Pomijając bzdurność tezy (gdyby kobiety nie umiały robić najróżniejszych rzeczy
z pasją oznaczałoby, że nie są ludźmi) to problemem przytaczanego artykułu jest
tak naprawdę "ustawianie" co można określić mianem "hobby".
Moja partnerka uwielbia grzebać się w ziemi (gardening... kuźwa - to może od
razu "advanced green area architecting"? Jak dla mnie pretensjonalne nazwy dla
prostych czynności świadczą o jakimś kosmicznym niedowartościowaniu). Kupuje do
tego masę książek i jakiś dziwnych rzeczy przeznaczenia połowy których nawet
wolę się nie domyślać. I robi to z pasją i poświęceniem. Współudział w jej
działalności jest dla mnie równie pociągający jak perspektywa wbicia sobie
gwoździa w podstawę nasady czaszki. Jeśli to nie jest jej hobby to musi być
jakaś (nieodkryta jeszcze) choroba psychiczna.
I pewnie - to całkiem prawdopodobne, że "męskie hobby" znajdzie zainteresowanie
wśród mniejszej ilości kobiet (właśnie dlatego, że jest "męskie") - one mają po
prostu inne (co nie oznacza gorsze) hobby. Nie zbierają znaczków? No to
zbierają buty. Albo torebki (o... to też hobby mojej partnerki - w życiu nie
zrozumiem na cholerę komu blisko 200 torebek). Albo porcelanowe kotki. Albo,
albo, albo. Nie chodzą na ryby? A ilu facetów (a bo ja wiem) szydełkuje?
No mężczyźni i kobiety miewają różne zainteresowania. I co z tego?
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.