Re: dlaczego moje koleżanki nie karmią piersią?
Toc nie neguje, ze mleko matki jest dobre i prawdopodobnie ma lepszy sklad niz
mieszanka. Ale jest dobre dla noworodka i niemowlaka. Bo taka jego rola. Ale
mowienie, ze trzeba karmic jak najdluzej, chocby do 5 roku zycia i dorabianie do
tego filozofii nie ma zadnego uzasadnienia. Dziecku rocznemu mleko matki nie
jest do niczego potrzebne, bo (ze troche poironizuje) ryzyko martwiczego
zapalenia jelit juz dawno minelo...
Widzialam niedawno film o dziewczynce 7letniej karmionej piersia! I co z tego,
ze matczyne piersi ciagle ten pokarm produkowaly? One beda produkowac dopoki
dziecko ssie, bo to czysto fizjologiczna zaleznosc, ale nie znaczy, ze 7letnie
dziecko karmione w ten sposob dostaje "wszystko co najlepsze". To samo odnosi
sie do 2latka - on juz moze dostawac co najlepsze z normalnych pokarmow.
> nie da sie dziecka karmionego piersia przekarmic,
Dziecka butelkowego tez nie trzeba przekarmiac...
bo ssanie piersi
> umozliwia prawidlowy rozwoj narzadu zucia,
Czy to znaczy, ze dzieci niessajace piersi do 5 roku zycia w ogole nie naucza
sie zuc? Kurcze musze poczynic obserwacje wsrod populacji...
bo sklad pokarmu zmienia
> sie nie tylko w ciagu calego okresu karmienia (inny na starcie, tuz
> po porodzie, inny po roku), ale tez w trakcie pojedynczego karmienia
> (pokarm 1 i 2 fazy).
No i co ze sie zmienia? Czego to dowodzi? Niczego. Nie zmienia to faktu, ze
wartosci odzywcze zawarte sa tez w innych pokarmach, ktore dziecko bez przeszkod
moze jesc.
Bo dzieci karmione naturalnie maja mniejsze
> szanse na otylosc i cukrzyce w przyszlosci (potwierdzone naukowo).
Tjaaa. Bo oczywiscie butelkowe to same grubasy...
> mleko 1 fazy, jedzenie - mleko 2. fazy). Mieszanki to dobry
> wynalazek, ale to jedynie namiastka mleka kobiecego, to nigdy nie
> jest to samo.
No i co z tego, ze nie to samo? Powtorze. Dzieci butelkowe, lub te, ktore
karmione byly piersia do 6 miesiecy sa rownie zdrowe. Jak ktos chce karmic do 5
roku zycia niechze to robi, ale niech nie dorabia filozofii, ze daje dziecku
"pokarm zycia", czy "biala krew".
Juz nie wspomne o tym, ze wiele takich mam karmiacych do upadlego nie ma potem
problemu z daniem dziecku chipsow (a to juz konkretnie trucizna), czy parowek,
czy przeslodzonych napojow.
--
---------
A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
patetycznie i lekko mrocznawo.