chodzi o to, że w dyskusji publicznej, o ile to można nazwac dyskusją,
argumentacja obydwu stron sprowadza się do nalotów dywanowych superfortec B-52 i
zrzucaniem napalmu na terytorium przeciwnika. A sprawa jest według mnie
oczywista i prosta jak włos obywatela Mongolii. Skoro liczba kobiet porównywalna
jest z liczbą mężczyzn, nalezy parytety wprowadzic bez zbędnej dyskusji. A skala
zaciecwierzenia obydwu stron nie dopuszcza argumentu najprostszego, czyli tego
mojego :)
--
allons enfants de la LISTA
le jour de gloire est arrivé!!!
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.