Dodaj do ulubionych

Drugi przedmiot

20.04.12, 18:32
W związku z wątkiem o braku etatach, zaciekawiło mnie, kto z was uczy dwóch przedmiotów?
Bo u mnie w szkole prawie wszystkie anglistki mają uprawnienia do nauczania dwóch przedmiotów, czasem uczą obu, czasem nie.

Ja też myślę nad drugim przedmiotem. A jak to u was wygląda?
Edytor zaawansowany
  • yoka1 20.04.12, 19:16
    a czego uczą jako drugiego przedmiotu?
  • kociamama 21.04.12, 10:02
    Historii albo polskiego.
  • zojanka 21.04.12, 11:20
    ja znam też sporo anglistek, które mają uprawnienia do nauczania innych przedmiotów. Najczęściej są to polonistki, historyczki i nauczycielki wychowania zintegrowanego. Język angielski jest naczęściej ich drugą specjalizacją. Ja osobiście tez mam prawo do nauczania drugiego przedmiotu i to właśnie historii, bo dzięki temu mam możliwość nauczania historii w języku angielskim. Z tego co słyszałam na różnych szkoleniach .. nauczanie przedmiotów w języku angielskim staje się popularne. kiedyś nawet było specjalny program czy nawet wytyczne z UE.. ale padło to ze względu na wysokie koszty. Niemniej, szczególnie w liceach poszukuje się nauczycieli anglistów, którzy mają uprawnienia do nauczania innego przedmiotu. Najczęściej chodzi tutaj o historię, geografię, ale spotkałam się też z chemią, matematyką. Taka tendencja dotyczy oczywiście także innych języków.
  • ophelia78 21.04.12, 22:48
    U mnie żadna z anglistek nie ma uprawnień do innego przedmiotu (uczę w zespole szkół, GM i LO), ale też ani nie miałybyśmy kiedy go uczyć (mamy średnio po 26-28 godzin w tyg.) ani też szkoła o takim czymś nie myśli: raczej wymaga się wysokiej specjalizacji w swoim przedmiocie (robienie doktoratu, prowadzenie olimpijczyków, Indywidualne Programy Nauczania), a nie rozmieniania się na drobne.

    ---
    Jędrek, 12.03.2009.
  • kociamama 22.04.12, 00:51
    Hmm, nie trzeba rozmieniać się na drobne. Język to narzędzie. Posługując się nim, można zgłębiać info na temat różnych obszarów wiedzy, więc bardzo łatwo połączyć nauczanie języka z nauczaniem innego przedmiotu. O ile doktorat nie jest z metodologii (tudzież glottodydaktyki), łatwo zrobić uprawnienia do innego przedmiotu humanistycznego. Może się taka wiedza nawet przydać do doktoratu;)
  • ophelia78 22.04.12, 22:49
    >Hmm, nie trzeba rozmieniać się na drobne. Język to narzędzie. Posługując się nim, można zgłębiać info na temat różnych obszarów wiedzy, więc bardzo łatwo połączyć nauczanie języka z nauczaniem innego przedmiotu.

    Oczywiście, zgadzam się. Ale chodzi mi tu tylko o podejście szkoły: biologii ma nauczać SWIETNY BIOLOG - ma być w tym rewelacyjny i ma się skupić na swojej działce. Czyli ma być BIOLOGIEM, a nie np.anglistą z uprawnieniami do nauczania biologii. No ale ja pracuję w bardzo specyficznej szkole.... ;-) Dwuprzedmiotowców mamy tylko na linii historia-wos i na więcej się nie zanosi.

    --
    Jędrek, 12.03.2009.
  • zojanka 22.04.12, 13:11
    "Języka obcego nauczymy się lepiej kiedy będzie nam on służył do przyswojenia sobie czegoś więcej niż tylko jego samego" (Jean Duverger)

  • kociamama 22.04.12, 20:16
    Dokładnie;)
    Jestem zwolenniczką content-based approach i w ogóle fajnie by rozkręcić jakąś klasę wykładową;)
  • kociamama 22.04.12, 23:38
    Jezus;>) Braku etatów of course;) Zdecydowanie nie powinnam nauczać polskiego;)
  • zojanka 23.04.12, 07:16
    spoko.. takie rzeczy z natłoku myśli się trafiają. Ja jestem mistrzynią w przestawianiu sylab: pytam syna "wziąłeś już bitaminę we":):)
  • cytryna76 23.04.12, 12:13
    W moim przypadku to polski + angielski.

    To ciekawe, co piszesz Ofelio. Też zawsze uważałam, że dobrze być super specjalistą w jednej dziedzinie, bo mistrzowsko opanować dwa przedmioty to już spore wyzwanie. Tymczasem czasy są takie a nie inne - u mnie na każdej Radzie Pedagogicznej dyrektor nawołuje do dokształcania się i w miarę możliwości do dorabiania kolejnych uprawnień. Jest więc powiedziane wprost, że wobec niżu w liceach i nieuchronnych zwolnień w najbliższych latach tylko dwuprzedmiotowcy mogą czuć się w miarę bezpiecznie, a jeden przedmiot - może to być zbyt mało na utrzymanie etatu.

    Może w renowanych liceach - a w takim, jak zgaduję,uczy Ofelia - nie ma takiego problemu z niżem demograficznym, bo do takich szkół nabór będzie zawsze i ilość godzin nauczycielskich z przedmiotów nie zmienia się tak bardzo. Ale więszość "średnich" ogólniaków staje przed groźbą redukcji ilości klas pierwszych. Jeśli np. wypuszczamy 8 klas III, a przyjmujemy 5 klas I to już "leci" jeden etat anglisty, jeśli ten nie może uzupelnić sobie godzin innym przedmiotem.
    Poza tym pamiętaj, Ofelio, jest to polityka prowadzona przez Twoją obecną dyrekcję. Z tego, co wiem, wielu dyrektorów stawia na wieloprzedmiotowość właśnie, nawet jeśli dyskusyjnym jest, na ile dobrym można być w kilku dziedzinach na raz.
  • bramblette 23.04.12, 19:37
    Ja mam wrażenie, ze wielu nauczycieli języka angielskiego, to własnie nauczyciele, dla których angielski, to drugi przedmiot. Dla ratowania etatu, dyrektor sugerował nauczycielowi zdobycie kwalifkacji do nauczania angielskiego, bo przecież brakuje anglistów.
    Szczerze powiedziawszy jestem czasami przerażona poziomem takich anglistów - nie jest to zapewne reguła, ale częsc takich 'anglistów', jak dla mnie prezentuje poziom zbliżony do intermediate, co z kolei zastanawia jakim cudem zdobyli swoje kwalifikacje.
    Na wymianie Comeniusa, koleżanka rozdawała 'papers with some informations for you' i miała ze sobą plik kartek, a nie gazety, pomijając już drugi rzeczownik w zdaniu.
    Albo tłumaczenie strony internetowej szkoły z sąsiedniego miasta z perełkami typu: 'At the beginning lessons had place in xxx', 'on March' czy 'In xx/xx school year was established the first integration class'
    Poloniści czy historycy też mają mało godzin. Teoretycznie można zrobic oligo-, surdo-, edukację dla bezpieczenstwa, informatykę, albo po prostu zorientowac się, któremu nauczycielowi najblizej do emerytury i na jaki przedmiot będzie zapotrzebowanie.
    Szczerze powiedziawszy, biorąc pod uwagę, jak trudno teraz z etatem, zastanawiam się nad zrobieniem podyplomówki, ale z przedmiotu pozaszkolnego ...
    Problem w tym, że ja pomimo narzekan, lubię uczyc ...
  • kociamama 23.04.12, 23:34
    Trochę prawda, że angielski to drugi przedmiot dla większości, a kwalifikacje uzyskane w ramach zaocznego licencjatu.

    Pytanie tylko, jakiej jakości uczenia należy wymagać? No bo lepsza jakaś niż żadna, nieprawdaż? No i, jako, że nikt z nas nie jest idealny, komu oceniać te kompetencje koleżanek i kolegów po fachu?
    No bo błąd, nawet kardynalny, każdemu się może zdarzyć. Z drugiej strony,lepiej, żeby ludzie się komunikowali pomimo takich byków niż w ogóle nie odzywali, ze wstydu, że nie mówią "perfekt".
  • yoka1 24.04.12, 07:55
    no ale ci ludzie mają dawać przykład, jak się mówi POPRAWNIE, bo to oni nauczają, mówić byle mówić, żeby się komunikować to za mało, żeby nauczać języka obcego innych moim zdaniem.
    Az strach pomyśleć, że często tacy angliści mówiący jakoś tam biorą się za tłumaczenia...strach się bać..

    Tym samym Kociamamo broniąc i tłumacząc takich "anglistów" popierasz bylejakość, która i tak jest wszechobecna w różnych dziedzinach...

  • jotka001 24.04.12, 19:48
    Każdemu może zdarzyć się błąd. Fakt, że niektórym zdarza się częściej niż norma przewiduje. I to jest źle. Ale co powiecie o błędach, i to istotnych, w podręcznikach do jęz. ang.? Kiedyś takie zjawisko spotykało się rzadko, a w książkach prawdziwych, angielskich w zasadzie wcale. Od kilku lat błędy znajduję nawet w podręcznikach renomowanych, starych, dobrych wydawnictw brytyjskich, o polskich nie wspomnę. I czego w takim razie wymagać od szarego nauczyciela?
  • kociamama 24.04.12, 20:17
    Błędy popełniają też wykładowcy. Zresztą, o jakie błędy chodzi? Czy błąd gramatyczny, który popełniają native'i nagminnie też ma oznaczać kompromitację nauczyciela? Czy raczej oznacza naturalność mowy? (typu there is a lot of people).

    Poza tym, angielski służy do wielu celów. Większości ludzi, nie filologom, nie służy do czytania poezji, ale do porozumiewania się. Nie tylko z native'ami, a może przede wszystkim głównie NIE z nativ'ami, a taki język też rządzi się swoimi prawami.

    Język angielski nie należy do anglików. Który model językowy jest poprawny? Geordie? Irish? West-Belfast? Aussie? Texas?

    Ja tam uważam angielski za swój język, bo się nim posługuję na co dzień, więc nie uważam, że moja wersja jest gorsza od żadnej z wyżej wymienionych. Ja akurat jestem brana za Amerykankę, ale jak ktoś ma słowiański akcent i polskie kalki językowe, to też nic w tym złego. Może lepiej stawić na metodykę? Motywację? Komunikację?

    Im lepszy nauczyciel, tym lepiej, ale nie uważam, że bardzo wysokie kompetencje językowe są istotniejsze od metodyki/motywowania.
  • kociamama 24.04.12, 20:05
    W sumie, nie bronię, tylko się zastanawiam. Jak byłam młodsza (i jeszcze bardziej arogancka w dziedzinie nauczania niż teraz;>) bardzo krytycznie odnosiłam się do osób, które uczą a reprezentują niski poziom, brak im bogactwa słownikowego, popełniają błędy gramatyczne i fonetyczne, mają polski akcent itd.

    Teraz nie jestem tak krytyczna;)

    Co to znaczy mówić POPRAWNIE? Nie robić błędów gramatycznych? Fonetycznych? Leksykalnych? Nikt z nas nie jest idealny. Oczywiście, idealnie, jak nauczyciele się wciąż szkolą, rozwijają, ale rzeczywistość bywa inna.

    Nauczyciel/ka oprócz roli modelu językowego, może pełnić inne rolę - np. być "facilitator"-em. Modelem w końcu mogą być filmy, teksty anglojęzyczne - materiały autentyczne.

    Kto nie popełnia błędów niech pierwszy rzuci kamieniem;)
  • yoka1 24.04.12, 20:14
    ja piszę o oczywistych błędach, np. "informations"
  • kociamama 24.04.12, 20:19
    No nie wiem, czy to aż tak boli. Mnie bardziej razi to, że ludzie w ogóle się boją odezwać, używają bardzo ograniczonego słownictwa, niż błędy gramatyczne, które nie zaburzają ani nie zubożają komunikacji.
  • bramblette 25.04.12, 14:30
    Zgadzam sie, że komunikacja jest dużo ważniejsza niż poprawnosc językowa, ale my mówimy tutaj o nauczycielach. Każdy z nas popełnia błędy, ale kązdy ma też szansę poprawic się, kiedy zdaje sobie sprawę, że ten błąd popełnił.Nie oszukujmy się - dzieciaki mówią coraz lepiej. Coraz więcej nastolatków zdaje FCE, a nawet CAE i co takie dzieciaki mają myślec o nauczycielach, którzy nie radzą sobie z językiem?
  • yoka1 25.04.12, 18:13
    bramblette

    dzięki za wsparcie, bo jakoś Kociamama nie łapie, że my tu mówimy o nauczycielach, a nie o ludziach posługujących się językiem jako tako.
  • kociamama 25.04.12, 21:57
    Łapię, łapię;> Tylko wtedy brakowało by bardzo anglistów. Wśród nie-native speakerów znam bardzo mało ludzi, którzy reprezentują poziom dostatecznie wysoki. Większość z nich nie naucza angielskiego, dodam, ale zajmuje się czym innym zawodowo.

    A co do mówienia, nauczyciele boją się mówić, więc wcale nie mówią i robią gramatykę i ćwiczenia, bo tak jest bezpieczniej.

    Wy mówicie o sytuacji idealnej, a ja mówię o realnej. Żeby byli lepsi nauczyciele, najpierw musi się zmienić jakość kształcenia. Egzamin z mówienia to był najprostszy egzamin na studiach i wszyscy bez problemu dostawali choć 3. A powinien być jednym z trudniejszych.
  • yoka1 25.04.12, 22:26
    nie wiem o jakiej uczelni mówisz? Najprostszy? U mnie był najtrudniejszy obok PNJ, na którym wykładało się mnóstwo studentów, ale to było w czasach, gdy trzeba było zdawać egzamin wstępny i pisemny i ustny i nikt, kto przed rozpoczęciem studiów, kto nie komunikował się w jęz.ang., nie miał szans na bycie przyjętym.

    I przestań już gadać, że mówisz o realnej sytuacji - jakiej relanej? Że "anglista" mówi "informations" i nie zauważa tego błędu? I on ma czelność wymagać czegoś od uczniów? Jeszcze moment i uczniowie go wysmieją w twarz.
    No proszę Cię, przestań już z tą bezsensowną obroną. Bo jeszcze trochę i uznasz, że nic się nie stało, jak lekarz prostej grypy nie umiał zdiagnozować, bo ,,,,takie kształcenie mamy w Polsce.
  • grzeczna_dziewczynka15 25.04.12, 23:05
    Nie uważam, że poprawność gramatyczna to najważniejsze kryterium, po prostu. Dlaczego nie oburza Cię bardziej ubogie słownictwo czy kiepska metodyka niż informations (ogólnie zrozumiałe). Wiesz, mnie bardziej razi, jak anglista tłumaczy idiom słowo w słowo, albo stosuje kalkę językową bez weryfikacji, a tu już komunikacja jest zaburzona.

    Pamiętaj też, zawsze cudze błędy się szybciej wyłapuje niż własne. Bardzo łatwo jest oceniać z zewnątrz.

    A co do argumentów personalnych, to też byłam na uczelni, gdzie był egzamin wstępny o po 10 osób na miejsce. A egzamin ustny było zdać za łatwo. Bo egzamin nie powinien składać się z opisu obrazka i mini-speecha na temat ogólny, ale stanowić większe wyzwanie intelektualne.
  • bramblette 26.04.12, 14:35
    No tak, ale nie wierzę, że nauczyciel, który nie umie rozpoznac jednego z podstawowych rzeczowników niepoliczalanych, zna idiomy angielskie. Zresztą 'informations' był tylko jednym z przykładów, a główny wątek, to to, że spora grupa nauczycieli prezentuje poziom zbliżony do intermediate, bo kiedys na gwałt trzeba było zatrudniac anglistów, a Ci, którzy dostali taką pracę, już się nie rozwijają.
    I jak poprawnosc gramatyczna nie jest ważna, skoro nasi uczniowie zdają egzaminy po gimnazjum i liceum, wkrótce po podstawówce też.
    Tu chodzi o jakosc nauczania. Czyli i metodyka i wiedza i elestycznosc.
    A tak na marginesie, skoro tak ważna jest komunikacja, to co w dyskusji robią idiomy, które stanowią jednak ułamek komunikacji codziennej, a z perspektywy ucznia samą pamięciówkę?
  • kociamama 26.04.12, 16:14
    Hm, ale po co ta bitwa? Ja się zgadzam, powinni być nauczyciele jak najlepiej przygotowani. Tylko nie zgadzam się, że błąd, nawet kardynalny, od razu kogoś dyskwalifikuje.

    A co do idiomów, zależy od bogactwa językowego. Uczniowie często próbują tłumaczyć idiomatyzmy z pl na ang, a to tak nie działa. Więc warto dać jakieś przykłady, odpowiedniki.

    W ogóle co to za pytanie? Nigdy nie wiadomo, jakie słówko/wyrażenie się komu przyda/spodoba i jakiego użyje. Są osoby, które dużo czytają i znają idiomy/idiomatyzmy/dziwne wyrażenia, choć popełniają błędy gramatyczne.
    Ja np. zachęcam uczniów do nauki przede wszystkim słownictwa, bo jednak za pomocą słów się porozumiewa. Robię regularne kartkówki ze słówek, a z gramatyki rzadko.

  • bramblette 27.04.12, 08:57
    Pytasz, po co ta bitwa i brniesz dalej?
    To nie bitwa, to dyskusja, ale obawiam się, że nadal jakoś nie zauważasz tego co chcę powiedziec.
    Dla mnie również najważniejsza jest komunikacja i w przypadku uczniów przedkładam fluency nad accuracy, aczkolwiek uważam, że nie wolno ignorowac błędów, mimo, że nie należy przerywac uczniowi ilekroc słyszymy, że popełnia błąd.
    Po drugie, zgadzam się z tobą, że słownictwo jest niezmiernie ważne, ale nigdy nie byłam zdania, że idiomy stanowią najważniejszy element każdego języka. Są ciekawostką, ale zmuszanie uczniów do wkuwania listy idiomów uważam za mało sensowne, szczególnie kiedy nie znają poszczególnych słówek w wyrażeniu idiomatycznym.
    Pamiętam taką scenę z Benny Hilla, kiedy to lektor przetłumaczył jedno zdania jako 'Przestań ciągnąc mnie za nogę'. Oczywisty błąd tłumacza, który śmieszy każdego, kto zna dobrze język. Ale wydaje mi się, że dużo ważniejsze jest to, że uczeń zna znaczenie 'pull' zanim pozna znaczenie 'pull sb's leg'.
    Jeżeli mówimy już o słownictwie, to dużo ważniejsze (IMHO) od idiomów są angielskie czasowniki frazowe - używamy ich dużo częściej.
    Podobnie, czy jest sens uczyc się słówka 'hilarious' skoro znamy 'funny', 'enourmous', skoro możemy powiedziec 'very big' i też się dogadamy?
    Kolejna rzecz, to wymowa. Tłumacz dzieciakowi, że 'busy', to nie 'basi', mimo, że jego pani od angielskiego tak mówi. Takich przykładów jest wiele.
    Jeżeli ktoś chce się rozwijac, to będzie przykłądac się do poprawnosci językowej i do poszerzania zasobu słownictwa. A to, że ktoś uzyskał już kwalifikacje do nauczania języka nie znaczy, że ma przestac się przykładac.
    I o to chodziło w mojej pierwotnej wypowiedzi - częsc nauczycieli osiadła na laurach. Nie rozwija się dalej, a wręcz przeciwnie - osiadła na laurach, nie rozwija się, a wręcz 'cofa' językowo, ponadto przekazuje swoje utarte i przetrawione błedy dziaciakom, które uczy.
  • kociamama 27.04.12, 18:25
    Zgadzam się ze wszystkim;)
  • carina22 25.04.12, 12:01
    Mam pytanie do nauczycieli anglistów pracujących w szkołach. Jest jakiś konkretny przedmiot, w którym widać braki kadrowe?
    Obecnie pracuję jako lektor, ale myślę o studiach podyplomowych. Może to zwiększyłoby szansę na etat w szkole? Bladego pojecia nie mam jaki kierunek wybrać, zainteresowania mam dość szerokie:). Studia tylko dla frajdy mnie nie kuszą, chciałabym aby przyniosły tez ewentualnie jakieś korzyści. Macie jakiś podpowiedzi? Nie znam realiów szkolnych tzn. jacy nauczyciele mają "wzięcie". Co mozna podyplomowo studiowac po anglistyce UW, tak, aby nie trwało to 3 lat, ale trochę krócej. Aby uzyskać konkretną wiedzę można coś zrobic w krótszym czasie?
    Może naiwne te moje pytania, ale dopiero zaczynam zgłębiac ten temat. Takie studia krótsze 3-semestralne, to raczej chyba jeżeli jest to kierunek pokrewny to tego, który się studiowało, więc ścisłe kierunki ( typu np. przyroda) odpadają.
    Macie już jakieś doświadczenia w tej kwestii?
  • yoka1 25.04.12, 12:03
    Macie jakiś podpowiedzi
    > ? Nie znam realiów szkolnych tzn. jacy nauczyciele mają "wzięcie"

    zasadniczo żadni, wszędzie cięcia
  • carina22 25.04.12, 12:24
    No właśnie, stąd mam wątpliwości. Studiowac dla samego studiowania kilka lat, wydac parę tysięcy złotych..hmmm niekoniecznie:(
    Stąd pomysł na krótsze studia dające jakies dodatkowe uprawnienia, ale czego mozna się nauczyc w 3 semestry? ( bo tyle widzę trwają przewaznie studia podyplomowe). I czy to też ma sens?
  • carina22 25.04.12, 12:26
    A w ogóle to zanosi się na jakiś wyż w szkołach? zacznie tych dzieci kiedyś przybywać? nie sledziłam tych niżów/wyżów.
  • yoka1 25.04.12, 12:43
    wyż zaczyna się od dzieci urodzonych w 2009r., więc sobie policz, kiedy dojdzie do podstawówek, gimnazjów i liceów...

    ja myślę, że te podyplomówki to pic na wodę, wiele się nie nauczysz, ale uprawnienia mieć będziesz, choć też nie po wszystkich.

    Wejdź na jakieś strony z podyplomówkami i tam zawsze jest jakie wymogi musi się spełnić, aby móc ją rozpocząć w sensie, czy to dla absolwentów jakichś konkretnych kierunków czy dla wszystkich z mgr.
  • shiva772 27.04.12, 19:54
    Uczę w gimnazjum angielskiego i historii, mam roczny kurs kwalifikacyjny z bibliotekoznawstwa. Gdybym miała zrobić coś jeszcze to byłoby to WDŻ albo etyka - coraz częściej ludziom bokiem wychodzi religia albo jeszcze jakieś oligo czy inne tego typu do pracy z dziećmi o specjalnych potrzebach. To się zawsze przydaje.
    --
    Purysto językowy! Piszę 60 słów na minutę i zdarzają mi się błędy. Rzeczowych nie popełniam ;)
  • dziewczyna.briana 06.05.12, 09:09
    Btw, zdanie "there is a lot of people" jest poprawne.
  • kociamama 06.05.12, 23:17
    Raczej akceptowane. Nie napisałabym tak w eseju/piśmie formalnym itd.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka