stereotyp a pop-kryminalia: role stróżów prawa
na marginesie problematu genialnej hakerki można wspomnieć o zmianach zachodzących po drugiej stronie barykady.
nie wiem, na ile jest to kwestia kopiowania pewnej konwencji i pewnego schematu już dobrze zakorzenionego w popkulturze zachodniej (który sam w sobie jest lub nie jest adekwatnym odwzorowaniem tamtejszych realiów), a na ile sprawa samodzielnej inicjatywy polskich twórców (i jeśli tak, to w jakim stopniu motywowana realistycznie, a w jakim chęcią dowartościowania określonych grup czy przypodobania się jakiemuś targetowi, albo względami czysto dramaturgicznymi), ani jaki może mieć efekt perswazyjny i skutek dla sprawy feminizmu - ale faktem jest, że w nowszych polskich serialach policyjnych regułą stała się postać lub postacie silnych kobiet pełniących funkcje kierownicze i/lub pierwszoplanowe role w zespołach śledczych (czasem równorzędne pierwszoplanowe obok bohaterów męskich). wykazują się tam nieprzeciętnym intelektem i sprawnością fizyczną, choć czasem też, niestety, "kobiecą intuicją". tak jest lub było w „nowej”, „instynkcie”, „układzie warszawskim”, „fali zbrodni”, „oficerach”, wcześniej w „kryminalnych”... (podobnie zresztą jest w seriach docu-crime, jak „malanowski i partnerzy”, „detektywi”…). większość z tych produkcji to ewidentna konfekcja, w bardziej naturalistycznym „pitbullu” jedyna tego typu postać radzi sobie (i kończy) nie najlepiej, w „glinie” nie było kogoś takiego w ogóle (nie było też w założycielskiej dla całego nurtu "ekstradycji"). ale już kiedy scenarzysta „gliny” pisał podobną w klimacie powieść (ukazała się w 2011), to bohaterką również uczynił kobietę – komisarz policji; z kolei w niedawno wydanej (pod pseudonimem) powieści polskiego eks-szpiega kobieta jest gwiazdą elitarnej komórki agencji wywiadu zakonspirowanej „pod legendą” firmy konsultingowej, przy czym poetyka tej książki, mocno sugerowany autobiografizm, pomaga nam bez trudu uwierzyć, że takie osoby można naprawdę spotkać (na razie na prawach wyjątku) w polskich specsłużbach.
oczywiście – już w „07 złoś się” itd., ale jednak pewna istotna zmiana, ilościowa i jakościowa, imho tutaj zachodzi. pytanie, na ile zmieniony system oczekiwań wobec treści nawet jednoznacznie odbieranych jako odrealniona fikcja wpływa na percepcję sytuacji realnych. (nie wdaję się w kwestię, dlaczego "stróże" a nie "strażniczki prawa" i czy ten drugi termin za bardzo się kojarzy ze strażniczkami miejskimi).