Dodaj do ulubionych

Zakres obowiązków w byciu lektorem

12.05.18, 21:38
Cześć wszystkim. Ostatnio miałam pewną sytuację na zajęciach i zastanawiam się, jak inni by do niej podeszli. Otóż przygotowuję dziewczynę do egzaminu na uczelni - trochę żałuję, że się podjęłam, bo ma wielkie zaległości i zwyczajnie nie daje rady na poziomie b2 ze słownictwem, gramatyką itd. W każdym razie, niedługo ma egzamin ustny na który musi przygotować się z tekstów i je omówić. To jakieś 5,7 stron dłuższych artykułów, które ma streścić. Dziewczyna nie ogarnia słownictwa, więc miałam na zajęciach z nią usiąść i potłumaczyć, ale okazało się, że jednak koleżanka jej wysłała streszczenia. I w tym momencie zaproponowała, że na zajęciach zajmiemy się czymś innym, a teksty ze streszczeniami mi wyśle, żebym sobie w domu przeczytała i poprawiła! Powiedziałam, że mogę na to rzucić okiem w trakcie zajęć, kiedy ona robi jakieś ćwiczenia, no bo bez przesady... Jak dla mnie usługi typu korekta / tłumaczenie / odrabianie cudzych prac po zajęciach nie wchodzą w zakres obowiązków, to znaczy można, ale odpłatnie. Myślę, że takie coś zajęło by mi z godzinę minimum bo trzeba się wgryźć w te teksty. Do tej pory nie miałam takiej sytuacji, jedynie sprawdzałam przez Internet krótkie maile / wypracowania, co zajmowało mi parę minut. W domu mam swoje sprawy, życie prywatne, a przede wszystkim własną pracę do napisania, na co i tak mam mało czasu.

Edytor zaawansowany
  • mewa-01 12.05.18, 22:13
    niektórzy mają pomysły :)
    jedna z moich podopiecznych zdziwiła się, gdy poprosiłam o opłacenie przetłumaczonego jej CV. ale zapłaciła i jest OK.
    inna osoba przesyłała mi jakieś maile / listy do wydawcy jego artykułów i też chodziło o to bym sprawdzała to w czasie wolnym. albo jakie pilne sms'y i maile w weekend .... napisałam jej, że w weekendy rzadko sprawdzam maile, bo często wyjeżdżam i niestety nie zawsze sprawdzam pocztę. nauczyła się :)
  • wolha.redna 13.05.18, 16:50
    O Boże, to samo kiedyś miałam z mega upierdliwą studentką, która była na poziomie A2 a miała zdawać egzamin na B2. Nie dość, że się jej wydawało, że ciągle źle ją uczę (!), to jeszcze chciała, żebym jej np sprawdziła 30 stron tematów opracowanych na egzamin ustny. Nieodpłatnie. Była w szoku jak podałam jej wycenę za korektę. Nigdy nie robię za darmo takich dodatkowych rzeczy, chyba, że ktoś mi to przyniesie i w czasie lekcji uda mi się na to zerknąć. W ramach zajęć, w moim czasie wolnym poprawiam tylko prace pisemne, które ja sama uczniowi zadaję.
    A co do tej dziewczyny, to jakże cieszę się, że już jej od dawna nie uczę, zdała jakimś cudem ten egzamin, ale nie zapomnę sobie - po co robimy czasy skoro ja muszę mieć tylko opanowaną stronę bierną i reported speech??? A laska nie znała ani nie umiała stosować np Past Simple, a chciała się brać koniecznie w pierwszej kolejności za reported speech.
  • last-green-orange 13.05.18, 17:51
    To w sumie mogła być ta sama dziewczyna co u mnie :) Zgłosiła się w marcu, poziom A2 na moje oko, 6 unitów do przerobienia. Właśnie dzisiaj zrezygnowała i w sumie dobrze, bo nie wiedziałam, jak do niej podejść.
  • mewa-01 14.05.18, 11:16
    dobre :) niektórzy u mnie chcą płynnie mówić nie ucząc się nie tylko gramatyki, ale i słówek :)
  • midds 14.05.18, 14:05
    I takie podejście bardzo mnie dziwi. Rozumiem, że ktoś może nie mieć pojęcia o nauczaniu języka obcego, ale tutaj wystarczy odrobinka logicznego myślenia. To jak chcieć upiec sernik z rodzynkami, ale bez sera i rodzynek. Może i coś z tego wyjdzie, ale czy zjeść się to będzie dało? ;)
  • bfthumbelina 14.05.18, 14:44
    A bo ludzie to chcą, żeby ICH UCZYĆ, żeby ktoś to za nich zrobił, żeby to była strona bierna :D bo uczenie się jest procesem żmudnym i trzeba ruszyć pupę i opuścić strefę komfortu. A tak przenosi się ciężar z siebie na lektora i już. Ja tu jestem, proszę mnie uczyć, angielski w tydzień, angielski bez wysiłku. Pal licho, jak ktoś ma podejście, że przychodzi na zajęcia, nie robi wiele w domu, ale ma tego świadomość i nie zgłasza roszczeń. Takich uczniów miałam i mam i na ogół pracuje mi się z nimi dobrze. Ale często ludziom się naiwnie wydaje, że skill sam na nich spłynie bez wysiłku. Byle nie gramatyka, byle nie jakieś nowe słówko. Czasem są tacy, co to kochają sie kisić na swoim levelu na który jakoś dobrnęli, niby chcą się uczyć, polepszyć ten angielski, ale jak się próbuje ich popchnąć wyżej to już jest opór, bo za ciężko, bo znów się trzeba uczyć, i takie tam. Nie narzekam. Po prostu obserwuję ludzi. Trzeba się czasem nieźle nagimnastykować, żeby takiego delikwenta jakoś zmotywować. Albo spuścić po brzytwie, jeśli nie rokuje na przyszłość. :D
  • baba67 15.05.18, 13:25
    Najgorsi są roszczeniowi,bo dorosłych którzy nic w domu nie robili za to chodzili systematycznie miałam i tolerowałam dopóki mi nie przeszkadzało.Ale wiek swoje robi,stąd przetargetowanie.
    Dorośli z podejściem samo się zrobi są po prostu głupi, mogą być specjalistami w swojej dziedzinie ,rozkręcić jakiś biznes zarabiać dobrą kasę a nie mieć zdrowego rozsądku. Z takimi ludżmi nigdy nie chciałam pracować i szybko się ich pozbywałam.bez większego wysiłku zresztą.

    --
    Szczęście to wieczność oprawiona w odpowiednią chwilę.
  • mewa-01 14.05.18, 20:34
    pozwolisz, że wykorzystam to porównanie kiedyś tam w rozmowie z moimi kursantami ;)
  • bfthumbelina 15.05.18, 09:47
    :D
  • midds 15.05.18, 10:49
    O, ja myślałam że tu chodzi o mój sernik :D
  • bfthumbelina 15.05.18, 11:05
    bo chodzi :D
  • mewa-01 15.05.18, 23:51
    no właśnie chodzi mi o to porównanie z sernikiem :)
  • midds 16.05.18, 10:00
    " Ja tu jestem, proszę mnie uczyć, angielski w tydzień, angielski bez wysiłku."
    Na pewno zauważyliście przewijające się na różnych portalach reklamy nauki angielskiego w 14 dni albo miesiąc. Jest to oczywiste oszustwo, ale dużo ludzi wciąż się na to nabiera. Skąd to wiem? Trafiłam kiedyś na forum gdzie grupka takich oszukanych osób szykowała się do pozwu zbiorowego :D W wielkim szoku, że jednak nie dało się nauczyć języka "komunikatywnie" w dwa tygodnie. Pokazuje to jednak świadomość społeczeństwa jeśli chodzi o naukę języków obcych. Takie nierealne wymagania już mnie nie dziwią. Jesli trafi mi się taki uczeń próbuję go najpierw uświadomić, co niestety często kończy się rozczarowaniem i utratą zapału.
  • midds 16.05.18, 17:39
    A wy macie takich, co chcą żeby ich "perfekt wyłuczyć" np. miesiąc przed maturą albo wyjazdem zagranicznym? ;)
  • bfthumbelina 16.05.18, 19:13
    Już takich nie biorę. ;)
  • midds 16.05.18, 21:52
    A często się trafiają tacy chętni?
  • bfthumbelina 16.05.18, 22:11
    Swego czasu trafiał mi się zawsze z jeden na sezon. I zawsze była to porażka. Ktośtam w lutym chciał poprawiać zeszłoroczną maturę bo zdał na 50% a potrzebne mu było 70 parę. Sam fakt zgłaszania się w lutym pokazywał "stosunek do przedmiotu". Ktośtam w listopadzie stwierdził, że skoro jedzie w styczniu za granicę to warto się nauczyć angielskiego (a był na poziomie może A2). I takie tam. Młoda byłam i głupia, dopiero zaczynałam, ale się nauczyłam. :D Hitem był maturzysta, którego przyprowadził ojciec i zareklamował jako totalnego nieuka. Myślałam, że przesadza. Nie przesadzał. Chłopak był w technikum, niby przybył we wrześniu, ale zdając sobie sprawę ze swojego poziomu i tak nic nie robił. Zadania odrabiał jak mu się chciało, słówek uczył się jak mu się chciało. A miał problemy z powiedzeniem jak jest noga po angielsku. Kiedyś zapytałam go co oznacza "indoor", to odpowiedział ni to żartem ni serio, że to musi być indor, w sensie indyk. Po czymś takim przyrzekłam sobie, że nie biorę przypadków beznadziejnych, zresztą miałam już potem uczniów z polecenia. "Indor" maturę zdał, tak ustną jak i pisemną. Ale ile mnie to kosztowało to tylko ja wiem.
  • midds 16.05.18, 22:40
    Indoor, no hit :D
  • midds 18.05.18, 11:56
    Z drugiej strony, kiedy uda się takiego delikwenta ładnie podciągnąć, sprawić by solidnie zdał maturę, to i satysfakcja jakaś większa :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka