Wystarczy sięgnąć do źródeł i oddać głos
pani
Komisarz:
"Ta różnica przekłada się na pewne koszty gospodarcze. Obliczyliśmy, że
gdyby nie było tych różnic, państwa członkowskie mogłyby zwiększyć swoje PKB
przynajmniej o 15 proc." - ogłosiła komisarz ds. sprawiedliwości i praw
podstawowych Viviane Reding. Podkreśliła, że błędem jest niewykorzystywanie
potencjału kobiet.
"Niech mężczyźni mi wybaczą, ale dane pokazują, że kobiety są po prostu lepiej
wykształcone: 60 proc. kobiet w Europie kończy studia wyższe. Nie może być więc
tak, że kobiety z lepszym od mężczyzn wykształceniem otrzymują mniej płatne
posady poniżej ich kwalifikacji!" - mówiła komisarz. Zapewniła, że podczas
swojej pięcioletniej kadencji znacząco zmniejszy różnicę w wynagrodzeniu kobiet
i mężczyzn, która w takich krajach jak Niemcy czy Wielka Brytania przekracza 20
proc., a w Estonii nawet 30 proc. W Polsce należy do najniższych w UE i wynosi
niecałe 10 proc.
Czyli, więcej kobiet niż mężczyzn kończy wyższe studia, a np. robotnicy
zarabiają za dużo.
Swoją drogą, pogrubione zdanie jest dla mnie co najmniej zagadkowe. Nasuwają mi
się ponure domysły, że pani Reding sądzi, że PKB bierze się z wysokości
wypłaconych płac, a nie z wartości wykonanej pracy.
--
Carpe diem