czarna strona księżyca Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Jaka jest cena geniuszu?
    W wymiarze indywidualnym i w wymiarze płci...
    Kobiety rzadziej są geniuszami ale też rzadziej imbecylami.
    (słodkich idiotek proszę w tej konkurencji nie liczyć, bo trzeba niezłego
    sprytu by udawać takową ;)
  • Czyżbyś miała na myśli np. moje stawki?


    Pozdrawiam
    Keep Rockin'
    --
    Kiedyś byłem listonoszem - teraz jestem biustonoszem!
    mars
    www.johnnykalesony.republika.pl
  • Bardziej miałam na myśli jednostronny ogląd sytuacji przedstawiany przez koreczka.
    Pozdrawiam PKS to już teraz rzadkość ;)
  • Geniusze są coraz mniej potrzebni. Od dobrych paru lat wiekszość naprawdę
    ważnych wynalazków powstaje w grupach naukowców, z których zaden geniuszem nie
    jest - liczy się umiejętność pracy zespołowej. Szef takiej grupy bywa że spija
    śmietankę (choć i to się zmienia), ale i on geniuszem bywa rzadko, zazwyczaj
    jest tylko sprawnym organizatorem, obdarzonym charyzmą i talentem do zdobywania
    grantów i kontaktowania się z prasą. Czas geniuszy minął, ale imbecyle
    pozostali niestety;)) Bilans jest więc raczej ujemny.
  • Nie zgadzam się z Twoją opinią - praca zespołowa jest dobra przy popychaniu
    nauki "drobnymi kroczkami do przodu", ale przełomowe prace wymagają geniuszu i
    niebywałych zdolności osób współpracujących. To też praca zespołowa, ale tu jest
    przywództwo i oddział "wyrastających podad przecięność naukową" komandosów.
    To prawda - w nauce czas genialnych samotników "z kartką i ołówkiem" kończy się.
  • > Kobiety rzadziej są geniuszami ale też rzadziej imbecylami.

    Proszę o źródło tej rewelacji o "imbecylach".
  • Korek, weź sobie poszukaj statystyk i nie marudź. Możesz zacząć od statystyk
    związanych z nagrodą Darwina ;)
    Ale dziś jest wieczór dobroci, więc masz ciekawego linka.
    www.racjonalista.pl/kk.php/s,4445
    Tylko nie wyciągaj z niego tak genialnych wniosków, jak z linku o
    przedsiębiorczości,gdzie dla ciebie ilość stanowiła o jakości.
  • gotlama napisała:

    > Nie zgadzam się z Twoją opinią - praca zespołowa jest dobra przy popychaniu
    > nauki "drobnymi kroczkami do przodu", ale przełomowe prace wymagają geniuszu i
    > niebywałych zdolności osób współpracujących. To też praca zespołowa, ale tu
    jes
    > t
    > przywództwo i oddział "wyrastających podad przecięność naukową" komandosów.


    Ale to wyrastanie ponad przeciętność niekoniecznie wyraża się tym co
    tradycyjnie uznajemy za genialność czyli wysokiem IQ. Znacznie częściej jest to
    własnie ponadprzeciętna umiejętność pracy w zespole czy inne cechy bardziej
    emocjonalne niż intelektualne.


    > To prawda - w nauce czas genialnych samotników "z kartką i ołówkiem" kończy
    się
    > .
  • Przełomowe dokonania w fizyce raczej nie były dziełem osób predystynowanych do
    pracy zespołowej, aczkolwiek współcześnie, chyba tylko matematycy mogą sobie
    pozwolić na fanaberie godne "geniusza - samotnika" ;)
  • gotlama napisała:

    > Przełomowe dokonania w fizyce raczej nie były dziełem osób predystynowanych do
    > pracy zespołowej, aczkolwiek współcześnie, chyba tylko matematycy mogą sobie
    > pozwolić na fanaberie godne "geniusza - samotnika" ;)


    No własnie, sama napisałaś "były" a nie "są".
    Pora też dodać, że ta moja teoria wcale nie jest moja, wyczytałam ja własnie w
    wywiadzie z jakims znanym fizykiem. Sama nie zajmuję sie pracą naukową, więc
    trudno byłoby mi w takich kwestiach wyrokować.
  • To prawda - ale tak jak napisałam - są różne modele pracy zespołowej ;)
  • > Korek, weź sobie poszukaj statystyk i nie marudź. Możesz zacząć od statystyk
    > związanych z nagrodą Darwina ;)

    Nie od dziś wiadomo, że mężczyźni częściej od kobiet podejmuja działania
    ryzykowne. To dla ciebie ma być dowodem na niższą ich inteligencję?
    Hehehehe, wręcz odwrotnie - działania rozsądnie ryzykowne przynoszą zysk. Jak
    na odludziu nie zaryzykujesz polując na dzika - umrzesz z głodu.
    Ryzykując smierć w starciu - masz szansę przeżyć, gdy ci się uda.
    U niektórych podejmowanie ryzyka jest nierozsądne - sa to przypadki jednostkowe.

    Link nudny. Notarłem do 1/3 i przestałem czytać. Nie lubię wodolejstwa.
    Streść, o co ci chodziło.

    > Tylko nie wyciągaj z niego tak genialnych wniosków, jak z linku o
    > przedsiębiorczości,gdzie dla ciebie ilość stanowiła o jakości.

    Ilość bardzo często przechodzi w jakość.
    Jakość pracy robotnika wytwarzającego w godzinę 100 guzików jest wyższa od
    jakości pracy takiego, który w godzinę wytwarza ich 50.

    P.S. Ale sobie pogadaliśmy pod wątkiem - wiesz którym, hehehehe
  • Zawiodłam się na tobie...
    100 spartaczonych guzików jest jest lepsze od 50 wykonanych prawidłowo?

    A nagrody Darwina są świetnym przykładem nieracjonalnej chęci ryzyka.
    np.polowania na dzika zamiast sprawdzenia jakie jagody, korzonki i bulwki są
    jadalne ;),

    Link jest dobry ale nie dla nerwusów, konkrety są w drugiej połowie artykułu.

    A pod tamtym wątkiem miałam niesamowitą ochotę zapytać się, jakiż to interes
    mieli w tworzeniu feminizmu.
  • A jakież to studia kończyłeś, Koreczku że o krzywej Gaussa nigdy nawet nie
    słyszałeś? Drogą eliminacji odpadają: psychologia, medycyna...
  • > Zawiodłam się na tobie...
    > 100 spartaczonych guzików jest jest lepsze od 50 wykonanych prawidłowo?

    A kto ci powiedział, że spartaczonych?

    > A nagrody Darwina są świetnym przykładem nieracjonalnej chęci ryzyka.
    > np.polowania na dzika zamiast sprawdzenia jakie jagody, korzonki i bulwki są
    > jadalne ;),

    Wiesz, ile jagódek jest śmiertelnie trujacych?
    Sprawdzając jagódki (wilcze) zdajesz się na ślepy los.
    Obserwacja jedzących ptaków moze nic nie dać - bowiem coś zabijającego ciebie
    nie musi być trujace dla ptaków, których zresztą w zimie może nie być.
    Polujac na dzika możesz dzięki inteligencji zmniejszać ryzyko - np. polując z
    drzewa.

    > A pod tamtym wątkiem miałam niesamowitą ochotę zapytać się, jakiż to interes
    > mieli w tworzeniu feminizmu.

    No to musisz obejść sie smakiem.
    Oraz pogodzić z tym, że bezprawie jest nagminne.
    Zwłaszcza wśród przedstawicieli wszelkich odmian socjalizmu.
  • koreczek77 napisał:

    >
    > Wiesz, ile jagódek jest śmiertelnie trujacych?


    No ile?

  • A na jakiej podstawie kotek b. uważa, że nie słyszałem o krzywej Gaussa?

    Poza tym kolejny raz domagam się przprosin:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=48784265&a=49081345
  • > > Wiesz, ile jagódek jest śmiertelnie trujacych?
    >
    >
    > No ile?


    Jak sie kicia nie dowiedziała z książeczek o farmakologii i toksykologtii, to
    niech skorzysta z wyszukiwarek.

  • cena geniuszu jest ogromna :-(((

    --
    perlyprzedwieprze.blox.pl/html
  • koreczek77 napisał:

    > A na jakiej podstawie kotek b. uważa, że nie słyszałem o krzywej Gaussa?
    >


    A na takiej oto, myszko:


    > Kobiety rzadziej są geniuszami ale też rzadziej imbecylami.

    Proszę o źródło tej rewelacji o "imbecylach".


    Źródłem tych "rewelacji" jest własnie krzywa Gaussa, pajączku. A gdybyś
    kiedykolwiek o niej słyszał to nie zadawałbys głupich pytań. Coraz bardziej cię
    lubię, wiesz? Strasznie nieporadnie dyskutujesz, to takie zabawne...


    > Poza tym kolejny raz domagam się przprosin:


    Nie domagasz się przeprosin, tylko prosisz mnie o przyjęcie przeprosin,
    robaczku. Naucz się tego tekstu na pamięć i nie myl się więcej.
    Poproś grzecznie i ładnie a może pozwolę ci się w końcu przeprosić.
  • koreczek77 napisał:

    > > > Wiesz, ile jagódek jest śmiertelnie trujacych?
    > >
    > >
    > > No ile?
    >
    >
    > Jak sie kicia nie dowiedziała z książeczek o farmakologii i toksykologtii, to
    > niech skorzysta z wyszukiwarek.



    Tak własnie myślałam że nie wiesz a tylko się mądrzysz, piesiu.
  • Skromny, jak zwykle ;)
  • Wystarczająco dużo tak samo jak i jadalnych,ale jak koreczek nie wie które, to
    niech wraca na drzewo i poluje na dzika ;).
    Próbowałeś kiedyś "orzeszków cedrowych" (czemu cedrowe to nie wiem, jak to są
    limbowe)- nawet w zimie na Syberii jest coś innego do jedzenia niż mięsko.

  • gotlama napisała:

    > Wystarczająco dużo tak samo jak i jadalnych,


    No własnie że nie, jest ich niewiele a w dodatku rosliny które je rodzą są
    rzadkie w naturze. Przekonanie o dużej liczbie "śmiertelnie trujących" owoców
    pokutuje wśród osób kóre nigdy nie miały do czynienia z toksykologia i tylko
    powtarzają niczym bajke o czarnym ludzie. Jagód "śmiertelnie trujacych" (co by
    to dramatyczne sformułowanie nie znaczyło) jest raptem kilka i występują rzadko
    (albo nawet praktycznie wcale)


    ale jak koreczek nie wie które, to
    > niech wraca na drzewo i poluje na dzika ;).
    > Próbowałeś kiedyś "orzeszków cedrowych" (czemu cedrowe to nie wiem, jak to są
    > limbowe)


    O ile wiem limba po rosyjsku nazywa sie właśnie cedr, pewnie dlatego:))



    - nawet w zimie na Syberii jest coś innego do jedzenia niż mięsko.


    Oczywiscie, że tak.


    >
  • Jak tam twoje sieciowe perygrynacje, Koreczku?
    Jedna bezsenna noc wystarczyła byś sobie wyguglował jak to jest z tą krzywą
    Gaussa? Tylko uważaj, bo jak ostatnio guglowałeś za długo to ci sie z tego
    zmęczenia, sławna już w niektóych kręgach, "laparoskopia tradycyjna"
    przyplątała...
  • ...tym gorzej dla faktów."
    Koreczku przydałoby się trochę uczciowści intelektualnej. Jesli ktoś już walczy
    z polityczną poprawnością i opowiada się za istnieniem znaczących różnic miedzy
    kobietami i meżczyznami to powinien opowiadać się za nimi takze gdy wyniki badań
    przedstawiają w złym świetle jego płeć, a nie tylko w sytuacjach kiedy jest to
    dla niego wygodne. Ty tak naprawde wyznajesz teorię "meżczyźni są lepsi niz
    kobiety" i jest to przkeonanie idelogiczne, dla którego szukasz racjonalizacji,
    "unaukowaienia". I jak widać, gdy wyniki jakiś badań są niekorzystne dla meżczyn
    to je negujesz...
    A jest tak, że jeśli przyjmujesz, że wśród meżczyzn jest wiecej osób wybitnie
    inteligentnych to musisz tez przyjąć, że jest wśród nich więcej niz wśród kobiet
    osób wybitnie nie-inteligentnych, czy jak kto woli imbecyli, bo obie rzeczy
    wynikaja z analizy krzywej Gaussa, która była tu już wspominana. Nie można
    wyznawac jednego z tych twierdzeń a drugiego odrzucać.
  • nie pamieta ze studiow tego co rpzerabiali na przedmiocie "statystyka medyczna"
    , czy jakos tak
    --
    mmmmmm :)

    Hmmm Hmmm Hmmm :D
  • bierze.

    Kiedys spotkalem sie z teoria, ze czeste "odchylenia" od normy u mezczyzn to
    skutek posiadania chromosomu Y, ktory bardzo latwo ulega mutacja.

    Co ciekawe, niektorzy twierza ze chromosom Y to tki poligon doswiadczalny
    ewolucji, łatwo i szybko mutujacy chromosom mial by sluzyc do testowania roznych
    mutacji.

    Co ciekawe, ma to sens ze wzgledu na to ze gatunek moze bez problemu pozwolic
    sobie na duze straty wsrod samcow, ktorzy z biologicznego pkt. widzenia sa malo
    warci w porownaniu do samic.
    --
    mmmmmm :)

    Hmmm Hmmm Hmmm :D
  • bleman napisał:

    > nie pamieta ze studiow tego co rpzerabiali na przedmiocie "statystyka
    medyczna"
    > , czy jakos tak


    Nie pamięta szczegółów. Sprawy podstawowe pamięta, przynajmniej z grubsza - a w
    tym konkretnym przypadku wystarczyło pamiętać z bardzo, bardzo "grubsza" żeby
    nie zadać głupiego pytania.
    I o tym ja z kolei mogę cię zapewnić:)

  • gotlama napisała:
    > (słodkich idiotek proszę w tej konkurencji nie liczyć, bo trzeba niezłego
    > sprytu by udawać takową ;)
    Sprytu? Gotlamko jak ty pięknie potrafisz przeinaczać fakty pod feminizm.
    A tak wogóle kope lat. Myslałem już że to post fantastyczno naukowy.
  • Jeśli Ci chodzi o śmiertelnie trujące - około 6 roślin naszej strefy
    klimatycznej, przy czym konwalii bym nie zaliczyła do rzadko występujących. Tak
    samo cis - nie wymieniany jako obdarzony trującą jagodą, bo osnówki można
    połykać, byle nie doszło do uszkodzenia toksycznego nasionka. Ciekawe są
    suchodrzewy, bo np taka jagoda kamczacka jest jadalna a reszta jagód z
    suchodrzewów ma "działania uboczne" (za to czy wszystkie są toksyczne,nie dam
    głowy, ale wiem że piekne jagódki wiciokrzewu muszę intensywnie chronić przed
    dziećmi znajomych którzy nas odwiedzają)
    Od kaliny koralowej się nie umrze, ale już złotokap może trochę nawywijać.
    Nie chce mi się dalej rozpisywać więc
    www.przyrodapolska.pl/sierpien02/trujace.html
    Sporo jeszcze nie wyliczyli - np bielunia,szczwołu,zimowita,czy poczciwej
    naparstnicy albo kopytnika, jakieś paprocie by się też znalazły ;)
    A z korkiem rozmowa zaczęła się nt,korzonków, bulwek, jagódek - więc tego RAZEM
    jest już całkiem sporo.
    Celowo nie operuję nazwami łacińskimi, bo nie jestem toksykologiem ani
    botanikiem,(żaden problem je znaleźć) tylko właściwielką dużego ogrodu i kawałka
    ziemi który z przymrużeniem oka nazywam "użytkiem ekologicznym", bo nie ingeruję
    w życie które się tam rozwija ;)

    Co do orzeszków - faktycznie "ciedr"
    Jedyne co mnie tłumaczy, to to że te "orzeszki" dostałam, a nie zbierałam ;)
    Limbę syberyjską mam posadzoną ale za młoda na szyszki.
  • Ile trzebaby było zjeść jagódek np psianki słodkogórz,żeby pożegnać się z
    życiem? Trujące jagody nie rosną w wielkich gromadach, jesli człowiek się skusi
    na jakąś, szybko wymiotuje a potem zostaje mu dość trwałe wspomnienie dzięki
    czemu od samego zapachu tej rośliny robi się mdło.To bardzo pzrydatny
    mechanizm, który nam został po przodkach.A potem matka uczy swoje dzieci,żeby
    nie jadły bzu czarnego póki jest czerwony.

    A z innej beczki: skąd się wziął ten obrazek mężczyny w skórze z maczugą
    polujacego na mamuta i kobiety siedzącej w jaskini pilnującej ognia i warzącej
    strawę? Jest to zdaje się zupełny idiotyzm,ale bardzo powszechny,a więc skąd?
    Czy nie z kreskówek? Np Flinstone'ów?--
    ojdyrydyrydy
  • Najprawdopodobniej - właśnie z Flinstone'ów. Tylko kto ich tak narysował i
    napisał scenariusz ...


    Pozrawiam
    Keep Rockin'
    --
    Kiedyś byłem listonoszem - teraz jestem biustonoszem!
    mars
    www.johnnykalesony.republika.pl
  • ostatnio uważa się, że najbardziej inteligentne są osoby o mózgu damsko-męskim.
    o ile mózgi kobiet i mężczyzn różnią się zwykle, cechy znane, nie będę
    wymieniać, to mózg-hybryda jest uniwersalnym, najlepszym rozwiązaniem. czyli
    kobieta, która ma męski mózg i mężczyzna, który ma kobiecy mózg to geniusze.
  • margot_may napisała:

    > ostatnio uważa się, że najbardziej inteligentne są osoby o mózgu
    > damsko-męskim.

    W czasach feminizmu i polit-popu już nie takie rzeczy "się uważało".
    Ciekaw jestem, po co tę zasadę wymyślono ... Żeby z Kazi, Kingi albo Dworkinową
    otoczyć aureoloą geniuszu?
    Jak mawiali starożytni: broda nie czyni filozofa.


    POzdrawiam
    Keep Rockin'
    --
    Kiedyś byłem listonoszem - teraz jestem biustonoszem!
    mars
    www.johnnykalesony.republika.pl

  • Jednen z minusów bycia geniuszem stanowi kłopot ze spotkaniem kobiety, która
    jest w stanie geniusza zrozumieć. Kobiety, generalnie rzecz biorąc, są strasznie
    przyziemne. Geniusz, dajmy na to, chce zbawić świat, a żona wierci mu dziurę w
    brzuchu o jakieś rachunki, meble czy coś w tym guście. Aż strach pomyśleć ile
    dobrych umysłów zniszczyły kobiety swoim gderaniem.

    --
    perlyprzedwieprze.blox.pl/html
  • e tam
    syn geniusza to dopiero ma przekichane ;-)
  • czy wszyscy transwestyci nalezą do mensy? nie? to o czym ty p...?
  • Dzięki gotlamciu za utarcie noska kotkowi_behemotkowi i podanie przykładów
    trującego zielska. Mnie już się odechciało z nią dyskutować.

    P.S. co do "stereotypu" jaskiniówki w jaskini i jaskiniowca na polowaniu -
    plemiona, które prawdopodobnie zastosowały rozwiązanie odwrotne - wyginęły.
    Stąd w czasach już historycznych po eliminujacej bezsens ewolucji zostały
    społeczności, w których polowali głównie mężczyźni.
    I tak jest do dziś - kobiety w kołach łowieckich to mniejszość.
  • koreczek77 napisał:

    > Dzięki gotlamciu za utarcie noska kotkowi_behemotkowi i podanie przykładów
    > trującego zielska. Mnie już się odechciało z nią dyskutować.

    A mnie nie podziękujesz za informacje o tym jak ludzie nau czyli się omijać
    rośliny trujące?

    > P.S. co do "stereotypu" jaskiniówki w jaskini i jaskiniowca na polowaniu -
    > plemiona, które prawdopodobnie zastosowały rozwiązanie odwrotne - wyginęły.

    Uważasz że to jedyna możliwość?Tak jak w kreskówkach albo na odwrót?Zawsze
    możesz uzupełnić swoją wiedzę o czasach prehistorycznych ( coraz bardziej stają
    się historyczne w miarę jak zyskujemy wiedzę), ale jeśli na to się nie
    zdecydujesz pozostaje proste zadanie dla intelektu - poszukanie na bazie nawet
    tego co wiesz, kombinacji rozwiązań.


    --
    ojdyrydyrydy
  • Ach, no i jeszcze jedno.Dyskusja i przedstawianie kontrargumentów to dla
    ciebie "utarcie nosa"? Tak to widzisz, znaczy się.A gdybyś się zajął jakims
    sportem walki, np pięściarstwem, judo,sumo, zapasami?
    --
    ojdyrydyrydy
  • gotlama napisała:

    > Jeśli Ci chodzi o śmiertelnie trujące - około 6 roślin naszej strefy
    > klimatycznej, przy czym konwalii bym nie zaliczyła do rzadko występujących.
    Tak
    > samo cis - nie wymieniany jako obdarzony trującą jagodą, bo osnówki można
    > połykać, byle nie doszło do uszkodzenia toksycznego nasionka. Ciekawe są
    > suchodrzewy, bo np taka jagoda kamczacka jest jadalna a reszta jagód z
    > suchodrzewów ma "działania uboczne" (za to czy wszystkie są toksyczne,nie dam
    > głowy, ale wiem że piekne jagódki wiciokrzewu muszę intensywnie chronić przed
    > dziećmi znajomych którzy nas odwiedzają)
    > Od kaliny koralowej się nie umrze, ale już złotokap może trochę nawywijać.
    > Nie chce mi się dalej rozpisywać więc
    > www.przyrodapolska.pl/sierpien02/trujace.html
    > Sporo jeszcze nie wyliczyli - np bielunia,szczwołu,zimowita,czy poczciwej
    > naparstnicy albo kopytnika, jakieś paprocie by się też znalazły ;)
    > A z korkiem rozmowa zaczęła się nt,korzonków, bulwek, jagódek - więc tego
    RAZEM
    > jest już całkiem sporo.
    > Celowo nie operuję nazwami łacińskimi, bo nie jestem toksykologiem ani
    > botanikiem,(żaden problem je znaleźć) tylko właściwielką dużego ogrodu i
    kawałk
    > a
    > ziemi który z przymrużeniem oka nazywam "użytkiem ekologicznym", bo nie
    ingeruj
    > ę
    > w życie które się tam rozwija ;)
    >
    > Co do orzeszków - faktycznie "ciedr"
    > Jedyne co mnie tłumaczy, to to że te "orzeszki" dostałam, a nie zbierałam ;)
    > Limbę syberyjską mam posadzoną ale za młoda na szyszki.


    Jest tylko 6 roślin mogących teoretycznie wywołac śmiertelne zatrucie a
    przypominam, ze Koreczek pisał wyraźnie o "śmiertelnym zatruciu", nie o
    niedyspozycji zołądkowej - i ja na to własnie słówko "śmiertelne" zareagowałam.
    Jest więc pewnym nadużyciem z twojej strony wymienianie wszystkich tych kalin
    czy naparstnic - zwłaszcza że częśc z tych roślin w stanie dzikim praktycznie
    nie wystepuje a zatruć się nimi nie da, gdyz smak mają obrzydliwy więc nikt nie
    zje więcej niz jedną. A jak nawet zje, to nic strasznego się nie stanie.
    Wracając do 6 trujacych, są to:

    pokrzyk wilcza jagoda
    wawrzynek wilczełyko
    konwalia majowa
    wiciokrzew suchodrzew
    jałowiec sabiński
    trzmielina pospolita

    Konwalia wbrew temu co piszesz jest uznawana za roślinę rzadką, jest nawet pod
    ochroną. Gatunek suchodrzewu o trujących jagodach w naturze jest bardzo rzadki,
    częstszy w ogródkach - ale to juz problem ich właścicieli.
    Jałowiec sabiński w naturze w Polsce nie występuje, a gdyby nawet to nikt nie
    zje więcej niż 1 taką jagódkę - a i tę wypluje (to samo dotyczy zresztą także
    konwalii, jak jest z suchodrzewem nie wiem) Zostaje trzmielina - najmniej
    trująca z opisanych roslin, ale za to występująca często a jej smaku nie znam,
    więc uznaję ja za potencjalnie niebezpieczną, oraz wawrzynek wilczełyko i
    pokrzyk wilcza jagoda. Te są silnie trujące i bardzo niebezpieczne.
    I właściwie, mówiąc o "śmiertelnie trujących jagódkach" sens ma mówienie tylko
    o tych dwóch ostatnich.
  • I to niech wystarczy za odpowiedź czy konwalia jest rośliną rzadką i czy
    zatrucia spowodowane jej jagódkami mogą być śmiertelne.
    www.forumpediatryczne.pl/specjalista/ep,402
  • To widać tego geniuszu nie starczyło przy wyborze żony ;).
    Albo czym innym myśleli niż mózgiem.
  • Idiotki się nie udaje tylko można nią być, natomiast "słodkie idiotki" to
    zupełnie inna kategoria ;) Nieźle się trzeba napracować, by taką odgrywać gdy
    jest to konieczne.
  • My właśnie obecnie jesteśmy na etapie stosowania takiego "rozwiązania
    odwrotnego". Generalnie - wszystko teraz musi być odwrotnie, niż normalnie -
    przynajmniej tak wynika z wieszczeń proroków polit-popu.
    Świetnym przykładem jest walka z chrześcijańską tożsamością Europy przy pomocy
    pojęcia "multikulturowości", której słuszności miała dowieść obecność diaspory
    islamu na naszym kontynencie.


    POzdrawiam
    Kep Rockin'
    --
    Kiedyś byłem listonoszem - teraz jestem biustonoszem!
    mars
    www.johnnykalesony.republika.pl
  • Ależ oczywiście, że nie wszyscy: weźmy na ten przykład Kazię (a może Kazia -
    dyabli wiedzą ...) albo Kingę.

    Za to do mensy należała - podobno nawet piastując tam jakieś funkcje kierownicze
    - Jayne Mansfield:

    www.youtube.com/watch?v=MHut4T7xC5A

    Pozdrawiam
    Keep Rockin'
    --
    Kiedyś byłem listonoszem - teraz jestem biustonoszem!
    mars
    www.johnnykalesony.republika.pl
  • Znalazłem lepszy fragment o Jane! :o)

    www.youtube.com/watch?v=pxkptc-a32c
    Pozdrawiam
    Keep Rockin'
    --
    Kiedyś byłem listonoszem - teraz jestem biustonoszem!
    mars
    www.johnnykalesony.republika.pl
  • Przyczynek do dyskusji, który jednak nie popiera twojej opinii ;)
  • gotlama napisała:

    > I to niech wystarczy za odpowiedź czy konwalia jest rośliną rzadką


    Konwalia dziko rosnaca jest w Polsce rośliną rzadką, znacznie częściej spotyka
    się ją w prywatnych ogródkach niż w lasach. Ja znam tylko jedno miejsce gdzie
    rośnie w stanie dzikim, choc po lasach chodzić lubię i robię to często - a ty
    ile znasz takich miejsc?


    i czy
    > zatrucia spowodowane jej jagódkami mogą być śmiertelne.


    Nigdy nie twierdziłam, ze jest inaczej. Rzecz w tym, że aby się nią zatruć
    trzeba zjeść paskudną w smaku jagodę (i to nie jedną lecz więcej) albo zjeść
    liście i łodygę. Próbowałaś kiedyś jeść np liście tulipana? - nietrujące a
    podobne z wyglądu, pewno i smaku. Kto miałby to robić i po co?
    Jak sądzisz ile takich zatruć zdarza się rocznie?


    > www.forumpediatryczne.pl/specjalista/ep,402
  • Nie wiem czy u nas są prowadzone statystyki na modłę
    American Association of Poison Control Centers.
    Poza tym weź pod uwagę ile osób nie umiera lub nie ponosi poważnych konsekwencji
    dzięki pomocy medycznej.
    A co do smaku - aronia czy tarnina przed przemrożeniem są dla jednych wyjątkowo
    paskudne w smaku zaś inni to podjadają, tak samo z liśćmi szczawiu.
  • I jakie miłe dla oka i ucha takie są;)
  • > "Kobiety rzadziej są geniuszami ale też rzadziej imbecylami.
    > Proszę o źródło tej rewelacji o "imbecylach".

    > Źródłem tych "rewelacji" jest własnie krzywa Gaussa, pajączku.

    A to ciekawe. Z krzywej Gaussa to nie ma prawa wyniknąć. Bowiem jak jakaś grupa
    statystycznie znamienna jest mniej inteligentna od większej całości, to według
    tej krzywej więcej będzie w niej "imbecyli", a mniej geniuszy.
    Gdy będzie ta grupa bardziej inteligentna od całości, to według krzywej Gaussa
    mniej będzie "imbecyli" a więcej geniuszy.

    Lecz twierdzenie ""Kobiety rzadziej są geniuszami ale też rzadziej imbecylami"
    z krzywej Gaussa nie wynika.

    Odechciało już mi sie z tobą gadać, odpisuję tylko dlatego, że się puszysz
    nieświadoma kolejny raz swej niewiedzy.
  • koreczek77 napisał:

    > > "Kobiety rzadziej są geniuszami ale też rzadziej imbecylami.
    > > Proszę o źródło tej rewelacji o "imbecylach".
    >
    > > Źródłem tych "rewelacji" jest własnie krzywa Gaussa, pajączku.
    >
    > A to ciekawe. Z krzywej Gaussa to nie ma prawa wyniknąć. Bowiem jak jakaś
    grupa
    >
    > statystycznie znamienna jest mniej inteligentna od większej całości, to
    według
    > tej krzywej więcej będzie w niej "imbecyli", a mniej geniuszy.
    > Gdy będzie ta grupa bardziej inteligentna od całości, to według krzywej
    Gaussa
    > mniej będzie "imbecyli" a więcej geniuszy.
    >
    > Lecz twierdzenie ""Kobiety rzadziej są geniuszami ale też rzadziej
    imbecylami"
    > z krzywej Gaussa nie wynika.
    >
    > Odechciało już mi sie z tobą gadać, odpisuję tylko dlatego, że się puszysz
    > nieświadoma kolejny raz swej niewiedzy.
    >


    To ty wypisujesz bzdury,z resztą jak zwykle.
    Najpierw poczytaj sobie o krzywej Gaussa, a gdybyś nie zrozumiał, to pooglądaj
    obrazki, tez daja pewną orientację.
    pl.wikipedia.org/wiki/Rozk%C5%82ad_normalny#Funkcja_g.C4.99sto.C5.9Bci
    Następnie informacja: z samej krzywej jako takiej nic nie wynika, wynika z
    badań i ich rozkładu.A rozkład jest normalny, różny dla mężczyzn i kobiet.To
    fakt bardzo znany, dziwię się,że go nie znasz, tym bardziej,że ktoś podał ci
    linka.

    To ty wypisujesz takie bzdury,jak powyższa,że nawet smiać się nie chce.--
    ojdyrydyrydy
  • gotlama napisała:

    > Nie wiem czy u nas są prowadzone statystyki na modłę
    > American Association of Poison Control Centers.
    > Poza tym weź pod uwagę ile osób nie umiera lub nie ponosi poważnych
    konsekwencj
    > i
    > dzięki pomocy medycznej.


    Oczywiście, jeszcze nie tak dawno po wsiach sporo osób umierało po zjedzeniu
    zwłaszcza wilczej jagody. Jednak mam wrażenie, ze w czasach o których
    rozmawialiście z Koreczkiem takich przypadków, paradoksalnie mogło być dużo
    mniej. Po prostu ludzie lepiej się na tym znali, jagody odgrywały ogromną rolę
    w ich zyciu i wiedza o nich była przekazywana z matki na córkę.



    > A co do smaku - aronia czy tarnina przed przemrożeniem są dla jednych
    wyjątkowo
    > paskudne w smaku zaś inni to podjadają, tak samo z liśćmi szczawiu.


    Nie da się ukryć:) Moim zdaniem aronia jest paskudna w każdej postaci.
    A zmieniając temat: mam wrażenie, że obie interesujemy się trującymi owocami z
    podobnych powodów. Ja tez mam duży ogród i małe dzieci:) Chyba zresztą
    spotkałam parę razy twoje wpisy na forum ogrodowym.
  • Nie bywam na forum ogrodowym.Chyba że kiedyś dawno temu ;)
    Sprawa dzieciaczków to raz, a dwa - interesuję się metodami przeżycia "bez
    cywilizacji".
    Np - zupka z "mąki" perzowej,sałatka z mniszka,sok z brzozy (na to ostatnie jest
    więcej amatorów - szerszenie potrafią "ududolić" wierzchołek brzozy, a potem
    przylatują na wypas)
    Cenię bardzo ziołolecznictwo, choć zawsze przestrzegam znajomych, beztrosko
    pijących różne napary bez konsultacji medycznej i argumentujących, że to "tylko
    ziółka".
  • > A jest tak, że jeśli przyjmujesz, że wśród meżczyzn jest wiecej osób wybitnie
    > inteligentnych to musisz tez przyjąć, że jest wśród nich więcej niz wśród
    kobiet
    > osób wybitnie nie-inteligentnych, czy jak kto woli imbecyli, bo obie rzeczy
    > wynikaja z analizy krzywej Gaussa, która była tu już wspominana

    Powyższe twierdzenie nie może wynikać z krzywej Gaussa.
    Dam przykład, tak na zdrowy chłopski rozum - jedna grupa studentów (w czarnych
    czapeczkach) jest inteligentniejsza od drugiej grupy (w różowych czapeczkach).
    Uczą się wszyscy tyle samo.
    W grupie czarnoczapeczkowców są ci, którzy uzyskali najlepsze wyniki na
    egzaminie.
    To niby dlaczego czarnoczapeczkowcy mieli by też dominować w grupie z
    najgorszymi ocenami?
  • > Jest tylko 6 roślin mogących teoretycznie wywołac śmiertelne zatrucie a
    > przypominam, ze Koreczek pisał wyraźnie o "śmiertelnym zatruciu",


    "Tylko", hehehe
    Miło popatrzeć, jak kot_behemot8 rozpaczliwie broni się przed kolejną
    kompromitacją. Bez skutku. Już te 6 rodzajów zielska które sama wymienia
    wystarczy, by bezapelacyjnie przyznać rację gotlamie i koreczkowi77.
    Ale czy to wszystkie roślinki?

    A kolczaste owocki bielunia dziędzierzawa (Datura stramonium) nie są
    ŚMIERTELNIE trujące?

    To już siódme, a jak będziesz dalej kontynuować wątek, to podrzucę następne.
    Koteczku ;)

  • gotlama napisała:

    > Sprawa dzieciaczków to raz, a dwa - interesuję się metodami przeżycia "bez
    > cywilizacji".
    > Np - zupka z "mąki" perzowej,sałatka z mniszka,sok z brzozy

    No to jest nas więcej.Wczoraj robiłam powidła z głogu z miodem gryczanym -
    eksperymentalnie, ale smak dla mnie rewelacyjny, więc chyba utajnię
    słoiczki,żeby uchronic przed bandą profanów.
    A robiłas coś z lebiody, listków mniszka,ogórecznika?
    --
    ojdyrydyrydy
  • Ja robię z kwiatów mniszka lekarskiego wino.
    Rewelka, z domowych lepsze jest tylko z jeżyn.
  • O bieluniu już pisałam trąbo anielska.
  • Ty tak - ale nie kot_behemot8 ;)

    P.S. Jak ja jestem anielską trąbą, to do której części anielskiego ciałka mogę
    przyrównac Ciebie? ;)
  • Ależ ja cię nie do aniołka lecz do bieluniowego kwiatuszka przyrównywałam ;)
    To potoczna nazwa Datura stramonium - bielunia dziędzierzawy, czyli pinderyndy
    (kieleckie), dędery (wielkopolska), denderewy (Mazowsze), tondery (Śląsk),
    cygańskiego ziela (białostockie), czy świńskiej wszy.
    Tak więc użyłam jednej z ładniejszych nazw. Czasem spotyka się nazwę trąba
    archanielska.;)
  • średnie IQ dla kobiet i mężczyzn jest mniej wiecej to samo. Tylko, że rozkład
    jest inny. Wśród kobiet jest wiecej osob zbliżonych do tej średniej, a wśród
    meżcyzn jest więcej tzw. geniuszy i tzw. idiotów - to wynika ze wspomnianej krzywej.
  • Koreczek - nie p....owiadaj głupot tylko np. prześledź skutki "łamliwego
    chromosomu X"
    Panie mają koło zapasowe, a panowie - nie. A jakie są skutki tej wady gdy nie ma
    koła zapasowego - to albo wiesz, albo sobie wygulgotasz.

    A krzywa Gaussa dla panów jest bardziej "rozmyta", jeśli dobrze pamiętam, to
    wartość oczekiwana dla panów też była niższa niż dla pań - właśnie wskutek
    istnienia dużej ilości mutacji skutkujących obniżeniem zdolności intelektualnych
    zamiast ich podwyższenia. Jest to o tyle logiczne, że "przez przypadek" czyli
    mutację - się łatwiej się coś psuje lub prowadzi do nieszczęścia, niż naprawia
    czy poprawia życie. Co nie zmienia faktu, że w grupie bardzo inteligentnych
    (nie zwyczajnie - inteligentnych - tylko BARDZO) na pięciu panów przypada jedna
    pani.

    Koreczku - przypominam - PÓŁ PRAWDY JEST CAŁYM KŁAMSTWEM ;)
  • O ile dobrze pamiętam - to niestety pik w krzywej Gaussa dla panów wypada ciut
    wcześniej niż u pań. Nie jest to jakaś wielka różnica, możliwe,że wynika z tego,
    iż wkutek mutacji łatwiej o znaczące upośledzenia niż o znaczący wzrost intelektu.
    Inna rzecz - co tak naprawdę mierzą testy inteligencji...
  • Inteligencja nie musi mieć coś wspólnego z jej zastosowaniem dla dobra
    społeczności.
  • Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • Byłeś niepoprawny czy niegrzeczny?
    Zawsze zgodnie z przesłaną mi sugestią sugestią moderatorki możesz mi prywatnie
    nabluzgać, tylko nie licz wtedy na wyrozumiałość.
  • > Zawsze zgodnie z przesłaną mi sugestią sugestią moderatorki możesz mi
    prywatnie
    > nabluzgać

    Ja nigdy nie bluzgam.

    > Byłeś niepoprawny

    Politycznie. Znasz jakieś sensowniejsze forum, bo tu sie rozmawiać nie da?
  • Słuchajcie, a może tu pewne słowa są niedozwolone lub obraźliwe, o czym ja nie
    wiem?

    Dystrofia mięśniowa?
    Albo daltonizm?
    Albo chromosom sprzężony z płcią?
    Albo hemofilia?
    Albo gen?
    A może allel?
    Albo zespół Klinefeltera?
    A może trisomia?
    A może diploidia albo haploidia?
    Monosomie?

    Chyba jednak to ostatnie. Jak ktoś mono, som je, bez towarzyszy i nie podzieli
    się żywnością, to jest aspołeczną jednostką wartą napiętnowania przez kolektyw
    feministek ;)
  • Musiałeś coś innego wiwinąć, z czego nie chcesz się wyspowiadać ;)
  • Ustalmy - ktoś złamał prawo.
    Albo ja pisząc coś niezgodnego z prawem, albo moderatorka usuwając wpis zgodny
    z prawem.
    Tłumaczyć się nie mam ochoty, bo ja nie mogę evitki ciąć (na razie...), a
    evitka tnie co chce (na razie...).
    Przejdźmy na inne forum, to dowiesz się, jakie miałem argumenty dotyczące
    krzywej Gaussa i rozkładu inteligencji oraz jakie to cechy intelektu sa
    sprzężone z chromosami X oraz Y.

    Zaraz otworzę wątek na "Wysokich Obcasach", zgoda?
  • Nie umiesz się w porę wycofać, co Korek? Jak się błaźnić to z przytupem – to
    twoja dewiza.
    No więc wyjasniam kolejno:
    Odniosłam się do twojego zdania o ”trujacych jagódkach”.
    Bieluń jagódek nie posiada i to już wystarczy by zamknąć sprawę.
    Jednak skoro az tak cię ta rzekoma śmiertelność bielunia przeraża, to mogę cię
    uspokoić.
    Datura stramonium jest niebezpieczna głównie jak halucynogen, bywa spozywana
    przez nastolatki w formie wywaru lub palona jak tytoń. Zatrucie
    nieintencjonalne jest praktycznie niemozliwe, gdyż bieluń nie ma atrakcyjnych
    owoców, aby się zatruć trzeba by zjeść sporo liści lub nasion a te ponoć są
    bardzo śmierdzące, więc po co ktoś miałby to robić? W Polsce zdarzają się,
    (dość rzadko) zatrucia bieluniem wśród nastolatków (płukanie żołądka, wypis do
    domu i pasem od ojca – na tym zazwyczaj się konczy leczenie delikwenta).
    Przypadków śmiertelnych nie notuje się, poza wypadkami łączenia wdychania
    bielunia z twardszymi narkotykami. Ale to już zupełnie inny temat.
    A żeby cię już zupełnie uspokoic dodam jeszcze, że w naszym chłodnym klimacie
    toksyczne działanie bielunia, podobnie jak i innych halucynogenów jest znacznie
    słabsze niż w strefie jego pochodzenia (Indie), zwłaszcza liscie często wręcz
    nie wykazują żadnych właściwości halucynogennych. Jeśli więc chciałes się
    trochę podkręcić, to bieluń najlepszym pomysłem nie jest. Najpewniej
    dostaniesz „choroby prezydenckiej” i nic ponadto.


    koreczek77 napisał:

    > P.S. Jak ja jestem anielską trąbą, to do której części anielskiego ciałka
    mogę
    > przyrównac Ciebie? ;)


    Jedna z angielskich nazw bielunia to "ogórek zombi". Do ciebie pasuje, choc nie
    powiem dlaczego;)
  • A to torbacz ;)
  • Hehehehe, i kto tu się permanentnie kompromituje, koteczku ?
    hehehehe

    Po pierwsze "jagódka" to nie jest fachowe botaniczne określenie jagody, lecz
    pewna przenośnia, obrazująca owoc.
    Po drugie kotek_behemotek zupełnie zapomniał, że rozmawiamy nie o spróbowaniu
    dla dowcipu jakiejś roślinki. Rozmowa była o jedzeniu nieznanych roślin w celu
    uniknięcia śmierci głodowej (jako alternatywa dla polowania na dzika) - czyli
    nie jeden owocek, listek czy kwiatuszek, tylko całkiem sporo.
    A wtedy bieluń ZABIJA, miła kiciu.

    By się tego dowiedzieć, należy zajrzeć na takie strony internetowe, gdzie pisze
    się nie o zjedzeniu przypadkowym, lecz o jedzeniu dla zaspokojenia głodu w
    warunkach ekstremalnych - czyli stony survivalowe.
    Oto taka strona:

    pychotka.pl/przepisy-kulinarne/biwak/survival-%11-ro%B6liny-jadalne..html

    A już szczególnie ten fragment:

    "Bieluń dziędzierzawa (Datura stramonium) wyrasta średnio na 90 cm, z
    poszarpanymi brzegami owalnych liści i dużymi, pojedynczymi białymi kwiatami,
    przypominającymi trąbki oraz kolczastymi owocami. Szeroko rozpowszechnione na
    wielu obszarach strefy umiarkowanej jak również w tropikach. Ma mdlący zapach.
    Wszystkie części tej rośliny są ŚMIERTELNIE trujące."


    Trafiona, zatopiona ;)
  • Jednak nie dali pogadać:

    "Nie masz wystarczajacych uprawnień aby wysyłaś posty na to forum. Jeśli jest
    to forum prywatne, zgłoś się do jego właściciela aby zostać uprawnionym
    moderatorem lub uczestnikiem"

    Jak to mawiała matka Pawlaka (nie byłego premiera, lecz wroga Kargula)
    wręczając synowi granat:
    "Sąd sądem, a racja musi być po naszej stronie".
    Czy ona też była feministką? ;))
  • koreczek77 napisał:

    > Hehehehe, i kto tu się permanentnie kompromituje, koteczku ?
    > hehehehe


    Ty. I widzę, że bardzo ci zależy by robic to dalej. I wiesz co? Dam ci ku temu
    sposobność, a co mi tam. Zobaczymy czy jesteś przynajmniej tak inteligentny jak
    pies Pawłowa - zobaczymy ile razy musisz dostać po łapach żeby się wycofac.
    Lekcja pierwsza: odpowiem na kazdy twój post a to znaczy, że im dłużej
    odpowiadasz, tym więcej ludzi moze przeczytć jak robisz z siebie błazna - bo
    wątek będzie podnoszony wyżej. To samo dotyczy zresztą wątku w którym wpadłeś
    na chwaleniu sie drugim stopniem specjalizacji - jesli mi odpyskujesz, to ja ci
    odpowiem i wątek pójdzie wyżej więc parę nowych osób się dowie jaki z ciebie
    kłamczuch.
    To jak będzie, piesku? Da się ciebie wytresować?


    >
    > Po pierwsze "jagódka" to nie jest fachowe botaniczne określenie jagody, lecz
    > pewna przenośnia, obrazująca owoc.


    Jagódka to zdrobnienie od słowa jagoda, zaś jagoda jest jak najbardziej
    poprawnym pod względem botanicznym okresleniemn typu owocu. Linka nie podaję,
    sam sobie sprawdź - to wiedza z botaniki na poziomie podstawówki. Zdrobnienia
    zaś ty uzyłeś jako pierwszy, ja je co najwyzej powtarzałam a i to chyba w
    cudzysłowie.


    > Po drugie kotek_behemotek zupełnie zapomniał, że rozmawiamy nie o spróbowaniu
    > dla dowcipu jakiejś roślinki.


    Nie musi mnie obchodzić o czym rozmawisz ty i Gotlama gdyż ja nawiązałam do
    twoich konkretnych słów o "śmiertelnie trujących jagódkach". I cały czas
    pisałam tylko i wyłącznie o nich - post o bieluniu był juz dla mnie OT gdyż
    bieluń - naucz sie tego na pamięć i powtarzaj przed snem - bieluń jagód nie
    posiada. Amen. Koniec sprawy jagódek i mojej rzekomej "kompromitacji" - mozemy
    przejść do bielunia oraz jego trujacych właściwości.



    Rozmowa była o jedzeniu nieznanych roślin w celu
    > uniknięcia śmierci głodowej (jako alternatywa dla polowania na dzika) - czyli
    > nie jeden owocek, listek czy kwiatuszek, tylko całkiem sporo.
    > A wtedy bieluń ZABIJA, miła kiciu.


    Nie, pieseczku. Nie zabija ponieważ nie ma dowodów na to by ludzie kiedykolwiek
    byli do tego stopnia głodni by jeść kompletnie niejadalne, kolczaste owoce
    pozbawione mięsistej owocni (czyli tego co stanowi o atrakcyjności owocu i jest
    szczególnie atrakcyjne u jagód) oraz śmierdzące liście i korzenie. Byle trawa
    jest smaczniejsza a przy tym łatwiej dostępna niz bieluń, więc raczej jedliby
    trawę, mchy i porosty czy korę z drzew. W przeszłości dochodziło wyłącznie do
    zatruć intencjonalnych, tzn gdy celowo spozywano napar w celach leczniczych lub
    jako halucynogen a znachor był mało doświadczony.
    Nigdy nie traktowano jakiejkolwiek części bielunia jako pokarmu. Ergo bieluń
    nie ma żadnego związku z tematem rozmowy twojej z Gotlamą i nie powinien być w
    ogóle wzmiankowany - cbdu.


    > By się tego dowiedzieć, należy zajrzeć na takie strony internetowe, gdzie
    pisze
    >
    > się nie o zjedzeniu przypadkowym, lecz o jedzeniu dla zaspokojenia głodu w
    > warunkach ekstremalnych - czyli stony survivalowe.
    > Oto taka strona:
    >
    > pychotka.pl/przepisy-kulinarne/biwak/survival-%11-ro%B6liny-jadalne..html
    >
    > A już szczególnie ten fragment:
    >
    > "Bieluń dziędzierzawa (Datura stramonium) wyrasta średnio na 90 cm, z
    > poszarpanymi brzegami owalnych liści i dużymi, pojedynczymi białymi kwiatami,
    > przypominającymi trąbki oraz kolczastymi owocami. Szeroko rozpowszechnione na
    > wielu obszarach strefy umiarkowanej jak również w tropikach. Ma mdlący
    zapach.
    > Wszystkie części tej rośliny są ŚMIERTELNIE trujące."


    No a teraz wnioski poproszę. Co chciałeś udowodnić pokazując mi stronę o
    survivalu? To ze bielun jest trujacy napisałam już wcześniej, że ma paskudny,
    zniechęcający do jedzenia go zapach też. Czy na tej stronie sa jakieś dowody na
    to, że ludzie kiedykolwiek jedli nasiona czy liscie bielunia? Nie ma. Więc o
    cóż ci chodzi, piesku?



  • Droga kotko_behemotko, tyś mi ani siostra, ani swatka, więc wstydzić się za
    ciebie nie powinienem. Lecz twoje permanentne kompromitacje wywołuja u mnie już
    nie tylko współczucie, ale wręcz zażenowanie.

    1. My teraz kiciusiu nie rozmawiamy o jagódkach, lecz o trujących roślinach.
    Sama pisałaś o roślinach:

    "Jest tylko 6 roślin mogących teoretycznie wywołac śmiertelne zatrucie a
    przypominam, ze Koreczek pisał wyraźnie o "śmiertelnym zatruciu", nie o
    niedyspozycji zołądkowej - i ja na to własnie słówko "śmiertelne" zareagowałam.
    Jest więc pewnym nadużyciem z twojej strony wymienianie wszystkich tych kalin
    czy naparstnic - zwłaszcza że częśc z tych roślin w stanie dzikim praktycznie
    nie wystepuje a zatruć się nimi nie da, gdyz smak mają obrzydliwy więc nikt nie
    zje więcej niz jedną. A jak nawet zje, to nic strasznego się nie stanie.
    Wracając do 6 trujacych, są to:

    pokrzyk wilcza jagoda
    wawrzynek wilczełyko
    konwalia majowa
    wiciokrzew suchodrzew
    jałowiec sabiński
    trzmielina pospolita"
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=49168644&a=49325644
    Dałem ci przykład bielunia, którego nie wymieniłaś, a ty zamiast mi grzecznie
    podziękować miotasz się, aż mi ciebie żal...
    Naucz sie tego na pamięć i powtarzaj przed snem - bieluń też jest rośliną ;)
    Zresztą nie bedę ci dalej robił wstydu wymieniając następne ROŚLINY śmiertelnie
    trujące, których nie wymieniłaś (choć byłaś świecie przekonana, że jest ich
    tylko 6), dokształć się choćby tu:
    www.wgorach.com/index.html?id=29654&location=f&msg=1

    2.
    > Nie, pieseczku. Nie zabija ponieważ nie ma dowodów na to by ludzie
    kiedykolwiek
    > byli do tego stopnia głodni by jeść kompletnie niejadalne, kolczaste owoce
    > pozbawione mięsistej owocni (czyli tego co stanowi o atrakcyjności owocu i
    jest
    > szczególnie atrakcyjne u jagód) oraz śmierdzące liście i korzenie. Byle trawa
    > jest smaczniejsza a przy tym łatwiej dostępna niz bieluń, więc raczej jedliby
    > trawę, mchy i porosty czy korę z drzew. W przeszłości dochodziło wyłącznie do
    > zatruć intencjonalnych, tzn gdy celowo spozywano napar w celach leczniczych
    lub
    >
    > jako halucynogen a znachor był mało doświadczony.
    > Nigdy nie traktowano jakiejkolwiek części bielunia jako pokarmu. Ergo bieluń
    > nie ma żadnego związku z tematem rozmowy twojej z Gotlamą i nie powinien być
    w
    > ogóle wzmiankowany - cbdu.


    Hehehehe, paradna jesteś w swym uporze;)
    Po pierwsze nie kolczaste owoce, nie liście, nie korzenie - lecz nasiona.

    Po drugie - przez jedzenie najprawdopodobniej bielunia z powodu GŁODU umarło
    wiele osób już od starożytności:

    "W tragiczny sposób Rzymianie poznali też działanie bielunia (Datura
    stramonium), który prawdopodobnie był odpowiedzialny za niepowodzenie w 36 r.
    n.e. wyprawy Marka Antoniusza przeciwko Partom. Problemy aprowizacyjne, na
    jakie napotkali Rzymianie, spowodowały, że żołnierze byli zmuszeni do jedzenia
    nieznanych im roślin, które – jak pisali kronikarze wyprawy – "zabijały,
    wcześniej doprowadzając do szaleństwa"."
    www.vilcacora.com.pl/archiwum2006/trucizny.html

    3. A ty dalej brniesz:
    > To samo dotyczy zresztą wątku w którym wpadłeś
    > na chwaleniu sie drugim stopniem specjalizacji

    Ty wpadłaś, kiciu.
    Specjalista medycyny rodzinnej ma II stopień specjalizacji.
    A jak jesteś innego zdania, to poinformuj mojego szanownego Kolegę pana dr
    Windaka, że też się "kompromituje":

    "Adam Windak, ur. w 1962 w Krakowie. Ukończył Akademię Medyczną im. Mikołaja
    Kopernika w Krakowie. I stopień specjalizacji w zakresie chorób wewnętrznych -
    1990. II stopień specjalizacji w zakresie medycyny rodzinnej - 1994."
    www.unicorn.org.pl/konferencje/artykuly/lekarz.htm
    Hehehehehe, mam z tobą fajną zabawę ;)))))

  • koreczek77 napisał:

    Widzę, ze tresura Koreczka jednak trochę potrwa. Na początek pochwała: to miło,
    ze poprosiłeś jakiegoś absolwenta podstawówki o konsultację i przestałeś się
    upierać przy tym, że jagoda nie jest ścisłym terminem botanicznym. Jednak co
    znaczy wykształcenie...


    > 1. My teraz kiciusiu nie rozmawiamy o jagódkach, lecz o trujących roślinach.
    > Sama pisałaś o roślinach:


    Pisałam o JAGODACH. Od jagód zaczeła się moja korespondencja z tobą i tylko ich
    dotyczyła. To, że jakimś poście nazwałam roślinę jagodową skrótowo rośliną nie
    ma już najmniejszego znaczenia skoro zakres rozmowy sprecyzowałam na jej
    początku.



    >
    > pokrzyk wilcza jagoda
    > wawrzynek wilczełyko
    > konwalia majowa
    > wiciokrzew suchodrzew
    > jałowiec sabiński
    > trzmielina pospolita"

    No własnie - wszystkie wymienine przez mnie to jagody, dziękuję za zacytowanie.



    >> Dałem ci przykład bielunia, którego nie wymieniłaś, a ty zamiast mi
    grzecznie
    > podziękować miotasz się, aż mi ciebie żal...



    Bielun nie jest jagodą.



    > Naucz sie tego na pamięć i powtarzaj przed snem - bieluń też jest rośliną ;)


    Bieluń nie jest rośliną jagodową.
    Oj potrwa ta tresura, potrwa. Zaczynam dochodzić do wniosku, że jednak pies
    Pawłowa był od ciebie inteligentniejszy.



    > Zresztą nie bedę ci dalej robił wstydu wymieniając następne ROŚLINY
    śmiertelnie
    >
    > trujące, których nie wymieniłaś (choć byłaś świecie przekonana, że jest ich
    > tylko 6), dokształć się choćby tu:
    > www.wgorach.com/index.html?id=29654&location=f&msg=1
    >


    A wymieniaj sobie, zbłaźnisz sie tylko jeszcze bardziej. Po pierwsze żadna z
    tych roślin nie będzie z pewnością rośliną jagodową co już kończy temat.
    Po drugie większość z tych które jesteś w stanie przytopczyć nie posiada
    znaczenia dla tematu twojej rozmowy z Gotlamą z powodów któe wyjasniłam
    wcześniej - gdyż analogicznie jak bielun nigdy nie były traktowane jako pokarm
    lecz tylko jako lek, trucizna lub halucynogen.



    > Po pierwsze nie kolczaste owoce, nie liście, nie korzenie - lecz nasiona.


    Co "lecz nasiona"? Mógłbyś pisac po polsku?


    >
    > Po drugie - przez jedzenie najprawdopodobniej bielunia z powodu GŁODU umarło
    > wiele osób już od starożytności:
    >
    > "W tragiczny sposób Rzymianie poznali też działanie bielunia (Datura
    > stramonium), który prawdopodobnie był odpowiedzialny za niepowodzenie w 36 r.
    > n.e. wyprawy Marka Antoniusza przeciwko Partom. Problemy aprowizacyjne, na
    > jakie napotkali Rzymianie, spowodowały, że żołnierze byli zmuszeni do
    jedzenia
    > nieznanych im roślin, które – jak pisali kronikarze wyprawy – "zabi
    > jały,
    > wcześniej doprowadzając do szaleństwa"."
    > www.vilcacora.com.pl/archiwum2006/trucizny.html
    A dalej jest m.in. tak:
    "W Kolumbii sokiem z innej odmiany bielunia matki smarowały sutki, chcąc w ten
    sposób pozbyć się niechcianych dzieci, a Indianie Chibcha nagminnie poili nim
    osoby skazane na pogrzebanie żywcem."


    Przytaczasz artykuł mówiacy o tym, jakich roslin ludzie w przeszłości uzywali
    by świadomie truć innych, jako dowodu na to, że nie mam racji pisząc o tym, że
    bielunia uzywano głównie po to by świadomie truć innych? No to jest ciekawa
    koncepcja:)
    Skacz piesku, skacz...
    Notabene, stwierdzenie autora artykułu, będącego zresztą lekarzem a nie
    historykiem o tym, ze legionisci jedli bieluń z głodu jest jedynie spekulacją,
    nie popartą dowodami. Równie dobrze mogli go jeść bo przekonanli się o jego
    halucynogennym działaniu, żołnierze różnych armii zawsze to robili, zwłaszcza
    zanim dowódcy nie nauczyli się sami dostarczac im "znieczulaczy" - w formie np
    przydziału gorzałki.

    Przypomnij też sobie co pisałam o toksyczności bielunia rosnącego w różnych
    strefach klimatycznych.
    I dość już o bieluniu.
    Bieluń nie jest rośliną jagodową, jagód nie posiada - całą rozmowa o nim jest
    tylko dygresją. To że ty masz problemy z odróżnieniem dygresji od tematu
    rozmowy jakim sa "śmiertelnie trujące jagody" to juz tylko twój problem.
    A dla mnie część tresury;)



    > "Adam Windak, ur. w 1962 w Krakowie. Ukończył Akademię Medyczną im. Mikołaja
    > Kopernika w Krakowie. I stopień specjalizacji w zakresie chorób wewnętrznych -

    > 1990. II stopień specjalizacji w zakresie medycyny rodzinnej - 1994."
    > www.unicorn.org.pl/konferencje/artykuly/lekarz.htm
    > Hehehehehe, mam z tobą fajną zabawę ;)))))


    Dr. Windak zapytany wprost o to jaki ma stopień specjalizacji z całą pewnością
    powie że pierwszy a nie że drugi. O drugim moze mówić tylko i wyłącznie w
    kontekście swojej jedynki z interny - inaczej mówiąc dr. Windak ma dwie jedynki
    które ktoś piszący notkę na jego temat pochopnie zsumował tak, że wyszła mu
    dwójka. Ty zas napisałes, ze masz drugi stopień w zakresie specjalizacji
    jednostopniowej i żadne twoje płacze teraz tego nie zmienią. Ale skoro
    koniecznie chcesz łgać dalej, to sobie nie żałuj - opowiedz np z czego masz
    pierwszą specjalizację. Czego ciekawego się jeszcze o tobie dowiemy, moze
    jesteś także np chirurgiem lub pediatrą? Jak już kłamać to na całego, jak się
    błaźnić to z przytupem - oto dewiza Koreczka.
    Błaźnij się dalej i pamiętaj - odpowiem na każdy post. Niech więcej osób
    przeczyta i oceni.


    >
  • Tresować to możesz koteczku swoją myszkę, nie mnie:

    > przestałeś się
    > upierać przy tym, że jagoda nie jest ścisłym terminem botanicznym.

    Nigdzie tak nie twierdziłem.
    A o ścisłych terminach botanicznych będzie za chwilę.

    > Pisałam o JAGODACH. Od jagód zaczeła się moja korespondencja z tobą i tylko
    ich
    > dotyczyła.

    Korespondowałaś z gotlamą, mnie nie chciało się ciebie edukować:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=49168644&a=49178581
    Ja temu przypatrywałem się spokojnie, do czsu, aż nie zaczęłaś pisać NIEPRAWDY
    o roślinach.
    To miło, że po moich uwagach zrozumiałaś, że nie każda roslina trująca ma
    jagody, szkoda tylko, że nadal nie znasz pojęcia "jagoda" - ale o tym za chwilę.

    > Przytaczasz artykuł mówiacy o tym, jakich roslin ludzie w przeszłości uzywali
    > by świadomie truć innych, jako dowodu na to, że nie mam racji pisząc o tym,
    że
    > bielunia uzywano głównie po to by świadomie truć innych? No to jest ciekawa
    > koncepcja:)

    Przytaczam artykuł, w którym jest wzmianka o śmiertelnych zatruciach
    (najprawdopodobniej bieluniem) żołnierzy armii, która miała kłopoty
    aprowizacyjne.
    Sprawdź w słowniku słowo "aprowizacja", może wtedy przestaniesz je mylić z
    truciem ;)

    > Bieluń nie jest rośliną jagodową, jagód nie posiada - całą rozmowa o nim jest
    > tylko dygresją. To że ty masz problemy z odróżnieniem dygresji od tematu
    > rozmowy jakim sa "śmiertelnie trujące jagody" to juz tylko twój problem.
    > A dla mnie część tresury;)

    A dla mnie to część dalszej edukacji koteczka:

    > > pokrzyk wilcza jagoda
    > > wawrzynek wilczełyko
    > > konwalia majowa
    > > wiciokrzew suchodrzew
    > > jałowiec sabiński
    > > trzmielina pospolita"
    >
    > No własnie - wszystkie wymienine przez mnie to jagody, dziękuję za
    > zacytowanie.


    Skoro lubisz jak ktoś cytuje twoje kompromitacje - to służę uprzejmie następną
    lekcją - jałowiec sabiński nie ma jagód. Ma szyszkojagody.
    Czym różni się według botaniki szyszkojagoda od jagody - dokształć się, to
    pogadamy dalej.

    P.S. Podawałem już wiele linków do oświadczeń lekarzy (np. posłanki PO dr
    Kopacz), że posiadają specjalizację z medycyny rodzinnej II stopnia, wraz z
    wyjaśnieniem. Linki wcięło ;), znajdź sobie sama w googlach.

    P.S. II: Żal mi ciebie.
    Koteczku, gdy używasz infaltylnych zwrotów typu "tresura", ośmieszasz cię
    dodatkowo, gdy rzekomo "tresowany" naprawdę udziela ci nauk ;)
  • Mała autopoprawka - "infantylnych" - to po to, byś nie mogła się uczepić
    koteczku pomyłki podczas pisania ;)

    Jeszcze raz o specjalizacjach:

    Do niedawna obowiązywały w medycynie dwa stopnie specjalizacji. Np. Chirurg
    uzyskiwał pierwszy stopień, kształcił się dalej i uzyskiwał drugi stopień.
    Dziś już jest trwająca wiele lat specjalizacja jednostopniowa, bez rozbijania
    na stopnie, po której uzyskuje pełne uprawnienia chirurga, takie same, jak
    dawny "dwójkowicz".
    I dlatego taki chirurg podaje, że ma II stopień specjalizacji, by się odróżnić
    od dawnego "jedynkowicza", których nadal można spotkać w szpitalach.

    Specjalista medycyny rodzinnej ma uprawnienia takie same, jak jak ktoś, kto
    zrobił specjalizację II stopnia z innej dziedziny starym trybem. Dlatego np.
    pracodawcy posiadający siatki płac muszą takiemu lekarzowi wyznaczyć stawkę dla
    lekarzy posiadających II stopień specjalizacji.

    Mam nadzieję, że ta kolejna lekcja była dla koteczka wystarczająca.
  • koreczek77 napisał:

    > Tresować to możesz koteczku swoją myszkę, nie mnie:


    Ależ tresuję cię cały czas, słabe efekty tej tresury wynikają wyłączanie z
    oporu materii... pudla tez trudniej wytresowac niz owczarka niemieckiego, cóż...



    >
    > > przestałeś się
    > > upierać przy tym, że jagoda nie jest ścisłym terminem botanicznym.
    >
    > Nigdzie tak nie twierdziłem.


    Taaa, bo pisząc tak:
    "Po pierwsze "jagódka" to nie jest fachowe botaniczne określenie jagody, lecz
    pewna przenośnia, obrazująca owoc."
    miałeś na mysli cos całkowicie innego niz to co napisałes, np to że najlepsze
    kasztany są na placu Pigalle.



    > To miło, że po moich uwagach zrozumiałaś, że nie każda roslina trująca ma
    > jagody, szkoda tylko, że nadal nie znasz pojęcia "jagoda" - ale o tym za
    chwilę


    Miło widzieć jak się miotasz, piesku. Kiedyś, dawno temu wyuczyłeś się jedynej
    dostepnej dla twojej kategorii intelektualnej metody dyskusyjnej polegającej na
    słownym ping pongu i odbijaniu piłeczki do przeciwnika - więc teraz nie możesz
    pojąć dlaczego ktos cie wysmiewa, mimo że ty przecież tak dokładnie recytujesz
    swoją dobrze wytrenowaną lekcję. Cóż, świat dorosłych, inteligentnych ludzi
    bywa okrutny dla niedouczonych arogantów...



    >
    > Przytaczam artykuł, w którym jest wzmianka o śmiertelnych zatruciach
    > (najprawdopodobniej bieluniem) żołnierzy armii, która miała kłopoty
    > aprowizacyjne.
    > Sprawdź w słowniku słowo "aprowizacja", może wtedy przestaniesz je mylić z
    > truciem ;)


    Nie piesku, tutaj odbijanie piłeczki nie pomoze - tutaj potrzebne jest cos
    czego ty nie opanowałes czyli logika. W twoim tekscie są bowiem dwa fakty:
    pierwszy taki, że armia rzymska miała kłopoty z aprowizacją i drugi mówiący, że
    część żołnierzy (nie wiemy skądinąd jak duża) otruła się bieluniem. Z tych
    dwóch faktów od strony logicznej wcale nie wypływa wniosek, że żołnierze
    spożywali bieluń w celach spozywczych - zwłaszcza że z innych przekazów wynika,
    że bieluń zazwyczaj bywał spozywany jako halucynogen zaś żołnierze wszystkich
    armii, jak świat światem, lubili się podkręcać.


    >
    > Skoro lubisz jak ktoś cytuje twoje kompromitacje - to służę uprzejmie
    następną
    > lekcją - jałowiec sabiński nie ma jagód. Ma szyszkojagody.
    > Czym różni się według botaniki szyszkojagoda od jagody - dokształć się, to
    > pogadamy dalej.


    A po co miałabym to robić? Co mnie obchodzi czy jałowiec ma jagody czy
    szyszkojagody, co mnie obchodzi co to w ogóle sa szyszkojagody...
    boszszsz jaki ty jestes zabawny jak się tak wściekasz i próbujesz zmienić temat
    rozmowy. Jałowiec sabina jest wymieniany w podręcznikach toksykologii jako
    roślina posiadająca trujące jagody, guzik mnie obchodzi czy ich autorzy maja
    rację czy nie, guzik mnie obchodzi czy szyszkojagoda jest w systematyce
    traktowana jako rodzaj jagody czy nie (choć zapewne tak własnie jest)...
    Zabawne jest natomiast to, że ciągnąc do znudzenia ten temat dajesz mi
    mozliwość przypomnienia ci, że całkiem niedawno pisałeś, że jagoda nie jest
    żadnym terminem botanicznym lecz "pewna przenośnia, obrazująca owoc". Tresura
    ciebie to trudne zadanie, ty po prostu lubisz dostawać pejczykiem:))



    >> P.S. II: Żal mi ciebie.
    > Koteczku, gdy używasz infaltylnych zwrotów typu "tresura", ośmieszasz cię
    > dodatkowo, gdy rzekomo "tresowany" naprawdę udziela ci nauk ;)


    Tak, zwłaszcza "nauka" o tym, że jagoda nie jest terminem botanicznym tylko
    przenośnią nieźle ci wyszła. Wyciąganie wniosków i budowanie dowodu logicznego
    tez wychodzi ci kabaretowo. Skacz piesku, skacz...
    Długo to jeszcze potrwa?

  • koreczek77 napisał:

    > Mała autopoprawka - "infantylnych" - to po to, byś nie mogła się uczepić
    > koteczku pomyłki podczas pisania ;)
    >
    > Jeszcze raz o specjalizacjach:
    >
    > Do niedawna obowiązywały w medycynie dwa stopnie specjalizacji. Np. Chirurg
    > uzyskiwał pierwszy stopień, kształcił się dalej i uzyskiwał drugi stopień.
    > Dziś już jest trwająca wiele lat specjalizacja jednostopniowa, bez rozbijania
    > na stopnie, po której uzyskuje pełne uprawnienia chirurga, takie same, jak
    > dawny "dwójkowicz".
    > I dlatego taki chirurg podaje, że ma II stopień specjalizacji, by się
    odróżnić
    > od dawnego "jedynkowicza", których nadal można spotkać w szpitalach.


    Ale ty nie jesteś chirurgiem (przynajmniej w tym forumowym wcieleniu jeszcze
    tego nie wymyśliłeś), więc co to ma do rzeczy? Medycyna rodzinna inaczej niż
    chirurgia zawsze była jest i będzie jednostopniowa i nic tego nie zmieni.


    >
    > Specjalista medycyny rodzinnej ma uprawnienia takie same, jak jak ktoś, kto
    > zrobił specjalizację II stopnia z innej dziedziny starym trybem. Dlatego np.
    > pracodawcy posiadający siatki płac muszą takiemu lekarzowi wyznaczyć stawkę
    dla
    >
    > lekarzy posiadających II stopień specjalizacji.



    Siatki płac nie mają tutaj nic do rzeczy, płaca lekarza rodzinnego jest
    ustalana w zupełnie inny sposób - widzę że i w tym nie bardzo się wyznajesz.
    Zaś o identycznych uprawnieniach mógłbys ewentualnie mówić wtedy, gdyby
    warunkiem zrobienia specjalizacji z rodzinnej było wcześniejsze uzyskanie
    innej, dowolnej specjalizacji pierwszego stopnia. A to pechowo dla ciebie
    prawdą nie jest, gdyż lekarzem rodzinnym może zostać lekarz nie posiadający
    wcześniej żadnej specjalizacji. I dobra rada: sprawdź tę informację zanim
    zaczniesz się upierać, że jest inaczej. Dawanie ci po nosie zaczyna być dla
    mnie nieco nużące.



    >
    > Mam nadzieję, że ta kolejna lekcja była dla koteczka wystarczająca.
  • "Po pierwsze "jagódka" to nie jest fachowe botaniczne określenie jagody, lecz
    pewna przenośnia, obrazująca owoc."

    Z tego mojego zdania w żaden sposób nie wynika, że "że jagoda nie jest ścisłym
    terminem botanicznym".
    Naukę polszczyzny koteczkowi nieustannie polecam.

    > więc teraz nie możesz
    > pojąć dlaczego ktos cie wysmiewa

    W twoim przypadku pojmuję - nie widzisz, jak się kompromitujesz.

    > W twoim tekscie są bowiem dwa fakty:
    > pierwszy taki, że armia rzymska miała kłopoty z aprowizacją i drugi mówiący,
    > że
    > część żołnierzy (nie wiemy skądinąd jak duża) otruła się bieluniem.
    Z tych
    > dwóch faktów od strony logicznej wcale nie wypływa wniosek, że żołnierze
    > spożywali bieluń w celach spozywczych

    Po pierwsze jest nie mój tekst, lecz pana dr n. med. Michała Wysoczańskiego, a
    po drugie, jest tam wyraźnie napisane:
    " Problemy aprowizacyjne, na jakie napotkali Rzymianie, spowodowały, że
    żołnierze byli zmuszeni do jedzenia nieznanych im roślin"

    Jest związek - problemy aprowizacyjne > ZMUSZENIE do jedzenia nieznanych im
    roślin. Czyżby koteczek uważał, że jak człowiek jest głodny, to szuka trucizny
    lub halocynogenu, a nie jedzenia? Nauka polszczyzny dla koteczka jest
    nieustannie polecana ;)

    > Co mnie obchodzi czy jałowiec ma jagody czy
    > szyszkojagody, co mnie obchodzi co to w ogóle sa szyszkojagody...

    Koteczku, to że nie przejmujesz się swą ignorancją widzę doskonale.
    Lecz zapamiętaj: szyszkojagoda nie jest jagodą - tak samo jak świnka morska nie
    jest ani małą świnią, ani nie żyje w morzu.


    > Zabawne jest natomiast to, że ciągnąc do znudzenia ten temat dajesz mi
    > mozliwość przypomnienia ci, że całkiem niedawno pisałeś, że jagoda nie jest
    > żadnym terminem botanicznym lecz "pewna przenośnia, obrazująca owoc". Tresura
    > ciebie to trudne zadanie, ty po prostu lubisz dostawać pejczykiem:))

    Hehehehe, ten "pejczyk" nieustająco spada na plecki koteczka, gdyż ja użyłem
    słowa "jagódka", a nie "jagoda". W żadnym podręczniku botaniki nie spotkasz
    słowa "jagódka" ;)


    > Tak, zwłaszcza "nauka" o tym, że jagoda nie jest terminem botanicznym tylko
    > przenośnią nieźle ci wyszła. Wyciąganie wniosków i budowanie dowodu
    logicznego
    > tez wychodzi ci kabaretowo. Skacz piesku, skacz...
    > Długo to jeszcze potrwa?

    Dotąd, aż do koteczka nie dotrze różnica między żartobliwym, przenośnym
    słowem "jagódka", a fachowym terminem botanicznym "jagoda".
    Dociera do koteczka dość opornie, lecz wierzę, że kiedyś w końcu dotrze ;)




  • > Ale ty nie jesteś chirurgiem (przynajmniej w tym forumowym wcieleniu jeszcze
    > tego nie wymyśliłeś), więc co to ma do rzeczy? Medycyna rodzinna inaczej niż
    > chirurgia zawsze była jest i będzie jednostopniowa

    Czy będzie - tego wiedzieć nie możesz. Lekcje myślenia dla koteczka są nadal
    wskazane. Lecz inne specjalizacje były dwustopniowe, dlatego tak wielu lekarzy,
    specjalistów medycyny rodzinnej podaje, że ma specjalizację II stopnia, by
    odróżnić się od np. "jedynkowicza" chirurga.
    Podałem przykłady, i to nie byle kogo - dr Windak i posłanka Kopacz.

    > Siatki płac nie mają tutaj nic do rzeczy, płaca lekarza rodzinnego jest
    > ustalana w zupełnie inny sposób - widzę że i w tym nie bardzo się wyznajesz.

    Jak zwykle pojęcia nie masz.
    W publicznych ZOZach, gdzie są zatrudniani lekarze najemni, obowiazują siatki
    płac. Gdy ten ZOZ zatrudnia chirurga ze specjalizacją II stopnia (dawną) lub
    obecną pełną jednostopniową i lekarza rodzinnego, wszyscy mają ten sam staż
    pracy - to musi im wszystkim dać jednakową pensję.
    Niższą według tej siatki może dać temu lekarzowi, który ma I stopień
    specjalizacji z dowolnej dziedziny, który robił ją starym trybem.

    > Dawanie ci po nosie zaczyna być dla
    > mnie nieco nużące.

    Nie widzi biedny koteczek, jak ma pokrwawiony nosek - gdyż daje razy swymi
    pazurkami w nosek swój własny ;)
  • I po co ci to ?
    Przecież meritum tej rozmowy jest ciągle takie same i brzmi:
    Medycyna rodzinna jest specjalizacją jednostopniową, nie mozna miec drugiego
    stopnia z rodzinnej podobnie jak nie mozna jechać pociągiem trzeciej klasy w
    Polsce, bo takiej klasy zwyczajnie NIE MA. Jeśli ktoś powie, ze jechał wczoraj
    takim pociągiem, to mamy pewność że skłamał, czyż nie? I analogicznie mamy
    pewność, że skłamałeś odnośnie posiadanej specjalizacji lekarza rodzinnego
    podobnie jak wczesniej kłamałes w sprawie specjalizacji z ginekologii.
    Ciągnij dalej ten watek, ciągnij go ku mojej uciesze - bo im dłuzej to robisz
    tym więcej osób otworzy go chocby przypadkiem i dowie się jaki z ciebie
    kłamczuch.
    Możesz tez skończyć i oszczędzić sobie dalszego wstydu.
    Co wybierasz, piesku? Skaczesz i warczysz dalej czy podkulasz ogon?
  • koreczek77 napisał:

    > "Po pierwsze "jagódka" to nie jest fachowe botaniczne określenie jagody, lecz
    > pewna przenośnia, obrazująca owoc."
    >
    > Z tego mojego zdania w żaden sposób nie wynika, że "że jagoda nie jest
    ścisłym
    > terminem botanicznym".


    Alez oczywiście, ze nie wynika - nigdy tego nie twierdziłam. Wynika natomiast,
    że ty sam byłes przekonany o tym, ze jagoda jest przenosnią a nie terminem
    botanicznym. Tak ci sie wydawało zanim sobie nie wyguglałes jak jest naprawdę -
    albo zanim nie skonsultowałes tego z kims posiadającym wykształcenie co
    najmniej podstawowe.


    >
    > Jest związek - problemy aprowizacyjne > ZMUSZENIE do jedzenia nieznanych im
    >
    > roślin.


    Tyle tylko, ze ten związek nie został przez autora udowodniony i pozostaje
    spekulacją. Sprawdź w guglach co znaczy słowo "spekulacja" i czym ona się różni
    od dowodu.


    Czyżby koteczek uważał, że jak człowiek jest głodny, to szuka trucizny
    > lub halocynogenu, a nie jedzenia?


    Owszem, jesli ktoś ma ochotę się naćpać to zazwyczaj szuka czegoś czym może się
    naćpać a nie z czego mozna zrobić sałatkę. A żołnierze wszelkich armii od
    pocątku świata potrzebowali substancji pozwalajacych bądź to zapomnieć, bądź to
    zapewnić pobudzenie. I wątpie też, by ludzie wybierali na sałatki rośliny o
    cuchnacym zapachu oraz mdlącym smaku, czyli takie jak bieluń.


    >
    > Koteczku, to że nie przejmujesz się swą ignorancją widzę doskonale.


    Masz rację, zupełnie nie przejmuję się tym, ze nie wiem czym jest
    szyszkojagoda. Nawet nie zadałam sobie trudu sprawdzenia tego. A wiesz ty
    dlaczego? Bo człowiek inteligentny nie obciąża swojej pamięci faktami które mu
    do niczego nie są potrzebne. Wiedza o szyszkojagodach do niczego nie jest mi
    ani większości nie-botaników potrzebna.
    Natomiast człowiek jako tako wykształcony powinien wiedzieć, że jagoda to
    rodzaj owocu a nie jakaś tam przenośnia - bo w przecieństwie do szyszkojagód
    jest to element podstawowej wiedzy o świecie.
    I po co ty to ciągniesz? Przeciez ciągnięcie tej rozmowy jest dla ciebie
    niekorzystne, bo fakty sa banalne a ja nie dam się wciągnąć w dygresje i zawsze
    wrócę do twojej wpadki z jagodami.



    > Hehehehe, ten "pejczyk" nieustająco spada na plecki koteczka, gdyż ja użyłem
    > słowa "jagódka", a nie "jagoda". W żadnym podręczniku botaniki nie spotkasz
    > słowa "jagódka" ;)



    Ooo, musi juz być z tobą bardzo źle skoro wyciągasz takie "argumenta".
    Nie skomentuję tego, bo i po co? Każdy kto to czyta ten widzi jak twoje
    podskoki powoli zamieniają się w drgawki:))



    >
  • Po co geniuszowi żona?
  • > Wynika natomiast,
    > że ty sam byłes przekonany o tym, ze jagoda jest przenosnią a nie terminem
    > botanicznym.

    Przeczytaj jeszcze raz moje zdanie:

    " Po pierwsze "jagódka" to nie jest fachowe botaniczne określenie jagody, lecz
    pewna przenośnia, obrazująca owoc"

    Ze zdania tego jednoznacznie wynika, że za przenośnię, obrazujacą owoc uważam
    słowo "jagódka". A nie słowo "jagoda". Że słowa "jagódka" nie uważam za fachowe
    określenie na jagodę.
    W żaden sposób nie da się na podstawie tego zdania powiedzieć, że "byłes
    przekonany o tym, ze jagoda jest przenosnią a nie terminem botanicznym".

    Twoje twierdzenie jest fałszywe, mimo, że wiele razy już ci to tłumaczyłem.
    Lecz cóż - jedni rozumieją w lot, a takim kotkom_behemotkom trzeba powtarzać
    wiele, wiele razy, hehehehe

    > Tyle tylko, ze ten związek nie został przez autora udowodniony

    Większość danych historycznych nie została dostatecznie udowodniona. Lecz po to
    nam (nam, czyli ludziom, nie piszę o kotach) dano rozum, by wyciagać maksymalną
    ilość najbardziej prawdopodobnych wniosków z niepełnych danych.


    > > Czyżby koteczek uważał, że jak człowiek jest głodny, to szuka trucizny
    > > lub halocynogenu, a nie jedzenia?
    >
    >
    > Owszem, jesli ktoś ma ochotę się naćpać to zazwyczaj szuka czegoś czym może
    > się naćpać a nie z czego mozna zrobić sałatkę.


    Hehehehehe, to według koteczka człowiek głodny najbardziej chce się naćpać?
    Hehehehehehe, rozbawiaj mnie dalej ;)

    > Masz rację, zupełnie nie przejmuję się tym, ze nie wiem czym jest
    > szyszkojagoda.

    Doskonale widzę, że obnażane przeze mnie braki twojej wiedzy w tematach, w
    których zabierasz głos nie przejmuje cię zbytnio.
    Inni by już sie dawno na twoim miejscu spalili ze wstydu.
    Lecz dla dobra twych bliskich - zapamiętaj - nigdy nie umieszczaj w kategorii
    roślin posiadających jagody tych, które jagód nie mają ;)

    > Natomiast człowiek jako tako wykształcony powinien wiedzieć, że jagoda to
    > rodzaj owocu a nie jakaś tam przenośnia

    A co, tego też nie wiedziałaś?
    Bo ja pisałem o "jagódkach", hehehehe, a nie o "jagodach".

    > Przeciez ciągnięcie tej rozmowy jest dla ciebie
    > niekorzystne

    Hehehehe, najbardziej zabawne jest, że tobie chyba naprawdę tak sie zwiduje ;)
  • Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • koreczek77 napisał:

    > Nudzisz mnie koteczku i nudzą mnie twoje chamskie odzywki typu:
    > "> Co wybierasz, piesku? Skaczesz i warczysz dalej czy podkulasz ogon?"


    I to jest bardzo cenne spostrzeżenie. Wreszcie dotrało do ciebie, ze post może
    być obraźliwy, prowokujący a nawet wręcz chamski mimo że formalnie nie ma w nim
    ani jednego obraźliwego słowa. Bo czyż piesek albo ogon jest inwektywą? Nie,
    skąd... Teraz czeka cie juz tylko ostatnia lekcja któą jednak będziesz musiał
    przerobić sam, ja ci w tym już nie pomogę - będziesz musiał pojąć, że taka
    prawda odnosi się także i do twoich postów. Ja na przykładzie moich udzieliłam
    ci tylko bolesnej lekcji "nie rób drugiemu co tobie niemiłe" - nie chcesz być
    traktowany po chamsku to sam nie bądź chamem, nie chcesz by ciebie wyśmiewano
    to sam nie wyśmiewaj, nie chcesz by tobie czepiano sie słówek to sam się nie
    czepiaj itd.




    > Ostatni raz:


    Trzymam za słowo, że ostatni...


    > Poinformuję pana dr Windaka - prezesa Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce i
    > panią dr (przy okazji posłankę) Kopacz, że według jakiejś internautki są
    > kłamcami, skoro podają, że mają II stopień specjalizacji z medycyny
    rodzinnej.


    A informuj sobie kogo chcesz i o czym chcesz, co mnie to obchodzi. Tłumaczyłam
    juz dokładnie jak to jest z tą jedynką oraz że dwie jedynki nie tworzą dwójki,
    a takze dlaczego np dr Windak ewentualnie może pisac że ma dwójkę i w
    kontekscie czego może i dlaczego gdy tego kontekstu brak, to twierdzenie
    dowolnego lekarza (a zwłaszcza udawanego lekarza) o dwójce z rodzinnej jest
    kłamstwem. Nie rozumiesz? Nie szkodzi.



    > > podobnie jak wczesniej kłamałes w sprawie specjalizacji z ginekologii.
    >
    > Był o tym cały wątek - w żaden sposób nie potrafiłaś kiciu udowodnić rzekomo
    > mojego twierdzenia po posiadaniu specjalizacji z ginekologii ,



    Piesiu, ja niczego nie musiałam dowodzic bo sprawa była oczywista od samego
    początku. Prawdopodobnie jestes jedynym człowiekiem na całym świcie któremu
    wydaje się, że wiadome zdanie nie stanowiło zdeklarowania się jego autora jako
    ginekologa-połoznika.



    > Wiesz jak się nazywa przypisywanie bez żadnych podstaw komuś kłamstwa?
    >
    > Oszczerstwo.


    A wiesz jak sie nazywa człowiek które kłamie i złapany na ewidentnym kłamstwie
    nie potrafi się wycofać minimalizując straty na honorze?
  • Po takim tytule powinien byc długi post... a figa, będzie krótki:)
    Dyskusja wyglądała tak: Korek zasugerował, ze trujacych jagód jest mnóstwo, ja
    wyjasniłam ze teoretycznie 6 a praktycznie liczą się 2 na co Korek się wsciekł
    i zaczął gledzić nie na temat - a to bieluń, a to szyszkojagody a to
    Rzymianie...
    Było zabawnie ale nic nie trwa wiecznie... eot.
  • > > Dyskusja wyglądała tak: Korek zasugerował, ze trujacych jagód jest mnóstwo,
    ja
    > wyjasniłam ze teoretycznie 6 a praktycznie liczą się 2 na co Korek


    ........ udowodnił bezspornie, że jedna z tych sześciu jagód nie posiada ;)

    > Było zabawnie

    Hehehehe, bardzo ;)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.