>Ale dzięki temu, że jej nie karmię, nie
> czuję ze jestem do niej przywiązana jak pies na łańcuchu, wiem że jesli zniknę
> z
> pola widzenia, to nie będzie cierpieć i płakać. Mogę się nadal realizować i być
> nie tylko matką, ale i żoną, i kochanką, i dobrym specjalistą w swoim zawodzie.
A ja karmię piersią i mogę napisać o sobie to samo (no, może opróczy wyjazdów
solo z mężem, ale to z powodu tego, że najbliższa babcia mieszka 2000 km ode
mnie), więc decydowanie się na butelkę tylko z takich względów uważam za
nietrafione. Również pracuję w wolnym zawodzie, który przynosi mi ogromną
satysfakcję, nie czuję żadnego uwiązania, bo dziecko już zostawało pod opieką
taty na 12 godzin (z zapasem mojego mleka w lodówce) gdy pracowałam nad
zleceniem poza domem, praktycznie nie zauważając mojej nieobecności.
Twierdzenie o uwiązaniu jak pies na łańcuchu i cierpieniu dziecka gdy matka
znika z pola widzenia jest imho mitem. Moim zdaniem dziecko butelkowe, tak samo
może popaść w jakieś skrajne postaci lęków separacyjnych, jak i piersiowe.
--