Reportaz we wczorajszym
TVN Uwaga:
W trakcie jednego z listopadowych dyżurów pielęgniarz molestował swoją dwa razy młodszą koleżankę z pracy. - Dogonił, można powiedzieć dorwał naszą koleżankę, jedną ręką zatkał jej usta, dziewczyna nie mogła krzyczeć, nie mogła się bronić... i zaczął się przy niej masturbować - mówi Damian Chmielarz ze związku pracowników ratownictwa medycznego w Częstochowie.
Jak mówi molestowana kobieta, starsze pielęgniarki na to pozwalały i mówiły: "bo Witek taki jest". Sprawa nie wyszłaby na jaw, gdyby nie jeden ze związkowców, który zaczął stawiać pytania dyrekcji pogotowia.
(...)Ten sam pracownik pogotowia miał molestować też np. nieprzytomne pacjentki w karetce pogotowia.
- W trakcie udzielania pomocy miała miejsce sytuacja, gdzie kolega ten właśnie głaskał po kolanie, po nodze, po udzie tę osobę, której udzielaliśmy pomocy - twierdzi Hubert Wójcicki, były pracownik pogotowia ratunkowego w Częstochowie. - To była młoda kobieta - dodał.
- Pan pielęgniarz obmacywał piersi osobom nieprzytomnym i półprzytomnym. To jest sprawa tym bardziej dla prokuratury - dodaje Chmielarz.
(...)
Związkowiec nagrał rozmowę z dyrektorem pogotowia. "Brońcie jej jak chcecie. Mówię tylko, że będę miał do was pretensje, jeżeli mi to wyjdzie. Zrobi się reklama w pogotowiu. Teraz jest okres kontraktowania" - słychać na nagraniu.
Ostatecznie Witold N sie pokajal przed kobieta, ktora molestowal, chcial jej nawet wreczyc kwiaty, ale odmowila. Dostal nagane i przeniesiono go do innego szpitala, gdzie - niespodzianka - nadal pracuje w pogotowiu. Dyrekcja twierdzi, ze nie miala obowiazku o podejrzeniach wobec pracownika powiadomic prokuratury.
--
Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.