... lub jego brak, który mi zarzucasz - chodzi o spójność.
Z tej spójności wynika, że nie tylko nie obchodzi mnie czyjś płód,
mnie nawet nie obchodzi cały dorosły człowiek. To, czy jesteś
zdrowy, czy jutro umrzesz w konwusjach jest mi najzupełniej
obojętne, tak samo jak to, czy Twoja kobieta usunie ciążę, czy ją
dochowa i kogo z niej wychowa. To nie jest moja sprawa i stąd
obojętność. I odwrotnie - rzecz jasna.
Uważam także, że jeśli chcemy mieć prawo do usuwania ciąży, to nie
do 12 tygodnia tylko KAŻDEJ ciąży, bo moment, w którym zlepek
komórek nazywamy człowiekiem (i zabieramy się za jego ochronę z całą
mocą prawa i medycyny) jest momentem umownym. To uważam za
najsłabszy fragment całej sprawy usuwania ciąży - tą umowność (takie
umowy istaniały od zawsze: niedawno rasa panów ustaliła, że
Słowianie (albo Żydzi) nie są ludźmi i też kilka milinów zabiła).
Co z tego wynika? Rzecz - dla mnie - prosta: jeśli ktoś uważa, że od
12 tygodnia ciąży zaczyna się człowiek, to drugiemu daje prawo do
podobnej umowy w ogólności, w tym do uznania siebie za nieczłowieka
w szczególności. Bo umowa, to umowa: sami decydując o kimś dajemy
innym prawo do decydowania o sobie.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.