Właśnie miałam się dopisać z bardzo podobną treścią

.
Karmię dopiero 16 miesięcy, ale że przekracza to "standardy", miałam niejednokrotnie okazję się nasłuchać. I o dziwo nie ze strony rodziny (nawet jeśli nie popiera, siedzi cicho), a właśnie środowiska medycznego. I jeszcze większa ironia polega na tym, że nie od pediatrów (do których zresztą rzadko trafiamy i raczej dbamy o "dobór"), tylko od ginekologa, internisty, farmaceuty - i to praktycznie za każdym razem. Co kieruje tymi ludźmi, że czują się w obowiązku pouczać mnie na temat laktacji, nawet jeżeli moja wizyta nie ma z nią najmniejszego związku??
Raz tylko byłam przemile zaskoczona, gdy wybrałam się do swojego laryngologa (starszy facet pomagający mi w zmaganiach z infekcjami gardła) i już, już szykowałam się na batalie pod tytułem - "Ale ja nic nie mogę pani przepisać, niech pani odstawi", podczas gdy on bez ŻADNEGO komentarza czy poirytowanego szperania po spisach leków wypisał mi specyfiki nie kolidujące z karmieniem (z antybiotykiem włącznie). Heh, ozłocić takiego!
Ufff, trochę mi ulżyło