Dodaj do ulubionych

Tata w domu

04.02.10, 12:31
Przedruk z Guardiana:

Prawie dwie trzecie ojców chciałoby spędzać mniej czasu w pracy,
a więcej w domu. Dlaczego więc tego nie robią? I co czują ci,
którzy postanowili poświęcić swoją karierę zawodową, by zajmować
się dziećmi?

– Jestem facetem – mówi Tom – więc pracuję. Dlatego nie zajmuję się
dziećmi, a w każdym razie nieczęsto. Opiekuje się nimi moja żona.

37-letni Tom jest jednym z tych niereformowalnych ojców, których
poglądy na życie są sprzeczne z raportem brytyjskiej Komisji
Równości i Praw Człowieka (EHRC to istniejący od 2007 r. specjalny,
niezależny od władz urząd – przyp. FORUM). Według raportu
zatytułowanego „Ojcowie, rodzina i praca” 62 procent ojców uważa,
że powinni przeznaczać więcej czasu na opiekę nad dziećmi.

(...)
– Nie mogę sobie na to pozwolić – tak Tom wyjaśnia, dlaczego nie
spędza więcej czasu z dziećmi. – Sue nie zarobiłaby tyle co ja, nie
stać nas na opiekunkę do dzieci, więc muszę pracować ponad 50
godzin tygodniowo, często przez sześć dni w tygodniu.

Na pytanie, czy kwestie finansowe nie są jednak wymówką, aby nie
zajmować się dziećmi, Tom odpowiada wprost: Na pewno nie chciałbym
wchodzić w ten babski świat i spotykać się z mamusiami na placu
zabaw czy przy porannej kawie. To koszmar.

Lubię być tatą na weekendy, zabierać dzieci na basen i bawić się z
nimi. Poza tym lubię czuć się jak facet, podoba mi się, że to ja
zarabiam na chleb. To mnie kręci.

Jak podaje EHRC, sześciu na dziesięciu ojców pracuje dziś ponad 40
godzin tygodniowo. Niedawno grupa badaczy z Uniwersytetu Brighama
Younga w Utah przeprowadziła sondaż wśród dyrektorów do spraw
zarządzania zasobami ludzkimi w amerykańskich przedsiębiorstwach.
Badano firmy komunalne, które zaoferowały pracownikom elastyczny
czas pracy lub niepełny wymiar godzin. Okazało się, że 64 procent
pytanych oceniało, iż nowy system pracy dobrze wpłynął na morale
zespołu, a 41 procent – że podniosła się również wydajność pracy.

Czy jednak ojcowie naprawdę, tak jak deklarują w sondażach, chcą
skrócić czas pracy, by móc więcej czasu spędzać z dziećmi? –
Owszem – twierdzi Duncan Fisher, założyciel organizacji Fathers
Direct, który zrezygnował z pracy w międzynarodowej firmie, aby
poświęcić się wychowywaniu dwóch córek, i teraz prowadzi stronę
internetową www.dad.info.





Calosc - naprawde warta przeczytania


--
Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
Edytor zaawansowany
  • 04.02.10, 15:06
    Faceci są zbyt szczwani, żeby dać się w kopać w urlopy ojcowskie. Każdy, kto
    miał możliwość porównania pracy zawodowej z pracą w domu, twierdzi, że zawodowa
    jest o niebo lżejsza. A jak do tego dołożymy fakt, że po pracy zarobkowej, nawet
    jak ona trwa 10h to zazwyczaj delikwent odpoczywa kolejne 14h, natomiast praca
    kury domowej nie kończy się nigdy, to już w ogóle nie ma o czym gadać. Nie
    mówiąc o tym, że w przeciwieństwie do pracy zarobkowej, praca domowa jest zawsze
    pracą fizyczną i prawie nigdy nie daje szacunku społecznego.
  • 04.02.10, 15:32
    Moja żona Asia jest DOBROLNIE "kurą domową" z czworgiem dzieci.
    Asia jet Magistrem Biologii. Nie musi sie zrywac o swicie i targac dzieci
    do żlobow i przedszkoli. Spi spokojnie z dziecmi do 9-tej, potem dobre
    sniadanko, potem przez dwie godziny uczy nasze dzieci, potem bawi sie z
    dziecikami, potem czyta kiązki,potem spacer, potem ja wracam, jemy obiad z
    pysznych i zdrowych produktow z dobrej garmazerii, potem idziemy cała
    rodziną albo do kawiarni albo do kina.Potem caly wieczor razem.
    Cy pretiż spoleczny umęczonej i zasmarkanej ekspedientki czy innej
    urzedzniczki jest większy od prestiżu wyksztalconej, wypoczętej, szczuplej
    i eleganckiej matki czworga?
    PS. No i nie zapominaj że koszt złobko-przedszkoli dla czworga naszych
    dzieci wyniosłby 2800 złotych.
  • 04.02.10, 15:38
    Skoro siedzenie w domu jest takie fajne, to czemu sam tego nie robisz?
  • 04.02.10, 15:54
    Przecież ten kolo od paru lat nic innego nie robi, tylko siedzi w necie i pisze
    różne rzeczy pod różnymi nickami, za co wszędzie dostaje bana :] Próba
    rozmawiania z nim jest bezcelowa.
  • 04.02.10, 16:05
    Moja żona potrafi wiele rzeczy robic lepiej niż ja z racji tego że jest
    kobieta. moja zona karmi kazde dziecko piersia przez 2,5 roku.
  • 04.02.10, 19:07
    Czy wśród twego potomstwa są bliźnięta?
  • 04.02.10, 20:42
    Asia i Ja mamy: Weronikę - 7 lat, Zofię-6 lat , Faustynę-3lata, Andrzejka-
    2lata. Modlimy sie o bliznięta.
  • 04.02.10, 21:13
    Ciekawe, siedmiolatka jeszcze nie chodzi do szkoły?
    A sześciolatka do zerówki? Genialne dzieci, skoro 2 godziny nauczania domowego
    im wystarczają...


  • 04.02.10, 21:16
    Genialne dzieci istnieja jedynie w wyobrazni zyzia, a ty nie karm
    trolla, pliz.
    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • 04.02.10, 16:19
    berta-live napisała:

    > Faceci są zbyt szczwani, żeby dać się w kopać w urlopy ojcowskie.

    *Coraz czesciej role odgrywa racjonalna kalkulacja, przed ktora i najszczwanszy
    facet musi ustapic - jesli tylko ma rozsadna i stanowcza zone. Ale jesli tylko
    nie uczyni sie nieszczesliwcem, z tego tytulu, to za jakis czas "moralne straty"
    zostana mu wynagrodzone bliskoscia dzieci.
  • 04.02.10, 16:37
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • 04.02.10, 16:46
    Zostal nim z koniecznosci gdy stracil prace, z poczatku trudno nam bylo sie
    przyzwyczaic do tej sytuacji. Potem okazalo sie, ze doskonale sprawdza sie w
    roli pana domu i ze kontakt z ojcem jest bardzo korzystny dal syna.
    Ja mam dobre dochody. I uwielbiam w wolnym czasie wziac dziecko na wycieczke :)
  • 04.02.10, 18:56
    Ten pan zacytowany przez Ciebie to rzeczywiście jakiś relikt, chociaż jeden z
    moich kuzynów też ma takie poglądy. Na szczęście jego żona pracuje, zarabiając
    nieźle, a dzieci chodzą do przedszkola, skąd odbiera je niania.

    Najbardziej optymalną sytuacją byłoby gdyby każde z rodziców mogło spędzac z
    dziećmi tyle czasu ile tylko chcą i to nie na zmianę ale razem, całą rodziną.
    MAma i tata razem wracaliby z pracy po ośmiu godzinach i obydwoje zajmowali się
    dziećmi. Niestety niewiele par ma taką możliwość.
    --
    marzenkowonyc.wordpress.com/
  • 04.02.10, 18:59
    Tylko fikcyjne zony w fikcyjnym domu "siedza i wypoczywaja" w towarzystwie kupy
    dzieci.
    Prawdziwi ludzie w prawdziwym domu sie napracuja.
  • 04.02.10, 20:38
    To wszystko zalezy od inteligencji zony i męża. Rodzaj i ilosc pracy
    domowej jest dla 4-oobowej rodziny mniejsza niż dla samotnie mieszkającej
    osoby
  • 04.02.10, 22:31
    bene_gesserit napisała:

    > 37-letni Tom jest jednym z tych niereformowalnych
    > ojców, których poglądy na życie są sprzeczne z
    > raportem brytyjskiej Komisji (...)


    Otóż to, poglądy sprzeczne z raportem... niereformowalny... to
    pokazuje apetyt państwowych biurokratów i ideologów na ingerencje w sprawy
    rodzin. Tego rodzaju uzurpacja prawa do reformowania cudzych poglądów i
    wpływania na model życia rodzinnego jest karygodna.

    (...)

    > Poza tym lubię czuć się jak facet, podoba mi się,
    > że to ja zarabiam na chleb. To mnie kręci.
    >



    Bardzo zdrowe poglądy. Sue ma szczęście.


    --
    Carpe diem
  • 04.02.10, 22:39
    > > Poza tym lubię czuć się jak facet, podoba mi się,
    > > że to ja zarabiam na chleb. To mnie kręci.
    > >

    >
    > Bardzo zdrowe poglądy. Sue ma szczęście.

    Zarabianie kasy wyznacznikiem męskości?

  • 04.02.10, 22:47
    kontodopisanianaforum napisała:

    > > > Poza tym lubię czuć się jak facet, podoba mi się,
    > > > że to ja zarabiam na chleb. To mnie kręci.
    > > >

    > >
    > > Bardzo zdrowe poglądy. Sue ma szczęście.
    >
    > Zarabianie kasy wyznacznikiem męskości?
    >

    Niezależność sądu, akceptacja dla swojej natury, determinacja, by pracować
    ciężko na dobrą sytuację rodziny, zrozumienie tego, że równość funkcji
    społecznych członków rodziny nie jest najważniejszą wartością.

    --
    Carpe diem
  • 04.02.10, 22:59
    Tom odpowiada wprost: Na pewno nie chciałbym
    wchodzić w ten babski świat i spotykać się z mamusiami na placu
    zabaw czy przy porannej kawie. To koszmar.
    Lubię być tatą na weekendy, zabierać dzieci na basen i bawić się z
    nimi.


    Gdzie tu niezależność? Toż to czysty konformizm (babski świat, to takie
    niemęskie); akceptacja dla swojej natury - nie będę się podejmował codziennej
    opieki nad dziećmi (bo za trudne? nużące?); praca jako ucieczka.

    Z równością społeczną członków to już chyba się rozpędziłeś.
  • 04.02.10, 23:12
    kontodopisanianaforum napisała:

    > Tom odpowiada wprost: Na pewno nie chciałbym
    > wchodzić w ten babski świat i spotykać się z mamusiami na placu
    > zabaw czy przy porannej kawie. To koszmar.
    > Lubię być tatą na weekendy, zabierać dzieci na basen i bawić się z
    > nimi.

    >
    > Gdzie tu niezależność? Toż to czysty konformizm (babski świat, to takie
    niemęskie);

    A może raczej - dla niego, w tej konfiguracji, nieciekawe?


    > akceptacja dla swojej natury - nie będę się
    > podejmował codziennej opieki nad dziećmi (bo za trudne? nużące?); praca jako
    ucieczka.
    >

    Praca zawodowa też bywa trudna i nużąca, ale różni ludzie w różny sposób znoszą
    różne rodzaje obciążeń, w zależności od nich natury.

    > Z równością społeczną członków to już chyba się rozpędziłeś.

    Nie rozumiem. Pisałem o równości ról społecznych. Podział ról w rodzinie winien
    optymalizować szczęście jej członków, jej trwałość itp., a nie realizować ideał
    równości. Może, jeśli takie potrzeby mają partnerzy, ale absolutnie, nie musi.
    Przeciwnie - uważam, że to specjalizacja, typowo, prowadzi do modelu trwalszego
    i szczęśliwszego.

    --
    Carpe diem
  • 05.02.10, 10:50
    vargtimmen napisał:


    > Nie rozumiem. Pisałem o równości ról społecznych. Podział ról w rodzinie winien
    > optymalizować szczęście jej członków, jej trwałość itp., a nie realizować ideał
    > równości.

    Ciekawe - podzial na panow-szafarzy i panie-sluzki jako model rownosci rol
    spolecznych...

    > Przeciwnie - uważam, że to specjalizacja, typowo, prowadzi do modelu trwalszego
    > i szczęśliwszego.
    >
    Uwazac mozesz, tylko, prosze, nie narzucaj wszystkim twojego modelu owej
    specjalizacji.
  • 05.02.10, 12:02
    sabinac-0 napisała:

    > vargtimmen napisał:
    >
    >
    > > Nie rozumiem. Pisałem o równości ról społecznych.
    > > Podział ról w rodzinie winien optymalizować
    > > szczęście jej członków, jej trwałość itp.,
    > > a nie realizować ideał równości.
    >
    > Ciekawe - podzial na panow-szafarzy i panie-sluzki jako model rownosci rol
    spolecznych...
    >

    Chyba nie sugerujesz, że napisałem takie stwierdzenie lub choćby coś, co można
    tak zinterpretować?


    > > Przeciwnie - uważam, że to specjalizacja, typowo,
    > > prowadzi do modelu trwalszego
    > > i szczęśliwszego.
    > >
    > Uwazac mozesz, tylko, prosze, nie narzucaj wszystkim > twojego modelu owej
    specjalizacji.


    Przecież nie narzucam, a jedynie rekomenduję. Do narzucania "modelu
    równościowego" aż się rwą różni działacze i biurokraci. I jest to, dla mnie,
    draństwo, że się używa aparatu państwa do takich celów.

    Raz: to ideologicznie motywowane

    Dwa: dla wielu rodzin - niekorzystne

    Trzy: państwo nie ma prawa ingerować w sprawy prywatne rodzin, nawet miękko

    --
    Carpe diem
  • 05.02.10, 17:50
    vargtimmen napisał:

    >
    > Trzy: państwo nie ma prawa ingerować w sprawy prywatne rodzin, nawet miękko
    >
    I Vargtimmen tez nie powinien.
    Amen.
    Bez odbioru.
  • 05.02.10, 18:09
    Napewno to lepiej dla dieci
  • 05.02.10, 18:32
    Sabina, dlaczegóż bez odbioru ;> Przecież niewtrącanie się państwa w sprawy
    prywatne rodzin oznacza np. niekaralność aborcji :)
  • 06.02.10, 00:11
    kontodopisanianaforum napisała:

    > Sabina, dlaczegóż bez odbioru ;> Przecież niewtrącanie się państwa w sprawy
    > prywatne rodzin oznacza np. niekaralność aborcji :)


    Aborcja dla kobiety nie jest karalna.

    Dla mnie, cała dyskusja o aborcji sprowadza się do pytanie, na ile embrionowi
    przysługuje takie prawo do życia, jak obdarzonemu peselem obywatelowi.


    Ingerencja prawa w sprawy rodzin w przypadku ciężkich przestępstw jest
    konieczna, ale wywieranie presji, by wybrać taki, a nie inny model rodziny - już
    nie.

    --
    Carpe diem
  • 06.02.10, 00:29
    Slowo rodzina jest zatrzezone potocznie do dwoch znaczen:
    1) Grupa ludzi spokrewnionych
    2) Zwiazek kobiety i mężczyzny zawarty w celu urodzenia i wychowania
    dzieci.
    Oczywiscie mozna przypisac setki innych znaczen słowu rodzina, ale jest to
    nadużycie.
  • 06.02.10, 17:14
    "Bez odbioru" dla Varga - zeby trolla nie karmic.
    Bo o sprawie zasadniczej z przyjemnoscia podyskutuje.
  • 05.02.10, 23:59
    Vargtimmen się przecież nie wtrąca, tylko wyraża 2 opinie:

    1) że model rodziny winni wybierać sobie partnerzy
    2) że model klasyczny ma dużo zalet

    W dodatku, Vargtimmen nie ma i nie chce mieć w ręku instrumentów przymusu
    prawnego, fiskalnego oraz narządzi masowej propagandy.

    --
    Carpe diem
  • 06.02.10, 17:16
    vargtimmen napisał:

    > Vargtimmen się przecież nie wtrąca, tylko wyraża 2 opinie:
    >
    > 1) że model rodziny winni wybierać sobie partnerzy
    > 2) że model klasyczny ma dużo zalet
    >
    W punkcie 2 zapomnial dodac "...dla Vargtimmena".
  • 06.02.10, 18:59
    sabinac-0 napisała:

    > vargtimmen napisał:
    >
    > > Vargtimmen się przecież nie wtrąca, tylko wyraża 2 opinie:
    > >
    > > 1) że model rodziny winni wybierać sobie partnerzy
    > > 2) że model klasyczny ma dużo zalet
    > >
    > W punkcie 2 zapomnial dodac "...dla Vargtimmena".


    Mylisz się. W wielu krajach, w rodzinach o wysokim statusie społecznym i
    ekonomicznym, w których kobiety mają wybór - kobiety nie pracują.

    --
    Carpe diem
  • 07.02.10, 13:09
    Wiekszosc mezczyzn majac taki wybor np. w obliczu duzego spadku, wygranej na
    loterii lub wzenienia sie w rod milionerow, rowniez rzuca prace.
  • 07.02.10, 17:17
    Lewacki "etos pracy najemnej' zapożyczony przez lawako-feministki to
    oczywista bzdura. Zaden z bolszewickich bonzów nie pchal sie do prawdziwej
    pracy, tylko wolał sobie "sekretarzowac" w uzdrowisku ma Krymie.
    Podobnie i teraz femino-aktywistki wypychają siłą kobiety do roboty.
  • 08.02.10, 02:18
    sabinac-0 napisała:

    > Wiekszosc mezczyzn majac taki wybor np. w obliczu duzego spadku, wygranej na
    > loterii lub wzenienia sie w rod milionerow, rowniez rzuca prace.


    O cóż chodzi, zwykle praca, zwłaszcza ta na etacie, nie jest żadnym przywilejem,
    a jedynie ekonomiczną koniecznością, często trudną i nieprzyjemną, nie celem
    samym w sobie, a środkiem do osiągania ważniejszych celów.

    --
    Carpe diem
  • 08.02.10, 17:01
    Jednym z tych celow jest niezaleznosc.
  • 07.02.10, 17:29
    > Mylisz się. W wielu krajach, w rodzinach o wysokim statusie społecznym i
    > ekonomicznym, w których kobiety mają wybór - kobiety nie pracują.

    A słyszałeś o takiej sytuacji, że ktoś wygrywa w totka albo dostaje spadek i
    mimo to pracuje nadal? Słyszałeś o czymś takim jak depresja spowodowana
    koniecznością przejścia na emeryturę?

    A co do siedzenia w domu, niańczenia dzieci, sprzątania i gotowania obiadów, to
    słyszałeś choć o jednym przypadku, żeby ktoś to robił z własnej nieprzymuszonej
    woli? Tzn, żeby mając pieniądze na służbę, nie skorzystał z tego.
  • 07.02.10, 17:58
    Samotna , pracująca zarobkowo kobieta też musi robic zakupy, gotowąc,
    sprzątać, prać i byc samotna w towarzytwie kota, bo dziecka nie chciała.
    Wiekszosc ankietowanych Polek i Polakow marzy o wczesniejsym przejsciu na
    emeryturę. Przedlużenie wieku emerytalnego kobiet do 65 lat powoduje
    rozpacz u olbrzymiej więkosci kobiet pracujących. Ach ten feministyczny
    presiż kobiety tyrającej w Biedronce, szwalni czy fabryce.
  • 08.02.10, 03:02
    berta-live napisała:

    > > Mylisz się. W wielu krajach, w rodzinach o wysokim statusie społecznym i
    > > ekonomicznym, w których kobiety mają wybór - kobiety nie pracują.
    >
    > A słyszałeś o takiej sytuacji, że ktoś wygrywa w
    > totka albo dostaje spadek i mimo to pracuje nadal?
    > Słyszałeś o czymś takim jak depresja spowodowana
    > koniecznością przejścia na emeryturę?
    >

    Obydwie sytuacje, które wymieniłaś, to stres dużej zmiany oraz kwestia
    przygotowania do nowej sytuacji.

    Praca, niezbyt ciężka i monotonna może być przyjemnością, ale zwykle nie jest to
    przypadek młodych matek.I zwykle nie chodzi tu o samą pracę, tylko o poczucie
    bezpieczeństwa, statusu, odmianę.

    Tego rodzaju potrzeby może z powodzeniem zaspokajać part-time-job, natomiast
    niezwykle trudno łączyć bardziej wymagającą karierę z rodzeniem i wychowaniem
    małych dzieci.


    > A co do siedzenia w domu, niańczenia dzieci, sprzątania i gotowania obiadów, to
    > słyszałeś choć o jednym przypadku, żeby ktoś to robił z własnej nieprzymuszonej
    > woli? Tzn, żeby mając pieniądze na służbę, nie skorzystał z tego.

    Tak, znam takie przypadki.

    Gotowanie - od czasu do czasu to może być przyjemność. Niańczenie dzieci -
    myślę, że w dobrych warunkach - to fantastyczna przyjemność. Sprzątanie - tu
    służba jest niezrównana. Najczęściej żeńska...


    --
    Carpe diem
  • 08.02.10, 11:14
    > Obydwie sytuacje, które wymieniłaś, to stres dużej zmiany oraz kwestia
    > przygotowania do nowej sytuacji.
    >
    > Praca, niezbyt ciężka i monotonna może być przyjemnością, ale zwykle nie jest

    W pracy chodzi o 3 rzeczy:

    1. Zabezpieczenie przyszłości. Wszystko się może zdarzyć i dobrze nie zostać bez
    pracy, bez zawodu, bez doświadczenia zawodowego i bez pieniędzy. Chłopu może
    odbić na stare lata i rzuci żonę dla młodszej. Z alimentów ciężko się utrzymać.
    Może najzwyczajniej w świecie umrzeć a wtedy to nawet alimentów nie będzie. Jak
    umrze a żona będzie przed 50, to nawet renty nie dostanie. Może zachorować i
    nawet jak wcześniej zarabiał kokosy, to potem może popaść w biedę. Może być
    krach ekonomiczny i zacznie być potrzebna druga pensja. A jak się zestarzeją, to
    też łatwiej będzie się utrzymać z 2 niż z 1 emerytury.

    2. Godność osobistą. Mając własne pieniądze kobieta nie ryzykuje, że będzie się
    musiała prosić o dodatkowy grosz na nowego ciucha ani tłumaczyć z dokonanych
    zakupów. Nie mówiąc o tym, że kupowanie komuś prezentów np gwiazdkowych albo
    imieninowych za jego własną kasę jest z lekka niezręczne.

    3. Rozwój osobisty. Człowiek to takie zwierzę, że jak nie ma kopa z zewnątrz to
    od razu gnuśnieje i podupada intelektualnie. Czyli jak nie musi z domu
    wychodzić, to najczęściej nawet myć ani przebrać z piżamy mu się nie chce. A
    wyjście do pracy, chociażby na pół etatu wiąże się z koniecznością spotkania
    obcych ludzi. A to daje kopa, żeby iść do fryzjera, kupić sobie modne ciuchy,
    poczytać chociażby pudelka, żeby mieć o czym rozmawiać, rozruszać szare komórki
    podczas dyskusji nawet na głupie tematy. No i coś się zaczyna dziać w życiu
    takiej kobiety. Codziennie czegoś nowego można się dowiedzieć, ktoś coś powie,
    coś doradzi, a człowiek się rozwija.
  • 06.02.10, 19:00
    sabinac-0 napisała:

    > vargtimmen napisał:
    >
    > > Vargtimmen się przecież nie wtrąca, tylko wyraża 2 opinie:
    > >
    > > 1) że model rodziny winni wybierać sobie partnerzy
    > > 2) że model klasyczny ma dużo zalet
    > >
    > W punkcie 2 zapomnial dodac "...dla Vargtimmena".

    a niechby i vargtimmenowej żony, o ile ją ma. Póki co, nikt im nie
    zabrania pzrecież, dlatego lamenty o państwie drapieżnie
    wymuszającym coś na tradycyjnych( też nieokreślono rodzaju tej
    tradycji) rodzinach są dość ciekawe.Może chodzi o likwidację złobków
    i pzredszkoli przez AWS?
    --
    "życie dziecka jest ważniejsze niż zycie ciężarnej.
    Obowiązkiem moralnym cięzarnej jest poswięcic swe zycie dla zycia
    swego
    dziecka, jak to zrobiła heroiczna Agata Mroz"
    obrońcy życia na FF
  • 06.02.10, 01:41
    vargtimmen napisał:

    > kontodopisanianaforum napisała:
    >
    > > Tom odpowiada wprost: Na pewno nie chciałbym
    > > wchodzić w ten babski świat i spotykać się z mamusiami na placu
    > > zabaw czy przy porannej kawie. To koszmar.
    > > Lubię być tatą na weekendy, zabierać dzieci na basen i bawić się
    z
    > > nimi.

    > >
    > > Gdzie tu niezależność? Toż to czysty konformizm (babski świat,
    to takie
    > niemęskie);
    >
    > A może raczej - dla niego, w tej konfiguracji, nieciekawe?

    Hm, jakby tu... A może nieciekawe nie tylko dla niego? Nie
    zastanawiałeś się nad tym? Bardzo nieciekawe, nudne, ale konieczne.
    Bo świeże powietrze, bo repetitio est mater (nomen omen ;)
    studiorum, a ktoś musi powtarzać, i tak dalej.
    (Hłe, hłe, ładnie się anagramuje ta sentencja, swoją drogą. W każdym
    razie "tedium" się zgadza ;)

    > > akceptacja dla swojej natury - nie będę się
    > > podejmował codziennej opieki nad dziećmi (bo za trudne? nużące?
    ); praca
    > jako
    > ucieczka.
    > >
    >
    > Praca zawodowa też bywa trudna i nużąca, ale różni ludzie w różny
    > sposób znoszą różne rodzaje obciążeń, w zależności od nich natury.

    Sprawa oczywista. Fajnie, jeśli każdy może działać zgodnie ze swoją
    naturą. Czyli (bo pod tym względem natura obu płci jednaka, nie lubi
    gwałtów i przymuszeń) zachować zdrową równowagę pomiędzy ilością
    pracy na rzecz rodziny a własnym rozwojem intelektualnym - w co
    wliczam osiąganie coraz wyższego stopnia specjalizacji, z
    mistrzostwem włącznie, w swojej branży, konieczne dla człowieka
    dorosłego - a także rozwojem duchowym czy fizycznym. Tyż własnym, a
    co.
    Dopuszczam oczywiście osiąganie kolejnych stopni rozwoju w pucowaniu
    klamek na błysk, ale umówmy się, że tu szczyty osiąga się dość
    prędko. W dodatku, jako temat, pucowanie jest słabą kanwą dla
    konwersacji z małżonkiem.
    Jedyna robota, która faktycznie nie jest warta pracy, a na pewno nie
    równa się tej przy dzieciach (bo tu można zazwyczaj obserwować
    satysfakcjonującą odpowiedniość między własnym zaangażowaniem a
    postępami dziecka) to robota fizycznej w fabryce. Z tym, że fizyczna
    zazwyczaj musi robić, owijać w te sreberka czy co tam, bo jej
    fizyczny mąż na ten chleb dla całej rodziny sam nie zarobi "po
    męsku", czyli ze smaluszkiem ;). Może zresztą te kilka godzin
    spędzonych przez fizyczną-nieklasyczną wśród dorosłych, daje coś
    ostatecznie i jej dzieciom - widzi kobieta cokolwiek więcej i może
    to dziatwie przekazać.

    >
    > > Z równością społeczną członków to już chyba się rozpędziłeś.
    >
    > Nie rozumiem. Pisałem o równości ról społecznych. Podział ról w
    rodzinie winien
    > optymalizować szczęście jej członków, jej trwałość itp., a nie
    realizować ideał
    > równości. Może, jeśli takie potrzeby mają partnerzy, ale
    absolutnie, nie musi.
    > Przeciwnie - uważam, że to specjalizacja, typowo, prowadzi do
    modelu trwalszego
    > i szczęśliwszego.
    >

    Powiedziałabym - do modelu sprawniejszego. Jak w każdym
    przedsiębiorstwie. Trwałość małżeństwa, tak na zimno kalkulując, w
    modelu klasycznym, to jakieś dwadzieścia-dwadzieścia parę lat, do
    wyjścia dzieci z domu, bo po co dłużej? Ach, no chyba, żeby wspólnie
    dziadkować. Ale wtedy sami rodzice/a wcześniej dzieci tego
    klasycznego, nie mogliby klasycznie rozwijać swego szczęścia, więc w
    którymś pokoleniu sztywna klasyka i tak weźmie w łeb.
  • 06.02.10, 10:04
    kr_kap napisała:

    > którymś pokoleniu sztywna klasyka i tak weźmie w łeb.

    weźmie w bardzo wielu przypadkach i nietrzeba czekać pokoleń,
    wystarczy ze jedno zachoruje albo wyjedzie.
    Oczywiście tradycjonaliści, którzy odważnie wchodzą w buty
    odziedziczone po przodkach, a gdy dorosną lękliwie zaczynają się
    rozglądać po innych obcych myślowo krainach asekurując się klapkami
    na oczach i uprzedzeniem, mogą wybierać, jak chcą, tzn nadal z
    powszechnym w podręcznikach szkolnych i mediach obrazem kobiety w
    domu a mężczyzny poza. IMO to ich własne, niepokojące myśli
    powodują,że czują się zmuszani do czegoś innego - musu nie ma,
    również bywania na złym forum.
    --
    "życie dziecka jest ważniejsze niż zycie ciężarnej.
    Obowiązkiem moralnym cięzarnej jest poswięcic swe zycie dla zycia
    swego
    dziecka, jak to zrobiła heroiczna Agata Mroz"
    obrońcy życia na FF
  • 06.02.10, 13:08
    kocia_noga napisała:

    a gdy dorosną lękliwie zaczynają się
    > rozglądać po innych obcych myślowo krainach asekurując się
    klapkami
    > na oczach i uprzedzeniem, mogą wybierać, jak chcą, tzn nadal z
    > powszechnym w podręcznikach szkolnych i mediach obrazem kobiety w
    > domu a mężczyzny poza. IMO to ich własne, niepokojące myśli
    > powodują,że czują się zmuszani do czegoś innego - musu nie ma,
    > również bywania na złym forum.

    Noale oni nas potrzebują.

    My jestesmy silami zla, nam trzeba rekomendowac wlasciwa
    droge zycia i polecac lepsze wybory. My jestesmy plugawym
    tlem dla tych, ktorzy reprezentuja Boga, Prawo i Porządek, przy nas
    moga poczuc sie w pełni sobą.

    A szczesliwy koniec to ten, kiedy my staniemy sie takie jak oni.
    Chociaz realizacja tej wizji oznacza, ze musieliby poszukac sobie
    innych ciemnych lądów, na których będą mogli rozdawac różowy perkal
    swojego oświecenia i paciorki mądrości.
    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem,
    bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • 06.02.10, 16:07
    wszystko jedno, najpierw jest energia dążąca do wyładowania, potem
    szuka się 'właściwego podmiotu emocji' i udając albo nie przed sobą
    wchodzi w relacje agresji. Tak czy owak wróg jest namierzony,
    rozpoznany, wrogość uzasadniona i jakiś czas można się onanizować,
    upuścić żółci.
    --
    "życie dziecka jest ważniejsze niż zycie ciężarnej.
    Obowiązkiem moralnym cięzarnej jest poswięcic swe zycie dla zycia
    swego
    dziecka, jak to zrobiła heroiczna Agata Mroz"
    obrońcy życia na FF
  • 08.02.10, 03:29
    kocia_noga napisała:

    > wszystko jedno, najpierw jest energia dążąca do wyładowania, potem
    > szuka się 'właściwego podmiotu emocji' i udając albo nie przed sobą
    > wchodzi w relacje agresji. Tak czy owak wróg jest namierzony,
    > rozpoznany, wrogość uzasadniona i jakiś czas można się onanizować,
    > upuścić żółci.


    Jaki przepięknie obrotowy tekst, aż razi swoją demaskującą trafnością.

    Także uważam, że np. radykalne feminizm czy antyklerykalizm to mogą się brać ze
    skutków rozmaitych kompensacji.


    --
    Carpe diem
  • 07.02.10, 17:56
    Wzorce zachowań związanych z formowaniem rodzin i płodnością, które ujawniły
    się w Polsce po 1990 r., a także ich przyczyny społeczno-ekonomiczne i wpływ na
    zadowolenie z życia zbada dr Anna Matysiak z Instytutu Statystyki i Demografii w
    Kolegium Analiz Ekonomicznych Szkoły Głównej Handlowej.


    I fragment a propos właśnie:
    Prowadzenie życia rodzinnego niezgodnego z aspiracjami jednostki, ale
    wymuszonego uwarunkowaniami społeczno-ekonomicznymi może skutkować wzrostem
    niezadowolenia oraz obniżeniem dobrostanu psychicznego jednostki.


    Więcej


    PS
    Najpierw napisali o niej "badaczka", ale potem już tylko "naukowiec planuje
    określić" czy "naukowiec przekonuje".
  • 07.02.10, 19:13
    Polecam.
  • 07.02.10, 23:48
    kocia_noga napisała:

    > weźmie w bardzo wielu przypadkach i nietrzeba czekać pokoleń,
    > wystarczy ze jedno zachoruje albo wyjedzie.

    Widzisz, ja to wiem, ale nie chodziło mi o sytuację braku, tylko o
    idealną jak najbardziej, taką, gdzie pani w domu mnoży się i hoduje
    a pan poza domem mnoży hajs. I o to, jak sprawy, nieuchronnie,
    nieuchronnie, będą wyglądać po jakimś czasie (no chyba, że pan i
    pani są Vonnegutowym duprassem i po odchowaniu potomstwa,
    zakończeniu kariery - przez pana, ofkors - wciąż czują do się miętę
    i na przykład wspólnie podróżują, zamiast dać się zaangażować we
    wnuki, w związku z czym dzieci, tradycyjne, mają powtórkę z
    tradycyjnej rozrywki).

    Te "pokolenia" to gruba przesada, oczywiście, bo - tu będę szaleńczo
    oryginalna - świat się zmienia nie na żarty i nie trzeba oglądać
    "seksu w wielkim mieście", żeby parę rzeczy młodym głowom przestało
    się zgadzać. Ot, choćby taka, że jest coś troszkę, no troszeczkę nie
    w porządku w sytuacji zakopania żywcem córki, za rozmowę z kolegą.
    Choć klasycznie i tradycyjnie rozmawiać przecież nie powinna.

    > IMO to ich własne, niepokojące myśli
    > powodują,że czują się zmuszani do czegoś innego - musu nie ma,
    > również bywania na złym forum.

    Czasem mam wrażenie, że niektórzy mają rodzaj przymusu. Coś jest
    dziwnego w tym, że facet dwa razy więcej postów popełnia na forum
    feminizm niż na jakimkolwiek innym. Albo - inny pan - jedną szóstą,
    ale i tak prawie pół tysiąca. Mam zawsze takie niejasne podejrzenia,
    że w realu coś nie ten teges w te klocki. Pewnie masz rację z tym
    "czuciem się zmuszonym do czegoś innego". I potem: "AAA. Kozłu
    ofiarnemu tanio przywalę." A na forum dość wygodnie być
    antyfeministą :)
  • 08.02.10, 02:45
    kr_kap napisała:

    > vargtimmen napisał:
    >



    > > A może raczej - dla niego, w tej konfiguracji,
    > > nieciekawe?
    >


    > Hm, jakby tu... A może nieciekawe nie tylko dla
    > niego? Nie zastanawiałeś się nad tym? Bardzo
    > nieciekawe, nudne, ale konieczne.


    Owszem, wiem jednak, że dla różnych ludzi różne zajęcia są nieciekawe i nużące w
    różnym stopniu.


    >
    > > > akceptacja dla swojej natury - nie będę się
    > > > podejmował codziennej opieki nad dziećmi (bo za trudne? nużące?
    > ); praca
    > > jako
    > > ucieczka.
    > > >
    > >
    > > Praca zawodowa też bywa trudna i nużąca, ale różni ludzie w różny
    > > sposób znoszą różne rodzaje obciążeń, w zależności od nich natury.
    >
    > Sprawa oczywista. Fajnie, jeśli każdy może działać
    > zgodnie ze swoją naturą. Czyli (bo pod tym względem
    > natura obu płci jednaka, nie lubi gwałtów i
    > przymuszeń) zachować zdrową równowagę pomiędzy
    > ilością pracy na rzecz rodziny a własnym rozwojem
    > intelektualnym (...)


    Oczywiście, w miarę możliwości. Przy czym, z tym "rozwojem intelektualnym" to
    bym nie przesadzał. Większość kobiet, które spotykałem i spotykam na
    stanowiskach pracy w codziennym życiu, nie rozwija się intelektualnie w pracy,
    to po pierwsze. Po drugie, w istocie, nie chodzi Ci przecież o pracę per se,
    tylko o satysfakcję, przyjemność. A tę można osiągać inaczej niż, np. siedząc za
    biurkiem w urzędzie, czy na kasie w hipermarkecie.


    > W dodatku, jako temat, pucowanie jest słabą kanwą dla konwersacji z małżonkiem.


    No tak, bo nie ma książek, internetu, życia kulturalnego, wspólnego hobby,
    dzieci i ich spraw... nie ma, bo nie.

    > >
    > > > Z równością społeczną członków to już chyba się rozpędziłeś.
    > >
    > > Nie rozumiem. Pisałem o równości ról społecznych. Podział ról w
    > rodzinie winien
    > > optymalizować szczęście jej członków, jej trwałość itp., a nie
    > realizować ideał
    > > równości. Może, jeśli takie potrzeby mają partnerzy, ale
    > absolutnie, nie musi.
    > > Przeciwnie - uważam, że to specjalizacja, typowo, prowadzi do
    > modelu trwalszego
    > > i szczęśliwszego.
    > >
    >
    > Powiedziałabym - do modelu sprawniejszego.

    Właśnie, sprawniejszego - czyli efekty są bardziej satysfakcjonujące przy
    niższych kosztach własnych.

    > Jak w każdym przedsiębiorstwie.

    Jak w każdym przedsięwzięciu.


    > Trwałość małżeństwa, tak na zimno kalkulując, w
    > modelu klasycznym, to jakieś dwadzieścia-dwadzieścia
    > parę lat, do wyjścia dzieci z domu, bo po co dłużej?

    Załóżmy nawet... sądzisz, że to krótko? A w modelu równościowym byłoby, jakoby,
    dłużej?

    Ogólnie: w krajach cywilizacyjnie najbardziej zaawansowanych, gdzie model
    równościowy rodzin oraz "samorealizacji" jest od lat aktywnie propagowany, w
    miastach rozwodzi się około 50% małżeństw. Dzietność warstw oświeconych wynosi
    około 1 dziecka na kobietę. To oznacza dramatyczną degradację demograficzną i
    rosnące zagrożenie ekonomiczne.

    Kobiety pracują... często jako sprzątaczki, kucharki, wychowawczynie cudzych
    dzieci... hostessy, kelnerki, pomoce domowe... na własny dom i własne dzieci
    brak im już czasu i energii. A ten "rozwój intelektualny" to jest zwykle wymysł
    pięknoduchów, choć znam liczne wyjątki.

    Dowód? Wcześniejsze urlopy, zwłaszcza kobiet, zawsze cieszyły i cieszą się
    powodzeniem.

    Summa summarum: praca to rzadko jest przyjemne hobby, w normalnych realiach, to
    poważne obciążenie, utrudniające zaangażowanie w sprawy rodziny. Jeśli, w
    rodzinie, dwie osoby usiłują robić ekscytujące kariery, to zwykle odbywa się to
    kosztem dzieci (jeśli są) i trwałości rodziny. I, niestety, nie jest tak, że
    jest pełna symetria między małżonkami: ciąża i pierwsze lata życia dzieci to
    czas, w którym kobieta nie jest i nie powinna być w pełni dyspozycyjna wobec
    wymagającego pracodawcy.

    Oczywiście, widzę problemy, taki jak kwestia zależności od zarabiającego
    małżonka, czy problem społecznego statusu niepracujących kobiet. Pierwszy
    problem jest realny i skomplikowany, ale sądzę, że można go rozwiązać. Drugi -
    jest tylko i wyłącznie kwestią mentalności... w Polsce, połączenie
    socrealistycznej indoktrynacji i presji z przymusem ekonomicznym poczyniło spore
    spustoszenia, niestety, feminizm je jeszcze pogłębia.

    --
    Carpe diem
  • 08.02.10, 09:06
    vargtimmen napisał:

    > Oczywiście, widzę problemy, taki jak kwestia zależności od
    zarabiającego
    > małżonka, czy problem społecznego statusu niepracujących kobiet.
    Pierwszy
    > problem jest realny i skomplikowany, ale sądzę, że można go
    rozwiązać.



    masz jakieś pomysły?


    Drugi -
    > jest tylko i wyłącznie kwestią mentalności...



    czyli fraszka



    w Polsce, połączenie
    > socrealistycznej indoktrynacji i presji z przymusem ekonomicznym
    poczyniło spor
    > e
    > spustoszenia, niestety, feminizm je jeszcze pogłębia.
    >

    możesz coś więcej na temat indoktrynacji, presji i spustoszenia?


    --
    "życie dziecka jest ważniejsze niż zycie ciężarnej.
    Obowiązkiem moralnym cięzarnej jest poswięcic swe zycie dla zycia
    swego
    dziecka, jak to zrobiła heroiczna Agata Mroz"
    obrońcy życia na FF
  • 08.02.10, 11:43
    kocia_noga napisała:

    > vargtimmen napisał:
    >
    > > Oczywiście, widzę problemy, taki jak kwestia
    > > zależności od zarabiającego
    > > małżonka, czy problem społecznego statusu
    > > niepracujących kobiet. Pierwszy
    > > problem jest realny i skomplikowany, ale sądzę,
    > > że można go rozwiązać.
    >
    >
    >
    > masz jakieś pomysły?
    >

    Tak. Staranny dobór małżonka. Do tego, ewentualnie, intercyzy, odpowiednie
    ubezpieczenia na wypadek śmierci współmałżonka lub rozwodu. No i skutecznie
    egzekwowanie obowiązku alimentacyjnego.


    > Drugi -
    > > jest tylko i wyłącznie kwestią mentalności...
    >
    > czyli fraszka
    >

    Nie, nie fraszka, zwłaszcza, że negatywne uprzedzenia są intensywnie propagowane
    przez państwo, establishment medialny i feministów.


    >
    > w Polsce, połączenie
    > > socrealistycznej indoktrynacji i presji z przymusem ekonomicznym
    > poczyniło spor
    > > e
    > > spustoszenia, niestety, feminizm je jeszcze pogłębia.
    > >
    >
    > możesz coś więcej na temat indoktrynacji, presji i spustoszenia?
    >



    Indoktrynacja: oficjalny model to była kobieta pracująca. Bohaterska włókniarka,
    urzędniczka, traktorzystka. Przykłady tutaj:

    blog.jobexpress.pl/wp-content/uploads/2010/01/kobiety-288x438-custom.jpg
    blog.jobexpress.pl/wp-content/uploads/2010/01/mlodziez.jpg

    Presja: miała charakter propagandowy i ekonomiczny. System regulowanych przez
    państwo, spłaszczonych wynagrodzeń, powodował, że utrzymanie rodziny na
    przyzwoitym poziomie przez jedną tylko pracującą osobę było bardzo trudne.

    Ten efekt był jeszcze pogłębiony przez ogólny niedostatek, spowodowany
    socrealistycznym marnotrawstwem potencjału ludzi.

    --
    Carpe diem
  • 08.02.10, 11:48

    Uprzedzenia do klasycznego modelu rodziny, przesądy, jakoby praca na etacie była
    dobrem samym w sobie. Mylenie konieczności ekonomicznej pracy z przywilejem.
    Mylenie pracy z formą rozrywki. Roszczeniowa postawa w stosunku do państwa i
    społeczeństwa.


    --
    Carpe diem
  • 08.02.10, 14:48
    vargtimmen napisał:

    > kocia_noga napisała:
    >
    kwestia
    > > > zależności od zarabiającego
    > > > małżonka /- zapobiec ma/
    > Staranny dobór małżonka.


    zapewne słyszałeś o eksperymencie Zimbardo?

    Do tego, ewentualnie, intercyzy, odpowiednie
    > ubezpieczenia na wypadek śmierci współmałżonka lub rozwodu. No i
    skutecznie
    > egzekwowanie obowiązku alimentacyjnego.
    >
    Czyli masz na myśli powrót do wielopokoleniowej licznej rodziny czy
    plemienia - swatów i intercyzy czynione przez rodziców , bo normalny
    człowiek wstępując w związek małżeński rzadko jest zdolny do
    twardych negocjacji.
    No i przeoczyłeś ubezpieczenie na wypadek utraty pracy, czy
    zubożenia małżonka - utrzymującego. No to policzmy :
    koszty ubezpeiczeń, dochody zapewniające byt wielodzietnej
    (dzietność spada!) rodzinie itp i znów zbliżamy się do modelu
    plemiennego, gdzie obydwoje państwo młodzi są de facto na garnuszku
    krewnych, dopóki ich po wielu latach nie spłacą, albo czekają z
    ożenkiem długie lata.
    Ale mniejsza z tym, nie chce mi się pisać o oczywistościach, jeśli
    żywot taki ci odpowiada, w czym problem?
    Może chodzi o to, że nie znajdujesz kandydatki na żonę która
    zechciałaby dzielić takie życie z tobą i winisz za to feminizm? Tak
    się bowiem składa, że nasze trolle to zwykle kawalerzy.


    > Nie, nie fraszka, zwłaszcza, że negatywne uprzedzenia są
    intensywnie propagowan
    > e
    > przez państwo, establishment medialny i feministów.
    >
    negatywne uprzedzenia do modelu - żona, matka wielodzietna w domu,
    maż - w pracy? Nie skomentowałeś działań miłych ci sił politycznych
    w postaci likwidacji złobków i pzredszkoli, żeby zmusić kobiety do
    rezygnacji z pracy, niedostrzegasz nahalnej i bezmyślnej propagandy
    mającej na celu zwiększyć pogłowie nie zmieniając warunków, nie
    pamiętasz,jaki był w PRL wskaźnik urodzeń (wtedy kiedy wg ciebie
    szalał przymus i propaganda).
    Jednym słowem - szkoda cZasu i atłasu na dalsze moje pisanie na ten
    temat.


    > Indoktrynacja: oficjalny model to była kobieta pracująca.
    Bohaterska włókniarka
    > ,
    > urzędniczka, traktorzystka. Przykłady tutaj:
    >
    > blog.jobexpress.pl/wp-content/uploads/2010/01/kobiety-288x438-custom.jpg
    > blog.jobexpress.pl/wp-content/uploads/2010/01/mlodziez.jpg


    Jak powiążesz fakty
    wybicie w czasie wojny ludności, zwłaszcza meskiej z ruiną powojenną
    kraju, to może coś ci się przemieści. Co do traktorzystek, każda
    dziewczyna na wsi potrafi już jeździć traktorem, ma też prawo jazdy
    kat.B.
    Idź głosić na wieś , żeby tego zaprzestać.
    Polikwidować szkoły zawodowe, technika a i licea dla dziewcząt, bo
    pzrygotowują do pracy zawodowej.
    Bosz, z kim ja czas tracę!



    Presja: miała charakter propagandowy i ekonomiczny. System
    regulowanych przez
    > państwo, spłaszczonych wynagrodzeń, powodował, że utrzymanie
    rodziny na
    > przyzwoitym poziomie przez jedną tylko pracującą osobę było bardzo
    trudne.

    Należysz do jakiejś organizacji politycznej? Chciałabym się
    dowiedzieć, kto w PL myśli o likwidacji milionów stanowisk pracy.

    --
    "życie dziecka jest ważniejsze niż zycie ciężarnej.
    Obowiązkiem moralnym cięzarnej jest poswięcic swe zycie dla zycia
    swego
    dziecka, jak to zrobiła heroiczna Agata Mroz"
    obrońcy życia na FF
  • 09.02.10, 04:15
    vargtimmen napisał:

    > Owszem, wiem jednak, że dla różnych ludzi różne zajęcia są
    > nieciekawe i nużące
    > w różnym stopniu.

    Tego, w jakim stopniu dla kogo nie sposób wiarygodnie sprawdzić,
    chyba się zgodzisz. To, że ktoś spędza na jakiejś czynności mnóstwo
    czasu (no choćby na oglądaniu telewizji) nie musi oznaczać, że
    czynność ta nie jest dla niego nieciekawa i nużąca. Może po prostu
    nie chce mu się podnieść czterech liter i iść pokopać piłki? A dwóch
    siedzących obok? Jak ich porównasz? Zakładając, że metoda
    kwestionariuszowa jest jednak mało precyzyjna.

    > Oczywiście, w miarę możliwości. Przy czym, z tym "rozwojem
    intelektualnym" to
    > bym nie przesadzał. Większość kobiet, które spotykałem i spotykam
    na
    > stanowiskach pracy w codziennym życiu, nie rozwija się
    intelektualnie w pracy,
    > to po pierwsze.

    Co nie znaczy, że mniejszość musi ponosić wszystkie konsekwencje
    tego zaobserwowanego przez Ciebie "nierozwoju" większości. Ja
    pisałam o rozwoju intelektualnym w pracy?

    Po drugie, w istocie, nie chodzi Ci przecież o pracę per se,
    > tylko o satysfakcję, przyjemność.

    Chodziło mi o osiąganie doskonałości w swojej branży, li i tylko.
    Oraz o możliwość rozwoju zawodowego. Tak, jest to satysfakcjonujące
    i przyjemne.

    > A tę można osiągać inaczej niż, np. siedząc z
    > a
    > biurkiem w urzędzie, czy na kasie w hipermarkecie.

    A pewnie. Czynności, które może wykonać prosty wihajster nie są
    godne pełnosprawnego intelektualnie człowieka. Nawet mężczyzny ;))

    > No tak, bo nie ma książek, internetu, życia kulturalnego,
    wspólnego hobby,
    > dzieci i ich spraw... nie ma, bo nie.

    A to wszystko, widzisz, jest, jeśli kobieta nie jest skazywana na
    pustkę w piaskownicy, jeśli jej się chce, bo ma i swoje własne
    życie, nie tylko wspólne. Jeśli rozwija się sama, i pielęgnuje swoje
    hobby, nie tylko te "wspólne".

    > > Powiedziałabym - do modelu sprawniejszego.
    >
    > Właśnie, sprawniejszego - czyli efekty są bardziej
    satysfakcjonujące przy
    > niższych kosztach własnych.

    Ależ oczywiście. Małżeństwo jest instytucją sprawującą pieczę nad
    potomstwem, więc, w sposób oczywisty, owa "sprawność" będzie
    polegała na odchowaniu dzieci. I tyle. Nie ja wymyśliłam nasilającą
    się tendencję do "seryjnej monogamii", której cezury mniej więcej
    pokrywają się z momentem podrośnięcia dzieci z jednego związku.

    Wracając do tych "satysfakcjonujących efektów": to, że jakaś
    instytucja, której jesteśmy częścią, sprawnie działa i ponosimy
    niższe koszty niż w działającej niesprawnie, nie oznacza, że
    uczestnictwo jest dla nas aż "satysfakcjonujące". Jest tylko mniej
    kosztochłonne. Zadowala w sposób dostateczny, powiedzmy. Satysfakcja
    osobista jest sporo nad tą kreską. Można ją porównać do zdrowia,
    które, wedle oświeconych definicji, nie oznacza po prostu "braku
    choroby" a pełny fizyczny, umysłowy i społeczny dobrostan.

    > > Jak w każdym przedsiębiorstwie.
    >
    > Jak w każdym przedsięwzięciu.

    Ja od "przedsięwzięcia", zwłaszcza w wersji wspólnej, oczekuję
    daleko więcej niż "sprawności". Jeśli tylko sprawne - to
    przedsiębiorstwo.

    > Załóżmy nawet... sądzisz, że to krótko? A w modelu równościowym
    byłoby, jakoby,
    > dłużej?

    Nie mam pojęcia. I szczerze mówiąc nie uznaję "trwałości" za
    najważniejszą wartość małżeństwa, tym bardziej trwałości w jedynym
    celu odchowania dzieci. W ogóle, tak czytając prasę, gdzie eks-
    małżonkowie wydzierają sobie dzieci rękami kuratorów i prokuratorów,
    coraz mniej podoba mi się sama idea formalizacji związku dwojga
    ludzi.

    > Ogólnie: w krajach cywilizacyjnie najbardziej zaawansowanych,
    gdzie model
    > równościowy rodzin oraz "samorealizacji" jest od lat aktywnie
    propagowany, w
    > miastach rozwodzi się około 50% małżeństw. Dzietność warstw
    oświeconych wynosi
    > około 1 dziecka na kobietę.

    Nie bardzo rozumiem "oświeconych". Tych "jaśnie"? Czy tych
    wykształconych?

    To oznacza dramatyczną degradację demograficzną i
    > rosnące zagrożenie ekonomiczne.

    A skąd. Tak się składa, że w krajach rozwiniętych, w Europie
    powiedzmy, Turkowie i Arabowie bardzo pilnie się starają, żeby
    demografia z ekonomią murem stały. A jeśli mowa o degradacji, to
    podobno mieszanie genom robi jak najlepiej. Może nie w pokoleniu
    emigrantów, tu jeszcze chwilę będą zakwefiać i zakopywać, ale już w
    następnych czemu nie. "Rosnące zagrożenie ekonomiczne" bierze się z
    nadmiernej i niepohamowanej konsumpcji, patrz casus Hiszpanii.

    > Kobiety pracują... często jako sprzątaczki, kucharki,
    wychowawczynie cudzych
    > dzieci... hostessy, kelnerki, pomoce domowe... na własny dom i
    własne dzieci
    > brak im już czasu i energii. A ten "rozwój intelektualny" to jest
    zwykle wymysł
    > pięknoduchów, choć znam liczne wyjątki.

    Ach, ja znam głównie wyjątki. Jest pięknie, wierz mi. A swoją drogą
    wychowywania cudzych dzieci wcale nie uważam za degradujące. Ty tak?

    > Dowód? Wcześniejsze urlopy, zwłaszcza kobiet, zawsze cieszyły i
    cieszą się
    > powodzeniem.

    To jest dowód na co? Na to, że na emeryturze nie będą się rozwijać
    intelektualnie? Czy że robić im się już nie chce jako, na przykład,
    nauczyciel? Bardzo sfeminizowny zawód, swoją drogą, który zdrowo te
    statystyki "cieszenia się powodzeniem" musi nabijać. Podobnie
    zresztą jak zawód pielęgniarki.
    Nauczycieli nie chcących dłużej pracować musi zrozumieć każdy, kto
    choć przez chwilę miał do czynienia z dużą grupą niesfornej
    młodzieży, którą musi czegoś nauczyć i zadbać o jej, hm, przeżycie.

    > Jeśli, w
    > rodzinie, dwie osoby usiłują robić ekscytujące kariery,

    Zależy jak rozumieć "ekscytujące kariery", bo to trochę takie
    mówienie między błękitem a dobranoc.

    > to zwykle odbywa się to
    > kosztem dzieci (jeśli są) i trwałości rodziny.

    Widzisz, a ja wszędzie czytam, że to raczej zarabianie na pograniczu
    biedy, w jakiejś Anglii czy Irlandii, odbywa się kosztem dzieci i
    trwałości rodziny. A z biedy wychodzi się pracując. Nie ma inaczej.

    > I, niestety, nie jest tak, że
    > jest pełna symetria między małżonkami: ciąża i pierwsze lata życia
    > dzieci to
    > czas, w którym kobieta nie jest i nie powinna być w pełni
    > dyspozycyjna wobec
    > wymagającego pracodawcy.

    Powiem Ci tak, jako dama :) Kobieta nigdy nie powinna być "w pełni
    dyspozycyjna". Wobec nikogo.

    Jeśli mężczyznę, choćby w nikłym stopniu, obchodzi własna rodzina i
    spłodzone dzieci, nie powinien być "w pełni dyspozycyjny" wobec
    najbardziej nawet wymagającego pracodawcy. Kwestia priorytetów.

    > Oczywiście, widzę problemy, taki jak kwestia zależności od
    zarabiającego
    > małżonka, czy problem społecznego statusu niepracujących kobiet.
    Pierwszy
    > problem jest realny i skomplikowany, ale sądzę, że można go
    rozwiązać.

    Oczywiście. Na razie jednak mam świeżuteńką wiedzę o traceniu przez
    niewykształcone i niezarabiające kobiety dzieci na rzecz byłych
    mężów. Przemocowych, co też warto podkreślić. Bo jakoś tak się
    dzieje, że ubezwłasnowolnianie domowe kobiet często lubi chodzić w
    parze z przemocą w rodzinie, nie wiedzieć czemu.

    > Drugi -
    > jest tylko i wyłącznie kwestią mentalności... w Polsce, połączenie
    > socrealistycznej indoktrynacji i presji z przymusem ekonomicznym
    > poczyniło spor
    > e
    > spustoszenia, niestety, feminizm je jeszcze pogłębia.

    Ach, ale co znaczy ten "feminizm"? To mówienie paru rzeczy bez
    ogródek?

    Może nie wiesz, ale przymus ekonomiczny się nie skończył wraz z
    upadkiem poprzedniego systemu. I - tego możesz też nie wiedzieć -
    nie jest zbyt częstą taka sielanka, gdzie w rodzinie z dziećmi
    zarabiać na wszystkich da radę sam mężczyzna. Stety albo niestety. I
    teraz trzeba się dogadać. Li i jedynie.

  • 05.02.10, 01:23
    Kiedys ogladalem taki film z Nalberczakiem, Opalinskim, i chyba Gajosem, w
    ktorym (ojciec) Nalberczak tlumaczyl (synowi) Gajosowi, ze prawdziwy mezczyzna
    musi nosic oficerki i bryczesy. :O)



    kontodopisanianaforum napisała:
    >
    > Z równością społeczną członków to już chyba się rozpędziłeś.

    ==
    Zarabianie kasy wyznacznikiem męskości?
    >

    "Niezależność sądu, akceptacja dla swojej natury, determinacja, by pracować
    ciężko na dobrą sytuację rodziny, zrozumienie tego, że równość funkcji
    społecznych członków rodziny nie jest najważniejszą wartością."
    ===
    No coz, w tradycyjnym spoleczenstwie tak to wygladalo: mezczyzna zarabial
    (kobieta nie). Tyle, ze to bylo dawno i nieprawda. :O)

    Cytowana powyzej opinia, tak sie sklada, rownie dobrze moze dotyczyc teraz
    kobiet, jesli tylko ktos nie ztrzmal sie mentalnie ze sto lat temu.

    Bardzo interesujace jest wszakze ostatnie zdanie. Bo jesli polaczyc je Twoim
    pytaniem, to calosc bedzie wygladala nastepujaco a jej sens odpowiednio ciekawie.

    Zarabianie kasy wyznacznikiem męskości?

    Odp. Tak, poniewaz w takim przypadku widac "zrozumienie tego, że równość funkcji
    społecznych członków rodziny nie jest najważniejszą wartością."

    Bo widzisz ta koncowka to kompletny bezsens - mowa trawa zaszczepiona na
    partyjnych zebraniach.
    Mozna bowiem zarabiac kase (przez co byc mezczyzna) i byc kompletnie
    niezorientowanym co do tego, ze "równość funkcji społecznych członków rodziny
    nie jest najważniejszą wartością." (przez co nie byc mezczyzna). Tylko jak tu
    byc mezczyzna i zarazem nie byc nim? :O)
  • 08.02.10, 00:52
    pracuj, opiekuj się dziećmi i jeszcze dbaj o żonę... A żonie w domu źle, bo ona
    chciałaby robić karierę w kopalni albo pisać nowe programy komputerowe... Obie
    branże bardzo dobrze płatne, a kobiet jak na lekarstwo... Czemu kobiety nie
    studiują informatyki?
  • 08.02.10, 03:00
    > Czemu kobiety nie studiują informatyki?

    Sięgnij do przepastnych archiwów tego forum.
  • 08.02.10, 09:44
    Coraz więcej studiuje i informatykę i kierunki na politechnikach.
    Aczkolwiek akurat zajmowanie się informatyką wydaje mi się
    śmiertelnie nudne, idealne zajęcia dla autystyków.
  • 08.02.10, 10:38
    Cechą demagogii feminitycznej jest fałszowanie rzecywistosci dla celow
    ideologii. Prawda jet taka:
    1)90% ludzi pracy nie robi "karier" tylko jest w niewolniczym kieracie
    zarobkowego niewolnictwa; monotonnym,niszczącym zdrowie,ogłupiającym,
    stressującym (ekspedientki, kasjerki,pielegniarki,robotnice,drobne
    urzędniczki,nauczycielki,sprzątaczki etc). Te tlumy kobiet marzą jedynie
    o powrocie do domu w formie renty , emerytury czy socjalu.
    2) Na tym ponurym tle do pozazdroszczenia sa ciepłe synekury AKTYWISTEK
    FEMINITYCZNYCH ( Senyszyn - 50 tys zl miesiecznie jako UE poslanka,
    Jaruga - 15 tys zl miesiecznie jako poslanka sejmowa, Szczuka-10 tys zl-
    jako prezeska feministycznej fundacji)
    W bolszewizmie i feminizmie zawsze byli rowni i rowniejsi
  • 08.02.10, 10:44
    Interesujące. Wskaż proszę źródło mówiącej o podanej przez Ciebie
    wysokości dochodów posłanki Jarugi, bo zdaje się, że szastasz
    liczbami bez sensu: orka.sejm.gov.pl/webBPKS.nsf/pub/JRAA-
    7TJDQU.
    Panowie: robotnicy rolni, smieciarze, tynkarze, ślusarze,
    magazynierzy, kierowcy, akwizytorzy etc. robią wg. Ciebie
    oszałamiające kariery czy chodzą w niewolniczym kieracie zarobkowego
    niewolnictwa?
  • 08.02.10, 10:54
    Triss - nie wiem, czy nie szkoda Twojego czasu i wysiłku. Przednia rozrywka to
    raczej nie jest, raczej przeciwnie - tylna, czyli do d**y.
  • 08.02.10, 11:55
    Racja. Wiekszosc pracy kobiet i mężczyzn to harowka zarobkowa w
    potrzebnych ale jakże beznadziejnych zawodach, Więc po co bzdety
    o "karierach" robotnikOw i robotnic?
    Taktyka globalnego kapitalizmu, poslugujacego sie feministyczną demagogią,
    to wypchnięcie milionow kobiet na rynek pracy, stworzenie tam tłoku i
    sztucznego bezrobocia oraz BEZKARNE OBNIZANIE PŁACY REALNEJ DLA WSZYSTKICH
    ROBOTNIKOW I ROBOTNIC. Już treaz robotnicy i robotnice w USA I EU mją
    zaniżone płace o 40% w tosnku do wartoci wykonywanej przez nich pracy.
    Jet ro haniebny rezultat feministycznej demagogii.
    Synekura dla Senyszyn to 50 tys zl miesięcznie.
    Synekura Jarugi to 11 tysiecy poselskiej pensji + diety = 15 tys
    miesięcznie
  • 08.02.10, 11:58
    prezeską jakiej fundacji jest szczuka?
  • 08.02.10, 14:23
    ally napisała:

    > prezeską jakiej fundacji jest szczuka?

    ally, ten troll charakteryzuje się zupełnym brakiem
    odpowiedzialności za słowa - sprawdź.
    Upraszam o niekarmienie.
    --
    "życie dziecka jest ważniejsze niż zycie ciężarnej.
    Obowiązkiem moralnym cięzarnej jest poswięcic swe zycie dla zycia
    swego
    dziecka, jak to zrobiła heroiczna Agata Mroz"
    obrońcy życia na FF
  • 08.02.10, 11:56
    > branże bardzo dobrze płatne, a kobiet jak na lekarstwo... Czemu kobiety nie
    > studiują informatyki?

    A zauważyłeś, że ten świat jest tak ułożony, że dla kobiet przewidziano tylko
    prace w stylu od-do? Przechowalnie dla dzieci są czynne do 17, potem, żeby się
    waliło i paliło trzeba je odebrać. Nie mówiąc o trendzie posyłania dzieci na
    zajęcia pozalekcyjne, co dodatkowo angażuje popołudnia. Na chorobowym też
    zazwyczaj kobiety siedzą. Panowie średnio się garną do pomocy i zmiany
    stereotypowego stylu życia. A niestety wszelkie ambitniejsze i lepiej płatne
    prace wymagają całodziennego zaangażowania a niekiedy pracuje się w weekendy i
    trzeba wyjeżdżać. I nie ma tak, że jest wywiadówka, 40st gorączki, czy dziecko w
    szpitalu. Jak raz czy drugi zawalisz zlecenie, nie zostaniesz po godzinach, nie
    wyjedziesz w interesach, czy przyjdziesz niewyspany i nie będziesz w stanie
    efektywnie pracować, to znajdzie się 10 innych, bardziej przydatnych szefowi, na
    twoje miejsce.

    Więc nawet jak kobieta zostanie inżynierem, to zazwyczaj kończy jako
    urzędniczka. Chyba, że ma pomoc ze strony babci, pieniądze na starcie na
    opiekunki, albo męża, który zechce zostać w kurem domowym. I dużo samozaparcia i
    nonkonformizmu, żeby osiągnąć swój cel.
  • 08.02.10, 16:25
    wyborcza.pl/1,76842,7537002,Polaku__Idz_na_tacierzynski_.html
    W tekście trochę obwiniania kobiet. Pod tekstem oczywiście gromy na nazwę
    "tacierzyński" :] Obok idiotyczny sondaż "Czy prawdziwi mężczyźni idą na urlop
    tacierzyński?".
    A sam urlop - teraz tydzień, 2 tyg. w 2012; już widzę te tłumy biorące urlop na
    Euro ;)
  • 08.02.10, 18:40
    Podobno się okazało, że wg tych przepisów mundurowi ojcowie nie
    mogą. Już coś było gadane, że trzeba zmienić bubel (kolejny!), ale
    nie wiem, czy się coś ruszyło w temacie?

    Mówiłam tu zdaje się wiosną, że widuję więcej niż zeszłymi wiosnami
    samych ojców z dzieciakami na spacerach i że to fajne. I nie że tata
    niedzielny, bo jednak zwykle wystarczy oko kątem zawiesić na dłuższą
    chwilę i wiadomo, a to co było mi wtedy wiadomo to było właśnie to,
    że tata nie od święta.
    Po prawdzie to wciąż b. mało, ale zobaczymy co będzie dalej:)
    Niedługo znów wiosna.

    --
    Zielonej pragnę zieleni
    Nie
    Tak
  • 09.02.10, 04:45
    Czy ktoś np. pisze o tym co powinny robić i jak się zachowywać "prawdziwe" kobiety?
  • 09.02.10, 12:28
    Tak, głównie robią to księża, od ładnych paru lat.
    Żegnam.
  • 12.02.10, 19:42
    Stworzyłeś sielankowy obraz życia swojej rodziny. Piszesz, że zona śpi do 9. Z
    całym szacunkiem, nie znam trzylatka, który leży spokojnie w łóżku do tej
    godziny. A siedmiolatka nie musi być 8.00 w szkole? To przykład na to, że jesteś
    z tych tatusiów, którzy zadają pytania w stylu "do której klasy chodzi nasze
    dziecko?". A ten wspaniały obiadek ze zdrowych produktów sam się ugotuje. A
    zakupy same się zrobią A ciuszki wesołej gromadki same się wypiorą i wyprasują.
    Po drugie, dlaczego zakładasz, że kobieta może wykonywać tylko nudne, kiepsko
    płatne prace? Czy Twoja żona jako biolożka nie mogłaby pracować naukowo, pisać
    artykułów? Dlaczego uważasz, że musiałaby być sprzątaczką?
    Poza tym, jeśli wolno spytać, gdzie pracujesz, skoro masz 3 miesiące urlopu? I
    do tego tak fantastycznie zarabiasz, że Twoja pensja wystarcza na utrzymanie
    licznej rodziny?
    P. S. To nie ma być atak na Ciebie. Jeśli jesteście szczęśliwi, to super. Ale
    chciałabym poznać zdanie Twojej żony.
    --
    "Pod ustawą o parytetach warto się podpisać, aby zwalczyć potężne lobby
    impotentów, którzy chcą zamknąć kobiety w kuchni, bo boją się ich w sypialni"
    Andrzej Mleczko
  • 12.02.10, 19:52
    Zyzio nam się tu już uspokoił, lepiej go nie rozjuszać zanadto, bo znowu
    zamieści tu swoje wizje...
  • 12.02.10, 19:56
    Wybaczcie, tak mnie to wpieniło, że nie mogłam się powstrzymać. Ciekawe, czy się
    doczekam odpowiedzi.
    --
    "Pod ustawą o parytetach warto się podpisać, aby zwalczyć potężne lobby
    impotentów, którzy chcą zamknąć kobiety w kuchni, bo boją się ich w sypialni"
    Andrzej Mleczko
  • 12.02.10, 20:41
    Problem polega na tym, ze wylapujac niekonsekwencje i oceniajac
    mocno nierealistyczny obraz, ktory przedstawil latwo dojsc do
    wniosku, ze zona i dzieci zyzia zyja jedynie w jego wyobrazni.
    A co do odpowiedzi, to zdaje sie, foro z ulga odetchnelo, kiedy
    przestal sie tu pokazywac, bo to troll do szescianu.


    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi,
    mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie
    oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • 14.02.10, 18:26
    bene_gesserit napisała:

    > Calosc - naprawde warta przeczytania

    Przeczytałam, dziękuję.

    Brakuje mi Twojego komentarza, bez niego nie wiadomo, o czym tak
    naprawdę chciałabyś dyskutować w tym wątku.




    --
    Nie parytetuj!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.