Dodaj do ulubionych

Msza za rodzinę, jak to wygląda?

13.11.09, 18:48
Po krótce moja mama zamówiła w poniedziałek mszę za naszą rodzinę. Ja jestem
osobą o dość wolnomyślicielskim podejściu (ale nie walczę z katolicyzmem czy
chrześcijaństwem) no i stąd moje pytanie czy
powinienem iść a jeśli iść to jak się zachować. No i czy do kościoła mógłbym
przyjść w szaliku (Polski albo klubowym). Proszę o odpowiedzi kogoś kto wie
jak to wygląda (czy zmusza się tam do przyjęcia "ciała Jezusa", czy zmusza się
do wyspowiadania przed mszą czy też jedyne co muszę to tam być). Napiszcie bo
to dla mnie problem.
Obserwuj wątek
    • grgkh Według mnie tak... 14.11.09, 01:11
      Jeśli czujesz się wolny, to nie pozwalaj się zmuszać do tego, co uważasz za
      bezsensowne.

      Przyjęcie ciała Jezusa? Czy nie kojarzy Ci się to z kanibalizmem? Dlaczego
      trzeba pożerać czyjeś ciało, żeby dostąpić rytualnego wtajemniczenia? Dla mnie
      jest to coś wstrętnego.

      A w jakiej intencji jest ta msza? Ile to kosztuje? A czy gdyby dać trochę
      więcej, to wynik byłby lepszy? A gdyby dać odrobinę mniej, to gorszy? A gdyby
      nie dać wcale, to skutku dla rodziny by nie było, czy byłby negatywny? Sposób
      myślenia i działania kleru, który robi wszystko, żeby się nachapać kasiory,
      który obiecuje korupcyjne załatwianie po znajomości (przecież może modlitwa by
      wystarczyła) jest straszny. Jak jakiś księżulo może ustalać stawkę, żeby
      "załatwić" coś w niebiesiech? Czy ten bóg jest łasy na forsę? A może jest taki
      próżny, że potrzebuje by go prosić, bo jak się tego nie zrobi, to sam nie
      pomyśli, że powinien pomagać? To jest kompletny bezsens.

      Ja bym na Twoim miejscu to olał. Albo wierzysz w te bajki i idziesz, albo nie
      wierzysz i dla uczciwości względem siebie, dla odrzucenia zakłamania, zrezygnuj.

      Człowiek, który ma zasady i stosuje się do nich ma spokojne sumienie i czuje, że
      żyje w zgodzie ze sobą. A ten, kto się płaszczy staje się niewolnikiem i potem
      już sam nie wie jak powinien się w życiu zachowywać.
    • johnny_mielony Re: Msza za rodzinę, jak to wygląda? 15.11.09, 00:55
      Chyba bijesz z pytaniem nie w te strony, tak głęboko uduchowione osoby jak grgkh
      z pewnością nie przekażą Ci żadnych cennych ani logicznych informacji. Z resztą,
      o efekcie jego "pracy" już się zdążyłeś przekonać. Koleżka ma jak koń takie
      zaślepki na oczy, by patrzył tylko w jedną stronę - pyta, w jakiej intencji jest
      msza, gdy przecież jasno napisałeś, że za rodzinę; pyta ile to kosztuje, chociaż
      nie ma to żadnego związku ze sprawą. W takim razie wyręczę w ciężkiej "pracy"
      kolegę grgkh, który najwyraźniej bardziej jest przejęty "dyskusją" (bo nie
      dialogiem) w sprawie Pascala, a że sam się z tym raz spotkałem to:

      Czy powinieneś iść:
      - Jeśli zostałeś zaproszony, to z czystego szacunku do rodziców mógłbyś. Każdy w
      rodzinie zapewne zna twoje poglądy na ten temat, więc się nie martw, że zaraz
      ktoś Cię o coś posądzi.

      Jak się zachować:
      - normalnie... to zwykła msza (z tym że jest mniej osób, bo to poniedziałek) i w
      dwóch czy trzech momentach ksiądz powie, że ta czy tamta modlitwa jest właśnie
      za twoją rodzinę.

      Czy przyjść w szaliku Polski lub klubowym:
      - Nie mam pojęcia, a nie masz innego szalika? Jeśli nie masz innego, to lepiej
      nie ryzykuj zdrowiem i przyjdź w którymkolwiek. Ja za młodu, jak chodziłem do
      kościoła to we fleku się zdarzało i nikt się jakoś nie czepiał, a w tamtych
      czasach to było praktycznie jak szalik.

      Czy zmusza się do udziału w komunii, bo tak to się praktycznie nazywa:
      - Nie zmusza się, z tego co wiem to nigdy się nie zmusza.

      Czy zmusza się do wyspowiadania:
      - Nie zmusza się.

      Czy musisz tam być:
      - To zwykła msza, niczym się właściwie od niej nie różni.

      Pozdro!
      • oryginal23 Re: Msza za rodzinę, jak to wygląda? 15.11.09, 12:38
        Zrób Mamie przyjemność, idź i przemęcz godzinkę, nie widzę problemu.
        Chcesz jej zrobić przykrość to powiedz, że godzina siedzenia w
        chłodnym pomieszczeniu to zbyt wielkie poświęcenie i nie zasłużyła
        sobie na nie.
        Debilne takie dylematy.
        23.
      • grgkh Bez sensu... ;) 15.11.09, 18:02
        Wydaje mi się ,że się czepiasz MNIE. smile Każdy ma prawo mieć swoje zdanie. Ja
        też. A więc bądź logiczny i powiedz swoje, bez komentowania mojego. A jeśli
        chcesz pic do mnie, to kieruj odpowiedź do mnie, a nie do kolegi. Logiczne?

        Alogiczne jest to, że krytykujesz moje prywatne zdanie, twierdząc, że mam klapki
        na oczach, ale Ty, wygłaszając inne zdanie już ich nie masz. Masz, kolego. wink

        Pytania zadawałem przy okazji. Jestem ciekaw.

        > Czy powinieneś iść:
        > - Jeśli zostałeś zaproszony, to z czystego szacunku
        > do rodziców mógłbyś. Każdy w rodzinie zapewne zna
        > twoje poglądy na ten temat, więc się nie martw, że zaraz
        > ktoś Cię o coś posądzi.

        Nieprawda. A cóż to jest za NADRZĘDNY szacunek do rodziców, gdy rodzice nie chcą
        uszanować zdania dorastającego syna? To nie jest picie alkoholu lub branie
        narkotyków, gdzie z takim zdaniem powinno się liczyć na mur. Z szacunku do
        rodziców to kiedyś panny wychodziły za mąż za majętnego fatyganta i całe życie
        poświęcały rodzinie i jej interesom.

        Impreza prawdopodobnie na samej mszy się nie skończy, więc z rodziną i tak może
        się spotkać. Ale fakt, że są sytuacje, w których i ja, ateista, będąc w
        towarzystwie trafiałem do kościoła (ostatnio był to ślub syna). Ale było zero
        celebry z mojej strony, choć się ostentacyjnie nie zachowywałem. Z szacunku dla
        tych, dla których to było istotne.

        Decyzję powinien podjąć sam. Tylko on zna dokładnie warunki, a radzenie z naszej
        strony uważam za błędne i zbędne.

        > Jak się zachować:
        > - normalnie... to zwykła msza (z tym że jest mniej osób,
        > bo to poniedziałek) i w dwóch czy trzech momentach ksiądz
        > powie, że ta czy tamta modlitwa jest właśnie za twoją rodzinę.

        Chyba nie o to mu chodziło. wink Wg mnie - stanąć na uboczu i nie udawać, że się
        klęka, żegna lub modli. Nie udawać. Zachować powściągliwość.

        > Czy przyjść w szaliku Polski lub klubowym:
        > - Nie mam pojęcia, a nie masz innego szalika?
        > Jeśli nie masz innego, to lepiej nie ryzykuj zdrowiem
        > i przyjdź w którymkolwiek. Ja za młodu, jak chodziłem do
        > kościoła to we fleku się zdarzało i nikt się jakoś nie
        > czepiał, a w tamtych czasach to było praktycznie jak szalik.

        I to też raczej nie na temat. Chodzi o demonstrację. Nie. Nie demonstrować, bo
        to jest agresja. Jeśli się przychodzi do czyjegoś domu, to trzeba uszanować
        obyczaje gospodarza. To samo dotyczy obecności w kościele. Jeśli przychodzić, to
        bez szalika klubowego.

        > Czy zmusza się do udziału w komunii, bo tak to się praktycznie
        > nazywa:
        > - Nie zmusza się, z tego co wiem to nigdy się nie zmusza.

        Też nie rozumiesz, o co chodzi.

        Nie dać się namówić rodzinie do rytuałów, które dla niego nic nie znaczą, a są
        niezgodne ze światopoglądem. To kwestia uczciwości. Ja, gdy znajdę się w
        kościele, nie udaję żadnego z rytualnych zachowań, ale usuwam się na bok, żeby
        nie przeszkadzać i nie rozpraszać tych, którzy tam przyszli, między innymi, po
        skupienie.

        > Czy zmusza się do wyspowiadania:
        > - Nie zmusza się.

        Niewierzącego? A co za sens miałaby taka spowiedź? Jeśli rodzina zastosowałaby
        terror, to może by i zmusiła, ale człowiek wolny nie powinien się poddawać takim
        naciskom.

        > Czy musisz tam być:
        > - To zwykła msza, niczym się właściwie od niej nie różni.

        Może powinien, ale na pewno nie musi. Sam to jedynie może ocenić. Po tym poznaje
        się, czy ktoś dorósł do takich decyzji.
        • johnny_mielony Re: Bez sensu... ;) 15.11.09, 19:15
          Wydaje mi się ,że się czepiasz MNIE. smile Każdy ma prawo mieć swoje zdanie. Ja
          też.


          Ja też mam swoje zdanie (dlaczego się więc mnie czepiasz?) - człowiek się
          najzwyczajniej w świecie pyta i oczekuje w miarę konstruktywnej odpowiedzi,
          której ty nie udzieliłeś i nigdy nie udzielisz, bo to ponad twoje możliwości (na
          to będzie trzeba poczekać jeszcze wiele lat). Dla ciebie "logicznym" jest
          zadawanie bzdurnych pytań, które nie mają związku ze sprawą.

          A więc bądź logiczny i powiedz swoje, bez komentowania mojego.

          "Logiczny" to chyba twoje ulubione słowo. W takim razie odwołuję się do twojej
          jakże bardzo nadmuchanej logiki - ja odpowiedziałem na pytania kolesia o nicku
          marekgwawa, ty nie - czy to logiczne? Mam prawo komentować każdy idiotyzm, jaki
          napiszesz czy wypowiesz, jeśli to wydaje Ci się nielogiczne (czy jak to ty
          ujmujesz "alogiczne") to od razu uprzedzam - to jest logiczne i mam do tego
          prawo (z resztą ty komentując każde moje zdanie też wpisujesz się w ten schemat).

          A jeśli chcesz pic do mnie, to kieruj odpowiedź do mnie, a nie do kolegi.

          A co to za reguła? Nie ograniczaj mnie swoim poglądem z ciemnogrodu. Rozumiem,
          że odczuwasz olbrzymią potrzebę by zwracano NA CIEBIE uwagę, by poświęcano TOBIE
          czas i odwoływano się to wszystkich TWOICH prawd, ale akurat to nie ty założyłeś
          ten temat, więc w ogóle nie muszę z tobą dyskutować. Właśnie powstaje jakiś
          dziwny, niepotrzebny offtopic. Nie narzucaj mi swoich reguł - czy to zrozumiałe?

          twierdząc, że mam klapk i na oczach, ale Ty, wygłaszając inne zdanie już ich
          nie masz. Masz, kolego.


          To z pewnością jest logiczne, twoje zdanie należałoby zapisać w kolumnie
          "ulubione" i co rano dla uciechy odczytywać. Twojego zdania nie można rozważać
          w ramach tego, czy jest ono logiczne czy nielogiczne, ono jest po prostu głupie.

          Pytania zadawałem przy okazji. Jestem ciekaw.

          A ja przy okazji napisałem, że się napociłeś na marne, a koledze zmarnowałeś czas.

          Nieprawda. A cóż to jest za NADRZĘDNY szacunek do rodziców, gdy rodzice nie
          chcą uszanować zdania dorastającego syna?


          A czy marekgwara powiedział, że jego rodzice nieszanują jego zdania? Posługuj
          się logiką, do której tak często się odwołujesz. Nie wiem, gdzie się
          wychowywałeś, ani jak twoja rodzina funkcjonuje, ale w większości przypadków (a
          widać to po wypowiedziach większości użytkowników) ludzie odwołują się do
          zwykłej przyzwoitości. Ktoś tu się odwoływał do pogrzebów, czy ślubów, na które
          ty oczywiście ostentacyjnie nie chodzisz, tak samo jak księdza nie wpuszczasz
          przez próg... no chyba że twoja dziewczyna cię panie i władco uprosi (wtedy
          tylko stajesz się jedynym i prawdzinym tolerancyjnym człowiekiem, za którego
          przykładem powinni iść bezwarunkowo wszyscy). To, o czym się tutaj rozpisujesz
          jest po prostu małostkowe, są ważniejsze rzeczy niż pójście do kościoła,
          przyjęcie księdza w domu, czy pojawienie się na ślubie kolegi. Ważniejsze
          (zdaniem większości Polaków) są relacje z bliskimi, z rodziną. Są ludzie i
          parapety. Ty w tym przypadku przez swoje (końskie) zaślepienie stajesz się
          parapetem i antyprzykładem ateisty, który gdzie nie pójdzie to szuka spisku i
          powodu do narzekań. Człowieku, ogarnij się i popatrz w lustro i nie oskarżaj
          innych o to, że są tym czymś czym sam jesteś.

          Z szacunku do rodziców to kiedyś panny wychodziły za mąż za majętnego
          fatyganta i całe życie poświęcały rodzinie i jej interesom.


          Rozumiem, że ty nie masz żadnego szacunku dla rodziców, możesz nie mieć, grunt
          że cię spłodzili, że wykarmili gębę aż do czasu, gdy wyszła z domu i teraz może
          klepać na oślep jak głupi cep. Szkoda mi twoich rodziców, ale w sumie sami cię
          wychowali.

          Impreza prawdopodobnie na samej mszy się nie skończy, więc z rodziną i tak
          może się spotkać


          A to wszystko wyłącznie dedukujesz na gruncie logiki. Pozostawiam bez komentarza.

          Ale fakt, że są sytuacje, w których i ja, ateista, będąc w towarzystwie
          trafiałem do kościoła (ostatnio był to ślub syna). Ale było zero celebry z mojej
          strony, choć się ostentacyjnie nie zachowywałem. Z szacunku dla tych, dla
          których to było istotne.


          A więc jednak są takie momenty, kiedy do kościoła można iść. Ale przecież to ty
          Panie i Władco wyznaczasz granice dobrego smaku, to ty decydujesz co jest dobre,
          a co złe. Ty wyznaczasz granice szacunku. Gratuluję! Powoli dochodzę do wniosku,
          że niczym nie różnisz się od dziecka Neostrady. Dali ci przyrząd, którym nie
          potrafisz się odpowiedzialnie posługiwać - chociaż jesteś już dorosłym człowiekiem.

          PS: Masz syna? A piszesz jak nastolatek, straszne.

          Decyzję powinien podjąć sam. Tylko on zna dokładnie warunki, a radzenie z
          naszej strony uważam za błędne i zbędne.


          To po co się jak burak wypowiadasz skoro twoim zdaniem to zbędne? Nie wiem, czy
          zauważyłeś, że większość ludzi wypowiada się podobnie - rób, jak chcesz, ale weź
          pod uwagę to czy tamto, poza tym kolega zadał jeszcze wiele innych pytań, na
          które ty nie chciałeś odpowiadać, bo ciebie zainteresowało bardziej to, ile
          ksiądz za to wziął kasy. Bo to było logiczne pytanie (?!).

          Chyba nie o to mu chodziło. wink Wg mnie...

          Ja to pytanie zrozumiałem inaczej, więc udzieliłem takiej odpowiedzi, to nie
          wymaga większego komentowania.

          I to też raczej nie na temat. Chodzi o demonstrację. Nie. Nie demonstrować,
          bo to jest agresja. Jeśli się przychodzi do czyjegoś domu, to trzeba uszanować
          obyczaje gospodarza. To samo dotyczy obecności w kościele. Jeśli przychodzić, to
          bez szalika klubowego.


          Ty to rozpatrujesz pod tym kątem, ja pod innym. Ja na ślub brata nie szedłem w
          szaliku klubowym, ale gdybym miał okropnie zmarznąć, nie widzę problemu by
          wziąć. Moją wypowiedź oparłem na własnych przeżyciach. Nie znam żadnego obyczaju
          w kościele, który by głosił że nie można przychodzić w szalikach klubowych.
          Dlatego też napisałem, że mnie za młodych lat przytrafiało się przychodzić do
          kościoła w barwach klubowych i nikt nigdy mnie z tego powodu nie wyganiał, czy
          nie zwracał uwagi, że jestem niestosownie ubrany. Proste? Logiczne?

          Nie dać się namówić rodzinie do rytuałów, które dla niego nic nie znaczą, a
          są niezgodne ze światopoglądem. To kwestia uczciwości. Ja, gdy znajdę się w
          kościele, nie udaję żadnego z rytualnych zachowań, ale usuwam się na bok, żeby
          nie przeszkadzać i nie rozpraszać tych, którzy tam przyszli, między innymi, po
          skupienie.


          Zaczyna mnie zastanawiać twój sposób rozumowania (jest jakiś taki za płytki).
          Kolega zapytał o mszę świętą i o reguły działania takiej mszy, ponieważ na czymś
          takim jeszcze nigdy nie był. Ponieważ nie zna reguł funkcjonowania to się
          zastanawia, czy czegoś tam nie ma obowiązkowo - stąd odpowiedź, że obowiązku
          przyjmowania komunii nie ma. To ty czegoś nie zrozumiałeś.

          PS: Kto powiedział, że kolega ma jakoś super aktywnie brać udział we mszy, mowa
          jest tylko o pojawieniu się w miejscu i o czasie.

          Niewierzącego? A co za sens miałaby taka spowiedź? Jeśli rodzina
          zastosowałaby terror, to może by i zmusiła, ale człowiek wolny nie powinien się
          poddawać takim naciskom.


          Też myślę, że to pytanie jest dość zabawne, ale takie zadał (mniej czasu zajęło
          udzielenie odpowiedzi niż dywagowanie nad logicznością zadawania takiego
          pytania), więc odpowiedziałem.

          Może powinien, ale na pewno nie musi. Sam to jedynie może ocenić. Po tym
          poznaje się, czy ktoś dorósł do takich decyzji.


          A czy ja napisałem - MUSISZ TAM IŚĆ! ZRÓB TO INACZEJ PRZEPADNIESZ! - ?

          Ja napisałem "Jeśli zostałeś zaproszony, to z czystego szacunku do rodziców
          MÓGŁBYŚ" - podkreślam słowo MÓGŁBYŚ, które oznacza że nie musisz, ale możesz -
          czy to logiczne?
          • grgkh Re: Bez sensu... ;) 16.11.09, 15:01
            johnny_mielony napisał:

            > człowiek się najzwyczajniej w świecie pyta i oczekuje w miarę
            > konstruktywnej odpowiedzi,

            Dokładnie to samo pytanie zadał na bliźniaczym forum "KiR..." I tam też uzyskał
            różne odpowiedzi, większość niekonstruktywnych, taka jest natura forum - ale nie
            zauważyłem, żeby się ktoś kogoś czepiał, bo było nie na temat.

            > której ty nie udzieliłeś i nigdy nie udzielisz,

            Potężny zarzut. Obrażasz mnie. Wyrażasz się o mnie osobiście, nic o tym nie wiedząc.

            > bo to ponad twoje możliwości

            Skąd to wiesz?

            > (na to będzie trzeba poczekać jeszcze wiele lat).

            Jestem bliski emerytury, chłopcze. Mam za sobą wychowanie kilkorga własnych
            dzieci, z których każde sobie świetnie radzi w życiu. A moja powściągliwość w
            udzielani rad bierze się stąd, że za ważniejsze uważam motywowanie do przemyśleń
            i podejmowanie decyzji wynikającej z własnych zasobów wiedzy, a nie korzystanie
            z rad dobrych wujków.

            > Dla ciebie "logicznym" jest zadawanie bzdurnych pytań,
            > które nie mają związku ze sprawą.

            To Twoja opinia. wink Jeśli czegoś nie jesteś w stanie pojąć, to nazywasz to
            bzdurą. Dziecinada. wink

            > "Logiczny" to chyba twoje ulubione słowo.

            Tak. To moje ulubione słowo. smile

            > W takim razie odwołuję się do twojej jakże bardzo nadmuchanej
            > logiki - ja odpowiedziałem na pytania kolesia o nicku
            > marekgwawa, ty nie - czy to logiczne?

            Dałem mu do myślenia. Ty dałeś rady, z których część uważam za złe. Moje prawo
            komentować idiotyzmy.

            > Mam prawo komentować każdy idiotyzm, jaki napiszesz
            > czy wypowiesz, jeśli to wydaje Ci się nielogiczne
            > (czy jak to ty ujmujesz "alogiczne")

            Nie ma takiego słowa? wink

            > to od razu uprzedzam - to jest logiczne i mam do tego
            > prawo (z resztą ty komentując każde moje zdanie też
            > wpisujesz się w ten schemat).

            Jesteś kłótliwy jak baba z magla. wink Fakt, chyba powinienem to odpuścić, ale
            miałem nastrój zadziorny i postanowiłem nauczyć Cię... rozumu. Teraz to już
            pociągnę trochę tę dyskusję, właśnie po to, żeby Cię przekonać, że potrafię Ci
            dołożyć. Nie obelgami, ale sztuką prowadzenia rozmowy. To dla mnie swego rodzaju
            trening. Lubię się tak czasem pobawić i Ty i tego nie zabronisz. Oczywiści nie
            ma we mnie nic złości, zapamiętania, zajadłości - to zabawa w słowa. smile

            No to się pobawmy dalej.

            > A co to za reguła? Nie ograniczaj mnie swoim poglądem
            > z ciemnogrodu.

            Przypomnij sobie netykietę. Po pierwsze mnie obrażasz. A po drugie spróbuj
            uzasadnić, dlaczego to ciemnogród? Hę? smile

            > Rozumiem,

            Nic nie rozumiesz. To erystyka.

            > że odczuwasz olbrzymią potrzebę by zwracano NA CIEBIE uwagę,
            > by poświęcano TOBIE czas i odwoływano się to wszystkich TWOICH
            > prawd, ale akurat to nie ty założyłeś ten temat, więc w ogóle
            > nie muszę z tobą dyskutować. Właśnie powstaje jakiś
            > dziwny, niepotrzebny offtopic. Nie narzucaj mi swoich reguł -
            > czy to zrozumiałe?

            Ale to Ty go swoją agresją zainicjowałeś i teraz nie chcesz przestać. Ja się z
            tego cały czas śmieję. smile

            > Twojego zdania nie można rozważać w ramach tego,
            > czy jest ono logiczne czy nielogiczne, ono jest
            > po prostu głupie.

            I znów Twoim jedynym argumentem jest lżenie mnie. To erystyka. To z Twojej
            strony przejaw całkowitej bezradności - mógłbyś nie odpowiadać wcale, ale
            odpowiadasz byle jak i puszczasz to na forum - brak Ci dobrej samooceny.

            > Pytania zadawałem przy okazji. Jestem ciekaw.
            >
            > A ja przy okazji napisałem, że się napociłeś na marne,
            > a koledze zmarnowałeś czas.

            Moje pytania miały zamiar pobudzić go do myślenia. A Że Ty trak to oceniasz, to
            twoja ułomność - nie moja ani, zapewne, nie jego (tego nie wiemy, bo sam nie
            komentował). Zresztą, dlaczego kogoś wyręczasz w wydawaniu opinii? Nie masz
            takich uprawnień.

            > Ważniejsze
            > (zdaniem większości Polaków) są relacje z bliskimi, z rodziną.

            Nie jest powiedziane, że jego nie pójście do kościoła znacząco by relacje
            rodzinne zakłóciło. Ja mu sugerowałem powściągliwość w demonstrowaniu mogących
            być odczytane jako agresywne zachowań.

            > Ty w tym przypadku przez swoje (końskie) zaślepienie stajesz się
            > parapetem i antyprzykładem ateisty, który gdzie nie pójdzie to
            > szuka spisku i powodu do narzekań.

            Obrażasz mnie kolejny raz. Nie masz podstaw. Nie przestrzegasz netykiety. To
            wszystko są pomówienia nie mające nic wspólnego z rzeczywistością.

            > Człowieku, ogarnij się i popatrz w lustro i nie oskarżaj
            > innych o to, że są tym czymś czym sam jesteś.

            Świat byłby lepszy, gdyby było więcej takich jak ja. smile Jestem tego pewien. I
            byłby lepszy, gdyby mniej było takich oszczerców i agresorów jak Ty.

            > Rozumiem,

            Nie rozumiesz. Wciąż mnie bezpodstawnie oczerniasz. Jesteś agresywny.

            > że ty nie masz żadnego szacunku dla rodziców, możesz nie mieć,
            > grunt że cię spłodzili, że wykarmili gębę aż do czasu,
            > gdy wyszła z domu i teraz może klepać na oślep jak głupi cep.

            Znów wypisujesz jakieś brednie. Obrażasz mnie.
            _____________

            Ja mam nad Tobą przewagę - nie muszę Cię obrażać, a i tak poczujesz dyskomfort
            psychiczny. Poczułeś? No to wyciągnij naukę z naszego spotkania. smile
            • johnny_mielony Re: Bez sensu... cz.1 16.11.09, 23:56
              człowiek się najzwyczajniej w świecie pyta i oczekuje w miarę konstruktywnej
              odpowiedzi,


              Dokładnie to samo pytanie zadał na bliźniaczym forum "KiR..." I tam też
              uzyskał różne odpowiedzi, większość niekonstruktywnych, taka jest natura forum -
              ale nie zauważyłem, żeby się ktoś kogoś czepiał, bo było nie na temat.


              Ale ja nie biorę udziału w dyskusji na bliźniaczym forum. Dziwaczny argument.
              Jakiś naparstek z tego, co na początku napisałeś w odpowiedzi na pytanie było na
              temat, cała reszta to było nie na temat.

              której ty nie udzieliłeś i nigdy nie udzielisz,

              Potężny zarzut. Obrażasz mnie. Wyrażasz się o mnie osobiście, nic o tym nie
              wiedząc.


              Wiem bardzo dużo.

              bo to ponad twoje możliwości

              Skąd to wiesz?

              Widzę to na podstawie twoich wcześniejszych wypowiedzi.

              (na to będzie trzeba poczekać jeszcze wiele lat).

              Jestem bliski emerytury, chłopcze.

              Wiem o tym, wypowiedź w stylu "chłopcze", odwoływanie się do rzekomego większego
              doświadczenia jest charakterystyczna dla wyższych stopniem funkcjonariuszy
              PZPR-u. Zachęcam do oglądnięcia filmu "Norymberga", tam to jest bardzo ładnie
              uwidocznione i pięknie wpisuje się w twoją wypowiedź.

              Mam za sobą wychowanie kilkorga własnych dzieci, z których każde sobie
              świetnie radzi w życiu.


              Wiek w tym przypadku nie ma znacznego znaczenia, niektórym do śmierci nie dane
              jest pewnych rzeczy pojąć.

              Dla ciebie "logicznym" jest zadawanie bzdurnych pytań, które nie mają związku
              ze sprawą.


              To Twoja opinia. wink Jeśli czegoś nie jesteś w stanie pojąć, to nazywasz to
              bzdurą. Dziecinada. wink


              Jeśli czegoś nie rozumiem to zadaję pytania i proszę o wytłumaczenie. W tym
              przypadku "bzdurne" bardziej dotyczy tego, że pytasz o rzeczy, które nie mają
              związku ze sprawą.

              PS: Tak, to moja opinia.

              W takim razie odwołuję się do twojej jakże bardzo nadmuchanej logiki - ja
              odpowiedziałem na pytania kolesia o nicku marekgwawa, ty nie - czy to logiczne?


              Dałem mu do myślenia.

              Z pewnością, a potwierdzeniem na twoją tezę jest fakt, że kolega jeszcze się nie
              wypowiedział, jest poniedziałek, więc dawno po mszy smile

              Ty dałeś rady, z których część uważam za złe. Moje prawo komentować
              idiotyzmy.


              Udzieliłem odpowiedzi na pytania. Nie mam żadnych podstaw by twierdzić, że ten
              użytkownik chciał się zastanawiać nad innymi kwestiami, które dla ciebie okazały
              się być ważniejsze niż to o co pytał. Skoro nie mam takich podstaw, czemu miałem
              mu zabierać czas czymś, co mogłoby w ogóle go nie interesować.

              (czy jak to ty ujmujesz "alogiczne")

              Nie ma takiego słowa? wink

              Jest. Z mojej wypowiedzi nie wynika jakoby takie słowo nie istniało - to logiczne smile

              Teraz to już pociągnę trochę tę dyskusję, właśnie po to, żeby Cię przekonać,
              że potrafię Ci dołożyć... Oczywiści nie ma we mnie nic złości,


              Jasne.

              Ale to Ty go swoją agresją zainicjowałeś i teraz nie chcesz przestać. Ja się
              z tego cały czas śmieję. smile


              smile bez komentarza

              Twojego zdania nie można rozważać w ramach tego, czy jest ono logiczne czy
              nielogiczne, ono jest po prostu głupie
              .

              I znów Twoim jedynym argumentem jest lżenie mnie.

              Chciałbym przypomnieć, że mój komentarz dotyczył twojego zdania - "twierdząc,
              że mam klapk i na oczach, ale Ty, wygłaszając inne zdanie już ich nie masz.
              Masz, kolego
              ". Nie zmienię zdania, że to po prostu głupie smile Z tego możnaby
              zbudować jakiś potwornie śmieszny wzór smile

              To z Twojej strony przejaw całkowitej bezradności - mógłbyś nie odpowiadać
              wcale, ale odpowiadasz byle jak i puszczasz to na forum - brak Ci dobrej
              samooceny.


              Ojej! Jestem taki bezsilny! Niech ktoś mi pomoże! Ratunku, ratunku! big_grin Im
              głębiej w las tym więcej drzew smile Doszedłeś do tego osądu na zasadach logiki?

              Moje pytania miały zamiar pobudzić go do myślenia. A Że Ty trak to oceniasz,
              to twoja ułomność - nie moja ani, zapewne, nie jego (tego nie wiemy, bo sam nie
              komentował).


              Widzę, że ktoś tu chyba traci cierpliwość... powoli zaczynają się przytyki smile
              powoli jestem ułomny, niedługo zacznie się zaścianek smile Skoro nie komentował to
              też nie można wykluczyć tego, że faktycznie jest tak jak napisałem, czy to
              logiczne? Oczywiście, że tak, tylko że ty regułami logiki posługujesz się tylko
              wtedy, gdy jest ci wygodnie.

              Ważniejsze (zdaniem większości Polaków) są relacje z bliskimi, z rodziną.

              Nie jest powiedziane, że jego nie pójście do kościoła znacząco by relacje
              rodzinne zakłóciło.


              Nie jest powiedziane, ale jest taka możliwość. Na tej podstawie właściwie nie
              można wydać żadnego ostatecznego osądu. Czysto logicznym jest jednak to, że na
              prośbę rodziny (nie ważne o co to prośba) odmowa prędzej może się spotkać z
              przykrymi konsekwencjami smile Dlatego ktoś, kto ceni sobie relacje rodzinne weźmie
              to pod uwagę.

              Ty w tym przypadku przez swoje (końskie) zaślepienie stajesz się parapetem i
              antyprzykładem ateisty, który gdzie nie pójdzie to szuka spisku i powodu do
              narzekań.


              Obrażasz mnie kolejny raz. Nie masz podstaw. Nie przestrzegasz netykiety. To
              wszystko są pomówienia nie mające nic wspólnego z rzeczywistością.


              Wcale jej nie naruszyłem. Uważam po prostu, że każdy człowiek, który jest
              zaślepiony w swoim postrzeganiu rzeczywistości w rezultacie staje się kimś w
              rodzaju kretyna (wg. słownika j. polskiego kretyn to ktoś ograniczony). Ty z
              kolei napisałeś o mnie "to twoja ułomność", więc to prawdzie napisałeś
              dokładnie to samo o mnie, co ja o tobie. Ale w twoim przypadku o łamaniu
              netykiety nie może być mowa, nie prawdaż? Przecież ty jesteś "powściągliwy".

              Świat byłby lepszy, gdyby było więcej takich jak ja.

              A to tylko potwierdzenie moich słów "wtedy
              tylko stajesz się jedynym i prawdzinym tolerancyjnym człowiekiem, za którego
              przykładem powinni iść bezwarunkowo wszyscy".






              • grgkh Re: Bez sensu... cz.1 17.11.09, 00:43
                Twoich wypocin nawet do połowy nie przeczytałem - tak są nudne.

                Rozmowa z głupcem kończy się sprowadzeniem do jego poziomu. Baw się dalej sam,
                mnie w to nie wciągniesz. wink
                • johnny_mielony Re: Bez sensu... cz.1 17.11.09, 00:52
                  Twoich wypocin nawet do połowy nie przeczytałem - tak są nudne. Rozmowa z
                  głupcem kończy się sprowadzeniem do jego poziomu. Baw się dalej sam, mnie w to
                  nie wciągniesz. wink


                  I to jest właśnie dziecinada. Tylko nudne? A może po prostu brak argumentów. A
                  jeszcze chwilę temu napisałeś.

                  Teraz to już pociągnę trochę tę dyskusję, właśnie po to, żeby Cię przekonać,
                  że potrafię Ci dołożyć. Nie obelgami, ale sztuką prowadzenia rozmowy. To dla
                  mnie swego rodzaju trening. Lubię się tak czasem pobawić i Ty i tego nie
                  zabronisz. Oczywiści nie ma we mnie nic złości, zapamiętania, zajadłości - to
                  zabawa w słowa.
                  • grgkh Re: Bez sensu... cz.1 17.11.09, 01:39
                    Naiwnością z Twojej strony było sądzić, że agresywnymi i głupimi, odzywkami
                    sprowokujesz mnie do eskalacji agresji.

                    I tym właśnie góruję nad Tobą. To ja Ciebie sprowokowałem, a gdy pokazałeś, że
                    nic innego nie potrafisz, gdy sięgnąłeś dna, zostawiam Cię w rynsztoku. smile
                    • johnny_mielony Re: Bez sensu... cz.1 17.11.09, 16:37
                      I to jest właśnie dziecinada. Tylko nudne? A może po prostu brak
                      argumentów.


                      Naiwnością z Twojej strony było sądzić, że agresywnymi i głupimi,
                      odzywkami sprowokujesz mnie do eskalacji agresji.

                      I tym właśnie góruję nad Tobą. To ja Ciebie sprowokowałem, a gdy
                      pokazałeś, że nic innego nie potrafisz, gdy sięgnąłeś dna, zostawiam
                      Cię w rynsztoku. smile


                      Nie chcesz odnieść się do argumentów, na które po prostu nie
                      potrafisz znaleźć odpowiedzi. Jedyne do czego cię chciałem
                      sprowokować to do myślenia, ty też lubisz tak prowokować,
                      nieprawdaż? Przyjąłeś bardzo słabą linię obrony swoich dwulicowych
                      wierzeń i przekonań.

            • johnny_mielony Re: Bez sensu... cz. 2 17.11.09, 00:06
              Na pozostałe kwestie nie udzieliłeś mi odpowiedzi, więc zapytam. Bardzo liczę na
              twoją bujną logikę:

              - Na jakiej podstawie uznałeś, że "Impreza prawdopodobnie na samej mszy się nie
              skończy, więc z rodziną i tak może się spotkać"?
              Możesz to poprzeć jakąś wypowiedzią kolegi?
              - Napisałeś, że sam jako ateista pojawiałeś się w kościele. Na jakiej podstawie
              uznajesz, że pójście do kościoła na ślub jest bardziej zasadne niż pójście do
              kościoła na mszę za rodzinę, gdy się zostało na nią zaproszonym?
              - Napisałeś "To samo dotyczy obecności w kościele. Jeśli przychodzić, to bez
              szalika klubowego". Czy znasz jakieś prawidła dotyczące ubioru w kościele? Czy
              możesz mi przedstwić jakiś artykuł lub specjalne rozporządzenie kleru w tej sprawie?
              • grgkh Re: Bez sensu... cz. 2 17.11.09, 00:56
                > Czy znasz jakieś prawidła dotyczące ubioru w kościele?

                Znam zasadę "prowokacji" wobec ludzi przychodzących do miejsc kultu. Ja tak nie
                postępuję i nikomu tego nie zalecam.

                Ty tej zasady, jak widzę nie znasz i nie używasz. To łamanie elementarnych reguł
                życia społecznego.

                Z chamami i ludźmi "niewychowanymi" nie rozmawiam. I to by było na tyle. smile
                • johnny_mielony Re: Bez sensu... cz. 2 17.11.09, 01:07
                  Czy znasz jakieś prawidła dotyczące ubioru w kościele?

                  Znam zasadę "prowokacji" wobec ludzi przychodzących do miejsc kultu. Ja tak
                  nie postępuję i nikomu tego nie zalecam.


                  Czym innym jest prowokacja, czym innym nieznajomość prawideł. Dlatego pytam, czy
                  są jakieś prawidła. Z prawideł pamiętam tylko tyle, że się w spodenkach nie
                  chodziło, ale widywało się i takich, im też nikt nie zwracał uwagi. Noszenie
                  fleków było czymś częstym, ale nie prowokacyjnym. Weź jeszcze pod uwagę fakt, że
                  mamy jesień, jest zimno, czy prowokacją będzie włożenie szalika klubowego?
                  Trochę zdrowego rozsądku.

                  Ty tej zasady, jak widzę nie znasz i nie używasz. To łamanie elementarnych
                  regułżycia społecznego.


                  To erystyka, obrażasz mnie smile

                  Z chamami i ludźmi "niewychowanymi" nie rozmawiam. I to by było na tyle. smile

                  Rozumiem, że to w dalszym ciągu piszesz w duchu "powściągliwości". A jeszcze
                  chwilę temu pisałeś coś o łamaniu netykiety, no ale jak to mówią: Przygadał
                  kociął garnkowi. Nie otrzymałem od ciebie żadnych logicznych odpowiedzi, żadnych
                  argumentów, a ich brak najłatwiej skwitować ucieczką w inny zakątek forum, tam
                  gdzie będą ci bezwarunkowo przytakiwali...
                    • johnny_mielony Re: Bez sensu... cz. 2 17.11.09, 16:41
                      Czym innym jest prowokacja, czym innym nieznajomość prawideł.

                      Czym innym jest odpowiadanie na temat, a czym innym bełkot bez
                      sensu. wink


                      Piękny przykład stosowania erystyki. Dlaczego nie przedstawisz całej
                      mojej wypowiedzi? Więc ja ją ponownie przedstawię:

                      Czym innym jest prowokacja, czym innym nieznajomość prawideł.
                      Dlatego pytam, czy są jakieś prawidła. Z prawideł pamiętam tylko
                      tyle, że się w spodenkach nie chodziło, ale widywało się i takich,
                      im też nikt nie zwracał uwagi. Noszenie fleków było czymś częstym,
                      ale nie prowokacyjnym. Weź jeszcze pod uwagę fakt, że mamy jesień,
                      jest zimno, czy prowokacją będzie włożenie szalika klubowego? Trochę
                      zdrowego rozsądku.


                      Więc jak, przedstawisz mi jakieś prawidłowo dotyczące ubioru w
                      kościele czy też noszenia szalików w barwach klubowych, czy też
                      dalej będziesz w tak naiwny odgrażał?
    • mmujer Posłuchaj rodziny 15.11.09, 14:56
      Ale masz problem! Jak nie wiesz jak masz postąpić to najlepiej
      zachowaj się przyzwoicie. Wizyta w kościele do niczego cię nie
      zmusza. Nie byłeś nigdy proszony na ślub kościelny albo nie brałeś
      udziału w ceremonii pogrzebowej? Ilu wtedy ludzi, którzy są daleko
      od kościoła wkracza w jego mury. Widać to wyrażnie bo nie wiedzą
      kiedy wstać a kiedy usiąść i w ogóle jak się zachować.
      • 0golone_jajka Re: Posłuchaj rodziny 16.11.09, 09:29
        Ilu wtedy ludzi, którzy są daleko
        > od kościoła wkracza w jego mury. Widać to wyrażnie bo nie wiedzą
        > kiedy wstać a kiedy usiąść i w ogóle jak się zachować.

        Hehe, znam to z autopsji. Dawno temu byłem na pogrzebie babci i tak się zachowywaliśmy, że aż ksiądz to skomentował z ambony, bo tylko jedna ciotka wiedziała kiedy co robić i jak śpiewać. Reszta ni hu hu. Podczas mszy kilka razy ksiądz powtarzał: teraz wstajemy, teraz klękamy, można usiąść. Wesoło było.
        --
        Zapraszam na jedyne wolne i otwarte forum o kościele i religii oraz Mężatki i żonaci (znudzeni)
    • 0golone_jajka Co to jest msza za rodzinę? 16.11.09, 09:27
      To msza w intencji by rodzinie się powodziło??

      Jeśli tak, to to są czary-mary, w które wierzy Twoja mama, a Ty (zapewne) nie. W takim wypadku bym nie szedł. Co innego, gdyby właśnie ktoś umarł i to byłoby pożegnanie kogoś ważnego dla Twojej mamy. Wówczas faktycznie ostatecznie można się wybrać, zwłaszcza jak się samemu było związanym emocjonalnie ze zmarłym. Albo zwyczajnie by wesprzeć mamę. ALe jeśli to tylko ma być katolicki hokus-pokus (za sowitą opłatą) by rodzince się powodziło, to zdecydowanie bym nie szedł. Jak mama będzie marudziła, to spytaj czy pójdzie z Tobą na mszę sataniestyczną albo choćby buddyjski rytuał o podobnym znaczeniu. Powinna zrozumieć, o ile nie jest moherem.

      U nas w rodzinie też czasami są takie msze, ale moja cała rodzina wie, że ja do kościoła nie chadzam - nie ważne jaka by to nie była okazja. Nie wiem co prawda co zrobię w przypadku śmierci rodziców, ale na to mam jeszczę trochę czasu. Na inne pogrzeby nie chadzam, co najwyżej na sam pogrzeb, nie na mszę. Podobnie ze ślubami i chrzcinami. Wpadam PO mszy. I wszyscy są zadowoleni.
      --
      Zapraszam na jedyne wolne i otwarte forum o kościele i religii oraz Mężatki i żonaci (znudzeni)
        • johnny_mielony Re: Co to jest msza za rodzinę? 16.11.09, 15:36
          Ale już pójść na ślub to nie czary mary? Dziwnymi kategoriami się
          kierujesz, o ile jestem w stanie zrozumieć twojego przedmówcę, który
          się w kwestii ślubów i pogrzebów jeszcze nie wypowiedział to twojego
          toku rozumowania nie da się w sposób logiczny pojąć:
          - Ślub kościelny - to takie hokus pokus przed Bogiem, który przecież
          jak uważasz nie istnieje, więc takie oświadczenie nie jest ważne,
          tym bardziej jest to bez sensu, bo przecież nie ma sensu się żenić
          czy wychodzić za mąż - w czasach PRL-u w małżeństwie można było
          liczyć na większe mieszkanie, ale teraz kredyt otrzymuje się bez
          względu na to, czy się jest w związku, czy też nie.
          - pogrzeb - to jeszcze większe hokus pokus, bo po co tam iść, skoro
          i tego słuchać, przecież twoim zdaniem po śmierci czeka tylko
          głęboki dół, który z racji sanitarnych wymagałoby przykryć, co by
          psy nie roznosiły.

          Nie wiem, w imię jakich reguł w jednym przypadku wypada się skłonić
          ku prośbie rodziny, a w innym już trzeba przyjąć postawę aspołeczną.
          Czekam na logiczne wytłumaczenie.
          • vitmik ślub to żaden problem 16.11.09, 22:40
            ja na własnym się nie żegnałem wink
            i teraz na każdym kolejnym ślubie w rodzinie czy u znajomych wiedzą że nie
            uczestniczę ruchami reki w tym obrządku

            to rzeczywiście jest hokus pokus, nie sądzę by dla DEO było ważne czy robisz
            znak krzyża, kiedy siadasz kiedy wstajesz czy klękasz
            są większe problemy na tym świecie
          • grgkh Re: Co to jest msza za rodzinę? 16.11.09, 23:23
            Nie mieści Ci się w głowie, że mógłbym olać jedyną uroczystość ślubną mojego
            własnego dziecka?

            Ja jestem ateistą, ale to jest BRAK poglądów teistycznych, a nie pogląd odwrotny
            do teistycznego. W ateizm nie jest wpisane programowo ŻADNE konkretne działanie.

            Rozśmieszę Cię jeszcze bardziej. Do niedawna spotykałem się z gronem moich
            przyjaciół raz do roku na tradycyjnym, w okolicy trzech króli urządzanym
            zjeździe, którego celem głównym jest (mam i w tym roku zaproszenie) śpiewanie
            kolęd. Jest to ciąg dalszy czegoś, co nas kiedyś zbliżyło do siebie i uczyniło
            nasze stosunki przyjaźnią - turystyczne wędrowanie na rajdach i śpiewy przy
            ogniskach.

            Widzisz, na tym polega tolerancja, którą ja wyznaję. Mogę być antyklerykałem,
            mogę zwalczać religię jako system panujący w naszej społeczności, ale przeciwko
            ludziom nic nie mam. Na szczęście ci moi znajomi nie są pokroju moherowych
            beretów, choć niektórzy z nich, znani i bardzo przeze mnie lubiani, jeszcze z
            czasów studenckich, migrowali w tym kierunku. Z tymi się nie spotkam, bo szkoda
            mi czasu na drętwe dysputy z nimi i znoszenie ich radykalnych odzywek.

            Religia nie czyni ludzi złymi z założenia, ale ponieważ często tak się dzieje,
            więc jest źródłem zła i należy ją odsunąć od znaczącego wpływu na społeczeństwo.
            Do strefy całkowicie prywatnej. Tam, gdzie nie będzie miała instytucjonalnego,
            uprzywilejowanego prawa do indoktrynacji. A w neutralnej strefie publicznej
            będziemy ją tolerowali.

            > Nie wiem, w imię jakich reguł w jednym przypadku wypada
            > się skłonić ku prośbie rodziny, a w innym już trzeba przyjąć
            > postawę aspołeczną.
            > Czekam na logiczne wytłumaczenie.

            To trudna sprawa. W każdym, indywidualnym przypadku może działać jakiś dodatkowy
            czynnik. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. I dlatego wolałem na początek skłonić
            go do samodzielnego zastanowienia się i podjęcia decyzji racjonalnej, rozumowej,
            a nie wziętej gotowcem od nas.

            > - Ślub kościelny - to takie hokus pokus przed Bogiem,
            > który przecież jak uważasz nie istnieje,
            > więc takie oświadczenie nie jest ważne,
            > tym bardziej jest to bez sensu,

            Ja brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu. Ja jako ateista,
            żona jako wierząca. Ona tego potrzebowała, a więc w imię tolerancji nie wolno mi
            było jej tego odbierać. Dla niej to miało znaczenie specjalne. Ja wypowiedziałem
            pewną regułkę, z której późniejszej konsekwencji sobie nie zdawałem wówczas
            sprawy. Obiecałem "jej", że nie będę przeszkadzał w kulcie i pozwolę wychować
            dzieci w wierze. Danego słowa dotrzymałem, gdyż dla niej to była sprawa ważna, a
            ja uważałem, że nie powinno się takiego przyrzeczenia łamać.

            Wtedy, za czasów komuny, religia była powszechnie inaczej postrzegana, a ja nie
            zdawałem sobie sprawy z tego, do czego ten system jest zdolny i jak jest zły.
            Dziś moje dzieci właściwie wszystkie są dorosłe, ale zostały skażone
            indoktrynacją i już nie potrafią być całkowicie obiektywne w ocenie religii.
            Nawet mnie nie do końca rozumieją. Nie chcą tego. A mnie to przestało obchodzić.
            Są dorosłe, a więc utraciłem prawo do wtrącania się w ich poglądy.

            Religia jest trucizną zatruwającą często nieodwracalnie psychikę. Stracone są
            całe pokolenia.

            Ale dziś już idzie ku lepszemu. Świat się zmienia. Ale trzeba o tym mówić, ktoś
            to powinien robić. Na kłamstwa religii trzeba odpowiadać, bo słuchający ich mogę
            je przyjmować za prawdę, a potem bezmyślnie bronić, jak siebie samego.

            Ale przede wszystkim trzeba dbać o wiedzę dla wszystkich, o poziom
            wykształcenia, a wszystko się samo ułoży. I będzie lepiej.

            Odjechałem nieco od tematu, ale chyba nie całkiem bez sensu. Może dzięki temu
            lepiej zrozumiesz moje motywacje.
            • johnny_mielony Re: Co to jest msza za rodzinę? 17.11.09, 00:47
              Nie mieści Ci się w głowie, że mógłbym olać jedyną uroczystość ślubną mojego
              własnego dziecka?


              Zupełnie mnie to nie dziwi. Zgodzę się z tobą, że z ateizmu nie wynika
              programowo żadne działanie.

              Mogę być antyklerykałem, mogę zwalczać religię jako system panujący w naszej
              społeczności, ale przeciwko ludziom nic nie mam.


              I dlatego nie wierzysz w Boga, ale śpiewasz kolendy, że o Jezusie? To
              hipokryzja. Faktycznie, rozbawiłeś mnie jeszcze bardziej.

              To trudna sprawa. W każdym, indywidualnym przypadku może działać jakiś
              dodatkowy czynnik. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. I dlatego wolałem na
              początek skłonić go do samodzielnego zastanowienia się i podjęcia decyzji
              racjonalnej, rozumowej, a nie wziętej gotowcem od nas.


              Zwróć tylko uwagę, że jednak dokonałeś jasnej odpowiedzi na pytanie kolegi. W
              efekcie rozpatrywanie odwiedzin kościoła przez inną jednostkę jest przez ciebie
              odbierane jako działanie niewłaściwe/mylne, zaś każdą swoją wizytę masz
              racjonalnie (w swoim przekonaniu) wytłumaczone, dzięki czemu możesz dalej
              świecić przykładem. Stosujesz podwójne standardy. Inne dotyczą ciebie, inne
              ludzi wokół.

              Ja brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu. Ja jako ateista,
              żona jako wierząca.


              To takie konformistyczne, ale wszystko pod piękną przykrywką tolerancji. Z
              drugiej strony to prosta obłuda i uległość, mienić się ateistą a za chwilę
              stawać przed ołtarzem i ślubować Bogu, w którego nie wierzysz, że będziesz
              wychowywał dzieci w wierze katolickiej, bo tak to formalnie się załatwia. No
              chyba, że w twoim przypadku wyjątkowo ksiądz zgodził się na zmianę treści obietnicy.

              Może i masz tam jakieś swoje przekonania, może i nie siedzisz w pierwszych
              rzędach ław kościoła, ale komunię przyjąłeś, bierzmowany również zostałeś, ślub
              kościelny przyjąłeś, dzieci ochrzczone... jest cacy. Napisałeś, że jesteś już w
              podeszłym wieku - zastanawiałeś się nad miejscem, gdzie zostaniesz pochowany? Bo
              wiesz, twoja druga połowa może chcieć na cmentarzu parafialnym... (a na grobie
              napiszą jeszcze jakiś piękny werset z Biblii). Masz rację - to zabawne! Z kolei
              to też tylko potwierdza moje zdanie o tobie, że jesteś antyprzykładem ateisty,
              który leci razem z prądem rzeki.

              Nie znając mnie przypiąłeś mi łatkę katolika, chociaż to ty jesteś nim bardziej
              niż ja, bo ja jakoś nie poszedłem do bierzmowania, jakoś ślubu kościelnego nie
              wziąłem. Mnie na epitafium nie napiszą "katolik", a tobie jakoś prędzej.

              Wtedy, za czasów komuny, religia była powszechnie inaczej postrzegana, a ja
              nie zdawałem sobie sprawy z tego, do czego ten system jest zdolny i jak jest
              zły.


              Jest potrzeba! Więcej wybielacza!

              Dziś moje dzieci właściwie wszystkie są dorosłe, ale zostały skażone
              indoktrynacją


              To tylko rezultat twoich konformistycznych decyzji, chociaż ty to nazwiesz
              tolerancją.

              i już nie potrafią być całkowicie obiektywne w ocenie religii.

              A sądzisz, że ty potrafisz?

              Religia jest trucizną zatruwającą często nieodwracalnie psychikę. Stracone są
              całe pokolenia.


              Tylko po części się z tobą zgodzę. Ja uważam, że trucizną nie jest religia jako
              taka, a ten czy inny kościół (nie mówię o ogólnej instytucji, co bardziej o
              konkretnej placówce, w konkretnym mieście, przy konkretnej ulicy). Czym innym
              jest ateizm... to jest "antidotum" na wszystkie problemy smile wtedy by się dopiero
              zaczęło! Dzięki Bogu nie jestem ateistą.

              Odjechałem nieco od tematu, ale chyba nie całkiem bez sensu. Może dzięki temu
              lepiej zrozumiesz moje motywacje.


              To fakt, znacznie lepiej zrozumiałem twoje motywacje. Dziękuję Ci za to, że
              zechciałeś się nimi podzielić. Ja oceniam je inaczej, sądzę że w twoim życiu
              jest olbrzymi rozdział pomiędzy tym, co mówisz/piszesz, a tym co w
              rzeczywistości robisz. Sądzę, że to brak konsekwencji, ty to nazywasz
              tolerancją. Dzieje się tak ponieważ inaczej postrzegamy tolerancję. Ja uważam,
              że tolerancja jest dobra, ale nie można nadto przeginać, ponieważ wtedy moja
              tolerancja może być postrzegana jako akceptacja. Nie mogę twojej wypowiedzi
              ocenić pozytywnie, chociaż mogę przyznać, że znacznie łatwiej jest mi zrozumieć
              twoje wypowiedzi, które niejednokrotnie zdają się być sprzeczne. Te sprzeczności
              wykazane są przez całe twoje życie (na tyle na ile oczywiście je przedstawiłeś).
              • grgkh Re: Co to jest msza za rodzinę? 17.11.09, 01:32
                Ludzie się zmieniają, a moje poglądy też ewoluowały. Jak większość Polaków
                zostałem poddany praniu mózgu jako dziecko. Na szczęście nie był to proces
                nieodwracalny.

                Dziś o religiach wiem znacznie więcej niż wtedy, gdy dopadały mnie pierwsze
                wątpliwości czy bóg istnieje. Dziś wiem, że to bzdura, a wszystko, co jest
                treścią teologii jest fałszywe. Z tego się wyrasta i znaczna część ludzi
                mądrych, wykształconych poszła tą drogą. Tak więc dodatkowo mogę się cieszyć z
                przynależności do "lepszej" części ludzkości. smile

                > Ja oceniam je inaczej,

                Każdy, nawet głupiec, może mieć "swoją" ocenę, co nie znaczy, że wychodzi nią
                ponad swój poziom. Odnosi się to i do Ciebie.

                > sądzę że w twoim życiu jest olbrzymi rozdział pomiędzy tym,
                > co mówisz/piszesz, a tym co w rzeczywistości robisz.
                > Sądzę, że to brak konsekwencji, ty to nazywasz
                > tolerancją.

                Niemal wszyscy moi znajomi i praktycznie cała rodzina są wierzącymi. Ale są
                ludźmi. I to jest dla mnie najważniejsze. Poglądy na temat religii zachowujemy
                dla siebie, a życie toczy się - przyjaźnie - dalej. Unikam agresji na tyle, na
                ile to możliwe. Uważam, że to jedyna dobra droga (dla mnie) i nie zmienię się.

                Możesz to nazywać jak chcesz. Dla mnie to nie ma znaczenia.

                > Dzieje się tak ponieważ inaczej postrzegamy tolerancję. Ja uważam,
                > że tolerancja jest dobra, ale nie można nadto przeginać, ponieważ
                > wtedy moja tolerancja może być postrzegana jako akceptacja.

                To nie znasz definicji tolerancji. Zajrzyj do słownika. I nie myl jej ze zgodą
                na nadużywanie uprzywilejowania. To, że się coś jednego toleruje, nie oznacza,
                że jest się tolerancyjnym wobec wszystkiego. Ja taki nie jestem.

                > Nie mogę twojej wypowiedzi ocenić pozytywnie,

                Twoją ocenę mam w... dupie. big_grin

                > chociaż mogę przyznać, że znacznie łatwiej jest mi zrozumieć
                > twoje wypowiedzi, które niejednokrotnie zdają się być sprzeczne.

                No widzisz. Jeszcze się czegoś ode mnie nauczyłeś. smile

                > > Religia jest trucizną zatruwającą często nieodwracalnie
                > > psychikę. Stracone są całe pokolenia.

                > Tylko po części się z tobą zgodzę.
                > Ja uważam, że trucizną nie jest religia jako taka,
                > a ten czy inny kościół (nie mówię o ogólnej instytucji,
                > co bardziej o konkretnej placówce, w konkretnym mieście,
                > przy konkretnej ulicy).

                Kościół jest produktem religii. A więc jednak ja mam rację. wink

                Trucizną jest dogmatyczny sposób myślenia rozpowszechniany przez teologie i
                mitologie. Bez nich zapotrzebowanie nań znacznie by zmalało.

                > Czym innym jest ateizm...
                > to jest "antidotum" na wszystkie problemy smile

                Z nas dwóch, to Ty, religiant, jesteś tu bardziej agresywny. Mnie mój ateizm
                nastraja do pokojowego współistnienia z ludźmi.

                Nie jest to reguła absolutna, ale w naszym przypadku znamienna. wink

                > wtedy by się dopiero zaczęło!

                Opowiadasz brednie. Ludzkość od pierwszych chwil swego istnienia, przez cały
                czas, aż do dzisiaj podlegała jakimś religiom. Wtedy to dopiero było. smile
                Wszystkie nieszczęścia, które spotykały ludzi miały miejsce w obecności, a
                najczęściej przy bezpośredniej inspiracji religii, często zwalczających się
                wzajemnie.

                Czy bierność czy aktywność religii - jednako plamią one jej konto.

                > Dzięki Bogu nie jestem ateistą.

                To widać. Religia wychowała Cię na bojówkarza, jak wesołych młodzieniaszków z
                Hitlerjugend. wink Masz nieco wybrakowane i spaczone czytaniem jednej książki
                wykształcenie.

                "Dzięki bogu" smile, że już nie jestem teistą.
                • johnny_mielony Re: Co to jest msza za rodzinę? 17.11.09, 17:33
                  Ludzie się zmieniają, a moje poglądy też ewoluowały. Jak
                  większość Polaków zostałem poddany praniu mózgu jako dziecko. Na
                  szczęście nie był to proces nieodwracalny.


                  Tak, dużo wcześniej zrozumiałeś, że Boga nie ma, ale mimo to
                  przyjmowałeś wszystkie sakramenty kościele, z którymi się nie
                  utożsamiasz. Oczywiście to wszystko w ramach tolerancji. Tylko, że
                  gdy ty przyjąłeś bierzmowanie, poszedłeś przed ołtarz by wziać ślub
                  (gdy już cywilny miałeś), ochrzciłeś dzieci innym proponujesz żeby
                  na najbardziej prostą mszę za rodzinę nie szli. To ogromna
                  hipokryzja! Na papierze jesteś praktykującym katolikiem, a innym
                  znacznie bardziej liberalnym ludziom (bo ty jesteś kimś w rodzaju
                  konserwy ateistycznej) odmawiasz określonych zachowań.

                  Tak więc dodatkowo mogę się cieszyć z przynależności do "lepszej"
                  części ludzkości. smile


                  Tak... należysz do nadludzi smile

                  Niemal wszyscy moi znajomi i praktycznie cała rodzina są
                  wierzącymi. Ale są ludźmi. I to jest dla mnie najważniejsze.


                  I dlatego za pomocą forum "opluwasz" ludzi, którzy pomimo braku
                  wiary chodzą do kościoła ze względu na konotacje rodzinne, ale
                  względem siebie nie możesz być tak krytyczny?

                  W świecie internetu kierujesz się zasadami:
                  - Wyrugować religię z życia społecznego.
                  - Nie iść na mszę za rodzinę.
                  - Nie przyjmować ślubów.
                  - Nie przyjmować bierzmowania.
                  - Nie chrzcić dziecka.

                  W życiu codziennym kierujesz się zasadami:
                  - Chodzisz do kościoła na śluby, pogrzeby itp. (każde ważne wobec
                  twojego uznania).
                  - Wziąłeś ślub w kościele (gdy mogłeś poprzestać na cywilnym).
                  - Przyjmujesz księdza z opłatkiem do domu.
                  - Przyjąłeś bierzmowanie.
                  - Ochrzciłeś dzieci.

                  Na tym właśnie polega twoja dwulicowość. Czy to logiczne?

                  To nie znasz definicji tolerancji.

                  Definicja tolerancji - poszanowanie czyichś poglądów, wierzeń,
                  upodobań, różniących się od własnych - za
                  sjp.pwn.pl/lista.php?co=tolerancja
                  [b]I nie myl jej ze zgodą na nadużywanie uprzywilejowania [b]

                  Nie mylę. Nie jesteś tolerancyjny, jesteś konformistą.

                  Nie mogę twojej wypowiedzi ocenić pozytywnie,

                  Twoją ocenę mam w... dupie. big_grin

                  Jesteś wulgarny. I tu się różnimy, dla mnie twoja opinia jest
                  istotna. Skoro nie interesuje cię moje zdanie to oznacza, że niczym
                  nie różnisz się od dzieci wchodzących na czaty smile już o tym
                  wcześniej napisałem, że podobny jesteś do dziecka neostrady - a tu
                  jest właśnie przykład takiego zachowania. Prawda jest taka, że ja
                  chociaż mam inne poglądy poznaję odmienny pogląd, weryfikuję swoje
                  podejście. Ty zaś po prostu zabijasz czas.

                  A więc jednak ja mam rację. wink

                  Rynsztokowa logika.

                  Z nas dwóch, to Ty, religiant, jesteś tu bardziej agresywny. Mnie
                  mój ateizm nastraja do pokojowego współistnienia z ludźmi.


                  Jasne.

                  wtedy by się dopiero zaczęło!

                  Opowiadasz brednie.

                  Społeczeństwo w pełni ateistyczne (jeszcze takiego nie ma) nie może
                  się ostać, tak samo jak na dłuższą metę nie może się utrzymać
                  społeczeństwo homoseksualne.

                  Nie odniosłeś się do wielu kwestii, które najzwyczajniej są dla
                  ciebie mało wygodne, więc zapytam:

                  - jakie działanie programowo wynika z ateizmu?
                  - nie sądzisz, że śpiewanie kolend to hipokryzja?
                  - napisałem "rozpatrywanie odwiedzin kościoła przez inną
                  jednostkę jest przez ciebie odbierane jako działanie
                  niewłaściwe/mylne, zaś każdą swoją wizytę masz racjonalnie (w swoim
                  przekonaniu) wytłumaczone, dzięki czemu możesz dalej świecić
                  przykładem
                  " - nie widzisz w tym stosowania podwójnych standardów?
                  - To jak to było z tym twoim ślubem w kościele katolickim - nie jest
                  to przykład konformizmu? A może po prostu jesteś kontrolowany przez
                  swoją żonę? Może ona tobą manipuluje. Nie masz zamiaru się przed tym
                  bronić?
                  - nie przysięgałeś przed Bogiem, że będziesz wychowywał dzieci w
                  wierze katolickiej? - wiedz, że z założenia w małżeństwach
                  mieszanych wprowadza się tego typu kwestię. A może po prostu jako
                  bierzmowany katolik poszedłeś przed ołtarz i nie powiedziałeś
                  księdzu, że nie jesteś wierzącym?
                  - Poszedłeś się spowiadać przed ślubem?
                  - Dlaczego przyjąłeś bierzmowanie?
                  - napisałem: "Może i masz tam jakieś swoje przekonania, może i nie
                  siedzisz w pierwszych rzędach ław kościoła, ale komunię przyjąłeś,
                  bierzmowany również zostałeś, ślub kościelny przyjąłeś, dzieci
                  ochrzczone... jest cacy. Napisałeś, że jesteś już w podeszłym wieku -
                  zastanawiałeś się nad miejscem, gdzie zostaniesz pochowany? Bo
                  wiesz, twoja druga połowa może chcieć na cmentarzu parafialnym... (a
                  na grobie napiszą jeszcze jakiś piękny werset z Biblii)" - nie
                  zastanawia Cię to? Nie martwisz się, że ksiądz będzie nad tobą
                  wymawiał modlitwę, a wszyscy wokół chociaż mieniłeś się ateistą tak
                  naprawdę wcale o tym nie wiedzą, bo przecież nikt nie zna cię z
                  tego, co napisałeś na forum, tylko z tego co przez życie zrobiłeś (a
                  zrobiłeś wszystko to, co typowy katolik robi). Tutaj nie
                  przedstawiasz się z imienia i nazwiska - jesteś tylko
                  bezosobowym "grgkh", który na forum jest ateistą, a w życiu
                  prywatnym, w pracy gdzie nie pójdziesz jesteś katolikiem - nie
                  zastanawia Cię to?
                  - nie sądzisz, że twoje dzieci zostały skażone indoktrynacją z
                  powodu twojej konformistycznej postawy?
                  - Piszesz, że twoje dzieci nie potrafią być całkowicie obiektywne w
                  sprawach religii - a ty potrafisz być?
                  • grgkh Brednie mielonego 21.11.09, 00:22
                    > Tak, dużo wcześniej zrozumiałeś, że Boga nie ma, ale mimo to
                    > przyjmowałeś wszystkie sakramenty kościele, z którymi się nie
                    > utożsamiasz.

                    Bredzisz. Niczego nie przyjmowałem. smile

                    > > Tak więc dodatkowo mogę się cieszyć z przynależności
                    > > do "lepszej" części ludzkości. smile
                    >
                    > Tak... należysz do nadludzi smile

                    Bredzisz. Nie twierdziłem tak. Trzeba być niespełna rozumu, żeby wyciągać takie
                    wnioski. smile

                    > > Niemal wszyscy moi znajomi i praktycznie cała rodzina są
                    > > wierzącymi. Ale są ludźmi.
                    > > I to jest dla mnie najważniejsze.[/b]

                    > I dlatego za pomocą forum "opluwasz" ludzi, którzy pomimo braku
                    > wiary chodzą do kościoła ze względu na konotacje rodzinne, ale
                    > względem siebie nie możesz być tak krytyczny?

                    Bredzisz. Na forum NIKOGO nie opluwam, nawet Ciebie. Za to Ty opluwasz mnie bez
                    umiaru. Ale religie owszem. Religia to największe zło ludzkości.

                    > W świecie internetu kierujesz się zasadami:
                    > - Wyrugować religię z życia społecznego.

                    Odebrać religii wszystkie przywileje i uczyć ludzi myślenia, a wyruguje się
                    sama. Już to się dzieje. Rozmawiam z ludźmi z mojego otoczenia. Nawet sobie nie
                    wyobrażasz, jakie to skuteczne. Może wiary od razu nie rzucają, ale porządna
                    argumentacja robi na nich duże wrażenie. I co do jednego jesteśmy zgodni -
                    kościół jest organizacją typu mafijnego i należy coś z tym zrobić. I zrobimy.
                    Powoli, ale zrobimy to.

                    > - Nie iść na mszę za rodzinę.

                    Mam to gdzieś. Ja bym nie poszedł, a inni niech robią, co chcą.

                    > - Nie przyjmować ślubów.

                    Nie jestem księdzem, żeby ich udzielać. A Ty, jak widzę, jesteś.

                    > - Nie przyjmować bierzmowania.
                    > - Nie chrzcić dziecka.

                    Niech sobie ludzie robią, co chcą. Jesteśmy wolni. A w internecie, na forum
                    publicznym będę mówił to, co będę chciał. Na razie to Ty wychodzisz na głupka. wink

                    > - Chodzisz do kościoła na śluby, pogrzeby itp. (każde ważne wobec
                    > twojego uznania).

                    Sporadycznie. Staram się unikać tego. Jeśli to robię, to wyłącznie ze względu na
                    innych, którym nie chcę robić przykrości.

                    > - Wziąłeś ślub w kościele (gdy mogłeś poprzestać na cywilnym).

                    Asystowałem żonie podczas ważnej dla niej ceremonii jako ateista. To nie był dla
                    mnie ślub kościelny. Był nim WYŁĄCZNIE dla przyszłej żony.

                    > - Przyjmujesz księdza z opłatkiem do domu.

                    Nie przyjmuję. Nie wpuściłem księdza do mieszkania, ale zachowywałem się w
                    stosunku do niego kulturalnie.

                    > - Przyjąłeś bierzmowanie.

                    Nie. Tylko I komunię. Jako dziecko wtedy jeszcze zindoktrynowane i wierzące w
                    czary-mary. wink

                    > - Ochrzciłeś dzieci.

                    Nie ja. Żona ochrzciła. A ja się na to zgodziłem, bo taka była między nami
                    umowa. Chrzest jest nic nieznaczącym dla mnie rytuałem.

                    Wszystko, co piszesz, jest bredzeniem, mielony. wink Mylisz fakty i ich
                    interpretację, miesza Ci się w pamięci, zawodzi Cię logika - powinieneś z tym
                    się co prędzej udać do lekarza psychiatry. wink

                    > Na tym właśnie polega twoja dwulicowość. Czy to logiczne?

                    Logiczne jest tylko to, że nie umiesz myśleć.

                    > Definicja tolerancji - poszanowanie czyichś poglądów, wierzeń,
                    > upodobań, różniących się od własnych
                    Cytathttp://pl.wikipedia.org/wiki/Tolerancja
                    Tolerancja (łac. tolerantia - "cierpliwa wytrwałość"; od łac. czasownika
                    tolerare - "wytrzymywać", "znosić", "przecierpieć") - termin stosowany w
                    socjologii, badaniach nad kulturą i religią. W sensie najbardziej ogólnym
                    oznacza on postawę wykluczającą dyskryminację ludzi
                    , których sposób
                    postępowania oraz przynależność do danej grupy społecznej może podlegać
                    dezaprobacie przez innych pozostających w większości społeczeństwa.
                    (...)

                    > Twoją ocenę mam w... dupie. big_grin
                    >
                    > Jesteś wulgarny.

                    Tak, jestem wulgarny - czasem. W stosunku do tych, którzy na tę wulgarność
                    zasługują. wink

                    > A więc jednak ja mam rację. wink
                    >
                    > Rynsztokowa logika.

                    Ty też jesteś wulgarny. smile

                    > > Z nas dwóch, to Ty, religiant, jesteś tu bardziej agresywny.
                    > > Mnie mój ateizm nastraja do pokojowego współistnienia z
                    > > ludźmi.

                    > Jasne.

                    I to kończy, w zasadzie, dyskusję. wink

                    > - jakie działanie programowo wynika z ateizmu?

                    Żadne. Ateizm jest BRAKIEM teizmu. Ateiści mogą wszystko olać, albo mogą się
                    jakoś aktywnie sprzeciwiać religii.

                    > - nie sądzisz, że śpiewanie kolend to hipokryzja?

                    Teraz ich już nie śpiewam, właśnie dlatego, że zacząłem to odczuwać jako
                    hipokryzję. Kiedyś byłem wierzący. Teraz nie jestem.

                    > - napisałem "rozpatrywanie odwiedzin kościoła przez inną
                    > jednostkę jest przez ciebie odbierane jako działanie
                    > niewłaściwe/mylne, zaś każdą swoją wizytę masz racjonalnie (w swoim
                    > przekonaniu) wytłumaczone, dzięki czemu możesz dalej świecić
                    > przykładem
                    " - nie widzisz w tym stosowania podwójnych
                    > standardów?

                    Istotne jest z jakim zamiarem wchodzi się do kościoła. Ja nikomu niczego nie
                    narzucam. A sam czasem wchodzę do takich budynków i nie ma to nic wspólnego z
                    dwulicowością. Moje poglądy wszyscy znają i przed nikim nie udaję, że wierzę w
                    bóstwa. Gdybym oszukiwał co do tego, to byłbym dwulicowy, ale nie robię tego, a
                    więc wszystko jest w porządku.

                    > - To jak to było z tym twoim ślubem w kościele katolickim
                    > - nie jest to przykład konformizmu?

                    Nie jest. Nie udawałem, że wierzę i nie płaszczę się przed nikim. A Ty jesteś
                    ograniczony umysłowo, bo wciąż tego nie możesz pojąć. wink

                    > A może po prostu jesteś kontrolowany przez swoją żonę?
                    > Może ona tobą manipuluje.

                    Nie znasz kolejnej definicji. Nie wiesz, co to jest manipulacja. smile Ja
                    kontrolowałem swoje postępowanie i postępowałem uczciwie wobec jej i moich
                    poglądów.

                    > Nie masz zamiaru się przed tym bronić?

                    Znów bredzisz. Nie powinno Cię obchodzić nic więcej ponad to, co tutaj chcę o
                    sobie powiedzieć. Nie próbuj Ty mną manipulować, bo za cienki jesteś, by Ci się
                    to udało. wink

                    > - nie przysięgałeś przed Bogiem, że będziesz wychowywał dzieci w
                    > wierze katolickiej?

                    Obiecałem to żonie. I słowa dotrzymałem, bo to sprawa "honoru".

                    > A może po prostu jako
                    > bierzmowany katolik poszedłeś przed ołtarz i nie powiedziałeś
                    > księdzu, że nie jesteś wierzącym?

                    Bredzisz. Napisałem, jak było. Nie potrafisz zrozumieć słowa pisanego? smile

                    > - Poszedłeś się spowiadać przed ślubem?

                    Znów bredzisz i znów przeinaczasz. To początki całkowitej destrukcji Twojego
                    umysłu. wink Przecież pisałem, że występowałem jako ateista.

                    > - Dlaczego przyjąłeś bierzmowanie?

                    Nie byłem bierzmowany. Nigdzie tak nie napisałem. Bredzisz.

                    > zastanawiałeś się nad miejscem, gdzie zostaniesz pochowany?

                    To mnie nie dotyczy. Będę sugerował, żeby z moimi zwłokami nie miała nic
                    wspólnego religia, a najbliżsi zrobią, co zechcą. Zwisa mi, co będzie po mojej
                    śmierci.

                    > Bo wiesz, twoja druga połowa może chcieć na cmentarzu
                    > parafialnym... (a na grobie napiszą jeszcze jakiś piękny
                    > werset z Biblii)

                    Niech sobie napisze, jak lubi. wink Mnie już nie będzie.

                    > nie
                    > zastanawia Cię to? Nie martwisz się, że ksiądz będzie nad tobą
                    > wymawiał modlitwę, a wszyscy wokół chociaż mieniłeś się ateistą

                    Ty naprawdę jesteś jakiś porąbany, sorry, zmielony... wink

                    > jesteś tylko
                    > bezosobowym "grgkh", który na forum jest ateistą, a w życiu
                    > prywatnym, w pracy gdzie nie pójdziesz jesteś katolikiem - nie
                    > zastanawia Cię to?

                    Na forum jest tylko mój pogląd - to, co wypowiadam. Podpisany nickiem. Mnie tu
                    nie ma. wink W ogóle.

                    > - nie sądzisz, że twoje dzieci zostały skażone indoktrynacją z
                    > powodu twojej konformistycznej postawy?

                    To jest już przeszłość nie do odmiany, która jest dla mnie lekcją. Drugi raz bym
                    już tak nie postąpił. Ale teraz wiem więcej. I dlatego mówię tutaj, teraz, czym
                    jest teiz
                    • grgkh Brednie mielonego - uzupełnienie 21.11.09, 00:23
                      > - nie sądzisz, że twoje dzieci zostały skażone indoktrynacją z
                      > powodu twojej konformistycznej postawy?

                      To jest już przeszłość nie do odmiany, która jest dla mnie lekcją. Drugi raz bym
                      już tak nie postąpił. Ale teraz wiem więcej. I dlatego mówię tutaj, teraz, czym
                      jest teizm. Dla innych. By uniknęli powtarzania mojej drogi. Jeśli to
                      zrozumieją. Jeśli tego zechcą. Nic na siłę. Każdy jest wolny. Dzielę się moją
                      wiedzą.

                      > - Piszesz, że twoje dzieci nie potrafią być całkowicie obiektywne w
                      > sprawach religii - a ty potrafisz być?

                      Nie wiem. Może. smile

                      Religia to największe zło ludzkości. O, teraz
                      jestem obiektywny. smile Na pewno.
                      • johnny_mielony Kompromitujące brednie grgkh 21.11.09, 13:00
                        Tak, dużo wcześniej zrozumiałeś, że Boga nie ma, ale mimo to przyjmowałeś
                        wszystkie sakramenty kościele, z którymi się nie utożsamiasz.


                        Bredzisz. Niczego nie przyjmowałem. smile

                        Asystowałem żonie podczas ważnej dla niej ceremonii jako ateista. To nie był dla
                        mnie ślub kościelny.


                        Chrzest jest sakramentem kościelnym, podobnie eucharystia, czyli pierwsza
                        komunia, przed pierwszą komunią masz pokutę, a także małżeństwo - to wszystko są
                        sakramenty. O ile z uczestnictwa w chrzcie, eucharystii i pierwszej komunii
                        możesz być w pełni wytłumaczony, bowiem byłeś z pewnością zbyt młody (to
                        bardziej był wyraz wiary twoich rodziców niż ciebie samego) to jednak faktem
                        jest, że zgodziłeś się wychowywać dzieci w wierze katolickiej, zgodziłeś się na
                        chrzest, a w późniejszym okresie czasu też na komunię swoich dzieci - i to jest
                        wyraz twojej wiary. MAŁŻEŃSTWO (w kościele) JEST SAKRAMENTEM. Tłumaczenie się,
                        że tak naprawdę w tym nie uczestniczyłeś jest po prostu śmieszne i groteskowe.
                        Jak to już ktoś wspomniał, w zupełności się skompromitowałeś, a teraz chcesz się
                        za wszelką cenę zrehabilitować.

                        Na forum NIKOGO nie opluwam, nawet Ciebie.

                        Pozwolę sobie przypomnieć niektóre twoje wypowiedzi na tym forum (nie jeden
                        uznałby te słowa za "opluwanie"):
                        - "A Że Ty trak to oceniasz, to twoja ułomność".
                        - "Świat byłby lepszy, gdyby było więcej takich jak ja. Jestem tego pewien. I
                        byłby lepszy, gdyby mniej było takich oszczerców i agresorów jak Ty".
                        - "Twoją ocenę mam w... dupie"
                        - "Religia wychowała Cię na bojówkarza, jak wesołych młodzieniaszków z
                        Hitlerjugend".
                        - "Pleciesz bzdury i śmiesz twierdzić, że masz wiedzę. Ty masz w głowie
                        archaiczny śmietnik, a nie aktualnie uznawaną za prawdziwą wiedzę".
                        - "A w boskie czarnoksięstwo, to wierzą dziś już tylko ciemniaki podobne tym z
                        epoki prahominidów. Niestety, niektórzy - jak Ty - wciąż mentalnie pozostają w
                        tamtych czasach".
                        - "Jesteś przyciężkawo myślącym, prostym głąbem".
                        - "Wracaj do kruchty. I policz naprężenia w jej kostrukcji, żeby Ci na głowę nie
                        spadła".
                        - "Twoja psychika ma wbudowany fałszywy moduł sprzeczności. I to jest
                        nieuleczalna choroba umysłu".
                        - "Co za prymitywna, nędzna ułomność myślenia"
                        - "Bo Ty się nigdy nie nauczysz rozróżniać modelu świata od niego samego. To
                        przekracza Twoje skromne możliwości rozumowe".

                        Odnośnie ostatniego cytatu - ciekawe, że gdy ja mniej więcej w tym samym tonie
                        wypowiedziałem się o tobie, to byłeś wielce oburzony smile, więc możesz na własnym
                        przykładzie zobaczyć, że to nie było przyjemne. Gdy ja napisałem "której ty
                        nie udzieliłeś i nigdy nie udzielisz
                        " ty to skomentowałeś:
                        - "Potężny zarzut. Obrażasz mnie". Nie musiałem długo szukać, by znaleźć twoje
                        wypowiedzi, w których obrzucasz ludzi błotem. To, że w ogóle nie widzisz swojej
                        agresji zasługuje na uwagę... psychologa.

                        W świecie internetu kierujesz się zasadami:
                        - Nie iść na mszę za rodzinę.


                        Mam to gdzieś. Ja bym nie poszedł, a inni niech robią, co chcą.

                        Z jednej strony masz to gdzieś, ale gdy się kolega zapytał, czy powinien iść na
                        mszę za rodzinę odpowiedziałeś:

                        - "Jeśli czujesz się wolny, to nie pozwalaj się zmuszać do tego, co uważasz za
                        bezsensowne".

                        Więc nie pisz bredni, że jedynie chciałeś dać koledze do myślenia. Powyższe
                        zdanie jest najzwyklejszą poradą, jak powinien się zachować. Nie ma ono żadnego
                        związku z dawaniem do myślenia. Jedynym pozytywem jest to, że faktycznie inni
                        zrobią jak będą chcieli. Przykładem na to są twoje własne dzieci, które najpierw
                        ochrzciłeś a potem posłałeś do komunii.

                        W świecie internetu kierujesz się zasadami:
                        - Nie przyjmować ślubów.


                        Nie jestem księdzem, żeby ich udzielać. A Ty, jak widzę, jesteś.

                        Nie umiesz czytać? Nie napisałem "udzielać" - przykład końskiego zaślepienia.
                        Dobrze wiesz, co miałem na myśli, ale ponieważ jest to dla ciebie trudny temat
                        obracasz go w żart. W takim razie, skoro to zdanie nie było dla ciebie jasne.
                        Jesteś już mężczyzną w podeszłym wieku, który pewnych rzeczy może po prostu już
                        tak szybko nie łapać, więc z szacunku napiszę prościej - W świecie internetu
                        kierujesz się zasadą, iż ludzie nie powinni się żenić/wychodzić za mąż w
                        kościele. Faktem jest, że wziąłeś ślub kościelny, a pisanie, że ciebie tam tak
                        naprawdę nie było to pierwszej wody zakłamanie. Świadczą o niej twoje zdania:

                        - "Ja brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu. Ja jako
                        ateista,żona jako wierząca.".
                        - "Ja wypowiedziałem pewną regułkę".
                        - "Obiecałem "jej", że nie będę przeszkadzał w kulcie i pozwolę wychować dzieci
                        w wierze".

                        To są twoje własne słowa, więc dalsze tłumaczenie/wybielanie nic ci nie pomoże.
                        Najzwyczajniej w świecie konformistycznie poszedłeś jak wszyscy do kościoła by
                        wziąć ślub - tylko że ty już jako świadomy ATEISTA. Powinieneś się tego
                        wstydzić, bo najzwyczajniej zaprzedałeś wiarę (ateistyczną) i obiecywałeś Bogu,
                        w którego rzekomo nie wierzysz, że będziesz wychowywał dzieci w wierze
                        katolickiej, bo inaczej w kościele nie mogłeś powiedzieć. Tam są jasne reguły.
                        Nie ma regułki - "panna młoda wychowuje dzieci w wierze katolickiej, a pan młody
                        się temu nie sprzeciwia", tylko jest "TAK. CHCEMY WYCHOWYWAĆ DZIECI W WIERZE
                        KATOLICKIEJ". A faktem tego, że wychowywałeś dzieci w wierze katolickiej jest
                        to, że je później ochrzciłeś, zaprowadziłeś w odświętnych ubrankach na pierwszą
                        komunię, a ostatecznie byłeś i na ślubie. Najzwyczajniej uczestniczysz w życiu
                        kościoła, z którym się rzekomo nie identyfikujesz. Albo jesteś niepraktykującym
                        katolikiem albo obłudnym ateistą konformistą.

                        PS: Już Ci pisałem, że ja w odróżnieniu od ciebie nie poszedłem do bierzmowania,
                        więc nie ma takiej opcji bym został księdzem (i żeby było jasne, nie chciałbym
                        nim być).


                        W świecie internetu kierujesz się zasadami:
                        - Nie przyjmować bierzmowania.
                        - Nie chrzcić dziecka.


                        Niech sobie ludzie robią, co chcą. Jesteśmy wolni.

                        Dokładnie tak, i właśnie dlatego jako wolny człowiek ochrzciłeś dzieci.

                        A w internecie, na forum publicznym będę mówił to, co będę chciał.

                        Jasne, że możesz mówić, co chcesz. Masz w końcu takie prawo. Tylko, że twoje
                        kłapanie dzióbkiem nie ma żadnego znaczenia, bo kogo obchodzi zdanie ateisty,
                        który rzekomo walczy z systemem, a jednocześnie uczestniczy w życiu kościoła
                        (bierze ślub w kościele, chrzci dzieci, chodzi na śluby i pogrzeby, jeszcze do
                        niedawna śpiewał kolędy).

                        - Chodzisz do kościoła na śluby, pogrzeby itp. (każde ważne wobec twojego
                        uznania).


                        Sporadycznie. Staram się unikać tego. Jeśli to robię, to wyłącznie ze względu
                        na innych, którym nie chcę robić przykrości.


                        Oczywiście, że sporadycznie, w końcu śluby i pogrzeby przytrafiają się w skali
                        roku dość sporadycznie.

                        - Przyjmujesz księdza z opłatkiem do domu.

                        Nie przyjmuję. Nie wpuściłem księdza do mieszkania, ale zachowywałem się w
                        stosunku do niego kulturalnie.


                        Przepraszam, faktycznie go nie wpuściłeś do mieszkania. Napisałeś "Dzwonił i
                        dzwonił do drzwi więc otworzyłem... Drugi domownik dał się oczarować miłym
                        uśmieszkom, lukrowi gadki i wziął - ZA DARMO! - opłatek... Może rzeczywiście w
                        święta, gdy się spotkam z resztą rodziny podlegającej tej tradycji, użyjemy tego
                        kawałka pieczywa". A później napisałeś "Niektórzy księża są całkiem porządnymi
                        ludźmi. A ten co u mnie był, nie zachowywał się agresywnie i zostawił opłatek za
                        darmo. W końcu ksiądz to też człowiek".

                        Skoro nie wpuściłeś go przez próg, to jak mógł być u ciebie? W takim razie życzę
                        smacznego pieczywka! Gdy będziesz się dzielił z bliskimi tym pieczywkiem nie
                        zapomnij złożyć świątecznych życzeń smile A kto wie, może ten przemiły ksiądz cię
                        kiedyś zaprosi na jakieś spotkanie, może jeszcze się nawrócisz big_grin - a może wcale
                        nie trzeba ciebie nawracać, przecież praktykujesz!
                        • johnny_mielony Kompromitujące brednie grgkh cz. 2 21.11.09, 13:01
                          Nie ja. Żona ochrzciła. A ja się na to zgodziłem, bo taka była między nami
                          umowa. Chrzest jest nic nieznaczącym dla mnie rytuałem.


                          Jasne, a ty wtedy siedziałeś w domu? Stałeś tuż przed ołtarzem koło żony i tego
                          się już nie musisz wypierać. Nie musisz się tak oszukiwać, naprawdę nikogo w te
                          swoje baje nie wkręcisz.

                          [/i] Na tym właśnie polega twoja dwulicowość. Czy to logiczne? [/i]

                          Logiczne jest tylko to, że nie umiesz myśleć.

                          Wbiłeś się na wyżyny swojej mądrości, idealna odpowiedź człowieka, któremu
                          najwyraźniej puściły nerwy. To najzwyklejsza pyskówka.

                          Twoją ocenę mam w... dupie.

                          Jesteś wulgarny.

                          Tak, jestem wulgarny - czasem. W stosunku do tych, którzy na tę wulgarność
                          zasługują.


                          Oczywiście to tylko ty możesz wyznaczać standardy kogo należy traktować z
                          szacunkiem, a kogo można opluwać. W rzeczywistości wygląda to tak, że na forum
                          oskarżasz i jesteś wulgarny wobec osób, które mają inną pogląd od twojego. Każdy
                          kto się sprzeciwi twojej indoktrynacji po prostu winien być wyrugowany. W domciu
                          jednak jesteś przykładnym ojcem, który uczy dzieci pacierza i posyła na lekcje
                          religii, zgodnie z obietnicą wychowywania w wierze katolickiej.

                          A więc jednak ja mam rację.

                          Rynsztokowa logika.

                          Ty też jesteś wulgarny.

                          Całkowicie się zatraciłeś w swojej bezmyślności. Które ze słów, które napisałem
                          było wulgarne. Czy twoim zdaniem wulgarnym jest słowo „rynsztok” czy „logika”?

                          nie sądzisz, że śpiewanie kolęd to hipokryzja?

                          Teraz ich już nie śpiewam, właśnie dlatego, że zacząłem to odczuwać jako
                          hipokryzję. Kiedyś byłem wierzący. Teraz nie jestem.


                          Wcześniej napisałeś „Do niedawna spotykałem się z gronem moich przyjaciół raz do
                          roku na tradycyjnym, w okolicy trzech króli urządzanym zjeździe, którego celem
                          głównym jest (mam i w tym roku zaproszenie) śpiewanie kolęd.” No zaraz, zaraz.
                          Jesteś osobą w podeszłym wieku, która już wkrótce ma się spodziewać emerytury, a
                          zostałeś ateistą w czasach młodzieńczych. To ile dziesiątek lat potrzebowałeś na
                          to, byś zrozumiał że śpiewanie kolęd w twoim przypadku jest hipokryzją? Twoje
                          wypowiedzi są żenujące, bardzo pokrętnie się tłumaczysz, ale logiki w tym nie ma
                          ani trochę.

                          Moje poglądy wszyscy znają i przed nikim nie udaję, że wierzę w bóstwa.
                          Gdybym oszukiwał co do tego, to byłbym dwulicowy, ale nie robię tego, a więc
                          wszystko jest w porządku.


                          Twoja dwulicowość polega na tym, że mówisz jedno a robisz coś zupełnie z tym
                          sprzecznego.

                          Nie masz zamiaru się przed tym bronić?

                          Znów bredzisz. Nie powinno Cię obchodzić nic więcej ponad to, co tutaj chcę o
                          sobie powiedzieć.


                          To jakiś nonsens. Człowieku, bredzić to można gdy się pisze zdanie twierdzące, a
                          ja tobie zadałem pytanie ;D Odsapnij trochę, bo chyba się za bardzo napiąłeś.
                          Albo to taka zagrywka erystyczna żeby wykazać, że się często mylę – i dlatego
                          powtarzasz jak głupi to określenie „bredzisz” przy każdym moim pytaniu -
                          popełniłeś ten błąd kilka razy. Zastanów się (tym razem może troszkę dłużej niż
                          2 dni) nim coś napiszesz, bo twoje odpowiedzi powoli zaczynają sięgać dna.
                          Dlaczego nie powinno mnie obchodzić twoje postępowanie poza internetem? Właśnie
                          to jest tutaj całym sednem, że piszesz jedno, a w życiu prywatnym jesteś kimś
                          innym – to jest zakłamanie.

                          - nie przysięgałeś przed Bogiem, że będziesz wychowywał dzieci w wierze
                          katolickiej?


                          Obiecałem to żonie. I słowa dotrzymałem

                          No widzisz, znów przyznałeś, że wychowywałeś dzieci w wierze katolickiej – a
                          chyba nie bolało. Efektem tego, że dotrzymałeś słowa jest choćby to, że
                          najpierw je ochrzciłeś, a teraz są one osobami wierzącymi i (zapewne) co jakiś
                          czas uczęszczającymi do kościoła. Ty z resztą też tam bywasz, bo ostatnio byłeś
                          na ślubie kościelnym jednego z dzieci.

                          PS: Jesteś może czyimś ojcem chrzestnym?

                          - Poszedłeś się spowiadać przed ślubem?

                          Znów bredzisz i znów przeinaczasz. To początki całkowitej destrukcji Twojego
                          umysłu


                          To tak jak wcześniej, ja tylko pytam. Widzę, że to prędzej początek całkowitej
                          destrukcji twojego umysłu, a nie mojego. Chyba się tak zagrzałeś, że ci odebrało
                          rozum i dlatego ty tu bredzisz.

                          [i] jesteś tylko bezosobowym "grgkh", który na forum jest ateistą, a w życiu
                          prywatnym, w pracy gdzie nie pójdziesz jesteś katolikiem - nie zastanawia Cię to?

                          Na forum jest tylko mój pogląd - to, co wypowiadam. Podpisany nickiem. Mnie tu
                          nie ma


                          I właśnie o to chodzi. Że tutaj zbudowałeś sobie taki drugi świat, w którym
                          możesz mówić, co myślisz, ale nie w tym sztuka, by wykrzyczeć swoje
                          wartości/wierzenia – sztuka polega na tym, by później tymi
                          wartościami/wierzeniami kierować w życiu. Ty będąc ateistą od młodzieńczych lat
                          obłudnie wykonywałeś wszystko to, co wykonują przeciętni katolicy. Poprzez twoją
                          obłudę i zakłamanie, próby wybielania się przed forumowiczami, pokrętne próby
                          odwrócenia kota ogonem, obrażanie się i obrażanie innych zatracasz się i
                          kompromitujesz. To, co tutaj mamy okazję oglądać to zupełny blamaż, groteskowe
                          ośmieszanie się ATEISTY (niepraktykującego) o niku grgkh.

                          Na zakończenie połączenie twoich wypowiedzi, które dają piękny obraz twoich
                          poglądów:
                          „No właśnie - czary mary, hokus pokus. To jest w tym wszystkim najzabawniejsze.
                          Ale dlaczego ktoś rozsądny ma swoją obecnością popierać takie bzdety? Nie powinien”.
                          „Ja brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu. Ja jako ateista,
                          żona jako wierząca”.
                          Do niedawna spotykałem się z gronem moich przyjaciół raz do roku na tradycyjnym,
                          w okolicy trzech króli urządzanym zjeździe, którego celem głównym jest (mam i w
                          tym roku zaproszenie) śpiewanie kolęd.
                          A, niech tam będzie. Może rzeczywiście w święta, gdy się spotkam z resztą
                          rodziny podlegającej tej tradycji, użyjemy tego kawałka pieczywa.
                          Człowiek, który ma zasady i stosuje się do nich ma spokojne sumienie i czuje, że
                          żyje w zgodzie ze sobą. A ten, kto się płaszczy staje się niewolnikiem i potem
                          już sam nie wie jak powinien się w życiu zachowywać.
                          • grgkh Zmielony mielony :) 23.11.09, 18:37
                            Nie odpowiadasz na argumenty argumentami. Rzucasz wciąż fałszywe oskarżenia. A
                            ja nie zamierzam zniżać się do erystycznego poziomu pyskówki i niekończącego się
                            bronienia przed nimi. Odpowiedź na swoje zarzuty masz w moich poprzednich
                            postach. Jeśli nie potrafisz jej zrozumieć to - powtarzam to - jest to twoja
                            ułomność.

                            Rywalizację na argumenty przegrałeś. smile
                            • johnny_mielony Grgkh zmielony 23.11.09, 19:56
                              Postradałeś zmysły?

                              Nie odpowiadasz na argumenty argumentami. Rzucasz wciąż fałszywe oskarżenia.

                              Odpowiadam argumentami, tylko że ty już nic nie masz na swoją obronę.
                              Skompromitowałeś się i jedyną twoją metodą jest rzucanie obelg w moją stronę -
                              bardzo płytka (i a jakże - erystyczna) metoda w twoim wykonaniu. Z drugiej
                              strony wcale Ci się nie dziwię, trudno jest się wybronić z tego, że będąc ATEISTĄ:
                              - wzięło się ślub kościelny
                              - przyrzekło się żonie w obecności świadków zebranych w kościele, że się wychowa
                              dzieci w wierze katolickiej
                              - ochrzciło się dzieci
                              - zaprowadziło się dzieci na pierwszą komunię
                              - śpiewało się przez długie lata kolędy
                              - rozważasz spożywanie z bliskimi wigilijnego opłatka

                              A ja nie zamierzam zniżać się do erystycznego poziomu pyskówki i
                              niekończącego się bronienia przed nimi.


                              Obrona przed zarzutami to twoje prawo, z które korzystać nie musisz. Inna
                              sprawa, że choćbyś podjął próbę obrony to się nie obronisz. Po pierwsze dlatego,
                              że wszystkie rzekome (fałszywe) zarzuty są cytatami twoich własnych wypowiedzi.

                              Odpowiedź na swoje zarzuty masz w moich poprzednich postach.

                              I ja skomentowałem te odpowiedzi, a także zadałem Ci pytania, na które boisz się
                              odpowiedzieć. Nie odpowiadasz na nie, bo wiesz dobrze że dalsze próby wybielania
                              (zamiast najzwyklejszego przyznania się do swojego zakłamania, konformizmu i
                              hipokryzji) mogą jedynie pogorszyć twoją sytuację. Każda kolejna twoja wypowiedź
                              jest coraz bardziej żenująca, a ponieważ jeszcze tak do cna resztek rozumu nie
                              straciłeś, starasz się po cichu urwać dyskusję.

                              Rywalizację na argumenty przegrałeś. smile

                              Błagam, nie ośmieszaj się. Więc powtórzę twoje niezwykle wartościowe wypowiedzi:

                              - „No właśnie - czary mary, hokus pokus. To jest w tym wszystkim
                              najzabawniejsze. Ale dlaczego ktoś rozsądny ma swoją obecnością popierać takie
                              bzdety? Nie powinien”.
                              - „Ja brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu. Ja jako ateista,
                              żona jako wierząca”.
                              - "Do niedawna spotykałem się z gronem moich przyjaciół raz do roku na
                              tradycyjnym,w okolicy trzech króli urządzanym zjeździe, którego celem głównym
                              jest (mam i w tym roku zaproszenie) śpiewanie kolęd".
                              - "A, niech tam będzie. Może rzeczywiście w święta, gdy się spotkam z resztą
                              rodziny podlegającej tej tradycji, użyjemy tego kawałka pieczywa".
                              - "Człowiek, który ma zasady i stosuje się do nich ma spokojne sumienie i czuje,
                              że żyje w zgodzie ze sobą. A ten, kto się płaszczy staje się niewolnikiem i
                              potem już sam nie wie jak powinien się w życiu zachowywać".
                              • grgkh Re: Grgkh zmielony 24.11.09, 02:14
                                johnny_mielony napisał:

                                > Postradałeś zmysły?

                                Erystyka. Obrażasz mnie. Nie masz argumentów rzeczowych i posuwasz
                                się do ataku personalnego.

                                > Nie odpowiadasz na argumenty argumentami.
                                > Rzucasz wciąż fałszywe oskarżenia.


                                > Odpowiadam argumentami, tylko że ty już nic nie masz na swoją
                                > obronę.

                                Twoje argumenty są wyłącznie pomówieniami.

                                > Skompromitowałeś się i jedyną twoją metodą jest rzucanie
                                > obelg w moją stronę

                                JUŻ ich od dawna nie rzucam, nie zauważyłeś? Natomiast rzucasz je Ty.

                                > - bardzo płytka (i a jakże - erystyczna)
                                > metoda w twoim wykonaniu. Z drugiej
                                > strony wcale Ci się nie dziwię, trudno
                                > jest się wybronić z tego, że

                                Rzucaliśmy obelgi obaj, a więc i Ty sobie powinieneś przypisać
                                zarzuty kierowane do mnie.

                                > będąc ATEISTĄ:
                                > - wzięło się ślub kościelny

                                Żona go brała, a ja tylko uczestniczyłem.

                                > - przyrzekło się żonie w obecności świadków zebranych
                                > w kościele, że się wychowa dzieci w wierze katolickiej

                                Wolno mi zrezygnować z każdego przysługującego mi prawa.

                                > - ochrzciło się dzieci

                                Ochrzciła je żona, nie ja.

                                > - zaprowadziło się dzieci na pierwszą komunię

                                To też żona. Mamy do dzieci równe prawa i ja nie forsowałem swojej
                                woli.

                                > - śpiewało się przez długie lata kolędy

                                To nic nie znaczy. Wszyscy ludzie kiedyś chodzili do kościoła, bo
                                wierzyli. Potem mogą zmieniać poglądy, co nie znaczy, że są
                                dwulicowi.

                                > - rozważasz spożywanie z bliskimi wigilijnego opłatka

                                Ktoś kto obgryza paznokcie nie jest ludożercą. To nie ma znaczenia.
                                Uczestniczę w życiu społecznym i mam prawo wybrać z niego wszystko
                                co chcę, nawet jeśli to kojarzy się z religią, a moje poglądy będą
                                niereligijne czyli ateistyczne. To ja podejmuję decyzję i to samo -
                                samodzielność myślenia - proponowałem autorowi wątku. Gdy gram w
                                kółko i krzyżyk i stawiam na kartce papieru krzyże, to nie
                                uczestniczę w religii. Poza tym nie na wszystkie moje decyzje z
                                przeszłości zdecydowałbym się dzisiaj. To naturalne gdyż kiedyś,
                                jako dziecko zostałem zmuszony do wiary w boga, a potem z zależności
                                od niej wychodziłem stopniowo, a i teraz nie uważam żeby ostra
                                konfrontacja była właściwa dla ateisty takiego jak ja.

                                Natomiast NIGDY nie starałem się udawać, że wierzę, a więc nie
                                jestem dwulicowy ani hipokryzyjny, jak księża, z których zapewne
                                spora część nie wierzy w boga, ale ukrywa swoje poglądy. Ja moich
                                pogladów nie ukrywam, wszyscy moi znajomi je znają, a spotykać się z
                                nimi mogę przy dowolnej okazji. I choinkę sobie w domu na święta
                                postawię, bo lubię jej zapach i blask lampek, i nie będzie to miało
                                nic wspólnego z cechami, które mi usiłujesz przypisać.

                                Wszystkie Twoje zarzuty są nieprawdziwe i chybione. Oczerniasz mnie.
                                To erystyka. Powtarzam Ci to zresztą od paru postów, natomiast - z
                                niezrozumiałych dla mnie względów smile - nie może to dotrzeć do
                                Ciebie. Po prostu fałszywie je interpretujesz.

                                > A ja nie zamierzam zniżać się do erystycznego poziomu
                                > pyskówki i niekończącego się bronienia przed nimi.

                                >
                                > Obrona przed zarzutami to twoje prawo,
                                > z które korzystać nie musisz. Inna sprawa, że choćbyś
                                > podjął próbę obrony to się nie obronisz.

                                Oczywiste, że broniąć się musiałbym zawsze napisać następny post po
                                Twoim. To bez sensu. To że się miało ostatni wpis (oczerniający
                                rozmówcę) nie jest równoznaczne z posiadaniem racji.

                                > Po pierwsze dlatego, że wszystkie rzekome (fałszywe) zarzuty są
                                > cytatami twoich własnych wypowiedzi.

                                Nie. To są cytaty i FAŁSZYWA TWOJA ICH INTERPRETACJA.


                                > Odpowiedź na swoje zarzuty masz w moich poprzednich postach.

                                > I ja skomentowałem te odpowiedzi, a także zadałem Ci pytania,
                                > na które boisz się odpowiedzieć.

                                Niczego się nie muszę bać. Powyżej jest CAŁA interpretacja.

                                > Nie odpowiadasz na nie, bo wiesz dobrze że dalsze próby
                                > wybielania (zamiast najzwyklejszego przyznania się do
                                > swojego zakłamania, konformizmu i hipokryzji) mogą jedynie
                                > pogorszyć twoją sytuację.

                                Cytathttp://pl.wikipedia.org/wiki/Konformizm
                                Konformizm (pot. ulegający wpływom) (łac. conformo - nadaję
                                kształt) – w psychologii społecznej to zmiana zachowania na skutek
                                rzeczywistego, bądź wyobrażonego wpływu innych ludzi.
                                Podporządkowanie się wartościom, poglądom, zasadom i normom
                                postępowania obowiązującym w danej grupie społecznej. W tym
                                rozumieniu jest to zmiana związana z faktem, że członek grupy miał
                                początkowo inne zdanie czy inaczej się zachowywał niż grupa, a
                                następnie je zmienił w kierunku zgodnym z oczekiwaniami grupy.
                                Nie podporządkowuję się i nie zmieniam zdania "pod wpływem".
                                Raczej odwrotnie, ewoluuję od dziecięcego teizmu ku coraz większemu
                                odrzucaniu wszystkiego, co w kulturze mnie otaczającej z religiami
                                się wiąże. Ale toleruję religię ponieważ chcę, by na zasadzie
                                wzajemności tolerowane były moje poglądy i zwyczaje.
                                Cytathttp://pl.wikipedia.org/wiki/Hipokryzja
                                Hipokryzja (od gr. ὑπόκρισις hypokrisis, udawanie) – fałszywość,
                                dwulicowość, obłuda. Zachowanie lub sposób myślenia i działania
                                charakteryzujący się niespójnością stosowanych zasad moralnych.
                                Udawanie serdeczności, szlachetności, religijności, zazwyczaj po to,
                                by wprowadzić kogoś w błąd co do swych rzeczywistych intencji i
                                wyciągnąć z tego jakieś korzyści.
                                Nie wprowadzam nikogo w
                                błąd swoim zachowaniem. Moje zasady życiowe i poglądy są jawne dla
                                wszystkich.

                                Oba twoje argumenty sa fałszywe. To erystyka.

                                > Każda kolejna twoja wypowiedź
                                > jest coraz bardziej żenująca, a ponieważ
                                > jeszcze tak do cna resztek rozumu nie
                                > straciłeś, starasz się po cichu urwać dyskusję.

                                Erystyka. Atak personalny. Na razie to Twoje argumenty są fałszywe.

                                > Rywalizację na argumenty przegrałeś. smile
                                >
                                > Błagam, nie ośmieszaj się.

                                Znów atak personalny.

                                > Więc powtórzę twoje niezwykle wartościowe wypowiedzi:

                                Moje cytaty są wyrwane z kontekstu i Twoja ich interpretacja jest
                                niewłaściwa. Właściwa jest moja interpretacja smile, a Twoje
                                nierozumienie definicji (cytaty z wikipedii) wskazuje na cel, którym
                                się kierujesz - manipulację.
                                • johnny_mielony Grgkh definitywnie zmielony cz. 1 25.11.09, 00:04
                                  Postradałeś zmysły?

                                  Erystyka. Obrażasz mnie. Nie masz argumentów rzeczowych i posuwasz się do
                                  ataku personalnego.


                                  Przedstawiłem Ci już tyle argumentów, że więcej naprawdę nie trzeba, a to
                                  pytanie to takie podsumowanie do tych wypocin, które wcześniej skleciłeś. To
                                  było takie pierwsze skojarzenie, że tak naprawdę mam do czynienia z jakimś
                                  wariatem, a nie z logicznie i racjonalnie myślącym człowiekiem.

                                  Odpowiadam argumentami, tylko że ty już nic nie masz na swoją obronę.

                                  Twoje argumenty są wyłącznie pomówieniami.

                                  Jakimi znowu pomówieniami, czy mam znowu przytaczać twoje własne wypowiedzi? Czy
                                  znów chcesz bezczelnie zaprzeczać, że Cię nie było tam, gdzie faktycznie byłeś i
                                  że nie robiłeś tego, co faktycznie zrobiłeś i że nie obiecywałeś tego, co
                                  faktycznie obiecałeś, a czego dowodem jest efekt twoich obietnic?

                                  Skompromitowałeś się i jedyną twoją metodą jest rzucanie obelg w moją stronę

                                  JUŻ ich od dawna nie rzucam, nie zauważyłeś?

                                  Nie zauważyłem. Pozwól, że przytoczę twoje jedne z ostatnich wypowiedzi, które
                                  miały miejsce 21.11.2009r., później wypowiadałeś się tylko dwukrotnie (23 i
                                  24.11.2009r.), więc nie uważam, że to było tak dawno temu:
                                  - "Trzeba być niespełna rozumu, żeby wyciągać takie wnioski".
                                  - "Na razie to Ty wychodzisz na głupka".
                                  - "zawodzi Cię logika - powinieneś z tym się co prędzej udać do lekarza psychiatry".
                                  - "Logiczne jest tylko to, że nie umiesz myśleć".
                                  - "A Ty jesteś ograniczony umysłowo, bo wciąż tego nie możesz pojąć".
                                  - "Ty naprawdę jesteś jakiś porąbany, sorry, zmielony..."

                                  A to wszystko w zaledwie jednej wypowiedzi. Czy zamierzasz się ustosunkować do
                                  tych obelg, których gdybym ja użył w stosunku do ciebie już byś wołał o
                                  nieprzestrzeganie netykiety?

                                  będąc ATEISTĄ:
                                  - wzięło się ślub kościelny


                                  Żona go brała, a ja tylko uczestniczyłem.

                                  Dokładnie tak. Uczestnictwo (za sjp.pwn.pl) - brać w czymś czynny udział,
                                  współdziałać w jakiejś akcji. Jako ateista brałeś czynny udział w ślubie
                                  kościelnym, do którego (czego nie kwestionuję) namówiła Cię żona. To przykład
                                  konformizmu (Konformista - człowiek, który bezkrytycznie podporządkowuje się
                                  normom, wartościom i poglądom uznanym za obowiązujące w danej grupie).

                                  - przyrzekło się żonie w obecności świadków zebranych w kościele, że się
                                  wychowa dzieci w wierze katolickiej


                                  Wolno mi zrezygnować z każdego przysługującego mi prawa.

                                  Ale ty nie zrezygnowałeś z przysługującego Ci prawa. Na pytanie, czy nie
                                  przyrzekałeś, że będziesz wychowywał dzieci w wierze katolickiej odpowiedziałeś
                                  - "Obiecałem to żonie. I słowa dotrzymałem", a efektem jest to, że są wierzące.
                                  Co więcej wcześniej napisałeś "uważałem, że nie powinno się takiego
                                  przyrzeczenia łamać". To wystarczający przykład twojej hipokryzji.

                                  - śpiewało się przez długie lata kolędy

                                  To nic nie znaczy.

                                  To znaczy bardzo wiele. Robienie tego będąc ateistą jest hipokryzją i konformizmem.

                                  Wszyscy ludzie kiedyś chodzili do kościoła, bo wierzyli.

                                  Jeśli ludzie robią coś takiego, bo wierzą to coś zupełnie normalnego. Nie ma nic
                                  dziwnego w tym, że człowiek wierzący śpiewa kolędy. Ale ty przez dziesiątki lat
                                  nie wierzyłeś i coś takiego robiłeś - dostrzegasz tę logiczną różnicę? Śpiewanie
                                  kolęd przez niewierzącego nie jest normalne!

                                  Potem mogą zmieniać poglądy, co nie znaczy, że są dwulicowi.

                                  Oczywiście, że tak. Człowiek nie jest krową i zdanie może zmienić, ale gdy już
                                  zmieni zdanie powinien być konsekwentny. Ty zaś będąc ateistą (czyli, gdy już
                                  zmieniłeś zdanie) dalej to robiłeś przez bardzo długie lata.

                                  - rozważasz spożywanie z bliskimi wigilijnego opłatka

                                  To nie ma znaczenia.

                                  To ma znaczenie, bierzesz praktyczny udział w religijnej celebrze!
                                  Uczestniczenie w tego typu praktykach jest popieraniem tych praktyk. Sam w końcu
                                  napisałeś "Oceniłeś go pozytywnie, a więc mu kibicujesz" - napisałeś to w innym
                                  kontekście, ale myślę że w takim razie mogę twoje zdanie odnieść do
                                  praktykowania dzielenia się opłatkiem. Jeśli to robisz to znaczy, że oceniasz to
                                  pozytywnie - kibicujesz temu!

                                  Gdy gram w kółko i krzyżyk i stawiam na kartce papieru krzyże, to nie
                                  uczestniczę w religii.


                                  Ale gdy łamiesz się opłatkiem, bierzesz ślub kościelny, wychowujesz dzieci po
                                  katolicku - to jest uczestniczenie w religii.

                                  Natomiast NIGDY nie starałem się udawać, że wierzę, a więc nie jestem
                                  dwulicowy ani hipokryzyjny, jak księża, z których zapewne spora część nie wierzy
                                  w boga, ale ukrywa swoje poglądy.


                                  Ale twoje uczynki mówią co innego. I ty i księża, o których napisałeś jesteście
                                  hipokrytami. Przedstawiony przez ciebie ksiądz robi jedno (odprawia msze itp.) a
                                  myśli co innego (nie wierzy) - to hipokryzja. Ty zaś robisz jedno (będąc ateistą
                                  wychowałeś dzieci w wierze, wziąłeś ślub kościelny, śpiewałeś kolędy, zgodziłeś
                                  się na to by ochrzczono twoje dzieci) a myślisz co innego (nie wierzysz) - to
                                  też hipokryzja.

                                  I choinkę sobie w domu na święta postawię, bo lubię jej zapach i blask
                                  lampek, i nie będzie to miało nic wspólnego z cechami, które mi usiłujesz
                                  przypisać.


                                  O! O to nie śmiałem zapytać... choinkę na święta też stawiasz, normalnie
                                  celebrujesz Święta Bożego Narodzenia! To samo robią wszyscy wierzący, tylko że
                                  oni to robią bo wierzą, a ty to robisz w sposób dwulicowy. Więc jak brzmi
                                  odpowiedź na pytanie - czy jesteś czyimś ojcem chrzestnym?

                                  Wszystkie Twoje zarzuty są nieprawdziwe i chybione. Oczerniasz mnie.

                                  Są jak najbardziej trafne.

                                  Po prostu fałszywie je interpretujesz.

                                  Zamieszczam całe cytaty twoich wypowiedzi. Z nich jasno wynika, że moja
                                  interpretacja jest słuszna.

                                  Obrona przed zarzutami to twoje prawo, z które korzystać nie musisz. Inna
                                  sprawa, że choćbyś podjął próbę obrony to się nie obronisz.


                                  Oczywiste, że broniąć się musiałbym zawsze napisać następny post po Twoim. To
                                  bez sensu. To że się miało ostatni wpis (oczerniający rozmówcę) nie jest
                                  równoznaczne z posiadaniem racji.


                                  Z mojej wypowiedzi nie wynika jakoby ostatni wpis miał być równoznaczny z
                                  posiadaniem racji. Odwołam się do twojej logiki. Możesz mi wskazać zdanie, z
                                  którego to by miało wynikać? Twój komentarz nijak się ma do mojej wypowiedzi - o
                                  ile faktem jest że bezsensowny byłby sposób rozumowania, który przedstawiłeś -
                                  to ja tego w żadnym razie nie napisałem. Więc to twoja wypowiedź jest pozbawiona
                                  sensu.

                                  Po pierwsze dlatego, że wszystkie rzekome (fałszywe) zarzuty są cytatami
                                  twoich własnych wypowiedzi.


                                  Nie. To są cytaty i FAŁSZYWA TWOJA ICH INTERPRETACJA.

                                  Interpretacja jest właściwa. Długo próbowałeś się tłumaczyć, że ciebie
                                  najwyraźniej w kościele nie było, gdy brałeś ślub ze swoją żoną. Potwierdzenie
                                  tego, że tam faktycznie byłeś i ślubowałeś wychowanie dzieci w wierze
                                  katolickiej można znaleźć w twoich wcześniejszych postach, które cytowałem.
                                  Także ostatnio napisałeś "Żona go brała, a ja tylko uczestniczyłem" - tutaj sam
                                  przyznajesz się do tego, że uczestniczyłeś w ślubie.

                                  I ja skomentowałem te odpowiedzi, a także zadałem Ci pytania, na które boisz
                                  się odpowiedzieć.


                                  Niczego się nie muszę bać.

                                  To czemu nie chcesz odpowiedzieć na moje pytania, które zadałem wcześniej? W
                                  takim razie chciałbym Ci przypomnieć ostatnie pytania, na które nie zechciałeś
                                  odpowiedzieć:

                                  - Czy twoim zdaniem wulgarnym jest słowo „rynsztok” czy „logika”? (to w związku
                                  z tym, że na podstawie wykorzystania tych dwóch słów uznałeś, że jestem wulgarny).
                                  - To ile dziesiątek lat potrzebowałeś na to, byś zrozumiał że śpiewanie kolęd w
                                  twoim przypadku jest hipokryzją?
                                  - Jesteś może czyimś ojcem chrzestnym?
                                • johnny_mielony Grgkh doszczętnie zmielony cz. 2 25.11.09, 00:06
                                  Powyżej przytoczyłem podobną definicję konformizmu, ale wg. mnie z pewniejszego
                                  źródła, więc pozwolę sobie przy niej pozostać. Poza tym, najwidoczniej bardzo
                                  podobnie interpretujemy słowo "konformizm".

                                  Nie podporządkowuję się i nie zmieniam zdania "pod wpływem".

                                  Z twoich wcześniejszych wypowiedzi wynika co innego. Otóż napisałeś: "Ja brałem
                                  ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu. Ja jako ateista,żona jako
                                  wierząca. Ona tego potrzebowała, a więc w imię tolerancji nie wolno mi było jej
                                  tego odbierać" - to przykład tego, że wziąłeś ślub ze względu na wpływ żony.

                                  Więc powtórzę twoje niezwykle wartościowe wypowiedzi:

                                  Moje cytaty są wyrwane z kontekstu i Twoja ich interpretacja jest
                                  niewłaściwa. Właściwa jest moja interpretacja smile, a Twoje nierozumienie
                                  definicji (cytaty z wikipedii) wskazuje na cel, którym się kierujesz -
                                  manipulację.


                                  Twoje cytaty, dla przypomnienia:

                                  - „No właśnie - czary mary, hokus pokus. To jest w tym wszystkim
                                  najzabawniejsze. Ale dlaczego ktoś rozsądny ma swoją obecnością popierać takie
                                  bzdety? Nie powinien”.
                                  - „Ja brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu. Ja jako ateista,
                                  żona jako wierząca”.
                                  - "Do niedawna spotykałem się z gronem moich przyjaciół raz do roku na
                                  tradycyjnym,w okolicy trzech króli urządzanym zjeździe, którego celem głównym
                                  jest (mam i w tym roku zaproszenie) śpiewanie kolęd".
                                  - "A, niech tam będzie. Może rzeczywiście w święta, gdy się spotkam z resztą
                                  rodziny podlegającej tej tradycji, użyjemy tego kawałka pieczywa".
                                  - "Człowiek, który ma zasady i stosuje się do nich ma spokojne sumienie i czuje,
                                  że żyje w zgodzie ze sobą. A ten, kto się płaszczy staje się niewolnikiem i
                                  potem już sam nie wie jak powinien się w życiu zachowywać".

                                  nie są wyrwane z kontekstu. Przedstawiając powyższe zdania są pozbawione
                                  jakiejkolwiek interpretacji (czytający sam może je w sposób właściwy
                                  zinterpretować).

                                  a Twoje nierozumienie definicji (cytaty z wikipedii) wskazuje na cel, którym
                                  się kierujesz - manipulację.


                                  Znam poprawne znaczenie definicji i używam ich adekwatnie.

                                  PS: Strasznie często posługujesz się wikipedią, czy całą swoją wiedzę bazujesz
                                  na tym źródle?

                                  PS2: Powoli zaczynają się pojawiać kolory, tak jakby miały one jakąś cudowną moc
                                  sprawczą i dodawały autorytetu.
                                  • grgkh Do kotleta mielonego 25.11.09, 20:50
                                    Przepraszam, ale na razie nie mam dla Ciebie czasu. Mam trochę innych,
                                    ciekawszych niż ten wątek zajęć. Pozwalam Ci się nacieszyć pozornym sukcesem.
                                    Korzystaj dopóki możesz. smile

                                    Pa, całuski smile
                                    • johnny_mielony Ja stopera włączać nie muszę ;) 27.11.09, 20:07
                                      Przepraszam, ale na razie nie mam dla Ciebie czasu. Mam trochę innych,
                                      ciekawszych niż ten wątek zajęć.


                                      No jasne, że nie bardzo masz czas na ten wątek, a to ponieważ wyraźnie dyskusja
                                      nie przebiega tak, jak byś chciał aby przebiegała. W każdym kolejnym poście
                                      jedynie potwierdzasz to, co już o tobie napisałem, ale jednocześnie tylko
                                      bardziej się kompromitujesz i ośmieszasz.

                                      Pozwalam Ci się nacieszyć pozornym sukcesem.

                                      Nie wiem, co jest dla ciebie tym „sukcesem”. Po twoich ostatnich postach
                                      znajduję potwierdzenie moich wcześniejszych odczuć, otóż najwyraźniej zupełnie
                                      rozmijamy się co do celu, w jakim w ogóle dyskutujemy. Ja dążę do poznania
                                      prawdy: która na tę chwilę okazuje się być taka, że jesteś ateistycznym
                                      hipokrytą, obłudnikiem i konformistą (ujmując to bardzo skrótowo), a czego
                                      potwierdzenie można znaleźć we wcześniejszych postach. Oczywiście zdanie to
                                      mogłoby ulec zmianie, jednakże bazując na obecnej wiedzy, jaką sam o sobie
                                      dostarczyłeś okazuje się to właściwie nie możliwe (to z racjonalnego punktu
                                      widzenia, ale cuda się zdarzają – tylko czy ty wierzysz w cuda?).

                                      Ty zaś w tej dyskusji stawiasz sobie zupełnie inny cel, chcesz udowodnić sobie i
                                      innym czytającym, że masz rację za wszelką cenę (z pominięciem prawdy) i to jest
                                      przykre. Celem podjęcia tej dyskusji jest chęć dołożenia mi, a nie dotarcie do
                                      niewygodnej dla ciebie prawdy. Twoje określenia iż „tym właśnie góruję nad Tobą”
                                      czy „Rywalizację na argumenty przegrałeś” sugerują, iż toczysz jakąś batalię i
                                      dlatego to właśnie ty stosujesz sztukę doprowadzania sporów do korzystnego jej
                                      rozwiązania bez względu na prawdę – ERYSTYKĘ. Z resztą sam powiedziałeś
                                      „pociągnę trochę tę dyskusję, właśnie po to, żeby Cię przekonać, że potrafię Ci
                                      dołożyć. Nie obelgami, ale sztuką prowadzenia rozmowy ”. Myślę, że to
                                      bardzo ładnie koresponduje z definicją Erystyki – to sztuką prowadzenia sporów.

                                      Korzystaj dopóki możesz.

                                      Czyżbyś miał mi odebrać w przyszłości któreś z praw? smile

                                      Jeszcze troszkę poczekam na jakąś twoją odpowiedź. Ja w przeciwieństwie do
                                      ciebie nie muszę włączać stopera, ponieważ wiem że niektórzy ludzie mają pracę,
                                      inne obowiązki, wyjazdy służbowe czy tak jak ty – inne ciekawsze dyskusje, w
                                      których możesz „powalić wrogów swoją niezrównaną logiką myślenia”. Gdy już
                                      podejmiesz się odpowiedzi proszę nie zapomnij odpowiedzieć na poniższe pytania:
                                      - Czy twoim zdaniem wulgarnym jest słowo „rynsztok” czy „logika”? (to w związku
                                      z tym, że na podstawie wykorzystania tych dwóch słów uznałeś, że jestem wulgarny).
                                      - To ile dziesiątek lat potrzebowałeś na to, byś zrozumiał że śpiewanie kolęd w
                                      twoim przypadku jest hipokryzją?
                                      - Jesteś może czyimś ojcem chrzestnym?
                                      - Na jakiej podstawie uznałeś, że "Impreza prawdopodobnie na samej mszy się nie
                                      skończy, więc z rodziną i tak może się spotkać"?
                                      - Napisałeś, że sam jako ateista pojawiałeś się w kościele. Na jakiej podstawie
                                      uznajesz, że pójście do kościoła na ślub jest bardziej zasadne niż pójście do
                                      kościoła na mszę za rodzinę, gdy się zostało na nią zaproszonym?
                                      - Czy jesteś w stanie przedstawić prawidła kościelne związane z ubiorem na mszach?

                                      Co do ostatniego to nie ukrywam, że nie znam takowych, a ty rzekomo je znasz, a
                                      że częściej ode mnie chodzisz do kościoła to może mi je przedstawisz jako
                                      niepraktykujący ateista, który odwiedza kościoły?

                                      Pa, całuski smile

                                      Z rozrzewnieniem wspominasz czasy, gdy można było niedźwiedzia robić na zjazdach?
                                      • grgkh I tak zostałeś zmielony (bez stopera) 29.11.09, 15:42
                                        Mielony...

                                        Ty nie rozumiesz czym jest ateizm. ATEIZM to brak poglądów
                                        teistycznych i nie jest ŻADNYM poglądem.

                                        Brak poglądu - logicznie - poglądem nie jest.

                                        Przypisywanie mnie, jako ateiście, czegoś, co powinienem według
                                        Ciebie reprezentować jest... brakiem elementarnej wiedzy o
                                        definicjach. smile

                                        Zbłaźniłeś się kolejny raz. smile

                                        A postępoweać sobie mogę tak jak chcę. Zawsze jednak mówię i robię
                                        dokładnie to samo. Cała Twoja krucjata wynika z nieuctwa. smile

                                        I tak zostałeś zmielony. Na pył. smile
                                        • johnny_mielony czy możesz się jeszcze bardziej pogrążyć? 29.11.09, 16:41
                                          Ty nie rozumiesz czym jest ateizm. ATEIZM to brak poglądów teistycznych i nie
                                          jest ŻADNYM poglądem. Brak poglądu - logicznie - poglądem nie jest.
                                          Przypisywanie mnie, jako ateiście, czegoś, co powinienem według Ciebie
                                          reprezentować jest... brakiem elementarnej wiedzy o definicjach. smile


                                          Wielokrotnie posługiwałeś się tym źródłem (Wikipedia), dla ciebie ono
                                          najwyraźniej ma jakiś autorytet, więc zniżę się do twego poziomu i przedstawię
                                          troszkę definicji ateizmu:

                                          Ateizm (Wikisłownik - pl.wiktionary.org/wiki/ateizm) -
                                          filoz.pogląd w jednoznaczny sposób odrzucający wiarę w istnienie boga lub
                                          bogów;

                                          Ateizm (Wikipedia - pl.wikipedia.org/wiki/Ateizm) – odrzucenie teizmu lub
                                          stanowisko, że bóstwa nie istnieją
                                          (synonimy.ux.pl/synset.php?id=21218 - pogląd i stanowisko stanowią synonimy).

                                          Ateista (Racjonalista.pl - lista.racjonalista.pl/?s=formularz) -
                                          zwolennik ateizmu, poglądu zaprzeczającego istnieniu Boga lub odrzucający
                                          wiarę religijną (Słownik Wyrazów Obcych Wydanie Nowe, PWN 1996).

                                          Ateizm (Bryk.pl -
                                          www.bryk.pl/s%C5%82owniki/s%C5%82ownik_historyczny/87829-ateizm.html) -
                                          pogląd (postawa) odrzucający wiarę w Boga (bogów), zaprzeczająca jego
                                          istnieniu.

                                          Ateizm (Słownik Jezyka Polskiego - sjp.pwn.pl/lista.php?co=ateizm) -
                                          pogląd zaprzeczający istnieniu Boga.

                                          Ateizm (Encyklopedia PWN -encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=3872014)
                                          filoz. pogląd zaprzeczający istnieniu bogów, a zwłaszcza Boga religii
                                          monoteistycznych;

                                          Przypisywanie mnie, jako ateiście, czegoś, co powinienem według Ciebie
                                          reprezentować jest... brakiem elementarnej wiedzy o definicjach. smile


                                          Zanim zaczniesz pisać bzdury, zastanów się kilkukrotnie. Ile jeszcze
                                          potrzebujesz dowodów na to, że ateizm JEST POGLĄDEM? Pozwól, że się powtórzę:
                                          "W każdym kolejnym poście jedynie potwierdzasz to, co już o tobie napisałem,
                                          ale jednocześnie tylko bardziej się kompromitujesz i ośmieszasz
                                          ".

                                          I tak zostałeś zmielony. Na pył. smile

                                          To jakaś groteska smile A teraz, skoro to twoje nieuctwo zostało obnażone postaraj
                                          się odpowiedzieć na wcześniejsze moje teksty. Może po prostu nie masz już nic na
                                          swoją obronę albo się boisz dalej odpowiadać? Nie widzisz jak bardzo się
                                          pogrążasz? Po tylu dniach oczekiwania otrzymałem od ciebie odpowiedź -
                                          gigantycznego gniota, który w żadnym razie nie odpowiada na przedstawione
                                          argumenty. Zupełnie się kompromitujesz, bo okazuje się, że nie znasz nawet
                                          dokładnie definicji słowa, którym tak często się posługujesz i z którym tak
                                          bardzo się utożsamiasz (tylko teoretycznie, bo w praktyce jesteś katolikiem)! Ty
                                          się dopiero zbłaźniłeś.
                                          • grgkh Jestem nad Tobą, a więc Ty jestes bardziej :) 29.11.09, 17:01
                                            Definicji jest od cholery i jeszcze trochę. Mam więc prawo do
                                            najbardziej logicznej, swojej. I jest ona lepsza od tamtych. smile

                                            Czy masz gotową definicje teizmu? Pewnie masz.

                                            No to a-teista to ten, który nie jest teistą.

                                            Ja właśnie takim ateistą jestem. I co mi zrobisz? smile

                                            I nawet gdybyś tu milion definicji mi przytoczył, to właśnie takim
                                            bedę. I jest to poprawna pod wzgledem semantycznym konstrukcja.

                                            Ale podziwiam ogrom wysiłku, który wkładasz w trwanie na straconej
                                            pozycji. Widzisz, ja się nie muszę wysilać, szukać, cytować, a i tak
                                            jestem górą.

                                            I znów mielony został zmielony.

                                            > Zanim zaczniesz pisać bzdury, zastanów się kilkukrotnie.
                                            > Ile jeszcze potrzebujesz dowodów na to, że ateizm
                                            > JEST POGLĄDEM?

                                            Ateizm OGÓLNIE nie jest poglądem. Brak poglądu nie jest poglądem.

                                            Wykazujesz się elementarną nieznajomoscią logiki.

                                            A mnie wolno mówić i robić, jako człowiekowi, wiele. I nic to do
                                            ateizmu nie ma.

                                            I tak oto mielony został zmielony po raz drugi.

                                            Nie masz ze mną szans, dzieciaku. smile Nie umiesz myśleć logicznie. smile
                                            • johnny_mielony Odpowiesz wreszcie na moje pytania? 29.11.09, 19:01
                                              Czyżbym miał do czynienia z erystycznym "Mutatio controversiae"? Najwyraźniej tak.

                                              "Definicji jest od cholery i jeszcze trochę. Mam więc prawo do najbardziej
                                              logicznej, swojej. I jest ona lepsza od tamtych. smile


                                              Haha! Nie umiesz czytać? Wszystkie przedstawione przeze mnie definicje są takie
                                              same, więc zapamiętanie jednej nie jest naprawdę trudne, ale z wiekiem to już
                                              różnie bywa, co? Co ciekawe, jedna z definicji pochodzi nawet ze strony jakże
                                              wielbionej przez ateistów, czyli - Racjonalista.pl! Okazuje się, że wszyscy
                                              zgadzają się, co do tego, że ateizm jest poglądem, ale ty nawet z tym się
                                              nie chcesz zgodzić. To przykład tego, że zupełnie nie jesteś obiektywny, już
                                              nawet w tak oczywistej kwestii nie jesteś w stanie przyznać mi racji. W zamian
                                              zręcznie starasz się odwrócić kota ogonem (manipulancie jeden, za wszelką cenę
                                              chcesz by twoje było na wierzchu). Nagle ni z gruchy ni z pietruchy wypalasz
                                              jakieś oskarżenie o to, że nie znam definicji ateizmu:

                                              ATEIZM to brak poglądów teistycznych i nie jest ŻADNYM poglądem. Brak
                                              poglądu - logicznie - poglądem nie jest. Przypisywanie mnie, jako ateiście,
                                              czegoś, co powinienem według Ciebie reprezentować jest... brakiem elementarnej
                                              wiedzy o definicjach
                                              .

                                              W związku z powyższym przedstawiłem tobie powszechnie znane definicje ateizmu,
                                              przedstawiłem w miarę możliwości najbardziej kompetentne źródła informacji
                                              (Encyklopiedia PWN, Słownik Języka polskiego), czy powszechnie znane i używane
                                              (Wikisłownik, Wikipedia), a także definicję zawartą na stronie głównej
                                              Racjonalista.pl - ze wszystkich tych źródeł wynika jedno, a zarazem co innego
                                              niż ty uważasz.

                                              W odpowiedzi okazuje się, że gigantyczny fanatyk ateizmu odrzuca wszelkie
                                              uznawane definicje ateizmu i sam proponuje jedyną słuszną... własną. I w
                                              związku z tym, że ma własną definicję, oskarża mnie iż ja jej nie znam smile
                                              Czujesz to? Przecież to jest jakiś kosmos! Tego żaden szanujący się człowiek nie
                                              może potraktować poważnie, ośmieszasz się już po raz kolejny, zamiast najzwyklej
                                              sprawę przemilczeć (bo na przyznanie mi racji liczyć nie mogę, a i wcale tego
                                              nie potrzebuję) i odpowiedzieć na przedstawione wcześniej przeze mnie argumenty
                                              i pytania. Odpowiesz wreszcie na te pytania?

                                              Mam więc prawo do najbardziej logicznej, swojej. I jest ona lepsza od
                                              tamtych.


                                              Nie jest lepsza. Jest zupełnie idiotyczna, ale masz do niej prawo. Zgłoś to
                                              gdzieś, może ktoś opublikuje twoją definicję. Za to nie masz prawa do tego, by
                                              mi zarzucać brak znajomości definicji ateizmu. Udowodniłem tobie, że znam
                                              definicję ateizmu. Logicznie rzecz ujmując ty jej nie znasz.

                                              Ale podziwiam ogrom wysiłku, który wkładasz w trwanie na straconej pozycji.

                                              Wciąż czekam na odpowiedź na mój post, bez (w porównaniu do ciebie) włączonego
                                              stopera. Twoje kolejne informacje jakoby jestem na "straconej pozycji" powodują
                                              tylko coraz większy uśmiech na mojej twarzy. Każdy kolejny post w twoim
                                              wykonaniu bawi jeszcze bardziej! Twoje odpowiedzi są po prostu żenujące.

                                              Widzisz, ja się nie muszę wysilać, szukać, cytować, a i tak jestem górą.

                                              Żeby tak bredzić nie trzeba w ogóle się wysilać. A jaki dla mnie wysiłek
                                              stanowiło przedstawienie definicji, maleńki (ty nawet tyle nie jesteś w stanie
                                              zrobić - to ponad twoje możliwości). Dziwi mnie to, że zanim nie klepnąłeś tego
                                              mega żartu z brakiem znajomości definicji ateizmu sam nie upewniłeś się, czy aby
                                              nie piszesz jakiejś bzdury. Ty najwidoczniej uważasz, że twoja odpowiedź
                                              (zupełnie durnowata wymówka) jakoby posiadanie własnej (jedynie słusznej)
                                              definicji ateizmu była właściwa jest faktycznie sensowna - otóż, nie jest.
                                              Człowieku zagrzebałeś się w odmentach swojej głupoty!

                                              Ateizm OGÓLNIE nie jest poglądem. Brak poglądu nie jest poglądem.

                                              A ty dalej swoje... ATEIZM JEST POGLĄDEM i jest to zdanie zgodne z
                                              przedstawionymi przeze mnie definicjami. Możesz tupać nogami, wyrywać sobie
                                              włosy z siwej głowy, możesz krzyczeć i płakać, ale tego nie odmienisz, taka jest
                                              właściwa definicja ateizmu i taka definicja ateizmu jest powszechnie uznawana.
                                              Pogódź się z tym.

                                              Wykazujesz się elementarną nieznajomoscią logiki.

                                              Czy ty naprawdę nie jesteś w stanie pojąć tego, iż mówiąc: "Boga nie ma" wyrażam
                                              swój pogląd? Tak samo jak ktoś może wygłosić pogląd "Bóg istnieje" - taki
                                              człowiek wygłasza pogląd teistyczny. To jest logiczne. Skoro masz własną
                                              definicję ateizmu, może też masz własną definicję logiki?

                                              Nie masz ze mną szans, dzieciaku. smile Nie umiesz myśleć logicznie.

                                              Z taką głupotą, jaką się popisujesz od jakiegoś czasu nikt nie ma szans. Tak się
                                              zatraciłeś w prowadzonej przez siebie batalii, że się na zawsze ośmieszyłeś.
                                              • grgkh Na razie musisz spełnić warunki brzegowe 29.11.09, 20:25
                                                Mam prawo do definicji, która jest poprawna. smile Jest ona NAJLEPSZA
                                                spośród wszystkich definicji, z których część tu zamiesciłeś.

                                                Uda Ci się wykazać, że jest zła i że powinienem ją odrzucić? Nie
                                                dasz rady.

                                                Poza teistami istnieje grupa ludzi, którzy nie mają ściśle
                                                teistycznych poglądów. Takich ludzi nazywamy, zgodnie z zasadami
                                                języka naszego ojczystego, nazwą pierwotną z przedrostkiem "a". Czy
                                                znasz te zasady, czy powinieneś się ich douczyć? Uczyń to, bo żal
                                                patrzeć na Twoje braki w wykształceniu.

                                                A-teizm jest dopełnieniem teizmu. Ateiści NIE POSIADAJĄ poglądów
                                                teistycznych. Innych warunków NIE MUSZĄ spełniać. Wystarczy, że nie
                                                są teistami, pod żadnym względem.

                                                A jaka jest definicja teizmu?

                                                I nie kręć, nie wij się w konwulsjach, nie kombinuj, bo i tak na
                                                koniec odejdziesz stąd w hańbie.

                                                Kochanieńki, ze mną się nie zaczyna takich dyskusji w nadziei, że
                                                można coś manipulacją ugrać. Potrafię cieniasów sprowadzić do ich
                                                poziomu. smile
                                                _______________

                                                PS. A teraz zaproś swoich kibiców do oceny dyskusji, kto nad kim ma
                                                przewagę.
                                                • johnny_mielony Mmm... ktoś mi stawia warunki... 29.11.09, 22:03
                                                  Mam prawo do definicji, która jest poprawna. Jest ona NAJLEPSZA spośród
                                                  wszystkich definicji, z których część tu zamiesciłeś.


                                                  Masz prawo wykreować własną definicję i masz prawo uważać, że twoja definicja
                                                  jest najlepsza (dlatego zaproponowałem tobie opublikowanie swojej definicji).
                                                  Mogę jedynie stwierdzić, że twoja definicja jest sprzeczna z definicją
                                                  zaprezentowaną w Encyklopedii PWN czy słowniku języka polskiego (a te są
                                                  uznawane i używane). Wpisywaniem definicji do słownika języka polskiego zajmują
                                                  się wykwalifikowani językoznawcy, dlatego nadaję przedstawionym w słowniku
                                                  definicjom wyższą rangę (bo kim ty niby jesteś by nadawać nowe definicje słów?).
                                                  Wiem o tym, że panują dyskusje na temat zmiany definicji ateizmu (przykład:
                                                  atheism.about.com/od/definitionofatheism/a/definition.htm ) - ale między
                                                  dyskusją, a wprowadzeniem pewnych rzeczy w życie jest jeszcze daleka droga
                                                  (podobnie jak w twoim przypadku - w twoim życiu jest olbrzymi rozdział pomiędzy
                                                  tym, co mówisz/piszesz, a tym co w rzeczywistości robisz). Prośba o wykazanie,
                                                  że twoja definicja jest zła w ogóle nie dotyczy sedna tematu. Sednem tematu jest
                                                  to, że uznałeś, iż nie znam definicji ateizmu. Ja Ci przedstawiłem obecnie
                                                  uznawane definicje ateizmu, więc wykazałem Ci znajomość definicji. Zgodnie z
                                                  przedstawionymi definicjami używam właściwie tego określenia i nie możesz mi
                                                  zarzucić, iż popełniam błąd. Twoja definicja nie jest powszechnie stosowana (ani
                                                  uznawana), więc jest nieużyteczna i przy wyjaśnianiu określenia nie stosuje się
                                                  jej (a to czy warto byłoby dokonać zmianę - nie do mnie to należy). Zamiast
                                                  twojej (nieużytecznej) definicji możnaby zapewne zaproponować jeszcze dziesięć
                                                  innych (również nieużytecznych), a to strata czasu. Wolę przyjąć definicję,
                                                  która jest uznawana.

                                                  A jaka jest definicja teizmu?

                                                  Teizm (sjp.pwn.pl/lista.php?co=teizm) - pogląd filozoficzno-religijny
                                                  głoszący istnienie jedynego osobowego Boga, będącego stwórcą świata i rządzącego
                                                  nim.

                                                  Kochanieńki, ze mną się nie zaczyna takich dyskusji w nadziei, że można coś
                                                  manipulacją ugrać. Potrafię cieniasów sprowadzić do ich poziomu.


                                                  Na razie te twoje wypociny są pożałowania godne. Czekam na kolejny zestaw
                                                  manipulacji. Ciekawe, jak to teraz zakręcisz żeby wyszło na twoje. Ale żebyś nie
                                                  zapomniał, nie odwołałeś się do poniższych tekstów:

                                                  - forum.gazeta.pl/foru
                                                  /w,21155,102943924,103470628,Grgkh_definitywnie_zmielony_cz_1.html

                                                  - forum.gazeta.pl/foru
                                                  /w,21155,102943924,103470671,Grgkh_doszczetnie_zmielony_cz_2.html

                                                  Czekam wciąż na twoją odpowiedź smile
                                                  • grgkh Re: Mmm... ktoś mi stawia warunki... 29.11.09, 23:38
                                                    Kochanieńki, nie mamy o czym rozmawiać.

                                                    Definicja. MUSISZ uznać moją definicję, bo jest poprawna i NAJLEPSZA od tych,
                                                    któreś tu przytaczał. Nie masz szans jej podważyć. Nie ma w niej nic
                                                    nieprawidłowego.

                                                    Zostałeś zmielony swoimi narzędziami. Ty, stosując cytaty z "mądrych ksiąg"
                                                    (najwidoczniej nie są takie mądre), nie osiągnąłeś zamierzonego efektu - a ja
                                                    Cię ograłem logiką. I teraz już mi nie podskoczysz.

                                                    Prawda jest po mojej stronie. A manipulować to sobie możesz... hm... wiesz...
                                                    masz tam zapewne coś w spodniach... smile Życzę powodzenia i udanej sesji
                                                    manipulacyjnej. big_grin
                                              • grgkh Dlaczego "boga nie ma" nie jest moim poglądem 29.11.09, 20:50
                                                Przerobiłem to już, a teraz przerobię Cię na mielonkę. I nie pomoże
                                                Twoje tupanie nóżkami i rwanie włosów z głowy, kochanieńki.

                                                johnny_mielony napisał:

                                                > Czy ty naprawdę nie jesteś w stanie pojąć tego,
                                                > iż mówiąc: "Boga nie ma" wyrażam swój pogląd?

                                                Nie, nie wyrażam SWOJEGO poglądu. To wasz pogląd, który logicznie
                                                zanegowałem. Ja takiej hipotezy W OGÓLE nie stawiam. Nie próbuję jej
                                                dowodzić, ani w te, ani we w te. To wy tu przynosicie swoją, bzdurną
                                                hipotezę. Owszem, przyglądam się jej i pokazuję wam, na czym polega
                                                jej idiotyczność, sprzeczność, durnota...

                                                > Tak samo jak ktoś może wygłosić pogląd "Bóg istnieje" - taki
                                                > człowiek wygłasza pogląd teistyczny.

                                                Jako ateista nie mam żadnego poglądu n/t boga. Nie potrzebuję go. smile

                                                Nie. Tego też nie rozumiesz, logiku od siedmiu boleści. Na początek
                                                to jest TYLKO hipoteza. Wasza!!! Ale można ją objąć wzrokiem, coś
                                                tam pomyśleć mało ważnego i pójść sobie dalej.

                                                Dopiero wtedy, gdy ktoś mówi, że jest ona prawdziwa - staje się ona
                                                poglądem.

                                                Dopiero przypisanie jej prawdy lub fałszu umieszcza ją wśród
                                                elementów opisu świata. Inne nasze poglądy też tam staramy się
                                                lokować.

                                                Ale całkowicie błędne jest twierdzenie, że z dwóch hipotez "bóg
                                                istnieje" i "bóg nie istnieje", ta pierwsza jest prawdziwa. Trzeba
                                                mieć dowód, kochasiu. Wtedy hipoteza może nabrać prawdziwości.
                                                Wcześniej jest dokładnie na takim samym etapie jak hipoteza "krasnal
                                                istnieje" lub "bóg ma wąsy".

                                                Nie jest prawdą, że bóg istnieje, bo nie ma dowodu.

                                                Przyjmowanie hipotezy jako prawdy (wiara) nie jest niepewnością, ale
                                                niczym nieuzasadnioną pewnością.

                                                A ja potrafię na mnóstwo sposobów wykazać, że bóg nie istnieje.

                                                > może też masz własną definicję logiki?

                                                A jak myślisz? smile A może to Ty masz swoja własną? Jak to
                                                rozstrzygniemy?

                                                > Z taką głupotą, jaką się popisujesz od jakiegoś czasu
                                                > nikt nie ma szans.

                                                O właśnie, na taki komunikat od Ciebie czekam od dawna. I nie
                                                zamierzam go komentować. smile

                                                Bawmy się dalej, zobaczymy, kto kogo zmiele... smile
                                                • johnny_mielony Dlaczego "boga nie ma" nie jest moim poglądem 29.11.09, 22:34
                                                  Nie, nie wyrażam SWOJEGO poglądu. To wasz pogląd, który logicznie
                                                  zanegowałem. Ja takiej hipotezy W OGÓLE nie stawiam. Nie próbuję jej dowodzić,
                                                  ani w te, ani we w te. To wy tu przynosicie swoją, bzdurną hipotezę. Owszem,
                                                  przyglądam się jej i pokazuję wam, na czym polega jej idiotyczność, sprzeczność,
                                                  durnota...


                                                  Możesz sobie tak uważać, tylko że twoja definicja ateizmu nie jest zgodna z
                                                  powszechną definicją ateizmu. Zgodnie z przedstawionymi właściwymi definicjami
                                                  ATEIZM - to pogląd zaprzeczający istnieniu Boga.

                                                  A własną definicję możesz czytać dzieciom do poduszki (co prawda już trochę
                                                  wyrosły, ale może gdy śpią będziesz mógł im wtłoczyć troszkę swoich prawd, które
                                                  zechcą przyjąć).

                                                  Jako ateista nie mam żadnego poglądu n/t boga.

                                                  Bóg nie istnieje, o czym niektórzy z was nie wiedzą.

                                                  A jednak masz jakiś pogląd... wink

                                                  Nie. Tego też nie rozumiesz, logiku od siedmiu boleści. Na początek to jest
                                                  TYLKO hipoteza. Wasza!!! Ale można ją objąć wzrokiem, coś tam pomyśleć mało
                                                  ważnego i pójść sobie dalej. Dopiero wtedy, gdy ktoś mówi, że jest ona prawdziwa
                                                  - staje się ona poglądem. Dopiero przypisanie jej prawdy lub fałszu umieszcza ją
                                                  wśród elementów opisu świata. Inne nasze poglądy też tam staramy się lokować.
                                                  Ale całkowicie błędne jest twierdzenie, że z dwóch hipotez "bóg istnieje" i "bóg
                                                  nie istnieje", ta pierwsza jest prawdziwa.


                                                  Pogląd jest rodzajem sądu o czymś, a ten oparty jest na przeświadczeniu o
                                                  prawdziwości lub fałszywości czegoś. Przeświadczenie zaś nie musi być
                                                  udowodnione. Dlatego pomimo tego, że ktoś nie może udowodnić istnienia Boga,
                                                  może mieć pogląd o tym, że On istnieje, ponieważ opiera się na przeświadczeniu.
                                                  Tak samo ateista może mieć pogląd o braku istnienia Boga.

                                                  A ja potrafię na mnóstwo sposobów wykazać, że bóg nie istnieje.

                                                  A co mnie to obchodzi? Nie o tym jest dyskusja, wróćmy do tematu głównego, z
                                                  którego próbowałeś się wycofać. Skoro potrafisz to zrobić (udowodnić, że Bóg nie
                                                  istnieje), to czemu wychowałeś dzieci w wierze katolickiej? To jest dopiero
                                                  numer, potrafisz udowodnić jego nieistnienie, ale w domu tego nie zrobiłeś
                                                  (czemu nie przekonałeś żony do tego, że Bóg nie istnieje?), co więcej wychowałeś
                                                  dzieci w wierze, ochrzciłeś je, a potem zgodziłeś się na to by matka posłała je
                                                  do komunii! Trzeba być złośliwym człowiekiem, by własnym dzieciom robić taką
                                                  krzywdę, nie? W sposób świadomy przekazywałeś im jako prawdę to, co sam uważasz
                                                  za fałsz. Tak samo śpiewałeś kolędy. Pomimo tego, że mógłbyś wszystkich bliskich
                                                  nawrócić na ateizm, wolałeś razem z nimi śpiewać, iż na świat przyszedł
                                                  Zbawiciel, Bóg! To się nazywa hipokryzja!

                                                  Więc jak z tymi odpowiedziami:
                                                  - Czy twoim zdaniem wulgarnym jest słowo „rynsztok” czy „logika”? (to w związku
                                                  z tym, że na podstawie wykorzystania tych dwóch słów uznałeś, że jestem wulgarny).
                                                  - To ile dziesiątek lat potrzebowałeś na to, byś zrozumiał że śpiewanie kolęd w
                                                  twoim przypadku jest hipokryzją?
                                                  - Jesteś może czyimś ojcem chrzestnym?
                                                  - Na jakiej podstawie uznałeś, że "Impreza prawdopodobnie na samej mszy się nie
                                                  skończy, więc z rodziną i tak może się spotkać"?
                                                  - Napisałeś, że sam jako ateista pojawiałeś się w kościele. Na jakiej podstawie
                                                  uznajesz, że pójście do kościoła na ślub jest bardziej zasadne niż pójście do
                                                  kościoła na mszę za rodzinę, gdy się zostało na nią zaproszonym?
                                                  - Czy jesteś w stanie przedstawić prawidła kościelne związane z ubiorem na mszach?
                                                  • grgkh Re: Dlaczego "boga nie ma" nie jest moim poglądem 29.11.09, 23:55
                                                    Kochanieńki mielony...

                                                    Poucz się reguł obowiązujących w słowotwórstwie polskim. Nie znasz ich. To duży
                                                    błąd. Gdzieś Ty chodził do szkoły? Czytałeś lektury obowiązkowe? Na pewno nie.
                                                    Wagarowałeś. To smutne. A matematykę lubiłeś. Obawiam się, że kolega Ci
                                                    rozwiązywał zadania. A fe... I dlatego nie pojmujesz, czym jest i jak ważną rolę
                                                    spełnia logika.

                                                    Za to skupiłeś się na studiowaniu dzieł filozofów i teologów. Pewnie astrologię,
                                                    metafizykę, alchemię i odczynianie dymem z ziół też wziąłeś na serio. Biedaku.
                                                    Współczuję. To nie ta epoka.

                                                    > Pogląd jest rodzajem sądu o czymś, a ten oparty jest na
                                                    > przeświadczeniu o prawdziwości lub fałszywości czegoś.
                                                    > Przeświadczenie zaś nie musi być udowodnione.

                                                    Dla Ciebie nie musi być. Ty możesz mieć w głowie burdel. Czy prawda, czy fałsz
                                                    to Ci zwisa. No to cenne informacje o sobie tutaj mi podajesz. A jak ja Ci mam
                                                    wierzyć w przyszłości, w Twoje cytaty, jeśli Ty tylko przeświadczeniami się
                                                    posługujesz? No, mielony, teraz to już się wkopałeś na całego...

                                                    Postaram się tę Twoją wypowiedź mieć zawsze pod ręką.

                                                    Dobrej nocy, kochanieńki. Miłych snów po lekturze moich odpowiedzi.

                                                    PS. A co na to Twoi kibice? Bo moi mają ubaw po pachy. smile
                                                  • johnny_mielony Mutatio controversiae w wydaniu grgkh cz. 1 30.11.09, 17:25
                                                    Definicja. MUSISZ uznać moją definicję, bo jest poprawna i
                                                    NAJLEPSZA od tych, któreś tu przytaczał. Nie masz szans jej
                                                    podważyć. Nie ma w niej nic nieprawidłowego.


                                                    Twoja definicja ateizmu jest niezgodna z powszechnie uznawaną
                                                    definicją, więc jej nie uznaję. Nie możesz mi nakazać uznawania
                                                    definicji, która nie jest uznawana i stosowana (jest nieprzydatna),
                                                    a co za tym idzie w powszechnym rozumieniu słowa prawidłowa. Mogę Ci
                                                    podać dziesiątki cytatów, w których ateizm jest rozumiany jako
                                                    pogląd (również przez ateistów). Pierwszy raz użyłem
                                                    określenia "ateista" w naszej dyskusji 15.11.2009r., czyli aż 15 dni
                                                    temu, użyłem tego słowa w takim znaczeniu, jakie jest powszechnie
                                                    uznawane i jest poprawne. Jak dla mnie możesz sobie uważać, jak
                                                    chcesz, ale gdy ja piszę słowo "ateizm" to mam na myśli następującą
                                                    definicję (i jest ona poprawna): Ateizm (sjp.pwn.pl/lista.php?
                                                    co=ateizm) pogląd zaprzeczający istnieniu Boga.

                                                    Ty, stosując cytaty z "mądrych ksiąg" (najwidoczniej nie są takie
                                                    mądre)


                                                    Są właściwe (a także mądre), a twój jest niewłaściwy i tyle.

                                                    Teizm - (sjp.pwn.pl/lista.php?co=teizm) pogląd
                                                    filozoficzno-religijny głoszący istnienie jedynego osobowego Boga,
                                                    będącego stwórcą świata i rządzącego nim.

                                                    Ateizm - (sjp.pwn.pl/lista.php?co=ateizm) pogląd
                                                    zaprzeczający istnieniu Boga.

                                                    To jest logiczne, ale jak już napisałem - może ty masz jakąś własną
                                                    definicję logiki? Podziel się nią - chętnie się pośmieję!

                                                    Prawda jest po mojej stronie. A manipulować to sobie możesz...
                                                    hm... wiesz... masz tam zapewne coś w spodniach... smile Życzę
                                                    powodzenia i udanej sesji manipulacyjnej. big_grin


                                                    W jakim mieście mieszkasz - chętnie prześlę Ci listę
                                                    odpowiedzialnych psychologów i psychoterapeutów? Musisz się
                                                    przełączyć z tego trybu urojeń. Na początku zdawało się, że drzemią
                                                    w tobie jeszcze jakieś resztki inteligencji, ale z każdym kolejnym
                                                    twoim postem średnio należałoby odejmować z 10 punktów (blisko jest
                                                    już zera). Przydałoby się abyś wreszcie te klapki na oczach zdjął -
                                                    koń potrzebuje ich najczęściej na czas drogi, ale gdy odpoczywa może
                                                    je zdjąć. Tobie jako staremu koniu wypadałoby ich w ogóle nie nosić.
                                                    Jesteś bardzo daleki od prawdy.
                                                  • johnny_mielony Mutatio controversiae w wydaniu grgkh cz. 2 30.11.09, 17:26
                                                    Poucz się reguł obowiązujących w słowotwórstwie polskim. Nie
                                                    znasz ich. To duży błąd. Gdzieś Ty chodził do szkoły? Czytałeś
                                                    lektury obowiązkowe? Na pewno nie. Wagarowałeś. To smutne. A
                                                    matematykę lubiłeś. Obawiam się, że kolega Ci rozwiązywał zadania. A
                                                    fe... I dlatego nie pojmujesz, czym jest i jak ważną rolę spełnia
                                                    logika.


                                                    Ale majaczysz. Gdzie był twój mózg, gdy jako ateista brałeś ślub
                                                    kościelny? Gdzie był twój mózg, gdy jako ateista obiecywałeś żonie
                                                    wychować dzieci w wierze katolickiej? Gdzie był twój mózg, gdy
                                                    chrzciłeś dzieci w kościele katolickim? Gdzie był twój mózg, gdy
                                                    śpiewałeś kolędy? To właśnie na potwierdzenie swojego zdania
                                                    przedstawiam prawidłowe definicje (z przedstawieniem linków, co byś
                                                    sobie mógł to sprawdzić), a ty w imię swojej racji (oczywiście z
                                                    pominięciem prawdy) jesteś w stanie odrzucić wszelkie zasady, normy
                                                    i definicje. Biorąc pod uwagę twoje "zdolności" do manipulacji
                                                    radzisz sobie zastraszająco słabo, z każdym dniem tylko pogrążasz
                                                    się coraz bardziej. Czytanie kolejnych postów staje się dla mnie
                                                    olbrzymią rozrywką, twoja logika i twój sposób pojmowania jest
                                                    śmieszny, a próby odwrócenia uwagi od sedna problemu to jakieś
                                                    pocieszne figle małego człowieczka.

                                                    Za to skupiłeś się na studiowaniu dzieł filozofów i teologów.
                                                    Pewnie astrologię, metafizykę, alchemię i odczynianie dymem z ziół
                                                    też wziąłeś na serio. Biedaku.


                                                    Proszę o stosowne cytaty, w których:

                                                    - opieram się na dziełach filozofów lub teologów (przedstaw
                                                    cokolwiek, co by potwierdzało to, że skupiłem się na studiowaniu
                                                    tych dzieł).
                                                    - gdzie napisałem, że astrologię, metafizykę, alchemię i
                                                    odczytywanie dymem z ziół należy brać na serio.

                                                    To, że przedstawiłem właściwą definicję słowa ateizm nie czyni mnie
                                                    osobą duchowną czy osobę pasjonującą się astrologią. Powinieneś się
                                                    wstydzić, że po tylu latach jeszcze nie nauczyłeś się poprawnej
                                                    definicji ateizmu, ale jak to napisałem wcześniej - niektórym
                                                    zrozumienie pewnych rzeczy nie jest pisane. Ty gdzieś pod koniec
                                                    życia wciąż tkwisz na etapie gimnazjalisty, który nie potrafi
                                                    fachowo operować słowem.

                                                    Pogląd jest rodzajem sądu o czymś, a ten oparty jest na
                                                    przeświadczeniu o prawdziwości lub fałszywości czegoś.
                                                    Przeświadczenie zaś nie musi być udowodnione.


                                                    Dla Ciebie nie musi być.

                                                    Co innego jest mieć pogląd, a co innego jest przekazywać prawdę.
                                                    Pogląd może być niezgodny z prawdą. To jakie mam zdanie na temat
                                                    tego poglądu jest rzeczą drugorzędną i w ogóle nie jest przedmiotem
                                                    sprawy. Przedmiotem sprawy jest to, że ty będąc osobą, która
                                                    wyznając pogląd iż Bóg nie istnieje nauczała własne dzieci, iż Bóg
                                                    istnieje.

                                                    Pogląd - (sjp.pwn.pl/lista.php?co=pogl%B1d) sąd o czymś
                                                    oparty na przeświadczeniu o prawdziwości lub fałszywości
                                                    czegoś.

                                                    Przeświadczenie - (sjp.pwn.pl/lista.php?co=prze%B6wiadczenie)
                                                    pewność w stosunku do kogoś, czegoś, wiara w prawdziwość,
                                                    słuszność czegoś.

                                                    Wiara - (sjp.pwn.pl/lista.php?co=wiara) pkt. 2 przekonanie,
                                                    że coś jest słuszne, prawdziwe, wartościowe lub że coś się spełni.

                                                    Rozumiejąc wszystkie te słowa dochodzi się do prostego (i
                                                    logicznego) stwierdzenia, że teizm jest poglądem, który nie musi
                                                    opierać się na dowodzie - Ja rozumiem, że teizm może być poglądem.
                                                    Zupełnie inną kwestią jest czy pogląd iż Bóg istnieje jest zgodny z
                                                    prawdą czy też nie jest. Nie obchodzi mnie twoje zdanie na ten
                                                    temat, bardziej interesuje mnie to czemu jako ateista (człowiek
                                                    wygłaszający pogląd iż Bóg nie istnieje):
                                                    - Wziąłeś ślub kościelny?
                                                    - Obiecałeś wychować dzieci w wierze katolickiej (i je wychowałeś)?
                                                    - Ochrzciłeś dzieci w kościele katolickim?
                                                    - Pozwoliłeś żonie na zaprowadzenie dzieci do komunii?
                                                    - Śpiewałeś kolędy?
                                                  • johnny_mielony Mutatio controversiae w wydaniu grgkh cz. 3 30.11.09, 17:26
                                                    Kochanieńki, nie mamy o czym rozmawiać.

                                                    Czyli, że nie odpowiesz na zadane przeze mnie pytania? Wcale się
                                                    tobie nie dziwię, ewidentnie boisz się dalszej kompromitacji. Przez
                                                    blisko 5 dni nie potrafiłeś odnieść się do poniższych kwestii:
                                                    - Jako ateista brałeś czynny udział w ślubie kościelnym, do którego
                                                    (czego nie kwestionuję) namówiła Cię żona. To przykład konformizmu.
                                                    - Na pytanie, czy nie przyrzekałeś, że będziesz wychowywał dzieci w
                                                    wierze katolickiej odpowiedziałeś: "Obiecałem to żonie. I słowa
                                                    dotrzymałem", a efektem jest to, że są wierzące. Co więcej wcześniej
                                                    napisałeś "uważałem, że nie powinno się takiego przyrzeczenia
                                                    łamać". To wystarczający przykład twojej hipokryzji.
                                                    - Nie ma nic dziwnego w tym, że człowiek wierzący śpiewa kolędy. Ale
                                                    ty przez dziesiątki lat nie wierzyłeś i coś takiego robiłeś -
                                                    dostrzegasz tę logiczną różnicę? Śpiewanie kolęd przez niewierzącego
                                                    nie jest normalne!
                                                    - bierzesz praktyczny udział w religijnej celebrze! Uczestniczenie w
                                                    tego typu praktykach jest popieraniem tych praktyk. Sam w końcu
                                                    napisałeś "Oceniłeś go pozytywnie, a więc mu kibicujesz" - napisałeś
                                                    to w innym kontekście, ale myślę że w takim razie mogę twoje zdanie
                                                    odnieść do praktykowania dzielenia się opłatkiem. Jeśli to robisz to
                                                    znaczy, że oceniasz to pozytywnie - kibicujesz temu!
                                                    - gdy łamiesz się opłatkiem, bierzesz ślub kościelny, wychowujesz
                                                    dzieci po katolicku - to jest uczestniczenie w religii.
                                                    - twoje uczynki mówią co innego. I ty i księża, o których napisałeś
                                                    jesteście hipokrytami. Przedstawiony przez ciebie ksiądz robi jedno
                                                    (odprawia msze itp.) a myśli co innego (nie wierzy) - to hipokryzja.
                                                    Ty zaś robisz jedno (będąc ateistą wychowałeś dzieci w wierze,
                                                    wziąłeś ślub kościelny, śpiewałeś kolędy, zgodziłeś się na to by
                                                    ochrzczono twoje dzieci) a myślisz co innego (nie wierzysz) - to
                                                    też hipokryzja.
                                                    - choinkę na święta też stawiasz, normalnie celebrujesz Święta
                                                    Bożego Narodzenia! To samo robią wszyscy wierzący, tylko że
                                                    oni to robią bo wierzą, a ty to robisz w sposób dwulicowy.
                                                    - Otóż napisałeś: "Ja brałem
                                                    ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu. Ja jako
                                                    ateista,żona jako wierząca. Ona tego potrzebowała, a więc w imię
                                                    tolerancji nie wolno mi było jej tego odbierać" - to przykład tego,
                                                    że wziąłeś ślub ze względu na wpływ żony.

                                                    Twoje cytaty, dla przypomnienia:

                                                    - „No właśnie - czary mary, hokus pokus. To jest w tym wszystkim
                                                    najzabawniejsze. Ale dlaczego ktoś rozsądny ma swoją obecnością
                                                    popierać takie bzdety? Nie powinien”.
                                                    - „Ja brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu. Ja
                                                    jako ateista, żona jako wierząca”.
                                                    - "Do niedawna spotykałem się z gronem moich przyjaciół raz do roku
                                                    na tradycyjnym,w okolicy trzech króli urządzanym zjeździe, którego
                                                    celem głównym jest (mam i w tym roku zaproszenie) śpiewanie kolęd".
                                                    - "A, niech tam będzie. Może rzeczywiście w święta, gdy się spotkam
                                                    z resztą rodziny podlegającej tej tradycji, użyjemy tego kawałka
                                                    pieczywa".
                                                    - "Człowiek, który ma zasady i stosuje się do nich ma spokojne
                                                    sumienie i czuje, że żyje w zgodzie ze sobą. A ten, kto się płaszczy
                                                    staje się niewolnikiem i potem już sam nie wie jak powinien się w
                                                    życiu zachowywać".
                                                  • grgkh Durnoty miernoty :) 30.11.09, 17:49
                                                    Mielony, Ty jesteś jakiś... słabo kojarzący albo fundamentelista i dogmatyk.

                                                    Teizm jest poglądem. Ateizm jest logicznym dopełnieniem poglądu czyli jego
                                                    brakiem. A teraz mi powiedz, jak to możliwe, że brak poglądu jest poglądem?
                                                    smile

                                                    Dodam, że musi istnieć nazwana grupa ludzi, których cechą jest całkowite
                                                    ignorowanie teizmu, może niewiedza o nim, a może jeszcze coś innego. Mają teizm
                                                    i myśli o nim w dupie, i to przez całe życie. Nie muszą się deklarować,
                                                    zwalczać, obalać, dowodzić czegoś. To są ateiści w najbardziej czystej postaci.
                                                    Zgodni z definicją.

                                                    Pozostali, oprócz definicyjnej zgodności z ateizmem, podejmują jakieś działanie,
                                                    co ich z definiowanej grupy nie wyklucza, ale nie czyni z nich także teistów.

                                                    Argument, że Ty kiedyś tam mówiłeś coś, co według Ciebie opierało się na Twojej
                                                    wersji definicji ateizmu, i miałoby to utrwalać ją w naszej dyskusji na stałe,
                                                    jest z księżyca. Puknij się w głowę, jakiej Ty logiki używasz. Co Ty sobie
                                                    myślisz, że tu jakiegoś byle chłystka masz przed sobą?

                                                    Popij sobie naparu z lipy - a może jej już za dużo wypiłeś? - i lipę w nadmiarze
                                                    produkujesz. I nie próbuj dyskutować manipulując. Nie ze mną te numerki.

                                                    Tak czy siak, dałeś dupy. big_grin Poza tym wciąż bronisz w absurdalny sposób
                                                    idiotyzmu, co Cię pogrąża coraz bardziej.

                                                    Pa, jasiu. smile
                                                  • johnny_mielony Tylko grgkh może tak bredzić 30.11.09, 23:49
                                                    Do tej pory nie przyszło mi czytać wypocin bardziej pokręconego człowieka. Już
                                                    bardziej wywijać na wszystkie strony się nie da. Żeby tak kręcić trzeba mieć
                                                    naprawdę olbrzymi tupet i siłę woli, przekonanie, że się ma rację (ale takie
                                                    chorobliwe przekonanie).

                                                    Teizm jest poglądem. Ateizm jest logicznym dopełnieniem poglądu czyli jego
                                                    brakiem. A teraz mi powiedz, jak to możliwe, że brak poglądu jest poglądem?


                                                    Jakie ty masz wykształcenie - podstawowe, czy zasadnicze zawodowe? W podeszłym
                                                    wieku główka już tak nie pracuje, ale obecnie wiele szkół proponuje mnóstwo
                                                    zajęć rozwijających. Są szkoły dla dorosłych, są uniwersytety trzeciego wieku -
                                                    tam można naprawdę wiele się podszkolić, można nauczyć się prawdziwego,
                                                    wartościowego myślenia. Z twoją logiką naprawdę się tu marnujesz, myślę że
                                                    powinieneś przedstawić swoje filozofie gdzieś na uczelniach, niech cię
                                                    posłuchają ludzie. Jedyne co Ci grozi to to, że cię umieszczą jak małpę w
                                                    klatce, przystawią mikrofon i będą mieli ubaw po pachy. To, co ty tutaj
                                                    uprawiasz to jakieś dzikie urojone małpowanie.

                                                    Przykładem jak bardzo musisz manipulować jest twoja powyższa wypowiedź.
                                                    Napisałeś "teizm jest poglądem", a masz zamiar dokończyć tę definicję (bo nie
                                                    tak ona brzmi w całości), czy ją urywasz gdzieś w połowie i w rzeczywistości
                                                    pozbawiasz sensu? A czy twój mały móżdżek nie przyjmuje, że ów pogląd musi być o
                                                    czymś? Dopiero wtedy definicja jest kompletna. I dlatego w słowniku jak byk masz
                                                    - "pogląd (filozoficzno-religijny) głoszący istnienie jedynego osobowego Boga".
                                                    Więc teizm jest poglądem głoszącym istnienie Boga - jeśli już masz
                                                    upraszczać tę definicję to do takiego stanu. Ateizm równocześnie też jest
                                                    poglądem, tylko że przeciwnym teizmowi. I proszę bardzo, w tym samym słowniku
                                                    możemy przeczytać - "pogląd zaprzeczający istnieniu Boga". Żeby nie dostrzegać
                                                    tak oczywistej kwestii trzeba być tempym albo wyzbytym z dobrej woli. Dobrze
                                                    wiesz, że to jest właściwa definicja, tylko że Ci ona nie leży.

                                                    Bolało, czy to takie trudne? Dziecko w liceum jest w stanie to pojąć, ale ty
                                                    chyba zakończyłeś swoją edukację na punkcie szkoły podstawowej. Żeby stać się
                                                    kimś w PRL-u nie trzeba było kończyć szkoły, a tu nagle przyszły zmiany
                                                    ustrojowe i okazuje się, że trzeba mieć coś we łbie. W twoim niestety zamiast
                                                    mózgu są tylko wióry.

                                                    Argument, że Ty kiedyś tam mówiłeś coś, co według Ciebie opierało się na
                                                    Twojej wersji definicji ateizmu, i miałoby to utrwalać ją w naszej dyskusji na
                                                    stałe, jest z księżyca.


                                                    Ale czytać ze zrozumieniem to ty nie umiesz. Nie manipuluj pokrako - gdybyś
                                                    przedstawił pełen kontekst mojej wypowiedzi nie mógłbyś pisać tych mega żartów.
                                                    Napisałem "Twoja definicja ateizmu jest niezgodna z powszechnie uznawaną
                                                    definicją, więc jej nie uznaję. Nie możesz mi nakazać uznawania definicji, która
                                                    nie jest uznawana i stosowana (jest nieprzydatna), a co za tym idzie w
                                                    powszechnym rozumieniu słowa prawidłowa. Mogę Ci podać dziesiątki cytatów, w
                                                    których ateizm jest rozumiany jako pogląd (również przez ateistów). Pierwszy raz
                                                    użyłem określenia "ateista" w naszej dyskusji 15.11.2009r., czyli aż 15 dni
                                                    temu, użyłem tego słowa w takim znaczeniu, jakie jest powszechnie uznawane i
                                                    jest poprawne". Co z tego wynika? Wynika z tego tyle, że użyłem poprawnej
                                                    definicji ateizmu, a wszystkie moje wypowiedzi, w których posługiwałem się tym
                                                    słowem "ateizm" są zgodne z jego definicją.

                                                    Dodam, że musi istnieć nazwana grupa ludzi, których cechą jest całkowite
                                                    ignorowanie teizmu, może niewiedza o nim, a może jeszcze coś innego.


                                                    I dlatego, że ty nie znasz określenia, które by do tego dobrze pasowało (a
                                                    przecież takowe może już istnieć), musisz unicestwić definicję ateizmu? A znasz
                                                    takie pojęcie jak Apateizm - bo mnie się wydaje, że to całkiem pasuje.

                                                    APATEIZM (pl.wikipedia.org/wiki/Apateizm) - przekonanie, założenie lub
                                                    zaakceptowanie poglądu, że Bóg i religia nie mają znaczenia dla ludzkiego życia.

                                                    Jest to dość nowe pojęcie, które często mylone jest z deizmem. Dobrze wyjaśnione
                                                    w języku angielskim. Apateizm to właśnie taki zupełny brak zainteresowania tymi
                                                    kwestiami.

                                                    Nie można się tak zamykać w swoim małym światku, trzeba szukać dalej. Ty
                                                    przyjąłeś jakąś dziwną metodę. Nie znasz określenia na to, co chcesz wyrazić,
                                                    więc zastępujesz je już istniejącym. Tymczasem warto byłoby sobie zadać pytanie
                                                    - czy istnieje pojęcie, które odpowiada moim potrzebom?

                                                    PS: Ale ty nie jesteś osobą wyznającą apateizm, ponieważ ty masz pogląd iż Bóg
                                                    nie istnieje i jak widać, ma to dla ciebie olbrzymie znaczenie.

                                                    Co byś nie zapomniał, jaki jest główny temat (przypominam, bo ciągle zapominasz
                                                    odpowiedzieć - starszym się to wybacza):

                                                    - Jako ateista brałeś czynny udział w ślubie kościelnym, do którego
                                                    (czego nie kwestionuję) namówiła Cię żona. To przykład konformizmu.
                                                    - Na pytanie, czy nie przyrzekałeś, że będziesz wychowywał dzieci w
                                                    wierze katolickiej odpowiedziałeś: "Obiecałem to żonie. I słowa
                                                    dotrzymałem", a efektem jest to, że są wierzące. Co więcej wcześniej
                                                    napisałeś "uważałem, że nie powinno się takiego przyrzeczenia
                                                    łamać". To wystarczający przykład twojej hipokryzji.
                                                    - Nie ma nic dziwnego w tym, że człowiek wierzący śpiewa kolędy. Ale
                                                    ty przez dziesiątki lat nie wierzyłeś i coś takiego robiłeś -
                                                    dostrzegasz tę logiczną różnicę? Śpiewanie kolęd przez niewierzącego
                                                    nie jest normalne!
                                                    - bierzesz praktyczny udział w religijnej celebrze! Uczestniczenie w
                                                    tego typu praktykach jest popieraniem tych praktyk. Sam w końcu
                                                    napisałeś "Oceniłeś go pozytywnie, a więc mu kibicujesz" - napisałeś
                                                    to w innym kontekście, ale myślę że w takim razie mogę twoje zdanie
                                                    odnieść do praktykowania dzielenia się opłatkiem. Jeśli to robisz to
                                                    znaczy, że oceniasz to pozytywnie - kibicujesz temu!
                                                    - gdy łamiesz się opłatkiem, bierzesz ślub kościelny, wychowujesz
                                                    dzieci po katolicku - to jest uczestniczenie w religii.
                                                    - twoje uczynki mówią co innego. I ty i księża, o których napisałeś
                                                    jesteście hipokrytami. Przedstawiony przez ciebie ksiądz robi jedno
                                                    (odprawia msze itp.) a myśli co innego (nie wierzy) - to hipokryzja.
                                                    Ty zaś robisz jedno (będąc ateistą wychowałeś dzieci w wierze,
                                                    wziąłeś ślub kościelny, śpiewałeś kolędy, zgodziłeś się na to by
                                                    ochrzczono twoje dzieci) a myślisz co innego (nie wierzysz) - to
                                                    też hipokryzja.
                                                    - choinkę na święta też stawiasz, normalnie celebrujesz Święta
                                                    Bożego Narodzenia! To samo robią wszyscy wierzący, tylko że
                                                    oni to robią bo wierzą, a ty to robisz w sposób dwulicowy.
                                                    - Otóż napisałeś: "Ja brałem
                                                    ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu. Ja jako
                                                    ateista,żona jako wierząca. Ona tego potrzebowała, a więc w imię
                                                    tolerancji nie wolno mi było jej tego odbierać" - to przykład tego,
                                                    że wziąłeś ślub ze względu na wpływ żony.

                                                    Twoje cytaty, dla przypomnienia:

                                                    - „No właśnie - czary mary, hokus pokus. To jest w tym wszystkim
                                                    najzabawniejsze. Ale dlaczego ktoś rozsądny ma swoją obecnością
                                                    popierać takie bzdety? Nie powinien”.
                                                    - „Ja brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu. Ja
                                                    jako ateista, żona jako wierząca”.
                                                    - "Do niedawna spotykałem się z gronem moich przyjaciół raz do roku
                                                    na tradycyjnym,w okolicy trzech króli urządzanym zjeździe, którego
                                                    celem głównym jest (mam i w tym roku zaproszenie) śpiewanie kolęd".
                                                    - "A, niech tam będzie. Może rzeczywiście w święta, gdy się spotkam
                                                    z resztą rodziny podlegającej tej tradycji, użyjemy tego kawałka
                                                    pieczywa".
                                                    - "Człowiek, który ma zasady i stosuje się do nich ma spokojne
                                                    sumienie i czuje, że żyje w zgodzie ze sobą. A ten, kto się płaszczy
                                                    staje się niewolnikiem i potem już sam nie wie jak powinien się w
                                                    życiu zachowywać".
                                                  • grgkh Tak bredzić to może tylko mielony 01.12.09, 12:47
                                                    Powtórzę Ci coś, czego nie skomentowałeś.

                                                    Jest grupa ludzi, którzy się nie zetknęli z teizmem. To są ateiści.

                                                    Cechą główną i jedyną charakterystyczną ateizmu jest IGNOROWANIE
                                                    teizmu (jego brak). Nie zaprzeczanie mu (czyli aktywna odpowiedź na pytanie,
                                                    którego się nie zadało), ale ignorowanie.


                                                    Ja przede wszystkim ignoruję bogów we wszystkich możliwych ich formach jakie
                                                    sobie ludzie wymyślili. Nie zastanawiam się od rana do wieczora, czy istnieją,
                                                    czy nie. Jestem ateistą. Nie przyjmuję dogmatu o istnieniu jako prawdy.

                                                    A Tobie, chłopcze, pomyliła się deklaracja z aktywnością, która po niej MOŻE
                                                    nastąpić. Biedny chłopiec nie umie tego rozróżnić. smile I wścieka się, i wypisuje
                                                    tu "kilometrowej" długości posty. Weź tabletkę na uspokojenie. Przestań cytować
                                                    filozofów, którzy przed Tobą płodzili te brednie, a których bezmyślnie tu cytujesz.

                                                    I jeszcze coś o tej definicji...

                                                    Z samego braku przyjęcia dogmatu o istnieniu boga nic nie wynika. Bo z braku nie
                                                    powinno. On niczego nie narzuca. Nie nakazuje w jakiś tam sposób postępować,
                                                    żyć. Odwrotnie niż przyjęcie takiego dogmatu. Za nim bowiem idzie jeden z wielu
                                                    systemów religijnych zmodyfikowany o indywidualną interpretację. I tu tez
                                                    istnieje spora dowolność związana z tym, że jedni przyjmują sobie takie, a
                                                    drudzy inne rytuały jako obowiązujące.

                                                    Biedny jasiu, wróć do szkółki, z której wyrwałeś się na wagary, żeby popisać
                                                    sobie na forum. Uzupełnij wykształcenie, co do którego uważasz, że masz je
                                                    kompletne i absolutnie niepodważalne. Pomyśl o tym, że myśl filozoficzna wciąż
                                                    podlega zmienności, a to, co było uważane wczoraj za prawdę, dziś może się
                                                    okazać herezją. I nie cytuj mi tu bzdur.

                                                    I, wracając do MOJEJ smile definicji ateizmu, powiedz mi, jak ateiści, którzy
                                                    nie wiedzą o boskim dogmacie zaprzeczają istnieniu boga
                                                    ?

                                                    A-teizm jest logicznym dopełnieniem teizmu. Jest jego BRAKIEM. W jaki sposób
                                                    brak czegoś może być tym czymś?

                                                    A co do zaprzeczania istnienia boga, to wyznawca Jahwe zaprzecza istnieniu
                                                    Zeusa. W rozumieniu Twojej definicji powinien być jednocześnie teistą i
                                                    ateistą.
                                                    big_grin Jest tak?

                                                    Żałosne, jasiu, żałosne... Nie myślisz. Nie znasz logiki. Nie umiesz jej stosować.
                                                    _______________

                                                    A że jesteś "cieniasem" z języka polskiego, to widać jeszcze po sposobie, w jaki
                                                    używasz dużych liter w przypadku nazw własnych i pospolitych.

                                                    Termin "bóg", a chyba o takim tu rozmawiamy, powinno się pisać małą literą.
                                                    Nazwa własna "Bóg" odpowiada nazwie "Zeus", "Manitu" itp., czyli konkretnemu
                                                    bogowi. Ty piszesz Bóg, a więc mówisz o konkretnej postaci, z konkretnej
                                                    religii. Czy jesteś katolikiem? Dlaczego mówisz tylko o jednym bogu, jeśli
                                                    mówimy ogólnie o teizmie i ateizmie? Hę?

                                                    Czy coś Ci się popierdziuniało? smile Nie pierwszy raz, jasiu... smile

                                                    PS. Nick, tak mi się wydaje, można pisać taką literą, jaka jest przyjęta w
                                                    standardzie forum. Jesteś więc jasiem małą literą pisanym i nic na to nie poradzisz.
                                                  • johnny_mielony Kiedy wreszcie odpowiesz na moje pytania? 02.12.09, 00:25
                                                    A czemu to nie odpowiedziałeś właściwie pod żadnym względem na mój komentarz?

                                                    Jest grupa ludzi, którzy się nie zetknęli z teizmem. To są ateiści.

                                                    Nie rozumiem, co masz dokładnie na myśli przez zdanie, że "jest grupa ludzi,
                                                    którzy nigdy nie zetknęli się z poglądem o tym, że Bóg istnieje. To są ludzie,
                                                    którzy mają pogląd iż Bóg nie istnieje" - bo tak zgodnie z definicją można
                                                    byłoby wytłumaczyć twoje zdanie.

                                                    Cechą główną i jedyną charakterystyczną ateizmu jest IGNOROWANIE teizmu (jego
                                                    brak). Nie zaprzeczanie mu (czyli aktywna odpowiedź na pytanie, którego się nie
                                                    zadało), ale ignorowanie.


                                                    Zgodnie z właściwą definicją ateiści nie ignorują teizmu, a wygłaszają pogląd
                                                    przeciwny. A czy ty w ogóle przeczytałeś mój ostatni post? Do przedstawianego
                                                    przez ciebie poglądu znacznie bliższe jest słowo "apateizm". Napiszę to jeszcze
                                                    raz, bo w ogóle się do tego nie odniosłeś:

                                                    - APATEIZM (pl.wikipedia.org/wiki/Apateizm) - przekonanie, założenie lub
                                                    zaakceptowanie poglądu, że Bóg i religia nie mają znaczenia dla ludzkiego życia.

                                                    To taki rodzaj indyferentyzmu religijnego. Pomimo tego, że ta definicja jest
                                                    znacznie bliższa poglądowi, który chcesz mi tu przedstawić nie zgodzisz się z
                                                    tym, tak jesteś zaślepiony. Tylko powiedz, czemu nie chcesz przyjąć tej
                                                    definicji? Nie podoba Ci się nazwa? Jedną z głównych cech apateizmu jest
                                                    ignorowanie teizmu jak i ateizmu (to taki „tomiwisizm”wink. Nieznajomość poprawnej
                                                    definicji słowa ateizm to przejaw twojej ignorancji.

                                                    Ja przede wszystkim ignoruję bogów we wszystkich możliwych ich formach jakie
                                                    sobie ludzie wymyślili. Nie zastanawiam się od rana do wieczora, czy istnieją,
                                                    czy nie.


                                                    Gdybyś się wcale nad tym nie zastanawiał (wtedy też byś nie miał na ten temat
                                                    poglądu - a masz), twoje przebywanie na tym forum sprowadziłoby się do postawy
                                                    antyklerykalnej, a nie takiej jaką prezentujesz - ateistyczną (prezentujesz
                                                    postawę człowieka, który wyraża na wszelkie sposoby pogląd iż Bóg nie istnieje).

                                                    I wścieka się, i wypisuje tu "kilometrowej" długości posty.

                                                    Mogę też napisać prościej - posługuję się poprawną definicją słowa ateizm, a ty
                                                    nie. Jesteś ateistycznym konformistą, hipokrytą i obłudnikiem i są na to dowody.

                                                    Przestań cytować filozofów, którzy przed Tobą płodzili te brednie, a których
                                                    bezmyślnie tu cytujesz.


                                                    Przedstaw mi których filozofów cytuję - poproszę stosowny link do
                                                    wypowiedzi, którą zacytowałem.

                                                    Z samego braku przyjęcia dogmatu o istnieniu boga nic nie wynika. Bo z braku
                                                    nie powinno. On niczego nie narzuca. Nie nakazuje w jakiś tam sposób postępować,
                                                    żyć.


                                                    Przyjęcie (w sensie uznanie za odpowiedni) dogmatu oznacza, że się z nim zgadza.
                                                    Brak przyjęcia (w sensie brak uznania za odpowiedni) dogmatu oznacza, że się z
                                                    nim nie zgadza. Jeśli dane działanie nie dotyczy kwestii związanych z Bogiem
                                                    (religią) to nie ma to znaczenia, ale co innego jeśli wygłasza się pogląd iż Bóg
                                                    nie istnieje, a następnie naucza się własne dzieci, że istnieje. To hipokryzja!

                                                    Biedny jasiu, wróć do szkółki, z której wyrwałeś się na wagary, żeby popisać
                                                    sobie na forum. Uzupełnij wykształcenie, co do którego uważasz, że masz je
                                                    kompletne i absolutnie niepodważalne.


                                                    Czy ja gdzieś napisałem, że mama na imię Jan? Możesz wskazać takie miejsce? W
                                                    przeciwieństwie do ciebie nie uważam, że posiadam pełną i kompletną wiedzę. Ja,
                                                    jak czegoś nie jestem pewien (lub nie rozumiem) to szukam odpowiedzi. Jak mi
                                                    ktoś zarzuca nieznajomość definicji to się upewniam, czy aby nie ma racji. W tym
                                                    przypadku sprawdziłem (upewniłem się) i okazało się, że jednak mam rację,
                                                    właściwie definiuję słowo ateizm. Ty zaś takich rzeczy nie sprawdzasz tylko
                                                    wymyślasz własną (błędną) definicję. Jedynym punktem odniesienia dla twojej
                                                    wiedzy jesteś ty sam. Ale to nie nowość, ty również stawiasz siebie w roli osoby
                                                    wyznaczającej standardy myślenia, zachowania i prawdy.

                                                    Pomyśl o tym, że myśl filozoficzna wciąż podlega zmienności, a to, co było
                                                    uważane wczoraj za prawdę, dziś może się okazać herezją. I nie cytuj mi tu
                                                    bzdur.


                                                    Ogólnie rzecz biorąc myśl filozoficzna ulega zmianom (to jasne), ale definicja
                                                    ateizmu wciąż pozostaje bez zmian (przykładem na to jest choćby to, że wszędzie
                                                    podaje się tylko jedną definicję ateizmu i to jest ta, którą ja użyłem). Jeśli
                                                    pojawia się nowa myśl, znajduje ona odzwierciedlenie w odpowiedniej książkowej
                                                    publikacji. Przedstaw mi stosowną publikację książkową, która prezentuje
                                                    definicję ateizmu jako brak poglądu - Wtedy uznam, że są dwie możliwości
                                                    pojmowania słowa "ateizm" i twoja definicja jest zasadna. Nie będzie to jednak
                                                    zmieniało faktu, że ja posługuję się tym określeniem w innym znaczeniu, równie
                                                    poprawnym.
                                                  • johnny_mielony Później i tak Ci je przypomnę 02.12.09, 00:26
                                                    I, wracając do MOJEJ smile definicji ateizmu, powiedz mi, jak ateiści, którzy
                                                    nie wiedzą o boskim dogmacie zaprzeczają istnieniu boga?


                                                    Czepiasz się, że napisałem „Bóg” z dużej litery, to co ja mam powiedzieć o twoim
                                                    „MOJEJ”?

                                                    Ci, którzy nie wiedzą o istnieniu Boga, tj. nie rozważali tego nigdy, nie
                                                    zakładają że on istnieje, ale także nie zakładają, że nie istnieje - bo po
                                                    prostu o tym nie myślą, a także ci dla których kwestia istnienia lub
                                                    nieistnienia Boga nie ma żadnego znaczenia nie są ateistami lecz apateistami.

                                                    Ateista z założenia rozważa kwestię istnienia Boga i dochodzi do poglądu, iż Bóg
                                                    nie istnieje, tak też wynika z prawidłowej definicji ateizmu. Teista z założenia
                                                    rozważa kwestię istnienia Boga i dochodzi do poglądu, iż Bóg istnieje, tak też
                                                    wynika z prawidłowej definicji teizmu.

                                                    A-teizm jest logicznym dopełnieniem teizmu. Jest jego BRAKIEM. W jaki sposób
                                                    brak czegoś może być tym czymś?


                                                    Teizm można rozważać wyłącznie jako pogląd (ateizm również). Dlatego ateizm nie
                                                    jest brakiem teizmu, jest zaprzeczeniem poglądu teistycznego. Twoje zdanie:
                                                    "Brak poglądu nie jest poglądem" jest logiczne, ale cała definicja wywiedziona
                                                    jest z mylnej przesłanki. Przykład:
                                                    - Twoja definicja: "Ateizm" to "brak Teizmu".
                                                    - Uznawana definicja: "Ateizm to pogląd przeciwny poglądowi Teizmu".

                                                    Słowo ateizm jest antonimem (przeciwieństwem) słowa teizm i na tej bazie pod
                                                    jednym warunkiem możesz wnioskować, iż ateizm jest brakiem teizmu. Pod
                                                    warunkiem, że antonim dotyczy słowa pogląd. Przykład: Antonimem słowa zimno jest
                                                    ciepło. Ktoś może na tej bazie dojść do przekonania, że zimno to brak ciepła i
                                                    tak samo, że antonimem słowa pogląd jest brak poglądu. Jednak w przypadku
                                                    poglądów/przekonań/wierzeń antonimy funkcjonują w trochę inny sposób . Zgodnie z
                                                    uznawaną definicją teizm i ateizm z zasady są poglądami: antonimem poglądu „Bóg
                                                    istnieje” jest „Bóg nie istnieje” i dlatego zgodnie z definicją teizm jest
                                                    poglądem, że Bóg istnieje, a ateizm jest poglądem, że Bóg nie istnieje.
                                                    Przykład: Antonimem filosemity jest antysemita.

                                                    Więc w twoim ujęciu: Antysemityzm jest logicznym dopełnieniem Filosemityzmu.
                                                    Jest jego brakiem. W jaki sposób brak umiłowania (filosemityzm) może być
                                                    nienawiścią (antysemityzmem)? W przypadku gdy ktoś deklaruje brak umiłowania
                                                    możemy mieć do czynienia z obojętnością, a nie od razu z nienawiścią. To, że
                                                    kogoś nie kochasz nie znaczy, że go od razu nienawidzisz, brak miłości nie
                                                    oznacza nienawiści. Podobnie to funkcjonuje w przypadku ateizmu i teizmu. Teizm
                                                    - „pogląd, iż jest Bóg”, ateizm - „Pogląd, iż Boga nie ma”, a między nimi
                                                    (obojętny) jest apateizm - „pogląd, iż Bóg jest lub go nie ma jest bez znaczenia”.

                                                    A co do zaprzeczania istnienia boga, to wyznawca Jahwe zaprzecza istnieniu
                                                    Zeusa. W rozumieniu Twojej definicji powinien być jednocześnie teistą i ateistą.
                                                    big_grin Jest tak?


                                                    Nie, ponieważ ktoś wierząc w Boga Jahwe wyznaje pogląd, że Bóg istnieje (jest
                                                    teistą), to że nie uznaje istnienia innego Boga nie oznacza, że jest ateistą (bo
                                                    to pogląd zaprzeczający istnieniu Boga w ogóle, a nie konkretnego z imienia).

                                                    A że jesteś "cieniasem" z języka polskiego, to widać jeszcze po sposobie, w
                                                    jak i używasz dużych liter w przypadku nazw własnych i pospolitych.


                                                    A skąd wiesz, czy nie używam dużych liter umyślnie? Ty jesteś w stanie napisać
                                                    „MOJA definicja”. Weź pod uwagę, że tylko w przypadku przedstawianych definicji
                                                    z wikipedii pojawia się słowo „bóg”, w pozostałych definicjach „Bóg”, dlatego
                                                    uznałem za stosowne pisać z dużych, gdyż uważam za pewniejsze źródło informacji
                                                    słownik języka polskiego i encyklopedię PWN. Już do takich detali nie musisz się
                                                    przywalać. Wielokrotnie też piszę „ty”, „twoim” z małych, a to też może być
                                                    uznane za błąd. Proponuję zacząć od literówek i braków w interpunkcji.

                                                    Dlaczego mówisz tylko o jednym bogu, jeśli mówimy ogólnie o teizmie i
                                                    ateizmie? Hę?


                                                    Bo tak prościej.

                                                    Nick, tak mi się wydaje, można pisać taką literą, jaka jest przyjęta w
                                                    standardzie forum. Jesteś więc jasiem małą literą pisanym i nic na to nie
                                                    poradzisz.


                                                    A ten cały wywód to odnośnie czego? Gdybym podał swoje imię i nazwisko to jak
                                                    dziecko w przedszkolu wciąż byś się z niego naśmiewał? Przecież to dziecinada! I
                                                    pomyśleć, że to ty rzekomo jesteś ode mnie starszy i jak to sam o sobie
                                                    napisałeś „powściągliwy” - a fe panie grgkh, wstydź się pan!
                                                  • grgkh Oj, niedobrze, jasiu, niedobrze... 02.12.09, 02:51
                                                    Najpierw, jasiu, definicje. Nauczę Cię moich, bo są prawidłowe. A
                                                    potem, ewentualnie, pojedziemy dalej. Bo, widzisz, mam ambicję być
                                                    Twoim nauczycielem. Nie możesz stracić tak dobrej okazji.
                                                    Przybłąkałeś się na to forum, ale widzę, że już się do mnie
                                                    przywiązałeś. Nieludzkim gestem byłoby odtrącić Cię, pozbawić
                                                    wiedzy, której łakniesz jak kania dżdżu.

                                                    No to wróćmy do ateizmu...

                                                    Kim są ludzie, którzy nie słyszeli o teizmie i nie są teistami?
                                                    Podpowiem Ci. Ich nazwę tworzymy przez dodanie przedrostka
                                                    przeciwstawiającego ich teistom. Po prostu, jak "moralny"
                                                    i "amoralny", jak "logiczny" i "alogiczny".

                                                    Więcej na ten temat znajdziesz, gdy starannie przeczytasz moje
                                                    poprzednie posty. Nie komentujesz w nich niewygodnych dla Ciebie
                                                    fragmentów. Oj, nieładnie, nieładnie... Muszę Ci przypomnieć, ze
                                                    wszyscy czytajacy to widzą. Np. moi kibice. A Twoi? Też są tacy
                                                    spostrzegawczy?

                                                    > Nie rozumiem, co masz dokładnie na myśli

                                                    No to przeczytaj jeszcze parę razy. Moi kibice twierdzą, że to jest
                                                    zrozumiałe.

                                                    > APATEIZM (pl.wikipedia.org/wiki/Apateizm) -
                                                    > przekonanie, założenie lub zaakceptowanie poglądu,
                                                    > że Bóg i religia nie mają znaczenia dla ludzkiego życia.

                                                    Nie. To nie to. Ja myślę o takich, którzy w ogóle nie usłyszeli o
                                                    bogach. A jeśli usłyszeli, to wyrzucili to z pamięci i na co dzień
                                                    nawet im do głowy by nie przyszło, żeby rozpatrywać, czy bóg ma
                                                    znaczenie.

                                                    Słabo kombinujesz, jasiu.

                                                    > > Ja przede wszystkim ignoruję bogów we wszystkich
                                                    > > możliwych ich formach jakie sobie ludzie wymyślili.
                                                    > > Nie zastanawiam się od rana do wieczora,
                                                    > > czy istnieją, czy nie.

                                                    > Gdybyś się wcale nad tym nie zastanawiał
                                                    > (wtedy też byś nie miał na ten temat poglądu - a masz)

                                                    Naprawdę się nie zastanawiam. A jeśli coś mi się wzięło, to -
                                                    przysięgam - nie wiem skąd smile. Może gdzieś przypadkiem przeczytałem
                                                    i to wiem? Czasem z nudów różne pierdoły sobie poczytuję... Ale jak
                                                    mają sens, to mi zapadają w pamięć. Może to stąd...

                                                    Aha, ale mam pogląd na temat poglądu. No tak, ale to wtórne.
                                                    Przylazł raz i drugi jakiś natręt, pieprzył jak potłuczony głodne
                                                    kawałki i odruchowo uruchomiłem swoją logikę. Okazało się, że ten
                                                    pogląd jest - nie uwierzysz - fałszywy. Ale on nie jest mój. To
                                                    tylko luźna, logiczna analiza głupot, które jakiś religiant,
                                                    nachalnie, wygadywał w mojej obecności.

                                                    Tak, teraz wiem na pewno. Nie mam poglądu. Bogowie mi zwisają i w
                                                    moim życiu się nimi nie przejmuję. Ignoruję. Przechodzę obojętnie
                                                    obok. Nie mam poglądu, bo po co miałbym go mieć? Jeśli coś nie
                                                    istnieje, to nie warto się tym zajmować. A istnieje tylko to - dla
                                                    mnie przynajmniej - co zostało jakoś udowodnione.

                                                    > ateistyczną (prezentujesz postawę człowieka,
                                                    > który wyraża na wszelkie sposoby pogląd iż Bóg
                                                    > nie istnieje).

                                                    Jesteś niewyuczalny. Jakiś przymulony. Przecież mówię Ci, że jak
                                                    tutaj zabłądzę przypadkiem, to dyskutuję z POGLĄDAMI INNYCH LUDZI, a
                                                    nie przedstawiam swój. Ja nie mam poglądu. smile Ateizm jest czysty,
                                                    pusty, dziewiczo niewinny. Poza tym, gdy tutaj zabłąka się inny
                                                    teista, wierzący w innego boga, to też "wyraża na wszelkie sposoby,
                                                    że Bóg nie istnieje", bo według niego istnieje np. Allach. Czyżbyś
                                                    uważał, że jest on teistą i ateistą w jednym, jak szampon z odżywką?

                                                    Pożegnałeś się z logiką, jasiu, na dobre.

                                                    > Ateista z założenia rozważa kwestię istnienia Boga

                                                    O, boże, co za tępak mi się tu trafił. Ateista nic nie musi
                                                    rozważać, jasiu, żeby być ateistą.

                                                    > > A-teizm jest logicznym dopełnieniem teizmu.
                                                    > > Jest jego BRAKIEM. W jaki sposób
                                                    > > brak czegoś może być tym czymś?

                                                    > Teizm można rozważać wyłącznie jako pogląd (ateizm również).

                                                    Brak poglądu jest poglądem? Jasiu, jasiu, jasiu... a bójżesz ty się
                                                    boga. Co za bzdury nielogiczne wygadujesz. smile

                                                    > > A co do zaprzeczania istnienia boga, to wyznawca
                                                    > > Jahwe zaprzecza istnieniu Zeusa. W rozumieniu Twojej
                                                    > > definicji powinien być jednocześnie teistą i ateistą.
                                                    > > Jest tak?
                                                    >
                                                    > Nie, ponieważ ktoś wierząc w Boga Jahwe

                                                    A cóż to za dziwoląg "Bóg Jahwe" zamiast "bóg Jahwe"? smile

                                                    > wyznaje pogląd, że Bóg istnieje (jest teistą),
                                                    > to że nie uznaje istnienia innego Boga nie oznacza,
                                                    > że jest ateistą

                                                    Ale przecież wyraźnie twierdzi, że nie istnieje Posejdon, Apollo i
                                                    Hera, natomiast istnieje Bóg. Mógłby przysiąc, że tak jest. Zapytaj
                                                    jakiegoś katolika. Przekonasz się, że nie masz racji. Zgodnie z
                                                    Twoją definicją taki katolik jest także ateistą, bo wyraża WŁASNY!!!
                                                    pogląd, że ta pierwsza trójca nie istnieje. Pamiętasz swoją
                                                    defincję? A może jest ona... zła? wink

                                                    > > Dlaczego mówisz tylko o jednym bogu,
                                                    > > jeśli mówimy ogólnie o teizmie i ateizmie? Hę?

                                                    > Bo tak prościej.

                                                    Nie. Prościej jest nie przycisnąć klawisza shift niż go
                                                    przycisnąć. smile Złapałem Cię na kłamstewku, jasiu. Oj, nieładnie.
                                                    działasz schematycznie, odruchowo, dwulicowo, konformistycznie.
                                                    Boisz się swojego boga. Żywisz wobec niego szacunek podszyty
                                                    strachem. Tytułujesz go na wszelki wypadek, żeby Ci w odwecie nie
                                                    przywalił po śmierci, również żeby grać role ugrzecznionego, bo żona
                                                    przeczyta i doniesie proboszczowi, a wtedy ten o Tobie opowie w
                                                    czasie mszy i usłyszą to sąsiedzi, i będą Cię mieli za złego
                                                    człowieka. Prowadzisz fałszywą grę, jasiu. Ale ja Cię
                                                    rozszyfrowałem. I już się nie wykręcisz. Aha, mówiąc Twoimi
                                                    słowy: "Jesteś teistycznym konformistą, hipokrytą i obłudnikiem i są
                                                    na to dowody" - o, właśnie tak. smile

                                                    > Wielokrotnie też piszę „ty”, „twoim” z małych,
                                                    > a to też może być uznane za błąd. Proponuję zacząć
                                                    > od literówek i braków w interpunkcji.

                                                    Jak byś czasem zapomniał - to literówka, ale ty zawsze tak piszesz,
                                                    a to brak kultury osobistej. Wychowało Cię podwórko i to takie
                                                    raczej patologiczne. To widać.

                                                    > Czy ja gdzieś napisałem, że mama na imię Jan?

                                                    Napisałeś, ale nie Jan, a "jasio". A jak ma na imię Twoja mama, to
                                                    nie napisałeś.

                                                    Zaczynasz się coraz bardziej zaplątywać. Drżą Ci ręce.
                                                  • johnny_mielony Znowu bredzisz... 02.12.09, 10:28
                                                    Najpierw, jasiu, definicje. Nauczę Cię moich, bo są prawidłowe. A
                                                    potem, ewentualnie, pojedziemy dalej.


                                                    Rozumiem, że wyznajesz taki hitlerowski pogląd, że w kłamstwo
                                                    powtarzane sto razy wreszcie ktoś uwierzy.

                                                    Bo, widzisz, mam ambicję być Twoim nauczycielem. Nie możesz
                                                    stracić tak dobrej okazji.


                                                    Do tego trzeba mieć jakąś wiedzę, a ty będąc ateistą nie znasz
                                                    prawidłowej definicji ateizmu. Nieuku do szkoły najpierw, a później
                                                    dopiero pomyśl o uczeniu innych.

                                                    Kim są ludzie, którzy nie słyszeli o teizmie i nie są teistami?
                                                    .

                                                    Z pewnością nie ateistami, bo ci wyrażają pogląd iż Bóg nie
                                                    istnieje. Przedstawiana (niedokładnie) osoba (którą ty nie jesteś w
                                                    żadnym razie) prędzej będzie apateistą, czy kimś w rodzaju agnostyka.

                                                    Ich nazwę tworzymy przez dodanie przedrostka przeciwstawiającego
                                                    ich teistom. Po prostu, jak "moralny" i "amoralny", jak "logiczny"
                                                    i "alogiczny".


                                                    Już Ci na to odpowiedziałem, tylko że ty z braku argumentów nie
                                                    chciałeś się odnieść do mojej wypowiedzi. Nie rozumiesz definicji
                                                    ateizmu i teizmu. Kiedy mi przedstawisz książkowe wydanie, w
                                                    którym można znaleźć przedstawioną przez ciebie definicję? Czekam na
                                                    link.


                                                    Muszę Ci przypomnieć, ze wszyscy czytajacy to widzą. Np. moi
                                                    kibice. A Twoi? Też są tacy spostrzegawczy?


                                                    smile To pewnie ci figlarni malcy, którzy w nocy podrzucają Ci cukierki
                                                    pod poduszkę. Nic nie poradzę na to, że ktoś uznał, że się
                                                    kompromitujesz.

                                                    Nie. To nie to. Ja myślę o takich, którzy w ogóle nie usłyszeli o
                                                    bogach. A jeśli usłyszeli, to wyrzucili to z pamięci i na co dzień
                                                    nawet im do głowy by nie przyszło, żeby rozpatrywać, czy bóg ma
                                                    znaczenie.


                                                    Ale nie mogłeś już odnieść się do dalszej części mojej wypowiedzi,
                                                    która odpowiada na tę kwestię. Właśnie tym się przejawia apateizm,
                                                    że nawet jeśli coś usłyszeli o jakimś Bogu to w ogóle to dla nich
                                                    nie ma znaczenia, mają to w nosie, nie roztrząsają kwestii istnienia
                                                    lub nieistnienia Boga. Ale ty wolisz forsować nieudolną (SWOJĄ)
                                                    definicję.

                                                    Naprawdę się nie zastanawiam. A jeśli coś mi się wzięło, to -
                                                    przysięgam - nie wiem skąd smile.


                                                    Mam zacytować troszkę twoich wypowiedzi, co by ci udowodnić, że ty o
                                                    tym cały czas myślisz. Przecież również w tym temacie plułeś coś na
                                                    temat tego, że jesteś w stanie mi udowodnić brak istnienia Boga.
                                                    Masz pogląd leśny dziadku i się nie wymiguj, bo to żenujące.

                                                    Aha, ale mam pogląd na temat poglądu. No tak, ale to wtórne.
                                                    Przylazł raz i drugi jakiś natręt, pieprzył jak potłuczony głodne
                                                    kawałki i odruchowo uruchomiłem swoją logikę. Okazało się, że ten
                                                    pogląd jest - nie uwierzysz - fałszywy.


                                                    I właśnie na tym polega ateizm. To pogląd przeciwny do poglądu
                                                    teizmu. I oczywiście, że ateiści wyznają pogląd, iż teizm jest
                                                    fałszywy. Brawo grgkh! Właśnie dochodzi do twojej mózgownicy na czym
                                                    zgodnie z definicją polega ateizm, właśnie swoją postawą dałeś tego
                                                    przykład. To, że się jest pacyfistą nie oznacza, że się przez cały
                                                    dzień na okrągło myśli o wojnach.

                                                    A istnieje tylko to - dla mnie przynajmniej - co zostało jakoś
                                                    udowodnione.


                                                    Nie w przypadku ideii. Ktoś może sobie wierzyć w krasnoludki i ma do
                                                    tego prawo. Nie musi udowadniać faktu ich istnienia, ponieważ
                                                    wystarczy, że jego pogląd bazuje na przekonaniu, które oparte jest
                                                    na wierze w coś. To też dla ciebie zbyt trudne do zrozumienia, ale
                                                    ty w sposób dowolny rozumiesz słowa i nie kierujesz się ich
                                                    prawdziwymi znaczeniami. To twoje ignorancja.

                                                    Jesteś niewyuczalny. Jakiś przymulony. Przecież mówię Ci, że jak
                                                    tutaj zabłądzę przypadkiem, to dyskutuję z POGLĄDAMI INNYCH LUDZI, a
                                                    nie przedstawiam swój. Ja nie mam poglądu


                                                    Masz całe mnóstwo poglądów, tylko że zapewne twoja własna definicja
                                                    słowa "pogląd" też jest niezgodna z właściwą definicją.

                                                    Ateista z założenia rozważa kwestię istnienia Boga

                                                    O, boże, co za tępak mi się tu trafił. Ateista nic nie musi
                                                    rozważać, jasiu, żeby być ateistą.


                                                    - Jako ateista wzywasz Boga?
                                                    - w którym momencie napisałem, że musi rozważać?
                                                    - Gdzie napisałem że mam na imię Jan?

                                                    Teizm można rozważać wyłącznie jako pogląd (ateizm również).

                                                    Brak poglądu jest poglądem?

                                                    Już ci to wyjaśniłem. Ateizm jest przeciwnym poglądem, a nie brakiem
                                                    poglądu - zrozum to matołku.

                                                    Dlaczego mówisz tylko o jednym bogu, jeśli mówimy ogólnie o
                                                    teizmie i ateizmie? Hę?


                                                    Bo tak prościej.

                                                    Nie. Prościej jest nie przycisnąć klawisza shift niż go
                                                    przycisnąć.


                                                    Prościej dlatego, że zamiast pisać "Bóg lub Bogowie" piszę dla
                                                    uproszczenia "Bóg". Dalsze twoje wypociny to jakieś wynurzenia
                                                    zdziadziałego tetryka.
                                                  • grgkh Bluzgi jasia to jedyne jego argumenty :) 02.12.09, 23:54
                                                    johnny_mielony napisał:

                                                    > > Najpierw, jasiu, definicje.
                                                    > > Nauczę Cię moich, bo są prawidłowe. A
                                                    > > potem, ewentualnie, pojedziemy dalej.
                                                    >
                                                    > Rozumiem, że wyznajesz taki hitlerowski pogląd, że w kłamstwo
                                                    > powtarzane sto razy wreszcie ktoś uwierzy.

                                                    Nie. Hitlerowskie to są Twoje metody. To Ty powtarzasz tu kłamstwa.
                                                    Moja definicja ateizmu jest prawdziwa i jest zgodna z np. tą,
                                                    opublikowaną w internecie i powszechnie dostępną:

                                                    Cytathttp://pl.wikipedia.org/wiki/Ateizm
                                                    Ateizm – odrzucenie teizmu lub stanowisko, że bóstwa nie
                                                    istnieją. W najszerszym znaczeniu jest to brak wiary w istnienie
                                                    bóstw
                                                    .

                                                    Artykuł Definitions of the term "Atheism" (ang.) 2007-11-12
                                                    [dostęp 9 września 2009] na temat definicji pojęcia ateizm sugeruje,
                                                    że nie został osiągnięty konsensus w tej sprawie. Simon Blackburn
                                                    podsumowuje tę sytuację w Oxford Dictionary of Philosophy: Ateizm.
                                                    Brak wiary w boga lub wiara, że taki nie istnieje.


                                                    > > Bo, widzisz, mam ambicję być Twoim nauczycielem.
                                                    > > Nie możesz stracić tak dobrej okazji.
                                                    >
                                                    > Do tego trzeba mieć jakąś wiedzę, a ty będąc ateistą nie znasz
                                                    > prawidłowej definicji ateizmu.

                                                    Jak widzisz to ja ją znam.

                                                    Ateizm jest to brak "wiary w istnienie bóstw". Tylko tyle - brak. I
                                                    nic więcej nie jest potrzebne. Ateistą jest nie wiedzące o bogach
                                                    dziecko albo ktoś, kto ignoruje religijną hucpę rozgrywajaca się
                                                    wokół niego.

                                                    To ja mam rację, jasiu.

                                                    > > > Ateista z założenia rozważa kwestię istnienia Boga
                                                    >
                                                    > > O, boże, co za tępak mi się tu trafił.
                                                    > > Ateista nic nie musi rozważać, jasiu, żeby być ateistą.

                                                    I tego jasio nie skomentował, bo nie wiedział jak. wink

                                                    > zrozum to matołku.

                                                    A to jest już komentarz z innego miejsca poprzedniego postu.
                                                    Argumenty jasia sa dużego kalibru. smile

                                                    A oto jak jasio uzasadnia, że chodzi mu o boga najogólniej
                                                    rozumianego, ale pisze go dużą literą (jak boga katolików), bo "tak
                                                    mu łatwiej". big_grin Jasio nie zna zasad pisowni nazw własnych i
                                                    pospolitych w języku polskim, a na zwróconą mu uprzejmie uwagę
                                                    reaguje wykrętem i dalej płaszczy się przed swoim, katolickiego
                                                    wyrobu bożkiem:

                                                    > Dlaczego mówisz tylko o jednym bogu, jeśli mówimy ogólnie o
                                                    > teizmie i ateizmie? Hę?

                                                    >
                                                    > Bo tak prościej.
                                                    >
                                                    > Nie. Prościej jest nie przycisnąć klawisza shift niż go
                                                    > przycisnąć.

                                                    >
                                                    > Prościej dlatego, że zamiast pisać "Bóg lub Bogowie" piszę dla
                                                    > uproszczenia "Bóg". Dalsze twoje wypociny to jakieś wynurzenia
                                                    > zdziadziałego tetryka.

                                                    I znów jedynym argumentem jasia jest silny argument "zdziadziały
                                                    tetryk".

                                                    Jasio nie umie argumentować inaczej. Wyrwał sie z patologicznego
                                                    podwórka na forum interetowe i szaleje. smile
                                                  • johnny_mielony Jak rozumiesz taką definicję? cz.1 03.12.09, 02:26
                                                    Wciąż nie przedstawiłeś mi publikacji książkowej, w której przyjęta jest twoja
                                                    definicja – wytłumaczenie poniżej – oczekuję stosownej publikacji,
                                                    która poprze twój pogląd.

                                                    Moja definicja ateizmu jest prawdziwa i jest zgodna z np. tą, opublikowaną w
                                                    internecie i powszechnie dostępną: Ateizm – odrzucenie teizmu lub stanowisko, że
                                                    bóstwa nie istnieją. W najszerszym znaczeniu jest to brak wiary w istnienie
                                                    bóstw.


                                                    W przedstawionej powyżej przez Ciebie definicji mamy w takim razie trzy
                                                    możliwości, z której należy przyjąć, iż każda jest uznawana za prawidłową
                                                    . Rozważając trzy możliwości:
                                                    - Ateizm to odrzucenie teizmu – w innym tego słowa znaczeniu
                                                    (rozszerzając pojęcie teizmu) Ateizm to odrzucenie przekonania o istnieniu Boga.
                                                    W tym przypadku przekonanie to inaczej sąd (opinia, pogląd), iż istnienie Boga
                                                    jest prawdziwe, słuszne. Tak więc Ateizm to odrzucenie poglądu, iż Bóg istnieje.
                                                    Odrzucenie określonego poglądu jest poglądem, a nie brakiem poglądu – ta
                                                    definicja znajduje się w publikacjach książkowych.
                                                    - Ateizm to stanowisko, że bóstwa nie istnieją – to już przedstawiałem
                                                    wcześniej. Stanowisko jest już gotowym poglądem, dlatego również to określenie
                                                    jest rozumiane tak, że ateizm to pogląd, że bóstwa nie istnieją – ta definicja
                                                    również znajduje się w publikacjach książkowych.
                                                    - Ateizm jest to brak wiary w istnienie bóstw – pojawia się tu
                                                    określenie, na którym Ci bardzo zależy, czyli brak wiary . To określenie
                                                    swoje źródło ma zapewne z tego słownika, który później zacytowałeś (tylko że w
                                                    tym słowniku definicja brzmi: Ateizm. Brak wiary w istnienie bóstw lub wiara, iż
                                                    one nie istnieją – czyli inaczej niż ty to przedstawiasz, a to ma zasadnicze
                                                    znaczenie). W tym samym tekście znajdującym się na Wikipedii znajdujemy
                                                    następujące zdanie, które tyczy się dokładnie tej definicji - „Globalizacja XX
                                                    wieku przyczyniła się do rozszerzenia tego określenia w odniesieniu do
                                                    niedowierzania we wszystkie bóstwa, choć w zachodnich społeczeństwach pozostało
                                                    powszechne opisywanie ateizmu jako niedowierzania w Boga. Ostatnio, w niektórych
                                                    kręgach filozoficznych, pojawiły się starania aby zmienić definicję słowa ateizm
                                                    na brak wiary w bóstwa, aniżeli pogląd sam w sobie; definicja ta stała się
                                                    popularna wśród ateistów niezależnie od tego, że jej powszechne użycie jest
                                                    ograniczone
                                                    ”.

                                                    To taka samowola ateistów, którzy na własne potrzeby próbują zmienić
                                                    definicję, ale jeszcze im się tego zrobić nie udało. Proponowana przez ateistów
                                                    definicja nie jest uznawana.

                                                    Artykuł Definitions of the term "Atheism" (ang.) 2007-11-12 [dostęp 9
                                                    września 2009] na temat definicji pojęcia ateizm sugeruje, że nie został
                                                    osiągnięty konsensus w tej sprawie. Simon Blackburn podsumowuje tę sytuację w
                                                    Oxford Dictionary of Philosophy: Ateizm. Brak wiary w boga lub wiara, że taki
                                                    nie istnieje. 


                                                    Z przedstawionego poniżej fragmentu wybrałeś cząstkę dla siebie atrakcyjną (nie
                                                    przeczytałeś zdania do końca), a dokładniej „Ateizm. Brak wiary w boga...” z
                                                    tym, że w przedstawionym przez Ciebie słowniku czytamy dalej „... lub wiara
                                                    , że taki nie istnieje”. W efekcie ta wersja słownika proponuje nam dwa
                                                    rozwiązania: „to nie jest pogląd lub to jest pogląd” (czyli, że tak naprawdę nie
                                                    daje nam żadnej odpowiedzi). Podstawowym celem słownika jest wyjaśnienie
                                                    znaczenia słowa (które zostało użyte w konkretnym kontekście), a przy tak
                                                    skonstruowanej definicji nie możemy powiedzieć o wyjaśnieniu znaczenia. To
                                                    pozostawienie słowa bez określonego znaczenia. Określone i spójne znaczenie
                                                    prezentują inne słowniki, czy encyklopedie, które ja przedstawiłem.
                                                    Przedstawiłeś książkową publikację, ale na jej podstawie nikt nie jest w stanie
                                                    wyciągnąć jakikolwiek wniosek. Definicja przedstawiona w tej publikacji składa
                                                    się ze sprzeczności. To tak jakbym w słowniku znalazł hasło „słowo” - a jego
                                                    definicja brzmiałaby – obietnica złożona przez kogoś lub brak obietnicy. To,
                                                    czym jest przedstawiony w tym słowniku ateizm – jest wiarą, czy też jest brakiem
                                                    wiary? Gruntownie się zastanów na tą kwestią – czy można w słowniku napisać
                                                    tłumaczenie danego pojęcia, iż coś jest lub nie jest czymś? A wikipedia nie
                                                    pełni roli słownika, bo pełni ją wikisłownik, w którym definicja ateizmu jest
                                                    tylko jedna (bo zadaniem słownika jest wyjaśnienie pojęcia tak by było rozumiane
                                                    w swoim kontekście) to: filoz. pogląd w jednoznaczny sposób odrzucający wiarę w
                                                    istnienie boga lub bogówwink Z samej zasady definicji musi być jednym albo
                                                    drugim. W przedstawionych, jak to wcześniej już podkreślałem kompetentnych
                                                    publikacjach np. Słowniku języka polskiego (bo do wikipedii odniosłem się
                                                    wyłącznie ze względu na to, że ty lubisz to źródło) otrzymujemy spójną
                                                    definicję, iż jest to pogląd – pod względem formalnym (pomijając już kwestię, że
                                                    źródło to potwierdza fakt, iż ateizm jest poglądem) jest to właściwie
                                                    sformułowana definicja. Pisząc „Kiedy mi przedstawisz książkowe wydanie, w
                                                    którym można znaleźć przedstawioną przez ciebie definicję?” - w oczywisty sposób
                                                    miałem na myśli publikację, w której definicja ateizmu to brak wiary, a nie
                                                    publikację w której otrzymuję definicję, że ateizm to brak wiary lub wiara – bo
                                                    to błędnie sformułowana definicja (przecież to logiczne). Podstawą definicji
                                                    jest objaśnienie pojęcia, a przedstawiona przez ciebie publikacja nie objaśnia
                                                    pojęcia, a jedynie powoduje zamieszanie, bo nic z niej nie wynika.

                                                    Jak widzisz to ja ją znam. Ateizm jest to brak "wiary w istnienie bóstw".
                                                    Tylko tyle – brak.


                                                    Ponownie przedstawiasz tylko cząstkową definicję, na której się opierasz. Z
                                                    przedstawionej przez ciebie publikacji wynika, że Ateizm jest to: „brak wiary w
                                                    istnienie bóstw, lub wiara iż one nie istnieją” - a sam przyznasz rację, że taka
                                                    definicja jest po prostu do kitu (jest błędna). Nie można w definicji
                                                    przedstawić dwóch skrajnych opcji.

                                                    To ja mam rację, jasiu.

                                                    To kiedy napisałem, że mam na imię Jan? Możesz wreszcie odpowiedzieć na to pytanie?

                                                    Ateista z założenia rozważa kwestię istnienia Boga

                                                    O, boże, co za tępak mi się tu trafił. Ateista nic nie musi rozważać, jasiu,
                                                    żeby być ateistą.


                                                    I tego jasio nie skomentował, bo nie wiedział jak.

                                                    No tak bezczelnie nie musisz już manipulować. Odniosłem się bezpośrednio do
                                                    zdania „O, boże, co za tępak mi się tu trafił. Ateista nic nie musi rozważać,
                                                    jasiu, żeby być ateistą”.

                                                    Napisałem:

                                                    - Jako ateista wzywasz Boga?
                                                    - w którym momencie napisałem, że musi rozważać?
                                                    - Gdzie napisałem że mam na imię Jan?

                                                    Cały ten fragment przegapiłeś, a teraz zarzucasz mi, że nie skomentowałem tego.
                                                    Chcę żebyś ruszył łepetyną i odpowiadając na pytania zrozumiał jak bardzo jesteś
                                                    w błędzie. Nie napisałem, że „Ateista musi rozważać istnienie Boga”.
                                                  • johnny_mielony Jak rozumiesz taką definicję? cz.2 03.12.09, 02:27
                                                    A to jest już komentarz z innego miejsca poprzedniego postu. Argumenty jasia
                                                    sa dużego kalibru.


                                                    Stosowny komentarz do twojego pytania. Zadałeś mi pytanie, odpowiedziałem Ci na
                                                    nie, po czym ty zadajesz ponownie identyczne pytanie (to ma być chyba jakieś
                                                    pytanie klucz), na który później napiszesz, że nie znam odpowiedzi. Otóż
                                                    odpowiedź już na to samo pytanie już otrzymałeś. Ale skoro tak bardzo
                                                    potrzebujesz mojej ponownej odpowiedzi po po prostu ponownie wkleję moją odpowiedź:

                                                    „Teizm można rozważać wyłącznie jako pogląd (ateizm również). Dlatego ateizm nie
                                                    jest brakiem teizmu, jest zaprzeczeniem poglądu teistycznego. Twoje zdanie:
                                                    "Brak poglądu nie jest poglądem" jest logiczne, ale cała definicja wywiedziona
                                                    jest z mylnej przesłanki. Przykład: - Twoja definicja: "Ateizm" to "brak
                                                    Teizmu"; - Uznawana definicja: "Ateizm to pogląd przeciwny poglądowi Teizmu".
                                                    Słowo ateizm jest antonimem (przeciwieństwem) słowa teizm i na tej bazie pod
                                                    jednym warunkiem możesz wnioskować, iż ateizm jest brakiem teizmu. Pod
                                                    warunkiem, że antonim dotyczy słowa pogląd. Przykład: Antonimem słowa zimno jest
                                                    ciepło. Ktoś może na tej bazie dojść do przekonania, że zimno to brak ciepła i
                                                    tak samo, że antonimem słowa pogląd jest brak poglądu. Jednak w przypadku
                                                    poglądów/przekonań/wierzeń antonimy funkcjonują w trochę inny sposób . Zgodnie z
                                                    uznawaną definicją teizm i ateizm z zasady są poglądami: antonimem poglądu „Bóg
                                                    istnieje” jest „Bóg nie istnieje” i dlatego zgodnie z definicją teizm jest
                                                    poglądem, że Bóg istnieje, a ateizm jest poglądem, że Bóg nie istnieje.
                                                    Przykład: Antonimem filosemity jest antysemita. Więc w twoim ujęciu:
                                                    Antysemityzm jest logicznym dopełnieniem Filosemityzmu. Jest jego brakiem. W
                                                    jaki sposób brak umiłowania (filosemityzm) może być nienawiścią
                                                    (antysemityzmem)? W przypadku gdy ktoś deklaruje brak umiłowania możemy mieć do
                                                    czynienia z obojętnością, a nie od razu z nienawiścią. To, że kogoś nie kochasz
                                                    nie znaczy, że go od razu nienawidzisz, brak miłości nie oznacza nienawiści.
                                                    Podobnie to funkcjonuje w przypadku ateizmu i teizmu. Teizm - „pogląd, iż jest
                                                    Bóg”, ateizm - „Pogląd, iż Boga nie ma”, a między nimi (obojętny) jest apateizm
                                                    - „pogląd, iż Bóg jest lub go nie ma jest bez znaczenia”.

                                                    Dalsze twoje wypociny to jakieś wynurzenia zdziadziałego tetryka

                                                    I znów jedynym argumentem jasia jest silny argument "zdziadziały tetryk".

                                                    Na podstawie niewłaściwej przesłanki zbudowałeś całą (durną) doktrynę,
                                                    gratulacje! Dlatego całą twoją doktrynę nazwałem wynurzeniami zdziadziałego tetryka.

                                                    To kiedy odpowiesz na poniższe? Wciąż unikasz odpowiedzi, a może tak jak to ty
                                                    to ująłeś (przedstawiając fragment tekstu na który rzekomo nie odpowiedziałem –
                                                    bo w rzeczywistości odpowiedziałem) – nie wiesz jak na to odpowiedzieć.

                                                    - Jako ateista brałeś czynny udział w ślubie kościelnym, do którego (czego nie
                                                    kwestionuję) namówiła Cię żona. To przykład konformizmu.
                                                    - Na pytanie, czy nie przyrzekałeś, że będziesz wychowywał dzieci w wierze
                                                    katolickiej odpowiedziałeś: "Obiecałem to żonie. I słowa dotrzymałem", a efektem
                                                    jest to, że są wierzące. Co więcej wcześniej napisałeś "uważałem, że nie powinno
                                                    się takiego przyrzeczenia łamać". To wystarczający przykład twojej hipokryzji.
                                                    - Nie ma nic dziwnego w tym, że człowiek wierzący śpiewa kolędy. Ale ty przez
                                                    dziesiątki lat nie wierzyłeś i coś takiego robiłeś - dostrzegasz tę logiczną
                                                    różnicę? Śpiewanie kolęd przez niewierzącego nie jest normalne!
                                                    - bierzesz praktyczny udział w religijnej celebrze! Uczestniczenie w tego typu
                                                    praktykach jest popieraniem tych praktyk. Sam w końcu napisałeś "Oceniłeś go
                                                    pozytywnie, a więc mu kibicujesz" - napisałeś to w innym kontekście, ale myślę
                                                    że w takim razie mogę twoje zdanie odnieść do praktykowania dzielenia się
                                                    opłatkiem. Jeśli to robisz to znaczy, że oceniasz to pozytywnie - kibicujesz temu!
                                                    - gdy łamiesz się opłatkiem, bierzesz ślub kościelny, wychowujesz dzieci po
                                                    katolicku - to jest uczestniczenie w religii.
                                                    - twoje uczynki mówią co innego. I ty i księża, o których napisałeś jesteście
                                                    hipokrytami. Przedstawiony przez ciebie ksiądz robi jedno (odprawia msze itp.) a
                                                    myśli co innego (nie wierzy) - to hipokryzja. Ty zaś robisz jedno (będąc ateistą
                                                    wychowałeś dzieci w wierze, wziąłeś ślub kościelny, śpiewałeś kolędy, zgodziłeś
                                                    się na to by ochrzczono twoje dzieci) a myślisz co innego (nie wierzysz) - to
                                                    też hipokryzja.
                                                    - choinkę na święta też stawiasz, normalnie celebrujesz Święta Bożego
                                                    Narodzenia! To samo robią wszyscy wierzący, tylko że oni to robią bo wierzą, a
                                                    ty to robisz w sposób dwulicowy.
                                                    - Otóż napisałeś: "Ja brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu.
                                                    Ja jako ateista,żona jako wierząca. Ona tego potrzebowała, a więc w imię
                                                    tolerancji nie wolno mi było jej tego odbierać" - to przykład tego, że wziąłeś
                                                    ślub ze względu na wpływ żony.

                                                    Twoje cytaty, dla przypomnienia:

                                                    - „No właśnie - czary mary, hokus pokus. To jest w tym wszystkim
                                                    najzabawniejsze. Ale dlaczego ktoś rozsądny ma swoją obecnością popierać takie
                                                    bzdety? Nie powinien”.
                                                    - „Ja brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu. Ja jako ateista,
                                                    żona jako wierząca”.
                                                    - "Do niedawna spotykałem się z gronem moich przyjaciół raz do roku na
                                                    tradycyjnym,w okolicy trzech króli urządzanym zjeździe, którego celem głównym
                                                    jest (mam i w tym roku zaproszenie) śpiewanie kolęd".
                                                    - "A, niech tam będzie. Może rzeczywiście w święta, gdy się spotkam z resztą
                                                    rodziny podlegającej tej tradycji, użyjemy tego kawałka pieczywa".
                                                    - "Człowiek, który ma zasady i stosuje się do nich ma spokojne sumienie i czuje,
                                                    że żyje w zgodzie ze sobą. A ten, kto się płaszczy staje się niewolnikiem i
                                                    potem już sam nie wie jak powinien się w życiu zachowywać".
                                                  • grgkh Ateizm jest brakiem teizmu. 03.12.09, 04:46
                                                    johnny_mielony napisał:

                                                    > W efekcie ta wersja słownika proponuje nam dwa rozwiązania:
                                                    > „to nie jest pogląd lub to jest pogląd” (czyli, że tak naprawdę
                                                    > nie daje nam żadnej odpowiedzi).

                                                    Wprost przeciwnie. Ta wersja pozwala na zastosowanie mojej
                                                    definicji. smile A dodatkowo jej słuszność wzmacnia logika.

                                                    Teizm MUSI mieć jakieś logiczne dopełnienie i jest to ateizm
                                                    (zgodnie z ogólnymi zasadmi słotwórstwa). Istnieje taka grupa ludzi -
                                                    nie wierzących w bóstwa i wszyscy oni są ateistami. A czy mają na
                                                    to pogląd, czy go nie mają, to już inna kategoria.

                                                    I to by było na tyle.

                                                    Żal mi Cię, jasiu. Tyle wysiłku poświęcasz na swoje posty, a ja,
                                                    ledwo rzucajac na nie okiem, potrafię je w jednym momencie
                                                    spuentować. smile

                                                    > Gdzie napisałem że mam na imię Jan?

                                                    A ja Ciebie nazywam Janem? A gdzie Ty to widziałeś? smile Jak zwykle
                                                    manipulujesz i kłamiesz.

                                                    > Dlatego ateizm nie jest brakiem teizmu,
                                                    > jest zaprzeczeniem poglądu teistycznego.

                                                    Ateizm jest brakiem teizmu i nie jest poglądem. Dziecko, gdy się
                                                    rodzi, gdy nie ma jeszcze kontaktu z teizmem jest automatycznie
                                                    ateistą. Takie dziecko nie ma poglądu na teizm i jego założenia.

                                                    Poza tym jesteś nieuk:

                                                    - Nie znasz definicji konformizmu i hipokryzji i nie umiesz ich
                                                    poprawnie interpretować.
                                                    - Nie znasz zasad tworzenia słów z przedrostkiem a-.
                                                    - Nie potrafisz powiedzieć czym różnią się rzeczowniki własne od
                                                    pospolitych.
                                                    - Nie umiesz wytłumaczyć dlaczego używasz pojęcia Boga zamiast boga.
                                                    - Nie znasz się na religiach, bo nie rozróżniasz boga katolickiego
                                                    od boga ogólnego.
                                                    - Jesteś hipokrytą, bo ze strachu płaszczysz się przed wymyślonym
                                                    przez siebie bożkiem.
                                                    - Zachowujesz sie po chamsku i wciąż mi ubliżasz. Mnie to nie
                                                    dotyka, ale sam wyglądasz z tym żałośnie. wink
                                                  • johnny_mielony Ateizm jest poglądem 03.12.09, 07:59
                                                    Wprost przeciwnie. Ta wersja pozwala na zastosowanie mojej definicji.

                                                    Tylko ateista jest w stanie wymyślić definicję (która z definicji nią nie jest),
                                                    że Ateizm to wiara lub brak wiary.

                                                    Dla ciebie to pewnie też bardzo logiczne, że słowo silny to zdolny do ciężkiej
                                                    pracy lub niezdolny do niej wink zabawna to logika. No odpowiedz na to pytanie:
                                                    Czy Ateizm jest wiarą czy nią nie jest? W definicji nie można udzielić
                                                    odpowiedzi: Ateizm jest wiarą lub nią nie jest wink dlatego przedstawiona przez
                                                    ciebie "logiczna" definicja zupełnie nie nadaje się do użytku i pewnie też z
                                                    tego powodu nie jest używana, ani uznawana. Prawda jest taka, że tylko na
                                                    potrzeby tego tematu kłócisz się, że ateizm to nie pogląd, bo wcześniej pisałeś,
                                                    że ateiści musieli się ukrywać ze swoimi poglądami. W innych miejscach
                                                    wygłaszasz poglądy na temat tego, że Bóg nie istnieje. Tylko, że w tym temacie
                                                    nie możesz się zgodzić z prawidłową definicją ateizmu, bo to będzie oznaczało
                                                    twoją hipokryzję, konformizm, a w efekcie twoich dzikich wykrętasów niewiedzę
                                                    podstawowych pojęć.

                                                    Logicznym dopełnieniem poglądu "Bóg istnieje" jest pogląd "Bóg nie istnieje".

                                                    Żal mi Cię, jasiu. Tyle wysiłku poświęcasz na swoje posty, a ja, ledwo
                                                    rzucajac na nie okiem, potrafię je w jednym momencie spuentować.


                                                    No właśnie przez swój brak wysiłku (a także ignorancję) udowadniasz logiczność
                                                    tego, że jakieś pojęcie czymś jest lub tym nie jest. To czym jest? Oj pogubiłeś
                                                    się Grgkh - tobie też muszę nadać jakieś imię, więc od dzisiaj będziesz grzesiu.

                                                    A do tych twoich ztetryczałych wynurzeń, które zamieściłeś na końcu odniosę się
                                                    później.
                                                  • grgkh Ateizm nie jest poglądem 03.12.09, 15:31
                                                    Ateizm jest brakiem poglądu teistycznego. Brak poglądu nie jest poglądem.
                                                    Taka jest logika. A Ty jej nie znasz, jasiu.

                                                    > Czy Ateizm jest wiarą czy nią nie jest?

                                                    Najpierw musielibyśmy uzgodnić definicję "wiary". Ale nie jest. Najogólniej -
                                                    brak wiary nie jest wiarą. Kto twierdzi inaczej, popełnia ten sam błąd logiczny.

                                                    > W definicji nie można udzielić
                                                    > odpowiedzi: Ateizm jest wiarą lub nią nie jest

                                                    Można. Podałem uzasadnienie.

                                                    > pisałeś,
                                                    > że ateiści musieli się ukrywać ze swoimi poglądami

                                                    A czy napisałem, że każdy ateista? Nie. A niektórzy z ateistów mają różne
                                                    dodatkowe poglądy, których demonstracyjne wyrażanie może (ale nie musi)
                                                    powodować, że coś im zaczyna zagrażać. Przyczyną ukrywania tych innych poglądów
                                                    jest obawa przed represjami. Ale może być wiele innych przyczyn. Np. chęć nie
                                                    wywoływania dyskomfortu u spotykanych osób, którzy czują, że "uraża się ich
                                                    przekonania religijne". Religianci uzyskali prawo do ochrony swoich "uczuć
                                                    religijnych". Analogicznej ochrony dla wyrażania tego, co sprzeczne z konkretnym
                                                    religianctwem ani ateiści, ani inni teiści nie mają. A to jest przykład przemocy
                                                    w sferze publicznej, która powinna być neutralna.

                                                    > przedstawiona przez
                                                    > ciebie "logiczna" definicja zupełnie nie nadaje się do użytku

                                                    Nadaje się, spoko, nadaje... Światem rządzi większość. Większość jest
                                                    religiancka i narzuca swoje, fałszywe definicje. A moja definicja jest zgodna z
                                                    tym, czego się po niej oczekuje. Jest najbardziej ogólna jak tylko można sobie
                                                    to wyobrazić. Określa ona kto nie jest teistą.

                                                    A że potem można takich ludzi podzielić na podgrupy, ze względu na dodatkowe
                                                    cechy, to normalne.

                                                    Ateizm nie określa, czy ktoś ma być aktywny w dyskusji o teizmie. Ateista może
                                                    to sobie wybrać. Może także olać, zignorować, jak wtedy, gdy przechodzi obok
                                                    kościoła w mieście, którego funkcja nie wpływa na niego w tym momencie wcale.
                                                    Ale może również zastanowić się, co to jest teizm i na czym, polega jego fałsz,
                                                    a gdy do czegoś rozumowo dojdzie, wypowiedzieć to publicznie.

                                                    Ateizm w najogólniejszej formie jest pusty, neutralny, jest brakiem teizmu. Brak
                                                    nie ma żadnych cech.

                                                    > W innych miejscach wygłaszasz poglądy na temat tego,
                                                    > że Bóg nie istnieje. Tylko, że w tym temacie nie możesz się
                                                    > zgodzić z prawidłową definicją ateizmu, bo to będzie oznaczało
                                                    > twoją hipokryzję, konformizm, a w efekcie twoich dzikich
                                                    > wykrętasów niewiedzę podstawowych pojęć.

                                                    Głupoty gadasz, chłopcze. smile

                                                    Bóg nie istnieje, bo wynika to z logiki. A nie dlatego, że ja coś mówię. Toi tez
                                                    nie jest "mój" pogląd. Nie zawłaszczam go. On sobie leży tu, na forum, np. w tym
                                                    wątku. Ja pokazuję, jak logicznie go można rozwiązać, a także i to, że podobne
                                                    rozwiązania religiantów są fałszywe. Zrozum, jasiu, mnie to zwisa. Ja tu tylko
                                                    oglądam poglądy innych i kwalifikuję je pod względem prawdziwości lub matactwa.

                                                    Teza, że bóg istnieje jest oczywiście fałszywa. I tylko to mówię. A, niestety,
                                                    chłopcze, nie potrafiłbyś jej i Ty obronić. Ale, jeśli byś chciał i o tym
                                                    pogadać, to załóż oddzielny wątek, bo tym jest zbyt dużo dygresji. Tutaj skupmy
                                                    się na logice jako takiej i tym, że Ty jej nie znasz.

                                                    I co do definicji hipokryzji i konformizmu, to istnieją w obu wyraźne wskazania,
                                                    że jest to rozdźwięk między tym, co się myśli (np. uważa się, że bóg istnieje),
                                                    a tym, co się mówi (w tym przypadku mówiąc, że nie istnieje). U mnie tego nie
                                                    ma. Poglądy, które tu czasem wyrażam w formie pisemnej są identyczne z tym, co
                                                    myślę (wtedy, kiedy to zdarzenie ma miejsce).

                                                    Poza tym nie płaszczę się, konformistycznie, jak Ty, jasiu wink, przed Twoim
                                                    bożkiem, pisząc jego imię dużą literą, na wszelki wypadek, bo Twój własny,
                                                    urojony, mściwy bożek mógłby Ci w odwecie przypieprzyć. Nie jestem obłudny, jak
                                                    Ty, jasiu, który kryjesz to fałszywie brzmiącym uzasadnieniem, że robisz to z
                                                    wygody. Wygodniej jest nie przyciskać klawisza shift niż to jako dodatkową
                                                    czynność zrobić. Argument "wygody" ujawnia Twoją dwulicowość, zakłamanie. Tak,
                                                    jasiu, najogólniej pojęcie bóg pisze się małą literą i wtedy dokładnie wiadomo,
                                                    o co chodzi - o każdego, dowolnego boga, a nie Twojego, prywatnego, przed którym
                                                    trzęsiesz gaciami, jasiu... smile Hipokryzja, konformizm, obłuda, zakłamanie oraz
                                                    nieznajomość definicji, logiki i ogólnych zasad pisowni w języku, który zapewne
                                                    jest Twoim ojczystym. Tym skutkuje wagarowanie w szkole, miernotą i trollowaniem
                                                    na forach. smile

                                                    > Logicznym dopełnieniem poglądu "Bóg istnieje" jest pogląd
                                                    > "Bóg nie istnieje".

                                                    Nie jest tak prosto, jasiu. To są dwie hipotezy. Niezależne od siebie. Nad
                                                    prawdziwością każdej z nich można się zastanawiać oddzielnie. Ja, jako ateista,
                                                    tak robiłem. Przyglądałem się, na czym polegają. Czy są prawdziwe. Tylko tyle.
                                                    Ale teizm ignoruję. Na co dzień w ogóle nie myślę, czy jakiś tam bóg istnieje,
                                                    czy nie. Zwisa mi to. Żadna z tych hipotez nie wpływa bezpośrednio na moje
                                                    myślenie. Myślę tak, jakby ich obu nie było.

                                                    Ale jeszcze inaczej do tego podchodząc jest tak: najpierw musisz się podjąć
                                                    rozważania nad hipotezami "bóg istnieje" i "bóg nie istnieje". Musisz
                                                    zadeklarować, że masz taką chęć. Ateista nic nie musi. On w ogóle nie
                                                    musi rozważać, czy takie hipotezy gdzieś, ktoś stawia. Ateizm jest definicyjnie,
                                                    najogólniej, ignorowaniem takich hipotez. Teizm - wybranie jednej z tych dwóch
                                                    hipotez i traktowanie jej jako prawdy. Ateizm - brak zainteresowania tą, która
                                                    jest podstawą teizmu.

                                                    A przy okazji powiedz mi, jak myślisz, dlaczego teiści

                                                    > No właśnie przez swój brak wysiłku (a także ignorancję)

                                                    Coś Ci się pomyliło, kolejny raz. Nie rozróżniasz ignorowania i ignorancji.
                                                    Jednym słowem ignorant jesteś. smile

                                                    > tobie też muszę nadać jakieś imię,
                                                    > więc od dzisiaj będziesz grzesiu

                                                    I tu już dałeś dupy, jasiu. Twój nick, to johnny_mielony. Pisany małą literą.
                                                    Johnny jest zdrobnieniem od imienia, które się na polski tłumaczy jako jakieś
                                                    zdrobnienie od Jana. Ja, logicznie, wybrałem jasia. Ty przed długi czas nie
                                                    mogłeś się domyślić, skąd to się wzięło. A teraz, gdy wreszcie to do Ciebie
                                                    dotarło - długo trwało, oj, długo wink - postanowiłeś się "zemścić". Ale, jasiu,
                                                    ujawniasz w tym przypadku, że Cię to zabolało (niespodziewany dla mnie dodatkowy
                                                    "bonus") i stosujesz odwet, żeby sobie poprawić nastrój. Prymitywny, zwierzęcy
                                                    odruch smile. Niestety, Twoja propozycja jest nielogiczna, bo grgkh nie ma
                                                    zdrobnień, ani, jako zwyczajny zlepek liter, nie daje się "tłumaczyć".

                                                    > A do tych twoich ztetryczałych wynurzeń,
                                                    > które zamieściłeś na końcu odniosę się później.

                                                    Jasiu, każde użycie "z" przed tetrykiem zmiękcza je na "s". Oj, te wagary na
                                                    lekcjach języka polskiego. A być może także małe zdolności w tym kierunku. No
                                                    dobrze, może to była literówka, wybaczam. smile

                                                    Ale, jasiu, każde użycie epitetu w stosunku do mnie ukazuje Twoja słabość. Gdy
                                                    ktoś nie ma siły argumentu, to - jak Ty teraz - sięga po argument siły. To jest
                                                    przyznanie się do porażki. Widoczne gołym okiem.
                                                    Mnie się tez czasem zdarzało, że emocje brały górę nad opanowaniem, ale gdybyśmy
                                                    policzyli epitety, to Twoich jest znacznie więcej i częściej inicjujesz taka
                                                    wymianę. Masz jeszcze sporo do nauczenia się, chłopcze. Ale nie trać okazji i
                                                    czerp z naszej dyskusji, ode mnie, wiedzę prawdziwą. Ucz się logicznie myśleć -
                                                    ode mnie.

                                                    Pa, jasiu. Pozdrowienia dla Twojej mamy. Pisałeś ostatnio o niej. Nie zapomnij
                                                    przekazać.
                                                  • johnny_mielony Ateizm jest poglądem 04.12.09, 01:05
                                                    Ateizm jest brakiem poglądu teistycznego. Brak poglądu nie jest poglądem.
                                                    Taka jest logika. A Ty jej nie znasz, jasiu.


                                                    Już wcześniej przyznałem Ci rację iż zdanie „Brak poglądu nie jest poglądem” -
                                                    jest logiczne, tylko że nie ma to żadnego związku z tym, że ateizm jest brakiem
                                                    poglądu, bo ateizm to pogląd. Tylko, że jeszcze mi nie przedstawiłeś definicji
                                                    książkowej, która by potwierdzała twoje sugestie, bowiem z przytoczonej przez
                                                    ciebie definicji (Ateizm. Brak wiary w boga lub wiara, że taki nie
                                                    istnieje.
                                                    ) nie wynika to, co ty sugerujesz. Z tej pseudo definicji wynika,
                                                    że ateizm to brak poglądu lub pogląd. Opierasz się na definicji stworzonej przez
                                                    kogoś, kto dobrymi chęciami chciał zrobić ukłon w stronę ateistów takich jak ty,
                                                    ale w rezultacie stworzył gniota, coś co nie zasługuje na miano definicji.

                                                    Czy Ateizm jest wiarą czy nią nie jest?

                                                    Najpierw musielibyśmy uzgodnić definicję "wiary". Ale nie jest. Najogólniej -
                                                    brak wiary nie jest wiarą. Kto twierdzi inaczej, popełnia ten sam błąd logiczny.


                                                    Ok, definicje.

                                                    (za Słownik języka polskiego) Wiara - przekonanie, że coś jest słuszne,
                                                    prawdziwe, wartościowe lub że coś się spełni.

                                                    (za Słownik języka polskiego) Przekonanie - sąd, zdanie oparte na
                                                    przeświadczeniu o prawdziwości, słuszności czegoś.

                                                    (za Słownik języka polskiego) Sąd - opinia o czymś

                                                    (za Słownik języka polskiego) Opinia - przekonanie o czymś, pogląd na jakąś sprawę.

                                                    I dlatego przedstawiona przez ciebie książkowa definicja znaczy tyle, że ateizm
                                                    to brak poglądu lub pogląd, bo wiara jest poglądem. Jak to wytłumaczysz, że w
                                                    przedstawionej przez ciebie definicji dana rzecz jest czymś lub tego
                                                    przeciwieństwem (żeby było jasne - to nie jest definicja, więc przedstaw
                                                    definicję)? Definicja ma jasno stwierdzać, że ateizm nie jest poglądem, a nie ma
                                                    stwierdzać że jest jednym lub tego przeciwieństwem, bo to znaczy że autor
                                                    słownika sam nie wie, czym jest ateizm. Taka pseudo definicja niczemu nie służy
                                                    ani nie ma sensu.

                                                    Teizm MUSI mieć jakieś logiczne dopełnienie i jest to ateizm (zgodnie z
                                                    ogólnymi zasadmi słotwórstwa). Istnieje taka grupa ludzi - nie wierzących w
                                                    bóstwa i wszyscy oni są ateistami. A czy mają na to pogląd, czy go nie mają, to
                                                    już inna kategoria.


                                                    Czyli, że przyjmujesz taką możliwość, iż ateizm to pogląd. Z tego, co powyżej
                                                    napisałeś wynika, iż do grupy ateistów zaliczają się tacy, którzy wyrażają
                                                    pogląd, jak i tacy którzy go nie wyrażają. Więc jak to ma się do tego, co
                                                    pisałeś wcześniej, że ateizm w ogóle nie jest poglądem? Jak się odniesiesz do
                                                    tego, że tutaj na forum wielokrotnie wygłosiłeś pogląd, iż Bóg nie istnieje?
                                                    Wielokrotnie wyraziłeś pogląd, iż Bóg nie istnieje pomimo tego, że nikt cię nie
                                                    wywoływał do odpowiedzi, jak również sam założyłeś temat, w którym przedstawiasz
                                                    pogląd (a następnie udowadniasz go) iż Bóg nie istnieje.

                                                    Przedstawiona przez ciebie definicja The Oxford Dictionary of Philosophy -
                                                    Atheism. Either the lack of belief in a god, or the belief that there is none.
                                                    Sformułowanie "Either ... or..." oznacza na j. polski "albo albo", więc
                                                    definicja przedstawiona jest za pośrednictwem spójnika wyrażającego możliwą
                                                    wymienność (w przypadku tej definicji przeczy to twojej idei, iż ateizm nie jest
                                                    poglądem) albo wzajemne wyłączenie się zdań (i z tym mamy tu do czynienia, co
                                                    oczywiście dowodzi temu, że jest to źle sformułowana definicja - definicja musi
                                                    być spójna).

                                                    Nadaje się, spoko, nadaje... Światem rządzi większość. Większość jest
                                                    religiancka i narzuca swoje, fałszywe definicje. A moja definicja jest zgodna z
                                                    tym, czego się po niej oczekuje. Jest najbardziej ogólna jak tylko można sobie
                                                    to wyobrazić. Określa ona kto nie jest teistą.


                                                    Słownikowe definicji mają na celu przedstawienie czym dana rzecz jest, a nie
                                                    czym nie jest. Powyższe twoje tłumaczenie to twoja własna interpretacja. Z tej
                                                    "definicji" jasno wynika, iż ateistą jest ten co ma pogląd lub ten co go nie ma.
                                                    A przecież pisałeś, że ateizm to nie pogląd - a za chwilę cieszysz się z
                                                    definicji, z której wcale to nie wynika. Chcesz mi powiedzieć, że środowiska
                                                    naukowe są w większości złożone z wierzących?

                                                    W lubianej przez ciebie wikipedii można przeczytać:

                                                    "dla porównania, wśród wszystkich absolwentów uniwersytetów Cambridge i
                                                    oksfordzkiego od 1901 roku jest łącznie 140 laureatów nagrody Nobla, 7% z nich
                                                    wierzyło w Boga. Badania przeprowadzone w 1996 roku a opublikowane w Nature
                                                    wskazały, że wśród naukowców 60,7% nie wierzy w Boga. Badania przeprowadzone w
                                                    latach 2005-2006 ujawniły, iż jako niewierzący deklaruje się 64% naukowców. Więc
                                                    przedstawiam definicje wymyślone przez (statystycznie) ateistyczne środowiska
                                                    naukowe:

                                                    The Penguin English Dictionary: Atheism - the belief or doctrine that
                                                    there is no deity.

                                                    Cambridge Advenced Learne's Dictionary: Atheist - someone who believes
                                                    that God or gods do not exist.

                                                    Wielki Słownik Wyrazów Obcych i Trudnych, Langemscheidt - Ateizm – pogląd
                                                    , że nie istnieje Bóg lub bogowie.

                                                    Słownik Wyrazów Obcych, Aleksandra Jędrzejko, Videograf Edukacja: Ateizm –
                                                    pogląd
                                                    zaprzeczający istnieniu Boga.

                                                    Uniwersalny Słownik języka polskiego, PWN: Ateizm – pogląd negujący
                                                    istnienie Boga.

                                                    Wielki Słownik języka polskiego, Buchmann: Ateizm – odrzucenie wiary w
                                                    Boga albo w bóstwa.

                                                    Wielki Słownik języka polskiego, Krakowskie Wydawnictwo Naukowe: Ateizm –
                                                    pogląd
                                                    negujący istnienie Boga.

                                                    Stwierdzenie, że wszystkie (twoim zdaniem) złe definicje (a jest ich miażdżąca
                                                    większość) są napisane przez religiantów to pogląd bliski temu, jaki głosili
                                                    bracia Kaczyńscy o układzie. To jakaś śmieszna teoria spiskowa. A jedyna
                                                    „definicja” - ta, w której autorom nie udało się zdefiniować ateizmu - twoim
                                                    zdaniem jest dobra.

                                                    Głupoty gadasz, chłopcze

                                                    A to przykład twojej odpowiedzi, gdy nie wiesz co napisać.

                                                    Ja tu tylko oglądam poglądy innych i kwalifikuję je pod względem prawdziwości
                                                    lub matactwa.


                                                    A jak zakładasz sam temat to czyj pogląd oglądasz? Przecież to ty tworzysz
                                                    pierwszy pogląd, do którego inni się później odnoszą. Jesteś ateistą -
                                                    wygłaszasz pogląd.

                                                    Teza, że bóg istnieje jest oczywiście fałszywa. I tylko to mówię. A,
                                                    niestety, chłopcze, nie potrafiłbyś jej i Ty obronić.


                                                    A to kolejny przykład wygłoszenia poglądu.

                                                    Pogląd - sąd o czymś oparty na przeświadczeniu o prawdziwości lub fałszywości
                                                    czegoś.
                                                  • johnny_mielony Ateizm jest poglądem cz. 2 04.12.09, 01:05
                                                    I co do definicji hipokryzji i konformizmu, to istnieją w obu wyraźne
                                                    wskazania, że jest to rozdźwięk między tym, co się myśli (np. uważa się, że bóg
                                                    istnieje), a tym, co się mówi (w tym przypadku mówiąc, że nie istnieje). U mnie
                                                    tego nie ma. Poglądy, które tu czasem wyrażam w formie pisemnej są identyczne z
                                                    tym, co myślę (wtedy, kiedy to zdarzenie ma miejsce).


                                                    Pozwól, że przytoczę lubianą przez ciebie wikipedię:

                                                    Hipokryzja – fałszywość, dwulicowość, obłuda. Zachowanie lub sposób
                                                    myślenia i działania charakteryzujący się niespójnością stosowanych zasad
                                                    moralnych. Hipokryzja może się przejawiać na kilka sposobów:
                                                    - oficjalne głoszenie przestrzegania określonych zasad moralnych i jednoczesne
                                                    ich "ciche" łamanie, gdy nikt ważny tego nie widzi (np. głoszenie przez
                                                    polityka, że walczy z korupcją i jednoczesne branie przez tego polityka po cichu
                                                    łapówek).

                                                    I na tej podstawie uznałem, że jesteś hipokrytą. Mówisz, że nie wierzysz w Boga,
                                                    ale wychowałeś dzieci w wierze katolickiej. Mówisz, że nie wierzysz w Boga, ale
                                                    do niedawna śpiewałeś kolędy.

                                                    Konformizm (pot. ulegający wpływom) – w psychologii społecznej to
                                                    zmiana zachowania na skutek rzeczywistego, bądź wyobrażonego wpływu innych
                                                    ludzi. Podporządkowanie się wartościom, poglądom, zasadom i normom postępowania
                                                    obowiązującym w danej grupie społecznej. W tym rozumieniu jest to zmiana
                                                    związana z faktem, że członek grupy miał początkowo inne zdanie czy inaczej się
                                                    zachowywał niż grupa, a następnie je zmienił w kierunku zgodnym z oczekiwaniami
                                                    grupy.

                                                    Przykładem konformizmu w twoim wydaniu jest to, że pomimo iż jesteś ateistą
                                                    wziąłeś ślub kościelny. Sam przyznałeś, że zrobiłeś to ze względu na żonę. Ze
                                                    względu na żonę (obiecałeś jej to) wychowałeś dzieci w wierze katolickiej, o
                                                    czym też sam napisałeś, że dotrzymałeś tej obietnicy. Dlaczego jako ateista
                                                    wychowałeś dzieci w wierze katolickiej?

                                                    Nie jestem obłudny, jak Ty, jasiu, który kryjesz to fałszywie brzmiącym
                                                    uzasadnieniem, że robisz to z wygody.


                                                    Nie możesz się z tym pogodzić? Tak, robię jak mi wygodnie.

                                                    Wygodniej jest nie przyciskać klawisza shift niż to jako dodatkową czynność
                                                    zrobić.


                                                    A to już twoja subiektywna ocena... a mnie jest wygodniej tongue_out

                                                    Argument "wygody" ujawnia Twoją dwulicowość, zakłamanie.

                                                    W czym przejawia się moja dwulicowość? Genialne! Poprzez wciskanie klawisza
                                                    Shift (ojej napisałem to słowo z wielkiej litery) przejawia się moja dwulicowość
                                                    – Hahah! Kłamliwie naciskam Shift – jeszcze lepsze!

                                                    To są dwie hipotezy. Niezależne od siebie. Nad prawdziwością każdej z nich
                                                    można się zastanawiać oddzielnie.


                                                    Ujmę to inaczej. Logicznym zaprzeczeniem poglądu „Bóg istnieje” jest pogląd „Bóg
                                                    nie istnieje”.

                                                    Ale teizm ignoruję. Na co dzień w ogóle nie myślę, czy jakiś tam bóg
                                                    istnieje, czy nie.


                                                    Dobry żart z tym tekstem o tym, że ignorujesz teizm – to czemu proponujesz mi
                                                    założenie wątku, w którym zaprezentowałbyś mi dowody na nieistnienie Boga? To
                                                    przejaw tego, jak bardzo ignorujesz teizm? smile

                                                    A kto powiedział, że musisz codziennie myśleć na temat Boga? Przeciętny katolik,
                                                    czy jak ty to ujmujesz, religiant w ogóle nie myśli o Bogu. Chcesz powiedzieć,
                                                    że większość katolików to ateiści? Ale jeśli tak, to kto w tym kraju pisze te
                                                    definicje w słownikach, ateiści?

                                                    No właśnie przez swój brak wysiłku (a także ignorancję) Coś Ci się pomyliło,
                                                    kolejny raz. Nie rozróżniasz ignorowania i ignorancji.


                                                    Ignorancja - nieznajomość czegoś lub brak wiedzy z jakiejś dziedziny.

                                                    I tu już dałeś dupy, jasiu. Twój nick, to johnny_mielony. Pisany małą
                                                    literą. Johnny jest zdrobnieniem od imienia, które się na polski tłumaczy jako
                                                    jakieś zdrobnienie od Jana. Ja, logicznie, wybrałem jasia.


                                                    Epitety przełknę, ale wulgaryzmów nie toleruję, więc ci odpowiem tak: Rozglądnij
                                                    się po domu, nie wiesz czy przypadkiem twoja córa tyłka nie nadstawia? Jakby co,
                                                    ja tylko pytam. Chamskie odzywki to kieruj w stronę żony, która cię przed
                                                    ołtarz kościelny zaprowadziła... tam to nadstawiłeś tyłka!

                                                    I na tej podstawie wydedukowałeś, że mam na imię Jan? Pochopny wniosek. Bazując
                                                    na twojej logice faktycznie pomyliłem się, nie masz na imię Grześ, ty masz na
                                                    imię GRGKH – i ja się pytam – gdzie wtedy byli rodzice? big_grin

                                                    Ty przed długi czas nie mogłeś się domyślić, skąd to się wzięło. A teraz,
                                                    gdy wreszcie to do Ciebie dotarło - długo trwało, oj, długo wink - postanowiłeś
                                                    się "zemścić". Ale, jasiu, ujawniasz w tym przypadku, że Cię to zabolało


                                                    I tobie literówki się zdarzają („przed długi czas” - ale to jedyny raz, kiedy
                                                    zwrócę ci na to uwagę, bo osobiście uważam, że to szczegół, dobrze wiem, co
                                                    chciałeś napisać a literówki zdarzają się każdemu) Od razu wiedziałem, że stąd
                                                    to sobie wymyśliłeś, a pytania zadawałem tylko po to by mieć powód do śmiechu.
                                                    Oficjalnie cię informuję – nie mam na imię Jan, Janusz, Janek ani Jasio...
                                                    Johnny też nie, nie jesteś nawet blisko.

                                                    Prymitywny, zwierzęcy odruch

                                                    A fe! To było takie zwierzęce (ateistyczne)!

                                                    Ale, jasiu, każde użycie epitetu w stosunku do mnie ukazuje Twoja słabość.

                                                    Zaś twoje użycie epitetu względem mnie wskazuje na twoją moc? smile Rozwalasz mnie
                                                    swoją rozbuchaną logiką. Już raz napisałem – przygadał kocioł garnkowi.

                                                    Gdy ktoś nie ma siły argumentu, to - jak Ty teraz - sięga po argument siły.
                                                    To jest przyznanie się do porażki. Widoczne gołym okiem.


                                                    Ja nazywam rzeczy po imieniu, jesteś hipokrytą, obłudnikiem, konformistą i
                                                    nieukiem – ale epitetów! A co najważniejsze – to prawda, którą już dawno temu
                                                    udowodniłem, a teraz tylko patrzę jak się pogrążasz w swoim śmiesznym
                                                    przekonaniu, iż znasz definicję ateizmu.

                                                    Mnie się tez czasem zdarzało, że emocje brały górę nad opanowaniem, ale
                                                    gdybyśmy policzyli epitety, to Twoich jest znacznie więcej i częściej inicjujesz
                                                    taka wymianę.


                                                    To już tylko kwestia statystyki, nie chcesz mi chyba powiedzieć, że masz rację
                                                    tylko dlatego, że przedstawiłeś mniej epitetów smile bo w takim razie ja mam rację
                                                    przedstawiając cały szereg odnośników do definicji ateizmu, a ty tylko jeden smile
                                                    do tego jeszcze wcale nie potwierdzający twojej teorii, ale tego jeszcze nie
                                                    zauważyłeś albo nie chcesz tego zrozumieć.

                                                    Jasio nie umie argumentować inaczej. Wyrwał sie z patologicznego podwórka na
                                                    forum interetowe i szaleje.


                                                    Dziwię się, że jako ateista przyjmujesz sposób mówienia pana Kaczyńskiego... ale
                                                    może to ma jakiś związek z twoją hipokryzją. Pewnie jesteś prawicowym
                                                    konserwatystą smile

                                                    Pa, jasiu. Pozdrowienia dla Twojej mamy. Pisałeś ostatnio o niej. Nie
                                                    zapomnij przekazać.


                                                    Trudno będzie ją pozdrowić, kobieta już jakiś czas temu odeszła z tego świata
                                                    (jakbyś się nie domyślił - zmarła), no chyba że wierzysz iż ją spotkasz gdzieś
                                                    po śmierci.
                                                  • grgkh Jasio daje coraz bardziej ;) 04.12.09, 04:45
                                                    Jasio przyciął definicję hipokryzji o niewygodny dla siebie
                                                    fragment. Cytuję w całości tę jej część (za wikipedią):
                                                    CytatHipokryzja (od gr. hypokrisis, udawanie) – fałszywość,
                                                    dwulicowość, obłuda. Zachowanie lub sposób myślenia i działania
                                                    charakteryzujący się niespójnością stosowanych zasad moralnych.
                                                    Udawanie serdeczności, szlachetności, religijności, zazwyczaj po to,
                                                    by wprowadzić kogoś w błąd co do swych rzeczywistych intencji
                                                    i
                                                    wyciągnąć z tego jakieś korzyści.

                                                    Mówiłem już to, ale powtórzę. Nie wprowadzam nikogo w ten sposób w
                                                    błąd. Nie udaję. Zawsze otwarcie mówię, co myslę. A ślub brałem jako
                                                    niewierzący i nie udawałem, że jestem wierzący. Nie miałem żadnych
                                                    ukrytych intencji. Jeśli nieświadom wówczas konsekwencji obiecałem
                                                    żonie, że będzie mogła wychować dzieci na wierzące, to dotrzymałem
                                                    obietnicy nie osiągając celu, na którym mogłoby mi później zależeć.

                                                    Nie ma w tym nawet cienia hipokryzji, jasiu.

                                                    CytatKonformizm (pot. ulegający wpływom) (łac. conformo - nadaję
                                                    kształt) – w psychologii społecznej to zmiana zachowania na skutek
                                                    rzeczywistego, bądź wyobrażonego wpływu innych ludzi.
                                                    Podporządkowanie się wartościom, poglądom, zasadom i normom
                                                    postępowania obowiązującym w danej grupie społecznej. W tym
                                                    rozumieniu jest to zmiana związana z faktem, że członek grupy miał
                                                    początkowo inne zdanie czy inaczej się zachowywał niż grupa, a
                                                    następnie je zmienił w kierunku zgodnym z oczekiwaniami grupy.
                                                    Konformizm według Stanisława Miki to również zgodność, zbieżność
                                                    istniejąca między członkami grupy, jeśli chodzi o zachowania, normy
                                                    i postawy. Jako przeciwieństwo zachowania konformistycznego podawany
                                                    jest nonkonformizm lub antykonformizm.

                                                    Motywy konformizmu
                                                    Wyróżnia się trzy podstawowe motywy zachowań konformistycznych:

                                                    1) Lęk przed odrzuceniem. Ludzie boją się ośmieszenia, odrzucenia
                                                    i "wyjścia przed szereg", dlatego dostosowują się do zachowań innych
                                                    w grupie. Inaczej przeżywają lęk przed tym, że nie będą akceptowani
                                                    w grupie. (Szerzej zobacz: konformizm normatywny).

                                                    2) Pragnienie posiadania racji. W niektórych sytuacjach ludzie nie
                                                    wiedzą jakie zachowania są słuszne. Naśladują więc innych,
                                                    przyjmując, że skoro ktoś postępuje w dany sposób, to znaczy, że tak
                                                    należy zrobić. Na przykład: skoro wszyscy stoją przed przejazdem
                                                    kolejowym, mimo że nic nie jedzie, to znaczy, że należy stać z
                                                    jakiegoś powodu. (Szerzej: Konformizm informacyjny).

                                                    3) Do zachowań konformistycznych jesteśmy mobilizowani poprzez
                                                    istnienie sankcji za przestrzeganie (sankcje pozytywne) lub
                                                    nieprzestrzeganie norm grupowych (sankcje negatywne). W niektórych
                                                    małych grupach społecznych sankcje zmuszające ludzi do uległości
                                                    mogą przybrać skrajną formę, jak na przykład miało to miejsce w
                                                    sekcie Świątynia Ludu.

                                                    Przez cały czas, odkąd porzuciłem dziecięcy teizm, nie przyjąłem
                                                    poglądu o istnieniu boga ze względu na wymienione tu motywy (ani
                                                    żadne inne). Zawsze o tym, że jestem ateistą, informowałem
                                                    wszystkich, których to interesowało. W moim zachowaniu w związku z
                                                    teizmem nie ma konformizmu.

                                                    Nie znasz definicji, bezmyślnie je kopiujesz i nie rozumiesz, co w
                                                    nich jest zawarte.

                                                    > > Nie jestem obłudny, jak Ty, jasiu,
                                                    > > który kryjesz to fałszywie brzmiącym
                                                    > > uzasadnieniem, że robisz to z wygody.

                                                    > Nie możesz się z tym pogodzić? Tak, robię jak mi wygodnie.

                                                    Przeciwnie. Ale kłamiesz. Wygodniej byłoby NIE NACISKAĆ klawisza
                                                    shift niż to robić. Konformizm, hipokryzja?

                                                    > > Argument "wygody" ujawnia Twoją dwulicowość, zakłamanie.

                                                    > W czym przejawia się moja dwulicowość?

                                                    Masz inne motywy niż te, które podajesz.

                                                    > Kłamliwie naciskam Shift – jeszcze lepsze!

                                                    Nie. Podajesz kłamliwy powód dlaczego tak robisz. Już się z tego nie
                                                    wywiniesz.

                                                    > > To są dwie hipotezy. Niezależne od siebie.
                                                    > > Nad prawdziwością każdej z nich można się
                                                    > > zastanawiać oddzielnie.

                                                    > Ujmę to inaczej. Logicznym zaprzeczeniem poglądu
                                                    > „Bóg istnieje” jest pogląd „Bóg nie istnieje”.

                                                    Nie rozróżniasz poglądu od hipotezy. Dla Ciebie to to samo. I z tego
                                                    też się nie wywiniesz. smile

                                                    Ja boga ignoruję. A prawdziwość waszej hipotezy o istnieniu boga
                                                    oceniłem negatywnie. Ponieważ okazało się po jej analizie, że bóg
                                                    nie istnieje, no to widocznie nie istnieje. O czym więc wciąż
                                                    mówicie? A teraz już znów te hipotezy ignoruję.

                                                    > Dobry żart z tym tekstem o tym, że ignorujesz teizm
                                                    > – to czemu proponujesz mi założenie wątku, w którym
                                                    > zaprezentowałbyś mi dowody na nieistnienie Boga? To
                                                    > przejaw tego, jak bardzo ignorujesz teizm? smile

                                                    Powinieneś do tego nieistnienia sam dojść, ale masz jakieś
                                                    ograniczenia. Upośledzenie logiki? Chcę Ci pomóc, jasiu. Lubię mówić
                                                    ludziom prawdę. To jak będzie, skorzystasz? Decyduj szybko, bo zaraz
                                                    wracam do mojego ignorowania i nie wiem, czy drugi raz znajdę czas
                                                    dla Ciebie w tej kwestii.

                                                    > Ignorancja - nieznajomość czegoś lub brak wiedzy
                                                    > z jakiejś dziedziny.

                                                    No to mamy wyjaśnione. Ja ignoruję boga, a Ty jesteś ignorantem w
                                                    tym temacie.

                                                    > > I tu już dałeś dupy, jasiu.

                                                    > Epitety przełknę, ale wulgaryzmów nie toleruję,

                                                    Wycinam Twoje wulgarne epitety pod adresem mojej rodziny, której
                                                    przecież nie znasz.
                                                    Cytat"Miejski słownik slangu i mowy potocznej"

                                                    http://www.miejski.pl/slowo-Dawa%C4%87+dupy

                                                    Dawać dupy - Przegrać, ponieść porażkę

                                                    - Zdałeś ten egzamin?
                                                    - nie
                                                    - To znowu dałeś dupy

                                                    No teraz dałeś dupy po raz drugi, jasiu. Niepotrzebnie się wkurzasz
                                                    i sam używasz już ewidentnych wulgaryzmów. Dajesz się łatwo
                                                    prowokować. Mogę z Tobą robić, co zechcę. wink

                                                    > I na tej podstawie wydedukowałeś, że mam na imię Jan?
                                                    > Pochopny wniosek. Bazując na twojej logice faktycznie
                                                    > pomyliłem się, nie masz na imię Grześ, ty masz na
                                                    > imię GRGKH – i ja się pytam – gdzie wtedy byli rodzice?

                                                    Cienkie rozumowanie. Na psy schodzisz.

                                                    > Oficjalnie cię informuję – nie mam na imię Jan,
                                                    > Janusz, Janek ani Jasio...
                                                    > Johnny też nie, nie jesteś nawet blisko.

                                                    Nie chcę wiedzieć, jak masz na imię. Ale nick masz johnny, tak? Jak
                                                    mam się do Ciebie zwracać, jeśli nie poprzez nick? A że go tłumaczę
                                                    na polski, bo mi tak "wygodniej", to co w tym złego? smile Jeśli Ci się
                                                    nie podoba, to zmień nick.

                                                    > > Ale, jasiu, każde użycie epitetu w stosunku
                                                    > > do mnie ukazuje Twoja słabość.
                                                    >
                                                    > Zaś twoje użycie epitetu względem mnie wskazuje na
                                                    > twoją moc? smile Rozwalasz mnie swoją rozbuchaną logiką.

                                                    Przypisujesz mi swoje myśli.

                                                    > Już raz napisałem – przygadał kocioł garnkowi.

                                                    Ja się ukorzyłem wcześniej, przez co Ci odebrałem argument. Istotne
                                                    jest to, że Tobie nerwy puszczają częściej (jestem górą), że Ty
                                                    inicjujesz takie pyskówki częściej (znów jestem górą) i że nie
                                                    zdajesz sobie sprawy z tego, jak jesteś wtedy odbierany przeze mnie
                                                    (wywołujesz skutek odwrotny, a więc trzeci raz jestem górą). I znów
                                                    ta beznadziejna, wykrętna logika w tłumaczeniu. Jasiu, jeśli masz
                                                    się głupio tłumaczyć, to sobie w przyszłości daruj, bo się
                                                    pogrążasz. Dajesz dupy. wink Wszyscy to widzą. Tylko nie ty, biedny
                                                    jasio.

                                                    > a teraz tylko patrzę jak się pogrążasz w swoim śmiesznym
                                                    > przekonaniu, iż znasz definicję ateizmu.

                                                    Za to Ty znasz ich ze trzydzieści trzy. Choć są sprzeczne ze sobą,
                                                    to twierdzisz, że tłumaczą Twoją argumentację. Wybierz jedną, a
                                                    pozostałe odrzuć. Ale wtedy będziesz na identycznej ze mną pozycji.
                                                    Bo jak uzasadnisz, że własnie ta jest jedyna dobra? Ale spróbuj. Ja
                                                    też wybrałem jedną, logiczną, a pozostałe odrzuciłem. Ale mój wybór
                                                    potrafię uzasadnić.

                                                    Proste? No, do roboty, która z Twoich definicji jest słuszna? Wolno
                                                    Ci wybrać tylko jedną. smile

                                                    > nie chcesz mi chyba powiedzieć, że masz r
                                                  • grgkh Ateizm nie jest poglądem, jest jego brakiem 04.12.09, 02:58
                                                    > Tylko, że jeszcze mi nie przedstawiłeś definicji
                                                    > książkowej, która by potwierdzała twoje sugestie,
                                                    > bowiem z przytoczonej przez ciebie definicji
                                                    > (Ateizm. Brak wiary w boga lub wiara, że taki nie istnieje.)
                                                    > nie wynika to, co ty sugerujesz.

                                                    Definicji ateizmu jest wiele. Pokaż mi taką, która określa kim są
                                                    dzieci i ludzie dorośli, którzy nie zetknęli się z teizmem
                                                    -
                                                    teistami czy ateistami?

                                                    Dalszy Twój wysiłek w cytowanie wybranych przez Ciebie definicji nie
                                                    ma sensu, dopóki tego nie rozstrzygniesz. A jak już zakwalifikujesz
                                                    te osoby odpowiednio, to znajdź mi taką definicję, spośród tych,
                                                    które tu przytoczyłeś, w której się oni mieszczą.

                                                    I dalej...

                                                    Jaki pogląd (teistyczny czy ateistyczny) mają te osoby, jeśli nie
                                                    wiedzą o temacie
                                                    ?

                                                    > Czyli, że przyjmujesz taką możliwość, iż ateizm to pogląd.

                                                    Nie. Jest to brak poglądu teistycznego. Brak pogladu nie jest
                                                    poglądem.

                                                    > Z tego, co powyżej napisałeś wynika, iż do grupy ateistów
                                                    > zaliczają się tacy, którzy wyrażają pogląd, jak i tacy którzy
                                                    > go nie wyrażają. Więc jak to ma się do tego, co
                                                    > pisałeś wcześniej, że ateizm w ogóle nie jest poglądem?
                                                    > Jak się odniesiesz do tego, że tutaj na forum wielokrotnie
                                                    > wygłosiłeś pogląd, iż Bóg nie istnieje?

                                                    To nie jest pogląd ateistyczny. To odpowiedź na pogląd teistyczny
                                                    sugerujacy istnienie boga. Na początku jest pytanie-hipoteza "czy
                                                    bóg istnieje". Ja, jako ateista (dopóki nie zadeklarowałem się
                                                    teistą jestem ateistą), mogę sprawdzić czy to zdanie jest prawdziwe,
                                                    czy fałszywe. Samo sprawdzenie nie jest poglądem. Trzeba je potem
                                                    przyjąć dla siebie jako pewność (wiara to przekonanie o
                                                    prawdziwosci, to pewność). Ja dla siebie nadal ignoruję boga i
                                                    wszytkie tezy na jego temat. I nic dla mnie z tego nie wynika. A
                                                    dyskutować prawdziwość Twojej wiary w boga mogę. To Twoja hipoteza
                                                    przedstawiona publicznie, a potwierdzona uznaną przez Ciebie
                                                    deklaracją pewności staje się Twoim poglądem. Twoim, nie moim. Ja
                                                    boga ignoruję. Nie mam takiej hipotezy wśród tych, których
                                                    prawdziwość uznałbym i które mógłbym przedstawiać jako moje poglądy.

                                                    A pogląd n/t Twoich poglądów mogę mieć. smile Ale to inna kategoria i
                                                    nie dotyczy mojej wiary, niewiary, czy czegoś podobnego.

                                                    Powtarzam - nie mam poglądu na temat boga. Zauważ, że jeśli miałoby
                                                    być tak jak mówisz, to musiałbym mieć negatywny pogląd n/t
                                                    wszystkich istnień i/lub nieistnień jakie kiedykolwiek ludzie sobie
                                                    wymyślą lub nawet nie wpadną na to. Np. taka bździągwa. Nikt nie wie
                                                    co to jest. Nikt tego jeszcze nie zdefiniował. A Ty mógłbyś mi
                                                    przypisać abździągwizm jako pogląd. Może w końcu kiedyś mógłbym o
                                                    nim coś tam powiedzieć, że nie istnieje takie indywiduum, a potem
                                                    zapomnieć o temacie, czyli znów go ignorować. Ale ty, w swoim
                                                    oszołomskim rozumowaniu przypisywałbyś mi abździągwizm jako pogląd.

                                                    Nie, biedny jasiu... smile Gonisz w piętkę. Myślisz głupio, a może nie
                                                    myślisz? A może korzystasz z "myśli filozoficznej", o której
                                                    studiowanie Cię kiedyś podejrzewałem, a która w nieodwracalny sposób
                                                    zdeformowała w Twoim mózgu moduł odpowiedzialny za logikę.

                                                    > Więc przedstawiam definicje wymyślone przez (statystycznie)
                                                    > ateistyczne środowiska naukowe

                                                    Niepotrzebnie się wysilasz. Tracisz czas. Masz do rozwiązania
                                                    problem, który Ci podałem na początku tego posta. Zaczynasz mnie
                                                    wbijać w dumę. smile Czyżbym odkrył coś, o czym dotąd nikt nie
                                                    wiedział? No, chyba mała jest na to szansa. Ale jeśli wśród ludzi
                                                    nauki mało kto potrafi sformułować tę definicję poprawnie, tak by
                                                    nie dawało sie nią manipulować, to i tak jestem dobry. smile

                                                    Cóż, możesz mi zazdrościć. Ty tylko biernie odtwarzasz. Po mnie może
                                                    zostanie jakiś wartościowy ślad, po Tobie nic, biedny jasiu. smile

                                                    > > Głupoty gadasz, chłopcze

                                                    > A to przykład twojej odpowiedzi, gdy nie wiesz co napisać.

                                                    A nieprawda. Zaraz za tym zdaniem napisałem coś na temat. A
                                                    ta "ocena" jakości Twojej wypowiedzi dotyczyła takiego zdania:

                                                    > > > W innych miejscach wygłaszasz poglądy na temat tego,
                                                    > > > że Bóg nie istnieje.

                                                    Wygłaszam, ale nie są to moje poglądy. To dyskusja n/t poglądów
                                                    Twoich, które są fałszywe, sprzeczne z logiką. A więc głupie.

                                                    > A jak zakładasz sam temat to czyj pogląd oglądasz?

                                                    Czasem mój, a czasem nie mój. A czasem niczyj, bo są to luźne
                                                    rozważania, pod którymi nikt się nie podpisuje. Czasem też jestem
                                                    ciekaw, co inni o czymś myślą. Wstyd, żebym Ci takie proste sprawy
                                                    musiał tłumaczyć.

                                                    > > Teza, że bóg istnieje jest oczywiście fałszywa.
                                                    > > I tylko to mówię.
                                                    > > A, niestety, chłopcze, nie potrafiłbyś jej i Ty obronić.

                                                    > A to kolejny przykład wygłoszenia poglądu.

                                                    To jest ocena Twojego poglądu. Ja boga ignoruję, biedny jasiu. Czy
                                                    bym o nim słyszał, czy nie słyszał nigdy, to miałoby to na moje
                                                    postępowanie identyczny wpływ - zerowy. Bóg nie wpływa na moje
                                                    postępowanie. Bóg istniejący dla Ciebie wpływa natomiast na Ciebie i
                                                    jest Twoim poglądem. smile Biedny jasiu...

                                                    Czy jesteś biedny? A jaki jest Twój staus materialny, bo tak
                                                    odważnie sugeruję, że nienadzwyczajny, a przecież mogę się mylić?
                                                    Udało mi się trafić, czy chybiłem? Bo jeśli trafiłem, to bedę Cię
                                                    tak dalej opisywał, a jeśli chybiłem, to... może przeproszę za
                                                    posądzenie. smile

                                                    > Pogląd - sąd o czymś oparty na przeświadczeniu o prawdziwości
                                                    > lub fałszywości czegoś.

                                                    No właśnie. Dobry tekst. Choć kiedyś może jeszcze do niego wrócę,
                                                    żeby wyjaśnić z Tobą pewną wątpliwość interpretacyjną.

                                                    A jeśli ja ignoruję boga, to mam pogląd o nim, czy nie. wink Wiesz,
                                                    ignorowanie - nie ignorancja, bo czasem Ci się to myli - taki zwis
                                                    kompletny, kalafiorem. Mam natomiast pogląd o systemie Twoich
                                                    poglądów. smile

                                                    Nie widzę, żebyś miał szansę coś tu ugrać, biedny jasiu.

                                                    PS. Podoba mi się ta dyskusja. Naprowadza mnie na dość ciekawe
                                                    przemyślenia. Szlifuję jakość moich definicji. Wielkie dzięki za
                                                    Twój wkład i poświęcony mi czas.
                                                  • johnny_mielony Grgkh już chyba bardziej bredzić nie może cz. 1 11.12.09, 18:45
                                                    Jasio przyciął definicję hipokryzji o niewygodny dla siebie fragment. Cytuję
                                                    w całości tę jej część (za wikipedią):


                                                    Tylko, że zawarte w wikipedii hasła nie są formułowane jako definicje (a nawet
                                                    jeśli podejmują taką próbę to zawsze podchodzę do tego źródła informacji z dozą
                                                    niepewności). Od podawania definicji są słowniki (z tym, że ty ich nie
                                                    uznajesz). Zgodnie ze słownikiem języka polskiego hipokryzja to: obłuda,
                                                    dwulicowość, nieszczerość. Zaś według wikisłownika (który w tym przypadku jest
                                                    bardziej zasadny przy używaniu niż wikipedia – co nie zmienia faktu, że
                                                    wikipedia czy wikisłownik nie należą do najpewniejszych źródeł informacji)
                                                    czytamy: hipokryzja – zachowanie lub myślenie charakteryzujące się niespójnością
                                                    stosowanych zasad moralnych. I dlatego też przedstawiając definicję
                                                    hipokryzji posłużyłem się tylko tymi zdaniami, których potwierdzenie znalazłem w
                                                    innych źródłach, jednym bardziej, drugim mniej pewnym.

                                                    Udawanie serdeczności, szlachetności, religijności, zazwyczaj po to, by
                                                    wprowadzić kogoś w błąd co do swych rzeczywistych intencji i wyciągnąć z tego
                                                    jakieś korzyści.


                                                    Ale nawet i ta, przedstawiona przez ciebie część potwierdza to, co o tobie
                                                    napisałem (chcąc mi coś udowodnić już w ogóle chyba nie zainteresowałeś się
                                                    treścią, jaką dane zdanie przekazuje). Na forach internetowych grzmisz, jaka to
                                                    religia jest zła, jaki kościół jest straszny, ale w życiu codziennym jesteś
                                                    zwykłym religiantem i masz z tego korzyści - przede wszystkim spokój w domu,
                                                    rodzinka jest zadowolona bo dobry tatuś uczy dzieci pacierza i wychowuje je w
                                                    wierze katolickiej, tak jak to robią wszyscy przyzwoici katolicy (sam napisałeś
                                                    to, że obiecałeś wychowywać dzieci w wierze katolickiej i słowa dotrzymałeś). Z
                                                    drugiej strony trudno jest powiedzieć, co by się w domu działo (czy byłoby tak
                                                    spokojnie) gdybyś się narzeczonej postawił i nie chciał wziąć ślubu kościelnego
                                                    (skoro dla twojej żony było to tak ważne, że nie liczyła się z twoimi
                                                    przekonaniami/poglądami, równie dobrze twoja niechęć do wzięcia takiego ślubu
                                                    mogłaby doprowadzić do tego, że nigdy byście nie byli małżeństwem – to tylko
                                                    takie luźne dywagacje, więc nie trzeba brać ich zbytnio poważnie). Korzyści
                                                    jakie czerpałeś i czerpiesz z faktu wychowania dzieci w wierze katolickiej i
                                                    wzięcia ślubu kościelnego są oczywiste! To oczywiście ich nie dostrzegasz, tak
                                                    samo jak nie dostrzegasz tego, że napisanie zdania – Bóg nie istnieje i mogę ci
                                                    to udowodnić – jest wygłoszeniem poglądu, a nie brakiem poglądu.

                                                    Mówiłem już to, ale powtórzę. Nie wprowadzam nikogo w ten sposób w błąd. Nie
                                                    udaję. Zawsze otwarcie mówię, co myślę. A ślub brałem jako niewierzący i nie
                                                    udawałem, że jestem wierzący. Nie miałem żadnych ukrytych intencji
                                                    .

                                                    Tak, mówisz że nie należy iść do kościoła na mszę za rodzinę, na którą zaprasza
                                                    ktoś inny z rodziny, ale samemu do kościoła chodzisz, samemu wychowujesz dzieci
                                                    w wierze, obiecujesz żonie że będziesz je wychowywał, zgadzasz się na
                                                    ochrzczenie dzieci i śpiewasz kolędy. To, że brałeś ślub kościelny jako
                                                    niewierzący jest faktem, temu nie przeczyłem. Co do braku ukrytych intencji to z
                                                    tym bym polemizował.

                                                    Jeśli nieświadom wówczas konsekwencji obiecałem żonie, że będzie mogła
                                                    wychować dzieci na wierzące, to dotrzymałem obietnicy nie osiągając celu, na
                                                    którym mogłoby mi później zależeć.


                                                    O! Ktoś tu się próbuje wymigać od tego, co wcześniej napisał. Pozwól, że ci
                                                    przypomnę. Na pytanie, czy nie przyrzekałeś, że będziesz wychowywał dzieci w
                                                    wierze katolickiej odpowiedziałeś: "Obiecałem to żonie. I słowa dotrzymałem". I
                                                    właśnie na tym polega twoja hipokryzja smile

                                                    Przez cały czas, odkąd porzuciłem dziecięcy teizm, nie przyjąłem poglądu o
                                                    istnieniu boga ze względu na wymienione tu motywy (ani żadne inne).


                                                    To czemu wziąłeś ślub kościelny, gdzie przed Bogiem, w którego nie wierzysz
                                                    obiecywałeś, że będziesz wychowywał dzieci w wierze katolickiej? Dlaczego
                                                    obiecałeś żonie, że będziesz wychowywał dzieci w wierze katolickiej? Dlaczego
                                                    tego słowa dotrzymałeś? Dlaczego śpiewałeś kolędy przez kilkadziesiąt lat będąc
                                                    ateistą już jako nastolatek?

                                                    Zawsze o tym, że jestem ateistą, informowałem wszystkich, których to
                                                    interesowało. W moim zachowaniu w związku z teizmem nie ma konformizmu.


                                                    Tutaj na forum wszystkim o tym powiedziałeś, a czy w życiu osobistym oraz w domu
                                                    to w to wątpię. Przeciwko tobie świadczą fakty, że jako ateista uczestniczyłeś w
                                                    życiu religijnym kościoła katolickiego, chodzisz do kościoła i na pogrzeby,
                                                    wychowujesz dzieci w wierze. Świadczą o tym twoje własne słowa.

                                                    Nie znasz definicji, bezmyślnie je kopiujesz i nie rozumiesz, co w nich jest
                                                    zawarte.


                                                    Przedstawione definicje można zrozumieć bez problemu i ja też0 nie mam problemu
                                                    w ich zrozumieniu, ty masz, ponieważ one przeczą twojej ideologii, stawiają cię
                                                    w świetle ignoranta, który nie zna nawet definicji ateizmu, tak podstawowej
                                                    kwestii. Na potrzeby poparcia swojej śmiesznej definicji przytacza
                                                    pseudodefinicję, z której nie wynika ani trochę, że ateizm to tylko brak wiary.
                                                    Z przedstawionej przez ciebie „definicji” wynika, że ateizm to brak wiary albo
                                                    wiara – więc to nie jest definicja, bo definicja nie może sobie sama przeczyć.
                                                    Więc nawet gdyby uznać tę definicję (czego nie zrobię) to i tak ona przeczy
                                                    twojej ideologii, ponieważ ty stanowczo uważasz, że ateizm nie jest poglądem – a
                                                    z przedstawionej przez ciebie definicji wynika, że pogląd może być wygłoszony.

                                                    Przeciwnie. Ale kłamiesz. Wygodniej byłoby NIE NACISKAĆ klawisza shift niż
                                                    to robić. Konformizm, hipokryzja?


                                                    Udowodnij mi to, że nie jest mi wygodniej napisać Bóg zamiast bóg? Nie narzucaj
                                                    innym, ani też mi swoich pełnych hipokryzji, obłudy i zakłamania sposobów
                                                    myślenia. Gdzie twoja tolerancja, którą tak się chwalisz? I dlatego będę pisał
                                                    słowo Bóg tak jak mi wygodnie. Powołałem się już na to, iż robię tak ponieważ
                                                    jest mi wygodniej i przyjmij to wreszcie do wiadomości.

                                                    Masz inne motywy niż te, które podajesz.

                                                    Nie mam innych motywów. Mnie jest tak wygodniej.

                                                    Nie. Podajesz kłamliwy powód dlaczego tak robisz. Już się z tego nie
                                                    wywiniesz
                                                    .

                                                    Udowodnij mi, że kłamię. Za chwilę uruchomisz znów swoją logikę (zagubioną i
                                                    pomyloną). Przytoczysz jakąś inną moją wypowiedź, z której wynika że nie robię
                                                    tego dla mojej wygody? Bo tylko tak mógłbyś udowodnić mi, że kłamię, bo każdym
                                                    innym sposobem to jedynie przedstawisz swoje śmieszne wynurzenia, z których nic
                                                    nie wynika (takie dziecięce bajdurzenie).
                                                  • johnny_mielony Grgkh już chyba bardziej bredzić nie może cz. 2 11.12.09, 18:46
                                                    Nie rozróżniasz poglądu od hipotezy. Dla Ciebie to to samo. I z tego też się
                                                    nie wywiniesz.


                                                    Tyle już masz lat i jeszcze nie kupiłeś sobie słownika? Ale wstyd!

                                                    Pogląd (Słownik języka polskiego) – sąd o czymś oparty na
                                                    przeświadczeniu o prawdziwości lub fałszywości czegoś.

                                                    Hipoteza (Słownik języka polskiego) – 2. jakikolwiek sąd niezupełnie
                                                    pewny.

                                                    Ojej, w obu słowach mamy do czynienia z jakimś sądem! Więc czym jest ten sąd?

                                                    Sąd (Słownik języka polskiego) - opinia o czymś.

                                                    Więc (logicznie rzecz ujmując) pogląd to opinia o czymś oparta na
                                                    przeświadczeniu o prawdziwości, a hipoteza to jakakolwiek opinia, która jest
                                                    niezupełnie pewna. Faktem jest, że hipoteza i pogląd nie są tym samym (a jeśli
                                                    napisałem że są tym samym, to przedstaw mi stosowny link. Ale niech zgadnę – nie
                                                    zrobisz tego, co więcej, zupełnie przemilczysz to zdanie), ale obydwa są pewnego
                                                    rodzaju opinią – słownikowo mogę tak to rozważać.

                                                    A prawdziwość waszej hipotezy o istnieniu boga oceniłem negatywnie. Ponieważ
                                                    okazało się po jej analizie, że bóg nie istnieje, no to widocznie nie istnieje.


                                                    Więc piszesz, że coś oceniłeś – czyli, że wydałeś opinię/pogląd (Słownik języka
                                                    polskiego: Opinia - przekonanie o czymś, pogląd na jakąś sprawę)! Oj grgkh,
                                                    biedaku – sam sobie przeczysz. Nikt nie powiedział, że pogląd iż „Bóg nie
                                                    istnieje” został sformułowany jako pierwszy, to właściwie nie ma znaczenia.
                                                    Pogląd ten został wykreowany w odpowiedzi na pogląd, iż „Bóg istnieje”:
                                                    - Jedna grupa przedstawia pogląd iż coś jest, a druga przedstawia pogląd (nawet
                                                    i po analizie), że czegoś nie ma.

                                                    Obie strony wyrażają pogląd, a nie tak jak ty to logiku (ale słowo to nabiera
                                                    zupełnie odmiennego znaczenia) próbujesz zakręcić, że jedna strona wygłasza
                                                    pogląd, a druga wygłasza brak poglądu, bo gdyby wygłosiła brak poglądu to wtedy
                                                    dyskusja wyglądałaby następująco:
                                                    - Jedna grupa przedstawia pogląd, iż coś jest, a druga wygłasza brak poglądu
                                                    (bez analizy) – nie ma zdania czy coś jest, czy też tego nie ma.

                                                    Jeśli druga grupa określi choćby w minimalnym stopniu swój sceptycyzm co do
                                                    poglądu lub też wygłosi akceptację dla poglądu pierwszej grupy to już wyraża pogląd.

                                                    Powinieneś do tego nieistnienia sam dojść, ale masz jakieś ograniczenia.

                                                    Nie o tym jest dyskusja, więc nie podejmuję w ogóle tego tematu – ja rozumiem,
                                                    że masz już gotowy pogląd, który chciałbyś za wszelką cenę mi tu wyłożyć, ale
                                                    nie o tym jest temat staruszku – tematem jest: twoje poglądy vs twoje
                                                    postępowanie – z którego wynika, że jesteś hipokrytą, kłamcą, konformistą i
                                                    niepraktykującym ateistą, a także nie znasz definicji.

                                                    Chcę Ci pomóc, jasiu. Lubię mówić ludziom prawdę. To jak będzie,
                                                    skorzystasz? Decyduj szybko, bo zaraz wracam do mojego ignorowania i nie wiem,
                                                    czy drugi raz znajdę czas dla Ciebie w tej kwestii.


                                                    Prawda o tobie, jaką tutaj sam przedstawiłeś jest dla ateistów bardzo smutna,
                                                    ponieważ przynosisz im hańbę. Znasz prawdę? To czemu nie wprowadziłeś jej w
                                                    życie tylko konformistycznie pod wpływem wziąłeś ślub kościelny i pod tym samym
                                                    wpływem wychowałeś dzieci w wierze katolickiej! Piszesz, że to było tak dawno
                                                    temu, ale przecież jeszcze do niedawna śpiewałeś kolędy, a także zastanawiasz
                                                    się, czy jeszcze w tym roku nie weźmiesz udziału w łamaniu się opłatkiem
                                                    przyniesionym od księdza. Jesteś więźniem swojej żony, a na tym forum śmiesz
                                                    bezczelnie twierdzić, że znasz prawdę – nikogo nie obchodzą prawdy obłudnika.
                                                    Twoje zdanie warte jest w efekcie tyle, co zdanie księdza (który po kryjomu
                                                    uprawia seks z zakonnicą) jak to celibat jest wspaniały.

                                                    Mnie w tej dyskusji w ogóle nie interesuje to, czy Bóg istnieje, czy też nie
                                                    istnieje, czy coś robi, czy też jest bierny, nie obchodzą mnie też dowody na
                                                    jego istnienie i brak istnienia – jeszcze tego staruszku nie zauważyłeś?

                                                    [quote] Żal mi Cię, jasiu. Tyle wysiłku poświęcasz na swoje posty, a ja, ledwo
                                                    rzucajac na nie okiem, potrafię je w jednym momencie spuentować.


                                                    No właśnie przez swój brak wysiłku (a także ignorancję) udowadniasz logiczność
                                                    tego, że jakieś pojęcie czymś jest lub tym nie jest. To czym jest?


                                                    No właśnie przez swój brak wysiłku (a także ignorancję) Coś Ci się pomyliło,
                                                    kolejny raz. Nie rozróżniasz ignorowania i ignorancji.


                                                    [i] Ignorancja - nieznajomość czegoś lub brak wiedzy z jakiejś dziedziny. [/b]

                                                    No to mamy wyjaśnione. Ja ignoruję boga, a Ty jesteś ignorantem w tym
                                                    temacie
                                                    . [/quote]

                                                    A to przykład jak pięknie manipulujesz, wstydź się, taki stary, a posługuje się
                                                    dziecinnymi sztuczkami. Temat dotyczy czegoś zupełnie innego, a mianowicie tego,
                                                    że zarzuciłem ci brak wiedzy (ignorancję), zaś ty zasugerowałeś, iż nie znam
                                                    definicji. Przedstawiłem ci definicję, która potwierdza to, że użyłem słowa
                                                    prawidłowo. Zamiast przemilczeć fakt, że jesteś nieukiem, który nie zna pojęć,
                                                    postanowiłeś bezczelnie zmienić temat/odwrócić kota ogonem – manipulancie
                                                    przebrzydły.

                                                    I tu już dałeś dupy, jasiu.

                                                    Epitety przełknę, ale wulgaryzmów nie toleruję (dalszą część wyciąłeś),
                                                    więc ci odpowiem tak: Rozglądnij się po domu, nie wiesz czy przypadkiem
                                                    twoja córa tyłka nie nadstawia? Jakby co, ja tylko pytam. Chamskie odzywki to
                                                    kieruj w stronę żony, która cię przed ołtarz kościelny zaprowadziła... tam to
                                                    nadstawiłeś tyłka!


                                                    Wycinam Twoje wulgarne epitety pod adresem mojej rodziny, której przecież
                                                    nie znasz.


                                                    A to kolejny przykład, który jedynie potwierdza fakt, że nie znasz pojęć.

                                                    Dupa (słownik języka polskiego) – wulg. część ciała, na której się siada.

                                                    Dlatego napisałem, że jesteś wulgarny, wcześniej też ci to napisałem Więc teraz
                                                    przedstaw mi, które ze słów użytych przeze mnie jest wulgarne. Już wcześniej
                                                    zarzuciłeś mi, że jestem wulgarny, więc powróćmy i do tamtego. Gdy napisałem
                                                    „rynsztokowa logika” zarzuciłeś mi używanie wulgaryzmów – które ze słów jest
                                                    wulgarne „rynsztok” czy „logika”? Tylko tym razem odnieś się do wszystkich
                                                    kwestii, o które pytam. Widzę, że pobłażanie w tych kwestiach prowadzi tylko do
                                                    rozwlekania tematu na nieistotne kwestie, w których też się gubisz, ale
                                                    przynajmniej nie musisz się ośmieszać jakim to jesteś obłudnikiem. Za wszelką
                                                    cenę uciekasz od pytań, które ci zadaję, bo są one dla ciebie niewygodne.

                                                    Niepotrzebnie się wkurzasz i sam używasz już ewidentnych wulgaryzmów. Dajesz
                                                    się łatwo prowokować.


                                                    Czekam – przedstawisz mi wulgaryzmy? Pogrążasz się zupełnie staruszku.

                                                    Ja się ukorzyłem wcześniej, przez co Ci odebrałem argument.

                                                    Jaki argument? Po prostu przyznałeś mi rację, że jesteś wulgarny – ty mi jeszcze
                                                    nie udowodniłeś, że jestem wulgarny. Nie używam w porównaniu do ciebie
                                                    wulgaryzmów. Ciągle zarzucasz mi to, że jestem od ciebie młodszy, ale w takim
                                                    wypadku skoro jesteś taki starszy to najwyraźniej zapomniałeś, że się nie
                                                    powinno używać wulgaryzmów, no chyba że cię tak wychowali.

                                                    Wszyscy to widzą. Tylko nie ty, biedny jasio.

                                                    Znów przywołujesz duchy tych małych ludków, co w nocy przynoszą ci pod poduszkę
                                                    cukierki?
                                                  • johnny_mielony Grgkh już chyba bardziej bredzić nie może cz. 3 11.12.09, 18:47
                                                    a teraz tylko patrzę jak się pogrążasz w swoim śmiesznym przekonaniu, iż
                                                    znasz definicję ateizmu.


                                                    Za to Ty znasz ich ze trzydzieści trzy. Choć są sprzeczne ze sobą, to
                                                    twierdzisz, że tłumaczą Twoją argumentację.


                                                    I właśnie chodzi o to, że nie są ze sobą sprzeczne. Najwyraźniej zapomniałeś,
                                                    więc przedstawię ci ich większość na dowód tego, jak się błaźnisz:
                                                    The Penguin English Dictionary: Atheism - the belief or doctrine that
                                                    there is no deity.

                                                    Cambridge Advenced Learne's Dictionary: Atheist - someone who believes
                                                    that God or gods do not exist.

                                                    Wielki Słownik Wyrazów Obcych i Trudnych, Langemscheidt - Ateizm – pogląd
                                                    , że nie istnieje Bóg lub bogowie.

                                                    Słownik Wyrazów Obcych, Aleksandra Jędrzejko, Videograf Edukacja: Ateizm –
                                                    pogląd zaprzeczający istnieniu Boga.

                                                    Uniwersalny Słownik języka polskiego, PWN: Ateizm – pogląd negujący
                                                    istnienie Boga.

                                                    Wielki Słownik języka polskiego, Buchmann: Ateizm – odrzucenie wiary w
                                                    Boga albo w bóstwa.

                                                    Wielki Słownik języka polskiego, Krakowskie Wydawnictwo Naukowe: Ateizm –
                                                    pogląd negujący istnienie Boga.

                                                    Ateizm (Wikisłownik) - filoz.pogląd w jednoznaczny sposób odrzucający wiarę w
                                                    istnienie boga lub bogów;

                                                    Ateizm (Wikipedia) – odrzucenie teizmu lub stanowisko, że bóstwa nie istnieją
                                                    (pogląd i stanowisko stanowią synonimy).

                                                    Ateista (Racjonalista.pl) - zwolennik ateizmu, poglądu zaprzeczającego
                                                    istnieniu Boga lub odrzucający wiarę religijną (Słownik Wyrazów Obcych Wydanie
                                                    Nowe, PWN 1996).

                                                    Ateizm (Bryk.pl) - pogląd (postawa) odrzucający wiarę w Boga (bogów),
                                                    zaprzeczająca jego
                                                    istnieniu.

                                                    Ateizm (Słownik Jezyka Polskiego) - pogląd zaprzeczający istnieniu Boga.

                                                    Ateizm (Encyklopedia PWN) filoz. pogląd zaprzeczający istnieniu bogów, a
                                                    zwłaszcza Boga religii monoteistycznych;

                                                    Z tych wszystkich definicji wynika jedno. Nie muszę wybierać tylko jednego z
                                                    tych wszystkich tu przedstawionych, ponieważ z nich wszystkich wynika jedno (a
                                                    poza tym, co to za metoda?). Zaś z twojej „definicji” nic nie wynika, bo to nie
                                                    jest definicja. Nie można przedstawić definicji w takiej formie, że ateizm to
                                                    pogląd lub brak poglądu. Ja rozumiem, że ateiści w takich warunkach sobie
                                                    wybierają to, co im pasuje, ale tak się nie buduje definicji. Celem definicji
                                                    jest objaśnienie znaczenia wyrazu, a nie przedstawienie sprzecznych ze sobą
                                                    zdań. W rezultacie zaprezentowano sprzeczne zdania, w których jedno musi być
                                                    błędne i jest nim te, które sugeruje, że ateizm jest brakiem poglądu, ale tylko
                                                    nielogiczny, ograniczony człowiek może dojść do przekonania, że z przedstawionej
                                                    przez ciebie definicji wynika coś spójnego.

                                                    Widzę, że rozmydlając sedno tematu stawiasz mi kolejne durnowate zadania, więc i
                                                    ja mam dla ciebie zadanie. Poczekam, aż ty odpowiesz na moje pytania, bo czekam
                                                    już naprawdę długo i najzwyklej je omijasz, bo są dla ciebie niewygodne.

                                                    - Jako ateista brałeś czynny udział w ślubie kościelnym, do którego (czego nie
                                                    kwestionuję) namówiła Cię żona. To przykład konformizmu.
                                                    - Na pytanie, czy nie przyrzekałeś, że będziesz wychowywał dzieci w wierze
                                                    katolickiej odpowiedziałeś: "Obiecałem to żonie. I słowa dotrzymałem", a efektem
                                                    jest to, że są wierzące. Co więcej wcześniej napisałeś "uważałem, że nie powinno
                                                    się takiego przyrzeczenia łamać". To wystarczający przykład twojej hipokryzji.
                                                    - Nie ma nic dziwnego w tym, że człowiek wierzący śpiewa kolędy. Ale ty przez
                                                    dziesiątki lat nie wierzyłeś i coś takiego robiłeś - dostrzegasz tę logiczną
                                                    różnicę? Śpiewanie kolęd przez niewierzącego nie jest normalne!
                                                    - bierzesz praktyczny udział w religijnej celebrze! Uczestniczenie w tego typu
                                                    praktykach jest popieraniem tych praktyk. Sam w końcu napisałeś "Oceniłeś go
                                                    pozytywnie, a więc mu kibicujesz" - napisałeś to w innym kontekście, ale myślę
                                                    że w takim razie mogę twoje zdanie odnieść do praktykowania dzielenia się
                                                    opłatkiem. Jeśli to robisz to znaczy, że oceniasz to pozytywnie - kibicujesz temu!
                                                    - gdy łamiesz się opłatkiem, bierzesz ślub kościelny, wychowujesz dzieci po
                                                    katolicku - to jest uczestniczenie w religii.
                                                    - twoje uczynki mówią co innego. I ty i księża, o których napisałeś jesteście
                                                    hipokrytami. Przedstawiony przez ciebie ksiądz robi jedno (odprawia msze itp.) a
                                                    myśli co innego (nie wierzy) - to hipokryzja. Ty zaś robisz jedno (będąc ateistą
                                                    wychowałeś dzieci w wierze, wziąłeś ślub kościelny, śpiewałeś kolędy, zgodziłeś
                                                    się na to by ochrzczono twoje dzieci) a myślisz co innego (nie wierzysz) - to
                                                    też hipokryzja.
                                                    - choinkę na święta też stawiasz, normalnie celebrujesz Święta Bożego
                                                    Narodzenia! To samo robią wszyscy wierzący, tylko że oni to robią bo wierzą, a
                                                    ty to robisz w sposób dwulicowy.
                                                    - Otóż napisałeś: "Ja brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu.
                                                    Ja jako ateista,żona jako wierząca. Ona tego potrzebowała, a więc w imię
                                                    tolerancji nie wolno mi było jej tego odbierać" - to przykład tego, że wziąłeś
                                                    ślub ze względu na wpływ żony.
                                                    - Jak to wytłumaczysz, że w przedstawionej przez ciebie definicji dana rzecz
                                                    jest czymś lub tego
                                                    przeciwieństwem (żeby było jasne - to nie jest definicja, więc przedstaw definicję)?
                                                    - Chcesz mi powiedzieć, że środowiska naukowe są w większości złożone z wierzących?

                                                    Twoje cytaty, dla przypomnienia:

                                                    - „No właśnie - czary mary, hokus pokus. To jest w tym wszystkim
                                                    najzabawniejsze. Ale dlaczego ktoś rozsądny ma swoją obecnością popierać takie
                                                    bzdety? Nie powinien”.
                                                    - „Ja brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu. Ja jako ateista,
                                                    żona jako wierząca”.
                                                    - "Do niedawna spotykałem się z gronem moich przyjaciół raz do roku na
                                                    tradycyjnym,w okolicy trzech króli urządzanym zjeździe, którego celem głównym
                                                    jest (mam i w tym roku zaproszenie) śpiewanie kolęd".
                                                    - "A, niech tam będzie. Może rzeczywiście w święta, gdy się spotkam z resztą
                                                    rodziny podlegającej tej tradycji, użyjemy tego kawałka pieczywa".
                                                    - "Człowiek, który ma zasady i stosuje się do nich ma spokojne sumienie i czuje,
                                                    że żyje w zgodzie ze sobą. A ten, kto się płaszczy staje się niewolnikiem i
                                                    potem już sam nie wie jak powinien się w życiu zachowywać".

                                                    Dalszy Twój wysiłek w cytowanie wybranych przez Ciebie definicji nie ma
                                                    sensu, dopóki tego nie rozstrzygniesz.


                                                    Wybranych? A możesz mi przedstawić inną definicję książkową? Wciąż na nią
                                                    czekam, bo do tej pory uraczyłeś mnie tylko jakąś pseudodefinicją, z której nic
                                                    nie wynika. Przedstaw mi wreszcie jakąś definicję książkową to wtedy pogadamy.
                                                    Na obecnym etapie nie znasz jedynej właściwej definicji ateizmu, którą ja ci
                                                    przedstawiłem, a ty ją negujesz.
                                                  • johnny_mielony Grgkh już chyba bardziej bredzić nie może cz. 4 11.12.09, 18:48
                                                    A pogląd n/t Twoich poglądów mogę mieć.

                                                    Więc jednak dopuszczasz możliwość tego, że ateizm jest poglądem na pogląd teizmu
                                                    (bo teizm jest poglądem). Gratuluję, powoli dochodzisz do prawdy.

                                                    Powtarzam - nie mam poglądu na temat boga. Zauważ, że jeśli miałoby być tak
                                                    jak mówisz, to musiałbym mieć negatywny pogląd n/t wszystkich istnień i/lub
                                                    nieistnień jakie kiedykolwiek ludzie sobie wymyślą lub nawet nie wpadną na to.


                                                    I dlatego ateizm odrzuca wszelkie istnienie Boga lub bogów, bóstw – nie wybiera
                                                    sobie konkretnego Boga, ale wszystkich sprowadza do jednego uogólnionego Boga. A
                                                    to, że wyrażasz poglądy jest faktem, już przedstawiałem cytaty twoich
                                                    wypowiedzi, które o tym świadczą, zakładałeś również tematy, w których nie
                                                    odpowiadasz na niczyje zdanie tylko samowolnie przedstawiasz swój pogląd iż Bóg
                                                    nie istnieje... aż przesiąkasz poglądami na temat Boga, którego rzekomo
                                                    ignorujesz, gdybyś ignorował temat Boga to byś w ogóle się tu nie wypowiadał.
                                                    Gdy ktoś się mnie pyta, co uważam na jakiś tam temat, mogę odpowiedzieć „nie mam
                                                    na to poglądu” i koniec, wtedy faktycznie można mówić, że wyraziłem brak
                                                    poglądu. Ty natomiast bardzo chętnie dowodzisz swoich prawd i dlatego mam prawo
                                                    uznać, że wyrażasz poglądy, a nie ich brak. Największym ośmieszeniem twojej
                                                    logiki jest to, że pisząc „Bóg nie istnieje” twierdzisz, że to nie pogląd smile a
                                                    co więcej to brak poglądu big_grin To tak głupie, że aż śmieszne. Wypowiadając się na
                                                    forum i dowodząc nieistnienia Boga dowodzisz na własnym przykładzie, że masz
                                                    wyrobiony pogląd, a pytanie się o tych do których się sam nie zaliczasz jest
                                                    bezcelowe, bo nie rozmawiamy o nich tylko o tobie. Sam na sobie potwierdzasz to,
                                                    że ateizm to pogląd. Masz pogląd i go wygłaszasz, tylko że czym innym jest
                                                    praktyka życiowa. W życiu prywatnym, gdy cię forumowicze nie widzą jesteś
                                                    przykładnym katolikiem, który wychowuje dzieci w wierze, który godzi się na to
                                                    by były ochrzczone, by przyjęły pierwszą komunię, idziesz na ślub i śpiewasz
                                                    kolędy. Nie jesteś konformistą, to czemu wziąłeś ślub kościelny, gdy miałeś już
                                                    cywilny? Jesteś konformistą i tyle, wstydź się, bo wyparłeś się swojego ateizmu
                                                    stojąc na ślubnym kobiercu, to samo zrobiłeś później gdy chrzciłeś dzieci,
                                                    zapewne w tym samym kościele powierzałeś swoje dzieci Bogu, w którego rzekomo
                                                    nie wierzysz. Odpowiedz więc na podstawowe pytanie: Skoro ty wychowujesz dzieci
                                                    w wierze, bierzesz ślub kościelny, śpiewasz kolędy (dobrowolnie) to czemu
                                                    sugerujesz innym, by ci nie szli do kościoła na mszę gdy zostali na nią
                                                    specjalnie zaproszeni? Od tego wywodzi się cała dyskusja. To czy jesteś ateistą,
                                                    agnostykiem czy jakkolwiek się nie nazwiesz NIE MA NAJMNIEJSZEGO ZNACZENIA.
                                                    Istotne jest to, że ty robisz jedno, a innym wyrzucasz to, że zastanawiają się
                                                    nad pójściem do kościoła.

                                                    A Ty mógłbyś mi przypisać abździągwizm jako pogląd.

                                                    Fajna nazwa, pobawię się w tę grę. Jeśli wypowiesz zdanie, że „abździągwa nie
                                                    istnieje” i będziesz chciał mi to udowodnić to uznam, że masz na ten temat
                                                    pogląd (a jak to sobie nazwiesz jest mi obojętne).

                                                    A może korzystasz z "myśli filozoficznej", o której studiowanie Cię kiedyś
                                                    podejrzewałem


                                                    Jak na razie to ty się posłużyłeś Oxford Dictionary of Philosophy smile

                                                    Cóż, możesz mi zazdrościć. Ty tylko biernie odtwarzasz. Po mnie może
                                                    zostanie jakiś wartościowy ślad, po Tobie nic, biedny jasiu.


                                                    Posługuję się słowem w jego znaczeniu, a ty zaprzeczając bezmyślnie i wymyślając
                                                    głupawą definicję jedynie przysporzysz przyszłym pokoleniom wiele śmiechu, tak
                                                    jak ci goście co wymyślają, że będzie koniec świata, idą na górę i czekają na
                                                    przylot kosmitów, a gdy wybija magiczna godzina, nic się nie dzieje wszyscy z
                                                    zażenowaniem odchodzą, zaś następne pokolenia wymieniają durnia i się śmieją, że
                                                    ktoś tak mógł jeszcze myśleć. Taki będzie po tobie ślad, a jego wartość może być
                                                    najwyżej taka, że w przyszłości już nikt się takim myśleniem nie będzie kierował.

                                                    A czasem niczyj, bo są to luźne rozważania, pod którymi nikt się nie
                                                    podpisuje


                                                    Śmiesznie to ująłeś, ale prawda jest taka, że zamiast luźnych rozważań
                                                    wygłaszasz jasny pogląd, a następnie go udowadniasz. Wygłaszasz poglądy
                                                    staruszku i już nie jesteś w stanie tego zmienić.
                                                  • grgkh Re: Grgkh już chyba bardziej bredzić nie może cz. 12.12.09, 23:40
                                                    johnny_mielony napisał:

                                                    > A pogląd n/t Twoich poglądów mogę mieć.

                                                    > Więc jednak dopuszczasz możliwość tego,
                                                    > że ateizm jest poglądem na pogląd teizmu
                                                    > (bo teizm jest poglądem).
                                                    > Gratuluję, powoli dochodzisz do prawdy.

                                                    Nie mam poglądu n/t boga, bo go ignoruję. Nie istnieje w moim światopoglądzie
                                                    potrzeba umieszczania takiego poglądu. Żyję sobie bez niego.

                                                    Brak światła nie jest rodzajem światła. Brak poglądu teistycznego nie jest
                                                    poglądem n/t boga. Mijasz się z prawdą. Mój pogląd dotyczy WYŁĄCZNIE! kwestii
                                                    poprawności Twojego poglądu, a to nie jest to samo. Najwidoczniej masz
                                                    ograniczoną wyobraźnię, która Ci nie pozwala tego rozróżniać. Ale to Twoja
                                                    ułomność, nie moja.

                                                    > Powtarzam - nie mam poglądu na temat boga.
                                                    > Zauważ, że jeśli miałoby być tak jak mówisz,
                                                    > to musiałbym mieć negatywny pogląd n/t wszystkich
                                                    > istnień i/lub nieistnień jakie kiedykolwiek
                                                    > ludzie sobie wymyślą lub nawet nie wpadną na to.
                                                    >

                                                    >
                                                    > I dlatego ateizm odrzuca wszelkie istnienie Boga lub bogów,
                                                    > bóstw – nie wybiera sobie konkretnego Boga, ale wszystkich
                                                    > sprowadza do jednego uogólnionego Boga.

                                                    Ateizm niczego nie musi odrzucać. Ateista rodzi się ateistą, niczego czynnie w
                                                    kwestii bogów nie postanawiając. Ateista może przeżyć całe życie nawet nie
                                                    podejrzewając, że ktoś mógłby sobie boga wymyślić. I ja żyję tak, jak ten
                                                    ateista. Nie opieram swoich decyzji na istnieniu bądź nieistnieniu boga, co
                                                    najwyżej reaguję na aktywność religii, która może mi przeszkadzać. Nie mogę się
                                                    wtrącać w życie innych ludzi i dlatego także muszę tolerować ich poglądy i
                                                    zachowania z nimi związane. Ale to całkiem inna sprawa, której Twój mózg nie
                                                    potrafi, ze względu na podporządkowanie dogmatowi, pojąć.

                                                    Ateizm jest brakiem teizmu. Teizm "coś" zawiera (ma swoje założenia) i z reguły
                                                    narzuca coś w konsekwencji ich istnienia. Ateizm nie zawiera tego, co zawiera
                                                    teizm, jest w tym miejscu pusty, i dlatego nie może niczego ludziom narzucać.

                                                    Reakcja ludzi (teistów i ateistów) na religię w życiu społecznym nie jest
                                                    związana w niczym z teizmem lub ateizmem, i dla obu opcji może być identyczna.

                                                    > Gdy ktoś się mnie pyta, co uważam na jakiś tam temat,
                                                    > mogę odpowiedzieć „nie mam na to poglądu” i koniec,
                                                    > wtedy faktycznie można mówić, że wyraziłem brak
                                                    > poglądu.
                                                    > Ty natomiast bardzo chętnie dowodzisz swoich prawd
                                                    > i dlatego mam prawo uznać, że wyrażasz poglądy, a nie ich brak.

                                                    Szczerze mówiąc, to wkurza mnie klerykalizacja życia społecznego w Polsce.
                                                    Szukam jej przyczyny. Zdaję sobie sprawę z tego, że bierze się ona z odwiecznej
                                                    walki o władzę, w której religia stanowi doskonałe narzędzie do ogłupiania i
                                                    wykorzystywania ogłupionych oraz towarzyszącej im mniejszości.

                                                    A co Ty myślisz o klerykalizacji Polski?

                                                    Gdy się buntuję, to zastanawiam się, skąd to się bierze. Zauważam, że podstawą
                                                    tej bzdury jest fałszywy dogmat teistów. Ja widzę jego fałszywość i chętnie się
                                                    tą wiedzą dzielę z tymi, którzy jej nie posiadają.

                                                    I to jest cała przyczyna mojej aktywności. Poza tym mam boga w dupie. I niczego
                                                    z moich innych poglądów nie opieram na zastanawianiu się czy istnieje lub nie
                                                    istnieje. Ignoruję tę hipotezę. Nie jest mi potrzebna. Pod tym względem czuję
                                                    się jak noworodek. Świat jest piękny, a ja nie zamierzam posługiwać się w jego
                                                    opisywaniu dla siebie dogmatami.

                                                    > zakładałeś również tematy, w których nie
                                                    > odpowiadasz na niczyje zdanie tylko samowolnie

                                                    Samowolnie? Ograniczasz moją wolność? Chyba znów coś Ci się pomyliło w definicjach.

                                                    > przedstawiasz swój pogląd iż Bóg nie istnieje

                                                    Oczywiście. Specjalnie tu przychodzę, żeby zniechęcić oszołomów do bycia
                                                    oszołomami. Mam ich dość. Terroryzują religią świat, który należy także do mnie.

                                                    > aż przesiąkasz poglądami na temat Boga, którego rzekomo
                                                    > ignorujesz

                                                    Dziecko drogie... smile Moje poglądy, podstawa światopoglądowa nie uwzględniają
                                                    tego, czego nie przyjąłem jako swoje, a czym przesiąkłeś Ty i co Cię wykrzywiło.
                                                    Ja w tym miejscu mam w sobie pustkę. Tam nie ma poglądu - "bóg istnieje" i jego
                                                    konsekwencji. Tylko brak tego. A na religię sobie czasem zareaguję, bo
                                                    dowiedziałem się o niej strasznych rzeczy smile i teraz przekazuję to innym.
                                                    Lubię się dzielić wiedzą. Ale jeśli się jej boisz, to nie czytaj.

                                                    > gdybyś ignorował temat Boga to byś w ogóle się tu nie wypowiadał.

                                                    Jasiu, dziecko, to jest wiedza, w której dąży się do prawdy. A dogmat zakłada,
                                                    że jest prawdziwy i nigdy się nie zrzeknie swojego założenia.

                                                    Moje poglądy są oparte na zasadzie wątpienia, poddaję je nieustannej krytyce i
                                                    odrzucam z nich to, co jest fałszywe. Muszę tak robić, żeby nie stać się, takim
                                                    jak wy, niewolnikiem.

                                                    I stąd się wzięła różnica między nami. Ty poddałeś się dogmatowi, a właściwie to
                                                    on Cię zagarnął, pokonał, zniewolił. I go masz - on ma Ciebie. I nie chcesz z
                                                    niego zrezygnować. Ten z Twoich poglądów jest dogmatem. Ja też mam różne
                                                    poglądy, ale dogmatu tam nie ma. Nie ma tam też poglądy teistycznego. Jest luka.
                                                    Tę lukę nazywam sobie ateizmem. I uważam, że to bardzo dobre i logiczne określenie.

                                                    > Masz pogląd i go wygłaszasz, tylko że czym innym jest
                                                    > praktyka życiowa. W życiu prywatnym, gdy cię forumowicze
                                                    > nie widzą jesteś przykładnym katolikiem,

                                                    Nie jestem. Wszyscy moi znajomi wiedzą, że nie jestem teistą. A ja staram się im
                                                    tym ich życia nie zatruwać.

                                                    > czemu sugerujesz innym, by ci nie szli do kościoła
                                                    > na mszę gdy zostali na nią specjalnie zaproszeni?

                                                    Zacytuj, gdzie to sugerowałem. smile Mijasz się z prawdą. Proponowałem, żeby sam
                                                    podjął decyzję.

                                                    > Fajna nazwa, pobawię się w tę grę.
                                                    > Jeśli wypowiesz zdanie, że „abździągwa nie istnieje”

                                                    No widzisz. Nawet takiego prostego terminu nie umiesz powtórzyć. Bździągwa,
                                                    jasiu, bździągwa. smile Abździągwizm jest dopełnieniem do bździągwizmu. I oczywiste
                                                    jest, że bździągwa nie istnieje. Bo ISTNIENIE jest umieszczeniem, po poprawnej
                                                    weryfikacji (dowodzeniu), podmiotu dowodzenia w opisie świata. Ty masz swój opis
                                                    świata. "Istnieje" w nim bóg. Ale umieściłeś go tam niezgodnie z regułami
                                                    dowodzenia, co zauważyłem, bo się tym opisem publicznie pochwaliłeś. Jest to
                                                    fałsz. A w moim opisie świata istnieją tylko udowodnione doświadczalnie hipotezy.

                                                    > To czy jesteś ateistą, agnostykiem czy jakkolwiek się
                                                    > nie nazwiesz NIE MA NAJMNIEJSZEGO ZNACZENIA.

                                                    Nie ma. smile Ale nazwałem się prawidłowo i mi nie podskoczysz. smile

                                                    > Posługuję się słowem w jego znaczeniu, a ty zaprzeczając
                                                    > bezmyślnie i wymyślając głupawą definicję

                                                    Oj, jasiu, bo pójdę do Twojej pani od polskiego. Nazywasz głupawym poprawny
                                                    sposób tworzenia nazw w języku polskim? Przedrostek a oznacza brak, dopełnienie.
                                                    To porażka systemu oświaty na Twoim przykładzie. Co ten oszołom Giertych zrobił
                                                    ze szkołami.

                                                    > Taki będzie po tobie ślad,

                                                    Spoko. Możesz mi tego śladu zazdrościć. A po Tobie nie zostanie nic. smile

                                                    > Wygłaszasz poglądy
                                                    > staruszku i już nie jesteś w stanie tego zmienić.

                                                    Jak sobie pierdnę, to też wygłaszam pogląd? Tak myślisz? Mówię, że oceniam wasze
                                                    poglądy n/t boga i tego, co z niego wynika. Ale to nie jest część mojego
                                                    światopoglądu. W miejscu, gdzie wy macie boga, ja mam lukę. Tam nie ma nic.

                                                    Ateizm jest brakiem poglądu teistycznego. Tak jak brak światła nie jest rodzajem
                                                    światła, a nie zbieranie znaczków filatelistyką.

                                                    I już nie jesteś w stanie tego zmienić.
                                                  • grgkh Re: Grgkh już chyba bardziej bredzić nie może cz. 12.12.09, 13:07
                                                    johnny_mielony napisał:

                                                    > Pogląd (Słownik języka polskiego)

                                                    > Hipoteza (Słownik języka polskiego)

                                                    > Ojej,

                                                    Ojej, jasio uczy się w końcu zachowywać kulturalnie. To moja
                                                    zasługa. smile Zastanawiam się nad pobraniem opłaty od tej nauki.
                                                    Podatek, oczywiscie, odprowadzę...

                                                    > w obu słowach mamy do czynienia z jakimś sądem!
                                                    > Więc czym jest ten sąd?

                                                    Nie znasz definicji? Oj, niedobrze, jasiu... Pomogę Ci:

                                                    CytatSąd we współczesnych demokratycznych systemach prawnych to
                                                    niezawisły organ państwowy powołany do stosowania prawa w zakresie
                                                    rozstrzygania sporów między podmiotami pozostającymi w sporze, a
                                                    także decydowania o przysługujących uprawnieniach oraz dokonywania
                                                    innych czynności określonych w ustawach lub umowach
                                                    międzynarodowych. Wyposażony jest w atrybut niezawisłości i
                                                    funkcjonuje w szczególnej, procesowej formie.


                                                    > Sąd (Słownik języka polskiego) - opinia o czymś.

                                                    Niekoniecznie. Ja twierdzę, że definicja przytoczona przeze mnie
                                                    jest prawdziwa. Do tej mamy się odnosić. I już. wink A jak chcesz się
                                                    sądzić, to proszę bardzo.

                                                    > Więc (logicznie rzecz ujmując)

                                                    Więc, logicznie rzecz ujmując, błądzisz, jasiu. Chyba nie słyszałeś
                                                    o nauce. Wcale. Zresztą to widać. Wciąż od nowa to widać. Nauka nie
                                                    opiera się na poglądach, ale na hipotezach. Niektórzy naukowcy mają
                                                    nawet prywatnie poglądy na pewne hipotezy. Dla Ciebie to to samo,
                                                    biedny jasiu. sad

                                                    > zupełnie przemilczysz to zdanie

                                                    Nie przemilczę. To doskonała okazja, żeby pokazać, jak cienko
                                                    logicznie myślisz.

                                                    > słownikowo mogę tak to rozważać.

                                                    Możesz. Ale potem koniecznie tutaj opublikuj. Będzie się z czego
                                                    pośmiać.

                                                    > Więc piszesz, że coś oceniłeś – czyli, że wydałeś opinię/pogląd

                                                    Pogląd o poglądzie. Chwilowy. Inspirowany nachalnym poglądem
                                                    teistów. I zapomniałem o tym temacie. Wróciłem do stanu
                                                    sprzed "wydania". Nie mam poglądu. Natomiast teiści wciąż go mają.
                                                    Nie miałem i nie mam. Jestem ateistą, bez poglądu n/t boga. smile Nic
                                                    mnie ten temat nie obchodzi. Ignoruję go. Biedny jasio wciąż nie
                                                    pojmuje.

                                                    > Obie strony wyrażają pogląd

                                                    Nie. Pierwsza strona wyraża go i przez cały czas bierze za podstawę
                                                    myślenia. Oni MAJĄ pogląd. To czynność rozmyta w czasie. Ja
                                                    incydentalnie reaguję na ich pogląd, ale cały czas zachowuję się
                                                    tak, jak bym w ogóle o bogu nigdy nie usłyszał. Nie mam poglądu n/t
                                                    tego czy bóg istnieje czy nie. Ignoruję, jasiu, nie wiem o czym
                                                    mówisz, nie interesuje mnie to. Jestem najczystszym definicyjnie
                                                    ateistą. Nie mam poglądu. smile BRAK POGLĄDU NIE JEST
                                                    AUTOMATYCZNIE POGLĄDEM
                                                    . Brak światła nie jest światłem.
                                                    Brak umiejętności pływania nie jest rodzajem pływania. Nie zbieranie
                                                    znaczków nie jest filatelistyką. Czy Ciebie nie uczono logiki?
                                                    Jasiu, to jest PORAŻKA! To jest KOMPROMITACJA. Zawołaj tu swoich
                                                    kibiców. Każdy Ci powie to samo. smile

                                                    Ach, jak przyjemnie się z Tobą dyskutuje. To różnica kilku poziomów.
                                                    A najweselsze jest to, że zamiast unikać błędów, które już raz Ci
                                                    pokazałem, wciąż je powielasz. To jakaś chorobliwa niewyuczalność. A
                                                    może Ty jesteś... botem? Jakoś kiepsko Cię oprogramowali. smile

                                                    > > Powinieneś do tego nieistnienia sam dojść,
                                                    > > ale masz jakieś ograniczenia.
                                                    >
                                                    > Nie o tym jest dyskusja,
                                                    > więc nie podejmuję w ogóle tego tematu

                                                    Owszem. Jest i o tym. Mamy tu kupę śmiechu z Ciebie.

                                                    > Prawda o tobie, jaką tutaj sam przedstawiłeś
                                                    > jest dla ateistów bardzo smutna,
                                                    > ponieważ przynosisz im hańbę. Znasz prawdę?

                                                    Znam. Bóg nie istnieje. Udowodniłem to. A z erystyką sobie świetnie
                                                    radzę. I udowadniam to na przykładzie jasia.

                                                    > jeszcze tego staruszku nie zauważyłeś?

                                                    Staruszku? Przysrywasz mi, jasiu. Nerwy? Oj, weź coś na uspokojenie.
                                                    Gdy nie ma się siły argumentów, jak Ty, to się używa argumentów
                                                    siły? A ja odpuszczę tę próbę zniewagi. Jestem ponad to. smile

                                                    > Jesteś więźniem swojej żony

                                                    Już nie jestem. smile Ale to moja, prywatna sprawa. A Ty jesteś
                                                    - konformistą,
                                                    - hipokrytą,
                                                    - kłamcą,
                                                    - nie znasz logiki,
                                                    - wciąż mylisz się,
                                                    - powtarzasz obalone argumenty,
                                                    - nie pamiętasz, o czym mówilismy niedawno,
                                                    - nie znasz definicji,
                                                    - nie umiesz ich w całości przytoczyć,
                                                    - nie umiesz ich zinterpretować,
                                                    - jesteś niewiarygodny,
                                                    - wątpisz, a jednak opierasz się na tym,
                                                    - boisz się boga i ze strachu piszesz jego imię dużą literą,
                                                    - nie znasz reguł gramatyki języka polskiego,
                                                    - nie rozumiesz, czym jest brak czegoś i mylisz to z tego obecnością,
                                                    itd.
                                                    I to są wnioski, które wynikają bezpośrednio z Twoich postów.

                                                    > Temat dotyczy czegoś zupełnie innego

                                                    Tłumaczysz się, tłumaczysz. Nic Ci nie pomoże. To dziecinne
                                                    sztuczki, jasiu. Uciekasz od tematu. Już się z tego nie wywiniesz.
                                                    Temast dotyczy tego, że Ty nie wiesz, o czym mówisz, a jak zaczynasz
                                                    mówić to jest to wciąż bez sensu. Zapaprałeś sobie opinię. Nikt i w
                                                    nic, co powiesz w przyszłości, już nie uwierzy. To już Twój koniec,
                                                    jasiu. Ale przychodź i pisz. Polubiłem Twoją pisaninę i traktuję Cię
                                                    jak worek treningowy.

                                                    > więc ci odpowiem tak:
                                                    > Rozglądnij się po domu, nie wiesz czy przypadkiem
                                                    > twoja córa tyłka nie nadstawia?

                                                    Jest dorosła i nic mi do tego. Przecież jej seksu nie mogę zabronić.
                                                    A Ty jesteś jak czytelnik "Faktu". Gonisz za podglądaniem innych.
                                                    Ekscytujesz się myślami, że "to" robi ktoś inny. Masz za mało? Żona
                                                    Ci nie daje? No tak, jak już wraca z pracy po zabawie z szefem, to
                                                    zrozumiałe, że nie jesteś dla niej atrakcyjny. Przyznaj się, że
                                                    pisząc to miałeś w tle włączoną stronę pornhub.com i rozpięty
                                                    rozporek. Zgadłem? No proszę. Ale posądzanie innych o swoje dewiacje
                                                    jest nieuczciwe, jasiu.

                                                    A ja wiedziałem, że w końcu zejdzie na temat seksu. To było widać od
                                                    pierwszego postu. Czekałem, kiedy to nastąpi i doczekałem się.
                                                    Ujawniła się w końcu twoja prawdziwa natura, seksualnego maniaka.
                                                    Może nawet ekshibicjonistą jesteś? Wybiegasz wieczorami odziany w
                                                    sam płaszcz, żeby pokazywać przechodniom swoje genitalia?

                                                    Wiesz, ja tylko snuję domniemania. Ale przecież mogą się okazać
                                                    prawdą. Zastanawiam się, czy nie poszukać metody sprawdzenia IP
                                                    Twojego kompa i nie nasłać na Ciebie policji antypedofilskiej.
                                                    Przejawiasz niezdrowe zainteresowanie moją córką, nie wiedząc, że
                                                    jest dorosła. Lubisz małe dzieci? Oj, jasiu. Teraz to już sobie
                                                    narobiłeś w opinię.

                                                    > tam to nadstawiłeś tyłka!

                                                    Sugerujesz, że jestem aktywnym homoseksualistą? Tobie już naprawdę
                                                    brakuje argumentów, jeśli sięgasz po tak denne. smile A może, oprócz
                                                    pedofilii, wciągnął Cię homoseksualizm? Zgadłem, jasiu? Chciałbyś
                                                    się sam do tego tyłka dobrać. No to Cię mam. Podchody sobie tu
                                                    urządzasz. Bez wstydu, publicznie. Niemoralny, seksualny
                                                    nawiedzeniec.
                                                  • grgkh Jasio się coraz bardziej pogrąża - 1 12.12.09, 11:27
                                                    Hipokryzja...

                                                    > > Udawanie serdeczności, szlachetności, religijności,
                                                    > > zazwyczaj po to, by wprowadzić kogoś w błąd co do swych
                                                    > > rzeczywistych intencji i wyciągnąć z tego jakieś korzyści.

                                                    Nie udaję, bo moje poglądy są znane wszystkim zainteresowanym, nawet
                                                    Tobie. Nie osiągam z tego tytułu korzyści. smile Moje postępowanie nie
                                                    zawiera hipokryzji.

                                                    1:0 dla mnie.

                                                    > nie dostrzegasz tego, że napisanie zdania –
                                                    > Bóg nie istnieje i mogę ci to udowodnić –
                                                    > jest wygłoszeniem poglądu, a nie brakiem poglądu.

                                                    To nie jest mój pogląd, który powstaje wskutek przyjmowania hipotezy
                                                    istnienia lub nieistnienia boga za prawdziwą. To jest wykazanie
                                                    fałszywości poglądu teistów. smile

                                                    A mnie zarówno bóg, jak i pogląd n/t boga jest zbędny. Nie dotyczy
                                                    mnie ponieważ rzeczywiście bóg nie jest czymś, co by obiektywnie
                                                    istniało, z czym powinienem się liczyć i do czego MUSIAŁBYM się
                                                    odnosić. smile

                                                    Jesteś cieniutki z logiki, jasiu.

                                                    2:0 dla mnie.

                                                    > Tak, mówisz że nie należy iść do kościoła na mszę
                                                    > za rodzinę, na którą zaprasza ktoś inny z rodziny

                                                    Nieprawda. Mówiłem, że powinien sam podjąć decyzję.

                                                    3:0 dla mnie.

                                                    > Co do braku ukrytych intencji to z tym bym polemizował.

                                                    Najpierw musiałbyś to udowodnić. Twoje domniemania mnie nie dotyczą.

                                                    4:0 dla mnie.

                                                    > "Obiecałem to żonie. I słowa dotrzymałem". I
                                                    > właśnie na tym polega twoja hipokryzja smile

                                                    Dotrzymanie obietnicy mogło wyniknąć z tego, że zawsze dotrzymuję
                                                    danego słowa, a obiecując mogłem nie wiedzieć, że religia jest zła.
                                                    Nie ma dowodu - nie ma wniosku.

                                                    5:0 dla mnie.

                                                    > To czemu wziąłeś ślub kościelny, gdzie przed Bogiem,
                                                    > w którego nie wierzysz obiecywałeś,

                                                    Nie obiecywałem przed bogiem, bo taki nie istnieje, ale żonie. Już
                                                    to mówiłem parę razy. Masz coś nie w porządku z rozumieniem
                                                    czytanego tekstu. Idź z tym do lekarza, bo powtarza się to zbyt
                                                    często.

                                                    6:0

                                                    > Tutaj na forum wszystkim o tym powiedziałeś,
                                                    > a czy w życiu osobistym oraz w domu to w to wątpię.

                                                    Tutaj na forum zbudowałem sobie wirtualny, przykładowy życiorys, w
                                                    który powinieneś - jeśli zacząłeś już wątpić - wątpić we wszystkich
                                                    szczegółach. Albo we wszystko wątpisz, a wtedy nie powinieneś się
                                                    odzywać, bo to jest bez sensu, albo wszystko musisz przyjąć jako
                                                    uwiarygodnione w takim samym stopniu. Ale, jasiu, jeśli wątpisz, to
                                                    wątpiąc we wszystko nie masz podstaw do zarzucania mi
                                                    czegokolwiek. smile No proszę, jak elegancko się załatwiłeś. To, że nie
                                                    czujesz logiki, to już dawno było widać, bo większość Twoich
                                                    wypowiedzi jest niespójna i sprzeczna, ale teraz to dałeś... Co
                                                    dałeś? Możesz mi podpowiedzieć? Coś tam dałeś, na całej linii. smile

                                                    7:0.

                                                    > nie zna nawet definicji ateizmu

                                                    Moja definicja jest logiczna i ja ją znam. Tak. Znam ją na pewno. Ty
                                                    też ją znasz smile, choć nie chcesz jej zaakceptować. Nie znasz
                                                    definicji słowa "znać". Niedobrze, jasiu... smile

                                                    8:0

                                                    > Z przedstawionej przez ciebie „definicji” wynika,

                                                    O, a jednak znasz moją definicję. wink Bo przecież się o niej
                                                    wypowiadasz. Znamy obaj tę samą definicję. A ty jesteś
                                                    kłamczuszek... manipulujesz. smile No, to od teraz rozpatrywać będziemy
                                                    także Twoją prawdomówność. Ktoś, kto w tak jawny sposób kłamie musi
                                                    się z tego tłumaczyć. smile

                                                    9:0

                                                    > że ateizm to brak wiary albo
                                                    > wiara – więc to nie jest definicja

                                                    Nie, jasiu. Ateizm (a-teizm) to TYLKO definicyjny brak teizmu, brak
                                                    hipotezy teistycznej, brak założenia, że bóg istnieje. I już. I nic
                                                    więcej. smile

                                                    10:0

                                                    > > ... kłamiesz. Wygodniej byłoby NIE NACISKAĆ
                                                    > > klawisza shift niż to robić. Konformizm, hipokryzja?

                                                    >
                                                    > Udowodnij mi to, że nie jest mi wygodniej
                                                    > napisać Bóg zamiast bóg?

                                                    To Ty twierdzisz, że wygodniej Ci jest przycisnąć shift niż go nie
                                                    przyciskać. A dowód jest prosty - przyciśnięcie shift jest
                                                    czynnoscią dodatkową, wymagającą zaangażowania uwagi. Nie jest
                                                    wygodniejsze. CBDU smile

                                                    Natomiast unikanie narażenia się bogowi, w którego wierzysz (piszesz
                                                    ze strachu wciąż jego imię dużą literą) i udawanie, że to nie jest
                                                    to, to właśnie jest hipokryzja. Jesteś konformistą i hipokrytą,
                                                    jasiu.

                                                    11:0

                                                    > Masz inne motywy niż te, które podajesz.
                                                    >
                                                    > Nie mam innych motywów. Mnie jest tak wygodniej.

                                                    Masz inne motywy. Jesteś konformistą i hipokrytą. I kłamcą. I nie
                                                    umiesz posługiwać się logiką. I nawet nie wiesz, jak masz na imię, a
                                                    jak Ci to mówię, to nie wiesz, skąd to wiem. I nieudolnie podsuwasz
                                                    mi coraz więcej pomysłów, jak można skontrować Twoje wypowiedzi.
                                                    Coraz bardziej mi się to podoba, jasiu.

                                                    12:0

                                                    > Nie. Podajesz kłamliwy powód dlaczego tak robisz.
                                                    > Już się z tego nie wywiniesz
                                                    .
                                                    >
                                                    > Udowodnij mi, że kłamię.

                                                    Och, co za kontra. Słaniam się na nogach po niej. smile Tak, jasiu,
                                                    powyżej już to udowodniłem. Kłamiesz i już się z tego nie wywiniesz.

                                                    13:0

                                                    Ładny wynik. Widzisz? Wszystko, co mówisz jest bardzo łatwe do
                                                    skomentowania, a po każdym komentarzu jestem na coraz to lepszej
                                                    pozycji. Zaproś swoich kibiców, żeby to przeczytali. smile

                                                    Pa, jasiu.
                                                  • johnny_mielony A to przykład jak grgkh się błaźni cz.1 13.12.09, 14:34
                                                    Uważaj staruszku, bo tak się zagrzałeś, że za chwilę się samoistnie zapalisz.
                                                    Tak jesteś już nabity, że nie widzisz, jakie brednie wypisujesz. Czytanie tych
                                                    naiwnych (wręcz dziecięcych) wypocin było szalenie zabawne. Wcześniej napisałem,
                                                    że już chyba bardziej pogrążyć się nie możesz, ale jednak możesz – tylko, że
                                                    teraz przebiłeś to wszystko, co wcześniej pisałeś! A powtarzając na okrągło
                                                    błędną definicję nikogo nie przekonasz, więc wciąż czekam na to, aż przedstawisz
                                                    mi odpowiednią publikację książkową swojej wypaczonej definicji, bo tylko wtedy
                                                    mogę uznać, że poza przedstawioną przeze mnie definicją (właściwą i znajdującą
                                                    swoje potwierdzenie w publikacjach książkowych) jest jeszcze inna. Tak samo
                                                    wtedy nie muszę przyjmować twojej definicji, ale mogę przyjąć że twoje
                                                    rozumienie tego słowa jest czymś uzasadnione. Ja już uzasadniłem stosownymi
                                                    publikacjami to, że pisząc „ateizm” mam na myśli pogląd.
                                                    Przekonanie - sąd, zdanie oparte na przeświadczeniu o prawdziwości,
                                                    słuszności czegoś.
                                                    Sąd (Słownik języka polskiego) - opinia o czymś.

                                                    Niekoniecznie. Ja twierdzę, że definicja przytoczona przeze mnie jest
                                                    prawdziwa. Do tej mamy się odnosić. I już.

                                                    To tylko potwierdziło moje obawy, co do poziomu twojej inteligencji, a także
                                                    poziomu wiedzy. Ty chcesz pobierać opłaty za twierdzenie, iż pogląd jest organem
                                                    państwowym? Myślę, że to odpowiedni moment byś się udał do stosownego lekarza
                                                    specjalisty. Oni naprawdę ci mogą pomóc. Twoja wypowiedź jest tak żenująca, że
                                                    aż nieprzyzwoita. To jakaś groteska! A ja mam z tego niezły ubaw! Tak
                                                    kompromitującej się osoby wyznającej poglądy ateistyczne jeszcze nie widziałem.
                                                    Po przeczytaniu tej odpowiedzi już byłem pewny, że dalej już może być tylko
                                                    zabawniej.
                                                    Nauka nie opiera się na poglądach, ale na hipotezach. Niektórzy naukowcy mają
                                                    nawet prywatnie poglądy na pewne hipotezy.

                                                    Odpowiedziałem ci już na to, hipotezą może być jakikolwiek niezupełnie pewny
                                                    pogląd. Nauką zaś może być zespół poglądów stanowiących usystematyzowaną całość.
                                                    Pogląd o poglądzie. Chwilowy. Inspirowany nachalnym poglądem teistów. I
                                                    zapomniałem o tym temacie

                                                    I właśnie tym jest ateizm. Jest poglądem o poglądzie. Taka jest właśnie
                                                    definicja ateizmu – to pogląd iż Bóg nie istnieje. Czy twój pogląd po jakimś
                                                    czasie nagle przestaje być poglądem (ma jakiś okres przedawnienia)? To, że twój
                                                    pogląd jest inspirowany poglądem teistów jest oczywiste – już to pisałem.
                                                    Najpierw powstał pogląd teistyczny, a w rezultacie tego pogląd ateistyczny. To,
                                                    że chwilę później zapominasz o kwestii to inna sprawa. Przecież nie chodzi o to,
                                                    że masz ustawicznie myśleć o tych kwestiach, a zapominanie to rzecz ludzka – tym
                                                    bardziej w podeszłym wieku. A skąd wiesz, że teista ciągle ma pogląd, iż Bóg
                                                    istnieje? Może on tak samo jak ty, tylko wygłasza pogląd, a później gdy już go
                                                    nie wygłasza to tak jakby się nic nie działo? Jakby nie miał poglądu wink Nie
                                                    wiem, jakich filozofów się naczytałeś, ale żaden normalny człowiek tak nie
                                                    rozumuje. Bardzo cię zachęcam – skontaktuj się z lekarzem, specjaliści w
                                                    dzisiejszych czasach potrafią robić niesamowite rzeczy.
                                                    Nie mam poglądu n/t tego czy bóg istnieje czy nie.
                                                    Nie masz? A to twoje poglądy: „Bóg nie istnieje, bo wynika to z logiki.”; „Teza,
                                                    że bóg istnieje jest oczywiście fałszywa.”, „Nie jest prawdą, że bóg istnieje,
                                                    bo nie ma dowodu.”, „A ja potrafię na mnóstwo sposobów wykazać, że bóg nie
                                                    istnieje”, „Dziś wiem, że to bzdura, a wszystko, co jest treścią teologii jest
                                                    fałszywe”. „Bóg nie istnieje. Udowodniłem to.” Wszystkie przedstawione cytaty
                                                    pokazują, że masz pogląd. Co więcej, jest to twój stały pogląd, a nie tylko
                                                    chwilowy. Sam z resztą potwierdziłeś, że „oczywiście” wygłaszasz pogląd, iż Bóg
                                                    nie istnieje. Sam się do tego przyznałeś.
                                                    Jestem najczystszym definicyjnie ateistą .
                                                    Jeśli tak upaprany hipokryzją, obłudą, konformizmem i brakiem wiedzy jest
                                                    najczystszy definicyjnie ateista to szkoda mi was.
                                                    Zawołaj tu swoich kibiców.
                                                    Nie mam żadnych kibiców. Ty najwyraźniej też nie masz, ale że ci nikt z zewnątrz
                                                    nie chciał naliczać punktów (co uważam za dziwny przejaw oceniania), sam sobie
                                                    przyklaskujesz pajacyku, a twoi mali wyimaginowani przyjaciele jakoś nie chcą ci
                                                    pomóc. Pogrążyłeś się w odmętach swojej schorowanej psychiki.
                                                    Owszem. Jest i o tym. Mamy tu kupę śmiechu z Ciebie.
                                                    Ty i twoje krasnoludki...
                                                    Staruszku? Przysrywasz mi, jasiu. Nerwy? ...to się używa argumentów siły?
                                                    Nie. Zwracam się do ciebie pieszczotliwie smile to nie jest argument siły big_grin A
                                                    twoje określenia w moim kierunku są najzwyklej kłamliwe.
                                                  • johnny_mielony A to przykład jak grgkh się błaźni cz.2 13.12.09, 14:35
                                                    Gonisz za podglądaniem innych. Ekscytujesz się myślami, że "to" robi ktoś
                                                    inny. Masz za mało? Żona Ci nie daje? No tak, jak już wraca z pracy po zabawie z
                                                    szefem, to zrozumiałe, że nie jesteś dla niej atrakcyjny. Przyznaj się, że
                                                    pisząc to miałeś w tle włączoną stronę pornhub.com i rozpięty rozporek.
                                                    Zgadłem? No proszę.

                                                    Czytać staruszku nie umiesz? Nie pisałem o seksie tylko o nadstawianiu tyłka,
                                                    ale tobie musiało się skojarzyć z seksem smile Poza tym nigdzie nie napisałem, że
                                                    twoja córka nadstawia tyłek. Zadałem Ci o to pytanie. W życiu nie słyszałem o
                                                    takiej stronie internetowej, ale ty najwyraźniej często z niej korzystasz skoro
                                                    jak na zawołanie przywołujesz ten adres i go tutaj propagujesz. Otóż chciałbym
                                                    cię poinformować, że pisząc/czytając/czy cokolwiek robiąc przed komputerem
                                                    rozporek mam zapięty.
                                                    A ja wiedziałem, że w końcu zejdzie na temat seksu. To było widać od
                                                    pierwszego postu. Czekałem, kiedy to nastąpi i doczekałem się. Ujawniła się w
                                                    końcu twoja prawdziwa natura, seksualnego maniaka.

                                                    Tylko, że ja nigdzie nie pisałem o seksie. Twoje ostatnie zdanie ładnie
                                                    koresponduje z tym, co napisałeś wcześniej - „Ale posądzanie innych o swoje
                                                    dewiacje jest nieuczciwe”. Sam o sobie wydajesz wyroki staruszku.
                                                    Może nawet ekshibicjonistą jesteś? Wybiegasz wieczorami odziany w sam
                                                    płaszcz, żeby pokazywać przechodniom swoje genitalia?

                                                    Nie.
                                                    Zastanawiam się, czy nie poszukać metody sprawdzenia IP Twojego kompa i nie
                                                    nasłać na Ciebie policji antypedofilskiej. Przejawiasz niezdrowe zainteresowanie
                                                    moją córką, nie wiedząc, że jest dorosła. Lubisz małe dzieci? Oj, jasiu. Teraz
                                                    to już sobie narobiłeś w opinię.

                                                    big_grin ale ubaw... chyba coś ci się pod kopułką przegrzało żeby takie brednie
                                                    wypisywać. Na całe szczęście logika, którą się posługuje wymiar sprawiedliwości
                                                    (w przeciwieństwie do ciebie) opiera się na domniemaniu niewinności. Nie
                                                    przejawiam żadnego niezdrowego zainteresowania twoją córką, a także małymi
                                                    dziećmi, a tylko chory człowiek mógłby wysnuć takie przypuszczenia, jakie ty tu
                                                    oferujesz. To tylko śmieszna przyprawiona charakterem Goebbelsa jednostka może
                                                    tak pisać. Ja rozumiem, że gdzieś tam podświadomie tęsknisz za czasami PRL-u,
                                                    gdy mogłeś wymyślać na kolegów z klasy podrywających twoją dziewczynę, a później
                                                    na teścia, który nie chciał się zgodzić ci wydać swojej córy... ale tutaj to nie
                                                    PRL, a żeby takie brednie wypisywać i straszyć policją to najpierw trzeba coś
                                                    udowodnić. Ten cały wątek z seksualnością, który sam zaproponowałeś to gwóźdź to
                                                    twojej trumny, zajarałeś się tak bardzo, że klepiesz bez opamiętania. Opinię to
                                                    ty sobie właśnie tutaj robisz staruszku – pokręconego, maniakalnego ateisty
                                                    konformisty. Żeby pisać takie głupoty, jakie ty tu wypisujesz, trzeba mieć
                                                    wielki tupet.
                                                    tam to nadstawiłeś tyłka!

                                                    Sugerujesz, że jestem aktywnym homoseksualistą?
                                                    Ale dlaczego nadstawianie tyłka kojarzysz od razu z seksem? Masz z tym jakiś
                                                    problem. Tego, że jesteś homoseksualistą ci nie sugeruję. Najpierw zadajesz
                                                    pytanie, a następnie nie czekając na moją odpowiedź od razu wystrzelasz z
                                                    komentarzem. Staruszku, nie używałem żadnego argumentu, że niby to jesteś
                                                    homoseksualistą (bo tego nigdy nie sugerowałem) więc, czemu mi przypisujesz, że
                                                    go używam? A nawet jeśli ktoś jest homoseksualistą (ja nie jestem i nie pisałem,
                                                    że ty jesteś) to czy twoim zdaniem homoseksualizm jest czymś złym? Przed
                                                    pisaniem tych swoich śmiesznych wynurzeń musiałeś dostać jakieś prochy, albo się
                                                    czegoś nawąchałeś, bo zdrowy na umyśle człowiek tak nie bredzi.
                                                  • johnny_mielony A to przykład jak grgkh się błaźni cz.3 13.12.09, 14:35
                                                    Nie udaję, bo moje poglądy są znane wszystkim zainteresowanym, nawet Tobie.
                                                    Nie osiągam z tego tytułu korzyści. Moje postępowanie nie zawiera hipokryzji.

                                                    Będę cię hipokryto cytował: „Ale dlaczego ktoś rozsądny ma swoją obecnością
                                                    popierać takie bzdety?” - to napisałeś na temat chodzenia do kościoła. Ty zaś
                                                    nie tylko poszedłeś do kościoła, ale jeszcze tam wziąłeś ślub i obiecywałeś
                                                    żonie, że będziesz wychowywał dzieci w wierze katolickiej. A twierdzę tak na
                                                    podstawie twoich wypowiedzi: „brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo
                                                    dawno temu. Ja jako ateista, żona jako wierząca” - to o twoim ślubie, „Obiecałem
                                                    to żonie. I słowa dotrzymałem”, „Dotrzymanie obietnicy mogło wyniknąć z tego, że
                                                    zawsze dotrzymuję
                                                    danego słowa” - a to o obietnicy wychowania dzieci w wierze katolickiej.
                                                    Tłumaczysz się, że to było dawno, ale przypomnę ci coś, co było niedawno temu:
                                                    „Do niedawna spotykałem się z gronem moich przyjaciół raz do roku na
                                                    tradycyjnym, w okolicy trzech króli urządzanym zjeździe, którego celem głównym
                                                    jest (mam i w tym roku zaproszenie) śpiewanie kolęd”, „A, niech tam będzie. Może
                                                    rzeczywiście w święta, gdy się spotkam z resztą rodziny podlegającej tej
                                                    tradycji, użyjemy tego kawałka pieczywa”. Nie ośmieszaj się już dłużej, bądź
                                                    honorowy (bo to też chyba dla ciebie ważne) i przyznaj się do tego, że jesteś
                                                    hipokrytą. Pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że twoje dzieci uczyły się od
                                                    ciebie tylko wiary, a lekcje j. polskiego i czytania ze zrozumieniem przerabiała
                                                    z nimi żona.
                                                    Nieprawda. Mówiłem, że powinien sam podjąć decyzję.
                                                    Napisałeś tak dopiero wtedy, gdy cię skrytykowałem za to, co napisałeś
                                                    wcześniej. A napisałeś tak: „Ja bym na Twoim miejscu to olał. Albo wierzysz w te
                                                    bajki i idziesz, albo nie wierzysz i dla uczciwości względem siebie, dla
                                                    odrzucenia zakłamania, zrezygnuj.”, a chwilę później napisałeś coś, co brzmi
                                                    śmiesznie w kontekście twoich dokonań na polu kościelnym i religijnym „Człowiek,
                                                    który ma zasady i stosuje się do nich ma spokojne sumienie i czuje, że żyje w
                                                    zgodzie ze sobą. A ten, kto się płaszczy staje się niewolnikiem i potem już sam
                                                    nie wie jak powinien się w życiu zachowywać”. I dlatego napisałem „mówisz że nie
                                                    należy iść do kościoła na mszę za rodzinę, na którą zaprasza ktoś inny z
                                                    rodziny.” Napisałem to zdanie dlatego, bo faktycznie wyraziłeś swój pogląd, co
                                                    więcej przekonywałeś do niego swojego przedmówcę.
                                                    Albo we wszystko wątpisz, a wtedy nie powinieneś się odzywać, bo to jest bez
                                                    sensu, albo wszystko musisz przyjąć jako uwiarygodnione w takim samym stopniu.

                                                    Widzę, że przyjmujesz dogmatyczny kierunek myślenia. Szkoda, że nie kierujesz
                                                    się takimi dogmatami w życiu codziennym, gdy co roku spotykasz się z kolegami by
                                                    śpiewać kolędy. Ogólnie to nie mam żadnych wątpliwości jeśli chodzi o to, co
                                                    piszesz. Jasno z tego wszystkiego wynika, że jesteś osobą wyrażającą pogląd
                                                    ateistyczny, która wzięła ślub kościelny, ochrzciła dzieci, wychowała dzieci w
                                                    wierze katolickiej, śpiewa kolędy, chodzi do kościoła na śluby i pogrzeby i
                                                    rozważa udział w łamaniu się opłatkiem podczas świąt. Twój pogląd w połączeniu z
                                                    twoimi uczynkami powodują, że jesteś hipokrytą. Sam, bez niczyjego przymusu te
                                                    wszystkie rzeczy robiłeś i robisz, a jednocześnie jesteś ateistą. Wszystkim
                                                    ateistom czytającym twoje śmieszne teksty musi być wstyd, że mają takiego kolegę
                                                    niedoli. Elegancko tworzysz kolejne ideologie i pseudologiczne rozprawki, ale
                                                    wynika z nich tylko tyle, że się wybornie zapiekłeś. Pod kopułką przewody
                                                    przepalone, więc i myśli mało świeże.
                                                    Moja definicja jest logiczna i ja ją znam.
                                                    Twoja definicja jest śmieszna. Pięciolatek może zbudować taką definicję: „Kot
                                                    nie jest czarnego koloru. Brak czarnego koloru nie jest czarnym kolorem” – to
                                                    też jest logiczne. Tylko, że koty bywają czarne. Na podobnej zasadzie budujesz
                                                    swoją definicję: „Teizm nie jest poglądem. Brak poglądu nie jest poglądem.”
                                                    Twoja definicja nie jest błędna ze względu na to, że napisałeś „brak poglądu nie
                                                    jest poglądem”, ale dlatego że napisałeś „Teizm nie jest poglądem”. To zdanie
                                                    jest fałszywe i dlatego twoja definicja jest do kitu.
                                                    Ty też ją znasz, choć nie chcesz jej zaakceptować.
                                                    Piszę stale, że twoja definicja jest błędna, nie znajduje się w publikacjach
                                                    książkowych i powszechnie nie jest stosowana i uznawana.
                                                    Ateizm (a-teizm) to TYLKO definicyjny brak teizmu, brak hipotezy
                                                    teistycznej, brak założenia, że bóg istnieje
                                                    .
                                                    Przedstaw mi książkową publikację, która potwierdziłaby, że tak jedynie należy
                                                    pojmować słowo „ateizm”. O to cię proszę od samego początku, czego ty uczynić
                                                    nie możesz. Ateizm nie jest definicyjnym brakiem teizmu, ale poglądem
                                                    zaprzeczającym teizmowi, a na poparcie mojego stanowiska mogę znów wyłożyć ci
                                                    cały spis tłumaczeń tego słowa ze słowników.
                                                    To Ty twierdzisz, że wygodniej Ci jest przycisnąć shift niż go nie
                                                    przyciskać. A dowód jest prosty - przyciśnięcie shift jest czynnoscią dodatkową,
                                                    wymagającą zaangażowania uwagi.

                                                    A skąd wiesz, czy aby moja klawiatura nie jest popsuta i w rezultacie cały czas
                                                    mam włączony Caps Lock? smile możesz sobie rozpatrywać kwestię na setki sposobów,
                                                    ja już napisałem, że tak mi wygodniej.
                                                    A co Ty myślisz o klerykalizacji Polski?
                                                    Nie obchodzi mnie ten temat, nie myślę na ten t
                                                    Muszę tak robić, żeby nie stać się, takim jak wy, niewolnikiem.
                                                    Przecież to ty jesteś niewolnikiem. Sprawa jest o tyle zabawna, że aby być
                                                    niewolnikiem religii nie trzeba wyznawać określonej religii (niewolnikiem
                                                    pieniądza może być także żebrak, do tego nie trzeba być bogatym). Przesiadujesz
                                                    bezustannie przed komputerem i piszesz tylko na jej temat, żyjesz tym. Całe
                                                    twoje życie krąży wokół kościoła, religii i Boga.
                                                    Nie jestem. Wszyscy moi znajomi wiedzą, że nie jestem teistą. A ja staram
                                                    się im
                                                    tym ich życia nie zatruwać.

                                                    I dlatego idziesz z nimi śpiewać kolędy... skusisz się w tym roku?
                                                    zaprzeczając bezmyślnie i wymyślając głupawą definicję jedynie przysporzysz
                                                    przyszłym pokoleniom wiele śmiechu, tak jak ci goście co wymyślają, że będzie
                                                    koniec świata, idą na górę i czekają na przylot kosmitów, a gdy wybija magiczna
                                                    godzina, nic się nie dzieje wszyscy z zażenowaniem odchodzą, zaś następne
                                                    pokolenia wymieniają durnia i się śmieją, że ktoś tak mógł jeszcze myśleć. Taki
                                                    będzie po tobie ślad.

                                                    Możesz mi tego śladu zazdrościć.
                                                    Haha! big_grin Wierz mi, nie zazdroszczę takiego śladu.
                                                  • grgkh Re: A to przykład jak grgkh się błaźni cz.2 14.12.09, 00:19
                                                    No to się zacząłeś tłumaczyć. Gdybyś był naprawdę niewinny, to olałbyś sprawę,
                                                    ale seks Cię jara, a sumienie masz nieczyste. Oto przykłady, cytuję:

                                                    johnny_mielony napisał:

                                                    > Nie pisałem o seksie tylko o nadstawianiu tyłka,

                                                    Jak wiadomo, tyłek służy do siedzenia, a nie do nadstawiania. Ale to Ty,
                                                    pierwszy zacząłeś dyskusję na ten temat. Niezdrowy. Myślisz o tyłku mojej córki:

                                                    > więc ci odpowiem tak:
                                                    > Rozglądnij się po domu, nie wiesz czy przypadkiem
                                                    > twoja córa tyłka nie nadstawia?

                                                    A teraz się tłumacz, co miałeś na myśli, jeśli nie seks, zboczeńcu? I tak jak
                                                    mówiłem, chodzi Ci o dzieci, a więc na pewno jesteś pedofil. Tu jest czarne na
                                                    białym. Już się z tego nie wywiniesz.

                                                    I te niesłuszne posądzenia.

                                                    > Zadałem Ci o to pytanie.

                                                    Mówisz, że to TYLKO pytanie? No to ja też odtąd będę TYLKO pytał. Ale wszystko,
                                                    co tutaj powiesz, może być użyte przeciwko Tobie.

                                                    > W życiu nie słyszałem o takiej stronie internetowej,
                                                    > ale ty najwyraźniej często z niej korzystasz skoro
                                                    > jak na zawołanie przywołujesz ten adres i go tutaj propagujesz.

                                                    Ja coś propaguję? A czy mówiłem, co na niej można znaleźć? Ale Ty wiesz co, a
                                                    więc kłamiesz, że nie wiesz, o co chodzi. No widzisz, jak łatwo Twoje kłamstwa
                                                    można obnażyć? Znasz tą stronę, jasiu, znasz, to oczywiste.

                                                    > Otóż chciałbym cię poinformować, że pisząc/czytając/czy
                                                    > cokolwiek robiąc przed komputerem rozporek mam zapięty.

                                                    No proszę, intymne zwierzenia? Na stronie stricte religijnej? Chyba poproszę
                                                    admina, żeby Cię upomniał. Ale wiedz, że nikogo tutaj, a w szczególności mnie,
                                                    nie obchodzi, czy to co robisz, robisz z zapiętym rozporkiem, czy z rozpiętym. A
                                                    rób sobie przed komputerem, co chcesz. Największe świństwa. To Twoja prywatna
                                                    sprawa, ale od mojej córki Ci wara. Zrozumiałeś? Żadnych sugestii na temat jej
                                                    tyłka i jego pozycji.

                                                    > Tylko, że ja nigdzie nie pisałem o seksie.

                                                    Pisałeś o tyłku mojej córki w jakichś dziwnych pozycjach. Pewnie chodziło Ci o
                                                    kamasutrę. Znasz się na tym, prawda, specjalisto od podrywu w sieci. Czekaj,
                                                    czekaj, długo nie będziesz mógł tak działać anonimowo.

                                                    I tu Cię mam. Sam pokazujesz, że działasz dwulicowo, o czym innym mówisz, a
                                                    prawdziwe intencje trzeba sobie odgadnąć. To stara sztuczka internetowych
                                                    podrywaczy nieletnich.

                                                    Jesteś hipokrytą i konformistą. Co innego mówisz, a całkiem inne są Twoje
                                                    intencje. I zgadza się to idealnie z Twoją interpretacją tych definicji. Twoją.
                                                    O, i teraz zasmakujesz, jak to jest. Już Ci nie odpuszczę. W przeglądarce
                                                    archiwum GW poszukam, gdzie jeszcze prowadzisz działalność i znajdę inne Twoje,
                                                    podobne do tego zachowania. Oj, jeszcze będą Ci się po nocach koszmary śniły.

                                                    > ale ubaw...

                                                    Ubaw to będziesz miał jak ABW zapuka do Twych drzwi o piątej nad ranem.

                                                    > chyba coś ci się pod kopułką przegrzało żeby takie brednie
                                                    > wypisywać.

                                                    Moje brednie? Nieeee.... To Twoje seksualne ciągotki, które teraz rozpaczliwie
                                                    usiłujesz zamaskować. Rozpisujesz się o swoim rozporku. Niby to zapięty, ale
                                                    wiadomo, że co zapięte to można rozpiąć. No, jasiu, dowody są w tym wątku.
                                                    Twarde dowody. I jest bardzo bogaty materiał do cytowania.

                                                    > Na całe szczęście logika, którą się posługuje wymiar
                                                    > sprawiedliwości (w przeciwieństwie do ciebie) opiera się na
                                                    > domniemaniu niewinności.

                                                    Nie sądzę. Ty się nie posługujesz domniemaniem niewinności, więc nie wymagaj od
                                                    innych tego. Ale i ten cytat mi się przyda, jasiu...

                                                    > Nie przejawiam żadnego niezdrowego zainteresowania twoją córką,

                                                    Bo nie wiesz, co zdrowe, a co niezdrowe. Ale w ogóle przejawiasz? Sam mówisz, że
                                                    niezdrowego nie. Według logiki, której używasz (a propos teizmu i ateizmu) Twoje
                                                    zainteresowanie jest zdrowe.

                                                    I oto przyznałeś się, że przejawiasz zainteresowanie moją córką (córą - to już
                                                    pieszczotliwie też zaczynasz?) A czy zdrowe, czy niezdrowe, to oceni "wymiar
                                                    sprawiedliwości".

                                                    > a także małymi dziećmi,

                                                    Córka jest córką. Jest dzieckiem. Interesujesz się moim dzieckiem. Wypisujesz tu
                                                    sugestie na temat jej intymnej części ciała, której nie nazywasz zgodnie z
                                                    medyczną, neutralną terminologią, ale stosujesz jakieś wyrazy ze słownika
                                                    potocznego kojarzące się z seksem. Jednoznacznie, jasiu... To sobie narobiłeś
                                                    kłopotów. Nie zazdroszczę Ci.

                                                    > a tylko chory człowiek mógłby wysnuć takie przypuszczenia,
                                                    > jakie ty tu oferujesz.

                                                    Bronię czci mojej rodziny, a Ty to śmiesz nazywać chorobą? Ty, seksualny
                                                    maniaku, jak śmiesz. I jeszcze, że niby coś oferuję. Czy składałem Ci jakieś
                                                    oferty? O, tego to już za wiele. To już jest homoseksualizm na całego. I to na
                                                    forum religijnym. Adminie, czy widzisz, co tu się dzieje? Czy widzisz, kim jest
                                                    ten człowiek?

                                                    > Żeby pisać takie głupoty, jakie ty tu wypisujesz, trzeba mieć
                                                    > wielki tupet.

                                                    Żeby pisać takie głupoty, jak Ty, to dopiero trzeba mieć tupet.

                                                    > Ale dlaczego nadstawianie tyłka kojarzysz od razu z seksem?

                                                    No to poproszę o inne wytłumaczenie, jasiu. Na czym ma polegać nadstawianie
                                                    tyłka przez moją córę? Daję Ci szansę? Spróbuj jeszcze trochę połgać.

                                                    > Masz z tym jakiś problem.

                                                    Problem jest Twój. To Ty zacząłeś o tyłku mojego dziecka. I jest to tutaj
                                                    zapisane. Mam jeszcze raz zacytować? To są Twoje właśne słowa.

                                                    > Tego, że jesteś homoseksualistą ci nie sugeruję.

                                                    Ale pytasz o moją ofertę, tak? Oto Twoje słowa: "jakie ty tu oferujesz". Podać
                                                    Ci link do odpowiedniego posta? Jak, nieudaczniku, nie możesz sam znaleźć, to Ci
                                                    pomogę.

                                                    > Najpierw zadajesz pytanie, a następnie nie czekając na moją
                                                    > odpowiedź od razu wystrzelasz z komentarzem.

                                                    To jest Twoja metoda, jasiu. Od dziś już tylko w ten sposób będę z Tobą rozmawiał.

                                                    > Staruszku, nie używałem żadnego argumentu, że niby to jesteś
                                                    > homoseksualistą (bo tego nigdy nie sugerowałem)

                                                    Wypierasz się swoich słów? Zajrzyj do poprzedniego posta.

                                                    > więc, czemu mi przypisujesz, że go używam?
                                                    > A nawet jeśli ktoś jest homoseksualistą

                                                    A jednak. No proszę, liczysz na to. Jest coś na rzeczy, bez powodu nie mówiłbyś
                                                    wciąż o seksie. Cały, długi post na jeden temat.

                                                    > (ja nie jestem i nie pisałem, że ty jesteś)

                                                    Jesteś niewiarygodny. Kłamałeś. Kluczysz. Wypierasz sie swoich słów. Przed sądem
                                                    będziesz się tłumaczył.

                                                    > to czy twoim zdaniem homoseksualizm jest czymś złym?

                                                    No tak... Zmieniasz front. Jak chorągiewka na wietrze. Przed chwilą nie chciałeś
                                                    mieć (niby) w tym nic wspólnego, a teraz już jawna zachęta, byśmy zajęli się
                                                    czymś "dobrym". Teraz to już homoseksualizm Ci się podoba. A jak bardzo?

                                                    > Przed pisaniem tych swoich śmiesznych wynurzeń musiałeś
                                                    > dostać jakieś prochy, albo się czegoś nawąchałeś,
                                                    > bo zdrowy na umyśle człowiek tak nie bredzi.

                                                    O, lekarz psychiatra mi się trafił. Nie dość, że pedofil, to jeszcze psychiatra
                                                    - czarna plama na zdrowym wizerunku naszej służby zdrowia. Jak możesz, jasiu,
                                                    lekarzu psychiatro, tak daleko się na forum religijnym posuwać? Do czego się w
                                                    następnym poscie jeszcze posuniesz, co? No, pytam tylko?
                                                  • grgkh Re: A to przykład jak grgkh się błaźni cz.1 13.12.09, 21:23
                                                    johnny_mielony napisał:

                                                    > I właśnie tym jest ateizm. Jest poglądem o poglądzie.

                                                    Nie. Ateizm jest brakiem teizmu. Brak poglądu nie jest poglądem. I koniec. smile

                                                    > Uważaj staruszku, bo tak się zagrzałeś,
                                                    > że za chwilę się samoistnie zapalisz.

                                                    > Tak jesteś już nabity, że nie widzisz,
                                                    > jakie brednie wypisujesz.

                                                    > Czytanie tych naiwnych (wręcz dziecięcych)
                                                    > wypocin było szalenie zabawne.

                                                    > Wcześniej napisałem, że już chyba bardziej
                                                    > pogrążyć się nie możesz, ale jednak możesz – tylko,
                                                    > że teraz przebiłeś to wszystko, co wcześniej pisałeś!

                                                    > To tylko potwierdziło moje obawy, co do poziomu twojej
                                                    > inteligencji, a także poziomu wiedzy.
                                                    > Ty chcesz pobierać opłaty za twierdzenie,
                                                    > iż pogląd jest organem państwowym?
                                                    > Myślę, że to odpowiedni moment byś się
                                                    > udał do stosownego lekarza specjalisty.
                                                    > Oni naprawdę ci mogą pomóc.
                                                    > Twoja wypowiedź jest tak żenująca, że
                                                    > aż nieprzyzwoita. To jakaś groteska!
                                                    > A ja mam z tego niezły ubaw! Tak
                                                    > kompromitującej się osoby wyznającej poglądy
                                                    > ateistyczne jeszcze nie widziałem.
                                                    > Po przeczytaniu tej odpowiedzi już byłem pewny,
                                                    > że dalej już może być tylko zabawniej.

                                                    > sam sobie przyklaskujesz pajacyku, a twoi mali
                                                    > wyimaginowani przyjaciele jakoś nie chcą ci pomóc.
                                                    > Pogrążyłeś się w odmętach swojej schorowanej psychiki.

                                                    Jesteś trollem. Widzisz to z powyższych cytatów? Z trollami nie dyskutuję. I tak
                                                    poświęciłem Ci - tak mi się wydaje - za dużo czasu.

                                                    Pa, jasiu. smile
                                                  • johnny_mielony Brednie pisane przez grgkh nie mają granic 14.12.09, 01:18
                                                    Chyba miałeś bardzo ciężki tydzień, bo wciąż piszesz maniaku jak postrzelony.
                                                    Pisz więcej, będzie więcej śmiechu.

                                                    No to się zacząłeś tłumaczyć. Gdybyś był naprawdę niewinny, to olałbyś
                                                    sprawę,


                                                    Widzę, że teraz używasz logiki PiS-u (nie wiedziałem, że się z nimi
                                                    identyfikujesz). Odpowiedziałem Ci na wszystkie zarzuty. Odpowiedziałem na
                                                    pytania, a twoje dalsze zarzuty są już tylko wyssane z (bardzo brudnego,
                                                    paskudnego) palca.

                                                    Mówisz, że to TYLKO pytanie? No to ja też odtąd będę TYLKO pytał.

                                                    Tak, to było tylko pytanie, ale twoja makówka tego nie załapała, bo tak jesteś
                                                    nabity. Najpierw odpowiedz na moje pytania. Teraz to ja czekam, aż ty wreszcie
                                                    odpowiesz mi na moje pytania.

                                                    Już Ci nie odpuszczę. W przeglądarce archiwum GW poszukam, gdzie jeszcze
                                                    prowadzisz działalność i znajdę inne Twoje, podobne do tego zachowania. Oj,
                                                    jeszcze będą Ci się po nocach koszmary śniły.


                                                    Chyba znów ci ktoś podał jakieś leki, które otępiają twój umysł.

                                                    Chyba poproszę admina, żeby Cię upomniał.
                                                    Adminie, czy widzisz, co tu się dzieje? Czy widzisz, kim jest ten człowiek?


                                                    Bardzo chętnie zobaczyłbym komentarz administratora na ten temat. Więc jak
                                                    ateisto konformisto – odpowiedz na moje pytania. Może wreszcie doczekam się
                                                    odpowiedzi.

                                                    Widzę, że rozmydlając sedno tematu stawiasz mi kolejne durnowate zadania, więc i
                                                    ja mam dla ciebie zadanie. Poczekam, aż ty odpowiesz na moje pytania, bo czekam
                                                    już naprawdę długo i najzwyklej je omijasz, bo są dla ciebie niewygodne.

                                                    - Jako ateista brałeś czynny udział w ślubie kościelnym, do którego (czego nie
                                                    kwestionuję) namówiła Cię żona. To przykład konformizmu.
                                                    - Na pytanie, czy nie przyrzekałeś, że będziesz wychowywał dzieci w wierze
                                                    katolickiej odpowiedziałeś: "Obiecałem to żonie. I słowa dotrzymałem", a efektem
                                                    jest to, że są wierzące. Co więcej wcześniej napisałeś "uważałem, że nie powinno
                                                    się takiego przyrzeczenia łamać". To wystarczający przykład twojej hipokryzji.
                                                    - Nie ma nic dziwnego w tym, że człowiek wierzący śpiewa kolędy. Ale ty przez
                                                    dziesiątki lat nie wierzyłeś i coś takiego robiłeś - dostrzegasz tę logiczną
                                                    różnicę? Śpiewanie kolęd przez niewierzącego nie jest normalne!
                                                    - bierzesz praktyczny udział w religijnej celebrze! Uczestniczenie w tego typu
                                                    praktykach jest popieraniem tych praktyk. Sam w końcu napisałeś "Oceniłeś go
                                                    pozytywnie, a więc mu kibicujesz" - napisałeś to w innym kontekście, ale myślę
                                                    że w takim razie mogę twoje zdanie odnieść do praktykowania dzielenia się
                                                    opłatkiem. Jeśli to robisz to znaczy, że oceniasz to pozytywnie - kibicujesz temu!
                                                    - gdy łamiesz się opłatkiem, bierzesz ślub kościelny, wychowujesz dzieci po
                                                    katolicku - to jest uczestniczenie w religii.
                                                    - twoje uczynki mówią co innego. I ty i księża, o których napisałeś jesteście
                                                    hipokrytami. Przedstawiony przez ciebie ksiądz robi jedno (odprawia msze itp.) a
                                                    myśli co innego (nie wierzy) - to hipokryzja. Ty zaś robisz jedno (będąc ateistą
                                                    wychowałeś dzieci w wierze, wziąłeś ślub kościelny, śpiewałeś kolędy, zgodziłeś
                                                    się na to by ochrzczono twoje dzieci) a myślisz co innego (nie wierzysz) - to
                                                    też hipokryzja.
                                                    - choinkę na święta też stawiasz, normalnie celebrujesz Święta Bożego
                                                    Narodzenia! To samo robią wszyscy wierzący, tylko że oni to robią bo wierzą, a
                                                    ty to robisz w sposób dwulicowy.
                                                    - Otóż napisałeś: "Ja brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu.
                                                    Ja jako ateista,żona jako wierząca. Ona tego potrzebowała, a więc w imię
                                                    tolerancji nie wolno mi było jej tego odbierać" - to przykład tego, że wziąłeś
                                                    ślub ze względu na wpływ żony.
                                                    - Jak to wytłumaczysz, że w przedstawionej przez ciebie definicji dana rzecz
                                                    jest czymś lub tego przeciwieństwem (żeby było jasne - to nie jest definicja,
                                                    więc przedstaw definicję)?
                                                    - Chcesz mi powiedzieć, że środowiska naukowe są w większości złożone z wierzących?

                                                    Twoje cytaty, dla przypomnienia:

                                                    - „No właśnie - czary mary, hokus pokus. To jest w tym wszystkim
                                                    najzabawniejsze. Ale dlaczego ktoś rozsądny ma swoją obecnością popierać takie
                                                    bzdety? Nie powinien”.
                                                    - „Ja brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu. Ja jako ateista,
                                                    żona jako wierząca”.
                                                    - "Do niedawna spotykałem się z gronem moich przyjaciół raz do roku na
                                                    tradycyjnym,w okolicy trzech króli urządzanym zjeździe, którego celem głównym
                                                    jest (mam i w tym roku zaproszenie) śpiewanie kolęd".
                                                    - "A, niech tam będzie. Może rzeczywiście w święta, gdy się spotkam z resztą
                                                    rodziny podlegającej tej tradycji, użyjemy tego kawałka pieczywa".
                                                    - "Człowiek, który ma zasady i stosuje się do nich ma spokojne sumienie i czuje,
                                                    że żyje w zgodzie ze sobą. A ten, kto się płaszczy staje się niewolnikiem i
                                                    potem już sam nie wie jak powinien się w życiu zachowywać".
                                                  • grgkh Pa, jasiu-trollu :) 14.12.09, 18:34
                                                    johnny_mielony napisał:

                                                    "Chyba miałeś bardzo ciężki tydzień, bo wciąż piszesz maniaku jak
                                                    postrzelony. Pisz więcej, będzie więcej śmiechu"

                                                    "Widzę, że teraz używasz logiki PiS-u (nie wiedziałem, że się z nimi
                                                    identyfikujesz)."

                                                    "twoje dalsze zarzuty są już tylko wyssane z (bardzo brudnego,
                                                    paskudnego) palca."

                                                    "twoja makówka tego nie załapała, bo tak jesteś nabity"

                                                    "Chyba znów ci ktoś podał jakieś leki, które otępiają twój umysł"

                                                    "człowiek się najzwyczajniej w świecie pyta i oczekuje w miarę
                                                    konstruktywnej odpowiedzi, której ty nie udzieliłeś i nigdy nie
                                                    udzielisz, bo to ponad twoje możliwości (na to będzie trzeba
                                                    poczekać jeszcze wiele lat). Dla ciebie "logicznym" jest zadawanie
                                                    bzdurnych pytań"

                                                    "odwołuję się do twojej jakże bardzo nadmuchanej logiki"

                                                    "Nie ograniczaj mnie swoim poglądem z ciemnogrodu. Rozumiem, że
                                                    odczuwasz olbrzymią potrzebę by zwracano NA CIEBIE uwagę, by
                                                    poświęcano TOBIE czas i odwoływano się to wszystkich TWOICH prawd,
                                                    ale akurat to nie ty założyłeś ten temat, więc w ogóle nie muszę z
                                                    tobą dyskutować. Właśnie powstaje jakiś dziwny, niepotrzebny
                                                    offtopic. Nie narzucaj mi swoich reguł - czy to zrozumiałe?"

                                                    "twoje zdanie należałoby zapisać w kolumnie "ulubione" i co rano dla
                                                    uciechy odczytywać. Twojego zdania nie można rozważać w ramach tego,
                                                    czy jest ono logiczne czy nielogiczne, ono jest po prostu głupie."

                                                    "Posługuj się logiką, do której tak często się odwołujesz. Nie wiem,
                                                    gdzie się wychowywałeś, ani jak twoja rodzina funkcjonuje"

                                                    "Są ludzie i parapety. Ty w tym przypadku przez swoje (końskie)
                                                    zaślepienie stajesz się parapetem i antyprzykładem ateisty"

                                                    "ty nie masz żadnego szacunku dla rodziców, możesz nie mieć, grunt
                                                    że cię spłodzili, że wykarmili gębę aż do czasu, gdy wyszła z domu i
                                                    teraz może klepać na oślep jak głupi cep. Szkoda mi twoich rodziców,
                                                    ale w sumie sami cię wychowali."

                                                    "niczym nie różnisz się od dziecka Neostrady. Dali ci przyrząd,
                                                    którym nie potrafisz się odpowiedzialnie posługiwać - chociaż jesteś
                                                    już dorosłym człowiekiem."

                                                    "To po co się jak burak wypowiadasz"

                                                    "odwoływanie się do rzekomego większego doświadczenia jest
                                                    charakterystyczna dla wyższych stopniem funkcjonariuszy PZPR-u."

                                                    "Twojego zdania nie można rozważać w ramach tego, czy jest ono
                                                    logiczne czy nielogiczne, ono jest po prostu głupie."

                                                    "Postradałeś zmysły?"

                                                    "Do tej pory nie przyszło mi czytać wypocin bardziej pokręconego
                                                    człowieka. Już bardziej wywijać na wszystkie strony się nie da. Żeby
                                                    tak kręcić trzeba mieć naprawdę olbrzymi tupet i siłę woli,
                                                    przekonanie, że się ma rację (ale takie chorobliwe przekonanie)."

                                                    "Jakie ty masz wykształcenie - podstawowe, czy zasadnicze zawodowe?
                                                    W podeszłym wieku główka już tak nie pracuje, ale obecnie wiele
                                                    szkół proponuje mnóstwo zajęć rozwijających. Są szkoły dla
                                                    dorosłych, są uniwersytety trzeciego wieku - tam można naprawdę
                                                    wiele się podszkolić, można nauczyć się prawdziwego, wartościowego
                                                    myślenia. Z twoją logiką naprawdę się tu marnujesz, myślę że
                                                    powinieneś przedstawić swoje filozofie gdzieś na uczelniach, niech
                                                    cię posłuchają ludzie. Jedyne co Ci grozi to to, że cię umieszczą
                                                    jak małpę w klatce, przystawią mikrofon i będą mieli ubaw po pachy.
                                                    To, co ty tutaj uprawiasz to jakieś dzikie urojone małpowanie."

                                                    "A czy twój mały móżdżek nie przyjmuje, że ów pogląd musi być o
                                                    czymś?"

                                                    "Dziecko w liceum jest w stanie to pojąć, ale ty chyba zakończyłeś
                                                    swoją edukację na punkcie szkoły podstawowej. Żeby stać się kimś w
                                                    PRL-u nie trzeba było kończyć szkoły, a tu nagle przyszły zmiany
                                                    ustrojowe i okazuje się, że trzeba mieć coś we łbie. W twoim
                                                    niestety zamiast mózgu są tylko wióry."

                                                    "Ale czytać ze zrozumieniem to ty nie umiesz. Nie manipuluj pokrako -
                                                    gdybyś przedstawił pełen kontekst mojej wypowiedzi nie mógłbyś
                                                    pisać tych mega żartów."

                                                    "Rozumiem, że wyznajesz taki hitlerowski pogląd, że w kłamstwo
                                                    powtarzane sto razy wreszcie ktoś uwierzy."

                                                    "Nieuku do szkoły najpierw, a później dopiero pomyśl o uczeniu
                                                    innych."

                                                    "Nieuku do szkoły najpierw, a później dopiero pomyśl o uczeniu
                                                    innych."

                                                    "To też dla ciebie zbyt trudne do zrozumienia, ale ty w sposób
                                                    dowolny rozumiesz słowa i nie kierujesz się ich prawdziwymi
                                                    znaczeniami. To twoje ignorancja."

                                                    "zrozum to matołku"

                                                    "twoje wypociny to jakieś wynurzenia zdziadziałego tetryka."

                                                    "Rozglądnij się po domu, nie wiesz czy przypadkiem twoja córa tyłka
                                                    nie nadstawia? Jakby co, ja tylko pytam."

                                                    "Tyle już masz lat i jeszcze nie kupiłeś sobie słownika? Ale wstyd!"

                                                    "Zamiast przemilczeć fakt, że jesteś nieukiem, który nie zna pojęć,
                                                    postanowiłeś bezczelnie zmienić temat/odwrócić kota ogonem –
                                                    manipulancie przebrzydły."

                                                    "Pogrążasz się zupełnie staruszku."

                                                    To są cytaty z Twoich postów. Właśnie w ten sposób argumentujesz,
                                                    jasiu. To jest już drugi odcinek "serialu" z rynsztoka, który nam tu
                                                    fundujesz. Same bluzgi i pomówienia. Powtarzam - nie będę rozmawiał
                                                    z trollem, który ponadto ma skłonności do epatowania czytelników
                                                    seksem na forum religijnym (dowód jest w poprzednim moim poscie).
                                                    Aha, do tych seksualnych kwestii powinieneś sie ustosunkować. Jeśli
                                                    nie zrobisz tego, to będzie znaczyło, że wszystkie zarzuty są
                                                    prawdziwe.
                                                    smile
                                                  • johnny_mielony POGLĄDY GRGKH 14.12.09, 21:22
                                                    POGLĄDY GRGKH A PRAKTYKA ŻYCIOWA:

                                                    „Jeśli czujesz się wolny, to nie pozwalaj się zmuszać do tego, co uważasz za
                                                    bezsensowne”.


                                                    „To jest w tym wszystkim najzabawniejsze. Ale dlaczego ktoś rozsądny ma swoją
                                                    obecnością popierać takie bzdety? Nie powinien”.

                                                    „Ja brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu. Ja jako
                                                    ateista, żona jako wierząca. Ona tego potrzebowała, a więc w imię tolerancji nie
                                                    wolno mi było jej tego odbierać.”

                                                    „Asystowałem żonie podczas ważnej dla niej ceremonii jako ateista.”

                                                    „A ślub brałem jako niewierzący i nie udawałem, że jestem wierzący.”

                                                    „Obiecałem to żonie [na pytanie o to, czy przysięgał wychowywać dzieci w wierze
                                                    katolickiej]. I słowa dotrzymałem, bo to sprawa "honoru".

                                                    „Nie podporządkowuję się i nie zmieniam zdania "pod wpływem"”

                                                    „Człowiek, który ma zasady i stosuje się do nich ma spokojne sumienie i
                                                    czuje, że żyje w zgodzie ze sobą. A ten, kto się płaszczy staje się niewolnikiem
                                                    i potem już sam nie wie jak powinien się w życiu zachowywać.”


                                                    „A ja się na to zgodziłem [chrzest dzieci], bo taka była między nami umowa.”

                                                    „Nie udawałem, że wierzę i nie płaszczę się przed nikim.”

                                                    „Do niedawna spotykałem się z gronem moich przyjaciół raz do roku na
                                                    tradycyjnym, w okolicy trzech króli urządzanym zjeździe, którego celem głównym
                                                    jest (mam i w tym roku zaproszenie) śpiewanie kolęd.”

                                                    „A, niech tam będzie. Może rzeczywiście w święta, gdy się spotkam z resztą
                                                    rodziny podlegającej tej tradycji, użyjemy tego kawałka pieczywa.”

                                                    „Ja bym na Twoim miejscu to olał. Albo wierzysz w te bajki i idziesz, albo
                                                    nie wierzysz i dla uczciwości względem siebie, dla odrzucenia zakłamania,
                                                    zrezygnuj”.


                                                    „Mam to gdzieś. Ja bym nie poszedł [na mszę za rodzinę], a inni niech robią, co
                                                    chcą”.

                                                    ATEISTYCZNE POGLĄDY GRGKH:

                                                    „Ja kontrolowałem swoje postępowanie i postępowałem uczciwie wobec jej i
                                                    moich poglądów
                                                    .”

                                                    „A sam czasem wchodzę do takich budynków i nie ma to nic wspólnego z
                                                    dwulicowością. Moje poglądy wszyscy znają i przed nikim nie udaję, że
                                                    wierzę w bóstwa.”

                                                    „Na forum jest tylko mój pogląd - to, co wypowiadam. Podpisany nickiem.”

                                                    „To nic nie znaczy. Wszyscy ludzie kiedyś chodzili do kościoła, bo wierzyli.
                                                    Potem mogą zmieniać poglądy, co nie znaczy, że są dwulicowi.”

                                                    „Uczestniczę w życiu społecznym i mam prawo wybrać z niego wszystko co chcę,
                                                    nawet jeśli to kojarzy się z religią, a moje poglądy będą niereligijne
                                                    czyli ateistyczne.”

                                                    „Ja moich pogladów nie ukrywam, wszyscy moi znajomi je znają, a spotykać
                                                    się z nimi mogę przy dowolnej okazji.”

                                                    „Aha, ale mam pogląd na temat poglądu.”

                                                    „A pogląd n/t Twoich poglądów mogę mieć.”

                                                    „Ale całkowicie błędne jest twierdzenie, że z dwóch hipotez "bóg istnieje" i
                                                    "bóg nie istnieje", ta pierwsza jest prawdziwa.”

                                                    „Nie jest prawdą, że bóg istnieje, bo nie ma dowodu.”

                                                    „A ja potrafię na mnóstwo sposobów wykazać, że bóg nie istnieje.”

                                                    „Bóg nie istnieje, bo wynika to z logiki.”

                                                    „Teza, że bóg istnieje jest oczywiście fałszywa.”

                                                    [Na pytanie, czyj grgkh wygłasza pogląd zakładając temat] - „Czasem mój, a
                                                    czasem nie mój.”

                                                    „Zauważam, że podstawą tej bzdury jest fałszywy dogmat teistów. Ja widzę jego
                                                    fałszywość i chętnie się tą wiedzą dzielę z tymi, którzy jej nie posiadają.”

                                                    „Pogląd o poglądzie. Chwilowy. Inspirowany nachalnym poglądem teistów.”

                                                    „Bóg nie istnieje. Udowodniłem to.”
                                                  • johnny_mielony GRGKH I JEGO ARGUMENTY 14.12.09, 21:23
                                                    GRGKH I JEGO ARGUMENTY (PEŁNE POWŚCIĄGLIWOŚCI):

                                                    „moja powściągliwość w udzielani rad bierze się stąd, że za ważniejsze
                                                    uważam motywowanie do przemyśleń i podejmowanie decyzji wynikającej z własnych
                                                    zasobów wiedzy, a nie korzystanie z rad dobrych wujków”.


                                                    „Teraz to już pociągnę trochę tę dyskusję, właśnie po to, żeby Cię
                                                    przekonać, że potrafię Ci dołożyć”.


                                                    „Bredzisz. Na forum NIKOGO nie opluwam, nawet Ciebie.”

                                                    „Twoich wypocin nawet do połowy nie przeczytałem - tak są nudne”.

                                                    „Z chamami i ludźmi "niewychowanymi" nie rozmawiam”.

                                                    „Czym innym jest odpowiadanie na temat, a czym innym bełkot bez sensu.”

                                                    „Bezsensowny bełkot przypominający kotlet mielony.”

                                                    „Twoją ocenę mam w... dupie.”

                                                    „Opowiadasz brednie.”

                                                    „Religia wychowała Cię na bojówkarza, jak wesołych młodzieniaszków z
                                                    Hitlerjugend. Masz nieco wybrakowane i spaczone czytaniem jednej książki
                                                    wykształcenie.”

                                                    „Trzeba być niespełna rozumu, żeby wyciągać takie wnioski.”

                                                    „Na razie to Ty wychodzisz na głupka.”

                                                    „Wszystko, co piszesz, jest bredzeniem, mielony.”

                                                    „Logiczne jest tylko to, że nie umiesz myśleć.”

                                                    „A Ty jesteś ograniczony umysłowo, bo wciąż tego nie możesz pojąć.”

                                                    „Nie próbuj Ty mną manipulować, bo za cienki jesteś, by Ci się to udało.”

                                                    „Znów bredzisz i znów przeinaczasz. To początki całkowitej destrukcji Twojego
                                                    umysłu”.

                                                    „Ty naprawdę jesteś jakiś porąbany, sorry, zmielony...”

                                                    „Jeśli nie potrafisz jej zrozumieć to - powtarzam to - jest to twoja ułomność.”

                                                    „JUŻ ich od dawna nie rzucam [obelg], nie zauważyłeś? Natomiast rzucasz je Ty.”

                                                    „Zbłaźniłeś się kolejny raz.”

                                                    „Cała Twoja krucjata wynika z nieuctwa.”

                                                    „I znów mielony został zmielony.”

                                                    „Wykazujesz się elementarną nieznajomoscią logiki.”

                                                    „I tak oto mielony został zmielony po raz drugi.”

                                                    „Nie umiesz myśleć logicznie.”

                                                    „Potrafię cieniasów sprowadzić do ich poziomu.”

                                                    „Zostałeś zmielony swoimi narzędziami.”

                                                    „Poucz się reguł obowiązujących w słowotwórstwie polskim. Nie znasz ich.”

                                                    „Czytałeś lektury obowiązkowe? Na pewno nie. Wagarowałeś. To smutne. A
                                                    matematykę lubiłeś. Obawiam się, że kolega Ci rozwiązywał zadania.”

                                                    „Pewnie astrologię, metafizykę, alchemię i odczynianie dymem z ziół też wziąłeś
                                                    na serio. Biedaku.”

                                                    „Mielony, Ty jesteś jakiś... słabo kojarzący albo fundamentelista i dogmatyk. „

                                                    „Popij sobie naparu z lipy - a może jej już za dużo wypiłeś? - i lipę w
                                                    nadmiarze produkujesz.”

                                                    „Tak czy siak, dałeś dupy. Poza tym wciąż bronisz w absurdalny sposób idiotyzmu,
                                                    co Cię pogrąża coraz bardziej.”

                                                    „Biedny chłopiec nie umie tego rozróżnić.”

                                                    „Weź tabletkę na uspokojenie.”

                                                    „Biedny jasiu, wróć do szkółki, z której wyrwałeś się na wagary, żeby popisać
                                                    sobie na forum. Uzupełnij wykształcenie, co do którego uważasz, że masz je
                                                    kompletne i absolutnie niepodważalne.”

                                                    „A że jesteś "cieniasem" z języka polskiego, to widać jeszcze po sposobie, w
                                                    jaki używasz dużych liter w przypadku nazw własnych i pospolitych.”

                                                    „Jesteś niewyuczalny. Jakiś przymulony.”

                                                    „O, boże, co za tępak mi się tu trafił.”

                                                    „działasz schematycznie, odruchowo, dwulicowo, konformistycznie.”

                                                    „Jesteś teistycznym konformistą, hipokrytą i obłudnikiem i są na to dowody”

                                                    „Wychowało Cię podwórko i to takie raczej patologiczne. To widać.”

                                                    „Hitlerowskie to są Twoje metody.”

                                                    „Jasio nie umie argumentować inaczej. Wyrwał sie z patologicznego podwórka na
                                                    forum interetowe i szaleje.”

                                                    „Poza tym jesteś nieuk”

                                                    „Jesteś hipokrytą, bo ze strachu płaszczysz się przed wymyślonym przez siebie
                                                    bożkiem.”

                                                    „Głupoty gadasz, chłopcze.”

                                                    „I tu już dałeś dupy, jasiu.”

                                                    „Mnie się tez czasem zdarzało , że emocje brały górę nad opanowaniem,
                                                    ale gdybyśmy policzyli epitety, to Twoich jest znacznie więcej i częściej
                                                    inicjujesz taka wymianę.”

                                                    „Powinieneś do tego nieistnienia [Boga] sam dojść, ale masz jakieś ograniczenia.”

                                                    „No teraz dałeś dupy po raz drugi, jasiu.”

                                                    „Na psy schodzisz.”

                                                    „Dajesz dupy. Wszyscy to widzą. Tylko nie ty, biedny jasio.”

                                                    „Nie jestem obłudny, jak Ty, jasiu”

                                                    „Jesteś konformistą i hipokrytą, jasiu.”

                                                    „I tak jak mówiłem, chodzi Ci o dzieci, a więc na pewno jesteś pedofil.”

                                                    „Ty, seksualny maniaku, jak śmiesz.”

                                                    „Żeby pisać takie głupoty, jak Ty, to dopiero trzeba mieć tupet.”

                                                    „Jesteś trollem.”
                                                  • johnny_mielony GRGKH O SOBIE 14.12.09, 21:23
                                                    GRGKH O SOBIE:

                                                    Świat byłby lepszy, gdyby było więcej takich jak ja. Jestem tego pewien.

                                                    „Tak więc dodatkowo mogę się cieszyć z przynależności do "lepszej" części
                                                    ludzkości.”

                                                    „Definicji jest od cholery i jeszcze trochę. Mam więc prawo do najbardziej
                                                    logicznej, swojej.”

                                                    „Ale jeśli wśród ludzi nauki mało kto potrafi sformułować tę definicję
                                                    poprawnie, tak by nie dawało sie nią manipulować, to i tak jestem dobry”

                                                    „Cóż, możesz mi zazdrościć. Ty tylko biernie odtwarzasz. Po mnie może zostanie
                                                    jakiś wartościowy ślad, po Tobie nic, biedny jasiu.”

                                                    GRGKH NA TEMAT WIEKU SWOICH DZIECI:

                                                    Kolejność chronologiczna:

                                                    „A mnie to przestało obchodzić. Są dorosłe , a więc utraciłem prawo
                                                    do wtrącania się w ich poglądy.”


                                                    „Przejawiasz niezdrowe zainteresowanie moją córką, nie wiedząc, że jest dorosła.”

                                                    „Córka jest córką. Jest dzieckiem.”

                                                    GRGKH O SEKSIE I SEKSUALNOŚCI:

                                                    29.11.2009r. - „A manipulować to sobie możesz... hm... wiesz... masz tam
                                                    zapewne coś w spodniach...”

                                                    „Jak wiadomo, tyłek służy do siedzenia, a nie do nadstawiania. Ale to Ty,
                                                    pierwszy zacząłeś dyskusję na ten temat.”

                                                    „Masz za mało? Żona Ci nie daje? No tak, jak już wraca z pracy po zabawie z
                                                    szefem, to zrozumiałe, że nie jesteś dla niej atrakcyjny. Przyznaj się, że
                                                    pisząc to miałeś w tle włączoną stronę pornhub.com i rozpięty rozporek. Zgadłem?”

                                                    „Ale wiedz, że nikogo tutaj, a w szczególności mnie, nie obchodzi, czy to co
                                                    robisz, robisz z zapiętym rozporkiem, czy z rozpiętym.”

                                                    „To Twoje seksualne ciągotki, które teraz rozpaczliwie usiłujesz zamaskować.
                                                    Rozpisujesz się o swoim rozporku. Niby to zapięty, ale wiadomo, że co zapięte to
                                                    można rozpiąć.”

                                                    „A ja wiedziałem, że w końcu zejdzie na temat seksu.”

                                                    „Chciałbyś się sam do tego tyłka dobrać. No to Cię mam. Podchody sobie tu
                                                    urządzasz. Bez wstydu, publicznie. Niemoralny, seksualny nawiedzeniec.”

                                                    „stosujesz jakieś wyrazy ze słownika potocznego kojarzące się z seksem.” -
                                                    głodnemu chleb na myśli.
                                                  • johnny_mielony NIEWYGODNE TEMATY DLA GRGKH 14.12.09, 21:24
                                                    O JAKICH KWESTIACH GRGKH NIE CHCE ROZMAWIAĆ:

                                                    - Jako ateista brałeś czynny udział w ślubie kościelnym, do którego (czego nie
                                                    kwestionuję) namówiła Cię żona. To przykład konformizmu.
                                                    - Na pytanie, czy nie przyrzekałeś, że będziesz wychowywał dzieci w wierze
                                                    katolickiej odpowiedziałeś: "Obiecałem to żonie. I słowa dotrzymałem", a efektem
                                                    jest to, że są wierzące. Co więcej wcześniej napisałeś "uważałem, że nie powinno
                                                    się takiego przyrzeczenia łamać". To wystarczający przykład twojej hipokryzji.
                                                    - Nie ma nic dziwnego w tym, że człowiek wierzący śpiewa kolędy. Ale ty przez
                                                    dziesiątki lat nie wierzyłeś i coś takiego robiłeś - dostrzegasz tę logiczną
                                                    różnicę? Śpiewanie kolęd przez niewierzącego nie jest normalne!
                                                    - bierzesz praktyczny udział w religijnej celebrze! Uczestniczenie w tego typu
                                                    praktykach jest popieraniem tych praktyk. Sam w końcu napisałeś "Oceniłeś go
                                                    pozytywnie, a więc mu kibicujesz" - napisałeś to w innym kontekście, ale myślę
                                                    że w takim razie mogę twoje zdanie odnieść do praktykowania dzielenia się
                                                    opłatkiem. Jeśli to robisz to znaczy, że oceniasz to pozytywnie - kibicujesz temu!
                                                    - gdy łamiesz się opłatkiem, bierzesz ślub kościelny, wychowujesz dzieci po
                                                    katolicku - to jest uczestniczenie w religii.
                                                    - twoje uczynki mówią co innego. I ty i księża, o których napisałeś jesteście
                                                    hipokrytami. Przedstawiony przez ciebie ksiądz robi jedno (odprawia msze itp.) a
                                                    myśli co innego (nie wierzy) - to hipokryzja. Ty zaś robisz jedno (będąc ateistą
                                                    wychowałeś dzieci w wierze, wziąłeś ślub kościelny, śpiewałeś kolędy, zgodziłeś
                                                    się na to by ochrzczono twoje dzieci) a myślisz co innego (nie wierzysz) - to
                                                    też hipokryzja.
                                                    - choinkę na święta też stawiasz, normalnie celebrujesz Święta Bożego
                                                    Narodzenia! To samo robią wszyscy wierzący, tylko że oni to robią bo wierzą, a
                                                    ty to robisz w sposób dwulicowy.
                                                    - Otóż napisałeś: "Ja brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu.
                                                    Ja jako ateista,żona jako wierząca. Ona tego potrzebowała, a więc w imię
                                                    tolerancji nie wolno mi było jej tego odbierać" - to przykład tego, że wziąłeś
                                                    ślub ze względu na wpływ żony.
                                                    - Jak to wytłumaczysz, że w przedstawionej przez ciebie definicji dana rzecz
                                                    jest czymś lub tego przeciwieństwem (żeby było jasne - to nie jest definicja,
                                                    więc przedstaw definicję)?
                                                    - Chcesz mi powiedzieć, że środowiska naukowe są w większości złożone z wierzących?
                                                  • grgkh Każdy temat jest wygodny dla grgkh :) 15.12.09, 01:26
                                                    Nie ma dla mnie niewygodnych tematów. smile Na każdy z poniżej wymienionych
                                                    odpowiadałem już wielokrotnie.

                                                    johnny_mielony napisał:

                                                    > O JAKICH KWESTIACH GRGKH NIE CHCE ROZMAWIAĆ:

                                                    > - Jako ateista brałeś czynny udział w ślubie kościelnym,
                                                    > do którego (czego nie kwestionuję) namówiła Cię żona.
                                                    > To przykład konformizmu.

                                                    Nie. Konformizmem byłoby, gdybym zrobił coś wbrew sobie. Wtedy uznałem, że nie
                                                    powinienem podczas ślubu udawać, że jestem wierzący. I nie udawałem. A jako
                                                    ateista nie mam zakazu biernego uczestnictwa w jakichkolwiek zdarzeniach o
                                                    charakterze religijnym.

                                                    > - Na pytanie, czy nie przyrzekałeś,
                                                    > że będziesz wychowywał dzieci w wierze
                                                    > katolickiej odpowiedziałeś: "Obiecałem to żonie.
                                                    > I słowa dotrzymałem", a efektem jest to, że są wierzące.
                                                    > Co więcej wcześniej napisałeś "uważałem, że nie powinno
                                                    > się takiego przyrzeczenia łamać".
                                                    > To wystarczający przykład twojej hipokryzji.

                                                    Hipokryzją byłoby, gdybym głosił jakieś zasady, a postępował wbrew nim. Gdy coś
                                                    obiecywałem żonie podczas ślubu, nie miałem świadomości konsekwencji, które dla
                                                    mnie byłyby przykre. Wtedy nie widziałem w tym, że ktoś wierzy niczego złego.
                                                    Potem się to zmieniło. Ateista nie musi być przeciwko wierze innych. Ateista
                                                    jedynie sam dla siebie ignoruje wiarę w boga. W niewłaściwy sposób rozumiesz
                                                    ateizm. uważasz zapewne, że ateista powinien religię zwalczać. Tak być może, ale
                                                    nie musi. Ateista różni się od teisty tylko tym, że sam w boga nie wierzy, gdyż
                                                    ignoruje taką wiarę. I tylko tyle - chodzi o wiarę.

                                                    > - Nie ma nic dziwnego w tym, że człowiek wierzący śpiewa kolędy.
                                                    > Ale ty przez dziesiątki lat nie wierzyłeś i coś takiego robiłeś -
                                                    > dostrzegasz tę logiczną różnicę? Śpiewanie kolęd przez
                                                    > niewierzącego nie jest normalne!

                                                    To zdarzenie towarzyskie. Muzyka łagodzi obyczaje i zbliża do siebie ludzi.
                                                    Lubię tych, z którymi się spotykałem, a innych okazji niemal nie było. Tekst
                                                    jest często nieistotny i tak jest w moim przypadku. Poza kolędami śpiewaliśmy
                                                    wtedy także inne piosenki.

                                                    > - bierzesz praktyczny udział w religijnej celebrze!

                                                    Jako dziecko byłem wierzący i moje poglądy ewoluowały. Ale od czasu gdy
                                                    przestałem wierzyć nie biorę czynnego udziału w religijnej celebrze.

                                                    > Uczestniczenie w tego typu praktykach jest popieraniem tych
                                                    > praktyk. Sam w końcu napisałeś "Oceniłeś go
                                                    > pozytywnie, a więc mu kibicujesz" - napisałeś to w innym
                                                    > kontekście, ale myślę że w takim razie mogę twoje zdanie odnieść
                                                    > do praktykowania dzielenia się opłatkiem. Jeśli to robisz to
                                                    > znaczy, że oceniasz to pozytywnie - kibicujesz temu!

                                                    Podczas dzielenia się opłatkiem wszyscy wiedzieli, że nie ma to dla mnie
                                                    podtekstu religijnego, gdyż jestem ateistą. Nie było to więc czynne branie
                                                    udziału w celebrze lecz bierne.

                                                    > - gdy łamiesz się opłatkiem, bierzesz ślub kościelny,
                                                    > wychowujesz dzieci po katolicku - to jest uczestniczenie w religii.

                                                    Bierne. Tak jak obecność przy zbrodni nie czyni człowieka automatycznie
                                                    wspólnikiem mordercy. A to chcesz zasugerować. Uczestnictwo tego typu nie jest
                                                    wykluczone przez brak wiary. Chyba nie uważasz, że idąc ulicą nie powinienem
                                                    spoglądać na kościół i pomyśleć o nim. To jest bierne uczestnictwo związane z
                                                    kontekstem. Nie kieruję myśli ku bogu, w którego inni wierzą (opłatek), nie
                                                    obiecuję podczas ślubu bogu, w którego inni wierzą niczego i nie wychowuję po
                                                    katolicku dzieci, bo czyni to żona, ich matka.

                                                    > - twoje uczynki mówią co innego. I ty i księża, o których
                                                    > napisałeś jesteście hipokrytami.

                                                    Nie jestem hipokrytą, bo moje zasady życiowe są w 100% zgodne z moim
                                                    postępowaniem. Ateista nie musi zwalczać religii. Ateista nie musi się przed
                                                    religią chować, bo w naszym kraju, a może i na globie ziemskim, nie miałby ku
                                                    temu pełnych możliwości. Twoje zastrzeżenia są absurdalne i nielogiczne. Nie
                                                    znasz definicji.

                                                    > Przedstawiony przez ciebie ksiądz robi jedno
                                                    > (odprawia msze itp.) a myśli co innego (nie wierzy) - to
                                                    > hipokryzja. Ty zaś robisz jedno (będąc ateistą

                                                    Ksiądz nie wierzy, ale udaje, że wierzy. Ja nie udaję. Robię to, co uważam za
                                                    stosowne. Ateista nie musi zwalczać religii pod każdą postacią i uciekać przed
                                                    jej natrętnymi przejawami w życiu społecznym.

                                                    > wychowałeś dzieci w wierze,

                                                    Wychowała je żona. To także jej dzieci i ma do tego prawo, a ja nie muszę jej
                                                    tego zakazywać, zresztą nie miałbym takiej możliwości. Moje myśli są zgodne z
                                                    czynami, które z nich wynikają. Nie ma między nimi żadnego dysonansu.

                                                    > wziąłeś ślub kościelny,

                                                    Uczestniczyłem w ceremonii, która dla żony miała charakter religijny, a dla mnie
                                                    była biernym uczestnictwem. Ateista nie ma zakazu biernego uczestniczenia.

                                                    > śpiewałeś kolędy,

                                                    Pewnie musiałbym ich także nie słuchać? A gdzie się przed tym schować? A muszę?
                                                    Śpiewać można cokolwiek. To jest pewien rodzaj sztuki, a nie deklaracji. Nie ma
                                                    w tym żadnego drugiego dna. Pozostali uczestnicy wiedzą, że jestem niewierzący.

                                                    > zgodziłeś się na to by ochrzczono twoje dzieci)

                                                    Ochrzciła je żona, bo to także jej dzieci, mnie to było wtedy obojętne i nie
                                                    chciałem wchodzić z nią w konflikt. Poza tym wtedy, gdy to miało miejsce, nie
                                                    traktowałem tego jako zło, tak jak i religię u innych. Ateista nie musi zwalczać
                                                    religii. Wystarczy, ze sam nie wierzy, a wtedy staje się ateistą automatycznie.

                                                    > a myślisz co innego (nie wierzysz) - to też hipokryzja.

                                                    Myślenie jest u mnie zgodne w wypowiedziami i akceptowanymi przeze mnie czynami.
                                                    Nigdy nie ma w tym fałszu. To nie jest hipokryzja.

                                                    > - choinkę na święta też stawiasz,

                                                    Choinkę stawiam, bo lubię jej zapach i blask lampek. To mi zostało z
                                                    dzieciństwa. Kwiaty na parapecie też stawiam, bo też lubię ich widok. Nie będę
                                                    sobie odmawiał przyjemności, która dla mnie nie ma wydźwięku religijnego.

                                                    > normalnie celebrujesz Święta Bożego Narodzenia!

                                                    Nie celebruję. Nie wierzę. Nie modlę się. I wszyscy o tym wiedzą, gdyż wiedzą,
                                                    że jestem niewierzący. Jest pełna harmonia między moimi poglądami, a moim
                                                    zachowaniem. A jeśli kiedyś turystycznie wejdę do jakiegoś kościoła, by się mu
                                                    przyjrzeć od środka, to też nie będzie to celebrowanie.

                                                    > To samo robią wszyscy wierzący,
                                                    > tylko że oni to robią bo wierzą, a
                                                    > ty to robisz w sposób dwulicowy.

                                                    Ja to robię z innych przyczyn: np. turystycznie, z ciekawości, dla towarzystwa,
                                                    ale zawsze jawnie występuję jako ateista.

                                                    > - Otóż napisałeś: "Ja brałem ślub cywilny,
                                                    > a potem kościelny bardzo dawno temu.
                                                    > Ja jako ateista,żona jako wierząca.
                                                    > Ona tego potrzebowała, a więc w imię
                                                    > tolerancji nie wolno mi było jej tego odbierać"

                                                    Tak, ale moje uczestnictwo było całkowicie bierne i np. nie wygłaszałem
                                                    formułek, które wygłaszała żona. Moje uczestnictwo było ateistyczne.

                                                    > - to przykład tego, że wziąłeś
                                                    > ślub ze względu na wpływ żony.

                                                    Taki był mój wybór. Tak zdecydowałem, ale ślub brała ona, a ja byłem biernym
                                                    uczestnikiem.

                                                    > - Jak to wytłumaczysz, że w przedstawionej przez ciebie
                                                    > definicji dana rzecz jest czymś lub tego przeciwieństwem
                                                    > (żeby było jasne - to nie jest definicja, więc przedstaw
                                                    > definicję)?

                                                    Teizm jest poglądem. Ateizm, będący jego przeciwieństwem (dopełnieniem),
                                                    poglądem nie jest. Jest brakiem poglądu. Jeśli gdzieś nie zrobiłem błędu
                                                    literowego, to znajdziesz tę tezę powtórzoną wielokrotnie w tym wątku.

                                                    > - Chcesz mi powiedzieć, że środowiska naukowe są w większości
                                                    > złożone z wierzących?

                                                    Chcę powiedzieć, że w środowiskach naukowych procent niewierzących jest większy
                                                    niż poza nimi. Kontakt z nauką częściej pozbawia ludzi wiary w zabobony i gusła.
                                                    ____________________

                                                    O tych kwestiach rozmawiałem nie raz, nie kłam więc, jasiu. smile

                                                    Poza tym wszystkie Twoje argumenty zostały, kolejny raz, odparte. A Ty nie znasz
                                                    pełnej definicji hipokryzji i konformizmu.
                                                  • grgkh Każdy temat jest wygodny dla grgkh :) - cd 15.12.09, 01:34
                                                    Jasiu, ty nie rozumiesz wciąż tego, że ateizm jest brakiem poglądu. O ile teizm
                                                    wyznacza wyznawcom boga pewne reguły myślenia i postępowania, to ateizm nie mówi
                                                    o tym nic. Ateizm jest brakiem reguły i w związku z tym daje swobodę działania.
                                                    Ateista może się zachowywać dowolnie, byle nie kłamał, nie oszukiwał innych, nie
                                                    udawał, że inaczej myśli, a inaczej robi. Byle robił to w zgodzie z własnym
                                                    sumieniem i nie manipulował w ten sposób innymi.

                                                    I tak Twoje wysiłki, by mi przypisać hipokryzję lub konformizm na nic się nie
                                                    zdały. Za to Ty wyszedłeś na nieudolnego manipulanta, kłamcę i nieuka, bo:
                                                    - nie znasz definicji
                                                    - nie umiesz ich poprawnie interpretować
                                                    - nie znasz gramatyki języka polskiego

                                                    smile
                                                  • johnny_mielony Pokrętne tłumaczenia i kłamstewka grgkh cz. 1 16.12.09, 13:01
                                                    A jako ateista nie mam zakazu biernego uczestnictwa w jakichkolwiek
                                                    zdarzeniach o
                                                    charakterze religijnym.


                                                    A potwierdzenie tego można znaleźć tutaj - „Ja brałem ślub cywilny, a potem
                                                    kościelny bardzo dawno temu. Ja jako ateista, żona jako wierząca. Ona tego
                                                    potrzebowała, a więc w imię tolerancji nie wolno mi było jej tego odbierać.”

                                                    Więc czemu piszesz też tak - „Jeśli czujesz się wolny, to nie pozwalaj się
                                                    zmuszać do tego, co uważasz za bezsensowne”. „Ale dlaczego ktoś rozsądny ma
                                                    swoją obecnością popierać takie bzdety?”, „Człowiek, który ma zasady i
                                                    stosuje się do nich ma spokojne sumienie i czuje, że żyje w zgodzie ze sobą. A
                                                    ten, kto się płaszczy staje się niewolnikiem i potem już sam nie wie jak
                                                    powinien się w życiu zachowywać.”, „Ja bym na Twoim miejscu to olał. Albo
                                                    wierzysz w te bajki i idziesz, albo nie wierzysz i dla uczciwości względem
                                                    siebie, dla odrzucenia zakłamania, zrezygnuj”?

                                                    Zakazu odgórnego nie masz, ponieważ nie masz nad sobą instytucji, która by ci
                                                    mogła takie rzeczy nakazywać (ja też takiej instytucji nad sobą nie mam), ale
                                                    fakt jest taki, że odnośnie siebie jesteś bardzo pobłażliwy (wszystko, co robisz
                                                    jest dobre, nie ma w tym cienia hipokryzji, obłudy, zakłamania) zaś innym
                                                    poprzeczkę stawiasz niezwykle wysoko. Głupie pójście na mszę za rodzinę uważasz
                                                    za popieranie tego, co się tam dzieje, ale twoje wzięcie ślubu w kościele
                                                    katolickim (gdy cywilny już miałeś) i składane tam obietnice (które z resztą
                                                    przyznałeś, że spełniłeś) są zupełnie zasadne, prawidłowe.

                                                    Hipokryzją byłoby, gdybym głosił jakieś zasady, a postępował wbrew nim.

                                                    Najpierw przykład głoszonych przez ciebie nauk - „Ja bym na Twoim miejscu to
                                                    olał. Albo wierzysz w te bajki i idziesz, albo nie wierzysz i dla uczciwości
                                                    względem siebie, dla odrzucenia zakłamania, zrezygnuj”.

                                                    A teraz przykład twojego postępowania - „Do niedawna spotykałem się z gronem
                                                    moich przyjaciół raz do roku na tradycyjnym, w okolicy trzech króli urządzanym
                                                    zjeździe, którego celem głównym jest (mam i w tym roku zaproszenie) śpiewanie
                                                    kolęd.”

                                                    „A, niech tam będzie. Może rzeczywiście w święta, gdy się spotkam z resztą
                                                    rodziny podlegającej tej tradycji, użyjemy tego kawałka pieczywa.”

                                                    A także następująca nauka - „Człowiek, który ma zasady i stosuje się do nich ma
                                                    spokojne sumienie i czuje, że żyje w zgodzie ze sobą. A ten, kto się płaszczy
                                                    staje się niewolnikiem i potem już sam nie wie jak powinien się w życiu zachowywać.”

                                                    A na pytanie, czy obiecywałeś żonie wychować dzieci w wierze katolickiej
                                                    odpowiedziałeś -„Obiecałem to żonie. I słowa dotrzymałem, bo to sprawa "honoru".

                                                    Musisz mieć bardzo niespokojne sumienie.

                                                    Ateista jedynie sam dla siebie ignoruje wiarę w boga. W niewłaściwy sposób
                                                    rozumiesz ateizm. uważasz zapewne, że ateista powinien religię zwalczać. Tak
                                                    być może, ale nie musi.


                                                    W życiu osobistym nie zwalczałeś religii, ale na forum zwalczanie religii
                                                    popierasz pełną gębą - „Religia ze szkół powinna być usunięta, bo jest przez to
                                                    narzucana wszystkim dzieciom”. To, że w życiu osobistym nie zwalczałeś religii
                                                    wynikało z prostego strachu przed kosztami, z jakimi mogło się to wiązać, w
                                                    końcu napisałeś - „nie chciałem wchodzić z nią [żoną] w konflikt”. A wcześniej
                                                    pisałeś „Nie podporządkowuję się i nie zmieniam zdania „pod wpływem"” - a to
                                                    jest właśnie przykład działania pod wpływem. Zaczynasz się plątać w swoich
                                                    wypowiedziach.

                                                    A mogłeś przynajmniej swoich dzieci nie wychowywać w wierze katolickiej, ale to
                                                    uczyniłeś.

                                                    Kolejna z twoich dobrych nauk - „jeśli religia zostanie w możliwie największym
                                                    stopniu wyrugowana z życia publicznego i kiedy ograniczy się jej nieuzasadnione
                                                    przywileje”.

                                                    Więc czemu nie zacząłeś od własnego domu? Jeśli chcesz zmienić świat, zacznij od
                                                    siebie. Ty nie wykorzystałeś swojego czasu, miałeś mnóstwo okazji, możliwości ku
                                                    temu, a jednak tego nie zrobiłeś. Rozumiem tych ludzi, co przyjęli pogląd
                                                    ateistyczny i teraz plują sobie w brodę, że wyznając pogląd teistyczny popełnili
                                                    wiele nieodwracalnych błędów. Ty zaś wygłaszając poglądy ateistyczne zgadzałeś
                                                    się i wciąż zgadzasz się na religię w życiu osobistym. Ale z życia społecznego
                                                    religię byś wyrugował – zacznij staruszku od siebie! Za późno? Zmarnowałeś swój
                                                    czas i zmarnowałeś całą swoją wiedzę (wątpliwą), bo autorytetu w niej nie ma.
                                                  • johnny_mielony Pokrętne tłumaczenia i kłamstewka grgkh cz. 2 16.12.09, 13:01
                                                    To zdarzenie towarzyskie. Muzyka łagodzi obyczaje i zbliża do siebie ludzi.

                                                    To komentarz odnośnie tego zdania - „Do niedawna spotykałem się z gronem moich
                                                    przyjaciół raz do roku na tradycyjnym, w okolicy trzech króli urządzanym
                                                    zjeździe, którego celem głównym jest (mam i w tym roku zaproszenie) śpiewanie
                                                    kolęd.”

                                                    Więc czemu piszesz - „Człowiek, który ma zasady i stosuje się do nich ma
                                                    spokojne sumienie i czuje, że żyje w zgodzie ze sobą. A ten, kto się płaszczy
                                                    staje się niewolnikiem i potem już sam nie wie jak powinien się w życiu
                                                    zachowywać.”?

                                                    Masz zasady, ale nie stosujesz się do nich. Czujesz, że żyjesz w zgodzie ze
                                                    sobą? Wychowałeś dzieci w wierze katolickiej zadeklarowany ateisto. To właśnie
                                                    przykład tego, jak wyrugowałeś religię z życia big_grin To samo tyczy się śpiewania
                                                    kolęd. Tłumaczenie, że to zdarzenie towarzyskie jest po prostu śmieszne.

                                                    Jako dziecko byłem wierzący i moje poglądy ewoluowały. Ale od czasu gdy
                                                    przestałem wierzyć nie biorę czynnego udziału w religijnej celebrze.


                                                    Branie ślubu kościelnego jest udziałem w celebrze, chrzczenie dzieci jest
                                                    udziałem w celebrze, śpiewanie kolęd jest udziałem w celebrze, dzielenie się
                                                    wigilijnym opłatkiem jest udziałem w celebrze. I to wszystko nie jest biernym
                                                    udziałem. Na ślubie bierny udział nie jest możliwy, bo musiałbyś siedzieć gdzieś
                                                    z tyłu i nie wymawiać żadnych regułek, a żona by siedziała/stała przed
                                                    konfesjonałem... sama. Śpiewanie kolęd nie jest biernym udziałem, byłby bierny
                                                    wtedy gdybyś jedynie przysłuchiwał się im. Dzielenie się opłatkiem nie jest
                                                    biernym udziałem, byłby bierny gdybyś tylko na to patrzył, ewentualnie gdybyś
                                                    składał życzenia ale bez łamania się opłatkiem.

                                                    Wychowała je żona. To także jej dzieci i ma do tego prawo, a ja nie muszę
                                                    jej tego zakazywać, zresztą nie miałbym takiej możliwości.


                                                    A tutaj napisałeś coś innego, na pytanie czy obiecywałeś wychowywać dzieci w
                                                    wierze katolickiej odpowiedziałeś - „Obiecałem to żonie. I słowa dotrzymałem, bo
                                                    to sprawa "honoru". Wynika z tego jednoznacznie, że ty również wychowywałeś
                                                    dzieci w wierze katolickiej.

                                                    Tak, ale moje uczestnictwo było całkowicie bierne i np. nie wygłaszałem
                                                    formułek, które wygłaszała żona. Moje uczestnictwo było ateistyczne.


                                                    Oj, coś kręcisz, wcześniej napisałeś - „Ja wypowiedziałem pewną regułkę”.

                                                    - Jak to wytłumaczysz, że w przedstawionej przez ciebie definicji dana rzecz
                                                    jest czymś lub tego przeciwieństwem (żeby było jasne - to nie jest definicja,
                                                    więc przedstaw definicję)?


                                                    Na powyższe pytanie nie odpowiedziałeś, twój komentarz do tej części w ogóle nie
                                                    odpowiada na to pytanie. Czekam na jasną definicję, która nie będzie zawierała
                                                    „to lub to”.

                                                    Nie odpowiedziałeś także na te kwestie:

                                                    - choinkę na święta też stawiasz, normalnie celebrujesz Święta Bożego
                                                    Narodzenia! To samo robią wszyscy wierzący, tylko że oni to robią bo wierzą, a
                                                    ty to robisz w sposób dwulicowy.
                                                    - Otóż napisałeś: "Ja brałem ślub cywilny, a potem kościelny bardzo dawno temu.
                                                    Ja jako ateista,żona jako wierząca. Ona tego potrzebowała, a więc w imię
                                                    tolerancji nie wolno mi było jej tego odbierać" - to przykład tego, że wziąłeś
                                                    ślub ze względu na wpływ żony.

                                                    Do tego zapomniałem jeszcze dodać, że nie odpowiedziałeś na wcześniejsze pytanie:
                                                    - Które ze słów jest twoim zdaniem wulgaryzmem „Rynsztok” czy „Logika”?

                                                    Czekam na odpowiedź polonisto, ale wiem że może być z tym problem w końcu ty
                                                    twierdzisz, że w definicji:

                                                    Przekonanie - sąd, zdanie oparte na przeświadczeniu o prawdziwości, słuszności
                                                    czegoś.

                                                    Słowo sąd oznacza: „we współczesnych demokratycznych systemach prawnych to
                                                    niezawisły organ państwowy...”, a do tego dodałeś od siebie - „Ja twierdzę, że
                                                    definicja przytoczona przeze mnie jest prawdziwa. Do tej mamy się odnosić. I już.”
                                                  • johnny_mielony GRGKH - pełen fałszu i hipokryzji 16.12.09, 21:07
                                                    „maniaku seksualny, bawiący się sam ze sobą przy porno stronach, z zapiętym
                                                    rozporkiem.”


                                                    „A manipulować to sobie możesz... hm... wiesz... masz tam zapewne coś w
                                                    spodniach...”

                                                    „Masz za mało? Żona Ci nie daje? No tak, jak już wraca z pracy po zabawie z
                                                    szefem, to zrozumiałe, że nie jesteś dla niej atrakcyjny. Przyznaj się, że
                                                    pisząc to miałeś w tle włączoną stronę pornhub.com i rozpięty rozporek. Zgadłem?”

                                                    I tu cię mam staruszku – wciąż wykazujesz jakieś niezdrowe zainteresowanie moim
                                                    rozporkiem. Czy mam przez to rozumieć, że na starość masz jakieś tęsknoty za
                                                    dawnym życiem seksualnym? Mnie w każdym bądź razie nie mieszaj w tę tematykę.
                                                    Swoją drogą, co raz częściej używasz argumentów okolic intymnych. Twoje ciągotki
                                                    potwierdzają wypowiedzi o tym, że rzekomo to ja dałem tyłka (ty użyłeś wulgarnej
                                                    formy słowa „tyłek”wink.

                                                    Z trollami rozmowę ograniczam do minimum.

                                                    Wstydu nie masz staruszku. Nie masz już nic na swoją obronę? Jakbyś nie
                                                    wiedział, temat dotyczył tego, że człowiek zapytał o kwestię pójścia do kościoła
                                                    na mszę za rodzinę. Ty zaś ze swoim nadmuchanym autorytetem i samouwielbieniem
                                                    postanowiłeś dać praktyczne rady jak żyć, jakie stosować standardy. Odwołałeś
                                                    się do tak istotnych kwestii jak poczucie wolności, uczciwości względem siebie
                                                    samego, sumienia itp. Sam zaś nie żyjesz wobec tych zasad, są ci one dalekie. I
                                                    dlatego się zupełnie skompromitowałeś, a twoje poglądy nie mają znaczenia –
                                                    właśnie ze względu na to, kim jesteś. Tymczasem to ty jesteś więźniem, bo nie
                                                    potrafiłeś odmówić żonie ślubu kościelnego, nie potrafiłeś odmówić chrzczenia
                                                    dzieci... twoje kajdany są tak mocne, że nawet wychowałeś dzieci po katolicku
                                                    pomimo tego, że podobno wszystkim mówisz, iż jesteś ateistą. Więc ze swymi
                                                    poglądami ateistycznymi dzielisz się opłatkiem na Wigilię, a także śpiewasz
                                                    kolędy. Jesteś kłamcą (przykładów jest na to więcej), bo najpierw piszesz, że
                                                    mówiłeś formułki, gdy brałeś ślub, a później fałszywie próbowałeś się tego
                                                    wyprzeć – kłamałeś! To ciebie gryzie cały czas sumienie, bo wiesz że jesteś
                                                    pełnym fałszu i hipokryzji, ale tego nie przyznasz, bo zbyt bardzo siebie
                                                    uwielbiasz. To, że cię nie pochwaliłem to cię zabolało, bo jak mało kto jesteś
                                                    łasy na komplementy. Myślisz, że jesteś autorytetem, więc odrzucasz wszelkie
                                                    autorytety (przedstawienie definicji ateizmu poparte kilkunastoma źródłami
                                                    książkowymi najzwyklej odrzucasz, bo jest ci niewygodnie). Sam zaś nie jesteś w
                                                    stanie przedstawić książkowej definicji ateizmu, która byłaby zgodna z twoją
                                                    własną, wyssaną z palca. Chcesz zmieniać świat, a nie jesteś w stanie zmienić
                                                    samego siebie. Chcesz wyrugować religię z życia społecznego, a nie potrafisz
                                                    tego zrobić w domowym zaciszu. Więc jakim prawem innym sugerujesz by czegoś nie
                                                    robili, gdy sam robisz znacznie więcej od nich? Tacy, jak ty (nie ważne czy
                                                    ateiści, czy teiści) są obrzydliwi. A ty jeszcze śmiesz pisać, że jesteś „Jestem
                                                    najczystszym definicyjnie ateistą”. Przynosisz wstyd i hańbę ateistom! Nie
                                                    będziesz ze mną dyskutował dłużej bo obnażyłem twoją twoją hipokryzję, a dalsza
                                                    dyskusja wpędza cię tylko w większe tarapaty.
                                                  • grgkh Następna brzydka cecha charakteru jasia 17.12.09, 18:21
                                                    Jasiu, to Ty pierwszy zacząłeś rozprawiać o tyłku mojej córki, sprawdź sobie
                                                    chronologię, a teraz zamilknij pedofilu, ekshibicjonisto, maniaku seksualny.

                                                    Szkoda mi czasu na zaglądanie do historii wątku i Tobie pozostawiam możliwość
                                                    przytoczenia odpowiedniego cytatu, bo lubisz je wyszukiwać.

                                                    > Z trollami rozmowę ograniczam do minimum.
                                                    >
                                                    > Wstydu nie masz staruszku. Nie masz już nic na swoją obronę?

                                                    I co z tego, że jestem staruszkiem? Ustalmy to - czy piszesz, że jestem
                                                    staruszkiem w sensie pozytywnym czy pejoratywnym?

                                                    Ja sie do Ciebie zwracam Twoim imieniem, zdrobniale i pieszczotliwie, jasio
                                                    (johnny). A Tobie zawadzają starzy ludzie? Nie znosisz ich? Nienawidzisz? Czy
                                                    cieszysz się, jak jakiś młodzik dowali starszemu?

                                                    No, to nieładnie, jasiu. Następna, bardzo brzydka cecha Twojego charakteru się
                                                    ujawnia - nienawiść do starszych. Kto Cię tego nauczył? Rodzice? Wychowywałeś
                                                    się w rodzinie patologicznej i ojciec Cię kablem od żelazka do odrabiania lekcji
                                                    nakłaniał? Uczyć Ci się nie chciało? A teraz swoje lenistwo przekuwasz w
                                                    nienawiść do starszych? Powinieneś leczyć tę psychozę. Może się ujawnić w ten
                                                    sposób, że w końcu zaciukasz jakiegoś starszego od Ciebie.

                                                    Kto Ty jesteś naprawdę? Im dłużej tu piszesz, tym więcej o Tobie się dowiadujemy.

                                                    PS. Miło mi się z Tobą rozmawia, jasiu. smile