Na wstępie zaznaczam, że jestem facetem. Mam wyrobiony swój pogląd na aborcję i chciałem go tutaj przedstawić oraz ze względu na to że osobiście nigdy nie urodzę dziecka dowiedzieć się jaki jest na to kobiecy punkt widzenia.
Po pierwsze kwestia decydowania o sobie i o własnym ciele na prostym przykładzie:
Wyobraźmy sobie że chcę obciąć sobie rękę. Z moralnego punktu widzenia jest tomoja ręka i mogę o niej decydować. Nie mogę za to obciąć ręki mojemu koledze, ponieważ nie należy ona do mnie. Rodzi się teraz niby bezsensowne pytanie: skąd wiem że ta ręka jest moja?
Otóż stąd, że tworzące ją komórki mają takie samo DNA jak reszta mojego ciała. Na podstawie DNA wiem też, że ręka mojego kolegi w żadnym wypadku do mnie nie należy. I teraz sedno sprawy: płód ma inne DNA niż matka więc nie jest częścią jej ciała, dlatego nie może ona decydować o jego życiu i śmierci.
Oczywiście dopuszczam możliwość aborcji w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia kobiety - ale to temat na inną rozmowę.
I jeszcze jedna sprawa: rozmawiałem kiedyś z koleżanką i zapytała mnie co w sytuacji kiedy matka jest 15-latka. Nie wiedziałem co jej powiedzieć, ale zaczałem się zastanawiać. Polskie prawo pozwala matce na zostawienie noworodka w szpitalu po urodzeniu bez żadnych konsekwencji. Czy w związku z tym efekt nie jest taki sam jak aborcji w sensie, że ta młoda dziewczyna może spokojnie kontynuować naukę z tą róznicą, że dziecko nie umrze, ona tylko je musi urodzić
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.