> Jakoś do twego wątku zbiegli się panowie seksiści jak
> muchy do lepu.
Trudno mnie za to winić.
> Njaprostszym
> miernikiem jest dyplom uczelni i on jest brany pod uwagę gdy mowa o
> wykształceniu.
Problem polega na tym, że na podstawie tego "najprostszego miernika" wyciągane są bardzo daleko idące wnioski, w dodatku przez ludzi mających realną władzę, a to jest niebezpieczne, chociażby dla kieszeni podatników.
> Robisz jednakże jedno założenie świadczące o twoim stosunku -
> mianowicie zakładasz,że kobiety kończą gorsze uczelnie, na gorszych
> kierunkach i mają gorsze kwalifikacje
To jest przypuszczenie, a nie założenie. Raczej warto to wziąć pod uwagę, rozpatrując problem. Natomiast "założenie świadczące o stosunku" to poczyniła pani komisarz: założyła, że winę ponosi wszechobecny seksizm.
Fakty jednak pozostają faktami: największe zapotrzebowanie jest teraz na absolwentów studiów technicznych, gdzie udział kobiet wynosi 30%. Myślę, że to rozsądny trop. To nie jest moja wina, że po studiach humanistycznych, gdzie z kolei jest nadreprezentacja kobiet, zarobki w zawodzie nie są zbyt duże.
--
All over you