Dodaj do ulubionych

Bielik-Robson o polskim antyfeminizmie

29.08.11, 20:20
Arcyciekawy artykul Agaty Bielik-Robson. Czekalam, az ukaze sie na jakims forum, ale sie nie ukazal - opcje komentowania wylaczono. Totalna glupota, bo jest wyjatkowo inspirujacy.
Ponizej samo clou, ale warto oczywiscie przeczytac pierwsza polowe, w ktorej porownuje stosunek do kwestii kobieco-feministycznych u dwoch brytyjskich pisarzy XX w. Tzn watpie, czy foru bedzie sie chcialo przeczytac nawet te ponizsze fragmenty, bo sa dlugie, a foro ostatnio bardzo intelektualnie leniwe :(

(...)
Porównuję tu Eliota z Lawrence'em po to, by uświadomić feministkom - zwłaszcza polskim feministkom! - że tak zwany patriarchat niejedno ma imię, a czasem w ogóle nie jest patriarchatem, czyli władzą mężczyzn ojców. Eliot, istotnie, to samo wcielenie patriarchalnej wyższości. Ale Lawrence nigdy nie staje się ojcem - na zawsze pozostaje tylko synem i kochankiem, młodym, wiecznie niedorosłym mężczyzną szamoczącym się w sieci kobiecej, zwłaszcza matczynej, dominacji. Dla Lawrence'a kobieta nie jest stworzeniem służebnym niczym Ewa uczyniona z żebra Adama, lecz najstarszą i najstraszniejszą figurą wszechwładzy: Matką Naturą, Lilit i Astarte, która jedną ręką daje życie, drugą je zabiera. Wychowany w pogardzie dla własnego ojca i w nadmiernej, graniczącej z kultem, duszącej miłości do matki, która pogardę tę podsycała, Lawrence żyje w rzeczywistości matriarchalnej - i z nią się zmaga, walcząc o emancypację mężczyzny od kobiety. I podobnie jak niektóre feministki sądzą, że wobec wieków patriarchalnych nadużyć każda przemoc wobec mężczyzn jest dziś usprawiedliwiona, tak samo Lawrence nie stroni od brutalności wobec kobiet przekonany, że one i tak mają nad nim ostateczną władzę. Jego okrucieństwo wobec kochanek (nigdy matki) jest wszak tylko słabym odruchem buntu na zawsze usidlonej ofiary.

Na koniec musimy zadać nieuchronne pytanie: jakim typem mężczyzny jest polski mężczyzna? Ojcem jak Eliot czy synem jak Lawrence? Nie piszę tu żadnej dysertacji, ale na podstawie moich wieloletnich badań terenowych a la Bronisław Malinowski mogę autorytatywnie stwierdzić, że synem. Subiektywnie polski mężczyzna żyje w rzeczywistości matriarchalnej i każde swoje grubiaństwo wobec kobiet usprawiedliwia tym, że i tak stoi na pozycji przegranej. Feminizmu nienawidzi szczerze i namiętnie nie dlatego, że chce mu on władzę odebrać, bo wcale się taki silny nie czuje, ale dlatego, że chce mu zabrać resztki swobody, które z trudem wywalczył sobie w swej prawie zawsze nieszczęsnej relacji z matką. Dlatego wydaje się, że strategia polskich feministek powinna być obliczona na inny, 'synowski' model męskości.(...)


Pytanie do tej nielicznej grupki, ktora przeczytala choc ten fragment: noi co wy na to?





--
feminists aren’t humorless just because your jokes suck
Edytor zaawansowany
  • easz 29.08.11, 21:37

    Len intelektualny leniem, ale niedorobienie intelektualne itp. to jest prawdziwy klopot. Jest sens czytac, kiedy Eliota nie znam, a Lawrence'a nie lubie?

    --
    to jest mój sen
  • bene_gesserit 29.08.11, 23:25
    Jest, przeczytaj.
    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • andreas3233 30.08.11, 00:19
    Cos z Lawrenca, zapewne jest na rzeczy.
  • chief_inspector_toschi 29.08.11, 23:15
    są tu dwie ciekawe kwestie, po pierwsze walory poznawcze takiej konstrukcji typologicznej (gramy tutaj w grę pn. „adekwatny opis obiektywnie istniejącej rzeczywistości społecznej”), po drugie – ewentualne korzyści taktyczne i strategiczne, jakie mógłby odnieść ruch feministyczny („ruch feministyczny”), uwzględniając ją (tę konstrukcję) w swoich rachubach i działaniach. wiadomo, że od pewnych zjawisk skądinąd uznawanych za realne należy abstrahować, by w ogóle skutecznie działać (np. konsekwentny antyesencjalizm, uzasadniony filozoficznie, paraliżuje wszelkie działania zbiorowe itp.).

    co do sprawy pierwszej, to przy wszystkich zwyczajowych zastrzeżeniach (mamy do czynienia z kategoriami analitycznymi, niewielu jest zapewne czystych „synów” i „ojców”, itd., może dałoby się wyróżnić jakieś ważne kategorie pośrednie itp.) koncepcja ab-r jest imho trafna, teoretycznie i w zastosowaniu do polski. nie jest zresztą specjalnie oryginalna, szokować może chyba tylko pewien specyficzny typ feministek uzależnionych od matryc myślenia seksistowskiego i przejętych baśniową narracją o złych mężczyznach-oprawcach i szlachetnych kobietach-ofiarach.

    czy ta wiedza ma jakieś znaczenie praktyczne? z jednej strony, skoro rzecz dotyczy sfery percepcji i motywacji osób, których reakcje i zachowania nie są obojętne dla powodzenia feminizmu (w tym sensie sytuacja jest inna niż w przypadku problemu antyesencjalizmu, który jest bardziej teoretyczny), wydawałoby się, że ignorowanie tych spraw jest rzeczą pochopną. w końcu trafne odczytanie definicji sytuacji, jaką dysponuje partner czy adwersarz, jest warunkiem skutecznego działania. ale nie wiem. jak miałaby wyglądać taka „strategia polskich feministek obliczona na inny, <synowski> model męskości”?
  • bene_gesserit 30.08.11, 01:38
    > czy ta wiedza ma jakieś znaczenie praktyczne?

    No wlasnie, to jest najciekawsze.

    z jednej strony, skoro rzecz doty
    > czy sfery percepcji i motywacji osób, których reakcje i zachowania nie są oboję
    > tne dla powodzenia feminizmu (w tym sensie sytuacja jest inna niż w przypadku p
    > roblemu antyesencjalizmu, który jest bardziej teoretyczny), wydawałoby się, że
    > ignorowanie tych spraw jest rzeczą pochopną. w końcu trafne odczytanie definicj
    > i sytuacji, jaką dysponuje partner czy adwersarz, jest warunkiem skutecznego dz
    > iałania.

    Osoby, których reakcje i zachowania nie są obojętne dla powodzenia feminizmu wystepuja raczej, o ile kojarze, z pozycji patriarchalnych. Ton synowski to raczej sfera prywatna, w kazdym razie nieoficjalna. Pojawia sie na forach, czasem w jakims artykule, drukowanym tylko w necie, w wypowiedziach biednego mijuchy albo biednego malumy, na blogu maskulinisty, o ile on jeszcze dziala i pojawial sie na niedzialajacym od lat (i dzialajacym tylko kilka miesiecy) forum dla maskulistow.

    Jest dosc pozno i moze niejasno kombinuje, ale tak to mi sie kojarzy - patriarchowie sa oficjalnie antyfeministyczni, bo taki antyfeminizm (poblazliwy, protekcjonalny, sarkastyczny) jest manifestacja sily. Antyfeminizm synowski jest otwartym przyznaniem sie do slabosci, bycia w opresji, bycia pokonanym lub co najwyzej w defensywie, wszystko w tonie 'ratunku, kobieta mnie bije', babskim i histerycznym, bo w wykonaniu mezczyzny, ktorego wychowywala samotna lub samotnawa matka, karcila przedszkolanka i stawiala lufy nauczycielka; mezczyzny, ktory zintegrowal Animusa - slabego - od matki. Dlatego nurt synowski jest utajony, anonimowy i prywatny, ewentualnie kryje sie w podskornej agresji, ktora podszyty jest kult Matki Polki (slyszal kto o Matce Hiszpance? Brazylijce?) oraz kult dziewictwa Matki Boskiej itd, w tych klimatach. Takie pasywno-agresywne odmatczenie. Gdzies z tym zwiazany jest oczywiscie lęk i niechęc polskich mezczyzn przed homoseksualistami. Ten slabo zintegrowany slaby Animus...

    > ale nie wiem. jak miałaby wyglądać taka „strategia polskich femi
    > nistek obliczona na inny, <synowski> model męskości”?

    No wiec, jesli moja poznonocna teza o tym, ze 'synowski model meskosci' dotyczy dyskursu prywatnego i/lub anonimowego, w kazdym razie nie pojawia sie w mainstreamie, to nie wiem, czy w ogole nalezaloby przyjmowac jakas strategie. Olac ziejacych nienawiscia histerycznych maminsynkow z kompleksem Edypka i robic swoje, po prostu.


    --
    Tak kończą trolle.
  • chief_inspector_toschi 30.08.11, 09:48
    no dobrze, ale sam fakt, że typ "synowski" nie znajduje artykulacji w oficjalnym dyskursie, nie pozbawia go jeszcze znaczenia. wprost przeciwnie - przy założeniu, że taki syndrom faktycznie stanowi _utajony_ regulator reakcji na feminizm w przypadku sporego odsetka anty-feministów (w polsce - większości, zdaniem ab-r), lekceważenie go równałoby się po prostu przeoczeniu istotnego współczynnika sytuacji. tym bardziej, że terenem tej rozgrywki są przecież także relacje na poziomie mikro, a nie (wyłącznie) obszar treści oficjalnie aprobowanych i sankcjonowanych przez prawo.

    takie jest imho stanowisko ab-r.

    z tym, że ja nadal nie jestem przekonany, czy nie są to po prostu psychologiczne niuanse, same w sobie ciekawe, ale mało relewantne z punktu widzenia praktyki "ruchu feministycznego". byłoby fajnie, gdyby ab-r podała jakiś przykład realnej czy hipotetycznej sytuacji, w której wybór jednej lub drugiej strategii w istotny sposób zaważył czy może zaważyć na rezultacie.
  • bene_gesserit 30.08.11, 12:19
    Nie bardzo sobie wyobrazam, jakby to mialo wygladac.
    Raczej nalezaloby zafundowac narodowi terapię, ktora wyleczylaby go-ich-was z tych wszystkich Edypów i utajen. Bo jak - wchodzic w role matki, zeby przestraszyc i ukoic skołatane głowki? Ewentualnie pokazywac ostentacyjnie, ze nic wspolnego sie z mamusia nie ma, ze nie jest sie Swietą Dziewicą ale wręcz nieświętą Dziwką? Zlewka plus praca nad przeprogramowaniem rodziny (obowiazkowe tacierzynskie dla tatów np) od podstaw. Praca dla kilku pokolen.
    --
    Tak kończą trolle.
  • 1.marouder_eu 31.08.11, 03:36
    ...konstrukt literacki jest o tyle tylko wartosciowa, ze skutkowac moze blyskotliwym esejem.

    Opieranie strategii ruchu w spolecznego o wnioski plynace z zastosowania luznej dosc, literackiej przeciez, nie stricte naukowej formy powinny byc traktowane jako rodzaj anegdoty, smiesznostki, zabawy intelektualnej.

    Nalezy, znowu IMO, zadac sobie pytanie, czym jest esej, intuicyjna prawda, czy..jakby to delikatnie ujac..ladnym bledem?:)

    Nihil supra.

    PS. Czesto wspominam te wyzej wypowiedz jednej z Bogin, gdyz zdaza sie, ze konstatujac jej osobista nadinterpretacje, zaczynamy w koncu przebywac w rzeczywistosci:)
  • chief_inspector_toschi 31.08.11, 10:37
    a czymże innym się tutaj zajmujemy, jak nie zabawą intelektualną i eksperymentowaniem myślowym?

    fakt, niektórzy tutaj domagają się poprawności statystycznej oraz oczekują (od typologii!! mniejsza o to, że felietonowej i intuicyjnej) że będzie rozłączna i wyczerpująca (kłania się elementarne odróżnienie typologii i klasyfikacji). ale to nie ten adres.

    zależy zresztą, co się rozumie pod pojęciem literackości. w pewnym sensie wszelkie typologie, jako fikcje poznawcze, są literaturą. z drugiej strony, intuicje ab-r w sposób oczywisty dotyczą psychologii i socjologii, a nazwiska literackich patronów są tylko ozdobnikiem. a z trzeciej strony - literatura i eseistyka często są płodne poznawczo w sensie eksploracyjnym, dostarczają hipotez itp.

  • kocia_noga 31.08.11, 20:05
    chief_inspector_toschi napisał:

    w pewnym sensie wszel
    > kie typologie, jako fikcje poznawcze, są literaturą. z drugiej strony, intuicje
    > ab-r w sposób oczywisty dotyczą psychologii i socjologii, a nazwiska literacki
    > ch patronów są tylko ozdobnikiem. a z trzeciej strony - literatura i eseistyka
    > często są płodne poznawczo w sensie eksploracyjnym, dostarczają hipotez itp.
    >

    Taaa... dzieli akurat mizoginów na dorosłych silnych facetów i słabych niedorosłych chłopców. Rodzic i dziecko analizy transakcyjnej.
    --
    Chwała Matce i Córce i Świętej Duszy
  • evita_duarte 30.08.11, 07:59
    Nie znam ani jednego ani drugiego, wiec niedorobienie i u mnie. Wydaje mi sie, ze mowiac wylacznie o polskim mezczyznie zawezamy temat. Mowimy Matka Polka i nie ma Matki Hiszpanki czy Portugalki, ale czy na pewno? Stykam sie z roznymi mezczyznami i widze, ze Matka Hiszpanka to dopiero jest wladza, a hiszpanskojezyczny maminsynek/seksita bardzo pasuje mi do opisu z artykulu. Milosc do matki i nienawisc (?) do reszty kobiet.
    --
    marzenkowonyc.blogspot.com/
  • bene_gesserit 30.08.11, 12:20
    Milosc do matki i
    > nienawisc (?) do reszty kobiet.

    Raczej moze:

    Milosc do matki (?) i nienawisc (?) do reszty kobiet.
    Gdyby tak bardzo mamusie kochal, nie mialby problemu z innymi kobietami albowiem.

    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • easz 13.09.11, 22:45
    bene_gesserit napisała:

    > Milosc do matki i
    > > nienawisc (?) do reszty kobiet.
    >
    > Raczej moze:
    >
    > Milosc do matki (?) i nienawisc (?) do reszty kobiet.
    > Gdyby tak bardzo mamusie kochal, nie mialby problemu z innymi kobietami albowiem.

    A-ha. Aaa-haa. To moze rzeczywiscie najwyzszy czas zabrac sie za matki? No bo wlasnie zaczelam sie zastanawiac nad trzecim 'rodzajem' mezczyzny... Sprobuje przez weekend poszukac. Literackiej analogii;)
    Przeciez sa tez tacy, prawda, ci inni?


    --
    to jest mój sen
  • corgan1 14.09.11, 02:09
    skoro są "prawdziwi mężczyźni" lub "nieprawdziwi" czy nawet "niedojrzali" to ciekawe czy są "prawdziwe kobiety" albo "nieprawdziwe" albo "niedojrzałe"? :)

    wiem wiem.. też słyszałem że "kobietą się jest zawsze, a mężczyzną się bywa". ale może są i inne możliwości?
  • easz 14.09.11, 18:40
    corgan1 napisał:

    > skoro są "prawdziwi mężczyźni" lub "nieprawdziwi" czy nawet "niedojrzali" to ci
    > ekawe czy są "prawdziwe kobiety" albo "nieprawdziwe" albo "niedojrzałe"? :)


    A tam, nieprawdziwi. Niedojrzaly nie znaczy nieprawdziwy, dlaczego? Tylko ze niedojrzalosc, to etap, nie postawa, forma, wartosc, wiec po co to kultywowac, zachowywac, bronic jak niepodleglosci itd? Nie rozumiem. Lawrance nie jest niedojrzaly, jest mlokosem w krainie czarow.


    > wiem wiem.. też słyszałem że "kobietą się jest zawsze, a mężczyzną się bywa". a
    > le może są i inne możliwości?

    Nie znam tego, nie slyszalam, cos zmyslasz. Raczej o funkcjach tak sie mowi, to tak.
    A kobieta? - pierwsza z brzegu - Łęcka - przypadek modelowy i jaki wyborny, sam przyznasz. Tylko ze o kobietach, takze literacko i modelowo, bylo tu juz milion 500 razy. Np. o feministce przasnej tak zwanej, albo o matkach patriarchatu, czy innych kumpelach kumpli. Albo o tych, co im chlop jak rybierower itd. To juz nudne.

    --
    to jest mój sen
  • berta-death 30.08.11, 12:55
    Oczywiście, że jest i matka Hiszpanka i matka Włoszka i żydowska matka też jest. Nawet matka japońska i chińska jest.
    Te matki dzieciom są wszędzie tam gdzie mamy do czynienia z tym co nazwałam patriarchatem południowym. Czyli tam gdzie styl życia wymaga kolektywnej pracy na rzecz rodziny i całej populacji, gdzie przy odrobinie wysiłku wszyscy są w stanie się wyżywić, gdzie jest tyle zasobów, że każde dziecko ma zapewniony byt w dorosłym życiu, gdzie wreszcie praca jest na tyle lekka, że nawet dla dziecka znajdzie się coś pożytecznego do roboty. I jeżeli z posiadania dzieci jest pożytek, bo w dzieciństwie stanowią tanią siłę roboczą a w dorosłym życiu powiększają liczebność grupy społecznej i to ta populacja a nie inne zasiedli niezasiedlone tereny i jeszcze część tych dorosłych dzieci zajmie się starymi rodzicami, to te dzieci są wartością samą w sobie. Warto je mieć i warto o nie dbać. A, że dzieci siedzą w domach i pracują w gospodarstwach domowych, to oczywistą oczywistością jest, że obowiązkami wobec tych dzieci zostały "uszczęśliwione" kobiety.

    W krajach gdzie życie jest ciężkie a dziecko to tylko kolejna gęba do wyżywienia, bo nie jest w stanie ani drwa rąbać, ani na wojaże rabunkowe chodzić, ani polować, ani orać wołami na skalistej ziemi i która najprawdopodobniej szybko umrze, więc nie warto się do niej przyzwyczajać, to i nie ma dzieciocentryzmu. A jak nie ma dzieciocentryzmu to i kultu matek nie ma. Nikt nawet nie wymaga od kobiet, żeby dbały o dzieci. Bardziej się od nich wymaga, żeby nie szalały z rozrodem.
  • corgan1 31.08.11, 02:37
    berta-death napisała:
    > W krajach gdzie życie jest ciężkie a dziecko to tylko kolejna gęba do wyżywienia, bo nie jest
    > w stanie ani drwa rąbać, ani na wojaże rabunkowe chodzić, ani polować, ani orać wołami na
    > skalistej ziemi i która najprawdopodobniej szybko umrze, więc nie warto się do niej
    > przyzwyczajać, to i nie ma dzieciocentryzmu. A jak nie ma dzieciocentryzmu to i kultu matek
    > nie ma. Nikt nawet nie wymaga od kobiet, żeby dbały o dzieci. Bardziej się od nich wymaga,
    > żeby nie szalały z rozrodem.

    tadam! i teraz benka wymieni 3 przykładowe kraje w których życie jest ciężkie, zmienia skalista a od kobiet oczkuje się żeby nie szalały z rozrodem:
    1.
    2.
    3.

    z góry dziękuję

  • berta-death 31.08.11, 12:18
    Nie mówię o krajach współczesnych tylko o tym co działo się w dawnych epokach, kiedy ten patriarchat powstawał. Porównaj sobie życie sprzed np 200 lat w Grecji do życia w Szwecji. Dodaj do tego styl życia w krajach azjatyckich np dawnej Japonii i krajach bliskowschodnich. Z której strony na to nie patrzeć, to byt określa świadomość i nie chce być inaczej. To przyroda dyktuje ekonomię a ta wymusza pewne wzorce kulturowe i styl życia. Nie wykluczone, że i ewolucja ma tu coś do powiedzenie i preferuje jednostki o określonych genach, dzięki którym jest im łatwiej dostosować się do wymogów życia według danego wzorca.
  • tricolour 30.08.11, 08:08
    ... w którą grupę wpisuje się antyfeminista krytykujący feminizm za walkę o sejmowe parytety (bo wydaje się być sejmowanie pracą lekka i dobrze płatną) i jednoczesny brak zawodzących jęków o parytety gdy czytamy reklamę "Autostrady Wielkopolskie zatrudnią mężczyzn do pracy"?
  • kocia_noga 30.08.11, 09:11
    albo dlatego, albo wręcz przeciwnie. Babę fajnie walić w ryło, bezpiecznie i wygodnie, a powody są dla mnie, podpobnie jak i dla pewnego męskiego bóstwa solarnego - nieważne.
    Czy Pan wyraża się o kobietach źle, bo to, czy też bo tamto - nie ma znaczenia. Czy swoją pisaniną sprawi, że czytelniczki poczują się nieważne, niższe, gorsze, czy też przerażone, zagrożone, pomówione - jeden czort.
    --
    Chwała Matce i Córce i Świętej Duszy
  • 1.marouder_eu 31.08.11, 03:47
    W zyciu mrowek czegos podbnego nie slyszalem!
    A slyszalem np. ,w pewnym momencie bardzo popularne powiedzonko pijackie brzmiace "ciach, babke w piach"..acz moim zdaniem odnosilo sie to do rodzicielki wlasciwej rodzicielki!
  • bene_gesserit 30.08.11, 12:26
    O ile czytales artykul, powinienes zrozumiec, ze tresc antyfeministyczna nie jest tu przedmiotem analizy. Przedmiotem analizy jest pozycja, z ktorej sie wystepuje.

    I tak: 'feministki sa na tyle glupie, ze same nie umieja wejsc do Sejmu, trzeba im pomagac ustawa' jest trescia patriarchalna, a 'baby wszedzie sie pchaja, nawet do polityki, a przeciez sie na niej nie znaja, bo znaja sie na niej mezczyzni' to tresc 'synowska'.

    Marudzenie zas w stylu i tresci, ktore zaprezentowales swiadczy o a) niezrozumieniu mechanizmow parytetowych, czyli slabym przygotowaniu merytorycznym do marudzenia b)lekkim patriarchalnym skrzywieniu (baby sie tam pchaja, bo mysla glupie, ze duzo zarobia, malo pracujac)



    --
    Żona pierze, gotuje, sprząta, robi zakupy i opiekuje się dziećmi, mąż wbija gwoździe, pilnuje domostwa przed niedźwiedziami i zombie oraz zdobywa żywność na polowaniu.
  • tricolour 31.08.11, 22:39
    ... bo parytet to równowaga, zrównoważenie, równośc - z definicji.

    Natomiast ten mechanizm parytetowy (co go niby nie rozumiem) to taki mechanizm, by nabyć praw tam gdzie jest wygoda lub tam, gdzie można zyskać, ale nie daj Boże stracić. Taki to mechanizm. Róznica między partetem, a mechanizmem parytetowym jest taka jak między krzesłem, a krzesłem elektrycznym. Albo - jeszcze bliżej - między demokracją, a demokracją socjalistyczną.
  • bene_gesserit 01.09.11, 00:09
    Wiecej rozumienia, mniej hasel z Wiki.
    Jakiekolwiek argumenty zamiast pustych chwytow retorycznych z dluuuga brodą.
    Zakonotuj tez sobie łaskawie, ze 'rybe bez roweru' i 'Kopernik tez byla kobietą' rowniez juz znamy.
    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • tricolour 01.09.11, 00:49
    Uważasz, że toto za jedne źródło? Do małżeństwa już sie nie przyznałaś. Do dyplomu żadnego też nie?
  • bene_gesserit 01.09.11, 12:30
    Mniej - najlepiej zero - uwag personalnych, wiecej - chociaz jeden na post! - rzeczowych argumentow.

    Chociaz patrzac twoje wypowiedzi raczej prozne nadzieje.

    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • easz 13.09.11, 22:42
    bene_gesserit napisała:

    > Mniej - najlepiej zero - uwag personalnych, wiecej - chociaz jeden na post! - r
    > zeczowych argumentow.
    >
    > Chociaz patrzac twoje wypowiedzi raczej prozne nadzieje.

    To teraz ja wyraze swoje zdziwienie - to Ty jeszcze w ogole z nim gadasz, po tamtym?
    Wow.



    --
    to jest mój sen
  • bene_gesserit 14.09.11, 01:19
    Po ktorym tamtym? Nie gadam, to jest starym, nieciekawym nudziarzem.
    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • facet123 30.08.11, 10:24
    No nie mogę nie skomentować, że tego typu stwierdzenia:

    > Na koniec musimy zadać nieuchronne pytanie: jakim typem mężczyzny jest polski m
    > ężczyzna? (...) mogę autorytatywnie stwierdzić, że synem.

    Są po pierwsze skrajną generalizacją, a po drugie niczym nie uzasadnianą tezą z badawczego punktu widzenia. No bo jaka jest niby ta proporcja 90%-10%, czy 60%-40%, a może (co bardziej prawdopodobne) te dwa typy nie dopełniają się do 100%, bo jest jeszcze sporo (większość) mężczyzn nie kwalifikujących się do żadnej z tych grup.
  • bene_gesserit 30.08.11, 12:10
    > Są po pierwsze skrajną generalizacją, a po drugie niczym nie uzasadnianą tezą z
    > badawczego punktu widzenia. No bo jaka jest niby ta proporcja 90%-10%, czy 60%
    > -40%, a może (co bardziej prawdopodobne) te dwa typy nie dopełniają się do 100%
    > , bo jest jeszcze sporo (większość) mężczyzn nie kwalifikujących się do żadnej
    > z tych grup.

    Pewnie dlatego AB-R dystansuje sie nieco od tej tezy i zastrzega, ze to wylacznie wynik jej obserwacji. A co do twoich niby-proporcji, raczej powiedzialabym, nieco powtarzajac teze z gdzies powyzej, ze wiekszosc antyfeministow ma w sobie i patriarche (na oficjalny pokaz) i stłamszonego syneczka (na uzytek prywatny, zwlaszcza koleszków i do neciku).

    --
    "Za siedzenie i pierdzenie be, a za cipę cacy? Why?"
    black-emissary dramatycznie i retorycznie na ff
  • facet123 30.08.11, 12:32
    > nieco powtarzajac teze z gdzies powyzej, ze wiekszosc antyfeministow ma w sobie
    > i patriarche (na oficjalny pokaz) i stłamszonego syneczka (na uzytek prywatny,
    > zwlaszcza koleszków i do neciku).

    Dokładnie.
  • berta-death 30.08.11, 13:21
    > A co do twoich niby-proporcji, raczej powiedzialabym,
    > nieco powtarzajac teze z gdzies powyzej, ze wiekszosc antyfeministow ma w sobie
    > i patriarche (na oficjalny pokaz) i stłamszonego syneczka (na uzytek prywatny,
    > zwlaszcza koleszków i do neciku).

    To nawet jest logiczne. W końcu ten dzieciocentryzm i matkopolkowanie nie ma nic wspólnego z miłością do dzieci i chęcią ich uszczęśliwienia. Podobnie jest z mężczyznocentryzmem. Karmi się toto, ubiera, dba, niekiedy edukuje nawet ale tylko po to, żeby odpracowało wszystko z nawiązką i było pożyteczne dla stada, jak zwierzę gospodarskie. I przy okazji zabija wszelaką samodzielność, kreatywność i niezależność, bo największą wartością warunkującą przetrwanie jest kolektywizm i wierność zasadom jakie wymyślili przodkowie. Wszelkie eksperymenty mogą się zakończyć fatalnie, więc nikt nawet nie próbuje. Takie matki to w większym stopniu były bezwzględnymi ekonomami z batem niż ciepłymi opiekunkami. I w związku z tym ciężko mile wspominać takie dzieciństwo, nawet jak się miało zawsze pełny brzuch, dach nad głową, wygodne łóżko i ciepłą kapotę na grzbiecie. Zwłaszcza będąc chłopcem, żyjącym w patriarchalnym świecie. Konieczność podporządkowania się jakiejkolwiek kobiecie, nawet własnej matce, a przecież były jeszcze ciotki, babki, starsze siostry i starsze koleżanki, musiało się negatywnie odbijać na psychice nawet małego chłopca, który od urodzenia był przesiąknięty pełną pogardy do kobiet kulturą patriarchalną. Bo skoro nawet baba była w stanie nim poniewierać, znaczy że sam jest już totalnie nikim a przecież wymaga się od niego, żeby był pełnowartościowym samcem, którzy trzęsie całą społecznością.
  • berta-death 30.08.11, 12:34
    To zdaje się jest zestawieniem patriarchatu południowego z północnym. W krajach południowych mamy ścisły podział ról społecznych. Tam mężczyzna rządzi domem i zapewnia rodzinie środki na przetrwanie i pozycję społeczną. Natomiast w domu rządzi kobieta a mężczyźni nie mają nic do gadania. Oczywiście te kobiety dbają, często nawet przesadnie, o swoich żywicieli. Ale to bardziej na zasadzie na jakiej dba się o inwentarz, który zapewnia rodzinie przetrwanie. Albo o narzędzia pracy. I tutaj faktycznie mężczyzna jak jest nadwrażliwy to może się czuć jak przedmiot służący do zaspokajania kobiecych potrzeb. A w sytuacji, kiedy praca jaką trzeba wykonać jest lekka i wykonują ją kobiety a mężczyźni zajmują się popijaniem i gapieniem się w sufit, to wszystko jeszcze bardziej się komplikuje. Kobiety facetów nie szanują, bo nie są oni żywicielami. Tolerują ich obecność głównie z kulturowych i tradycyjnych względów. I dlatego, że ciężko odmówić coś silniejszemu od siebie. I taki mężczyzna faktycznie czuje się z jednej strony niedowartościowany i nie pała miłością do osób, które nim pogardzają. A z drugiej strony sam pogardza tymi, które dają się wykorzystywać i tyrają jak woły na nierobów.

    W krajach północnych, gdzie życie jest dużo trudniejsze i mniej przewidywalne, to każdy w większym stopniu musi zadbać o siebie. I tam ten patriarchat to klasyczne prawo dżungli. Pogarda do kobiet jest konsekwencją pogardy do wszystkiego co słabsze.

    A polska jest gdzieś pośrodku. Dlatego ja nie widzę czegoś co można by nazwać typowo polskim patriarchatem.
  • kocia_noga 30.08.11, 20:01
    No i cały ten wywód Bielik taki dość gówienny intelektualnie. Na mój rozum chciała dokopać polskim mizoginom, że nie, nie są wielkimi władczymi patriarchalnymi samcami, tylko nędznymi, skulonymi niepełnomęskimi chłopcami. Ani to mądre, ani skuteczne. Sam podział ani wyczerpujący ani rozłąvczny, bo obie postawy wyrastają z jednego pnia i mogą się zamieniać albo trwać równocześnie.
    --
    Chwała Matce i Córce i Świętej Duszy
  • ikcort 31.08.11, 14:11
    > foro ostatnio bardzo intelektualnie leniwe :(

    > polski mężczyzna żyje w rzeczywistości matriarchalnej i każde swoje grubiaństwo wobec
    > kobiet usprawiedliwia tym, że i tak stoi na pozycji przegranej. Feminizmu nienawidzi
    > szczerze i namiętnie

    Przede wszystkim "intelektualnie leniwe" jest zaczynanie swoich przemyśleń frazami typu "polski mężczyzna". Co to w ogóle ma być?! Samo brzmienie tej kategoryzującej, ba, stygmatyzującej konstrukcji jest dość obrzydliwe i w zasadzie stanowi kalkę z wypowiedzi rozmaitych historycznych i nie tylko specjalistów od dzielenia ludzi na grupki, bezzasadnego uogólniania, przyklejania łatek itd. "Polski mężczyzna nienawidzi feminizmu" – piękna śpiewka! Doprawdy, piękna. I jaka znajoma! "Kułak zawsze będzie przeciw władzy sowieckiej", "Żyd zawsze będzie chciał wyzyskać Polaków": oto z czym mi się kojarzy retoryka polegająca na używaniu liczby pojedynczej, gdy w rzeczywistości chodzi o mnogą. Znamienne zresztą, że funkcjonuje jeszcze odwrotny zabieg, oto próbka: "Te wszystkie Michniki, Geremki, Życińskie...". To jest uogólnianie, stereotypizacja, stygmatyzacja, antagonizowanie i szczucie. Niskie to trochę.

    Otóż w rzeczywistości nie ma czegoś takiego jak "polski mężczyzna", no, chyba że w "leniwie intelektualnie" publicystyce Agaty Bielik-Robson.

    Poza tym: czy wspomniana Agata Bielik-Robson opiera swoje przemyślenia na jakichkolwiek badaniach, statystykach, czymkolwiek wymiernym i mierzalnym, czy jedynie na wątpliwych metaforach i mętnych odniesieniach do literatury? Proszę o jeden powód, dla którego miałbym wierzyć jej niedowiedzionym tezom o "polskim mężczyźnie".

    --
    Wrogowie rozumu
  • bene_gesserit 31.08.11, 17:04
    Jak napisal ktos powyzej, kłania się elementarne odróżnienie typologii i klasyfikacji oraz felietonu od publicystyki naukowej, biedaku.

    --
    "Una mierda de tus opiniones." janek53
  • ikcort 31.08.11, 18:09
    > Jak napisal ktos powyzej, kłania się elementarne odróżnienie typologii i klasyfikacji

    Tyle że ten "ktoś powyżej" napisał to do kogoś jeszcze wyżej, który to ktoś rzeczywiście użył określenia typologia, mówiąc – jak rozumiem – o klasyfikacji. Ja w ogóle nie użyłem żadnego z tych terminów, więc ciężko mnie oskarżać o to, że ich "elementarnie" nie odróżniam.

    Zresztą zawsze możesz być uprzejma wyjaśnić, jak w ogóle owo rozróżnienie ma się do tego, co napisano w dyskutowanym felietonie, ponieważ szczerze nie rozumiem, czemu pisanie o "polskim mężczyźnie" pod sztandarem typologii jest lepsze. I czemu pisanie o tym, że "polski mężczyzna" nienawidzi (szczerze i namiętnie &ndashl jak zauważa publicystka) feminizmu jest typologią, a że "kułak nienawidzi władzy ludowej", a "Żyd polskości" – klasyfikacją. Ja tu różnicy, być może mylnie, nie dostrzegam. Ale zawsze jestem otwarty na każdą nową wiedzę. :)

    > felietonu od publicystyki naukowej

    Oj, to akurat odróżniam. Publicystyka jest to dziwaczna pozanaukowa działalność odwołująca się do emocji, stereotypów, wyobrażeń itd., zastępująca argumenty metaforami, a rozumowanie dowcipnymi analogiami. Osobiście uważam publicystykę za działalność szkodliwą, której jedynym efektem jest to, że przekonani są po lekturze jeszcze bardziej przekonani. Jak Ci się podoba takie stwierdzenie? :) A ponieważ cenię postawę wątpiącą, sceptyczną, nie mogę pochwalać publicystów.

    Sam wielokrotnie nabierałem się na takie sztuczki publicystów, a potem gdy poczytałem sobie trochę o błędach poznawczych i pewnych innych psychologicznych mechanizmach, to sobie pomyślałem tak: "Boże, jaki ja byłem głupi!" oraz "Co mogło być bardziej oczywistego?".

    A wyszukiwać błędów i słabości publicystki powinno się zwłaszcza wówczas, gdy zaczyna nas ona przekonywać. Jest dowiedzione (zresztą czego tu dowodzić), że człowiek łatwiej łyka błędy metodyczne i luki w rozumowaniu, gdy efekt go przekonuje! Dlatego to nie ja powinienem szukać dziur w tym felietonie, tylko właśnie Ty! :)

    > biedaku.

    Ano, co zrobić... :(

    --
    Wrogowie rozumu
  • bene_gesserit 31.08.11, 19:16
    > Oj, to akurat odróżniam. Publicystyka jest to dziwaczna pozanaukowa działalność
    > odwołująca się do emocji, stereotypów, wyobrażeń itd., zastępująca argumenty m
    > etaforami, a rozumowanie dowcipnymi analogiami. Osobiście uważam publicystykę z
    > a działalność szkodliwą, której jedynym efektem jest to, że przekonani są po
    > lekturze jeszcze bardziej przekonani
    . Jak Ci się podoba takie stwierdzenie
    > ? :) A ponieważ cenię postawę wątpiącą, sceptyczną, nie mogę pochwalać publicys
    > tów.

    Ty masz powazny problem z polszczyzną. Albo nie powinienes czytac gazet, bo tam sami publicysci.

    A tak poza tym: nie szukales 'dziur', tylko uderzyles w lament, z pozycji synowskiej. Nader interesujące


    --
    a moja mama zawsze mi powtarzala: 'maksiu, badz grzecznym kotkiem, bo odrodzisz sie czlowiekiem'
  • ikcort 31.08.11, 20:08
    > Ty masz powazny problem z polszczyzną.
    > Albo nie powinienes czytac gazet, bo tam sami publicysci.

    Owszem, mam problemy z polszczyzną (to trudny i pełny subtelności język), ale akurat nie w tym miejscu: wiem, co piszę. Publicystka, właśnie to mam na myśli: komentarze, polemiki, felietony, artykuły i cała reszta. Właśnie dokładnie to, co pisują w gazetach publicyści. Zresztą gdyby gazety pisały obiektywną prawdę, to nie byłoby gazet prawicowych, lewicowych, katolickich, "ateistycznych", postępowych, reakcyjnych, męskich, kobiecych i Bóg wie, jakich jeszcze. Nauka jest obiektywna, publicystyka nie. Dlatego, z mojego punktu widzenia, jest niewarta zachodu.

    A gazet istotnie nie czytuję. Kiedyś, kiedy byłem jeszcze młodym obywatelem, wmawiano mi rozmaite "prawdy". Jedna z nich brzmiała mniej więcej tak: człowiek światły i kulturalny winien czytać regularnie gazety. Jest to bzdura do kwadratu i bujda na resorach!

    Oraz najprostsza droga do tego, żeby przestać być człowiekiem "światłym i kulturalnym", jeśli się nim było przed otworzeniem takiej gazety. I nie znam ani jednego publicysty, który by nie stosował tych zagrywek ze szczuciem jednych na drugich. Przypuszczam na przykład, że te dwie grupki, co swego czasu toczyły boje pod pałacem Bronisława Marii z Komorowskich, naczytały się właśnie niemało publicystyki obliczonej właśnie na wzbudzenie niechęci do przeciwnej grupy. A gdyby np. zamiast gazet poczytali cokolwiek o mechanizmach stojących za taką nienawiścią do określonych "typów" i grup, to coś by się przynajmniej niektórym odkorkowało.

    > A tak poza tym: nie szukales 'dziur', tylko uderzyles w lament

    Owszem, uderzyłem w lament, ponieważ nie znoszę metkowania ludzi. A już naprawdę nie znoszę, wręcz "nienawidzę szczerze i namiętnie", konstrukcji stylistycznej z tą liczbą pojedynczą: mężczyzna nienawidzi..., kobieta w wyrachowany sposób..., Żyd się nie asymiluje..., kułak knuje przeciw władzy... i tak dalej. Jak już muszą ci publicyści dzielić się takimi obserwacjami "a la Bronisław Malinowski", to może niech piszą o mężczyznach, kobietach, Żydach, Polakach, kułakach itd.,a nie o pojedynczych rzekomo typowych wyidealizowanych przedstawicielach – przynajmniej będzie jasne, że idzie im o grupy ludzi! I skąd się w ogóle wzięła ta nadęta, sztuczna, źle brzmiąca i manieryczna konstrukcja!? Z dzieł towarzysza Lenina?!

    Swoją drogą: czy to przypadkiem nie właśnie feministki, jak najsłuszniej zresztą, zauważają, że nie istnieje coś takiego jak "typowy mężczyzna" i "typowa kobieta"? Że to produkt ludzkiej fantazji i zlepek stereotypów?

    > uderzyles w lament z pozycji synowskiej. Nader interesujące

    Że odnalazłaś we mnie przykład "pozycji synowskiej" w niedługo po przeczytaniu artykułu o tym właśnie? Tak, to się zdarza...

    --
    Wrogowie rozumu
  • tad9 31.08.11, 18:40
    no proszę, a więc za antyfeminizm odpowiadają kobiety... Czy - wobec tego - antyfeminizm nie jest w jakimś stopniu... uzasadniony?
    --
    perlyprzedwieprze.blox.pl/html
  • easz 13.09.11, 22:35

    Zgadzam sie z ostatnim akapitem - polski stereotypowy przecietny mezczyzna, to syn, mowiac oglednie. Nie, nawet nie syn, ale - mlokos, po prostu. Matki bym tu nie wplatala, tak samo jak i pisarzy. Nie za bardzo to lapie, bo jakos zawsze staralam sie oddzielic autora z jego biografia od narratora, a BR zdaje sie zakloca ten podzial. W dodatku pisze cos tam o L. jako bohaterze ksiazki E. - przeciez to fikcja. Literacka analogia jest wiec nietrafiona jak dla mnie. Ale.

    "Eliot" to starzec, wlasciwie ktos calkowicie bezpieczny, choc/bo juz martwy, taka osuwająca sie w sen Morla. Nikomu tez juz chyba naprawde nie zagraza, bo jak? Pterodaktyl, ktory jeszcze nie wie, ze juz po nim, ale powinny to wiedziec feministki i dac sobie spokoj z takimi formami zycia.
    "Lawrance" to mlokos. Przegrany, bo walczy nie tyle z wiatrakami, co z samym soba.
    Wlasciwie ani tu, ani tu feministki, ani ich 'walka' nie sa potrzebne, szkoda czasu i sil witalnych na takie cos, sa wazniejsze i ciekawsze rzeczy, dlatego sugerowana na koniec zmiana podejscia imo na tym powinna polegac - poczekac, z boczku, zajac sie swoimi sprawami (a nie ciagle facetami;) No, chyba ze jakies dobre dusze chcialyby jednak pomoc aktywnie, narazajac sie na wiadome nieprzyjemnosci, to juz ich wolna wola.

    Neopogański kult nadczłowieczeństwa spełniającego się zwłaszcza w seksualnej dominacji mężczyzny nad kobietą? - neopoganstwo kojarzy mi sie z kobieta, wiec tego tez jakos nie kupuje. A Lawrence'a pamietam troche inaczej, niz 'syna-mamisyna'.
    Poza tym, nie chcialabym byc jej studentka;)

    --
    to jest mój sen
  • bene_gesserit 14.09.11, 01:25
    > "Eliot" to starzec, wlasciwie ktos calkowicie bezpieczny, choc/bo juz martwy, t
    > aka osuwająca sie w sen Morla. Nikomu tez juz chyba naprawde nie zagraza, bo ja
    > k? Pterodaktyl, ktory jeszcze nie wie, ze juz po nim, ale powinny to wiedzie
    > c feministki
    i dac sobie spokoj z takimi formami zycia.

    Tak, np z Komorowskim, coz z tego, ze jest jednym z dwoch glownych politykow w tym kraju. Nie mowiac juz o innych. Nie da sie 'dac sobie spokoju', bo pterodaktyle (pomysl o koscielnej wierchuszce, toz to same pterodaktyle) rządzą Polską.

    > "Lawrance" to mlokos. Przegrany, bo walczy nie tyle z wiatrakami, co z samym so
    > ba.

    Tyle, ze tego nie widzi, bo deleguje zlo na zewnatrz, a konkretnie projektuje je na kobiety, ktore go jakos ruszaja (np przypominaja matke albo budza ządzę np). Idealne przyklady to mijucha i maluma - ilez zapieklej nienawisci jest w tych gosciach! Przeciez nie wobec siebie.

    > Wlasciwie ani tu, ani tu feministki, ani ich 'walka' nie sa potrzebne, szkoda c
    > zasu i sil witalnych na takie cos, sa wazniejsze i ciekawsze rzeczy, dlatego su
    > gerowana na koniec zmiana podejscia imo na tym powinna polegac - poczekac, z bo
    > czku, zajac sie swoimi sprawami (a nie ciagle facetami;) No, chyba ze jakies do
    > bre dusze chcialyby jednak pomoc aktywnie, narazajac sie na wiadome nieprzyjemn
    > osci, to juz ich wolna wola

    Ale tu nie chodzi o terapeutyzowanie. Raczej o to, ze ta dwuglowa rzesza bruździ. I, wiedzac o ich dwoistosci, moznaby cos zdzialac w sensie pobruzdzic w ich bruzdzeniu. Teoretycznie.

    > Neopogański kult nadczłowieczeństwa spełniającego się zwłaszcza w seksualnej
    > dominacji mężczyzny nad kobietą
    ? - neopoganstwo kojarzy mi sie z kobieta,
    > wiec tego tez jakos nie kupuje.

    To se poczytaj strony dla narodowcow-neopoganow. Ch... na zmiane z penisem, a kobieta to - no wlasnie - mamusia, wlasna albo przyszla.


    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • corgan1 14.09.11, 01:47
    bene_gesserit napisała:
    > Tak, np z Komorowskim, coz z tego, ze jest jednym z dwoch glownych politykow w
    > tym kraju. Nie mowiac juz o innych. Nie da sie 'dac sobie spokoju', bo pteroda
    > ktyle (pomysl o koscielnej wierchuszce, toz to same pterodaktyle) rządzą Polską

    No pfff.. ktoś w końcu wybrał tego pterodaktyla.

    wyborcza.pl/Polityka/1,103835,8055534,Sroda__Popre_Komorowskiego__Ale_jak_wygra___.html
    Renata Grochal: W prawyborach, jakie zorganizował Kongres Kobiet, wygrał Komorowski, drugi był Napieralski, później Olechowski, Pawlak i Kaczyński. Na kogo pani zagłosuje w drugiej turze?

    Prof. Magdalena Środa, filozof, etyk*: Na Bronisława Komorowskiego, bo ta prezydentura wydaje mi się bardziej spokojna i zgodna z kompetencjami wynikającymi z konstytucji.
    [...] Jak już zagłosuję i Komorowski wygra, to nie ustanę w nękaniu o spełnienie obietnic.

    ----------------------------
    PS: wiadomo coś o tym nękaniu pani Środy? A Ty na kogo głosowałaś benka?

    * filozofka i etyczka... co za nieuświadomione genderowo matoły pracują na tej Czerskiej w korektorni.
  • easz 14.09.11, 18:58
    bene_gesserit napisała:

    > Tak, np z Komorowskim, coz z tego, ze jest jednym z dwoch glownych politykow w
    > tym kraju. Nie mowiac juz o innych. Nie da sie 'dac sobie spokoju', bo pteroda
    > ktyle (pomysl o koscielnej wierchuszce, toz to same pterodaktyle) rządzą Polską

    Myslalam, ze rozmawiamy o przecietnym polskim mezczyznie, a wiec raczej prywatnie i codziennie z kim i czym mamy do czynienia. Co mnie obchodzi taki Komorowski? Przeciez ja jego nie obchodze nic a nic. Nawet nie wie i nie chce wiedziec, ze ja istnieje, czy ktos taki jak ja.
    Co on mi zreszta moze? No co?

    > Tyle, ze tego nie widzi, bo deleguje zlo na zewnatrz, a konkretnie projektuje j
    > e na kobiety, ktore go jakos ruszaja (np przypominaja matke albo budza ządzę np
    > ). Idealne przyklady to mijucha i maluma - ilez zapieklej nienawisci jest w tyc
    > h gosciach! Przeciez nie wobec siebie.

    Swiadomie moze nie, ale podswiadomie? Dlaczego mi czasem zal takich ludzi? Bo mam takie dobre serduszko? No prosze cie. Bo sami sobie robia krzywde, a najwieksza wlasnie nienawiscia - do innych i w konsekwencji do siebie samych. Zreszta jak mozna nienawidzic kogos, a juz zwlaszcza wlasna matke, czy ojca, a nie nienawidzic siebie? Nie ma takiego czegos.
    Kwestia moze w uswiadomieniu sobie tych wszystkich emocje, moze to jest najwiekszy problem i bariera na drodze do pojscia dalej.

    > Ale tu nie chodzi o terapeutyzowanie. Raczej o to, ze ta dwuglowa rzesza bruźdz
    > i. I, wiedzac o ich dwoistosci, moznaby cos zdzialac w sensie pobruzdzic w ich
    > bruzdzeniu. Teoretycznie.

    Ale jak? i czy jestes w stanie przewidziec skutek?
    Po drugie - to dolaczanie sie do rozmowy... do klotni, awantury, chamowki, na ich zasadach i w ich jezyku. Znizanie sie do poziomu i marnowanie sily i czasu, powtorze. Powtorze tez - czy to sie oplaci? czy potrafisz przewidziec skutecznosc i skutek?
    Moze lepiej terapeutyzowac, aczkolwiek nie wiem, czy akurat to mialam na mysli. W kazdym razie, cos pokojowego? I terapetyzowac sie -> wspoluzaleznienie itd.

    > To se poczytaj strony dla narodowcow-neopoganow. Ch... na zmiane z penisem, a kobieta to - no wlasnie - mamusia, wlasna albo przyszla.

    Wiem, bo sobie kiedys szukalam na allegro o tym, a tam mi same jakies symbole nazi powyskakiwaly, a nie ziola i kalendarze lunarne, co mnie totalnie zdziwilo. Nawet mialam zahaczyc o toto na forum, ale jak zwykle.

    Ja czytalam tylko dwie knigi L, w tym jedna byla nawet ok. Moze to po prostu za malo, zeby zobaczyc to, co widzi BR. Ale o tym mowilam juz w pierwszym poscie.
    Imo bohater L. jest wlasnie troche taki "maciczny", taka hybryda popromienna skarlałego przasnego i tzw. matriarchatu oraz patriarchatu. Zreszta syn chce zawsze zabic ojca, tak bylo w micie o Edypie, wiec z Eliotem niewiele moze miec wspolnego na pewno.
    A nadczlowiek w jakis sposob gardzi kazdym slabszym, gorszym od siebie, nie tylko kobietą.
    Polski mezczyzna to nie L.


    --
    to jest mój sen
  • bene_gesserit 14.09.11, 23:20
    Codziennie to mozna olac kazdego mizogina, obojetnie od tego, czy jest patriarcha czy syneczkiem. Nie ucz swini latac, bo sie niepotrzebnie zmęczysz...

    A politycy istotni sa chocby wizerunkowo. Jesli prominentny polityk moze pozwolic sobie na wizycie u jeszcze bardziej prominentnego polityka na zarciki o zonie, co to jej trzeba pilnowac, zeby sie nie puscila, to pan Heniu z panem Wieskiem uwazaja, ze moga tym bardziej. Wiesz o co chodzi. I prostytutki nie mozna hehe zgwalcic i w ogole malpa w czerwonym.


    > Swiadomie moze nie, ale podswiadomie? Dlaczego mi czasem zal takich ludzi? Bo m
    > am takie dobre serduszko? No prosze cie. Bo sami sobie robia krzywde, a najwiek
    > sza wlasnie nienawiscia - do innych i w konsekwencji do siebie samych. Zreszta
    > jak mozna nienawidzic kogos, a juz zwlaszcza wlasna matke, czy ojca, a nie nien
    > awidzic siebie? Nie ma takiego czegos.
    > Kwestia moze w uswiadomieniu sobie tych wszystkich emocje, moze to jest najwiek
    > szy problem i bariera na drodze do pojscia dalej.

    Kwestia wziecia odpowiedzialnosci za swoje zycie. Jesli jestes ofiara (zlej matki), to kazde niepowodzenie nie jest twoim niepowodzeniem, ale wina zlej matki. Mozna tak przejsc przez cale zycie, jest o wiele latwiej pod wieloma wzgledami.
    Mi tez ich zal, w koncu to skrzywdzone dzieci, ale tez mi ich nie zal, w koncu to stare konie, ktore moglyby isc na terapie albo cos w styló.

    > Ja czytalam tylko dwie knigi L, w tym jedna byla nawet ok. Moze to po prostu za
    > malo, zeby zobaczyc to, co widzi BR. Ale o tym mowilam juz w pierwszym poscie.
    > Imo bohater L. jest suck

    Oj przeciez to nawiazanie do literatury to jest raczej przyczynkarskie. Chodzi o konkluzję.

    Polski mezczyzna, jak to juz przemądrze u gory napisalam, to i patriarcha i syn. Syn w okolicznosciach bezpiecznych (towarzystwo kolesi, 'grzecznych kobiet' i anonimowosc netu), a patriarcha na pokaz.
    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes
  • easz 08.10.11, 01:19
    bene_gesserit napisała:

    > Codziennie to mozna olac kazdego mizogina, obojetnie od tego, czy jest patriarc
    > ha czy syneczkiem. Nie ucz swini latac, bo sie niepotrzebnie zmęczysz...

    To prawda. Ale jednak trudniej się zmagać bezpośrednio z takim kimś, np. w pracy, niż na odległość, z jakimś prezydentem, czy innym papierowym i szybszy oraz mocniejszy to może mieć skutek jakby.

    > A politycy istotni sa chocby wizerunkowo. Jesli prominentny polityk moze pozwol
    > ic sobie na wizycie u jeszcze bardziej prominentnego polityka na zarciki o zoni
    > e, co to jej trzeba pilnowac, zeby sie nie puscila, to pan Heniu z panem Wieski
    > em uwazaja, ze moga tym bardziej. Wiesz o co chodzi. I prostytutki nie mozna he
    > he zgwalcic i w ogole malpa w czerwonym.

    To jest tak na dwoje babka wróżyła - Komor jest w nagrodę głową państwa, ale Leper? jak skończył i to jeszcze zanim skończył? Społeczeństwo, jeśli jeszcze nie uległo transformacji, to przynajmniej bardzo się już uczuliło na takie sprawy i reaguje, w miarę odpowiednio i adekwatnie, czasem potrzebna pomoc;)
    Pan Heniu i pan Misiu - co wolno wojewodzie.... ;) Wiem, wiem, przykład idzie z góry, od 'autoryretów'.

    > Kwestia wziecia odpowiedzialnosci za swoje zycie. Jesli jestes ofiara (zlej mat
    > ki), to kazde niepowodzenie nie jest twoim niepowodzeniem, ale wina zlej matki.
    > Mozna tak przejsc przez cale zycie, jest o wiele latwiej pod wieloma wzgledami
    > .
    > Mi tez ich zal, w koncu to skrzywdzone dzieci, ale tez mi ich nie zal, w koncu
    > to stare konie, ktore moglyby isc na terapie albo cos w styló.

    1 - a jeśli ten krzywdzący czynnik nadal występuje? terapia sama nic nie da, co? wyrzec się matki?
    2 - myślę, że niektórzy byli forumowicze dorośli, przestali tu przychodzić, bo przestali tego potrzebować. Na zdrowie im!
    3 - co zrobić, żeby nakłonić, albo przekonać Lawrence'a do skorzystania z pomocy osób trzecich a nawet czwartych? kiedy wydaje się, że nie ma na to szans.

    > Polski mezczyzna, jak to juz przemądrze u gory napisalam, to i patriarcha i syn
    > . Syn w okolicznosciach bezpiecznych (towarzystwo kolesi, 'grzecznych kobiet' i
    > anonimowosc netu), a patriarcha na pokaz.

    Szczęśliwie są wyjątki i nie wszyscy to geje;)

    --
    to jest mój sen

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.