Dodaj do ulubionych

Proszę o pomysły na pierwsze zajęcia (konwersacje)

10.11.12, 20:55
Mam lekcję - konwersacje, 2 godziny zegarowe, poziom nieznany:) No i przygotuj się tu człowieku. Kobitka "coś umie", chciałaby nauczyć się dobrze mówić, poszerzyć słownictwo itp. Zakładam, że może to być jakieś pre-intermediate/intermediate, choć bywają i skromni którzy lubią zabłysnąć.
Czy na lekcjach typu konwersacje wypada w ogóle robić jakiś mini test poziomujący? Jeśli macie jakieś pomysły sprawdzające się w takich sytuacjach, to bardzo proszę o podpowiedź.
Edytor zaawansowany
  • shiva772 10.11.12, 22:10
    Testu poziomującego nie ma sensu robić bo i po co :) Po kilku zdaniach sie zorientujesz o co chodzi. Ja bym zaczęła normalnie - czyli o sobie, kim jesteś, co robisz, czym się interesujesz sru-tu tutu i przygotowałabym sobie jakieś jedno zagadnienie - na pierwszy raz to by mogło być np. travelling. O tym można gadać do bólu, przy tym czasy różne posprawdzać - to byłby taki test poziomujący. Przygotowałabym sobie jakieś frejzale typu get used to sth, do tego masę słówek na różnych poziomach. Oprócz podróżowania, wydaje mi się, że nadaje się też temat "media" i "family". BTW dwie godziny konwersacji to za długo.
    --
    Purysto językowy! Piszę 60 słów na minutę i zdarzają mi się błędy. Rzeczowych nie popełniam ;)
  • monika78kr 10.11.12, 22:19
    shiva772 napisała:

    > Przygotowałabym sobie jakieś frejzale typu get used to sth, do tego masę słówek
    > na różnych poziomach.
    Tego nie załapałam - jakieś listy słownictwa odnośnie wybranego tematu?
    Faktycznie, można od razu tematycznie do tego podejść i podróżowanie powinno być ok.
    Te 2 godziny też wydają mi się przesadzone, ale to oczywiście zależy od poziomu i tego kto będzie się musiał więcej udzielać;)
  • shiva772 10.11.12, 22:36
    Musisz sobie przygotować listę słówek przecież słowo - go, travel, journey, excursion, trip, one-way ticket, check-in itd. to zupełnie różne poziomy :)
    --
    Purysto językowy! Piszę 60 słów na minutę i zdarzają mi się błędy. Rzeczowych nie popełniam ;)
  • englove 10.11.12, 22:47
    Ja bym pierwszą godzinę poświęciła na tak zwane przełamanie lodów i przygotowała jakieś pytania, żeby uczeń opowiedział o sobie, np your unfulfilled dream, your biggest success, your earlies memory etc. potem można dać jakieś zdania do dokończenia, np. in five years ..., my friends say ... etc.

    W tym czasie diagnozujesz poziom oraz budujesz rapport, co jest bardzo ważne dla owocnej współpracy. A potem możesz przejść do części tematycznej.

    Uwielbiam konwersacje, mam już taką wprawę, że wystarczy mi kawałek tekstu, żeby zająć całą godzinę albo i dłużej. Powodzenia:)
  • baba67 11.11.12, 08:46
    2 godziny konwersacji to za dlugo.To w ogole sa za dlugie zajecia chyba ze emergency.
    Poltorej godziny tego typu zajec mozliwe jest z nielicznymi osobami, jak na razie poznalam tylko 3 takie-wszystkie intermediate i upper.
    Pierwsze zajecia robie godzinne i uczen opowiada o sobie , swojej rodzinie i zainteresowaniach.Wychodzi wtedy czy w ogole sie do takich zajec kwalifikuje bo czasem poziom jest za niski, czasem jest to zamknieta w sobie osoba ktora poglady jakies ma ale trzeba z niej je wyrywac , albo jest to ktos kto nie ma zadnych zainteresowan i zadnych sensownych pogladow poza narzekaniem na wszystko dookola.
    Wtedy proponuje tradycyjne lekcje z podrecznikiem z naciskiem na mowienie take it or leave it.
    --
    Życie wewnętrzne wielu kobiet powinno pozostać, cóź, wewnetrzne.
    P.Reiter
  • nighthrill 12.11.12, 08:16
    Ale znów godzina (60 minut) to często za mało. Ja głównie prowadzę konwersacje na podstawie Discussion A-Z, i jednego tematu nie da się przerobić w godzinę, zazwyczaj coś zostaje, a potem trzeba wracać do takiego rozgrzebanego arkusza za tydzień, gdy już nie pamięta się, co i jak...

    Ideał na konwersacje ( ale oczywiście oparte na tekście, kartce ze słownictwem czy idiomami) to moim zdaniem 75-90 minut.
    --
    Bez pośredników na pierwszej linii życia
  • samaira 12.11.12, 08:32
    Ja zanim cokolwiek zacznę, ZAWSZE robię spotkanie wstępne (około 20 min). Jest bezpłatne: omawiamy przyszłą współpracę, ja sprawdzam poziom. Zawsze zadaję te same pytanie, nie muszę się do takiego spotkania przygotowywać.
    Jeśli chodzi o 2 godziny - za długo, tym bardziej dla osoby, którą "coś tam umie".
    I ja też, tak jak Baba67 nie każdego wezmę na "czyste konwersacje". Jak widzę, że nie da się słowa wycisnąć z człowieka - proponuję zwykły kurs z naciskiem na mówienie.
  • baba67 12.11.12, 08:51
    To zalezy z kim , bo nie z kazdym te discussion zrobisz(fajne, tez na nich pracowalam).Jesli uczen jest rozgarniety i rozmowny to 90 jest idealne, jesli nieco mniej 60 min jest najlepsze.
    --
    Życie wewnętrzne wielu kobiet powinno pozostać, cóź, wewnetrzne.
    P.Reiter
  • monika78kr 12.11.12, 21:55
    Dzieki za wszytskie odpowiedzi, napewno cos z nich wyciagne. Spotkanie wstepne dobra rzecz, rowniez w sensie rozladowania napiecia zwiazanego ze spotkaniem z calkowicie obca osoba, ktorej trzeba opowiadac o sobie. No i juz po takim spotkaniu mozna w zasadzie powiedziec tak lub nie. A tak czlowiek (mam tu na mysli obie strony) wymorduje sie 120 min. zeby stwierdzic, ze nie, nie pasuje mi to.
    Discussions A-Z na poziomie Intermediate wydaja sie fajne do zbudowania zajec, ale te advanced wydaja mi sie juz mniej wydajne - czy sie myle?
  • nighthrill 13.11.12, 09:35
    Advanced stosuję rzadko - przy naprawdę zaawansowanych i zdeterminowanych, a przede wszystkim zainteresowanych uczniach. Przerabiałam je z dziewczyną, która była po maturze międzynarodowej.
    Wydaje mi się, że żaden zbiór tematów do dyskusji nie jest złotym środkiem, nie jest zamknięty - wszystko zależy od tego, co ucznia interesuje i jak daną tematykę przyswaja. Zawsze urozmaicam pojedynczymi lekcjami z innych źródeł, listeningami. Zawsze cisnę trochę gramatyki, choćby w formie rozmowy, bo mówienie bardzo niegramatycznie na dłuższą metę utrwala nawyki, niestety. Miałam uczennicę, która do każdego użytego czasownika dodawała "ing", bez względu na czas i kontekst. Jednocześnie była bardzo wygadana i znała słownictwo, ale nie mogłam pozwolić jej mówić cały czas w ten sposób, musiałyśmy parę rzeczy gramatycznych zmienić, wyjaśnić. I chyba przy każdym uczniu "konwersacyjnym" pojawia się ten problem - ktoś mówi, poruszając się w rejestrze, jaki zna ( kilka czasów, ograniczone słownictwo). Uważam, że naszym zadaniem jest urozmaicić oba te pola, nawet jeśli ktoś definitywnie " nie chce" gramatyki.
    --
    Bez pośredników na pierwszej linii życia
  • monika78kr 13.11.12, 09:59
    Napiszcie mi prosze jeszcze jak wygladaja u Was konwersacje w oparciu o liste slownictwa.
  • nighthrill 13.11.12, 10:05
    Moim zdaniem sama lista to nie może być. Ja daję jakiś temat ( np. travelling, environment, charity etc.) i do tego jest lista idiomów i związanych wyrażeń - zastanawiamy się, jaki może mieć sens takie przysłowie, czy w polskim mamy podobne i robimy ( ustnie) ćwiczenie na wstawienie do zdań tych idiomów lub wyrażeń.
    Jeśli jest temat z dużą ilością słownictwa ( np. clothes), to od razu są ćwiczenia na wstawianie, łączenie danego item of clothing z body part na przykład...

    Moje zasady na konwersacjach : mieć przygotowane więcej materiału, niż się "czasowo" wydaje, że trzeba, bo temat może nie podpasować albo być zrealizowany za szybko. Dawać zadania domowe ( teksty, arkusze tematyczne). Męczyć nauką idiomów i różnych zabawnych, a pożytecznych wyrażeń.
    --
    Bez pośredników na pierwszej linii życia
  • indifferentattitude 29.01.13, 20:41
    A ja mam inny problem - dwie babki chcą uczyć się od podstaw. Od czego zaczynać takie lekcje? Doradźcie proszę, bo dla mnie to nowość. Tak samo jak z dziećmi?
  • baba67 30.01.13, 08:44
    Osobiscie mam nietypowy sposob-wybieram startery do gimnazjum.Na ogol angielskiego od zupelnych podstaw chca sie uczyc osoby ktorym z edukacja bylo nie po drodze a musza wyjechac do dzieci itp.
    Nie sa to uczniowie o wyrobionym intelekcie (pisze to bez zlosliwosci-po prostu tak jest) I WYMAGAJA bardzo wolnego tempa nauki.
    Chyba ze panie sa ogolnie wyksztalcone i znaja porzadnie jakis inny jezyk-wtedy zaryzykowalabym poziom elementary serii podrecznikow ktore dosc wolno wprowadzaja material.Tu Ci ktos na pewno doradzi .
    Napisz cos wiecej o tych paniach bo kazdy jest inny.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • englove 30.01.13, 09:26
    Trochę upraszczasz. Ponad dwa lata temu zaczęłam uczyć od zupełnych podstaw pewnego inżyniera po trzydziestce. W dodatku jest to osoba bardzo oczytana. A to że nie znał żadnego języka obcego (tylko słabo rosyjski i jeszcze słabiej niemiecki) wynika z ówczesnego systemu edukacji. Dzisiaj Pan jest na poziomie intermediate (właśnie zaczynamy NEF intermediate+ Business English) i swobodnie posługuje się angielskim w kontaktach biznesowych. Na pierwszych zajęciach oświadczyłam mu stanowczo że angielski w dwa miesiące to tylko w reklamach. Zaczęliśmy klasycznie, bez pajacowania i tych cudów niewidów z nowoczesnych podręczników do metodyki - odmiana, dużo pamięciowej nauki, poparte wszystko dużą ilością mówienia na tematy, które go dotyczyły - rodzina, praca, plany na weekend, historia itd.

    Starterów do gimnazjum nie polecam ze względu na ich tematyką, bliższą raczej gimnazjaliście niż osobie dorosłej.
  • baba67 30.01.13, 10:01
    Chyba nieuwazie przeczytalas to co napisalam.Uczylas INZYNIERA.Nie pania fryzjerke ani osobe ktora cale zycie byla ekspedientka.To JEST roznica.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • englove 30.01.13, 13:42
    Przeczytałam bardzo uważnie. Pisałaś o osobach dorosłych, które uczą się angielskiego od zupełnego zera. Z góry też zakładasz że mieli nie po drodze do szkoły. A tymczasem jest milion powodów, dlaczego nie uczyli się wcześniej angielskiego.
  • baba67 30.01.13, 13:52
    Pisalam o roznych osobach TAKZE o takich ktorzy mieli o szkoly nie po drodze. Ponad to absolutnie nie wierze ze ten Twoj uczen zaczynal od absolutnych postaw pewnie "kiedys gdzies cos" mial. Jesli naprawde nic nie mial to duza rzadkosc.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • englove 30.01.13, 13:55
    Nie będę się spiera. Mój uczeń naprawdę nic nie umiał i nie miał żadnego doświadczenia z nauką angielskiego. Zaczęliśmy od I am, you are itd. i była to dla niego nowość.
  • baba67 30.01.13, 14:14
    To rzeczywiscie rzadkosc,pan musial miec swoje lata.Osobiscie trafil mi sie podobny przypadek tylko raz ale to bylo prawie od podstaw.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • nighthrill 31.01.13, 16:06
    Ja mam teraz panią po czterdziestce, która musi "dorobić" studia zaoczne, żeby nie zwolnili jej z pracy. Poziom angielskiego na tych studiach jest fatalny, przez cały pierwszy semestr tkwią przy "be" i "Where are you from", "What's your job?" itp. Nie doszli nawet do do i does. Mimo to pani sobie nie radzi, więc zatrudniła mnie. Byłam u niej cztery razy po 1,5h i nadal nie umie zapamiętać tabelki odmiany "be" w formie przeczącej i twierdzącej, kiepsko uzupełnia luki w zdaniach nawet gdy ma te tabelki przed oczami. Mówi tak jak się pisze. Nie odróżnia "he" i "she". Znoszę stosy ćwiczeń, rysuję tabelki, chmurki, żeby zapamiętała gdzie "is", a gdzie "are". Wszystko na nic, za tydzień nie pamięta. Istnieją oporni uczniowie, ale pierwszy raz mam do czynienia z aż takim przypadkiem. Lubię ją, jednak lekcje bardzo mnie męczą.
    --
    Bez pośredników na pierwszej linii życia
  • baba67 31.01.13, 16:17
    No i wyobraz sobie te pania i starter Cutting Edge :-))
    Choc mnie sie wydaje ze pani ma antytalent do jezykow moze zwiazany z dyskleksja moze nie. Mialam podobny przypadek maturzystke.Po niej nic mnie nie zdziwi.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • amused.to.death 30.01.13, 14:20
    > A ja mam inny problem - dwie babki chcą uczyć się od podstaw. Od czego zaczynać
    > takie lekcje? Doradźcie proszę, bo dla mnie to nowość. Tak samo jak z dziećmi?

    Za mało danych.
    Chcą się uczyć od podstaw bo nigdy się nie uczyły angielskiego czy wydaje im się, że nic nie pamiętają?
    Co robią zawodowo? Wyjątki są, ale ogólnie inaczej się uczy kogoś kto edukację zakończył na szkole średniej i od tego czasu pracuje fizycznie, a inaczej kogoś kto ciągle w pracy musi się dokształcać.
    Jaką mają motywację?
    Ile czasu chcą poświęcić na naukę?
    Po co im ten angielski? (ja ucząc się teraz języków uważam, że dla dorosłego z określonymi celami pewne rzeczy mogą być bezużyteczne;)
    etc.
    --
    [url=http://kolumber.pl/g/146411-Kuba%C5%84skie%20impresje...]kubańskie impresje[/url]
  • anglofil 31.01.13, 05:38
    Ja też uważam, że to zależy co i kto. Zupełnie inaczej uczy się ludzi po studiach niestety. Jak ktoś kompletnie nie miał angola to warto. Ja robiłam startera Cutting Edge i NEF beginner. Face2face elementary też jest fajny. Nie wiesz ile umieją więc dwie opcje powinnaś mieć. Z sytuacją kiedy ktoś kompletnie nic spotkałam się tylko 2 razy, 50 letnie panie, wykształcone ale w innej epoce. Zazwyczaj coś tam mieli i elementary idealnie do takich osób pasują.
  • baba67 31.01.13, 08:59
    No wlasnie starter Cutting Edge jest OK ale dla ludzi pracujacych w zawodach wymagajacych pewnego wysilku intelektualnego.
    Ten gimnazjalny starter polecam na sytuacje hardcorowe. Moje przypadki
    fryzjerka 50plus -dzieci na obczyznie, pani posiadajaca stoisko z rajstopami-podobnie, pan ochroniarz blisko 50 chce robic mature zaocznie. Dla takich osob nawet starter Cutting Edge to za szybko i za trudno.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • indifferentattitude 01.02.13, 17:13
    Dziękuję wszystkim za rady i chęć pomocy. Już wyjaśniam co to za panie. Mają około 30-35 lat. Jedna z nich miała styczność z językiem w gimnazjum, ale twierdzi, że pamięta tylko liczebniki do dziesięciu:) Druga w gimnazjum miałą rosyjski, po czym zaszła w ciążę i zakończyła edukację. Teraz obie mają kasę, dużo podróżują i chciałyby móc porozumiewać się podczas podróży. Aha, i obie miały problemy z przyswajaniem wiedzy w tymże gimnazjum, tak, że za bystre to one nie są:)
  • agcerz 05.02.13, 23:25
    Zaraz, zaraz, trzydziestolatka nie może być po gimnazjum. Nawet moja 29-letnia siostra nie była jeszcze objęta reformą edukacji (na szczęście) i ukończyła podstawówkę + liceum.
  • sabrinaaa 06.02.13, 13:04
    Dokładnie, tez mi coś tu nie grało, gimnazja w Polskim systemie oświaty pojawiły się w 1999 roku, czyli ludzie z rocznika 1986, którzy poszli jako pierwsi do gimnazjum po reformie w tym roku skończą 27 lat.
  • indifferentattitude 06.02.13, 13:12
    sabrinaaa napisała:

    > Dokładnie, tez mi coś tu nie grało, gimnazja w Polskim systemie oświaty pojawił
    > y się w 1999 roku, czyli ludzie z rocznika 1986, którzy poszli jako pierwsi do
    > gimnazjum po reformie w tym roku skończą 27 lat.

    Miałam na myśli oczywiście podstawówkę, ale z rozpędu napisałam ''gimnazjum'':) Do tej pory zdążyłam się trochę rozejrzeć. Myślicie, ze face2face starter zda egzamin, czy kombinować bez książki? Jutro zaczynam i nigdy przedtem nie miałam takich obaw, czy sobie poradzę w sensie, że czegos nauczę:)
  • baba67 06.02.13, 14:11
    Stanowczo odradzam kombinowanie bez ksiazki w tym wypadku.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • anglofil 06.02.13, 23:05
    Nie stresuj się, bierz książkę i się nie martw, napisz jak poszło. Nie martw się, zawsze jakoś idzie. Ja bym też jednak była gotowan na elementary bo nie wiadomo.
  • effi_me 09.02.13, 14:09
    Z mojego doświadczenia także wynika, że więcej niż 60 min. to za długo, jeśli mamy skupiać się głównie na mówieniu. A jakie są Wasze doświadczenia z powtarzaniem, utrwalaniem materiału na takich zajęciach konwersacyjnych? Z reguły tacy uczniowie są niechętni jakimkolwiek pisemnym powtórkom.
  • nighthrill 24.03.13, 13:55
    Niestety. Przy godzinie konwersacji tygodniowo jakiekolwiek powtórki w ogóle ciężko przeprowadzić, zazwyczaj wypytuję o definicje trudniejszych słów z poprzednich zajęć i tekstów, i zazwyczaj uczniowie nie pamiętają, bo czytali już nowy tekst ( albo wcale nie zajrzeli).
    Uczę teraz dziennikarza na poziomie upper, i właściwie każde zajęcia to odrębna całość - wybieram teksty i tematy mogące go zainteresować i przydać się do pracy ( społeczne, historyczne, ekonomiczne), on czyta w domu, omawiamy, zadaję mu pytania związane z tekstem mniej i bardziej ( o poglądy, impresje, a gdy widzę, że coś zainteresowało wychodzimy poza zagadnienie), daję też idiomy, phrasale i co jakiś czas omawiamy gramatykę ( ustnie, z użyciem angielskich określeń gramatycznych). Zasada - od mojego wejścia do wyjścia ani słowa po polsku, nawet o tym jaką chcę herbatę i że zimno. Ale to zdaje egzamin tylko na wyższych poziomach. Jednocześnie jednak komunikacja staje się gładsza, bardziej naturalna, a nie sztuczna ( nie lubię zajęć nastawionych na konwersację na niższych poziomach, np. pre, bo wtedy ja sama muszę dużo więcej mówić, uczeń mnie nie rozumie, mimo że upraszczam register, no i sztuczne jest właśnie " a teraz porozmawiajmy po angielsku", byle tylko kilka słów wycisnąć - często takie osoby w połowie wypowiedzi przechodzą na polski).
    Do pisania wypracowań raczej konwersantów zaawansowanych nie zmuszam, chyba że chcą np. nauczyć się piać list motywacyjny.
    --
    Bez pośredników na pierwszej linii życia
  • anglofil 27.03.13, 15:55
    Ja daję zadanie domowe i sprawdzam je a potem odpytuję, zazwyczaj pamiętają - przy czym nie mówię o tuzinach słów ale ok. 5 -10 zawsze się pojawi. Czasem więcej opanowują ci mający 60 min konwersacji w tyg niż uzniowie mający zajęcia codziennie ale za to stroniący od zaglądania do zeszytu.
  • anglofil 27.03.13, 20:48
    tzn. z 5 z reguły zapamiętują:)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka