Dodaj do ulubionych

Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa?

IP: 195.41.66.* 27.11.01, 08:39
Oczywiscie tytul prowokujacy ale moze cos w tym jest. I czy to dobry kierunek,
w ktorym teraz podazamy tworzac nowe zwyczaje bycia razem?

Osobiscie bardzo mnie interesuje co myslicie o malzenstwie. Tak wszystko sie
zmienia, czy w ogole malzenstwo jako takie ma jakikolwiek sens dzisiaj? A moze
po prostu ludzie powinni byc ze soba bo chca a jak nie to zegnaj kotku. Jak tam
z rolami w malzenstwie, dzieci a malzenstwo.

Po co ludzie sie zenia? Widze dookola wielkie zmiany i raz jestem za
tradycyjnym malzenstwem a czasami mysle, ze moze trzeba wielkiej zmiany
obyczaju na tym polu. Szczegolnie daje do myslenia coraz pozniejsze wchodzenie
w stale zwiazki i coraz pozniejsze decydowanie sie na dzieci. Z jednej strony
wydaje sie to rozsadne no bo lepiej decyzje zyciowe podejmowac swiadomie a z
drugiej strony czy to nie aby jakas totalna ucieczka od odpowiedzialnosci,
zabawa w zycie, caly ten techniczno-medialny cyrk dookola nas, gdzie bajka
coraz bardziej staje sie czescia naszego zycia.

To mnie bardzo ciekawi i szczerze mowiac nie jest latwo dawac sobie rade z
nowym swiatem. Wciaz wiem, ze jedana z najwspanialszych przyjemnosci jest
spacer i rozmowa z moja zona ale czasami mysle takze, ze moze jestem
nienowoczesny?

soso
Obserwuj wątek
    • suzume Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? 27.11.01, 10:39
      Cześć soso :-)

      Oczywiście, że niszczą - zapytaj Macieja. Chociaż może nie tyle niszczą, co
      niecnie wykorzystują do wyzyskiwania mężczyzn i psychicznego ich kastrowania.
      Amen.

      A tak poważnie - sam wiesz, że feminizm do instytucji małżeństwa ma się nijak. Co
      najwyżej walczy z "tradycyjnym i zdrowym podziałem ról". No chyba, że zamach na
      mężów-kanapowców jest niszczeniem instytucji małżeństwa.

      A po co ludzie się pobierają? A tu odpowiedzi jest pewnie tyle, ile jest osób,
      które wstąpiły w związek. Inna sprawa jest z rozwodami, które są coraz łatwiejsze
      i ludzie wogóle nie muszą się starać, bo można wskazać na "niezgodność
      charakterów". Ciekaw, że jest to bardzo popularny powód rozwodów w czasach, w
      których nie ma aranżowanych małżeństw, a młodzi mogą się przed ślubem poznać jak
      łyse konie... Czyżby papierek miał magiczną moc uwalniania demonów?

      su
      • Gość: Bini Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? IP: *.hkcable.com.hk 03.12.01, 07:03

        Witajcie,

        Soso: ”I czy to dobry kierunek, w ktorym teraz podazamy tworzac nowe zwyczaje
        bycia razem?”.
        W Szwecji (gdzie mieszkam na stale) istnieje rodzaj nieformalnego
        malzenstwa ”sambo”, choc wlasciwie jest to zwiazek jak najbardziej formalny,
        gdyz obie strony spisuja rozne oswiadczenia i rejestruja go w urzedzie
        finansowym. Roznica polega jedynie na tym, ze nie musza wnosic pozwu o rozwod
        kiedy chca sie rozstac. Wielu naszych znajomych zyje w ten sposob od 20-stu, 40-
        stu lat. W Danii chyba jest podobnie?
        Inni biora slub koscielny lub cywilny - mnie sie podoba, ze wszystkie formy sa
        absolutnie akceptowane przez spoleczenstwo: nikt nie pietnuje dzieci za to, ze
        pochodza ze zwiazku “na kocia lape” ani nie nazywa ich bekartami.
        Bycie bez papierka wcale nie zwalnia od odpowiedzialnosci, szczegolnie jesli sa
        dzieci. A decyzja o rozstaniu jest tak samo trudna jak i w innych wypadkach, a
        tylko lekkomyslnym i niefrasobliwym osobom nic nie przeszkadza, aby spakowac
        manatki i zniknac z czyjegos zycia.

        Soso:”Szczegolnie daje do myslenia coraz pozniejsze wchodzenie w stale zwiazki
        i coraz pozniejsze decydowanie sie na dzieci.”
        Troche wynika to z tego, ze czesc ludzi uwaza, iz kolo czterdziestki zycie nie
        jest tak atrakcyjne jak w mlodosci, wiec trzeba miec czas na wyszumienie sie i
        bestroske (przyklad mojej siostry – dziecko po dziewieciu latach malzenstwa). I
        co? Teraz ma 41 lat i dziecko w drugiej kl. Szk. Podst., a przed soba jeszcze
        wiele lat podporzadkowania zycia szkolnemu schematowi. I zaluje.
        Jesli chodzi o zawieranie malzenstwa w pozniejszym wieku (tzn. kiedy?), to
        sadze, ze nie daje to gwarancji na bardziej udany zwiazek, z wiekiem nabiera
        sie roznych przyzwyczajen, ma sie okreslone oczekiwania i wymagania, z ktorych
        trudniej jest zrezygnowac w trakcie wzajemnego ”docierania sie”. Poza
        tym ”zaslepienie miloscia” moze sie zdarzyc w kazdym wieku (szczegolnie
        mezczyznom, im starsi tym bardziej podatni).
        Ja (w moim konkretnym przypadku) jestem za tradycyjnym malzenstwem - nie
        potrafie dzielic sie wszystkim z kims, kto nie jest moim mezem, bo zakladam z
        gory, ze taki zwiazek nie bedzie trwaly.
        Z podzialem rol nie mam problemu, nie sa sztywno okreslone a podporzadkowane
        sytuacji. Tak bylo zawsze i tak jest teraz.

        Suzume do Soso: ”A tak poważnie - sam wiesz, że feminizm do instytucji
        małżeństwa ma się nijak. Co najwyżej walczy z "tradycyjnym i zdrowym podziałem
        ról". No chyba, że zamach na mężów-kanapowców jest niszczeniem instytucji
        małżeństwa.”
        W pelni podzielam....nic bardziej irytujacego niz codzienny widok zwlok na
        sofie.

        Pozdrawiam
        Bini
        • Gość: soso Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? IP: 195.41.66.* 04.12.01, 07:42

          Nie jestem az tak pewien jak Bini, ze nie moglbym dac z siebie wszystkiego
          jezeli malzenswo byloby bez papierkowe. Mysle, ze papierek to jednak troche i
          przyzwyczajenie wklepane w nas w dziecinstwie. Wydaje mi sie wciaz, ze zwiazki
          niezalegalizowane sa jednak w jakims sensie czystsze. Chcemy byc razem i dbamy
          o to. Ten wiszacy nad kocia lapa miecz Demoklesa chyba generuje wieksza
          aktywnosc i wklad pracy w zwiazek a jednoczesnie jak juz rzeczywiscie jest zle
          to upraszcza agonie.

          Co do dzieci w poznym wieku to zgadzam sie z Toba. Ostatni sluchalem mini
          wykladu o etapach w zyciu ludzi i jakie skutki one nosza. Podobna mamy
          przypisane 2 etapy 'wolnosci'. Jeden to mlodosc i czas przed posiadaniem
          dzieci. Potem jest etap opiekunstwa no i nastepnie drugi etep wolnosci jak
          dzieci wychodza z domu. Ten drugi etap staje sie coraz dluzszy i wazniejszy bo
          zyjemy dluzej i jestsmy dluzej aktywni w ten czy inny sposob. Decydowanie sie
          na dzieci w pozniejszym okresie niejako rozbija nasze szanse na doswiadczanie
          urody zycia w tym drugim okresie doroslosci, kiedy to sa i pieniadze i
          doswiadzczenie a wiec dobry czas na kontemplowanie swiata.

          Co do kryzysu malzenstwa to jest w tym jakis paradoks bo tak jak jestem
          zadowolonym mezem tak wydaje mi sie, ze gdyby tak nagle zlikwidowac malzenstwo
          jako instytucje, cos, co bardzo jednoznacznie jest wymuszane spolecznie, to
          moze swiat bylby zdrowszy. Cos we mnie siedzi takiego, ze piekne rzeczy sa
          zwiazane z forma a nie z trescia. Sami w koncu mozemy postawic nasz zwiazek na
          piedestaly lub go zlekcewazyc i nie pomoze w tym zaden papierek. Ktorys ze
          slynnych jazzmanow powiedzial, ze jezeli cos dobrze brzmi to jest dobre.

          Pozdrowienia dla imieninowej Suzume i Bini.
    • Gość: iga Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? IP: 212.106.0.* 04.12.01, 14:09
      Nic tak nie niszczy małżeństwa czy związku jak zwykła głupota i brak
      dojrzałości ze strony któregoś z partnerów czy partnera.Moim zdaniem są to
      najczęstsze powody roztań i rozwodów.
      Osobiście uważam 'feminizm', który jest mi dany najczęściej dostrzec i
      doswiadczyć za przejaw wyjątkowego idiotyzmu i nie mam watpliwości, że takowy
      jest w stanie zniszczyć wszysko na swojej drodze.

        • suzume Re: Do Igi 05.12.01, 11:43
          Przyłączam się do apelu i bardzo proszę Igę o sprecyzowanie, o co jej właściwie
          chodziło: konkrety, strategie, metody i (najlepiej) podbudowa ideologiczna.

          su
        • Gość: iga Re: Do Igi IP: 212.106.0.* 05.12.01, 11:44
          Kilka mniej lub bardziej znajomych mi osob twierdzi ze ich poglady, zachowanie
          i stosunek do rodzaju meskiego jest wlasnie przejawem postawy
          feministycznej.'Feminizm' ten pomimo iz tak nazywany nie mial nic z nim
          wspolnego.Jesli ktos w ten sposob podchodzi do zycia, zwiazku to nie ma on
          najmniejszych szans na przetrwanie.Przypominalo to raczej pole bitwy, a w
          miejsce milosci-ukryta ziejaca nienawisc.Kto lepszy, kto gorszy..ech
          Naprawde szkoda mi tych wszystkich 'wyemancypowanych'kobiet.Wiecej wiary w
          siebie, w swoje mozliwosci i dojrzalosci..
            • suzume Re: Do Igi i soso 05.12.01, 13:05
              tylko czy to naprawdę jest feminizm? bo według mnie feminizm nie polega na
              totalnym odwracaniu ról i znęcaniu sie nad facetami... ale ja tak tylko sobie...
                • suzume Re: Do Igi i soso 05.12.01, 13:56
                  No i wracamy do punktu wyścia - czy FEMINIZM niszczy instytucję małżeństwa. Bo
                  skoro zgadzamy się (mam nadzieję), że poglądy niektórych znajomych Igi nie są
                  feminizmem, a to właśnie te poglądy miały działanie destrukcyjne...

                  Ja np. jestem pod tym względem b. konserwatywna i nie wyobrażam sobie życia na
                  kartę rowerową. Nie zabraniam innym (tak jakbym mogła albo miała prawo,
                  hahaha), ale sama - nieee. Papierek, kółeczko i takie tam. I co na to soso?
                  • Gość: soso Re: Do Igi i soso IP: 195.41.66.* 05.12.01, 15:37
                    Boze, zaraz sie poklocimy! A co za roznica, czy na karte czy na koleczka? W
                    koncu to ludzie sa razem a nie papierki w segregatorze. Moze jestem nie w
                    kursie ale wydaje mi sie, ze przywiazujemy zbyt wielka wage do papierka. To ma
                    cos z zaklinania, proby dodania dodatkowego argumenty ktory jednak tak naprawde
                    jest tylko jednym z wielu a na pewno nie najwazniejszym.

                    Feminizm nie niszczy malzenstwa ale tylko zmienia uklad na zdrowszy. Tak mi sie
                    wydaje.

                    såså

                    • suzume Re: Do Igi i soso 05.12.01, 15:57
                      No co Ty, soso? MY się pokłócimy? Eee tam.
                      Wiesz mnie to bardziej zastanawia, co w ty, papierku jest, że zwalnia ludzi od
                      starań... Bo o rozwód nie jest znowu tak trudno. Mój ulubiony powód
                      to "niezgodność charakterów". Co to u licha jest? Ja rozumiem, że w takim
                      Afganistanie narzeczeni się nie znają. Ale w Europie? To nie widziały gały co
                      brały? A ciekawe jest to o tyle, że można pod to podciągnąć kwestię mycia garów
                      vs. wychodzenie do włamywacza. I wtedy pewnie się okazuje, ze wszystko przez
                      feminizm...
                      :)
                      • Gość: soso Re: Do Igi i soso IP: 195.41.66.* 05.12.01, 16:45
                        Z tym Afganistanem to walnelas. Znowu spadlem z krzeselka. Przez Ciebie bede
                        jak potluczony.

                        Niestety, milosc jest slepa i 'nie widzialy galy co braly' to akurat jak
                        najbardziej o malzenstwie. Smiem nawet sadzic, ze mieszkanie razem przed
                        malzenstwem nawet kilka miesiecy nie mowi nic o tym, jak bedzie za kilka lat.
                        Tak mysle i tego sie trzymam!!!

                        Poklocimy sie?
                        • Gość: Bini Re: Do Was IP: *.hkcable.com.hk 05.12.01, 17:38


                          Pokloccie sie, prosze. Wniesie to troche ozywienia do tego watku.
                          Suzume, przyjmij spoznione...

                          Mieszkanie razem po slubie jakos inaczej wyglada niz przed slubem a i sama
                          ceremonia mniej ceremonialna. Tez uwazam, ze malzenstwo jest loteria, a staz
                          nie daje zadnych gwarancji.
                          Absolutnie, pierwszy slub powinien byc tradycyjny a potem.....

                          Z pewnoscia winny jest temu feminizm.

                          Usciski

                          • Gość: iwa Re: Do Was IP: 10.128.136.* 05.12.01, 18:33
                            A co to jest właściwie "feminizm"? Jeżeli robię tzw. karierę, która przysparza
                            szmalu całej rodzinie, mnie dowartościowuje, dzieci są ze mnie dumne (mówią to
                            same, nie pytane!) ale z drugiej strony - więcej spada na chłopa, któremu się
                            tej kariery robić nie chce, a ma ciepłą posadkę, poza tym jest kochany,
                            obowiązkowy, dowcipny, złota rączka, optymista itd. to gdzie tu jest feminizm?
                            Jak wiele osób wcześniej powtarzam: dwie osoby muszą się znać, akceptować,
                            tolerować, rozumieć i tak w ogóle - kochać! Papierek? Żyję w nieformalnym
                            związku od wielu lat, czasami są niezręczne sytuacje, bo nie wiem, jak "mojego"
                            przedstawiać, ale czuję się "jego", więc mam określone prawa i obowiązki,
                            chociaż nie mowiłam "świadoma praw i obowiązków" przed panem w łańcuchu na szyi.
                            Przestańcie z tym feminizmem! A jak się nazywa jego odwrotność u mężczyzn, bo
                            chyba nie "zniewieścienie"?
                            • Gość: soso Re: Do Was IP: 195.41.66.* 06.12.01, 08:33
                              Widze, ze nie ma tematu bo wszyscy sie ze wszystkimi zgadzaja. Bini napisala
                              tak, ze widze jakby odpisywala z mego zeszytu. Co za czasy, daje slowo! Cala
                              nadzieja w Suzume - jako przedmalzenska a i z szansami moze, ze nigdy, moglaby
                              najechac na nas w stylu: 'po co zescie sie zenili jak teraz wypisujecie, ze
                              malzenstwo to loteria'. No ale nie pisze! Pewnie chce sie wydac, biedaczysko.
                              • suzume Do Bini i soso 06.12.01, 09:14
                                Bini: dziękuję za życzenia :) a z soso to się pewnie nie pokłócimy, boza bardzo
                                się lubimy i jeszcze jesteśmy tolerancyjni... eh, życie, życie

                                soso: kwestia zamążpójścia - nie pcham się, ale też i nie uciekam; zobaczymy, jak
                                się życie ułoży :) Ale gdybym miała z kimś spędzić resztę życia, pod jednym
                                dachem, to wolałabym być tą "oficjalną".
                                A co do małżeństwa ogólnie. Związki tzw. nieformalne mają coraz więcej uprawnień
                                właściwych małżeństwom, zarówno formalnych (podatki, dziedziczenie), jak i
                                nieformalnych (nikt dzieci palcami nie wytyka itp.) - przynajmniej na świecie, bo
                                w Polsce to różnie bywa... I ja się tak zastanawiam, po co w takim razie ludzie
                                się pobierają (tu zostawmy nasz piękny kraj z boku), zwłaszcza jeśli biorą tylko
                                ślub cywilny. Bo rozumiem, że obrzęd religijny, to zupełnie inny wymiar. Ale
                                cywilny to "rejestracja". A jednak są tacy...

                                > Cala nadzieja w Suzume - jako przedmalzenska a i z szansami moze, ze nigdy,
                                > moglaby najechac na nas w stylu: 'po co zescie sie zenili jak teraz
                                > wypisujecie, ze malzenstwo to loteria'.

                                No pewnie, że loteria. Ale to właśnie mnie najbardziej interesuje - czemu
                                papierek "zwalnia" ludzi od starań, skoro nie ma ani przymusu wstępowania, ani
                                (potem) trwania... Cuda, dziwy...
                            • Gość: soso do Iwy IP: 195.41.66.* 06.12.01, 08:41
                              Milo czytac o Twoim zwiazku.
                              Tak mi sie nasunelo. W Danii jest slowko dla takiego pratnera nieformalnego.
                              Daje sie to tlumaczyc np. jako 'ukochany'. No i dla naszych uszu jest czasami
                              zabawne, jak np. pani polityk mowi, ze jej 'ukochany' mowi to czy tamto albo
                              albo ludzie pisza jakies listy do gazet w przyziemnych sprawach a
                              slowo 'ukochany' przewija sie wielokrotnie w bardzo pospolitych kontekstach.
                              'Wtedy przyszedl policjant. Mnie nie bylo w domu a moj ukochany kopal akurat
                              ogrodek'.

                              Co do przedstawiania sie to mozna tak jak to sie zwykle tu robi mowic np. 'to
                              jest Adas, mieszkamy razem'. Na ogol wyjasnia sytuacje w 100%, nawet wtedy, jak
                              dotyczy osob tej samej plci. A tak tez mi sie zdazylo uslyszec :-).

                              .
                              • Gość: iwa Do Soso IP: 10.1.12.* 06.12.01, 10:31
                                Moje słowo - wytrych na "mojego" jest: Mężczyzna mojego życia". On często przedstawia mnie po prostu (jakaż
                                ja jestem skromna!) : "Moja Królowa".
                                A w ogóle lubie to, co i jak piszesz, Soso.
                                • Gość: Bini Re: Do Was IP: *.hkcable.com.hk 06.12.01, 14:51

                                  Ach, Soso, co zrobic jak pomyslow brak?

                                  Malzenstwo zaspokaja potrzebe posiadania – zwykle mowi sie mam zone, mam
                                  dzieci, mam dom, mam samochod. “Jestem zonaty” to takie oficjalne. Poza tym ,
                                  nawet w nieznajomym towarzystwie, po obraczkach (wzorkach, grubosci, ksztalcie)
                                  mozna poznac kto do kogo przynalezy i ustrzec sie przed popelnieniem gafy.
                                  Nie wiem jak u Ciebie, tzn. w Danii, ale w Szwecji ci nieformalni tez sie
                                  obraczkuja, czyli... “wysylaja sygnal”, ze nie sa ”wolni”.
                                  Jak swiat dlugi i szeroki ludzie maja widocznie taka potrzebe, bo niby do czego
                                  potrzebny jest slub lowcom glow na Borneo? Potem i tak jak sie upijaja, to
                                  lapia sie za te co najblizej, ale na trzezwo wiedza, ktora jest czyja (gorzej z
                                  potomstwem – dobrze, ze zyja w/g zasady ”wszystkie dzieci sa nasze”).
                                  .....albo Eskimosom, albo Papuasom, itd., itp.
                                  Mowiac zona/maz wiadomo o co chodzi, bez potrzeby podawania dodatkowych
                                  informacji, ladne jest ”mezczyzna mojego zycia” (nb. ja tak zawsze mowie o moim
                                  synu), ale to tylko dla wtajemniczonych. Zawsze moze znalezc sie ktos wscibski,
                                  kto zapyta: ”no dobrze, ale jest twoim mezem, czy nie?”, szczegolnie w taaakim
                                  kraju jak Polska.
                                  Tak samo ”ukochany”. Niemcy mowia ”towarzysz/ka zycia”, svensony ”sambo” i jest
                                  to jasne dla wszystkich.
                                  Moze wymyslimy cos dla iwy, zeby nie musiala czuc sie niezrecznie?

                                  Suzume:
                                  “Ale to właśnie mnie najbardziej interesuje - czemu papierek "zwalnia" ludzi
                                  od starań”.

                                  Pewnie nastepna potrzeba czlowieka jest rzadzenie druga osoba. Nie slyszalas
                                  nigdy (z opowiadan, rzecz jasna) “dlaczego mam robic, jak ty chcesz? Przeciez
                                  nie jestem twoja zona”. Wiec potem, jak sie ma ten kwit w reku, mozna sobie
                                  pofolgowac.
                                  Co do loterii, moja babcia zwykla mawiac: “pamietaj, dziecko, ze wychodzisz za
                                  maz za obcego czlowieka”. I to chyba wiele wyjasnia.

                                  Pozdrawiam
    • curious Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? 06.12.01, 14:58
      Cos tu u was cichutko, slodziutko i wogole nic sie nie dzieje. Wszyscy wszystkim slodza i sie zgadzaja
      we wszystkim. Hmmm.... Trzeba by cos z tym zrobic nie?
      Oczywiscie ze feminizm niszczy instytucje malzenstwa. Wiecej - niszczy wogole stosunki
      miedzyludzkie, burzy spokoj i to zarowno kobiet jak i mezczyzn. Mezczyzn - wiadomo dlaczego. Nagle
      baby ktore na pozor byly potulne i ulegle wylaza i chca sie bic, konkurowac po mesku. W domu garow
      taka nie zmyje, zarelka nie zrobi, nie posprzata - no bo to ja poniza, a poza tym rownouprawnienie i
      obowiazki dzielimy po rowno. W pracy jest nieznosna bo jak cos spieprzy i dostanie ochrzan to od
      razu dyskryminacja, w domu ja trzeba pocieszac, biegac jak wokol krolewny, przytakiwac i wogole.

      A kobiety? Tez dostaly fajny "prezent" od feminizmu... Dawniej starczylo ze jedna z druga umiala
      gotowac i utrzymac porzadek w domu. A teraz? Teraz wielu panom juz to nie wystarczy. Zona trzeba
      sie pochwalic np. na przyjeciu. Tu kumple przychodza w towarzystwie lekarek, prawniczek i innych
      bizneswomanow to jak sie pokazac z zona ktora pracuje w domu albo co gorsza nieksztalcona?
      Gwarantuje wam moi milusinscy ze niejedna panna poszla z takich powodow w odstawke.

      I wreszcie ostatnia sprawa - feministki mowia jesli ci maz nie odpowiada to go zmien - wolno ci. Tylko
      sorry siostry - to dziala tez w druga strone i mezczyzni - choc to tepy, zmutowany podgatunek tez to
      podchwycili - nie odpowiada ci zona to ja zmien. No i rozpieprzaja sie te malzenstwa, rozpieprzaja...

      To tyle na razie. Bylo raczej mniej o malzenstwie a bardziej o ogolach, ale jakos temat malzenstwo
      srednio mnie podnieca.

      • Gość: Anna27 Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? IP: *.244.230.117.Dial1.Washington1.Level3.net 06.12.01, 16:40
        Skoro znacie moje inne posty, to pewnie juz wiecie, ze uwielbiam byc zona. Co
        prawda, malzenstwo nic nie zmienilo w moim zyciu w sensie finansowym. Nie dalo
        mi tez zielonej karty, bo te mialam wczesniej. Bardzo chcialam wyjsc za maz,
        bo uwazalam, ze jesli mam spedzic z tym czlowiekiem najlepsze lata mojego
        zycia, a najlepiej cale zycie, to chce to zrobic jako jego zona a nie
        partnerka. Uwazalam, ze skoro ja chce mu dac siebie na cale zyce, to nic
        mniejszego niz malzenstwo nie zadowoli mnie. Takie rzeczy jak 'sambo' do mnie
        nie przemawiaja. Ja chce wierzyc, ze ksiaze i ksiezniczka albo pasterz i
        pastereczka zyli dlugo o szczescliwie.

        Czy feminizm szkodzi instytucji malzenstwa? Obecnie nie, bo zmienilo sie
        malzenstwo. Na samym poczatku feminizm bym bardzo krytyczny wobec malzenstwa,
        bo ta instytucja utwierdzala podleglosc kobiety. Obecnie w malzenstwie mamy
        wiecej partnerstwa niz relacji typu pan i jego sluzaca.

        Obserwujeca amerykanskich mezczyzn z rodzin liberalnych, widze, ze feminizm
        zrobil swoje. Faceci boja sie malzenswa, bo ich mamusia im tlukly do glowy, ze
        kobiecie tak naprawde malzenstwo niepotrzebene i ze najwazniejsz jest milosc.
        Poza tym feministyczne mamusie, nie chca by synus trafil na twrdsza babke od
        mamusi. Do czego zmierzaam? Wydaje mi sie, ze obecny feminzm nie jest
        przeciwny malzenstwu, ale nie promuje go jako najlepszego sposobu na bycie
        razem.

        Najbardziej instytucji malzenstwa szkodzi chyba zdrada, bo ona jest najczesciej
        powodem rozwodow. Czesto tez dzieci z rozbitych malzenstw, niechetnie wstepuja
        w zwiazki malzenskie, bo moze z gory zakladaja, ze to nie mozna zycia spedzice
        z jedna osoba. Ja uwazam, ze mozna, ale trzeba chciec. I jesli ja chce
        spedzic zycie z jedna tylko osoba, to kazda inna oferta bycia razem, ktora nie
        jest malzenstwem jest ponizej tego co ja chce od zycia.

        Chcialam tez przypomniec panstwu, ze bardzo szanuje osiagniecia ruchu
        feministycznego i uwazam sie za jego produkt. Z feminizmu wybieram to, co jest
        dla mnie dobre. Uwazam, ze jestem feminstka trzeciej fali.

        • Gość: soso Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? IP: 195.41.66.* 06.12.01, 18:02
          Co to jest trzecia fala feminizmu, A27, oswiec mnie.

          Twoj list jest dla mnie ciekawy o tyle, ze powtarza moje wlasne przemyslenia
          aczkolwiek w tym, co dzieje sie miedzy ludzmi nie jest latwo o dotrzymywanie
          kroku swym wizjom pasterza i pastereczki. To nie wychodzi samo z siebie ale
          tyle ile sie wlozy w malzenstwo tyle z tego mozna wyciagnac. Wierze bardzo w
          to, ze malzenstwo sie buduje, cegielka po cegielce. Przynosi sie kwiaty,
          caluje, przytula, robi prezenty, rozpieszcza, wyrecza, itd. Buduje sie dom,
          taki wirtualny. No i potem jak cos sie wydarzy z tzw. prozy zycia to jest tak,
          jakby sie wyjelo jedna cegielke. Na ogol dom sie wtedy nie zawali a na dodatek
          mozna i pozniej podreperowac. Gorzej jest, jak o dom sie nie dba i cegielek sie
          nie wnosi. Wtedy kazde nieporozumienie, klotnia, zlosliwosc odejmuja cegielka
          po cegielce i na koniec nie ma juz nic, co by pozostalo. No i dom sie zawalil.
          Dobre malzenstwa to chyba takie, ktore z obu stron dbaja o to, by z cegielkami
          byc codziennie na plusie. Buduja zmudnie dzien po dniu i rosnie nie dom a
          katedra. Cos pieknego, niepowtarzalnego. Jak widze starszych ludzi trzymajacych
          sie za reke i mimo niedoskonalosci ciala skrywajacych ten plomien w oczach to
          wiem, ze to jest to, czego chce i dla siebie. On podaje jej plaszcz, reke,
          usmiechaja sie, zartuja jak nastolatkowie.
          Milosc nie jest dana raz na zawsze nawet, jak sie nam wydaje, gdy zlapalismy
          szczescie za nogi i ideal lezy tuz obok nas. Tak jest dzisiaj i sa emocje i
          niezwyklosci. Ale o jutro niestety trzeba zbiegac kazdego dnia i dopiero wtedy
          cos sie wielkiego zbuduje.
          Pewnie czytaliscie o tej dziewczynie co to pisze, ze ma 'mezczyzne' a jej
          przyjaciel 'ma kobiete' a ona z tym przyjacielem razem do lozka od czasu do
          czasu. To jest dla mnie zycie w szalasach. Nie osadzam bo wiem, ze nie ma w tym
          nic zlego jak ludzie sa mlodzi, bez zobowiazan i nieodpowiedzialni z zasady.
          Ale tez nie wydaje mi sie, ze mozna doswiadczac w takiej sytuacji czegos
          specjalnego, czegos, co widac dopiero z perspektywy przezytego zycia a moze i z
          perspektywy tego, co po nas zostanie w pamieci innych. To sa jakies inne
          wymiary i pewne wzruszenia sa osiagalne tylko wtedy, jak sie zbuduje katedre a
          nie zyje sie pod palmowym listkiem.

          Ale patetycznie. No nie, tak nie mozna. Wiec o tych mamusiach i synkach moze
          bysmy sie popstrykali. Nie wierze, ze chlopcy robia cos ze wzgledu na mamusie.
          Raczej jest to zwykle wygodnictwo i uciekanie od odpowiedzialnosci. A wiara w
          milosc to juz zupelnie mnie nie przekonuje szczegolnie w kontekscie USA. Kiedys
          mieszkalem przez pol roku w NYC i tak sobie rozwazalem patrzac na tamtejsze
          malzenstwa. O co tu biega? Bo np. mlodziutki i diablo przystojny oficer po WP a
          jego zona, 19 lat, gruba ze nie wiem co i urody zupelnie pod kreska. Dlaczego?!
          Nie moglem pojac. I takich przykladow wiele gdy ludzie jakby z gory nie
          pasujacy do siebie a razem. W koncu mnie natchnelo, ze tam bardzo daleko jest
          od milosci. Ludzie zyja razem bo maja taka potrzeba ale jest to bez wielkich
          ceregieli. Ot, moze bysmy razem byli. No i sa. W tym jest cos z interesu,
          kontraktu, sposobu bycia a nie jakies fascynacje czy uczucia. Te sa w jakims
          sensie wstydliwe i pasujace do filmidel z H-woodu. Wydaje mi sie, ze oni nie sa
          nastawieni na milosc. Nawet moze unikaja lub boja sie uczuc, maja problemy z
          ich wyrazaniem. Graja? Nie wiem. Wiem, ze zycie traktuje sie tam bardziej jak
          rodzaj drogi przez meke, pracy, zmagan i choc generalnie jest stokroc
          przyjemniej i latwiej niz w Polsce to ta purytanska pozostalosc siedzi im
          gdzies za koszulami. Luter i cala ta reszta z pochwala uczciwej i ciezkiej
          pracy, ktora Bog wynagradza juz na Ziemi. To ma sie nijak do polskiej
          romantycznej duszy, leniwej, gornolotnej i powierzchownej a czekajacej na
          zbawienie wieczne w dalej niz blizej nieokreslonej przyszlosci. My to bysmy
          lapali te najpiekniejsze, sypali im kwiaty pod nogi a potem chyc, do innej,
          jeszcze lepszej. Milosc nosimy na otwartej dloni jak kelnerzy zupe. A milosc to
          moze ciezka praca?

          såså

          • Gość: iwa Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? IP: 10.128.136.* 06.12.01, 18:53
            Czy wiesz, Soso, że moja ciocia i mój wujek (oboje schorowani, dobrze po
            siedemdziesiątce) nadal śpią ze sobą i sprawia im to przyjemność? Że ciocia
            codziennie przez przeszło 50 lat małżeństwa znajduje coś od wujka wieczorem pod
            poduszką - może to być cukierek miętowy, może fajny wycinek z gazety, może
            kolorowy liść. To jest właśnie utrzymanie liczby cegiełek na stałym poziomie.
            Powiem więcej, o miłość trzeba cały czas walczyć, starać się, żeby była. Nie
            musi być taka, jak z ostrych filmów porno, byleby była. Pamiętasz
            wiersz "powiedz, jak mnie kochasz?"
            Sądzę, że wiele małżeństw rozpada się dlatego, że ludzie mają źle zdefiniowaną
            miłość. A wracając do tytułu tego postu. Pewnie nie byłabym jak A27 feministką
            3 fali, gdyby mój kochany facet tego nie akceptował (nawiasem mowiąc, nie wiem,
            czy bym akceptowała to, że on tego nie akceptuje). A on jest wręcz ze mnie
            dumny i wspiera mnie w tym, co robię. Nieprawda, że feministka pcha faceta do
            garów, bo sama jest stworzona do rzeczy wielkich. Mam jakieś tam osiągnięcia
            zawodowe, ale już cieszę się na Wigilię, kiedy wcześniej w nocy będę piekła
            makowce (trzy razy mak przez maszynkę to, przepraszam, dla panów) a potem karp,
            sałatki, śledzie, uszka i sto innych rzeczy. A potem cholernie zmęczona usiądę
            przy moich, a potem "mężczyzna mojego życia" (ten tytuł tez stosuję zamiennie
            wobec mojego syna)uroczyście otworzy wino i popatrzy na mnie. Jak to strasznie
            fajnie, że zasługuję jeszcze na to, że on tak na mnie patrzy. Jeżeli z tym
            wszystkim jestem uważana za feministkę, to OK. Prawdziwa feministka - FEMME -
            to osoba, ktora potrafi dobrze ugotować (to kwestia ambicji), ma sprzątnięte
            mieszkanie, czasem zrobi na drutach jakiś sweter czy serwetę...Nowoczesna
            feministka to kobieta, która sama się realizuje, ale też taka, która ma dom, do
            którego chce się wracać. Czy wszystkie ambitne młode dziewczyny wychodzące za
            mąż aby mają tego świadomość?
          • Gość: fanny Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? IP: *.chello.pl 06.12.01, 22:26
            Gość portalu: soso napisał(a):

            >
            > Twoj list jest dla mnie ciekawy o tyle, ze powtarza moje wlasne przemyslenia
            > aczkolwiek w tym, co dzieje sie miedzy ludzmi nie jest latwo o dotrzymywanie
            > kroku swym wizjom pasterza i pastereczki. To nie wychodzi samo z siebie ale
            > tyle ile sie wlozy w malzenstwo tyle z tego mozna wyciagnac. Wierze bardzo w
            > to, ze malzenstwo sie buduje, cegielka po cegielce. Przynosi sie kwiaty,
            > caluje, przytula, robi prezenty, rozpieszcza, wyrecza, itd. Buduje sie dom,
            > taki wirtualny. No i potem jak cos sie wydarzy z tzw. prozy zycia to jest tak,
            > jakby sie wyjelo jedna cegielke. Na ogol dom sie wtedy nie zawali a na dodatek
            > mozna i pozniej podreperowac. Gorzej jest, jak o dom sie nie dba i cegielek sie
            >
            > nie wnosi. Wtedy kazde nieporozumienie, klotnia, zlosliwosc odejmuja cegielka
            > po cegielce i na koniec nie ma juz nic, co by pozostalo. No i dom sie zawalil.
            > Dobre malzenstwa to chyba takie, ktore z obu stron dbaja o to, by z cegielkami
            > byc codziennie na plusie. Buduja zmudnie dzien po dniu i rosnie nie dom a
            > katedra. Cos pieknego, niepowtarzalnego. Jak widze starszych ludzi trzymajacych
            >
            > sie za reke i mimo niedoskonalosci ciala skrywajacych ten plomien w oczach to
            > wiem, ze to jest to, czego chce i dla siebie. On podaje jej plaszcz, reke,
            > usmiechaja sie, zartuja jak nastolatkowie.
            > Milosc nie jest dana raz na zawsze nawet, jak sie nam wydaje, gdy zlapalismy
            > szczescie za nogi i ideal lezy tuz obok nas. Tak jest dzisiaj i sa emocje i
            > niezwyklosci. Ale o jutro niestety trzeba zbiegac kazdego dnia i dopiero wtedy
            > cos sie wielkiego zbuduje.
            > Pewnie czytaliscie o tej dziewczynie co to pisze, ze ma 'mezczyzne' a jej
            > przyjaciel 'ma kobiete' a ona z tym przyjacielem razem do lozka od czasu do
            > czasu. To jest dla mnie zycie w szalasach. Nie osadzam bo wiem, ze nie ma w tym
            >
            > nic zlego jak ludzie sa mlodzi, bez zobowiazan i nieodpowiedzialni z zasady.
            > Ale tez nie wydaje mi sie, ze mozna doswiadczac w takiej sytuacji czegos
            > specjalnego, czegos, co widac dopiero z perspektywy przezytego zycia a moze i z
            >
            > perspektywy tego, co po nas zostanie w pamieci innych. To sa jakies inne
            > wymiary i pewne wzruszenia sa osiagalne tylko wtedy, jak sie zbuduje katedre a
            > nie zyje sie pod palmowym listkiem.
            >
            >A milosc to moze ciezka praca?
            >
            > såså
            >

            Dzieki soso za to, ze tak pieknie o malzenstwie napisales.

            A milosc jest jak ciezka praca. Ale satysfakcjonujaca jak budowanie
            najpiekniejszej katedry.

            • Gość: tad Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.12.01, 17:51
              Soso tak wiernie towarzyszył mi na moim wątku, że czuję się zobowiązany do
              zabrania głosu tutaj.Otóż, monogamiczne małżeństwo, jest zwycięstwem kobiet
              odniesionym nad poligamiczną naturą mężczyzn i jeśli ktoś korzysta na takim
              układzie to przede wszystkim kobiety właśnie. Feministki zrobiły wiele, zeby
              zdjąć z karków mężczyzn to jarzmo i chwała im za to, a że przy okazji
              ucierpiały przeciętne kobiety - trudno. Gdzie drwa rąbią tam wióry lecą - jak
              mawiali starzy rewolucjoniści. To ciekawe, ze wszystkie niemal panie
              zabierające tu głos mówią: "niech żyje wolność, ale jeśli o mnie chodzi -, to
              tylko małżeństwo z "papierkiem". Nazywa się to "3 falą feminizmu", a jest po
              prostu wycofaniem się na bardziej z kobiecego punktu widzenia racjonalne (czyt.
              tradycyjne) pozycje. Oczywiście feminizm jako ideologia postępowa może się
              tylko rozwijać, więc nie ma mowy o wycofywaniu, a o rozwoju właśnie, ale,
              chodzi po prostu o to że ideologia feministyczna stawała się coraz bardziej
              absurdalna i antykobieca, więc co inteligentniejsze feministki powiedziały
              sobie:"niech te fanatyczki brną w to dalej, ale ja chcę normalnie pożyć".
              Oficjalnie brzmi to mniej więcej tak: "walczyłyśmy o wolność wyboru i jeśli
              która chce niech wybiera model bardziej tradycyjny. Walczcie dalej siostry,
              duchem jestem z wami, ale wybieram model "retro". Bye!". Niestety - za późno.
              Feministki chciały zjeść ciastko i nadal je mieć. "Oczyścić" małżeństwo ( całe
              społeczeństwo) z tego co "złe" a pozostawić to co "dobre". Co za naiwność! To
              co "złe" i to co "dobre" jest ze sobą splecione i zmieniając jedno zmieniamy
              drugie choćbyśmy nawet nie chcieli. Anna27 pisze, ze w usa "feminizm zrobił
              swoje" a w innym miejscu, że "mężczyźni boją się tam małżeństwa". Po
              przełożeniu z feministycznej nowomowy otrzymujemy: "jednym ze skutków zmian
              obyczajowych, jest to, że mężczyźni starają się unikąć formalizowania
              związków". Nie jest to przejaw strachu, ale zdrowego rozsądku. Po co wiązać się
              formalnie skoro TO SAMO można mieć bez żadnych zobowiązań? Nawet najbardziej
              zakochani mają czasami wątpliwości czy to jest akurat to, czego chcą do końca
              życia, nic więc dziwnego, że rozumują: Nie ma się co spieszyć. Formalizowanie
              związku nic nie zmieni, a jeżeli - używając języka Soso - "katedra" przestanie
              się nam z tych czy innych powodów podobać, łatwiej poszukamy sobie
              nowego "placu budowy", jesli nie będziemy ograniczeni formalnościami. Kobiety
              mogą teoretycznie rozumować tak samo i wiele tak robi, ale nie zawsze ma się 20
              kilka lat, a powiedzmy sobie szczerze - czas jest dla kobiet okrutniejszy i
              starzejący się mężczyzna o wiele łatwiej może znaleźć sobie nową partnerkę niż
              starzejąca się kobieta.
              • novella Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? 08.12.01, 17:15
                Gość portalu: tad napisał(a):

                > Soso tak wiernie towarzyszył mi na moim wątku, że czuję się zobowiązany do
                > zabrania głosu tutaj.
                Ja, jako Twoja wierna interlokutorka, rowniez czuje sie zobowiazana do polemiki w
                watku z "feministka" w tytule. Ach, az mi adrenalinka podskoczyla!
                >Otóż, monogamiczne małżeństwo, jest zwycięstwem kobiet
                > odniesionym nad poligamiczną naturą mężczyzn i jeśli ktoś korzysta na takim
                > układzie to przede wszystkim kobiety właśnie.
                Otoz niestety sie mylisz: na tym ukladzie korzystaja NIEKTORE kobiety i NIEKTORZY
                mezczyzni, a dokladnie Ci, ktorych malzenstwa sa udane... Monogamia jest sprawa
                wyboru/kultury, a nie natury (moze mnie tu ktos napadnie, ale dla ludzkiego
                gatunku wlasciwy jest raczej promiskuityzm niz monogamia, a jak silnie
                zakorzenione sa w nas wplywy kulturowe, niech swiadczy fakt, ze slowo to u
                wiekszosci osob wywoluje wstret, gdy uzywamy go w odniesieniu do ludzi, chociaz
                kilka (nascie) tysiecy lat temu wlasnie ten model wspolzycia byl norma. Poza tym
                wydaje mi sie, ze socjobiolodzy uzywaja pojecia monogamia lub poligamia w
                odniesieniu do calego gatunku, a nie tylko jednej z plci, ale moze sie myle. W
                koncu z kims trzeba wdrazac te poligamie, no nie?)
                > Feministki zrobiły wiele, zeby
                > zdjąć z karków mężczyzn to jarzmo i chwała im za to, a że przy okazji
                > ucierpiały przeciętne kobiety - trudno.
                No wlasnie - proponuje zmienic slowa przysiegi malzenskiej: "Ja, Stefan, biore
                sobie na kark to jarzmo i przysiegam, ze bede dzwigac je az do smierci."
                > Gdzie drwa rąbią tam wióry lecą - jak
                > mawiali starzy rewolucjoniści. To ciekawe, ze wszystkie niemal panie
                > zabierające tu głos mówią: "niech żyje wolność, ale jeśli o mnie chodzi -, to
                > tylko małżeństwo z "papierkiem". Nazywa się to "3 falą feminizmu", a jest po
                > prostu wycofaniem się na bardziej z kobiecego punktu widzenia racjonalne (czyt.
                > tradycyjne) pozycje.
                O, a kiedys byla taka tradycja, zeby sie za czesto nie myc, najlepiej raz na BN i
                raz na WN, bo mycie sie to rozpusta. Potem bardziej racjonalne okazalo sie mycie
                raz dziennie albo nawet dwa. Jak widzisz, nie wszystko, co jest tradycyjne, jest
                rowniez racjonalne. Nie nalezy utozsamiac tych dwoch pojec.
                > Oczywiście feminizm jako ideologia postępowa może się
                > tylko rozwijać, więc nie ma mowy o wycofywaniu, a o rozwoju właśnie
                > chodzi po prostu o to że ideologia feministyczna stawała się coraz bardziej
                > absurdalna i antykobieca, więc co inteligentniejsze feministki powiedziały
                > sobie:"niech te fanatyczki brną w to dalej, ale ja chcę normalnie pożyć".
                > Oficjalnie brzmi to mniej więcej tak: "walczyłyśmy o wolność wyboru i jeśli
                > która chce niech wybiera model bardziej tradycyjny. Walczcie dalej siostry,
                > duchem jestem z wami, ale wybieram model "retro". Bye!". Niestety - za późno.
                Na co, Kassandro lub raczej Wernyhoro?
                > Feministki chciały zjeść ciastko i nadal je mieć. "Oczyścić" małżeństwo ( całe
                > społeczeństwo) z tego co "złe" a pozostawić to co "dobre". Co za naiwność! To
                > co "złe" i to co "dobre" jest ze sobą splecione i zmieniając jedno zmieniamy
                > drugie choćbyśmy nawet nie chcieli.
                O tak, zaczynajac np. zarabiac pieniadze, stajemy sie samodzielne, ale przez to
                nasi malzonkowie automatycznie staja sie nieodpowiedzialni, tak wiec lepiej
                zebysmy ich nie zarabialy, bo to umocni w nich poczucie odpowiedzialnosci.
                Anna27 pisze, ze w usa "feminizm zrobił swoje" a w innym miejscu, że "mężczyźni
                boją się tam małżeństwa". Po
                > przełożeniu z feministycznej nowomowy otrzymujemy: "jednym ze skutków zmian
                > obyczajowych, jest to, że mężczyźni starają się unikąć formalizowania
                > związków". Nie jest to przejaw strachu, ale zdrowego rozsądku. Po co wiązać się
                > formalnie skoro TO SAMO można mieć bez żadnych zobowiązań?
                Czy chcesz przez to powiedziec: po co kupowac krowe, jesli mozna miec mleko za
                darmo? Co to jest "TO SAMO" - masz na mysli seks i opierunek? Jesli to jest to,
                czego mezczyzni oczekuja od malzenstwa, czego w takim razie oczekuja, Twoim
                zdaniem, kobiety?
                > Nawet najbardziej
                > zakochani mają czasami wątpliwości czy to jest akurat to, czego chcą do końca
                > życia, nic więc dziwnego, że rozumują: Nie ma się co spieszyć. Formalizowanie
                > związku nic nie zmieni, a jeżeli - używając języka Soso - "katedra" przestanie
                > się nam z tych czy innych powodów podobać, łatwiej poszukamy sobie
                > nowego "placu budowy", jesli nie będziemy ograniczeni formalnościami. Kobiety
                > mogą teoretycznie rozumować tak samo i wiele tak robi, ale nie zawsze ma się 20
                > kilka lat, a powiedzmy sobie szczerze - czas jest dla kobiet okrutniejszy i
                > starzejący się mężczyzna o wiele łatwiej może znaleźć sobie nową partnerkę niż
                > starzejąca się kobieta.
                Czy kobieta 35-letnia jest juz starzejaca sie, czy jeszcze nie? To straszne, ale
                slyszalam, ze predzej taka kobiete porwa terrorysci albo zginie w katastrofie
                samolotowej niz wyjdzie za maz!


                na koniec -
                Kandahar padl,
                Tora Bora padla,
                ale Tad trwa mocno na swej pozycji!

                • Gość: soso do Tada IP: 195.41.66.* 10.12.01, 09:44
                  Tadzie,

                  Troche Ciebie szanowalem w pewnym momencie w dyskusji o feminizmie bo wydawalo
                  mi sie, ze niektore Twoje argumenty sa do zastanowienia. Bylo to wprawdzie
                  tylko w pewnym momencie ale bylo. To co jednak padlo w tym watku to jednak
                  odwrot od ciekawego myslenia.

                  Myslisz naprawde, ze swiat jest urobiony na kobieca modle? Ze mezczyzna lubi
                  zmieniac place budowy a katedry nikogo nie interesuja? Ze cywilizacja
                  rozwinelaby sie tak samo jakby nie istnialy pewne reguly dotyczace malzenstwa,
                  ktorych kulturowe skutki rozciagaja sie daleko dalej niz sie nam wydaje?

                  Hm.

                  Jak wiec wygladalby swiat urobiony na meska modle? Bandy facetow gwalcace i
                  przenoszace sie na coraz to inne place budowy. Zapuszczone i opuszczone dzieci.
                  Kobiety - przyrzady seksualne mezczyzn i powody walk o place budowy. Czy komus
                  zalezaloby na czymkolwiek co cechuje ludzka cywilizacje? Po co sie przejmowac
                  drobiazgami jak swiat jest po to, by zaspokajac potrzeby seksualne z jak
                  najwieksza liczba partnerek i to jest os zycia, motor dzialania. Napic sie
                  mozna z kaluzy a zjesc banana zabranego malpce. No moze jest to jakas ciekawa
                  wizja ale czy budujaca?

                  W tych plemionach, gdzie wszystkie dzieci sa nasze o ile wiem nie jest tak, ze
                  wszyscy tatusiowie sa nasi ale po prostu nie ma tatusiow, szczegolnie jak sie
                  trzeba upomniec o cos, co wymaga wysilku. Ale czy to oznacza, ze tutusiowie w
                  morzu wolnego czasu tworza jakies szczegolne wytwory zmieniajace swiat na
                  lepsze? Co ich ma motywowac? Rodzina? Dzieci? Tadzie, jest kupa, o ktorej
                  mowisz i ktorej mam sie rzekomo trzymac tez jakas teoria? Ale jakos sie nie
                  trzyma. Przynajmniej dla mnie, maluczkiego.

                  såså
                  • Gość: soso Re: do Tada IP: 195.41.66.* 12.12.01, 08:35
                    Wredna Asia pisze, ze za maz nie wyjdzie a jak wyjdzie, to...

                    Ciekawy podobnie. Wnioskuje, ze oboje sa jeszcze 'przed'. A moze tak byscie sie
                    zakochali w sobie? Wtedy pogadamy. Moze nawet malzenstwo, ktore obecnie Was nie
                    rajcuje nagle wzbudzi zainteresowanie. Swiat jest pelen niespodzianek.
              • dokowski Od początku nieprawda, a więc wywód głupi 21.04.04, 23:36
                Gość portalu: tad napisał(a):

                > monogamiczne małżeństwo, jest zwycięstwem kobiet
                > odniesionym nad poligamiczną naturą mężczyzn

                Monogamiczne mażeństwo jest zwycięstwem gorszej większości mężczyzn nad
                najlepszymi. Gdyby decydowały kobiety, to większość wybrałaby życie w związkach
                poligamicznych z najlepszymi. Jednak w takich społecznościach większość
                mężczyzn zostawała pozbawiona dostępu do kobiet, toczyli dużo wojen i w końcu
                wymusili prawo do monogamii. Monogamia jest zwycięstwem sojuszu zdesperowanych
                mężczyzn drugiej kategorii nad nieliczną elitą.
    • Gość: muminek Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? IP: 194.236.131.* 16.12.01, 18:51
      Nie niszcza. Feminizm to dla mnie wolnosc wyboru. A wyborem moze byc kariera,
      moze byc dom, moze byc malzenstwo, moze byc konkubinat. Mozna wybrac jedno,
      mozna wybrac wszystko, mozna wybrac kilka elementow. Kazdemu na miare
      mozliwosci i checi. A feminizm to nie diabel umykajacy przed swiecona woda
      wylewana z malzenskich wiader. To po prostu prawa czlowieka, takze tego
      zenskiego rodzaju.
      Pozdrawiam,

      Muminek
      • malwinamalwina Re: postawie inaczej 20.12.01, 11:23
        pytanie : czy patriarchalna i oprymujaca instytucja malzenstwa ma przetrwac za wszelka cene, nawet
        za cene wolnosci i samorealizacji kobiet ?

        dla détracteurs dodam ze w samorealizacji sa (dla mnie) :

        dzieci (jak sie chce) - i nie dzieci
        facet (jak sie chce)- i nie facet
        praca (jak sie chce)- i nie praca
        dom (jak sie chce)- i nie dom
        firanki (jak sie chce)- i nie firanki
        teatr (jak sie chce)- albo i nie
        nic nie robienie (jak sie chce)- to jest najlepsze ! - ide pracowac (wzdycham)


          • Gość: andrzej Re: czy mezowie niszcza instytucje feministek? IP: 157.25.84.* 28.02.02, 15:55
            najsmieszniejsze jest to, co juz tu wspomniano (chyba jako 3. fale feminizmu),
            a mianowicie, ze kobiety, ktore wcielily w zycie idealy feminizmu konsekwentnie
            i do konca, teraz zaluja. wybraly kariere, a potem jest im brak rodziny, etcetc.
            wczoraj ogladalem sobie program nt. przedszkol w danii: wielkie osiagniecie!
            kobiety wreszcie moga sie realizowac, rodzina zyje na wysokim poziomie itd.
            itp. a potem takie zrealizowane kobiety zaczynaja zalowac, ze tyle pracuja, ze
            rzadko dzieci widuja. ale nie ma drogi powrotu, bo powstal taki system, ze
            kobiety teraz musza pracowac. albo fora ze dwora i do mniejszego domu, i
            zapomniec o corocznych wakacjach na karaibach. rewolucja zjadla swoje dzieci.
            a ogolnie o feminizmie mysle tak: jak dlugo oznacza likwidacje dyskryminacji,
            tak dlugo jest nie tylko akceptowalny, ale - konieczny. w cywilizowanym swiecie
            nie powinno byc dyskryminacji na zadnym tle, to jest jasne. ale gdzies musi byc
            granica, bo nie wszystko co inne/nowe jest lepsze. tylko ze czesto trudno sie
            zatrzymac, skoro jedno sie udalo, to czemu nie zadac jeszcze wiecej?
            a wracajac do samej skandynawii - trudno znalezc miejsce bardziej
            sfeminizowane, ale nawet tam nie udalo sie zlikwidowac dyskryminacji na rynku
            pracy. no to jak to jest? - kobiety walcza o swoje prawa, mezczyzni je
            popieraja, ale nic z tego nie wychodzi? bo w rzeczywistosci nie o to chodzilo,
            zeby bylo rowno, tylko zeby bylo inaczej: precz z tradycja!
            i na koniec: malzenstwo to nie jest papierek, tylko zwiazek, przypieczetowany
            przysiega. to ze papierek sie pojawia, nic nie znaczy, bo chodzi o przysiege i
            zobowiazanie, ze sie bedzie razem. tylko tyle i az tyle.
            pozdrawiam
            a.
            • Gość: Anna27 Re: czy mezowie niszcza instytucje feministek? IP: *.proxy.aol.com 01.03.02, 06:24
              To nie tak panie Andrzeju. Na poczatku chodzilo o rownouprawnienie. Jesli
              poczatki feminizmu byly wrogo nastawione do instytucji malzenstwa, to dlatego,
              ze malzenstwo w przeszlosci bylo czyms innym nize jeste teraz. Chyba nie musze
              tutaj przypominac malzenstw aranzowanych, czy malzenstw lat 50-tych, gdy
              kobieta nawet z wyzszym wyksztalceniem miala tak naprawde za zadanie byc
              wspomozeniem seksulanym i kuchennnym swego pana. Dzisiaj czesciej spotykamy
              malzenstwa partnerskie.

              Andrzej nie wiem jakim cudem urodziles te wakacje na Karaibach, ale z tego co
              wiem, to nie sa one dostepne przecietnej babce. I przed narodzeniem feminizmu
              byly kobiety (bogate), ktore wlasnego dziecka nawet nie dotknely oddajac je
              zupelnie w rece nianiek.

              Feminizm przyczynil sie do zmian w instytucajach malzenstwa i rodziny i jak to
              zwykle bywa w takich wypadkach czesc tych zmian byla dobra a czesc nie. Kazdy
              ruch spoleczny przynosi jakies produkty uboczne. W wypadku feminzmu uwazam, ze
              ogolny bilans wypada na korzysc spoleczenstwa.
              • Gość: andrzej Re: czy mezowie niszcza instytucje feministek? IP: 157.25.84.* 01.03.02, 12:14
                karaiby wzialem z wypowiedzi samej zainteresowanej - dunskiej mamusi,
                narzekajacej na system. i wierz mi, wcale nie byla superbogata, po prostu
                zamozna, co na zachodzie nie nalezy do wyjatkow.
                zgadzam sie, ze odejscie od dyskryminacji jest korzystne i chwala! ale wlasnie
                o to mi chodzi, ze tak nie do konca od tej dyskryminacji sie odchodzi. i moim
                zdaniem dlatego, ze nie o nia chodzi.
                jesli zas chodzi o aranzowania malzenstwa, to konflikt nie przebiegal na linii
                mezczyzna-kobieta, tylko rodzice-dzieci. choc zgadzam sie, ze tzw. tradycyjna
                rola kobiety w rodzinie pozostawiala duzo do zyczenia. ale W RODZINIE.
                natomiast wyglada na to, ze wiele tzw. feministek z checia zlikwidowalyby sama
                rodzine, bo to pewnie i latwiej niz troche pomyslec.
                pozdrawiam
                a.
    • demoniczna27 Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? 01.03.02, 19:51
      Jasne ze tak, wrecz zabiajja malzenstwo. Kobieta ktora dzieki feministkom moze glosowac, moze sie
      ksztalcic i do tego SAMA UTRZYMAC to wrog malzenstwa przeciez. Przeciez nawet 2 pokolenia wstecz
      kobieta byla skazana na swojego meza bez wzgledu na to jaki ten malzonek byl . Mezczyzna taki nie
      musial robic nic i z reguly nie robil zeby jakos zatrzymac przy sobie zone . To one zabiegaly o to by trwac ,
      by miec z czego nakarmic dzieci.
      W obecnych czasach wyemancypowana kobieta ktora chce zrobic kariere jest przeciez zimna baba a jej
      malzonek bedzie twierdzil iz " tradycyjna rola kobiety pozostawia wiele do zyczenia". Generalnie na pewno
      tak, na pewno dozanie do rownouprawnienia w pracy i w domu niszczy instytucje malzenstwa wywoluje
      totalny sprzeciw mezczyzn-patrz co sie dzieje w Wielkiej Brytani. Kazdy facet ma zakodowane w swej
      glowie ze kobieta choc troche powinna mu sluzyc.

      Gość portalu: soso napisał(a):

      > Oczywiscie tytul prowokujacy ale moze cos w tym jest. I czy to dobry kierunek,
      > w ktorym teraz podazamy tworzac nowe zwyczaje bycia razem?
      >
      > Osobiscie bardzo mnie interesuje co myslicie o malzenstwie. Tak wszystko sie
      > zmienia, czy w ogole malzenstwo jako takie ma jakikolwiek sens dzisiaj? A moze
      > po prostu ludzie powinni byc ze soba bo chca a jak nie to zegnaj kotku. Jak tam
      >
      > z rolami w malzenstwie, dzieci a malzenstwo.
      >
      > Po co ludzie sie zenia? Widze dookola wielkie zmiany i raz jestem za
      > tradycyjnym malzenstwem a czasami mysle, ze moze trzeba wielkiej zmiany
      > obyczaju na tym polu. Szczegolnie daje do myslenia coraz pozniejsze wchodzenie
      > w stale zwiazki i coraz pozniejsze decydowanie sie na dzieci. Z jednej strony
      > wydaje sie to rozsadne no bo lepiej decyzje zyciowe podejmowac swiadomie a z
      > drugiej strony czy to nie aby jakas totalna ucieczka od odpowiedzialnosci,
      > zabawa w zycie, caly ten techniczno-medialny cyrk dookola nas, gdzie bajka
      > coraz bardziej staje sie czescia naszego zycia.
      >
      > To mnie bardzo ciekawi i szczerze mowiac nie jest latwo dawac sobie rade z
      > nowym swiatem. Wciaz wiem, ze jedana z najwspanialszych przyjemnosci jest
      > spacer i rozmowa z moja zona ale czasami mysle takze, ze moze jestem
      > nienowoczesny?
      >
      > soso

      • Gość: andrzej Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.03.02, 20:02
        demoniczna27 napisał(a):

        > W obecnych czasach wyemancypowana kobieta ktora chce zrobic kariere jest przeci
        > ez zimna baba a jej
        > malzonek bedzie twierdzil iz " tradycyjna rola kobiety pozostawia wiele do zycz
        > enia". Generalnie na pewno
        > tak, na pewno dozanie do rownouprawnienia w pracy i w domu niszczy instytucje m
        > alzenstwa wywoluje
        > totalny sprzeciw mezczyzn-patrz co sie dzieje w Wielkiej Brytani. Kazdy facet
        > ma zakodowane w swej
        > glowie ze kobieta choc troche powinna mu sluzyc.

        bla, bla, bla
        pozwole sobie skomentowac, bo mnie cytujesz. bardzo ladna teoria, tyle ze
        nieprawdziwa. kobieta moze sie realizowac i w pracy i w rodzinie. tak samo jak
        mezczyzna. wiem, bo u mnie w rodzinie sa takie kobiety: i pracuja, i maja dzieci,
        i meza itd.itp.
        nie wiesz, ani co jest zakodowane w glowie mezczyzny, ani kobiety..
        pozdrowienia
        a.
    • pawkop Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? 04.03.02, 15:17
      Mam 31 lat, piekna zone z ktora jestem od 12 lat nieprzerwanie a od 8 lat w zwiazku malzenskim. Mamy dwoje
      super dzieciakow (chlopiec 4 lata, corka 2) Tyle tytulem wstepu. Obserwuje moja zone i widze w niej zmiany
      ktore zachodza od czasu liceum. Mysle ze feminizm ma wiele oblicz, a w Polsce jest po prostu "modą" (w
      wiekszosci przypadkow). Przezciez dzisiejsza kobieta musi byc wyzwolona, samodzielna, uparta w dazeniu do
      celu, powinna radzic sobie w roznych srodowiskach. Model rodziny patriarchalnej juz dawno przeminal (no
      moze z wyjatkiem wsi gdzie ciezko znalezc jakakolwiek feministke - nawet krypto-feministke)
      Jako mezczyzna - zupelnie egoistycznie - bardziej szanuje takie kobiety. Dlaczego? Otoz sa dla nas partnerami, a
      jest to jedna z najwazniejszych cech wspolczesnego malzenstwa. Partnerstwo sprawia ze mozemy na siebie
      liczyc tak jak wspolpracownicy w firmie, partnerzy w biznesie. Czytam Cosmo, artykuly Gretkowskiej i inne
      swiatle publikacje - to pozwala na zrozumienie dzisiejszej kobiety, daje odpowiedzi na wiele pytan ktore nas
      nurtuja. Moja zona jest quasi-feministka ale ja czuje sie przy niej swietnie, podziwiam jej kariere zawodowa, upor
      z jakim dazy do celu, jej fantazje i marzenia ktore realizuje. To bardzo fascynujace i bynajmiej nie nudne. To
      odskocznia od szarej rzeczywistosci i rutyny malzenskiej. Chyba zaryzykowalbym stwierdzenie ze feminizm ma
      racje bytu w malzenstiwe ale jak kazda rzecz wymaga wywazenia i nie-ekstremalnego stosowania. Moze byc
      calkiem sexy.
    • Gość: Iza Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? IP: *.ofi.pl 06.03.02, 13:37
      Może nie jest tak do końca, ale feministki na pewno ukazują złe jego strony.
      Kobieta podobno jest uwięziona w małżeństwie, ale wcale tak nie musi być!!!
      JEżeli dwoje ludzi wybrało siebie, to nie powinni czuć się w niewoli, wręcz
      przeciwnie jeżeli chcą byc razem, to każda chwila razem spędzona potrafi
      cieszyć. Jeżeli tak nie jest, to trzeba się zastanowic czy wogóle warto być
      razem (niekoniecznie w małżeństwie, bo albo nam na kimś zależy albo nie.
      • Gość: soso Panie Andrzeju IP: 195.41.66.* 06.03.02, 13:54
        Mieszkam w Danii i akurat zupelnie nie widze, ze kobiety tak sie realizuja i
        zostawiaja dzieci w zlobkach czy przedszkolach. Raczej Polska jest w tym lepsza.

        Poza tym wydaje mi sie, ze sa zupelnie inne aspekty, ktore by nalezalo
        wspomniec:
        - w Danii kobiety czasami robia sobie przerwe w pracy bo chca zmienic zawod,
        wyksztalcenie, czegos nowego sie nauczyc ot tak, po prostu. 2,3 lata odpoczynku
        od szarego zycia. Czasami robia to takze, by byc wiecej z dziecmi. Wedlug mnie
        to takze feminizm. Dlaczego w feminizmie doszukujemy sie agresji,
        twardosci, 'meskosci'? Przeciez rowne prawa i mozliwosci wyrazaja sie w rozny
        sposob. Samorealizacja moze byc rozna i miec odmienne zabarwienie dla kazdej
        kobiety. Co ma przedszkole do feminizmu?! Panie Andrzeju! I czego to kobiety w
        Danii zaluja? Pieniadze nie graja tu tak duzej roli jak w Polsce wiec robi sie
        znacznie wiecej z powodow czysto osobistych niz materialnych. Takze kariere! I
        nie kosztem dzieci, ktore sie wlocza po przedszkolach. To jest zwykly wybor.
        Gorzej jest jezeli jak w Polsce jest to prawie przymus ekonomiczny.

        Cpun jakis czy co?
        • Gość: andrzej Re: [nie bede przeciez trzymal tu swojego imienia] IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.03.02, 18:49
          wiadomo, ze film, o ktorym pisalem nie opisuje calej rzeczywistosci. to jasne.
          ale jej czesc - tak.
          a film mowil jedno, ze sa i korzysci z wychowania dzieci w przedszkolach, i
          wady. jedna z nich bylo uzaleznienie (czesci, naturalnie!!!) kobiet od tej
          formy opieki nad dzieckiem. i tyle!
          a ciekawostka bylo to, ze owe kobiety narzekaly na dyskryminacje na rynku
          pracy. gdzie?! w kraju przodujacej sprawiedliwosci spolecznej?! i wojujacego
          fiminizmu?! ;-)
          i tu juz moja konkluzja: wg mnie Feminizm (jako mniej lub bardziej okreslona
          ideologia) wpisywal sie w szerszy ruch obalania tradycji (taka nasza mala
          rewolucja).

          i na koniec do tych, co chwala "umiarkowany feminizm": przeciez ja to zawsze
          mowilem: tak! kobiety maja byc rownie traktowane jak mezczyzni. nie ma byc
          barier zawodowych dla kobiet. maja sie realizowac. tak rozumiany feminizm jest
          swietny. tylko moim zdaniem taki feminizm to niestety nie Feminizm, ktory.. no
          tak, juz mowilem.
          pozdrawiam
          a.

          ps. jesli chodzi o danie, to dobrze wiem, jak tam jest. cale to panstwo
          dobrobytu sie zawali, a wtedy sie skoncza te przerwy w pracy. ale to tak na
          marginesie.
          pps. a na drugim marginesie: zycze mu zgonu jak najrychlejszego. choc watpie,
          by venstre znalazlo u siebie wole pogrzebania nieboszczyka.
          • soso45 Panie Andrzeju 07.03.02, 13:46

            Andrzeju,

            Nie jestes partnerem do rozmowy. Najpier wypierasz sie sam siebie a potem
            zyczysz innym, by sie im zawalilo. Takie polskie 'a niech ci sie stodola spali'

            Zegnam
            • Gość: andrzej Re: Panie Andrzeju IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.03.02, 03:52
              mimo wszystko odpowiem:
              nie wypieram sie, tylko stwierdzam, ze nie traktuje problemu celibatu w
              kategoriach pryncypialnych: to nie jest sprawa dogmatu.
              a dunczykom nie zycze nieszczescia. zycze go tzw. panstwu dobrobytu, ktore uwazam
              za szkodliwe - dla samych dunczykow.
              ale jak zegnam, to zegnam: nie oczekuje odpowiedzi
              a.
              ps. i pozdrawiam
              a.
              pps. i dlaczego polskie? a moze dunskie janteloven? ale juz wyjasnilem - to dla
              ich dobra.
              a.


              soso45 napisał(a):

              >
              > Andrzeju,
              >
              > Nie jestes partnerem do rozmowy. Najpier wypierasz sie sam siebie a potem
              > zyczysz innym, by sie im zawalilo. Takie polskie 'a niech ci sie stodola spali'
              >
              > Zegnam
              • Gość: andrzej Re: Panie Andrzeju IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.03.02, 03:58
                o rany! troche mi sie pochrzanily dwa tematy dyskusji, za co przepraszam. ten
                celibat naturalnie to z innego watku. jeszcze raz przepraszam, pozno juz i mi
                sie pomylilo.
                ale w takim razie to ja juz zupelnie nie rozumiem, czemu to niby sie sam siebie
                wypieram (uwaga, soso: nie oczekuje odwowiedzi! - to tak retorycznie). ze nie
                chcialem mojego imienia w temacie listu? zwykla skromnosc. :-)
                pozdrawiam nieobrazalskich
                a.
    • puls Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? 06.03.02, 22:22
      Gość portalu: soso napisał(a):

      > Oczywiscie tytul prowokujacy ale moze cos w tym jest. I czy to dobry kierunek,
      > w ktorym teraz podazamy tworzac nowe zwyczaje bycia razem?
      >
      > Osobiscie bardzo mnie interesuje co myslicie o malzenstwie. Tak wszystko sie
      > zmienia, czy w ogole malzenstwo jako takie ma jakikolwiek sens dzisiaj? A moze
      > po prostu ludzie powinni byc ze soba bo chca a jak nie to zegnaj kotku. Jak tam
      >
      > z rolami w malzenstwie, dzieci a malzenstwo.
      >
      > Po co ludzie sie zenia? Widze dookola wielkie zmiany i raz jestem za
      > tradycyjnym malzenstwem a czasami mysle, ze moze trzeba wielkiej zmiany
      > obyczaju na tym polu. Szczegolnie daje do myslenia coraz pozniejsze wchodzenie
      > w stale zwiazki i coraz pozniejsze decydowanie sie na dzieci. Z jednej strony
      > wydaje sie to rozsadne no bo lepiej decyzje zyciowe podejmowac swiadomie a z
      > drugiej strony czy to nie aby jakas totalna ucieczka od odpowiedzialnosci,
      > zabawa w zycie, caly ten techniczno-medialny cyrk dookola nas, gdzie bajka
      > coraz bardziej staje sie czescia naszego zycia.
      >
      > To mnie bardzo ciekawi i szczerze mowiac nie jest latwo dawac sobie rade z
      > nowym swiatem. Wciaz wiem, ze jedana z najwspanialszych przyjemnosci jest
      > spacer i rozmowa z moja zona ale czasami mysle takze, ze moze jestem
      > nienowoczesny?
      >
      > soso

    • Gość: Kate Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? IP: *.waw.ppp.coolnet.pl 14.03.02, 03:40
      Żadna kobieta, która jest prawdziwą feministką nie niszczy instytucji
      małżeństwa i nie mówi, że małżeństwo to przeżytek, który należy absolutnie
      wytępić i zastąpić innym alternatywnym związkiem.
      I nie mówi, że każda kobieta powinna wyjść za mąż. I mieć dzieci.
      Wydaje mi się, że prawdziwy feminizm polega na uznaniu praw każdej osoby płci
      żeńskiej do bycia samodzielną istotą, świadomą swych celów, nie podlegającą
      naciskom społeczności, Kościoła i rodziny. Która ma prawo wybrać karierę
      zawodową, tradycyjne małżeństwo, związek z kobietą, wolny związek z facetem,
      życie w zgromadzeniu zakonnym, lub inne powyższych kombinacje.
      Prawdziwy feminizm polega na tolerancji dla wszelkich marzeń i celów kobiety, a
      nie na wmawianiu komukolwiek sposobów życia. Po tym względem zarówno tzw. pisma
      kobiece i tzw. katolickie są karygodne.
      • Gość: soso brawo dla Kate IP: 195.41.66.* 14.03.02, 08:23
        Jestem pod wrazeniem. Trudno rownie trafnie, krotko i czytelnie zdefiniowac
        feminizm jak Ty to zrobilas. Ta definicja na wlasny uzytek jest lepsza niz
        wiele naukowych wypocin.

        Z jednym sie nie zgadzam. Niepotrzebnie chyba tyle emocji co do pism kobiecych
        i koscielnych. One moga sobie istniec bo sa takze doskonalym kontekstem dla
        takiego myslenia jak Twoje. Poza tym maja czasami w sobie cos wartego
        przemyslen lub zwyczajnie opisuja ciekawe sprawy - patrz np. takie dzialy
        jak 'podroze'. :-)

        Szkoda, ze niewiele osob mysli podobnie jak Ty, a szczegolnie mezczyzn. Bardzo
        wierze, ze jest to doskonaly trop do szukania nowych i zdrowszych relacji
        miedzyludzkich.

        pzdrw.

        soso
        • Gość: andrzej Re: brawo dla Kate IP: 157.25.84.* 14.03.02, 09:03
          definicja dobra jak kazda inna.
          tylko nie dziwcie sie, ze ludzie wierzacy nie traktuja was z sympatia, jesli
          sami tak traktujecie katolikow (uwagi nt. pisemek - zenujace).
          mimo wszystko goraco pozdrawiam
          i zycze sukcesow w unikaniu presji otoczenia
          a takze cisnienia atmosferycznego
          a.
      • Gość: Paulina Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? IP: *.ost-poland.com.pl 14.03.02, 10:37
        Dokladnie tak - feministki nie mowia, ze malzenstwo jest zle, mowia za to, ze
        sa jeszcze inne mozliwosci. Rola kobiety "w zyciu czlowieka", jej obowiazki i
        sposob na zycie przez wieki byly okreslone bardzo wasko: panienka-dziewica,
        potem zona, matka i dziekujemy pani. Feministki otwieraja kobietom oczy, mowia
        im, ze jesli nie chca tak, to moga zyc inaczej. Mowia im tez, ze samo
        malzenstwo moze wygladac inaczej niz dotychczas.
        • Gość: andrzej Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? IP: 157.25.84.* 14.03.02, 11:12
          az mi glupio ze tak was krytykuje, bo przeciez popieram calym sercem
          rownouprawnienie i walke z wszelkimi formami dyskryminacji, ale rzeczywistosc
          przeczy tej definicji.
          otoz, jak wczesniej pisalem, walka z dyskryminacja wcale nie stanowila (nie
          stanowi?) wbrew pozorom glownego nurtu dzialan feministek. przykladem jest
          skandynawia, w ktorej feminizm zadomowil sie na dobre i - w sumie - odniosl
          sukces. otoz tam nadal istnieje dyskryminacja na rynku pracy (mniejsze
          wynagrodzenia etcetc). a w takim razie twierdze, ze jesli do dzisiaj tego nie
          zrobiono, to znaczy to, ze nie o to w sumie chodzilo. bo osiagnieto wiele innych
          postulatow, ktore niewiele mialy wspolnego z rownouprawnieniem. i tak jest
          wszedzie.
          pozdrowienia
          a.


          Gość portalu: Paulina napisał(a):

          > Dokladnie tak - feministki nie mowia, ze malzenstwo jest zle, mowia za to, ze
          > sa jeszcze inne mozliwosci. Rola kobiety "w zyciu czlowieka", jej obowiazki i
          > sposob na zycie przez wieki byly okreslone bardzo wasko: panienka-dziewica,
          > potem zona, matka i dziekujemy pani. Feministki otwieraja kobietom oczy, mowia
          > im, ze jesli nie chca tak, to moga zyc inaczej. Mowia im tez, ze samo
          > malzenstwo moze wygladac inaczej niz dotychczas.

          • bec1 Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? 17.03.02, 23:36
            [ciach]

            > otoz tam nadal istnieje dyskryminacja na rynku pracy (mniejsze
            > wynagrodzenia etcetc).

            Ludzie ! Jaka dyskryminacja ? Wyjasnijmy sobie jedno: wlasciciel prywatnej
            firmy ma prawo placic tyle za ile chce pracowac pracownik. Koniec kropka.
            Kazdy z Was (rowniez feministka) ma prawo sobie "podyskryminowac" za swoje
            pieniadze. Jego, wlasciciela strata - jezeli nie bedzie postepowac wg rozsadnych
            kryteriow (wydajnosc pracownika, lojalnosc, przydatnosc itd) a bedzie bral pod
            uwage nieracjonalne kryteria, np. rasowe, seksistowskie, itd. to dostanie
            gorszych pracownikow niz moglby dostac ! Oczywiscie budzi to niesmak,
            ale dopoki nikt nie robi tego za pieniadze podatnika, to nic mi do tego.

            Co innego instytucje panstwowe - tutaj w miare mozliwosci placa powinna
            odpowiadac po prostu przydatnosci pracownika, chociaz i tutaj w interesie
            podatnikow jest nieprzeplacanie ! Poniewaz jednak, kazda decyzja placowa
            moze budzic protest jakiegos lobby (feministycznego, narodowosciowego)
            jedynym sensownym rozwiazaniem jest ograniczanie biurokracji.

            Zdecydowanie dyskryminujace sa natomiast wszystkie przepisy gwarantujace
            jakies widelki, procenty placowe _dowolnej_ grupy spolecznej.

            I mam nadzieje, ze feministki w imie rownosci praw wszystkich ludzi
            nie popieraja takich i podobnych przepisow. Bo niby dlaczego moj
            bardziej efektywny czarnoskory kolega z pracy nie ma zarabiac
            nawet i trzy razy wiecej ode mnie na tym samym stanowisku ? I co w tym
            zlego, ze na kierowniczych stanowiskach jest np. 90% mezczyzn/Czarnych/
            Lemkow/kobiet/Zydow/blondynow/debili/homosi ? Jezeli ktos
            mysli inaczej to pewnie jest:
            seksista/rasista/nacjonalista/seksista/antysemita/antyblondynowcem/antydebilowcem
            /homofobem itd.

            Tak wiec, drogie Panie jezeli chcecie miec 50% kobiet/mezczyzn na stanowiskach
            w swojej firmie albo nawet 100% i placic im wg kryteriow seksistowskich to macie
            do tego prawo ! Ale na Boga, nie zadajcie zaklepywania takich kretynizmow innym
            obywatelom !

            Podsumowujac: o ile w tych panstwach dobrze dziala wolny rynek
            to zaden _rozsadny_ kapitalista nie dyskryminuje, bo po prostu mu sie to nie
            oplaci.

            Jezeli jednak mimo to obserwuje sie roznice miedzy plciami, wskazuje to na np.:
            - nierowne prawo pracy (tutaj dyskryminuje panstwo przez ingerencje w wolny rynek)
            - fakt, iz mezczyzni lepiej sobie radza na tych stanowiskach (oj juz czekam na te
            gromy, ale kol.kol. feministki i feminisci : ewolucji nie da sie oszukac, a poza
            tym prawidlowosc ta jest tylkio/az statystyczna, wiec nie ma sie co obrazac), byc
            moze jest to tez jakas przeslanka za modelem tradycyjnym rodziny, ale nie upieram
            sie przy tej tezie
            - faktycznie owe spoleczenstwa sa jeszcze za malo postepowe ;-)))))

            > a w takim razie twierdze, ze jesli do dzisiaj tego nie
            > zrobiono, to znaczy to, ze nie o to w sumie chodzilo. bo osiagnieto wiele innyc
            > h
            > postulatow, ktore niewiele mialy wspolnego z rownouprawnieniem. i tak jest
            > wszedzie.

            Tu sie zgadzam (aczkolwiek troche tu ogolnikowo)

            > pozdrowienia
            > a.
            >
            >

            Pozdrawiam
            bec1
            • Gość: andrzej Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? IP: 157.25.84.* 20.03.02, 09:29
              no i prosze, wyszedlem na feministe. swiat sie konczy..
              ale z dyskryminacja nie jest tak latwo. owszem, wolny rynek zalatwi wiekszosc
              spraw, ale panstwo jest od tworzenia prawa. rynek tego nie zrobi. o ile zgadzam
              sie, ze wszelkie parytety, widelki etcetc. sa bzdurne, o tyle zakaz
              dyskryminacji - juz nie. bo prawda jest, ze kobiety czesto dostaja mniej
              pieniedzy i prawda jest, ze trudno pojedynczej kobiecie z tym walczyc. a
              walczyc mozna oczywiscie nie tylko prawem, ale tez roznymi kampaniami
              uswiadamiajacymi itd.itp.
              a to, ze w innym fragmencie bylo troche ogolnikow - no coz. temat jest dosyc
              obszerny i nie chcialo mi sie wchodzic w szczegoly.
              ale jesli chcemy kontynuowac watek, to moze i wejde.
              pozdrawiam
              a.
    • ninna Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? 21.03.02, 01:46
      Ja tam trzymam za Såså :o)

      Jednym z najwazniejszych krokow rownouprawnienia w Szwecji jest mozliwosc
      podzielenia urlopu rodzicielskiego pomiedzy rodzicow. Co ja mam zamiar zrobic,
      bo dlaczego tylko ja mam tracic na karierze i na emeryturze?

      Moj Ukochany sprzata, zmywa itd. Nie w formie "pomagania w domu" (forma ktora
      potwierdza podzial obowiazkow) ale w formie prawdziwej odpowiedzialnosci. A, on
      jeszcze potrafi szyc na maszynie. Ja z kolei lubie pilowac, przykrecac itp :o).
      Bede rowniez pracowac w zawodzie typowo meskim.

      NINNA "zaobraczkowana" feministyczna sambo. ;o)
    • ninna dygresja 21.03.02, 01:48
      A tak swoja droga. Co sadzicie o tym, zeby zona zarabiala wiecej od meza? Czy
      to uwlacza mezczyznie i jego meskosci?

      NINNA
    • Gość: recenzja Re: Czy feministki niszcza instytucje malzenstwa? IP: 212.14.8.* 21.03.02, 13:20
      Każdy człowiek jest inny i dla każdego ślub znaczy co innego. Jedni biorą go z
      miłości a inni chcą płacić mniejsze podatki. I to jest nie w porządku, bo
      powinni móc je płacić i bez ślubu. Związek dwojga ludzi jest czymś pięknym, ale
      nie może być przymusowy. Czasem jednak ślub ratuje związek, bo ludzie nie
      rozstają się tak łatwo tylko próbują najpierw rozwiązywać swoje problemy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka