Dodaj do ulubionych

Szczęśliwi ateiści ?

  • 06.10.05, 11:21
    A przeczytałaś ich wypowiedzi?
  • 06.10.05, 11:24

    Szczęśliwi i uśmiechnięci oraz życzliwi ludziom,nawet wierzącym.


    --
    "Religia (...) jest największym wrogiem zdolności myślenia.(...) Wiara jest
    największym przekleństwem ludzkości jako całkowite przeciwieństwo i wróg myśli.
  • 06.10.05, 11:25
    Dla mnie szczególnie budujące są przykłady Hawkinga i Armstronga. Obaj
    doświadczeni przez poważne choroby, a jednak nie polecieli do bozi po ratunek.

  • 06.10.05, 12:10
    Szczęście zależy od wielu czynników, ale mnie się raczej powiodło smile.
    Czy to dowód na coś?
    Chyba na to, że religia nic do tego nie ma, nie jest żadnym panaceum, a miejsce dla siebie można znaleźć w świecie i bez jej pośrednictwa.
  • 06.10.05, 12:37
    armstrong nie jest ateista. nalezy do jakiegos dziwnego odlamu, nie maja
    kaplanow ani hierarchii, sami dochodzado prawdy,nie wiem ale chyba biblii nie
    uzywaja. ale napewno nie jest ateista
  • 06.10.05, 13:17
    Z niecierpliwością czekam na stronę pt. "Szczęśliwi łysi"
    Pzdr

    --
    A poza tym, Kartagina powinna zostać zburzona!
  • 24.11.05, 11:50
    Armstrong na pewno jest szczęśliwy smile)))
    --
    "Czujcie się jak w domu
    komu dżinu komu dymu"
  • 24.11.05, 13:59
    po tej kuracji antyrakowej jest szczesliwy bo moze teraz, konczac kariere
    kolarza, zostac porno gwiazda,taki ma power w gaciach
  • 24.11.05, 14:05
    vitmik napisał:

    > po tej kuracji antyrakowej jest szczesliwy bo moze teraz, konczac kariere
    > kolarza, zostac porno gwiazda,taki ma power w gaciach


    i nie tylko
    --
    "Czujcie się jak w domu
    komu dżinu komu dymu"
  • 24.11.05, 21:48
    Nie chelsunia. Einstein, Hawking, Bergman, Allen to wszyscy skonczeni idioci
    ktorzy niczego nie zrozumieli. Hehe, i do tego maja przyklejone usmiechy. Za to
    madrzy ludzie jak ty i np. lizaxo wiecie o co chodzi. Hehe!

    --
    "Beware of the man of only one book"
    - St. Thomas Aquinas
  • 24.11.05, 22:58
    bloodysunday99 napisała:

    > Nie chelsunia. Einstein, Hawking, Bergman, Allen to wszyscy skonczeni idioci
    > ktorzy niczego nie zrozumieli. Hehe, i do tego maja przyklejone usmiechy. Za
    to
    > madrzy ludzie jak ty i np. lizaxo wiecie o co chodzi. Hehe!
    >
    gryząca ironia wink

    nie wiem co Cię tak rozbawiło ? W każdym razie wszyscy ( no prawie , bo jest
    jeden wyjątek ) wypowiedzieliście się jak adwokaci cudzego szczęścia . Banalnie
    napiszę , że szczęście jest czymś subiektywnym i niekoniecznie musi objawiać
    się uśmiechem na twarzy . Taki np. Buster Keaton , rzadko się uśmiechał wink
    A co do Bergmana , to coś mi się tu nie zgadza. Cała jego twórczość jest
    przesiąknięta nie tylko psychologizmem , ale przede wszystkim mistyką , pełno
    tam akcentów religijnych . Nie chce mi się wierzyć w jego ateizm. Wystarczy
    zobaczyć " Siódmą pieczęć" , "Goście Wieczerzy Pańskiej" , czy jeden z
    ostatnich " Fanny i Aleksander".
    A te zdięcia to tylko fragment ,utrwalony ułamek sekundy cudzego życia .
    Może są szczęśliwi , może nie .W sumie zwisa mi to , bo uważam że jeżeli ktoś
    jest niezmiennie zadowolony , to chyba musi być nieco przygłupi .

  • 25.11.05, 00:44
    Ehh, po prostu nie uwazam ze jest czego sie czepiac, szczegolnie nie tego ze
    ktos tam wynalazl tylko usmiechniete fotki. To wiecej mowi o autorze strony, niz
    o ludziach na zdjeciach. Czy katolicy sie usmiechaja? Mysle ze tak. Czy sa
    ludzmi glupszymi? Tez mysle ze tak, ale nie dlatego ze se usmiechaja.

    --
    "Beware of the man of only one book"
    - St. Thomas Aquinas
  • 25.11.05, 11:13
    bloodysunday99 napisała:

    > Ehh, po prostu nie uwazam ze jest czego sie czepiac, szczegolnie nie tego ze
    > ktos tam wynalazl tylko usmiechniete fotki. To wiecej mowi o autorze strony,
    ni
    > z
    > o ludziach na zdjeciach. Czy katolicy sie usmiechaja? Mysle ze tak. Czy sa
    > ludzmi glupszymi? Tez mysle ze tak, ale nie dlatego ze se usmiechaja.

    Jeżeli głupota , o której piszesz jest naiwnością , to ja wolę być naiwna niż
    cyniczna . Bo ateizm łączy się z cynizmem , to widać , słychać i czuć .
    >
  • 25.11.05, 11:52
    chelseaa napisała:

    > Jeżeli głupota , o której piszesz jest naiwnością , to ja wolę być naiwna niż
    > cyniczna . Bo ateizm łączy się z cynizmem , to widać , słychać i czuć .

    Wrecz przeciwnie, ludzie ktorzy sa ateistami sa bardziej empatyczni i szczerzy,
    bo nie wierza w to ze mozna sobie po prostu isc do czarnych na rozgrzeszenie.
    Powiedz mi, gdzie widzisz cynizm? Ja np. widze cynizm kiedy katole zbieraja
    pieniazki na kolejne pomniki Wojtyly, katuja swoje dzieci, widze ze sa pijakami
    i zlodziejami. Ateista mysli nad tym co robi, nie jest owieczka ktora slepo
    idzie za pierwszym lepszym pasterzem, i po pierwsze nie czeka na to aby ktos go
    podsumowal za swoje czyny, nie, ateista jest krytyczny wobec siebe, proboje byc
    lepszy czlowiekiem. Wy katole po prostu idzecie na spowiedz i jestescie bestiami
    od nowa.

    --
    "Beware of the man of only one book"
    - St. Thomas Aquinas
  • 25.11.05, 12:06
    bloodysunday99 napisała:

    > chelseaa napisała:
    >
    > > Jeżeli głupota , o której piszesz jest naiwnością , to ja wolę być naiwn
    > a niż
    > > cyniczna . Bo ateizm łączy się z cynizmem , to widać , słychać i czuć .
    >
    > Wrecz przeciwnie, ludzie ktorzy sa ateistami sa bardziej empatyczni i
    szczerzy,
    > bo nie wierza w to ze mozna sobie po prostu isc do czarnych na rozgrzeszenie.
    > Powiedz mi, gdzie widzisz cynizm? Ja np. widze cynizm kiedy katole zbieraja
    > pieniazki na kolejne pomniki Wojtyly, katuja swoje dzieci, widze ze sa
    pijakami
    > i zlodziejami. Ateista mysli nad tym co robi, nie jest owieczka ktora slepo
    > idzie za pierwszym lepszym pasterzem, i po pierwsze nie czeka na to aby ktos
    go
    > podsumowal za swoje czyny, nie, ateista jest krytyczny wobec siebe, proboje
    byc
    > lepszy czlowiekiem. Wy katole po prostu idzecie na spowiedz i jestescie
    bestiam
    > i
    > od nowa.

    Ostatni raz u spowiedzi byłam ...wink

    Z tego , co piszesz wynika , że najbardziej predystynowanymi , by znależć się
    w niebie są ateiści wink
    bloody , co Ty na to , by zwracać się do Ciebie : aniołku wink
    >
  • 25.11.05, 18:02
    > Z tego , co piszesz wynika ,
    > że najbardziej predystynowanymi ,
    > by znależć się w niebie są ateiści wink
    > bloody , co Ty na to , by
    > zwracać się do Ciebie : aniołku wink

    Nieba nie ma. Ateiści czynią dobrze dla samej zasady, a teiści po to,
    by "załatwić" sobie zbawienie.
  • 25.11.05, 21:00
    grgkh napisał:


    ~~~~~~~~ Nieba nie ma

    jak to nie ma ? nie ma , bo nie wierzysz w jego istnienie ?
    czy też nie ma , bo nie chcesz żeby było ?
    a może to niemożliwe , zeby istniało ?

    nie ma takiej możliwości , żeby coś było niemożliwe wink

    ~~~~~~~~Ateiści czynią dobrze dla samej zasady
    Na pewno są tacy , nie tylko wśród ateistów. Jednak wszystkich sypiesz do
    jednego wora : my jesteśmy dobrzy , wy jesteście żli .
    Czy Twój świat naprawdę jest taki czarno-biały ? Generalizujesz.Sam pakujesz
    się w kanał schematycznego myślenia .



    ~~~~~~~~a teiści po to
    Teizm to obszerne pojęcie

    ~~~~~~~~by "załatwić" sobie zbawienie
    naprawdę myślisz , że można je sobie "załatwić" ? bo ja nie , a i na co dzień
    nie zaprzątam sobie tym głowy .



  • 25.11.05, 21:28
    chelseaa napisała:

    > Z tego , co piszesz wynika , że najbardziej predystynowanymi , by znależć się
    > w niebie są ateiści wink
    > bloody , co Ty na to , by zwracać się do Ciebie : aniołku wink

    Z tego co ty za to piszesz, wynika ze albo nie rozumiesz, albo nie sluchasz.

    1) Ja nie mam ambicji o tym aby ktos tam uwazal ze jestem taki czy siaki. Tak
    prawde mowiac to mi to lata kolo dupy kto co sadzi, i nie robie nic aby sie tam
    dostac, dlatego ze (patrz punkt 2). Ja sie naprzejmowalem od urodzenia do 12
    lat, teraz sobie dupy takimi rzeczami nie zawracam. Moja polska rodzina sie np.
    tego nauczyla "the hard way", znawyzywalem ich od "katow dzieci" i "rzeznikow",
    i od tej pory sie nie widzimy - i wcale nie jest tak zle.

    2) Ateisci nie wierza w "niebo" - w zasadzie bardzo proste. Nawet dziecko zrozumie.


    Buzki od krwawego dla czelsuni.

    --
    "Beware of the man of only one book"
    - St. Thomas Aquinas
  • 25.11.05, 21:39
    bloodysunday99 napisała:
    ateiści nie wierzą w niebo
    ~~~~~~~~~~proste. Nawet dziecko zrozumie ..

    ... jeśli je odpowiednio zindoktrynować , to pewnie uwierzy






  • 25.11.05, 23:16
    Przepraszam, kto indoktrynuje?

    --
    "Beware of the man of only one book"
    - St. Thomas Aquinas
  • 26.11.05, 11:06
    bloodysunday99 napisała:

    > Przepraszam, kto indoktrynuje?

    Napisałeś , że nawet dziecko rozumie, że ateista nie wierzy w niebo .
    Jeśli jest to dziecko ateisty , to nie tylko rozumie , ale też samo wierzy ,
    że nieba nie ma , bo tak mówi np.tata . To właśnie jest ta indoktrynacja ,
    którą miałam na myśli .


  • 01.12.05, 21:43
    Indoktrynacją jest też (raczej bardziej powszechną od indoktrynacji "ateistycznej") katolickie wpajanie, że niebo istnieje.
  • 02.12.05, 10:48
    rasziel napisał:

    > Indoktrynacją jest też (raczej bardziej powszechną od
    indoktrynacji "ateistyczn
    > ej") katolickie wpajanie, że niebo istnieje.

    Jak widać , ta " indoktrynacja " jest bardzo skuteczna , co odzwierciedla to
    forum.Chociaż nie do końca wiadomo , czy wynika to bardziej z profesjonalizmu
    indoktrynujących , czy może z ich amatorstwa .
  • 06.12.05, 20:43
    Wybacz, ale dla mnie niebo nie istnieje. Zresztą nawet w Biblii nie jest nigdzie, że po śmierci człowiek trafia do niba, czyśćca czy też piekła. Z tego co się orientuję (niestety Biblię czytałem ostatni raz ponad 2 lata temu więc mogę się mylić) po śmierci zmarli oczekują na sąd ostateczny, dopierto wtedy trafiają do nieba.
    PS. W niebo przestałęm wierzyć sam z siebie bez "indoktrynacji ateistycznej". Pozdrawiam.
  • 25.11.05, 12:10
    wielu ateistów jest smutnych, bo chce uwierzyc a nie potrafi
  • 25.11.05, 14:41
    Ty za to jesteś Vituś szczęśliwy,bo masz prostą filozofię...jesteś za,a nawet
    i przeciw. Co Ty wiesz o ateistach.Twoje poglądy odnośnie wielu ludzkich zachowań
    są po prostu tak prymitywne,że mi Cię żal.
    A nie zapomnij,że ja jestem ateistą.



    --
    "Religia (...) jest największym wrogiem zdolności myślenia.(...) Wiara jest
    największym przekleństwem ludzkości jako całkowite przeciwieństwo i wróg myśli.
  • 25.11.05, 14:51
    ja jestem az tak gleboko arcyludzki ze sam czasem sie sam zastanawiam czemu
    nosze tak odpowiedzialne brzemię na swych barkach.
    a ludzkie zachowania? coz wg ateistow sa to zachowania zwierzece,przeciez
    pochodzimy od małpy.....
  • 10.12.05, 14:56
    Kto pochodzi, ten pochodzi. Mów za siebie.

    Reszta ludzkości natomiast ma wspólnego przodka z współczesnymi małpami (to
    spora różnica).
    Wspólnego przodka mamy także z psem (z szympansami mamy wspólnego przodka jakieś
    5-6 mln lat temu, a z psem około 95 mln lat temu).
  • 25.11.05, 15:34
    ghost25 napisał:

    >
    > A nie zapomnij,że ja jestem ateistą.
    >
    Duch ateista ? wink
  • 25.11.05, 18:01
    chelseaa napisała:

    > ghost25 napisał:
    >
    > >
    > > A nie zapomnij,że ja jestem ateistą.
    > >
    > Duch ateista ?

    ===============================================================================

    To tylko nick - celowo go sobie wybrałem - zgadnij chelseaa dlaczego ?
    Pamiętasz moje zdanie o G.B.Schaw ?



    --
    "Religia (...) jest największym wrogiem zdolności myślenia.(...) Wiara jest
    największym przekleństwem ludzkości jako całkowite przeciwieństwo i wróg myśli.
  • 25.11.05, 21:06
    ghost25 napisał:

    > chelseaa napisała:
    >
    > > ghost25 napisał:
    > >
    > > >
    > > > A nie zapomnij,że ja jestem ateistą.
    > > >
    > > Duch ateista ?
    >
    >
    ===============================================================================
    >
    > To tylko nick - celowo go sobie wybrałem - zgadnij chelseaa dlaczego ?
    > Pamiętasz moje zdanie o G.B.Schaw ?
    >
    pamiętam , że napisałam o nim stary kpiarz , a Ty to podchwyciłeś
    >
    >
  • 25.11.05, 17:59
    > Bo ateizm łączy się z cynizmem ,
    > to widać , słychać i czuć .

    A religia MUSI się łączyć z fałszem i obłudą. To widać, słychać i czuć.
  • 25.11.05, 21:25
    grgkh napisał:

    > > Bo ateizm łączy się z cynizmem ,
    > > to widać , słychać i czuć .
    >
    > A religia MUSI się łączyć z fałszem i obłudą. To widać, słychać i czuć.

    To tylko nasze chore wizje , na szczęście wink
  • 29.11.05, 22:50


    Albert Einstein : Wierzący ateista

    " Wierzę w Boga i mogę z całą sumiennością stwierdzić, iż nigdy w całym swym
    życiu nie uznawałem filozofii ateistycznej.Moja religia jest pokornym
    uwielbieniem nieskończonej , duchowej Istoty wyższej natury."

  • 29.11.05, 23:09
    bloodysunday99 napisała:

    > Nie chelsunia. Einstein, Hawking, Bergman, Allen to wszyscy skonczeni idioci
    > ktorzy niczego nie zrozumieli

    Oto , co zrozumiał Albert Einstein :

    Nauka bez religii jest kaleka, religia bez nauki jest ślepa.



  • 30.11.05, 09:25
    mądry żyd, takich to nawet lubie
  • 04.12.05, 18:57
    Albert Einstein smile)))))))))))))))))

    no to łądna wtopa, autor strony jest niezorientowany
  • 10.12.05, 15:15
    Albert Einstein NIE wierzył w OSOBOWEGO Boga.
    A więc nie wierzył w Boga, jakiego proponują religie.

    Wierzył natomiast w Boga w postaci minimalistycznej - jako bezosobowego stwórcę,
    gdyż uważał, że do powstania czegoś tak zaskakującego i skomplikowanego
    wprowadzenie stwórcy, który byłby nieznanym i bardziej złożonym bytem jest
    potrzebne. Ale to była wiara w istnienie jakiegoś niepoznawalnego filozoficznego
    absolutu przypominającego Boga Spinozy.
    Odrzucał wiarę w osobowego boga mającego takie cechy jak dobroć, miłosierdzie
    itp. itd.

    "Wierzę w Boga Spinozy, który ujawnia się w harmonii wszechbytu, a nie w Boga,
    który interesuje się losem i działaniami ludzi."

    W tym sensie był ateistą, bo nie był to Bóg teistów, był to Bóg czysto
    filozoficzny, jako pewna konieczność, a nie religijny. Chociaż z drugiej strony
    ateistą nie był, bo jednak to był jakiś Bóg (Bogiem go nazywał). Z trzeciej
    jednak strony trudno określić na ile jego Bóg spełniał definicję bycia Bogiem
    (zresztą nie ma na tyle ścisłej definicji by móc to uzgodnić).

    Trudno powiedzieć czy sam Einstein wolałby być określany mianem ateisty czy też
    wręcz przeciwnie.
    Ale na pewno można go określić mianem "niewierzącego" w sensie religijnym.
  • 23.12.05, 20:28
    Był deistą po prostu, tak to się chyba nazywa?

    a co do tematu przewodniego tego wątku, a może i tego forum. Nie jestem osobą
    wierzącą, nie potrzebuję religii, żadna mnie nie przekonuje. Nie wierzę w Boga,
    który byłby próżnym małostkowym egocentrykiem i egoistą (a jako taki jawi się w
    Biblii), nie widzę potrzeby obudowywania swojego zycia nikomu niepotrzebnymi
    zakazami i nakazami - nikomu na tym świecie nie zrobi się lepiej jak pójdę na
    mszę, zmówię paciorek i przestanę używać prezerwatyw i jeść mięso w piatek.
    Jestem szczęśliwa (nie tylko uśmiechnięta) - chociaż czasami smutna wink Bo
    zdarzają mi się w życiu różne przykre przypadki. do radzenia sobie z nimi żadne
    wyimaginowane byty nie są mi potrzebne. Na własnym przykładzie wiem, że ateista
    nie musi być nieszczęśliwy, nie musi też być cyniczny i pozbawiony moralności.

    Ale z drugiej strony, jako przyszły socjolog wink - zdaję sobie sprawę z tego, że
    większość ludzi i społeczeństw potrzebuje religii i mistyki. społeczeństwa
    potrzebują spójnego światopoglądu i wspólnych rytuałów, potrzebują prostego
    wyjaśnienia pochodzenia wyznawanych wartości. Ludzie jako jednostki potrzebują
    prostych wyjaśnień, systemu zakazów i nakazów, dzięki którym łatwiej się zyje,
    oswojenia śmierci. I nie widze w tym niczego złego. Piszecie tu na forum, że KK
    jest instytucja zbrodniczą, i ja się zgadzam, że wiele ma na swoim sumieniu. Ale
    nie zapominam, że to tylko instytucja tworzona przez ludzi, którzy mają swoje
    słabości. Wsród ludzi wierzących prawdopodobnie jest taki sam odsetek
    szubrawców, jak wśród wyznawców różnych religii... No niestety, z natury
    jesteśmy dość podłymi zwierzątkami wink Dajmy żyć innym, po prostu, i tępmy
    zbrodnie, ale nie religię jako taką - wielu ludzi jej potrzebuje i dzięki niej
    staje sie lepszymi.
  • 23.12.05, 21:50
    Nie zgodzę się z Tobą.

    Mówisz tak, jak i mnie się wydawało kiedyś - "ludziom tego potrzeba". To
    nieprawda. Jedyne czego ludziom potrzeba, to wychowania ich na ludzi. Religia
    nie umie sprostać temu zadaniu. Jest tylko narzędziem, a każde narzędzie można
    przysposobić jakoś do czynienia zła. Nie mówimy o innych ideach, że są ludziom
    potrzebne, a gdy nam za bardzo za skórę zajdą, to poddajemy je restrykcjom. Ale
    i tak po jakimś czasie zapominamy. Odradzają się jak feniks z popiołów
    nacjonalizmy, rasizmy i inne izmy. Co jakiś czas ktoś w imię "naprawy" bierze
    potulne ludzkie stado za mordę, a ono tego pragnie. Poziom tego pragnienia
    zależy często od manipulacyjnego dotarcia do naprawdę mało rozumiejącej świat
    większości.

    Powiem Ci dlaczego należy dążyć do eliminacji idei takich jak religie.

    Otóż, zajmują one pewne, bardzo ważne miejsce w ludzkiej psychice. Raz tam
    osadzone są oknem, przez które widzi się świat. Spora część religii jest z
    gruntu fałszywa i zamiast budować solidne podstawy moralne, propaguje relatywny
    stosunek do otoczenia. Religie walczą ze sobą o dominację. Żadna walka nie jest
    do końca czysta. Religie pochłaniają w swej zaborczości niesamowicie wielkie
    środki i te materialne i te psychiczne. Często walczą z nauką.

    Pomyśl, jako przyszły socjolog smile, czy nie lepiej byłoby mówić o moralności w
    kontekscie prawdziwości stosunków między istotami żyjącymi? Przecież TO właśnie
    powinniśmy dobrze rozumieć, a nie owijać w wyimaginowane, księżycowe nakazy,
    które z taką łatwością przychodzi większości łamać. Przecież najważniejszy jest
    pobyt na ziemi, wśród ludzi, w bezmiarze nieskończonego Wszechświata.
    Najważniejsze jest, co dostajemy od innych ludzi, a co nas ludźmi czyni, a
    potem przekazanie tego dalej, następnym pokoleniom. A ile krwi i niedoli w tym
    dziedzictwie wynika z obecności religii, która nam tę świadomość uczestnictwa
    we wspólnocie odbiera, obiecując gruszki na wierzbie. Straszy śmiercią, która
    nie jest w niczym straszna, bo nie należy jej mylić z aktem umierania, czasem
    bolesnym, ale z zaśnięciem, tyle że na zawsze. Ale zostają inni. I TO JEST
    NAJWAŻNIEJSZE. To nam zabiera religia, kładąc nacisk na chronienie własnego
    tyłka.
  • 23.12.05, 22:33
    widzisz, ja sobie po prostu zdaję sprawę z tego, że życie bez religii jest - pod
    wieloma względami - trudniejsze. Wymaga myslenia, analizaowania, rozumienia,
    poszukiwań. I po prostu nie każdy człowiek jest do tego zdolny, i nie będzie.
    Człowiek potrzebuje ideologii, religii, jakichś pochodzących "gdzieś z góry"
    nakazów i wskazówek. Inaczej musiałby do nich dochodzić sam.
    Pewnie, że to szczytna idea żeby kazdy potrafił sobie stworzyć i uzasadnić
    system wartości i sie go trzymać, nie mieszając do tego sił nadprzyrodzonych,
    tradycji i strachu przed karą po smierci. Żeby każdy potrafił znaleźć siłę do
    radzenia sobie z problemami w sobie, ewentualnie w relacjach z innymi - a nie w
    silnej wierze. Żeby miał cele, do których będzie dążyć w życiu, żeby miał
    poczucie sensu tego życia - bez żadnych bogów i wiary w zycie po śmierci.
    ale to jest TRUDNE, bo nie każdy ma taki kapitał kulturowy, taką inteligencję,
    siłę i zdolności. I - powiem szczerze - nie wierzę, żeby tak się kiedykolwiek
    stało. dlatego uważam, że "nawracanie na ateizm" nie ma sensu (zresztą ateizm
    też może stać się groźnym narzędziem w ręku człowieka i
    uzasadnieniem/usprawiedliwieniem dla zbrodni, u libertyna de Sade'a to widać na
    przykład). Co nie znaczy, że nie ma sensu dyskusja, rozumiana jako wymiana
    poglądów. ale to, co się tutaj dzieje, to bardzo czesto nie dyskusja, tylko
    walka, obliczona na pokazanie, jakim durniem jest druga, tkwiąca w przesądach
    strona. to mi się średnio podoba, ale nie o tym chciałam.

    Piszesz, że religie propagują relatywny stosunek do otoczenia, prowadza do
    wojen, walczą ze sobą... wydaje mi się, że walka z obcym - z obcą kulturą, obcym
    światopoglądem, z innością, walka o dominację i zasoby - jest tak mocno wpisana
    w naturę człowieka, że nawet gdyby wytrzebić religię, natychmiast pojawiłyby się
    inne ideologie i hasła, w imię których ludzie wyrzynaliby się dalej. Fakt,
    religia jest narzędziem, i to często groźnym narzędziem. Ale narzędzia mają to
    do siebie, że czesto mozna je zastąpić innym narzędziem, mogącym spełniać te
    same funkcje. Jeśli nie masz noża, żeby posmarować chleb masłem, nie musisz
    rezygnować z masła, możesz je rozsmarować kartą kredytową wink
  • 24.12.05, 02:34
    > ja sobie po prostu zdaję sprawę z tego,
    > że życie bez religii jest - pod
    > wieloma względami - trudniejsze.

    To nie o to chodzi. Nikt nie ma trudniejszego życia tylko ze względu na religię. Wciąż podejmujemy jakieś decyzje pod wpływem czegoś (wszystkiego), co przytrafiło się nam kiedyś.

    > Wymaga myslenia, analizaowania, rozumienia,
    > poszukiwań.

    A człowiek różni się od zwierząt tylko właśnie tym. W warstwie pojęć abstrakcyjnych potrafi mysleć, analizować i rozumieć. Potrafi także być twórczym, przewidywać, niekoniecznie prawidłowo, skutki. Jeśli ludziom chcesz tego odmówić, to zgadzasz się by byli gorsi od zwierząt, bo tamte rzadko przekraczają granice wyćwiczonych w swym środowisku zachowań. Człowiek natomiast potrafi być największą i najbardziej okrutną bestią tego świata. W sferze fizycznej i psychicznej.

    > Człowiek potrzebuje ideologii, religii,
    > jakichś pochodzących "gdzieś z góry"
    > nakazów i wskazówek.

    Niekoniecznie. W historii ludzkości jest całe mrowie przykładów ludzi, którzy tego nie potrzebowali. Kluczem jest wolność myślenia. Ktoś "prawdziwie" wierzący, kto się podporządkowuje religii, może się poddać każdemu naciskowi i w swej bezmyślności stawać się narzędziem w rękach innych. Społeczeństwo ludzi zniewolonych jest nieobliczalne.

    > Inaczej musiałby do nich dochodzić sam.

    Nie wszyscy muszą dochodzić do tego sami. Koło raz wymyślone stosujemy wszyscy. Ja chcę tylko, by nie poddawano ludzi indoktrynacji, a zamiast tego uczono ich odpowiednio samodzielnej roli między innymi ludźmi i w świecie. Jeśli organizm społeczny ma być zdrowy, to zdrowe muszą być jednostki. Wszystkie? Najwięcej, ile nam się uda.

    > Pewnie, że to szczytna idea żeby kazdy
    > potrafił sobie stworzyć i uzasadnić
    > system wartości i sie go trzymać, nie
    > mieszając do tego sił nadprzyrodzonych,
    > tradycji i strachu przed karą po smierci.
    > Żeby każdy potrafił znaleźć siłę do
    > radzenia sobie z problemami w sobie,
    > ewentualnie w relacjach z innymi - a nie w
    > silnej wierze. Żeby miał cele, do których
    > będzie dążyć w życiu, żeby miał
    > poczucie sensu tego życia - bez żadnych bogów
    > i wiary w zycie po śmierci.
    > ale to jest TRUDNE, bo nie każdy ma taki
    > kapitał kulturowy, taką inteligencję,
    > siłę i zdolności.

    Czy zastanawiałaś się, dlaczego tyle razy w historii ludzkości upadały kultury, które osiągały pewien "zadowalający" poziom doskonałości?
    Jest tak, bo zawsze może się zdarzyć, że z zewnątrz przyjdzie jakiś czynnik destrukcyjny, na który nie ma "gotowej" recepty. Czasem to antidotum jest bardzo skomplikowane i wymaga ogromnego nakładu sił. Destrukcji nie podołają "automaty" z małą elastycznością, z ograniczonymi możliwościami samodzielności i kreatywności. Niedobrze jest, gdy czekamy na pojawienie się objawów choroby i dopiero wtedy zaczynamy szukać leku na nią. Tak żyjemy teraz. Konkurujące ze sobą idee zaabsorbowane są walką o dominację i człowiek się dla nich praktycznie nie liczy, bo jest tylko ich nosicielem. Musi istnieć cel nadrzędny, którego nie wolno tracić z oczu. Tym celem jest wiedza, którą zdobywamy, a im więcej jej posiadamy, tym lepiej rozumiemy wszystko. Człowiek nie istnieje dla siebie samego. Jest nosicielem tej wiedzy, bo ją dostaje i oddaje, ale w tym przekazywaniu musi umieć dokonywać mądrej selekcji. Nie możesz zakładać, że część z nas musi być głupia, prymitywna. To my musimy dążyć do tego, by tak nie było. I tylko to jest jedyną możliwością przerwania kółka w którym się od zawsze kręcimy.

    > I - powiem szczerze - nie wierzę,
    > żeby tak się kiedykolwiek stało.

    Ja też nie zakładam żadnej czarodziejskiej różdżki, ale nie widzę innego kierunku dążenia. Tylko uczenie, wychowywanie i WOLNOŚĆ myślenia. Dobrze wybierać będziemy, jeśli będziemy mądrzejsi i każdy wysiłek włożony w takie działanie jest sensowny, a każde jemu przeciwdziałanie jest dywersją i skazywaniem większej grupy ludzi na podłe życie.

    Ziemia jest zaludniona miliardami istot, które mają pewne możliwości, ale zostały one zmarnowane. Wyjście z tej mizerii, od razu, nie jest możliwe, ale przecież musimy to zrozumieć i konsekwentnie, z uporem dążyć do tego, by choć trochę poprawić to co jest.
    Zgoda na religię, to zgoda na ciemnotę, zabobony. To odbieranie ludziom dorosłości i łudzenie ich, że Ktoś się nimi interesuje, że wystarczy być klepiącym zdrowaśki automatem, a reszta jest nieistotna, a czasem nawet, że można się do końca upodlić, czynić największe zło, bo się je czyni w imieniu wyimaginowanego bożka.

    > dlatego uważam, że "nawracanie na ateizm"
    > nie ma sensu (zresztą ateizm też może
    > stać się groźnym narzędziem w ręku człowieka i
    > uzasadnieniem/usprawiedliwieniem dla zbrodni,

    Może? Po takie argumenty sięgasz? To po co jeszcze żyjesz, jeśli przez Ciebie ktoś kiedyś może cierpieć? Nie sądzisz, że jest to analogiczne rozumowanie?

    Na ateizm się nie nawraca. Można tylko zrezygnować z poddaństwa religii. A to ogromna różnica.

    > wydaje mi się, że walka z obcym - z obcą
    > kulturą, obcym światopoglądem, z innością,
    > walka o dominację i zasoby - jest tak mocno
    > wpisana w naturę człowieka, że nawet gdyby
    > wytrzebić religię, natychmiast pojawiłyby
    > się inne ideologie i hasła, w imię których
    > ludzie wyrzynaliby się dalej.

    Oczywiście, że tak jest. Pod tym względem religii nie wyróżniam. Ale religia, niezwykle skutecznie i głębiej niż wszystkie inne typy idei zniewala, dając jednocześnie jednostce namiastkę siły własnej wynikającej z siły potężnego protektora.
    Wiedza i mądrość zabezpieczają przed wszystkimi ideami, bo pozwalają je natychmiast rozpoznać od strony skutków. A siłę powinniśmy czerpać nie z boskiej protekcji, ale z ogólnoludzkiej wspólnoty, z dążności do wspólnej korzyści, która jest nadrzędna w stosunku do wyszarpywania ochłapów dla siebie i toksycznej rywalizacji.
    To jest tylko kierunek, bo ja też nie wierzę w żaden idealny świat, ale bez zmiany orientacji nigdy i nic na lepsze się nie odmieni.

    Nie wystarczy pragnąć dobra, trzeba wymyślać, jak działać, by skutek był najlepszy.
  • 25.12.05, 16:32
    Oczywiście w dużej części się z Tobą zgadzam. ale jednocześnie jestem
    przekonana, że tacy ludzie jak Ty to skromny odsetek w społeczeństwie. Jak mogę
    wywnioskować z Twoich wypowiedzi - jesteś wykształcony, inteligentny, oczytany,
    prawdopodobnie pochodziszz inteligenckiej rodziny, a już na pewno obracasz się w
    takich kręgach (co może trochę jednak ograniczać Twoją perspektywę). Jesteś w
    mniejszości (niestety). Uważam, że należy dążyć do jak najszerszej edukacji w
    społeczeństwie i skłaniać ludzi do posługiwania się racjonalnym myśleniem. ale
    jestem też zdania, że dla społeczeństwa bardzo ważna jest spójność i wspólnota
    wartości - bo inaczej zapanowałby chaos i zbrodnia wink. W społeczeństwie w
    większości niewykształconym taką wspólnotę wartości, poczucie jedności i
    względną równowagę zapewnia przede wszystkim religia (magia, ideologia...),
    powiązana z nią moralność i rytuały.
    Wykształceni ludzie są już w stanie wyjaśnić sobie świat odwołując się do nauki,
    zrozumieć konieczność istnienia pewnych zasad moralnych, zrozumieć sens własnego
    istnienia bez odwołania do jakiegoś absolutu.
    Podsumowując - uważam, że należy skupić się na edukacji społeczeństwa.
    Wykształceni ludzie z czasem - podobnie jak ja wink - prawdopodobnie zrozumieją
    ułudę religii. A nawet jeśli nie do końca - nie dadzą się jej zupełnie
    zniewolić. Niewykształceni ludzie pozbawieni religii będą podatni na wszelki
    ideologiczny kit wciskany przez szarlatanów, których wszędzie pełno. dlatego dla
    mnie walka z religią nie jest i nie będzie priorytetem.

    Odwołujesz się do historii. Zwróć uwagę, że różne formy religijności istniały w
    zasadzie od początku mozliwej do odczytania historii naszego gatunku. I że z
    czasem, w cywilizacji w największym stopniu stawiającej na rozwój nauki (czyli
    zachodnioeuropejskiej) konieczność ta zaczęła topnieć. Obecnie ateizm nie jest
    już zbrodnią, ani nawet dziwactwem. dlatego jestem zdania, że wybijanie ludziom
    z głowy religii (bo tylko tak dałoby się to przeprowadzić, i to też byłby rodzaj
    indoktrynacji) byłoby bezskuteczne - albo miałoby skutki fatalne. Natomiast
    kształcenie ludzi i uczenie ich racjonalnego myślenia, samo na dłuższą metę może
    dać lepsze rezultaty.

    Pozdrawiam smile
  • 26.12.05, 02:25
    > Oczywiście w dużej części się z Tobą zgadzam.

    Uff, odetchnąłem z ulgą. smile

    > ale jednocześnie jestem przekonana,
    > że tacy ludzie jak Ty to skromny odsetek
    > w społeczeństwie.

    Miło mi to słyszeć, bo jestem łasy na komplementy. wink
    Niemniej nie pozwolę uśpić swojej czujności.

    Piszesz dalej o trzech rzeczach, z których, z pierwszą się zgadzamy, a choć z niej wynika druga i trzecia, to już nasze poglądy się chyba nieco różnią. Być może nie wyjaśniłem tego poprzednio wystarczająco dokładnie, a może sens utonął w słowotoku i chaotyczności.

    Zgadzamy się, że u podstaw wszystkiego leży edukacja, do której intensyfikacji należy dążyć za wszelką cenę i wszystkimi siłami. A co nas różni?

    Uważasz, że religia jest potrzebna, bo za jej pomocą "przemyca" się moralność. Otóż, jest mnóstwo przykładów najróżniejszych systemów, które istniały w tysiącleciach dziejów gatunku ludzkiego i choć religie przyklejały się do niektóych z nich, to większość sprawnie regulowała stosunki międzyludzkie. Gdyby było inaczej, to każdy człowiek pozbawiony religii musiałby się stawać bestią. Wiesz, że nie jest tak i na pewno wiesz dlaczego. Bestią się staje, gdy człowiek jest odrzucany przez innych.
    Dziecko uczy się wszystkiego metodą prób i błędów, a im mniej ten sposób nauki stosuje, tym bardziej jest później, w dorosłości mało myślącym i niesamodzielnym popychadłem. Nasze "genialne" zasady moralne są tylko zasadami współistnienia, jakie stosują wszystkie organizmy żywe na Ziemi. Jak mogą, to próbują żyć mniejszym kosztem, czyli kosztem innych, a jak się przekonają, że to się nie opłaca, to zmieniają strategię. W czasach wojen, niesprawiedliwych systemów politycznych, społecznych itp. narasta bunt i, można by to tak z zewnątrz ocenić, zmienia się na gorsze moralność. Ale zawsze prawie, z wyjątkiem całkiem "pokrzywionych" psychicznie ludzi, w naszych mózgach odbywa się wartościowanie, które jest niezbędne dla nas samych, ale także dotyczy i innych, a ponieważ czujemy się członkami jakichś wspólnot, więc dochodzą do głosu także korzystne dla ogółu (altruistyczne) cechy moralne. Itd. Wniosek jest taki, że moralność jest tylko skorelowana z ideami takimi jak religia, ale brak religii w niczym moralności nie grozi.

    Ta trzecia, to Twoje przekonanie, że "niech sobie już ta religia będzie", bo przecież jest z niej czasem pożytek, a później - jak ktoś jest dorosły i sobie wszystko przemyśli i poukłada - można lekko i bezkarnie sobie ją odrzucić. Otóż udaje się to bardzo niewielkiej grupie ludzi, a często jest związane z ogromnymi kosztami. Cóż z tego, że ktoś jest "naukowcem", jeśli w mózgu ma rozdwojoną jaźń, nie może się pogodzić, że jego ulubiona idea jest nieprawdziwa, nie może się z nią rozstać i nie stosuje się do praw logiki we wszystkich dziedzinach swego życia? Pełno jest takich przykładów, nawet na tym forum - potem religia w swym najgorszym wydaniu przejmuje władzę społeczną, polityczną i gospodarczą.
    Jednocześnie zapominasz, że ci najmniej wyedukowani, którzy zostają w szponach religii, mogą być bardzo łatwo manipulowani. I tak się jakże często dzieje.

    Z moich doświadczeń wynika, że jeszcze nigdy nikogo od religii nie odciągnąłem. A przynajmniej nic o tym nie wiem. Dlatego nabrałem przekonania, że odwodzenie od tej trucizny jest mało skuteczne, bo u dorosłego człowieka zostawiałoby w psychice jakąś ogromną pustkę. To jest dokładnie jak narkotyk. Dlatego też ja już nikogo nie staram się przekabacić na heretyka, bo to nie ma szans powodzenia i nie ma sensu. Uważam natomist, że należy dążyć do ograniczenia wpływu religii ze względu na jej indoktrynującą rolę na dzieci, całkowicie bezbronne, bo nieukształtowane psychicznie. Cwany jak mało kto, JP2 wiedział gdzie uderzyć, by osiągnąć maksymalny efekt - w dzieci i młodzież. To pokolenie jest już stracone. Trzeba się wziąć za lizanie ran, za jedyne co poskutkuje na przyszłość - podniesienie edukacji na wyższy poziom, z efektem dla następnych pokoleń.

    Ostatnimi czasy religia tak wyraźnie sprzymierza się z siłami zła, że sama sobie czyni szkody. Tak się toczy historia. Zjawiska podlegają wzrostowi wykładniczemu, ale na szczęście zawsze wywołują efekty, które je tłumią, a więc ostatecznie historia ludzkości to nieskończona sinusoida. Tak samo będzie z religijnością Polaków. Im więcej teraz religia zyska, im większego z jej strony doświadczymy bezsensownego ucisku, tym większa będzie na nią reakcja, ale o wytłumieniu tej sinusoidy ostatecznie zadecyduje mądrość jednostek.

    Jednak, w sumie smile)), raczej się zgadzamy. A więc może niepotrzebnie się znów wymądrzam? sad

    Pozdrawiam Cię. wink
  • 26.12.05, 11:48
    <<Cwany jak mało kto, JP2 wiedział gdzie uderzyć, by os iągnąć maksymalny
    efekt - w dzieci i młodzież. To pokolenie jest już stracone.>>>>>>>>

    Stracone , ale dla amoralnych idei przemycanych przez zadowolonych z siebie
    liberalnych cyników .
    Cwaniactwem nie wzbudzi się zaufania dziecka , czy bardzo młodego
    człowieka ,ale szczerością przekazu .


  • 26.12.05, 16:49
    chelseaa napisała:

    > > Cwany jak mało kto, JP2 wiedział
    > > gdzie uderzyć, by os iągnąć
    > > maksymalny efekt - w dzieci i młodzież.
    > > To pokolenie jest już stracone.

    > Stracone , ale dla amoralnych idei
    > przemycanych przez zadowolonych z
    > siebie liberalnych cyników .

    Weszłaś w schemat. Wiesz. W swojej wiedzy każdemu, kto mnie jest "zarażony" przypisujesz ZŁO. Oklejasz go etykietkami, traktujesz jak wroga. Nie będę już o tym z Tobą dyskutował, bo powiedziałem wystarczająco dużo, a Ty i tak MASZ ZDANIE WYROBIONE. Olewam to.

    Dobrem wabią sekty. Kościół nie odbiega od tego schematu, a JP2 poza tym, że był doskonałym i charyzmatycznym menedżerem, nikim wielkim nie był. Jego spuścizna literacko-filozoficzna tchnie pustosłowiem i niczego nowego nie wnosi do dziedzictwa duchowego ludzkości.

    Nie odmawiam kościołowi dobrych intencji, ale to założenia, które się w praktyce przekładają na zwykłą, codzienną i bardzo ułomną praktykę. Tak samo dobre intencje ma komunizm, a PiS też o sobie inaczej nie mówi. Jacek Kurski, tak bardzo hołubiony członek tej podłej partyjki, powiedział kiedyś, że "naród jest ciemny i we wszystko uwierzy". Z jednej strony ślinią się do Rydzyka, a z drugiej demonstrują niewyobrażalny dla mnie cynizm, który innym od Ciebie, "liberalnie" myślącym jednoznacznie przypisujesz.

    Cynizmem jest obiecywanie raju w stosunkach między ludźmi, ale traktowanie siebie według taryfy ulgowej, ponoć "tylko" po to by zrobić porządek.

    > Cwaniactwem nie wzbudzi się zaufania
    > dziecka , czy bardzo młodego
    > człowieka ,ale szczerością przekazu .

    Nic nie rozumiesz ze świata. Dziecko i młodego, mało doświadczonego człowieka jest najłatwiej oszukać.
  • 26.12.05, 18:49
    grgkhsuspicious Nic nie rozumiesz ze świata. Dziecko i młodego, mało doświadczonego
    człowieka j
    > est najłatwiej oszukać.

    Ale ten kto oszukuje sam musi wierzyć we własne kłamstwa , które przekazuje
    innym , tylko wtedy może być "wiarygodny" .


    grgkh: > Weszłaś w schemat. Wiesz. W swojej wiedzy każdemu, kto mnie
    jest "zarażony" prz
    > ypisujesz ZŁO. Oklejasz go etykietkami, traktujesz jak wroga. Nie będę już o
    ty
    > m z Tobą dyskutował, bo powiedziałem wystarczająco dużo, a Ty i tak MASZ
    ZDANIE
    > WYROBIONE. Olewam to.

    Guzik zrozumiałeś z tego , co napisałam . Nie traktuję Cię jak wroga , mimo to
    poczułeś się urażony jak stara kucharka ... Chodzisz po ulicach , patrzysz ,
    słuchasz , zerknij czasem też na prasę młodzieżową . Łatwo dostrzec , czym
    karmiona jest" polska złota młodzież " i jaki model jest lansowany i
    jakie "wartości" ." Kolorowe obrazki" bardziej przyciągają uwagę , niż Cogito ,
    czy Perspektywy . A cyniczni producenci raju na ziemi tylko robią na tych
    wypranych młodych mózgach kasę , zresztą dorośli też się na to dają złapać .
    Bo religią stało sie mieć , a nie być , a to nie ma nic wspólnego z
    wartościami chrześcijańskimi , na które Ty najwyrażniej masz alergię.
    Bo tak to już widocznie jest , że jedni są "zarażeni" , a inni mają alergię .



  • 26.12.05, 20:14
    chelseaa napisała:

    > > Nic nie rozumiesz ze świata.
    > > Dziecko i młodego, mało doświadczonego
    > > człowieka jest najłatwiej oszukać.

    > Ale ten kto oszukuje sam musi wierzyć
    > we własne kłamstwa , które przekazuje
    > innym , tylko wtedy może być "wiarygodny" .

    Musi. smile Ty to wiesz. Kurski jest świetnym przykładem tego, który "wierzy". A pewien prałacina wierzy w to, że Polskę opanowali masoni i żydzi. Żałosne. Z tej wiary nic nie wynika.
    Ja też wierzę, że to co robię, robię w dobrej intencji, a przez nawiedzonych "wierzących" jestem wkładany do jednego worka z... daruję sobie, Ty wiesz z kim.

    > Nie traktuję Cię jak wroga , mimo to
    > poczułeś się urażony jak stara kucharka...

    Pewnym słowom przypisujesz zło. Potem tymi słowami nazywasz ludzi. Ja jestem jednym z nich, a niektóre z tych słów szanuję, bo uważam, że są nie mniej warte niż Twoje wartości chrześcijańskie.

    > Chodzisz po ulicach , patrzysz , słuchasz ,
    > zerknij czasem też na prasę młodzieżową .
    > Łatwo dostrzec , czym karmiona jest"
    > polska złota młodzież " i jaki model jest
    > lansowany i jakie "wartości" .
    > " Kolorowe obrazki" bardziej przyciągają
    > uwagę , niż Cogito , czy Perspektywy .

    Chrześcijaństwo nie jest widocznie na tyle atrakcyjne, by "normalną" drogą, w warunkach konkurencji dotrzeć do ludzi. Czy nie jest za bardzo zakłamane? Czy samo nie postawiło na "zdobywanie", a to już jednoznacznie klasyfikuje je jako towar marketingowy, który "trzeba ulepszać" by się lepiej sprzedawał.
    Ludziom potrzebna jest wolność myślenia. To ludzie muszą wybierać. A może Wy stawiacie na głupotę, bo wtedy łatwiej zrobić z człowieka bezmyślnego wykonawcę poleceń z ambony? Jest takie jedno stado, które się zachowuje grzecznie, nie kupuje "nieodpowiedniej" prasy, swoje życie sprowadza do klepania pacierza i nienawiści do wszystkich, co sprzedali Polskę...
    Ja też tej prasy nie popieram, najchętniej bym ją zlikwidował, ale dając w zamian coś więcej niż ułudę życia po śmierci, straszenie piekłem i obiecywanie nieba. Religia nic, poza niewolą umysłową, nie daje, a moralność nie zależy od wiary w bóstwa. I tego nie jesteś w stanie zaakceptować.

    > A cyniczni producenci raju na ziemi
    > tylko robią na tych wypranych młodych
    > mózgach kasę , zresztą dorośli też się
    > na to dają złapać .

    Robią kasę. Bo takie są prawa działania jednostek ludzkich w organizmach społecznych. Trzeba się nauczyć ten system rozumieć. Wtedy jest szansa na ruch w dobrą stronę, ale raju na ziemi nigdy nie będzie. To, co Ty sobie wyobrażasz, to sielankowy obrazek z pisemka ŚJ, to utopia. Cywilizacje upadają jedna po drugiej, bo wciąż są tacy wewnątrz nich, którzy nie potrafią zrozumieć, że nie ma nic na stałe, a faszerowanie mózgów dekalogiem, w konfrontacji z rzeczywistością dnia codziennego, może się obronić jedynie autentyczną mądrością działania. Do tego jednak potrzeba duuuuuużo edukacji, a nie poziomu łatwo werbowalnego dla religii motłochu.

    > Bo religią stało sie mieć , a nie być ,
    > a to nie ma nic wspólnego z wartościami
    > chrześcijańskimi ,
    > na które Ty najwyrażniej masz alergię.

    Mam alergię na zawłaszczanie tego, co jest także i moją moralnością, a co Ty nazywasz swoimi "chrześcijańskimi" wartościami. Ja moje zasady życiowe wywodzę z natury i obserwacji tego jak działa cały świat przyrody, i tę ich naturalność akceptuję. A do Twoich zasad "chrześcijańskich" przypisany jest cały fałszywy i naszpikowany absurdalną filozofią kościół. Tej religii nie da się od tego "wykonawstwa" oddzielić, bo tzw. "autorytety", muszą istnieć jako coś idealnego, czemu trzeba oddawać boską cześć. Na to pokręcenie mam alergię - świat jest normalny, zwykły i takiego go chcę, a Wy szukacie w nim boskości sprowadzając człowieka do roli śmiecia, automatu, bezmógowia. Słowo "czcić" jest mi całkiem obce, bo kojarzę je wyłącznie z tyranią i odebraniem mi prawa do wolności i samodzielnego myślenia. A NA PEWNO myślę lepiej niż całe tuziny kiepskich religijnych filozofów stawianych wciąż na piedestałach. I na ten umysłowy chłam mam alergię.

    > Bo tak to już widocznie jest , że jedni
    > są "zarażeni" , a inni mają alergię .

    Dobro jest tam, gdzie jest przemyślane działanie i chęć znalezienia wspólnej korzyści przy minimum krzywdy kogokolwiek. Religia JEST ZBĘDNA.
  • 26.12.05, 23:13
    Grgkh: Religia nic,poza niewolą umysłową nie daje , a moralność nie zależy od
    wiary w bóstwa .
    Religia jest zbędna.

    Religia daje możliwość przebywania we wspólnocie podobnie myślących ,
    czujących ludzi .
    A ludzie tego potrzebują , bo wolność oznacza samotność , a to z kolei ludzie
    lubią mniej.
    Dlatego religia zawsze będzie siłą , bo człowiek potrzebuje ram , jasnych
    reguł i przynależności .
    Ja akurat nie tkwię ściśle w tym „ systemie” , ale jest mi bliska ta religia ,
    na którą Ty masz alergię.
    Dlatego przeceniasz mnie zwracając się do mnie Wy , a już NA PEWNO
    przeceniasz siebie pisząc :
    „Myślę lepiej niż całe tuziny kiepskich religijnych filozofów stawianych wciąż
    na piedestałach „
    No chyba , że myślisz lepiej o sobie, niż oni o sobie , a to już jest kwestia
    skromności , albo jej braku. W sumie można powiedzieć , że Ty też stworzyłeś
    sobie na swój własny użytek jakąś tam filozofię , może wystarczy ją nazwać ,
    żeby stała się bardziej popularna , może obniżyć nieco loty do „łatwo
    werbalnego poziomu motłochu” , kto wie może chwyci .

    „ Na ziemi nie będzie raju , a sielankowy obrazek z pisemka ŚJ , to utopia .”
    Nie będzie , bo gdyby był , to człowiek zawsze musiałby coś spieprzyć , żeby
    nie było nudno.

  • 27.12.05, 02:10
    > Religia daje możliwość przebywania we wspólnocie

    Religia nie daje PRAWDZIWEJ wspólnoty, bo jest to poddaństwo nadistocie, a nie
    celowość bycia jednym, wspólnym umysłem. Religia TO WŁAŚNIE odbiera, mnożąc
    bogów, bóstwa, trójce, świętych i świątobliwych, uświęconych, poświęconych i
    błogosławionych. Tu dla żywych ludzi już nie ma miejsca, bo strach przed
    śmiercią jest utożsamiany ze strachem przed cierpieniem umierania w męczarni i
    ciągle trzeba pamiętać o własnym tyłku, który ma być zbawiony.

    > A ludzie tego potrzebują , bo wolność
    > oznacza samotność , a to z kolei ludzie
    > lubią mniej.

    Jesteś wciąż taka sama. Parę miesięcy rozmów i do Ciebie nie dotarło, że
    wolność, o której mówię to WOLNOŚĆ myślenia. Alternatywą dla bożych hufców
    gotowych wciąż do WALKI w imię Boga-naczelnika jest takie samo jak Ty
    proponujesz współuczestnictwo w ludzkiej gromadzie, ale bez trujących idei,
    które domagają się wyłączności dla siebie, i których jakże chętnie używa się do
    walki o panowanie nad ludźmi, i ZAWSZE, NA PEWNO będzie się używało. Bo taki
    jest ten świat. Bo takie są prawa istnienia na nim wielu organizmów żywych,
    które muszą się dzielić miejscem do życia i dostępem do dóbr, które żyć
    pozwalają.

    > Dlatego religia zawsze będzie siłą ,
    > bo człowiek potrzebuje ram , jasnych
    > reguł i przynależności .

    Też jestem człowiekiem i nie potrzebuję ram, które są kajdanami. Ogranicz się z
    uogólnieniami do "pewnego typu" ludzi.

    > Ja akurat nie tkwię ściśle w tym
    > „ systemie” , ale jest mi bliska
    > ta religia , na którą Ty masz alergię.

    Ja odrzucam wszystkie religie. Lokalną muszę znosić w domu. Wystarczy.

    > Dlatego przeceniasz mnie zwracając
    > się do mnie Wy

    Wy, to Ty i inni Tobie podobni. Nie muszą być identyczni i to miałem na myśli.

    > NA PEWNO przeceniasz siebie pisząc :
    > „Myślę lepiej niż całe tuziny kiepskich
    > religijnych filozofów stawianych
    > wciąż na piedestałach „

    Pod tym względem się NIE MYLĘ. Znam parę osób z kręgu religii, które są mądre i
    na tym forum cytowałem ich wypowiedzi. Wydaje mi się, że niektóre z nich po
    prostu olałaś, a może nie mogłaś się zdobyć na wyartykułowanie akceptacji ich
    poglądów (np. Bartoś). Od takich jak on się uczyłem. Niestety, filozoficznego
    chłamu jest w tym najwięcej.

    > No chyba , że myślisz lepiej o sobie,
    > niż oni o sobie , a to już jest kwestia
    > skromności , albo jej braku.

    Porównałem i tak właśnie myślę. Bronię swoich poglądów z pełnym przekonaniem o
    ich słuszności.

    > W sumie można powiedzieć , że Ty też
    > stworzyłeś sobie na swój własny użytek
    > jakąś tam filozofię , może wystarczy ją
    > nazwać , żeby stała się bardziej
    > popularna , może obniżyć nieco loty do
    > „łatwo werbalnego poziomu motłochu” ,
    > kto wie może chwyci .

    Dziwisz się mojej niechęci do religii, ale i Tobie pogarda dla "konkurencji"
    nie jest obca.

    > > [...] ale raju na ziemi nigdy nie będzie.
    > > To, co Ty sobie wyobrażasz, to sielankowy
    > > obrazek z pisemka ŚJ, to utopia.

    > Nie będzie , bo gdyby był , to człowiek
    > zawsze musiałby coś spieprzyć , żeby
    > nie było nudno.

    Bo absoluty i ideały nie istnieją. To jest jak prawo zachowania energii albo
    materii. To jest tak, jakbyś twierdziła, że można je jakoś obejść. Jak? Cudem?
    Tak musi być, bo tacy jesteśmy i inni nie będziemy.

    Tylko edukacja. Wychowywanie dzieci w odpowiednich warunkach, z większą
    społeczną kontrolą IDEAŁU "komórki rodzinnej", która się nie sprawdziła, bo
    rodzice z reguły nie dorastają do swojej roli. To sam organizm społeczny musi
    zadbać o właściwy poziom swoich przyszłych pokoleń, a wtedy będzie zdrowszy.

    Musimy żyć dla siebie i innych, a nie dla zbawienia, które nam na siłę wpycha
    (przemyca kłamiąc) religia.
  • 27.12.05, 17:09
    Grgkh: Religia nie daje PRAWDZIWEJ wspólnoty, bo jest to poddaństwo
    nadistocie, a nie
    celowość bycia jednym, wspólnym umysłem

    Twój obraz religii jest wypaczony . Mam wrażenie , że kompletnie nie wiesz o co
    w tym wszystkim chodzi.
    Jeżeli Bóg wymagałby ode mnie poddaństwa i tego by być z Nim jednym umysłem ,
    to sorry , ale też takiego Boga bym nie zaakceptowała . Bo prawdziwa wspólnota
    opiera się na wolności bycia tym kim się jest i na jedności pomimo odrębności
    i różnorodności.


    Grgkh: Religia TO WŁAŚNIE odbiera, mnożąc
    bogów, bóstwa, trójce, świętych i świątobliwych, uświęconych, poświęconych i
    błogosławionych .Tu dla żywych ludzi już nie ma miejsca .

    Ale ci święci i in., których wymieniłeś , też kiedyś przecież chodzili po
    ziemi .


    Grgkh : bo strach przed
    śmiercią jest utożsamiany ze strachem przed cierpieniem umierania w męczarni i
    ciągle trzeba pamiętać o własnym tyłku, który ma być zbawiony.

    Ciekawa konstrukcja – pomieszanie z poplątaniem wink



    Grgkh:Jesteś wciąż taka sama. Parę miesięcy rozmów i do Ciebie nie dotarło, że
    wolność, o której mówię to WOLNOŚĆ myślenia

    Dotarło , dotarło ... To tylko Ty nie chcesz się przyznać , że Twoja
    samodzielność , swoboda i wolność myślenia oddziela Cię od innych . Bo
    prawdziwa wolność to bunt . A jeśli wypowiadasz się w realu , tak jak tu na tym
    forum , to chyba musisz być outsiderem . A ja to szanuję , o ile nie narusza
    to mojej wolności .

    Grgkh: Znam parę osób z kręgu religii, które są mądre i
    na tym forum cytowałem ich wypowiedzi. Wydaje mi się, że niektóre z nich po
    prostu olałaś, a może nie mogłaś się zdobyć na wyartykułowanie akceptacji ich
    poglądów (np. Bartoś)

    Nie olałam , tylko nie czytałam . Jeszcze.






Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.