bri napisała:
> > Hm, a czy nie sądzisz, że tego wstydu możesz jej najlepiej
> oszczędzić delikatnie z nią rozmawiając?
>
> Proszę Cię, właśnie w tym rzecz, że już "delikatna
> rozmowa" oznacza, że jest się czego wstydzić.
> Wyobraź sobie, biorę córkę do pokoju,
> zamykam drzwi i konfidencjonalnym szeptem oznajmiam: "Dziecko
> drogie, wiedz, że nie musisz się swojej cipki wstydzić" ;)
>
Cóż, zamiast tego, można pójść do sauny lub na plażę naturystów i dać przykład
naturalnego podejścia do siebie. Wszytko jedno zresztą, to całkiem nie moja sprawa.
Jedno może dodam, ogólniej: między wstydem (że coś jest niewłaściwe, z samej
natury, złe), a rozgraniczaniem intymnego i publicznego jest zasadnicza różnica.
Nie chodzi się po ulicach w samej bieliźnie (lub całkiem bez niej) nie dlatego,
że się wstydzi tej bielizny, tylko w szacunku dla obyczaju, prywatności własnej
i innych.
>
> Ja chcę, żeby ona umiała się cieszyć. Można się
> cieszyć intymnie podczas seksu, a można się cieszyć
> śmiejąc się z gadżetów. Jedno drugiego nie wyklucza.
>
Pewnie można, choć zdaje mi się, że łatwo w takich sytuacjach o trywializację i
wulgaryzację.
> Osobiście wydaje mi się, że ludzie, którzy
> nie są zdolni do rubaszności właśnie, tracą coś
> bardzo fajnego.
Może, choć ja uważam, że wszystko ma swoje miejsce i czas. Osoby nazbyt lub
niestosownie rubaszne bywają dosyć uciążliwe dla otoczenia i zwykle są
nieatrakcyjne.
> Na razie muszę lecieć, pa.
miłego
--
Carpe diem