Odbija się to w wieku dorosłym na gorszym radzeniu sobie ze stresem, popadaniem
    w depresję, niezdolnością do czułej miłości partnerskiej i kto wie jakie jeszcze
    braki w inteligencji emocjonalnej. Tak więc nie łudźmy się tym, że skoro dziecko
    nie pamięta, to nie moze mu to w przyszłości zaszkodzic, wszak swoich porodów
    również się nie pamięta a psychologia niewyklucza jego wpływu na psychikę w
    życiu dorosłym człowieka. www.psychologia.net.pl/serwis.php?level=2007,75
    Tylko nie wiem dlaczego tu piszą o niskim poziomie kortyzolu, ja czytałam, o
    wysokim, ale nie sprawdzę w tym momencie, gdyż książka już pożyczona.
    Pozdrawiam.
  • 16.01.09, 15:09
    Mysle sobie, co z tym spaniem niemowlaka w lozku rodzicow... Mysle
    teoretycznie, bo u nas dzidzia w drodze jeszcze do kwietnia... Jak
    pogodzic potrzebe lozkowej przestrzeni dla malzenstwa z potrzebami
    dziecka, które 'ma zasypiac przy mamie'? Czy w ten sposob nie miesza
    sie niebezpiecznie tych dwoch przestrzeni: malzenstwa i
    rodzicielstwa? Jak to widzicie, jak rozwiazujecie?
  • 16.01.09, 15:16
    nazywajmuy rzeczy po imieniu smile
    Seks mozna uprawiac nie tylko w sypialni. Poza tym noworodkowi chyba
    nie sprawia specjalnej roznicy, co robia w lozku rodzice obok wink
    Poza tym IMHO wspolne spanie z dzieckiem jest super, pod warunkiem,
    ze jest akceptowane przez wszystkie strony ukladu. Jesli komus taka
    sytuacja nie odpowiada - trzeba dyskutowac, wypracowac jakies
    kompromisy, aby nie bylo niedomowien. Masz czas do kwietnia, zeby
    obgadac z mezem, co on na ten temat sadzi.. wink
  • 16.01.09, 15:42
    Dzieki mruwa. O seks tez chodzismile, ale nie tylko. Gdzies
    przeczytalam o tym, zeby loze malzenskie bylo przede wszystkim
    malzenskie, zeby potomkowie szanowali prywatnosc rodzicow
    (oczywiscie od niemowlaczka nie mozna tego wymagac). Czuje, ze jest
    w tym sens, ze moze to byc jeden ze sposobow na to, zeby dziecko nie
    bylo w hierarchii wartosci rodzinnych wyzej od malzenstwa. Najpierw
    malzenstwo, potem rodzicielstwo. Ale jako laikowi w tych kwestiach
    (no, ostatnie miesiace laikatu wink pozostaje mi teoretyzowanie.
  • 16.01.09, 16:19
    no wlasnie w ksiazkach i czasopismach nie takie glupoty mozna
    przeczytac. A uczyc poszanowania intymnosci rodzicow mozna i bez
    eksmisji niemowlecia z malzenskiej sypialni. Dziecko nie rodzi sie
    na doczepke malzenstwu/parze, ale jako czlonek rodziny i jako
    czlonek rodziny ma takie samo prawo do realizacji wlasnych potrzeb i
    poczucia bezpieczenstwa, jak pozostali domownicy. a z wlasnego
    doswiadczenia wydaje mi sie, ze tym latwiej dziecko uczy sie tego
    szacunku dla intymnosci rodzicow, im bardziej rodzice szanuja wlasne
    dziecko, maja zrozumienie dla jego potrzeb, zmieniajacych sie
    przeciez na roznych etapach zycia i w rozym wieku.
  • 16.01.09, 16:54
    Wiesz, ja o tym przeczytalam gdzies na katolickiej stronie
    internetowej i pamietam, ze to byly poglady osoby budzacej moje
    zaufanie. Ale tam nikt tez nie doradzal konkretnych rozwiazan, tylko
    nakreslil ogolna zasade prawa malzonkow o intymnosci.

    Na marginesie: podoba mi sie taka propozycja, zeby matka zawiesila
    nad lozkiem dziecka sentencje 'najwazniejsza osoba w moim zyciu to
    moj maz'. Co nie oznacza negowania potrzeb dziecka. Wrecz
    przeciwnie, kiedy dzieciak widzi, jak bardzo rodzice dbaja o
    malzenstwo, ma poczucie, ze on sam rosnie na dobrym fundamencie.
  • 16.01.09, 17:53
    jasne, ze trzeba dbac o zwiazek, zwlaszcza, ze dla wiekszosci chyba
    par, narodziny dziecka, zwlaszcza szczegolnie wymagajacego, sa
    zrodlem kryzysu w zwiazku, mniej lub bardziej nasilonego, ale
    jednak. Po narodzinach dziecka nic juz nigdy nie bedzie takie samo,
    jak przedtem. Seks tez nie wink Tak wiec warto miec swiadomosc i
    troszczyc sie o swoj zwiazek, ale nie za wszelka cene, nie kosztem
    dziecka... sluchaj, masz pare miesiecy czasu, rozmawiaj o tym ze
    swoim mezem, o tym, jak on sobie wyobraza Wasze wspolne dalsze
    zycie, co sadzi o ewentualnym wspolnym spaniu z dzieckiem, o
    karmieniu piersia, etc. Zycze Ci, zeby Twoje dziecko bezproblemowo
    zasypialo w lozeczku, ale spanie z dzieckiem przy piersi to tez nie
    przestepstwo smile
  • 16.01.09, 18:03
    To dowcip jakiś jest? Nad łóżkiem dziecka? Bosz...
    --
    Kalinosia
  • 16.01.09, 18:23
    A dlaczego to Cie tak bulwersuje? To jest ciekawe. Czy to, ze
    najwazniejszy jest maz, odbiera cos dziecku? Moim zdaniem wrecz
    odwrotnie.
    Zreszta, ja sobie nie zamierzam wieszac czegos takiego przy lozku,
    chcialabym tylko o tym pamietac wlasnie przy dziecku. Bo wydaje mi
    sie, ze kiedy hierarchia sie odwroci: dziecko nad mezem, dziecko nad
    malzenstwem, to wtedy wlasnie dziecku dzieje sie krzywda. To ono ma
    wowczas zapelniac dziury emocjonalne po zaniedbanym malzenstwie. A
    to ponad jego sily. I potem rosna ludzie z coraz lepiej
    zakonserwowanymi pepowinami, niedojrzali do samodzielnego zycia.
    Co oczywiscie nie znaczy, ze maluch, zwlaszcza w pierwszym okresie
    zycia, pochlania wiekszosc czasu i energii. Pochlania, i to jest
    normalne. Ale to z kolei nie musi sie wiazac z wewnetrzna postawa
    odstawieniem malzenstwa na drugi plan.

    No, ale daleeeko odbieglam od tematu.
    Mruwie dzieki za wsparcie. Bedziemy o tym gadac z mezem, musowo.
  • 17.01.09, 19:55
    > potem rosna ludzie z coraz lepiej
    >zakonserwowanymi pepowinami, niedojrzali do samodzielnego zycia.
    Jolu, dziecko jest jak samochod, im wiecej milosci, bycia z
    rodzicami, fizycznej i psychicznej bliskosci (a dla samochodu
    benzyny), tym dalej sam potem zajedzie, ni ebedzie sie musial
    zatrzymywac przy kazdej "stacji" na "pobieranie" calusow i pieszczot!

    Poczytaj sobie krotka dyskusje i argumenty o spaniu na naszym blogu.

    --
    Nasz blog : cycusialka.bloog.pl Zapraszamy!
  • 18.01.09, 13:05
    Bulwersuje mnie po pierwsze łopatologiczność tego pomysłu, żeby
    dziecku nad łóżkiem wieszać wyrok, że jest mniej ważne. Od razu
    sobie wyobraziłam, że dziecko już umie czytać...
    A po drugie, to przestroga na przyszłość - bo dzieci z domu wyfruną,
    a mąż powinien pozostać. I niedobrze, kiedy się czuje odtrącony. Ale
    na to są sposoby. A niemowlę, małe dziecko, zawsze będzie centrum
    wszechświata rodziców, bo wymaga tyle uwagi, opieki i miłości, że po
    prostu inaczej się nie da.
    --
    Kalinosia
  • 18.01.09, 13:58
    Bulwersować może nachalna potrzeba gradacji ważności osób w życiu czlowieka.
    Kogo bardziej kochasz mamę, czy tatę? Idiotyczne i nie sluzy niczemu.
  • 19.01.09, 11:42
    Kilka osob intepretuje te slowa tak, jakby zaraz mialy mowic swoim
    dzieciom 'najwazniejszy jest dla mnie moj maz', uzywajac tego
    sformulowania jako bata, narzedzia szantazu, upokorzenia. A chodzi o
    cos zupelnie innego: ze to na milosci malzenskiej buduje sie milosc
    do dziecka. W tym sensie malzenstwo jest wazniejsze, nie w sensie
    ilosci czasu i uwagi poswiecanej dziecku. Wiadomo, ze male dziecko
    zawsze zawladnie czasem i uwaga rodzicow. I to jest normalne, o ile
    nie zakloca podstawowej hierarchii wartosci: malzenstwo jako
    fundament, a rodzicielstwo na nim.
    Jesli tego fundamentu zabraknie, jesli bedzie sie go oslabiac,
    dziecko bedzie zwyczajenie 'niedozywione' miloscia.
    Tyle.
  • 19.01.09, 12:18
    Masz racje...tylko jestes jeszcze teoretykiem tongue_out choc uswiadomienie
    sobie pewnych zjawisk to pierwszy klucz do sukcesu. Po porodzie
    dojdzie zmeczeniem, nowe obowiazki, ktore nie moga czekac i nei da
    sie ich odlozyc na potem (pielegnacja i karmienie noworodka), czesto
    spadek libido,efekt- kobietom po porodzie czesto lozko kojarzy sie
    jedynie ze snem, a faceci nie zawsze staja na wysokosi zadania ze
    swoim zrozumieniem samopoczucia kobiety i nowych obowiazkow. IMHO
    narodziny pierwszego dziecka sa zrodlem kryzysu w prawie kazdym
    zwiazku, czasem ten kryzys jest po prosu slabiej wyrazony, ale po
    porodzie nic juz nigdy nie bedzie takie samo, jak przed. To, co moge
    zasugerowac ze swojej strony, to zeby pozwolic i zachecac mlodego
    tate do kontaktu z dzieckiem: noszenia, przebierania, nawet, jesli
    uda mu sie pampersa zaalozyc tyl do przodu albo dobrac ciuszki z
    zupelnie roznych bajek. I wspierac go i zachecac do tych kontaktow,
    to jest kapital, ktory naprawde procentuje i to zarowno w
    malzenstgwie, jak i w kontaktach z dzieckiem. Przez cale zycie.
  • 19.01.09, 13:12
    Po przeczytaniu wypowiedz Mruwy, przypomniał mi się tekścik z
    jakiegoś poradnika - coś w rodzaju: "Kiedy mąż i młody ojciec staje
    się najbardziej pociagający dla żony/młodej matki? Wtedy, gdy
    przewija ich wspólne dziecko" smile
    I zgadzam się z Autorką wątku, ze na dobrym związku, buduje się też
    dobre rodzicielstwo. Może ja nie ubierałabym tego w te dość
    patetyczne słowa (moja znajoma ze studiów, faktycznie miała taki
    tekst nad łóżeczkiem dziecka) ale pewnie chodzi o to, by choć chwilę
    codziennie znaleźć na wymienienie się uczuciami, myślami, by nie
    zredukować się tylko do roli rodziców. Bo po paru latach ciężkiej
    roboty opiekuńczo/wychowawczej z dzieckiem, może się okazać, że już
    nie ma wspólnoty między parą.
  • 16.01.09, 21:14
    midla napisała:

    > To dowcip jakiś jest? Nad łóżkiem dziecka? Bosz...

    Też mnie to zszokowało. Zresztą w ystuacji podbramkowej nie musiałabym się
    zastanawiac kogo bym wybrała....
    --
    Czytam,
    patrzę,
    podróżuję.
  • 18.01.09, 01:09
    Czytałam tę znaną propozycję:

    zeby matka zawiesila
    > nad lozkiem dziecka sentencje 'najwazniejsza osoba w moim zyciu to
    > moj maz'.

    W tej sentencji nie tyle chodzi o konkretne rozwiązania, co o
    hierarchię wartości: dziecko prędzej czy później ma Ci wyrosnąć z
    Twojego łóżka, ale mąż- o nie! Maluch z tej bardzo intymnej
    bliskości ma wyrosnąć, ale w swoim interesie żony powinny dbać, by
    troszczyć się o bliskość z mężem. Piszesz o prawie do intymności:
    ale tak naprawdę to teraz jak masz dzidziusia pod sercem, to nie
    masz żadnej intymności w sensie odizolowania się od dziecka. Jeśli
    będziesz karmić piersią, to zobaczysz, że pierś jest taką
    naturalną "zewnętrzną pępowiną", która zapewnia dziecku potrzebną mu
    do rozwoju i fizyczną, i psychiczną bliskość. Ale potrzebną mu tylko
    przez określoną ilość czasu- potem dzieci super z niej wyrastają,
    jeśli mieć dla niech cierpliwość. A w tą warto się uzbroić, jak się
    ma dzieci.
    A propos seksu w małżeństwie, gdy dziecko w łóżku rodziców: dla
    chcącego nic trudnego. Jeśli obojgu zależy na współżyciu- to już oni
    sobie znajdą miejsce i czas :o) Jak któremuś "nie pasuje"
    współżycie, to się może wykręcać dzieckiem w łóżku albo bólem
    głowy ;o) No i życie ogólnie weryfikuje nasze pomysły.
    --
    Dzieci pięknie wyrastają z karmienia piersią, jeśli im się na to pozwoli
    Spotkania mam karmiących piersią- Lublin
  • 16.01.09, 16:29
    Ja śpię z dzieckiem. Na początku mi to przeszkadzało, a teraz nawet
    nie wiem, czy karmiłam przez sen. Problem intymności z mężem również
    jest ważny. Ja zrobiłam tak, że kupiliśmy duży materac do pokoju
    synka i ja go usypiam na tym materacu, mały śpi parę godzin. Nawet
    jak spał tylko 2 godziny po uśpieniu to i tak w tym czasie jakoś nam
    się udawało zająć sobą w naszym małżeńskim łożu. Czyli generalnie
    pół nocy śpię z mężem, pół z synkiem. Mały czasem się tylko domaga w
    tej drugiej połowie nocy, żeby tatuś do nas przyszedłsmile i wtedy
    śpimy we trójkę.
  • 16.01.09, 21:59
    My mamy, krótko mówiąc, przesrane. Niestety, ale żadna z
    metod "uczenia dziecka zasypiania" do nas nie przemawiała i nie
    przemawia. W efekcie trzyletni Maks zasypia z tatą, po
    przytulankach, historiach itp, a 17-miesięczna Ola ze mną, po
    długiej sesji cyckowej. Usypianie jednego i drugiego trwa 30 minut
    do godziny. Długo, wiem, i przeszkadza mi to. Ale nie umiem inaczej.
    Co więcej, ciasnota mieszkaniowa i obyczaje Oli, która budzi się
    kilka razy w nocy sprawiły, że mąż śpi z Maksem, a ja z Olą.
    --
    Maksymilian 21 listopada 2005
    Aleksandra 8 sierpnia 2007
  • 16.01.09, 23:13
    Ależ ja codziennie muszę dziecko na siłę wyciągać rano z łóżka. Problem z
    usypianiem jest tylko.
    --
    Zagłosuj na mniesmile
  • 17.01.09, 12:24
    Abielo, a Flora się budzi często w nocy? Próbowałaś jakiś
    homeopatycznych środków? Może jakiś syrop ziołowy lekko uspokajający
    na wieczór...?
    --
    Maksymilian 21 listopada 2005
    Aleksandra 8 sierpnia 2007
  • 17.01.09, 13:25
    naturella napisała:

    > Abielo, a Flora się budzi często w nocy? Próbowałaś jakiś
    > homeopatycznych środków? Może jakiś syrop ziołowy lekko uspokajający
    > na wieczór...?

    Próbowałam homeo. i dzięki temau nie budzi się sto razy, tylko raz. Przesypiała
    już regularnie ale od choroby znów pobudka. Cieszę się właściwie, że tylko raz
    ale i tak fajniej było przesypiać całą noc.
    --
    Zagłosuj na mniesmile
  • 17.01.09, 17:50
    U nas Maks śpi całą noc, bardzo twardo, ale Olka jest
    niereformowalna. Ostatnio coś się pogorszyło i chyba z 5 razy ją w
    nocy karmiłam. Tak przynajmniej wnioskuję z ilości zmienianych
    pozycji, bo karmię ją zawsze tak, żeby była w łóżku od ścianybig_grin
    --
    Maksymilian 21 listopada 2005
    Aleksandra 8 sierpnia 2007
  • 17.01.09, 17:55
    W tym wieku to ja też tyle i więcej karmiłam, do 10 razy.
    Dla mnie to teraz li tylko potwierdzenie, że kp na sen całkowitego wpływu u niej
    nie miało. Taki ciężki typ.
    --
    Zagłosuj na mniesmile
  • 19.01.09, 15:00
    a zdarza wam sie, ze wasze dzieci ok 15 mies nie spia w dzien i za nic na
    swiecie nie moga zasnac po kapieli? (normalnie padal)i jeszcze w nocy budza sie
    co 2h? mowcie co chcecie ale w tej chwili mam serdecznie dosc swojego dziecia..
    boiroe do chusty - chce wyjsc, stawiam na ziemi, najchetniej by odfrudnal jakby
    mogl. odbilo mu czy jak? nie dajemy jzu rady nawet we 2 z mezem
    --
    Mama Krzysia, 17.10.2007, godz.1.30
    www.abcrodzica.info
    www.jjankowski.lua.pl
  • 04.06.09, 15:10
    Co nieco z Korczaka:
    "Zmuszanie dzieci, by spały, gdy im się nie chce, jst przestępstwem.
    Tablica, która głosi, ile snu dziecku potrzeba, jest absurdem.
    Ustalić ilość godzin dla danego dziecka łatwo, gdy kto ma zegar: ile
    godzin śpi bez przebudzenia, by zbudzić się wyspane. Powiadam:
    wyspane, a nie rześkie."

    A jak cudnie docenił autor "Jak kochać dziecko" nasze niewyspanie,
    nasze nocne uczenie się dzieci w rozdziale >Nie zrzekaj się tych
    nocy<:
    "Zamiast mężnie stwierdzić: wychowanie dziecka to nie miła zabawa, a
    zadanie, w które trzeba włożyć wysiłek bezsennych nocy, kapitał
    ciężkich przeżyć i wiele myśli... (...) Nie zrzekaj się tych nocy.
    One dają to, czego nie da książka, niczyja rada. Bo tu wartość nie
    tylko w wiedzy, ale w głębokim przwrocie duchowym, który nie pozwala
    powracać do jałowych rozmyślań: "co być by mogło, co być powinno, co
    byłoby dobre, gdyby...", ale uczy działać w warunkach, które są.
    Podczas tych nocy urodzić się może cudowny sprzymierzeniec anioł-
    stróż dziecka- intuicja macierzyńskiego serca, jasnowidzenie, na
    które się składają: badawcza wola, czujna myśl, nie zaćmione
    uczucie."
    Tyle, żeby zyskać tak wiele intuicji, współgrania, współczucia z
    własnym dzieckiem, nie można odbierać wartości temu czasowi, swojemu
    macierzyńskiemu trudowi, zmęczeniu- one są bardzo potrzebne- jak
    widać z powyższej wypowiedzi zwłaszcza naszemu dziecku.
    --
    Dzieci pięknie wyrastają z karmienia piersią
    abcrodzica
  • 13.08.09, 01:57
    Czy padł już powyżej tytuł "Zasypianie bez płaczu. Jak pomóc swojemu
    dziecku zasnąć i spokojnie przespać noc?" M. Sears, W. Sears?
    Książka godna polecenia na problemy z zasypianiem, spaniem,
    budzeniem.
    Autorzy wymieniają i wyjaśniają, bagatela, 11 przyczyn nocnego
    budzenia dziecka:
    -bo jest dzieckiem- płytszy sen jest dla niego bezpiecziejszy,
    bardziej dotlenia mózg, zapewnia szybkie wybdzenie w razie zatkanego
    noska, złego samopoczucia, głodu itd;
    -głód;
    -pragnienie;
    -wzrost- wysoki poziom hormonu wzrostu pobudza apetyt;
    -rozwój- dziecko ćwiczy też w nocy te sprawności ruchowe czy
    wokalne, które nabyło w dzień;
    -ząbkowanie;
    -ból, niewygoda;
    -poczucie osamotnienia;
    -i wiążąca się z tym potrzba bliskości;
    -strach i rozwijająca się wyobraźnia;
    -uwarunkowanie, przyzwyczajenie.
    Także jeśli zastanawiacie się, dlaczego Wasze małe dzieci wielokroć
    budzą się w nocy- to jest w czym wybierać pośród możliwych przyczyn.
    Książka ta jest dobrą pożywką umysłową dla obojga rdziców. I co
    godne podkreślenia: nie stawia na gotowe rozwiązania, a raczej do
    poszukiwań własnych i uczenia się własnego dziecka.
    --
    Dzieci pięknie wyrastają ze ssania piersi
    abcrodzica

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.