Krakowski sąd uniewinnił we wtorek dwóch krakowskich neurochirurgów od zarzutu narażenia młodej kobiety w siódmym miesiącu ciąży i jej dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia.
(...)
Sprawa dotyczy młodej kobiety w siódmym miesiącu ciąży, która w styczniu 2008 r. została przywieziona ze szpitala w Wadowicach do Szpitala Uniwersyteckiego na oddział neurochirurgii. Kobieta cierpiała na bóle głowy, wymiotowała, traciła przytomność. Badanie tomografem komputerowym wykazało krwiaka mózgu.
Pacjentka trafiła na salę wzmożonego nadzoru pielęgniarskiego. Dopiero gdy następnego dnia doszło do zatrzymania krążenia i wstrzymania oddechu, zdecydowano o operacji. Najpierw przeprowadzono cesarskie cięcie, by wydobyć noworodka, potem przeprowadzono operację krwiaka. Kobieta zmarła dwa dni po operacji, niedotlenione dziecko - kilka miesięcy później.
Zdaniem prokuratury, lekarze popełnili błąd w sztuce medycznej, nie przeprowadzając operacji po stwierdzeniu krwiaka mózgu u pacjentki i ograniczając się jedynie do terapii zachowawczej. Prokuratura oparła się w oskarżeniach na opinii biegłych z Wrocławia, który jednoznacznie wykazali błąd w sztuce lekarskiej. Biegli stwierdzili, że chociaż nie ma bezpośredniego związku pomiędzy bezpośrednią przyczyną śmierci a postępowaniem oskarżonych lekarzy, to natychmiastowa operacja dawała niewielkie szanse na uratowanie życia matki i dziecka.
Obrońca ordynatora mec. Stanisław Kłys podkreślał, że lekarze działali w sytuacji "kolizji dóbr" - czyli zdrowia pacjentki i życia płodu - i wybrali rozwiązanie optymalne.
więcej tutaj:
polskalokalna.pl/wiadomosci/malopolskie/news/sad-uniewinnil-neurochirurgow-od-zarzutu-bledu-lekarskiego,1737048
Abstrahuje od tego, że kobieta miała nikłe szanse na przeżycie i że de facto zmarła na zator płucny, który nie miał nic wspólnego krwiakiem mózgu. Zapewne dostałaby go bez względu czy zdecydowano by się ją operować czy nie. I tutaj faktycznie neurochirurdzy nie przyczynili się do jej śmierci, można by ewentualnie czepiać się lekarzy odpowiedzialnych za diagnozowanie i leczenie takich zatorów. Ale, że w ogóle przyszło im do głowy podczas podejmowania decyzji o sposobie leczenia branie pod uwagę faktu, że kobieta jest w ciąży jest skandalem. Skandalem do potęgi jest to, że wybór sposobu leczenia padł na metodę korzystną dla płodu. A skandalem do potęgi n-tej jest to, że prawo na to pozwala. To przed wojną takie przepisy były. Wtedy lekarz musiał się jeszcze z mężem pacjentki konsultować, żeby ten wybrał czy ratować żonę czy dziecko.