Dodaj do ulubionych

zajęcia w firmach

03.07.11, 13:48
Witam serdecznie,
Pisze tutaj na forum, mimo ze malo mam wspolnego z jezykiem angielskim, jednak licze na Wasze odpowiedzi. Chodzi mi tak jak w temacie...o prace w firmach.
Ucze obecnie w takiej jednej firmie..podchodzi pod General Motors i w zasadzie mysle o tym czy nie rzucic tej roboty. Placa mi 35zl/60 minut. Lekcje odbywaja sie o smiesznej godzinie 12.00. Nie jest to jezyk specjalistyczny. I wlasnie stad moje pytanie.. czy uczycie w firmach? jak wygladaja u Was place?chwalicie sobie?
Musze przyznac, ze jestem swiezakiem jesli chodzi o firmy, ale zawsze wydawalo mi sie ze beda z tego jakies sensowne pieniadze. Nie ma sie co czarowac- pracuje tam przez szkole jezykowa, a wiec moj pracodawca zapewne fajna kase zbiera. Generalnie wszyscy sa ciezko zdziwieni, ze mam taka niska stawke, gdyz mysleli podobnie jak i ja, ze jakies 50zl za h to wyciagne..
Edytor zaawansowany
  • very.martini 03.07.11, 22:27
    Nie wiem, w jakim pracujesz mieście, ale to nie jest jakaś nienormalna stawka. Twój pracodawca bierze od klienta ze dwa, trzy razy więcej, ale musi za to zapłacić, jak mniemam, czynsz za biuro, o ile nie prowadzi go u siebie w domu, pewnie jakąś sekretarkę też ma, a ona za 700 złotych nie pracuje, do tego księgowość, materiały dla uczniów, ksero, palety papieru do niego, nowości wydawnicze do biblioteczki (moja szkoła jest na bieżąco), reklamy za, domyślam się, grube pieniądze. Biorą od ucznia za indywidualne lekcje tyle kasy, co każda szkoła językowa, bo mniej się po prostu nie da. Wiesz, zrobienie filiżanki espresso kosztuje mniej niż złotówkę:) Ale żaden normalny właściciel knajpy nie sprzeda espresso za 1,20, bo do końca życia nie zwróci mu się ekspres za kilkadziesiąt tysięcy.
    Jeśli chcesz sobie sama zdobywać uczniów w korporacjach, jeśli uczysz innego języka niż angielski, hmmm... Może być trudno. Ja widziałam, jak to się odbywa u mnie w pracy:)) Poza tym, szkoły nie rozróżniają, czy idziesz na indywidualną lekcję do pana prezesa do wypasionego biura, czy też do jego żony w domowe pielesze. Lekcja to lekcja i ma być porządnie przeprowadzona (no chyba że ktoś nie stawia takich wymagań, ale wtedy bym się ewakuowała;)).

    16%VOL
    22%VAT
  • julcia_bleble 04.07.11, 09:25
    Dzieki za info! Pewnie jest tak jak mowisz..jednak moim zdaniem stawka powinna byc wyzsza ze wzgledu chociazby na to w jakich godzinach zajecia sie odbywaja albo o 12 w poludnie, albo o 6 rano;) Ja wiem..ze zapewne na moje miejsce pracodawca znajdzie sobie chetne studentki, ktore beda jezdzic nawet za 25 zl. Kurcze...zawsze wydawalo mi sie, ze praca w firmach bedzie oplacalna. Ja jade tam tylko na 60minut zajec, 2 x w tygodniu, okreg Katowic a jak wiadomo - w ciagu 60 minut nie da sie zrobic cudow. Wszyscy utwierdzali mnnie w przekonaniu ze moja stawka jest smiesznie niska, poniewaz ktos tam od kogos kiedys uczyl w jakiejs firmie angola i ponoc stawke mial o wiele wyzsza. Nie wiem czy to takie wlasnie ludzkie gadanie, no ale napisalam tu, bo myslalam ze ktos tu uczy/uczyl/ ma dobre rozeznanie i mi powie co jest grane i jak jest na serio, no bo przeciez firma firemce nie jest rowna..;)
    Z tym "rzuceniem pracy" chodzilo mi o to, ze za 35zl/ to ja juz sobie moge korki smialo zrobic, siedzac u siebie w domu, machnac tlumaczenie, albo nie wiem..posprzatac mieszkanie chociazby:P bo zajecia o 12 w poludnie to nie czarujmy sie, ale za wygodne to nie sa. Moze gdybym miala 2 grupy badz 3 to inaczej rozpatrywalabym to..
  • teacherka 04.07.11, 09:53
    Nie jest to porazajaca stawka, ale nie tez najgorsza. Nie ludz sie, ze pracujac przez posrednika jakim jest Twoja szkola, zarobisz duzo wiecej. Tak jak ktos wczesniej napisal, najpierw to oni musza zarabic, dopiero potem Ty. Jedyne wyjscie to szukac czegos na wlasna reke, jesli masz dzialalnosc lub chcesz taka zalozyc. Powodzenia!:)
  • duchess85 04.07.11, 14:21
    Przepraszam za OT, ale chciałam tylko napisać, że dużo bym dała za zajęcia ok 12.00, bo zazwycczaj kursy mam rano i wieczorem, a pomiędzy czarna dziura:)
  • aga.p.p 04.07.11, 10:28
    Zasadniczo masz rację, co do marży, ale szczerze - czy lektora powinno to obchodzić? Każdy z nas musi kalkulować własne stawki. Nie obchodzi mnie, czy szkoła weźmie od firmy 50 czy 100 zł - mnie obchodzi to, żeby za kasę, którą ja dostanę, opłacało mi się pracować. Na powyższym przykładzie: lekcja 60 min., dojazd 60 min. (zakładam średni czas dojazdu w mieście od wyjścia z domu do rozpoczęcia zajęć + powrót), obrobienie lekcji (przygotowanie do zajęć i sprawdzenie pracy domowej). Razem 2,5 godz za 35 zł. Brutto. Opłaca się?
  • aga.p.p 04.07.11, 10:23
    Sorry, ale ja mam na tę sprawę nieco inny pogląd: 35 zł za _60 minut_ to jest bardzo niska stawka. To jest de facto 26 zł z groszami za lekcję, brutto. I dojazd pewnie za darmo, prawda? A czy szkoła coś Ci daje, oprócz adresu klienta?
  • very.martini 04.07.11, 12:07
    > ardzo niska stawka. To jest de facto 26 zł z groszami za lekcję, brutto. I doja
    > zd pewnie za darmo, prawda?

    Dojazd pewnie, że za darmo - są szkoły, które płacą za taksówki, ale zazwyczaj spod swojej siedziby, czyli i tak musisz tam dotrzeć, co czasami prowadzi do paranoidalnych sytuacji - ucznia masz w swojej dzielnicy, siedzibę szkoły w centrum, i nie możesz iść na lekcję w linii prostej do ucznia, tylko zahaczyć o centrum i potem stać w korku, żeby dojechać... Ja, mieszkając w Warszawie, wolę dojeżdżać metrem w ciągu kilkunastu minut i niczym się nie przejmować. Moje koleżanki czasem marudziły na dojazdy za darmo - sorry, ale każdy może sobie zajrzeć przed rozpoczęciem kursu do kompa i sprawdzić, ile czasu zajmie mu pokonanie drogi dom - uczeń. Jeśli uważa, że to za dużo, to niech nie bierze kursu, a jak już bierze, to niech powstrzyma się od marudzenia, że musi jeździć za darmo. Zresztą, za dojazd na korki też nam nikt nie płaci według taryfikatora taksówki, czasami trzeba by sobie doliczać po 50 złotych:P

    >A czy szkoła coś Ci daje, oprócz adresu klienta?

    Konsultacje i wsparcie metodyczne, dostęp do biblioteki, darmowe ksero, zastępstwa, kiedy nie mogę mieć lekcji (już widzę mojego ucznia x pozbawionego kontaktu z językiem przez 2 tygodnie, haha), wyszukiwanie klientów, łażenie za klientami, żeby płacili, rozwiązywanie innych konfliktowych sytuacji... Ja po prostu przychodzę do ucznia i odbywam swoją lekcję, zgarniam za to kasę i reszta mnie nie obchodzi.

    16%VOL
    22%VAT
  • aga.p.p 04.07.11, 13:05
    O dojeździe zawsze myślę w kontekście straconego czasu, nie kosztu taksówki czy tramwaju. Jeśli miałabym pół dnia poświęcać na dotarcie do klienta, to za pozostałe pół chcę mieć płacone tyle, żeby nie musieć dokładać do interesu.
    Natomiast to, co piszesz o obowiązku zahaczania o szkołę w drodze do klienta, to dla mnie niepojęty absurd. Serio ktoś tak robi?
  • julcia_bleble 04.07.11, 14:55
    Przepraszam Was, ale nie dopisalam ze to jest te 35zl na reke/ 60 minut.
  • julcia_bleble 04.07.11, 15:03
    Do pracy dojezdzam swoim autem, wychodze z domu 15 minut przed rozpoczeciem zajec...noo- moze 20, zeby jakies xero zrobic itp itd.O 12 zaczynam zajecia- 60 minut (15 minut dojazdu w jedna strone, 15 min dojazdu w druga) wracam okolo 13.30. Wiem, ze nie mam wcale zle, wiem ze niektorzy nie maja pracy, szukaja jej itp itd, no a ja marudze;) ale tak jak pisalam wczesniej zastanawiam sie czy im nie podziekowac. Moze to i bezsensu, ale z drugiej strony sobie mysle ze nie jestem w takiej desperacji zeby o tej 12 musiec tam jezdzic. Nie pasuje mi ze jest to na 12 godzine,mialo byc wiecej grup, jest jedna wiec tez ni w piec ni w dziesiec dla mnie a i ta moja stawka nie jest jakas taka mega zabojcza;) Wiem wiem..kazdy chcialby wiecej..;)) no to powiedzcie teraz ile przecietnie sie dostaje w firmach??
  • aga.p.p 04.07.11, 15:24
    Jeśli Cię to męczy, to podziękuj. Opłacalność finansową każdy musi sobie policzyć wg własnych potrzeb. A jeżdżenie gdzieś na jedną godzinę, nawet własnym samochodem, rozwala. Też nie lubię.
  • chinwag 05.07.11, 08:44
    Oczywiście, jeśli masz na oku ofertę ciekawszą, korzystniejszą finansowo, czy dogodniejszą w realizacji, to rezygnuj. Stawka 35 netto za 60 minut nie powala na kolana...ale jest to jak napisałaś kurs ogólnojęzykowy dla wielu osób atrakcyjna.

    Ale jest tu moim zdaniem druga strona medalu. Sprawiasz wrażenie osoby rozpoczynającej pracę w tym zawodzie, moim zdaniem powinnaś zadbać w pierwszej kolejności o jakość swoich usług, "wyrobić sobie nazwisko", a potem dopiero zbierać z tego profity.
    Wynegocjować lepsza stawkę w szkole albo działać na własna rękę, jeśli się opłaca.

    Popatrz na to zlecenie jak na doskonałą szansę na zdobycie doświadczenia, nie tylko epizod do wpisania w CV;)



  • julcia_bleble 05.07.11, 09:20
    Tak, masz racje, jestem mozna powiedziec swiezakiem;) tzn ucze juz troche lat, ale to jest moja pierwsza firma. Wiem, ze jak na swiezaka to pewnie jest to dobra stawka. Kiedy studiowalam to mialam troche czasu wolnego i moglam tam dojezdzac (szczegolnie wtedy kiedy pisalam prace mgr, poniewaz siedzialam generalnie w domu) .Teraz chcialabym poszukac innej normalniejszej pracy na caly etat, a praca w szkolach jezykowych zajac sie, ale wieczorami. Nie wydaje mi sie, iz jezdzac do tej firmy nabede jakiegos doswiadczenia;)) Generalnie ludzie sie nie ucza, nie odrabiaja zadan, nie przychodza regularnie na zajecia, na testy (ale z tym to akurat sie liczylam) takze nie ma szalu. Najlepsze, ze przy tym swoim nic nie robieniu chcieliby mowic juz po 3 lekcji prawie jak native speaker;)) Oni to traktuja jako dobra forme zabawy podczas swojej przerwy, czyli bardzo malo powaznie. I to jest wlasnie takie o tyłek rozbić :P
  • chinwag 05.07.11, 18:47
    To co opisujesz jest właśnie firmową rzeczywistością, choć bywają i tacy dyrektorzy, którzy w odpowiedni sposób motywują pracowników do poważnego traktowania takich zajęć.

    Ale generalnie rzecz biorąc nie dziwi mnie, że nie chodzą na Twoje zajęcia regularnie, jakby nie patrzeć uczą się w godzinach pracy i zawsze może pojawić się coś, co akurat od tych zajęć będzie ważniejsze. Zależy to od organizacji pracy w danej firmie.

    Cierpliwości życzę:)

  • very.martini 06.07.11, 19:11
    > zdzac do tej firmy nabede jakiegos doswiadczenia;)) Generalnie ludzie sie nie u
    > cza, nie odrabiaja zadan, nie przychodza regularnie na zajecia, na testy (ale z
    > tym to akurat sie liczylam) takze nie ma szalu.

    Proponuję Ci poprowadzić parę zajęć z bezrobotnymi albo z uchodźcami - ja na pierwsze zajęcia szłam przekonana, że oni akurat zajęcia docenią jak nikt, a tymczasem zazwyczaj połowy studentów nigdy nawet nie poznałam, a połowa myślała, że przychodzi na piknik, a nie na zajęcia. Niewielki procent traktował lekcje poważnie, chociaż dostawali ode mnie wszystko, co dostawaliby w komercyjnej szkole płacąc za lekcje - a mnie w środku trafiał (i trafia nadal, bo nadal się w to bawię) szlag. Doceń swoich kursantów, oni naprawdę mają sporo roboty - zdarza się tak, że Ty lekcją o 10.00 zaczynasz dzień, a oni mają za sobą 3 godziny siedzenia w biurze i naprawdę odpowiedzialnej pracy.

    16%VOL
    22%VAT
  • teacherka 06.07.11, 19:38
    Moim zdaniem niepowaznego podejscia do nauki jezyka nie usprawiedliwa fakt, ze ktos pracuje w firmie czy tez nie pracuje w ogole. Ucze wiele osob z roznych srodowisk i jesli komus po prostu sie nie chce uczyc, to ma tysiac wymowek.
    Ja prowadze zajecia powaznie i profesjonalnie i wymagam powaznego ich traktowania (z pewna doza wyrozumialosci, oczywiscie;). Trudno nagradzac kursantow tylko, ze to ze przyszli na zajecia, to juz spora przesadza, imo.
  • very.martini 06.07.11, 20:13
    Hehe, a ze mną moi nauczyciele jakoś się męczą:) Nikt mi do tej pory nie podziękował za współpracę - po prostu przystosowali się do mnie:) Ale też nie stawiałam ich wymagań typu "za tyle i tyle mam egzamin, proszę mnie przygotować" - wtedy bym oczekiwała jakiejś psychomanipulacji, to w końcu ich sprawa, żeby mnie zachęcili do współpracy. Trafiłam na jednego, który to umiał zrobić i pisałam po 4 wypracowania z niemieckiego w tygodniu, to był ten jeden jedyny raz - czyli nie jestem niereformowalna i się da. Rolą nauczyciela nie jest unoszenie się honorem i zabieranie swoich zabawek od kogoś, kto nie chce z nim współpracować, tylko znalezienie przyczyny braku współpracy i dostosowanie swoich metod tak, aby zniwelować bolesne skutki, tak to widzę.
    A niektóre wymówki są na tyle poważne, by traktować je serio, taka prawda. jeśli idę do kogoś, kto pracuje kilkanaście godzin dziennie, i czasem nawet nie ma czasu zjeść kanapki, a potem cały weekend śpi, i ja ten wyniszczający tryb życia po nim widzę - to sorry, nie będę oczekiwać, że będzie się uczył słówek z lekcji na lekcję, tylko będę z nim te słówka powtarzać. A jeśli sobie wymyśli zdawanie CPE za pół roku, to go uświadomię, że zdawanie CPE niekoniecznie jest dla osób, które rozumieją filmy po angielsku.

    16%VOL
    22%VAT
  • alina.walkowiak 06.07.11, 22:23
    Ja myślę, że ludzie mają po prostu różną hierarchię wartości. Dla wielu bardzo dorosłych ważniejsze od nauki języka są zwyczajne życiowe sprawy, takie jak załatwianie sprawunków, mecz syna, teatrzyk córki, wizyty u specjalistów, imieniny cioci, urodziny dziecka, psa, męża, zepsuty kran, remont mieszkania, awaria samochodu i milion innych spraw, które zawsze są "niecierpiące zwłoki" i "najważniejsze". Z czasem coraz mniej się dziwię i ...pobłażam. Staram się być tolerancyjna, chociaż to nie zawsze jest łatwe.
  • julcia_bleble 07.07.11, 20:55
    Wszyscy macie racje;) Ja rowniez zdaje sobie sprawe z tego, ze oni majac zajecia w trakcie przerwy, generalnie podchodza do nich tak a nie inaczej, czy sie naucza czy sie nie naucza to ich sprawa. Nie zamierzam ani sie zbytnio tym stresowac, ani nikogo nie bede przymuszac do nauki.A w jakiegos lektora "oszoloma" nie zamierzam sie bawic po to aby ich rozpracowywac, zmieniac i jakies inne cuda wianki.
    Takie jest zycie. Ciesze sie ze mam placone, nawet jak nikt mi nie przyjdzie na zajecia i jest ok, jednak nie traktuje tego swojego zajecia w tej firmie jakos mega powaznie. Moze nie powinnam tak mowic, ale robie z nimi minimum tego co powinni umiec, okrajam wszystko, bo wiem ze moje wypociny i tak nie zdadza rezultatu. Inni pewnie ucieszyliby sie, ze robie cos z PONAD, a tutaj sie zwyczajnie nie da. Najbardziej mnie wkurza to, ze firma wyraznie nie interesuje sie tym czy chodza na zajecia czy nie. Mialo byc 14 osob, teraz sa 4. I jeszcze na dodatek te 4 osoby chodza w kratke;)
    Zawsze cieszy mnie bardzo jak uczniowie czerpia z moich lekcji korzysci, chlona garsciami wiedze, sa spragnieni odkrywania jezyka na nowo. Kiedy widze postepy to sie zwyczajnie raduje:)) Tutaj czegos takiego nie ma, no i nie bedzie. Denerwuje mnie to ze na jednej lekcji jest pan X, ktorego nie bylo na ost.zajeciach- do tego nie ma zadania, nie jest w temacie. Potem na nastepnej lekcji on nie przychodzi, znowu pojawia sie Pani Y, przeprasza ze nie mogla byc na ostatnich zajeciach, ale i ona nie jest ogarnieta z materialem:))) No wariatkowo! Przysiegam.
    Dlatego robie swoje...poki robie, ale czas sie wkrotce wymiksowac i tak tu sobie ponarzekam czasem:) Ale milo mi sie Was czyta;)
  • very.martini 07.07.11, 23:37
    > jednak nie traktuje tego swojego zajecia w tej firmie jakos
    > mega powaznie.

    No to się zdecyduj, bo wysyłasz sprzeczne komunikaty - z tego, co piszesz, wynika , że jednak je traktujesz poważnie, skoro tak się przejmujesz uczniami:) zrób no rachunek sumienia. Zwisają Ci czy nie?

    > wac, ani nikogo nie bede przymuszac do nauki.A w jakiegos lektora "oszoloma" ni
    > e zamierzam sie bawic po to aby ich rozpracowywac, zmieniac i jakies inne cuda
    > wianki.

    No to może oni wyczuwają Twoje podejście - Ty nie masz ochoty na fajerwerki, więc oni też się nie będą wysilać.

    > nie da. Najbardziej mnie wkurza to, ze firma wyraznie nie interesuje sie tym c
    > zy chodza na zajecia czy nie.

    Ponieważ firmy to nie szkoła, w firmach myśli się inaczej - rozlicza się ludzi z wykonanych zadań. A czy ktoś miał się nauczyć angielskiego i zrobił to, to nikogo nie obchodzi, czy zostało to dokonane dzięki stuprocentowej frekwencji na sponsorowanym przez firmę kursie, czy też uczeniu się w domu z samouczka. Ty dbaj o to, żeby mieć listę obecności z każdych zajęć - w razie pretensji z góry masz dowód na to, że uczeń nie mógł się nauczyć na Twoich lekcjach, bo nie przychodził.

    > Zawsze cieszy mnie bardzo jak uczniowie czerpia z moich lekcji korzysci, chlona
    > garsciami wiedze, sa spragnieni odkrywania jezyka na nowo. Kiedy widze postepy
    > to sie zwyczajnie raduje:))

    Każdy się raduje, tylko nie zapominaj, że każdy uczeń ma inny stopień chłonności wiedzy i nie zależy to od tego, czy pracuje w korporacji czy w lumpeksie czy w księgarni.

    > to sie zwyczajnie raduje:)) Tutaj czegos takiego nie ma, no i nie bedzie

    No wybacz, ale widać, że jesteś kompletnym świeżakiem:) Najbardziej otwarty na świat, nowe doświadczenia i języki człowiek, jakiego spotkałam w świecie biznesu, jest poważnym dyrektorem w międzynarodowej korporacji

    > rwuje mnie to ze na jednej lekcji jest pan X, ktorego nie bylo na ost.zajeciach
    > - do tego nie ma zadania, nie jest w temacie. Potem na nastepnej lekcji on nie
    > przychodzi, znowu pojawia sie Pani Y, przeprasza ze nie mogla byc na ostatnich
    > zajeciach, ale i ona nie jest ogarnieta z materialem:))) No wariatkowo! Przysie
    > gam.

    Mogę Ci wymienić co najmniej 3 instytucje, w których praca tak wygląda:) Tylko że w 2/3 z nich jesteś poniekąd odpowiedzialna za stan wiedzy uczniów przed szefostwem, rodzicami itd...

    16%VOL
    22%VAT
  • julcia_bleble 08.07.11, 10:08
    Moze zle to ujelam: generalnie jasne, ze mnie to denerwuje, ale w tym przypadku to walka z wiatrakami, wiec nie zamierzam sie spalac. Nie jest bron Boze tak, ze jestem jakas opryskliwa dla nich. Zajecia prowadze normalnie, tak jak kazde inne- nie robie rozroznienia ze ta grupa jest gorsza a ta lepsza, tylko czasem sie irytuje w srodku:) chodzio mi o material, ze nie podaje im cos "PONAD" bo to nie ma wiekszego sensu. Lepiej zeby sie nauczyli konkretu podstawowego a bede przeszczesliwa! :)
    Wiesz..mysle sobie ze to moje podejscie spowodowane jest wlasnie tym co opisywalam w pierwszym poscie. Jade tam na marne 60 minut, oni nic nie potrafia i tak dalej...
  • baba67 08.07.11, 09:12
    Tez staram sie byc wyrozumiala, ostatecznie tez mialam dziecko w przedszkolu a kazdy jakies remonty przeprowadza, ale zetknelam sie tez z typami uczniow a wlasciwie uczennic ktore usilowaly zrobic ze mnie kogos w rodzaju uspokajacza sumienia.
    Sa to osoby nie tyle zajete co leniwe intelektualnie ktore jednak widza ze wszyscy wokol ucza sie angielskiego (albo mowa ze sie ucza)zatem znajduja sobie nauczyciela ...i usiluja przychodzic raz na 2 albo i trzy razy(one sie ucza przeciez) .Rozumienie kogos takiego oznacza straty(tak samo jak zbyt rygorystyczne podejscie do ucznia, ktory stara sie jak moze).
    Tez zloty srodek jest bardzo potrzebny-ja sprawdzam ludzi zanim dam im dobry termin kiedy sie taki otwiera.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • anglofil 08.07.11, 01:44
    Mi sie podoba podejscie zawsze tak bardzo wywazonego chinwaga i very martini i generalnie swiadomosc tego, ze
    a. praca i inne sprawy sa naturalnie wazniejsze od angielskiego (badz innego jezyka)
    b. ludziom zajecia sie narzuca a oni sa i tak przemeczeni

    natomiast nie oznacza to, ze w praktyce bierze mnie k.... na zajeciach gdzie masz 1/4 grupy, jeden 60 latek nic nie kuma, druga baba ci swiergoli tonem 16 latki ze czy nie mozna by po polsku i od poczatku bo niestety nie byla na ostatnich 5 zajeciach, dyrektorek sie niecierpliwi zeby szybciej z materialem bo jest na pre a z braklu laku wyladowal u poczatkujacych, a panienka ,naprawde musi' odebrac telefon - slowem, zajecia w firmach wymagaja OGROMNEJ motywacji i swiadomosci, ze chlebek z nieba nie spadnie. Rozumiem doskonale, ze osobe, ktora po raz pierwszy sie z tym spotyka moze trafic szlag. Nie twierdze ze panuje kompletna anarchia, sa zasady a jakze, np. po spieprzonej lekcji frekwencja spada o 50% co nie znaczy ze po swietnej sie znaczaco zwieksza, nawet kompletne zwisy doskonalen zauwazaja, czy nauczycielowi zwisa czy nie i chetnie sie ta opinia podziela, zatem mamy do czynienia z sytuacja kiedy w dupnych, frustrujacych warunkach nalezy zachowac 100% profesjonalizm, motywacje i usmiech na gebie polaczone ze zdrowa doza asertywnosci. Welcome to the world baby. Acha i jesli mozesz to olej te 35 zet. Disclaimer: zawod wybralam pomylkowo i mimo, ze ponoc umiem i lubie uczyc indywidualnych (najlepiej jak jeszcze ci ostatni sa motywowani kasa) to grup nie cierpie, dlatego moja opinia w zadnej mierze nie moze byc traktowana jako reprezentatywna dla jednostki dobrze przystosowanej do zawodu.
  • baba67 08.07.11, 09:17
    Zapisuje sie do Twojego koleczka, anglofil-grup nienawidze(wiekszych niz 2 osoby) i jestem pelna podziwu dla lektorow uczacych w szkolach jezykowych ktorzy twierda ze to duzo latwiejsze niz one-to one.Nic nie jest latwiejsze od one-to -one o ile mozna zrezygnowac z pracy z jakims upierdliwcem.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • very.martini 08.07.11, 11:50
    Haha, a ja uczyłam przez wiele lat tylko 1-1 (specyfika języka i szkoły) i byłam tak spragniona pracy z większą liczbą ludzi, że teraz wezmę każdą grupę. Reakcje między uczniami, praca w parach i grupkach są nie do zastąpienia, uwielbiam. Lekcje indywidualne też są ok, ale mam ich dość na tyle, że kiedy sama uczę się języka, wolę zapisać się na kurs grupowy (chociaż współkursanci mnie często denerwują:P), niż spotykać się z nauczycielem na indywidualnych lekcjach - to mam w pracy.

    16%VOL
    22%VAT
  • very.martini 08.07.11, 11:56
    >natomiast nie oznacza to, ze w praktyce bierze mnie k.... na zajeciach gdzie masz 1/4 grupy, >jeden 60 latek nic nie kuma, druga baba ci swiergoli tonem 16 latki ze czy nie mozna by po >polsku

    Powiem Ci, że fajniej jest, jak na zajęciach dla seniorów bardzo dobrze ubrana starsza pani o szlachetnych rysach i takiejż dykcji, przemawiając tonem hrabiny, ŻĄDA od Ciebie, żebyś mówiła po polsku, bo inaczej "niczego się nie nauczymy", a Ty masz jej życzenie spełnić - bo po to tam jesteś. Jak mi przeszło przez gardło "proszę do mnie nie mówić takim tonem", to kupiłam sobie ciastko w nagrodę;)


    16%VOL
    22%VAT
  • baba67 08.07.11, 15:20
    Mysle ze to BYL wyczyn. Ja bym chyba nie umiala-nawet za kremowke.
    Inna rzecz ze tlumaczenie gramatyki po angielsku ludziom ktorzy pokonczyli szkoly x lat temu i na dzwiek slowa podmiot i orzeczenie maja panike w oczach jest moze i ambitne ale tak sobie efektywne.
    W pracy z ludzmi 50 + wybieram metody efektywne choc niejeden metodyk na mojej lekcji zalamalby sie psychicznie.Jednak ludzie wracaja z urlopow zachwyceni ze o kibel potrafili spytac i TRAFILI. I to jest to-wielki plus lekcji indywidualnych.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • very.martini 08.07.11, 19:13
    Nie używam terminologii gramatycznej w ogóle, poza podstawami typu liczebnik:). Chyba że ktoś się tego wyraźnie domaga i widzę, że generalnie gramatyka nie jest mu obca. Generalnie moi uczniowie nie wiedzą, że mówią prozą:P Ale miałam teraz taki przypadek, wśród kilkunastu osób jedna polonistka i ona mnie dopytuje po polsku o terminologię gramatyczną:) Część może to pamięta ze szkoły, części to zwisa, części się podoba, części nie - ale właśnie, mnie zależy na tym, żeby się nauczyli pytać, gdzie jest kibel i zamawiać herbatę. Idę na kompromis (nie lubięjednak uczyć J2 w J1) i czasem coś im tam wyjaśniam po polsku, ale to dlatego, że mam mało czasu, strasznie krótkie mają te kursy (państwowe), wolę wyjaśnić gramatykę w 5 minut po polsku i zrobić coś dłuższego na komunikację, zamiast się pieprzyć z tą gramatyką po angielsku, widzieć nic-nie-rozumiejące oczy, powtarzać po pięć razy i tracić czas. A niektórzy myślą, że to sobie wywalczyli, hłe hłe.

    16%VOL
    22%VAT
  • baba67 09.07.11, 09:58
    To ta pani domagala sie zeby wydawac jej polecenia po polsku? Bo ja zrozumialam ze chodzi o gramatyke, a ta wykladana po angielsku (a sa tu na tym forum zaprzysiezeni zwolennicy tej metody)moze byc problemem, choc oczywiscie nie dla wszystkich.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • very.martini 09.07.11, 10:38
    Żeby wszystko było po polsku, a po angielsku tylko np dialogi:) i czytanki itp, oczywiście z przystankami co kawałek i tłumaczeniem słówek na polski. Screening i potem ogólne wrażenia, czy czytanka jest o robotach (!) czy o ludziach, był według niej bez sensu, bo ona jest przecież początkująca, nie zna słownictwa i tak nie odpowie na tak skomplikowane pytanie.

    16%VOL
    22%VAT
  • very.martini 09.07.11, 10:39
    Miało być "byłby", bo nie było czytanek o ludziach i robotach;) Ale wiesz, o co chodzi.

    16%VOL
    22%VAT
  • chinwag 09.07.11, 16:25
    1:1 niby lepsze, czy łatwiejsze od pracy w grupie? Temat rzeka oczywiście i wiele zależy od preferencji, ale...

    Popatrz (Babo i nie tylko) na to z takiej perspektywy:

    Jeśli wśród tych 10 osób, przychodzą 3, które nie maja tego dnia ochoty na to by żyć, w sali nadal jest grupa 1+7, którzy mając pokłady optymizmu, energii, są w stanie "wciągnąć" pozostałych i pozwolić im zapomnieć o skrzeczącej z rana żonie, wrzeszczącej z wieczora teściowej, czy naprawie zawieszenia w aucie. I zajęcia staja się łatwiejsze.
    Walkę 8 na 1 łatwiej wygrać...

    A gdy ten indywidualny student jest nie w sosie? No cóż, walka 1 na 1 niesie za sobą większe ryzyko, że przegrasz (czyt. zajęcia są po prostu do dupy, zarówno z punktu widzenia Twojego, jak i tego studenta)

    ;)

  • baba67 09.07.11, 17:20
    O nie, moja perspektywa jest zupelnie inna. Mam 8 studentow z ktorych 6 jest nastawionych pozytywnie do lekcji, 1 nic sie nie podoba a 1 pannie po prostu nie chce sie uczyc ale jak najbardziej dzielic sie swymi spostrzezeniami o swiecie z sasiadka z akompaniamentem niby cichego chichotu. Po kilku niezbyt przyjaznych uwagach niezadowolonego i niezbyt efektywnych prosbach o cisze, atmosfere pracy idzie sie bujac i mam juz 3 osoby zainteresowane na jaki temat chichoce panna, a dalsze 2 zastanawiajace sie Muchonosy nie ma przypadkiem racji. Thank you so much.
    Jesli moj uczen przychodzi nie za bardzo w sosie potrafie zmienic koncepcje lekcji tak zeby cos tam zostalo zrobione.Zawsze mozna zaproponowac opowiedzenie dowcipu z uzyciem interesujacych nas struktur albo zachecic zeby sie po angielsku uczen wygadal, co zawsze przynosi ulge. Nie zdarzylo mi sie przegrac one-to-ona, choc mialam wpadki.
    Moze to kwestia charakteru miekki material nie bywa sztywny, ma to plusy i minusy, ot, co.
    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • baba67 09.07.11, 17:22

    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • chinwag 10.07.11, 14:20
    Mówiąc o wygranej nie miałem na myśli zmuszenia kogoś do roboty, ale zmianę nastawienia, nastroju itp. O to łatwiej, gdy się ma sprzymierzeńców...
    Bo z tym pierwszym nie ma problemu, jeśli masz dość "silną" osobowość.

    Sytuacje jak ta, którą opisujesz oczywiście miewają miejsce, ale równie często jak i im odwrotne, tzn. gdy jedni członkowie grupy mobilizują innych...niekiedy bez słów.

    Można mieć różne doświadczenia w tej kwestii. ;)
  • baba67 10.07.11, 15:02
    Przykro mi to pisac ale moje doswiadczenia w pracy w grupach sa wylacznie zle.Moze dlatego ze pracowalam w publicznym gimnazjum.Moze w szkolach jezykowych sytuacja jest inna i rzeczywiscie jest latwiej.W grupach mlodziezy szkolnej to moze nie ale wsrod doroslych-niewykluczone.Jestem alergicznie nastawiona wobec osob ktore przeszkadzaja,natomiast dzieciary i mlodziez sa bardzo sklonni do przeszkadzania,bo sa leniwi i jest wesolo, A ta mniejszosc ktora nie jest leniwa nie chce sie wychylac zeby nie byc obsmiana.Robienie sobie jaj i ignoracja sa w modzie, nie dobre wyniki i ciezka praca.Potrafie zmienic nastroj ucznia albo przynajmniej nieco poprawic,kopac sie z koniem, czyli z grupa nigdy nie umialam.


    --
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • very.martini 10.07.11, 16:07
    Oj, ja w gimnazjum byłam na praktykach, i to było mocno hardkorowe gimnazjum, w którym byli też ludzie, którzy powinni być już dawno po maturze:P. Cała szkoła była specyficzna, uwielbiałam ją, tęsknię i chciałabym wrócić, chociaż wymaga, hmm, silnych nerwów i dystansu do siebie;). Ale zgadzam się, na podstawie swoich krótkich szkolnych doświadczeń, się z każdym Twoim słowem, w dodatku wybierałam sobie specyficzne miejsca - od elitarnego liceum z dzieciakami, których rozpuszczenie ocierało się o chamstwo i brak kultury po placówkę niemalże resocjalizacyjną. Tylko mnie się podobało, tak samo jak lubię lekcje indywidualne. jak to w tegorocznej ofercie Tic-tacków: żeby życie miało smaczek, raz hamaczek, raz leżaczek;).




    16%VOL
    22%VAT
  • baba67 10.07.11, 17:02
    Mam dystans do siebie,tylko nie umiem pracowac w rozproszeniu ,bardzo mnie to meczy.Jesli mam dobre warunki potrafie byc tak skupiona na lekcji ze zapominam o bolu i uczniom sie to udziela.Nie potrafie sie skupic jesli caly czas musze komus zwracac uwage i wychowywac.Dlatego szkola nie jest miejscem dla mnie.
    -
    Jestem bardzo pracowity wtedy, kiedy pracuje.

    Henryk Sienkiewicz
  • very.martini 10.07.11, 19:39
    Jak uczeń mówi "ale ja kurvva nie rozumiem, czego ty ode mnie chcesz", bo nie rozumie polecenia, to zapotrzebowanie na dawke dystansu do siebie potrzebna do przetrwania takiej lekcji dramatycznie się zwiększa. Tez myślałam, ze mam, okazało się, ze szybciutko muszę sobie wyrobić. I nikogo nie musiałam wychowywać, od wychowywania młodzież tam ma inne osoby niż praktykanci, ja po prostu musiałam przetrwać lekcje i jeszcze ich czegos nauczyć. To była dla mnie najcenniejsze z tych praktyk: nie spinac się, ze mnie widnieje banda dzieciaków albo ze czegos nie da nauczyć hokeisty. Wyjść ze szkoły i nie rozpamietywac tego, czego nie trzeba.

    16%VOL
    22%VAT
  • anglofil 10.07.11, 23:25
    gratuluje, wyobrazam sobie, ze to byla doskonala szkola przetrwania a dla mnie przetrwanie to swiadomosc ze wyzej d.... nie skoczysz sa wsrod klientow skur.... o mentalnosci malych dzieci i nie zawsze wszystko jest moja wina. Mysle ze w tym zakresie doswiadczenie znakomite.
  • very.martini 11.07.11, 12:40
    W ogóle nie rozpatrywałabym niczego w kategoriach winy, o ile totalnie nie zlewasz swoich obowiązków, rzecz jasna:). Masz rację - wyżej nie skoczysz, a są środowiska, wśród których zawsze znajdą się ludzie przerzucający winę na Twoją stronę. Najgorzej jest, jak twierdzą, że za ten komfort przerzucania winy na Ciebie płacą. Niech sobie wobec tego zmienią lektora.
    Moi korpouczniowie są kochani. 90% tych z problemami powtarza "Nie umiem, bo się nie uczę i nie robię prac domowych", 5% twierdzi, że jest niewyuczalnych, jedna czy dwie jednostki miały pretesje do mnie:P Ale się dogadaliśmy.

    16%VOL
    22%VAT
  • mileczka31 16.07.11, 18:02
    masakra. u mnie na kopalni płacą 100pln/h!!! i jest super:)
    www.ubezpieczeniajawor.pl/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka