Dodaj do ulubionych

obserwacje zarobkowe

09.11.18, 07:12
Cześć, chciałabym opisać swoją sytuację w zawodzie lektora z perspektywy zarobków. Jest to mocno frustrujące od razu na początku zaznaczam. Kilkanaście lat temu zaczęłam pracę w kilku najbardziej renomowanych szkołach językowych w Warszawie. Pamiętam, że moja stawka należała do jednych z najwyższych. Dziś po prawie 20 latach stawka proponowana przez szkoły jest ……identyczna. Tylko że nawet według gusu przez ten czas stawki w całej gospodarcze się prawie potroiły. Wtedy metr w Warszawie kosztował 3000, benzyna 3zł, itd. Widzę to po moim otoczeniu i rodzinie – im zarobki mocno wzrosły i często corocznie rosą. W zawodzie lektora nie ma takiego czegoś jak 6-7% corocznie. Jest niestety zastój. Mam wrażenie, że w szkołach pracuje coraz więcej studentów, osób przypadkowych i jest straszna rotacja – ludzie widocznie po 1-2 latach analizują swoje Pity i dochodzą do wniosku że po opłaceniu zusu i zastojach w kursach (ferie, choroby, bezpłatne wakacje lektora itd.) równie dobrze można kierować autobusem, albo siedzieć za kasą a emerytura i tak będzie wyższa. Zmieniłam jakiś czas temu strategię i zaczęłam bezpośrednio współpracować z firmami pomijając szkoły. To mi pozwoliło jakoś przetrwać i zostać w zawodzie ale niestety już doszło do tego, że firmy mi czasami mówią że jestem droższa od szkół, które od 20 lat właściwie nie podnosiły cen dla klientów. Jakie są wasze obserwacje?
Edytor zaawansowany
  • science75 09.11.18, 09:54
    W Warszawie stawka za 90 min w firmach wynosi 120 zł. Udało Ci się wynegocjować więcej przy bezpośredniej współpracy z firmami?
  • piterus123 09.11.18, 13:57
    tak jak pisałam, jedynie bezpośrednia współpraca z klientem bez pośrednika w formie szkoły pozwoliła mi jeszcze zostać w tym zawodzie. Nie negocjuję. Albo ktoś akceptuje albo nie. Generalnie to 180-200, czyli tyle ile szkoły biorą od klienta. Ale niestety zauważam że dużych skoków już robić nie mogę, bo szkoły też nie robią, a moja oferta nie może być znacznie droższa od tej ze szkół. Nie rozsyłam swoich ofert - po prostu byli kursanci i ich znajomi jak zmieniają pracę to mnie polecają w HRach. Kilku mnie znalazło w internecie. Czasami się udaje, a czasami nie. Problemem dla mnie jest ta stagnacja, a właściwie regres. Bo jezeli stawka nie rośnie to tak jakby malała (inflacja). Srednio w polskiej gospodarce wynagrodzenia rosną o 6-7% rocznie. Piszesz o 120 - nie wiem, czy jesteś nowa w zawodzie, ale gdyby tylko przez następne 3 lata wzrosły Tobie o 6-7 rocznie to byś zarabiała około 145 a nie 120 jak teraz - nie chcę być czarnowidzem, ale nie dostaniesz za trzy lata takiej stawki. Moja konkluzja: zawód lektora w ciągu ostatnich kilkunastu lat potwornie się zdewaluował. I co gorsza nie widać światełka.
  • kocica27 09.11.18, 14:24
    Wprawdzie nie bezpośrednio do mnie to pytanie, ale ponad 3 lata temu miałam wyższą stawkę przy bezpośredniej współpracy z firmami w Warszawie. Obecnie nie prowadzę zajęć in-company, właśnie wróciłam z urlopu macierzyńskiego.

    --
    Dominik 24.06.2008
    Laura 11.08.2016
  • goldf-ish 09.11.18, 22:29
    Nie wiem komu oplaca sie pracowac w szkolach jezykowych przy wlasnej dzialalnosci I to nawet przy stawkach rzedu 60 PLN. Z mojej obserwacji przy wlasnej dzialalnosci uslugowej wynika ze stawka za godzine musi zaczynac sie od 100 PLN a te 100 PLN to jest minimum jak ktos pracuje Sam I nie zatrudnia lektorow. Inaczej biznes po prostu nie bedzie rentowny albo bedzie praca od rana do nocy. Takie sa niestety realia. Chyba, ze ktos ma bogatego meza czy jest na utrzymaniu rodzicow I moze sobie pozwolic na takie cos :)
  • goldf-ish 10.11.18, 11:19
    A jeszcze co do szkol jezykowych to ta powyzsza obserwacja ze przy dzialalnosci sie to nie oplaca tez przychodzi z czasem. Ja tez jak zaczynalam to wydawalo mi sie ze w szkolach placa niezle stawki, potem okazuje sie ze zeby lektorom przy wysokim zusie I reszcie oplat oplacalo sie pracowac przez posrednikow to te stawki musialyby byc ze 2 razy wieksze.
  • there.there 16.11.18, 21:39
    100 za godzine? Gdzie? W moim mieście nie do pomyślenia chyba że mowa o grupie? Jakoś ja ciągnę już tę działalność 5 lat bez takich stawek. Nie współpracuję też ze szkołami bo po co mam robić im dobrze, skoro lepiej pracować na swoje nazwisko? No i jakoś to idzie, zarobki zawsze mogłyby być lepsze, ale jak na moje miasto źle nie jest. Teraz jeszcze wejdzie niższy zus więc teoretycznie jest szansa na lepsze zarobki, ale będzie je trzeba inwestować w emeryturę, bo ta z jeszcze niższego zusu będzie bardziej niż głodowa. Pracy oczywiście sporo, do tego czasem tłumaczenia, ale latem pracuję średnio 3 dni w tygodniu więc średnio w całym roku pracuję tyle co inni, tyle że w tych głupich godzinach i to jest największy minus. Podsumowując wcale nie jest tak, że się nie opłaci. Jak się juz ma renomę i działa w odpowiednim mieście da się utrzymać na niezłym poziomie, ale szczerze mówiąc mam już dosyć tych głupich godzin pracy i będę się rozglądał za etatem lub innym biznesem.
  • goldf-ish 16.11.18, 23:04
    To jeszcze zalezy jakie kto ma wydatki, w jakim miescie mieszka czy ma sie kredyt, wynajmuje lokal etc. Generalnie prowadzenie dzialalnosci generuje sporo kosztów. Jak ktos jest np singlem musi oplacic pelny zus, do tego ksiegowa do tego ja np jeszcze placilam za ubezp medyczne, prywatne czy za multispiort I inne tego typu deperele ktore jak pracowalam w korpo byly standardem to mi wychodzilo ze samych oplat I rachunkow mialam miesiecznie grubo ponad 4 tysiace zlotych.
  • baba67 17.11.18, 19:23
    Żyjesz w innym matriksie.Jeszcze dorzuć rate za nowego merca i koniecznie Karaiby bo normalni ludzie gdzie indziej nie jeżdżą. To już ( z małymi wyjatkami) nie jest zawód przystający do tego świata.

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • goldf-ish 18.11.18, 11:12
    Baba67, jestem singielka, ze wzgledu na charakter pracy, musialam wynajac lokal w centrum miasta skad moge wygodne dojezdzac do klienta(prowadze zajecia in-company) a czasami klientow przyjmuje u siebie. Moze to Ty zyjesz w matrixie.
  • goldf-ish 18.11.18, 11:52
    Zreszta sama ksiegowa to w duzym miescie koszt 200-300 PLN(jak ktos mial by pracowac w szkole jezykowej za 50 PLN za h to wychodzi, ze na sama ksiegowa musi pracowac 4-6 h +czas przygotowania zajec) , dlatego wlasnie uwazam, ze praca w szkolach jak ktos ma wlasna dzialalnosc to nieporozumienie bo przy dzialalnosci jest po prostu za duzo wydatkow zeby to sievoplacalo
  • piterus123 18.11.18, 20:06
    mam podobne obserwacje co goldfish. Też stałych wydatków mam z 4-5tyś miesięcznie, chodzi o kredyt, zus, podatki, samochód (nie mercedes, lecz przeciętny samochód jak na Warszawę) ubezpieczenia i odkładanie na emeryturę (najniższy zus to najniższa emerytura!). I nie jest to jakiś matrix. Raczej korposzczurki :-) które nauczam żyją na wyższym poziomie. Choć mam studia magisterskie na dwóch kierunkach filologicznych, znam języki i również nauczam języków specjalistycznych. Zdaję sobie sprawę, że w tym zawodzie jest sporo dziewczyn, które pracują bo to ich "pasja" i nie patrzą na pieniądze, ale ja nie widzę powodu by zarabiać mniej niż kasierka a w tym kierunku to niestety coraz bardziej idzie.
  • goldf-ish 18.11.18, 21:42
    No dokladnie. Samochod, mieszkanie, do tego nasze oplaty za prowadzenie dzialalnosci z wysokim zusem na czele I robi sie powazna sumka.
    Jakie remedium? Konsekwencja w egzrkwowaniu porzadnych stawej albo inny biznes albo moze rzeczywiscie jak ktos ma mozliwosc to szukanie ofert w korpo. W koncu teraz mamy rynek pracownika. Mam kolezanke, ona uczyla ang I niemieckiego ktora teraz wrocila do korpo po kilku latach I dostala w Warszawie prawie 7k na reke co przy dobrych benefitach I platnym urlopie nie jest zlym rozwiazaniem. A dzialalnosc moze byc wtedy planem b, nie trzeba jej od razu zamykac
  • baba67 19.11.18, 10:17
    Ależ nie taka była intencja mojego postu.Chodziło mi bardziej o to że dyskutujemy o niewielkim procencie osób uczących BE i znających się na ekonomii, z doświadczeniem pracy w korporacji.Pewnie że takie usługi warte są wysokich stawek, wiele razy na tym forum to pisałam. Właśnie się zorientowałam że moje uwagi w tym wątku (bo dotyczy on TYLKO takich osób) są nie na miejscu, za co przepraszam bo są bezzasadne.Każda grupa nauczycieli ma prawo tu zakładać wątki, na pewni z korzyścią dla targetu.Bottom line jest taki że świat korporacyjnego BE nie przystaje do świata większości ET.

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • lenalang 16.11.18, 23:08
    No właśnie w tym zawodzie najgorsze są godziny pracy...jak masz dziecko to już w ogóle robi się pod górkę bo kiedy masz się z nim widzieć?
  • piterus123 18.11.18, 19:58
    Nie chciałam porównywać stawek warszawskich z innymi, ani dyskutować czy to mało czy dużo. Wątkiem "obserwacje zarobkowe" chciałam dowiedzieć się jakie są doświadczenia innych osób. Chodzi o te, które już kilka/kilkanaście a może nawet i dłużej są w tym zawodzie. Jak radzą sobie z podwyższaniem stawek i czy też zauwazają granicę. Bo dla mnie tą granicą zaczynają być stawki warszawskich szkół które oferują zajęcia firmowe po właściwie od 20 lat niezmienionych stawkach. Mogę współpracując z firmami oczekiwać tyle samo co ta firma musiałaby zapłacić szkole, albo najwyżej z 10% więcej, bo są ze mnie zadowoleni, ale martwi mnie ten zastój.
  • goldf-ish 20.11.18, 23:06
    Piterus, a podwyzszasz swoim firmom stawki co roku? Ja tak robie przynajmniej o te 5-10 PLN. Zawsze jest cos wiecej I do przodu.
  • piterus123 21.11.18, 13:47
    Niestety jakoś nie mogę się do tego przełamać. Dam przykład mam firmę od 7 lat i stawka od początku 180 za 90 minut. Gdybym o 10 zł, co znowu nie jest tak dużo bo około 6% podwyższała co roku to dziś byłoby 250, a t już jest powyżej średniej którą ta firma musiałaby płacić gdyby skorzystała z jakiejś szkoły językowej. Fakt, że pewnie co 2-3 lata ta szkoła wysyłałaby nową studentkę, albo niedoświadczoną absolwentkę, ale i tak boję się, że to mogło by być za dużo. Raczej co kilka lat proponuję zmianę stawki. Niestety nie są to duże skoki.
    Ps. kilka osób komentujących zakłada że prowadzę jedynie specjalistyczne języki. Może z 10% moich firm deklaruje taką potrzebę a w rzeczywistości na zajęciach max 5% grup to słownictwo specjalistyczne.
  • goldf-ish 21.11.18, 18:37
    Jezeli nie robilas przez 7 lat podwyzek to teraz najwyzszy czas. Tym bardziej, ze Cie juz znaja. Akurat koniec roku sie zbliza. Zapewniam Cie, ze dobrze prosperujaca firma tej podwyzki nie zauwazy a jak kazdemu podniesiesz 10 PLN to roznica pod koniec miesiaca bedzie. Nie ma co sie patyczkowac, bo wszystko drozeje. Nie bedziesz jedynym ich dostawca ktory podnosi stawki od Nowego roku, bo to standardowa praktyka.
  • malaszzzz 27.02.19, 16:39
    Można wynegocjować więcej zapewniam ;)
  • angksiazki 16.11.18, 23:14
    Mogę napisać jakie są stawki w Manchesterze. Szkoła językowa Berlitz płaci lektorowi (anglik, ma PhD) 13funtów za godzinę!!!
    Za tłumaczenie ustne (polski- angielski) proponowano mi 10 funtów za godzinę. Dla porównania - sprzątanie: te same 10GBP.....
  • science75 18.11.18, 01:07
    Muszę powiedzieć, że to szokujące dane :(
  • piterus123 18.11.18, 19:51
    zgadza się, ale berlitz również w Warszawie kilkanaście lat temu miał jedne z najniższych stawek
  • chocoladette 20.11.18, 16:21
    Wciąż wolałabym jednak uczyć niż sprzątać, ale co kto lubi.

    --
    [url=http://www.enceinte.com/choix_frizooo.php][img]http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-08,,,,,transparent,mois,frisefleurviolette,28,4,2010-07-10,006666.png[/img][/url]
  • baba67 20.11.18, 17:55
    Ja też :-)

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • piterus123 20.11.18, 21:31
    jestem jakoś pewna, że mechanik, cieśla, fizjoterapeuta, informatyk, okulista itd czytając, że gdzieś jego kompan w pracy zarabia tyle co sprzątaczka nie zareagowałby: "i tak wolałbym ...., niż sprzątać". Ale w tym zawodzie (nauczycielek) niestety postawa by zarabiać podobnie jak w innych zawodach po studiach nie jest zbyt powszechna.
  • baba67 21.11.18, 08:20
    Taka jest postawa bo takie są realia,Prywatny nauczyciel -korepetytor pełna gęba zawodem jest dopiero od niedawna. Jest to rynek jak każdy inny, Masz do zaoferowania dużo -specjalistyczny język -to i stawka powinna być wysoka ponieważ podaży znów dużej nie ma jeśli firma poważnie podchodzi do jakości zajęć. ET z ogólnego mają do wyboru mieć wysokie stawki i mało chętnych ( córka sąsiadki zawsze piątki miała to z dzieckiem podstawy ogarnie za połowę tego-autentyczna reakcja na solidne stawki mojej nauczycielki z lat 90tych-opowiadana jako dowcip).Oczywiście nie schodzę poniżej pewnego minimum które jednak nie jest wysokie bo inaczej miałabym dumę z moich stawek i permanentne kłopoty finansowe. Mam luksus pracy w domu, odrzucania zleceń które mi nie leżą (konwersacje z mrukami :-) duża swobodę działania.Satysfakcja z pracy to nie tylko kasa.

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • angksiazki 20.11.18, 20:25
    Byłoby lepiej jednak, żeby nikt nie zgadzał się uczyć za taką stawkę. Lubisz uczyć - to ucz na własną rękę.
  • lenalang 21.11.18, 21:13
    Ja skończyłam studia 10 lat temu i potwierdzam że od tego czasu stawki się prawie nie zmieniły.

    Nauczyciele mają też teraz duża konkurencję w postaci Internetu i otwartych granic. Znajomość języka nie jest teraz czymś rzadkim.
  • piterus123 21.11.18, 22:30
    ani otwarte granice, ani znajomość języków,ani internet mnie jakoś nie przekonują. Granice są też otwarte dla opiekunek osób starszych, kasierek itd. Ale zaproponuj im stawki sprzed 20 lat to cie wyśmieją.
  • lenalang 21.11.18, 23:18
    Tylko tu chodzi o sytuację na rynku.
    10 lat temu np opiekunek osób starszych na rynku pracy była podobna ilość bo ludzi którzy potrzebują usługę też było podobnie.

    Natomiast liczba lektorów w porównaniu z przed 10 lat wzrosła wielokrotnie. A do tego lektor teraz to jedna wielu możliwości nauki języka. Teraz ludzie uczą się z seriali, Youtube, wyjazdow za granice itp. Jest masa książek i dobrych materiałów dostępnych, często za darmo lub za małe pieniądze...

    I jeszcze jedno. Moje pokolenie już zna języki (Oczywiście nie wszyscy:)) . Coraz więcej rodziców jest w stanie pomóc swoim dzieciom w nauce. Co za tym idzie nie potrzebują korków.

    Aha a na koniec dodam że ludzie już nie chcą się uczyć języka "stolikowo ". Bo wiedzą że gramatykę, słuchanie, czytanie i słownictwo mogą sami przerabiać. Natomiast szukają możliwośći kontaktu z prawdziwym językiem. I tu wybierają native speakerow.

  • baba67 22.11.18, 07:27
    Na szczęście nie wszyscy rodzice chcą uczyć swoje dzieci, ja sama nie chciałam:-)
    Dochodzi tu jeszcze kwestia traktowania uslug jako luksusowych lub nie. Kiedyś prywatny dentysta (tak do lat 90tych ) to był wydatek-plomba potrafiła kosztować i 1/3 przeciętnej pensji a na leczenie kanałowe poważnie nadwyrężało oszczędności.W latach 90tych kluby sportowe, takie z prawdziwego zdarzenia tez były usługa luksusową.Juz od początku 2000 dało się znależć coś sensownego a teraz płacę tyle samo za lepszą ofertę.A moja sieć kwitnie i rozwija się,instruktorzy są świetni. Zgadzam się że niektóre szkoły językowe proponują lektorom uwłaczające stawki ale na ogół trudno się pochodzić że rynek od cyca odstawia,

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • piterus123 24.11.18, 22:56
    Argument "sytuacji na rynku" jakoś do mnie nie przemawia. Jest masa innych zawodów w których pomimo malejącego zapotrzebowania (jeżeli założymy, że istotnie zmalało na nauczanie) ludzie nie pozwolili sobie na zastój. Listonoszy przykładowo bardzo ubyło na przestrzeni 20 lat (już listy nie są tak popularne), jednak listopnsz nie zarabia tyle co 20 lat temu. Gdyby tyle komuś proponowano to po prostu odszedł by z zawodu. Albo załóżmy że 20 lat temu wynaleziono by świetne i tanie roboty do sprzątania mieszkań i 90% sprzątaczek straciło by pracę. Te 10% które by jeszcze pracowały, to pracowały by dziś za 5 zł za godzinę jak 20 lat temu? Ja mam inną hipotezę. Mogę się mylić, może jestem niesprawiedliwa ale moim zdaniem są dwa powody że stawki nieznacznie się zwiększyły przez 20 lat czyli de facto ich siła nabywcza się zmniejszyła o połowę (wartość 120zł 20 lat temu a dziś). Po pierwsze jest to zawód mocno sfeminizowany a kobiety rzadziej walczą o wynagrodzenie i rzadziej czują presję utrzymania rodziny. Po drugie i to moim zdaniem główny powód: wiele kobiet jako dzieci marzyły o zawodzie nauczycielki i to dla nich po prostu pasja, spełnienie się dziecięcych marzeń, więc płaca jest drugorzędna.

    Mój wpis dotyczył nauczania w firmach i niezdrowej moim zdaniem konkurencji ze strony szkół językowych i ich dumpingowych rynkowych stawek. Jednak wiele wpisów dotyczy korepetycji. Nie wiem dokładnie jak się stawki korepetytorów dziś w Warszawie kształtują, ale z tych kiku przykładów z którymi miałam do czynienia to są bardzo niskie. Kiedy (zastrzegam - mieszkam w Warszawie) chcę wezwać na godzinę z dojazdem i zapłacić 60-70zł informatyka, lekarza, cieślę, hydrałlika, glazurnika itd to nie ma szans. Nawet ogrodnik za te pieniądze nie wpadnie bo stwierdzi ze to za małe zlecienie i mu się nie opłaci łopaty z samochodu wyjmować i na paliwo się nie zwróci. Ale do dzieci dorosła pani magister z kilkunastoletnim doświadczeniem w deszczowy dzień i przygotowując się jeszcze w domu i tracąc sporo czasu na dojazd przybywa. Dziwne to dla mnie i poza pasją bądż brakiem kalkulatora tego nie jetstem w stanie zrozumieć.
  • piterus123 24.11.18, 23:11
    I jeszcze jedno. Nie zauważyłam by się zmniejszyła ilość chętnych do uczenia. Pomimo internetu itd. Być może się zmniejszyła. Mogę się mylić, choć mam i miałam masę chętnych. Problemem jest jednak stawka. 20 lat temu firmy jako benefit często wykupywały dla swoich pracowników zajęcia językowe z lektorem płacąc przykładowo 200 za 90 minut. Nie miały z tym jakoś problemu. Myślę że dziś nie miałyby problemu płacić 300-400. Ich dochody, pensje, obroty, wydatki - właściwie wszystko się w tym czasie podwoiło/potroiło. Ale nie robią tego bo szkoły utrzymują stawki sprzed 20 lat. Wydatki firm: wynajem biura, sprzątanie, prąd, ochrona, usługi informatyczne, aranżacja biura itd - wszyscy dostawcy drożeją.
  • baba67 25.11.18, 09:31
    Z jakiegoś powodu te szkoły utrzymują stawki sprzed 20 lat. W tych szkołach nie pracują na stanowiskach menago sami idioci, zdarzają się rozsądni ludzie,Tych szkół jest po prostu dużo a jest dużo bo jest mnóstwo anglistów którym taki a nie inne stawki odpowiadają bo z czegoś żyć muszą a wolą uczyć niż przetykać urządzenia sanitarne czy kłaść kafelki, Pewnie są takie firmy które potroiły obroty ale dla czego mają płacić więcej skoro stawki szkół są takie a nie inne? Twoja praca jest tyle warta na rynku ile Ci płacą. Proste.

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • piterus123 25.11.18, 11:26
    "Twoja praca jest tyle warta na rynku ile Ci płacą. Proste." - nie do końca. Wystarczy wejść na duże portale ogłoszeniowe i rozpiętość za ang,niem,fr, hisz itd jest między około 40 a 200. Nie sądzę by te za 40 były naprawdę pięciokrotnie mnie warte. To jak już pisałam kwestia mentalności. Osoba za 200 chce zarobić, utrzymać dom, mieć wakacje, ferie, życie towarzyskie jak w innych zawodach - to jest ta różnica.
  • baba67 25.11.18, 09:22
    Tak właśnie działa rynek. Chcesz zarabiać więcej-zostań hydraulikiem. Miałam do czynienia niedawno-no, bmkę to taki pan bez kredytu może kupić. Taki lajf, takie czasy.U Biznesie siedzisz i nie wiesz że to wszystko co przytoczyłaś to mechanizmy rynkowe.Chcesz zarabiać 250 zl za półtoragodzinna lekcje ? Za godzinę przy wannie dostaniesz trzy stówki,

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • piterus123 25.11.18, 10:54
    Tak, z jakiegoś powodu szkoły utrzymują takie stawki. Jednak moim zdaniem są to powody mentalnościowe wykonawców usług, a nie nadmiaru rąk do pracy. Chodzi o mentalność nauczycieli jako takich. Być może anglistów/osób nauczających angielskiego jest więcej niż 20 lat temu, ale co z innymi przedmiotami? Dziś tak jak i 20 lat temu za kilkadziesiąt zł jestem w stanie ściągnąć polonistkę, matematyczkę, biolożkę, chemiczkę itd na korki do domu. Naprawdę jest ich więcej niż 20 lat temu? Ludzie się nie starzęją, nie ma wymiany pokoleniowej? Nie, to po prostu mentalność/postawa.
    To nie jest tak, że wśród tej wielości zawodów nauczyciele są z jakiejś obiektywnej rynkowej przyczyny skazani na zamrożenie stawek. W firmach po prostu z automatu jest corocznie kilka procent więcej a inne grupy zawodowe poprzez związki zawodowe też wymuszają.

    Piszesz, że mogę zostać glazurnikiem - po co takie niemerytoryczne komentarze - sama wiem, co mogę. Mogę też komentować mentalność innych i komentuję mentalność nauczycielek. Nie wolno niczego krytykować?
    Chodzi mi o specyficzną mentalność tej grupy. Sama kilka razy słyszałam od młodszych koleżanek, że godzą się na żenujące stawki bezpośrednio po studiach bo chcą zdobyć doświadczenie i mieć to w CV. Po 1-2 latach przechodzą do jakiegoś korpo zauważając że doświadczenie wcale nie windowało ich stawek w tych szkołach. W innych branżach tego nie zauwazyła. Człowiek po studiach po prostu już od pierwszego dnia chce tyle zarabiać by móc utrzymać rodzinę i wziąć kredyt na mieszkanie i nie być na utrzymaniu rodziców/męża.
    Zaryzykuję tezę, że szkoły oferując nocleg i obiad, dostęp do szkoleń i bibloteczki oraz kontakt z "fachową kadrą" też znalazłyby lektorki do pracy. Bo robią to dla doświadczenia, z pasji itd. Rotacja byłaby jeszcze większa niż dziś, ale zawsze ktoś się znajdzie.
  • baba67 25.11.18, 13:25
    Człowiek po studiach ma wysokie oczekiwania-szczególnie o ten kredyt na mieszkanie chodzi. Za wysokie na polskie realia i nie tylko na polskie. Oczywiście są tacy którym się udaje. Mają rzadkie umiejętności , znajomości, czasem kupę szczęścia. Większość tej reszty której sie nie udało miała mentalność taka jaka trzeba tylko że boleśnie zderzyli się z murem. Niektórzy się przebranżowili(bo nadal mieli oczekiwania) i nieźle na tym wyszli, niektórzy nabrali bardziej racjonalnego podejścia i dorabiają się mieszkania na spółke z małżonkiem co już jest wykonalne.Nigdy nie uwierzę w to że zmiana mentalności wpłynie jakkolwiek na poziom zarobków dużej grupy ludzi.Obecne wchodzące w życie pokolenie jest bardzo roszczeniowe i jakoś nie widać masowego zatrudniania za 5 koła na dzieńdobry(masowego, podkreślam).Z tymi lektorkami za nocleg i obiad to już pojechałaś. Chociaż-jakieś przyjezdne które przyjechały żeby sobie Warszawę pozwiedzać-może i by się zgodziły jakieś lekcje za obiad i nocleg przeprowadzić, kto wie?
    Żyjesz w bardzo przyjemnym świecie który niewiele ma wspólnego z codziennością większości ET, trafiło się, żyj sobie dalej tylko nie labidź bo tylko normalnych ludzi wkurzasz i złą karmę niepotrzebnie prowokujesz. Bo ludzi którzy mieli dobrze i jeszcze narzekali a kopa w tyłek od losu dostali to każdy zna.

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • piterus123 25.11.18, 15:56
    to brzmi jak jakieś zgorzkniałe komentarze starszej osoby o tym, że młody człowiek ma za wysokie oczekiwania. To dobrze, że ma oczekiwania - presja płacowa jest dobra i pomaga też tym którzy cicho siedzą w koncie. Oni też na tym korzystają.
    Wielokrotnie pisałam, że piszę z perspektywy Warszawy. I zgadzam się że masowego zatrudniania za 5 nie widzę. Raczej tak mało dziś młody z magistrem nie dostaje. Wystarczy wbić w portale z ogłoszeniami o pracę najmniej ambitną pracę w korpo czyli call centre z ang/niem/fr itd. 6000 to absolutne minimum plus benefity na dziń dobry. Warto poświęcić 3 minuty by się przekonać. 5 to średnia dla Polski. Nie dla Warszawy. Z piątką jedynie warszawscy kierowcy autobusowi mi się kojarzą. A jeżeli chodzi o kredyty mieszkaniowe, to mi nikt nie narzeka, że nie dostał kredydu, ale że nie ma po prostu mieszkań. Są sprzedawane na pieńku, dziury w ziemi a nie mieszkania, bo jest takie zainteresowanie a całe te ossiedla to młodzi ludzie, a jak widać kogoś w średnim to matka jakiegoś korpoczłowieka, która przyjeżdza by się zająć wnuczkami.
    Uważasz, ze "dostałam kopa w tyłek i narzekam" - nie. Nie uważam bym dostała kopa w życiu. Uważam, że jak ktoś nie jest bezmyślakiem to po prostu analizuje i planuje. To że na ktoś kto ma pieczarkarnię spodziewa się np zastoju na przyszłe lata, albo właściciel biedronki prognozuje dla siebie niższe przyrosty nie znaczy, ze dostali kopa w dyłek. Po prostu tylko bezmyślak czeka i być może obudzi się z ręką w nocniku.
    Nie uważam bym żyła w bardzo przyjemnym świecie, jak to opisałaś. Znajomi z mojego rocznika mają coś czego ja nie mam. Awanse i perspektywy awansu. Średnio ambitna i ogarnięta osoba może liczyć na stopniowy awans. Specjalista, team-leader, manager, dyrektor itd Różne szczeble w różnych firmach. Benefity, wielokrotnie wyższa emerytura, płatne wakacje, trzynastki albo nagrody, coroczne podwyżki, w miarę "higieniczny" czas pracy. Wcale nie uważam bym była w niewiadomo jakiej sytuacji. Zarobkowo jak projekt manager ale bez perspektywy osiągnięcia jakiegokolwiek wyższego stopnia zarobkowego w przeciwieństwei do projakt managerów.
  • goldf-ish 25.11.18, 23:15
    Mysle, ze ta kwestia tych stawek w tej wlasnie branzy to to, ze ludzie czasami zapominaja co to jest negocjacja stawek I ze ta praca to tez biznes. Kiedys na jakiejs grupie nauczycielskuej na fb jakas Pani pisala, ze dostala zapytanie o przygotowania oferty na jezyk specjalistyczny I to od jakiejs wysoko postawionej Pani manager. Wiec ta pani przygotowala oferte jak sama stwierdzila jak najbardziej finansowo rozsadna dla placacego jak sie dalo po czym Pani jej odpisala, ze za drogo I czy moga negocjowac. Na co Pani ktora przygotowala oferte wpadla we wscieklosc no bo jak to przeciez jej oferta I tak byla tania, ze to skandal I rozboj w bialym dzienvitp itd. A prawda jest taka, ze w biznesie sie po prostu negocjuje stawki. Dobry negocjator nawet jak dostanie stawke nizsza niz die spodziewal to I tak bedzie negocjowal wiec nie ma sie co oburzac. To jest biznes
    Ja np od kiedy niedawno zauwazylam ze wiekszosc mojej pracy I to nawet bardzo topowe zlecenia mam z polecenia to zaczelam coraz bardziej windowac stawki. Ludzie sa w stanie wiecej zaplacic jak wiedza ze jest ktos sprawdzony. Tak samo, nie interesuja mnie stawki jakie daja szkoly jezykowe. Ja oferuje znacznie lepsza jakosc niz te szkoly gdzie glownie pracuja jacys studenci z lapanki wiec na stawki szkol sie nie ogladam.
  • kocica27 25.11.18, 18:23
    Problemem jest tutaj gotowość lektorów do świadczenia usług po bardzo niskich cenach. Są to często studenci zdobywający dopiero doświadczenie, osoby pracujące na czarno (nie płacą ZUS-u ani podatków), przybysze zza wschodniej granicy i inni. Ja też nie wierzę żeby usługi za 40zł i 200zł różniły się na tyle, żeby mogło to uzasadniać tak dużą różnicę w cenie.

    Jednak prawa rynku są nieubłagane. Dopóki istnieje konkurencja (uczciwa lub nie), dopóty trzeba się z nią liczyć. Cena lekcji nie może być oderwana od rzeczywistości - jeśli inni mają to samo za połowę taniej, to dlaczego klienci mają przyjść do mnie? Oczywiście - jakość i inne bajery itd., ale trudno jest się przebić.

    Nieprawda, że my nie możemy awansować ani się rozwijać. Można otworzyć szkołę językową, prowadzić grupy, pracować mniej za więcej. Nasza droga jest inna - sami sobie taką wybraliśmy :-)

    --
    Dominik 24.06.2008
    Laura 11.08.2016
  • wolha.redna 25.11.18, 20:13
    Chciałabym jeszcze jedną rzecz dodać - ktoś kto dzwoni po hydraulika / cieśle / lekarza wie, że zapłaci pewnie jednorazowo. A wybierając lektora szykuje się na dłuższą współpracę i co tu ukrywać - stały koszt. Przelicza to na koszt miesięczny, roczny etc. Raz zostawić stówkę u manikiurzystki pewnie że można, ale płacić lektorowi 400 zł miesięcznie to już człowiek się zastanowi czy go na pewno stać i będzie szukał sposobów optymalizacji wydatku, niezależnie ile zarabia. Lektorzy mają coś za coś - pełen grafik z siatką stałych klientów, ale za mniej kasy niż np hydraulik, do którego non stop ktoś dzwoni i musi ogarniać logistykę i dojazdy codziennie do innych ludzi.
  • piterus123 25.11.18, 21:49
    A no tak, czyli jeżeli ktoś prosi lektora na jednorazowe spotkanie (przed rozmową kwal./testem/kartkówką itd) to ten podaje inną stawkę? Znacznie wyższą, bo to jednorazowo. Nie słyszałem.
    Lektorzy mają pełen grafik i to jest coś za coś? Czyli jeżeli hydrałlika/cieślę/lekarza zatrudni na stałę ze stałymi godzinami pracy firma budowlana/remontowa/praktyka lekarska to oni wtedy zarabiają tyle co korepetytorzy? Nie!

    Kogoś nie stać na 400 miesięcznie, ale stać na remont za 20.000, operację za 15.000 i wymianę dachu za 100.000?
  • kocica27 25.11.18, 22:26
    A ja widziałam trochę takich ogłoszeń, że jednorazowa konsultacja jest droższa, u mnie też tak jest - inna sprawa, że uczeń może oszukać i deklarować dłuższą współpracę, a chcieć tylko odbębnić kwestie potrzebne do rozmowy kwalifikacyjnej.

    Kurcze, nie wiem, o co chodzi z tymi hydraulikami i cieślami (bo lekarze, to rozumiem), ale czy oni zarabiają wszyscy 20K miesięcznie? Na etacie i jako freelancerzy?

    A na co kogo stać - to kwestia priorytetów. Jeden kupi za 10K torebkę LV, a na fryzjera go nie stać, a drugi musi mieć co pół roku nowy telefon, a do dentysty nie chodzi itd...

    --
    Dominik 24.06.2008
    Laura 11.08.2016
  • piterus123 25.11.18, 22:05
    Drobna uwaga: awansem nie nazwałabym założenie szkoły językowej. Jest to całkowita zmiana pracy. Z zleceniobiorcy na zleceniodawcę/pośrednika. Równie dobrze awansem dla lektora mogło by być założenie przedszkola.

    Nie wiem na czym polega awans w postaci uczenia grup? Ja wolę indywidualnie. Wcale z grup nie mam więcej - jest tyle samo.

    Pracować za więcej podnosząc stawkę nazwać awansem - też jakoś tego nie czuję. Dla mnie awans to zmiana stanowiska na wyższe i co za tym idzie kilkadziesiąt %/podwojenie/potrojenie wynagrodzenia z dnia na dzień. To jest awans. Jakoś nie wyobrażam sobie sytuacji by ktoś np kosmetyczka podwyższając z 100 do 110 zł za zabieg dzwoniła do znajomych że awansowała/otrzymała awans. Awans w zawodzie lektora moim zdaniem nie jest możliwy w takim znaczeniu jak się to słowo powszechnie stosuje.
  • kocica27 25.11.18, 22:33
    No cóż - masz prawo mieć swoje zdanie, ja je szanuję. Ale nadal uważam, że założenie jakiejkolwiek placówki oświatowej, nawet żłobka jest awansem, bo to już nie tylko lektorowanie, ale i managerowanie :)

    Ja też wolę uczyć indywidualnie, ale za grupy mam dużo lepsze stawki, więc staram się ich mieć jak najwięcej.

    Ostatni punkt Twojej wypowiedzi - ja się zawsze cieszę, jak podniosę cenę i nazywam to awansem, ponieważ razy ileśtam robi się z tego konkretna kwota.

    Na pewno nie jest to praca idealna, ale wszędzie są plusy i minusy. Ty i tak miałaś wiele szczęścia w karierze, skoro od 20 lat zarabiasz ok. 20K miesięcznie. Dzisiaj taka kwota robi wrażenie, a co dopiero 20 lat temu.

    --
    Dominik 24.06.2008
    Laura 11.08.2016
  • wolha.redna 26.11.18, 10:45
    Zgadzam się z Piterus, ale nie gloryfikowałabym też korporacji. Czy tu ktoś oprócz kocicy i mnie pracował jeszcze w korpo? To sie tak wydaje, że każdy tam spektakularnie awansuje, tymczasem ja znam mnostwo ludzi ktorzy od 10 lat robią na podstawowych stanowiskach, tylko firmy zmieniają, żeby o 500 zł więcej zarabiać. Mam też uczniow z korpo, chodzą cały rok do mnie, narzekają lekcja w lekcję, nienawidzą swojego szefa i współpracowników, ich obowiązki są nudne albo bardzo stresujące i oczekiwania managementu z pupy wyjęte. A potem raz na 3 lata taką osobę docenią (czytajcie: dadzą awans żeby się nie zwolniła, bo potem zaś trzeba szukać na jej miejsce frajera i pewnie za więcej kasy) i nam sie wydaje, że to wielkie fanfary. Wiem co mówię, 5 lat w korpo robiłam (teraz mam macierzyński). Korpo też się wycwaniło i teraz oferują - przynajmniej w mojej firmie - tzw awanse poziome hahaha - czyli przenoszą cię za taką samą kasę do innego działu. Redukują management, bo na tym można najwięcej zaoszczędzić. Po co zwalniać klepatorów co zarabiają po 4 tysie na rękę jak można wywalić 1 menago co ma 20k. No i w korpo też nie ma często jak negocjować (chyba że jestes programistą) - albo bierzesz co jest, albo zapomnij o podwyżce na 3 lata. O podwyżkach i awansie też decyduje czy twój menago cię lubi i będzie o ciebie walczył na corocznych kalibracjach. Długo mogłabym o tym opowiadać, ale na pewno tak łatwiutko nie ma.
  • kocica27 26.11.18, 14:30
    Podpisuję się rękami i nogami :) Awans w korpo wcale nie jest taki oczywisty, ponieważ ilość wysokich stanowisk jest ograniczona. Wszyscy nie mogą być dyrektorami.

    --
    Dominik 24.06.2008
    Laura 11.08.2016
  • lenalang 27.11.18, 18:14
    Ja też jestem z korpo. Kiedyś trochę uczyłam.

    Powiem tak wszędzie dobrze gdzie nas nie ma:)
    Ja nienawidzę pracy popołudniami i wieczorami więc nie mogłam uczyć. Jak chcesz jako lektor zarobić to nie masz szans ustawić tak grafiki żeby pracować do 15-16 codziennie.

    Co do zarobków to 4tys w korpo można dostać za prosta robotę w elastyczny godzinach pracy. Natomiast żeby tyle zarobić jako lektor to też się trzeba urobic....zapłacić ZUS, podatek (chyba że pracujesz na czarno ), brak płatnych wakacji, chorobowego, zastój w wakacje, ferie.

    Jakby praca lektora była tak elitarnym zawodem jak 10- 15 lat temu to pewnie bym uczyła.
  • goldf-ish 27.11.18, 21:19
    Ja juz mam tak ustawiony grafik ze w wiekszosc dni pracuje do 17 I da sie. Tylko w jeden dzien mam wiecej ale I zlecenie lepsze :) Tylko, ze w ciagu dnia rzeczywiscie caly czas pracuje najczesciej od 7,8. W jeden dzien od 7 do 17 mam 8 godzin roboczych nawet ale wtedy wieczor juz dla siebie.
  • fillette2 12.12.18, 14:57
    Zdradź sekret jak znaleźć uczniów na lekcje w ciągu dnia. Marzę o tym, jeśli mi się to nie uda to chyba też pożegnam lektorowanie.
  • goldf-ish 12.12.18, 17:26
    Klienci w firmach korporacyjni. Mamy rynek pracownika a ludzie nie chca miec zajec poza godzinami pracy. Czasami dojezdzaja do mnie rowniez korporacyjni ktorzy pracuja w terenie albo maja flexible working time.
  • lorna.doone 29.11.18, 09:13
    Zgadzam się. Stawki w szkołach językowych nie rosną. Jestem w zawodzie od ponad 20 lat i od prawie 20 lat prowadzę DG. Już ponad 10 lat temu zrezygnowałam ze współpracy ze szkołami ze względu na stawki właśnie. Znalazłam własne firmy, w których uczyłam. Ale po kilku latach zaczęły mnie męczyć dojazdy. Tak więc po urlopach macierzyńskich wróciłam do zawodu jako korepetytor. Ze starymi stawkami... Jednak popracowałam trochę na swoje nazwisko - i jednego roku skróciłam czas zajęć (nie podniosłam ceny ale dzięki krótszej lekcji mogłam więcej lekcji zmieścić w grafiku a uczniowie nie odczuli zmiany), potem zaczęłam się ogłaszać z wyższą stawką - i nadal byli chętni. Za kolejne pół roku znów podniosłam stawkę w ogłoszeniu - i nadal byli chętni. W zeszłym roku wyrównałam stawki wszystkim do tych najwyższych - i wszyscy się zgodzili... Nie mam więc teraz dużego problemu ze stawkami, nie mogę na to narzekać, do tego uczniowie przychodzą do mnie, nie martwię się o dojazdy, paliwo, taszczenie komputera i książek, o to że korek itp. Prowadzę tylko indywidualne lekcje więc biorę wolne kiedy chcę. Ale z kolei przeszkadza mi, że pracuję popołudniami, nie mogę odebrać dzieci ze szkoły czy zaprowadzić je na zajęcia dodatkowe. No i wiecznie muszę mieć mieszkanie sprzątnięte na tip-top, dzieci rano przed szkołą nie mogą talerzy na stole zostawić, prania nie wywieszę do schnięcia, bigosu w garze nie nastawię. I tak czego bym nie udoskonaliła to ciągle mam jakieś "ale". CO nie zmienia faktu, że do pracy dla szkoły językowej nie wróciłabym za te stawki sprzed 20 lat. Wolałabym nawet za te same śmieszne pieniądze prowadzić lekcje bez pośrednika - nie zniosłabym faktu, że pracuję na czyjś zysk i ktoś na mojej ciężkiej pracy się dorabia.
  • angksiazki 29.11.18, 13:46
    AMEN
  • goldf-ish 29.11.18, 14:58
    A tak z ciekawosci za jakie stawki pracowalyscie ze szkolami?
  • goldf-ish 29.11.18, 17:46
    A I zgadzam sie z tym, ze trzeba podnosic stawki. Nie wiem skad przekonanie, ze wtedy firmy odejda. Ba, mozna ich znalezc jeszcze wiecej bo sa jednak tacy ktorym zalezy na jakosci a za jakosc sie placi. Nie wiem jak Wy, ale ja wszystkim od Nowego roku podnosze stawke o 5-10 zl za h. Nie jest to duza kwota nawet dla tych co placa indywudualnie a jak wszystkim podniose to akurat beda dodatkowe srodki na zusy I inne oplaty ktore na pewno wzrosna. Wiec nie ma co narzekac, tylko podnosic stawki.
  • science75 08.12.18, 12:04
    W zupełności zgadzam się z przedmówczynią. Podnosić stawki od Nowego Roku.

    A propos pracy w korpo: pracowałam 12 lat, wieści o awansach i wysokich zarobkach są mocno przesadzone. A częstokroć ma się nad sobą szefa, którego z przykrością trzeba tolerować. Plus wyścig szczurów, mobbing i stresy na porządku dziennym. Właśnie dlatego pracuję na własny rachunek żeby tego nie doświadczać. Ktoś tu wcześniej podnosił, że pensje w korpo w Warszawie zaczynają się od 5 tyś... to jest bzdura, są często i niższe. Moi uczniowie co i rusz dzielą się ze mną "rewelacjami" n/t wynagrodzeń w korpo. Zatem w moim przekonaniu praca w korpo nie jest atrakcyjna; wyjątkiem są naprawdę wysokie stanowiska.
  • goldf-ish 08.12.18, 15:32
    Otoz to.
    Przy wlasnej dzialalnosci jest tak, ze jak my nie zadbamy o swoje zarobki to nikt nie zadba. Po prostu
  • baba67 09.12.18, 09:15
    Ze względu na specyfikę targetu podnoszę po wakacjach. To jest dobra metoda tylko trzeba z wyczuciem.

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • goldf-ish 09.12.18, 09:42
    Co rozumiesz przez 'z wyczuciem'?
  • baba67 09.12.18, 10:11
    No nie za dużo , nie z dnia na dzień. Wakacje są logiczne.

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • jaslene 09.12.18, 20:34
    Kiedyś dostałam od pewnej szkoły propozycję uczenia za 20zł/45 min brutto! Kto normalny godzi się na taką stawkę? Nawet na studiach brałam o wiele więcej i nie narzekałam na brak uczniów.
  • anglofil 10.12.18, 07:00
    Mi się wydaje, że w tym zawodzie po prostu można różnie. Dzieci, dorośli indywidualni, grupy, firmy. Ja uczę dorosłych indywidualnych u siebie ale mam też 2 firmy z dojazdem przez szkołę 60 i 80 zł za godzinę w g. dopołudniowych - wiem, że chujnia. I własną firmę za 70 zł stawka niezmieniana od 5 lat. Mam wydatki stałe na 3.5 tys i ledwo ciągnę. Może czas poszukać firm z dojazdem za przynajmniej stówkę ale nie wiem jak to zrobić, mam zero znajomych w korpach. Pracuję od rana do nocy, zarobki tyle co 30 latki w korpo. Wątpię, czy w Krakowie ktoś poza wyjątkami bierze więcej za indywidualne w domu niż 60/70 zł 60 min. ale może się mylę. Myślę o zmianie profilu w branży, o przerzuceniu się na firmy bo BE to nie problem ale nie wiem jak tego szukać.
  • goldf-ish 10.12.18, 08:21
    Przeciez piszesz, ze pracujesz juz w firmach tylko, ze przez szkole. Wykonuj tam dobra robote to w przyszlosci ktos Cie poleci bezposrednio. No I oglaszaj sie w necie. Zawsze ktos powinien sie znalezc.
  • goldf-ish 10.12.18, 08:35
    I podnies w koncu te stawki. Jak mozna od 5 lat nie zmieniac stawek kiedy zusy I wszystko inne idzie w gore???
  • lenalang 10.12.18, 20:42
    A mnie dzisiaj naszła taka refleksja.
    Potrzebuje masażysty bo mnie plecy bolą. Szukam w mieście (krk) i okazuje się że ciężko znaleźć taniej niż 150zl za h masażu.
    Jak to możliwe że masaż może kosztować ok 3 razy więcej niż lekcja angielskiego?
    Przecież studia (fizjoterapia ) też nie sa jakieś wymagające a na pewno nie bardziej niż filologia.
    Do tego widzę że masażysta w KRK jest masa więc to nie chodzi o to że mała konkurencja. Przyjęło się że masaż kosztuje , natomiast lekcja języka to ciężko ludziom dac 50zl czasami.
  • lenalang 10.12.18, 20:47
    A co do szukania godzin w korpo to z mojego doświadczenia (pracuje w korpo juz 7lat ) te wielkie firmy wola duze szkoły językowe które oferują lekcje kilku języków. Łatwiej im się rozliczać z jedną dużą firma niż z lektorami pojedynczo.
    Ale mogę z ciekawości jutro zapytać u nas w HR jak to faktycznie wygląda.
    Wiem że płacą 150 zł za 90min i korzystają że szkoły EMPIK.
  • anglofil 11.12.18, 07:17
    Super zapytaj. Ja mam swoje z przypadku jedna miala przez szkoly ale pierwszy lektor byl do luftu a druga poszla na urlop mac. i sie wkurzyli i mnie znaleźli a druga firma z polecenia. I tyle.
  • jaslene 10.12.18, 22:15
    Wolę uczyć angielskiego za 50zł niż dotykać niedomytych, zaniedbanych ludzi za 150zł :P Bo tacy u masażystów też się zdarzają.
  • lorna.doone 11.12.18, 18:30
    Lenalang - Właśnie. Też mam takie spostrzeżenia: za masaż w Wawie płacę nawet 200zł, lekcja jazdy na rolkach/łyżwach/nartach 90zł/50min, inne zajęcia na które chodzą moje dzieci w Warszawie w GRUPIE: taniec 80zł/120min, plastyka 80zł/120min, gotowanie 80zł/90min! Za dwójkę dzieci za zajęcia dodatkowe hobbystyczne płacę ponad 1tys miesięcznie.
    Te powyższe ceny właśnie zmobilizowały mnie do podwyższenia stawek choć niestety nie biorę tyle co masażysta czy choćby tyle co łyżwiarz.
  • goldf-ish 11.12.18, 19:19
    Bo niektorzy zachowuja sie jakby w tym biznesie byli za kare zamiast po prostu zarabiac I robic biznes. Podczas gdy masa ludzi jest sklonna placic dobre pieniadze. U mnie klienci czesto maja dofinansowania % nawet na zajecia indywidualne. Mam klientke ktorej firma za godzine zajec doplaca az 60 PLN a ona placi tylko reszte. Naprawde w tej branzy sa pieniadze tylko tak jak mowie, niektorzy chyba robia ten biznes za kare. Ja sama bylabym sklonna placic OK 150 PLN za godzine np za niemiecki gdybym miala dobrego, poleconego lektora.
  • anglofil 11.12.18, 23:51
    Ok to jakie macie te stawki w dokladnosci???
  • goldf-ish 12.12.18, 17:23
    Ja juz pisalam kiedys ze przy jakiejkolwiek dzialalnosci uslugowej inkasowanie od klienta mniej niz 100 PLN(to jest w ogole minimum) za godzine to gwozdz do trumny.
    Najlepiej policz sobie ile chcialbys zarabiac, podziel przed dni w roku, odlicz Swieta I dni wolne, swoje wakacje w ktorych nie zarabiasz, jakis margines dolicz na swoje zwolnienia lekarskie kiedy tez nie zarobisz I wyjdzie Ci ile powinienes inkasowac za godzine. Zapewniam, ze nie wyjdzie Ci 60-70 PLN ktore teraz bierzesz od klientow. Taka stawka to smiech na sali. Sam piszesz ze ledwo ciagniesz. Jak sie chcesz zabezpieczyc na przyszlosc? Podejrzewam, ze Twoi klienci co Ci placa te 60-70 za godzine sami spedzaja wakacje na Dominikanie czy w Dubaju I nie maja problemów, ze 'ledwo ciagna' tak jak napisales o sobie. Dlatego ludzie, zamiast ciagnac watki, ze stawki niskie to zacznijmy sie w koncu szanowac.
  • chocoladette 13.12.18, 13:35
    Jestem ciekawa, czy są tu jakieś osoby spoza dużych miast, gdzie nie ma korporacji, bo z całym szacunkiem, ale w moim mieście, gdzie jest kilka większych firm, ale to margines, 100 zł/h to stawka totalnie odrealniona.

    --
    [url=http://www.enceinte.com/choix_frizooo.php][img]http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-08,,,,,transparent,mois,frisefleurviolette,28,4,2010-07-10,006666.png[/img][/url]
  • ponurra_kurra 13.12.18, 20:53
    Oj tak, mieszkam w małym mieście (ok. 50 tys), w mieście brak dużych korporacji. Tutaj 100/h to stawka nierealna. Muszę z ciekawści sprawdzić tutejsze stawki tych legendarnych hydraulików, bo masaż kosztuje 30zł/15min, czyli w przeliczeniu na 1h całkiem sporo.
  • piterus123 14.12.18, 07:44
    wypowiedzi do mojego wątku utwierdzają mnie w przekonaniu, że lektorzy to jednak w swojej większości specyficzna grupa zawodowa. Zauważyłam, że wiele osób na gwałt szuka jakiegoś argumentu by uzasadnić niskie stawki. Argumenty typu: wolę nauczać, niż masować brudnych, wolę nauczać niż siedzieć za kasą itd.Hihihi (uśmieszek infanylnej dziewczynki). I argument, że w naszym małym miasteczku po prostu nie można podnieść stawek, bo ludzie nie zapłacą/nie mają pieniędzy. Nie wyobrażam sobie by na innch forach w wątku "zarobki" np. listonoszy/lekarzy itd ludzie na gwałt szukali uzasadnienia pozostawienia stawek po staremu. By lekarz pisał, że jest z małej miejscowości więc nie widzi potrzeby dołączenia do strajku płacowego, by listonosz argumentował, że woli na świeżym powietrzu spacerować, niż w korpo siedzieć i dlatego jego płaca może zostać po staremu.
    Spędzam wakacje dość często w małym miasteczku na mazurach i przez ostatnie 20 lat ceny towarów i usług się tam też bardzo zmieniły. Majster ma podobne stawki do tych warszawskich. Nie słyszałam by podwyżki w policji, służbie zdrowia itd dotyczyły jedynie wielkich miast. Po prostu trzeba zarobić na życie i utrzymać (conajmniej dla osób nieambitnych) standart życia.
    Jeżeli ktoś 20 lat temu brał 50 zł to dziś biorąc 100, wcale nie bierze dużo. To jedynie wyrównuje inflację z tego czasu. Czyli za 50 zł 20 lat temu mógł ktoś około tyle bochenków chleba, prądu, ubezpieczeń itd nabyć co dziś za 100. A polska gospodarka i płace szybciej rosną niż inflacja, więc i tak te 100 zł oznaczałyby jedynie zastój (siła nabywcza) i cofanie się w stosunku do średniej uzyskiwanej przez inne grupy zawodowe.
  • ponurra_kurra 14.12.18, 15:25
    Absolutnie nie zgodzę się z tezą, że ceny wszystkich usług w małej miejscowości są podobne do tych w dużej. Ceny w budowlance czy choćby za wizytę lekarską są u nas dużo niższe niż w dużym mieście. Mam porównanie, przez 15 lat w dużym mieście mieszkałam i korzystałam tam z usług.
  • piterus123 14.12.18, 21:34
    nikt nie stawiał tezy, iż ceny WSZYSTKICH usług są podobne. Ps: są bardzo podobne jeżeli chodzi o budowlańców - dziś jest mega popyt na budowlańców i większość przyjeżdza na prace do okolicznych dużuch miast. Jak w Warszawie dostanie 50tyś za zrobienie dachu i ma ful zleceń to nie zrobi tego za 30 w małym miasteczku, bo potrafi liczyć. Troszeczkę może zejść ale nieznacznie.
    Fakt w dużych miastach ceny usług/zarobki generalnie są wyższe niż w miasteczkach, ale zarówno tu i tam przez 20 lat się radykalnie zmieniły. Weżmy takie województwa jak lubuskie, świętokrzyskie, war-maz, czyli województwa z 1-2 średnimi miastami i reszta malutkie. Poszukaj w necie danych GUS - też tam płace się podwoiły i corocznie ostatnio w tempie 6-7 % rosną. Co się tyczy lekarzy, to może tak jest, że mniej zarabiają - ale wciąż więcej niż 20 lat temu - oni nie są "Siłaczkami". Choć kursant mi powiedział, że w przychodniach w małych miejscowościach płacą lepiej niż w Warszawie, bo nie ma chętnych do pracy, a w średnich miastach w prywatnychprzychodniach mają wyższe stawki niż w Wawie w Luxmedzie bo tu duża konkurencja lekarzy.
  • jaslene 15.12.18, 17:45
    piterus123 napisał(a):
    Hihihi (u
    > śmieszek infanylnej dziewczynki).
    Ulżyło ci? Mam nadzieję, a teraz możesz wracać do snucia bajki o warszawskich stawkach na "prowincji".
    Nie musisz odpisywać i tak nie przeczytam, bo tych bzdur jakie tu piszesz nie da się czytać.
  • piterus123 15.12.18, 19:02
    1. "Nie musisz odpowiadać" i "możesz wracać" - prawdziwa nauczycielka starej szkoły - rozkazy i pozwolenia. Tak jest Pani generał!
    2. Czy mi ulżyło? Tak, i mi w tym pomogłaś. Jeżeli ktoś może się wypowiedzieć na istotny dla niego temat to czuje ulgę.
    3. Zacytuj fragment w którym kiedykolwiek podałam, że warszawskie stawki są takie same jak na prowincji? Wielokrotnie podkreślałam, że piszę z perspektywy Warszawy. A o stawkach na prowincji wypowiadałam się porównując ogólny rozwój gospodarczy ostatnich 20 lat, który prowincji nie ominął.
    4. "Bzdury" - a co masz na myśli? Wysil się na argument. Podaj tak jak ja dane gus. Albo zaprzecz, ze na prowincji od przyszłego roku składka zus nie wzrośnie o 7%. Te 7 % biorą się stąd, gddybyś nie wiedziała, że o tyle w gospodarcze średnio w 1 rok płace teraz rosną.
    5. Zauważyłam, że włożyłam kij w mrowisko, ale co tam. Niektórzy potrzebują taki komfort psychiczny, że są ofiarami, albo z powodu zewnętrznych okoliczności nic nie da się zmienić. "Stawka na prowincji musi być jaka jest, bo ludzie więcej nie zapłacą." A ja uważam że zapłacą, bo zarabiają coraz więcej i też wydają coraz więcej. Ale pisząc to to tak jakbym pewne osoby w ich bierności krytykowała - a to już jest niedopuszczalne :-)
  • goldf-ish 15.12.18, 23:45
    Po prostu w tej branzy I w ogole na dzialalnosci kazdy ma tyle na ile sobie zapracowal. Nie negocjujesz, nie robisz corocznych podwyzek, nie masz aspiracji, zeby nalezec do najlepiej zarabiajacych w danej branzy to nie zarabiasz. Proste.
  • baba67 16.12.18, 10:42
    I to jest dobre podsumowanie. Nie ma niemiłego wrażenia że się powinno rezygnować z pracy którą się lubi albo narażać na brak klientów bo ktoś chce zarobić ale się nie narobić i uważa że jakieś odjechane stawki należą się jak psu micha. A reszta niby psuje rynek.Nie czuję się ofiarą , nie narzekam,wręcz przeciwnie.Lepiej garść z pokojem niż dwie garści z wojną, może nie każdemu się to powiedzenie podoba, ale mi bardzo.

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • piterus123 16.12.18, 11:16
    To przysłowie w pewnych styuacjach może być dobre, ale w innch może paraliżować, zniechęcać przed jakimkolwiek działaniem, przed zmianą, rozwojem itd.
    Co się tyczy "odjechanych stawek" to muszę cię rozczarować, bo te stawki po prostu w gospodarce tak odjechały. Nauczasz od 10, 20 lat? Wez sobie dane gusu za ten okres. Przez 10 lat się prawie podwoiły, przez 20 prawie potroiły. Ale jakoś Polacy narzekają na zarobki porównując się z zachodem. I myślę że to jest zdrowe ambitne podejście. Raczej Kierowca, który dziś zarabia dwa razy tyle co 10 lat temu nie powie, że ma odjechane wynagrodzenie.
  • baba67 16.12.18, 12:01
    Chyba inaczej rozumiemy to powiedzenie.Nie ma to nic wspólnego z brakiem wyzwań i rozwojem albo jego brakiem.Sugeruje zejście na ziemię.

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • piterus123 22.12.18, 13:44
    Myśle, że tak samo rozumiemy bardzo jasne powiedzenie. Jedynie ja ostrzegam przed jego zbyt częstym używaniem, bo łatwo je użyć jako wymówkę.
  • goldf-ish 22.12.18, 14:14
    Jeszcze co do tych zarobkow I stawek to chyba tez jest taki roztrzal, bo kazdy ma inne potrzeby ale tez sytuacje zyciowe. No bo np kobiety ktore maja bogatych mezow czy rodzinie. Im pewnie bardziej zalezy na spokoju niz na zarobku bo pieniadze juz maja. Podobnie jest z potrzebami. Jeden bedzie mial potrzebe posiadania porzadnej skorzanej torebki za 500-1000 PLN bo lubi porzadne rzeczy, drugiemu wystarczy torba za 50 PLN z supermarketu. Jeden woli wakacje na dzialce, drugi w drogim kurorcie narciarskim, na Dominikanie czy Malediwach. Ludzie ktorzy maja mniejsze potrzeby zarobkowe zawsze beda mniej zarabiac.
  • kocica27 22.12.18, 18:03
    Zgoda, że jak nie podejmujesz tych wszystkich działań, to nie zarabiasz. Nikt sam nie przyjdzie i nie zaproponuje - "To może ja bym płacił 2 razy tyle"... Ale nasuwa się wniosek, jakoby podjęcie wymienionych działań powodowało coś odwrotnego, a tak, niestety, nie jest. Można chcieć zarabiać więcej, (próbować) podwyższać ceny, negocjować i..... stracić połowę klientów. To wcale nie jest takie proste...

    --
    Dominik 24.06.2008
    Laura 11.08.2016
  • goldf-ish 22.12.18, 18:38
    To prawda. Kazdy z nas chce placic za wszystko jak najmniej. Pelna zgoda. Tylko dla pewnej czesc osob oprocz ceny liczy sie rowniez jakosc.
    Wiec dlatego wyzej podalam przyklad np tanszych I drozszych torebek . Co kto woli.
    Ja np wole kupic jedna dobrej jakosci torebke niz za ta sama cene 4 podejrzanej jakosci.
    Wolalabym placic 150 PLN za godzine lektorowi niemieckiego ktory bylby profesjonalny, wymagajacy I zadawajacy mase pracy domowej niz placic 50 PLN za jakies liche zajecia ktore ktos przeprowadza aby tylko odbebnic.
    Za coraz wyzsza jakosc musza byc wyzsze ceny.
    Ja swoim klientow oferuje bardzo wysoka jakosc, mam na swoim koncie duzo sukcesow dlatego tez podwyzszam stawki. Z wiekszych sukcesow to np kiedys dzieki mnie moj klient ktory prowadzi firme podpisal kontrakt na ponad million zlotych,bo przygotowalam go do serii spotkan. Nie powiem, ze tak zadowolony klient nie zrezygnuje z moich uslug bo jakas Pani z ogloszenia bierze 10 zlotych mniej. Dlatego uwazam, ze efekty mojej pracy sa bardziej niz wymierne. Chce oferowac jak najwyzsza jakosc I jak najlepsze efekty. Stawek niestety nie mam najwyzszych w miescie, ale do tego daze. Chce raczej aspirowac do osob, ktore maja najwyzsze stawki anizeli do tych co biora najmniej w miescie.
  • kocica27 23.12.18, 08:34
    Ja mam podobne podejście. Staram się, aby jakość moich usług była jak najwyższa. Uważam, że 10zł więcej czy mniej to nie problem, ale już 50-60zł może spowodować pewne zawahanie u klienta.
    Widzę też w internecie mnóstwo bardzo profesjonalnych osób, prowadzących blogi, tworzących własne materiały, korzystające z najnowszych aplikacji i potem ze zdziwieniem odkrywam, że mają niższą stawkę niż ja... To jest dla mnie niezrozumiałe...


    --
    Dominik 24.06.2008
    Laura 11.08.2016
  • goldf-ish 23.12.18, 14:31
    Nie jest naszym problemem, ze ktos sie nie ceni.
    Zreszta zawsze mozna sie zainspirowac I samemu tez zaczac wdrazac innowacje.
    Zreszta, ja nie spotkalam jeszcze profesjonalisty, ktory by sie nie cenil no moze z wyjatkiem jednej kolezanki, ktora miala bardzo bogatego meza. :)
    Wrecz przeciwne, widze ze ludzie sie wlasnie zaczynaja cenic. Kiedys dojazd do klienta byl standardem, teraz juz nie koniecznie. Popularyzuja sie zajecia online, ludzie chyba zaczynaja bardziej cenic swoj czas. Duzo osob juz robi tylko grupy bo indywidualki sie im nie oplacaja itd
  • kocica27 26.12.18, 11:01
    W moich stronach dojazd do klienta nigdy nie był standardem. Raczej świadczył o desperacji lektora.

    --
    Dominik 24.06.2008
    Laura 11.08.2016
  • mewa-01 05.01.19, 00:52
    Tak, zgadzam się z tym, że klient na ogół tak szybko nie odejdzie tylko dlatego, że ktoś w ogłoszeniu napisał, że weźmie 10zł mniej. Jednak w przypadku lektorów, to niestety nie jest to takie oczywiste. Stali klienci znają ciebie i zostaną, ponieważ widzą efekty nauki z dobrym lektorem. Ale potencjalni kursanci nie wiedzą o tym czy jesteś dobrym lektorem, czy nie! Skąd mają to wiedzieć? Wiedzą o tym i ufają tylko ci, którym lektor został polecony. Jeśli natomiast znajdujesz klientów z ogłoszenia, to oni tego nie wiedzą. Nie masz napisane na czole "Halo, jestem świetna!" Potencjalni kursanci sądzą, że wszyscy lektorzy reprezentują taki sam poziom znajomości języka, dlatego, że wszyscy skończyliśmy te same studia. A my wiemy, że to nieprawda. Tak szczerze, to ja swoich dzieci nie wysłałabym do niektórych swoich kolegów, z którymi studiowałam. Tak więc, tak .... może być duży rozstrzał w jakości świadczonych usług. Ma to często odzwierciedlenie w cenie. Nie każdy lektor ma doświadczenie w nauczaniu specjalistycznego języka, czy biznesowego ....

    Już na kilku wątkach pisałam, że niestety nie każdy z nas ma taką samą wiedzę. Każdy z nas skończył studia z różną średnią w indeksie oraz na dyplomie. Każdy z nas miał większe lub mniejsze problemy ze zdaniem PNJA za pierwszym razem. Ile z was może pochwalić się oceną bardzo dobrą ze wszystkich modułów PNJA? Niewielu .... Do tego dochodzi osobowość, umiejętność przekazu wiedzy, pracowitość, dobra organizacja pracy, biznesowe podejście do zawodu.

    Zgadzam się z piterus123 oraz goldf-ish .... Są wśród nas osoby pracujące za karę, które próbują non-stop uzasadniać dlaczego nie podnoszą stawek, a nawet więcej - zaoferują niższą cenę niż droższy kolega. Szczerze powiedziawszy ja nigdy nie patrzę na inne stawki. Wiem, że są osoby w Warszawie, które wezmą 50zł/1h i też zastanawiam się jak oni dają radę z utrzymaniem w stolicy? Rozumiem, jeśli mąż/żona lektorki/lektora zarabia wystarczająco by utrzymać rodzinę. Ale jeśli jest to osoba samotna na dorobku wynajmująca mieszkanie bądź na kredycie hipotecznym, to nie wiem jak sobie takie osoby radzą i doprawdy nie rozumiem, dlaczego tak nisko się cenią. Czy większość nauczycieli naprawdę uwierzyła, że muszą zarabiać mało?

    Jeśli chodzi o mnie, to moje stawki są zróżnicowane w zależności od rodzaju języka (ogólny, specjalistyczny, biznesowy, przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej), długości jej trwania (60min, 90min), częstotliwości tych lekcji (przy trzech w tygodniu możemy nieco negocjować), oraz zależą od tego, czy są to lekcje indywidualne, czy grupowe ..... Mam dualne wykształcenie, bardzo długi pobyt w UK jako dziecko i nastolatka), swoje doświadczenie w korpo .... Nie zaniżam cen, podnoszę regularnie niemal co roku, nie podnoszę stałym kursantom, ponieważ oni i tak rotują, więc osoby, które zostają mają taką samą stawkę od lat. Nie tracę na tym. Oczywiście dywersyfikuję ryzyko. Nie pracuję tylko z jedną szkołą językową, generalnie w 90% pracuję z własnymi klientami. Mam zasady współpracy, które odsiewają na "dzień dobry" nierzetelnych potencjalnych kursantów. Owszem zawsze kiedyś znajdzie się jakaś nieuczciwa menda, która mimo tego, że się zgodzi na zasady, potrafi mnie olać, albo inny "czub". To się zdarza i to nie tylko w naszym zawodzie. Tym nie należy się przejmować, tylko szukać nowych klientów w miejsce tych nietrafionych. Moje ogłoszenia wiszą cały czas w sieci. Nie zawsze szukam nowych kursantów, ale mam ogłoszenia, ponieważ pełnią one rolę marketingową. Nawet dzisiaj zadzwonił do mnie ojciec dwojga dzieci, który zapisał sobie numer do mnie jakieś 2 miesiące temu .... Tak więc warto być w sieci, warto być zauważalnym i zapamiętywalnym. Przecież fakturę za ogłoszenia w sieci i tak wchodzą w koszty uzyskania przychodu.
    Nie przywiązuję się również do swoich kursantów. To nie są, z małymi wyjątkami oczywiście i dopiero po dłuższym czasie, moi koledzy, czy koleżanki. To są KLIENCI, a oni mają prawo odejść kiedy tak zdecydują, bo np. znajdą nową pracę i nie mają już czasu na naukę, albo nie mają kasy, bo kupują mieszkanie, albo skończyła im się refundacja. Takie zmiany to rzecz normalna w naszym zawodzie. Jedni odchodzą, inni przychodzą .... Nie należy oczekiwać, że nasi kursanci będą z nami latami. Jeśli takich mamy to fajnie, należy cieszyć się :) Jednak nie należy płakać dlatego, że odchodzą. Przyjdą inni, naprawdę. Nauczanie to biznes jak każdy inny. Lekarze, prawnicy, konsultanci biznesowi biorą rozsądne i bardzo zbliżone pieniądze za swoje usługi, a tam często również pracują studenci, albo osoby z niewielkim doświadczeniem, nie tylko starzy wyjadacze. Ale koszt usług firmy kosultingowej jest taki sam, niezależnie od tego, czy pracę wykonał student, czy ktoś z długim doświadczeniem. OK, zdarza się, że student jako freelancer napisze apkę za śmieszne pieniądze, ale coraz więcej wśród informatyków to tacy, którzy cenią się podobnie w danym regionie, niezależnie od wieku i doświadczenia. I tak samo powinno być wśród lektorów.
  • lorna.doone 05.01.19, 10:37
    Pamiętajmy, że przecież jest też zapotrzebowanie na usługi premium. Nie każdy szuka JAK NAJTANIEJ. Wielu uczniów szuka JAK NAJLEPIEJ, często wychodząc z założenia że tania lekcja nie przyniesie mu tego czego on oczekuje. Tak jak nie wejdzie do CCC po buty tak nie weźmie lektora za 50zl z dojazdem, szkoda mu na to czasu. Dlatego nie dziwie mnie, że wiele osób decyduje się na drogie zajęcia. I jeśli usługa rzeczywiście jest premium - to zostają na dłużej. Ja sama jak szukam czegokolwiek do kupienia (ostatnio nebulizator) i robię rozeznanie co jest na rynku - wchodzę na Allegro i wyszukuję najpierw wg najpopularniejszych (i rzeczywiście zazwyczaj te tańsze są popularniejsze) oraz wg najdroższych (zawsze też kilka sprzedanych) i dopiero porównuję te produkty. I właściwie zawsze okazuje się, że wolę dopłacić i kupić ten droższy. I jestem przekonana, że z naszymi ofertami jest tak samo.

    Ergo, podnoście ceny :)
  • piterus123 14.12.18, 09:27
    Nie będę pisała ile dokładnie zarabiam. Zrobię to inaczej, napiszę ile nie mogę zarabiać. Nie mogę zgodzić się na 100 za 90 minut jak to jest praktykowane dość często w gorszych szkołach językowych. Staram się mieć 3x90 minut dziennie od poniedziałku do piątku. Z dojazdami, papierologią, przygotowaniami to wcale nie jest mało. Zazwyczaj mam zajęcia o 7.30/8.00 i wtedy o 10.00/10.30 i koło 17.00/17.30/18.00 - zaczynam dzień bardzo wcześnie i kończę dość póżno - nie jest to komfortowe jak się ma rodzinę/życie towarzyskie.
    Policzmy: 100zł razy 15 w tygodniu daje 6000 w miesiącu. Jestem w zawodzie już prawie 20 lat i wiem że 1/3 zajęc trzeba odjąć - kursanci chorzy, ferie, przerwa letnia, wakacje. Może się wydawać, że to dużo wolnego, ale nie jest to wiele więcej niż osoba na etacie mająca 28 dni urlopu, różne dni świąteczne i chorobowe. Więc zostaje 4000 minus 1300 zus od stycznia 2019 daje 2700 minus jakiś podatek dajmy z 300, daje 2400 na rękę. Najniższa emerytura, chyba że coś odkładamy wtedy te 2400 należy pomniejszyć. Jakieś wydatki typu dojazd, bęzyna, podręczniki, szkolenia i robi się kwota kwalifikująca do pomocy w MOPS :-). Dla osoby z magistrem.
    Konkluzja: albo ktoś pracuje za taką stawkę jak szalony od rana do nocy i wtedy coś zarobi, albo się szanuje i ma po prostu znacznie wyższą stawkę.
    I nie zgodzę się że to jest Warszawka i tylko tu można więcej wymagać. Zawsze miałam i mam też teraz kursantów kilkadziesiąt km pod Warszawą. Jeżdząc po Polsce w każdej mieścinie widać samochody za kilkaset tyś. Wille, dobrze prosperujące zakłady kosmetyczne, kwiaciarnie, restauracje, hotele, gabinety lekarskie warsztaty itd.
    Niektórzy pytaja tu o strategię uzyskania wyższych stawek. Mam taką strategię - nigdy nie mówię, że już nie mam czasu i nie mogę wziąć kursu/osoby, choć zawsze mam wystarczająco. Po prostu podaję stawki, które dla wielu są z kosmosu. Pięciu odmówi ze względu na cenę, szósty się zgodzi. Po pierwsze w taki sposób wchodzę w krąg klientów zamożnych. Prezes klient zarabiający kilkadziesiąt tyś miesięcznie poleci mnie komuś kto porównywalnie zarabia. Po drugie ta piątka która odmówi słysząc od następnego nauczyciela połowę mojej stawki z ulgą i radością na to przystaną - więc robię coś dobrego dla innych lektorów.
  • kocica27 14.12.18, 13:36
    Ja zawsze mówię sobie, że jak już wszyscy okoliczni lektorzy z niższą stawką znajdą klientów, to wtedy przyjdą do mnie :-) Ale mam też wrażenie, że niektórych klientów niska cena zaczyna niepokoić, żeby nie powiedzieć odstraszać. Część ludzi zaczyna rozumieć, że za ceną idzie jakość. I ja właśnie chcę się tą częścią zająć :-)

    --
    Dominik 24.06.2008
    Laura 11.08.2016
  • baba67 16.12.18, 10:50
    O, to prawda-gdybym była osoba chcąca się przygotować do CAE to zdecydowanie szukałabym kogoś z wyższą stawką. Będąc mama 10 latka szukałabym kogoś z podejściem do dzieci raczej taniej niż drożej.Każdemu czego innego potrzeba.Pomidorowa za 5 zł w lokalnym barku może być rewelacyjna, ktoś chce homara-ma Amara.

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • piterus123 16.12.18, 11:38
    Pełna zgoda, stawki są rożne za rożne zajęcia i są rożni lektorzy. Tego nikt nie kwestionuje. Dla mnie pytaniem jest, czy przez następne trzy lata Twoja stawka wzrośnie a) o około 7-8 procent, bo taka będzie łączna inflacja za ten okres, b) o 20%, bo na tyle prognozuje się wzrost płac łącznie za 3 lata (6-7 % rocznie), czy c) nie wzrośnie, bo odwołując się do poprzednich punktów: ludzie mogą więcej wydawać na usługi i towary, ale nie na moją usługę i ludzie więcej zarabiają, ale nie mają pieniędzy by więcej wydawać - oczywiście na moją usługę. d) wzrośnie o ponad 20 %, bo 20% to jedynie średnia w gospodarce, a ja dodatkowo zdobywam większe doświadczenie i nowe kompetencje i dlatego będzie to więcej.

    Jeszcze raz, mam nadzieję już ostatni w tym wątku: Rozrzut w stawkach jest ogromny i będzie ogromny. Znam lektorkę rosyjskiego, która z dojazdem bierze 40 i nzam nativa angielskiego, który generalnie dostaje 200, ale klient zgodził się na 400, bo lektor uzasadniał iż z powodu długiego dojazdu traci możliwość poprowadzenia dwóch klientów w tym samym czasie. Są bogaci i biedni klienci, są chojni i skąpi, są fajni i marni lektorzy, są ambitni i bierni lektorzy. Tak jest, było i będzie. Jest Warszawa i jest Wałcz. Pytanie, którę sobie jednak zadaję, to czy lektorzy to jakaś specyficzna, odosobniona grupa, która zatrzymała się płacowo w przeszkośći i nawet jak tu na forum widzę broni tego stanu? Dlaczego w innych grupach zawodowych tego nie ma - takiej postawy, to jest ciekawe dla mnie pytanie.
  • baba67 16.12.18, 11:58
    Jeśli uważasz że lektorzy jako grupa zatrzymali się w przeszłości to oczywiście masz prawo do takich obserwacji i wyrażania takiej opinii.Problem zaczyna się przy interpretacji zjawiska, ja zwykle w takich przypadkach zresztą. Nie znam nikogo o zdrowych zmysłach z DG kto mając wystarczająco klientów nie podnosiłby stawki. Zatem rosną wg tego co się dzieje na rynku. A pretensje do rynku to jak do garbatego że ma dzieci proste. Każdy chciałaby zarabiać jak ten native, tak jak każdy niemal aktor chciałby grac w telenoweli za tysiaka z dzień zdjęciowy jak niejaki Lubicz, tylko ile i jest telenowel i Lubiczów.To że ułamek procenta dziewczynek chodzi na zajęcia taneczne grupowe za 40zl za godzinę nie oznacza że każdy lektor powinien brać 100.To nie jest żaden logiczny argument.

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • taro01 18.12.18, 13:32
    Nic dodać nic ująć. Równie dobrze można by mieć pretensje do lektorów, że jest ich tak wielu. Gdyby było ich mniej to i stawki byłyby wyższe. W tym roku podniosłam stawkę o 10zł i z ogłoszenia zadzwoniła AŻ 1 osoba, a w ubiegłych latach prawie codziennie ktoś dzwonił we wrześniu. Uczę też w prywatnym przedszkolu gdzie też podniosłam stawkę i zrezygnowała mi jedna grupa, bo większość rodziców stwierdziła, że to za drogo. Można podnosić stawki, ale jest pewien pułap powyżej którego ciężej znaleźć uczniów i w mniejszych miastach jest on niższy. To, że ktoś w małym mieście nie bierze 100zł nie znaczy, że jest nieambitnym przegrywem, tu takie stawki są nierealne, jak ktoś uważa inaczej to znaczy, że nie ma pojęcia o realiach życia poza Warszawą. Zarabiacie więcej, ale macie też wyższe koszty. Dla porównania:
    - ładne mieszkanie 3 pokojowe w spokojnej dzielnicy u mnie to 140 000, w Warszawie ponad 2 razy tyle,
    - księgowa 100zł, a nie 300zł
    - wspomniany wcześniej masaż u dobrego fizjoterapeuty - 80zł,
    - manicure hybrydowy :P 50zł, a w W-wie: 100-150
    Kolejna sprawa to zarobki. W ostatnim miejscu pracy zajmowałam się analizą płac i w W-wie płace są najczęściej dwa razy wyższe niż w małych miastach w lubuskim czy świętokrzyskim, wyjątkiem są faktycznie pensje lekarzy, więc jak ktoś twierdzi, że pensje różnią się nieznacznie lub wcale to nie ma pojęcia o czym pisze. Ktoś tu jeszcze radził pracę z bogatymi prezesami. Ehh, to, że ktoś ma kasę, nie znaczy, że lubi się nią dzielić. Z doświadczenia wiem, że tacy ludzi są najbardziej skąpi i najczęściej chcą "negocjować" stawki, które i tak nie są już wysokie. Poza tym dorośli to klienci najbardziej problematyczni: ciągle odwołują, uczą mnie jak mam ich uczyć, nawet jak podpiszę umowę to po miesiącu lub 2 rezygnują, a dzieci to klienci na lata. Poza tym ilu tych bogatych prezesów jest w mieścinie 15 000 otoczonej samymi wioskami?
  • baba67 19.12.18, 18:07
    W Warszawie tez nie jest wcale tak wesoło jak się przypuszcza.100 za indywidualny GE tylko natywni biorą i to z uprawnieniami. Można bez problemu znależć za mniej.Oczywiście grupy w firmach to inne stawki, tu jest lepiej.

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • piterus123 22.12.18, 14:10
    Wbij hasło angielski na olx/gumtree a wyskoczy ci masa nienativów za 100, albo więcej. Warszawa.
  • kocica27 22.12.18, 17:43
    Są też nienatywni, np. ja ze stawką zaczynającą się od 100zł/h. Faktem jest, że często są to lekcje Business English, ale zwykłe GE też mam. Do firm nie jeżdżę - nie bardzo mi się to opłaca, bo dojazd zajmuje sporo czasu i zamiast mieć 2 lekcje, pewnie miałabym w tym samym czasie 1. Jak ktoś bierze stówę za godzinę, ale jest to z dojazdem, to tak naprawdę pracuje 1,5h za te 100zł, więc wychodzi mu 60zł za godzinę. Widzę z ogłoszeń, że osoby, które dojeżdżają piszą często, że lekcja trwa minimum 1,5h, trochę lepiej to wtedy wygląda, ale w dalszym ciągu nie jest dla mnie zachęcające. Wolę udzielać lekcji u siebie, gdzie mam dostęp do wszelkich materiałów.

    --
    Dominik 24.06.2008
    Laura 11.08.2016
  • piterus123 22.12.18, 14:07
    Znowu ktoś kto spiera się z tezą, która nie padła. Nikt nie twierdzi, że zarobki w małych miastach są takie jak w dużych. Ale zarówno tu i tam przez ostatnie 20 lat bardzo wzrosły i nadal bardzo szybko rosną. Rownież w biednych województwach. Na mazurach prykładowo bezrobocie spadło z dwudziestukilku do kilku procent.
    Wątek stworzyłam, by podyskutować o konkretnej sytuacj: lektorzy w Warszawie, którzy prowadzą działalność gosp i mają własnych klientów (bez pośrednictwa szkół jęz). Ale większość osób tego nie robi - większość nie mieszka w stolicy i większość udziela korepetychi a nie zajęć dla firm/zamożnych indywidualnych klientów. Ale również nauczycielki udzielające korków mogą się tu podzielić swoimi obserwacjami - czy im stawki rosną, jak to robią, jakie mają plany, obserwacje, sposoby? Z tego co wiem również korepetytorom stawki nie rosną. Choć są to dla mnie dwie całkowicie odrębne rzeczy, ponieważ lektor z własną działalnością zazwyczaj patrzy na zarobek. A korepetytor to często osoba z etatem w szkole która dorabia.
    Nauczyciele etatowi zaczynają pracę z tego co mi wiadomo od 1800zł na rękę. I to mnie jeszcze raz utwierdza w przekonaniu ze jest to specyficzna grupa zawodowa - no bo jaki inny absolwent studiów magisterskich pójdzie na takie coś? Pielęgiarka odejdzie z zawodu, kierowca też i wymusi podwyżkę - nauczycielka nie odejdzie.
  • kocica27 22.12.18, 17:56
    Zgadzam się, że nauczyciele to specyficzna grupa. Rzeczywiście dawno powinni rzucić wszystko w cholerę za takie pieniadze. Może by się w końcu ktoś zainteresował...
    Co do obserwacji, planów, sposobów - mój sposób jest taki, że podwyższam ceny, jak mam komplet uczniów. Kolejna osoba płaci więcej, a "starzy" uczniowie się wykruszają i są zastępowani nowymi po wyższej cenie... A potem od września (nie od stycznia) podwyższam wszystkim. Ludzie na ogół akceptują podwyżki, ale ponieważ można znaleźć tańsze lekcje od moich, uważam, że nie można przeginać. Nie można nie zauważać, że działają tu normalne prawa rynku...
    Myślę, że tu nikt nie usprawiedliwia niskich stawek, tylko ludzie zwracają uwagę, że trudno jest podwyższać ceny, jak się jest jedynym, który to robi.


    --
    Dominik 24.06.2008
    Laura 11.08.2016
  • piterus123 22.12.18, 14:26
    A jeszcze odnośnie pytania "ilu jest bogatych prezesów w mieście 15000?" Prezes był przykładem, ale myśle ze w takim mieście jest z 1000 dość zamożnych osób. Porównam z miasteczkiem na warmi 20.000 ludzi. Czy masie z kilkaset domów wybudowanych w ostatnich 20 lat? Wybudowanych za około 1.000.000.,czy conajmnie kilkaset samochodów kosztuje więcej niż 100.000? Czy jakieś hotele, restauracje, zakłady pogrzebowe, salony kosm,warsztaty, siłownie it dobrze prosperują? Czy są u was lekarze - niektóre specjalizacjie mają z nfz super stawki podpisane. Są stomatolodzy, radcowie, adwokaci, architekci, geodeci? jest sąd? Jest Burmistrz? Jest klub sportowy/piłkarski - ma prezesa? Ktoś u was mieszka a do dobrze płatnej pracy djeżdza? Są jakieś zakłady/fabryki, coś się produkuje? Informatyków nie macie? Jak system w urzędzie padnie to musicie czekać na przyjazd z miasta wojewódzkiego?
    Nawet jeżeli tego wszystkiego nie macie i 15.000 mieszkańców pracuje za najniższą krajową to i tak ta najniższa krajowa się radykalnie podniosła i znowu od nowego roku wzrośnie, więc może jednak ludzie mają pieniądze na wyższe stawki za korki?
  • goldf-ish 22.12.18, 16:00
    Tu pelna zgoda. Ludzie buduja domy I kupuja mieszkania jak szaleni.
    Tym bardziej my musimy dbac o swoje interesy w tym wszystkim.
    U mnie wszyscy klienci dostana w nastepnym roku 10-25 % podwyzki. Ci co placa najmniej niestety dostana 25 % podwyzki. Tylko ci co juz placa najlepiej dostana mniejsze podwyzki, ale dostanie kazdy.
    Juz kilku poinformowalam osobiscie, zdziwili sie nie powiem, ale nikt nie protestowal.
    Polecam wszystkim.
  • anglofil 25.12.18, 23:32
    Ale z jakiej na jaka? Jak nie chcesz publicznie pisz na priva naprawde trzeba mi wsparcia w tym.
  • anglofil 26.12.18, 00:55
    Moze tez zjesc gorsza za 3 razy tyle w innym.opakowaniu...
  • goldf-ish 26.12.18, 09:44
    Ja znam tez takie osoby, ktore porezygnowaly z uczniow ktorzy im za malo placili jak tylko znalezli chetnych placic im wiecej w tych samych godzinach. Malo tego, znam osobe, ktora swoim klientom ktorzy jej za malo placili wciskala jakas bajeczke ze rezygnuje z nich bo wyjezdza za granice czy znalazla prace w korpo a w tym samym czasie znalazla po prostu ludxi, ktorzy placili jej wiecej. Dla mnie takie cos to tchorzostwo I zagranie nie fair. Ale dobitnie pokazuje jak ludzie w tej branzy boja sie podnosic stawki.
    A to jest przeciez naturalna kolej rzeczy, rozwijasz swoj biznes, oferujesz coraz lepsza jakosc, masz coraz wiecej klientow czyli zasada popytu I podazy (to na co jest popyt musi byc drozsze), stawki rynkowe Ida w gore. A niektorzy wciaz sie trzesa jak musza podniesc co roku stawki I wola robic za stawki ponizej rynkowych (mowie teraz o duzych miastach I lektorach ktorzy juz maja pelny kalendarz) Niepojete I krotkowzroczne.
  • anglofil 11.12.18, 07:06
    Pracuje ok 40 g w tyg przez szkoly 10 g :). Lekcje mam juz w wiekszosci z polecenia ale duze firmy inaczej dzialaja.
  • piterus123 14.12.18, 07:50
    drobna uwaga - moim zdaniem 40 h to niezdrowy tryb życia. 40 ha nie można porównać do 40 h za biurkiem. Zeby mieć czas na rodzinę /hobby itd. jak przeciętny pracownik z etatem 40h jako nauczyciel powinno się pracować 20-25 h tygodniowo inaczej organizm może szybko się wypalić. Zakładam, że wszystkie 40 h nie są w bloku zajęciowym w mieszaniu. Przynajmnie na te 10 h w szkole językowej trzeba doliczyć dojazdy. Co tu dużo pisać, trzeba się przygotować, coś tam sprawdzić itd. 40 h to przesada.
  • goldf-ish 19.12.18, 16:01
    Niestety taka prawda. Zdrowie ma sie jedno. Jak pracowalam w korpo to moze w pelnym skupieniu musialabym byc ze 3-4 godziny dziennie jak nie mniej a lektor musi byc na pelnych obrotach zawsze kiedy ma zajecia. Ta swiadomosc tez sprawia, ze zaczelam podnosic stawki. Ta praca jest po prostu tak wymagajaca, ze po prostu to musi kosztowac. Warto wziac to pod uwage przy planowaniu grafika zeby nie brac na siebie za duzo. Lepiej pracowac mniej za lepsze pieniadze.
  • baba67 21.12.18, 09:05
    Innym wyjściem jest zmiana targetu na mało męczący.Jeśli prowadzisz lekcje na luziku, myśląc o tym co zrobisz na obiad (efekty są ok)masz ochotę na rozwijanie pasji intelektualnych a nie na omózdżanie po pracy to jest zadowolenie.Ciężka praca za małą kasę każdego odrzuca.

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • anglofil 25.12.18, 23:29
    No ja zapier...am. Niestety. Tylko jak zmienic stawke z 60 na 80??????
  • anglofil 25.12.18, 23:30
    Z czego 60 od szkol z dojazdem. Musze zmienic to bo padne.
  • goldf-ish 26.12.18, 08:08
    Jak to jak? Normalnie. Jakos inne zawody nie maja z tym problemu. Jezeli 60 zlotych bierzesz bezposrednio to jest to stawka ponizej cen rynkowych w duzym miescie. Wyrownujesz po prostu do cen rynkowych. Ja bym nie chciala, aby ktos mnie uczyl za stawke PONIZEJ ceny rynkowej. Niestety jak ktos ma juz tak niskie stawki to ma tez wyzsze podwyzki.
  • goldf-ish 26.12.18, 08:24
    Zreszta ja juz stwierdzilam, ze lepiej zarobic nic niz zarobic za malo. Bo paradoksalnie wychodzi na to samo. Sama pamietam jak mialam nizsze stawki I wspolpracowalam z posrednikami. Co z tego, ze pracowalam od rana do nocy? Zupelnie nie widzialam tej pracy I tych wyrobionych godzin na swoim koncie. Pracowalam od rana do nocy, klientow pelno, znajomi zazdroscili mi tego, ze mam tyle pracy I pewnie pieniedzy, smiali sie, ze jestem juz bogata a ja.... Iiczylam kazda zlotowke. I to pomimo tego, ze mialam pelny kalendarz nawet w godzinach 9-17. Dlatego do tych co maja niskie stawki I boja sie podwyzek-uwierzcie, taka praca jest bez sensu. Przy niskich stawkach ile by sie nie pracowalo, tych pieniedzy sie nie widzi. Czyli tak naprawde tych pieniedzy nie ma. Dowod? Ktos tu pisal ze bierze 60 PLN z dojazdem, wystarczy sobie policzyc czas dojazdu w obie strony, czas przygotowania do zajec, czas na dodatkowo biurokracje, odlicz od tej stawki podatek I procent na ZUS. Wyjdzie pewnie 10-20 netto za godzine Twojej pracy.
  • piterus123 26.12.18, 15:13
    Moim zdaniem doszło tu do pomieszania dwóch właściwie innych grup zawodowych w jedną i stąd dość dużo rozbieżności w tym wątku. Chodzi o korki i o lektorów. Chodzi o osoby które mają etat nauczycielski i sobie jedynie dorabiają, albo studenci którzy jak dostaną 60 to mają na taksówkę i wino, a jak 80 to na taksówkę, wino i przekąski. Mi chodzi o lektorów, którzy robią to legalnie i jako główne zajęcie zarobkowe, czyli opłacając zus i podatki i wystawiając rachunki. Dla nauczyciela etatowego kilkadziesiąt zł z korków może być ok bo co miesiąc może dodatkowo kupić sobie pralkę, lodówkę, wycieczkę itd, ale lektor musi na to inaczej patrzeć. Zeby mieć tyle ile ma etatowy nauczyciel zarabiający 3000na rękę to lektor z diałalnością musi mieć około 7000. Zeby mieć po 12 miesiącach tyle samo co etetowiec. Bo lektor musi mieć na 3 miesiące przestoju/wakacji/ferii/okienek, które nauczyciel państwowy ma opłacone. Lektor z działalnością musi zapłacić 1300 zusu, i podatki. Więc dpiero zarabiając więcej niż 7000 miesięcznie ma de facto więcej niż ktoś z 3000 na rękę w szkole państwowej. Wiem że dla kogoś udzielającego korki w jakiejś małej mieścinie 100 zł to może dużo, ale mi chodzi o lektorów z działalnością gosp i tacy jeżeli im szkoły oferują 100zł to musieliby pracować jak szaleni by żyć na poziomie nauczyciela państwowego, który po 10 latach ma jakieś dodatki i awans zawodowy. Nie dziwią mnie korki za 50zł i lekcje dla firm za 200. Dziwi mnie jedynie to że obie grupy jakoś nie podnoszą stawek i to że szkoły językowe wciąż znajdują w Warszawie (choć wiem, że z trudem i na krótko) lektorów za 100-120 za 90 minut. Bo to się z działalnością pop prostu nie kalkuluje.
  • goldf-ish 26.12.18, 15:39
    Ale tutaj jest chyba sporo osob co maja wlasna dzialalnosc I wlasnie pracuja jak szaleni.
    Anglofil chyba pisal, ze ma 40 h tygodniowo zajec, troche swoich, troche przez szkole jezykowa. I stawki rzedu 60 PLN za godzine.
    Takich ludzi jest sporo. Sama tak pracowalam na dzialalnosci dopoki nie wyrobilam sobie marki I nie podnioslam stawek.
  • goldf-ish 26.12.18, 15:53
    Tutaj chodzi o ograniczenia mentalne lektorow. Przepraszam za okreslenie. Bo sie boja, ze np w takim Krakowie nikt wiecej niz 60 PLN im nie zaplaci. Sama jak powiedzialam mamie, ze od Nowego roku wprowadzam podwyzki to uslyszalam 'uwazaj, bo nikt Ci nie zostanie I zostaniesz na lodzie' czytaj: 'podwyzki sa ryzykowne. Lepiej trzymac ta sama cene od lat I nie robic zamieszania'
  • baba67 26.12.18, 17:17
    Niewielki procent mogłoby podnieść ale się boją - na pewno jest taka grupa. Ogromna większość bada rynek i kalkuluje. Podnoszą kiedy tylko mogą.O reszcie Twoich wniosków nie będę się wypowiadać.Każdy ma prawo do swojego zdania.I na mitycznym zachodzie nie w każdej branży ludzi stać na samodzielne kupno mieszkania i nowego samochodu, na ogół mają pomoc rodziny lub dorabiają się z partnerem. Kiedyś lektorowanie było luksusowa usługą teraz już nie jest-ot cała tajemnica.Równe niemiłe zdziwko maja panie manicurzystki co robiły hybrydy po 200 bazowo.

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • goldf-ish 26.12.18, 18:12
    Co do podniesienia stawek, odnioslam sie tutaj do posta m.i.n Anglofila, ktory boi sie podniesc stawki o 20 PLN jak i postow kilku innych osob co nie rozwazaly zadnych podwyzek od nowego roku.
    Nie wiem co ma mityczny zachod do moich postow, na mitycznym zachodzie jest nie lepiej niz w Polsce. Ba, w Polsce uwazam, ze jest teraz lepiej niz prawie wszedzie w Europie. Zdecydowanie latwiej jest sie wielu rzeczy dorobic. Ja na zycie w Polsce nie narzekam,moi znajomi takze. Wiec nie rozumiem przytykow co do 'mitycznego Zachodu' :)
  • baba67 27.12.18, 08:51
    No nie jest lepiej.Tez uważam że jest w miarę normalnie.Na życie w Polsce nie narzekasz ale jednak narzekasz.Niech anglofil podniesie o 20 zl osobom z którymi się nie bardzo dogaduje -świetna metoda na pozbycie się ich..

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • goldf-ish 27.12.18, 16:18
    Baba67, z calym szacunkiem, ale chyba mnie pomylilas z innymi uczestnikami watku. Akurat ja jestem tu jedna z niewielu osob ktore wlasnie nie narzekaja. Ba, wrecz przez caly watek apeluje, zeby nie narzekac, bo nasze zarobki sa w naszych rekach. Ja akurat prowadze specjalistyczne kursy, wiec stawki mam wysokie, ale cyklinicznie od jakiegos czasu je podwyzszam I do tego tu namawaliam innych, zeby podnosili stawki. (kilka osob tu nie przewidywalo podwyzek od nowego roku a takie podwyzki sa rzecza naturalna jak ktos ma komplet klientow). Nie wiem gdzie tu widzisz narzekanie, co najwyzej moglam narzekac na nastawienie tych co narzekaja na swoje stawki zamiast je zmienic. Na wlasnej dzialalnosci przeciez sami dyktujemy ceny, czyz nie?
  • goldf-ish 26.12.18, 16:23
    A szkoly znajduja lektorow za takie stawki bo
    A) ludziom brakuje refleksji. Jak jezdzisz po calym miescie I robisz 40 h tygodniowo jak tu ktos wspomnial to nie masz czasu I energii, zeby dojsc jakichkolwiek refleksji I wnioskow. Zyjesz, zeby poplacic rachunki I bierzesz co leci zeby miec na zusy itp
    B) duzo ludziom nie zalezy na pieniadzach. Wola swiety spokoj niz wyzszy zarobek tym bardziej jak moga sobie na to pozwolic bo nie maja kredytow, mieszkaja we wlasnosciowych mieszkaniach, maja pomoc partnera/wspolmalzonka
    C) Jak ktos zaklada dzialalnosc to na poczatku tych swoich klientow nie ma zbyt wielu, wiec szkoly jezykowe zapelniaja mu kalendarz
  • kocica27 26.12.18, 18:04
    Jeśli masz opory przed podwyżką, to zrób tak: podnieś ceny wybranym 10 osobom/grupom (nie wiem, czy dobrze kojarzę, że masz 40h tygodniowo). Jeśli zaakceptują, to wtedy podniesiesz pozostałym :) A nawet jeśli ktoś odpadnie, to lepiej dla Ciebie, bo wyjdziesz na to samo, a mniej się narobisz. Jestem pewna jednak, że większość zaakceptuje, wyjdziesz na plus i da Ci to siłę do podwyższenia cen następnym.


    --
    Dominik 24.06.2008
    Laura 11.08.2016
  • anglofil 04.01.19, 20:38
    To napiszcie wszyscy jakie macie stawki. I gdzie. I za co.
  • mewa-01 05.01.19, 01:01
    Ja już nie raz pisałam. To pytanie pojawia się bardzo często. U mnie stawki oscylują pomiędzy 70zł a 130zł za spotkanie, w zależności od miejsca, czasu, pory, rodzaju lekcji .... Mieszkam w Warszawie, własne DG
  • goldf-ish 05.01.19, 09:54
    Na ten moment od 100 PLN za zajecia indywidualne.
    W stolicy to nie jest wygorowana stawka szczegolnie z dojazdem do firm. Sa I tacy co biora po 150 czy 180 za indywidualne czy za dwojki. Dlatego bede podnosic stopniowo.
  • anglofil 05.01.19, 10:14
    Czyli rozumiem 100-130 zł za zajęcia w firmie indywidualne? A za zajęcia kiedy uczeń przychodzi do was?
  • goldf-ish 05.01.19, 10:20
    Tez od 100 PLN. Dlatego chce podwyzszyc stawki za dojazd przyszlosciwo.
  • mewa-01 05.01.19, 12:22
    U mnie średnia cena za spotkanie wynosi ok. 100zł.
    Ale tak jak wyżej pisałam jeśli ktoś chce sobie pokonwersować ze mną na tematy ogólne i to nieważne, czy to SKYPE, czy u mnie w domu w godzinach pomiędzy 12:00 a 15:00 to mogę wziąć 70zł/h. W związku z tym mam ruch w tych godzinach i w związku z tym nie tracę.
    Natomiast w godzinach porannych, czy popołudniowych kiedy mam spory ruch to biorę 100zł/h i więcej. Jeśli dojeżdżam to 120-130zł/h. Mam również system rabatowy za polecanie nowych kursantów.

    Trafiam na osoby, które marudzą na wyższą cenę za dojazd i próbują negocjować, ale raczej pozostaję przy swoim. Raz kiedyś przegięła kobieta, która próbowała negocjować ze mną dojazd do Wawra, przy czym zostawiła ten szczegół na sam koniec kiedy już niemal byłyśmy umówione. Ja mieszkam w zachodniej części Warszawy. Nie mogła kobitka zrozumieć, że Wawer jest po prostu za daleko. Nie rozumiała, że zanim do niej dojadę, to utknę w korkach i stracę przy tym jedną, dwie lekcje, które mogłabym przeprowadzić w domu. Oczywiście zrezygnowałam, a ona była bardzo zdziwiona, że taka wybredna jestem. Powiedziała mi nawet coś uszczypliwego. Poleciłam jej poszukanie kogoś z okolic Wawra, czy Międzylesia. Przecież w Warszawie sporo jest lektorów, tym bardziej, że kobietka chciała uczyć się ogólnego języka.
    Stawka 100zł jest bardzo realna w Warszawie. Ostatnio z polecenia uczę młodego faceta w Microsoft, który cenę 110zł za język ogólny przyjął bez mrugnięcia okiem i to 2x w tygodniu.

    Słuchajcie, bądźcie mili dla potencjalnych kursantów, ale nie rozczulajcie się nad nimi za mocno. Myślcie o sobie, a nie o nich. Oni nie pomyślą o was wcale. Nawet ci, których uczycie obecnie odchodzą kiedy zechcą, co musicie zaakceptować. W swoich zasadach mam również minimum tydzień wypowiedzenia współpracy i większość raczej trzyma się tej zasady. Czasem zdarzy się menda, ale z głupotą nie wygracie. Nie denerwować się, tylko ewentualnie wziąć melisę na wyluzowanie. Jeśli jesteście dobrzy w tym co robicie i jeśli macie non-stop ogłoszenia w sieci, to będziecie mieli stały przypływ nowych.

    Oczywiście tak jest w Warszawie, czy w paru innych dużych miastach. Rozumiem, że w mniejszych społecznościach tak fajnie nie jest, ale z drugiej strony jeśli jest niewielu lektorów w mieście z wiedzą specjalistyczną (język medyczny, finansowy, prawniczy) a zainteresowanie takimi usługami wysokie, to spokojnie można brać jeszcze wyższe stawki.
  • chocoladette 05.01.19, 12:38
    Dobrze by było, żeby ktoś podzielił się stawkami spoza Warszawy, czy ogólnie dużych miast, bo jak to czytam, to wydaje mi się, że pracuję za pół darmo. Teraz podwyższyłam stawkę i mimo, że ciągle ma się nijak do tych podanych wyżej, to ludzie jakoś nie walą drzwiami i oknami. Albo robię coś źle, albo serio tu jest taki rynek :(

    --
    [url=http://www.enceinte.com/choix_frizooo.php][img]http://www.enceinte.com/F,mariage,2009-10-08,,,,,transparent,mois,frisefleurviolette,28,4,2010-07-10,006666.png[/img][/url]
  • mewa-01 05.01.19, 13:11
    @chocoladette -
    A gdybyś ogłaszała się na specjalistycznych forach, np. dla prawników, architektów, aktorów, radiowców.... albo oferowała specjalistyczne usługi, np. przygotowanie do rozmowy kwalifikacyjnej, albo język finansowy, marketingowy .... ludzie uczą się też dużo przez SKYPE. Mam pewnego menedżera z Wrocławia, który za pogadanie sobie ze mną wieczorem przez SKYPE płaci 100zł ... Musisz wystawiać faktury, bo wielu z nich potrzebuje je dla firmy, w której pracują, albo sami prowadzą DG.

    Powinnaś mieć kilka ogłoszeń w necie i każde ukierunkowane na innego klienta. Co o tym sądzisz?
  • anglofil 05.01.19, 18:14
    No właśnie, ja nie mam problemu z poziomem, mogę uczyć na najwyższych, ani z kreatywnością, a mam sporo osób albo nisko-zaawansowanych,albo uczniów od wielu lat, którzy już się wiele nauczyli i teraz to sobie rozmawiamy. Radykalna zmiana stawek jest wg. możliwa przy innych uczniach - innym targecie, ludziach z korpo, nowych, zmotywowanych, na wyższych poziomach albo przy specjalistycznym. Takich mi trzeba.
  • goldf-ish 05.01.19, 18:44
    O matko, zanudzilabym sie przez tyle lat tlumaczac komus roznice miedzy pr simple a pr continuous. Szlag by mnie chyba trafil. Nie czujesz juz wypalenia?
    W takim razie Twoim celem na ten rok powinno byc znalezienie bardziej perspektywicznych klientow.
  • mewa-01 05.01.19, 19:03
    @anglofil -
    W takim razie tak napisz swoje ogłoszenie aby przyciągać właśnie takie osoby. I regularnie jej odświeżaj na odpowiednich forach. Znajdziesz 2-3, a oni polecą dalej. Często korpo-szczurkom nie chce się szukać po ogłoszeniach, tylko wypytują o lektorów swoich kolegów z pracy. A kiedyś nawet, mając zajęcia z jedną dziewczyną w korpo, do sali konferencyjnej weszła inna, bo zobaczyła przez szklane drzwi, że mam angielski ze swoją kursantką. wzięła ode mnie wizytówkę i wieczorem zadzwoniła .... i miałam kolejne dwie, bo jej koleżanki też chciały się uczyć.
  • anglofil 12.09.19, 19:37
    o to jest pomysl ja musze przyznać ze zawsze bylam bierna jesli chodzi o szukanie uczniow kto przyszedl to brałam a teraz mam dość.
  • there.there 05.01.19, 19:10
    No to ja się podzielę. Miasto ponad 200tys, stawki 40-50/h. Do Warszawy daleko ze stawkami, ale mam takie a nie inne, bo zaczynałem jako student za 20 zł i o dziwo po 8 latach w 2019 (specjalnie teraz zajrzałem na e-korepetycje) zdarzają się wciąż takie stawki w moim mieście, ewentualnie 30-35. Mam DG, nie współpracuje ze szkołami, połowa dzieci, połowa dorośli w tym dwie spore firmy. Grafik zapełniony i uwaga, padniecie...dojeżdżam.

    Rozbrajają mnie tu niektórzy krzywiący się tak na te dojazdy. Czy wy wyobrażacie sobie, że dojeżdżacze jadą specjalnie na drugi koniec miasta do jednej osoby po to by później jechać jeszcze w inne miejsce? Sztuka polega na tym, żeby poukładać wszystkich czasowo i geograficznie tak, aby przejechać max 25km, spędzić w aucie w sumie 30-40 min dziennie (zapewne mniej niż niejeden Warszawiak na etacie) i spalić LPG za 5 zł:) O dziwo co roku się to udaje. Na początku dojeżdżałem, bo po powrocie ze studiów mieszkałem kątem u rodziców i miałem tylko auto. Tak już zostało. Teraz gdy mam lokum, mam również paru uczniów dojeżdżających, zwłaszcza rano, ale fama o moich dojazdach poszła już tak bardzo w miasto, że nie mogę nagle wszystkim kazać dojeżdżać do mnie, zwłaszcza dzieciakom. Tak więc proszę bardzo powstrzymać się z określaniem dojeżdżających mianem "desperatów".

    Praca zajmuje mi średnio 10h dziennie, w soboty mniej, w niedzielę nie pracuję. Latem pracuję 3 dni w tyg. Robię też co jakiś czas tłumaczenia i wtedy jest masakra, bo wracam z jednej roboty i siadam do drugiej, ale to lubię i ma to też efekt marketingowy. Suma sumarum, po odliczeniu zusów srusów za 2018 wyszło mi 3800 na rękę, w sytuacji gdy średnia krajowa to 3450 i nie zarabia jej więcej niż połowa Polaków, o czym świadczą komentarze rozgoryczonych ludzi pod artykułami na ten temat.

    W kontekście tego, co tu piszecie (stawki powyżej 100) pewnie wychodzę na przegrywa, ale na szczęście nie mieszkam w Warszawie.

    A teraz dlaczego tak trudno jest nam podnosić stawki. Wydaje mi się że istnieje kilka powodów:
    1. Brak możliwości porównania z innymi - wydaje ci się, że robisz to dobrze, ale zawsze zastanawiasz się jak robią to inni, czy są lepsi, tańsi itd
    2. Specyfika relacji z klientem - w naszej branży, nie oszukujmy się, zaprzyjaźniamy się z klientami (przynajmniej ja tak mam) i głupio nam gadać o podwyżkach ze znajomymi.
    3. Otoczenie i potrzeby - jeśli otaczasz się bogaczami, chcesz zarabiać więcej. Jeśli masz kredyt hipo (ja nie mam) masz większe ciśnienie na wyższe zarobki.

    Tak więc kwestia zarobków lektorów z DG to bardzo skomplikowana sprawa i w sumie fajny temat na jakieś opracowanie naukowe. Jest tu bardzo wiele czynników. Może i racje mają ci, którzy twierdzą, że jesteśmy specyficzni. Mimo że wielu powiedziałoby że zarabiam nieźle, zwłaszcza w moim mieście, to uważam, że jednak za mało, bo to wymagająca praca, z poświęceniem życia prywatnego w tygodniu. Ale mimo to faktycznie ciężko jakoś gadać o tych podwyżkach. Jest to niekomfortowa sytuacja dla inteligentów:) Wszak to górnikom i rolnikom zawsze łatwiej przychodziło walczyć o swoje. We wrześniu udało mi się przełamać i podnieść paru osobom, które są za mną od paru lat, a kolejne podwyżki planuję na wrzesień (o ile nie zaczepię się w jakiejś firmie, bo nie wiem jak was, ale mnie juz męczy ta praca:))

    I na koniec prosiłbym o stonowanie języka co niektórych tutaj. Twierdzenie, że dojeżdżają tylko desperaci jest bardzo krzywdzące i chamskie. Tak samo jak komentowanie stawek 50-60 zł jako śmiesznych (w sytuacji gdy na moim rynku są i "lekcje" za 30). Może ja tak zacznę mówić uczniom, że w szkołach publicznych i prywatnych pracują desperaci? Jak napisałem wysokość stawki to kwestia bardzo złożona, a Wawa, Wro i Kra to nie cała Polska.
  • mewa-01 05.01.19, 20:36
    @there.there -
    Ja pisałam wyłącznie o Warszawie i mam świadomość, że w małych miasteczkach wygląda to inaczej. I to też napisałam. Nigdzie nie napisałam, że dojeżdżają desperaci.
    A skoro mieszkam w Warszawie, to oceniam sytuację lektora z punktu widzenia osoby mieszkającej tutaj. Po co mam się tłuc ileś tam kilometrów z Woli na Wawer po to by spędzić z kursantem 60 czy 90 minut? I to jeszcze w godzinach szczytu? A nawet w ciągu dnia gdy większość jest już w pracy, to też daleko. Jeśli mam chętnych na Woli, w centrum, czy Ochocie, czy innym Mokotowie gdzie dojadę w ciągu 15-20 minut, albo w domu, to nie będę dojeżdżała na jakiś Wawer, czy daleki Wilanów, tudzież Białołękę. Gdybym mieszkała np. w Koninie, to oczywiście inaczej bym postrzegała ten biznes i inaczej go sobie zorganizowała - toż to oczywiste! A może nawet zmieniłabym branżę całkowicie, skoro nie mogłabym się tam utrzymać z uczenia.
  • there.there 05.01.19, 20:48
    Mewo, mój komentarz dotyczy ogólnie wypowiedzi w tym wątku. Jest ich tu tyle, że szczerze nie wiem kto napisał o tych desperatach, więc ogólnie adresuję do wszystkich.
  • piterus123 05.01.19, 20:51
    Mam kilka pytan. 1) Te 10 godzin dziennie to chodzi o pracę czyli zajęcia, przerwa obiadowa, dojazdy i przygotowanie zajęć, czy same 10h czystych zajęć. W pierwszym przypadku uważam, że to za dużo - jaki jest wtedy work-life-balance? Drugi przypadek pomijam milczeniem. 2)3800 na rękę które średniorocznie wychodzą, czyli 350 więcej od średniej krajowej jak piszesz netto. Osiągniesz podobną emeryturę jak ta osoba z niższą pensją jeżeli będziesz dopłacał do zusu około 500 dobrowolnie - czy to już w tych 3800 zostało uwzględnione? 3. Osoba zrabiająca 350 zł miesięcznie mniej od ciebie nie pracuje w soboty tak jak ty. Gdyby wtedy przykładowo roznosiła ulotki to by cię prawdopodobnie przebiła. 4) Osoba z 3450 netto z reguły ma ustawowo 28 dni urlopu (poza swiętami), czyli prawie 6 tygodni urlopu. I tak moi kursanci biorą latem 3-4 tygodnie i zimą 2-3 tygodnie. 3 tygodnie zagranica, albo gdzieś w Polsce. Czy też tak robisz, że 6 tydgodni jesteś niedostępny dla kursantów nie robisz żadnych tłumaczen, żadnych skypów itd? Czy jedynie te dwa wolne dni w tygodniu w wakacjie - i jesteś niewolnikiem swoich kursantów - masz wolne zależnie od tego, czy masz więcej, czy mniej zajęć latem. Krotko czy masz jak normalny człowiek półtora miesiąca urlopu? 5) Porównujessz swoje 3800netto z średnią krajową 3450 na rękę. A jak wypadasz na tle średniej krajowej osób z wyższym wykształceniem? Przecież takie masz? 6) Ostatnia kwestia "w szkołach publicznych pracują ddesperaci" - w kontekście stawek. Jeżeli policzysz te swoje 50-60 godzin w tygodniu i porównasz je do np. 19 w szkole publicznej, policzysz zusy i t to że w wakacje/ferie taka osoba też ma płatne to wyjdzie że jej 45 minut to znacznie więcej niż twoje 45 minut w przeliczeniu średniorocznym.
  • there.there 06.01.19, 11:49
    1) 10h to całość (przygotowanie, dojazd, lekcje), obiad jem przed pracą i nie jestem głodny do wieczora, taki już mam metabolizm, idealny dla lektora.
    2) Co do emerytury, mam zamiar inwestować prywatnie, z resztą nie zamierzam pracować jako lektor wiecznie.
    3) 4) W soboty pracuję 4-5 h rano, pamiętaj że latem to 3 dni w tygodniu, więc po zsumowaniu tych wszystkich wolnych dni podejrzewam, że wyjdzie podobnie z czasem wolnym co u etatowców, tyle że dystrybucja godzin pracujących w naszym zawodzie jest do bani, więc masz rację, jestem trochę niewolnikiem, chyba jak większość z nas tutaj, ale nigdzie nie napisałem, że mnie to cieszy.
    5) Specjalnie zrobiłem sobie raport płacowy na pracuj dla mojego województwa, branży i wykształcenia - wyszło, że jestem w gronie najlepiej zarabiających. Średnia to 3590 ale BRUTTO.
    6) Nie napisałem, że pracują tam desperaci, ale odniosłem się do nazywania przez kogoś lektorów mobilnych desperatami.

    No to może czas, żeby wszyscy się otworzyli, łącznie z Tobą, założycielką wątku? Troszkę nieładny jest Twój ton, tak jakbym nie wiedział w jakich realiach funkcjonuję. Napisałem już, że nie można wrzucać wszystkich do jednego wora. Każdy ma inne potrzeby, każdy ma inny background. I nie mówię tu o umiejętnościach, bo swoją wartość znam. Nawet nie wiesz jak ciężko było o jakąkolwiek pracę w moim mieście jeszcze 5-6 lat temu. Teraz jest inaczej, ale nie można ludziom podnosić stawek o 70-100% z dnia na dzień (vide podwyżki energii). To wymaga czasu, subtelności. W końcu częścią naszego image'u jest bycie miłym panem/panią od angielskiego, a nie zachłanną bestią. Łatwo mówić o podwyżkach kafelkarzowi, z którym masz do czynienia raz na 15-20 lat, a nie lektorowi, z którym widujesz się co tydzień nierzadko przez lata.

    No to proszę, czekamy na twoje uśrednione zarobki miesięczne za 2018, skoro założyłaś taki wątek. Może zachęci mnie to do przeprowadzki do Wawy?:)
  • chocoladette 06.01.19, 22:07
    there.there napisał:

    > No to ja się podzielę. Miasto ponad 200tys, stawki 40-50/h. Do Warszawy daleko
    > ze stawkami, ale mam takie a nie inne, bo zaczynałem jako student za 20 zł i o
    > dziwo po 8 latach w 2019 (specjalnie teraz zajrzałem na e-korepetycje) zdarzają
    > się wciąż takie stawki w moim mieście, ewentualnie 30-35. Mam DG, nie współpra
    > cuje ze szkołami, połowa dzieci, połowa dorośli w tym dwie spore firmy. Grafik
    > zapełniony i uwaga, padniecie...dojeżdżam.
    >

    No to ja mam dość podobną sytuację, przy czym nie dojeżdżam do indywidualnych klientów.
    Dojeżdżam (a w zasadzie chodzę spacerkiem) do jednej (tak, tak) szkoły językowej, ale mam tam bloki minimum 3-4 godzin.

    Mam bardzo podobne obserwacje odnośnie rynku i zarobków w mieście 200 tyś.

    Wystawiam faktury i mam wyspecjalizowane ogłoszenia, ale jest konkurencja i mnóstwo ogłoszeń o o wiele niższych stawkach.
  • goldf-ish 06.01.19, 22:20
    Mniejsze miasto, mniejsze stawki, ale tez mniejsze wydatki.
    Zgadzam sie, ze nie mozna wymagac, zeby w mniejszych miastach ludzie placili po 120 PLN za h za GE. Inny rynek po prostu.
    Podejrzewam, ze ci co biora 50 zl za h w mniejszych miejscowach, suma summarum na koniec dnia przy nizszych wydatkach i tak wychodza na swoje i sa ze swoich zarobkow zadowoleni.
    Prawda jest taka, ze czasami 4000 PLN netto w malym miescie to tak naprawde wiecej niz z 7 tysiecy w duzym.
    Koszty zycia pomiedzy miastami takim jak Wroclaw czy Warszawa a miejscowosciami po 50 czy 100 tys mieszkancow to jak niebo i ziemia. Taka jest prawda.
  • midds 17.02.19, 12:30
    Ja też się podzielę. Miasto ~170 tyś mieszkańców. Tak kształtują się w mojej miejcowości stawki za lekcje angielskiego na OLX. Niektóre z dojazdem! Zrobiłam screena -> oi63.tinypic.com/mm6490.jpg
    Ja biorę więcej i wyłącznie u siebie w domu, mimo to kokosów nie ma. Próbuję podnosić stawki, ale wtedy wyraźnie spada liczba zainteresowanych, a nie mam etatu ani majętnego współmałżonka by móc czekać na uczniów miesiącami. Staram się konkurować jakością i zdobywać nowych chętych z polecenia.
  • midds 17.02.19, 14:23
    Jak widać stawki w Wawie a niedużych miastach to jak niebo a ziemia...
  • goldf-ish 17.02.19, 15:57
    @midds, ja ostatnio doszlam do wniosku, ze w tym biznesie uczenie samemu i pojedyncze osoby w ogole jest malo oplacalne. Ostatnio na fb na jakims forum tematycznym pisalam z ludzmi co otworzyli szkoly jezykowe i w malych miejscowosciach wyciagaja po 10-12 tys netto. Jak? Robia grupy, ucza dzieciakow gdzie np jest 8-10 dzieciakow w grupie, zatrudniaja lektorow a sami maja moze po 3 godziny dydaktyczne dziennie (I to za stawki 150 PLN w gore za godzine).Lektorom placa niewygorowane staeki, bo w mniejszych miejscowosciach moga sobie na to pozwolic a sami maja za kazda godzine super dochód pasywny.
    Uczenie w malym miescie za 40 PLN za godzine przy zusach, srusach mija sie z celem. Ja bym zaryzykowala i otworzyla lokalna szkole.
  • midds 17.02.19, 19:22
    Obawiam się, że nie nadaję się do prowadzenia szkoły i nigdy coś takiego mnie nie interesowało. Nie potrafię współpracować w grupie, może to dziwne jak na lektora ale czuję sie człowiekiem wręcz aspołecznym. Temu właśnie wybrałam pracę na własną reke a nie etat w jakiejś firmie. Zresztą szkół jezykowych tutaj nie brakuje, jest speak up i sporo innych siecówek, nie widzę sensu dokładania kolejnej.
    Będę sie starała windować stawki, gdybym doszła do 60 za h, byłabym już zupełnie zadowolona. Wiem że to możliwe, jest w moim mieście paru lektorów z solidnymi stawkami więc to osiągalne, tylko potrzeba czasu by wyrobić sobie markę, trzeba to robić sprytnie i stopniowo ;)
  • piterus123 17.02.19, 21:22
    midds - jeżeli mogę zapytać: ile godzin ty tygodniowo pracujesz, albo ile godzin uważasz że jest rozsądnie w tym zawodzie pracować?
  • midds 17.02.19, 21:27
    Myślę, że tak pięć lekcji dziennie byłoby idealnie.
  • piterus123 17.02.19, 22:17
    jakoś rachunek dla mnie tu się nie zgadza. Bo piszesz że chciałabyś kiedyś dojść do 60 za godzinę, czyli ile masz dziś 40? 50? i 5 lekcji dziennie. Załóżmy 50zł i 5 lekcji dziennie to daje to 250 dziennie daje 5000 miesięcznie. Ale minus 1/3 zajęć trzeba odciągnąć. Wakacje (twoje też - jak każdy normalny człowiek powinnaś mieć 28 dni pozaświątecznych wolnych), ferie, odwołane z różnych powodów zajęcia. Daje to około 3300 minus 1300 zus, daje 2000 minus podatek choćby 200zł daje 1800. Sama piszesz, że czujesz się człowiekiem aspołecznym, nie lubisz grup itd, ale czy nie lepiej pójść do szkoły państwowej na etat 19x45 minut, mieć jakiś awans zawodowy, wyższą emeryturę no i nie 1800zł.
  • midds 17.02.19, 22:35
    Jestem jeszcze na obniżonym ZUsie. W szkole pracować nie mogę - nie mam wykształcenia kierunkowego, języka nauczyłam sie sama. Mam licencjat z dziedziny w ogóle nie związanej z angielskim czy nauczaniem. Już jako nastolatka wiedziałam że chce mieć wolny zawód, pracować na własną rękę i to jest dla mnie najwieksza zaleta tej pracy. Mam gdzieś "awanse ", nie lubię rywalizacji. Nie ogarnełabym grup, no chyba że dzieci w podstawówce, to może... Szkoła wydaje mi sie czymś okropnym, jestem dorosłą kobietą a do tej pory (!) zdarzają mi sie koszmary szkolne, śni mi sie że oblałam jakiś egzamin, nie zdałam, itp. budze sie zlana potem, bez kitu ;) Nie chciałabym mieć nic wspólnego z tą instytucją.
  • midds 20.02.19, 14:02
    Apropos podnoszenia stawek i konkurowania jakością. Pamietam sytuację sprzed kilku laty (czasy studenckie) kiedy to podniosłam jednej uczennicy stawkę o pięć złotych, można powiedzieć, że z bardzo niskiej na wciąż niewysoką. Ta osoba zrezygnowała, pisząc mi wprost w esemesie, że "woli zajęcia niższej jakości, ale za to tańsze". Autentyk. Dodam, że była to osoba żyjąca na godnym poziomie, miała eleganckie ubrania, niezły samochód. To chyba pokazuje stosunek wielu osób do nauki jezyka.
  • goldf-ish 20.02.19, 20:54
    @midds to nie znaczy ze masz tanczyc jak Ci zagraja. Ty masz swoje stawki, albo ktos akceptuje albo do widzenia. A co do tego, ze ludzie nie cenia nauki jezyka. Ludzie nie cenia bo Ty sie nie cenisz. Pamietam jak ja zaczynalam kilka lat temu. Za smieszne stawki. Dojezdzalam do menadzerow za 50-60 PLN za h w Warszawie na in company,moi klienci, bez posrednikow. Nie mialam wtedy regulaminow jeszcze, zadnych zasad typu 24 na odwolanie. Co to sie wtedy dzialo to ojej... Nagminne odwolywanie na ostatnia chwile, czesto 30 minut przed lekcja bo np zaspali. Frekwencja u niektorych na poziomie 40 %Zarzucanie mnie mailami nawet w weekendy zeby cos napisac, przetlumaczyc, napisac maila etc. I co? Wprowadzilam regulaminy, zasady, podnioslam stawki, zaczelam cenic siebie i swoj czas i te same osoby dzialaja teraz jak w zegarku. Zadnych spoznien, odwolan, zadnego targowania sie, nagle okazalo sie, ze z porannym wstawaniem tez nie maja problemu.
    Wniosek-zacznijcie cenic najpierw siebie a potem wymagajcie od innych, zeby Was cenili. Inaczej to nie dziala.
  • goldf-ish 20.02.19, 22:35
    I trzeba uciec od tego glupiego myslenia, ze malo zarabiacie bo za malo pracujecie i brania sobie dodatkowych godzin za dziadowskie stawki bo jakas tam Pani by chciala po taniosci. Jezeli za malo zarabiacie to tylko i wylacznie dlatego bo macie za male stawki. Zdaje sobie sprawe, ze rynek wszedzie jest inny, sa male miasta, nie kazdy wszedzie da Wam 100 PLN za h. Taki jest rynek. Ale w takich wypadkach trzeba rezygnowac z indywidualnych i leciec w grupy chociazby a nie tyrac za 40 PLN za h.
    Midds, zobaczysz wejdzie Ci duzy ZUS to wspomnisz moje slowa.
  • midds 21.02.19, 13:57
    Nie biorę, na szczęście, 40 zł za godzinę lecz więcej i sukcesywnie staram się podwyższać stawki w ogłoszeniach. Od lutego wprowadzilam też regulamin zajęć i umieściłam na swojej stronce, obserwuję jak się sprawdzi. Mam niestety wrażenie, że moze odstraszyć część osób. Chętnie nauczałabym duety, mam bardzo korzystną stawkę dla par i ta informacja jest wytłuszczona w każdym ogłoszeniu, ale nie ma wielu chętnych na taką opcję. Jak ktoś chce się uczyć w grupie to raczej poczukuje zajęć w szkole językowej, a nie indywidualnego lektora. Historia którą opisałam miała miejsce za czasów studenckich, moje nauczanie wyglądało wtedy trochę inaczej. Przytoczylam ją by pokazać stosunek wielu osób do nauki. Ciągle tu na forum czytam "promuj swoją markę, konkuruj jakością" ale wielu potencjalnych uczniów wcale tej jakości nie szuka.
  • goldf-ish 21.02.19, 14:46
    To ja takim co nie szukaja jakosci mowie 'do widzenia'.
    Ostatnio kilku osobom i firmom musialam odmowic.
    Taki przyklad - dosc duza w firmie w Warszawie chciala zebym poprowadzila grupe 8-10 osobowa za.... max 100 PLN za godzine. REAL STORY.
    Firma fajna, ale powiedzialam stanowczo nie.
    Jak ktos mi proponuje smieszne stawki to sie zegnam. Po prostu.
    Inaczej bym stracilam szacunek do samej siebie no i jaka bym miala motywacje tworzyc autorskie materialy za tak smieszne stawki?
  • midds 22.02.19, 16:05
    A że tak zapytam - jak czesto macie telefony od nowych potencjalnych uczniów? Wiadomo że różnie sie to kształtuje na przestrzeni roku, najwiecej chetnych jest na pewno we wrześniu? Ja mam czasem i kilka zapytań tygodniowo, ale czesto zgłaszają sie osoby spoza mojego targetu, albo chcące by do nich dojeżdzać albo totalnie niezdcydowane... Na 10 zapytań tak naprawde może z dwiema, trzema osobami faktycznie uda sie nawiązać współprace.
  • piterus123 22.02.19, 21:48
    Jeżeli chodzi o telefony/maile od potencjalnych klientów, to mam rocznie tyle ile ty w niektórych tygodniach. Wspomniałaś o kilku tygodniowo. Niektórzy tu piszą, że obawiają się odmowy i dla tego utrzymują niskie stawki. Dla mnie odmowa to codzienność. Ostatnio widziałam, że na jedno z moich ogłoszeń, które odnawiam co miesiąc zajrzało ponad tysiąc osób. To ogłoszenie tam mam z dwa lata. Przez te dwa lata może z 4 osoby z tego ogłoszenia się odezwały i 2 zostało moimi klientami na dłużej (do przynajmnie dziś). Czyli około 1000 osób mi odmówiło. Nie mam z tym problemu. W ogłoszeniu jest moja stawka i wiem, że ona odstrasza, dopóki 1-2 osoby/firmy się rocznie zgłaszają to jest ok. Z polecenia też może z 1 osoba/firma rocznie się zgłasza. Nie nauczam dzieci/młodzieży, do jakiś certyfikatów itd. Może mam farta, ale zazwyczaj współpraca jest wieloletnia. Może 1-2 osoby/grupy/firmy rocznie się wykruszają, ale zawsze dotychczas w ich miejsce 1-2 się też zgłaszały.
  • midds 23.02.19, 08:21
    A powiedz prosze ile czasu w takim razie zajeło Ci zebranie kompletu uczniów na początku? Bo w tempie 2 osoby rocznie to nigdy by sie to nie udało. Chyba że zaczynałaś od dużo niższych stawek i podnosiłaś stopniowo?
  • piterus123 23.02.19, 12:15
    Pisałam o 2 osobach/firmach rocznie. Czasami jedna osoba jak się rocznie zgłosi to jest to np. 90 minut tygodniowo, ale np. jedna firma, to może to być 90 minut, ale równie dobrze 5x90 minut tygodniowo. Dwa lata temu przykładowo zgłosiła się do mnie firm z okolic Warszawy. Początkowo byłam na nie, ale zaproponowali 5x90 minut zblokowane i zaakceptowali stawkę. Dojeżdzam do nich samochodem 50 mint - czasami w Warszawie tyle potrzebuję, więc nie jest żle.
    Odnośnie tego jak zaczynałam. Podczas studiów zaczynałam pracę własciwie tylko dla firm szkoleniowych i szkół językowych. Szybko zauważyłam, że jako osoba bilingwalna, która raczej dobrze jest oceniana przez kursantów mogę sobie pozwolić na więcej. Brałam osoby prywatnie. Plus minus tyle ile w szkołach językowych, ale bez podatku w tamtych latach, bez żadnych głupich elektronicznych dzienników, list, raportów itd. A z czasem zauważyłam, że mogę mieć nieskończenie wiele zajęć po stawce jaką miałam ze szkół, ale bez pośrednictwa tych szkół. To jednak nadal bardzo mało, bo zus, podatki i 1/3 zajęć się po prostu rocznie nie odbywa - półtora mięsiąca robię sobie ferie - jak inni a reszta to odwołane zajęcia przez chorych studentów, bądż nieobecnych z powodu ferii, świąt itd. Fakt, działo się to stopniowo, ale zawsze, nawet podczas studiów brałam znacznie więcej niż średnia na rynku. Prosta zasada: kiedy 18 lat temu miałam ful kursantów za 100 za 90 minut to już nie brałam nowych, lecz ogłaszałam się za 120 i informowałam swoich kiedy mnie gdzieś polecali, że ok, ale 120 od nowych, póżniej jak byli chętni za 120 to 150 i tak dalej do dziś. Wiem, że 200 odstrasza, ale wystarczy mi żeby 0.01% uczących sięnie odstraszało i mam i tak tyle zajęć ile chcę (albo raczej za dużo - trudno czasami zerwać wieloletnią współpracę). Ale podkreślam jeszcze raz: wcale nie powodzi mi się finansowo lepiej od średniej moich rówieśników z liceum. Takie przeciętne po odliczeniu kosztów dochody mam i podobnie dużo czasu wolnego co i inni.
  • goldf-ish 23.02.19, 13:02
    @piterus,wydaje mi sie, ze strasznie gloryfikujesz prace w korporacjach i stawki.
    Zapewniam Cie, ze w korpo nie jest problemem znalezc prace za srednia krajowa, ale powyzej juz sie robi problem. Mam znajomych managerow w Warszawie, ktorzy jak sa nagle zmuszeni szukac nowej pracy to robi sie straszny problem znalezc prace za ok 8 k netto a to sa ludzie czesto z kredytami i kilkunastoletnim doswiadczeniem. Prawda jest taka, ze rynek pracy sie bardzo zepsul. Sama pracowalam w korpo kilka lat i czasem do mnie dzwonia z ofertami, ale jak podaje stawke to dyskusja sie konczy.
    Takze wszedzie dobrze gdzie nas nie ma. A co do przestojow, tacy prawnicy czy architekci na dzialalnosci tez maja raz wiecej pracy raz mniej.
    Na przestoje przy dzialalnosci uslugowej remedium jest chociazby drugi biznes, z ktorego ma sie jakis dochód pasywny.
    A jak masz za duzo klientow i wyrobiona renome to moze warto pomyslec o rozszerzeniu dzialalnosci i zatrudnieniu lektorow. Klient da Ci 150 PLN, lektorowi dasz z tego 60. Caly czas sama bedziesz uczyc, ale jednoczesnie jak bedziesz np na zwolnieniu czy na wakacjach to tez caly czas bedziesz zarabiac.
  • piterus123 23.02.19, 14:05
    gold-fish - nie gloryfikuję. Jestem szczęśliwa, że nie mam pracy biurkowej. Sama piszesz, że nie ma problemu znależć pracę za średnią krajową. A czy za stawki tu podawane przez lektorów, bądż te oferowane przez szkoły językowe po opłaceniu zusu i podatków osiąga się średnią krajową? Bardziej mi o takie kwestie chodzi: kto będzie miał większą emeryturę? Kto ma średnio 7 % więcej rok rocznie? Kto ma szansę (nigdzie nie pisałam o gwarancji) awansu? Kto jest tak dobrze zabezpieczony na wypadek choroby, urlopu macierzyńskiego?
    Nie zauważyłam, by architekci i prawnicy podczas przestojów wykonywali jakieś inne biznesy. Ale Dlaczego podczas przestoju w ogóle miałabym cokolwiek wykonywać? Dni świąteczne w Polsce to bodajże 13, a dni urlopowe to 26 dni. Razem 39, czyli około 8 tygodni nie licząc weekendów - inni wtedy nie pracują, to dlaczego ja mam być gorsza? Wiem, że wielu lektorów pracuje cały czas, by jakoś związać koniec z końcem. To już kwestia aspiracji i na co się godzimy.
    Jeżeli chodzi o twoją sugestię z założeniem własnej firmy szkoleniowej to kilkanaście lat temu ze znajomym przymierzaliśmy się do tego. Wszystko fajnie, ale głębiej zaczeliśmy analizować cały ten biznes i był pewień problem. Chcieliśmy ludziom płacić godne stawki, najlepiej dając umowę o pracę i wiążąc ich z nami. Niestety nie zaryzykowaliśmy. Bardzo dużo by ten eksperyment na samym starcie nas kosztował. Ani mój biznespartner, ani ja sobie nie wyobrażaliśmy płacenia ludziom tak niskich stawek, jakie były na rynku. Często w życiu marzyłam o własnym biznesie. Np założenia portalu medycznego, sportowego z prawdziwą redakcją, ale zawsze w tych marzeniach wyobrażałam sobie, że zatrudniam ludzi, krórym płacę dobrze, tak by mogli normalnie kupić mieszkanie, samochody, mieć dzieci i posłać je do prywatnego przedszkola albo mieli na niankę. Zawsze marzyli mi się zadowoleni pracownicy, nigdy nie marzyłam o otwarciu firmy zatrudniającej ludzi do roznoszenia ulotek, albo sezonowego zbierania ogórków. Wiem, że to może dziwne, ale nie chcę zatrudniać ludzi na takichwarunkach, że biorą kalkulator i widzą, że to się nie opłaca i robią to jedynie z pasji, albo bo mąż jest bogaty. Gdybym odpalała 60, tak jak podałaś, to właśnie tak bym robiła - nie byłabym z siebie zadowolona, że co chwilę muszę rekrutować jakiegoś studenta, albo osobę żywiącą się pasją.
  • goldf-ish 23.02.19, 17:38
    @piterus, nie chodzilo mi o to, zeby w wolne dni wykonywac jakies dodatkowe prace uslugowe tylko zeby miec jakies dodatkowe zrodlo dochodu.
    Powiem wiecej, z moich obserwacji dzisiaj malo kto moze sobie pozwolic na tylko jedno zrodlo dochodu. Idzie automatyzacja, emerytur nie bedzie, w korpo tez popracujesz max do 45-50 roku zycia. True story, znajomi w pewnym wieku mimo doswiadczenia, w korpo maja juz drzwi zamkniete. Zreszta nawet w korporacji w kazdej chwili moga cie zwolnic.
    I to wlasnie dlatego masa moich znajomych wlasnie z tego korpo ktore podobno jak piszesz gwarantuje bezpieczenstwo, masowo inwestuja w cos na boku. Chociazby biora kredyty i inwestuja w mieszkania na wynajem,zeby miec jakis dochód pasywny. Jakies zabezpieczenie. Cos co bedzie wplywalo na konto nawet w przypadku roznych zawirowan zyciowych.
    Z calym szacunkiem, ale ten Twoj pomysl z firma i placeniem ludziom jak najwyzszych stawek byl troche naiwny. Ludziom placi sie stawki przede wszystkim rynkowe. Majac szkole jezykowa nie mialabym absolutnie problemu placic lektorom te 60 PLN za godzine. Na pewno nie placilabym stawek ponizej rynkowych bo wtedy moja oferta nie bylaby konkurencyjna, ale absolutnie nie oferowalabym duzo powyzej rynkowe stawki. Dlaczego? Bo zycie to nie bajka, sytuacja kiedy kazdego jest stac na wszystko to utopia a biznes to biznes. Zreszta z moich obserwacji ludzie sobie radza lepiej niz nam sie wydaje. Teraz idzie nowe pokolenie. Znam kilku bardzo mlodziutkich lektorow ze szkol. Duza czesc dostala mieszkanie od rodzicow, jakies wsparcie, spokojnie moga sobie pozwolic na zycie na freelansie. A Ty zrezygnowalas z biznesu i mozliwosci zarobku, bo nie chcialas placic rynkowych stawek obcym ludziom a teraz sama martwisz sie o swoja przyszla emeryture. Rozumiesz paradoks sytuacji?
  • piterus123 23.02.19, 21:18
    goldfish. 1. To ja całkowicie inne obserwacje mam. "z moich obserwacji dzisiaj malo kto moze sobie pozwolic na tylko jedno zrodlo dochodu" - a ja się głowię i nikt mi nie przychodzi na myśl kto by miał więcej niż jedno żródło dochodu. W mojej bliższej i dalszej rodzinie, a jest tu sporo różnych zwodów (prawnik, lekarz, przedszkolanka, trener, naukowiec, farmaceuta, inżynier i inne), jakoś nikt dwóch rzeczy nie robi. Również kursanci a są bardzo raczej otwarci mi nigdy o dodatkowych dochodach nie opowiadali. Chyba, że sprzedaż czegoś na olx ale to chyba nie o to tobie chodziło?
    2. Nie zauważyłam również by lektorzy kupowali nieruchomości na wynajem.To grupa z grubsza słabo uposażona.
    3. Piszesz, że biznes to biznes. Dla ciebie tak, dla mnie nie. Ważne dla mnie jest jednak czy się dobrze czuję z tym biznesem, a nie tylko czy pieniądz się zgadza (choć to też bardzo ważne).
    4."Znam kilku bardzo mlodziutkich lektorow ze szkol. Duza czesc dostala mieszkanie od rodzicow, jakies wsparcie, spokojnie moga sobie pozwolic na zycie na freelansie." - i to mi się bardzo nie podoba, bo oni z powodu bogatych rodziców, partnerów, wygranej w loto postępują nieekonomicznie i zaniżają stawki. Dla firm szkoleniowych to oczywiście fantastyczne, bo mają tanich lektorów. Która firma by tak nie chciała zatrudniać ślusarzy, informatyków, ksiągowych itd za bezcen, bo rodzice kupili mieszkanie i wspierają finansowo?
    5."A Ty zrezygnowalas z biznesu i mozliwosci zarobku, bo nie chcialas placic rynkowych stawek obcym ludziom a teraz sama martwisz sie o swoja przyszla emeryture. Rozumiesz paradoks sytuacji?" - żadnego paradoksu tu nie widzę. To że nie chciałam prowadzić firmy z niskouposażonymi pracownikami nie znaczy że będę miała niską emeryturę. Sama sobie dodatkowo odkładam i to moim zdaniem nie mało.
  • goldf-ish 23.02.19, 22:17
    @piterus, do kwestii emerytur nawiazalam, bo sama caly czas podnosisz ten temat. Nikt tutaj tak kwestii emerytur nie podnosi. Dlatego tez nawiazalam, ze w dzisiejszych czasach malo kto moze sobie pozwolic na jeden dochód uzalezniony od wykonywanej pracy, bo na przyszlosc emerytu nie bedzie albo jesli mowi my o najblizszych latach to beda smieszie niskie. Osoba, ktora zarabia na etacie 5 tysiecy netto dostanie moze 1000 emerytury. Pomijajac juz, ze dzisiejsi 20-30 latkowie emerytur od Panstwa nie dostana i to niezaleznie czy pracuja na etacie czy dzialalnosci. System emerytalny jest na skraju przepasci. Dlatego ludzie zabezpieczaja sie na przyszlosc chociazby inwestycjami w inne biznesy czy nieruchomosci. Przynajmniej takie podejscie mam ja i wiekszosc moich znajomych.

  • goldf-ish 23.02.19, 23:39
    A jeszcze a propos prowadzenia biznesu i skrupulow przy zatrudnianiu ludzi po stawkach rynkowych i lektorach zanizajacych stawki. Ja wchodze z zalozenia, ze osoba, ktora mogac robic cokolwiek innego (pracowac za granica, rozwijac swoje biznesy, teraz zmonetyzowac mozna wszystko) jesli przychodzi pracowac i zgadza sie pracowac za okreslona stawke to raczej jej ta stawka odpowiada. Inaczej w dobie tylu mozliwosci szukalaby czegos innego.
    Wiec argument, ze nie zdecydowalas sie rozwinac swojej dzialalnosci z powodu tego, ze nie chcialas oferowac ludziom rynkowych stawek, jest dla mnie chybiony.
  • piterus123 24.02.19, 18:43
    nie można mówić o argumencie chybionym kiedy się mówi o emocjach, moralności, uczuciach itd. Są to obszary poza logiką, a więc poaza argumentacją prawda/fałsz. Wiem że ludzie zgadzają się pracować w niektórych zawodach za bardzo niskie stawki. Ja w takich zawodach niechciałabym prowadzić firmy i zatrudniać ludzi. Jest to kwestia tego z czym się dobrze czuję. To że ty byś się dobrze czuła w takiej sytuacji oznacza ze masz inną wrażliwość niż ja, ale nie że twoja argumentacja jest chybiona.
  • mewa-01 24.02.19, 00:03
    @goldf-ish -
    Jak twoi kursanci zapatrują się na to, że pracowałaś w korpo. Ja również pracowałam w kilku i to sporo lat, nawet na wysokim stanowisku i nie mogę opędzić od pytań, dlaczego zrezygnowałam z kariery. Co więcej mam niekiedy kursantów, którzy wręcz googlują info na mój temat, bo raz na jakiś czas robią jakąś aluzję na temat mojego poprzedniego wcielenia zawodoweg. Zdarzyło mi się uczyć panie z działu, który był moją dziedziną i gdy rozmawiałyśmy na tematy zawodowe, bo miały business English, to były mocno zdziwione, że więcej wiedziałam od nich i miałam praktyczną wiedzę z różnych specjalizacji. I powiedziałabym, że czuły nawet pewien niepokój, bo jak to możliwe, że z taką wiedzą taka osoba jak ja pracuje jako lektor angielskiego .... Nie mam broń Boże żadnych kompleksów z tego tytułu, bo ta zmiana była moją świadomą decyzją, ale ... ciekawa jestem jak odbierają to twoi kursanci.

    @midds -
    Moje ogłoszenia wiszą non-stop w sieci w kilku miejscach. Robię podobnie jak @goldf-ish i gdy mam komplet, a zwykle go mam, to ogłaszam się za wyższe stawki. I gdy mam chętnych za nową cenę, to biorę ich w momencie gdy wymieniam starych na nowych, bo np. kończy mi się kontrakt, a często wiem kiedy to nastąpi. Nie zdarzyło mi się, żebym nie znalazła nikogo. Mam dualne wykształcenie i jestem dwujęzyczna.

    @piterus123 -
    Ja mam inne doświadczenia z firmami, bo trafiam na takie, dla których jestem zbyt droga. Szkoły językowe oferują mi taką stawkę jak native speakerowi, ale nie współpracuję z nimi, bo nie lubię być uwiązana. Pracowałam kiedyś dla dwóch, które nie płaciły na czas, a były to znane marki na rynku. Raz / dwa razy w tygodniu dostaję wiadomość od Tower, Speak Up, Target & Shane i innych z ofertami współpracy .... Mam uraz. Czasami prosi mnie znajomy, który prowadzi szkołę bym uratowała jakąś grupę, ponieważ lektorzy nie dają tam rady, bo tak kursanci dali im popalić. A ja już mam takie doświadczenie, że nie daję sobie wejść na głowę. Co do korpo, to od jakiegoś czasu wychodzą powoli z firmowego grupowego angielskiego i jeśli już, to są to indywidualni pracownicy, którzy otrzymują w ramach nagrody, czy potrzeby, budżet na naukę angielskiego. Te budżety też są niewysokie, więc starczają im na 3-4 miesiące, ale przynajmniej wiem, kiedy kurs skończy się, więc szukam w ich miejsce nowych. Zdarza się, że kontynuują potem ze mną jako moi indywidualni klienci. Tak więc, niechętnie korporacje płacą dużo za te lekcje. HR'y dobrze wiedzą, że ta sama lekcja bezpośrednio u lektora kosztuje mniej niż przez szkołę językową. A korpo i inne firmy raczej tną koszty pracownicze - to jest fakt. To już nie te czasy kiedy firmy inwestowały w pracowników. Indywidualni też rzadko zapłacą kwotę 120zł za godzinę lekcji. Jakiś miesiąc temu pisałam gdzieś tutaj, że moja średnia cena to 100zł za spotkanie. Moja stawka jest dynamiczna, w zależności od pory lekcji, czy jej miejsca. Jeśli ktoś ma czas wpaść do mnie ok. godz. 13:00 do domu, czy pogadać przez SKYPE to mogę wziąć nawet 70zł/h za ogólny angielski. A teraz od nowego roku moja najniższa stawka to już 80zł/h. W ten sposób mam ruch w tej mniej atrakcyjnej porze. Ale w godzinach porannych, czyli do 12:00 i później od 16:30 wzwyż biorę już znacznie więcej. Wychodzę na swoje. Szczęśliwie mam spłacone mieszkanie, spłacony samochód. Wszystko co się da uzasadnić wrzucam w koszty prowadzenia działalności. Płatności na konto i tak to wygląda. Co do kursantów, to gdy ktoś jest nie fair wobec mnie, to przyczajam się i wymieniam na nowego. Naprawdę wyleczyłam się już z naiwnego altruizmu. A gdy zaczynałam z 10 lat temu, to dostałam niezłą szkołę przez pierwsze 2-3 lata.
  • goldf-ish 26.02.19, 21:37
    @piterus-123, rozumiem, ale w zadnej branzy jak otwierasz firme nie jestes w stanie placic pracownikom nie wiadomo jak wysokich stawek. Nie wiem czy wiesz ile za godzine zarabia poczatkujacy lekarz czy fizjoterapeuta w klinice. Zapewniam Cie, ze mniej niz lektor w szkole. Dlatego wydaje mi sie, ze u Ciebie zadzialaly jakies ograniczenia mentalne i dlatego sie wycofywalas z tych pomyslow na biznesy.

    @mewa-01,moi kursanci wiedza, ze pracowalam w korpo i nikogo to nie dziwi. Moze dlatego, ze po pierwsze prowadze rozne kursy, czesto rozmawiam z kursantami o moich doswiadczeniach w korpo oraz ucze tylko Business English i glownie managerow. Malo tego, czesto na zajeciach przygotowuje kursantow do negocjacji, spotkan z klientami, ucze tez ich rzeczy czysto biznesowych. Ostatnio trafila mi sie grupa poczatkujacych ksiegowych I uczylam ich jak sie oblicza chociazby próg rentownosci, bo mielismy jakies case study z tym zwiazane.
    Zreszta ja caly czas jezdze na szkolenia, konferencje biznesowe i kursanci tez o tym wiedza.
    Nikt nie pyta czemu zrezygnowalam z kariery. Raczej zauwazam trend w ta strone, ze co poniektorzy mysla, ze sobie super zyje,nie mam szefa nad soba i na dodatek pewnie dobrze zarabiam. A juz szczegolnie mysla tak osoby, ktore przyjezdzaja do mnie na zajecia. Mialam nawet kiedys taka pania z korpo bardzo bardzo ambitna i nastawiona na kariere i pieniadze (akurat przygotowywalam ja do jakichs prezentacji) ktora nawet kilka razy dala mi do zrozumienia, ze czuje sie ode mnie gorsza, bo bylam mlodsza od niej, a mieszkalam w lepszym mieszkaniu, uzywalam dobrych kosmetykow (kiedys dziwnie skomentowala, ze mam duzo bardzo drogich kosmetykow w lazience) i mialam duzo klientow, wiec pewnie duzo pieniedzy jak kiedys stwierdzila.
    Wiec mowie, mam nawet takich kursantow I nawet managerow co to narzekaja na swoj los, a ze ja mam tak fajnie. Czyli typowe podejscie - wszedzie dobrze gdzie nad nie ma.
    Nikt sie nie dziwi, ze zrezygnowalam z korpo. Raczej przyjmuja, ze musialo mi sie to oplacac. Zreszta zauwazylam, ze wiedza o prowadzeniu dzialalnosci wsrod ludzi co cale zycie pracowali w korpo jest bardzo uboga. Kiedys jedna Pani manager po 2 latach wspolpracy spytala czy z tytulu dzialalnosci musze placic jakies VATy czy podatki. Myslalam, ze padne.


  • mewa-01 27.02.19, 16:01
    @goldf-ish -
    Nie o to mi chodziło. Ja nie mam problemu z mówieniem kursantom o swoich doświadczeniach menedżerskich, mówię o tym otwarcie gdy taki temat się pojawia. Poza tym trudno jest ukryć ten fakt, jeśli rozmawiamy o biznesie, czy finansach, czy HR. A że niektórzy dziwią się, że lektor ma takie doświadczenia, to fakt. Mnie to nie razi, nie wkurza, a jedynie bawi. Ich teorie, niekiedy bardzo spiskowe :) są tak zabawne, że w domu z mężem mam niezły ubaw. Czasem trafia się na takich kursantów, którzy chcieliby wierzyć, że lektor ma gorzej od nich :) Oczywiście bywa na odwrót, czego przykładem jesteś ty, ja, czy @piterus123. Ja też miałam kiedyś sytuację kiedy prowadząc zajęcia w pewną lekarką rozmawiałyśmy o domach, mieszkaniach, umeblowaniu, etc. Pewnie popełniłam błąd, bo pokazałam jej zdjęcia swojego mieszkania po remoncie i widziałam jej minę - taką pełną niepokoju, a wręcz zazdrości. Jej oczy były wymowne. W porównaniu z jej mieszkaniem, moje jest naprawdę na wysokim poziomie. Nie widziałam, że te zdjęcia spowodują, że nasza relacja zmieni się o 180 stopni aż w końcu ją zakończymy w ciągu niecałych dwóch tygodni. Sytuacja była tak nie do zniesienia, że sama zrezygnowałam.

    Trudno jest mi uwierzyć, że na swojej drodze nigdy nie spotkałaś się z nagannymi zachowaniami ze strony kursantów. Ja również uczę kadrę menedżerską wysokiego szczebla, prezesów większych, czy mniejszych firm. Nie każdy z nich ma klasę i nie każdy zachowuje się fair wobec swoich pracowników, czy lektora. Gdy poczytasz sobie komentarze na innych wątkach, to tam lektorzy dzielili się już różnymi historiami. Owszem najczęściej relacja jest bardzo w porządku, sympatyczna, albo przynajmniej poprawna, ale zdarza się raz na rok, czy na dwa lata ktoś kto ma zaburzony obraz swojej osoby i wyładowuje to na innych. W pierwszych latach pracy jako lektor za bardzo wierzyłam w ludzi, co oczywiście bywało wykorzystywane. Później wprowadziłam zasady współpracy i sytuacja była już o wiele jaśniejsza, co nie zmienia faktu, że kursanci o niestabilnych emocjach nie zdarzają się. Nauczyłam się, że nie muszę ze wszystkimi współpracować i również w każdej chwili mogę zrezygnować. Tym bardziej, że nie mam trudności z ich znalezieniem ... :)
  • goldf-ish 27.02.19, 16:45
    Mewo, ja sie nie spotkalam ze zdziwieniem kursantow. Tak jak mowie, duzo moich kursantow narzeka na prace i wiekszosc z nich uwaza, ze mam fajnie bo nie mam szefa, nie mam presji targetow i jeszcze pewnie dobre zarobki. To sa totalni laicy jesli chodzi o kwestie prowadzenia dzialalnosci. Moze tez nikt sie nie dziwi bo jestem dumna ze swojego korpo doswiadczenia, juz w ogloszeniu mam informacje, ze mam takie doswiadczenia i studia biznesowe, wiec tym chyba tez zwabiam kursantow. Na poczatku wspolpracy tez od razu mowie gdzie wczesniej pracowalam. Zreszta wydaje mi sie, ze moi kursanci od razu to widza, bo chyba niestety wiecej jest we mnie business woman niz nauczycielki.
    To prawda, mam szczescie do kursantow, ale tak jak wczesniej pisalam jak zaczynalam to tez mialam rozne przeboje.
    Teraz przychodza do mnie ludzie, ktorym autentycznie zalezy, bo np maja za miesiac prezentacje dla Zarzadu do wygloszenia czy leca do Londynu na szkolenie lub maja miec transfer docelowo za granice.
    Najczesciej tez mam ludzi z polecenia, ktorzy dzwonia do mnie nie zeby podszkolic jezyk tylko dlatego bo maja jakis problem typu ktos dostaje awans i zaczyna od nastepnego miesiaca wspolpracowac z zagranica.
    Dlatego nie mam prawie wcale odwolan czy jakichs spiec z kursantami.

  • mewa-01 27.02.19, 18:37
    @goldf-ish-
    Trochę gloryfikujesz ten zawód. Oczywiście jest sporo plusów. Ale czy myślisz, że kadra menedżerska, którą ja uczę jest z innej gliny? Jestem w tym zawodzie - lektora - wiele lat i widzę, jacy oni są, bo wcześniej sama w tej grupie byłam sporo lat jako menedżer. Piszesz tak, jakbyś odkrywała mi nieznany ląd. Tylko, że znam świetnie te "tereny" i uwierz, ale świetnie potrafię się sprzedać i swoje umiejętności i wiem gdzie uderzać. A że ludzie potrafią być różni to chyba wiesz. Trochę piszesz ze mną tak, jakbyś lepiej znała ten zawód ode mnie :) Bez urazy, ale takie mam wrażenie. Miłego :)
  • goldf-ish 27.02.19, 19:49
    Mewo, opisuje tylko swoje doswiadczenia. Poza tym jesli chodzi o bezproblemowych kursantow to tez kwestia tego, ze wiekszosc osob mam z polecenia tzn. znajomych moich kursantow. Wiec moze dlatego sa to tez ludzie niejako sprawdzeni. Kiedys na poczatku mialam przez chwile ogliszenie na gumtree i tacy dziwni ludzie sie zglaszali, ze powiedzialam, ze nigdy wiecej. Nie gloryfikuje zawodu absolutnie, mowie tylko jak to wyglada z perspektywy moich kursantow i ludzi, ktorzy czesto nie wiedza chociazby jakie stawki Zusu musimy placic co miesiac. :)
  • mewa-01 27.02.19, 20:13
    Oj ... polecane osoby też bywają różne :) W której części Warszawy działasz? Tak z czystej ciekawości pytam się.
  • goldf-ish 03.03.19, 22:14
    @mewa-01, dzialam w centrum :)
  • wolha.redna 23.02.19, 11:29
    Ja np ogłaszam się tylko ja jednej stronie. Obecnie mam komplet, więc podniosłam ceny o 10 zł. Zawsze tak robię jak mam full. Jak się ktoś zgłosi, to ok, wykroimy godzinkę, jak nie to też spoko. Na 5 zapytań dochodzi do współpracy w 4 przypadkach. Na stronie mam podane dokładne stawki i terminy, więc ludzie którzy do mnie piszą już wiedzą ile zapłacą i mają tez konkretny termin upatrzony. Nie podaję telefonu, bo nie chcę żeby do mnie dzwonili jak zajmuje się dzieckiem albo mam lekcje. Tylko mail.
  • mewa-01 21.02.19, 12:14
    @goldf-ish -
    Chyba każdy lektor przeszedł przez taką szkołę. U mnie było dokładnie tak samo: odwoływania w ostatniej chwili, wszyscy chorzy co drugi miesiąc na grypę, a jak nie oni, to ich dzieci :) - chorowity ten nasz naród, no nie? Prośby o przetłumaczenie CV na szybko i w moim wolnym czasie i smsy z prośbą o sprawdzenie maila do klient. No i i rżnięcie głupa że to dodatkowo płatne - raz usłyszałam tekst "Nie wiedziałam, że tłumaczę CV za kasę" - No szok! I to dorośli ludzie .... W pewnym momencie wprowadziłam zasady, które sprawdził mi prawnik i tam jest czarno na białym w jakich okolicznościach można odwołać lekcję. Regulamin też nie daje gwaranci, bo nawet jeśli zostanie on zaakceptowany przez kursanta, to i tak nie gwarantuje on uczciwości ze strony moich kursantów. Ktoś tu napisał, że nie zdarzyło mu się, że ktoś nie zapłacił. Ta osoba musi mieć ciągłego farta... Mnie się zdarzyła młoda prawniczka, która przyjęła zasady, a potem nie zapłaciła za dwie ostatnie lekcje, które odwołała na parę godzin przed ich rozpoczęciem. Gdy jej napisałam, że jest to nieakceptowane zachowanie i przypomniałam o regulaminie, to napisała mi, że rezygnuje, bo nie ma teraz czasu, bo ma nową pracę.... Stwierdziła, że nie ma zamiaru płacić za lekcje, których nie było. Miałam jeszcze jeden podobny przypadek z inną panią menedżer dużej firmy, ale tamta uregulowała zajęcia, bo zrobiłam aluzję, że szefowa byłaby z niej dumna. Oczywiście nie miałam zamiaru informować jej szefowej, ale tak mi się powiedziało .... Generalnie ludzie teraz płacą, ale teraz do regulaminu współpracy nawiązuję w pierwszym mailu oraz na pierwszym spotkaniu. Jeśli ktoś zaczyna kręcić to namierzam od razu nowego kursanta. Mam zimne, wręcz wyrachowane podejście do swoich jej pracy, choć jestem osobą bardzo przyjazną w kontaktach. Gdy ktoś wspomina mi o byciu pedagogiem i wyrozumiałości, czy powołaniu, to odpowiadam: "Rozumiem, że pani pracuje w korpo z powołania".
    A tak nota bene, zauważyłam, że więcej problemów jest w pracy z kobietami. Mężczyźni statystycznie są bardziej honorowi w tej współpracy. Kobiety lubią kręcić .... Ot, takie spostrzeżenie.
  • mewa-01 21.02.19, 12:21
    Przepraszam za drobne błędy, ale piszę z telefonu :)
  • annna2019 03.03.19, 18:22
    Matko...myślałam że tylko ja mam tak strasznie chorowitych uczniów...i że chcą żeby pracowała za darmo tłumacząc ich CV, 50 slajdową prezentacje etc w swoim wolnym czasie za "dziękuję".
  • anglofil 12.09.19, 19:34
    Kraków wcale nie ma tak wysokich stawek. Na wątku wypowiada sie kilka osób z epizodem w korpo i znajomościami w korpo. To jest inny dostęp do klienta.
  • goldf-ish 05.01.19, 18:59
    Zachowanie tej kobiety co Ci glowe trula, ze nie chcesz nadrabiac kilometrow do niej to szok i skandal ale znajac zycie, wczesniej moze uczyla ja jakas studentka za pol darmo ktora dojezdzaja nie wiadomo skad wiec sie przyzwyczaila i stad wielkie zdziwienie ze ktos za 120 PLN nie chce pol dnia tracic kiedy w tym samym czasie moze zarobic 400.
    Zgadzam sie z powyzszym. Trzeba myslec przede wszystkim o sobie w tej branzy i dbac przede wszystkim o swoj interest a nie zadowalac wszystkich dookola :)
  • piterus123 05.01.19, 22:33
    Odnośnie pytań o stawki i rady: nie czuję się komfortowo podając konkretne stawki i miejsca. Wiem, że to by było odebrane jak jakieś przechwałki. Mogę jedynie powiedzieć, że mając przykładowo średnio 150 za 90 minut jeżeli wyciągnie się średnią z wszystkich zajęć to to wcale nie są kokosy. Dojeżdzam do firm/klientów w Warszawie. Nie mieszkam w centralnej dzielnicy. I tak przykładowo mając o 8.00 przy ONZ wychodzę z domu o 7.00, mam zajęcia do 9.30 i jestem w domu o 10.30, póżniej o 16.00 do 17.30 śródmieście - dojazd znowu 40 minut i 18.15 Mokotów do 19.45 w domu o 20.45 - to jedynie przykład jakiegoś tam dnia.Na szczęście nie wszystkie dni tak u mnie wyglądają -mam też zblokowane zajęcia, i kończę pracę czasami o 14-15tej. Niektórzy lektorzy nie mają takich długich dojazdów, ale Warszawa jest bardzo rozległa i lubię też być kilka minut wcześniej, bez stresu zrobić sobie herbatę i jakieś ksera. To razem 3x90 minut ale jednocześnie jestem 9 godzin poza domem, nie doliczam 30 minut przerwy obiadowej typowej u etatowców - to 9 h to nie jest wcale mało (nie wspominając już o przygotowywaniu zajęć i papierologii). Rozumiem jakieś zblokowane zajęcia na uczelniach, w szkołach itd, ale dojeżdzając do firm częste to nie jest. Biorąc w takiej sytuacji 150 to średniorocznie w picie wyjdzie naprawdę nieciekawa kwota. Rada/wyjście - wyższe stawki, zblokowane zajęcia, bliskie dojazdy, odwołane zajęcia płatne w 100%, bezpośrednia umowa z firmą a nie przez szkołę. Zauważyłam,że współpracując bezpośrednio mam o wiele więcej zajęć niż kiedy dawno temu współpracowałam ze szkołami językowymi które często robiły 3 a nawet czasami 4 miesięczne przerwy wakacyjne i zimą 1-3 tygodnie między semestrami też były praktykowane. Mając bezpośrednią umowę z firmą/kursantem przerwy są o wiele krótsze. Zaznaczam, że przez szkoły językowe mam na myśli popularne w Warszawie firmy wysyłające lektorów do firm a nie szkoły prowadzące stacjonarne zajęcia. Następny punkt:cenienie klientów, którzy przyjeżdzają do domu/skype, mając o 8.00 klienta 90 minut który do mnie przyjezdza za 200 i po nim 15 minut mam skype 90 minut 150zł to zdecydowanie bardziej cenię i dbam o nich niż o rozroszone zajęcia za 150zł na mieście, gdzie tracę drugie tyle na dojazdy. Co się tyczy stawek w Warszawie, to wielu tu komentujących krytykuje że u nich to nieosiągalne stawki. Ok, nie wiem jak jest u nich, ale w Warszawie jest np duża szkoła językowa na literę A która bierze 150 zł za 45 minut od klientów indyw/firmowych - info na ich stronie, jest też instytut językowy który bierze między 200-300 za 45 minut zajęć firmowych (też na ich stronie). Niestety są też szkoły które mają bardzo niskie stawki. Na rynku jest miejsce dla obu, tak jak i dla różnych lektorów - jedni pracują za 100 inni celują w 300 za 90 minut.
  • goldf-ish 06.01.19, 00:12
    Piterus, wydaje mi sie, ze po prostu wykanczaja Cie dojazdy, rozwalone dnie I ta cala bieganina. Podziele sie jak jak to wyglada u mnie. Ja np jestem ulokowana centralnie. Jak mam dojechac do klienta to do wiekszosci firm zajmuje mi to 15-20 minut a mialam nawet firmy ulokowane spacerem niemal pod domem. Mam jedna firme ulokowana duzo dalej ale tam jade na caly dzien. Dodatkowo plusem tego, ze jestem ulokowana centralnie duzo klientow przyjezdza tez do mnie. Niemniej jednak, jak juz gdzies jade to najczesciej w jednym miejscu jestem przynajmniej kilka godzin. Np jade rano na 3 h do jednej firmy I rzut beretem dalej mam kolejna firme gdzie spedzam 2 h. Mam nawet jedna firme gdzie spedzam caly dzien bo mam tam 6 h zajec. Wszystkie zajecia mam w ciagu dnia. Po 17 pracuje tylko raz w tygodniu. Zadnych zajec w weekendy.
    Jak mi sie cos nie podoba, ktos mnie wkurza, jakas firma nie wywiazuje die z umowy to koncze wspolprace.
    Nie mam przestojow w wakacje jakims cudem. Moze w miesiacach wakacyjnych mam 10% mniej zlecen, ale to wszystko.
    Od jakiegos czasu priorytetem jest dla mnie wypoczynek i czestsze urlopy.
    W tym roku w koncu planuje przynajmniej kilka wyjazdow.
    Po prostu, jakis czas temu zauwazylam, ze im bardziej jestem wypoczeta tym lepsze jakosciowo sa moje zajecia. Jestem czesciej polecana. Biznes szybciej sie kreci.
    Nie chce mi sie juz zabijac tak jak kiedys, bo nie przynosilo to zadnych wymiernych efektow.
  • mewa-01 06.01.19, 14:03
    @goldf-ish -
    U mnie jest niemal dokładnie tak jak u Ciebie. W tej chwili mam tak, że niemal połowa kursantów przychodzi do mnie, ponieważ tak preferują. Często są to menedżerowie, czy inni specjaliści, którzy mogą wyrwać się z pracy na angielski, ponieważ taki mają charakter pracy. Niekoniecznie mogą (brak sal konferencyjnych) lub zwyczajnie nie chcą mieć zajęć w firmie. W godzinach porannych i niekiedy w ciągu dnia dojeżdżam do klienta, który jest w miarę blisko, w tej samej lub sąsiedniej dzielnicy. Często też rezygnuję z samochodu, a pójdę pieszo, czy podjadę dwa przystanki tramwajem. Kończę najpóźniej o 19:00 i o tej porze są to w 90% lekcje u mnie w domu. Jeśli ktoś chce bym dojeżdżała o tej porze, to odmawiam. Tak jak wcześniej w wątku napisałam, nie robię tego, bo nie muszę. Na pytanie dlaczego, odpowiadam, że w moim ogłoszeniu zdefiniowałam swoją lokalizację i robi tak wielu lektorów, zatem klient również powinien szukać blisko siebie. Nie wierzę, że np. na Kabatach, czy Gocławiu nie ma zainteresowanych lektorów :) No ale tutaj dotykamy innej sprawy, ponieważ wielu klientów nie doczytuje ogłoszeń. Zapisują sobie numer telefonu bądź odpowiadają mailowo poprzez serwisy ogłoszeniowe i nie pamiętają szczegółów, takich jak: stawki, lokalizacja, doświadczenie, czy nie zapisują adresów mailowych. I stąd są takie dyskusje: dlaczego tak drogo, czy dojeżdża Pani na Wawer, itp. itd.

    Podobnie jak Ty, nie mam problemów ze zleceniami latem. Owszem moi kursanci wyjeżdżają na urlopy, ale znikają na 2 tygodnie i od razu wracają na lekcje. W związku z tym mam średnio o jedną lekcję mniej w ciągu dnia. Poza tym współpracuję z dwoma biurami księgowymi i tłumaczę raporty finansowe, w czym jestem bardzo dobra, ponieważ kończyłam finanse w UK i mam doświadczenie w konsultingu w Polsce, więc takie raporty tłumaczę bardzo szybko i za sensowne pieniądze. Biznes się kręci.
  • goldf-ish 07.01.19, 17:30
    Super, ze kolejna zadowolona osoba.
    Wszystko w tym biznesie to kwestia profesjonalizmu (wtedy jestesmy dalej polecani) , nastawienia, szanowania siebie, poczucia wlasnej wartosci(wtedy mamy wyzsze stawki) i ustalania granic. Inaczej klienci weszliby nam na glowe. A jak szanujemy siebie to i klienci szanuja nas.
  • anglofil 07.01.19, 00:50
    Jak ty do tych firm dotarłaś z ofertą?
  • anglofil 07.01.19, 00:55
    Zadzwoniłam do dobrej, wbitej w rynek lektorki i bierze od indywidualnych którzy przychodzą do niej 70-80 zł. Ciekawa jestem jak to wygląda w Gdyni, jest ktoś?
  • goldf-ish 29.01.19, 22:48
    I jak wasze noworoczne podwyzki?
  • annna2019 03.03.19, 18:15
    Znalazłam Wasz post i pozwolę sobie dodać coś od siebie :-). Jestem native speakerem uczącym już w PL (Warszawa) od plus minus 10 lat...przeszłam masę szkoleń, CELTA, stale rozwijam swoje kompetencje, a to kurs ESP. A niestety muszę przyznać że stawki mi oferowane w szkołach językowych są mniej więcej na tym samym poziomie co 10 lat temu. A umówmy się, w firmach ludzie nie przerabiają czasowników modalnych tylko przygotowanie jakiś prezentacji branżowych czy projekty Unijne za które pewnie mają bardzo wysokie honoraria. Wszyscy wiemy jakie są godziny, i że często uczniowie odwołują i okresy świąteczne i wakacyjne to jest jedna wielka porażka (a nie można już zawieszać działalności ). Znalazłam post, bo po KILKU LATACH współpracy z moją ukochaną jedną uczennicą, przechodzimy na lekcje na Skype...a ona do mnie...ile kosztuję godzina lekcja na Skypie. Aż mnie zamurowało, nie dość że nigdy jej nie podniosłam koszt lekcji (uczę ją z 3 lata) to tylko format się zmienia i ona chcę płacić mniej. Czy macie inny cennik na Skypie i w "realu" czy macie jedną stawkę? Przy czym, najprawdopodobniej będzie chciała lekcje w Niedziele. Ludziom się wydaję że lekcja na Skypie to nie wiem, nie praca, nie trzeba się przygotować, odciągnąć od życia prywatnego w Niedziele i jeszcze chcę zniżkę. No ja już nie wiem, wszystko nonstop idzie w górę szczególnie w Wawie a moje zarobki jakby stanęły w miejscu (raz podniosłam stawie z 5 lat temu) i teraz chcę znowu ale robię taki rekonesans i wydaję mi się że nie będę wtedy konkurencja. Kocham swoją pracę, ale niestety, zgadzam się z niektórymi tutaj osobami że chyba trzeba zacząć myśleć o zmianie branży, zarobki bardzo poszło w górę w Warszawie szczególnie (i bardzo dobrze!) ale jakoś nasze przeżywają taką stagnacje ;-). (aczkolwiek dodam że nie wyobrażam sobie żeby ktoś nie wiem...płacił ponad 100 zł za godzinę lekcyjną)
  • midds 03.03.19, 19:12
    Ale jak to nie można już zawieszać działalności? :o Nic o tym nie słyszałam...
  • goldf-ish 03.03.19, 22:13
    @anna2019, po pierwsze, to dlaczego wspolpracujesz ze szkolami?
    Po drugie - Nie ma roznicy-Skype czy face to face-stawka jest ta sama
    Po trzecie, odnosze wrazenie, ze za bardzo sobie dalas wejsc na glowe a z klientow troche zrobilas sobie znajomych. Przez 3 lata, nie podnosic stawki serio? Ja nie przypominam sobie momentu kiedy w Warszawie tak wszystko szybko zaczelo rosnac. Pensje i ceny. Te podwyzki to wlasnie kwestia ostatnich 3 lat. A Ty zamiast podnosic stawki to w ogole nie ma dla Ciebie tematu
    Po czwarte, znowu ograniczenia mentalne. Nie wyobrazasz sobie brac od kogos ponad 100 PLN za godzine? A Ty myslisz, ze szkoly jezykowe to ile inkasuja od klientow? Koszty uslug w Warszawie strasznie poszly w gore. To juz panie sprzatajace po domach inkasuja srednio 40-60 PLN za godzine co z kilka lat temu bylo nie do pomyslenia zupelnie.
  • piterus123 05.03.19, 13:07
    do anna2019: 1. Też miałam podobną sytuację ze skypem. Przez kilka lat nauczałam fajną babkę i zachciało jej się skypa zamiast bezpośrednich spotkań i zaczeła coś marudzić ze stawką, że to niby wygodniej dla mnie, bo nie mam dojazdu. Fakt, choć z tym dojazdem to tak jest, że czasami łatwiej mi dojechać do kogoś na określoną godzinę jak mam go po drodze niż jechać specjalnie do domu z jakiś zajęć. Powiedziałam, że i tak nie miała podnoszonej stawki przez czas jaki współpracujemy i kropka.
    2. Nie wyobrażasz sobie by ktoś płacił 100 za godzinę lekcyjną. Jeżeli współpracujesz z szkołami i firmami szkoleniowymi to faktycznie tak jest że dostaje się ochłapy, choć też się coś jednak ruszyło, ale nieznacznie. Ale jeżeli pracujesz bezpośrednio z firmami to raczej 100 za 45 minut nie jest niczym specjalnym. Niektórzy w HRach wiedzą, że lepiej zapłacić za 90 minut np. 250zł bezpośrednio lektorowi niż szkole językowej/firmie szkoleniowej. Takie szkoły wysyłają często przypadkowych lektorów i często lektorzy się zmieniają. Wiadomo, że generalnie inna jest motywacja lektora kiedy robi to na własną kieszeń a inna kiedy 50% zabiera szkoła językowa tylko za to że pozyskała klienta.
  • uhuhana 10.03.19, 18:00
    nie mozna juz zawieszac dzialalnosci? ze co?
  • goldf-ish 28.04.19, 18:53
    Co tam u Was? Ja powoli zaczynam rezygnowac z prowadzenia szkolen jezykowych na rzecz innych rzeczy. :) ostatnio dostalam kilka propozycji prowadzenia grup i to po znajomosci, ale za kazdym razem moja cena byla za wysoka. Od tego roku podnioslam stawki znacznie i o ile wszyscy moi klienci sie ochoczo zgodzili nawet na duze podwyzki to przestalam dostawac zapytania ze strony czy ogloszen ktorych to kiedys mialam sporo. I pomimo tego, ze mam swietnych obecnych klientow to stwierdzilam, ze w tym roku trzeba powoli skupic sie na innych rzeczach i rozwijac bardziej inne projekty :) a jakie sa Wasze ostatnie obserwacje?
  • piterus123 01.05.19, 09:37
    Na szczęście mam wieloletnich klientów, i po kilku miesiącach nie mogę nic powiedzieć o tendencjach u siebie. Przez ostatnie 6 miesięcy nie pozyskałam nowych klientów ale też nie straciłam. Jednej firmie podniosłam o 20% - zaakceptowali, choć dopytywali dlaczego.
    Z moich oberwacji jednak wynika, a mam sporo "dojść" do szkół i lektorów, że ofert jest mniej. Nie wiem, czy firmy rezygnują, ze szkoleń bo szkolenia są słaba. Nie wiem. Ale czasami widzę nowe lektorki, starsze smutne panie i widzę sprzątaczki sprzątające w korpo i nie widzę różnic. Smutne to, że widocznie elegancko ubrane dziewczyny nie są na tyle wynagradzane przez szkoły wysyłające lektorów by pracować w tym zawodzie. Łatwo widocznie znajdują sobie coś innego.
    Rozmawiałem jakiś czas temu z budowlańcem, który mi się zwierzył, że choć nie ma nic przeciwko Ukraincom, to dziwnie się czuje jako jedyny Polak w zespole. Nieswojo, tak jakby inni Polacy robili coś lepszego, a on został na lodzie. I tak też się czasami czuję wchodząc do jakiegoś korpo i widząc na korytarzach, na recepcji innych lektorów. Albo studenci, którzy dorabiają kieszonkowe na imprezy, albo jakieś starsze panie, które mają jakiś etat w publicznym szkolnictwie i mają okienka.
    Wiem, ale to chyba oczywiste, że po strajkach nauczycieli, którym się należy 30% lektorzy nie zaczeli szturmować szkół językowych i żądać 30% podwyżki tak by za blok 90 minutowy otrzymywać zamiast 100 130, albo zamiast 120 156. Niestety.
  • goldf-ish 01.05.19, 16:50
    Piterus, tez mam wieloletnich klientow, ale uswiadomilam sobie, ze gdyby w jednym momencie stracilam wszystkich klientow to bardzo trudno byloby mi znalezc klientow za podobne stawki,ktore mam teraz. Troche mnie to przerazilo szczerze mowiac. A za mniejsze stawki uczyc bym nie chciala. A jestem jeszcze mloda, przed 30, wiec musze myslec przyszlosciwo,w dlugiej perspektywie a kto wie co bedzie np za 3,5 czy 10 lat. Firmy za szkolenia jezykowe nie placa co roku coraz wiecej. Bylam w szoku jak ktos mi chcial zalatwic nowe grupy po znajomosci, ale uslyszalam, ze mam za wysoka stawke. Mimo, ze bylam sprawdzona, polecona, wychwalona itd. Dlatego zaczelam teraz bardziej inwestowac w inne obszary, ktore sa bardziej perspektywicznych. :)
  • angksiazki 01.05.19, 18:08
    Czemu uważasz, że starsze Panie są gorsze od Ciebie? Ja mam 44 lata i robię teraz MA TESOL w Anglii. Nie sądzę, że wiek albo ubrania mówią dużo o poziomie lektora.
  • piterus123 01.05.19, 21:46
    Nie pisałam że są gorsze. Pisałam również o młodych lektorach i to nie znaczy, że młodzi są żli. Chodzi mi o to że te panie/ ci lektorzy to są jakieś osoby z łapanki i je opisałam. To oczywiste, że ubranie nie musi świadczyć o tym, czy ktoś dobrze naucza, ale chodziło mi o coś innego. Jeżeli te panie mają przetarte stare torebki, poniszczone stare buty to ta nędza aż bije w oczy. Nie, starsza 60 letnia lektorka nie musi być słaba z automatu, ale te które ostatnio widziałam po prostu są smutne, wygaszone i w rozmowie w windzie jedna mówiąc po angielsku miała wymowę jakby sama się dopiero co zaczęła uczyć. Z sali obok słyszałam jak przez 90 minut jedna z nich wykłada gramatykę po polsku.
    Również student imprezowicz nie musi być z automatu kiepski. No ale nie bądżmy ślepi - oni zmieniają się właściwie w cyklu rocznym. To jakaś dorywcza praca, hobby, żart a nie profesjonalne podejście do tematu szkoły wysyłającej takich lektorów.
  • mewa-01 02.05.19, 01:37
    Bo szkoły językowe dobrze wiedzą, że klient docelowy nie jest w stanie odróżnić lektora miernego od dobrego. Poza tym wielu kursantom i osobom poszukujących lektora wydaje się, że jak ktoś ma dyplom anglistyki w kieszeni to ma taką samą wiedzę jak pozostali lektorzy. W związku z tym szuka tańszego, bo po co ma płacić więcej? - ot, cała zagadka rozwiązana. A dla szkoły językowej to oszczędność, ponieważ mierny lektor nie weźmie tyle co bardzo dobry lektor. Większość lektorów w szkołach to osoby mierne, bo najwięcej uczą najwięcej na poziomie A1-B1 - a tam kursant nie słyszy jeszcze potknięć lektora. Dlatego pracuję głównie dla siebie z własnymi klientami i kursantami, albo czasem współpracuję z kolegą, który prowadzi własną szkołę i wie, że może na mnie liczyć w przypadku grup trudnych, czy na wyższych poziomach.
  • anglofil 12.09.19, 06:35
    Ja też tyle cholera przesrane. no ale weź my nie starsze panie. A w ogole to zauważyłam ze w grupie lektorow (sorry, trenerów językowych) kasujacych powyżej stowki za godz. same 30 latki lub mniej. Dlatego tez mam plan mentalnie odmlodniec celem remontu. No i Skype Skype Skype. To nie chodzi o kompetencje ale o podejście wg. mnie otwartość na nowości obcykanie w marketingu i oczekiwania od życia.
  • wolha.redna 01.05.19, 21:06
    A ja właśnie będę prawdopodobnie robiła odwrót z korpo i przejdę na działalność lekcyjną. Kończy mi się macierzyński, więc biorę wychowawczy i rejestruję działalność. Mam trochę inną sytuację, bo działam całkowicie online i nie chcę żadnych kursów ani uczniów stacjonarnych. Na myśl o powrocie do firmy i zarządzaniu 10-osobowym zespołem przy jednoczesnym poczuciu winy, że wyoutsourcowałam dziecko do żłobka na 10 h trochę mnie słabi. A pieniądze wcale nie jakieś super. No i mąż też pruje w korpo po 10-11h...
  • pierwszatrzydziescitrzy 16.09.19, 07:44
    W Warszawie zawód lektora jest tak samo opłacalny jak zawód nauczyciela państwowego ;) Co do reszty, to trzeba pomyśleć na czym nam bardziej zależy (umowa o pracę w sp czy lepsze warunki pracy w językówkach) Jeszcze nie wymyśliłam ;)
  • pierwszatrzydziescitrzy 16.09.19, 07:49
    A, no i praca rano-południe (sp) czy popołudnie-wieczór jeżeli uczy się dzieci/młodzież. Nie licząc ewentualnych ranków, jak niektóre mają na drugą zmianę.
  • piterus123 16.09.19, 12:10
    Nie zgadzam się. Uważam, że średnio nauczyciel państwowy więcej zarabia za godzinę niż lektor w szkołach językowych. Chodzi mi o przeliczenie jednej godziny tu i tam. Godzinę w szkole językowej należy pomniejszyć poza o podatek o 1300zł opłaty za działalność gospodarczą co miesiąc i nauczyciel panstwowy ma około 3 miesiące wolnego lecz z wynagrodzeniem. Czyli 1/4 roku. Być może lektorowi, który wyliczy że ma przykładowo 6000 we wrześniu wydaje się że zarabia lepiej niż nauczyciel etatowy który dla przykładu ma 4000, lecz po odjęciu tych trzech miesięcy, podatku, zusu, odwołanych zajęć itd to te 6000 nie są wart nawet 3000zł.
  • pierwszatrzydziescitrzy 19.09.19, 08:12
    No cóż, ja też liczyłam co do złotówki i co do minuty i wyszła mi porownywalne. Ale liczyłam dla swojej konkretnej sytuacji. Czyli Warszawa, stopi en awansu, taki a taki dodatek motywacyjny no i konkretne stawki w mojej jezykowce (93zl/godzina)
  • pierwszatrzydziescitrzy 19.09.19, 08:21
    Oczywiscie mnie też śmieszy jak ludzie twierdzą, że w językowce zarabia się więcej, bo patrzą na zarobki za godzine, nie biorąc pod uwagę, że trzeba odłożyć na 4 miesiące w roku (jak wspominalm, liczyłam). Pracowałam w szkole państwowej 7 lat i teraz pracuje w językowej, więc mam porównanie. Wyszło mi porownywlnie czyli krótka mowiac marnie.
  • pierwszatrzydziescitrzy 19.09.19, 08:24
    Plus, smieszy mnie jak ktoś neguje moje własne doświadczenie piterus. Ktoś się nie e zgadza z moimi własnymi wyliczeniami, dobre. Matematyka by się obraziła.
  • pierwszatrzydziescitrzy 19.09.19, 08:29
    No, a jak komuś tak bardzo zależy na "wiekszych zarobkach" to szkoły państwowe w Warszawie stoją otowrem, przyjmują od ręki, bo braki kadrowe.
  • pierwszatrzydziescitrzy 19.09.19, 10:06
    Proszę, wyliczenia dla zarobków lektora uczącego dzieci/młodzież. Oczywiscie zarobek roczny, bo lektor nie ma płacone za: pół wrzesnia, pół grudnia, pół lutego/stycznia (ferie), z dwa tydodnie na święta wielkanocne + inne majówki, lipiec, sierpien i tydzien-dwa czerwca. liczę dla uproszczenia dla etatu szkolnego (18 godzin lekcyjnych)
    liczę brutto

    etat szkola panstwowa: 18 godzin x 0,75 = 13,5 godz zegarowej

    mianowany: 2965 zł
    dodatek motywacyjny: 600 zl
    dodatek stazowy: 7% = 0,07*2956= 207 zl

    3772*13 (bo trzynastka)=
    4900 na rok

    jezykowa:
    13,5 godzin tygodniowo
    13,5 godzin tygodniowo to 4,5 grupy (jedna grupa=3 godziny zajec w tygodniu, bo zajecia trwaja u mnie 1,5h) pół grupy to może być np. grupa przedszkolna

    w mojej szkole jedne zajecia to 90 min = 133 zl
    jedna grupa ma 68 zajec w ciagu roku
    czyli 4,5 * 68 zajec = 306 zajęć
    306 * 133 zl = 40 700 zl na rok

    dodać do tego zarobek za dodatkowe czynności typu warsztaty, placementy, przedstawienia, promocję w szkołach, wyjdzie na pewno minimum 200 zl (to w zalezności od chęci lektora)
    w szkole panstwowej wszystkie dodatkowe czynnosci są w tzw. etacie, na dzialanosci jak wiadomo, są oddzielnie platne

    ta dam:
    4900 na rok minimum

    liczyłam, jak wspomniałam, dla swojej sytuacji, byłam mianowanym, miałam dodatek 600 zl (średni warszawski, staz 7 lat); w jezykówce mialam rok temu stawkę 89 zl za godzinę
    w tym roku mi wzrosła z racji doświadczenia (najwyzsza stawka), ale wtedy dla porównania policzylabym pensję nauczyciela dyplomowanego (najwyższy stopien awansu w szkole panstwowej)

    netto oczywiście wychodzi podobnie, porównywalam w swoim banku zarobki za rok pracy w szkole państwowej i rok w językowej, wystarczylo kliknąć zakres dat…

    Podsumowując, lektor zarabia tak samo marnie jak nauczyciel panstwowy. Dlatego i w panstwowkach i w językowkach są braki kadrowe.
  • pierwszatrzydziescitrzy 19.09.19, 10:38
    Ewentualnie można obniżyć dodatek motywacyjny ze szkoły, albo zwiększyć dodatkowe płatne czynności lekttora i różnice się zwiększą diametralnie. Zapewne nie wszyscy nauczyciele mają dodatek 600 zl, więc nie jest to pensja zasadnicza. Wtedy wiec wyjdzie mniej. Ogólnie jednak, jakby nie liczyć, ja uważam, że edukacja czy państwowa czy prywatna jest porównywalnie płatna. Nawet jeżeli róznica by wyniosla dobre kilka tysięcy w skali roku to się warto zastanowić gdzie się chce pracować. Bo zarobki to tutaj nie będą decydentem, raczej warunki i tryb pracy oraz rodzaj umowy. Co kto lubi. Pamiętać trzeba, że z pracą w państwówce wiążą się takie negatywy jak: niski status społeczny i ujemna opinia społeczeństwa, biurokracja i papiery, dodatkowe czynności poza nauczaniem, niepłatne, albo płatne w tzw 40 godzinach pracy nauczyciela, duże grupy (w kl. 0-3 się nie dzieli, więc moze byc 25 dzieci w klasie), trudne "przypadki", bo wszystkie dzieci do szkoly muszą chodzić, prywatnie jak dziecko sprawia powazne problemy, ostatecznie okres próbny a jak to nie zadziala , to dziecko mozna dla wspolnego dobra usunac z grupy, funkcja opiekuncza i wychowawcza, od ktorej sie nie ucieknie, bycie wychowawcą, brak materiałów, więc od pensji należy sobie odjąć kupionwe za własne: papier, ew. tusz i inne pomoce (bo większość nauczycieli to niestety spolecznicy i lubią finansować szkolę). Plusem, jak dla mnie, jest jedynie umowa o pracę i wynikające z tego przywileje. I ewentualnie większa wolność w realizacji materiału. Przynajmniej mnie nikt nie patrzył "na ręce". ;) Ewentualnie poranne-do popoludniowych godziny pracy, jak ktos sie nie odnajduje w popoludniowo-wieczornych, albo mieszanych, bo rano i po poludniu. W razie czego, w stolicy brakuje i lektorów i nauczycieli, więc można wybierać. Ja na razie zostaję lektorem, ale czy to moja scieżka kariery to sprawa dyskusyjna...Ewentualnie stereotypowy "bogaty mąż". Boli mnie jak np. rozmawiam z kuzynkami i one twierdzą, ze takie 8 tys. to dla nich za malo na miesiac, wiec powiedzialy szefowi, ze chca zmienic prace to im dodal 2 tys. :/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka