Żeby było jasne. Nie musisz mnie przekonywać, że tekst Gancarczyka jest żałosnym
plugawym pluciem. Ja tutaj nie występuję w obronie jego tylko w obronie pewnych
zasad. Nie żal mi go i nie martwi mnie, że pani Tysiąc dostanie zastrzyk
gotówki, przeciwnie. To co wydarzyło się moim zdaniem negatywnego, wydarzyło się
w innej sferze - nie konkretnej, przyziemnej, ludzkiej, a w sferze pewnych
fundamentalnych zasad. Sąd w interpretacji tekstu przesadził, a przesada
prowadzi do wylewania dziecka z kąpielą. To jest wygrana bitwa, ale na wojnie z
fanatyzmem o liberalne, racjonalne i wolne społeczeństwo ten wyrok (i to
uzasadnienie!) to jest krok wstecz.
Nie cierpię występować w obronie swoich wrogów, ale nieroztropna przesada, która
cechuje pewne zachowania niby liberalnej-lewicy czasem zmusza do zabrania
takiego stanowiska.
To tak jak z kwestią antysemityzmu Nowaka. Lukaj:
www.youtube.com/watch?v=1leFU8xbKFk&feature=related
Owszem, jest to człowiek śmieszny, a jego wywody są żałosne i żenujące, ale
podciąganie tego pod antysemityzm jest dla mnie praktyką dopasowywania definicji
do rzeczywistości zamiast odwrotnie - przymierzania rzeczywistości do definicji,
jak powinno się czynić. Nowaka mi nie żal, ale jest to zabieg, który uważam za
niebezpieczny i niebezpiecznym jest jego uwiarygadnianie.