Dodaj do ulubionych

Frustracja

14.04.18, 11:48
Prowadzę od października paru uczniów (od podstawówki do studiów), jest mi coraz ciężej. Ogólnie lubię uczyć, pomagać, dzieciaki mnie lubią, ale od jakiegoś czasu mam małe załamania na lekcjach. Na szczęście nie jestem choleryczką, mam w sobie mnóstwo cierpliwości, ale są sytuacje, że po prostu ręce mi opadają i chce mi się płakać. Zazwyczaj, kiedy widzę, że osoba w ogóle się nie uczy w domu lub nie umie się nauczyć (?), nie powtarza, robi te same błędy któryś miesiąc z rzędu, albo ma na mnie wywalone (dzieciaki). Mam wrażenie, że ludzie mają wyobrażenie, że przez godzinę w tygodniu dojdą do super poziomu nic poza tym nie robiąc. Problem się robi, kiedy trzeba zdać jakiś egzamin - a później ja staję na głowie, bo widzę, że poziom tej osoby jest tragiczny. Z kolei niektóre dzieci strasznie ciężko czymkolwiek zainteresować (nawet gry i zabawy), są marudne i tylko czekają aż minie godzina. Miałam w tym roku taką dziewczynkę, po każdych zajęciach czułam się jak dętka. I to podobno ze mną było lepiej niż z innymi nauczycielami! Mówię sobie, że to tylko praca, że mam robić swoje i się nie przejmować, powtarzam z lekcji na lekcję to samo, ale czuję się coraz bardziej zmęczona konkretnymi uczniami (nie wszystkimi), że tak strasznie nie chce mi się tam przychodzić. Może mam zbyt osobisty stosunek do ich porażek i sukcesów w nauce. Z drugiej strony wiem, że nawet godzina w tygodniu coś tam im da, coś tam zapamiętają, bo sami z siebie i tak by się nie uczyli jak widać. Jestem młoda, w zeszłym roku skończyłam studia, boję się jak będzie w przyszłości, bo pewnie poza normalną pracą będę miała dodatkowo kilku uczniów. Oczywiście są też momenty, że chce mi się to robić, np. kiedy usłyszałam, że po pół roku moich lekcji nastolatka w końcu zaczęła rozumieć angielski, zdaje testy podstawowe nawet na 80% (wcześniej może na 30). Czy macie podobnie, jak sobie z tym radzicie?
Edytor zaawansowany
  • midds 14.04.18, 16:03
    Ciekawa sprawa, właśnie miałam zakładać wątek o wypaleniu zawodowym :D
    Mnie też czasami na lekcjach łapie złość, kiedy tłumaczę po raz setny a uczeń w kółko powiela ten sam błąd, szkoda mi mojego czasu, głosu i nerwów. A jak zmobilizować kursantów do pracy w domu? Może rób co 2 - 3 lekcji mały teścik aby sprawdzić ile im w głowie zostało i zapowiedz, że jeśli nie będą z testów dostawać np. bi .minimum 70% to zakończysz współpracę? Dobry sposób by mobilizować uczniów do regularnej nauki a samemu móc monitorować ich postępy.
  • last-green-orange 15.04.18, 00:09
    Teściki robię często w ramach powtórzenia, ale bez konsekwencji. Zastawiam się, czy takie coś dałoby radę w przypadku dzieci z podstawówki o "średnim" potencjale intelektualnym... W sumie większość moich uczniów jest po prostu słaba w szkole, niektórzy nie rozróżniają rzeczownika od czasownika. Chyba gdzieś po drodze założyłam, że dopóki ktoś jest grzeczny, szanuje mnie, mogę go uczyć. Miałam nieprzyjemne doświadczenia z pewnymi chłopcami i z takich na pewno będę rezygnować. Z męczącą dziewczynką na razie ograniczyłam liczbę lekcji do 1 w tygodniu, a w przyszłym roku na pewno jej nie wezmę pod opiekę. Może najlepiej robić to, za co nam płacą, angażowanie się to prosta droga do wypalenia. Przyszedł mi jeszcze do głowy taki sposób, żeby się pozbyć nierokujących - zadania domowe. Nie odrabiają, rezygnuję, i nie muszę wymyślać pretekstów.
  • midds 15.04.18, 08:26
    Byłoby dobrze, gdybyś na samym początku współpracy ustalała z rodzicami te kwestie - np. często odwoływanie, brak zaangażowania ucznia w naukę, brak zadań domowych - równa się skreśleniu z listy uczniów. Można się nawet pokusić o podpisywanie umowy.
  • midds 15.04.18, 08:27
    Ewentualnie jednorazowy brak zadania - żółta kartka. Dwukrotny brak zadania - rozwiązanie współpracy.
  • last-green-orange 19.04.18, 18:43
    Dzięki, przemyślałam to i od przyszłego roku wprowadzę regulamin. Do czerwca jakoś się przemęczę :)
  • olivkah 15.04.18, 09:13
    Miałam własnie coś podobnego pisać. Co prawda mam tylko trójkę uczniów, więc wypalenie zawodowe mi nie grozi, ale frustracja już tak. No nie wiem już, jak do nich podejść. Mam wrażenie, że kompletnie nic nie pamiętają z tych lekcji, oprócz może kilku przypadkowych słówek. Rzeczowniki od czasowników odróżniają, jak ich mocno przydusić, ale to jest taka wiedza teoretyczna, nie do wykorzystania w praktyce. Np. wchodzi uczeń, mówię do niego "good afternoon", a on na to odpowiada "yyy... dzień dobry po południu??". Czyli niby wie, ale co z tego? Za to jak coś źle zrozumieją lub zapamiętają, nie sposób już tego wyplewić. Nawet jeśli znają też prawidłową odpowiedź, zawsze najpierw proponują tę błędną.

    Też mam taką dziewczynkę, na lekcji patrzę, jak coraz niżej osuwa się na krześle, mówi takim głosem, jakby umierała i prosiła resztką sił o szklankę wody. Jej kolega z kolei ciągle się zawiesza, patrzy przed siebie lub w zeszyt, a ja nie wiem, myśli czy tylko tak sobie siedzi? Ile ja mam czekać (bo rzadko, ale czasem jednak coś w końcu wymyśli i odpowie). Nie wiem, czy on się może boi reakcji, nie odpowie nawet na pytanie, którego słówka w zadaniu nie zna, żebym mu mogła podpowiedzieć. Trzeci z kolei odmawia myślenia w ogóle, zamiast tego tylko zgaduje na oślep, mniej więcej tak:
    -Koń?
    -Nie.
    -Koń?
    - Nie...
    - Krowa?
    - Nie, chodzi tu o czasownik.
    - ....koń???
    Jak tego oduczyć?
  • midds 15.04.18, 09:39
    Właśnie dlatego ja już od dawna nie uczę dzieci, ufff :D
  • baba67 16.04.18, 09:59
    U mnie się sprawdziła autoselekcja polegająca na tym że nie dojeżdżam, nie dochodzę ( w wyjątkiem połamanej nogi). Tak się jakoś składa że ta konieczność dotarcia do mnie z jednej strony zniechęca rodziców ameb z drugiej energetyzuje młodych którym własna sypialnia kojarzy się z relaksem. A co do frustracji- mam chłopca ze spektrum aspergera -koniecznośc powtarzania z nim bardzo dużo mi dała bo przyjrzałam się swoim metodom jeszcze raz i usprawniłam je.Chłopiec pół-góral ma podejście do swojej dysfunkcji takie jakby miał ochotę dać jej po mordzie-straszny walczak.Kocham z nim pracować.Mam też chłopaka z lekkim upośledzeniem umysłowym-traktuje zajęcia z nim jak terapię za pomocą angielskiego-w ogóle nie liczę że oś zapamięta, trochę tak jak instruktorka fitness traktuje swoje kursantki. Tez go lubię, bo to co ma stara sie wykorzystywać, jest podobno naprawdę niezłym mechanikiem.Przestałam wypatrywać jakiś wielkich satysfakcji dla siebie-tych szukam gdzie indziej.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • wolha.redna 16.04.18, 20:17
    Mam 10 lat doświadczenia w tej pracy i na początku się frustrowałam, teraz już mi się to praktycznie nie zdarza. To praca jak każda inna i nie pozwalam emocjom z pracy zostawać we mnie dłużej niż trwa lekcja z danym uczniem. Tu krótka instrukcja obsługi różnych typów:

    1) uczeń nierobiący zadań a zdający egzamin - jak dorosły to uświadomić konsekwencje, jak dziecko to zgłosić rodzicom. W przypadku braku poprawy wyrzucić, żeby odpowiedzialności nie brać
    2) męczący dzieciak - pozostawać głuchym na zaczepki i robić lekcję
    3) dorosły nierobiący nic w domu - uświadomić, że w takim tempie będzie zawsze to be or k*** not to be z angielskiego; jak uświadomiony i dalej nic nie robi - nie przejmować się i prowadzić zajęcia normalnie, nie zadawać do domu wiele
    4) wampir energetyczny - wyrzucić
    5) odwoływacz - znaleźć solidniejszego na jego miejsce a delikwenta przenieść na ad hoc
    6) osoba, która chce sobie zrobić miesięczną lub dłuższą przerwę od lekcji - natychmiast szukać kogoś na to miejsce; jak uczeń wróci, zaproponować inny termin jak jeszcze jakiś będzie
    7) uczeń złośliwy lub chamski - wyrzucić

    Nade wszystko ze stoickim spokojem przyjmować zwycięstwa i porażki naszych uczniów :)
  • baba67 17.04.18, 09:46
    Ad 6-zupełnie sobie nie wyobrażam trzymania terminu przez miesiąc. Niemniej wiem dlaczego zostalo to tu wspomniane- dla niektórych klientów nie jest to oczywiste:-)
    Tak ogólnie to powinien rządzić pragmatyzm, zgoda.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • wolha.redna 17.04.18, 13:28
    Dokładnie babo, bardzo często ktoś sobie wyobraża, że zrobi sobie przerwę 3 tygodnie a jego termin np 18:00 w środy będzie sobie czekał na pusto. Jak ktoś tylko mi wspomina o przerwie, to natychmiast wsadzam kogoś na to miejsce, bo często jest tak że przerwy działają demotywujaco i uczeń nie wraca i ma gdzieś to że przez miesiąc trzymalysmy termin dla niego bez sensu. Dlatego mam taki punkt w regulaminie że oczywiście 2 tygodnie wakacji spoko, termin będzie czekał, ale przerwa 3 tyg lub dłuższa to już nie mogę zagwarantować że termin się ostanie, więc uczeń robi przerwę na własną odpowiedzialność i musi liczyć się z tym że przeniosę go na ad hoc lub na jakąś inną, niekoniecznie wygodną godzinę

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.