Dodaj do ulubionych

Nocne życie małego ssaka a zdrowie dziecka i mamy

01.12.08, 00:16
Im bardziej dziecko świadome, przytomne, starsze, tym ssanie
odchodzi na plan dalszy. A ten dalszy plan właśnie zaczyna się wraz
ze zmęczeniam, spaniem, na wpół nieświadomym wybudzaniem się.
Oczywiście zdarza się też, że maluch ma inną kolejność wyrastania.
Znam jedną mamę, której Marynia zrezygnowała z nocnych ssań,
przerzuciła się natomiast na dzienne sesje piersiowe. Po prostu
zaczęła sobie przesypiać noce. Wydaje mi się jednak, że częstszy
jest scenariusz, w którym usypianie, noce i pobudki pozostają azylem
ssaka, który na "żywca" zbyt mądry by ssać, ale gdy zmęczenie bierze
górę, to zaczyna się zachowywać jakby był co najmniej kilka miesięcy
młodszy, jakby jeszcze nie dorósł.
Często ogromnym trudem dla mam są te nocne pobudki. Najprostszym
sposobem jest karmienie piersią dziecka tak jakby się tego nie
robiło. Czyli dziecko śpi w pobliżu mamy, mama nie wstaje, żeby
karmić, karmi niemal na śpiąco, czasem malec samoobsługę stosuje.
Nie gwarantuje to nieprzerwanego snu, ale może sprawić, że te
pobudki, przecknięcia nie będą aż tak uciążliwe, będą znośne. Często
jednak się pojawiają obawy rodziców, zatroskanych mam i tatusiów o
zęby nocnego ssaka. W końcu nikt o zdrowych zmysłach kilkaktotnie w
nocy nie będzie myć zębów dziecku. Ja bym miała problem nawet z
jednorazowym takim wyczynem.
Na pomoc jednak przybywają nam nasze drogi forumowiczki, które
następujące pokrzepiające posty napisały (skasowane wcześniej z
wiadomych powodów):

kam.xt 19.11.08 napisała:
mnie tez straszono wplywem karmienia na ząbki, rozmawiałam na ten
temat z kilkoma dentystami i szukalam informacji w sieci
slużę argumentami przeciw temu głupiemu i szkodliwemu mitowi:

publikacja amerykanskiego towarzystwa dentystycznego:
www.ada.org/prof/resources/topics/science_breastfeeding.asp
przetłumaczę kluczowe słowa: "Karmienie piersia, szczególnie
przedłuzone, często uznawane było za potencjalny czynnik ryzyka
wystepowania wczesnej prochnicy dziecięcej, pomimo braku dowodów
potwierdzajacych te tezę. Nowe badania w October 2007 Pediatrics (tu
link
pediatrics.aappublications.org/cgi/content/abstract/120/4/e944
) powinny uspokoic karmiące i oczekujace dziecka matki jak rowniez
dentystów poniewaz stwierdzono ze ani samo karmienie piersią ani
długosć jego trwania nie mają zwiazku ze zwiekszonym ryzykiem
wczesnej próchnicy dzieciecej"

i jeszcze jedno: :www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15583771?
ordinalpos=1&itool=EntrezSystem2.PEntrez.Pubmed.Pubmed_ResultsPanel.P

ubmed_DiscoveryPanel.Pubmed_Discovery_RA&linkpos=5&log$=relatedreview

s&logdbfrom=pubmed
"Nie ma naukowych dowodów na to że ludzkie mleko może byc związane z
rozwojem próchnicy"

Mój osobisty dentysta, młody, kilka lat po studiach i na bieżąco z
aktualnym stanem wiedzy, absolutnie nie demonizuje karmień nocnych.
Wg niego mają niewielki wpływ na próchnicę bo:
-głowny cukier mleka ludzkiego - laktoza - jest mało kariogenny, w
przeciwieństwie do tych zawartych w mleku sztucznym, soczkach i
słodzonych herbatkach
-zawarte w mleku wapń i foforany w pewnym stopniu zapobiegają
obniżaniu pH w jamie ustnej, a wiec zapobiegaja rozpuszczaniu sie
szkliwa
-kazeina z mleka adsorbuje sie na zębach i utrudnia w ten sposób
dostęp bakteriom
-mleko ludzkie zawiera enzymy zwalczajace bakterie
próchnicotwórcze : lizozym i laktoperoksydazę

wiecie że jest pasta do zębów dla dzieci zawierajaca te enzymy? Oto
ona: www.dentylium.pl/firstteeth-pierwszy-zabek-p-288.html
Opis przypomina mi teksty z reklam mleka modyfikowanego "kiedy
myjesz mu ząbki i dziąsła pastą First Teeth, zapewniasz swojemu
dziecku najlepszą naturalną ochronę" ))

żeby zupełnie zminimalizowac wpływ nocnego karmienia na zęby nalezy
zadbac by dziecko nie zasypiało z piersia w buzi na boku, bo wtedy
mleko zalega w buzi na zębach, w nocy powinno sie karmic w takiej
pozycji żeby zeby miały jak najmniejszy kontakt z mlekiem czyli
podawac piers z góry (wiem, nie jest łatwo w nocy) Ale znowu mycia
zębow dziecku po każdym karmieniu nocnym, jak radzi makurokurosek to
ja juz sobie zupełnie nie wyobrazam!

jeszcze czytałam kiedys że podobno główna przyczyna wczesnej
próchnicy(poza niekontrolowanym spozyciem słodyczy oczywiście) jest
pozwalanie by małe dzieci same sobie myły ząbki,bo oczywiscie nie
robią tego dokladnie. Nie wiem jak to u was wygląda ale roczne-
dwuletnie dzieci wszystkich moich znajomych same sobie myja zęby, a
ich mamy sie tym szczycą. Moja sobie myje sama, owszem ale dopiero
po tym jak jej sama porządnie wyczyszczę

tijgertje napisała:
usg wykonane u dziecka w czasie ssania piersi, z ktorego jasno
wynika, ze piers znajduje sie bardzo gleboko w buzi dziecka, mleko
w zasadzie plynie od razu do gardla i nie ma kontaktu z zebami, w
przeciwienstwie do butelki , ktora znajduje sie bardzo plytko w buzi
dziecka. Kiedys na kursie dla konsultantow robilismy proste
doswadczenie. Dzieci karmione piersia i butelka dostawaly napoj z
rurka, obserwowalismy jak gleboko rurka laduje w buzi dziecka. Co
sie okazalo. Wszystkie dzieci karmione piersia pily z rurka wlozona
na maksymalna glebokosc do buzi, wiekszosc dzieci butelkowych
chwytala tylko koniec rurki. widac bylo tez roznice w technice
ssania: rurki dzieci piersiowych zostaly splaszczone jezykiem,
dzieci usilowaly pic tak jak z piersi masujac jezykiem.
Moj syn byl karmiony piersia 3 lata i 2 miesiace, w lutym skonczy 5
lat i zabki ma jak perelki.


To czas ciąży, a nie karmienia
piersią jest najbardziej wyczerpujący. Dlaczego? Bo to w czasie
ciąży kobieta gromadzi w swym organizmie potrzebne minerały,
witaminy itd. aby dziecko rozwijało się na bieżąco, ale także jako
zapas dla przyszłej laktacji (!).
Jeśli patrzeć tak krótkodystansowo jak Ty to robisz, Makurokurosek,
to rzeczywiście się nie opłaca karmić: wyjedzą nam te wredne dzieci
wapń z kości czy żelazo z innych magazynów i biedaczki słabe się
zrobimy, odwapnione czy anemiczne etc. Ale jeśli spojrzeć na
karmienie w odległej perspektywie: to i dla własnego zdrowia opłaca
się karmić. Bo i przed rakiem piersi i jajników w dużej mierze
chroni (im dłuższe karmienie, tym bardziej zmniejszamy to ryzyko), i
przed osteoporozą, i przed nadciśnieniem, miażdżycą itd. A dlaczego
tak się dzieje? Badacze podejrzewają, że to karmienie jest tak
korzystne, bo organizm w czasie jego trwania uczy się wyjątkowo
oszczędnej korzystnej gospodarki, co przynosi długofalowe efekty.
Skąd masz takie informacje, że bardzo rzadko się
zdarza, aby kobieta nie odczuwala deficytu minerałów przy długim
karmieniu? Osobiście powiedziałbym, że jest odwrotnie w naszym
kraju. Jakoś zagłodzonych długokarmiących kobiet nie zdarza mi się
widzieć, a widziałam ich niemało, ani łamiących kości z powodu
odwapnienia. Jeśli zęby się psują, to zwykle efekt zaniedbań, a nie
akurat karmienia.


basiak36 napisała:
Rzadko sie zdarza zeby organizm matki ucierpial przez laktacje,
chyba ze jest
mocno niedozywiona.
WItaminy i mineraly w pokarmie konieczne sa tylko w malych ilosciach
bo organizm
dziecka swietnie je przyswaja, o wiele lepiej niz sztuczne.
Dla przykladu z dentystka, bo pewnie o zeby i wapn chodzilo.
najnowsze badania
podaja ze kobiety karmiace nie potrzebuja az tyle wapnia jak sie
dotychczas
wydawalo.

Tutaj troche linkow, np w temacie wapnia:
www.ajcn.org/cgi/content/full/71/5/1312S
"The lactation-associated decreases in bone mineral status are
reversible and by
3 mo postweaning there is little to distinguish mothers who have
breast-fed from
those who have not, including those who have breast-fed for an
extended period"
I ciekawe porownanie kobiet karmiacych przez 18 miesiecy przy diecie
ubogiej w wapn:
jcem.endojournals.org/cgi/content/full/83/4/1059
"lactation-associated changes in calcium and bone metabolism are
physiological
and are independent
Edytor zaawansowany
  • fizula 01.12.08, 00:30
    Cd. tego kolosalnego posta dotyczącego zdrowia, nocnego ssania i
    jeszcze ciekawa uwaga o roli taty w karmieniu na koniec.
    Mi się przydarzyło w pamiętnym wątku jeszcze coś takiego stworzyć:

    Takie poglądy o szkodliwości nocnych karmień wzięły się
    prawdopodobnie z obserwacji próchnicy butelkowej- stąd błędne
    wnioskowanie, że ze ssaniem piersi jest tak samo.
    Moim zdaniem, nie ma sensu sobie zaprzątać głowy również tą pozycją
    podczas nocnych karmień, tylko karmić jak nam wygodnie:
    *pierś to nie butelka, żeby dziecko trzymało w buzi, a mleko samo mu
    się wylewało: żeby mleko płynęło w uregulowanej laktacji, jak to
    jest w przypadku starszych dzieci, dziecko musi porządnie mocno w
    sposób odżywczy ssać; wtedy kiedy dziecko ssie w sposób nieodżywczy
    (lekko), do zaśnięcia, mleko nie wypływa i nie ma szans gdziekolwiek
    się rozlewać;
    *gdy dziecko ssie odżywczo czyli mocno (nie śpi wtedy), brodawkę ma
    wciągniętą głęboko niemal do granicy podniebienia twardego i
    miękkiego- a więc to mleczko wlewa mu się niemal od razu do gardła
    po rynience języka; czasami rzeczywiście rozlewa się po jamie ustnej
    (kącikiem ust się może nawet wylewać troszeczkę), ale to raczej u
    małych niemowląt, które się krztuszą, nie nadążają połykać, mama ma
    nieuregulowaną laktację (i wtedy potrafi płynąć mimo braku ssania
    odżywczego);
    Także małe jest prawdopodobieństwo, żeby dziecku w wieku
    poniemowlęcym mleko matki się rozlewało po buzi: jak ssie odżywczo,
    to jeszcze nie śpi i sprawnie połyka; jak przechodzi w sen, to
    zaczyna ssać nieodżywczo i wtedy nic nie wypływa z piersi, nie ma co
    mu się rozlewać;

    basiak36 napisała: 20.11.08, 11:53
    "Zaczne od tego ze podobno jest pare przypadkow na swiecie panow
    ktorzy karmili
    piersia

    A kontynuujac, rola taty w karmieniu jest baaaardzo wazna. Tak wazna
    ze uwazam
    iz powinno sie ja uwzglednic np na szkolach rodzenia. Mezczyzni sa
    bardzo
    logiczni, mojemu mezowi wystarczylo poczytanie o karmieniu sztucznym
    i
    naturalnym i od razu wywnioskowal co i jak.
    Widzialam tez przez 5 lat kiedy prowadzilam wypozyczalnie
    laktatorow, jaki wplyw
    mieli ojcowie na to czy mama bedzie karmic czy nie.
    Byl taki tatus ktory uznal ze zona nie moze siedziec i karmic bo on
    musi miec
    obiad jak wroci z pracy.
    Byli tacy dla ktorych wazniejsze bylo zeby oni mogli dac butelke,
    niz zeby
    dziecko bylo karmione piersia (o dziwo ta chec ograniczona byla
    zwykle tylko do
    butelki, w pozniejszym czasie juz tak nie rwali sie do podawania
    posilkow stalych).
    Byli tez tacy ktorzy z gory namawiali matki na sztuczne mleko bo to
    bardziej
    'konkretne'.
    Byli tez ci wspierajacy, ale to tylko ci ktorzy cos w temacie
    czytali. Wtedy
    zawsze wspierali.
    No i dochodzi to zaufanie do matki, ze potrafi wykarmic ich dziecko,
    tez wazne.
    To zaufanie jest czesto podwazane przez np lekarzy, czasem starsze
    pokolenie."

    Zamieszczę ten wątek na górze, bo temat zdrowia, zębów dziecka, mamy
    ciągle wraca. Szkoda mi było cały wątek przekreślać, w końcu wiele w
    nim padło wartościowych informacji, fajne linki poznajdowałyście,
    dziewczyny, dzięki!!!
    Kto jeszcze coś dorzuci?
  • mruwa9 01.12.08, 09:45
    matki... (nie zmiescilo sie w naglowku)
    Wszystko fajnie, mozna spac z dzieckiem przy piersi (sama
    praktykowalam w ten sposob z wszystkimi moimi dziecmi), ale jesli
    dziecko staje sie az do bolu uzaleznione od spania przy mamie, przy
    piersi, w pewnym momencie mozna sie zmeczyc? To nie tylko
    bezproblemowe pobudki kilka razy w nocy i samoobsluga piersiowa, ale
    dla matki- wykluczenie z zycia towarzyskiego (idziemy spac z
    dzieckiem o 21, bo kazde wyjscie z lozka = pobudka i placz malucha),
    ale rowniez niemozliwosc chocby spokojej kapieli (zanim po
    opuszczeniu sypialni zdaze napuscic wode do wanny , juz mnie wzywaja
    z powrotem), o nadrobieniu zaleglosci domowych, realizacji wlasnych
    zaintresowan, pobyciu z mezem i pogadaniu jak dorosly z doroslym,
    itd, itp... I jesli , karmiac dziecko jedno po drugim sytuacja
    takich szarpanych nocy trwa np. przez kilka lat non stop, to tez
    mozna przeczekac? A rano, jakby nigdy nic, wstawac do pracy...Mozna
    sie chyba zmeczyc? Jakies pomysly, co wtedy? Bo ja, przyznaje sie
    bez bicia, w takich momentach odstawialam dzieci od piersi
    (zmeczenie materialu. Ludzkiego. Mojego). Wedlug Ciebie- bylo to
    okrutne, egoistyczne, w najgorszym momencie. Wedlug mnie- bylo to u
    kresu mojej wytrzymalosci psychofizycznej.
    Pytanie do ogolu: czy dlugo karmiaca matka ma prawo do egoizmu?
    Zmeczenia? Czy ma zacisnac zeby i calkowicie podporzadkowac sie
    potrzebom dziecka? Jak zachowac rownowage w takich sytuacjach? Czy
    istnieje mozliwosc kompromisu?
  • aneladgam 01.12.08, 09:53
    witaj
    trafiłam tu przypadkiem, ale tak się składa, że nie znosiłam karmienia w łóżku

    przeszkadzało mi śpiące koło mnie dziecko, bo lubię się zwinąć w kłębek do snu,
    lubię być szczelnie przykryta itd. a przecież dziecko nie śpi snem twardym i
    równym, wybudzałam się co chwila.

    koniec, stwierdziliśmy z mężem, że to nie ma sensu - nasz syn ma teraz pół roku,
    od początku spał w swoim łóżeczku, a jak skończył miesiąc, wylądował z tym
    łóżeczkiem w pokoju obok. my zaczęliśmy normalnie i spokojnie spać, a jak młody
    się budzi, to tata mi go przynosi, dziecko przystawiam, po czym tata je odnosi.
    całość trwa około 20 minut, czasem krócej, i o wiele mniej męczy niż spanie z
    dzieckiem.

    przynajmniej mnie, oczywiście, nie twierdzę że u wszystkich to zadziała

    a teraz planujemy jednak karmienie w papasanie nocą, żeby się bydlątko nie
    przyzwyczaiło, że do sypialni rodziców może przyjść o każdej porze dnia i nocy smile

    --
    lylis.blox.pl
  • freska.2 01.12.08, 11:04
    Chyba nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Wiele zależy od wieku
    dziecka, od sytuacji, od stopnia naszego zmęczenia, i pewnie wielu innych
    rzeczy. Nie wyobrażam sobie kierowania się swoją wygodą jeśli wiem, ze w wyniku
    tego zranię uczucia dziecka. Pozwolę mu więc na przykład spać przy mnie, choć
    mój synek to wyjątkowy egzemplarz i potrafi budzić się na karmienie co godzinę.
    Jestem zmęczona, ale godzę się z tym stanem rzeczy. Po prostu uznałam to za coś
    normalnego, co jest wpisane w bycie matką. Może to zabrzmi filozoficznie, ale
    podchodzę do tego tak: Są takie etapy w życiu każdego człowieka, kiedy wymaga on
    większego niż zwykle wsparcia, czasem wręcz poświęcenia, ze strony bliskich. Nie
    takiego cierpiętniczego, ale radosnego dawania całego siebie. Z całą
    świadomością przedkładam wtedy potrzeby dziecka nad swoje. Na egoizm przyjdzie
    czas troszkę później, kiedy dziecko podrośnie. I jedynie taki zdrowy, nie
    raniący dziecka.
    Myślę jednak, że osądzanie innych matek (poza ewidentnymi przypadkami
    zaniedbywania dziecka)nie ma sensu. Nie potrafimy przecież wczuć się w stopień
    wyczerpania fizycznego czy psychicznego innej osoby. Co dla osoby postronnej
    wydaje się być egoizmem, dla takiej matki może być po prostu nieodzowne dla
    zregenerowania sił.
    Jola
  • basiak36 01.12.08, 18:39
    > Pytanie do ogolu: czy dlugo karmiaca matka ma prawo do egoizmu?
    > Zmeczenia? Czy ma zacisnac zeby i calkowicie podporzadkowac sie
    > potrzebom dziecka? Jak zachowac rownowage w takich sytuacjach? Czy
    > istnieje mozliwosc kompromisu?

    Mysle ze jakis da sie znalezc. W sobote bylam na fajnej imprezie pt 'goraca noc
    w Havanie' hehe, z kolezankami. I byla kolacja, i mozna bylo potanczyc, ale nie
    bylo mnie w domu od 19 do 1 w nocy. A moja niunia lubi sobie possac okolo 23. I
    do tego zabkuje i ma katar. I maz lazil do niej co 20 min, jak ja przytulal to
    lapala go za koszulesmile No i wczoraj w nocy to samo, chciala ssac non stop a jak
    wyjmowalam jej piers z buzi, krzyk histeryczny. No i okolo 5 rano w koncu jej ta
    piers zabralam, polozylam ja po stronie meza, i poszlam do pracysmile) Darla sie
    podobno tylko chwile po czym zasnela przy tatusiu i nie dalo jej sie potem obudzic.
    W zwiazku z tym ze mala ma super noce, i miewa takie jak te ostatnio, w sumie
    jest ok. Ale przyznaje sie bez bicia ze przy ktorejs pobudce wczoraj w nocy
    (mimo ze spi obok i tak mnie budzila jojczeniem) zanioslam ja mezowi (pracowal
    przed kompem do pozna) z okrzykiem ze ma sie zajac dzieckiem inaczej ja
    rezygnuje z chodzenia do pracysmile)) I siedziala z nim tam jakis czas podobno. I
    taki mielismy fajny kompromissmile
    Ech bywa wesolo.
  • fizula 05.12.08, 00:15
    mruwa9 napisała:

    > dziecko staje sie az do bolu uzaleznione od spania przy mamie,
    przy
    > piersi, w pewnym momencie mozna sie zmeczyc? To nie tylko
    > bezproblemowe pobudki kilka razy w nocy i samoobsluga piersiowa,
    ale
    > dla matki- wykluczenie z zycia towarzyskiego (idziemy spac z
    > dzieckiem o 21, bo kazde wyjscie z lozka = pobudka i placz
    malucha),

    Mruwo, rozumiem, że mogłaś być ponad miarę zmęczona i mieć dość
    karmienia piersią. Nie przeczę.
    Odnośnie starszego malucha, kilkunastomiesięcznego odpiszę Ci.
    Wychowując dzieci warto trochę zapoznać się z ich psychologią
    rozwojową. Około roku (trochę przed) zaczynają nabywać one pojęcia
    stałości, a więc oczekują, że osoba, sytuacja, w której zasypiają
    będzie im towarzyszyć w chwilach przebudzeń. Nie można więc uśpić
    dziecka w tym wieku i zostawić go z babcią czy nianią. O wiele
    lepiej jest nakarmić go piersią tak by nie usnęło, potem wyjść, a
    niania wtedy dopiero usypia. Dziecko wtedy wie, czego się spodziewać
    po obudzeniu. I nie ma wtedy problemu z wyjściem- dziecko wtedy nie
    rozpacza, że zostało zostawione przez mamę, skoro dobrze wie, że
    uśpiła je babcia. W tej sytuacji moje dzieciaki umiały dostosować
    się do sytuacji rozłąki. O mleko wołały po moim powrocie, czasem
    nawet były wkurzone, że to ja je przytulam w środku nocy, a nie
    dziadek, który je uśpił. W ten sposób byliśmy z mężem na wielu
    weselach, imprezach, tańcach, a bawić się lubimy. A maluchy też
    zadowolone z kontaktu z babciami/dziadkami- bo się lubią.
    Mniejsze dzieciaki braliśmy ze sobą na imprezy: ssały i spały potem
    sobie w wózku.

    >cryingidziemy spac z
    > dzieckiem o 21, bo kazde wyjscie z lozka = pobudka i placz
    malucha),

    Jeśli się wyczeka aż dziecko głęboko zaśnie, to raczej nie budzi się
    po wyjściu mamy z łóżka. Ale wiadomo nasza niecierpliwość robi
    swoje. Też mi się tak nieraz zdarzało- ale to w końcu przemijające.

    I jesli , karmiac dziecko jedno po drugim sytuacja
    > takich szarpanych nocy trwa np. przez kilka lat non stop, to tez
    > mozna przeczekac? A rano, jakby nigdy nic, wstawac do
    pracy...Mozna
    > sie chyba zmeczyc? Jakies pomysly, co wtedy? Bo ja, przyznaje sie
    > bez bicia, w takich momentach odstawialam dzieci od piersi
    > (zmeczenie materialu. Ludzkiego. Mojego). Wedlug Ciebie- bylo to
    > okrutne, egoistyczne, w najgorszym momencie.

    Mruwo, ale ja nie piszę o Tobie, naprawdę. Zazwyczaj wczuwam się
    dosyć w położenie dzieci i dla nich te półtorej roku na zakończenie
    to naprawdę nie jest najszczęśliwszy moment na zakończenie. :o)
    Jakbym śmiała Cię tak oceniać :o)

    >Wedlug mnie- bylo to u
    > kresu mojej wytrzymalosci psychofizycznej.

    Nie przeczę temu, bo Cię nie znam. Być może. Po swojemu to rozumiem,
    bo osobiście w ogóle sobie nie wyobrażam w swoim wykonaniu
    połączenia praca pełnoetatowa + opieka nad małym dzieckiem (nie
    mówiąc o karmieniu go). Choć mam znajome, które połączyły karmienie
    + praca.

    > Pytanie do ogolu: czy dlugo karmiaca matka ma prawo do egoizmu?
    > Zmeczenia?

    Do zmęczenia każdy ma prawo. Tym bardziej długo karmiąca mama. Ale
    już prawo do egoizmu to mi się w ogóle nie podoba. Chociaż nie
    ukrywam, że też jestem egoistką, ale właśnie dlatego, gdybym sobie
    jeszcze popuściła i pozwalała na jeszcze więcej, to w ogóle nikt by
    ze mną nie wytrzymał. A tak, dzięki Bogu, mąż ten sam, dzieci znoszą
    mnie, czasami nawet mówią, że lubią. Pewnie też dlatego, że nie
    dałam sobie tego prawa, powstało to forum.
    O egozimie fajnie napisał o. Augustyn Pelanowski
    ostatnio: "Niewątpliwie okazywać miłosierdzie, to nie ulegać czyimś
    roszczeniom do adorowania ich egoizmu, nawet jeśli jest on biednym
    egoizmem."

    Czy ma zacisnac zeby i calkowicie podporzadkowac sie
    > potrzebom dziecka? Jak zachowac rownowage w takich sytuacjach? Czy
    > istnieje mozliwosc kompromisu?

    Ale czy karmienie piersią jest w ogóle na dłuższą metę możliwe z
    zaciśniętymi zębami? Mam wątpliwości, nie dziwię się, że przestałaś,
    skoro traktowałaś karmienie piersią jako taką męczarnię, zakaz
    wyjścia z domu itd. Dla mnie kompromis jest taki, że nie muszę się
    wcale aż tak niesłychanie koncentrować na dziecku, gdy go nie
    karmię. Jak nie śpi, to też mogę rozmawiać z mężem i swoje
    zainteresowania też rozwijam, gdy nie śpi. Dlaczego mam uczyć moje
    dziecko, że jest pępkiem świata, na którym mam się cały czas
    skupiać. Ono też dzięki temu zyskuje, bo nauczy się samo pewnych
    rzeczy. Zresztą gdy karmimy się też koncentruję się tylko tyle ile
    tego potrzebuje maluch albo ja sama, więcej nie dręczę swoją uwagą
    malucha, na pewno nie cały czas. Często czytam podczas karmienia,
    zwłaszcza dziecka które przysypia: ile książek dzięki temu
    przeczytałam :o) Widzisz, Mruwa, bo Ty traktujesz, zdaje się (o ile
    się nie mylę), karmienie jako straszne obciążenie, a ja nauczyłam
    się je traktować jako pomoc w wychowaniu i opiece nad dzieckiem. I
    tym się różnimy. A skoro mi to pomaga i ułatwia opiekę, to przestaje
    aż tak bardzo ciążyć. Ale tak, jak mówię, nie dziwię Ci się, bo sama
    praca zawodowa, to i tak męczący proceder.
    --
    Dzieci pięknie wyrastają z karmienia piersią, jeśli im się na to pozwoli
    Szkoła Rodzenia
  • joannaiwa 05.12.08, 11:06
    Fizulo, to nie jest kwestia pracy, lecz podejścia do karmienia. Ja
    pracuję codziennie 7 godzin + 2 dojazdu, łaczę to z karmieniem,
    które traktuję jako ulgę i wypoczynek oraz chwilę relaksu z moim
    synkiem, który nota bene coraz bardziej skraca ten czas i szybko
    rusza do zabawy z mamą. Generalnie karmienie jest dla mnie
    ułatwieniem, ale zdaję sobie sprawę, że nie dla każdego tak jest i
    już wcześniej pisałam, że jeśli dla mamy jest to uciążliwe to lepiej
    chyba zakończyć.

    I pochwalę się Wam - byłam kilka dni temu u dentysty (średnio
    wizytuję co pół roku - profilaktyka). W okresie 3 lat intensywnego
    karmienia nie miałam nawet jednego ubytku w zębach, zatem informacje
    o tym jak to karmienie ujemnie wpływa na gospodarkę wapniem w
    organizmie matki uważam za zdrowo przesadzone. Dodam, że nie brałam
    żadnych suplementów (uważam że i tak kiepsko się przyswajają), nie
    stosowałam żadnej szczególnej diety - ot kawa zbożowa z mlekiem i
    jogurty.
  • jagandra 05.12.08, 20:49
    > Jeśli się wyczeka aż dziecko głęboko zaśnie, to raczej nie budzi się
    > po wyjściu mamy z łóżka. Ale wiadomo nasza niecierpliwość robi
    > swoje. Też mi się tak nieraz zdarzało- ale to w końcu przemijające.

    Moja starsza budziła się od skrzypienia podłogi, do dziś jest nadwrażliwa słuchowo. Młodsza też ma teraz taką fazę. Nie wolno szurać an kaszleć wink W praktyce - nie mam wolnych wieczorów. Ale wiem, że to minie, na szczęście smile

    No i dziecko śpiące w wózku na imprezce - niemożliwe w przypadku moich dzieci.

    Tak to piszę, bo myślę, że podejście matki do karmienia i w ogóle do opieki to jedno, ale z drugiej strony są też mniej i bardziej wymagające dzieci. Zdaje się, że dzieci Mrówy należały "za młodu" do wyjątkowo wymagających.
    --
    moje prawo to jest pańskie lewo
  • fiamma75 01.12.08, 10:28
    Nie każda mama umie karmić w nocy bez wybudzania, nie każde dziecko
    praktykuje samoobsługę. Nie każda mama zajmuje się tylko domem i
    dzieckiem.
    Jak młoda była malutka, nie mogliśmy z nią spać, zbyt baliśmy się
    przygniecenia jej, a poza tym mój kręgosłup po takiej nocy z małą,
    nadawał się do wymiany - mniej obciążąjące dla mojego zdrowia - było
    podawanie małej przez męża do karmienia i odkładanie jej z powrotem
    do łóżeczka. Jak zrobiła się starsza, to już nie było tak źle z moim
    kręgosłupem, bo wygodniejsza pozycja do karmienia, ale mloda
    zaczęła się rozpychać i kopać podczas snu z nami (zostawała w łóżku
    z nami zazwyczaj po karmieniu). Naprawdę z ulga przywitaliśmy koniec
    nocnych karmień (mimo że to od dawna było tylko jedno karmienie).
    --
    Dwie obrączki i Nasz łobuziak
    Pomóż
  • jagandra 01.12.08, 11:56
    Ooo, Fizulo, bardzo się cieszę, że zrobiłaś taki wyciąg z feralnego wątku smile)) Nie dałabym rady go przeczytać i odsiać plew od ziaren wink
    Tylko obcięło dokończenie pierwszego posta, a to ciekawe bo o wapniu.

    Dziewczyny, zazdroszę Wam mężów, którzy przynoszą dzieci do karmienia! Ja mojego przy pierwszej córze próbowałam na to namówić, ale niestety nie udało się. Miałam do wyboru spać z dzieckiem i jako tako się wysypiać, albo wstawać po kilka razy w nocy i zamienić się w zombi.
    Muszę się pochwalić, że pierwszej córy nie umiałam karmić śpiąc. A przy młodszej teraz budzę się, gdy ona się wierci, obracam na drugi bok i daję drugą pierś, po czym zasypiam smile Bardzo się z tego cieszę i traktuję jako wynik własnego rozwoju: nauczyłam się odpuszczać czujną kontrolę. Mam nadzieję, że będę umiała też drzemać w autobusie i w ten sposób regenerować siły wink
    Z kręgosłupem niestety mam poważne problemy, i przez spanie, i przez noszenie, tak samo było przy pierwszej córze sad Ale ja mam problemy z kręgosłupem tak czy siak, a macierzyństwo dodatkowo daje tu w kość. Chodzę raz w tygodniu na masaż i wreszcie się zmobilizowałam do codziennych ćwiczeń. 15 minut rozciągania dziennie i mogę się ruszać. I to chyba też mogę traktować jako długofalowy pozytywny wpływ takiego a nie innego podejścia do macierzyństwa. Noszę, gdy dziecko tego potrzebuje, i ćwiczę, by zadbać o siebie. Zamiast nie nosić czy nie karmić w nocy dziecka, bo kręgosłup siada. Liczę na to, że nie odejdę od nawyku ćwiczenia później.
    No, i jeszcze chciałam napisać o logiczności mężczyzn i tym, jak do nich trafić. Ostatnio dostałam próbkę mleka modyfikowanego, mąż wrzucił składniki w wikipedię i znalazł jeden uznany za niebezpieczny dla zdrowia i kilka drażniących... Ot i tyle.

    Mrówo! Ty byłaś naprawdę bardzo dzielna, że tak długo karmiłaś i tak długo spałaś z dziećmi. Myślę, że nie można porównywać Twojego trudnego macierzyństwa z takim bardziej przeciętnym. Czytam czasem posty zrozpaczonych mam, których niemowlęta budzą się 1-2 razy w nocy, a one proszą o pomoc, jak tu nauczyć dziecko przesypiać całą noc. Takich sytuacji naprawdę nie można porównywać do Twojego kładzenia się spać z dzieckiem o 21 i niemożności spokojnego wykąpania się. Chore czy po prostu "trudne" dzieci chowa się przecież zupełnie inaczej.
    --
    moje prawo to jest pańskie lewo
  • midla 01.12.08, 11:59
    Mrówo, podpisuję się pod jagandrą. I chyba nie panuje tu aż
    taki „terror laktacyjny”, żeby ktoś uważał, że należy karmić w nocy
    za wszelką cenę smile
    --
    Kalinosia

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.