Dodaj do ulubionych

Ile ang uzywacie naprawde podczas lekcji?

06.09.04, 21:31
No wlasnie? Co mowicie po angielsku? Na praktykach mnie uczono, ze wiekszosc
powinna byc w target lg..ale w rzeczywistosci to chyba inaczej bywa nie? Nie
wiem co zrobic, gdy bede miec hospitacje (jestem na stazu:))

PS: Nareszcie forum na ktore czekalam! Well done!
Pozdrowienia dla all English teachers!
Edytor zaawansowany
  • axxolotl 07.09.04, 10:13
    100% angielski. Ale wynika to niejako z przymusu, bo moi uczniowie nie mowia
    po polsku.
  • aszar.kari 07.09.04, 18:38
    axxolotl napisała:

    > 100% angielski. Ale wynika to niejako z przymusu, bo moi uczniowie nie mowia
    > po polsku.

    Same here :)
    Sama sie ostatnio zapisalam na Hebrew i choc to poziom kompletnie basic, tez
    100% Hebrew przez cala lekcje, nie bardzo sobie wyobrazam inny sposob nauczania
    lub uczenia sie jezyka.
  • tosiaa 07.09.04, 11:03
    Pracuje w gimnazjum i mozliwosci prowadzenia lekcji w jez.ang sa uzaleznione od
    poziomu klasy.ucze w dobrych klasach gdzie wlasciwie nie musze niczego
    tlumaczyc w jez.pol ,sa tez klasy gdzie uzywanie tylko i wylacznie ang byloby
    totalna porazka .w tych klasach wlasnie uzywam ang i pol .troszke to meczace
    tlumaczenie kazdego polecenia itd,ale coz w szkole nie tylko amnibusy ,mamy tez
    dzieci mnej uzdolnione .natomiast nigdy nie prowadzilam lekcji tylko i
    wylacznie w jez.pol

    pozdrawiam
    tosia
  • angel.of.harlem 07.09.04, 19:02
    do oporu, ile sie da:) zerowym najwyzej tlumacze co powiedzialam i ponownie to
    samo powtarzam po angielsku. dla bardziej zaawansowanych robie wyjatek tylko
    gdy cos jest czarna magia.
    --
    An angel in Devil's shoes
    Salvation in the blues
  • glajda 07.09.04, 22:33
    Zależy to od poziomu zaawansowania i sytuacji.
    Generalnie, wyjaśnienia dot. gramatyki po polsku pozwalają zaoszczędzic czas i
    nerwy, zarówno moje jak i słuchaczy. Nie widzę sensu w robieniu tego po
    angielsku.
    Polecenia dot. ćwiczeń również powinny być podane po polsku, a najlepiej w
    wersji ang. najpierw, dla tych lotniejszych, a następnie po polsku, dla
    pozostałych. Unikam wtedy nerwowego pytania przez słuchaczy jeden
    drugiego "Ty, a o co chodzi?".Na zajęciach musi panować spokój, wtedy są
    efektywne.
    Bardziej skomplikowane słownictwo też powinno być przetłumaczone.No, chyba że
    ktoś ma genialne uzdolnienia pantomimiczne. Wyjaśnienia słówek po angielsku
    moze prowadzic do nieporozumień. Pamiętam na studiach jak nas wkurzali nativi,
    wyjaśniając po angielsku skomplikowane pojęcia, w dodatku często robiąc to
    niekompetentnie, bo brakowalo im danego pojęcia w ich personalnym "słowniku".
    Generalnie, nie może tu być ścisłych recept. Trzeba wyczuć, co jest w
    danym momencie dobre dla słuchaczy i nie trzymać sie sztywno tego, czego nas
    kiedyś nauczono.
    A w gimnazjum trzeba jeszcze walczyć o dyscyplinę. Ciekawe, czy ktoś to robi po
    angielsku? Niech się ujawni, a oddam Mu hołd!
  • angel.of.harlem 08.09.04, 09:13
    glajda napisała:

    > Polecenia dot. ćwiczeń również powinny być podane po polsku, a najlepiej w
    > wersji ang. najpierw, dla tych lotniejszych, a następnie po polsku, dla
    > pozostałych. Unikam wtedy nerwowego pytania przez słuchaczy jeden
    > drugiego "Ty, a o co chodzi?".

    z tym sie nie zgodze. juz slyszalam o przypadkach paniki na egzaminach gdzie po
    raz pierwszy trzeba bylo s-a-m-o-dz-i-e-l-n-i-e zrozumiec o co chodzi w
    cwiczeniu. jak sie tego nauczy poczatkujacych to potem nie ma problemu.
    pozdrawiam


    --
    An angel in Devil's shoes
    Salvation in the blues
  • lilian_ka 08.09.04, 09:23
    angel.of.harlem napisała:

    > glajda napisała:
    >
    > > Polecenia dot. ćwiczeń również powinny być podane po polsku, a najlepiej
    > w
    > > wersji ang. najpierw, dla tych lotniejszych, a następnie po polsku, dla
    > > pozostałych. Unikam wtedy nerwowego pytania przez słuchaczy jeden
    > > drugiego "Ty, a o co chodzi?".
    >
    > z tym sie nie zgodze. juz slyszalam o przypadkach paniki na egzaminach gdzie
    po
    >
    > raz pierwszy trzeba bylo s-a-m-o-dz-i-e-l-n-i-e zrozumiec o co chodzi w
    > cwiczeniu. jak sie tego nauczy poczatkujacych to potem nie ma problemu.
    > pozdrawiam
    >
    >


    Zgadzam się, poza tym jesli sie tlumaczy cwiczenie najpierw po ang. a potem po
    polsku to wszyscy szybko naucza się wyłączac podczas tej ang. wersji, bo po co
    się wysilac, jesli za chwilę usłyszą po polsku.
    --
    Jeśli płaczesz bo zaszło słońce, łzy przesłonią ci gwiazdy.
  • asia23bb 08.09.04, 15:05
    Dzieki wszytkim za wypowiedzi. Osobiscie zgadzam sie z Glajda - ang tam gdzie
    sie da, ale nie na sile. Nie jestem pewna tylko jak do tego podchodzi metodyk-
    opiekun stazu. Ma ktos jakies doswiadczenie??
    Thx!
    A.
  • glajda 08.09.04, 11:19
    A teraz ja się z Wami nie zgodzę, i o to w życiu chodzi.
    Zależy do JAKICH egzaminów przygotowujemy. Jeżeli do Cambridge, to nie ma
    problemu, wiadomo dlaczego - po zrobieniu kilku zestawów ucznia nic nie
    zaskoczy. Poza tym, jest juz na tyle zaawansowany, ze z reguły nie potrzebuje
    tłumaczenia.
    Ale POCZĄTKUJACY, a zwłaszcza dorosły początkujący, potrzebuje czuć się
    bezpiecznie.Zdania typu "Read the text and label the pictures with the correct
    word in bold" - wygłaszane do takiego słuchacza spowodują, że bardzo szybko
    zacznie się on zastanawiać nad zmianą lektora.
    Po drugie - co z tego, że niektórzy słuchacze "wyłączą" się
    podczas "angielskiego" polecenia, a "włączą " na polski? Podczas zajęć
    najważniejsza jest CALKOWITA PEWNOŚĆ, że polecenie zostało dobrze zrozumiane.
    Co do paniki na egzaminach. Mam przed soba Informator Maturalny i polecenia sa
    po polsku. Na uczelniach wyższych też tak sie robi. A nawet w przypadku poleceń
    angielskich mozna wstać i ZAPYTAĆ, O CO CHODZI, i zrobić to po polsku.
    Dlaczego zatem utrudniać, a nie upraszczać?
    Pozdrawiam, A.
  • kociamama 08.09.04, 18:44
    A ja przychylam sie do opcji, ze angielski non-stop, nawet dal poczatkujacych,
    chyba, ze naprawde nie kumaja, szybkie wyjasnienie slowek, i dalej po angielsku.

    Wyjasnienia tez raczej w jezyku angielskim, chyba ze juz naprawde sie nie da
    wyjasnic, lub zademosntrowac co slowo zanczy, lub slowo jest na tyle dziwne, ze
    lepiej wrtacic cos po polsku.

    Uzywanie poslkiego przeszkadza. Uczen zatraca plynnosc, uczy sie tlumaczyc z
    polskiego na angielski, a nie reagowac i myslec po angielsku, co przeciez jest
    celem.

    NIe zgodze sie tez, ze dorosli poczatkujacy maja problem z zalapywaniem.
    Oczywiscie znajduja sie takie jednostki, ale (przynajmniej w moim
    doswiadczeniu) sa to wyjatki, a nie regula.

    I wreszcie, lekcja, w moim rozumieniu, to symulacja komunikacji, i niech to
    bedzie jak najbardziej "genuine" jak sie da. Czyli, jezeli uczen, nie rozumie
    polecenia ( a z reguly jest to z tych gorszych, co siedzi cicho i niezapytany z
    walsnej inicjatywy sie w zyciu nie odezwie), to oto nadarza sie szansa, zeby
    taki uczen musial sformulowac jakies pytanie po angielsku.

    POzdrawiam,
    KOciamama.
  • demicjusz 08.09.04, 23:02
    kociamama napisała:
    >
    > I wreszcie, lekcja, w moim rozumieniu, to symulacja komunikacji, i niech to
    > bedzie jak najbardziej "genuine" jak sie da. Czyli, jezeli uczen, nie rozumie
    > polecenia ( a z reguly jest to z tych gorszych, co siedzi cicho i niezapytany
    z wlasnej inicjatywy sie w zyciu nie odezwie), to oto nadarza sie szansa, zeby
    taki uczen musial sformulowac jakies pytanie po angielsku.

    Ten z gorszych zapyta po angielsku? A na jakim poziomie?
    Kazda z osob wypowiadajacych sie tutaj ma na mysli inna grupe, inny poziom, w
    ogole inne okolicznosci przyrody. Pozostaje jedna ogolna zasada: byc
    elastycznym i robic to, co w danej sytuacji wydaje nam sie najlepsze.
  • glajda 09.09.04, 00:23
    Napisałam dużo, ale zeżarło mi posta!!!
    Powtórzę za Demicjuszem - bądźmy elastyczni.
    A resztę napisze jutro.
    Pozdrawiam, A.
  • kkm1975 09.09.04, 14:47
    NAPRWADE mowie po angielsku. chyba, ze sie nie da inaczej - wtedy wlaczam
    polski. ale mimika, gestami, rysunkami mozna osiagnac naprawde duzo. czasem
    idzie sporo czasu, ale warto - sluchacze zaczynaja chetniej mowic po ang!
  • asia23bb 09.09.04, 15:04
    Dzieki za posty. Widze,ze nie skonkretyzowalam pytania. Chodzi mi o ZWYKLA
    szkole, konkretnie liceum i technikum. Tu dzieciaki (nie wszystkie oczywscie)
    sa mniej chetne do nauki angielskiego niz dzieciaki w szkolach jezykowych.
    Pozdrawiam
  • kociamama 09.09.04, 15:46
    W panstwowej szkole uczylam jedynie gimnazjum. Ale i tam mowilam tylko po
    angielsku, po poslku czasem jakies slowko, jak ktos naprawde nie mogl zakumac.
    I to dziala! Najwieksza satysfakcja, jak ludzie, ktorzy nie chodza na dodatkowy
    angielski zaczynaja rozumiec. Bo jest to mozliwe. Przeciez do obajasnia
    gramtyki, raz wporwadza sie troche jezyka meta, czyli subject, verb, obcject,
    question itp., a potem sie tych slow w kolko uzywa, wiec przy skupieniu uwagi
    kazdy wreszcie rozumie.

    Mowienie caly czas po angielsku, to jak listening comprehension. to bardzo
    wazny aspekt jezyka. Przeciez dla niektorych (szczegolnie tych wyjatkowo
    opornych, co stwierdzaja, ze nie lubia i nie umieja angielskiego lub biednych,
    ktorzy nie maja w domu kompa, kablowki, ani leckji dodatkowych) to jedyna
    mozliwoac, zeby posluchac angielskiego.

    POzdrawiam,
    Kociamama.
  • asia23bb 09.09.04, 17:43
    >Przeciez dla niektorych (szczegolnie tych wyjatkowo
    > opornych, co stwierdzaja, ze nie lubia i nie umieja angielskiego lub biednych,
    > ktorzy nie maja w domu kompa, kablowki, ani leckji dodatkowych) to jedyna
    > mozliwoac, zeby posluchac angielskiego.

    Racja, ale tez nie wszyscy sie MUSZA uczyc tego jezyka. Jesli ktos nie chce,
    generalnie niczym go do tego nie zmusze. Jesli motywowanie i inne zachety nie
    podzialaja, taka osoba moze przejsc przez np techinkum ze znikoma znajomoscia
    jezyka i tzw dopem. Jemu i jemu podobnym nie potrzeba wyjasnien, gramatyki i
    polecen po angielsku. A jesli tak zbierze sie cala klasa (a zdarza sie!!).....?
    Pozdrowienia
    A.
  • kociamama 09.09.04, 18:38
    Blad. Jezeli angielski jeszt w szkole, to musza sie go uczyc, bo jest to
    przedmiot obowiazkowy. Ale zgadzam sie, ze uczenie sie, a nauczenie sie to nie
    to samo. Jednak jezeli zakladamy, ze cala klasa jest bardzo krnabrna i
    nienawidzi angielskigo (choc to trudne do wypbrazenia dla mnie), to nie ma co
    zaczynac od objasniania tajnikow gramtyki po polsku. Przeciez nauka jezyka to
    uczenie sie umiejetnosci praktycznych.
    NIe wiem, o jakich zachetach mowisz, ale chyba wlasnie uzywanie jezyka moze byc
    zacheta. POkazanie, ze kazdy moze sie tego nauczyc, skoro nauczycielowi sie
    udalo. Mozna zaczac od tlumaczenia jakis piosenek, ktore lubia, zeby kumali co
    podspiewuja, pokazywac filmy po angielsku.

    Wlasnie uzywanie jezyka non-stop i zachecanie do mowienia, poruszajac tematy,
    ktore ich frapuja moze sprawic, ze zostanie im cos w glowie. Cos bardziej
    istotnego niz wnikliwa wiedza teoretyczna, i jak odroznic present simple od
    present continuous, ale umiejetnosc porozumiena sie w sklepie, poderawnia
    dziewczyny na wakacjach, czy rozumienie tekstu ulubionej piosenki.

    POzdrawiam,
    KOciamama.
  • glajda 10.09.04, 14:41
    kociamama Jednak jezeli zakladamy, ze cala klasa jest bardzo krnabrna i
    > nienawidzi angielskigo (choc to trudne do wypbrazenia dla mnie)

    Ludzie nienawidzą tego, w czym czuja sie beznadziejnie. Wysoki poziom
    trudnosci, brak empatii ze strony nauczyciela, bezradnosc na zajeciach, strach,
    wszystko to powoduje ze nienawidzi sie przedmiotu. Takze angielskiego, choć dla
    mnie takze jest to trudne do wyobrażenia.

    , to nie ma co
    > zaczynac od objasniania tajnikow gramtyki po polsku. Przeciez nauka jezyka to
    > uczenie sie umiejetnosci praktycznych.

    Tak, umiejetnosci praktycznych, ale KROTKIE wyjasnienie jak dana
    struktura "dziala", poparta kilkoma przykladami, a następnie zwrócenie uwagi
    na różnice miedzy jezykiem ang. a pol. jezeli chodzi o uzywanie dane struktury
    pozwoli po pierwsze na unikniecie błędów podczas praktykowania, a po drugie
    dajemy uczniom CALKOWITA PEWNOŚĆ że buduja poprawne zdania. To jest SZCZEGOLNIE
    istotne w uczeniu doroslych, ktorych poziom krytycyzmu jest bardzo wysoki.
    > NIe wiem, o jakich zachetach mowisz, ale chyba wlasnie uzywanie jezyka moze
    byc
    >
    > zacheta. POkazanie, ze kazdy moze sie tego nauczyc, skoro nauczycielowi sie
    > udalo.

    Nie. nauczyciel mowiacy CALY CZAS po angielsku stwarza ogromny dystans miedzy
    sobą a
    RESZTĄ.
    Mozna zaczac od tlumaczenia jakis piosenek, ktore lubia, zeby kumali co
    > podspiewuja, pokazywac filmy po angielsku.

    To świetny pomysł.
    >
    > Wlasnie uzywanie jezyka non-stop i zachecanie do mowienia, poruszajac tematy,
    > ktore ich frapuja moze sprawic, ze zostanie im cos w glowie. Cos bardziej
    > istotnego niz wnikliwa wiedza teoretyczna, i jak odroznic present simple od
    > present continuous, ale umiejetnosc porozumiena sie w sklepie, poderawnia
    > dziewczyny na wakacjach, czy rozumienie tekstu ulubionej piosenki.

    Ale to nie wystarczy do zdania matury, zwłaszcza na poziomie rozszerzonym, ani
    tym bardziej egzaminow Cambridge i innych.Ani na samodzielny rozwoj jezykowy.
    Pozdrawiam,A.
  • kociamama 10.09.04, 15:02
    glajda napisała:

    >
    > Ludzie nienawidzą tego, w czym czuja sie beznadziejnie. Wysoki poziom
    > trudnosci, brak empatii ze strony nauczyciela, bezradnosc na zajeciach,
    strach,
    >
    > wszystko to powoduje ze nienawidzi sie przedmiotu. Takze angielskiego, choć
    dla
    >
    > mnie takze jest to trudne do wyobrażenia.


    Glajdo! Naturalnie trzeba byc elastycznym. ALe zalkowita rezygnacja z
    tlumaczniea gramatyki po angielsku to dla mnie przesada. W poczatkowych etapach
    wyjasnianie w obu jezykach, ale stopniowe przechodzenie na angielski.

    >
    >
    > Tak, umiejetnosci praktycznych, ale KROTKIE wyjasnienie jak dana
    > struktura "dziala", poparta kilkoma przykladami, a następnie zwrócenie uwagi
    > na różnice miedzy jezykiem ang. a pol. jezeli chodzi o uzywanie dane
    struktury
    > pozwoli po pierwsze na unikniecie błędów podczas praktykowania, a po drugie
    > dajemy uczniom CALKOWITA PEWNOŚĆ że buduja poprawne zdania. To jest
    SZCZEGOLNIE
    >
    > istotne w uczeniu doroslych, ktorych poziom krytycyzmu jest bardzo wysoki.


    NO i probuje przelamac ten prog krytycyzmu u doroslych i zachecac do mowienia
    bez wzgledu na bledy. Wg mnie gramatyka to nie jest najwazniejsza kwestia.
    Stawniam na komunikacje. Native'i tez popelnioaja bledy, inni uzytkownicy
    angielskiego tez to robia, tak wiec angielszczyna nie musi byc bezbledna.
    Oczywiscie lepiej, jak jest pozbawiona bledow, ale calkowita bezblednosc jest
    nawet sztuczna;)


    >
    > Nie. nauczyciel mowiacy CALY CZAS po angielsku stwarza ogromny dystans miedzy
    > sobą a
    > RESZTĄ.


    NIeprawda. To czy sie tworzy dystnas to juz chyba zalezy od osobowosci. JA
    takiego dystansu nie
    tworze.
    >
    > .
    > >
    > > >
    > Ale to nie wystarczy do zdania matury, zwłaszcza na poziomie rozszerzonym,
    ani
    > tym bardziej egzaminow Cambridge i innych.

    Ci, ktorzy zdaja mature na poziomie rozszerzonym, albo dobrowolne egzminy
    Cambridge, to juz sa ludzie do jezyka zmotywowani. I z nimi tym bardziej nalezy
    rozmawiac wylacznie po angielsku, bo osiagneli juz taka bieglosc jezykowa, ze
    jest to mozlwie. Bo licealisci, ktorzy sie zdecydowali na mature rozszerzona,
    albo ktos, kto przygotowuje sie do CAE nie moze byc porownany do klasy plenej
    krnabrnych ludzi na poziomie poczatkujacym, ktorzy z zalozenia nie chca sie
    uczyc angielskiego.


    Pozdrawiam,
    Kociamama.
  • asia23bb 10.09.04, 15:24
    kociamama napisała:

    >Jednak jezeli zakladamy, ze cala klasa jest bardzo krnabrna i
    > nienawidzi angielskigo (choc to trudne do wypbrazenia dla mnie), to nie ma co
    > zaczynac od objasniania tajnikow gramtyki po polsku. Przeciez nauka jezyka to
    > uczenie sie umiejetnosci praktycznych.
    Owszem, zgoda, ale nie zapominaj ze mowie tu o zwyklej szkole, gdzie jest
    program, podrecznik i rozklad materialu ktorego sie trzeba trzymac.
    > NIe wiem, o jakich zachetach mowisz, ale chyba wlasnie uzywanie jezyka moze
    byc zacheta. POkazanie, ze kazdy moze sie tego nauczyc, skoro nauczycielowi sie
    > udalo.
    Skoro sie nauczycielowi 'udalo' nauczyc, inni tez moga, ale nie wszyscy. Sa
    ludzie, ktorzy pomimo lat nauki roznymi sposobami, poza kilkoma podstawowymi
    zwrotami nie umieja nic. Po prostu nie kazdy ma predyspozycje jezykowe.

    > Wlasnie uzywanie jezyka non-stop i zachecanie do mowienia, poruszajac tematy,
    > ktore ich frapuja moze sprawic, ze zostanie im cos w glowie.
    Zgoda! Ale nie o to pytam. Logiczne, ze jesli prowadze zajecia typu
    konwersacja, dyskusje itp to wszystko jest po angielsku. Ale jesli musze
    beginnersom wytlumaczyc Present/Past Simple (bo tak jest w programie), to chyba
    ciezko uzywac angielskiego. Inna sprawa jest wydawanie polecen typu 'idz po
    krede' w obcym jezyku - mozna ale czy trzeba?
    Kociamammo, doceniam Twoja wiedze i doswiadczenie, zwroc jednak uwage, ze
    angielski nie jest jedynym przedmiotem w szkole i niektorzy uczniowie modla
    sie, by to 45 min szybko zlecialo, odrabiajac przy okazji zadanie z matmy,
    podczas gdy nauczyciel wychodzi z siebie, starajac sie ich zainteresowac grami,
    piosenkami, dyskusjami itp i to jeszcze w obcym dla nich jezyku.
    Pozdrowienia
  • amused.to.death 10.09.04, 17:48
    > Inna sprawa jest wydawanie polecen typu 'idz po
    > krede' w obcym jezyku - mozna ale czy trzeba?

    Trzeba jak najbardziej. Ja zawsze to robię. Czasami na początku podaję takie typowe zwroty. Typowe pytania, które mogą mi uczniowie zadawać. I później wymagam, żeby ich używali. Zapamiętują i stopniowo ich przybywa.

    > niektorzy uczniowie modla
    > sie, by to 45 min szybko zlecialo, odrabiajac przy okazji zadanie z matmy,

    i nie reagujesz?


    --
    Can't you see
    It all makes perfect sense...
  • asia23bb 10.09.04, 22:54
    amused.to.death napisała:
    > > niektorzy uczniowie modla
    > > sie, by to 45 min szybko zlecialo, odrabiajac przy okazji zadanie z matmy
    > i nie reagujesz?

    To byl tylko przyklad. U mnie na lekcji tak nie robia. Wymagam skupienia nad
    tym, co JA mowie/polecam zrobic.
  • amused.to.death 10.09.04, 23:29
    :)))
    No właśnie, muszą się skupić czy tego chcą czy nie.

    --
    Can't you see
    It all makes perfect sense...
  • asia23bb 11.09.04, 09:52
  • kociamama 11.09.04, 10:55
    To ja nie rozumiem. Najpierw piszesz cos o odrabianiu matmy i innych
    przedmiotow. Odnioslam wrazenie, ze piszesz o wlasnych doswiadczeniach z
    wlasnych lekcji. POtem piszesz, ze jednak na Twoich lekcjach uczniowie musza
    byc skupieni.


    POzdrawiam,
    Kociamama.
  • amused.to.death 11.09.04, 11:15
    correct. That's my point.

    --
    Can't you see
    It all makes perfect sense...
  • asia23bb 11.09.04, 12:52
    Zaczelam prace w szkole w tym roku. Wczesniej uczylam, ale na kursach i
    prywatnie, i chyba sie zgodzicie, ze tego nie ma co porownywac ze szkola. Nie
    pisze wiec konkretnie o moich przezyciach (bo takowych jeszcze nie mam), ale
    ogolnie, to co zdazylam zaoobserwowac (chociazby na praktykach u innych
    nauczycieli), to co slysze w pokoju nauczycielskim, i to co opowiadaja mi
    znajomi w wieku licealnym.
    Wydaje mi sie, ze skupienie jest potrzebne aby sie czegos nauczyc, czyz nie??
    Ale odbieglismy od tematu. Chcialam w 1 poscie uzyskac odpowiedz na pytanie,
    jak to jest z uzywaniem jezyka obcego na lekcji w szkole. Mam rozne opinie, a
    przewazy i tak..opinia mojego opiekuna stazu.
    Pozdrowienia
  • kociamama 11.09.04, 15:50
    JA bym Ci zalecala opinie wlasna, nie cudza... Opiekun stazu juz swoja metode
    wypracowal, Ty wypracuj swoja.

    POzdrawiam i trzymam kciuki za Twoja szkolna przygode,
    Kociamama.
  • asia23bb 11.09.04, 20:22
    Ale nie o to chodzi. Opiekun stazu ma swoj pomysl na ilosc angielskiego
    uzywanego na lekcji, ktory to bedzie uwazal za wlasciwy (niekoniecznie zgodny z
    moim). A z powodow oczywistych wolalabym (nawet kosztem porzucenia swojej
    opinii) podporzadkowac sie lub po prostu przypasc do gustu opiekunowi :)))

    Cheers
  • amused.to.death 10.09.04, 17:51
    Zależy. Używam głównie angielskiego. Chociaż kiedy widzę, że ktoś nie rozumie i wytłumaczenie tego po angielsku jest zbyt skomplikowane lub trwało by zbyt długo, przechodzę na polski.
    Niektóre słówka też łatwiej podać po polsku, bo zdarza się, że ktoś może źle zrozumieć.

    Gramatyka - zależy od grupy. Staram się po angielsku, ale pamiętam, że mnie kiedyś strasznie wkurzało kiedy nauczyciel coś tłumaczył i tłumaczył w innym języku zamiast powiedzieć dwa- trzy zdania po polsku i wszystko było by jasne, więc nie przesadzam z tym, że 'tylko po angielsku'.

    --
    Can't you see
    It all makes perfect sense...
  • kociamama 10.09.04, 20:25
    Wiem, ze jeszcze nie jestem "stara wyjadaczka", bo nauczam dopiero od 8 lat, i
    raczej mniejsze grupy, ale spotkalam tylko jedna osobe, o ktorej moge z cala
    pewnoscia powiedziec, ze brak jej predyspozycji jezykowych. Chlopak, ktory po
    prostu nie umial zapamietac nawet 2 słow na lekcji (prywatnej, a wiec pelna
    uwaga przez 60 min na nim skupiona), i nie byl to chlopak bez jakichkolwiek
    zdolnosci, bo na historie na uniwerek dostal sie w pierwszej dziesiatce.

    Przeciez kazdy z nas nauczyl sie polskiego, wiec odpowiednim nakladem pracy i
    posiweconego czasu kazdy moze sie jezyka nauczyc (przynajmniej na pewnym
    poziomie). Ci, ktorym naprawde brak predyspozycji, to przypadki jednostkowe, a
    nie jakas regula.

    Mysle, ze zeby nauczyc kogos czegos, lub zmotywowac go do nauki po peirwsze nie
    mozna go traktowac z przymruzeniem oka i sypac tekstami "sluchajcie, bo to
    bardzo trudne", jak maja w zwyczaju niektorzy nauczyciele. W koncu angielski to
    pamieciowka, nie fizyka kwantowa. Zrozumienie problemow gramatycznych pomaga,
    ale nie jest koniecznym wymogiem do nauczenia sie jezyka na pozimoie
    komunikacji.

    Ci, co ucza sie wiele lat, a nie umieja sie dogadywac, albo zle sie ucza (nie
    ucza sie) albo maja zlego nauczyciela.

    POlecenia jak najbardziej po angielsku, zgadzam sie z Amused, bo czesxte
    uzywanie danego zwrotu sprawia, ze uczen nabywa takich slow i nie musi sie ich
    uczyc. (pojecie aquisition jest chyba znane? To wlasnie o takie "nabywanie"
    jezyka, w przeciwienstwie do swiadomej nauki wlacza ci, ktorzy za ciezka kase
    jada zagranice tam nabywac jezyka)

    Co do gier, tez czesto jestem sceptyczna. Nastolatkowie czasem lubia luzne
    lekcje, ale generalnie nie lubia czuc, ze robi sie z nich idotow, tudziez
    traktuje jak dzieci. Generalnie jestem za rzucaniem ambitnych tematow do
    dyskusji niz organizowaniem zabaw.

    Pozdrawiam,
    Kociamama.
  • glajda 10.09.04, 19:56
    Po prostu dyskutujemy. A w dyskusji używa się różnych argumentów. Jeżeli
    uważasz, że jestem w błędzie, to mi to wykaż.
    Intencją, dodam od razu, jedyną moją intencją zabierania glosu na tym Forum
    jest chęć podzielenia się moim doświadczeniem.
    Pozdrawiam, A.
  • glajda 10.09.04, 14:25
    kociamama napisała:

    > W panstwowej szkole uczylam jedynie gimnazjum. Ale i tam mowilam tylko po
    > angielsku, po poslku czasem jakies slowko, jak ktos naprawde nie mogl
    zakumac.
    > I to dziala! Najwieksza satysfakcja, jak ludzie, ktorzy nie chodza na
    dodatkowy
    >
    > angielski zaczynaja rozumiec.
    Czy na pewno dotyczy to CALEJ klasy, czy tylko garstki najzdolniejszych? I
    skad wiesz, ze nie chodza na dodatkowy angielski?

    > Bo jest to mozliwe. Przeciez do obajasnia
    > gramtyki, raz wporwadza sie troche jezyka meta, czyli subject, verb, obcject,
    > question itp., a potem sie tych slow w kolko uzywa, wiec przy skupieniu uwagi
    > kazdy wreszcie rozumie.

    Poważny metodyczny błąd. Stwarzasz studentom podwójną trudność - wykładasz
    coś zupelnie nowego, np.Present Perfect ktorego nie ma w j.polskim, a
    objasniając używasz meta. Najzdolniejsi byc moze sobie z tym poradzą, reszta
    popadnie w rodzaj letargu i bedą czekać na koniec lekcji.A potem zapiszą sie na
    korki. Postępy osiągna, tylko ze nie Tobie będą to zawdzieczać.
    > Mowienie caly czas po angielsku, to jak listening comprehension. to bardzo
    > wazny aspekt jezyka. Przeciez dla niektorych (szczegolnie tych wyjatkowo
    > opornych, co stwierdzaja, ze nie lubia i nie umieja angielskiego lub
    biednych,
    > ktorzy nie maja w domu kompa, kablowki, ani leckji dodatkowych) to jedyna
    > mozliwoac, zeby posluchac angielskiego.

    Nie ma powodu, by nie sluchali. Mów po angielsku, ale zejdź czasami ze
    swego "angielskiego" piedestału i zniz sie do tych "opornych". Czy nie
    pomyślałaś, ze ich "oporność" moze wynikać z niewiary w siebie?
    Pozdrawiam, A.

  • kociamama 10.09.04, 14:49
    glajda napisała:


    > Czy na pewno dotyczy to CALEJ klasy, czy tylko garstki najzdolniejszych?


    Zapewniam Cie, ze nie dotyczy to jedynie najzdolniejszych. Leopiej mowic
    prostymi slowami, ale po angielsku, niz po polsku.

    I
    >
    > skad wiesz, ze nie chodza na dodatkowy angielski?


    Bo wiem i juz. Takie rzeczy sie wie. przydaje sie tu dialog z uczniami, a takze
    wywiad u wychowawcy. Nauczyciel powinien miec rozeznanie w takich sprawach.
    Wiem tez kto jest biedniejszy i nie stac go na podrecznik, i takiemu komus
    robie ksero.

    >
    > > Bo jest to mozliwe. Przeciez do obajasnia
    > > gramtyki, raz wporwadza sie troche jezyka meta, czyli subject, verb, obcj
    > ect,
    > > question itp., a potem sie tych slow w kolko uzywa, wiec przy skupieniu u
    > wagi
    > > kazdy wreszcie rozumie.
    >
    > Poważny metodyczny błąd.


    powaznym metodycznym bledem jest dezorientacja ucznia i wybijanie z myslenia po
    angielsku przy uzywaniu na zmiane polski, angielski, polski angielski.

    Stwarzasz studentom podwójną trudność - wykładasz
    >
    > coś zupelnie nowego,

    Wybacz, ale jezyk meta typu subject, verb+ed nie jest nowoscia w gimnazjum, bo
    program zdaje sie trzeciej klasy podstawowki przewiduje nauczenie sie co to
    czasownik, rzaczownik itp. Jezeli ktos tego nie wie w gimnazjum, to dobrze
    sobie taka wiedze odswiezyc, chocby na kompetencje przed liceum.


    np.Present Perfect ktorego nie ma w j.polskim,

    Cos jak Present Perfect jest w jezyku polskim, np. Mam to zrobione, jestem
    wyjechana (zly polski, ale u nas na kaszubach uzywane).

    a
    > objasniając używasz meta.


    NIe tylko meta. Podaje prosta strukture + przykład + diagram + polskie
    tłumaczenie, jezeli ono pomaga. Dla kazdego cos milego. Plus drills dla
    słuchowców.

    Najzdolniejsi byc moze sobie z tym poradzą, reszta
    > popadnie w rodzaj letargu i bedą czekać na koniec lekcji.A potem zapiszą sie
    na
    >
    > korki.

    Poradza sobie z tym wszyscy przy minimum uwazania na leckji. A ci co nie
    uwazaja, to wyjasnienia w zadnym jezyku nie pomoga.


    Postępy osiągna, tylko ze nie Tobie będą to zawdzieczać.


    Postepy uczniowie głownie zawdzieczaja sobie.

    >
    > Nie ma powodu, by nie sluchali. Mów po angielsku, ale zejdź czasami ze
    > swego "angielskiego" piedestału i zniz sie do tych "opornych". Czy nie
    > pomyślałaś, ze ich "oporność" moze wynikać z niewiary w siebie?
    > Pozdrawiam, A.

    Droga Galjdo, nie prosiłam o porady metodyczne. Napisalam moje zdanie na ten
    temat. Jak trzeba, to przechodze na polski, co napisalam, ale ograniczam to do
    absolutnego minimum. Ja nie krytykuje Twoich metod, a tez bym mogla napisac
    napuszonym tonem, ze z metodycznego punktu widzenia nalezy mowic non-stop po
    angielsku, nie przechpdzac na polski w ogole.

    Moje metody dzialaja. Ucze tez doroslych na kursach, i to takich, ktorym
    zupelnie obce jest "communicative approach", bo pamietaja jeszcze tlumaczenie
    zdan typu Czarny kot siedzi na zielonym plotku. CZy czarny kot siedzi na
    zielonym plotku? NIe, czarny kot nie siedzi na zielonym plotku. MOwie do nich
    prawie caly czas po angielsku, tez tlumacze gramatyke po angielsku. I jaki
    efekt? Tylko jedna osoba nie lapie. Ale jest to uczen mniej zdolny niz
    przecietna i nie odrabia zadan domowych, ani nie powtarza nic w domu. Reszta,
    choc niektorzy zaczeli sie uczyc angielskiego dopiero w wieku lat 50-paru,
    czterdziestu-paru zaczynaja rozumiec i mowic. I robia to chetnie.

    POzdrawiam,
    KOciamama.
    >
  • glajda 11.09.04, 00:27
    Kocio, o napuszonym tonie "odpowiedzialo" mi sie wyżej, kontynuuje wiec
    merytorycznie.

    > Zapewniam Cie, ze nie dotyczy to jedynie najzdolniejszych. Leopiej mowic
    > prostymi slowami, ale po angielsku, niz po polsku.
    >
    Trudno sie z tym nie zgodzić. Tylko ze czasmi sie po prostu nie da.


    > > skad wiesz, ze nie chodza na dodatkowy angielski?
    >
    >
    > Bo wiem i juz. Takie rzeczy sie wie. przydaje sie tu dialog z uczniami, a
    takze
    >
    > wywiad u wychowawcy. Nauczyciel powinien miec rozeznanie w takich sprawach.
    > Wiem tez kto jest biedniejszy i nie stac go na podrecznik, i takiemu komus
    > robie ksero.

    Nie zakładaj, ze uczniowie powiedzą Ci wszystko. Moi "prywatni" nie mówią w
    szkole, że chodzą na korepetycje. Dlaczego mieliby to robić? Co do kserowania
    podręcznikow, jest to sprzeczne z prawem, gdyż łamiesz prawa autorskie. Tym
    niemniej, w sytuacji bardzo trudnej w pełni usprawiedliwione

    > powaznym metodycznym bledem jest dezorientacja ucznia i wybijanie z myslenia
    po
    >
    > angielsku przy uzywaniu na zmiane polski, angielski, polski angielski.

    A czy ja gdzieś napisalam, ze należy naprzemiennie uzywać pol. ang pol.? Takie
    podejście w istocie byloby metodycznym błędem.

    > Stwarzasz studentom podwójną trudność - wykładasz
    > >
    > > coś zupelnie nowego,
    >
    > Wybacz, ale jezyk meta typu subject, verb+ed nie jest nowoscia w gimnazjum,
    bo
    > program zdaje sie trzeciej klasy podstawowki przewiduje nauczenie sie co to
    > czasownik, rzaczownik itp. Jezeli ktos tego nie wie w gimnazjum, to dobrze
    > sobie taka wiedze odswiezyc, chocby na kompetencje przed liceum.

    Istotnie, te pojęcia są w programie. Ale co innego je znać, a co innego słuchać
    jak nauczyciel objaśnia obce, specyficzne jedynie dla ang. struktury, wyłącznie
    po angielsku.

    > np.Present Perfect ktorego nie ma w j.polskim,
    >
    > Cos jak Present Perfect jest w jezyku polskim, np. Mam to zrobione, jestem
    > wyjechana (zly polski, ale u nas na kaszubach uzywane).

    Spróbuj zatem przetłumaczyć "I have always hated him."
    Zwroty uzywane na Kaszubach to prawdopodobnie kalka z niemieckiego, tam
    istotnie występuje perfect, ale z tego co wiem różni się od angielskiego.
    Nie wdając sie w dłuższą dyskusję, uznajmy ze jednak perfect nie występuje w
    poprawnej polszczyźnie.
    > a
    > > objasniając używasz meta.
    >
    >
    > NIe tylko meta. Podaje prosta strukture + przykład + diagram + polskie
    > tłumaczenie, jezeli ono pomaga. Dla kazdego cos milego. Plus drills dla
    > słuchowców.

    Czyli, zgadzamy sie w tym co najważniejsze. Zmyliły mnie Twoje słowa z
    początkowego posta, ze ucząc w gimnazjum używałaś WYŁĄCZNIE angielskiego.

    > Najzdolniejsi byc moze sobie z tym poradzą, reszta
    > > popadnie w rodzaj letargu i bedą czekać na koniec lekcji.A potem zapiszą
    > sie
    > na
    > >
    > > korki.
    >
    > Poradza sobie z tym wszyscy przy minimum uwazania na leckji. A ci co nie
    > uwazaja, to wyjasnienia w zadnym jezyku nie pomoga.

    Prawda. Tak jak wcześniej pisałam - jeżeli nie wykluczasz użycia polskiego w
    sytuacji, gdy czujesz ze to moze pomóc - lekceważenie lekcji jest tylko i
    wyłącznie głupotą uczniów.
    >
    > Postępy osiągna, tylko ze nie Tobie będą to zawdzieczać.
    >
    >
    > Postepy uczniowie głownie zawdzieczaja sobie.

    Niestety nie. Gdyby tak było, szkoly nie byłyby potrzebne :)

    > Droga Galjdo, nie prosiłam o porady metodyczne. Napisalam moje zdanie na ten
    > temat.

    Ja też to zrobiłam.

    >Jak trzeba, to przechodze na polski, co napisalam, ale ograniczam to do
    > absolutnego minimum. Ja nie krytykuje Twoich metod, a tez bym mogla napisac
    > napuszonym tonem, ze z metodycznego punktu widzenia nalezy mowic non-stop po
    > angielsku, nie przechpdzac na polski w ogole.

    Nie możesz tak napisać, gdyż przyznajesz, ze użycie j.polskiego JEST czasami
    pomocne. A więc mamy podobne zdanie na ten temat. Zgadzam się z Tobą, ze należy
    ograniczyć polski do niezbędnego minimum. Nigdzie nie pisalam o rozwleklych
    wykladach nt gramatyki angielskiej, jedynie o NIEZBĘDNYCH wyjasnieniach.
    >
    > Moje metody dzialaja. Ucze tez doroslych na kursach, i to takich, ktorym
    > zupelnie obce jest "communicative approach", bo pamietaja jeszcze tlumaczenie
    > zdan typu Czarny kot siedzi na zielonym plotku. CZy czarny kot siedzi na
    > zielonym plotku? NIe, czarny kot nie siedzi na zielonym plotku. MOwie do nich
    > prawie caly czas po angielsku, tez tlumacze gramatyke po angielsku. I jaki
    > efekt? Tylko jedna osoba nie lapie.

    Z tego "czarnego plota" też mozna zrobić dobry uzytek. Ja pobawilabym sie
    takim zdaniem ze sluchaczami, można zmienić kolor, kotu nadac imie itp.
    Narysować, czy ja wiem?
    Ale ta jedna osoba moze, choć nie musi, być wierzcholkiem gory lodowej.
    Dorośli, zwlaszcza tak dojrzali dorośli jak piszesz, czesto nie powiedza
    lektorowi prawdy ze sobie nie radza, tylko po prostu w chwili spietrzenia sie
    trudnosci rezygnują z kursu, podając zupelnie inna przyczynę. Oczywiście, nie
    uważam że w Twojej grupie jest taka sytuacja, zwłaszcza ze piszesz

    > Reszta,
    > choc niektorzy zaczeli sie uczyc angielskiego dopiero w wieku lat 50-paru,
    > czterdziestu-paru zaczynaja rozumiec i mowic. I robia to chetnie.
    I bardzo fajnie.
    Pozdrawiam, A.
  • dabbler1 10.09.04, 21:50
    zaleznie od poziomu uczniów, np uczniowie na poziomie intermediate i wyżej
    powinni tylko i wylacznie uzywac target language. wiadomo, jesli ktos nie
    rozumie, to po co mowić po angielsku?? strata lekcji...
  • setif 12.09.04, 18:01
    Zależy od poziomu klasy. W każdym razie gramatykę objaśniam po polsku.
  • jsq 13.09.04, 15:28
    choc poczatkujacym nie jestem (juz po cae ;), od razu zmieniam szkole jak
    nauczylciel prowadzi lekcje po polsku. pozdr.
  • asia23bb 13.09.04, 18:02
    Zmieniasz szkole? Liceum czy inna srednia tez?
    Bo jasne, ze w szkole jezykowej nauczyciel powinien uzywac ang, szczegolnie
    jest jest native'm :)))))) Ale pytam o normalna szkole tzn publiczna.
  • kociamama 13.09.04, 19:15
    Dlaczego uwazasz, ze w szkole publicznej jakosc nauczania moze byc gorsza niz w
    jezykowej? W szkole jezykowej tez nie trafiaja sie same geniusze i sami chetni
    do nauki. Wiec czemu w szkole jezykowej nauczyciel powinien tylko po angielsku,
    a w publicznej juz nie?

    POzdrawiam,
    Kociamama.
  • asia23bb 14.09.04, 16:32
    Geez, kobieto..Sorry, ale czy musisz lapac mnie za slowka?
    Nie zamierzam sie wdawac w dyskusje na temat roznic pomiedzy uczeniem w
    szkolach publicznych a jezykowych, bo wedlug mnie sa one oczywiste.

    Mysle, ze watek 'Ile ang uzywamay podczas lekcji' wyczerpal sie i nabral cech
    jalowej dyskusji, a to nie bylo moim zamiarem.

    Cheers
  • jsq 14.09.04, 14:07
    mialem to szczescie ze moje LO bylo bardzo dobre, a jesli chodzi o anglistki -
    uczyly zarowno w moim liceum, jak i w szkolach jezykowych. trafilem akurat
    najlepsza z nich (klasa humanistyczna, wiec nauczycielki jezykow najlepsze z
    kadry), ktora nie uzywala polskiego (ew. bardzo rzadko, gdy grupa, po wielu
    wysilkach, calkowicie nie mogla zrozumiec o co jej chodzi, ale nie zdarzalo sie
    to czesciej niz raz na 2 miesiace). i potrafila prowadzic zajecia tak, ze -
    choc poziom klasy byl zroznicowany i tylko poczatkujacy byli w drugiej grupie -
    kazdy z tych lekcji cos wynosil (np. problemy gramatyczne od podstaw do
    szczegolow, gdzie my - certyfikowani ;) - ktorzy liczylismy na szostki bez
    niczego - musielismy czesto chodzic na poprawki jako ze tak mocno wierzylismy w
    swoje sily. potrafila motywowac do nauki, przynosila artykuly z gazet (nie
    tylko te beznadziejne, upraszczane z podrecznikow), mielismy rozne zabawy
    (koniecznie smieszne i ciekawe, zeby 18-latkom chcialo sie w to grac - a my
    jako humanisci bylismy dosc wymagajacy, choc czasem bolalo ze wszystko in
    english), zapraszala znajomego irlandczyka, a czwarta klase mielismy w ogole
    bez podrecznikow tylko z jej materialami autorskimi, tekstami z gazet,
    wybranymi cwiczeniami na xero. choc dyrekcja miala opory i poczatkowo anglistka
    miala problemy ze z nami tak daleko odplynela od szkolnego schematu (bo jak
    mozna uczyc jezyka bez podrecznikow), wyperswadowalismy dyrekcji zmiane metod i
    w rezultacie mielismy najlepsze wyniki w szkole. starajcie sie robic ciekawe
    lekcje, bo nuda to najwiekszy odstraszacz od nauki jezyka obcego!!!
  • asia23bb 14.09.04, 16:35
    > bo nuda to najwiekszy odstraszacz od nauki jezyka obcego!!!

    Szczesciarzu, chyba takie odstepstwa (calkiem bez podrecznikow) w zwyklej
    szkole nie zdarzaja sie czesto (bo program, bo dyrekcja, bo kuratorium itd).

    Poruszyles tu wazna kwestie - nuda - mysle, ze wszyscy z nas chca jak
    najbardziej zainteresowac uczniow angielskim i uzywaja mnostwa ciekawych rzeczy
    oprocz standartowych:) Ale to juz temat na inny watek.
    Pozdrowienia
  • muszka3 15.09.04, 03:49
    Czesc,
    Ja ucze dobrych pare lat angielskiego w Kanadzie ( Vancouver). Moi studenci
    nie rozumieja po polsku. Sa z Japonii, Chin, Meksyku, Taiwanu i Korei. Ja sila
    rzeczy musze wszystko tlumaczyc po angielsku. Gramatyki prawie nie robie (
    bardzo malo) bo gramatycznie mowic powinni sie nauczyc z osluchania, dlatego
    musza sluchac i mowic po angielsku. Tacy studenci ucza sie bardzo szybko. Dwa,
    trzy miesiace i mowia juz dosc plynnie.
    Stosuje najrozniejsze metody nauczania. Najczestsza jest praca w grupie lub
    parach. Wtedy studenci sa bardziej smiali i mowia chetniej. Robie rozne
    cwiczenia o tematach ktore ich interesuja (bardzo wazne), role playing,
    tlumaczymy piosenki, gramy w gry (slowne oczywiscie), ogladamy nagrane przeze
    mnie programy TV i dyskutujemy o nich. Duzo miejsca poswiecam dyskusji w
    grupie. Pilnuje zeby kazdy sie wypowiadal, nawet Ci ktorzy sa slabsi.
  • kociamama 15.09.04, 10:21
    HEj Muszka,
    goraco pozdrawiam, bo do Vancouver mam sentyment;)

    Co do nauczania, to jednak uczenie sie jezyka w kraju anglojezycznym i w POlsce
    to dwie rozne sprawy. Tam uczniowie lapia szybciej nawet pomimo roznic
    kulturowych (i alfabetycznych, fonoetycnzych).

    PO pierwsze na leckji, gdzie masz uczniow o roznych narodowosciach naturalne
    jest uzycie angielkiego i konieczne, zeby w gole sie dogadac. Wiec pairwork
    dziala swietnie. NIestety w POlsce pairwork tak dobrze sie nie sprawuje (choc
    metodycy zachecaja do stosowania pairwork i groupwork). Byc moze dziala taki
    sposob nawet w przypadku innych narodowosci, ale POlacy niestety mowia w obcych
    jezyku niechetnie. Tzn. nawet jak lubia mowic, trzeba ich non-stop nadzorowac,
    zeby nie przeszli na polski. Taka nasza mentalnosci jeszcze ze szkoly. Zmienia
    sie to powoli w nowym pokoleniu, bo angielski dla dzisiejszych bachorkow jest
    bardziej naturalny (w koncu maja kablowke, net, piosenki i filmy po ang. od
    urodzenia). Ale ludzie 20-paro letnie, a tez nastoletkowie, i moze nawet dzieci
    z regionow mniej postepowych (gdzie stara kadra jeszcze nie wymarla) maja chyba
    wbite do glow, motto: NIepytany na lekcji nie odzywaj sie, albo ze Lepiej nic
    nie mowic niz gadac bzdury (stad paniczny lek przed popelnieniem bledow).

    Dlatego, Przynamniej z moich doswiadczen (jako ucznia i jako nauczyciela)
    wynika, ze uczniowie lubia, jak sie ich do mowienia zacheca/zmusza, ale
    nadzoruje caly czas. A pairwork jet jak zabawa w kotka i myszke. Uczniowie
    przechodza na ang. gdy nauczyciel sie zbliza, a potem zniowu na pol (nieraz
    wrecz demontracyjnie i z przekory ja sama tak robilam w podstawowce, wstyd
    przyznac...)

    Druga roznica, to to, ze w Kanadzie uczniowie caly czas maja kontakt z
    angieklskim. Radio/TV/napisy na sklepach/ludzie w sklepach/autobusach/ulicach.
    Nawet jak nie rozmawia sie z nikim, to jezyk gdzies tam ciagle jest w tle.

    W POlsce niestety, albo nauka trwa dluzej, jesli ma bnyc to po prostu
    aquisition, i tak do konca chyba nie jest ona mozliwa, u nas jest to raczej
    swiadomy, intelektualny proces. Takze regulki gramatyczne (choc ja tez sie
    staram ograniczac je do minimum) przyspeiszaja nauke, a cwiczenia pomagaja na
    osiagniecie wprawy.

    POzdrawiam,
    KOciamama.
  • amused.to.death 15.09.04, 11:27
    > A pairwork jet jak zabawa w kotka i myszke.

    Trafna uwaga.
    Niestety.

    --
    Don't give up
  • aszar.kari 15.09.04, 17:00
    Oczywiscie, ze masz racje, Kociamamo - ESL i EFL maja bardzo wiele roznic w
    metodyce nauczania. Mysle tez, ze istotny jest stosunek samych studentow do
    pair/group work - zrozumienie i akceptacja tej wlasnie formy nauczania jezyka.
    Jak wspomnialam, biore teraz lekcje dla poczatkujacych z hebrajskiego i choc
    wszyscy w grupie poslugujemy sie na codzien angielskim, w klasie kazdy stara
    sie uzywac tylko tych paru slow po hebrajsku, ktorych udalo nam sie juz
    nauczyc :) Podobnie mialam uczac angielskiego przez kilka lat w Quebec City -
    wszyscy moi studenci byli francusko-jezyczni ale w czasie zajec poslugiwalismy
    sie wylacznie angielskim, Oni miedzy soba tez. Byli to jednak dorosli, ktorzy
    sami siebie motywowali. Z mlodzieza jest na pewno inaczej - dlatego ja ucze
    tylko doroslych :) Jak najszczerzej podziwiam wszystkich nauczycieli
    nieletnich, czy to w szkolach podstawowych, czy srednich.
    Pozdrawiam,
    Aszar
  • kociamama 15.09.04, 17:21
    Droga Aszar.kari,

    szczerze mowiac to taki poslki paradoks, ze to wlasnie ludzie zmotywowani i
    dorosli najczesciej wlasnie unikaja uzywania angielskiego jak ognia, jezeli sie
    ich nie pilnuje. Strach przed bledem jest tak ogromny, ze wola nie powiedziec
    nic, i baaaardzo trudno przekonac wlasnie doroslych do nowoczensych metod
    naucznia i satwiania glownie na komunikacje.

    Mysle, ze w Kanadzie jest troche inny system edukacji (i wychowawczy), od wielu
    lat, gdzie satwia sie w wiekszyms topniu na wlasne zdanie jednostki, i mowienie
    mu, ze jest dobry, a u nas jest takie poslkie piekileko, gdzie ludzie sie
    wzajemnie doluja i ciagle niestety jest to przekonanie, ze lepiej sie nie
    wychylac. Przeklada sie to na lekcje angielskiego, nawet wiele lat po wyjsciu z
    systemu edukacji.

    Ja tez ucze doroslych i zauwazylam, ze wlasnie oni lubia, jak nauczyciel jest
    takim burkiem, ktory nieustannie ich pilnuje i karci Don't speak POlish!! To od
    razu grzecznie przechodza na angielski z usmiechem zadowolenia, ze nauczyciel
    jest ostry, czasem na poczatku probuja, Ale najpierw po polsku, dobrze? A niech
    sie nauczyciel na to nabierze, to go potem jeszcze obgadaja, ze na lekcjach po
    poslku gada...

    Dziwny jest ten swiat;))

    Pozdrawiam,
    KOciamama.
  • muszka3 17.09.04, 07:55
    Ja uczylam w Polsce w przedszkolu, podstawowce, liceum, collegu i
    uniwersytecie. Zanim wyjechalam do Kanady, stosowalam pewna doze polskiego na
    lekcjach bo myslalam ze to niezbedne. Pracowalam tez w prywatnej polskiej
    podstawowce gdzie uczylam koreanskie dzieci angielskiego tylko po angielsku (
    bo nie umialy jeszcze po polsku). Koreanskie dzieci mialy w domu koreanski, na
    ulicach, w szkole i w TV polski, a na moich lekcjach angielski. Pomimo tego ze
    nie mieszkaly w kraju anglojezycznym, uczyly sie angielskiego w piorunujacym
    tempie. Dalo mi to do myslenia i zaczelam uczyc swoje dzieciaczki ( trzecia
    klasa podstawowki) tylko po angielsku - zaczely rowniez robic wiekszy postep
    niz wczesniej. Potem pracowalam w Collegu Jezyka Angielskiego gdzie nie wolno
    nam bylo uzywac polskiego. Rowniez efekty byly szybko widoczne. Wiec dalej
    stoje na stanowisku ze tylko po angielsku. Jezeli ktos czegos nie rozumie to
    moze zadac pytanie - tez po angielsku.
    Ktos tez powiedzial ze zaluje nauczycieli ktorzy ucza mlodszych. Ja w kazdej
    grupie widze cos fajnego. Dzieciaczki sa bardzo entuzjastyczne i szczere.
    Mlodziez - owszem jest trudna - ale uwielbiam byc ich nauczycielem i mentorem -
    czasami nie maja tego w domu bo rodzice sa zapracowani wiec lgna do takiego
    nauczyciela ktory sie zainteresuje ich zyciem prywatnym - jak pszczoly do
    miodu. Jest to duza satysfakcja.
    Uczenie angielskiego w Kanadzie nie jest tak rozowe jak myslisz. Uczylam w
    szkole gdzie przyjezdzaly bogate i rozpieszczone dzieci ktore zostaly wyslane
    przez rodzicow na sile i to bylo widac. Staraly sie rozbic kazda lekcje i
    najbardziej mi bylo zal cichych pracowitych i uprzejmych Japonczykow ktorzy na
    prawde chcieli sie czegos nauczyc. Sa w mojej grupie dorosli ktorym sie buzia
    nie zamyka a sa tacy ktorzy nic nie chca mowic bo sie wstydza. Ja mam duzo
    sprawdzonych cwiczen i metod na kazda grupe i kazdy przypadek. To - niestety -
    osiaga sie po latach roznorakich doswiadczen, metoda prob i bledow. Pary i
    grupy zawsze osmiela ucznia bardziej niz wywolywanie po imieniu - a ze trzeba
    pilnowac - pewnie tak, ale mozna zastosowac system nagrod dla tych ktorzy mowia
    tylko po angielsku - to zacheci innych. Poza tym jak sie konsekwentnie pilnuje
    to w koncu wyrabia sie tzw. "habit".
    Nie widze rowniez zadnej roznicy miedzy uczniem w Kanadzie i Polsce.
    Obecnie wiekszosc moich uczniow to chinczycy ktorzy mieszkaja w Richmond -
    miescie ktore jest w 80% chinskie. Co z tego ze mieszkaja w Kanadzie jak prawie
    nie slyszy sie na ulicach angielskiego. Naokolo chinski, w sklepach, bankach
    chinski, prasa, telewizja - chinska. Wszyscy ich znajomi to chinczycy.
    Przychodza na lekcje i czasami cos szepna do siebie po chinsku, ale sie hamuja
    bo wiedza ze to im szkodzi a przeciez zaplacicli za kurs wiec uwazaja ze to
    strata pieniedzy jak beda mowic w swoim jezyku. Dopiero mozna zrozumiec cala
    dynamike nauczania angielskiego jak sie tu uczy - to na prawde nie jest tak jak
    wiele ludzi uwaza. Grupy etniczne trzymaja sie razem i sa nawet ludzie ktorzy w
    ogole nie znaja angielskiego a mieszkaja od lat w Kanadzie. W miescie ktorym
    mieszkam nie trzeba znac angielskiego zeby zyc, pracowac i zalatwaic sprawy.
    Moj syn przyjechal do Kanady w wieku 7 lat bez znajomosci angielskiego. W
    pare miesiecy pozniej mowil plynnie. Nie slyszal j. angielskiego na ulicy bo
    byla sroga zima i nie wychodzil za duzo na dwor. Nie ogladal TV bo nie rozumial
    ( i nigdy za nia nie przepadal) nie mial kolegow przez pierwszy rok wiec jego
    jedyny kontakt z jezykiem to te pare godzin dziennie w szkole. Wiec nauczyl sie
    szybko.
    Jeszcze wracajac do mojego poprzedniego listu o roznicach miedzy
    kanadyjskim, amerykanskim i brytyjskim - jest ich sporo - nie tylko slownictwo
    ktore rozwija sie z inna dynamika w Polnocnej Ameryce, ale rowniez akcenty
    ktore na poczatku przyprawialy mnie o bol glowy. Na przyklad:
    'address a nie a'ddress (akcent na pierwsza sylabe)
    'adult a nie a'dult
    'research a nie re'search
    schedule wymawiane przez "sze" a nie "ske"
    mowienie "I live on Main St" a nie "in Main St"
    i duzo duzo innych.
    Studenci, szczegolnie ci international , wymagaja zeby ich uczyc tak jak jest w
    Kanadzie a nie gdziekolwiek indziej. Nie interesuja ich zadne inne dialekty czy
    akcenty. A student - nasz pan - (placi kilkanascie tysiecy dolarow za kurs i
    mieszkanie w Kandzie, wiec trudno sie dziwic ze wymaga :))
    "on the weekend" a nie "at the weekend"
  • kociamama 17.09.04, 09:28
    Droga Muszko3,

    W kwestii uzywania angielskiego na lekcji zgadzam sie z Toba calkowicie. (jesli
    czytalas moje poprzednie posty to chyba zuwazylas, ze jestem goraca
    oredowniczka uzywania wylacznie angielskiego na lekcji). Tez sprawdzilam metode
    z mowieniem po polsku i tlumaczeniem gramatyki (bo tak mnie uczono, i uwazalam,
    ze to dobry sposob najpierw nayuczyc sie gramatyki porzadnie, a potem skupiac
    sie na reszcie) Na szczescie zmienilam calkowicie metode, i mowie do wszytskich
    wylacznie po angielsku (chyba ze ktos ewidentnie nie rozumie jedno slowo, gora
    zdanie po polsku i znowu angielski) I widze, ze w ten sposob ludzie ucza sie o
    wiele szybciej rozumiec ze sluchu i mowic (choc moze nie znaja tak super
    gramatyki)


    Co do roznic, o ktorych mowisz. Czy to sa naprawde znaczace kwestie? On the
    street, czy in the street? research czy re'search? Ja moim uczniow ucze na
    Brytyjskich podrecznikach (bo tylko te sa w polskce dosptene, przynajmniej, te,
    ktore uwazam za dobre), sama mowie po amerykansku, ale uswiadamiam im roznice.
    Co do research, to wlasnie sie ostatnio zastanawialam, cze ja te slowo w ogole
    wymamwiam z dobrym akcentem sylabowym, bo wszedzie na kasetach, ktore puszcza
    uczniom uparcie mowia re'search, a ja ciagle swoje reserach, wiec dzieki za
    przypomnienie skad ta opcja sie wziela.



    POzdrawiam,
    KOciamama.
  • muszka3 18.09.04, 01:10
    Problem w Kanadzie lezy w tym ze czesc kanadyjskiego angielskiego jest wzieta z
    brytyjskiego a czesc z amerykanskiego, trzecia czesc jest tylko kanadyjska i
    trzeba po prostu wiedziec co jest co - zajelo mi to pare lat ale w koncu
    zidentifikowalam jak mowi wiekszosc kanadyjczykow (aczkolwiek jak sie rozmawia
    z tymi brytyjskiego pochodzenia to dalej beda sie upierali przy swoim
    brytyjskim ale tu brytyjski akcent nie jest za bardzo mile widziany przez
    niektorych) Tak samo jak ktos zacznie mowic po francusku w sklepie to moga byc
    dla niego bardzo nieprzyjemni poniewaz jest antagonizm miedzy angielsko-
    jezyczna Kanada a Quebec ktory chce sie oddzielic. Jak powiedziec komus ze mowi
    z amerykanskim akcentem ( ludzie z poludniowego Ontario) to sie wpada w klopoty
    bo z kolei Kanadyjczycy nie lubia amerykanow. Na poczatku jak mowilam w stylu
    brytyjskim re'search albo a'ddress to mnie niektorzy poprawiali wiec szybko sie
    przestawilam. W ogole pogubic sie w tym wszystkim mozna. Ja po prostu chcialam
    ludziom powiedziec jak calkiem inaczej uczy sie w Kanadzie i jak kanadyjski
    angielski jest zlepkiem amerykanskiego i brytyjskiego jednoczesnie. Jak sie
    korzysta w roznych ksiazek - brytyjskich i amerykanskich to ciagle cos jest nie
    tak, dlatego ludzie w wiekszosci wybieraja kanadyjskie podreczniki ktorych jest
    malo i nie sa niestety zbyt dobre metodycznie a jak juz sie korzysta z innych
    to sie celowo opuszcza pewne rzeczy (np. w Kanadzie mierzymy w kilometrach a
    nie milach,ale za to w inches a nie centimeters, wazymy w funtach.ale mniejsze
    ilosci w gramach, temperatura w Celsjuszach a nie w Fehrenheitach, ale brzydkie
    znaki mamy takie same jak bracia Amerykanie a nie Anglicy :) ) Pomieszanie z
    poplataniem.
    Na koniec historia z wlasnego podworka. Moj maz przed obrona doktoratu dal go
    do sprawdzenia swojemu supervisor ktory byl amerykaninem. On popoprawial
    wszystko na amerykanski ( colour na color, travelling na traveling, centre na
    center etc.etc.). Nastepnie praca poszla do nastepnego recenzenta ktory urodzil
    sie i wyksztalcil w Kanadzie i ten popoprawial te rzeczy z powrotem na te ktore
    maz napisal na poczatku. I badz tu madry :)
  • truscaveczka 17.09.04, 19:00
    Od poziomu Pre-Intermediate 90% lekcji mam po angielsku (oprócz wyjaśnień
    gramatyki) - niższe poziomy - 20-25% (classroom language, stories&jokes).
    Pozdrawiam, Truscaveczka
    --
    Jeśli twój dzień powszedni wydaje ci się ubogi, nie obwiniaj go; oskarżaj
    raczej siebie, że nie jesteś dość silny, by wydobyć jego bogactwa.

    Rainer Maria Rilke (1875 - 1926)
  • muszka3 20.09.04, 05:16
    Wiecie, wpadla mi do glowy taka mysl. Jest debata na temat ile angielskiego
    uzywac na lekcji ale... jak na lekcji bedzie tylko angielski to uczniowie moga
    miec wrazenie ze sa za granica - prawda? U nas w Kanadzie ludzie przyjezdzaja z
    innych krajow i placa tysiace dolarow zeby miec angielski tylko po angielsku
    wiec dlaczegoby nie przeniesc tego na grunt ojczysty i udawac ze jestesmy za
    granica bez placenia tylu tysiecy dolarow.

    Dla wyjasnienia oto kosztorys:

    bilet lotniczy do Kanady np. z Azji......................$2000
    oplata za szkole w ktorej mowi sie tylko po angielsku....$1500 (3 miesiace)
    mieszkanie w kanadzie za 3 miesiace......................$1200
    wyzywienie...............................................$1200
    przyjemnosci.(retauracje,sushi, bary, kino...............$1200
    --------------------------------------------------------------------------------
    RAZEM....................................................$7100
    Za 3 miesiace,przeliczajac na zlote- okolo 21 000 zl
    Wiec jak studenci beda narzekac ze mowicie tylko po angielsku to powiedzcie im
    ze na tym oszczadzaja dziesiatki tysiecy zlotych :)
  • demicjusz 20.09.04, 21:01
    Zwlaszcza jak jeszcze raz to przeliczyc na zlote :-))
  • hubsonolot1 27.09.04, 21:07
    hmmmmm...
    zalezy gdzie sie uczy!
    jednym z moich miejsc pracy jest szkola w Zakladzie Karnym. Ciezko jest tam
    uzywac angieslkiego wiec odpowiadajac na pytanie odpowiedz brzmi... ZERO minut!
  • muszka3 28.09.04, 02:03
    Hubsonolot
    Zdaje sobie sprawe jak ciezko jest uczyc ludzi w zakladzie karnym, ale moze
    to tez byc duza frajda. Nie wiem czy chcialbys/labys zastosowac moj pomysl i
    uczyc ich angielskiego na filmach w wersji oryginalnej - moze to by ich
    zaciekawilo. Nie wiem czy stereotypuje ale pierwsze co przychodzi mi na mysl to
    action movies and horrors, zalezy w jakim departamencie jestes zatrudniony :))
  • i.nes 28.09.04, 09:52
    W szkole, w której uczę, metodyk zaleca używanie wyłącznie języka, którego się
    uczy. Dopuszczone jest na poziomie 'starter', aby pierwsze 15 minut było po
    polsku, żeby wyjaśnić co to za kurs, jaką metodą uczymy, z czego składają się
    materiały. Na wyższych poziomach również robi się wprowadzenie, ale już po
    angielsku (w moim przypadku). I w pierwszych słowach zawsze informuje się
    słuchaczy, że lektor będzie używał tylko angielskiego. Tu następuje pauza, żeby
    dotarło do nich znaczenie tych słów ;)

    W trakcie kursu: jeśli słuchacze mnie nie rozumieją, to znaczy, że to moja
    wina - instructions! Zbyt długie, zbyt skomplikowane, bez demonstracji? Jeśli
    grupa mi się zgubi w jakimś momencie, to wtedy wyjaśniam im jeszcze raz, ale w
    domu obowiązkowo siadam nad temtem jeszcze raz i analizuję.

    Na przykład, ważna jest kolejność zdarzeń w ustawianiu ćwiczenia. Nie można dać
    grupie od razu materiałów, bo Cię nie będą słuchać, tylko oglądać rekwizyty!

    Grupy starter 'nauczyły' mnie, żeby używać tych samych instrukcji dla tego
    samego typu zadania. Stosuję tę zasadę we wszystkich grupach i na przykład jest
    stałe ćwiczenie, w którym grupa uzupełnia luki. Potem ja biorę słuchawki i
    mówię "Listen aaaand?" a grupa już wie i mówi "check!". I wszyscy biorą swoje
    słuchawki, słuchają nagrania i sprawdzają.

    Albo pokazuję paski papieru i mówię, że stała się tragedia, bo ktoś mi pociął
    dialog i teraz trzeba ten dialog "Put in?" a grupa kończy "order!". W ten
    sposób sprawdzam, czy wiedzą co mają robić.

    Dawanie instrukcji jest sztuką! Nie ma co liczyć na swoją intuicję. Nawet dla
    poziomu INT zdarzało mi się w domu rozrysowywać na kartce instrukcje - na
    przykład dialogi, nad którymi się pracuje w parach AA i BB, a dopiero potem AB.

    --
    Life's a journey, not a destination.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka