Dodaj do ulubionych

Pogardzam wierzącymi

08.03.06, 10:20
Niestety, muszę to przyznać: pogardzam wierzącymi. Chodzi o wszystkie
religie, a zwłaszcza katolicyzm i islam. Mam ochotę uderzyć katoli z Pisu,
zabić muzułmanów pasożytujących i grożących Europie. Śmieszą mnie żydowskie
zabobony, koszerność. Bawi buddyzm, hinduzim, satanizm. Nie mogę po prostu
znieść ich zaślepienia, głupoty, czołobitności. Nie mogę ich szanować.

Podoba mi się jedynie pogaństwo, bo wplata zjawiska przyrodnicze,
astronomiczne i fizyczne do swych wierzeń, ma jakieś odniesienie do natury,
ziemi i człowieczeństwa.


--
www.eurojihad.org/index.php
Edytor zaawansowany
  • vitmik 08.03.06, 10:27
    poganstwo traktuje nature,ziemie, gwiazdy i niebo jako Boga.

    a ja toba tez pogardzam.
    nie dlatego ze gardzisz innymi tylko dlatego ze jestes glupia. po prostu glupia
  • jurek8 08.03.06, 10:44
    "Pogardzam" - to może trochę zbyt mocne słowo ! Ale,vitmik,czy można szanować
    głupotę i wiarę w zabobony ? czy można szanować okłamywanie siebie i innych ?
    czy można szanować wmawianie sobie "na siłę"bzdur?




    ps.dlaczego obrażasz autorkę poprzedniego nicka - czy,jak przystało na
    prawdziwego
    Polaka-katolika,gdy zabraknie argumentów,musisz pomagać sobie inwektywami ?
  • vitmik 08.03.06, 10:54
    nie jetsem katolikiem ale wierze w cos tam

    jak ktos mna pogardzam to nie nadstawiam drugiego policzka tylko rzucam
    inwektywe. to jest chyba normalne
  • nangaparbat3 09.03.06, 00:30
    To jest powszechne, i w tym sensie normalne.
    Ale hamuje rozwój.
    --
    Los działa powoli i nikt nie wie, które z naszych przypadkowych czynów
    zakiełkują i rozrosną się jak drzewa.
  • kirkegor 17.06.06, 19:37
    nie jest normalne.

    kiedy ktoś mną gardzi to albo ma powód, albo ma nasrane.
    jeśli mną gardzi z uwagi na mój światopogląd to ma... nasrane.
    I nic nie maja tu zasady religijne.
    Tu ma znaczenie tylko kultura osobista i dobre wychowanie.

    no chyba, ze chamstwo jest normą.
    pozdr.
  • nick_penis 08.03.06, 10:46
    Marnujesz wielkie ilości energii na bezproduktywną pogardę.

    Może lepiej podjąć satysfakcjonujące pożycie seksualne? O wiele to zdrowsze i
    przyjemniejsze niż pogardzać, pogardzać, pogardzać.
  • lena_ziemkiewicz 08.03.06, 11:30
    Wszechogarniającą miłość, toelrancję i gorący seks zawłaszczyli katolicy i dla
    mnie już nie zostało.
    --
    www.eurojihad.org/index.php
  • vitmik 08.03.06, 10:56
    jak pogardzasz to po co sie tak "produkujesz" komentujac pogardzane przez
    ciebie przeciez tematy religijne?
    rozdwojenie jazni?
    kompleksy?
  • lena_ziemkiewicz 08.03.06, 11:30
    Skoro mną pogardzasz, to dlaczego już mam dwa twoje wpisy w moim wątku?
    --
    www.eurojihad.org/index.php
  • vitmik 08.03.06, 12:39
    no to masz kolejny, jak cie to kręci
  • liberty_mike 08.03.06, 11:40
    Szacunek i tolerancja- inne, różne światy mogą obok siebie egzystować nie
    krzywdząc siebie wzajemnie, przyjmując taką postawę w zasadzie naśladujesz
    zachowanie osób religijnych, a w większości przecież nie są to osoby niczemu
    winne, po prostu urodziły się w takim a nie innym kręgu kulturowym, ktoś
    nawrzucał im do główek takie a nie inne poglądy i pewnie dalej nie pójdzie- nie
    da się zmienić oprogramowania, jest jakie jest smile)

    SJ Lec- "czy idiota o tym wie, że stworzony został źle?" Nie wie, bo mu nie
    trybi, zatem lepiej dać mu spokój, niech sobie żyje, też może i to jeszcze
    szczęśliwie (w jego mniemaniu, a to mu przecież wystarczy smile)
  • kamajkore 08.03.06, 13:03
    hmmm... pogarda to nie jest przyjemna emocja, zwłaszcza żywiona wobec tak wielu
    ludzi.

    Mnie też często wścieka zaślepienie ludzi, których wymieniłaś, ale staram się
    zrozumieć uwarunkowania - w końcu większość z nich nie dokonała świadomego
    wyboru. Prawie wszyscy zostali wcieleni do swoich religii od dziecka. Więc, mimo
    wszystko, staram się do ludzi żywić szacunek (w końcu poza wyznawaną religią
    posiadają inne, niezależne cechy).

    W końcu - póki żyją - mają jeszcze szansę... nie chcę nikogo przekreślać.
    i ja też kiedyś byłam katoliczką. więc nie obwiniam ich o to kim są - wiem, jak
    trudno wyrwać się z takiej sekty, a przede wszystkim - uwolnić swój umysł.


    --
    uprasza się o niePiSkanie...
  • deltalima 08.03.06, 13:17
    pogarda to uczucie charakteryzujące fanatyków, pamiętaj o tym. upodabnia cię to
    do babć w charakterystycznym nakryciu głowy krzyczących 'ty kurwo' do
    nieznalskiej lub krótko ostrzyżoną młodzież pozdrawiającą gejów przyjaznym
    hasłem 'zrobimy z wami co hitler z żydami'.


    --
    'Miała być demokracja, a tu każdy wygaduje co mu się
    podoba'
    Lech Wałęsa
  • lena_ziemkiewicz 08.03.06, 17:56
    Nie rozumiem tego oburzenia. Przecież wierzący uważają ateistów, a zwłaszcza
    antykelrykałów za coś gorszego, zwierzęta bez duszy. Tak mówi większość doktryn
    religijnych i to można usłyszeć z ust religijnyh obywateli. Islamskie prawo
    każe zabijać innowierców i ateistów. Antyklerykałów w Polsce skazują sądy.
    Dzieci niechodzące na religię są szykanowane przez te chodzące. Jakim więc
    sposobem mam lubić albo chociaż szanować wierzących?



    --
    www.eurojihad.org/index.php
  • rapsodiagitana 08.03.06, 18:23
    no w sumie tak. Jak mówią, że jestes bydlę, to się zachowuj jak bydlę.
    Przynajmniej będą mieli rację.

    Jak sie objawia Twoja pogarda? Ręki nie podajesz? Plujesz na nich? Nie
    odpowiadasz na pytania? Po czym poznajesz, że ktoś jest wierzący? Pytasz o to na
    wstępie? nie masz nikogo wierzącego w rodzinie? Gdy ktoś zabija wierzących -
    uważasz że dobrze zrobił (w końcu to tylko podludzie)? Do dzieci wierzacych w
    Boga tez zywisz pogardę? A jak ktoś wierzy w UFO, albo wierzy, że czarny kot
    przynosi pecha - też jest skreślony? Pytam z ciekaowści, zastanawiam się, jak
    Twoja pogarda wygląda w praktyce.
  • nangaparbat3 09.03.06, 00:33
    lena, nielogiczne to jakieś, najpierw piszesz, że pogardzasz, bo tacy głupi,
    tacy gorsi, a potem - mogę pogardzać, bo i oni pogardzają.
    --
    Los działa powoli i nikt nie wie, które z naszych przypadkowych czynów
    zakiełkują i rozrosną się jak drzewa.
  • kamajkore 09.03.06, 11:41

    > Nie rozumiem tego oburzenia. Przecież wierzący uważają ateistów, a zwłaszcza
    > antykelrykałów za coś gorszego, zwierzęta bez duszy. Tak mówi większość doktryn
    To prawda! Ale przecież różnimy się od nich, nie wdeptujmy w to samo błotko
    dogmatyzmu smile

    --
    - nie wierz w sPiSkową teorię dziejów -
  • bez_senna 09.03.06, 18:01
    Czy sam fakt, że ktoś myśli, czuje i żyje inaczej od nas, daje nam prawo do
    pogardy, braku szacunku? To jest taki symboliczny totalitaryzm, próba
    zagarnięcia całej przestrzeni dla siebie i swoich racji.
    Różnorodność ma duże znaczenie, także w kwestii religii. Nieważne, czy wierzący
    mają rację. Ważne, że ich poglądy, rytuały i sposób życia (o ile nie próbują
    ich narzucać - ale to już inny temat) dają pewien wkład w tworzenie
    wielokulturowości. Jeżeli ktoś próbuje sprawić, żeby wszyscy byli tacy sami,
    żeby w przestrzeni publicznej wszyscy mówili jednym głosem, a wszyscy inni,
    wychylający się, byli potępieni - to jest PRZEMOC. Z takim czymś mieliśmy do
    czynienia np. po śmierci papieża. To, co teraz robi autorka wątku, to działanie
    podobne - tylko w drugą stronę.

    > Nie rozumiem tego oburzenia. Przecież wierzący uważają ateistów, a zwłaszcza
    > antykelrykałów za coś gorszego, zwierzęta bez duszy.

    Straszne generalizowanie po raz kolejny. Okej, takie opinie padają, ale nie
    przypisujmy ich wszystkim. Sama nigdy czegoś takiego nie usłyszałam od
    wierzących na poziomie.

    >Jakim więc sposobem mam lubić albo chociaż szanować wierzących?

    Naprawdę nie masz wierzących przyjaciół czy choćby bliższych znajomych? Jeżeli
    masz - czy odnosisz się do nich z pogardą/współczuciem? Jeżeli tak - czy tak
    samo traktujesz każdego inaczej myślącego, niekoniecznie w kwestiach
    religijnych?

    Żeby stworzyć społeczeństwo, w którym każdy czuje się dobrze i pokój, trzeba
    się nauczyć akceptacji odmienności, życia z sobą i obok siebie. Inaczej będzie
    naprawdę ciężko.

    --
    www.spacerpodachu.blog.pl
  • lena_ziemkiewicz 09.03.06, 19:28
    Jak można nie pogardzać ludźmi obrzezającymi chłopców i dziewczynki,
    uważającymi, że jedne zwierzęta są święte, a inne przeklęte?



    --
    www.eurojihad.org/index.php
  • bez_senna 09.03.06, 20:04
    A jak można wrzucać wszystkich do jednego worka?
    Poza tym chrześcijanie w lwiej większości nawet nie znają Biblii, co tu mówić o
    stosowaniu się.

    --
    www.spacerpodachu.blog.pl
  • jah.rastafari.jest.mym.panem 11.03.06, 01:06
    Droga Leno, wcale mnie nie dziwi twoje nastawienie. Ja wciąż wierzę że są
    wierzenia prawdziwe a tylko ludzie je wypaczyli swoją niedoskonałością. A co do
    wierzeń, to jem koszerną żywność dla rasta zwaną Ital, a samo rasta zajmuje 70
    % mojego czasu. I daje mi szczęście i energię do życia. Tak, słucham radia
    niemal non stop, ale nie maryja, noszę beret ale nie moherowy, i staram się
    odkryć wiele rzeczy na nowo. Rasta to taki powrót do korzeni.

    Wiesz że słowo chrześcijaństwo pochodzi od greckiego χριστιανους, od Chrystus,
    gr. Χριστός co znaczy namaszczony olejem do namaszczania który zawierał
    kanehbosm, czyli chyba cannabis. Przyjmowanie przez nacieranie się olejem z
    cannabis jest najsilniejszym i najzdrowszym sposobem przyjmowania tego.

    Rasta daje mi szczęście.
  • kapitan.kirk 19.06.06, 13:18
    > Nie rozumiem tego oburzenia. Przecież wierzący uważają ateistów, a zwłaszcza
    > antykelrykałów za coś gorszego, zwierzęta bez duszy.

    Skąd Ty takie wiadmości czerpiesz, na bogów??
    Pzdr niepogardliwie

    --
    A poza tym, Kartagina powinna zostać zburzona!
  • v0lrath 19.06.06, 21:21
    Pogardzając drugim człowiekiem, nawet takim pełnym pogardy, nie stajesz się
    lepszym od niego.
    A nawet co gorsza stawiasz się w tym samym rzędzie co pogardzający ateistami,
    żydami, gejami etc.

    Poza tym jest ryzyko, że tak "przy okazji" pogardzasz wieloma tak na prawdę
    wartościowymi ludźmi, nawet jeśli pogarda była wymierzona tylko w tych, którzy
    Tobą pogardzają.

    --
    [VOLRATH.PL]
  • wanda43 08.03.06, 19:01
    Leno!Nie mowila bym o pogardzie.Moze o pewnym wspolczuciu dla osob, ktore nie
    potrafią zyc bez bata w postaci religii.
    Mnie bardziej irytuje to,ze katolicyzm /bo to jest najbardziej obludna religia/
    ciągle powoluje sie na Biblie i nauki Jezusa, a sam ich nie przestrzega i czyni
    odwrotnie,niz Jezus nauczal.Tej religii nie nazwala bym nawet
    chrzescijanstwem.Watykan zrobil z religii jakies dzwiadlo,ktore dostosowuje do
    krajow i zwyczajow.
    --
    Dokąd zmierzasz Polsko?
    tinyurl.com/l59bq
  • facet123 09.03.06, 09:54
    Bez przesady z tą pogardą.

    Wszyscy musimy pamiętać, że wiara jest przekazywana ludziom w okresie
    dzieciństwa. Mamty wtedy do czynienia z pewną formą indoktrynacji, która stawia
    religię w sferze tabu. Po takiej indoktrynacji nawet światła i inteligntna
    osoba może mieć pewne blokady w podejmowaniu dyskusji na temar religii.
    Wytwarza się przekonanie, że podważanie religijnych dogmatów jest złe moralnie.

    Wiem o tym bo sam tak miałem. Tylko dzięki temu, że moje otoczenie jest dosyć
    liberalne w sprawach wiary oraz dzięki pewnej wrodzonej dociekliosci udało mi
    się dojrzeć do stanu w którym potrafię tak samo rozmawiać i mysleć o sprawach
    wiary jak o dowolnych innych tematach - bez tabu i dogmatów.

    Dążę do tego, że negatywne strony religii nie są do końca winą zamych
    wierzących, ale winą systemu, który daje priorytet kwestiom religii ponad
    innymi sferami życią. Tak samo jest w państwach islamskich - zamachowcy dżihadu
    to ludzie którzy święcie wierzą, że zabijanie niewiernych jest dobrei zapewni
    im życie w raju. Wmawiano im to od dziecka więc oni poprostu nie mogą inaczej.

    Zamiast pogardzać wierzącymi, lepiej z nimi rozmawiać. Po za tym jest też
    niewielka grupa wierzących którzy potrafią zdystansować się od tebu i dogmatów
    religii - oni wierzą w pełni świadomie - z nimi rozmowa jest najbardziej owocna
    (Oczywiście ich wyznanie zwykle nie posiada nazwya a już napewno, nie
    kwalifikuje się jako katolicyzm).
  • a_weasley 17.06.06, 10:56
    lena_ziemkiewicz napisała:

    > Niestety, muszę to przyznać: pogardzam wierzącymi. Chodzi o wszystkie
    > religie, a zwłaszcza katolicyzm i islam. Mam ochotę uderzyć katoli z Pisu,
    > zabić muzułmanów pasożytujących i grożących Europie. Śmieszą mnie żydowskie
    > zabobony, koszerność. Bawi buddyzm, hinduzim, satanizm. Nie mogę po prostu
    > znieść ich zaślepienia, głupoty, czołobitności. Nie mogę ich szanować.

    I taki rynsztok wisi sobie na forum, którego twórca ma czelność utrzymywać w
    witrynie napis:

    > Aha, niewierzący i antyklerykałowie zazwyczaj NIE NAPADAJĄ I
    > NIE OBRAŻAJĄ wierzących i klerykałów na tym forum.
  • nelsonek 25.06.06, 05:30
    A pomijajac te wszystkie dywagacje (o obrazaniubadz nie): gosciu czytac pewnie
    umie, ale nie rozumie czytanego tekstu. I tutaj lezy problem.

    --
    Visca el Barça
    Forum o piłce
    Wszystko płynie jak powiedział Pan Tarej! smile
  • adam81w 17.06.06, 16:58
    Czesto to nie wina ludzi ze sa religijni . taka moja mala rada.
  • tessa18 17.06.06, 18:25
    To że pogardzasz ludżmi a nie ich czynami żle o tobie świadczy.W czym ty jesteś
    od nich lepsza?
    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=13190
  • draculla3 18.06.06, 07:45
    Nie pogardzam ludżmi,za to,że mają inne poglądy na temat wiary i życia po
    śmierci.
    Już o tym mówiłem......kościół bezlitośnie wykorzystuje ludzki egoizm
    do życia wiecznego.....tak, bo to egoizm...życie wieczne-człowiek tak siebie
    kocha,że nie umie sobie wyobrazić,że po śmierci nie ma już życia...on chce
    wierzyć,że będzie żył wiecznie.....dlatego kościół daje mu glejt/bez pokrycia/
    na życie wieczne każe tylko spłacać raty poprzez uczestnictwo w życiu kościoła.

    Pogardzam zbrodnią,kłamstwem,hipokryzją,zakłamaniem oraz kościołem jako
    instytucją,która wszystkie te wady realizuje od dawna.

    Człowiekiem nie pogardzam,gdyż jestem jednym z nich,choć często w swoim
    życiu doznałem pogardy od ludzi wierzących nie zamierzam im się rewanżować.



    --
    Kto nie umie myśleć, jest głupcem.
    Kto nie ma odwagi myśleć, jest tchórzem.
    Kto może, a nie chce myśleć, jest niewolnikiem.
  • antixionc 18.06.06, 01:21
    No nie przesadzaj Lena, czy wiara religijna jest jedynym kryterium wg którego
    osądzasz innych ludzi?! Czy jak ktoś wierzy w Boga/bogów jest u ciebie
    natychmiast skreślony, mimo tego że jest np. miłym człowiekiem czy dobrym
    przyjacielem?! Jak kogoś poznaję, to nie pytam czy jest to człowiek wierzący w
    Boga/bogów tylko lubię/nie lubię go za to jaki jest w stosunku do innych ludzi,
    jak się do nich odnosi... Wiesz moi rodzice są katolikami, moja siostra
    (szwagier, siostrzenice) są Swiadkami Jehowy, mój mąż jest chrześcijaninem
    (własnego wyznaniawink) a ja jestem ateistą i wszyscy bez żadnych problemów się
    dogadujemy ze sobąsmile Nie ma żadnego konfliktu między nami na tle religijnym, bo
    każdy z nas szanuje uczucia drugiej osoby i nie próbuje nic drugiemu narzucać.
    Jest oczywiście nieraz dyskusja (całkiem spokojna) ale nie ma pogardy i agresji.
    Jeśli już oceniam, to tylko i wyłącznie dany system religijny, wierzenia i
    zwyczaje z tym związane a nie ludzi.
    --
    Dlaczego upadamy? Żebyśmy nauczyli się wstawaćsmile
  • nauma 18.06.06, 02:09
    Jako ateista muszę z bólem serca stwierdzić, że pogardzam takimi ludźmi jak
    autorka wątku... Choćby dlatego, że chamsko wypowiedziała się m.in. pod adresem
    jednego z najwspanialszych ludzi na świecie, jakich znam, czyli mojego ojca,
    praktykującego katolika.
    Puknij się w czoło, kobieto; właśnie przez takie słowa powstają stereotypy
    ateisty-głupola...
    --
    posłuchaj koloru swoich snów (The Beatles "Tomorrow Never Knows")
    Naumachia - (2006.06.15) "ZOSTAŁEMOJCEM!!!"
    NaumEroticon
  • bedezet 18.06.06, 21:31
    glownie problem nie polega na tym czy ktoś wierzy w bozie czy w wielką zieloną skarpetke, tylko czy narzuca swoje przekonania innym.


    oczywiscie slepe wyznawanie tzw. religii, zgodnie z ktora kobieta to stworzenie nieczyste, itd, jest głupotą kompletną. unikałbym jednak sformułowań typu gardzę, do momentu oczywiscie kiedy inkryminowany wyznawca nie probuje mi swojej wiary narzucic. zgadzam sie z przedmowca, iz takie generalne agresywne poglady powoduja powstawanie negatywnych stereotypow wobec nas, ateistow.

    pozdrawiam
    ateista
  • rkcb 18.06.06, 23:59
    Bo ci wierzący co nie chcą lub nie potrafią zastanowić nad własną wiarą, jej
    dogmatami i zrozumieć, że to wszystko oszustwo wymyślone po to, aby grupki ludzi
    mogły wygodnie żyć są godni litości. Oczywiście ci co działają po to, żeby
    zdobyć jak najwięcej "owieczek do strzyżenia" jak JPII, BXVI, Al Zarkawi, Osama
    Bin Laden i cała reszta tych co chcieli by narzucić światu swój sposób myślenia
    są godni pogardy, jak wszyscy dyktatorzy.
    --
    ramoneska.blox.pl/html
  • crazy.berserker 19.06.06, 14:48
    Jestem osobą wierzacą, rozumiem że mną gardzisz. Czy ja gardze tobą? - w tej
    chwili rządzą mna silne uczucia - (wk...wiona jestem na ciebie za ten post) - i
    chyba tak, gardzę za glupotę wpisu. No i super - gardzimy soba nawzajem, o to
    chodziło?
  • kaptur_mnicha 19.06.06, 16:02
    Racje ma nauma kilka postow wyzej. Pani leno, pani szczery wypowiedzi sa dla
    mnie cenna lekcja. Radzilby nie poprzestac tylko na pogardzie.
  • lena_ziemkiewicz 19.06.06, 20:40
    Czy jako katoliczka nie powinnaś nadstawić drugiego policzka i kochać mnie
    jeszcze bardziej?


    --
    "Chrześcijaństwo to religia sprzeczności, zatajeń i fałszu".

    /kard. Stanisław Dziwisz/
  • crazy.berserker 20.06.06, 11:25
    lena_ziemkiewicz napisała:

    > Czy jako katoliczka nie powinnaś nadstawić drugiego policzka i kochać mnie
    > jeszcze bardziej?

    Leno - właśnie odmówiłas mi prawa odczuwania emocji i odczłowieczyłaś. Bo tak
    się składa że pogardzani przez ciebie katole tez się wkurzają i odczuwają
    negatywne emocje. A żeby było ciekawiej - nie-katole mają tak samo.
  • v0lrath 19.06.06, 22:19
    Szczerze powiedziawszy to wkurzyłaś mnie takim postem.

    Bo oznacza on także pogardę dla wielu blikich mi osób, a szczególnie dla osoby
    mi najbliższej.

    Ale z drugiej strony taką pogardą pokazujesz jedynie swój poziom - w sumie to
    Twoja sprawa. Choć wątpię czy jest się czym chwalić.

    --
    [VOLRATH.PL]
  • wcalenietakimaly 20.06.06, 05:00
    lena nie dba o poziomy. Dlatego wyraznie "doluje" to forum. No ale to juz
    zmatrwienie administratora.
  • gemini14 20.06.06, 10:15
    czyli wszystkimi ludzmi,bo każdy w coś tam sobie wierzy?
  • draculla3 20.06.06, 15:14
    facet123 napisał:

    > Prezentując takie stanowisko tylko pogłębiasz konfilkt między teistami i
    > ateistami. W ten sposób różni przywódcy religijni jak rydzyk mogą wykorzystywać
    >
    > twoje stanowisko do tego aby podburzać wiernych przciw tobie i zamieniać ich
    > wiarę (często wynikającą ze słabego wykształcenia, lub narzuconą przez
    > rodziców) w ziejącą chęć dżi-hadu.
    >
    > Z obserwacji naszego świata chyba jasno wynika, że większość ludzi ma problem z
    >
    > odróżnieniem prawdy od fikcji oraz tego co jest dla nich dobre od tego co złe.
    > To, że ktoś ztaje się religijnym fundamentalistą to nie jest zwykle jego wina -
    >
    > jest to efekt indoktrynacji i działalności kilku oszołomów. Jeżeli chcesz z tym
    >
    > walczyć, to napewno takim stanowiskiem nic nie osiągniesz, a możesz nawet
    > zaszkodzić sprawie.
    >




    Odpowiedz mi proszę na proste pytanie.... Co to jest prawda ?




    --
    Kto nie umie myśleć, jest głupcem.
    Kto nie ma odwagi myśleć, jest tchórzem.
    Kto może, a nie chce myśleć, jest niewolnikiem.
  • facet123 20.06.06, 21:50
    > Odpowiedz mi proszę na proste pytanie.... Co to jest prawda ?

    Faktycznie, może lepiej nie używać tego "śliskiego" terminu. W takim razie ujmę
    to tak:
    Z obserwacji naszego świata chyba jasno wynika, że większość ludzi ma problem z
    odróżnieniem rzeczywistości od fikcji oraz tego co jest dla nich dobre od tego
    co złe.

  • kociak40 20.06.06, 23:24
    ""> Odpowiedz mi proszę na proste pytanie.... Co to jest prawda ?"" - draculla3

    Na to pytanie jeszcze nikt nie odpowiedział, w formie ograniczonej tak, ale jako
    pojęcie ogólne, nie. Takie pytanie zadał Poncjusz Piłat Jezusowi, nie uzyskał
    odpowiedzi, bo nie mogło być. Tak jak nie ma odpowiedzi (też na proste pytanie)
    - co to jest czas? Już w starożytności najwięksi mędrcy zastanawiali się nad
    tym, a nawet myśleli przez całe życie (św. Augustyn). Właśnie św. Augustyn
    podał jakby najlepsze określenie tego pojęcia - co to jest czas?
    "Jak nikt mnie się o to nie pyta, to zdaje mi się, że wiem, ale jak dostanę to
    pytanie, to nie wiem".
  • kociak40 22.06.06, 01:51
    ""> Odpowiedz mi proszę na proste pytanie.... Co to jest prawda ?"" - draculla3

    Jest jedno pewne, prawda chodzi o kulach, bardzo wolno.
  • grgkh 22.06.06, 02:43
    draculla3 napisał:

    > Odpowiedz mi proszę na proste pytanie.... Co to jest prawda ?

    Ależ je nie widzę żadnego problemu w określeniu, czym jest prawda. wink

    Zacznę jednak - dla uproszczenia - od tyłu. Co nie jest prawdą? Nie jest nią
    wszystko to, co jest sprzeczne z tym, co wcześniej za prawdziwe uznaliśmy. I to
    jest fałszem. Wszystko, co zostaje po oddzieleniu fałszu, jest prawdą. Prawda
    nie istnieje na zawsze, bo gdy poszerzymy zasoby wiedzy, okazać się może, że
    niektóre tezy, dotąd uważane za prawdziwe, stają się fałszywe. I taka postawa
    jest racjonalizmem, przeciwieństwem dogmatyzmu, który nie pozwala jakiejś tezy
    przekwalifikowywać do grupy fałszywych. Racjonalizm prowadzić musi do spójnej
    wizji świata, w której nie ma miejsca na żadne fałsze i sprzeczności, a w
    prostej konsekwencji powinien także prowadzić do pozbawionej zakłamania
    moralności. I dlatego wszystkie religie są potencjalnym źródłem zła.
  • kociak40 22.06.06, 10:32
    grgkh napisał:

    > draculla3 napisał:
    >
    > > Odpowiedz mi proszę na proste pytanie.... Co to jest prawda ?
    >
    > Ależ je nie widzę żadnego problemu w określeniu, czym jest prawda. wink
    >
    Zbyszku!
    Że Ty nie widzisz problemu, nie świadczy to, że go nie ma. Może tylko świadczyć
    o twoim dobrym samopoczuciu. Wejdz na stronę 736 w 4 tomowej Encyklopedii
    Powszechnej PWN i tam ujrzysz hasło - "prawda" oraz kilkanaście szpalt
    dotyczące próby wyjaśnienia tego pojęcia i to też, bez jednoznaczności i
    większych efektów. Dobre samopoczucie to cenna rzecz.
  • grgkh 22.06.06, 14:41
    kociak40 napisał:

    > grgkh napisał:
    >
    > > draculla3 napisał:
    > >
    > > > Odpowiedz mi proszę na proste pytanie....
    > > > Co to jest prawda ?

    > > Ależ je nie widzę żadnego problemu w określeniu,
    > > czym jest prawda. wink

    > Zbyszku!
    > Że Ty nie widzisz problemu, nie świadczy to,
    > że go nie ma. Może tylko świadczyć o twoim
    > dobrym samopoczuciu. Wejdz na stronę 736
    > w 4 tomowej Encyklopedii Powszechnej PWN
    > i tam ujrzysz hasło - "prawda" oraz kilkanaście
    > szpalt dotyczące próby wyjaśnienia tego pojęcia
    > i to też, bez jednoznaczności i większych efektów.

    Andrzeju, olewam wszystkie encyklopedie świata. smile

    Nie dlatego, że jestem zarozumiały, ale dlatego, że moje poglądy tylko ja składam w całość.

    Encyklopedia zbiera dane historyczne i dotyczące różnych aspektów danego pojęcia. Filozofia jest "nauką", która też, od tysięcy lat szuka różnych sensów. Nie oznacza to, że wszystko, o czym rozprawia ma sens. wink Więcej, prawie wszystko, czym się zajmuje jest bez sensu, bo prawie zawsze służy uzasadnianiu prawdziwości dogmatów. Ale jest częścią dorobku kulturalnego ludzkości. Dzięki temu, że tyle ludzi się nią zajmowało, wiemy "jak się mylili". To jest bardzo cenna wiedza, wiedza o błądzeniu w poszukiwaniu prawdy. I dlatego ja, jako wielki miłośnik matematyki i logiki, wiem na czym polega prawda. Definicja wynikająca z tej podstawowej dla wszystkiego, co jest na tym świecie, nauki jest jedyna... prawdziwa. wink A wszystko, co zawiera encyklopedia to... także i filozofia. Nie będę z podanych tam definicji cedził niczego, bo po co, jeśli one niczego wartościowego nie wnoszą, a nie podważają tej definicji pierwotnej.

    > Dobre samopoczucie to cenna rzecz.

    Tak, cenna. smile
    Andrzeju, po to by być pewnym wniosków, trzeba mieć "dobry" zestaw założeń. Ja swoje założenia wziąłem od innych (są starannie wybrane), przemyślałem i wciąż testuję. Narazie wszystko jest OK. wink

    Pozdrawiam Cię.
  • kociak40 22.06.06, 23:48
    grgkh napisał:

    > Andrzeju, olewam wszystkie encyklopedie świata. smile
    >
    > Nie dlatego, że jestem zarozumiały, ale dlatego, że moje poglądy tylko ja
    skład
    > am w całość.
    >
    > Andrzeju, po to by być pewnym wniosków, trzeba mieć "dobry" zestaw założeń.
    Ja
    > swoje założenia wziąłem od innych (są starannie wybrane), przemyślałem i
    wciąż
    > testuję. Narazie wszystko jest OK. wink
    >
    > Pozdrawiam Cię.

    Zbyszku!
    Jestem pełen zachwytu, naprawdę, bardzo dobrze. Może pójdziesz "za ciosem"
    i spróbujesz zdefiniować - "co to jest czas?". Przynajmniej spróbuj.
    Podam Ci tylko aktualne twierdzenie fizyczne, co na ten termin aktualnie mówi
    nauka.
    "Nie wiemy co to jest czas. Umiemy go tylko w pewnych przedziałach mierzyć".

    Pozdrawiam
  • grgkh 23.06.06, 02:42
    Czas...

    Najpierw założenia. Wszechświat jest tylko informacją. Być może jest to coś w
    rodzaju macierzy liczbowej podlegającej przetwarzaniu przez jakiś algorytm. W
    tym krokowym (skwantowanym) przeliczaniu uczestniczy tyle współoddziałujących
    na siebie elementów, ile znajduje się w danym kroku wewnątrz horyzontu
    (odległości) wytyczonego przez cztery podstawowe oddziaływania znane fizyce.
    Każde przeliczenie, ale niekoniecznie związane ze zmianą (!), skutkuje pewnym
    stanem informacyjnym o tej zmienności. Zrozumiałe jest, że obejmuje on coś w
    rodzaju jednego kroku wstecz, ale nigdy w przód, bo to, co jest dane, co było
    wcześniej, jest przeszłością i nie może być nazywane ani traktowane jako
    przyszłość. Dlatego też można coś powiedzieć, choć czasem niezbyt dokładnie, o
    przeszłości, ale nigdy na pewno o przyszłości (do tego wrócę później).

    Czym jest teraźniejszość (bo ona jest kluczem do rozumienia czasu)? Opiera się
    ona na historii. Jest jej skutkiem. Musi mieć również taką pojemność
    informacyjną, by mogła być podstawą do wygenerowania następnego stanu.

    Widać z tego jeszcze jedną cechę tej wszechświatowej macierzy: istnienie
    wycinków opisów jej najmniejszych elementów składowych, które stanowią pewną
    całość, integralny blok informacyjny. Ta właściwość przenosi się na wyższe
    poziomy organizacji. Gdy ryby pływają ławicą, to zachowuje się ta ławica jak
    jednolity obiekt. Gdy biosfera ziemska podlega wpływom zewnętrznym, to mimo
    swej różnorodności zachowuje się jak jeden organizm. Gdy pojedyńcze komórki
    naszego mózgu przetwarzają (według możliwości określonych genetycznym
    algorytmem wytestowanym ewolucyjnie) dane, w nieświadomości u każdej z nich, to
    suma działającej (!) struktury sieci neuronowej, daje opis modelu
    informacyjnego, który możemy czuć jako myśl, złożenie informacji elementarnych.
    I znów jest to samo - przeszłość, która jest źródłem tych informacji
    elementarnych, zebranych w blok informacyjny stanowi pewien model. Dokładnie
    tak samo, jak dla całego Wszechświata.

    Czym więc jest czas?

    Ciągiem wynikających z siebie, kolejnych stanów zawierających pewną informację
    o przeszłości.

    A my? Nasza świadomość?

    Najprościej można by przyjąć, że każdy z kwantów czasu istnieje niezależnie.
    Nie ma pomiędzy nimi niczego, co je wiąże ze sobą, poza algorytmem, fizyką,
    która je generuje. Każdy jest jednocześnie całym Wszechświatem, ale ma w sobie
    podzbiory, które są obiektami wyodrębnionymi, jak nasza świadomość. To dzięki
    niej "widzimy", że takie wyodrębnienie zachodzi. A więc...? Równie dobrze,
    wszystko, co z naszego poziomu percepcji dostrzegamy jako jakieś obiekty, jest
    modelami fragmentów całości Wszechświata.
    Dopiero powtarzalność struktur, jakieś nakładanie się oddziaływań, fal,
    skutkuje modelami pozwalającymi na zaistnienie coraz wyższych poziomów
    organizacji - od strun (?), przez kwarki, cząstki elementarne, atomy, mgławice
    i to, co z nich się organizuje, a więc i nasza biologia i w niej zawarta myśl,
    która jest możliwa, bo istnieje to wszystko, co do sieci neuronów z zawartą w
    niej informacją jest potrzebne.

    Być może właśnie ta chwila, dokładnie teraz smile, istnieje wciąż, a my tkwimy w
    niej zamrożeni z całym Wszechświatem... Bo jeśli nie jest nigdzie zapisana, to
    dlaczego miałaby być wymazana? Tak samo jest z chwilami przyszłymi. Też pewnie
    istnieją, muszą istnieć, bo na zewnątrz Wszechświata nie ma jego czasu. Jest
    tylko algorytm, fizyka i nieskończony ciąg, jak ciąg liczb naturalnych
    tworzonych jedna z drugiej, ale każda wie tylko skąd pochodzi, od poprzedniej,
    a o następnej jeszcze nie wie, bo taka jest reguła łącząca je ze sobą.

    Czas jest względny także i dla myśli. Jazda samochodem z różną szybkością
    skutkuje oswojeniem się z tą wyższą i z perspektywy tak wyrobionego myślenia i
    przetwarzania danych jest zupełnie inna niż wtedy, gdy zaczynamy doświadczenia
    z poruszaniem się. Jest względny także i wtedy, gdy monotonia wydarzeń
    powtarzalnych przestaje zapisywać nowe tło, nowe odniesienie dla bieżącego
    upływu czasu naszego życia w pamięci-magazynie naszego mózgu.

    No i tyle na temat czasu, bo... późno się zrobiło. smile Podobało Ci się?
  • kociak40 23.06.06, 22:54
    Podoba mi się, przeczytałem to kilka razy, nie wszystko rozumiem, raczej ogólny
    zarys. Wszystko to, o czym piszesz, wynika z niezmiernej logiczności, jedno
    zazębia się z drugim aby tworzyć dalszy ciąg. Nie jest to możliwe w chaosie, w
    przypadku, kiedy jedno nie daje czegoś zamierzonego w przewidywaniu dalszych
    skutków. Ty przyjmujesz jednak, że dzieje się to bez ingerencji, samo z siebie
    się tak układa, mnie jednak trudno w to uwierzyć.
  • grgkh 24.06.06, 01:47
    Powinienem pewnie kiedyś w końcu przemyśleć to w szczegółach, porobić sobie
    jakieś notatki, a potem na dłużej przysiąść i uporządkować to wszystko, a nie
    za każdym razem od nowa kombinować, jak o tym pisać. Ale jest też i plus tej
    niewygody - przybywa mi trochę wiedzy, a ta która jest układa się w pewien
    porządek. wink Tymczasem jednak wciąż poruszam się na granicy intuicji, bardziej
    wewnątrz podświadomości, niż samej elegancko sformułowanej i dopracowanej
    teorii. Zadowala mnie fakt, że jest tak cudownie prosta i piękna, jak
    niewiarygodne cuda, które można zobaczyć w samej matematyce.

    Nie mogłem się nadziwić kiedyś, że w trójkącie prostokątnym, tym jednym,
    jedynym, szczególnym o kątach 30 i 60 stopni, boki są akurat w proporcji 3:4:5,
    a te kąty to 1/3 i 2/3 kąta prostego.

    Jeśli założymy istnienie płaszczyzny o określonych właściwościach, to ten
    związek musi być prawdziwy "zawsze", a to "zawsze" jest "zewnętrzne", a
    właściwie ukryte w założeniach. I z tego wynika wszystko, aż do
    nieskończoności...

    Magia prostych, małych liczb i dziwnych związków między nimi. Ale sprawa jest
    nie w liczbach, lecz właśnie w tych związkach. To definicje, a programistycznie
    patrząc na to - algorytmy, decydują o "rozwoju" sytuacji. Rozwoju... smile W
    zmienności powstają światy wybiegające od początku do nieskończoności. Każdy
    etap wyliczenia stanu JEST. Nie powstaje wtedy, gdy my sobie tego życzymy, gdy
    to liczymy, lecz JEST OD RAZU, w momencie określenia założeń.

    > Ty przyjmujesz jednak, że dzieje się to bez ingerencji,
    > samo z siebie się tak układa,
    > mnie jednak trudno w to uwierzyć.

    A co myślisz o powyższym przykładzie? Przecież to nie my, ludzie wymyśliliśmy
    matematykę, bo ona istniała sama w sobie. Czy potrzebowała jakiegoś komputera?
    Mózgu? Materii albo energii?

    No tak... Jeśli masz dwie masy i oddziałowują one na siebie, to czy dzieje się
    to "samo", czy za przyczyną jakiegoś zewnętrznego (dla nich) działania? I nie
    ma wyróżnionego centrum oddziaływania, bo wszystkie elementy mikroświata
    działają na siebie wzajemnie: A na B, ale i B na A. Tylko ten pozór przestrzeni
    powoduje, że zagęszczają się one lub rozrzedzają w niej i skala oddziaływań się
    kumuluje lub rozmywa. Jeśli przyjąć, że przestrzeń jest parametrem wiążącym
    elementy mikroświata, to okazuje się ona iluzją, ale ta iluzja jest doskonała,
    bo nic jej nie zaburza.

    W naszym świecie wszystko daje się sprowadzić do wartości, do informacji,
    wszystko tylko nimi jest. Powiązanie pomiędzy poszczególnymi stanami, pomiędzy
    tymi kwantami czasu, jest bardziej złożone niż w przypadku prostego ciągu liczb
    naturalnych, ale wystarczy, by zaistniał (a przecież zaistniał, bo go od środka
    widzimy) odpowiedni algorytm, a zdarzy się w nim i Wielki Wybuch, i my z
    naszymi próbami poznania, jak to wszystko działa. Magia prostych związków i
    magia wygenerowanego z nich Wszechświata, który musiał powstać, w którym nie ma
    miejsca na przypadek, bo przypadek jest czymś zewnętrznym, a Wszechświat jest
    zamknięty sam dla siebie i określony do najdrobniejszego szczegółu. Ale to już
    jest konsekwencja, wniosek, a choć takich konsekwencji jest więcej, to już inny
    temat. wink

    Jeśli chcesz, pytaj o szczegóły. wink
  • rkcb 24.06.06, 22:12
    Jak powołujesz się na przykłady matematyczne to bądź łaskaw sprawdzić CO piszesz!!
    Trójkąt prostokątny o bokach 3:4:5 nie ma kontów 30 i 60 stopni tylko ok. 37 i
    53 stopi. Można to sprawdzić w dowolnym podręczniku matematyki, choćby na
    podstawie wartości funkcji sinus. Dla przypomnienia sinus 30 stopni = 0,5, a dla
    trójkąta o bokach 3:4:5 sinus mniejszego kąta to 0,6. C.B.D.U.
    --
    ramoneska.blox.pl/html
  • kociak40 24.06.06, 22:37
    Oczywiście, trójkąt o bokach 3:4:5 ma inne kąty niż 30 i 60. Zachwyt był
    przedwczesny. Takie boki kiedyś służyły do wyznaczania kąta 90 przez stolarzy
    i nie tylko. Jeszcze lepiej jest wiedzieć ile jest pierwiastek z 2. Ta wartość
    wyznaczona przez Pitagorasa stanowiła tajemnicę. Każdy z jego uczniów musiał
    przysięgać, że nie zdradzi tej wartości. Chodziło o to, że znając wartość
    pierwiastka z 2, można wyznaczać kąt prosty z dowolnej długości "a". Po
    zaznaczeniu takiej linii, z jednej strony zakreślamy łuk tą długością "a", z
    dugiej strony pierwiastek z 2 x "a" i mamy wyznaczony dokładnie (jak dokładnie
    wyznaczymy wartość tego pierwiastka) kąt prosty. Znajomość tego w tamtych
    czasach pozwalała dostanio sobie żyć.
  • grgkh 25.06.06, 16:10
    rkcb napisał:

    > Jak powołujesz się na przykłady matematyczne to
    > bądź łaskaw sprawdzić CO piszesz!!
    > Trójkąt prostokątny o bokach 3:4:5 nie ma kontów 30 i 60
    > stopni tylko ok. 37 i 53 stopi. Można to sprawdzić w dowolnym
    > podręczniku matematyki, choćby na podstawie wartości funkcji sinus.
    > Dla przypomnienia sinus 30 stopni = 0,5, a dla
    > trójkąta o bokach 3:4:5 sinus mniejszego kąta to 0,6. C.B.D.U.

    Ja też nie znoszę ignorancji wink. Na swoje usprawiedliwienie mam późną porę i to, że tak naprawdę myślałem o samej idei, a przykład wytrząsnąłem "z rękawa" nie zastanawiając się, czy aby nie ma w nim błędu... Zdarza się błądzić i mnie też wink. Oczywiście nie muszę zaglądać do żadnego źródła, bo sinus(30ºwink= 1/2=0,5, a sinus tamtego kąta to 3/5=0,6 i różnicę widać gołym okiem. Arcsin(0,6)≈37º

    Nie zmienia to wagi tezy, którą wysunąłem. A z tamtego przykładu ocalała główna właściwość, która jest widoczna nawet dla laików w przedmiocie matematyki: trzy kolejne, małe, niemal najmniejsze liczby: 3, 4 i 5 tworzą trójkąt w kątem prostym, który to kąt jest 1/4 kąta pełnego, a więc niemal "boska miłość" wink tych, trzech kolejnych liczb do siebie.

    Ułamek okresowy 1/7, 2/7, 3/7, 4/7, 5/7, 6/7 w układzie dziesiętnym zawiera te same cyfry (142857), (285714), (428571), (571428), (714285), (857142)...

    Ciąg kwadratów tworzony przez wstawianie dwóch cyfr (48):
    49=7²
    4489=67²
    444889=667²
    44448889=6667²
    itd...

    Całki funkcji (1/x) podnoszonej do różnych potęg, dla tej jednej szczególnej potęgi równej 1 dają powiązanie z jedną, wyróżnionę przez algebrę podstawą logarytmu naturalnego e=2,718281828...

    Podobne cuda dzieją się w muzyce. Harmonia, ta najprostsza, opiera się podziale logarytmicznym skali dźwiękowej na 12 (chromatycznych) części, bo 12 zawiera w sobie dzielniki 1,2,3 i 4, a potem na nich, w sposób który ludzkie ucho najłatwiej rozróżnia, a mózg akceptuje zbudowana jest skala o siedmiu stopniach i ósmym (oktawa) powtórzonym. I znów przyczyna jest ta sama. Skala uproszczona - pentatonika, bardziej złożona siedmiostopniowa - liczby pierwsze uzupełniające ciąg naturalny... Proste manipulacje na prostych i małych liczbach (wartościach) dają ogromne bogactwo... harmonii.

    Przyroda żywa posługuje się "złotym podziałem (a=b+c, a:b=b:c) i strukturami fraktalnymi, bo wynika to z powtarzania tego samego, bardzo prostego, elementarnego podprogramu na różnych, kolejnych piętrach tworzenia. A nasze odczuwanie piękna, to nic innego jak odnajdowanie w chaosie doznań tych prostych struktur i zależności.

    Cały Wszechświat, wszystkie prawa fizyki, wynikają z matematyki, a właśnie dzięki jej "cudownym" możliwościom, ogromnej ilości "wysp harmonii" możliwe jest istnienie tego, co nas otacza.

    Sieć neuronowa naszego mózgu, tylko i właśnie dlatego "widzi" świat, bo jest możliwe jego wymodelowanie, niejako odtworzenie wzorca w sieci wejście (prosty impuls), wyjście (model, informacja złożona, jak bajt z bitów lub liczba z cyfr). A przecież, tak naprawdę, to nie ma niczego poza tym wejściem i strukturą, która powstaje wynikowo, jako przetworzenie w najprostszych operacjach (logicznych - tak/nie, prawda/fałsz, 0/1). Widząc narysowane kółko, czy to kilkoma kropkami czy "linią ciągłą" wink, małe czy duże, dokładniejsze czy pokrzywione, w mózgu przyrównujemy je do wzorca matematycznego i jest ono zawsze tym samym obiektem matematycznym...

    Przykładów "cudów matematycznych" można znaleźć całe mrowie, to są przypadki szczególne, istniejące obiektywnie. Nie jest możliwe, by ich nie było i nie ma żadnej potrzeby ich "odkrywania", wyciągania z niebytu, chyba, że dla ludzkiej ciekawości, ale to już jest tylko poznawanie istniejącego. Dlatego nie jest możliwe, by nie było naszego świata, który z tego tylko wynika.

    Również, ale tego nie jestem już tak bardzo pewien wink... Nie jest możliwa inna historia tego świata - w tym miejscu, w którym teraz jesteśmy, bo zadanie matematyczne Wszechświat ma tylko jedno rozwiązanie widziane od środka, z naszego miejsca, z jednego "kwantu czasu", a przeszłość, z której wyniknie przyszłość, nie ma alternatywy. Ta niepewność wynika z nieznajomości warunków początkowych Wszechświata, poziomu zerowego. Inna możliwość to nieskończona w swej ilości mnogość wersji rozgałęziających się w każdym miejscu, w którym można przyjąć alternatywę...

    Itd...
  • kociak40 26.06.06, 23:27
    ""Całki funkcji (1/x) podnoszonej do różnych potęg, dla tej jednej szczególnej
    potęgi równej 1 dają powiązanie z jedną, wyróżnionę
    przez algebrę podstawą logarytmu naturalnego e=2,718281828..."" -grgkh

    Wartość liczby e - podstawy logarytmu naturalnego wylicza się:
    lim=(1 + 1/n)do potęgi n gdzie n dąży do nieskończoności.
    Całka dx/x = ln|x|
  • maniek.27 20.06.06, 23:34
    ...chyba ci chłopa braksmile.
  • truscaveczka 21.06.06, 08:14
    Maniuś, to nie jest dobry argument. Równie dobrze mógłbyś napisać, że Lenka ma
    napięcie przedmiesiączkowe, owulację, okres, przechodzi menopauzę, jej mąż
    uciekł z jej przyjaciółką czy coś w tym stylu.
    A to tylko trollka smile
    --
    Czy wśród 38 mln Polaków nie dało się znaleźć 11, którzy umieją grać w piłkę?

    Linux forever
  • zloty_delfin 21.06.06, 12:26
    Czym tu się właściwie oburzać? Jedna jedyna z tego kółka wzajemnej adoracji.
    która postawiła sprawę uczciwie.
    --
    Honeste vivere, alterum non laedere, suum cuique tribuere.
  • the_dzidka 24.06.06, 21:15
    > Czym tu się właściwie oburzać? Jedna jedyna z tego kółka wzajemnej adoracji.
    > która postawiła sprawę uczciwie.

    Co masz na myśli? Jaką sprawę postawiła uczciwie, i dlaczego uczciwie?
    Że niby niewierzący, racjonaliści pogardzają wierzącymi, tylko się do tego nie
    przyznają?
    Kurczę, no to dziwne, bo ja nie pogardzam wierzącymi (pomijając oczywiście
    skrajne oszołomstwo), co najwyżej mogą wzbudzać we mnie zdziwienie i
    rozbawienie (jak to możliwe, żeby wykształcony, dorosły człowiek wierzył w
    niepokalane poczęcie, w zmartwychwstanie, w to, że "Syn Boży stał się
    człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia" , żeby dorosły
    wykształcony człowiek nie dostrzegał kompletnego braku logiki w tych
    wierzeniach i brał je za dobrą monetę?). Ale od zdziwienia i rozbawienia do
    pogardy daleka droga...
    A Lena robi nam niestety bardzo złą prasę. Bo Lena niczym nie różni się od Ojca
    Dyrektora: tak jak on, Lena ma klapki na oczach, przekręca fakty i "manipuluje"
    (ulubione słowo i obsesja Ojdyra). Ot, tak jak chociażby ze swoja sygnaturka,
    która - wg Leny - jest CYTATEM słów abepa Dziwisza, a de facto jest
    przekręceniem jego słów. Ktoś, kto przekręca cytaty i podaje swoją wersję jako
    oryginał, w żadnym stopniu nie może być wiarygodny.

    --
    Dzidka

    Zwizytuj krze
  • maniek.27 26.06.06, 00:15
    Najważniejsze jest szanować światopoglad innych. Nie potrafię zrozumieć
    wyśmiewania innych. Ja szanuję wasze poglądy i Wy szanujcie moje. I to
    wystarczy!

    Przyznaję Ci rację że Lencia robi wam złą robotę. Dlatego należy traktować ją
    indywidualniewink
  • bruner4 24.06.06, 23:46
    a może Tobie chłopa brak? smile
  • kapitan.kirk 22.06.06, 10:48
    > Ale co z tego wynika dla nas wszystkich, skoro nas o tym zawiadamiasz?

    Generalnie nic oczywiście, ale akurat jest to dość symptomatyczne - istnieje
    nader wielka grupa ludzi wierzących (niezależnie od tego czy w Boga, czy w
    ateizm), którzy znieść nie mogą faktu, że innych nic nie obchodzi w co oni sobie
    wierzą lub nie - dlatego uważają za stosowne podkreslać swoje poglądy na każdym
    kroku i przy każdej okazji, jak też bez okazji wink
    Pzdr

    --
    A poza tym, Kartagina powinna zostać zburzona!
  • 0brzezane_ptaszki 24.06.06, 19:14
    lena_ziemkiewicz napisała:

    > Niestety, muszę to przyznać: pogardzam wierzącymi. Chodzi o wszystkie
    > religie, a zwłaszcza katolicyzm i islam. Mam ochotę uderzyć katoli z Pisu,
    > zabić muzułmanów pasożytujących i grożących Europie. Śmieszą mnie żydowskie

    masz rację, powyrzynać te islamskie świnie... później zabrać się za katoli!!!
  • kociak40 24.06.06, 23:06
    Ja w sprawach religii, polityki, jestem tak neutralny, że nawet robra robię bez
    partii. Denerwuje mnie wyłącznie sam kler. Dla własnych korzyści materialnych i
    własnego wywyższenia, stworzył jakieś ceremoniały, które tylko odciągają ludzi
    od Boga. Zamiast ich celem nadrzędnym być, własne dążenie do "dobra", wchodzą w
    jakieś wielce podejrzane czynności wzięte niejednokrotnie z pogaństwa i
    ciemnoty. Wszystkie te pielgrzymki, chodzenie na kolanach, różańce, modlenie
    się do obrazów itd. ściemniają tylko wiarę i robią ją śmieszną. Mamy dekalog,
    obejmuje on wszystko co do grzechów się zalicza, kler dodatkowo wymyślił siedem
    grzechów głównych - na każdy dzień tygodnia jeden. Jakieś spowiedzi "uszne",
    jakieś wypędzanie diabła wodą święconą, patrole modlitewne, czyściec, pomoc w
    zaświatach za pieniądze i tyle różnych głupot, że nawet wstyd jest w to
    wchodzić.
  • grgkh 25.06.06, 16:25
    kociak40 napisał:

    > Ja w sprawach religii, polityki, jestem tak neutralny,
    > że nawet robra robię bez partii.

    Zanikła zupełnie i już dawno w mojej okolicy umiejętność robienia partii, nie tylko robra, z wyjątkiem partii politycznych. Piękne to były czasy, gdy można było usiąść do stolika bez dziadka. wink

    A na nietolerancję jedna jest tylko rada, by nie poddawać się frustracji i nienawiści - oświata, bo tylko ona prostuje krzywe myślenie sama z siebie, a wszyscy, którzy jej szukać zaczynają, także i ludzi innych akceptować i kochać poczynają, jako potencjalnych dawców wiedzy. I dlatego za ministra Giertycha zapłacimy bardzo słoną cenę.
  • nelsonek 25.06.06, 05:34
    Widze, ze rosnie nam nowy Hitler. Chce zabijac tylko dlategio, ze ktos jest
    muzulmaninem. Bo niby skad mamy wiedziec ktory muzulmianin zagraza Europie, a
    ktory nie. I dlaczego tylko muzulmanie sa zagrozeniem dla Europy, a
    chrzescijanie juz nie.

    No i co powiesz o zaslepieniu ateizmem? Wszak niektorzy sa nim zaslepieni.
    --
    Visca el Barça
    Forum o piłce
    Wszystko płynie jak powiedział Pan Tarej! smile
  • taus 25.06.06, 12:04
    biedne przeżarte stworzenie nieboże smile
    twoje zachowanie jest takie zydo-chrześcijańskie nienawidzić wszystko co niezgodne z twoim pogladem na swiat smile

    "Nie mogę po prostu znieść ich zaślepienia, głupoty, czołobitności."

    Nie wiem czy zauważyłaś ale sama jesteś zaślepiona. . . nienawiścią, to chyba o groźniejsze niż zaślepienie religijne smile

    na koniec mały cytacik

    "Najkrótsza drogą do zdeprawowania młodzieńca jest nauczenie go kochać bardziej osoby o tych samych poglądach"
    F.Nietzsche

    --
    "Mądrość jest szeptem samotnika z samym sobą pośród gwarnego targowiska."
    F.Nietzsche
    ‹^›..‹crying•_•wink›..‹^›
  • lena_ziemkiewicz 25.06.06, 12:07
    A co mówił Nietzsche o religii, a zwłaszcza katolstwie?


    --
    "Chrześcijaństwo to religia sprzeczności, zatajeń i fałszu".

    /kard. Stanisław Dziwisz/
  • taus 25.06.06, 16:26
    A co Nietzsche mówił o buddyźmie islamie i wierze w ogóle ;>
    I co sądził o zwierzęcej nienawiści, jaką zdaje mi się Ty prezentujesz ;>
    --
    "Mądrość jest szeptem samotnika z samym sobą pośród gwarnego targowiska."
    F.Nietzsche
    ‹^›..‹crying•_•wink›..‹^›
  • taus 25.06.06, 16:34
    nie o religi, tylko o judaizmie i chrześcijaństwie i jego późniejszych mutacjach.

    CZytaj dokładniej co pisze choćby o starych religiach (obecnie wlazonych do 1 worka zwanego pogaństwem), albo zastanów się nad tym ile poświaca miejsca Dionizosowi smile

    On nie gardzi religią i wiarą, on gardzi szczególną odmiana tej 1 i zarzuca współczesnym brak tego 2 czyli wiary.

    --
    "Mądrość jest szeptem samotnika z samym sobą pośród gwarnego targowiska."
    F.Nietzsche
    ‹^›..‹crying•_•wink›..‹^›
  • watanabe.miharu 26.06.06, 23:45
    Lena, ależ mocne słowa.. chyba zdawałaś sobie sprawę, że po tym wszyscy się na
    Ciebie rzucą z pazurami? Jesteś forumową samobójczynią?wink
    Coś mi się nie chce wierzyć, że naprawdę żywisz tyle nienawiści do ponad 90%
    ludzkości..
    --
    "Nie przejmuj się autorytetami. Zawsze znajdą się autorytety głoszące coś
    przeciwnego."
  • kociak40 27.06.06, 00:07
    Lena użyła mocnych słów, bo może czuje jakąś pogardę dla dewotyzmu, dla jawnej
    głupoty. Może to o to chodzi? Jeśli tak, to u mnie jest znacznie gorzej, mnie
    to śmieszy. Chodzę codziennie koło kościoła, który stoi przy samym chodniku,
    jest dość wąsko, a jeszcze postawili pomnik papieża z wysiągniętą ręką. Przy
    tym chodniku, u stóp tego pomnika, stale jakieś dewotki skłądają kwiaty, palą
    znicze. Przyjrzałem się temu pomnikowi i jest on z tworzywa sztucznego koloru
    prawie czarnego. Coś okropnego, tanio wykonany, plastikowy odlew. Ma napis -
    "jestem z wami". Zauważyłem, że na skutek dużych upałów (cały czas na słońcu)
    ta wyciągnięta jego ręka, opuszcza się, będzie niedługo miał ją wyciągniętą jak
    po prośbie (może to zamierzone? będzie wyłudzał datki). Jak przechodzę i widzę
    te dewotki jak się modlą do pomnika, jak palą znicze, jak przeżywają to
    wszystko, to tylko śmiech mnie ogarnia, pogardy nie czuję.
  • watanabe.miharu 27.06.06, 22:35
    kociak40 napisał:

    > Lena użyła mocnych słów, bo może czuje jakąś pogardę dla dewotyzmu, dla jawnej
    > głupoty. Może to o to chodzi? Jeśli tak, to u mnie jest znacznie gorzej, mnie
    > to śmieszy.

    A to tak, ja mam podobnie. Śmieszy mnie przeświadczenie niejednokrotnie
    inteligentnych ludzi o istnieniu jakichś boskich niewidzialnych istot, irytuje
    zaś dewocja i ciasnota niektórych osób. Poniekad trochę mi ich żal, tego ich
    zaślepienia. Mój stosunek do "wierzących" to mieszanka lekkiej irytacji,
    rozbawienia i pobłażliwości. Ale pogarda... nie, raczej nie. Bardziej mi szkoda
    tych wszystkich ludzi.. może choc częśc z nich się "nawróci"smile)

    --
    "Nie przejmuj się autorytetami. Zawsze znajdą się autorytety głoszące coś
    przeciwnego."

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka