Re: Nie szafowałbym tak bardzo katolicyzmem...
> ... bo ilośc Twoich odwołań do katolicyzmu wskazuje na jakiś z nim problem.
Owszem, mam z nim problem. Mało tego, uważam, że wszyscy mamy z nim problem,
także, a może nawet przede wszystkim, sami katolicy.
> Jedni uważają, że płód jest człowiekim, bo z tego zlepku komórek będzie
> kiedyś duży człowiek, a inni uważają, że zlepek komórek nie jest
> człowiekiem. Podział ten dokonany jest tylko w jednym celu: pierwsi chcą,
> by żyło, drudzy chcą mieć prawo zabić (unicestwić, wyskrobać, odessać) -
> to jest jedyna róznica, z którą katolicym nie ma nic wspólnego, bo chodzi
> o wymiar prawny. Ten wymiar prawny to możliwośc usunięcia ciąży bez
> konsewencji karnych (zwracam uwagę na "karnych" bo gdyby chodziło o
> administracyjne lub wręcz wykroczenie nikt by sobie tym głowy nie
> zawracał).
Nie rozumiesz podstawowej zależności. System prawny jest wtórny wobec systemu
etycznego. Dopiero na bazie systemu etycznego można ustalać prawo. A kwestia
aborcji jest starciem dwóch systemów etycznych - tradycjonalistycznego
(zbudowanego na bazie metafizyki, religii) oraz postępowego (czyli etyki
świeckiej, opartej o koncepcję praw człowieka). Dlatego jest to spór sięgający
korzeni sporu o kształt cywilizacji - tradycjonalistyczny, metafizyczny,
autorytarny, religijny lub demokratyczny, świecki, liberalny.
"Obrońcy życia" wcale nie martwią się o los konkretnych płodów, to szantażyści
moralni walczący o wpływy swojej instytucji, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że
będąc przeciwko aborcji w każdej sytuacji są jednocześnie przeciwko
antykoncepcji, prezerwatywom, edukacji seksualnej, które to czynniki mogłyby
zdecydowanie zmniejszyć współczynnik dokonywanych aborcji.