Dodaj do ulubionych

stawki help!

02.01.13, 19:00
Warszawiaki i Krakowianie jakie są wasze stawki? Pytam na serio. Jakoś trudno dowiedzieć się od znajomych a znowu nie pracując w szkole językowej tylko prywatnie aż tak wielu ich nie mam. Ile bierzecie za 60 min. od osób bez mega wymagań, przychodzących do was? Ile z dojazdem? Ile od VIPów:) Jest to dla mnie ważne, bo rozważam podwyżkę a mam coś mało ostatnio klientów i nie chcę przegiąć.
Edytor zaawansowany
  • samaira 03.01.13, 09:40
    50zł/60min w domy, 100zł/90min z dojazdem (na krócej nie dojeżdżam).
  • nighthrill 04.01.13, 20:13
    40-45zł/60 minut, 55-60zł/90 minut, 90zł/120 minut.
    Nie uczę poniżej 13-14 roku życia.
    --
    Bez pośredników na pierwszej linii życia
  • baba67 06.01.13, 12:47
    W Warszawie stawka jaka zapewnia klientow jest 40 zl z dojazdem do lektoraO ile lektor ma wyksztalcenie kierunkowe i doswiadczenie .Na wiecej moze sobie pozwolic osoba ktora jest na rynku wiele lat bez wiekszych przerw lub pracujaca gdzie indziej a tylko dorabiajaca jako lektor prywatny.
    Jesli chcesz dojezdzac a masz DG stawka ponizej 50 zl nie ma ekonomicznego sensu, chyba ze dojazd symboliczny albo w nietypowej porze.
    Samaira, ktora odbudowywuje swa dzialalnosc co roku od zera za te stawki albo jest geniuszem marketingu(prosimy o garsc dobrych rad), albo uczy tez i rosyjskiego. albo ma zamoznego meza i nie musi miec wielu uczniow zeby byc zadowolona.
    Jesli masz problemy z uczniami 50 zl to za duzo.
    --
    Życie wewnętrzne wielu kobiet powinno pozostać, cóź, wewnetrzne.
    P.Reiter
  • englove 06.01.13, 18:03
    A mnie się wydaje że te stawki są trochę niskie. jeżeli mówimy o typowych korepetycjach, to znaczy zajęciach odtwórczych, opartych głównie na nadrabianiu zaległości szkolnych li i jedynie to ok. Ale jeśli mamy do czynienia z nauką angielskiego, to trochę mało. U mnie cena takich zajęć zaczyna się od 50 złotych i rośnie wraz z poziomem lub wymaganiami klienta.

    Jeśli ktoś zaczyna się targować, rezygnuję z tych zajęć. Prowadzę własną działalność, na brak klientów nie narzekam. Dobrze zarabiającego męża też nie mam. Za to lubię to co robię, cały czas się doszkalam i moi ucznie to chyba wyczuwają.

    Myślę, że trzeba się cenić. A swoją pracę wyceniam na podstawie tego ile płacę za inne usługi, u fryzjera, kosmetyczki czy, mój ulubiony przykład, u hydraulika.
  • baba67 06.01.13, 20:40
    ja bym tam nie doradzala twoich stawek osobie ktora ma klopoty(zapewnie przejsciowe, ale zawsze) ze znalezieniem uczniow.rynek w Warszawie jest bardzo trudny, szczegolnie dla tych ktorzy nie dojezdzaja.a dla dojezdzajacych cena nie powinna byc nizsza niz 50 zl.

    Życie wewnętrzne wielu kobiet powinno pozostać, cóź, wewnetrzne.
    P.Reiter
  • anglofil 07.01.13, 17:32
    Ja mam w tym roku zapaść totalną. Nowa osoba przyszła chce angielski prawniczy więc mimo, że do mnie dojeżdza dałam stawkę 50 zł. Mam nadzieję, że nie przegięłam? Mam 2 osoby do których dojeżdzam od 1.5 roku za 40 zł - na ile podwyższyć? Zaczęłam współpracę z firmą zeszłego lata za 50 zł/60 min - podwyższyć do 60? Wiem, że jak nie mam uczniów to nie ma co szaleć ale z drugiej strony nie chcę mieć jakichś stawek studentów zwłaszcza, że znam ten język na tyle, żeby zdawać na przysięgłego... a moi uczniowie, często na stanowiskach (w sensie, że niby bardziej wymagający) zachwalają mnie pod niebiosa, że ich zmuszam do myślenia, że jak dam przykład to zaraz wszystko spamiętują, że wreszcie mówią na lekcji, że u innej nie wiedzieli o co chodzi a ty wiedzą itd. Tylko jakoś to się nie przekłada na liczbę klientów. Często zastanawia mnie jak to się dzieje, że ta garstka jest taka niby zadowolona a mimo to ani mnie nie polecają za specjalnie ani jakoś nie dochodzą nowi.

  • engteacherka 08.01.13, 11:38
    Jesli chodzi o polecanie, to też nie jestem w stanie ogarnąć, jak to naprawdę działa. Ja uczę raczej młodzież, dzieci, dorośli - nieliczni. Też rodzice dziękują mi i wychwalają, bo faktem jest, że wielu uczniów wyciągnęłam z niezłego dołka ( uczenie dzieci mało zdolnych, zagrożonych jedynkami, przygotowania do poprawek, to jest prawdziwa orka). Wiem, że jestem skuteczna. Ale tylko jedna mama na początku mojej działalności ,,biegała'' po mieście i rozgłaszała, że ocaliłam jej dziecko od niezdania do nast. klasy (był to wyczyn psychologiczny godny Korczaka, żeby tego chłopaka namówić na uczenie :) ). I to dzięki niej miałam pokaźną grupkę uczniów. Reszta milczała. Zadowoleni maturzyści - analogicznie, kilku rozgłasza, reszta nie (choć matury świetnie zdane).
    Większość moich uczniów, to dzieci pracowników pewnej firmy - jeden rodzic przysłał dziecko do mnie i teraz właściwie wszyscy stamtąd do mnie przysyłają.

    Wystarczy więc, że trafisz na jedną gadatliwą osobę...

    Jesli chodzi o stawki, to Ci nie pomogę, bo mieszkam w małym mieście i u nas standard dla nauczyciela z dośw. to 30-35-40zł (w domu nauczyciela). Studenci uczą za 20zł (często z dojazdem).
    A może lektorzy z mniejszych miejscowości rónież odezwą się, jak u was z wysokością stawek?
  • samaira 07.01.13, 18:06
    Odpowiadam :-)
    Zacznę od męża - często jest bez pracy i zarabia mniej ode mnie. ja jestem żywicielką rodziny, a mam syna nastolatka więc wydatki są.
    Jesli chodzi o to, że zaczynam prawie co roku od początku - jest to prawda bo np w tym roku 3 miesiące spędziłam w UK no i zostało mi tylko garstka (może 4) starych uczniów.
    Ale co roku zapisuje się dużo nowych. Teraz mnóstwo nowych osób dzwoni, na wieczory zawsze mam kolejkę.
    Co do rosyjskiego - nie uczę, bo za taką samą stawkę (50zł) nie ma chętnych a mniej nie chcę brać bo lepiej odpocznę.
    W tej chwili mam około 20 uczniów.
    Ogłaszam się w internecie, mam stronę www.
  • baba67 07.01.13, 18:49
    Moze ta strona www jest zrodlem sukcesu? Bo rzeczywiscie 4 starych uczniow to zaczynanie prawie od nowa.No i chyba dobra lokalizacja np niedaleko linii metra.

    Bywa tak ze jest zapasc-po prostu niekorzystny zbieg okolicznosci.
    Mysle ze podniesc mozesz ale raczej firmowym.
    --
    Życie wewnętrzne wielu kobiet powinno pozostać, cóź, wewnetrzne.
    P.Reiter
  • englove 07.01.13, 20:31
    Twoje stawki są bardzo niskie, i może w tym problem. W tym sensie, że dla dzieci i młodzieży to są wysokie stawki a dla dorosłych ''na stanowiskach'' jednak trochę niskie. Mówię poważnie, jeden z moich uczniów tez "na stanowisku" mówi że zbyt tania oferta jest podejrzana. Może coś w tym jest.

    Co do polecania, czasami trzeba cierpliwości, ja kiedyś jeździłam do jednej firmy tylko do jednego ucznia przez 2,5 roku. Po tym czasie z jednego ucznia zrobiło się czterech. Także cierpliwości. Na Twoim miejscu wykorzystała bym dużo wolnego czasu na udoskonalenie warsztatu, przygotowanie ciekawych materiałów z języka specjalistycznego, np. HR, ekonomia, logistyka i szukała klientów w tym segmencie. Konkurencja mniejsza i stawki wyższe. Potem jak już się rozpruje worek z uczniami czasami zapomnisz jak się nazywasz:)

    Powodzenia
  • aga.p.p 08.01.13, 12:04
    > Jesli masz problemy z uczniami 50 zl to za duzo.

    Rany julek matko huto i co tam jeszcze. 50 zł za godzinę to IMO minimum przyzwoitości - policzcie sobie ile to kasy daje rocznie i jak to się ma do porządnych zarobków. Jak ktoś ma problem z klientami za taką stawkę, to albo niech się wyspecjalizuje, lepiej sprzeda, albo pomyśli o zmianie zawodu. Zobaczcie ile za godzinę pracy bierze psychoterapeuta, a ile sprzątaczka, i zastanówcie się, do którego zawodu jest nam bliżej.

  • baba67 08.01.13, 12:29
    Tu sie nie dyskutuje czy duzo czy nie tylko jakie sa realia danego rynku.
    Moze ktos nie chce zmieniac zawodu bo sie w takim zwyczajnie realizuje?
    Zgadzam sie jednak z twierdzeniem ze jesli sie jest zauintereswowanym wspolpraca z firmami zbyt niska stawka bardziej zaszkodzi niz pomoze.
    --
    Życie wewnętrzne wielu kobiet powinno pozostać, cóź, wewnetrzne.
    P.Reiter
  • aga.p.p 08.01.13, 12:44
    Realia są takie, że to my - lektorzy - powinniśmy na tym rynku dyktować ceny. A tymczasem pozwalamy na to klientom (BTW, wczoraj widziałam ogłoszenie szkoły, która chciała płacić lektorowi zabójcze 30 zł brutto za 60 min pracy z grupą). Pakujemy własny czas w naukę, zbieranie doświadczenia i w materiały, a potem, jak przychodzi co do czego, to pokornie godzimy się na grosze - zamiast zarabiać coraz więcej. O jakiej realizacji mowa, skoro klient chce, żebym pracowała za mniej niż brałam na studiach? Wszystko dokoła drożeje, a my mamy lecieć na mini-stawkach, bo akurat w sąsiedztwie nie ma uczniów? Internet nie jest drogi, zawsze można prowadzić kursy online. Zobaczcie sobie ile za godzinę zarabiają inni specjaliści. No sorry, ale jeśli sami nie będziemy się szanować, to nikt tego za nas nie zrobi.

    A z marketingowego punktu widzenia obniżanie ceny tylko dlatego, że akurat w danej chwili jest przestój, to samobójstwo. Za chwilę coś się ruszy, a obniżający zostanie z ręką w nocniku, bo przecież nie podniesie stawek miesiąc po rozpoczęciu pracy z nowym klientem.
  • englove 08.01.13, 12:50
    Całkowicie się zgadzam. Trzeba się samemu szanować i cenić bo inaczej nikt nas nie doceni. Ja ze swojej strony opowiadam jeszcze swoim uczniom o niecnych praktykach szkół językowych i jak to naprawdę wygląda ''od kuchni''. Mam nadzieję, że wkrótce ich mit i renoma upadnie, bo wiecznie konkurować ceną nie mogą.
  • baba67 08.01.13, 12:59
    Zgadzam sie z Toba,ale jestem pragmatyczka.To o czym piszesz juz nie wroci-jeszcze 15 lat temu byl rynek lektora,teraz jest rynek ucznia.
    Jedyne co mozemy zrobic to podnosic jakosc naszych uslug tak aby roznica miedzy tania szkola jezykowa a wynikami nauki z lektorem byly dla kazdego oczywiste.
    --
    Życie wewnętrzne wielu kobiet powinno pozostać, cóź, wewnetrzne.
    P.Reiter
  • englove 08.01.13, 13:07
    Niestety lektorzy (jako środowisko) sami są sobie winni, że godzą się pracować za takie stawki. Nie tylko tanie szkoły mają niską jakość, te renomowane też powoli tracą renomę. Po prostu szkoły płacą podobnie (te znane i te mniej znane), tylko te bardziej znane (i droższe) wydają więcej na reklamę.
  • baba67 08.01.13, 13:11
    Co do praktycznej strony zagadnienia-moi klienci nie zwierzaja sie miedzy soba ile kto placi, chyba ze kogos polecaja(co nie jest czesto).Jesli trzeba przezyc zeby w tynk (ale nie w firmach)majac pewna swobode rekrutujemy nowych po wyzszych cenach. Nie nazwalabym tego samobojstwem tylko pewna strategia.
    A stawke 30 zl brutto za prace w grupie przyjmuja tylko desperaci.kilka takich szkol moj smiech perlisty w sluchawce uslyszalo.

    --
    Życie wewnętrzne wielu kobiet powinno pozostać, cóź, wewnetrzne.
    P.Reiter
  • engteacherka 08.01.13, 13:14
    Tak naprawdę, to zależy, czego i kogo się uczy.
    Jeśli specjalistyczny angielski, to zgadzam się z agą.p.p - zbyt niskie stawki będą podejrzane, poza tym nie należy zbyt nisko się cenić, a już na pewno nie proponować niskich stawek firmom.

    W moim środowisku jest jednak inaczej, są chętni raczej na ogólny angielski lub angielski+szukanie pracy za granicą, czasem angielski ogólny+wyjazd na wakacje, egzaminy, konkursy ewentualnie. No i niestety stawki nie są za wysokie, choćbym nie wiem, jak ciekawe zajęcia proponowała. Znam anglistę z ogromnym doświadczeniem i wiedzą, bardzo dobrego nauczyciela, który bardzo wysoko się ceni, i... nie ma uczniów, bo choć rodzice bardzo go szanują i wiedzą, jaki jest skuteczny, to dzieci posyłają do kogoś innego (tańszego) niestety. Dorosłych uczniów miewa sporadycznie. Nie utrzymuje się jednak z lekcji prywatnych, więc może sobie pozwolić na brak chętnych.

    Autorka wątku musi po prostu zdecydować, do kogo kieruje ofertę i według tego ustalić cenę.

    Moim sposobem na podniesienie ceny za godzinę jest uczenie w parach, awrówno dzieci, jak i np. małżeństw, mam też 2 pary dorosłych, które są koleżankami i przychodzą razem. Powoduje to inne problemy, ale z finansowego punktu widzenia jest lepsze i dla nich i dla mnie.
  • anglofil 08.01.13, 14:11
    Słuchajcie nie wiem gdzie się mam ogłaszać. Ofertę kieruję do osób, z którymi mi najlepiej wychodzi i które są najbardziej zadowolnone z zajęć - konkretne osoby, wymagające przygotowania, wiek od 40 do 60, często na wysokich stanowiskach, gdzie ważne jest pociągnięcie konwersacji na tematy rynkowe np., ale też dowcip, też urok osobisty, dostosowanie się do osoby. Zawsze jak ktoś przychodzi bo np. 'musi się nauczyć, żeby awansować' to jest zadowolony wg uczniow 'mózg im się pali',' potrafię ich na zajęciach zdyscyplinowac', 'jestem swietna w zmuszaniu do myślenia' więc - mimo, że ja nie uwazam sie za wymagajaca - chyba nie są to zajęcia rekreacyjne. Jedna z lektorem ktorej podesłałam uczennicę w wakacje posumowała, że muszę być zaj... skoro taka baba była zadowolona'. Ta z kolei stwierdziła, że lektor rzucił kilka kserówek z których nic nie skumała i miało się to nijak do moich starannie zorganizowanych spotkań. I to byłby mój target gdybym umiała go szukać: osoby 35 wzywyż, z konkretnymi celami, którym mogę poświęcić czas na wynajdywanie materiałów w zamian za przyzwoitą stawkę. Zresztą z tamtą uczennicą to był file plus ćwiczenia plus dużo gadki. Pracy innej szukam - w tłumaczeniach. Wiem, że nie jestem gwizadą w zawodzie starczy spojrzeć na stan konta, no i poczytać to forum ale od 5 lat utrzymuję się na rynku osób dorosłych więc chyba nie muszę dziś zmieniać zawodu? I tak zmieniam: stąd przysięgły:)
  • anglofil 08.01.13, 14:16
    Nie wiem gdzie się ogłaszać skutecznie. Nie mam w moim mieście rodziny ani męża ani zbyt wielu znajomych żeby mnie polecali. Ot, znajdują mnie na necie, wchodzę do firmy, wychodzę. Praca jest fajna gdyby tylko miec jeszcze tych 5-10 sensownych uczniów....
  • engteacherka 08.01.13, 14:38
    Trochę to banalne w dobie internetu, ale u mnie na stoliku w holu (gdzie uczniowie czekają na lekcje) leżą sobie wizytówki kosmetyczki, do której chodzę, trochę folderów reklamowych i czasopism. Moje wizytówki leżą u niej, w klubie fitness i jeszcze w kilku miejcsach. W ten sposób doczekałam się pierwszych dorosłych uczniów, bo wcześniej uczyłam dzieci i młodzież tylko. Powiesiłam też barwny plakat reklamowy w klubie sportowym (nie wyglądający jak ogłoszenie na słupie, ale profesjonalnie zrobiony), gdzie chodzę na fitness - zagadnęła mnie dziewczyna z mojej grupy i mam owe 2 koleżanki, które przychodzą razem.

    Może to jest jakieś wyjście na początek - wizytówki w miejscach, gdzie chodzą ludzie, których stać będzie na lekcje angielskiego. U mnie to jest wymiana, reklamujemy się nawzajem. Ja jednak też niejako raczkuję, bo choć uczę od dawna, to nie miałam dorosłych uczniów.
  • anglofil 08.01.13, 18:24
    Cholera szkoda, że wcześniej nie przyszedł mi do głowy ten pomysł kiedy jeszcze płaciłam za klub fitness i chodziłam do kosmetyczki. Ale to prawda- tam gdzie chodzą ludzie z kasą. Mogę też w końcu poprosić znajomych, żeby zostawili wizytówki. Poza tym to polecanie to tak działa, że chłop mi majluje, czy zaraz może przesłać rodzinę bo rodzina w pilnej potrzebie, dzwonic zaraz będzie a że ludzie z kasą i język specjalistyczny to się ucieszyłam a tu ani słychu ani widu. To co - fitness, kosmetyczka, może fryzjer (choć ostatnio poszłam do innego za 30% ceny - wyglądam adekwatnie - no ale może się w ramach wzajemnej wymiany...). To jest super pomysł.
  • claratrueba 09.01.13, 07:12
    W moim mieście prywatnego nauczyciela można mieć za 20 zł z dojazdem.
    Ogłoszenia znaleźć wszędzie.
    A jednak przy moich 50 zł. nadal mam chętnych nadmiar (choć nie taki jak kiedyś w czasach wyżu demograficznego kiedy na chybcika otwierały się szkoły, które właśnie się zamykają). Wszyscy tylko z rekomendacji uczniów, rodziców.
    Ale teraz "dobrze uczy, dobrze jej uczniowie zdają" to po prostu za mało. Coś jak z samochodami- nie wystarczy, że dobrze jedzie, że sie nie psuje. Tak działa i samochód mojego syna za 5 tys. i mój za sporo więcej- bo bardziej bajerancki.
    Niestety z nami jest tak samo. Coraz bardziej atrakcyjność i cena lektora zależy nie od tego,że dobrze uczy bo takich jest wielu ale na ile ile uczy w bajerancki sposób. Co oznacza kwestie nie do końca związane ze znajomością języka. Oznacza zdolność dostosowania się do ucznia w innych kwestiach. Uczeń ma często w doopie tematykę z czytanki w podręczniku, interesuje go zupełnie coś innego. Dla mojego ucznia-pianisty strona bierna oparta na tekście o samochodach byłaby nudną lekcją, ale tej o Requiem tośmy skończyć nie mogli, tak go wciągnęła. A "samochodowa" przydała się fanowi motoryzacji. A o penicylinie - dziewczynie, która planuje studiować medycynę.
    Niestety, uczeń chce by lekcja była ciekawa z jego punktu widzenia. I to wcale nie są fanaberie, nieinteresujące go tematy to on ma za darmochę w szkole, zna ich efekt. Ma płacić za następne? Chyba te dwie dychy, nie więcej.

  • engteacherka 09.01.13, 08:00
    Zgadzam się z Tobą. Tak robię od lat. Mojemu synowi, kiedy był w podstawówce, wymyślałam idiotyczne zdania z naszym psem jako głównym bohaterem, przy których pękał ze śmiechu, a przygody naszego psa z tych zdań przeszły do rodzinnej historii :). Tak właśnie uczę gramatyki - dla każdego to, co lubi, jednak tematyka np. maturalna, to zupełnie inna bajka - muszą poznać słownictwo z tematów czasami nudnych. Maturzyści ogólnie lubią ,,bajery'', typu filmiki z youtube. Dzieci muszą mieć kolorowe plakaty, gry słowne, komiksy, wyliczanki i inne dooperele. Wymyślam to wszystko i chętnie widzę rodziców siedzących i obserwujących lekcje - w ogóle mi to nie przeszkadza. Dzieciaki raczej nie rozgłoszą, jakie środki dydaktyczne były na lekcji i jak ją prowadziłam, ale rodzice już tak.

    Z drugiej strony, nauczyciele uczący w szkołach zawsze mają nadmiar uczniów, bo rodzice ufają im w ciemno. Korepetytorkę syna - nauczycielkę fizyki, do której chodzi pół miasta (bo pół miasta uczyła w 3 szkołach), oceniam raczej słabo. Posłałam do niej syna, bo sądziłam, że skoro ma tylu uczniów, to jest świetna. No nie jest, ale uczniów ma... Wystarczy,że wszyscy ją znają, uczy w 3 szkołach i pochodzi z tego miasta.
    Piszę z perspektywy lekcji tak do [poziomu maturalnego.
  • engteacherka 09.01.13, 08:13
    ąle tutaj jest problem, jak przyciągnąć pierwszych uczniów, kiedy nie jesteśmy znani w srodowisku. Może ktoś jeszcze ma jakieś sugestie?
  • claratrueba 09.01.13, 09:20
    engteacherka napisała:
    Z drugiej strony, nauczyciele uczący w szkołach zawsze mają nadmiar uczniów, bo rodzice ufają im w ciemno.

    Różnie bywa z tym "zaufaniem". Cytat z koleżanki: "Pani B. jest kiepska, na lekcje z nią moja Kasia chodzi jak na ścięcie ale pani B. jest koleżanką nauczycielki Kasi to wiesz- nie stawia się pał prywatnej uczennicy koleżanki." Tu akurat nie chodzi o anglistki. Ale sama wiem jakie przody w szkołach mają moi uczniowie obecni u swoich nauczycieli- moich dawnych uczniów. A i, prawdę mówiąc, podejrzewam, że szóstka mojego syna w szkole sporo miała wspólnego z faktem, że uczyła go kiedyś koleżanka nauczyciela, bo jak dla mnie- piątka dla tego lenia to max. Miasto małe- wszyscy wiedzą wszystko (a nawet więcej). Wielu rodziców moich uczniów poleca mnie właśnie jako osobę nie uczącą w szkole od lat (cyt. "ma indywidualne podejście", "stara się bo nie ma etatu to musi jej zależeć", "nie popadła w rutynę"- te ostatnią opinie wyrażają głownie rodzice-nauczyciele).
    Natomiast przyciąganie pierwszych uczniów to teraz piekielnie trudna sprawa. Ale znam dwa przykłady zakończone sukcesem:
    chłopak- absolwent fil. zgłosił się do szkoły językowej, przepracował rok bardzo solidnie, sporo z grupa osiągnął. Ale potem stwierdził, że za dwie dychy to on pier..., woli książki czytać. Z grupy 12 osobowej z kursu na lekcje indywidualne zgłosiło mu się 5 osób.
    dziewczyna- inny kierunek, ale językowo bardzo dobra podjęła się przygotowania swojego kuzyna do matury. W trakcie- ów kuzyn polecił ją koledze z klasy. Potem doszła jeszcze jedna osoba.
    Oboje to moi dawni uczniowie, nie wątpię, że potrafią poprowadzić lekcje i ciekawe i treściwe merytorycznie.
    Wyhodowałam sobie konkurencję, cholera.


  • engteacherka 09.01.13, 10:17
    <A i, prawdę mówiąc, podejrzewam, że szóstka mojego syna w szkole sporo miała wspólnego z faktem, że uczyła go kiedyś koleżanka nauczyciela, bo jak dla mnie- piątka dla tego lenia to max.>

    Jakbym o moim synu czytała :))))) I zgadzam się, on też, wydaje mi się, ma fory z matmy, bo na fizykę chodzi do żony nauczyciela matematyki. Nauczyciele polecają uczniów sobie nawzajem. A ja wymieniam się z kosmetyczką :) z nadzieją, że znajdę więcej dorosłych.

    Ty miałaś jednak łatwiej, bo od początku byłaś znana w środowisku. Ja nie byłam, ale po kilku latach mam sporą grupkę uczniów.
    A z innej strony, zauważyłam, że co roku (wiekszość w połowie września) zgłasza mi się ok. 20 uczniów. Czy się ogłaszam, czy nie to jest ta magiczna liczba i mam 20 lekcji tygodniowo. Kiedyś chciałam uczyć też w soboty, rozgłaszałam to, ale i tak miałam 20 uczniów. Czy to taki stereotyp na mniejszą miejscowość, czy tylko ja tak mam, to dla mnie zagadka. Z ogłoszeń w necie czasami wpadają mi jakieś tłumaczenia, ale uczniowie raczej nie.

  • englove 09.01.13, 09:11
    Trochę to oczywista oczywistość, szczególnie dla kogoś kto decyduje się związać swoje zawodowe życie z nauczaniem i musi się z tego utrzymać. Kiedyś z moją uczennicą rozmawiałyśmy jak zmienić się rynek. Jest to osoba dobrze po czterdziestce, ucząca się teraz na dobrym poziome C1, zaczynała naukę jeszcze w latach 90-tych. Ma więc bogate doświadczenie jako uczeń jeśli chodzi o szkoły językowe i prywatnych nauczycieli. Kiedy zaczęłam narzekać że teraz uczyć każdy może odparła, że każdy może spróbować, a rynek bardzo szybko to zweryfikuje. Oczywiście można brać 20 złotych za godzinę i mieć full uczniów, tylko żeby zarobić te głupie 2 000 to trzeba się naharować. taki nauczyciel bardzo szybko musi podnieść cenę albo wypada z rynku. Myślę że dobry nauczyciel (przynajmniej w Warszawie) nie powinien bać się konkurencji. W małych miastach jednak sądzę że wygląda to inaczej.

    Co do sposobów pozyskania klienta - ja znalazłam bardzo dobrego klienta firmowego, który ogłosił się na gumtree. Wysłałam swoje CV, zostałam zaproszona na rozmowę (wiem że były 3 inne osoby wybrane) i przeprowadziłam bezpłatną lekcję próbną. Myślę że trend poszukiwania lektorów bezpośrednio (bez pośrednictwa szkół językowych) będzie coraz wyraźniejszy. Grunt to nie zepsuć rynku,
  • baba67 09.01.13, 11:53
    W Warszawie osoba ktora uczy za 20 zl tez moze nie miec uczniow. Rodzice ktorych stac na stale korki dla dziecka na ogol maja rozsadne podejscie do zycia , choc nie chca przeplacac-wiedza ze 20 zl to stawka licealna bardziej niz studencka jesli sie chce studenta dobrej filologii oczywiscie.
    Za taka stawke mozna miec uczniow okazjonalnych typu dziecko ma klopoty to sie bierze lektora na jakiego stac oraz doroslych wierzacych w cuda prezentujacych dosc mizerne mozliwosci intelektualne -uczenie takich osob to wyzwanie, a przeciez jakis egzamin w Wyzszej Szkole Zonglowania Ryzem z angielskiego zdac musza.
    To nie jest tak ze znaczne obnizenie stawki to od razu mnostwo uczniow, przynajmniej tu.

    --
    Życie wewnętrzne wielu kobiet powinno pozostać, cóź, wewnetrzne.
    P.Reiter
  • nighthrill 09.01.13, 12:25
    Rozstrzał stawkowy jest zresztą taki, że jeśli kogoś stać tylko na 20zł, to też znajdzie uczącego ( choć ja nigdy bym nie poszła się uczyć i nie posłała dziecka do kogoś, kto zaznacza w ogłoszeniu, że np."tylko poziom podstawowy" - na każdym poziomie mogą wyskoczyć nieoczekiwane rzeczy, a wymowa liczy się tutaj najbardziej).

    Tu, gdzie ja uczę, 40-50zł to jest maks. I to bez względu na poziom i zamierzenia ucznia - tyle biorę za wyciąganie z ndst uczennicy liceum i tyle samo za przygotowanie pewnej pani do egzaminu wojskowego, który obejmuje pisanie raportów ze specyficznym słownictwem. Natomiast poniżej tej kwoty nie zamierzam schodzić. Przecież to się zupełnie nie opłaca - dojeżdżając za 30zł byłabym nieobecna w domu 2h ( pół godziny, załóżmy, dojazd w każdą stronę), czyli wyszłoby mi 15zł /h minus koszty ksera. To tyle, ile za godzinę bierze sprzątaczka mojej teściowej, nic ciężkiej pracy sprzątaczki nie ujmując, ale jednak wykonuje ona dużo mniej wyspecjalizowany zawód.
    Ktoś podawał/a przykład hydraulika - też go lubię. Ostatnio zapłaciłam 200zł za przetkanie ubikacji. Pan był u mnie 40 minut.
    --
    Bez pośredników na pierwszej linii życia
  • anglofil 09.01.13, 14:40
    Dziewczyny, rusza się coś! Zadzwonił ten od rodziny, do tego dostałam sms od ucznia że dał moj nr komuś i mam 2 nowe uczennice też z polecenia, może jakoś z zapaści wyjdę. Jasne, że nie da się uczyć nie odnosząc się do przykładów interesujących ucznia ani jego spraw nawet. Moja przyjaciółka z innego miasta poszła do lektorki, która zignorowała jej pochwalenie się, że czyta angielską książkę i kazała wracać do jakiegoś ćwiczenia w podręczniku. Już więcej do niej nie poszła. Ja na wieść, że uczeń czyta coś po angielsku podskoczyłabym z radości. Inny uczeń zapamietał, jak w szkole językowej kazali im czytać o egzotycznych rybkach. Ja sama na początku kariery dostałam od szacownej i poważanej powszechnie i znanej językówki z tradycjami (zgadniejcie która to) dla ambitnej 30 latki w biznesie książkę gold inter+ czyli coś dla 18 latek. A dla grubego, poważnego i konkretnego windykatora po 50 tce English File. Z drugiej strony nie sądzę, żeby każda lekcja musiała być jedym wielkim nakserowanym fajerwerkiem - można dobrać podręcznik tak, że jest przekrój słów i tematów a nie nudzi. Bardziej chyba chodzi o spersonalizowanie - odnoszenie się do syt. ucznia, żartowanie itd. Jak mam kogoś lubiącego samochody to ucząc się porównywania czyni to na tym przykładzie a potem porównuje np. swoje wozy, doradza mi który kupić, etc. Jak widzę, że coś kogoś interesuje to szukam czegoś podobnego np. kogoś zainteresowł tekst w podręczniku o kłamstwie więc znalazłam materiały do sluchania na youtube. Jak ktoś lubi fizykę kwantową a mało slucha to mu wyszukuję na TED czegoś itd. Ale takie fajerwerki to są elementy a nie każda lekcja. BTW, 2 os chcą razem z dojazdem, poziom advanced - ile mam policzyć?
  • anglofil 09.01.13, 14:48
    Ja zapłaciłam hydraulikowi 100 zł za 20 min pracy. Zlota rączka zas chciał 40 zet za skręcenie czegoś tam, powiedziałam mu, że tyle ja biorę za godzinną lekcję z dojazdem i mogę mu dać max. 30. Był też ok 20 min.
  • anglofil 09.01.13, 14:50
    Tj. z dojazdem biorę od 2 uczniów naukowców i teraz chcę podwyższyć, od firmy 60 i 50 (tym też podwyższę do 60 chociaż).
  • baba67 09.01.13, 15:11
    Firmom podwyzszaj, absolutnie!
    --
    Życie wewnętrzne wielu kobiet powinno pozostać, cóź, wewnetrzne.
    P.Reiter
  • anglofil 09.01.13, 16:20
    Nie mam działalności więc płacą z kieszeni ale na 60 chyba minimum. A co z tymi naukowymi? ile brać? Fakt, że łatwa z nimi konwersacja jest ale od 2 lat ta sama stawka...A te 2 osoby razem z dojazdem (też na uczelni)?
  • teacherka 10.01.13, 20:37
    To jak się rozliczasz z firmami bez DG? Bez rachunku? Na dzieło?
  • anglofil 11.01.13, 14:28
    Na dzieło albo bez niczego, to są lekcje indywidualne więc nie ma problemu. Naprawdę cienko ciągnę - mam ponad2 tys samych opłat i nie wyobrażam sobie jeszcze dopłacania na DG nawet jeśli to by było te 300 zł. Tyle, że z DG wygląda poważniej, można więcej skasować i zastanawiam się, czy w końcu nie założyć. Zwłaszcza, że jak to się mówi - jak trzeba to jakoś się zarobi.
  • anglofil 11.01.13, 14:33
    No ale podpowiedzcie ile za te 2 osoby razemi. Najchętniej bym rozdzieliła bo dla mnie nawet 2 os to już grupa a grup nie znoszę i nie potrafię uczyć, zwłaszcza, że wychodzą różne sprawy interpersonalne, ludzie mogą ze sobą współzawodniczyć , itd. i trzeba się pilnować no ale jak się nie da to ile brać? Do mnie dojeżdżały 2 os już więc liczyłam 150% od mojej niskiej stawki 40 za godz. i były to od razu 2 godziny ale ile za lekcje z dojazdem dla 2 os. nie wiem.
  • engteacherka 11.01.13, 15:01
    U mnie przy lekcjach w parach każda z osób płaci o 30% mnniej niż gdyby przyszła sama.
    Jesli chodzi o dojazd, to nie pomogę, bo nie dojeżdżam, prowadzę zajęcia u siebie.

    W jaki sposób pozyskałaś te lekcje w firmach?
  • englove 11.01.13, 16:45
    anglofil napisała:

    > No ale podpowiedzcie ile za te 2 osoby razemi. Najchętniej bym rozdzieliła bo d
    > la mnie nawet 2 os to już grupa a grup nie znoszę i nie potrafię uczyć, zwłaszc
    > za, że wychodzą różne sprawy interpersonalne, ludzie mogą ze sobą współzawodnic
    > zyć , itd. i trzeba się pilnować no ale jak się nie da to ile brać? Do mnie doj
    > eżdżały 2 os już więc liczyłam 150% od mojej niskiej stawki 40 za godz. i były
    > to od razu 2 godziny ale ile za lekcje z dojazdem dla 2 os. nie wiem.

    Zobacz ile za taką lekcje liczy sobie lokalna szkoła językowa i obniż cenę o 20% lub o 25 jak wolisz.
  • teacherka 11.01.13, 15:32
    Nie chce Cie straszyc, ale roznie to bywa i ktos z uczniow moze uprzejmie poinformowac US, ze pracujesz na czarno.
    A jesli firmy ide na DG, to jestes naprawde szczesciara, bo z mojego doswiadczenia wynika, ze preferowane sa rachunki.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka