Dodaj do ulubionych

Najdenniejsza randka w zyciu :-)

IP: 66.65.53.* 11.10.02, 20:13
Zainspirowal mnie czesciowo watek o paznawaniu naszych mezczyzn :-).
Kiedys, daaawno temu zalozylam nawet watek o tej samej nazwie na forum
'kobita', probowalam go teraz odnalezc, ale chyba go wykasowali bo nie ma.
W kazdym badz razie - Dziewczyny, jaka byla Wasza najbardziej beznadziejna
randka w zyciu????

To moze zaczne od siebie - randka w ciemno- (oj ciemno musialo byc jak mnie
kumpela z nim umawiala, ciemno...) - pewien kolezka zapomnial powiedziec mi,
ze ma 2 dzieci z pewna pania (a sam mial wtedy latek 21, sic!), za to chwalil
sie powiazaniami ze swiadkiem przestepczym -nie wiedzialam, ze najwyrazniej
jest jakis trend wedlug ktorego podrywa sie dziewczyny na kradziez czesci
samochowych. No i jeszcze chcial mnie koniecznie wiezc gdzies swoja (pewnie
tez kradziona) landara zeby cytuje 'przedstawic kolegom'. brrrr.... Potem to
pewnie mialabym z nini 'sluchac plyt'.

I jeszcze jeden przyklad - tylko raz zdarzylo mi sie umowic z osoba poznana w
necie - okazalo sie, ze pan wyslal zdjecie przystojnego kolegi, a sam nie
dosc ze mial jedno oko bardziej wylupiaste niz drugie (i jakos nim tak
dziwnie , bazyliszkowato lypal), mial 155 cm wzrostu (ja mam 173) a na
spotkanie zjawil sie w mundurze - nie byloby w tym nic dziwnego, gdyby nie
to, ze nie byl zolnierzem - jak rozbrajajaco stwierdzil 'zawsze chcial byc
lotnikiem' (tylko ze mundur to raczej mi wygladal na 'wannabie' zomowca albo
inne licho).
Nie musze chyba dodawac, ze to byl pierwszy i ostatni przypadek internetowego
randkowania w moim wydaniu. :-))))

No to kto da wiecej?
Edytor zaawansowany
  • anexxa 11.10.02, 20:31
    oooh, easy one.

    kilka lat temu, jako atrakcyjny single, mialam na glowie
    jednoczesnie trzech panow. jeden byl moja wielka i
    niespelniona miloscia (teraz jest wielki, tlusty, pali
    100 papierosow dziennie i do tej pory, po siedmiu
    probach, nie ma prawa jazdy...), drugi jest moim obecnym
    narzeczonym, a trzeci...

    no coz, trzeciego poznalam, bo robilismy razem interesy.
    nie bede mowic, jakie dokladnie, bo moze ktos go skojarzy;)

    no i ktoregos tam razu pan X zaprosil mnie do siebie,
    zebym mu naprawila komputer, co uznalam za calkiem
    oryginalna forme zawleczenia do lozka. stwierdzilam, ze
    nic mi sie nie stanie, powiedzialam szefowi, dokad jade i
    pojechalam. pan X cala droge cos tam gadal, ja tez. co
    prawda jego zerowe poczucie humoru nieco zbilo mnie z
    tropu, ale co tam. na miejscu okazalo sie, ze X mieszka z
    mama, tata i licznymi pociotkami i ze faktycznie mam mu
    cos naprawiac w komputerze. poniewaz i tak nie bylam
    nastawiona na kamasutre w jeden wieczor, machnelam reka,
    komputer naprawilam, dalam sie odwiezc do domu i bylo ok.

    [uwaga, to nie koniec!!!]

    pan X dalej robil ze mna interesy, rozmawialismy sobie
    czasem milo i ogolnie bylo fajnie. jako ze otworzylismy
    (moj szef otworzyl, znaczy;)) kolejny sklep, ktoras
    niedziele mialam tam spedzic - bylo to w duzym centrum
    handlowym w warszawie. X powiedzial, ze po mnie
    przyjedzie i dokads zabierze, co przyjelam z euforia, bo
    mialam ochote na jakas rozrywke, dla odmiany.

    no, to przyjechal, spozniony o 40 minut, bo pomylil
    centra handlowe (no dobrze - promenada mu sie pomylila z
    panorama). wzial mnie za reke, poszlismy do samochodu. no
    i jedziemy. tematu "co teraz bedziemy robic" nie
    poruszal, uznalam zatem, ze chce mnie zaskoczyc.

    no i mnie zaskoczyl.

    chociaz nigdy nie zauwazam specjalnie, dokad jade, to
    jednak jak sie znalezlismy na estakadzie prowadzacej
    bardzo w kierunku mojego domu i bardzo nie w kierunku
    jakichkolwiek osrodkow rozrywkowo-konsumpcyjnych,
    zdumialam sie. nawet przemknelo mi przez mysl, ze X
    pocwiartuje mnie i wrzuci do kanalku zeranskiego. jednak
    to nie nastapilo, bo X skrecil do lezacego opodal
    hipermarketu marki Auchan. zatkalo mnie.

    w hipermarkecie X nabyl droga kupna dwa rodzaje workow
    foliowych oraz palete (24 sztuki) jogurtow wisniowych
    Bakoma. ja nie nabylam niczego.

    po zakupach, X odwiozl mnie do domu. na szczescie szybko
    odjechal, bo poplakalam sie ze smiechu.

    needless to say, wiecej sie z nim nie spotkalam.

    xx.
  • martaa2 11.10.02, 20:42
    Ale fajny wątek.Miałam kilka idiotycznych randek,jedna była taka na
    studiach.Byłam wtedy na I roku na UW i w studenckiej knajpie poznałam bardzo
    sympatycznego chłopaka.Umówiłam się z nim,jednak co się okazało facet był
    członkiem ZCHN i przez niemal całe spotkanie opowiadał o programie swojej
    partii.Wierzcie mi ta indoktrynacja była koszmarna.Już pomijam merytoryczne
    treści,ale cały ten wywód przez bardzo długi czas brr.Uciekłam stamtąd i potem
    kolesia omijałam szerokim łukiem.
    Druga beznadziejna randka zdarzyła się paręlat temu.W pracy poznałam pewnego
    aktora( znany-ale litościwie nie podam nazwiska).Umówiliśmy się kilka razy na
    kolację,do kina,do teatru.W końcu zaprosił mnie do siebie do domu na
    kolację.Poszłam naturalnie wysztafirowana,znalazłam dom,wchodzę do mieszkania-a
    tam gorzej niż w melinie.Brud,smród,ślady libacji,popielniczki pełne petów,on
    skacowany,prawie nieprzytomny.Rozumiem,że artyści to inni ludzie,ale bez
    przesady.Wyszłam zniesmaczona,potem na wszelkie próby spotkania się znim
    załatwiałam odmownie. Chociaż teraz jak się gdzies spotkamy to całkiem
    serdecznie się witamy.
    A teraz jestem zajęta i na randki nie chadzam :)))
  • Gość: katrina IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.02, 21:10
    gosh, to ja dopiero teraz widzę, że wszystkie moje randki były udane!
  • Gość: ankabe IP: *.ds14.agh.edu.pl 11.10.02, 21:15
    tak to była najdenniejsza randka, chciałam się zapaść pod ziemie, teraz mam z
    tego niezły ubaw ;)
    Gościa poznałam na IRCu , przyjechał do mnie z zupełnie innego miasta. Randka
    całkiem w ciemno, bo zobaczyłam go dopiero na dworcu i chciałam uciekać ;)
    poszliśmy na jakąś herbatę do pobliskiej kafejki i przez cały czas ja gadałam a
    on siedział podparty i milczał, od czasu do czasu coś mruczał. Na szczęście
    później poszliśmy do kina, więc nie trzeba było rozmawiać i czas jakoś zleciał,
    a zaraz potem miał powrotny pociąg. A jak się później okazało pomylił sobie i
    wsiadł nie do tego co trzeba ;))) Kontakt szybko się urwał, bo w ogóle nie
    miałam ochoty na kontynuowanie tej znajomości, chociaż gdzieś po 2 latach
    zadzwonił (!) wypytując czy jestem zajęta ;>

    pozdrawiam :)
  • Gość: Maruda IP: 66.65.53.* 11.10.02, 21:23
    Hi hi, jak widze, nie bylam jedyna ircowa ofiara :-))))
  • Gość: ankabe IP: *.ds14.agh.edu.pl 11.10.02, 22:09
    :)nooo to były czasy, teraz już na ircu nie siedze, ale mam kupe znajomych
    poznanych właśnie w ten sposób, teraz spotykamy się "na żywo" :)
    a tak btw, to swojego obecnego chłopaka też poznałam na ircu, to już jakies 5
    lat bedzie...

    :)
    pozdrawiam
  • katii1 11.10.02, 22:05
    Weżcie mnie nie straszcie bo jutro mam spotkanie z ircowym chłopakiem a tez go
    nie widziałam:)
  • Gość: ankabe IP: *.ds14.agh.edu.pl 11.10.02, 22:13
    katii1 napisała:

    > Weżcie mnie nie straszcie bo jutro mam spotkanie z ircowym chłopakiem a tez
    go
    > nie widziałam:)

    hehe spokojnie, podejdź do tego z przymrużeniem oka ;) takie znajomości i
    spotkania mogą być ciekawe, głowa do góry.

    :)
  • katii1 11.10.02, 22:19
    Gość portalu: ankabe napisał(a):


    >
    > hehe spokojnie, podejdź do tego z przymrużeniem oka ;) takie znajomości i
    > spotkania mogą być ciekawe, głowa do góry.
    >
    > :)
    W razie czego założe adidasy co by szybciej uciekać:)
  • Gość: pepito tomato IP: *.chello.pl / *.chello.pl 11.10.02, 22:05
    w szóstej klasie w mcdonaldzie, to bylo tragiczne.
    i kiedyś gdy juz hen hen za knajpa przypomnialo nam sie, ze nie zaplacilismy
    rachunku.
    i jak nie moglam sobie otworzyc torebki z herbata, przebilam ja paznokciem i
    wszystko sie rozsypalo, ale to oczywiscie nic w porownaniu z randkami
    opisywanymi wyzej, wrecz sama przyjemnosc. tylko ze naprawde czulam sie glupio.
    fajny watek
    aha, i facet zabral mnie pierwszy raz do kina na thiller o ludziach zamknietych
    w szescianie. cube, bardzo porzadny film, tylko nie na pierwsza randke,
    zwlaszcza zweglone zwloki i krew bryzgajaca na prawo i lewo po ekranie.
  • Gość: katrina IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.02, 22:22
    o jeez, pamiętam ten film, byłam z moim chłopakiem i przyjaciółmi, mieli niezły
    ubaw, bo wrzasnęłam jeszcze przed czołówką, jak tego facet potraktowała ta
    maszynka do krojenia jajek, tylko w kostkę, a nie w plastry.
  • Gość: pepito tomato IP: *.chello.pl / *.chello.pl 11.10.02, 22:37
    no, maszynka byla niezla, pamietam. pozdr.
  • Gość: samanta IP: nchobo* / *.kabel.telenet.be 11.10.02, 22:49
    Mnie sie przypomniala jedna straszna randka . To bylo w czasach liceum .
    umowilam sie z chlopakiem i zalozylam sobie ponczochy samonosne .
    Tak spacerowalismy a ja ciagle myk do jakiejs bramy .
    Po paru razach juz nie wytrzymal i sie spytal co mi jest a ja ze wstydem
    pokazalam mu , ze co rusz spada mi jakas ponczocha i ide ja poprawiac.
    Usmial sie szczerze i zaproponowal abym w ogole je sciagnela co zrobilam i
    dalej juz bylo fajnie.

    Jak juz jestem w tym watku to mimo iz temat calkowicie sprzeczny chce opisac
    randke , ktora wspominam najmilej.
    Umawialam sie z chlopakiem zawsze wieczorem w kawiarni a potem lazilismy po
    calym miescie i parkach do samego rana .
    Kiedys doszlismy z centrum az do ZOO (Wroclaw) i znalezlismy tam dziure w
    ogrodzeniu.
    Przeszlismy przez nia , zwiedzilismy cale ZOO przy swietle gwiazd a na
    koniec urzadzilismy sobie jazde na osiolkach. Do lwow nie wchodzilismy .
    Fajnie bylo , nikt nas nie nakryl , zajrzelismy tam jeszcze pare razy
    az pewnego dnia dziura zniknela :-(
  • Gość: Maruda IP: 66.65.53.* 11.10.02, 22:59
    Ale jazda... na osiolkach ;-)))))))
    Z lwem pewnie byloby jeszcze ciekawiej ;-))))))))
  • k.leo 12.10.02, 16:17
    hmm nie ma jak sieć
    więc miałm kiedyś takie dziwne spotaknie
    zaczeło się koszmarnie na początku
    spóznił się z 30 min fakt że nie znał miasta
    zadzwonił i powiedział że jest pod moją szkołą bo miał tam po mnie przyjechać
    z tym że nie wysiadł z samochodu ,siedział w aucie i tam na mnie czekał po 10
    miutach otworzył okno wychylił się i machną na mnie ręką oczywiśćie nie
    otworzył mi drzwi
    a uroczą kolację zjedliśmy w jadłodajni:) zapłaciłam za siebie( na początku
    miałam problem bo mi się portmonetka zgubiła w torebce wiec mi pożyczył z taką
    dziwną miną te 2 żł) potem pojechaliśmy do najlepszego hotelu w moim mieście bo
    on śpi w najlepszym,zaprowadził mnie do swojego pokoju dał powąchać perfumy
    bardzo drogiej znanej firmy , póżniej zrobiło sie milej przy bilardzie ale nie
    zapropnował mi nawet soku do picia , na koniec spotkania zobaczyłam moją
    dalszą rodzinę wiec zabrałam sie z nimi do domu bo ten zmotoryzowany facet
    nawet nie pomyślał żeby mnie odstawić do domu bo przeciez odstawił samochud na
    parkingu ;)
  • damona 12.10.02, 17:14
    historia jedna z tych obciachowszych - ale co tam, przyznam sie:-)
    na pewno niektore z Was kojarza pismo Bajtek, owczesne chyba jedyne pismo
    komputerowe. Ja jako mlody komputerowiec z Commodore 64 zostalam
    (6 klasa podstawowki)krolowa gier w tym pismie,(lol, co za tytul:-)))))))))))))
    i w zwiazku z tym zaczelo pisac do mnie listy poł Polski.
    Poniewaz sluchalam wtedy troche metalu, zblizylam sie listownie z pewnym
    Metalem z drugiego konca Polski. Po polrocznej wymianie listow z nim, jego
    siostra i polowa jego kuzynow przyjechal do mnie z kolega. Przezornie umowilam
    sie z nim na miescie i tez wzielam ze soba kolezanke. Spotkalismy sie ze soba i
    na dzien dobry tak sie go przestraszylam, ze pol dnia we czworke lazilismy po
    miescie, patrzac sie czasem dziwnie na siebie. Nie bardzo bylo o czym
    rozmawiac, on byl sporo ode mnie starszy, ja tylko kombinowalam z kolezanka jak
    tu sie zmyc do domu. Wiec jak sie w koncu pozegnalismy to mi bardzo ulzylo.
    Najgorsze jest to, ze wcale nie byl taki zly - nie wiem co mnie tak w nim
    przestraszylo.

    Mniej wiecej w tym samym czasie inny koles, z ktorym zdecydowalam sie spotkac
    tez pisal do mnie fantastyczne listy, szkoda, ze sie okazal mniej fantastyczny
    w rzeczywistosci. Ale na pewno mial ciekawa osobowosc...

    Tez 6 klasa. Do klasy wyzej chodzil koles, w ktorym sie kochaly wszystkie panny
    z mojej klasy. Jaka ja bylam szczesliwa, ze poprosil mnie o "chodzenie":), i
    wymienialismy sie plakatami z Europe albo Modern Talking i odprowadzal mnie na
    przystanek! Niestety tydzien pozniej okazalo sie, ze odprowadza juz inna, a
    potem okazalo sie, ze byl taki obrotny, ze poderwal wszystkie panny z mojej
    klasy.

    A potem to juz mialam tylko udane randki - starannie dobieralam sobie
    adoratorow, po moich wczesnych doswiadczeniach -
    nie lubie tego uczucia zawodu:-)



  • Gość: elve IP: *.netland.gda.pl 12.10.02, 17:55
    ło matko, ale sie narechotałam! :D
    ja moje najdenniejsze randki chyba wyparłam, bo nic mi do głowy nie
    przychodzi... rzadko się umawiałam z chłopakami, jak już się umówiłam, to z
    takim, którego byłam pewna i go znałam, no i obciachu nie było.
    co nie znaczy, ze nigdy nie przystawiali się do mnie faceci nieodpowiedni. ja
    nie dawałam im szans tak bezpardonowo, że chyba nie wspominają tego śmiejąc
    się. ech, chyba za serio to wszystko traktowałam kiedyś.
  • Gość: amelka IP: *.mat.com.pl / 131.107.2.* 17.10.02, 09:00
    Jejku, napisz prosze, skad byl ten koles, bo jakbym czytala o moim znajomym,
    zgadza sie wiele - znajomosci przez siec,sknerstwo,jezyk..., plizzz!
  • k.leo 12.10.02, 16:22
    zapomniałam dodać że następnego dnia dostałam od niego maila że jestem całkiem
    ładną dziewczyną ( miałam propozycję zostania modelką ale odmówiłam nie mam
    czasu:P)tylko mogłabym sobie trwałą zrobić to wtedy bym lepiej wyglądała nie
    dodaję że było to w tamtym roku a on miał jeżyka 5 cm który tak dziwnie
    sterczał do góry
  • nell26 12.10.02, 20:18
    Jako 15 letni podlot, zaczelam chodzic z chlopakiem, moj
    PIERWSZY CHŁOPAK!, JAKIEZ TO BYLO EKSCYTUJACE...Jakoz, ze
    bylam bardzo wstydliwa dziewczyna, przez miesiac
    "chodzenia" ani razu nie zaprosilam go do siebie, balam
    sie ojca...
    Caly grudzien spotykalismy sie na dworze, przy
    trzaskajcym mrozie...Chadzalismy ulicami, niesmialo
    tzrymajac sie za rece, nie mielismy pieniedzy by pojsc do
    kawiarni...
    Pewnego wieczoru, mroz byl tak dokuczliwy, ze
    odmrozilismy sobie uszy...EH mlodosc, mlodosc...;)
  • nenne 12.10.02, 22:40
    1. umówiłam się z gościem który korespondował ze mną, pisał mi wiersze, długie
    romanticzne ;) listy itp. Umówiliśmy się w jego mieście. Miał w kieszeni
    schowany dyktafon i nagrywał moje słowa, myśląc że nie zauważyłam, a ja miałam
    nowe buty i skończyło się obtarciami do żywego mięska :(
    2. umówił się ze mną a potem okazało się że chciał mnie skaptowac do Amwaya :)
  • Gość: goha IP: *.otosf.com.pl 14.10.02, 13:55

    > 2. umówił się ze mną a potem okazało się że chciał mnie skaptowac do
    Amwaya :)

    buahaha :)))))
  • amelia_ 12.10.02, 22:57
    Było to na początku lutego tego roku. Jakiegoś dnia weszłam do internetu koło
    2:00, ale naprawdę na chwilkę, miałam tylko sprawdzić pocztę :) Oczywiście na
    tym się nie skończyło. Ktoś do mnie napisał na gg i to w sposób, który po
    prostu odrzuca mnie na kilometr: "Cześć, masz może swoje zdjęcie?" Myślałam, że
    na mojej odpowiedzi "cześć i pa pa" się skończy, ale nie. Na osobę, która tak
    by mnie irytowała, dawno nie trafiłam. A co ja wariatka zrobiłam? Umówiłam się
    z nim na następny dzień do kina, a nawet mi się nie podobał. Co mnie napadło?
    Wytłumaczenie: naprawdę chciałam zobaczyć film "Inni" :) Przyznaję jednak, że z
    panem A. pisało się całkiem fajnie, bo wszystko nie przebiegało według tego
    nudnego schematu: cześć, cześć, gdzie mieszkasz, jaka dzielnica, ile masz lat,
    co robisz, jak wyglądasz, czym się interesujesz, sraty-taty, tere-fere, itp,
    itd. Mieliśmy się spotkać pod SGH obok bankomatu o 17:00. A on powiedział (i tu
    popełnił błąd), ile będzie na mnie czekał. No i ja oczywiście się spóźniłam.
    Byłam tam 5 minut po czasie (dodając już to jego czekanie),a jego nie było.
    Dziwnym zbiegiem okoliczności spotkałam swoją dobrą koleżankę, z którą sobie
    pogadałam, a ona zaraz uciekła, żeby mi nie przeszkadzać (jakby było w czym,
    facet przecież zwiał) :) Czekałam, żeby do mnie zadzwonił i mnie opieprzył, bo
    to mi obiecał wcześniej, jak nie przyjdę :) No i się doczekałam :) Okazało się,
    że on dzwonił do mnie wcześniej, ale gapa, źle przepisał mój numer, zadzwonił
    do innej dziewczyny, wkurzył się, że go okłamałam i podałam mu zły numer, a
    następnie nie czekając tyle ile obiecał poszedł sobie zły na mnie :) Pojechał
    do domu, tam zjadł obiad i sprawdził, że to on pomylił numery i zadzwonił do
    mnie jeszcze raz :) Więc umówiliśmy się znowu (tego samego dnia), tym razem w
    Centrum, na przystanku tramwajowym. Siedziałam na tym przystanku i czekałam na
    pana A., powiedział, że to ja mam go rozpoznać. Dobrze. No i wpadł, ja na niego
    patrzę, a on patrzy wszędzie, tylko nie na mnie (a na przystanku jestem tylko
    ja). To co ja się będę wydurniać :) Siedzę sobie nadal spokojnie, patrzę na
    niego i się głupio uśmiecham, a on: "To ty???" "To ja" Pojechaliśmy tramwajem
    do kina, w kolejce do kasy pytam się, czy każdy płaci za siebie. "Tak, bo
    jakbyś się nie spóźniła to bym za ciebie zapłacił, a tak..." :) W sumie bardzo
    dobrze, nie lubię, gdy ktoś za mnie płaci. Potem poszliśmy do sklepu, bo pan A.
    musiał kupić sobie orzeszki, które bardzo lubi. A niewiele rzeczy lubi, według
    niego świat jest zły, jest na nim bardzo dużo złego, on jest tutaj, żeby
    edukować ludzi (w tym mnie - sam to powiedział i to całkiem poważnie). Pan A.
    nie lubi umawiać się w Centrum, nie lubi jeździć tramwajami, ale to i tak
    lepsze niż autobusy (on - "Wiesz dlaczego?" ja - "Pewnie ze względu na
    środowisko" on -"Bardzo dobrze" - plus dla mnie :)), nie lubi, jak światło na
    przejściu dla pieszych robi się czerwone, nie lubi reklam przed filmem (typu
    McDonald, Redbull - bo tam pan kopie ptaszka - i tą za karę puścili mu 2 razy),
    wszystkie opakowania z orzeszkami sprawdzał, czy nie zawierają jakichś
    sztucznych, niezdrowych składników. Zapomniałam dodać, że pan A. jest weganem,
    ale od miesiąca jadł mięso, choć to uderzało w jego życiowe ideały, bo rodzice
    powiedzieli, że w innym wypadku nie będą dawali mu pieniędzy. Do orzeszków
    dokupił sobie wielki sok marchwiowy w szklanej butelce 0.75 l. :) Chciał go
    potem włożyć do mojej torebki, bo myślał, że go do kina nie wpuszczą. Ja mu
    powiedziałam, że w mojej torebce na pewno się nie zmieści :) A po filmie
    poszliśmy do pubu na piwo, bo były tam czerwone kanapy, które pan A. bardzo
    lubi. Niestety były zarezerwowane i siedzieliśmy na krzesełkach :)
    Jak wyglądał? Hmm... wyższy ode mnie, tak ok. 1.78m, chudy, ciemne włosy, szaro-
    niebieskie oczy, nie wygląda na te swoje 23 lata, tylko na jakieś 18, chodził
    bardzo energicznie, machał rękami, jak rozmawiał to nie patrzył się w oczy
    tylko na wszystko dookoła (co mnie denerwuje).
    Oczywiście to była nasza pierwsza i ostatnia randka :)

    Po tym wszystkim stwierdziłam "nigdy więcej randek w ciemno" :) Po powrocie do
    domu opowiedziałam wszystko rodzince, mieli niezły ubaw. Mama stwierdziła, że
    jestem wariatka i że mogłam przecież iść do kina z nią. A ja wszystkim
    tłumaczyłam, że niedawno przeczytałam, że ludzie powinni się czasem spotykać z
    osobami o całkiem odmiennych poglądach, innych od nas samych. O tak - to było
    spotkanie całkiem inne :)
    A tak przy okazji moja siostra umówiła się kiedyś z 21-letnim chłopakiem, a on
    na spotkanie przyszedł z siostrą :)))



    A jeszcze sobie przypomniałam o mojej pierwszej randce w ciemno :) Było to
    kilka lat temu i umówiły nas nasze młodsze o rok siostry, a że my się nie
    sprzeciwialiśmy to jakoś doszło do tego spotkania :)
    Poszliśmy na lodowisko. Nie jestem mistrzynią jazdy figurowej, ale jakoś na
    lodzie potrafię się utrzymać, a nawet trochę pojeździć :) Tym razem było
    inaczej, weszliśmy na ten lód, a ja nic. Co się ruszę to się rozjeżdżam. Boże,
    co się dzieje? Czemu ten lód taki śliski? Byłam naprawdę przerażona i starałam
    wcale się nie ruszać. Po jakichś 5 minutach mój randkowicz spojrzał na mnie
    fachowym okiem i zapytał: "A czy ty zdjęłaś ochraniacze?" :) A ja ich
    oczywiście nie zdjęłam i chciałam jeździć w tych plastikach po lodzie :) Jejku,
    jak mi wtedy było głupio, bo w ogóle nie mogłam powstrzymać śmiechu :)
    Potem jeżdżenie na lodzie się skończyło i jego tata miał mnie odwieźć do domu.
    Tata przyjechał, On otworzył drzwi, więc ja się usadowiłam na przednim
    siedzeniu, ładnie powiedziałam "dobry wieczór" i się dziwię, dlaczego On nie
    wsiada. A On stoi obok mnie, dziwnie na mnie patrzy i mówi: "Wiesz to jest
    samochód jednodrzwiowy i ty musisz wysiąść" :)
    No i siedziałam z tyłu, a On z przodu. Rozpoczęliśmy podróż do mojego domu, a
    że ja się wtedy niedawno przeprowadziłam to nie wiedziałam zbytnio jak tam
    trafić. Prawie wyjechaliśmy z miasta w poszukiwaniu mojego domu, w końcu się
    zatrzymaliśmy, i jakoś z planem Warszawy dotarłam do domu. Jak to wszystko
    potem opowiedziałam rodzince to siostra ze śmiechu położyła się na podłodze.
    Nigdy więcej jej potem nie widziałam w takim stanie :)

  • Gość: pepito tomato IP: *.chello.pl / *.chello.pl 13.10.02, 16:00
    boze, jaki obciach, biedactwo. ja tez wracalam do domu samochodem z tata
    faceta, ten tata aktorem jest w teatrze, malo sie odzywal i zerkal na mnie w
    lusterku, cala jazda uplynela prawie w zupelnym milczeniu i w ogle bylo
    strasznie, potem chlopak mnie odprowadzil do klatki i akurat wychodzila na
    spacer z jamniczkiem wredna sasiadka, popatrzyla na nas jakbysmy jej zabili
    rodzicow skarpetka.
    aha, i jeszcze bylam u niego w domu i weszla mama, usmiechalam sie i jadlam
    takie straszne, suche ciasteczko, omal sie nie udlawilam, nie wiedzialam za
    bardzo co robic, wiec jak najszybciej zwialismy (wykazal sie wielkim wyczuciem
    i chyba musialam wygladac wyjatkowo glupio).
  • susanka 24.10.02, 16:14
    Wlasnie buszowalam troszke po necie i trafilam na stronke Zuzki, ktora w jednym
    ze swoich blogow (chyba tak to sie nazywa...nie wiem) opisuje identyczna
    randke...nie mi to komentowac..

    Jesli jestes ta Zuzia to pozdraiwm bom sama Zuziaczkiem, a jesli nie to hmm....
  • Gość: pepito tomato IP: *.chello.pl / *.chello.pl 14.10.02, 10:12
  • constance 14.10.02, 10:16
    Wyjątkowo denna randka i najmniej przystosowany społecznie facet z tych,
    których miałam okazję poznać.
    Współpracowaliśmy ze sobą przez kilka tygodni i facet zainteresował się mną od
    razu, można to było wyczuć, ale im bardziej dawał to do zrozumienia, tym
    bardziej chłodniałam, bo nie cierpię romansowych klimatów, gdy coś dla
    zainteresowanej osoby wykonuję. Skończyłam to, co miałam do zrobienia i facet
    zaprosił mnie "na kawę" z okazji pomyślnego finiszu współpracy.
    Ponieważ byłam wtedy po traumatycznym zerwaniu, z poszarpanym sercem itd.,
    pomyślałam, że zawsze to podnosi jednak trochę samoocenę, zgodziłam się. Po
    iluś tam e-mailach zdecydował się w końcu, że to będzie teatr, w sobotę wieczór
    (Ateneum, Wwa). Ubrałam się stosownie, padał deszcz, więc zainwestowałam także
    w taksówkę, przyjechałam i... mój randkowicz stoi z bidną miną pod teatrem i
    mówi, że niestety nie ma już na tę sztukę biletów. Okazało się, że myślał, że
    do teatru kupuje się bilety tak jak do kina, nie miał pojęcia o rezerwacji.
    Mieszkał wtedy w Warszawie 7 lat, ale ani tu, ani nigdy wcześniej w życiu nie
    zdążył być w przybytku zdaje się Melpomeny. Dodam, że ukończył dwa fakultety na
    Politechnice, ale jak widać wyższe wykształcenie nie pomogło w ogólnej
    ogładzie...
    Wsiedliśmy do jego słuzbowego samochodu (jak się okazało, nie wpadł mimo jego
    posiadania na to, żeby po mnie w ten deszcz przyjechać) i pojechaliśmy na kawę
    do... centrum handlowego. W huku i bez przerwy przepływającym tłumie wypiłam
    kawę, a on piwo (nienawidzę, jak kierowca pije), bez przerwy się peszył,
    tłumaczył i chwalił swoimi dwoma technicznymi fakultetami rzucając nazwy, które
    mi absolutnie nic nie mówiły.
    Nagabywał mnie potem jeszcze przez pół roku...
  • Gość: hardegen IP: *.um.poznan.pl 14.10.02, 10:58
    Ale jaja, no nie mogę...takie czasy przyszły, że nikomu nie mozna już wierzyć. A tak poważnie, to nawet się nie
    spodziewałem, ze takie sytuacje sie zdarzają. Przeanalizowałem swoje spotkania i na szczęście żadnych numerów
    w ww. stylu nie odstawiłem. Inna rzecz, że pewno panowie również mogliby napisać coś równie pouczającego i
    zabawnego. No nic, prawda jest taka, że formu "Uroda" jest jednym z najczęściej przeze mnie odwiedzanych.
    Pomijając dyskusje stricte o urodzie i kosmetykach (nie znam się po prostu), cała reszta jest naprawdę
    pierwszorzędna.
    pozdrawiam wszystkie panie,
    m.
  • Gość: Acha IP: *.helion.pl 14.10.02, 11:39
    To było kilka lat temu,byłam świeżo upieczoną rozwódką z dzieckiem.
    Poznałam pewnego w sumie dość interesującego faceta,choć fizycznie dla mnie nie
    do przyjęcia-nie jakiś gruby czy obleśny,ale po prostu mi się nie podobal,co
    nie przeszkadzało,że tańczyłam z nim pół nocy w dyskotece,ale umówić się nie
    chciałam.W końcu facet zaproponowal mi pójście na koncert Led Zeppelin-był
    jeden jedyny w Katowicach-bilety nie do zdobycia,a ja bardzo chciałam
    pójść.Pojechaliśmy ,po czym na miejscu okazało się ,ze on nie ma żadnych
    biletów-żeby kupić od konia go nie stać albo jest za skąpy-bilet 600zł!!!
    Staliśmy tam w zimnie jak idioci i w ogóle wszystko to było tak żałosne i
    beznadziejne,że nie miałam ochoty nawet odzywać się do niego,przełknęliśmy
    jeszcze jakąś pizze,która stawała mi w gardle.
    Oczywiście na drugi dzień telefony od znajomych,jak było na koncercie -i
    wielkie szyderstwa...
    Potem jeszcze dzonił-ja że jestem chora i syn też-on,że pojedziemy do W
    Wieliczki,bo tam jest mikroklimat dobry dla dróg oddechowych i tego typu
    teksty,z których śmieję się do dziś.

    A druga to bardzo urocza randka całonocna nad jeziorem na obozie sportowym na
    studiach.Wracając ok 6 rano zauważyłam,że w kieszeni mam klucz z pokoju
    (jeszcze 5 dziewczyn mieszkalo ze mną),a że wszyscy byliśmy wcześniej na
    dyskotece,pokój zamknięty.
    Chciały mnie poćwiartować-jedna widząc mnie krzyknęła:"Dziewczyny ..jest!! " i
    dalej "K...Aśka,ja tu 4 godziny z brudną podpaską łażę,a ty..."
    Też się z tego dziś śmieję.
  • agus5 14.10.02, 12:04
    super wątek!
    Ja też jestem ofiarą wirtualnych znajomości. Było tak:
    pogadaliśmy na czacie i zapragnęliśmy się spotkać. On
    opisał jak wygląda (nie wiem jaką ma wadę wzroku, ale
    potworną sądząc po tym że opis nie zgadzał się z
    rzeczywistością absolutnie!) Poszliśmy na kawę. On mówi,
    mówi, mówi- ma złotą kartę kredytową! szalik od
    Armaniego, na wakcaje wyjeżdża tylko! za granicę, ma
    pięęęęęękne mieszkanie i baaaaaardzo drogi samochód,
    jest prawnikiem, jest super w łóżku, zarabia mnóstwo
    pieniędzy, odbija wszystkim kumplom kobiety, generalnie
    kobiety lecą na niego potwornie. Tyle on o sobie. A ja
    wam powiem że był obleśny, śmierdziało mu z gęby, skąpy
    maksymalnie, nigdy więcej!
  • roodanaserio 14.10.02, 11:58
    Hehehehe. Bossssskie watek.

    A ja znam tego pana od anexxy :) Wyjatkowo kretyn - potwierdzam, bo sama musze
    z nim wspolpracowac czasami.


    Moja denna randka byla aranzowana [ja - wtedy samotna, on - znajomy z pracy
    mojej sasiadki, tez samotny]. Rok '93, pierwsze bezrobocie, zimna Warszawa tuz
    przed Sylwestrem.
    Mielismy sie spotkac przy jednej z kawiarni na Swietokrzyskiej [blizej ronda
    ONZ]. I do niej wejsc.

    Z tymze okazalo sie, ze ja wlasnei zamkneli :))


    Koles byc zwalistym, misiowatym facetem, podobnym do Johna Goodmana :)
    Sympatyczny, ale kompletnie nie dla mnie. No wiec powedrowalismy na piechote
    do - jeszcze wtedy - domow Centrym. Polazlam do HOFFlandu i nabylam laszki na
    Sylwestra, meczac go, zeby czekal, jak ja tam skacze i przymierzam.


    W koncy wyszlismy i na piechote przebrnelismy przez Nowy Swiat az do Starowki.
    Cos tam wypilismy po drodze i do domu, odwiozl mnie autobusem, a na koniec cos
    marudzil o Sylwestrze. No to sie poklocilam o jakas kwestie polityczne, zeby
    sobie poszedl :) Skutecznie, bo sie poskarzyl sasiadce, zem hydra i harpia ;]


    Mialam tez kiedys randke horrorek, ale nie wzgledu na faceta, a miejsce. Koles
    byl nice, znalazl mnie przez moich znajomych, bo mu sie strasznie podobalam, a
    poznal mnie, jak sie spotykalam z jego znajomym [wielka milosc zycia,
    ach ... :)].

    Poszlismy do pubu na warszawska Chomiczowke i mielismy pecha, bo trafilismy na
    rozliczanie wzajemnych ansow przez panow z miasta i byla rozruba w knajpie :/
    Udalo sie wyjsc, ale okropnie sie wtedy balam .....


    No i tyle.
    r

  • annika_vik 14.10.02, 12:06
    Uśmiałam się jak dzika norka czytając to wszystko powyżej! A przy okazji
    nabrałam odwagi do podzielenia się z wami wspomnieniami z mojej najgorszej
    randki. Zaznaczam, że na ten temat nigdy nikomu nic nie pisnęłam, takie to
    żenujące.
    Dorwałam się do IRC (już tego nie robię, co za nuda i żenada) i na dzień dobry
    rzuciło mi się na priva z tuzin facetów. Szczególnie jeden zawsze o mnie
    pamiętał, pozdrawiał itd. Rozmawialiśmy na priv (cały czas mam na myśli IRC) i
    jego wypowiedzi naprawdę mnie zaintrygowały. Okazało się, że pracuje jako
    informatyk, studiuje teologię (co mnie bardzo wówczas ujęło). Bardzo chciał się
    ze mną spotkać, więc po dłuższych bojach się zgodziłam. Jego zdjęcia wcześniej
    nie widziałam - z jakiś technicznych powodów nie mogłam go odebrać.
    Umówiliśmy się w Sopocie, w spokojnej kawiarni. Krotko mówiąc spóźnił się, a ja
    nie mogłam już wytrzymać na zimnie, więc weszłam do środka. Potem wziełam
    jakiegoś faceta za "mojego" i wyszło to... no cóż... kwasowo. Niemniej jednak
    ten "pomyłkowy" wraz z kolegą "przygarneli" mnie do swojego stolika i
    porozmawiali, cobym się nie nudziła czekając na swoją ślepą wronę. Byłam tym
    nieco zażenowana, ale do dziś podziwiam poziom i kulturę osobistą tych dwóch
    gości!
    W końcu "mój" przyszedł. Nie będę się tu długo rozpisywać. To był człowiek o
    inteligencji nogi stołowej... Okazało się, że po pierwsze "technika infrmatyka"
    uzyskał w takim ośrodku specjalnym typu kształcenie ustawiczne. Teologię
    studiował nie wiedzieć czemu, chyba, żeby do wojska nie wzięli, a na inne
    studia nie miał szans. Nie umiał sklecić jednego zdania poprawnie. Marszczył
    się i bardzo skupiał a potem mówił coś w rodzaju: "bo ja nie lubiałem takego
    piwa, bo take piwo jakes piane dziwnom ma". Ludzie!
    Po chyba trzech minutach zapytał mnie czy... chodzę w szpilkach.
    Jakoś to przeżyłam, ale do dzisiaj mam niesmak do męsko - damskich znajomości
    internetowych.
    W ramach bonusa opowiem wam o jeszcze jedej "randce". Mieszkałam kiedyś z
    facetem o wrażliwości nosorożca i inteligencji też nie za wysokiej; dodam
    że "obycia" nie posiadał za grosz. Rozstaliśmy się, wyprowadził się, a potem
    piszczał mi i płakał (tak! tak!) w telefon jak bardzo chce mnie zobaczyć i
    porozmawiać, naprawić itp. Zgodziłam się, bo mnie rzeczywiście zmiękczył.
    Umówiliśmy się u mnie, lecę ja do domu, a pod moją klatką stoi... kolega mojego
    eksa. Okazało się, że mój były umówił się "przy okazji" z kolegą!!!! U mnie!!!!
    A przynajmniej na mojej klatce. Niewiarygodne! (dodam dla zwiększenia efektu:
    lat miał wówczas 24!!! dorosły facet).
    Przeczytałam to jeszcze raz i o mało nie umarłam ze śmiechu. Świetny wątek!
  • essie 14.10.02, 13:15
    Hmm, więc jednak moje randki nie były takie tragiczne ! :))) Najgorzej było wtedy, gdy pewiem pan zaprosił
    mnie do milutkiej przytulnej kafejki, po skonsumowaniu kawy on oczywiście nie zapłacił. Ja byłam pewna, że
    sprawa z rachunkiem załatwiona, spokojnie wychodzę, a tu wybiega za nami kelnerka i krzyczy na całą ulicę,
    że rachunek nie zapłacony! On niczym nie speszony spytał, czy mam pożyczyć parę złotych...

    Druga koszmarna randka była z gatunku randek w ciemno. Koleżanka umówiła mnie z kimś, kto opisał siebie
    jako przystojnego intelektualistę, po czym spotkałam człowieczka miższego od siebie (mam 160 wzrostu....),
    w wyciągniętej bluzie dresowej i poplamionych z lekka dżinsach. Jak sie okazało, ów osobnik mieszka z
    mamusią, która jest wyrocznią nieomal we wszystkich sprawach. I mamusia poradziła mu, żeby został
    nauczycielem informatyki. Z ulgą pożegnałam pana, no ale jak sie okazało to nie był koniec naszej znajomości,
    bo przez kolejny tydzień dzień w dzień miałam od niego telefony (jak zdobył numer mojej komórki- nie
    wiem), w końcu wrzasnęłam mu do słuchawki, że nie będę się z nim spotykać, bo jest brzydki. I podziałało...
    ;-)
  • constance 14.10.02, 12:59
    To ja dodam jeszcze jedną sytuację, chociaż nie aż tak malowniczą. Swego czasu
    chodziłam na niesamowicie drogą rehabilitację kolana i z wzajemnością
    zainteresował się mną jeden z rehabilitantów. Ośrodek był odwiedzany przez
    ludzi raczej zamoznych, często osoby publiczne, dzieci bogatych rodziców,
    generalnie pacjentów kasą-wypchanych. Ja jako osoba "na dorobku", samodzielnie
    się utrzymująca, leczyłam się tam ze sporym wysiłkiem finansowym. Pod koniec
    randki chłopię zapytało, gdzie zaparkowałam samochód. Ja na to, że nigdzie, bo
    samochodu nie mam. Ogromne rozczarowanie na twarzy... Najpierw nie zwróciłam na
    to uwagi, ale później, gdy zostałam przedstawiona rodzinie (tak, spotykaliśmy
    się dalej, bo bardzo mi sie podobał), wypytano mnie dokładnie o stan majątkowy
    mój i rodziców...
  • Gość: ania IP: *.alcatel.pl 14.10.02, 13:47
    Swietyny wątek. A więc teraz kolej na mnie. To była dopiero randka... Wracam
    sobie z pracy do domu energicznym krokiem ( bo głodna jestem i czym prędzej
    trzeba coś rzucić na ruszt). Mijając sklep w szybie widzę odbicie faceta
    mierzącego mnie od góry do dołu. Niezły był więc się nie wsciekłam, tylko
    kontem oka obserwowałam co robi. Zaczepił mnie. Powiedział że spodobałam mu się
    i chciałby mnie poznać. Był niesamowićie kulturalny miły i boskiej urody.
    Miałam kiepski dzień bo byłam wściekła na mojego chłopaka i zamierzałam po raz
    n-ty go rzucić, a więc zgodziłam się na kawę. Chciał mnie zaprosic do siebie bo
    nieopodal mieszkał... No na coś takiego nie poszłam, ale wynajmowałam
    mieszkanie wraz z jeszcze 2 koleżankami u których wiedziałam że w tym momencie
    są ich faceci. A wiec zaproponowałam że mam ciasto i możemy napić się kawy u
    mnie. No i tak wylądowaliśmy w moim pokoju. Rozmowa na początku OK, ale
    ale....i tu się zaczyna "horror" Facet z biegiem czasu zaczął się jąkać
    wykonywać jakieś nerwowe ruchy głową i opowiadał jak to lubi być wykorzystywany
    przez kobiety i tu nastąpiły opowieści jak to na imprezkach w gronie scisłych
    znajomych w rajstopkach i w fartuszku usługiwał innym itp itd.Potem padł
    przede mną na kolana i prosił bym się z nim spotykała. Nie przeszkadza mu to że
    mam faceta. Ja bym sobie była z moicm chłopakiem a jego wykorzystywała.
    Wystraszyłam się a on się wystraszył że mnie to przeraziło. Przeorsił że nie
    chcial mnie skrzywdzić i uciekł.
    Do dnia dzisiejszego mmój kolega nie może mi darować nie kontynuowania tej
    znajomości. Powiada "Ach miałby mi kto okna umyć.."
    Rok po tym zdarzeniu przechadzałam się Chmielną i widzę jakiegoś fajnego faceta
    na rowerze który się na mnie gapi- to był znów on. Szybko wbiegłam do sklepu by
    się przed nim schować. Podjechał do sklepu za mną- bo słyszałam jak komentowały
    to ekspedientki. Nie wychodziłam i w końcu odjechał. To jest przestroga
    dziewczyny- on był taki miły taki boski a taki "zdrowo pokręcony"
  • katii1 14.10.02, 19:41
    W moim wypadku najgorszą randką była również randka z chłopakiem poznanym na
    internecie . Zresztą była to pierwsze i ostatnie tego typu spotkanie bo więcej
    nie odważyłam się ryzykować:). Chłopaka poznałam na czacie "onet" znaliśmy się
    coś około 2 tygodni po czym zaproponował mi spotkanie. Najpierwsz poszliśmy do
    kina na jakiś strasznie denny film , zresztą początek spotkania również był
    denny , rozmowa się nie kleiła itd. Po kinie poszliśmy do McDonalda i tam
    chłopak dopiero zaczą się rozkręcać . Muszę przyznać , że początkowo wywarł na
    mnie jak najbardziej pozytywne wrażenie , miło się rozmawiało i w ogole , no
    ale jako , że czas mijał więc pora była wracać do domu. Oczywiście zachował
    się jak dzentelmen i odwiózł mnie do domu i myślałam , że to już koniec na
    dzień dzisiejszy gdy on nagle wypalił , że napiłby się u mnie kawy. No to jakoś
    nie ładnie było mi odmówić , tym bardziej , że chłopak mi się podobał.
    Zostawiłam go w pokoju a sama poszłam do kuchni żeby zaparzyć kawę , kiedy
    wróciłam kolega był już w "stroju Adama" i próbował się pozbyć jeszcze
    skarpetek ( szok!):). Nie wiedziałam czy śmiać się czy uciekać tym bardziej ,
    że widok był komiczny:). Widząc moją minę speszył się i zapytał " to jak , nie
    będziemy nic robić?" tak się wkurzyłam , że potraktował mnie jak jakąs pierwszą
    lepszą , że wylądował za drzwiami w samych bokserkach a po drodze zbierał ze
    schodów spodnie i reszte ubrań:). Po jakimś czasie spotkałam go w
    supermarkecie , jak mnie zobaczył to tak szybko zaczą przebierać nogami , że
    prawie wpadł na wystawę:). Jednym słowem randka koszmarrrrrrr:)
  • amelia_ 15.10.02, 01:10
    a ja myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach :)))
  • Gość: goha IP: *.otosf.com.pl 14.10.02, 14:16
    Umówił się kiedyś ze mną facet będący od dłuższego czasu obiektem moich
    nieczystych fantazji, więc szczęscie moje nie miało granic. Zaprosił mnbie na
    imprezkę do swoich znajomych. Przybywamy, a tam wszyscy na LSD (?!?!), łącznie,
    jak się wkrótce okazało, z moim wybrankiem. Siedze sobie grzecznie na brzeżku
    fotela, rączki w małdżyk buzia w ciup a oni huczą ze śmiechu mam wrażenie że ze
    mnie oczywiście. Uciekłam czym prędzej, rany baskie :-)
  • Gość: Marta IP: *.tenbit.pl 14.10.02, 14:48
    ja sie swego czasu (miałam może 17-18 lat) umowilam z gościem, z którym to
    mieliśmy pojechać do naszego klubu jeżdzieckiego. Przyjechał po mnie autobusem.
    ja bylam wtedy zmotoryzowana i mowie do niego, ze zanim pojedziemy to podjade
    do sklepu i wezme jakąś wałówke do picia i chrupania.
    więc podjechałam pod sklep (który należał do moich rodziców-ważna informacja),
    biorę Cole i coś tam jeszcze, a on do mnie podchodzi i mówi:" dobra dawaj, ja
    jeszcze trochę browaru zapier...ę...). no i szok!
    Ja mu na to "Chłopie, toż to moje!". Chłopak się deko zmieszał...ale wiem już
    jak robił zakupy...
    teraz podobno robi kariere w usa...
    taaaa
    pozdrawiam
    marta
  • Gość: ja IP: 213.17.175.* 15.10.02, 11:27
    Dobre, z tym sklepem. tak się uśmiałam, że aż łzy mi poleciały.
    Swietny wątek!
  • eremka 14.10.02, 15:35
    Patrzą na mnie ukradkiem, a ja siedze wbałuszam ślepia w monitor i jestem
    uchachana od ucha do ucha. Chciałabym tez o czyms napisac, ale qrcze, niczego
    równie smiesznego nie pamietam, ale opowiem Wam o najdenniejszej randce x 2,
    jaką z psiapsiółami (sztuk 3 i ja nieboga) zaserwowałysmy pewnemu koleżce.
    Poznałysmy go na wyjazdowym Sylwestrze, a wszyskie (!) byłysmy wtedy po
    zerwaniu, przed zerwaniem z naszymi ówczesnymi miłośnikami. Pan większość nocy
    urzędował przy barku i jak któraś miała puste szkło serwował jej drinka, stąd
    miał nickaq Barman. Każda z nas 4 przezyła tej nocy sylwestrowej jakąs dłuższą
    i b. seriozną pogawędke. Jak sie potem okazało, od każdej z nas wziął numer
    telefonu. Tydzień po imprezce w sobotę rano telefon - dzwoni Barman i proponuje
    spotkanie. Czemu nie? Umówiłam się wieczorem. Potem dzwoni jedna z psiapsiółek,
    może bysmy poszły do kina wieczorem, bo ona będzie w centrum - ja: sorry, ale
    dzwonił Barman i umówiłam sie na 19.00, ona: niemozliwe! ze mna tez sie umówił
    na 17. Oszczędzę szczegółow, ale z kolejną umówił się na spacer po Saskim o
    15.00. Oczywiście pogalopowałyśmy wszystkie 3 i ta jedna niezaproszona wściekła
    do Saskiego i zza drzewa obserwowałyśmy faceta, po chwili zaczęłyśmy sie
    ujawniać w odstępach kilkuminutowych! Barman zbarmaniał, tfu, zbaraniał, ale
    stanął na wysokosci zadania i zaprosił nas na Starówę, wszyskie 4 upiłysmy sie
    ostro campari i Barman odwoził nas taksówką do domu. Potem jeszcze ze dwa razy
    psułyśmy mu szyki w podobny sposób - raz zaprosił mnie do siebie, przyszłam
    oczywiście z asystą i siedziałyśmy u niego do 12 w nocy bodajże, wypijając
    wszystko co było pod ręką ;-) i oglądając telewizję - obejrzałysmy wtedy m.in.
    Stalowe magnolie, a Barmanowi kazałysmy iść na spacer z psem. Miał gość
    zdrowie, bo obraził sie na nas dopiero po tym, jak uciekłysmy z autobusu,
    którym wspolnie mieliśmy jechac do Otwocka na jego działke.
  • Gość: Miriam IP: *.ricoh.com.pl / 172.17.120.* 14.10.02, 16:01
    No nie moge sie powstrzymac czytajac te opowiesci, zeby nie opisac w dwoch
    zdaniach mojego koszmarku.
    Lat 17 wtedy mialam, pojechalismy ze znajomymi na impreze do kolezanki z klasy.
    To byl koniec roku i na nastepny dzien wyjezdzalam na oboz wedrowny (!). Na
    tejze imprezie poznalam kolesia, ktoremu wpadlam w oko. Nie wiem dlaczego
    (chyba przez alkohol) wydal mi sie calkiem przyzwoity i do rzeczy. Nadmienic
    warto, ze sluchalam wtedy bardzo 'alternatywnej' muzyki, Bauhausy, Dead Can
    Dance-y i inne 4AD. A kolo wygladal jak nie przymierzajac Robert Smiths.
    Zmulona piwem umowilam sie z nim, ze mnie nazajutrz na dworzec odprowadzi (na
    ten nieszczesny oboz wedrowny).
    Aha, jeszcze zwierzalam sie przyjaciolce, ze poznalam takiego chlopaka i ze
    (rany Boga) podoba mi sie, jest bardzo 'pozytywny' itd.
    No i to byl moj blad, bo jak zobaczylam go na drugi dzien (juz calkiem trzezwym
    okiem), to stwierdzilam, ze nie podoba mi sie wcale a wcale. Co gorsza, kolo
    tak sie nakrecil, ze wymyslil sobie, ze na ten oboz do mnie dojedzie (gdzies
    tam w Beskid Zywiecki).
    Mialam nadzieje, ze tak tylko powiedzial, ale niestety - ktoregos tam dnia
    pobytu taszcze plecak na jakas gore, gdzie mamy zaklepane miejsca w schronisku,
    a tam na kamieniu siedzi... nie kto inny tylko kolo z imprezy. Moja
    przyjaciolka malo sie nie przewrocila ze smiechu, mnie raczej do smiechu nie
    bylo, no bo jak: mam mu teraz powiedziec, zeby do W-wy wracal. Oczywiscie caly
    oboz myslal, ze to moj chlopak...
    Koles przywiozl ze soba tylko spiwor. Nie mial ani ciuchow na zmiane, ani
    mydla, ani recznika... Cale kilka dni, ktore pozostaly do konca obozu przelazil
    w tych samych lachach, jakies kalesonku farbowane w zacieki wlasnym sumptem,
    koszula wojskowa no i te wlosy ufarbowane na czarno, stawiane a la Robert
    Smiths...
    Nie wiem, dlaczego organizatorzy tego obozu zgodzili sie w ogole na to, zeby
    jakis obcy koles lazil z nami, posilal sie na koszt organizatorow. W kazdym
    razie ja spalam z przyjaciolka, a on na lozku na gorze (pietrowe lozka, jak to
    w schroniskach). No i wieczoru pewnego wypilismy dosc duzo wina czerwonego, on
    wdrapal sie na gore i zasnal sluchajac The Cure na walkmanie... a my z
    przyjaciolka umieralysmy ze smiechu na dolnym lozku. Nagle... na gorze
    rozpoczelo sie jakies wiercenie, krecenie, gulgoty, bulgoty i nagle... z gory
    zleciala kaskada czerwonego wina razem z fragmentami niestrawionej kolacji.
    Jezu, jak ja sie smialam!!! Przyjaciolka mniej, bo to ona lezala z brzegu. Nie
    musze mowic, ze byl to gwozdzik do trumienki i nie moglam juz nawet patrzec na
    niego.
    Co gorsza - on sie wszystkim na tym obozie podobal, ze taki fajny, taki mily...
    W Warszawie uciekalam od jego telefonow jak tylko moglam, w koncu sie poddal.
    Napisal mi tylko na pozegnanie list kreda przed moja klatka schodowa, ze mu sie
    podobalam, ze moze do konca wakacji zapomni... Aha, i zebym mu kasete Bauhausu
    oddala.
    Teraz smiejemy sie z tego strasznie, ale pamietam, jak sie skrecalam wtedy...
    Caly oboz mi, kurna, zepsul...

    Pozdrawiam
    Miriam
  • Gość: ja IP: 213.17.175.* 15.10.02, 11:00
    O jeju.
    To rzeczywiście była dla mnie najgorsza randka.
    Umówiłam się, z pewnym znajomym mi juz mężczyzną (kiedyś spotykaliśmy się ale
    pewnego dnia już więcej nie zadzwonił), na randkę.
    Umówiliśmy sie pod rotundą o 20.00. Byla zima i około -18 stopni. Zamrzłam
    wtedy jak cholera bo musialam dojechac spory kawał. No, a że czapki i szaliczka
    się nie nosiło- a gdzie tam- to zmarzłam tym bardziej.
    Czekałam ponad godzinę-głupia i zakochana!
    Jakiś facet wziął mnie za dziwkę-jezu...!!!!
    Poryczałam się i wróciłam do domu w którym jeszcze mnie wyśmiano.
    I wiecie co-parę lat później znów się dałam nabrać temu samemu facetowi.
    Mówił, że tak się we mnie zakochał, że chce bym była jego żoną!!
    Wyjechalismy razem na dłuższy weekend nad morze a po powrocie okazało się, ze
    spotyka się już z moją "przyjaciółką"...
    Jezu, jak mi na tym facecie zależało... tyle razy zrobił mnie w konia a ja
    nadal o nim po cichu myślę.
    Ale wiecie co -parę lat marzyłam o tym, żeby się z nim przespać i wtedy nad
    morzem stało sie to... był strasznie beznadziejny w łóżku. Dwa centymetry mniej
    i byłby kobietą. Świnia ze mnie ale co tam! Zasłużył!
  • Gość: Mira IP: most:* / 192.168.0.* 15.10.02, 11:00
    Było tak; do ogólniaka dojeżdżałyśmy w kilka panienek spory kawałek
    autobusem.Tą samą trasą podróżowali faceci z technikum samochodowego, ich
    przystanek wypadał w połowie naszej drogi. Platforma autobusu była świadkiem
    zawiązania niejednej burzliwej przygody. Był wśród tych chłopaków, facet-cudo,
    marzenie nas wszystkich,jak wsiadał do autobusu mdlałyśmy. Boże czgośmy nie
    robiły,żeby zostać dostrzeżoną. No i jest, kiedyś już w drodze powrotnej do
    domu z przystanku autobusowego mój efeb wychyla się zza węgła i nie dam rady
    idzie za mną. Ja udaje zimną Marię, nonszalancklo odrzucam kudły do tyłu i
    zezuje. Wchodzę do bramy on za mną, serce rozwala mi klatkę piersiową, wsiadam
    do windy on ze mną (teraz bym pomyślała,że zboczeniec jakowyś).Mieszkałam
    wysoko,on mówi,że jeździmy razem autobusem i widuje mnie od dawna, pyta czy
    chodzę do takiej i takiej szkoły,ja oczywiście przytakuję i czekam na clou. On
    wciska guzik stop w windzie, no dobrze się zapowiada - myślę. Wtedy on wypala;
    czy znam może adres i telefon Violety X., bo on nie ma śmiałości jej zagadać, a
    bardzo mu na tym zależy. Dupek jeden, przez tydzień nie mogłam na siebie w
    lustrze patrzyć tak mnie sponiewierał i głupi cap nawet tego nie czuł.
  • Gość: pepito tomato IP: *.chello.pl / *.chello.pl 15.10.02, 12:19
    cap z windy jest najlepszy, i ten z obozu wedrownego, no i opowiesc o stroju
    adama- jak w sitcomie, ze tez sie takie rzeczy zdarzaja. maruda- genialny watek
  • k.leo 15.10.02, 22:05
    napisałam żeby podbić do góry taki fajny wątek
  • Gość: ania IP: *.alcatel.pl 16.10.02, 10:05
    podbijam do góry- piszcie dziewczyny świetny wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka