Dodaj do ulubionych

Dlaczego oni nie zadają pytań?

20.04.12, 09:52
Jestem niewierząca. Od zawsze. Wychowałam się w takiej rodzinie ateistyczno-antyklerykalnej. Wyszłam za mąż za człowieka wierzącego o tyle o ile - typowego katolika, który o swojej religii nie ma pojęcia, ale jednak twierdzi, że wierzy, do kościoła chodzi od święta. Jego rodzina jest baaaaardzo religijna, pochodząca ze wsi, gdzie ksiądz ma posłuch, obchodzą wszystkie rytuały religijne jakie są. Są też przesądni, prości, niewykształceni - na szczęście nie radiomaryjni.
Dlaczego to piszę? Bo jest mi trudno. Jako ateistce, która była nauczona zadawać pytania i szukać odpowiedzi. I czytała, czytała, czytała. Mam świadomość istnienia tysięcy kultów, setek bogów, bogiń i bożków od kilku tysięcy lat istnienia różnych cywilizacji, które były i przeminęły.
I nurtuje mnie pytanie, dlaczego oni nie zadają pytań, nie mają wątpliwości? Skąd się to bierze? To niezachwiane przekonanie, że jest jakiś tam w niebie facet, który niby rządzi tym wszystkim, że co niedziela i w każde święto trzeba iść mu odprawić rytuał padnij-powstań, odklepać te same wierszyki, rzucić na tacę. To przekonanie, że biblia to jest jakieś wiarygodne źródło a to co jest tam napisane to wszystko prawda (w zależności od aktualnej interpretacji facetów w sukienkach). No skąd się to bierze, że łykają te wszystkie historie, nie mając wątpliwości, nie zadając pytań, czy aby to wszystko prawda, dlaczego trzeba robić to i tamto w ten i ten sposób???
I dlaczego ja jestem inna, i takich osób jak ja jest tak mało? Czy "miliony much mogą się mylić"wink ? Dlaczego do mnie to nie trafia, a do nich tak? No kurcze, trudno mi czasami, no...
Tak chciałam się trochę wyżalić.
Edytor zaawansowany
  • orald 20.04.12, 11:11
    Pytania zadaje ten, który potrzebuje odpowiedzi.
    Najwyraźniej oni jej nie potrzebują.
    Jako dociekliwa osoba z klasą, możesz Ty zacząć zadawać pytania.
    Spodziewam się jednak, że odpowiedzi będą podobne jak w temacie: "ziemia jest płaska i podtrzymują je cztery wielkie słonie, stojące na grzbiecie gigantycznego żółwia". Kiedy zapytasz na czym stoi żółw, będą prosili o zmianę tematu. Daremny Twój trud, a i pewno wprowadzi niezdrową atmosferkę w rodzince. Może lepiej zacząć od rozmowy z mężem? W każdym razie, mi nigdy nie udało się poważnie porozmawiać z moją rodzoną małżonką ("słonie stoją na żółwiu i koniec").
    Zupełnie jak w refrenie piosenki Jana Kaczmarka:
    "Oj naiwny, naiwny, naiwny,
    Jak dziecko we mgle,
    Jak goliat na pchle,
    Mól w otchłani wód,
    Który liczy wciąż na cud.
    Oj naiwny, naiwny, naiwny,
    Dziecko w kwiecie sił.
    Choć w intencjach
    To w zasadzie pozytywny."
  • mniszka51 20.04.12, 11:36
    Wydaje się że przyczyny braku dyskusji są 2.
    Brak znajomości bili i sensu znaczenia obrządków, oraz obawa że sama próba dyskusji nie spodoba się temu na górze
    --
    Łk 14, 26
    " 26 Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem. "
  • hypatia_of_alexandria 21.04.12, 10:18
    Dyskusje może i są, ale jak można rozmawiać z osobami, których wiedza kończy się na tym, co mówił ksiądz na kazaniu. A brak znajomości biblii swoją drogą.
  • edico 25.04.12, 22:54
    to proszę o resztę tych nauk:
    "Nieprzyjaciół zaś moich, tych, którzy nie chcieli, żebym nimi rządził, przyprowadźcie tu i zabijcie na moich oczach." (Łukasz 19:27).

    --
    Jeśli mijasz się z prawdą, to przynajmniej się jej ukłoń. (Karol Kord)
  • broceliande 20.04.12, 12:12
    Nie jesteś sama, też tak mam. Nawet nie jestem ochrzczona. Wyszłam za mąż za, na szczęscie, takiego agnostyka, od Kościoła odszedł po bierzmowaniu.
    Nie sądzę, żebym mogła być z wierzącym, a co dopiero praktykującym, katolikiem.

    Na Twoje pytanie odpowiem w ten sposób: narzucono im od małego niezadawanie pytań, pewność i niepodważalność. Więc nie zadają pytań, są pewni tego swojego życia po smierci czy innego zbawienia i nie poddają niczego w wątpliwość.
    Najgorsze, że nie są ciekawi, nie doczytają, nie dowiadują się niczego nowego.
    W sumie trochę współczuję, troche zazdroszczę.

    --
    Kura podchodzi do stołu i mówi:
    "Tu radość,
    gdy kura u stołu tak punktualna!"
  • hypatia_of_alexandria 21.04.12, 10:16
    Też trochę im zazdroszczę. Że mają to poczucie przynależności do "stada". Chciałabym, aby takich osób jak ja w moim otoczeniu było więcej. Byłoby mi łatwiej.
    Ale cała reszta...nie wiem jak tak można żyć, w takim zniewoleniu umysłu.
  • kociak40 20.04.12, 13:42
    "I nurtuje mnie pytanie, dlaczego oni nie zadają pytań, nie mają wątpliwości? Skąd się to bierze?" - hypatia_of_alexandria

    A jakie mogą zadawać pytania? Co mozna im wyjaśnić? Tej przysłowiowej dewotce z różańcem nie mozna przekazać żadnej wiedzy, bo ona już "żyje" jakby w zamkniętej skorupie. Ich interesują tylko "cuda" typu: MNP ukazała się na szybie, a to gdzieś na drzewie, jakaś figura gipsowa płacze itd. Oni takich rewelacji potrzebują i KK im to zapewnia. Czytam te zwierzenia i nie ze wszystkim się zgadzam. Ja byłem ochrzczony, chodziłem na lekcje religii, byłem u I Komunii i bierzmowania, mam ślub koscielny i muszę się też przyznać, że byłem 3 razy u tz. spowiedzi "usznej". Mam dwie córki, które przeszły to samo co ja, nie broniłem im, nawet przyjmowałem księdza po kolędzie jak chodziły do podstawówki. Czy moja żona jest wierząca? Tego nie wiem, nigdy się o to nie spytałem, bo dla mnie jest to nieistotne. Kiedyś chodziła do koscioła, obecnie już nie. W mojej rodzinie wszyscy mamy wyższe wykształcenie
    i jest całkowita tolerancja co do własnych poglądów światopoglądowych. Nie rozmawiamy w tym temacie. Moje przekonanie jest takie, że jeśli przyjmujemy do swojej wiary absolut, to należy się "zachwycać" mądroscią jego dzieła - wszechświata, a to poznajemy przez trud nauki rzeczywistej. Mnie nie "zachwyca" podniesienie laski w górę przez Mojżesza i rozstąpienie się Morza Czerwonego, "zrobienie" wody święconej przez księdza, robienie cudów przez JPII itd. ale dla przykładu to, że kiedy światło biegnie w górę, oddalając się od Ziemi, na skutek zmieniającej się siły grawitacji, zwieksza się długość jego fali (zjawisko to doczekało się potwierdzenia w póżnych latach 50-tych XX w. i jest potwierdzeniem doświadczalnym słuszności Ogólnej Teorii Względności). Czy nie zasługuje to na zawchwyt i podziw mądrości praw fizyki? świadczy to, że czas zalezy od prędkosci i siły grawitacyjnej.
    Sądzę, ża jakby ksiądz to zrozumiał i wiedział, że w każdym punkcie czasoprzestrzeni jest inny czas i inna rzeczywistość zależna od układu ruchomego i spoczynkowego oraz wyboru obserwatora, też by się tym zachwycił i to więcej niż "zamknięciem" Boga w drewnianej skrzynce zwanej tabernakulum. Oczywiście, musiałby się trochę poduczyć i nie miałby z tego kasy. A tak, otwiera skrzynkę zamkniętą na klucz kiedy chce, on decyduje kiedy można adorować Boga i zbiera na tacę bez podatku. To tylko można "podziwiać", bo trzeba przyznać, że jest to bardzo sprytne i nie wymagające trudu. Ludzie sami przyjdą i przyniosą pieniądze, za które pożniej może kupić sobie samochód, utrzymać kochankę (lub kochanka, bo teraz jest to modne), dobrze zjeść i wypić. To jest prawdziwy cud. To podziwiam.


    --
    -----
    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
  • hypatia_of_alexandria 20.04.12, 14:27
    Cóż, dla każdego absolut oznacza coś innego. Jedni nazywają to bogiem, inni fizyką. Tylko wciąż nie wiem, dlaczego tyle milionów osób na świecie wierzy w jakieś cuda na kiju, bogów i innych takich, a są osoby, do których to nie trafia. Nie trafia i koniec. Wymyśliłam sobie teorię (nie do końca ja sama), że religia to coś w rodzaju wirusa. I albo się zarażasz, albo nie, a podatność na wirusa nabywa się przebywając w środowisku "zawirusowanych". No bo jak mogę inaczej wytłumaczyć sobie swoją inność? Pilipiuk dość interesująco opisał w pewnym opowiadaniu teorię, iż systemy ideologiczne i religie są właśnie rodzajem wirusa - to oczywiście fantastyka, ale to do mnie przemówiło.
  • kociak40 20.04.12, 16:08
    Chciałby zwrócić Ci uwagę, że ateizm też jest wiarą. Istoty absolutu nie możemy określić, bo pochodzi to pojęcie gdy nie ma przestrzeni, czasu, materii i energii. To powstało w Wielkim Wybuchu. Naszą wiarą jest to, czy sprawczośc powstania Wszechsiwta jest połączone z inteligencją, czy nie. To zalezy od naszego własnego uznania. Kiedyś obejrzałem dość ciekawy program na TV Discovery. Powstanie wiary w absolutyzm (na róznych poziomach wyobrażeń) jest potrzeba pewnego zagłuszenia lęku u człowieka na rzeczywistość kresu życia.
    To przyroda utworzyła w mózgu człowieka pewien obszar takiego odczucia, takiej poytrzeby.
    Gdy rozwój intelektualny rodzaju ludzkiego osiągnął taki poziom, że człowiek zrozumiał, że wszystko przemija i jest nieuchronnosc śmierci aby zmniejszyć lęk przed tym nieodwracalnym aktem, w mózgu powstał pewien obszar komórek, ktory ten lęk zmniejsza przez wiarę w inne zycie po doczesnym. To fizjologia ludzka utworzyła taką potrzebę. Jest ona uzależniona od naszej świadomości, wyobrażenia abstrakcyjnego i poziomu intelektu. Jednym jest to potrzebne aby funkcjonować, innym nie.
    --
    -----
    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
  • broceliande 21.04.12, 13:39
    Nie uważam, że ateizm jest wiarą. To brak wiary, racjonalizm. I zgadza sie, niektórym wiara jest niepotrzebna. I naprawdę wystarczająco dobrze im z tym.

    --
    Kura podchodzi do stołu i mówi:
    "Tu radość,
    gdy kura u stołu tak punktualna!"
  • kociak40 21.04.12, 21:03
    Niestety, jeżeli nie można udowodnić w sposób rzeczywisty i doświadczalny, czy coś jest, czy nie ma, to należy tylko do naszej wiary. W Twoim przypadku, to że nie wirzysz w Boga i nie mozna tego udowodnić, że nie ma, jest też tylko Twoją wiarą. Nie tylko dotyczy to religii.
    Wiem, tu przytoczysz przykład krasnoludków, jak udowodnić, że ich nie ma, jak nie ma?
    W przypadku religii jest inaczej, masz rzeczywistość, możesz ją badać, odnosić naukę do tego, odkrywać prawa rządzące tą rzeczywistością ale właśnie te prawa operają się na tym, że nie może to powstać z niczego, a jednak to istnieje. Twoja wiara jest taka, że powstało to samo z siebie, ot tak, z niczego. Nie było nic, nie było przestrzeni, czasu, materii i energii, a jednak zaistaniło. Ktoś inny może wierzyć, że musiało być to powstanie połączone z zamiarem i inteligencją, że była przyczyna i powstał skutek, a to już jest podstawa do przyjęcia absolutu.
    W jakiej formie nasze wyobrażenie ukształtuje ten absolut, czy jako brodatego pana z brodą, który może wszystko, czy jako formę nieznanej energii połączonej z przewidywaniem skutku itd. to sprawa naszej wyobraźni i jest już sprawą drugorzędną.
    --
    -----
    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
  • broceliande 21.04.12, 22:55
    Masz rację z krasnoludkami, że to mocny argument. Mogę wymyślić cokolwiek (sądzę, że bogowie też są wymyśleni) i upierać się, że skoro nie można udowodnić nieistnienia...
    Może skupmy się na tym, co na pewno istniejesmile

    Czy jest szansa, że czas, materia i energia istniały zawsze? Tak samo mówi się o Bogu.

    Nie lubię antropocentryzmu, a wiem, że jest on bardzo silny. Każe nam rozmaite rzeczy uczłowieczać, widzieć czynnik ludzki tam, gdzie go nie ma. Sądzę, że też to robię.
    Ale moje poglądy określiłabym jako wiedzę o tym, co udowodnione i niewiedzę o tym, co nie jest udowodnione. Nie wiem, skąd wziął się wszechświat, ale to brak wiedzy, a nie wiara, że coś tam.

    --
    Kura podchodzi do stołu i mówi:
    "Tu radość,
    gdy kura u stołu tak punktualna!"
  • kociak40 22.04.12, 20:01

    Jeśli już chcemy coś przyjąc jako istnienie - "zawsze", to może to dotyczyć tylko energii, energii, ktorej istoty poznać nie można. Jest to prostsza forma -"energia istniała zawsze", niż "Bóg istniał zawsze". Chodzi tu tylko o piewien niuans. Jak obecnie wiemy, a wynika to z potwierdzonej Teorii Względności, w przyrodzie nie ma oddziaływań natychmiastowych. Wynika z tego, że ZAWSZE skutek musi być po przyczynie, która go zrealizuje. Nie może być też jednoczesny. Jak wynika z poznanych praw przyrody, praw fizyki, zachodzi ciągłosc i przewidywalności, co wyklucza tz. teorię Chaosu (ta jest nieprzewidywalna i nie można zakładać ciągłosci zdarzeń). Ja jestem konstruktorem i mnie jest to łatwo zrozumieć. Jeśli jest przyczyna (np. moj projekt urządzenia), to aby powstał zamierzony skutek (gotowe urządzenie, które będzie skutkiem) musi być połączenie w jedno przyczyny i skutku, a to jest tylko możliwe w abstrakcyjnym myśleniu (tworzę przyczynę, a skutku jeszcze nie ma). Abstrakcyjne myslenie jest możliwe tylko gdy istnieje inteligencja.
    Wracając do poprzednich stwierdzeń - "energia istniała zawsze", mamy możliwość sprawczą ale bez przewidywania skutku, czyli bez inteligencji. To jest zbyt mało aby była zawartość i ciągłość mądrości w prawach przyrody i wykluczenia Chaosu. W stwierdzeniu - "Bóg istniał zawsze" mamy możliwość zadysponowania inteligencji w tej formie - "istnienia zawsze" i przewidywania skutku oraz sterowanie przyczyną. Co wybierzemy i na czym powstanie nasza wiara, zależy tylko od nas samych.
    --
    -----
    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
  • hanka78 06.05.12, 13:13
    broceliande napisała: "Może skupmy się na tym, co na pewno istniejesmile"

    hmm - to chyba nie jest takie oczywiste... Prosty przykład : to co istnieje (świat materialny) widziane jest inaczej przez rozmaite gatunki. Ty widzisz, że "coś jest jakie jest" - ale gdybyś miała inaczej skonstruowany aparat wzroku - byłoby zgoła inne.... więc ? Twoje poznanie zawsze będzie jedynie takie na jakie pozwalają ci zmysły, a czy właściwe to już inna sprawa.

    Dlatego wydaje mi się, że ateizm też jest rodzajem religii, postawą promująca, zdaniem ateistów pewne stanowisko - że Boga nie ma.

    Stąd dla mnie chyba najlepszy jest agnostycyzm, chociaż jeszcze sama nie wiem....
  • astrotaurus 31.05.12, 14:35
    hanka78 napisała:

    **hmm - to chyba nie jest takie oczywiste... Prosty przykład : to co istnieje (świat materialny) widziane jest inaczej przez rozmaite gatunki. Ty widzisz, że "coś jest jakie jest" - ale gdybyś miała inaczej skonstruowany aparat wzroku - byłoby zgoła inne.... więc ? Twoje poznanie zawsze będzie jedynie takie na jakie pozwalają ci zmysły, a czy właściwe to już inna sprawa.**
    Nie zapominaj, że różne zmysły dostarczają informacje do pewnego organu, który potrafi je przetwarzać i interpretować! Oczy mówią: "jasno", skóra mówi: "ciepło" i to są interpretacje dla celów bytowych organizmu wystarczające. Dla celów poznawczych już nie - i dlatego wiemy, że "jasno" i "ciepło" to różne aspekty (zakresy) tego samego zjawiska.
    Cała rzecz w tym, by przykładać właściwą miarę do wszelkich rzeczy. Mamy zmysły jakie mamy, zdolności interpretacyjne takoż i na pewno nic nie upoważnia religiantów do bełkotu o nadprzyrodniczych narzędziach do odbioru nadprzyrodniczych informacji o nadprzyrodniczych bytach.

    ** Dlatego wydaje mi się, że ateizm też jest rodzajem religii, postawą promująca, zdaniem ateistów pewne stanowisko - że Boga nie ma.**
    Dobrze mówisz - wydaje Ci się!
    Ateizm jest wtórny wobec teizmu, jest odpowiedzią na teizm: jego odrzuceniem, a właściwie nieprzyjęciem. Nie daj się zwieść pokrętnemu bełkotowi głupców szukających naukowych, filozoficznych, rozumowych podwalin dla swej głupoty - to nie ateizm wymyślił bogów, żeby opowiadać o ich nieistnieniu, wymyślać ich nieistniejące cechy w celu ich obalania....
    Gdyby nigdy nie pojawił się teizm - nigdy nie pojawiłby się ateizm by głosić cokolwiek!!
    W umysłach wolnych od teizmu mogą pojawić się postawy zmierzające do walki z teizmem, ale jeśli przychodzi do jakiejkolwiek nibydyskusji teizm-ateizm tak naprawdę mowa jest zawsze o teizmie, a nie o ateizmie; mowa jest zawsze o głupotach tworzonych przez teizm, bo ateizm jako brak teizmu jest kompletnie pusty, nie zawiera niczego, nie tworzy niczego - po prostu nie ma o czym mówić.

    > Stąd dla mnie chyba najlepszy jest agnostycyzm, chociaż jeszcze sama nie wiem..
    > ..


    --
    Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów
  • broceliande 10.07.12, 11:46
    Dobra, skupmy się na tym, co możemy poznać dzięki naszym zmysłom.
    Czy to właściwe - to już sobie drąż sama w imię agnostycyzmu.

    --
    Kura podchodzi do stołu i mówi:
    "Tu radość,
    gdy kura u stołu tak punktualna!"
  • skuter44 16.07.12, 09:19
    Pomijając odpowiedzi mądrych tu, światłych na tematy światopoglądowe forumowiczów - na mój rozum ludzie którzy bezkrytycznie przyjmują istnienie boga i religie swoich ojców, którzy nie zadają sobie pytań na tematy religijne i światopoglądowe czynią to z wielu powodów (nieraz branych łącznie):
    - ich poziom umysłowy nie pozwala na takie dywagacje,
    - uznają, że nad tym czy jest bóg zastanawiali się ich przodkowie - teraz to za późno, trzeba
    trwać w wierze ojców oni nie chcieli dla nas źle. Udają wierzących dla świętego spokoju -
    - tacy ludzie stanowią większość "wierzących" . W Polsce to może być ok. 30 % katolików.
    - duża część ludzi wpisanych do wyznania szuka życia po życiu (kiedy taka obietnicę otrzymuje
    w określonym wyznaniu), zadawała się nią i nie chce myśleć o tym że jest istotą śmiertelną,
    - są inteligentni ludzie , po pytania i odpowiedziach - wiedzący , że nie ma boga. Ci maja te wiedzę dla siebie , nie staja się misjonarzami tej wiedzy bo nie chcą walczyć z wiatrakami, bo są tolerancyjni dla innych.

    Nie wierzę by człowiek zdrowy na umyśle nie zadawał sobie pytań na tema istnienia boga.
    Po prostu wiedzę tę zostawia dla siebie bo jest tolerancyjny dla innych przekonań.. I swoim życiem pokazuje nam na zewnątrz jaki jest naprawdę - wierzący czy nie wierzący.

    Tak bym odpowiedział na Twoje wątkowe pytanie.

  • astrotaurus 30.05.12, 16:22
    kociak40 napisał:

    ** Niestety, jeżeli nie można udowodnić w sposób rzeczywisty i doświadczalny, czy coś jest, czy nie ma,**
    Chcesz o czymś mówić konkretnie jak człowiek rozumny czy chcesz kontynuować niedookreślony bełkot dla usprawiedliwienia swoich wizji?

    **to należy tylko do naszej wiary.**
    Wiara to upośledzenie poznawcze. Tylko człowiek upośledzony może przypisywać wartość logiczną (prawdę) jakiemuś twierdzeniu bez dowodu, bez woli weryfikacji. Człowiek rozumny ma do dyspozycji cały zakres spekulacji, dociekań, przypuszczeń, oceny prawdopodobieństwa i wiara człowiekowi rozumnemu jest po prostu całkowicie obca jako kategoria odbioru i opisu świata.



    --
    Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów
  • astrotaurus 30.05.12, 16:21
    kociak40 napisał:

    **Chciałby zwrócić Ci uwagę, że ateizm też jest wiarą.**
    I ot, jak na zawołanie mamy eksperyment do czego prowadzi bełkot pseudointelektualistów.
    Ateizm to jest a-teizm, czyli brak teizmu - brak wiary w theos dowolnej maści. Ludzie z umysłami upośledzonymi wiarą pasjami lubują się w próbach uświnienia oponenta swoja przypadłością, więc dla nich brak wiary jest też wiarą. Skoro jednak raz się wyłączy rozum by ochronić bzdety w swojej głowie to potem już trzeba konsekwentnie brnąć w bełkot.

    **Istoty absolutu nie możemy określić, bo pochodzi to pojęcie gdy nie ma przestrzeni, czasu, materii i energii.**
    Pojęcie pochodzi z głowy ludzkiej i to raczej starszego typu; dzisiaj filozofia operuje większą ilością danych, nie musi bleblać byle czego. Pojęcie absolutu jest obecnie używane raczej wyłącznie w celu maskowania teologii pokrywką filozofii.
    Desygnat tego pojęcia pochodzi natomiast spoza świata, czyli nie ma ze światem nic wspólnego - nie istnieje i dlatego nikt rozumny nie postuluje umieszczania absolutu w opisie świata.
    Możesz sobie onanizować umysł absolutem i tkwić w nieustannym orgazmie, bo nie jesteś w stanie mówić do rzeczy.

    **To przyroda utworzyła w mózgu człowieka pewien obszar takiego odczucia, takiej poytrzeby.
    (...)
    Jednym jest to potrzebne aby funkcjonować, innym nie. **
    I przyjmij to po prostu.
    Pierdoły o absolucie to opis stanu umysłu, a nie opis stanu świata poza nim, a ja dziękuję bardzo za Metafizyczny Absolut co się w całości mieści w kociakowym łepie i oddziałuje z reszta świata masą bełkotu.


    --
    Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów
  • astrotaurus 30.05.12, 16:12
    hypatia_of_alexandria napisał(a):

    **Cóż, dla każdego absolut oznacza coś innego. Jedni nazywają to bogiem, inni fizyką.**
    Nie całkiem tak! Wielu ludzi rozumie te pojęcia tak samo , wszak od tego mamy język by się komunikować w celu porozumienia, a uzgadnianie definicji to creme de la creme komunikacji.
    Absolut - pojęcie filozoficzne
    Bóg - postać z opowieści religijnych
    Fizyka - dziedzina nauki.
    Nie dowartościowuj bełkotliwych pseudointelektualistów, niech Twoja mowa będzie tak, tak; nie, nie , a co ponad to od Złego pochodzi. smile

    **Wymyśliłam sobie teorię (nie do końca ja sama), że religia to coś w rodzaju wirusa. I albo się zarażasz, albo nie, a podatność na wirusa nabywa się przebywając w środowisku "zawirusowanych".**
    Twoja teoria dobrze opisuje rzeczywistość. Wiara to głębokie upośledzenie zdolności poznawczych umysłu, a wiara religijna także zdolności społecznych.
    Przekazywanie tego upośledzenia w procesie socjalizacji jest oczywiste. Umysł ludzki jest skomplikowany i zawsze nieco różny od innych zatem różne ścieżki są możliwe, jednak przytłaczająca masa zdarzeń wiary nie pozostawia wątpliwości, że czem skorupka...
    I naprawdę przerażajace jest kiedy ludzie skądinąd wykształceni i obyci w sprawie swej wiary zaczynają bełkotać bez ładu i składu niedorzeczności swojej sekty z nieprzepuszczalnymi klapkami na oczach.

    I polecam Tobie i wszystkim wykład: Daniel Dennett - Odczarowanie - Religia jako fenomen naturalny



    --
    Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów
  • mamusia1999 20.04.12, 21:05
    poczytaj Eugen'a Drewermanna - teologa wykletego przez Kosciol. swietnie analizuje powstawanie i trwanie religii z punktu widzenia psychologii glebi, zbiorowej swiadomosci spoleczenstwa. nie czyta sie najlatwiej, ale warto sie pobiedzic...
  • kowalskil 05.07.12, 22:08
    hypatia_of_alexandria napisał(a):

    > Jestem niewierząca. Od zawsze. ...
    > I nurtuje mnie pytanie, dlaczego oni nie zadają pytań, nie mają wątpliwości?
    > ... No skąd się to bierze, że łykają te wszystkie historie, nie mając wąt
    > pliwości, nie zadając pytań, czy aby to wszystko prawda, dlaczego trzeba robić
    > to i tamto w ten i ten sposób??? ...

    Podobne pytania mozna bylo (ale nie wolno bylo) zadawac 60m lat temu. Tylko kaplani byli inni.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka