Dodaj do ulubionych

A uczycie potem tych, których przepychacie

22.05.14, 23:48
do matury?

Oczywiście nie chodzi mi dokładnie o tych, których uczyliście, ale właśnie ludzi tego typu?
Ja niestety tak. Niestety, bo są chyba najgorsi z całego zbioru uczących się.
Uczyć się nie chcą, bo 'ja to już miałem' w rezultacie nic nie robią, mówią Kali jeść, coś przeczytają i może zrozumieją, ale już sami nie wyprodukują.
I tak się nieustannie zastanawiam nad sensem matury, bo oceniając 'normalnie' to duża część tych maturzystów jest cały czas na poziomie A1.
Edytor zaawansowany
  • robak.rawback 23.05.14, 00:04
    szczerze powiem ze czasy maturalne zle wspominam - kupa rzeczy do nauczenia, ktorych wiedzialam ze nie bede uzywac anie mnie nei obchodza - typu co mial na mysli jakis autor w jakims tam wierszu z calego tysiaca wierszy jakie sie trzeba bylo wykuc na pamiec.

    ja osobiscie pamieciowo nie wyrabialam, nie to ze nie chcialam, ani nie bylam inteligentna po prostu taka moja ulomnosc, nie mam pamieci.

    jak sie teraz nad tym zastanawiam to byl kompletny bezsens - ja nic z tego nie pamietam. pamietam tylko to co mnie interesowalo i co mi sie w praktyce przydalo. wcale sie nei dziwie ze ludziom sie nie chce uczyc.
    wiec idac tym tokiem myslenia - nie kazdy lubi angielski lub ogolnie jezyki (owszem jest to cos co sie moze przydac, ale tez tak naprawde nie kazdemu w polsce, przynajmniej nie przez nastepnych 20 lat - moze jak sie bardziej umiedzynarodowi polska w sensie przyjezdnych i imigrantow to moze wtedy - ale obecnie ne widze tego) wiec ludzie nie maja do tego zapalu bo nie widza potrzeby. nie kazdy bedzie pracowal w pracy gdzie trzeba mowic po angielsku, a co dopiero w innych jezykach.

    --
    [url=http://www.youtube.com/watch?v=mekofQWyJb0#t=00m57s]They have a lot of problems pronouncing your name..... dedeldedeldedeley sitchiation[/url]
  • alina460 23.05.14, 09:13
    Powiem więcej: nie pamiętam chyba kompletnie nic z chemii, fizyki, matmy, biologii i historii - tyle tego rycia było. 3 x Z: zakuć, zdać, zapomnieć. Ułomny system.

  • amused.to.death 23.05.14, 16:57
    > jak sie teraz nad tym zastanawiam to byl kompletny bezsens - ja nic z tego nie
    > pamietam. pamietam tylko to co mnie interesowalo i co mi sie w praktyce przydal
    > o. wcale sie nei dziwie ze ludziom sie nie chce uczyc.

    "Za moich czasów" do liceów wcale nie szło tyle osób, szli ci, którzy jednak trochę bardziej chcieli się uczyć. Ci którzy się nie chcieli szli albo do techników (gdzie nacisk kładło się na inne przedmioty) albo do zawodówek. To było dosyć proste rozwiązanie.

    No więc dlaczego taki człowiek któremu się nie chce uczyć idzie się dalej uczyć?

    Co do przydatne/ nieprzydatne - ja też dużo zapomniałam i aby zrobić wiele zadań musiałabym się teraz do uczyć, ale nie uważam, że to było nieprzydatne, dało ogólną orientację, możliwość rozwijania zainteresowań etc.
  • anglofil 23.05.14, 21:02
    Mi się wydaje, że matura z angielskiego wcale nie ma jakichś mega nieżyciowych struktur albo słownictwa, ot albo słaby inter przy podstawowej albo upper mocny przy rozszerzonej i tyle. Jeżeli ktoś zdaje rozszerzoną, to idzie na studia i angielski jest wymagany przy rekrutacji potem do większości prac. Jest też potrzebny choćby paniom pracującym na kolei w kasach (mieszkam w dużym mieście i często robię za tłumacza) jest potrzebny na wakacjach, jest poptrzebny do zdobywania informacji, bo polski net jest ubożuchny. Zresztą w ogóle wiedza jest potrzebna, może brakuje nam metod dobrych nauczania niektórych przedmiotów, ale przynajmniej to nam raczej nie grozi: www.youtube.com/watch?v=_mWtWz_aGyk. Gdyby zastanawiać się jakiej wiedzy potrzebujemy w kategoriach czysto praktycznych to nie trzeba nawet umieć dodać dwa plus dwa bo mamy kalkulatory. Przez taki sposób myślenia likwiduje się filozofię na uczelniach.
  • robak.rawback 23.05.14, 21:28
    to ze nie lubie np chemii czy fizyki, nie cierpie sie uczyc historii wojen swiatowych i gdzie jaka bitewka, i nie mam zadnych zdolnosci do matematyki nie znaczy ze sie nie chce uczyc. jest wiele roznych innych rzeczy ktore mozna sie chciec uczyc albo nauczac i mozna robic doktorat za doktoratem a nawet potem innych nauczac.

    moze akurat tym uczniom akurat jezykow nie chce sie uczyc bo ich nie lubia.
    zgadzam sie ze lepiej wiedziec niz nie wiedziec. i szczegolnie dobrze jest cos kumac po abngielsku w dzisiejszych czasach np jak sie jezdzi na wakacje, w sumie tak naprawde to jeden z praktyczniejszych przedmiotow, ale gdzie to na prawde kto mowi po angielsku lokalnie poza paroma wiekszymi miastami...

    osobiscie czuje obecnie niedosyt i chetnie bym przeczytala jakas porzadna ksiazke do geografii czy biologii - ale to teraz, kiedy nie mam dziesieciu innych przedmiotow do nauczenia kazdego wieczora do klasowki. ale i tak nie mam czasu bo zaglebiam sie w subject areas inne niz wyzej wymienione.
    nawet mam cala podloge zawalona ksiazkami - a tematyka jest zupelnie inna od tego co uczono w szkole sredniej.
    uwazam ze spokojnie mozna bylo okroic troche material i dac mniej tego meczenia i zakuwania roznych drobiazgow.
    np do tej pory pamietam jak sie trzeba bylo wykuc na calej kuli ziemskiej gdzie jakie zloza naturalne - oczywiscie wszystko pamietam do dzis, pod ktorym kamieniem znajde miedz, a pod ktorym wegiel kamienny :/
    albo jak sie kotlowalo linijka po linijce miesiacami dziady mickiewicza... nadal nie wiem o czym to wlasciwie bylo.

    --
    [url=http://www.youtube.com/watch?v=mekofQWyJb0#t=00m57s]They have a lot of problems pronouncing your name..... dedeldedeldedeley sitchiation[/url]
  • claratrueba 27.05.14, 11:42
    I tak się nieustannie zastanawiam nad sensem matury, bo oceniając 'normalnie' t
    > o duża część tych maturzystów jest cały czas na poziomie A1

    To jest często problem myslenia w kat. "sie nie przyda" jak szewc czy drwal o swoich umiejętnościach. Problem młodych ludzi z olewaniem to jest problem braku potrzeby rozwijania siebie, swojego intelektu. To nie jest ich cel. Wszytko ma mieć zastosowanie praktyczne od razu widoczne, podczas gdy zastosowanie ogólnie rozwiniętego intelektu jest odwleczone w czasie i uczący się tego nie rozumie. Po co wkuwać pamięciowo? Po to, by ćwiczyć pamięć. Problem "zapominania" wyuczonego na egzamin materiału to nie jest problem materiału- to jest problem kiepskich umiejętności zdającego, by pewną ilość informacji przyswoić na trwałe. Czy nie ma związku dawniej wymagane uczenie sie na pamięć długich fragmentów tekstu (inwokacja była z tych krótszych) ze zdolnością zapamiętywania dużej ilości danych- np. nazwisk, nazw czy, bardzo praktyczne, porad jak naprawić coś, gdzie i jak coś załatwić? Efekt- zaobserwowane przeze mnie wielokrotne wracanie po instrukcję jak postąpić - w Zusie, w Urzędzie Skarbowym, u prawnika- bo zapamiętanie kilku zdań przekracza możliwości klienta, zdaje się, że spisanie też. To jest typowe zapominanie co lekarz zalecił bo więcej niż 2 zdania powiedział.
    W odniesieniu do języka, to nie wierzę, że jest jakakolwiek dziedzina, w której międzynarodowy język "sie nie przyda" w dobie internetowych portali wszelkiego rodzaju. Po prostu ci, którym "sie nie przydaje" nie mogą korzystać z tego, co jest przywilejem tych, którym się chciało. To znaczne zubożenie w dostępie do informacji, dóbr kultury, kontaktach międzyludzkich.
    Czego osoby "zubożone" na ogół nie mają świadomości - są półanalfabetami w bibliotece, którzy widzą tylko papier, a nie to, czym one są dla tych, którzy czytają.
  • anglofil 29.05.14, 00:18
    Gdzieś ostatnio wyczytałam, że absolwenci filozofii stanowią ułamek bezrobotnych absolwentów innych kierunków i że jest to bezrobocie równie niskie jak wśrod poszukiwanych absolwentów IT. Ciekawe.
  • claratrueba 29.05.14, 05:53
    nglofil napisała:

    > Gdzieś ostatnio wyczytałam, że absolwenci filozofii stanowią ułamek bezrobotnyc
    > h absolwentów innych kierunków i że jest to bezrobocie równie niskie jak wśrod
    > poszukiwanych absolwentów IT. Ciekawe.

    Ale wcale nie dziwne. Mam znajomych po filozofii troje- wszyscy prowadzą dobrze prosperujące firmy. Podobnie znajomy muzykolog. A etnolożka jest szefową działu reklamy w dużej firmie.
    A powód jest prosty- mają wizję, która daje wyłącznie umysł otwarty i szeroka wiedza ogólna, która daje zdolność analizy, wnioskowania, prognozowania i chęć dalszego poznawania. A nie tylko tępo wykute "praktyczne umiejętności", które taka osoba bez trudu posiądzie, kiedy będą jej potrzebne, bo umysł wystarczająco elastyczny i pojemny ma. A poza tym, zawsze można zatrudnić fachowca, który te umiejętności posiada.
  • ioreta 02.06.14, 12:37

    > nglofil napisała:
    >
    > > Gdzieś ostatnio wyczytałam, że absolwenci filozofii stanowią ułamek bezro
    > botnyc
    > > h absolwentów innych kierunków i że jest to bezrobocie równie niskie jak
    > wśrod
    > > poszukiwanych absolwentów IT. Ciekawe.
    >
    > Ale wcale nie dziwne. Mam znajomych po filozofii troje- wszyscy prowadzą dobrze
    > prosperujące firmy. Podobnie znajomy muzykolog. A etnolożka jest szefową dział
    > u reklamy w dużej firmie.

    Czuję się wywołana do tablicy :) Gdy poszłam na filologię angielską, już na pierwszym roku mieliśmy wykłady z filozofii, prowadzone przez wspaniałego wykładowcę, który potrafił zaciekawić, zachęcić i pokazać filozofię w nietypowy sposób. Wcześniej jedyne moje doświadczenie z filozofią to "Świat Zofii". Od tamtej pory chciałam studiować królową nauk. I teraz już prawie kończę filozofię i przy okazji filologię angielską (zrobiłam sobie przerwę w studiowaniu i tak zleciało). Z kierunku jestem bardzo zadowolona. Filozofia otwiera oczy na wiele spraw z życia społecznego, ekonomicznego, politycznego, czy duchowego (i nie chodzi tylko o religię). Są to jednak studia bardzo specyficzne i bez urazy, ale uważam, że nie każdy się na nie nadaje. Dużo piszemy, czytamy, debatujemy. Tu nie chodzi o to, żeby wykuć na pamięć jakieś dane historyczne. Tu chodzi o to, aby na podstawie tych danych wyrobić sobie opinię na jakiś temat i podać racjonalne argumenty.

    Faktycznie, macie rację. Nie sądzę, żeby był jakiś problem z pracą po filozofii, bo my od początku jesteśmy nastawieni na to, że po filozofii nie ma pracy ;)

    Bardzo żałuję, że filozofia nie jest obowiązkowym przedmiotem w szkołach. Może wtedy mielibyśmy mądrzejszy naród. Paradoksem systemu edukacji jest to, że próbuje się wyposażyć dzieci w wiedzę, którą wykorzystają może za 20-30 lat od skończenia szkoły, a nie tego samego dnia. Ja nie znosiłam przedmiotów ścisłych, ale dzisiaj żałuję, że nie mam chemii, fizyki czy biologii w jednym palcu. Wiedza ta przydałaby mi się np. przy tłumaczeniu tekstów specjalistycznych, czy podczas wizyty u lekarza. No ale od czego jest wikipedia? ;)
    _____
    www.angielskidlakazdego.blox.pl
  • anglofil 05.06.14, 22:42
    Ja jestem też po filozofii - twardogłowej, 5 letniej, w czasach kiedy jak się nie uczyło do sesji to się imprezowało a praca na studiach sprowadzała się najwyżej do roznoszenia ulotek o ile się nie miało zbyt wielkiego kaca. Wielu z nas ma własne biznesy typu wydawnictwa, szkoły trenerskie, wielu wylądowało na państwówce plus dodatkowe roboty z cyklu jakieś projekty unijne, etc. Raczej biedy nikt nie klepie, a niektórzy radzą sobie fantastycznie. Obok filoziofii skończyłam równocześnie drugi kierunek (nie filologiczny) i tam też gdakali jak to pracy nie będzie, bo humanistyka. Większej bzdury nie słyszałam. Szkoda, że zamykają porządne kierunki na dobrych uniwerkach a szkółki tego i owego kwitną.
  • anglofil 05.06.14, 22:44
    Oczywiście biegało się też na wystawy, do teatrów, kina, słowem - chłonęło tzw. kulturę studencką, która teraz podobno już nie istnieje.
  • baba67 06.06.14, 06:55
    A co mowisz klientom jesli dopytuja sie o Twoje wyksztalcenie filologiczne?
    Mnie rzadko pytaja,ale potrafie byc ironiczna i przyznawac smutno ze nie wiedzialam iz potencjalna klientka(faceci nie pytaja) jest zainteresowana gramatyka opisowa i morfologia i tu niestety nie pomoge i rzeczywiscie powinna szukac filologa.
    Natomiast jesli ktos chcialby zweryfikowac moja DG ma u mnie pelny szacun.
    Mam szczescie do uczniow dobrych fachowcow po calkiem innych studiach z ktorymi sie swietnie rozumiem.

    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • robak.rawback 07.06.14, 13:54
    no chyba logiczne ze klient placacy za nauke jezyka chce wiedziec jakie masz credenshuls, czy masz wyksztalcenie kierunkowe i czym sie zajmowalas na studiach albo zawodowo jezykowo bo w koncu placa pewnie z 50 pln za godzine???

    baba67 napisała:

    > A co mowisz klientom jesli dopytuja sie o Twoje wyksztalcenie filologiczne?
    > Mnie rzadko pytaja,ale potrafie byc ironiczna i przyznawac smutno ze nie wiedzi
    > alam iz potencjalna klientka(faceci nie pytaja) jest zainteresowana gramatyka
    > opisowa i morfologia i tu niestety nie pomoge i rzeczywiscie powinna szukac f
    > ilologa.
    > Natomiast jesli ktos chcialby zweryfikowac moja DG ma u mnie pelny szacun.
    > Mam szczescie do uczniow dobrych fachowcow po calkiem innych studiach z ktorymi
    > sie swietnie rozumiem.
    >


    --
    Let's just get something straight upfront and right off the bat: Chris Evans is 32 and Sandra Bullock is 49, and if that age discrepancy bothers you, then please do a cartwheel directly into a tar pit. Sorry to get very aggressive very quickly, but there should be more May-December romances with lady Decembers, if only to bring a modicum of parity with the alternative. I'm glad we could agree on this. (Or are you in a tar pit right now? Please say you're not in a tar pit! Oh man, I should have thought twice before making that ultimatum.)
  • baba67 07.06.14, 14:04
    Bardzo mi milo ze mi tak dobrze zyczysz.
    Nie placa mi 50 zl za godzine i wlasnie o to chodzi.
    Dla kogos kto poszukuje czegos taniej 10 letnia DG na takim rynku jak warszawski powinien byc wystarczajacym argumentem. Ktos kto oczekuje jeszcze filologii jest po prostu glupi.Ludzie po filologii z takim doswiadczeniem za 50 zl pracuja tylko w martwym sezonie.Stad tez moja ironia.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • robak.rawback 07.06.14, 14:44
    nie chce sie pienic jak mowimy o czym innym - rozumiem ze mowimy o korepetycjach prywatnych na ktore ktos do ciebie przychodzi? powiedzmy wlasnie za 50 pln za godzine, w kontekscie np duzego miasta.

    uwazam ze jest to sporo na polskie warunki na przcietnego czlowieka, nawet jesli nauczyciel jest swietny - chyba przecietna pensja w polsce to ze 3 tysiace do lapy? szczegolnie jak ktos ma przychodzic regularnie powiedzmy 2x w tygodniu wiec na miesiac to jest 400 pln. jak jest powiedzmy 'biznesmen' to moze i moze lekka reka zaplacic wiecej za godzine...

    mialam pare lekcji z hiszpanksiego - interesowal mni ktos po filologii hiszpanskiej z doswiadczeniem - czyli porzadny nauczcyciel - z moimi wtedy zarobkami nie mialam ochoty placic wiecej niz z 55 pln za 60 min jesli ja dojezdzam do nauczcyiela.

    nie widze tez powodu dlaczego nie mialabym chciec zobaczyc dyplomu ukonczenia studiow jezykowych nauczyciela oraz ze mi przedstawi co robil jezykowo czyli jakas mini biografie. szukajac nauczyciela prywatnie jest to jedyny sposob na zweryfikowanie ktos cie ma wlasciwie uczyc. skad masz wiedziec komu placisz jesli bierzesz kogos z ogloszenia.

    a z ciekawosci ile teraz biora ludzie po filologiach w takim razie? skad ma przecietny uczen wiedziec szczegoly platnosci filologom vs niefilologom vs DG vs bez DG ? ja na przyklad nie wiem. podejrzewam ze przecietny uczen mysli ze jak idzie na korepetycje to udziela je osoba ktora ma w tym wyksztalcenie kierunkowe i doswiadczenie ...



    --
    Let's just get something straight upfront and right off the bat: Chris Evans is 32 and Sandra Bullock is 49, and if that age discrepancy bothers you, then please do a cartwheel directly into a tar pit. Sorry to get very aggressive very quickly, but there should be more May-December romances with lady Decembers, if only to bring a modicum of parity with the alternative. I'm glad we could agree on this. (Or are you in a tar pit right now? Please say you're not in a tar pit! Oh man, I should have thought twice before making that ultimatum.)
  • baba67 07.06.14, 19:16
    No wlasnie NIE za 50 zl za godzine.Gdybym miala takie stawki tobym absolutnie rozumiala kogos kto chce filologa bo to jest duzo.
    Oczywiscie wiem ze jestem lepsza o niejednego filologa -niekiedy moi uczniowie mi to mowia.Tyle tylko ze w strefie 50 zl w Warszawie zaczynaja sie prosby o CV i dyplom a tu nie mam nic powalajacego.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • robak.rawback 07.06.14, 19:40
    nadal nie rozumiem - jesli bierzesz pieniadze za tego typu usluge to chyba normalne ze ktos moze chciec wiedziec z kim ma do czynienia. nie ma znaczenia czy 5 czy 50 - sam fakt brania za to pieniedzy stawia cie w innym swietle.

  • baba67 07.06.14, 20:44
    No pewnie jesli kupuje Mercedesa za 20 tys to koniecznie musi byc prosto z fabryki i ja sie powinnam dopytac czy prosto z fabryki jest. Glupia jestem? No wlasnie.

    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • robak.rawback 07.06.14, 22:14
    sory ale mnie takie podejscie szokuje z roznych wzgledow - co sie dziwic ze np lekarze do swoich klientow na platnych wizytach maja smietnikowe podejscie kiedy sie okazuje ze to nie jedyny zawod ktory ma dziadowskie podejscie do klienteli. po pierwsze, jesli sama mowisz ze zapewniasz dziadowskie uslugi to po co sie brac za uczenie ? jest pewnie duzo zawodow w ktorych moglabys byc lepsza?

    crappy customer service bo nie podajesz informacji jaka racjonalnie moga oczekiwac klienci. w dodatku zakladas ze kazdy uczen zrobil doktorat z niuansow srodowiska nauczycielskiego i wie na co sie moze nadziac - i.e. kogos z dluga dzialalnoscia gspodarcza kto zapewnia takie sobie nauczanie (??)
    co sie dziwic ze takie podejscie maja tez uczniowie ? nie panimaju tego wogole.
  • baba67 07.06.14, 22:36
    Nie bede sie znizac do twojego poziomu bo srodowisko pierwotniakow jest mi obce.

    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • anglofil 07.06.14, 15:35
    W ciągu 6 lat zapytali mnie może 3 razy. Za każdym razem mówiłam jakie mam dyplomy. Biorę 50 zł. i nie w Warszawie, brak filo nie ma wpływu na moje stawki, które konsultuję ze znajomymi filolożkami i cenami w moim mieście. Znam wielu filologów, którzy są ode mnie językowo cieńsi, brak im wiedzy ogólnej i wiem, że uczę od nich 100 razy lepiej i ciekawiej. Mylisz się z tą oceną że 50 dych to biorą tylko w martwym sezonie - moje przyjaciółki mają dojeżdżająca filolożkę po 50 zł od osoby w stolicy właśnie, babka ok 40 tki. Jeżeli bierzesz mało jak na rynek warszawski to nie dlatego że nie masz filo ale dlatego że z taką stawką dobrze się czujesz wg. mnie. Ja sobie problem z samooceną zlikwidowałam po kursie dla tłumaczy na którym 99% stanowili absolwenci filologii.
  • baba67 08.06.14, 11:04
    Masz racje ze to troche kwestia samooceny, ale bardziej tego z jakiego poziomu zaczynalam-bylo to 10 lat temu w srodku kryzysu, ja tylko z kilkuletnim pobytem za granica i CAE zdanym troche na chybcika bo papier mi byl potrzebny.Mialam jednak jeden mocny punkt przygotowanie pedagogiczne i dlatego poszlam w dzieci i mlodziez bo rodzice to bardzo cenili i szybko mialam polecanych uczniow.Jednak wiadomo ze na tym areale kasy sie nie zbije, zwlaszcza w takim momencie jak tamten. Oczywiscie od tamtego czasu podwyzszalam stawke ale za kazdym razem bylo tapniecie Do 50 zl mi troche brakuje choc nie tak duzo to jednak jesli bysmu mieli rynek warszawski przedstawiac jako pagorek to bylby on naprawde plaski i kazde 10 zl w gore to gwaltowny spadek liczby potencjalnych klientow..A 10 przychodzi kazdego miesiaca.
    Zastanawiam sie nad PCE ale czy rzeczywiscie da mi to klucz do tej magicznej stawki 50zl. No nie wiem, a wydatek jednak spory.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • anglofil 08.06.14, 12:00
    Ja juz jak sobie policzylam w dyplomy i naukę wpieprzylam kilkadziesiat tys ale to cpe i celta damy mu w ogóle start inaczej szkoly jezykowe by ze mna nie gadaly. A trudno bylo jak cholera i tak bo zaczynanie w zawodzie na wlasna reke reke w obcym miescie to droga dla ludzi o mocnych nerwach. Uwazam ze cpe warto mieć bo to daje poczucie pewnosci większej.
  • baba67 08.06.14, 12:09
    Dzieki, coraz czesciej mysle o zdaniu PCE. Na pewno te 600zl mi sie jakos zwroci choc pewnie nie od razu.Swoim CAE sprzed 10 lat nawet sie nie chwale bo moj obecny poziom jest nieporownywalnie wyzszy po latach intensywnej pracy nad jezykiem .
    Uczenie w szkolach jezykowych nigdy nie bylo moim marzeniem,
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • robak.rawback 08.06.14, 12:32
    czy mowicie to co mi sie wydaje ze mowicie - ze szkoly zatrudniaja na bazie tego czy ktos ma cpe? woah nigdy by mi nie przyszlo do glowy ze cpe to taki wazny wyznacznik
    --
    Let's just get something straight upfront and right off the bat: Chris Evans is 32 and Sandra Bullock is 49, and if that age discrepancy bothers you, then please do a cartwheel directly into a tar pit. Sorry to get very aggressive very quickly, but there should be more May-December romances with lady Decembers, if only to bring a modicum of parity with the alternative. I'm glad we could agree on this. (Or are you in a tar pit right now? Please say you're not in a tar pit! Oh man, I should have thought twice before making that ultimatum.)
  • anglofil 08.06.14, 14:02
    Moim marzeniem to tez nie bylo ale dzięki szkolom zaczelam prace w ogóle a potem poszlo.
  • anglofil 08.06.14, 16:57
    Tak, szkoły językowe zatrudniają na podstawie kursu metodycznego i CPE oraz rozmowy kwalifikacyjnej, rowbacku. Rozumiem, że masz prawo do poglądu że jedynie anglistyka daje prawo nauczania i wielokrotnie temu poglądowi dawałaś tu wyraz niemniej jednak i metodycy szkolni i lektorzy i ich klienci mogą mieć pogląd inny. Szanujmy się.
  • robak.rawback 08.06.14, 18:57
    nie koniecznie anglistyka jakkolwiek czesc przedmiotow jest tam bardzo praktycznych - raczej jak juz wybierac to zdaje mi sie konkretne nauczycielsko/tlumaczeniowe studia jezykowe na porzadnym kierunku z dobrym przewalkowaniem jezyka plus gramatyka kontrastywna. samo cpe mozna spokojnie zdac nie orientujac sie w rzeczach jakie powinien jezykowo wiedziec nauczyciel.
    co rozne szkoly robia to dla mnie nie jest wyznacznik jezykowej jakosci, klienci zawsze byli i beda na wszystko, nawet na marmite ;b


    anglofil napisała:

    > Tak, szkoły językowe zatrudniają na podstawie kursu metodycznego i CPE oraz roz
    > mowy kwalifikacyjnej, rowbacku. Rozumiem, że masz prawo do poglądu że jedynie a
    > nglistyka daje prawo nauczania i wielokrotnie temu poglądowi dawałaś tu wyraz n
    > iemniej jednak i metodycy szkolni i lektorzy i ich klienci mogą mieć pogląd inn
    > y. Szanujmy się.


    --
    Let's just get something straight upfront and right off the bat: Chris Evans is 32 and Sandra Bullock is 49, and if that age discrepancy bothers you, then please do a cartwheel directly into a tar pit. Sorry to get very aggressive very quickly, but there should be more May-December romances with lady Decembers, if only to bring a modicum of parity with the alternative. I'm glad we could agree on this. (Or are you in a tar pit right now? Please say you're not in a tar pit! Oh man, I should have thought twice before making that ultimatum.)
  • engteacherka 08.06.14, 20:17
    Ja wysyłam syna na angielski do sąsiedniego miasta, bo nie ufam żadnemu nauczycielowi po fiolologii w moim miasteczku (jako nauczyciel jestem w stanie w miarę ocenić, czy lekcje są warte świeczki); nie umiem też uczyć sama własnego dziecka, choć do wszystkich obcych mam anielską cierpliwość; jęździ do lektora, który w ogóle nie jest po filologii, choć jest nauczycielem z wykształcenia, po prostu zaczął uczyć angielskiego w szkole w czasach, kiedy było mało nauczycieli i świetnie się rozwinął. Wolę, żeby dojeżdżał i uczył go nauczyciel z pasją i z metodami, które mi się podobają, niż jakikolwiek nauczyciel po filologii w naszym mieście. Ukończenie filologii nie ,,robi'' dobrego nauczyciela. Dla mnie jako nauczyciela nigdy nie byłoby wyznacznikiem wartości korepetytora

    Mnie nigdy klienci nie pytają o dyplom (choć go mam), raczej o doświadczenie w nauczaniu, lubią wiedzieć, że pracowałam w szkole państwowej i językowej, przychodzą z polecenia, bo ktoś mnie chwalił i był zadowolony
  • baba67 09.06.14, 08:35
    Ciesze sie ze nawet niektorzy filolodzy tak mysla:-)

    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • engteacherka 09.06.14, 09:26
    Na filologii nie ma niczego, czego solidny lektor nie doczytałby na własną rękę. To nie filologia nauczyła mnie uczyć, absolutnie NIE!

    To roczna szkoła dla lektorów, którą skończyłam wcześniej; ta szkoła nie dawała żadnych uprawnień, ale zajęcia z metodyki odbywały się w zaprzyjaźnionej podstawówce, polegałay między innymi na tym, że obserwowaliśmy bardzo dużo lekcji angielskiego, musieliśmy oddawać na zaliczenie wiele scenariuszy, rozkładów itp. Na filologii tylko sucha teoria, niestety.
  • anglofil 09.06.14, 12:36
    Jeżeli ktoś zakłada, że wiedza pochodzi wyłącznie z programu szkolnego to chyba nie bierze pod uwagę, że inteligentni ludzie potrafią szukać i douczać się sami też. Ja obserwowałam sporo zajęć i na żadnych nie zauważyłam niczego oszałamiającego. Uczę ludzi dobrze wykształconych, często na poziomach upper i advanced, którzy przeszli przez wieluuu lektorów i mają doskonałą skalę porównawczą. Rynek też ma moc odsiewczą i ci którzy albo merytorycznie albo osobowościowo się nie nadają odpadają z zawodu. Mówienie komuś w twarz "nie jesteś dobry bo nie skończyłeś tego co ja" uważam za brak kultury.
  • baba67 09.06.14, 13:00
    Ucze geologa-wysokiej klasy specjaliste w firmie telekom wysylanego w rozne miejsca na swiecie, pania po technologii zywienia pracujaca jako manager sredniego szczebla w szacownej instytucji finansowej .Gdybym pogrzebala w przeszlosci tobym jeszcze kilka perelek znalazla.
    Przekonanie ze nie mozna byc dobrym nauczycielem bo sie nie skonczylo studiow kierunkowych swiadczy o niezbyt szerokich horyzontach.A juz twierdzenie w ciemno ze ktos uprawia partactwo bo ma nizsza stawke niz 50zl jest zwyklym chamstwem
    Skonczylam inne studia i zaczelam pracowac w szkole jako nauczyciel-90% nauczylam sie w pracy. Pozostalych 10% w trakcie studiow na praktykach .

    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • engteacherka 09.06.14, 13:05
    Nie, anglofil, ja tego nie twierdzę, są znakomici lektorzy zarówno po filologii, jak i bez niej. Ale rowback twierdzi, że tylko filologia stanowi o dobrym nauczycielu. Mozna się dokształcić we własnym zakresie.

    Zauważam tylko, że skończenie filologii ,,psuje'' niektórych nauczycieli - przestają się rozwijać, bo przecież mają ju7ż dyplom, są też często bardzo zadufani w sobie i wierzą w swoje tylko metody; jeśli metody nie działają, to jest wina tylko i wyłącznie ucznia, no może rodzica, nigdy ich - tak jest z anglistami w moim mieście (tymi, których znam jako nauczycieli mojego dziecka, tudzież nauczycieli szkolnych moich uczniów korepetycyjnych, wszystkich nie znam :) ). Ci którzy uczą bez dyplomu ciągle muszą udowadniać, że są dobrzy, chętnie się douczają, są coraz lepsi. Na pewno nie chcę uogólniać, ale zauważyłam tak. Korepetytor, który uczy mojego syna jest świetny, umie motywować i wymagać i od lat prowadzi działalność, dokształca się - zrobił CPE, to o czymś świadczy,
  • anglofil 09.06.14, 19:57
    Wiem, oczywiście, to było skierowane do pani rowback.
  • robak.rawback 10.06.14, 00:48
    chyba mylicie dwie rozne rzeczy - jak ktos jest palantem ktory nie czuje potrzeby samodoksztalcania, (tak jak np wielu lekarzy po studiach), to bedzie nim i po studiach jezykowcyh i bez nich, i niczego to nie zmieni - nie mowimy o debilnych ludziach tylko o zachowaniu standardow zawodowych.

    nie wmawiajcie mi ze najlepiej wogole dobrych studiow jezykowych nie konczyc bo super ekstra sie wszystkiegom mozna nauczyc samemu - tak mozna tylko te zosie samosie ktore sa naprawde dobre to ile ich bedzie? moze 30% calej populacji uczacych jezyka?

    zaden tez przyklad jak same mowicie ze znacie beznadziejne kierunki filologiczne po ktorych wszyscy sa beznadziejni - to juz jest standard jaki wymaga szkola, ktora nie uczy. dobre kursy ktore ludzi przydusza i odrzuca tych ktorzy nie maja zdolnosci jezykowych, maja szanse wyprodukowania dobrych jezykowcow.
    ogolnie anglistyki ktore ucza szekspira, literary theory i hisotrii krajow anglojezycznych - ucza wlasnie tego - nie maja szansy uksztalcic nauczyciela ktory powinien sie pogrzebac w sprawnosciach jezykowych, typowo potrzebnych nauczycielowi oraz samej techniki nauczania.
  • engteacherka 10.06.14, 08:17
    Oczywiście, że warto skończyć dobrą filologię, tyle, że nie gwarantuje ona bycia dobrym nauczycielem. I nadal twierdzę, że można być bardzo dobrym nauczycielem bez niej. Jest w ogóle mało dobrych nauczycieli, zarówno po filologiach, jak po innych studiach.

    Coraz częściej uczelnie (wszystkie) idą tylko w teorię, zajęć praktycznych jest bardzo mało. Dla porównania - dawne 2-letnie SN-y nauczycielskie potrafiły w dwa lata znakomicie przygotować do zawodu od strony praktycznej, mam w rodzinie nauczycieli , którzy kształcili się w czasach komunizmu (więcej - znam takich którzy kończyli seminaria przedwojenne) i wnioskuję z rozmów, że te szkoły przygotowywały bardzo dobrze, bo miały szkoły ćwiczeń, a nie tylko obowiązkowe praktyki (które i tak większość studentów sobie ,,załatwia''). Potem z tych SN-ów zaczęły wyrastać kolegia nauczycielskie, które początkowo też bardzo dobrze przygotowywały - wiem, bo kończyłam takie w syst. dziennym na innym kierunku - obserwacje i prowadzenie lekcji w szkole ćwiczeń 2xtyg. p[rzez 3 lata, bardzo dużo metodyki. Kolegia nauczycielskie zaczęły się psuć, gdy odeszli wykładowcy, którzy wcześniej uczyli w SN-ach. No i co ważne w kolegiach nauczycielskich było po 12 osób na roku - to też był plus. Obecnie uczelnie przygotowują o wiele gorzej od strony praktycznej, po każdej trzeba się dokształcać.
  • robak.rawback 11.06.14, 00:30
    juz nie wspomne ze niektorych wykladowcow to powinni wywalic mniej wiecej 10 lat temu nawet na dobrych studiach.
    dobrych lekarzy tez malo - House tez jest jeden ;b
  • zakonna 02.06.14, 15:26
    są tacy, których wypycham w podstawówce. I podejrzewam, że potem właśnie trafiają do mnie takie egzemplarze przedmaturalnie. Ale teraz mam odwrotną sytuację, dziewczynę znam z podstawówki jako bardzo dobrą uczennicę. Jest rok przed maturą i grozi jest niedostateczny z anglika na koniec roku.
  • baba67 02.06.14, 18:22
    Sa osobniki ktore sie nie motywuja jak nie maja kija nad glowa.
    Rodzice po ladnie skonczonej podstawowce uznali ze w gimnazjum panna nie potrzebuje motywatora i pozostawili sprawe wlasnemu biegowi.
    Tak podejrzewam bo o podobnej historii slyszalam.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • claratrueba 03.06.14, 11:08
    Bo jest grupa rodziców spora, dla których szkolna ocena jest ważna, a nieważne czy wynika z wiedzy, czy ściągania, czy wykonania zadania typu namalowanie plakatu.
    Mam teraz ucznia "perełkę", którego mama zgłosiła się do mnie w 6 klasie podstawówki bo sprawdziany dyrektorskie i próbne testy ukazały nędzę wiedzy, oceny było dobre bo wymagania żadne + robienie rysunków czy plansz. Wypadł na teście super, w gimnazjum w klasie pierwszej pani się zachwycała, bo reszta klasy dno, więc mama doszła do wniosku, że korepetycje są niepotrzebne. Uczę go nadal na tajnych kompletach u babci, która ma trochę więcej rozumu.
  • engteacherka 03.06.14, 11:33
    Niestety niewiedza rodziców jest nadal wielka. Utożsamiają dobrą ocenę dziecka z jego rzeczywistą znajomością języka, szczególnie w podstawówce, gdzie na ocenę wpływa nie tylko wiedza z języka, ale jeszcze np. pięknie prowadzony zeszyt, branie udziału w przedstawieniach itp. Przykład sprzed tygodnia: mama dzwoni do mnie, że przez następne 2 tygodnie córki nie będzie na lekcjach prywatnych, bo nauczyciel wyjeżdża na wymianę i nie będą mieć angielskiego, w związku z tym korepetycje niepotrzebne. Miewam też rodziców, którzy chcą przysyłać dzieciaki na lekcje wtedy, gdy trzeba zaliczyć konkretny sprawdzian, a jak już dobrze zaliczą, to zaczynają chodzić w kratkę, ale na coś się nie godzę
  • claratrueba 03.06.14, 11:48
    engteacherka napisała:

    > Niestety niewiedza rodziców jest nadal wielka. Utożsamiają dobrą ocenę dziecka
    > z jego rzeczywistą znajomością języka,
    W wielu przypadkach to nie jest niewiedza tylko niecenienie wiedzy. Dba sie o ocenę, żeby wstydu/kłopotu nie było ale sami rodzice maja przekonanie, że ta cała nauka to "niepotrzebne męczenie dziecka" bo "przecież oni anie be, ani me i jakoś żyją".
    Na co czasem odpowiadam "właśnie-jakoś".
  • baba67 03.06.14, 12:17
    A to tez, w podstawowce roznie z tym poziomem bywa. jednak w zaslyszanej przeze mnie historii poziom byl bardzo przyzwoity i rzeczywiscie na poczatku gimnazjum dziewcze bez korkow radzilo sobie niezle bazujac na porzadnie przyswojonej w podstawowce wiedzy.
    Niemniej jak to zwykle bywa w przypadkach zdolnych leni kiedy tylko nie bylo bata w postaci pilnujacego korepetytora ktory wylapywal braki i cisnal panna zakoczyla klase pierwsza z naciagana czworka a druga z troja.
    Co ciekawe miewam z rzadka podobne przypadki wsrod doroslych ktorzy cos tam kiedys a teraz "chca" ruszyc do przodu.Okazuje sie ze dopoki bazujemy na starej wiedzy nawet chetnie chodza. Kiedy tylko zaczyna prztbywac nowych slowek i struktur to sie od razu odechciewa.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • zakonna 03.06.14, 17:19
    nie wiem co się stało z tą moją uczennicą. Ona jest dość bystra, ale sprawia wrażenie kompletnie zdezorientowanej jak się z nią próbuje pracować. Ma problemy z koncentracją, połowę zdań zrobi dobrze a drugą połowę tego samego ćwiczenia zrobi bez sensu. szczerze mówiąc, nie wiem co z nią zrobić bo jak myślę, że ona ma zdawać maturę za rok z angielskiego to włos mi się jeży na głowie.
  • baba67 03.06.14, 18:29
    Porozmawiaj z matka zeby poszla z nia do endokrynologa.Powaznie.
    --
    Śmiech to jest poważna sprawa.
    Gogol
  • claratrueba 06.06.14, 10:03
    Czy podejrzewam problemy zdrowotne czy jakiekolwiek inne, zawsze kontaktuję się z rodzicami, kiedy zauważę, że coś się zmieniło na gorsze -w trybie pilnym. Regularnie kontaktuję się by wyrazić swoja opinię o uczniu.
    Dzięki temu oni mają poczucie, że ktoś faktycznie interesuje się ich dzieckiem a nie tylko tym, żeby swoją kasę za robotę wziąć. Akurat w moim przypadku jest w tym dużo prawdy, czuję się odpowiedzialna to co moi uczniowie umieją.
    Natomiast jest to jednocześnie doskonały dupochron kiedy wyniki są nie takie jakich rodzice by się spodziewali- niektórzy naprawdę uważają, że korepetycje zrobią z kury orła.
    Taki telefon to żaden koszt, i niewiele czasu zajmuje. Natomiast dla wizerunku nauczyciela to bardzo dużo.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka