Dodaj do ulubionych

"Jak się kobieta powinna kochać"

27.10.07, 16:08
Czytaliście ten artykuł w dzisiejszych "Wysokich Obcasach"? Nie, żeby był
rewelacyjny, ale można o nim zawsze podyskutować :)))

Moje uwagi:

1. Jest dla mnie coś dziwacznego w publikowaniu przez gazetę kolumny, której
autorka co tydzień opisuje swoje doznania seksualne... Dla mnie to jest jak
najbardziej ekshibicjonizm, nie wyzwolenei seksualne.

2. Ciekaw jestem, czy jakby to jakiś facet zaczął publikować felietony ze
opisami swoich podrywów, seksu itd., to czy też by to zostało uznane za
przejaw postępowości ;)

3. Bardzo podoba mi się to, co mówi Ariel Levy o "ślepej uliczce wyzwolenia
seksualnego".

4. Ciekawe, czy ktoś tutaj zgodzi się, że jest trochę racji w wypowiedzi Wendy
Shalit :))

--
Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
Edytor zaawansowany
  • rosa_de_vratislavia 27.10.07, 16:17
    stephen_s napisał:

    > Czytaliście ten artykuł w dzisiejszych "Wysokich Obcasach"? Nie,
    żeby był
    > rewelacyjny, ale można o nim zawsze podyskutować :)))
    >
    > Moje uwagi:
    >
    > 1. Jest dla mnie coś dziwacznego w publikowaniu przez gazetę
    kolumny, której
    > autorka co tydzień opisuje swoje doznania seksualne... Dla mnie to
    jest jak
    > najbardziej ekshibicjonizm, nie wyzwolenei seksualne.

    Zgadzam się...dla mnie to sfera intymna ,a nie ranking lub coś, co
    się sprawozdaje.
    >
    > 2. Ciekaw jestem, czy jakby to jakiś facet zaczął publikować
    felietony ze opisami swoich podrywów

    taki facet zostałby uznany za męskiego
    szowinistę/"zaliczacza"/buraka.

    > 3. Bardzo podoba mi się to, co mówi Ariel Levy o "ślepej uliczce
    wyzwolenia
    > seksualnego".

    Moim zdaniem wyzwolenie seksulane to nic z łego. Przykłady podane
    przez Levy ukazują raczej zaakceptowanie przez kobiety uczestnictwa
    w rozrywkach, które sprawiają przyjemność facetom.
    Bo co jest atrakcyjnego dla heteroseksualnej kobiety w pójściu do
    klubu z damskim tańcem na rurze?
    Efektem wyzwolenia jest możliwość pójścia na występ umieśnionych
    panów, wykonujących mocno erotyczne układy taneczne lub
    np.zamawianie sobie panów na godziny.
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 16:20
    jakby przyjąć tezę o znacznej płynności kobiecej orientacji seksualnej to z
    oglądania tancerek kobieta może czerpać dużo przyjemności.Zresztą mnie
    najbardziej przekonuje stwierdzenie,że bardzo mało jest osób stuprocentowo homo
    lub hetero, pozostali sytuują się w różnych miejscach pomiędzy.
    --
    Jestem takim przykładem kobiety jak nietoperz jest przykładem ssaka:)
  • saszenka2 27.10.07, 23:42
    bitch.with.a.brain napisała:

    > jakby przyjąć tezę o znacznej płynności kobiecej orientacji
    seksualnej to z
    > oglądania tancerek kobieta może czerpać dużo przyjemności.Zresztą
    mnie
    > najbardziej przekonuje stwierdzenie,że bardzo mało jest osób
    stuprocentowo homo
    > lub hetero, pozostali sytuują się w różnych miejscach pomiędzy.
    Bitch, przychylam się do Twojej opinii. 100-procentowych
    heteroseksualistów i homoseksualistów jest tak naprawdę bardzo
    niewielu. Większość stanowią osoby biseksualne, które poszukują
    danej osoby, płeć nie jest tu najważniejsza.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 27.10.07, 16:49
    > Zgadzam się...dla mnie to sfera intymna ,a nie ranking lub coś, co
    > się sprawozdaje.

    Właśnie. Będę kontrowersyjny i powiem, że jak słyszę o zawodach typu
    "sexcolumnist", to naprawdę mam wrażenie, że coś jest nie tak z nasza cywilizacją.

    Pisać co tydzień o swoim seksie w gazecie? Yyyyyyy???

    > taki facet zostałby uznany za męskiego
    > szowinistę/"zaliczacza"/buraka.

    Dokładnie. Ale Zoe Margolin (ta "Dziewczyny, która ma jedno w głowie") okazuje
    się już wyzwoloną kobietą bez kompleksów itd.

    Przykłady podane
    > przez Levy ukazują raczej zaakceptowanie przez kobiety uczestnictwa
    > w rozrywkach, które sprawiają przyjemność facetom.

    Tak, ale są to rozrywki tak naprawdę uwłaczające kobietom... Z tego, co
    rozumiem, to wg niej wyzwolenie seksualne sięgnęło obecnie takich poziomów,
    że... już nie wypada kobietom napiętnować tańców na rurze itd. Bo wychodzą na
    staroświeckie itd. A tymczasem taniec na rurze to przejaw totalnego męskiego
    szowinizmu...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • evita_duarte 27.10.07, 17:46
    stephen_s napisał:
    > Tak, ale są to rozrywki tak naprawdę uwłaczające kobietom... Z
    tego, co
    > rozumiem, to wg niej wyzwolenie seksualne sięgnęło obecnie takich
    poziomów,
    > że... już nie wypada kobietom napiętnować tańców na rurze itd. Bo
    wychodzą na
    > staroświeckie itd. A tymczasem taniec na rurze to przejaw
    totalnego męskiego
    > szowinizmu...

    Naprawde uwazasz, ze taniec na rurze uwlacza kobietom? Ja nie czuje,
    zeby mi to uwlaczalo. Sama chodze na wystepy chippendales i nie
    uwazam, ze wkladanie im drobnych za majtki uwlaczalo mezczyznom. To
    w koncu ich praca i dokonali takiego wyboru dobrowolnie. Nie chodze
    tam prowadzic interesujace dyputy, ale poklepac panow po tylkach, co
    w tym zlego?

    >


    --
    marzenkowonyc.wordpress.com/
    spojrzeniezobiektywu.wordpress.com/
  • stephen_s 27.10.07, 18:56
    > Naprawde uwazasz, ze taniec na rurze uwlacza kobietom? Ja nie czuje,
    > zeby mi to uwlaczalo. Sama chodze na wystepy chippendales i nie
    > uwazam, ze wkladanie im drobnych za majtki uwlaczalo mezczyznom. To
    > w koncu ich praca i dokonali takiego wyboru dobrowolnie. Nie chodze
    > tam prowadzic interesujace dyputy, ale poklepac panow po tylkach, co
    > w tym zlego?

    No cóz, wg mnie występy chippendalesów jak najbardziej uwłaczają mężczyznom.
    Klepanie facetów po tyłkach - co w tym złego, pytasz sie? Ja się pytam, jak
    można nie widzieć w tym nic niesmacznego / uprzedmiotawiającego / złego...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bene_gesserit 28.10.07, 10:36
    Stefa - mozliwe, ze tak czujesz, bo na ich miejscu tak bys sie
    wlasnie czul. Ale nie przyszlo ci do glowy, ze oni tak nie czuja?
    Nadal 'twoje czucie' jest wazniejsze?
    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 17:48
    szownistyczne jest przede wszystkim podejście na zasadzie "ja lepiej wiem czego
    jej trzeba".
    --
    Pszewin niemowlu bo sie sflustruje
  • stephen_s 27.10.07, 18:56
    A kto to podejście przejawia?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 22:53
    Własnie rózni konserwatyści.
    --
    Pilnie poszukuję socjalisty i lewaka w celu redystrybucji dóbr!!!
  • stephen_s 27.10.07, 23:18
    Hm. Samo konserwatywne podejście do seksu szowinistyczne nie jest. Szowinizm
    raczej kryje się w tym, jeśli z tym podejściem w parze idzie traktowanie kobiet
    z góry oraz wymaganie od nich wiecej, niż od mężczyzn...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 23:20
    Nie chodzi mi o indywidualne konserwatywne podejście, tylko o takie, częste u
    konserwatystów, przekonanie,że lepiej wiedzą czego trzeba innym ludziom. Tak
    samo obrzydza mnie to co robią niektóre feminsitki, które uważaja,że lepiej ode
    mnie wiedzą,co mnie poniża, co mi uwłacza, a co sprawia przyjemność.
    --
    Pilnie poszukuję socjalisty i lewaka w celu redystrybucji dóbr!!!
  • stephen_s 27.10.07, 23:23
    > Nie chodzi mi o indywidualne konserwatywne podejście, tylko o takie, częste u
    > konserwatystów, przekonanie,że lepiej wiedzą czego trzeba innym ludziom.

    No, ale w sumie to oczywiste? Konserwatyzm zasadza sie na przekonaniu, że
    istnieje obiektywnie słuszna hierarchia wartości. Z tego punktu widzenia, jeśli
    się ma taki obiektywny punkt odnisienia, jak najbardziej mozna ocenić, co jest
    dla innych dobre, a co nie.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 23:25
    Tak,tylko dziwnym trafem dla konserwatysty obiektywnie dobre jest to,co jemu się
    podoba.
    --
    Jestem takim przykładem kobiety jak nietoperz jest przykładem ssaka:)
  • stephen_s 27.10.07, 23:32
    No, ale to w sumie też oczywiste - bo skoro konserwatysta uważa pewną
    hierarchię wartości za obiektywną, to nie może przecież postępować przeciwko
    niej... Inaczej byłby hipokrytą, prawda?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 23:37
    Moim zdaniem to działa w druga stronę - coś mi pasuje,więc zakładam,ze jest to
    obiektywnie dobre, bo potrzebuję uzasadnienia dla swojej postawy.
    --
    Pilnie poszukuję socjalisty i lewaka w celu redystrybucji dóbr!!!
  • stephen_s 27.10.07, 23:43
    Ha, widzisz, to już jest kwestia perspektywy :)

    Poza tym, myśle, że są konserwatyści, którzy szczerze pewną hierarchię wartości
    wyznają i starają się sami do niej dążyć, choć dla nich samych nei jest to łatwe.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 23:45
    nie trzeba być konserwatysta,żeby mieć pewne ideały i do nich dążyć.Szkoda,że
    konserwatyści uważają,że tylko im przypisana jest przyzwoitość i wierność własym
    zasadom
    --
    Jestem takim przykładem kobiety jak nietoperz jest przykładem ssaka:)
  • stephen_s 27.10.07, 23:51
    > nie trzeba być konserwatysta,żeby mieć pewne ideały i do nich dążyć.

    No właśnie, czy na pewno? Jak można mieć ideały, skoro w zasadzie... wszystko
    jest względne..?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 23:55
    Ja zapytam inaczej:a co to za moralność, jeśli się zyje przyzwoicie ze strachu
    przed piekłem czy innym brakiem zbawienia?

    Ideały są różne. Dla mnie to przede wszystkim szacunek dla drugiego człowieka,
    nauczenie się otwarcia na jego doświadczenia.Poza tym honor, dotrzymywanie słowa
    nawet jeśli jest to trudne. Umiejętnosć zareagowania kiedy komuś dzieje się
    krzwda.Bycie wierną sobie nawet jeśli mogę przez to stracić.Bycie w pełni
    odpowiedzialną za swoje słowa i czyny.duzo tego jest...
    --
    Gdy siedzę w lokalu przy dobrej wódzie, twoja ręka pod stołem na moim udzie,
    czego mi więcej do szczęście trzeba, jestem przecież bramą do nieba
  • stephen_s 28.10.07, 09:43
    > Ja zapytam inaczej:a co to za moralność, jeśli się zyje przyzwoicie ze strachu
    > przed piekłem czy innym brakiem zbawienia?

    To akurat jest chyba dość strywializowana wizja motywacji człowieka wierzącego?
    Głeboko wierzący człowiek nie postępuje moralnie z prostego strachu przed piekłem...

    > Ideały są różne. Dla mnie to przede wszystkim szacunek dla drugiego człowieka,
    > nauczenie się otwarcia na jego doświadczenia.Poza tym honor, dotrzymywanie słow
    > a
    > nawet jeśli jest to trudne. Umiejętnosć zareagowania kiedy komuś dzieje się
    > krzwda.Bycie wierną sobie nawet jeśli mogę przez to stracić.Bycie w pełni
    > odpowiedzialną za swoje słowa i czyny.

    A z czego te wartości wyprowadzasz?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 09:50
    Z moich przemyśleń.Oczywiście to dużo trudniejsze niz przyjąć jakiś z góry
    narzucony kodeks i poczuć się zwolnionym od myślenia i odpowiedzialności.Poza
    tym to wszystko wynika z uznania,że nie wolno krzywdzić innych ludzi.
    --
    Gdy siedzę w lokalu przy dobrej wódzie, twoja ręka pod stołem na moim udzie,
    czego mi więcej do szczęście trzeba, jestem przecież bramą do nieba
  • stephen_s 28.10.07, 11:06
    > Z moich przemyśleń.Oczywiście to dużo trudniejsze niz przyjąć jakiś z góry
    > narzucony kodeks i poczuć się zwolnionym od myślenia i odpowiedzialności.

    Ale jaką masz gwarancję, że Twoje przemyślenia są prawidłowe?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 11:23
    żadnej!ale tym się różnie od konserwatystów,że nie mam wewnęrznego
    przekonania,że powinnam wszystkim narzucić mój styl życia.
    --
    Pilnie poszukuję socjalisty i lewaka w celu redystrybucji dóbr!!!
  • stephen_s 28.10.07, 11:28
    > żadnej!

    I nie brakuje Ci jakiejś takiej elementarnej pewności, że to, co robisz, jest
    obiektywnie słuszne?

    > ale tym się różnie od konserwatystów,że nie mam wewnęrznego
    > przekonania,że powinnam wszystkim narzucić mój styl życia.

    No dobra, to ja (niestety czy stety) o sobie tego powiedzieć nie mogę.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 11:54
    Wiem,że nie ma takiej obiektywnej słuszności.I wiem też,że przekonanie o
    istnieniu obiektywnej słuszności doprowadziło wiele razy do wielkich podłości i
    zbrodni.Cóż to za problem uznać na przykład,że obiektywnie słuszne jest
    zlikwidowanie jakiegoś narodu?i zero odpowiedzialności, bo przecież to wyższa
    instancja narzuciła.
    Ja przynajmniej za swoje czyny odpowiadam samodzielnie.
    --
    Jestem takim przykładem kobiety jak nietoperz jest przykładem ssaka:)
  • stephen_s 28.10.07, 12:01
    Hm. A przekonanie, że wszystko jest względne i można sobie wybrać takie
    wartości, jakie się chce, do podłości nie doprowadziło..?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • stephen_s 28.10.07, 12:02
    ... mówisz, że za swoje czyny odpowiadasz samodzielnie. Ba, ale jak w zasadzie
    może ktokolwiek ewentualnie sądzić Cię za Twoje czyny, skoro tak naprawdę
    obiektywnego punktu odniesienia nie ma? Jak można mówić o odpowiedzialności,
    skoro nie ma jej względem czego mierzyć?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 12:06
    oczywiście osadza się stosując przepisy prawne.
    A jeżeli chodzi ci o osąd moralny to dlaczego np ty miałbyś być jednostką lepszą
    do oceny mojego postepowania niż ja sama?
    Owszem, wybór wartości może doprowadzić do zbrodni.ale wybór wymaga
    przemyslenia.Przyjęcie tzw obiektywnego systemu moralnego odbywa się bezmyślnie.
    --
    Pszewin niemowlu bo sie sflustruje
  • kocia_noga 28.10.07, 12:14
    bitch.with.a.brain napisała:

    > Owszem, wybór wartości może doprowadzić do zbrodni.ale wybór wymaga
    > przemyslenia.Przyjęcie tzw obiektywnego systemu moralnego odbywa
    się bezmyślnie
    > .

    Poza tym wybór wartości i praktyke z niego wynikająca reguluje
    obecnośc innych ludzi.To ich reakcje, np protesty,świadczą o tym,że
    wchodzimy w kolizję z czyimś dobrem.Wartości narzucone z góry
    zwalniają od wrażliwości.Na protesty odpowiada się wtedy" przecież
    nic się tobie złego nie stało", albo "stul pysk, ja wiem lepiej".
    --
    Chrzanić sygnaturki
  • stephen_s 28.10.07, 12:33
    > oczywiście osadza się stosując przepisy prawne.

    No, prawo to z moralnością nie ma w ogóle nic wspólnego...

    > A jeżeli chodzi ci o osąd moralny to dlaczego np ty miałbyś być jednostką lepsz
    > ą
    > do oceny mojego postepowania niż ja sama?

    Nie chodzi o to, że ja jestem lepszy od Ciebie. Chodzi o zgodzenie się, że oboje
    nie mamy możliwości obiektywnego oceniania - więc musimy odwołać się do czegoś
    obiektywnego. Do jakiejś hierarchii, która jest poza naszymi indywidualnymi
    sumieniami.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 12:38
    ale jeżeli my nie mamy możliwości obiektywnej oceny to znaczy,że inni ludzie
    mają identyczne ograniczenia.Czyli nikt nie moze tej obiektywnej hirarchii stworzyć
    --
    Pilnie poszukuję socjalisty i lewaka w celu redystrybucji dóbr!!!
  • saszenka2 28.10.07, 19:18
    stephen_s napisał:

    > > oczywiście osadza się stosując przepisy prawne.
    >
    > No, prawo to z moralnością nie ma w ogóle nic wspólnego...
    Mylisz się. Prawo jest w pewnym stopniu osadzone na zasadach
    moralnych i etycznych. Oczywiście, nie reguluje wszelkich kwestii,
    nie zabrania na pozamałżeńskie relacje seksualne, ale np. karze już
    za inne kwestie.
    >
    > > A jeżeli chodzi ci o osąd moralny to dlaczego np ty miałbyś być
    jednostką
    > lepsz
    > > ą
    > > do oceny mojego postepowania niż ja sama?
    >
    > Nie chodzi o to, że ja jestem lepszy od Ciebie. Chodzi o zgodzenie
    się, że oboj
    > e
    > nie mamy możliwości obiektywnego oceniania - więc musimy odwołać
    się do czegoś
    > obiektywnego. Do jakiejś hierarchii, która jest poza naszymi
    indywidualnymi
    > sumieniami.
    >


    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 28.10.07, 20:30
    Prawo przede wszystkim reguluje funkcjonowanie społeczeństwa. Penalizuje te
    zjawiska, które uznaje się za "zaburzające" dla porzadku w społeczeństwie.
    Dlatego np. nie karze się za zdradę małżeńską, okłamywanie itd. - bo są to
    kwestie wyłacznie etyczne, a prawo ma być tak obiektywne i neutralne
    światopoglądowo, jak się da.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • saszenka2 28.10.07, 23:50
    stephen_s napisał:

    > Prawo przede wszystkim reguluje funkcjonowanie społeczeństwa.
    Penalizuje te
    > zjawiska, które uznaje się za "zaburzające" dla porzadku w
    społeczeństwie.
    > Dlatego np. nie karze się za zdradę małżeńską, okłamywanie itd. -
    bo są to
    > kwestie wyłacznie etyczne, a prawo ma być tak obiektywne i
    neutralne
    > światopoglądowo, jak się da.
    >
    I takie też powinno być. Ludzie powinni przestrzegać pewnych zasad,
    bo tak uważają, a nie dlatego, że ktoś trzyma nad nimi bata i im tak
    nakazuje. Zdrada nie powinna być regulowana przez prawo, to kwestia
    pomiędzy dwojgiem ludzi i ich wewnętrzny problem. Jeśli ktoś nie
    zdradza, bo grożą mu za to jakieś przykre konsekwencje, to trudno
    mówić tu o moralności, tylko o strachu.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 29.10.07, 00:51
    Tu się zgadzamy.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • saszenka2 28.10.07, 19:03
    stephen_s napisał:

    > > Z moich przemyśleń.Oczywiście to dużo trudniejsze niz przyjąć
    jakiś z gór
    > y
    > > narzucony kodeks i poczuć się zwolnionym od myślenia i
    odpowiedzialności.
    >
    > Ale jaką masz gwarancję, że Twoje przemyślenia są prawidłowe?
    >

    Ty również nie możesz być pewien słuszności swoich. Nikt nie jest w
    stanie udowodnić, że jego hierarchia jest tą jedynie słuszną. Nawet
    jeśli przyjmiesz jakiś kodeks narzucony odgórnie, to nie masz żadnej
    gwarancji, że jest on prawidłowy. Trzeba wyjść od założenia, że nie
    wolno krzywdzić innych, bo sam nie chciałbyś być skrzywdzony.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 28.10.07, 20:35
    > Ty również nie możesz być pewien słuszności swoich. Nikt nie jest w
    > stanie udowodnić, że jego hierarchia jest tą jedynie słuszną. Nawet
    > jeśli przyjmiesz jakiś kodeks narzucony odgórnie, to nie masz żadnej
    > gwarancji, że jest on prawidłowy.

    Well, to kwestia intuicji tak w zasadzie. Mówię, ja mam narastające wątpliwości,
    czy nowoczesna, liberalna etyka udziela wszystkich potrzebnych odpowiedzi... a
    skoro ona nie działa, to intuicyjna podpowiedź jest taka, by - do licha - po
    prostu wrócić do wartości, które funkcjonowąły "od zawsze", za którymi stoi siła
    tradycji oraz religii...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • sonia1199 28.10.07, 20:42
    stephen_s napisał:

    > > Ty również nie możesz być pewien słuszności swoich. Nikt nie jest w
    > > stanie udowodnić, że jego hierarchia jest tą jedynie słuszną. Nawet
    > > jeśli przyjmiesz jakiś kodeks narzucony odgórnie, to nie masz żadnej
    > > gwarancji, że jest on prawidłowy.
    >
    > Well, to kwestia intuicji tak w zasadzie. Mówię, ja mam narastające wątpliwości
    > ,
    > czy nowoczesna, liberalna etyka udziela wszystkich potrzebnych odpowiedzi... a
    > skoro ona nie działa, to intuicyjna podpowiedź jest taka, by - do licha - po
    > prostu wrócić do wartości, które funkcjonowąły "od zawsze", za którymi stoi sił
    > a
    > tradycji oraz religii...

    Mój Drogi, tu się odkryłeś !!!! Do tradycji należą: Savonarola, Giordano Bruno,
    Lukrecja Borgia, Kopernik, Wojny krzyzowe. Dziekuję za taką TRADYCJĘ!!!! A
    religia?? Czy masz świadomośc, że najwiecej wojen (czyt. mordów na cywilnej
    ludności) było i jest na tle religijnym, bo jedno "wiedzą lepiej" od drugich (to
    im mówi ich religia) jak żec i w co wierzyć. Człowieku, nie znasz historii
    społeczeństw?
  • stephen_s 28.10.07, 20:48
    > Mój Drogi, tu się odkryłeś !!!! Do tradycji należą: Savonarola, Giordano Bruno,
    > Lukrecja Borgia, Kopernik, Wojny krzyzowe. Dziekuję za taką TRADYCJĘ!!!! A
    > religia?? Czy masz świadomośc, że najwiecej wojen (czyt. mordów na cywilnej
    > ludności) było i jest na tle religijnym, bo jedno "wiedzą lepiej" od drugich (t
    > o
    > im mówi ich religia) jak żec i w co wierzyć.

    Moja droga, do sfery tradycji oraz religii należy również np. Jezus Chrystus
    broniący prostytutki przed tłumem, Budda czy chociażby sikhijski Guru Nanak. Ta
    sfera to także chociażby - że tak pojadę po postaciach historycznych - Salah
    ad-Din, którego głeboka wiara prowadziła do humanitaryzmu w toczeniu wojen...
    Nie demonizuj religii zatem.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • sonia1199 28.10.07, 20:56
    stephen_s napisał:

    > > Mój Drogi, tu się odkryłeś !!!! Do tradycji należą: Savonarola, Giordano
    > Bruno,
    > > Lukrecja Borgia, Kopernik, Wojny krzyzowe. Dziekuję za taką TRADYCJĘ!!!!
    > A
    > > religia?? Czy masz świadomośc, że najwiecej wojen (czyt. mordów na cywiln
    > ej
    > > ludności) było i jest na tle religijnym, bo jedno "wiedzą lepiej" od drug
    > ich (t
    > > o
    > > im mówi ich religia) jak żec i w co wierzyć.
    >
    > Moja droga, do sfery tradycji oraz religii należy również np. Jezus Chrystus
    > broniący prostytutki przed tłumem, Budda czy chociażby sikhijski Guru Nanak. Ta
    > sfera to także chociażby - że tak pojadę po postaciach historycznych - Salah
    > ad-Din, którego głeboka wiara prowadziła do humanitaryzmu w toczeniu wojen...
    > Nie demonizuj religii zatem.
    >
    Humanitaryzm w czasie wojen!!! Hahaha!!! A może lepiej ich wogóle nie
    zaczynać, zwłaszcza na tle religijnym, hę????
  • stephen_s 28.10.07, 20:59
    > Humanitaryzm w czasie wojen!!! Hahaha!!! A może lepiej ich wogóle nie
    > zaczynać, zwłaszcza na tle religijnym, hę????

    No, to już jest skrajny idealizm. Oraz nieuwzględnianie realiów historycznych.

    Przeczytaj biografię Salah ad-Dina i potem mi powiedz, że to nie był wielki
    człowiek. A jednym z motywatorów jego wielkości była religia.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • sonia1199 28.10.07, 21:11
    stephen_s napisał:

    A jednym z motywatorów jego wielkości była religia.

    Mam nadzieję, że jestes świadom, tego, że te wszystkie wojny religijne zaczynali
    MĘŻCZYŹNI - kipiał z nich testosteron a cene płaciły kobiety. A Ty poczytaj
    sobie kim była Hypatia i co jej zrobili mężczyżni - a konkretnie buskup.

  • stephen_s 28.10.07, 21:13
    > Mam nadzieję, że jestes świadom, tego, że te wszystkie wojny religijne zaczynal
    > i
    > MĘŻCZYŹNI - kipiał z nich testosteron a cene płaciły kobiety.

    Wiesz, sama wymieniłaś Lukrecję Borgię...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • saszenka2 28.10.07, 23:57
    stephen_s napisał:

    > > Ty również nie możesz być pewien słuszności swoich. Nikt nie
    jest w
    > > stanie udowodnić, że jego hierarchia jest tą jedynie słuszną.
    Nawet
    > > jeśli przyjmiesz jakiś kodeks narzucony odgórnie, to nie masz
    żadnej
    > > gwarancji, że jest on prawidłowy.
    >
    > Well, to kwestia intuicji tak w zasadzie. Mówię, ja mam
    narastające wątpliwości
    > ,
    > czy nowoczesna, liberalna etyka udziela wszystkich potrzebnych
    odpowiedzi... a
    > skoro ona nie działa, to intuicyjna podpowiedź jest taka, by - do
    licha - po
    > prostu wrócić do wartości, które funkcjonowąły "od zawsze", za
    którymi stoi sił
    > a
    > tradycji oraz religii...
    >

    Ale czy dawniej przez to, że nikt nie pisał seksfelietonów do "New
    York Timesa", ludzie byli dla siebie lepsi? Nie sądzę. Nie widzę
    potrzeb, żeby komukolwiek narzucać cokolwiek, prócz pewnych norm,
    takich jak zakaz kradzieży,zabijania etc. Niech każdy decyduje za
    siebie. Czy chciałbyś, żeby Twoja żona była z Tobą, bo tak jej ktoś
    karze, bo nie wolno się rozwodzić, czy dlatego, że tak po prostu
    czuje? To oczywiście przykład, ilustrujące hipokryzję i bezsens
    wymuszania na ludziach pewnych wzorców zachowań, trzymając nad nimi
    bata. Istnieją państwa, w których można o wiele więcej i o dziwo
    tam, gdzie ludzie mają okazję decydować o swoim życiu, ludzie są dla
    siebie lepsi, bardziej życzliwi.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 28.10.07, 11:07
    ... z tego, co napisałaś, wynika, ze wartością nadrzębną jest dla Ciebie nie
    wolność, ale niekrzywdzenie innych.

    A skąd bierzesz przekonanie, że nie powinno się krzywdzic innych?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • saszenka2 28.10.07, 00:19
    stephen_s napisał:

    > > nie trzeba być konserwatysta,żeby mieć pewne ideały i do nich
    dążyć.
    >
    > No właśnie, czy na pewno? Jak można mieć ideały, skoro w
    zasadzie... wszystko
    > jest względne..?
    >

    Można mieć własne zasady, którym nie narzuca się innym i wynikają
    one z naszych własnych przemyśleń.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • sonia1199 28.10.07, 20:14
    I Bóg z nimi. Myśle, że wiekszość ludzi żyje zgodnie z WŁASNYMI zasadami. I tak
    długo, jak długo nie robią krzywdy innym - Bóg z nimi. Ja do nich należę. Żyję
    według WŁASNYCH zasad, nie robię krzywdy innym i ich NIE OCENIAM. A panom, co
    mówią, że mężczyzni nie uprawiali exhibicjonizmu literackiego, polecam Stendhala
    - gorąco a z bardziej współczesnych Hemingwaya i innych.
  • stephen_s 28.10.07, 20:24
    > I Bóg z nimi. Myśle, że wiekszość ludzi żyje zgodnie z WŁASNYMI zasadami. I tak
    > długo, jak długo nie robią krzywdy innym - Bóg z nimi. Ja do nich należę. Żyję
    > według WŁASNYCH zasad, nie robię krzywdy innym i ich NIE OCENIAM.

    Nigdy?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • sonia1199 28.10.07, 20:34
    stephen_s napisał:

    > > I Bóg z nimi. Myśle, że wiekszość ludzi żyje zgodnie z WŁASNYMI zasadami.
    > I tak
    > > długo, jak długo nie robią krzywdy innym - Bóg z nimi. Ja do nich należę.
    > Żyję
    > > według WŁASNYCH zasad, nie robię krzywdy innym i ich NIE OCENIAM.
    >
    > Nigdy?


    NIGDY !!!!!!
  • stephen_s 28.10.07, 20:40
    Czyli jak np. spotkasz męża zdradzającego regularnie żonę to też nie przejdzie
    Ci przez myśl, że facet postępuje źle?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • sonia1199 28.10.07, 20:52
    stephen_s napisał:

    > Czyli jak np. spotkasz męża zdradzającego regularnie żonę to też nie przejdzie
    > Ci przez myśl, że facet postępuje źle?


    TO nie moja sprawa, NIGDY nie oceniam. A może Ona Go do tego doprowadziła. Nie
    jestem ich ani materacem ani mikrofonem. NIE OCENIAM!!!!!!!!!!
  • stephen_s 28.10.07, 20:54
    > TO nie moja sprawa, NIGDY nie oceniam. A może Ona Go do tego doprowadziła. Nie
    > jestem ich ani materacem ani mikrofonem. NIE OCENIAM!!!!!!!!

    I widzisz, tego nie rozumiem. Bo ja uznaję takie zasady, jak chociazby uczciwość
    - a zdradzanie żony, z jakiegokolwiek powodu, jest nieuczciwością i tyle. I nie
    rozumiem, jak można nie mieć odwagi tego tak ocenić...


    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • sonia1199 28.10.07, 21:07
    stephen_s napisał:
    > rozumiem, jak można nie mieć odwagi tego tak ocenić...

    To nie jest kwestią odwagi ale postawy moralno etycznej. "Nie sądźcie a nie
    bedziecie sądzeni". Nawet zawodowy sędzia MUSI wysłuchać OBU stron. Postronni
    oserwatorzy, żadko majz szane poznac "obie strony medalu". Poza tym ja naprawdę
    nie lubię sądzić ani osądzać ani oskarżać. Jestem, z natury, pokojowo
    nastawionym człowiekiem - pacyfistka - i kocham człowieka (choć czasami
    nienawidzę ludzi). Współczuje Mu, że jest niedoskonały. No cóż, Bóg nie jest
    perfect i nie wszystkim włożył do serca miłość. Pozdrawiam. NIE OCENIAJ - to
    moje credo.
  • stephen_s 28.10.07, 21:16
    > To nie jest kwestią odwagi ale postawy moralno etycznej. "Nie sądźcie a nie
    > bedziecie sądzeni". Nawet zawodowy sędzia MUSI wysłuchać OBU stron. Postronni
    > oserwatorzy, żadko majz szane poznac "obie strony medalu".

    Jest w tym sporo racji, z drugiej strony - moim zdaniem, gdyby być wiernym tej
    zasadzie, to prawie niczego nie możnaby ocenić.

    Poza tym ja naprawdę
    > nie lubię sądzić ani osądzać ani oskarżać.

    Ja też staram się tego nie robić, ale przekonałem się, że jak tak człowiek stara
    się nikogo nie oceniać, wszystko rozumieć itd... to w pewnym momencie można
    zacząć się dusić. Może Ty masz inaczej, ale mnie trafia szlag na pewne rzeczy i
    ani mogę, ani chcę je rozumieć... Zło czasem też trzeba napiętnować.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • sonia1199 28.10.07, 21:31
    stephen_s napisał:
    Zło czasem też trzeba napiętnować.
    >
    Zło tak, jeśli ONO krzywdzi innych. Np. pedofilstwo jest złem, bo krzywdzi
    dzieci. Homoseksualizm - nie - nikogo nie krzywdzi. Czy Ty naprawde nie widzisz
    różnicy w naszych (Twojej versus mojej) postawach?
  • stephen_s 28.10.07, 21:43
    Przepraszam, czy ja gdziekolwiek coś mówiłem nt. mojego stosunku do homoseksualizmu?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • sonia1199 28.10.07, 21:47
    stephen_s napisał:

    unku do homoseksualizmu?

    To był TYLKO przykład!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • stephen_s 28.10.07, 21:49
    OK, OK :)

    A róznic międy Twoją postawą, a moją, nie widzę, bo nie różnimy się aż tak bardzo...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • stephen_s 28.10.07, 21:48
    Przeczytałem. Faktycznie ciekawe, ale nie wiem, jak to się ma do tego, o czym
    rozmawiamy?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • sonia1199 28.10.07, 21:50
    Bo podniosłeś role tradycji i religii w "ustanawianiu" kryteriów
    moralności/punktu odniesienia - dla Ciebie.
  • stephen_s 28.10.07, 21:54
    Hm. Więc historia Hypatii przekreśla w ogóle jakikolwiek pozytywny wkład religii
    w społeczeństwo?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • saszenka2 29.10.07, 00:09
    stephen_s napisał:

    > > TO nie moja sprawa, NIGDY nie oceniam. A może Ona Go do tego
    doprowadziła
    > . Nie
    > > jestem ich ani materacem ani mikrofonem. NIE OCENIAM!!!!!!!!
    >
    > I widzisz, tego nie rozumiem. Bo ja uznaję takie zasady, jak
    chociazby uczciwoś
    > ć
    > - a zdradzanie żony, z jakiegokolwiek powodu, jest nieuczciwością
    i tyle. I nie
    > rozumiem, jak można nie mieć odwagi tego tak ocenić...
    >
    >
    Ja tego również nie zamierzam oceniać. Po pierwsze, to nie moja
    sprawa. Po drugie, nie znam wszystkich okoliczności, nie wiem, czy
    na pewno zdradza, nie wiem, co nim kieruje, nie wiem, czy żona o tym
    wie. A może on jej wcale nie oszukuje i obydwoje zgadzają się na
    taki układ?

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • sir.vimes 28.10.07, 21:19
    "TO nie moja sprawa, NIGDY nie oceniam. A może Ona Go do tego doprowadziła. Nie
    jestem ich ani materacem ani mikrofonem. NIE OCENIAM!!!!!!!!!! "

    NIGDY nie oceniasz? Gwałciciela tez nie oceniasz , bo może 'zgwałcona go do tego
    doprowadziła' a mikrofonem nie jesteś?
  • sonia1199 28.10.07, 21:37
    sir.vimes napisała:

    > "TO nie moja sprawa, NIGDY nie oceniam. A może Ona Go do tego doprowadziła. Nie
    > doprowadziła' a mikrofonem nie jesteś?

    Gwałt jest przemoca fizyczna nad słabszym, krzywdzi go!!!!!!! Zdrada, jest z
    kategorii moralnych. Nie widzisz różnicy? Dla mnie np. sex mojego męża z inną
    kobietą nie jest zdradą. Zdrada, dla mnie, jest nielojalność Jego. A więc, sa to
    kategorie etyczno-moralne a każdy może mieć inne kryteria moralne zdrady.
    Natomiast zadawanie gwałtu nie jest z kategori etyczno-moralnej. Rozumiesz teraz??
  • sir.vimes 29.10.07, 08:25
    Zdrada tez często krzywdzi(oczywiśćnie - nie porównujmy ilości krzywdy w
    krzywdzie, bo to nie ma sensu) - np. dzieci którejkolwiek osoby ze związku.
    Zdrada może prowadzić do: ciązy u którejś z zaangażowanych osób, komplikacji
    rodzinnych (najtrudniejszych zazwyczaj dla niezaangażowanych w przyjemne
    czynności czyli dzieci), może prowadzić do "podarowania" żonie czy mężowi
    przeróżnych chorób przenoszonych drogą płciową...
    Krzywdzenie dzieci (np. sprzedawnie im poczucia, ze były "gorsze" , od gorszej
    mamy i nie maja prawa do czasu tatusia(czy mamusi)), narażanie niewinnej osoby
    na śmiertelna choobę (HIV) - to jest krzywda jak najbardziej w każdej kategorii.
  • saszenka2 28.10.07, 00:04
    stephen_s napisał:

    > No, ale to w sumie też oczywiste - bo skoro konserwatysta uważa
    pewną
    > hierarchię wartości za obiektywną, to nie może przecież postępować
    przeciwko
    > niej... Inaczej byłby hipokrytą, prawda?
    >

    Jest hipokrytą, jeśli zachowuje się tak, jakby wiedział lepiej od
    innych, co powinni robić ze swoim życiem, jakie wartości wyznawać, w
    jakiego Boga wierzyć,jaki seks uprawiać, z kim go uprawiać.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • saszenka2 27.10.07, 23:59
    stephen_s napisał:

    > > Nie chodzi mi o indywidualne konserwatywne podejście, tylko o
    takie, częs
    > te u
    > > konserwatystów, przekonanie,że lepiej wiedzą czego trzeba innym
    ludziom.
    >
    > No, ale w sumie to oczywiste? Konserwatyzm zasadza sie na
    przekonaniu, że
    > istnieje obiektywnie słuszna hierarchia wartości. Z tego punktu
    widzenia, jeśli
    > się ma taki obiektywny punkt odnisienia, jak najbardziej mozna
    ocenić, co jest
    > dla innych dobre, a co nie.
    >

    Nie istnieje taka hierarchia, która pozwalałaby nam ocenić do jest
    dobre dla danej osoby. Każdy jest inny, ma inne spojrzenie na pewne
    kwestie. Zresztą obiektywizm w ocenianiu cudzych wyborów w zasadzie
    nie istnieje, każdy z nas jest w pewnym sensie subiektywny.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • kocia_noga 28.10.07, 10:35
    bitch.with.a.brain napisała:

    > Nie chodzi mi o indywidualne konserwatywne podejście, tylko o
    takie, częste u
    > konserwatystów, przekonanie,że lepiej wiedzą czego trzeba innym
    ludziom. Tak
    > samo obrzydza mnie to co robią niektóre feminsitki, które
    uważaja,że lepiej ode
    > mnie wiedzą,co mnie poniża, co mi uwłacza, a co sprawia
    przyjemność.


    Warto się nad tym osobno zastanowić w aspekcie naszej dyskusji o
    stosunku do trolli.Jest część osób, którym nie uwłacza kolo, piszący
    tak czy owak o feministkach-ochoczo szczerzą zęby w żartach, albo
    podejmuja z nim rozmowę.
    Mnie pisanina trolli nie pasuje, więc wygaszam, ale nie zadowala
    mnie to.Widzę związek z uleganiem przemocy domowej a postawą
    niedostrzegania obelg na forum.Widze to jako szersze zjawisko.
    I zabieram, jak umiem głos od czasu do czasu w tej sprawie.Daję
    znać,że MNIE to przeszkadza.Nie jestem taka święta, przeszkadza mi
    również to,że ubliżania się niedostzrega albo nie ukróca, ale staram
    się, jak mogę zagryzac zęby.
    Tolerancja na innośc a obojetnośc to dwie różne sprawy.Jesli widze
    kobietę z obitą twarzą to mam ochotę pogadać z nią i namówić,żeby
    się nie dała.
    --
    Chrzanić sygnaturki
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 16:18
    1)felieton z zasady jest ekshibicjonistyczny,ale z dużą dozą kreacji.Więc to
    tylk owejście w nowy temat.
    2)a nie było czegoś takiego?Pewnie byłoby to mniej ciekawe,bo niemal cała
    literatura aż do XX wieku jest ekspresją męskiej seksualności i męskimi
    wyobrażeniami na temat seksualności kobiecej.Jakby było dobrze napisane to
    chętnie bym poczytała też męski felieton.
    3)ślepa uliczka wyzwolenia seksualnego?Nie mam pojęcia co to znaczy,że pewne
    rodzaje praktyk seksualnych upokarzają kobietę.Tak jakby można było podzielić
    seks na słuszny i niesłyuzny.Osobna sprawa,że niektorzy (dotyczy to i kobiet i
    mężczyzn) własnei z poniżenia czerpią satysfakcję.Poza tmy jakoś nikt nie
    lamentował jak przez tyle czasu mężczyźni z siebie robili obiekty
    seksualne.Oczywiście takie podejście do seksu nie jest dla każdego,ale sa ludzie
    ktorym to sprawia przyjemność.I mają do tego prawo.
    4)na pewno zero seksu przed ślubem jest wyrazem buntu i odważną decyzją.Tak samo
    jak wszystko inne - dla kogo to jest fajne niech z tego korzysta,kogo bawią inne
    rzeczy niech się inaczej realizuje.
    --
    Pilnie poszukuję socjalisty i lewaka w celu redystrybucji dóbr!!!
  • stephen_s 27.10.07, 16:43
    > 1)felieton z zasady jest ekshibicjonistyczny,ale z dużą dozą kreacji.Więc to
    > tylk owejście w nowy temat.

    No nie wiem. Dla mnie pisanie o swoim seksie w gazecie jest ekshibicjonizmem...

    > 2)a nie było czegoś takiego?

    Nie słyszałem o czymś takim :) Mam wrażenie, że jakby ktoś spróbował być męską
    Zoe Margolin, to by się podniósł niezły zamęt.

    > 3)ślepa uliczka wyzwolenia seksualnego?Nie mam pojęcia co to znaczy,że pewne
    > rodzaje praktyk seksualnych upokarzają kobietę.

    Wiesz, osobiście nigdy nie mogłem zrozumieć, czemu niektóre feministki uwązają,
    że tańczenie na rurze może nie upokarzać kobiety. Helou? Taniec na rurze
    wymyślono po to, by mężczyźni mieli radochę. To jest absolutnie dziwaczne, że
    obecnie oznaką wyzwolenia u kobiety jest to, jeśli nie ma kompleksów, by na
    rurze zatańczyć...

    > 4)na pewno zero seksu przed ślubem jest wyrazem buntu i odważną decyzją.Tak sam
    > o
    > jak wszystko inne - dla kogo to jest fajne niech z tego korzysta,kogo bawią inn
    > e
    > rzeczy niech się inaczej realizuje.

    Ach, ten współczesny permisyworelatywizm, który wszystkie dylematy etyczne
    rozbraja na zasadzie "Wszystkie poglądy są dobre"! :))

    Wiesz, jak tak piszesz, że "jak ktoś chce nie uprawiać seksu, to niech nie
    uprawia, inni niech się realizują inaczej", to mam dziwne wrażenie, że po prostu
    w przenośni poklepałaś wszystkich konserwatystów lekceważąco po głowie i nie
    zastanowiłaś się nad tym, co mówią...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 17:16
    dla mnie wiekszym ekshibicjonizmem jest pisanie o swoich uczuciach - kwestia
    tego, gdzie jest granica prywatności i intymności.znacznie łatwiej mi zrozumeić
    te felietonistki niż osoby wystepujące w programie Drzyzgi.

    Nawet jeśkli nie było specjalnej kolumny w której facet opowiada o swoim
    seksie,to wszystko to można znaleźć w literaturze.Chocby w polskiej prozie cała
    seria literatury typu: jak byłem chłopcem, nazalcizałem się panienek i zostałem
    mężczyzną" Np "Ciało obce" Ziemkiewicza jest ekspresją męskiej
    seksualności.Oczywiscie możesz mi zarzucic,że jest róznica między fikcją
    literacką a osobistymi wyznaniami.Tylko tak naprawdę rzadko kiedy pojawia się
    fikcja całkowicie oderwana od doświadczeń autora (czyli nie bardzo mogę sobie
    wyobrazić,że Ziemkiewicz napisałby taką książkę będac prawiczkiem i mając samych
    kumpli prawiczków).A w felietonie po prostu dajesz się nabrac na autentyzm. Taka
    jest idea tego typu felietonów, ale jakby się nad tym zastanowić to ma to w
    sobie tyle z autentyzmu, ile zdjęcie w Playboyu ma z prawdziwej kobiety.

    Co do tańca na rurze...Owszem,pewnie może to upokarzać kobietę.Ludzi różne
    rzeczy upokarzają.a może też jej sprawiać przyjemność. Dlaczego nikt nie
    podejrzewa ekshibicjonisty pokazującego penisa w parku o upokorzenie?Przecież
    tańcząca przed mężczyznami kobieta moze realizować identyczne pragnienia.
    Poza tym owszem,wymyślono to po to by dawac facetom radochę.Ale czy sprawianie
    mężćzyznom przyjemności musi kobietę upokarzać?
    (żeby nie było - zdaję sobie doskonale sprawę z tego,że przemysł erotyczny to
    bardzo często bagno, duzo w tym przemocy i wykorzystywania. Jednak między
    tancerką gogo która chce to robić,a dziewczyną sprzedaną jako prostytutka jest
    tak różnica jak mięzy seksem a gwałtem)

    wole relatywizm od postawy jedyniesłusznieoburzonych speców którzy chcą swoją
    seksualność uznać za najlepszą i powsze4chnie obowiązującą.A jest to całkowicie
    dowolne.dla mnie dobra seksualność to taka, która jest wyrazem potrzeb danej
    osoby.Dla kogo to będzie monogamia i seks po ślubie,dla innego związek otwarty i
    wymiana partnerów.Kto miałby być instancją rozstrzygająca która opcja jest lepsza?



    --
    Jestem takim przykładem kobiety jak nietoperz jest przykładem ssaka:)
  • stephen_s 27.10.07, 19:34
    > dla mnie wiekszym ekshibicjonizmem jest pisanie o swoich uczuciach - kwestia
    > tego, gdzie jest granica prywatności i intymności.znacznie łatwiej mi zrozumeić
    > te felietonistki niż osoby wystepujące w programie Drzyzgi.

    Nie, żebym uważał, że obnażanie się przed widownią w TV nie było
    ekshibicjonizmem - ale jednak z dwojga złego wolę taki ekshibicjonizm niż jak
    ten z "seksfelietonów"...

    > Nawet jeśkli nie było specjalnej kolumny w której facet opowiada o swoim
    > seksie,to wszystko to można znaleźć w literaturze.

    Ale jest jednak różnica między literaturą a, hm, cotygodniowym raportem z
    własnego życia seksualnego, nieprawdaż? Zauważ, że przeciwko literaturze
    opisującej kobiecą seksualność nic nie mam...

    > Oczywiscie możesz mi zarzucic,że jest róznica między fikcją
    > literacką a osobistymi wyznaniami.Tylko tak naprawdę rzadko kiedy pojawia się
    > fikcja całkowicie oderwana od doświadczeń autora

    Racja, ale czym innym jest bazować fikcję na własnych przezyciach, choćby
    seksualnych, a czym innym dokładnie te przeżycia opisać przed szerokim audytorium...

    > A w felietonie po prostu dajesz się nabrac na autentyzm. Tak
    > a
    > jest idea tego typu felietonów, ale jakby się nad tym zastanowić to ma to w
    > sobie tyle z autentyzmu, ile zdjęcie w Playboyu ma z prawdziwej kobiety.

    Może, jednak te felietony (przynajmniej w teorii) maja niby być autentyczne,
    prawda? Za takie się podają... Więc znowu: czemu ktokolwiek miałby opisywać
    publicznie swój seks, chocby ubarwiając?

    > Poza tym owszem,wymyślono to po to by dawac facetom radochę.Ale czy sprawianie
    > mężćzyznom przyjemności musi kobietę upokarzać?

    Tak, jeśli robi to wpisując się w formę, u której podstaw legł właśnie męski
    szowinizm i uprzedmiotawianie kobiet. Możesz do tego dorobić ideologię jaką
    tylko chcesz, ale nie zmienisz tego, że taniec na rurze powstał na użytek
    striptisów itd., które dbały o męskie potrzeby, nie kobiece.

    > wole relatywizm od postawy jedyniesłusznieoburzonych speców którzy chcą swoją
    > seksualność uznać za najlepszą i powsze4chnie obowiązującą.A jest to całkowicie
    > dowolne.

    Czy aby na pewno? Na tej zasadzie to mozna uznać, że wszystko, co ludzie robią,
    jest dobre, bo zaspokaja czyjeś potrzeby. I w ogóle odpuścić sobie jakąkolwiek
    moralność...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • saszenka2 28.10.07, 00:33
    stephen_s napisał:

    > > dla mnie wiekszym ekshibicjonizmem jest pisanie o swoich
    uczuciach - kwes
    > tia
    > > tego, gdzie jest granica prywatności i intymności.znacznie
    łatwiej mi zro
    > zumeić
    > > te felietonistki niż osoby wystepujące w programie Drzyzgi.
    >
    > Nie, żebym uważał, że obnażanie się przed widownią w TV nie było
    > ekshibicjonizmem - ale jednak z dwojga złego wolę taki
    ekshibicjonizm niż jak
    > ten z "seksfelietonów"...
    A ja zdecydowanie wolę opisywanie przeżyć seksualnych od dzieleniem
    się z całą Polską swoimi wewnętrznymi przeżyciami.
    >
    > > Nawet jeśkli nie było specjalnej kolumny w której facet opowiada
    o swoim
    > > seksie,to wszystko to można znaleźć w literaturze.
    >
    > Ale jest jednak różnica między literaturą a, hm, cotygodniowym
    raportem z
    > własnego życia seksualnego, nieprawdaż? Zauważ, że przeciwko
    literaturze
    > opisującej kobiecą seksualność nic nie mam...
    Ale te felietony są często tak samo fikcyjne jak powieści. Naprawdę
    wierzysz, że ta felietonistka opisuje jedynie prawdę?
    >
    > > Oczywiscie możesz mi zarzucic,że jest róznica między fikcją
    > > literacką a osobistymi wyznaniami.Tylko tak naprawdę rzadko
    kiedy pojawia
    > się
    > > fikcja całkowicie oderwana od doświadczeń autora
    >
    > Racja, ale czym innym jest bazować fikcję na własnych przezyciach,
    choćby
    > seksualnych, a czym innym dokładnie te przeżycia opisać przed
    szerokim audytori
    > um...
    >
    > > A w felietonie po prostu dajesz się nabrac na autentyzm. Tak
    > > a
    > > jest idea tego typu felietonów, ale jakby się nad tym zastanowić
    to ma to
    > w
    > > sobie tyle z autentyzmu, ile zdjęcie w Playboyu ma z prawdziwej
    kobiety.
    >
    > Może, jednak te felietony (przynajmniej w teorii) maja niby być
    autentyczne,
    > prawda? Za takie się podają... Więc znowu: czemu ktokolwiek miałby
    opisywać
    > publicznie swój seks, chocby ubarwiając?
    >
    > > Poza tym owszem,wymyślono to po to by dawac facetom radochę.Ale
    czy spraw
    > ianie
    > > mężćzyznom przyjemności musi kobietę upokarzać?
    >
    > Tak, jeśli robi to wpisując się w formę, u której podstaw legł
    właśnie męski
    > szowinizm i uprzedmiotawianie kobiet. Możesz do tego dorobić
    ideologię jaką
    > tylko chcesz, ale nie zmienisz tego, że taniec na rurze powstał na
    użytek
    > striptisów itd., które dbały o męskie potrzeby, nie kobiece.
    >
    > > wole relatywizm od postawy jedyniesłusznieoburzonych speców
    którzy chcą s
    > woją
    > > seksualność uznać za najlepszą i powsze4chnie obowiązującą.A
    jest to całk
    > owicie
    > > dowolne.
    >
    > Czy aby na pewno? Na tej zasadzie to mozna uznać, że wszystko, co
    ludzie robią,
    > jest dobre, bo zaspokaja czyjeś potrzeby. I w ogóle odpuścić sobie
    jakąkolwiek
    > moralność...]
    Wszystko jest dobre i nikt nie ma prawa tego potępić, jeśli nie
    szkodzi innym. Prosta, jedna zasada, możesz robić wszystko, byleś
    nie krzywdził przy tym innych.
    >


    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • marla66 27.10.07, 18:49
    Stephen...
    Musze choć w części się z Tobą zgodzić..pisanie o własnym seksie jest
    ekshibicjonizmem,z tego prostego powodu,że opisuje sferę intymną życia
    człowieka, biorąc pod uwagę naturalnie kulturowe uwarunkowania..Być może kultura
    zachodnia tak pędzi naprzód[właściwie dokąd?],że nie mówienie o seksie jest już
    passe..Cóż,ja jeszcze otwarcie o tym nie mówię, nawet przyjaciółce, czyżbym była
    konserwatystką? Łatwo popadamy w stereotypy. Wierze w wolny wybór jednostki "rób
    to z kim chcesz,gdzie i jak", tak samo jak w wybór dzielenia się z tym na łamach
    gazety...Na razie w new york times nikt nie opisuje swoich aktów..
    Ale tak właściwie, o co chodzi z tym ekshibicjonizmem? Moim zdaniem o to, że po
    prostu o to, że nie wszyscy chcemy czytać o fizjologii, płynach ustrojowych,
    seksie, który nic nie ma wspólnego z uczuciami...ale są tacy co chcą. I jest ich
    sporo.Choćby dla porównania, gdyż sami często nie mają na
    tyle..ekshibicjonizmu;) żeby o tym porozmawiać...szczególnie panie,bo przecież
    nam "nie wypada".
    Zatem odpowiadam Stephenowi: tak, tu chodzi o ekshibicjonizm, ale legalny, gdyż
    społecznie staje on się coraz bardziej przyzwolony.
    I zgadzam się ze ślepą uliczką Levy, jeżeli chodzi o pewną grupę kobiet. One po
    prostu myślą,że teraz tak trzeba,że to nowa norma całować się z koleżanką na
    dyskotece, myślą, ze są wyzwolone, niestety stają się znowu obiektem, znowu tak
    naprawdę..starają się zwrócić uwagę na siebie facetów. Na pewno to nie jest
    feministyczne zachowanie:)
  • stephen_s 27.10.07, 19:04
    > Wierze w wolny wybór jednostki "rób
    > to z kim chcesz,gdzie i jak", tak samo jak > w wybór dzielenia się z tym na
    łamach
    > gazety...

    Och, oczywiście nie chodzi mi, by komus odmawiać wolnego wyboru... Natomiast
    zastanawia mnie, czy coś nie jest nie tak z naszym społeczeństwem, że ktoś taki
    wybór podejmuje, ktoś inny podejmuje wybór, by takie zwierzenia o seksie
    publikować - a jeszcze ktoś inny podejmuje wybór, by to czytać...

    > Ale tak właściwie, o co chodzi z tym ekshibicjonizmem? Moim zdaniem o to, że po
    > prostu o to, że nie wszyscy chcemy czytać o fizjologii, płynach ustrojowych,
    > seksie, który nic nie ma wspólnego z uczuciami...ale są tacy co chcą. I jest ic
    > h
    > sporo.Choćby dla porównania, gdyż sami często nie mają na
    > tyle..ekshibicjonizmu;) żeby o tym porozmawiać...szczególnie panie,bo przecież
    > nam "nie wypada".

    Oczywiscie, że o seksie można rozmawiać, pisać itd. Jednak co innego np. porada
    seksuologiczna w gazecie, a co innego kolumna, w której ktoś opisuje regularnie
    swoje intymne przeżycia seksualne. Może wychodzi, ze jestem staroświecki, ale
    dla mnie sa rzeczy, o których publicznie się po prostu nie mówi...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bene_gesserit 28.10.07, 10:44
    stephen_s napisał:

    > Oczywiscie, że o seksie można rozmawiać, pisać itd. Jednak co
    innego np. porada
    > seksuologiczna w gazecie, a co innego kolumna, w której ktoś
    opisuje regularnie
    > swoje intymne przeżycia seksualne. Może wychodzi, ze jestem
    staroświecki, ale
    > dla mnie sa rzeczy, o których publicznie się po prostu nie mówi...

    Noi wlasnie z tego caly twoj i wielu innych problem wynika.
    Stawiasz sie - siebie doslownie na miejscu tamtej osoby i
    stwierdzasz, ze czulbys sie upokorzony, zdegradowany i odarty z
    czego tam, a wiec i oni sie tak czuja, a wiec to nie jest ok.

    Czyli twoja skala wartosci, twoje doswiadczenia, twoja postawa - nie
    ma w tym miejsca na tamta osobe, w ktorej nibyto butach sie
    stawiasz. Tak naprawde ona cie nie interesuje, wiec o czym my mowimy?

    --
    ...a te tutaj apatują nagością [muszek0 na ff]
  • evita_duarte 27.10.07, 17:39
    stephen_s napisał:

    > Czytaliście ten artykuł w dzisiejszych "Wysokich Obcasach"? Nie,
    żeby był
    > rewelacyjny, ale można o nim zawsze podyskutować :)))
    >
    > Moje uwagi:
    >
    > 1. Jest dla mnie coś dziwacznego w publikowaniu przez gazetę
    kolumny, której
    > autorka co tydzień opisuje swoje doznania seksualne... Dla mnie to
    jest jak
    > najbardziej ekshibicjonizm, nie wyzwolenei seksualne.
    >

    Wiesz nawet jesli jest to ekshibicjonizm, to kontrolowany. Nikt nie
    zmusza Cie do czytania jej wynurzen wiec to chyba ok.



    > 2. Ciekaw jestem, czy jakby to jakiś facet zaczął publikować
    felietony ze
    > opisami swoich podrywów, seksu itd., to czy też by to zostało
    uznane za
    > przejaw postępowości ;)

    Na to juz bwab odpowiedziala Ci bardzo wyczerpujaco.


    Generalnie tekstu nie czytalam, ale wydaje mi sie, ze skoro takie
    felietony powstaja to musi byc na nie popyt.
    --
    marzenkowonyc.wordpress.com/
    spojrzeniezobiektywu.wordpress.com/
  • stephen_s 27.10.07, 18:53
    > Wiesz nawet jesli jest to ekshibicjonizm, to kontrolowany. Nikt nie
    > zmusza Cie do czytania jej wynurzen wiec to chyba ok.

    Tym niemniej chyba mogę mieć jakąś opinię nt. takich felietonów jako pewnego
    zjawiska kulturowego, no nie? No więc, dla mnie jest to zjawisko dziwne...

    > Generalnie tekstu nie czytalam, ale wydaje mi sie, ze skoro takie
    > felietony powstaja to musi byc na nie popyt.

    I to rozwiązuje wszystkie wątpliwości moralne? Ktoś czyta, więc jest
    zapotrzebowanie - i nie można się pozastanawiać nad kondycją kultury, gdzie
    istnieje potrzeba ludzi do czytania raz na tydzień felietonu o czyimś życiu
    erotycznym?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • kocia_noga 27.10.07, 19:03
    stephen_s napisał:

    ...wydaje mi sie, ze skoro takie
    > > felietony powstaja to musi byc na nie popyt.
    >
    > I to rozwiązuje wszystkie wątpliwości moralne? Ktoś czyta, więc
    jest
    > zapotrzebowanie - i nie można się pozastanawiać nad kondycją
    kultury, gdzie
    > istnieje potrzeba ludzi do czytania raz na tydzień felietonu o
    czyimś życiu
    > erotycznym?

    To zalezy od modelu etyki , jaki ci bardziej pasuje - albo
    autorytarny-jakaś elita decyduje co jest moralne a co nie, albo
    demokratyczny,opierający się na zaufaniu do ludzi.Jesli jacyś ludzie
    chcą o tym czytać, to widac to im jest potrzebne=dla nich dobre.
    >


    --
    bardzo, ale to bardzo
  • stephen_s 27.10.07, 19:37
    > To zalezy od modelu etyki , jaki ci bardziej pasuje - albo
    > autorytarny-jakaś elita decyduje co jest moralne a co nie, albo
    > demokratyczny,opierający się na zaufaniu do ludzi.Jesli jacyś ludzie
    > chcą o tym czytać, to widac to im jest potrzebne=dla nich dobre.

    I nie ma nic pośrodku? Albo zgadzamy się na totalny relatywizm, albo opowiadamy
    się za autorytaryzmem?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • kocia_noga 27.10.07, 19:41
    Co ma "totalny relatywizm" do tego? Postawa zaufania ludziom,że
    wybiorą to co dla nich dobre, jeśli tylko nikomu nie szkodzą to
    według ciebie "totalny relatywizm"?
    Czy urozmaicone menu w restauracji tez uznasz za przejaw TR? Były
    czasy,że faktycznie jedzenie mogło być obce klasowo i niesłusZne.
    --
    bardzo, ale to bardzo
  • stephen_s 27.10.07, 19:52
    > Co ma "totalny relatywizm" do tego? Postawa zaufania ludziom,że
    > wybiorą to co dla nich dobre, jeśli tylko nikomu nie szkodzą to
    > według ciebie "totalny relatywizm"?

    Jeśli kryterium oceny moralnej ma być tylko to, czy ktoś coś uważa za dobre dla
    siebie, to tak, jest to totalny relatywizm.

    > Czy urozmaicone menu w restauracji tez uznasz za przejaw TR?

    Nie, natomiast mam wrażenie, ze Ty postulujesz, żeby w restauracji człowiekowi
    wolno było podać nawet cykutę, jeśli tylko sobie tego zażyczy.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • kocia_noga 27.10.07, 19:58
    stephen_s napisał:

    > > Co ma "totalny relatywizm" do tego? Postawa zaufania ludziom,że
    > > wybiorą to co dla nich dobre, jeśli tylko nikomu nie szkodzą to
    > > według ciebie "totalny relatywizm"?
    >
    > Jeśli kryterium oceny moralnej ma być tylko to, czy ktoś coś uważa
    za dobre dla
    > siebie, to tak, jest to totalny relatywizm.


    nadal patrzysz z punktu sędziego moralnego.Istnieje też takie
    spojrzenie: dobór lektury jest poza moralną oceną, o ile nie
    rani/szkodzi nikomu.
    Ty zdaje się masz cenzorskie zapędy.

    >
    > > Czy urozmaicone menu w restauracji tez uznasz za przejaw TR?
    >
    > Nie, natomiast mam wrażenie, ze Ty postulujesz, żeby w restauracji
    człowiekowi
    > wolno było podać nawet cykutę, jeśli tylko sobie tego zażyczy.

    Nie zauważyłeś tego, co napisałam o szkodzeniu komuś.Zamawiający to
    też ktoś.A poza tym prawo do samobójstwa to odrębna kwestia, skupmy
    się na felietonach opisujących czyjeś życie płciowe - czy ma to
    związek i jaki, z moralnością.
    >


    --
    bardzo, ale to bardzo
  • kocia_noga 27.10.07, 20:00
    No i odpowiedz mi: sądzisz,ze ktoś wie lepiej, co dla ludzi dobre i
    takiego kogos powinni wszyscy słuchać?
    --
    bardzo, ale to bardzo
  • stephen_s 27.10.07, 20:12
    No nie no, jasne, ze nie... Ale czy to oznacza, że naprawdę wszystko, co ludzie
    wymyślą, jest dobre?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • saszenka2 28.10.07, 00:47
    stephen_s napisał:

    > No nie no, jasne, ze nie... Ale czy to oznacza, że naprawdę
    wszystko, co ludzie
    > wymyślą, jest dobre?
    >

    Jeśli założymy, że to coś nikomu nie szkodzi, to ocena, czy jest to
    dobre, czy nie należy do jednostki i jej indywidualnych potrzeb.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 27.10.07, 20:18
    > nadal patrzysz z punktu sędziego moralnego.

    No bo rozmawiamy o moralności, nie?

    Istnieje też takie
    > spojrzenie: dobór lektury jest poza moralną oceną, o ile nie
    > rani/szkodzi nikomu.
    > Ty zdaje się masz cenzorskie zapędy.

    ALe czy ja coś mówię o cenzurze? Ja się zastanawiam nad moralną oceną istnienia
    "seksfelietonów", nie nad tym, czy wolno je drukować, czy nie.

    > Nie zauważyłeś tego, co napisałam o szkodzeniu komuś.Zamawiający to
    > też ktoś.

    Pytanie, wedle jakich kryterium ocenimy, co komu szkodzi? Istnieje punkt
    widzenia, wedle którego seksualny permisywizm właśnie ludziom szkodzi...

    > A poza tym prawo do samobójstwa to odrębna kwestia, skupmy
    > się na felietonach opisujących czyjeś życie płciowe - czy ma to
    > związek i jaki, z moralnością.

    Ma taki zwiazek, że opisywanie własnego seksu w felietonach (wg mnie
    przynajmniej) nie jest czymś ani w dobrym guście, ani pożytecznym dla osoby,
    która pisze. Więc zastanawiam się, czy moralnie takie coś powinno się akceptować
    - i jak to świadczy o stanie naszego społeczeństwa, że zapotrzebowanie na takie
    rzeczy istnieje.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • kocia_noga 27.10.07, 20:27
    stephen_s napisał:

    > > nadal patrzysz z punktu sędziego moralnego.
    >
    > No bo rozmawiamy o moralności, nie?

    A to nie oznacza wcale sędziowania.


    > Pytanie, wedle jakich kryterium ocenimy, co komu szkodzi? Istnieje
    punkt
    > widzenia, wedle którego seksualny permisywizm właśnie ludziom
    szkodzi...
    >

    Och, wiem! Niestety wiem do bólu.I promowanie zboczeń szkodzi, i
    przyzwolenie na obrzydlistwa w rodzaju przebieractwa,czy seksu tfu
    oralnego i innych zboczeń.Znam grupe sędziów moralności bardzo
    chętnie moralizujących sferę seksu.

    .
    >
    > Ma taki zwiazek, że opisywanie własnego seksu w felietonach (wg
    mnie
    > przynajmniej) nie jest czymś ani w dobrym guście, ani pożytecznym
    dla osoby,
    > która pisze.

    Czy w dobrym guscie, to nie wiem, nie czytałam.Ale daję prawo do
    złego gustu innym ludziom dopóki nie zechcą mi urządzić mieszkania
    czy życia na swoją modłę.


    --
    bardzo, ale to bardzo
  • stephen_s 27.10.07, 20:43
    > A to nie oznacza wcale sędziowania.

    No to jak mam mówić o moralnosci, by jednocześnie nie sędziować?

    > Znam grupe sędziów moralności bardzo
    > chętnie moralizujących sferę seksu.

    No ale jest to jakiś punkt widzenia, nie? Więc teraz się pytam: jak w zasadzie
    ocenić, co jest moralne, a co nie - jeśli oprzemy sie na zasadzie "wolno
    wszystko, co nie szkodzi"? Skoro zgody co do tego, co szkodzi, tak naprawdę nie
    ma? Jeśli wszystko, co nie szkodzi, jest OK, to tak naprawdę przyznajemy, że
    wszystko, co tylko ludzie zechcą, jest OK. Dlatego taka metoda wartościowania
    nie wystarcza, IMHO.

    > Czy w dobrym guscie, to nie wiem, nie czytałam.Ale daję prawo do
    > złego gustu innym ludziom dopóki nie zechcą mi urządzić mieszkania
    > czy życia na swoją modłę.

    Ale w tym momencie odstępujesz od zasady, ze złe jest robienie czegoś, co
    szkodzi innym. Ja w tym momecnie podnoszę wątpliwość co do długofalowych
    negatywnych skutków takiego wyciągania seksu ze sfery intymności. I właśnie
    pytam: może to naprawdę nikomu na zdrowie nie wychodzi i może powinniśmy to
    oceniać negatywnie? A Ty w tym momencie odpowiadasz, że dopóki Ciebie to nie
    dotyczy, to wszystko OK...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • kocia_noga 27.10.07, 21:21
    stephen_s napisał:

    > > A to nie oznacza wcale sędziowania.
    >
    > No to jak mam mówić o moralnosci, by jednocześnie nie sędziować?

    Możesz np mówić o wartościach,oraz przykładać wartości do
    rozważanego pzrypadku.Jaką wartość narusza, bądź nie określony
    przypadek?Nie znam twojego systemu wartości, ani nawet nie wiem,
    jaką wartośc wg ciebie narusza(jeżeli już) felieton.

    >
    > > Znam grupe sędziów moralności bardzo
    > > chętnie moralizujących sferę seksu.
    >
    > No ale jest to jakiś punkt widzenia, nie?
    No oczywiście, pisałam o tym na samym początku.

    Więc teraz się pytam: jak w zasadzie
    > ocenić, co jest moralne, a co nie - jeśli oprzemy sie na
    zasadzie "wolno
    > wszystko, co nie szkodzi"?


    Przecież to chyba jasne - to co nie szkodzi,nie jest naganne
    moralnie.To co pomaga, jest wartościowe moralnie.

    Skoro zgody co do tego, co szkodzi, tak naprawdę nie
    > ma?


    ???? Nie rozumiem.jakiej zgody?


    Jeśli wszystko, co nie szkodzi, jest OK, to tak naprawdę
    przyznajemy, że
    > wszystko, co tylko ludzie zechcą, jest OK.

    Nie, skąd taki wniosek?Ludzie chcą rzeczy, które szkodzą i
    wprowadzanie ich w czyn podlega ocenie etycznej.



    daję prawo do
    > > złego gustu innym ludziom dopóki nie zechcą mi urządzić
    mieszkania
    > > czy życia na swoją modłę.
    >
    > Ale w tym momencie odstępujesz od zasady, ze złe jest robienie
    czegoś, co
    > szkodzi innym.


    W którym miejscu odstępuję? Ktos kto urządza sobie mieszkanie/życie
    po swojemu robi to, co jemu służy.Urządzając wbrew mojej woli
    mieszkanie/życie mnie szkodzi mi.


    Ja w tym momecnie podnoszę wątpliwość co do długofalowych
    > negatywnych skutków takiego wyciągania seksu ze sfery intymności.
    I właśnie
    > pytam: może to naprawdę nikomu na zdrowie nie wychodzi i może
    powinniśmy to
    > oceniać negatywnie? A Ty w tym momencie odpowiadasz, że dopóki
    Ciebie to nie
    > dotyczy, to wszystko OK...

    Bzdura, Steph, nie pzrekręcaj i nie mieszaj, prosze.
    Póki co nikt ci nie pakuje swojej intymności na siłę, więc niczego
    wbrew twojej woli nie musisz doznawać.
    Rozumiesz? Jesli ktos czyta/pisze takie felietony i czerpie z tego
    pożytek, to jest to dobre.
    A pzrypisywanie mi powyższego twierdzenia jest wręcz paskudne.
    >


    --
    Chrzanić sygnaturki
  • stephen_s 27.10.07, 22:06
    > Możesz np mówić o wartościach,oraz przykładać wartości do
    > rozważanego pzrypadku.Jaką wartość narusza, bądź nie określony
    > przypadek?Nie znam twojego systemu wartości, ani nawet nie wiem,
    > jaką wartośc wg ciebie narusza(jeżeli już) felieton.

    OK. Powiedzmy zatem, że naruszaną wartością jest intymność ludzkiej sfery
    seksualnej...

    > Przecież to chyba jasne - to co nie szkodzi,nie jest naganne
    > moralnie.To co pomaga, jest wartościowe moralnie.

    No tak, ale ja się pytam: CO szkodzi? CO pomaga? Każdy człowiek chyba udzieli tu
    innej odpowiedzi...

    > Nie, skąd taki wniosek?Ludzie chcą rzeczy, które szkodzą i
    > wprowadzanie ich w czyn podlega ocenie etycznej.

    Tak, ale mało kto chyba chce wprowadzać w czyn coś, o czym wie, że to szkodzi -
    zwłaszcza jemu samemu? Więc znowu wracamy do pytania - na jakiej podstawie
    rozstrzygać, co szkodzi i czego nie powinno się robić?

    > W którym miejscu odstępuję? Ktos kto urządza sobie mieszkanie/życie
    > po swojemu robi to, co jemu służy.Urządzając wbrew mojej woli
    > mieszkanie/życie mnie szkodzi mi.

    Chodziło mi o to, że czyjś "zły gust" (przejawiający się w owych felietonach)
    może Tobie nie wchodzi z butami w życie, ale może jednocześnie komuś innemu
    szkodzić.

    > Rozumiesz? Jesli ktos czyta/pisze takie felietony i czerpie z tego
    > pożytek, to jest to dobre.

    ALe może ktos inny czyta i dobrze to na niego nie wpływa?

    > A pzrypisywanie mi powyższego twierdzenia jest wręcz paskudne.

    Hmm, nie za bardzo w sumie rozumiem, czym poczułaś się urażona, ale jeśli jednak
    uraziłem, to szczerze przepraszam.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 22:59
    Dla mnie własnie z punktu widzenia moralnosci najlepszym kryterium oceny jest
    to,czy postępowanie tej osoby narusza wolność innych.
    Uważam,że człowiek ma prawo szkodzić samemu sobie.Z tego punktu widzenia pisanie
    seksfelietonów jest moralne, bo nie ma przymusu ich czytania.
    --
    Gdy siedzę w lokalu przy dobrej wódzie, twoja ręka pod stołem na moim udzie,
    czego mi więcej do szczęście trzeba, jestem przecież bramą do nieba
  • stephen_s 27.10.07, 23:20
    Hmm... Jest to jakieś podejście...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 23:24
    Ja jestem zwolenniczką takiej koncepcji wolnośći:moja wolność kończy się
    tam,gdzie zaczyna się wolnośćdrugiego człowieka.I dopiero naruszenie tej granicy
    jest niemoralne.
    --
    Pilnie poszukuję socjalisty i lewaka w celu redystrybucji dóbr!!!
  • stephen_s 27.10.07, 23:25
    Wiesz, kiedyś też byłem zwolennikiem tej teorii, ale ostatnio zaczynam skłaniac
    się do przekonania, że ona jednak nie wyjaśnia wszystkich problemów etycznych w
    wystarczający sposób.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 23:28
    Oczywiście, pozostaje problem podmiotowości dziecka.To znaczy kiedy uznajemy
    dziecko za ową jednostke,której wolności nie wolno naruszać.Ja się skłaniam do
    uznania magicznej 18, choć to też arbitralnie wyznaczona granica.
    --
    Gdy siedzę w lokalu przy dobrej wódzie, twoja ręka pod stołem na moim udzie,
    czego mi więcej do szczęście trzeba, jestem przecież bramą do nieba
  • stephen_s 27.10.07, 23:34
    Własnie, sama widzisz, bez arbitralnie ustalonych granic obyć się nie da...

    Podrzucam prowokacyjną myśl: czemu zatem w ogóle hierarchii wartości nie ustalić
    arbitralnie? Skoro i tak z arbitralności całkiem zrezygnować sie nie da...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 23:40
    Dlatego wybieram taką zasadę,która daje maksymalnie dużo wolności jednostce.Nie
    da się arbitralnie ustalić hierarchii z jednego prostego powodu: wymaga to
    najpierw arbitralnego ustalenia kto narzuca hierarchię, a decyzje o tym trzeba
    podjąć arbitralnie itd:)
    Poza tym musisz się przygotować na to,ze arbitralnie ustalona hierarchia byłaby
    dla ciebie pod względem etycznym nie do przyjecia.Chciałbyś żyć w państwie
    islamskim, w którym wartości to reguły Koranu zinterpretowane przez pewną grupę
    osób?
    --
    Jestem takim przykładem kobiety jak nietoperz jest przykładem ssaka:)
  • stephen_s 27.10.07, 23:47
    > Dlatego wybieram taką zasadę,która daje maksymalnie dużo wolności jednostce.Nie
    > da się arbitralnie ustalić hierarchii z jednego prostego powodu: wymaga to
    > najpierw arbitralnego ustalenia kto narzuca hierarchię, a decyzje o tym trzeba
    > podjąć arbitralnie itd:)

    Nie no, jasne :) Ale jeśli zgodzimy sie na arbitralną hierarchię wartości, to
    też możemy zogdzić się arbitralnie, kto ją ustala...

    > Poza tym musisz się przygotować na to,ze arbitralnie ustalona hierarchia byłaby
    > dla ciebie pod względem etycznym nie do przyjecia.

    Ale zauwaz, że jeśli godzimy się na takie arbitralne ustalenie hierarchii
    wartości, to cóż - godzimy się po prostu podporządkować i tyle. Osoba ustalająca
    hierarchię "wie lepiej"...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 23:48
    ale jak znaleźć tego pierwszergo,który wie lepiej, kto wie lepiej co jest
    najlepsze?:)
    --
    Pilnie poszukuję socjalisty i lewaka w celu redystrybucji dóbr!!!
  • stephen_s 27.10.07, 23:51
    Losować? :)))

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 23:55
    a jak wybrac tego kto wyciągnie los?:)
    --
    Gdy siedzę w lokalu przy dobrej wódzie, twoja ręka pod stołem na moim udzie,
    czego mi więcej do szczęście trzeba, jestem przecież bramą do nieba
  • saszenka2 28.10.07, 01:05
    stephen_s napisał:

    > Losować? :)))
    >
    Niepoważnie podchodzisz do problemu. A co jeśli wybierzesz osobę,
    która się po prostu do tego nie nadaje? Nie ma ludzi nieomylnych,
    czemu mamy żyć według czyjegoś widzimisię? Nasunęło mi się
    skojarzenie z moim ulubionym dramatem-"Antygoną". Konflikt pomiędzy
    prawem boskim a ludzkim. Ktoś może uznać(ten, którego wylosujesz),
    że trzeba zalegalizować np. łapówki, których jesteś przeciwnikiem.
    Czy to jest moralne? Każdy ma swoje poczucie moralności i niech tak
    pzoostanie, dopóki nie szkodzi innym. Inny problem, jak ustalić, kto
    będzie losował?
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 22:56
    Niestety odejście od prawa do wolnego wyboru prowadzi do autorytaryzmu. ciebie
    niepokoi,że pisze się co tydzień raporty z własnego życia seksualnego, dla kogoś
    czymś szkodliwym i niepokojącym bedzie to,że dwie kobiety chcą zyć razem, dla
    jeszcze kogoś innego seks ludz, którzy nie mają ślubu kościelnego.
    --
    Pszewin niemowlu bo sie sflustruje
  • stephen_s 27.10.07, 23:30
    Z drugiej strony, wartościowanie wszystkiego wyłacznie według prawa każdego do
    dokonywania wyborów prowadzi do ostrego relatywizmu i sytuacji, kiedy w ogóle
    nie można niczego ocenić, nie można czegoś nazwać złym itd. Mam wrażenie, że
    prowadzić to może w ostatecznych rachunku do strasznego cynizmu i hihilizmu...

    Czasem mam wrażenie, że w społeczeństwie na dłuższą metę relatywizm prowadzi do
    chaosu - i może po prostu nie ma lewara, dla wspólnego dobra ktoś musi jakaś
    niepodważalną hierarchię wartości określić?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 23:35
    napisałam ci w innym miejscu jak oceniać co dobre,a co złe.
    Kto miałby tę niepodważalną hierarchię określać? Dlaczego na przykład ty a nie
    ja?To oczywiscie tylko przykład.
    --
    Pszewin niemowlu bo sie sflustruje
  • stephen_s 27.10.07, 23:50
    Widzisz, ale ja nie mówię, że to ja muszę ustalać hierarchię... :)

    Nie wiem, po prostu życie w totalnie liberalnym społeczeństwie nieco zaczyna
    mnie czasem przerastać, mam wrażenie. Ja mam potrzebę posiadania pewnego ładu na
    poziomie moralnym - i żałuję, że nie mogę jakiejś obiektywnej hierarchii
    wartości odkryć. I tego chyba zazdroszczę konserwatystom: stąłego punktu
    odniesienia...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 23:52
    ja jestem liberałką i mam ten punkt odniesienia.Kiedy zastanawiam się czy moje
    postępowanie jest słuszne to rozważam,czy nie naruszam czyjejś wolności, czy
    kogoś nie krzywdzę.
    --
    Pilnie poszukuję socjalisty i lewaka w celu redystrybucji dóbr!!!
  • stephen_s 27.10.07, 23:54
    No ale jak uzasadniasz - według wartości liberalnych - czemu wolność jest
    wartością obiektywną? Przecież wszystko jest relatywne... :\\

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 23:56
    bo zawiera w sobie wszystkie inne wartości.
    --
    Jestem takim przykładem kobiety jak nietoperz jest przykładem ssaka:)
  • stephen_s 27.10.07, 23:57
    Hmmm... No nie wiem :) Ale pomyślę nad tym jutro, bo na razie muszę iść spać...

    Dobranoc :)

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 00:02
    dobranoc i niech ci się przyśni Hierarchia:)
    --
    Jestem takim przykładem kobiety jak nietoperz jest przykładem ssaka:)
  • stephen_s 28.10.07, 09:40
    Swoją drogą, ciekawe, jak taki sen mógłby wyglądać :)))

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • stephen_s 28.10.07, 09:45
    W jakim sensie?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 09:56
    w takim sensie że wolność pozwala ci realizować inne wartości.
    --
    Gdy siedzę w lokalu przy dobrej wódzie, twoja ręka pod stołem na moim udzie,
    czego mi więcej do szczęście trzeba, jestem przecież bramą do nieba
  • sonia1199 28.10.07, 20:18
    stephen_s napisał:

    > Widzisz, ale ja nie mówię, że to ja muszę ustalać hierarchię... :)
    >
    > Nie wiem, po prostu życie w totalnie liberalnym społeczeństwie nieco zaczyna
    > mnie czasem przerastać, mam wrażenie. Ja mam potrzebę posiadania pewnego ładu n
    > a
    > poziomie moralnym - i żałuję, że nie mogę jakiejś obiektywnej hierarchii
    > wartości odkryć. I tego chyba zazdroszczę konserwatystom: stąłego punktu
    > odniesienia...
    >
    Szczerze polecam Ci taki punkt: Miłuj bliźniego jak siebie samego, nie czyń
    drugiemu, co Tobie niemiłe - czyli kwintesencja 10-ciu przykazań w najczystszej
    formie. MIŁOŚĆ BLIŹNIEGO !!!!!!!!
  • stephen_s 28.10.07, 20:22
    Ha, ale rozumiesz, że milość blixniego można rozumieć bardzo różnie? To na tyle
    ogólna wartość, że można mieć wątpliwości, jak ją realizować...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • sonia1199 28.10.07, 20:33
    stephen_s napisał:

    > Ha, ale rozumiesz, że milość blixniego można rozumieć bardzo różnie? To na tyle
    > ogólna wartość, że można mieć wątpliwości, jak ją realizować...

    Tutaj Twój relatywizm wykipiał. MIŁOŚĆ spytaj o znaczenie tego słowa
    jakakolwiek MATKĘ. Miłość, to NIE ocenianie i sądzenie, ale dawanie i pomaganie.
    Widze, że słowo relatywizm Cie fascynuje. A generalnie, zauwazyłam, że ludzkość
    się dzieli na 2 kategorie, które mozna porównać do zawodów prawniczych. Jedni
    nadają się (są mentalnie) "prokuratorami" a inni "obrońcami". Cieszę sie, że
    należe do tych drugich. A do której grupy Ty, myślisz, że należysz? Pytanie
    skierowane jest do wszystkich. Pomyślcie nad tym.
  • stephen_s 28.10.07, 20:38
    > Tutaj Twój relatywizm wykipiał. MIŁOŚĆ spytaj o znaczenie tego słowa
    > jakakolwiek MATKĘ.

    Po pierwsze: czemu nie pytać o to ojców? Co to za seksizm, hę? ;))

    Po drugie: matki miłość rozumieją też bardzo różnie.

    > Widze, że słowo relatywizm Cie fascynuje.

    A owszem.

    A generalnie, zauwazyłam, że ludzkość
    > się dzieli na 2 kategorie, które mozna porównać do zawodów prawniczych. Jedni
    > nadają się (są mentalnie) "prokuratorami" a inni "obrońcami". Cieszę sie, że
    > należe do tych drugich. A do której grupy Ty, myślisz, że należysz?

    Mając te dwie możliwości do wyboru, jednak wybiorę "obrońcę"...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • sonia1199 28.10.07, 20:48
    stephen_s napisał:

    > > Tutaj Twój relatywizm wykipiał. MIŁOŚĆ spytaj o znaczenie tego słowa
    > > jakakolwiek MATKĘ.
    >
    > Po pierwsze: czemu nie pytać o to ojców? Co to za seksizm, hę? ;))
    >
    > Po drugie: matki miłość rozumieją też bardzo różnie.
    >
    > > Widze, że słowo relatywizm Cie fascynuje.
    >
    > A owszem.
    >
    > A generalnie, zauwazyłam, że ludzkość
    > > się dzieli na 2 kategorie, które mozna porównać do zawodów prawniczych. J
    > edni
    > > nadają się (są mentalnie) "prokuratorami" a inni "obrońcami". Cieszę sie,
    > że
    > > należe do tych drugich. A do której grupy Ty, myślisz, że należysz?
    >
    > Mając te dwie możliwości do wyboru, jednak wybiorę "obrońcę"...
    >
    To nie kwestia wyboru, tlko osobowości i wrażliwości. Ty, szczególnie, nie
    wyglądasz mi na obrońcę (ale to MOJA opinia). Zacząłes swoje wypowiedzi od
    oskarżeń, tego "obrońcy" nigdy nie robią. Twój wybór, by sie postawić po stronie
    "obrońców" jest oportunistyczny. Wiesz, (jestes na tyle inteligentny) że nikt
    nie lubi prokuratorów. A wiec dokonałaś WYBORU i to dośc populistycznego. Ja
    widzę w Tobie typowego prokyratora. A jeszcze na dokładkę, manipulatora, który
    chce sie (lub wmawia sobie) przedstawić z "lepszej strony". Ale to Twój wybór. I
    na szczescie w demokracji mamy takie wybory i dzięki za to historii.
  • stephen_s 28.10.07, 20:53
    > To nie kwestia wyboru, tlko osobowości i wrażliwości. Ty, szczególnie, nie
    > wyglądasz mi na obrońcę (ale to MOJA opinia).

    Myślę, że jednak trochę źle mnie oceniasz :)

    Zacząłes swoje wypowiedzi od
    > oskarżeń, tego "obrońcy" nigdy nie robią.

    Ludzkie osobowości są nierzadko złożone, wiesz.

    > Twój wybór, by sie postawić po stroni
    > e
    > "obrońców" jest oportunistyczny. Wiesz, (jestes na tyle inteligentny) że nikt
    > nie lubi prokuratorów. A wiec dokonałaś WYBORU i to dośc populistycznego.

    Wiesz, mam wrażenie, że jakbym Ci zalinkował inne moje dyskusje z innych forów,
    to... trochę byś się zdziwiła.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • sonia1199 28.10.07, 21:00
    stephen_s napisał:
    > to... trochę byś się zdziwiła.
    >
    Ja bazuje na TEJ dyskusji. Opieram swoją opinie na Twoich wypowiedziach teraz i
    tutaj. Polemizuje z Tobą w oparciu o te dane. Nie znam Cie i ty mnie. Może to
    dobrze a może źle - nie bedziemy tego oceniać. Z szacunkiem. Ona
  • sonia1199 28.10.07, 20:50
    jednak wybiorę "obrońcę"...
    >
    Cyt>: "gwiazdy nade mna i prawo moralne WE MNIE" polecam. Kant
  • evita_duarte 27.10.07, 20:54
    stephen_s napisał:

    > > Wiesz nawet jesli jest to ekshibicjonizm, to kontrolowany. Nikt
    nie
    > > zmusza Cie do czytania jej wynurzen wiec to chyba ok.
    >
    > Tym niemniej chyba mogę mieć jakąś opinię nt. takich felietonów
    jako pewnego
    > zjawiska kulturowego, no nie? No więc, dla mnie jest to zjawisko
    dziwne...

    Mowilam to raczej w kontrascie do innego ekshibicjonizmu, kiedy to
    pan pokazuje swe wdzieki bezx przyzwolenia osob ogladajacych.


    >
    > > Generalnie tekstu nie czytalam, ale wydaje mi sie, ze skoro takie
    > > felietony powstaja to musi byc na nie popyt.
    >
    > I to rozwiązuje wszystkie wątpliwości moralne? Ktoś czyta, więc
    jest
    > zapotrzebowanie - i nie można się pozastanawiać nad kondycją
    kultury, gdzie
    > istnieje potrzeba ludzi do czytania raz na tydzień felietonu o
    czyimś życiu
    > erotycznym?
    >

    I tu sie roznimy. Dopoki ktos nie robi krzywdy drugiej osobie to nie
    powionna nikogo obchodzic jego moralnosc. Wiesz filozofowie
    klasyczni zastanawiali sie nad moralnoscia i etyka i jakos nie
    wymyslili niczego, co moznaby uznac za uniwersalne. Kim zatem ja
    jestem zeby swoja moralnosc na innych rozciagac. Jakos nie wyobrazam
    sobie nikogo postulujacego: zabrnic palenia, a jest ono o wiele
    bardziej szkodliwe niz seksualne felietony.


    --
    marzenkowonyc.wordpress.com/
    spojrzeniezobiektywu.wordpress.com/
  • stephen_s 27.10.07, 21:08
    > Mowilam to raczej w kontrascie do innego ekshibicjonizmu, kiedy to
    > pan pokazuje swe wdzieki bezx przyzwolenia osob ogladajacych.

    A, no w tym sensie to masz rację. Ale przecież słowo "ekshibicjonizm" używane
    jest w kontekście tych felietonów w innym znaczeniu...

    > I tu sie roznimy. Dopoki ktos nie robi krzywdy drugiej osobie to nie
    > powionna nikogo obchodzic jego moralnosc.

    Zależy, co przez to rozumiesz... Oczywiście, ja też nie mówię, żeby takich
    felietonów zakazać. Co mówię, to to, że mam wrażenie, ze są one symptomem
    stosunku do seksu w naszej kulturze, który to stosunek budzi moje wątpliwości. I
    naprawdę nie wiem, czy to całe wyzwolenie seksualne nie wyjdzie nam kiedyś bokiem...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • kocia_noga 27.10.07, 21:28
    stephen_s napisał:

    mam wrażenie, ze są one symptomem
    > stosunku do seksu w naszej kulturze, który to stosunek budzi moje
    wątpliwości.
    > I
    > naprawdę nie wiem, czy to całe wyzwolenie seksualne nie wyjdzie
    nam kiedyś boki
    > em...
    >
    Tego nikt nie wie, świat toczy się swoim torem.Ja widze dobre strony
    i dostrzegam też to,że wyzwolenie może być użyte w złych celach, jak
    wszystko.
    Samo w sobie natomiast wg mnie nie jest moralne-ani dobre ani
    złe.Będzie takie, kiedy się z tego zrobi użytek dla, lub przeciwko
    drugiemu człowiekowi.


    --
    Chrzanić sygnaturki
  • saszenka2 28.10.07, 00:40
    stephen_s napisał:

    > > Wiesz nawet jesli jest to ekshibicjonizm, to kontrolowany. Nikt
    nie
    > > zmusza Cie do czytania jej wynurzen wiec to chyba ok.
    >
    > Tym niemniej chyba mogę mieć jakąś opinię nt. takich felietonów
    jako pewnego
    > zjawiska kulturowego, no nie? No więc, dla mnie jest to zjawisko
    dziwne...
    >
    > > Generalnie tekstu nie czytalam, ale wydaje mi sie, ze skoro takie
    > > felietony powstaja to musi byc na nie popyt.
    >
    > I to rozwiązuje wszystkie wątpliwości moralne? Ktoś czyta, więc
    jest
    > zapotrzebowanie - i nie można się pozastanawiać nad kondycją
    kultury, gdzie
    > istnieje potrzeba ludzi do czytania raz na tydzień felietonu o
    czyimś życiu
    > erotycznym?
    >

    Ludzie mają różnorodne potrzeby. Wielu z nich interesuje się życiem
    innych ludzi, czego najlepszym dowodem są tabloidy i programy typu
    reality show. Dopóki obie strony się na to zgadzają, jest okej i nic
    nam do tego. Jeśli są osoby, które chcą się dzielić swoimi
    seksualnymi preżyciami i są ludzie, którzy lubią to czytać, to jest
    okej. Nikt nikogo nie zmusza, nie poniża, nie krzywdzi.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • gassda 27.10.07, 17:59
    Drogie użytkowniczki tego forum i drodzy użytkownicy - nie macie
    mniej oklepanych (to nie jest aluzja do klepania damskich
    pośladków :-) ) tematów?

    Seks zajmuje mniej niż 1% czasu życia człowieka, ale tu bez przerwy
    o tym. Czyżby paniom feministkom aż tak seksu brakowało?
    No bo o jedzeniu mówią najwięcej głodni, najedzony do przesady o
    jedzeniu nie chce słyszeć...

    -----------------
    Seksmisja:
    "Wiem! Wiem! Sfiksowałyście boście chłopa dawno nie miały! Chłopa
    wam trzeba! Sam siądę!"
  • marla66 27.10.07, 21:59
    gassda napisał:

    > Drogie użytkowniczki tego forum i drodzy użytkownicy - nie macie
    > mniej oklepanych (to nie jest aluzja do klepania damskich
    > pośladków :-) ) tematów?
    >
    > Seks zajmuje mniej niż 1% czasu życia człowieka, ale tu bez przerwy
    > o tym. Czyżby paniom feministkom aż tak seksu brakowało?

    > No bo o jedzeniu mówią najwięcej głodni, najedzony do przesady o
    > jedzeniu nie chce słyszeć...
    >
    > -----------------
    > Seksmisja:
    > "Wiem! Wiem! Sfiksowałyście boście chłopa dawno nie miały! Chłopa
    > wam trzeba! Sam siądę!"



    seks to super temat.
    Stephen wyraźnie temat podtrzymuje bo już nie może wytrzymać:DDD
    A propos, seks w wielu wypadkach, np moich zajmuje 20% czasu mojego życia więc
    wypraszam sobie...

    Stephen! co mnie obchodzi Twoje CV! W ogole nie na temat!
    pozdrawiam!
  • stephen_s 27.10.07, 22:07
    > Stephen! co mnie obchodzi Twoje CV! W ogole nie na temat!

    Zaraz, jakie CV..??? Nie rozumiem...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • marla66 27.10.07, 22:48
    stephen_s napisał:

    > > Stephen! co mnie obchodzi Twoje CV! W ogole nie na temat!
    >
    > Zaraz, jakie CV..??? Nie rozumiem...
    >


    W sensie..co mnie obchodzi jakie masz doświadczenie..do czego się odnosisz..być
    może odnosisz się do jakiś własnych przeżyć..

    pozdrawiam gorąco i ekshibicjonistycznie
  • stephen_s 27.10.07, 23:11
    > W sensie..co mnie obchodzi jakie masz doświadczenie..do czego się odnosisz..być
    > może odnosisz się do jakiś własnych przeżyć..

    Ciągle nie rozumiem..? O którym fragmencie wątku teraz mówisz?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • gassda 28.10.07, 08:15
    marla66 napisała:

    > A propos, seks w wielu wypadkach, np moich zajmuje 20% czasu
    mojego życia więc wypraszam sobie...

    20 procent????
    Czyli przy codziennym wychodzi prawie 5 godzin dziennie. A ponieważ
    codziennie się nie da (wyjazdy, partner się naprał, itp.) - to Ty
    jesteś po prostu nimfomanką :-)
  • gassda 28.10.07, 20:28
    marla66 napisała:

    > A propos, seks w wielu wypadkach, np moich zajmuje 20% czasu
    mojego życia więc
    > wypraszam sobie...

    20 procent doby to niecałe pięć godzin. Do tego nie zawsze da się
    codziennie seks uprawiać - a to ważny egzamin, a to partner się
    naprał lub boli go głowa, a to samotny wyjazd...
    Czyli w dniu, w którym uprawiasz seks, przeznaczasz nań jakieś 7 do
    dziesięciu godzin - toż to czysta nimfomania :-)


    P.S. Serwer wam nawala, musiałem powtórzyć ten wpis do marli66, bo
    znikł.
  • bitch.with.a.brain 27.10.07, 22:51
    najwyraźniej tobie najbardziej brakuje w zyciu feministki bo tylko o tym
    piszesz:)A my tu o seksie rzadko piszemy.Tylko niejaki Kaleson o miniówkach sie
    rozpisuje
    --
    Jestem takim przykładem kobiety jak nietoperz jest przykładem ssaka:)
  • gassda 28.10.07, 08:10
    bitch.with.a.brain napisała:

    > najwyraźniej tobie najbardziej brakuje w zyciu feministki bo tylko
    o tym piszesz

    Tylko o tym piszę na tym forum.
    Bo tylko o tym z Tobą da się gadać - przecież znudzony feminizmem
    proponowałem Ci dyskusję o dziwozwierzu delphinusie, ale Ty nie
    podjęłaś tematu...
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 09:35
    najwyraźniej brakuej ci feministki i dziwozwierza delphinusa.:)eż dość
    ograniczony zakres...Zreszt ą ktoś kto nie chce rozmiawiać o feministkach nie
    przychodzi na forum na którym rzekomo tylko o tym da się gadać.
    --
    Gdy siedzę w lokalu przy dobrej wódzie, twoja ręka pod stołem na moim udzie,
    czego mi więcej do szczęście trzeba, jestem przecież bramą do nieba
  • gassda 28.10.07, 20:49
    bitch.with.a.brain napisała:

    > najwyraźniej brakuej ci feministki i dziwozwierza delphinusa.:)

    I milionów innych tematów, o których mógłbym z feministką pogadać,
    gdyby ta miała cosik do powiedzenia.

    >Zresztą ktoś kto nie chce rozmiawiać o feministkach nie przychodzi
    na forum na którym rzekomo tylko o tym da się gadać.

    Nie chce rozmawiać o feministkach, tylko chce porozmawiać z
    feministkami. Pochodzę z normalnej rodziny, chodziłem do normalnych
    szkół i żadnej feministki nie spotkałem. Zatem chciałbym lepiej
    poznać, cóż to za dziwo, rozmaite egzotyczne monstra zawsze mnie
    fascynowały - a to smoki, a to tyranozaury, a to dziwozwierz
    delphinus, a to strzygi, a to feministki.


  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 21:33
    Niestety pewnie się rozczarujesz.Feministki specjalnie egzotyczne nie są.A o
    czym chcesz porozmawiać?co cię interesuje?Poza monstrami oczywiście
    --
    Pszewin niemowlu bo sie sflustruje
  • gassda 29.10.07, 19:19
    Jam ci człek renesansu, mam rozległe zainteresowania.
    Skoro dziwozwierz delphinus nie okazał się godny Twej uwagi -
    zaproponuj Ty temat dyskursu.
  • saszenka2 29.10.07, 20:38
    gassda napisał:

    > bitch.with.a.brain napisała:
    >
    > > najwyraźniej brakuej ci feministki i dziwozwierza delphinusa.:)
    >
    > I milionów innych tematów, o których mógłbym z feministką pogadać,
    > gdyby ta miała cosik do powiedzenia.
    >

    > >Zresztą ktoś kto nie chce rozmiawiać o feministkach nie
    przychodzi
    > na forum na którym rzekomo tylko o tym da się gadać.
    >
    > Nie chce rozmawiać o feministkach, tylko chce porozmawiać z
    > feministkami. Pochodzę z normalnej rodziny, chodziłem do
    normalnych
    > szkół i żadnej feministki nie spotkałem. Zatem chciałbym lepiej
    > poznać, cóż to za dziwo, rozmaite egzotyczne monstra zawsze mnie
    > fascynowały - a to smoki, a to tyranozaury, a to dziwozwierz
    > delphinus, a to strzygi, a to feministki.
    Co to znaczy "normalnej"? Ilu ludzi tyleż definicji "normalnych"
    i "nienoramalnych" cech, zachowań? Czyżbyś feministki traktował jako
    jakieś "nienormalne" zjawy, głupie, niemogące dorównać Ci w
    dyskusji? Z Twoich postów bije jakaś nienawiść do kobiet.
    Najwyraźniej masz z tym problem, skoro swoje projekcje i żale
    wylewasz na forum w formie mniej lub bardziej zawoalowanej. Czy
    fakt, iż proponowane przez Ciebie tematy nas nie interesują,
    oznacza, że nie mamy nic mądrego do powiedzenia? Nie wiem, czy
    zauważyłeś, ale to jest forum dotyczące feminizmu, a tyranozaurów. W
    Internecie z pewnością znajdziesz parę stron poświęconych
    krasiejowskim dinozaurom i swoim zainteresowaniom. Tam też być może
    znajdziesz rozmówców. Masz pretensje o to, że na forum
    feministycznym rozmawia się o feminizmie. To tak, jakby mieć
    pretensje, że gazeta motoryzacyjna pisze o samochodach. Skoro Ty tu
    przyszedłeś, to dostosuj się do tutejszych realiów, a nie żądaj od
    nas, żebyśmy dostosowywały się do Twoich wymagań. Jak nie chcę
    czytać o Kościele, to po prostu nie wchodzę na forum katolickie,
    gdzie wszyscy debarują nt. wiary. Sam zapewne znasz feministki,
    czego dowodem jest Twoja pogarda wobec feministek, którą ukazujesz
    na tym forum. Skoro masz z tym taki problem, to coś musi być na
    rzeczy.
    >
    >


    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • bene_gesserit 27.10.07, 21:30
    Zupelnie nie rozumiem, czego sie tu czepiac.
    Opowiesci o podrywach w gronach meskich istnialy od stuleci - od
    dziesiecioleci zaistnialy w gronach damskich. Celebrities z checia
    wyznaja szczegoly swojego pozycia, lacznie z niby to skradzionymi
    zapisami cyfrowymi miodowych miesiacow albo innych niemiodowych
    figli. To sie sprzedaje we wspolczesnej kulturze - bo ludzie to
    kupuja, albo - dlatego ludzie to kupuja.

    Noi oczywiscie, ze istnieja meskie odpowiedniki takich rubryk, skad
    pomysl, ze ich nie ma?


    --
    -So, we’re the last feminists? Feminism dies with my generation?
    -It is to be hoped for, dear.
  • cartahena 28.10.07, 01:05
    Nie czytalam wszystkich wypowiedzi, ale zgadzam sie z wiekszoscia
    tego, co na pisal stephen_s.
    Oczywiscie, ze wystepowanie "na rurze" jest dla kobiety
    upokarzajace i nie ma co do tego dopisywac teorii, ze ona "lubi sie
    facetom podobac". Gdyby tak naprawde lubila, to by nie brala za to
    pieniedzy.

    A co do pisania artykulow przez felietonistke o swoich przezyciach
    seksulanych, no coz... a kogo to obchodzi? To sa sprawy intymne i
    niech lepiej takimi pozostana. Oczywiscie, inaczej sprawa sie ma,
    jesli chodzi o literature wyzszych lotow....
  • bene_gesserit 28.10.07, 01:46
    cartahena napisała:

    > Nie czytalam wszystkich wypowiedzi, ale zgadzam sie z wiekszoscia
    > tego, co na pisal stephen_s.
    > Oczywiscie, ze wystepowanie "na rurze" jest dla kobiety
    > upokarzajace i nie ma co do tego dopisywac teorii, ze ona "lubi
    sie
    > facetom podobac".

    Tak, kobiety to wieczne ofiary, cierpietnice przesladowane przez
    system...
    Jak mnie irytuje niemoznosc wyjscia poza te optyke!

    Upokorzenie to nie jest cos, co sie bierze z powietrza. Osoba A moze
    upokorzyc osobe B tylko w takim stopniu, w jakim osoba B do tego
    dopusci. Ludziom udawalo sie ocalic godnosc w o wiele bardziej
    ekstremalnych sytuacjach, niz bar go-go. Jesli dziewczyna za
    pokazanie cyckow i pol godziny wygibasow bierze niezla kase i smieje
    sie ze sliniacych sie frajerow, ktorzy moga sobie na nia tylko
    popatrzec, to naprawde nie ona jest w tej sytuacji upokarzana.

    Gdyby tak naprawde lubila, to by nie brala za to
    > pieniedzy.

    Zdarzylo mi sie w zyciu dostawac forse za robienie tego, co lubie,
    dlatego dziwi mnie tego typu opinia.

    > A co do pisania artykulow przez felietonistke o swoich przezyciach
    > seksulanych, no coz... a kogo to obchodzi?

    Setki tysiecy ich czytelnikow?

    To sa sprawy intymne i
    > niech lepiej takimi pozostana.

    Nie wiem, czy zauwazylas, ale w dzisiejszych czasach intymnosc
    najlepiej sie sprzedaje.

    Oczywiscie, inaczej sprawa sie ma,
    > jesli chodzi o literature wyzszych lotow....

    A - czyli jak wyzszych, to mozna sprzedac?


    --
    -So, we’re the last feminists? Feminism dies with my generation?
    -It is to be hoped for, dear.
  • stephen_s 28.10.07, 09:49
    > Upokorzenie to nie jest cos, co sie bierze z powietrza. Osoba A moze
    > upokorzyc osobe B tylko w takim stopniu, w jakim osoba B do tego
    > dopusci. Ludziom udawalo sie ocalic godnosc w o wiele bardziej
    > ekstremalnych sytuacjach, niz bar go-go. Jesli dziewczyna za
    > pokazanie cyckow i pol godziny wygibasow bierze niezla kase i smieje
    > sie ze sliniacych sie frajerow, ktorzy moga sobie na nia tylko
    > popatrzec, to naprawde nie ona jest w tej sytuacji upokarzana.

    Absolutnie się z tym nie zgadzam.

    > Nie wiem, czy zauwazylas, ale w dzisiejszych czasach intymnosc
    > najlepiej sie sprzedaje.

    I to jest właśnie w dzisiejszych czasach chore...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bene_gesserit 28.10.07, 10:34
    stephen_s napisał:

    > Absolutnie się z tym nie zgadzam.

    No to napisz, z czym sie w takim razie zgadzasz.

    > > Nie wiem, czy zauwazylas, ale w dzisiejszych czasach intymnosc
    > > najlepiej sie sprzedaje.
    >
    > I to jest właśnie w dzisiejszych czasach chore...

    Mozna sie obrazac na rzeczywistosc, ale to nic nie da. Imo lepiej z
    tej sytuacji - skoro jest - wyciagnac to, co dobre, zamiast cmoktac
    z oburzeniem.

    --
    Te kobiety sie szanuja i to mocno. Kuchnia im szacunku nie zabiera.
    Odkurzacz czasem tez nie. Jedynie je upieksza.
    wielo-kropek na fk
  • stephen_s 28.10.07, 11:16
    > No to napisz, z czym sie w takim razie zgadzasz.

    Z tym odwracaniem przez Ciebie sytuacji... Z tym wnioskiem, że kobieta tańczy na
    rurze, ale śmieje się z facetów na nią się gapiacych i jeszcze bierze od nich
    pieniądze - więc to ona ich poniża, nie oni ich. Sorry, dla mnie to jest
    racjonalizacja. Dokładnie na tej samej logice można uzasadnić dawne
    patriarchalne stosunki w społeczeństwie: kobiety nie miały prawa głosu itd.?
    Ależ nic złego się nie działo, przecież one tylko tak wmanewrowały mężczyzn, by
    oni je utrzymywali, a same nie musiały przejmować odpowiedzialności...

    > Mozna sie obrazac na rzeczywistosc, ale to nic nie da.

    Wiesz, jakby dwieście lat temu kobiety postanowiły "nie obrażać się na
    rzeczywistość", to do dzisiaj kobiety nie miałyby równych praw.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bene_gesserit 28.10.07, 12:32
    stephen_s napisał:

    > > No to napisz, z czym sie w takim razie zgadzasz.
    >
    > Z tym odwracaniem przez Ciebie sytuacji... Z tym wnioskiem, że
    kobieta tańczy n
    > a
    > rurze, ale śmieje się z facetów na nią się gapiacych i jeszcze
    bierze od nich
    > pieniądze - więc to ona ich poniża, nie oni ich. Sorry, dla mnie
    to jest
    > racjonalizacja.

    To nie jest zadne 'odwracanie sytuacji' - to jest proba spojrzenia z
    innej perspektywy, tak bardzo ci obca. Zaloz przez chwile (wiem, ze
    to dla ciebie trudne, ale moze jednak nie niemozliwe), ze tarcerki
    rurowe nie czuja upokorzenia. Kto w takiej sytuacji jest upokorzony -
    one, ktore go nie czuja, czy ci faceci, ktorzy maja z tego tyle, ze
    moga sobie popatrzec i ewentualnie zmarszczyc freda przy
    wspomnieniach?
    Dla mnie zreszta sytuacja, w ktorej nikt nie jest upokorzony, tez
    jest do przyjecia.

    Dokładnie na tej samej logice można uzasadnić dawne
    > patriarchalne stosunki w społeczeństwie: kobiety nie miały prawa
    głosu itd.?
    > Ależ nic złego się nie działo, przecież one tylko tak wmanewrowały
    mężczyzn, by
    > oni je utrzymywali, a same nie musiały przejmować
    odpowiedzialności...

    Bzdury. Nikt nikogo nie manewrowal - tamte porzadki wynikaly z
    trudnych warunkow zycia - ani kobiety nie mialy wyboru roli zyciowej
    ani mezczyzni. Porownanie jest bez sensu i manipulanckie.

    >
    > > Mozna sie obrazac na rzeczywistosc, ale to nic nie da.
    >
    > Wiesz, jakby dwieście lat temu kobiety postanowiły "nie obrażać
    się na
    > rzeczywistość", to do dzisiaj kobiety nie miałyby równych praw.

    Jest roznica miedzy 'obrazaniem sie' a 'zmiana'. Roznica ta polega
    na tym, co sie zrobi z uczuciem niezgody na cos, co istnieje.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • stephen_s 28.10.07, 12:43
    > To nie jest zadne 'odwracanie sytuacji' - to jest proba spojrzenia z
    > innej perspektywy, tak bardzo ci obca. Zaloz przez chwile (wiem, ze
    > to dla ciebie trudne, ale moze jednak nie niemozliwe), ze tarcerki
    > rurowe nie czuja upokorzenia.

    No dobra, powiem coś potencjalnie oburzającego: jeśli tancerka rurowa nie czuje
    upokorzenia, to jest to bardzo dziwne, bo ona powinna czuć upokorzenie. Bo w
    takiej sytuacji JEST upokarzana.

    Przez analogie: jeśli ktoś by mnie lał po twarzy, a ja nie czułbym się bity, to
    czy byłaby to moja własna swoista perspektywa, wybór - czy też powiedziałabyś,
    że to jednak coś nie tak ze mną jest?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 12:46
    mylisz emocje i fakty.Bicie jest faktem.ale emocje w tej sytuacji bedą różne.
    Ja na przykład czuję się upokorzona w takich sytuacjach,w ktorych wiele osób
    odczuwa coś zupełnie innego.
    --
    Pilnie poszukuję socjalisty i lewaka w celu redystrybucji dóbr!!!
  • bene_gesserit 28.10.07, 13:30
    stephen_s napisał:

    > No dobra, powiem coś potencjalnie oburzającego: jeśli tancerka
    rurowa nie czuje
    > upokorzenia, to jest to bardzo dziwne, bo ona powinna czuć
    upokorzenie. Bo w
    > takiej sytuacji JEST upokarzana.

    Takie sa byc moze intencje A. Ktore spala na panewce, jesli B tak
    sie nie poczuje. Ma sie tak poczuc dlatego, ze powinien? Oczywiscie,
    wiele osob moze tak zrobic - poczuje sie upokarzanymi, bo z kultury
    wie, ze tak powinny sie poczuc. Sa jednak osoby, ktore nie czuja
    tego, co 'powinny'.

    Pomysl o ekstremalnych sytuacjach, typu np obozy koncentracyjne, w
    ktorych bylo mnostwo upodlenia i tego upodlenia sie poddawaniu. Byli
    jednak ludzie - glodzeni, bici, poddawani okrutnym praktykom -
    ktorzy byli w stanie ocalic wlasna godnosc nawet w tych warunkach.

    Eleanor Roosevelt powiedziala kiedys: 'No one can make you feel
    inferior without your consent.' i to jest swieta prawda.

    > Przez analogie: jeśli ktoś by mnie lał po twarzy, a ja nie czułbym
    się bity, to
    > czy byłaby to moja własna swoista perspektywa, wybór - czy też
    powiedziałabyś,
    > że to jednak coś nie tak ze mną jest?

    Mozesz czuc bol ale nie musisz sie czuc upokorzony.

    --
    'Uwiez mi jesli Lech Kaczynski spodobal sie jednej Polce i ona
    wyszla za niego, to ja bede podobal sie o wielu Polkom'
    waldek1610 aka polska potega swiatowa
  • stephen_s 28.10.07, 14:18
    > Takie sa byc moze intencje A. Ktore spala na panewce, jesli B tak
    > sie nie poczuje. Ma sie tak poczuc dlatego, ze powinien?

    No dobrze, ale czy to, że ktoś nie czuje się upadlany, to automatycznie upadlany
    nie jest? Myślę, że inaczej rozumiemy "upodlenie" - dla Ciebie to stan ducha,
    dla mnie zdarzenie, sytuacja, która człowieka upadla - niezależnie od tego, co
    on sam czuje.

    > Mozesz czuc bol ale nie musisz sie czuc upokorzony.

    Chodziło mi o to, że jak osobę A bije osoba B, to obiektywnie rzecz biorac,
    osoba A jest bita i raniona - niezależnie od tego, że ona sama może psychicznie
    wznieść się ponad to i powiedzieć, że ból jej nie przeszkadza. W sensie
    subiektywnym więc ból po niej "spływa", ale obiektywnie i tak ból jest jej zadawany.

    Tak samo, kobieta na rurze może nie czuć upokorzenia, ale obiektywnie jest to
    sytuacja, gdzie zostaje ona upokorzona.


    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bene_gesserit 28.10.07, 14:28
    Z pwn:
    upokorzenie «uczucie poniżenia, wstydu; też: to, co kogoś poniża,
    obraża»
    upokorzyć — upokarzać «poniżyć kogoś, urazić czyjąś godność»


    Czyli jesli nie czujesz sie upokorzony, to nie jestes upokorzony,
    chociaz sytuacja mogla byc w czyims zamysle upokarzajaca. Nie chodzi
    o stan ducha, ale o konkretna emocje. Jesli jej nie czujesz, to jej
    nie czujesz, jak rany.
    --
    ...a te tutaj apatują nagością [muszek0 na ff]
  • stephen_s 28.10.07, 14:39
    > Czyli jesli nie czujesz sie upokorzony, to nie jestes upokorzony,
    > chociaz sytuacja mogla byc w czyims zamysle upokarzajaca.

    Hm. Czyli, przez analogię - jeśli ktoś za moimi plecami się ze mnie śmieje, to
    nie jestem wyśmiewany, dopóki się o tym nie dowiem?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bene_gesserit 28.10.07, 21:26
    'Wysmiewanie' nie dzieje sie wglab ciebie, tak jak dzieje
    upokarzanie. Jesli ktos cie wysmiewa moze w tobie wzbudzic cos w
    srodku (agresje, politowanie albo uczucie upokorzenia). Jesli ktos
    cie probuje upokorzyc, to nie upokorzy, dopoki ty tego upokorzenia
    nie poczujesz. Slowo 'wysmiewac sie' jest slowem, ktore nazywa pewna
    czynnosc - slowo 'upokarzac' okresla emocje, co ci udowodnilam,
    cytujac slownikowa definicje - w zludnej nadziei, ze pojmiesz.
    eot, bo naprawde ile mozna
    --
    'Uwiez mi jesli Lech Kaczynski spodobal sie jednej Polce i ona
    wyszla za niego, to ja bede podobal sie o wielu Polkom'
    waldek1610 aka polska potega swiatowa
  • cartahena 28.10.07, 20:54
    Nie chodzi mi o to wcale, ze kobiety to cierpietnice. Podejrzewam
    tylko, ze wielu paniom, gdyby zaproponowac wystepowanie przy rurze z
    darmo, to by sie nie zgodzily. Wiekszosc z nich to robi wlasnei dla
    pieniedzy, a nie dlatego, ze sa ekshibicjonistkami. Chyba tym razem
    wyrazilam sie jsno?
    Poza tym dla mnie upokarzajace jest zarowno wystepowanie jak i
    ogladanie takich pokazow. I wcale nie mialabym ochoty ogladac
    Chippendales'ow, mimo, ze to przystojniaki sa.
    Troche mnie dziwi, ze Wy dziewczyny tak uparcie bronicie tancow na
    rurze. Przeciez feministki walcza przeciwko pornografii, a takie
    tance w pewnym stopniu maja cos wspolnego z pornografia.
    Nie przemawia do mnie argument, ze felietonami tej pani
    zainteresowane jest iles tam czytelnikow. Dawniej ludzie masowo
    ogladali publiczne egzekucje. I czy by to znaczylo, ze nalezy takie
    zwyczaje nadal kultywowac?
    Ta pani robi tez to dla pieniedzy: sprzedaje swoja intymnosc. I mnie
    sie to nie podoba. Chyba moze mi sie cos nie podobac w czyims
    zachowaniu? Czy postepowcy tego tez zakazali?
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 21:36
    Tak samo jak co co lubią pisać pewnie nei zgodziliby się na wydanie ksiązki za
    darmo.
    Mylisz dwie rzeczy:robić coś za pieniądze i dla pieniędzy.
    Mnóstwo ludzi wykonuje nudną,biurową pracę dla pieniędzy.Tak samo jak wiele osób
    robi coś co lubi za pieniądze.

    Poza tym feministki nie walczą z pornografią.Tylko niektóre.Pomylilaś feministki
    z wszechpolkami:)

    A czy ja gdzieś napisałam,że jest zakazane,żeby się coś komuś nie podobało?
    --
    Jestem takim przykładem kobiety jak nietoperz jest przykładem ssaka:)
  • kocia_noga 29.10.07, 08:50
    cartahena napisała:

    > Poza tym dla mnie upokarzajace jest zarowno wystepowanie jak i
    > ogladanie takich pokazow. I wcale nie mialabym ochoty ogladac
    > Chippendales'ow, mimo, ze to przystojniaki sa.

    Ale też nikt ciebie do tego nie zmusza,nie zabraniaj więc innym
    tego, co tobie nie pasuje-mnóstwo kobiet ogląda tańczące ciacha i ma
    z tego satysfakcję.


    > Nie przemawia do mnie argument, ze felietonami tej pani
    > zainteresowane jest iles tam czytelnikow. Dawniej ludzie masowo
    > ogladali publiczne egzekucje.

    Dzisiaj też, i to znacznie więcej.Oglądamy śmierć na zywo wTV,
    kinie , prasie.

    --
    Chrzanić sygnaturki
  • cartahena 29.10.07, 09:18
    kocia_noga napisała:

    > cartahena napisała:
    >
    > > Poza tym dla mnie upokarzajace jest zarowno wystepowanie jak i
    > > ogladanie takich pokazow. I wcale nie mialabym ochoty ogladac
    > > Chippendales'ow, mimo, ze to przystojniaki sa.
    >
    > Ale też nikt ciebie do tego nie zmusza,nie zabraniaj więc innym
    > tego, co tobie nie pasuje-mnóstwo kobiet ogląda tańczące ciacha i ma
    > z tego satysfakcję.

    Alez ja nikomu nie zabraniam. Tylo dlaczego sie potem dziwimy uprzedmiotowieniu
    kobiet, skoro same chcemy ogladac "ciacha".

    >
    > > Nie przemawia do mnie argument, ze felietonami tej pani
    > > zainteresowane jest iles tam czytelnikow. Dawniej ludzie masowo
    > > ogladali publiczne egzekucje.
    >
    > Dzisiaj też, i to znacznie więcej.Oglądamy śmierć na zywo wTV,
    > kinie , prasie.

    No tak, tylko czesto jest to nam narzucane (np. w wiadomosciach tv), a nie
    chodzimy na specjalnie zorganizowane egzekucje. Mam nadzieje, ze tak jest w
    cywilizowanym swiecie. A ogladanie filmikow z obcinania glowy ludziom nie jest
    powszechnie pochwalane.
    Jesli chodzi o kino, to jest to fikcja, ale i tak osoby wrazliwe unikaja film
    epatujacych przemoca.

    Ta dyskusja, wg mnie, tez dotyczy poziomu wrazliwosci.
  • stephen_s 29.10.07, 10:59
    > Alez ja nikomu nie zabraniam. Tylo dlaczego sie potem dziwimy uprzedmiotowieniu
    > kobiet, skoro same chcemy ogladac "ciacha".

    Dokładnie...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 12:11
    Trzeba być bardzo bezkrytycznym żeby dawać sobie prawo do oceny tego,co w
    jakiejś sytuacji mają czuć ludzie.
    Poza tym jeśli kobieta czuje się w takiej sytuacji upokorzona,to moze przyczyną
    jest własnie powszechne przekonanie,że tak powinna się czuć.
    Nie neguję oczywiście takich kobiecych doświadczeń, znam kobiety,ktore tego typu
    wystepy przeżyły jako upokorzenie.znam tez takie, ktore miały zupełnie inne uczucia.
    Nie widzę podstaw, by dac sobie prawo do oceniania ich emocji, dzielenia ich na
    własciwe i niewłasciwe.

    A to co piszesz o braniu pieniędzy to kompletna bzdura!
    Czy dziennikarz,który lubi pisac powinien robić to za darmo? Cóż złego,że ktoś
    pracuje i zarabia robiąc to co lubi?

    --
    Pilnie poszukuję socjalisty i lewaka w celu redystrybucji dóbr!!!
  • sir.vimes 28.10.07, 08:44
  • kocia_noga 28.10.07, 10:25
    związane z w/w felietonami może wynikac ze strachu przed badaniem
    własnej seksualności.Dotychczas było,że grupa arbitrów moralizowała
    zachowania seksualne i tabuizowała je.Grupa reprezentowała wyłącznie
    męskie interesy, tak, jak je pojmowała, tzn nie było tabu ani
    moralnie naganne korzystanie z zamtuzów,literatura opisująca
    uprzedmiotowienie kobiet.
    Tabu były takie aspekty męskiej seksualności jak: skłonności
    homoseksualne,onanizm,brak partnerki czy partnera seksualnego.
    Jeśli coraz to nowa osoba ujawnia się ze swoim życiem seksualnym, to
    może się budzić lęk,że kiedyś ktoś przyjdzie i spyta: a jak z tym
    jest u ciebie?
    Poza tym fakt,ze kobieta zwierza się ze swoich doznań seksualnych
    odbiera monopol na pokazywanie całej sprawy z punktu widzenia
    mężczyzny - to jest dopiero przerażające!
    Nie ironizuję,albo jeśli, to tylko troszke.Lęk wisi w
    powietrzu.Wiele osób wybiera schorzałych seksualnie moralizatorów-
    ucieczkę lękających się, ale ten powrót już nie jest bezpieczny, za
    dużo się stało, nie da się zamknąc oczu i udawać,ze odkrywanie sfery
    seksualnej jest "niemoralne" a krzywdzenie drugiego człowieka - nie
    musi.Coraz więcej głosu maja ludzie dotychczas bezkarnie krzywdzeni
    i nie da się już udawać, w każdym razie nie tak komfortowo,że nic im
    się nie dzieje, bo o moralności de3cyduje jakaś mniej lub bardziej
    samozwańcza elita.
    --
    Chrzanić sygnaturki
  • stephen_s 28.10.07, 11:11
    > Jeśli coraz to nowa osoba ujawnia się ze swoim życiem seksualnym, to
    > może się budzić lęk,że kiedyś ktoś przyjdzie i spyta: a jak z tym
    > jest u ciebie?

    No nie no. Ja nie mam lęku przed analizowaniem mojego życia seksualnego... w
    stosownym ku temu miejscu, rzecz jasna.

    > Poza tym fakt,ze kobieta zwierza się ze swoich doznań seksualnych
    > odbiera monopol na pokazywanie całej sprawy z punktu widzenia
    > mężczyzny - to jest dopiero przerażające!

    No, to to mnie na pewno nie dotyczy.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • kocia_noga 28.10.07, 11:14
    Ja nie piłam do ciebie, tylko wyobraziłam sobie np przedstawiciela
    MW, i co jemu mogłoby przeszkadzać.


    --
    Chrzanić sygnaturki
  • sir.vimes 28.10.07, 11:18
    Wątpie by statystycznemu chłopcu z MW przeszkadzało wyznanie tego typu jak z
    przywoływanego artykułu.
  • kocia_noga 28.10.07, 11:58
    sir.vimes napisała:

    > Wątpie by statystycznemu chłopcu z MW przeszkadzało wyznanie tego
    typu jak z
    > przywoływanego artykułu.

    A ja jestem pewna,zeby przeszkadzało.Im przeszkadza w ogole
    jawnośc.Przeszkadza im też aktywnośc i autonomicznośc kobiet.
    Przecież to oni atakuja maszerujące lesbijki i gejów.
    Gej pisarz,aktor, ksiądz czy dziennikarz bluzgający nienawiścia do
    kobiet im nie wadzi,nie chcą wiedzieć nic o jego orientacji.Jesli
    się im powie,ze poniża kobiety i jest gejem, to odpowiedź jest mniej
    więcej taka: X - gejem? to oszczerstwo, to prawdziwy patriota.
    Wyznania kobiet na temat ich seksualności pzreszkadzają im,
    jaknajbardziej.Zauwaz,że używają sfery seksualnej jako narzędzia
    obelg w stosunku do kobiet.Kobieta ma milczec i wstydzić się,ze jest
    seksualna.
    --
    Chrzanić sygnaturki
  • sir.vimes 28.10.07, 12:12
    Kobieta ma milczec i wstydzić się,ze jest
    > seksualna.

    To z jednej strony.
    A z drugiej strony burdele itp opierają się miedzy innymi na możliwości
    posłuchania wyznań tego typu.
    Seks felieton o tym czy lubi się czy nie "ssać członek" nie zmieni podejścia
    przeciętnych chłopców z MW do kobiecej seksualnosci czy czegokolwiek. Są to
    takie same wyznania jak wyznania ze stron xxxx , które ci chłopcy pilnie
    podczytują w necie.
    taka "redaktorka" IMo spełnia w piśmie tą smą rolę co cycata dziewczyna na
    ostatniej stronie niektórych dzienników. Nie przeszkadza - przeciez taj jak w
    całej "idei" prostytucji wiekszości klientów nie chodzi o to by prostytukę
    zgwałcić tylko o to by udawała, że seks z klientem sprawia jej przyjemnośc. Tak
    samo w zdjęciu biuściastej dziewczyny nie chodzi o to, że sie ją wbrew jej woli
    podglada tylko, że ona lubi ten biust pokazać , o iluzję, że chce by ten
    konkretny Henio czy Zenek na nią patrzył. To, że mamy do czynienia z tekstem
    zamiast obrazka IMo nic nie zmienia.
  • sir.vimes 28.10.07, 12:15
    A, i z tych samych przyczyn analogia dziewczyny robiącej striptiz na rurze do
    ekshibicjonisty w parku wydaje mi się nie trafiona (ktoś w wątku taką analogię
    przywołał).
    Ekshibicjonista w parku obnaża się kiedy ON chce, przed kim chce i gdzie chce.
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 12:19
    To nie była taka analogia.Chodziło mi o to,ze mimo różnych realizacji motywacja
    może być taka sama.Choć oczywiscie tancerka go go nie narusza niczyjej wolności,
    bo ogląda ją ten kto chce.
    --
    Pilnie poszukuję socjalisty i lewaka w celu redystrybucji dóbr!!!
  • kocia_noga 28.10.07, 12:21
    sir.vimes napisała:

    > A, i z tych samych przyczyn analogia dziewczyny robiącej striptiz
    na rurze do
    > ekshibicjonisty w parku wydaje mi się nie trafiona (ktoś w wątku
    taką analogię
    > przywołał).
    > Ekshibicjonista w parku obnaża się kiedy ON chce, przed kim chce i
    gdzie chce.


    Zara zara.Ekshibicjonista musi się strzec policji i ukrywac przed
    ludźmi.Tancerka go-go pracuje legalnie i może jawnie mówić o swojej
    pracy, w dodatku zarabia niezłe pieniądze często mając marne
    kwalifikacje.To ma być gorsze?
    Sama znałam kobiety, które marzyły o tym,żeby zatańczyć seksualny
    taniec, odkryć się w ten sposób wobec najaranych samców.Być tą ,no,
    boginią seksu.
    Niektóre robią z tego zawód albo pzrygodę życiową,tam nie pracują
    same cierpiętnice.
    --
    Chrzanić sygnaturki
  • sir.vimes 28.10.07, 12:29
    tam nie pracują
    > same cierpiętnice.

    Oczywiście, że tak.

  • sir.vimes 28.10.07, 12:30
    I naprawdę nie o to mi chodzi by udowadniać , ze wszystkie striptizerki są
    uciśnione.

  • stephen_s 28.10.07, 12:29
    > Niektóre robią z tego zawód albo pzrygodę życiową,tam nie pracują
    > same cierpiętnice.

    I znowu wyjdzie ze mnie konserwa, ale naprawdę szlag mnie trafia na myśl, że
    ktoś może chcieć uprawiać taki zawód... Nie oznacza to, że potępiam kogoś
    takiego jako osobę - ale nie ma lewara, by zaakceptował tego typu wybór.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 12:32
    a właściwie dlaczego przeszkadzają ci czyjeś potrzeby?Przecież one nie mają
    żadnego wpływu na twoje życie.
    --
    Pilnie poszukuję socjalisty i lewaka w celu redystrybucji dóbr!!!
  • bene_gesserit 28.10.07, 12:35
    Przylaczam sie do pytania, bo moim zdaniem trafia w sedno: dlaczego?
  • sir.vimes 28.10.07, 13:05
    zaakceptować fakt, ze niektórzy ludzie chcą byc oglądani czy pisać o swoich
    erotycznych przeżyciach.
    Ale - striptizerka nie jest zatrudniana ze względu na swoja chęć rozbierania się
    tylko przede wszystkim ze względu na warunki fizyczne które czynią to
    rozbieranie przyjemnym dla innych.
    Nie jest ani żadną nowością ani "pokazywaniem kobiecej perspektywy" pozwalanie
    by młody "kociak" rozbierał sie i wypowiadał o pozycjach jakie lubi.
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 13:08
    przyjemne jest samo to,że kobieta się rozbiera.To mit,że striptizerki są
    ładniejsze czy zgrabniejsze niż przeciętna kobieta.Cellulit, rozstępy, blizny
    czy obwisły biust w niczym nie przeszkadzają.Tak naprawdę liczy się własnei chęć
    rozbierania.
    --
    Gdy siedzę w lokalu przy dobrej wódzie, twoja ręka pod stołem na moim udzie,
    czego mi więcej do szczęście trzeba, jestem przecież bramą do nieba
  • sir.vimes 28.10.07, 13:16
    Hmmm, naprawdę?

    Zresztą, jasne, ze striptizerki to nie tylko dwudziestolatki z idealnie zgrabnym
    ciałem ale - nie chodzio samą chęć rozbierania się . Warunki fizyczne to
    niekoniecznie idealne ciało - ale np. gracja. Cellulit, rozstępy czy blizny -
    można do pewnego stopnia ukryć światłem, pudrem, biżuterią... Nie przypadkiem
    jednak nie jest to zawód na całe życie, nawet dla chcących (choć na pewno są
    wyjątki).
    Ekshibicjonistka w barze go-go ma być przyjemnym produktem, towarem atrakcyjnym
    dla klienta, ekshibicjonista w parku nie kłopocze się tym aspektem swojego
    ekshibicjonizmu.
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 13:20
    Owszem,striptizerka ma być atrakcyjnym towarem,ale w tym przypadku o
    atrakcyjności przesądza zrzucanie ubrań.Nie mówię oczywiście o rewiach,gdzie są
    pióra, bizuteria i układy taneczne.
    Zwyczajny striptiz wygląda tak,że wchodzi dziewczyna, wygina się niekoniecznie w
    rytm muzyki, podciąga na rurce, zjeżdża z niej i zdejmuje majtki:)Nie ma żadnego
    pudru.Oczywiscie wiek jest pewnym ograniczeniem,ale raczej jest to granica 40
    niż 25.
    --
    Pilnie poszukuję socjalisty i lewaka w celu redystrybucji dóbr!!!
  • kocia_noga 28.10.07, 12:17
    Ok, no dobra.Ale co w tym złego tak na prawdę?Chłopak z MW jak się
    naogląda pornoli, poczuje się może pewniej i radykalizm mu zelżeje,
    kto wie?
    --
    Chrzanić sygnaturki
  • bene_gesserit 28.10.07, 12:37
    Niekoniecznie chodzi o cos takiego.
    Jesli za 'normalne', 'ludzkie' i 'nieszkodliwe' tego typu zachowania
    bedzie uznawac coraz wiecej ludzi, MW po prostu sie rozplynie w
    powietrzu, poniewaz ich poglady beda przez coraz wieksza grupe
    uznawane za 'faszystowskie' i 'szkodliwe'.
    Oni istnieja, bo maja jakiestam poparcie w spoleczenstwie.
    --
    "Niestety Sanktuarium w Licheniu i PKiN wielu Polakow
    uwaza za kicz, a moim zdaniem to jednie z niewielu Polskich budowli
    na swiatowa sklale, mozna jeszcze dodac Wawel i Zamek w Flomborku,"
    polska_potega_swiatowa aka valdi
  • bene_gesserit 28.10.07, 11:16
    stephen_s napisał:

    > No nie no. Ja nie mam lęku przed analizowaniem mojego życia
    seksualnego... w
    > stosownym ku temu miejscu, rzecz jasna.

    Mozna zapytac, co to jest to 'stosowne miejsce' - i znowu opowiesz o
    sobie. A rzecz w tym, ze komus innemu twoje stosowne miescje moze
    sie wydawac miejscem niestosownym. Czyje stosowne miejsce jest
    stosowniejsze?


    --
    ...a te tutaj apatują nagością [muszek0 na ff]
  • stephen_s 28.10.07, 11:25
    No dobra, to mnie złapałaś na tym, co Kocia nazwałaby autorytaryzmem moralnym.
    Bo widzisz, akurat w tej kwestii uważam, że to, co ja uznaję za stosowne miejsce
    na mówienie o seksie, nie jest dla mnie tylko "moim" stosownym miejscem - ale
    uważam, że jest to stosowne miejsce dla wszystkich. I nie umiem zaakceptować, że
    dla kogoś innego właśnie publiczne obnażanie sie z takimi wyznania może być
    stosowne. To nie powinno być stosowne dla nikogo...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • kocia_noga 28.10.07, 11:46
    stephen_s napisał:

    > No dobra, to mnie złapałaś na tym, co Kocia nazwałaby
    autorytaryzmem moralnym.


    Ja się nie wkurzę! Właśnie dlatego,że daję ci prawo do wyboru.
    I nie chcę,żebyś się czuł przyłapany.Masz prawo do swoich
    poglądów.Tak ja uważam, a dodatkowo uważam,że ja mam prawo do
    własnych.

    --
    Chrzanić sygnaturki
  • stephen_s 28.10.07, 12:23
    Hmmm, w pewnym sensie sam siebie przyłapałem na czymś, czego się nie
    spodziewałem - i dlatego się skonfundowałem... Bo generalnie od dawna starałem
    się mieć takie podejście, jak Ty - że swoboda wyboru, każdy decyduje za siebie
    itd. Ale ostatnio jakoś... coraz mi trudniej taki punkt widzenia uznać. Po
    prostu nie mogę się zgodzić, że w każdej sytuacji jest to podejście odpowiednie.
    Są dla mnie standardy, które są niepodważalne i które wyborowi nie podlegają.
    Może jestem konserwą, ale sfera seksu do nich należy...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 12:25
    ale dlaczego właściwie przeszkadza ci,że ktoś lubi praktyki seksualne których ty
    nie lubisz?
    Ja też się dziwię,że kogoś może podniecać zabawa odchodami,ale nie budzi to
    mojego sprzeciwu.
    tak samo jak to,że nie jem selera i od samego zapachu mam mdłości nie wywołuje u
    mnie potrzeby wprowadzenia regulacji spożycia selera:)

    --
    Pilnie poszukuję socjalisty i lewaka w celu redystrybucji dóbr!!!
  • stephen_s 28.10.07, 12:27
    > ale dlaczego właściwie przeszkadza ci,że ktoś lubi praktyki seksualne których t
    > y
    > nie lubisz?

    To nie jest kwestia praktyk, których po prostu"nie lubię" - ja te praktyki
    negatywnie moralnie oceniam.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 12:30
    I o to mi własnie chodzi!dlaczego własciwie uważasz,że to powinno być moralnei
    wartościowane?Ja praktyki seksualne wartościuję w bardzo prosty sposób: ok jest
    to co dotyczy osób dorosłych i dzieje się za zgodą wszystkich uczestników.Cała
    reszta to już są oceny estetyczne.
    --
    Jestem takim przykładem kobiety jak nietoperz jest przykładem ssaka:)
  • stephen_s 28.10.07, 12:39
    Czemu? Nie wiem. Po prostu tak czuję :)

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bene_gesserit 28.10.07, 12:50
    stephen_s napisał:

    > Czemu? Nie wiem. Po prostu tak czuję :)

    I to by bylo wszystko, jesli chodzi o poglebiony wglad studentow
    psychologii :)

    (Imo w twoim 'po prostu tak czuje' miesci sie osobowosc, w ktorej
    dominuje wewnetrzny rodzic, a nie wewnetrzny dorosly.)
    --
    ...a te tutaj apatują nagością [muszek0 na ff]
  • stephen_s 28.10.07, 12:57
    A co to ma wspólnego z wglądem? Raczej odwołałbym się tutaj do Hume'a, który
    twierdził, że tak naprawdę wartościowanie moralne opiera się na emocjach, nie
    tylko rozumie. Moim zdaniem zawsze analizując nasz stosunek do czegokolwiek, w
    pewnym momencie rozbijemy się o to, ze pewne rzeczy "czujemy" tak lub inaczej.
    Nie wszystko da się uzasadnić...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • kocia_noga 28.10.07, 12:58
    stephen_s napisał:

    > A co to ma wspólnego z wglądem? Raczej odwołałbym się tutaj do
    Hume'a, który
    > twierdził, że tak naprawdę wartościowanie moralne opiera się na
    emocjach, nie
    > tylko rozumie. Moim zdaniem zawsze analizując nasz stosunek do
    czegokolwiek, w
    > pewnym momencie rozbijemy się o to, ze pewne rzeczy "czujemy" tak
    lub inaczej.
    > Nie wszystko da się uzasadnić...
    >

    Od czasów Hume'a upłynęło sporo wody w Wiśle.
    --
    Chrzanić sygnaturki
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 13:00
    problem w tym,że ty byś chciał żeby czucie jednej, przypadkowej osoby stało się
    czuciem obowiązującym wszystkich
    --
    Pszewin niemowlu bo sie sflustruje
  • stephen_s 28.10.07, 13:03
    Złośliwie zapytam: co w tym złego? :)

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 13:09
    ja po prostu nie lubię hipokryzji.Cóż, tak czuję;)
    a hipokryzją jest domaganie się narzucenia własnej subiektywnej wizji pod
    pretekstem walki z subiektywizmem.
    --
    Gdy siedzę w lokalu przy dobrej wódzie, twoja ręka pod stołem na moim udzie,
    czego mi więcej do szczęście trzeba, jestem przecież bramą do nieba
  • stephen_s 28.10.07, 14:19
    Ha! A co, jeśli subiektywnie czuję, że coś jest obiektywnie takie a nie inne? ;)

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bene_gesserit 28.10.07, 13:46
    stephen_s napisał:

    > A co to ma wspólnego z wglądem?
    (...)
    > Nie wszystko da się uzasadnić...

    Nie chodzi o uzasadnienie, ale - w twoim przypadku - brak checi jego
    odszukania. Widac tu naprawde spory opor. 'po prostu tak czuje'. Tym
    dziwniejszy, ze przeciez studia psycholo sa tak naprwde paroletnia
    jazda wglab siebie, wiec w zasadzie autoanalizę powinienes jesc na
    sniadanie. Gdybym np ja u siebie doszla do takiego punktu, w ktorym
    bym stwierdzila 'ze tak mam bo tak', to by mi sie zapalila czerwona
    lampka. Potraktuj to jako forumowa radę, z ktora zrobisz, co
    zechcesz :)

    Raczej odwołałbym się tutaj do Hume'a, który
    > twierdził, że tak naprawdę wartościowanie moralne opiera się na
    emocjach, nie
    > tylko rozumie. Moim zdaniem zawsze analizując nasz stosunek do
    czegokolwiek, w
    > pewnym momencie rozbijemy się o to, ze pewne rzeczy "czujemy" tak
    lub inaczej.

    Nie trzeba Hume'a, zeby uznac, ze nasz stosunek do swiata opiera sie
    na afekcie, na pierwszym, w 99% zautomatyzowanym odruchu 'lubie-nie
    lubie' czy 'podoba mi sie- nie podoba'.

    Ale nie calkiem w tym rzecz: mi sie wiele rzeczy moze nie podobac,
    ale to nie oznacza, ze odmawiam komukolwiek prawa do robienia tego.
    To, co mi sie podoba, nie musi sie podobac innym i na odwrot. A ty
    przez wieksza czesc tego watku i watku o Abby Lee probujesz
    udowodnic, ze twoje jest lepsze, wiec powinno obowiazywac. A jesli
    nie twoje jest lepsze, to w kazdym razie jakies jest lepsze, i
    powinno obowiazywac. Stanowczo mi sie to kojarzy z zamieszaniem w
    miedzy Wewnetrznym Rodzicem a Wewnetrznym Dzieckiem - przy
    calkowicie nieobecnym Doroslym. Co jest, chlopaki - zwiazaliscie i
    zakneblowaliscie go przy zabawie w Indian?


    --
    wersja z napisami
  • stephen_s 28.10.07, 14:12
    > Nie chodzi o uzasadnienie, ale - w twoim przypadku - brak checi jego
    > odszukania.

    No dobra, czekaj. O uzasadnienie mojego stosunku do czego w tym momencie pytacie?

    > To, co mi sie podoba, nie musi sie podobac innym i na odwrot. A ty
    > przez wieksza czesc tego watku i watku o Abby Lee probujesz
    > udowodnic, ze twoje jest lepsze, wiec powinno obowiazywac.

    Zależy, w jakim sensie mówisz o obowiązywaniu... Ja przecież nie mówię, by
    zakazywać czegokolwiek prawem. Natomiast cieszyłbym się, jakby więcej osób
    myslało jak ja...

    Stanowczo mi sie to kojarzy z zamieszaniem w
    > miedzy Wewnetrznym Rodzicem a Wewnetrznym Dzieckiem - przy
    > calkowicie nieobecnym Doroslym.

    To znaczy?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bene_gesserit 28.10.07, 21:54
    Poczytaj sobie sam o analizie transakcyjnej, musisz to miec w
    notatkach, bo nie wierze, zescie tego nie brali. I jeszcze o
    systemie terapii Wewnetrznego Dziecka, jesli uda ci sie znalezc
    materialy. Albo sie zapisz na jakas terapie?
    --
    -So, we’re the last feminists? Feminism dies with my generation?
    -It is to be hoped for, dear.
  • stephen_s 28.10.07, 21:56
    > Poczytaj sobie sam o analizie transakcyjnej, musisz to miec w
    > notatkach, bo nie wierze, zescie tego nie brali.

    Mieliśmy, ale to było w sumie już z 6 lat temu, wiec nie pamiętam dokładnie.
    Poza tym, jestem ciekaw, co Ty konkretnie myślisz...

    > I jeszcze o
    > systemie terapii Wewnetrznego Dziecka, jesli uda ci sie znalezc
    > materialy. Albo sie zapisz na jakas terapie?

    No, teraz to czuję się naprawdę personalnie atakowany...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • kocia_noga 28.10.07, 12:57
    bene_gesserit napisała:

    >
    > (Imo w twoim 'po prostu tak czuje' miesci sie osobowosc, w ktorej
    > dominuje wewnetrzny rodzic, a nie wewnetrzny dorosly.)


    Albo rodzic zmieniający się w dziecko.Analiza transakcyjna dobrze to
    tłumaczy.
    --
    Chrzanić sygnaturki
  • bene_gesserit 28.10.07, 13:38
    Rzeczywiscie - raczej dziecko, mimo wszystko. Bo niby to rodzic
    domaga sie posluszenstwa, ale to dziecko chce, zeby caly swiat byl
    nim.


    --
    ...a te tutaj apatują nagością [muszek0 na ff]
  • stephen_s 28.10.07, 13:44

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • kocia_noga 28.10.07, 12:34
    stephen_s napisał:

    > > ale dlaczego właściwie przeszkadza ci,że ktoś lubi praktyki
    seksualne któ
    > rych t
    > > y
    > > nie lubisz?
    >
    > To nie jest kwestia praktyk, których po prostu"nie lubię" - ja te
    praktyki
    > negatywnie moralnie oceniam.
    >


    Kiedyś bywałam na czacie dla róznych seksualnych odmieńców.Kilka
    razy pogadałam sobie np z koprofilem.Opisywał mi dokładnie swoje
    akcje, albo tylko fantazje, a kontakt z nim i rozmowy o innych
    sprawach pozwoliły oswoić się z nim jako człowiekiem mającym równe z
    e mną prawa.Nie odbyłabym stosunku kałowego z nim czy bez niego, ale
    nie napluje na takich gosci, ani na miłosników rajstop tak na
    przykład.
    Może pogadaj z innymi ludźmi to nabędziesz więcej zrozumienia?
    --
    Chrzanić sygnaturki
  • bene_gesserit 28.10.07, 12:40
    He, ja tez bywalam. To byly bardzo fajne, ciekawe rozmowy. Stef -
    polecam, niezla akademia seksualnej demokracji.
    --
    ...a te tutaj apatują nagością [muszek0 na ff]
  • saszenka2 29.10.07, 20:58
    bene_gesserit napisała:

    > He, ja tez bywalam. To byly bardzo fajne, ciekawe rozmowy. Stef -
    > polecam, niezla akademia seksualnej demokracji.
    Ja również niegdyś odbyłam parę ciekawych rozmów. Muszę przyznać, że
    były bardzo twórcze, poszerzające horyzonty. Mogę nie być
    zwolenniczką takiej, a nie innej sposobu zaspokojenia potrzeb
    seksualnych, ale nie mam prawa potępiać innych. Te rozmowy były
    naprawdę wzbogacające. Polecam każdemu, który pragnie spojrzeć na
    pewne kwestie z innej perspektywy.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • bene_gesserit 29.10.07, 21:13
    Ja tam daje sobie prawo do potepiania innych - nic nie poradze ze
    mam takie a nie inne uczucia. Ale niekoniecznie musze je
    werbalizowac, bo to moja sprawa i moj problem, jesli mam z czyms
    problem.

    Noi wlasnie - takie rozmowy, cale tamto doswiadczenie licznych,
    intensywnych kowersacji ze 'zbokolami', jak kazde doswiadczenie
    innosci daje mozliwosc _poznania_ a wiec czasem i _zrozumienia_.
    Wlasnie o tym jest ten watek - o tym, ze jesli sie robi miejsce dla
    Innego, nie powinno sie go zajmowac soba i swoim systemem wartosci.
    --
    'Uwiez mi jesli Lech Kaczynski spodobal sie jednej Polce i ona
    wyszla za niego, to ja bede podobal sie o wielu Polkom'
    waldek1610 aka polska potega swiatowa
  • stephen_s 29.10.07, 21:37
    Podsumowując, Bene, wg Ciebie jestem po prostu nietolerancyjny, tak..?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • saszenka2 28.10.07, 20:09
    bitch.with.a.brain napisała:

    > ale dlaczego właściwie przeszkadza ci,że ktoś lubi praktyki
    seksualne których t
    > y
    > nie lubisz?
    > Ja też się dziwię,że kogoś może podniecać zabawa odchodami,ale nie
    budzi to
    > mojego sprzeciwu.
    > tak samo jak to,że nie jem selera i od samego zapachu mam mdłości
    nie wywołuje
    > u
    > mnie potrzeby wprowadzenia regulacji spożycia selera:)
    >

    Dziwię się, że niektórzy uważają, że posiedli patent na nieomylność
    i wiedzą lepiej, co ktoś powinien robić, myśleć, czuć, kiedy
    powinien czuć się upokorzony etc. Irytuje mnie, że ktoś chce innym
    mówić, co mają robić, bo jemu to nie pasuje, choć to, co robi ktoś
    inny, nie ma żadnego wpływu na jego życie. Nie lubię facetów w
    dredach, ale nie latam za nimi na ulicy z misją obcinania dredów.
    Nienawidzę kawy i pietruszki, na sam zapach, szukam łazienki, ale
    nie postuluję zakazu sprzedaży kawy i pietruszki. Nie znoszę
    sukienek, ale nie robię manifestacji antysukienkowych. Nie podoba mi
    się "Nie" Urbana, więc go nie czytuję. Nie przepadam za jazzem, więc
    nie kupuję płyt jazzowych. Może Ci się nie podobać pisanie
    seksfelietonów, nie musisz ich czytać. Dbaj o swoją moralność, a nie
    cudzą. Niechaj każdy uprawia swój ogródek.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 28.10.07, 20:27
    Zauważ, że ja nie postuluję, by ZAKAZAĆ seksfelietonów. Ja tylko mówię, że dla
    mnie jest nie do pomyślenia, że można takie coś pisać - i nie umiem przejść nad
    nimi do porządku dziennego na zasadzie "Każdy niech robi to, co lubi".
    Powtarzam, nie mówię o zakazach! Ale chyba wolno mi uznać, że robienie czegoś
    przez ludzi jest błędem?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • sonia1199 28.10.07, 20:36
    stephen_s napisał:

    > Zauważ, że ja nie postuluję, by ZAKAZAĆ seksfelietonów. Ja tylko mówię, że dla
    > mnie jest nie do pomyślenia, że można takie coś pisać - i nie umiem przejść nad
    > nimi do porządku dziennego na zasadzie "Każdy niech robi to, co lubi".
    > Powtarzam, nie mówię o zakazach! Ale chyba wolno mi uznać, że robienie czegoś
    > przez ludzi jest błędem?
    >

    Lepij by to zabrzmiało, gdybyś powiedział: uważam to za błąd, brzmi mniej
    prokuratorsko i świadczy, że jest to TWOJA opinia a nie osądzanie w kategoriach
    absolutnych.
  • stephen_s 28.10.07, 20:42
    > Lepij by to zabrzmiało, gdybyś powiedział: uważam to za błąd, brzmi mniej
    > prokuratorsko i świadczy, że jest to TWOJA opinia a nie osądzanie w kategoriach
    > absolutnych.

    Mam wrażenie, ze trochę tu już wchodzimy w kwestei formalne...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • sir.vimes 28.10.07, 11:17
    "ze odkrywanie sfery
    seksualnej "

    Zgadzam się z każdym twoim słowem ale nie uważam, że każdy tekst czy obraz
    poruszający temat seksu jest "odkrywaniem" czy jakims wartościowym
    spostrzeżeniem. Moze być zwyczajną pornografią przebraną za literatuę czy dokument.

  • kocia_noga 28.10.07, 11:23
    sir.vimes napisała:

    > "ze odkrywanie sfery
    > seksualnej "
    >
    > Zgadzam się z każdym twoim słowem ale nie uważam, że każdy tekst
    czy obraz
    > poruszający temat seksu jest "odkrywaniem" czy jakims wartościowym
    > spostrzeżeniem. Moze być zwyczajną pornografią przebraną za
    literatuę czy dokum
    > ent.
    >

    To tez może być wartosciowe poznawczo.
    --
    Chrzanić sygnaturki
  • sir.vimes 28.10.07, 11:25
    Zapewne.
  • sir.vimes 28.10.07, 11:27
    O ile dysponuje sie możliwością (wypływającą np. z edukacji) zauważenia , że to
    mistyfikacja. Że pornografia przepbrana za np. literaturę nadal jest
    pornografią. Jeżeli się tą możliwością nie dysponuje - to już wartościowe
    poznawczo nie jest.
  • bene_gesserit 28.10.07, 12:42

    Znowu: nikt nikogo do czytania nie zmusza, nie trzeba nawet kupowac
    tej gazety, jesli sie nie chce miec finansowego udzialu w 'takich
    rzeczach'.
  • sir.vimes 28.10.07, 14:07
    Hm, trochę nie na temat mi odpowiedziałaś.

  • piekielnica1 28.10.07, 13:40
    > ale nie uważam, że każdy tekst czy obraz
    > poruszający temat seksu jest "odkrywaniem" czy jakims wartościowym
    > spostrzeżeniem.

    ale literatura gdzie autor pisal "...i posiadl ja", a ona myslala w
    tym czasie o "Bogu, Ojczyznie", lub zwyczjnie "koncz waszsc,
    oszczedz wstydu" chyba jednak nie dawala rzeczywistego obrazu zycia
    w tej sferze.
  • sir.vimes 28.10.07, 14:10
    Nie wiem, możliwe , ze w sumie tak - bo całkiem realne jest , że w czasie seksu
    z nieatrakcyjnym, wybranym przez rodziców mężem , mysli się o "Ojczyźnie".
    Zresztą, motyw myślenia w czasie seksu z niepożądaną juz osobą, o zakupach czy
    rachunkach pojawia sie i we współczesnej literaturze.

    > ale literatura gdzie autor pisal "...i posiadl ja", a ona myslala w
    > tym czasie o "Bogu, Ojczyznie", lub zwyczjnie "koncz waszsc,
    > oszczedz wstydu"
  • piekielnica1 28.10.07, 15:37
    > Zresztą, motyw myślenia w czasie seksu z niepożądaną juz osobą,
    > o zakupach czy rachunkach pojawia sie i we współczesnej
    > literaturze.

    Podczas satysfakcjonujacego seksu nie sposob myslec o tych
    przyziemnych sprawach.
  • sir.vimes 28.10.07, 16:41
    Własnie o tym piszę- że i teraz i kiedyś (sądzę , że kiedyś częściej) zdarzał
    się seks z osobą , której się nie pożąda...
  • kocia_noga 28.10.07, 11:26
    Hmm... czyli książka Andermanna nie, a wyznania kobiet-
    tak.Oczywiście A. pisał o bohaterze fikcyjnym, wiem, wiem.IMO
    dokładnie tak samo jak dyskutowane autorki,dla mnie to identyvczna
    literacka kreacja, cokolwiek przyszpilonego słowem to już niecałkiem
    rzeczywistość.
    --
    Chrzanić sygnaturki
  • bene_gesserit 28.10.07, 12:57
    kocia_noga napisała:

    > Hmm... czyli książka Andermanna nie, a wyznania kobiet-
    > tak.Oczywiście A. pisał o bohaterze fikcyjnym, wiem, wiem

    Nie rozumiem

    > IMO
    > dokładnie tak samo jak dyskutowane autorki,dla mnie to identyvczna
    > literacka kreacja, cokolwiek przyszpilonego słowem to już
    niecałkiem
    > rzeczywistość.

    Jakby sztuka byla zyciem, to by nie byla sztuka, no jasne.



    --
    -So, we’re the last feminists? Feminism dies with my generation?
    -It is to be hoped for, dear.
  • kocia_noga 28.10.07, 13:02
    bene_gesserit napisała:

    > kocia_noga napisała:
    >
    > > Hmm... czyli książka Andermanna nie, a wyznania kobiet-
    > > tak.Oczywiście A. pisał o bohaterze fikcyjnym, wiem, wiem
    >
    > Nie rozumiem

    No Steph na książkę Abby Lee i felieton nieznanej mi autorki
    zareagował obuzreniem, a na książkę Andermanna ( tak mi się tylko
    skojazryło, takiej literatury jest pzrecież więcej) nie.Drażni hgo
    więc nie sam fakt wywlekania sfery seksu z zacisza intymności, ale
    to,ze robią to kobiety.
    To faktycznie drastyczne i raniące dobry smak dla kogos, kto tkwi w
    zastanym systemie wartości moralno-estetycznych.Moge to zrozumieć,
    jasne.


    --
    Chrzanić sygnaturki
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 13:03
    On najwyraxniej bardzo serio traktuje pakt autobiograficzny i nie widzi,że
    między literaturą a tzw autentykiem róznica nie jest w stopniu kreacji tylko w
    stopniu ujawnienia tej kreacji.
    --
    Pszewin niemowlu bo sie sflustruje
  • stephen_s 28.10.07, 13:06
    Co to jest "pakt autobiograficzny"?

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • bitch.with.a.brain 28.10.07, 13:15
    to jest kategoria związana z literatura autobiograficzną, dokumentalną itp. To
    taki styl odbioru, w którym żeby czerpać przyjemność z lektury przyjmujesz
    założenie,że autor pisze prawdę.Jest to rodzaj milczącego porozumienia między
    twórcą i czytelnikiem.Tylko,że fajnie się dzieki temu czyta,ale nie ma to
    żadnego związku z rzeczywistością.Tak naprawdę nie ma literatury pozbawionej
    kreacji.O ile możesz zweryfikowac fakty (najczęściej) to nigdy nie zweryfikujesz
    prawdziwości opisanych emocji.
    Odwrotnie jest przy literaturze opartej na fikcji - zakładasz,że to się nie
    zdarzyło.Choć jak wiadomo często jakieś elementy przeżyć autora do ksiażki trafiają.
    Z tego punktu widzenia literatura fikcjonalna i niefikcjonalna rózni się nie
    samą istota tylko stylem odbioru.To twój odbiór sprawia,że czytając Abby Lee
    wierzysz w to co ona pisze i traktujesz to jako dokument, a na przykład czytając
    Mury Hebronu nie zakładasz,że Stasiuk odbył stosunek ze zwierzęciem:)
    A co do felietonów to z samej definicji wynika,że rzeczywistość jest w nich
    materiałem podlegającym dość duzej obróce.
    --
    Gdy siedzę w lokalu przy dobrej wódzie, twoja ręka pod stołem na moim udzie,
    czego mi więcej do szczęście trzeba, jestem przecież bramą do nieba
  • saszenka2 29.10.07, 21:42
    bitch.with.a.brain napisała:

    > to jest kategoria związana z literatura autobiograficzną,
    dokumentalną itp. To
    > taki styl odbioru, w którym żeby czerpać przyjemność z lektury
    przyjmujesz
    > założenie,że autor pisze prawdę.Jest to rodzaj milczącego
    porozumienia między
    > twórcą i czytelnikiem.Tylko,że fajnie się dzieki temu czyta,ale
    nie ma to
    > żadnego związku z rzeczywistością.Tak naprawdę nie ma literatury
    pozbawionej
    > kreacji.O ile możesz zweryfikowac fakty (najczęściej) to nigdy nie
    zweryfikujes
    > z
    > prawdziwości opisanych emocji.
    > Odwrotnie jest przy literaturze opartej na fikcji - zakładasz,że
    to się nie
    > zdarzyło.Choć jak wiadomo często jakieś elementy przeżyć autora do
    ksiażki traf
    > iają.
    > Z tego punktu widzenia literatura fikcjonalna i niefikcjonalna
    rózni się nie
    > samą istota tylko stylem odbioru.To twój odbiór sprawia,że
    czytając Abby Lee
    > wierzysz w to co ona pisze i traktujesz to jako dokument, a na
    przykład czytają
    > c
    > Mury Hebronu nie zakładasz,że Stasiuk odbył stosunek ze
    zwierzęciem:)
    > A co do felietonów to z samej definicji wynika,że rzeczywistość
    jest w nich
    > materiałem podlegającym dość duzej obróce.

    Każde dzieło literackie zawsze zawiera elementy fikcji, jest w
    pewnym sensie ubarwione. Żaden poeta nie opisuje drogi do sklepu po
    mleko w "zwyczajny" sposób, za każdym razem dodaje jakiś fragment,
    porównanie, metaforę, która ma dodać niepowtarzalności jego dziełu.
    Jest taka mądra zasada, żeby nigdy nie utożsamiać podmiotu
    lirycznego i narratora z osobą autora i jego biografią. Przerwa-
    Tetmajer pisząc swoje dekadenckie wiersze, jak choćby "Koniec wieku
    XIX", nie znajdował się w stanie depresji, lecz po prostu tworzył
    pewną kreację. Myślę, że w podobny sposób należy podchodzić do
    seksfelietonów. Owszem, być może są tam jakieś elementy z
    rzeczysistych przeżyć ich autorki, ale zapewne wiele
    zostało "podbarwione", aby wywoływało taką, a nie inną reakcję.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 29.10.07, 23:09
    > Jest taka mądra zasada, żeby nigdy nie utożsamiać podmiotu
    > lirycznego i narratora z osobą autora i jego biografią. Przerwa-
    > Tetmajer pisząc swoje dekadenckie wiersze, jak choćby "Koniec wieku
    > XIX", nie znajdował się w stanie depresji, lecz po prostu tworzył
    > pewną kreację.

    Z drugiej strony, w twórczości np. P.K. Dicka ewidentnie odbijały się osobiste
    problemy
    autora.

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • stephen_s 28.10.07, 13:05
    > No Steph na książkę Abby Lee i felieton nieznanej mi autorki
    > zareagował obuzreniem, a na książkę Andermanna ( tak mi się tylko
    > skojazryło, takiej literatury jest pzrecież więcej) nie.Drażni hgo
    > więc nie sam fakt wywlekania sfery seksu z zacisza intymności, ale
    > to,ze robią to kobiety.

    No nie no, teraz to Ty mi coś insynuujesz. Nie mogę zareagować oburzeniem na
    książkę Andermana, bo nie mam zielonego pojęcia, o jakiej książce mówisz...

    > To faktycznie drastyczne i raniące dobry smak dla kogos, kto tkwi w
    > zastanym systemie wartości moralno-estetycznych

    To niby o mnie? :))

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • kocia_noga 28.10.07, 15:31
    stephen_s napisał:
    >
    > No nie no, teraz to Ty mi coś insynuujesz. Nie mogę zareagować
    oburzeniem na
    > książkę Andermana, bo nie mam zielonego pojęcia, o jakiej książce
    mówisz...
    >

    Aaa, to przepraszam, myslałam,że znasz ten wątek, niedawno
    dyskutowaliśmy tu na ten temat.

    > > To faktycznie drastyczne i raniące dobry smak dla kogos, kto
    tkwi w
    > > zastanym systemie wartości moralno-estetycznych
    >
    > To niby o mnie? :))

    No jasne, a niby o kim? Rany, przecież sam tak o sobie piszesz.Albo
    podobnie.Jeśli cię uraziło, to jakich słów użyłam, to pzrepraszam,
    chodziło mi o konserwatyzm.
    >


    --
    Chrzanić sygnaturki
  • stephen_s 28.10.07, 16:37
    > Aaa, to przepraszam, myslałam,że znasz ten wątek, niedawno
    > dyskutowaliśmy tu na ten temat.

    Wątek widziałem, ale nie zaglądałem. Ksiązki nie czytałem - ani żadnych
    wypowiedzi o książce...

    Czy większym oburzeniem reaguję na swobodę seksualną kobiet, niż mężczyzn? Dobre
    pytanie - mam nadzieję, że nie...

    > No jasne, a niby o kim? Rany, przecież sam tak o sobie piszesz.

    No wiesz, nie napisałem, że "tkwię w zastanym systemie wartości
    moralno-estetycznych". :))

    Poza tym, jeśli już, to to idzie w drugą stronę. Z fazy buntu przeciwko
    tradycyjnemu systemowi wartości przechodzę na pozycję, kiedy zaczynam
    dostrzegać, że świat zastany (z jego totalnym permisywizmem, relatywizmem i
    owładnięciem seksem) mnie zaczyna drażnić. I czasem sie zastanawiam, czy w
    konserwatywnym podejściu do pewnych spraw nie było więcej sensu, niż się
    spodziewałem.

    Poza tym, w pewnym sensie zazdroszczę konserwatystom poczucia stałości,
    posiadania moralnych pewników itd. Zawsze wolałem myśleć o sobie jako o
    liberale, ale nie mogę zaprzeczyć, że trochę mi się te moje liberalne ideały
    rozłażą w palcach. Odczuwam zagubienie - i czasem zazdroszczę tej jasności i
    jednoznaczności, jakie daje konserwatyzm...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • piekielnica1 28.10.07, 20:55
    > Z fazy buntu przeciwko
    > tradycyjnemu systemowi wartości przechodzę na pozycję, kiedy
    > zaczynam dostrzegać, że świat zastany (z jego totalnym
    > permisywizmem, relatywizmem i owładnięciem seksem)
    > mnie zaczyna drażnić.

    Mam wrazenie, ze te fazy warunkuja hormony,
    trudno by mlodzieniec skladajacy sie w zasadzie z samego testosteronu
    miewal takie przemyslenia
  • stephen_s 28.10.07, 21:00
    > Mam wrazenie, ze te fazy warunkuja hormony,
    > trudno by mlodzieniec skladajacy sie w zasadzie z samego testosteronu
    > miewal takie przemyslenia

    Czy ja wiem? Ja bardziej poddaję się wpływom testosteronu teraz, niż kiedyś :))

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • piekielnica1 28.10.07, 21:36
    > Ja bardziej poddaję się wpływom testosteronu teraz, niż kiedyś :))

    moze u ciebie poziom testosteronu ciagle rosnie?
  • stephen_s 28.10.07, 21:46
    Raczej teraz przestałem się przed nim bronić ;)

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • six_a 28.10.07, 22:29
    1. a cóż jest dziwacznego w chęci podniesienia sobie sprzedaży? jest
    pewna grupa ludzi, która poczytałaby chętniej o tym, co przeleciał
    ex-poseł łyżwiński na śniadanie, to i znajdą się tacy, co przelecą
    quasi-blogaska erotycznego.

    2. w normalnej gazecie na poziomie typu dziennik ogólnopolski nie
    byłoby możliwe analizowanie parametrów cipek różnych i różnistych
    ani wyłapywanie zalet seksu na kacu, na kocu i na kucu przez
    redaktora płci męskiej - nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić
    oburzenia, które by się podniosło. i nie sądzę, by oburzone były
  • six_a 28.10.07, 22:32
    pisałam i pisałam, aż mi seksja wygasła i skończyło się kastracją:)

    1. a cóż jest dziwacznego w chęci podniesienia sobie sprzedaży? jest
    pewna grupa ludzi, która poczytałaby chętniej o tym, co przeleciał
    ex-poseł łyżwiński na śniadanie, to i znajdą się tacy, co przelecą
    quasi-blogaska erotycznego.

    2. w normalnej gazecie na poziomie typu dziennik ogólnopolski nie
    byłoby możliwe analizowanie parametrów cipek różnych i różnistych
    ani wyłapywanie zalet seksu na kacu, na kocu i na kucu przez
    redaktora płci męskiej - nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić
    oburzenia, które by się podniosło. i nie sądzę, by oburzone były
    tylko kobiety.

    3. No, coś w tym jest. O ile rozwojem w moim pojęciu rewia męska dla
    pań, o tyle cofnięciem się w rozwoju jest podłączanie się pod męskie
    zabawy i męskie reakcje - bycie bardziej agresywnym, bezczelnym,
    napastliwym niż niejeden facet.

    4. Wendy Shalit przegina w drugą stronę.

    W sumie rację przyznam samej Bussel: nikt nie ma prawa mówić ci, jak
    masz się pieprzyć.
    A skoro tak uważa, niech pisze do szuflady albo wróci do opowiadań
    erotycznych.

    Artykuły o seksie mają wg mnie sens, gdy: a) są poradnicze:
    seksuologiczne, psychologiczne
    b) gdy służą podnieceniu ---> odpowiednia prasa

    Jest takie zjawisko jak erotoman gawędziarz, teraz będzie erotoman
    redaktor i erotoman czytelnik.

    Czekam na sekskolumnę w gościu niedzielnym, to by było coś!
    --
    prawie jak kopov
    overkill
  • stephen_s 28.10.07, 22:44
    Podoba mi się Twoja ironia :)

    > W sumie rację przyznam samej Bussel: nikt nie ma prawa mówić ci, jak
    > masz się pieprzyć.
    > A skoro tak uważa, niech pisze do szuflady albo wróci do opowiadań
    > erotycznych.

    To było ostre :)

    > Jest takie zjawisko jak erotoman gawędziarz, teraz będzie erotoman
    > redaktor i erotoman czytelnik.

    To też :)

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • kocia_noga 29.10.07, 09:02
    six_a napisała:

    cofnięciem się w rozwoju jest podłączanie się pod męskie
    > zabawy i męskie reakcje - bycie bardziej agresywnym, bezczelnym,
    > napastliwym niż niejeden facet.


    A co to, to nie. Znałam niejedną dziewczynę bardzo bezczelną,
    agresywną i napastliwą, w tej chwili mam na myśli pewną kolezankę z
    liceum.Dodatkowo była wulgarna :) Kilka lat temu przypadkiem
    poczytałam jej felietonik w jakiejś gazecie i zasmuciłam się
    ogromnie, bo widac ,że zmusiła samą siebie do udawania słodkiej
    c.ipy, co się odbyło z krzywda dla tekstu.Była bezczelna i wulgarna
    i taka ja kochałyśmy, a potem się wykastrowała nie tylko z
    bezczelności ale i talentu.


    >
    > W sumie rację przyznam samej Bussel: nikt nie ma prawa mówić ci,
    jak
    > masz się pieprzyć.
    > A skoro tak uważa, niech pisze do szuflady albo wróci do opowiadań
    > erotycznych.
    >

    A nie, nie! Parę pięknych pań to przeczyta i się uspokoi.

    >
    > Czekam na sekskolumnę w gościu niedzielnym, to by było coś!

    Mateńko świnta!To by było coś!
    --
    Chrzanić sygnaturki
  • six_a 29.10.07, 10:24
    1. :) ujarzmianie się na siłę, jest tym samym co chamienie na siłę.
    nie mówię o osobach, które od dziecka mają określony, niezłomny
    charakterek, tylko o takich, co to chcą pluć dalej, chlać więcej i a
    najlepiej przyczepić sobie ptaka i klepać striptiserki po tyłku.


    2. to te teksty służą temu, żeby uspokoić piękne panie? :)
    Tak się właśnie zastanawiałam, kto to w ogóle czyta? tzn. kto czyta
    z zainteresowaniem teksty, w których są czyjeś tam indywidualne
    odczucia seksualne połączone z analizą na sucho.
    jakieś podglądactwo w tym wyłącznie widzę a la zobaczmy, co u
    sąsiada:)


    --
    prawie jak kopov
    learn to fly
  • kocia_noga 29.10.07, 13:32
    six_a napisała:

    > 1. :) ujarzmianie się na siłę, jest tym samym co chamienie na siłę.
    > nie mówię o osobach, które od dziecka mają określony, niezłomny
    > charakterek, tylko o takich, co to chcą pluć dalej, chlać więcej i
    a
    > najlepiej przyczepić sobie ptaka i klepać striptiserki po tyłku.

    Myślę,że to przeminie.A jeśli nie , to jak im zabronić? Dopóki tak
    rozumiana męskośc będzie przedstawiana jako super i kul, poniektóre
    osoby będa chciały tak się zachowywac,żeby pokazać że też sa
    super&kul.
    Mnie też się to nie podoba, ale wszystko nie musi mi się
    podobać.Sama zanim jako tako dojrzałam,pzrymierzałam sobie rózne
    maski nie raz i nie dwa robiąc z siebie idiotkę.Czemu mam innym tego
    zabraniać?

    >
    > 2. to te teksty służą temu, żeby uspokoić piękne panie? :)
    > Tak się właśnie zastanawiałam, kto to w ogóle czyta? tzn. kto
    czyta
    > z zainteresowaniem teksty, w których są czyjeś tam indywidualne
    > odczucia seksualne połączone z analizą na sucho.
    > jakieś podglądactwo w tym wyłącznie widzę a la zobaczmy, co u
    > sąsiada:)
    >
    >Nosz kurcze, i co z tego? Nie będą czytać, to sz. redakcja nie
    będzie zamieszczać, a jeśli będa, to widac trafiło w potzrebe, nie
    wiem jaką, ale wystarczającą,żeby się pomeczyć lekturą te kilka
    minut.
    Czekam aż zamieszczą w/w felieton,to sama przeczytam, co to takiego.


    --
    Chrzanić sygnaturki
  • six_a 29.10.07, 14:01
    ale nie chodzi o zabranianie, tępienie albo odmawianie prawa do
    eksperymentowania z własną osobowością. chodzi tylko o to, żeby nie
    podciągać tego pod wyzwolenie i feminizm, bo to takie fajne,
    rozciągalne etykietki się zrobiły, że każdy ze swoimi buciorami
    wlezie.

    widzisz to tak?: mężczyźni (bo chyba nie kobiety?) przedstawiają
    bycie szowinistą jako super i kul, a kobiety to podchwytują? no, to
    jest obrazek więcej niż żałosny, w takim przypadku Levy ma rację do
    kwadratu:)

    eee nie, to nie tak chyba, redakcja zamieszcza taką kolumnę, bo
    liczy na skandalik i dyskusję o tytule (przecież nikt do cholery nie
    pisze do dziennika błagalnych listów, żeby dali jakieś opisy seksu,
    bo przy śniadaniu się nudzi). jakby zamieszczali zamiast
    seksfelietonu fetyszofelieton, to też by go ktoś tam przeczytał,
    tylko czy jest to wystarczający powód, żeby to pchać do dziennika?
    chcę poczytać o seksie, kupuję dajmy na to cosmo, chcę poczytać o
    polityce, kupuję gazetę codzienną. prasa jest już dość dobrze
    sprofilowana i robienie grochu z kapustą jest imho niepotrzebne.

    no, przedsmak już był:) "lubię ssać członka, bo jest przytwierdzony"
    eureka normalnie

    --
    prawie jak kopov
    climbatize
  • kocia_noga 29.10.07, 16:01
    Fakt, przeoczyłam kontekst.rzeczywiście jest wybór tematów i gazet.I
    jeśli WO daje takie cuś, to sugeruje tym samym,że to ma coś
    wspólnego z feminizmem.

    --
    Chrzanić sygnaturki
  • sir.vimes 29.10.07, 14:49
    > 1. :) ujarzmianie się na siłę, jest tym samym co chamienie na siłę.
    > nie mówię o osobach, które od dziecka mają określony, niezłomny
    > charakterek, tylko o takich, co to chcą pluć dalej, chlać więcej i
    a
    > najlepiej przyczepić sobie ptaka i klepać striptiserki po tyłku.

    "Myślę,że to przeminie.A jeśli nie , to jak im zabronić? Dopóki tak
    rozumiana męskośc będzie przedstawiana jako super i kul, poniektóre
    osoby będa chciały tak się zachowywac,żeby pokazać że też sa
    super&kul.
    Mnie też się to nie podoba, ale wszystko nie musi mi się
    podobać.Sama zanim jako tako dojrzałam,pzrymierzałam sobie rózne
    maski nie raz i nie dwa robiąc z siebie idiotkę.Czemu mam innym tego
    zabraniać?"

    Wtrącę się.
    Też nie uważam by wolno było zabronić (i nie uważam by było poco) ale chciałabym
    by "ogólnosdostępne" mediaprezentowały wiekszy wybór niz miedzy 'przyczepianiem
    sobie ptaka" i dziewicą co 'odda się po slubie'. Mnie to wisi i powiewa co
    ludzie czytaja i po co - ale nie rozumiem czemu nawet 'prokobiece' media
    zostawiaja mnie 'samą przeciwko światu" jeśli chodzi o wychowanie mojej córki.
    Samą Zadra wyżyć się nie da - dorastającej dziewuszki przed presja kultury
    schować się nie da. Dlaczego w tej kulturze jest coraz mniej miejsca pomiędzy
    "zapieczętowanym źródłem życia" a "ssaniem członka"?(i nie chodzi oczywiscie o
    sam fakt uprawiania seksu oralnego - tylko fakt, ze żadna to perspektywa kobieca
    tylko nudna , przemielona miliony razy, gorsza literacko niż "ramoty" typu Henry
    Miller a tak samo feministyczna, pornografia). Chciałabym by moja córka mogła
    poczytać za parę lat fajne teksty o seksie z perspektywy kobiecej - nie takie
    same jak w Cats i nie takie same jak w Naszym Dzienniku.
  • sir.vimes 29.10.07, 14:50
    A, zapomniałam o konkluzji - to, że media "kobiece" zlewaja to "pomiedzy" jest
    IMO antykobiece.
  • rozczochrany_jelonek 29.10.07, 00:57
    seksfelietonistki przypominają mi mojego siostrzeńca który ostatnio
    podekscytowany wyciągnął mnie do ogrodu i z rozbrajającym zachwytem pokazał że
    piłka którą wrzucił do basenu pływa :)
    myślę że te felietonistki trzeba potraktować jak mojego siostrzeńca, czyli
    należy cieszyć razem z nim jego odkryciem ,być wyrozumiałym i cierpliwie czekać
    aż przestanie uznawać pływającą piłkę za coś niezwykłego :)


    --
    Good Night, and Good Luck.
  • stephen_s 29.10.07, 14:42
    ... podoba Wam się to zdjęcie Catherine Townsend? Bo dla mnie jest jakieś...
    dziwne...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły napoddaszu
  • six_a 30.10.07, 00:02
    podoba mi się jej twarz i nastrój zdjęcia, natomiast ciało ma jakieś
    mdłe i serdelkowate.
    widocznie sportów jednak za mało zażywa;)


    --
    prawie jak kopov
    learn to fly
  • stephen_s 30.10.07, 09:56
    No właśnie, mi ani twarz, ani nastrój zdjęcia nie podoba... Jakieś
    takie... mroczne i nieco wyuzdane to zdjęcie jest :) Pani nie
    wygląda na nim wcale sympatycznie...

    --
    Mój dziwaczny blog, czyli Bazgroły na poddaszu
  • turbomini 29.10.07, 20:44
    Sfera wolności seksualnej to moim zdaniem jeden z najbardziej spornych tematów
    feminizmu w ogóle.
    Z jednej strony antyszowinizm dwokinowski, ale z drugiej feminizm III fali z
    klubami go-go, z czipendejlsami, etc.
    Mnie tylko denerwuje, że ktokolwiek nie zabiera głosu, mówi w imieniu
    wszystkich. Ani mi nie po drodze do Dworkin, ani do tej pani od seks kolumn.
    --
    2007 - rok Strzelca

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka