Daruj sobie te poufałości...
> ... Twoje posty zaczynają coraz bardziej dowodzić tezy, że "nic tak
> nie zaciemna rozmowy jak dobrze dobrany przyklad".
Moje przykłady rozmowy bynajmniej nie zaciemniają, sprowadzają ją tylko z oparów
abstrakcji na grunt rzeczywistości, natomiast z całą pewnością zaciemniają Twoją
"spójność". Łatwo jest być nieprzejednanym "obrońcą życia", kiedy się nie ma
pojęcia o możliwych konsekwencjach własnej postawy lub usilnie wypiera się je z
pola widzenia.
> Te wszystkie choroby płodu może mnie spotkają, może nie. Z pewnością
> nie Ty będziesz się za mną rozwodził więc nie musisz tracić afektu
> przy klawiaturze w tak prostej sprawie.
Nie "tracę afektu", naprawdę, zbytek troski z Twojej strony. Ale nie wiem, co
nazywasz "prostą sprawą". Kwestię aborcji? To by tylko obnażało Twój brak wiedzy
w kwestii, na temat której zabierasz głos i to w kategorycznym tonie. Ale to
typowe u fanatyków.
> Życie uczy pokory. Rozmawiając ze mną wymyślasz durnowate przykłady
> do ilustracji.
Nie, "durnowaty" jest Twój sposób ich zbywania w momencie, kiedy brak Ci
argumentów żeby się do nich ustosunkować. Przykłady są z życia wzięte. Naprawdę,
jeśli coś jest "durnowate" to z pewnością nie same przykłady, a raczej wola
nieuwzględniania ich.
Jednocześnie nie potrafisz rozmawiać o prostych i
> REALNYCH sprawach z własną matką, za którą się wstydzisz.
Nie wiem czemu szukając argumentów w rozmowie ze mną musisz wstukiwać mój nick
do wyszukiwarki, ale jako próba odbicia piłeczki jest to cokolwiek żałosne.
Nie bierz
> tego osobiście tylko zauważ, że to, co chcesz mija się z tym, co
> dostajesz.
Nie bierz tego osobiście, ale liczyłem, żeś twardszy merytorycznie zawodnik w
dyskusji.