Dodaj do ulubionych

kobieta powinna mieć wybór

21.11.14, 10:16
Część kobiet zarzuca feministkom, że arbitralnie narzucają kobietom jak powinny żyć. Że nie pozostawiają im szansy na wybór czy chcą pracować, czy pozostawać w domu, zajmując się dziećmi i rodziną.

Przedstawiona alternatywa jest fałszywa. Bo kobiety które "chcą zostać w domu z dziećmi", kiedy już z tymi dziećmi w domu zostają skarżą się: na warunki finansowe, brak swoich dochodów, na to, że ich emerytura nie osiągnie nawet stawki głodowej. I w tej sytuacji uważają, że za ich wybór powinno zapłacić społeczeństwo - wprowadzając ustawową pensję dla pań domu, gwarantowaną emeryturę itp. Bo one pełnią ważną rolę społeczną.
Sorry, ale jeszcze ważniejszą rolę społeczną pełnia kobiety i mężczyźni, którzy godzą swoje rodzicielstwo z pracą zawodową.

Rząd na populistycznej fali ugiął się pod żądaniami części kobiet i wydłużył płatne urlopy macierzyńskie do roku. W tym momencie "wybór kobiet" stał się nie wyborem prywatnym (bo nie interesuje mnie czy jakaś pani dogada się z mężem, że on będzie ją utrzymywał) - ale wyborem politycznym, którego koszt ponosi pracująca część społeczeństwa. Oraz kobiety, które chcą pracować zawodowo, a nowa regulacja osłabiła ich pozycję na rynku pracy.

Nie ma alternatywy - dorosłe osoby powinny odpowiadać za siebie. Nie mają podstaw oczekiwać, że przysługuje im prawo wyboru polegającego na tym, że albo będą pracować na siebie albo będą utrzymywane przez społeczeństwo. Co najwyżej mają prawo podjąć wspólnie z mężem decyzję, że podzielą się rolami i zarobkowanie przypadnie jednemu z małżonków. Bez składki ze strony społeczeństwa.

To co jest potrzebne rodzicom i dzieciom (a nie kobietom), to możliwość godzenia pracy zawodowej z opieką nad dziećmi. Oznacza to:
1. Uwzględnienie szczególnych potrzeb kobiet w ciąży - poprzez dostosowanie warunków pracy do ich możliwości oraz możliwość skorzystania ze zwolnienia lekarskiego w razie potrzeby.
2. Uwzględnienie szczególnych potrzeb kobiet w okresie połogu, kiedy nie są w stanie pracować i ich organizm powinien mieć czas na regenerację. W tym okresie powinien im przysługiwać nie urlop związany z dzieckiem, ale normalne zwolnienie, takie jak przysługuje każdemu pracownikowi, który nie jest zdolny do pracy.
3. Uwzględnienie potrzeb dziecka w pierwszych latach życia. Wiemy od dawna, że potrzeba ta obejmuje stałą opiekę rodziców oraz stabilny tryb życia. Co oznacza, że rodzice w okresie sprawowania opieki nad dzieckiem do lat trzech powinni mieć możliwość łączenia pracy zawodowej z opieką nad dzieckiem, oraz dostępną opiekę instytucjonalną w postaci dobrze zorganizowanego i spełniającego standard opieki nad dzieckiem (gwarantowany przez państwo) żłobka. Dostosowany do potrzeb dzieci - oznacza w bezpośrednim sąsiedztwie zamieszkania dziecka.
Żłobek jest kosztem społecznym - który warto ponieść, bo dzięki niemu rodzice małych dzieci nadal są produktywnymi członkami społeczeństwa. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby opłaty za żłobki były proporcjonalne do zarobków rodziców.
4. Uwzględnienie potrzeb dzieci w wieku poprzedzającym edukację, poprzez zorganizowanie państwowej opieki instytucjonalnej wysokiej jakości oraz godzenia pracy rodziców z opieką nad dziećmi. Co do opłat za przedszkola - analogicznie do żłobków.
5. Uwzględnienie potrzeb dzieci w wieku szkolnym poprzez dobrą opiekę instytucjonalną i edukację oraz umożliwienie godzenia pracy rodziców z opieką nad dziećmi.

Nie istnieją żadne prawa kobiet związane z macierzyństwem. Istnieją potrzeby dzieci, które potrzebują rodziców, nie matek.

Żebym została dobrze zrozumiana - obecna opieka instytucjonalna jaką oferuje państwo nie jest dostosowana do potrzeb dzieci. Dlatego nie korzystałam ani z przedszkola, ani ze żłobka. To co działo się w prywatnych placówkach pod nadzorem państwa z dziećmi także nie zachęca do korzystania z takich instytucji. Rozumiem wszystkie kobiety, które przy takim wyborze decydują się same sprawować opiekę. I rozumiem też te, które zdecydowały się poszukać optymalnej dla dziecka placówki.

Ale alternatywą nie jest zamykanie kobiet w domu z dziećmi - tylko stworzenie dobrego systemu opieki instytucjonalnej. Alternatywą nie jest płacenie kobietom za urlopy macierzyńskie i wychowawcze. Alternatywą nie jest wypłacanie pensji rodzicom niepełnosprawnych dzieci.
Te rozwiązania powodują, że znaczna część polskich dzieci żyje na skraju nędzy (głodowe świadczenie dla matki, plus zarobki ojca, lub alimenty od niego i głody zasiłek z pomocy społecznej).
Alternatywą są rozwiązania które uwzględniają potrzeby dzieci i rodzin tych dzieci. Skończmy opowiadać bajki o szczególnych prawach kobiet związanych z macierzyństwem, bo to tylko pretekst do tego, aby znaczna część kobiet - kosztem społeczeństwa, dobrostanu ich rodzin i dzieci mogła nie pracować.

Rozumiem piękną wizję kobiety nie pracującej zawodowo i pięknego dobrze utrzymanego domu, oraz gromadki dopilnowanych dzieci i utrzymującego całość mężczyzny. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby rodzice decydowali się na taki podział pracy - kobieta wyłącznie w domu, mężczyzna w pracy. Ale niech będzie to wybór prywatny, na własny rachunek tych rodzin, a nie wybór polityczny na rachunek społeczeństwa.







Edytor zaawansowany
  • klaudka_mala 21.11.14, 11:20
    Szczerze powiedziawszy, po części się z Tobą zgadzam. Ale. Zawsze to cholerne "ale". Jesteś trochę nie konsekwentna. Nie płaćmy kobietom za urlopy macierzyńskie, aleee za żłobek dla dziecka to już tak? Albo niech sobie radzi sama i nie pomagamy jej wcale, albo nie ma większej różnicy czy płacimy za żłobek podczas gdy ona pracuje, czy płacimy jej za siedzenie w domu z dzieckiem.

    Po drugie, uważam że trochę podchodzisz do tematu zbyt ogólnikowo sprowadzając kobiety siedzące w domu do roli nierobów, którym się nic nie chce. Oczywiście są i w tej grupie takie istoty i wtedy jak najbardziej popieram Cię rękami i nogami - narobi sobie dzieciaków byle tylko nie musieć ruszyć du*ska do pracy. Nie mniej jednak, dużo część kobiet decydujących się na pozostanie w domu, nawet w przypadku dobrej opieki, nie zdecydowałoby się na taki układ, dlatego, że uważają że małemu dziecku potrzebna jest opieka przynajmniej jednego z rodziców przez pierwsze lata jego życia. Wtedy ciężko mówić o tym, że to tylko wymówka. Dlaczego ma się zmuszać do pracy, jeśli w jej mniemaniu robi swojemu dziecku ogromną krzywdę w ten sposób - czy to właśnie nie jest odbieranie jej prawa wyboru?

    Co do płacenia kobietom pensji za siedzenie w domu jestem przeciwna. W każdym calu. Jeżeli Cię nie stać na wychowywanie dziecka, to dużo tańszym rozwiązaniem jest zakładanie, brzydko mówiąc, gumy.

    Czy dziecko potrzebuje rodzica a nie matki... Nie jestem przekonana. Między dzieckiem a MATKĄ wywiązuje się specyficzna więź biologiczna, która nie wywiązuje się pomiędzy dzieckiem a ojcem. Więc oczywiście, każde z rodziców może się zajmować, ba! nawet obcy człowiek może się dzieckiem zajmować, tyle tylko że nie do końca wiadomo jaki będzie to miało na dziecko wpływ. Wydaje mi się, że nie bez powodu tylko matka jest w stanie karmić piersią.

    Piszesz alternatywą nie jest zamykanie kobiet w domu - i tutaj już odbierasz kobiecie wybór wartościując jej decyzje. Również uważam, że każda z nas powinna ten wybór mieć. To jaka jest moja opinia w sprawie zostawania w domu lub nie to jedno, ale poszanowanie dla decyzji drugiej osoby to coś zupełnie innego. Nie irytuje mnie fakt, że feministki chcą dyktować kobietom jak mają żyć, irytuje mnie wartościowanie. Irytuje mnie, że wychodzi feministka i mówi, że kobieta która postanawia zostać w domu z dziećmi jest leniwa, nierozgarnięta i zahukana; irytuje mnie jak wychodzi feministka i mówi, że kobieta, która postanowiła żyć w związku patriarchalnym jest szarą, zakompleksioną, uzależnioną w pełni od męża, zamkniętą w czterech ścianach myszką. Irytuje mnie, jak wychodzi feministka i mówi: "kobiety są traktowane przedmiotowo, walczmy by tak nie było, więc koniec z reklamami z paniami w bikini, koniec z utożsamianiem prac domowych z kobietami itd, itp" Irytuje mnie brak akceptacji feministek dla DECYZJI podejmowanych przez kobiety.

    Według mnie feministki powinny walczyć tam, gdzie kobietom jakikolwiek wybór jest ODBIERANY ze względu na płeć; tam gdzie kobiety z pokolenia na pokolenie zmuszane są do życia pod pantoflem tatusia/męża idioty; tam gdzie kobietom nie pozwala się pracować dlatego że powinny siedzieć w domu, tam gdzie decyzja kobiety że zostanie z dzieckiem jest potępiana, tam gdzie mamy do czynienia z napastowaniem, tam gdzie kobiety ZMUSZANE są do prostytucji.

    A wracając jeszcze do tego co napisałaś na temat życia na własny rachunek. Z mojego punktu widzenia to nie jest taka prosta sprawa, bo zabierając matkom świadczenia należy przemyśleć ponownie komu jeszcze te świadczenia należy zabrać. No bo skoro matkom tak, to czy np. emerytom też? No bo skoro nie był sobie w stanie przez całe życie odłożyć na starość, to dlaczego my, podatnicy mam płacić za jego nierozgarnięcie? Idąc dalej - jeżeli ktoś jest niepełnosprawny z własnej winy to dlaczego my, podatnicy mamy płacić za to, że był na tyle głupi, że doprowadził się do takiego stanu? A jeżeli im zostawimy świadczenia to dlaczego ich decyzja jest dla państwa ważniejsza niż np. decyzja (lub brak decyzji, wpadki się też zdarzają) o posiadaniu dziecka jak ich na to nie stać jest mniej ważna?

    Poruszyłaś też temat płacenia rodzinom z niepełnosprawnymi dziećmi - tutaj uważam, że jest to taka sama sytuacja jak w przypadku dorosłego niepełnosprawnego człowieka, jeżeli rodzicom nie należy się świadczenie ze względu na niepełnosprawne dziecko, to w momencie kiedy taki niepełnosprawny dzieciak staje się "dorosły" również nie powinien otrzymywać świadczeń z tytułu swojej niepełnosprawności.
  • twojabogini 21.11.14, 12:31
    1. Dlaczego żłobek a nie długi macierzyński

    >Nie płaćmy kobietom za urlopy macierzyńsk
    > ie, aleee za żłobek dla dziecka to już tak? Albo niech sobie radzi sama i nie p
    > omagamy jej wcale, albo nie ma większej różnicy czy płacimy za żłobek podczas g
    > dy ona pracuje, czy płacimy jej za siedzenie w domu z dzieckiem.

    Macierzyński jest świadczeniem dla kobiety, żłobek jest wsparciem dla rodziców.
    Świadczenie macierzyńskie jest skrajnie niedemokratyczne - dostęp do niego ma tylko niewielka grupa kobiet w określonej sytuacji zawodowej, a im lepsza sytuacja finansowa kobiety - tym świadczenie jest wyższe. Do tego jest to ogromne pole do nadużyć, w formie otwierania fikcyjnych firm. De facto większości kobiet świadczenie macierzyńskie nie przysługuje.
    Żłobek wspiera rodziców, a dobrze zorganizowany żłobek jest bezpiecznym miejscem dla dzieci. System finansowania żłobków i przedszkoli zależny od dochodów rodziców powoduje, że składka podatników jest niewielka(większość finansują rodzice) - a korzyścią dodaną jest wiele miejsc pracy, opieka, sprzątanie, dostawy, zajęcia dla dzieci itp.
    Nie twierdzę, że urlopów rodzicielskich nie powinno być wcale, i że do żłobka powinny wędrować już miesięczne niemowlaki. Nie powinno być urlopów macierzyńskich.

    2. Jakiej opieki potrzebuje małe dziecko

    Sprawnej i troskliwej. Nie musi to być opieka matki. Dobrze jeśli jest to opieka dwojga rodziców. Co nie znaczy, że dziecku stanie się krzywda, jeśli 6 godzin dziennie z dnia spędzi w dobrze zorganizowanym i dostosowanym do potrzeb dzieci żłobku. Pozostałe 18 godzin nadal spędza pod opieką rodziców.
    Jeśli mama dziecka uważa, że to ona powinna zajmować się dzieckiem i nikt inny tego lepiej nie zrobi - ma prawo do takiego wyboru. Ale to jej wybór i nie powinien powodować zmian w prawie, szczególnych przywilejów, składki społecznej itp. A teraz tak jest.

    3. Więź

    >Między dzieckiem a MATKĄ wywiązuje się specyficzna więź biologiczna, która nie
    > wywiązuje się pomiędzy dzieckiem a ojcem.

    Mit. Także w organizmach ojców, którzy opiekują się swoimi dziećmi codziennie zachodzą zmiany hormonalne i powstaje więź na poziomie "biologicznym". Jeśli matka zawłaszcza dziecko, a ojciec służy jako maszynka do pieniędzy - to zabiera się dziecku i ojcu szanse na głęboką biologiczną więź między nimi.

    4. Karmienie piersią

    Wyłączne karmienie piersią jest zalecone najwyżej do 5 miesiąca życia, potem dochodzą obok piersi posiłki innego rodzaju. Pracująca mama jest więc w stanie być w pracy 6-8 godzin i nadal karmić piersią. Karmi przed wyjściem, potem posiłek innego rodzaju i karmi po powrocie. Karminie piersią nie jest więc ani uzasadnieniem rocznych urlopów macierzyńskich, ani brakiem aktywności zawodowej kobiet-matek.
    Wiele kobiet nie karmi piersią, ale tez twierdzą, że to one anie mężowie, powinny siedzieć na urlopie.

    5. Wartościowanie

    Nie boję się wartościować. Kobieta, która nie pracuje zawodowo, jej rodzina żyje na niskim poziomie i nie zaspokojone są wszystkie potrzeby dzieci tylko dlatego, że ona wybrała nie pracować zawodowo - jest leniwa. Kobieta, która wybiera nie pracować zawodowo i uważa, że dlatego należą się jej świadczenia - jest roszczeniowa. Kobieta która z góry zakłada, że jej rolą w związku jest wychowywanie dzieci i zajmowanie się domem, a obowiązkiem partnera jest ją i dzieci utrzymać i nie uzgadnia tego z partnerem - jest nie w porządku wobec partnera i dzieci - bo zabiera im szansę na innym model relacji, być może dla nich lepszy.

    Zupełnie czym innym jest autonomiczna decyzja rodziny o podziale ról w ramach rodziny. Może być tradycyjny, kobieta nieaktywna zawodowo i zarabiający mężczyzna. Byle ie na koszt społeczeństwa.

    Bo może skoro opieka matki jest dobra, to stała opieka dwójki rodziców jeszcze lepsza? Więc może od dziś ja i mąż przestaniemy pracować, niech społeczeństwo się zrzuci - w zamian dostarczymy społeczeństwu jeszcze lepszych obywateli, niż matki z płatnych macierzyńskich.

    Uważam także, choć to kwestia poboczna, że ukazywanie kobiet jako obiektów konsumpcji erotycznej w reklamie jest niesmaczne i tworzy nieprawidłowy obraz kobiety. Zważywszy na siłę przekazu reklamowego - ma to zły wpływ na stosunki społeczne i pozycje kobiet.

    6. Brak wyboru ze względu na płeć

    Aktualnie kobiety nie mają wyboru. Wszystkie muszą się dostosować do sytuacji w której rządzący zaspokoili roszczenie niewielkiej grupy kobiet w okresie rozrodczym zatrudnionych na etatach. Pozostałe kobiety nie korzystają z przysługujących im uprawnień, ale tez ich szansa na uzyskanie statusu, jaki mają panie z etatami jest coraz mniejsza. Bo nikt rozsądny ie zatrudni kobiety na etat, mając do wyboru mężczyznę, który nie pójdzie na roczny macierzyński.
    Bycie rodzicem nie ma płci. Dlatego jedyne niedyskrminujące rozwiązania to te które wspierają osoby w trudnej sytuacji (kobiety w ciąży i w połogu) i jednakowo wspierają osoby w tej samej sytuacji - RODZICÓW a nie matki.
    Dlatego feministki walczą na tym polu - bo większość nie ma zapewnionego wsparcia w rodzicielstwie i jakoś sobie radzi, podczas gdy uprzywilejowana grupa pań wywalczyła sobie roczne urlopy macierzyńskie na koszt społeczeństwa - tego społeczeństwa, które jest zmuszone godzić pracę zawodową z opieką nad dziećmi, niezależnie od tego czy jest mamą czy tatą.
    Dzięki tym roszczeniowym paniom nie tylko większość kobiet nie ma wyboru ze względu na płeć, ale także wszyscy mężczyźni są go pozbawieni.

    7. Komu świadczenie

    > zabierając matkom świad
    > czenia należy przemyśleć ponownie komu jeszcze te świadczenia należy zabrać. No
    > bo skoro matkom tak, to czy np. emerytom też?

    Tak, jak najbardziej powinniśmy przemyśleć system świadczeń. Mamy system niewydajny, nikomu się od tych świadczeń nie poprawia. Osoby korzystające ze świadczeń stają się od nich zależne i z czasem są w stanie domagać się tylko zwiększenia świadczenia.
    Skończmy ze świadczeniami, zacznijmy zapewniać wsparcie, na równych zasadach. Wsparcie dla rodziców, nie dla matek. Wsparcie dla osób w trudnej sytuacji finansowej, a nie dla wybranej grupy bezrobotnych itp.

    8. Emeryci

    >No bo skoro nie był sobie w stan
    > ie przez całe życie odłożyć na starość, to dlaczego my, podatnicy mam płacić za
    > jego nierozgarnięcie?

    Emeryci odkładali na starość i odłożyli spore pieniądze - odprowadzali składki ZUS. Ci którzy nie odprowadzali nie mają prawa do emerytury. Nikt emerytom łaski nie robi. To jest ich prawo, które sobie wypracowali i każdy miał takie same szanse jako oni.
    Co do pań na rocznych macierzyńskich - nie równego dostępu do świadczenia, i jest to świadczenie, którego panie sobie nie wypracowały. Brak więc jest analogii między macierzyńskim a emeryturą.

    9. Niepełnosprawność

    > jeżeli rodzicom nie należy się świadczenie ze względu na niepełnospra
    > wne dziecko,

    Znam kilka rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi. Te które żyją z zasiłków "na dzieci" żyją na granicy ubóstwa. Dzieci nie mają należytej opieki, która poprawiła by ich stan. Są też rodzice, którzy korzystają ze świadczeń, oraz ze świadczeń z fundacji, ponieważ prawo jest dość liberalne, to zdarza się, że fundacje pokrywają nie tylko koszty leczenia, ale i samochodu.
    Jeśli rodzice niepełnosprawnych dzieci chcieliby dobra tych dzieci, to domagaliby się opieki instytucjonalnej. Nawet najlepsza matka nie jest rehabilitantem, logopedą, masażystą, fizjoterapeutą, lekarzem i psychologiem w jednym. bez sensu finansować z pieniędzy dotacyjnych (czy to przez fundacje, czy PFRON) drogi sprzęt do rehabilitacji z którego korzystać będzie jedno dziecko, jak można stworzyć placówki, w których będzie cały potrzebny sprzęt dla wielu dzieci.
    Rodzice mogliby wtedy spokojnie pracować, dzieci miałyby należytą rehabilitację i rodziny dzieci niepełnosprawnych nie żyłyby na granicy nędzy lub alternatywnie - z wyciągania dotacyjnych pieniędzy przez różne fundacje. Zaznaczam - są fundacje, które finans
  • klaudka_mala 21.11.14, 14:07
    1) Ok, ale oprócz macierzyńskiego istnieje również instytucja tacierzyńskiego, więc to nie jest świadczenie wyłącznie dla kobiet. To jest świadczenie dla rodzica, który zostaje w domu z małym dzieckiem. To też powinnaś wziąć pod uwagę.

    Nie twierdzę, że prawo jest dobrze zorganizowane, osobiście jestem generalnie przeciwna państwu opiekuńczemu jako takiemu, a przynajmniej nie w takiej formie w jakiej funkcjonuje to teraz, gdzie na własnej piersi chowają nierobów i pijawki.

    Nie mniej jednak, każda forma pośrednia wiąże się kontrowersjami i wyznaczeniem granicy gdzie te świadczenia mają się kończyć.

    To, że jakieś tam prawo zostawia miejsce na nadużycia ni jest dla mnie żadnym argumentem, bo to, że taka czy inna kobita/facet nie przestrzega prawa to jeszcze nie jest powód do tego, żeby takiego prawa nie wprowadzać, bo najbardziej cierpią na tym Ci, którzy pełnoprawnie mieli z tego prawa skorzystać, natomiast dla tych, którzy tego prawa nadużywali, zlikwidowanie tego prawa nie będzie żadną karą, bo jeżeli nie przykombinuje na tym prawie, to przykombinuje na innym. To jak z zakazem posiadania broni - wcale nie sprawia to że jest bezpieczniej, sprawia to, że porządni obywatele nie mają się czym bronić, bo Ci "źli" mają w nosie czy takie prawo istnieje czy nie.

    To czym według Ciebie się różni urlop macierzyński od rodzicielskiego :P? Bo piszesz: "nie mówię, że rodzicielskich nie powinno być wcale" a w następnej linijce piszesz: "nie powinno być urlopów macierzyńskich".

    2) Ja się z Tobą zgadzam po części, tyle że dla wielu kobiet/ojców kwestia opiekowanie się ich dziećmi przez obce osoby (zwłaszcza tak małymi dziećmi) jest czymś dla tych dzieci krzywdzącym i kim jesteś Ty czy ja, żebym mówić takiemu rodzicowi że jego pogląd jest lepszy lub gorszy? Dlaczego moja czy Twoja opinia ma być ważniejsza niż jego instynkt?

    3) Tak, tylko weź pod uwagę że przez te pierwsze 5 miesięcy życia, matka musi być przy dziecku żeby je karmić piersią (chyba, że może je zabrać do pracy). Z czegoś muszą żyć, więc przynajmniej jedno musi pracować. Może to być matka i ok, w końcu istnieją ściągaczki do pokarmu i inne takie - można dyskutować o słuszności tego, ale zawsze jest to pewne rozwiązanie. Wtedy jak najbardziej więź między tatusiem a bobaskiem się wywiąże. No gorzej jeżeli mamusia decyduje się (lub oboje się decydują), że zostanie w domu i będzie maleństwo karmić, tatuś wtedy zasuwa do pracy i ta więź się nie wywiązuje. I to nie jest kwestia przywłaszczenia sobie albo nie tylko moim zdaniem logistyki. Kobieta po porodzie przez pewien czas (jak sama pisałaś) potrzebuje czasu na regenerację organizmu, więc od razu po porodzie nie poleci do pracy, z tego wniosek, że żeby mieli z czego żyć, do pracy musi zasunąć tatuś (jeśli nie uznajemy świadczeń oczywiście)

    4) Co do nie karmienia i siedzenia w domu. Według mojej osobistej opinii 95% kobiet jest biologicznie (w co również wpisuję psychikę) lepiej przystosowanych do zajmowania się dziećmi. Ale to tylko moja opinia i dlatego w mojej opinii w sytuacji, w której jedno musi zostać w domu a drugie iść do pracy, to kobieta powinna zostać w domu. Nie dlatego, że jest kobietą. Dlatego że lepiej się do tego nadaje.

    Jeżeli te "wiele kobiet" uważa, że karmienie piersią jest powodem to brak im logiki. Ja osobiście uważam, że kobiety lepiej sobie radzą z prowadzeniem domu, tak jak mężczyźni lepiej radzą sobie np. z prowadzeniem samochodu.

    Zaznaczam jednak, to po pierwsze moja opinia, a po drugie to nie oznacza, że kobieta nie powinna czy nie może iść do pracy jeśli tylko chce.

    5) Widzisz, i tutaj popełniasz kolejny, według mojej opinii, błąd bo wrzucasz wszystkich do jednego worka. Wśród kobiet które zostają w domu, są tysiące różnych przypadków. Jedne nie pracują bo im się zwyczajnie nie chce, inne dlatego że są przekonane o tym, że tak jest lepiej dla ich dzieci, inne dlatego że nie są w stanie, jeszcze inne dlatego że nie mogą znaleźć pracy, jeszcze innym się to zwyczajnie nie opłaca, bo wszystko co by zarobiła musiałaby oddać opiekunce i tak dalej i tak dalej. Świat nie jest tylko czarny lub tylko biały.
    Uważam, że Twój wniosek o tym, że kobieta sama podejmuje decyzję o zostaniu w domu trochę za daleko posunięty. I znów wrzuca wszystkich do jednego worka. Chyba, że analizujesz konkretny przypadek - wtedy tak, ale z kolei analiza konkretnych przypadków jeśli chodzi o prawo nie daje żadnej możliwości ruchu.

    Droga koleżanko, patriarchalizm nie polega na tym, że kobieta siedzi w domu ;) Patriarchalizm polega na tym, że to jej mąż o tym decyduje :)

    Oczywiście, że stała opieka dwójki rodziców jest lepsza. Tyle tylko, że np. w państwach opiekuńczych często tak to wygląda - rodzi się dziecko i oboje rodzice zostają w domu, żeby się tym dzieckiem zajmować i żyją sobie z zapomóg, które daje im państwo, lub np jedno z nich pracuje wyłącznie na pół etatu i resztę dopłaca im rząd. Można to krytykować, bo i dlaczego nie, ale czy ten mały bobas rzeczywiście tak źle na tym wychodzi? Gdybyśmy nie kombinowali jak tu wyciągnąć jak najwięcej i jak najmniej się narobić, to dlaczego nie miałoby to dobrze funkcjonować. Naprawdę taką straszną stratą dla społeczeństwa byłoby, gdyby przez 6 miesięcy czy nawet rok czasu oboje rodzice zostaliby w domu?

    Już pomijam tutaj fakt w tego jak to wygląda w Polsce, bo patrząc na stawki ZUS jakie się płaci, to uważam, że każdy rodzic powinien mieć prawo przez przynajmniej pół roku zostać w domu z maleństwem. Płacimy takie składki, z których otrzymuje wielkie G, że należy nam się jak psu buda. Ale tak jak mówię, jest to temat marginalny i w ogóle chyba nie związany.

    Oczywiście, że ukazanie kobiety jako obiektu konsumpcji jest/może być niesmaczne (chociaż ja akurat nie mam specjalnie nic przeciwko), tyle tylko że nie zapominaj że ta kobieta, która jest na tym plakacie zgodziła zapozować do tego zdjęcia, zgodziła się, żeby jej ciało reklamowało np. nowe auto i ciężko jej takiego wyboru zabraniać. Tak jak ciężko zabronić prostytutce być prostytutką. Właśnie dlatego, że ma prawo WYBORU.

    6) Chyba nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi. Dlaczego kobiety nie mają wyboru? Dlaczego nie mają go mężczyźni? Przecież każdy może wrócić do pracy kiedy mu się podoba albo w ogóle z niej nie rezygnować. Szczerze powiedziawszy na miejscu pracodawcy wolałabym zatrudnić kogoś na ten rok czasu, niż mieć w pracy świeżo upieczoną mamuśkę, która co 5 minut dzwoni do żłobka czy wszystko w porządku, wychodzi w środku dnia bo dziecko ma sraczkę, gorączkę czy co tam jeszcze, albo dzwoni o 9 kiedy powinna zacząć pracę bo jej dzieciątko dostało kolki i musi zostać/jechać do szpitala czy co tam jeszcze.

    Posiadanie jakichkolwiek zobowiązań dla pracodawcy jest nieatrakcyjne. Zawsze. Mamy tego pecha, że jako kobiety zachodzimy w ciąże i już. Zresztą - w tej chwili i tak duża część pracuje na umowy śmieciowe, więc pojawia się ciąża, umowa się kończy i do widzenia.

    7) Tutaj się akurat z Tobą zgadzam. Aczkolwiek weź pod uwagę, że każdy jeden w zależności od jego prywatnej sytuacji będzie uznawał swój jedyny słuszny system świadczeń.

    8) Ooo tutaj się z Tobą nie do końca zgadzam. Działanie zusu jest idiotyczne, bo Ci którzy pracowali przez całe życie na swoje emerytury dostają śmieszne głodowe stawki nie wystarczające na pokrycie podstawowych kosztów. I to uważam jest nie w porządku dużo bardziej niż dawanie urlopów rodzicielskich

    9) Widzisz, ale spróbuj zrozumieć, że różni ludzie mają różne podejście. Ty uważasz, że najlepszym rozwiązaniem jest opieka instytucjonalna, a inni uważają że nic nie zastąpi czułości, miłości i opieki ze strony rodzica. Powiedz to matce, która zostaje w domu to Ci odpysknie, że tak, najlepiej to się pozbyć kuli o nogi i uciekać od problemu w pracę. I jak pisałam wyżej, kim jesteś żeby to oceniać która z was ma racje? Nigdy nie ma jedynego słusznego poglądu. Dla Ciebie istotne jest to, żeby nie żyć na granicy nędzy, dla innych istotne będą wartości niematerialne, takie jak więzi rodzinne czy stała opieka
  • klaudka_mala 21.11.14, 14:08
    Ale to są ich wartości, których nikt nie powinien im zabraniać mieć. A państwo, przy założeniu państwa opiekuńszego, powinno pomagać i jednym i drugim. -- ucięło
  • triss_merigold6 21.11.14, 14:15
    Streszczę się: jako matka pracująca, która korzystała zarówno z macierzyńskiego, jak i opieki instytucjonalnej publicznego żłobka, pragnę by feministki mi w niczym nie pomagały.
    Dzięki serdeczne, ale naprawdę nie.
  • twojabogini 21.11.14, 22:22
    triss_merigold6 napisała:

    > Streszczę się: jako matka pracująca, która korzystała zarówno z macierzyńskiego
    > , jak i opieki instytucjonalnej publicznego żłobka, pragnę by feministki mi w n
    > iczym nie pomagały.
    > Dzięki serdeczne, ale naprawdę nie.

    Dlatego też feministki zajmują się problemami tych pań, których dzieci nie mają szans na miejsce w żłobku oraz tymi którym żaden macierzyński nie przysługuje. To większość kobiet w Polsce.
  • triss_merigold6 22.11.14, 00:07
    Zajmują się vide Madzia Środa urlopy macierzyńskie są niepotrzebne czy może w wersji Kazi Szczuki lepiej być qr..ą niż szwaczką? Niech się zajmą tym, co potrafią najlepiej, czyli jakimiś rozkminami o sztuce transgenderowej albo innym wprowadzaniem żenskich końcówek, bo w innych wypadkach tylko szkodzą.
  • znana.jako.ggigus 22.11.14, 18:34
    zlobek i urlop - to tez wymagania, stawiane przez feministki.
    --
    ’Cause I told you once / And then I told you twice / And now I told you three times / And at the risk of repeating myself I’m gonna say it again: I wanna be your lover - Jarvis Cocker.
  • klaudka_mala 22.11.14, 21:20
    A że tak zapytam, brak miejsc w żłobkach to problemy kobiet, a nie rodziców już tak??
  • twojabogini 21.11.14, 14:54
    1. Urlop macierzyński jest dla kobiet, urlop ojcowski w aktualnym wymiarze to listek figowy przysłaniający fakt, że państwo ojców ma głęboko w d. Urlop dla rodzica nie powinien wynikać z płci rodzica.
    W ogóle system urlopów jako podstawowe narzędzie polityki rodzinnej w państwie, gdzie większość ludzi nie ma etatu mija się z celem.
    2. Co do kobiet które chcą zostać z dziećmi w domu - niech zostają. Tylko nie na rachunek podatników. Nie oceniam ich - mają wybór i niech wybierają.
    3. Co do pomysłów, że matka musi być stale przy dziecku bo karmi piersią i z tego powodu nie może pracować - to wymówki. Kobieta karmiąca piersią może normalnie i efektywnie pracować - kwestia wprowadzenia takich regulacji, które nie będą dyskryminować kobiet karmiących jako pracowników.
    4. Nie zgadzam się z twoją opinią o lepszym przystosowaniu kobiet do prowadzenia domu i opieki nad dziećmi. To model obowiązujący, które kobiety z takim poglądem narzucają reszcie kobiet. Dostęp do rynku pracy i stabilnego zatrudnienia tracą wszystkie.
    Niech sobie te lepiej przystosowane decydują jak chcą, ale prywatnie i bez obciążania kieszeni podatników.
    5. Co do wyborów kobiet - obecnie wiele kobiet siedzi z dziećmi w domu bo musi - bo nie ma żłobka/przedszkola. Albo jest fatalny, bo pensja poszłaby na opiekunkę, bo nikt ich nie chce zatrudnić, bo są matkami. To właśnie efekt postawienie na prawo wyboru dla niewielkiej grupy kobiet zatrudnionych na etatach. Taka decyzja polityczna pozbawiła też wyboru ojców, którzy woleliby mieć większy udział w opiece nad dzieckiem, a mniejszy w utrzymaniu rodziny.

    > Droga koleżanko, patriarchalizm nie polega na tym, że kobieta siedzi w domu ;)
    > Patriarchalizm polega na tym, że to jej mąż o tym decyduje :)

    Mam gdzieś spór o patriarchat. Bardziej interesuje mnie sytuacja rodzin, w których kobiety nie pracują zawodowo, chociaż chcą, mają malutkie dzieci i nie maja prawa do świadczeń, w przeciwieństwie do ich etatowych koleżanek, lub pań - wyłudzaczek, oraz do sytuacji dzieci (znaczna część polskich dzieci żyje w ubóstwie a większość rodzin nie zaspokaja podstawowych potrzeb dzieci, bo ich nie stać na to).






  • ewelina_1 21.11.14, 15:18
    > 3. Co do pomysłów, że matka musi być stale przy dziecku bo karmi piersią i z te
    > go powodu nie może pracować - to wymówki. Kobieta karmiąca piersią może normaln
    > ie i efektywnie pracować - kwestia wprowadzenia takich regulacji, które nie będ
    > ą dyskryminować kobiet karmiących jako pracowników.
    Piszesz o tych pierwszych 6 (6 a nie 5) miesiącach życia?
    Chyba nigdy nie karmiłaś piersią.
    Są dzieci, które potrafią najeść się w ciągu 15 minut i wytrzymać 3 godziny do następnego karmienia. Ale są też takie, które jedzą przez godzinę i co godzinę. Chciałabym widzieć jak efektywnie pracujesz karmiąc co godzinę i przez godzinę.
    Nie mówiąc już o takim drobiazgu, że aby laktacja się utrzymała, taka kobieta musiałaby regularnie w pracy odciągać pokarm. A nie u każdej odciąganie pokarmu trwa tylko 10 minut. Widzisz w tym efektywną pracę?
    Kilkutygodniowe dziecko też się "fajnie" czuje, że nie może się przytulić do mamy.

  • twojabogini 21.11.14, 22:32
    ewelina_1 napisała:

    > Chyba nigdy nie karmiłaś piersią.

    Karmiłam jak dotąd dwoje dzieci, za każdym razem około roku.

    > Są dzieci, które potrafią najeść się w ciągu 15 minut i wytrzymać 3 godziny do
    > następnego karmienia. Ale są też takie, które jedzą przez godzinę i co godzinę.
    > Chciałabym widzieć jak efektywnie pracujesz karmiąc co godzinę i przez godzinę

    To jest pierwsza faza - gdy dziecko jest małe a laktacja się stabilizuje, rzadko zdarzają się ssaki, które od startu najadają się przez 10 minut co trzy godziny. Tak do 6 tygodni - i tyle samo trwa połóg. Gdy dziecko nadal stale ssie i się nie najada i domaga się piersi bez przerwy - warto skorzystać z poradni laktacyjnej, a nie głodzić dziecko i zadręczać matkę.

    > Nie mówiąc już o takim drobiazgu, że aby laktacja się utrzymała, taka kobieta m
    > usiałaby regularnie w pracy odciągać pokarm. A nie u każdej odciąganie pokarmu
    > trwa tylko 10 minut. Widzisz w tym efektywną pracę?

    Ustabilizowana laktacja po dwóch trzech miesiącach karmienia jest stabilna. Laktacja utrzymuje się nawet gdy karmi się piersią np. dwa razy na dzień a resztę posiłków podaje stałych - i nie trzeba nic odciągać.

    > Kilkutygodniowe dziecko też się "fajnie" czuje, że nie może się przytulić do ma
    > my.

    A jeśli może się przytulić do taty? Poza tym dlaczego miałoby się nie przytulać do mamy?
  • klaudka_mala 21.11.14, 15:42
    1) Jak mówiłam, nie zgadzam się z system świadczeń, problem umów śmieciowych to od dawna już nie problem niszowy. Bez względu na to, czy nazwiemy to macierzyńskim, tacierzyńskim czy rodzicielskim nie ma znaczenia, bo to i tak większość MATEK zajmuje się dziećmi.
    2) Nie sądzę żebym tak strasznie dotykały Twojego portfela te matki, które idą na urlop macierzyński. Nie bardziej niż pijacy, który otrzymują zasiłki, nieroby przez całe życie odbierają z urzędu pracy bezrobocie i nie robią nic innego, a już najbardziej to Cie powinna boleć administracja, która pożera 3/4 tych Twoich pieniędzy odprowadzanych do państwa. Myślę, że nie matki zostające przez rok w domu są największym kosztem dla Twojego podatniczego portfela.
    3) Tak, ale w mojej opinii (osoby, która matką nie jest) i matek (jak można zobaczyć z komentarza eweliny np) jest to okradanie dziecka z tego, co mu się wraz z narodzeniem należy, pełnej uwagi, zainteresowania i przede wszystkim czasu i miłości. Ja nie mówię, że matka powinna do 6 roku życia siedzieć w domu, aż dzieciak pójdzie do szkoły, ale sytuacja o której mówisz, według mnie prowadzi do tego, że dzieciak później zaczyna nie widzieć różnicy pomiędzy mamą a opiekunką, lub woli spędzać czas z nianią, albo w żłobku niż z własną matką, bo tym sposobem (według Twoich definicji) więź biologiczna pomiędzy matką a dzieckiem nie ma się szansy wykształtować, bo kiedy? Pomiędzy pracą a praniem? Poza tym uważam, że jeżeli postulujemy równe traktowanie pracownic i pracowników to niby dlaczego kobietom mają przysługiwać jakiekolwiek dodatkowe przywileje ze względu na to że jest matką? To kobieta karmiąca piersią ma mieć przywileje, ale ta która postanawia zostać w domu z dzieckiem już nie? Dlaczego jedna jest gorsza od drugiej
    4) Ale to nie jest kwestia żadnego modelu. Znam mężczyzn, którzy sami zajmują się domem i wcale nie wygląda to ok. Mężczyźni mniejszą wagę przywiązują do szczegółów (co negatywnie wpływa na poziom czystości w domu); mają niższe poczucie estetyki (co przekłada się na wygląd i "zadbanie"); dużo rzadziej niż kobiety okazują uczucia i są w tym statystycznie sporo gorsi niż kobiety (co z kolei jest ze szkodą dla dzieciątka, które otrzymuje "mniejsze" pokłady miłości niż w przypadku, gdy w domu zostaje z mamą); statystycznie mężczyznom dużo trudniej przychodzi podzielność uwagi, co w przypadku dziecka w domu ma ogromne znaczenie. Więc to nie są jakieś slogany tylko moja opinia oparta na doświadczeniach i statystykach.
    5) Ale przecież kobiecie nikt nie każe iść na urlop macierzyński. Nie ma takiego przymusu. Jak pisałam wcześniej, rozumiem dlaczego pracodawcy nie chcą zatrudniać matek - jakkolwiek jest to dyskryminacja, ja to rozumiem. Patrząc chociażby na moją mame, która pracowała odkąd ja miałam około 4 czy 5 lat. I wiem jak w pracy kombinowała (pracowała na zmiany) kiedy tato również pracował. A żeby zawsze ktoś był, a to byłam chora, a to z kolei trzeba było ze mną pójść do lekarza, a to była wycieczka i mama musiała się spóźnić bo trzeba mnie było zawieźć, a to z kolei było jakieś przedstawienie, a to się rozpłakałam, bo chciałam do mamy a mama była w pracy, a to to, a to tamto a to siamto. I przypuszczam, że gdyby nie fakt że przez tyle lat jej przełożoną była również kobieta, to by ją wywalili prędzej czy później. Dlaczego? Nie dlatego że jest kobietą, tylko dlatego, że jako matka jest gorszym pracownikiem od przeciętnego mężczyzny. Jeżeli mówimy o normalnej matce (która nie przedkłada pracy ponad dziecko), to zawsze będzie gorszym pracownikiem niż bezdzietna. Przynajmniej ja tak uważam.
    6) No czekaj czekaj, no ale mówisz że Ty jesteś przeciwna świadczeniom dla matek. Myślę, że nie jednak i nie dwie się znajdzie, która się chociażby przez te 4 godziny dziennie zajmie dzieciakiem, więc niech zasuwają do roboty. W czym problem??

    Co do tego ubóstwa. Ja akurat ewelinę popieram tutaj. Pieniądze to nie wszystkie. Nie pieniądze dają dziecku szczęście. Aczkolwiek uważam, że należy przede wszystkim uwzględnić każdą kobietę i decyzję każdej kobiety uszanować. Jeżeli dla kogoś ważniejsze są dobra materialne - proszę bardzo, mały do żłobka i hajda do pracy. Dla innego ważniejsza jest więź z dzieckiem, więc zostaje w domu i ma trochę mniej pieniędzy, ale z kolei więzi rodzinne. I nie wydaje mi się, że możliwe było powiedzenie, że jedna albo druga ma racje albo postępuje lepiej.
  • twojabogini 21.11.14, 22:56
    klaudka_mala napisał(a):

    >bo to i tak większość MATEK zajmuje się dziećmi.

    Jak dotąd panowie maja dwa tygodnie urlopu - więc nie mają szansy się wykazać. A gdy nie powstaje więź na wczesnym etapie życia dziecka - to potem ojciec już zawsze jest rodzicem numer 2. Wprowadźmy urlopy rodzicielskie - bez względu na płeć i zobaczmy czy nadal większość opiekunów małych dzieci będą stanowić matki.

    > 2) Nie sądzę żebym tak strasznie dotykały Twojego portfela te matki, które idą
    > na urlop macierzyński.

    Nie chodzi o portfel podatnika, tylko o to, że nieliczna grupa kobiet zdominowała sferę polityki prorodzinnej i czuje się upoważniona do wypowiadania w imieniu innych kobiet. I tylko ta nieliczna grupa kobiet korzysta z wsparcia systemowego, podczas gdy reszta - także dokładająca się do systemu, nie ma żadnych praw. Co do systemu świadczeń, alkoholików itp. - już pisałam, że zniosłabym wszystkie świadczenia.

    > 3) dzieciak później zaczyna nie widzieć różnicy pomiędzy mamą a opiekunk
    > ą, lub woli spędzać czas z nianią, albo w żłobku niż z własną matką, bo tym spo
    > sobem (według Twoich definicji) więź biologiczna pomiędzy matką a dzieckiem nie
    > ma się szansy wykształtować, bo kiedy?

    Czyli matka musi siedzieć z dzieckiem w domu na koszt podatników przez rok, żeby dziecko wolało być z nią niż z opiekunka lub w żłobku? A po roku już może nie widzieć różnicy?
    Poza tym nie rozumiem dlaczego dziecko pracującej mamy jest okradane z jak napisałaś "pełnej uwagi, zainteresowania i przede wszystkim czasu i miłości". Jest tu wiele kobiet, które pracowały będąc matkami, ich dzieci są były i będą kochane. Nieobecność mamy przez cześć dnia, nie czyni dziecku krzywdy, pod warunkiem, że dziecko nie jest schowane do szafy, tylko powierzone odpowiedzialnym i uważnym opiekunom. A jak dziecko zaczyna woleć żłobek lub nianię, to mama najwyraźniej słabo się sprawdza. Może jest zbyt nerwowa, albo instrumentalnie traktuje dziecko?

    4) Ale to nie jest kwestia żadnego modelu. Znam mężczyzn, którzy sami zajmują s
    > ię domem i wcale nie wygląda to ok.

    I dalej stereotyp na stereotypie...Mężczyźni nie mogą zajmować się dziećmi bo nie potrafią okazywać emocji tak jak mamy...I zajmować się domem, bo będzie zły poziom czystości...I to dlatego kobiety nie powinny pracować, tylko zajmować się domem i dziećmi? Wizja kobiety jaką tworzysz brzmi tak, jakby bez kobiety cała rodzina miała się zawalić. A jednak są kobiety, które pracują, mężczyźni którzy na równi zajmują się domem i dziećmi - i wszystko jest okej.

    5) Ale przecież kobiecie nikt nie każe iść na urlop macierzyński. Nie ma takieg
    > o przymusu. Jak pisałam wcześniej, rozumiem dlaczego pracodawcy nie chcą zatrud
    > niać matek - j

    I nie widzisz związku między rocznym urlopem macierzyńskim, tym, ze na zwolnienia chorobowe na dzieci w 90% chodzą kobiety (ojciec który nie miał okazji zajmować się dzieckiem przez pierwszy rok życia, nawet nie wiedziałby co zrobić, jak podać leki, na co zwrócić uwagę...) - a niechęcią pracodawców do zatrudniania kobiet?

    >Nie dlatego że jest kobietą, tylko dlate
    > go, że jako matka jest gorszym pracownikiem od przeciętnego mężczyzny.

    A gdyby ojciec tak samo jak matka uczestniczył w zyciu dziecka, godził opiekę nad nim z praca zawodową - zarabiałby moze mniej, ale jego zona przynosiłaby dochód, no i jak napisałaś nie kasa jest zawsze najważniejsza. Rodzice byliby wtedy takimi samymi pracownikami - bez względu na płeć.

    > Co do tego ubóstwa. Ja akurat ewelinę popieram tutaj. Pieniądze to nie wszystki
    > e. Nie pieniądze dają dziecku szczęście.

    Powiedz to dzieciom żyjącym na progu ubóstwa, bo ich mama woli siedzieć w domu na zasiłku wychowawczym - dla dobra dzieci. Albo tym dzieciom, których mamy już nie mogą wrócić na rynek pracy - po macierzyńskich i wychowawczych nikt ich nie chce zatrudnić (a wtedy przyzwyczajone że się należy krzyczą, że to dyskryminacja :) . Albo niepełnosprawnym dzieciom, których matki zamiast walczyć o instytucjonalną i profesjonalną opiekę nad nimi - zapewniająca rehabilitację i edukację - wywalczyły o parę stówek więcej za siedzenie z dziećmi w domu.
  • ewelina_1 21.11.14, 15:00
    > Nie boję się wartościować.
    Super, że się nie boisz, bo napisałaś tyle bredni, że też będę musiała wartościować.

    > Kobieta, która nie pracuje zawodowo, jej rodzina żyje na niskim poziomie i nie zaspokojone są
    > wszystkie potrzeby dzieci tylko dlatego, że ona wybrała nie pracować zawodowo - jest leniwa.
    A może odwrotnie? Leniwa jest suka, której nie chce się zająć własnymi dziećmi tylko przerzuca to na instytucje opłacane przez państwo (czyli społeczeństwo). Po pracy wraca z najedzonymi i wybawionymi dziećmi do czystego domu, bo przecież dzieci bałaganiły i jadły w żłobku/przedszkolu a nie w domu. I uważa się za zapracowaną, chociaż pracę za nią wykonało sporo ludzi (sprzątanie żłobka/przedszkola, opieka nad dziećmi, nauka, przygotowanie jedzenia), a kobietę, która wszystko robiła SAMA nazywa leniwą.
    Dość oryginalna "logika".

    Oryginalnie też piszesz o potrzebach dzieci. Z wypowiedzi można wnioskować, że za najwyższy priorytet uważasz dobra materialne, choć już 100 lat temu zauważono w sierocińcach, że najszybciej umierały dzieci, które miały zaspokojone wszystkie potrzeby z wyjątkiem ...przytulania.

    > Mit. Także w organizmach ojców, którzy opiekują się swoimi dziećmi codziennie zachodzą zmiany
    > hormonalne i powstaje więź na poziomie "biologicznym". Jeśli matka zawłaszcza dziecko, a ojciec służy
    > jako maszynka do pieniędzy - to zabiera się dziecku i ojcu szanse na głęboką biologiczną więź
    > między nimi.
    Nie mit a fakt! Owszem, w ojcach też zachodzą zmiany hormonalne, ale to nie to samo, co więź matki i dziecka. To, że nie wszystko na dzień dzisiejszy jesteśmy w stanie zbadać i zmierzyć, i że nie każdy tego doświadcza, nie oznacza, że to coś nie istnieje. Podobnie jak w przypadku ciąży, gdy wszelkie możliwe badania pokazują, że wszystko jest w porządku a jednak kobieta ma "przeczucia", że coś się dzieje. I ma rację. Jak to wytłumaczysz?:
    "-Kobiety miewają przeczucia, że ich ciąża jest zagrożona?
    - Niektóre potrafią wyczuć zagrożenie znacznie lepiej niż doskonałe urządzenia obiektywne do których się ciężarne podłącza. Jak to się dzieje? Nie wiem. Może matki kontaktują się ze swoim dzieckiem i doskonale wiedzą, że jest zagrożenie, którego nie wychwytują nowoczesne aparaty diagnostyczne.
    -Warto wierzyć swojej kobiecej intuicji?
    - Absolutnie tak. I namawiam przyszłe matki do tego, aby w momencie kiedy mają jakieś wątpliwości zgłaszały się do lekarza, szpitala."
    www.edziecko.pl/ciaza_i_porod/1,79331,16924916,Czy_mozna_uniknac_przedwczesnego_porodu__Neonatolog_.html


    Ogólnie z tego co piszesz wynika, że traktujesz ludzi jak przedmioty pozbawione uczuć. Aż dziw bierze, że nie zaproponowałaś, aby przedszkolaki nie zaczęły zarabiać na siebie, np. zbieraniem papierków na ulicy.
    Ludzie są różni. I różne są prace. Pomijam tu sytuacje, w których kobieta musi iść do pracy, by nie umrzeć z głodu. Dla dziecka najważniejsza jest szczęśliwa matka w domu (biologii nie przeskoczysz. Ojciec może być takim samym opiekunem jak babcia, ciotka czy niania, ale matką nie będzie). Jeżeli jednak matka będzie się dobrze czuć, gdy wyjdzie na kilka godzin do ludzi (czytaj: pracy), bo wtedy lepiej zajmie się dzieckiem po powrocie, to znaczy, że tak też jest najlepiej dla dziecka (i całej rodziny).
    Ty uważasz, że najlepsza opieka to wyłącznie ta instytucjonalna. No i dobra materialne. To stąd potem czytamy o decyzjach sądowych, zabierających matce dzieci z powodu biedy. Czytasz komentarze pod artykułami? Miażdżąca większość społeczeństwa jest oburzona, bo wie, że najważniejsze dla dziecka jest ciepło rodzinne a nie markowe ciuchy czy własne biurko. Nawet najlepsza rehabilitacja nie pomoże, gdy braknie bliskości, miłości.
    Jesteś kaleką emocjonalną? Masz jakiś defekt psychiczny dotyczący więzi emocjonalnej. Zdarza się. Tylko, że próbujesz swoją miarą innym urządzać życie, podpinając pod to feminizm. To z tego powodu, nawet te kobiety, które mają dość patriarchatu, wolą głosować na konserwatystów, bo u nich przynajmniej nikt im dzieci nie zabierze, nie będzie podważał ich więzi z dzieckiem i nie będzie obrażał nazywając leniwymi, bo chciały same zająć się swoimi dziećmi niż oddawać je obcym ludziom.
    Przemyśl to.
  • twojabogini 21.11.14, 23:25
    ewelina_1 napisała:

    Nie twierdzę, że kobiety które zdecydowały się zostać w domu z dziećmi są leniwe. Twierdzę, że leniwe są te, które zdecydowały się zostać w domu z dziećmi i domagają się z tego tytułu pensji.
    Skoro praca domowa ma być opłacana, to powinniśmy płacić także kobietom, które pracują zawodowo - dokładnie tyle samo odkurzają, odbywają tyle samo wizyt u lekarzy, tyle samo piorą, robią zakupy - tak samo odrabiają lekcje, zabierają dzieci na spacery? Zapłaćmy tez mamom z umów śmieciowych, studentkom, i tym, które nigdy nie pracowały zawodowo. Wykonują tą samą ciężką macierzyńską pracę co mamy na macierzyńskich.

    > Oryginalnie też piszesz o potrzebach dzieci. Z wypowiedzi można wnioskować, że
    > za najwyższy priorytet uważasz dobra materialne, choć już 100 lat temu zauważon
    > o w sierocińcach, że najszybciej umierały dzieci, które miały zaspokojone wszys
    > tkie potrzeby z wyjątkiem ...przytulania.

    Napisałam wyraźnie, że potrzebą dziecka w pierwszych latach życia jest potrzeba stałej i uważnej opieki rodziców i dlatego powinno się wprowadzać rozwiązania, które pozwolą rodzicom godzić opiekę z praca zawodową. Bo jeść dzieci tez muszą.
    Jak dotąd nie zaobserwowano, żeby dzieci pracujących matek i ojców umierały z barku przytulania. Kobiety, które pracują także przytulają dzieci.

    >Owszem, w ojcach też zachodzą zmiany hormonalne, ale to nie to
    > samo, co więź matki i dziecka.

    No tak bo więź matki i dziecka jest święta - o ile jest to więź matki która ma etat i prawo do urlopu macierzyńskiego - na finansowanie tej więzi podatnicy powinni się zrzucać. Na więź matki z umowy śmieciowej nie muszą, bo poziom świętości jakby mniejszy.
    Jak dotąd więź była warta pół roku zrzutki, obecnie już rok. Co się zmienia gdy dziecko kończy rok? Więź traci na świętości, czy już ojciec może się włączyć do opieki?

    >Dla dziecka najważniejsza jest szczęśliwa
    > matka w domu

    Ja myślałam, że dla dziecka ważna jest dobra opieka i stabilna sytuacja bytowa, a w miarę możliwości opieka obojga rodziców.

    (biologii nie przeskoczysz. Ojciec może być takim samym opiekunem
    > jak babcia, ciotka czy niania, ale matką nie będzie).

    Ale będzie ojcem - czego nie zapewni ani babcia, ani ciocia, ani niania. Biologii nie przeskoczysz :)

    Jeżeli jednak matka będzi
    > e się dobrze czuć, gdy wyjdzie na kilka godzin do ludzi (czytaj: pracy), bo wte
    > dy lepiej zajmie się dzieckiem po powrocie, to znaczy, że tak też jest najlepie
    > j dla dziecka (i całej rodziny).

    Aha, czyli jeśli mamie chce się pracować, to wtedy jest dla dziecka dobrze? Ale jeśli mama idzie do pracy, bo nikt nie będzie jej finansował roku macierzyńskiego - to wtedy dziecko cierpi?To ciekawe - że w zależności od potrzeb mamy jej praca jest dla dziecka albo krzywda i okradaniem, albo dobrem.

    > Ty uważasz, że najlepsza opieka to wyłącznie ta instytucjonalna. No i dobra mat
    > erialne. To stąd potem czytamy o decyzjach sądowych, zabierających matce dzieci
    > z powodu biedy.

    Absolutnie tak nie uważam. Uważam, że mamy - tak jak wszyscy członkowie społeczeństwa są osobami dorosłymi i nie powinny oczekiwać, że podatnicy będą się na nie zrzucać. Ani że decyzje kobiet o tym, że chcą pozostawać w domu z dziećmi mają wpływać na sytuacje zawodową wszystkich kobiet.
    Jeśli kobiety chcą pozostawać z dziećmi w domu a pieniądze nie są ważne - to niech zostają. Tylko dlaczego w takim razie domagają się świadczeń i bronią ich jak lwice potomstwa?
    Co do decyzji sądowych - zamiast komentarzy - czytam akta sądowe. W większości przypadków decyzje są słuszne. Bieda na wsi to na przykład brak opału - i temperatura w zimie w okolicy -15. Jak sądzę kochająca mama znalazłaby pracę a nie gadała że dziecko wyżyje na ziemniakach i w zimnie, ale za to otoczone miłością.

    > Jesteś kaleką emocjonalną? Masz jakiś defekt psychiczny dotyczący więzi emocjon
    > alnej. Zdarza się.

    Lepiej ci kiedy wypowiadasz się na takim poziomie?Mnie to nie rusza, jesli przynosi ci ulgę - różne ludzie mają wzorce odreagowywania frustracji.

    Nie uważam więzi matki z dzieckiem za święta na tyle, aby zwolnić matkę z obowiązków osoby dorosłej. Matka to nie osoba schorowana na tyle, aby mieć prawo do zrzutki społeczenej na utrzymanie.
    Co do rocznych macierzyńskich - jak już pisałam mój główny zarzut jest taki, że dotyczą grupy uprzywilejowanych kobiet, reszta nie ma prawa do żadnych świadczeń. Patrząc z perspektywy większości kobiet i ich dzieci i - uwaga - OJCÓW lepszym rozwiązaniem byłyby rozwiązania sprzyjające pracy rodziców. I opieka instytucjonalna.
    A tym kobietom, które wolą same sprawować opiekę nikt tego nie broni. Na koszt własny lub męża - skoro pieniądze nie są dla nich ważne.
  • mariner4 21.11.14, 18:10
    Pierścionek, portfel i spermę. Reszta jest nieważna.
    M.
  • twojabogini 21.11.14, 23:28
    A od państwa roczny urlop macierzyński, potem wychowawczy - najlepiej tez płatny, potem L-4 na ciąże i kolejny macierzyński - a potem tanie przedszkole dla dzieci i etat za taka kasę, żebym mogła utrzymać się na należytym poziomie. A jak nie - to znaczy, ze państwo mnie dyskryminuje. I źli pracodawcy też.
  • mariner4 23.11.14, 09:53
    OK. Z podatków? W końcu społeczeństwu powinno zależeć na prokreacji. Zgoda.
    Ale czy prywatny przedsiębiorca ma opłacać te przywileje ze swoich prywatnych pieniędzy?
    Otóż nie ma takiego obowiązku.
    Zrzucanie na inna osobę tego obowiązku wypełnia definicję pasożytnictwa. Tak postępują kukułki.
    Długi urlop macierzyński? Mój syn prowadzący sporą firmę, mówi że będzie unikał zatrudniania młodych kobiet. U niego pracują tylko ci, co są niezbędni. Trzymanie więc miejsca dla pracownicy, która przebywa na urlopie macierzyńskim jest nie do przyjęcia. Musiałby zatrudnić kogoś. A jak ta pani wróci? To co zrobić z zastępcą?
    I tu najważniejszy problem. Brak elastyczności rynku pracy. Łatwo zwolnić, łatwo zatrudnić. Trudno zwolnić, niechęć do zatrudniania.
  • berta-death 23.11.14, 13:42
    Wszystko zależy od tego co to za firma, co za stanowisko pracy i co za pracownik. Osobiście znam całą masę kobiet, które nie tylko po macierzyńskich, ale i po 3-letnich wychowawczych wracały do pracy. Bez żadnej łaski. Jeszcze firma sama dzwoniła po tych 3latach z pytaniem kiedy wraca. Patrząc na problem ze strony pracodawcy, to też nie jest łatwo znaleźć dobrego pracownika, zwłaszcza jak się jeszcze chce kogoś z doświadczeniem.

    Problem jest wyłącznie z małymi firmami. Budżetówka i korporacje nie mają takich dylematów. Tam zawsze zatrudnia się więcej osób, niż jest potrzebnych, więc mogą sobie pozwolić nie tylko na urlopy macierzyńskie, ale i na zwolnienia lekarskie a nawet na niespodziewane wcześniejsze wyjścia z pracy i wzięcie wolnego z dnia na dzień, albo i tego samego dnia, bez wcześniejszego uprzedzenia. A mali przedsiębiorcy i tak głównie śmieciówki oferują, więc ich problem w zasadzie też nie dotyczy.
  • mariner4 23.11.14, 15:24
    Oczywiście są i takie pracownice, o jakich piszesz. Są wreszcie i takie, które po porodzie szybko wracają do pracy nie wykorzystując nawet całego urlopu.
    Poprzedniego postu nie dokończyłem bo "się sam wysyłał".
    Właśnie mała firma ma problemy.
    Gdyby było łatwo zwolnić pracownika, to wtedy łatwiej by było zatrudnić kogoś na czas urlopu macierzyńskiego.
    Obowiązuje zasada. Im więcej przywilejów ma pracownik, tym bardziej maleje skłonność pracodawców do zatrudniania.
    Zabetonowanie rynku pracy jest tylko pozornie korzystne dla pracowników.
    M.

  • berta-death 24.11.14, 08:05
    Zastanawiałeś się kiedyś jakie w ogóle są dostępne stanowiska pracy na rynku pracy? Czyli w jakim charakterze można się zatrudnić? Jak nie to podpowiem. Zdecydowana większość osób jest zatrudniana w administracji biurowej albo w handlu. Można powiedzieć, że niemal wszyscy. A to oznacza, że niemal wszyscy pracują albo jako wypełniacze dokumentów i zarządzający ich obiegiem wg odgórnego wzorca, albo jako komiwojażerowie upychający komu się da firmowe produkty. Pozostali pracują fizycznie jako robotnicy niewykwalifikowani w charakterze kasjerów, sprzątaczy, zmywaków, kelnerów itp. Ledwo nieistotna statystycznie garstka ludzi pracuje na jakichś ambitniejszych stanowiskach, wymagających wykształcenia, wiedzy, specjalistycznych umiejętności, doświadczenia, czy wręcz uprawnień.

    A co za tym idzie, statystycznemu pracodawcy jest zupełnie obojętne kogo zatrudni, bo każdy się nada. Czasem jakiegoś krótkiego wprowadzenia w zakres obowiązków czy szkolenia, wymaga, ale to nie ładuje nikogo w koszty i czas. To są prace typu stanie przy taśmie. W dowolnym momencie jednego pracownika można zastąpić innym a bezrobocie jest takie, że w dowolnym momencie można bądź ile zatrudnić nowych. W związku z tym nikomu te urlopy i nieobecności nie przeszkadzają. Nie ta pracownica, to inna.

    Problemem polskich pracodawców są koszty pracy. Ale te uderzają po kieszeni nie z powodu długotrwałych nieobecności, tylko tych krótszych, gdzie pracodawca musi płacić z własnej kieszeni. Dlatego urlopy macierzyńskie i wychowawcze, ani ciążowe zwolnienia lekarskie nikomu nie przeszkadzają. Co najwyżej ZUS może się pluć a pośrednio reszta społeczeństwa, która musi to finansować. Natomiast krótkotrwałe zwolnienia na wiecznie chorujące dziecko to mogą firmę zrujnować. Płacić pracownicy trzeba a zysków z jej pracy nie ma. I skąd brać na to kasę. Z dnia na dzień zadzwoni, że nie przyjdzie a znaleźć zastępstwo w tak krótkim czasie jest niemożliwe. A klient nie będzie brał pod uwagę tego, dlaczego nie został obsłużony terminowo, pójdzie do konkurencji. I nie zapłaci za niewykonaną usługę. I jeszcze może się odszkodowania domagać.
    I ten problem dotyczy wyłącznie małych przedsiębiorców, których nie stać na nadprogramowy personel, bo mają na to za małe obroty. A kraje słabo rozwinięte, takie jak Polska charakteryzują się tym, że rynek zdominowany jest mikro i małymi przedsiębiorstwami. Natomiast ustawodawstwo mamy skopiowane z krajów rozwiniętych, gdzie głównymi pracodawcami są duże, rentowne firmy. No i jest jak jest. Królują śmieciówki, bo inaczej się nie da.
  • mariner4 24.11.14, 12:17
    ja mam akurat co innego na myśli.
    Na przykładzie firmy prowadzonej przez mojego syna. To filia zagranicznej dużej firmy w Polsce, której szefuje. To biznes handlowo spedycyjny. J. angielski to warunek pracy. Zarobki znacznie ponad przeciętną.
    Personel około 20 osób. Pracownica poszła na macierzyński. Zatrudnił zastępczynię. Kiedy wróciła zaczęły się schody ze zwolnieniem zastępczyni, która pokazała w końcu dokument że jest w ciąży. Zależało mu na tej, co wróciła, bo była w firmie długo i była po prostu lepsza, od tej która zatrudnił na jej miejsce. (Zresztą mama pracuje do dzisiaj)
    Zamrożenie rynku pracy ma ogromny wpływ na jego mobilność. Jeżeli pracodawca ma problemy ze zwolnieniem pracownika i jest tego wysoki koszt, to ryzyko wynikające z przyjęcia do pracy rośnie i w końcu staje się nadmierne. To też bardzo bije w instytucję macierzyństwa.
    M.
  • mayaca 06.12.14, 05:47
    Czego się boja feminazistki ? Większość z nich ma kompleksy ,są albo brzydkie , albo niechciane , albo odrzucone . Boja się "dominacji mężczyzn? W czasach gdy wiekszosc stanowisk w radach , firmach , instytucjach ,jest obsadzonych przez kobiety ? Boja się ,że kobiety podejmą decyzje zgodne ze swoim światopoglądem , a nie z lewacka poprawnością ? Ja swojego syna przytulałem od Pierszyc dni jego życia , bawiłem , karmiłem , opierałem , przewijałem . dzisiaj dorosły facet nadal ma do mnie zaufanie , wiesze jak do matki. Tego boja się te zorganizowane , opłacane z naszych podatków stręczycielki ?
    nie dajcie się dziewczyny manipulować.
  • karolana 06.12.14, 08:35
    Większość z nich ma kompleksy ,są albo brzydkie , albo niechciane , albo odrzucone .

    Jak rozumiem znasz osobiście WIĘKSZOŚĆ feministek?
    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • mariner4 06.12.14, 11:42
    jest mniejszość. Nie ma się więc o co obrażać.
    Tyle że z kolei większość mało atrakcyjnych kobiet nie robi z tego ideologii.
    M.
  • karolana 06.12.14, 20:53
    Ale ja pytam na jakiej podstawie twierdzisz, że feministki to ta brzydka większość? A może piękna mniejszość? Znasz wszystkie feministki? Mnie też? Wiesz jak wyglądam?
    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • mariner4 06.12.14, 22:47
    rozkład Gaussa i tak dalej.
    Wynika z tego między innymi, że przeciętny poziom aparycji jest u feministek podobny jak u całej reszty.
    Ponadto wierzę, ze agresja ( u feministek także) jest zwykle efektem niskiej samooceny, kompleksów, doznanych (prawdziwych, lub urojonych) krzywd i upokorzeń.
    M.

  • karolana 07.12.14, 09:01
    Czyli nie znasz, nie wiesz, jedynie wierzysz...
    Pastafarianie wierzą w Latającego Potwora Spagetti, inni w UFO, inni w faceta biegającego po wodzie.To znaczy, że to wszystko istniało lub istnieje obiektywnie? I wszyscy mają rację?
    Statystycznie mój facet i ja namy po jedednym jądrze ;-)
    A skoro przeciętny poziom aparycji jest taki sam u feministek jak u nie-feministek, skąd wniosek, że feministki są brzydkie? Raczej wniosek taki jest, że przeciętna kobieta jest brzydka, zaś ta ładna mniejszość może mieć w takim samym stopniu poglądy feministyczne jak i nie.
    Co do agresji mam podobne zdanie. Im niższa samoocena - mężczyzny lub kobiety - tym większ poziom agresji, słownej i fizyczne, tym większe tendencje do deprecjonowania innych poglądów, poniżania osób, itd.

    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • mariner4 07.12.14, 10:02
    bo i tak mają przewagę.
    to porównanie z jądrami świadczy nie tyle o znajomości praw statystyki ile o obsesjach.
    Spróbuję wyjaśnić. Jak rzucisz monetę 2 razy, to masz 3 możliwości: 2 razy orzeł, 2 razy reszka, lib po razie orzeł i reszka. jak 10 razy to kombinacji jest więcej ale prawdopodobieństwo rzucenia np 1- x reszki jest jeszcze stosunkowo wysokie. ale jak rzucisz milin razy to rozkład będzie prawie idealny 50%.
    tak że nie popisuj się wiedza, której nie masz.
    Niczego nie przesądzam. Ale moje obserwacje są takie, ze po pierwsze feministki stanowią mniejszość wśród kobiet, tak jak wegetarianie, czy "zieloni" wśród ludzi w ogóle. Może miałem pecha, ale te co spotkałem urodą nie powalały. Mnie one nie przeszkadzają o ile nie traktują mnie wrogo. Wtedy rzecz jasna wywołują u mnie reakcję obronna.
    Ta konwencja o przeciwdziałaniu przemocy już dawno byłaby ratyfikowana, gdyby dotyczyła przemocy w ogóle.
    M
  • karolana 07.12.14, 11:35
    No skoro TY tak mówisz to na pewno tak jest ;)
    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • mariner4 08.12.14, 18:45
    ostatnia wasza broń.
    Ale też nie spodziewałem się niczego innego.
    M.
  • karolana 08.12.14, 19:20
    Foch? A jak można dyskutować z kimś, kto stoi na stanowisku "jest jak mówię, bo ja w to wierzę, więc jeśli ja w to wierzę, to na pewno tak jest i nie interesuje mnie co o tym myślą inni"?
    Tutaj nie ma z czym polemizować. Albo przyznam Ci rację, albo będę gadać do ściany.
    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • mariner4 09.12.14, 00:27
    Ale też propagandy/
    M.
  • mayaca 06.12.14, 15:36
    karolana napisała:

    > Większość z nich ma kompleksy ,są albo brzydkie , albo niechciane , albo odr
    > zucone .

    >
    > Jak rozumiem znasz osobiście WIĘKSZOŚĆ feministek?

    Wystarczy ,że widzę Kazie lubo Środę Madzię .
  • ninek04 06.12.14, 17:16
    masz zastrzeżenia do ich poglądów czy wyglądu?
  • mayaca 10.12.14, 05:15
    ninek04 napisała:

    > masz zastrzeżenia do ich poglądów czy wyglądu?

    Jedno i drugie . Choć jak sadze wygląd dał inspiracje do poglądów . Samotność niektórym nie służy .
  • ninek04 10.12.14, 06:00
    mayaca napisał:




    >
    > Jedno i drugie . Choć jak sadze wygląd dał inspiracje do poglądów . Samotność n
    > iektórym nie służy .

    Powiało stereotypem.Skoro daleko jej do sexi laleczki, to znaczy brak faceta i znalezienie protezy w postaci poglądów feministycznych.To daleko idące uproszczenie.
  • mayaca 11.12.14, 05:05
    ninek04 napisała:

    > mayaca napisał:
    >
    >
    >
    >
    > >
    > > Jedno i drugie . Choć jak sadze wygląd dał inspiracje do poglądów . Samot
    > ność n
    > > iektórym nie służy .
    >
    > Powiało stereotypem.Skoro daleko jej do sexi laleczki, to znaczy brak faceta i
    > znalezienie protezy w postaci poglądów feministycznych.To daleko idące uproszcz
    > enie.

    Czyżby ? Ile znasz feministek szczęśliwych w związkach ? Większość to sfrustrowane ,przepraszam za kolokwializm , baby . I nie ważne są ich aparycje . Jednak pięknej i mądrej feministki nie widziałem . Jest w tym jakaś reguła .
  • ninek04 11.12.14, 06:33

    >
    > > mayaca napisał





    >
    > Czyżby ? Ile znasz feministek szczęśliwych w związkach ? Większość to sfrustrow
    > ane ,przepraszam za kolokwializm , baby . I nie ważne są ich aparycje . Jednak
    > pięknej i mądrej feministki nie widziałem . Jest w tym jakaś reguła .

    Przykłady szczęśliwych długoletnich związków, te medialne:M.Środa, Agnieszka Graff, Monika Płatek, Barbara Nowacka.
    Nie trafia do mnie patrzenie na świat przez pryzmat stereotypów i uprzedzeń, ani takie zero jedynkowe myślenie:skoro feministka to brzydka, głupia, niedopchnięta.Ale nie mówię, że wszystkie są piēkne, mądre, szczęśliwe, tylko nie tworzę z góry założonych tez i reguł z jedynym słusznym wnioskiem.
  • karolana 11.12.14, 07:57
    Ile znasz feministek szczęśliwych w związkach ?

    Całkiem sporo. Moje najbliższe koleżanki są w wieloletnich szczęśliwych związkach. Na temat mojego związku wypowiadać się dziś nie będę ;) Rodzice mojego partnera są bardzo szczęśliwym małżeństwem, a jego Matka jest jak najbardziej feministką. Znam też wiele nie-feministek samotnych bądź w nieudanych związkach. No i? Feminizm to tylko jedna ze składowych osobowości, a związki są sprawą skomplikowaną.
    Poza tym nazywanie "feministką" kobiety skrzywdzonej przez faceta (bądź takiej, której wydaje się, że została skrzywdzona, bo ją np. facet zostawił), która wypowiada się w tonie "facet to świnia" jest nadużyciem.

    Jednak pięknej i mądrej feministki nie widziałem.
    Ośmielam się twierdzić, że patrząc na piękną kobietę guzik wiesz o jej poglądach, więc na 100% widziałeś feministkę piękną oraz, wielce prawdopodobne, że mądrą. Ale jeśli potrzebujesz dowodów, proszę, poniżej zdjęcia kobiet, które deklarują poglądy feministyczne:
    timedotcom.files.wordpress.com/2014/09/celebrity-feminists-18.jpg?w=1100
    upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/f/f9/Naomi_Wolf_at_the_Brooklyn_Book_Festival.jpg/450px-Naomi_Wolf_at_the_Brooklyn_Book_Festival.jpg
    upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/5/52/Screen_Shot_2014-11-03_at_10.37.22_AM.png/220px-Screen_Shot_2014-11-03_at_10.37.22_AM.png
    timedotcom.files.wordpress.com/2014/09/celebrity-feminists-01.jpg?w=1100
    timedotcom.files.wordpress.com/2014/10/chrissy-teigen.jpg?w=1100
    timedotcom.files.wordpress.com/2014/10/kristen-stewart.jpg?w=1076
    timedotcom.files.wordpress.com/2014/09/celebrity-feminists-16.jpg?w=1093
    timedotcom.files.wordpress.com/2014/09/celebrity-feminists-04.jpg?w=1100
    timedotcom.files.wordpress.com/2014/09/celebrity-feminists-06.jpg?w=1100
    timedotcom.files.wordpress.com/2014/09/celebrity-feminists-08.jpg?w=1074
    timedotcom.files.wordpress.com/2014/09/celebrity-feminists-09.jpg?w=1100
    timedotcom.files.wordpress.com/2014/09/celebrity-feminists-11.jpg?w=1100
    timedotcom.files.wordpress.com/2014/09/celebrity-feminists-13.jpg?w=1100
    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • dystans4 25.12.14, 16:19
    Obejrzałem zdjęcia. Dwie feministki - względnie ładne. Wrażenia nie robi żadna.
  • karolana 06.12.14, 20:50
    W dalszym ciągu pani Szczuka i Środa to nie WIĘKSZOŚĆ.
    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • berta-death 22.11.14, 03:58
    To jest utopia o czym mówisz. To jest wychodzenie z założenia, że wszystkie rodziny są idealne jak te z reklamy płatków śniadaniowych. Jakiekolwiek świadczenia na dzieci, tylko patologię produkują, która się mnoży, żeby mieć wygodne życie nie musząc nic robić. Jak kogoś nie stać, nie powinien się rozmnażać. Nawet poziom tych wszelkiej maści przechowalni a nawet szkół publicznych świadczy o tym, że państwo ma w dupie tych ludzi i ich dzieci. Ma ich za totalnych patoli, których można olewać na każdym kroku, bo hoduje się ich wyłącznie w celach konsumpcyjnych, jak zwierzęta. Dawniej do prac w fabrykach i gospodarstwach rolnych, teraz jako konsumentów tego najtańszego badziewia produkowanego w Azji. Żeby kapitalistom żyło się wygodnie i dostatnio.

    Nikt nie sfinansuje porządnych szkół i przedszkoli dla pospólstwa. To są gigantyczne koszty. Nawet najbogatsze państwa za to się nie biorą. Wszędzie jak ktoś chce mieć dobrą opiekę dla dziecka i zapewnić mu porządne wykształcenie musi za to bulić z własnej kieszeni. I to nie mało.

    Problemem kobiet nie jest to, że nie ma systemowych rozwiązań i państwo nie chce ich sponsorować. Ich problemem jest brak ambicji zawodowo finansowych. Jak komuś do pełni szczęścia wystarcza średnia krajowa i socjał, albo jeszcze mniej, to o czym tu gadać. A tych ambicji nie ma, bo społeczeństwo nie wytworzyło kultury wymuszającej na kobietach branie losu we własne ręce, tak jak wymusza to na mężczyznach. Mężczyzna musi zarabiać, jak zarabia mało to jest męt społeczny i nieudacznik, z którego wszyscy się śmieją, niczym z Ferdka Kiepskiego i Ala Bundyego. A kobiecie ubogiej i niezaradnej życiowo wszyscy współczują. No to kto ma większą motywację, żeby wziąć się w garść i zacząć zarabiać porządne pieniądze? I to się zaczyna już na poziomie szkolnym. Jakie zawody wybierają mężczyźni a jakie kobiety. Czego oczekują od pracy kobiety a czego mężczyźni, nawet ci, którzy jeszcze nie mają rodzin ani dzieci?
    Efektem tego jest to, że wciąż ledwo 1% światowego kapitału jest w rękach kobiet. A kto ma kasę ten ma władzę i dyktuje warunki. Dopóki kobiety nie dorwą się do kapitału, to zawsze będą żyć na łasce i niełasce innych i będą mieć rangę popychadeł.
  • dorotadermiblog 22.11.14, 18:24
    zgadzam się.
    większość młodych mam chce łączyć życie zawodowe z prywatnym
    problem w tym - że ma zbyt wiele możliwości, by to robić.
    zbyt często czuje, że jej rozwój odbywa się dużym kosztem jej dzieci
    nie w tym rzecz
    --
    dermiblog.pl/
  • klaudka_mala 23.11.14, 13:39
    Tylko czy w tej sytuacji rozwiązaniem jest opieka instytucjonalna, która jest tutaj proponowana? Czy taka forma opieki nad dzieckiem nie będzie powodować poczucia rozwoju osobistego kosztem dzieci?
  • ninek04 23.11.14, 14:10
    Ja też jestem przeciwna zrzucaniu się na te kobiety,które po
    urodzeniu dziecka nie pracują zawodowo,i domagają się pensji za swoją pracę domową.To ich wybór,że zostają w domu,wychowują dzieci i dom jest na ich głowie.U wielu z nich wynika to na pewno z wygody,lenistwa,a nie z niemożności pogodzenia pracy zawodowej z wychowaniem dzieci.Tym bardziej,że po zajściu w ciążę zaraz lecą po L4,bo im się należy,choć nie jest uzasadnione względami medycznymi,a pracodawca niech się martwi.Dlatego denerwują mnie takie cierpiętnicze postawy mamusiek:najpierw jestem w ciąży, potem poświęcam się wychowaniu dzieci i jeszcze należy mi się zasiłek, czy pensja wypłacana przez państwo.Owszem więź z dzieckiem jest ważna, ale ja chociaż do pracy wróciłam szybko po porodzie, to teraz, gdy dzieci są już większe nie zauważyłam, żeby tej więzi , (którą rzekomo zerwałam wracając do pracy)między nami nie było teraz.Tak jak nie wyobrażam sobie nie pracować i być zależną finansowo od męża,tak trudno mi wyobrazić sobie liczenie w tym względzie na państwo, czy opiekę społeczną.Ja też jestem przeciwna zrzucaniu się na te kobiety,które po
    urodzeniu dziecka nie pracują zawodowo,i domagają się pensji za swoją pracę domową.To ich wybór,że zostają w domu,wychowują dzieci i dom jest na ich głowie.U wielu z nich wynika to na pewno z wygody,lenistwa,a nie z niemożności pogodzenia pracy zawodowej z wychowaniem dzieci.Tym bardziej,że po zajściu w ciążę zaraz lecą po L4,bo im się należy,choć nie jest uzasadnione względami medycznymi,a pracodawca niech się martwi.Dlatego denerwują mnie takie cierpiętnicze postawy mamusiek:najpierw jestem w ciąży, potem poświęcam się wychowaniu dzieci i jeszcze należy mi się zasiłek, czy pensja wypłacana przez państwo.Owszem więź z dzieckiem jest ważna, ale ja chociaż do pracy wróciłam szybko po porodzie, to teraz, gdy dzieci są już większe nie zauważyłam, żeby tej więzi , (którą rzekomo zerwałam wracając do pracy)między nami nie było teraz.Tak jak nie wyobrażam sobie nie pracować i być zależną finansowo od męża,tak trudno mi wyobrazić sobie liczenie w tym względzie na państwo, czy opiekę społeczną.





    Ja też jestem przeciwna zrzucaniu się na te kobiety,które po
    urodzeniu dziecka nie pracują zawodowo,i domagają się pensji za swoją pracę domową.To ich wybór,że zostają w domu,wychowują dzieci i dom jest na ich głowie.U wielu z nich wynika to na pewno z wygody,lenistwa,a nie z niemożności pogodzenia pracy zawodowej z wychowaniem dzieci.Tym bardziej,że po zajściu w ciążę zaraz lecą po L4,bo im się należy,choć nie jest uzasadnione względami medycznymi,a pracodawca niech się martwi.Dlatego denerwują mnie takie cierpiętnicze postawy mamusiek:najpierw jestem w ciąży, potem poświęcam się wychowaniu dzieci i jeszcze należy mi się zasiłek, czy pensja wypłacana przez państwo.Owszem więź z dzieckiem jest ważna, ale ja chociaż do pracy wróciłam szybko po porodzie, to teraz, gdy dzieci są już większe nie zauważyłam, żeby tej więzi , (którą rzekomo zerwałam wracając do pracy)między nami nie było teraz.Tak jak nie wyobrażam sobie nie pracować i być zależną finansowo od męża,tak trudno mi wyobrazić sobie liczenie w tym względzie na państwo, czy opiekę







  • kocia_noga 24.11.14, 12:31
    Ty i Berta piszecie jak elektorat JKM. Nie chce mi się wdawać w dyskusję, ale to bardzo wąskie i nieadekwatne spojrzenie na świat.
    --
    To analfabeta. Nie umie czytać ani pływać.
  • berta-death 24.11.14, 14:53
    Nie jak elektorat JKM tylko jako ktoś kto patrzy na to wszystko z perspektywy przedsiębiorcy. Kto w PL zakłada firmy? Niemal wyłącznie osoby, które nie znalazły zatrudnienia, albo cały czas oferowano im dorywcze śmieciówki, różnie płatne. Czasem wcale.
    Firma miała im dawać ubezpieczenie i w miarę stałe zyski. Niektórym na tyle się poszczęściło, że nie dość, że zdołali się utrzymać dłużej niż dwa lata (większość pada w ciągu pierwszych 2lat) i jeszcze na tyle rozkręcić ten biznes, że potrzebują pracowników. Natomiast ten biznes wciąż nie może konkurować z gigantami rynku, wciąż jest niestabilny, wciąż musi walczyć o klientów, wciąż zależny od uwarunkowań gospodarczych, przede wszystkim od zasobności portfeli klientów, wciąż wisi nad nim widmo bankructwa i wciąż nie może sobie pozwolić na jakiekolwiek długoterminowe zobowiązania. Również te wobec pracowników.

    I w momencie jak państwo, swoimi ustawami, rzuca tym przedsiębiorcom kłody pod nogi, to nie mają innego wyjścia, jak z zatrudnieniem zejść do podziemia. A państwo rzuca kłody pod nogi, przede wszystkim wysokimi podatkami i składkami zusowskimi, które powodują, że płaca brutto to niemal dwa razy tyle co netto. Kogo na to stać? Najniższe składki ZUS to niemal 1000PLN podczas gdy KRUS to nieco ponad 100PLN. Czyli da się. W sytuacji jak to państwo jeszcze uwala przedsiębiorcę niekorzystnymi dla niego prawami pracowniczymi, które utrudniają zwolnienie nieprzynoszącego zysku pracownika i które nie zwalniają pracodawcy ze zobowiązań wobec pracownika i zusu w momencie krótkoterminowych zwolnień, które mogą się trafiać bez zapowiedzenia i bez ograniczenia, to nie ma się co dziwić, że jest jak jest. Jakby przedsiębiorcy sektora MSP chcieli być w 100% praworządni, to nawet ci, którzy przetrwali pierwsze dwa lata, by zbankrutowali i jeszcze z długami zostali.
  • kocia_noga 24.11.14, 16:20
    To wszystko prawda, ale nie prowadzi to do wniosku, że państwo ma się wymigać od opieki socjalnej. Nie tylko patologia znajduje się w sytuacji, gdy potrzebuje pomocy, a i dzieci patologii też wymagają opieki, bo inaczej wrócą na ulicę - nie rozpłyną się w powietrzu.
    --
    To analfabeta. Nie umie czytać ani pływać.
  • berta-death 24.11.14, 16:42
    Co innego dzieci, co innego rodzice. Ministerstwo edukacji powinno wziąć pod swoje skrzydła, również i te młodsze niż 5-letnie, które mają obowiązkowo zerówkę zaliczać. Ale tutaj znów opór, uciekajta ludzie, gimbusy jadą, będą dzieci do szkół zabierać.
  • ninek04 24.11.14, 18:51
    Te, które nie pracują dziecka też boją posłać do przedszkola, tylko siedzą z nimi w domu, oglądając telewizję przeważnie, potem gdy takie dziecki idzie do szkoły, jego "braki", deficyty widać wyraźnie , i w zachowaniu, i w kulturze i w funkcjonowaniu społecznym w grupie, i w nauce też.I to nie są przypadki odosobnione, bo znam takie matki, które nie puszczą dziecka do przedszkola, bo w domu, z nią będzie mu lepiej.Tak jak cały ten ruch Ratujmy maluchy.Przed czym się pytam?Moje dziecko poszło jako 6-latek, jeszcze gdy nie było obowiązku i jest zadowolone i nic złego mu się nie stało.A odnośnie patologii, ona nie myśli, tylko mnoży się, i wyciąga ręce po zasiłek

  • berta-death 24.11.14, 19:16
    Przedszkola to jakaś pomyłka. Najbardziej patologiczne miejsce, jakie można sobie wyobrazić. Większość dzieciaków jest po nich straumatyzowana i znerwicowana. Takie obozy koncentracyjne dla dzieci. Zwłaszcza w polskim wydaniu, gdzie de facto są centrami dziennej opieki, nie placówkami dydaktycznymi. Wbrew stereotypom ich absolwenci są skrajnie niedostosowani społecznie. Takie zwierzaki z małpiego gaju, dla których istnieje tylko prawo dżungli. W moich czasach sporo dzieci nie chadzało do takich placówek, więc miałam w szkole porównanie, bo do 1kl poszły te po przedszkolach i te, które tam nie uczęszczały, tylko co najwyżej zerówkę szkolną odbębniły. Niebo a ziemia. Nieokrzesane przedszkolne troglodyty vs spokojne, kulturalne dzieciaki, które bez problemu odnajdywały się w szkole i relacjach z innymi. Być może zależność przyczynowo skutkowa jest inna, bo te nieprzedszkolne to z lepsiejszych rodzin pochodziły, do przedszkoli chadzała cała okoliczna patologia, więc to też pewnie przełożenie jakieś miało.

    Natomiast to o czym ja mówię, to o edukację chodzi. O wyrównanie szans. 1kl to już najczęściej jest przepaść edukacyjna pomiędzy dziećmi, o które rodzice dbają a dziećmi o które nikt się nie troszczy. I to musi być szkoła, z pozycją szkoły, ocenami, konsekwencjami niezaliczenia poszczególnych przedmiotów, zarówno dla nauczycieli jak i uczniów a pośrednio też i rodziców. Bo inaczej wszyscy wszystko mają w głębokim poważaniu. Zerówka, która nie ma bata w postaci ocen, które są promocją do następnej klasy, nie ma żadnego poważania. Wszyscy to olewają, przeciętnej nauczycielce nawet podręcznika się nie chce otworzyć a dzieciaki okładają się łopatkami po głowach i szlaczki rysują. I mimo, że podstawa programowa zerówki jest niemal identyczna jak pierwszej klasy, to do 1kl masowo idą dzieciaki, które a od be nie odróżniają, do 10zliczyć nie potrafią i nigdy książki na oczy nie widziały.
    Niektórym ciężko w to uwierzyć, ale są środowiska gdzie nikt się dziećmi nie zajmuje, nie czyta im, nie rozmawia z nimi, nie kupuje im zabawek edukacyjnych, nawet kredek i papieru nie mają, nikt z nimi nigdzie nie wychodzi, niczego nie pokazuje, ledwo mówić potrafią. W domu ani jednej książki nie ma. I one nie mają gdzie tego nadrobić, bo przecież nie w przechowalni pełnej 30 innych dzieciaków z patologii, którymi też nikt się nie przejmuje, bo nikt motywacji do tego nie ma. Ale jakby trafiły odpowiednio wcześnie do szkoły, która musiałaby ich czegoś nauczyć, to wtedy może mniej patologii na świecie by było.
  • karolana 25.11.14, 10:59
    Berta, masz jakąś koszmarną wizję przedszkola :(
    Moje dziecko chodzi do przedszkola. Dzieci w grupie jest 17 w sumie, nigdy nie ma wszystkich, bo zawsze któreś chore lub gdzieś wyjedzie. Powiedzmy, że 15 dzieci jest. Opiekunów jest 2 (pani i pan!) plus pomoc.
    Dzieci mają 2 języki obce i nawet coś tam się uczą, bo młode (lat 3) przybiega do domu wołając "niebieśki to blue!". Raz w tygodniu przyjeżdża pan prowadzący zajęcia taneczne.
    Dzieci o ile nie pada codziennie wychodzą na podwórko - duże, z placem zabaw i górką do zjeżdżania na sankach w zimie.
    Codziennie dzieciaki produkują jakieś rękodzieła (masa papierowa, kasztany, liście, malowanie, rysowanie, itd.), co tydzień uczą się nowej piosenki, które potem dziecio wyśpiewuje mi w domu.
    4 posiłki dziennie przygotowywane są na miejscu, a personel w kuchni wie co dzieci lubią. Jedzonko jest pyszne, miałam okazję spróbować, ciasto drożdżowe to poezja.
    Przedszkole czynne w godzinach takich, że spokojnie zdążę dojechać do pracy i wrócić z pracy. Kosztuje mnie do 200 zł miesięcznie.
    Tak, dziecko ma zachowania, które mi się nie podobają, a które na pewno przynosi z przedszkola. Ale nie szalejmy z tymi dramatycznymi wizjami.
    Sama chodziłam do przedszkola od 3-go roku życia i ani nie mam traumy, ani nie byłam nieokrzesanym troglodytą, ani nie zauważyłam żeby inne dzieciaki "przedszkolne" były jakoś szczególnie niegrzeczne.

    --
    "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
    jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
  • kora3 30.11.14, 07:42
    Każdy może sobie wybrać z kim chce być oraz czy i ile chce mieć dzieci - proste.
    Jeśli kobieta widzi się w roli li tylko matki i zony, to należy wybrać takiego faceta, który preferuje taki model w związku i umie zapewnić rodzinie byt - równie proste.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
  • maczkimm 09.12.14, 08:58
    wydaje się to dosyć proste: trzeba znaleźć partnera podobnego do siebie, mającego podobne poglądy - to połowa sukcesu.
    Niestety rosnąca liczba rozwodów i rozstań partnerów, którzy mają dziecko wskazuje - nie na wybujałe fantazje i oczekiwania partnerów względem siebie - tylko po prostu brak szczerości dotyczącej tego co będzie się chciało od drugiej strony...
    I tak gdyby kobieta powiedziała, że che wyjść za mąż, rodzić dzieci, wychowywać je, dbać o dom to nie ma w tym nic złego, o ile partner, którego sobie upatrzyła wie co go czeka... Gorzej jak kobieta ukrywa :co jej tam w duszy gra" i dopiero po czasie okazuje się czego tak naprawdę chce...
    Reasumując: trzeba szukać partnerów o podobnych poglądach (połowa sukcesu) i rozmawiać o dalszych planach na przyszłość (bez owijania w bawełnę)

    --
    znajdź intelektualnego sobowtóra

    www.styczni.pl
  • mariner4 10.12.14, 09:32
    osobę, bo dotyczy to obydwu płci, to ludzie często udają kogoś innego niż są w istocie. Żeby spełnić oczekiwania drugiej strony. Daje się to robić na krótka metę, no bo ile można udawać? Wymaga to bowiem ustawicznej samokontroli. Po odniesieniu "sukcesu" przychodzi proza życia i człowiek zaczyna być już sobą. I wtedy są rozczarowania.
    M.
  • klaudka_mala 10.12.14, 11:39
    Według mojej opinii nie to jest powodem większości rozwodów - nie "bycie sobą" po długim okresie udawania; tylko brak starań. Przychodzi proza życia i ten facet już nie bardzo ma czas siłę i ochotę dwa razy w tygodniu pobiegać, robić pompki czy co tam jeszcze, nosić jej kwiatki, obsypywać komplementami, pomagać w domu; nie sekszą się już jak para króliczków trzy razy dziennie, nie mówiąc już o nudzie w łóżku. Ona z kolei już tak o siebie nie dba jak kiedyś; nie nosi seksownych perfum, jej ulubiona fryzura to artystyczny nieład; 55 kg sprzed ślubu dawno poszło w zapomnienie a ona sama już nie jest tak entuzjastycznie nastawiona do pomagania, zaskakiwania czy wykazywania inicjatywy. A to wszystko przy założeniu braku dzieci, bo wtedy jest jeszcze gorzej: oboje chodzą ustawicznie zmęczeni, niewyspani, w późniejszych latach zalatani bo z małym do przedszkola, na basen, na angielski, odrobić lekcje, położyć spać. Idąc razem do łóżka ostatnia rzecz na jaką mają ochotę to seks. A im się mniej starają tym mniej na koniec mają ze sobą wspólnego.

    Kolejna przyczyna to praca. W tej chwili nie mamy żadnego umiar w pracy. Pracujemy do oporu i jeszcze nosimy pracę do domu. Oczywiście nie bez powodu - takie realia. Ale im się mniej czasu spędza razem tym te relacje się poluźniają. Przecież około 30% małżeństw, gdzie jedna strona wyjechała za granicę "za chlebem" się rozpadło. A to niby dlaczego? Bo po tym roku czy dwóch latach Ci ludzie nie mieli ze sobą nic wspólnego.

    I ostatnia sprawa, to brak komunikacji. Ale według mnie nie tam, gdzie tego czy tamtego by się oczekiwało, ale się oszukuje, tylko tam gdzie pojawiają się problemy. Mamy problem, ale o nim nie rozmawiamy, bo łatwiej zamieść go pod dywan i o nim zapomnieć. Tyle że najczęściej takie zamiatanie kończy się tym, że jedno jest po jednej stronie olbrzymiej góry problemów, a drugie po drugie i nie bardzo już mają możliwość wtedy o nich porozmawiać.

    Dlatego według mnie, główną przyczyną rozwodów jest to, że ludzie przestają mieć ze sobą cokolwiek wspólnego, odsuwają się od siebie a potem są już tak daleko, że nie ma możliwości wrócić. A to odsunięcie może mieć przeróżne formy.
  • kora3 12.12.14, 21:38
    Ale właśnie na tym to polega - na szczerości wobec partnera, ale także siebie.
    Wiem, ze pewnie mi się dostanie, ale nie mogę słuchać (i czytać) "jeków" kobiet, które związały się z niedorajdami życiowymi i mają do całego swiata pretensje, ze nie tylko nie mogą "zostać w domu" z dziećmi, ale jeszcze zasuwać muszą na 1,5 etatu, bo ich facet jakoś nie umie więcej zarobić.

    --
    Korcia
    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
  • winniepooh 03.01.15, 00:20
    "Nic nie stoi na przeszkodzie, aby rodzice decydowali się na taki podział pracy - kobieta wyłącznie w domu, mężczyzna w pracy. Ale niech będzie to wybór prywatny, na własny rachunek tych rodzin, a nie wybór polityczny na rachunek społeczeństwa."

    nie ma czegoś takiego jak wybór prywatny na własny koszt tych rodzin, albowiem matrona wymieniona na nowszy model oraz jej młode i tak przejdą na utrzymanie podatnika lub padną z głodu, czy chorób.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka